Medicalpress
Od 1 lipca 2026 r. obowiązuje nowa lista leków refundowanych, która rozszerza dostęp do nowoczesnego leczenia dla pacjentów z różnymi nowotworami. Wśród nowych terapii znalazły się m.in. immunoterapia, leczenie okołooperacyjne oraz terapie ukierunkowane molekularnie stosowane w raku płuca, jelita grubego, wątroby, endometrium, gruczołu krokowego, szpiczaku plazmocytowym i raku nosowej części gardła. Eksperci podkreślają, że kolejne decyzje refundacyjne wzmacniają rolę medycyny precyzyjnej i diagnostyki molekularnej w codziennej praktyce klinicznej.
To już trzecia w tym roku aktualizacja zapowiedziana przez Ministerstwo Zdrowia. Refundacje obejmą zarówno immunoterapię, leczenie okołooperacyjne czy leczenie konsolidujące, jak i terapie ukierunkowane molekularnie, czyli dobierane do określonych cech biologicznych nowotworu. Dla pacjentów oznacza to nie tylko dostęp do nowych leków, ale przede wszystkim większą możliwość dopasowania leczenia do konkretnego rozpoznania, stadium choroby, wyników badań molekularnych i dotychczasowego przebiegu terapii. 

O tym, co te decyzje oznaczają w codziennej praktyce klinicznej i dla samych pacjentów, mówią eksperci NIO – lekarze na co dzień zajmujący się leczeniem nowotworów, których dotyczą najnowsze zmiany refundacyjne. 

Nowe możliwości przed operacją, po leczeniu i w terapii celowanej

Największy obszar zmian dotyczy raka płuca. Na liście znalazły się aż cztery nowe propozycje terapii dla tej grupy chorych. Pierwszą z nich jest niwolumab stosowany w leczeniu okołooperacyjnym dorosłych pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca, w II, IIIA lub IIIB stopniu zaawansowania, u których ekspresja PD-L1 na komórkach nowotworowych wynosi co najmniej 1%.

– Leczenie okołooperacyjne oznacza terapię prowadzoną zarówno – przed zabiegiem, jak i po  zabiegu chirurgicznym i wymaga ścisłej współpracy onkologa i chirurga klatki piersiowej.  Wyniki badania rejestracyjnego CheckMate77T wskazują, że takie podejście istotnie zmniejsza ryzyko nawrotu choroby, jak również zmniejsza ryzyko zgonu związanego z rakiem płuca – wyjaśnia dr hab. n. med. Magdalena Knetki-Wróblewska z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej.

Od 1 lipca w leczeniu okołooperacyjnym dostępny będzie również  durwalumab – możliwe będzie kwaliifikowanie chorych z niedrobnokomórkowym rakiem płuca, niezależnie od statusu PD-L1.

– Takie wskazania refundacyjne umożliwią również kwalifikację chorych, u których nie stwierdzono ekspresji PD-L1 n komórkach nowotworu. Szacuje się, że dotyczy to nawet 40% chorych – mówi dr Knetki-Wróblewska. 

Trzecia nowość na liście dotyczy drobnokomórkowego raka płuca w postaci ograniczonej. Refundacją objęto durwalumab jako leczenie konsolidujące po zakończonej jednoczasowej radykalnej chemioradioterapii. Tego rodzaju leczenie ma za zadanie utrwalić efekt wcześniejszej terapii i wydłużyć czas kontroli choroby. Wyniki badania ADRIATIC zmieniły dotychczasowy standard postępowania w tej grupie chorych, warto podkreślić, że przez wiele lat nie obserwowano istotnej poprawy wyników leczenia w tej populacji. 

Czwartym lekiem, który został uwzględniony w najnowszej liście jest adagrasib.  Doustny lek aktywny u chorych z niedrobnokomórkowym rakiem płuca i patogennym wariantem G12C w genie KRAS u których doszło do niepowodzenia wcześniejszego leczenia przeciwnowotworowego. To kolejne wskazanie dla terapii ukierunkowanych molekularnie — skutecznych jedynie u chorych, u których zidentyfikowano precyzyjnie określony czynnik predykcyjny. Warto zatem podkreślić istotne znaczenie diagnostyki molekularnej opartej na NGS, która powinna stanowić nieodłączny element diagnostyki prowadzonej przed kwalifikacja do leczenia chorych z zaawansowanym niedrobnokomórkowym rakiem płuca. 

Rak jelita grubego — immunoterapia w określonej grupie chorych

Nową opcją refundowaną będzie również skojarzenie niwolumabu z ipilimumabem w pierwszej linii leczenia pacjentów z zaawansowanym rakiem jelita grubego z potwierdzoną niestabilnością mikrosatelitarną wysokiego stopnia lub zaburzeniami mechanizmów naprawy uszkodzeń DNA typu niedopasowania, czyli tzw. MSI-H/dMMR.

To grupa chorych, u których biologia nowotworu wskazuje na szczególną rolę immunoterapii. W praktyce oznacza to, że wynik badania molekularnego może bezpośrednio decydować o wyborze leczenia już na początku terapii systemowej.

– W leczeniu raka jelita grubego coraz większe znaczenie ma nie tylko lokalizacja nowotworu, ale też jego profil molekularny. U pacjentów z MSI-H lub dMMR immunoterapia może być leczeniem szczególnie istotnym, ponieważ wykorzystuje specyficzną podatność biologiczną guza. To dobry przykład tego, jak diagnostyka molekularna przekłada się na realną decyzję terapeutyczną — mówi prof. Lucjan Wyrwicz kierujący Kliniką Onkologii i Radioterapii 

Skojarzona immunoterapia

W leczeniu dorosłych pacjentów z rakiem wątrobowokomórkowym refundacją zostanie objęte skojarzenie durwalumabu z tremelimumabem. To immunoterapia, której celem jest pobudzenie odpowiedzi układu odpornościowego przeciwko komórkom nowotworowym.

– Często rozpoznajemy chorobę w stadium choroby zaawansowanej. Skojarzona immunoterapia z wykorzystaniem durwalumabu z tremelimumabem daje lekarzom kolejne narzędzie, które może wspierać terapię u pacjentów z tym trudnym do leczenia nowotworem, w grupie chorych u których występują przeciwwskazania do powszechnie dziś stosowanego połączenia z udziałem terapii antyangiogennej  — kontynuuje prof. Wyrwicz. 

Rak wątrobowokomórkowy przez lata pozostawał jednym z trudniejszych obszarów leczenia systemowego. Nowe opcje terapeutyczne są szczególnie ważne w sytuacji, gdy choroba jest zaawansowana i leczenie miejscowe albo operacyjne nie jest możliwe lub nie jest wystarczające.

Immunoterapia będzie także dostępna dla pacjentek chorujących na raka endometrium. Refundacją zostanie objęty dostarlimab w pierwszej linii leczenia pierwotnie zaawansowanego lub nawrotowego raka endometrium z pMMR/MSS.

To ważna informacja, ponieważ w przypadku tego typu nowotworu, ocena statusu MMR/MSI staje się jednym z elementów planowania leczenia. Nowa refundacja oznacza poszerzenie dostępu do immunoterapii dla pacjentek z określonym profilem biologicznym choroby, u których leczenie systemowe jest potrzebne już na samym początku postępowania.

Intensyfikacja leczenia hormonalnego

Dla dorosłych pacjentów z przerzutowym, wrażliwym na kastrację rakiem gruczołu krokowego refundacją zostanie objęty darolutamid stosowany w skojarzeniu z terapią deprywacji androgenów. Deprywacja androgenów, czyli leczenie hamujące wpływ męskich hormonów płciowych na rozwój nowotworu, od lat pozostaje podstawą leczenia zaawansowanego raka gruczołu krokowego. Dodanie do niej tzw. Inhibitora szlaku receptora androgenowego jest formą intensyfikacji leczenia — ma na celu lepszą kontrolę choroby i opóźnienie jej dalszego postępu.

 Ta forma leczenia była już dostępna dla chorych  z przerzutowym rakiem gruczołu krokowego, ale dodanie do programu lekowego kolejnego leku z tej grupy pozwoli na większą indywidualizację leczenia oraz wybór leku najlepiej dopasowanego dla danego pacjenta z uwzględnieniem jego chorób współistniejących oraz przyjmowanych leków  – podkreśla prof. Jakub Kucharz, kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Układu Moczowego .

Szpiczak plazmocytowy — nowa opcja od drugiej linii leczenia

W hematoonkologii nową refundowaną terapią będzie belantamab mafodotin w leczeniu opornego lub nawrotowego szpiczaka plazmocytowego już od drugiej linii terapii.

– Szpiczak plazmocytowy jest chorobą przewlekłą, w której u wielu pacjentów dochodzi do nawrotu choroby lub oporności czyli utraty odpowiedzi na wcześniejsze leczenie. Dlatego szczególne znaczenie mają kolejne skuteczne linie terapii. Objęcie refundacją belantamabu oznacza poszerzenie możliwości leczenia u chorych, którzy wymagają dalszego postępowania po wcześniejszych terapiach – mówi dr Agnieszka Druzd-Sitek z Kliniki Nowotworów Układu Chłonnego. W leczeniu szpiczaka kluczowy jest dostęp do nowoczesnych terapii już od wczesnych linii leczenia, co wiąże się z większą skutecznością, czyli możliwością uzyskania dłuższej remisji choroby — dodaje specjalistka.

Technologia o wysokim poziomie innowacyjności

Na liście znalazł się także toripalimab dedykowany leczeniu pacjentów z rakiem nosowej części gardła w przypadku nawrotu choroby po leczeniu radykalnym lub stwierdzeniu przerzutów odległych. To terapia wskazana jako technologia lekowa o wysokim poziomie innowacyjności.

– Rak nosowej części gardła należy do nowotworów rzadkich, ale klinicznie bardzo wymagających – wyjaśnia dr Bartosz  Spławski, Koordynator w Klinice Nowotworów Głowy i Szyi 

W takich chorobach dostęp do nowych terapii ma szczególne znaczenie, ponieważ liczba standardowych opcji leczenia bywa ograniczona.

-To dobra i potrzebna zmiana, ponieważ pacjenci z rzadkimi nowotworami rejonu głowy i szyi często mają mniej dostępnych opcji terapeutycznych niż chorzy na nowotwory występujące częściej. W takich sytuacjach każda decyzja refundacyjna poszerzająca dostęp do nowoczesnej terapii ma realne znaczenie: daje lekarzom dodatkowe narzędzie, a pacjentom większą szansę na skuteczniejsze leczenie. To korzyść nie tylko dla pojedynczego chorego, ale także dla całego systemu opieki, który dzięki takim decyzjom może lepiej odpowiadać na potrzeby pacjentów z rzadkimi rozpoznaniami — dodaje dr Spławski

Kierunek: leczenie coraz bardziej dopasowane do pacjenta 

Duża liczba nowych leków oraz obecność terapii onkologicznych w kolejnych aktualizacjach listy refundacyjnej pokazują, że onkologia pozostaje jednym z najdynamiczniej rozwijających się obszarów współczesnej medycyny. To także dowód na to, że postęp naukowy coraz szybciej przekłada się na konkretne możliwości leczenia dostępne dla pacjentów. Zmienia się również samo podejście do terapii — od leczenia opartego głównie na rozpoznaniu narządowym w stronę postępowania coraz lepiej dopasowanego do biologii choroby, wyników badań molekularnych i sytuacji klinicznej konkretnego pacjenta.

To kierunek, który realnie poszerza możliwości współczesnej medycyny. Więcej refundowanych terapii oznacza więcej scenariuszy leczenia, więcej decyzji podejmowanych z uwzględnieniem indywidualnych cech nowotworu i większą szansę na to, by pacjent otrzymał leczenie najbardziej odpowiednie na danym etapie choroby.

Warto dodać, że Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało również wdrażanie nowych rozwiązań cyfrowych w systemach gabinetowych, które podczas przepisywania leków refundowanych mają ułatwiać lekarzom dostęp m.in. do informacji o cenach, dostępnych zamiennikach, lekach poniżej limitu finansowania, lokalnej produkcji oraz statystykach. 

Źródło: NIO
Foto: NIO

Mężczyźni coraz częściej przełamują stereotypy i zaczynają traktować profilaktykę jako element codziennej troski o zdrowie – ocenili eksperci podczas debaty „Po męsku o zdrowiu” zorganizowanej w Ministerstwie Zdrowia z okazji Dnia Ojca. Uczestnicy spotkania podkreślali, że regularne badania, aktywność fizyczna, dbałość o zdrowie psychiczne oraz korzystanie z programów profilaktycznych mogą wydłużyć życie i poprawić jego jakość, a zdrowie przestaje być tematem tabu dla coraz większej liczby mężczyzn.
Spotkanie otworzyła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. – My kobiety odważniej i szybciej zaczynamy dbać o zdrowie, ale i u panów zauważam progres – powiedziała. – Dla kobiet jest wiele akcji prozdrowotnych, z różowym październikiem włącznie, ale coraz większą popularnością i zaangażowaniem cieszy się też listopadowa akcja profilaktyczna dla mężczyzn. Potrzebujemy więcej akcji wokół zdrowia mężczyzn. Jako matka dwóch synów i babcia wnuka jestem tym żywo zainteresowana – podkreślała. Minister zdrowia wyliczyła ułatwienia cyfrowe pomocne w profilaktyce – Można łatwo zapisać się na badania – jest aplikacja MojeIKP, jest e-rejestracja. Od 1 sierpnia będzie można w ten sposób zapisać się do większej liczby specjalistów. Mamy dużo terminów na pierwsze wizyty do kardiologa. Warto też wypełniać w aplikacji ankiety w ramach programu „Moje zdrowie”, czy „10. dla serca”. Te narzędzia cyfrowe są rozwiązaniem, które ułatwia profilaktykę – dodała.

O męskim podejściu do zdrowia rozmawiali: prof. Piotr Dobrowolski z Narodowego Instytutu Kardiologii, prof. Piotr Radziszewski, kierownik i ordynator Kliniki Urologii Ogólnej, Onkologicznej i Czynnościowej Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Maciej Karaszewski, psychiatra, dyrektor departamentu lecznictwa w ministerstwie zdrowia, Cezary Trybański, koszykarz, Krystian Pesta, aktor. Rozmowę moderował dr hab. Paweł Koczkodaj, kierownik Pracowni Prewencji Pierwotnej i Polityki Zdrowotnej w Zakładzie Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowym Instytucie Badawczym.

