Medicalpress
Eksperci Forum Prawo dla Rozwoju apelują o regulację obrotu tzw. woreczkami nikotynowymi. To saszetki doustne zawierające nikotynę, które wraz z podgrzewaczami tytoniu i jednorazowymi e-papierosami stają się plagą wśród młodzieży. Mimo, że są obecne na polskim rynku już od 2021 r., to nadal nie istnieją regulacje zabraniające ich sprzedaży osobom niepełnoletnim. 
Produkty te nie są także objęte akcyzą, inaczej niż inne wyroby zawierające nikotynę. Tymczasem pojedyncza saszetka może zawierać nawet 10-krotnie wyższe stężenie nikotyny niż papieros.

Obecnie nie ma opracowanych żadnych krajowych standardów, jakie musi spełniać ten wyrób nikotynowy. Nie ma nawet regulacji wprost zakazującej jego sprzedaży osobom niepełnoletnim, mimo że jest on wysoce uzależniający. W naszej opinii produkt, jakim są woreczki nikotynowe, powinien być klasyfikowany jako forma rekreacyjnego przyjmowania nikotyny” –  uważa dyrektor programowy Forum Prawo dla Rozwoju, dr Konrad Hennig.

Forum apeluje o objęcie woreczków nikotynowych podatkiem akcyzowym. Postuluje także wprowadzanie regulacji określających wymóg publikowania ostrzeżeń na opakowaniach tych produktów i domaga się wprowadzenia regulacji nakładających ustawowe limity zawartości nikotyny w woreczkach nikotynowych na maxymalnym poziomie 20 mg.

Organizacja zwróciła się z apelem o uregulowanie kwestii woreczków nikotynowych do Głównego Inspektora Farmaceutycznego (GIF),  Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych (URPL), Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Zdrowia. Od początku roku trwa dialog pomiędzy urzędami podlegającymi Ministerstwu Zdrowia mający na celu określenia statusu prawnego tej nowej kategorii wyrobów nikotynowych. 

Postulaty Forum wsparł Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych, Wyrobów Medycznych i Produktów Biobójczych. Prezes URPL Grzegorz Cessak ocenił w odpowiedzi na apel Forum, że: “uwzględniając skład i sposób stosowania woreczków nikotynowych, należałoby je traktować prawnie analogicznie do papierosów elektronicznych i ująć w ustawie o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych jako lex specialis”.

Prezes URPL poinformował,  że ”mając na uwadze wagę problemu i potencjalne poważne konsekwencje wynikające z nieograniczonego dostępu do ww. produktów, w szczególności w przypadku ich stosowania przez osoby nieletnie”,  skierował sprawę do Ministra Zdrowia.

Dr Konrad Hennig podkreśla, że choć trwają prace by objąć woreczki nikotynowe akcyzą, to wciąż nie są podejmowane działania dotyczące propozycji oznaczania opakowań ostrzeżeniami, ani określające maksymalną zawartości nikotyny w produktach.

 Cieszy nas, że Ministerstwo Finansów już pracuje nad opodatkowaniem woreczków nikotynowych. Jednak brak wprowadzenia górnego limitu zawartości nikotyny na woreczek może doprowadzić do sytuacji, w której producenci będą starali się konkurować zawartością nikotyny, aby zaoferować konsumentom mocniejszy wyrób za porównywalną cenę” – ocenia dr Konrad Hennig.

Woreczek nikotynowy nazywany jest “białym snusem”, czyli używką sporządzoną na bazie tytoniu. Przypomina sprzedawaną w Polsce tabakę, jednak w odróżnieniu od niej woreczek zażywany jest doustnie przez umieszczenie go za dolną lub górną wargą, skąd następuje wchłanianie nikotyny. Snus zawiera większe ilości nikotyny niż papierosy i może służyć jako ich bezdymna alternatywa.

Zgodnie z dyrektywą Parlamentu Europejskiego woreczki nikotynowe do stosowania doustnego klasyfikowane są jako produkty o charakterze niefarmaceutycznym i sprzedawane są jako produkty konsumpcyjne. Część państw UE – np. Czechy, Dania, Estonia, Szwecja, Węgry czy Słowacja – wprowadziło już krajowe regulacje, uznając woreczki nikotynowe za produkty o charakterze rekreacyjnym.

Forum Prawo dla Rozwoju (#Law4Growth) to think-tank, którego misją jest inicjowanie zmian w prawie służących interesowi państwa, rozwojowi gospodarczemu oraz dobru wspólnemu jego obywateli.  https://law4growth.com/

Żródło: Forum Prawo dla Rozwoju

Czy warto fetyszyzować badania genetyczne? Nie. Pacjenci często ponoszą bezsensowny wysiłek finansowy, otrzymują pocztą wynik, z którego – jak przekonują lekarze – niewiele wynika. Zdaniem specjalistów, potrzebne jest odpowiednie prawo, które ureguluje badania genetyczne. Trzeba też rozpropagować wśród lekarzy możliwość zlecania diagnostyki molekularnej w uzasadnionych przypadkach. Takie badania są refundowane!
Podczas Letniej Akademii Onkologii prelegenci panelu poświęconego genetyce mówili, że nawet za 200 euro można wykonać badanie genomu, z którego – jak przekonują genetycy – niewiele dla zlecającego wynika, a istnieje przy tym obawa, że jeśli trafimy na bardzo nieuczciwego przedsiębiorcę, ryzykujemy powierzenie nieodpowiedzialnemu podmiotowi bardzo wrażliwych danych. Polskie Towarzystwo Genetyki Człowieka już w 2016 roku opublikowało stanowisko, wyrażając niepokój rozwijającym się rynkiem komercyjnych badań genetycznych, na którym – wskutek luki prawnej – dochodzi do łamania zasad etycznych oraz – jak to ujęto „zwykłej przyzwoitości w relacjach społecznych”.

