Medicalpress
W ciągu dziesięciu lat wydatki na ochronę zdrowia w Polsce wzrosły niemal trzykrotnie, jednak pacjenci nadal zmagają się z długimi kolejkami i ograniczonym dostępem do świadczeń. Autorzy raportu SGH Think Tank dla ochrony zdrowia przekonują, że dalsze zwiększanie nakładów nie wystarczy. Kluczowe staje się przesunięcie ciężaru systemu z leczenia skutków chorób na skuteczną profilaktykę i tworzenie warunków sprzyjających zdrowemu stylowi życia.
Wydatki na ochronę zdrowia w Polsce niemal się potroiły w ciągu dekady – z 107,6 mld zł w 2014 roku do 293,6 mld zł w 2024 roku, ale pacjenci wciąż zmagają się z długimi kolejkami i ograniczoną dostępnością świadczeń. Raport SGH Think Tank dla ochrony zdrowia „Nowa architektura finansowania ochrony zdrowia” wskazuje, że bez wzmocnienia profilaktyki i zmiany modelu finansowania dalszy wzrost nakładów nie przełoży się na poprawę efektów zdrowotnych ani ograniczenie chorób cywilizacyjnych.

Z opublikowanego w marcu br. raportu wynika, że całkowite wydatki na zdrowie w Polsce w 2024 roku stanowiły 8,1 proc. PKB. Poziom ten, pomimo wzrostu nominalnych nakładów, nadal pozostaje poniżej średniej w Unii Europejskiej i plasuje nasz kraj na jednym z końcowych miejsc unijnego zestawienia.

– Większość zasobów sektora skoncentrowana jest na medycynie naprawczej, czyli na chorobie, a sama definicja systemu ochrony zdrowia mówi, że głównym priorytetem powinno być zapobieganie chorobom, aby one nie obciążały zarówno obywatela w realizacji jego zadań, ambicji i celów, jak i systemu państwa poprzez zabezpieczenie zasobów, które będą musiały być zużyte do walki z chorobą podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego i dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, współautorka raportu.

Jak wynika z analizy przytoczonej w raporcie SGH Think Tank dla ochrony zdrowia, w 2022 roku w Polsce 88 tys. osób zmarło z przyczyn, którym można było zapobiec dzięki skutecznej profilaktyce, a kolejne 51 tys. z powodu chorób możliwych do uniknięcia przy odpowiedniej interwencji medycznej. Umieralność ta była wyższa niż średnia w krajach UE o 45 proc.

W raporcie wskazano, że działania zapobiegawcze są słabo finansowane i przegrywają z wydatkami na leczenie szpitalne i wysokospecjalistyczne. W dodatku ich efekty są odroczone w czasie i trudniejsze do bezpośredniego zmierzenia. Dotyczy to zarówno profilaktyki wtórnej, czyli badań przesiewowych, jak i pierwotnej, o której często zapominamy, a która obejmuje działania zapobiegające powstawaniu chorób, związane m.in. ze stylem życia, dietą czy warunkami środowiskowymi. Zdaniem ekspertki profilaktyka pierwotna musi znaleźć swoje właściwe miejsce w polityce państwa.

– Wymaga ona zbudowania zupełnie innego środowiska życia, w którym to, co otacza nas dookoła od pierwszych dni życia, będzie sprzyjało temu, że będziemy mogli żyć długo i w zdrowiu. Wymaga to bardzo wielu działań, tak naprawdę każdy resort ma coś do zrobienia, aby tworzyć prozdrowotne środowisko życia dla obywateli – ocenia dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Eksperci w raporcie podkreślają, że warunkiem skuteczności nowego podejścia jest podniesienie profilaktyki na poziom koordynacji rządowej. Natomiast zaangażowanie w tę politykę różnych ministerstw powodowałoby, że i jej finansowanie mogłoby pochodzić z ich budżetów.

– Dzisiaj powinniśmy spojrzeć na te elementy polityk państwa, które muszą podlec modyfikacji, aby Polak nie był stymulowany przez działania różnych branż, które skłaniają go do wyborów zagrażających zdrowiu. Przykładem jest chociażby szeroko rozumiana powszechna reklama wysokoprzetworzonej żywności i szeroki dostęp do takich produktów, niczym nieograniczony dla dzieci i młodzieży. W profilaktyce często mówimy o bardzo prostych interwencjach. Jedną z takich interwencji, która istotnie ogranicza rozwój otyłości wśród dzieci i młodzieży, jest powszechny szeroki dostęp do pitnej wody w każdej placówce edukacyjnej czy w każdym miejscu publicznym – wymienia dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego.

