Medicalpress

W sezonie infekcyjnym jednocześnie krążą wirusy grypy, RSV czy SARS-CoV-2. Do tego dochodzą pneumokoki, które przy osłabieniu organizmu mogą działać bardziej inwazyjnie. Dla seniorów szczególnie groźne jest połączenie RSV i pneumokoków, które przyczyniają się do cięższego przebiegu zakażenia dolnych dróg oddechowych. Eksperci przestrzegają przed groźnymi powikłaniami i zachęcają do szczepień ochronnych.

– W przypadku pneumokoków czy RSV czynniki ryzyka, zachorowania i ciężkiego przebiegu są bardzo podobne. Częściej chorują osoby starsze, po 65. roku życia, jak również te, które już mają choroby serca, takie jak niewydolność, choroba wieńcowa, miażdżyca, cukrzyca, otyłość, ale też choroby dróg oddechowych, typu przewlekła obturacyjna choroba płuc lub astma. Gdy te osoby już zachorują, to niestety doświadczają dużo cięższego przebiegu tej choroby – mówi w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. Paweł Balsam z I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

RSV, syncytialny wirus oddechowy, jest powszechnym wirusem, który atakuje układ oddechowy. Przenosi się drogą kropelkową lub przez ręce i przedmioty zanieczyszczone wydzieliną z dróg oddechowych chorego.

Pneumokoki, czyli bakterie Streptococcus pneumoniae, często bytują w nosogardle i nie dają żadnych objawów. Jeśli jednak do organizmu wnika RSV, uszkadza on nabłonek dróg oddechowych, zaburza pracę oczyszczających go rzęsek i osłabia miejscową odporność. Pneumokoki łatwiej wtedy przylegają do komórek, szybciej się namnażają, intensywnie kolonizują nosogardło i mogą się przedostać do płuc.

– W przypadku infekcji, czy to RSV, czy pneumokokowego zapalenia płuc, najczęstsze są powikłania sercowo-naczyniowe. Może dojść do zaostrzenia niewydolności serca, ale też zwiększone jest ryzyko zawału, udaru mózgu, czyli incydentów niedokrwiennych w przebiegu tych chorób. Powikłaniem długoterminowym jest to, że pacjent po zachorowaniu niestety ma niższą wydolność niż przed nim. Bardziej się męczy, może mniej zrobić na co dzień, przejść krótszy dystans podczas spaceru, co wpływa na jakość jego życia – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Paweł Balsam.

Pneumokoki wywołują zapalenie płuc, które u seniora powoduje osłabienie, duszność, zaostrzenie chorób przewlekłych i oznacza leczenie w szpitalu. Najcięższą postacią zakażenia pneumokokami jest inwazyjna choroba pneumokokowa (IChP).

– Wirusy torują drogę bakteriom w układzie oddechowym i świetnym tego przykładem jest właśnie syncytialny wirus oddechowy, czyli RSV. Bardzo pomaga bakteriom, a w szczególności pneumokokom, penetrować układ oddechowy zakażonych osób. Wirus w toku infekcji niszczy część nabłonka, który wyścieła drogi oddechowe, zaburza w nich funkcje immunologiczne i prowadzi jeszcze szereg innych procesów, które bardzo sprzyjają bakteriom. Nawet jeżeli sama infekcja wirusowa nie jest powodem do zmartwień, nie powoduje bardzo istotnych objawów klinicznych, to niestety wtórnie, po pewnym czasie może się rozwinąć bardzo poważna bakteryjna infekcja pneumokokowa, prowadząca nawet do inwazyjnej choroby pneumokokowej, która jest stanem zagrażającym życiu – tłumaczy prof. dr hab. n. med. Piotr Rzymski z Katedry i Zakładu Medycyny Środowiskowej Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu.

W przebiegu choroby pneumokokowej bakterie przedostają się do krwi lub ośrodkowego układu nerwowego, wywołując m.in. sepsę lub zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. W 2025 roku zgłoszono w Polsce blisko 3,5 tys. takich przypadków. Według danych Krajowego Ośrodka Referencyjnego ds. Diagnostyki Bakteryjnych Zakażeń Ośrodkowego Układu Nerwowego (KOROUN) raportowana śmiertelność IChP wyniosła 34,8 proc., a najwyższy jej poziom obserwowano wśród osób powyżej 65. roku życia.

– Kolonizacja układu oddechowego przez pneumokoki może zachodzić przez cały rok, natomiast najcięższa postać zakażenia tymi bakteriami pod nazwą inwazyjnej choroby pneumokokowej ma tendencję do występowania sezonowego. Obserwujemy, że ten problem najbardziej nasila się po tym, gdy przejdą już fale infekcji grypowej, gdy zaczynają się rozwijać infekcje RSV-owe, co nam zresztą wskazuje wprost, że wirusy są jednym z czynników, który sprzyja tej chorobie – podkreśla prof. dr hab. n. med. Piotr Rzymski.

W sezonie 2025/2026 w Polsce zarejestrowano 278 hospitalizacji osób w wieku 65 lat i starszych z RSV jako rozpoznaniem głównym, co przełożyło się na 3,5 na 100 tys. osób w tej grupie wiekowej. Jednocześnie z powodu chorób pneumokokowych hospitalizowano blisko 4 tys. pacjentów, z czego ponad połowę (56,3 proc.) stanowiły osoby po 65. roku życia.

– Statystyki dotyczące RSV są budowane od kilku ostatnich lat. Dopiero od 2023 roku mamy obowiązek sprawozdawczości zakażenia, czyli potwierdzenie wirusa, w związku z czym dopiero od tego czasu możemy wiązać infekcję z tym, co się dzieje z pacjentem później. Coraz częściej mówimy o tym i pokazujemy, że sama infekcja nie kończy się w chwili wyzdrowienia, ustąpienia objawów i gorączki. Za pacjentem idzie niestety ryzyko sercowo-naczyniowe i płucne, ponieważ płuca też są uszkodzone i wymagają wielu miesięcy, zanim dojdzie do regeneracji nabłonka w drogach oddechowych – zaznacza prof. dr hab. n. med. Paweł Balsam.

Dla seniora ciężkie zakażenie spowodowane RSV lub pneumokokami może być początkiem problemów, które wykraczają poza układ oddechowy. Zaostrzenie chorób serca, płuc lub cukrzycy, długi pobyt w szpitalu i osłabienie po infekcji mogą utrudnić powrót do codziennych aktywności, zwiększyć zależność od bliskich, a nawet odebrać samodzielność. Ryzyko rośnie wraz z wiekiem i liczbą chorób współistniejących.

– Przy RSV trochę więcej infekcji występuje w okresie jesienno-zimowym, ale nie jest tak jak z grypą, że mamy nagły wzrost. Podobnie w przypadku pneumokoków, w ciągu roku jest bardzo podobna częstość zachorowania, w związku z czym każdy moment na zaszczepienie się na RSV i pneumokoki jest dobry, czy to jest jesień, zima, lato czy wiosna. Nie czekajmy, tylko to zróbmy, ponieważ po około dwóch tygodniach uzyskujemy odporność w przypadku RSV, a pneumokoków mniej więcej po miesiącu – podkreśla ekspert z I Katedry i Kliniki Kardiologii WUM.

Szczepienia przeciw RSV i pneumokokom, zalecane osobom dorosłym, chronią przed różnymi chorobami i nie zastępują się nawzajem. Zapobieganie jednemu patogenowi może jednak pośrednio ograniczać obciążenie drugim.

– Można dokonać koszczepienia, czyli gdy pójdziemy się zaszczepić na pneumokoki, możemy od razu na RSV. Jeżeli idziemy się szczepić na grypę co roku, to raz się doszczepmy na RSV, możemy też na pneumokoki, a możemy też odłożyć na przykład pneumokoki jeszcze za miesiąc jako kolejny element szczepienia – zaznacza prof. dr hab. n. med. Paweł Balsam. – Wrzesień i październik to są te dwa miesiące, kiedy najbardziej powinniśmy myśleć o szczepieniach, ponieważ wzrasta liczba wszelakich infekcji, grypy, grypopodobnych, paragryp, RSV i również wielu innych wirusów – dodaje.

Seniorzy mają do wyboru dwie szczepionki przeciw RSV. Pierwsza z nich to dwuwalentna (RSV-A i RSV-B) bez adjuwanta. Druga to monowalentna (RSV-A) z adjuwantem. Obie są w Polsce refundowane m.in. dla pacjentów 65+ bezpłatnie (lista S), a dla osób w grupie wiekowej 60–64 z 50-procentową odpłatnością.

– Jeżeli już podejmujemy decyzję, że idziemy się zaszczepić, szczepimy się przeciwko grypie, ponieważ to jest najlepszy moment, ale jednocześnie zaszczepmy się przeciwko RSV. To jest jedna dawka i jak dotąd nie mamy informacji, żebyśmy musieli ją powtarzać. Wiemy o tym, że co najmniej trzy lata jesteśmy zabezpieczeni przeciwko RSV. Co bardzo ważne, mamy mniejsze ryzyko zachorowania, a nawet jeśli zachorujemy, to przebieg jest dużo łagodniejszy. To, że się zaszczepimy, nie znaczy, że na pewno nie zachorujemy. Możemy zachorować, ale nie będziemy mieli powikłań sercowo-naczyniowych – tłumaczy ekspert.

– Naturalna infekcja RSV bardzo słabo chroni przed kolejną, nawet w przebiegu jednego sezonu epidemicznego obserwuje się ponowne. Naturalnej infekcji RSV nie można więc traktować jako szczepionki, która jest tak zaprojektowana, żeby wywoływać długotrwałą ochronę, co odróżnia ją od tych przeciw grypie czy COVID-19, które wymagają ponownego podawania co sezon – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Piotr Rzymski.

Seniorzy mogą się również zaszczepić przeciw pneumokokom. Wśród dostępnych znajdują się aktualnie trzy. Trzynastowalentna skoniugowana szczepionka przeciw pneumokokom (bezpłatna dla osób w wieku 65 lat i starszych z określonymi czynnikami ryzyka), 20-walentna skoniugowana szczepionka przeciw pneumokokom oraz 21-walentna skoniugowana szczepionka przeciw pneumokokom.

– W przypadku szczepień przeciw pneumokokom sprawa też jest dosyć wygodna, ponieważ tutaj stosujemy jeden schemat szczepienia u osób dorosłych. Najczęściej są to osoby starsze, w wieku 65+, z pewnymi obciążeniami. Jest on wystarczający, żeby zapewnić trwałą ochronę. Nie ma potrzeby cyklicznego doszczepiania się – podkreśla ekspert z  Katedry i Zakładu Medycyny Środowiskowej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Źródło: Newseria

Pacjenci z wieloma chorobami przewlekłymi są bardziej narażeni na zakażenia i ich ciężki przebieg. Infekcja może zaburzyć kontrolę cukrzycy, zaostrzyć astmę lub POChP, a niekiedy doprowadzić do hospitalizacji. Wbrew częstym obawom wielochorobowość nie jest argumentem przeciw szczepieniom. Zdaniem ekspertów to właśnie tacy pacjenci szczególnie potrzebują ochrony przed infekcjami.

– Im więcej pacjent ma chorób przewlekłych i im gorszy jest jego ogólny stan zdrowia, tym większa jest jego podatność na infekcje. Wiele osób myśli jednak, że skoro ma tak dużo chorób i przyjmuje kilkanaście leków, to jest zbyt chory, żeby się zaszczepić. Jest dokładnie odwrotnie. Im więcej chorób współistniejących, tym większa potrzeba szczepień, ponieważ odporność takiego pacjenta jest słabsza – mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak, diabetolog i internista, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym.

Wielochorobowość, czyli współwystępowanie u jednej osoby co najmniej dwóch chorób przewlekłych, jest wyzwaniem zarówno dla pacjentów, jak i systemu opieki zdrowotnej. Wymaga ciągłej i skoordynowanej opieki, najczęściej prowadzonej przez lekarza POZ. Z międzynarodowego badania PaRIS, przeprowadzonego przez OECD, wynika, że 82 proc. osób w wieku co najmniej 45 lat korzystających z podstawowej opieki zdrowotnej ma przynajmniej jedną chorobę przewlekłą, a 54 proc. – co najmniej dwie. Pacjenci z wielochorobowością gorzej oceniają jakość swojego życia i przyjmują wiele leków, co utrudnia im codzienne stosowanie się do zaleceń terapeutycznych.

W Polsce skala problemu wyraźnie rośnie wraz z wiekiem. Według badania PolSenior2 wielochorobowość dotyczy ok. 70 proc. osób w wieku 60–64 lat i 90 proc. osób 90-letnich. Mediana liczby chorób przewlekłych wynosiła trzy. Ponad połowa osób po 60. roku życia przyjmowała co najmniej pięć leków dziennie, a 12 proc. – co najmniej 10.

– U pacjentów z chorobami przewlekłymi, w tym z cukrzycą, infekcje mogą mieć cięższy przebieg. Szczepienia nie zawsze całkowicie zapobiegają zakażeniu, ale jeśli do niego dojdzie, mogą złagodzić przebieg choroby – dodaje Monika Kaczmarek, prezes Zarządu Głównego Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

– Każda infekcja może zaburzyć stan równowagi, który udało się osiągnąć u pacjenta z chorobą przewlekłą. Dobrze widać to w przypadku cukrzycy. Gorączka, ból i stres związane z zakażeniem powodują wzrost poziomu glukozy i utrudniają kontrolę choroby. W ostrym okresie choroby część pacjentów z cukrzycą wymaga hospitalizacji. Bardzo dotkliwy może być półpasiec, ponieważ towarzyszący mu ból nerwowy niekiedy utrzymuje się przez kilka miesięcy. Jedyną skuteczną profilaktyką są szczepienia. W przypadku półpaśca mamy obserwacje 11-letnie. Wynika z nich, że 90 proc. pacjentów zaszczepionych na półpaśca nie rozwija choroby przez 11 lat, więc jest to bardzo duża skuteczność – wyjaśnia prof. Leszek Czupryniak.

