Medicalpress
Nowoczesne metody leczenia nietrzymania moczu, profilaktyka schorzeń dna miednicy, zdrowe starzenie oraz rola organizacji pacjenckich w kształtowaniu polityki zdrowotnej, to główne tematy ogólnopolskiej konferencji inaugurującej Światowy Tydzień Kontynencji 2026. Wydarzenie pod hasłem „Odzyskać kontrolę, nowoczesne podejście do inkontynencji” odbędzie się 15 czerwca w Warszawie i będzie dostępne zarówno stacjonarnie, jak i online. Organizatorzy chcą zwrócić uwagę na problem, który dotyczy milionów osób, a mimo to wciąż pozostaje tematem rzadko poruszanym w przestrzeni publicznej.
Stowarzyszenie „UroConti” zaprasza do udziału w ogólnopolskiej konferencji inaugurującej obchody Światowego Tygodnia Kontynencji 2026 (World Continence Week), która odbędzie się 15 czerwca 2026 r.
w Hotelu Novotel Warszawa Centrum. Tegoroczne wydarzenie pod hasłem „ODZYSKAĆ KONTROLĘ – NOWOCZESNE PODEJŚCIE DO INKONTYNENCJI” podkreśla potrzebę szerszej rozmowy o schorzeniach dna miednicy oraz prezentuje najnowsze kierunki diagnostyki i leczenia.
 
Konferencja odbędzie się w formule hybrydowej, umożliwiającej bezpłatny udział zarówno stacjonarnie, jak i online – po wcześniejszej rejestracji.

Celem Światowego Tygodnia Kontynencji jest zwiększanie świadomości na temat schorzeń dna miednicy, w tym przede wszystkim nietrzymania moczu, oraz zachęcanie pacjentów do wczesnej diagnostyki
i korzystania z dostępnych metod leczenia. W Polsce wiele osób nadal zwleka z wizytą u specjalisty, mimo że współczesna medycyna oferuje skuteczne rozwiązania mogące znacząco poprawić komfort życia i codzienne funkcjonowanie pacjentów.

W programie m.in. nowoczesne technologie, profilaktyka i zdrowe starzenie

Podczas konferencji uczestnicy wysłuchają wystąpień ekspertów reprezentujących różne dziedziny medycyny związane z leczeniem schorzeń dna miednicy. Wśród tematów znalazły się m.in.:

 
Jednym z ważnych wątków konferencji będzie zdrowe starzenie. Podczas wystąpienia „Mobilni i samodzielni – nowe podejście do zdrowego starzenia” eksperci zwrócą uwagę na znaczenie aktywności, mobilności i niezależności osób starszych. Pokazane zostanie również, w jaki sposób odpowiednie zarządzanie problemem inkontynencji może wspierać seniorów w zachowaniu samodzielności i dobrej jakości życia.

Nie zabraknie także tematów związanych z profilaktyką i edukacją zdrowotną. Uczestnicy będą mogli dowiedzieć się więcej m.in. o znaczeniu wczesnego wykrywania raka pęcherza, działaniach edukacyjnych skierowanych do osób z nietrzymaniem moczu oraz nowoczesnych rozwiązaniach wspierających codzienne zarządzanie cukrzycą. Po każdym module przewidziano sesję pytań i odpowiedzi, która umożliwi uczestnikom bezpośrednią rozmowę z ekspertami.

Głos pacjentów a kształtowanie polityki zdrowotnej

Istotnym punktem programu będzie debata „Głos pacjenta, który zmienia system – jak organizacje kształtują politykę zdrowotną?”, poświęcona roli organizacji pacjenckich w procesie tworzenia i wdrażania rozwiązań systemowych.

Dyskusja dotyczyć będzie m.in. wpływu organizacji pacjenckich na dostęp do nowych terapii, znaczenia doświadczeń pacjentów w praktyce klinicznej, roli badań klinicznych oraz współpracy organizacji społecznych z instytucjami publicznymi. W debacie udział wezmą przedstawiciele środowisk pacjenckich, eksperckich i instytucjonalnych, w tym Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

Dodatkowe działania edukacyjne

Obchodom Światowego Tygodnia Kontynencji 2026 towarzyszyć będą również dodatkowe inicjatywy edukacyjne. Jedną z nich jest „Program świadomej pracy z mięśniami dna miednicy”, organizowany przez platformę PortalYogi, którego partnerem społecznym zostało Stowarzyszenie „UroConti”. Inicjatywa promuje regularne ćwiczenia mięśni dna miednicy jako ważny element profilaktyki oraz wsparcia kobiet zmagających się z problemami z kontynencją. Bezpłatny program zwraca również uwagę na znaczenie aktywności fizycznej, redukcji stresu, relaksu oraz codziennych nawyków wspierających zdrowie.

Program rozpocznie się 21 czerwca 2026 r. Szczegółowe informacje będą dostępne na kanałach informacyjnych Stowarzyszenia „UroConti” oraz PortalYogi.

Rejestracja i szczegóły wydarzenia

Konferencja, podobnie jak całe obchody Światowego Tygodnia Kontynencji 2026, stanowi przestrzeń do edukacji, wymiany doświadczeń oraz promowania rozwiązań, które mogą poprawić codzienne funkcjonowanie osób zmagających się ze schorzeniami dna miednicy.

Udział w wydarzeniu jest bezpłatny. Zarówno uczestnictwo stacjonarne, jak i online wymaga wcześniejszej rejestracji.

Szczegółowy program oraz formularz rejestracyjny dostępne są na stronie:

www.tydzienkontynencji.pl

Źródło: inf pras

Amerykańska Agencja Żywności i Leków przyznała priorytetowy tryb oceny wnioskowi o rozszerzenie wskazań dla schematu enfortumab wedotyny w skojarzeniu z pembrolizumabem u chorych na raka pęcherza naciekającego mięśniówkę. Jeśli decyzja będzie pozytywna, terapia mogłaby stać się pierwszą opcją leczenia okołooperacyjnego dostępną niezależnie od kwalifikacji do cisplatyny, a więc objąć znacznie szerszą grupę pacjentów niż obecnie.
Astellas i Pfizer poinformowały, że FDA przyjęła do przyspieszonej oceny suplementacyjny wniosek biologiczny dotyczący stosowania enfortumabu wedotyny w skojarzeniu z pembrolizumabem przed i po zabiegu chirurgicznym u pacjentów z rakiem pęcherza naciekającym mięśniówkę. Chodzi o rozszerzenie istniejącego już w USA wskazania. Od listopada 2025 r. schemat ten jest zatwierdzony w leczeniu okołooperacyjnym chorych, którzy nie kwalifikują się do chemioterapii opartej na cisplatynie. Nowy wniosek ma objąć wszystkich pacjentów z rakiem pęcherza naciekającym mięśniówkę, niezależnie od tego, czy mogą otrzymać cisplatynę. Termin decyzji FDA wyznaczono na 17 sierpnia 2026 r.

