Medicalpress
Kardioonkologia to stosunkowo młoda dziedzina medycyny, której rola w kompleksowej opiece nad pacjentami z roku na rok zyskuje na znaczeniu.Narodowy Instytut Onkologii rozwija ten obszar intensywnie od 2012 roku. Ten fakt został dostrzeżony przez International Cardio-Oncology Society (IC-OS), które powierzyło Instytutowi organizację Global Cardio-Oncology Summit w 2028 roku. Kandydatura Warszawy wygrała z prestiżowymi konkurentami z czterech kontynentów.
Global Cardio-Oncology Summit to najważniejsze doroczne spotkanie organizowane przez International Cardio-Oncology Society (IC-OS), skupiające na kilka dni środowisko kardioonkologiczne całego świata w jednym miejscu. W poprzednich latach kongres odbywał się m.in. w Nashville, Vancouver, Londynie, Tampie, São Paulo, Toronto, Madrycie, Minneapolis i Kapsztadzie. Przyznanie Warszawie organizacji edycji 2028 jest ważnym międzynarodowym wyróżnieniem dla polskiej medycyny i nauki oraz potwierdzeniem rosnącej pozycji NIO-PIB w obszarze nowoczesnej, kompleksowej opieki nad chorymi na nowotwory.

Kandydatura Warszawy i NIO-PIB wygrała z kilkoma prestiżowymi konkurentami z czterech różnych kontynentów. Warto podkreślić, że procedura wyboru gospodarza Global Cardio-Oncology Summit odbywa się w kilku etapach. Jak pokazuje ponad dziesięcioletnia historia tego kongresu, do konkursu zgłaszają się ośrodki z całego świata, zazwyczaj znane centra onkologiczne lub uniwersytety. Za przygotowanie polskiej dokumentacji aplikacyjnej oraz koordynację procesu zgłoszeniowego odpowiadała spółka celowa Narodowego Instytutu Onkologii. 

NIO-PIB do współpracy zaprosi także między innymi: Polskie Towarzystwo Kardiologiczne, Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej. Inicjatywa ta podkreśla znaczenie integracji środowiska polskich towarzystw naukowych wokół zagadnień wymagających ścisłej współpracy wielu specjalizacji.

W piśmie gratulacyjnym skierowanym do prof. Sebastiana Szmita, prezesa IC-OS Poland Chapter, oraz dr hab. n. med. Beaty Jagielskiej, dyrektor NIO-PIB, władze International Cardio-Oncology Society (IC-OS) podkreśliły siłę polskiej kandydatury, wizję rozwoju kardioonkologii w Europie Środkowo-Wschodniej, zaangażowanie naukowe oraz rolę NIO-PIB w budowaniu interdyscyplinarnej opieki nad pacjentami onkologicznymi.

 Czuję dumę, ponieważ to do nas przyjadą eksperci ze wszystkich najważniejszych ośrodków onkologicznych na świecie, na wszystkichkontynentach. Oczy europejskiej onkologii będą zwrócone na Polskę i Warszawę. To dla nas ogromne wyróżnienie, ale jeszcze większezobowiązanie. Niemam jednak wątpliwości, że mu podołamy – mówi prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Sebastian Szmit, prezes IC-OS Poland Chapter, konsultant ds. kardioonkologii w NIO-PIB, kierownik Zakładu Kardioonkologii CMKP.

Global Cardio-Oncology Summit zgromadzi w Warszawie kilkuset czołowych ekspertów z zakresu onkologii, kardiologii, hematologii, radioterapii, nauk podstawowych oraz opieki nad pacjentami po leczeniu onkologicznym. To pierwszy globalny kongres medyczny z zakresu kardiologii i onkologii jaki odbędzie się w Polsce.

– To dla nas ogromne wyróżnienie i jednocześnie zobowiązanie. Global Cardio-Oncology Summit to miejsce, w którym spotykają się lekarze i badacze kształtujący przyszłość opieki nad pacjentem onkologicznym. Fakt, że Warszawa została wybrana, pokazuje, że polska kardioonkologia jest dziś dostrzegana na świecie. Chcemy, aby kongres był nie tylko wydarzeniem naukowym najwyższej rangi, ale także impulsem do budowania trwałego modelu współpracy między onkologią, hematologią i kardiologią — podkreśla prof. Szmit.

Kardioonkologia w NIO-PIB

Narodowy Instytut Onkologii w Warszawie należy do ośrodków, które bardzo wcześnie dostrzegły znaczenie tej dziedziny. Historia kardioonkologii w Instytucie sięga 2012 roku, kiedy to dr hab. n. med. Beata Jagielska podjęła się utworzenia Kliniki Chorób Wewnętrznych i Kardioonkologii, późniejszej Kliniki Diagnostyki Onkologicznej, Kardioonkologii oraz Medycyny Paliatywnej. Dziś kardioonkologia w NIO-PIB funkcjonuje jako wyodrębniony obszar opieki klinicznej w formie pododdziału, rozwijany równolegle z działalnością naukową.

 Pozwolę sobie na odrobinę nostalgii i powiem, że dla mnie ta informacja jest ukoronowaniem wielu lat pracy naukowej i klinicznej. Kardioonkologię rozwijamy w Narodowym Instytucie Onkologii jako jeden z pierwszych ośrodków w Polsce od blisko 15 lat. Wraz z zespołem kierowanym przez pana dr. n. med. Sławomira Jaska zaczynaliśmy od przekonania, że pacjent onkologiczny potrzebuje nie tylko skutecznego leczenia nowotworu, ale również bezpiecznej, kompleksowej opieki nad sercem. Dziś to podejście staje się jednym z filarów nowoczesnej onkologii, a możliwość goszczenia światowego kongresu w Warszawie jest dowodem, że NIO-PIB ma w tym obszarze silną i rozpoznawalną pozycję. Rozpiera mnie duma i wiara w to, że pionierskie działania warte są każdego wysiłku – podkreśla dr hab. n. med. Beata Jagielska, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii.

Historia kardioonkologii w pigułce

Historia kardioonkologii jest stosunkowo krótka, ale bardzo dynamiczna. Za jeden z jej symbolicznych początków uznaje się rok 1996, kiedy prof. Daniela Cardinale z Europejskiego Instytutu Onkologii w Mediolanie użyła po raz pierwszy w literaturze medycznej pojęcia „kardioonkologia”. Przełom instytucjonalny nastąpił kilka lat później. W 2000 roku w MD Anderson Cancer Center w Houston powstał jeden z pierwszych na świecie ośrodków zajmujących się opieką kardiologiczną nad pacjentami onkologicznymi. Z czasem siły połączyły trzy ważne ośrodki: MD Anderson Cancer Center, Memorial Sloan Kettering Cancer Center w Nowym Jorku oraz wspomniany Europejski Instytut Onkologii w Mediolanie. Ich współpraca stała się jednym z fundamentów International Cardio-Oncology Society i nadała kardioonkologii globalny wymiar.

Międzynarodową pozycję polskiej kardioonkologii wzmacnia także udział polskich ekspertów w tworzeniu najważniejszych dokumentów wyznaczających standardy postępowania. Prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Sebastian Szmit jest współautorem pierwszych wytycznych Europejskiego Towarzystwa Kardiologicznego dotyczących kardioonkologii, opublikowanych w 2022 roku. Dokument, przygotowany przez European Society of Cardiology we współpracy z European Hematology Association, European Society for Radiotherapy and Oncology oraz International Cardio-Oncology Society, określa zasady profilaktyki, diagnostyki, monitorowania i leczenia powikłań sercowo-naczyniowych u pacjentów onkologicznych przed terapią przeciwnowotworową, w jej trakcie oraz po jej zakończeniu.

Kardioonkologia – dziedzina przyszłości

Kardioonkologia jest jedną z najdynamiczniej rozwijających się dziedzin współczesnej medycyny. Powstała na styku onkologii i kardiologii jako odpowiedź na rosnące potrzeby pacjentów, u których skuteczne leczenie nowotworu może wiązać się z ryzykiem powikłań sercowo-naczyniowych. Jej celem jest takie prowadzenie diagnostyki, leczenia i monitorowania chorego, aby terapia przeciwnowotworowa była możliwie najbardziej skuteczna, a jednocześnie bezpieczna dla serca.

Rozwój kardioonkologii jest także konsekwencją wielkiego postępu w leczeniu nowotworów. Coraz więcej pacjentów żyje dłużej po zakończonej terapii, dlatego coraz większego znaczenia nabiera nie tylko samo leczenie onkologiczne, lecz także jakość życia po chorobie, prewencja późnych powikłań oraz długofalowa opieka nad osobami, które przeszły leczenie przeciwnowotworowe – To wymaga ścisłej współpracy wielu specjalności i patrzenia na pacjenta w sposób całościowy – mówi prof. Szmit.

Polska na mapie światowej medycyny

Znaczenie kongresu wykracza poza samo wydarzenie naukowe. Global Cardio-Oncology Summit 2028 będzie okazją do zaprezentowania polskich doświadczeń klinicznych i naukowych, wzmocnienia międzynarodowej współpracy oraz dalszego rozwoju sieci ekspertów zajmujących się pacjentami onkologicznymi z chorobami sercowo-naczyniowymi lub ryzykiem ich wystąpienia.

Organizacja Global Cardio-Oncology Summit 2028 w Warszawie to także szansa na wzmocnienie pozycji Polski jako ważnego ośrodka rozwoju kardioonkologii w Europie Środkowo-Wschodniej. Wydarzenie będzie miejscem wymiany wiedzy, prezentacji najnowszych badań i standardów postępowania oraz rozmowy o przyszłości opieki nad pacjentami. Dwa najbliższe kongresy odbędą się w Stanach
Zjednoczonych w roku 2026 i w Japonii w roku 2027.

Zanim Warszawa stanie się w 2028 roku gospodarzem światowego kongresu, przedsmakiem będzie polski kongres z udziałem międzynarodowych ekspertów – II edycja konferencji Summit on Cardio-Oncology Excellence, która odbędzie się 11 września 2026 roku. Za jej organizację – podobnie jak za przygotowanie kandydatury Warszawy do Global Cardio-Oncology Summit – odpowiadają prof. Sebastian Szmit oraz spółka celowa Narodowego Instytutu Onkologii. Rejestracja jest już otwarta www.cardiooncology.pl 

Źródło: NIO

Rosnąca liczba starszych pacjentów z chorobami nowotworowymi sprawia, że onkologia geriatryczna staje się jednym z najważniejszych wyzwań współczesnej medycyny. O tym, jak leczyć pacjentów senioralnych w erze terapii personalizowanej, będą dyskutować eksperci podczas I Ogólnopolskiej Konferencji Onkologii Geriatrycznej „Starszy pacjent w onkologii – decyzje kliniczne w erze terapii personalizowanej”, która odbędzie się 19 czerwca 2026 r. w Narodowym Instytucie Onkologii PIB w Warszawie.
Wydarzenie organizowane pod patronatem środowisk onkologicznych i geriatrycznych ma być pierwszą w Polsce platformą poświęconą kompleksowej opiece nad starszym pacjentem onkologicznym. Organizatorzy podkreślają, że dynamiczny rozwój nowoczesnych terapii wymaga coraz bardziej indywidualnego podejścia do leczenia osób w podeszłym wieku, uwzględniającego nie tylko sam nowotwór, ale także choroby współistniejące, sprawność funkcjonalną i jakość życia pacjenta.

Program konferencji obejmie zarówno zagadnienia kliniczne, jak i systemowe. Eksperci będą rozmawiać m.in. o kompleksowej ocenie geriatrycznej, kwalifikacji seniorów do leczenia systemowego, chirurgicznego i radioterapii, a także o wykorzystaniu nowoczesnych terapii, w tym immunoterapii, leków CDK4/6 oraz ADC – u starszych chorych. Zaplanowano również moderowane sesje typu case-based dotyczące leczenia raka płuca i raka piersi u pacjentów geriatrycznych.

Jednym z ważniejszych punktów wydarzenia będzie debata poświęcona gotowości polskiego systemu ochrony zdrowia do wdrażania kompleksowej opieki onkogeriatrycznej. W centrum dyskusji znajdą się pytania o organizację opieki, interdyscyplinarną współpracę oraz potrzebę tworzenia modeli leczenia odpowiadających na wyzwania starzejącego się społeczeństwa.

Organizatorzy zapowiadają również prezentację projektu ONKOger – pierwszego w Polsce modelu opieki onkogeriatrycznej zakładającego wdrożenie kompleksowej oceny geriatrycznej w strukturach onkologicznych. W konferencji udział wezmą onkolodzy kliniczni, geriatrzy, radioterapeuci, chirurdzy onkologiczni oraz specjaliści innych dziedzin zaangażowani w leczenie pacjentów senioralnych.

Wydarzenie odbędzie się w formule stacjonarnej, a udział wymaga wcześniejszej rejestracji.

Szczegółowy program oraz informacje organizacyjne dostępne są na stronie konferencji.

Link do konferencji: https://onkogeriatria.pl/

Rak pęcherza moczowego pozostaje jednym z tych nowotworów, które w statystykach widać wyraźnie, ale w debacie publicznej przez długi czas zajmowały miejsce na drugim planie. Tymczasem co roku rozpoznaje się w Polsce około 7–8 tysięcy nowych przypadków, a liczba zgonów sięga 3–4 tysięcy. To choroba, która dotyczy przede wszystkim mężczyzn, wiąże się z wysokim odsetkiem nawrotów i wymaga nie tylko leczenia, ale także wieloletniego nadzoru. Problemem nie jest już wyłącznie sam dostęp do terapii. Coraz wyraźniej widać, że jednym z najsłabszych ogniw systemu pozostaje etap wcześniejszy: rozpoznanie pierwszych objawów, reakcja pacjenta, czujność lekarza podstawowej opieki zdrowotnej i sprawne skierowanie do diagnostyki urologicznej.
Największe opóźnienia powstają jeszcze przed rozpoznaniem

Jednym z najważniejszych problemów pozostaje fakt, że wielu pacjentów trafia do systemu zbyt późno. Dotyczy to zarówno momentu zgłoszenia się do lekarza, jak i dalszego przechodzenia przez ścieżkę diagnostyczną. Dr hab. n. med. Jakub Kucharz, prof. NIO-PIB, kierownik Oddziału Zachowawczego w Klinice Nowotworów Układu Moczowego Narodowego Instytutu Onkologii i członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, zwraca uwagę, że pacjenci bardzo często trafiają do specjalistów już w zaawansowanym stadium choroby. Jak dodaje, wynika to nie tylko z późnej zgłaszalności do lekarza, ale także z ograniczeń w dostępie do urologa oraz z częstych obciążeń współistniejących, które dodatkowo komplikują leczenie.

