Medicalpress
Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej PTOK) po raz szósty ogłosiło TOP 10 ONKO – listę dziesięciu priorytetów refundacyjnych, które zdaniem ekspertów powinny zostać rozpatrzone przez system w pierwszej kolejności, w tym terapie w raku jelita grubego, raku płuca, raku nosogardła, raku piersi, raku prostaty, raku wątrobowokomórkowym, raku pęcherza moczowego, glejaku.
W zestawieniu znalazły się terapie dla chorych m.in. na raka jelita grubego z mutacją BRAF V600E, raka nosogardła, raka prostaty kwalifikującego się do terapii radioligandowej ukierunkowanej na PSMA, a także kilka kluczowych strategii w raku płuca – zarówno w drobnokomórkowym (leczenie konsolidujące po radiochemioterapii), jak i w niedrobnokomórkowym z wybranymi zaburzeniami molekularnymi (EGFR, BRAF). Lista obejmuje również leczenie w HER2-dodatnim raku piersi, immunoterapię w raku wątrobowokomórkowym, nowe podejście w raku pęcherza moczowego oraz terapię celowaną w glejakach z mutacją IDH.

TOP 10 ONKO to ekspercka lista priorytetów refundacyjnych opracowana przez ekspertów klinicznych Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej. Jej celem jest uporządkowanie potrzeb terapeutycznych z perspektywy praktyki klinicznej i wskazanie tych technologii, które – w ocenie środowiska – mogą mieć największy potencjał wpływu na wyniki leczenia, rokowanie oraz organizację opieki onkologicznej w Polsce.

W ubiegłorocznej edycji listy (TOP 10 ONKO 2025) kilka technologii znalazło swoje odzwierciedlenie w decyzjach refundacyjnych – m.in. abemacyklib we wczesnym raku piersi, trastuzumab derukstekan w raku żołądka czy zolbetuksymab w raku żołądka, a także selperkatynib w guzach litych z fuzją RET. Jednocześnie część terapii, mimo wskazania jako priorytet, nie została objęta refundacją i wraca na listę 2026.

Nad listą priorytetów 2026 głosowali: prof. Maciej Krzakowski, prof. Barbara Radecka, prof. Piotr Wysocki, prof. Andrzej Kawecki, prof. Jakub Kucharz, prof. Tomasz Kubiatowski, prof. Michał Jarząb oraz dr Maryna Rubach.

Przegląd terapii jest realizowany we współpracy z zespołem analitycznym HTA, który porządkuje dostępne dane kliniczne i rejestracyjne, co pozwala nadać procesowi wyboru przejrzystą strukturę merytoryczną. Zestawienie ma charakter rankingowy: pozycja na liście odzwierciedla wagę potrzeby klinicznej oraz pilność decyzji refundacyjnej.

TOP 10 ONKO 2026 – lista priorytetów refundacyjnych (kolejność rankingowa):
  1. Enkorafenib (w skojarzeniu z cetuksymabem) – przerzutowy rak jelita grubego z mutacją BRAF V600E

    Biologiczne uzasadnienie terapii polega na jednoczesnym zahamowaniu dwóch elementów szlaku sygnałowego – zmutowanego BRAF oraz receptora EGFR. – Dlatego leczenie polega na skojarzeniu inhibitora BRAF – enkorafenibu – z przeciwciałem anty-EGFR, czyli cetuksymabem. Drugi punkt blokowania na poziomie receptora zwiększa skuteczność terapii, a jednocześnie zapobiega reaktywacji szlaku sygnałowego na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Próby stosowania inhibitorów BRAF w monoterapii okazały się mało skuteczne, dlatego takie skojarzenie jest rozwiązaniem oczywistym z punktu widzenia biologii molekularnej. – podkreśliła prof. Barbara Radecka.

    Skuteczność tej strategii została potwierdzona w badaniu III fazy BEACON CRC, które wykazało wydłużenie przeżycia wolnego od progresji oraz poprawę przeżycia całkowitego u chorych z mutacją BRAF V600E.

    Jednocześnie – jak zwróciła uwagę prof. Radecka – dostęp do tej terapii w Polsce pozostaje ograniczony. – Obecnie leczenie to dostępne jest jedynie w ramach ratunkowego dostępu do technologii lekowych. Zapis obligujący do jego zastosowania dopiero po wyczerpaniu innych opcji powoduje, że w praktyce oznacza to czwartą lub piątą linię leczenia. Tymczasem wielu chorych z mutacją BRAF nie dożywa tak odległych etapów terapii – część nie dociera nawet do trzeciej linii. W efekcie jest to dostęp w dużej mierze pozorny.

  2. Toripalimab (z cisplatyną i gemcytabiną) – nawrotowy lub przerzutowy rak nosogardła


    Jak podkreślił prof. Andrzej Kawecki, w tej chorobie przez dekady nie obserwowano istotnego postępu terapeutycznego. – Toripalimab jest inhibitorem PD-1, czyli lekiem z grupy immunoterapii. W raku nosowej części gardła sytuacja przez wiele lat była podobna jak w drobnokomórkowym raku płuca – przez ponad trzy dekady właściwie niewiele się zmieniało. Standardem leczenia radykalnego pozostawała radiochemioterapia z cisplatyną, a w chorobie nawrotowej lub przerzutowej stosowano schematy oparte na dubletach z platynę.

    Toripalimab uzyskał już rejestrację FDA i EMA w pierwszej linii leczenia nawrotowego lub przerzutowego raka nosogardła. Dane dotyczące aktywności leku w kolejnych liniach terapii pochodzą również z badania POLARIS-02, w którym odpowiedź na leczenie obserwowano u około jednej czwartej pacjentów. – Cieszę się, że lek ten znalazł się tak wysoko w zestawieniu i mam nadzieję, że w przyszłości nie będziemy już musieli o niego zabiegać, tylko będzie dostępny w ramach programu lekowego – podsumował prof. Kawecki.

  3. Lutetium (¹⁷⁷Lu) vipivotide tetraxetan (¹⁷⁷Lu-PSMA-617) – przerzutowy rak prostaty (mCRPC)

    Jak podkreślił prof. Piotr Wysocki, terapia ta odpowiada na istotną lukę terapeutyczną u chorych z zaawansowanym rakiem prostaty. – Nie bez powodu ta terapia znalazła się tak wysoko w zestawieniu. Jest to niezwykle wartościowa metoda leczenia, przede wszystkim dlatego, że adresowana jest do bardzo dużej grupy chorych. Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów za 2023 rok w Polsce odnotowano około sześciu tysięcy zgonów z powodu raka gruczołu krokowego. W zdecydowanej większości są to chorzy, którzy wyczerpali już wszystkie dostępne opcje leczenia systemowego. Natomiast wciąż brakuje nam terapii lutetem.

    Skuteczność tej strategii została potwierdzona w badaniu III fazy VISION, do którego kwalifikowano pacjentów z potwierdzoną w badaniu PET ekspresją PSMA w ogniskach nowotworu. – W badaniu tym porównywano terapię lutetem z najlepszym standardowym leczeniem systemowym. Takie postępowanie wiązało się z ponad piętnastokrotnym zwiększeniem odsetka obiektywnych odpowiedzi. Co trzeci chory uzyskiwał obiektywną odpowiedź na leczenie, a kontrolę choroby obserwowano u ponad 60% pacjentów. Mediana czasu przeżycia wolnego od progresji wydłużała się około 2,5-krotnie, natomiast mediana całkowitego przeżycia zwiększała się o około cztery miesiące.

  4. Durwalumab – leczenie konsolidujące w ograniczonej postaci drobnokomórkowego raka płuca (DRP) po jednoczasowej radiochemioterapii


    Jak podkreślił prof. Maciej Krzakowski, pojawienie się durwalumabu stanowi pierwszy istotny postęp terapeutyczny w tej populacji od wielu lat. – Jest to pierwszy element leczenia systemowego od – można powiedzieć – trzech dekad, który wnosi coś nowego u chorych na drobnokomórkowego raka płuca w postaci ograniczonej. Mniej więcej jedna trzecia pacjentów z rozpoznanym drobnokomórkowym rakiem płuca znajduje się w stadium choroby ograniczonej i u tych chorych stosujemy leczenie o założeniu radykalnym.

    Kluczowych danych dostarczyło badanie III fazy ADRIATIC, które wykazało istotną poprawę przeżycia całkowitego oraz czasu wolnego od progresji. Jak zwrócił uwagę prof. Maciej Krzakowski – W badaniu tym wykazano wydłużenie mediany całkowitego przeżycia do około 55 miesięcy, przy różnicy wynoszącej mniej więcej 23 miesiące w porównaniu z ramieniem kontrolnym. Oznacza to zmniejszenie ryzyka zgonu o około 27%. Jak na drobnokomórkowego raka płuca są to naprawdę bardzo silne argumenty.

  5. Trastuzumab derukstekan (z pertuzumabem) – HER2-dodatni rak piersi w pierwszej linii leczenia zaawansowanego

    W leczeniu choroby przerzutowej trastuzumab derukstekan ma już dobrze ugruntowaną pozycję, a wyniki najnowszych badań wskazują na możliwość dalszej poprawy wyników leczenia w pierwszej linii. – Coraz bliżej jesteśmy momentu, w którym zaczynamy dyskutować, czy w części przypadków będziemy w stanie uzyskać bardzo długotrwałą kontrolę choroby u pacjentek z przerzutowym rakiem piersi. W badaniu dotyczącym leczenia pierwszej linii mediana czasu przeżycia przekroczyła czterdzieści miesięcy. Oznacza to, że duży odsetek kobiet może funkcjonować z chorobą przerzutową przez długi czas, pozostając w dobrej sprawności. – mówił dr Michał Jarząb.

    Wyniki te pochodzą z badania III fazy DESTINY-Breast09, w którym trastuzumab derukstekan w skojarzeniu z pertuzumabem porównano z dotychczasowym standardem pierwszej linii leczenia HER2-dodatniego raka piersi. W Polsce w pierwszej linii leczenia HER2-dodatniego raka piersi finansowany jest schemat pertuzumab, trastuzumab i docetaksel, natomiast trastuzumab derukstekan pozostaje terapią stosowaną w późniejszych liniach leczenia.

  6. Lazertynib + amiwantamab – niedrobnokomórkowy rak płuca (NDRP) z najczęstszymi mutacjami EGFR w pierwszej linii


    Dotychczas standardem leczenia pierwszej linii u chorych z najczęstszymi mutacjami EGFR – delecją w eksonie 19 lub mutacją L858R w eksonie 21 – pozostawał inhibitor trzeciej generacji ozymertynib. Jednym z głównych ograniczeń tej strategii jest jednak rozwój oporności, często związany z aktywacją szlaku sygnałowego MET. Jak wyjaśnił prof. Maciej Krzakowski Część pacjentów otrzymujących ozymertynib doświadcza oporności na leczenie związanej z aktywacją szlaku MET. W przypadku omawianego schematu dwulekowego mówimy o przeciwciele monoklonalnym – amiwantamabie – które jest inhibitorem zarówno EGFR, jak i MET. Lazertynib jest natomiast silnym inhibitorem EGFR, który ma dodatkową zaletę w postaci dobrej penetracji do ośrodkowego układu nerwowego.

    Jak zaznaczył ekspert, wprowadzenie takiej terapii wpisuje się w szerszy trend personalizacji leczenia onkologicznego. – Cały czas mówimy o personalizacji i indywidualizacji postępowania przyczynowego w chorobach nowotworowych. Ten dwulek jest właśnie przykładem rozwiązania, które może służyć dalszej personalizacji leczenia. Chorzy z zaawansowanym niedrobnokomórkowym rakiem płuca z aktywującymi mutacjami EGFR różnią się między sobą pod względem nasilenia objawów, dynamiki choroby czy masy nowotworu.

    Zdaniem prof. Krzakowskiego pojawienie się tej terapii zwiększa możliwości wyboru strategii leczenia w pierwszej linii. – Mając w tej chwili trzy opcje – sam ozymertynib, ozymertynib z chemioterapią oraz kombinację amiwantamabu z lazertynibem – będziemy mogli podejmować decyzje terapeutyczne na podstawie klinicznych przesłanek i stosować bardziej spersonalizowane postępowanie.

  7. Durwalumab + tremelimumab (schemat STRIDE) – nieoperacyjny lub zaawansowany rak wątrobowokomórkowy (HCC)

    Jak podkreślił prof. Tomasz Kubiatowski, rak wątrobowokomórkowy w stadium zaawansowanym lub nieoperacyjnym pozostaje chorobą o bardzo ograniczonych możliwościach leczenia systemowego. – Wiemy, z jakim rokowaniem wiąże się rak wątrobowokomórkowy nieoperacyjny, zaawansowany. Opcji terapeutycznych nie ma wiele – to głównie terapie oparte na lekach antyangiogennych albo ich skojarzeniu z immunoterapią. Nie każdy chory kwalifikuje się jednak do tego typu leczenia, dlatego dobrze, żeby miał również inne możliwości terapeutyczne. 

    Jedną z takich strategii jest podwójna immunoterapia oparta na skojarzeniu durwalumabu i tremelimumabu. – Skojarzenie tych leków opiera się na bazowym podaniu przeciwciała anty-CTLA-4 i przeciwciała anty-PD-L1, czyli tremelimumabu z durwalumabem, a następnie już co cztery tygodnie podawany jest sam durwalumab. – tłumaczył ekspert. 

    Jak zaznaczył prof. Tomasz Kubiatowski, skuteczność takiego podejścia została potwierdzona w badaniu III fazy HIMALAYA. – Po pierwsze dlatego, że – jak pokazały wyniki badania HIMALAYA – zastosowanie skojarzenia durwalumabu z tremelimumabem przekłada się na wydłużenie mediany całkowitego przeżycia. W stosunku do ramienia kontrolnego w tym badaniu odsetek chorych pozostających przy życiu zwiększał się niemal dwukrotnie – do około 20%, czyli praktycznie rzecz biorąc co piąty chory może osiągnąć pięcioletnie przeżycie całkowite.

  8. Durwalumab z chemioterapią – rak pęcherza moczowego


    Wśród priorytetów refundacyjnych coraz mocniej wybrzmiewa potrzeba objęcia finansowaniem schematu okołooperacyjnego, który realnie poprawia wyniki leczenia chorych na raka pęcherza moczowego z naciekaniem warstwy mięśniowej (MIBC), kwalifikujących się do leczenia cisplatyną i radykalnej cystektomii. Jednym z najbardziej obiecujących podejść terapeutycznych w tej grupie chorych jest połączenie immunoterapii z chemioterapią neoadjuwantową, a następnie kontynuacja immunoterapii w leczeniu adjuwantowym po operacji.

    Strategię tę oceniano w dużym międzynarodowym badaniu III fazy NIAGARA, obejmującym ponad tysiąc pacjentów z rakiem pęcherza naciekającym mięśniówkę. – W badaniu tym pacjenci otrzymywali chemioterapię gemcytabina + cisplatyna z durwalumabem przed operacją, a następnie osiem cykli durwalumabu po operacji, w porównaniu z klasyczną chemioterapią GC – wyjaśnił prof. Jakub Kucharz.`

    Wyniki badania pokazały, że dodanie immunoterapii do chemioterapii okołooperacyjnej przekłada się na wyraźną poprawę wyników leczenia. Po dwóch latach od rozpoczęcia terapii bez oznak nawrotu pozostawało prawie 68% chorych leczonych z użyciem durwalumabu, w porównaniu z około 60% w grupie leczonej standardowo. Również odsetek pacjentów żyjących po dwóch latach był wyższy – 82% wobec 75%, a jednocześnie większy odsetek chorych osiągał całkowitą odpowiedź patologiczną. – W badaniu wykazano redukcję ryzyka zdarzeń o 32%, redukcję ryzyka zgonu o 25% oraz o około 10% wyższy odsetek całkowitych odpowiedzi patologicznych. Są to wyniki bardzo istotne – niejedna terapia została zarejestrowana i zrefundowana na podstawie znacznie mniej spektakularnych rezultatów. – podkreślił prof. Kucharz.

