Medicalpress
Debata oksfordzka z udziałem ekspertów WUM i SGGW, która odbyła się 10 kwietnia br., pokazała konieczność stworzenia standardu kształcenia i uregulowania zawodu dietetyka. Pokazała także oś potencjalnego sporu przy tworzeniu takiego standardu. Przede wszystkim jednak uwypukliła istnienie dwóch komplementarnych, ale niedostatecznie połączonych – „dwóch płuc dietetyki”.
Wydarzenie zgromadziło ekspertów z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego i Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, którzy – zgodnie z zasadami debaty oksfordzkiej – przedstawili spójne, przeciwstawne wizje przyszłości zawodu dietetyka.

Debata odbywała się w szczególnym momencie – w czasie prac legislacyjnych nad ustawą regulującą zawód dietetyka. W centrum sporu znalazło się więc pytanie o rolę standardu kształcenia jako narzędzia budowania jakości – kompetencji, umiejętności, odpowiedzialności zawodowej i zaufania społecznego.

Jak przebiegała debata?

Już pierwsze wystąpienia zarysowały dwa odrębne modele myślenia. Strona opozycji rozpoczęła od redefinicji samej przyszłości zawodu: „To nie jeden ustalony model, lecz dynamiczny proces rozwoju – oparty na specjalizacji i różnorodności” – wskazał prof. Dariusz Włodarek, podkreślając, że zawód dietetyka funkcjonuje równocześnie w wielu obszarach: klinice, sporcie, zdrowiu publicznym i edukacji. Ten wątek został pogłębiony poprzez krytykę standaryzacji jako narzędzia pozornego porządkowania rzeczywistości. „Standaryzacja treści nie oznacza standaryzacji umiejętności” – podkreślano, wskazując, że jakość kształcenia wynika z praktyk, kadry i systemu odpowiedzialności, a nie z jednolitego programu.

Strona opozycji odpowiedziała, przenosząc ciężar argumentacji na poziom systemowy. „Nie pytamy, czy standard jest idealny. Pytamy, czy stać nas na jego brak” – wybrzmiało w wystąpieniu dr hab. Agnieszki Bzikowskiej-Jury.

W tej perspektywie standard został przedstawiony jako warunek konieczny budowy tożsamości zawodu. „Bez wspólnego fundamentu nie ma punktu odniesienia – a bez punktu odniesienia nie ma ani czytelnych kompetencji, ani odpowiedzialności” – rozwinięto tę myśl w kolejnych wystąpieniach.

Debata stopniowo przesuwała się więc z poziomu „czy standard działa” na poziom „czy system może funkcjonować bez minimum kompetencyjnego”.

Opozycja konsekwentnie wskazywała alternatywę: „To regulacja zawodu, odpowiedzialność i weryfikacja kompetencji budują bezpieczeństwo pacjenta” – argumentowano, ostrzegając przed „kulturą kształcenia pod standard, a nie pod odpowiedzialność”. Wskazywała na to dr hab. Joanna Myszkowska-Ryciak, prof. SGGW. Dr hab. Danuta Gajewska, prof. SGGW, dodała, że standard może tworzyć „złudzenie rozwiązania”, nie dotykając realnych problemów jakości kształcenia.

Z kolei propozycja akcentowała rosnącą integrację dietetyki z systemem ochrony zdrowia: „Jeżeli dietetyk ma być zawodem medycznym, wspólny próg wejścia staje się logiczną konsekwencją” – wskazywano, podkreślając znaczenie bezpieczeństwa pacjenta i rosnącej roli dietetyka w systemie ochrony zdrowia.

„Brak standardu to brak punktu odniesienia – a więc brak jasnej odpowiedzialności i oczekiwań wobec zawodu” – argumentowała strona propozycji – dr Joanna Ostrowska oraz dr Zuzanna Przekop.

Kulminacja debaty ujawniła istotę sporu: „Standard nie gwarantuje jakości, ale bez niego nie jesteśmy w stanie jej zdefiniować” – podsumowała strona propozycji. Mowę końcową zaprezentowała dr Zuzanna Zaczek.

„Można stworzyć porządek na papierze, ale nie stworzyć jakości w praktyce” – odpowiedziała opozycja, zamykając debatę wyraźnym rozróżnieniem między systemem formalnym a rzeczywistymi kompetencjami. Debatę zamknęła dr hab. Anna Harton, prof. SGGW.

Szersze wnioski dla branży

Debata pokazał istnienie dwóch komplementarnych, ale niedostatecznie połączonych obszarów – przysłowiowych „dwóch płuc dietetyki”.

Z jednej strony mamy model kliniczny, skoncentrowany na pacjencie, diagnostyce i terapii. Oparty o naturalną bliskość lekarzy i filozofie funkcjonowania systemu opieki medycznej. Z drugiej – studia dietetyki, które koncentrują się na poznawaniu współzależności między żywnością i żywieniem a organizmem człowieka. Model oparty na produkcji żywności, biologii miejsca i jakości surowców.

Brak integracji tych obszarów prowadzi do realnych konsekwencji.

Absolwenci uczelni przyrodniczych często nie mają doświadczenia klinicznego, co ogranicza ich wiarygodność w systemie ochrony zdrowia. Z kolei absolwenci uczelni medycznych nie maja naturalnego kontakt z procesem powstawania żywności – jej sezonowością, regionalnością i biologicznym kontekstem.

W tym miejscu pojawić się może ważna dla branży refleksja: „Świeże produkty są nie tylko źródłem składników odżywczych, ale także formą środowiskowej ekspozycji mikrobiologicznej” – to myślenie, które wymaga nowego podejścia do kompetencji dietetyków. Bez niego przekonywać do żywności podstawowej i lokalnej będziemy używając kodów kreskowych i patriotyzmu zakupowego.