Dbanie o zdrowie – niemęskie tabu?

Panowie podkreślali, że coraz więcej młodych mężczyzn zwraca uwagę na swoje zdrowie. – Do mojego gabinetu przychodzi dużo młodych panów, którzy chce się zbadać, bo w rodzinie były choroby urologicznie – mówił prof. Piotr Radziszewski. – Urolog ma być przyjacielem mężczyzny. Tak jak mamy prowadzą swoje córki do ginekologa, tak ojciec powinien przyprowadzić swojego syna do urologa, żeby porozmawiać o HPV, czy o antykoncepcji – podkreślał.

Również prof. Piotr Dobrowolski, kardiolog, widzi trend, że młodsi mężczyźni chcą zadbać o swoje zdrowie. – Pacjenci, w wieku 20-45 lat, przychodzą znacznie częściej niż starsi. W starszym wieku przychodzą już z chorobami. A nigdy nie jest za późno na profilaktykę. Chcemy wydłużać swoje życie. Jednak nie chodzi tylko o długość życia, ale też o to, aby było ono również dobrej jakości – przekonywał.

Prof. Radziszewski podkreślał, że XXI wiek odmitologizował wiele tematów tabu. – Bariera wstydu została przełamana. To zwykła rzecz przyjść z problemami do urologa.

Wzrasta świadomość zdrowia psychicznego

Zaproszeni goście poruszyli również temat zdrowia psychicznego. Cezary Trybański, koszykarz: – Kiedyś sportowiec, który narzekał i okazywał przygnębienie był traktowany jako jednostka słaba, dziś to się zmieniło. Sportowcy głośno mówią o swoich zmaganiach, współpracują z psychologami. Powinniśmy się na to otwierać, bo zdrowie psychiczne jest bardzo ważne.

Maciej Karaszewski, psychiatra, potwierdzał, że świadomość społeczna dotycząca zdrowia psychicznego bardzo wzrosła. – Jak zaczynałem pracę psychiatry na początku lat dwutysięcznych spotykałem się ze wstydem, niezrozumieniem. Od tego czasu wzrosła świadomość całego społeczeństwa. Dużo się o tym mówi w mediach, osoby doświadczające kryzysu psychicznego przestały być przedstawiane jako sensacja. Jako społeczeństwo jesteśmy bardziej otwarci na rozmowy o zdrowiu, na ludzi z kryzysem. Zdrowie psychiczne to element naszego zdrowia ogólnego, mówimy o tym otwarcie.

Profilaktyka to przede wszystkim styl życia

Obecnie jest moda na zdrowy styl życia, na niepicie alkoholu czy niepalenie papierosów. – Zdrowe nawyki, jak uprawnianie sportu, czy zdrowe posiłki powinny być traktowane jako rutyna, a nie dodatkowy obowiązek – stwierdził prof. Dobrowolski.

Krystian Pesta chwalił program „Moje zdrowie” – To ważny program. Warto zrobić bilans jak wygląda mój stan zdrowia na dzisiaj. Jestem chyba najlepiej przebadanym aktorem. Mam świadomość i regularnie robię badania. Profilaktyka jest najważniejsza. To też rola znanych osób – mając zasięgi, popularność, trzeba mówić o tym i podnosić świadomość wśród ludzi.

Cezary Trybański mówił o roli sportu w życiu codziennym. – Kiedy ćwiczę, to może i wracam zmęczony z treningów, ale głowa jest wypoczęta. Dodał, że do prowadzonej przez niego akademii dla dorosłych, przychodzi coraz więcej osób. Podkreślał też znaczenie dawania przykładu przez rodziców. – Rodzice powinni pokazywać dzieciom, że czas trzeba spędzać aktywnie. Jak dziecko widzi, że rodzic po pracy odpala komputer lub kładzie się na kanapie, to robi to samo. 

Zgadzał się z tym prof. Dobrowolski. – W ramach narodowego programu CHUK przeprowadziliśmy wśród 10 tys. 18-latków ankietę, która potwierdza, że komputer i telefon są głównym zajęciem w czasie wolnym. Na podstawie wyników ankiety zwróciliśmy też uwagę, że o ponad 60% spada aktywność fizyczna w okresie jesień – zima. Trzeba pamiętać, że nie tylko latem można uprawiać sporty, trzeba też znaleźć dyscypliny, które pozwolą zachować aktywność również w mniej sprzyjającym sezonie – zaznaczył.

Ważnym elementem jest także zarządzenie stresem. – Nie unikniemy stresu, ale możemy zmniejszyć jego natężenie. Ważne jest nauczyć się zarządzać nim – akcentował prof. Dobrowolski.

Kończąc dyskusję dr hab. Paweł Koczkodaj zwrócił uwagę, że jednym z najważniejszych czynników, który przyniósłby największą korzyść zdrowotną dla mężczyzn, to eliminacja dymu tytoniowego. Prelegenci zgodnie też uznali, że jeszcze długa droga przed mężczyznami, aby dogonić kobiety w średniej długości życia. Dziś ta różnica jest dość duża – kobiety żyją średnio 82 lata, zaś mężczyźni 74. Aby wyrównać tę średnią panowie udzielili rad: badajcie się, uprawiajcie sport, zróbcie ankietę 10. dla serca.

Żródło: MZ
Foto: MZ

Wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk w czwartek (11 czerwca) na konferencji prasowej przedstawiła nowy projekt obwieszczenia ministra zdrowia w sprawie wykazu leków refundowanych, który ma zacząć obowiązywać od 1 lipca 2026 r. Refundacją ma zostać objętych 25 nowych terapii – 15 terapii nieonkologicznych (w tym 8 w chorobach rzadkich) i 10 terapii onkologicznych. Wydano 156 decyzji w sprawie kontynuacji refundacji – przekazała wiceminister Katarzyna Kacperczyk, przedstawiając najnowszy projekt obwieszczenia ministra zdrowia w sprawie wykazu leków refundowanych.
Dziesięć nowych terapii onkologicznych, piętnaście nieonkologicznych, w tym osiem przeznaczonych dla pacjentów z chorobami rzadkimi, a także kolejna lista technologii lekowych o wysokim poziomie innowacyjności, tak wygląda najnowszy projekt obwieszczenia refundacyjnego, który przedstawiło Ministerstwo Zdrowia. Jeśli zapowiedziane zmiany wejdą w życie zgodnie z planem 1 lipca, dla wielu pacjentów będzie to jedna z najważniejszych aktualizacji refundacyjnych ostatnich miesięcy.

Zdaniem ekspertów szczególnie istotne są decyzje dotyczące onkologii. Wśród nowych terapii znalazły się bowiem trzy rozwiązania znajdujące się na liście TOP 10 ONKO 2026, czyli leków uznawanych przez środowisko kliniczne za szczególnie potrzebne z punktu widzenia pacjentów.

Rak płuca głównym beneficjentem zmian

Jak zapowiadało Ministerstwo Zdrowia, jednym z priorytetów lipcowej listy refundacyjnej jest leczenie raka płuca. To właśnie w tym obszarze pojawi się najwięcej nowych możliwości terapeutycznych.

Pacjenci z niedrobnokomórkowym rakiem płuca będą mogli skorzystać z leczenia okołooperacyjnego niwolumabem u chorych z ekspresją PD-L1 przekraczającą 1 proc. na komórkach nowotworowych. Refundacją ma zostać objęte również leczenie okołooperacyjne z wykorzystaniem durwalumabu, niezależnie od statusu PD-L1.

Kolejną ważną zmianą jest refundacja durwalumabu stosowanego jako leczenie konsolidujące u dorosłych pacjentów z ograniczoną postacią drobnokomórkowego raka płuca. To grupa chorych, dla której możliwości terapeutyczne pozostają ograniczone, a rokowania nadal są niekorzystne.

Na liście znalazł się również adagrasib przeznaczony dla pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca i mutacją KRAS G12C – jedną z najczęściej występujących zmian molekularnych w tym nowotworze.

Nowe możliwości leczenia innych nowotworów

Zmiany nie ograniczają się jednak wyłącznie do raka płuca. Refundacją mają zostać objęte także:

Wiele z tych terapii jest od dawna wskazywanych przez ekspertów jako istotne uzupełnienie polskiego systemu leczenia nowotworów.

Choroby rzadkie i przewlekłe również zyskają

Nowe decyzje refundacyjne obejmują także szeroki katalog terapii nieonkologicznych. Na liście znalazł się m.in. spesolimab stosowany w leczeniu łuszczycy krostkowej, rozanoliksizumab dla pacjentów z uogólnioną postacią miastenii, burosumab dla chorych z hipofosfatemią sprzężoną z chromosomem X oraz odeviksybat wykorzystywany w leczeniu świądu cholestatycznego w przebiegu zespołu Alagille’a.

Pacjenci z kardiomiopatią w przebiegu amyloidozy transtyretynowej uzyskają dostęp do acoramidisu, natomiast osoby z zaawansowaną chorobą Parkinsona – do terapii skojarzonej lewodopą, karbidopą i entakaponem.

Wśród nowych refundacji znalazły się również dwa wskazania dla guselkumabu: w umiarkowanej i ciężkiej postaci choroby Leśniowskiego-Crohna oraz wrzodziejącego zapalenia jelita grubego. Lista obejmuje także nowe opcje terapeutyczne w depresji, alergicznym nieżycie nosa oraz leczeniu nadciśnienia tętniczego.

Kolejna lista terapii o wysokim poziomie innowacyjności

Podczas prezentacji projektu wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk poinformowała również o zatwierdzeniu szóstej listy technologii lekowych o wysokim poziomie innowacyjności. Program ten dysponuje budżetem wynoszącym 1,1 mld zł rocznie i ma umożliwiać szybszy dostęp do najbardziej innowacyjnych terapii poprzez uproszczoną ścieżkę refundacyjną.

Na najnowszej liście znalazły się m.in.:


Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że projekt obejmuje również 156 decyzji przedłużających dotychczasową refundację. Dodatkowo przedstawiono trzeci wykaz terapii o ugruntowanej skuteczności, zawierający 27 nowych wskazań terapeutycznych z zakresu endokrynologii, diabetologii, ginekologii, reumatologii i urologii.

Wśród nich znalazły się m.in. nowe terapie dla pacjentek z endometriozą, leczenie wspomagające procedury in vitro, kolejne opcje terapeutyczne w cukrzycy oraz schorzeniach endokrynologicznych.

Równolegle Centrum e-Zdrowia zapowiedziało uruchomienie nowej funkcjonalności umożliwiającej realizację jednej recepty w różnych aptekach, co ma ułatwić pacjentom dostęp do leków i ograniczyć problemy związane z ich dostępnością.

Wszystko wskazuje na to, że lipcowa lista refundacyjna będzie jedną z najbardziej rozbudowanych aktualizacji ostatnich lat. Największym beneficjentem zmian pozostaną pacjenci onkologiczni, ale znaczące korzyści odczują również osoby z chorobami rzadkimi, neurologicznymi, autoimmunologicznymi i kardiologicznymi. Dla wielu z nich refundacja oznacza nie tylko obniżenie kosztów leczenia, ale przede wszystkim realny dostęp do terapii, które do tej pory pozostawały poza ich zasięgiem.

Źródło: MZ

Mimo że rak prostaty jest najczęściej diagnozowanym nowotworem u mężczyzn, wiedza na temat podstawowych badań profilaktycznych wciąż pozostaje niewystarczająca. Z badania „Prostata na prostej”, przeprowadzonego na zlecenie firmy Bayer, wynika, że mniej niż połowa mężczyzn słyszała o badaniu PSA, a jedną z głównych barier profilaktyki pozostaje przekonanie, że bez objawów nie ma potrzeby wykonywania badań. Respondenci przyznają również, że obawiają się diagnozy, a po uzyskaniu niepokojącego wyniku oczekują przede wszystkim jasnych informacji o dalszej diagnostyce, możliwościach leczenia oraz wsparcia w podejmowaniu decyzji zdrowotnych.
Rak prostaty należy do najczęściej diagnozowanych nowotworów u mężczyzn, a czerwiec – m.in. za sprawą Ogólnopolskiego Dnia Świadomości Raka Prostaty, obchodzonego 23.06 – jest okazją do rozmowy o profilaktyce i wcześniejszej diagnostyce. Punktem wyjścia dyskusji mogą być wyniki badania opinii publicznej „Prostata na prostej”, zrealizowanego na zlecenie Bayer. Pokazują one, że wielu mężczyzn w Polsce nadal nie zna podstawowego badania profilaktycznego PSA, obawia się diagnozy i chce otrzymać konkretne, praktyczne informacje o dalszych krokach w przypadku niepokojącego wyniku.

Najważniejsze wyniki badania „Prostata na prostej”

 
„Wyniki badania jasno pokazują, że sama zachęta do profilaktyki nie wystarcza. Mężczyźni potrzebują także prostych, praktycznych informacji o tym, co oznacza ‘niepokojący wynik’ i jakie mogą być kolejne kroki – oraz poczucia, że nie zostają z tym sami” – mówi Aleksandra Mrowiec, szefowa komunikacji Bayer w Europie Środkowo-Wschodniej.

„Skoro nie ma objawów, nie trzeba się badać” – najczęstsza bariera profilaktyki

Badanie „Prostata na prostej” wskazuje, że największą przeszkodą w profilaktyce prostaty jest przekonanie, że badania wykonuje się dopiero wtedy, gdy pojawiają się objawy. Tymczasem rak prostaty przez długi czas może rozwijać się bezobjawowo, a pierwsze dolegliwości bywają zauważane dopiero w późniejszym etapie choroby.

„Dlatego kluczowe znaczenie ma profilaktyka i regularne wykonywanie badania PSA: prostego badania krwi, które może pomóc wykryć nowotwór na wczesnym etapie” – mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Radziszewski, urolog. – „Skrót PSA pochodzi od angielskiego „Prostate-Specific Antigen“ i oznacza białko produkowane przez prostatę. Jego podwyższony poziom nie zawsze oznacza chorobę nowotworową, ale może być sygnałem zmian wymagających dalszej diagnostyki. Zawsze po wykonaniu badania PSA konieczna jest wizyta u urologa, aby prawidłowo zinterpretować wynik.”

