Medicalpress
Choć większość kierowców wozi w samochodzie apteczkę z własnej inicjatywy, polskie przepisy od lat nie nakładają takiego obowiązku na właścicieli prywatnych aut osobowych. To ma się zmienić. Ministerstwo Infrastruktury przygotowało projekt rozporządzenia, zgodnie z którym wszystkie nowe samochody osobowe rejestrowane po raz pierwszy po 31 marca 2027 r. będą musiały być wyposażone w apteczkę pierwszej pomocy. Zmiana nie obejmie pojazdów już poruszających się po drogach, ale może wyznaczyć nowy standard bezpieczeństwa i zbliżyć Polskę do rozwiązań obowiązujących w wielu krajach Europy.
Projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia przewiduje obowiązek wyposażania w apteczkę wyłącznie samochodów osobowych kategorii M1 rejestrowanych po raz pierwszy po 31 marca 2027 r. Oznacza to, że obecni właściciele aut nie będą zobowiązani do dokupowania apteczek ani dostosowywania swoich pojazdów do nowych przepisów.

Ministerstwo podkreśla, że rozwiązanie ma poprawić dostępność środków pierwszej pomocy w sytuacjach nagłych, jednocześnie nie generując dodatkowych kosztów dla milionów kierowców korzystających już z zarejestrowanych pojazdów.

Dlaczego właśnie teraz?

Dyskusja o obowiązkowych apteczkach trwa w Polsce od lat. Obecnie prywatny samochód osobowy musi być wyposażony jedynie w gaśnicę i trójkąt ostrzegawczy. Apteczki są natomiast obowiązkowe m.in. w autobusach, taksówkach, pojazdach nauki jazdy oraz niektórych pojazdach wykorzystywanych do przewozu osób.

Zdaniem resortu infrastruktury powszechnie dostępna apteczka może zwiększyć szanse na udzielenie skutecznej pierwszej pomocy jeszcze przed przyjazdem zespołów ratownictwa medycznego. W przypadku ciężkich obrażeń pierwsze minuty po wypadku często decydują o przeżyciu poszkodowanego.

Co znajdzie się w apteczce?

Projekt rozporządzenia nie określa szczegółowego wyposażenia apteczki. To jedna z kwestii, która już wzbudza dyskusję.

Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest przyjęcie standardu zgodnego z niemiecką normą DIN 13164, która obowiązuje lub jest rekomendowana w wielu państwach europejskich. Typowa apteczka spełniająca tę normę zawiera m.in.:

Eksperci od pierwszej pomocy od lat zwracają uwagę, że równie ważne jak wyposażenie jest umiejętne korzystanie z zawartości apteczki.

To nie tylko sprzęt, ale także edukacja

Samo wyposażenie samochodu w apteczkę nie sprawi automatycznie, że wzrośnie liczba skutecznie udzielanych interwencji. Badania dotyczące pierwszej pomocy pokazują, że jedną z największych barier pozostaje brak pewności siebie i obawa przed popełnieniem błędu.

Ratownicy medyczni od lat podkreślają, że podstawowe czynności, takie jak tamowanie krwotoków, zabezpieczenie ran czy użycie koca termicznego, mogą mieć ogromne znaczenie przed przyjazdem służb ratunkowych. Dlatego wraz z nowymi przepisami coraz częściej pojawiają się postulaty, aby większy nacisk położyć również na edukację kierowców z zakresu pierwszej pomocy.

Polska zbliża się do europejskich standardów

Obowiązkowe wyposażenie samochodów w apteczki funkcjonuje już od wielu lat w licznych państwach Europy, m.in. w Niemczech, Austrii, Czechach czy na Słowacji. W wielu przypadkach przepisy określają również minimalny zakres wyposażenia oraz termin ważności poszczególnych elementów.

Polska należała dotychczas do grupy państw, które nie wymagały posiadania apteczki w prywatnym samochodzie osobowym. Planowana zmiana oznacza stopniowe dostosowanie krajowych przepisów do rozwiązań stosowanych w innych państwach europejskich.

Projekt jest jeszcze na etapie konsultacji

Na razie przepisy nie zostały przyjęte. Projekt znajduje się w procesie legislacyjnym i podlega konsultacjom publicznym. Jeżeli zostanie uchwalony w obecnym kształcie, nowe wymagania obejmą wyłącznie samochody osobowe rejestrowane po raz pierwszy od 31 marca 2027 r.

Niezależnie od ostatecznego brzmienia rozporządzenia, kierunek zmian wydaje się czytelny – państwo chce zwiększyć dostępność podstawowych środków pierwszej pomocy na drogach. Dla kierowców oznacza to przede wszystkim niewielką zmianę w wyposażeniu nowych pojazdów, ale potencjalnie dużą korzyść dla bezpieczeństwa uczestników ruchu drogowego w sytuacjach, gdy liczy się każda minuta.

Źródło: Gov.pl

Z danych GUS wynika, że na koniec 2024 roku w skład zespołów ratownictwa medycznego w Polsce wchodziło prawie 13 tys. pracowników, z czego 11,4 tys. to ratownicy medyczni. Najwięcej z nich wykonywało swój zawód w województwie mazowieckim – 2741, a najmniej w lubuskim – 513. Nie brakuje chętnych do studiowania ratownictwa medycznego na polskich uczelniach. Eksperci podkreślają, że jest to dla nich atrakcyjna ścieżka kariery, a Polska znajduje się w czołówce europejskiej pod względem ich przygotowania zawodowego.
Raport Głównego Urzędu Statystycznego „Pomoc doraźna i ratownictwo medyczne w 2024 roku” wskazuje, że w 2024 roku w ramach systemu Państwowe Ratownictwo Medyczne funkcjonowało 1664 zespołów ratownictwa medycznego (ZRM). Udzieliły one pomocy w miejscu zdarzenia 3,2 mln osób (o 13 proc. więcej r/r).

