Medicalpress
Podczas XXVII Międzynarodowego Kongresu Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego działalność w kadencji 2023-2025 zainaugurował nowy Zarząd Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego (SRS PTK). Przewodnictwo nad liczącą 1028 członków sekcją objął dr hab. n. med. Adam Sokal z Katedry Kardiologii, Wrodzonych Wad Serca i Elektroterapii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach. W skład nowego zarządu Sekcji Rytmu Serca PTK weszło dziewięcioro kardiologów z wiodących ośrodków elektrofizjologii i elektroterapii w Polsce.
Licząca 1028 członków Sekcja Rytmu Serca jest jedną z największych sekcji Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Oficjalnie powstała w 1974 roku jako Sekcja Elektrostymulacji PTK. Pod obecną nazwą działa od 2004 roku.

Misją Sekcji jest upowszechnianie wiedzy o elektrofizjologii i elektroterapii w leczeniu zaburzeń rytmu serca poprzez działalność dydaktyczno-szkoleniową. Sekcja Rytmu Serca PTK realizuje swoje cele poprzez organizację dorocznych konferencji naukowych POLSTIM, kolejnych edycji Szkoły Elektrofizjologii Klinicznej, kursów praktycznych dla kardiologów elektrofizjologów na różnym poziomie zaawansowania oraz inicjatyw edukacyjnych skierowanych do opinii publicznej.

Eksperci Sekcji Rytmu Serca PTK są powoływani do gremiów doradczych i współpracują na rzecz leczenia polskich pacjentów zgodnie z aktualną wiedzą medyczną z Ministerstwem Zdrowia, Narodowym Funduszem Zdrowia oraz Agencją Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

Nowy zarząd Sekcji Rytmu Serca PTK wybrano podczas Walnego Zebrania Sprawozdawczo-Wyborczego Sekcji w czasie dorocznej konferencji POLSTIM 2023.

Skład Zarządu Sekcji Rytmu Serca PTK w kadencji 2023-2025:
  1. Dr hab. n. med. Adam Sokal (przewodniczący) (Zabrze)
  2. Dr hab. n. med. Maciej Kempa (ustępujący przewodniczący) (Gdańsk)
  3. Prof. dr hab. n. med. Marek Jastrzębski (przewodniczący-elekt) (Kraków)
  4. Prof. dr hab. n. med. Paweł Balsam (Warszawa)
  5. Dr n. med. Jakub Baran (Warszawa)
  6. Dr n. med. Lidia Chmielewska-Michalak (Poznań)
  7. Dr hab. n. med. Michał Mazurek (Zabrze)
  8. Dr n. med. Paweł Moskal (Kraków)
  9. Dr n. med. Agnieszka Wojdyła-Hordyńska (Opole)
 
W skład Komisji Rewizyjnej SRS PTK w kadencji 2023-2025 weszli:
  1. Dr hab. n. med. Ewa Jędrzejczyk-Patej (Zabrze)
  2. Prof. dr hab. n. med. Artur Baszko (Poznań)
  3. Dr n. med. Agnieszka Kotalczyk (Zabrze)
 
Strona internetowa Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego:
https://rytmserca.ptkardio.pl/
 
źródło: SRS PTK
Oceny różnych aspektów opieki telemedycznej dokonuje się najczęściej w odniesieniu do dorosłych pacjentów, tymczasem telemedycyna ma istotne zastosowanie także wśród najmłodszych grup chorych. W obszarze kardiologii dziecięcej jej najistotniejsze obszary zastosowań to: kontrola stanu pacjenta i urządzeń wszczepialnych, diagnostyka, edukacja oraz konsultacje pomiędzy opiekującymi się młodym pacjentem specjalistami – mówi dr n. med. Maria Miszczak-Knecht z Kliniki Kardiologii Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, konsultant krajowa w dziedzinie kardiologii dziecięcej, specjalistka Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Telemedycyna w pediatrii: dziecko i rodzic
 
Telemedycyna to różne formy elektronicznego przekazu danych stosowane w: diagnostyce, terapii, rehabilitacji i opiece nad pacjentami. W opiece kardiologicznej stosuje się między innymi telemonitoring urządzeń wszczepialnych i różne formy telekonsultacji. Jak zaznacza konsultant krajowa w dziedzinie kardiologii dziecięcej, wykorzystanie telemedycznych rozwiązań stosowanych w opiece nad osobami ze schorzeniami serca i naczyń co do zasady pozostaje takie samo w przypadku dorosłych i najmłodszych pacjentów, ale różni się w kilku obszarach wynikających ze specyfiki kardiologii dziecięcej.
 
– Zasadnicza różnica w wykorzystaniu narzędzi telemedycznych w kardiologii dziecięcej polega na tym, że mamy pacjenta, ale stroną w komunikacji i w procesie diagnostyczno-terapeutycznym dotyczącym dziecka jest także jego opiekun. To z rodzicami konsultujemy najczęściej niepokojące objawy występujące u dziecka, ewentualną modyfikację stosowanej u niego terapii – wyjaśnia dr n. med. Maria Miszczak-Knecht i dodaje: – Punktem wyjścia jest dla nas stan pacjenta, ale musimy uważnie słuchać rodziców. Ocena pacjenta i informacji przekazanych przez opiekunów musi być jednak odpowiednio wyważona: zdarza się, że rodzic zauważa określone objawy u swojego dziecka, które w procesie diagnostyki okazują się niegroźne dla zdrowia, bywa jednak i tak, że my jako lekarze zwracamy uwagę na pewne symptomy, których rodzic początkowo nie uznaje za niepokojące. W odniesieniu do telemedycyny ważne jest więc, żeby wzajemnie uważnie się słuchać, ale aby w miarę możliwości korzystać z funkcji video podczas różnych form telekonsultacji. To znacznie podnosi bezpieczeństwo i skuteczność diagnostyki prowadzonej lub wspieranej w formule zdalnej.
 
Diagnostyka i kontrola terapii, konsultacje pomiędzy specjalistami
 
Jak zastrzega dr n. med. Maria Miszczak-Knecht, tak, jak w przypadku dorosłych, konsultacje telemedyczne nie są najczęściej optymalną formą pierwszorazowej diagnostyki pacjenta.
 
– Jako lekarze nie jesteśmy w stanie podejmować odpowiedzialnych decyzji na podstawie pojedynczych, nieosadzonych w szerszym kontekście klinicznym, informacji. Przykładowo, przesłany nam krótki fragment zapisu EKG pacjenta nie wystarczy, by podjąć rzetelne decyzje diagnostyczne czy terapeutyczne. Musimy dysponować szerszą wiedzą o pacjencie, historią jego choroby, wynikami ostatnich badań. Na tym etapie telemedycyna przychodzi z istotną pomocą: jeśli tylko możemy skonsultować się z innymi specjalistami na co dzień opiekującymi się naszym pacjentem i w bezpieczny sposób wymienić jego dokumentacją medyczną oraz informacjami, jesteśmy w stanie skuteczniej pomóc choremu. Dziś oczywiście podobne konsultacje są już przez specjalistów różnych dziedzin medycyny realizowane, ale warto, by przybrały zintegrowaną, bardziej uporządkowaną strukturę. W przypadku dzieci z wadami serca przede wszystkim na linii: pediatra – kardiolog dziecięcy. To bardzo istotne, ponieważ kiedy dziecko mieszka daleko od kardiologicznego ośrodka prowadzącego a pojawia się problem, pacjent trafia do pediatry. Pediatra może potrzebować konsultacji z kardiologiem prowadzącym i tu telemedycyna sprawdza się świetnie – zaznacza dr n. med. Maria Miszczak-Knecht.
 
Telemonitoring urządzeń wszczepialnych
 
Przykładem innej formy opieki telemedycznej jest telemonitoring urządzeń wszczepialnych.
 
– Telemonitorning urządzeń wszczepialnych (stymulatorów, kardiowerterów-defibrylatorów czy układów do terapii resynchronizującej) to forma opieki zwiększająca bezpieczeństwo pacjenta z różnego rodzaju arytmiami. Ta forma kontroli urządzeń i stanu pacjenta pozwala na wczesne wykrycie problemów, na przykład z uszkodzeniem elektrod, co jest szczególnie ważne u dzieci, u których rytm serca jest zależny od stymulatora. Ta forma opieki jest także pomocna z punktu widzenia zarządzania ośrodkiem i efektywna dla systemu opieki zdrowotnej. Pozwala optymalizować organizację pracy w poradniach, redukować liczbę ponadplanowych wizyt specjalistycznych, skrócić czas poświęcany na aspekty związane z kontrolą urządzeń przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiego poziomu efektywności. Telemonitoring urządzeń wszczepialnych dobrze służy zarówno dorosłym pacjentom z zaimplantowanymi układami wszczepialnymi, jak i dzieciom. Właśnie ogłoszona refundacja tej formy opieki telemedycznej jest bez wątpienia bardzo potrzebna w obydwu grupach wiekowych pacjentów z zaimplantowanymi układami do elektroterapii – mówi dr n. med. Maria Miszczak-Knecht.
 
Telemedycyna i edukacja
 
Zdaniem konsultant krajowej w dziedzinie kardiologii dziecięcej telemedycyna w szerokim ujęciu ma bardzo istotne zastosowanie także jako narzędzie edukacyjne.
 
– Dla najmłodszych grup pacjentów internet i telekomunikacja to naturalne środowiska informacyjne. Treści przekazywane dzieciom w formie cyfrowej mogą być skutecznym narzędziem edukacji o zdrowiu. Z myślą o najmłodszych chorych, ale także o ich opiekunach powstają specjalne kampanie edukacyjne. W obszarze telemedycyny to na przykład kampania pt. „TeleSERCE – Serce pod kontrolą”, w obszarze ablacji (zabiegowej metody leczenia zaburzeń rytmu serca): „Akcja Ablacja – Dzieci” – mówi dr n. med. Maria Miszczak-Knecht.
 
