Medicalpress
Jeszcze niedawno rdzeniowy zanik mięśni (SMA) był chorobą o niezwykle dramatycznym przebiegu, a dziś – dzięki przełomowym terapiom – staje się schorzeniem przewlekłym. O tym, jak zmienił się profil pacjentów, dlaczego kluczowa staje się personalizacja leczenia oraz jakie wyzwania niesie rosnąca populacja dorosłych chorych, mówi prof. dr hab. n. med. Justyna Paprocka, konsultant krajowa w dziedzinie neurologii dziecięcej, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Dziecięcej Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.
Pani Profesor, jak dziś wygląda leczenie rdzeniowego zaniku mięśni i czym obecna sytuacja chorych różni się od tej sprzed kilku lat?

Zmiana w leczeniu pacjentów z SMA, której jesteśmy świadkami, jest naprawdę fundamentalna. Jeszcze stosunkowo niedawno rdzeniowy zanik mięśni był chorobą głównie dziecięcą, o ciężkim, często dramatycznym przebiegu. Dziś, dzięki ogromnemu postępowi terapeutycznemu, widzimy coś zupełnie nowego, a mianowicie rosnącą populację pacjentów dorosłych. To najlepszy dowód na skuteczność leczenia, ale jednocześnie początek zupełnie nowego etapu w myśleniu o tej chorobie. Coraz częściej mamy do czynienia z pacjentami, którzy żyją długo, a SMA przyjmuje charakter choroby przewlekłej, ustabilizowanej. To automatycznie zmienia nasze cele terapeutyczne. Nie koncentrujemy się już wyłącznie na ratowaniu życia, ale na jego jakości – na funkcjonowaniu ruchowym, oddechowym, społecznym. To z kolei wymusza rozwój długoterminowych strategii opieki nad pacjentami, zwłaszcza w zakresie rehabilitacji i wsparcia wielospecjalistycznego.

Czyli zmieniło się podejście do samej terapii?

Zdecydowanie tak. Przeszliśmy od pytania „czy leczyć?” do pytania „jak leczyć najlepiej?”. Pojawienie się przełomowych terapii – takich jak nusinersen, risdiplam czy terapia genowa onasemnogene abeparvovec – oraz ich refundacja w ramach programu lekowego całkowicie zmieniło krajobraz terapeutyczny. Obecnie w Polsce w programie lekowym leczymy 655 pacjentów nusinersenem i 474 risdiplamem, terapię genową otrzymało 85 dzieci. Nie dyskutujemy już więc o dostępności leczenia, ale o jego optymalizacji. Z tego względu coraz większego znaczenia nabierają koncepcje terapii sekwencyjnych i skojarzonych. Zastanawiamy się, kiedy zmienić leczenie, a kiedy łączyć różne terapie. Każda taka decyzja musi być bardzo precyzyjna i uwzględniać wiek pacjenta, jego stan funkcjonalny, a także historię wcześniejszego leczenia, w tym udział w badaniach klinicznych. Jest to nowe podejście, które sprawia, że leczenie staje się procesem ciągłego dostosowywania do zmieniającej się sytuacji pacjenta.

Czy to oznacza, że wchodzimy w erę medycynie spersonalizowanej w rdzeniowym zaniku mięśni?

Medycyna personalizowana to jeden z najważniejszych kierunków rozwoju. Odchodzimy od modelu „jedna terapia dla wszystkich chorych” i coraz wyraźniej zmierzamy w stronę leczenia szytego na miarę. Chcemy dobierać terapię nie tylko do rozpoznania, ale też do konkretnego pacjenta – jego wieku, fenotypu, dynamiki choroby i wcześniejszych doświadczeń terapeutycznych. Ogromną rolę odegrają tutaj biomarkery. Dziś najbardziej zaawansowanym kandydatem są neurofilamenty (łańcuchy lekkie), które zostały uznane przez Europejską Agencję Leków za biomarker rozwojowy. U dzieci obserwujemy wyraźną zależność – wysokie wartości neurofilamentów odpowiadają aktywnej chorobie, a ich spadek świadczy o skuteczności leczenia. U dorosłych sytuacja jest bardziej skomplikowana, bo ta korelacja nie jest już tak wyraźna. Dlatego coraz częściej mówi się o biomarkerach złożonych, które będą łączyć parametry biologiczne, takie jak neurofilamenty, z oceną kliniczną i neuropsychologiczną.

W przyszłości biomarkery mogą pełnić trzy kluczowe funkcje – monitorować skuteczność leczenia, przewidywać przebieg choroby oraz pomagać w wyborze optymalnej terapii dla konkretnego pacjenta, także w kontekście decyzji o zmianie leczenia lub zastosowaniu terapii skojarzonych.

Jednym z przełomów w SMA jest także bardzo wczesne leczenie…

To prawda – leczenie presymptomatyczne, czyli jeszcze przed pojawieniem się jakichkolwiek objawów choroby, jest absolutnym przełomem. W Polsce jest to możliwe dzięki badaniom przesiewowym noworodków. Efekty takiego postępowania, kiedy staramy się wyprzedzać chorobę, są zdecydowanie najlepsze, co potwierdzają nasze doświadczenia kliniczne.

Obecnie idziemy jeszcze o krok dalej. Pojawiają się pierwsze doniesienia o leczeniu prenatalnym, czyli terapii rozpoczynanej jeszcze w czasie ciąży – podawanej matce, z myślą o dziecku. Dotyczy to bardzo szczególnej grupy przypadków, w których SMA zostaje rozpoznane już na etapie życia płodowego, na podstawie badań genetycznych – na przykład wtedy, gdy w rodzinie jest już chore dziecko i wykonuje się diagnostykę prenatalną. W tym kontekście mówimy o stosowaniu doustnego risdiplamu, podawanego jeszcze przed narodzinami, zanim choroba zdąży się ujawnić i doprowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń. Na razie jest to leczenie eksperymentalne, ale pierwsze wyniki są bardzo obiecujące. To podejście pokazuje, jak bardzo przesuwa się granica możliwości terapeutycznych w rdzeniowym zaniku mięśni.

A co z nowościami terapeutycznymi?

Tych zmian jest naprawdę dużo, biorąc pod uwagę, że SMA jest chorobą rzadką. Aktualnie mamy już dostęp do risdiplamu w formie tabletek, które znacząco ułatwiają codzienne funkcjonowanie pacjentów. Zarejestrowana jest wyższa dawka nusinersenu oraz terapia genowa podawana drogą dokanałową, przeznaczona dla starszych dzieci i dorosłych pacjentów. Ponadto rozwijane są nowe cząsteczki działające bezpośrednio na mięśnie i jednocześnie coraz większego znaczenia nabiera koncepcja łączenia terapii – na przykład obecnych leków wpływających na białko SMN z terapiami ukierunkowanymi na mięśnie. To może być kolejny krok w zwiększaniu skuteczności leczenia.

Rozwój terapii niesie jednak nowe wyzwania systemowe…

Tak, i to bardzo poważne. Jednym z największych wyzwań jest dziś płynna tranzycja pacjentów z opieki pediatrycznej do systemu dla osób dorosłych. Liczba dorosłych pacjentów z SMA rośnie, natomiast liczba ośrodków przygotowanych do ich leczenia pozostaje niewystarczająca. To może wpływać na ciągłość terapii. Z jednej strony potrzebujemy standaryzacji, czyli jasnych wytycznych i algorytmów postępowania, które zapewnią pacjentom bezpieczeństwo i spójność terapii, ale z drugiej – musimy zachować elastyczność i możliwość dostosowania leczenia do konkretnego chorego.

Kolejnym wyzwaniem jest monitorowanie efektów leczenia. Potrzebujemy dobrze prowadzonych rejestrów, które pozwolą nam ocenić skuteczność i bezpieczeństwo terapii – szczególnie w przypadku terapii sekwencyjnych i skojarzonych – a także ich wpływ na jakość życia pacjentów. Jest to niezwykle ważne również w kontekście decyzji refundacyjnych, ponieważ mówimy o terapiach bardzo kosztownych.

Jakie są najważniejsze kierunki na najbliższe lata?

Bez wątpienia dalszy rozwój medycyny personalizowanej czyli terapii szytych na miarę, opartych na kompleksowych danych i biomarkerach. Równolegle będą rozwijać się strategie łączenia i sekwencjonowania terapii oraz bardzo wczesnej interwencji terapeutycznej. Ale równie ważne będzie zarządzanie odniesionym już sukcesem, bo będąca jego efektem, rosnąca liczba dorosłych pacjentów z SMA oznacza nowe wyzwania, m.in. ortopedyczne, społeczne i związane z jakością życia.

Ale największa, najważniejsza zmiana już się dokonała – dziś nie pytamy już, czy możemy pomóc pacjentowi z SMA, lecz pytamy o to, jak najlepiej prowadzić go przez całe jego życie. I to jest zupełnie nowy rozdział w historii tej choroby.

Źródło: inf pras

Jeszcze kilkanaście lat temu rdzeniowy zanik mięśni (SMA) był jedną z najcięższych chorób neurologicznych wieku dziecięcego. Dziś, dzięki przełomowym terapiom i programowi badań przesiewowych noworodków, coraz więcej pacjentów prowadzi aktywne życie, a SMA stopniowo staje się chorobą przewlekłą. Jak podkreśla prof. dr hab. n. med. Justyna Paprocka, konsultant krajowa w dziedzinie neurologii dziecięcej, współczesne wyzwania nie dotyczą już wyłącznie dostępu do leczenia, ale przede wszystkim jego optymalizacji. Coraz większą rolę odgrywają medycyna personalizowana, biomarkery, terapie sekwencyjne oraz zapewnienie pacjentom kompleksowej opieki na każdym etapie życia.
Pani Profesor, jak dziś wygląda leczenie rdzeniowego zaniku mięśni i czym obecna sytuacja chorych różni się od tej sprzed kilku lat?

Zmiana w leczeniu pacjentów z SMA, której jesteśmy świadkami, jest naprawdę fundamentalna. Jeszcze stosunkowo niedawno rdzeniowy zanik mięśni był chorobą głównie dziecięcą, o ciężkim, często dramatycznym przebiegu. Dziś, dzięki ogromnemu postępowi terapeutycznemu, widzimy coś zupełnie nowego, a mianowicie rosnącą populację pacjentów dorosłych. To najlepszy dowód na skuteczność leczenia, ale jednocześnie początek zupełnie nowego etapu w myśleniu o tej chorobie. Coraz częściej mamy do czynienia z pacjentami, którzy żyją długo, a SMA przyjmuje charakter choroby przewlekłej, ustabilizowanej. To automatycznie zmienia nasze cele terapeutyczne. Nie koncentrujemy się już wyłącznie na ratowaniu życia, ale na jego jakości – na funkcjonowaniu ruchowym, oddechowym, społecznym. To z kolei wymusza rozwój długoterminowych strategii opieki nad pacjentami, zwłaszcza w zakresie rehabilitacji i wsparcia wielospecjalistycznego.

Czyli zmieniło się podejście do samej terapii?

Zdecydowanie tak. Przeszliśmy od pytania „czy leczyć?” do pytania „jak leczyć najlepiej?”. Pojawienie się przełomowych terapii – takich jak nusinersen, risdiplam czy terapia genowa onasemnogene abeparvovec – oraz ich refundacja w ramach programu lekowego całkowicie zmieniło krajobraz terapeutyczny. Obecnie w Polsce w programie lekowym leczymy 655 pacjentów nusinersenem i 474 risdiplamem, terapię genową otrzymało 85 dzieci. Nie dyskutujemy już więc o dostępności leczenia, ale o jego optymalizacji. Z tego względu coraz większego znaczenia nabierają koncepcje terapii sekwencyjnych i skojarzonych. Zastanawiamy się, kiedy zmienić leczenie, a kiedy łączyć różne terapie. Każda taka decyzja musi być bardzo precyzyjna i uwzględniać wiek pacjenta, jego stan funkcjonalny, a także historię wcześniejszego leczenia, w tym udział w badaniach klinicznych. Jest to nowe podejście, które sprawia, że leczenie staje się procesem ciągłego dostosowywania do zmieniającej się sytuacji pacjenta.

