Medicalpress
Schizofrenia i osteoporoza od lat postrzegane były jako schorzenia należące do zupełnie odmiennych porządków medycyny – jedno związane z funkcjonowaniem mózgu i procesów poznawczych, drugie z wytrzymałością układu kostnego. Najnowsze badania genetyczne pokazują jednak, że to rozdzielenie może być znacznie bardziej pozorne, niż dotąd sądzono. Zespół naukowców kierowany przez Feng Liu z Tianjin Medical University General Hospital zidentyfikował aż 195 wspólnych regionów genomu, które jednocześnie wiążą się z ryzykiem schizofrenii i osteoporozy.
Badanie, opublikowane w recenzowanym czasopiśmie Genomic Psychiatry, objęło dane genetyczne ponad pół miliona osób i stanowi jedno z najbardziej kompleksowych opracowań dotyczących współdzielonej architektury genetycznej chorób psychicznych i schorzeń układu kostnego. Naukowcy wykazali, że wspólne sygnały genetyczne przekładają się na 1376 genów kodujących białka, które mogą jednocześnie wpływać na funkcjonowanie mózgu i metabolizm kości.
Odkrycie to ma szczególne znaczenie kliniczne. Od dawna wiadomo, że osoby chorujące na schizofrenię znacznie częściej cierpią na obniżoną gęstość mineralną kości i są bardziej narażone na złamania niż populacja ogólna. Dotychczasowe wyjaśnienia koncentrowały się głównie na czynnikach środowiskowych, takich jak niedobory witaminy D, zaburzenia metaboliczne czy długotrwałe stosowanie leków przeciwpsychotycznych. Nowe dane sugerują jednak, że u podłoża tej współchorobowości mogą leżeć głęboko zakorzenione mechanizmy genetyczne.

Zespół badawczy zastosował wielopoziomowe podejście analityczne, łącząc kilka zaawansowanych metod genomowych. Analizy obejmowały zarówno globalne nakładanie się ryzyka genetycznego w całym genomie, jak i lokalne korelacje w konkretnych regionach chromosomów oraz identyfikację pojedynczych wariantów genetycznych powiązanych jednocześnie z obiema chorobami. Takie podejście pozwoliło wykryć zależności, które umykały wcześniejszym, bardziej uproszczonym analizom.
Szczególnie interesujące okazały się różnice między poszczególnymi lokalizacjami szkieletu. Najsilniejsze powiązania genetyczne ze schizofrenią dotyczyły gęstości mineralnej kości piętowej. W przypadku innych obszarów, takich jak kręgosłup lędźwiowy czy szyjka kości udowej, wspólnych sygnałów genetycznych było znacznie mniej, a dla kości przedramienia nie wykazano ich wcale. Autorzy podkreślają jednak, że brak istotnych wyników w tym ostatnim przypadku może wynikać z mniejszej liczebności analizowanych prób, a nie z rzeczywistego braku związku biologicznego.

Dodatkową złożoność ujawniła analiza kierunku działania wariantów genetycznych. Część z nich jednocześnie zwiększała ryzyko schizofrenii i obniżała gęstość kości, inne wpływały na oba parametry w tym samym kierunku. Taki mieszany obraz tłumaczy, dlaczego wcześniejsze badania, oparte na uśrednionych korelacjach genomowych, sugerowały jedynie słabe powiązania między tymi chorobami.
Analiza funkcjonalna wspólnych genów pozwoliła powiązać je z konkretnymi procesami biologicznymi. Najsilniej reprezentowane były szlaki związane z metabolizmem związków azotowych, regulacją procesów rozwojowych oraz ogólną kontrolą funkcji komórkowych. Co istotne, te same mechanizmy odgrywają kluczową rolę zarówno w przekazywaniu sygnałów nerwowych, jak i w budowie oraz utrzymaniu macierzy kostnej. Zdaniem autorów badania wskazuje to na istnienie wspólnych „biologicznych mostów” między mózgiem a kośćcem, ukształtowanych już na poziomie molekularnym.

Choć wyniki nie pozwalają jeszcze mówić o bezpośredniej zależności przyczynowo-skutkowej, otwierają nowe perspektywy dla praktyki klinicznej. W przyszłości możliwe byłoby uwzględnianie ryzyka osteoporozy już na etapie leczenia psychiatrycznego, zwłaszcza u pacjentów z wysokim obciążeniem genetycznym. Autorzy wskazują również na potencjał rozwoju zintegrowanych strategii prewencyjnych, obejmujących jednocześnie zdrowie psychiczne i układ kostny.
Badacze zwracają jednak uwagę na ograniczenia pracy. Analizy dotyczyły wyłącznie osób pochodzenia europejskiego, co ogranicza możliwość uogólnienia wyników na inne populacje. Ponadto zastosowane metody genomowe nie obejmują rzadkich wariantów genetycznych ani złożonych interakcji gen–środowisko, które również mogą odgrywać istotną rolę w rozwoju obu chorób.
Mimo tych zastrzeżeń autorzy podkreślają, że badanie stanowi ważny krok w kierunku bardziej holistycznego rozumienia chorób przewlekłych. Schizofrenia i osteoporoza przestają być postrzegane jako izolowane problemy kliniczne, a zaczynają jawić się jako elementy szerszej sieci powiązań biologicznych, obejmujących różne układy organizmu. W kolejnych etapach zespół planuje rozszerzyć analizy na inne zaburzenia psychiczne, aby sprawdzić, czy podobne mechanizmy genetyczne występują również w przypadku choroby afektywnej dwubiegunowej, depresji czy zaburzeń ze spektrum autyzmu.

Źródło: Genomic Press / Genomic Psychiatry, Shared genetic architecture between schizophrenia and osteoporosis revealed by multilevel genomic analyses. Materiał opublikowany na platformie EurekAlert

Choć polscy psychiatrzy mają dostęp do najbardziej innowacyjnych leków i nowoczesnych form ich podania, to wciąż te możliwości w leczeniu schizofrenii wykorzystywane są w zbyt małym stopniu. Wszystko za sprawą przekonań – wielu pacjentom zastrzyki wciąż kojarzą się bowiem z karą i działaniami niepożądanymi. Nowoczesne psychoterapeutyki podawane w taki sposób pozwalają tymczasem lepiej kontrolować przebieg choroby i na długo zabezpieczają pacjentów przed jej zaostrzeniami. Młodsi pacjenci są już tego coraz bardziej świadomi i oczekują dostępu do takiego leczenia.

– Pacjenci coraz bardziej wymagają od nas tego, żeby schizofrenia leczona była w nowoczesny sposób i żeby pacjent, który zapada na tę chorobę, mając lat 18, 19, dwadzieścia kilka, mógł dalej spełniać swoje role życiowe: kontynuować edukację, podjąć pracę, założyć rodzinę i funkcjonować na poziomie osoby zdrowej, bez choroby – mówi dr n. med. Iwona Patejuk-Mazurek, specjalistka psychiatrii i kierowniczka Centrum Zdrowia Psychicznego w Pruszkowie.

Na schizofrenię cierpi około 1 proc. populacji. To choroba psychiczna, która wpływa na przykład na postrzeganie świata i wywołuje zaburzenia funkcji poznawczych, zakłóca pamięć, prowadzi do obniżenia koncentracji, zaburzeń funkcji wzrokowo-przestrzennych czy wykonawczych. Chorzy mogą mieć wahania nastroju. Zmagają się też z objawami wytwórczymi, które polegają na tym, że pacjent np. słyszy głosy, które nakazują mu coś robić, urojenia. Schizofrenia swoją pierwszą manifestację ma najczęściej u osób wchodzących w dorosłość, ale bywa też diagnozowana u dzieci.

– Leczenie schizofrenii to jest przede wszystkim farmakoterapia, potrzebne jest wsparcie psychologiczne i psychoedukacja, żeby pacjent wiedział dużo o swojej chorobie, żeby mógł określić, jakie są czynniki, które powodują na przykład nawrót objawów chorobowych i pogorszenie funkcjonowania – podkreśla ekspertka. – Sposób leczenia mamy na poziomie europejskim. Ostrą fazę, w zależności od nasilenia objawów i pogorszenia funkcjonowania, najczęściej leczymy w oddziałach szpitalnych, natomiast jeżeli go wyprowadzimy, pacjenta można leczyć ambulatoryjnie. Nowoczesne metody leczenia pozwalają na to, że styczność pacjenta z lekarzem, ze służbą zdrowia może być ograniczona do minimum, jeżeli pacjent się dostosuje do zaleceń lekarskich.

Młodsze pokolenie pacjentów jest lepiej uświadomione w możliwościach terapeutycznych i dlatego oczekują oni leczenia zgodnego ze standardami światowymi. Wciąż jednak wiedza na temat najnowocześniejszych terapii jest niewystarczająca i dlatego wielu pacjentów nie jest leczonych optymalnie.

– Problem jest w głowie pacjenta, w głowie lekarza oraz społeczeństwa. Kiedyś iniekcje były traktowane jako kara. Kiedy pacjent nie współpracował w leczeniu, czyli odstawiał leki, to podawano mu zastrzyki, żeby go zabezpieczyć. Zastrzyki starej generacji, czyli leki przeciwpsychotyczne pierwszej generacji, dawały dużo objawów niepożądanych ruchowych. To były późne dyskinezy, różne inne zaburzenia ruchowe przeszkadzające pacjentowi w codziennym funkcjonowaniu i takie, które zwracały uwagę otoczenia, że coś z tym pacjentem jest nie tak. Na przykład drżały mu ręce albo się ślinił – wyjaśnia dr Iwona Patejuk-Mazurek. – Czasem pacjent i jego bliscy wymyślają dużo obiekcji zastępczych, żeby nie zdecydować się na zastrzyki. Może się boją, może są niewyedukowani, nie kojarzą nowoczesnych leków w postaci iniekcji z bezpieczeństwem leczenia, skutecznością, efektywnością.

Nowoczesne leki nie dają już takich objawów niepożądanych, a co więcej – zabezpieczają poprawę stanu zdrowia pacjenta nawet na kilka miesięcy. Takie leczenie jest w Polsce dostępne, więc lekarze mogą po nie sięgać. Długodziałające leki podawane w zastrzykach zapewniają stabilniejsze stężenie substancji czynnej w organizmie. Pacjenci, którzy nie muszą codziennie pamiętać o przyjmowaniu leków, mogą odczuwać mniejszy stres związany z leczeniem.

– Leki przeciwpsychotyczne, którymi leczymy pacjentów, podawane są w iniekcjach. Zabezpieczają pacjenta w ten sposób, że poziom leku, który ma on w organizmie, jest stabilny. Nie ma takiego ryzyka, że pacjent stosujący tabletki zapomni je brać przez dzień czy dwa dni, wyjedzie gdzieś, nie weźmie ze sobą leków, może mieć trudność w dostaniu tabletek, których do tej pory używał. Natomiast iniekcje zabezpieczają pacjenta na dłuższy czas – mówi specjalistka psychiatrii.

Jak podkreśla, w przypadku zastrzyków podawanych regularnie raz na miesiąc może minąć około pół roku do nawrotu objawów choroby.