To może być ważny moment dla leczenia raka pęcherza, ponieważ właśnie w tej grupie chorych problem nawrotów po leczeniu radykalnym pozostaje jednym z największych wyzwań klinicznych. Standardem pozostaje dziś chemioterapia neoadjuwantowa oparta na cisplatynie, a następnie cystektomia. Mimo leczenia prowadzonego z intencją wyleczenia u około połowy pacjentów dochodzi jednak do nawrotu choroby. Z tego powodu każda strategia, która realnie zmniejsza ryzyko wznowy i wydłuża przeżycie, ma potencjał, by zmienić praktykę kliniczną.

Wyniki badania III fazy

Podstawą złożonego do FDA wniosku są wyniki badania III fazy EV-304, znanego również jako KEYNOTE-B15. W badaniu oceniano okołooperacyjne stosowanie enfortumabu wedotyny z pembrolizumabem u pacjentów kwalifikujących się do cisplatyny, porównując ten schemat z dotychczasowym standardem, czyli neoadjuwantową chemioterapią gemcytabiną i cisplatyną przed operacją. Wyniki przedstawione podczas ASCO GU 2026 pokazały 47-procentową redukcję ryzyka nawrotu nowotworu, progresji lub zgonu oraz 35-procentowe zmniejszenie ryzyka zgonu w porównaniu z klasyczną chemioterapią. Dodatkowo odsetek całkowitej odpowiedzi patologicznej w momencie zabiegu wyniósł 55,8 proc. wobec 32,5 proc. w ramieniu kontrolnym.

Samo badanie EV-304 ma charakter otwarty, randomizowany i kontrolowany. Pacjentów przydzielano do jednej z dwóch grup: w pierwszej otrzymywali enfortumab wedotyny z pembrolizumabem przed operacją i po niej, w drugiej – standardową chemioterapię przed zabiegiem. W obu ramionach wykonywano cystektomię z intencją radykalną. W schemacie eksperymentalnym zaplanowano łącznie dziewięć cykli enfortumabu wedotyny i siedemnaście cykli pembrolizumabu, rozłożonych na etap przedoperacyjny i pooperacyjny.

Leczenie okołooperacyjne dla szerszej grupy pacjentów

Znaczenie tej strategii polega także na tym, że wzmacnia ona rolę leczenia okołooperacyjnego jako pełnego procesu terapeutycznego, a nie jedynie przygotowania do zabiegu. W nowotworach o wysokim ryzyku nawrotu coraz częściej właśnie takie podejście – obejmujące zarówno etap przedoperacyjny, jak i dalsze leczenie po chirurgii – staje się osią nowoczesnego postępowania. W raku pęcherza szczególnie ważne jest to, że ryzyko nie kończy się w momencie udanej operacji.

Firmy podkreślają, że jeśli nowe wskazanie zostanie zatwierdzone, enfortumab wedotyny z pembrolizumabem mógłby stać się pierwszą terapią okołooperacyjną o takim zakresie zastosowania – obejmującą pacjentów z rakiem pęcherza naciekającym mięśniówkę niezależnie od kwalifikacji do cisplatyny. Z perspektywy praktyki klinicznej oznaczałoby to uproszczenie i rozszerzenie dostępności skutecznej opcji terapeutycznej. 

Wcześniejsze zatwierdzenie z listopada 2025 r. dotyczyło pacjentów niekwalifikujących się do cisplatyny. Obecny wniosek obejmuje rozszerzenie wskazania na wszystkich chorych z rakiem pęcherza naciekającym mięśniówkę, niezależnie od możliwości zastosowania cisplatyny. Jeżeli FDA potwierdzi korzyść kliniczną w proponowanym zakresie wskazania, leczenie enfortumabem wedotyny i pembrolizumabem może stać się jedną z opcji terapeutycznych również w grupie pacjentów, u których dotąd standardem pozostawała chemioterapia oparta na cisplatynie.

Nie bez znaczenia pozostaje profil bezpieczeństwa. W komunikacie podano, że w badaniu EV-304 bezpieczeństwo terapii było zgodne z dotychczasowymi doświadczeniami dla tego skojarzenia i nie odnotowano nowych sygnałów bezpieczeństwa. Nie oznacza to jednak, że leczenie jest pozbawione ryzyka. Enfortumab wedotyny ma dobrze znane, istotne klinicznie działania niepożądane, w tym ciężkie reakcje skórne, hiperglikemię, śródmiąższową chorobę płuc lub zapalenie płuc, neuropatię obwodową czy zaburzenia oczne. W dokumentacji rejestracyjnej szczególnie mocno wyeksponowano ryzyko ciężkich, a nawet śmiertelnych reakcji skórnych, takich jak zespół Stevensa-Johnsona i toksyczna nekroliza naskórka. W praktyce oznacza to, że ewentualne rozszerzenie wskazań będzie musiało iść w parze z bardzo uważnym monitorowaniem pacjentów.

Enfortumab wedotyny jest koniugatem przeciwciała z lekiem cytotoksycznym skierowanym przeciwko Nectin-4 – białku obecnemu w dużych ilościach w komórkach raka pęcherza. Po związaniu z komórką nowotworową kompleks wnika do jej wnętrza, gdzie dochodzi do uwolnienia substancji przeciwnowotworowej MMAE, co prowadzi do zahamowania podziałów komórki i jej śmierci. W połączeniu z pembrolizumabem, inhibitorem PD-1, stanowi schemat łączący bezpośrednie działanie cytotoksyczne z immunoterapią.

Rak pęcherza pozostaje jednym z najczęstszych nowotworów na świecie. Według przywołanych danych rozpoznaje się go u ponad 614 tys. osób rocznie, a postać naciekająca mięśniówkę stanowi około 30 proc. wszystkich przypadków. To właśnie ta grupa pacjentów, mimo potencjalnie radykalnego leczenia chirurgicznego, jest szczególnie narażona na wznowę i pogorszenie rokowania.