To właśnie na tym etapie rozstrzygają się późniejsze szanse chorego. Prof. Kucharz podkreśla, że w analizach ścieżki pacjenta z rakiem urotelialnym jako dwa najbardziej problematyczne odcinki wyraźnie wyłaniają się czas od wystąpienia objawów do zgłoszenia się do lekarza podstawowej opieki zdrowotnej oraz czas od wizyty u lekarza rodzinnego do konsultacji urologicznej. W jego ocenie to właśnie tutaj koncentrują się opóźnienia, które później rzutują na stadium zaawansowania choroby w momencie rozpoznania.

Krwiomocz to sygnał alarmowy, ale nie jedyny

W praktyce klinicznej najważniejszym objawem alarmowym pozostaje krwiomocz. Dr n. med. Tomasz Syryło z Polskiego Towarzystwa Urologicznego podkreśla, że „takim objawem wysoce niepokojącym, który powinien zwrócić uwagę już na etapie diagnostyki u lekarzy rodzinnych, jest bezbólowy nawracający krwiomocz, który powinien być sygnałem alarmowym i zmusić pacjentów, aby zgłosili się na diagnostykę pogłębioną do poradni lub oddziałów urologicznych”. Ten sygnał wciąż jednak zbyt często nie uruchamia wystarczająco szybkiej reakcji.

Eksperci zwracali uwagę, że problem nie polega wyłącznie na braku wiedzy pacjentów. Równie istotna jest czujność po stronie systemu ochrony zdrowia. Prof. Kucharz zaznacza, że potrzebna jest „edukacja nie tylko społeczeństwa, ale także lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, tak aby zachowywali odpowiednią czujność onkologiczną”. Jak dodaje, w praktyce klinicznej sposób myślenia powinien być bardzo prosty: „jeśli widzimy pacjenta z jakimikolwiek niepokojącymi objawami, najpierw należy wykluczyć nowotwór, a dopiero później rozważać inne przyczyny”.

Ta zasada ma szczególne znaczenie właśnie w raku pęcherza, ponieważ objawy bywają bagatelizowane lub tłumaczone bardziej pospolitymi przyczynami. Krwinkomocz czy krwiomocz są nieraz interpretowane jako skutek leczenia przeciwzakrzepowego, infekcji, intensywnego wysiłku fizycznego czy kamicy układu moczowego. Taki tok rozumowania może wydawać się logiczny, ale równocześnie osłabia czujność onkologiczną.

Prof. Kucharz zwraca uwagę, że nie można uspokajać się wyłącznie dlatego, że pacjent nie prezentuje klasycznego krwiomoczu. „To nie jest tak, że krwiomocz czy krwinkomocz to jedyny objaw. Pamiętajmy, że szereg innych dolegliwości – takich jak ból, uczucie niepełnego opróżnienia pęcherza czy nawracające infekcje dróg moczowych – również wymaga diagnostyki” – podkreśla. Jak dodaje, brak krwiomoczu nie powinien usypiać czujności diagnostycznej: „jeżeli chory ma objawy niepokojące, nie możemy się uspokoić tylko dlatego, że nie ma krwiomoczu. Taki pacjent wymaga diagnostyki, w tym badania cystoskopowego i wykluczenia przyczyny onkologicznej”.

Nie ma prostego screeningu, więc kluczowa pozostaje wczesna diagnostyka objawowa

Rak pęcherza moczowego należy do tych nowotworów, dla których nie istnieje dziś prosty i skuteczny program badań przesiewowych na poziomie populacyjnym. Jak przypominała przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia Agnieszka Molenda-Wiśniewska, w praktyce jedynym badaniem, które może zwrócić uwagę na problem już na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej, pozostaje badanie ogólne moczu. To właśnie ono może ujawnić obecność krwiomoczu i stać się punktem wyjścia do dalszej diagnostyki.

Dr n. med. Tomasz Syryło z Polskiego Towarzystwa Urologicznego podkreśla, że w takiej sytuacji kolejnym krokiem powinno być badanie obrazowe, ale wykonane w sposób pozwalający na rzeczywistą ocenę pęcherza moczowego. „Kolejnym badaniem po badaniu ogólnym moczu, które wskazuje na obecność krwiomoczu makroskopowego albo mikroskopowego, jest badanie USG. Apelujemy do lekarzy rodzinnych, aby zlecali je z pełnym pęcherzem moczowym, ponieważ tylko wypełniony pęcherz sprawia, że badanie może być diagnostyczne” – zaznacza.

Jednocześnie eksperci przypominają, że mimo wielu lat badań nadal nie udało się opracować prostego markera, który mógłby stać się podstawą populacyjnego screeningu raka pęcherza. Jak mówi dr Syryło, „cały czas trwają poszukiwania uniwersalnego markera – zarówno w moczu, jak i we krwi – który pozwoliłby na wczesne wykrywanie raka urotelialnego. Na razie nie mamy jednak markerów o takiej czułości i swoistości, które umożliwiałyby wprowadzenie powszechnych badań przesiewowych”.

System ma narzędzia, ale nie zawsze wykorzystuje je odpowiednio wcześnie

W praktyce oznacza to, że ciężar wczesnego wykrywania nadal opiera się głównie na czujności klinicznej i sprawności organizacyjnej systemu. A z tym, bywa różnie. Dr Bernard Waśko z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego i członek Krajowej Rady Onkologicznej przypominał, że właśnie w tej „przedszpitalnej” części ścieżki kryją się największe rezerwy poprawy. Jego zdaniem jeden z kluczowych problemów polega na niewystarczającym wykorzystaniu karty DILO na odpowiednio wczesnym etapie. Jak podkreślał, w części województw karta bywa zakładana dopiero w szpitalu, przed konsylium, co podważa jej sens jako narzędzia przyspieszającego diagnostykę. „Mamy w Polsce bardzo zróżnicowaną sytuację. Mamy wiele do zrobienia w tej części przedszpitalnej diagnostyki, ale mamy do tego narzędzia i zróbmy tak, żeby te narzędzia były stosowane” – mówił.

Rak pęcherza moczowego jest chorobą, w której czas ma wyjątkowo duże znaczenie. Dr Syryło zwraca uwagę, że Polska nie odstaje znacząco od ośrodków europejskich, jeśli chodzi o wyposażenie czy możliwości techniczne. „Problem dotyczy przede wszystkim czasu – zarówno momentu, w którym pacjent trafia do urologa, jak i czasu potrzebnego do podjęcia leczenia radykalnego” – zaznacza. Jak dodaje, diagnostyka pogłębiona, wymagająca badań obrazowych, często się wydłuża, a pacjenci nierzadko zbyt długo oczekują również na sam zabieg. Tymczasem – podkreśla ekspert – cystektomia radykalna powinna zostać wykonana możliwie szybko: „najpóźniej w ciągu około 90 dni, czyli trzech miesięcy. Jeżeli czas oczekiwania jest dłuższy, przekłada się to bezpośrednio na gorsze wyniki leczenia”.

To nie jest jedna choroba i nie wystarcza jedno podejście terapeutyczne

Rak pęcherza moczowego jest chorobą wyraźnie niejednorodną. Jak przypomina dr Syryło, około 70 proc. przypadków stanowią nowotwory powierzchowne, natomiast około 30 proc. – nowotwory naciekające, które wiążą się z odmiennym rokowaniem i wymagają innej strategii leczenia. W wielu przypadkach podstawową metodą terapii pozostaje elektroresekcja przezcewkowa guza pęcherza moczowego wykonywana w oddziałach urologii, która na tym etapie bywa leczeniem wystarczającym. W postaciach naciekających konieczne jest jednak leczenie radykalne, w tym cystektomia, czyli jedna z najbardziej rozległych operacji w urologii.

W tym kontekście środowisko kliniczne coraz częściej zwraca uwagę na potrzebę objęcia refundacją cystektomii wykonywanej z wykorzystaniem chirurgii robotycznej. Dr Syryło podkreśla, że „pacjenci odnoszą z zastosowania tej metody największą korzyść”, apelując jednocześnie do decydentów o rozważenie finansowania tej techniki. Przy tak rozległym zabiegu potencjalne korzyści wynikające z zastosowania chirurgii robotycznej mogą mieć dla chorych szczególne znaczenie.

Nowoczesne leczenie jest dostępne szerzej niż kilka lat temu, ale nadal niepełnie

Nie oznacza to jednak, że w ostatnich latach nie nastąpił postęp. Przeciwnie – rak pęcherza moczowego przestał być obszarem całkowicie pomijanym w nowoczesnym leczeniu systemowym. Prof. Kucharz przypomina, że jeszcze kilka lat temu możliwości terapeutyczne w raku urotelialnym były bardzo ograniczone. „Jeszcze niedawno nie mieliśmy żadnej nowoczesnej terapii dla tych chorych. Program lekowy w ogóle nie istniał w tej chorobie” – zauważa.

Dziś sytuacja wygląda inaczej. „Pojawiło się wiele nowych możliwości leczenia i można powiedzieć, że znacząca część wartościowych opcji terapeutycznych jest już dostępna dla naszych pacjentów” – podkreśla onkolog.

W tym sensie system przeszedł wyraźną zmianę. Ministerstwo Zdrowia wskazywało, że program lekowy B.141 obejmuje kilka opcji terapeutycznych, zależnie od stopnia zaawansowania choroby: leczenie uzupełniające, podtrzymujące, immunoterapię w chorobie miejscowo zaawansowanej lub przerzutowej, terapie celowane oraz leczenie skojarzone w pierwszej linii u wybranych pacjentów. Z przedstawionych danych wynikało również, że liczba chorych włączanych do programu systematycznie rośnie: z nieco ponad 300 pacjentów w 2023 roku do 894 osób w 2024 roku, a po 11 miesiącach 2025 roku już do 1375 pacjentów. Wydatki na ten obszar przekroczyły 140 mln zł.

Środowisko kliniczne przyznaje, że dostęp do leczenia poprawił się w ostatnich latach w sposób znaczący, ale jednocześnie nie ukrywa, że nadal pozostają istotne luki. Jedną z nich jest pełna dostępność terapii skojarzonych w pierwszej linii leczenia zaawansowanego raka urotelialnego. Organizacje pacjenckie zwracały uwagę, że to właśnie ten brakujący element mógłby dopełnić obecny program lekowy i jeszcze bardziej zbliżyć polską praktykę do aktualnych standardów międzynarodowych. Wśród rozwiązań wskazywano przede wszystkim schemat łączący immunoterapię pembrolizumabem z koniugatem przeciwciało–lek enfortumabem wedotyną, który w badaniach klinicznych wykazał wyraźną poprawę wyników leczenia w porównaniu z dotychczasowym standardem terapii. W sytuacji, gdy takie leczenie ma już ugruntowaną pozycję w międzynarodowych wytycznych i wykazuje przewagę pod względem przeżycia całkowitego lub czasu wolnego od progresji choroby, długie oczekiwanie na decyzję refundacyjną przekłada się na realne konsekwencje dla pacjentów.

Warto przy tym zauważyć, że poprawa dostępu do nowych terapii nie rozwiązuje wszystkich problemów automatycznie. Prof. Kucharz słusznie zaznacza, że na ocenę wpływu nowych refundacji na przeżycie czy czas wolny od nawrotu potrzebny jest dłuższy okres obserwacji. Zmiany w programie lekowym są stosunkowo świeże, w dużej mierze z ostatnich 2–3 lat, dlatego skutki systemowe będą widoczne dopiero z czasem. Nie zmienia to jednak faktu, że kierunek zmian jest oceniany jako ważny i potrzebny.

Chirurgia robotyczna i radioterapia

Równolegle do leczenia systemowego rozwija się również chirurgia robotyczna. Ministerstwo informowało, że liczba takich operacji rośnie, a zabiegi są koncentrowane w głównych ośrodkach, co ma sprzyjać zarówno jakości leczenia, jak i bezpieczeństwu chorych. Przy najbardziej złożonych operacjach znaczenie ma nie tylko dostęp do technologii, ale także doświadczenie zespołu oraz pełne zaplecze diagnostyczne i pooperacyjne.

W dyskusji pojawił się też wątek radioterapii, o którym – jak zauważył prof. Krzysztof Składowski, konsultant krajowy w dziedzinie radioterapii onkologicznej – mówi się przy raku pęcherza rzadziej niż o chirurgii czy leczeniu systemowym. Nie oznacza to jednak, że radioterapia nie ma znaczenia. Profesor przypominał, że nie jest to metoda pierwszego wyboru w leczeniu zasadniczym, ale pozostaje ważną opcją uzupełniającą po nieradykalnych zabiegach oraz w leczeniu nieoperacyjnych nawrotów. „To leczenie może przynieść naprawdę ewidentny zysk w postaci długiego przeżycia, wieloletniego nawet przeżycia” – mówił.

Rak pęcherza to choroba przewlekła także po zakończeniu leczenia

Osobnym, ale bardzo istotnym problemem jest przewlekły charakter tej choroby. Jak przypominała przedstawicielka resortu zdrowia, rak pęcherza moczowego wiąże się z bardzo wysokim odsetkiem nawrotów, sięgającym 50–70 proc., zwłaszcza w postaciach nienaciekających. To oznacza, że pacjent nie znika z systemu po zakończeniu leczenia radykalnego. Wymaga wieloletnich kontroli, nadzoru urologicznego i onkologicznego, a niekiedy ponownych interwencji. W 2023 roku w Polsce leczonych lub monitorowanych było 58 tysięcy pacjentów z tym rozpoznaniem, a liczba ta w ciągu pięciu lat wzrosła o około 20 proc.