Podsumowanie i znaczenie dla sektora żywnościowego

Debata pokazała, że przyszłość dietetyki nie może być rozpatrywana wyłącznie w kategoriach edukacji akademickiej. To obszar, który bezpośrednio wpływa na poziom edukacji żywieniowej społeczeństwa, decyzje konsumenckie oraz postrzeganie jakości żywności. Ciekawy i może proroczy był postulat integracji dietetyki z innymi dziedzinami nauki i gospodarki.

Czas na patriotyzm dietetyczny

Czas na patriotyzm dietetyczny konsumentów. Czas na patriotyzm dietetyczny jako część kształcenia dietetyków. Może to teza kolejnej debaty?

Przy takim podejściu znaczenia nabiera rola producentów polskiej żywności. W szczególności warzyw i owoców, którzy wsparli organizację Debaty. Coraz wyraźniej widać ich gotowość do brania współodpowiedzialności za zdrowie i edukację żywieniową – nie tylko poprzez produkcję, ale również poprzez współtworzenie narracji o żywności jako nośniku wartości biologicznej i kulturowej.

Swoisty patriotyzm dietetyczny może pełnić podwójną rolę. Z jednej strony wzmacnia zdrowie konsumentów poprzez promowanie różnorodnej, naturalnej, sezonowej diety. Z drugiej, wspiera producentów, szczególnie mniejszych, którzy dzięki takiej narracji mogą skuteczniej konkurować z tańszym importem. To koncepcja, która łączy naukę, rolnictwo i tożsamość kulturową w jedną, spójną opowieść o jedzeniu jako nośniku miejsca.

„Moim marzeniem jest połączenie dwóch środowisk, uczelni przyrodniczych i medycznych. Przyszłość leży w tym, żebyśmy jako środowiska połączyli siły” – podsumowała dr hab. n. med. i n. o zdr. Beata Sińska, Kierownik Zakładu Żywienia Człowieka Wydział Nauk o Zdrowiu WUM, inicjatorka Debaty.

Debata pokazała, że przyszłość zawodu dietetyka będzie zależała od zdolności połączenia tych perspektyw – medycznej i rolniczo-przyrodniczej. Oznacza to konieczność refleksji nad kształceniem, które przygotowuje do pracy z pacjentem, ale również uczy rozumienia żywności jako elementu szerszego ekosystemu zdrowia.

To właśnie w tym miejscu spotykają się interesy świata nauki, medycyny i produkcji żywności. I tutaj zatriumfować może realna odpowiedzialność za kondycję przyszłych pokoleń.

Debata została zorganizowana przez Zakład Żywienia Człowieka WUM i CORE TEAM sektora ogrodniczego. Producenci warzyw i owoców pokazali w ten sposób chęć wzięcia współodpowiedzialności za zdrowie przyszłych pokoleń Polaków.

Źródło: PAP Medriaroom
Foto: PAP Medriaroom

Naukowcy ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) prowadzą przełomowe badania nad zastosowaniem beta-glukanów z owsa w terapii nowotworów jelita grubego oraz choroby Leśniowskiego-Crohna. Wstępne wyniki są niezwykle obiecujące i mogą doprowadzić do opracowania skutecznych, nieinwazyjnych metod wspomagających leczenie schorzeń przewodu pokarmowego.

Choroby zapalne jelit, takie jak choroba Leśniowskiego-Crohna czy nowotwory jelita grubego, dotykają coraz większej liczby ludzi na całym świecie, w tym również młodych, dorosłych i nastolatków. Ich leczenie jest długotrwałe i uciążliwe, dlatego naukowcy nieustannie poszukują skutecznych metod wspomagających terapię farmakologiczną.

Zespół badawczy z Instytutu nauk o Żywieniu Człowieka SGGW, we współpracy z innymi polskimi ośrodkami naukowymi, od kilkunastu lat analizuje prozdrowotne właściwości beta-glukanów – polisacharydów pozyskiwanych z owsa. W swoich badaniach, przeprowadzonych na modelach zwierzęcych, wykazali oni niezwykły potencjał leczniczy tych związków w zakresie łagodzenia stanów zapalnych jelit, regeneracji błony śluzowej żołądka oraz hamowania wczesnych etapów rozwoju nowotworów jelita grubego.

Obecnie naukowcy testują działanie beta-glukanów na modelu zwierzęcym – świni domowej a także na hodowlach komórkowych ludzkiego jelita grubego. Te zaawansowane badania przedkliniczne pozwolą określić, czy substancje te mogą być skutecznie wykorzystane jako nutraceutyki – biologicznie aktywne składniki żywności, łączące wartość odżywczą z właściwościami leczniczymi.

Czy nadchodzi nowa era w leczeniu schorzeń przewodu pokarmowego? Zespół badawczy z SGGW ma nadzieję, że ich odkrycia przyniosą ulgę tysiącom pacjentów na całym świecie. Kolejne etapy badań mogą otworzyć drogę do zastosowania beta-glukanów w codziennej praktyce klinicznej i dietetycznej.

 

Zespół prof. dr hab. Joanny Gromadzkiej-Ostrowskiej, poza badaniami nad terapeutycznym działaniem beta-glukanów z owsa w różnych schorzeniach przewodu pokarmowego, prowadzi również badania nad dysfunkcjami organizmu zachodzącymi na skutek działania różnych zanieczyszczeń środowiskowych, w tym spalin silników samochodowych, nanocząsteczek srebra i tlenków tytanu, a także niwelujących skutki tego działania interwencji żywieniowych z zastosowaniem pozostałości po przemysłowej produkcji soku – wytłoków z czarnej porzeczki.