Chodzi o to, że oferowana jest – za niemałe kwoty – usługa badania genetycznego. „Zarząd PTGC jest w posiadaniu wielu wyników badań źle wykonanych, błędnie zinterpretowanych bądź wyników źle skonstruowanych, wbrew obowiązującym w tym zakresie przepisom” – czytamy w stanowisku, pod którym podpisało się wielu naukowców zajmujących się genetyką.

Warto tu podkreślić, że testy genetyczne powinny być wykonywane przez odpowiednich specjalistów, a przekazaniu wyników, wraz z opisem, powinna towarzyszyć porada genetyczna, zwłaszcza że katastrofą może skończyć się próba samointerpretacji danych z badań genetycznych. Każda bowiem nieumiejętna interpretacja to wielkie szkodzenie pacjentowi.

Dla kogo badania genetyczne? 

Ciekawe dane na ten temat pokazuje prof. dr hab. Anna Latos-Bieleńska z Zakładu Genetyki Medycznej Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego Centrum Biologii, konsultant krajowa w dziedzinie genetyki klinicznej. Otóż lekarz rodzinny obejmuje opieką medyczną 2 – 2,5 tys. osób. Z tej liczby 650 – 800 zachorowało lub zachoruje na nowotwór złośliwy; 60 – 100 osób zachoruje na nowotwór dziedziczny, 120-200 choruje na jakąś chorobę rzadką, zwykle bardzo ciężką. 

„Jeśli do tego dodamy grupę osób z problemami z prokreacją związanymi z genetyką, można powiedzieć, że nawet do 50 proc. populacji może zachorować na choroby, których przyczyną są zaburzenia genetyczne” – mówi prof. Anna Latos-Bieleńska.

Ale nie chodzi o to, by jakiś odsetek pacjentów zapisanych do POZ kierować do poradni genetycznych. Istnieją ku temu określone powody. Testy genetyczne w celu zdrowotnym wykonywać się powinno na podstawie kilku przesłanek, przede wszystkim:

w celu ustalenia, czy nie odziedziczyliśmy jakiejś choroby (np. jeśli wśród naszych bliskich krewnych doszło do incydentów sercowo-naczyniowych, takich jak zawał, w młodym wieku, warto udać się – na podstawie skierowania od lekarza rodzinnego, do genetyka – NFZ za taką usługę płaci), w celu oceny typu nowotworu w sytuacji, gdy istnieje spersonalizowana terapia odnośnie danego typu nowotworu (jak na przykład w sytuacji chorych na raka piersi z mutacją BRCA1 lub BRCA-2; to jest również badanie refundowane), w celu sprawdzenia, czy występujące objawy nie są rezultatem choroby uwarunkowanej genetycznie (badanie refundowane);

w celu sprawdzenia, czy krewni osoby, u której stwierdzono chorobę uwarunkowaną genetycznie, są także nosicielami wadliwej mutacji (np. mukowiscydozy – badanie refundowane).

Onkologia to dziedzina, w której testy genetyczne mają coraz większe zastosowanie, ale – choć NFZ refunduje już całkiem spory zakres tego rodzaju diagnostyki, wciąż za mało pacjentów chorych na nowotwór poddawanych jest diagnostyce genetycznej. Wynika to chociażby z danych NFZ – jak podają autorzy wydanego w tym roku raportu „Diagnostyka molekularna w onkologii”, wydatki na diagnostykę genetyczną stanowią zaledwie pół procenta ogółu wydatków na onkologię, nadto istnieje silne zróżnicowanie regionalne pod tym względem. Być może lekarze nie wiedzą o tym, że u określonych grup pacjentów mogą taką diagnostykę zlecać, być może odstrasza ich skomplikowany system rozliczeń.

To zaniechanie może być, niestety, bardzo kosztowne. Następuje bowiem leczenie I linii, potem II linii, leki nie działają tak, jak się spodziewano albo w ogóle, a u podłoża jest błąd, bo pacjent być może dostaje terapię, która na jego podtyp nowotworu po prostu nie działa, za to powoduje skutki uboczne. W efekcie tracimy na tym wszyscy, przy czym najbardziej – pacjent. Tymczasem wczesne wykrycie zmian genetycznych w guzie nowotworowym jest podstawą terapii spersonalizowanej. Nie jest takie podejście możliwe we wszystkich rodzajach nowotworów, ale ich lista systematycznie się wydłuża, a możliwości zastosowania spersonalizowanych terapii nawet w tych wskazaniach wciąż nie są dostatecznie w Polsce wykorzystane, co punktuje wspomniany raport. 

Warto po wielokroć przypominać, jak bardzo ważne jest dobranie leczenia do efektu molekularnego tak, by ono było skuteczne. 