Z danych Krajowego Centrum Monitorowania Ratownictwa Medycznego wynika z kolei, że w 2025 roku w Państwowym Ratownictwie Medycznym odnotowano nieco ponad 5 mln zgłoszeń, z czego blisko 3,4 mln zostało przyjętych. Około 2,5 mln z nich dotyczyło wezwań do domu pacjenta. Najwięcej wyjazdów zrealizowanych przez ZRM dotyczyło Mazowsza, gdzie było ich 512 509, oraz województwa śląskiego (456 417).

 Obserwujemy zainteresowanie pracą ratowników medycznych. Wiemy, że jest wielu studentów, którzy zresztą odbywają praktyki w naszej instytucji. Jest to atrakcyjny zawód, który daje dużo satysfakcji, i nie narzekamy na brak kadry. Personel, który mamy, jest świetnie przygotowany. Wiedza kandydatów, którzy zgłaszają się do nas do pracy, jest bardzo duża – mówi agencji Newseria dr Karol Bielski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans”.

W roku akademickim 2025/2026 na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym ratownictwo medyczne na studiach pierwszego stopnia chciało studiować 568 osób, jednak miejsc było jedynie 120. Ponadto wśród zakwalifikowanych kandydatów 52 proc. stanowiły kobiety. Natomiast na Uniwersytecie Jagiellońskim w Krakowie miejsc było 50, a chętnych – 372, co daje ponad siedem osób na miejsce. Na
Gdańskim Uniwersytecie Medycznym odnotowano 5,7 kandydatów na jedno miejsce.

– Ratownictwo medyczne to bardzo atrakcyjny kierunek, oczywiście wszystko zależy od predyspozycji i preferencji każdego medyka. Obserwujemy pasję u wielu osób i chęć  ciągłego podnoszenia kwalifikacji, co jest szczególnie cenne dla pacjentów – mówi dr Karol Bielski.

Jak podkreśla ekspert, zawód ratownika medycznego jest dobrze uregulowany.

– Niedawno powstał samorząd zawodowy ratowników medycznych, więc jest to grupa zawodowa, która została dostrzeżona i ma już ugruntowaną pozycję w świecie medycznym. Teraz należałoby się skupić na utrzymaniu tego niesamowicie wysokiego standardu bycia w czołówce europejskiej, jeśli chodzi o wiedzę i przygotowanie zawodowe – podkreśla dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans”.

W grudniu 2025 roku posłanka PSL Agnieszka Maria Kłopotek skierowała interpelację do ministra zdrowia, w której zwróciła uwagę na kwestie uznawania kompetencji z zakresie kwalifikowanej pierwszej pomocy (KPP) zdobywanej na studiach licencjackich. W trakcie studiów studenci zdają egzaminy obejmujące taki sam zakres wiedzy i umiejętności, jaki wymagany jest od ratowników po ukończeniu 66-godzinnego kursu KPP, jednak nie otrzymują formalnego potwierdzenia tych kompetencji. Jak podkreśla, w praktyce oznacza to, że studenci i absolwenci ratownictwa medycznego, mimo posiadania odpowiedniego przygotowania, nie mogą się wykazać uprawnieniami KPP w sytuacjach, w których wymagane jest formalne potwierdzenie kwalifikacji, np. przy współpracy z podmiotami spoza systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego.

W odpowiedzi na interpelację Ministerstwo Zdrowia podkreśliło, że zgodnie z ustawą o Państwowym Ratownictwie Medycznym ratownik posiadający kwalifikacje wymagane dla tego zawodu, realizujący doskonalenie zawodowe, ma uprawnienia do udzielania kwalifikowanej pierwszej pomocy bez obowiązku ukończenia kursu lub szkolenia w zakresie KPP.

 Wydaje mi się, że automatyczne uznawanie kwalifikacji w zakresie KPP wszystkim absolwentom kierunków ratownictwo medyczne wydaje się dobrym pomysłem. Jeśli mówimy o pracy w profesjonalnej jednostce jak nasza, to wymagany jest tytuł zawodowy ratownika medycznego. Mamy szereg instytucji, które nawet formalnie korzystają z pomocy osób po kursach kwalifikowanej pierwszej pomocy, posiadających kompetencje ratownika – tłumaczy dr Karol Bielski. – Zawód ratownika medycznego jest czymś odrębnym od ratownika z ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym, który ma kwalifikację pierwszej pomocy, jest po kursie i egzaminie z KPP. Takie osoby świetnie się przydają w Policji, jednostkach współpracujących w systemie Państwowego Ratownictwa Medycznego, w WOPR-ze, GOPR-ze, OSP i Straży Pożarnej, więc bezwzględnie jest to dobry pomysł.

Źródło: Newseria

Czas dojazdu karetki to jeden z kluczowych czynników decydujących o ratowaniu życia. Zgodnie z obowiązującymi normami w miastach powyżej 10 tys. mieszkańców mediana czasu dotarcia nie powinna być większa niż osiem minut. Jak wynika z danych GUS, w 2024 roku w województwie mazowieckim było to 12 minut i 20 sekund. W odpowiedzi na rosnące obciążenie systemu region stale wzmacnia ratownictwo. Na ulicach Warszawy i okolicznych powiatów pojawi się 10 nowych ambulansów i siedem dodatkowych zespołów.
 Dziesięć nowych ambulansów dla pogotowia ratunkowego w Warszawie to najwyższej jakości karetki wyposażone w nowoczesny sprzęt ratujący życie. Będą one służyły punktom oczekiwania w Warszawie i okolicznych powiatach, w powiatach obszaru metropolitalnego – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego.