źródło: SGGW

Ostatnie lata przyniosły duży rozwój kierunków studiów związanych z żywieniem człowieka i dietetyką. Zapotrzebowanie na ekspertów w tych dziedzinach rośnie przede wszystkim ze względu na większą świadomość społeczną na temat wpływu diety na zdrowie i życie. A Polacy wciąż najbardziej ufają poradom żywieniowym właśnie ze strony lekarzy i dietetyków. Nowe kadry są potrzebne także producentom żywności i placówkom edukacyjnym, np. do prowadzenia edukacji zdrowotnej, nowego obowiązkowego przedmiotu w szkołach, a także w rozwoju dziedziny sprofilowanego żywienia. 
– Nauka o żywieniu człowieka, w takim rozumieniu jak to zaproponował założyciel naszego wydziału w 1977 roku, że jest to badanie zależności między pożywieniem a organizmem człowieka na różnych poziomach: na poziomie komórki, tkanki, całego organizmu, a wreszcie na poziomie całej populacji, jest coraz bardziej interesująca, zarówno dla ludzi wybierających kierunki studiów, ale również ze względu na zainteresowanie ze strony gospodarki państwa. Dlatego że poprzez żywienie, które ma bezpośredni związek ze zdrowiem, są określone wydatki na profilaktykę zdrowotną, ale i na leczenie chorób niezakaźnych, które wynikają właśnie ze złego sposobu odżywiania się – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. Krystyna Gutkowska, dyrektorka Instytutu Nauk o Żywieniu Człowieka SGGW. – My obserwujemy dość istotne zainteresowanie studiowaniem, zwłaszcza dietetyki, która już dotyka problemów związanych z określonymi schorzeniami. 
 
Z badania Inquiry „Zdrowe odżywianie według Polaków 2024” wynika, że dla 80 proc. respondentów jest to ważny temat. Do zdrowszej diety motywuje ich przede wszystkich chęć zachowania zdrowia. Respondenci wskazywali, że kojarzy im się ona z jedzeniem dużej ilości warzyw i owoców, unikaniem przetworzonej żywności i „chemii”, piciem dużej ilości płynów i ograniczaniem cukru. Te czynności wymieniali też najczęściej jako podejmowane w praktyce.
 
Jednocześnie dwoje na pięciu Polaków uważa, że trzymanie zdrowej i zróżnicowanej diety jest trudne. Najczęściej szukają na ten temat informacji i porad na stronach internetowych dotyczących zdrowego stylu życia (29 proc.), wśród rodziny i znajomych (20 proc.) oraz wśród lekarzy i dietetyków (19 proc.). Taki sam odsetek uzyskały odpowiedzi: wyszukiwarki internetowe i kanały na YouTubie (po 19 proc.). Jednak to dietetykom i lekarzom Polacy ufają najczęściej w poradach dotyczących zdrowego odżywiania (28 proc.). Ich autorytet wprawdzie nieco osłabł w porównaniu z 2020 rokiem (35 proc.), ale wciąż pozostaje znacznie wyżej niż na przykład znanych osób zajmujących się tą tematyką. 44 proc. badanych uważa z kolei, że to dietetycy i lekarze powinni organizować akcje informacyjne dotyczące zdrowej diety. Wyżej w odpowiedziach znalazło się tylko Ministerstwo Zdrowia (50 proc.). Co trzeci respondent wskazał na różne placówki edukacyjne, nieco mniej – na producentów żywności, a 19 proc. – na sieci sklepów spożywczych. 
 
– Zapotrzebowanie na ekspertów w dziedzinie żywienia jest bardzo duże. Zresztą nie bez powodu bardzo dużą popularnością cieszą się wszelkie punkty doradztwa dietetycznego, z których korzysta bardzo dużo osób. Może kiedyś dojdziemy również do takiej sytuacji, zwłaszcza ze względu na to, że coraz częściej mówi się o dietetyce sprofilowanej albo o żywieniu sprofilowanym, że każdy człowiek ze względu na specyfikę swojego organizmu, również mikrobioty, będzie potrzebował indywidualnej porady dietetyka, żywieniowca, jak powinien się odżywiać, żeby zachować jak najdłuższej dobre zdrowie – podkreśla prof. dr hab. Krystyna Gutkowska. 
 
Zdrowe odżywianie jest wymieniane wśród kluczowych elementów zdrowego stylu życia, który istotnie wpływa na profilaktykę wielu chorób, przede wszystkim cukrzycy, chorób serca i nowotworów. Światowa Organizacja Zdrowia podaje, że można byłoby zapobiec 30–50 proc. zgonów z powodu raka dzięki stosowaniu zaleceń Europejskiego kodeksu walki z rakiem. Trzy z dwunastu zaleceń dotyczą zasad żywienia.
 
– Nie wystarczy tylko zajmować się dietą w odniesieniu do określonych jednostek chorobowych, ale dietoprofilaktyką, a więc również przeciwdziałaniem pojawieniu się określonych chorób poprzez żywienie. Tak jak mówił Hipokrates, żeby pożywienie twoje było lekarstwem. Chodzi o to, żeby taka świadomość była w jak największej populacji osób, absolwentów, którzy potem będą pracowali w bardzo różnych instytucjach, zarówno edukacyjnych, ale również u producentów i dystrybutorzy żywności, którzy powinni mieć absolutną świadomość tego, jaka żywność powinna być kierowana do konsumentów z punktu widzenia najkorzystniejszego profilu zdrowotnego – ocenia dyrektorka Instytutu Nauk o Żywieniu Człowieka SGGW. 
 