  9. Enkorafenib + binimetynib – zaawansowany niedrobnokomórkowy rak płuca z mutacją BRAF V600E


    Jak zwrócił uwagę prof. Piotr Wysocki – W przypadku niedrobnokomórkowego raka płuca mutacja BRAF V600E jest zjawiskiem rzadkim, ale jej obecność wiąże się ze złym rokowaniem i zdecydowanie mniejszą skutecznością klasycznego leczenia systemowego.

    Enkorafenib jest selektywnym inhibitorem kinazy BRAF, natomiast binimetynib hamuje kinazy MEK1 i MEK2. Terapia skojarzona tych dwóch leków pozwala na skuteczniejsze zahamowanie szlaku sygnałowego MAPK i bardziej trwałą kontrolę choroby. Schemat ten jest przeznaczony dla dorosłych pacjentów z zaawansowanym lub przerzutowym NDRP z obecnością mutacji BRAF V600E – zarówno w pierwszej linii leczenia, jak i po jednej wcześniejszej linii terapii systemowej.

    Jak podkreślił prof. Wysocki, dane z praktyki klinicznej pokazują wyraźną przewagę terapii celowanej nad klasycznym leczeniem systemowym. – Analizy danych z rzeczywistej praktyki klinicznej wskazują, że u chorych z tą mutacją odsetek odpowiedzi obiektywnych po klasycznej chemio- lub chemioimmunoterapii nie przekracza około 30%. Zastosowanie skojarzenia encorafenibu z binimetinibem zwiększa ten odsetek niemal trzykrotnie.

    Różnice widoczne są także w zakresie kontroli choroby. – W przypadku klasycznej chemioterapii dotyczy ona około połowy chorych, natomiast przy zastosowaniu terapii celowanej osiąga niemal 95% pacjentów.

  10. Worasidenib – glejak II stopnia z mutacją IDH


    Glejaki pozostają jednym z najbardziej wymagających wyzwań współczesnej neuroonkologii. Choć w skali populacyjnej są nowotworami rzadkimi, wiążą się z wysoką śmiertelnością i ogromnym obciążeniem neurologicznym. W Polsce co roku rozpoznaje się około 1500–1700 glejaków, a liczba zgonów z powodu nowotworów ośrodkowego układu nerwowego sięga około 3000. Przez ostatnie dwie dekady postęp koncentrował się głównie na udoskonalaniu neurochirurgii, radioterapii i diagnostyki molekularnej, natomiast nowych leków o udowodnionym wpływie na przebieg choroby praktycznie nie było.

    – Worasidenib jest inhibitorem enzymów IDH1 i IDH2 stosowanym u chorych na rozlane glejaki o niskiej złośliwości z mutacją IDH. Nie ukrywam, że jego znaczenie jest duże, ponieważ jest to pierwszy lek od ponad dwudziestu lat, który wykazuje wyraźną aktywność w tej grupie guzów mózgu. W pewnym sensie jest to pierwsza nowa opcja terapeutyczna od czasu wprowadzenia temozolomidu. – powiedział prof. Andrzej Kawecki.

    Worasidenib jest doustnym inhibitorem zmutowanych enzymów IDH1 i IDH2. Mutacje te prowadzą do produkcji nieprawidłowego metabolitu – 2-hydroksyglutaranu – który zaburza różnicowanie komórek i sprzyja procesom nowotworzenia. Zahamowanie aktywności IDH ogranicza ten patologiczny szlak metaboliczny i może spowalniać progresję choroby.

    Kluczowych danych dostarczyło badanie III fazy INDIGO, obejmujące chorych z glejakiem II stopnia z mutacją IDH po leczeniu operacyjnym, którzy nie wymagali natychmiastowej radioterapii ani chemioterapii. W tej populacji zastosowanie worasidenibu istotnie wydłużało czas wolny od progresji oraz opóźniało moment konieczności wdrożenia kolejnej interwencji terapeutycznej.


Wyjątkowo w tegorocznej edycji zestawienia eksperci wskazują także jedenasty priorytet refundacyjny, dotyczący leczenia pacjentek z nawrotowym lub przerzutowym rakiem szyjki macicy. Mimo dostępności skutecznej profilaktyki – badań cytologicznych i szczepień przeciwko HPV – choroba ta nadal pozostaje poważnym problemem zdrowotnym. Na świecie co roku rozpoznaje się blisko 600 tysięcy nowych przypadków, a ponad 300 tysięcy kobiet umiera z jej powodu. W zaawansowanym stadium rokowanie jest niekorzystne, a możliwości leczenia po niepowodzeniu wcześniejszej terapii są ograniczone.

Jedną z nowych opcji terapeutycznych jest tisotumab wedotyny – lek z grupy koniugatów przeciwciało–lek (ADC, antibody–drug conjugate). W tej klasie terapii przeciwciało rozpoznaje określoną cząsteczkę na powierzchni komórek nowotworowych i dostarcza bezpośrednio do komórki rakowej cytostatyk, co pozwala bardziej precyzyjnie niszczyć komórki raka przy mniejszym wpływie na zdrowe tkanki. Jak wyjaśniła dr Maryna RubachJest to połączenie przeciwciała monoklonalnego z cytostatykiem z grupy inhibitorów mikrotubul, który działa na wrzeciono podziałowe komórki. Lek jest skierowany przeciwko czynnikowi tkankowemu (tissue factor), który jest często obecny na powierzchni komórek raka szyjki macicy.

Europejska Agencja Leków pod koniec stycznia 2025 r. zaleciła dopuszczenie do obrotu w Unii Europejskiej tisotumab wedotyny do stosowania w monoterapii u dorosłych pacjentek z nawrotowym lub przerzutowym rakiem szyjki macicy, u których doszło do progresji choroby po wcześniejszym leczeniu systemowym. Lek uzyskał już wcześniej pełne zatwierdzenie w Stanach Zjednoczonych.

Publikacja listy TOP 10 ONKO jest wskazówką dla decydentów podejmujących decyzje refundacyjne, która uwzględnia potrzeby kliniczne i mierzalne efekty dla chorych. W praktyce TOP 10 ONKO jest jednocześnie listą terapii i warunków, bez których innowacje nie zadziałają. W większości wskazań kluczowa jest dostępność diagnostyki molekularnej i właściwej kwalifikacji chorych oraz odpowiednia infrastruktura i organizacja świadczeń (np. w medycynie nuklearnej), a w jeszcze innych – możliwość realnego wyboru między równorzędnymi opcjami terapeutycznymi przy różnych obciążeniach pacjentów.

Ranking PTOK porządkuje więc nie tylko technologie medyczne z punktu widzenia ich wartości klinicznej, ale też wskazuje najważniejsze „wąskie gardła” systemu, które decydują o tym, czy postęp wynikający z badań klinicznych przełoży się na codzienną praktykę w Polsce. – Mając na uwadze listy z poprzednich lat i ich późniejsze przełożenie na rzeczywistość w postaci dostępności terapii, mam nadzieję, że podobnie będzie także tym razem. Myślę na przykład o kombinacji enkorafenibu z cetuksymabem – tutaj rzeczywiście widzę dużą szansę na zmianę – zaznaczył prof. Maciej Krzakowski, prezes PTOK.

Ekspert zwrócił jednak uwagę, że część terapii znajdujących się wysoko w rankingu wciąż pozostaje w Polsce niedostępna, mimo silnych dowodów naukowych. – Mam tu na myśli dwie pozycje – pozycję trzecią, czyli terapię lutetem w raku prostaty, oraz pozycję pierwszą, czyli wspomnianą kombinację enkorafenibu z cetuksymabem. Mówimy o terapiach, które mają silne dowody naukowe, a mimo to wciąż nie są powszechnie dostępne. – podkreślił prof. Krzakowski. – Mam marzenie – że możliwie najwięcej z tych terapii uda się wspólnymi siłami, zarówno naszego środowiska, jak i decydentów, doprowadzić do refundacji – dodał.

źródło: PTOK

Lekarze i przedstawiciele pacjentów zaapelowali o udostępnienie czterech leków na nowotwory układu pokarmowego, które zostały zarejestrowane w ostatnich latach i znalazły się na tegorocznej liście TOP TEN ONKO 2025. Podczas debaty w Centrum Prasowym PAP podkreślili konieczność wyznaczania priorytetów onkologicznych – czyli typowania terapii, które można szybko objąć refundacją, przy jednoczesnym uwzględnieniu potrzeb najbardziej zaniedbanych systemowo grup pacjentów, korzyści klinicznych i możliwości finansowych NFZ.
Lista priorytetów refundacyjnych TOP 10 ONKO powstaje od pięciu lat na podstawie opinii członków zarządu Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej. W tegorocznej edycji listy silną reprezentację – 4 na 10 – miały terapie do leczenia chorych z nowotworami układu pokarmowego. Były to dwa innowacyjne leki na raka żołądka, a także po jednym na raka jelita grubego oraz raka wątrobowokomórkowego.

Prof. Barbara Radecka z Opolskiego Centrum Onkologii, członek zarządu PTOK i wojewódzka konsultant ds. onkologii klinicznej podkreśliła, że proces tworzenia listy był bardzo długi i rzetelny. „Staraliśmy się dostrzec potrzeby wszystkich pacjentów onkologicznych i wybrać te terapie, które są uznane wśród klinicystów i przynoszą pozytywne efekty terapeutyczne” – tłumaczyła.

Zwróciła uwagę, że jeden ze wskazanych na liście leków na raka żołądka i raka połączenia żołądkowo-przełykowego, trastuzumab derukstekan jest znany od kilku lat, z powodzeniem stosowany i refundowany w leczeniu kobiet z rakiem piersi. W raku żołądka przeznaczony jest do stosowania u pacjentów z nadekspresją białka HER2 (tzw. HER2-dodatni), której występowanie wiąże się z gorszym rokowaniem.

„W raku żołądka ta zmiana molekularna występuje znacznie rzadziej niż w raku piersi, dotyczy ok. 5-10 proc. pacjentów, czyli nieco ponad 100 osób rocznie. Aktualnie obowiązującym standardem w I linii leczenia jest zastosowanie, analogicznie jak w raku piersi, chemioterapii w połączeniu z trastuzumabem, czyli, przeciwciałem anty-HER2. Kiedy jednak skutek tego leczenia się wyczerpie średnio po około roku, wtedy tak naprawdę nie mamy terapii ukierunkowanej na HER2. A to oznacza, że pomimo specyficznej cechy, zaczynamy tych chorych leczyć, tak jak wszystkich innych chorych na raka żołądka” – wyjaśniła.

Dodała, że w raku piersi tych terapii anty-HER2 jest wiele.
„Mamy refundowanych pięć linii leczenia, co było przełomem w podejściu do leczenia raka piersi. Niektóre z nich były testowane już w raku żołądka, ale wyniki nie zakończyły się sukcesem, więc przez długi czas zostaliśmy na tym jednym koncepcie: chemioterapia z trastuzumabem. Dziś w raku żołądka moglibyśmy zastosować trastuzumab derukstekan – koniugat, który jest nie tylko lepszy od samej chemioterapii, ale jest także lepszy od stosowanej w II linii leczenia chemioterapii połączonej z innym przeciwciałem, ramucyrumabem” – wskazała prof. Radecka.

Dodała, że to leczenie jest bardzo wartościową opcją, co uzasadnia trzecią pozycję na liście TOP TEN ONKO 2025.
Profesor Radecka zwróciła uwagę, że pilna potrzeba kliniczna udostępnienia tej terapii pacjentom została wyraźnie wskazana przez czołowych polskich klinicystów już wcześniej.
„W zeszłym roku znalazła się ona na szóstym miejscu listy najważniejszych priorytetów refundacyjnych TOP TEN ONKO 2024, w tym roku awansowała na pozycję trzecią” – podała ekspertka.

Dr Leszek Kraj z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego (WUM) zauważył, że omawiany przez prof. Radecką lek, trastuzumab już raz zrewolucjonizował leczenie raka żołądka w I linii leczenia, umożliwiając pacjentom przekroczenie bariery 12 miesięcy przeżycia. „I znowu mamy przekroczoną tę magiczną barierę 12 miesięcy, ale tym razem u pacjentów w II linii leczenia” – dodał.

Specjalista z WUM wskazał też na drugi lek celowany w leczeniu chorych z zaawansowanym rakiem żołądka, który jest zalecany w najnowszych wytycznych klinicznych (NCCN, ESMO) dla I linii leczenia systemowego w skojarzeniu z chemioterapią.

„Jak popatrzymy sobie na aktualne wytyczne postępowania ESMO (European Society For Medical Oncology – przyp. PAP MediaRoom), to tam znajdziemy zolbetuksymab, w związku z tym pacjenci też będą nas o to pytać. Jest to terapia w połączeniu z chemioterapią, dla kolejnej podgrupy pacjentów (ze zwiększoną ekspresją białka, klaudyny 18.2 – red.). Prowadzone są badania kliniczne w tym zakresie i zolbetuksymab z chemioterapią, jeśli jest ekspresja, w tych wytycznych się znajduje. Zaś wyniki tych badań potwierdzają przewagę dołączenia tego leku do chemioterapii. Chcielibyśmy mieć taki wybór dla naszych pacjentów” – wyjaśnił lekarz.

Doktor Kraj odniósł się również do sytuacji pacjentów chorujących na raka wątrobowokomórkowego (HCC). HCC jest bardzo specyficzny, gdyż występuje dwa razy rzadziej niż rak żołądka.

Wskazał, że w tym nowotworze nie stosuje się chemioterapii, jest tylko terapia celowana. Dodał, że dwa lata temu nastąpił przełom w leczeniu pacjentów z HCC, odkąd lekarze mają do dyspozycji refundowaną immunoterapię w połączeniu z leczeniem antyangiogennym. Na ostatniej liście TOP TEN ONKO dla pacjentów z zaawansowanym rakiem wątrobowokomórkowym znalazła się podwójna immunoterapia, durwalumab w skojarzeniu z tremelimumabem.

“Ktoś może zapytać, po co nam kolejna immunoterapia? Lek antyangiogenny zwiększa efektywność immunoterapii, ale może też zwiększać ryzyko krwawienia. Pacjenci z rakiem wątrobowokomórkowym mają je bardzo często podwyższone, więc często nawet nie jesteśmy w stanie rozpocząć leczenia antyangiogennego. Dla nich bardzo chciałbym mieć do dyspozycji podwójną immunoterapię” – powiedział dr Leszek Kraj.
Dodał ponadto, że będący składnikiem podwójnej immunoterapii tremelimumab (tzw. schemat STRIDE) podawany jest pacjentowi tylko raz, co jest korzystne i dla samych pacjentów, i dla systemu.

Według klinicysty, w tym przypadku jest to wąska grupa chorych. „Mowa o pacjentach zakażonych wirusem typu B czy typu C, do czego najczęściej dochodziło w wyniku kontaktu ze służbą zdrowia przed wieloma laty. To są m.in. honorowi dawcy krwi w latach osiemdziesiątych XX w., którzy niedawno się dowiedzieli, że zostali w ten sposób zakażeni wirusem.

Prof. Radecka podkreśliła, że ta podwójna immunoterapia jest dobrze tolerowana przez pacjentów i stosunkowo mało toksyczna, co ma pozytywny wpływ na jakość życia chorych leczących się z raka wątrobowokomórkowego, pozwalając im nawet na aktywność zawodową.