Jak podkreśla, to jedno z działań, które nie wymaga gigantycznych inwestycji, a które przysłuży się profilaktyce.

– Przykładem takiej interwencji jest zmiana podejścia do popularyzacji i promocji aktywności fizycznej. Ruch spontaniczny powinien być stałym elementem edukacji społeczeństwa – tłumaczy ekspertka. – Innym bardzo prostym przykładem jest wybieranie chodzenia po schodach zamiast wsiadania do windy, wiele możemy zrobić dla naszego zdrowia tu i teraz, nie czekając na regulacje systemowe. Jednak bez regulacji systemowych zbudowanie polityki państwa i środowiska życia sprzyjającego zdrowiu na pewno nie będzie możliwe.

Autorzy raportu proponują m.in. wyodrębnienie stabilnego strumienia środków na profilaktykę, powiązanego z długofalowymi celami zdrowotnymi oraz mierzalnymi efektami. Wśród rekomendacji pojawiają się także instrumenty fiskalne, takie jak podatki od produktów szkodliwych dla zdrowia, oraz mechanizmy zachęcające do wykonywania badań profilaktycznych.

– Podatki od grzechu mają zwiększać świadomość konsumenta na temat tego, co wkłada do koszyka. Nie ma wątpliwości, że dzisiaj zdrowa żywność jest istotnie droższa od żywności wysokoprzetworzonej, której wpływ na zdrowie jest bardzo negatywny. Poprzez instrumenty fiskalne państwo może zmienić relacje i zdemokratyzować dostępność do tej żywności, która jest pożądana w naszej codziennej diecie –
ocenia dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Od 1 stycznia 2021 roku w Polsce obowiązuje tzw. opłata cukrowa (zwana również podatkiem cukrowym). Raport Instytutu Sobieskiego „Cukier – nałóg Polaków” przywołuje dane Centrum Monitorowania Rynku, z których wynika, że wprowadzenie tej opłaty przyczyniło się do istotnego wzrostu cen słodkich napojów bezalkoholowych – w przypadku napojów gazowanych o około 36 proc., a wód smakowych o blisko 22 proc. Popyt na te produkty spadł początkowo o około 20 proc., ale potem konsumenci przyzwyczaili się do wyższych cen lub zmienili preferencje. Rzeczywiste wpływy z podatku cukrowego są znacząco niższe, niż przewidywano. Przeciętny Polak spożywa rocznie blisko 45 kg cukru, czyli ok. 125 g dziennie.

– Towarzyszyło nam absolutne przekonanie, że to jest dobry kierunek i mówiliśmy sobie wtedy wprost, że pieniądze z podatku cukrowego powinny być przeznaczone na profilaktykę, w tym na edukację konsumencką, aby kompensować negatywne następstwa nieprawidłowych nawyków żywieniowych Polaków. Niestety tak się nie stało, środki z opłaty cukrowej trafiły do ogólnego budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia i niestety nie realizują tych celów – mówi ekspertka.

Raport Warsaw Enterprise Institute na temat opłaty cukrowej „Troska o zdrowie czy skok na kasę” przypomina, że w Polsce 96,5 proc. przychodów z opłaty trafia do ogólnego budżetu. W dużej mierze nie finansują więc edukacji, profilaktyki oraz leczenia chorób wynikających z niewłaściwych wyborów żywieniowych, w tym otyłości i nadwagi, tylko trafiają na ogólne potrzeby NFZ.

– Od wdrożenia opłaty cukrowej minęło już kilka lat, a nadal działania w obszarze profilaktyki i leczenia otyłości są dalekie od tego, czego potrzebuje polskie społeczeństwo – podkreśla dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Z danych przytaczanych w raporcie SGH wynika, że nadwagę ma ponad 53 proc. Polaków, a otyłość dotyczy blisko 25 proc. populacji, przy czym problem coraz częściej występuje u dzieci. Na cukrzycę choruje ok. 5,6 proc. społeczeństwa.

W Polsce kontrowersyjne pozostaje ustawodawstwo w zakresie podatku VAT na wodę i napoje. Obecnie woda butelkowana objęta jest podstawową stawką wynoszącą 23 proc., podobnie jak napoje gazowane czy alkohol. Z kolei napoje z dodatkiem co najmniej 20 proc. soku korzystają z preferencyjnej stawki 5 proc.