SGGW jako pierwsza uczelnia w Polsce uruchomiła kierunek związany z żywieniem człowieka (i wiejskiego gospodarstwa domowego) w 1977 roku, uznając, że edukacja żywieniowa jest bardzo potrzebna, szczególnie na wsi. W ciągu blisko 50 lat funkcjonowania kierunku również inne uczelnie o charakterze przyrodniczym zaczęły rozwijać ten obszar nauki, najczęściej łącząc żywienie człowieka z technologią żywności lub dietetyką.
 
– Naszą ambicją jest poszukiwanie fuzji między pedagogiką a nauką o żywieniu człowieka, żeby przygotowywać kadry nauczycielskie wyposażone w kompetencje w zakresie uczenia przedmiotu, który ma być wprowadzony, jak profilaktyka zdrowotna. To jest jak konieczne, bo rzesza nauczycieli o tych kompetencjach będzie potrzebna do prowadzenia tego przedmiotu – podkreśla prof. Krystyna Gutkowska.
 
Edukacja zdrowotna pojawi się w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych jako obowiązkowy przedmiot w przyszłym roku szkolnym. Lekcje mają obejmować zagadnienia zdrowia psychicznego, fizycznego, a także kwestie zdrowego odżywiania, profilaktyki, problemu uzależnień oraz edukacji seksualnej.
 
To m.in. wszechstronnym kształceniem profesjonalistów z zakresu żywienia człowieka, dietetyki, ochrony zdrowia, projektowania żywności spełniającej najwyższe standardy jakości i bezpieczeństwa będzie się zajmować powstające Innowacyjne Centrum Nauk Żywieniowych SGGW. Pozwoli to wykorzystać system szkolnictwa wyższego do zwiększenia kwalifikacji zawodowych specjalistów w strategicznych z punktu widzenia kraju kierunkach.
 
– Innowacyjne Centrum Nauk Żywieniowych to projekt, który jest finansowany przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Celem tego projektu, i budynku, który powstanie już w niedługim czasie, za kilkanaście miesięcy mam nadzieję, jest uczynienie z tego miejsca centrum do szkolenia wyspecjalizowanych kadr, zarówno dla potrzeb producentów żywności, ale również dla potrzeb jednostek edukacyjnych, takich jak szkolnictwo, przedszkola dystrybutorzy żywności, jak również do prac nad wysokospecjalistycznymi metodami wytwarzania innowacyjnych produktów żywnościowych o właściwym profilu żywieniowym. Mamy dużo pomysłów, które chcemy zrealizować, żeby to rzeczywiście było centrum, które będzie emanowało wiedzą naukową na całą resztę kraju. Mam nadzieję, że również inne kraje Europy, zwłaszcza Środkowej będą mogły się sporo od nas nauczyć – mówi prof. Krystyna Gutkowska. 

 
Źródło: Newseria
Niemal 3/4 pielęgniarek pozytywnie ocenia swoją satysfakcję zawodową z pracy, przede wszystkim doceniając zróżnicowanie zajęć i dobre relacje ze współpracownikami – wynika z badania SGGW w Warszawie. Duża grupa, zwłaszcza młodych osób wchodzących do zawodu, narzeka jednak na przeciążenie pracą i niedobór personelu. Obecnie Polska jest jednym z krajów o najniższej liczbie pielęgniarek, a ich średnia wieku to ponad 54 lata. Liczba odejść z zawodu będzie więc rosła z roku na rok. 

 W przeprowadzonym przez nas badaniu ankietowym ponad 74 proc. ankietowanych pielęgniarek pozytywnie oceniało swoją satysfakcję zawodową z pracy. Blisko 70 proc. osób pozytywnie oceniło bezpieczeństwo w pracy i zabezpieczenie w środki ochrony – to było pytanie związane z pandemią i zagrożeniami, na jakie narażony był personel medyczny – wskazuje dr Monika Zielińska-Sitkiewicz z Katedry Ekonometrii i Statystyki na SGGW w Warszawie.

Z trwających badań naukowców ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, przedstawionych podczas Kongresu Statystyki Polskiej, wynika także, że ponad 60 proc. badanych pielęgniarek pozytywnie oceniało zróżnicowanie zajęć w pracy. Nieco większy odsetek zwrócił uwagę na dobre relacje ze współpracownikami i pracodawcą.

 W naszym badaniu ankietowym zwracamy uwagę na ciekawe relacje, bo spora grupa osób zwracała uwagę na niesatysfakcjonujące zarobki. Z kolei również spora grupa, nawet większa, pozytywnie oceniała swoją sytuację materialną – mówi dr Monika Zielińska-Sitkiewicz.

Zgodnie z przepisami minimalne pensje w ochronie zdrowia są ściśle związane ze wzrostem przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia brutto w gospodarce narodowej, które od 1 lipca br. wzrosło do 4,3 tys. zł. Za tym poszły też wynagrodzenia pielęgniarek – od lipca pielęgniarka z tytułem zawodowym magister pielęgniarstwa i wymaganą specjalizacją może liczyć na nieco ponad 9,2 tys. zł brutto. Pielęgniarka z wymaganym wyższym wykształceniem (studia I stopnia) i specjalizacją albo pielęgniarka ze średnim wykształceniem i specjalizacją zarobi niemal 7,3 tys. zł, zaś pielęgniarka z wymaganym średnim wykształceniem, która nie posiada tytułu specjalisty w dziedzinie pielęgniarstwa – ok. 6,7 tys. zł brutto.

