Medicalpress
Glejak, choroba do niedawna kojarzona z osobami starszymi, coraz częściej dotyka młodych dorosłych, aktywnych zawodowo. W tej grupie częściej diagnozuje się guzy o niższym stopniu złośliwości i – jak podkreślają lekarze – współczesna medycyna pozwala im dłużej zachować aktywność zawodową. Brak świadomości społecznej może utrudniać chorym codzienne funkcjonowanie w pracy i życiu społecznym. W badaniu przeprowadzonym w ramach kampanii „Widzimy się jutro” większość Polaków przyznaje, że niewiele wie na temat glejaka.
– Diagnozę glejaka słyszy co roku 1,5–1,8 tys. osób. Przede wszystkim są to osoby w wieku starszym, czyli generalnie z wiekiem zwiększa się ryzyko zachorowania. Zaczynamy jednak obserwować coraz więcej zachorowań w przypadku młodszych, aktywnych dorosłych, którzy pełnią role rodzinne, społeczne i zawodowe – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. Rafał Stec, kierownik Kliniki Onkologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Glejaki stanowią 70–80 proc. pierwotnych nowotworów złośliwych ośrodkowego układu nerwowego. Choroba może się rozwijać przez długi czas bez charakterystycznych objawów, dlatego jej rozpoznanie bywa opóźnione. Specjaliści wyróżniają zarówno nowotwory o niskim stopniu złośliwości, które rosną wolniej, jak i agresywne postacie wymagające szybkiego leczenia.

 W przypadku guzów wolno rosnących, które częściej występują u młodych dorosłych, najczęstszym objawem jest pierwszy w życiu napad padaczkowy. To jest powodem wykonania dalszej diagnostyki obrazowej i postawienia rozpoznania – mówi dr hab. n. med. Tomasz Dziedzic z Kliniki Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – U osób starszych, 60–70-letnich, u których mamy guzy szybciej rosnące, pacjenci zgłaszają się z powodu wystąpienia niedowładu kończyn, zaburzeń mowy i pamięci. Te objawy czasami mogą wystąpić w sposób nagły, więc może się zdarzyć, że pacjenci trafiają na izbę przyjęć z podejrzeniem udaru.

Rodzaj zastosowanego leczenia zależy od wielu czynników, m.in. typu nowotworu, jego lokalizacji oraz stanu pacjenta. Dlatego dokładne określenie charakteru guza ma kluczowe znaczenie dla dalszych decyzji terapeutycznych. Podstawowym badaniem wykorzystywanym w diagnostyce glejaków jest rezonans magnetyczny. W bardziej skomplikowanych przypadkach lekarze korzystają także z dodatkowych metod obrazowania, które pozwalają dokładniej określić charakter zmiany oraz zaplanować leczenie.

– W niektórych przypadkach ten obraz nie jest jednoznaczny i standardowe badanie rezonansu magnetycznego możemy poszerzyć o badanie perfuzji i spektroskopii, które dają więcej informacji na temat rodzaju guza. W przypadku guzów położonych w okolicach ważnych czynnościowo możemy zaplanować badania oceniające położenie ważnych ośrodków czynnościowych w mózgu za pomocą rezonansu czynnościowego, traktografii dróg istoty białej – tłumaczy dr hab. n. med. Tomasz Dziedzic. – Po operacji, poza oceną neuropatologiczną materiału, podstawą diagnostyki jest również badanie molekularne, badanie genetyczne, żeby ocenić odpowiednie mutacje w obrębie guza, które nas ukierunkują na odpowiednie rozpoznania.

Współczesna diagnostyka glejaków coraz silniej się opiera na badaniach molekularnych. Znaczenie mają m.in. mutacje IDH oraz inne biomarkery pozwalające lepiej dopasować terapię do konkretnego pacjenta.

Eksperci podkreślają, że leczenie wymaga współpracy wielodyscyplinarnego zespołu specjalistów i indywidualnego podejścia do każdego chorego. Najczęściej obejmuje kilka metod stosowanych łącznie. W zależności od rodzaju nowotworu i stanu pacjenta wykorzystuje się leczenie operacyjne, radioterapię oraz terapię systemową. Coraz większą rolę odgrywa również indywidualne leczenie na podstawie cech biologicznych guza.

– W zasadzie leczenie glejaka w Polsce bardzo się pokrywa z leczeniem glejaka w Stanach Zjednoczonych, jeśli chodzi o standardy postępowania, natomiast mamy niedobór pewnego leku dostępnego dla naszych pacjentów. Wierzę w to mocno, że ten lek będzie niedługo refundowany i wyrównamy możliwości leczenia – wskazuje prof. Rafał Stec. – Od niedawna mamy lek zarejestrowany na glejaki o niskim stopniu złośliwości, który może znacznie wydłużyć życie pacjentom mającym specyficzną mutację. Tak jak klucz do zamka, ten lek blokuje aktywność mutacji i dzięki temu chorzy żyją dłużej, lepiej, bez dodatkowego leczenia agresywnego, jak radio- czy chemioterapia.

Leczenie glejaka może wpływać na codzienne funkcjonowanie pacjentów także długo po zakończeniu hospitalizacji. Chorzy często mierzą się z konsekwencjami neurologicznymi, które utrudniają pracę, samodzielność i życie społeczne. Jednocześnie wiele z tych problemów nie jest widocznych na pierwszy rzut oka.

– Diagnoza glejaka wywraca życie pacjenta do góry nogami, pojawiają się bardzo skomplikowane procedury medyczne, diagnostyka, a potem leczenie. Dostęp do nowoczesnych form terapeutycznych coraz bardziej pozwala tym pacjentom – do czego my jako lekarze czy psycholodzy również zachęcamy – jak najbardziej zachować swoją codzienność, pracować, jeśli tylko ich stan zdrowia na to pozwala, oraz pozostać aktywnymi społecznie – mówi Adrianna Sobol, psychoonkolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, prezeska Fundacji „W trosce o pacjenta”.

Jak wskazuje, pacjenci z glejakiem często mówią właśnie o potrzebie normalności, zachowaniu relacji, pracy i nawyków codziennego życia sprzed choroby. Diagnoza wpływa jednak nie tylko na zdrowie i aktywności, ale także poczucie bezpieczeństwa i przynależności.

– Tej chorobie często towarzyszą zaburzenia emocjonalne, lękowe czy depresyjne, w związku z tym profesjonalne wsparcie z zakresu psychoonkologii, pozwala pacjentowi nie tylko lepiej funkcjonować emocjonalnie, ale czasem też po prostu lepiej się leczyć – przekonuje Adrianna Sobol. – Psychoonkolog jest wsparciem nie tylko dla pacjenta, ale także dla rodziny, żeby poukładać to, nauczyć się żyć z diagnozą, nie pogubić się w tych emocjach.

Jak pokazują wyniki badania opinii publicznej, wiedza Polaków na temat glejaków pozostaje ograniczona. 77 proc. badanych ocenia, że za mało się mówi o tej chorobie, a 44 proc. słyszało jej nazwę, ale nie wie dokładnie, czym jest. Wielu respondentów nie potrafiło wskazać charakterystycznych objawów glejaka, a część błędnie zakłada, że nowotwory mózgu dotyczą wyłącznie osób starszych.

 Nasza wiedza jest dość powierzchowna, deklarujemy, że mamy bardzo dużą empatię i chcemy pomagać, ale jednocześnie nie wiemy, jak to robić, nie mamy praktycznych narzędzi do pomagania, nie wiemy, jak się komunikować, mamy bardzo dużo obaw dotyczących tego, w jaki sposób możemy rozmawiać i wspierać na co dzień osoby chore – mówi Ewa Eron z K+Research.

