Medicalpress
Współczesna reumatologia dysponuje terapiami, które mogą zatrzymać postęp choroby, ochronić narządy przed trwałym uszkodzeniem, zapobiec niepełnosprawności i przywrócić pacjentom możliwość pracy oraz samodzielnego życia. Problemem coraz częściej nie jest jednak brak skutecznego leczenia, lecz zbyt późna diagnoza, nierówny dostęp do specjalistycznej opieki i programów lekowych, niedofinansowanie ich realizacji oraz rozwiązania organizacyjne, które nie odpowiadają specyfice przewlekłych chorób układowych.
Skala potrzeb jest duża. Około 1,9 mln osób choruje na schorzenia autoimmunizacyjne i autozapalne, kolejne grupy pacjentów wymagają opieki z powodu osteoporozy, fibromialgii czy choroby zwyrodnieniowej. Łącznie blisko 9,5 mln osób, a więc niemal co czwarty Polak, może w różnym zakresie potrzebować konsultacji lub opieki reumatologicznej.

Jednocześnie choroby reumatyczne nadal bywają utożsamiane głównie z bólem stawów, podeszłym wiekiem i niegroźnymi dolegliwościami. Tymczasem mogą prowadzić do zajęcia serca, nerek, płuc, naczyń czy narządu wzroku, a w części przypadków stają się bezpośrednim zagrożeniem życia.

„Reumatologia przeszła fascynującą drogę: od medycyny bezsilnej, która polegała na łagodzeniu objawów bólowych, od nieodwracalnego inwalidztwa, destrukcji stawów, powikłań przewlekłej glikokortykosteroidoterapii i złamań kompresyjnych – do medycyny, która przywraca pełną sprawność i dosłownie ratuje życie” – podkreślał dr hab. n. med. Bogdan Batko, prof. UAFM, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego i konsultant krajowy w dziedzinie reumatologii.

Jak zaznaczał, uproszczone postrzeganie tej dziedziny prowadzi do opóźnień diagnostycznych. Pacjent może przez wiele miesięcy trafiać do kolejnych specjalistów z objawami ze strony różnych narządów, zanim zostanie rozpoznana choroba układowa będąca rzeczywistą przyczyną jego problemów.

„To nie jest tylko niepełnosprawność jednego narządu. Najczęściej mamy do czynienia z zajęciem wielonarządowym, a objawy ze strony serca, nerek czy płuc mogą być pierwszym objawem choroby. Pacjent trafia do kolejnych specjalistów, ale nie trafia do reumatologa, mimo że to właśnie choroba reumatyczna jest źródłem jego problemów” – mówił prof. Batko.

Przykładem może być młoda pacjentka z ciężkim wtórnym nadciśnieniem tętniczym, wielokrotnie hospitalizowana na oddziałach kardiologicznych i nefrologicznych. Ostatecznie rozpoznano u niej chorobę Takayasu, czyli układowe zapalenie naczyń. Po zastosowaniu leczenia biologicznego choroba została opanowana, a pacjentka mogła odstawić pięć leków przeciwnadciśnieniowych.

Okno terapeutyczne nie może czekać w kolejce

W wielu chorobach reumatycznych o przyszłej sprawności pacjenta decydują pierwsze tygodnie od pojawienia się objawów. Wczesne wdrożenie leczenia pozwala ograniczyć ryzyko trwałego uszkodzenia stawów i narządów, natomiast opóźnienie może oznaczać utratę tzw. okna terapeutycznego.

Średni czas oczekiwania na konsultację reumatologiczną wynosi jednak około 190 dni. Nawet w trybie pilnym dziecko z podejrzeniem lub rozpoznaniem choroby reumatycznej może czekać w ośrodku referencyjnym 82 dni. Tymczasem okno terapeutyczne w zapalnych chorobach reumatycznych wynosi około 12 tygodni, a średnie opóźnienie diagnostyczne sięga co najmniej dziewięciu miesięcy.

Problem zaczyna się często jeszcze przed właściwym rozpoznaniem. Analizy obejmujące pięć lat przed i pięć lat po rozpoznaniu reumatoidalnego zapalenia stawów wykazały, że już na rok przed postawieniem diagnozy pacjenci mają istotnie większą liczbę rozpoznanych chorób współistniejących, przede wszystkim sercowo-naczyniowych.

„Wynika to z przewlekłego stanu zapalnego związanego z reumatoidalnym zapaleniem stawów, dlatego taki pacjent jeszcze przed postawieniem właściwego rozpoznania trafia do wielu specjalistów i generuje kolejne koszty dla systemu. To pokazuje, jak ważne jest wcześniejsze rozpoznawanie choroby. Musimy wcześniej diagnozować tych pacjentów, ale jednocześnie potrzebujemy stabilnego finansowania” – wskazywał prof. Batko.

Najważniejszym elementem planowanych działań ma być skuteczny triaż pacjentów. W ramach Kompleksowej Opieki nad Chorymi z Wczesnym Zapaleniem Stawów zakładano możliwość kierowania osób z podejrzeniem zapalnej choroby reumatycznej na szybką ścieżkę. W praktyce nadal trafiają one jednak do standardowej kolejki.

„Pilotaż pokazał, że właśnie triaż jest największą potrzebą, dlatego rozpoczęliśmy badanie oceniające, czy kwalifikacja prowadzona przez przeszkoloną pielęgniarkę i lekarza pozwoli kierować pacjentów z zapalnymi chorobami układowymi na szybką ścieżkę” – mówił konsultant krajowy.

Wczesna diagnostyka ma znaczenie również ekonomiczne. Prof. Brygida Kwiatkowska zwracała uwagę, że na początkowym etapie wielu chorób wystarczają znacznie tańsze klasyczne terapie, natomiast koszty gwałtownie rosną wraz z rozwojem powikłań.

„Przy braku pieniędzy powinniśmy oglądać każdą złotówkę. Dlatego apeluję o poprawę wczesnego wykrywania chorób, ponieważ na początkowych etapach ich leczenie jest tanie – często wystarczają leki klasyczne i nie ma jeszcze potrzeby stosowania terapii innowacyjnych. Dzięki inwestycji w profilaktykę i wczesną diagnostykę można oszczędzić środki dla pacjentów, którzy rzeczywiście wymagają zaawansowanego leczenia” – podkreślała ekspertka.

Jako przykład wskazała osteoporozę, która nadal zbyt często rozpoznawana jest dopiero po złamaniu. System ponosi wówczas koszty operacji, endoprotezoplastyki, hospitalizacji i długotrwałej rehabilitacji, choć wcześniej można było zastosować stosunkowo niedrogie leczenie farmakologiczne.

Terapie są dostępne, ale liczba nowych włączeń  do programów lekowych wyhamowała

W ostatnich latach znacząco zwiększyła się liczba nowoczesnych terapii dostępnych w reumatologii. W ciągu czterech lat refundacją objęto 34 nowe terapie innowacyjne, a pacjenci mają dostęp do leków biologicznych i małocząsteczkowych. Liczba chorych leczonych w programach wzrosła z około 14 tys. po 2020 roku do niemal 40 tys. w 2025 roku.

Ten wzrost nie oznacza jednak, że potrzeby zostały zaspokojone. W Polsce leczeniem biologicznym lub celowanymi lekami syntetycznymi objętych jest około 6,4 proc. pacjentów z reumatoidalnym zapaleniem stawów. Średnia europejska wynosi około 20 proc., a w państwach skandynawskich – co najmniej 30 proc.

Prof. Brygida Kwiatkowska wskazywała, że dynamika nowych włączeń do programów lekowych zaczęła wyraźnie słabnąć.Od 2019 roku udało się znacząco zwiększyć liczbę leczonych pacjentów, między innymi dzięki dostosowaniu kryteriów kwalifikacji do rekomendacji europejskich. Ta dynamika była bardzo dobra, ale obecnie obserwujemy wyraźne wypłaszczenie. Oznacza to, że do programów lekowych włączamy mniej nowych chorych, a główną przyczyną są problemy finansowe i opóźnienia w płatnościach ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia” – mówiła.

Sytuacja jest bardzo zróżnicowana regionalnie. W programach lekowych aktywnie leczonych jest ponad 40 tys. pacjentów u 137 świadczeniodawców, ale znaczna część terapii skupiona jest w kilku największych placówkach. W programie B.33, dotyczącym leczenia reumatoidalnego zapalenia stawów, umowy ma 63 świadczeniodawców, jednak ponad 72 proc. pacjentów leczonych jest w zaledwie pięciu ośrodkach.

„Są ośrodki, które realizują tylko dwa albo trzy programy lekowe. Każdy ośrodek reumatologiczny posiadający oddział szpitalny powinien mieć dostęp do wszystkich programów, aby pacjent nie musiał błąkać się po innych województwach albo jeździć do Warszawy tylko dlatego, że w jego regionie określony program nie jest realizowany” – podkreślała prof. Kwiatkowska.

Nierówności terytorialne sprawiają, że pacjenci często pokonują setki kilometrów nie tylko po kwalifikację do leczenia, ale również po kolejne podanie leku. Największa liczba chorych leczonych innowacyjnie skupia się w województwach małopolskim, mazowieckim i śląskim, które łącznie odpowiadają za około 45–50 proc. wszystkich terapii.

Pacjent zakwalifikowany, ale leczenia rozpocząć nie może

Dla osób spełniających kryteria programu lekowego formalna kwalifikacja nie zawsze oznacza rozpoczęcie terapii. Część ośrodków wstrzymuje przyjmowanie nowych pacjentów z obawy, że NFZ nie pokryje kosztów nadwykonań.

„Mimo spełnienia kryteriów kwalifikacji do programu lekowego pacjenci nie mogą rozpocząć skutecznego leczenia, ponieważ ośrodki wstrzymują przyjmowanie nowych chorych z obawy przed brakiem finansowania przez płatnika. Brak finansowania i wielomiesięczne oczekiwanie na terapię to dla nas wyrok. W chorobach reumatycznych czas nie jest tylko kolejną kartką w kalendarzu – czas oznacza sprawność i możliwość prowadzenia normalnego życia” – mówiła Małgorzata Ufnal, prezes Fundacji Rheuma Active, psycholog i pacjentka reumatologiczna.

Jak podkreślała, pacjenci kontaktują się z organizacjami społecznymi, poszukując placówek, które nadal rozpoczynają leczenie. Nie zawsze mogą nawet zostać formalnie wpisani na listę oczekujących, przez co rzeczywiste zapotrzebowanie nie jest widoczne w danych wykorzystywanych do planowania finansowania.