– Zdarzały się też odpowiedzi, gdzie zwracano uwagę, że głównym motorem wejścia do tego zawodu były finanse. Tu odpowiedzi były mocno zróżnicowane i ciężko nam na razie wyrazić jednoznaczną opinię na podstawie  wstępnego badania ankietowego, że czynnik finansowy jest czynnikiem stresogennym czy powodującym nawet odejście od zawodu – wskazuje ekspertka SGGW.

Z badania Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych „Raport o stanie pielęgniarstwa i położnictwa w Polsce” z 2023 roku wynika, że w styczniu ubiegłego roku w Centralnym Rejestrze Pielęgniarek i Położnych zarejestrowanych było ponad 315,6 tys. pielęgniarek i niecałe 42 tys. położnych. Spośród nich zatrudnionych w zawodzie jest około 74 proc. pielęgniarek i 70 proc. położnych, czyli odpowiednio ponad 25 proc. i 30 proc. z nich nie jest aktywnych zawodowo.

Z badania przeprowadzonego przez MedMedia na zlecenie NIPiP wynika, że prawie połowa z nich zaprzestała pracy z powodu przejścia na emeryturę lub rentę. Wśród osób w wieku poniżej 65 lat najczęstszymi powodami rezygnacji z pracy był zbyt niski poziom wynagrodzenia (17,9 proc.) lub poszukiwanie nowego zatrudnienia (15,3 proc.). Wśród osób pracujących w zawodzie do 10 lat najczęstszym wskazywanym powodem zaprzestania pracy był zbyt niski poziom wynagrodzenia.

– Podstawowe czynniki stresogenne w tym zawodzie to niedobór personelu i on jest absolutnie na pierwszym miejscu. Wyszła nam istotna zależność statystyczna pomiędzy grupami wiekowymi i długością stażu pracy a właśnie tym niedoborem personelu. I to, na co należy zwrócić uwagę, to młodsza grupa osób, która startuje do tego zawodu, w wieku od 18. do 34. roku życia, podkreśla właśnie tę dotkliwość: przeciążenie pracą, niedobór personelu, przeciążenie negatywnymi emocjami, które z tego niedoboru wynikają – mówi dr Monika Zielińska-Sitkiewicz.

Raport „State of Health in the EU – Polska. Profil systemu ochrony zdrowia 2023” wynika, że Polska jest jednym z krajów o najniższej liczbie pielęgniarek w przeliczeniu na liczbę ludności – 5,7 na tysiąc mieszkańców w porównaniu ze wskaźnikiem 8,5 w całej UE.

Dane z CRPiP wskazują, że prawie co trzecia zarejestrowana pielęgniarka i położna ma 51–60 lat, podobny odsetek ma ponad 60 lat. Co istotne, 34 proc. pielęgniarek osiągnęło już wiek emerytalny, a zaledwie 16,5 proc. ma mniej niż 40 lat. Według prognoz przedstawionych w raporcie NIPiP z kwietnia 2022 roku, do 2030 roku 65 proc. obecnie zatrudnionych pielęgniarek będzie w wieku uprawniającym do świadczeń emerytalnych. Analiza dynamiczna wskazuje na systematyczny wzrost średniego wieku – z danych NIPiP wynika, że w ciągu zaledwie 15 lat średnia wieku pielęgniarek wzrosła o prawie 10 lat.

– Średnia wieku, na jaką zwraca uwagę w swoim raporcie z maja 2023 roku Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych, obecnie kształtuje się w okolicach 54 lat i jest silna tendencja rosnąca, więc jest to bardzo niepokojące zjawisko – wskazuje ekspertka SGGW.

 My w naszym badaniu podkreślaliśmy, że mamy faktycznie sporo osób młodych, co nas bardzo ucieszyło. Na pewno nie jest to na razie w żaden sposób próba reprezentacyjna, natomiast zaczęliśmy się przyglądać odpowiedziom tej grupy młodej. I tutaj należy podkreślić, że ona jest najbardziej uwrażliwiona na to przeciążenie pracą. Ci młodzi ludzie wchodzą do tego zawodu i odczuwają dotkliwe skutki braku personelu. Na pewno badanie będzie pogłębiane i na pewno będziemy się przyglądać, czy to jest ten kluczowy i główny powód, który powoduje to, że część tych osób odchodzi z zawodu.

Według prognoz NIPiP liczba pielęgniarek i położnych nabywających uprawnienia emerytalne będzie się zwiększać z roku na rok. Przy założeniu stałej liczby osób uzyskujących prawo wykonywania zawodu na poziomie 6205 pogłębiać się będzie ubytek kadry – w 2023 roku odpływ wyniesie 2,5 tys., a w 2030 roku – 3,7 tys. To daje łączną liczbę ponad 26 tys. w latach 2023–2030.

 W indywidualnych rozmowach z pielęgniarkami widzimy, że na pewno mniej obciążająca jest praca w prywatnej służbie zdrowia. W naszym badaniu ankietowym mamy zdecydowaną przewagę osób pracujących w publicznej służbie zdrowia, natomiast to, na co ja zwróciłam uwagę, to faktycznie chyba największa liczebność osób pracujących w prywatnej służbie zdrowia pojawiła się w najstarszej grupie wiekowej, do 54 lat. Wydaje mi się więc, że to jest takie przejście do przychodni czy innych miejsc związanych z ochroną zdrowia, gdzie już praca jest zdecydowanie lżejsza – zauważa dr Monika Zielińska-Sitkiewicz.

źródło: biznes.newseria.pl

Na Uniwersytecie Warszawskim oraz w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego rozwijana jest nowa technologia diagnozowania chorób Parkinsona i Alzheimera we wczesnych stadiach. Rozwiązanie ma zostać wprowadzone jako usługa medyczna poprzez spółkę spin-off powołaną przez obie uczelnie.