Z punktu widzenia klinicystów i regulatorów najbliższe miesiące będą więc kluczowe. FDA zdecydowała się na priorytetową ocenę, co zwykle oznacza, że uznała wniosek za potencjalnie istotny z perspektywy potrzeb medycznych i możliwego postępu terapeutycznego. Jeśli decyzja będzie pozytywna, leczenie okołooperacyjne enfortumabem wedotyny z pembrolizumabem może wyznaczyć nowy standard postępowania w raku pęcherza naciekającym mięśniówkę, przesuwając ciężar terapii z samej chirurgii i klasycznej chemioterapii w stronę bardziej złożonego, skuteczniejszego modelu leczenia systemowego wokół operacji.

Źródło: Astellas / Pfizer, komunikat prasowy, 20.04.2026
Pacjenci z zaawansowanym rakiem pęcherza w Polsce nadal nie będą mieli dostępu do nowoczesnej terapii skojarzonej enfortumabem wedotyny z pembrolizumabem. Mimo pozytywnych rekomendacji klinicznych Ministerstwo Zdrowia podjęło negatywną decyzję refundacyjną, co – zdaniem organizacji pacjenckich, ogranicza szanse chorych na skuteczniejsze leczenie i dłuższe życie.
 
Terapia skojarzona enfortumabem wedotyny z pembrolizumabem (EV+P) to długo wyczekiwana przez lekarzy i pacjentów opcja leczenia zaawansowanego raka urotelialnego, dająca realną szansę na poprawę wyników terapii. W dostępnych publikacjach oceniana jest jako terapia o wysokiej wartości klinicznej, co znajduje odzwierciedlenie w aktualnych wytycznych klinicznych – zarówno polskich, jak i międzynarodowych.

W ostatnich miesiącach pojawiła się realna szansa na objęcie tej terapii refundacją w Polsce. Jak wynika jednak z informacji przekazywanych przez podmioty odpowiedzialne oraz środowisko organizacji pacjenckich, proces refundacyjny zakończył się ostatecznie negatywną decyzją Ministerstwa Zdrowia. Oznacza to, że polscy pacjenci nie będą mieli nadal dostępu do leczenia, które w wielu krajach europejskich stanowi już standard postępowania, dając realna szansę na przedłużenie życia.

– W praktyce chorzy nadal będą leczeni, ale chemioterapią, mimo dostępności bardziej skutecznych i mniej obciążających organizm opcji terapeutycznych. Ta decyzja jest dla nas niezrozumiała i krzywdząca. Tym bardziej, że część chorych nie powinna być leczona chemioterapią. Niezrozumiałe, że w tym samym czasie resort zdrowia znajduje ogromne środki na kolejne podwyżki wynagrodzeń w ochronie zdrowia, a nie ma ich na leczenie pacjentów – mówi Elżbieta Żukowska, prezes Stowarzyszenia „UroConti”.

Z dostępnych danych wynika, że każdego roku w Polsce diagnozę raka pęcherza moczowego otrzymuje ok. 7–8 tys. osób, podczas gdy liczba wykonywanych zabiegów operacyjnych wynosi ok. 2 tys. rocznie. Oznacza to, że jedynie część pacjentów kwalifikuje się do leczenia operacyjnego, a znaczna grupa chorych wymaga leczenia farmakologicznego – zarówno ze względu na brak możliwości przeprowadzenia operacji, jak i progresję choroby.

Stowarzyszenie „UroConti” podkreśla, że w związku z napływającymi sygnałami dotyczącymi możliwego braku refundacji terapii EV+P już wcześniej podejmowało działania mające na celu zwrócenie uwagi na potrzeby pacjentów – zarówno samodzielnie, jak i we współpracy z innymi organizacjami pacjenckimi.

– Zależy nam na tym, aby pacjenci w Polsce mieli dostęp do leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną i standardami obowiązującymi w innych krajach europejskich. Nie jestem w stanie zrozumieć, że będąc 20 gospodarką świata, kupując najdroższe samoloty wojskowe, nie stać naszego państwa na refundacje terapii, której bardzo brakowało nam w leczeniu raka pęcherza. – dodaje Elżbieta Żukowska.

Stowarzyszenie zapowiada dalsze działania na rzecz poprawy dostępu do nowoczesnych terapii dla pacjentów z rakiem pęcherza moczowego w Polsce.

Terapia EV+P jest uznawana za jedną z najważniejszych innowacji w leczeniu zaawansowanego raka urotelialnego i znajduje się w aktualnych wytycznych klinicznych. Pomimo tego proces refundacyjny w Polsce zakończył się decyzją odmowną. W praktyce oznacza to, że pacjenci nadal będą leczeni głównie chemioterapią, choć dostępne są skuteczniejsze i mniej obciążające opcje. Organizacje pacjenckie, w tym Stowarzyszenie „UroConti”, wskazują na nierówności w dostępie do leczenia w porównaniu z innymi krajami europejskimi i zapowiadają dalsze działania na rzecz zmiany tej decyzji.

Stowarzyszenie „UroConti”

Stowarzyszenie „UroConti” jest organizacją pożytku publicznego (rok założenia: 2007). Obecnie posiada 8 oddziałów wojewódzkich i 3 sekcje tematyczne: prostaty, pęcherza oraz neurourologii. Organizacja zrzesza osoby z chorobami dna miednicy. Misją Stowarzyszenia jest poprawa jakości życia osób z chorobami urologicznymi, uroginekologicznymi i proktologicznymi oraz popularyzacja wiedzy na ich temat, w tym na temat metod profilaktyki, diagnostyki, leczenia, pielęgnacji i opieki. Członkiem Stowarzyszenia może zostać każda osoba dotknięta chorobami dna miednicy, jak również chcąca działać profilaktycznie.

Więcej informacji na: www.uroconti.pl

Źródło: Komunikat Prasowy

W raku pęcherza jednym z największych problemów nie jest wyłącznie samo rozpoznanie choroby, lecz to, co dzieje się później. Nawet jeśli nowotwór zostaje wykryty wcześnie i usunięty, ryzyko nawrotu pozostaje wysokie. W praktyce oznacza to konieczność dalszego leczenia i ścisłego nadzoru, ale bez pełnej pewności, którzy pacjenci rzeczywiście wymagają intensywniejszego postępowania, a u których zabieg chirurgiczny okazał się wystarczający. Nowe badanie opublikowane w czasopiśmie „Cell”, przygotowane przez zespół badaczy ze Stanford, wskazuje, że pomocne może być nieinwazyjne badanie moczu oparte na analizie DNA guza. 

Autorzy pokazali, że taki test może na poziomie molekularnym odróżnić pacjentów, u których choroba została skutecznie opanowana, od tych, u których po leczeniu nadal utrzymują się ślady nowotworu i wysokie ryzyko nawrotu.