– Jeśli są iniekcje podawane co trzy miesiące, co już w Polsce jest dostępne, to nawrót choroby może wystąpić nawet po roku od przerwania takiej iniekcji – wyjaśnia dr Iwona Patejuk-Mazurek. – Oczywiście to wszystko zależy od tego, jak nasilone są objawy chorobowe, jak długo pacjent choruje, zanim takie iniekcje dostał, jak długo był leczony i w jaki sposób i czy sam wcześniej odstawiał leki, czy nie, bo każde odstawienie leków przez pacjenta niestety wiąże się najczęściej z nawrotem choroby, który już jest trudniejszy, dłużej pacjent z tej choroby wychodzi niż w czasie pierwszego epizodu.

Tymczasem to właśnie brak adherencji terapeutycznej jest jednym z poważniejszych problemów w leczeniu psychiatrycznym. Z badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Jagielloński Collegium Medicum wynika, że problem może dotyczyć nawet 60 proc. pacjentów z depresją. Leki długodziałające podawane w warunkach klinicznych rozwiązują ten problem.

O zaletach nowoczesnych form podania leków informuje kampania „Podanie ma znaczenie”, której inicjatorem jest Fundacja „W trosce o pacjenta”. Korzyści odczuwa nie tylko pacjent i jego bliscy, lecz również system ochrony zdrowia.

źródło: Newseria.pl

Leczenie chorób przewlekłych, takich jak nowotwory, choroby hematologiczne czy schizofrenia, to wyzwanie, które wymaga indywidualnego podejścia do pacjenta – zwrócili uwagę eksperci podczas konferencji prasowej inaugurującej kampanię edukacyjną „Podanie ma znaczenie”. Innowacyjne formy podania leków, takie jak wstrzyknięcia podskórne, terapie doustne czy długodziałające iniekcje, znacząco zmieniają codzienność pacjentów, poprawiając nie tylko komfort ich życia, efektywność leczenia, ale również powodując, że życie mimo choroby przewlekłej może być bardziej przewidywalne, lepiej zorganizowane, obarczone mniejszą ilością stresu i wreszcie dostosowane do indywidualnych potrzeb zarówno pacjenta, jak i jego rodziny.
Zwiększająca się liczba pacjentów z chorobami przewlekłymi, w tym onkologicznymi, hematologicznymi i psychiatrycznymi, stawia przed systemami ochrony zdrowia w Polsce i na świecie ogromne wyzwania. Odpowiedzią na nie, są nowoczesne formy podania leków. Są one nie tylko odzwierciedleniem postępu, jaki w leczeniu tych chorób się dokonał w ostatnich latach, ale również krokiem na drodze do poprawy jakości życia pacjentów i ich rodzin. Dzięki krótszemu czasowi spędzanemu w placówkach medycznych i wygodniejszym terapiom, pacjenci zyskują najcenniejszy oprócz życia dar – czas, który mogą przeznaczyć na życie prywatne, rodzinne i zawodowe.
 
„Pacjenci często nie zdają sobie sprawy, że forma podania leku może istotnie wpłynąć na ich codzienne życie. Dzięki edukacji chcemy wspierać zarówno chorych, jak i lekarzy w podejmowaniu decyzji, które najlepiej odpowiadać będą na potrzeby pacjenta” – zwróciła uwagę Adrianna Sobol – inicjatorka kampanii Podanie ma znaczenia . Kluczem do sukcesu jest dialog między lekarzem a pacjentem.
 
„Każdy pacjent ma inne potrzeby i styl życia, dlatego tak ważne jest, aby decyzje dotyczące terapii były podejmowane wspólnie, uwzględniając nie tylko medyczne wskazania, ale także codzienne wyzwania, z którymi pacjenci się mierzą” – dodaje.
 
Onkologia: każda minuta ma znaczenie
Dla pacjentek z rakiem piersi czas spędzony na leczeniu jest szczególnie cenny. Nowoczesne rozwiązania, które pozwalają oszczędzić od 1 do 3,5 godziny podczas wizyty, znacząco wpływają na ich codzienność. Jak podkreśla dr Joanna KufelGrabowska z Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego: „Nowoczesne terapie nie tylko skutecznie zwalczają nowotwory, ale również pozwalają pacjentkom spędzić mniej czasu w placówkach medycznych. To czas, który oddajemy im i ich rodzinom”.
 
Dzięki krótszemu czasowi leczenia pacjentki:
W ośrodku medycznym oszczędzają na kosztach parkingu, zwalniają miejsce innym potrzebującym oraz zmniejszają ryzyko zakażeń – kluczowe dla osób z obniżoną odpornością.
W domu mogą szybciej wrócić do rodziny, odebrać dziecko z przedszkola, wspólnie zjeść obiad czy po prostu odpocząć.
W pracy unikają konieczności brania całego dnia urlopu, jeśli ich samopoczucie pozwala na dalsze wykonywanie zawodowych obowiązków.

Korzyści te nie dotyczą jedynie pacjentów, ale również systemu ochrony zdrowia. Jak zauważyła dr Joanna Kufel – Grabowska: „Każda godzina, którą pacjentka oszczędza, to także godzina zaoszczędzona przez personel medyczny i szpital. Skrócenie czasu leczenia oznacza większą przepustowość ośrodków onkologicznych oraz szybszy dostęp do terapii dla kolejnych pacjentów”.
 
Podobne korzyści w dostępie do form podskórnych widzą pacjenci z rakiem płuca, dla których czas ma kolosalne znaczenie. Zarówno dla nich jak i ich rodzin każda minuta spędzona poza szpitalnym łóżkiem, w otoczeniu najbliższych jest na wagę złota.
 
„Pacjenci onkologiczni tak jak pacjenci z rakiem płuca to pacjenci, którzy z chorobą nowotworową żyją wiele lat. Taki pacjent mimo choroby chce nadal być aktywny zawodowo, żyć w miarę normalnie. Tymczasem uciążliwości związane z systematycznymi dojazdami na podanie leku, skutecznie im to uniemożliwiają. Co więcej, wpływają na życie całej rodziny, bo z niejednokrotnie pacjentowi towarzyszą bliscy, spędzając z nim całe dnie na szpitalnych korytarzach. Podanie pacjentowi leku w bardziej przyjaznej formie wiąże się też z mniejszym stresem dla chorego, gdyż nie wymaga wkłucia się w żyły, które, szczególnie u pacjentów w zaawansowanym stadium choroby nowotworowej, potrafią się „zapadać”, są mniej widoczne, a przez to wkłucie się bywa kłopotliwe i nawet u doświadczonych pielęgniarek wymaga wielu prób. Podanie podskórne zatem jest znacznie mniej traumatyczną procedurą niż wkłucie dożylne” – zwraca uwagę dr hab. n. med. Barbara Radecka – specjalistka Onkologii Klinicznej.
 
Forma podania leku nabiera jeszcze większego znaczenia, gdy życie pacjenta i jego możliwości na przestrzeni lat diametralnie się zmieniają. Tak dzieje się np. w hemofilii.
 
W przypadku tej choroby, leczenie jest przewlekłe, trwa całe życie, jego celem jest zapobieganie krwawieniom, które mogą prowadzić do nieodwracalnych zmian w organizmie.
 
W hemofilii, gdzie leczenie profilaktyczne krwawień wymaga regularnych iniekcji, nowoczesne leki pozwalają zmniejszyć częstotliwość wkłuć, co istotnie przekłada się m.in. na większy komfort życia pacjenta.
 
Dla wielu chorych na hemofilię regularne podania dożylne leku, wymagające częstych wizyt w placówkach medycznych lub samodzielnych zabiegów w domu były dotąd wyzwaniem, które może utrudniać codzienne funkcjonowanie. Nowe opcje leczenia pozwalają na rzadsze podawanie leku, lub inną drogę podania, która nie obciąża żył pacjenta. Rozwój medycyny daje zatem pacjentowi i jego lekarzowi wybór oraz nowe możliwości, by leczenie można było dostosowywać do indywidualnych potrzeb. Dzięki temu osoby z hemofilią mają szansę prowadzić bardziej niezależne i aktywne życie. To one musiały podporządkowywać swoją codzienność chorobie i wymagającemu leczeniu, ale w ostatnim czasie ich sytuacja uległa znacznej poprawie. Dzięki temu mogą skupić się na realizowaniu swoich pasji, planów zawodowych czy prywatnych.
 
„Skuteczność leczenia nie zależy wyłącznie od wyników badań, ale przede wszystkim od zrozumienia i współpracy między lekarzem a pacjentem. Pacjent to nie tylko przypadek medyczny, ale człowiek ze swoimi nawykami, stylem życia i oczekiwaniami. Kluczem jest rozmowa i dostosowanie terapii do możliwości oraz preferencji pacjenta, bo nawet najlepszy lek nie zadziała, jeśli pacjent nie będzie go regularnie przyjmował. Tylko wtedy, gdy zadbamy o zgodność pacjenta z terapią (compliance), możemy osiągnąć prawdziwy sukces terapeutyczny” – mówi Michał Witkowski – specjalista hematolog, prezes Fundacji na Rzecz Pomocy Chorym na Białaczki.
 
Zmiana formy podania leku a co za tym idzie, zmniejszenie częstotliwości ich jego podania daje pacjentom poczucie większej kontroli nad własnym życiem. Takie zmiany dają możliwość spojrzeć na chorobę w nowym świetle – mniej ograniczającym świetle. Jest to kluczowe dla zdrowia psychicznego pacjentów, dzięki czemu mogą aktywniej uczestniczyć w życiu społecznym.
 
„Z doświadczenia z pacjentami onkologicznymi, wiemy, że pacjenci preferują podskórne formy leczenia, ponieważ wiążą się one z krótszym czasem pobytu w szpitalu. Dodatkowo to 8-10 min podania to czas, w którym cała uwaga pielęgniarki przekierowana jest na pacjenta. Może on zadać pytania, których nie chciał/ nie miał okazji zadać lekarzowi, może opowiedzieć o swoich obawach, pojawiających się objawach. Bardzo ważny jest też aspekt psychologiczny – chociażby to, że pacjent gdy przychodzi na podanie podskórne nie musi przebierać się np. w piżamę, nie musi być hospitalizowany przez kilka godzin, co wyłącza go na ten czas z jego życia społecznego. Pacjent po przyjęciu leku w formie podskórnej wraca do swoich czynności zawodowych, społecznych, rodzinnych” – tłumaczy Mirosława Duszak, pielęgniarka onkologiczna, koordynatorka badań klinicznych.
 
Małopłytkowość – nowe spojrzenie na leczenie dzięki nowoczesnym formom podania leku
Leczenie chorób hematologicznych charakteryzuje się regularnymi wizytami i systematycznym leczeniem, które znacząco wpływają na codzienne funkcjonowanie pacjenta. Częste przebywanie w szpitalu bywało wyzwaniem dla pacjentów z małopłytkowością. Dotychczasowy sposób terapii, polegający na częstych iniekcjach, dla wielu pacjentów równał się z ograniczeniami w codziennym funkcjonowaniu. Trudności te często wpływały na ich życie zawodowe czy relacje społeczne.
 
„Nowoczesne formy leczenia, które zmniejszają częstotliwość podawania leków i konieczność przebywania w placówce medycznej, przynoszą pacjentom wyraźną ulgę. Dzięki nim codzienne funkcjonowanie staje się bardziej przewidywalne, a pacjenci mogą planować swoje życie pod siebie, a nie pod chorobę” – mówi dr Michał Witkowski.
 