Choroba przewlekła – nie wyrok: jak Polacy postrzegają raka prostaty

Badanie pokazuje, że w społecznej świadomości dominuje przekonanie o możliwości skutecznego leczenia: rak prostaty częściej kojarzy się z chorobą uleczalną (53 proc.) i przewlekłą (20 proc.) niż z wyrokiem (12 proc.).

Z wyrokiem utożsamiają tę chorobę najczęściej osoby młode. Mniej lękowe postrzeganie rośnie wraz z wiekiem, a wśród mężczyzn – także wraz z kontaktem z profilaktyką (wykonywaniem badania PSA).

Postępy współczesnej medycyny w ostatnich latach zmieniają rokowania w raku prostaty. W wielu przypadkach możliwe jest skuteczne leczenie lub wieloletnie kontrolowanie choroby przy jednoczesnym utrzymaniu dobrej jakości życia i codziennej aktywności pacjentów.

„Przy podejrzeniu raka prostaty warto jak najszybciej zgłosić się do specjalisty: im lepsza jest ogólna kondycja pacjenta, tym większe są możliwości leczenia“ – mówi prof. dr hab. n. med. Paweł Wiechno, onkolog. „- Współczesna terapia raka prostaty opiera się na indywidualnym doborze metod leczenia, z uwzględnieniem stanu zdrowia pacjenta, chorób współistniejących oraz stylu życia. Obok radykalnego leczenia chirurgicznego i radioterapii stosowane są w leczeniu choroby zaawansowanej nowoczesne terapie hormonalne i chemioterapia. Jednym z najważniejszych elementów pozostaje dziś utrzymanie jakości życia chorego“.

Mężczyźni potrzebują rozmowy, informacji i poczucia bezpieczeństwa

Z perspektywy respondentów kluczowe są jasne, praktyczne informacje: omówienie dostępnych opcji diagnostyki i leczenia (51 proc.), wyjaśnienie sytuacji medycznej (48 proc.) oraz informacja o skuteczności leczenia (47 proc.). Dla wielu mężczyzn – szczególnie starszych – istotne jest również to, czy choroba wpłynie na codzienne życie, samodzielność i jakość funkcjonowania.

 
Badanie pokazuje, że trudne emocje pojawiają się często jeszcze przed postawieniem diagnozy. Skierowanie do onkologa najczęściej budzi niepewność (49 proc.), obawę przed diagnozą (47 proc.) i strach (42 proc.). Jednocześnie respondenci wskazują, że wsparciem w podjęciu decyzji o konsultacji u onkologa mogłaby być możliwość rozmowy z innym lekarzem oraz dostęp do większej ilości informacji o raku prostaty (po 39 proc.), a także wsparcie emocjonalne ze strony bliskich (35 proc.).

„W Fundacji OnkoCafe od lat rozmawiamy z pacjentami z rakiem prostaty i ich bliskimi. Mężczyźni coraz częściej chcą rozumieć swoją chorobę, etapy leczenia i możliwości współpracy z lekarzami, bo to daje im poczucie bezpieczeństwa i wpływ na proces terapii“ – mówi Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe Razem Lepiej. – „Z perspektywy pacjentów ważne jest zarówno skuteczne leczenie, jak to jak czują się na co dzień – czy mają siłę spotkać się z rodziną, wyjść z domu i zachować niezależność. Jakość życia jest dla nich równie ważna jak jego długość. Dlatego pacjenci potrzebują dziś zarówno nowoczesnych terapii, doskonałej organizacji opieki onkologicznej, jak i dobrej rozmowy, jasnych informacji i kompleksowego wsparcia na każdym etapie leczenia“.

Pierwszy krok: regularne badania i rozmowa z lekarzem

Eksperci podkreślają znaczenie regularnych badań profilaktycznych, w tym badania PSA, szczególnie po 50. roku życia oraz wcześniej w przypadku historii raka prostaty w rodzinie. Warto regularnie – nie tylko w razie niepokojących objawów – konsultować się z urologiem.

Badanie „Prostata na prostej” wskazuje także na rolę kobiet w motywowaniu mężczyzn do profilaktyki: 54 proc. respondentek deklaruje, że zachęcała bliskiego mężczyznę do badań. To pokazuje, że rozmowa w domu i wsparcie najbliższych mogą być pierwszym impulsem do zgłoszenia się do lekarza.

Źródło: inf pras

W polskiej onkologii paradoks polega dziś na tym, że mamy coraz więcej narzędzi – leków, ścieżek postępowania, programów, nawet portali informacyjnych – a jednocześnie wciąż przegrywamy tam, gdzie zaczyna się najprostsza część medycyny: wczesne wykrywanie i sprawna diagnostyka. To nie jest wyłącznie problem pieniędzy ani wyłącznie „niskiej świadomości”. To problem konstrukcji systemu, który w wielu obszarach nie bierze pod uwagę tego, że profilaktyka nie działa jednakowo dla wszystkich. Ma płeć, wiek, miejsce zamieszkania i kontekst społeczny – a także własną logikę barier.

Posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Mężczyzn pokazało to wyraźnie: w jednym miejscu spotkały się trzy kluczowe tematy polskiej onkologii 2026 roku – profilaktyka, diagnostyka molekularna i dostępność ścieżek. Zderzenie tych wątków prowadzi do wniosku dość niewygodnego: nawet najlepsze leczenie nie zadziała populacyjnie, jeśli pacjent zbyt późno trafia do systemu, a potem nie dostaje właściwego rozpoznania na czas.

Tu zaczyna się pytanie ważniejsze niż to, „co jeszcze można refundować”: czy państwo potrafi zaprojektować Polakom równą, prostą i rzeczywiście dostępną drogę do badań przesiewowych – niezależnie od kodu pocztowego, PESELu, płci i zasobności portfela?

Równa dostępność? Spór o skierowanie do urologa

Jednym z najbardziej konkretnych przykładów tej systemowej konstrukcji jest dostęp do lekarza urologa – specjalisty kluczowego w diagnostyce wielu nowotworów męskich, w tym raka prostaty czy raka pęcherza. To właśnie w tym punkcie teoria o „równej dostępności” zderza się z praktyką organizacyjną.
Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Mężczyzn, poseł Marcin Józefaciuk, przypomniał, że kwestia skierowań do urologa była już przedmiotem formalnej interpelacji skierowanej do Ministerstwa Zdrowia.
Jak relacjonował, w ubiegłym roku zespół zapytał wprost, czy resort planuje zniesienie obowiązku posiadania skierowania do lekarza urologa – na wzór przepisów dotyczących dostępu do ginekologa – oraz czy prowadzone są analizy lub prace legislacyjne mające na celu usunięcie tej bariery administracyjnej. Odpowiedź ministerstwa była jednoznaczna: na ten moment nie są planowane żadne działania zmierzające do zniesienia wymogu skierowania.
W uzasadnieniu resort wskazał m.in., że lekarz podstawowej opieki zdrowotnej ma możliwość zlecenia podstawowych badań diagnostycznych, w tym oznaczenia PSA – antygenu swoistego dla stercza – a następnie, w razie potrzeby, skierowania pacjenta do właściwego specjalisty, wystawienia karty DILO czy skierowania do szpitala.
Ministerstwo argumentowało również, że zniesienie obowiązku skierowania mogłoby doprowadzić do sytuacji, w której pacjenci z dolegliwościami urologicznymi trafialiby bezpośrednio do specjalisty, choć ich problem mógłby zostać rozwiązany na poziomie POZ. To z kolei – jak wskazano w odpowiedzi – mogłoby skutkować wydłużeniem kolejek do urologa oraz utratą cennego czasu na postawienie właściwej diagnozy i wdrożenie leczenia.
Józefaciuk podkreślił jednak, że argument o kolejkach nie wyczerpuje problemu.
„Jeżeli chodzi o sprawy męskie, o mężczyzn, to jednak nie zauważamy wzrostu zainteresowania czy wzrostu posyłania mężczyzn do urologa. (…) Według szacunków, badań i analiz różnych organizacji mężczyzna, jeżeli już pójdzie do jednego lekarza, to jest bardzo dobrze, a żeby jeszcze musiał później do drugiego lekarza pójść, ten odsetek jest już o wiele mniejszy.”
W jego ocenie wieloetapowość ścieżki może w praktyce działać zniechęcająco, szczególnie w przypadku pacjentów, którzy i tak rzadziej korzystają z systemu ochrony zdrowia. Jednocześnie zaznaczył, że ministerstwo podejmuje działania promujące profilaktykę – zarówno poprzez patronaty, wsparcie finansowe inicjatyw, jak i obecność tematów zdrowia mężczyzn w kampaniach medialnych czy nawet wątkach serialowych.
Jak podsumował, zespół zamierza nadal wracać do tematu uproszczenia dostępu, zwłaszcza że – jak zauważył – w ostatnim czasie zniesiono obowiązek skierowań do niektórych innych specjalistów.

Ten systemowy argument znajduje potwierdzenie w praktyce klinicznej.

Na różnicę w „naturalnych” punktach kontaktu z systemem zwróciła uwagę dr Anna Bonder-Nowicka, specjalistka urologii. „Kobiety częściej trafiają do gabinetów ginekologicznych – głównie w związku z kwestiami rozrodu, a jeśli nie z rozrodem, to z antykoncepcją. Jest więc więcej sytuacji, w których nawet niejako przy okazji mogą zostać zapytane o profilaktykę, o samobadanie piersi czy o ostatnią cytologię – i chwała kolegom ginekologom za to. (…) Dostęp do urologa w pewnym sensie jest ograniczony, ponieważ droga do jego gabinetu najczęściej prowadzi przez lekarza rodzinnego. (…) Mężczyźni nie mają takiej odruchowej możliwości, by po prostu pojawić się w gabinecie urologicznym. Nawet jeśli mają wątpliwości, które chcieliby szybko z urologiem rozwiać, i tak muszą najpierw udać się do lekarza rodzinnego po skierowanie. Wydłużanie tej ścieżki wydaje się w naszym środowisku zbędnym utrudnieniem.” – podkreśliła.

W tym kontekście postulat uproszczenia dostępu do urologa nie jest postulatem „przywileju”, lecz próbą skrócenia jednego z newralgicznych odcinków ścieżki diagnostycznej. Obawy o kolejki są realne, ale warto je odwrócić: są argumentem za lepszym triage i sprawniejszą organizacją opieki, a nie za utrzymywaniem barier administracyjnych, które w praktyce opóźniają rozpoznania.

Dyskusja o skierowaniach do urologa nie jest sporem proceduralnym. W przypadku części nowotworów męskich to realnie kwestia czasu.

W tym kontekście dr n. med. Bożena Sikora-Kupis z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego przypomniała, że rak pęcherza moczowego w Polsce jest w grupie mężczyzn czwartym najczęściej rozpoznawanym nowotworem. W 2023 roku odnotowano ponad 5 tysięcy nowych zachorowań u panów i blisko 3 tysiące zgonów. U kobiet liczby są niższe – niespełna 2 tysiące zachorowań i około tysiąca zgonów – ale to wciąż znacząca skala problemu.
To nowotwór, który w ponad 75 proc. dotyczy mężczyzn. Mediana wieku wynosi 73 lata, ale – jak podkreślała ekspertka – w praktyce klinicznej pojawiają się coraz młodsi pacjenci. „Mój najmłodszy pacjent z rakiem pęcherza to 37-latek.” – zaznaczyła dr n. med. Bożena Sikora-Kupis.
Głównym czynnikiem ryzyka pozostaje palenie tytoniu. I choć tradycyjnie kojarzone było ono głównie z mężczyznami, dane pokazują, że w młodszych grupach wiekowych odsetek palących kobiet i mężczyzn zaczyna się wyrównywać.
Najczęstszym objawem raka pęcherza jest krwiomocz – najczęściej widoczny gołym okiem, ale czasem jedynie mikroskopowy. Problem polega na tym, że bywa jednorazowy, przemijający, niebolesny. Pacjent widzi krew raz, objaw ustępuje i temat znika. Czasem pojawiają się objawy niespecyficzne: częstomocz, parcia naglące, uczucie niepełnego opróżnienia pęcherza.

I właśnie w tym miejscu wraca pytanie o ścieżkę dostępu. Jeśli pierwszym objawem jest krwiomocz, a droga do urologa prowadzi przez kilka wizyt w POZ i kolejne tygodnie oczekiwania, system sam wydłuża czas do rozpoznania. W nowotworze, w którym połowa chorych po leczeniu radykalnym doświadcza nawrotu, a stadium przerzutowe dramatycznie pogarsza rokowanie, opóźnienie nie jest kategorią administracyjną – jest kliniczną.

Medycyna precyzyjna w męskiej onkologii

Najważniejszym nowotworem męskim pozostaje rak prostaty. I to właśnie on pokazuje, jak bardzo współczesna onkologia zależy dziś od jakości diagnostyki molekularnej.
Podobnie jak w raku piersi – w tym wypadku również mówimy o nowotworze, który w części przypadków jest zależny od mutacji w genach BRCA. U około 10–20 proc. pacjentów z rakiem prostaty identyfikuje się mutacje w genach BRCA1, BRCA2, a także w innych genach związanych z naprawą DNA, takich jak ATM, CHEK2, PALB2 czy CDK12. Dla tej grupy dostępne są dwa programy lekowe oparte na inhibitorach PARP – terapii celowanej, która działa właśnie w przypadku określonych zaburzeń genetycznych.
Nie oznacza to jednak, że badania molekularne wykonuje się u wszystkich chorych. Diagnostyka dotyczy wyselekcjonowanej populacji – pacjentów z przerzutowym rakiem prostaty, leczonych hormonalnie, u których doszło do niepowodzenia terapii hormonalnej. W praktyce to około 5 tysięcy chorych rocznie, u których badania genetyczne powinny być standardem postępowania.
Szczególne znaczenie ma także diagnostyka u mężczyzn, u których rak prostaty pojawia się w młodym wieku. Wczesne zachorowania częściej są związane z mutacjami w genach BRCA – zwłaszcza BRCA2, który jest najczęściej identyfikowanym genem predyspozycyjnym w tym nowotworze.
Eksperci podkreślali, że klasyczne testy przesiewowe w kierunku wybranych mutacji BRCA1 i BRCA2 nie są w tym przypadku wystarczające. Konieczne jest pełne badanie metodą NGS, obejmujące analizę całej sekwencji kodującej genów. Co więcej, sama krew nie zawsze wystarcza.
W raku prostaty około połowa mutacji ma charakter germinalny, dziedziczny, ale druga połowa to mutacje somatyczne, obecne wyłącznie w tkance nowotworowej. Oznacza to, że optymalnym materiałem do diagnostyki jest właśnie guz.
I tu pojawia się poważny problem systemowy.
Materiał w raku prostaty pochodzi najczęściej z cienkoigłowych biopsji – niewielkich fragmentów tkanki utrwalanych w bloczkach parafinowych. Jak wskazywano podczas posiedzenia, nawet około 50 proc. takich preparatów okazuje się niediagnostycznych: materiał bywa zbyt skąpy, źle utrwalony albo zawiera zbyt mało komórek nowotworowych, by przeprowadzić wiarygodne badanie molekularne. W praktyce oznacza to, że co drugi pacjent może nie mieć możliwości wykonania testu, który decyduje o kwalifikacji do leczenia.
Dlatego jednym z kluczowych postulatów stało się dopuszczenie i finansowanie tzw. płynnej biopsji. Badanie to pozwala wykrywać mutacje w materiale genetycznym krążącym we krwi i może być wykonane ambulatoryjnie, bez konieczności ponownego pobierania tkanki. W sytuacji, gdy materiał tkankowy jest niediagnostyczny, płynna biopsja mogłaby stanowić realną „drugą szansę” na kwalifikację do terapii celowanej.
Bez finansowania tego świadczenia medycyna precyzyjna w raku prostaty pozostaje częściowo deklaratywna – dostępna teoretycznie, ale w praktyce ograniczona jakością materiału diagnostycznego.