Problem, którego dotąd nie udawało się dobrze rozwiązać

Większość chorych na raka pęcherza rozpoznaje się na etapie raka nienaciekającego mięśniówki pęcherza, czyli NMIBC. W tej postaci nowotwór pozostaje ograniczony do bardziej powierzchownych warstw ściany pęcherza. Mimo to choroba bardzo często nawraca. Po przezcewkowej resekcji guza pacjenci z cechami wyższego ryzyka zwykle otrzymują dopęcherzowe wlewki BCG, czyli immunoterapię stosowaną w tym wskazaniu od wielu lat. Nadal jednak brakowało wiarygodnego narzędzia, które pozwalałoby z wyprzedzeniem rozpoznać, kto rzeczywiście odniesie korzyść z takiego leczenia, a kto będzie wymagał innej strategii.

To właśnie ten punkt stanowi o wadze nowego badania. Autorzy nie skupili się wyłącznie na wykrywaniu samej obecności nowotworu, lecz na ocenie minimalnej choroby resztkowej po leczeniu. Innymi słowy, chodzi o uchwycenie tych sytuacji, w których po zabiegu i terapii nadal pozostają komórki nowotworowe niewidoczne jeszcze w rutynowym nadzorze, ale istotne z punktu widzenia dalszego przebiegu choroby.

Na czym polega nowe podejście

Podstawą testu jest analiza fragmentów DNA nowotworu obecnych w moczu. W raku pęcherza to rozwiązanie jest szczególnie obiecujące, ponieważ materiał biologiczny może być pozyskiwany bez dodatkowych procedur inwazyjnych. Badacze zwrócili jednak uwagę na problem, który mógł zaburzać wyniki wcześniejszych prób diagnostycznych. Także u osób zdrowych w nabłonku pęcherza mogą z wiekiem gromadzić się mutacje związane z nowotworzeniem. Takie komórki, choć nie są rakiem, również mogą uwalniać zmienione DNA do moczu.

Zespół ze Stanford określił to zjawisko mianem clonal cystopoiesis i opracował metodę statystyczną, która pozwala odfiltrować to tło biologiczne. Dzięki temu test ma lepiej rozróżniać między rzeczywistym sygnałem utrzymującej się choroby a zmianami pochodzącymi z prawidłowego, choć zmutowanego wraz z wiekiem, urotelium.

Problem polega bowiem na tym, że w nabłonku pęcherza – podobnie jak w wielu innych tkankach – wraz z wiekiem mogą pojawiać się mutacje genetyczne związane z procesem starzenia się komórek. Nie oznaczają one jednak obecności nowotworu. Jeśli test wykrywający DNA nowotworowe jest bardzo czuły, może zarejestrować takie mutacje i błędnie zinterpretować je jako sygnał choroby resztkowej. W praktyce oznaczałoby to wynik sugerujący utrzymywanie się nowotworu, mimo że w rzeczywistości pacjent został skutecznie wyleczony.

To właśnie dlatego sam wzrost czułości testu nie zawsze oznacza poprawę jego wartości klinicznej. Bez odpowiedniej swoistości – czyli zdolności do odróżnienia rzeczywistej choroby od zmian niezwiązanych z nowotworem – badanie może prowadzić do nadinterpretacji wyników. W takim scenariuszu pacjent mógłby zostać uznany za osobę z utrzymującą się chorobą, co skutkowałoby niepotrzebnym niepokojem, dodatkowymi badaniami lub wdrożeniem leczenia, które w rzeczywistości nie jest konieczne.

Jak podkreślił dr Joseph Liao, współautor badania, „nasz test pozwala nieinwazyjnie wykrywać minimalną chorobę resztkową po leczeniu raka pęcherza, a jednocześnie uwzględnia mutacje obecne w prawidłowym urotelium, które komplikowały wcześniejsze badania. Po raz pierwszy mogliśmy odróżnić pacjentów prawdopodobnie wyleczonych dzięki BCG od tych, którzy zostali wyleczeni samą operacją.” (tłum. red.).

Trzy wzorce odpowiedzi na leczenie

Analiza próbek pobieranych przed operacją, po operacji i po immunoterapii pozwoliła badaczom wyróżnić trzy odrębne wzorce odpowiedzi. W pierwszej grupie znaleźli się pacjenci, u których sygnał DNA nowotworu znikał już po samym zabiegu chirurgicznym. W drugiej byli chorzy, u których materiał nowotworowy utrzymywał się po operacji, ale zmniejszał się po leczeniu BCG. Trzecią grupę stanowili pacjenci, u których DNA guza utrzymywało się lub narastało mimo immunoterapii, co wskazywało na brak skutecznej odpowiedzi na leczenie.

Taki podział ma duże znaczenie praktyczne. Pokazuje bowiem, że pacjenci z pozoru leczeni według podobnego schematu mogą w rzeczywistości należeć do biologicznie różnych kategorii. Część z nich jest skutecznie leczona już na etapie chirurgii, część odpowiada na immunoterapię dopęcherzową, a część wymaga prawdopodobnie wcześniejszego rozważenia innego postępowania.

Test może uprzedzać to, co później widać w cystoskopii

Według autorów test okazał się silnym narzędziem prognostycznym w prospektywnie obserwowanej grupie chorych. Pacjenci, u których po zakończeniu leczenia BCG nadal wykrywano DNA nowotworowe w moczu, mieli bardzo wysokie ryzyko nawrotu choroby. Z kolei u osób, u których materiał genetyczny guza przestawał być wykrywalny, obserwowano bardzo dobre wyniki leczenia i znacznie niższe prawdopodobieństwo ponownego pojawienia się nowotworu.

Autorzy zwracają jednocześnie uwagę, że analiza DNA nowotworowego w moczu może dostarczać informacji o aktywności choroby na poziomie molekularnym. W części analizowanych przypadków sygnał ten był obecny jeszcze przed pojawieniem się zmian możliwych do uchwycenia w rutynowej cystoskopii. Oznacza to, że tego typu badanie mogłoby w przyszłości stanowić uzupełnienie obecnych metod monitorowania pacjentów po leczeniu raka pęcherza.

W stronę bardziej precyzyjnego leczenia

Autorzy pracy zwracają uwagę, że możliwość rozróżnienia odpowiedzi na sam zabieg chirurgiczny i na BCG pozwala lepiej zrozumieć biologię nowotworu. Guzy oporne na leczenie chirurgiczne wykazywały cechy związane z proliferacją i inwazyjnością, natomiast te odpowiadające na BCG charakteryzowały się wyższym obciążeniem mutacyjnym i wcześniejszą aktywnością immunologiczną. Sugeruje to, że odpowiedź na oba typy leczenia nie jest przypadkowa, lecz wynika z odmiennych właściwości biologicznych guza.