To właśnie dlatego dyskusja o raku pęcherza nie może ograniczać się do samej dostępności do leków. Równie ważne są organizacja diagnostyki, jakość ścieżki pacjenta, sprawność współpracy między POZ, AOS i leczeniem szpitalnym oraz to, czy system faktycznie wychwytuje chorych na etapie, kiedy nowotwór jest jeszcze ograniczony do pęcherza. Z perspektywy klinicznej i zdrowia publicznego to właśnie tu znajduje się największy potencjał poprawy wyników.

Bez edukacji i czujności onkologicznej system nadal będzie reagował zbyt późno

Nieprzypadkowo więc tak mocno wybrzmiewał wątek edukacji. Dotyczy on nie tylko pierwszych objawów, ale także czynników ryzyka. Jednym z najważniejszych pozostaje palenie tytoniu, nadal zbyt rzadko kojarzone społecznie z rakiem pęcherza moczowego. Tymczasem eksperci przypominali, że to właśnie tytoń jest głównym czynnikiem etiologicznym tej choroby. Zwracano też uwagę na narażenia zawodowe, zwłaszcza w grupach mających kontakt z substancjami chemicznymi, w tym w przemyśle chemicznym, petrochemicznym czy w służbach narażonych na ekspozycję na dym i związki toksyczne.

Z tego wszystkiego wyłania się obraz choroby, która z jednej strony jest dziś lepiej leczona niż jeszcze kilka lat temu, ale z drugiej nadal zbyt często rozpoznawana zbyt późno. I być może właśnie w tym tkwi sedno problemu. W raku pęcherza moczowego nie wystarczy już mówić tylko o kolejnych technologiach i refundacjach, choć one pozostają ważne. Równie ważne jest to, czy pacjent z pierwszym objawem trafi do właściwej diagnostyki odpowiednio wcześnie, czy lekarz nie zbagatelizuje sygnału ostrzegawczego, czy system nie zatrzyma chorego w kolejkach i rozproszonej ścieżce, zanim w ogóle rozpocznie się leczenie.

Źródło: opracowanie redakcyjne na podstawie posiedzenia Podkomisji stałej do spraw onkologii „Rozpatrzenie informacji na temat systemu opieki nad pacjentami z podejrzeniem lub rozpoznaniem raka pęcherza moczowego”, 26 marca 2026 r.; cytowane wypowiedzi pochodzą z tego posiedzenia.
W Zakładzie Radioterapii Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach 18 marca uruchomiono pierwszą w Polsce i unikalną w skali Europy Poradnię Radioterapii Chorób Nienowotworowych. Raz w tygodniu – w środę w godzinach 10:00-14:00 – będą w niej konsultowani i kwalifikowani do leczenia promieniami pacjenci z nieonkologicznymi schorzeniami ortopedycznymi, neurologicznymi, urologicznymi i kardiologicznymi, które nie poddają się standardowemu leczeniu.
W przypadku chorób nienowotworowych radioterapia stosowana jest zwykle w niższych dawkach niż w przypadku nowotworów. Dzięki temu tolerancja leczenia jest bardzo dobra, a ryzyko wystąpienia działań niepożądanych jest w większości przypadków minimalne. Wyjątkiem są tu niektóre schorzenia neurologiczne, których leczenie wymaga zastosowania wyższych dawek, ale za to skoncentrowanych w bardzo niewielkiej objętości tkanek – tłumaczy radioterapeuta dr hab. n. med. Sławomir Blamek, prof. NIO-PIB, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach.

Jak dodaje, radioterapia jest wdrażana przede wszystkim w sytuacjach, gdy standardowe metody leczenia, takie jak farmakoterapia (np. niesteroidowe leki przeciwzapalne), fizjoterapia, ćwiczenia, wkładki ortopedyczne czy iniekcje sterydowe, nie przynoszą trwałej poprawy lub z jakichś przyczyn nie mogą być stosowane. – Zwykle rozważa się ją po 3-6 miesiącach nieskutecznego leczenia innymi metodami, choć mamy też pacjentów, którzy przez wiele lat byli leczeni innymi metodami bez wyraźnych efektów i dopiero zastosowanie radioterapii przynosiło spektakularne efekty, na przykład w przypadku neuralgii nerwu trójdzielnego – mówi prof. Sławomir Blamek.

Radioterapia znajduje zastosowanie nie tylko w onkologii

Narodowy Instytut Onkologii już od wielu lat z powodzeniem leczy chorych ze schorzeniami nienowotworowymi przebiegającymi z bolesnym stanem zapalnym lub włóknieniem tkanki łącznej, które w znaczący sposób obniżają jakość życia i upośledzają funkcjonowanie. Są to nie tylko schorzenia ortopedyczne (np. ostroga piętowa, zapalenie ścięgna Achillesa, łokieć tenisisty i golfisty, zespół bolesnego barku, zwyrodnienie stawu biodrowego i kolanowego, bolesne naczyniaki kręgów) i neurologiczne (np. neuralgia nerwu trójdzielnego, nerwiaki, oponiaki), ale też urologiczne (choroba Peyroniego), endokrynologiczne (orbitopatia tarczycowa w przebiegu choroby Gravesa-Basedowa) czy kardiologiczne (nawracający częstoskurcz komorowy). W gliwickim Instytucie prowadzone są obecnie badania kliniczne dotyczące zastosowania radioterapii u chorych z drżeniem samoistnym (EASIER) oraz tachykardią komorową (SMARTER-VT), a niedawno zakończyło się badanie dotyczące leczenia promieniami chorych na chorobę Parkinsona.

W zależności od stanu pacjenta i lokalizacji jego problemu zdrowotnego stosowane są różne techniki radioterapii. Jedną z metod jest radioterapia niskodawkowa (LDRT). Jest ona uznaną metodą leczenia zachowawczego bolesnych schorzeń zwyrodnieniowych układu kostno-stawowego oraz entezopatii, czyli zmian chorobowych w miejscach przyczepów ścięgien. Stosuje się ją również u mężczyzn z chorobą Peyroniego (stwardnienie plastyczne prącia), która prowadzi do bolesnych wzwodów, skrzywienia, zwężenia lub skrócenia członka, a jej przyczyną jest zwykle doznany uraz. W radioterapii niskodawkowej standardowo stosuje się dawki frakcyjne o wartości 0,5-1 Gy do dawki całkowitej 3-6 Gy na serię leczenia. W sytuacji braku poprawy można rozważyć powtórzenie serii po 3-6 miesiącach.

W przypadku schorzeń neurologicznych doskonale sprawdza się radiochirurgia stereotaktyczna z wykorzystaniem aparatu CyberKnife. Metoda ta polega na precyzyjnym dostarczeniu wysokiej dawki promieniowania jonizującego do niewielkiego obszaru docelowego. Stanowi alternatywę dla neurochirurgii – jest bardzo skuteczna, a przy tym nieobarczona wysokim ryzykiem powikłań, które mogą wystąpić podczas leczenia operacyjnego.

Radiochirurgia stereotaktyczna wykorzystywana jest również w leczeniu nawracającego częstoskurczu komorowego – groźnej dla życia arytmii, objawiającej się kołataniem serca i omdleniami. Jest ona metodą, po którą sięga się w przypadku nieskutecznego leczenia farmakologicznego oraz braku skuteczności lub możliwości wykonania zabiegu ablacji.

Poradnia dla pacjentów ze schorzeniami nieonkologicznymi

Uruchomienie Poradni Radioterapii Chorób Nienowotworowych ma ułatwić pacjentom z województwa śląskiego i spoza regionu, którzy często przez wiele lat bezskutecznie szukają pomocy w pozbyciu się silnych dolegliwości bólowych towarzyszących ich schorzeniom, skorzystanie z pomocy naszych specjalistów z Zakładu Radioterapii.

Szczegółowe informacje na temat możliwości leczenia schorzeń nienowotworowych w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach można uzyskać, dzwoniąc pod numer call center: 32 278 88 88 lub bezpośrednio do koordynatora Zakładu Radioterapii, Jolanty Frisch-Didek: 662 230 289.

Rejestracja Zakładu Radioterapii czynna jest od poniedziałku do piątku w godzinach 7:00-15:30 pod numerem telefonu 32 278 80 45.

Schorzenia nienowotworowe leczone za pomocą radioterapii w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach

 
ORTOPEDYCZNE:
NEUROLOGICZNE:
UROLOGICZNE:
KARDIOLOGICZNE
ENDOKRYNOLOGICZNE
Źródło: NIO
Radioterapia śródoperacyjna od lat uznawana jest za jedną z najbardziej precyzyjnych metod leczenia nowotworów. Jej idea jest prosta, choć technologicznie niezwykle wymagająca. Promieniowanie trafia bezpośrednio do miejsca po usuniętym guzie jeszcze w trakcie operacji, zanim rana zostanie zamknięta. Dzięki temu możliwe jest zniszczenie komórek nowotworowych, które mogły pozostać w loży pooperacyjnej, przy jednoczesnym ograniczeniu napromienienia zdrowych tkanek.
Skuteczność takiej terapii zależy jednak nie tylko od samego akceleratora generującego promieniowanie. Równie istotne są elementy, które pozwalają tę energię skierować dokładnie tam, gdzie jest potrzebna. Właśnie w tym obszarze pojawiło się nowe rozwiązanie opracowane przez naukowców z Narodowego Centrum Badań Jądrowych. Badacze stworzyli innowacyjny aplikator przeznaczony do współpracy z akceleratorem śródoperacyjnym AQURE. Choć na pierwszy rzut oka może wydawać się jedynie elementem technicznym aparatury, w praktyce decyduje o bezpieczeństwie i skuteczności całej procedury.

Radioterapia śródoperacyjna polega na jednorazowym napromienieniu tkanek bezpośrednio po wycięciu nowotworu, jeszcze na sali operacyjnej. W tym momencie kluczowe znaczenie ma sposób formowania wiązki promieniowania. To właśnie aplikator odpowiada za jej odpowiednie ukierunkowanie i równomierne rozłożenie dawki. Musi on jednocześnie minimalizować rozproszenie promieniowania i umożliwiać bezpieczną pracę zespołu chirurgicznego.

Zaprojektowanie takiego elementu okazało się wyzwaniem znacznie większym, niż mogłoby się wydawać. Konstrukcja aplikatora musi spełniać wiele pozornie sprzecznych wymagań. Powinna być lekka, przezroczysta i biokompatybilna, a jednocześnie odporna na działanie promieniowania. Dodatkowo jego ścianki powinny być możliwie cienkie, aby ograniczyć wielkość nacięcia chirurgicznego, ale równocześnie wystarczająco wytrzymałe, by zapewnić stabilność całej konstrukcji.

Nad rozwiązaniem tego problemu pracował zespół badaczy we współpracy z Wielkopolskim Centrum Onkologii oraz centrum druku 3D CADXPERT. Analizy obejmowały zarówno symulacje komputerowe, jak i testy różnych materiałów oraz wariantów konstrukcyjnych.

Wyniki badań pokazały, że materiały tradycyjnie stosowane w konstrukcjach technicznych nie spełniają wszystkich wymagań jednocześnie. Stal, aluminium czy pleksi prowadziły albo do nadmiernej masy urządzenia, albo wymagały zbyt grubych ścianek, co czyniło je niepraktycznymi w warunkach sali operacyjnej.

Przełom nastąpił dopiero po zmianie samej koncepcji konstrukcyjnej. Zamiast prostych ścianek zastosowano formę, która stopniowo zwęża się w kierunku końcówki wprowadzanej do ciała pacjenta. Takie rozwiązanie pozwoliło zachować stabilność przy głowicy akceleratora, a jednocześnie ograniczyć ingerencję chirurgiczną.

Równie ważny okazał się wybór technologii produkcji. Zastosowanie przezroczystej, biokompatybilnej żywicy MED610 oraz technologii druku 3D umożliwiło odwzorowanie skomplikowanej geometrii aplikatora z bardzo dużą dokładnością. Wykorzystana technika PolyJet pozwoliła stworzyć element, którego wykonanie przy użyciu tradycyjnych metod produkcyjnych byłoby znacznie trudniejsze.

Kluczowym etapem prac były pomiary dozymetryczne, które potwierdziły, że opracowany aplikator spełnia wszystkie wymagania stawiane urządzeniom stosowanym w radioterapii śródoperacyjnej. Oznacza to, że wiązka promieniowania może być dostarczana w sposób kontrolowany i bezpieczny.

Znaczenie tego rozwiązania wykracza poza jeden konkretny projekt. Nowy aplikator jest dostosowany do realiów pracy na sali operacyjnej, co ułatwia jego stosowanie przez lekarzy i zwiększa komfort pacjentów. Jednocześnie stanowi przykład tego, jak technologie addytywne mogą zmieniać współczesną medycynę. Druk 3D coraz częściej pojawia się w projektowaniu implantów, narzędzi chirurgicznych czy elementów aparatury medycznej. W przypadku radioterapii śródoperacyjnej otwiera to drogę do kolejnego kroku, czyli tworzenia aplikatorów dopasowanych do indywidualnej anatomii pacjenta i konkretnego rodzaju zabiegu.

Jeśli ten kierunek rozwoju zostanie utrzymany, przyszłość radioterapii może oznaczać nie tylko coraz bardziej precyzyjne napromienianie nowotworów, lecz także rozwiązania projektowane niemal na miarę pojedynczego pacjenta.