Ryzyko związane z infekcją zależy nie tylko od liczby chorób przewlekłych, lecz także od tego, jakie schorzenia występują jednocześnie. Z badania opublikowanego w 2026 roku w czasopiśmie „Age and Ageing” wynika, że wśród osób starszych wielochorobowość zwiększa ryzyko hospitalizacji z powodu zakażeń dolnych dróg oddechowych oraz ponownego przyjęcia do szpitala z dowolnej przyczyny w ciągu 30 dni. Z hospitalizacjami z powodu takich infekcji szczególnie wiązało się współwystępowanie chorób kardiometabolicznych, m.in. niewydolności serca i cukrzycy.

– Chorzy na przewlekłe choroby układu oddechowego są zdecydowanie bardziej narażeni na cięższy przebieg infekcji, które u osób zdrowych mogą mieć łagodny charakter. U pacjentów, u których stan zapalny obejmuje już górne lub dolne drogi oddechowe, odporność miejscowa jest osłabiona. Z tego powodu infekcje przebiegają ciężej i częściej prowadzą do niekorzystnych konsekwencji – podkreśla dr hab. n. med. Aleksandra Kucharczyk z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii, Alergologii, Immunologii Klinicznej i Chorób Rzadkich Wojskowego Instytutu Medycznego.

Infekcje dróg oddechowych należą do najczęstszych przyczyn zaostrzeń astmy i POChP. Mogą nasilać duszność, kaszel i ograniczenie przepływu powietrza, a w cięższych przypadkach prowadzić do hospitalizacji. Opublikowany w 2026 roku przegląd badań ECDC wskazuje na związek między przewlekłymi chorobami płuc, zwłaszcza POChP, a ryzykiem ciężkiego przebiegu zakażenia RSV u dorosłych.

– Szczepienia są ważnym elementem prawidłowego postępowania u pacjentów z przewlekłymi chorobami układu oddechowego, przede wszystkim z astmą i POChP. Uwzględniają je zarówno wytyczne GINA dotyczące leczenia astmy, jak i zalecenia GOLD odnoszące się do POChP. Lekarze powinni o nich pamiętać i zalecać je pacjentom – podkreśla dr hab. Aleksandra Kucharczyk.

Zakres zalecanej profilaktyki zależy nie tylko od wieku pacjenta, lecz także od jego chorób, przyjmowanych leków i dotychczas wykonanych szczepień. Kalendarz szczepień dorosłych opracowany przez ekspertów uwzględnia zalecenia dostosowane m.in. do potrzeb osób z cukrzycą, przewlekłymi chorobami serca, płuc, nerek i wątroby oraz zaburzeniami odporności. Dlatego też decyzja o szczepieniach powinna być poprzedzona oceną całego stanu zdrowia pacjenta, a nie każdej choroby oddzielnie.

– Pacjenci obciążeni chorobami przewlekłymi to grupa, którą w szczególny sposób obejmujemy opieką. Częściej trafiają do szpitala i zgłaszają się do lekarza z powodu zaostrzenia choroby. Dlatego tak ważne jest sprawdzanie ich statusu szczepień, choć podczas wizyty nie zawsze wystarcza na to czasu. Pomocne byłyby automatyczne przypomnienia, dzisiaj sztuczna inteligencja może podpowiadać lekarzowi, którego pacjenta należy zakwalifikować do szczepienia. Każda wizyta, również rutynowa, może być jednak dobrą okazją, żeby poruszyć temat profilaktyki, w tym szczepień – mówi dr n. med. Justyna Tymińska z Wydziału Medycznego Uczelni Łazarskiego, członkini zarządu Oddziału Mazowieckiego Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej.

Źródło: Newseria

Zbliża się kolejny sezon zakażeń RSV, a znaczna część najmłodszych dzieci nadal pozostaje bez bezpośredniej ochrony przed ciężkim przebiegiem infekcji. W Polsce działa program profilaktyki dla wybranych grup ryzyka, bezpłatnie szczepione przeciw RSV mogą być m.in. wcześniaki oraz kobiety w ciąży. Dostępne jest również długodziałające przeciwciało monoklonalne. To ostatnie rodzice muszą jednak obecnie sfinansować samodzielnie. Eksperci podkreślają, że największym wyzwaniem pozostaje ochrona niemowląt, które nie kwalifikują się do programu B.40 i nie uzyskały ochrony dzięki szczepieniu matki.

RSV (syncytialny wirus oddechowy) jest szczególnym zagrożeniem dla najmłodszych dzieci. Zakażenie może początkowo wyglądać niegroźnie – od kataru czy kaszlu – a następnie w krótkim czasie doprowadzić do poważnych problemów z oddychaniem.

– Ta choroba przebiega bardzo podstępnie. Nawet jeśli pierwszego dnia dziecko przyjdzie z katarem czy kaszlem do pediatry, w drugiej, trzeciej dobie może dojść do niewydolności oddechowej. Ten przebieg u najmłodszych dzieci, w pierwszym kwartale życia, jest najcięższy – mówiła prof. Teresa Jackowska, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka poświęconego profilaktyce zakażeń RSV.

Doświadczenia rodziców pokazują, jak szybko może zmienić się stan niemowlęcia.

– W ciągu trzech dni stan Mai zmienił się tak drastycznie, że stwierdziłam, że pojadę do szpitala. Maja zaczęła bardzo ciężko oddychać, nie oddychała w ogóle przez nos. […] Podczas RSV dzieci mają takie straszne napady kaszlu, które trwają 2–3 minuty, podczas których nie mogą odkaszlnąć i nie mogą oddychać. To było przerażające dla mnie. […] Leżałyśmy dwa tygodnie w szpitalu – opowiadała mama Mai.

Do szpitali trafiają przede wszystkim najmłodsze dzieci

Skalę problemu pokazują dane przedstawione podczas posiedzenia. Jak wskazał prof. Marcin Czech z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, w 2025 roku odnotowano 14 982 hospitalizacje z powodu RSV wśród dzieci do 2. roku życia. Łączny koszt ich leczenia szpitalnego wyniósł około 105 mln zł, a najmłodsze dzieci odpowiadały za blisko 61 proc. wszystkich hospitalizacji związanych z RSV.

Dane z programu „Prevent RSV”, obejmującego 21 oddziałów pediatrycznych w Polsce, wskazują, że liczba hospitalizacji w monitorowanych placówkach nie maleje i utrzymuje się na poziomie około tysiąca w sezonie.

Prawie 90 proc. hospitalizowanych w rejestrze stanowią dzieci poniżej 2. roku życia. Najdłuższego pobytu w szpitalu wymagają najmłodsze niemowlęta.

– Ci najmniejsi pacjenci, którzy mają miesiąc, dwa, trzy, cztery miesiące, wymagają najdłuższej hospitalizacji. To jest mediana 8 i więcej dni. – wskazał prof. Jan Mazela, neonatolog, pediatra, koordynator programu „Prevent RSV”..

Ciężkie zakażenie nie dotyczy wyłącznie wcześniaków

Jednym z najważniejszych problemów pozostaje fakt, że do szpitali trafiają nie tylko wcześniaki czy dzieci z chorobami zwiększającymi ryzyko ciężkiego przebiegu RSV. Znaczną część hospitalizowanych stanowią dzieci, które przed zakażeniem nie miały rozpoznanych czynników ryzyka.

W Polsce od 2008 roku funkcjonuje program lekowy B.40, w którym stosowany jest paliwizumab – krótkodziałające przeciwciało monoklonalne przeznaczone dla określonych grup dzieci obciążonych zwiększonym ryzykiem ciężkiego zakażenia RSV. Program był przez lata stopniowo rozszerzany, jednak nadal obejmuje jedynie niewielką część populacji.

Dane przedstawione przez ekspertów pokazują jednocześnie, że w chronionych grupach hospitalizacje z powodu RSV należą do rzadkości.

– Dane wskazują na to, że dzieci te, mimo największego narażenia, nie chorowały ciężko i nie wymagały hospitalizacji. To pokazuje, że immunizacja, którą im oferowaliśmy, jest skuteczna – podkreśliła prof. Ewa Helwich z Instytutu Matki i Dziecka. 

Profilaktyka ma szczególne znaczenie, bo nie ma leczenia przyczynowego

Znaczenie profilaktyki wynika również z ograniczonych możliwości leczenia dziecka, które już zachoruje. Postępowanie w ciężkim zakażeniu RSV ma przede wszystkim charakter objawowy i wspomagający – obejmuje m.in. tlenoterapię i, w zależności od stanu pacjenta, różne formy wspomagania oddychania.

– Profilaktyka jest dlatego taka ważna, że pomimo upływu czasu i starań niestety nie mamy nowych metod terapeutycznych i postępowanie w sytuacji, w której dojdzie już do zakażenia, szczególnie do jego ciężkich postaci, skupia się na leczeniu zachowawczym – podkreślił prof. Tomasz Szczapa, konsultant krajowy w dziedzinie neonatologii i prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego.

Dane z rejestru „Prevent RSV” wskazują ponadto, że około połowa hospitalizowanych dzieci otrzymywała antybiotyki, mimo że zakażenie RSV ma etiologię wirusową.

– Praktycznie 50 proc. otrzymuje antybiotyki. […] To jest leczenie wspomagające, a nie leczenie przyczynowe, bo takiego nie ma, więc jeżeli byśmy mogli mieć skuteczną profilaktykę, moglibyśmy uniknąć takiej terapii – powiedział prof. Jan Mazela.

Jak można dziś chronić niemowlęta przed RSV?

Obecnie dostępnych jest kilka sposobów profilaktyki. Dzieci należące do określonych grup ryzyka mogą korzystać z programu B.40. Drugą możliwością jest szczepienie kobiety w ciąży – wytworzone przez matkę przeciwciała są przekazywane dziecku i zapewniają mu ochronę w pierwszych miesiącach życia.

Problem polega na tym, że nie wszystkie kobiety korzystają ze szczepienia, a nie każde dziecko może uzyskać w ten sposób odpowiednią ochronę.

Trzecią możliwością jest nirsewimab – długodziałające przeciwciało monoklonalne, którego pojedyncze podanie może zapewnić ochronę przez sezon RSV. Preparat jest dostępny w Polsce, ale poza obecnym systemem publicznego finansowania rodzice muszą pokryć jego koszt samodzielnie.

Eksperci podkreślają, że szczepienie kobiety w ciąży i podawanie przeciwciał niemowlętom nie powinny być traktowane jako konkurencyjne strategie.

– To, o co zabiegamy już od dłuższego czasu, kolejny sezon, mógłbym powiedzieć, to kwestia zabezpieczenia tej części populacji, która obecnie dostępu do tych metod zapobiegania zakażeniom nie ma. Przy czym wydaje się, że te metody wszystkie, o których powiedziałem, są do siebie komplementarne. Idealny jest taki model, w którym moglibyśmy zarówno ze szczepień korzystać, które są już dostępne, ale jednocześnie też u tych dzieci, których matki zaszczepione nie były, mieć możliwość podania długodziałających przeciwciał monoklonalnych – powiedział prof. Tomasz Szczapa.

Nirsewimab z pozytywnymi rekomendacjami AOTMiT

W ostatnich tygodniach nastąpił istotny krok w kierunku możliwego rozszerzenia dostępu do tej formy profilaktyki. Prezes AOTMiT wydał dwie pozytywne rekomendacje dotyczące objęcia refundacją nirsewimabu: w ramach programu lekowego B.40 dla dzieci urodzonych w sezonie RSV oraz w ramach refundacji aptecznej dla noworodków i niemowląt urodzonych poza sezonem, w pierwszym dla nich sezonie zakażeń RSV. 

– Ta ocena jest rzeczywiście pozytywna, natomiast jest tam zastrzeżenie odnośnie obniżenia ceny zbytu netto, więc tutaj to już jest poniekąd po stronie producenta, a poniekąd po stronie Ministerstwa Zdrowia, jak te negocjacje przebiegną – mówiła Katarzyna Skrętowska-Szyszko, dyrektorka Zespołu Zdrowia w Biurze Rzeczniczki Praw Dziecka.

Na razie nie oznacza to jednak decyzji o objęciu preparatu refundacją.

– Z naszej perspektywy czekamy. Ja jednak liczę na to, że to się zakończy pozytywnie. Oczywiście nikt z nas tutaj nie ma żadnej pewności i gwarancji co do tego – podkreśliła Katarzyna Skrętowska-Szyszko.

Przedstawicielki Koalicji dla Wcześniaka relacjonowały podczas posiedzenia, że w czasie niedawnego spotkania w Ministerstwie Zdrowia styczeń 2027 roku miał zostać wskazany jako najwcześniejszy możliwy termin uruchomienia finansowania. Termin ten nie został jednak oficjalnie potwierdzony, a według relacji uczestniczek spotkania jego realizacja zależy od przebiegu negocjacji.

Profilaktyka kosztuje, ale hospitalizacje również

Argumentem w dyskusji o rozszerzeniu profilaktyki są także koszty ponoszone przez system ochrony zdrowia. Według danych przedstawionych przez prof. Marcina Czecha hospitalizacje dzieci do 2. roku życia z powodu RSV kosztowały w 2025 roku około 105 mln zł.

Ekspert wskazywał również na doświadczenia państw, w których po wprowadzeniu szerokiej profilaktyki obserwowano znaczące zmniejszenie liczby hospitalizacji.

– Mamy dane pochodzące z różnych krajów mówiące o tym, że immunizacja połączona ze szczepieniami ochronnymi, czyli profilaktyka pierwotna zakażenia RSV, jest korzystna dla systemu. Obserwujemy w wielu krajach europejskich i pozaeuropejskich znaczną redukcję hospitalizacji, która sięga nawet ponad 80 proc. – mówił prof. Marcin Czech.

Zwracał jednocześnie uwagę, że ocena profilaktyki powinna uwzględniać zarówno wydatki związane z jej finansowaniem, jak i możliwe efekty zdrowotne oraz koszty hospitalizacji, których można uniknąć.

– Po stronie efektów to jest działanie niesłychanie skuteczne, obarczone bardzo niewielkim ryzykiem działań niepożądanych. […] Także zarówno po stronie kosztów, jak i po stronie efektów widać, że jest to godne rozważenia – powiedział prof. Marcin Czech.