Z punktu widzenia klinicznego może to być krok w stronę bardziej precyzyjnego prowadzenia chorych z NMIBC. Nie chodzi wyłącznie o wcześniejsze przewidywanie nawrotu, ale również o lepsze dopasowanie dalszego leczenia do realnego ryzyka i do biologii choroby. Jak zaznaczyła dr Eila Skinner, kierująca Katedrą Urologii na Stanford, „takie biomarkery predykcyjne są niezwykle istotne. Mamy dziś nowe terapie, które są kosztowne i wiążą się z ryzykiem działań niepożądanych. Chcielibyśmy personalizować leczenie tak, aby każdy pacjent otrzymywał terapię najlepiej dopasowaną do jego nowotworu” (tłum. red.).

Obiecujący kierunek, ale jeszcze nie gotowe rozwiązanie

Wyniki opublikowane w „Cell” są bardzo obiecujące, ale nie oznaczają jeszcze natychmiastowej zmiany standardu postępowania. Jak zwykle w przypadku nowych biomarkerów konieczne będzie potwierdzenie tych obserwacji w większych grupach pacjentów i w niezależnych ośrodkach. Dopiero wtedy będzie można ocenić, czy test nie tylko dobrze prognozuje przebieg choroby, ale też realnie poprawia decyzje terapeutyczne i wyniki leczenia.

Mimo to kierunek jest wyraźny. W raku pęcherza coraz większe znaczenie może mieć nie tylko to, czy guz został usunięty, ale również to, czy po leczeniu pozostaje molekularny ślad choroby. Jeśli nowa metoda przejdzie kolejne etapy walidacji, zwykła próbka moczu może stać się ważnym narzędziem w ocenie skuteczności terapii i planowaniu dalszego postępowania u chorych z rakiem pęcherza nienaciekającym mięśniówki.

Źródła: Stanford Medicine, A Urine Test That Could Change the Course of Bladder Cancer Care, 20 marca 2026; badanie opublikowane w „Cell”.

Opóźniona diagnostyka oraz ograniczony dostęp do nowoczesnego leczenia sprawiają, że wyniki terapii raka pęcherza moczowego w Polsce nie poprawiły się od trzech dekad. Eksperci podkreślają, że bez pilnych zmian systemowych pacjenci nadal będą trafiać do specjalistów zbyt późno, a skuteczne metody leczenia nie będą w pełni wykorzystywane.

W Polsce rak gruczołu krokowego pozostaje najczęściej rozpoznawanym nowotworem u mężczyzn, a rak pęcherza moczowego dotyczy ponad 5 tysięcy mężczyzn rocznie, co czyni go czwartym najczęściej diagnozowanym nowotworem złośliwym w tej grupie. Dane te jednoznacznie wskazują na konieczność pilnych działań systemowych, szczególnie że nowotwory urologiczne często dotykają osób aktywnych zawodowo – najczęściej pięćdziesięcio- i sześćdziesięciolatków.

Uczestnicy debaty „Nowoczesna uroonkologia: interdyscyplinarne perspektywy” zwrócili uwagę, że niemal co drugi pacjent z rakiem pęcherza trafia do specjalisty zbyt późno, co dramatycznie wpływa na rokowania.

Zbyt późna reakcja na pierwsze objawy
Prof. dr hab. n. med. Piotr Chłosta podkreślił, że kluczowy dla dalszego leczenia jest czas, jaki upływa od pierwszego epizodu krwiomoczu do właściwego rozpoznania — nie powinien on przekraczać sześciu miesięcy. Niestety, rzeczywistość wygląda inaczej.
– Gdyby przyszli wcześniej, to moglibyśmy im pomóc skutecznie, często w sposób minimalnie inwazyjny i to bez następstw dramatycznych. Ale nie przychodzą, bo w dalszym ciągu to wstydliwe, to nic takiego, to przejdzie samo. Boją się diagnozy. Urolog jest dla wielu tym samym, kim kiedyś, w latach 80-tych był dentysta. Idziesz dopiero wtedy, kiedy nie możesz wytrzymać. A w uroonkologii to jest zdecydowanie za późno – powiedział prof. Piotr Chłosta.

Skierowanie do urologa jako bariera diagnostycznaJedną z najczęściej wymienianych przeszkód w szybkim rozpoczęciu diagnostyki jest wymóg posiadania skierowania do urologa. Zdaniem Anny Kupieckiej, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej, stanowi to realną barierę już na starcie ścieżki pacjenta.
– [Skierowanie do urologa – przyp.] Jest to próg hamulcowy do tego, żeby trzeba było iść jeszcze do kogoś po skierowanie. Jest to z mojej perspektywy również – być może jestem w błędzie – wytrych dla lekarza POZ, żeby nie zlecić dobrej diagnostyki wstępnej i przygotować pacjenta, tylko wypisze skierowanie do urologa i ma pacjenta z głowy. (…) część z nich mogłaby być w pewien sposób już przeprowadzona przez diagnostykę wcześniej, na poziomie POZ.
Dodała także:
– Na końcu tej kaskady oczywiście są terapie lekowe i wprowadzanie ich jak najszybciej i w pierwszych liniach, i jak najwcześniej do refundacji, tak żeby po całej tej kaskadzie pozytywnych zdarzeń, ostatecznie efekt kliniczny był najlepszy, zachowujący również jakość życia człowieka.

Nowoczesne leczenie systemowe – potencjał wciąż niewykorzystany
W przypadku zaawansowanego raka pęcherza przełom stanowią terapie skojarzone, które – stosowane w pierwszej linii leczenia – przynoszą lepsze wyniki terapeutyczne oraz poprawiają jakość życia pacjentów. Choć wiedza o optymalnym postępowaniu jest powszechnie dostępna, program lekowy nie zawsze odpowiada aktualnym rekomendacjom.
Dr hab. n. med. Łukasz Kuncman wyjaśnił:
– To, co widzimy w kwestii leczenia systemowego, czyli wdrożenie aktualnej linii leczenia pierwszego rzutu enfortumabu wedotyny razem z pembrolizumabem podwaja przeżycie naszych pacjentów, medianę przeżycia. (…) jeżeli onkolog kliniczny mówi swojemu pacjentowi, że może go leczyć w sposób suboptymalny, to traci zaufanie tego pacjenta i bardzo ciężko mu jest odzyskać to zaufanie.