Badanie wskazuje, że ograniczona wiedza na temat glejaka może się przekładać na trudności w rozumieniu problemów, z jakimi chorzy mierzą się na co dzień.

– Pacjenci, którzy na co dzień borykają się z takimi objawami jak zaburzenia mowy i koncentracji, mogą mieć trudności w pracy. Badania pokazały, że praca jest miejscem, w którym osoba z diagnozą glejaka może być niezrozumiana i w jakiś sposób źle oceniana – wskazuje Ewa Eron.

Dlatego tegoroczna odsłona kampanii „Servier – Wyłącz Raka”, która odbywa się pod hasłem „Widzimy się jutro. Glejak. Choruję. Jestem…”, pokazuje życie z glejakiem z perspektywy pacjentów, którzy mimo diagnozy chcą pozostać obecni w życiu swoich rodzin, pracy i relacjach społecznych. Organizatorzy podkreślają, że celem akcji jest zwiększanie świadomości, empatii i praktycznej wiedzy o codziennym funkcjonowaniu osób chorych.

Źródło: Newseria

Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi prezentuje wyniki globalnego projektu mającego na celu poprawę komfortu dzieci podczas badań rezonansem magnetycznym (MRI). Inicjatywa, która wykorzystuje najbardziej rozpoznawalne i ponadczasowe animacje z nowymi technologiami, pozwala sprawniej przeprowadzać badania u najmłodszych pacjentów. Projekt realizowany jest we współpracy z The Walt Disney Company oraz firmą Philips.
Badanie rezonansem magnetycznym (MRI) może być dla dzieci sporym wyzwaniem. Wprowadzenie do dużego, nieznanego urządzenia, które dodatkowo wydaje głośne dźwięki oraz konieczność leżenia w całkowitym bezruchu nawet przez 40 minut, powoduje, że aż 66% najmłodszych pacjentów odczuwa lęk [1]. Stres wpływa nie tylko na samopoczucie dziecka, ale również na przebieg badania – może wydłużać procedurę, a nawet wymagać jej powtórzenia. Zakłócenia te mogą ograniczać liczbę pacjentów przyjmowanych każdego dnia, powodując potencjalne opóźnienia.

W odpowiedzi na te wyzwania Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki (ICZMP) w Łodzi zdecydował się dołączyć, do międzynarodowego projektu oceniając zastosowanie systemu audiowizualnego Ambient Experience Philips ze światem Disneya. Rozwiązanie to polega na włączeniu ulubionych postaci i historii z filmów animowanych bezpośrednio do środowiska badań rezonansu magnetycznego. Specjalnie zaprojektowana przestrzeń MRI wykorzystuje światło, dźwięk oraz narrację, tworząc angażujące otoczenie, które ma pomóc najmłodszym poczuć się bezpieczniej.

– Dane z projektu, w którym uczestniczyliśmy pokazują, że takie podejście przynosi wymierne rezultaty – poziom stresu u dzieci po badaniu obniżył się o 43%, a efektywność pracy zespołów diagnostycznych wyraźnie wzrosła. To kierunek, który chcemy dalej rozwijać w naszej placówce – mówi dr hab. n. med. Iwona Maroszyńska, dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki.

Doświadczenia ICZMP potwierdzają, że obecność znanych bohaterów, takich jak syrenka Ariel, Vaiana, Myszka Miki i Minnie,  czy bohaterów Marvela i postaci z uniwersum Gwiezdnych Wojen, skutecznie odwraca uwagę dzieci od medycznego charakteru badania. Mali pacjenci są spokojniejsi, rzadziej przerywana jest procedura,
a uzyskiwane obrazy charakteryzują się wysoką jakością.

– Widzimy, że dzieci chętniej współpracują. Zarówno najmłodsi, jak również ich rodzice podchodzą do badania z mniejszym napięciem. To przekłada się na komfort całej rodziny oraz na sprawność procesu diagnostycznego – dodaje dr hab. n. med. Piotr Grzelak, Kierownik Zakładu Diagnostyki Obrazowej.

Globalna współpraca na rzecz poprawy opieki

Disney od lat wspiera szpitale dziecięce na całym świecie, prowadząc długofalowe działania na rzecz poprawy doświadczenia najmłodszych pacjentów. W Polsce Disney na stałe współpracuje z 11 szpitalami dziecięcymi, wspierając je w tworzeniu bardziej przyjaznego i mniej stresującego środowiska leczenia, m.in. poprzez wyjątkowe grafiki ścienne z postaciami Disneya, dostęp do Disney+ oraz inne formy wsparcia. Disney współpracuje także z organizacjami charytatywnymi i personelem medycznym, aby wspierać dzieci z poważnymi chorobami oraz ich bliskich. Wykorzystując siłę marki, a także znane historie i postacie, budujemy komfort emocjonalny najmłodszych pacjentów.

Philips od lat rozwija innowacje w pediatrii poprzez zaawansowane technologie, partnerstwa i rozwiązania obrazowe dostosowane do dzieci, takie jak Pediatric Coaching, Scan Buddy i Kitten Scanners, które usprawniają procesy kliniczne i poprawiają jakość opieki.

– Nasze doświadczenia pokazują, że w przypadku badań diagnostycznych, szczególnie u najmłodszych pacjentów równie ważne jak sama technologia jest również to jak pacjent się czuje. Spokojniejszy pacjent oznacza bardziej efektywną diagnostykę. Dlatego rozwijamy technologie, które pomagają ograniczyć stres, wspierają współpracę na linii badany – personel medyczny i pozostawiają pacjenta z dobrymi doświadczeniami  – mówi z Michał Grzybowski, Prezes  Philips Polska i dodaje – W tym celu często zapraszamy do współpracy partnerów. W przypadku Ambient Experience innowacja spotyka się w jednym rozwiązaniu z Yodą z Gwiezdnych Wojen oraz Myszką Miki.

–  Znane opowieści i bohaterowie Disneya od lat towarzyszą dzieciom w ważnych momentach ich życia. Pomagają oswoić nowe, często stresujące sytuacje i dają poczucie bezpieczeństwa. Współpraca przy tym projekcie pozwala nam przenieść to wsparcie do środowiska medycznego, gdzie jest ono szczególnie potrzebne, realnie poprawiając komfort dzieci i ich rodzin – mówi Marta Szafrańska, Director Corporate Communications, Publicity, Citizenship, The Walt Disney Company CEE.

Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi jest jedną z sześciu placówek na świecie, która pilotażowo wdrożyła rozwiązanie Ambient Experience  z motywami Disney. Obok łódzkiej placówki w projekcie brały udział również renomowane ośrodki: Rady Children’s Health w Orange County (USA) oraz Calderdale Royal Hospital (Wielka Brytania). Docelowo rozwiązanie będzie dostępne w 87 krajach na całym świecie.

Źródło: inf pras

„Płonący mózg” albo „lodowy szpikulec wbity w głowę” – tak migrenę opisują niektórzy pacjenci. Choroba dotyczy milionów ludzi na świecie i dla wielu z nich oznacza coś znacznie więcej niż silny ból głowy. Nowe badanie naukowców ze Stanford Medicine sugeruje, że pod wspólną nazwą „migrena” mogą kryć się różne biologiczne podtypy choroby, widoczne w obrazowaniu mózgu.
Jak opisują autorzy publikacji opublikowanej w czasopiśmie „Cephalalgia”, wykorzystanie funkcjonalnego rezonansu magnetycznego (fMRI) pozwoliło wyodrębnić dwa różniące się między sobą podtypy migreny. Zdaniem badaczy może to w przyszłości pomóc lepiej przewidywać przebieg choroby i dobierać bardziej indywidualne leczenie.