Ale rak prostaty nie jest jedynym nowotworem męskim, w którym genetyka zaczyna odgrywać rolę.
Dr hab. Andrzej Tysarowski, prezes Polskiej Koalicji Medycyny Personalizowanej, zwrócił uwagę, że również rak pęcherza moczowego – jeszcze do niedawna postrzegany wyłącznie przez pryzmat leczenia chirurgicznego i chemioterapii – wchodzi w obszar terapii ukierunkowanych molekularnie. Od ubiegłego roku funkcjonuje program lekowy obejmujący diagnostykę w kierunku zmian w genie FGFR3 i kwalifikację do terapii celowanej u pacjentów z odpowiednim profilem molekularnym.
Badanie wykonywane jest z tkanki nowotworowej – metodą PCR jako test przesiewowy lub przy użyciu paneli NGS obejmujących tzw. hotspoty genu FGFR3. To obecnie jedyne rutynowo finansowane badanie genetyczne w tym nowotworze, ale pokazuje kierunek zmian: nawet w raku pęcherza medycyna precyzyjna przestaje być wyjątkiem.

W przypadku innych nowotworów męskich – przede wszystkim raka jądra – sytuacja wygląda inaczej. To nowotwór typowo młodych mężczyzn, w którym diagnostyka nie opiera się na badaniach genetycznych. Kluczowe znaczenie ma samobadanie i szybkie zgłoszenie się do lekarza w przypadku zauważenia niepokojących zmian w budowie jąder.
Tu medycyna precyzyjna ustępuje miejsca najprostszej profilaktyce wtórnej: czujności i szybkiej reakcji.

Trzeba zmienić model dotarcia

W dyskusji o barierach dostępu pojawił się jeszcze jeden, bardzo praktyczny wątek – mobilna profilaktyka.
Od lat oswoiliśmy się z obecnością mammobusów i cytobusów. Mobilne pracownie mammograficzne czy punkty cytologii płynnej pojawiają się przy centrach handlowych, podczas wydarzeń sportowych czy lokalnych festynów. Stały się symbolem aktywnego wychodzenia systemu do pacjentki.
Tymczasem analogicznych rozwiązań skierowanych typowo do mężczyzn wciąż brakuje.
Prof. Paweł Krawczyk przywołał doświadczenie z województwa lubelskiego, gdzie w ramach unijnego projektu realizowano mobilny program przesiewowy w kierunku raka płuca. Po regionie jeździł tzw. tomobus – mobilna pracownia niskodawkowej tomografii komputerowej, wykorzystywanej właśnie w badaniach przesiewowych osób z grupy podwyższonego ryzyka.
„To był strzał w dziesiątkę, bo zwłaszcza mężczyźni nie przyjadą do dużego miasta. Gdy tomobus pojawia się w ich miejscowości, zgłaszalność na badania wyraźnie rośnie. Województwo lubelskie jest rolniczym regionem. Jeżeli ktoś miałby przyjechać z obrzeży do miasta, to raczej da sobie z tym spokój. Dlatego akcje profilaktyczne muszą być zdywersyfikowane pod kątem miejsca zamieszkania pacjentów. Inaczej mieszkańcy miast będą mogli korzystać z programów profilaktycznych, a inaczej mieszkańcy terenów wiejskich.” – mówił profesor.
Na tę lukę zwrócił uwagę również Marcin Józefaciuk, mówiąc wprost o potrzebie „androbusów” – „Mammobusy czy busy z cytologią płynną pojawiają się coraz częściej (…) ale ciągle tych androbusów bardzo, bardzo mocno brakuje.”

Niezależnie od nazwy, idea jest prosta: jeśli państwo chce mówić o równej dostępności badań przesiewowych, musi wyjść do mężczyzn równie konsekwentnie, jak od lat wychodzi do kobiet. W przeciwnym razie różnica nie będzie wynikać z biologii, lecz z organizacji systemu.

HPV: mit „kobiecego wirusa” i luka w męskiej profilaktyce

Jeśli mobilna profilaktyka pokazuje, jak docierać do pacjentów, to wątek HPV pokazał, jak bardzo profilaktyka bywa źle rozumiana – także w wymiarze płci.
Prof. Mariusz Bidziński, konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej, rozpoczął od rozprawienia się z jednym z najtrwalszych mitów: „HPV kojarzy się przede wszystkim z nowotworami kobiecymi, ale tak do końca nie jest to prawdą.”
Wirus brodawczaka ludzkiego ma ponad 200 typów, z czego około 40 uznaje się za wysokoonkogenne, czyli predysponujące do powstawania nowotworów. W praktyce klinicznej szczególne znaczenie ma kilkanaście, które dziś można identyfikować testami molekularnymi.
Nie każda infekcja prowadzi do nowotworu. W większości przypadków sprawny układ odpornościowy eliminuje wirusa bez trwałych konsekwencji. Problem pojawia się wtedy, gdy zakażenie przechodzi w fazę przewlekłą – a to, jak wskazywał profesor, może być związane m.in. z czynnikami środowiskowymi i osłabieniem odporności w populacji.
Efekt widać w statystykach globalnych. “Mamy statystyki międzynarodowe, które mówią, że od 4 do 5% wszystkich nowotworów, wszystkich globalnie, to są nowotwory wywołane przez HPV. We światowych statystykach prawie 700 tysięcy przypadków są to przypadki, gdzie czynnikiem etiologicznym jest rzeczywiście wirus HPV. A więc jest to problem zdrowia publicznego.” – kontynuował ekspert.
Kluczowe jest jednak to, że HPV nie dotyczy wyłącznie kobiet. „Mniej więcej 4 na 10 przypadków zachorowań to kwestia mężczyzn” – podkreślił prof. Bidziński.
O ile rak szyjki macicy jest niemal w stu procentach związany z zakażeniem HPV, o tyle wirus odpowiada również za około 90 proc. przypadków raka odbytu oraz około 70 proc. nowotworów części ustnej gardła. Istotny odsetek dotyczy także raka prącia. W praktyce oznacza to, że wirus jest czynnikiem etiologicznym zarówno nowotworów kobiecych, jak i męskich – zwłaszcza w obrębie okolic anogenitalnych i jamy ustnej.
To sprawia, że szczepienia przeciw HPV są narzędziem profilaktyki pierwotnej dla obu płci.
Ekspert odniósł się również do obaw, które przez lata towarzyszyły szczepieniom – że mogą sprzyjać „rozwiązłości” czy być traktowane jako forma antykoncepcji. Przytoczone badania nie potwierdzają wzrostu liczby partnerów seksualnych, ciąż ani innych zachowań ryzykownych wśród osób zaszczepionych.
Szczepienia są dziś rekomendowane przede wszystkim w wieku 9–14 lat – wtedy wystarczą dwie dawki, a skuteczność jest najwyższa. W grupie 15–26 lat nadal mają silną rekomendację (wymagają trzech dawek), a także między 27. a 45. rokiem życia, gdy istnieje ryzyko nowych zakażeń. Dopiero po 45. roku życia decyzja ma charakter indywidualny.
„Te szczepionki również powinny być u mężczyzn stosowane” – podsumował prof. Bidziński.

W kontekście wcześniejszej dyskusji o „androbusach” i braku naturalnych punktów kontaktu mężczyzn z systemem, wątek HPV pokazuje jeszcze jedno: profilaktyka nie może być projektowana pod stereotypy. Jeśli wirus odpowiada za setki tysięcy nowotworów rocznie – w tym znaczną część u mężczyzn – programy szczepień nie mogą być komunikowane wyłącznie jako element „kobiecej onkologii”.

„Zacznijmy zarządzać zdrowiem, a nie chorobą”

Po dyskusji o barierach w dostępie i o tym, jak wiele zależy od czasu rozpoznania, głos zabrała przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia. Magdalena Klimek, naczelnik Wydziału Narodowej Strategii Onkologicznej w Departamencie Opieki Koordynowanej, przedstawiła kierunki działań resortu.
Jak podkreśliła, z perspektywy Ministerstwa Zdrowia kluczowe są dwa filary: wzmocnienie profilaktyki i wczesnego wykrywania nowotworów oraz standaryzacja opieki w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej.
W ramach Narodowej Strategii Onkologicznej w ostatnim czasie poszerzono grupy wiekowe objęte badaniami przesiewowymi w kierunku raka piersi i raka szyjki macicy. Wprowadzono szczepienia przeciw HPV, umożliwiono wykonywanie testu HPV oraz cytologii na podłożu płynnym, która charakteryzuje się większą czułością niż klasyczna cytologia.
Do koszyka świadczeń gwarantowanych włączono także badanie kolonoskopowe w ramach wczesnego wykrywania raka jelita grubego. Kolejnym krokiem ma być ogólnopolski program badań przesiewowych raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej. „Według ostatniej informacji, którą posiadam, program ma być włączony do koszyka w lipcu” – poinformowała Klimek.
Równolegle prowadzone są działania informacyjno-edukacyjne. Kampania „Planuję Długie Życie” funkcjonuje zarówno w przestrzeni medialnej, jak i w kanałach cyfrowych państwa. Na portalu pacjent.gov.pl dostępne są materiały dotyczące profilaktyki, stylu życia oraz informacji o badaniach – skierowane zarówno do kobiet, jak i mężczyzn.
Niemal rok temu uruchomiono Narodowy Portal Onkologiczny – narzędzie, które ma stanowić przeciwwagę dla dezinformacji i niezweryfikowanych treści pojawiających się w mediach społecznościowych. Portal powstaje we współpracy z ekspertami i ma zapewniać aktualne, rzetelne informacje dotyczące profilaktyki, diagnostyki i leczenia nowotworów.
Ważnym elementem cyfrowym jest również rozwój Internetowego Konta Pacjenta – w tym narzędzie „Dziesiątka dla Serca”, umożliwiające ocenę stylu życia i ryzyka zdrowotnego. Trwa także wdrażanie centralnej e-rejestracji, która obecnie umożliwia kobietom zapis na badania przesiewowe w kierunku raka szyjki macicy i raka piersi.
Drugim filarem działań jest Krajowa Sieć Onkologiczna. Jej celem jest standaryzacja opieki i zapewnienie pacjentowi – niezależnie od miejsca zamieszkania – porównywalnego poziomu leczenia. Ministerstwo opublikowało już 20 ścieżek postępowania w formie kluczowych zaleceń dla najczęściej występujących nowotworów, w tym raka piersi, jajnika, pęcherza moczowego oraz gruczołu krokowego. Podmioty zakwalifikowane do Krajowej Sieci Onkologicznej mają obowiązek stosowania tych zaleceń.

Przewodniczący zespołu, Marcin Józefaciuk w odpowiedzi podkreślił, że dostrzega wysiłek Ministerstwa Zdrowia – zarówno organizacyjny, jak i finansowy – ale jego zdaniem wciąż brakuje jednego elementu: wyraźnego uwzględnienia różnic między chłopcami i dziewczętami w projektowaniu profilaktyki. „Zabrakło mi skupienia się na różnicach też w profilaktyce u chłopców i u dziewcząt, bo zupełnie inaczej to wygląda i powinno wyglądać, tak mi się wydaje, ze strony edukacyjnej.” – powiedział.
W jego ocenie nauczycielom brakuje konkretnych narzędzi – gotowych materiałów, scenariuszy rozmów i wsparcia komunikacyjnego. Choć Ministerstwo Edukacji udostępnia podstawowe treści na platformach edukacyjnych, to – jak podkreślał – wciąż za mało, by realnie zmieniać postawy. „Brakuje nauczycielom takich możliwości, materiałów, żeby na ten temat rozmawiać, a to jest myślę taka bardzo niezagospodarowana grupa.” – mówił Marcin Józefaciuk.
Józefaciuk wskazał również na potrzebę nowoczesnej komunikacji – kampanii „z prawdziwego zdarzenia”, także w przestrzeni influencerskiej, skierowanej bezpośrednio do młodzieży. W jego ocenie profilaktyka mężczyzn bywa realizowana „tak samo” jak profilaktyka kobiet – tymi samymi kanałami, tym samym językiem i przy użyciu tych samych narzędzi.
A to nie działa.
„Nie chciałbym, żeby to zabrzmiało, że nic nie jest robione dla mężczyzn, ale jest robione dla mężczyzn tak samo, jakby było robione dla kobiet (…) te same sposoby, techniki, metody są wykorzystywane, które widać, że nie działają.” – podkreślił.
To nie jest postulat zwiększenia liczby programów, lecz zmiany ich konstrukcji. Jeśli kobiety mają „naturalne” punkty kontaktu z systemem – wizyty ginekologiczne, badania związane z rozrodem – mężczyźni takich punktów nie mają. Wymagają więc innego modelu dotarcia.
Jak podkreślił przewodniczący Zespołu: „Zacznijmy zarządzać zdrowiem, a nie chorobą.”
To zdanie, przywołane z jednego z wcześniejszych spotkań, stało się w pewnym sensie klamrą całego posiedzenia. Bo jeśli system ma skutecznie redukować śmiertelność nowotworów, nie wystarczy oferować leczenie na wysokim poziomie. Trzeba projektować profilaktykę w taki sposób, by realnie trafiała do tych, którzy dziś pozostają poza jej zasięgiem.