Czy to oznacza, że wchodzimy w erę medycynie spersonalizowanej w rdzeniowym zaniku mięśni?

Medycyna personalizowana to jeden z najważniejszych kierunków rozwoju. Odchodzimy od modelu „jedna terapia dla wszystkich chorych” i coraz wyraźniej zmierzamy w stronę leczenia szytego na miarę. Chcemy dobierać terapię nie tylko do rozpoznania, ale też do konkretnego pacjenta – jego wieku, fenotypu, dynamiki choroby i wcześniejszych doświadczeń terapeutycznych. Ogromną rolę odegrają tutaj biomarkery. Dziś najbardziej zaawansowanym kandydatem są neurofilamenty (łańcuchy lekkie), które zostały uznane przez Europejską Agencję Leków za biomarker rozwojowy. U dzieci obserwujemy wyraźną zależność – wysokie wartości neurofilamentów odpowiadają aktywnej chorobie, a ich spadek świadczy o skuteczności leczenia. U dorosłych sytuacja jest bardziej skomplikowana, bo ta korelacja nie jest już tak wyraźna. Dlatego coraz częściej mówi się o biomarkerach złożonych, które będą łączyć parametry biologiczne, takie jak neurofilamenty, z oceną kliniczną i neuropsychologiczną.

W przyszłości biomarkery mogą pełnić trzy kluczowe funkcje – monitorować skuteczność leczenia, przewidywać przebieg choroby oraz pomagać w wyborze optymalnej terapii dla konkretnego pacjenta, także w kontekście decyzji o zmianie leczenia lub zastosowaniu terapii skojarzonych.

Jednym z przełomów w SMA jest także bardzo wczesne leczenie…

To prawda – leczenie presymptomatyczne, czyli jeszcze przed pojawieniem się jakichkolwiek objawów choroby, jest absolutnym przełomem. W Polsce jest to możliwe dzięki badaniom przesiewowym noworodków. Efekty takiego postępowania, kiedy staramy się wyprzedzać chorobę, są zdecydowanie najlepsze, co potwierdzają nasze doświadczenia kliniczne.

Obecnie idziemy jeszcze o krok dalej. Pojawiają się pierwsze doniesienia o leczeniu prenatalnym, czyli terapii rozpoczynanej jeszcze w czasie ciąży – podawanej matce, z myślą o dziecku. Dotyczy to bardzo szczególnej grupy przypadków, w których SMA zostaje rozpoznane już na etapie życia płodowego, na podstawie badań genetycznych – na przykład wtedy, gdy w rodzinie jest już chore dziecko i wykonuje się diagnostykę prenatalną. W tym kontekście mówimy o stosowaniu doustnego risdiplamu, podawanego jeszcze przed narodzinami, zanim choroba zdąży się ujawnić i doprowadzić do nieodwracalnych uszkodzeń. Na razie jest to leczenie eksperymentalne, ale pierwsze wyniki są bardzo obiecujące. To podejście pokazuje, jak bardzo przesuwa się granica możliwości terapeutycznych w rdzeniowym zaniku mięśni.

A co z nowościami terapeutycznymi?

Tych zmian jest naprawdę dużo, biorąc pod uwagę, że SMA jest chorobą rzadką. Aktualnie mamy już dostęp do risdiplamu w formie tabletek, które znacząco ułatwiają codzienne funkcjonowanie pacjentów. Zarejestrowana jest wyższa dawka nusinersenu oraz terapia genowa podawana drogą dokanałową, przeznaczona dla starszych dzieci i dorosłych pacjentów. Ponadto rozwijane są nowe cząsteczki działające bezpośrednio na mięśnie i jednocześnie coraz większego znaczenia nabiera koncepcja łączenia terapii – na przykład obecnych leków wpływających na białko SMN z terapiami ukierunkowanymi na mięśnie. To może być kolejny krok w zwiększaniu skuteczności leczenia.

Rozwój terapii niesie jednak nowe wyzwania systemowe…

Tak, i to bardzo poważne. Jednym z największych wyzwań jest dziś płynna tranzycja pacjentów z opieki pediatrycznej do systemu dla osób dorosłych. Liczba dorosłych pacjentów z SMA rośnie, natomiast liczba ośrodków przygotowanych do ich leczenia pozostaje niewystarczająca. To może wpływać na ciągłość terapii. Z jednej strony potrzebujemy standaryzacji, czyli jasnych wytycznych i algorytmów postępowania, które zapewnią pacjentom bezpieczeństwo i spójność terapii, ale z drugiej – musimy zachować elastyczność i możliwość dostosowania leczenia do konkretnego chorego.

Kolejnym wyzwaniem jest monitorowanie efektów leczenia. Potrzebujemy dobrze prowadzonych rejestrów, które pozwolą nam ocenić skuteczność i bezpieczeństwo terapii – szczególnie w przypadku terapii sekwencyjnych i skojarzonych – a także ich wpływ na jakość życia pacjentów. Jest to niezwykle ważne również w kontekście decyzji refundacyjnych, ponieważ mówimy o terapiach bardzo kosztownych.

Jakie są najważniejsze kierunki na najbliższe lata?

Bez wątpienia dalszy rozwój medycyny personalizowanej czyli terapii szytych na miarę, opartych na kompleksowych danych i biomarkerach. Równolegle będą rozwijać się strategie łączenia i sekwencjonowania terapii oraz bardzo wczesnej interwencji terapeutycznej. Ale równie ważne będzie zarządzanie odniesionym już sukcesem, bo będąca jego efektem, rosnąca liczba dorosłych pacjentów z SMA oznacza nowe wyzwania, m.in. ortopedyczne, społeczne i związane z jakością życia.

Ale największa, najważniejsza zmiana już się dokonała – dziś nie pytamy już, czy możemy pomóc pacjentowi z SMA, lecz pytamy o to, jak najlepiej prowadzić go przez całe jego życie. I to jest zupełnie nowy rozdział w historii tej choroby.

Źródło: inf pras

Jeszcze kilka lat temu rozmowa o rdzeniowym zaniku mięśni (SMA) koncentrowała się przede wszystkim na jednym pytaniu: czy pacjenci w ogóle będą mieli dostęp do skutecznego leczenia. Dziś punkt ciężkości przesuwa się wyraźnie gdzie indziej. W Polsce i w Europie SMA coraz częściej staje się przykładem choroby, w której przełom terapeutyczny już się dokonał, a najważniejszym wyzwaniem staje się dalsza optymalizacja terapii, dopasowanie leczenia do potrzeb pacjentów oraz rozwój systemu opieki, który nadąży za zmianą historii naturalnej choroby.

Zmiana podejścia do leczenia SMA jest dziś widoczna także w sposobie, w jaki eksperci opisują cele terapii. Jak podkreśla dr hab. Justyna Paprocka, prof. Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Dziecięcej SUM w Katowicach, „w tej chwili zmieniło się bardzo dużo, ponieważ przeszliśmy z pewnego podejścia: czy leczyć pacjentów, do pytania, jak zoptymalizować terapię i w jaki sposób poszczególne terapie powinny ze sobą współistnieć”. Jak dodaje ekspertka, skuteczność leczenia widać także w zmieniającej się strukturze populacji chorych: „To, że leczymy bardzo skutecznie, widać w zmieniającym się profilu pacjentów. Mamy coraz większą grupę pacjentów dorosłych, co pokazuje, że leczenie jest prowadzone bardzo dobrze”.

Ta zmiana demograficzna jest dziś jednym z najważniejszych wyzwań systemowych. Coraz większa liczba chorych wchodzi bowiem w dorosłość, a wraz z tym pojawia się konieczność rozwijania strategii długoterminowych oraz odpowiedniej infrastruktury opieki.

„W związku z tym konieczne staje się rozwijanie strategii długoterminowych i opieka nad pacjentami, którzy żyją o wiele dłużej” – wskazywała prof. Paprocka. Jak podkreślała, kluczowe znaczenie mają nie tylko same terapie, lecz także dostęp do rehabilitacji i rozwój nowych strategii leczenia, w tym terapii skojarzonych czy presymptomatycznych.

Coraz więcej dorosłych pacjentów

Zmianę struktury populacji pacjentów z rdzeniowym zanikiem mięśni bardzo wyraźnie pokazują dziś dane programu lekowego. Coraz większa grupa chorych, którzy kilka lat temu rozpoczynali terapię w ośrodkach pediatrycznych, wchodzi obecnie w dorosłość i wymaga dalszego leczenia już w systemie opieki nad pacjentem dorosłym. Jak mówiła prof. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak z Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”, obecnie w Polsce leczonych jest 1195 pacjentów z SMA. „Po raz pierwszy liczba pacjentów dorosłych przekroczyła liczbę dzieci i stało się to dość skokowo – jeszcze w styczniu liczby były mniej więcej równe, a obecnie dorosłych jest o ponad trzydzieści osób więcej” – wskazywała.

Ta zmiana szybko przekłada się na konkretne wyzwania organizacyjne. W najbliższym roku 31 pacjentów osiągnie pełnoletność i przejdzie z ośrodków pediatrycznych do ośrodków dla dorosłych. Formalnie program lekowy obejmuje dziś 18 takich placówek, ale w praktyce nie oznacza to jeszcze, że system jest przygotowany na rosnącą liczbę chorych wymagających płynnej kontynuacji terapii. Jak zwracała uwagę prof. Kotulska-Jóźwiak, problem nie polega już wyłącznie na samym dostępie do leku, lecz coraz częściej na możliwościach organizacyjnych ośrodków: „W zespole koordynującym do spraw SMA niemal przy każdym posiedzeniu mamy pisma od pacjentów, którzy mają problem z kontynuacją terapii. Wynika to z tego, że kolejne wizyty są odsuwane w czasie, ponieważ ośrodek prowadzący leczenie nie ma fizycznie możliwości przyjęcia pacjenta”.

Leczenie działa, ale pojawia się efekt stabilizacji

Z klinicznego punktu widzenia skuteczność terapii stosowanych w rdzeniowym zaniku mięśni nie budzi dziś większych wątpliwości. W wielu przypadkach udaje się zatrzymać postęp choroby, a u części pacjentów osiągnąć wyraźną poprawę funkcjonalną. Widać to zarówno w wynikach badań klinicznych, jak i w codziennej praktyce ośrodków prowadzących leczenie.

Jak wskazywała dr Małgorzata Piosik z Klinicznego Oddziału Neurologii Dorosłych Górnośląskiego Centrum Medycznego w Katowicach-Ochojcu, obecnie w Polsce 384 dorosłych pacjentów z SMA leczonych jest nusinersenem. Doświadczenia kliniczne pokazują, że największa poprawa pojawia się w pierwszym okresie terapii. „Największą poprawę obserwowaliśmy na początku leczenia, w okresie dawki wysycającej i w kolejnych kilkunastu miesiącach terapii” – mówiła neurolog.

W jej ośrodku średnia poprawa w skali Hammersmith wynosiła około 7 punktów, a w skali CHOP-INTEND około 14 punktów. Po tym początkowym okresie dynamika zmian zwykle jednak wyraźnie zwalnia, a stan pacjentów stabilizuje się. „W dalszym przebiegu terapii stan pacjentów utrzymuje się na podobnym poziomie. Co ważne, u wszystkich leczonych osób zatrzymał się postęp choroby” – podkreślała dr Piosik.

Jednocześnie w długotrwałej terapii pojawia się zjawisko, które coraz częściej zgłaszają sami pacjenci. Część z nich obserwuje pogorszenie samopoczucia w okresie poprzedzającym kolejne podanie leku. „Około 2–3 tygodnie przed kolejnym podaniem leku część chorych relacjonuje subiektywne pogorszenie samopoczucia, gorszą tolerancję wysiłku czy rehabilitacji” – mówiła neurolog. Według jej obserwacji dotyczy to niemal 60 proc. pacjentów, szczególnie tych młodszych i bardziej aktywnych. Co istotne, zjawisko to zwykle nie znajduje potwierdzenia w obiektywnych skalach funkcjonalnych ani w badaniu neurologicznym, dlatego pozostaje trudne do jednoznacznej oceny klinicznej.