Migrena to przewlekła choroba neurologiczna, która może wiązać się z silnym bólem, nudnościami, zaburzeniami widzenia, nadwrażliwością na światło, dźwięk, zapachy, a także z istotnym ograniczeniem codziennego funkcjonowania. Mimo ogromnego wpływu choroby na życie pacjentów, jej rozpoznawanie i leczenie nadal opiera się przede wszystkim na opisie objawów zgłaszanych przez pacjenta.

Jak zwrócił uwagę prof. Robert Cowan, neurolog ze Stanford Medicine, decyzje terapeutyczne w migrenie bywają dziś obarczone dużą niepewnością.

– Obecnie decyzje dotyczące leczenia migreny są gorsze niż metoda prób i błędów. To jak rzucanie lotkami w ciemności – powiedział prof. Robert Cowan, neurolog ze Stanford Medicine zajmujący się badaniami nad migreną (tłum. red.).

Dwa biologiczne podtypy migreny

Badanie objęło 111 pacjentów z migreną, w tym 75 z migreną przewlekłą i 36 z migreną epizodyczną, oraz 51 osób z grupy kontrolnej bez migreny. Naukowcy zebrali szczegółowe dane kliniczne, a następnie wykonali dwa rodzaje rezonansu magnetycznego: obrazowanie strukturalne mózgu, pozwalające ocenić budowę wybranych obszarów mózgu, oraz funkcjonalny rezonans magnetyczny oceniający aktywność i przepływ sygnałów pomiędzy różnymi obszarami mózgu.

Zamiast z góry zakładać, jakie mechanizmy biologiczne odpowiadają za różnice między pacjentami, naukowcy zastosowali podejście eksploracyjne i obliczeniowe. Mówiąc prościej: pozwolili algorytmom wyszukać w danych wzorce, które mogłyby dzielić osoby z migreną na bardziej jednorodne biologicznie grupy.

– Postanowiliśmy zebrać jak najwięcej danych i „rzucić nimi o ścianę” – a właściwie o ścianę obliczeniową – żeby zobaczyć, co się utrzyma – powiedział prof. Cowan (tłum. red.).

Analiza pozwoliła wyodrębnić dwa podtypy migreny. Pierwszy z nich był pod względem obrazowania mózgu bardziej zbliżony do osób zdrowych i wiązał się z łagodniejszym przebiegiem choroby. Drugi podtyp charakteryzował się wyraźniejszymi zaburzeniami połączeń pomiędzy korą mózgową a strukturami podkorowymi oraz większym obciążeniem klinicznym. Pacjenci z tej grupy byli starsi, chorowali dłużej, mieli dłużej trwające napady i większą niesprawność związaną z migreną. Jednocześnie – co szczególnie interesujące – liczba dni z bólem głowy nie różniła się istotnie pomiędzy obiema grupami.

To ważna obserwacja, ponieważ w praktyce klinicznej migrenę często klasyfikuje się według liczby dni z bólem głowy w miesiącu. Migrena przewlekła oznacza co najmniej 15 dni z bólem głowy miesięcznie, natomiast migrena epizodyczna występuje rzadziej. Taki podział jest potrzebny, ale może nie wystarczać do uchwycenia biologicznej różnorodności choroby.
 
Mózg może reagować inaczej na bodźce

Jak opisują autorzy pracy, u pacjentów należących do drugiego podtypu obserwowano bardziej nasilone połączenia funkcjonalne pomiędzy obszarami mózgu odpowiedzialnymi m.in. za uwagę, przetwarzanie bodźców wzrokowych, ruch oraz struktury związane z przetwarzaniem bólu i emocji.

Według prof. Cowana wyniki sugerują, że mózg części pacjentów z migreną może reagować na codzienne bodźce sensoryczne w sposób bardziej nasilony niż u osób bez migreny.

– Z ewolucyjnego punktu widzenia ma sens, że mózg wywołuje ból w odpowiedzi na określone bodźce sensoryczne – ból sprawia, że chcemy się wycofać, a niektóre nowe bodźce mogą być potencjalnie niebezpieczne. Jednak u osób z migreną mózg wydaje się reagować zbyt intensywnie, wywołując ból w odpowiedzi na codzienne doświadczenia sensoryczne – zaznaczał prof. Cowan (tłum. red.).

Nie tylko funkcja, ale też struktura mózgu

Badacze zwracają uwagę, że bardziej obciążony podtyp migreny wykazywał nasilone połączenia funkcjonalne pomiędzy sieciami związanymi m.in. z uwagą, ruchem i przetwarzaniem bodźców wzrokowych oraz strukturami podkorowymi, takimi jak wzgórze, jądra podstawy, hipokamp czy ciało migdałowate. Według autorów może to odzwierciedlać odmienny sposób przetwarzania bodźców sensorycznych i bólu u części pacjentów z migreną.

Różnice dotyczyły jednak nie tylko aktywności funkcjonalnej mózgu, ale również jego struktury. U bardziej obciążonego podtypu obserwowano m.in. zmniejszenie objętości niektórych obszarów kory mózgowej, szczególnie w regionach czołowych, ciemieniowych, skroniowych oraz wyspie. Są to obszary związane m.in. z przetwarzaniem bólu, integracją bodźców sensorycznych, kontrolą poznawczą i reakcjami emocjonalnymi.

Autorzy podkreślają jednak, że to właśnie funkcjonalne połączenia pomiędzy regionami mózgu wydawały się najważniejszym elementem różnicującym oba podtypy migreny. Dane strukturalne dostarczały informacji uzupełniających i wskazywały na dodatkowy, częściowo niezależny wymiar różnorodności biologicznej migreny.

 
Czy takie badania mogą zmienić leczenie?

Na razie wyniki mają przede wszystkim znaczenie naukowe i nie oznaczają, że funkcjonalny rezonans magnetyczny stanie się rutynowym badaniem wykonywanym u osób z migreną. Autorzy podkreślają, że potrzebne są dalsze badania oraz potwierdzenie wyników w większych grupach pacjentów.

Naukowcy ze Stanford Medicine pracują już nad kolejnymi metodami klasyfikacji migreny, m.in. opartymi na biomarkerach krwi i szczegółowych cechach klinicznych. Chcą także sprawdzić, czy wyodrębnione podtypy mogą przewidywać odpowiedź na leczenie.

– Możliwe, że będziemy w stanie zidentyfikować pacjenta na podstawie związku pomiędzy określonymi cechami klinicznymi a wzorcem widocznym w obrazowaniu mózgu i powiedzieć: „To osoba, która ma pięć dni bólu głowy miesięcznie, ale już teraz naprawdę skorzystałaby z leczenia profilaktycznego” – powiedział prof. Cowan (tłum. red.).

Autorzy badania podkreślają, że migrena jest chorobą bardzo heterogenną i prawdopodobnie obejmuje różne mechanizmy biologiczne. Nowe wyniki sugerują, że klasyfikacja oparta wyłącznie na liczbie dni z bólem głowy może nie wystarczać do pełnego zrozumienia choroby.

Źródła: J. Sridhar i wsp., Neuroimaging-based subtyping of migraine identifies clinically distinct phenotypes, „Cephalalgia”, 2026; Stanford Medicine News Center, Brain imaging reveals migraine headache subtypes, Stanford Medicine researchers find.