„Jeżeli pacjenci nie mogą nawet zapisać się do kolejki, to na podstawie jakich danych planowane jest zapotrzebowanie na kolejny rok? Mam informacje od pacjentów, które ośrodki nie przyjmują nowych chorych, gdzie są problemy i gdzie nie można się nawet zgłosić do kolejki. Chciałabym wiedzieć, na podstawie jakich danych te limity są wyznaczane” – pytała Małgorzata Ufnal.

Iwona Kasprzyk, dyrektor Departamentu Gospodarki Lekami w Centrali NFZ, zaznaczała, że odmowa wpisania pacjenta na listę oczekujących jest niezgodna z przepisami. „Niezależnie od tego, czy będzie możliwość zwiększenia kontraktu, pacjent powinien otrzymać termin wizyty, nawet jeśli miałby on być odległy” – podkreślała.

Przedstawicielka NFZ przyznała jednocześnie, że w 2026 roku liczba nowych włączeń do programów wyhamowała ze względu na sytuację finansową płatnika. Deficyt Funduszu szacowany jest na około 14 mld zł, składki zdrowotne pokrywają około 85 proc. jego budżetu, a pozostała część musi być uzupełniana z budżetu państwa.

„W każdym roku leki finansujemy w 100 proc., natomiast jeśli chodzi o świadczenia, to w 2025 roku niestety nie udało się pokryć wszystkich wydatków. Bardzo się staraliśmy, ale po prostu nie było takiej możliwości. Jednocześnie chcemy leczyć pacjentów coraz lepiej, obejmujemy refundacją nowe technologie, a potrzeby zdrowotne stale rosną” – mówiła Iwona Kasprzyk.

W programach reumatologicznych głównym elementem wydatków pozostają leki. Według danych przedstawionych przez Ministerstwo Zdrowia w 2025 roku przeznaczono na nie blisko 850 mln zł, natomiast wartość rozliczonych świadczeń wynosiła około 115 mln zł.
Eksperci zwracali jednak uwagę, że wraz ze spadkiem cen części leków biologicznych, wynikającym z wprowadzenia odpowiedników biopodobnych, coraz większego znaczenia nabiera prawidłowe finansowanie całej obsługi programu.

„Obsługa programu lekowego to nie jest porada. To cały proces: rejestracja, porada lekarska i pielęgniarska, podanie leku, obrót apteczny, sprawozdawczość oraz kredytowanie leków przez ośrodki. Jeżeli rozliczenia nie będą kwartalne, lecz roczne, sytuacja finansowa tych placówek stanie się jeszcze gorsza” – wyjaśniał prof. Batko.

W Szpitalu im. Dietla, w którym pracuje konsultant krajowy, z powodu problemów finansowych od wielu miesięcy innowacyjne leczenie rozpoczynane jest przede wszystkim u pacjentów znajdujących się w bezpośrednim zagrożeniu życia.

„Ponad 120 zakwalifikowanych chorych z aktywną, niekontrolowaną chorobą czeka na środki finansowe. Są to pacjenci zagrożeni zajęciem wielonarządowym, a lista oczekujących wynika wyłącznie z niedofinansowania” – mówił prof. Batko.

Dla pacjenta nowoczesne leczenie oznacza samodzielność

Skuteczność leczenia biologicznego nie sprowadza się wyłącznie do poprawy parametrów klinicznych. Dla wielu chorych oznacza możliwość odzyskania sprawności, powrotu do pracy i uniknięcia zależności od opieki innych osób.

Katarzyna Drożdż, pacjentka reumatologiczna prowadząca grupę wsparcia, opisywała, że przed zastosowaniem właściwej terapii biologicznej cierpiała na nawracające zapalenia tęczówki, chodziła w ortezach, po schodach wchodziła siedząc i przez wiele lat nie pracowała. Dopiero zmiana leczenia pozwoliła jej osiągnąć remisję.

„Dzisiaj nie korzystam z żadnej pomocy, jestem aktywna fizycznie, trenuję siłowo i pracuję więcej niż na pełny etat. Uważam, że funkcjonuję lepiej niż niejedna zdrowa osoba. Kiedy ktoś stracił zdrowie i szansę na normalne życie, a później odzyskał ją dzięki leczeniu, naprawdę potrafi to docenić” – mówiła.

Obawa o utratę dostępu do leczenia oznacza dla pacjentów ryzyko ponownego rozwoju choroby i utraty samodzielności. „Ja i wielu innych pacjentów funkcjonujemy normalnie wyłącznie dzięki leczeniu biologicznemu. W obecnej sytuacji mamy ogromne obawy, ponieważ dla wielu z nas jest to jedyna szansa na zachowanie sprawności i możliwość pracy. Gdybym nie otrzymała kontynuacji terapii, oznaczałoby to dla mnie powrót niepełnosprawności i utratę możliwości samodzielnego funkcjonowania” – podkreślała Katarzyna Drożdż.

Jeszcze trudniejsza jest sytuacja osób, które nie rozpoczęły terapii. Każdy kolejny miesiąc aktywnej choroby zwiększa ryzyko nieodwracalnego uszkodzenia stawów i narządów. Nie każdy będzie miał tyle szczęścia co ja i rozpocznie skuteczną terapię, zanim dojdzie do nieodwracalnych zmian. W pewnym momencie nawet właściwe leczenie może już nie pomóc w takim stopniu, w jakim pomogłoby, gdyby zostało zastosowane odpowiednio wcześnie” – zaznaczała pacjentka.

Małgorzata Ufnal podkreślała, że osoby z chorobami autoimmunologicznymi nie oczekują szczególnych przywilejów. „Oczekują jedynie, że skoro medycyna potrafi im pomóc, system pozwoli z tej pomocy skorzystać. Nie chcemy być niewidzialnymi pacjentami. Chcemy być dostrzeżeni odpowiednio wcześnie, zanim choroba odbierze nam zdrowie, sprawność i niezależność” – mówiła.

Mapy potrzeb zdrowotnych: 13 z 74 ośrodków spełnia kryteria

Kolejnym obszarem budzącym zastrzeżenia środowiska są opublikowane mapy potrzeb zdrowotnych. Według przedstawionych danych wszystkie przyjęte kryteria spełnia jedynie 13 z 74 ośrodków reumatologicznych.

„Jeżeli większość ośrodków wypada z systemu, to oznacza, że kryteria zostały źle dobrane. To jest gigantyczne zagrożenie dla zabezpieczenia opieki nad pacjentami” – podkreślał prof. Zbigniew Żuber, prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego.

Jedno z zastrzeżeń dotyczy progu liczby hospitalizacji. Dla reumatologii przyjęto ponad tysiąc hospitalizacji rocznie, podczas gdy dla nefrologii, dermatologii czy gastroenterologii próg wynosi około pięćset.

„Nie rozumiemy, dlaczego reumatologia otrzymała tak znacznie ostrzejsze kryteria. Taka dysproporcja budzi ogromny niepokój i może doprowadzić do likwidacji potrzebnych oddziałów” – mówił prof. Żuber. Wskazywał również, że w reumatologii dziecięcej ujęto dziesięć ośrodków, mimo że faktycznie działa ich czternaście.

Szczególne obawy dotyczą regionów o już ograniczonej dostępności. Prof. Magdalena Krajewska-Włodarczyk, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego, zwracała uwagę, że w przedstawionym modelu znaczna część północnej i wschodniej Polski mogłaby zostać pozbawiona odpowiedniego zaplecza szpitalnego.

Obawiam się, że za chwilę nie tylko będziemy mieli problem z finansowaniem terapii, ale również z tym, gdzie tych pacjentów leczyć. Jeżeli mapa Polski Północnej pozostanie w takim kształcie, jaki został dziś przedstawiony, to nie udźwigniemy opieki nad pacjentami. Nawet jeśli leczenie biologiczne pozostanie w AOS-ach, one po prostu nie poradzą sobie z takim obciążeniem” – mówiła.

Jak zaznaczała, pacjent wymagający regularnego dożylnego podania leku nie może co miesiąc pokonywać kilkuset kilometrów.Nie ma możliwości, żeby pacjent z Giżycka co miesiąc dojeżdżał do Warszawy tylko po to, aby otrzymać wlew dożylny. Musimy otwarcie powiedzieć, że ta mapa potrzeb zdrowotnych w obecnym kształcie nie może zostać utrzymana” – podkreślała prof. Krajewska-Włodarczyk.

Polskie Towarzystwo Reumatologiczne zgłaszało również zastrzeżenia do procesu konsultowania dokumentu. Największym problemem jest to, że mówiono o konsultacjach społecznych ze środowiskiem reumatologicznym, a my nic o nich nie wiedzieliśmy. Do marca nie mieliśmy nawet wiedzy, że takie prace trwają. Nie wyobrażamy sobie, aby tak daleko idące reformy były prowadzone bez kontaktu ze środowiskiem reumatologicznym – mówił prof. Żuber.

Martyna Kosmal, zastępca dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji Ministerstwa Zdrowia, poinformowała, że kwestie map należą do kompetencji Departamentu Analiz i Strategii. Zadeklarowała przekazanie zgłoszonych zastrzeżeń właściwemu departamentowi oraz konieczność dalszej pisemnej wymiany uwag.

System premiuje procedury, a płaci za powikłania

Jednym z najczęściej powracających wątków była potrzeba zmiany sposobu finansowania świadczeń. Eksperci wskazywali, że system powinien w większym stopniu premiować wczesną diagnostykę, długotrwałą opiekę nad pacjentem i zapobieganie powikłaniom, zamiast koncentrować środki na procedurach wykonywanych już w zaawansowanych stadiach choroby.

„Mam wrażenie, że niezwykle premiowane są dziś specjalności zabiegowe, natomiast medycyna zajmująca się kompleksową opieką nad pacjentem jest karana. Być może należałoby zmienić sposób kontraktowania świadczeń i premiować diagnostykę oraz kompleksowe prowadzenie chorego, a nie wyłącznie wykonywanie procedur” – mówił prof. Żuber.

Zwracał uwagę, że pacjent z zapalną chorobą stawów powinien najpierw przejść właściwą diagnostykę i otrzymać leczenie przyczynowe, a nie automatycznie trafiać na procedurę zabiegową. 

Dyscypliny, które obejmują chorego kompleksową opieką, z jego wielochorobowością i powikłaniami, powinny być premiowane. Taki pacjent wraca do nauki, do pracy, płaci podatki i pozostaje aktywny zawodowo. Jeżeli natomiast będziemy skazywać go na niepełnosprawność, budżet ochrony zdrowia nigdy nie będzie się bilansował” – podkreślał prezes PTR.