 Jestem zwolenniczką wzrostu nakładów zarówno na profilaktykę, jak i na leczenie, pod warunkiem że zmieniamy zasady alokacji tych środków i sposób organizacji systemu ochrony zdrowia. Bez zreformowania samego systemu profilaktyki pierwotnej, profilaktyki wtórnej oraz ścieżki pacjenta w procesie diagnozy i leczenia kolejne wzrosty finansowania mogą niestety prowadzić do tego, że za dużo więcej pieniędzy uzyskamy dokładnie tę samą niesatysfakcjonującą Polaków opiekę zdrowotną – mówi współautorka raportu.

Źródło: Newseria

Wojna w Ukrainie obnażyła słabość europejskiego systemu zaopatrzenia w leki. Choć Unia Europejska od lat mówi o odporności, to realna zdolność do samodzielnego wytwarzania krytycznych farmaceutyków i ich składników wciąż pozostaje ograniczona. Raport przygotowany przez ekspertów SGH i Ministerstwo Obrony Narodowej pokazuje, że bezpieczeństwo lekowe musi być dziś traktowane na równi z obronnością. Podczas debaty w Brukseli padły jasne postulaty: Europa potrzebuje dedykowanego funduszu, mapy zdolności przemysłowych i wyraźnego wsparcia dla krajowego przemysłu farmaceutycznego. Polska – zdaniem ekspertów – ma tu szansę odegrać kluczową rolę. 
Konieczność utworzenia w ramach budżetu UE funduszu wsparcia produkcji leków krytycznych w Europie to wniosek z analizy wpływu wojny na dostępność leków na Ukrainie. Medicines for Poland: Komisja Europejska powinna uruchomić realne wsparcie istniejącego w Europie przemysłu, aby umożliwić powrót produkcji leków krytycznych i ich składników do UE, z uwzględnieniem Europy Środkowo-Wschodniej jako obszaru o wysokim potencjale przemysłowym.

Podczas posiedzenia Komisji Zdrowia Publicznego (26 czerwca br.) poświęconego projektowi Aktu o Lekach Krytycznych rozmawiano o rekomendacjach zawartych w raporcie pt. „Medicines Supply Security for Poland’s and Europe’s Military Security” przygotowanym przez ekspertów Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie i polskie Ministerstwo Obrony Narodowej.

Wnioski z wojny

Autorzy raportu analizując sytuację na Ukrainie po napaści rosyjskiej przygotowali rekomendacje dla krajów UE. Z raportu wynika, że choć rynek farmaceutyczny na Ukrainie rozwijał się szybko w latach 2015-2022 i krajowa produkcja leków zapewniała około 70% wszystkich sprzedawanych w aptekach farmaceutyków, w pierwszej fazie wojny zapasy kluczowych leków w wielu przypadkach spadły do poziomu wystarczającego na mniej niż 10 dni. I choć w 2020 r. zarejestrowanych było na Ukrainie 115 producentów i 400 dystrybutorów farmaceutycznych, problemem był niedobór leków zwłaszcza sercowo-naczyniowych i chemioterapeutyków, powodujący bezpośrednie zagrożenie dla życia pacjentów. Np. w Mariupolu w obwodzie donieckim niedobory leków dotknęły pacjentów z chorobami onkologicznymi, cukrzycą, gruźlicą i chorobami tarczycy. W innych regionach zgłaszano niedobory antybiotyków i leków na choroby układu krążenia i leczenie udaru mózgu. Dopiero zewnętrzne dostawy leków i sprzętu medycznego zapewniły wsparcie.

Współautorka raportu prof. Monika Raulinajtys-Grzybek z Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie apelowała o stworzenie mapy zasobów przemysłu chemicznego i farmaceutycznego w UE oraz włączenie tematu zaopatrzenia w leki do ćwiczeń obrony cywilnej. Rekomendowała utworzenie dedykowanego funduszu wsparcia produkcji leków krytycznych w ramach nowych Wieloletnich Ram Finansowych UE, finansowanie produkcji leków krytycznych z list narodowych z programu STEP, ochronę przemysłu farmaceutycznego przed odłączeniem nośników energii w czasie kryzysu. Prof. Joanna Żukowska z Szkoły Głównej Handlowej, współautorka raportu zwróciła uwagę na konieczność rozszerzenie katalogu potrzeb zgłaszanych do Planu zabezpieczenia potrzeb Sił Zbrojnych realizowanego przez przedsiębiorców o wytwarzanie środków medycznych i utrzymanie zdolności produkcyjnych w czasie pokoju oraz zwolnienia kluczowego personelu farmaceutycznego z obowiązku pełnienia czynnej służby wojskowej w przypadku mobilizacji i w czasie wojny.