Od drugiego kwartału 2026 r. Narodowy Fundusz Zdrowia wprowadzi nowy sposób rozliczania nadwykonań w części ambulatoryjnych świadczeń diagnostycznych kosztochłonnych. Zmiany dotyczą czterech obszarów diagnostyki: tomografii komputerowej, rezonansu magnetycznego, gastroskopii oraz kolonoskopii. Zgodnie z zarządzeniem Prezesa NFZ z 31 marca 2026 r. nowe zasady obejmą świadczenia udzielane od 1 kwietnia 2026 r., natomiast badania wykonane w pierwszym kwartale tego roku zostaną rozliczone na dotychczasowych zasadach.

Zmiany są efektem konsultacji społecznych projektu przedstawionego przez Fundusz w marcu. Ostateczna wersja rozwiązań została zmodyfikowana po uwagach środowiska medycznego i organizacji świadczeniodawców. Najważniejsza korekta dotyczy wysokości współczynników finansowania nadwykonań – zostały one podniesione względem pierwotnej propozycji.

Nowe przepisy zostały wprowadzone zarządzeniem nr 34/2026/DSOZ zmieniającym wcześniejsze regulacje dotyczące zawierania i realizacji umów w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej.

Nielimitowane świadczenia, ale inne rozliczanie nadwykonań

Podstawowa zasada pozostaje bez zmian – diagnostyka w tych obszarach nadal ma charakter świadczeń nielimitowanych. Oznacza to, że placówki mogą wykonywać badania także po wyczerpaniu wartości kontraktu zawartego z NFZ. Zmienia się natomiast sposób finansowania świadczeń wykonanych ponad wartość umowy.

Po przekroczeniu kwoty określonej w kontrakcie zastosowanie będzie miał współczynnik korygujący, czyli stawka degresywna. W praktyce oznacza to, że nadwykonania nie będą finansowane w pełnej wysokości ceny świadczenia.

W ostatecznej wersji regulacji ustalono następujące poziomy finansowania:
W zarządzeniu zapisano również, że rozliczenie tych świadczeń będzie następować na wniosek świadczeniodawcy składany do końca miesiąca następującego po zakończeniu okresu rozliczeniowego, w którym nastąpiło przekroczenie wartości kontraktu.

Jednocześnie wprowadzono istotną zmianę organizacyjną: rozliczenie nadwykonań ma następować po zakończeniu roku, a nie – jak dotychczas – po zakończeniu kwartału.

Zmiany po konsultacjach społecznych

Projekt nowych zasad finansowania nadwykonań został opublikowany przez NFZ w marcu 2026 r. i skierowany do konsultacji publicznych. W toku konsultacji napłynęły uwagi od ponad 240 podmiotów – w tym organizacji świadczeniodawców, samorządów zawodowych oraz konsultantów krajowych.

Jak wynika z uzasadnienia zarządzenia, najczęściej zgłaszane zastrzeżenia dotyczyły przede wszystkim:
W odpowiedzi na te uwagi Fundusz zdecydował się zmodyfikować projekt. Najważniejszą zmianą było podwyższenie proponowanych współczynników finansowania nadwykonań. W pierwotnej propozycji zakładano poziom 40 proc. wartości świadczenia, ostatecznie jednak podniesiono go do 50 proc. w diagnostyce obrazowej i 60 proc. w endoskopii.

Dodatkowo uwzględniono postulaty dotyczące przesunięcia terminu wejścia zmian w życie. Początkowo miały one obowiązywać od początku roku, ostatecznie jednak zdecydowano o ich wprowadzeniu od 1 kwietnia 2026 r.

Wyłączenia ze zmian

Nowy sposób rozliczania nadwykonań nie obejmie wszystkich świadczeń diagnostycznych. Zmiany dotyczą wyłącznie czterech procedur zaliczanych do ambulatoryjnych świadczeń diagnostycznych kosztochłonnych.

Jednocześnie z regulacji wyłączono kilka grup pacjentów i programów zdrowotnych. Nowe zasady nie obejmują świadczeń udzielanych:
W przypadku pacjentów onkologicznych diagnostyka jest finansowana w ramach pakietu onkologicznego i podlega odrębnym zasadom rozliczeń.

Jak podkreśla wiceprezes NFZ Jakub Szulc:
„W momencie, kiedy posługujemy się kartą DiLO, to wchodzimy również w rygor określonych terminów, jeśli chodzi o konieczność przeprowadzenia diagnostyki i rozpoczęcia leczenia”.

Z kolei prezes NFZ Filip Nowak zaznacza, że wprowadzane zmiany mają wzmocnić priorytet pacjentów onkologicznych w dostępie do diagnostyki:
„Obecnie wprowadzane rozwiązania to przywrócenie priorytetu pacjentom onkologicznym. Pamiętajmy, że dziś wciąż część pacjentów jest poza DiLO, a zmiany, które wprowadzamy, pomogą tych pacjentów włączyć do szybkiej ścieżki onkologicznej i sprawią, że najbardziej potrzebujący dostaną pomoc w pierwszej kolejności”.

Rosnące koszty diagnostyki

Jednym z głównych powodów wprowadzenia nowych zasad rozliczeń jest rosnąca presja na budżet Narodowego Funduszu Zdrowia. W ostatnich latach wydatki na diagnostykę ambulatoryjną wzrosły znacznie szybciej niż liczba wykonywanych świadczeń.
Jak wskazuje NFZ, w ciągu czterech lat – między 2021 a 2025 rokiem – średni koszt finansowanych badań wzrósł bardzo dynamicznie:
Jednocześnie liczba wykonywanych świadczeń w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej wzrosła jedynie o około 20 proc., podczas gdy ich wartość zwiększyła się o ponad 150 proc.

Jak podkreśla prezes NFZ Filip Nowak:
„Największy udział w świadczeniach nielimitowanych mają świadczenia w zakresie Ambulatoryjnej Opieki Specjalistycznej. Na przestrzeni lat liczba wykonanych świadczeń w tym zakresie wzrosła zaledwie o 20%, ale ich wartość aż o 152%. Kupujemy więc tylko nieco więcej świadczeń za ogromne pieniądze”.

Dodatkowym obciążeniem dla budżetu Funduszu są koszty wynikające z ustawowych podwyżek wynagrodzeń w ochronie zdrowia. Według danych NFZ w 2026 r. skumulowany koszt rekomendacji Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji związanych m.in. z finansowaniem wzrostu wynagrodzeń przekroczy 70 mld zł, czyli ponad jedną trzecią planu finansowego Funduszu.

Diagnostyka jako rynek kontraktów

Fundusz zwraca również uwagę na specyfikę rynku diagnostyki obrazowej i endoskopii. W wielu pracowniach badania wykonywane są przez lekarzy zatrudnionych na kontraktach, a wynagrodzenie specjalistów często stanowi procent wartości procedury.

Według NFZ aż 95 proc. personelu lekarskiego w tych obszarach pracuje w formule kontraktowej.

Jak podkreśla wiceprezes NFZ Jakub Szulc:
„Propozycja, z którą wychodzimy, ma dać narzędzia pracodawcom do zapanowania nad galopującymi stawkami na medycznym rynku pracy. Musimy bowiem dbać o jak najbardziej racjonalne wydatkowanie środków przy budżecie, którym dysponujemy”.