źródło: SRS PTK
Oceny różnych aspektów opieki telemedycznej dokonuje się najczęściej w odniesieniu do dorosłych pacjentów, tymczasem telemedycyna ma istotne zastosowanie także wśród najmłodszych grup chorych. W obszarze kardiologii dziecięcej jej najistotniejsze obszary zastosowań to: kontrola stanu pacjenta i urządzeń wszczepialnych, diagnostyka, edukacja oraz konsultacje pomiędzy opiekującymi się młodym pacjentem specjalistami – mówi dr n. med. Maria Miszczak-Knecht z Kliniki Kardiologii Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, konsultant krajowa w dziedzinie kardiologii dziecięcej, specjalistka Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Telemedycyna w pediatrii: dziecko i rodzic
 
Telemedycyna to różne formy elektronicznego przekazu danych stosowane w: diagnostyce, terapii, rehabilitacji i opiece nad pacjentami. W opiece kardiologicznej stosuje się między innymi telemonitoring urządzeń wszczepialnych i różne formy telekonsultacji. Jak zaznacza konsultant krajowa w dziedzinie kardiologii dziecięcej, wykorzystanie telemedycznych rozwiązań stosowanych w opiece nad osobami ze schorzeniami serca i naczyń co do zasady pozostaje takie samo w przypadku dorosłych i najmłodszych pacjentów, ale różni się w kilku obszarach wynikających ze specyfiki kardiologii dziecięcej.
 
– Zasadnicza różnica w wykorzystaniu narzędzi telemedycznych w kardiologii dziecięcej polega na tym, że mamy pacjenta, ale stroną w komunikacji i w procesie diagnostyczno-terapeutycznym dotyczącym dziecka jest także jego opiekun. To z rodzicami konsultujemy najczęściej niepokojące objawy występujące u dziecka, ewentualną modyfikację stosowanej u niego terapii – wyjaśnia dr n. med. Maria Miszczak-Knecht i dodaje: – Punktem wyjścia jest dla nas stan pacjenta, ale musimy uważnie słuchać rodziców. Ocena pacjenta i informacji przekazanych przez opiekunów musi być jednak odpowiednio wyważona: zdarza się, że rodzic zauważa określone objawy u swojego dziecka, które w procesie diagnostyki okazują się niegroźne dla zdrowia, bywa jednak i tak, że my jako lekarze zwracamy uwagę na pewne symptomy, których rodzic początkowo nie uznaje za niepokojące. W odniesieniu do telemedycyny ważne jest więc, żeby wzajemnie uważnie się słuchać, ale aby w miarę możliwości korzystać z funkcji video podczas różnych form telekonsultacji. To znacznie podnosi bezpieczeństwo i skuteczność diagnostyki prowadzonej lub wspieranej w formule zdalnej.
 
Diagnostyka i kontrola terapii, konsultacje pomiędzy specjalistami
 
Jak zastrzega dr n. med. Maria Miszczak-Knecht, tak, jak w przypadku dorosłych, konsultacje telemedyczne nie są najczęściej optymalną formą pierwszorazowej diagnostyki pacjenta.
 
– Jako lekarze nie jesteśmy w stanie podejmować odpowiedzialnych decyzji na podstawie pojedynczych, nieosadzonych w szerszym kontekście klinicznym, informacji. Przykładowo, przesłany nam krótki fragment zapisu EKG pacjenta nie wystarczy, by podjąć rzetelne decyzje diagnostyczne czy terapeutyczne. Musimy dysponować szerszą wiedzą o pacjencie, historią jego choroby, wynikami ostatnich badań. Na tym etapie telemedycyna przychodzi z istotną pomocą: jeśli tylko możemy skonsultować się z innymi specjalistami na co dzień opiekującymi się naszym pacjentem i w bezpieczny sposób wymienić jego dokumentacją medyczną oraz informacjami, jesteśmy w stanie skuteczniej pomóc choremu. Dziś oczywiście podobne konsultacje są już przez specjalistów różnych dziedzin medycyny realizowane, ale warto, by przybrały zintegrowaną, bardziej uporządkowaną strukturę. W przypadku dzieci z wadami serca przede wszystkim na linii: pediatra – kardiolog dziecięcy. To bardzo istotne, ponieważ kiedy dziecko mieszka daleko od kardiologicznego ośrodka prowadzącego a pojawia się problem, pacjent trafia do pediatry. Pediatra może potrzebować konsultacji z kardiologiem prowadzącym i tu telemedycyna sprawdza się świetnie – zaznacza dr n. med. Maria Miszczak-Knecht.
 
Telemonitoring urządzeń wszczepialnych
 
Przykładem innej formy opieki telemedycznej jest telemonitoring urządzeń wszczepialnych.
 
– Telemonitorning urządzeń wszczepialnych (stymulatorów, kardiowerterów-defibrylatorów czy układów do terapii resynchronizującej) to forma opieki zwiększająca bezpieczeństwo pacjenta z różnego rodzaju arytmiami. Ta forma kontroli urządzeń i stanu pacjenta pozwala na wczesne wykrycie problemów, na przykład z uszkodzeniem elektrod, co jest szczególnie ważne u dzieci, u których rytm serca jest zależny od stymulatora. Ta forma opieki jest także pomocna z punktu widzenia zarządzania ośrodkiem i efektywna dla systemu opieki zdrowotnej. Pozwala optymalizować organizację pracy w poradniach, redukować liczbę ponadplanowych wizyt specjalistycznych, skrócić czas poświęcany na aspekty związane z kontrolą urządzeń przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiego poziomu efektywności. Telemonitoring urządzeń wszczepialnych dobrze służy zarówno dorosłym pacjentom z zaimplantowanymi układami wszczepialnymi, jak i dzieciom. Właśnie ogłoszona refundacja tej formy opieki telemedycznej jest bez wątpienia bardzo potrzebna w obydwu grupach wiekowych pacjentów z zaimplantowanymi układami do elektroterapii – mówi dr n. med. Maria Miszczak-Knecht.
 
Telemedycyna i edukacja
 
Zdaniem konsultant krajowej w dziedzinie kardiologii dziecięcej telemedycyna w szerokim ujęciu ma bardzo istotne zastosowanie także jako narzędzie edukacyjne.
 
– Dla najmłodszych grup pacjentów internet i telekomunikacja to naturalne środowiska informacyjne. Treści przekazywane dzieciom w formie cyfrowej mogą być skutecznym narzędziem edukacji o zdrowiu. Z myślą o najmłodszych chorych, ale także o ich opiekunach powstają specjalne kampanie edukacyjne. W obszarze telemedycyny to na przykład kampania pt. „TeleSERCE – Serce pod kontrolą”, w obszarze ablacji (zabiegowej metody leczenia zaburzeń rytmu serca): „Akcja Ablacja – Dzieci” – mówi dr n. med. Maria Miszczak-Knecht.
 
źródło: SRS PTK
Zaburzeniom rytmu serca mogą towarzyszyć różne emocje związane z arytmiami: uczucie lęku, niepokoju, wyczerpania. Warto wiedzieć, skąd się te emocje biorą i jak sobie z nimi radzić. Od tego zależy jakość życia pacjenta – zwraca uwagę psycholog kliniczny Anna Mierzyńska i wyjaśnia, kiedy warto rozważyć rozszerzenie prowadzonej terapii kardiologicznej o konsultację z psychologiem lub psychiatrą.
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z dr n. med. i n. o zdr. Anną Mierzyńską, specjalistą psychologii klinicznej z Kliniki Kardiochirurgii Wojskowego Instytutu Medycznego Państwowego Instytutu Badawczego, ekspert Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
 
Pani Doktor, zaburzenia rytmu serca kojarzą się przede wszystkim z „kołataniami serca”, objawami ściśle fizjologicznymi. Czy arytmia może wpływać także na stan emocjonalny pacjenta?
 
Tak, przy czym na wstępie warto zaznaczyć, że sytuacja, w której pacjent ma świadomość, że w danym momencie czuje fizyczne symptomy arytmii, z psychologicznego punktu widzenia może być korzystniejsza, ponieważ źródło zmienionego samopoczucia – zarówno fizycznego, jak i emocjonalnego, jest znane, a tym samym bardziej zrozumiałe. Co innego, kiedy dana osoba nie potrafi właściwie rozpoznać przyczyn swojego gorszego samopoczucia. W takich przypadkach pacjent może czuć się inaczej, gorzej niż zwykle, ale może nie wiedzieć, dlaczego.
 
Jak pacjenci z zaburzeniami rytmu serca opisują swoje zmienione samopoczucie?
 
Bywa, że pacjenci z zaburzeniami rytmu serca mówią, iż serce im „wali”, „kołacze”, ich sercem „szarpie”. Jednak to, co w rozmowach z moimi pacjentami z arytmiami wysuwa się na pierwszy plan, to poczucie znacznego zmęczenia, wyczerpania. Może być to następstwem zaburzeń rytmu serca, zwłaszcza nadkomorowych, z powodu nierytmicznej pracy serca. Często pacjenci z migotaniem przedsionków mówią, że czują się arytmią bardzo wyczerpani, że są „wyprani z sił”. Zatem po pierwsze pacjenci czują, że ich serce w jakiś sposób bije nierówno, a drugie, że jest to bardzo męczące.
 
To może być dla pacjenta doświadczenie trudne nie tylko fizycznie, ale także emocjonalnie?
 
W przypadku nierównego bicia serca zachodzi bardzo ciekawe zjawisko z pogranicza medycyny i psychologii. Kiedy w naszym życiu nagle dojdzie do sytuacji, w której coś bardzo nas zestresuje, co przepełni nas niepokojem i lękiem, dochodzi do reakcji pobudzenia ze strony układu współczulnego. W takich przypadkach następuje naturalna mobilizacja organizmu: serce przyspiesza, dając nam energię do działania – do walki albo do ucieczki. To naturalna, prawidłowa reakcja organizmu, jednak pacjenci z zaburzeniami rytmu serca czują opisywane wzbudzenie w sytuacji spoczynku – kiedy nie ma mowy o zewnętrznych czynnikach stresogennych. W takiej sytuacji umysł będzie szukał racjonalnej przyczyny: co się ze mną dzieje, że jestem tak pobudzony, że moje serce „wali jak młotem”, mam przyspieszony, spłycony oddech i poczucie głębokiego niepokoju, choć obiektywnie nic złego się nie dzieje?! Nie znajdując zrozumiałego uzasadnienia reakcji swojego organizmu, możemy czuć lęk.
 
Co w takiej sytuacji może pomóc pacjentowi?
 