Dlaczego mówi się dziś o wyższych dawkach

Dyskusja o zwiększeniu dawki nusinersenu nie pojawiła się przypadkowo. W dużej mierze wynika z doświadczeń klinicznych zebranych w ciągu kilku lat stosowania terapii oraz z obserwacji pacjentów, u których po początkowej poprawie dochodzi do stabilizacji stanu funkcjonalnego. W tym kontekście coraz częściej pojawia się pytanie, czy modyfikacja dawki leku mogłaby pozwolić na uzyskanie dodatkowych korzyści terapeutycznych.

Jak przypominała prof. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak, stosowana obecnie dawka nusinersenu – 12 mg – była najwyższą dawką badaną w badaniach klinicznych poprzedzających rejestrację leku. Nie oznacza to jednak, że wcześniej sprawdzono wszystkie możliwości zwiększenia dawkowania. „Badanie zostało przerwane wcześniej ze względu na wyjątkową skuteczność terapii i nie podjęto próby sprawdzenia, co stanie się przy zastosowaniu wyższej dawki”.

Dopiero kolejne badania kliniczne pozwoliły przyjrzeć się temu zagadnieniu bardziej szczegółowo. Jednym z najważniejszych było badanie DEVOTE, które oceniało bezpieczeństwo i skuteczność wyższych dawek nusinersenu. Jak podkreślała prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, właśnie jego wyniki stały się podstawą do rozmów o potencjalnym rozszerzeniu schematu leczenia. „Badanie osiągnęło swój punkt końcowy z 26-punktową zmianą w skali CHOP-INTEND” – wskazywała ekspertka.

SMA jako model rozwoju terapii chorób rzadkich

Eksperci coraz częściej podkreślają, że historia rdzeniowego zaniku mięśni w ostatnich latach stała się jednym z najbardziej spektakularnych przykładów postępu w leczeniu chorób rzadkich. Jeszcze kilkanaście lat temu SMA było schorzeniem, w którym możliwości terapeutyczne ograniczały się praktycznie wyłącznie do leczenia objawowego i wsparcia rehabilitacyjnego. Dziś krajobraz terapeutyczny wygląda zupełnie inaczej.
Jak podkreślała prof. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska, zmiana ta jest fundamentalna nie tylko z punktu widzenia samej choroby, ale także dla całej medycyny chorób rzadkich. „Musimy sobie zdać sprawę, że w rdzeniowym zaniku mięśni naprawdę zadziało się bardzo dużo. To stała się zupełnie inna choroba niż jeszcze kilka lat temu” – mówiła.

Jeszcze niedawno jedyną możliwością było leczenie objawowe, tymczasem dziś dostępnych jest kilka strategii terapeutycznych, a od kilku lat funkcjonuje także przesiew noworodkowy, który pozwala wykryć chorobę zanim pojawią się objawy i rozpocząć terapię na bardzo wczesnym etapie. „Im szybciej zaczynamy leczyć, tym lepiej, ponieważ motoneurony bardzo szybko ulegają utracie. Badania przesiewowe noworodków pozwalają wykryć prawie wszystkie przypadki choroby i mają ogromne znaczenie dla wczesnego leczenia oraz poprawy wyników terapii” – przypominała ekspertka.

Jednocześnie rozwój terapii w SMA nie zatrzymuje się na obecnie stosowanych lekach. W badaniach klinicznych pojawiają się kolejne cząsteczki i nowe strategie terapeutyczne, w tym m.in. oligonukleotydy antysensowne o znacznie rzadszym schemacie podawania czy terapie ukierunkowane bezpośrednio na tkankę mięśniową. W praktyce może to oznaczać także zmianę sposobu prowadzenia leczenia w przyszłości. „Jeżeli pojawiają się leki podawane raz w roku, to naturalnie mogą być chętniej stosowane niż te, które wymagają podawania co cztery miesiące” – zauważyła prof. Mazurkiewicz-Bełdzińska.

Perspektywa pacjentów

Dorota Raczek, prezes Fundacji SMA, przypominała, że jeszcze kilkanaście lat temu diagnoza rdzeniowego zaniku mięśni oznaczała w praktyce brak realnej perspektywy leczenia. W jej własnej rodzinie chorobę rozpoznano w 2009 roku. Jak mówiła, córka choruje na łagodniejszą postać SMA i przez wiele lat jedyną formą wsparcia była intensywna fizjoterapia prowadzona kilka razy w tygodniu. Dopiero w 2019 roku możliwe stało się rozpoczęcie leczenia nusinersenem, co – jak podkreślała – całkowicie zmieniło sytuację pacjentów i ich rodzin.

W jej przypadku terapia przyniosła wyraźną poprawę funkcjonalną, jednak – podobnie jak u wielu innych pacjentów – z czasem pojawił się efekt stabilizacji. „Po włączeniu nusinersenu córka poprawiła wynik w skali Hammersmith o osiem punktów. Z czasem pojawił się jednak efekt plateau – stan jest stabilny, choroba się nie pogarsza, ale postęp się zatrzymał” – mówiła.

To właśnie doświadczenie stabilizacji sprawia, że środowisko pacjentów z dużą uwagą śledzi nowe możliwości terapeutyczne, w tym potencjalną zmianę dawkowania leku. Jak podkreślała Raczek, chorzy często opisują charakterystyczne pogorszenie samopoczucia w okresie poprzedzającym kolejne podanie nusinersenu. „Pacjenci często mówią o sytuacji, w której kilka tygodni przed kolejną dawką pojawia się poczucie spadku siły czy dyskomfortu. Profesjonalnie określa się to jako efekt wearing off”.

Podobne doświadczenia opisywała Pani Agnieszka, mama Radka leczonego nusinersenem od ośmiu lat. Początki terapii – jak mówiła – przyniosły zmianę, która dla rodziny była przełomowa. „Po pierwszych dawkach nastąpił szybki powrót do najlepszego stanu sprzed kilku miesięcy. Dla innych może to niewielka zmiana, dla nas był to ogromny przełom”.

Dziś stan chłopca jest stabilny, a choroba nie postępuje, jednak pod koniec okresu między kolejnymi dawkami pojawia się większa męczliwość i spadek wydolności. Radek chodzi do szkoły, spotyka się z kolegami i prowadzi aktywne życie społeczne, ale – jak opisywała jego mama – w ostatnich tygodniach przed kolejną dawką wyraźnie widać, że organizm zaczyna gorzej tolerować wysiłek.

Historie rodzin pacjentów pokazują, jak duże znaczenie mają kolejne zmiany w terapii – nawet wtedy, gdy choroba jest już ustabilizowana i nie postępuje.

Decyzja refundacyjna możliwa jeszcze w tym roku

Ostateczna decyzja o ewentualnym wprowadzeniu wyższej dawki nusinersenu do refundacji należy do Ministerstwa Zdrowia. Jak poinformowała Dorota Gołębiowska z Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji, producent leku – firma Biogen – złożył w lutym wniosek o objęcie refundacją dawki 28,5 mg.

Przedstawicielka resortu podkreśliła jednak, że zmiana dawkowania wymaga dokładnej oceny. „Zwiększone dawkowanie i zmieniony schemat podawania wymagają dokładnej analizy zarówno pod względem klinicznym, jak i kosztowym” – zaznaczyła.

Jak dodała, wniosek znajduje się obecnie na końcowym etapie negocjacyjnym. Jeśli nie pojawią się dodatkowe kwestie wymagające analizy, decyzja refundacyjna może zapaść w najbliższych miesiącach. „Możemy spodziewać się decyzji w lipcu, a najpóźniej w październiku, jeżeli pojawiłyby się dodatkowe kwestie wymagające analizy” – poinformowała Dorota Gołębiowska.

Choroba, która zmieniła swoje oblicze

Historia SMA pokazuje, jak szybko może zmieniać się medycyna chorób rzadkich, gdy postęp naukowy spotyka się z decyzjami refundacyjnymi i realnym dostępem do leczenia.

„To stała się modelowa choroba, która stanowi wzorzec dla innych schorzeń i daje ogromną nadzieję pacjentom, którzy do tej pory nie mają jeszcze dostępnych terapii” – podsumowała prof. Mazurkiewicz-Bełdzińska.

Dziś rdzeniowy zanik mięśni coraz rzadziej oznacza wyłącznie walkę o przeżycie. Coraz częściej oznacza długotrwałe leczenie, stabilizację choroby i budowanie jakości życia. Właśnie dlatego dyskusja o wyższych dawkach leków, nowych terapiach i organizacji opieki staje się kolejnym etapem tej historii – etapem, w którym medycyna próbuje nie tylko zatrzymać chorobę, ale także poprawić codzienne funkcjonowanie pacjentów.

Źródło: opracowanie redakcji Medicalpress na podstawie zapisu posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Rdzeniowego Zaniku Mięśni (SMA) oraz Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Rzadkich w Sejmie RP. Cytowane wypowiedzi pochodzą z wystąpień uczestników posiedzenia.

Nowe dane, uzyskane w ciągu pięciu lat obserwacji, potwierdzają długoterminową, dużą skuteczność leku doustnego (risdiplamu) w leczeniu dzieci z najcięższą postacią rdzeniowego zaniku mięśni. To dane z badania klinicznego FIREFISH, które były przedstawiane podczas tegorocznego kongresu Cure SMA, przez prof. dr hab. n. med. Marię Mazurkiewicz-Bełdzińską z Kliniki Neurologii Rozwojowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, przewodniczącą Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych.

 

Pani Profesor, podczas tegorocznego, odbywającego się w czerwcu kongresu Cure SMA, prezentowała Pani nowe wyniki uzyskane po 5 latach obserwacji pacjentów uczestniczących w badaniu klinicznym FIREFISH. Na czym polegało to badanie, jacy pacjenci w nim uczestniczyli?
Badanie kliniczne FIREFISH było tzw. badaniem rejestracyjnym, co oznacza, że na podstawie uzyskanych w nim pozytywnych wyników Europejska Agencja Leków (EMA) dopuściła do stosowania w leczeniu rdzeniowego zaniku mięśni lek doustny – risdiplam. Do udziału w tym badaniu były kwalifikowane niemowlęta, które w chwili włączenia do próby klinicznej były pomiędzy 1. a 7. miesiącem życia. Wszystkie te dzieci miały mutację w genie SMN1 i tylko dwie kopie genu SMN2, co oznacza potwierdzoną badaniem genetycznym najcięższą postać rdzeniowego zaniku mięśni. U takich pacjentów proces obumierania motoneuronów jest gwałtowny i zaczyna się albo zaraz po urodzeniu albo nawet w okresie prenatalnym. Dlatego objawy choroby uwidaczniają się już w pierwszym półroczu życia. Historycznie, w naturalnym przebiegu choroby, czyli bez podania leczenia, te dzieci nigdy samodzielnie nie siedziały, 90% z nich wymagało przed ukończeniem pierwszego roku życia wsparcia respiratorowego oraz wsparcia żywieniowego, a wiele z nich umierało w ciągu pierwszych dwóch lat życia z powodu dużego osłabienia mięśni oddechowych i powikłań związanych z ciężkimi infekcjami płuc.

Jaki najistotniejszy sukces udało się osiągnąć w badaniu FIREFISH?
Z perspektywy neurologa dziecięcego obserwującego SMA od lat, największym przełomem było to, że po 5 latach leczenia risdiplamem 91% dzieci z typem 1 SMA nadal żyło, a 81% nie musiało korzystać ze stałej wentylacji wspomagającej oddychanie. Historycznie, u nieleczonych niemowląt z SMA i tylko dwiema kopiami genu SMN2, mediana wieku do osiągnięcia zgonu lub stałej wentylacji wynosiła tylko 10,5 miesiąca.