Edukacja potrzebna, ale nie zastąpi dostępu

Osobnym problemem pozostaje wiedza rodziców o RSV i dostępnych możliwościach profilaktyki. Biuro Rzecznika Praw Pacjenta zwracało uwagę, że informacja powinna docierać do kobiet już podczas ciąży, a nie dopiero wtedy, gdy chore dziecko trafia do lekarza czy szpitala.

– Prawo do informacji powinno już być w gabinecie, kiedy przychodzi kobieta w ciąży. […] Jeżeli jest wyszczepialność około 30 proc. kobiet w ciąży, to gdzieś ta informacja ucieka, czyli gdzieś ta pacjentka nie dostaje informacji – mówiła Marzanna Bieńkowska, zastępca dyrektora Departamentu Współpracy w Biurze Rzecznika Praw Pacjenta.

Przedstawiciele NFZ wskazywali na możliwość większego wykorzystania podstawowej opieki zdrowotnej oraz edukacji przedporodowej. Fundusz zapowiedział również dalsze działania informacyjne dotyczące RSV w okresie zimowym.

– Na pewno będziemy również uwzględniać i kontynuować nasze działania. Planując tematykę kampanii edukacyjnych na przede wszystkim ten okres zimowy, będziemy w podejmowanych działaniach podkreślać właśnie wagę profilaktyki RSV – powiedziała Irena Łaba z Departamentu Obsługi Klientów i Profilaktyki NFZ.

Eksperci zwracali jednak uwagę, że sama edukacja nie rozwiąże problemu, jeśli za informacją o skutecznej profilaktyce nie idzie możliwość skorzystania z niej w ramach publicznego systemu.

– Edukacja kobiet w ciąży jest na pewno niedostateczna i my to widzimy, ale tutaj mamy odnośnik do konkretnego, bezpłatnego produktu. Natomiast […] do jakiego produktu mamy odnieść naszą edukację, jeżeli tego produktu nie mamy? […] Nie możemy odnieść do tego, żeby rodzice z własnych funduszy sobie tę profilaktykę zafundowali – mówiła prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezeska Fundacji Koalicja dla Wcześniaka.

Przed kolejnym sezonem RSV Polska dysponuje więc kilkoma możliwościami ochrony najmłodszych dzieci, ale nadal nie tworzą one systemu obejmującego wszystkie niemowlęta. Po pozytywnych, warunkowych rekomendacjach AOTMiT dalszy etap zależy od procesu refundacyjnego i warunków finansowych. Do czasu jego zakończenia część rodziców nadal będzie mogła skorzystać z długodziałającego przeciwciała jedynie odpłatnie.

Źródło: posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka „Profilaktyka zakażeń wirusem RSV”, 16 września 2026 r.; AOTMiT – zlecenia nr 52/2026 i 53/2026.
Redakcja: Medicalpress

W sezonie 2026/2027 zapewniona zostanie możliwość skorzystania z bezpłatnych, zalecanych szczepień przeciw COVID-19 – poinformowało w poniedziałek Ministerstwo Zdrowia. Resort przypomniał, że jednoczesne przyjęcie szczepionki przeciw COVID-19 i grypie jest bezpieczne.

Jak wskazali specjaliści, to nieprawda, że kobiety w ciąży nie powinny się szczepić, bo to może negatywnie wpłynąć na rozwój płodu albo grozi poronieniem. Zaprzeczają temu wieloletnie międzynarodowe badania naukowe. Jednoznacznie potwierdzają one, że podawanie kobietom ciężarnym szczepionek inaktywowanych (tzw. „zabitych”) jest w pełni bezpieczne zarówno dla matki, jak i dla rozwijającego się dziecka.

Szczepienia kobiet w ciąży preparatami inaktywowanymi zalecają Polskie Towarzystwo Ginekologów i Położników w porozumieniu z Polskim Towarzystwem Wakcynologii oraz Polskim Towarzystwem Lekarzy Medycyny Rodzinnej. Zalecenia te dotyczą szczepionek przeciwko grypie sezonowej, wirusowi układu oddechowego RS oraz krztuścowi i Covid-19.

Eksperci ostrzegają, że groźne jest zachorowanie podczas ciąży na poważną chorobę zakaźną, taką jak grypę czy RSV, a nie samo szczepienie. Infekcja tego rodzaju zagraża zarówno prawidłowemu rozwojowi płodu, jak i znacznie zwiększa ryzyko utraty ciąży. – Szczepienie przeciwko grypie o 40 proc. zmniejsza ryzyko hospitalizacji związanej z tą chorobą u kobiet w ciąży – zaznacza prof. Aneta Nitsch-Osuch, kierownik Zakładu Medycyny Społecznej Zdrowia Publicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Specjalistka przekonuje, że szczepienie w czasie ciąży chroni matkę, a przy okazji poprzez łożysko przekazuje dziecku bierną ochronę. Dzięki temu dziecko już w pierwszych miesiącach po narodzinach może być odporne na infekcje.

Z danych przedstawionych przez prof. Nitsch-Osuch podczas konferencji „Gotowi na sezon” wynika, że szczepienie przeciwko RSV o 81,8 proc. zmniejsza ryzyko rozwinięcia się ciężkiej choroby dolnych dróg oddechowych u niemowląt w pierwszych 90 dniach jego życia. Z kolei w przypadku zaszczepienia przeciwko krztuścowi, ryzyko tej choroby zmniejsza się u noworodka o 90 proc. również w pierwszych trzech miesiącach życia.

Specjaliści Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych zaznaczają, że szczepienia u kobiet w ciąży przeciwko grypie, wirusowi układu oddechowego RS oraz krztuścowi i Covid-19 są bezpłatne.

W przypadku grypy szczepienie można wykonać w dowolnym trymestrze ciąży. Podobnie można się zaszczepić przeciwko Covid-19, bardziej jednak preferowany jest drugi i trzeci trymestr ciąży. Pozostałe dwa szczepienia należy przeprowadzić w określonym czasie. Preparat przeciwko RSV należy podać między 24. i 36. tygodniem ciąży, a przeciwko krztuścowi – między 27. i 36. tygodniem ciąży.

– Zapewnia to bierną ochronę niemowlęcia przed ciężkim RSV od urodzenia do nawet około 6. miesiąca życia – twierdzi dr Ilona Małecka z Katedry i Zakładu Profilaktyki Zdrowotnej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Dodaje, że w przypadku krztuśca szczepienie gwarantuje ochronę, kiedy zakażenie to jest dla noworodka szczególnie niebezpieczne, zanim jeszcze zostaną u niego rozpoczęte szczepienia.

Źródło: Nauka w Polsce

AOTMiT w analizie z 2024 roku podał, że osoby po 65. roku życia stanowiły 90 proc. dorosłych hospitalizowanych z powodu RSV w Polsce.Z bezpłatnych szczepień przeciw RSV skorzystało dotychczas ok. 6,9 proc. osób 65+. Program działa od kwietnia 2025 roku, a planowane zmiany na liście bezpłatnych leków dla seniorów mogą objąć także to szczepienie. Eksperci przestrzegają, że u osób starszych RSV może prowadzić do hospitalizacji, zaostrzenia chorób przewlekłych i utraty wcześniejszej sprawności. Początek sezonu infekcyjnego to dobry moment na szczepienie, które można przyjąć razem ze szczepionką przeciw grypie. 

– Początek sezonu infekcyjnego, czyli wrzesień, październik, to moment, kiedy powinniśmy pomyśleć o szczepieniu na grypę, ale również można wtedy pacjenta zaszczepić na RSV. Liczba infekcji wzrasta, w związku z czym trzeba pacjenta zabezpieczyć, żeby w tym najgorszym okresie nie trafił na zakażenie, które może doprowadzić do zaostrzenia choroby kardiologicznej, takiej jak niewydolność serca czy choroba wieńcowa, albo zwiększyć liczbę napadów migotania przedsionków – mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Paweł Balsam, kierownik Oddziału Klinicznego Elektrokardiologii Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM.

Szczepienie przeciw RSV można przyjąć podczas tej samej wizyty co szczepienie przeciw grypie. Preparaty podaje się w dwa różne miejsca, bez konieczności zachowywania odstępu między szczepieniami.

– Koadministracja szczepień przeciwko RSV i grypie ma duże uzasadnienie, bo ułatwia logistycznie życie pacjenta. Nie musi dwa razy iść do apteki, wykupować szczepionki, nie musi dwa razy iść na szczepienie. Odbywa się to za jednym razem, oczywiście w oddzielne miejsca, i dzięki temu mamy zabezpieczone dwie jednostki chorobowe jednocześnie – mówi prof. Paweł Balsam.

W pierwszych 14 tygodniach 2026 roku w Polsce zarejestrowano 102,2 tys. zakażeń RSV. Rok wcześniej w tym samym okresie było ich 141,6 tys. GIS wskazuje, że rzeczywista liczba zachorowań może być wyższa ze względu na niepełne raportowanie.

RSV (respiratory syncytial virus), czyli syncytialny wirus oddechowy, wywołuje zakażenia dróg oddechowych u osób w każdym wieku, ale na ciężki przebieg szczególnie narażeni są seniorzy. Ryzyko rośnie wraz z wiekiem oraz w przypadku współistnienia chorób przewlekłych.

– Zakażenie wirusem RSV u osób po 65. roku życia wiąże się z dużo gorszym rokowaniem. Wynika to z obniżonej odporności, a dodatkowo bardzo często współistnieją u tych osób choroby sercowo-naczyniowe: nadciśnienie tętnicze, migotanie przedsionków, niewydolność serca czy choroba wieńcowa. Infekcja RSV sprzyja dekompensacji i zaostrzeniu tych chorób. Bardzo często pacjent po takiej infekcji nie wraca już do swojej wyjściowej wydolności fizycznej. Dlatego te infekcje u osób starszych przebiegają dużo gorzej i niestety mogą kończyć się nawet zgonem – wskazuje prof. Paweł Balsam.

AOTMiT w analizie z 2024 roku podał, że osoby po 65. roku życia stanowiły 90 proc. dorosłych hospitalizowanych z powodu RSV w Polsce.

– RSV to potencjalnie groźna infekcja układu oddechowego, która może znacznie pogorszyć stan ogólny pacjenta. Śmiertelność wewnątrzszpitalna wśród osób po 60. roku życia wynosi 6–8 proc., czyli nawet trochę więcej niż w przypadku grypy. O grypie wszystko wiemy, grypy się boimy, a RSV nie, bo kojarzy się z chorobą dziecięcą. Tak nie jest. Duża część osób w przebiegu tej infekcji doznaje znacznego pogorszenia stanu zdrowia i wymaga hospitalizacji – mówi prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM.

Szczepienie przeciw RSV zmniejsza ryzyko ciężkiego przebiegu zakażenia i jego powikłań, które u osób starszych mogą zagrażać życiu. W poprzednim sezonie przeciw grypie zaszczepiło się 2,3 mln osób, a w grupie 65+ odsetek zaszczepionych wyniósł ok. 16 proc. Od kwietnia 2025 roku szczepienie przeciw RSV jest bezpłatne dla osób od 65. roku życia, ale dotychczas skorzystało z niego ok. 500 tys. osób, czyli niespełna 7 proc. tej populacji.

Dane z badań prowadzonych w innych krajach wskazują również na wpływ szczepień przeciw RSV na liczbę hospitalizacji z przyczyn oddechowych i sercowo-płucnych.

– Szczepienie przeciwko RSV powoduje, że wszystkich zdarzeń powodujących hospitalizację z powodu chorób układu oddechowego jest w tej wrażliwej populacji o 10 proc. mniej, a wszystkich zdarzeń dotyczących układu sercowo-płucnego – o 15 proc. mniej. To oznacza, że dzięki szczepieniu przeciwko RSV możemy mieć o 10 proc. mniej hospitalizacji z przyczyn zakażeń układu oddechowego i o jedną szóstą mniej z przyczyn sercowo-płucnych. To jest bardzo dużo – mówi prof. dr hab. n. med. Ernest Kuchar, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem Obserwacyjnym WUM, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Wakcynologii.

W Szkocji w pierwszym sezonie szczepień przeciw RSV zaszczepiło się ok. 70 proc. uprawnionych seniorów, a liczba hospitalizacji związanych z RSV w tej grupie spadła o 62 proc. W sezonie 2025/2026 wyszczepialność nadal sięgała blisko 70 proc. Dane z Wielkiej Brytanii wskazują, że skuteczność szczepienia w zapobieganiu hospitalizacjom związanym z RSV u osób w wieku 75–79 lat wynosi ok. 75 proc.

Ministerstwo Zdrowia analizuje zmiany na liście bezpłatnych leków dla seniorów, które mogą objąć także szczepienie przeciw RSV.

– W przestrzeni medialnej pojawiły się informacje, że szczepienie przeciwko RSV, jednemu z najważniejszych patogenów układu oddechowego, groźnemu zwłaszcza dla osób starszych, ma być usunięte z listy 65+. Uważam, że to jest bardzo niepokojące – mówi prof. Ernest Kuchar. – To, co udało nam się dotychczas uzyskać, zawdzięczamy głównie temu, że szczepienia dla populacji 65+ są bezpłatne. Nowe szczepionki są drogie, podobnie jak nowe terapie, dlatego bariera cenowa jest chyba najważniejszą barierą, poza przekonaniem, w dostępie do szczepień. Bezpłatność była pierwszym krokiem, który był bardzo zachęcający.

Zasadność finansowania szczepień przeciw RSV oceniał AOTMiT. Agencja uznała je za uzasadnione w populacji osób 65+. W analizie opłacalności szczepień znaczenie mają nie tylko same zakażenia, ale również ich następstwa, w tym zaostrzenia chorób przewlekłych i związane z nimi hospitalizacje.