„Pacjenci z nowotworami dziedzicznymi mówią nam: gdybym wcześniej wiedział, wcześniej założyłbym rodzinę, inaczej zaplanowałbym życie” – mówi prof. Latos-Bieleńska.

Na liście postulatów do spełnienia są i te dotyczące kwestii logistycznych.

„Wynik badania genetycznego musi być wydany szybko i naprawdę jest bardzo efektywny ekonomicznie, ponieważ wskazuje chorych, u których określona terapia będzie skuteczna i takich, u których nie będzie skuteczna. Diagnostyka genetyczna obejmuje także zmiany genetyczne w każdej komórce ciała, z którymi przychodzi się na świat. Dzięki niej można wyłowić osoby dziś zdrowe, ale z predyspozycją do np. nowotworzenia. Mając odpowiednią wiedzę, można stosować profilaktykę” – przekonuje prof. Anna Latos-Bieleńska.

W Polsce w tej chwili funkcjonują dwa programy obligujące do poprawy diagnostyki genetycznej: Narodowa Strategia Onkologiczna 2020-2030 oraz Kompleksowy model opieki nad pacjentami z chorobami rzadkimi. 
W przypadku tych ostatnich genetyka jest niezwykle istotna, ponieważ 80 procent z nich ma podłoże genetyczne. Tu bez diagnostyki genetycznej nie jest możliwe rozpoznanie.

Ustawa o testach genetycznych to priorytet

Środowisko genetyków i różnych organizacji związanych z tą dziedziną przygotowało projekt ustawy, która regulowałaby rynek badań genetycznych. Proponowane przepisy traktują między innymi o standardach, jakie muszą spełniać podmioty wykonujące testy molekularne, o zasadach kierowania na testy genetyczne. Projektodawcy chcą też, by obowiązywał wymóg interpretacji wyników w razie wykonania testu genetycznego.

Prof. Anna Latos-Bieleńska podkreśla, że opracowany został nowy program specjalizacji z genetyki.

„Dotychczas był on skonkretyzowany na diagnostyce prenatalnej, obecnie został zmieniony tak, że jest to nowoczesna medycyna genomowa. Bardzo ważny jest szybki rozwój kadr genetyków laboratoryjnych. Nowa specjalizacja, genetyka molekularna, już funkcjonuje. Pierwsi specjaliści powinni być gotowi do pracy na wiosnę przyszłego roku. W trakcie unowocześniania jest program z laboratoryjnej diagnostyki genetycznej. Dla lekarzy onkologów na liście umiejętności znalazła się onkogenetyka. Jest też dyskutowana nowa specjalizacja w pielęgniarstwie” – pielęgniarstwo genetyczne. Pozytywnie o niej wypowiedział się samorząd pielęgniarek, oczekuje na decyzję MZ – wylicza prof. Latos-Bieleńska.

Genetyka pędzi, a ludzi do pracy brak

„Myślimy o przygotowaniu ankiety dla lekarzy POZ, która ułatwiałaby identyfikację rodzinnego ryzyka genetycznego. Liczymy także bardzo na działanie edukacyjne platformy onkologicznej i platformy informacyjnej o chorobach rzadkich. Zaproponowałabym także działania administracyjne: powiązanie refundacji procedury medycznej, np. zabiegu operacyjnego w nowotworach ze skierowaniem na badania genetyczne. Największym jednak zagrożeniem dla polskiej genetyki są ograniczone kadry. Już dwa razy wnioskowałam, żeby specjalizacja ta stała się priorytetowa. Napiszę po raz trzeci w tej sprawie do ministra zdrowia. Również sprawa doradcy genetycznego w onkologii jest priorytetowa. Konieczne są zmiany programu studiów i nowe specjalizacje z medycznej opieki molekularnej” – podsumowuje prof. Latos-Bieleńska.

Chodzi nie tylko o lekarzy-genetyków, ale i diagnostów. Dr hab. Izabela Łaczmańska z Zakładu Diagnostyki Molekularnej Nowotworów DCOPiH we Wrocławiu wskazuje, że nauka w tej dziedzinie sporo kosztuje i płacą za nią uczący się.

„Jak już ktoś chce się szkolić w tej dziedzinie, w trakcie nauki okazuje się, że niewiele umie. Problemem też jest koszt takiej edukacji. Jak np. 30 studentów przeszkolić z pracy na odczynniku, który kosztuje 1300 złotych? To są bardzo drogie i wymagające szkolenia. Tymczasem zdarza się, że kogoś szkolimy trzy miesiące i on nagle rezygnuje, bo uważa, że to dla niego za trudne” – opowiada Izabela Łaczmańska.

Dr n. med. Dagmara Michałowska, również z Zakładu Diagnostyki Molekularnej Nowotworów DCOPiH we Wrocławiu podkreśla, że badań genetycznych wykonuje się coraz więcej, a że kadr brakuje – ci, którzy pracują w laboratoriach, są bardzo przeciążeni.

„Dokształcamy się kosztem życia prywatnego. Dobrze byłoby, żeby diagności laboratoryjni zmienili programy kształcenia” – apeluje dr Dagmara Michałowska.