 Co jeszcze udało się wykazać podczas 5-letniej obserwacji dzieci uczestniczących w badaniu FIREFISH?
Badanie FIREFISH było badaniem jednoramiennym, co oznaczało, że wszystkie uczestniczące w nim dzieci otrzymywały leczenie risdiplamem. W pięcioletniej obserwacji uczestniczyło 49 dzieci: średni wiek, w którym pojawiły się u nich objawy SMA to 1,5 miesiąca, a średni wiek, w którym rozpoczęto leczenie to 5,5 miesiąca. Nie były to zatem dzieci, u których wykryto SMA w badaniu przesiewowym, jeszcze przed rozwinięciem objawów, jak ma to miejsce obecnie, ale były to  dzieci z objawami choroby, i to w najcięższej jej postaci. Skuteczność leku była mierzona za pomocą kilku parametrów i wyników uzyskiwanych w skalach funkcjonalnych. Jednym z tych parametrów był odsetek niemowląt, które potrafiły siedzieć samodzielnie, bez wsparcia. Zdolność samodzielnego siedzenia jest niezwykle istotnym kamieniem milowym w rozwoju ruchowym dzieci wcześniej nieosiągalnym dla tej grupy chorych. Okazało się, że po 24 miesiącach przyjmowania risdiplamu osiągnęło go 53% pacjentów, a po kolejnych 3 latach – 59% dzieci. To nigdy nie zdarzyłoby się w naturalnym przebiegu choroby, bez zastosowania leczenia. Ponadto po 60 miesiącach otrzymywania risdiplamu 69% dzieci kontrolowało i utrzymywało głowę, 50% umiało się samodzielnie przekręcić z boku na bok, 7% dzieci potrafiło samodzielnie stać bez podparcia, a 10% osiągnęło nawet zdolność chodzenia przy wsparciu, co jest kompletnie nieosiągalne dla nieleczonych dzieci z najcięższą postacią SMA. Co istotne, podczas 5 lat trwania leczenia risdiplamem obserwowano postępującą poprawę w zakresie funkcji motorycznych.

Pięcioletnia obserwacja wykazała skuteczność risdiplamu nie tylko w odniesieniu do funkcji motorycznych, ale także tzw. funkcji opuszkowych. Funkcje opuszkowe to funkcje, za które odpowiada rdzeń przedłużony i odchodzące od niego nerwy opuszkowe. Są nimi oddychanie, przełykanie czy mówienie. Jak pokazują wyniki badania klinicznego FIREFISH, po 5 latach leczenia risdiplamem 96% dzieci utrzymywało zdolność do samodzielnego połykania. To nie byłoby możliwe w naturalnym przebiegu tej choroby. Lepsza kontrola funkcji opuszkowych (czyli np. połykania) to większe bezpieczeństwo w trakcie przyjmowania płynów czy pokarmów. Aż 91% dzieci uczestniczących w badaniu FIREFISH było po 5 latach karmionych doustnie, a 80% – wyłącznie doustnie.
Innym, ważnym parametrem ocenianym w badaniu FIREFISH była liczba hospitalizacji. W naturalnym przebiegu SMA często dochodzi do ciężkich infekcji, m.in. zapalenia płuc, i dzieci bardzo dużo czasu spędzają w szpitalu. Liczba hospitalizacji u nieleczonych dzieci z najcięższą postacią SMA wynosi 4-8 na rok. Badanie FIREFISH pokazało, że dzięki leczeniu risdiplamem, liczba hospitalizacji spadła ponad dwukrotnie – z 1,24 pacjento-rok w 12. miesiącu terapii doustnej do 0,55 pacjento-rok w 60. miesiącu leczenia- czyli obrazowo to ujmując – średnio 1 hospitalizacja na 2 lata. Natomiast co piątek dziecko w ogole nie wymagało hospitalizacji przez ten okres.

Jaki jest profil bezpieczeństwa terapii risdiplamem?
W ciągu pięciu lat trwania badania klinicznego FIREFISH, nie odnotowano zdarzeń niepożądanych związanych z leczeniem, które doprowadziłyby do przerwania leczenia lub wycofania się z badania. Co niezwykle ważne, częstość zdarzeń niepożądanych zmniejszyła się o 66%, jeśli porównano okres pierwszych 12 miesięcy leczenia z okresem między 48. a 60. miesiącem leczenia, co świadczy o tym, że leczenie pozwoliło na lepszą kontrolę objawów SMA.

Wśród dzieci, które uczestniczyły w badaniu klinicznym FIREFISH są Zosia i Zuzia z Polski. To ich historie były równiez zaprezentowane podczas kongresu CureSMA. Jaki jest dzisiaj stan funkcjonalny i samodzielność dziewczynek?
Zosia jako niemowlę była bardzo wiotka, nie kontrolowała głowy, nie poruszała nóżkami, a ruchy jej rąk były bardzo ograniczone. Do badania klinicznego i leczenia risdiplamem została zakwalifikowana w wieku czterech miesięcy. Dziś Zosia na skończone 5 lat i potrafi sama usiąść, czworakować, w ortezach stać, stawiać samodzielne kroki, a nawet tańczyć. Jest szczęśliwym, wesołym przedszkolakiem. Leczenie nie tylko uratowało jej życie, ale też poprawiło jego komfort i dało Zosi ogromną szansę na samodzielność. Podobnie jest w przypadku Zuzi, która bardzo mocno poprawia się w rozwoju ruchowym, a rokowania co do jej samodzielności i niezależnego życia są bardzo pomyślne. Dlatego leczenie SMA z zastosowaniem leku doustnego należy uznać u tych pacjentek, tak jak i u wszystkich innych uczestników badania FIREFISH za niebywały sukces.
 
Więcej o historii Zosi:
https://www.neurozmobilizowani.pl/rdzeniowy-zanik-miesni/poznaj-nasza-historie/zosia
https://www.neurozmobilizowani.pl/rdzeniowy-zanik-miesni/poznaj-nasza-historie/zosia-2023

źródło:mat. pras.

W marcu 2022 r. w województwie małopolskim został uruchomiony program badań przesiewowych noworodków w kierunku rdzeniowego zaniku mięśni (SMA). W maju urodził się Leon i został, jako jedno z pierwszych dzieci, zdiagnozowany, jeszcze zanim pojawiły się u niego objawy tej choroby. Wkrótce okazało się, że Leon na 4 kopie genu SMN2, co oznacza, że teoretycznie objawy SMA powinny wystąpić u niego później i być mniej nasilone. Wbrew bardziej wówczas popularnej opinii, żeby odroczyć rozpoczęcie leczenia SMA do czasu wystąpienia objawów, rodzice Leona, Martyna i Sławek, zdecydowali się nie czekać. Mając dziecko bez oznak choroby, nie chcieli narażać go na hospitalizacje kilka razy w roku, inwazyjne procedury medyczne i częste badania. Szukali leku, który wspierałby poczucie zdrowia, a nie temu zaprzeczał. Dzięki wyjazdowi do Włoch, udało się im rozpocząć leczenie syna lekiem doustnym – risdiplamem. Dziś wiedzą, że była to bardzo dobra decyzja – Leon rozwija się jak zdrowi rówieśnicy, chodzi do żłobka, biega, skacze, i jest wesołym, szczęśliwym dzieckiem.
Kiedy i w jaki sposób dowiedzieliście się, że Leon choruje na SMA?

Martyna Orlik: Po urodzeniu Leon otrzymał 10 punktów w skali Apgar. Przybiliśmy sobie ze Sławkiem piątkę: „Zdrowy dzidziuś, super, lecimy dalej”. Po dwóch tygodniach zadzwoniła neurolożka, mówiąc, że wyniki badania przesiewowego wyszły źle i musimy je powtórzyć. Gdy dowiedziałam się, że chodzi o rdzeniowy zanik mięśni, to mnie zmiotło. Pojechaliśmy do szpitala na dodatkowe badanie i z niepokojem czekaliśmy na jego wynik. Wszyscy nas uspokajali, mówiąc, że SMA jest tak rzadką chorobą, że na pewno nam się to nie zdarzy. No, ale się zdarzyło. I to był szok. Byłam przerażona, miałam też ogromne poczucie winy, że w tej loterii genowej Leon dostał od nas właśnie te geny, które determinują chorobę.
Sławek Wydra: To był najgorszy czas w moim życiu. Zamiast radości z narodzin syna, była pewnego rodzaju żałoba i żegnanie się z wyobrażeniami na temat tego, jak będzie wyglądało nasze życie z dzieckiem. Pojawiło się także bardzo dużo pytań, czuliśmy się zupełnie zdezorientowani i zagubieni, a był to czas, kiedy trzeba było podejmować różne, bardzo ważne decyzje. Niezwykle pomocne okazało się wówczas wsparcie ze strony Fundacji SMA.
Leon ma 4 kopie genu SMN2. Co to oznacza?
Martyna Orlik: U podłoża rdzeniowego zaniku mięśni leży zbyt mała produkcja w organizmie osoby chorej białka SMN, które jest kluczowe dla działania mięśni. Szybkość postępowania choroby oraz ciężkość objawów, w dużej mierze, zależą tego, jak dużo białka SMN jest produkowane w organizmie, a to z kolei zależy od liczby posiadanych kopii genu SMN2. Im więcej kopii tego genu ma pacjent, tym więcej białka SMN znajduje się w jego ciele, co przekłada się na teoretycznie lepsze rokowania. Ale tak naprawdę są różne przypadki i nigdy nie ma pewności, jak będzie przebiegała choroba u danego pacjenta. W grupie chorych z 4 kopiami genu SMN2 też są obserwowane przypadki szybkiego rozwoju objawów. Teoretycznie pacjent z 4 kopiami genu SMN2 ma jednak lepiej. Ale z drugiej strony ma gorzej – bo w Polsce nie ma dla niego odpowiedniego leczenia. Terapia genowa nawet nie jest zarejestrowana dla takich pacjentów, natomiast lek doustny – risdiplam – nie jest refundowany. Jedyną dostępną w Polsce opcją dla pacjentów z 4 kopiami genu SMN2 jest leczenie lekiem dokanałowym, podawanym w procedurze wkłuć dolędźwiowych kilka razy w roku. Jest to leczenie inwazyjne, związane z koniecznością hospitalizacji, dlatego trudno się na nie zdecydować, mając dziecko zdiagnozowane bezobjawowo, z teoretycznie łagodniejszą postacią SMA. Nam lekarze, zarówno w Polsce, jak i we Włoszech, sugerowali, żeby poczekać z rozpoczęciem leczenia na pojawienie się symptomów choroby.
Sławek Wydra: Z drugiej strony trudno nam było zrozumieć to, że mamy czekać, żeby choroba ruszyła, skoro można podać lek, który może w ogóle zapobiec wystąpieniu objawów. Nikt nie potrafił przekonać nas do tego, że czekanie na      objaw jest przemyślaną strategią, popartą faktami czy badaniami. Na dodatek nie wiedzieliśmy na jaki konkretnie objaw mamy czekać, wszystko to jest bardzo uznaniowe, coś co jeden lekarz uzna za objaw, inny – nie. Ale wiedzieliśmy, że jeśli pojawi się objaw, będzie to oznaczało, że doszło już do jakiegoś nieodwracalnego uszczerbku na zdrowiu. A przecież sens przesiewu jest taki, żeby SMA diagnozować jak najszybciej i jak najszybciej wdrażać odpowiednie leczenie po to, żeby przeciwdziałać rozwojowi choroby.

Z tego powodu zdecydowaliście się niezwłocznie rozpocząć leczenie u Leona?