– Pieniędzy nigdy nie ma na wszystko i rząd powinien inwestować je w to, co z punktu widzenia zdrowia populacji jest najbardziej opłacalne. Dlatego powołano AOTMiT, która na zlecenie rządu przeprowadza takie analizy. To bardzo skomplikowany proces, bo szczepiąc przeciwko RSV, unikamy nie tylko samego zachorowania, ale też powikłań, które dla populacji senioralnej polegają przede wszystkim na rozchwianiu cukrzycy, zaostrzeniu POChP, choroby wieńcowej czy niewydolności krążenia. Trzeba też uwzględnić zgony, utratę jakości życia czy utratę samodzielności przez seniora – tłumaczy prof. Ernest Kuchar.

Szczepienia przeciw RSV można wykonać nie tylko w placówkach medycznych, ale również w aptekach. Od sierpnia 2025 roku farmaceuci mogą wystawiać recepty na szczepionki finansowane ze środków publicznych i podawać je na miejscu. Dotyczy to m.in. szczepień przeciw RSV i grypie. Zdaniem ekspertów przy niskiej wyszczepialności potrzebna jest także aktywna rekomendacja szczepień przez lekarzy.

– Jeśli pacjent zapyta, czy ma się zaszczepić, lekarz powinien powiedzieć „tak”, ale tak naprawdę kolejność powinna być częściej odwrotna. To lekarz powinien proaktywnie zapytać pacjenta, czy się szczepił, oceniając go pod kątem tego, co mu najbardziej grozi i co może go najbardziej zdekompensować w jego chorobach towarzyszących – mówi prof. Leszek Czupryniak. – Popełniamy wielki grzech zaniechania, nie rekomendując szczepionek tak często i tak wielu pacjentom, jak powinniśmy to robić.

Źródło: Newseria

Coraz więcej Polaków korzysta ze szczepień przeciw grypie, RSV czy półpaścowi. Eksperci podkreślają jednak, że poziom wyszczepialności dorosłych, szczególnie osób starszych, nadal jest niewystarczający. Zbliżający się sezon infekcyjny może być okazją nie tylko do szczepienia przeciw grypie, ale także do sprawdzenia szerszych potrzeb pacjenta w zakresie profilaktyki.

– Ostatni sezon infekcyjny był dość intensywny, jeśli chodzi o zachorowania dotyczące grypy. Zresztą w tym czasie jak zawsze jest ona najistotniejszym problemem zdrowotnym. Na drugim miejscu uplasowały się zakażenia RSV, które w dużej mierze dotyczyły dzieci do drugiego roku życia, ale nie możemy także zapominać, że duże obciążenie związane jest z osobami powyżej 65. roku życia. Jeśli chodzi o COVID-19, to w poprzednim sezonie sytuacja była umiarkowana, chociaż to nie oznacza, że nie obserwowaliśmy skoku zachorowań – mówi w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. z,Iwona Paradowska-Stankiewic konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii.

W sezonie 2025/2026 szczyt zachorowań na grypę przypadł na okres między 26 stycznia a 1 lutego 2026 roku, kiedy liczba przypadków na 100 tys. mieszkańców wyniosła 403,7. W przypadku RSV punkt kulminacyjny nastąpił między 9 a 15 marca 2026 roku (32,2). Tak wynika z raportu o chorobach zakaźnych, który powstał we współpracy Centrum e-Zdrowia (CeZ) z Głównym Inspektoratem Sanitarnym oraz Ministerstwem Zdrowia.

– To są główne problemy tzw. chorób infekcyjnych sezonowych, natomiast warto również podkreślić, że poza nimi istotne są także obciążenia występujące cały rok, dotyczące chociażby pneumokoków czy półpaśca. W związku z tym, że to jest całoroczny problem, liczba zachorowań jest bardzo różna. Tutaj duże obciążenie jest związane z osobami starszymi powyżej 65. roku życia – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Iwona Paradowska-Stankiewicz.

Liczba osób zaszczepionych na grypę wzrasta. Według danych CeZ w sezonie infekcyjnym 2025/2026 wyniosła ona 2,297 mln, podczas gdy rok wcześniej było to 1,8 mln, a dwa lata wcześniej – 1,643 mln.

– W odniesieniu do szczepień w ostatnim okresie obserwujemy dosyć pozytywną sytuację, czyli zwiększenie zainteresowania szczepieniami. Myślę o tych, które nie są realizowane w ramach kalendarza szczepień, tylko dotyczą osób dorosłych, w tym starszych. Te statystyki były bardzo dobre, ponieważ w poprzednim sezonie w porównaniu z jeszcze poprzednim o 28 proc. osób więcej skorzystało ze szczepień przeciw grypie. Oczywiście nie jest to jeszcze liczba zadowalająca, ponieważ to dało odsetek 6,2 proc. w skali populacji, w przypadku osób starszych było to 16 proc. z haczykiem – wyjaśnia konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii. – Oczekiwania i udowodnione naukowo informacje mówią o tym, że w przypadku osób starszych stan zaszczepienia powinien się kształtować na poziomie 75 proc., a więc mamy jeszcze dużo do zrobienia – dodaje.

Z ostatnich dostępnych danych Eurostatu wynika, że w Unii Europejskiej w 2023 roku przeciwko grypie sezonowej zaszczepiło się 47,1 proc. osób w wieku 65 lat i starszych.

– W odniesieniu do RSV sytuacja jest również bardzo korzystna. Było duże zainteresowanie tymi szczepieniami, zwłaszcza wśród osób starszych. Jak pamiętamy, zostały one wprowadzone z refundacją dopiero w zeszłym roku, więc w tym sezonie spodziewamy się również dużego zainteresowania – podkreśla dr hab. n. med. i n. o zdr. Iwona Paradowska-Stankiewicz. 

W przypadku szczepień przeciw RSV dostępne są dwa preparaty. Oba są bezpłatne dla osób w wieku 65 lat i starszych oraz objęte 50-proc. refundacją dla osób w wieku 60–64 lata. Na RSV w sezonie 2025/2026 zaszczepiło się nieco ponad 627 tys. Polaków, czyli o ponad pół miliona więcej niż rok wcześniej (71,9 tys.). Największe zainteresowanie wystąpiło w grupie wiekowej 70-74 (162,5 tys.).

– W przypadku półpaśca również jest większe zainteresowanie. Jeśli chodzi o pneumokoki, to tutaj pewnie czas pokaże, ale na pewno stan zaszczepienia powinien się poprawić, czyli zwiększy się zainteresowanie tymi szczepionkami wśród osób starszych – zaznacza konsultant krajowy w dziedzinie epidemiologii.

Po rozszerzeniu refundacji wyraźnie wzrosła również liczba szczepień przeciw półpaścowi. W 2025 roku zaszczepiło się ponad 177 tys. osób wobec niespełna 15 tys. rok wcześniej.

– Szczepienia są podstawą profilaktyki. To jest najbardziej kosztoefektywna i efektywna w sensie indywidualnym metoda profilaktyczna w całej medycynie. Mają one wartość nie tylko w sensie ochrony przed infekcją, ponieważ czasami nie chronią, ale chronią przed hospitalizacją, ciężkim przebiegiem. Czasami, jak ostatnio wiemy, również przed innymi konsekwencjami, nawet niezwiązanymi z samą infekcją, dlatego szczepienia powinniśmy promować u wszystkich, którzy są narażeni na ciężki przebieg choroby – uważa prof. dr hab. n. med. Krzysztof Tomasiewicz, prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych i Hepatologii z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Jak podkreśla prof. dr hab. n. med. Krzysztof Tomasiewicz, większość szczepionek można podawać wspólnie. 

– Pewne zasady łączenia oczywiście obowiązują, natomiast szczepienia, które są dostępne w tej chwili, mogą być stosowane jednego dnia. Podawane są oczywiście w różne miejsca, chyba że jest to szczepionka skojarzona, czyli preparaty, które zawierają różne szczepionki – zaznacza prezes Polskiego Towarzystwa Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych.

Bardzo istotna jest rozmowa lekarza z pacjentem i rozwiewanie obaw, np. związanych z wystąpieniem niepożądanych odczynów poszczepiennych.

– Najważniejsze jest to, żeby porozmawiać z pacjentem, żeby nie sięgnął do internetu i nie spotkał się z fake newsami – podkreśla dr n. med. Justyna Tymińska z Wydziału Medycznego Uczelni Łazarskiego, członek zarządu Oddziału Mazowieckiego Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej.

Dorośli pacjenci mogą się zaszczepić w aptekach, które podpisały umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia (NFZ) przeciw 18 chorobom, w tym m.in. grypie, pneumokokom, półpaścowi czy też COVID-19. Szczepionki w aptekach są bezpłatne, częściowo refundowane (np. w 50 proc.) lub pełnopłatne, w zależności od rodzaju szczepionki i wieku pacjenta.

– Kiedyś pacjent musiał pójść do lekarza, dostać receptę, wrócić do apteki, wykupić szczepionkę, po czym znowu wrócić do lekarza lub pielęgniarki, żeby się zaszczepić, czyli mieliśmy trzy kroki. W tej chwili pacjent ma wszystko w jednym kroku, czyli przychodzi do apteki i ma w tym samym miejscu kwalifikację, wystawioną receptę ze zniżką i podanie szczepionki z całą przysługującą refundacją, więc prościej już się po prostu nie da – wyjaśnia dr n. med. i n. o zdr. Marek Tomków, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.

Od 14 lutego 2025 roku zwiększono uprawnienia farmaceutów, którzy mogą wystawiać recepty na szczepienia zalecane i wykonywać je w aptekach. 

– Osiemnaście szczepień jest już w tej chwili refundowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Mówimy tu o kwalifikacji i samym podaniu szczepionki. Dodatkowo jest to 26 szczepień, które już można wykonać w aptece, od tych podstawowych, takich jak COVID-19, grypa czy szczepienie przeciwko RSV, po te, które są stosowane np. przeciwko chorobom egzotycznym. Jest to więc bardzo szeroka oferta i to wszystko jest dostępne dla pacjentów praktycznie od ręki. Te atuty przemawiają za tym, że pacjenci wybierają apteczne punkty szczepień – zaznacza dr n. med. i n. o zdr. Marek Tomków.

Obecnie w całej Polsce funkcjonuje 2440 aptecznych punktów szczepień, w których na przełomie 2025 i 2026 roku wykonano ok. 1,2 mln szczepień. Szacuje się, że codziennie w Polsce punkty apteczne odwiedza 2,5 mln osób.

Źródło: Newseria

RSV pozostaje jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji niemowląt w Polsce, a prawie 95 proc. dzieci hospitalizowanych z powodu zakażenia nie miało wcześniej czynników ryzyka ciężkiego przebiegu choroby. Przed kolejnym sezonem infekcyjnym eksperci zwracają uwagę, że gotowość systemu nie może oznaczać wyłącznie zabezpieczenia odpowiedniej liczby łóżek i personelu. Coraz większą rolę powinna odgrywać profilaktyka, pozwalająca zapobiegać ciężkim zakażeniom i hospitalizacjom najmłodszych dzieci.

O tym, jak skuteczniej chronić niemowlęta przed RSV, dyskutowali eksperci podczas konferencji „Czas na gotowość przed RSV”, zorganizowanej przez Fundację Instytutu Matki i Dziecka. Punktem wyjścia do rozmowy był raport „Kompas gotowości na RSV u niemowląt”, analizujący problem z perspektywy rodziców, personelu medycznego, szpitali oraz całego systemu ochrony zdrowia.

Jak wynika z przywołanych danych, prawie 95 proc. dzieci hospitalizowanych z powodu RSV nie wykazywało wcześniej żadnego z czynników ryzyka ciężkiego przebiegu zakażenia. Oznacza to, że problem nie dotyczy wyłącznie wcześniaków czy dzieci z chorobami współistniejącymi.

RSV nie jest zagrożeniem wyłącznie dla dzieci z grup ryzyka

RSV jest jednym z najważniejszych patogenów odpowiedzialnych za zakażenia dróg oddechowych u niemowląt. Szczególnie narażone na ciężki przebieg są najmłodsze dzieci, których układ oddechowy i odpornościowy nadal się rozwijają.

W ciężkich przypadkach zakażenie może prowadzić do zapalenia oskrzelików i niewydolności oddechowej wymagającej tlenoterapii, a czasami także wentylacji mechanicznej. Dodatkowym problemem jest wysoka zakaźność wirusa. Według danych przedstawionych podczas konferencji 54,8 proc. transmisji pochodzi z najbliższego otoczenia dziecka – od rodzeństwa, rodziców lub dziadków.

– Dla klinicysty sezon RSV jest jak powtarzająca się każdego roku klęska żywiołowa. Wiemy, że nadejdzie, ale nie wiemy, jak duża będzie jego skala. Nawet dzieci z pozornie łagodnymi objawami często wymagają obserwacji szpitalnej, ponieważ nie jesteśmy w stanie przewidzieć, u którego niemowlęcia stan gwałtownie się pogorszy. Dlatego profilaktyka ma dziś kluczowe znaczenie – mówi dr hab. n. med. Paweł Krajewski, kierownik Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka Instytutu Matki i Dziecka.

Ekspert zwraca również uwagę, że przygotowanie systemu na sezon RSV powinno coraz mocniej koncentrować się na zapobieganiu ciężkim zakażeniom:

– W Polsce nie funkcjonuje obecnie powszechny program profilaktyki RSV obejmujący wszystkie niemowlęta. Dotychczasowa ochrona z wykorzystaniem przeciwciał monoklonalnych koncentrowała się przede wszystkim na wybranych grupach dzieci szczególnie narażonych na ciężki przebieg zakażenia. Dyskusja o gotowości na kolejny sezon nie powinna zatem ograniczać się wyłącznie do pytania, czy system dysponuje wystarczającą liczbą łóżek i personelu. Równie istotne jest pytanie, ilu ciężkim zakażeniom i hospitalizacjom najmłodszych pacjentów można wcześniej zapobiec – podkreśla dr hab. n. med. Paweł Krajewski.

Ponad 94 tys. zakażeń RSV w ciągu roku

Skalę problemu pokazują dane epidemiologiczne przedstawione w „Kompasie gotowości na RSV u niemowląt”. Od 1 stycznia do 15 grudnia 2025 r. w Polsce odnotowano ponad 94 tys. przypadków RSV. Wśród dzieci do 2. roku życia liczba zakażeń wzrosła z ponad 18 tys. do ponad 33 tys.

