Medicalpress
Codziennie przewijamy setki publikacji w mediach społecznościowych, ale co robimy, gdy natrafiamy na taką, która sugeruje u kogoś kryzys psychiczny? Jak wynika z badania społecznego realizowanego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Fundacji Zdrowego Postępu, połowa Polaków zauważa w mediach społecznościowych publikacje sugerujące, że osoba, którą obserwują, przechodzi kryzys psychiczny. Jednak aż 61% osób nie wie jak na niego zareagować. Co gorsza, okazuje się, że jedynie co drugi z nas miałby odwagę to zrobić.  W Polsce nadal konieczna jest edukacja dotycząca reagowania na kryzys psychiczny w sposób wspierający i pomocny – podsumowują twórcy i pomysłodawcy „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”, przewodnika po skutecznych sposobach wspierania w kryzysie psychicznym oraz budowania wrażliwości w przestrzeni cyfrowej.
Świadomość Polaków na temat sygnałów kryzysu psychicznego w mediach społecznościowych
 
Rola mediów społecznościowych w dzisiejszym społeczeństwie rośnie w zawrotnym tempie. To już nie tylko przestrzeń do utrzymywania relacji, ale również główne miejsce, w którym poznajemy nowych ludzi, dzielimy się chwilami z życia, śledzimy doniesienia medialne i publikujemy różnorodne treści oraz opinie na ich temat. Statystyczny użytkownik spędza w nich 14% swojego aktywnego dnia, czyli zgodnie z najnowszymi badaniami 2 godz. 21 min, a młodzież w wieku 16-24 lat – nawet 20% aktywnego dnia.[1]
 
Social media to także miejsce, gdzie możemy dostrzec symptomy trudności emocjonalnych i kryzysów psychicznych. Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Zdrowego Postępu, połowa Polaków dostrzega w mediach społecznościowych publikacje: stories, posty, reelsy, zdjęcia, które sugerować mogą, że ich autor zmaga się z kryzysem psychicznym. Warto jednak zwrócić uwagę, że ponad trzy czwarte społeczeństwa (77%) młodej grupy wiekowej (18 – 24) zauważyło takie objawy, w porównaniu do zaledwie ponad jednej trzeciej społeczeństwa (39%) w starszej grupie wiekowej (45 – 65 lat).
 
Wyniki badania pokazują wyraźne różnice międzypokoleniowe w postrzeganiu kryzysów psychicznych. Dzisiejsza młodzież jest bardziej świadoma zdrowia psychicznego, częściej otwarcie mówi o swoich trudnościach i nie boi się prosić o pomoc. Starsze pokolenia wciąż traktują ten temat jako tabu. To podkreśla wagę interakcji międzypokoleniowych. Niezwykle ważne jest, aby młodsze pokolenie rozmawiało o zdrowiu psychicznym ze swoimi rodzicami czy dziadkami.” – komentuje prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs, psycholog, neuropsycholog i neuropsychoterapeuta, kierownik Katedry i Zakładu Psychologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, członek Rady Naukowej MindHealth, współautorka „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”.
 
Wyniki badania potwierdzają: Polacy nie wiedzą, jak reagować na kryzys psychiczny.
 
Pomimo, że blisko połowa Polaków deklaruje, że dostrzega kryzys psychiczny w mediach społecznościowych, to aż (61%) nie wie, jak na niego zareagować. Jedynie co trzecia osoba (38%) potrafiłaby zareagować odpowiednio, gdyby spotkała się z takim przypadkiem. Podobnie jak w poprzednim badaniu, wyniki te różnią się jednak w zależności od grupy wiekowej – wśród osób w wieku 18 – 24 aż 67% wie, jak zareagować, podczas gdy w grupie 45 – 65 lat tylko 27%.
 
Co więcej, jak wykazali respondenci, tylko co drugi Polak miałby odwagę zareagować na kryzys psychiczny w mediach społecznościowych. Jest to bardzo niepokojące, zważywszy na fakt, że z mediów społecznościowych korzysta niemal 29 milionów Polaków (75.6% populacji), a liczba ta stale rośnie.[2]
 
Wyniki badania z jednej strony dają nam bardzo optymistyczne prognozy, bo aż połowa społeczeństwa zauważa kryzys psychiczny w social mediach, jednak z drugiej strony nadal aż połowa nie miałaby odwagi na taki kryzys zareagować. Pomimo rosnącej świadomości zdrowia psychicznego, wiele osób nie chce  podejmować inicjatywy obawiając się, że ich pomoc może zostać odebrana w niewłaściwy sposób. Ludzie martwią się, że nie będą w stanie pomóc właściwie, co często wynika z braku odpowiedniej wiedzy na temat tego, jak wspierać osoby w kryzysie. Warto pamiętać, że w badaniach tego typu może występować tzw. efekt społecznych oczekiwań – ankietowani mogą deklarować większą gotowość do reakcji, niż faktycznie byliby skłonni podjąć w realnej sytuacji. To oznacza, że odsetek osób, które rzeczywiście wiedzą, jak reagować na kryzys psychiczny w mediach społecznościowych, może być jeszcze niższy, niż wskazują wyniki badania.” – zauważa prof. dr hab. n. med. Napoleon Waszkiewicz, psychiatra, przewodniczący Rady Naukowej Centrum Zdrowia Psychicznego MindHealth, współautor „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”.
 
Czy Polacy wiedzą, jakie są objawy kryzysu psychicznego?
 
Niestety, jak wynika z przeprowadzonego badania, wiedza Polaków o objawach psychicznych jest dość powszechna, choć potrafimy jedynie rozpoznać u innych i u siebie tylko te najbardziej wyraźne, które wskazują na zaburzenia psychiczne, takie jak np. depresja. W odpowiedzi na pytanie o objawy kryzysu psychicznego respondenci najczęściej wskazali na objawy typowe dla depresji: myśli samobójcze (55%), okaleczenie się (41%), wybuchy agresji lub frustracji (37%). Znacznie rzadziej wskazane były objawy, które mogą sugerować kryzys psychiczny, takie jak: złe samopoczucie (np. częste bóle głowy, brzucha, napięcie mięśniowe, kołatanie serca, itp.) (12%), problemy z pamięcią i koncentracją (8%), problemy z apetytem (6%). Powyższe dane pokazują także, że nie rozpoznajemy, kiedy kryzys psychiczny objawia się w naszym ciele, co jest szczególnie groźne, bo najczęściej to właśnie ciało daje nam sygnał, że coś jest nie tak.
 
Wyniki badania jednoznacznie wskazują na potrzebę dalszej edukacji społeczeństwa w zakresie rozpoznawania objawów kryzysu psychicznego. Zdecydowanie za mało osób rozpoznaje subtelniejsze objawy, które mogą wskazywać na kryzys. To co widać na poziomie objawów fizycznych czy psychicznych, nie zawsze musi być związane z poważną chorobą psychiczną, ale może stanowić ważny sygnał, który nie powinien być bagatelizowany.  – radzi dr hab. n. med. Sławomir Murawiec, psychiatra, członek Zarządu Głównego i rzecznik prasowy Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, współautor „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”.
 
 
Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych – wyjątkowy przewodnik
 
„Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych” to unikalny i bardzo potrzebny w dzisiejszym świecie projekt, jaki powstał z inicjatywy Fundacji Zdrowego Postępu, który ma na celu nauczenie, jak być wrażliwym i odpowiedzialnym w cyfrowym świecie. Podstawą opracowania tego  Kodeksu była współpraca ekspertów z różnych dziedzin zdrowia psychicznego, psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów, którzy przeanalizowali objawy kryzysu psychicznego możliwe do zidentyfikowania w przestrzeni wirtualnej oraz stworzyli wskazówki, w jaki sposób prawidłowo na niego reagować.
 
Naszym celem było stworzenie kompleksowego narzędzia, które pomoże użytkownikom mediów społecznościowych stać się bardziej wrażliwymi na potrzeby innych i zrozumieć, jak reagować na sygnały kryzysów psychicznych w sposób wspierający i empatyczny. Wyniki naszego badania społecznego wskazują na to, że “Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych” to niezwykle potrzebne narzędzie i naszym celem jest, aby trafił jak najszerzej do społeczeństwa i odpowiedział na wszystkie pytania dotyczące tego, jak pomóc i nie bagatelizować problemów ze zdrowiem psychicznym” – dodaje Joanna Bogdanowicz-Antos, prezes Fundacji Zdrowego Postępu, pomysłodawca „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”.
 
Partnerzy i patroni Kodeksu
 
Partnerem „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych” jest Centrum Zdrowia Psychicznego Mindhealth. Udział w projekcie wzięli eksperci: prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs, prof. dr hab. n. med. Napoleon Waszkiewicz, dr hab. n. med. Sławomir Murawiec, mgr Sylwia Rozbicka, mgr Agata Lamparska, mgr Anna Grzywacz-Czarnecka, mgr Krzysztof Adamkiewicz, mgr Grzegorz Dąbrowski, mgr Bartłomiej Łepek, mgr Maja Kamińska, mgr Damian Paradowski oraz Maja i Damian – założyciele profilu Uważne Głowy. Patronat nad projektem objęli: Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, Polskie Towarzystwo Psychologiczne, Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, Fundacja Dbam o swój zasięg.
 