Wojewódzka Stacja Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans” SPZOZ w Warszawie kupiła nowoczesne karetki spełniające standardy systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego. Inwestycja o wartości 9 mln zł została sfinansowana ze środków własnych tej instytucji. Karetki wyjadą do pacjentów w co najmniej czterech dzielnicach stolicy, a także do kilku miejscowości poza – Tarczyna, Tłuszcza, Raszyna, Radzymina czy Otwocka.

Każdy pojazd wyposażono m.in. w defibrylatory z możliwością teletransmisji EKG, respiratory transportowe, pompy infuzyjne oraz kardiomonitory, co pozwala prowadzić zaawansowane czynności ratunkowe jeszcze przed dotarciem do szpitala.

 To jest sprzęt, który ułatwia pracę. Między innymi nosze wspomagane hydraulicznie, które można stosować nawet do najcięższych pacjentów przy stosunkowo niewielkim nakładzie pracy i energii. Zmniejszamy w ten sposób znacząco urazowość, która przy tego typu świadczeniach występowała. To  także najnowocześniejsze defibrylatory, które umożliwiają 24-godzinną konsultację online z kardiologami zatrudnionymi w naszej stacji i przy ich wsparciu podejmowana jest decyzja o dalszym postępowaniu – wskazuje dr Karol Bielski, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego i Transportu Sanitarnego „Meditrans”.

Inwestycja była niezbędna, bo – jak poinformowano w komunikacie – w ubiegłym roku karetki przejechały 3,6 mln km. Sprzęt wykorzystywany w ratownictwie medycznym jest sukcesywnie wymieniany, co ma zapewnić utrzymanie wysokiej gotowości operacyjnej zespołów w regionie.

 My już mamy bardzo nowoczesny sprzęt – w wyniku olbrzymich zakupów związanych z COVID-19 kupiliśmy 95 nowoczesnych ambulansów na całym Mazowszu, dodatkowo 25 z własnego budżetu. Każde podniesienie jakości sprzętu powoduje podniesienie możliwości operacyjnej i daje szanse na ratowanie ludzkiego życia i zdrowia – mówi Adam Struzik. – Po przekroczeniu odpowiedniego przebiegu kilometrów karetki są wycofywane. Na ich miejscu są kupowane nowe albo z budżetu województwa, albo z budżetu tych jednostek.

Od 1 stycznia 2026 roku do dyspozycji pacjentów w województwie mazowieckim jest także siedem dodatkowych Zespołów Ratownictwa Medycznego, które stacjonują na Marymoncie, Mokotowie, Pradze Północ, Ochocie, Targówku, w Ząbkach i Wawrze.

 Z siedmioma dodatkowymi zespołami będziemy mieli blisko 100 ambulansów funkcjonujących w systemie ratownictwa medycznego, więc jest to bardzo duży wzrost. Nasz personel należy do najbardziej obciążonych w kraju. Niecałe 6 proc. wszystkich zespołów ratownictwa medycznego w kraju to są zespoły w naszej jednostce, ale już blisko 9 proc. wszystkich wyjazdów do pacjentów to są wyjazdy w naszej jednostce – wyjaśnia dr Karol Bielski.

Z danych GUS wynika, że w 2024 roku zespoły ratownictwa medycznego w Polsce zrealizowały ponad 3,1 mln wyjazdów, a pomoc medyczna została udzielona 84 osobom na 1 tys. mieszkańców. Urząd Statystyczny w Warszawie wskazuje, że liczba osób, którym zespoły ratownictwa medycznego w regionie udzieliły świadczeń zdrowotnych w miejscu zdarzenia, wyniosła 452,8 tys. W 2024 roku na każdy wyjazdowy zespół ratownictwa medycznego przypadało średnio 25,6 tys. mieszkańców Mazowsza. Województwo należało do regionów o najdłuższej medianie czasu dotarcia zespołów ratownictwa medycznego do pacjentów w miastach powyżej 10 tys. mieszkańców.

– Współpraca z ratownictwem medycznym dla nas jest kluczowa, a posiadanie bardzo dobrego sprzętu w postaci ambulansów, wyposażenia i oczywiście praca ratowników medycznych są dla nas niezwykle istotne – podkreśla Wiesława Rybicka-Bogusz, zastępca dyrektora Wydziału Państwowego Ratownictwa Medycznego Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie.

Po uruchomieniu nowych zespołów i wzmocnieniu floty ambulansów kluczowe znaczenie ma także sprawna organizacja systemu Państwowego Ratownictwa Medycznego, zwłaszcza w okresach zwiększonej liczby interwencji. Zimą ratownicy medyczni częściej wyjeżdżają nie tylko do nagłych zachorowań, ale również do zdarzeń związanych z trudnymi warunkami pogodowymi.

– Najczęstsze powody wezwań to nagłe zasłabnięcia, niedożywienie, brak odpowiedniego nawodnienia. To nie tylko latem, ale również w okresie zimowym jest bardzo ważne. Ale także mając na uwadze oblodzenia, duże warstwy śniegu, wypadki komunikacyjne, poślizgnięcia, zwichnięcia, tych wyjazdów jest teraz bardzo dużo – wymienia Wiesława Rybicka-Bogusz.

Źródło: Newseria

Święta Bożego Narodzenia kojarzą się z odpoczynkiem, rodzinną atmosferą i spokojem. Choroba jednak nie respektuje kalendarza. Przeziębienie, wysoka gorączka, ból brzucha czy nagłe pogorszenie stanu zdrowia mogą pojawić się także w Wigilię lub w świąteczny poranek. W takich sytuacjach kluczowa jest wiedza, gdzie i w jaki sposób szybko uzyskać pomoc medyczną, bez zbędnego stresu i niepotrzebnych kolejek.
Narodowy Fundusz Zdrowia przypomina, że system ochrony zdrowia działa także w święta, a pacjenci mają do dyspozycji kilka ścieżek pomocy, w zależności od stanu zdrowia. Nocna i świąteczna opieka zdrowotna – pierwszy adres w nagłych dolegliwościach.