Choroba przewlekła staje się częścią życia pacjenta, ale nie jego głównym elementem. Forma podania leku podskórnie daje bardziej swobodna i komfortowa. Pacjent koncentruje się na innych obszarach życia, co daje mu poczucie normalności i niezależności, które wcześniej mogły wydawać się nieosiągalne.
 
Psychiatria: stabilność i ulga dla systemu
Podobne korzyści widoczne są w psychiatrii. Dla pacjentów ze schizofrenią długodziałające iniekcje zapewniają regularność i stabilność leczenia, co jest kluczowe w przypadku chorób psychicznych. Jak tłumaczy Iwona Patejuk – Mazurek psychiatra z specjalistka psychiatrii i kierowniczka Centrum Zdrowia Psychicznego w Pruszkowie.
 
„Dzięki długodziałającym lekom w formie iniekcji redukujemy ryzyko pomijania dawek, co oznacza mniejszą liczbę nawrotów i hospitalizacji. Stabilizacja leczenia nie tylko poprawia jakość życia pacjentów, ale również zmniejsza obciążenie oddziałów psychiatrycznych”.
 
Długodziałające iniekcje przynoszą systemowi ochrony zdrowia wiele korzyści:
Długodziałające leki podawane w zastrzykach zapewniają stabilniejsze stężenie substancji czynnej w organizmie. Pacjenci, którzy nie muszą codziennie pamiętać o przyjmowaniu leków, mogą odczuwać mniejszy stres związany z leczeniem. Zastrzyki wykonywane co kilka tygodni lub miesięcy zmniejszają codzienne obciążenie wynikające z leczenia, co poprawia komfort życia.
 
Stabilne leczenie i mniejsze ryzyko nawrotów pozwalają pacjentom na bardziej aktywne uczestniczenie w życiu społecznym i zawodowym. Ograniczenie epizodów psychotycznych zwiększa szanse na utrzymanie relacji interpersonalnych oraz pracy.

Podsumowując, formy podskórne i leki w tabletkach, które dziś zastosowanie mają w onkologii i hematologii, ale też innych obszarach terapeutycznych są naturalnym wynikiem postępu w medycynie. Zdaniem ekspertów klinicznych i systemowych nie stać nas, by elastycznego modelu opieki nad pacjentami onkologicznymi nie wprowadzać. Powinny one być realną szansą na poprawę efektywności leczenia, biorąc pod uwagę wyzwania, przed którymi stoi polski system ochrony zdrowia w kontekście ograniczonych zasobów i wzrostu liczby pacjentów leczonych w ramach dostępnych środków.
 
Innowacyjne formy podania leków zmieniają oblicze medycyny – to nie tylko krok w stronę bardziej efektywnego leczenia, ale także realna poprawa jakości życia pacjentów i lepsze zarządzanie zasobami systemu ochrony zdrowia. Nie powinny być przyszłością a naszą teraźniejszością.
 
O kampanii Podanie ma znaczenie
Adrianna Sobol, psychoonkolożka oraz założycielka Fundacji „W trosce o pacjenta. Instytut psychologii zdrowia i profilaktyki chorób przewlekłych”, która stoi za realizacją kampanii edukacyjnej „Podanie ma znaczenie”.
 
Fundacja „W trosce o pacjenta. Instytut psychologii zdrowia i profilaktyki chorób przewlekłych” działa na rzecz podnoszenia świadomości o profilaktyce chorób przewlekłych, promując zdrowy styl życia, regularne badania diagnostyczne oraz edukację na temat możliwości leczenia. Zapewnia pacjentom oraz ich bliskim wsparcie, które pomaga skuteczniej radzić sobie z wyzwaniami emocjonalnymi towarzyszącymi chorobom przewlekłym.
 
Kampania „Podanie ma znaczenie” ma na celu zwiększenie świadomości na temat różnorodnych form podania leków i ich wpływu na codzienne życie pacjentów, ich bliskich oraz pracowników ochrony zdrowia. Porusza temat komunikacji medycznej i jej znaczenia w kontekście zwiększenia przestrzegania zaleceń medycznych. Projekt skupia się na chorobach onkologicznych, hematologicznych czy schizofrenii. Inicjatywa ta promuje edukację, która wspiera pacjentów w podejmowaniu świadomych decyzji dotyczących ich leczenia oraz ułatwia lekarzom organizację pracy w warunkach narastających wyzwań demograficznych i epidemiologicznych.
 
Więcej informacji o kampanii edukacyjnej „Podanie ma znaczenie”:
lhttps://www.wtrosce.pl/
 
 
 
Źródło: Compass Public Relations s.c.
Już 18 listopada 2023 roku odbędzie się I Wielkopolski Kongres Psychiatrii. To wyjątkowe wydarzenie zgromadzi ekspertów, którzy w ciągu jednego dnia pełnego inspirujących wykładów, podzielą się swoją wiedzą i doświadczeniami w różnych dziedzinach psychiatrii. Patronat nad wydarzeniem objął Oddział Wielkopolsko-Lubuski Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego oraz Wielkopolska Izba Lekarska.
Zapraszamy na I Wielkopolski Kongres Psychiatrii, który odbędzie się 18 listopada w Poznaniu oraz w formule online.
https://www.kongrespsychiatrii.pl/
 
 
Kongres ten, organizowany w formule hybrydowej – stacjonarnie w Poznaniu oraz online – jest inicjatywą o wyjątkowym charakterze. Kierownikiem naukowym wydarzenia jest ceniony autorytet, prof. dr hab. n. med. Filip Rybakowski. Jego zaangażowanie gwarantuje wysoki poziom merytoryczny i aktualność poruszanych tematów.
 
Program I Wielkopolskiego Kongresu Psychiatrii jest niezwykle zróżnicowany i przemyślany, skupiając się na aktualnych i istotnych zagadnieniach. Kongres będzie podzielony na cztery sesje tematyczne:
 
  1. Schizofrenia
To jedna z najbardziej złożonych i fascynujących dziedzin psychiatrii. Współczesne spojrzenie na tę chorobę jest niezwykle istotne dla dalszego postępu w leczeniu oraz zrozumieniu mechanizmów jej powstawania.
W tej sesji swoje wykłady wygłoszą: prof. dr hab. n. med. Janusz Rybakowski, prof. dr hab. n. med. Dominik Strzelecki oraz prof. dr hab. n. med. Agata Szulc.
 
  1. ADHD
W tej sesji eksperci omówią wyzwania związane z diagnozowaniem i leczeniem ADHD u dorosłych pacjentów, skupiając się na dostosowanych podejściach diagnostycznych, terapeutycznych i farmakologicznych.
Swoje wykłady potwierdzili: prof. dr hab. n. med. Tomasz Wolańczyk oraz dr n. med. Tomasz M. Gondek.
 
  1. Depresja i lęk
Sesja ta koncentruje się na dwóch powszechnych zaburzeniach psychicznych, jakimi są depresja i lęk. Podczas wykładów oraz panelu dyskusyjnego eksperci wypowiedzą się na temat nowoczesnych podejść diagnozowania i wspierania pacjentów z zaburzeniami nastroju.
Moderatorem dyskusji będzie prof. dr hab. n. med. Filip Rybakowski, a wykłady w sesji poprowadzą: prof. dr hab. n. med. Dominika Dudek oraz prof. Bernhard Baune (MD, PhD, MPH, MBA, FRANZCP).
 
  1. Choroby cywilizacyjne i substancje psychoaktywne
Ta sesja przyjrzy się chorobom cywilizacyjnym oraz substancjom psychoaktywnym w kontekście ich wpływu na psychikę. W obecnych czasach coraz istotniejsze staje się zrozumienie zależności między tymi czynnikami a zdrowiem psychicznym.
Swoje wykłady wygłoszą: prof. dr hab. n. med. Marcin Wojnar, prof. dr hab. n. med. Joanna Rymaszewska oraz prof. dr hab. n. med. Paweł Bogdański.
 
Niezaprzeczalnym walorem Kongresu jest uczestnictwo wybitnych prelegentów – cenionych polskich psychiatrów oraz wyjątkowego gościa specjalnego, prof. Bernharda Baune z Uniwersytetu w Münster. Jego międzynarodowe doświadczenie w dziedzinie psychiatrii wprowadzi cenne spojrzenie na zagadnienia poruszane podczas kongresu.
 
I Wielkopolski Kongres Psychiatrii to bez wątpienia wydarzenie, które zapowiada się nie tylko jako doskonała okazja do naukowej refleksji, ale także jako przestrzeń do nawiązania kontaktów i wymiany doświadczeń z innymi profesjonalistami.
 
 
Skorzystaj z wakacyjnej promocji na wejściówki – Early Bird tylko do 31 sierpnia!
 
Wydarzenie pod patronatem Medicalpress.
Lekooporność u pacjentów chorych na depresję, migrenę lub padaczkę – to jedno z poważniejszych wyzwań, przed którym stają lekarze psychiatrzy oraz neurolodzy. Problem jest poważny, ponieważ w Polsce 26 proc. populacji jest zagrożona zaburzeniami psychicznymi.

 

Podczas debaty, zorganizowanej przez „Puls Medycyny” w Centrum Prasowym PAP, prof. Piotr Gałecki, kierownik Kliniki Psychiatrii Dorosłych Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii, przypomniał, że jeśli chodzi o częstość i rozpowszechnienie zaburzeń chorób psychicznych, to mamy do czynienia z trzema ich typami: uzależnieniami – to najczęstsze zaburzenia psychiczne, stanami lękowymi i zaburzeniami depresyjnymi.

Prof. Gałecki wskazał, że obserwowany jest wzrost w ciągu ostatnich dekad zaburzeń depresyjnych i zaburzeń lękowych, natomiast jeśli chodzi o uzależnienia, to ta liczba jest w miarę stabilna.
Jeśli chodzi o pozostałe poważne zaburzenia psychiczne, takie jak schizofrenia czy choroba afektywna dwubiegunowa, to wydaje się, że rozpowszechnienie tych zaburzeń nie wzrasta, a nawet ostatnie badania epidemiologiczne potwierdzają obserwacje psychiatrów, że rozpowszechnienie jednej z poważniejszych jednostek chorobowych, którą jest schizofrenia, spada – powiedział ekspert.
Profesor Gałecki dodał, że w Polsce 26 proc. populacji jest zagrożone zaburzeniami psychicznymi. Oznacza to, że nie ma rodziny, która nie spotkałaby się z kryzysem zdrowia psychicznego.