Reumatolodzy wskazują, że wydatków na skuteczne leczenie nie można analizować wyłącznie w obrębie budżetu NFZ. Nieleczona lub źle kontrolowana choroba generuje koszty rent, zwolnień lekarskich, obniżonej produktywności, operacji ortopedycznych i leczenia powikłań sercowo-naczyniowych, metabolicznych oraz narządowych.

„Musimy zmienić sposób myślenia o finansowaniu ochrony zdrowia. Powinniśmy wykrywać choroby wcześnie i leczyć je prewencyjnie, zamiast ponosić ogromne koszty leczenia powikłań. To właśnie tutaj tkwi jeden z największych problemów obecnego systemu” – podsumowywał prof. Żuber.

Nowoczesna reumatologia może uratować pacjentowi wzrok, zapobiec niewydolności narządowej, zatrzymać rozwój niepełnosprawności i umożliwić powrót do normalnego życia. Warunkiem jest jednak diagnoza postawiona na czas, zachowanie sieci ośrodków, sprawna ścieżka kierowania pacjentów oraz finansowanie, które nie kończy się w momencie, gdy chory został już zakwalifikowany do skutecznego leczenia.

Postulaty Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego:

1. Stabilne finansowanie programów lekowych – Konieczność pełnego finansowania nadwykonań w lekach biologicznych i celowanych syntetycznych. Brak środków to bezpośrednia bariera w dostępie do nowoczesnego leczenia.
2. 
Zmiana kryteriów kontraktowania i wyceny świadczeń – System powinien premiować jakość i kompleksowość opieki, nie tylko szybkość wizyt.Postulat: wskaźnik korygujący medianę czasu oczekiwania na I wizytę (jej nieosiągnięcie = -25% wyceny punktu), uwzględniający profil pacjentów i realizację programu lekowego.
3. 
Ochrona sieci oddziałów i wzmocnienie AOS – Indywidualne podejście do regionalnych ośrodków — filarów diagnostyki i leczenia — w „Schemacie Zabezpieczenia”. Stabilne finansowanie i poprawa efektywności AOS przed planowaną redukcją bazy szpitalnej
4. 
Budowanie nowej świadomości społecznej – Reumatologia to medycyna ratująca życie i sprawność. Choroby układowe to stany nagłe zagrażające nieodwracalnym inwalidztwem.
 

Źródło: Redakcja na podstawie relacji z Posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Reumatycznych „Perspektywa dostępu do diagnozy, leczenia i opieki w chorobach reumatycznych w Polsce – stan na lipiec 2026 r.”, 14 lipca 2026 r.

Komisja Europejska zatwierdziła stosowanie leku deukrawacytynib w leczeniu aktywnego łuszczycowego zapalenia stawów (ŁZS) u dorosłych pacjentów, którzy nie uzyskali odpowiedzi na wcześniejsze leczenie klasycznymi lekami modyfikującymi przebieg choroby (DMARD) lub nie tolerowali takiej terapii. To pierwsza w Unii Europejskiej terapia z grupy inhibitorów TYK2 dopuszczona do leczenia tej choroby.
Lek może być stosowany samodzielnie lub w połączeniu z metotreksatem. Preparat przyjmuje się raz dziennie doustnie.

Decyzja Komisji Europejskiej opiera się na wynikach dwóch badań III fazy – POETYK PsA-1 i POETYK PsA-2 – obejmujących łącznie blisko 1300 pacjentów z aktywnym łuszczycowym zapaleniem stawów.

Łuszczycowe zapalenie stawów to przewlekła choroba zapalna o podłożu immunologicznym, która może obejmować zarówno stawy, przyczepy ścięgniste i kręgosłup, jak i skórę oraz paznokcie. Chorobie często towarzyszą ból, sztywność, zmęczenie i pogorszenie jakości życia. Szacuje się, że nawet około 30 proc. osób z łuszczycą może rozwinąć ŁZS.

Poprawa objawów stawowych i skórnych

W badaniach klinicznych oceniano skuteczność deukrawacytynibu w dawce 6 mg raz dziennie. Głównym punktem końcowym był odsetek pacjentów osiągających odpowiedź ACR20 po 16 tygodniach leczenia, czyli co najmniej 20-procentową poprawę w zakresie aktywności choroby.

W badaniu POETYK PsA-1 odpowiedź ACR20 po 16 tygodniach uzyskało 54,2 proc. pacjentów leczonych deukrawacytynibem (nazwa handlowa Sotyktu), w porównaniu z 34,1 proc. w grupie placebo. W badaniu POETYK PsA-2 odsetki wyniosły odpowiednio 54,2 proc. oraz 39,4 proc.

Korzyści obserwowano również przy bardziej rygorystycznych kryteriach odpowiedzi terapeutycznej. Odpowiedź ACR50 osiągnęło po 16 tygodniach od 24,7 proc. do 28,8 proc. pacjentów leczonych aktywnie, natomiast odpowiedź ACR70 – od 10,6 proc. do 11,6 proc.

Badacze oceniali także tzw. minimalną aktywność choroby (MDA), która uwzględnia jednocześnie kilka obszarów choroby, m.in. liczbę bolesnych i obrzękniętych stawów, aktywność zmian skórnych, ból, funkcjonowanie oraz zapalenie przyczepów ścięgnistych. Po 16 tygodniach taki stan osiągnęło od 19 proc. do 25,6 proc. pacjentów otrzymujących lek.

Według danych przedstawionych przez producenta poprawa utrzymywała się również do 52. tygodnia obserwacji.

Terapia celująca w szlak TYK2

Deukrawacytynib należy do grupy selektywnych inhibitorów kinazy tyrozynowej 2 (TYK2). Mechanizm działania leku różni się od klasycznych inhibitorów JAK.

Lek został zaprojektowany tak, aby wybiórczo hamować sygnalizację cytokin odgrywających istotną rolę w rozwoju łuszczycy i łuszczycowego zapalenia stawów, m.in. interleukiny 23, interleukiny 12 oraz interferonów typu 1.

Producent podkreśla, że deukrawacytynib wiąże się z domeną regulatorową TYK2, co ma zapewniać większą selektywność działania i odróżniać go od inhibitorów JAK1, JAK2 i JAK3.

Jakość życia i bezpieczeństwo

W badaniach oceniano również jakość życia związaną ze zdrowiem za pomocą kwestionariusza SF-36. Pacjenci leczeni deukrawacytynibem uzyskiwali poprawę parametrów fizycznych już po 16 tygodniach terapii, a efekt utrzymywał się do końca rocznej obserwacji.

Profil bezpieczeństwa obserwowany u pacjentów z ŁZS był zasadniczo zgodny z wcześniejszymi doświadczeniami ze stosowania leku w łuszczycy plackowatej.

Do najczęstszych działań niepożądanych należały infekcje górnych dróg oddechowych, zwiększenie aktywności kinazy kreatynowej, zakażenia wirusem opryszczki, owrzodzenia jamy ustnej, wysypki trądzikopodobne oraz zapalenie mieszków włosowych.

W charakterystyce produktu leczniczego zwrócono uwagę m.in. na ryzyko zakażeń, konieczność oceny w kierunku gruźlicy przed rozpoczęciem terapii, a także na ostrzeżenia dotyczące zdarzeń sercowo-naczyniowych, zakrzepicy żylnej i zatorowości płucnej.

Lek wcześniej zatwierdzony w łuszczycy

Sotyktu został po raz pierwszy zatwierdzony w Stanach Zjednoczonych w 2022 roku do leczenia umiarkowanej i ciężkiej łuszczycy plackowatej u dorosłych wymagających leczenia ogólnego lub fototerapii. W Unii Europejskiej takie wskazanie uzyskał w 2023 roku.

W marcu 2026 roku amerykańska FDA dopuściła lek także do leczenia aktywnego łuszczycowego zapalenia stawów.

Producent prowadzi dalsze badania nad zastosowaniem deukrawacytynibu w innych chorobach reumatycznych i immunologicznych.

Źródło: Bristol Myers Squibb, komunikat prasowy; badania POETYK PsA-1 i POETYK PsA-2.
W polskim systemie ochrony zdrowia od lat pojawia się alarmujący problem przechodzenia młodych pacjentów z chorobami przewlekłymi z opieki pediatrycznej do opieki dla dorosłych. Choć medycyna i terapie wyspecjalizowane znacznie się rozwinęły, to proces „transition” – czyli zaplanowanego, bezpiecznego przekazania opieki – wciąż pozostaje w wielu przypadkach nieuporządkowany i grozi przerwami w terapii oraz utratą ciągłości leczenia. Tak wynika z najnowszego pisma Marcin Wiącek, Rzecznika Praw Obywatelskich, skierowanego do Ministerstwo Zdrowia.
Rzecznik zwraca uwagę, że „brak spójnych, jednolitych i powszechnych zasad przekazywania pacjentów z chorobami przewlekłymi prowadzi do ryzyka przerw w leczeniu, pogorszenia rokowania oraz dodatkowych obciążeń organizacyjnych zarówno dla pacjentów, ich rodzin, jak i dla podmiotów leczniczych”.

To kluczowy fragment, bo właśnie w momentach przejścia, gdy młody człowiek kończy 18 lat i opuszcza pediatryczny system opieki, często zaczynają się luki w dostępie do wyspecjalizowanej opieki, badania potwierdzają, że jest to globalne wyzwanie – bez dobrze zaplanowanego transferu wzrasta ryzyko przeskoków między systemami, które mogą negatywnie wpływać na zdrowie i rozwój pacjenta.

W piśmie RPO znalazły się przykłady kilku dziedzin, w których problem jest szczególnie dotkliwy. Jednym z nich jest mukowiscydoza, gdzie model przejścia – choć najlepiej zorganizowany przez wymianę informacji i współpracę zespołów – nadal napotyka na realne ograniczenia. Niedobór wyspecjalizowanych ośrodków oraz ich przepustowość sprawiają, że transfer opieki bywa niedostatecznie efektywny.

Jeszcze większe wyzwania dotyczą onkologii dziecięcej, gdzie znacząco rośnie grupa dorosłych pacjentów, którzy byli leczeni od wczesnego wieku. Część z nich, mimo ukończenia 18 lat, preferuje kontynuację terapii w ośrodkach pediatrycznych, co w praktyce dopuszcza Narodowy Fundusz Zdrowia, ale jednocześnie podkreśla brak jasno określonych i przewidywalnych ścieżek przekazywania.

W przypadku reumatologii największym problemem jest brak efektywnej współpracy między ośrodkami pediatrycznymi a poradniami dla dorosłych, co sprzyja dyskontynuacji terapii, szczególnie u chorych, u których w młodości uzyskano remisję. RPO rekomenduje, aby planowanie przekazania pacjenta zaczynało się dużo wcześniej – nawet rok przed osiągnięciem pełnoletności – oraz aby dokumentacja była przekazywana kompleksowo, z udziałem obu zespołów medycznych.