Jakkolwiek banalnie to zabrzmi, pomóc może wiedza. Kiedy rozmawiam z pacjentami ze wspomnianymi objawami, próbuję im pokazać, że symptomy, które oni odczuwają jako reakcje emocjonalne, o ile nie wynikają z uzasadnionych sytuacji wywołujących stres lub lęk, mogą być następstwem na przykład migotania przedsionków. Informacja, że subiektywne uczucia, które pacjenci do tej pory definiowali na przykład jako nieuzasadniony niepokój, mogą wynikać ze zmian związanych z arytmią i widocznych w zapisie EKG, daje im pewne poczucie – trudno powiedzieć uspokojenia – ale pewnego rodzaju zrozumienia tego, co się z nimi aktualnie dzieje, a tym samym większego poczucia kontroli i bezpieczeństwa. Warto podkreślić, że uczucie niepokoju i utraty sił, które towarzyszy różnym zaburzeniom rytmu serca jest dodatkowym kosztem choroby podstawowej. Warto wiedzieć, że ryzyko takiego kosztu niekiedy istnieje i jak w razie potrzeby ten koszt skutecznie redukować.
 
Wiemy, że nieoceniona jest wiedza; zrozumienie fizjologicznych i psychologicznych mechanizmów związanych z arytmiami. Czy to wystarczające wsparcie w większości przypadków, jeśli chodzi o zaburzenia rytmu serca?
 
To z pewnością uniwersalna, zawsze pomocna oręż w walce z niepokojem związanym z – jakąkolwiek zresztą – chorobą: wiedza o schorzeniu i związanymi z nim mechanizmami. W przypadku obszaru zaburzeń rytmu serca nie można jednak nie wspomnieć o pacjentach z urządzeniami wszczepialnymi: stymulatorami serca, kardiowerterami-defibrylatorami i układami do terapii resynchronizującej. To grupa pacjentów ze szczególnymi doświadczeniami w przebiegu leczenia. 
 
Dlaczego w kontekście opieki psychologicznej osoby z układami do elektroterapii to szczególna grupa pacjentów?
 
Wynika to wprost ze wskazań do zastosowania tego rodzaju terapii, czyli wszczepienia na stałe urządzenia wspomagającego pracę serca. Zwłaszcza w przypadku pacjentów z kardiowerterami-defibrylatorami (ang. Implantable Cardioverter Defibrillator, ICD), wyzwania wynikające zarówno z choroby podstawowej, jak i specyfiki układu, wymagają wyjątkowej czujności na stan emocjonalny pacjenta. Warto przypomnieć, że kardiowerter-defibrylator to urządzenie wszczepiane pacjentom zagrożonym nagłym zgonem sercowym (NZS) czyli  mówiąc inaczej: nagłą śmiercią. Świadomość takiego zagrożenia jest sama w sobie bardzo trudna do przyjęcia. Terapia w postaci ICD, która ma chronić pacjenta przed skutkami nagłego zgonu sercowego, jest wprost bezcenna, ale to, jak działa, bywa dla pacjentów kolejnym wyzwaniem w procesie terapii. Kiedy serce pacjenta doświadcza groźnych dla życia zaburzeń rytmu lub przestaje bić i układ rozpoznaje takie zagrożenie, dostarcza terapię wysokoenergetyczną, żeby pobudzić serce pacjenta. Pacjenci określają te interwencje układu jako „strzały”, „kopnięcia” prądem. Ta terapia bywa przez dużą część pacjentów odczuwalna, wręcz bolesna i problemem emocjonalnym z tym typem układów bywa strach przed kolejnym takim zdarzeniem i bólem związanym z wyładowaniem ICD, które może nastąpić w przyszłości.
 
ICD bywa nazywane przez pacjentów „aniołem stróżem”. Wydaje się, że to niełatwy „patron”…
 
Rzeczywiście, najczęściej pacjenci po wyładowaniach kardiowertera-defibrylatora doceniają, że urządzenie uratowało im życie i nazywają swój układ „aniołem stróżem” albo „przyjacielem”. Jednocześnie jednak boją się sytuacji, w której doszłoby do ponownego wyładowania wysokoenergetycznego. Tym bardziej, że nie da się przewidzieć kiedy i gdzie ono nastąpi. Bywa, że część pacjentów po doświadczeniu wyładowania kardiowertera-defibrylatora boi się wychodzić z domu, prowadzić dotychczasowe codzienne aktywności. To trudna sytuacja i w takich przypadkach konieczne jest wsparcie lekarza prowadzącego, psychologa lub psychiatry. W takich przypadkach nie pomoże, gdy powiemy pacjentowi: niech się pan/ pani cieszy, że urządzenie pana/ panią uratowało! Pacjent może nawet rzeczywiście po części się „cieszyć” – w rozumieniu: doceniać, że żyje, niemniej sytuacja była trudna, nierzadko traumatyczna i zaważa na dalszym życiu pacjenta i jego jakości.
 
Na czym w takiej sytuacji będzie skoncentrowana terapia?
 
Mówić najogólniej: na poprawie stanu emocjonalnego pacjenta oraz jakości jego życia. Jako psycholog na co dzień pracujący z pacjentami z zaburzeniami rytmu serca często zaczynam pracę od zaproponowania pacjentowi adekwatnego rodzaju terapii, na przykład z nurtu poznawczo-behawioralnego. Bywa, że patrząc na potrzeby pacjenta czy widząc jego życie w szerszym kontekście podejmuję rozmowy na temat terapii humanistycznej lub systemowej, jeżeli okazuje się, że kwestie rodzinne mogą być kluczowe dla funkcjonowania pacjenta. Niezależnie jednak od wybranej metody pacjent w procesie terapii uczy się takiego sposobu działania, myślenia i reagowania emocjonalnego, który pomaga mu realizować określone cele w życiu i być sobą takim, jakim on chciałby być – oczywiście przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa wynikających z ograniczeń schorzenia podstawowego. W określonych sytuacjach warto, aby pacjent z zaburzeniami rytmu serca skorzystał z pomocy lekarza psychiatry. Osobom doświadczającym nasilonych trudności emocjonalnych, takich jak objawy depresyjne lub zaburzenia lękowe albo odczuwających symptomy stresu pourazowego (na przykład po wyładowaniach ICD) pomagają odpowiednio dobrane leki zmniejszające poziom lęku, regulujące nastrój lub sen. Chciałabym przy tym podkreślić, że leczymy ludzi, którzy mają daną chorobę a nie chorobę jako taką. Jeżeli przyjmiemy taki sposób widzenia, to nasze zachowanie wobec pacjentów będzie inne, niż gdybyśmy podchodząc do człowieka mieli w głowie taki schemat: leczymy chorobę. My leczymy osobę. Przychodzi do nas człowiek ze swoimi potrzebami, myślami, pytaniami, wątpliwościami. Choroba jest „aż” i jednocześnie „tylko” częścią życia pacjenta. Staramy się nadać wszystkiemu właściwe proporcje.

Pani Doktor, bardzo dziękuję za ciekawą rozmowę.
Rozmawiała Marta Sułkowska

źródło: SRS PTK

Zaburzeniom rytmu serca mogą towarzyszyć różne emocje związane z arytmiami: uczucie lęku, niepokoju, wyczerpania. Warto wiedzieć, skąd się te emocje biorą i jak sobie z nimi radzić. Od tego zależy jakość życia pacjenta – zwraca uwagę psycholog kliniczny Anna Mierzyńska i wyjaśnia, kiedy warto rozważyć rozszerzenie prowadzonej terapii kardiologicznej o konsultację z psychologiem lub psychiatrą.
Zapraszamy do przeczytania wywiadu z dr n. med. i n. o zdr. Anną Mierzyńską, specjalistą psychologii klinicznej z Kliniki Kardiochirurgii Wojskowego Instytutu Medycznego Państwowego Instytutu Badawczego, ekspert Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
 
Pani Doktor, zaburzenia rytmu serca kojarzą się przede wszystkim z „kołataniami serca”, objawami ściśle fizjologicznymi. Czy arytmia może wpływać także na stan emocjonalny pacjenta?
 
Tak, przy czym na wstępie warto zaznaczyć, że sytuacja, w której pacjent ma świadomość, że w danym momencie czuje fizyczne symptomy arytmii, z psychologicznego punktu widzenia może być korzystniejsza, ponieważ źródło zmienionego samopoczucia – zarówno fizycznego, jak i emocjonalnego, jest znane, a tym samym bardziej zrozumiałe. Co innego, kiedy dana osoba nie potrafi właściwie rozpoznać przyczyn swojego gorszego samopoczucia. W takich przypadkach pacjent może czuć się inaczej, gorzej niż zwykle, ale może nie wiedzieć, dlaczego.
 
Jak pacjenci z zaburzeniami rytmu serca opisują swoje zmienione samopoczucie?
 
Bywa, że pacjenci z zaburzeniami rytmu serca mówią, iż serce im „wali”, „kołacze”, ich sercem „szarpie”. Jednak to, co w rozmowach z moimi pacjentami z arytmiami wysuwa się na pierwszy plan, to poczucie znacznego zmęczenia, wyczerpania. Może być to następstwem zaburzeń rytmu serca, zwłaszcza nadkomorowych, z powodu nierytmicznej pracy serca. Często pacjenci z migotaniem przedsionków mówią, że czują się arytmią bardzo wyczerpani, że są „wyprani z sił”. Zatem po pierwsze pacjenci czują, że ich serce w jakiś sposób bije nierówno, a drugie, że jest to bardzo męczące.
 
To może być dla pacjenta doświadczenie trudne nie tylko fizycznie, ale także emocjonalnie?
 
W przypadku nierównego bicia serca zachodzi bardzo ciekawe zjawisko z pogranicza medycyny i psychologii. Kiedy w naszym życiu nagle dojdzie do sytuacji, w której coś bardzo nas zestresuje, co przepełni nas niepokojem i lękiem, dochodzi do reakcji pobudzenia ze strony układu współczulnego. W takich przypadkach następuje naturalna mobilizacja organizmu: serce przyspiesza, dając nam energię do działania – do walki albo do ucieczki. To naturalna, prawidłowa reakcja organizmu, jednak pacjenci z zaburzeniami rytmu serca czują opisywane wzbudzenie w sytuacji spoczynku – kiedy nie ma mowy o zewnętrznych czynnikach stresogennych. W takiej sytuacji umysł będzie szukał racjonalnej przyczyny: co się ze mną dzieje, że jestem tak pobudzony, że moje serce „wali jak młotem”, mam przyspieszony, spłycony oddech i poczucie głębokiego niepokoju, choć obiektywnie nic złego się nie dzieje?! Nie znajdując zrozumiałego uzasadnienia reakcji swojego organizmu, możemy czuć lęk.
 