Prof. Konrad Rejdak, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, dodał, że obecnie lekarze neurolodzy w Polsce opiekują się ok. 1/3 populacji, a co trzecia, co czwarta osoba, będzie miała problem tej natury, który przeminie, bądź zmieni się w chorobę przewlekłą.
Społeczeństwo się starzeje, mamy coraz więcej osób z wielochorobowością, które wymagają hospitalizacji i długotrwałego leczenia. Poprawiła się opieka ambulatoryjna, ale w szpitalnictwie doszło do załamania z powodu braku kadr. Kadra specjalistyczna ucieka ze szpitali do poradni. Są w miarę dobrze finansowane, praca tam jest spokojniejsza, można realizować plany zawodowe i naukowe – powiedział prof. Rejdak.
Wśród dolegliwości bólowych, jakie często dotykają Polaków, migrena jest przypadłością, która występuje u 12 proc. populacji, czyli u 4 mln. osób. Na migrenę przewlekłą choruje 2 proc. populacji. Oznacza to codzienne lub prawie codzienne silne bóle głowy połączone z mdłościami, nadwrażliwością na światło i hałasem.
Siedemdziesiąt procent pacjentów z migreną przewlekłą cierpi na różne zespoły depresyjne. Pacjenci z migreną, szczególnie z przewlekłą, opuszczają pracę. Jeśli są w miejscu pracy, to jest to praca nieefektywna. Przez wiele lat choroba była niedoceniana i nie była traktowana poważnie. Dopiero od roku trwa program leczenia migreny przewlekłej – podkreśliła prof. Izabela Domitrz, kierownik Kliniki Neurologii Wydziału Lekarsko-Stomatologicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Prof. Domitrz dodała, że leczenie pacjentów chorych na migrenę, którzy dodatkowo ciepią na depresję, jest trudne z powodu interakcji lekowej, a pacjenci z migreną często korzystają z samoleczenia.
Polekowy ból głowy to olbrzymi problem na całym świecie. Pojawia się u pacjentów z bólem głowy, którzy nadużywają leków przeciwbólowych. To mogą być proste leki przeciwbólowe dostępne bez recepty – zauważyła prof. Domitrz.
Dotychczas stosowane leki z grupy leków przeciwdepresyjnych i przeciwpadaczkowych, od wielu lat używane w profilaktycznym leczeniu migreny, okazują się być skuteczne u 50 proc. chorych.

Prof. Agata Szulc, kierownik Kliniki Psychiatrycznej Wydziału Nauki o Zdrowiu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, powiedziała, że aby rozpoznać lekooporność u pacjenta z depresją, potrzebna jest po pierwsze właściwa diagnoza, a ponadto dwie kuracje z użyciem lekarstw, które kończą się niepowodzeniem.
I to jest dodatkowy problem – trudno powiedzieć pacjentowi z depresją, że ma lekoodporność. Ważna jest dobra współpraca ze strony chorego i jego rodziny. Wiadomo, lek, który nie jest przyjmowany – nie pomaga. Jest wiele współtowarzyszących problemów, które uniemożliwiają leczenie. Zaburzenia somatyczne mogą powodować objawy depresji. Zaburzenia osobowości w zasadzie wymagają tylko psychoterapii – powiedziała prof. Szulc.
Jej zdaniem leczeniem depresji powinni się zajmować już lekarze POZ, ale niewłaściwa dawka leku bądź przyjmowanie go przez krótszy czas, niż zalecił lekarz, może spowodować lekooporność.

Prof. Sergiusz Jóźwiak, były kierownik Kliniki Neurologii i Epileptologii Instytutu „Pomnik Centrum Zdrowia Dziecka” oraz Kliniki Neurologii Dziecięcej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, zwrócił uwagę na różnice, jakie występują w diagnozowaniu i leczeniu padaczki u dzieci i u dorosłych.
Mały pacjent nie wszystko powie lekarzowi, choćby dlatego, że nie będzie wiedział, co się z nim dzieje. Dorośli zaś nie są świadomi zmienności napadów padaczkowych u dzieci. Ważne jest, aby rodzice nagrywali na telefonach komórkowych napady padaczki u dzieci, aby lekarz mógł zobaczyć, jak one wyglądały – powiedział profesor.
Prof. Jóźwiak dodał, że u dorosłych przeważają napady padaczki, podczas których pacjent całkowicie traci przytomność. Natomiast u dzieci różnorodność napadów jest duża: może to być np. nieświadomość chwilowa albo nieruchomość.
W takich wypadkach samym lekarzom trudno jest określić, czy był napad, czy nie, bo trwał kilka, kilkanaście sekund i polegał na przerwaniu czynności wykonywanej w tym momencie – dodał profesor.
Padaczka wczesnodziecięca, jeśli występuje w pierwszych latach życia dziecka, doprowadza do zahamowania jego rozwoju. W przypadkach padaczek lekoopornych należy zastanawiać się nad leczeniem prewencyjnym.
W ostatnim czasie pojawiło się więcej danych ułatwiających rozpoznawanie nowych typów padaczek i zespołów padaczkowych. (…) Nadal niemal w połowie przypadków trudno jest jednoznacznie określić etiologię padaczki, zazwyczaj podejrzewamy wtedy podłoże genetyczne. Genetyka zrobiła w ostatnim czasie w obszarze neurologii duży postęp. (…) Zespół Dravet należy do zespołów padaczkowych, które są wynikiem pewnej określonej mutacji genetycznej. (…) W Polsce mamy około tysiąca pięciuset pacjentów z zespołem Dravet. Objawia się on często początkowo w formie powtarzających się epizodów drgawek gorączkowych, które mogą następnie przechodzić w napady padaczkowe, ale już bez towarzyszącej gorączki. U tych pacjentów należy bezwzględnie wykonać badania genetyczne, które pozwolą potwierdzić lub wykluczyć chorobę. (…) Zespół ten odznacza się wysokim stopniem lekooporności – wskazał prof. Jóźwiak.
Jak dodał, w ostatnim czasie w tym wskazaniu zarejestrowano dwa nowe leki, jednym z nich jest czysty kannabidiol, zawierający medyczną marihuanę, na który środowisko lekarzy czeka od dawna. W Polsce nadal nie jest jednak objęty refundacją.

Iwona Sierant, prezes Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Dzieci Chorych na Padaczkę, podkreśliła, że w dużych ośrodkach rodzicom łatwiej jest dotrzeć do lekarza i łatwiej zdiagnozować różne niepokojące objawy u dziecka. W mniejszych ośrodkach do rozpoznania padaczki dochodzi z bardzo dużym opóźnieniem.
Ludzie często mylą leki przeciwpadaczkowe z lekami psychotropowymi. Myślę, że za mało rodzice dostają odpowiedzi na ważne pytania od lekarza, bo nie wiedzą, o co pytać. Zanim rodzic dostanie się do lekarza, to ataków jest już bardzo dużo, albo były niezauważalne, bo były to napady bezdrgawkowe – powiedziała prezes Sierant.
Dodała, że dużo rodziców zgłasza do stowarzyszenia, że pierwsza diagnoza byłaby dużo wcześniej, gdyby mieli oni chociaż „cień” takiej wiedzy, że to, co się działo z dzieckiem, to mogła być padaczka.
Chodzi między innymi o wybudzenia w nocy, wybudzenia z krzykiem. I nikt, nawet pediatra, nie zwraca na to uwagi – podkreśliła prezes.
Dodała, że rodzice powinien mieć od razu rzetelną informację o tym, że padaczka jest chorobą przewlekłą, często chorobą całego życia. To, że nie będzie napadów nie znaczy, że wycofa się leki i trzeba się nastawić na długotrwały proces.

Dodatkowy problem polega na tym, że około 3/4 chorych na padaczkę zapadło na tę chorobę w wieku dziecięcym i w momencie osiągnięcia pełnoletności, trzeba znaleźć nowego lekarza.
Ten lekarz pediatra-epileptolog, który prowadził dziecko przez wiele lat, dobrze je zna. Potrafi współpracować z nim i z rodzicami. Tymczasem dziecko przekracza osiemnasty rok życia i musi znaleźć, i wybrać, nowego lekarza, który będzie niejako lekarzem pierwszego kontaktu. Kiedy chore dziecko przechodzi do lekarzy neurologów dorosłych, okazuje się, że nie mają oni dobrej wiedzy o zespołach, które są typowe dla wieku dziecięcego – mówiła Sierant.
Prof. Piotr Gałecki doprecyzował, że takie dzieci mają możliwość kontynuowania kuracji do 25. roku życia.
Jeśli chodzi o system funkcjonowania opieki psychiatrycznej dla dzieci i młodzieży, to pierwszy poziom referencyjny to jest ta opieka psychologiczno-psychoterapeutyczna. Taki ośrodków jest ponad trzysta, prawie w każdym powiecie – wyjaśnił prof. Gałecki. Dodał, że drugi poziom referencyjny – to lekarz w trakcie rezydentury lub specjalista z tej dziedziny w poradniach zdrowia psychicznego.

Natomiast trzeci poziom referencyjny to ten, do którego powinno trafiać jak najmniej pacjentów. To szpital z oddziałem dziennym i całodobowym. Dziewięćdziesiąt procent kłopotów ze zdrowiem psychicznym można zaspokoić na pierwszym lub drugi poziomie referencyjnym ambulatoryjnie – ocenił ekspert.
Dodał, że istniejące poradnie psychologiczno-pedagogiczne nie funkcjonują w systemie opieki zdrowotnej, ale są podporządkowane resortowi edukacji narodowej.
To powinno się zmienić. Byłoby dobrze, gdyby były powiązane z pierwszym poziomem leczenia – zauważył profesor.
źródło: PAP MediaRoom
 
Schizofrenia najczęściej diagnozowana jest w trzeciej i czwartej dekadzie życia. U bardzo małego odsetka chorych – 4 proc. – objawy pojawiają się przed 15. rokiem życia. Niezależnie od wieku nie ma mowy o skutecznej terapii tej choroby bez przyjmowania leków. Dla rodziców to dodatkowy powód niepokoju, zwłaszcza że chodzi o wieloletnią farmakoterapię substancjami powszechnie budzącymi wiele obaw.
Oczywiście nie mniej ważne są inne metody, jak na przykład psychoterapia rodzinna, wsparcie w szkole itp., ale eksperci podkreślają, że wszystkie muszą być stosowane razem, aby schizofrenię o wczesnym początku skutecznie leczyć. O tym aspekcie leczenia schizofrenii mowa jest m.in. w niedawno opublikowanych „Rekomendacjach Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego w zakresie postępowania diagnostycznego i terapeutycznego u chorych ze schizofrenią o wczesnym początku”.

„Obawa rodziców przed podawaniem leków psychiatrycznych swoim dzieciom jest powszechnym zjawiskiem, z którym my, psychiatrzy, się mierzymy. Rodzice są przerażeni. Po pierwsze kontaktem z nami, po drugie, że akurat ich dziecko zostało dotknięte jakimś zaburzeniem czy poważną chorobą psychiczną, po trzecie lekami, bo powszechne wrażenie jest takie, że są to leki, które wpływają na mózg, powodują uzależnienia, nie można ich odstawić. Jednym zdaniem – leki które niosą same zagrożenia” – mówi prof. Małgorzata Janas-Kozik, psychiatra ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, główna autorka publikacji.

Podkreśla, że są to obawy zrozumiałe, a dobry lekarz psychiatra jest nie tylko świadomy tych obaw, ale i potrafi o nich rozmawiać. Rodzice w tak granicznej sytuacji często się obwiniają, m.in. o to, że w porę nie dostrzegli niebezpieczeństwa. Psychiatrzy zdają sobie sprawę także z tego, że nie ma nic bardziej normalnego w początkowym okresie wystąpienia niepokojących objawów, jak obronny mechanizm zaprzeczania. Często więc, kiedy sytuacja się pogarsza i dziecko trafia do specjalisty, okazuje się, że już wcześniej pojawiały się zwiastuny niepokojących zaburzeń.