Najbardziej złożony wyzwanie stanowi neurologia, gdzie pacjenci z chorobami rzadkimi i skomplikowanymi schorzeniami wymagają wielodyscyplinarnego podejścia i jednoczesnej rozmowy specjalistów z obu stron – dziecięcej i dorosłej. W piśmie wskazano, że obecnie nawet nie ma możliwości, aby neurolog dziecięcy, neurolog dla dorosłych oraz pacjent spotkali się wspólnie przy ustalaniu planu opieki po transferze. RPO proponuje m.in. model wspólnej wizyty, zarówno stacjonarnej, jak i w formie teleporady, która byłaby rozliczana jednoczasowo przez oba ośrodki.

Apel Rzecznika nie dotyczy tylko współpracy klinicznej, ale także systemowych rozwiązań administracyjnych i finansowych, które zapewniłyby płynne i bezpieczne przejście pacjentów bez przerw w leczeniu. Chodzi o stabilne mechanizmy finansowania po stronie opieki dorosłej, jasno określone standardy kliniczno-organizacyjne oraz mechanizmy wsparcia – zarówno dla pacjentów, jak i ich rodzin – w trakcie tej zmiany.

Polskie doświadczenia nie są odosobnione – w wielu krajach europejskich podkreśla się, że proces przejścia opieki to nie tylko kwestia medyczna, ale także psychospołeczna i edukacyjna, która powinna obejmować pacjenta, jego opiekunów oraz zespoły medyczne po obu stronach.

Na razie RPO oczekuje odpowiedzi ze strony Ministerstwa Zdrowia, w tym planowanych działań i strategii, które mogłyby przełożyć się na realną poprawę jakości przejścia opieki i uniknięcie sytuacji, w której chorzy są pozostawieni sami sobie w najbardziej krytycznym momencie – gdy wchodzą w dorosłość.

Źródło: Biuletyn Informacyjny RPP

Lekarze z Kliniki Transplantacji Szpiku i Onkohematologii Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach jako pierwsi na świecie zastosowali w ramach badania klinicznego sponsorowanego przez firmę Bristol-Myers Squibb eksperymentalne allogeniczne komórki CAR-T u chorej na twardzinę układową.

 

 

Gliwicki ośrodek był jednym z pierwszych w Polsce, które zaczęły podawać komórki CAR-T chorym na nowotwory hematologiczne. Do tej pory taką terapię zastosowano w Gliwicach już u 74 chorych. 44-letnia mieszkanka województwa śląskiego jest pierwszą pacjentką, której podano CAR-T w innym niż onkologiczne wskazaniu (twardzina układowa to przewlekła choroba autoimmunologiczna, charakteryzująca się postępującym włóknieniem skóry i narządów wewnętrznych oraz uszkodzeniem naczyń krwionośnych) i były to komórki wyprodukowane nowatorską metodą.

CAR-T cells to najbardziej zaawansowana technologicznie forma immunoterapii komórkowej, która polega na wykorzystaniu limfocytów T – najbardziej wyspecjalizowanego elementu naszej odporności do walki z nowotworem złośliwym. Limfocyty te pobiera się od pacjenta, a następnie wysyła do laboratorium, gdzie są poddawane inżynierii genetycznej, co oznacza, że zostaje im wszczepiony gen, dzięki któremu są w stanie rozpoznawać białka komórki nowotworowej – tłumaczy klasyczną procedurę pozyskiwania CAR-T cells prof. dr hab. n. med. Sebastian Giebel, kierownik Kliniki Transplantacji Szpiku i

Onkohematologii w gliwickim oddziale Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

Do tej pory ta forma terapii jest zarejestrowana jedynie w leczeniu chorych na nowotwory układu krwiotwórczego, w tym przede wszystkim chłoniaki i białaczki. Obecnie trwają intensywne prace nad zastosowaniem CAR-T cells w leczeniu chorych na nowotwory lite, takie jak czerniak złośliwy, rak jelita grubego czy rak piersi, a także u pacjentów z rozpoznanymi nienowotworowymi chorobami autoimmunologicznymi z obszaru reumatologii, neurologii czy hematologii.

Pierwsze doświadczenia kliniczne wskazują na niezwykłą skuteczność tej formy terapii u chorych na tocznia rumieniowatego układowego, ale też na choroby mięśni zwane idiopatycznymi miopatiami zapalnymi czy u pacjentów z twardziną układową. Nawet u chorych przeleczonych wcześniej wieloma liniami terapii, którym nie można już nic zaproponować, pojedyncza infuzja komórek CAR-T jest w stanie doprowadzić do wyleczenia, a co najmniej do znacznej poprawy. Badania kliniczne w tym zakresie są w toku – mówi prof. Sebastian Giebel.

 
CAR-T cells można już uzyskać z komórek pobranych od dawcy

W dotychczasowej praktyce klinicznej wykorzystywano CAR-T cells pochodzenia autologicznego, czyli wyprodukowane w oparciu o komórki pobrane od pacjenta. Jest to jednak bardzo złożony proces, angażujący dużą liczbę personelu oraz zasoby materiałowe i infrastrukturalne. Biorąc pod uwagę stale zwiększającą się liczbę wskazań medycznych do zastosowania CAR-T cells oraz dynamicznie rosnące zapotrzebowanie na tę terapię, istnieje ryzyko, że może to przekroczyć możliwości nawet dużych ośrodków medycznych, które się w tej terapii specjalizują.

Rozwiązaniem mogłyby być allogeniczne komórki CAR-T pobrane od zdrowych ochotników. Wykorzystanie komórek CAR-T pochodzących od dawców może uprościć i przyspieszyć leczenie, zapewniając gotowe do użycia produkty, choć wymagają one dodatkowych modyfikacji genetycznych, aby zapobiec odrzuceniu przeszczepu przez układ odpornościowy i uszkodzeniu zdrowych tkanek. Takie podejście może sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu i wyzwaniom logistycznym w terapii CAR-T – podkreśla prof. Sebastian Giebel.

W ramach badań klinicznych są już prowadzone próby stosowania allogenicznych CAR-T w chorobach nowotworowych. Podejmowane są też pionierskie badania komercyjne nad ich zastosowaniem w chorobach autoimmunologicznych.

W jednym z takich badań uczestniczy Narodowy Instytut Onkologii w Gliwicach, testując allogeniczne CAR-T w formie gotowego produktu, który nigdy wcześniej nie był stosowany u ludzi. 6 października, w ramach badania klinicznego fazy I sponsorowanego przez firmę Bristol-Myers Squibb, pierwsza i jak dotąd jedyna na świecie pacjentka z twardziną układową otrzymała taką eksperymentalną terapię.

Wspólne badanie hematologów i reumatologów

Po trwającej dwa tygodnie obserwacji 44-letnia pacjentka w dobrej formie została wypisana do domu. Teraz musi zgłaszać się na regularne kontrole do Oddziału Reumatologii i Rehabilitacji Szpitala Specjalistycznego nr 1 w Bytomiu, który zakwalifikował ją do leczenia allogenicznymi komórkami CAR-T. Wspólnie z Narodowym Instytutem Onkologii w Gliwicach bytomski ośrodek realizuje badanie kliniczne I fazy mające na celu ustalenie optymalnego dawkowania gotowego do użycia produktu.

-Kryteria włączenia i wyłączenia do tej terapii są bardzo rygorystyczne. Może ona zostać zastosowana u pacjenta ze źle rokującą i szybko postępującą chorobą, nieodpowiadającą na standardowe metody leczenia – tłumaczy dr n. med. Aleksandra Zoń-Giebel, kierownik Oddziału Reumatologii i Rehabilitacji w bytomskim szpitalu, prywatnie żona prof. Sebastiana Giebla.

Reumatolodzy z bytomskiego ośrodka zakwalifikowali już do podania eksperymentalnych allogenicznych komórek CAR-T kolejną pacjentkę z rozpoznaną twardziną układową. Infuzję zaplanowano u niej jeszcze w tym miesiącu.

Żródło: NIO Gliwice

Październikowa lista refundacyjna Ministerstwa Zdrowia przynosi ważną zmianę dla pacjentów z chorobami przewlekłymi o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym. Do refundacji wprowadzono infliksymab w nowoczesnej formie podskórnej. Dotychczas lek ten był dostępny jedynie w postaci dożylnej, wymagającej hospitalizacji lub wizyty w ośrodku infuzyjnym. Nowa opcja terapeutyczna może znacząco poprawić komfort pacjentów, a także odciążyć system ochrony zdrowia.
Infliksymab to lek biologiczny należący do grupy inhibitorów TNF-α. Od lat stosowany jest w terapii chorób o podłożu zapalnym, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów, łuszczycowe zapalenie stawów, choroba Leśniowskiego-Crohna, wrzodziejące zapalenie jelita grubego, zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa czy łuszczyca plackowata. Skuteczność infliksymabu w tych wskazaniach jest dobrze udokumentowana, a w wielu przypadkach stanowi on podstawę leczenia biologicznego.

Nowością na liście refundacyjnej od 1 października 2025 roku jest podskórna forma leku (Remsima s.c.). Oznacza to, że pacjenci – po kwalifikacji lekarskiej – będą mogli przyjmować lek w sposób mniej uciążliwy, bez konieczności cyklicznych wizyt w szpitalu.

Wygoda dla pacjentów i odciążenie systemu

Dotychczas leczenie infliksymabem wiązało się z koniecznością odbywania wizyt w ośrodku infuzyjnym, co było czasochłonne i często stanowiło dodatkową barierę dla pacjentów z mniejszych miejscowości. Podskórna postać leku pozwala na większą elastyczność – w wielu przypadkach podanie może odbywać się samodzielnie w domu lub w warunkach ambulatoryjnych.

Zmiana ma również znaczenie systemowe. Mniejsza liczba wizyt infuzyjnych oznacza odciążenie personelu medycznego i infrastruktury szpitalnej, co pozwala lepiej wykorzystać zasoby ochrony zdrowia. To szczególnie istotne w sytuacji, gdy kolejki do terapii biologicznych i presja na oddziały reumatologiczne czy gastroenterologiczne stale rosną.

Refundacja i kryteria dostępu

Resort zdrowia poinformował, że infliksymab podskórny zostanie objęty refundacją we wskazaniach, w których lek już był stosowany w postaci dożylnej – obejmie to m.in. reumatoidalne i łuszczycowe zapalenie stawów, choroby zapalne jelit, łuszczycę czy zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa. Szczegółowe kryteria włączenia i sposób realizacji świadczeń zostaną doprecyzowane w programach lekowych. Pytania pozostają jednak otwarte: czy wszyscy pacjenci stosujący obecnie infliksymab dożylny będą mogli przejść na formę podskórną, czy będzie to rozwiązanie dostępne przede wszystkim dla nowych chorych?