Tak duża liczba zachorowań w stosunkowo krótkim okresie oznacza realne wyzwanie dla pediatrii. W szczycie sezonu oddziały pediatryczne oraz intensywnej terapii mogą pracować na granicy swoich możliwości. Większa liczba przyjęć obserwacyjnych oznacza zajęte łóżka i dodatkowe obciążenie personelu, a kumulacja RSV, grypy i COVID-19 może wpływać także na możliwość realizacji planowych hospitalizacji dzieci z innymi chorobami.

– Z perspektywy szpitala pediatrycznego każdy sezon infekcyjny jest dużym wyzwaniem organizacyjnym, ale przede wszystkim oznacza realne obciążenie dla dzieci, ich rodzin i personelu medycznego. RSV może w krótkim czasie doprowadzić do znacznego wzrostu liczby hospitalizacji najmłodszych pacjentów. Dlatego o przygotowaniu do sezonu powinniśmy myśleć nie tylko w kontekście zwiększania dostępności łóżek czy zabezpieczenia personelu, ale przede wszystkim poprzez skuteczną profilaktykę i ograniczanie liczby ciężkich zakażeń. Im więcej przypadków możemy przewidzieć i im większej liczbie hospitalizacji możemy zapobiec, tym lepiej przygotowany jest cały system. Wczesna ochrona najmłodszych pacjentów to inwestycja w ich zdrowie, ale również w stabilność i bezpieczeństwo pediatrycznej opieki zdrowotnej – podkreśla dr n. med. Alicja Karney, pediatra, wakcynolog, dyrektor Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.

Rodzice nadal nie doceniają zagrożenia

Jednym z istotnych elementów przygotowania do sezonu RSV pozostaje edukacja. Eksperci wskazują, że rodzice powinni otrzymywać informacje dotyczące ryzyka zakażenia i możliwości ochrony dziecka jeszcze przed jego narodzinami.

– Świadomość rodziców rośnie, ale nadal jest niewystarczająca. Wciąż pokutuje przekonanie, że RSV to jedynie infekcja podobna do przeziębienia. Tymczasem właśnie pierwsze miesiące życia są okresem największego ryzyka ciężkiego przebiegu choroby. Dlatego edukację należy rozpoczynać jeszcze w czasie ciąży, a rodzice powinni wiedzieć, jakie możliwości ochrony są dziś dostępne – podkreśla dr n. med. Alicja Karney.

Hospitalizacja najmłodszego dziecka nie jest przy tym wyłącznie problemem medycznym. Dla rodziców oznacza nagłe pogorszenie stanu niemowlęcia, pobyt w szpitalu, oczekiwanie na informacje i niepewność dotyczącą dalszego przebiegu choroby. Dlatego – jak wskazują autorzy materiału – wiarygodna i zrozumiała informacja powinna być jednym z fundamentów profilaktyki.

RSV obciąża cały system ochrony zdrowia

Konsekwencje sezonowych zakażeń wykraczają poza oddziały pediatryczne. Pacjenci z RSV trafiają do podstawowej opieki zdrowotnej, ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, szpitalnych oddziałów ratunkowych, oddziałów pediatrycznych i intensywnej terapii.

– RSV obciąża praktycznie każdy poziom systemu ochrony zdrowia – od podstawowej opieki zdrowotnej, przez specjalistów i szpitalne oddziały ratunkowe, po oddziały intensywnej terapii. Do tego dochodzą koszty społeczne związane z nieobecnością rodziców w pracy i długoterminowymi konsekwencjami zdrowotnymi części pacjentów. Doświadczenia wielu krajów pokazują, że inwestycja w profilaktykę jest nie tylko korzystna zdrowotnie, ale również opłacalna ekonomicznie – wskazuje prof. dr hab. n. med. Marcin Czech, kierownik Zakładu Farmakoekonomiki Instytutu Matki i Dziecka.

Jak zaznacza ekspert, duże znaczenie ma także sposób transmisji wirusa.

– Większość zakażeń pochodzi z kontaktu z bliskimi – 54,8 proc. transmisji pochodzi od najbliższego otoczenia dziecka (rodzeństwo, rodzice, dziadkowie), co sprawia, że nawet zdrowe noworodki są narażone na zakażenie tuż po urodzeniu – zaznacza prof. Marcin Czech.

Najważniejsza hospitalizacja to ta, której udało się uniknąć

Na potrzebę spojrzenia na profilaktykę również z perspektywy rodzin zwracają uwagę przedstawiciele organizacji pacjenckich.

– Z perspektywy organizacji pacjenckiej sukces systemu ochrony zdrowia nie powinien być mierzony wyłącznie liczbą dzieci, które udało się skutecznie leczyć w szpitalu, ale przede wszystkim liczbą hospitalizacji, których udało się uniknąć. Każda uniknięta hospitalizacja to mniej stresu dla rodziny, mniejsze obciążenie dla systemu i większa szansa, że dziecko bezpiecznie pozostanie w domu. Dlatego działania profilaktyczne należy traktować nie jako koszt, ale jako inwestycję w zdrowie najmłodszych pacjentów – podkreśla Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie.

Profilaktyka RSV. Jakie możliwości są dostępne?

W Polsce dostępne są obecnie szczepienia kobiet w ciąży oraz immunoprofilaktyka dla wcześniaków i dzieci z grup zwiększonego ryzyka w ramach programu B.40. Podczas konferencji eksperci wskazywali, że kolejnym krokiem powinno być zwiększenie dostępności skutecznej ochrony dla wszystkich niemowląt w pierwszym roku życia.

W tym kontekście zwracano uwagę na nirsewimab – długo działające przeciwciało monoklonalne, którego jednorazowe podanie zapewnia ochronę przez sezon RSV.

Według danych przedstawionych w materiale Fundacji 23 kraje europejskie rekomendują immunizację niemowląt przeciw RSV, a 19 finansuje ją systemowo. Dane z Hiszpanii, Francji, Stanów Zjednoczonych i Chile wskazują natomiast, że szeroka profilaktyka może ograniczać liczbę hospitalizacji niemowląt o 70–98 proc. Autorzy zwracają również uwagę, że co drugie niemowlę hospitalizowane z powodu RSV urodziło się poza sezonem epidemicznego występowania wirusa.

„Z wirusem możemy skutecznie mierzyć się tylko wspólnie”

Zdaniem ekspertów skuteczna strategia powinna łączyć dostęp do profilaktyki z edukacją rodziców i przyszłych rodziców. Jak podkreślano podczas konferencji, dostępność rozwiązania nie oznacza jeszcze, że będzie ono powszechnie wykorzystywane.

– To był jeden z powodów, dla których postanowiliśmy jako Fundacja Matki i Dziecka głośno mówić o konieczności ochrony przed RSV. Z wirusem możemy skutecznie mierzyć się tylko wspólnie – jako rodzice, którzy mają wiedzę o dostępnych sposobach ochrony dziecka, oraz jako system ochrony zdrowia, który powinien zapewniać dostęp do najskuteczniejszych obecnie metod profilaktyki. Edukacja o profilaktyce jest jednym z naszych najważniejszych celów. Cieszy nas, że mamy dziś dostęp do profilaktyki przeciw RSV – przeciwciała monoklonalnego dla wcześniaków czy szczepienia dla kobiet w ciąży, które może pomóc chronić dziecko już od pierwszych miesięcy życia. Niestety, z tej możliwości korzysta obecnie zaledwie jedna na cztery ciężarne. To pokazuje, jak wiele mamy jeszcze do zrobienia w obszarze edukacji i budowania świadomości. W ramach kampanii „Czas na gotowość przed RSV” chcemy nie tylko mówić o zagrożeniu, jakie niesie ze sobą RSV, ale przede wszystkim pokazywać konkretne możliwości ochrony i wskazywać rozwiązania, które mogą poprawić obecną sytuację. Wierzę, że wspólnymi siłami uda nam się zwiększyć świadomość i sprawić, że kolejny sezon infekcyjny będzie spokojniejszy – zarówno dla rodziców i ich dzieci, jak i dla całego systemu ochrony zdrowia – podsumowała dr n. o zdrowiu Dorota Kleszczewska.

źródło: IMID, redakcja Medicalpress
Foto: Koalicja RSV

Od września w aptekach będą dostępne szczepionki przeciwko grypie na sezon 2026/2027. Eksperci zauważają, że mamy szeroki system refundacji i coraz więcej miejsc, w których można się zaszczepić, jednak większa ich dostępność nie zawsze przekłada się na wysoki poziom wyszczepialności.

Jak poinformowano podczas konferencji prasowej Ogólnopolskiego Program Zwalczania Chorób Infekcyjnych „Gotowi na sezon”, w sezonie 2025/2026 przeciwko grypie zaszczepiło się 2,3 mln Polaków – o ponad 0,5 mln więcej aniżeli w sezonie 2024/2025. To zaledwie 6 proc. naszej populacji, kilkakrotnie mniej niż w wielu krajach Unii Europejskiej.

Zbyt rzadko szczepią się u nas nawet seniorzy. W grupie osób po 65. roku życia odsetek zaszczepionych nie przekroczył w minionym sezonie 16 proc. – To stawia nasz kraj na jednym z ostatnich miejsc wśród państw OECD – zaznaczył przewodniczący Rady Naukowej Ogólnopolskiego Program Zwalczania Chorób Infekcyjnych prof. Adam Antczak.

Wskazuje na to raport OECD opublikowany w 2025 r. Wynika z niego, że w Danii i Wielkiej Brytanii przeciwko grypie szczepi się 78 proc. seniorów, w Irlandii – 76 proc., a w Portugalii – 72 proc. Wyprzedzają nas Czechy (25 proc.), Rumunia (23 proc.), Węgry (20 proc.) i Słowenia (18 proc.).

Według Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w każdym sezonie przeciwko grypie powinno zostać zaszczepionych co najmniej 75 proc. osób po 65. roku życia. Wtedy jest największa gwarancja, że seniorzy dzięki szczepieniom unikną ciężkiego przebiegu tej choroby oraz przedwczesnego zgonu. – Grypa toruje drogę innym infekcjom i może powodować groźne powikłania – ostrzegał prof. Antczak. Niektóre z nich – zaznaczył – mogą się ujawnić nawet po kilku latach w postaci zawału serca i udaru mózgu albo demencji.

Zdaniem ekspertów Ogólnopolskiego Program Zwalczania Chorób Infekcyjnych konieczne jest dalsze zwiększenie wyszczepialności przeciwko grypie oraz innym zakażeniom układu oddechowego, takim jak RSV oraz pneumokoki. Przyznają oni, że ostatnio zwiększyła się dostępność szczepień przeciwko grypie, RSV oraz półpaścowi. Przyczyniła się do tego szersza refundacja szczepień i zwiększenie miejsc, w których można się zaszczepić, przede wszystkim w aptekach.

– Mamy dziś więcej narzędzi niż jeszcze kilka sezonów temu – refundację, szczepienia w aptekach, możliwość koadministracji (jednoczesnego wykonania kilku szczepień – PAP) i coraz szerszą ofertę profilaktyki. Teraz musimy zamienić dostępność w realną wyszczepialność. Pacjent powinien mieć prostą ścieżkę, jasną rekomendację i możliwość zaszczepienia się wtedy, kiedy już jest w kontakcie z systemem ochrony zdrowia – uważa prof. Adam Antczak.

Szczepionka przeciwko grypie jest bezpłatna dla seniorów od 65. roku życia oraz dla dzieci i młodzieży od 6. miesiąca do 17. roku życia. Dla osób w wieku 18-64 lat obowiązuje 50-proc. refundacja. Po 60. roku życia bardziej korzystna jest tzw. szczepionka wysokodawkowa (o zwiększonej zawartości antygenu), gdyż w większym stopniu zwiększa odporność przeciwko grypie. Jednak w tej grupie wiekowej szczepionka ta jest dostępna jedynie w ramach 50-proc. refundacji. Eksperci Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych uważają, że powinna być ona bezpłatna, podobnie jak szczepionka standardowa.

Ważne jest zwiększenie dostępności szczepień w aptekach oraz w ośrodkach podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). – Pacjent w każdym miejscu powinien mieć możliwość skorzystania ze szczepień w szybki i łatwy sposób – przekonywał prof. Antczak.

W aptekach powstają nowe punkty szczepień (jest ich już 2,5 tys. w całym kraju) i można się w nich zaszczepić przeciwko grypie i innym chorobom zakaźnym podczas jednej wizyty. W POZ szczepienie zalecane wymaga dwukrotnego pobytu w placówce: po kwalifikacji i wystawieniu recepty trzeba się udać do apteki po szczepionkę, a potem powrócić na szczepienie.

– Tę procedurę w POZ trzeba uprościć w najbliższym sezonie grypowym – powiedział prof. Antczak. Wyraził nadzieję, że wkrótce to nastąpi. – Model ten zakłada dostępność zalecanej szczepionki w placówce POZ oraz stworzenie świadczenia dla ośrodków finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia – dodał. Zaznaczył, że nie wyklucza to utrzymania osobnej ścieżki refundacji aptecznej.

Źródło: Nauka w Polsce

RSV jest jedną z najczęstszych przyczyn hospitalizacji niemowląt w Polsce, a prawie 95% dzieci hospitalizowanych z powodu zakażenia wirusem nie wykazywało wcześniej żadnego z czynników ryzyka ciężkiego przebiegu choroby. Niebawem rozpocznie się kolejny sezon infekcyjny. Czy zatem jesteśmy wystarczająco przygotowani do tego, aby uchronić najmłodszych przez ciężkim przebiegiem infekcji i jej długoterminowymi konsekwencjami. Na ten temat rozmawiali eksperci podczas konferencji inaugurującej kampanię edukacyjną „Czas na gotowość przed RSV”, organizowaną przez Fundację Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.