„Każda nasza wizyta jest wizytą terapeutyczną, tu nie ma wizyt kontrolnych. Każda wizyta powinna zawierać element psychoedukacji i poszerzenia wiedzy rodziców i pacjenta na temat choroby i jej leczenia, bezpieczeństwa stosowania leków, objawów niepożądanych, jakie mogą się pojawić, znaczenia ulotki i tego, dlaczego takie informacje musi zawierać, jakie jest nasze doświadczenie, jakich oczekujemy efektów. Dyskutując na te tematy zawsze jestem w stanie trochę rodziców uspokoić” – mówi ekspertka kliniczna.

Podkreśla, że w przypadku takiej choroby jak schizofrenia, leczenie trwa nie przez kilka tygodni, nawet nie kilka miesięcy, ale kilka lat. Także w przypadku, gdy udaje się osiągnąć remisję (cofnięcie się objawów).

Z kolei nieleczone zaburzenia z kręgu schizofrenii u dzieci i młodzieży to wyższe ryzyko chorób współistniejących, nadużywania substancji i problemów ze zdrowiem fizycznym. Nie wspominając o tym, że zaburzenia będą narastać.

Fakty o schizofrenii o wczesnym początku

Objawy schizofrenii o wczesnym początku

„Im więcej jest obszarów, w których młody człowiek sobie nie radzi, z których wypadł, to tym bardziej powinna się zapalić lampka ostrzegawcza rodzicom i opiekunom” – mówi prof. Janas-Kozik.

We wspomnianych „Rekomendacjach” czytamy, że „objawami, które często jako pierwsze zwracają uwagę otoczenia, są zachowania trudne, nierzadko uznawane za opozycyjne, które jednak są skutkiem zaburzonej percepcji rzeczywistości”.

Sygnałem alarmowym powinna stać się tzw. dezorganizacja mowy i dziwaczne zachowania i wypowiedzi. 

„Potocznie rozumiane zaburzenia zachowania, fantazjowanie, nielogiczne i nieadekwatne wypowiedzi dziecka łatwiej jest kłaść na karb dziecięcej przekory i indywidualizmu w rozwoju psychicznym niż poważnej choroby psychicznej” – piszą autorzy „Rekomendacji”.

Podkreślają, że zawsze należy być czujnym, gdy dziecko nagle opuszcza się w nauce, a jednocześnie przejawia dziwaczne zachowania i wypowiedzi.

„Powinno budzić zaniepokojenie opiekunów i lekarza, gdy dziecko zmienia swoje przyzwyczajenia w zakresie utrzymywania higieny czy ubierania się, zaczyna dystansować się od rodziny i rówieśników. Niepokojącymi sygnałami są nagłe wybuchy agresji i pobudzenie. Zauważalna zmiana u dziecka może dotyczyć ekspresji emocji. Pojawiać się mogą nieuzasadnione obniżenie nastroju, drażliwość, stany lękowe, a następnie podejrzliwość i nieufność w stosunku do członków rodziny czy środowiska szkolnego” – napisali autorzy „Rekomendacji”.

Charakterystyczną cechą schizofrenii są halucynacje i omamy. W przypadku małych dzieci fantazjowanie zwykle słusznie nie budzi wielkich zastrzeżeń. Małe dzieci mają dużą wyobraźnię. Miś nie jest zabawką, a przyjacielem, lepione na plaży kulki z mokrego piasku są ptaszkami. To objaw prawidłowego rozwoju dziecka.

„Jeśli nie ma tego etapu fantazjowania, to tym się u dziecka martwimy” – mówi specjalistka.

Inna jest jednak sytuacja, gdy fantazjuje starsze dziecko. 

„Wśród charakterystycznych objawów schizofrenii o wczesnym początku w grupie dzieci młodszych będą częstsze takie objawy jak mylenie treści marzeń sennych czy oglądanych filmów telewizyjnych z rzeczywistością. Choć brak krytycyzmu generalnie jest objawem występującym w schizofrenii, dzieci mogą całkowicie nie mieć świadomości, że ich doznania różnią się od tego, czego doświadczają inni („Myślałam, że wszyscy słyszą głosy”). U młodzieży z kolei skargi na złe relacje z rodzicami czy prześladowania w szkole wymagają wnikliwej analizy, które zdarzenia faktycznie miały miejsce, a które stwierdzenia mogą wskazywać na objawy wytwórcze” – czytamy w „Rekomendacjach”.

Baczną uwagę powinny zwrócić tendencje dziecka do izolowania się, obniżenia nastroju, anhedonii, smutku, lęku. Przy czym prawidłowo rozwijające się i zdrowe dzieci mogą przeżywać lęk, smutek i niepokój w reakcji na swoje doświadczenia (konflikt z rówieśnikami, problemy z nauką itp.). 

„Jeżeli jednak lęk towarzyszy objawom psychotycznym powiązanym z zaburzeniami myślenia czy spostrzegania, jest nieadekwatny i irracjonalny, to może być traktowany początkowo jako prodromalny (zwiastunowy) objaw schizofrenii, a w miarę rozwoju psychozy jako silna emocjonalna reakcja na psychotyczne doznania” – zaznaczają autorzy publikacji.

Wreszcie wczesnym objawem schizofrenii (lub innych poważnych zaburzeń psychicznych) mogą być zachowania agresywne i autoagresywne (jak okaleczanie się). To także ucieczki z domu, nadużywanie alkoholu, narkotyków czy nikotyny. 

„Często do lekarzy psychiatrów jest kierowane pytanie, jak odróżnić objawy chorobowe od szeroko rozumianego buntu adolescencyjnego. W tym ostatnim kryzys normatywny tym różni się od patologicznego, że im większa liczba obszarów życia nastolatka wymyka się spod jego kontroli i trudno mu sobie poradzić z wyzwaniami szkolnymi, rówieśniczymi czy rodzinnymi, to tym większe jest prawdopodobieństwo, że kryzys normatywny przechodzi w patologiczny” – czytamy w „Rekomendacjach”.

Schizofrenia o wczesnym początku – to nie wyrok

Choć to poważna choroba, schizofrenię o wczesnym początku można leczyć tak, że pacjent wyjdzie na prostą. I często tak się dzieje.

„Jedna trzecia pacjentów, prawidłowo leczona, wychodzi bez żadnych ubytków, może zakończyć leczenie” – mówi prof. Janas-Kozik.

Przy czym nie chodzi tu o krótkotrwałą interwencję medyczną.

„Leczenie nie trwa przez kilka tygodni, nawet nie kilka miesięcy, ale lat. Jeśli nie ma nawrotów, jeśli był jeden, jedyny, dawkę terapeutyczną leku – odpowiednią dla każdego indywidualnego pacjenta – musimy utrzymać przez minimum dwa lata. Przez ten okres dwóch lat, po upływie pół roku bezwzględnego przyjmowania tej terapeutycznej dawki, można rozważyć jej zmniejszenie do takiej, która jest niższa, ale chroni pacjenta, pozwala mu funkcjonować i zabezpiecza go przed nawrotami” – wyjaśnia lekarka.

W leczeniu schizofrenii chodzi przede wszystkim, aby pacjent nie doznawał dewastujących epizodów psychotycznych, które są bardzo szkodliwe dla rozwijającego się mózgu. A organ ten rozwija się aż do około 20. roku życia i jeśli wtedy dochodzi do patologii, rzutuje to na całe życie. Leczenie ma chronić zatem przed niszczącym wpływem choroby na młody mózg. Przy czym nie można poprzestać na samej farmakoterapii – konieczne są jeszcze oddziaływania psychoterapeutyczne i społeczne, dotyczące m.in. szkoły.

„Jeśli mimo stosowanego leczenia w okresie dwóch lat dochodzi do pogorszenia stanu, zwiększamy dawkę albo dokonujemy zmiany leku. Wtedy jednak przedłużamy leczenie do pięciu lat” – tłumaczy psychiatra.

Dodaje, że kolejna 1/3 pacjentów, niestety, ma nawroty – i nie jeden epizod psychotyczny, a więcej. Jednak i takich pacjentów – jak zapewnia lekarka – można leczyć z dobrym efektem modyfikując terapię. 

„Jest też około jednej trzeciej, a może jednej czwartej pacjentów, u których choroba, pomimo leczenia, postępuje i zostaje na całe życie” – dodaje.

Zaznacza przy tym, że należy pamiętać, iż po pierwszym epizodzie psychotycznym postawiona na początku diagnoza schizofrenii o wczesnym początku na przestrzeni lat może się zmienić.

„Po raz pierwszy spotykamy się z bardzo młodym człowiekiem po pierwszym epizodzie. Nie wiadomo jeszcze, jak to się rozwinie, co za kilka lat z tego wyniknie” – dodaje.

Leczenie schizofrenii o wczesnym początku

Jak już wcześniej wspomniano, w razie postawienia diagnozy tej choroby konieczne jest przyjmowanie leków antypsychotycznych. Konieczne jest też włącznie szerokich działań psychospołecznych. Farmakoterapia obejmuje leczenie ostrych faz choroby, a następnie tzw. leczenie podtrzymujące i zapobiegające nawrotom.

„Leków zarejestrowanych w psychiatrii dzieci i młodzieży mamy niewiele. Leków przeciwpsychotycznych drugiej generacji mamy trzy dla populacji dziecięco-młodzieżowych” – mówi prof. Janas-Kozik.

Z leków antypsychotycznych do stosowania w schizofrenii o wczesnym początku rejestrację do stosowania od 12. roku życia ma lewomepromazyna, od 13. roku życia zarejestrowane są lurazydon i haloperydol (ten ostatni w sytuacji, gdy nieskuteczne okazały się próby innego leczenia), od 15. roku życia – arypiprazol i paliperydon, od 16. – perazyna i klozapina. Ekspertka podkreśla, że to, jaki lek zaproponuje rodzicom i dziecku lekarz, zależy m.in. od stanu dziecka, dominujących objawów w przebiegu choroby, historii dotychczasowego leczenia. Niektóre leki są na przykład stosowane w razie tzw. objawów negatywnych (wycofanie, izolacja itp.), inne zalecane są w razie tzw. objawów pozytywnych (np. pobudzenie, drażliwość itp.).

Lekarka ubolewa jednak, że niektóre ze sprawdzonych, zarejestrowanych do stosowania u dzieci i młodzieży leków nie są refundowane. Tak jest z lurazydolem, który odznacza się bardzo wysokim profilem bezpieczeństwa – nie wykazuje działań niepożądanych w postaci zaburzeń metabolicznych, co często ma miejsce w przypadku innych leków.

Psychiatra zaznacza też, że lekarz może zalecić leki niezarejestrowane dla danej grupy wiekowej (tzw. off-label). Podkreśla jednak, że zawsze decyzje takie podejmowane są indywidualnie w oparciu o aktualną wiedzę medyczną i doświadczenie kliniczne. Za każdym razem na terapię muszą wyrazić zgodę rodzice, a w przypadku pacjentów, którzy ukończyli 16. rok życia – także i oni.

„Proszę pamiętać, że leczenie farmakologiczne to jeden z elementów terapii. Tu nie mniej ważne jest wsparcie całościowe pacjenta. Im więcej stworzymy mu elementów chroniących go w otoczeniu – przyjazne środowisko, możliwość realizacji, wzmacnianie jego mocnych stron, tym rokowanie jest lepsze” – podkreśla prof. Janas-Kozik.