Bezsilny akt

Przedstawiony w marcu br. projekt Critical Medicines Act ma minimalizować ryzyko niedoborów leków w Europie, zwłaszcza tych o krytycznym znaczeniu dla zdrowia publicznego, poprzez zwiększenie niezależności UE od dostawców z państw trzecich. W 2024 r. Europejska Agencja Leków (EMA) przyjęła zaktualizowaną wersję unijnego wykazu leków o krytycznym znaczeniu, która zawiera 270 substancji czynnych.

„Chciałbym, aby nasze działania były realne i skuteczne, a nie oparte tylko na dyskusji o konieczności wzmacniania bezpieczeństwa. Wskazane przez Komisję Europejską na lata 2026- 2027 80 mln euro na realizację celów Aktu o Lekach Krytycznych dla 27 państw to stanowczo za mało” – zaznaczył europoseł Bartosz Arłukowicz. „Musimy budować bezpieczeństwo lekowe UE, a projekt Aktu o Lekach Krytycznych jest dobrym początkiem. Wymaga jednak kilku istotnych zmian – przyznał europoseł Adam Jarubas, przewodniczący Komisji Zdrowia Publicznego Parlamentu Europejskiego. Europoseł Tomislav Sokol podkreślił, że trzeba walczyć o dodatkowy fundusz wsparcia produkcji leków krytycznych. „W Wieloletnich Ramach Finansowych muszą znaleźć się środki na implementację Aktu o Lekach Krytycznych” – przekonywał.

Prof. Monika Raulinajtys-Grzybek dodała, że warto pomyśleć o synergii między wydatkami na cele wojskowe i na leki krytyczne.

Nowa definicja bezpieczeństwa – leki jako infrastruktura strategiczna

Podczas wcześniejszej debaty nad tym raportem 25 czerwca br. w Europejskim Komitecie Ekonomiczno-Społecznym w Brukseli Katarzyna Piotrowska – Radziewicz, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia przypomniała, że polska prezydencja uświadomiła w Brukseli, jak ważne jest bezpieczeństwo lekowe.

„Leki, zwłaszcza te krytyczne, muszą być dostępne lokalnie, niezależnie od globalnych zawirowań, zerwanych łańcuchów dostaw czy konfliktów zbrojnych. Dziś to już nie postulat, to imperatyw strategiczny. Instrumenty, jak STEP, muszą zostać poszerzone. Kraje członkowskie powinny mieć prawo aplikowania o wsparcie także dla leków, które są strategiczne z ich własnej perspektywy, ale niekoniecznie znajdują się na wspólnej liście UE. Lekowe bezpieczeństwo nie jest kwestią rynku, tylko kwestią odporności całej Unii Europejskiej i całego NATO” – podkreślała europosłanka Elżbieta Łukacijewska.

Krzysztof Kopeć, prezes Krajowych Producentów Leków – organizacji zrzeszającej największe firmy wytwarzające farmaceutyki na terenie Polski zaznaczył, że producenci są rzetelnym partnerem bezpieczeństwa gotowym produkować leki krytyczne.

„Jednak Akt o Lekach Krytycznych musi być dostosowany do dynamicznej sytuacji geopolitycznej i wyrównać szanse konkurowania europejskich wytwórców z azjatyckimi na rynku UE” – powiedział. Europoseł Adam Jarubas wskazał, że Polska może być istotnym miejscem produkcji leków krytycznych także dla mniejszych krajów Europy Wschodniej. Zdaniem Grzegorza Rychwalskiego, doradcy EKES i wiceprezesa Krajowych Producentów Leków, Komisja powinna uruchomić realne wsparcie istniejącego w Europie przemysłu, aby umożliwić powrót produkcji leków krytycznych i ich składników do UE, z uwzględnieniem Europy Środkowo-Wschodniej jako obszaru o wysokim potencjale przemysłowym.

Źródło informacji: Krajowi Producenci Leków