Pełna wersja „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych” znajduje się pod linkiem: 
https://fundacjazdrowegopostepu.com/kodeks-wra-liwo-ci
 
Badanie zostało zrealizowane w dniach 27 lutego – 03 marca 2025, na zlecenie Fundacji Zdrowego Postępu w ramach projektu “Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych” przez ARC Rynek i Opinia, metodą CAWI, na reprezentatywnej pod względem płci, wieku, wykształcenia, wielkości zamieszkiwanej miejscowości oraz regionu GUS próbie Polaków w wieku powyżej 18 lat, N=1021.
 
O Fundacji Zdrowego Postępu

Fundacja Zdrowego Postępu powstała w odpowiedzi na narastający kryzys w systemach zdrowotnych, wynikający ze skali występowania chorób cywilizacyjnych, do których zalicza się m.in. zaburzenia psychiczne, choroby sercowo-naczyniowe, niektóre nowotwory, chorobę otyłościową, cukrzycę, choroby układu pokarmowego czy oddechowego. Zespół Fundacji postawił sobie za cel prowadzenie działań edukacyjnych, które będą kształtować postawy społeczeństwa sprzyjające profilaktyce chorób cywilizacyjnych, a także zachęcać do regularnych badań diagnostycznych i rozpoczynania holistycznych terapii we właściwym czasie. Dowiedz się więcej: www.fundacjazdrowegopostepu.com
 
[1] https://datareportal.com/reports/digital-2025-poland
[2] https://datareportal.com/reports/digital-2025-poland
źródło: Fundacja Zdrowego Postepu
Codziennie blisko 24,8 mln użytkowników social mediów przewija setki postów, lajkuje zdjęcia czy komentuje treści. Media społecznościowe stały się naszą codziennością – miejscem budowania relacji, ale też przestrzenią, gdzie coraz częściej pojawiają się trudności emocjonalne i sygnały kryzysów psychicznych. Czy jednak potrafimy je dostrzec? Czy wiemy, jak na nie reagować, aby zamiast zaszkodzić – pomóc?
Na te pytania odpowiada „Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych” – unikalny i bardzo potrzebny w dzisiejszym świecie projekt, jaki powstał z inicjatywy Fundacji Zdrowego Postępu, który ma na celu nauczenie, jak być wrażliwym i odpowiedzialnym w cyfrowym świecie. Podstawą opracowania tego projektu była współpraca ekspertów z różnych dziedzin zdrowia psychicznego, psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów, którzy w trakcie warsztatów przeanalizowali objawy kryzysu psychicznego możliwe do zidentyfikowania w przestrzeni wirtualnej oraz stworzyli wskazówki, w jaki sposób prawidłowo na niego reagować.
 
O kulisach jego powstawania, potrzebie empatii w social mediach i wrażliwości na drugiego człowieka opowiedzą dwie niezwykłe kobiety – Joanna Bogdanowicz-Antos, prezes Fundacji Zdrowego Postępu, oraz prof. dr hab. nauk o zdrowiu Ewa Mojs, psycholog, neuropsycholog i neuropsychoterapeuta, kierowniczka Katedry i Zakładu Psychologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, członek Rady Naukowej MindHealth.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Pani Profesor, skąd u Pani zainteresowanie udziałem w tym projekcie?
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Po pierwsze chciałabym serdecznie podziękować za zaproszenie do tego projektu, bo to była bardzo fascynująca przygoda. Zainteresowanie tą inicjatywą wypływa z mojej bezpośredniej pracy z pacjentami. Na co dzień pracując jako terapeuta, spotykam się z młodzieżą, która bardzo często zgłasza się do mojego gabinetu, ponieważ była ofiarą hejtu również wtedy, kiedy wprost powiedziała, że potrzebuje pomocy psychologicznej, bo znajduje się w bardzo trudnej sytuacji życiowej.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Pani codzienna praktyka wskazuje na duży problem w obszarze zdrowia psychicznego u młodzieży, ale czy możemy zacząć od nakreślenia skali występowania tych problemów szerzej na tle całej Polski? Jak wygląda to w przypadku zaburzeń psychicznych i występowania kryzysów psychicznych, na których skupiamy się w Kodeksie? Czy statystyki różnią się w zależności od grup wiekowych? Jak wspomniała Pani Profesor czy grupy młodsze, myślę tu o młodzieży, które są bardziej aktywne w mediach społecznościowych, czy są one bardziej narażone właśnie na kryzys psychiczny?

Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Odwołując się do pierwszego pytania, chciałabym zwrócić uwagę, że w różnych danych dostępnych na świecie informacje dotyczące skali występowania problemów psychicznych są bardzo rozbieżne. Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują nam, że 10-12% osób może mierzyć się w Polsce z problemami lub zaburzeniami psychicznymi, które diagnozuje się na podstawie klasyfikacji ICD-10 czy ICD-11. Natomiast jak popatrzymy na te rozpoznania, które pojawiają się zarówno w gabinetach prywatnych, jak i w publicznej ochronie zdrowia, to okazuje się, że niemal jedna czwarta osób, zwłaszcza w populacji młodzieżowej, doświadcza różnych trudności życiowych. Jeśli uwzględnimy również osoby zgłaszające trudności w funkcjonowaniu psychicznym, objawiające się pojedynczymi symptomami problemów psychicznych, liczba ta może wzrosnąć nawet do połowy populacji młodzieżowej. Są to zatrważające dane, które niestety nie znajdują odzwierciedlenia w oficjalnych danych GUS. Możemy więc zatem powiedzieć, że te oficjalne dane są absolutnie niedoszacowane. Niestety od wielu lat nasz system ochrony zdrowia napotyka na wiele trudności. Dlatego jestem przekonana, że powstanie „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”, którą podjęła Fundacja Zdrowego Postępu w odniesieniu do uświadamiania znaczenia kryzysu psychicznego i konieczności wspierania, zwłaszcza młodych ludzi, jest niesłychanie ważna.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Kryzys psychiczny to stan zachwiania równowagi psychicznej, emocjonalnej i fizjologicznej, który daje zewnętrzne objawy, możliwe do zaobserwowania także, gdy dana osoba dzieli się swoim życiem w mediach społecznościowych. Czym różni się kryzys psychiczny obserwowany wśród naszych bliskich, znajomych czy współpracowników w życiu codziennym od tego, którego objawy możemy zaobserwować w mediach społecznościowych?
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Warto zwrócić uwagę na to, że kryzysu psychicznego może doświadczyć każdy z nas, nawet osoba zdrowa psychicznie, tak jak ja czy moi znajomi. Może się zdarzyć tak, że w życiu każdego z nas pojawi się sytuacja, która przekraczać będzie zasoby do radzenia sobie z nią i pojawią się różnego rodzaju trudności psychologiczne lub fizjologiczne. Takie jak np. zaburzenia snu, uczucie zmieszania, trudności w podejmowaniu decyzji, silne emocje. I wtedy mogą pojawić się różne problemy na tle psychicznym. Moje pokolenie funkcjonuje głównie w świecie rzeczywistym, tu i teraz. Łatwiej jest mu się zwrócić o pomoc, jeśli nie do profesjonalisty, to do przyjaciela, przyjaciółki, która wesprze dobrym słowem, pomoże, doradzi, będzie z nami. Natomiast młodzież żyje w dwóch światach. Nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej. Tak po prostu jest. I rzeczywiście widać, że kiedy młodzież korzysta z social mediów, ten kryzys również jest zauważalny. Warto jednak dodać, że możemy go zauważyć tylko wtedy, kiedy  ta osoba nam o tym powie, lub kiedy jesteśmy w dłuższej, internetowej relacji, obserwujemy tę osobę, komunikujemy się z nią, wymieniamy jakieś informacje, to wtedy możemy również zauważyć pewne sygnały czy zmianę w sposobie, w stylu funkcjonowania tej osoby. Kiedy widzimy, że np. zmienia się kolorystyka zdjęć na bardziej smutne, pojawia się inna częstotliwość i godziny publikacji. Czasem osoby borykające się z problemami psychicznymi z gorszym stanem psychicznym usuwają konta, zaprzestają publikacji. To może być dla nas sygnał, że z osobą po drugiej stronie ekranu dzieje się coś niepokojącego. Warto jednak pamiętać, że liczba informacji i sygnałów w social mediach jest bardzo ograniczona, bo mamy praktycznie tylko do dyspozycji kanał werbalny, to co się pojawi w treści komunikatu oraz  kanał pozawerbalny, praktycznie tylko ten wizualny. Warto pamiętać, że przygotowany przez nas Kodeks zawiera wskazówki, które mogą sugerować, że coś się dzieje po drugiej stronie, ale nie muszą. W obszarze emocji i samopoczucia możemy jedynie obserwować, ale nie będziemy wiedzieć na pewno, do momentu aż dana osoba nam tego nie powie.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Czyli można się pokusić trochę o wniosek, że trzeba być częścią społeczności danej osoby w internecie, żeby móc zaobserwować ten kryzys psychiczny, czy w ogóle jakąkolwiek zmianę zachowania, tak jak wspomniała Pani Profesor. Czy Pani zdaniem łatwiej jest w takim razie zaobserwować te objawy w internecie czy w rzeczywistości?

Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Niestety nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. W świecie realnym widzimy osobę bliską naszemu sercu, którą znamy, a także kontekst, w jakim żyje. Mamy większy dostęp do informacji, co w tym świecie się wydarzyło, co jest przeciążeniem, które może doprowadzić właśnie do kryzysu psychicznego. Elementy takie jak nękanie w szkole (zwłaszcza w kontekście młodzieży), strata bliskiej osoby, diagnoza choroby u siebie lub bliskich – to sytuacje obciążające, które mogą prowadzić do kryzysu psychicznego. Natomiast w świecie wirtualnym, czy jest to łatwiejsze do rozpoznania? Tylko wtedy, kiedy nam ktoś zasygnalizuje o tym. Internet jest takim medium, w którym coraz częściej pojawiają się osądy, wypowiedzi stają się bardzo ostre. Rzadko kiedy pojawiają się takie światłocienie, więc jak ktoś jest rzeczywiście w kryzysie i czuje się mocno bezradny, nie wie co ze sobą zrobić, to rzeczywiście pokazuje to w internecie w sposób jednoznaczny. Mam kryzys, nie wiem co ze sobą robić, żyć mi się nie chce, wszystko nie ma sensu. I to jest to ułatwienie dla otoczenia, dla osób, które pozostają w kontakcie z tą osobą, że mogą dość szybko zareagować. A jak powinny to zrobić? O tym mówimy właśnie w naszym Kodeksie. Natomiast w życiu realnym często te trudne sytuacje mogą być zamaskowane. Człowiek odsuwa myśli, zajmuje się czymś innym w swoim życiu, aby odroczyć emocje, które są zbyt trudne do zniesienia.

Joanna Bogdanowicz-Antos: Kiedy dyskutowaliśmy w gronie ekspertów również z Panią Profesor, myślę, że wniosek, który dość często się powtarzał, był taki, że „to wszystko zależy” i jest bardzo ciężkie do podania jasnej i bezpośredniej odpowiedzi. Natomiast to, o czym też rozmawialiśmy dość mocno, to jest ten brak reakcji użytkowników. Nasz Kodeks ma właśnie także zachęcić do tego, żebyśmy w ogóle reagowali i żebyśmy wspierali te osoby. W tym roku jako Fundacja zrealizowaliśmy projekt „Alicja w krainie mam”, w ramach którego założyliśmy profil parentingowy na Instagramie, wygenerowany w całości przez AI, którego celem było uwrażliwienie mam na temat depresji poporodowej. Pomimo manifestowania w postach objawów depresji poporodowej, aktywni obserwujący konto, nie zauważyli ich lub jak później nam przekazali, nie wiedzieli, jak zareagować na tego typu stan emocjonalny Alicji. Dlaczego jeszcze nie reagujemy, gdy mamy podejrzenia, że coś jest nie w porządku z osobą, którą obserwujemy w mediach społecznościowych?
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Wspomniała Pani o dwóch ważnych tematach. Jedna rzecz to rzeczywiście nie umiemy sobie poradzić z silnymi emocjami czy sytuacją trudną, którą doświadcza ktoś inny. Dlaczego nie umiemy? To już jest zupełnie inna rzecz, bo być może nie mamy takich doświadczeń. Być może też z domu nie nauczyliśmy się również tego, że na różne złe czary są te dobre. To jest też temat dla rodziców, żeby dzieciom nie tylko tworzyć atmosferę komfortu. Oczywiście komfortowo byłoby mieć cały czas tylko dobre sytuacje, ale nie zawsze jest to możliwe, bo w każdy z nas wcześniej czy później napotka ciężkie sytuacje, z którymi będziemy musieli sobie poradzić. Dlatego potrzebna jest obecność rodziców, żeby nas uczyli, jak pokonywać różnego rodzaju trudności. Drugi temat, który jest zdecydowanie bardziej poważny, to jest również to, że internet daje możliwość, łatwego wyłączenia się. Czyli jeśli dana osoba nie radzi sobie z emocjami, które syntonicznie są wzbudzane wtedy, kiedy czyta się treści należące do drugiej osoby, która znajduje się w sytuacji kryzysu, to łatwo może zamknąć, wyłączyć komórkę, wyjść, nie ma tematu. Innym problemem jest także to, że my Polacy nie lubimy zajmować się sprawami innych ludzi. Mój dom, moją twierdzą. Nie chcemy interesować się problemami innych osób, bo po co nam problemy innych ludzi. Takie podejście buduje mur między ludźmi, oparty na przekonaniu, że to nie moja sprawa i nie chcę się tym zajmować.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Niestety do tego jeszcze dochodzi stygmatyzacja zdrowia psychicznego. Jak wspominała Pani Profesor, młodzież jest już bardzo świadoma tego tematu, ale niestety starsze pokolenia nadal stygmatyzują zdrowie psychiczne.
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Oczywiście, jest to nadal zauważalne, bo przecież nikt z nas nie chce być chory psychicznie. Choroba psychiczna jest nadal bardzo dużym stygmatem, ponieważ wiąże się też z myśleniem, że jest to osoba niezdolna do samodzielnego życia, niezdolna do podejmowania decyzji o sobie, o swoich dzieciach, niezdolna do pracy. To efekt śnieżnej kuli, gdzie w momencie rozpoznania zaburzenia psychicznego u danej osoby przypisujemy jej automatycznie kolejne ograniczenia. Dlatego nikt z nas nie chce być chory psychicznie, ani 'zarazić się’ chorobą. Niestety, mity, jakie krążą wokół zdrowia psychicznego i w ogóle samej terapii czy leczenia, mogą do takich wniosków prowadzić.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: W procesie tworzenia Kodeksu wszyscy zaangażowani eksperci – psychologowie, psychoterapeuci i psychiatrzy – spotkali się podczas warsztatu, na którym opracowywali zbiór zasad „Jak reagować i w jaki sposób nie reagować na kryzys psychiczny w mediach społecznościowych?”. Chciałabym, żebyśmy rozpoczęły od tego, jak nie reagować, bo chyba to jest łatwiejsze. Czy mogłaby Pani Profesor rozwinąć tę kwestię?
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Cieszę się, że doszłyśmy do tego bardziej pozytywnego elementu naszej rozmowy, że nie tylko rozmawiamy o kryzysach, ale również o tym, że można jednak coś zrobić. Bo to jest bardzo ważne. Część reakcji w internecie, które obserwujemy, jest rzeczywiście nieadekwatna, ponieważ wiążą się z tym, że pojawia się od razu diagnoza. Osoba po drugiej stronie ekranu opowiada o swoich trudnościach i od razu otrzymuje gotowe rozwiązanie – diagnozuje. Mówi, masz depresję, jesteś chory, idź się leczyć. Nie daje przestrzeni na uzewnętrznienie emocji. Czasem osoba dzieląca się swoją trudną sytuacją w internecie nie oczekuje diagnozy ani leczenia, lecz chce po prostu podzielić się emocjami trudnymi do zniesienia. Tego nie wolno robić. Wiemy o tym, że do diagnozy potrzeba specjalistów. Naprawdę nie jest to łatwa sytuacja i żaden człowiek, który nie ma doświadczenia albo lekarskiego, lub psychologicznego, nie jest uprawniony do diagnozowania. Często pojawia się również tego typu reakcja jako gotowa wskazówka do działania. Idź, zrób. Nie znamy pełnego kontekstu życia, w którym dana osoba się znajduje. Takie gotowe rozwiązania możemy podpowiedzieć przyjacielowi, przyjaciółce, osobie, którą znamy w takiej zwyczajnej rzeczywistości, kiedy znamy kontekst, sytuację rodzinną, to taka dobra rada może być użyteczna. Natomiast, kiedy przyjaźnimy się w internecie, to tego typu porada pod tytułem „idź, zrób” jest nieuprawniona. Często też przestrzegamy przed tym, żeby nie negować emocji.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: W mediach społecznościowych warto też zgłosić dany post, wtedy osoba otrzymuje pomóc, przynajmniej na Instagramie i na Facebooku taka funkcja działa. Jak więc powinno się reagować?
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Tak naprawdę najważniejsze jest, aby reagować. My jako ludzie mamy wrodzoną zdolność do empatii, czyli taką zdolność do współodczuwania z drugą osobą tego samego, co ta osoba, w danym momencie doświadcza. Dlatego jeśli czytamy czyjś emocjonalny komunikat, to czujemy podobnie, czujemy zamieszanie, niepewność, lęki, które mogą się pojawiać i to już zauważenie w sobie właśnie tych emocji, które pojawiają się dzięki naszej zdolności empatii, powinno stać się podstawą do tego, żeby zapytać: Hej, co tam? Jak się czujesz? Ważna jest zdolność empatyzowania, ale również wrażliwość na drugą osobę, właśnie ze względu na to, że mamy bardzo ograniczone kanały komunikacyjne, że pewne zmiany, które widzimy w zachowaniu, w treści, w formie też przekazywanych komunikatów, mają nas zachęcić do reagowania, ale nie dawania gotowych rozwiązań. I nie radzenia. Warto napisać, słuchaj, nie jestem specjalistą, ale wydaje mi się, że dobrze by było, żebyś o tym pogadał z kimś, kto się na tym naprawdę zna. I tu dajemy osobie pewne rozwiązanie. Bardzo ważne jest także, aby za jakiś czas wrócić do osoby, u której zauważyliśmy zmiany świadczące, że może się ona borykać z problemami psychicznymi czy gorszym stanem emocjonalnym. To jest czasem trudna decyzja i to naprawdę wymaga dużej odwagi cywilnej.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Efektem naszej wspólnej dyskusji było też podejrzenie, że nie pomagamy osobom w kryzysie psychicznym, bo nie wiemy, gdzie je skierować. Kodeks również zawiera te informacje.
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: W Kodeksie znalazły się informacje zarówno w odniesieniu do telefonów zaufania, jak również informacje, jak dostać się do specjalisty psychiatrii. Dowiemy się, że odbywa się to bez skierowania, należy tylko znaleźć miejsce na wizytę. Pojawiły się również informacje o tym, że kontakt do psychologa w ramach publicznej służby zdrowia odbywa się ze skierowaniem. Chyba, że zgłaszamy się bezpośrednio do pierwszego poziomu referencyjnego, czyli do Centrów Zdrowia Psychicznego. Można także korzystać z opieki fundacyjnej, ponieważ wiemy doskonale, że kolejki do specjalistów są w naszym kraju bardzo długie. Dlatego też w Kodeksie znalazły się odnośniki do fundacji, które oferują pomoc psychologiczną oraz informacje o prywatnej opiece.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Chciałabym powiedzieć, że ze strony fundacji to, co nam głównie przyświecało przy samym pomyśle na Kodeks, to głównie chęć, by wpłynąć w określony sposób na zachowanie i właśnie zachęcić do reakcji i dać dobrą instrukcję, gotowe wskazówki przygotowane przez ekspertów, w jaki sposób zrobić to najlepiej. A jaki Pani Profesor przyświecał cel i w ogóle jakiego efektu tego Kodeksu się Pani spodziewa?
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Bardzo zależy mi, aby przygotowany przez nas Kodeks trafił do młodzieży, aby stał się drogowskazem dla nich i pokazał im jak powinni postępować, kiedy z ich koleżanką lub kolegą dzieje się coś niepokojącego. Ważne jest, aby młodzież wiedziała, co zrobić, jak się zachować. Ponieważ takich instrukcji obsługi nie otrzymają od swoich rodziców. Mam nadzieję, że Kodeks będzie dla nich czytelny, atrakcyjny, prosty, napisany dobrym językiem, że uda się go wdrożyć w życie. I drugą rzeczą, o której marzę, jest właśnie to, że młodzież pójdzie do swoich rodziców i nauczy rodziców tego, jak postępować reagować na kryzysy psychiczne. Taka nauka międzypokoleniowa i to jest piękne.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Bardzo dziękuję za rozmowę
 