Źródło: Narodowe Centrum Badań Jądrowych

Radioterapia jest jedną z podstawowych metod leczenia nowotworów, ale jej odbiór społeczny wciąż obciążony jest lękiem i stereotypami. Narodowy Instytut Onkologii rozpoczyna nowatorskie, międzynarodowe badanie, które sprawdzi, czy sama terminologia używana w rozmowie z pacjentem może wpływać na poziom obaw, poczucie bezpieczeństwa i gotowość do podjęcia terapii. Projekt obejmie trzy tysiące uczestników z Polski i Stanów Zjednoczonych i jest jednym z pierwszych tego typu badań na świecie w obszarze radioterapii.
W onkologii liczą się nie tylko procedury i technologia, ale i słowa. To one często jako pierwsze kształtują emocje, zaufanie i gotowość pacjenta do leczenia. Czy sposób, w jaki lekarz mówi o radioterapii, może zwiększać lęk albo przeciwnie – budować poczucie bezpieczeństwa i ułatwiać podjęcie decyzji? Narodowy Instytut Onkologii rozpoczyna nowatorski projekt, który sprawdzi, jak język medyczny wpływa na postrzeganie terapii i wybory pacjentów. To jedno z pierwszych badań tego typu na świecie w onkologii oraz pierwsze w obszarze radioterapii.

Badanie „RADiation Therapy TERMinology”, bo o nim mowa,  prowadzone jest pod kierownictwem dr n. med. i n. o zdr. Dominika Wawrzuty z Zakładu Radioterapii II NIO . Projekt uzyskał finansowanie Narodowego Centrum Nauki w ramach konkursu MINIATURA 9 i będzie realizowany do końca bieżącego roku, angażując grupę trzech tysięcy pacjentów z Polski i Stanów Zjednoczonych. 

Język medyczny a emocje pacjenta.

Radioterapia pozostaje jedną z kluczowych metod leczenia nowotworów, jednak jej społeczny odbiór wciąż bywa obciążony lękiem, nieporozumieniami i utrwalonymi stereotypami. Projekt dr Dominika Wawrzuty koncentruje się na pytaniu, czy terminologia stosowana w komunikacji medycznej może nieświadomie wpływać na poziom obaw pacjentów oraz ich zaufanie do proponowanej terapii.

— W psychologii i ekonomii od lat opisuje się zjawisko tzw. framingu, czyli wpływu sposobu formułowania komunikatu na decyzje ludzi. Dotychczas nie analizowano go jednak systematycznie w kontekście nazewnictwa procedur onkologicznych. Nasze badanie sprawdzi, czy różne określenia tej samej metody leczenia mogą zmieniać poczucie bezpieczeństwa, poziom lęku oraz gotowość do podjęcia terapii — wyjaśnia dr Dominik Wawrzuta.

Główną hipotezą projektu jest założenie, że terminologia silnie kojarzona z promieniowaniem jonizującym może wywoływać wyższy poziom lęku i niższe poczucie bezpieczeństwa niż język neutralny, ściśle medyczny. Badanie koncentruje się na tym, jak nomenklatura używana w rozmowie z pacjentem może wpływać na te obszary. 

Jak podkreśla badacz, problem ten wpisuje się w szerszy kontekst dezinformacji zdrowotnej:

— Badania wskazują, że nawet 90% pacjentów onkologicznych w trakcie choroby styka się z dezinformacją dotyczącą leczenia. Nie dotyczy to wyłącznie mediów społecznościowych. Analizy prasy amerykańskiej pokazują, że znaczna część publikacji o radioterapii eksponuje ryzyko kosztem rzetelnego opisu korzyści, co może wzmacniać obawy pacjentów — mówi dr Wawrzuta. Walka z dezinformacją nie polega jedynie na prostowaniu faktów. Kluczowe znaczenie ma również sposób komunikowania informacji. Jeśli słownictwo medyczne budzi lęk, pacjent może być bardziej podatny na niesprawdzone przekazy i alternatywne metody leczenia. Jednocześnie niepotrzebny stres może nasilać efekt nocebo czyli obniżać komfort terapii oraz zaufanie do zespołu medycznego — dodaje.

Dlaczego słowa mają znaczenie w onkologii

Bezpośrednią inspiracją dla projektu były wyniki badania zespołu dr Dominika Wawrzuty  opublikowanego w artykule pt. „The rise of negative portrayals of radiation oncology: A textual analysis of media news” (pol. „Wzrost negatywnego przedstawiania radioterapii onkologicznej: analiza treści doniesień medialnych”) w 2024 roku w czasopiśmie Radiotherapy and Oncology, oficjalnym periodyku European Society for Radiotherapy and Oncology. Jak podkreśla ekspert, analiza artykułów publikowanych na łamach The New York Times na przestrzeni ponad stu lat ujawniła niepokojący trend: mimo ogromnego postępu technologicznego i rosnącej skuteczności leczenia, radioterapia coraz częściej przedstawiana jest w kontekście budzącym obawy.

Zespół badawczy zauważył również, że materiały o bardziej niepokojącym wydźwięku częściej wykorzystywały w tytułach słowo „radiation” (promieniowanie) – termin  kojarzony z katastrofami nuklearnymi czy bronią atomową. Tego rodzaju skojarzenia mogą wzmacniać lęk odbiorców i wpływać na sposób interpretacji przekazu.

Wnioski te doprowadziły badaczy do zasadniczego pytania: czy podobny mechanizm może działać również w gabinecie lekarskim? Innymi słowy, czy słowa używane w rozmowie z pacjentem mogą nieświadomie zwiększać jego niepokój jeszcze przed rozpoczęciem leczenia i kształtować postrzeganie terapii? Odpowiedzi na te pytania ma dostarczyć realizowany w NIO projekt badawczy.

Projekt zaplanowano na 12 miesięcy. Prace rozpoczęły się w styczniu, a publikacja wyników przewidywana jest pod koniec roku. Ze względu na międzynarodowy charakter badania, techniczna realizacja ankiet prowadzona będzie we współpracy z partnerami zapewniającymi panele badawcze w Polsce i w Stanach Zjednoczonych, co pozwoli dotrzeć do reprezentatywnej populacji respondentów.

— Badanie obejmie około 3000 dorosłych uczestników — po 1500 w Polsce i w USA. Będzie to randomizowany eksperyment ankietowy. Respondenci otrzymają opis tej samej sytuacji klinicznej, różniący się jedynie nazwą proponowanej terapii, a następnie odpowiedzą na pytania dotyczące swoich odczuć, poziomu lęku, postrzeganego bezpieczeństwa oraz potencjalnych decyzji terapeutycznych — wyjaśnia dr Dominik Wawrzuta.

Rezultatem projektu ma być pogłębione zrozumienie, w jaki sposób komunikacja medyczna wpływa na emocje i decyzje pacjentów. Uzyskane wyniki posłużą do opracowania rekomendacji dotyczących rozmowy z chorymi poddawanymi radioterapii — tak, aby ograniczać niepotrzebny stres i lęk, wzmacniać poczucie bezpieczeństwa, przeciwdziałać dezinformacji oraz wspierać świadome podejmowanie decyzji terapeutycznych.

— Projekt wpisuje się w szerszy nurt medycyny zorientowanej na pacjenta, w której skuteczność leczenia zależy nie tylko od technologii i procedur, lecz także od jakości komunikacji. Lepsze zrozumienie roli języka w medycynie może przyczynić się do budowania zaufania do terapii onkologicznych oraz poprawy doświadczeń pacjentów w trakcie leczenia — podsumowuje dr Wawrzuta.

Źródło: NIO

Radioterapeutom z Centrum Radioterapii Nowotworów Wieku Dziecięcego Narodowego Instytutu Onkologii udaje się ograniczać znieczulenia u najmłodszych pacjentów poddawanych naświetlaniu. Powód może zaskakiwać. Nie jest nim nowy aparat ani zmiana procedur, lecz ręcznie malowana, spersonalizowana maska unieruchamiająca. Zespół obserwuje, że gdy maska przypomina ulubioną postać z bajki, zwierzątko albo ma kolory wymarzone przez małego pacjenta, napięcie wyraźnie spada. Tylko w ostatnich dniach dzięki takiemu podejściu udało się uniknąć znieczulenia u dwóch niespełna pięcioletnich chłopców, bo maska zamiast przerażać, po prostu ich zachwyciła.

Każdego roku w Polsce nowotwory rozpoznaje się u około 1300 dzieci i nastolatków, z czego część wymaga leczenia z wykorzystaniem radioterapii. Tego rodzaju terapię prowadzi w naszym kraju 13 placówek, jednak jedynym ośrodkiem w pełni przystosowanym do potrzeb najmłodszych pacjentów jest Centrum Radioterapii Nowotworów Wieku Dziecięcego działające w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie przy ul. Wawelskiej 15. To właśnie tu radioterapii poddawanych jest najwięcej dzieci w skali kraju, ponad 50 procent wszystkich przypadków. Szczególną grupę stanowią pacjenci poniżej piątego roku życia, to około 25 procent podopiecznych ośrodka. Miejsce zaprojektowano z myślą o najmłodszych, zarówno w rozumieniu sprzętu, jak i organizacji leczenia oraz podejścia do dziecka i rodziny.

Wszystko dlatego, że radioterapia u dzieci, którą mali pacjenci i specjaliści z Centrum nazywają „leczeniem promyczkami”, to procedura wymagająca ogromnej dokładności i równie dużej delikatności. Dla dziecka to nie tylko wyzwanie zdrowotne. To także stres, lęk przed nieznanym, rozłąka z rodzicem na czas zabiegu i konieczność bezwzględnego pozostawania w bezruchu w obcym otoczeniu. Właśnie dlatego leczenie onkologiczne dzieci jest jednocześnie obszarem najnowocześniejszej technologii i wyjątkowo wrażliwej opieki.

Radioterapia dziecięca, wyzwanie medyczne i emocjonalne

Radioterapia jest bezbolesna, ale wymaga powtarzalnej precyzji. Wiązka promieniowania musi trafić dokładnie tam, gdzie powinna, przy możliwie najlepszej ochronie zdrowych tkanek. Żeby było to możliwe, pozycja dziecka w trakcie każdej frakcji leczenia musi być odtwarzana z dużą dokładnością. U dorosłych współpraca zwykle jest łatwiejsza, natomiast u dzieci, zwłaszcza najmłodszych, sam widok aparatury, maski unieruchamiającej czy konieczność leżenia bez ruchu może uruchomić silny lęk.

– Radioterapia pediatryczna stwarza wyjątkowe wyzwania – mówi dr n. med. Marzanna Chojnacka, koordynująca pracę Centrum Radioterapii Nowotworów Wieku Dziecięcego NIO. Jak podkreśla, wiele dzieci, szczególnie tych młodszych, ze względu na duży niepokój towarzyszący procedurom medycznym, poddawanych jest krótkiemu znieczuleniu, co jest zgodne z praktyką na całym świecie. – Dzięki doskonałej współpracy z zespołem anestezjologicznym kierowanym przez dr n. med. Małgorzatę Symonides realizujemy radioterapię w znieczuleniu nawet u sześciu dzieci dziennie. Jesteśmy jedynym ośrodkiem w Polsce, który znieczula powyżej 20 pacjentów pediatrycznych rocznie. Proces leczenia trwa średnio od trzech do sześciu tygodni, co wiąże się z przeprowadzeniem od 15 do 30 znieczuleń u jednego dziecka – wyjaśnia dr Chojnacka.

Równocześnie rozwijane są strategie, które mają pomóc ograniczać znieczulenia, ponieważ potrzeba ich unikania jest realna i powszechna. Działania te obejmują przygotowanie psychologiczne, edukację, oswajanie procedur i techniki rozproszenia uwagi, a także tworzenie bardziej przyjaznego środowiska leczenia. Ważnym elementem takiego podejścia stają się personalizowane maski, które łączą wymóg medycznej precyzji z realnym wsparciem emocjonalnym.

 Aby zapewnić odpowiednie unieruchomienie wykonujemy specjalne maski z materiału termoplastycznego, który po podgrzaniu w kąpieli wodnej staje się miękki i elastyczny, co pozwala na idealne dopasowanie kształtu maski do leczonego obszaru ciała –  kontynuuje dr Chojnacka.

Okiełznać emocje

W Centrum Radioterapii Nowotworów Wieku Dziecięcego od wielu lat funkcjonuje dedykowany zespół techników elektroradiologii, którzy na każdym etapie przygotowania i realizacji leczenia poświęcają dzieciom czas, zapoznając je z całym procesem. Jednak przez długi czas brakowało osoby, która ozdabiałaby maski. Jak podkreślają specjaliści, pozyskanie wolontariusza było trudne ze względu na obciążenie emocjonalne wynikające z kontaktu z chorymi dziećmi. Dlatego zdecydowano o zatrudnieniu dedykowanego pracownika.

 Zatrudnienie pani Emilii dało możliwość przygotowania barwnych, wymarzonych przez dzieci unieruchomień. Obserwujemy obecnie sytuację, gdy nowo zgłaszające się dzieci wiedzą już od wcześniej leczonych pacjentów, że będą miały wykonaną kolorową maskę. Zgłaszają się z gotowym pomysłem zdobień – podsumowuje dr Marzanna Chojnacka.

Dzięki temu maska przestaje być obcym przedmiotem z przerażającej procedury, a staje się czymś osobistym, na co dziecko czeka. Zmienia się też perspektywa małego pacjenta, bo zamiast koncentrować się na tym, co nieznane, może skupić się na czymś znajomym i lubianym.

 Dzieci demonstrują mniejszy lęk, postrzegają już na początku otoczenie jako przyjazne, chętniej przyjeżdżają. Podobnie jak w innych ośrodkach na świecie, dzięki takiemu postępowaniu udaje się uniknąć znieczulenia –  wyjaśnia Emilia Rybicka.