Technologia zmienia uroonkologię
Eksperci zwrócili także uwagę na ogromny postęp technologiczny. Wskazywali m.in. na minimalnie inwazyjną cystoskopię giętką oraz zabiegi wykonywane z użyciem robota chirurgicznego, które poprawiają wyniki czynnościowe, w tym zachowanie potencji i możliwość oddawania moczu drogą naturalną.
Duże znaczenie ma również rozwój sztucznej inteligencji i metod obliczeniowych. Umożliwiły one kliniczne zastosowanie radioterapii adaptacyjnej, polegającej na codziennym dostosowaniu planu leczenia do aktualnych warunków anatomicznych pęcherza, co pozwala zwiększać precyzję naświetlań i oszczędzać zdrowe tkanki.

Współpraca wielodyscyplinarna jako fundament nowoczesnego leczenia
Jednym z najważniejszych przełomów ostatnich lat stało się wzmocnienie pracy w zespołach wielodyscyplinarnych (MDT). Prof. Łukasz Kuncman obrazowo opisał tę zmianę:
– Mam wrażenie, że jesteśmy na takim etapie, że brzydkie kaczątko zmienia w tej chwili upierzenie. Mamy szansę zrobić coś wielkiego, że ten łabędź nam wreszcie pofrunie. I jesteśmy w stanie w tej chwili robić to, robimy to razem, robimy to dzięki doskonałej woli całego środowiska.

Rekomendacje systemowe – co musi się zmienić?
Debata doprowadziła do sformułowania jasnych rekomendacji dotyczących poprawy opieki nad pacjentami z nowotworami urologicznymi. Eksperci wskazują m.in. na konieczność:
– zniesienia wymogu skierowania do urologa,
– usprawnienia dostępu do nowoczesnych terapii systemowych, w tym szybkiego wdrażania leczenia zgodnego z wytycznymi NCCN i ESMO,
– refundacji terapii skojarzonej oraz szerszego dostępu do immunoterapii okołooperacyjnej,
– tworzenia wysokospecjalistycznych ośrodków referencyjnych,
– pełnej koordynacji i kompletności diagnostyki, w tym szybszego dostępu do badań obrazowych,
– poprawy jakości pracy MDT i stosowania checklist diagnostycznych.

Źródło: materiał prasowy

Oficjalnie wystartował projekt BCLEAR: Bladder Cancer Literacy for All, trzyletnia inicjatywa współfinansowana przez Unię Europejską, której celem jest podniesienie świadomości na temat raka pęcherza moczowego i poprawa jakości opieki onkologicznej w całej Europie. W działania zaangażowane są liczne organizacje medyczne, naukowcy i przedstawiciele środowisk pacjenckich, a Polska – obok Grecji i Węgier – znalazła się w gronie trzech krajów pilotażowych.

Pod Koniec września w Brukseli odbyło się oficjalne spotkanie inauguracyjne projektu BCLEAR – Bladder Cancer Literacy for All: Advancing Knowledge and Care in Europe /Wiedza na temat raka pęcherza moczowego dla wszystkich: poszerzenie wiedzy i opieki w Europie, współfinansowanego przez Unię Europejską. To trzyletnia inicjatywa, której celem jest zwiększenie świadomości na temat raka pęcherza moczowego i poprawa jakości opieki onkologicznej w całej Europie.

Polska, obok Grecji i Węgier, została wybrana jako jeden z trzech krajów pilotażowych projektu. Decyzja ta wynika m.in. z faktu, że w naszym kraju wciąż jest istotnie wysoka śmiertelności z powodu raka pęcherza w porównaniu do innych państw UE.

Współfinansowana przez Unię Europejską inicjatywa skupia społeczność: urologów, lekarzy rodzinnych, pacjentów, przedstawicieli środowisk akademickich i ekspertów ds. zdrowia publicznego, których łączy wspólny cel: poprawa zrozumienia raka pęcherza moczowego oraz wyrównanie dostępu do informacji i opieki w całym regionie.

Rola Polskiego Towarzystwa Urologicznego (PTU)

PTU pełni kluczową rolę w konsorcjum projektu BCLEAR – odpowiada za wdrożenie działań projektowych w Polsce, w tym organizację kampanii edukacyjnych dla obywateli oraz szkoleń dla lekarzy i personelu medycznego. Towarzystwo będzie także współtworzyć narzędzia do wspólnego podejmowania decyzji (SDM), które mają ułatwić pacjentom i lekarzom wspólne wybieranie najlepszych ścieżek leczenia. „Spotkanie inauguracyjne w Brukseli pokazało, że Europa patrzy na raka pęcherza moczowego jako na realne wyzwanie zdrowotne, któremu musimy wspólnie stawić czoła. Cieszę się, że Polska jest jednym z trzech krajów pilotażowych – to szansa, abyśmy dzięki BCLEAR mogli wdrożyć konkretne rozwiązania poprawiające profilaktykę, świadomość i jakość leczenia pacjentów w naszym kraju” – podkreślił dr hab. n. med. Roman Sosnowski, urolog i główny koordynator medyczny projektu BCLEAR w Polsce.

Jak zmierzyć się z niedocenianym problemem?

Rak pęcherza moczowego jest piątym najczęściej występującym nowotworem w Europie, ale mimo istotnego wpływu na pacjentów i ich rodziny pozostaje w dużej mierze marginalizowany. Ograniczona świadomość społeczna w połączeniu z trudnościami w rozpoznaniu wczesnych objawów w tym bagatelizowanie najważniejszego symptomu jakim jest krwiomocz, często   prowadzi do późnej diagnozy. Nawet po postawieniu diagnozy wielu pacjentom i ich rodzinom brakuje jasnych, wiarygodnych i dostępnych informacji na temat możliwości leczenia i ścieżek opieki, co wpływa na ich zdolność do wspólnego podejmowania decyzji i przyczynia się do nierównych wyników leczenia w poszczególnych krajach.

„Rak pęcherza moczowego w Polsce wciąż jest diagnozowany zbyt późno, a pacjenci i ich rodziny często nie mają dostępu do prostych, rzetelnych informacji. Udział w projekcie BCLEAR pozwoli nam zmienić tę sytuację – dostarczymy wiedzę, narzędzia i wsparcie zarówno dla pacjentów, jak i lekarzy. Dzięki temu w Polsce poprawimy wczesną diagnostykę i wzmocnimy rolę pacjenta w procesie leczenia” – powiedział prof. dr hab. n. med. Tomasz Drewa Prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

Cele projektu BCLEAR

BCLEAR ma na celu wypełnienie tych luk poprzez promowanie zrozumienia, wczesnego wykrywania i świadomego podejmowania decyzji. W ramach projektu planowane są:

Poprzez te działania BCLEAR dąży do dostarczenia i zatwierdzania zestawu narzędzi
i najlepszych praktyk, które mogą służyć jako wzór dla przyszłych kampanii innych dotyczących raka pęcherza moczowego w Europie i poza nią.