Więcej informacji o „Kodeksie Wrażliwości w mediach społecznościowych” znajduje się pod linkiem: 
https://fundacjazdrowegopostepu.com/kodeks-wra-liwo-ci
 
 
 
 
 źródło: Fundacja Zdrowego Postępu
Media społecznościowe to dziś nasza codzienność – korzysta z nich niemal 28 milionów Polaków (66% populacji), a liczba ta wciąż rośnie. Statystyczny użytkownik spędza w nich 14% swojego aktywnego dnia, czyli zgodnie z najnowszymi badaniami 2 godz. 23 min, a młodzież w wieku 16-24 lat – nawet 20% aktywnego dnia[1]. Jednak dynamiczny rozwój social mediów przynosi nie tylko możliwości, ale również wyzwania, w tym coraz częstsze sygnały kryzysów psychicznych widocznych wśród użytkowników sieci. Liczby nie pozostawiają złudzeń, statystycznie aż co 4. z nas na jakimś etapie życia będzie zmagać się z trudnościami psychicznymi wymagającymi wsparcia ze strony profesjonalistów. Odpowiadając na ten problem, Fundacja Zdrowego Postępu, we współpracy z ekspertami z różnych dziedzin zdrowia psychicznego, stworzyła „Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych”.
Ten wyjątkowy przewodnik pokazuje, jak dostrzegać sygnały kryzysu w przestrzeni online, pomagać w sposób przemyślany i empatyczny oraz jakich reakcji należy unikać, by nie stygmatyzować czy bagatelizować problemu. Celem Kodeksu jest edukacja użytkowników mediów społecznościowych na temat zdrowia psychicznego i skutecznych sposobów wsparcia w kryzysie psychicznym w przestrzeni social mediów oraz budowanie wrażliwości w przestrzeni cyfrowej, opartej na wzajemnym wsparciu i zrozumieniu.
 
„Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych” – odpowiedź na rosnące wyzwania związane z kryzysami psychicznymi w sieci
 
W obliczu rosnącej roli mediów społecznościowych w naszym codziennym życiu coraz wyraźniej dostrzegamy zarówno ich potencjał, jak i wyzwania, które stawiają przed społeczeństwem. Jednym z kluczowych problemów wymagających pilnej uwagi jest umiejętność rozpoznawania objawów kryzysu psychicznego w mediach społecznościowych oraz odpowiednie reagowanie na takie sytuacje.
 
Media społecznościowe stały się przestrzenią, w której coraz częściej można zauważyć objawy trudności emocjonalnych i kryzysu psychicznego. Niestety, wiele osób nie wie, jak prawidłowo rozpoznać te sygnały ani jak na nie reagować w sposób wspierający i pomocny. Obawa przed popełnieniem błędu, zbagatelizowaniem problemu lub pogorszeniem sytuacji sprawia, że ludzie unikają interakcji z osobami, którym takie wsparcie mogłoby się przydać. Tymczasem każda niepodjęta reakcja to potencjalnie utracona szansa na realną pomoc. Aby pokazać, jak odpowiednio działać, stworzono „Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych”.
 
Jak podkreśla Joanna Bogdanowicz-Antos, prezes Fundacji Zdrowego Postępu, pomysłodawca Kodeksu: „Kodeks Wrażliwości powstał na bazie doświadczeń wcześniejszego projektu prowadzonego przez fundację – Alicja w krainie mam”, w którym zauważyliśmy, jak trudne jest wsparcie emocjonalne w przestrzeni social mediów. Wierzę, że właściwe reagowanie na sygnały kryzysu psychicznego może realnie wpłynąć na życie wielu osób. Dziękuję ekspertom za duże zaangażowanie w przedsięwzięcie i dostrzeżenie wagi tego projektu. To dzięki ich wiedzy i doświadczeniu powstał dokument, który może pomóc budować bardziej empatyczną i odpowiedzialną społeczność w social mediach”.
 
„Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych” wyjaśnia, jak zauważać niepokojące sygnały w social mediach oraz jak na nie reagować. Ważnym elementem Kodeksu jest także wskazanie działań, których warto unikać, aby nie pogorszyć stanu emocjonalnego osoby w kryzysie zdrowia psychicznego. Kodeks udziela również wskazówek, gdzie kierować osoby potrzebujące wsparcia – do jakich specjalistów, placówek, organizacji czy linii pomocowych.
 
Jak rozpoznać kryzys psychiczny w social mediach?
Identyfikacja oznak kryzysu psychicznego w mediach społecznościowych wymaga wrażliwości, empatii oraz umiejętności dostrzegania subtelnych zmian w zachowaniu użytkowników. Choć takie sygnały mogą być trudne do zauważenia, istnieją pewne wskaźniki, które mogą sugerować, że dana osoba doświadcza trudności i potrzebuje wsparcia.
Jeśli osoba, która dotychczas publikowała treści o neutralnym lub pozytywnym wydźwięku, zaczyna zamieszczać posty nacechowane pesymizmem, brakiem nadziei lub zainteresowaniem tematami związanymi ze śmiercią, może to być znak, że zmaga się z trudnościami. Warto zwrócić szczególną uwagę na wypowiedzi, które mogą sugerować myśli rezygnacyjne, samobójcze lub autodestrukcyjne.
Dodatkowym sygnałem może być zmieniona aktywność w mediach społecznościowych. Zarówno zmniejszona obecność online, jak i nagłe przerwanie interakcji z innymi użytkownikami mogą wskazywać na kryzys.