Prof. Radecka podczas debaty omówiła również propozycję refundacji leku w leczeniu raka jelita grubego, która pojawiła się na liście TOP TEN ONKO 2025. „Enkorafenib + cetuksymab, to terapia adresowana do chorych z mutacją BRAFV600E. Dotyczy około 8-10 proc. pacjentów o bardzo słabych rokowaniach, ponieważ nowotwory z mutacją BRAF przebiegają agresywniej, gorzej odpowiadają na chemioterapię, częściej dają przerzuty do otrzewnej i węzłów chłonnych w jamie brzusznej, co powoduje, że chorzy szybko się wyniszczają” – wyjaśniła.

Dodała, że w porównaniu do długości przeżycia chorych na raka jelita grubego z przerzutami, które w tej chwili przekracza średnio 30 miesięcy, w dobrych warunkach nawet 36, to u chorych z mutacją BRAF, to ten czas wynosi raptem między 7 a 13 miesięcy.
Prof. Radecka zwróciła uwagę, że ta terapia nie jest nowa. „Została zarejestrowana już kilka lat, ale proces refundacyjny w Polsce się ślimaczy. Póki co leczenie to jest w Polsce dostępne dla nielicznych chorych, w ramach ratunkowego dostępu do terapii lekowych (tzw. RDTL-u)” – powiedziała.

Jak dodała, pacjent z mutacją BRAF, który ma przerzutowego raka jelita grubego i otrzymał już trzy linie standardowego leczenia, bo tyle de facto jest dostępnych dla niego w programie lekowym i w katalogu chemioterapii, nie może już otrzymać żadnej innej terapii.
„Tymczasem ta terapia cieszy się zaufaniem w środowisku klinicystów, bo może dostarczyć chorym, z tą bardzo trudną postacią raka jelita grubego, dodatkowych miesięcy życia. I została przez nas po raz kolejny w tym rankingu podniesiona” – podkreśliła prof. Radecka.

O wyzwaniach w ustalaniu priorytetów refundacyjnych w onkologii mówiła Elżbieta Kozik, prezes Stowarzyszenia Ruch Onkologiczny PARS. Jej zdaniem, kluczowym kryterium przy tworzeniu listy priorytetów refundacyjnych w onkologii powinien być brany pod uwagę wskaźnik przeżycia, który w przypadku raka żołądka jest niski: 5 lat przeżywa zaledwie co trzeci pacjent.

Dodała, że ogromnie ważny jest tu czas, bo znane są przypadki, że pacjent nie doczekał pozytywnej decyzji o udostępnieniu leczenia, np. w ramach ratunkowego dostępu do terapii.

Wtórowała jej Iga Rawicka, prezes Fundacji EuropaColon Polska, zwracając uwagę na kwestię wprowadzenia równych szans refundacji dla każdej linii leczenia onkologicznego.
„Bardzo ważne jest też, aby w negocjacjach refundacyjnych brać również mocno pod uwagę kryterium poprawy jakości życia pacjentów” – wskazała.

Dodała, że nie trzeba podawać pacjentom wszystkich dostępnych leków, tylko ten skuteczny, bo w onkologii czas gra kluczową rolę. „Nie możemy pozwolić na stratę czasu przez przeciągające się negocjacje refundacyjne” – podkreśliła, zwracając się w debacie do Macieja Miłkowskiego, obecnie zastępcy dyrektora ds. finansowych Wojskowego Instytutu Medycznego, a wcześniej przez wiele lat wiceministra zdrowia odpowiadającego w resorcie za politykę lekową.

Maciej Miłkowski przyznał, że negocjacje w producentami leków bywają długie w przypadku zupełnie nowych terapii. Łatwiej jest, gdy rozmowy dotyczą udostępnienia leku w kolejnym wskazaniu. „Urzędnik też musi mieć na uwadze, że budżet NFZ jest ograniczony” – powiedział.

Miłkowski podkreślił, że refundacje zawsze są jakimś wyborem. „Ważne, żeby o tym rozmawiać ze specjalistami, organizacjami pacjenckimi oraz z urzędnikami, którzy w resorcie zdrowia odpowiadają za tworzenie koszyka świadczeń i leków refundowanych” – zaznaczył ekspert.
Dodał, że takie listy jak TOP TEN ONKO 2025 powinny powstawać też w innych dziedzinach, bo pokazują potrzeby pacjentów, które są i być powinny nadrzędnym celem działań w ochronie zdrowia.

TOP TEN ONKO 2025
1.
abemacyklib – wczesny rak piersi, leczenie uzupełniające
2. pembrolizumab – rak urotelialny (dróg żółciowych)
3. trastuzumab derukstekan – rak żołądka
4. enkorafenib + cetuksymab – rak jelita grubego BRAFV600+
5. durwalumab + tremelimumab  – rak wątroby
6. enkorafenib + binimetynib  – niedrobnokomórkowy rak płuca
7. lutet-177(177Lu)-PSMA-617  – nowotwory prostaty
8. zolbetuksymab  – rak żołądka
9. selperkatynib  – guzy lite z obecnością fuzji genu RET
10. toripalimab  – rak nosogardła

 
 
Źródło: PAP MediaRoom
Immunoterapia rozwija się dynamicznie i coraz silniej zaznacza swoją rolę w leczeniu nowotworów układu pokarmowego. Potwierdzają to m.in. wyniki badań zaprezentowanych podczas tegorocznego kongresu ESMO Gastrointestinal Cancers 2025. Prof. Maciej Krzakowski, krajowy konsultant w dziedzinie onkologii klinicznej, komentuje wybrane – jego zdaniem najbardziej interesujące i warte uwagi – doniesienia z tego wydarzenia.
 

W centrum tegorocznego kongresu znalazły się nowe dane dotyczące zastosowania immunoterapii, zarówno w leczeniu radykalnym, jak i paliatywnym. Wiele z nich może mieć bezpośrednie przełożenie na praktykę kliniczną – niektóre już teraz, inne w niedalekiej przyszłości.

Immunoterapia: od przełomu do nowego standardu

– Immunoterapia za pomocą inhibitorów punktów kontrolnych zmieniła zasadniczo obraz systemowego leczenia przeciwnowotworowego, zwiększyła jego możliwości i dotyczy to zarówno leczenia chorych na nowotwory w stadium zaawansowanym, jak i chorych z rozpoznaniem nowotworu we wczesnym stadium, czyli jest ona wykorzystywana w leczeniu o założeniu radykalnym – podkreślił profesor Krzakowski.

Przypomniał też, że przełom ten był możliwy dzięki zrozumieniu immunologicznych punktów kontrolnych, które regulują aktywność limfocytów T i umożliwiają im skuteczniejsze rozpoznawanie oraz niszczenie komórek nowotworowych.

– Wyrazem tego znaczenia było przyznanie w 2018 roku Nagrody Nobla dwóm uczonym, którzy odkryli te immunologiczne punkty kontrolne. To był James P. Allison z Houston w Stanach Zjednoczonych i Tasuku Honjo z Kyoto w Japonii – zaznaczył.

Rak żołądka: badanie Matterhorn

Jednym z najgłośniejszych tematów kongresu było badanie trzeciej fazy Matterhorn, przeprowadzone u chorych z gruczołowym rakiem żołądka lub przełykowo-żołądkowego połączenia.

– W tym badaniu chorzy byli poddawani leczeniu chirurgicznemu, ale to leczenie było uzupełnione przedoperacyjną immunochemioterapią i pooperacyjną immunochemioterapią, a następnie samą immunoterapią – mówił profesor.

Do standardowego schematu FLOT dodano durwalumab. – Przed operacją chorzy otrzymywali dwa cykle, a później po resekcji kolejne dwa cykle chemioimmunoterapii i następnie monoterapię durwalumabem do 12 miesięcy – wyjaśnił.

Jak podkreślił, badanie osiągnęło swój główny punkt końcowy: – Różnica jest na korzyść chemioimmunoterapii znamienna, co się przekłada na zmniejszenie ryzyka nawrotu o 29%. Co istotne, dodanie immunoterapii do standardowej chemioterapii operacyjnej nie pogorszyło jakości życia chorych.

Zastosowanie tego schematu zyskało także wysoką ocenę w skali ESMO Magnitude of Clinical Benefit Scale. – Chemioterapia z durwalumabem w raku żołądka lub w raku połączenia przełykowo-żołądkowego uzyskała najwyższą kategorię A, co oznacza bardzo znaczną poprawę przeżycia po trzech latach obserwacji – poinformował.

Rak jelita grubego: przełom w leczeniu z niestabilnością mikrosatelitarną

Kolejny przykład skuteczności immunoterapii to wyniki badania CheckMate 8HW, które objęło pacjentów z zaawansowanym rakiem jelita grubego i wysoką niestabilnością mikrosatelitarną.

– Około 15% chorych z rozpoznaniem raka jelita grubego ma tak zwaną niestabilność mikrosatelitarną, czyli nagromadzenie mutacji, co sprzyja większej wartości immunoterapii – zaznaczył prof. Krzakowski.

W badaniu porównano standardowe schematy leczenia z immunoterapią (niwolumab solo lub niwolumab z ipilimumabem). – Wśród chorych, którzy otrzymywali podwójną blokadę, 67% przeżyło 3 lata bez progresji choroby. Przy monoterapii ten odsetek był nieco niższy – 51% – poinformował.

Co istotne, pacjenci leczeni immunoterapią zgłaszali lepszą jakość życia i mniej objawów. – To jest bardzo istotne, dlatego że w leczeniu chorych na zaawansowane nowotwory jakość życia oprócz wskaźników wydłużenia przeżycia ma bardzo istotne znaczenie.

Nowe horyzonty: oszczędzające leczenie chirurgiczne

Wśród nowych kierunków w terapii nowotworów przewodu pokarmowego coraz częściej pojawia się temat ograniczenia rozległości leczenia operacyjnego – zwłaszcza w kontekście poprzedzającej je immunoterapii. Choć taka strategia nie jest jeszcze wdrażana w codziennej praktyce klinicznej, toczą się intensywne dyskusje na temat jej potencjalnego zastosowania, zwłaszcza w raku okrężnicy.

– W kilku badaniach już wcześniej prowadzonych stwierdzono możliwość uzyskania bardzo wartościowych wyników w postaci dużego odsetka całkowitych odpowiedzi po zastosowaniu przedoperacyjnej immunoterapii – zaznaczył profesor Krzakowski.

Przykładem było badanie NICHE-3, w którym 68% chorych miało całkowitą odpowiedź po leczeniu niwolumabem przez 8 tygodni.

– Myślę, że w przyszłości oszczędzające leczenie chirurgiczne po wstępnej immunoterapii w raku okrężnicy będzie stosowane, natomiast na pewno nie będzie ono dotyczyło wszystkich chorych – mówił prof. Krzakowski. – To może będzie rozważane u chorych z medycznymi przeciwwskazaniami do rozległej pełnej resekcji i oczywiście bez współwystępującej niedrożności – dodał.

Immunoterapia w natarciu

Kongres ESMO GI 2025 dostarczył wielu nowych danych potwierdzających, że immunoterapia staje się jednym z filarów leczenia nowotworów przewodu pokarmowego – nie tylko w chorobie zaawansowanej, ale również w leczeniu radykalnym, a być może w przyszłości także w strategiach oszczędzających leczenie chirurgiczne.

Komentarz prof. Macieja Krzakowskiego do doniesień z kongresu można również obejrzeć w formie wideo.

Eksperci nie mają wątpliwości: nowotwory układu pokarmowego – choć często możliwe do wykrycia i leczenia na wczesnym etapie – w Polsce nadal zbyt często rozpoznawane są zbyt późno. Problemem nie są brak technologii czy terapii, ale ich niewystarczające wykorzystanie. Winna jest nieefektywna organizacja systemu.
Rak jelita grubego: profilaktyka, diagnostyka, leczenie – i co dalej? 

Choć rak jelita grubego od lat pozostaje jednym z największych wyzwań onkologicznych w Polsce, system ochrony zdrowia wciąż nie wykorzystuje w pełni dostępnych narzędzi diagnostycznych, prewencyjnych i terapeutycznych. – To nowotwór, który – obok raka płuca – stanowi najpoważniejsze wyzwanie epidemiologiczne w populacji ogólnej. Jego zachorowalność niestety nadal rośnie, a diagnoza często stawiana jest w zaawansowanym stadium. – zaznaczył prof. Piotr Rutkowski, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, otwierając debatę ekspercką.

Według prof. Lucjana Wyrwicza, kierownika Kliniki Onkologii i Radioterapii NIO-PIB w Warszawie, mimo wcześniejszych sygnałów poprawy – częściowo wynikających z realizowanego przed pandemią programu badań przesiewowych – obecnie trudno mówić o trwałym wzroście wskaźników przeżywalności. Widzimy wyraźnie wzrost zachorowań w młodszych grupach wiekowych – 40–45, 45–50 lat – które nie są objęte programem skriningu. A dane z Krajowego Rejestru Nowotworów potwierdzają ten trend. – podkreślił. Jednocześnie zaznaczył, że Polska nie odstaje istotnie od Europy Zachodniej w zakresie dostępności metod leczenia radykalnego – problemem jest późna diagnostyka i brak odpowiedniej koordynacji.

Dr Nastazja Dagny Pilonis z Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej NIO-PIB w Warszawie zwróciła uwagę, że rak jelita grubego jest chorobą, wobec której badania przesiewowe mają wyjątkowy potencjał prewencyjny. Polipy – stadia przedrakowe – rozwijają się latami. Kolonoskopia pozwala je usunąć, zanim zmienią się w nowotwór. A wczesne postacie raka jelita grubego, w stadium T1, możemy często wyleczyć endoskopowo – bez znieczulenia ogólnego, w ramach chirurgii jednego dnia. – wyjaśniła. Problemem jest jednak niska zgłaszalność i brak koordynacji programu przesiewowego po 2021 r., kiedy to jego finansowanie zostało przekazane do NFZ.

Z programu zniknęła centralna koordynacja – i to był ogromny błąd. Sama kolonoskopia pozostała w koszyku świadczeń, ale bez nadzoru jakości, standardów, weryfikacji. To zredukowało efektywność całego systemu. – powiedziała dr Pilonis. Dodała, że nawet test FIT, rekomendowany jako równoważny kolonoskopii przesiewowej, wykonywany poza kontrolą, może dawać mylące wyniki ze względu na brak jednolitych standardów oznaczania w różnych laboratoriach. Takie rozproszone działania nie przełożą się na poprawę trendów epidemiologicznych – to będzie zmarnowana inwestycja. – ostrzegła.

Prof. Andrzej Rutkowski, kierujący Kliniką Chirurgii Nowotworów Układu Pokarmowego NIO-PIB, prezes Polskiego Towarzystwa Chirurgii Onkologicznej, zaznaczył, że wczesne wykrycie raka znacząco zwiększa skuteczność leczenia chirurgicznego i pozwala na szersze wykorzystanie technik małoinwazyjnych. W Polsce coraz więcej pacjentów operuje się technikami laparoskopowymi i robotowymi – w specjalistycznych ośrodkach udział tych operacji przekracza już 50%. Ale potrzebujemy danych, monitorowania wyników i koncentracji przypadków w ośrodkach wyspecjalizowanych. – podkreślił.

O doświadczeniu w chirurgii robotowej mówił dr hab. Marek Zawadzki, kierownik Katedry Nauk Klinicznych Zabiegowych Politechniki Wrocławskiej. Zwrócił uwagę, że wybór techniki operacyjnej musi być dostosowany indywidualnie do pacjenta – nie każdy przypadek można leczyć robotycznie. Robot to tylko narzędzie – nie zastąpi doświadczenia chirurga. Kluczowa jest jakość operacji onkologicznej, niezależnie od użytej technologii.