W przypadku nagłych zachorowań lub pogorszenia stanu zdrowia, które nie zagrażają bezpośrednio życiu, pierwszym miejscem, do którego warto się zgłosić, jest nocna i świąteczna opieka zdrowotna (NiŚOZ). Działa ona na podobnych zasadach jak podstawowa opieka zdrowotna, ale jest dostępna poza standardowymi godzinami pracy przychodni.

Placówki NiŚOZ są czynne:

Co istotne, nie jest wymagane skierowanie ani wcześniejsza rejestracja, a pacjent może skorzystać z pomocy w dowolnej placówce – także poza miejscem zamieszkania.
Kiedy zgłosić się do NiŚOZ?

Z pomocy lekarza lub pielęgniarki w ramach nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej warto skorzystać m.in. w przypadku:

Lekarz może udzielić porady w placówce, telefonicznie, a w uzasadnionych przypadkach także w miejscu pobytu pacjenta. Pielęgniarka wykonuje niezbędne świadczenia, takie jak zastrzyki czy opatrunki.

Co przysługuje pacjentowi, a czego NiŚOZ nie zastąpi?

W ramach nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej pacjent może otrzymać:

NiŚOZ nie zastępuje jednak wizyt kontrolnych, leczenia planowego ani recept na stale przyjmowane leki w chorobach przewlekłych.

Kiedy konieczny jest SOR lub wezwanie pogotowia?

W sytuacjach bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia należy niezwłocznie zgłosić się do izby przyjęć lub Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR) albo wezwać zespół ratownictwa medycznego, dzwoniąc pod numer 112 lub 999.

Dotyczy to m.in.:

W SOR o kolejności przyjęć decyduje stan zdrowia pacjenta, a nie moment zgłoszenia. Pomoc ma na celu stabilizację funkcji życiowych i pilną diagnostykę.

Gdzie sprawdzić, gdzie szukać pomocy?

Adresy placówek nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, izb przyjęć oraz SOR-ów są dostępne w serwisach Narodowy Fundusz Zdrowia oraz Ministerstwa Zdrowia na portalu pacjent.gov.pl.

Dodatkowo przez całą dobę – także w święta – działa bezpłatna infolinia NFZ: 800 190 590, gdzie konsultanci podpowiedzą, gdzie znajduje się najbliższa placówka i jaka forma pomocy będzie najbardziej odpowiednia.

Pierwsza pomoc zawsze pod ręką

W nagłych sytuacjach warto również skorzystać z aplikacji mobilnej mojeIKP, w której dostępny jest praktyczny przewodnik pierwszej pomocy. Aplikacja jest bezpłatna i nie wymaga logowania do uruchomienia instrukcji ratujących życie.

Źródło: NFZ

Efektywne ratowanie życia nie zawsze zależy wyłącznie od kompetencji medycznych czy dostępu do zaawansowanej technologii. Często decyduje o tym coś bardziej przyziemnego: dostępność łóżka, obecność lekarza, rezerwa tlenu albo szybka decyzja, gdzie przewieźć pacjenta w stanie zagrożenia życia. W Polsce – jak pokazuje pandemia COVID-19 – do tej pory brakowało jednolitego, centralnego systemu, który umożliwiałby sprawne zarządzanie takimi zasobami. To ma się zmienić dzięki wdrożeniu Ewidencji Potencjału Świadczeniodawcy (EPS).
„Nowy centralny system teleinformatyczny – Ewidencja Potencjału Świadczeniodawcy (EPS) – umożliwi w czasie rzeczywistym monitorowanie materialnych i ludzkich zasobów systemu ochrony zdrowia” – poinformowało Ministerstwo Zdrowia. Projekt ustawy zmieniającej przepisy o systemie informacji w ochronie zdrowia został przyjęty przez Radę Ministrów 15 lipca 2025 roku.

System EPS nie będzie gromadził danych medycznych pacjentów. Jego rolą ma być przede wszystkim integracja informacji o dostępnych łóżkach, kadrze medycznej, infrastrukturze, sprzęcie, środkach ochrony, gazach medycznych oraz krwi. Obejmie również raportowanie przerw w udzielaniu świadczeń. Dane te mają trafiać do Ministerstwa Zdrowia i administracji rządowej w czasie rzeczywistym, co – jak deklaruje resort – pozwoli poprawić jakość opieki, w tym ograniczyć odmowy przyjęcia pacjenta w SOR-ach i izbach przyjęć.

Problem nie polegał dotąd na całkowitym braku danych, ale na ich rozproszeniu, braku integracji i niskiej jakości. „Na poziomie wojewódzkim pojawiały się niezależne od siebie rozwiązania oparte o systemy teleinformatyczne, niemniej jednak nie zostały one zintegrowane, jak również nie został zapewniony dostęp do gromadzonych danych z poziomu organów administracji rządowej. Wiele danych wprowadzanych było manualnie, co stanowiło znaczne obciążenie dla pracowników ochrony zdrowia, a wartość tych danych była często niewystarczającej jakości”.

EPS ma zmienić tę rzeczywistość, umożliwiając zautomatyzowany, ciągły przepływ informacji z istniejących już systemów szpitalnych. Dzięki temu „poprawi się jakość przekazywanych danych oraz zmniejszy się obciążenie obsługą administracyjną w tym zakresie”. Resort szacuje, że roczne oszczędności wynikające z automatyzacji sprawozdawczości mogą sięgnąć 30 milionów złotych. Dodatkowym efektem będzie ograniczenie kosztów lokalnych rozwiązań informatycznych.