Ekstremalne opinie lub zachowania także mogą być powodem do niepokoju. Publikowanie treści o przesadnie autokratycznym charakterze, wyraźne wahania nastroju lub agresywne komentarze mogą świadczyć o wewnętrznych zmaganiach i być wołaniem o pomoc.

„Często to właśnie milczenie w sieci, gdy ktoś przestaje się odzywać, może być sygnałem, że dzieje się coś poważnego. Dlatego bardzo ważne jest, aby każdy z nas, użytkowników mediów społecznościowych, przyglądał się i reagował na niepokojące sygnały, które mogą świadczyć, że osoba może borykać się z kryzysem psychicznym. Pamiętajmy przy tym jednak, że żeby móc zaobserwować istotne sygnały u danej osoby w social mediach, musimy dobrze znać sposób prowadzenia konta. Nie wyciągajmy wniosków na podstawie zaledwie jednorazowej obserwacji” – zauważa prof. dr hab. n. med. Napoleon Waszkiewicz, psychiatra, przewodniczący Rady Naukowej Centrum Zdrowia Psychicznego MindHealth, współautor „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”.

Jak reagować na kryzys psychiczny w social mediach?
Reagowanie na kryzys psychiczny wymaga delikatności i uważności. Najważniejsze jest, aby kontaktować się z osobą w kryzysie w sposób, który nie naraża jej na wstyd czy presję. Prywatna wiadomość to najlepszy sposób na rozpoczęcie rozmowy. Borykająca się z trudnościami emocjonalnymi osoba najczęściej będzie potrzebować podtrzymania kontaktu, obecności i tego, aby dać jej do zrozumienia, że ją widzimy i nie jest sama. Warto wyrazić troskę w prosty, ale szczery sposób, na przykład: „Zauważyłam_em, że Twoje ostatnie wpisy brzmią smutno. Czy mogę Ci jakoś pomóc?”. Kluczowe może być także pytanie: „Jak mogę Cię wesprzeć?”. Bo nie musimy wiedzieć, co dla tej osoby będzie najlepsze lub przydatne, każdy z nas jest inny. W sytuacjach, gdy ktoś otwarcie sygnalizuje zamiar skrzywdzenia siebie lub innych, ważne jest natychmiastowe działanie. Zgłoś treści odpowiednim służbom lub platformie, aby zwiększyć szanse na udzielenie pomocy.
 
Czasem osoby borykające się z kryzysem psychicznym lub z gorszym stanem psychicznym usuwają konta, zaprzestają publikacji. Takie zachowanie może być dla nas sygnałem, że z osobą po drugiej stronie ekranu dzieje się coś złego. Warto wtedy napisać do tej osoby, zapytać, po prostu być dla niej. Nie musimy mieć gotowych rozwiązań ani znać odpowiedzi na wszystkie pytania – liczy się gotowość do wysłuchania i wsparcie. Ważna jest zdolność empatyzowania, ale również wrażliwość na drugą osobę, właśnie ze względu na to, że mamy bardzo ograniczone kanały komunikacyjne; że pewne zmiany, które widzimy w zachowaniu, w treści, także w formie komunikatów, które są przekazywane, mają nas zachęcić do reagowania, ale nie do dawania gotowych rozwiązań. I nie do radzenia” – dodaje prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs, psycholog, neuropsycholog i neuropsychoterapeuta, kierownik Katedry i Zakładu Psychologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, członek Rady Naukowej MindHealth, współautor „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”.

Jak nie reagować na kryzys psychiczny social mediach?
Choć chęć pomocy może być szczera, to niektóre reakcje mogą zaszkodzić bardziej niż pomóc. Publiczne komentowanie problemów psychicznych w sekcji komentarzy może zawstydzić osobę w kryzysie i pogorszyć jej stan. Kolejnym błędem jest bagatelizowanie problemu – zdania typu „Inni mają gorzej” czy „To minie, nie przejmuj się” mogą sprawić, że osoba poczuje się niezrozumiana. Dawanie rad też nie należy do pomocnych reakcji – „Powinnaś_powinieneś po prostu się wyluzować” lub „Wystarczy więcej myśleć pozytywnie”. Takie podejście umniejsza powagę sytuacji i emocje osoby.

Nigdy nie sugerujmy podejrzenia konkretnego schorzenia lub choroby psychicznej, ponieważ diagnoza leży wyłącznie w kompetencjach odpowiedniego specjalisty po procesie diagnostycznym. Pamiętajmy, że nie jesteśmy terapeutą, ale zawsze możemy być kimś, kto pomoże skierować osobę w kryzysie do specjalisty lub przekazać jej numery telefonu do organizacji, które mogą pomóc” – radzi dr hab. n. med. Sławomir Murawiec, psychiatra, członek Zarządu Głównego i rzecznik prasowy Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, współautor „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”. „Twoja troska może zrobić różnicę. Nawet drobny gest może okazać się początkiem pozytywnej zmiany w czyimś życiu” – dodaje dr hab. n. med. Sławomir Murawiec, współautor Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych.

Partnerzy i patroni Kodeksu
Partnerem „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych” jest Centrum Zdrowia Psychicznego MindHealth. Udział w projekcie wzięli eksperci: prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs, prof. dr hab. n. med. Napoleon Waszkiewicz, dr n. med. Sławomir Murawiec, mgr Sylwia Rozbicka, mgr Agata Lamparska, mgr Anna Grzywacz-Czarnecka, mgr Krzysztof Adamkiewicz, mgr Grzegorz Dąbrowski, mgr Bartłomiej Łepek, mgr Maja Kamińska, mgr Damian Paradowski oraz Maja i Damian – założyciele profilu Uważne Głowy. Patronat nad projektem objęli: Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, Polskie Towarzystwo Psychologiczne, Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, Fundacja Dbam o swój zasięg.
 
Pełna wersja „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych” znajduje się pod linkiem:
https://fundacjazdrowegopostepu.com/kodeks-wra-liwo-ci

 
[1] Social Media Users 2024 (Global Data & Statistics), Priori Data, https://prioridata.com/data/social-media-usage/#Key_User_Stats, dostęp: 01.10.2024.

źródło: Fundacja Zdrowego Postepu

66 proc. rodziców biorących udział w badaniu zrealizowanym dla One przyznało, że ich dzieci przynajmniej raz zachorowały w czasie wakacyjnego odpoczynku. Jednocześnie aż 41 proc. z nich twierdzi, że planując wakacje szuka informacji o tym, jak pod kątem zdrowotnym przygotować się do wyjazdu na forach dyskusyjnych, blogach, w social mediach czy na portalach internetowych. W przeszłości, kiedy ich dziecko chorowało podczas urlopu, biorący udział w badaniu rodzice najczęściej korzystali z wcześniej przygotowanej apteczki lub samodzielnie kupowali leki w aptece.
Według danych opublikowanych przez Polską Organizację Turystyczną na letni wyjazd turystyczno-wypoczynkowy w tym roku planowało udać się 65 proc. Polaków. 7 na 10 (71 proc.) badanych chciało spędzić wakacje w kraju, a co piąty (19 proc.) – za granicą.
 
– Nie jest odkryciem, że urlopy korzystnie wpływają na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne. Musimy jednak pamiętać, że w czasie wyjazdu bardziej niż na co dzień jesteśmy narażeni na wystąpienie dolegliwości i infekcji, a im młodszy organizm tym większe ryzyko. Wydawałoby się, że wybuch pandemii oraz związana z tą sytuacją wzmożona edukacja zdrowotna zmieniają percepcję Polaków i przekonają ich do korzystania z naprawdę rzetelnych źródeł informacji również w ramach przygotowań do wakacyjnych wyjazdów. Tymczasem okazuje się, że w tej sytuacji rodzice częściej niż z konsultacji z pediatrą, korzystają z forów dyskusyjnych, blogów, mediów społecznościowych i portali internetowych czy porad bliskich – mówi Alicja Sapała – Smoczyńska, pediatra i certyfikowany lekarz medycyny podróży CCMP.
 

Co trzeci rodzic korzysta z porady lekarza przed wyjazdem z dzieckiem
Jak pokazuje badanie przeprowadzone na zlecenie Doctor.One – wśród rodziców przygotowujących się pod kątem zdrowotnym do wakacyjnego wyjazdu z dzieckiem najpopularniejszym źródłem informacji jest internet. Nie są to jednak np. rządowe serwisy czy objęte patronatem stowarzyszeń lekarskich – te znalazły się dopiero na 3. miejscu, lecz fora dyskusyjne, blogi, social media oraz portale internetowe (41 proc. ankietowanych). Istotnie częściej informacji szukają na nich rodzice dzieci w wieku 1-3 lata (56 proc.). Na 2. miejscu jako źródło zdrowotnych informacji znaleźli się znajomi i rodzina (39 proc.). Z porad lekarza przed wyjazdem na wakacje z dzieckiem korzysta tylko 33 proc. rodziców, przy czym ta opcja jest istotnie częściej wybierana przez rodziców dzieci do 12. miesiąca życia (55 proc.).