Projekt BCLEAR jest koordynowany przez Europejskie Towarzystwo Urologiczne (EAU) i skupia silną i zróżnicowaną grupę partnerów: Światową Koalicję Pacjentów z Rakiem Pęcherza Moczowego (WBCPC), Europejskie Ligę Walki z Rakiem (ECL), WONCA Europe, Greckie Towarzystwo Urologiczne (HUA), Węgierskie Towarzystwo Urologiczne (HUS), Polskie Towarzystwo Urologiczne (PTU) oraz Centrum Medyczne Uniwersytetu Erazma (EMC).

Każdy partner wnosi unikalną wiedzę specjalistyczną, od praktyki klinicznej i badań naukowych po zdrowie publiczne, podstawową opiekę zdrowotną, rzecznictwo, komunikację
i zaangażowanie społeczności.

Spotkanie inauguracyjne oznaczało początek tej współpracy. W ciągu najbliższych trzech lat BCLEAR będzie pracować nad wspólną wizją: przyszłością, w której nikt nie będzie musiał zmagać się z rakiem pęcherza moczowego bez wiedzy, zasobów i wsparcia, których potrzebuje.

Poprzez zwiększanie świadomości na temat raka pęcherza moczowego, BCLEAR ma na celu wzmocnienie pozycji pacjentów, umożliwienie wcześniejszej diagnozy, poprawę wspólnego podejmowania decyzji i zmniejszenie nierówności w opiece zdrowotnej, przyczyniając się do realizacji celów europejskiego planu walki z rakiem i promowania strategii profilaktyki nowotworowej w państwach członkowskich.

Źródło: PTU

W Polsce następuje dynamiczny wzrost chirurgii robotycznej – w 2024 roku przeprowadzono około 17 100 zabiegów z asystą robotów, co oznacza wzrost o blisko 70 % względem roku poprzedniego. Najwięcej takich operacji wykonuje się w urologii: aż 67 % procedur robotycznych dotyczy prostaty (61 %) oraz leczenia raka nerki i operacji pęcherza moczowego (cystektomii). Lekarze i eksperci podkreślają, że najbardziej zyskują pacjenci – krótsza rekonwalescencja, mniejsze urazy, szybkość powrotu do zdrowia. Ale to nie jedyny beneficjent – płatnik publiczny również dostrzega korzyści, premiując operacje robotowe lepszymi wycenami. Dalszy rozwój tej technologii wymaga intensyfikacji szkoleń zespołów medycznych oraz szerszego dostępu do robotów również poza dużymi ośrodkami klinicznymi.
O 70 proc. wzrosła w ciągu roku liczba operacji wykonywanych w Polsce w asyście robotów chirurgicznych. Najwięcej takich zabiegów wykonuje się w leczeniu raka prostaty, ale też między innymi raka nerki czy pęcherza moczowego. Lekarze podkreślają, że zyskują na tym przede wszystkim pacjenci, którzy szybciej dochodzą do zdrowia. Korzyści dostrzega też płatnik publiczny, który operacje robotowe premiuje lepszymi wycenami. Dla dalszego rozwoju chirurgii robotowej potrzebne są szkolenia zespołów medycznych i zwiększanie dostępności urządzeń także poza dużymi ośrodkami klinicznymi.

– Z roku na rok następuje ogromny wzrost wykorzystania robotów chirurgicznych, ale dalej jesteśmy jeszcze bardzo w tyle, jeżeli chodzi o to, co obserwujemy na świecie. Nie mówię tutaj tylko o Stanach, które oczywiście grają w zupełnie innej lidze, ale także o rynku europejskim. Jednak gonimy innych i to jest ważne – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Innowacje Marcin Bruszewski, prezes firmy Innovaris, będącej dystrybutorem robota chirurgicznego Versius.

Z raportu „Chirurgia robotowa 2025”, opublikowanego przez Modern Healthcare Institute, wynika, że w 2024 roku w polskich szpitalach wykonano około 17,1 tys. zabiegów w asyście robotów chirurgicznych. Liczba ta wzrosła w ciągu roku o 70 proc.

Raport wskazuje, że najwięcej, bo 67 proc. zabiegów w asyście robota, wykonuje się w urologii – największy udział mają prostatektomie, czyli zabiegi usunięcia gruczołu krokowego (61 proc.), a także leczenie raka nerki i cystektomie (usunięcie pęcherza moczowego).

 99 proc. prostatektomii wykonujemy w asyście robota. Jeśli chodzi o zabiegi na nerkach, to trzy czwarte z nich wykonujemy w asyście robota. W przypadku najtrudniejszych zabiegów usunięcia pęcherza w zeszłym roku proporcja była pół na pół, a w tym roku widzimy, że będzie przewaga operacji w asyście robota, czyli około 60–65 proc. Jeśli chodzi o zabiegi ginekologiczne, około 80–85 proc. z nich wykonujemy w asyście robota – wymienia Lesław Polański, prezes zarządu grupy Urovita, prowadzącej Śląskie Centrum Urologii Urovita w Chorzowie i Szpital Powiatowy im. T. Chałubińskiego w Zakopanem.

 Robotyka jest też bardzo mocna w chirurgii ogólnej, torakochirurgii, w onkologii już w zasadzie się zadomowiła. Bardzo dużo się mówi o zastosowaniu robotów w pediatrii i już niektóre zabiegi na świecie są w ten sposób wykonywane – wskazuje prezes Innovaris.

Narodowy Fundusz Zdrowia w ubiegłym roku wydał na refundację 10850 operacji wykonanych w asyście robotów o 82,1 mln zł więcej, niż gdyby miał je rozliczyć według stawek dla laparoskopii. Zabiegi robotowe wykonuje w naszym kraju ponad 100 szpitali.

Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, w analizie przeprowadzonej na zlecenie Ministerstwa Zdrowia w związku z oceną zasadności stosowania robotyki w  chirurgicznym leczeniu endometriozy, podkreśliła korzyści wynikające z używania tej technologii w operacjach. Wśród zalet AOTMiT wymienia m.in. lepszą widoczność pola operacyjnego dzięki trójwymiarowemu obrazowi i  wysokiej rozdzielczości, zmniejszone ryzyko uszkodzenia tkanek, łatwiejszy dostęp do małych przestrzeni czy ułatwienie zakładania szwów.