Źródło: Transkrypcja posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Mężczyzn (wspólnie z Parlamentarnym Zespołem ds. Zdrowia Kobiet), 24 lutego 2026 r., konferencja: „Nowotwory kobiet i mężczyzn: wyzwania profilaktyczne, diagnostyczne i systemowe XXI wieku”
Dzień Dziadka to dobra okazja do tego, aby mówić o zdrowiu mężczyzn – zwłaszcza tych po 50. roku życia. Ta grupa najbardziej zagrożona zachorowaniem na raka prostaty, a jednocześnie najmniej skłonna do badań profilaktycznych i regularnych wizyt u lekarza. Tymczasem współczesna medycyna oferuje narzędzia, które pozwalają zapobiegać i leczyć nowotwory u mężczyzn skuteczniej niż kiedykolwiek wcześniej. Warunkiem jest jednak to, aby chorobę wykryć odpowiednio wcześnie, oraz aby pacjent miał realny dostęp do diagnostyki i nowoczesnego leczenia.
Rak prostaty (gruczołu krokowego) jest najczęściej rozpoznawanym nowotworem u mężczyzn w Polsce i jedną z głównych przyczyn zgonów onkologicznych. Każdego roku diagnozę tę słyszy ponad 20 tys. mężczyzn, a zdecydowana większość zachorowań dotyczy osób po 50. roku życia. Niepokoi, że nowotwory gruczołu krokowego charakteryzuje się najwyższą dynamiką wzrostu zachorowalności, a szczególnie duże przyspieszenie tempa wzrostu obserwowane jest w ostatniej dekadzie. Zachorowalność rośnie wraz ze starzeniem się społeczeństwa, jednak śmiertelność nie spada w takim tempie, jak pozwalałby na to postęp medycyny.

Eksperci podkreślają, że rak prostaty z punktu widzenia medycyny jest dziś chorobą, z którą można sobie dobrze radzić – pod warunkiem wczesnego wykrycia i sprawnie działającego systemu opieki medycznej. W stadium wczesnym możliwe jest leczenie radykalne, a nawet w chorobie zaawansowanej dostępne są terapie wydłużające życie i poprawiające jego jakość. Problem polega na tym, że postęp medyczny nie zawsze przekłada się na realne korzyści dla pacjentów, jeśli zawodzi organizacja i finansowanie leczenia onkologicznego.

Największa bariera: męska niechęć do badań

Rak prostaty przez długi czas może rozwijać się bezobjawowo albo dawać niespecyficzne dolegliwości, które łatwo zbagatelizować. Wielu mężczyzn latami odkłada wizytę u lekarza, wykonanie prostego badania PSA czy konsultację urologiczną. Skutkiem są rozpoznania stawiane zbyt późno – wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana. Konsekwencje tej postawy dotykają całe rodziny.

– „Mój tato zmarł z powodu zbyt późno rozpoznanego nowotworu gruczołu krokowego. Ciężka operacja, przerzuty do kości, a potem do płuc. Dziewięć lat życia z rozprzestrzeniającym się rakiem. Kiedy choroba onkologiczna wchodzi do domu, zmienia się życie nie tylko osoby chorej, ale całej rodziny” – mówi Beata Borucka, twórczyni Silver TV, córka pacjenta z rakiem prostaty.

Podobne doświadczenia opisuje Joanna, której ojciec choruje na raka prostaty: – „O tym, że tata choruje na raka prostaty, dowiedziałam się dopiero po kilku latach od diagnozy. Tata kurczowo trzymał się informacji, że jeszcze nie trzeba działać. Dziś choroba zaczęła postępować. Widzę, jak trudno jest mu pytać lekarzy o to, co naprawdę ważne. Gdybym wiedziała wcześniej, próbowałabym interweniować”.

Program „Moje Zdrowie” to realna szansa na wczesne wykrycie choroby

Kluczową rolę w odwracaniu tych dramatycznych scenariuszy odgrywa profilaktyka. Jednym z najważniejszych narzędzi jest program Moje Zdrowie, realizowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia. To bezpłatny bilans zdrowia dorosłego człowieka, dostępny dla każdej osoby ubezpieczonej w NFZ, która ukończyła 20 lat.

Z programu można korzystać:

Dla mężczyzn po 50. roku życia szczególnie istotne jest to, że w pakiecie badań znajduje się oznaczenie poziomu PSA, czyli podstawowego biomarkera raka prostaty. Program obejmuje również m.in. morfologię krwi, badanie stężenia glukozy, kreatyniny, lipidogram oraz – w zależności od wieku i czynników ryzyka – badania rozszerzone. Udział w programie jest prosty: wystarczy wypełnić ankietę zdrowotną (online w Internetowym Koncie Pacjenta lub w stacjonarnie w przychodni POZ), wykonać badania i odbyć podsumowującą wizytę u lekarza, zakończoną przygotowaniem indywidualnego planu zdrowotnego.

Terapia radioligandowa – przełom, który w Polsce wciąż nie jest dostępny

Jednym z największych przełomów ostatnich lat w leczeniu zaawansowanego raka prostaty jest terapia radioligandowa, wykorzystująca osiągnięcia medycyny nuklearnej. Metoda ta polega na precyzyjnym dostarczeniu promieniowania bezpośrednio do komórek nowotworowych, dzięki wykorzystaniu antygenu PSMA, który w dużej ilości występuje na komórkach raka prostaty. Terapia radioligandowa jest stosowana u pacjentów z rozsianym rakiem prostaty opornym na kastrację, u których zostały wyczerpane standardowe opcje leczenia. Badania kliniczne i doświadczenia z krajów Europy Zachodniej pokazują, że metoda ta wydłuża życie pacjentów, opóźnia progresję choroby, zmniejsza dolegliwości bólowe i pozwala zachować lepszą jakość życia, przy korzystnym profilu bezpieczeństwa.

W wielu krajach europejskich – m.in. w Niemczech, Francji, Włoszech czy krajach skandynawskich – terapia radioligandowa jest refundowana i stanowi element standardowej opieki onkologicznej. W Polsce pacjenci mają do niej dostęp jedynie w ramach procedury Ratunkowego Dostępu do Technologii Lekowych (RDTL), co oznacza długą, niepewną i indywidualną ścieżkę administracyjną.

– „Terapia radioligandowa to jeden z największych przełomów w leczeniu zaawansowanego raka prostaty. W wielu krajach Europy jest już standardem, a w Polsce wciąż pozostaje wyjątkiem. Ale pacjenci z rakiem prostaty nie mają czasu czekać – dla nich każdy miesiąc ma znaczenie. Dlatego liczymy na jak najszybszą refundację i realne udostępnienie tej nowoczesnej metody leczenia chorym w Polsce” – podkreśla Anna Kupiecka, prezes Fundacja OnkoCafe.

– „Postęp medycyny nie poprawi statystyk przeżyć, jeśli nie pójdą za nim decyzje systemowe. Potrzebujemy równocześnie profilaktyki, sprawnej diagnostyki i dostępu do nowoczesnego leczenia – inaczej dziadkowie nadal będą przegrywać z chorobą, jaką jest rak prostaty” – dodaje.

To może być najważniejszy prezent

Ogromną rolę w dbaniu o zdrowie mężczyzn odgrywają ich bliscy, i coraz częściej są to także wnuki. – „Zabierz dziadka na badania, pomóż mu wypełnić ankietę programu Moje Zdrowie, porozmawiaj z nim o PSA. Profilaktyka to prezent, który naprawdę może uratować życie” – apeluje Anna Kupiecka.

Dzień Dziadka to dobry moment, aby zacząć rozmowę, która może zmienić przyszłość całej rodziny. Bo w raku prostaty czas ma znaczenie, a medycyna – jeśli tylko damy jej szansę – potrafi dziś naprawdę wiele.

Źródło: Komunikat Prasowy

Opóźniona diagnostyka oraz ograniczony dostęp do nowoczesnego leczenia sprawiają, że wyniki terapii raka pęcherza moczowego w Polsce nie poprawiły się od trzech dekad. Eksperci podkreślają, że bez pilnych zmian systemowych pacjenci nadal będą trafiać do specjalistów zbyt późno, a skuteczne metody leczenia nie będą w pełni wykorzystywane.

W Polsce rak gruczołu krokowego pozostaje najczęściej rozpoznawanym nowotworem u mężczyzn, a rak pęcherza moczowego dotyczy ponad 5 tysięcy mężczyzn rocznie, co czyni go czwartym najczęściej diagnozowanym nowotworem złośliwym w tej grupie. Dane te jednoznacznie wskazują na konieczność pilnych działań systemowych, szczególnie że nowotwory urologiczne często dotykają osób aktywnych zawodowo – najczęściej pięćdziesięcio- i sześćdziesięciolatków.

Uczestnicy debaty „Nowoczesna uroonkologia: interdyscyplinarne perspektywy” zwrócili uwagę, że niemal co drugi pacjent z rakiem pęcherza trafia do specjalisty zbyt późno, co dramatycznie wpływa na rokowania.

Zbyt późna reakcja na pierwsze objawy
Prof. dr hab. n. med. Piotr Chłosta podkreślił, że kluczowy dla dalszego leczenia jest czas, jaki upływa od pierwszego epizodu krwiomoczu do właściwego rozpoznania — nie powinien on przekraczać sześciu miesięcy. Niestety, rzeczywistość wygląda inaczej.
– Gdyby przyszli wcześniej, to moglibyśmy im pomóc skutecznie, często w sposób minimalnie inwazyjny i to bez następstw dramatycznych. Ale nie przychodzą, bo w dalszym ciągu to wstydliwe, to nic takiego, to przejdzie samo. Boją się diagnozy. Urolog jest dla wielu tym samym, kim kiedyś, w latach 80-tych był dentysta. Idziesz dopiero wtedy, kiedy nie możesz wytrzymać. A w uroonkologii to jest zdecydowanie za późno – powiedział prof. Piotr Chłosta.

Skierowanie do urologa jako bariera diagnostycznaJedną z najczęściej wymienianych przeszkód w szybkim rozpoczęciu diagnostyki jest wymóg posiadania skierowania do urologa. Zdaniem Anny Kupieckiej, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej, stanowi to realną barierę już na starcie ścieżki pacjenta.
– [Skierowanie do urologa – przyp.] Jest to próg hamulcowy do tego, żeby trzeba było iść jeszcze do kogoś po skierowanie. Jest to z mojej perspektywy również – być może jestem w błędzie – wytrych dla lekarza POZ, żeby nie zlecić dobrej diagnostyki wstępnej i przygotować pacjenta, tylko wypisze skierowanie do urologa i ma pacjenta z głowy. (…) część z nich mogłaby być w pewien sposób już przeprowadzona przez diagnostykę wcześniej, na poziomie POZ.
Dodała także:
– Na końcu tej kaskady oczywiście są terapie lekowe i wprowadzanie ich jak najszybciej i w pierwszych liniach, i jak najwcześniej do refundacji, tak żeby po całej tej kaskadzie pozytywnych zdarzeń, ostatecznie efekt kliniczny był najlepszy, zachowujący również jakość życia człowieka.

Nowoczesne leczenie systemowe – potencjał wciąż niewykorzystany
W przypadku zaawansowanego raka pęcherza przełom stanowią terapie skojarzone, które – stosowane w pierwszej linii leczenia – przynoszą lepsze wyniki terapeutyczne oraz poprawiają jakość życia pacjentów. Choć wiedza o optymalnym postępowaniu jest powszechnie dostępna, program lekowy nie zawsze odpowiada aktualnym rekomendacjom.
Dr hab. n. med. Łukasz Kuncman wyjaśnił:
– To, co widzimy w kwestii leczenia systemowego, czyli wdrożenie aktualnej linii leczenia pierwszego rzutu enfortumabu wedotyny razem z pembrolizumabem podwaja przeżycie naszych pacjentów, medianę przeżycia. (…) jeżeli onkolog kliniczny mówi swojemu pacjentowi, że może go leczyć w sposób suboptymalny, to traci zaufanie tego pacjenta i bardzo ciężko mu jest odzyskać to zaufanie.

Technologia zmienia uroonkologię
Eksperci zwrócili także uwagę na ogromny postęp technologiczny. Wskazywali m.in. na minimalnie inwazyjną cystoskopię giętką oraz zabiegi wykonywane z użyciem robota chirurgicznego, które poprawiają wyniki czynnościowe, w tym zachowanie potencji i możliwość oddawania moczu drogą naturalną.
Duże znaczenie ma również rozwój sztucznej inteligencji i metod obliczeniowych. Umożliwiły one kliniczne zastosowanie radioterapii adaptacyjnej, polegającej na codziennym dostosowaniu planu leczenia do aktualnych warunków anatomicznych pęcherza, co pozwala zwiększać precyzję naświetlań i oszczędzać zdrowe tkanki.

Współpraca wielodyscyplinarna jako fundament nowoczesnego leczenia
Jednym z najważniejszych przełomów ostatnich lat stało się wzmocnienie pracy w zespołach wielodyscyplinarnych (MDT). Prof. Łukasz Kuncman obrazowo opisał tę zmianę:
– Mam wrażenie, że jesteśmy na takim etapie, że brzydkie kaczątko zmienia w tej chwili upierzenie. Mamy szansę zrobić coś wielkiego, że ten łabędź nam wreszcie pofrunie. I jesteśmy w stanie w tej chwili robić to, robimy to razem, robimy to dzięki doskonałej woli całego środowiska.

Rekomendacje systemowe – co musi się zmienić?
Debata doprowadziła do sformułowania jasnych rekomendacji dotyczących poprawy opieki nad pacjentami z nowotworami urologicznymi. Eksperci wskazują m.in. na konieczność:
– zniesienia wymogu skierowania do urologa,
– usprawnienia dostępu do nowoczesnych terapii systemowych, w tym szybkiego wdrażania leczenia zgodnego z wytycznymi NCCN i ESMO,
– refundacji terapii skojarzonej oraz szerszego dostępu do immunoterapii okołooperacyjnej,
– tworzenia wysokospecjalistycznych ośrodków referencyjnych,
– pełnej koordynacji i kompletności diagnostyki, w tym szybszego dostępu do badań obrazowych,
– poprawy jakości pracy MDT i stosowania checklist diagnostycznych.