 
– Dane Doctor.One pokazują, że 66 proc. dzieci przynajmniej raz zachorowało podczas wakacyjnego urlopu. Dlatego też tak ważne jest odbycie „przedwyjazdowej” wizyty u pediatry, zbadanie malucha i dopytanie lekarza, co należy zrobić w razie wystąpienia dolegliwości. Jest to szczególnie ważne w przypadku dzieci przewlekle chorych, ponieważ może zajść konieczność przedłużenia leku, wykupienia nowego lub poinstruowania rodziców o sposobach postępowania z dzieckiem w innym kraju. Wizyta u specjalisty jest również ważna w przypadku niemowląt oraz młodszych pociech – im mniejsze dziecko, tym mniej specyficzne są objawy choroby – tłumaczy Alicja Sapała – Smoczyńska, pediatra i certyfikowany lekarz medycyny podróży CCMP i dodaje: Podczas takiej wizyty lekarz może np. stwierdzić infekcję wirusową, która na wczesnym etapie umknęła rodzicom, a jest ona przeciwwskazaniem do odbycia podróży. Podczas wizyty można również omówić zawartość apteczki, którą planujemy ze sobą zabrać – lekarz najlepiej doradzi, co powinno się w niej znaleźć, uwzględniając przy tym wiek oraz stan zdrowia dziecka. Korzystanie z nierzetelnych informacji podczas przygotowań może spowodować, że opiekunowie za późno udadzą się z dzieckiem do specjalisty, nie będą potrafili poradzić sobie z gorączką lub nie będą wiedzieli, że w przypadku danej dolegliwości mogą użyć leku z zabranej ze sobą apteczki.
 
Wyniki badania pokazują również, że 27 proc. badanych w ogóle nie sprawdza informacji na temat chorób i ewentualnego leczenia dziecka w trakcie urlopu. Tę grupę w większości stanowili jednak rodzice trojga lub większej liczby dzieci oraz starszych pociech – w wieku powyżej 11 lat. Można więc w pewnym stopniu tłumaczyć mniejszą potrzebę poszukiwania informacji posiadanym już przez nich doświadczeniem.
 

Wakacyjna apteczka pierwsza deską ratunku w czasie choroby
Jakie kroki podejmują polscy rodzice w razie choroby dziecka w czasie wakacyjnego wyjazdu? 49 proc. z nich w takiej sytuacji w przeszłości skorzystało z wcześniej przygotowanej apteczki lub samodzielnie kupiło leki w aptece. Była to najczęściej wskazywana odpowiedź niezależnie od wieku dziecka. Istotnie częściej na taki krok decydowały się kobiety niż mężczyźni (53 proc. vs. 44 proc.) oraz osoby w wieku od 35 do 44 lat – co może wskazywać na posiadane przez nich doświadczenie z zakresu postępowania w przypadku drobnych dolegliwości.

– Dziecięce dolegliwości w czasie wakacyjnych wyjazdów zazwyczaj są spowodowane: zmianą klimatu i temperatury, wyczerpaniem fizycznym, nieprawidłowym nawodnieniem, brakiem odpowiedniej ochrony przed słońcem, a także nową dla układu immunologicznego florą bakteryjną. Do najczęściej występujących objawów możemy zaliczyć: bóle głowy, gorączkę, wymioty i biegunkę czy świąd. Z reguły nie są one poważne, a zatem rodzice bez problemu mogą sobie z nimi poradzić za pomocą dobrze wyposażonej apteczki. Nic więc dziwnego, że jest to najczęściej wybierany sposób postępowania. Jednak w każdym wypadku należy obserwować stan zdrowia dziecka i skonsultować się z lekarzem, jeśli nie poprawi się, mimo podjętych kroków. Niezwłocznie natomiast należy udać się do pediatry m.in., jeżeli po urazie głowy wystąpiły objawy ogólne, jak zawroty, wymioty, senność itp., w przypadku gorączki niereagującej na leki i utrzymującej się dłużej niż 3 dni, odwodnienia powodującego brak mikcji i osłabienie, a także wystąpienia masywnego obrzęku – radzi Alicja Sapała – Smoczyńska.

 
W przypadku wystąpienia dolegliwości u dziecka w czasie wyjazdu 38 proc. rodziców szukało pomocy u lokalnego lekarza, częściej byli to jednak starsi opiekunowie – w wieku 45 lat i więcej. Kontakt z zaufanym pediatrą wybrało 18 proc. rodziców – najczęściej taki krok podejmowały osoby zamieszkujące miasta powyżej 500 tys. mieszkańców (26 proc.). Z kolei możliwych sposobów postępowania w internecie szukało 17 proc. ankietowanych. Na szybszy powrót do domu spowodowany chorobą dziecka, zdecydowało się 15 proc. rodziców – istotnie częściej byli to rodzice dzieci do 12. miesiąca życia (37 proc.). Tylko 14 proc. badanych skorzystało z teleporady lekarza pediatry.
 

– Jeśli podczas wakacji zajdzie potrzeba skonsultowania objawów dziecka z lekarzem i rodzice mają taką możliwość to sugerowałabym w pierwszej kolejności kontakt ze swoim zaufanym pediatrą. Lekarz, który zna pacjenta jest najlepszym źródłem informacji – wie m.in. jak dziecko reaguje na leki i poszczególne objawy, czy jest w stanie przełknąć tabletkę, czy można je obudzić w nocy, by podać lek, a także kiedy wolniejsza lub szybsza odpowiedź organizmu na dolegliwości lub przyjęty sposób postępowania będzie prawidłowa, a kiedy nie. Jego porada zatem nie opiera się wyłącznie na obecnym stanie zdrowia oraz obeznaniu w aktualnych wytycznych i najnowszych lekach Jeśli natomiast rodzice wybiorą wizytę lub teleporadę pediatry, którego nie znają to oprócz opowiedzenia mu o niedawnych dolegliwościach i aktualnych objawach malucha, powinni również poinformować go o przeprowadzonych szczepieniach oraz chorobach przewlekłych. W takim przypadku należy mieć przy sobie dowód tożsamości dziecka, a jeśli maluch choruje przewlekle – również karty z pobytów w szpitalach oraz informacje od lekarzy specjalistów, dotyczące chorób i przyjmowanych leków –
mówi Alicja Sapała – Smoczyńska, pediatra i certyfikowany lekarz medycyny podróży CCMP.
 
Wizyta u lokalnego lekarza najchętniej wybieranym rodzajem konsultacji w razie choroby dziecka
Teleporada aktualnie dostępnego lekarza to wśród badanych najrzadziej wybierana opcja w sytuacji, kiedy inne formy konsultacji są równie dostępne. W razie choroby dziecka podczas wakacyjnego wyjazdu zdecydowałoby się z niej skorzystać tylko 16 proc. rodziców. Większość (55 proc.) wybrałaby natomiast stacjonarną wizytę u lokalnego lekarza. Dla porównania – 29 proc. ankietowanych najchętniej skontaktowałoby się ze swoim zaufanym pediatrą za pomocą telefonu, e-maila czy wiadomości SMS. Co ciekawe tę opcję częściej wskazywali mieszkańcy miast o wielkości od 20 do 99 tys. osób niż innej wielkości miejscowości.

– Jako społeczeństwo jesteśmy przyzwyczajeni do wizyt stacjonarnych, nic więc dziwnego, że większość osób preferuje właśnie taką formę kontaktu, nawet przy założeniu, że będzie to lekarz, którego nie znają. Dopiero pandemia sprawiła, że ludzie – zazwyczaj z braku innych opcji – zaczęli częściej korzystać z telemedycyny. Niestety ten format, podobnie jak standardowy model opieki zdrowotnej w Polsce, jest oparty najczęściej na kontakcie anonimowego pacjenta z dowolnym, aktualnie dostępnym specjalistą. Zakładam, że właśnie z tego względu była to najmniej chętnie wybierana opcja przez badanych. Problematyczny jest też brak narzędzi na rynku, które pozwalałyby pacjentom i ich zaufanym lekarzom na szybki i bezpośredni kontakt. Dlatego też stworzyliśmy platformę do stałej opieki medycznej. Wierzymy, że w ten sposób przywrócimy bliskie relacje między lekarzami i pacjentami, które kiedyś były przecież normą – mówi Tomasz Rudolf, współzałożyciel i prezes Doctor.One.