Nieprawidłowości w rozliczeniach badań

Dodatkowym impulsem do zmian były wyniki kontroli przeprowadzonych przez NFZ w pracowniach diagnostyki obrazowej. Kontrole wykazały przypadki nieprawidłowego rozdzielania badań wykonywanych u jednego pacjenta.

Jak wskazuje Fundusz, zdarzały się sytuacje, w których pacjent wymagający badania kilku odcinków kręgosłupa był kierowany na kilka oddzielnych badań rezonansu magnetycznego w krótkich odstępach czasu, często na podstawie kilku oddzielnych skierowań.

Tymczasem – jak podkreśla NFZ – w wielu przypadkach diagnostyka mogłaby zostać wykonana podczas jednego badania.

W trakcie kontroli stwierdzono tego rodzaju nieprawidłowości w ponad 8,2 tys. badań rezonansu magnetycznego spośród około 12 tys. analizowanych przypadków. W efekcie koszt badań został zawyżony o ponad 1 mln zł, przy łącznej wartości świadczeń wynoszącej około 4,9 mln zł.

Zespół ekspertów i nowe standardy

Wraz z wprowadzeniem nowych zasad finansowania nadwykonań prezes NFZ powoła również specjalny zespół ekspertów. W jego skład wejdą przedstawiciele środowiska medycznego, w tym konsultant krajowa w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej prof. Edyta Szurowska.
Zespół ma przygotować m.in.:
Fundusz zapowiada również stały monitoring realizacji świadczeń diagnostycznych, aby ocenić rzeczywiste skutki wprowadzonych zmian dla dostępności badań.

Oczekiwany efekt finansowy

Według szacunków NFZ zmiana sposobu rozliczania nadwykonań w czterech obszarach ambulatoryjnej diagnostyki kosztochłonnej pozwoli uwolnić około 625 mln zł rocznie.
Środki te – jak deklaruje Fundusz – mają zostać wykorzystane przede wszystkim na utrzymanie priorytetowego dostępu do diagnostyki dla pacjentów wymagających pilnej interwencji medycznej, w tym chorych onkologicznych.

Źródła: Narodowy Fundusz Zdrowia – komunikat „Zmiany w finansowaniu nadwykonań po konsultacjach społecznych” (31.03.2026); Zarządzenie nr 34/2026/DSOZ Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z 31 marca 2026 r. zmieniające zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju ambulatoryjna opieka specjalistyczna.

Profesor Edyta Szurowska została 26 stycznia 2026 r. powołana na konsultantkę krajową w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej. Decyzja ta zapada w momencie szczególnym dla całej specjalności, która od lat znajduje się w centrum niemal każdej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, a jednocześnie mierzy się z rosnącą presją organizacyjną, kadrową i technologiczną.
Nowa konsultantka krajowa jest wiceprezesem Polskie Lekarskie Towarzystwo Radiologiczne, a w latach 2023–2025 pełniła funkcję prezesa Towarzystwa. W obecnej kadencji pozostaje członkinią Zarządu Głównego oraz przewodniczącą Komisji ds. Certyfikowania Umiejętności PLTR, co nadaje jej szczególne kompetencje w obszarze jakości kształcenia i standaryzacji praktyki radiologicznej. To właśnie certyfikacja umiejętności, porządkowanie kompetencji i odpowiedź na dynamiczny rozwój technologii obrazowania stają się dziś jednym z kluczowych tematów debaty w środowisku.

Zawodowo prof. Szurowska kieruje Zakładem Radiologii w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku, będącym szpitalem Gdański Uniwersytet Medyczny. W latach 2016–2020 oraz 2020–2024 pełniła funkcję prorektora ds. klinicznych uczelni, co dało jej unikalną perspektywę łączenia praktyki klinicznej, dydaktyki oraz zarządzania dużą instytucją medyczną. To doświadczenie administracyjne nabiera szczególnego znaczenia w kontekście roli konsultanta krajowego, który nie tylko opiniuje rozwiązania merytoryczne, lecz także uczestniczy w dialogu z Ministerstwem Zdrowia i instytucjami odpowiedzialnymi za organizację systemu.

Profil naukowy nowej konsultantki obejmuje przede wszystkim neuroobrazowanie, radiologię onkologiczną oraz diagnostykę narządową w tomografii komputerowej i rezonansie magnetycznym. Jej zainteresowania koncentrują się również na nowoczesnych technikach obrazowania, takich jak perfuzja, dyfuzja czy spektroskopia, które coraz częściej decydują o jakości rozpoznania i kwalifikacji pacjenta do leczenia. W dobie medycyny precyzyjnej to właśnie radiologia staje się nie tylko narzędziem wykrywania zmian, ale integralnym elementem podejmowania decyzji terapeutycznych.

Powołanie prof. Edyty Szurowskiej na konsultantkę krajową można odczytywać jako sygnał wzmocnienia roli środowiska radiologicznego w kształtowaniu polityki zdrowotnej. Radiologia i diagnostyka obrazowa pozostają dziś jednym z najbardziej obciążonych segmentów systemu, a jednocześnie jednym z najszybciej rozwijających się technologicznie. Przed nową konsultantką stoi zadanie równoważenia tych dwóch dynamik: zapewnienia bezpieczeństwa i jakości badań przy jednoczesnym nadążaniu za innowacjami, sztuczną inteligencją i rosnącymi oczekiwaniami klinicystów oraz pacjentów.

Decyzja o powierzeniu tej funkcji osobie o tak szerokim doświadczeniu klinicznym, naukowym i organizacyjnym może okazać się istotna nie tylko dla samej radiologii, ale dla całego systemu ochrony zdrowia, w którym diagnostyka obrazowa od dawna przestała być jedynie „etapem pośrednim”, a stała się jednym z filarów nowoczesnej medycyny.

Żródło: pltr.pl
Foto: Dariusz Giers

Planowane przywrócenie limitów na badania obrazowe i wizyty u specjalistów budzi poważne obawy o dostępność diagnostyki, szczególnie w chorobach, w których czas odgrywa kluczową rolę. Powrót do ograniczeń może ponownie wydłużyć kolejki do poziomu sprzed 2018 roku, zagrażając terminowemu rozpoznawaniu i leczeniu tysięcy pacjentów.
Rząd planuje ponowne wprowadzenie limitów m.in. na badania obrazowe finansowane przez NFZ – w tym rezonans magnetyczny i tomografię komputerową. Dla pacjentów, zwłaszcza tych w trakcie diagnostyki, decyzja ta może mieć dramatyczne skutki. Rak nie poczeka, a system już dziś nie jest w stanie zapewnić terminowych badań. Wprowadzenie limitów cofnie nas do czasów rekordowych kolejek sprzed 2018 roku.
Rak jest jednym z największych wyzwań zdrowotnych w Polsce i na świecie. Co czwarty z nas zachoruje na nowotwór, a co piąty umrze z tego powodu. Tylko w latach 1999–2022 na raka  zmarło 2,2 mln osób – tyle, ile liczą razem Kraków, Łódź, Katowice i Szczecin. W 2023 roku diagnozę usłyszało ponad 192 tysiące Polaków, a z chorobą nowotworową żyje już ponad 1,2 mln osób. Polska utrzymuje jedne z najwyższych wskaźników umieralności na raka w UE. 