Źródło: materiał prasowy

Listopad kojarzy się z zapuszczaniem wąsów i lekką, internetową narracją Movember, ale dla rodzin mierzących się z rakiem prostaty to czas pełen emocji, obaw i rozmów, na które wcześniej często brakowało odwagi. Najczęstszy męski nowotwór w Polsce wciąż zbyt często wykrywany jest za późno – co roku diagnozuje się około 21 tysięcy nowych przypadków, a blisko 5,5 tysiąca mężczyzn umiera. Lekarze podkreślają, że choroba w swoich wczesnych stadiach jest dobrze uleczalna, jednak polscy pacjenci wciąż trafiają do specjalistów zbyt późno. Kobiety – partnerki, żony i córki – coraz częściej stają się tymi, które zauważają pierwsze sygnały, mobilizują do badań i towarzyszą bliskim w trudnych decyzjach terapeutycznych.
Rak prostaty jest najczęściej rozpoznawanym nowotworem u mężczyzn w Polsce – w 2022 roku odnotowano ok. 21 tys. zachorowań. Wśród nowotworów męskiego układu płciowego rak gruczołu krokowego występuje ponad 13 razy częściej niż drugi w kolejności rak jąder. Rosnąca zachorowalność na raka prostaty związana jest przede wszystkim ze starzeniem się społeczeństwa, bo ryzyko zachorowania rośnie z wiekiem, szczególnie po 50. roku życia. Wraz ze starzeniem się populacji w Polsce, obserwowany jest też stały wzrost liczby zgonów z powodu raka prostaty. Obecnie umiera z jego powodu ok. 5,5 tys. mężczyzn rocznie, co oznacza, że 1 na 4 pacjentów, u których zdiagnozowano ten nowotwór, umiera z jego powodu. Tym samym w klasyfikacji onkologicznych przyczyn zgonów u mężczyzn nowotwór gruczołu krokowego zajmuje 2. pozycję, ustępując miejsca jedynie nowotworowi płuc.

„Trend jest bardzo niepokojący. Zachorowalność rośnie, co częściowo wynika z wydłużania życia i lepszej diagnostyki, ale jednocześnie śmiertelność nie spada tak, jak powinna. W części krajów Europy Zachodniej, m.in. w Skandynawii czy w Holandii, widzimy stabilizację lub spadek zgonów z powodu raka gruczołu krokowego, dzięki skutecznym programom wczesnego wykrywania i szerokiemu dostępowi do nowoczesnych terapii. U nas ten efekt jest wciąż za słaby. Rak prostaty z punktu widzenia medycyny jest chorobą, z którą naprawdę można sobie dziś dobrze radzić – jeśli wykryjemy ją wcześnie, jest duża szansa na całkowite wyleczenie. Problem w Polsce polega jednak na tym, że wciąż zbyt wielu mężczyzn zgłasza się do lekarza dopiero wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana lub rozsiana” – mówi dr Iwona Skoneczna, onkolog kliniczny, kierująca Oddziałem Chemioterapii w Szpitalu Grochowskim w Warszawie.

Kiedy jest za późno na „będzie dobrze”

Movember, czyli „wąsaty listopad”, to globalny ruch zachęcający mężczyzn do rozmowy o zdrowiu, szczególnie o raku prostaty i raku jądra, a także o zdrowiu psychicznym. „To czas, kiedy głośniej niż zwykle apelujemy do mężczyzn: zbadaj się, zrób test PSA, idź do urologa, nie bój się rozmowy o swoich objawach. Ale widzimy, że w codzienności to często kobiety – partnerki, żony, córki – robią kawał roboty w profilaktyce. Ich rola jest nieoceniona, zwłaszcza, że w Polsce wciąż brakuje zorganizowanego programu badań przesiewowych w kierunku raka prostaty, a poziom świadomości wśród mężczyzn – choć rośnie – nadal jest niewystarczający. Dlatego mężczyźni potrafią latami bagatelizować objawy: częstsze oddawanie moczu, wstawanie w nocy, problemy z erekcją. I nierzadko do lekarza udają się dopiero pod naciskiem bliskiej im kobiety” – zaznacza Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe.
„W listopadzie, gdy trwa akcja Movember i wiele mówi się o profilaktyce męskich nowotworów, nie możemy zapominać o chorych z zaawansowanym, przerzutowym rakiem prostaty. Wielu z nich ma już za sobą liczne terapie i wykorzystało wszystkie dostępne dotąd opcje leczenia. Dlatego tak ważne jest pojawianie się nowych możliwości terapeutycznych. Jedną z nich jest terapia radioligandowa” – mówi dr Bożena Sikora-Kupis z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

ANKIETA ONKOCAFE DLA PACJENTÓW Z RAKIEM PROSTATY

Radioligandy – co to właściwie jest?

Brzmi skomplikowanie, ale idea jest dość prosta: chodzi o to, żeby lek radioizotopowy trafił dokładnie tam, gdzie jest rak, z możliwie małą szkodą dla zdrowych tkanek.
„W leczeniu systemowym od lat marzymy o tym, żeby dostarczać leki tylko do komórek nowotworowych, omijając zdrowe tkanki. Terapia radioligandowa właśnie to robi. W raku prostaty kluczową rolę odgrywa białko PSMA – antygen błonowy specyficzny dla prostaty, bardzo często obecny na komórkach raka, zwłaszcza w przerzutach, i rzadko spotykany w prawidłowych tkankach. Ten antygen jest jak hak, o który może zaczepić się lek radioligandowy. Jest to lek, który składa się z dwóch części: ligandu, który rozpoznaje PSMA, oraz radioaktywnego lutetu-177, który po związaniu z komórką nowotworową niszczy ją od środka. Dzięki temu jesteśmy w stanie dotrzeć do przerzutów rozsianych po całym organizmie – mówi dr Iwona Skoneczna.
To leczenie jest przeznaczone dla mężczyzn z zaawansowanym rakiem prostaty opornym na leczenie hormonalne, którzy mają już za sobą zarówno standardowe leczenie hormonalne, jak i chemioterapię, a choroba wciąż postępuje.
„U pacjentów poddawanych leczeniu radioligandowemu obserwujemy istotne klinicznie wydłużenie czasu do progresji choroby, redukcję nasilenia bólu oraz poprawę parametrów przeżycia całkowitego. Co równie ważne, terapia radioligandowa charakteryzuje się korzystnym profilem bezpieczeństwa i dobrą tolerancją. Nie powoduje istotnego pogorszenia jakości życia, co u chorych z zaawansowanym stadium raka prostaty ma szczególnie duże znaczenie” – podkreśla dr Bożena Sikora-Kupis.

Na raka choruje cała rodzina

O tym, jak wygląda życie z rakiem prostaty „od środka”, opowiadają córki pacjentów.
„Mój tato zmarł z powodu zbyt późno rozpoznanego nowotworu gruczołu krokowego. Ciężka operacja, przerzuty do kości, a z kości do płuc. Dziewięć lat życia z rozprzestrzeniającym się rakiem. Kiedy choroba onkologiczna wchodzi do domu, zmienia się życie nie tylko osoby chorej. W obliczu diagnozy stoi całe bliższe i dalsze otoczenie. Podczas choroby taty dostałam parę ważnych lekcji: o pierwsze słuchać i pozwolić mówić choremu, to co czuje i myśli, a nie mówić za niego; po drugie zachowywać się normalnie i dać choremu jak najdłużej poczucie sprawczości w nowej sytuacji, czyli pozwolić mu decydować i działać, a co najważniejsze nie kłamać. Słowa „wiem, że się boisz i ja też się boję, ale robimy wszystko, żeby z tego wyjść” znaczą więcej niż puste „będzie dobrze”. Lekcja trzecia to konieczność zadbania o siebie i korzystania z pomocy. Pamiętajmy, że pomoc oznacza pójście po moc, a ona nam i choremu bardzo potrzebna” – mówi Beata Borucka, twórczyni Silver TV.
Z podobnymi emocjami mierzy się pani Joanna: „O tym, że tata choruje na raka prostaty, dowiedziałam się dopiero roku temu, choć diagnozę postawiono już kilka lat wcześniej. Przez ten czas tata pozostawał jedynie w obserwacji – prywatny lekarz powtarzał, że jeszcze nie trzeba działać, a tata kurczowo trzymał się tej informacji. Gdybym wiedziała o wszystkim od początku, z pewnością próbowałabym interweniować. Niestety, ostatnie badania wykonane w październiku pokazały, że choroba zaczęła postępować. Tata dostał skierowanie na operację, ale nie jest do niej przekonany. Próbuję wspierać go całym sercem, ale jest to dla mnie dużym wyzwaniem – ja jestem człowiekiem czynu, działam natychmiast, dzwonię, pytam, organizuję. Tata przeciwnie: działa wolno, a choć sytuacja niekiedy wymaga szybkiej reakcji. Nasze rozmowy bywają przez to bardzo trudne. Kiedy mówię: „tato, zrób to, sprawdź tamto”, on ma poczucie, że próbuję przejąć kontrolę i odbieram mu sprawczość. Widzę też, że tata nie potrafi zapytać lekarzy o to, co naprawdę chciałby wiedzieć. Kiedy sama chorowałam, dopytywałam o wszystko – o leczenie, o ból, o to, co mnie czeka. Tata natomiast zamyka się w sobie. Dlatego chciałabym, żeby znalazł wsparcie u kogoś, kto przeszedł podobną drogę, z kim mógłby porozmawiać bez wstydu i skrępowania”.
Pani Joanna przyznaje, że bez wsparcia innych kobiet – w tym tych, które poznała dzięki Fundacji OnkoCafe – byłoby jej dużo trudniej: „Oprócz leczenia bardzo potrzebne jest miejsce, gdzie można zapytać się: Czy inni też się boją?, Co dalej? Jak rozmawiać z tatą, który udaje, że wszystko jest w porządku?”.

Jak poprawić statystyki

Z perspektywy organizacji pacjentów kluczowe jest to, aby dwie rzeczy działy się równolegle: poprawa profilaktyki i wcześniejszego wykrywania nowotworów prostaty oraz zwiększanie dostępności do nowoczesnego leczenia zaawansowanego raka.
„Movember to idealny moment, aby głośno zachęcać mężczyzn po 50. roku życia (a przy obciążającym wywiadzie rodzinnym – już po 45.) do regularnych badań i wizyt u urologa oraz do przełamywania wstydu i stereotypów. Jednocześnie apelujemy do decydentów o zapewnienie szerokiego dostępu do diagnostyki PET, stworzenie stabilnych ścieżek finansowania terapii radioligandowych w Polsce oraz budowanie zespołów wielospecjalistycznych, które potrafią takie leczenie zaplanować i przeprowadzić” – mówi Anna Kupiecka.
„Nie ma jednego magicznego rozwiązania, które z dnia na dzień poprawi statystyki. Ale jeśli będziemy równocześnie wcześniej diagnozować chorobę i dawać chorym z zaawansowanym rakiem dostęp do tak przełomowych metod jak terapia radioligandowa, mamy realną szansę odwrócić niekorzystny trend śmiertelności” – podsumowuje dr Iwona Skoneczna.

Źródło: komunikat prasowy

W ramach kampanii profilaktyki nowotworów męskich „Męski Listopad”, organizowanej przez Białostockie Centrum Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie, przygotowano dla mężczyzn po 40. roku życia aż 1000 darmowych badań poziomu PSA i testosteronu. Akcja ruszyła 5 listopada 2025 r., podczas wydarzenia inauguracyjnego z udziałem środowiska lekarskiego i lokalnych liderów.
W dniu 5 listopada w salonie Barberia For Men w Białymstoku odbyła się oficjalna inauguracja akcji „Męski Listopad 2025”, organizowanej przez Białostockie Centrum Onkologii. W ramach kampanii mężczyźni po 40. roku życia mają możliwość skorzystania z bezpłatnych badań: oznaczenia poziomu PSA (całkowitego i wolnego) oraz testosteronu. 

Badania są dostępne dla 1000 osób i nie wymagają specjalnego przygotowania. Zapisy prowadzone są pod numerem telefonu 85 664 68 88. Dodatkowo uczestnicy akcji otrzymują vouchery – m.in. na mecz klubowy Jagiellonia Białystok lub na trening w centrum fitness – co ma dodatkowo zachęcać do uczestnictwa. 

Specjaliści podkreślają, że rak prostaty pozostaje jednym z najczęściej diagnozowanych nowotworów u mężczyzn w Polsce, a jego wczesne wykrycie ma kluczowe znaczenie dla skutecznego leczenia. W trakcie inauguracji dr Mariusz Ciemerych zaznaczył: „Panowie, namawiam do badania, ponieważ wczesne wykrycie choroby to szansa na zdrowie i sukces terapeutyczny”.

Akcja „Męski Listopad” to nie tylko badania, ale też kampania społeczna, która ma przełamywać tabu wokół zdrowia mężczyzn oraz promować odpowiedzialność za własne zdrowie. Obecni na wydarzeniu samorządowcy apelowali, by mężczyźni nie odkładali wizyty u lekarza. „Tak jak troszczymy się o samochody i motocykle, róbmy też przeglądy techniczne nas samych” – mówił ambasador akcji, kierowca rajdowy Jarosław Kazberuk. 

Warto podkreślić także rolę profilaktyki – inicjatywy takie jak ta zwiększają szanse wczesnego rozpoznania choroby i mogą uratować życie. Organizatorzy akcji zaznaczają, że zainteresowanie jest bardzo duże, a zapisy przerosły początkowe oczekiwania. 

Akcja „Męski Listopad” w Białymstoku to przykład skutecznej inicjatywy edukacyjno-profilaktycznej skierowanej do mężczyzn. Dzięki bezpłatnym badaniom poziomu PSA i testosteronu oraz zachętom w postaci voucherów projekt łączy medycynę z motywacją społeczną. Wczesna diagnostyka nowotworów męskich i zmiana postaw wobec własnego zdrowia mogą realnie przełożyć się na lepsze wyniki leczenia. Nie odkładaj wizyty – sprawdź się już dziś.