Dr n. med. Katarzyna Werheim-Tysarowska z Pracowni Badań Chorób Dziedzicznych w Zakładzie Genetyki Medycznej IMID w Warszawie zauważa, że np. aby przebadać egzom, który stanowi zaledwie 2 proc. genomu, potrzebnych jest kilka godzin pracy diagnostów. 

„To nie jest tak, że wszystko wrzuca się w program komputerowy, a ten wypluwa wynik. Program pokazuje bowiem tysiące zmian genetycznych. Z tych tysięcy wyłaniamy ok. 300, nad którymi należy się pochylić i określić, czy ta zmiana będzie miała wpływ na zdrowie pacjenta” – tłumaczy dr Katarzyna Werheim-Tysarowska.

Na pytanie, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy w polskiej genetyce, próbują odpowiedzieć dwa raporty: „Badania genetyczne w Polsce. Stan obecny, potrzeby, problemy, rozwiązania” wydany przez Sanitas, Stowarzyszenie na Rzecz Walki z Chorobami Nowotworowymi oraz „Diagnostyka molekularna w leczeniu nowotworów” wydany przez Modern Healthcare Institute. Obydwa dokumenty są dostępne online (patrz: źródła). Jasno pokazują, co jeszcze należy zrobić.

Źródło: Serwis Zdrowie

Polska przyjęła strategię „końca gry”, a zatem wyeliminowania konsumpcji tytoniu do 2030 roku. Wiemy, że spełnienie tego celu jest już nierealne, a liczba osób palących w naszym kraju ponownie rośnie i wynosi ok. 26%[1]. Obecnie trwa intensywna debata publiczna z udziałem decydentów, ekspertów i instytucji publicznych nad zaktualizowaniem i urealnieniem podejścia do walki z nałogiem palenia. Z jednej strony doświadczenia wielu krajów takich jak Szwecja, Anglia, Czechy, USA czy Nowa Zelandia potwierdzają, że jednym z kierunków skutecznej strategii antytytoniowej mogą być z powodzeniem alternatywne produkty w ramach tzw. strategii redukcji szkód „harm reduction”. Z drugiej strony eksperci apelują o dalsze ograniczenie dostępu do tradycyjnych papierosów poprzez politykę fiskalną i ograniczenia w sprzedaży (liczby punktów sprzedaży, ekspozycji). Wśród alternatywnych produktów znajdują się saszetki nikotynowe – obecnie trwają prace nad ich uregulowaniem. Jakie rozwiązania rekomendują eksperci?
Palenie tytoniu (papierosów) jest główną przyczyną raka płuca i wielu innych nowotworów oraz chorób układu krążenia, w tym zawałów i udarów. Nałóg ten wpływa także negatywnie na efektywność leczenia oraz nasila skutki uboczne i powikłania. Dlatego walka z epidemią palenia papierosów jest elementem polityk publicznych w większości krajów.

Nikotyna a tytoń
Przeprowadzono szeroko zakrojone badania naukowe nad nikotyną. Jest to substancja stosunkowo niskiego ryzyka, która nie powoduje chorób odtytoniowych w przeciwieństwie do papierosów[2]. Nie jest rakotwórcza i została uznana przez Towarzystwo Zdrowia Publicznego w Wielkiej Brytanii za „nie bardziej szkodliwą dla zdrowia niż kofeina”[3] Znajduje się również na liście Światowej Organizacji Zdrowia, a lekarze przepisują ją np. w postaci nikotynowych plastrów, pastylek do ssania i gum do żucia osobom, które od dłuższego czasu próbują rzucić palenie. Trzeba jednocześnie podkreślić, że nikotyna jest substancją uzależniającą, a nikotynizm jest chorobą ujętą w międzynarodowej klasyfikacji chorób.
 
W ostatnich latach znacznie wzrosła świadomość konsumentów wyrobów tytoniowych, a na rynku w konsekwencji pojawiło się wiele nowych produktów alternatywnych do tradycyjnych papierosów, o mniejszej szkodliwości i toksyczności, jak np. podgrzewacze, e-papierosy, a także saszetki nikotynowe, które nie zawierają tytoniu, lecz sole nikotyny, aromaty i inne dodatki.
 
Saszetki nikotynowe – alternatywą dla palacza
 
Saszetki nikotynowe stosowane są najczęściej przez osoby, które nie chcą lub nie mogą całkowicie zrezygnować z nałogu, ale dokonując świadomego wyboru, chcą zminimalizować ryzyko wystąpienia chorób i negatywnych konsekwencji zdrowotnych. Saszetki nikotynowe nie są wyrobem medycznym. W porównaniu z innymi systemami dostarczania nikotyny saszetki nikotynowe są uważane za stwarzające mniejsze zagrożenie dla zdrowia(15), mniejsze także niż snus (woreczki z tytoniem).
 
– Po pierwsze nie dostarczamy organizmowi substancji toksycznych (np. formaldehyd, acetaldehyd, akroleina). Kolejną niezmiernie ważną zaletą jest dostarczanie nikotyny na drodze pokarmowej a nie oddechowej. Chodzi tutaj głównie o substancje smakowe, które dostarczane na drodze pokarmowej są całkowicie nieszkodliwe a inhalowane do płuc mogą stać się niebezpieczne[4]. – wskazywał prof. Andrzej Sobczak, ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego.
 