– Operacje robotyczne niosą szereg korzyści w porównaniu do operacji otwartych oraz operacji laparoskopowych. To przede wszystkim większa precyzja, bo operator dysponuje systemem robotycznym, który z mikrochirurgiczną precyzyjnością potrafi zoperować pacjenta. Dodatkowo widzimy dużo więcej, jest lepsza widoczność, jest dużo większa ergonomia pracy operatora, operator operuje w komfortowej pozycji, nie musi się aż tak mocno męczyć. Przekłada się to także na krótszy czas rekonwalescencji pacjenta i na lepszy powrót do zdrowia i pracy – zauważa Marcin Trzewik, lekarz urolog, główny operator robota w Śląskim Centrum Urologii Urovita.

Jak podkreślają lekarze, wraz z upowszechnieniem chirurgii robotowej, między innymi poprzez refundację takich zabiegów, rośnie świadomość pacjentów na temat możliwości, jakie ta technologia niesie. Rozwiewają się też obawy, jakie początkowo towarzyszyły wprowadzaniu takich urządzeń na sale operacyjne.

 Na początku pacjenci myśleli, że to robot samodzielnie będzie ich operował. Teraz pacjenci są już świadomi, że robot jest operacją małoinwazyjną, co do zasady długość hospitalizacji jest zdecydowanie krótsza i dzięki niemu szybciej dochodzą do siebie. Teraz już są doświadczenia pacjentów i łatwiej przekonać kolejnych, że dla nich zabieg robotyczny jest najlepszym rozwiązaniem. Zresztą jakoś specjalnie przekonywać ich do tego nie trzeba – komentuje Lesław Polański.

Chorzowskie centrum wykonało w ubiegłym roku łącznie ponad 780 zabiegów w asyście robotów chirurgicznych, wykorzystując do nich dwa systemy robotyczne Versius. Złożyły się na ten wynik 533 operacje urologiczne (w  tym 401 prostatektomii) oraz 249 ginekologicznych. Ośrodek znajduje się na drugim miejscu w Polsce pod względem liczby operacji robotycznych (za Grupą Mazovia).

 Chirurgia robotyczna wymaga zestawu wysokospecjalistycznych kompetencji. Przede wszystkim operator musi być zaznajomiony z chirurgią małoinwazyjną laparoskopową oraz z polem operacyjnym, które jest zupełnie inne niż w postaci operacji otwartych. Dodatkowo wymagane są od niego szkolenia z zakresu obsługi robota, a także z zakresu fizjologii i anatomii danego pacjenta. Operator musi na bieżąco umieć podjąć decyzję, czy zastosowanie systemu robotycznego będzie korzystne dla tego konkretnego pacjenta, czy lepiej go zoperować inną metodą. Żeby móc operować w miarę intuicyjnie i w miarę sprawnie, jest to od kilkudziesięciu do kilkuset przeprowadzonych operacji – podkreśla Marcin Trzewik.

– Operacja robotowa dla pacjenta jest najlepsza, ale bywa tak, że po pierwsze, pacjent się nie kwalifikuje do zabiegu robotowego albo w trakcie zabiegu, przez bardzo rozległe przerzuty nowotworowe, ten zabieg należy skonwertować do operacji klasycznej. W naszym ośrodku jest tak, że operatorzy muszą najpierw wykazać bardzo duże doświadczenie w zakresie operacji innymi technikami – dodaje Lesław Polański.

Na początku października z inicjatywy Politechniki Śląskiej, Innovaris, Grupy Anmar i CMR Surgical otworzono w Zabrzu Centrum Kompetencji Robotycznej. Mają tam być szkolone zespoły medyczne: chirurdzy, instrumentariuszki i cały personel operacyjny, dzięki czemu będą one mogły bezpiecznie wdrażać chirurgię robotyczną z wykorzystaniem systemu Versius w  swoich macierzystych placówkach. Dzięki zapleczu Politechniki Śląskiej szkolenia odbywają się w warunkach maksymalnie zbliżonych do rzeczywistej sali operacyjnej i obejmują cały zespół.

– To unikatowe centrum na skalę regionu. Zamierzamy szkolić operatorów ze wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej, wdrażając siedmioetapowy program szkoleniowy CMR oparty na danych metrycznych i akredytowany przez Royal College of Surgeons, który gwarantuje, że chirurdzy przystępujący do operowania są doskonale przeszkoleni – mówi Aleksandra Diyon, dyrektorka generalna na Europę Wschodnią w firmie CMR Surgical, producenta robota Versius.

Podnoszenie kompetencji zespołów to jeden z elementów zwiększania skali operacji robotycznych w Polsce. O tym, że jest ona jeszcze niewystarczająca, świadczą dane z raportu Modern Healthcare Institute na temat tego, że stosunek operacji tego typu do nowych zachorowań na nowotwory wyniósł 94 zabiegi na tysiąc nowych przypadków. W dodatku, choć w kraju działa już około 80 robotów, większość procedur koncentruje się w dużych ośrodkach akademickich.

 W Polsce wciąż są miejsca, gdzie pacjenci nie mają dostępu do robotów chirurgicznych i zabiegów małoinwazyjnych. Z drugiej strony w dużych miastach, szczególnie w ośrodkach uniwersyteckich, dostępność robotów jest już tak wysoka, że brakuje specjalistów, którzy mogliby na nich pracować. To pokazuje, że dystrybucja dostępu w skali kraju jest nierównomierna – i właśnie to staramy się zmienić – mówi Marcin Bruszewski.

– Robot Versius wpisuje się w infrastrukturę praktycznie każdego szpitala. Nie wymaga żadnych dodatkowych inwestycji, przebudów ani dostosowania sterylizacji, co jest ogromnym plusem, mając na uwadze limitacje budżetowe, które w tej chwili dotykają naszego płatnika. Można go umieścić w każdym szpitalu, podłączyć do zwykłego gniazdka i będzie działał – mówi Aleksandra Diyon.

Według Global Market Insights światowy rynek robotów chirurgicznych był w 2024 roku wart 8,1 mld dol. Bieżący rok zamknie się, według analityków, przychodami sięgającymi 9,2 mld dol., a do 2034 roku wzrosną one do 38,4 mld dol., czyli średnio o ponad 17 proc. rocznie. 

Źródło: Newseria