Podskórna forma infliksymabu to przykład, jak farmakoterapia ewoluuje w stronę rozwiązań bardziej przyjaznych pacjentowi. Zmniejszenie konieczności hospitalizacji, ułatwienie dostępu i potencjalne zwiększenie przestrzegania zaleceń terapeutycznych to realne korzyści płynące z tej zmiany.

Jednocześnie eksperci podkreślają konieczność monitorowania skuteczności i bezpieczeństwa nowej formy podawania, aby w praktyce klinicznej potwierdzić jej równorzędność z dotychczasowym leczeniem dożylnym.

Źródło: MZ

Jeszcze kilkanaście lat temu leczenie łuszczycy ograniczało się głównie do maści i fototerapii. Dziś mówimy już o prawdziwej rewolucji – od klasycznych leków miejscowych, przez nowoczesne terapie biologiczne, aż po najnowsze doustne inhibitory TYK2. Europejska Agencja Leków (EMA) co roku dopuszcza kolejne preparaty, a celem leczenia – zgodnie z międzynarodowymi wytycznymi – jest osiągnięcie skóry niemal wolnej od zmian.
 
Łuszczyca nie jest już chorobą, z którą trzeba się pogodzić – dziś medycyna daje realną szansę na niemal całkowicie czystą skórę. Od maści i fototerapii, przez klasyczne leki doustne, aż po nowoczesne terapie biologiczne i najnowsze inhibitory TYK2 – wachlarz opcji terapeutycznych stale się poszerza. Decyzje Europejskiej Agencji Leków (EMA) i międzynarodowe wytyczne wyznaczają nowy cel: skuteczna kontrola choroby i lepsza jakość życia pacjentów.

Topiki – pierwszy krok w terapii

Podstawą leczenia łuszczycy o łagodnym nasileniu są leki miejscowe. To m.in. glikokortykosteroidy w kremach czy maściach oraz pochodne witaminy D3. Mają działanie przeciwzapalne i hamują nadmierne namnażanie komórek skóry. Coraz częściej stosuje się też terapie skojarzone, np. preparaty łączące steroid i kalcypotriol, co poprawia skuteczność i ogranicza działania niepożądane.

Fototerapia – światło jako lek

U pacjentów, u których topiki nie wystarczają, z pomocą przychodzi fototerapia. Najczęściej stosuje się promieniowanie wąskopasmowe UVB (NB-UVB). Badania potwierdzają, że nowoczesne domowe urządzenia są równie skuteczne jak leczenie w gabinecie – przy zachowaniu odpowiedniego nadzoru lekarskiego. To ważna alternatywa dla osób, które mają utrudniony dostęp do specjalistycznych ośrodków.

Leki doustne – klasyczne i nowoczesne

Kolejnym etapem są leki systemowe doustne.

Terapie biologiczne – precyzyjne uderzenie w zapalenie

Przełom w leczeniu łuszczycy przyniosły leki biologiczne, czyli przeciwciała monoklonalne działające wybiórczo na określone mediatory stanu zapalnego.

Dzięki tym lekom pacjenci coraz częściej osiągają PASI 90–100, czyli niemal całkowitą czystość skóry – coś, co jeszcze dekadę temu było nieosiągalne.

TYK2 – nowa era leków doustnych

Najświeższą nowością, zatwierdzoną przez European Medicines Agency (EMA) w marcu 2023 r., jest deukrawacytynib – pierwszy przedstawiciel inhibitorów TYK2 (Tyrosine Kinase 2). To lek doustny, który łączy zalety tabletek z mechanizmem działania zbliżonym do biologów.

TYK2 jest enzymem biorącym udział w przekazywaniu sygnałów zapalnych zależnych od IL-12, IL-23 i interferonów. Hamując go, deukrawacytynib skutecznie ogranicza proces zapalny w łuszczycy.

Dla kogo?

Badania kliniczne pokazały, że deukrawacytynib daje znacznie lepsze efekty niż apremilast, a profil bezpieczeństwa jest korzystny. To sprawia, że inhibitor TYK2 może stać się ważnym ogniwem pomiędzy klasycznymi lekami doustnymi a terapiami biologicznymi.

Cel leczenia 2025: Treat-to-Target

Wytyczne europejskie i międzynarodowe jasno wskazują: celem leczenia jest uzyskanie skóry czystej lub prawie czystej (≤1% powierzchni ciała zajętej zmianami) w ciągu pierwszych 3 miesięcy. Jeśli ten efekt nie jest osiągnięty, należy zmienić terapię. To podejście, określane jako Treat-to-Target, daje pacjentowi realną szansę na życie bez wstydu i bólu.

Leczenie łuszczycy w 2025 roku to paleta możliwości – od prostych maści, przez światło UVB, po nowoczesne biologiczne przeciwciała i innowacyjne inhibitory TYK2. Decyzje EMA sprawiają, że wachlarz opcji w Europie stale się poszerza. Dziś pacjent i lekarz mogą wspólnie wybrać terapię szytą na miarę – a perspektywa życia z czystą skórą staje się realna jak nigdy dotąd.

 
Jeszcze kilka lat temu leczenie łuszczycy ograniczało się głównie do maści, sterydów i cierpliwego przeczekiwania zaostrzeń. Dziś coraz więcej mówi się o przełomie – nowoczesne terapie biologiczne pozwalają nie tylko złagodzić objawy, ale też skutecznie zahamować rozwój choroby, poprawić jakość życia i uniknąć groźnych powikłań. Problem? Nie każdy pacjent ma do nich dostęp.

Łuszczyca to nie tylko problem skóry – to przewlekła choroba zapalna, która może prowadzić do poważnych powikłań: chorób serca, cukrzycy, otyłości czy łuszczycowego zapalenia stawów. Jak podkreślają eksperci, odpowiednio dobrana terapia biologiczna może te ryzyka znacząco ograniczyć. Łuszczyca coraz rzadziej oznacza tylko silne sterydy i ryzyko skutków ubocznych. Dziś to przede wszystkim nowoczesne leki biologiczne i tabletki, które oferują nie tylko skuteczność, ale też poprawę jakości życia i łatwość stosowania.

– Leczenie biologiczne poprawia jakość życia pacjenta, hamuje rozwój powikłań i chorób współistniejących – mówił prof. Witold Owczarek, krajowy konsultant ds. dermatologii i wenerologii, podczas majowej debaty zorganizowanej przez Fundację AMICUS w Centrum Prasowym PAP.

Coraz więcej pacjentów w Polsce korzysta z biologików. Co ważne, są to leki bardzo skuteczne i bezpieczne, które pozwalają utrzymać remisję nawet przez wiele lat. Niektóre z nich można przyjmować raz na kilka tygodni w formie wygodnego zastrzyku podskórnego, a na horyzoncie pojawiły się nawet pierwsze doustne tabletki. To ogromna zmiana w komforcie leczenia.

System nie nadąża za potrzebami

Niestety, mimo rozwoju medycyny dostęp do nowoczesnych terapii wciąż bywa ograniczony. – Ośrodków leczących łuszczycę mamy oficjalnie czterdzieści, ale realnie ciężar spoczywa na dziesięciu – wskazywała prof. Irena Walecka, konsultant wojewódzki ds. dermatologii na Mazowszu. – Czasem więcej czasu spędzamy z dokumentami niż z pacjentem – dodała, zwracając uwagę na biurokrację, która obciąża personel i spowalnia leczenie.

Kolejną przeszkodą są opóźnienia w finansowaniu. – Szpital czeka nawet osiem miesięcy na zapłatę za leki. To zamraża pieniądze, zagraża płynności finansowej, a czasem kończy się wizytą komornika – alarmowała prof. Brygida Kwiatkowska, konsultant krajowa ds. reumatologii.

Efekt? Coraz więcej pacjentów, mimo kwalifikacji do programu lekowego, słyszy w ośrodkach: „Brak środków. Proszę czekać”. Fundacja AMICUS potwierdza, że takie sygnały otrzymuje niemal codziennie.

Łuszczyca to także zdrowie psychiczne

To, co dzieje się z ciałem, wpływa też na psychikę. Według danych Fundacji AMICUS nawet 50 proc. pacjentów z łuszczycą i ŁZS zmaga się z objawami depresji. – Nie pamiętam, kiedy przespałam całą noc – mówiła Olga Pluta, pacjentka zmagająca się ze spondyloartropatią. – Z osoby aktywnej stałam się osobą, która walczy o każdy dzień bez bólu.

Leczenie biologiczne często przynosi nie tylko poprawę objawów skórnych czy stawowych, ale również lepsze samopoczucie, zmniejszenie depresji i większą aktywność zawodową. Według raportu AMICUS co dziesiąta osoba z łuszczycą straciła pracę z powodu choroby – skuteczne leczenie jest więc także inwestycją w gospodarkę.

Przyszłość leczenia – personalizacja i wygoda

Nowoczesne podejście do łuszczycy to nie tylko nowe leki, ale też zmiana myślenia. Coraz większą rolę odgrywa personalizacja leczenia – dopasowanie terapii do stylu życia pacjenta. Na przykład tabletki zamiast zastrzyków, dłuższe okresy między dawkami, a w przyszłości także leczenie wspierane przez sztuczną inteligencję, która pomoże przewidzieć, co u danego pacjenta zadziała najlepiej. Nowe leki nie tylko działają szybciej, ale też utrzymują efekty na dłużej. Niektóre z nich dają poprawę nawet na 10 lat. A to oznacza mniej nawrotów, mniej hospitalizacji, więcej normalnego życia.

Potrzebna zmiana systemowa

Eksperci są zgodni – aby więcej pacjentów mogło skorzystać z tych możliwości, potrzebne są zmiany w organizacji i finansowaniu leczenia. – Wydatki powinny być przemyślane, ale też racjonalne. Chodzi o to, by przy ograniczonych środkach pomóc jak największej liczbie osób.

– Bez terminowych płatności ze strony NFZ nawet najlepsze wsparcie Fundacji nie wystarczy – mówi Dagmara Samselska, prezeska AMICUS. Fundacja od lat działa na rzecz pacjentów, prowadząc edukację, infolinię, webinary i pomagając odnaleźć się w skomplikowanym systemie.