Jak czytamy w dokumencie Global State of Tobacco Harm Reduction[5], który mapuje globalną, regionalną i krajową dostępność i stosowanie bezpieczniejszych produktów nikotynowych: „Woreczki nikotynowe mogą potencjalnie zastąpić ryzykowne wyroby tytoniowe bezdymne, oferując bezpieczniejszą alternatywę, która stwarza znacznie mniejsze ryzyko dla zdrowia jednostki. Zastąpienie ryzykownego tytoniu bezdymnego saszetkami nikotynowymi może pomóc w zmniejszeniu wskaźników chorób niezakaźnych w wielu krajach”.
Dobrym przykładem, na skuteczność strategii redukcji szkód jest Szwecja, która już w tym roku stała się pierwszym krajem w Europie wolnym od tytoniu – poniżej 5% społeczeństwa pali tam papierosy. Co istotne, wdrożenie szwedzkiego modelu mogłoby zapobiec łącznie 2,8 milionom zgonów i zyskać dodatkowe 108 milionów lat życia w latach 2000-2019[6].

Oprócz najniższego odsetka chorób związanych z paleniem tytoniu wśród krajów UE, w Szwecji notuje się również o 41% niższą zachorowalność na raka i o 38% niższy wskaźnik spowodowanych tą chorobą zgonów w porównaniu z krajami UE. Szwecja jednocześnie wprowadziła system podatkowy, który wspiera minimalizację szkód związanych z paleniem – oparty na proporcjonalnej akcyzie, odzwierciedlającej niższe ryzyko związane z mniej szkodliwymi alternatywami w porównaniu do papierosów tradycyjnych.

 
Jak podkreślają autorzy raportu „Saving Lives Like Sweden” „biorąc pod uwagę fakt, że na świecie żyje miliard ludzi uzależnionych od nikotyny, a 8 milionów osób każdego roku umiera z powodu palenia tytoniu, to – zdaniem grona ekspertów – należy uwzględniać alternatywne produkty nikotynowe jako mniej ryzykowne dla zdrowia niż tradycyjne papierosy i często pomagające stopniowo wyjść z nałogu” [7].
 
Potrzeba nowych regulacji prawnych
 
Pojawienie się nowych kategorii wyrobów – substytutów wyrobów tytoniowych, sprawia, że niezbędne są nowe regulacje prawne. Saszetki nikotynowe, pomimo ich mniejszej szkodliwości są wciąż używką, która podobnie jak inne produkty nikotynowe, takie jak: e-papierosy czy tytoń podgrzewany, powinny być opodatkowane.
Jak czytamy w najnowszym raporcie Instytutu Staszica[8] – w Polsce sami dystrybutorzy postulują o uregulowanie statusu prawnego oraz objęcie przedmiotowych wyrobów opodatkowaniem i kontrolą. W konsekwencji wyroby te byłyby przeznaczone wyłącznie dla dorosłych konsumentów, a na branżę producentów oraz dystrybutorów woreczków nikotynowych nałożony zostałby szeroko pojęty nadzór państwa.

Jak wskazuje w swoim stanowisku ekspert ochrony zdrowia Krzysztof Łanda –  „Produkty zawierające nikotynę powinny być rozpatrywane w trójwymiarowej przestrzeni znaczeniowej, która informuje o minimalizacji szkód, pozwala planować badania, politykę i praktykę regulacyjną. (…) Przepisy i inicjatywy polityczne powinny być dostosowane tak, aby mniej szkodliwe produkty mogły konkurować z paleniem zwykłych papierosów, a ostatecznie całkowicie je zastąpić jako sposób używania nikotyny przez tych dorosłych, którzy chcą nikotyny używać.”[9]

Jednocześnie eksperci podkreślają, że woreczki nikotynowe nie są produktem leczniczym, nie spełniają bowiem wymogów ustawy „Prawo Farmaceutyczne”. Nie mogą być także stosowane jako substancje wykorzystywane w celu postawienia odpowiedniej diagnozy, przywrócenia, poprawienia lub modyfikacji fizjologicznych funkcji organizmu, poprzez działanie farmakologiczne, immunologiczne lub metaboliczne[10].

W Unii Europejskiej nie ma jeszcze zharmonizowanych przepisów dotyczących tej kategorii wyrobów, a różne państwa członkowskie traktują saszetki nikotynowe w różny sposób. Niektóre kraje, takie jak Szwecja, Dania, Czechy i Słowenia wprowadziły specjalne przepisy dotyczące saszetek nikotynowych. Większość państw członkowskich UE reguluje jednak saszetki z nikotyną jako produkt konsumpcyjny.

Ze względu na brak regulacji europejskich oraz krajowych doszło w konsekwencji do samoregulacji branży w zakresie woreczków nikotynowych. Aktualnie dostępne na rynku moce produktów: od 0-8 mg/g nikotyny, nawet do 65 mg/g nikotyny. Nie istnieją regulacje zdrowotne określające limit mg/g nikotyny.

Dlatego eksperci rekomendują, aby wprowadzone regulacje określały maksymalne dawki nikotyny w opakowaniu jednostkowym, w tym w beztytoniowym woreczku nikotynowym.