W radioterapii dziecięcej medyczna precyzja musi iść w parze z troską o emocje pacjenta. Maski unieruchamiające pozostają niezbędne, bo zapewniają codzienną powtarzalność ułożenia ciała i bezpieczeństwo napromieniania, ale ich forma może wpływać na to, czy dziecko wejdzie w leczenie z lękiem, czy z poczuciem, że ma w nim swój mały, ale ważny udział. Ręcznie malowane maski, przygotowywane zgodnie z marzeniami małych pacjentów, zmieniają atmosferę terapii, budują zaufanie i potrafią przełożyć się na konkretne decyzje kliniczne, w tym na możliwość ograniczania znieczuleń. To przykład, że czasem skuteczne rozwiązanie w medycynie nie musi oznaczać technologicznej rewolucji, by realnie poprawić przebieg leczenia.

Źródło: NIO
Foto: NIO

Jubileuszowa XXX Konferencja Naukowa „Postępy w Ginekologii Onkologicznej” odbędzie się 10-11 września 2026 roku w Bachleda Hotel Kasprowy w Zakopanem. Tegoroczna edycja ma szczególny charakter, ponieważ będzie jednocześnie świętem trzydziestu odsłon spotkania, które od lat stanowi jedno z ważnych forów wymiany wiedzy i doświadczeń w polskiej ginekologii onkologicznej. Organizatorzy podkreślają, że jubileusz ma być okazją nie tylko do prezentacji najnowszych osiągnięć, ale także do podsumowania dorobku minionych lat i rozmowy o kierunkach rozwoju tej dziedziny.
Konferencja adresowana jest do szerokiego grona specjalistów zaangażowanych w diagnostykę i leczenie nowotworów narządu rodnego. Zaproszenie kierowane jest do ginekologów, ginekologów onkologów, chemioterapeutów, radioterapeutów i radiologów, a także do pielęgniarek, pielęgniarzy, położnych i położników. W komunikacie organizatorzy zwracają uwagę, że w ginekologii onkologicznej szczególnie liczą się praca zespołowa oraz sprawna komunikacja pomiędzy członkami zespołu terapeutycznego, co przekłada się na lepsze efekty leczenia i wspiera rozwój całego środowiska.

Program jubileuszowej edycji ma pokazać pełne spektrum możliwości współczesnej ginekologii onkologicznej, od profilaktyki onkologicznej, przez diagnostykę obrazową i molekularną, po chirurgię oraz leczenie systemowe i radioterapię. Organizatorzy zaprosili ekspertów z wiodących ośrodków medycznych w kraju. W gronie prelegentów mają znaleźć się także doświadczeni operatorzy, chemioterapeuci i radioterapeuci, którzy podzielą się praktyką prowadzenia kompleksowego leczenia pacjentek w podejściu nowoczesnym i spersonalizowanym, integrując różne metody terapeutyczne.

Ważnym elementem tegorocznego spotkania jest wyraźny podział programu na działania praktyczne i sesje naukowe. Pierwszego dnia, 10 września, zaplanowano warsztaty praktyczne oraz sesję naukowo szkoleniową przeznaczoną dla pielęgniarek i położnych. Drugiego dnia, 11 września, odbędą się sesje naukowe dla lekarzy. Organizatorzy podkreślają, że sukces leczenia pacjentek w ginekologii onkologicznej w dużej mierze zależy od sprawnej współpracy całego zespołu, w którym kluczową rolę odgrywa zarówno personel lekarski, jak i pielęgniarski.

Osobny akcent w zaproszeniu dotyczy roli pielęgniarek, pielęgniarzy, położnych i położników. W komunikacie skierowanym do tej grupy zawodowej organizatorzy wskazują, że profesjonalizm, zaangażowanie i empatia personelu pielęgniarskiego mają nieoceniony wpływ na cały proces terapeutyczny, od diagnostyki, przez leczenie operacyjne i onkologiczne, po rekonwalescencję, rehabilitację i długofalowe wsparcie pacjentek oraz ich rodzin. Jubileuszowa konferencja ma być przestrzenią do wymiany doświadczeń, prezentacji dobrych praktyk i pogłębiania wiedzy wspierającej holistyczne podejście do opieki onkologicznej.

Sesję Naukowo Szkoleniową Pielęgniarek i Położnych zaplanowano na pierwszy dzień wydarzenia, 10 września, wstępnie od około godziny 15:00-16:00. Organizatorzy zachęcają także do udziału w sesjach naukowych odbywających się drugiego dnia konferencji, 11 września od około godziny 09:00. Podkreślono, że udział pielęgniarek i położnych jest bezpłatny, wymaga jednak wcześniejszej rejestracji.

Jubileuszowa edycja konferencji po raz kolejny odbędzie się w Zakopanem. Organizatorzy zwracają uwagę na walor miejsca i terminu. Wrzesień pod Tatrami ma sprzyjać zarówno skupieniu na programie naukowym, jak i mniej formalnym rozmowom oraz budowaniu współpracy między ośrodkami. Komfortowe warunki lokalowe i położenie centrum konferencyjnego mają zapewnić uczestnikom pełne uczestnictwo w programie, a wydarzenie ma być także okazją do odnowienia wieloletnich kontaktów koleżeńskich i nawiązania nowych relacji.

Do udziału w konferencji zachęcają przewodniczący Komitetu Naukowego prof. dr hab. n. med. Zbigniew Kojs oraz prof. dr hab. n. med. Hubert Wolski. Z kolei tematyka sesji pielęgniarsko położniczej przygotowywana jest przez prof. Iwonę Malinowską Lipień i prof. Dorotę Matuszyk z Instytutu Pielęgniarstwa i Położnictwa Wydziału Nauk o Zdrowiu Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie, prof. Huberta Wolskiego z Instytutu Medycznego Akademii Nauk Stosowanych w Nowym Targu oraz prezesa Tadeusza Wadasa z Małopolskiej Izby Pielęgniarek i Położnych w Krakowie.

Rejestracja uczestników odbywa się poprzez stronę wydarzenia. Organizatorzy informują także o możliwości rezerwacji noclegu w preferencyjnych stawkach dla uczestników.

Biuro Organizacyjne Bachleda Kongresy Eventy Sp. z o. o. mieści się przy ul. Krupówki 29 w Zakopanem. Kontakt możliwy jest mailowo pod adresem biuro@grupabachleda.pl oraz telefonicznie pod numerem +48 882 830 792.

Źródło: Komunikat Prasowy

Zespół naukowców z Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie znalazł się w światowej czołówce onkologii, prezentując wyniki badania EFTISARC-NEO podczas głównej sesji Europejskiego Kongresu Onkologicznego ESMO w Berlinie. To jedno z nielicznych na świecie badań typu window-of-opportunity, łączące immunoterapię i radioterapię w leczeniu przedoperacyjnym mięsaków tkanek miękkich. Projekt, współfinansowany przez Agencję Badań Medycznych, zdobył także II miejsce w konkursie „Złoty Skalpel”, doceniającym najbardziej innowacyjne rozwiązania w polskiej medycynie. Wyniki EFTISARC-NEO pokazują, że połączenie immunoterapii z radioterapią może istotnie poprawić rokowanie pacjentów z rzadkimi nowotworami i otwiera drogę do stworzenia nowego standardu leczenia.
Zespół z Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie zaprezentował wyniki badania EFTISARC-NEO na głównej sesji Europejskiego Kongresu Towarzystwa Onkologicznego (ESMO) w Berlinie oraz zdobył II miejsce w prestiżowym konkursie „Złoty Skalpel” organizowanym przez redakcję Pulsu Medycyny.

Złoty Skalpel” to wyróżnienie przyznawane za najbardziej innowacyjne rozwiązania w polskiej medycynie, które mają potencjał realnie zmienić standardy leczenia. Jury doceniło EFTISARC-NEO za jego pionierski charakter, interdyscyplinarny zespół oraz bezpośredni wpływ na poprawę rokowania pacjentów z rzadkimi nowotworami.

EFTISARC-NEO to niekomercyjne badanie kliniczne II fazy, oceniające skuteczność i bezpieczeństwo połączenia pembrolizumabu (anty-PD-1) oraz eftilagimodu alfa (rozpuszczalny LAG-3) z radioterapią w leczeniu przedoperacyjnym mięsaków tkanek miękkich. To pierwsze w Polsce i jedno z nielicznych na świecie badań typu window-of-opportunity, w którym leczenie immunoterapią prowadzone jest przed operacją w celu wzmocnienia odpowiedzi przeciwnowotworowej organizmu.

Badanie wykazało istotną poprawę odpowiedzi patologicznych po zastosowaniu kombinacji immunoterapii i radioterapii – co może oznaczać realną poprawę rokowania chorych. Wyniki te otwierają drogę do dalszych międzynarodowych badań. 

Znaczenie dla pacjentów

 Każdy postęp terapeutyczny ma ogromne znaczenie dla chorych na mięsaki tkanek miękkich. Wyniki badania EFTISARC-NEO dają nadzieję na skuteczniejsze leczenie przedoperacyjne wpisując się w kierunek, w którym podąża światowa onkologia – podkreśla dr n. med. Katarzyna Kozak, która prezentowała wyniki badania podczas kongresu ESMO. 

Prezentacja w sesji głównej ESMO to ogromne wyróżnienie, które potwierdza wagę naszego badania dla międzynarodowego środowiska onkologicznego i dowód, że polska nauka może współtworzyć światowe standardy leczenia nowotworów rzadkich – dodaje dr n. med. Paweł Sobczuk.

Polska nauka w światowej czołówce

– Badanie EFTISARC-NEO jest efektem współpracy pomiędzy Narodowym Instytutem Onkologii (NIO-PIB), Agencją Badań Medycznych (ABM) oraz sektorem biotechnologicznym – firmą Immutep Limited, producentem eftilagimodu alfa – badanie Wyniki EFTISARC-NEO to przykład, jak współpraca klinicystów, naukowców i instytucji finansujących badania może prowadzić do realnej zmiany w praktyce klinicznej – zaznacza prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków NIO-PIB.

Jak mówią autorzy badania, wyniki EFTISARC-NEO to krok w stronę nowego standardu leczenia. W EFTISARC-NEO osiągnęliśmy to, co najważniejsze z perspektywy pacjenta  wyraźną odpowiedź guza na leczenie jeszcze przed operacją. U wielu chorych obserwowaliśmy znaczące zmiany w tkankach nowotworowych, co pokazuje, że połączenie immunoterapii z radioterapią naprawdę działa. Jeśli ten efekt potwierdzimy w kolejnym, większym badaniu, może to oznaczać mniej rozległe zabiegi chirurgiczne, szybszą rekonwalescencję i lepsze wyniki leczenia. To realna nadzieja dla chorych na mięsaki oraz ważny krok, który Polska wnosi do rozwoju światowej onkologii  wyjaśnia prof. Rutkowski. 

Kolejne kroki

W oparciu o pozytywne wyniki EFTISARC-NEO, zespół planuje randomizowane badanie III fazy, które porówna skuteczność kombinacji pembrolizumabu, eftilagimodu alfa i radioterapii z wyłączną radioterapią. W przypadku potwierdzenia efektu, terapia może zostać zarejestrowana jako nowy standard leczenia mięsaków tkanek miękkich.

Zespół badawczy EFTISARC-NEO

Dr n. med. Katarzyna Kozak, dr n. med. Paweł Sobczuk (liderzy projektu), dr n. med. Tomasz Świtaj, dr n. med. Paweł Rogala, dr n. med. Paulina Jagodzińska-Mucha, lek. Anna Mariuk-Jarema, lek. Joanna Placzke, dr n. med. Michał Wągrodzki, dr hab. n. med. Anna Szumera-Ciećkiewicz, dr n. med. Aneta Borkowska, prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski, lek. Konrad Zaborowski, lek. Maria Krotewicz, prof. dr hab. n. med. Elżbieta Sarnowska, mgr Aleksandra Wiśniewska, lek. Anna Klimczak.

Źródło: NIO

Doktor Jacek Sadowski, kierownik Kliniki Radioterapii w Świętokrzyskim Centrum Onkologii w Kielcach, w rozmowie z redakcją Medicalpress, omawia znaczenie wczesnej diagnostyki, tłumaczy, na czym polega interdyscyplinarne podejście do leczenia raka prostaty, jaką rolę odgrywa współczesna radioterapia i czym jest radioterapia adaptacyjna „real-time” oraz obala mity dotyczące powikłań radioterapii.

Panie Doktorze, coraz częściej mówi się o konieczności dbania o zdrowie mężczyzn po 40. roku życia. Dlaczego właśnie w tym wieku tak ważna staje się czujność onkologiczna i badanie prostaty?

Doktor Jacek Sadowski: To, co chciałbym przekazać dla wszystkich mężczyzn – i nie tylko tych w grupie wiekowej, u której najczęściej rozpoznaje się raka prostaty – to apel do każdego pana, który skończył 40 lat: zwracajcie uwagę na objawy, które mogą sugerować chorobę. Nie bójmy się o nich myśleć ani mówić, a w razie wątpliwości kontaktujmy się z lekarzem. Jest to choroba, którą można zdiagnozować w bardzo prosty sposób na wczesnym etapie.

Trzeba tylko wiedzieć, na co zwrócić uwagę. Pierwsza rzecz, którą panowie mogą zrobić sami, to porównać swoje nawyki związane z oddawaniem moczu. Powszechnie dostępna jest tzw. skala IPSS – siedem prostych pytań, na które można odpowiedzieć i zsumować punkty. To daje już podpowiedź, czy trzeba udać się do lekarza.


Ostatnie lata, zwłaszcza w ramach programu „Profilaktyka 40+”, pokazały, że badanie PSA pozwalało przypadkiem wykryć chorobę u wielu mężczyzn w wieku 50–60 lat. Wczesne wykrycie raka prostaty umożliwia skuteczne leczenie, bez narażania pacjenta na poważne powikłania czy okaleczające zabiegi.

Gdy już dojdzie do diagnozy, coraz częściej mówimy o radioterapii. Wielu pacjentów kojarzy ją głównie z leczeniem wspomagającym po operacji, ale jej zastosowanie jest o wiele szersze. Jakie miejsce zajmuje radioterapia w leczeniu raka prostaty i w jakich sytuacjach klinicznych jest stosowana?