Przyszłość: genetyka i komórki odpornościowe

Na badawczych horyzontach jest terapia ukierunkowana na przywrócenie równowagi układu odpornościowego. Naukowcy z MedUni Vienna odkryli, że enzym SSAT upośledza komórki regulatoryjne (Treg), doprowadzając do nadmiernego zapalenia. Jeśli kontrola tego mechanizmu zostanie przełożona na terapię — może to otworzyć zupełnie nową ścieżkę leczenia łuszczycy

Co to oznacza dla pacjenta?

Nowoczesne leczenie łuszczycy to ogromny krok naprzód – większa skuteczność, mniejsze objawy, lepsza jakość życia i mniej powikłań. Ale żeby ten postęp był realny dla wszystkich, potrzebne są zmiany systemowe: mniej biurokracji, szybsze finansowanie, więcej ośrodków. Bo każda osoba z łuszczycą zasługuje na leczenie, które naprawdę działa – i daje nadzieję na normalne życie.

Źródło: PAP MediaRoom

– W trzecim już w tym roku wykazie refundowanych leków i wyrobów medycznych gwarantujemy pacjentom 31 nowych terapii. Wśród nich 8 terapii onkologicznych i 23 terapie nieonkologiczne, w tym 6 w chorobach rzadkich. – mówiła podczas konfernecji prasowej 17 czerwca, minister zdrowia Izabela Leszczyna.

Minister zdrowia poinformowała, że od 14 czerwca br. wiceminister Marek Kos nadzoruje Departament Polityki Lekowej i Farmacji. Wiceminister Kos: „Przed nami dużo pracy, by lista leków refundowanych nadal systematycznie się poszerzała, a pacjenci mieli szerszy dostęp do nowych terapii”. 


Od 1 lipca na liście refundacyjnej znajdą się nowe terapie onkologiczne, obejmujące:

  • hematoonkologię;
  • nowotwory układu urologicznego;
  • nowotwory układu pokarmowego;
  • nowotwory skóry;
  • nowotwory ginekologiczne.

Z kolei wśród nowych terapii nieonkologicznych najwięcej obejmie zakres ginekologii, neurologii i diabetologii.

– Rozszerzamy wskazania dla leków aptecznych stosowanych w procedurze in vitro – to aż o 13 leków więcej. Dzięki temu, pary biorące udział w programie będą miały wsparcie w okresie przygotowawczym – tłumaczyła minister Leszczyna.

Na lipcowej liście uwzględniono wejście w życie bezpłatnego programu leczenia niepłodności metodą in vitro. Są to produkty lecznicze sklasyfikowane w grupach:

  • Hormony płciowe – gonadotropiny;
  • Leki stosowane w terapii hormonalnej – analogi hormonu uwalniającego gonadotropinę;
  • Hormony przysadki i podwzgórza – antygonadotropiny uwalniające hormony.

Rozszerzenie wskazania refundacyjnego uwzględniające pacjentów kwalifikujących się do programu nastąpiło w przypadku leków: Elonva, Fostimon, Bemfola, Puregon, Ovaleap, Mensinorm,  Menopur, Gonal-f, Rekovelle, Gonapeptyl Daily, Ganirelix Gedeon Richter, Cetrotide, Orgalutran.


1 lipca br. na listę leków refundowanych w zakresie hematologii i hematoonkologii wejdą trzy nowe pozycje – wszystkie dotyczą chorób rzadkic
h:

• Hemlibra – profilaktyka krwawień u chorych poniżej 18 roku życia z ciężką hemofilią A;

• Poteligeo – leczenie chłoniaków T-komórkowych (ziarniniaka grzybiastego lub Zespołu Sezary’ego);

• Lunsumio – leczenie chłoniaka grudkowego.


Kolejna grupa nowych terapii na liście refundacyjnej to leki onkologiczne:

• Xofigo – leczenie przerzutowego raka gruczołu krokowego opornego na kastrację;

• Xtandi – leczenie hormonowrażliwego raka gruczołu krokowego;

• Nubeqa – leczenie hormonowrażliwego raka gruczołu krokowego;

• Octan abirateronu – leczenie raka gruczołu krokowego;

• Opdivo – leczenie przedoperacyjne niedrobnokomórkowego raka płuca;

• Kimmtrak – leczenie czerniaka błony naczyniowej oka – choroba rzadka.


W kardiologii dwa nowe preparaty dotyczą leczenia kardiomiopatii. Także w neurologii na listę refundacyjną wprowadzono dwie nowe terapie:

• Vyndaqel – leczenie kardiomiopatii w przebiegu amyloidozy transtyretynowej u dorosłych – choroba rzadka;

• Camzyos – leczenie pacjentów kardiomiopatią zawężającą;

• Produodopa – leczenie zaburzeń motorycznych w przebiegu zaawansowanej choroby Parkinsona;

• Wakix – leczenie narkolepsji i katapleksji – choroba rzadka.


Ostatnia grupa nowych terapii to lek dermatologiczny i reumatologiczny:

• Cosentyx – leczenie chorych dorosłych z ropnym zapaleniem apokrynowych gruczołów potowych (HS);

• Evenity – leczenie ciężkiej osteoporozy u kobiet po menopauzie z wysokim ryzykiem występowania złamań.


– Rozszerzamy również wskazania dla wszystkich insulin długodziałających stosowanych w cukrzycy. Istotną kwestią jest także rozdzielenie grupy limitowej 22.0 Heparyny drobnocząsteczkowe i leki o działaniu heparyn na dwie odrębne grupy limitowe
– wskazał wiceminister Marek Kos.

Nowa lista refundacyjna to także kontynuacja promowania polskich leków, co zwiększy ich udział w rynku, zachęci do rozwoju krajowej produkcji substancji czynnych i leków oraz zwiększy bezpieczeństwo lekowe Polski.

Na licie G1, na której znajdują się leki wytwarzane w Polsce albo leki, do których wytworzenia wykorzystano substancję czynną wyprodukowaną na terenie Polski dodano 133 leki zawierające 46 substancji czynnych lub ich połączeń umieszczonych w 38 grupach limitowanych. Z kolei lista G2 – leki wytwarzane w Polsce z wykorzystaniem substancji czynnej wytwarzanej w Polsce – została rozszerzona o 10 prezentacji leku Gensulin.

Od lipca wykaz G1 będzie zawierał 464 leki rozumiane jako indywidualne kody GTIN, natomiast wykaz G2 będzie zawierał 34 leki rozumiane jako indywidualne kody GTIN.

Retransmisja konferencji

źródło: MZ

Z okazji Światowego Dnia Osteoporozy Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji organizuje 20 października 2023 konferencję mająca na celu upowszechnienie wiedzy na temat narastającego problemu złamań osteoporotycznych w szybko starzejącej się populacji Polski i Europy oraz wskazanie możliwości skutecznej profilaktyki tej choroby, a w szczególności prewencji złamań.
Więcej informacji na:  https://www.dzienosteoporozy.pl/

Światowy Dzień Osteoporozy obchodzony jest 20 października już od 1996 roku. Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji  realizuje projekt pn. „Program Profilaktyki Osteoporozy Narodowego Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji” w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój 2014-2020 współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Nasza konferencja uzyskała Patronat Honorowy Minister Zdrowia Katarzyny Sójki oraz Rzecznika Praw Pacjenta Bartłomieja Chmielowca.
 
Celem działań jest z jednej strony przedstawienie szerokim grupom społecznym narastającego problemu złamań osteoporotycznych w szybko starzejącej się populacji Polski i Europy, z drugiej zaś wskazanie możliwości skutecznej profilaktyki tej choroby, a w szczególności prewencji złamań. Program konferencji przygotowany został przez zespół naszych najlepszych ekspertów, a konferencja przygotowana jest przez pracowników Biura Projektów POWER i Zakładu Gerontologii, Zdrowia Publicznego i Dydaktyki NIGRiR adresowana do wszystkich zainteresowanych, w tym pacjentów, profesjonalistów zdrowia, przedstawicieli mediów.

Patronat Honorowy: Minister Zdrowia, Rzecznik Praw Pacjenta
Patronat Merytoryczny: Fundacja Wygrajmy Zdrowie, Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej
Patronat medialny: MedicalPress, Głos Seniora

źródło: NIGRIR

Ból w stawach, ścięgnach lub kościach, a także towarzyszące mu stany zapalne, które nie reagują na standardowe metody leczenia, powinny stanowić znak ostrzegawczy zarówno dla lekarzy, jak i pacjentów. Występowanie tych objawów może sugerować rozwój poważniejszych schorzeń takich jak nowotwory.

Niestety, zdarza się, że lekarze specjalizujący się w reumatologii, leczą pacjentów zmagających się z objawami przypominającymi choroby reumatyczne, podczas gdy w rzeczywistości mogą cierpieć na nierozpoznaną chorobę nowotworową, co stanowi bezpośrednie zagrożenie dla jego życia.

Zespoły przednowotworowe mogą naśladować objawy chorób reumatycznych

Niektóre nowotwory mogą dawać objawy, które są bardzo podobne do tych, które występują w chorobach reumatycznych. To może prowadzić do pomyłek w diagnozowaniu. Czasami choroby reumatyczne mogą być wywołane przez nowotwór. W takich przypadkach mówimy o tzw. zespołach paranowotworowych, które mogą występować przed rozpoznaniem nowotworu lub podczas jego diagnozowania.

– Zdarza się, że choroba nowotworowa może maskować chorobę reumatyczną. Wiele objawów wskazuje na to, że mamy do czynienia, np. z zapaleniem skórno-mięśniowym, pacjent odczuwa osłabienie mięśni proksymalnych obręczy barkowej i miednicznej, pojawia się też rumień heliotropowy (rumień wokół oczu), objaw kabury, szala. Rozpoczynamy diagnostykę w kierunku choroby reumatycznej, a okazuje się, że pacjent ma raka płuc. Mówimy wówczas o zespole paranowotworowym, czyli sytuacji, w której występujące objawy dotyczą narządów lub układów niezajętych bezpośrednio przez nowotwór, a przy okazji sugerują nam obecność innej jednostki chorobowej – wyjaśnia w rozmowie z WP abcZdrowie Bartosz Fiałek, reumatolog i popularyzator wiedzy medycznej.

Po wyleczeniu nowotworu objawy te mogą całkowicie zniknąć, co nie jest typowe dla chorób reumatycznych. Dr n. med. Katarzyna Muras-Szwedziak podkreśla, jak ważna jest wiedza na temat reumatologicznych zespołów paranowotworowych, ponieważ może ona uratować życie pacjenta.

Jak specjaliści odróżniają chorobę reumatyczną od zespołu paranowotworowego?