Martyna Orlik: Tak. I także dlatego, że wiedzieliśmy, że leczenie da nam poczucie bezpieczeństwa i psychiczny komfort. I tak też jest. Leonowi leczenie daje pewność, że prawdopodobnie będzie żył normalnie, bez objawów choroby, a nam daje spokój i to, że nie żyjemy w wyczekiwaniu objawów i w ciągłym strachu, żeby czegoś nie przegapić. Nie zastanawiamy się za każdym razem, gdy Leon się przewróci, czy to oznacza, że właśnie pojawił się objaw.
Sławek Wydra: Dzięki leczeniu możemy żyć normalnym życiem z chorobą jako pewnym naszym towarzyszem, a nie czymś wokół czego skupia się całe nasze funkcjonowanie. Dziś wiemy, że decyzja o szybkim wdrożeniu leczenia u Leona była najlepszą z możliwych, bo coraz więcej specjalistów w Polsce i za granicą, mówi o tym, że liczba kopii genu SMN2 nie powinna wpływać na decyzję o leczeniu i że dzieci, takie jak Leon, czyli zdiagnozowane przedobjawowo i posiadające 4 lub nawet więcej kopii genu SMN2, również wymagają leczenia modyfikującego przebieg SMA, a leczenie to powinno być rozpoczynane od razu po diagnozie.

Dlaczego zdecydowaliście się na leczenie Leona lekiem doustnym?

Martyna Orlik: Leon jest dzieckiem bezobjawowym, które może żyć w zasadzie normalnie, bez obciążenia hospitalizacjami, wkłuciami, czy ciągłą obserwacją medyczną, więc chcieliśmy znaleźć taki lek, który będzie to wspierał, a nie temu zaprzeczał. Taki, który pozwoli nam żyć, tak jakby tej choroby nie było. Takim lekiem jest podawany doustnie, w domu pacjenta, risdiplam. Niestety, w Polsce pacjenci z 4 kopiami genu SMN2 mają dostęp tylko do leczenia lekiem nusinersen, który jest podawany dokanałowo. Dlatego, aby móc rozpocząć u Leona nieinwazyjną terapię doustną, musieliśmy podjąć leczenie zagranicą, konkretnie we Włoszech. Gdy ponad półtora roku temu zaczynaliśmy tam terapię, we Włoszech nie było badań przesiewowych noworodków, ale były już dostępne wszystkie leki na SMA, a decyzja, który lek wybrać należała wyłącznie do lekarza i rodziców, a nie do urzędników. Myślę, że tak to powinno wyglądać, bo wszystkie konsekwencje tej decyzji – fizyczne, psychologiczne, emocjonalne – ponosimy my, rodzice i nasze dzieci, a nie urzędnicy. Dlatego to my powinniśmy ją podejmować.
Sławek Wydra: Martyna i ja chcemy mieć po prostu radość z życia. I dlatego postanowiliśmy zawalczyć o taką zwykłą normalność, zwłaszcza, że wiedzieliśmy, że leczenie, które wybierzemy dla Leona będzie leczeniem prawdopodobnie na całe życie, a na pewno zobowiązaniem na wiele, wiele lat. Jest więc bardzo ważne, żeby było ono jak najmniej obciążające.
Jak obecnie wygląda Wasze życie z SMA?
Martyna Orlik: Leon nie ma objawów SMA. Według lekarzy i fizjoterapeutów, rozwija się motorycznie prawidłowo – biega, skacze, wchodzi po schodach, nosi rożne rzeczy, przewraca się, kontrolując swoje ciało. Chodzi do żłobka i jest wesołym dzieckiem, i mamy nadzieję, że tak będzie dalej. Oczywiście mamy różne obawy – czy lek nie okaże się za słaby, czy ministerstwo nie wycofa się z refundacji, czy jak Leon będzie starszy, będzie chciał przyjmować lek. Ale staramy się za wiele o tym nie myśleć i cieszymy się naszym zwykłym, codziennym życiem. Bardzo chcielibyśmy, żeby taką możliwość mieli rodzice wszystkich dzieci z rdzeniowym zanikiem mięśni – dlatego wierzymy w to, że wkrótce sytuacja w Polsce zmieni się na korzyść i dzieci zdiagnozowane w badaniu przesiewowym, mające 4 kopie genu SMN2, będą mogły otrzymywać bezinwazyjną, doustną terapię, która pozwoli im żyć zarówno bez objawów choroby, jak i bez obciążenia pobytami w szpitalu i różnymi procedurami medycznymi.
 
Komentarz eksperta: prof. dr hab. n. med. Marii Mazurkiewicz-Bełdzińskej, kierownik Kliniki Neurologii Rozwojowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, przewodniczącej Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych
Dostępność terapii doustnej dla pacjentów z SMA, z 4 kopiami genu SMN2, u których przebieg choroby zwykle jest najłagodniejszy, ma ogromne uzasadnienie zarówno ze względu na wspominany w wywiadzie brak obciążeń dla pacjenta i rodziców hospitalizacjami i wizytami w szpitalu, jak i na udowodnioną już w badaniach skuteczność tej terapii u tych pacjentów. Zgodnie z wynikami tych badań, wydaje się, że terapia doustna jest równie skuteczna jak terapia dokanałowa, a pozwala na zachowanie jak najlepszej jakości życia pacjenta, bez poczucia znacznego „obciążenia” chorobą.  Terapia doustna jest stosowana u pacjentów z 4 kopiami genu SMN2 w wielu krajach europejskich.

źródło: ExpertPR
Na zdjęciu: Martyna, mama Leona

Podczas tegorocznej konferencji naukowej Muscular Dystrophy Association (MDA) zaprezentowano wyniki uzyskane po 4 latach leczenia pacjentów z rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA) typu 2 i typu 3, uczestniczących w badaniu klinicznym SUNFISH. Pacjenci otrzymywali leczenie doustne lekiem risdiplam, a rezultaty tej terapii były tak samo dobre po 4 latach, jak po pierwszym roku leczenia. Potwierdzono więc długoterminową skuteczność i korzystny profil bezpieczeństwa terapii risdiplamem u bardzo heterogennej grupy pacjentów – będących w różnym wieku i mających różne zaawansowanie choroby.

 
Badanie kliniczne SUNFISH było jednym z badań, na podstawie którego zarejestrowano do stosowania u pacjentów z rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA) lek doustny – risdiplam. W badaniu tym uczestniczyło 180 pacjentów w wieku od 2 do 25 lat, chorujących na SMA typu 2, czyli takich, którzy nigdy nie zaczęli samodzielnie chodzić, oraz z SMA typu 3, którzy utracili zdolność samodzielnego chodzenia. Jest to jedyne badanie rejestracyjne leku na SMA, obejmujące dorosłych chorych. Co ważne, do badania SUNFISH byli kwalifikowani także ci pacjenci, którzy byli wykluczani z badań innych leków, ze względu na duże zaawansowanie choroby. Większość uczestników badania SUNFISH stanowili chorzy ze skoliozami, ciężkimi skoliozami, po przebytych operacjach kręgosłupa oraz z generalnie niską wyjściową punktacją w skalach oceniających funkcje motoryczne.

Korzystne 2-letnie wyniki były podstawą rejestracji leku

Najistotniejszym parametrem analizowanym w badaniu SUNFISH była zmiana w skali MFM-32 (Motor Function Measure), która jest zatwierdzonym instrumentem służącym do oceny zdolności motorycznych u dzieci i dorosłych z SMA. W naturalnym przebiegu rdzeniowego zaniku mięśni zawsze dochodzi do stopniowego pogorszenia funkcji motorycznych, czyli chorzy tracą kolejne punkty, natomiast wśród uczestników badania SUNFISH w ciągu 12 i 24 miesięcy leczenia zauważalna była poprawa. Pacjenci, otrzymujący leczenie risdiplamem, uzyskiwali kolejne punkty w skali MFM. Poprawa była widoczna także w skali HFMS (Hammersmith Functional Motor Scale) oraz w skali RULM (Revised Upper Limb Module), dotyczącej funkcji kończyn górnych. Dodatkowo, efekty stosowania terapii doustnej były oceniane z zastosowaniem kwestionariusza SMAIS (SMA Independence Scale), dotyczącego subiektywnej oceny stopnia samodzielności pacjentów. Kwestionariusz ten wypełniają sami pacjenci, a w przypadku młodszych dzieci, mających mniej niż 12 lat – ich opiekunowie. Jest to skala opracowana przez firmę Roche, służąca do oceny poziomu pomocy, jakiej pacjenci z rdzeniowym zanikiem mięśni potrzebują do wykonania różnych codziennych czynności. Okazało się, że dzięki leczeniu risdiplamem pacjenci wymagali coraz mniejszej pomocy ze strony opiekunów i coraz więcej codziennych czynności byli w ranie wykonać samodzielnie. Wzrost samodzielności był widoczny już w ciągu pierwszych 12 miesięcy leczenia risdiplamem. Badanie SUNFISH wykazało również duże bezpieczeństwo stosowania risdiplamu – w trakcie trwania badania nie zaobserwowano znaczących zdarzeń niepożądanych związanych z leczeniem.

Nowe dane świadczą o wieloletnich korzyściach terapeutycznych

W marcu tego roku zaprezentowano nowe dane obejmujące 4 lata obserwacji pacjentów uczestniczących w badaniu SUNFISH, przyjmujących lek risdiplam. Okazało się, że poprawa funkcji motorycznych w stosunku do wartości wyjściowych, zaobserwowana w pierwszym roku badania, mierzona skalą MFM-32, utrzymywała się do 4. roku leczenia. Tak długo utrzymująca się stabilizacja, w przypadku pacjentów z mocno zaawansowanym SMA, jest dużym sukcesem. Co więcej, u uczestników badania SUNFISH po 4 latach leczenia następowała dalsza poprawa lub stabilizacja w skali RULM (oceniającej sprawność kończyn górnych) oraz poprawa w skali SMAIS (oceniającej samodzielność chorych) – zarówno w opinii osób chorych, jak i opiekunów. Pacjenci i ich bliscy zauważali, że lepiej z samodzielnym jedzeniem, piciem, myciem się, czesaniem, myciem zębów, zapinaniem guzików czy podnoszeniem i przenoszeniem różnych przedmiotów. W czasie 4 lat leczenia spadał odsetek zdarzeń niepożądanych, co potwierdza korzystny profil bezpieczeństwa risdiplamu u osób z rdzeniowym zanikiem mięśni typu 2 i 3.
Wśród nowych wyników są także dane dotyczące stosowania się pacjentów do zaleceń dotyczących przyjmowania leku. Okazało się, że są one bardzo zadowalające – średnie realne przyjmowanie codziennej dawki leku wyniosło blisko 99%, z tego ponad 98% pacjentów przyjęło więcej niż 80% zaleconych dawek leku. Oznacza to, że przestrzeganie zaleceń związanych z terapią doustną nie stanowi problemu dla chorych.

Lek risdiplam jest obecnie zatwierdzony w ponad 90 krajach na całym świecie. Z powodzeniem stosuje go ponad 8 500 osób z SMA – od noworodków do osób powyżej 60. roku życia. Od września 2022 lek jest również refundowany dla polskich pacjentów od 2. miesiąca życia, u których występują przeciwwskazania do stosowania leczenia dokanałowego.

źródło: MDA

Podczas tegorocznej konferencji naukowej Muscular Dystrophy Association (MDA) zaprezentowano wyniki uzyskane po 4 latach leczenia pacjentów z rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA) typu 2 i typu 3, uczestniczących w badaniu klinicznym SUNFISH. Pacjenci otrzymywali leczenie doustne lekiem risdiplam, a rezultaty tej terapii były tak samo dobre po 4 latach, jak po pierwszym roku leczenia. Potwierdzono więc długoterminową skuteczność i korzystny profil bezpieczeństwa terapii risdiplamem u bardzo heterogennej grupy pacjentów – będących w różnym wieku i mających różne zaawansowanie choroby.