Jak wskazuje farmakolog prof. Halina Car z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku – Biorąc pod uwagę opisane dane dotyczące stężeń nikotyny i obowiązujące dyrektywy i systemy klasyfikacji zawartość nikotyny w beztytoniowych saszetkach nikotynowych powinna być określana w mg na g saszetki i nie przekraczać limitu 16,6 mg nikotyny /g saszetki. Ograniczenia te są wymagane ze względu na bezpieczeństwo używania saszetek dostarczających nikotynę[11].

Obecnie w Ministerstwie Finansów przy udziale przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia trwają prace nad założeniami zmian mające na celu objęcie ustawą o podatku akcyzowym grupy wyrobów zawierających nikotynę, niezawierających tytoniu, innych niż płyn do papierosów elektronicznych stanowiących substytuty dla wyrobów tytoniowych. Co istotne, włączenie woreczków nikotynowych do grupy wyrobów podlegających opodatkowaniu jest zgodne z postulatami branży tytoniowej, jak również z konkluzjami i założeniami zmiany Dyrektywy Rady 2011/64/UE w sprawie struktury oraz stawek akcyzy stosowanych do wyrobów tytoniowych.[12]
 
Założenia wypracowane przez zespół[13] do spraw opracowania projektu regulacji prawnych w zakresie funkcjonowania unijnego Systemu Śledzenia Ruchu i Pochodzenia wyrobów tytoniowych (Track&Trace) oraz substytutów wyrobów tytoniowych rekomendują m.in.
 
„Wydaje się, że podnoszenie akcyzy, jak też ograniczanie stosowania aromatów w produktach THR (tabacco harm reduction) będzie miało odwrotny efekt do pożądanego społecznie, z perspektywy zdrowia publicznego. Jeśli produkty THR, a w szczególności saszetki, które zawierają nikotynę o farmakopealnej czystości, zmniejszają negatywne, indywidualne i społeczne skutki palenia papierosów, to polityka fiskalna i regulacje prawne powinny zachęcać palaczy tytoniu do przechodzenia na produkty THR. Wysoka akcyza i ograniczenie stosowania aromatów w produktach THR (w szczególności w saszetkach zawierających czystą nikotynę) będzie prowadzić do wysokiej konsumpcji zwykłych papierosów, ze wszystkimi tego negatywnymi skutkami”. – czytamy w opinii eksperckiej Krzysztofa Łandy[14].
 
Postulat regulacji substytutów tytoniowych pojawiał się także podczas obrad zespołów parlamentarnych, m.in. w kontekście projektu ustawy o zmianie ustawy o zdrowiu publicznym (druk nr 3258), gdzie wskazano, że temat alternatywnych produktów tytoniowych powinien być poważnie potraktowany w ramach działań zmierzających do poprawy zdrowia polskiego społeczeństwa. Wiceminister zdrowia Maciej Miłkowski, podkreślił, że uregulowanie dostępności saszetek nikotynowych dla osób powyżej 18 r. ż. to dobry kierunek.
 

[1] Dane EUROBAROMETRU za 2022 r.

[2] [2] https://gsthr.org/briefing-papers/what-are-nicotine-pouches/

[3] Royal Society of Public Health. (2015a). Stopping smoking by using other sources of nicotinehttps://www.rsph.org.uk/resourceLibrary/stopping-smoking-by-using-other-sources-of-nicotine.html; (2015b, August 13). Nicotine “no more harmful to health than caffeine”https://www.rsph.org.uk/about-us/news/nicotine–no-more-harmful-to-health-than-caffeine-.html?s=03.

[4] https://asobczak.com.pl/woreczki-nikotynowe-nowy-rewelacyjny-jak-sie-wydaje-produkt-pomocny-w-redukcji-szkod-wywolanych-paleniem-tytoniu/

[5] https://gsthr.org/briefing-papers/what-are-nicotine-pouches/

[6] Raport „Saving lives like Sweden”, 2023, https://smokefreesweden.org/resources/

[7] Raport „Saving lives like Sweden”, 2023, https://smokefreesweden.org/resources/

[8] BEZTYTONIOWE WORECZKI NIKOTYNOWE JAKO ALTERNATYWA DLA TRADYCYJNYCH PAPIEROSÓW, raport Instytutu Staszica, lipiec 2023, https://www.instytutstaszica.org/_files/ugd/9d2a9b_59c9d8eb7b4f4f689afdcc019a2001b6.pdf

[9] https://krislanda.eu/klek/opinia-dotyczaca-saszetek-nikotynowych-nicotine-pouches-w-strategii-thr-tobacco-harm-reduction/

[10] BEZTYTONIOWE WORECZKI NIKOTYNOWE JAKO ALTERNATYWA DLA TRADYCYJNYCH PAPIEROSÓW, raport Instytutu Staszica, lipiec 2023, https://www.instytutstaszica.org/_files/ugd/9d2a9b_59c9d8eb7b4f4f689afdcc019a2001b6.pdf

[11] Komentarz ekspercki: https://www.rynekzdrowia.pl/Serwis-Choroby-Pluc/Prof-H-Car-Saszetki-nikotynowe-bez-tytoniu-mniej-ryzykowna-alternatywa-dla-papierosow,242657,1022.amp

[12] Ministerstwo Finansów: https://www.podatki.gov.pl/media/9481/prezentacja-substytuty.pdf