Doktor Jacek Sadowski: Radioterapia jest jedną z podstawowych metod leczenia każdego nowotworu, w tym raka prostaty. Stosuje się ją szczególnie u pacjentów, którzy nie mogą być leczeni chirurgicznie. To metoda, którą można wykorzystywać równie skutecznie samodzielnie. 

Ogromny postęp dokonał się w ciągu ostatnich kilkunastu lat – zarówno jeśli chodzi o technologię aparatów, jak i wyposażenie w urządzenia pozwalające kontrolować przebieg leczenia i ograniczać ryzyko powikłań, zarówno wczesnych, jak i późnych. To, co wydarzyło się w diagnostyce i planowaniu terapii, sprawiło, że radioterapia stała się metodą coraz bardziej bezpieczną i precyzyjną.

Leczenie raka prostaty powinno być od samego początku interdyscyplinarne. Każdy pacjent powinien przejść konsylium wielodyscyplinarne, na którym omawia się możliwe metody leczenia. W naszym ośrodku takie konsylia działają od lat i pacjent od samego początku otrzymuje informację o wszystkich dostępnych opcjach leczenia. Bardzo dobrze układa nam się współpraca z urologami i onkologami klinicznymi, co pozwala na prowadzenie terapii w sposób skoordynowany i kontrolowany. 

Radioterapia ma dziś trzy główne zastosowania: może być leczeniem samodzielnym, leczeniem uzupełniającym po zabiegu operacyjnym oraz leczeniem ratunkowym w przypadku niepowodzenia chirurgii. W każdej z tych sytuacji daje realną szansę na skuteczne wyleczenie chorego. Myślę, że w kolejnych latach jej znaczenie będzie jeszcze większe – pod warunkiem, że będzie prowadzona we współpracy z innymi specjalistami.

Radioterapia to jednak nie jedna metoda, ale różne opcje terapeutyczne. Jakie są te najważniejsze?

Doktor Jacek Sadowski: W leczeniu raka prostaty mamy do dyspozycji dwie podstawowe techniki. Pierwsza to teleradioterapia – napromienianie z zewnątrz. Druga to brachyterapia, czyli wprowadzenie źródeł promieniowania bezpośrednio do gruczołu krokowego przy pomocy specjalnych aplikatorów. Formalnie jest to zabieg, ale dla pacjentów nie jest szczególnie obciążający. W wielu sytuacjach klinicznych łączenie tych dwóch metod jest wręcz rekomendowane jako standard leczenia.

W naszym ośrodku leczymy w ten sposób około 400 pacjentów rocznie i ta liczba systematycznie rośnie, mimo że urolodzy przeprowadzają coraz więcej zabiegów chirurgicznych i stale doskonalą swoje techniki. Wynika to z faktu, że świadomość pacjentów rośnie, coraz częściej zgłaszają się oni do kontroli i udaje się rozpoznać nowotwór na wczesnym etapie, kiedy możliwe jest leczenie radykalne. Dlatego zarówno dla urologów, jak i dla nas pracy nie zabraknie.

Jeszcze kilka dekad temu radioterapia budziła obawy pacjentów związane z powikłaniami. Jak wygląda to dziś?

Doktor Jacek Sadowski: Ogromny postęp dokonał się także w samej technice radioterapii.  Wciąż zdarza się, że pacjenci pytają przed leczeniem: „Czy będę poparzony? Czy zostaną ślady?”. To przekonania historyczne, związane z aparaturą sprzed 30–40 lat. Dziś dysponujemy zupełnie inną technologią – nowoczesnymi akceleratorami, które pozwalają precyzyjnie napromieniać prostatę i jednocześnie chronić sąsiednie narządy, takie jak odbytnica, pęcherz czy jelito cienkie. Wcześniej to one często reagowały powikłaniami, które były dla pacjentów uciążliwe i wymagały dodatkowego leczenia.

Naszym priorytetem jest nie tylko skuteczność, ale też bezpieczeństwo. Radioterapia prowadzona jest w seriach – kilkunastu, czasem kilkudziesięciu frakcji – dlatego kluczowa jest powtarzalność. Codziennie musimy zapewnić pacjentowi takie same warunki, aby jakość terapii była stabilna, a efekty przewidywalne. Dzięki temu radioterapia raka prostaty jest dziś terapią skuteczną, bezpieczną i coraz mniej obciążającą dla chorego.

Wspomniał Pan o nowoczesnych technologiach. Czym jest radioterapia adaptacyjna, o której coraz częściej się mówi?

Doktor Jacek Sadowski: To przyszłość radioterapii. Polega na dostosowywaniu dawki promieniowania do zmieniających się warunków anatomicznych pacjenta w czasie rzeczywistym. W standardowej radioterapii opieramy się na jednym badaniu tomograficznym wykonanym na początku leczenia. Na tej podstawie przygotowujemy plan terapeutyczny, który staramy się realizować przez cały cykl napromieniania. Problem w tym, że prostata to narząd ruchomy, a sąsiadujące z nią odbytnica i pęcherz również mogą zmieniać swoje położenie. W efekcie codzienna sytuacja anatomiczna pacjenta bywa inna niż ta, którą uwzględniliśmy w planie referencyjnym.

Radioterapia adaptacyjna w czasie rzeczywistym pozwala na przygotowanie pacjenta do leczenia dokładnie w danym dniu i momencie – już wtedy, gdy leży na stole terapeutycznym. Dzięki specjalistycznym aparatom, oprogramowaniu i badaniom obrazowym możemy na bieżąco korygować plan leczenia, tak aby napromienianie było jak najlepiej dopasowane do aktualnej anatomii pacjenta.

To jednak wymaga pracy całego zespołu – lekarza radioterapeuty, fizyka medycznego, który sprawdza poprawność planu od strony dozymetrycznej, oraz technika elektroradiologa, który realizuje terapię. Coraz częściej wykorzystujemy w tym procesie również sztuczną inteligencję, aby szybciej i precyzyjniej dopasować dawkę do narządów, które leczymy i tych, które musimy chronić.

Taka metoda to ogromny postęp – pozwala leczyć mniejsze objętości, znacznie lepiej chroni zdrowe narządy i minimalizuje ryzyko powikłań. Na razie jednak radioterapia adaptacyjna jest technologią wymagającą – potrzebuje specjalnego sprzętu, dużego zaangażowania personelu i odpowiedniej organizacji pracy. W Świętokrzyskim Centrum Onkologii nie mamy jeszcze takich możliwości, ale traktujemy je jako nasz najbliższy cel rozwojowy. W Polsce są już ośrodki, które prowadzą takie leczenie i z roku na rok będzie ich coraz więcej.

Skoro mówimy o tak zaawansowanych technikach, pojawia się pytanie o zasoby – finansowe i organizacyjne. Co dziś jest największym wyzwaniem inwestycyjnym w radioterapii?

Doktor Jacek Sadowski: Rozwój radioterapii zawsze wiąże się z dużymi nakładami. Ośrodki same nie są w stanie udźwignąć kosztów – niezbędne jest wsparcie ministerstwa i samorządów. Planujemy doposażenie w rezonans do planowania radioterapii i rozbudowę zaplecza fizyki medycznej. W perspektywie kilku lat chcemy także wdrożyć radioterapię adaptacyjną w czasie rzeczywistym. To inwestycje, które wymagają dużych środków, ale decydują o jakości leczenia pacjentów.

Mówił Pan o inwestycjach w sprzęt i nowe technologie. Ale równie ważne wydaje się to, jak cały system leczenia jest zorganizowany. Dlaczego w onkologii tak istotna staje się dziś współpraca wielu specjalistów?

Doktor Jacek Sadowski: Onkologia stała się obecnie specjalnością wielodyscyplinarną. To już nie jest tak jak dawniej, że chirurg leczył swoich pacjentów, radioterapeuta swoich, a onkolog kliniczny swoich. Dziś przy większości rozpoznań chorób nowotworowych leczenie musi być interdyscyplinarne. Te metody się uzupełniają i – jestem przekonany – w przyszłości będą się jeszcze mocniej zazębiać.

Nie chodzi tylko o rozwój radioterapii, ale także chirurgii i onkologii klinicznej – wszystkie te obszary muszą ze sobą współpracować, aby pacjent był leczony kompleksowo i na odpowiednim poziomie. Ogromne znaczenie ma też diagnostyka, od której wszystko się zaczyna. Mówimy o diagnostyce obrazowej, molekularnej, histopatologicznej – dopiero na tej podstawie możemy planować kolejne etapy terapii.

Dlatego właśnie interdyscyplinarność to nie modny slogan, ale warunek skuteczności. Tylko wtedy, gdy różne działy i kliniki są ze sobą powiązane, ośrodek może działać tak, jak powinien, a pacjent ma pewność, że jego leczenie będzie dobrze zaplanowane i skoordynowane.

Rozmawialiśmy o organizacji leczenia i współpracy specjalistów. Ale równie ważna jest sama postawa pacjentów. Jak Pan ocenia ich świadomość – czy dziś przychodzą na leczenie z większym zaufaniem i wiedzą niż kiedyś?

Doktor Jacek Sadowski: Myślę, że świadomość pacjentów zdecydowanie wzrasta. To także zasługa działalności edukacyjnej mediów i organizacji, które pomagają ludziom zrozumieć, że leczenie onkologiczne nie jest czymś strasznym. To leczenie, które ma przywrócić zdrowie. Kiedyś radioterapia czy chemioterapia kojarzyły się głównie ze skutkami ubocznymi, dziś widzimy pacjentów, którzy przychodzą na zabiegi z uśmiechem i równie zadowoleni wychodzą z leczenia. To naprawdę cieszy.

Na pewno coraz częściej pacjenci trafiają do nas wcześniej niż kiedyś, co ma ogromne znaczenie dla skuteczności terapii. Ale pozostaje jeszcze sporo do zrobienia, zwłaszcza jeśli chodzi o proces diagnostyczny. Chodzi o to, by leczenie zaczynało się we właściwym momencie. Zmierzamy w dobrym kierunku, ale trzeba jeszcze trochę pracy i czasu, by system działał tak, jak wszyscy byśmy tego chcieli.

Coraz częściej mówi się, że nowoczesne leczenie onkologiczne pozwala pacjentom funkcjonować niemal normalnie. Czy w trakcie radioterapii chorzy mogą prowadzić życie zawodowe i codzienne tak jak wcześniej?

Doktor Jacek Sadowski: Tak, to coraz bardziej widoczne. Odsetek pacjentów, którzy w trakcie radioterapii nie zawieszają aktywności zawodowej, systematycznie rośnie. Nawet jeśli formalnie korzystają ze zwolnienia lekarskiego, to mimo wszystko pozostają aktywni. To dowód na to, że pacjent poddawany radioterapii może wrócić do pracy, a jeśli nie powie współpracownikom, że jest w trakcie leczenia, to nikt tego po nim nie pozna.

To także pokazuje, że skutki uboczne radioterapii są dziś dużo mniejsze i mniej uciążliwe niż kiedyś – nie eksponują się w trakcie leczenia, nie wykluczają pacjenta z życia społecznego czy zawodowego. Wraz z dalszym rozwojem technologii radioterapia będzie jeszcze skuteczniejsza i jeszcze mniej obciążająca dla chorego.

Wspomnieliśmy o pacjentach leczonych radykalnie, ale wielu chorych trafia do lekarzy już w zaawansowanym stadium nowotworu. Czy dla nich również medycyna ma dziś realne możliwości pomocy?

Doktor Jacek Sadowski: Zdecydowanie tak. Jeszcze 40–50 lat temu wiele zaawansowanych nowotworów uważano za choroby nieuleczalne, które przebiegały bardzo szybko i dramatycznie. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Coraz częściej nawet w stadium rozsiewu potrafimy wprowadzić chorobę w fazę przewlekłą. Oznacza to, że pacjent, choć nadal wymaga leczenia, nie odczuwa uciążliwych objawów, które przypominałyby mu o chorobie na co dzień.
 
To ogromny postęp – przeżycia pacjentów z zaawansowaną chorobą nowotworową liczymy już nie w miesiącach, ale w latach. I co ważne, są to lata w dobrym komforcie życia. Chory nie spędza czasu w szpitalu, ale normalnie funkcjonuje – zajmuje się domem, pracą, swoimi pasjami. O chorobie przypominają mu tylko wizyty kontrolne czy konieczność przyjęcia leków. To pokazuje, że nawet w zaawansowanym stadium nowotwór może być dziś traktowany jak choroba przewlekła.

Na koniec chciałabym zapytać o perspektywę międzynarodową. Jak Polska wypada dziś na tle Europy, jeśli chodzi o nowoczesną radioterapię i chirurgię onkologiczną?

Doktor Jacek Sadowski: Myślę, że absolutnie nie mamy się czego wstydzić. Jeśli chodzi o radioterapię, to nie odbiegamy od wiodących ośrodków europejskich. Podobnie wygląda sytuacja w chirurgii – zabiegi laparoskopowe stały się już standardem, a operacje przy asyście robota są dostępne w coraz większej liczbie ośrodków. Te techniki sprawiają, że pacjent nie musi spędzać w szpitalu kilku dni, ale często już po jednym–dwóch dniach może wracać do aktywności.

Podobny postęp widzimy w radioterapii. Trzy dekady temu leczenie wiązało się z poważnymi odczynami popromiennymi, które trwały tygodniami. Dziś często nie ma ich wcale, a pacjent wraca do normalnego funkcjonowania bardzo szybko, niekiedy jeszcze tego samego dnia po zakończeniu frakcji. To pokazuje, że onkologia w Polsce staje się coraz bardziej nowoczesna i coraz mniej obciążająca dla chorego i jego rodziny.

Chciałbym też podkreślić apel, który powtarzam przy każdej okazji: mężczyźni po 40., 50., 60. roku życia muszą pamiętać o profilaktyce. Rak prostaty jest coraz częściej diagnozowany właśnie w tej grupie. Jeśli pojawiają się niepokojące objawy, nie warto zwlekać – trzeba udać się do urologa i wykluczyć poważną chorobę. To prosta decyzja, która może uratować życie.