 
Badanie kliniczne SUNFISH było jednym z badań, na podstawie którego zarejestrowano do stosowania u pacjentów z rdzeniowym zanikiem mięśni (SMA) lek doustny – risdiplam. W badaniu tym uczestniczyło 180 pacjentów w wieku od 2 do 25 lat, chorujących na SMA typu 2, czyli takich, którzy nigdy nie zaczęli samodzielnie chodzić, oraz z SMA typu 3, którzy utracili zdolność samodzielnego chodzenia. Jest to jedyne badanie rejestracyjne leku na SMA, obejmujące dorosłych chorych. Co ważne, do badania SUNFISH byli kwalifikowani także ci pacjenci, którzy byli wykluczani z badań innych leków, ze względu na duże zaawansowanie choroby. Większość uczestników badania SUNFISH stanowili chorzy ze skoliozami, ciężkimi skoliozami, po przebytych operacjach kręgosłupa oraz z generalnie niską wyjściową punktacją w skalach oceniających funkcje motoryczne.

Korzystne 2-letnie wyniki były podstawą rejestracji leku

Najistotniejszym parametrem analizowanym w badaniu SUNFISH była zmiana w skali MFM-32 (Motor Function Measure), która jest zatwierdzonym instrumentem służącym do oceny zdolności motorycznych u dzieci i dorosłych z SMA. W naturalnym przebiegu rdzeniowego zaniku mięśni zawsze dochodzi do stopniowego pogorszenia funkcji motorycznych, czyli chorzy tracą kolejne punkty, natomiast wśród uczestników badania SUNFISH w ciągu 12 i 24 miesięcy leczenia zauważalna była poprawa. Pacjenci, otrzymujący leczenie risdiplamem, uzyskiwali kolejne punkty w skali MFM. Poprawa była widoczna także w skali HFMS (Hammersmith Functional Motor Scale) oraz w skali RULM (Revised Upper Limb Module), dotyczącej funkcji kończyn górnych. Dodatkowo, efekty stosowania terapii doustnej były oceniane z zastosowaniem kwestionariusza SMAIS (SMA Independence Scale), dotyczącego subiektywnej oceny stopnia samodzielności pacjentów. Kwestionariusz ten wypełniają sami pacjenci, a w przypadku młodszych dzieci, mających mniej niż 12 lat – ich opiekunowie. Jest to skala opracowana przez firmę Roche, służąca do oceny poziomu pomocy, jakiej pacjenci z rdzeniowym zanikiem mięśni potrzebują do wykonania różnych codziennych czynności. Okazało się, że dzięki leczeniu risdiplamem pacjenci wymagali coraz mniejszej pomocy ze strony opiekunów i coraz więcej codziennych czynności byli w ranie wykonać samodzielnie. Wzrost samodzielności był widoczny już w ciągu pierwszych 12 miesięcy leczenia risdiplamem. Badanie SUNFISH wykazało również duże bezpieczeństwo stosowania risdiplamu – w trakcie trwania badania nie zaobserwowano znaczących zdarzeń niepożądanych związanych z leczeniem.

Nowe dane świadczą o wieloletnich korzyściach terapeutycznych

W marcu tego roku zaprezentowano nowe dane obejmujące 4 lata obserwacji pacjentów uczestniczących w badaniu SUNFISH, przyjmujących lek risdiplam. Okazało się, że poprawa funkcji motorycznych w stosunku do wartości wyjściowych, zaobserwowana w pierwszym roku badania, mierzona skalą MFM-32, utrzymywała się do 4. roku leczenia. Tak długo utrzymująca się stabilizacja, w przypadku pacjentów z mocno zaawansowanym SMA, jest dużym sukcesem. Co więcej, u uczestników badania SUNFISH po 4 latach leczenia następowała dalsza poprawa lub stabilizacja w skali RULM (oceniającej sprawność kończyn górnych) oraz poprawa w skali SMAIS (oceniającej samodzielność chorych) – zarówno w opinii osób chorych, jak i opiekunów. Pacjenci i ich bliscy zauważali, że lepiej z samodzielnym jedzeniem, piciem, myciem się, czesaniem, myciem zębów, zapinaniem guzików czy podnoszeniem i przenoszeniem różnych przedmiotów. W czasie 4 lat leczenia spadał odsetek zdarzeń niepożądanych, co potwierdza korzystny profil bezpieczeństwa risdiplamu u osób z rdzeniowym zanikiem mięśni typu 2 i 3.
Wśród nowych wyników są także dane dotyczące stosowania się pacjentów do zaleceń dotyczących przyjmowania leku. Okazało się, że są one bardzo zadowalające – średnie realne przyjmowanie codziennej dawki leku wyniosło blisko 99%, z tego ponad 98% pacjentów przyjęło więcej niż 80% zaleconych dawek leku. Oznacza to, że przestrzeganie zaleceń związanych z terapią doustną nie stanowi problemu dla chorych.

Lek risdiplam jest obecnie zatwierdzony w ponad 90 krajach na całym świecie. Z powodzeniem stosuje go ponad 8 500 osób z SMA – od noworodków do osób powyżej 60. roku życia. Od września 2022 lek jest również refundowany dla polskich pacjentów od 2. miesiąca życia, u których występują przeciwwskazania do stosowania leczenia dokanałowego.

źródło: MDA

W czerwcu już po raz jedenasty odbędzie się „Weekend ze SMA-kiem” – międzynarodowe wydarzenie o charakterze edukacyjno-integracyjnym, którego celem jest poprawa dobrostanu osób z rdzeniowym zanikiem mięśni oraz ich rodzin. Wydarzenie, co roku gromadzi kilkuset uczestników z różnych krajów, którzy dzięki prowadzonym przez specjalistów wykładom i warsztatom, zdobywają wiedzę na temat leczenia, rehabilitacji, kształcenia i możliwości rozwoju zawodowego. Jest to również czas wymiany doświadczeń w radzeniu sobie z chorobą oraz czas budowania więzi i wzajemnych relacji. Tegoroczna edycja „Weekendu ze SMA-kiem” odbędzie się 2-3 czerwca w Hotelu BOSS przy ul. Żwanowieckiej 20 w Warszawie. 

Wyjątkowy czas!

Pierwsza edycja „Weekendu ze SMA-kiem” odbyła się w maju 2013 roku. Od tego czasu wydarzenie na stałe wpisało się już w kalendarz ważnych dat dla chorych na rdzeniowy zanik mięśni, ich rodzin, Fundacji SMA i wybitnych specjalistów, którzy co roku nieodpłatnie edukują uczestników konferencji. 10 lat temu głównym celem Fundacji SMA była integracja środowiska chorych na rdzeniowy zanik mięśni oraz wsparcie w sytuacji braku leczenia. Następne lata to czas nadziei i oczekiwania na przełom w badaniach nad lekami na SMA. Kiedy pojawiła się pierwsza terapia na SMA, oprócz radości, czuliśmy, że jest to sukces całej naszej społeczności. Już wtedy nasze działania skupiły się na wprowadzeniu badań w kierunku SMA do przesiewu noworodków. Obecnie z tego programu już 67 dzieci zostało zdiagnozowanych. Rewolucyjne zmiany przyniosły kolejne leki na SMA, a dostęp do kilku terapii pozwolił chorym i ich bliskim na zmianę perspektywy i planów na przyszłość.

Przed nami jeszcze najtrudniejsza praca nad wprowadzeniem opieki koordynowanej oraz nadzieje na kolejne leki, tym razem wzmacniające mięśnie. Jakość życia naszych chorych to nasz priorytet. Podczas Weekendu ze SMAkiem mamy możliwość dzielenia się wiedzą, nowymi technologiami i terapiami  oraz codziennymi rozwiązaniami. Integracja połączona z edukacją, daje nam wszystkim poczucie wspólnoty i dążenia do lepszego jutra – mówi Dorota Raczek, prezes Fundacji SMA.

Już 2-3 czerwca br. całe rodziny mierzące się z wielkim wyzwaniem jakim jest rdzeniowy zanik mięśni, spotkają się w Hotelu BOSS w Warszawie podczas XI „Weekendu ze SMA-kiem”, który będzie miał charakter warsztatowo-konferencyjny. W programie m.in.: mój miniony rok – oczekiwania i doświadczenia osób z SMA słowami chorych, co czeka świat SMA, nowe cząsteczki, terapie i badania, profilaktyka i wsparcie oddechowe w czasie silnych infekcji, elektrostymulacja twarzy – możliwości i ograniczenia stawy biodrowe u dzieci z SMA, aktywizacja ruchowa i wparcie osób z niepełnosprawnością. Na chorych z SMA i ich rodziny czekają także ciekawe aktywności o charakterze integracyjnym, jak np. wieczorna gala, bal dla dzieci, bal dla dorosłych i światełko do nieba. 

W piątek odbędzie się SMArt RUN — bieg, którego celem jest przede wszystkim szerzenie świadomości o chorobie, jaką jest rdzeniowy zanik mięśni oraz wsparcie społeczności chorych na SMA. 

Wykorzystać możliwości

Weekend ze SMA-kiem stale się rozwija i rozrasta, a z roku na rok bierze w nim udział coraz więcej osób. W tym roku, po raz pierwszy, społeczność chorych na rdzeniowy zanik mięśni i ich rodziny spotkają się w nowej rzeczywistości – od 28. marca 2022 roku cała Polska została objęta powszechnymi badaniami przesiewowymi noworodków w kierunku SMA, a od września ub.r. chorzy mają dostęp do wszystkich trzech zarejestrowanych terapii – nusinersenu, onasemnogenu abeparwoweku (terapii genowej) i risdiplamu. Wprowadzenie przesiewu i trzech terapii w leczeniu SMA jest nie tylko ważnym wydarzeniem dla całej społeczności, ale również dla całej Polski, która stała się jednym z głównych liderów w leczeniu tej choroby w Europie, na równi z Niemcami, Norwegią i Belgią. 

Najszerzej stosowaną terapią w leczeniu SMA jest nusinersen, to także terapia, która stosowana jest u największej liczby pacjentów i ma najdłuższe obserwacje kliniczne. 14 marca br. w systemie SMPT (monitorowania przebiegu programu terapeutycznego) nusinersenem leczonych było 813 osób. Nusinersen jest pierwszym zarejestrowanym lekiem modyfikującym przebieg choroby SMA, który jest już dostępny dla polskich chorych od ponad sześciu lat (pierwsze podania w ramach wczesnego dostępu (EAP) – marzec 2017 r.). Pozostałe dwie terapie uzupełniają program lekowy B.102 i łącznie z pierwszą terapią, zmieniają na lepsze jakość życia osób z rdzeniowym zanikiem mięśni. Dzięki skutecznemu leczeniu i rehabilitacji chorzy z SMA mogą żyć, podróżować, uczyć się, pracować i być bardziej samodzielni. Mogą z nadzieją patrzeć w przyszłość i realizować swoje plany i marzenia.

Wiedzieć, wspierać, pomagać

SMA, czyli rdzeniowy zanik mięśni, to ciężka choroba rzadka, rozwijająca się na skutek wady genetycznej, która upośledza produkcję białka SMN niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania neuronów ruchowych zlokalizowanych w rdzeniu kręgowym. Brak impulsów nerwowych na skutek obumierania neuronów prowadzi do uogólnionego osłabienia i postępującego stopniowo częściowego lub całkowitego zaniku mięśni szkieletowych. Choroba dotyka osób w różnym wieku, jednak w ponad 90 proc. przypadków objawy pojawiają się w niemowlęctwie albo wczesnym dzieciństwie. W Polsce na SMA choruje ok. 1200 osób w różnym wieku. Każdego roku lekarze rozpoznają ok. 50 nowych przypadków zachorowań. 

Warto zaznaczyć, że SMA nie wpływa na rozwój poznawczy i intelektualny. Chore dzieci są przeważnie równie inteligentne, jak ich zdrowi rówieśnicy. Do chwili wprowadzenia nowoczesnych metod opieki oddechowej i leczenia farmakologicznego SMA była najczęstszą genetyczną przyczyną śmierci dzieci do 2. roku życia. 

„Weekend ze SMA-kiem” w założeniu ma wspierać chorych na SMA i ich rodziny. To szansa nie tylko na zdobycie najnowszej wiedzy nt. radzenia sobie z tą nieuleczalną chorobą, ale i szansa na integrację z innymi rodzinami i otrzymanie wsparcia. 