Co w takiej sytuacji może pomóc pacjentowi?
 
Jakkolwiek banalnie to zabrzmi, pomóc może wiedza. Kiedy rozmawiam z pacjentami ze wspomnianymi objawami, próbuję im pokazać, że symptomy, które oni odczuwają jako reakcje emocjonalne, o ile nie wynikają z uzasadnionych sytuacji wywołujących stres lub lęk, mogą być następstwem na przykład migotania przedsionków. Informacja, że subiektywne uczucia, które pacjenci do tej pory definiowali na przykład jako nieuzasadniony niepokój, mogą wynikać ze zmian związanych z arytmią i widocznych w zapisie EKG, daje im pewne poczucie – trudno powiedzieć uspokojenia – ale pewnego rodzaju zrozumienia tego, co się z nimi aktualnie dzieje, a tym samym większego poczucia kontroli i bezpieczeństwa. Warto podkreślić, że uczucie niepokoju i utraty sił, które towarzyszy różnym zaburzeniom rytmu serca jest dodatkowym kosztem choroby podstawowej. Warto wiedzieć, że ryzyko takiego kosztu niekiedy istnieje i jak w razie potrzeby ten koszt skutecznie redukować.
 
Wiemy, że nieoceniona jest wiedza; zrozumienie fizjologicznych i psychologicznych mechanizmów związanych z arytmiami. Czy to wystarczające wsparcie w większości przypadków, jeśli chodzi o zaburzenia rytmu serca?
 
To z pewnością uniwersalna, zawsze pomocna oręż w walce z niepokojem związanym z – jakąkolwiek zresztą – chorobą: wiedza o schorzeniu i związanymi z nim mechanizmami. W przypadku obszaru zaburzeń rytmu serca nie można jednak nie wspomnieć o pacjentach z urządzeniami wszczepialnymi: stymulatorami serca, kardiowerterami-defibrylatorami i układami do terapii resynchronizującej. To grupa pacjentów ze szczególnymi doświadczeniami w przebiegu leczenia. 
 
Dlaczego w kontekście opieki psychologicznej osoby z układami do elektroterapii to szczególna grupa pacjentów?
 
Wynika to wprost ze wskazań do zastosowania tego rodzaju terapii, czyli wszczepienia na stałe urządzenia wspomagającego pracę serca. Zwłaszcza w przypadku pacjentów z kardiowerterami-defibrylatorami (ang. Implantable Cardioverter Defibrillator, ICD), wyzwania wynikające zarówno z choroby podstawowej, jak i specyfiki układu, wymagają wyjątkowej czujności na stan emocjonalny pacjenta. Warto przypomnieć, że kardiowerter-defibrylator to urządzenie wszczepiane pacjentom zagrożonym nagłym zgonem sercowym (NZS) czyli  mówiąc inaczej: nagłą śmiercią. Świadomość takiego zagrożenia jest sama w sobie bardzo trudna do przyjęcia. Terapia w postaci ICD, która ma chronić pacjenta przed skutkami nagłego zgonu sercowego, jest wprost bezcenna, ale to, jak działa, bywa dla pacjentów kolejnym wyzwaniem w procesie terapii. Kiedy serce pacjenta doświadcza groźnych dla życia zaburzeń rytmu lub przestaje bić i układ rozpoznaje takie zagrożenie, dostarcza terapię wysokoenergetyczną, żeby pobudzić serce pacjenta. Pacjenci określają te interwencje układu jako „strzały”, „kopnięcia” prądem. Ta terapia bywa przez dużą część pacjentów odczuwalna, wręcz bolesna i problemem emocjonalnym z tym typem układów bywa strach przed kolejnym takim zdarzeniem i bólem związanym z wyładowaniem ICD, które może nastąpić w przyszłości.
 
ICD bywa nazywane przez pacjentów „aniołem stróżem”. Wydaje się, że to niełatwy „patron”…
 
Rzeczywiście, najczęściej pacjenci po wyładowaniach kardiowertera-defibrylatora doceniają, że urządzenie uratowało im życie i nazywają swój układ „aniołem stróżem” albo „przyjacielem”. Jednocześnie jednak boją się sytuacji, w której doszłoby do ponownego wyładowania wysokoenergetycznego. Tym bardziej, że nie da się przewidzieć kiedy i gdzie ono nastąpi. Bywa, że część pacjentów po doświadczeniu wyładowania kardiowertera-defibrylatora boi się wychodzić z domu, prowadzić dotychczasowe codzienne aktywności. To trudna sytuacja i w takich przypadkach konieczne jest wsparcie lekarza prowadzącego, psychologa lub psychiatry. W takich przypadkach nie pomoże, gdy powiemy pacjentowi: niech się pan/ pani cieszy, że urządzenie pana/ panią uratowało! Pacjent może nawet rzeczywiście po części się „cieszyć” – w rozumieniu: doceniać, że żyje, niemniej sytuacja była trudna, nierzadko traumatyczna i zaważa na dalszym życiu pacjenta i jego jakości.
 
Na czym w takiej sytuacji będzie skoncentrowana terapia?
 
Mówić najogólniej: na poprawie stanu emocjonalnego pacjenta oraz jakości jego życia. Jako psycholog na co dzień pracujący z pacjentami z zaburzeniami rytmu serca często zaczynam pracę od zaproponowania pacjentowi adekwatnego rodzaju terapii, na przykład z nurtu poznawczo-behawioralnego. Bywa, że patrząc na potrzeby pacjenta czy widząc jego życie w szerszym kontekście podejmuję rozmowy na temat terapii humanistycznej lub systemowej, jeżeli okazuje się, że kwestie rodzinne mogą być kluczowe dla funkcjonowania pacjenta. Niezależnie jednak od wybranej metody pacjent w procesie terapii uczy się takiego sposobu działania, myślenia i reagowania emocjonalnego, który pomaga mu realizować określone cele w życiu i być sobą takim, jakim on chciałby być – oczywiście przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa wynikających z ograniczeń schorzenia podstawowego. W określonych sytuacjach warto, aby pacjent z zaburzeniami rytmu serca skorzystał z pomocy lekarza psychiatry. Osobom doświadczającym nasilonych trudności emocjonalnych, takich jak objawy depresyjne lub zaburzenia lękowe albo odczuwających symptomy stresu pourazowego (na przykład po wyładowaniach ICD) pomagają odpowiednio dobrane leki zmniejszające poziom lęku, regulujące nastrój lub sen. Chciałabym przy tym podkreślić, że leczymy ludzi, którzy mają daną chorobę a nie chorobę jako taką. Jeżeli przyjmiemy taki sposób widzenia, to nasze zachowanie wobec pacjentów będzie inne, niż gdybyśmy podchodząc do człowieka mieli w głowie taki schemat: leczymy chorobę. My leczymy osobę. Przychodzi do nas człowiek ze swoimi potrzebami, myślami, pytaniami, wątpliwościami. Choroba jest „aż” i jednocześnie „tylko” częścią życia pacjenta. Staramy się nadać wszystkiemu właściwe proporcje.

Pani Doktor, bardzo dziękuję za ciekawą rozmowę.
Rozmawiała Marta Sułkowska

źródło: SRS PTK

Migotanie przedsionków (atrial fibrillation, AF) to najczęściej występujący rodzaj zaburzeń rytmu serca. Dotyczy głównie osób w podeszłym wieku, ale… nie zawsze. Daje charakterystyczne objawy, chyba, że… nie daje żadnych. Nie zawsze poddaje się pierwszej próbie terapii, ale często ulega kolejnej. Migotanie przedsionków to podstępna arytmia, mamy jednak coraz więcej „sprytnych” sposobów na jej skuteczne leczenie – mówi dr n. med. Marcin Witkowski z Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, członek Zarządu Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Arytmia (nie tylko) seniorów
Migotanie przedsionków (ang. atrial fibrillation, AF), jest najczęściej występującą arytmią. Chociaż częstość jej występowania wzrasta wraz z wiekiem, arytmia ta może dotyczyć także osób młodych. AF częściej występuje u mężczyzn. Arytmia ta polega na szybkiej, nieskoordynowanej aktywacji przedsionków, która sprawia, że serce kurczy się bardzo nieregularnie. Skutkiem tego jest między innymi mniejszy rzut serca, czyli objętość krwi, jaką serce tłoczy w ciągu jednej minuty do naczyń krwionośnych. Według ogólnopolskiego badania epidemiologicznego NOMED-AF arytmia ta dotyczy aż 23 proc. populacji pacjentów powyżej 65. roku życia.

Migotanie przedsionków jest arytmią, na której powstanie istotny wpływ mają czynniki ryzyka takie jak: nadwaga, palenie papierosów, nadmierne spożycie alkoholu, cukrzyca, nadciśnienie tętnicze, niewydolność serca, choroba wieńcowa. Często jednak bywa i tak, że w procesie diagnostyki arytmii nie udaje się uchwycić konkretnej przyczyny wystąpienia migotania przedsionków.

– Zdarza się, że z pozoru zupełnie zdrowe osoby, bez schorzeń towarzyszących, zjawiają się w gabinecie kardiologa z napadowym migotaniem przedsionków – wyjaśnia dr Marcin Witkowski i dodaje: – Napadowe migotanie przedsionków występuje wtedy, kiedy przez większość czasu pacjent ma prawidłowy, regularny rytm serca, a arytmia (całkowicie niemiarowy puls) występuje co jakiś czas. Pojedynczy napad arytmii może trwać od kilku godzin do nawet kilku dni. Taka forma migotania przedsionków może ustąpić samoistnie lub zostać przerwana klinicznie. Inna forma AF to forma przetrwała. Występuje wtedy, kiedy migotanie przedsionków jest obecne stale, przez kilka tygodni lub kilka miesięcy. Jeśli z określonych względów klinicznych decydujemy o nie przywracaniu prawidłowego rytmu serca, lub prawidłowego rytmu nie udaje się przywrócić, mówi się o utrwalonym migotaniu przedsionków.