– Z perspektywy szpitala pediatrycznego każdy sezon infekcyjny jest dużym wyzwaniem organizacyjnym, ale przede wszystkim oznacza realne obciążenie dla dzieci, ich rodzin i personelu medycznego. RSV może w krótkim czasie doprowadzić do znacznego wzrostu liczby hospitalizacji najmłodszych pacjentów. Dlatego o przygotowaniu do sezonu powinniśmy myśleć nie tylko w kontekście zwiększania dostępności łóżek czy zabezpieczenia personelu, ale przede wszystkim poprzez skuteczną profilaktykę i ograniczanie liczby ciężkich zakażeń. Im więcej przypadków możemy przewidzieć i im większej liczbie hospitalizacji możemy zapobiec, tym lepiej przygotowany jest cały system. Wczesna ochrona najmłodszych pacjentów to inwestycja w ich zdrowie, ale również w stabilność i bezpieczeństwo pediatrycznej opieki zdrowotnej – podkreśla dr. n. med. Alicja Karney, pediatra, wakcynolog, dyrektor Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.

RSV – zagrożenie, którego przebieg trudno przewidzieć

RS to wirus oddechowy, który jest jednym z patogenów wywołujących zakażenia dróg oddechowych u niemowląt. Szczególnie narażone na ciężki przebieg są najmłodsze dzieci, których układ oddechowy i odpornościowy wciąż się rozwijają. Jednocześnie przebieg zakażenia może być trudny do przewidzenia. W przypadku ciężkiej infekcji może dojść do zapalenia oskrzelików i niewydolności oddechowej wymagającej tlenoterapii, a niekiedy również wentylacji mechanicznej. Dodatkowo, wirus ten charakteryzuje niezwykle wysoka zakaźność, co przekłada się na szybki wzrost liczby osób zakażonych w krótkim czasie. – Większość zakażeń pochodzi z kontaktu z bliskimi – 54,8% transmisji pochodzi od najbliższego otoczenia dziecka (rodzeństwo, rodzice, dziadkowie), co sprawia, że nawet zdrowe noworodki są narażone na zakażenie tuż po urodzeniu – zaznacza prof. dr hab. n. med. Marcin Czech, specjalista epidemiolog, specjalista zdrowia publicznego IMiD.


Ponad 94 tysiące zakażeń RSV w Polsce w 2025 roku

RSV jest wyzwaniem nie tylko dla pojedynczego pacjenta i jego rodziny. W sezonie jesienno-zimowym duża liczba zakażeń w krótkim czasie przekłada się na zwiększone obciążenie oddziałów pediatrycznych, a równolegle rośnie wówczas liczba dzieci hospitalizowanych z powodu innych infekcji sezonowych, tj. grypa czy COVID-19. Skalę zjawiska pokazują najnowsze dane epidemiologiczne przywołane w przygotowanym przez Fundację Instytutu Matki i Dziecka „Kompasie gotowości na RSV u niemowląt”. Od 1 stycznia do 15 grudnia 2025 roku w Polsce odnotowano ponad 94 tys. przypadków RSV. Wśród dzieci do 2. roku życia liczba wzrosła z ponad 18 tys. do ponad 33 tys. Dla szpitali nie są to wyłącznie statystyki. W szczycie sezonu infekcyjnego oddziały pediatryczne oraz oddziały intensywnej terapii dla dzieci mogą pracować na granicy swoich możliwości. Duża liczba przyjęć obserwacyjnych, oznacza zajmowanie kolejnych łóżek szpitalnych i rosnące obciążenie personelu. Infekcje mogą również prowadzić do przesuwania planowych przyjęć dzieci leczonych z powodu innych chorób.

Gotowość to nie tylko więcej łóżek

Doświadczenia innych państw pokazują, że odpowiedzią na problem może być szersze wykorzystanie profilaktyki, w tym immunizacji niemowląt z wykorzystaniem długo działających przeciwciał monoklonalnych, które zapewniają ochronę przed ciężkim przebiegiem zakażenia. Obecnie 23 kraje europejskie rekomendują immunizację niemowląt przeciw RSV, a 19 finansuje ją systemowo. Dane pochodzące m.in. z Hiszpanii, Francji, Stanów Zjednoczonych i Chile wskazują, że szeroka profilaktyka może ograniczać liczbę hospitalizacji niemowląt o 70-98%[4]. Istotne jest również, aby ochrona nie zależała od miesiąca urodzenia – co drugie niemowlę hospitalizowane z powodu RSV urodziło się poza sezonem epidemicznego występowania wirusa.

– W Polsce nie funkcjonuje obecnie powszechny program profilaktyki RSV obejmujący wszystkie niemowlęta. Dotychczasowa ochrona z wykorzystaniem przeciwciał monoklonalnych koncentrowała się przede wszystkim na wybranych grupach dzieci szczególnie narażonych na ciężki przebieg zakażenia. Dyskusja o gotowości na kolejny sezon nie powinna zatem ograniczać się wyłącznie do pytania, czy system dysponuje wystarczającą liczbą łóżek i personelu. Równie istotne jest pytanie, ilu ciężkim zakażeniom i hospitalizacjom najmłodszych pacjentów można wcześniej zapobiec – mówi dr hab. n. med. Paweł Krajewski, kierownik Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka IMiD.


Gdy choruje niemowlę, skutki odczuwa cała rodzina

Dla rodzica za słowem „hospitalizacja” nie kryje się jednak liczba w zestawieniu epidemiologicznym. To nagłe pogorszenie stanu kilkutygodniowego czy kilkumiesięcznego dziecka, droga do szpitala, oczekiwanie na informacje od lekarza i niepewność, jak zakażenie będzie rozwijało się w kolejnych godzinach. To stres o zdrowie i przyszłość własnego dziecka, którego nie da się porównać z żadnym innym.

Dlatego jednym z fundamentów skutecznej ochrony pozostaje również edukacja. Rodzice potrzebują wiarygodnych i zrozumiałych informacji o ryzyku związanym z zakażeniem oraz dostępnych możliwościach profilaktyki. Chaos informacyjny może utrudniać podejmowanie decyzji profilaktycznych, szczególnie gdy rodzicom brakuje poczucia wsparcia.

– To był jeden z powodów, dla których postanowiliśmy jako Fundacja Matki i Dziecka głośno mówić o konieczności ochrony przed RSV. Z wirusem możemy skutecznie mierzyć się tylko wspólnie – jako rodzice, którzy mają wiedzę o dostępnych sposobach ochrony dziecka, oraz jako system ochrony zdrowia, który powinien zapewniać dostęp do najskuteczniejszych obecnie metod profilaktyki. Edukacja o profilaktyce jest jednym z naszych najważniejszych celów. Cieszy nas, że mamy dziś dostęp do profilaktyki przeciw RSV – przeciwciała monoklonalnego dla wcześniaków czy szczepienia dla kobiet w ciąży, które może pomóc chronić dziecko już od pierwszych miesięcy życia. Niestety, z tej możliwości korzysta obecnie zaledwie jedna na cztery ciężarne. To pokazuje, jak wiele mamy jeszcze do zrobienia w obszarze edukacji i budowania świadomości. W ramach kampanii „Czas na gotowość przed RSV” chcemy nie tylko mówić o zagrożeniu, jakie niesie ze sobą RSV, ale przede wszystkim pokazywać konkretne możliwości ochrony i wskazywać rozwiązania, które mogą poprawić obecną sytuację. Wierzę, że wspólnymi siłami uda nam się zwiększyć świadomość i sprawić, że kolejny sezon infekcyjny będzie spokojniejszy – zarówno dla rodziców i ich dzieci, jak i dla całego systemu ochrony zdrowia” – podsumowała spotkanie dr n. o zdrowiu Dorota Kleszczewska.

O Fundacji Instytutu Matki i Dziecka

Fundacja Instytutu Matki i Dziecka od 2014 roku działa na rzecz ochrony zdrowia dzieci, młodzieży i kobiet w ciąży, wspierając pacjentów oraz ich rodziny, a także działalność Instytutu Matki i Dziecka. Ważnym obszarem jej aktywności są profilaktyka i edukacja zdrowotna oraz upowszechnianie rzetelnej wiedzy medycznej. Fundacja współpracuje ze środowiskiem medycznym i naukowym, realizując inicjatywy służące zwiększaniu świadomości zdrowotnej oraz poprawie jakości opieki.

Źródło: inf pras

W sezonie jesienno-zimowym 2025 2026 jedynie 22,3 proc. dorosłych Polaków przyjęło co najmniej jedno szczepienie ochronne. Aż 77,7 proc. nie poddało się żadnej formie profilaktyki szczepiennej. Takie dane przynosi raport „Polska na szczepieniach 2026” przygotowany przez Kliniki.pl na podstawie badania zrealizowanego metodą CAWI przez agencję SW Research na reprezentatywnej próbie dorosłych mieszkańców Polski.
Wyniki badania pokazują wyraźnie, że problem niskiej wyszczepialności wśród dorosłych ma charakter systemowy i nie dotyczy wyłącznie pojedynczych grup społecznych. Najczęściej deklarowanym szczepieniem było szczepienie przeciw grypie, które przyjęło 10,4 proc. respondentów. Szczepienie przeciw COVID 19 zadeklarowało 6,2 proc., przeciw wirusowi RSV 6,0 proc., a przeciw krztuścowi 4,9 proc.

Dane te pozostają spójne z informacjami publikowanymi przez Główny Inspektorat Sanitarny. Z danych dostępnych na portalu ezdrowie.gov.pl wynika, że wyszczepialność przeciw grypie w populacji ogólnej utrzymuje się na poziomie około 6 proc., co potwierdza utrzymujący się niski poziom zainteresowania szczepieniami sezonowymi.

Decyzja, nie bariera organizacyjna

Szczególnie istotne są powody rezygnacji ze szczepień wskazywane przez respondentów. Najczęściej nie były to czynniki organizacyjne ani finansowe, lecz decyzje oparte na przekonaniach i postrzeganiu potrzeby szczepienia.

W populacji ogólnej najczęściej wskazywano na przekonanie, że szczepienie nie było potrzebne, co zadeklarowało 25,2 proc. badanych. Brak zaufania do szczepionek wskazało 14,9 proc. respondentów. 12,0 proc. zadeklarowało brak zalecenia lekarza, a 8,9 proc. brak propozycji szczepienia. Obawy przed działaniami niepożądanymi zgłosiło 8,8 proc. badanych.

Znacznie rzadziej wskazywano na bariery praktyczne. Brak czasu deklarowało około 4 do 5 proc. respondentów, wysoki koszt około 2,5 proc., a problemy z dostępnością szczepień miały charakter marginalny.

Oznacza to, że kluczowym problemem nie jest infrastruktura ani organizacja systemu, lecz percepcja ryzyka, potrzeby i bezpieczeństwa szczepień.

Rodzice bardziej aktywni, ale też bardziej nieufni

Raport pokazuje także różnice między grupami społecznymi. Rodzice dzieci do 18. roku życia częściej niż ogół dorosłych podejmowali działania profilaktyczne, ale jednocześnie częściej deklarowali brak zaufania do szczepionek. W tej grupie 19,0 proc. wskazało brak zaufania wobec 14,9 proc. w populacji ogólnej.

Najczęstszym powodem nieszczepienia wśród rodziców pozostawało przekonanie o zbędności szczepienia, które zadeklarowało 23,3 proc. badanych z tej grupy.

Ta ambiwalencja pokazuje, że nawet osoby bardziej zaangażowane w kwestie zdrowotne nie są wolne od wątpliwości dotyczących profilaktyki.

Autorzy raportu podkreślają, że dominujące bariery mają charakter poznawczy i decyzyjny. Oznacza to, że wyzwaniem nie jest wyłącznie zapewnienie dostępu do szczepień, lecz odbudowa zaufania do profilaktyki oraz konsekwentna, jednoznaczna rekomendacja medyczna. Brak zalecenia lekarza wskazany przez 12 proc. respondentów pokazuje, jak duże znaczenie ma komunikacja w gabinecie lekarskim. Rekomendacja specjalisty pozostaje jednym z najsilniejszych czynników wpływających na decyzję o szczepieniu, a jej brak może być odbierany jako sygnał, że szczepienie nie jest konieczne.

W kontekście sezonowych wzrostów zachorowań na grypę, COVID 19 czy RSV oraz narastających ognisk krztuśca, niski poziom wyszczepialności w populacji dorosłych staje się istotnym problemem epidemiologicznym i systemowym.

Pełne wyniki raportu „Polska na szczepieniach 2026” dostępne są na stronie polskanaszczepieniach.pl

Źródło: Materiał Prasowy

Rok 2026 nie przyniesie jednej spektakularnej epidemii, ale może wystawić polski system zdrowia na próbę serii mniejszych, nakładających się zagrożeń. Grypa i RSV mogą mocniej uderzyć zimą, zmiany klimatu otwierają drzwi nowym chorobom, a dezinformacja medyczna staje się jednym z najistotniejszych problemów zdrowia publicznego. – Największym zagrożeniem nie jest dziś pojedynczy wirus, tylko brak czujności i chaos informacyjny – ocenia dr Andrzej Jarynowski z Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Prognoza epidemiologiczna na 2026 rok powstała w kontekście szybko zmieniającego się świata: ocieplającego się klimatu, starzenia społeczeństwa, migracji oraz rosnącej mobilności ludzi i towarów. Jej celem nie jest straszenie, ale wskazanie trendów i zjawisk, które już teraz wpływają na zdrowie Polaków i w nadchodzącym roku mogą się nasilić.

Rok 2025 był dobrym przykładem tego, jak łatwo emocje biorą górę nad faktami. Zaczęło się od paniki wokół ludzkiego metapneumowirusa w Chinach, później pojawiały się kolejne alarmistyczne doniesienia – od „nowych śmiercionośnych wariantów grypy” po rzekomo potwierdzoną cholerę. Jednocześnie realne problemy, takie jak choroby zwierząt przy granicach Polski czy powrót dawno niewidzianych zakażeń, wymagały spokojnej, technicznej pracy służb.

– 2025 rok nauczył nas, że kryzys informacyjny potrafi być groźniejszy niż sam patogen – podkreśla dr Jarynowski. – Jeśli komunikaty są niespójne albo przesadzone, ludzie przestają ufać także tym prawdziwym.

Koronawirus pozostaje w obiegu, ale jego rola znacząco się zmieniła. Jesienna fala COVID-19 w 2025 roku była przewidywalna i szybko wygasła, a obecne warianty nie konkurują już z innymi infekcjami sezonowymi.