200 dni czekania na badania może znów stać się normą
Onkofundacja Alivia w ramach projektu Alivia Onkoskaner (wcześniej Kolejkoskop) od 2014 roku monitoruje czas oczekiwania na badania obrazowe w blisko 800 placówkach medycznych w Polsce. Informacje o dostępności terminów pozyskiwane są metodą tajemniczego pacjenta, co pozwala dokładnie sprawdzić realny czas oczekiwania dla osób korzystających ze świadczeń finansowanych przez NFZ. 
Najnowsze dane z portalu Alivia Onkoskaner pokazują, że obecnie średni czas oczekiwania na badanie rezonansem magnetycznym w Polsce to 89 dni w trybie normalnym i 65 w trybie pilnym. Na badanie tomografią komputerową czeka się średnio 46 dni w trybie normalnym i 33 w trybie pilnym. To długo, ale w marcu 2018 roku, przed uwolnieniem limitów finansowania pacjenci czekali średnio aż 201 dni na rezonans magnetyczny i 73 dni na tomografię komputerową. Teraz ta sytuacja może się powtórzyć.
Przywrócenie limitów proponowane przez Ministerstwo Zdrowia, jako jeden z elementów planu oszczędnościowego NFZ, to prosta droga do katastrofy w diagnostyce nowotworów – wielu pacjentów jest przecież diagnozowanych poza szybką ścieżką onkologiczną. 
– Pacjenci nie mogą być zakładnikami decyzji administracyjnych i problemów finansowych NFZ. Każdy dzień opóźnienia diagnostyki to realne zagrożenie dla życia – zwłaszcza dla pacjentów onkologicznych. Jeśli limity wrócą, cofniemy się o lata, a wielu chorych straci szansę na skuteczne leczenie – komentuje Aleksandra Ciompała, Koordynatorka ds. programów pomocowych w Onkofundacji Alivia.
Już dzisiaj w wielu placówkach w Polsce umówienie się na badania obrazowe w najbliższych miesiącach jest praktycznie niemożliwe. W Centrum Medycznym Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego na badanie rezonansem magnetycznym nie ma wolnych terminów do końca czerwca 2026 w trybie stabilnym i pilnym, a pacjenci są informowani, że nie wiadomo, czy placówka będzie miała kontrakt z NFZ w przyszłym roku. Podobna sytuacja jest w Szpitalu Bródnowskim w Warszawie. W placówce Bonus-Diagnosta w Bydgoszczy nie ma już zapisów na rezonans do końca kwietnia, na CITO natomiast terminy są dostępne za 106 dni. W praktyce oznacza to, że wielu pacjentów już dziś – jeszcze przed wprowadzeniem limitów – ma ograniczony dostęp do kluczowych badań diagnostycznych.

Kryzys w ochronie zdrowia
Polski system ochrony zdrowia znalazł się na krawędzi. Według szacunków w budżecie NFZ w 2026 r. może zabraknąć nawet 23 mld zł, a doraźne dokładanie środków przez rząd nie rozwiązuje problemu. Planowane cięcia przekraczające 10 mld zł oznaczają ograniczenia w finansowaniu kluczowych świadczeń: od kardiologii i POZ, przez okulistykę i chirurgię kręgosłupa, po badania obrazowe i programy lekowe.
Sytuację dodatkowo pogarszają narastające koszty funkcjonowania systemu – przede wszystkim ustawowe podwyżki wynagrodzeń dla personelu medycznego, które z roku na rok mocno obciążają budżet NFZ. Brakuje jednocześnie reform zapewniających stabilne, przewidywalne finansowanie.
W efekcie polska ochrona zdrowia znajduje się w stanie trwałej niewydolności, a dostęp pacjentów do diagnostyki i leczenia jest dziś bardziej niż kiedykolwiek zagrożony.
Onkofundacja Alivia podkreśla, że badania obrazowe oraz możliwość konsultacji specjalistycznych są fundamentem diagnostyki, w tym onkologicznej. To od ich dostępności zależy czas postawienia diagnozy i rozpoczęcia leczenia, które dają realną szansę na wyleczenie lub wydłużenie życia pacjenta. W chwili, gdy wiele placówek już teraz nie ma dostępnych terminów, a część czeka na  przedłużenie kontraktów, ponowne wprowadzanie limitów może sparaliżować cały proces diagnostyczny.
Joanna Frątczak-Kazana z Fundacji Alivia podsumowuje – Nie możemy dopuścić do tego, aby pacjenci ponosili konsekwencje decyzji politycznych, które doprowadziły do obecnej sytuacji. W ostatnich latach, mimo ostrzeżeń ekspertów, decydenci zapewniali, że sytuacja finansowa NFZ jest pod kontrolą. Nie była i nie podjęto odpowiednich działań we właściwym czasie. Obywatele nie mogą ponosić konsekwencji nieodpowiedzialnej polityki i mają prawo do bezpieczeństwa zdrowotnego. Nie chcemy umierać w kolejkach. 

Źródło: materiał prasowy

Lubelska onkologia czeka na milowy krok w rozwoju. W ciągu najbliższych czterech lat Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej przejdzie kompleksową modernizację, której wartość sięgnie niemal 300 milionów złotych. Powstanie zupełnie nowy ośrodek diagnostyczno-profilaktyczny, a szpitalna infrastruktura zostanie gruntownie zmodernizowana.
Decyzję o przyznaniu środków ogłosiło Ministerstwo Zdrowia, które rozstrzygnęło konkurs na wybór najlepszych projektów strategicznych w dziedzinie onkologii. Wśród wyróżnionych znalazł się projekt „Budowa ośrodka diagnostyczno-profilaktycznego i modernizacja infrastruktury Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej w Lublinie w celu poprawy dostępu i podniesienia jakości diagnostyki i leczenia onkologicznego w Województwie Lubelskim”. Oceny ekspertów były jednoznaczne – wniosek COZL uzyskał bardzo wysokie noty i otrzymał pełną wnioskowaną kwotę 254,5 mln złotych z Funduszu Medycznego. Dodatkowe niemal 45 mln złotych pochodzi z budżetu Samorządu Województwa Lubelskiego.

„Ta strategiczna inwestycja pozwoli nam podnieść leczenie onkologiczne w COZL na jeszcze wyższy poziom. Jako wielospecjalistyczny i wysokospecjalistyczny ośrodek, będący jednocześnie Wojewódzkim Ośrodkiem Koordynującym w ramach ogólnopolskiego programu Specjalistycznych Ośrodków Leczenia Onkologicznego (SOLO III), COZL odgrywa kluczową rolę w systemie opieki zdrowotnej regionu. Dzięki temu dofinansowaniu mieszkańcy Lubelszczyzny otrzymają dostęp do najnowocześniejszej diagnostyki i terapii, na miarę najlepszych europejskich standardów” – podkreśla Marszałek Województwa Lubelskiego Jarosław Stawiarski.

Nowy ośrodek diagnostyczno-profilaktyczny ma mieć cztery kondygnacje i jedną podziemną. Powstanie w nim kompleksowa przestrzeń diagnostyczna, wyposażona w najnowocześniejszy sprzęt, a także strefa komfortu dla pacjentów i ich rodzin. Dla wielu chorych to nie tylko kwestia warunków, lecz przede wszystkim jakości opieki i skrócenia czasu oczekiwania na badania.

W ramach inwestycji Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej stanie się trzecim ośrodkiem w regionie posiadającym urządzenie PET-CT – połączenie pozytonowej tomografii emisyjnej (PET) i tomografii komputerowej (CT). To właśnie dzięki tej technologii możliwe jest precyzyjne lokalizowanie ognisk choroby nowotworowej i wdrażanie terapii celowanej. Jak podkreślają specjaliści, PET-CT to obecnie najbardziej zaawansowana metoda diagnostyczna w onkologii, pozwalająca nie tylko wykrywać zmiany, ale także oceniać skuteczność leczenia.