(Nie zawsze) odczuwalne objawy
Migotanie przedsionków może objawiać się poprzez: uczucie szybkiego bicia serca, osłabienie, gorszą tolerancję wysiłku, zawroty głowy. Pacjenci, którzy w trakcie występowania arytmii mierzą sobie ciśnienie, często stwierdzają wysoki puls i niskie – lub odwrotnie – wysokie wartości ciśnienia tętniczego krwi. Migotanie przedsionków nie zawsze jednak daje odczuwalne dla pacjenta objawy. Mówi się wtedy o niemej postaci arytmii.
– Objawów migotania przedsionków mogą nie odczuwać lub odczuwać w bardzo niewielkim stopniu pacjenci z przetrwałym bądź utrwalonym migotaniem przedsionków. Nieodczuwalne lub skąpe objawy arytmii mogą występować także u pacjentów z wszczepionymi stymulatorami serca, implantowanymi ze względu na blok przedsionkowo-komorowy. Przyspieszony puls w tej grupie chorych nie będzie występował, ponieważ miarowy rytm pracy serca narzuca stymulator. Jeśli chodzi o zależność wiekową, zazwyczaj nie odczuwają arytmii pacjenci starsi, zwłaszcza po 80. roku życia. Paradoks polega na tym, że jest to jednocześnie grupa chorych, która w największym stopniu pozostaje narażona na poważne powikłania arytmii – zaznacza dr Marcin Witkowski.

Zdaniem specjalisty nieme migotanie przedsionków jest znacznie groźniejsze niż objawowe. Pacjent nieświadomy arytmii i zagrożeń związanych z jej powikłaniami nie zgłasza się do lekarza, nie jest zdiagnozowany i właściwie leczony. Nierzadko pierwszym, widocznym i odczuwalnym objawem arytmii jest jej najgroźniejsze powikłanie, czyli udar mózgu.

(Nie)doceniana diagnostyka
Na rynku dostępnych jest wiele urządzeń, które wspierają populacyjne badania przesiewowe w kierunku diagnostyki migotania przedsionków. Zdaniem kardiologów pewnych wskazówek o niepokojącej pracy serca może dostarczyć cykliczny ręczny pomiar pulsu (wskazówki Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego jak go poprawnie wykonać, znajdują się tutaj) lub domowe badanie z wykorzystaniem aparatu do mierzenia ciśnienia tętniczego krwi.

Na co dzień w pewnym stopniu pomocne okazują się także różnego rodzaju zegarki i opaski z wbudowanymi algorytmami analizującymi pracę serca (jak zaznaczają lekarze, ważne, by były to urządzenia certyfikowane, o statusie wyrobów medycznych). W ściśle określonych przypadkach klinicznych w diagnostyce migotania przedsionków wykorzystuje się także wszczepialne rejestratory arytmii. Wśród grupy pacjentów kardiologicznych z wszczepionymi stymulatorami serca, ważnym wsparciem jest telemonitoring.

– Telemonioring urządzeń wszczepialnych umożliwia kontrolę pracy serca pacjenta na odległość. Pacjenci z wszczepionymi: stymulatorami serca, kardiowerterami-defibrylatorami lub układami do terapii resynchronizującej przy pomocy przenośnego transmitera nadają (samodzielnie lub automatycznie) cykliczne raporty o pracy swojego serca i implantowanego urządzenia. W przypadku wystąpienia u pacjenta migotania przedsionków (nawet, jeśli arytmia będzie bezobjawowa, w ogóle nieodczuwalna przez pacjenta) ośrodek monitorujący zostanie o tym powiadomiony. Lekarz weryfikujący cyklicznie napływające raporty skontaktuje się z pacjentem i poinformuje o dalszym postępowaniu. Szybka informacja o nieprawidłowościach to większa szansa na skuteczniejszą ochronę pacjenta przed groźnymi powikłaniami arytmii – tłumaczy dr Marcin Witkowski.

Leczenie: (nie) tylko ablacja
Jak zaznaczają eksperci Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, definitywne wyleczenie migotania przedsionków jest bardzo trudne. Farmakoterapia, czyli leki o działaniu antyarytmicznym, które mają zapobiegać kolejnym napadom arytmii, mają ograniczoną skuteczność. Jak wyjaśniają specjaliści, oznacza to, że leki mogą istotnie zmniejszać liczbę napadów, ale nie wyleczą pacjenta z arytmii.

– W ostatnich latach nie możemy się pochwalić sukcesami na polu nowych leków antyarytmicznych, stąd też między innymi trend do wzrostu znaczenia bardziej skutecznej terapii, jaką jest ablacja migotania przedsionków. Skuteczność zabiegowego leczenia migotania przedsionków wynosi od 75 do 80 procent. Ablacja to efektywna metoda terapii, co potwierdzają najnowsze wytyczne naukowe Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (The European Society of Cardiology, ESC), w których wskazuje się, że ablacja migotania przedsionków może być traktowana jako metoda terapii stosowana z wyboru u pacjentów z migotaniem przedsionków, u których leczenie farmakologiczne nie było skuteczne.

W najnowszych wytycznych ESC nowością jest zwiększenie roli ablacji w terapii przetrwałej formy tej arytmii – okazuje się, że leczenie zabiegowe może skutecznie pomóc poprawić stan zdrowia i jakość życia także tej grupy chorych. Wytyczne ESC zalecają też rozważenie ponownego wykonania zabiegu ablacji (zazwyczaj wykonuje się go już inną metodą) u tych pacjentów, u których został on już raz zastosowany, ale pomimo początkowo dobrego efektu objawy nawróciły. Wytyczne zaznaczają, że ponowny zabieg może istotnie poprawić skuteczność prowadzonej terapii.

(Nie tylko) farmakologiczne zapobieganie powikłaniom
Najgroźniejsze powikłania niezdiagnozowanego i/ lub nieprawidłowo leczonego migotania przedsionków to udar niedokrwienny mózgu i niewydolność serca, do której z czasem może dochodzić na skutek długotrwałej szybkiej, chaotycznej pracy przedsionków. Zdaniem specjalistów można i trzeba tym stanom zapobiegać.

Złotym standardem w prewencji udaru niedokrwiennego mózgu są doustne leki przeciwkrzepliwe.
– Najnowsze wytyczne ESC podkreślają rosnące znaczenie tak zwanych nowych doustnych leków przeciwkrzepliwych (NOAC). Aktualnie zaleca się zmianę i stosowanie tej terapii nawet u pacjentów dotychczas leczonych lekami poprzedniej generacji (pochodnymi warfaryny), szczególnie, jeśli to leczenie nie było nie w pełni skuteczne (ilość czasu, w jakim wskaźnik rozrzedzenia krwi pozostawał w zakresie terapeutycznym wynosił poniżej 70 proc.). W ramach profilaktyki powikłań migotania przedsionków związanych z udarem mózgu w niektórych grupach pacjentów, w tym u chorych mających przeciwwskazania do stosowania leków z grupy NOAC lub mających powikłania po ich zastosowaniu, można rozważyć metodę zabiegową – tak zwane zamknięcie uszka lewego przedsionka.

Uwaga na styl życia!
Coraz większą rolę w zapobieganiu powikłaniom i efektywnej terapii migotania przedsionków odgrywa aktywne poszukiwanie arytmii, zwłaszcza w grupach osób najbardziej zagrożonych jej rozwinięciem. Najnowsze zalecenia naukowe wskazują, że aktywne poszukiwanie arytmii powinno być realizowane między innymi u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym i obturacyjnym bezdechem sennym. Wiadomo, że te grupy chorych są bardziej narażone na występowanie migotania przedsionków, a im wcześniej postawiona diagnoza, tym wcześniej rozpoczęte leczenie i większa szansa na uniknięcie powikłań.

Każda kolejna aktualizacja wytycznych naukowych kładzie także coraz większy nacisk na rolę modyfikacji stylu życia pacjenta jako kluczową komponentę skutecznej terapii migotania przedsionków.

– Jeśli pacjent ma nadwagę lub jest otyły, jednym z najważniejszych czynników dla skutecznego leczenia arytmii jest wspieranie chorego w zdrowym, bezpiecznym i długofalowym odchudzaniu. Nie mniej ważna jest właściwa kontrola nad schorzeniami współistniejącymi, w tym: prawidłowe leczenie nadciśnienia tętniczego, choroby wieńcowej, cukrzycy. Analogicznie, warto skupić wysiłki na wyeliminowaniu używek, wdrożeniu codziennej aktywności fizycznej, dostosowanej do potrzeb i możliwości organizmu. Im więcej czynników ryzyka udaje się zredukować lub wyeliminować, tym szanse na poprawę stanu zdrowia i jakości życia pacjentów także są większe. Kluczem jest zdrowy styl życia, aktywna profilaktyka, wykorzystywanie najskuteczniejszych metod terapii i prewencji powikłań oraz stała kontrola stanu zdrowia i regularne przyjmowanie zaleconej terapii. Takie „sprytne” połączenie różnych metod pozwala coraz skuteczniej walczyć z podstępną arytmią, jaką jest migotanie przedsionków – mówi dr Marcin Witkowski.

źródło: SRS PTK
Na zdjęciu: dr n. med. Marcin Witkowski

Migotanie przedsionków (atrial fibrillation, AF) to najczęściej występujący rodzaj zaburzeń rytmu serca. Dotyczy głównie osób w podeszłym wieku, ale… nie zawsze. Daje charakterystyczne objawy, chyba, że… nie daje żadnych. Nie zawsze poddaje się pierwszej próbie terapii, ale często ulega kolejnej. Migotanie przedsionków to podstępna arytmia, mamy jednak coraz więcej „sprytnych” sposobów na jej skuteczne leczenie – mówi dr n. med. Marcin Witkowski z Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, członek Zarządu Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Arytmia (nie tylko) seniorów
Migotanie przedsionków (ang. atrial fibrillation, AF), jest najczęściej występującą arytmią. Chociaż częstość jej występowania wzrasta wraz z wiekiem, arytmia ta może dotyczyć także osób młodych. AF częściej występuje u mężczyzn. Arytmia ta polega na szybkiej, nieskoordynowanej aktywacji przedsionków, która sprawia, że serce kurczy się bardzo nieregularnie. Skutkiem tego jest między innymi mniejszy rzut serca, czyli objętość krwi, jaką serce tłoczy w ciągu jednej minuty do naczyń krwionośnych. Według ogólnopolskiego badania epidemiologicznego NOMED-AF arytmia ta dotyczy aż 23 proc. populacji pacjentów powyżej 65. roku życia.