Eksperci zgodnie podkreślali również rolę diagnostyki molekularnej – nie tylko w kwalifikacji do leczenia, ale już na etapie rozpoznania. – Pacjent często trafia do mnie z walizką, gotowy na chemioterapię, a ja zlecam badania molekularne, na wyniki, których czekamy 3–4 tygodnie. To nie jest optymalna ścieżka. – wskazał lek. Maciej Kawecki, onkolog kliniczny z Kliniki Onkologii i Radioterapii NIO-PIB w Warszawie. Jego zdaniem diagnostyka molekularna powinna być zlecana już przy ocenie patomorfologicznej. W raku jelita grubego potrzebujemy oznaczeń takich jak KRAS, NRAS, BRAF, MSI – i te badania są refundowane, ale logistycznie nadal działają zbyt późno. – dodał.

Nowoczesne leczenie raka jelita grubego obejmuje nie tylko chirurgię, ale także immunoterapię i terapie celowane. – W przypadku pacjentów z mutacjami w genach KRAS, NRAS, BRAF, a także z niestabilnością mikrosatelitarną (MSI), dostępne są ukierunkowane terapie molekularne, które znacząco wpływają na rokowanie – tłumaczył lek. Kawecki. Eksperci zwracali uwagę, że choć zakres refundowanych terapii systematycznie się poszerza – np. o inhibitory kinaz, takie jak regorafenib czy triflurydyna-tipiracyl – to nadal brakuje m.in. podwójnej immunoterapii w pierwszej linii leczenia pacjentów z MSI-H (wysoką niestabilnością mikrosatelitarną).

Wśród nowych terapii wymienianych przez ekspertów pojawił się również frukwintynib – ukierunkowany molekularnie lek przeznaczony w sytuacji wcześniej leczonego przerzutowego raka jelita grubego (mCRC), który budzi duże nadzieje w praktyce klinicznej. Jak podkreślono, wyzwaniem staje się dziś nie tylko dostępność poszczególnych cząsteczek, ale także umiejętne planowanie całej ścieżki terapeutycznej – przy rosnącej liczbie dostępnych linii leczenia konieczna jest jasna strategia ich stosowania i indywidualizacja decyzji terapeutycznych.

Prof. Wyrwicz przypomniał, że nowoczesne leczenie nie musi oznaczać hospitalizacji. Chemioterapia w trybie ambulatoryjnym z użyciem infuzorów to nie tylko komfort dla pacjenta, ale też ogromna oszczędność dla systemu. A mimo to wciąż są szpitale, które tego nie wdrażają – i pacjenci trafiają na wielodniowe hospitalizacje bez uzasadnienia. – mówił. Infuzory to niewielkie urządzenia służące do podawania leków – np. cytostatyków – w sposób ciągły, bez konieczności hospitalizacji. Pozwalają pacjentowi otrzymywać leczenie np. w warunkach domowych lub w ramach tzw. jednodniowej terapii, co istotnie zmniejsza obciążenie oddziałów onkologii.

W podsumowaniu tego bloku dyskusji eksperci wskazali również na potrzebę rozwoju wyspecjalizowanych ośrodków Colorectal Cancer Units – które umożliwiają kompleksową opiekę nad pacjentami z rakiem jelita grubego. – Unity to ważny krok w stronę standaryzacji opieki – ale bez systematycznego audytu i monitorowania wyników leczenia nawet wysoka liczba wykonywanych zabiegów nie gwarantuje wysokiej jakości terapii – podkreślił prof. Andrzej Rutkowski.

Rak żołądka, dróg żółciowych i wątroby: wciąż zbyt późno wykrywane, wciąż trudne w leczeniu

Nowotwory górnego odcinka przewodu pokarmowego – żołądka i przełyku, dróg żółciowych orazwątroby – to obszar, który wciąż pozostaje w cieniu bardziej nagłośnionych problemów onkologicznych. Tymczasem skala wyzwań, jakie niosą, jest ogromna. To choroby diagnozowane często zbyt późno. Mimo że znamy czynniki ryzyka, świadomość społeczna i lekarska wciąż jest niewystarczająca – przyznał prof. Lucjan Wyrwicz. Co roku rozpoznaje się w sumie ok. 10 tys. nowych przypadków.

Eksperci wskazywali, że szczególnie rak żołądka i rak dróg żółciowych wymagają pilnych zmian systemowych. W przypadku raka żołądka 5-letnie przeżycie wynosi obecnie zaledwie 10% – w dużej mierze dlatego, że nowotwór rozpoznawany jest już w zaawansowanym stadium. To nowotwór, który rozwija się podstępnie. Pacjenci długo nie zgłaszają się do lekarza, a objawy – jeśli już są – bywają niespecyficzne. Efekt? Gdy trafiają do nas, szanse na wyleczenie są minimalne. – zaznaczył prof. Andrzej Rutkowski.

Jednocześnie pojawiają się realne zmiany terapeutyczne. Immunoterapia zaczyna przynosić konkretne korzyści w leczeniu raka żołądka, szczególnie w populacji chorych bez ekspresji HER2. Istotnym krokiem naprzód byłby udostępnienie w ramach obecnego programu lekowego, pembrolizumabu, dołączonego do standardowego schematu leczenia z zastosowaniem transtuzumabu i chemioterapii. – To nie jest może bardzo liczna grupa chorych, ale dla tych pacjentów to realna zmiana wpływająca na długość przeżycia – zaznaczył prof. Wyrwicz. Obiecujące wyniki – również z polskim udziałem – zaprezentowano niedawno podczas sesji plenarnej ASCO. – Dodanie immunoterapii w leczeniu okołooperacyjnym istotnie poprawia odsetek całkowitych odpowiedzi i wydłuża czas wolny od nawrotu. Neoadjuwantowa immunoterapia w połączeniu z chemioterapią może w najbliższych latach zrewolucjonizować sposób leczenia chorych na raka żołądka – podkreślił prof. Wyrwicz. W przypadku raka dróg żółciowych kluczowym wyzwaniem jest brak dostępu do leczenia celowanego. Jak zauważył prof. Wyrwicz, mimo że w badaniach molekularnych jest już możliwewykrycie mutacji, które kwalifikują pacjentów do terapii celowanej, to leczenie takie nie jest dziś refundowane. Mamy narzędzia diagnostyczne, ale bez możliwości wdrożenia terapii. Przykład: mutacja genu IDH1 czy zaburzenia genu FGFR2 – badamy w ramach sekwencjonowania wielkoskalowego. Jeśli jej nie oznaczymy, pacjent nie będzie mógł poszukiwać skutecznego leczenia celowanego. – podkreślił.

Eksperci dodali, że problemem jest także samo pozyskanie odpowiedniej jakości materiału do badań. – W raku dróg żółciowych mamy często wymazy szczoteczkowe, a nie pełny materiał histopatologiczny – co ogranicza możliwości diagnostyczne. Do tego dochodzi ograniczona dostępność technologii, np. testów wykrywających fuzje genów FGFR, które nie są rutynowo wykonywane w każdej pracowni. – podkreślono. Dr Leszek Kraj zauważył, że mimo postępów w organizacji badań molekularnych, nadal brakuje standardów i odpowiednich narzędzi: Pojawiły się zapisy umożliwiające finansowanie badań, ale technicznie nadal stanowi to problem – bo jeśli nie mamy rozpoznania histopatologicznego, nie zrobimy dobrej jakości badań. Do tego dochodzi kwestia kompetencji – nie każda pracownia potrafi wykonać badanie w kierunku fuzji FGFR, która może kwalifikować chorego do leczenia. Mamy pistolet, ale brakuje nam naboi.

Lek. Maciej Kawecki zauważył, że dostępność terapii systemowych w raku żołądka i wątroby poprawia się, ale nie nadąża za postępem nauki. Coraz więcej leków – od immunoterapii po przeciwciała monoklonalne – uzyskuje rejestrację w Europie i USA. Ale zanim trafią do pacjentów w Polsce, mija zbyt dużo czasu. Potrzebujemy szybszego wdrażania nowych opcji leczenia i szerszego wykorzystania profilowania molekularnego.

Wśród najnowszych możliwości terapeutycznych w raku żołądka eksperci wymieniali także zolbetuksymab – przeciwciało skierowane przeciwko nowemu biomarkerowi klaudyny CLDN18.2. – To pierwsza terapia w swojej klasie. Ale by z niej skorzystać, pacjent musi mieć oznaczenie klaudyny, a do tego potrzebny jest dostęp do nowoczesnych badań molekularnych – najlepiej od razu po diagnozie. zaznaczył prof. Lucjan Wyrwicz.

W odniesieniu do raka wątrobowokomórkowego wskazano, że choć dostępnych jest kilka opcji terapeutycznych, to nadal brakuje podwójnej immunoterapii w pierwszej linii leczenia – standardu dostępnego już w wielu krajach europejskich. – W lipcu do programu mają dołączyć dwa leki antyangiogenne – regorafenib oraz ramucyrumab – ale wciąż brakuje podwójnej immunoterapii w 1. linii leczenia. – mówił prof. Wyrwicz. Dr Leszek Kraj potwierdził, że mimo pojawiających się nowych opcji, codzienna praktyka kliniczna nie pozwala w pełni wykorzystać ich potencjału. To choroba rzadka, ale bardzo trudna. I właśnie dlatego potrzebujemy więcej niż tylko jednej czy dwóch nowych cząsteczek. Rak wątrobowokomórkowy wymaga przemyślanego planowania leczenia – musimy wiedzieć, w jakiej kolejności stosować dostępne terapie i jak najlepiej wykorzystać to, co mamy. Zwłaszcza że niektóre z tych terapii są dostępne tylko przez RDTL lub badania kliniczne – zauważył.

Wspólnym mianownikiem dla wszystkich omawianych nowotworów była potrzeba lepszej koordynacji – od wczesnej diagnostyki, przez decyzje terapeutyczne, po leczenie skojarzone. To są choroby, które wymagają współpracy – gastroenterologa, patomorfologa, chirurga, onkologa klinicznego. Tylko wtedy możemy mówić o prawdziwej personalizacji terapii. – podkreśliła dr Nastazja Pilonis.

Eksperci zgodnie zaznaczyli, że bez systemowego wsparcia – rozwoju jednostek referencyjnych, standaryzacji diagnostyki i szybkiego dostępu do leczenia – nie uda się poprawić wyników leczenia nowotworów przewodu pokarmowego. Mamy technologię, mamy wiedzę. Teraz potrzebujemy organizacji i woli działania – podkreślił prof. Piotr Rutkowski.

Potrzeba realnych zmian – nie tylko technologii, ale i organizacji

Z debaty ekspertów Polskiego Towarzystwa Onkologicznego jawi się jednoznaczny obraz: polska onkologia dysponuje dziś technologiami, doświadczeniem i wiedzą, by skuteczniej diagnozować i leczyć nowotwory przewodu pokarmowego. Problemem nie jest brak narzędzi, lecz ich niewystarczające wykorzystanie – wynikające z braku koordynacji, rozproszenia systemu i niedostosowania organizacyjnego.

– Nie chodzi o to, żeby mieć kilka superośrodków – chodzi o to, żeby wszystkie leczące szpitale reprezentowały przynajmniej średni, wysoki poziom. A to wymaga danych, audytów, standaryzacji – zaznaczył dr hab. Marek Zawadzki, odnosząc się do potrzeby monitorowania wyników leczenia i rozwoju colorectal cancer units.

Te wyspecjalizowane ośrodki, jak podkreślali eksperci, powinny stać się fundamentem kompleksowej opieki nad pacjentami z rakiem jelita grubego – oferując nie tylko dostęp do wszystkich metod leczenia, ale też płynność w podejmowaniu decyzji, krótsze ścieżki diagnostyczne i większą precyzję w dopasowaniu terapii. To nie są schematy z książki. Pacjent może mieć 30 lat, może mieć 90. Leczenie musi być indywidualizowane, a doświadczenie zespołu ma znaczenie. – mówił prof. Lucjan Wyrwicz, podkreślając wagę współpracy wielospecjalistycznej.

To samo dotyczy raka żołądka, wątroby czy dróg żółciowych – gdzie mimo postępu medycyny, dostęp do nowoczesnych terapii i diagnostyki molekularnej jest nadal ograniczony. Jak podkreślił lek. Maciej KaweckiOnkologia kliniczna to ciągłe gonienie króliczka – ale musimy mieć szansę gonić go w tym samym tempie, co reszta Europy.

Eksperci nie mają złudzeń – bez zmian w organizacji badań przesiewowych i opieki onkologicznej nie uda się przełożyć potencjału współczesnej medycyny na realną poprawę wyników leczenia. To już nie jest kwestia przyszłości. To zadanie na teraz – podsumował prof. Piotr Rutkowski.



Źródło: Polskie Towarzystwo Onkologiczne / Medicalpress

Alarmujący wzrost zachorowań na raka jelita grubego w Polsce – specjaliści przewidują, że w 2025 roku liczba nowych przypadków może po raz pierwszy przekroczyć 25 tysięcy. To dramatyczny sygnał, który powinien skłonić do refleksji nad skutecznością obecnych programów profilaktycznych i dostępnością badań przesiewowych.
Według najnowszych danych, w Polsce obserwuje się gwałtowny wzrost liczby zachorowań na raka jelita grubego. Specjaliści alarmują, że w 2025 roku liczba nowych przypadków może po raz pierwszy przekroczyć 25 tysięcy. To oznacza, że rak jelita grubego staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań onkologicznych w kraju.

Eksperci wskazują na kilka czynników przyczyniających się do tego trendu:

Znaczenie wczesnej diagnostyki

Wczesne wykrycie raka jelita grubego znacząco zwiększa szanse na skuteczne leczenie i przeżycie. Kolonoskopia jest złotym standardem w diagnostyce tego nowotworu, pozwalającym na wykrycie zmian przedrakowych i wczesnych stadiów choroby.

Program badań przesiewowych w Polsce obejmuje:
Niestety, udział w tych programach jest nadal niewystarczający, co wpływa na późne wykrywanie choroby i gorsze rokowania.

Potrzeba intensyfikacji działań profilaktycznych:

  • Kampanie edukacyjneskierowane do społeczeństwa, podkreślające znaczenie profilaktyki i zdrowego stylu życia.

  • Ułatwienie dostępu do badańpoprzez zwiększenie liczby placówek wykonujących kolonoskopie i skrócenie czasu oczekiwania.

  • Wsparcie dla lekarzy podstawowej opieki zdrowotnejw zakresie identyfikacji pacjentów z grup ryzyka i kierowania ich na odpowiednie badania.

Eksperci apelują o zwiększenie świadomości społecznej na temat raka jelita grubego i konieczności regularnych badań przesiewowych.

– Większość, bo aż 90-97 proc. przypadków raka jelita grubego nie jest uwarunkowana genetycznie – wskazał konsultant krajowy w dziedzinie gastroenterologii prof. Jarosław Reguła, który jest też kierownikiem Kliniki Gastroenterologii w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie.

Źródło: PAP MediaRoom​

Regularne badania to kluczowe narzędzie współczesnej profilaktyki, pozwalające wykryć nowotwory na wczesnym etapie. Tymczasem z badania opinii przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie marki Domowe Laboratorium wynika, że Polacy często wpadają w schematy utrudniające dbanie o zdrowie: lęk i nadmierną panikę, szukanie diagnozy w Internecie zamiast u specjalisty oraz bagatelizowanie objawów.[1] Jakie są przyczyny tych mechanizmów i jak im przeciwdziałać? 

 

Z roku na rok będzie przybywać chorych na raka. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem (IARC) zarządzana przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) prognozuje, że do 2050 roku będzie o 77% więcej przypadków nowotworów niż teraz. W lutym 2025 agencja badawcza SW Research przeprowadziła badanie opinii na zlecenie marki Domowe Laboratorium, w którym przepytała 1000 Polaków o to co wiedzą na temat raka jelita grubego, w jaki sposób podchodzą do wykonywania badań, leczenia oraz profilaktyki. Dlaczego ten nowotwór jest często diagnozowany zbyt późno? Zdaniem respondentów kluczowym problemem jest brak badań profilaktycznych (58,5%) oraz odwlekanie wizyty u lekarza do momentu, gdy choroba daje już silne objawy (58,5%). Niemal połowa badanych (46,9%) przyznaje, że unika badań ze strachu przed diagnozą, a 43,7% nie wie, jakie symptomy raka jelita grubego powinny wzbudzić ich niepokój.