Na podstawie: 

Małgorzata Janas-Kozik, Dominika Dudek, Janusz Heitzman, Barbara Remberk, Jerzy Samochowiec, Agnieszka Słopień, Adam Wichniak: Rekomendacjach Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego w zakresie postępowania diagnostycznego i terapeutycznego u chorych ze schizofrenią o wczesnym początku, w: Psychiatr. Pol. ONLINE FIRST Nr 277: 1-21 

DOI: https://doi.org/10.12740/PP/OnlineFirst/149707

Artykuł powstał w partnerstwie z Angelini Pharma Polska.

Źródło: PAP

Schizofrenia najczęściej diagnozowana jest w trzeciej i czwartej dekadzie życia. U bardzo małego odsetka chorych – 4 proc. – objawy pojawiają się przed 15. rokiem życia. Niezależnie od wieku nie ma mowy o skutecznej terapii tej choroby bez przyjmowania leków. Dla rodziców to dodatkowy powód niepokoju, zwłaszcza że chodzi o wieloletnią farmakoterapię substancjami powszechnie budzącymi wiele obaw.
Oczywiście nie mniej ważne są inne metody, jak na przykład psychoterapia rodzinna, wsparcie w szkole itp., ale eksperci podkreślają, że wszystkie muszą być stosowane razem, aby schizofrenię o wczesnym początku skutecznie leczyć. O tym aspekcie leczenia schizofrenii mowa jest m.in. w niedawno opublikowanych „Rekomendacjach Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego w zakresie postępowania diagnostycznego i terapeutycznego u chorych ze schizofrenią o wczesnym początku”.

„Obawa rodziców przed podawaniem leków psychiatrycznych swoim dzieciom jest powszechnym zjawiskiem, z którym my, psychiatrzy, się mierzymy. Rodzice są przerażeni. Po pierwsze kontaktem z nami, po drugie, że akurat ich dziecko zostało dotknięte jakimś zaburzeniem czy poważną chorobą psychiczną, po trzecie lekami, bo powszechne wrażenie jest takie, że są to leki, które wpływają na mózg, powodują uzależnienia, nie można ich odstawić. Jednym zdaniem – leki które niosą same zagrożenia” – mówi prof. Małgorzata Janas-Kozik, psychiatra ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, główna autorka publikacji.

Podkreśla, że są to obawy zrozumiałe, a dobry lekarz psychiatra jest nie tylko świadomy tych obaw, ale i potrafi o nich rozmawiać. Rodzice w tak granicznej sytuacji często się obwiniają, m.in. o to, że w porę nie dostrzegli niebezpieczeństwa. Psychiatrzy zdają sobie sprawę także z tego, że nie ma nic bardziej normalnego w początkowym okresie wystąpienia niepokojących objawów, jak obronny mechanizm zaprzeczania. Często więc, kiedy sytuacja się pogarsza i dziecko trafia do specjalisty, okazuje się, że już wcześniej pojawiały się zwiastuny niepokojących zaburzeń.

„Każda nasza wizyta jest wizytą terapeutyczną, tu nie ma wizyt kontrolnych. Każda wizyta powinna zawierać element psychoedukacji i poszerzenia wiedzy rodziców i pacjenta na temat choroby i jej leczenia, bezpieczeństwa stosowania leków, objawów niepożądanych, jakie mogą się pojawić, znaczenia ulotki i tego, dlaczego takie informacje musi zawierać, jakie jest nasze doświadczenie, jakich oczekujemy efektów. Dyskutując na te tematy zawsze jestem w stanie trochę rodziców uspokoić” – mówi ekspertka kliniczna.

Podkreśla, że w przypadku takiej choroby jak schizofrenia, leczenie trwa nie przez kilka tygodni, nawet nie kilka miesięcy, ale kilka lat. Także w przypadku, gdy udaje się osiągnąć remisję (cofnięcie się objawów).

Z kolei nieleczone zaburzenia z kręgu schizofrenii u dzieci i młodzieży to wyższe ryzyko chorób współistniejących, nadużywania substancji i problemów ze zdrowiem fizycznym. Nie wspominając o tym, że zaburzenia będą narastać.

Fakty o schizofrenii o wczesnym początku

Objawy schizofrenii o wczesnym początku

„Im więcej jest obszarów, w których młody człowiek sobie nie radzi, z których wypadł, to tym bardziej powinna się zapalić lampka ostrzegawcza rodzicom i opiekunom” – mówi prof. Janas-Kozik.

We wspomnianych „Rekomendacjach” czytamy, że „objawami, które często jako pierwsze zwracają uwagę otoczenia, są zachowania trudne, nierzadko uznawane za opozycyjne, które jednak są skutkiem zaburzonej percepcji rzeczywistości”.

Sygnałem alarmowym powinna stać się tzw. dezorganizacja mowy i dziwaczne zachowania i wypowiedzi. 

„Potocznie rozumiane zaburzenia zachowania, fantazjowanie, nielogiczne i nieadekwatne wypowiedzi dziecka łatwiej jest kłaść na karb dziecięcej przekory i indywidualizmu w rozwoju psychicznym niż poważnej choroby psychicznej” – piszą autorzy „Rekomendacji”.

Podkreślają, że zawsze należy być czujnym, gdy dziecko nagle opuszcza się w nauce, a jednocześnie przejawia dziwaczne zachowania i wypowiedzi.

„Powinno budzić zaniepokojenie opiekunów i lekarza, gdy dziecko zmienia swoje przyzwyczajenia w zakresie utrzymywania higieny czy ubierania się, zaczyna dystansować się od rodziny i rówieśników. Niepokojącymi sygnałami są nagłe wybuchy agresji i pobudzenie. Zauważalna zmiana u dziecka może dotyczyć ekspresji emocji. Pojawiać się mogą nieuzasadnione obniżenie nastroju, drażliwość, stany lękowe, a następnie podejrzliwość i nieufność w stosunku do członków rodziny czy środowiska szkolnego” – napisali autorzy „Rekomendacji”.

Charakterystyczną cechą schizofrenii są halucynacje i omamy. W przypadku małych dzieci fantazjowanie zwykle słusznie nie budzi wielkich zastrzeżeń. Małe dzieci mają dużą wyobraźnię. Miś nie jest zabawką, a przyjacielem, lepione na plaży kulki z mokrego piasku są ptaszkami. To objaw prawidłowego rozwoju dziecka.

„Jeśli nie ma tego etapu fantazjowania, to tym się u dziecka martwimy” – mówi specjalistka.

Inna jest jednak sytuacja, gdy fantazjuje starsze dziecko. 

„Wśród charakterystycznych objawów schizofrenii o wczesnym początku w grupie dzieci młodszych będą częstsze takie objawy jak mylenie treści marzeń sennych czy oglądanych filmów telewizyjnych z rzeczywistością. Choć brak krytycyzmu generalnie jest objawem występującym w schizofrenii, dzieci mogą całkowicie nie mieć świadomości, że ich doznania różnią się od tego, czego doświadczają inni („Myślałam, że wszyscy słyszą głosy”). U młodzieży z kolei skargi na złe relacje z rodzicami czy prześladowania w szkole wymagają wnikliwej analizy, które zdarzenia faktycznie miały miejsce, a które stwierdzenia mogą wskazywać na objawy wytwórcze” – czytamy w „Rekomendacjach”.

Baczną uwagę powinny zwrócić tendencje dziecka do izolowania się, obniżenia nastroju, anhedonii, smutku, lęku. Przy czym prawidłowo rozwijające się i zdrowe dzieci mogą przeżywać lęk, smutek i niepokój w reakcji na swoje doświadczenia (konflikt z rówieśnikami, problemy z nauką itp.). 

„Jeżeli jednak lęk towarzyszy objawom psychotycznym powiązanym z zaburzeniami myślenia czy spostrzegania, jest nieadekwatny i irracjonalny, to może być traktowany początkowo jako prodromalny (zwiastunowy) objaw schizofrenii, a w miarę rozwoju psychozy jako silna emocjonalna reakcja na psychotyczne doznania” – zaznaczają autorzy publikacji.

Wreszcie wczesnym objawem schizofrenii (lub innych poważnych zaburzeń psychicznych) mogą być zachowania agresywne i autoagresywne (jak okaleczanie się). To także ucieczki z domu, nadużywanie alkoholu, narkotyków czy nikotyny. 

„Często do lekarzy psychiatrów jest kierowane pytanie, jak odróżnić objawy chorobowe od szeroko rozumianego buntu adolescencyjnego. W tym ostatnim kryzys normatywny tym różni się od patologicznego, że im większa liczba obszarów życia nastolatka wymyka się spod jego kontroli i trudno mu sobie poradzić z wyzwaniami szkolnymi, rówieśniczymi czy rodzinnymi, to tym większe jest prawdopodobieństwo, że kryzys normatywny przechodzi w patologiczny” – czytamy w „Rekomendacjach”.

Schizofrenia o wczesnym początku – to nie wyrok

Choć to poważna choroba, schizofrenię o wczesnym początku można leczyć tak, że pacjent wyjdzie na prostą. I często tak się dzieje.

„Jedna trzecia pacjentów, prawidłowo leczona, wychodzi bez żadnych ubytków, może zakończyć leczenie” – mówi prof. Janas-Kozik.

Przy czym nie chodzi tu o krótkotrwałą interwencję medyczną.

„Leczenie nie trwa przez kilka tygodni, nawet nie kilka miesięcy, ale lat. Jeśli nie ma nawrotów, jeśli był jeden, jedyny, dawkę terapeutyczną leku – odpowiednią dla każdego indywidualnego pacjenta – musimy utrzymać przez minimum dwa lata. Przez ten okres dwóch lat, po upływie pół roku bezwzględnego przyjmowania tej terapeutycznej dawki, można rozważyć jej zmniejszenie do takiej, która jest niższa, ale chroni pacjenta, pozwala mu funkcjonować i zabezpiecza go przed nawrotami” – wyjaśnia lekarka.

W leczeniu schizofrenii chodzi przede wszystkim, aby pacjent nie doznawał dewastujących epizodów psychotycznych, które są bardzo szkodliwe dla rozwijającego się mózgu. A organ ten rozwija się aż do około 20. roku życia i jeśli wtedy dochodzi do patologii, rzutuje to na całe życie. Leczenie ma chronić zatem przed niszczącym wpływem choroby na młody mózg. Przy czym nie można poprzestać na samej farmakoterapii – konieczne są jeszcze oddziaływania psychoterapeutyczne i społeczne, dotyczące m.in. szkoły.

„Jeśli mimo stosowanego leczenia w okresie dwóch lat dochodzi do pogorszenia stanu, zwiększamy dawkę albo dokonujemy zmiany leku. Wtedy jednak przedłużamy leczenie do pięciu lat” – tłumaczy psychiatra.

Dodaje, że kolejna 1/3 pacjentów, niestety, ma nawroty – i nie jeden epizod psychotyczny, a więcej. Jednak i takich pacjentów – jak zapewnia lekarka – można leczyć z dobrym efektem modyfikując terapię. 

„Jest też około jednej trzeciej, a może jednej czwartej pacjentów, u których choroba, pomimo leczenia, postępuje i zostaje na całe życie” – dodaje.