Źródło: Białostockie Centrum Onkologii

W Polsce rak prostaty to jeden z najczęściej diagnozowanych nowotworów u mężczyzn — ale wciąż zbyt rzadko rozpoznawany na czas. Mimo rosnącej dostępności badań i kampanii edukacyjnych, dla wielu Polaków temat pozostaje tabu. Najnowsze badanie SW Research zrealizowane dla marki Domowe Laboratorium ujawnia, że ponad połowa mężczyzn trafia do lekarza dopiero wtedy, gdy choroba daje silne objawy. Strach, wstyd i mit o „prawdziwym mężczyźnie, który nie choruje” okazują się silniejsze niż profilaktyka.
Niepokojące dane pokazują, że aż 60% ankietowanych uważa, iż panowie nie wykonują badań profilaktycznych, a połowa kojarzy je z dyskomfortem i wstydem. Co gorsza, blisko połowa badanych (44%) przyznaje, że mężczyźni wolą nie wiedzieć o ewentualnej chorobie, by nie mierzyć się z lękiem przed diagnozą, a co czwarty (24%) nie potrafi wymienić żadnych objawów raka prostaty. W efekcie choroba rozwija się po cichu – do momentu, gdy jest już zaawansowana.

Psychologowie i lekarze alarmują: kluczowa jest nie tylko wiedza o profilaktyce, ale też przełamanie barier emocjonalnych. Mężczyźni wciąż częściej stawiają na pozorną siłę niż na odpowiedzialność za własne zdrowie. Tymczasem wczesne wykrycie raka prostaty daje niemal stuprocentową szansę na całkowite wyleczenie.

Listopad, uznawany na całym świecie za Miesiąc Męskiego Zdrowia, to czas kampanii Movember, przypominającej, że troska o siebie nie jest oznaką słabości, lecz dojrzałości – i że wizyta u urologa może uratować życie.

Na pytanie, jakie objawy mogą wskazywać na raka prostaty, ponad połowa ankietowanych (53%) wskazała na trudności w oddawaniu moczu. Aż 46% uznało, że sygnałem alarmowym może być ból w podbrzuszu lub okolicy krzyżowej, a 44% – częste oddawanie moczu w nocy. Zaledwie 27% badanych powiązało chorobę z obecnością krwi w moczu lub nasieniu, a tylko 18% wskazało zaburzenia erekcji. Co czwarty Polak (24%) przyznał, że nie potrafi wymienić żadnych objawów, które mogą świadczyć o raku prostaty. Te wyniki pokazują, że nawet jeśli mężczyźni są w stanie dostrzec fizyczne zmiany, wciąż nie kojarzą ich z możliwym nowotworem – co znacząco opóźnia moment zgłoszenia się do specjalisty.

Wstyd jako jedna z najczęstszych blokad

Najsilniejszą barierą powstrzymującą mężczyzn przed wizytą u lekarza jest wstyd i zakłopotanie – wskazało na nie aż 56% ankietowanych. Tuż za nim pojawia się strach przed diagnozą (43%) oraz bagatelizowanie problemu (tak uważa 41% respondentów). Istotną rolę odgrywa także lęk przed utratą „męskości”, problemy z potencją, erekcją (30%). Na liście blokad znalazły się również nieprzyjemne skojarzenia związane z badaniem per rectum (35%), brak wiedzy o objawach i profilaktyce (36%) oraz typowo praktyczne trudności: brak czasu (18%) i ograniczony dostęp do specjalistów czy długie terminy badań (24%).

– Wstyd, który towarzyszy badaniom i chorobom związanym z prostatą, często ma głębsze podłoże niż tylko obawa przed samym badaniem. Mężczyźni wychowani w kulturze „bycia silnym”, „nieokazywania słabości” i „radzenia sobie samemu” mają ogromną trudność w mówieniu o swoich emocjach czy problemach seksualnych. Dla wielu z nich sprawność seksualna stanowi potwierdzenie męskości, a choroba uderza w poczucie kontroli nad ciałem i życiem. Gdy ciało przestaje słuchać, pojawia się frustracja, lęk i poczucie utraty części swojej tożsamości – mówi Dominka Gołąb, psycholog i seksuolog.

Mit o utracie męskości i problemach z potencją

Jednym z najtrwalszych stereotypów związanych z rakiem prostaty jest przekonanie, że jego leczenie zawsze kończy się problemami z potencją. Choć w rzeczywistości nie jest to reguła, aż 36% badanych biorących udział w badaniu marki Domowe Laboratorium uważa, że taka konsekwencja występuje zawsze lub bardzo często. Co gorsza, niemal połowa ankietowanych (45%) nie potrafi udzielić jednoznacznej odpowiedzi, co pokazuje, jak wiele niepewności i niewiedzy otacza ten temat. Tylko nieliczni – niecałe 20% – wskazali, że problemy z potencją pojawiają się rzadko i są to tylko wyjątkowe przypadki.

–  Pamiętajmy, że zaburzenia erekcji nie świadczą automatycznie o raku prostaty. To bardzo ważne rozróżnienie, ponieważ w większości przypadków zaburzenia erekcji nie są one chorobą samą w sobie, lecz objawem, który wymaga dalszej diagnostyki. Przyczyny zaburzeń erekcji mogą być naprawdę różnorodne – od zaburzeń napięcia mięśni dna miednicy, przez niedobory testosteronu, aż po problemy z układem krążenia i postępującą miażdżycę. Warto przy tym pamiętać, że naczynia krwionośne w prąciu są nawet cztery razy węższe niż naczynia wieńcowe. To oznacza, że jeśli w organizmie rozwija się miażdżyca, pierwsze objawy – właśnie w postaci zaburzeń erekcji – mogą pojawić się nawet dziesięć lat wcześniej niż poważne incydenty sercowo-naczyniowe, takie jak zawał czy udar – mówi Anna Bonder-Nowicka, urolog, seksuolog, ordynator oddziału urologii Szpitala Praskiego w Warszawie.

– Oczywiście zdarzają się sytuacje, gdy zaburzenia erekcji występują po operacji raka prostaty. W takim przypadku są one najczęściej skutkiem uszkodzenia nerwów przebiegających po obu stronach gruczołu krokowego. To uszkodzenie nie wynika z błędu lekarza, lecz z konieczności onkologicznej – chirurg dąży do całkowitego usunięcia prostaty wraz z wszystkimi podejrzanymi ogniskami nowotworu, a nerwy znajdują się bardzo blisko tej tkanki. Jeśli po zabiegu pojawią się zaburzenia erekcji, zazwyczaj czekamy na proces regeneracji nerwów i gojenia organizmu. Warto jednak podkreślić, że współczesna medycyna dysponuje skutecznymi metodami, które pozwalają takim pacjentom odzyskać sprawność seksualną – dodaje lekarka.

Wyniki badania opinii pokazują, jak wiele jest jeszcze do zrobienia w zakresie edukacji zdrowotnej mężczyzn i przełamywania barier psychologicznych związanych z profilaktyką. Wczesne wykrycie raka prostaty znacząco zwiększa szanse na całkowite wyleczenie, dlatego kluczowa jest świadomość objawów i regularne badania kontrolne – niezależnie od wieku czy stylu życia.

Listopad, uznawany na całym świecie za miesiąc męskiego zdrowia, to moment, w którym rusza kampania Movember. Jej celem jest edukacja społeczeństwa i zachęcenie mężczyzn do badań profilaktycznych w kierunku raka prostaty i jąder. To właśnie wtedy przypomina się, że troska o zdrowie nie jest oznaką słabości, lecz dojrzałości i odpowiedzialności – zarówno za siebie, jak i za swoich bliskich.

Źródło: informacja prasowa

W Polsce następuje dynamiczny wzrost chirurgii robotycznej – w 2024 roku przeprowadzono około 17 100 zabiegów z asystą robotów, co oznacza wzrost o blisko 70 % względem roku poprzedniego. Najwięcej takich operacji wykonuje się w urologii: aż 67 % procedur robotycznych dotyczy prostaty (61 %) oraz leczenia raka nerki i operacji pęcherza moczowego (cystektomii). Lekarze i eksperci podkreślają, że najbardziej zyskują pacjenci – krótsza rekonwalescencja, mniejsze urazy, szybkość powrotu do zdrowia. Ale to nie jedyny beneficjent – płatnik publiczny również dostrzega korzyści, premiując operacje robotowe lepszymi wycenami. Dalszy rozwój tej technologii wymaga intensyfikacji szkoleń zespołów medycznych oraz szerszego dostępu do robotów również poza dużymi ośrodkami klinicznymi.
O 70 proc. wzrosła w ciągu roku liczba operacji wykonywanych w Polsce w asyście robotów chirurgicznych. Najwięcej takich zabiegów wykonuje się w leczeniu raka prostaty, ale też między innymi raka nerki czy pęcherza moczowego. Lekarze podkreślają, że zyskują na tym przede wszystkim pacjenci, którzy szybciej dochodzą do zdrowia. Korzyści dostrzega też płatnik publiczny, który operacje robotowe premiuje lepszymi wycenami. Dla dalszego rozwoju chirurgii robotowej potrzebne są szkolenia zespołów medycznych i zwiększanie dostępności urządzeń także poza dużymi ośrodkami klinicznymi.

– Z roku na rok następuje ogromny wzrost wykorzystania robotów chirurgicznych, ale dalej jesteśmy jeszcze bardzo w tyle, jeżeli chodzi o to, co obserwujemy na świecie. Nie mówię tutaj tylko o Stanach, które oczywiście grają w zupełnie innej lidze, ale także o rynku europejskim. Jednak gonimy innych i to jest ważne – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje Marcin Bruszewski, prezes firmy Innovaris, będącej dystrybutorem robota chirurgicznego Versius.

Z raportu „Chirurgia robotowa 2025”, opublikowanego przez Modern Healthcare Institute, wynika, że w 2024 roku w polskich szpitalach wykonano około 17,1 tys. zabiegów w asyście robotów chirurgicznych. Liczba ta wzrosła w ciągu roku o 70 proc.

Raport wskazuje, że najwięcej, bo 67 proc. zabiegów w asyście robota, wykonuje się w urologii – największy udział mają prostatektomie, czyli zabiegi usunięcia gruczołu krokowego (61 proc.), a także leczenie raka nerki i cystektomie (usunięcie pęcherza moczowego).

 99 proc. prostatektomii wykonujemy w asyście robota. Jeśli chodzi o zabiegi na nerkach, to trzy czwarte z nich wykonujemy w asyście robota. W przypadku najtrudniejszych zabiegów usunięcia pęcherza w zeszłym roku proporcja była pół na pół, a w tym roku widzimy, że będzie przewaga operacji w asyście robota, czyli około 60–65 proc. Jeśli chodzi o zabiegi ginekologiczne, około 80–85 proc. z nich wykonujemy w asyście robota – wymienia Lesław Polański, prezes zarządu grupy Urovita, prowadzącej Śląskie Centrum Urologii Urovita w Chorzowie i Szpital Powiatowy im. T. Chałubińskiego w Zakopanem.

 Robotyka jest też bardzo mocna w chirurgii ogólnej, torakochirurgii, w onkologii już w zasadzie się zadomowiła. Bardzo dużo się mówi o zastosowaniu robotów w pediatrii i już niektóre zabiegi na świecie są w ten sposób wykonywane – wskazuje prezes Innovaris.

Narodowy Fundusz Zdrowia w ubiegłym roku wydał na refundację 10850 operacji wykonanych w asyście robotów o 82,1 mln zł więcej, niż gdyby miał je rozliczyć według stawek dla laparoskopii. Zabiegi robotowe wykonuje w naszym kraju ponad 100 szpitali.

Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, w analizie przeprowadzonej na zlecenie Ministerstwa Zdrowia w związku z oceną zasadności stosowania robotyki w  chirurgicznym leczeniu endometriozy, podkreśliła korzyści wynikające z używania tej technologii w operacjach. Wśród zalet AOTMiT wymienia m.in. lepszą widoczność pola operacyjnego dzięki trójwymiarowemu obrazowi i  wysokiej rozdzielczości, zmniejszone ryzyko uszkodzenia tkanek, łatwiejszy dostęp do małych przestrzeni czy ułatwienie zakładania szwów.

– Operacje robotyczne niosą szereg korzyści w porównaniu do operacji otwartych oraz operacji laparoskopowych. To przede wszystkim większa precyzja, bo operator dysponuje systemem robotycznym, który z mikrochirurgiczną precyzyjnością potrafi zoperować pacjenta. Dodatkowo widzimy dużo więcej, jest lepsza widoczność, jest dużo większa ergonomia pracy operatora, operator operuje w komfortowej pozycji, nie musi się aż tak mocno męczyć. Przekłada się to także na krótszy czas rekonwalescencji pacjenta i na lepszy powrót do zdrowia i pracy – zauważa Marcin Trzewik, lekarz urolog, główny operator robota w Śląskim Centrum Urologii Urovita.

Jak podkreślają lekarze, wraz z upowszechnieniem chirurgii robotowej, między innymi poprzez refundację takich zabiegów, rośnie świadomość pacjentów na temat możliwości, jakie ta technologia niesie. Rozwiewają się też obawy, jakie początkowo towarzyszyły wprowadzaniu takich urządzeń na sale operacyjne.

 Na początku pacjenci myśleli, że to robot samodzielnie będzie ich operował. Teraz pacjenci są już świadomi, że robot jest operacją małoinwazyjną, co do zasady długość hospitalizacji jest zdecydowanie krótsza i dzięki niemu szybciej dochodzą do siebie. Teraz już są doświadczenia pacjentów i łatwiej przekonać kolejnych, że dla nich zabieg robotyczny jest najlepszym rozwiązaniem. Zresztą jakoś specjalnie przekonywać ich do tego nie trzeba – komentuje Lesław Polański.

Chorzowskie centrum wykonało w ubiegłym roku łącznie ponad 780 zabiegów w asyście robotów chirurgicznych, wykorzystując do nich dwa systemy robotyczne Versius. Złożyły się na ten wynik 533 operacje urologiczne (w  tym 401 prostatektomii) oraz 249 ginekologicznych. Ośrodek znajduje się na drugim miejscu w Polsce pod względem liczby operacji robotycznych (za Grupą Mazovia).