Nowy system ma także konkretne przełożenie na bezpieczeństwo pacjentów – zwłaszcza w sytuacjach krytycznych. „Dzięki dostępowi do pełnej i aktualnej informacji z terenu np. powiatu lub województwa, będzie można skutecznie skierować karetkę z pacjentem w stanie zagrożenia życia lub zdrowia do miejsca, gdzie przyjęcie pacjenta i wykonanie zabiegu będzie możliwe w danej chwili. Ograniczy to przewożenie pacjenta pomiędzy szpitalami, pozwoli na zapewnienie diagnostyki oraz leczenia odpowiedniego do stanu pacjenta”.

Pandemia COVID-19 była dla systemu nie tylko testem wydolności, ale i zwierciadłem jego słabości. „Zła jakość [danych] utrudniała procesy decyzyjne” – przyznaje MZ. Przyjęte w ustawie rozwiązania mają więc znaczenie nie tylko dla codziennej organizacji opieki zdrowotnej, ale także dla zarządzania kryzysowego – podczas epidemii, katastrof naturalnych czy potencjalnych działań wojennych.

Z EPS będą mogli korzystać nie tylko decydenci resortu zdrowia, ale także komendanci wojskowi zabezpieczenia medycznego. System pozwoli też Państwowemu Ratownictwu Medycznemu na zgłaszanie zapotrzebowania na łóżka szpitalne. Obowiązek raportowania danych obejmie świadczeniodawców realizujących całodobowe i stacjonarne świadczenia opieki zdrowotnej.

Projekt przewiduje, że nowe rozwiązania wejdą w życie od 1 stycznia 2027 roku. To relatywnie krótki czas, biorąc pod uwagę skalę i złożoność systemu. Sukces EPS zależeć będzie nie tylko od technologii, ale także od zaufania i współpracy między placówkami medycznymi, personelem a administracją centralną. To właśnie ten element – ludzki – może się okazać najtrudniejszy do zaprogramowania.

Źródło: MZ

Agresja wobec medyków nie będzie dłużej bagatelizowana – to jasny przekaz płynący z nowych wytycznych Prokuratora Generalnego, ogłoszonych 14 lipca 2025 r., oraz z szeregu działań legislacyjnych i informacyjnych prowadzonych przez Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Sprawiedliwości i inne instytucje państwowe.
Wytyczne, które dotyczą prowadzenia postępowań karnych wobec sprawców przestępstw popełnianych na szkodę pracowników ochrony zdrowia i ratownictwa, są reakcją na rosnącą falę agresji – zarówno słownej, jak i fizycznej – wobec osób niosących pomoc. Dotyczy to zwłaszcza zespołów ratownictwa medycznego, personelu szpitalnych oddziałów ratunkowych, lekarzy, pielęgniarek, ratowników medycznych oraz innych przedstawicieli zawodów medycznych.

Zdarzenia, które stają się codziennością

Przypadki pobić, gróźb karalnych, znieważania, a nawet ciężkich uszkodzeń ciała stają się, niestety, coraz częstszym doświadczeniem zespołów ratunkowych. Sprawcami bywają nie tylko osoby, którym udzielana jest pomoc, ale też członkowie ich rodzin i osoby postronne.
– Sytuacja wymaga natychmiastowych działań – mówiła już w maju minister zdrowia Izabela Leszczyna, która zainicjowała międzyresortowe spotkania z udziałem ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, ministra SWiA Tomasza Siemoniaka oraz Komendanta Głównego Policji Marka Boronia. Tematem rozmów była ochrona pracowników ochrony zdrowia i poprawa bezpieczeństwa w szpitalach i zespołach ratownictwa.

Zmiany systemowe już w toku

To nie tylko deklaracje. Już w kwietniu 2025 r. Sejm przyjął nowelizację ustawy o Państwowym Ratownictwie Medycznym, która zawiera istotne zmiany poprawiające bezpieczeństwo członków ZRM. Wejdą one w życie 1 stycznia 2026 r. i obejmują:
Równolegle ruszyły szkolenia prowadzone przez Policję – do tej pory zgłosiło się ponad 8,8 tys. osób z 80% dysponentów ZRM. Trwają również działania informacyjne i przygotowania do ogólnopolskiej kampanii społecznej budującej szacunek wobec zawodów medycznych.

Zaostrzenie kar – projekt nowelizacji kodeksu karnego

Ważnym elementem pakietu zmian jest projekt nowelizacji kodeksu karnego, przygotowany przez Ministerstwo Sprawiedliwości. Przewiduje on zaostrzenie kar wobec sprawców ataków na osoby wykonujące zadania ratujące życie lub zapewniające porządek publiczny, nawet jeśli formalnie nie mają statusu funkcjonariusza publicznego. Projekt został na początku lipca skierowany do Stałego Komitetu Rady Ministrów i oczekuje na dalsze procedowanie.

Wytyczne Prokuratora Generalnego: agresja spotka się z nieuchronną karą

14 lipca Prokurator Generalny wydał dokument zatytułowany:
„Wytyczne w sprawie prowadzenia postępowań o przestępstwa popełniane na szkodę osób udzielających świadczeń zdrowotnych, pierwszej pomocy, czynności ratunkowych, a także innych osób wykonujących obowiązki służbowe i zawodowe, które korzystają z ochrony przewidzianej w kodeksie karnym dla funkcjonariuszy publicznych.”

Wytyczne zawierają konkretne zalecenia dla prokuratorów prowadzących postępowania, tak aby każdy akt przemocy wobec medyka spotykał się z nieuchronną i adekwatną reakcją organów ścigania. Podkreślono, że niezbędne jest traktowanie takich przestępstw ze szczególną surowością, z uwagi na ich wpływ na funkcjonowanie systemu ochrony zdrowia i bezpieczeństwo społeczne.