Nowa metoda wczesnego wykrywania chorób neurodegeneracyjnych, takich jak choroba Parkinsona i Alzheimera, została opracowana przez dr inż. Piotra Hańczyca z Zakładu Optyki na Wydziale Fizyki UW. Polega ona na badaniu widma, które powstaje w wyniku prześwietlania specjalną wiązką laserową próbek pobranych od pacjentów. Analiza widma pozwala jednoznacznie stwierdzić, czy w organizmie pacjenta znajdują się amyloidy i jednocześnie zweryfikować ich stadia, w tym te najwcześniejsze, które nie powodują problemów zdrowotnych. W przypadku wykrycia amyloidów, można określić stadium ich rozwoju na długo przed wystąpieniem objawów.

 

„Choroby neurodegeneracyjne najczęściej są diagnozowane stosunkowo późno, gdy ich leczenie jest już utrudnione i nie przynosi zadowalających rezultatów. Wynika to ze specyfiki tych schorzeń. Mogą one rozwijać się latami bez wystąpienia objawów, ponieważ nasz układ nerwowy uruchamia silne mechanizmy obronne, które odwlekają je w czasie. Dopiero po przekroczeniu pewnej masy krytycznej choroby te dają o sobie znać. Dla medycyny ważne jest więc, by dysponować metodą diagnostyczną, która pozwoli wykryć schorzenia wiele lat przed tym, gdy pacjent odczuje, że jest chory” – mówi dr inż. Piotr Hańczyc z UW.

 

Amyloidy kluczem do wczesnej diagnozy

Dlaczego w diagnostyce chorób Parkinsona i Alzheimera identyfikowanie amyloidów jest tak ważne? Amyloidy to nieprawidłowe struktury białek, które wykazują silne właściwości akumulowania się i gromadzenia w grupy. Z czasem takie grupy tworzą fibryle amyloidowe, a później blaszki amyloidowe. To wieloetapowy i długotrwały proces. Stopniowe gromadzenie się tych materiałów w układzie nerwowym (płynie mózgowo-rdzeniowym, mózgu i nerwach) prowadzi do zakłócania pracy komórek nerwowych, a dalej do degeneracji całego układu.

 

Zaletą opracowanej przez dr. Hańczyca metody jest to, że w materiale biologicznym pacjenta można wykryć nawet najwcześniejsze stadia białek amyloidowych, których degenerację można zatrzymać, zanim pojawią się symptomy kognitywne. Określenie konkretnego schorzenia zależy od sposobu wyznakowania analizowanego materiału barwnikami fluorescencyjnymi.

 

Spektroskopia laserowa w służbie diagnostyki

Opracowana przez dr. Piotra Hańczyca metoda polega na przepuszczaniu przez analizowany materiał biologiczny wzmocnionego światła w procesie emisji wymuszonej silnym laserem. Badana próbka jest wyznakowana fluorescencyjnie barwnikami wykorzystywanymi w branży medycznej, które wiążą się z amyloidami. Wyznakowane komórki amyloidów wzbudzone wiązką laserową emitują specyficzne widmo. „Amyloidy połączone z fluorescencyjnym barwnikiem emitują silniej światło, w porównaniu do białek o prawidłowej budowie. Właśnie ta odmienność pozwala jednoznacznie stwierdzić, czy w materiale biologicznym pacjenta znajdują się chorobotwórcze białka, a jeżeli tak, możemy analizować stadium takich białek. Dzięki temu lekarz otrzyma konkretne wskazówki do wdrożenia odpowiedniej terapii lub zastosowania działań profilaktycznych” – wyjaśnia dr Hańczyc.

 

W przypadku diagnozowania choroby Parkinsona technologia pozwala stwierdzić, czy w analizowanym materiale biologicznym dochodzi do agregacji białka ASN (alfa-synukleiny). Także i w tym przypadku do analizy wykorzystuje się marker fluorescencji. „W przypadku osoby zdrowej agregacja białek nie zachodzi w stopniu zaburzającym codziennie funkcjonowanie. Jeżeli natomiast badany materiał pochodzi od osoby chorej, fluorescencyjny barwnik zwiąże się z ASN, co pozwoli dać lekarzowi wskazanie, iż pacjent, nawet gdy nie ma jeszcze żadnych objawów, w przyszłości rozwinie się choroba Parkinsona” – dodaje dr Hańczyc. Metoda do badania wymaga płynu mózgowo-rdzeniowego.

 

Współpraca UW z SGGW

Obecnie trwają intensywne prace nad rozwojem technologii w kierunku uzyskania gotowej do wdrożenia usługi diagnostyki medycznej. W tym celu konieczna jest optymalizacja sprzętowa – niezbędnego do prowadzenia badań spektroskopu ze wzmocnionym laserem – oraz opracowanie oprogramowania, które pozwoli zautomatyzować usługę medyczną. Za część związaną z oprogramowaniem odpowiada zespół naukowców z Instytutu Informatyki Technicznej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego.