Zaznacza przy tym, że należy pamiętać, iż po pierwszym epizodzie psychotycznym postawiona na początku diagnoza schizofrenii o wczesnym początku na przestrzeni lat może się zmienić.

„Po raz pierwszy spotykamy się z bardzo młodym człowiekiem po pierwszym epizodzie. Nie wiadomo jeszcze, jak to się rozwinie, co za kilka lat z tego wyniknie” – dodaje.

Leczenie schizofrenii o wczesnym początku

Jak już wcześniej wspomniano, w razie postawienia diagnozy tej choroby konieczne jest przyjmowanie leków antypsychotycznych. Konieczne jest też włącznie szerokich działań psychospołecznych. Farmakoterapia obejmuje leczenie ostrych faz choroby, a następnie tzw. leczenie podtrzymujące i zapobiegające nawrotom.

„Leków zarejestrowanych w psychiatrii dzieci i młodzieży mamy niewiele. Leków przeciwpsychotycznych drugiej generacji mamy trzy dla populacji dziecięco-młodzieżowych” – mówi prof. Janas-Kozik.

Z leków antypsychotycznych do stosowania w schizofrenii o wczesnym początku rejestrację do stosowania od 12. roku życia ma lewomepromazyna, od 13. roku życia zarejestrowane są lurazydon i haloperydol (ten ostatni w sytuacji, gdy nieskuteczne okazały się próby innego leczenia), od 15. roku życia – arypiprazol i paliperydon, od 16. – perazyna i klozapina. Ekspertka podkreśla, że to, jaki lek zaproponuje rodzicom i dziecku lekarz, zależy m.in. od stanu dziecka, dominujących objawów w przebiegu choroby, historii dotychczasowego leczenia. Niektóre leki są na przykład stosowane w razie tzw. objawów negatywnych (wycofanie, izolacja itp.), inne zalecane są w razie tzw. objawów pozytywnych (np. pobudzenie, drażliwość itp.).

Lekarka ubolewa jednak, że niektóre ze sprawdzonych, zarejestrowanych do stosowania u dzieci i młodzieży leków nie są refundowane. Tak jest z lurazydolem, który odznacza się bardzo wysokim profilem bezpieczeństwa – nie wykazuje działań niepożądanych w postaci zaburzeń metabolicznych, co często ma miejsce w przypadku innych leków.

Psychiatra zaznacza też, że lekarz może zalecić leki niezarejestrowane dla danej grupy wiekowej (tzw. off-label). Podkreśla jednak, że zawsze decyzje takie podejmowane są indywidualnie w oparciu o aktualną wiedzę medyczną i doświadczenie kliniczne. Za każdym razem na terapię muszą wyrazić zgodę rodzice, a w przypadku pacjentów, którzy ukończyli 16. rok życia – także i oni.

„Proszę pamiętać, że leczenie farmakologiczne to jeden z elementów terapii. Tu nie mniej ważne jest wsparcie całościowe pacjenta. Im więcej stworzymy mu elementów chroniących go w otoczeniu – przyjazne środowisko, możliwość realizacji, wzmacnianie jego mocnych stron, tym rokowanie jest lepsze” – podkreśla prof. Janas-Kozik.

Na podstawie: 

Małgorzata Janas-Kozik, Dominika Dudek, Janusz Heitzman, Barbara Remberk, Jerzy Samochowiec, Agnieszka Słopień, Adam Wichniak: Rekomendacjach Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego w zakresie postępowania diagnostycznego i terapeutycznego u chorych ze schizofrenią o wczesnym początku, w: Psychiatr. Pol. ONLINE FIRST Nr 277: 1-21 

DOI: https://doi.org/10.12740/PP/OnlineFirst/149707

Artykuł powstał w partnerstwie z Angelini Pharma Polska.

Źródło: PAP

Schizofrenia od lat pozostaje jedną z najbardziej stygmatyzujących i najcięższych chorób przewlekłych z obszaru zdrowia psychicznego. Wynika to z błędnych przekonań oraz mitów o chorobie, utrzymujących się w świadomości społecznej. Dlatego tak ważne jest budowanie świadomości i edukowanie na temat choroby.
Schizofrenia to choroba przewlekła, która ogranicza możliwość funkcjonowania pacjenta w społeczeństwie. Charakteryzuje ją czasowe występowanie ostrych zaburzeń psychotycznych, w czasie których dochodzi do głębokich zaburzeń myślenia, wpływających na język, percepcję i emocje chorego.

W tym szczególnym, dla chorych, dniu chcielibyśmy zwrócić szczególną uwagę na problemy nieletnich pacjentów. Dzieci i młodzież przez chorobę mogą spotkać się z wykluczeniem społecznym np. podczas edukacji szkolnej. Poprzez częste wizyty w szpitalach ich edukacja może być fragmentaryczna, a tak ważna dla prawidłowego rozwoju socjalizacja z rówieśnikami znacząco utrudniona. Potrzeba więc czasu by rodzice nauczyli się funkcjonowania w nowym wymiarze z problemami z którymi będą mierzyli się latami. Pojawiają się zaburzenia afektywne, urojenia, omamy i wszystkie inne objawy związane ze schizofrenią – to jest bardzo trudna sytuacja zarówno dla dziecka jak i rodzica. Należy również pamiętać, że wraz z chorującym na schizofrenię dzieckiem cierpi cała rodzina. Funkcjonowanie wszystkich członków rodziny ulega zmianie na skutek opieki, jaką wymagają młodzi pacjenci. Podstawą leczenia w celu wyrównania stanu psychicznego jest farmakoterapia i osoby najbliższe z otoczenia dziecka muszą być poinformowane o tym, że dziecko bierze leki przeciwpsychotyczne. Każda choroba przewlekła wpływa na wydolność opiekuńczą rodziny. Zwykle jest to tak, że rodzina na początku się bardzo mobilizuje, szuka pomocy, nowych metod leczenia, bardzo się na tym skupia, ale z biegiem lat ta wydolność opiekuńcza rodziny niestety spada.

Pacjenci chorujący na schizofrenię stanowią drugą co do wielkości grupę osób leczonych psychiatrycznie. Według danych epidemiologicznych w Polsce żyje około 250 tys. osób zmagających się z chorobą, a 180 tys. z nich korzysta ze świadczeń opieki zdrowotnej. Według dostępnych danych NFZ ok. 900 dzieci w wieku 12-17 lat jest leczonych z rozpoznaniem tej choroby w Polsce.

Diagnozowanie zaburzeń psychotycznych u dzieci i młodzieży jest niezwykle trudne i wymaga wnikliwego różnicowania obserwowanych objawów z innymi zaburzeniami psychicznymi. Samo leczenie również wymaga dostępu do specjalistycznych terapii, do którego dostęp jest obecnie utrudniony.

– Kiedy choruje dziecko, choruje z nim cała rodzina. Zmienia się też sposób funkcjonowania bliskich
 – podkreśla Magdalena Osińska-Kurzywilk, Prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”. – Schizofrenia to bardzo poważna choroba, która musi być odpowiednio zdiagnozowana i leczona. Młodzi pacjenci, którzy od początku otrzymają właściwą pomoc, mają szansę na lepszy rozwój i uniknięcie komplikacji w przyszłości.

źródło: Koalicja Na Pomoc Niesamodzielnym
Schizofrenia od lat pozostaje jedną z najbardziej stygmatyzujących i najcięższych chorób przewlekłych z obszaru zdrowia psychicznego. Wynika to z błędnych przekonań oraz mitów o chorobie, utrzymujących się w świadomości społecznej. Dlatego tak ważne jest budowanie świadomości i edukowanie na temat choroby.
Schizofrenia to choroba przewlekła, która ogranicza możliwość funkcjonowania pacjenta w społeczeństwie. Charakteryzuje ją czasowe występowanie ostrych zaburzeń psychotycznych, w czasie których dochodzi do głębokich zaburzeń myślenia, wpływających na język, percepcję i emocje chorego.

W tym szczególnym, dla chorych, dniu chcielibyśmy zwrócić szczególną uwagę na problemy nieletnich pacjentów. Dzieci i młodzież przez chorobę mogą spotkać się z wykluczeniem społecznym np. podczas edukacji szkolnej. Poprzez częste wizyty w szpitalach ich edukacja może być fragmentaryczna, a tak ważna dla prawidłowego rozwoju socjalizacja z rówieśnikami znacząco utrudniona. Potrzeba więc czasu by rodzice nauczyli się funkcjonowania w nowym wymiarze z problemami z którymi będą mierzyli się latami. Pojawiają się zaburzenia afektywne, urojenia, omamy i wszystkie inne objawy związane ze schizofrenią – to jest bardzo trudna sytuacja zarówno dla dziecka jak i rodzica. Należy również pamiętać, że wraz z chorującym na schizofrenię dzieckiem cierpi cała rodzina. Funkcjonowanie wszystkich członków rodziny ulega zmianie na skutek opieki, jaką wymagają młodzi pacjenci. Podstawą leczenia w celu wyrównania stanu psychicznego jest farmakoterapia i osoby najbliższe z otoczenia dziecka muszą być poinformowane o tym, że dziecko bierze leki przeciwpsychotyczne. Każda choroba przewlekła wpływa na wydolność opiekuńczą rodziny. Zwykle jest to tak, że rodzina na początku się bardzo mobilizuje, szuka pomocy, nowych metod leczenia, bardzo się na tym skupia, ale z biegiem lat ta wydolność opiekuńcza rodziny niestety spada.

Pacjenci chorujący na schizofrenię stanowią drugą co do wielkości grupę osób leczonych psychiatrycznie. Według danych epidemiologicznych w Polsce żyje około 250 tys. osób zmagających się z chorobą, a 180 tys. z nich korzysta ze świadczeń opieki zdrowotnej. Według dostępnych danych NFZ ok. 900 dzieci w wieku 12-17 lat jest leczonych z rozpoznaniem tej choroby w Polsce.

Diagnozowanie zaburzeń psychotycznych u dzieci i młodzieży jest niezwykle trudne i wymaga wnikliwego różnicowania obserwowanych objawów z innymi zaburzeniami psychicznymi. Samo leczenie również wymaga dostępu do specjalistycznych terapii, do którego dostęp jest obecnie utrudniony.

– Kiedy choruje dziecko, choruje z nim cała rodzina. Zmienia się też sposób funkcjonowania bliskich
 – podkreśla Magdalena Osińska-Kurzywilk, Prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”. – Schizofrenia to bardzo poważna choroba, która musi być odpowiednio zdiagnozowana i leczona. Młodzi pacjenci, którzy od początku otrzymają właściwą pomoc, mają szansę na lepszy rozwój i uniknięcie komplikacji w przyszłości.