Migotanie przedsionków jest arytmią, na której powstanie istotny wpływ mają czynniki ryzyka takie jak: nadwaga, palenie papierosów, nadmierne spożycie alkoholu, cukrzyca, nadciśnienie tętnicze, niewydolność serca, choroba wieńcowa. Często jednak bywa i tak, że w procesie diagnostyki arytmii nie udaje się uchwycić konkretnej przyczyny wystąpienia migotania przedsionków.

– Zdarza się, że z pozoru zupełnie zdrowe osoby, bez schorzeń towarzyszących, zjawiają się w gabinecie kardiologa z napadowym migotaniem przedsionków – wyjaśnia dr Marcin Witkowski i dodaje: – Napadowe migotanie przedsionków występuje wtedy, kiedy przez większość czasu pacjent ma prawidłowy, regularny rytm serca, a arytmia (całkowicie niemiarowy puls) występuje co jakiś czas. Pojedynczy napad arytmii może trwać od kilku godzin do nawet kilku dni. Taka forma migotania przedsionków może ustąpić samoistnie lub zostać przerwana klinicznie. Inna forma AF to forma przetrwała. Występuje wtedy, kiedy migotanie przedsionków jest obecne stale, przez kilka tygodni lub kilka miesięcy. Jeśli z określonych względów klinicznych decydujemy o nie przywracaniu prawidłowego rytmu serca, lub prawidłowego rytmu nie udaje się przywrócić, mówi się o utrwalonym migotaniu przedsionków.

(Nie zawsze) odczuwalne objawy
Migotanie przedsionków może objawiać się poprzez: uczucie szybkiego bicia serca, osłabienie, gorszą tolerancję wysiłku, zawroty głowy. Pacjenci, którzy w trakcie występowania arytmii mierzą sobie ciśnienie, często stwierdzają wysoki puls i niskie – lub odwrotnie – wysokie wartości ciśnienia tętniczego krwi. Migotanie przedsionków nie zawsze jednak daje odczuwalne dla pacjenta objawy. Mówi się wtedy o niemej postaci arytmii.
– Objawów migotania przedsionków mogą nie odczuwać lub odczuwać w bardzo niewielkim stopniu pacjenci z przetrwałym bądź utrwalonym migotaniem przedsionków. Nieodczuwalne lub skąpe objawy arytmii mogą występować także u pacjentów z wszczepionymi stymulatorami serca, implantowanymi ze względu na blok przedsionkowo-komorowy. Przyspieszony puls w tej grupie chorych nie będzie występował, ponieważ miarowy rytm pracy serca narzuca stymulator. Jeśli chodzi o zależność wiekową, zazwyczaj nie odczuwają arytmii pacjenci starsi, zwłaszcza po 80. roku życia. Paradoks polega na tym, że jest to jednocześnie grupa chorych, która w największym stopniu pozostaje narażona na poważne powikłania arytmii – zaznacza dr Marcin Witkowski.

Zdaniem specjalisty nieme migotanie przedsionków jest znacznie groźniejsze niż objawowe. Pacjent nieświadomy arytmii i zagrożeń związanych z jej powikłaniami nie zgłasza się do lekarza, nie jest zdiagnozowany i właściwie leczony. Nierzadko pierwszym, widocznym i odczuwalnym objawem arytmii jest jej najgroźniejsze powikłanie, czyli udar mózgu.

(Nie)doceniana diagnostyka
Na rynku dostępnych jest wiele urządzeń, które wspierają populacyjne badania przesiewowe w kierunku diagnostyki migotania przedsionków. Zdaniem kardiologów pewnych wskazówek o niepokojącej pracy serca może dostarczyć cykliczny ręczny pomiar pulsu (wskazówki Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego jak go poprawnie wykonać, znajdują się tutaj) lub domowe badanie z wykorzystaniem aparatu do mierzenia ciśnienia tętniczego krwi.

Na co dzień w pewnym stopniu pomocne okazują się także różnego rodzaju zegarki i opaski z wbudowanymi algorytmami analizującymi pracę serca (jak zaznaczają lekarze, ważne, by były to urządzenia certyfikowane, o statusie wyrobów medycznych). W ściśle określonych przypadkach klinicznych w diagnostyce migotania przedsionków wykorzystuje się także wszczepialne rejestratory arytmii. Wśród grupy pacjentów kardiologicznych z wszczepionymi stymulatorami serca, ważnym wsparciem jest telemonitoring.

– Telemonioring urządzeń wszczepialnych umożliwia kontrolę pracy serca pacjenta na odległość. Pacjenci z wszczepionymi: stymulatorami serca, kardiowerterami-defibrylatorami lub układami do terapii resynchronizującej przy pomocy przenośnego transmitera nadają (samodzielnie lub automatycznie) cykliczne raporty o pracy swojego serca i implantowanego urządzenia. W przypadku wystąpienia u pacjenta migotania przedsionków (nawet, jeśli arytmia będzie bezobjawowa, w ogóle nieodczuwalna przez pacjenta) ośrodek monitorujący zostanie o tym powiadomiony. Lekarz weryfikujący cyklicznie napływające raporty skontaktuje się z pacjentem i poinformuje o dalszym postępowaniu. Szybka informacja o nieprawidłowościach to większa szansa na skuteczniejszą ochronę pacjenta przed groźnymi powikłaniami arytmii – tłumaczy dr Marcin Witkowski.

Leczenie: (nie) tylko ablacja
Jak zaznaczają eksperci Sekcji Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, definitywne wyleczenie migotania przedsionków jest bardzo trudne. Farmakoterapia, czyli leki o działaniu antyarytmicznym, które mają zapobiegać kolejnym napadom arytmii, mają ograniczoną skuteczność. Jak wyjaśniają specjaliści, oznacza to, że leki mogą istotnie zmniejszać liczbę napadów, ale nie wyleczą pacjenta z arytmii.

– W ostatnich latach nie możemy się pochwalić sukcesami na polu nowych leków antyarytmicznych, stąd też między innymi trend do wzrostu znaczenia bardziej skutecznej terapii, jaką jest ablacja migotania przedsionków. Skuteczność zabiegowego leczenia migotania przedsionków wynosi od 75 do 80 procent. Ablacja to efektywna metoda terapii, co potwierdzają najnowsze wytyczne naukowe Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego (The European Society of Cardiology, ESC), w których wskazuje się, że ablacja migotania przedsionków może być traktowana jako metoda terapii stosowana z wyboru u pacjentów z migotaniem przedsionków, u których leczenie farmakologiczne nie było skuteczne.

W najnowszych wytycznych ESC nowością jest zwiększenie roli ablacji w terapii przetrwałej formy tej arytmii – okazuje się, że leczenie zabiegowe może skutecznie pomóc poprawić stan zdrowia i jakość życia także tej grupy chorych. Wytyczne ESC zalecają też rozważenie ponownego wykonania zabiegu ablacji (zazwyczaj wykonuje się go już inną metodą) u tych pacjentów, u których został on już raz zastosowany, ale pomimo początkowo dobrego efektu objawy nawróciły. Wytyczne zaznaczają, że ponowny zabieg może istotnie poprawić skuteczność prowadzonej terapii.

(Nie tylko) farmakologiczne zapobieganie powikłaniom
Najgroźniejsze powikłania niezdiagnozowanego i/ lub nieprawidłowo leczonego migotania przedsionków to udar niedokrwienny mózgu i niewydolność serca, do której z czasem może dochodzić na skutek długotrwałej szybkiej, chaotycznej pracy przedsionków. Zdaniem specjalistów można i trzeba tym stanom zapobiegać.

Złotym standardem w prewencji udaru niedokrwiennego mózgu są doustne leki przeciwkrzepliwe.
– Najnowsze wytyczne ESC podkreślają rosnące znaczenie tak zwanych nowych doustnych leków przeciwkrzepliwych (NOAC). Aktualnie zaleca się zmianę i stosowanie tej terapii nawet u pacjentów dotychczas leczonych lekami poprzedniej generacji (pochodnymi warfaryny), szczególnie, jeśli to leczenie nie było nie w pełni skuteczne (ilość czasu, w jakim wskaźnik rozrzedzenia krwi pozostawał w zakresie terapeutycznym wynosił poniżej 70 proc.). W ramach profilaktyki powikłań migotania przedsionków związanych z udarem mózgu w niektórych grupach pacjentów, w tym u chorych mających przeciwwskazania do stosowania leków z grupy NOAC lub mających powikłania po ich zastosowaniu, można rozważyć metodę zabiegową – tak zwane zamknięcie uszka lewego przedsionka.

Uwaga na styl życia!
Coraz większą rolę w zapobieganiu powikłaniom i efektywnej terapii migotania przedsionków odgrywa aktywne poszukiwanie arytmii, zwłaszcza w grupach osób najbardziej zagrożonych jej rozwinięciem. Najnowsze zalecenia naukowe wskazują, że aktywne poszukiwanie arytmii powinno być realizowane między innymi u pacjentów z nadciśnieniem tętniczym i obturacyjnym bezdechem sennym. Wiadomo, że te grupy chorych są bardziej narażone na występowanie migotania przedsionków, a im wcześniej postawiona diagnoza, tym wcześniej rozpoczęte leczenie i większa szansa na uniknięcie powikłań.

Każda kolejna aktualizacja wytycznych naukowych kładzie także coraz większy nacisk na rolę modyfikacji stylu życia pacjenta jako kluczową komponentę skutecznej terapii migotania przedsionków.

– Jeśli pacjent ma nadwagę lub jest otyły, jednym z najważniejszych czynników dla skutecznego leczenia arytmii jest wspieranie chorego w zdrowym, bezpiecznym i długofalowym odchudzaniu. Nie mniej ważna jest właściwa kontrola nad schorzeniami współistniejącymi, w tym: prawidłowe leczenie nadciśnienia tętniczego, choroby wieńcowej, cukrzycy. Analogicznie, warto skupić wysiłki na wyeliminowaniu używek, wdrożeniu codziennej aktywności fizycznej, dostosowanej do potrzeb i możliwości organizmu. Im więcej czynników ryzyka udaje się zredukować lub wyeliminować, tym szanse na poprawę stanu zdrowia i jakości życia pacjentów także są większe. Kluczem jest zdrowy styl życia, aktywna profilaktyka, wykorzystywanie najskuteczniejszych metod terapii i prewencji powikłań oraz stała kontrola stanu zdrowia i regularne przyjmowanie zaleconej terapii. Takie „sprytne” połączenie różnych metod pozwala coraz skuteczniej walczyć z podstępną arytmią, jaką jest migotanie przedsionków – mówi dr Marcin Witkowski.