Zobowiązanie państwa wobec medyków

Całość działań – od legislacji, przez edukację, po ściganie przestępstw – ma jedno wspólne przesłanie: pracownicy ochrony zdrowia muszą czuć się bezpiecznie wykonując swoje obowiązki. To zobowiązanie państwa wobec tych, którzy codziennie ryzykują własne zdrowie i życie, niosąc pomoc innym.

Źródło: MZ

Problem agresji wobec personelu medycznego przestał być zjawiskiem marginalnym – to realne zagrożenie zdrowia i życia ludzi, którzy niosą pomoc. „Bezpieczny medyk to bezpieczny pacjent” – przypomniał Grzegorz Wrona z Naczelnej Rady Lekarskiej podczas posiedzenia Podkomisji stałej do spraw zdrowia psychicznego, wskazując na pilną potrzebę reakcji.

Tematem posiedzenia było rozpatrzenie informacji o działaniach podejmowanych przez Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Sprawiedliwości oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji w odpowiedzi na nasilające się akty przemocy wobec pracowników ochrony zdrowia – zarówno w przestrzeni fizycznej, jak i psychicznej.

Minister Arkadiusz Myrcha, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, przedstawił projekt zmian legislacyjnych, które mają zapewnić szerszą i skuteczniejszą ochronę osobom niosącym pomoc – nie tylko funkcjonariuszom publicznym, ale również pracownikom ochrony zdrowia. „Do Kodeksu karnego proponujemy zmiany, które będą zaostrzały kary za czyny, które narażają na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia zarówno osoby niosące pomoc, jak i funkcjonariuszom publicznym” – powiedział, wskazując na konieczność kompleksowego podejścia, obejmującego nie tylko osoby, ale też miejsca, w których dochodzi do aktów agresji.

W odpowiedzi na dramatyczne wydarzenia ostatnich miesięcy, resort sprawiedliwości przygotował cztery zmiany w Kodeksie karnym i jedną w Kodeksie wykroczeń – mówił minister. Ta ostatnia dotyczy art. 51 i rozszerza penalizację zachowań chuligańskich na incydenty mające miejsce w placówkach leczniczych i urzędach. Nowością ma być grzywna w wysokości co najmniej 1000 zł – znacznie wyższa niż dotychczasowa – oraz możliwość zastosowania trybu przyspieszonego. „Będzie możliwość szybkiej interwencji funkcjonariuszy publicznych z interwencją i nałożeniem grzywny w postaci mandatu, co wydaje się taką oczekiwaną natychmiastową reakcją”.

Projekt ustawy, jak poinformował, został już poddany konsultacjom i uzgodnieniom międzyresortowym (z udziałem MSWiA i Ministerstwa Zdrowia), i w lipcu ma trafić pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Minister Jakub Bydłoń, dyrektor Departamentu Dialogu Społecznego w Ministerstwie Zdrowia, przedstawił szeroki pakiet działań, zainicjowany po tragicznych wydarzeniach w Siedlcach i Krakowie, gdzie zginęli medycy w czasie pracy. Poinformował o współpracy resortu z Komendą Główną Policji oraz samorządami zawodów medycznych, mającej na celu edukację i zwiększenie skuteczności zgłaszania aktów agresji. Zwrócił uwagę na skalę pracy zespołów ratownictwa: „Pamiętajmy, że to jest około 3,2 miliona wyjazdów (…)” – zaznaczył. Resort prowadzi także działania promujące społeczne zrozumienie i szacunek wobec ratowników medycznych. Trwa kampania edukacyjna, przygotowywany jest ogólnopolski spot telewizyjny, a zespoły ratownictwa mają być wyposażone w kamizelki nożoodporne.

Agata Furgała, dyrektor Departamentu Porządku Publicznego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, potwierdziła: „Policja rozpoczęła cykl szkoleń z zakresu samoobrony i do końca tego roku zobowiązała się do przeszkolenia około 15 tysięcy ratowników medycznych”. Zajęcia obejmują ćwiczenia praktyczne i są prowadzone przez instruktorów policyjnych. MSWiA uruchomiło też linię wsparcia psychologicznego dla ratowników medycznych i ich rodzin, a komendant główny wydał polecenie traktowania każdej interwencji zgłaszanej przez ratowników jako pilnej.

W toku dyskusji głos zabierali posłowie i przedstawiciele środowisk medycznych. Poseł Janusz Cieszyński zwrócił uwagę na konieczność wdrożenia rejestru osób agresywnych. Pytał: „Czy planowane jest wdrożenie rejestru osób agresywnych, które wskazywałyby, że osoba, do której się udaje zespół, była skazana za przestępstwo z użyciem przemocy?”.

Jak dodał, ratownicy medyczni korzystają dziś z rozbudowanych systemów informatycznych, które mogłyby zostać rozszerzone o takie dane, pod warunkiem zachowania proporcji i ochrony prawnej.

Poseł Włodzisław Giziński zwrócił uwagę na szerszy kontekst narastającej agresji wobec pracowników ochrony zdrowia, podkreślając, że to nie tylko problem systemu, lecz także efekt przemian społecznych, kulturowych i obyczajowych. „Rosnąca agresja wobec pracowników ochrony zdrowia jest skutkiem wielu rzeczy. Po pierwsze, rosnące przyzwolenie, a nawet promowanie zachowań agresywnych w życiu społecznym. (…) Po drugie, rola alkoholu. (…) Po trzecie, nadużywanie środków psychoaktywnych” – wyliczał.

Jego wystąpienie było próbą włączenia w dyskusję głębszej refleksji – dlaczego jako społeczeństwo coraz częściej akceptujemy brutalność? Giziński wskazywał, że agresja staje się elementem codziennego krajobrazu: jest promowana w mediach, w kulturze popularnej, a nawet w sportowych widowiskach sponsorowanych przez firmy bukmacherskie. Skutki tej normalizacji widoczne są już dziś – zarówno w komentarzach internetowych, jak i na szpitalnych korytarzach czy w izbach przyjęć. „Nadal w Bydgoszczy, która ma 350 tys. mieszkańców, mamy więcej punktów sprzedaży alkoholu niż w całej Danii.” – podkreślał Giziński.