– COVID stał się jednym z wielu wirusów oddechowych krążących zimą. Wystarczą podstawowe zasady: higiena, wietrzenie i zostawanie w domu w czasie choroby – mówi epidemiolog. Zdecydowanie większy niepokój budzą doniesienia o kolejnych zawleczeniach MERS do Europy oraz rozwój badań nad modyfikowaniem wirusów. – Technologia, w tym sztuczna inteligencja, sprawia, że tworzenie nowych wariantów jest dziś łatwiejsze niż kiedykolwiek. To wymaga międzynarodowej kontroli i odpowiedzialności – zaznacza.

Najpoważniejszym testem dla zdrowia publicznego na początku 2026 roku będzie jednak sezon grypowy. Wszystko wskazuje na to, że fala zachorowań może być silniejsza niż przeciętnie, choć rozłożona nierównomiernie w czasie i przestrzeni.

– Nie zobaczymy jednego, ogólnopolskiego szczytu. Ludzie będą chorować w różnym czasie w różnych regionach, co w praktyce oznacza lokalne ryzyko braków leków – prognozuje dr Jarynowski. W opinii eksperta, szczególnie trudny może być przełom stycznia i lutego, kiedy wysoka absencja chorobowa obejmie zarówno szkoły, jak i miejsca pracy. Równolegle, albo zaraz po, może dojść do kulminacji zakażeń RSV, zwłaszcza wśród niemowląt.

W ostatnich latach liczba rozpoznań rośnie, częściowo dzięki lepszej diagnostyce.

– Mamy skuteczne narzędzie ochrony najmłodszych: darmowe szczepienia kobiet w ciąży, które przekazują dziecku przeciwciała. To bardzo opłacalne i bezpieczne rozwiązanie, a jednocześnie wciąż niedostatecznie promowane – podkreśla ekspert. Jego zdaniem początek 2026 roku to ostatni moment, by nadrobić zaniedbania z poprzedniego sezonu.

W regionie Europy Środkowej rośnie także liczba zachorowań na wirusowe zapalenie wątroby typu A. Szczególnie dynamiczna sytuacja dotyczy Czech, co ma znaczenie dla Polaków podróżujących w okresie ferii.

– Ryzyko indywidualne pozostaje niskie, ale w zatłoczonych miejscach, takich jak schroniska czy punkty gastronomiczne, podstawowa higiena rąk robi ogromną różnicę – mówi dr Jarynowski. – Nie ma powodu, by rezygnować z wyjazdów, ale warto świadomie ograniczać ryzyko i rozważyć szczepienie przy częstych podróżach.

Coraz wyraźniej zaznacza się wpływ zmian klimatu na zdrowie. Dłuższy sezon aktywności kleszczy oznacza więcej przypadków boreliozy i kleszczowego zapalenia mózgu, a nowe gatunki kleszczy pojawiają się w miejscach, gdzie wcześniej ich nie było. W cieplejszych wodach rośnie ryzyko zakażeń bakteriami Vibrio, a stojąca, nagrzana woda sprzyja zakwitom toksycznych sinic.

– Choroby, które jeszcze niedawno kojarzyliśmy z południem Europy, stają się także naszym problemem – ocenia epidemiolog.

Niepokojący jest także stały wzrost chorób przenoszonych drogą płciową, widoczny nie tylko w dużych miastach, ale coraz częściej na prowincji. U nas do 2022 r. to był przede wszystkim problem Wrocławia, a obecnie zapadalność na kiły, rzeżączkę i HIV w ziemsko-miejskich powiatach naszego województwa podwyższyły się do poziomu stolicy Dolnego Śląska. Zdaniem dr. Jarynowskiego to efekt zmian społecznych i słabo funkcjonującej edukacji zdrowotnej. – Jeśli młodzi ludzie nie dostają rzetelnej wiedzy w szkole, trudno oczekiwać, że będą podejmować odpowiedzialne decyzje – mówi. Na tle wszystkich tych zagrożeń szczególnie wyróżnia się problem dezinformacji medycznej. Fałszywe alarmy, sensacyjne nagłówki i teorie spiskowe skutecznie podkopują zaufanie do ekspertów i instytucji.

– Możemy mieć najlepsze szczepionki i procedury, ale jeśli ludzie im nie wierzą, system przestaje działać – ocenia dr Jarynowski.

Prognoza na 2026 rok nie jest scenariuszem katastroficznym, lecz ostrzeżeniem. Polska ma doświadczenie, wyszkolone służby i coraz lepsze narzędzia analityczne. Kluczowe będzie jednak wzmocnienie edukacji zdrowotnej, spójna komunikacja i współpraca między instytucjami.

– To będzie rok wielu mniejszych wyzwań naraz. Od tego, jak na nie odpowiemy, zależy, czy przejdziemy go spokojnie, czy w permanentnym kryzysie – podsumowuje ekspert.

Prognozę przygotował dr Andrzej Jarynowski z Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu we współpracy z Interdyscyplinarnym Zespołem Monitorowania Kryzysowego
i Epidemiologicznego. 

Źródło: Komunikat Prasowy

Listopad to początek szczytu sezonu na zakażenia RSV, który może trwać do wczesnej wiosny. Ubiegłoroczny był rekordowy – z danych Ministerstwa Zdrowia wynika, że tylko w styczniu i lutym 2025 roku zarejestrowano ponad 52 tys. przypadków. Osoby starsze, z wielochorobowością i pacjenci z chorobami przewlekłymi, o obniżonej odporności są najbardziej narażone na zakażenia RSV i ciężki ich przebieg, który może skutkować hospitalizacją. Lekarze podkreślają, że szczepienia przeciwko RSV mogą skutecznie temu przeciwdziałać. Od października refundowane są już dwie szczepionki, bezpłatne dla osób 65+.
RSV (z ang. Respiratory Syncytial Virus) to syncytialny wirus oddechowy, który zaliczany jest do pneumowirusów wywołujących zakażenia dróg oddechowych. Nazwa ta związana jest ze specyficznym namnażaniem się wirusa w komórkach układu oddechowego – zakażone sąsiednie komórki zlewają się w duże struktury, czyli tzw. syncytia. Wirusem RS można się zarazić drogą kropelkową, gdy zakażona osoba oddycha, mówi, kaszle lub kicha, jak również dotykając zanieczyszczonej powierzchni.

– Polacy o RSV wiedzą bardzo niewiele i ja to doskonale rozumiem, dlatego że RSV to jest tajny brat grypy: z punktu widzenia chorobotwórczości, liczby hospitalizacji i zgonów to są bardzo podobne liczby, natomiast z punktu widzenia znajomości to właśnie jest utajnione – mówi agencji Newseria prof. dr hab. n. med. Ernest Kuchar, lekarz chorób zakaźnych, kierownik Kliniki Pediatrii z Oddziałem

Obserwacyjnym WUM, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Wakcynologii. – Jeszcze kilka lat temu nie mieliśmy żadnego leku na zakażenie RSV, dalej nie mamy, ale nie mieliśmy też żadnego środka profilaktycznego. A ponieważ nie było też diagnostyki, to sprawa w ogóle była zamieciona pod dywan. Odkąd w ramach badań wykonywanych przez lekarzy rodzinnych weszły testy combo, które wykrywają trzy najgroźniejsze wirusy: COVID-19, grypę i RSV, to zaczęliśmy widzieć problem.

Jak podaje NFZ, wprowadzenie szybkich testów antygenowych, które w krótkim czasie wykrywają zakażenie wirusem grypy (A lub B), koronawirusem i wirusem RS, miało ułatwić postawienie właściwej diagnozy i zastosowanie odpowiedniego leczenia. Tak zwane testy combo są bezpłatne dla pacjentów podstawowej opieki zdrowotnej (POZ).

– Dane, które mamy na temat epidemiologii RSV, są fragmentaryczne. Obecny system zgłoszeń biernych odsłania tylko szczyt góry lodowej, więc możemy się tylko domyślać, ile tych zakażeń jest. W Polsce na przykład większość zapaleń płuc nie ma ustalonej etiologii, czyli nie wiemy, co je wywołało – podkreśla prof. Ernest Kuchar. – Możemy spokojnie przyjąć, że RSV, obok grypy i COVID-u, jest w trójce najgroźniejszych czynników, które wywołują zakażenia dolnych dróg oddechowych, więc zaostrzenie zapalenia oskrzeli, POChP, astmy i zapalenia płuc, czyli choroby, która jest w stanie człowieka wysłać do szpitala, a nawet zabić.

– Wirus RS odpowiada mniej więcej za 10–11 proc. sezonowych zakażeń wirusowych. Teraz jesteśmy tuż przed sezonem zachorowań, którego szczyt przypada na miesiące od listopada do lutego. Większość zakażeń wirusem RS przebiega dosyć łagodnie, często nawet w sposób niezauważalny dla nas, traktujemy to jako infekcję rzekomo grypową – mówi prof. dr hab. n. med. Tomasz Targowski, kierownik Kliniki Geriatrii w Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie, krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii.

Jak wynika z raportu o chorobach zakaźnych portalu Centrum e-Zdrowia (CeZ) we współpracy z Głównym Inspektoratem Sanitarnym oraz Ministerstwem Zdrowia, w 44. tygodniu 2025 roku (27 października

– 2 listopada) odnotowano 0,4 przypadków zakażenia RSV na 100 tys. mieszkańców. W szczytowym momencie roku, w lutym, było to prawie 48 przypadków. Zdecydowanie największa liczba przypada na dzieci w wieku 0–4 lat. Drugą grupą najbardziej narażoną na zakażenia są osoby 65+.

– Jedna czwarta tych zakażeń, zwłaszcza u osób w starszym wieku z osłabioną odpornością immunologiczną, obciążonych wielochorobowością, może przebiegać ciężko i skutkować zapaleniami płuc.
Zakażenia wirusem RS potrafią bardzo ciężko przebiegać u najmniejszych dzieci, natomiast coraz częściej odkrywamy obecnie, dzięki postępom diagnostyki, że wirus RS jest równie niebezpieczny dla osób w najstarszych grupach wiekowych –
 tłumaczy prof. Tomasz Targowski.

– Ważne jest, żebyśmy mieli świadomość tego, jakie zagrożenia niosą za sobą tego rodzaju zakażenia, zwłaszcza u osób chorych przewlekle. Każde dodatkowe obciążenie organizmu, jeśli jesteśmy w leczeniu, powoduje, że możemy być wykluczeni z programu lekowego, że trzeba przerwać poważne leczenie, a nasz organizm jest dodatkowo osłabiony. To są kwestie, których możemy uniknąć dzięki wcześniejszemu zaszczepieniu się – mówi Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej.

Szczepienia są zalecane szczególnie osobom w wieku 60 lat i starszym, osobom w wieku 18 lat i starszym z chorobami towarzyszącymi, kobietom w ciąży w celu biernej ochrony dzieci do szóstego miesiąca życia przed chorobami dolnych dróg oddechowych wywoływanymi przez RSV.

W Polsce dostępne są dwie różne szczepionki przeciwko RSV: z adiuwantem i bez adiuwantu.

– W uproszczeniu, szczepionka bez adiuwantu jest dla osób starszych i kobiet w ciąży, szczepionka z adiuwantem głównie dla osób starszych, zwłaszcza schorowanych, bo dodatek adiuwantu sprawia, że odpowiedź na szczepienie powinna być silniejsza – podkreśla prof. Ernest Kuchar.

Szczepionka przeciw RSV z adiuwantem może być podawana osobom dorosłym w wieku 60 lat i starszym oraz osobom w wieku od 50 do 59 lat ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na chorobę. Od 1 października 2025 roku jest ona refundowana w 100 proc. dla osób w wieku 65+. Osoby w wieku 60–64 lata mogą ją uzyskać w ramach refundacji aptecznej z odpłatnością 50 proc., a dla osób w wieku od 50 do 59 lat ze zwiększonym ryzykiem zachorowania na chorobę jest ona dostępna odpłatnie. Seniorzy mogą również bezpłatnie skorzystać z drugiej szczepionki bez adiuwantu.

Adiuwanty to substancje zwiększające odpowiedź immunologiczną organizmu na zawarte w szczepionce antygeny. Dzięki nim mniejsza dawka antygenu pozwala uzyskać skuteczny efekt uodpornienia. W przypadku seniorów, u których odporność ze względu na wiek i choroby towarzyszące jest słabsza, może to być szczególnie istotne. Wirus RS może bowiem powodować u nich nie tylko typowe objawy infekcji, ale też zaostrzyć przebieg chorób przewlekłych i przyjąć postać ciężkiej, zagrażającej życiu choroby dolnych dróg oddechowych. U osób hospitalizowanych z powodu infekcji może się rozwinąć zapalenie płuc, a także mogą wystąpić powikłania kardiologiczne, takie jak zaostrzenie niewydolności serca, ostre zespoły wieńcowe czy arytmie. Kanadyjskie badanie opublikowane w czasopiśmie „Journal of the American Geriatrics Society”, którym objęto ponad 100 tys. hospitalizowanych pacjentów w wieku 65+, wykazało, że u osób hospitalizowanych z powodu infekcji RSV częściej niż w u pacjentów z innymi zakażeniami występowała niewydolność serca.

– Szczepienia skutecznie chronią przed zachorowaniami, a także zmniejszają ryzyko ciężkiego przebiegu, bo oczywiście zdarza się, że zaszczepimy się, a zachorujemy. Chcielibyśmy, aby wyszczepialność przeciwko tym zakażeniom wśród populacji seniorów była jak największa, bo o wiele mniej kosztuje zapobieganie zachorowaniu niż leczenie powikłań zakażeń – mówi prof. Tomasz Targowski.

Z danych CeZ wynika, że w sezonie 2025/2026 do tej pory przeciwko RSV zaszczepiło się 379 411 osób, najwięcej w przedziale wiekowym 70–74 lata (107 233), 65–69 lat (89 752) oraz 75–79 (86 131). W sezonie 2024/2025 ze szczepień skorzystało 71 880 osób, a w sezonie 2023/2024 – 1516.