– Niestety rak stał się chorobą powszechną, więc lęk przed nim może w nas rosnąć, podobnie jak poczucie zagrożenia. Wydaje nam się, że unikanie potencjalnego „zagrożenia”, a więc unikanie chociażby regularnych badań profilaktycznych, sprawi że przestaniemy się stresować i rozmyślać, a zagrożenie (oraz choroba) same znikną. To złudne przekonanie, bo stresujące myśli w nas pozostaną, a my będziemy się nakręcać jeszcze bardziej. Nasz lęk będzie też coraz większy – mówi Weronika Eysymontt, psycholożka i psychoterapeutka poznawczo-behawioralna in spe.

–  Spójrzmy na kwestię potencjalnej choroby i lęku (który jej towarzyszy) z nieco innej strony. Pamiętajmy, że lęk to nasz wewnętrzny alarm i warto go słuchać. Nawet jeśli obawiamy się wyników badania, warto pamiętać, że szybkie rozpoznanie choroby umożliwia szybsze podjęcie leczenia, co przekłada się na szansę na lepsze rokowania – dodaje.

 

Internet zamiast lekarza? Niebezpieczna pułapka

Jak reagują Polacy, gdy zauważą krew podczas wypróżnienia? Większość (55,8%) deklaruje, że natychmiast wykonałaby kompleksowe badania, aby znaleźć przyczynę. Spora grupa (44,5%) zdecydowałaby się na uważniejszą obserwację swojego organizmu. Co trzeci ankietowany (32,4%) przyznał, że ogarnęłoby go przerażenie, a 18% od razu pomyślałoby o diagnozie nowotworowej. Dla 10,4% byłby to powód do załamania, a 10,1% natychmiast wyobrażałoby sobie długotrwałe i kosztowne leczenie.

Choć ponad połowa badanych (55,8%) deklaruje, że w takiej sytuacji skonsultowałaby się z lekarzem, aż 44,5% osób najpierw zaczęłoby samodzielnie obserwować organizm, co mogłoby opóźnić diagnozę. Jak podkreśla psycholożka Weronika Eysymontt, wielu ludzi zamiast udać się do specjalisty, szuka odpowiedzi w Internecie. Problemem jest też tzw. wyszukiwanie selektywne, czyli tendencja do znajdowania informacji potwierdzających obawy i ignorowania tych, które mogłyby je rozwiać.

– Internet jest  miejscem, które daje nieograniczone możliwości zdobywania różnego rodzaju informacji. Z jego pomocą możemy rozwijać naszą wiedzę i zainteresowania. Bardzo lubimy z niego korzystać, bo szybko i łatwo możemy znaleźć odpowiedzi na nasze pytania czy wątpliwości. Tylko czy wszystkie informacje, które znajdziemy w Internecie są na dla nas przydatne i konstruktywne? Czy dają nam poczucie bezpieczeństwa i spokoju? Ile razy zdarza się, że gdy tylko zaczyna nam coś dolegać, a w nas pojawia się naturalny lęk, „idziemy do Internetu” zamiast iść do lekarza i na badania. Szukanie informacji w sieci jest przecież proste, nie trzeba nigdzie wychodzić. Parę kliknięć w klawiaturę i mamy mnóstwo informacji. Internet serwuje nam na dodatek diagnozę i odpowiada na pytanie „co mi dolega?”. A my myślimy, że coś najgorszego, głowa już wymyśla najczarniejsze scenariusze, zaczynamy panikować. Na dodatek często zaczynamy szukać selektywnie informacji, które potwierdzą nasze obawy czy lęki. A przecież wystarczy skorzystać jak najszybciej z konsultacji z lekarzem, zrobić badania i rozwiać tym samym swoje obawy – przypomina Weronika Eysymontt.

 

Zmiana nawyków wymaga wysiłku, budowanie świadomości również

Brak świadomości to jeden z największych hamulców profilaktyki zdrowotnej. Z badania SW Research, przeprowadzonego na zlecenie marki Domowe Laboratorium, wynika, że co czwarty Polak (23,7%) nie wie, jakie objawy raka jelita grubego powinny wzbudzić jego niepokój. Blisko 70% respondentów nie zdaje sobie też sprawy, że w aptekach dostępne są testy na obecność krwi utajonej w kale. Polacy nie są też pewni, czy potrafiłoby samodzielnie wykonać taki test.

Brak wiedzy to jednak tylko część problemu. Wiele osób nie chce wprowadzać zdrowych nawyków, ponieważ wymaga to wysiłku, a oni nie mają na to czasu ani energii. – Większość z nas chciałaby, żeby żyło nam się łatwiej. A jednak zdrowe odżywianie, przygotowywanie posiłków, włączenie do życia aktywności sportowej, odstawienie używek to rzeczy, które wymagają zaangażowania – mówi dr n. med. Witold Mazur, kardiochirurg specjalizujący się w leczeniu otyłości. – Kolejnym problemem jest złudne poczucie bezpieczeństwa: skoro czujemy się dobrze, pracujemy, podróżujemy i żyjemy jak zawsze, to zakładamy, że nic nam nie dolega. Po trzecie panuje przekonanie, że nie ma sensu się badać, bo jeszcze coś znajdą. I co wtedy? Jeśli znajdą jakiegoś guza, to też lepiej nie ruszać, bo może się rozsieje. Napędza nas zatem stereotypowe myślenie i przekonania, które nie są prawdziwe. Kolejną bolączką jest bagatelizowanie objawów, które powinny nas zaniepokoić. Przyznanie przed sobą, że coś nam może dolegać. Wreszcie: szukanie informacji w Internecie, by się samemu zdiagnozować (uspokoić lub niepotrzebnie nakręcić). Pacjenci czekają często kilka miesięcy chodząc z różnymi dolegliwościami, w nadziei, że kiedyś w końcu im przejdzie – podsumowuje dr Witold Mazur.


DODATEK

Na pytania odpowiada dr n. med. Witold Mazur, kardiochirurg posiadający atestację I i II stopnia w leczeniu otyłości.

Co możemy zmienić w swoim życiu, by ograniczyć ryzyko zachorowania na nowotwór?

Zanim odpowiem chciałbym, żeby wybrzmiała w tym miejscu ważna rzecz. Czynniki ryzyka związane z nowotworami moglibyśmy podzielić na genetyczne (i jest ich około 15%) oraz środowiskowe (około 80%). Musimy podkreślić, że to my mamy wpływ na te 80%. Możemy zmienić dietę, odstawić używki, więcej się ruszać, dbać o organizm. Jedną z najważniejszych kwestii jest nadwaga i otyłość. Z różnych badań wynika, że u osoby z nadwagą ryzyko zachorowania na nowotwór jelita grubego wzrasta o ok. 30% a u osoby z otyłością o 50%. Otyłość wyzwala w organiźmie przewlekły stan zapalny, który ma wpływ na rozwój nie tylko nowotworów. Powoduje też miażdżycę, udary, zawały. Skąd się bierze otyłość? Z nieprawidłowego odżywiania się i ze zbyt małej ilości ruchu. Moglibyśmy tutaj wymieniać bez końca, ale na otyłość ma wpływ m.in. spożywanie czerwonego mięsa, żywności przetworzonej, produktów, które mają wysoki indeks glikemiczny, wszekich cuków, słodyczy, przekąsek, czipsów. Nasze pożywienie jest bogate w tłuszcze zwierzęce, a z kolei ubogie w warzywa i owoce. Z codziennym pożywieniem dostarczamy do organizmu zbyt mało błonnika. A przecież błonnik ma zbawienny wpływ na nasze jelita i ogólne zdrowie. Spożycie 25 g błonnika na dobę jest korzystne dla zdrowia, ma wpływ na skład naszej mikroflory jelitowej, zmniejsza wagę ciała itd.

Od czego powinniśmy zacząć zmiany?

Najważniejsza rzecz to regularne jedzenie. Nie w biegu, nie raz dziennie, nie w samochodzie. Powinniśmy dbać o to, by jeść w spokoju, regularnie, kilka razy dziennie. Posiłki powinny być zróżnicowane. Powinny zawierać nie tylko produkty pochodzenia zwierzęcego, ale też roślinnego. Oczywiście bardzo ważne są surowe owoce i warzywa. Mięso powinniśmy spożywać w stopniu umiarkowanym, najlepiej chude i białe. Do tego ryby, produkty mleczne, sery, jogurty, kefiry. Warto pamiętać o roślinach strączkowych m.in. soi, ciecierzycy, fasoli. Tłuszcze zwierzęce lepiej zamienić na roślinne np. oliwę z oliwek. Cukry proste i słodycze lepiej zastąpić owocami. Oczywiście powinniśmy pamiętać o tym, by pić minimum 2 litry wody dziennie. Bardzo ważna jest też aktywność fizyczna, bo wpływa ona pozytywnie nie tylko na nasze zdrowie fizyczne ale również psychiczne. Przede wszystkim powinniśmy się jednak regularnie się badać. Sprawdzać co jakiś czas w jakim stanie jest nasz organizm. Nie tylko wtedy, gdy mamy objawy. A jeśli jakiekolwiek objawy już są, to nie bagatelizować ich. Przyjrzeć się im, zgłębić, pójść do lekarza.

 

To wydaje się proste

Ale nie zawsze jest. Obserwuję moich pacjentów, rozmawiam z nimi, pytam o styl życia. Często odkrywam, że mają oni czas na to, by „robić” kilka kilometrów palcem w Internecie, przesuwając kciukiem po telefonie, tonąc godzinami w sieci. W tym samym czasie mogliby pójść do lasu, na spacer, na rower, na basen. Wszystko zatem zaczyna się w naszej głowie. Bo zdrowe życie to wybór, postanowienie, decyzja. Musimy ją podjąć i to już jest sukces. Ale później musimy w tej decyzji wytrwać. A to wymaga już samozaparcia. Dlatego trzymam za nie kciuki.

 

Marzec jest Międzynarodowym Miesiącem Świadomości Raka Jelita Grubego. Zachęcamy do pobrania całego raportu pt. „Profilaktyka, czy ignorancja. Rak jelita grubego w świadomości Polaków”

W raporcie znajdziecie Państwo:

[1] Badanie opinii SW Research przeprowadzone na zlecenie marki Domowe Laboratorium (Hydrex Diagnostics Sp. z o.o.) w lutym 2025. Metodologia” CAWI, N=1000 (reprezentatywna grupa Polaków). Cały raport z badania opinii można pobrać tutaj: https://rakjelita.info/

źródło: Hydrex Diagnostics Sp. z o.o.

Z badania opinii przeprowadzonego przez SW Research dla marki Domowe Laboratorium wynika, że wielu Polaków postrzega raka jelita grubego jako chorobę nieuleczalną i trudną do wykrycia. Co trzeci respondent (32,3%) jest przekonany, że ten rak jest nieuleczalny,  a 34,7% uważa, że diagnoza tego nowotworu jest wyjątkowo skomplikowana. Ponad połowa badanych (51,6%) sądzi, że terapia jest wyczerpująca dla organizmu, a 40,5% obawia się szybkiego rozwoju przerzutów. Te przekonania mogą wpływać na unikanie badań profilaktycznych i opóźnianie diagnozy, co zmniejsza szanse na skuteczne leczenie.[1]
Rak jelita grubego we wczesnym stadium rozwija się podstępnie – przez długi czas może nie dawać żadnych wyraźnych symptomów. Objawy, które powinny wzbudzić naszą czujność, pojawiają się zwykle dopiero w bardziej zaawansowanej fazie choroby. Warto zwrócić uwagę na takie sygnały jak: obecność krwi w stolcu, zmiana rytmu wypróżnień w ciągu kilku miesięcy, zmiana kształtu stolca, zaparcia (które mogą wynikać ze zwężenia jelita), bóle w dolnej części brzucha, nudności, wymioty, ogólne osłabienie, niezamierzona utrata masy ciała. Pojawienie się takich objawów powinno skłonić do wizyty u lekarza i wykonania badań diagnostycznych. Do czynników ryzyka należy zaliczyć nie tylko kwestie genetyczne, nadużywanie tytoniu i alkoholu, czy niewłaściwą dietę.
–  Wiek jest jednym z ważnych czynników ryzyka, bo u co najmniej 20% kobiet i 30% mężczyzn po pięćdziesiątce podczas kolonoskopii profilaktycznej wykrywane są polipy gruczolakowate, z których w przyszłości może się rozwinąć rak, a które będzie można usunąć od razu poczas badania – mówi dr n. med. Robert Staroń, specjalista gastroenterolog i specjalista chorób wewnętrznych.

Otyłość i nadwaga też należy zaliczyć do czynników ryzyka, zwłaszcza że powodują one permanentny stan zapalny w organiźmie. –  Według różnych badań i szacunków u osób z nadwagą ryzyko nowotworów jelita grubego zwiększa się o około 30%, a u osób z otyłością o około 50%. Otyłość i nadwaga są globalnym problemem społecznym, który przekłada się nie tylko na występowanie nowotworów, ale również na miażdżycę, udary, zawały. Występowanie otyłości jest pochodną nieprawidłowego jedzenia oraz braku ruchu. Edukacja o tym jak żyć zdrowo, jak się badać, dlaczego warto stawiać na profilaktykę powinna być kluczowa – dodaje dr n. med. Witold Mazur, kardiochirurg posiadający atestację I i II stopnia leczenia otyłości.
 
Jakie badania wykonać?
Polacy coraz częściej zdają sobie sprawę z roli badań profilaktycznych w wykrywaniu chorób, w tym raka jelita grubego. Aż 84,5% ankietowanych wskazuje kolonoskopię jako jedno z podstawowych badań, które diagnozują stan jelit i pomagają wczesnym etapie wykrywać nieprawidłowości, w tym nowotwór. Zaledwie nieco ponad połowa (54,3%) uznaje również test na obecność krwi utajonej w kale oraz sigmoidoskopię (7,8%) za ważne narzędzia diagnostyczne. Jakie badania warto uwzględnić w planie profilaktyki?

Po pierwsze testy na obecność krwi utajonej w kale. Jest to badanie wstępne, bezbolesne i nieinwazyjne. Można je wykonać samodzielnie w domu. Pamiętajmy jednak, że pozytywny wynik jest sygnałem do dalszej diagnostyki. Kolonoskopia jest uznawana za „złoty standard” w diagnostyce chorób jelita grubego. Polega na wprowadzeniu przez odbyt giętkiego endoskopu z kamerą, co pozwala na bezpośrednią wizualizację całego jelita grubego. Kolonoskopia umożliwia wykrycie patologicznych zmian, takich jak polipy czy nowotwory, a w wielu przypadkach również ich natychmiastowe usunięcie. Sigmoidoskopia jest z kolei badaniem, które pozwala ocenić wnętrze odbytnicy oraz dolnej części okrężnicy za pomocą sigmoidoskopu. Badanie jest być może mniej uciążliwe, ale jego zasięg jest ograniczony. W przypadku wykrycia nieprawidłowości w trakcie sigmoidoskopii, zazwyczaj konieczne jest wykonanie pełnej kolonoskopii w celu dalszej oceny.
 
Do jakiego lekarza się udać, gdy wynik testu będzie dodatni?
Mimo, że zazwyczaj kierujemy swoje kroki do lekarza pierwszego kontaktu, to część z osób wybiera prywatną służbę zdrowia, by przyspieszyć proces. I tutaj pojawiają się rozbieżności do jakiego lekarza udać się najpierw, gdy wynik testu na krew utajoną w kale był pozytywny. Respondenci biorący udział w badaniu SW Research wskazali zatem lekarza POZ (42,8%), gastroenterologa (38,7%), internistę/lekarza chorób wewnętrznych (31,1%). Na dalszych miejscach znalazł się onkolog (12,2%) oraz chirurg (5,8%). Wątpliwości dotyczące ścieżki pacjenta rozwiewa dr n. med. Robert Staroń.