 
„Skupiamy się na opracowaniu innowacyjnego rozwiązania, wykorzystującego najnowsze osiągnięcia sztucznej inteligencji. Dzięki temu planujemy stworzyć w pełni zautomatyzowany proces wnioskowania oparty na danych obrazowych pochodzących ze spektroskopu. Kluczowym elementem tego przedsięwzięcia jest harmonijne połączenie wiedzy ekspertów fizyków z Uniwersytetu Warszawskiego, specjalizujących się w spektrometrii laserowej, z naukowcami zajmującymi się sztuczną inteligencją. Naszym celem jest maksymalne uproszczenie i zautomatyzowanie procedur, umożliwiając szybką analizę pobranego materiału biologicznego w specjalistycznym laboratorium wyposażonym w naszą aparaturę. W rezultacie lekarz otrzyma kompleksowy wynik badania zawierający rekomendację opracowaną przez sztuczną inteligencję. Celem naszego projektu jest nie tylko skrócenie czasu analiz, lecz także możliwe uproszczenie całego procesu badania próbek, co ma ułatwić lekarzom działanie. Dzięki temu być możliwe będzie zastosowanie opracowanej technologii w badaniach przesiewowych osób, które nie mają objawów chorób neurodegeneracyjnych” – wyjaśnia mgr inż. Karol Struniawski, z Instytutu Informatyki Technicznej SGGW.

 

Transfer technologii ma zostać zrealizowany przez spółkę spin-off – Neurolight sp. z o.o. Została ona powołana w ramach wspólnej inicjatywy spółek celowych UW i SGGW: UWRC sp. z o.o. oraz InnoTech4Life sp. z o.o. Neurolight koncentruje się na podnoszeniu gotowości technologicznej rozwiązania. Nie wyklucza współpracy z inwestorami zainteresowanymi tego rodzaju diagnostyką.

 
Jak dotąd współczesne osiągnięcia medycyny nie dają możliwości wczesnego diagnozowania choroby Parkinsona i Alzheimera. Ze względu na wykrywanie schorzeń w stosunkowo późnych ich stadiach lekarze najczęściej starają się zahamować rozwój chorób i złagodzić objawy. Nie mogą jednak cofnąć ich skutków. Gdy układ nerwowy jest już zdegenerowany, niestety nie jest możliwe naprawienie jego uszkodzeń.

 

Wobec ciągłego postępu technologicznego, rozwoju medycyny i systematycznego wydłużania się życia ludzi, metody wczesnej diagnostyki chorób neurodegeneracyjnych są bardzo potrzebne.

źródło: Centrum Transferu Technologii i Wiedzy UW

Od 1 stycznia 2024 r. wszedł w życie zakaz sprzedaży napojów energetycznych dzieciom i młodzieży do 18 roku życia. Dlaczego nie są one polecane dzieciom i młodzieży? Wyjaśnia to dr Alicji Ponder z Katedry Żywności Funkcjonalnej i Ekologicznej Instytutu Nauk o Żywieniu Człowieka SGGW.
Napoje energetyzujące są to napoje funkcjonalne. Oznacza to, że poza główną rolą nawodnienia, pełnią również inne funkcje w organizmie.

Napoje energetyczne zawierają substancje bioaktywne, takie jak: kofeina, tauryna, inozytol, guarana, glukuronolakton i l-karnityna. Substancje te, a w szczególności wysoka zawartość kofeiny, zmniejszają uczucie zmęczenia podczas wzmożonego wysiłku fizycznego i psychicznego. W ostatnich latach obserwuje u konsumentów się wzrost zainteresowania napojami energetycznym. Choć rynek ten nadal stanowi najmniejszy procent w produkcji napojów bezalkoholowych, cieszy się dużą popularnością nie tylko wśród konsumentów, ale także specjalistów od żywienia w tym także naukowców z SGGW. Choć produkty te przeznaczone są dla określonej grupy osób, coraz częściej sięgają po nie młodzi ludzie, studenci, którzy nie zawsze potrzebują stosowania tego typu napojów w swojej diecie. Dlatego istotna byłaby edukacja osób w różnych grupach wiekowych na temat spożycia tego typu napojów.

Spożycie napojów energetyzujących w Polsce z roku na rok stale rosło. Od 2012 roku możemy obserwować systematyczny wzrost spożycia tych produktów. W związku z zauważalnym wzrostem spożycia, napoje energetyczne są one coraz częstszą przyczyną dyskusji i obiektem badania naukowców z zakresu żywienia. Wynika to z zagrożeń, które mogą mieć wpływ na zdrowie ludzi spożywających tego typu napoje.
 
Pierwszym powodem, dlaczego powinno się zwrócić szczególną uwagę podczas spożywania napojów energetyzujących jest to, że cukier jest jednym z głównych składników tych napojów. Regularne spożywanie napojów słodzonych cukrem może w dużej mierze przyczyniać się do przyrostu masy ciała, a co za tym idzie do występowania nadwagi i otyłości. Choroby te stanowią poważny problem XXI wieku każdej grupy wiekowej. Konsekwencją wysokiego spożycia może być zwiększone ryzyko cukrzycy typu 2 i chorób sercowo-naczyniowych.

Kofeina
Kolejnym problemem jest wysoka dawka kofeiny występująca w napojach energetycznych. Uważa się, że kofeina może pozytywnie wpływać na kontrolę masy ciała, jednak w połączeniu z sacharozą zwiększa ryzyko występowania nadwagi i otyłości, poprzez zwiększenie utleniania węglowodanów oraz hamowanie utleniania tłuszczów. Kolejne ryzyko związane z obecnością kofeiny w tego typu napojach, jest możliwość spożycia tych produktów przez dzieci poniżej 16 roku życia. Kofeina może mieć bardzo silny wpływ na organizm dziecka. Może powodować silny ból brzucha, nudności, nerwowość, pobudzenie i bezsenność. Kobiety w ciąży są również bardziej wrażliwe na wysokie dawki kofeinę. Kofeina przenika przez barierę łożyskową i może utrudniać przepływ krwi do łożyska i hamować transport składników odżywczych do płodu. Może to przyczynić się do narodzin dziecka z niższą masą urodzeniową, przedwczesnym porodem, a nawet poronieniem. Wpływ napojów energetyzujących na pracę układu krążenia również jest niepokojący. Napoje z dużą zawartością kofeiny nie są zalecane dla osób z chorobami układu krążenia. Niektóre badania naukowe dowodzą, że spożywanie wysokiej ilości kofeiny może przyczyniać się do zaostrzenia chorób układu krążenia, ponieważ może przyczyniać się do wzrostu ciśnienia krwi i może zwiększać ryzyko zawału mięśnia sercowego.