– Nie da się odróżnić określonej choroby reumatycznej od zespołu paranowotworowego z objawami charakterystycznymi dla danej choroby reumatycznej, bez właściwej diagnostyki. Musi być ona szeroka, czyli charakterystyczna dla danej choroby, ale z uwzględnieniem chorób nowotworowych. Są bowiem choroby reumatyczne, w przebiegu których notujemy zwiększone ryzyko wystąpienia nowotworu. W przypadku takich stanów klinicznych lekarzowi zawsze powinna zapalić się czerwona lampka, ponieważ odpowiednie postępowanie może pacjentowi uratować życie – dodaje reumatolog.

Choroby reumatologiczne, które zwiększają ryzyko nowotworu

Ekspert w dziedzinie reumatologii wyjaśnia, które choroby reumatologiczne mogą zwiększać ryzyko wystąpienia nowotworu. Wśród nich znajduje się polimialgia reumatyczna, choroba zapalna należąca do grupy tzw. układowych chorób tkanki łącznej.’

– Główne objawy polimialgia reumatyczna to ból oraz sztywność mięśni obręczy barkowej, miednicznej oraz karku. Schorzenie stosunkowo często współistnieje z nowotworem, u pacjenta występują wtedy zarówno objawy nowotworowe, jak i choroby reumatycznej – mówi reumatolog.

Innymi chorobami reumatologicznymi, które mogą zwiększać ryzyko wystąpienia nowotworu, są zapalenie wielomięśniowe i skórno-mięśniowe. Cechą charakterystyczną zapalenia wielomięśniowego to postępujące osłabienie proksymalnych mięśni kończyn. Natomiast w zapaleniu skórno-mięśniowym do objawów mięśniowych dołączają symptomy skórne.

Dr Fiałek podkreśla, że w porównaniu do ogólnej populacji ryzyko wystąpienia pewnych rodzajów nowotworów złośliwych jest dwa razy wyższe w przypadku zapalenia wielomięśniowego, a aż sześciokrotnie wyższe w przypadku zapalenia skórno-mięśniowego.

Czytaj cały artykuł:
https://www.o2.pl/zdrowie/latwo-pomylic-z-choroba-reumatyczna-objawy-jakich-nie-wolno-ignorowac-6933422370089920a 

Nie widać końca odysei grupy polskich pacjentów cierpiących na alfa-mannozydozę. Po tym, jak firma farmaceutyczna zgodnie z planem zakończyła badanie kliniczne, dzięki któremu pacjenci mogli otrzymywać innowacyjną terapię leczniczą, Ministerstwo Zdrowia nie podjęło dalszych konsultacji dotyczących objęcia jej refundacją. Pacjenci oczekują od Ministerstwa Zdrowia rozwiązań, które stanowiłyby dla nich realną pomoc.
Alfa-mannozydoza jest wrodzoną chorobą metaboliczną, będącą efektem mutacji w genie MAN2B1, która sprawia, że organizm nie wytwarza kluczowego enzymu w wystarczającej ilości, a nawet w ogóle. Choroba objawia się m.in. niepełnosprawnością intelektualną, deformacjami, zaburzeniami równowagi, niedoborem odporności, upośledzeniem wzroku i słuchu.

Należy ona do grupy ultrarzadkich chorób wrodzonych obejmującej bardzo długą listę schorzeń, z których większość jest uwarunkowana genetycznie. Pozostają one bardzo trudno rozpoznawalne klinicznie, ze względu na ich różnorodność, możliwość pojawienia się objawów zarówno u młodszych, jak i dorosłych osób, oraz często brak doświadczenia lekarzy, którzy na co dzień nie spotykają się z chorobami tego typu.

Choroby wrodzone nie są wcale tak unikatowe — według definicji przyjętej w Unii Europejskiej, dotykają one kolejno 1 na 2 tys. osób w przypadku chorób rzadkich oraz 1 na 50 tys. osób w przypadku chorób ultrarzadkich. Częstość występowania alfa mannozydozy szacowana jest na 1:500 000 osób, co oznacza, że w Polsce może być ok. 20 chorych.

„Właściwie nie ma miesiąca, abym nie uczestniczyła w pogrzebie którejś z osób cierpiących na jakąś chorobę wrodzoną. Trudno opisać ból i poczucie bezsilności, jakie towarzyszą każdej takiej ceremonii. Bo żal po stracie bliskiej osoby to jedno, ale czym innym jest świadomość, że istniała możliwość jej uratowania” – tłumaczy Teresa Matulka, prezes zarządu Stowarzyszenia MPS i Choroby Rzadkie.

Bo choć na alfa-mannozydozę, podobnie jak na inne choroby rzadkie nie ma leków zapewniających całkowite wyleczenie, to medycyna dokonuje kolejnych przełomów, dzięki którym możliwe jest spowalnianie postępu choroby oraz łagodzenie jej objawów. W przypadku alfa- mannozydozy jedyną terapią, zarejestrowaną przez Europejską Agencję Leków – EMA, jest lek zawierający substancję czynną o nazwie welmanaza alfa. Wyniki badań wskazują, że zastosowanie go u pacjentów z łagodną do umiarkowanej postacią alfa-mannozydozy może przynosić poprawę stanu zdrowia, szczególnie jeśli leczenie rozpoczyna się już we wczesnym dzieciństwie.

„Tymczasem polscy pacjenci nie tylko nie mają dziś dostępu do tej terapii, lecz, co gorsza, części z nich ten dostęp im odebrano. Z końcem września ubiegłego roku osoby, które od dziewięciu lat uczestniczyły w finansowanych przez firmę farmaceutyczną badaniach klinicznych, utraciły tę możliwość w związku z zakończeniem programu. To przerażające, gdyż im lepsza jest odpowiedź na daną terapię, tym gorsza sytuacja po jej nagłym przerwaniu” – ocenia prof. Zbigniew Żuber, pediatra i reumatolog, kierownik III Oddziału Klinicznego Kliniki Pediatrii, Reumatologii i Chorób Rzadkich w Szpitalu Dziecięcym św. Ludwika w Krakowie.

Kiedy grupa chorych na alfa-mannozydozę stanęła przed perspektywą utraty dostępu do terapii, ich rodziny i stowarzyszenia wystosowały oficjalną korespondencję do Ministerstwa Zdrowia z prośbą o wpisanie jej na listę refundacyjną. W czasach, kiedy bardzo kosztowne leczenie było zapewniane w ramach badania klinicznego nie istniała potrzeba jego finansowania przez instytucję publiczną. Teraz to się zmieniło — a pamiętać należy, że refundacja zarówno tego konkretnego leku, jak i wszystkich istniejących terapii niosących pomoc oraz nadzieję osobom cierpiącym na choroby rzadkie, jest już w całej Unii Europejskiej standardem.

Od miesięcy jednak resort konsekwentnie odmawia rozpoczęcia procedury refundacyjnej, odsyłając pozostawających już dziewiąty miesiąc bez leczenia pacjentów do wspomnianej firmy farmaceutycznej i sugerując nakłonienie jej do kontynuacji leczenia.

„Państwo po prostu nie może zrezygnować ze swojego podstawowego, konstytucyjnego obowiązku ochrony życia i zdrowia Polaków, bez różnicy, czy należą do kilkusettysięcznej grupy pacjentów walczących z nowotworem bądź cukrzycą, czy do wąskiego grona osób z daną chorobą rzadką. Nasz poziom cywilizacyjny określany jest właśnie przez to, w jaki sposób umiemy dostrzec potrzeby tych najsłabszych i najbardziej bezbronnych” – dodaje prof. Żuber.

Z odbywającymi podróż „od Annasza do Kajfasza” chorymi na alfa-mannozydozę solidaryzują się również inne stowarzyszenia pacjentów. Odnosząc się do ich ciężkiej sytuacji podkreślają, że nie mogą istnieć w Polsce różne kategorie chorych, otrzymujących odmienne wsparcie w zależności od swej liczebności bądź siły lobbingowej. Z kolei – wprowadzenie programu lekowego oznacza, poza udostępnieniem samego leku, także rozszerzenie badań kontrolnych, dzięki czemu pacjenci dostają szansę na stałą opiekę medyczną. –

„Gdy w 2019 roku terapia dla choroby Fabry’ego została objęta refundacją w ramach programu lekowego, dała ona szansę na spowolnienie czy nawet zatrzymanie postępu choroby, a także pozwoliła wielu pacjentom na normalne życie. Ponadto, możliwości terapeutyczne przyczyniły się do polepszenia diagnostyki i wykrywalności choroby, dzięki czemu coraz więcej osób może otrzymać właściwą opiekę medyczną” – zaznacza Anna Moskal ze Stowarzyszenie Rodzin z Chorobą Fabry’ego.

Pacjenci cierpiący na alfa-mannozydozę i ich bliscy nie zamierzają się poddawać. Podkreślają, że każdy kolejny miesiąc bez należytej opieki oraz dostępu do terapii stanowi dla nich podstawową kwestię egzystencjalną.

„To nie nasza wina, że zdiagnozowano u nas chorobę rzadką, jednak jesteśmy zdeterminowani, aby zaczęto nas leczyć zgodnie ze standardami całego cywilizowanego świata. Jeżeli natychmiastowa refundacja nie jest możliwa, to oczekujemy, że przedstawiona zostanie jakaś ścieżka dochodzenia do niej oraz tymczasowe rozwiązania przynoszące realną pomoc. Tu nie chodzi o żadną politykę czy spory kompetencyjne, ale ratowanie ludzkiego życia” – deklaruje Teresa Matulka.


Źródło: PAP MediaRoom

Działająca w szybko rozwijającej się branży konopi medycznych i notowana na rynku NewConnect spółka Cosma S.A., podpisała umowę z portugalskim dostawcą surowców farmaceutycznych – SOMAI Pharmaceuticals Unipessoal LDA. W ramach uzgodnionych warunków firma pod marką własną będzie dystrybuować  olejki,  zawierające w swoim składzie surowce farmaceutyczne tj.: CBD i THC, pochodzące z konopi. Produkty skierowane będą do osób z dolegliwościami: reumatycznymi, bólowymi, onkologicznymi oraz neurodegeneracyjnymi w ścisłej współpracy ze środowiskiem lekarskim.

Planowo trafią do sprzedaży w sieciach farmaceutycznych w pierwszym kwartale 2024 r. Spółka przewiduje, że przełoży się to znaczący wzrost jej przychodów. Prognoza sprzedaży w ramach zawartej umowy w pierwszym roku dystrybucji zakłada od 2 do 4 mln PLN (2024 r.).