[13] https://www.podatki.gov.pl/media/9481/prezentacja-substytuty.pdf

[14] Opinia ekspercka https://krislanda.eu/klek/opinia-dotyczaca-saszetek-nikotynowych-nicotine-pouches-w-strategii-thr-tobacco-harm-reduction/
[15]  Jacqueline Miller-Holt, Irene Baskerville-Abraham, Masanori Sakimura, Toshiro Fukushima, Andrea Puglisi, Jeremie Gafner, In vitro evaluation of mutagenic, cytotoxic, genotoxic and oral irritation potential of nicotine pouch products, Toxicology Reports, Volume 9, 2022, Pages 1316-1324, ISSN 2214-7500, https://doi.org/10.1016/j.toxrep.2022.06.008

redakcja Medicalpress.pl 
zdjęcie: Adobe Stock

Instytut Staszica zajął się analizą formalnego statusu jednego z nowatorskich wyrobów nikotynowych. O woreczkach – stanowiących dla palaczy alternatywę wobec tradycyjnych papierosów – mówi się coraz częściej, między innymi w kontekście zaleceń WHO dotyczących tworzenia społeczeństw wolnych od dymu tytoniowego.
 

Beztytoniowe woreczki nikotynowe stanowią substytuty wyrobów tytoniowych, które zażywa się doustnie. Wyrób ten zawiera nikotynę oraz szereg innych dodatków, w tym głównie włókien roślinnych (oraz inne składniki: gumę arabica, korektor ph, stabilizatory, słodzik).

Użytkownicy saszetek odczuwają efekt analogiczny do uczucia towarzyszącego im po zażyciu tradycyjnego papierosa, przy jednoczesnym braku wdychania dymu tytoniowego. Brak tradycyjnego spalania oraz konieczności użycia dodatkowych urządzeń sprawia, że saszetka może być zażywana w dowolnym miejscu i czasie, powodując zaspokojenie potrzeby skorzystania z nikotyny przez konsumenta.

W raporcie, think-tank weryfikuje zarówno obecny stan prawny saszetek nikotynowych w Polsce, możliwości jego zmiany oraz dokonania innych krajów UE w zakresie regulacji produktów zawierających nikotynę.

„Niewątpliwym prekursorem w zakresie wprowadzenia saszetek nikotynowych pozostaje Szwecja, która w czerwcu 2022 r. uchwaliła ustawę o wyrobach nikotynowych bez tytoniu. W ślad za nią wiele państw członkowskich UE uregulowało status beztytoniowych woreczków nikotynowych na poziomie krajowym (np. Słowacja, Czechy)” – podaje raport Instytutu Staszica.

Jak ocenia Instytut Staszica, „woreczki nikotynowe nie mogą zostać zakwalifikowane do kategorii >>produktów leczniczych<< na gruncie ustawy Prawo Farmaceutyczne”. Zdaniem autorów raportu, nie spełniają one przesłanek wymaganych do zaliczenia w poczet produktów medycznych. Również unijne przepisy branżowe nie regulują statusu beztytoniowych woreczków nikotynowych.

„Biorąc pod uwagę przedstawione powyżej wywody oraz praktyki legislacyjne innych państw członkowskich UE, niezbędne jest kompleksowe uregulowanie statusu prawnego woreczków nikotynowych oraz objęcie ich opodatkowaniem w Polsce, na zasadach analogicznych do rozwiązań wprowadzonych w innych państwach” – ocenia Instytut Staszica.

Pełny raport „Beztytoniowe woreczki nikotynowe jako alternatywa dla tradycyjnych papierosów” dostępny jest na stronie: 
https://www.instytutstaszica.org/raporty

Źródło: Instytut Staszica

15 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Trzeźwości, mający na celu celebrację dni wolnych od alkoholu oraz zwiększenie świadomości społecznej nt. powszechności uzależnienia od tej substancji. Przeciwdziałanie alkoholizmowi wspierają również działania regulacyjne – 21 lutego 2023 r. weszły w życie przepisy umożliwiające pracodawcom przeprowadzenie kontroli trzeźwości pracowników w miejscu pracy.

Do niedawna pracodawcy nie mieli formalnej mocy prawnej badania zatrudnionych pod względem trzeźwości. Mogli podejmować takie próby jednak nie były one uregulowane prawnie, a wyciąganie konsekwencji było znacznie utrudnione. Od 21 lutego tego roku w Polsce przełożeni zyskali możliwość kontrolowania trzeźwości pracowników. Każdego zatrudnionego można zbadać alkomatem, pracodawcy muszą jednak pamiętać o poszanowaniu praw i uczuć pracowników. Bowiem kluczowe w tym zagadnieniu jest wypracowanie wewnętrznych regulacji, na które zgodzą się zarówno pracownicy, jak i pracodawcy – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.