Grzegorz Wrona z NRL przypomniał, że akty przemocy wobec lekarzy nie są zjawiskiem nowym – tylko przez lata pozostawały poza polem publicznej świadomości, bo brakowało dostępu do informacji, szybkiego przekazu, a być może także społecznej empatii. Wskazał na dramatyczną opieszałość organów ścigania – mówił o przypadkach, gdy po zgłoszeniu sprawy do prokuratury, zeznania składane były dopiero po wielu miesiącach, a śledztwa odrzucano z powodu niskiej „wagi społecznej” incydentów. W jego ocenie taka logika działania systemu doprowadza do realnego poczucia bezkarności sprawców i pogłębia frustrację w środowisku medycznym. Mówił wprost: „Ta śmierć pana doktora Tomasza (przyp. Soleckiego) nie jest śmiercią pierwszą (…). Dlatego proszę wszystkich nas o konsekwencje. (…) Środowisku lekarskiemu nie zależy na wysokości kar. (…) Aby interwencje następowały natychmiast, żeby były nieuniknione i skuteczne”. Podkreślił też rolę kampanii społecznych: „Brakuje mi tego, aby rzeczywiście została sfinansowana i została notorycznie prowadzona kampania medialna (…) dotycząca tego, o czym powiedziałem na samym początku – bezpieczny medyk to bezpieczny pacjent”. Kampanię prowadzoną nie przez media komercyjne, ale przez instytucje publiczne – konsekwentnie, długofalowo, w oparciu o wspólnie wypracowany przekaz.

W emocjonalnych wystąpieniach lekarzy i przedstawicieli środowisk zawodowych przewijał się wspólny motyw: konieczność realnego, a nie deklaratywnego wsparcia. „Drodzy państwo, kto z państwa wyobraża sobie, że idzie do pracy ze świadomością, że dzisiaj może być duszony albo ugodzony nożem?” – mówił Władysław Krajewski, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.

Psycholożka Jadwiga Łuczak-Wawrzyniak przypomniała: „Nie zostali ani razu wymienieni psychologowie, którzy pracują z pacjentami sam na sam, za zamkniętymi drzwiami i są przez długi czas. (…) My też jesteśmy narażeni”. Opowiedziała o incydentach w swojej poradni i niewydolnym systemie ochrony.

Prof. Janusz Heitzman z Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej zwrócił uwagę na konieczność systemowej edukacji: „Umiejętność rozładowywania agresji powinna być w programie studiów medycznych. (…) Tego nie ma. I to jest też taki do nas apel – my sami też musimy tutaj podejmować szereg działań edukacyjnych”.

Przytaczając przykład szkolenia dla 300 lekarzy, wskazał: „Zapytałem, ilu z Państwa było narażonych na przemoc? Wszyscy podnieśli ręce. (…) Fizyczna? Około połowy”. W jego ocenie agresji wobec medyków nie da się zrozumieć bez uwzględnienia kontekstu emocjonalnego pacjentów – bólu, traumy, bezsilności. Dlatego konieczne są szkolenia z komunikacji, deeskalacji i rozpoznawania ryzyka – nie tylko dla lekarzy, ale także dla policjantów, z którymi prof. Heitzman współpracuje jako wykładowca.

Głos ten wzmocnił dr Sebastian Stykowski z Biura Rzecznika Praw Lekarza Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. Choć – jak podkreślił – samo zaostrzenie przepisów jest ważne, to „nawet najbardziej surowy przepis, najbardziej doprecyzowany, nie zastąpi myślenia i mądrego stosowania tych przepisów”. Jego zdaniem kluczowe jest uświadamianie funkcjonariuszom publicznym, że lekarz – zgodnie z art. 44 ustawy o zawodach lekarza – może korzystać z ochrony przysługującej funkcjonariuszowi publicznemu, a organy ścigania mają obowiązek wszczynać postępowania z urzędu, nie czekając na zawiadomienie pokrzywdzonego. „Z mojej praktyki (…) wychodzi, że kompletnie prokuratorzy czy policjanci nie stosują tego przepisu”. Dlatego apelował, by równolegle z edukacją medyków prowadzić też szkolenia dla przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania.

Podkreślił również wagę edukacji młodych lekarzy – już na etapie stażu podyplomowego, jak zaznaczył, powinni oni uczyć się zarówno technik deeskalacji agresji, jak i świadomości swoich praw: „żeby ten lekarz w ogóle miał świadomość, jakie ma prawa i co może zrobić w danej sytuacji (…) i żeby miał poczucie, że jeżeli rozmowa zawiedzie, to stoi za nim właśnie prawo, stoją za nim organy ścigania”.

Agresja wobec medyków nie jest już jednostkowymi incydentami, lecz zjawiskiem społecznym, które wymaga konsekwentnych działań legislacyjnych, edukacyjnych i systemowych.

Źródło: Materiał powstał na podstawie posiedzenia Podkomisji stałej do spraw zdrowia psychicznego, które odbyło się 8 lipca 2025 r. Tematem posiedzenia było rozpatrzenie informacji na temat przeciwdziałania nasilającym się w społeczeństwie postawom i zachowaniom agresywnym wobec pracowników ochrony zdrowia – przedstawionych przez Ministra Zdrowia, Ministra Sprawiedliwości oraz Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Rząd ogłosił największy od lat zastrzyk finansowy dla ochrony zdrowia. W ciągu najbliższych 12 miesięcy do placówek medycznych w całej Polsce trafi niemal 17 miliardów złotych. To efekt przyjęcia najszerszej z możliwych rekomendacji Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, uwzględniającej zarówno skutki rosnących kosztów wynagrodzeń, jak i potrzebę realnego wzmocnienia najbardziej przeciążonych obszarów systemu.