źródło: SRS PTK
Na zdjęciu: dr n. med. Marcin Witkowski

W związku z licznymi doniesieniami medialnymi o masowo wykupywanym z aptek w całej Polsce płynie Lugola Sekcja Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przestrzega: nieuzasadnione i niekontrolowane przyjęcie preparatu „na wszelki wypadek” może mieć bardzo poważne skutki zdrowotne. Oprócz licznych zaburzeń metabolicznych pacjentom grożą migotanie przedsionków i udar niedokrwienny mózgu. Fakty i mity o płynie Lugola obala dr n. med. Szymon Budrejko z Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, członek Zarządu Sekcji Rytmu Serca PTK.
Panie Doktorze, czym jest płyn Lugola?

Płyn Lugola to wodny roztwór jodu i jodku potasu. Jest to preparat, który historycznie był wykorzystywany w celach medycznych, jednak od kilkudziesięciu lat jego zastosowanie w tym zakresie jest bardzo ograniczone. Wielu Polaków pamięta ten preparat z czasu katastrofy elektrowni jądrowej w Czarnobylu w 1986 roku. Wtedy zalecano przyjmowanie płynu Lugola. W obliczu ostatnich niepokojących doniesień z frontu obecnie toczącej się wojny w Ukrainie wiele osób postanowiło zaopatrzyć się w ten preparat na wypadek ponownej katastrofy nuklearnej. Słusznie?

Niestety, niesłusznie. Ale warto wyjaśnić dokładnie, dlaczego. Po pierwsze, w czasie katastrofy w Czarnobylu przyjmowanie płynu Lugola miało sens. Ja sam byłem wtedy w zerówce i także przyjmowałem płyn Lugola. Na marginesie, wspominam to jako okropne doświadczenie – tym gorsze, że preparat kazano nam popić mlekiem… (śmiech). Ale po kolei.

Jednym z promieniotwórczych izotopów, które w wyniku różnych katastrof nuklearnych mogą znaleźć się w atmosferze w niekontrolowanej ilości jest izotop jodu. Warto przypomnieć z biologii, że jod jest pierwiastkiem będącym składnikiem hormonów tarczycy. Innymi słowy, tarczyca wykorzystuje ten pierwiastek do produkcji hormonów.

W normalnych warunkach jod przyjmowany jest przez ludzi wraz z pokarmem. Pierwiastek ten jest obecny w rybach morskich, nabiale i jajach, ale jest także dodawany jest do soli kuchennej – w ten sposób zabezpiecza się populację przed niedoborem tego pierwiastka. W prawidłowym procesie metabolicznym jod jest przyswajany przez tarczycę i wbudowywany w produkowane przez nią hormony. Jeżeli zamiast takiego zwykłego, nieradioaktywnego jodu pojawi się jod radioaktywny, to on, zamiast nieradioaktywnego pierwiastka zostanie wychwycony przez tarczycę, która nie odróżnia od siebie dwóch rodzajów pierwiastka i ten radioaktywny także spróbuje wbudować w hormony. Działanie radioaktywnego pierwiastka może zaś skończyć się procesem niszczenia tarczycy: upośledzeniem jej funkcjonowania i groźnymi powikłaniami.

Brzmi naprawdę groźnie.

Tak, ale warto wiedzieć, że sam radioaktywny jod nie jest złem – wykorzystuje się go przecież z ogromnym powodzeniem w medycynie nuklearnej, między innymi w terapii radiojodem nadczynności tarczycy. Metoda ta polega na celowym podaniu pacjentowi minimalnej skutecznej ilości radioaktywnego pierwiastka, który w sposób ściśle kontrolowany wpływa na ograniczenie nadprodukcji hormonów tarczycowych i normalizację gospodarki hormonalnej organizmu. Co innego, gdy mamy do czynienia z potencjalnie ogromną i niekontrolowaną ilością radioaktywnego pierwiastka, na którego ekspozycję narażeni są wszyscy: młodsi i starsi, zdrowi i chorzy.

Czym dokładnie grozi ekspozycja na radioaktywny jod, uwolniony do atmosfery w wyniku jakiegoś zdarzenia niepożądanego?

Jak wspomniałem, w wyniku wychwytu radioaktywnego jodu przez tarczycę dochodzi do zaburzenia pracy tego organu i może dojść do jego zniszczenia. Przyjmowanie płynu Lugola w 1986 roku miało zabezpieczać przed tym procesem. Chodziło o maksymalne wysycenie tarczycy nieradioaktywnym jodem tak, by organ nie wychwytywał już radioaktywnego pierwiastka. W obliczu dzisiejszych niepokojących doniesień o potencjalnych zagrożeniach dla elektrowni jądrowych zlokalizowanych w Ukrainie wiele osób postanowiło na zapas, na tak zwany „wszelki wypadek” zaopatrzyć się w ten preparat. Niestety, niektórzy poszli jeszcze dalej, na własną rękę przyjmując płyn Lugola już dziś, bez żadnej katastrofy, po prostu jako bardzo specyficznie pojmowaną „profilaktykę”.

Czym grozi takie postępowanie?

Po pierwsze, warto wiedzieć, że radioaktywny jod to tylko jeden z wielu radioaktywnych pierwiastków, które w obliczu jakiegoś zagrożenia o charakterze nuklearnym mogłyby zostać uwolnione do atmosfery. W przypadku wystąpienia faktycznego zagrożenia nie będzie to jedyny problem medyczny, któremu będziemy musieli stawić czoła.

Po drugie, dziś, w 2022 roku, służby państwowe mają zgromadzone wystarczające zapasy nowocześniejszego niż płyn Lugola preparatu – to jodek potasu w ściśle określonej dawce i w postaci tabletek. Potwierdza to konsultant krajowy w dziedzinie endokrynologii. Ważna jest szczególnie ściśle określona dawka; dobrana tak, aby była wystarczająca dla każdej osoby otrzymującej preparat. Jeśli wyobrazimy sobie, że ktoś na własną rękę zakupił i postanowił przyjąć płyn Lugola, bardzo trudno będzie określić, jaką dawkę preparatu faktycznie przyjął w wodnym roztworze. Bardzo prawdopodobne jest w takiej sytuacji poważne rozchwianie, zaburzenie funkcjonowania tarczycy.

Z czym wiążą się zaburzenia pracy tarczycy?
W wyniku nadmiernej ekspozycji na jod może dojść do nadczynności, ale paradoksalnie także do niedoczynności tarczycy. Nie zawsze pamiętamy, że tarczyca poprzez produkcję hormonów to organ biorący udział w bardzo wielu skomplikowanych procesach zachodzących w całym organizmie, w tym przede wszystkim w procesach metabolicznych, chociaż nie tylko. Zaburzenia w pracy tarczycy mogą mieć negatywny wpływ także na pracę serca.
Jak zaburzenia w pracy tarczycy mogą wpływać na funkcjonowanie serca?

U pacjentów z niedoczynnością tarczycy wśród licznych innych objawów ogólnoustrojowych może dochodzić do zaburzeń pracy serca, objawiających się zbyt wolną pracą serca (bradykardią). Pacjent może czuć osłabienie, zmęczenie czy senność. W wyniku zaburzeń funkcjonowania tarczycy związanych z nadmierną ekspozycją na jod częściej dochodzi jednak do nadczynności tarczycy. Ten typ zaburzeń funkcjonowania tarczycy jest często powiązany z arytmiami, może znacząco zwiększać ryzyko ich wystąpienia.

Jaka arytmia może występować przy nadczynności tarczycy?

Jedną z najczęściej występujących przy nadczynności tarczycy arytmii jest migotanie przedsionków. Mechanizm tej arytmii polega na szybkiej i chaotycznej pracy przedsionków serca, które nie kurczą się w sposób prawidłowy. Ten stan prowadzi do zaburzenia przepływu krwi w przedsionkach serca i upośledzenia funkcji serca jako takiej. Zwolniony przepływ krwi w przedsionkach serca może prowadzić do jej wykrzepiania. Skrzepliny mogą tworzyć się na przykład w uszku lewego przedsionka. To niebezpieczna sytuacja, ponieważ jeśli dojdzie do uwolnienia takiej skrzepliny do krwiobiegu, może dojść do zatoru. Jeśli skrzeplina dostanie się aż do mózgu, mówimy o udarze niedokrwiennym mózgu.

Kto jest najbardziej narażony na udar niedokrwienny mózgu na tle migotania przedsionków?

Ryzyko wystąpienia tej arytmii rośnie wraz z wiekiem (niezależnie od tego, czy u pacjenta występują zaburzenia funkcjonowania tarczycy) i to osoby starsze są także najbardziej narażone na niebezpieczne powikłania migotania przedsionków, w tym najgroźniejsze: udar niedokrwienny mózgu. To osoby starsze pamiętają też z 1986 roku płyn Lugola i według doniesień medialnych to one najczęściej próbują się w ten preparat teraz zaopatrzyć. To bardzo niebezpieczne.

Jak poważne jest zagrożenie?
Warto przypomnieć, że udary niedokrwienne mózgu związane z migotaniem przedsionków występują często, a rokowanie w ich przypadku jest najbardziej niekorzystne. Mówiąc wprost, udary na tle arytmicznym częściej grożą kalectwem i śmiercią. O ile na co dzień jako Sekcja Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prowadzimy liczne działania świadomościowe nakierowanie na profilaktykę udarów mózgu, o tyle w tak nadzwyczajnej sytuacji, jak pojawiające się w mediach doniesienia o wykupowaniu z aptek w całej Polsce płynu Lugola, musimy zaapelować do zdrowego rozsądku Polaków: nieuzasadnione przyjęcie płynu Lugola może mieć nawet śmiertelne konsekwencje! Na ryzyko udaru na tle migotania przedsionków narażeni są szczególnie pacjenci ze schorzeniami kardiologicznymi, w tym z niewydolnością serca, po już przebytych udarach i/ lub innych epizodach zakrzepowo-zatorowych, ale także z cukrzycą, nadciśnieniem tętniczym. Zagrożenie jest poważne, nie warto zatem samemu przez nieroztropne przyjmowanie płynu Lugola fundować sobie zagrożenia, ryzykować zdrowia i życia. Tym bardziej, kiedy nie ma ku temu żadnego powodu. Chrońmy siebie, a także naszych rodziców i dziadków!