Pacjenci stosujący w Polsce terapie bazujące na marihuanie medycznej bardzo często muszą zmagać się z brakami w dostępności leków na rynku. Spółka Cosma S.A. zajmująca się obecnie dystrybucją m.in. suplementów diety, zamierza zapewnić im ciągły dostęp do poszukiwanych przez nich wyrobów farmaceutycznych. 

Cieszymy się, że dzięki nawiązanej współpracy z portugalską firmą, będziemy w stanie zwiększyć komfort pacjentów poprzez zapewnienie im stałego dostępu do leków bazujących na marihuanie medycznej. Z drugiej strony zakładamy, że zawarcie umowy z kolejnym dostawcą specjalnej linii produktowej CBD/THC, w znacznym stopniu przyczyni się do poprawy naszych wyników finansowych – mówi Łukasz Kręski – przewodniczący rady nadzorczej, założyciel spółki Cosma S.A. 
Portugalia jest jednym z niewielu krajów europejskich, który zezwala na uprawę roślin konopi w warunkach kontrolowanych, a następnie przetwarzania ich na inne wyroby farmaceutyczne. W ubiegłym roku Cosma S.A. (wcześniej Cosma Cannabis Sp. z o.o.), podpisała umowę na dostawę kwiatostanów medycznej marihuany z portugalską firmą CannPrisma, która uprawia medyczne konopie. Produkty pojawią się na rynku w 2024 r. i będą dystrybuowane na receptę w sieciach aptecznych. Aktualnie Cosma S.A. współpracuje m.in. z sieciami: SUPERPHARM, Dr. Max czy ZDROWIT.  

Cosma S.A. funkcjonuje  w obecnej formie na giełdzie od 31 marca 2023 r., kiedy to doszło do połączenia spółki Cosma Cannabis Sp. z o.o. z firmą Cosma Group S.A. (notowaną na rynku NewConnect). Połączenie nastąpiło na zasadach tzw. odwrotnego przejęcia w wyniku czego powstała spółka Cosma S.A. Celem połączenia było powstanie jednego podmiotu o silnej pozycji konkurencyjnej w branży zarówno konopi włóknistych, jak i medycznych z łatwym dostępem do kapitału inwestycyjnego. Poprzez połączenie cały majątek Cosma Cannbis został wniesiony do Cosma Group. W ramach tzw. odwrotnego przejęcia udziałowcom Cosma Cannabis zostały przydzielone nowe akcje Cosma Group. Łącznie wyemitowanych zostało ponad 44 mln akcji zwykłych na okaziciela serii H. Cena emisyjna została ustalona na poziomie 1,44 zł za jedną akcję.
Debiut na rynku NewConnect poprzez połączenie z Cosma Group to bardzo ważny krok w naszym rozwoju. Wierzymy, że przyniesie on pozytywne efekty w zakresie zwiększania zysków spółki oraz umożliwi dalsze skalowanie biznesu. Branża konopna rozwija się z roku na rok, więc z optymizmem patrzymy w przyszłość – komentuje Przemysław Lahuta – prezes i założyciel spółki Cosma S.A. – W przyszłości zamierzamy m.in. przeprowadzać emisje akcji lub pozyskiwać finasowanie dłużne, które pozwoli nam na zainwestowanie w kolejne surowce farmaceutyczne pochodzenia roślinnego, przeznaczone do dystrybucji w Europie – dodaje Przemysław Lahuta. 
Po połączeniu spółek dotychczasowi akcjonariusze Cosma Group posiadają łącznie 9,86% akcji w spółce Cosma S.A., a udziałowcy Cosma Cannabis 90,14%. W planach firmy jest dalszy rozwój kanałów sprzedaży, poprzez wejście do kolejnych sieci aptecznych, pozyskanie kilkuset nowych punktów sprzedaży oraz rozwój współpracy ze środowiskiem lekarskim. Dotychczasowa działalność spółki zostanie także rozszerzona o wprowadzenie na rynek nowych produktów z kategorii „consumer health” oraz surowców farmaceutycznych.

W 2021 roku Cosma S.A. (wcześniej Cosma Cannabis Sp. z o.o.) pozyskała finansowanie w wysokości ponad 5 mln zł od inwestorów prywatnych, które umożliwiło zbudowanie szerokiej sieci dystrybucji oraz portfolio niespełna 100 produktów pod markami: COSMA, FULL SPECTRUM oraz GREEN PAW. Spółka prowadzi obecnie sprzedaż w ponad 1000 punktach obejmujących sieci apteczne, FMCG i zoologiczne.  

Według New Frontier Data, roczna sprzedaż produktów z CBD na terenie Unii Europejskiej w 2022 r. wyniosła 10,10 mld euro, a przez kolejne trzy lata może wzrosnąć nawet do 13,60 mld euro. Z kolei z raportu Market Research Future wynika, że rynek marihuany medycznej wzrośnie z 35,49 mld USD w 2022 roku do 248,42 mld USD do 2030 roku.

źródło: InnerValue

Działająca w szybko rozwijającej się branży konopi medycznych i notowana na rynku NewConnect spółka Cosma S.A., podpisała umowę z portugalskim dostawcą surowców farmaceutycznych – SOMAI Pharmaceuticals Unipessoal LDA. W ramach uzgodnionych warunków firma pod marką własną będzie dystrybuować  olejki,  zawierające w swoim składzie surowce farmaceutyczne tj.: CBD i THC, pochodzące z konopi. Produkty skierowane będą do osób z dolegliwościami: reumatycznymi, bólowymi, onkologicznymi oraz neurodegeneracyjnymi w ścisłej współpracy ze środowiskiem lekarskim.

Planowo trafią do sprzedaży w sieciach farmaceutycznych w pierwszym kwartale 2024 r. Spółka przewiduje, że przełoży się to znaczący wzrost jej przychodów. Prognoza sprzedaży w ramach zawartej umowy w pierwszym roku dystrybucji zakłada od 2 do 4 mln PLN (2024 r.).

Pacjenci stosujący w Polsce terapie bazujące na marihuanie medycznej bardzo często muszą zmagać się z brakami w dostępności leków na rynku. Spółka Cosma S.A. zajmująca się obecnie dystrybucją m.in. suplementów diety, zamierza zapewnić im ciągły dostęp do poszukiwanych przez nich wyrobów farmaceutycznych. 

Cieszymy się, że dzięki nawiązanej współpracy z portugalską firmą, będziemy w stanie zwiększyć komfort pacjentów poprzez zapewnienie im stałego dostępu do leków bazujących na marihuanie medycznej. Z drugiej strony zakładamy, że zawarcie umowy z kolejnym dostawcą specjalnej linii produktowej CBD/THC, w znacznym stopniu przyczyni się do poprawy naszych wyników finansowych – mówi Łukasz Kręski – przewodniczący rady nadzorczej, założyciel spółki Cosma S.A. 
Portugalia jest jednym z niewielu krajów europejskich, który zezwala na uprawę roślin konopi w warunkach kontrolowanych, a następnie przetwarzania ich na inne wyroby farmaceutyczne. W ubiegłym roku Cosma S.A. (wcześniej Cosma Cannabis Sp. z o.o.), podpisała umowę na dostawę kwiatostanów medycznej marihuany z portugalską firmą CannPrisma, która uprawia medyczne konopie. Produkty pojawią się na rynku w 2024 r. i będą dystrybuowane na receptę w sieciach aptecznych. Aktualnie Cosma S.A. współpracuje m.in. z sieciami: SUPERPHARM, Dr. Max czy ZDROWIT.  

Cosma S.A. funkcjonuje  w obecnej formie na giełdzie od 31 marca 2023 r., kiedy to doszło do połączenia spółki Cosma Cannabis Sp. z o.o. z firmą Cosma Group S.A. (notowaną na rynku NewConnect). Połączenie nastąpiło na zasadach tzw. odwrotnego przejęcia w wyniku czego powstała spółka Cosma S.A. Celem połączenia było powstanie jednego podmiotu o silnej pozycji konkurencyjnej w branży zarówno konopi włóknistych, jak i medycznych z łatwym dostępem do kapitału inwestycyjnego. Poprzez połączenie cały majątek Cosma Cannbis został wniesiony do Cosma Group. W ramach tzw. odwrotnego przejęcia udziałowcom Cosma Cannabis zostały przydzielone nowe akcje Cosma Group. Łącznie wyemitowanych zostało ponad 44 mln akcji zwykłych na okaziciela serii H. Cena emisyjna została ustalona na poziomie 1,44 zł za jedną akcję.
Debiut na rynku NewConnect poprzez połączenie z Cosma Group to bardzo ważny krok w naszym rozwoju. Wierzymy, że przyniesie on pozytywne efekty w zakresie zwiększania zysków spółki oraz umożliwi dalsze skalowanie biznesu. Branża konopna rozwija się z roku na rok, więc z optymizmem patrzymy w przyszłość – komentuje Przemysław Lahuta – prezes i założyciel spółki Cosma S.A. – W przyszłości zamierzamy m.in. przeprowadzać emisje akcji lub pozyskiwać finasowanie dłużne, które pozwoli nam na zainwestowanie w kolejne surowce farmaceutyczne pochodzenia roślinnego, przeznaczone do dystrybucji w Europie – dodaje Przemysław Lahuta. 
Po połączeniu spółek dotychczasowi akcjonariusze Cosma Group posiadają łącznie 9,86% akcji w spółce Cosma S.A., a udziałowcy Cosma Cannabis 90,14%. W planach firmy jest dalszy rozwój kanałów sprzedaży, poprzez wejście do kolejnych sieci aptecznych, pozyskanie kilkuset nowych punktów sprzedaży oraz rozwój współpracy ze środowiskiem lekarskim. Dotychczasowa działalność spółki zostanie także rozszerzona o wprowadzenie na rynek nowych produktów z kategorii „consumer health” oraz surowców farmaceutycznych.

W 2021 roku Cosma S.A. (wcześniej Cosma Cannabis Sp. z o.o.) pozyskała finansowanie w wysokości ponad 5 mln zł od inwestorów prywatnych, które umożliwiło zbudowanie szerokiej sieci dystrybucji oraz portfolio niespełna 100 produktów pod markami: COSMA, FULL SPECTRUM oraz GREEN PAW. Spółka prowadzi obecnie sprzedaż w ponad 1000 punktach obejmujących sieci apteczne, FMCG i zoologiczne.  

Według New Frontier Data, roczna sprzedaż produktów z CBD na terenie Unii Europejskiej w 2022 r. wyniosła 10,10 mld euro, a przez kolejne trzy lata może wzrosnąć nawet do 13,60 mld euro. Z kolei z raportu Market Research Future wynika, że rynek marihuany medycznej wzrośnie z 35,49 mld USD w 2022 roku do 248,42 mld USD do 2030 roku.

źródło: InnerValue