– Pacjent, u którego test na krew utajoną w kale dał wynik pozytywny, powinien jak najszybciej skonsultować się z lekarzem rodzinnym lub gastroenterologiem. Lekarz rodzinny zrobi dokładny wywiad, wypyta o niepokojące objawy, ale też przeprowadzi proste badanie przez odbyt (tzw. badanie „per rectum”), które pomoże stwierdzić rozmaite patologie zlokalizowane w zasięgu badania palcem np. guzki hemoroidalne. Kolejnym krokiem (o ile lekarz rodzinny tak zdecyduje) będzie skierowanie na kolonoskopię, która pozwala ocenić stan jelit i wykryć ewentualnie zmiany. Tę będzie wykonywał już lekarz endoskopista (najczęściej gastroenterolog lub chirurg) – mówi dr n. med. Robert Staroń, specjalista gastroenterolog, specjalista chorób wewnętrznych.
 
Rak jelita grubego, pytania i odpowiedzi:
 
1. Gdzie kupić test na obecność krwi utajonej w kale?  Jak rozpoznać test dobrej jakości?
Bezbolesne testy do samobadania można kupić w aptece i innych punktach sprzedaży. – Na rynku dostępne są testy o zróżnicowanej jakości, pochodzące od różnych producentów. Aby mieć pewność co do ich wiarygodności, warto wybierać te zarejestrowane jako wyroby medyczne i posiadające odpowiednią dokumentację. Takie testy są miarodajne i charakteryzują się wysoką jakością. Warto również zwrócić uwagę na źródło pochodzenia testu oraz upewnić się, że producent dostarcza pełen zestaw niezbędny do przeprowadzenia badania, co ułatwia jego prawidłowe wykonanie – mówi Przemysław Szymański z Hydrex Diagnostics.  
2. Jak wykonać test na obecność krwi utajonej w kale?
Instrukcja krok po kroku
https://www.youtube.com/watch?v=FEOqMgfXoMM

3. Co ma zrobić pacjent, któremu wyszło, że ma krew w kale?
– Pacjent, u którego test na krew utajoną w kale dał wynik pozytywny, powinien jak najszybciej skonsultować się z lekarzem rodzinnym lub gastroenterologiem. Lekarz rodzinny zrobi dokładny wywiad, wypyta o niepokojące objawy, ale też przeprowadzi proste badanie przez odbyt (tzw. badanie „per rectum”), które pomoże stwierdzić rozmaite patologie zlokalizowane w zasięgu badania palcem np. guzki hemoroidalne. Kolejnym krokiem (o ile lekarz rodzinny tak zdecyduje) będzie skierowanie na kolonoskopię, która pozwala ocenić stan jelit i wykryć ewentualnie zmiany. Tę będzie wykonywał już lekarz endoskopista (najczęściej gastroenterolog lub chirurg) – mówi Robert Staroń, specjalista gastroenterolog i specjalista chorób wewnętrznych
 
4. Jak przygotować się do kolonoskopii?
– Zabiegi kolonoskopowe można podzielić na profilaktyczne (wykonywane u osób bez objawów typowych dla nowotworu jelita grubego) oraz diagnostyczne obejmujące pacjentów z konkretnymi objawami ze strony układu pokarmowego. Celem kolonoskopii diagnostycznej jest wykluczenie lub potwierdzenie konkretnych chorób. Trzeba podkreślić, że badanie kolonoskopowe ma sens tylko wtedy, gdy jelito będzie czyste. A to oznacza, że pacjent musi się do tego badania dobrze przygotować. Przyjmijmy, że badanie jest wykonywane w środę rano. Zatem we wtorek rano (czyli w dniu poprzedzającym badanie) należy zjeść lekkie śniadanie, najlepiej płynne. Przygotowanie do zabiegu zaczniemy natomiast od wtorkowego popołudnia. Ważne jest również, by kilka dni wcześniej zastosować dietę bez spożywania ziaren, dlatego że ciężko – podczas oczyszczania – wyeliminować je w krótkim czasie z przewodu pokarmowego. Pod pojęciem ziarna mam na myśli nie tylko orzeszki, migdały, pomidory, kiwi czy mak, ale również popularne jogurty z ziarnami. Samo oczyszczanie polega na przygotowaniu i wypiciu środków (na rynku jest dużo różnych form, dostęnych zarówno w proszku, jak i w płynie) a następnie wypróżnieniu. Podczas takiego przygotowania należy przyjmować większą ilość płynów, najlepiej wody. W tym czasie nie spożywamy już żadnych posiłków – mówi Robert Staroń, specjalista gastroenterolog i specjalista chorób wewnętrznych.
 
 
[1] Badanie opinii SW Research przeprowadzone na zlecenie marki Domowe Laboratorium (Hydrex Diagnostics Sp. z o.o.) w lutym 2025. Metodologia” CAWI, N=1000 (reprezentatywna grupa Polaków).

źródło: mat. prasowe.

Rak jelita grubego to jeden z trzech najczęściej diagnozowanych nowotworów na świecie – tak wynika z danych Międzynarodowej Agencji Badań nad Rakiem (IARC).[1] Każdego roku odnotowuje się około 2 miliony nowych zachorowań i aż 900 tysięcy zgonów. Jedną z głównych przyczyn wysokiej śmiertelności jest późna diagnoza. Tymczasem najnowsze badanie SW Research, przeprowadzone na zlecenie marki Domowe Laboratorium, ujawnia alarmujące fakty – wiedza Polaków na temat objawów, które powinny wzbudzić ich czujność, jest ograniczona.[2] Profilaktyczne badania wykonywane są rzadko, a świadomość dostępnych metod diagnostycznych pozostaje niska. Aż 70% ankietowanych nie wie, że w aptekach i innych punktach sprzedaży można kupić bezbolesne testy wykrywające krew utajoną w kale. Dodatkowo, kolonoskopia wciąż budzi wiele obaw i uprzedzeń. 

 

Według danych WHO nowotwory będą stanowić coraz większe zagrożenie dla społeczeństwa. Prognozy wskazują, że do 2050 roku liczba zachorowań wzrośnie aż o 77% w porównaniu do obecnej sytuacji. Rak jelita grubego – obok raka płuc i raka piersi – należy do trzech najczęściej diagnozowanych nowotworów, a jednocześnie pozostaje jednym z najbardziej śmiertelnych. Eksperci alarmują, że we wczesnym stadium choroba rozwija się podstępnie, nie dając wyraźnych objawów, przez co diagnoza często następuje zbyt późno. A co sądzą na ten temat mają Polacy?

 

Rak rozwija się po cichu, objawy bywają bagatelizowane

Agencja SW Research, na zlecenie marki Domowe Laboratorium, przeprowadziła badanie opinii publicznej, pytając Polaków, dlaczego rak jelita grubego tak często jest wykrywany zbyt późno. Respondenci mogli wskazać więcej niż jedną odpowiedź. Wyniki są alarmujące – aż 58,5% ankietowanych uważa, że Polacy nie wykonują badań profilaktycznych, a tyle samo osób przyznaje, że do lekarza zgłaszają się dopiero wtedy, gdy choroba daje silne objawy. Brak świadomości na temat niepokojących sygnałów również stanowi poważny problem – wskazało na to 43,7% badanych. Niemal połowa (46,9%) przyznaje, że unika badań w obawie przed otrzymaniem złych wyników. Co trzeci ankietowany (32,8%) zwraca uwagę na fakt, że we wczesnej fazie rak jelita grubego często nie daje wyraźnych objawów. Dodatkowo, Polacy mają liczne uprzedzenia wobec kolonoskopii – aż 34,7% uważa, że to jedyne dostępne badanie, które pomaga zdiagnozować stan jelit.

 

Polacy niewiele wiedzą o diagnostyce

Bezbolesne testy do samobadania, dzięki którym można sprawdzić obecność krwi utajonej w kale, można kupić w aptece i innych punktach sprzedaży. Z badania opinii Domowego Laboratorium wynika jednak, że Polacy nie są w pełni świadomi dostępnych metod diagnostycznych, szczególnie tych, które można przeprowadzić samodzielnie w domu. Aż 67,9% badanych w ogóle nie wie o istnieniu takich testów. Co ważne, Polacy nie są też pewni, czy umieliby samodzielnie wykonać taki test w domu. Aż 51% odpowiedziało, że nie umiałoby tego zrobić, a 30,6% udzieliło odpowiedzi „nie wiem” wyrażając swoje wątpliwości. Mniej niż dwadzieścia procent (dokładnie 18,4%) uznało, że poradziłoby sobie z takim testem.

 

Awersja do kolonoskopii

Nie da się ukryć – kolonoskopia nie cieszy się dobrą reputacją wśród rodaków. Aż 72,8% Polaków zuważa, że jest to badanie bolesne. Co trzeci (27,6%) obawia się, że kolonoskopia wymaga znieczulenia, a to może mieć nieprzyjemne konsekwencje dla organizmu. Co czwarty (25,9%) boi się, że podczas takiego zabiegu może dojść do uszkodzenia jelita. Na szczęście nie brakuje też głosów podkreślających zalety kolonoskopii. Ponad jedna trzecia ankietowanych (35%) docenia ją jako skuteczną metodę diagnostyki jelit, a 21% zwraca uwagę na możliwość jednoczesnego usunięcia polipów, co może zapobiec rozwojowi nowotworu.

 

Profilaktyka i badania

Lekarze zgodnie przyznają, że edukacja i profilaktyka to podstawa. Po pierwsze – warto mówić o tym jakie są objawy choroby. Po drugie – warto badać się regularnie, zwłaszcza po pięćdziesiątce. Według dr n. med. Roberta Staronia, specjalisty gastroenterologa i specjalisty chorób wewnętrznych wiek jest jednym z ważniejszych czynników ryzyka, bo u co najmniej 20% kobiet i 30% mężczyzn po pięćdziesiątce podczas kolonoskopii profilaktycznej wykrywane są polipy gruczolakowate, z których w przyszłości może rozwinąć się rak, a które będzie można usunąć od razu podczas badania. Po trzecie – warto wiedzieć o różnych badaniach, które należy uwzględnić w planie profilaktyki. Podstawą są testy na obecność krwi utajonej w kale. Jest to badanie wstępne, bezbolesne i nieinwazyjne. Można je wykonać w domu. Pozytywny wynik jest sygnałem do dalszej diagnostyki. Kolonoskopia z kolei jest uznawana za „złoty standard” w diagnostyce chorób jelita gubego. Umożliwia wykrycie patologicznych zmian, a w niektórych przypadkach ich usunięcie. Już od jakiegoś czasu można ją wykonywać w narkozie. Sigmoidoskopia natomiast pozwala ocenić wnętrze odbytnicy i dolnej części okrężnicy. Zasięg badania jest jednak ograniczony, a w przypadku wykrycia nieprawidłowości w trakcie sigmoidoskopii, zazwyczaj konieczne będzie wykonanie kolonoskopii celem dalszej diagnozy.

 

Główne pytania i odpowiedzi

1.Gdzie kupić test na obecność krwi utajonej w kale? Jak rozpoznać test dobrej jakości?

Bezbolesne testy do samobadania można kupić w aptece i innych punktach sprzedaży. – Na rynku dostępne są testy o zróżnicowanej jakości, pochodzące od różnych producentów. Aby mieć pewność co do ich wiarygodności, warto wybierać te zarejestrowane jako wyroby medyczne i posiadające odpowiednią dokumentację. Takie testy są miarodajne i charakteryzują się wysoką jakością. Warto również zwrócić uwagę na źródło pochodzenia testu oraz upewnić się, że producent dostarcza pełen zestaw niezbędny do przeprowadzenia badania, co ułatwia jego prawidłowe wykonanie – mówi Przemysław Szymański z Hydrex Diagnostics.  

2. Jak wykonać test na obecność krwi utajonej w kale? Instrukcja krok po kroku

https://www.youtube.com/watch?v=FEOqMgfXoMM


3.Co ma zrobić pacjent, któremu wyszło, że ma krew w kale? Komentarz lekarza

– Pacjent, u którego test na krew utajoną w kale dał wynik pozytywny, powinien jak najszybciej skonsultować się z lekarzem rodzinnym lub gastroenterologiem. Lekarz rodzinny zrobi dokładny wywiad, wypyta o niepokojące objawy, ale też przeprowadzi proste badanie przez odbyt (tzw. badanie „per rectum”), które pomoże stwierdzić rozmaite patologie zlokalizowane w zasięgu badania palcem np. guzki hemoroidalne. Kolejnym krokiem (o ile lekarz rodzinny tak zdecyduje) będzie skierowanie na kolonoskopię, która pozwala ocenić stan jelit i wykryć ewentualnie zmiany. Tę będzie wykonywał już lekarz endoskopista (najczęściej gastroenterolog lub chirurg) – mówi Robert Staroń, specjalista gastroenterolog i specjalista chorób wewnętrznych.

4.Jak przygotować się do kolonoskopii? Komentarz lekarza

– Zabiegi kolonoskopowe można podzielić na profilaktyczne (wykonywane u osób bez objawów typowych dla nowotworu jelita grubego) oraz diagnostyczne obejmujące pacjentów z konkretnymi objawami ze strony układu pokarmowego. Celem kolonoskopii diagnostycznej jest wykluczenie lub potwierdzenie konkretnych chorób. Trzeba podkreślić, że badanie kolonoskopowe ma sens tylko wtedy, gdy jelito będzie czyste. A to oznacza, że pacjent musi się do tego badania dobrze przygotować. Przyjmijmy, że badanie jest wykonywane w środę rano. Zatem we wtorek rano (czyli w dniu poprzedzającym badanie) należy zjeść lekkie śniadanie, najlepiej płynne. Przygotowanie do zabiegu zaczniemy natomiast od wtorkowego popołudnia. Ważne jest również, by kilka dni wcześniej zastosować dietę bez spożywania ziaren, dlatego że ciężko – podczas oczyszczania – wyeliminować je w krótkim czasie z przewodu pokarmowego. Pod pojęciem ziarna mam na myśli nie tylko orzeszki, migdały, pomidory, kiwi czy mak, ale również popularne jogurty z ziarnami. Samo oczyszczanie polega na przygotowaniu i wypiciu środków (na rynku jest dużo różnych form, dostęnych zarówno w proszku, jak i w płynie) a następnie wypróżnieniu. Podczas takiego przygotowania należy przyjmować większą ilość płynów, najlepiej wody. W tym czasie nie spożywamy już żadnych posiłków – mówi Robert Staroń, specjalista gastroenterolog i specjalista chorób wewnętrznych.

1.https://tvn24.pl/swiat/nowotowory-coraz-wiecej-zachorowan-na-raka-alarmuje-who-trzy-glowne-czynniki-st7752942
2. Badanie opinii SW Research przeprowadzone na zlecenie marki Domowe Laboratorium (Hydrex Diagnostics Sp. z o.o.) w lutym 2025. Metodologia” CAWI, N=1000 (reprezentatywna grupa Polaków).

źródło:Hydrex Diagnostics Sp. z o.o.

Naukowcy ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego (SGGW) prowadzą przełomowe badania nad zastosowaniem beta-glukanów z owsa w terapii nowotworów jelita grubego oraz choroby Leśniowskiego-Crohna. Wstępne wyniki są niezwykle obiecujące i mogą doprowadzić do opracowania skutecznych, nieinwazyjnych metod wspomagających leczenie schorzeń przewodu pokarmowego.