źródło: Koalicja Na Pomoc Niesamodzielnym
U coraz większej liczby pacjentów psychiatrycznych chorobie psychicznej, jak choroba afektywna dwubiegunowa, depresja czy schizofrenia, towarzyszy uzależnienie. Mówi się wówczas o tzw. podwójnej diagnozie. Często trudno do końca stwierdzić, co było pierwsze – czy w wyniku uzależnienia uaktywniła się choroba psychiczna, czy też pacjent używkami lub zachowaniami zagłusza objawy choroby psychicznej, co przeradza się w uzależnienie.
Specjaliści psychoterapii uzależnień z Oddziału Psychoterapii Uzależnień w pierwszym w Polsce prywatnym, pełnoprofilowym szpitalu psychiatrycznym Allenort oferują kompleksowe usługi odtrucia, diagnostyki i wstępnego leczenia u pacjentów dorosłych z podwójnym rozpoznaniem w ramach 30-dniowej terapii krótkoterminowej (z możliwością przedłużenia). Kameralny, 8-łóżkowy oddział położony na najwyższym piętrze budynku szpitala zapewnia optymalne warunki do rozpoczęcia trudnej terapii dzięki całodobowemu wsparciu lekarzy psychiatrów z placówki Allenort.
 
Leczenie pacjentów, u których współwystępują choroba psychiczna i uzależnienie, to długi i trudny proces. Terapia długoterminowa, oferowana przez specjalistyczne ośrodki długoterminowe dedykowane osobom z podwójną diagnozą na terenie całego kraju (dla dorosłych m.in. w Krakowie, Gliwicach, Wyszkowie) i finansowana przez NFZ, może trwać nawet 24 miesiące.
 
Jednak zanim pacjent zostanie skierowany do takiego ośrodka, ze względu na uzależnienie najczęściej najpierw trafia do oddziału odwykowego krótkoterminowego, często wielokrotnie, nim zostanie postawiona diagnoza choroby psychicznej, co jest tylko wstępem do dalszego leczenia.
 
Pacjenci zgłaszają się do nas sami lub są przywożeni przez bliskich ze względu na problem z uzależnieniem, czy to od używek (alkohol, narkotyki, leki), czy też od zachowań (hazard, Internet, gry, zakupy, telefon komórkowy). Pobyt w naszym szpitalu pozwala na przeprowadzenie odtrucia i kompleksową diagnostykę. Z mojego doświadczenia wynika, że coraz rzadziej mamy do czynienia z czystym uzależnieniem. W grupie osób uzależnionych coraz częściej występuje podwójne rozpoznanie, gdy uzależnienie współwystępuje z chorobą psychiczną m.in. z chorobą afektywną dwubiegunową, depresją, schizofrenią. Ma to duży związek z coraz częściej występującym problemem uzależnienia od narkotyków, które sprzyja pojawieniu się problemów psychicznych – mówi Kinga Rochala, psycholog i psychoterapeuta, certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień, Kierownik Oddziału Psychoterapii Uzależnień w Szpitalu Allenort.
 
Celem terapii w trakcie 30-dniowego pobytu na oddziale jest dążenie do stabilizacji obu zaburzeń, w tym przede wszystkim odtrucie, gdyż podjęcie leczenia choroby psychicznej nie jest możliwe, dopóki uzależnienie jest aktywne. W związku z tym w zależności od potrzeb pacjenta pobyt w oddziale można też przedłużyć. Jest to dobry moment na rozpoczęcie psychoedukacji, czyli uświadomienia pacjenta co do natury jego zaburzeń, naukę rozpoznawania nawrotu choroby. Pacjenci bardzo często bronią się przed pobytem w ośrodku stacjonarnym w związku z towarzyszącymi lękami i obawami. Podczas pobytu w ośrodku krótkoterminowym pacjent może oswoić się z procesem terapeutycznym.
 
W naszym oddziale pacjenci mają możliwość pracy zarówno grupowej. jak i indywidualnej. Każdy pacjent ma przypisanego swojego psychoterapeutę, który pozostaje do jego dyspozycji w trakcie całego pobytu. Jednak główna praca prowadzona jest na zajęciach i warsztatach grupowych, co pozwala na obserwację relacji pacjenta w kontaktach społecznych z innymi pacjentami i z terapeutami. Dzięki temu, że w oddziale jednorazowo przebywa maksymalnie 8 pacjentów, nasze grupy terapeutyczne są kameralne, co umożliwia maksymalne skupienie uwagi terapeutów na każdym pacjencie – dodaje Kinga Rochala.
 
Po zakończeniu terapii krótkoterminowej w Oddziale pacjent otrzymuje skierowanie na terapię długoterminową, najlepiej w specjalnym ośrodku adaptacyjnym dla osób z podwójną diagnozą, gdzie pacjent uczy się nowych zasad funkcjonowania a także tego, jak wyznaczać sobie granice. Długotrwały pobyt w takim ośrodku, który może trwać 6-24 miesięcy i wiąże się z wielomiesięcznym wyrwaniem ze środowiska domowego, nie zawsze jednak jest możliwy. Dlatego istnieje też możliwość kontynuowania terapii w warunkach ambulatoryjnych w Szpitalu Allenort i w ośrodkach terapeutycznych Klinik Terapii Allenort, a wkrótce dostępna będzie też opcja psychoterapii grupowej dla osób uzależnionych. Wsparcie innych osób, doświadczających podobnych problemów pomaga w utrzymaniu abstynencji i życia według nowych, sztywnych zasad nawet wtedy, gdy pacjent wraca codziennie do swojego środowiska.
 
Oddział Psychoterapii Uzależnień przy Szpitalu Allenort zapewnia doskonałe warunki w pokojach jedno- i dwuosobowych z prywatną łazienką i pełnym wyposażeniem (klimatyzacja, miejsce do wypoczynku). Podobnie jak cały Szpital, Oddział jest do dyspozycji pacjentów 24 godziny na dobę, także w niedziele i święta.

źródło: Allenort
U coraz większej liczby pacjentów psychiatrycznych chorobie psychicznej, jak choroba afektywna dwubiegunowa, depresja czy schizofrenia, towarzyszy uzależnienie. Mówi się wówczas o tzw. podwójnej diagnozie. Często trudno do końca stwierdzić, co było pierwsze – czy w wyniku uzależnienia uaktywniła się choroba psychiczna, czy też pacjent używkami lub zachowaniami zagłusza objawy choroby psychicznej, co przeradza się w uzależnienie.
Specjaliści psychoterapii uzależnień z Oddziału Psychoterapii Uzależnień w pierwszym w Polsce prywatnym, pełnoprofilowym szpitalu psychiatrycznym Allenort oferują kompleksowe usługi odtrucia, diagnostyki i wstępnego leczenia u pacjentów dorosłych z podwójnym rozpoznaniem w ramach 30-dniowej terapii krótkoterminowej (z możliwością przedłużenia). Kameralny, 8-łóżkowy oddział położony na najwyższym piętrze budynku szpitala zapewnia optymalne warunki do rozpoczęcia trudnej terapii dzięki całodobowemu wsparciu lekarzy psychiatrów z placówki Allenort.
 
Leczenie pacjentów, u których współwystępują choroba psychiczna i uzależnienie, to długi i trudny proces. Terapia długoterminowa, oferowana przez specjalistyczne ośrodki długoterminowe dedykowane osobom z podwójną diagnozą na terenie całego kraju (dla dorosłych m.in. w Krakowie, Gliwicach, Wyszkowie) i finansowana przez NFZ, może trwać nawet 24 miesiące.
 
Jednak zanim pacjent zostanie skierowany do takiego ośrodka, ze względu na uzależnienie najczęściej najpierw trafia do oddziału odwykowego krótkoterminowego, często wielokrotnie, nim zostanie postawiona diagnoza choroby psychicznej, co jest tylko wstępem do dalszego leczenia.
 
Pacjenci zgłaszają się do nas sami lub są przywożeni przez bliskich ze względu na problem z uzależnieniem, czy to od używek (alkohol, narkotyki, leki), czy też od zachowań (hazard, Internet, gry, zakupy, telefon komórkowy). Pobyt w naszym szpitalu pozwala na przeprowadzenie odtrucia i kompleksową diagnostykę. Z mojego doświadczenia wynika, że coraz rzadziej mamy do czynienia z czystym uzależnieniem. W grupie osób uzależnionych coraz częściej występuje podwójne rozpoznanie, gdy uzależnienie współwystępuje z chorobą psychiczną m.in. z chorobą afektywną dwubiegunową, depresją, schizofrenią. Ma to duży związek z coraz częściej występującym problemem uzależnienia od narkotyków, które sprzyja pojawieniu się problemów psychicznych – mówi Kinga Rochala, psycholog i psychoterapeuta, certyfikowany specjalista psychoterapii uzależnień, Kierownik Oddziału Psychoterapii Uzależnień w Szpitalu Allenort.
 
Celem terapii w trakcie 30-dniowego pobytu na oddziale jest dążenie do stabilizacji obu zaburzeń, w tym przede wszystkim odtrucie, gdyż podjęcie leczenia choroby psychicznej nie jest możliwe, dopóki uzależnienie jest aktywne. W związku z tym w zależności od potrzeb pacjenta pobyt w oddziale można też przedłużyć. Jest to dobry moment na rozpoczęcie psychoedukacji, czyli uświadomienia pacjenta co do natury jego zaburzeń, naukę rozpoznawania nawrotu choroby. Pacjenci bardzo często bronią się przed pobytem w ośrodku stacjonarnym w związku z towarzyszącymi lękami i obawami. Podczas pobytu w ośrodku krótkoterminowym pacjent może oswoić się z procesem terapeutycznym.
 
W naszym oddziale pacjenci mają możliwość pracy zarówno grupowej. jak i indywidualnej. Każdy pacjent ma przypisanego swojego psychoterapeutę, który pozostaje do jego dyspozycji w trakcie całego pobytu. Jednak główna praca prowadzona jest na zajęciach i warsztatach grupowych, co pozwala na obserwację relacji pacjenta w kontaktach społecznych z innymi pacjentami i z terapeutami. Dzięki temu, że w oddziale jednorazowo przebywa maksymalnie 8 pacjentów, nasze grupy terapeutyczne są kameralne, co umożliwia maksymalne skupienie uwagi terapeutów na każdym pacjencie – dodaje Kinga Rochala.
 
Po zakończeniu terapii krótkoterminowej w Oddziale pacjent otrzymuje skierowanie na terapię długoterminową, najlepiej w specjalnym ośrodku adaptacyjnym dla osób z podwójną diagnozą, gdzie pacjent uczy się nowych zasad funkcjonowania a także tego, jak wyznaczać sobie granice. Długotrwały pobyt w takim ośrodku, który może trwać 6-24 miesięcy i wiąże się z wielomiesięcznym wyrwaniem ze środowiska domowego, nie zawsze jednak jest możliwy. Dlatego istnieje też możliwość kontynuowania terapii w warunkach ambulatoryjnych w Szpitalu Allenort i w ośrodkach terapeutycznych Klinik Terapii Allenort, a wkrótce dostępna będzie też opcja psychoterapii grupowej dla osób uzależnionych. Wsparcie innych osób, doświadczających podobnych problemów pomaga w utrzymaniu abstynencji i życia według nowych, sztywnych zasad nawet wtedy, gdy pacjent wraca codziennie do swojego środowiska.
 
Oddział Psychoterapii Uzależnień przy Szpitalu Allenort zapewnia doskonałe warunki w pokojach jedno- i dwuosobowych z prywatną łazienką i pełnym wyposażeniem (klimatyzacja, miejsce do wypoczynku). Podobnie jak cały Szpital, Oddział jest do dyspozycji pacjentów 24 godziny na dobę, także w niedziele i święta.

źródło: Allenort