Poza PET-CT planowany jest zakup nowego aparatu RTG, dwóch aparatów USG, tomografu komputerowego, rezonansu magnetycznego i mammografu. Nowoczesne urządzenia mają znacząco zwiększyć potencjał Zakładu Diagnostyki Obrazowej COZL i skrócić kolejki oczekujących na badania.

Projekt zakłada również modernizację i doposażenie 27 poradni specjalistycznych działających w ramach Centrum. Ich nowa przestrzeń ma być zaprojektowana z myślą o pacjencie – zapewnić większy komfort, lepszą organizację ruchu i szybszy dostęp do świadczeń. To szczególnie istotne w kontekście długich czasów oczekiwania na pierwszorazową wizytę. Według danych COZL, w poradni endokrynologicznej, audiologicznej, foniatrycznej, gastroenterologicznej czy genetycznej hematologicznej średni czas oczekiwania przekracza 100 dni, a w poradni genetycznej sięga aż 359 dni.

„Ośrodek diagnostyczno-profilaktyczny to milowy krok w rozwoju lubelskiej onkologii. Jestem przekonany, że pozwoli to w sposób znaczący i zauważalny poprawić dostępność dla pacjentów do świadczeń profilaktyki i diagnostyki. Skróceniu ulegnie także czas oczekiwania na uzyskanie porady pierwszorazowej, a w rezultacie postawienia diagnozy. To istotne, bo zarówno w krótkiej, jak i w odległej perspektywie, przekłada się to na lepsze wyniki leczenia” – mówi Piotr Matej, p.o. dyrektora Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej.

Inwestycja w COZL to nie tylko rozbudowa infrastruktury, ale przede wszystkim inwestycja w czas, który dla pacjentów onkologicznych bywa najcenniejszy. Szybsza diagnostyka i dostęp do nowoczesnych terapii mogą oznaczać więcej wyleczonych przypadków i mniej dramatycznych historii. Lubelskie staje się więc nie tylko regionem z nowoczesną bazą medyczną, ale także przykładem, jak skutecznie wykorzystać fundusze publiczne na realną poprawę jakości leczenia.

Źródło: Informacja Prasowa

W Centrum Onkologii w Bydgoszczy przygotowania do rekrutacji pacjentów do eksperymentalnego badania klinicznego weszły w decydującą fazę. To rezultat największego w konkursie grantu naukowego Agencji Badań Medycznych – 74 miliony złotych – który przyznano zespołowi Zakładu Neuroonkologii i Radiochirurgii pod kierownictwem prof. Macieja Harata. Badanie ma ruszyć na początku 2026 roku i jest dedykowane pacjentom ze wznową glejaka wielopostaciowego – jednego z najgroźniejszych nowotworów mózgu.
„To ogromna radość – po pierwsze dlatego, że mamy realną szansę poprawić los pacjentów, którzy dziś mają bardzo ograniczone możliwości leczenia. Po drugie – to uznanie dla ciężkiej pracy mojego zespołu i Zarządu Centrum Onkologii, którzy pomogli doprowadzić projekt do perfekcji. Ale zaraz potem przyszło poczucie odpowiedzialności – teraz musimy to wszystko skutecznie i perfekcyjnie wdrożyć. To wielkie wyzwanie” – mówi prof. Maciej Harat.

Projekt zakłada zastosowanie trzech zaawansowanych metod terapeutycznych: obrazowania molekularnego PET z użyciem FET-tyrozyny, precyzyjnej radiochirurgii stereotaktycznej oraz terapii zmiennym polem elektrycznym. To ostatnie rozwiązanie jest zatwierdzoną metodą leczenia wznowy glejaka m.in. w USA i UE, jednak w Polsce pozostaje na razie niedostępne w ramach refundacji.

„Terapia opiera się na działaniu zmiennego pola elektrycznego, które zakłóca podział komórek nowotworowych. Pacjent nosi elektrody przymocowane do skóry głowy, połączone z lekkim urządzeniem. Co ważne – można z nim normalnie funkcjonować, pracować, a nawet jeździć na rowerze. To rozwiązanie nowej generacji, które dopiero od niedawna jest dostępne w Polsce dotychczas jedynie komercyjnie” – wyjaśnia prof. Harat.

Badanie będzie prowadzone wyłącznie w Centrum Onkologii w Bydgoszczy, a terapia zmiennym polem elektrycznym zostanie pozyskana z zewnętrznych ośrodków. „Chcemy zaatakować glejaka w te miejsca, które mogą ograniczać skuteczność terapii zmiennym polem elektrycznym. Wykorzystamy do tego PET znakowany tyrozyną i stereotaktyczną radiochirurgię. Poza tym zapewniamy chorym dostęp do terapii zmiennym polem elektrycznym, która jest zatwierdzoną metodą leczenia wznowy w USA i na terenie UE a wciąż nierefundowaną w Polsce. Łączymy trzy technologie, które dotąd badaliśmy we wstępnych naszych projektach i dały one bardzo obiecujące wyniki”.

Rekrutacja rozpocznie się w pierwszych tygodniach 2026 roku i potrwa przez trzy lata. Do badania zostanie zakwalifikowanych 92 dorosłych pacjentów z glejakiem wielopostaciowym IV stopnia, maksymalnie do trzeciej wznowy, o wielkości guza nieprzekraczającej 5 cm. „Pacjenci, w złym stanie sprawności, u których guz zajmuje większość mózgu, nie będą mogli uczestniczyć w badaniu. Duże znaczenie podczas kwalifikacji do badań będzie miało też dotychczas zastosowane leczenie. Pacjenci będą mogli zgłaszać się ze skierowaniem od swojego onkologa czy neurochirurga. Kwalifikację przeprowadzi zespół specjalistów Zakładu Neuroonkologii Centrum Onkologii” – zaznacza prof. Harat.

Zespół, który będzie prowadził badanie, liczy kilkanaście osób – to lekarze neuroonkolodzy, radiochirurdzy, badacze oraz koordynatorzy do spraw kontaktu z pacjentami. „Zespół jest dobrze zaplanowany. Poza mną jako głównym badaczem, w projekt zaangażowani są lekarze Zakładu Neuroonkologii: dr Maciej Blok, dr Magdalena Adamczak Sobczak czy prof. Bogdan Małkowski, a także koordynatorzy kontaktu z pacjentami. Łącznie jest to kilkanaście osób, które będą współpracować na co dzień, by zapewnić bezpieczeństwo i jakość całego badania. Liczymy, że miesięcznie będziemy mogli włączać 2–4 pacjentów”.

Niestety, pacjenci, u których glejaka dopiero zdiagnozowano, nie kwalifikują się do tego badania klinicznego. Choroba ta wciąż pozostaje jedną z najtrudniejszych do leczenia. „Glejak wielopostaciowy to najczęstszy złośliwy nowotwór mózgu u dorosłych – diagnozujemy go u około 1000–1500 osób rocznie. Rokowania są niestety trudne – mediana przeżycia to 12–16 miesięcy. Choroba często szybko wraca, a możliwości leczenia przy kolejnych wznowach są ograniczone” – mówi prof. Harat.