Zmiany, o których podczas konferencji 25 czerwca mówili minister zdrowia Izabela Leszczyna, prezes AOTMiT Daniel Rutkowski i prezes NFZ Filip Nowak, obejmują cały wachlarz działań – od podwyżek dla personelu medycznego, przez wzrost wyceny świadczeń, aż po premiowanie nadwykonań i dodatkowe środki dla szpitali powiatowych. Minister zdrowia zatwierdziła wariant nr 3 spośród przedstawionych przez AOTMiT rekomendacji – ten, który zakłada najszerszy zakres wsparcia, obejmując nie tylko realizację ustawowych podwyżek, ale także mechanizmy wyrównujące dostępność świadczeń i precyzyjnie adresujące potrzeby placówek różnego typu.

„Zgodnie z zapowiedziami i rekomendacjami premiera Donalda Tuska chcemy skierować strumień finansowania nie tylko na podwyżki dla pracowników medycznych, ale żeby rosnące finansowanie ochrony zdrowia przekładało się również na dostępność do świadczeń medycznych i coraz lepszą jakość opieki nad pacjentem” – podkreśliła minister Izabela Leszczyna.

Zgodnie z rekomendacją Agencji, wzrost finansowania świadczeń opieki zdrowotnej wyniesie 11% rocznie, a jego łączny koszt to 16,94 mld zł w skali roku. Największa część tej kwoty – ponad 9 mld zł – zostanie przeznaczona na realizację ustawy o minimalnym wynagrodzeniu pracowników medycznych.

„Od lipca 2025 r. minimalne wynagrodzenie zasadnicze wzrośnie o ponad 14% od kwoty z 2024 r. W porównaniu do 2022 r. będzie wyższe o ponad 44%” – poinformował prezes AOTMiT Daniel Rutkowski. I dodał: „Skumulowane koszty ustawy o minimalnym wynagrodzeniu w ochronie zdrowia w latach 2022–2025 to ponad 133 mld zł. W 2025 r. jest to 57,3 mld zł, czyli ponad jedną czwartą całego budżetu NFZ na ten rok”.

Uwagę zwraca także szeroko zakrojona korekta taryf. Ponad 1,2 mld zł rocznie zostanie przeznaczone na podniesienie wycen świadczeń w neurologii, ginekologii i rehabilitacji stacjonarnej. Dzięki temu szpitale, które wykonują trudne i kosztowne procedury w tych obszarach, będą mogły liczyć na bardziej adekwatne rozliczenie kosztów ich realizacji. Wzrosty taryf sięgają od 13 do nawet 21 procent. Jednocześnie, 600,7 mln zł trafi do szpitali I i II poziomu systemu zabezpieczenia – głównie powiatowych – dzięki podniesieniu stawek ryczałtowych.

„Każdy świadczeniodawca do końca lipca uzyska nową stawkę ryczałtową. Będzie można wtedy wystawić rachunek w ramach sieci szpitali. Zostaną wypłacone również skumulowane środki za poprzednie miesiące, co poprawi płynność finansową placówek medycznych” – zapewnił prezes NFZ Filip Nowak.

W szczególny sposób wzmocnione zostaną również te obszary, które od lat borykają się z niedofinansowaniem i przeciążeniem. Rekomendacja wskazuje jednoznacznie na konieczność pilnej interwencji finansowej w takich segmentach jak: opieka psychiatryczna (szczególnie ambulatoryjna i środowiskowa), leczenie uzależnień, opieka długoterminowa i paliatywna, zwłaszcza dla dzieci w warunkach domowych, ratownictwo medyczne, izby przyjęć – w tym psychiatryczne – oraz medycyna szkolna. Na rozliczenie nadwykonań w programach lekowych i chemioterapii przeznaczono 756 mln zł, a 372 szpitale, które w 2024 r. przekroczyły ryczałt, otrzymają premie o łącznej wartości 300 mln zł.

Fundamentem dla nowego modelu finansowania są szeroko zakrojone analizy danych, przeprowadzone przez zespół ekspertów AOTMiT. Dane przekazało 4 075 świadczeniodawców, co oznacza wzrost o 18% względem ubiegłego roku. Łącznie objęły one blisko 700 tys. pracowników, w tym 453 tys. zatrudnionych na umowę o pracę – to o 12% więcej niż rok wcześniej. Reprezentatywność danych, liczona pod względem wartości umów z NFZ, wyniosła 96,05%.

Oprócz zwiększenia finansowania, przyjęty wariant rekomendacji wprowadza także istotne zmiany strukturalne. Podniesione zostaną współczynniki korygujące – o 3 punkty procentowe – dla szpitali I i II poziomu PSZ. W placówkach wyższych poziomów zabezpieczenia podniesione zostaną współczynniki dla wybranych Jednorodnych Grup Pacjentów, zwłaszcza w ginekologii, chirurgii i onkologii. Zaktualizowane taryfy oraz zwiększona liczba jednostek rozliczeniowych mają nie tylko poprawić płynność szpitali, ale także realnie zwiększyć dostępność świadczeń – tam, gdzie potrzeby zdrowotne pacjentów znacznie przewyższają liczbę zakontraktowanych procedur.

Zmiany zapowiedziane przez resort zdrowia to bez wątpienia istotny krok w kierunku bardziej zrównoważonego i efektywnego systemu. Trudno jednak nie zauważyć, że ich skuteczność będzie zależała od tego, jak szybko i sprawnie nowe środki trafią do placówek oraz czy w ślad za dodatkowymi pieniędzmi pójdą również zmiany organizacyjne. Bo jak pokazuje doświadczenie – bez dobrego zarządzania nawet największe środki mogą się rozmyć.

Fot. MZ Źródło: AOTM MZ