 Chirurgia robotyczna wymaga zestawu wysokospecjalistycznych kompetencji. Przede wszystkim operator musi być zaznajomiony z chirurgią małoinwazyjną laparoskopową oraz z polem operacyjnym, które jest zupełnie inne niż w postaci operacji otwartych. Dodatkowo wymagane są od niego szkolenia z zakresu obsługi robota, a także z zakresu fizjologii i anatomii danego pacjenta. Operator musi na bieżąco umieć podjąć decyzję, czy zastosowanie systemu robotycznego będzie korzystne dla tego konkretnego pacjenta, czy lepiej go zoperować inną metodą. Żeby móc operować w miarę intuicyjnie i w miarę sprawnie, jest to od kilkudziesięciu do kilkuset przeprowadzonych operacji – podkreśla Marcin Trzewik.

– Operacja robotowa dla pacjenta jest najlepsza, ale bywa tak, że po pierwsze, pacjent się nie kwalifikuje do zabiegu robotowego albo w trakcie zabiegu, przez bardzo rozległe przerzuty nowotworowe, ten zabieg należy skonwertować do operacji klasycznej. W naszym ośrodku jest tak, że operatorzy muszą najpierw wykazać bardzo duże doświadczenie w zakresie operacji innymi technikami – dodaje Lesław Polański.

Na początku października z inicjatywy Politechniki Śląskiej, Innovaris, Grupy Anmar i CMR Surgical otworzono w Zabrzu Centrum Kompetencji Robotycznej. Mają tam być szkolone zespoły medyczne: chirurdzy, instrumentariuszki i cały personel operacyjny, dzięki czemu będą one mogły bezpiecznie wdrażać chirurgię robotyczną z wykorzystaniem systemu Versius w  swoich macierzystych placówkach. Dzięki zapleczu Politechniki Śląskiej szkolenia odbywają się w warunkach maksymalnie zbliżonych do rzeczywistej sali operacyjnej i obejmują cały zespół.

– To unikatowe centrum na skalę regionu. Zamierzamy szkolić operatorów ze wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej, wdrażając siedmioetapowy program szkoleniowy CMR oparty na danych metrycznych i akredytowany przez Royal College of Surgeons, który gwarantuje, że chirurdzy przystępujący do operowania są doskonale przeszkoleni – mówi Aleksandra Diyon, dyrektorka generalna na Europę Wschodnią w firmie CMR Surgical, producenta robota Versius.

Podnoszenie kompetencji zespołów to jeden z elementów zwiększania skali operacji robotycznych w Polsce. O tym, że jest ona jeszcze niewystarczająca, świadczą dane z raportu Modern Healthcare Institute na temat tego, że stosunek operacji tego typu do nowych zachorowań na nowotwory wyniósł 94 zabiegi na tysiąc nowych przypadków. W dodatku, choć w kraju działa już około 80 robotów, większość procedur koncentruje się w dużych ośrodkach akademickich.

 W Polsce wciąż są miejsca, gdzie pacjenci nie mają dostępu do robotów chirurgicznych i zabiegów małoinwazyjnych. Z drugiej strony w dużych miastach, szczególnie w ośrodkach uniwersyteckich, dostępność robotów jest już tak wysoka, że brakuje specjalistów, którzy mogliby na nich pracować. To pokazuje, że dystrybucja dostępu w skali kraju jest nierównomierna – i właśnie to staramy się zmienić – mówi Marcin Bruszewski.

– Robot Versius wpisuje się w infrastrukturę praktycznie każdego szpitala. Nie wymaga żadnych dodatkowych inwestycji, przebudów ani dostosowania sterylizacji, co jest ogromnym plusem, mając na uwadze limitacje budżetowe, które w tej chwili dotykają naszego płatnika. Można go umieścić w każdym szpitalu, podłączyć do zwykłego gniazdka i będzie działał – mówi Aleksandra Diyon.

Według Global Market Insights światowy rynek robotów chirurgicznych był w 2024 roku wart 8,1 mld dol. Bieżący rok zamknie się, według analityków, przychodami sięgającymi 9,2 mld dol., a do 2034 roku wzrosną one do 38,4 mld dol., czyli średnio o ponad 17 proc. rocznie. 

Źródło: Newseria

Wspomagana robotycznie chirurgia małoinwazyjna, oparta na technologii da Vinci, staje się realną codziennością w polskich szpitalach publicznych. Dynamiczny rozwój tej dziedziny najlepiej widać w Krakowie, gdzie dwa wiodące ośrodki – Szpital Uniwersytecki oraz Szpital Rydygiera – systematycznie zwiększają liczbę wykonywanych zabiegów, tworzą nowe zespoły operacyjne i wprowadzają kolejne typy procedur robotycznych. Operacje są refundowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia, a pacjenci zyskują dostęp do jednej z najnowocześniejszych form leczenia chirurgicznego w Europie.

Rok chirurgii robotycznej w Szpitalu Uniwersyteckim

Zaledwie rok po uruchomieniu systemu da Vinci X, Szpital Uniwersytecki w Krakowie może pochwalić się imponującym bilansem 473 operacji przeprowadzonych z użyciem robota. W czerwcu 2024 r. wykonano pierwsze zabiegi, a liczba interwencji rosła błyskawicznie. „W ciągu niespełna 2 tygodni od uruchomienia systemu w czerwcu 2024 roku przeprowadzono 6 zabiegów, by wkrótce wykonywać nawet 2 i więcej operacji robotycznych dziennie. Ubiegły rok zakończył się liczbą 205 zabiegów. W tym roku przeprowadzono ich aż 473” – przypomina dr Rafał Depukat, kierownik Bloku Operacyjnego.

Robot da Vinci wykorzystywany jest w krakowskim ośrodku przez zespoły z urologii, ginekologii, chirurgii ogólnej, onkologicznej i gastroenterologicznej, a także transplantologii. Operują nim m.in. prof. Piotr Chłosta, prof. Michał Pędziwiatr, dr hab. Marek Sierżęga czy dr hab. Paweł Basta.

Dyrektor szpitala, Marcin Jędrychowski, podkreślał, że rozwój chirurgii robotycznej nie powinien zatrzymać się na urologii czy ginekologii, ale otworzyć drogę do procedur hybrydowych i zaawansowanych zabiegów interdyscyplinarnych.

500 operacji w Rydygierze – i dynamicznie rośnie

W Małopolsce również Szpital Rydygiera rozwija chirurgię robotyczną z ogromnym rozmachem. W niespełna dwa lata od wprowadzenia robota do praktyki klinicznej, placówka zrealizowała już 500 zabiegów. „Wprawdzie systemy robotyczne wykorzystywane są w Polsce już od 2010 roku, ale to właśnie Rydygier w 2023 roku stał się w Małopolsce pierwszą publiczną placówką medyczną, która do swojej oferty wprowadziła bezpłatne, finansowane przez NFZ operacje z użyciem robota” – przypomina szpital.

Operacje rozpoczęto na Oddziale Urologii 16 października 2023 r., a już w styczniu 2024 r. robotyczne zabiegi wdrożono na Oddziale Ginekologii Onkologicznej, gdzie do czerwca wykonano 130 operacji u pacjentek z rakiem endometrium. Prawdziwym przełomem było jednak wejście chirurgii robotycznej na Oddział Chirurgii Ogólnej – gdzie wykonano już 216 operacji, w tym 195 operacji jelita grubego, 14 żołądka i 7 trzustki.

„Szpital Rydygiera posiada Certyfikat Bezpieczeństwa Systemu Chirurgii Robotycznej, co jest szczególnie ważne dla zapewnienia bezpieczeństwa Pacjentów” – informuje placówka. Obecnie w operacjach robotycznych uczestniczy 8 certyfikowanych zespołów, a kwartalnie wykonywanych jest ponad 100 procedur. Niedawno dołączył także nowy zespół chirurgii głowy i szyi, który przeprowadził pierwszą operację robotyczną na Oddziale Otolaryngologii.

Jak działa system da Vinci i dlaczego to rewolucja

Robot chirurgiczny da Vinci to zaawansowana platforma operacyjna zaprojektowana przez firmę Intuitive Surgical. Składa się z dwóch głównych elementów: konsoli chirurga oraz części roboczej z czterema ramionami, z których trzy wyposażone są w narzędzia operacyjne, a czwarte w kamerę endoskopową.

Konsola umożliwia chirurgowi precyzyjne kierowanie narzędziami przy użyciu manetek i pedałów, a obraz pola operacyjnego oglądany jest w trójwymiarze i wysokiej rozdzielczości. Zastosowanie technologii EndoWrist sprawia, że końcówki narzędzi naśladują ruchy nadgarstka, co pozwala na dostęp do trudno osiągalnych struktur i niezwykle precyzyjne preparowanie tkanek.

Wbrew wyobrażeniom, robot nie działa samodzielnie – każdą czynność wykonuje pod bezpośrednim nadzorem i sterowaniem chirurga. Operacja nie byłaby możliwa bez udziału wykwalifikowanego zespołu, w skład którego wchodzą certyfikowani operatorzy, asysta chirurgiczna i instrumentariuszki.

Zabiegi wykonywane w asyście robota mają wiele zalet: mniejsze nacięcia (1–2 cm zamiast kilkunastu), niższa utrata krwi, precyzyjniejsze zespolenia, krótszy czas rekonwalescencji i zmniejszone ryzyko powikłań. 

Nowy standard w medycynie – dostępny bezpłatnie

Zarówno Szpital Uniwersytecki, jak i Szpital Rydygiera przypominają, że wszystkie operacje z wykorzystaniem robota da Vinci są bezpłatne dla pacjenta – w pełni finansowane przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Wspólną ambicją obu placówek jest dalszy rozwój chirurgii robotycznej, szkolenie kolejnych zespołów i włączanie do programu kolejnych dziedzin medycyny.

Jak zauważa Marcin Jędrychowski, rozwój technologii nie może odbywać się wyłącznie w dużych ośrodkach. „Pozwoli to na dalszy rozwój chirurgii robotycznej w całym kraju, gdyż według raportu opracowanego przez firmę Synektik w Polsce w chwili obecnej operujemy w 3 obszarach, w momencie, w którym w Europie jest ich już prawie 30”.

Chirurgia wspomagana robotem da Vinci nie tylko otwiera nowy rozdział w polskiej medycynie, ale staje się standardem – coraz bardziej dostępnym, coraz bardziej precyzyjnym i coraz bardziej skutecznym.

Fot. Szpital Uniwersytecki w Krakowie Źródła: Szpital Uniwersytecki w Krakowie, Szpital Specjalistyczny im. L. Rydygiera w Krakowie, Centrum Chirurgii Robotycznej – Szpital Mazovia Warszawa
 
23 czerwca, w Dzień Ojca, obchodzimy Ogólnopolski Dzień Świadomości Raka Prostaty – nowotworu, który każdego roku diagnozuje się u blisko 20 tysięcy mężczyzn w Polsce. W wielu przypadkach wykrycie choroby następuje zbyt późno, by mówić o pełnym wyleczeniu. Tymczasem rak prostaty to nowotwór, który – odpowiednio wcześnie rozpoznany – może być skutecznie leczony, a pacjenci mogą żyć długo i w dobrej jakości.
Rak gruczołu krokowego to drugi najczęściej diagnozowany nowotwór złośliwy u mężczyzn w Polsce – po raku płuca. Choroba rozwija się zwykle powoli i przez długi czas może nie dawać żadnych objawów. To paradoksalnie zwiększa ryzyko – wielu mężczyzn trafia do lekarza dopiero wtedy, gdy nowotwór jest już zaawansowany.

Proste badanie, które może uratować życie
Eksperci podkreślają, że mężczyźni po 45. roku życia powinni regularnie badać poziom PSA, a w przypadku obciążonego wywiadu rodzinnego – nawet wcześniej. Badanie per rectum, choć wciąż obarczone społecznym tabu, pozostaje ważnym elementem diagnostyki. Niestety, wielu mężczyzn unika kontaktu z lekarzem, obawiając się wstydu, bólu lub diagnozy. Tymczasem najskuteczniejszym sposobem walki z rakiem prostaty jest jego wczesne wykrycie, jeszcze zanim pojawią się objawy.

Znaczenie badania PSA
PSA (Prostate Specific Antigen) to enzym wytwarzany przez komórki gruczołu krokowego. Jego poziom we krwi rośnie z wiekiem, co nie zawsze świadczy o chorobie nowotworowej – może wynikać także z łagodnego przerostu prostaty, zapalenia czy infekcji dróg moczowych. Mimo to oznaczenie stężenia PSA jest jednym z podstawowych badań w kierunku raka prostaty i stanowi punkt wyjścia do dalszej diagnostyki.

Badanie PSA w programie „Moje Zdrowie”
Oznaczenie poziomu PSA można wykonać bezpłatnie w ramach programu „Moje Zdrowie – bilans zdrowia osoby dorosłej”. Program obejmuje mężczyzn po 50. roku życia. Aby skorzystać z badania, należy wypełnić ankietę profilaktyczną – dostępną online na Internetowym Koncie Pacjenta (IKP), w aplikacji mojeIKP lub osobiście w placówce POZ. Po jej wypełnieniu i uzyskaniu skierowania można umówić się na wizytę w przychodni i wykonać niezbędne badania.

Poniżej przedstawiono także algorytm wczesnego wykrywania raka prostaty w oparciu o poziom PSA, opracowany przez Europejskie Towarzystwo Urologiczne, zgodnie ze stanowiskiem Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej i Polskiego Towarzystwa Urologicznego z 2024 roku.
Dzień Ojca – dobry moment na rozmowę o zdrowiu
23 czerwca, czyli Dzień Ojca, to doskonała okazja, by porozmawiać z bliskimi mężczyznami o zdrowiu i zachęcić ich do wykonania prostych, a mogących uratować życie badań. Czasem zwykła rozmowa – przy wspólnym posiłku, przez telefon, w drodze do pracy – może być impulsem do ważnej decyzji. Wczesna diagnostyka ratuje życie, a nowoczesna medycyna oferuje dziś skuteczne i coraz mniej inwazyjne metody leczenia raka prostaty.

Źródło:
Raport Fundacji „Wygrajmy Zdrowie” Sytuacja pacjenta z nowotworem prostaty w Polsce (2021)
Raport Federacji Przedsiębiorców Polskich Co należy zmienić w systemie opieki nad chorymi z nowotworem gruczołu krokowego w Polsce (2023)
Swoisty antygen sterczowy PSA – Moje Zdrowie (fot. Serwis mojezdrowiewpoz.pl)