Niebezpieczne połączenie
Najwięcej napojów energetyzujących spożywają młodych ludzi w wieku 19-25 lat, którzy często łączą te napoje z alkoholem. Ten połączenie może prowadzić do poważnych negatywnych skutków zdrowotnych. Napoje energetyczne, poprzez swoje stymulujące działanie, mają odwrotny wpływ na organizm od alkoholu, zmniejszając jego działanie uspokajające, dezorientujące i wywołując mylące poczucie bycia trzeźwym. To prowadzi do jeszcze większego spożycia alkoholu, powodując zwiększone ryzyko zatrucia. Osoby spożywające tego typu mieszanki mają trzykrotnie większe prawdopodobieństwo zatrucia alkoholem i czterokrotnie wyższe ryzyko prowadzenia pojazdu mechanicznego, które wynika z błędnej oceny trzeźwości.

Napoje energetyzująca w badaniach naukowych
Naukowcy przebadali 25 napojów energetycznych pod kątem zawartości w nich kofeiny. Analiza badanych próbek napojów energetycznych wykazała różnorodność dodawanych substancji. Było to ponad 70 różnych substancji. Zawartość kofeiny w badanych napojach wahała się między 28,944 mg/100 ml do 37,162 mg/100 ml. Deklarowana przez producenta zawartość kofeiny to 32 mg/100 ml. W większości próbek stwierdzono wyższą zawartość kofeiny niż deklarował producent.

Napoje energetyczne zwiększają wydolność organizmu i zapobiegają zmęczeniu. Natomiast efekt ten jest krótkotrwały. Nadużywanie tego typu napojów może prowadzić do wielu nieodwracalnych procesów w organizmie człowieka, szczególnie dziecka. Niepokojący był brak kontroli nad spożyciem tych napojów, ze względu na powszechną ich dostępność na rynku.

dr Alicja Ponder

źródło: SGGW
Wszystkie 194 państwa członkowskie Światowej Organizacja Zdrowia (ang. World Health Organization, WHO) zobowiązały się do 2030 roku zmniejszą spożycia sodu o 30%, co może w tym okresie zredukować liczbę zgonów w skali świata o 7 milionów.
W 2023 roku WHO po raz pierwszy opublikowała raport analizujący postępy krajów wdrażających politykę ograniczania spożycia sodu i ich wpływ na spożycie sodu w diecie i choroby układu krążenia. Z raportu WHO wynika, że ​​jedynie 5% państw członkowskich WHO jest chronionych obowiązkowymi i kompleksowymi politykami dotyczącymi redukcji sodu. 

Sód jest niezbędnym składnikiem odżywczym, który spożywany w nadmiarze zwiększa ryzyko chorób serca, udaru mózgu i przedwczesnej śmierci. Głównym źródłem sodu w diecie jest sól kuchenna (chlorek sodu), ale występuje on również w przyprawach zawierających glutaminian sodu, oraz w wielu produktach przetworzonych.
WHO wskazała 4 działania, które powinny być podejmowane, takie jak:
  • Zmiana składów recepturowych tak, aby żywność zawierała mniej soli i ustalanie docelowych ilości sodu które muszą być osiągnięte
  • Ustanowienie polityki zamówień publicznych w celu ograniczenia spożycia żywności bogatej w sól lub sód w instytucjach publicznych
  • Etykieta z przodu opakowania (ang. front-of-package), która pomaga konsumentom wybrać produkty o niższej zawartości sodu
  • Komunikacja dotycząca zmiany zachowań i kampanie w środkach masowego przekazu mające na celu zmniejszenie spożycia soli/sodu
Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) już od lat kształci specjalistów z zakresu żywienia i dietetyki, którzy są gotowi do odpowiedzi na nowe wyzwania, w tym także w ramach Studiów Podyplomowych ‘Poradnictwo żywieniowe i dietetyczne’ prowadzonych na Wydziale Żywienia Człowieka. To jedne z najdłużej realizowanych w SGGW studiów podyplomowych – w tym roku prowadzona jest rekrutacja na jubileuszową 25 edycję.

Przez te lata SGGW wspomogło wiedzą dietetyczną dziesiątki lekarzy, dietetyków i innych specjalistów z zakresu ochrony zdrowia, oraz żywieniowców, technologów żywności, ale także innych osób, które chciały na własny użytek zdobyć wiedzę dietetyczną.

Absolwenci studiów podyplomowych posiadają nie tylko wiedzę teoretyczną, ale przede wszystkim praktyczną z zakresu m.in. planowania i oceny żywienia przy wykorzystaniu technik komputerowych, profilaktyki i terapii schorzeń dietozależnych, praktycznych aspektów organizacji poradnictwa dietetycznego i edukacji żywieniowej, preparatów dietetycznych i suplementów diety, psychologii klinicznej, czy etnodietetyki.

Więcej informacji o Studiach Podyplomowych Poradnictwo żywieniowe i dietetyczne.
Więcej informacji o rekrutacji oraz o ofercie innych studiów podyplomowych w SGGW.
Autorka tekstu: prof. dr hab. Dominika Głąbska, kierownik studiów podyplomowych „Poradnictwo żywieniowe i dietetyczne”

źródło: SGGW