Konferencja została objęta honorowym patronatem Małżonki Prezydenta RP – Agaty Kornhauser-Dudy, komitetem honorowym Rzecznika Praw Pacjenta Bartłomieja Chmielowca,  patronatem naukowym Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych, Krajowej Izby Fizjoterapeutów, Stowarzyszenia Fizjoterapia Polska, patronatem medialnym mediów ogólnopolskich i branżowych.

 



Cały program wydarzenia dostępny jest na stronie konferencji:
https://konferencja2023.fsma.pl/

źródło: FSMA

W czerwcu już po raz jedenasty odbędzie się „Weekend ze SMA-kiem” – międzynarodowe wydarzenie o charakterze edukacyjno-integracyjnym, którego celem jest poprawa dobrostanu osób z rdzeniowym zanikiem mięśni oraz ich rodzin. Wydarzenie, co roku gromadzi kilkuset uczestników z różnych krajów, którzy dzięki prowadzonym przez specjalistów wykładom i warsztatom, zdobywają wiedzę na temat leczenia, rehabilitacji, kształcenia i możliwości rozwoju zawodowego. Jest to również czas wymiany doświadczeń w radzeniu sobie z chorobą oraz czas budowania więzi i wzajemnych relacji. Tegoroczna edycja „Weekendu ze SMA-kiem” odbędzie się 2-3 czerwca w Hotelu BOSS przy ul. Żwanowieckiej 20 w Warszawie. 

Wyjątkowy czas!

Pierwsza edycja „Weekendu ze SMA-kiem” odbyła się w maju 2013 roku. Od tego czasu wydarzenie na stałe wpisało się już w kalendarz ważnych dat dla chorych na rdzeniowy zanik mięśni, ich rodzin, Fundacji SMA i wybitnych specjalistów, którzy co roku nieodpłatnie edukują uczestników konferencji. 10 lat temu głównym celem Fundacji SMA była integracja środowiska chorych na rdzeniowy zanik mięśni oraz wsparcie w sytuacji braku leczenia. Następne lata to czas nadziei i oczekiwania na przełom w badaniach nad lekami na SMA. Kiedy pojawiła się pierwsza terapia na SMA, oprócz radości, czuliśmy, że jest to sukces całej naszej społeczności. Już wtedy nasze działania skupiły się na wprowadzeniu badań w kierunku SMA do przesiewu noworodków. Obecnie z tego programu już 67 dzieci zostało zdiagnozowanych. Rewolucyjne zmiany przyniosły kolejne leki na SMA, a dostęp do kilku terapii pozwolił chorym i ich bliskim na zmianę perspektywy i planów na przyszłość.

Przed nami jeszcze najtrudniejsza praca nad wprowadzeniem opieki koordynowanej oraz nadzieje na kolejne leki, tym razem wzmacniające mięśnie. Jakość życia naszych chorych to nasz priorytet. Podczas Weekendu ze SMAkiem mamy możliwość dzielenia się wiedzą, nowymi technologiami i terapiami  oraz codziennymi rozwiązaniami. Integracja połączona z edukacją, daje nam wszystkim poczucie wspólnoty i dążenia do lepszego jutra – mówi Dorota Raczek, prezes Fundacji SMA.

Już 2-3 czerwca br. całe rodziny mierzące się z wielkim wyzwaniem jakim jest rdzeniowy zanik mięśni, spotkają się w Hotelu BOSS w Warszawie podczas XI „Weekendu ze SMA-kiem”, który będzie miał charakter warsztatowo-konferencyjny. W programie m.in.: mój miniony rok – oczekiwania i doświadczenia osób z SMA słowami chorych, co czeka świat SMA, nowe cząsteczki, terapie i badania, profilaktyka i wsparcie oddechowe w czasie silnych infekcji, elektrostymulacja twarzy – możliwości i ograniczenia stawy biodrowe u dzieci z SMA, aktywizacja ruchowa i wparcie osób z niepełnosprawnością. Na chorych z SMA i ich rodziny czekają także ciekawe aktywności o charakterze integracyjnym, jak np. wieczorna gala, bal dla dzieci, bal dla dorosłych i światełko do nieba. 

W piątek odbędzie się SMArt RUN — bieg, którego celem jest przede wszystkim szerzenie świadomości o chorobie, jaką jest rdzeniowy zanik mięśni oraz wsparcie społeczności chorych na SMA. 

Wykorzystać możliwości

Weekend ze SMA-kiem stale się rozwija i rozrasta, a z roku na rok bierze w nim udział coraz więcej osób. W tym roku, po raz pierwszy, społeczność chorych na rdzeniowy zanik mięśni i ich rodziny spotkają się w nowej rzeczywistości – od 28. marca 2022 roku cała Polska została objęta powszechnymi badaniami przesiewowymi noworodków w kierunku SMA, a od września ub.r. chorzy mają dostęp do wszystkich trzech zarejestrowanych terapii – nusinersenu, onasemnogenu abeparwoweku (terapii genowej) i risdiplamu. Wprowadzenie przesiewu i trzech terapii w leczeniu SMA jest nie tylko ważnym wydarzeniem dla całej społeczności, ale również dla całej Polski, która stała się jednym z głównych liderów w leczeniu tej choroby w Europie, na równi z Niemcami, Norwegią i Belgią. 

Najszerzej stosowaną terapią w leczeniu SMA jest nusinersen, to także terapia, która stosowana jest u największej liczby pacjentów i ma najdłuższe obserwacje kliniczne. 14 marca br. w systemie SMPT (monitorowania przebiegu programu terapeutycznego) nusinersenem leczonych było 813 osób. Nusinersen jest pierwszym zarejestrowanym lekiem modyfikującym przebieg choroby SMA, który jest już dostępny dla polskich chorych od ponad sześciu lat (pierwsze podania w ramach wczesnego dostępu (EAP) – marzec 2017 r.). Pozostałe dwie terapie uzupełniają program lekowy B.102 i łącznie z pierwszą terapią, zmieniają na lepsze jakość życia osób z rdzeniowym zanikiem mięśni. Dzięki skutecznemu leczeniu i rehabilitacji chorzy z SMA mogą żyć, podróżować, uczyć się, pracować i być bardziej samodzielni. Mogą z nadzieją patrzeć w przyszłość i realizować swoje plany i marzenia.

Wiedzieć, wspierać, pomagać

SMA, czyli rdzeniowy zanik mięśni, to ciężka choroba rzadka, rozwijająca się na skutek wady genetycznej, która upośledza produkcję białka SMN niezbędnego do prawidłowego funkcjonowania neuronów ruchowych zlokalizowanych w rdzeniu kręgowym. Brak impulsów nerwowych na skutek obumierania neuronów prowadzi do uogólnionego osłabienia i postępującego stopniowo częściowego lub całkowitego zaniku mięśni szkieletowych. Choroba dotyka osób w różnym wieku, jednak w ponad 90 proc. przypadków objawy pojawiają się w niemowlęctwie albo wczesnym dzieciństwie. W Polsce na SMA choruje ok. 1200 osób w różnym wieku. Każdego roku lekarze rozpoznają ok. 50 nowych przypadków zachorowań. 

Warto zaznaczyć, że SMA nie wpływa na rozwój poznawczy i intelektualny. Chore dzieci są przeważnie równie inteligentne, jak ich zdrowi rówieśnicy. Do chwili wprowadzenia nowoczesnych metod opieki oddechowej i leczenia farmakologicznego SMA była najczęstszą genetyczną przyczyną śmierci dzieci do 2. roku życia. 

„Weekend ze SMA-kiem” w założeniu ma wspierać chorych na SMA i ich rodziny. To szansa nie tylko na zdobycie najnowszej wiedzy nt. radzenia sobie z tą nieuleczalną chorobą, ale i szansa na integrację z innymi rodzinami i otrzymanie wsparcia. 

Konferencja została objęta honorowym patronatem Małżonki Prezydenta RP – Agaty Kornhauser-Dudy, komitetem honorowym Rzecznika Praw Pacjenta Bartłomieja Chmielowca,  patronatem naukowym Polskiego Towarzystwa Neurologów Dziecięcych, Krajowej Izby Fizjoterapeutów, Stowarzyszenia Fizjoterapia Polska, patronatem medialnym mediów ogólnopolskich i branżowych.

 



Cały program wydarzenia dostępny jest na stronie konferencji:
https://konferencja2023.fsma.pl/

źródło: FSMA

Rdzeniowy zanik mięśni to ciężka choroba neurologiczna, w której dochodzi do utraty funkcji ruchowych, takich jak chodzenie czy poruszanie rękami. Ale to nie jedyne objawy SMA – u osób dotkniętych tą chorobą pojawiają się także zaburzenia tzw. funkcji opuszkowych, czyli oddychania, przełykania czy mówienia. Terapią SMA, dla której udowodniono w badaniach klinicznych wpływ na poprawę funkcji opuszkowych jest leczenie doustne (lek risdiplam). Zdolność połykania oraz odżywiania bez wspomagania były oceniane jako punkt końcowy w dwóch badaniach klinicznych risdiplamu: FIREFISH i RAINBOWFISH.
Funkcje opuszkowe to funkcje, za które odpowiada rdzeń przedłużony i odchodzące od niego nerwy opuszkowe: nerw językowo-gardłowy, nerw błędny i nerw podjęzykowy. Rdzeń przedłużony jest niezwykle ważnym funkcjonalnie elementem ośrodkowego układu nerwowego, łączącym mózg z rdzeniem przedłużonym, w którym znajduje się  m.in. ośrodek oddychania. Zlokalizowane są w nim również neurony ruchowe nerwów opuszkowych, a ich stopniowe zanikanie w wyniku SMA prowadzi do dysfunkcji opuszkowych, objawiających się: osłabieniem mięśni szyi, szczęki i twarzy; niewyraźną mową, brakiem modulacji głosu i trudnościami z wymawianiem spółgłosek; problemami z żuciem i połykaniem; ślinieniem się i zakrztuszeniami.

Dysfunkcje opuszkowe pogarszają jakość życia
Jak często występują dysfunkcje opuszkowe u pacjentów z rdzeniowym zanikiem mięśni? W analizie rejestru chorych z SMA, przeprowadzonej przez holenderskich neurologów wskazano, że 27% chorych zgłaszało osłabienie głosu, 34% – zaburzenia funkcji szczęk, 44% – zmęczenie podczas żucia pokarmów, i aż 56% – zachłyśnięcia (które są jednym z najbardziej niebezpiecznych objawów dysfunkcji opuszkowych, bo mogą prowadzić do zachłystowego zapalenia płuc).

Podczas tegorocznego kongresu World Muscle Society (WMS), który odbywał się w październiku w Halifaxie w Kanadzie, przedstawiono wyniki badania ankietowego, przeprowadzonego wśród pacjentów z SMA (nastolatków w wieku 12-17 oraz dorosłych chorych z typem SMA 2 lub 3) oraz opiekunów dzieci w wieku 4-11 lat, także z SMA 2 lub 3, na temat ich doświadczeń z chorobą. Celem ankiety było sprawdzenie na ile zaburzenia funkcji opuszkowych przekładają się na jakość życia osób chorych i ich opiekunów. Okazało się, że dla pacjentów najbardziej kłopotliwe jest utrudnione oczyszczanie dróg oddechowych związane ze słabym odkasływaniem, co najczęściej przekładało się na zakłócenia snu, a także konieczność długiego żucia pokarmów przed przełknięciem każdego kęsa. Osobną ankietowaną grupę w tym badaniu stanowili lekarze. W ich opinii najistotniejszymi objawami dysfunkcji opuszkowych były bezdech senny i zachłystywanie się – są to objawy, grożące najpoważniejszymi konsekwencjami dla pacjentów.