– Aby zwiększyć świadomość konieczności szczepień w populacji osób starszych, przede wszystkim trzeba o tym mówić, nagłaśniać, upowszechniać tę wiedzę, również po to, żeby nie trafiała tylko do seniorów, ale również do profesjonalistów medycznych, którzy na co dzień spotykają się z pacjentami. Ich również trzeba przekonać i zachęcać do tego, aby swoim pacjentom rekomendowali szczepienia, zwłaszcza te bezpłatne, w pełni refundowane, które znajdują się na liście leków 65+ – uważa krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii.

9 września br. w siedzibie Głównego Inspektoratu Sanitarnego zainaugurowano kampanię „Jesień bez infekcji”, której celem jest właśnie zwiększanie świadomości społecznej na temat zagrożeń zdrowotnych w sezonie jesienno-zimowym i zachęcanie do szczepień ochronnych. 

– W Polsce świadomość roli szczepień, czyli profilaktyki, jest bardzo niska. Nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak dużo dla własnego zdrowia możemy zrobić sami, jak możemy się chronić przed konsekwencjami wirusa i szkodami, jakie czyni w naszym organizmie, albo konsekwencjami tego, jak zakażenie wpłynie na leczenie innych naszych chorób – tłumaczy Anna Kupiecka. – Niestety RSV niesie duże zagrożenia dla osób chorych hematologiczne, onkologicznie oraz z innymi chorobami przewlekłymi, gdzie podaje się terapię, często mocno obciążające.

Źródło: Newseria

Podawanie dzieciom w ramach Programu Szczepień Ochronnych szczepionki przeciwko pneumokokom, która nie zabezpiecza przed najczęściej występującym w Polsce serotypem 19A; podawanie wcześniakom 5 dawek przeciwciał monoklonalnych przeciwko RSV, gdzie jedna dawka kosztuje ponad 4 tys. zł zamiast jednej w sezonie zakażeń, która kosztuje 2 tys. zł; brak ochrony przeciwko RSV dla wszystkich niemowląt w 1. roku życia, a w zamian ponoszenie kosztów leczenia szpitalnego i ambulatoryjnego oraz wieloletnich konsekwencji zakażenia w postaci np. astmy oskrzelowej czy powikłań neurologicznych; kłucie dziecka 3 razy na jednej wizycie zamiast jeden raz, żeby ochronić je przed błonicą, tężcem, krztuścem, polio, Haemophilus influenzae typu B i WZW typu B; brak ochrony przed drugą najbardziej zakaźną chorobą wśród dzieci – ospą wietrzną, brak ochrony przed kleszczowym zapaleniem mózgu i przed meningokokami, brak obowiązku szczepień przeciwko HPV… to absurdy w obszarze profilaktyki chorób zakaźnych u dzieci w Polsce.
Czas na decyzje już teraz – do końca października Główny Inspektor Sanitarny ma przedstawić Program Szczepień Ochronnych na 2026 rok. To dobry moment na zmiany, które wymagają od Ministerstwa Zdrowia wzięcia odpowiedzialności za zdrowie dzieci, bo dziś ta odpowiedzialność spoczywa na rodzicach, co pogłębia nierówności w zdrowiu – chronione przed chorobami w sposób odpowiedzialny są te dzieci, których rodziców na to stać. 70% rodziców kupuje szczepionki skojarzone, 30% rodziców kupuje szczepionkę przeciwko pneumokokom z serotypem 19A. Kiedy nasi decydenci przestaną mówić: „lepiej zapobiegać niż leczyć”, a zaczną wdrażać tę maksymę i inwestować w zdrowie, a nie w choroby?

Sezon zakażeń rozpoczął się we wrześniu. Wirus RS jest ogromnym zagrożeniem dla dzieci do 1. roku życia, a oddziały pediatryczne i neonatologiczne zaczynają się zapełniać dziećmi, u których ten wirus wywołuje ciężkie zakażenia dróg oddechowych. Szczyt zachorowań jeszcze przed nami. Rada Naukowa Koalicji na rzecz profilaktyki zakażeń RSV od prawie 3 lat mówi o konieczności ochrony wszystkich dzieci przed RSV. Prof. Teresa Jackowska, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego przypomniała podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka posłanki Aleksandry Leo, że RSV to pierwsza najczęstsza choroba zakaźna u dzieci. Niestety, dzieci nie mogą skorzystać z żadnej ochrony, bo nie ma dla nich szczepionki przeciwko RSV, która jest dostępna jedynie dla dorosłych, a przeciwciało monoklonalne, które zabezpiecza przed tym wirusem nie jest finansowane przez państwo dla wszystkich dzieci.

Z bezpłatnej ochrony przeciwko RSV korzystają w Polsce dzieci z wybranych grup ryzyka, ale to jedynie 1,5% populacji. Tymczasem 95% dzieci hospitalizowanych z powodu ciężkich zakażeń RSV to dzieci urodzone o czasie, wcześniej zdrowie, bez żadnych czynników ryzyka.

– Mówiliśmy o tym wielokrotnie i wszyscy mamy świadomość, że ochrona całej populacji jest konieczna. Obecnie w Polsce kontynuowany jest program lekowy przeciwciałem monoklonalnym, które dzieciom z grup ryzyka trzeba podawać 5 razy w sezonie, mając świadomość, że dostępne jest jednodawkowe przeciwciało monoklonalne, które mogłoby je zabezpieczać na cały sezon. Inne kraje zdążyły je wprowadzić nie tylko w grupach ryzyka, ale również w całej populacji. My wciąż nie mamy decyzji dotyczącej ochrony wszystkich dzieci przeciwko RSV. Koszty związane z dużą zachorowalnością z powodu RSV – koszty hospitalizacji i absencji rodziców to są znaczne koszty i trzeba je wziąć pod uwagę, gdy mówimy o rozszerzeniu profilaktyki na całą populację – podkreślała prof. dr hab. n. med. Ewa Helwich, krajowa konsultantka w dziedzinie neonatologii.

Możemy policzyć koszty związane z hospitalizacją dzieci, ale przecież nie wszystkie trafiają do szpitala. Wiele z nich jest leczonych ambulatoryjnie.

Pediatrzy i neonatolodzy są zgodni – wprowadzenie populacyjnej ochrony przed RSV to korzyści, przede wszystkim medyczne, ale również finansowe. Prof. dr hab. n. med. Tomasz Szczapa, prezes Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego i prof. dr hab. n. med. Jan Mazela, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Perinatalnej podkreślali podczas posiedzenia, że sezon zakażeń już się zaczął. Od stycznia 2025 roku jest już ponad 90 tys. przypadków infekcji RSV, z czego 1/3 dotyczy dzieci poniżej 2. roku życia. Można im zapobiegać, a efekty populacyjnej ochrony są znakomite. W 30 krajach w Europie i na świecie, które wprowadziły jednodawkowe przeciwciało monoklonalne dla wszystkich niemowląt liczba infekcji i hospitalizacji spadła nawet o 95%.

Prof. dr hab. n. med. Aneta Nitsch-Osuch, kierownik Zakładu Medycyny Społecznej i Zdrowia Publicznego WUM podkreśliła, że ochrona przeciwko RSV powinna być bezpłatnie dostępna dla wszystkich dzieci, bo tylko wtedy będzie zainteresowanie, aby z niej korzystać. Tak się stało w przypadku szczepionki przeciwko RSV dla kobiet w ciąży – odkąd jest refundowana, więcej kobiet decyduje się na szczepienie. 

– Zniesienie bariery finansowej w przypadku szczepień przeciwko RSV dla kobiet w ciąży zwiększyło zainteresowanie szczepionką. Świadczą o tym liczby, z raportu o chorobach zakaźnych wynika, że w tym roku przeciwko RSV zaszczepiło się ok. 30 tys. kobiet w ciąży, w poprzednim roku było to ok. 1 tys. kobiet. To dowód na to, ze zniwelowanie bariery finansowej jest bardzo ważne – powiedziała prof. dr hab. n. med. Aneta Nitsch-Osuch.

– Wielokrotnie spotykaliśmy się z decydentami i przedstawialiśmy nasze prośby i argumenty, niestety, niewiele z nich wynikało i wynika. Nadal stoimy w miejscu. Profilaktyka należy się wszystkim dzieciom, powinna być podawana w pierwszych dniach życia. Dlaczego nie możemy przekazać optymistycznych informacji rodzicom? – pytała prof. dr hab. n. med. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezeska Fundacji Koalicja dla wcześniaka.

Elżbieta Brzozowska, wiceprezeska Fundacji Koalicja dla wcześniaka zaapelowała podczas posiedzenia do Ministerstwa Zdrowia w imieniu rodziców o zniwelowanie nierówności w zdrowiu przez udostępnienie finansowanej przez państwo optymalnej profilaktyki. Chodzi o profilaktykę zakażeń RSV i równy dostęp do niej dla wszystkich dzieci, ale również o dostęp do szczepionek skojarzonych oraz dostęp do optymalnej ochrony przeciwko pneumokokom.

– Państwo wydaje pieniądze na szczepionkę, która nie działa, bo pokrywa jedynie 2% serotypów pneumokokowych występujących w Polsce. A jest już dostępna szczepionka 13-, 15- i 20-walentna. Do końca października GIS powinien złożyć kalendarz szczepień na 2026 roku. Apeluję, żeby podjąć decyzję i nie wydawać pieniędzy na to, co nie działa. Ma to znaczenie nie tylko medyczne, ale również w kontekście braku zaufania do szczepień – nie dawajmy argumentów przeciwnikom szczepień. Zapewnijmy całej populacji dostęp do szczepionki 13-walentnej, a wszystkim wcześniakom i dzieciom z wadami serca do szczepionki 20-walentnej, obie zawierają dominujący w Polsce serotyp 19A. – apelowała Elżbieta Brzozowska.

Prof. Teresa Jackowska podkreśliła, że zespół ekspertów ds. szczepień już na początku 2024 roku przekazał Ministerstwu Zdrowia rekomendację wprowadzenia szczepionki przeciwko pneumokokom, która daje szerszą ochronę niż obecnie dostępna w Programie Szczepień Ochronnych (PSO) szczepionka 10-walentna, jednak decyzji wciąż brak.

– Odsetek serotypów w Polce, przed którymi zabezpiecza szczepionka 10-walentna obniżył się z poziomu 50% w 2016 roku do 2,3% w 2024 roku. Szczepionka spełniła swoją rolę, zadziałała, ale normalne jest, że po wprowadzeniu szczepionek następuje zamiana serotypów i tak się stało również w Polsce. Od 2021 roku najczęściej występującym serotypem jest 19A. Odpowiada za 30% zakażeń u dzieci do 5. roku życia. Drugi co do częstości jest serotyp 3. Dane epidemiologiczne powinny być podstawą przy podejmowaniu decyzji odnośnie szczepionek w Programie Szczepień Ochronnych – podkreśliła prof. dr hab. n. med. Anna Skoczyńska, kierownik Zakładu Epidemiologii i Mikrobiologii Klinicznej Narodowego Instytutu Leków.

Prof. Anna Skoczyńska przedstawiła dane, z których wynika, że wprowadzenie do PSO szczepionki 13-walentnej obniżyłoby liczbę zakażeń wśród dzieci do 5. roku życia o 52%, wprowadzenie szczepionki 15-walentnej o 58%, a szczepionki 20-walentnej aż o 66%. Czy naprawdę polskie dzieci nie zasługują na optymalną ochronę przeciwko pneumokokom?

Prof. Ernest Kuchar, kierownik Oddziału Klinicznego Obserwacyjno – Izolacyjnego i Pediatrii WUM podkreślił, że serotypy, których nie ma w szczepionce zaczęły dominować, co widać na oddziałach.

– Widzimy małych pacjentów z bardzo ciężkimi zakażeniami pneumokokowymi i okazuje się, że te zakażenia są powodowana przez serotyp 19A i 3. To jest spodziewane i nieuniknione, że nastąpiła zamiana serotypów. W USA przerabiano to dawno temu. Ale nie można na to zamykać oczu i trzeba wyciągać wnioski z doświadczeń innych krajów. Nie ma na co czekać, trzeba wprowadzić szczepionkę, która chroni przed serotypem 19A, jeśli tego nie zrobimy to znaczy, że zamykamy oczy na dane epidemiologiczne dostarczane Ministerstwu Zdrowia – powiedział prof. dr hab. n. med. Ernest Kuchar.

– To, że jako kraj mamy szczepionkę 10-walentną przeciwko pneumokokom to już jest obciach. To było dobre rozwiązanie 8 lat temu. Ale dziś to już za mało, musimy sięgać po szczepionki, które pozwolą wyeliminować serotyp 19A. My mówimy o rozwiązaniach, które w dłuższej perspektywie czasu są korzystne dla budżetu państwa – dodał prof. dr hab. n med. Wojciech Feleszko z Kliniki Pneumonologii, Alergologii Wieku Dziecięcego i Pediatrii WUM.

W posiedzeniu Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Matki i Dziecka wzięła udział Minister Izabela Kucharska, zastępca Głównego Inspektora Sanitarnego, która powiedziała, że w Ministerstwie Zdrowia odbyło się spotkanie, na którym rozmawiano o szczepionce przeciwko pneumokokom, która ma szerszą ochronę niż szczepionka obecnie dostępna w PSO.

– W tej chwili jest przygotowywana analiza kosztów finansowych, a dane epidemiologiczne przedstawiane przez ekspertów zostały wysłuchane. Mamy wszyscy nadzieję, że zostaną wzięte pod uwagę przy konstruowaniu Programu Szczepień Ochronnych na 2026 rok – podkreśliła Izabela Kucharska.

Polskie Towarzystwo Pediatryczne rekomenduje, aby od 1 stycznia 2026 roku w przetargu znalazły się wyłącznie szczepionki zawierające serotyp 19A oraz aby wszystkie dzieci do 1. roku życia były chronione przed RSV jednodawkowym przeciwciałem monoklonalnym. Podobne zalecenia dotyczące profilaktyki zakażeń RSV wydało również Polskie Towarzystwo Wakcynologii. 
 
źródło: Koalicja dla wczesniaka