Rozmawiała: Marta Sułkowska
źródło: SRS PTK
W związku z licznymi doniesieniami medialnymi o masowo wykupywanym z aptek w całej Polsce płynie Lugola Sekcja Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przestrzega: nieuzasadnione i niekontrolowane przyjęcie preparatu „na wszelki wypadek” może mieć bardzo poważne skutki zdrowotne. Oprócz licznych zaburzeń metabolicznych pacjentom grożą migotanie przedsionków i udar niedokrwienny mózgu. Fakty i mity o płynie Lugola obala dr n. med. Szymon Budrejko z Kliniki Kardiologii i Elektroterapii Serca Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, członek Zarządu Sekcji Rytmu Serca PTK.
Panie Doktorze, czym jest płyn Lugola?

Płyn Lugola to wodny roztwór jodu i jodku potasu. Jest to preparat, który historycznie był wykorzystywany w celach medycznych, jednak od kilkudziesięciu lat jego zastosowanie w tym zakresie jest bardzo ograniczone. Wielu Polaków pamięta ten preparat z czasu katastrofy elektrowni jądrowej w Czarnobylu w 1986 roku. Wtedy zalecano przyjmowanie płynu Lugola. W obliczu ostatnich niepokojących doniesień z frontu obecnie toczącej się wojny w Ukrainie wiele osób postanowiło zaopatrzyć się w ten preparat na wypadek ponownej katastrofy nuklearnej. Słusznie?

Niestety, niesłusznie. Ale warto wyjaśnić dokładnie, dlaczego. Po pierwsze, w czasie katastrofy w Czarnobylu przyjmowanie płynu Lugola miało sens. Ja sam byłem wtedy w zerówce i także przyjmowałem płyn Lugola. Na marginesie, wspominam to jako okropne doświadczenie – tym gorsze, że preparat kazano nam popić mlekiem… (śmiech). Ale po kolei.

Jednym z promieniotwórczych izotopów, które w wyniku różnych katastrof nuklearnych mogą znaleźć się w atmosferze w niekontrolowanej ilości jest izotop jodu. Warto przypomnieć z biologii, że jod jest pierwiastkiem będącym składnikiem hormonów tarczycy. Innymi słowy, tarczyca wykorzystuje ten pierwiastek do produkcji hormonów.

W normalnych warunkach jod przyjmowany jest przez ludzi wraz z pokarmem. Pierwiastek ten jest obecny w rybach morskich, nabiale i jajach, ale jest także dodawany jest do soli kuchennej – w ten sposób zabezpiecza się populację przed niedoborem tego pierwiastka. W prawidłowym procesie metabolicznym jod jest przyswajany przez tarczycę i wbudowywany w produkowane przez nią hormony. Jeżeli zamiast takiego zwykłego, nieradioaktywnego jodu pojawi się jod radioaktywny, to on, zamiast nieradioaktywnego pierwiastka zostanie wychwycony przez tarczycę, która nie odróżnia od siebie dwóch rodzajów pierwiastka i ten radioaktywny także spróbuje wbudować w hormony. Działanie radioaktywnego pierwiastka może zaś skończyć się procesem niszczenia tarczycy: upośledzeniem jej funkcjonowania i groźnymi powikłaniami.

Brzmi naprawdę groźnie.

Tak, ale warto wiedzieć, że sam radioaktywny jod nie jest złem – wykorzystuje się go przecież z ogromnym powodzeniem w medycynie nuklearnej, między innymi w terapii radiojodem nadczynności tarczycy. Metoda ta polega na celowym podaniu pacjentowi minimalnej skutecznej ilości radioaktywnego pierwiastka, który w sposób ściśle kontrolowany wpływa na ograniczenie nadprodukcji hormonów tarczycowych i normalizację gospodarki hormonalnej organizmu. Co innego, gdy mamy do czynienia z potencjalnie ogromną i niekontrolowaną ilością radioaktywnego pierwiastka, na którego ekspozycję narażeni są wszyscy: młodsi i starsi, zdrowi i chorzy.

Czym dokładnie grozi ekspozycja na radioaktywny jod, uwolniony do atmosfery w wyniku jakiegoś zdarzenia niepożądanego?

Jak wspomniałem, w wyniku wychwytu radioaktywnego jodu przez tarczycę dochodzi do zaburzenia pracy tego organu i może dojść do jego zniszczenia. Przyjmowanie płynu Lugola w 1986 roku miało zabezpieczać przed tym procesem. Chodziło o maksymalne wysycenie tarczycy nieradioaktywnym jodem tak, by organ nie wychwytywał już radioaktywnego pierwiastka. W obliczu dzisiejszych niepokojących doniesień o potencjalnych zagrożeniach dla elektrowni jądrowych zlokalizowanych w Ukrainie wiele osób postanowiło na zapas, na tak zwany „wszelki wypadek” zaopatrzyć się w ten preparat. Niestety, niektórzy poszli jeszcze dalej, na własną rękę przyjmując płyn Lugola już dziś, bez żadnej katastrofy, po prostu jako bardzo specyficznie pojmowaną „profilaktykę”.

Czym grozi takie postępowanie?

Po pierwsze, warto wiedzieć, że radioaktywny jod to tylko jeden z wielu radioaktywnych pierwiastków, które w obliczu jakiegoś zagrożenia o charakterze nuklearnym mogłyby zostać uwolnione do atmosfery. W przypadku wystąpienia faktycznego zagrożenia nie będzie to jedyny problem medyczny, któremu będziemy musieli stawić czoła.

Po drugie, dziś, w 2022 roku, służby państwowe mają zgromadzone wystarczające zapasy nowocześniejszego niż płyn Lugola preparatu – to jodek potasu w ściśle określonej dawce i w postaci tabletek. Potwierdza to konsultant krajowy w dziedzinie endokrynologii. Ważna jest szczególnie ściśle określona dawka; dobrana tak, aby była wystarczająca dla każdej osoby otrzymującej preparat. Jeśli wyobrazimy sobie, że ktoś na własną rękę zakupił i postanowił przyjąć płyn Lugola, bardzo trudno będzie określić, jaką dawkę preparatu faktycznie przyjął w wodnym roztworze. Bardzo prawdopodobne jest w takiej sytuacji poważne rozchwianie, zaburzenie funkcjonowania tarczycy.

Z czym wiążą się zaburzenia pracy tarczycy?
W wyniku nadmiernej ekspozycji na jod może dojść do nadczynności, ale paradoksalnie także do niedoczynności tarczycy. Nie zawsze pamiętamy, że tarczyca poprzez produkcję hormonów to organ biorący udział w bardzo wielu skomplikowanych procesach zachodzących w całym organizmie, w tym przede wszystkim w procesach metabolicznych, chociaż nie tylko. Zaburzenia w pracy tarczycy mogą mieć negatywny wpływ także na pracę serca.
Jak zaburzenia w pracy tarczycy mogą wpływać na funkcjonowanie serca?

U pacjentów z niedoczynnością tarczycy wśród licznych innych objawów ogólnoustrojowych może dochodzić do zaburzeń pracy serca, objawiających się zbyt wolną pracą serca (bradykardią). Pacjent może czuć osłabienie, zmęczenie czy senność. W wyniku zaburzeń funkcjonowania tarczycy związanych z nadmierną ekspozycją na jod częściej dochodzi jednak do nadczynności tarczycy. Ten typ zaburzeń funkcjonowania tarczycy jest często powiązany z arytmiami, może znacząco zwiększać ryzyko ich wystąpienia.

Jaka arytmia może występować przy nadczynności tarczycy?

Jedną z najczęściej występujących przy nadczynności tarczycy arytmii jest migotanie przedsionków. Mechanizm tej arytmii polega na szybkiej i chaotycznej pracy przedsionków serca, które nie kurczą się w sposób prawidłowy. Ten stan prowadzi do zaburzenia przepływu krwi w przedsionkach serca i upośledzenia funkcji serca jako takiej. Zwolniony przepływ krwi w przedsionkach serca może prowadzić do jej wykrzepiania. Skrzepliny mogą tworzyć się na przykład w uszku lewego przedsionka. To niebezpieczna sytuacja, ponieważ jeśli dojdzie do uwolnienia takiej skrzepliny do krwiobiegu, może dojść do zatoru. Jeśli skrzeplina dostanie się aż do mózgu, mówimy o udarze niedokrwiennym mózgu.

Kto jest najbardziej narażony na udar niedokrwienny mózgu na tle migotania przedsionków?

Ryzyko wystąpienia tej arytmii rośnie wraz z wiekiem (niezależnie od tego, czy u pacjenta występują zaburzenia funkcjonowania tarczycy) i to osoby starsze są także najbardziej narażone na niebezpieczne powikłania migotania przedsionków, w tym najgroźniejsze: udar niedokrwienny mózgu. To osoby starsze pamiętają też z 1986 roku płyn Lugola i według doniesień medialnych to one najczęściej próbują się w ten preparat teraz zaopatrzyć. To bardzo niebezpieczne.

Jak poważne jest zagrożenie?
Warto przypomnieć, że udary niedokrwienne mózgu związane z migotaniem przedsionków występują często, a rokowanie w ich przypadku jest najbardziej niekorzystne. Mówiąc wprost, udary na tle arytmicznym częściej grożą kalectwem i śmiercią. O ile na co dzień jako Sekcja Rytmu Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego prowadzimy liczne działania świadomościowe nakierowanie na profilaktykę udarów mózgu, o tyle w tak nadzwyczajnej sytuacji, jak pojawiające się w mediach doniesienia o wykupowaniu z aptek w całej Polsce płynu Lugola, musimy zaapelować do zdrowego rozsądku Polaków: nieuzasadnione przyjęcie płynu Lugola może mieć nawet śmiertelne konsekwencje! Na ryzyko udaru na tle migotania przedsionków narażeni są szczególnie pacjenci ze schorzeniami kardiologicznymi, w tym z niewydolnością serca, po już przebytych udarach i/ lub innych epizodach zakrzepowo-zatorowych, ale także z cukrzycą, nadciśnieniem tętniczym. Zagrożenie jest poważne, nie warto zatem samemu przez nieroztropne przyjmowanie płynu Lugola fundować sobie zagrożenia, ryzykować zdrowia i życia. Tym bardziej, kiedy nie ma ku temu żadnego powodu. Chrońmy siebie, a także naszych rodziców i dziadków!

Rozmawiała: Marta Sułkowska
źródło: SRS PTK