źródło: Redakcja Medicalpress

Narodowy Instytut Onkologii w Gliwicach rozpoczął realizację innowacyjnego badania klinicznego INTROSPECTION, w ramach którego po raz pierwszy w Polsce zastosowano radioznacznik 89Zr-DFO-Pembrolizumab do obrazowania immuno-PET. Celem projektu jest ocena, w jaki sposób różne schematy radioterapii – samodzielnie lub w połączeniu z immunoterapią – wpływają na odpowiedź układu odpornościowego u pacjentów, u których wyczerpano już standardowe możliwości leczenia.

Celem tego projektu jest sprawdzenie, jak radioterapia paliatywna, w tym radioterapia z przestrzennym zróżnicowaniem dawki, podawana samodzielnie lub w połączeniu z immunoterapią, modyfikuje odpowiedź układu odpornościowego u chorych, u których wyczerpały się już możliwości leczenia systemowego i radioterapii radykalnej. Do monitorowania tej terapii oraz wczesnej oceny jej efektów biologicznych będziemy wykorzystywać immuno-PET – tłumaczy dr hab. n. med. Sławomir Blamek, prof. NIO-PIB, kierownik projektu.

Immuno-PET łączy molekularną swoistość pembrolizumabu – przeciwciała monoklonalnego stosowanego w leczeniu różnych nowotworów – z czułością obrazowania PET. Radioznacznik 89Zr-DFO-Pembrolizumab wiąże się z receptorem PD-1, który występuje głównie na limfocytach T naciekających guz, a także na innych komórkach układu odpornościowego (m.in. limfocytach B, komórkach NK, makrofagach).

– Dzięki temu immuno-PET pozwala nieinwazyjnie i ilościowo mapować ekspresję PD-1 w skali całego organizmu, zarówno w mikrośrodowisku ognisk nowotworowych, jak i w narządach limfatycznych (węzły chłonne, śledziona) oraz śledzić, jak sygnał PD-1 zmienia się pod wpływem leczenia – mówi prof. dr hab. n. med. Gabriela Kramer-Marek, kierownik Zakładu

Radiofarmacji i Obrazowania Laboratoryjnego PET w gliwickim oddziale Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego. W opinii gliwickich badaczy projekt INTROSPECTION pozwoli na uzyskanie nowej wiedzy na temat funkcjonowania układu odpornościowego, a w szczególności zmian, jakie zachodzą w nim wskutek połączenia immunoterapii z różnymi sposobami frakcjonowania radioterapii, przyczyniając się do opracowania skuteczniejszych schematów leczenia chorych na nowotwory. Jednocześnie stanowi on kolejny krok w rozwijaniu przez Narodowy Instytut Onkologii w Gliwicach spersonalizowanego obrazowania i leczenia pacjentów onkologicznych w Polsce.

Badanie realizowane jest we współpracy trzech komórek organizacyjnych Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach: III Kliniki Radioterapii i Chemioterapii, Zakładu Radiofarmacji i Obrazowania Laboratoryjnego PET oraz Zakładu Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej. W skład zespołu badawczego wchodzą: prof. Sławomir Blamek – kierownik projektu, specjalista radioterapii onkologicznej, dr n. med. Marzena Gawkowska – specjalista radioterapii onkologicznej, prof. Gabriela Kramer-Marek – specjalista radiofarmacji i obrazowania immuno-PET, dr n. med. Andrea d’Amico – specjalista medycyny nuklearnej, mgr Izabela Gorczewska – fizyk medyczny, mgr Karolina Miszczyszyn – radiochemik oraz współpracownicy z klinik i pracowni obrazowych NIO w Gliwicach.

Projekt INTROSPECTION to kolejny krok w rozwijaniu w Polsce nowoczesnych metod diagnostyki i terapii onkologicznej, łączących immunoterapię i radioterapię z precyzyjnym obrazowaniem molekularnym. Dzięki wykorzystaniu immuno-PET gliwiccy badacze będą mogli lepiej zrozumieć mechanizmy odpowiedzi immunologicznej i opracować skuteczniejsze schematy leczenia dla pacjentów onkologicznych. Badanie jest owocem współpracy interdyscyplinarnego zespołu specjalistów z NIO w Gliwicach, co podkreśla rosnącą rolę spersonalizowanej medycyny w walce z nowotworami.

Źródło: Komuniat Prasowy

Każdego roku w Polsce diagnozowanych jest około 2 375 przypadków nowotworów mózgu, z czego aż 75% stanowią glejaki – to dane z najnowszego raportu „Nowotwory złośliwe mózgu – analiza epidemiologiczna”, opublikowanego we wrześniu 2025 roku przez Krajowy Rejestr Nowotworów (KRN) przy Narodowym Instytucie Onkologii.
Każdego roku 322 tyś. osób na świecie słyszy diagnozę nowotwór mózgu, w Polsce choroba dotyka nawet 2375 osób rocznie, z czego najczęściej rozpoznawalnym typem morfologicznym są glejaki (75% co daje 1783 pacjentów rocznie). Wskaźnik 5-letniego przeżycia pacjentów z glejakami w Polsce w latach 2010-2024 wynosił 28,2%, co jest jednym z niższych wyników w Europie. Zachorowalność na nowotwory mózgu rośnie po 30. roku życia osiągając maksimum w ósmej dekadzie życia i to mężczyźni chorują częściej niż kobiety. Takie wnioski płyną z najnowszego raportu pt. „Nowotwory złośliwe mózgu – analiza epidemiologiczna” opublikowanego z początkiem września 2025 przez Krajowy Rejestr Nowotworów, działający przy Narodowym Instytucie Onkologii – Państwowym Instytucie Badawczym.

Pierwotne guzy mózgu i ośrodkowego układu nerwowego, choć są stosunkowo rzadkie to charakteryzują się znaczną śmiertelnością. Pomimo intensywnych badań nad ich etiologią, dotychczas nie zidentyfikowano żadnego czynnika ryzyka odpowiadającego za znaczącą część przypadków. Guzy te są uważane za szczególnie trudne do analizy ze względu na dużą różnorodność morfologiczną. Zgodnie z klasyfikacją Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) z 2021 roku wyróżnia się ponad 100 typów histopatologicznych tych nowotworów, z czego większość (80-90%) złośliwych guzów mózgu wywodzi się z komórek glejowych. „Glejaki są jednymi z najbardziej wymagających nowotworów zarówno pod względem diagnostyki, jak i leczenia. Dane z Krajowego Rejestru Nowotworów pokazują, że mimo postępów medycyny, rokowania pacjentów z glejakiem – szczególnie wielopostaciowym, pozostają bardzo niekorzystne. – podkreśla dr hab. Joanna Didkowska, Krajowy Rejestr Nowotworów, Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie Państwowy Instytut Badawczy współautorka raportu.

Glejaki są najczęstszymi pierwotnymi nowotworami mózgu i rdzenia kręgowego, a ich obecna klasyfikacja opiera się zarówno na cechach histopatologicznych, jak i molekularnych. Zgodnie z aktualną klasyfikacją WHO z 2021 roku, glejaki dzieli się na ograniczone (stopień G1) oraz rozlane i naciekające (stopnie G2-G4). Najważniejszymi cechami molekularnymi są mutacja IDH oraz kodelecja 1p/19q, które mają kluczowe znaczenie prognostyczne i diagnostyczne. Glejaki z mutacją IDH oraz kodelecją 1p/19q (typowe dla skąpodrzewiaków) cechują się lepszym rokowaniem niż guzy nie posiadające mutacji IDH (tzw. IDH-wildtype). „Glejaki cechuje duża tendencja do wznowy i wysokiej śmiertelności wśród pacjentów. Rozlane wysokozróżnicowane glejaki typu dorosłego pomimo, że na ogół rosną wolniej niż inne pierwotne guzy mózgu, to wzrost ten jest ciągły, infiltrujący zdrowe, otaczające tkanki bez wyraźnej granicy guza. Uniemożliwia to całkowitą resekcję guza i jest powodem wznów choroby prowadzących do postępujących deficytów neurologicznych i w rezultacie zgonu pacjenta.” – dodał dr hab. n. med. Tomasz Dziedzic, Klinika Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej, Warszawski Uniwersytet Medyczny współautor raportu.

Glejaki ograniczone (stopień G1) to guzy charakteryzujące się niską agresywnością i powolnym wzrostem. Są to nowotwory, które najczęściej występują u młodszych pacjentów, głównie w wieku dziecięcym i mają korzystne rokowanie, szczególnie w przypadku możliwości pełnej resekcji chirurgicznej. W tej grupie guzów rzadko występują zmiany molekularne takie jak mutacje IDH czy fuzje genowe, które mogą mieć znaczenie prognostyczne w glejakach rozlanych. W przypadku tego typu glejaków leczenie operacyjne, polegające na całkowitej resekcji guza, daje możliwość długotrwałego przeżycia, choć w niektórych przypadkach mogą wystąpić nawroty choroby. Spośród pierwotnych, złośliwych guzów mózgu u dorosłych glejak wielopostaciowy jest najczęstszym i najbardziej agresywnym nisko zróżnicowanym guzem glejowym. Glejak w 4. stopniu złośliwości może rozwijać się szybko jako nowotwór pierwotny (glejak wielopostaciowy) lub powstawać w wyniku progresji guza o niższym stopniu złośliwości, w przypadku guzów posiadających mutację IDH (IDH-mutant). „Mutacje IDH są uważane za tak zwane mutacje kierujące (driver mutations), które zachodzą na wczesnym etapie onkogenezy i które mogą sprzyjać nabywaniu dalszych mutacji prowadzących w rezultacie do zezłośliwienia danej komórki. Zahamowanie mutacji IDH na wczesnym etapie onkogenezy może wydłużyć czas do nabywania kolejnych mutacji i w rezultacie zezłośliwienia komórek.” – podkreślił dr n. med. Tomasz Dziedzic, Klinika Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej, Warszawski Uniwersytet Medyczny współautor raportu.

Chociaż w 2021 roku klasyfikacja guzów mózgu została zaktualizowana (WHO 2021), zmiany te nie znalazły jeszcze pełnego odzwierciedlenia w danych z rejestrów nowotworów na świecie, które bazują na kodowaniu zgodnym z klasyfikacją WHO z 2016 roku. Krajowy Rejestr Nowotworów w Polsce zaczął kodować morfologię guzów mózgu zgodnie z nowymi rekomendacjami od 2022 roku korzystając z rekomendacji European Network of Cancer Registries. Raport pt. „Nowotwory złośliwe mózgu – analiza epidemiologiczna” został przygotowany przez zespół ekspertów: dr hab. Joannę Didkowską, dr Urszulę Wojciechowską, dr hab. Tomasza Dziedzica i dr Urszulę Sułkowską reprezentujących trzy ośrodki: Krajowy Rejestr Nowotworów oraz Zakład Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowy Instytut Badawczy, a także Klinikę Neurochirurgii i Neurochirurgii Dziecięcej w Warszawskim Uniwersytecie Medycznym. Dokument zawiera kompleksową analizę epidemiologiczną dotyczącą nowotworów złośliwych mózgu obejmującą dane z międzynarodowych baz danych Global Cancer Observartory (GCO) International Agency for Research on Cancer) oraz krajowych: dane dotyczące zachorowań na guzy mózgu w Polsce pochodzą z Krajowego Rejestru Nowotworów i obejmują lata 2000-2022 ; dane dotyczące zgonów pochodzą z Głównego Urzędu Statystycznego.

Pełny raport dostępny jest na stronie: https://onkologia.org.pl/pl/publikacje

Źródło: Krajowy Rejestr Nowotworów

Agencja Badań Medycznych ogłosiła wyniki konkursu ABM/2024/2 na niekomercyjne badania kliniczne i eksperymenty badawcze w onkologii. Spośród 84 złożonych wniosków, dofinansowanie w łącznej kwocie niemal 550 mln zł otrzymało 18 najbardziej innowacyjnych projektów. Zwycięskie badania dotyczą m.in. leczenia rzadkich i agresywnych nowotworów piersi, nowotworów dziecięcych, raka tarczycy oraz porównania chirurgii robotycznej i radioterapii u chorych na raka nerki. Inicjatywa ABM ma na celu rozwój innowacyjnych terapii i diagnostyki, a także wzmacnianie pozycji polskiej nauki w międzynarodowym środowisku medycznym

Zastępca Prezesa ds. finansowania badań Pan Ireneusz Staroń zatwierdził listę rankingową, zawierającą wyniki Konkursu na niekomercyjne badania kliniczne i eksperymenty badawcze w obszarze onkologii (ABM/2024/2). Na podstawie listy rankingowej sporządzonej w wyniku przeprowadzenia procedury konkursowej rekomendację do dofinansowania w Konkursie otrzymało 18 projektów, dla których łączna kwota dofinansowania wynosi 547 579 473,75 zł.

W obliczu rosnącej zachorowalności na choroby nowotworowe i wyzwań związanych z finansowaniem leczenia, Agencja Badań Medycznych postawiła na wsparcie innowacyjnych, niekomercyjnych badań klinicznych w obszarze onkologii. Konkurs, którego nabór trwał od czerwca do listopada 2024 r., spotkał się z dużym zainteresowaniem środowiska naukowego – wpłynęły 84 wnioski o łącznej wartości przekraczającej 2,1 miliarda złotych. Do oceny merytorycznej zakwalifikowano 69 z nich.

Spośród nich do dofinansowania zakwalifikowano 18 projektów, które otrzymają łącznie 547 579 473,75 zł. Zwycięskie propozycje obejmują m.in. rozwój radiofarmaceutyków, diagnostykę molekularną, biopsję płynną, porównanie technik leczenia raka oraz badania nad nowotworami dziecięcymi i rzadkimi chorobami onkologicznymi.

Pomimo postępu jaki dokonał się w obszarze onkologii w ostatnich latach, zachorowalność na choroby nowotworowe rośnie z roku na rok, stanowiąc jedną z głównych przyczyn zgonów na świecie.