 
A jak wygląda sytuacja w przypadku stacjonarnych wizyt lekarskich podczas zagranicznych wakacji? Okazuje się, że aż 88 proc. rodziców zdecydowałoby się skorzystać z porady lokalnego lekarza, jednak tylko 18 proc. z nich wybrałoby tę opcję bez względu na okoliczności. Tę odpowiedź najczęściej wskazywali rodzicie dzieci w wieku 14-17 lat. 26 proc. zdecydowałoby się na taki krok tylko w kraju, w którym czują się bezpiecznie, a 21 proc., gdyby mieli tłumacza. Z kolei 23 proc. ankietowanych chciałby potwierdzić diagnozę i zalecenia z polskim lekarzem – taka możliwość była szczególnie ważna dla rodziców najmłodszych pociech (do 6 r.ż.). Wśród badanych, którzy nie zdecydowaliby się na konsultację z lokalnym lekarzem pediatrą w razie choroby dziecka podczas zagranicznego wyjazdu, najczęściej wskazywaną przyczyną była obawa o wysokie koszty leczenia (7 proc.).

 
Konsultacja lekarska zyskuje na znaczeniu w przypadku choroby dziecka
Jak pokazują wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Doctor.One, większość polskich rodziców zdaje sobie sprawę z ryzyka zachorowania dziecka podczas wakacyjnego wyjazdu i w związku z tym przygotowuje się do podróży pod kątem zdrowotnym. Niestety najpopularniejsze w tej sytuacji są niezbyt wiarygodne źródła informacji, jak fora dyskusyjne, blogi, social media oraz portale internetowe. Ważne, aby korzystając z nich zwrócić uwagę na kompetencje autorów wypowiedzi lub artykułów, a wszelkie wątpliwości, a także specjalne potrzeby dziecka omówić z zaufanym lekarzem. Badanie wskazuje również, że znaczenie konsultacji pediatrycznej rośnie w przypadku zachorowania dziecka w czasie wyjazdu – o ile najpopularniejszą metodą postępowania jest skorzystanie z wcześniej przygotowanej apteczki lub samodzielne wykupienie leków w aptece to wizyta u lokalnego lekarza była drugą najczęściej wybieraną opcją, a konsultacja z zaufanym pediatrą – trzecią. 

 
Badanie dla Doctor.One zostało zrealizowane przez Maison&Partners w czerwcu 2022 r. metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu badawczym Ariadna na grupie 532 osób reprezentatywnej (pod względem płci, wieku i miejsca zamieszkania) dla rodziców dzieci do 18 r.ż. 
 
Lek. Alicja Sapała – Smoczyńska – pediatra, certyfikowany lekarz medycyny podróży CCMP. Absolwentka Uniwersytetu Medycznego w Warszawie. W ramach swojej specjalizacji zajmuje się opisywaniem polisomnografii dziecięcej – ukończyła w tym zakresie kurs certyfikowany przez Polskie Towarzystwo Badań nad Snem. Doświadczenie zawodowe zdobywała zarówno w kraju, jak i za granicą, m.in. w Szpitalu Bielańskim i Schlafmedizin Campus-Charite w Berlinie, a także prywatnych placówkach medycznych. W ramach prowadzonej praktyki lekarskiej oferuje swoim pacjentom dostęp do stałej opieki medycznej za pośrednictwem platformy Doctor.One.

źródło: DoctorOne

66 proc. rodziców biorących udział w badaniu zrealizowanym dla One przyznało, że ich dzieci przynajmniej raz zachorowały w czasie wakacyjnego odpoczynku. Jednocześnie aż 41 proc. z nich twierdzi, że planując wakacje szuka informacji o tym, jak pod kątem zdrowotnym przygotować się do wyjazdu na forach dyskusyjnych, blogach, w social mediach czy na portalach internetowych. W przeszłości, kiedy ich dziecko chorowało podczas urlopu, biorący udział w badaniu rodzice najczęściej korzystali z wcześniej przygotowanej apteczki lub samodzielnie kupowali leki w aptece.
Według danych opublikowanych przez Polską Organizację Turystyczną na letni wyjazd turystyczno-wypoczynkowy w tym roku planowało udać się 65 proc. Polaków. 7 na 10 (71 proc.) badanych chciało spędzić wakacje w kraju, a co piąty (19 proc.) – za granicą.
 
– Nie jest odkryciem, że urlopy korzystnie wpływają na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne. Musimy jednak pamiętać, że w czasie wyjazdu bardziej niż na co dzień jesteśmy narażeni na wystąpienie dolegliwości i infekcji, a im młodszy organizm tym większe ryzyko. Wydawałoby się, że wybuch pandemii oraz związana z tą sytuacją wzmożona edukacja zdrowotna zmieniają percepcję Polaków i przekonają ich do korzystania z naprawdę rzetelnych źródeł informacji również w ramach przygotowań do wakacyjnych wyjazdów. Tymczasem okazuje się, że w tej sytuacji rodzice częściej niż z konsultacji z pediatrą, korzystają z forów dyskusyjnych, blogów, mediów społecznościowych i portali internetowych czy porad bliskich – mówi Alicja Sapała – Smoczyńska, pediatra i certyfikowany lekarz medycyny podróży CCMP.
 

Co trzeci rodzic korzysta z porady lekarza przed wyjazdem z dzieckiem
Jak pokazuje badanie przeprowadzone na zlecenie Doctor.One – wśród rodziców przygotowujących się pod kątem zdrowotnym do wakacyjnego wyjazdu z dzieckiem najpopularniejszym źródłem informacji jest internet. Nie są to jednak np. rządowe serwisy czy objęte patronatem stowarzyszeń lekarskich – te znalazły się dopiero na 3. miejscu, lecz fora dyskusyjne, blogi, social media oraz portale internetowe (41 proc. ankietowanych). Istotnie częściej informacji szukają na nich rodzice dzieci w wieku 1-3 lata (56 proc.). Na 2. miejscu jako źródło zdrowotnych informacji znaleźli się znajomi i rodzina (39 proc.). Z porad lekarza przed wyjazdem na wakacje z dzieckiem korzysta tylko 33 proc. rodziców, przy czym ta opcja jest istotnie częściej wybierana przez rodziców dzieci do 12. miesiąca życia (55 proc.).

 
– Dane Doctor.One pokazują, że 66 proc. dzieci przynajmniej raz zachorowało podczas wakacyjnego urlopu. Dlatego też tak ważne jest odbycie „przedwyjazdowej” wizyty u pediatry, zbadanie malucha i dopytanie lekarza, co należy zrobić w razie wystąpienia dolegliwości. Jest to szczególnie ważne w przypadku dzieci przewlekle chorych, ponieważ może zajść konieczność przedłużenia leku, wykupienia nowego lub poinstruowania rodziców o sposobach postępowania z dzieckiem w innym kraju. Wizyta u specjalisty jest również ważna w przypadku niemowląt oraz młodszych pociech – im mniejsze dziecko, tym mniej specyficzne są objawy choroby – tłumaczy Alicja Sapała – Smoczyńska, pediatra i certyfikowany lekarz medycyny podróży CCMP i dodaje: Podczas takiej wizyty lekarz może np. stwierdzić infekcję wirusową, która na wczesnym etapie umknęła rodzicom, a jest ona przeciwwskazaniem do odbycia podróży. Podczas wizyty można również omówić zawartość apteczki, którą planujemy ze sobą zabrać – lekarz najlepiej doradzi, co powinno się w niej znaleźć, uwzględniając przy tym wiek oraz stan zdrowia dziecka. Korzystanie z nierzetelnych informacji podczas przygotowań może spowodować, że opiekunowie za późno udadzą się z dzieckiem do specjalisty, nie będą potrafili poradzić sobie z gorączką lub nie będą wiedzieli, że w przypadku danej dolegliwości mogą użyć leku z zabranej ze sobą apteczki.
 
Wyniki badania pokazują również, że 27 proc. badanych w ogóle nie sprawdza informacji na temat chorób i ewentualnego leczenia dziecka w trakcie urlopu. Tę grupę w większości stanowili jednak rodzice trojga lub większej liczby dzieci oraz starszych pociech – w wieku powyżej 11 lat. Można więc w pewnym stopniu tłumaczyć mniejszą potrzebę poszukiwania informacji posiadanym już przez nich doświadczeniem.
 

Wakacyjna apteczka pierwsza deską ratunku w czasie choroby
Jakie kroki podejmują polscy rodzice w razie choroby dziecka w czasie wakacyjnego wyjazdu? 49 proc. z nich w takiej sytuacji w przeszłości skorzystało z wcześniej przygotowanej apteczki lub samodzielnie kupiło leki w aptece. Była to najczęściej wskazywana odpowiedź niezależnie od wieku dziecka. Istotnie częściej na taki krok decydowały się kobiety niż mężczyźni (53 proc. vs. 44 proc.) oraz osoby w wieku od 35 do 44 lat – co może wskazywać na posiadane przez nich doświadczenie z zakresu postępowania w przypadku drobnych dolegliwości.