– Jak pracodawcy powinni się zachować, gdy wynik testu na obecność alkoholu jest pozytywny? Przede wszystkim wykluczonym jest dopuszczenie pracownika do pracy. Co więcej, pracodawca może także podjąć działania dyscyplinarne w postaci wystosowania upomnienia, nagany lub rozwiązania umowy. Wszystko to daje pracodawcy więcej możliwości w zarządzaniu tak trudną sytuacją. Pracodawcy powinni więc skupić się na nawiązaniu dialogu z zatrudnionymi i wyjaśnieniu, w jakich sytuacjach może wymagać od nich poddania się badaniu. Dodatkowo, warto powiadomić pracowników, jak wygląda ta procedura oraz jakie są możliwe jej konsekwencje. Nie można zapomnieć także o zatrudnionych wykonujących swoją pracę zdalnie lub hybrydowo. W tym przypadku kontrolę należy umówić z pewnym wyprzedzeniem, biorąc pod uwagę fakt, aby nie przeszkadzać pozostałym członkom gospodarstwa domowego – dodaje dyrektorka ADP. 

 
– Co roku 15 kwietnia obchodzony jest Światowy Dzień Trzeźwości. Jest to dzień, w którym szczególnie możemy zwrócić uwagę na problem uzależnienia wśród ludzi. Warto oczywiście nie tylko tego dnia, ale codziennie mieć na uwadze ten szerzący się problem, uzmysławiać konsekwencje w różnych obszarach, obniżającej się jakości życia. Na uzależnienie wpływa kilka czynników: biologiczne psychologiczne i społeczne. W ostatnich latach zauważalny jest obniżający się wiek inicjacji alkoholowej. Jeżeli mówimy o uzależnieniu, intensywnym używaniu substancji, warto przyjrzeć się sposobom radzenia sobie z emocjami. Osoby mające problem z alkoholem mają trudność w rozumieniu siebie, radzeniu sobie z własnymi stanami emocjonalnymi, rozpoznawaniem ich, nazywaniem, wyrażaniem, mentalizacją, małą wiarę w swoje możliwości – komentuje Kinga Rochala, psycholog, psychoterapeuta w Mazowieckim Szpitalu MindHealth im. prof. Antoniego Kępińskiego.

źródło: BrandLab PR

15 kwietnia obchodzimy Światowy Dzień Trzeźwości, mający na celu celebrację dni wolnych od alkoholu oraz zwiększenie świadomości społecznej nt. powszechności uzależnienia od tej substancji. Przeciwdziałanie alkoholizmowi wspierają również działania regulacyjne – 21 lutego 2023 r. weszły w życie przepisy umożliwiające pracodawcom przeprowadzenie kontroli trzeźwości pracowników w miejscu pracy.

Do niedawna pracodawcy nie mieli formalnej mocy prawnej badania zatrudnionych pod względem trzeźwości. Mogli podejmować takie próby jednak nie były one uregulowane prawnie, a wyciąganie konsekwencji było znacznie utrudnione. Od 21 lutego tego roku w Polsce przełożeni zyskali możliwość kontrolowania trzeźwości pracowników. Każdego zatrudnionego można zbadać alkomatem, pracodawcy muszą jednak pamiętać o poszanowaniu praw i uczuć pracowników. Bowiem kluczowe w tym zagadnieniu jest wypracowanie wewnętrznych regulacji, na które zgodzą się zarówno pracownicy, jak i pracodawcy – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.

– Jak pracodawcy powinni się zachować, gdy wynik testu na obecność alkoholu jest pozytywny? Przede wszystkim wykluczonym jest dopuszczenie pracownika do pracy. Co więcej, pracodawca może także podjąć działania dyscyplinarne w postaci wystosowania upomnienia, nagany lub rozwiązania umowy. Wszystko to daje pracodawcy więcej możliwości w zarządzaniu tak trudną sytuacją. Pracodawcy powinni więc skupić się na nawiązaniu dialogu z zatrudnionymi i wyjaśnieniu, w jakich sytuacjach może wymagać od nich poddania się badaniu. Dodatkowo, warto powiadomić pracowników, jak wygląda ta procedura oraz jakie są możliwe jej konsekwencje. Nie można zapomnieć także o zatrudnionych wykonujących swoją pracę zdalnie lub hybrydowo. W tym przypadku kontrolę należy umówić z pewnym wyprzedzeniem, biorąc pod uwagę fakt, aby nie przeszkadzać pozostałym członkom gospodarstwa domowego – dodaje dyrektorka ADP. 

 
– Co roku 15 kwietnia obchodzony jest Światowy Dzień Trzeźwości. Jest to dzień, w którym szczególnie możemy zwrócić uwagę na problem uzależnienia wśród ludzi. Warto oczywiście nie tylko tego dnia, ale codziennie mieć na uwadze ten szerzący się problem, uzmysławiać konsekwencje w różnych obszarach, obniżającej się jakości życia. Na uzależnienie wpływa kilka czynników: biologiczne psychologiczne i społeczne. W ostatnich latach zauważalny jest obniżający się wiek inicjacji alkoholowej. Jeżeli mówimy o uzależnieniu, intensywnym używaniu substancji, warto przyjrzeć się sposobom radzenia sobie z emocjami. Osoby mające problem z alkoholem mają trudność w rozumieniu siebie, radzeniu sobie z własnymi stanami emocjonalnymi, rozpoznawaniem ich, nazywaniem, wyrażaniem, mentalizacją, małą wiarę w swoje możliwości – komentuje Kinga Rochala, psycholog, psychoterapeuta w Mazowieckim Szpitalu MindHealth im. prof. Antoniego Kępińskiego.

źródło: BrandLab PR