Zgodnie z raportem Narodowego Instytutu Onkologii ogólna umieralność spowodowana chorobami nowotworowych w Polsce jest o 15% wyższa od średniej Unii Europejskiej i zmniejsza się wolniej niż średnia unijna. Powyższe analizy wskazują na potencjalne problemy w diagnozowaniu i w dostępie do skutecznego leczenia.

– Naszą ideą jest wspieranie najlepszych i najbardziej  innowacyjnych projektów, które zapewnią pacjentom dostęp do terapii, często w inny sposób nieosiągalnych. Wspieramy badania, które mają szanse na opublikowanie wyników we wiodących, opiniotwórczych czasopismach międzynarodowych i które wpłyną na to, że polska medycyna będzie widoczna na świecie. Polscy naukowcy pokazują, że ich pomysły są konkurencyjne na skalę światową. W ramach konkursu na niekomercyjne badania w onkologii obserwujemy dużą reprezentację projektów z zakresu diagnostyki obrazowej skupionych na wczesnym wykrywaniu nowotworów, na monitorowaniu terapii za pomocą AI i medycyny nuklearnej – podkreślał prof. Wojciech Fendler – Prezes Agencji Badań Medycznych podsumowując wyniki konkursu podczas konferencji.

– W Europie Zachodniej ok. 40% badań klinicznych to badania niekomercyjne. Jeszcze kilka lat temu, przed 2019 r. niekomercyjne badania w Polsce stanowiły poniżej 2%. W tej chwili zbliżamy się do ok. 10%. Przed nami jeszcze długa droga, ale ta zmiana pokazuje, jak duży mamy potencjał intelektualny polskich badaczy. To nie tylko publikacje. To przede wszystkim nowe rozwiązania, które mogą zostać wdrożone do opieki zdrowotnej – podsumowuje prof. Piotr Rutkowski, Klinika Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, Przewodniczący Rady Agencji Badań Medycznych.

Nowe możliwości leczenia jednego z najbardziej agresywnych nowotworów piersi

Co roku w Polsce diagnozowanych jest 20 tys. nowych przypadków raka piersi. To choroba niejednorodna, w której wyróżniamy różne podtypy. Jednym z nich jest potrójnie ujemny rak piersi, który dotyczy ok. 10-15% wszystkich pacjentek. 

Potrójnie ujemny rak piersi to agresywny nowotwór, z wysokimi zdolnościami do rozmnażania się komórek nowotworowymi, co w połączeniu z ograniczonymi możliwościami leczenia prowadzi do najgorszego rokowania wśród podtypów raka piersi.

– Potrójnie ujemny rak piersi to szczególny rodzaj nowotworu, bo charakteryzuje się wyraźnie większa agresywnością. Ograniczenie możliwości terapeutycznych z powodu braku ukierunkowanego leczenia hormonalnego czy antyHER2, które są dostępne w przypadku raków piersi posiadających te receptory niestety skutkuje najgorszym rokowaniem spośród wszystkich podtypów raka piersi, a ryzyko nawrotu tej choroby jest trzy krotnie wyższe w stosunku do innych raków piersi –
podsumowywał prof. Zbigniew Adamczewski, Zakład Medycyny Nuklearnej, Uniwersytet Medyczny w Łodzi.

Konsorcjum, w którym liderem jest Narodowe Centrum Badań Jądrowych wraz z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi w ramach dofinansowania Agencji Badań Medycznych przeprowadzi badanie korelacji pomiędzy wyjściowym poziomem gromadzenia radiofarmaceutyku 99mTc-PSMA-T4 w guzie piersi a skutecznością chemioterapii przedoperacyjnej w potrójnie ujemnym raku piersi. Zastosowanie 99mTc-PSMA-T4 w diagnostyce pacjentów z potrójnie ujemnym rakiem piersi może stanowić wartość prognostyczną i rokowniczą dla schematu leczenia i może pomóc w podejmowaniu trafnych decyzji klinicznych, dostosowanych do indywidualnych potrzeb pacjentek.

Szansa na postęp w leczeniu rzadkich nowotworów dziecięcych

Mięsaki tkanek miękkich u dzieci, w tym mięsaki prążkowanokomórkowe, to rzadkie i bardzo złożone nowotwory, których rozpoznanie i leczenie stanowi ogromne wyzwanie. Mimo wysiłku europejskich grup terapeutycznych i znaczącego postępu w terapii innych pediatrycznych chorób onkologicznych, w ciągu ostatnich 20 lat nie udało się poprawić wyników leczenia mięsaków, w grupie wysokiego ryzyka i chorobie rozsianej.  Brakuje ujednoliconych metod diagnostycznych pozwalających szybko, i precyzyjnie zidentyfikować ryzyko i dobrać skuteczną terapię. Projekt LiBRha (z ang. Liquid biopsy for Rhabdomyosarcoma), który znalazł się na pierwszym miejscu listy rankingowej Agencji Badań Medycznych, to ogromny krok naprzód dla onkologii dziecięcej. To pierwsze tego typu badanie w Europie i na Świecie skierowane do populacji pediatrycznej.

Przez najbliższe lata konsorcjum lekarzy i ekspertów, będzie przeprowadzać nowoczesne badania molekularne komórek nowotworowych i monitorować chorobę za pomocą płynnej biopsji – innowacyjnej metody, która pozwala wykrywać obecność komórek nowotworowych  lub fragmentów DNA w krwi pacjenta, w trakcie leczenia bez konieczności wykonywania tradycyjnych, inwazyjnych biopsji.

Jak podkreśla prof. dr hab. n. med. Bernarda Kazanowska, Zastępca Kierownika Kliniki Pediatrii, Hematologii, Onkologii i Transplantacji Szpiku Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: – LiBRha pozwala nam po raz pierwszy na tak szerokie wykorzystanie nowoczesnej diagnostyki molekularnej (sekwencjonowanie całego genomu, profilowanie metylacji DNA) i biopsji płynnej w leczeniu wszystkich dzieci w Polsce z mięsakami tkanek miękkich. Dzięki temu możemy nie tylko precyzyjniej diagnozować, ale też szybciej i skuteczniej reagować na zmiany w przebiegu choroby. To milowy krok w stronę bardziej spersonalizowanego, skutecznego i bezpiecznego leczenia najmłodszych pacjentów onkologicznych.

W ramach projektu powstanie także ogólnopolski Biobank dla pediatrycznych nowotworów tkanek miękkich, jako zasób materiałowy do przyszłych badań i innowacji, a także centralny ośrodek referencyjny diagnostyki patologicznej tych nowotworów z oceną predyspozycji do nowotworzenia. Wierzymy, że wyznaczy to nowe kierunki dla europejskich i globalnych strategii leczenia nowotworów wieku dziecięcego.

Spersonalizowane leczenie raka tarczycy

Rak rdzeniasty tarczycy  to rzadki nowotwór, który stanowi zaledwie 5% wszystkich przypadków raka tarczycy, ale odpowiada aż za 13,4% zgonów związanych z tą chorobą. W zaawansowanym stadium leczenie chirurgiczne często nie jest możliwe. Dostępne terapie –zazwyczaj jedynie tymczasowo stabilizują chorobę, nie wpływając znacząco na długość przeżycia. Nowsze, skuteczniejsze leki, działają tylko u pacjentów z określonymi mutacjami w genie RET, co oznacza, że większość chorych z zawansowanym rakiem rdzeniastym tarczycy nadal pozostaje bez skutecznej terapii.

– Rdzeniasty rak tarczycy to w pewnym sensie nowotwór sierocy. W przeciągu ostatnich 20-30 lat nie udawało się rozpoznawać pacjentów we wcześniejszej fazie choroby, a skuteczność leczenia tej choroby nie uległa poprawie. Zastosowanie proponowanego przez nas radiofarmaceutyka w diagnostyce i terapii, ma na celu zwiększenie skuteczności leczenia zaawansowanego rdzeniastego raka tarczycy – podkreślała prof. Alicja Hubalewska-Dydejczyk, Katedra i Klinika Endokrynologii, Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum.

W ramach badania, w którym liderem jest Uniwersytet Jagielloński – Collegium Medicum zostanie podjęta próba opracowania i wdrożenia nowatorskiej formy leczenia opartej na terapii celowanej molekularnie. Kluczowy dla jej opracowania jest fakt, że ponad 90% komórek raka rdzeniastego tarczycy wykazuje nadekspresję receptora dla gastryny (CCK2R). Otwiera to drogę do zastosowania radiofarmaceutków, które wiążąc się w sposób celowany do receptora na powierzchni komórek nowotworowych, dzięki dostarczonemu promieniowaniu jonizującemu, selektywnie je niszczą.

Projekt realizowany będzie w konsorcjum  z Narodowym Centrum Badań Jądrowych, Narodowym Instytutem Onkologii im. Marii Skłodowskiej‐Curie – Państwowy Instytut Badawczy, Oddział w Gliwicach oraz Świętokrzyskim Centrum Onkologii w Kielcach.

Oczekiwanym wynikiem badania będzie opracowanie i pierwsze zastosowanie kliniczne terapii celowanej molekularnie dedykowanej pacjentom z zaawansowanym, nieoperacyjnym rakiem rdzeniastym tarczycy.

Porównanie chirurgii robotycznej i nowoczesnej radioterapii u chorych na raka nerki

Rak nerki to coraz większe wyzwanie w onkologii, a liczba zachorowań na ten nowotwór systematycznie rośnie. Standardem leczenia we wczesnym stadium choroby jest częściowe usunięcie nerki – zabieg chirurgiczny, który pozwala zachować funkcję narządu. Obecnie coraz częściej stosuje się technikę wspomaganą robotycznie, która zwiększa precyzję operacji i zmniejsza ryzyko powikłań.

Alternatywą dla leczenia operacyjnego może być nowoczesna, nieinwazyjna radioterapia stereotaktyczna, która precyzyjnie niszczy guz za pomocą wysokich dawek promieniowania, oszczędzając przy tym zdrowe tkanki. Choć metoda ta została już uznana za bezpieczną i skuteczną u pacjentów niekwalifikujących się do operacji, nie wiadomo jeszcze, czy może być równie dobrym rozwiązaniem u chorych operacyjnych.

Celem badania RAPSTAR realizowanego przez Gdański Uniwersytet Medyczny jest porównanie skuteczności operacji robotycznej i radioterapii u pacjentów z wczesnym rakiem nerki, którzy kwalifikują się do leczenia chirurgicznego. Główne pytanie brzmi: która z metod lepiej chroni funkcję nerek, zapewniając jednocześnie skuteczne leczenie nowotworu i dobrą jakość życia.

– Częstość występowania nowotworu nerki rośnie dynamicznie zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Dane pokazują, że trend ten będzie się utrzymywał i wkrótce będziemy obserwować ośmiokrotny wzrost, w porównaniu do lat 80., jeśli chodzi o częstość występowania tego nowotworu. Dzięki ABM możliwa jest realizacja projektu, który ma na celu porównanie chirurgii robotowej z radioterapią  stereotaktyczną (zaawansowana technika radioterapii, która polega na precyzyjnym dostarczaniu wysokich dawek promieniowania do guza lub zmiany patologicznej, minimalizując jednocześnie narażenie otaczających zdrowych tkanek) u chorych z operacyjnym nowotworem. Dotychczas prowadzono badanie wykorzystania radioterapii stereotaktycznej wyłącznie u chorych nieoperacyjnych, a wyniki te możemy określić jako znakomite. To, co jest najważniejsze – obecnie nigdzie na świecie nie toczy się badanie, które porównywałoby te dwie metody ze sobą u chorych z operacyjnym nowotworem – podsumowywał dr Bartłomiej Tomasik, Katedra i Klinika Onkologii i Radioterapii, Gdański Uniwersytet Medyczny.

RAPSTAR ma na celu dostarczenie najwyższej jakości dowodów, które pomogą lekarzom i pacjentom podejmować świadome decyzje terapeutyczne oraz dobrać leczenie najlepiej dopasowane do potrzeb chorego.

Pacjenci kluczowym partnerem w realizacji badań

Podczas wydarzenia podkreślano także istotną rolę organizacji pacjenckich w procesie planowania i realizacji badań klinicznych.

– W badaniach klinicznych ważni są badacze, których projekty wspieramy, ale to udział pacjentów jest kluczowy dla powodzenia tych projektów, dla rekrutacji oraz upowszechniania wiedzy o nich. W ramach 6 wybranych w ramach konkursu projektów rolę konsorcjanta pełnią organizacje pacjenckie. To zaangażowanie jest  dla nas szczególnie istotne – podkreślał prof. Wojciech Fendler – Prezes Agencji Badań Medycznych podczas konferencji.

– Organizacje pacjenckie mogą pełnić bardzo różne role w badaniach naukowych – nie tylko te klasyczną, kluczową rolę reprezentowania pacjenta, ale także mogę wykorzystywać swoje kompetencje organizacyjne, techniczne, czy analityczne. Dzięki temu, że organizacje pacjenckie współpracują od samego początku z organizacjami naukowymi i badawczymi, perspektywa pacjenta jest od początku brana pod uwagę na każdym etapie badania. To dla nas bardzo ważne – komentowała Anna Król, Dyrektor Departamentu Data Science, Fundacja Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową.

Konkurs ABM/2024/2 to największe w historii wsparcie dla niekomercyjnych badań onkologicznych w Polsce. Zwycięskie projekty otwierają nowe możliwości w leczeniu nowotworów piersi, tarczycy, mięsaków dziecięcych i raka nerki. Szczególny nacisk położono na personalizację terapii, rozwój medycyny nuklearnej i diagnostyki molekularnej, w tym z wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Innowacyjne podejście, obecność organizacji pacjenckich jako partnerów oraz planowane utworzenie centralnych biobanków i baz danych pokazują, że Polska dołącza do grona państw stawiających na nowoczesną onkologię opartą na dowodach.

Źródło: ABM
Foto: ABM