– Dziecięce dolegliwości w czasie wakacyjnych wyjazdów zazwyczaj są spowodowane: zmianą klimatu i temperatury, wyczerpaniem fizycznym, nieprawidłowym nawodnieniem, brakiem odpowiedniej ochrony przed słońcem, a także nową dla układu immunologicznego florą bakteryjną. Do najczęściej występujących objawów możemy zaliczyć: bóle głowy, gorączkę, wymioty i biegunkę czy świąd. Z reguły nie są one poważne, a zatem rodzice bez problemu mogą sobie z nimi poradzić za pomocą dobrze wyposażonej apteczki. Nic więc dziwnego, że jest to najczęściej wybierany sposób postępowania. Jednak w każdym wypadku należy obserwować stan zdrowia dziecka i skonsultować się z lekarzem, jeśli nie poprawi się, mimo podjętych kroków. Niezwłocznie natomiast należy udać się do pediatry m.in., jeżeli po urazie głowy wystąpiły objawy ogólne, jak zawroty, wymioty, senność itp., w przypadku gorączki niereagującej na leki i utrzymującej się dłużej niż 3 dni, odwodnienia powodującego brak mikcji i osłabienie, a także wystąpienia masywnego obrzęku – radzi Alicja Sapała – Smoczyńska.

 
W przypadku wystąpienia dolegliwości u dziecka w czasie wyjazdu 38 proc. rodziców szukało pomocy u lokalnego lekarza, częściej byli to jednak starsi opiekunowie – w wieku 45 lat i więcej. Kontakt z zaufanym pediatrą wybrało 18 proc. rodziców – najczęściej taki krok podejmowały osoby zamieszkujące miasta powyżej 500 tys. mieszkańców (26 proc.). Z kolei możliwych sposobów postępowania w internecie szukało 17 proc. ankietowanych. Na szybszy powrót do domu spowodowany chorobą dziecka, zdecydowało się 15 proc. rodziców – istotnie częściej byli to rodzice dzieci do 12. miesiąca życia (37 proc.). Tylko 14 proc. badanych skorzystało z teleporady lekarza pediatry.
 

– Jeśli podczas wakacji zajdzie potrzeba skonsultowania objawów dziecka z lekarzem i rodzice mają taką możliwość to sugerowałabym w pierwszej kolejności kontakt ze swoim zaufanym pediatrą. Lekarz, który zna pacjenta jest najlepszym źródłem informacji – wie m.in. jak dziecko reaguje na leki i poszczególne objawy, czy jest w stanie przełknąć tabletkę, czy można je obudzić w nocy, by podać lek, a także kiedy wolniejsza lub szybsza odpowiedź organizmu na dolegliwości lub przyjęty sposób postępowania będzie prawidłowa, a kiedy nie. Jego porada zatem nie opiera się wyłącznie na obecnym stanie zdrowia oraz obeznaniu w aktualnych wytycznych i najnowszych lekach Jeśli natomiast rodzice wybiorą wizytę lub teleporadę pediatry, którego nie znają to oprócz opowiedzenia mu o niedawnych dolegliwościach i aktualnych objawach malucha, powinni również poinformować go o przeprowadzonych szczepieniach oraz chorobach przewlekłych. W takim przypadku należy mieć przy sobie dowód tożsamości dziecka, a jeśli maluch choruje przewlekle – również karty z pobytów w szpitalach oraz informacje od lekarzy specjalistów, dotyczące chorób i przyjmowanych leków –
mówi Alicja Sapała – Smoczyńska, pediatra i certyfikowany lekarz medycyny podróży CCMP.
 
Wizyta u lokalnego lekarza najchętniej wybieranym rodzajem konsultacji w razie choroby dziecka
Teleporada aktualnie dostępnego lekarza to wśród badanych najrzadziej wybierana opcja w sytuacji, kiedy inne formy konsultacji są równie dostępne. W razie choroby dziecka podczas wakacyjnego wyjazdu zdecydowałoby się z niej skorzystać tylko 16 proc. rodziców. Większość (55 proc.) wybrałaby natomiast stacjonarną wizytę u lokalnego lekarza. Dla porównania – 29 proc. ankietowanych najchętniej skontaktowałoby się ze swoim zaufanym pediatrą za pomocą telefonu, e-maila czy wiadomości SMS. Co ciekawe tę opcję częściej wskazywali mieszkańcy miast o wielkości od 20 do 99 tys. osób niż innej wielkości miejscowości.

– Jako społeczeństwo jesteśmy przyzwyczajeni do wizyt stacjonarnych, nic więc dziwnego, że większość osób preferuje właśnie taką formę kontaktu, nawet przy założeniu, że będzie to lekarz, którego nie znają. Dopiero pandemia sprawiła, że ludzie – zazwyczaj z braku innych opcji – zaczęli częściej korzystać z telemedycyny. Niestety ten format, podobnie jak standardowy model opieki zdrowotnej w Polsce, jest oparty najczęściej na kontakcie anonimowego pacjenta z dowolnym, aktualnie dostępnym specjalistą. Zakładam, że właśnie z tego względu była to najmniej chętnie wybierana opcja przez badanych. Problematyczny jest też brak narzędzi na rynku, które pozwalałyby pacjentom i ich zaufanym lekarzom na szybki i bezpośredni kontakt. Dlatego też stworzyliśmy platformę do stałej opieki medycznej. Wierzymy, że w ten sposób przywrócimy bliskie relacje między lekarzami i pacjentami, które kiedyś były przecież normą – mówi Tomasz Rudolf, współzałożyciel i prezes Doctor.One.

 
A jak wygląda sytuacja w przypadku stacjonarnych wizyt lekarskich podczas zagranicznych wakacji? Okazuje się, że aż 88 proc. rodziców zdecydowałoby się skorzystać z porady lokalnego lekarza, jednak tylko 18 proc. z nich wybrałoby tę opcję bez względu na okoliczności. Tę odpowiedź najczęściej wskazywali rodzicie dzieci w wieku 14-17 lat. 26 proc. zdecydowałoby się na taki krok tylko w kraju, w którym czują się bezpiecznie, a 21 proc., gdyby mieli tłumacza. Z kolei 23 proc. ankietowanych chciałby potwierdzić diagnozę i zalecenia z polskim lekarzem – taka możliwość była szczególnie ważna dla rodziców najmłodszych pociech (do 6 r.ż.). Wśród badanych, którzy nie zdecydowaliby się na konsultację z lokalnym lekarzem pediatrą w razie choroby dziecka podczas zagranicznego wyjazdu, najczęściej wskazywaną przyczyną była obawa o wysokie koszty leczenia (7 proc.).

 
Konsultacja lekarska zyskuje na znaczeniu w przypadku choroby dziecka
Jak pokazują wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Doctor.One, większość polskich rodziców zdaje sobie sprawę z ryzyka zachorowania dziecka podczas wakacyjnego wyjazdu i w związku z tym przygotowuje się do podróży pod kątem zdrowotnym. Niestety najpopularniejsze w tej sytuacji są niezbyt wiarygodne źródła informacji, jak fora dyskusyjne, blogi, social media oraz portale internetowe. Ważne, aby korzystając z nich zwrócić uwagę na kompetencje autorów wypowiedzi lub artykułów, a wszelkie wątpliwości, a także specjalne potrzeby dziecka omówić z zaufanym lekarzem. Badanie wskazuje również, że znaczenie konsultacji pediatrycznej rośnie w przypadku zachorowania dziecka w czasie wyjazdu – o ile najpopularniejszą metodą postępowania jest skorzystanie z wcześniej przygotowanej apteczki lub samodzielne wykupienie leków w aptece to wizyta u lokalnego lekarza była drugą najczęściej wybieraną opcją, a konsultacja z zaufanym pediatrą – trzecią. 

 
Badanie dla Doctor.One zostało zrealizowane przez Maison&Partners w czerwcu 2022 r. metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na panelu badawczym Ariadna na grupie 532 osób reprezentatywnej (pod względem płci, wieku i miejsca zamieszkania) dla rodziców dzieci do 18 r.ż. 
 
Lek. Alicja Sapała – Smoczyńska – pediatra, certyfikowany lekarz medycyny podróży CCMP. Absolwentka Uniwersytetu Medycznego w Warszawie. W ramach swojej specjalizacji zajmuje się opisywaniem polisomnografii dziecięcej – ukończyła w tym zakresie kurs certyfikowany przez Polskie Towarzystwo Badań nad Snem. Doświadczenie zawodowe zdobywała zarówno w kraju, jak i za granicą, m.in. w Szpitalu Bielańskim i Schlafmedizin Campus-Charite w Berlinie, a także prywatnych placówkach medycznych. W ramach prowadzonej praktyki lekarskiej oferuje swoim pacjentom dostęp do stałej opieki medycznej za pośrednictwem platformy Doctor.One.

źródło: DoctorOne