Choroby zapalne jelit, takie jak choroba Leśniowskiego-Crohna czy nowotwory jelita grubego, dotykają coraz większej liczby ludzi na całym świecie, w tym również młodych, dorosłych i nastolatków. Ich leczenie jest długotrwałe i uciążliwe, dlatego naukowcy nieustannie poszukują skutecznych metod wspomagających terapię farmakologiczną.

Zespół badawczy z Instytutu nauk o Żywieniu Człowieka SGGW, we współpracy z innymi polskimi ośrodkami naukowymi, od kilkunastu lat analizuje prozdrowotne właściwości beta-glukanów – polisacharydów pozyskiwanych z owsa. W swoich badaniach, przeprowadzonych na modelach zwierzęcych, wykazali oni niezwykły potencjał leczniczy tych związków w zakresie łagodzenia stanów zapalnych jelit, regeneracji błony śluzowej żołądka oraz hamowania wczesnych etapów rozwoju nowotworów jelita grubego.

Obecnie naukowcy testują działanie beta-glukanów na modelu zwierzęcym – świni domowej a także na hodowlach komórkowych ludzkiego jelita grubego. Te zaawansowane badania przedkliniczne pozwolą określić, czy substancje te mogą być skutecznie wykorzystane jako nutraceutyki – biologicznie aktywne składniki żywności, łączące wartość odżywczą z właściwościami leczniczymi.

Czy nadchodzi nowa era w leczeniu schorzeń przewodu pokarmowego? Zespół badawczy z SGGW ma nadzieję, że ich odkrycia przyniosą ulgę tysiącom pacjentów na całym świecie. Kolejne etapy badań mogą otworzyć drogę do zastosowania beta-glukanów w codziennej praktyce klinicznej i dietetycznej.

 

Zespół prof. dr hab. Joanny Gromadzkiej-Ostrowskiej, poza badaniami nad terapeutycznym działaniem beta-glukanów z owsa w różnych schorzeniach przewodu pokarmowego, prowadzi również badania nad dysfunkcjami organizmu zachodzącymi na skutek działania różnych zanieczyszczeń środowiskowych, w tym spalin silników samochodowych, nanocząsteczek srebra i tlenków tytanu, a także niwelujących skutki tego działania interwencji żywieniowych z zastosowaniem pozostałości po przemysłowej produkcji soku – wytłoków z czarnej porzeczki.

źródło: SGGW

Wątroba to ten narząd, w którym przyrzuty raka jelita grubego powstają najczęściej. W każdym przypadku, kiedy jesteśmy w stanie wyciąć przerzuty z raka jelita grubego do wątroby, powinniśmy to zrobić. Dlatego, że to daje największe korzyści, jeśli chodzi o przeżycie. Inną z metod leczenia przerzutów do wątroby jest termoablacja.

W Polsce rak jelita grubego wykrywany jest u blisko 20 000 osób rocznie. Niestety, aż 65% przypadków diagnozujemy w III lub IV stadium choroby, kiedy jest już zaawansowana i dała przerzuty do węzłów chłonnych lub przerzuty odległe. Konsekwencją zbyt późnej diagnozy jest wciąż wysoka śmiertelność. Rocznie w Polsce umiera 12 000 osób. Warto podkreślić, że rak jelita grubego zdiagnozowany w I stadium rozwoju choroby daje niemal 100% wyleczalność. Dlatego wciąż zachęcamy do prowadzenia zdrowego stylu życia i zgłaszania się na kolonoskopię w ramach Programu Badań Przesiewowych w kierunku Raka Jelita Grubego prowadzonego przez Narodowy Fundusz Zdrowia. – wyjaśnia Iga Rawicka, Prezes Fundacji EuropaColon Polska.

We wrześniu działania Fundacji koncentrują się jednak na działaniach edukacyjnych skierowanych do pacjentów z rakiem jelita grubego z przerzutami w ramach już IV edycji organizowanej przez Fundację EuropaColon Polska kampanii „NIE MIEJ TEGO GDZIEŚ – WSZYSTKO NA TEMAT RAKA JELITA GRUBEGO”. 25. września obchodzony jest bowiem Światowy Dzień Przerzutowego Raka Jelita Grubego.

O przerzutach mówimy, gdy komórki nowotworowe przedostają się z ogniska pierwotnego do innych narządów. W raku jelita grubego to przede wszystkim wątroba i płuca, ale zdarzają się również inne lokalizacje. Przerzuty pojawią się u około 50% pacjentów. – wyjaśnia dr n. med. Leszek Kraj, onkolog kliniczny z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, i dodaje:

W pierwszej kolejności po stwierdzeniu przerzutów zaczynamy od leczenia miejscowego, czyli leczenia chirurgicznego, radioterapii lub coraz częściej stosowanej radiologii zabiegowej, tzw. radiologii interwencyjnej. Celem leczenia jest dosłownie fizyczne usunięcie zmiany nowotworowej. W kolejnych etapach mamy do dyspozycji klasyczną chemioterapię, a następnie wprowadzamy leczenie personalizowane, w ramach którego dobieramy leczenie zarówno do samego pacjenta (jego preferencji, stanu ogólnego), jak i do profilu molekularnego samego nowotworu. W Polsce dysponujemy 4 liniami leczenia raka jelita grubego, w tym immunoterapią dla pacjentów z niestabilnością satelitarną. W przypadku rzadkich zaburzeń molekularnych mamy dostęp do leczenia w ramach procedury RDTL. Te wszystkie opcje terapeutyczne powodują, że dziś nawet przerzutowego raka jelita grubego możemy leczyć w sposób przewlekły, dając pacjentom szanse na dłuższe życie.  

Prof. dr n. med. Michał Grąt, chirurg transplantolog, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej, Transplantacyjnej i Wątroby Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zapewnia, że zawsze u chorych, którzy zgłaszają się z przerzutami raka jelita grubego do wątroby, myślimy nawet o potencjalnym wyleczeniu z choroby nowotworowej. Możemy obecnie łączyć metody operacyjne z nieoperacyjnymi, np. metodami miejscowego zniszczenia zmian (termoablacji), które powinny być prowadzone w porozumieniu z onkologami w ramach zespołu interdyscyplinarnego.

Jesteśmy w stanie wykonywać operacje od małych wycięć fragmentów wątroby razem z przerzutami, do bardzo rozległych resekcji wątroby, czyli usunięcia części wątroby tam, gdzie znajdują się ogniska nowotworowe, tak, żeby zapewnić choremu jak najlepsze wyniki i jak najdłuższe przeżycie. Rozległe operacje, które kiedyś były obarczone bardzo dużym ryzykiem śmiertelności w okresie okołooperacyjnym i ryzykiem powikłań staramy się zastąpić operacjami mniej inwazyjnymi drogą laparoskopową – „przez dziurkę od klucza”. Potrafimy na podstawie badań obrazowych ocenić stan wątroby i odpowiednio zaplanować operację. Jednak zawsze kwalifikując chorego do operacji z powodu przerzutów raka jelita grubego, oceniamy bilans korzyści i strat. Kiedyś przeszczepienie wątroby z powodu przerzutów raka jelita grubego było uznawane za niemożliwe czy niewskazane, przerzuty były bezwzględnym przeciwwskazaniem do transplantacji. Dziś możemy części pacjentom, u których resekcja wątroby nie jest możliwa, zaproponować transplantację wątroby, gdy  uda nam się przy pomocy  leczenia systemowego, czyli podawania chemioterapii, uzyskać stabilizację choroby.  Tych chorych jesteśmy w stanie zakwalifikować do transplantacji wątroby z bardzo dobrymi wynikami odległymi, nieporównywalnymi do tych, które uzyskalibyśmy kontynuując jedynie leczenie systemowe.

Inną z metod leczenia przerzutów do wątroby jest termoablacja. Polega na niszczeniu nowotworów za pomocą wysokiej temperatury. Zabieg wykonuje się przezskórnie, nakłuwając zmianę igłą pod kontrolą tomografii komputerowej, ultrasonografii, czasem rezonansu. Na końcu igły wytwarzana jest wysoka temperatura, dzięki której niszczymy komórki nowotworowe i tylko niewielki margines zdrowej tkanki wokół. Dzięki temu oszczędzamy wątrobę na wypadek nawrotu choroby. To bezpieczna metoda z dużą skutecznością i niewielkim odsetkiem powikłań. Stosujemy ją coraz częściej, szczególnie u pacjentów obciążonych i starszych, u których spodziewamy się, że będą kolejne przerzuty w przyszłości. A możemy spodziewać się ich u 50-60% pacjentów w tym samym miejscu na wątrobie lub powstaną na niej nowe zmiany przerzutowe. – wyjaśnia radiolog interwencyjny, dr n. med. Grzegorz Rosiak z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Dziś już wiemy, że leczenie za pomocą termoablacji jest równie skuteczne, jak resekcja guzów, przy czym termoablacja jest zabiegiem bezpieczniejszym. U pacjentów z przerzutami do wątroby musimy ją oszczędzać, a termoablacja jest metodą, która na to pozwala. Do tej metody kwalifikują się pacjenci z małą ilością (do 5 sztuk) niewielkich guzów. Co ważne, jest to metoda powtarzalna. Termoablację można stosować również w przypadku przerzutów raka jelita grubego do płuc. Jednak metoda ta jest wciąż nierefundowana w Polsce. Choć mamy nadzieję, że to jednak wkrótce się zmieni.

Tym razem nasz specjalny wyświetlacz ledowy, na którym prezentowane są treści edukacyjne powstałe w ramach kampanii „Nie Miej Tego Gdzieś”, przeznaczone dla pacjentów z rakiem jelita grubego, będzie można zobaczyć w Centralnym Szpitalu Klinicznym Uniwersytetu Warszawskiego przy ul. Banacha 1A. Dzięki wykorzystaniu kodu QR można przenieść się na stronę internetową kampanii „Nie Miej Tego Gdzieś”, gdzie zostały umieszczone materiały wideo z udziałem ekspertów zajmujących się leczeniem przerzutowego raka jelita grubego z CSK UW.

Więcej szczegółów na temat samej kampanii i materiały edukacyjne można znaleźć na poświęconej tej kampanii stronie: http://niemiejtegogdzies.pl/

źródło:Fundacja EuropaColon Polska 

Badanie kolonoskopowe jest kluczowe w profilaktyce wielu chorób, jednak czasem może wiązać się z dyskomfortem, a nawet silnym lękiem u pacjenta. Dlatego ta wiadomość ucieszy mieszkańców  Drawska Pomorskiego i okolicy – od 8 lipca w Pracowni Endoskopowej Szpitala im. Matki Teresy z Kalkuty, American Heart of Poland, kolonoskopia będzie mogła być realizowana w znieczuleniu ogólnym, w warunkach ambulatoryjnych.
Badanie ze znieczuleniem będzie możliwe, jeśli lekarz uzna, że są do tego wskazania, a stan zdrowia pacjenta pozwala na wykonanie znieczulenia ogólnego ambulatoryjnie. To procedura medyczna realizowana w naszym szpitalu w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia – wyjaśnia Magdalena Nowak, dyrektor medyczny Szpitala im. Matki Teresy z Kalkuty, American Heart of Poland, w Drawsku Pomorskim.

Do badania kolonoskopowego w znieczuleniu ogólnym, w warunkach ambulatoryjnych będą mogli przystąpić pacjenci po przebytych rozległych operacjach w obrębie jamy brzusznej, zwłaszcza ginekologicznych (w tym panie po cesarskich cięciach), a także osoby, które przeszły niepełne lub bardzo bolesne badania endoskopowe jelita grubego. Kolonoskopia ze znieczuleniem jest także przewidziana dla tych pacjentów, u których występuje silny lęk przed wykonaniem badania. Na badanie trzeba mieć skierowanie od lekarza POZ.

Do kolonoskopii w znieczuleniu w warunkach ambulatoryjnych nie mogą być kwalifikowane osoby obciążone licznymi schorzeniami przewlekłymi. – Takich pacjentów zapraszamy na wykonanie badania w znieczuleniu w warunkach szpitalnych – mówi lek. Joanna Białkowska z Pracowni Endoskopowej Szpitala im. Matki Teresy z Kalkuty, American Heart of Poland.

Jak się przygotować do badania?
Najpierw pacjent musi przejść kwalifikację anestezjologiczną. Następnie zgłasza się na właściwe badanie kolonoskopowe, koniecznie na czczo. Warto wziąć ze sobą dotychczasową dokumentację medyczną oraz – jeśli mamy – dodatkowe wyniki badań.

Znieczulenie ogólne ma za zadanie wyeliminować ból i stres wywołany badaniem. – Przeprowadza je specjalista anestezjolog, który podczas zabiegu monitoruje podstawowe czynności życiowe pacjenta. Stosujemy znieczulenie ogólne dożylne bez intubacji, po uprzednim założeniu specjalnej kaniuli do żyły, przez którą podajemy leki. Pacjent śpi, a specjalista gastrolog ma możliwość przeprowadzenia dokładnego, rzetelnego badania – wyjaśnia Magdalena Nowak, dyrektor medyczny Szpitala im. Matki Teresy z Kalkuty, American Heart of Poland, w Drawsku Pomorskim

Co dalej po badaniu?
Po badaniu pacjent przez około 2 godziny odpoczywa w specjalnej sali nadzoru, pod opieką personelu medycznego. Efekt działania leków stosowanych do znieczulenia ogólnego ustępuje dosyć szybko, jednak w dniu badania chory będzie musiał przestrzegać zaleceń lekarskich. Między innymi przez co najmniej dobę wykluczone jest prowadzenie pojazdów, a do domu pacjent zostanie wypisany tylko i wyłącznie w asyście odpowiedzialnej osoby dorosłej i powinien pozostawać pod jej opieką przez kolejne 24 godziny. 

Szczegółowe informacje na temat zapisów oraz przygotowania do badania kolonoskopowego i znieczulenia pod numerem telefonu: 607 991 924. Do Pracowni Endoskopii rejestrować się można telefonicznie w poniedziałki, środy i piątki w godz. 7.00-14.00 oraz we wtorki i czwartki w godz. 7.00-15.00.

źródło: AHOP

Każdego roku w Polsce około 18 tys. osób słyszy diagnozę: rak jelita grubego. Ten złośliwy nowotwór jest drugim – po raku płuc – najczęściej zbierającym śmiertelne żniwo wśród Polaków. Może rozwijać się przez  wiele lat, nie dając żadnych objawów. Mutacje genetyczne ma każdy z nas, ale posiadanie ich nie oznacza, że zachorujemy na nowotwór. Czy mamy wpływ na ryzyko zachorowania na raka? Dlaczego tak ważna jest profilaktyka? Kto jest w grupie ryzyka zachorowania na nowotwór jelita grubego? Mówi dr n. med. Jan Kabat, Grupa American Heart of Poland.
Grupy ryzyka
W Polsce na nowotwór jelita grubego częściej chorują mężczyźni – 15 proc. wszystkich zachorowań na nowotwory. Wśród Polek nowotwór jelita grubego odnotowuje się w 11 proc. przypadków. Wyróżnia się dwie grupy zachorowań: sporadyczne, czyli takie, które nie są związane z obciążeniem genetycznym/rodzinnym, a wynikają z otyłości, palenia papierosów, nieprawidłowej diety czy braku aktywności fizycznej, oraz zachorowania rodzinne/genetyczne, będące następstwem mutacji niektórych genów (odpowiadają za 15-30 proc. wszystkich przypadków tej choroby) – informuje dr n. med. Jan Kabat, Grupa American Heart of Poland.