Wczesne objawy bywają niespecyficzne i łatwo je zbagatelizować. „Napad padaczkowy czy nagła utrata przytomności to jedne z pierwszych objawów. Ale także narastające bóle głowy, zaburzenia zachowania, widzenia, trudności z mową czy orientacją. Problem w tym, że nowotwór często nie daje wczesnych objawów. Gdy coś nas niepokoi – warto zgłosić się do lekarza rodzinnego i to omówić. Najczęściej niezbędny jest rezonans magnetyczny. Glejaka można zdiagnozować dość szybko, ale trudniej określić jego dokładne granice. To właśnie chcemy zmienić dzięki dokładniejszemu obrazowaniu”.

Nie ma profilaktyki ani jednoznacznych grup ryzyka. „Glejak może dotknąć każdego – od dzieci po osoby starsze. Najczęściej pojawia się w wieku 40–50 lat. Nie wiemy, co powoduje chorobę – nie ma potwierdzonych zależności z trybem życia, paleniem czy dietą”.

Prof. Harat podkreśla, że już niebawem pojawią się konkretne informacje dotyczące zapisów do badania. „Jeszcze raz jednak proszę o chwilę cierpliwości. Zdajemy sobie sprawę, że wielu chorych czeka na konkrety – i te już wkrótce się pojawią. Na stronie Centrum Onkologii zamieścimy wszystkie szczegóły dotyczące naboru do badania”.

Źródło: Centrum Onkologii w Bydgoszczy

Kolejka do badania rezonansem magnetycznym w trybie normalny wynosi średnio 80 dni i jest o 22 dni dłuższa niż w październiku 2021. Dodatkowo na opis badania chorzy czekają 27 dni. To o tydzień dłużej niż dwa lata temu. Nieznacznie wydłużył się czas oczekiwania na badanie z opisem tomografii komputerowej. W 2021 było to 51 dni, obecnie 56. Onkofundacja Alivia zbadała również, jak długo czeka się na pierwszą wizytę u onkologa. Bez skierowania to aż 39 dni. Warto też zwrócić uwagę na znaczne rozbieżności między województwami.
Sprawa dostępności świadczeń zdrowotnych oraz kolejek do badań i specjalistów od lat budzi wiele kontrowersji i jest przedmiotem ożywionych dyskusji. Uwolnienie limitów finansowania badań rezonansem magnetycznym i tomografią komputerową w kwietniu 2019 roku spowodowało znaczne skrócenie czasu oczekiwania w kolejkach, jednak już od 2021 roku obserwowany jest trend rosnący. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest mała dostępność radiologów oraz urządzeń wykorzystywanych do diagnozowania obrazowego. Według raportu Health at Glance 2023 Polska ma jeden z najniższych wskaźników wśród państw OECD w zakresie liczby urządzeń do wykonywania rezonansu magnetycznego, tomografii komputerowej i PET w przeliczeniu na milion mieszkańców.
Nie lepiej wypadamy pod względem liczby wykonywanych badań (TK, RM, PET). Średnia wśród państw OECD wynosi 254 badania w przeliczeniu na 1000 mieszkańców. W Polsce wykonuje się ich jedynie 171, co stawia nas w rankingu na 6 miejscu od końca. Wyprzedzamy jedynie Kostarykę. Rumunię, Bułgarię, Chile i Wielką Brytanię. Mimo że liczba urządzeń z roku na rok rośnie, samo środowisko radiologów wskazuje na kolejny problem – niewystarczającą liczbę specjalistów opisujących badania. Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej w Polsce mamy ich niewiele ponad 4,2 tysiąca. 2 Choć wg raportu NIK liczba radiologów w latach 2017-2021 wzrosła o 14%, to wciąż brakowało ich w niemal 1⁄3 skontrolowanych podmiotów.

Nierówności w dostępie do badań obrazowych widać gołym okiem

Różnice pomiędzy województwami w dostępie do badań sięgają nawet 94 dni. To oznacza, że jedni pacjenci mogą czekać na badania nawet 4 razy dłużej niż inni, mimo tego, że płacą takie same składki zdrowotne. Najdłużej na tomografię komputerową w trybie normalnym czekają pacjenci w województwie małopolskim – 82 dni, a najkrócej w województwie podlaskim – 12 dni. W trybie pilnym sytuacja wygląda podobnie. Najdłuższy czas oczekiwania jest w województwie małopolskim – 48 dni, a najkrótszy w podlaskim – 9 dni.

Na rezonans magnetyczny w trybie normalnym w województwie małopolskim czeka się 124 dni, a w świętokrzyskim – 30. Ze skierowaniem na “cito” najdłuższa kolejka jest w województwie lubuskim – 101 dni, a najkrótsza w świętokrzyskim – 19 dni.

Na badanie PET-CT w trybie normalnym i pilnym najdłużej czeka się w województwie śląskim. Dokładnie 65 dni w trybie zwykłym i 59 dni “na cito”. Najkrótsza kolejka w trybie normalnym jest w województwie podkarpackim – 14 dni, a w trybie pilnym – w województwach: opolskim, podkarpackim i świętokrzyskim – 14 dni.

Do onkologa bez skierowania? Tu też trzeba mieć dużo szczęścia i wykazać się sprytem

Od kwietnia 2023 roku Onkofundacja Alivia, oprócz kolejek do badań obrazowych, bada też dostęp do lekarzy onkologów. Sprawdzana jest długość oczekiwania na pierwszą wizytę w trybie zwykłym oraz pilnym.

Średnio w Polsce na pierwszą wizytę do onkologa bez skierowania w trybie zwykłym, zgodnie z danymi za październik 2023 roku, czeka się 39 dni, a z kartą DILO 23 dni. Warto przypomnieć, że cały proces diagnostyki wstępnej w ramach karty DILO nie powinien przekraczać 28 dni.

“Prowadzone są drogie i wysokozasięgowe kampanie uświadamiające pacjentów, jak ważny, w chorobie onkologicznej, jest czas, szybka diagnoza i rozpoczęcie terapii. Tymczasem pacjent z podejrzeniem lub wstępną diagnozą choroby onkologicznej, który powinien zostać przyjęty w trybie pilnym, na wizytę oczekuje kilka tygodni, a potem kolejne na diagnostykę. To może spowodować zaprzepaszczenie szans na skuteczne leczenie, a często również wyleczenie” – komentuje Aleksandra Ciompała, Koordynatorka ds. programów pomocowych w Onkofundacji Alivia.

Na pierwszą wizytę do onkologa obecnie najdłużej czekamy w województwie kujawsko-pomorskim – w trybie zwykłym 123 dni, a w trybie pilnym (DILO) 117 dni. Najszybciej można umówić się do tego specjalisty, niezależnie od trybu (normalny/ DILO), w województwie świętokrzyskim – czas oczekiwania to 7 dni.

Powyższe dane dotyczą czasu oczekiwania na pierwszą wizytę onkologiczną 
w październiku 2023 roku.

Nowa władza, stare problemy

“Skrócenie kolejek oraz zwiększenie dostępu do świadczeń medycznych jest jednym z priorytetów Onkofundacji Alivia. Będziemy apelowali do nowego ministra zdrowia o podjęcie działań zmierzających do zapewnienia odpowiedniej diagnostyki chorób nowotworowych oraz monitorowania efektywności leczenia w tej dziedzinie. Będziemy zwracali się również do placówek medycznych, w których terminy badań są najdłuższe z prośbą o wyjaśnienie przyczyn tej sytuacji oraz podjęcie działań na rzecz poprawy dostępności świadczeń o szczególnym znaczeniu dla pacjentów z podejrzeniem lub rozpoznaniem choroby nowotworowej” – mówi Joanna Frątczak-Kazana, Wicedyrektorka Onkofundacji Alivia.

Źródło informacji: Alivia – Fundacja Onkologiczna