Pozytywne efekty leczenia doustnego potwierdzają pacjenci
Lekiem o udokumentowanym wynikami badań klinicznych wpływie na poprawę funkcji opuszkowych jest przyjmowany doustnie risdiplam. Potwierdzają to subiektywne doświadczenia pacjentów, którzy otrzymują ten lek. Pierwsze efekty leczenia zauważyłem już po 2 tygodniach stosowania risdiplamu. Główną korzyścią, jaką dostrzegam jest lepszy oddech. Mogę głębiej oddychać, mam silniejszy głos, mówię wyraźniej, i potwierdza to wiele osób, z którymi regularnie rozmawiam przez telefon. Przed rozpoczęciem leczenia ciężko było mnie zrozumieć. Nie mam już też takiego problemu z przełykaniem kęsów pokarmu i dzięki temu więcej jem. A wiadomo, że lepiej dotleniony i lepiej odżywiony organizm funkcjonuje sprawniej – mówi 31-letni Erwin chorujący na SMA1.

Poprawę dostrzegłam bardzo szybko, bo już po około tygodniu przyjmowania leku doustnego. Zarówno ja sama, jak i osoby z boku, zauważyły, że lepiej trzymam głowę, a także wyraźniej i głośniej mówię – dodaje Marta z SMA typu 2.
Choć te korzyści mogą wydawać się błahe, dla osób z rdzeniowym zanikiem mięśni i ich bliskich – są niezwykle ważne, bo zasadniczo zmieniają ich komfort życia i pozwalają na realizację wielu planów, rodzinnych lub zawodowych, które inaczej byłyby niemożliwe lub trudne do zrealizowania.
 
KOMENTARZ
prof. dr hab. n. med. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska z Kliniki Neurologii Rozwojowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Neurologii Dziecięcej, badaczka w badaniu FIREFISH:
Badaniem klinicznym risdiplamu, w którym jednym z punktów końcowych były funkcje opuszkowe, jest badanie FIREFISH. W tym roku zaprezentowaliśmy wyniki trzyletniej obserwacji pacjentów uczestniczących w tej próbie klinicznej. W badaniu FIREFISH biorą udział niemowlęta, które w momencie kwalifikacji były pomiędzy 1 a 7 miesiącem życia. Są to dzieci, u których w testach genetycznych zdiagnozowano SMA typu 1 czyli najcięższą postać rdzeniowego zaniku mięśni. Proces obumierania motoneuronów jest u pacjentów z SMA 1 gwałtowny i zaczyna się albo zaraz po urodzeniu albo nawet w okresie prenatalnym, dlatego dzieci z typem 1 SMA przejawiają objawy choroby już w pierwszym półroczu życia. W naturalnym przebiegu choroby, czyli bez podjęcia leczenia, dzieci te już w pierwszym-drugim roku życia tracą zdolność połykania i muszą być odżywiane za pomocą sondy.

Tymczasem w badaniu FIREFISH po 24 miesiącach otrzymywania risdiplamu 95% dzieci zachowało zdolność połykania, a 76% z nich było odżywianych wyłącznie doustnie. Po dwóch latach badanie FIREFISH przeszło w tzw. fazę przedłużoną i aktualne wyniki uzyskane po 36 miesiącach terapii doustnej pokazują, że wszystkie dzieci, które po 2 latach miały zdolność połykania i były odżywiane doustnie, wciąż utrzymują te zdolności. To nigdy nie zdarzyłoby się w naturalnym przebiegu choroby.

Podobnie było w badaniu klinicznym RAINBOWFISH z udziałem najmłodszych dzieci, u których badania genetyczne wykazały chorobę, ale nie zdążyły się jeszcze u nich rozwinąć jej objawy. Wszystkie 7 niemowląt uczestniczących w tej próbie klinicznej i otrzymujących risdiplam, zachowało zdolność połykania i mogło być karmionych wyłącznie doustnie.

Co ważne, w żadnym z badań klinicznych risdiplamu nie stwierdzono poważnych działań niepożądanych związanych z leczeniem. Leczenie doustne jest zatem skuteczne, także w kontekście utrzymania funkcji opuszkowych, jak i ma korzystny profil bezpieczeństwa. Cieszymy się, że od września 2022 ta terapia jest refundowana i dostępna dla pacjentów w Polsce, którzy mają udokumentowane przeciwwskazania do stosowania leku dokanałowego. Daje to szansę na objęcie leczeniem znacznie szerszej grupy osób chorych na SMA niż było to wcześniej możliwe.

źródło: komunikat

Rdzeniowy zanik mięśni to ciężka choroba neurologiczna, w której dochodzi do utraty funkcji ruchowych, takich jak chodzenie czy poruszanie rękami. Ale to nie jedyne objawy SMA – u osób dotkniętych tą chorobą pojawiają się także zaburzenia tzw. funkcji opuszkowych, czyli oddychania, przełykania czy mówienia. Terapią SMA, dla której udowodniono w badaniach klinicznych wpływ na poprawę funkcji opuszkowych jest leczenie doustne (lek risdiplam). Zdolność połykania oraz odżywiania bez wspomagania były oceniane jako punkt końcowy w dwóch badaniach klinicznych risdiplamu: FIREFISH i RAINBOWFISH.
Funkcje opuszkowe to funkcje, za które odpowiada rdzeń przedłużony i odchodzące od niego nerwy opuszkowe: nerw językowo-gardłowy, nerw błędny i nerw podjęzykowy. Rdzeń przedłużony jest niezwykle ważnym funkcjonalnie elementem ośrodkowego układu nerwowego, łączącym mózg z rdzeniem przedłużonym, w którym znajduje się  m.in. ośrodek oddychania. Zlokalizowane są w nim również neurony ruchowe nerwów opuszkowych, a ich stopniowe zanikanie w wyniku SMA prowadzi do dysfunkcji opuszkowych, objawiających się: osłabieniem mięśni szyi, szczęki i twarzy; niewyraźną mową, brakiem modulacji głosu i trudnościami z wymawianiem spółgłosek; problemami z żuciem i połykaniem; ślinieniem się i zakrztuszeniami.

Dysfunkcje opuszkowe pogarszają jakość życia
Jak często występują dysfunkcje opuszkowe u pacjentów z rdzeniowym zanikiem mięśni? W analizie rejestru chorych z SMA, przeprowadzonej przez holenderskich neurologów wskazano, że 27% chorych zgłaszało osłabienie głosu, 34% – zaburzenia funkcji szczęk, 44% – zmęczenie podczas żucia pokarmów, i aż 56% – zachłyśnięcia (które są jednym z najbardziej niebezpiecznych objawów dysfunkcji opuszkowych, bo mogą prowadzić do zachłystowego zapalenia płuc).

Podczas tegorocznego kongresu World Muscle Society (WMS), który odbywał się w październiku w Halifaxie w Kanadzie, przedstawiono wyniki badania ankietowego, przeprowadzonego wśród pacjentów z SMA (nastolatków w wieku 12-17 oraz dorosłych chorych z typem SMA 2 lub 3) oraz opiekunów dzieci w wieku 4-11 lat, także z SMA 2 lub 3, na temat ich doświadczeń z chorobą. Celem ankiety było sprawdzenie na ile zaburzenia funkcji opuszkowych przekładają się na jakość życia osób chorych i ich opiekunów. Okazało się, że dla pacjentów najbardziej kłopotliwe jest utrudnione oczyszczanie dróg oddechowych związane ze słabym odkasływaniem, co najczęściej przekładało się na zakłócenia snu, a także konieczność długiego żucia pokarmów przed przełknięciem każdego kęsa. Osobną ankietowaną grupę w tym badaniu stanowili lekarze. W ich opinii najistotniejszymi objawami dysfunkcji opuszkowych były bezdech senny i zachłystywanie się – są to objawy, grożące najpoważniejszymi konsekwencjami dla pacjentów.

Pozytywne efekty leczenia doustnego potwierdzają pacjenci
Lekiem o udokumentowanym wynikami badań klinicznych wpływie na poprawę funkcji opuszkowych jest przyjmowany doustnie risdiplam. Potwierdzają to subiektywne doświadczenia pacjentów, którzy otrzymują ten lek. Pierwsze efekty leczenia zauważyłem już po 2 tygodniach stosowania risdiplamu. Główną korzyścią, jaką dostrzegam jest lepszy oddech. Mogę głębiej oddychać, mam silniejszy głos, mówię wyraźniej, i potwierdza to wiele osób, z którymi regularnie rozmawiam przez telefon. Przed rozpoczęciem leczenia ciężko było mnie zrozumieć. Nie mam już też takiego problemu z przełykaniem kęsów pokarmu i dzięki temu więcej jem. A wiadomo, że lepiej dotleniony i lepiej odżywiony organizm funkcjonuje sprawniej – mówi 31-letni Erwin chorujący na SMA1.

Poprawę dostrzegłam bardzo szybko, bo już po około tygodniu przyjmowania leku doustnego. Zarówno ja sama, jak i osoby z boku, zauważyły, że lepiej trzymam głowę, a także wyraźniej i głośniej mówię – dodaje Marta z SMA typu 2.
Choć te korzyści mogą wydawać się błahe, dla osób z rdzeniowym zanikiem mięśni i ich bliskich – są niezwykle ważne, bo zasadniczo zmieniają ich komfort życia i pozwalają na realizację wielu planów, rodzinnych lub zawodowych, które inaczej byłyby niemożliwe lub trudne do zrealizowania.
 
KOMENTARZ
prof. dr hab. n. med. Maria Mazurkiewicz-Bełdzińska z Kliniki Neurologii Rozwojowej Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Neurologii Dziecięcej, badaczka w badaniu FIREFISH:
Badaniem klinicznym risdiplamu, w którym jednym z punktów końcowych były funkcje opuszkowe, jest badanie FIREFISH. W tym roku zaprezentowaliśmy wyniki trzyletniej obserwacji pacjentów uczestniczących w tej próbie klinicznej. W badaniu FIREFISH biorą udział niemowlęta, które w momencie kwalifikacji były pomiędzy 1 a 7 miesiącem życia. Są to dzieci, u których w testach genetycznych zdiagnozowano SMA typu 1 czyli najcięższą postać rdzeniowego zaniku mięśni. Proces obumierania motoneuronów jest u pacjentów z SMA 1 gwałtowny i zaczyna się albo zaraz po urodzeniu albo nawet w okresie prenatalnym, dlatego dzieci z typem 1 SMA przejawiają objawy choroby już w pierwszym półroczu życia. W naturalnym przebiegu choroby, czyli bez podjęcia leczenia, dzieci te już w pierwszym-drugim roku życia tracą zdolność połykania i muszą być odżywiane za pomocą sondy.

Tymczasem w badaniu FIREFISH po 24 miesiącach otrzymywania risdiplamu 95% dzieci zachowało zdolność połykania, a 76% z nich było odżywianych wyłącznie doustnie. Po dwóch latach badanie FIREFISH przeszło w tzw. fazę przedłużoną i aktualne wyniki uzyskane po 36 miesiącach terapii doustnej pokazują, że wszystkie dzieci, które po 2 latach miały zdolność połykania i były odżywiane doustnie, wciąż utrzymują te zdolności. To nigdy nie zdarzyłoby się w naturalnym przebiegu choroby.

Podobnie było w badaniu klinicznym RAINBOWFISH z udziałem najmłodszych dzieci, u których badania genetyczne wykazały chorobę, ale nie zdążyły się jeszcze u nich rozwinąć jej objawy. Wszystkie 7 niemowląt uczestniczących w tej próbie klinicznej i otrzymujących risdiplam, zachowało zdolność połykania i mogło być karmionych wyłącznie doustnie.

Co ważne, w żadnym z badań klinicznych risdiplamu nie stwierdzono poważnych działań niepożądanych związanych z leczeniem. Leczenie doustne jest zatem skuteczne, także w kontekście utrzymania funkcji opuszkowych, jak i ma korzystny profil bezpieczeństwa. Cieszymy się, że od września 2022 ta terapia jest refundowana i dostępna dla pacjentów w Polsce, którzy mają udokumentowane przeciwwskazania do stosowania leku dokanałowego. Daje to szansę na objęcie leczeniem znacznie szerszej grupy osób chorych na SMA niż było to wcześniej możliwe.

źródło: komunikat