Co przyczynia się do rozwoju nowotworu jelita grubego?
Ryzyko zachorowania wzrasta z wiekiem. – Niemal 95 proc. rejestrowanych w Polsce przypadków zachorowań na raka jelita grubego występuje u osób po 50. roku życia – mówi dr n. med. Jan Kabat. Rozwojowi choroby sprzyja palenie tytoniu, nadużywanie alkoholu, niewłaściwa, uboga w błonnik dieta, brak regularnej aktywności fizycznej, nadwaga i otyłość, a także przyjmowanie leków, w tym w szczególności immunosupresyjnych. Na rozwój nowotworu jelita grubego wpływ mogą mieć również przebyta w obrębie jamy brzusznej radioterapia oraz infekcje HPV typami onkogennymi – wyjaśnia dr n. med. Jan Kabat, Grupa American Heart of Poland.
Jak uchronić się przed nowotworem jelita grubego?
W pierwszej kolejności należy zmienić nawyki żywieniowe. Jak bowiem podkreśla ordynator Oddziału Chirurgii Ogólnej Szpitala św. Elżbiety, źle zbilansowana dieta, w której dominują nasycone kwasy tłuszczowe, cukry proste i duże ilości czerwonego mięsa odpowiada aż za 70 proc. przypadków raka jelita grubego. Należy wprowadzić do codziennego menu więcej produktów zawierających błonnik, zwłaszcza warzywa oraz owoce.
Kolejny krok to regularny ruch. – Aktywność fizyczna redukuje ryzyko rozwoju raka poprzez zmniejszenie insulinooporności, przyspieszenie metabolizmu oraz perystaltyki jelit – stwierdza dr n. med. Jan Kabat.

Warto też obserwować swój organizm. Jeśli dostrzegamy krwawienie z przewodu pokarmowego, mamy biegunkę o niejasnej przyczynie, zmienił się rytm wypróżnień lub w badaniu radiologicznym jelita pojawiło się podejrzenie zmiany organicznej – należy skonsultować się z lekarzem, który może zalecić przeprowadzenie kolonoskopii. – Badanie kolonoskopowe to metoda badania dolnego odcinka przewodu pokarmowego polegająca na oglądaniu wnętrza jelita grubego poprzez wprowadzenie przez odbyt specjalnego wziernika zakończonego kamerą – dodaje doktor Jan Kabat.

Dla kogo kolonoskopia w ramach badań przesiewowych?
Do badań przesiewowych kwalifikują się osoby w wieku 50-65 lat, niezależnie od wywiadu rodzinnego. Młodsi pacjenci – w wieku 40-49 lat – kwalifikują się do badania, o ile przynajmniej jeden krewny pierwszego stopnia (rodzice, rodzeństwo, dzieci) choruje lub chorował na raka jelita grubego. Osoby w wieku 25-49 lat mogą skorzystać z badań przesiewowych, jeśli mają potwierdzenie z poradni genetycznej, iż pochodzą z rodziny z zespołem Lyncha lub  zespołem polipowatości rodzinnej gruczolakowatej – FAP (w ramach programu badań przesiewowych można wykonać tylko pierwsze badanie).

Przygotowanie do kolonoskopii
Na badanie kolonoskopowe pacjent musi się odpowiednio przygotować. Ważne jest oczyszczenie jelit z ich zawartości. W tym celu, przed badaniem należy zażyć środek przeczyszczający – pierwszą dawkę wieczorem w dniu poprzedzającym kolonoskopię, a drugą dawkę  rano w dniu badania. Jeśli badanie zaplanowano w godzinach popołudniowych, wówczas obie dawki można przyjąć rano w dniu badania – uzupełnia doktor American Heart of Poland.

Program badań przesiewowych dot. jelita grubego ma na celu wykrywanie wczesnych zmian nowotworowych oraz łagodnych zmian prekursorowych i tym samym przyczynienie się do obniżenia liczby zgonów z powodu tej choroby. Bezobjawowy rak wykrywany jest u jednej osoby na 125 badanych. Może rozwijać się bez objawów nawet przez kilka lat! Dlatego tak ważna jest profilaktyka: zmiana nawyków żywieniowych, aktywność fizyczna, a w razie konieczności – badanie kolonoskopowe.

Przypominamy, że marzec jest Miesiącem Świadomości Raka Jelita Grubego.
 
 
źródło: AHOP
Rak jelita grubego, czyli nowotwory okrężnicy i odbytnicy łącznie stanowią trzecią przyczynę zgonów wśród wszystkich nowotworów u obu płci, a zachorowalność na ten nowotwór cały czas rośnie i wynosi ok. 23 000 rocznie. Co ważne, po pierwsze możemy sami zmniejszyć ryzyko zapadalności, poprzez czynniki behawioralne, jak dieta, ruch i zwiększenie aktywności fizycznej. A druga sprawa to udział w badaniach przesiewowych, szczególnie kolonoskopii – daje ona bowiem możliwość, nie tylko zbadania jelita, ale także usunięcia stanów przednowotworowych. – podkreślał prof. Piotr Rutkowski, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego podczas kolejnej debaty z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa”.
Coraz więcej młodych choruje
– Choć średni wiek zachorowania na raka jelita grubego to 67 lat, to niepokojąco rośnie liczba młodych dorosłych, przed 50 rokiem życia z tym nowotworem. To może spowodować, że modele epidemiologiczne mogą nam się wymknąć spod kontroli. Dziś mówimy o ok. 17 000 zachorowań, a w przyszłości będzie więcej, nie tylko bowiem społeczeństwu będzie się starzało, ale będą chorować coraz młodsze roczniki. – podkreślił prof. Lucjan Wyrwicz, Kierownik Kliniki Onkologii i Radioterapii, Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie.
 
– Ponadto trzeba wspomnieć o takich czynnikach ryzyka RJG jak otyłość i palenie papierosów. Palenie wpływa na występowanie pewnych podtypów raka jelita grubego, głównie z mutacją w genie KRAS, najczęstsza u palaczy. Dym papierosowy nie trafia tylko do płuc, karcynogeny rozpuszczają się w ślinie, z przełyku trafiają do przewodu pokarmowego, z czego wiele osób nie zdaje sobie sprawy. – dodał prof. Wyrwicz.
 
Test FIT i kolonoskopia
Kolonoskopia jest najważniejszym badaniem przesiewowym pod kątem RJG. Wymaga ona jednak odpowiedniego przygotowania. Dlatego do metod skriningu włączono także test na krew utajoną w kale tzw. test FIT. Jego zaletą jest dostępność i szybkość wykonania. Nie zastępuje on całkowicie kolonoskopii, jeśli pacjent będzie miał dodatni wynik, to konieczne jest wykonanie następnie kolonoskopii. Tylko te dwa badania łącznie ratują zdrowie i życie.

Dziś mamy więcej ośrodków, które przystąpiły do programu badań przesiewowych kolonoskopii, ale brakuje nam jeszcze metod nadzoru nad jej jakością. Największym problemem pozostaje zgłaszalność na te badania. Pamiętajmy, że jeżeli jesteśmy w grupie ryzyka to powinno się je wykonać po 50 roku życia, a w przypadku osób z obciążenia rodzinnymi od 45 r.ż. lub wcześniej. – zaapelował prof. Wyrwicz.

– W ramach Narodowej Strategii Onkologicznej zarekomendowaliśmy, aby test FIT był elementem skrinigu. W tych krajach, gdzie test FIT jest elementem programu, zgłaszalność na badania profilaktyczne jest dużo większa. Liderem w tym względzie jest Dania, gdzie osiągnięto. 65% zgłaszalność. Dzięki czemu zachorowalność na RJG ustabilizowała się i więcej nowotworów jest wykrywanych we wczesnym stadium. – zaznaczył prof. Rutkowski.

– W województwie dolnośląskim wprowadziliśmy również badania immunohistochemiczne kału – test FIT. Jest to przyjazne pacjentowi rozwiązanie, bo może albo sam sobie go kupić w aptece, albo dostarczamy go do domu pacjenta po telefonie do naszego ośrodka. – powiedział prof. Marek Bębenek, Kierownik Colorectal Cancer Unit, w Dolnośląskim Centrum Onkologii Pulmonologii i Hematologii we Wrocławiu.
 
Niestety świadomość społeczna jest nadal bardzo niska i zgłaszalność do tego programu jest zaledwie w granicach 10%. To samo zresztą dotyczy badań kolonoskopowych. – Warto podkreślić, że terminy są, dostępność do tych badań jest dobra. Można po prostu zgłosić telefonicznie chęć udziału w badaniu i wtedy, po krótkich formalnościach, pacjent jest umówiony i poinformowany o przygotowaniu do badania. – dodał prof. Bębenek.

Bagatelizowanie objawów i późna diagnoza
Niska zgłaszalność na badania przekłada się niestety na stan zaawansowania choroby – ok. 65% chorych zgłasza się już w trzecim i czwartym stopniu zaawansowania, czyli po bardzo długim czasie rozwoju raka, proces ten od genezy, przez polipa do stadium nowotworu trwa około 10 lat. Tymczasem badanie profilaktyczne wraz z usunięciem polipów może zabezpieczyć przed rozwojem nowotworu. Gdyby zgłaszało się 90 -100% osób, to przynajmniej 60% z nich mogłoby uniknąć rozwoju raka jelita grubego.

Podstawowym objawem RJG jest krwawienie z odbytu, przy defekacji. Tymczasem pacjenci najczęściej przypisują je hemoroidom. I wcale nie jest lepiej niż kiedyś.  – Jeszcze 10 lat temu pacjenci przychodzili do nas np. w ciągu tygodnia od krwawienia z układu pokarmowego, a teraz mamy pacjentów po wielu tygodniach i miesiącach, z krwawieniem, chudnięciem, przewlekłymi zaparciami czy zmianą rytmu wypróżnień. To jest alarmująca sytuacja – podkreślił prof. Wyrwicz.

Trzeba też mieć świadomość, że nowotwory prawej połowy okrężnicy, początkowego odcinka czy poprzecznicy często nie dają na początku żadnych objawów lub lekkie np. okresowy ból brzucha. Dlatego każdy z nas, nawet jeśli nie ma żadnych objawów powinien wykonać kolonoskopię. A w przypadku wystąpienia objawów, skierowanie na kolonoskopię może wystawić lekarz POZ.

Leczenie chirurgiczne
Leczenie chirurgiczne w Polsce zostało w ostatnim czasie uporządkowane poprzez tworzenie ośrodków kompetencji leczenia raka jelita grubego. Kryterium minimalnej liczby operacji wynosi 75 chorych rocznie z pierwotnym rozpoznaniem raka jelita grubego. – Takich ośrodków w Polsce w tej chwili jest 35. Mamy też więcej ośrodków, które operują duże ilości chorych, powyżej 100, 200, a nawet 300 operacji rocznie.  Wyniki leczenia są w takich ośrodkach lepsze. Około 20%, a może nawet 25% operacji odbywa się techniką laparoskopową i w ostatnim okresie, w ciągu dosłownie ostatniego roku, mamy już 6 czy 7 ośrodków, które wykonują chirurgię robotową – poinformował prof. prof. Wojciech Zegarski, Konsultant Krajowy ds. Chirurgii Onkologicznej, Katedra Chirurgii Onkologicznej, CM UMK w Bydgoszczy. – Przynosi to korzyści dla pacjentów, zabieg jest bardziej oszczędzający i lepszej jakości. – Rekomendowałbym, aby operacje z użyciem robota były dostępne w każdym Colon Cancer Unit w Polsce, w każdym województwie. – dodał.
 
Jakość leczenia będzie wspierać KSO. Ustawa z 9 marca b.r. o Krajowej Sieci Onkologicznej wskazuje, że jeśli ośrodki nie będą spełniały kryteriów zawartych w rozporządzeniu ministra zdrowia z 2021 roku, to nie będą finansowane. – Na przykładzie Dolnego Śląska okazało się, że między miejscami, w których mało się operuje a tymi „high volume” – jest ponad 25% różnicy w pięcioletnich przeżyciach. Czyli część szpitali generalnie nie powinna zajmować się leczeniem operacyjnym raka jelita grubego. Nie tylko ze względu na pewnie mniejsze umiejętności ze względu na mniejszą ilość procedur wykonanych, ale również na brak możliwości wykonania wszystkich potrzebnych badań lub metod leczenia – podkreślił. Prof. Bębenek.
 
– Zgadzam się, że roboty powinny trafiać do ośrodków z dużym wolumenem chorych, gdzie są wyszkoleni lekarze, nie powinien być to gadżet. – dodał prof. Zegarski.

Nadal część typowych przypadków chirurgicznych, zwłaszcza raka okrężnicy (większość rozpoznań) będzie leczona w ośrodkach referencyjnych poza Unitami, bliżej miejsca zamieszkania. Bardzo ważna jest także dostępność i jakość tomografii komputerowej pozwalające na określenie zaawansowania choroby, odpowiedną kwalifikację pacjenta do zabiegu i np. leczenia okołooperacyjnego (radioterapii, chemioterapii).
 
W wyniku operacji, w Polsce stomię stałą wyłania się ok. 25% chorych. Coraz więcej jest jednak tzw. stomii protekcyjnych, które są  likwidowane w przeciągu 6 tygodni oraz czasowych, które zakłada na krótki czas, aby stworzyć szansę na dobre gojenie zespolenia po resekcji odbytnicy.

Leczenie systemowe – jest lepiej
W przypadku zaawansowanego raka jelita grubego istotną rolę odgrywają badania molekularne. – Obecnie bardzo rzadko przypominamy już lekarzom o tym, żeby wykonywać odpowiednią diagnostykę molekularną (mutacje w genie KRAS, NRAS, BRAF oraz ocenę niestabilności mikro satelitarnej), stało się to standardem. Powinno się je wykonywać zaraz po diagnozie lub operacji, nie należy ich opóźniać. Warto pamiętać, jeśli wykonujemy badanie histopatologiczne w obrębie pobytu szpitalnego, to możemy zlecić badanie molekularne, które nie są dodatkowym kosztem dla szpitala. – podkreślił prof. Wyrwicz.

Eksperci wskazali także, że dostęp do terapii RJG poprawił się w ciągu ostatnich lat i większość z nich jest dostępna w programie lekowym, w tym leki celowane i immunoterapia.

Wyzwaniem pozostaje nieadekwatne leczenie czwartej i piątej linii zaawansowanego raka terapią doustną enkorafenibem, nadal nierefundowana, choć jest przedmiotem wniosków prawie 200 pacjentów rocznie o ratunkowy dostęp do terapii lekowych.

– To pokazuje skalę potrzeb, przy czym wiele ośrodków nie wypełnia nadal wniosków o RDTL. Szacuje się , że tych pacjentów jest ok. 1000. – zaznaczył prof. Wyrwicz. – Chodzi tu o chorych z mutacją BRAF (9% chorych w zaawansowanych stadium), także tych, którzy nigdy nie otrzymali leczenia systemowego z powodu raka jelita grubego, jest to grupa źle rokująca, chorych z progresją, a w Polsce podstawową metodą leczenia u tych chorych ciągle są badania kliniczne. W tym przypadku potrzebne jest zastosowanie dwóch leków celowanych i oba pochodzą od różnych podmiotów.

Brakuje także w trzeciej i czwartej linii połączenia bewacyzumabu z triflurydyną/tipiracylem, a wyniki badania realizowano w dużej mierze na populacji polskiej, wskazują na znaczną poprawę rokowania i przeżycia pacjenta – podwojenie czasu przeżycia w trzeciej i czwartej linii. Oba te leki są refundowane, ale w monoterapii, nie ma obecnie możliwości ich połączenia. – dodał prof. Wyrwicz.

W Polsce są dostępne są w programie lekowym immunoterapie uznane w świecie – pembrolizumab w pierwszej linii leczenia oraz połączenie niwolumabu i ipilimumabem od drugiej do piątej linii leczenia u chorych z niestabilnością. Wyniki obydwu tych terapii są bardzo dobre, dają wieloletnie przeżycia, w tym lata bez progresji, co sprawia, że zaawansowany rak jelita grubego staje się chorobą przewlekłą.

Pełna relacja wideo z debaty: