Medicalpress
Nowe generacje leków celowanych wielokrotnie zwiększają skuteczność leczenia chorych na niedrobnokomórkowego raka płuca ze specyficznymi zmianami molekularnymi – ocenili dla PAP eksperci na podstawie najnowszych doniesień naukowych prezentowanych na kongresie ASCO w Chicago.
Czerwcowy kongres Amerykańskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej (American Society of Clinical Oncology) jest co roku największym i najbardziej prestiżowym na świecie wydarzeniem w dziedzinie onkologii. W tym roku zaprezentowano na nim m.in. aktualizację badania klinicznego o akronimie CROWN, które dotyczy specyficznej grupy chorych na zaawansowanego lub przerzutowego niedrobnokomórkowego (NDRP) raka płuca z rearanżacją genu ALK.

Jak przypomniał w rozmowie z PAP prof. Dariusz M. Kowalski, kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, w badaniu rozpoczętym siedem lat temu nieleczonych wcześniej pacjentów przydzielono losowo albo do grupy, która otrzymywała inhibitor ALK trzeciej generacji, tj. lorlatynib, albo do grupy leczonej inhibitorem ALK pierwszej generacji – kryzotynibem.

W badaniu uczestniczyły m.in. Uniwersyteckie Centrum Kliniczne Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Klinika Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie.

– Na ASCO przedstawiono wyniki już siedmioletniej obserwacji, co w przypadku niedrobnokomórkowego raka płuca w stadium rozsiewu jest wręcz spektakularne. Trzeba pamiętać, że przed laty, gdy stosowaliśmy w tej grupie tylko chemioterapię, odsetek przeżyć jednorocznych wynosił maksymalnie 20 proc. Nie mieliśmy chorych, którzy przeżywali dwa, trzy czy cztery lata, a tu mówimy o przeżyciach siedmioletnich – powiedział onkolog.

Okazało się, że po siedmiu latach aż 55 proc. pacjentów otrzymujących inhibitor ALK trzeciej generacji żyje bez progresji choroby, podczas gdy w grupie otrzymującej lek pierwszej generacji odsetek ten wynosi 3 proc.

– To bardzo ważne wyniki, bo trzeba pamiętać, że to jest specyficzna populacja chorych – przeważnie są to ludzie młodzi, często kobiety i przeważnie osoby niepalące papierosów – powiedział PAP prof. Jacek Jassem z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego (GUMed), członek korespondent Polskiej Akademii Nauk, który uczestniczył w badaniu CROWN i jest współautorem kilku prac naukowych na jego temat. Specjalista podkreślił, że niedrobnokomórkowy rak płuca z rearanżacją ALK nie jest częsty – stanowi 3-5 proc. wszystkich raków niedrobnokomórkowych.

– W związku z tym już samo zorganizowanie tego badania i zebranie tak dużej liczby chorych było dużym sukcesem. Pojawienie się kryzotynibu kilkanaście lat temu uznawaliśmy za duże osiągnięcie, ponieważ był on znacznie skuteczniejszy niż chemioterapia. W kolejnych latach do praktyki klinicznej weszły leki drugiej generacji, które jeszcze bardziej poprawiły wyniki.

Wyniki przedstawione podczas kongresu ASCO były jednak zadziwiające – stwierdził prof. Jassem. Onkolog zaznaczył przy tym, że choć nie ma badań bezpośrednio porównujących lorlatynib z inhibitorami
ALK drugiej generacji, analizy pośrednie wskazują, że jest to obecnie najskuteczniejszy lek w tej grupie.

Prof. Kowalski przypomniał, że niedrobnokomórkowy rak płuca z rearanżacją ALK ma dużą skłonność do szybkiego tworzenia przerzutów do ośrodkowego układu nerwowego głównie do mózgu. W momencie rozpoznania choroby od 30 proc. do 40 proc. chorych ma przerzuty do ośrodkowego układu nerwowego, a w okresie leczenia odsetek ten wzrasta do niemal 70 proc.

– Lorlatynib świetnie penetruje do środkowego układu nerwowego, dlatego w sposób szczególny obniża to ryzyko – powiedział prof. Kowalski. Lorlatynib 30 razy bardziej redukował ryzyko przerzutów do ośrodkowego układu nerwowego niż kryzotynib.

U pacjentów, którzy już na początku leczenia mieli przerzuty do ośrodkowego układu nerwowego i byli leczeni lorlatynibem, ryzyko ich progresji było o 94 proc. mniejsze niż u pacjentów leczonych kryzotynibem. Po pierwszych 30 miesiącach leczenia nie obserwowano nowych przypadków progresji w mózgu.

– Oczywiście, jak każdy lek, lorlatynib nie jest pozbawiony działań niepożądanych. Dotyczą one głównie gospodarki lipidowej, jak np. hipercholesterolemia czy triglicerydemia. Znamiennie częściej występują też u pacjentów obrzęki obwodowe czy zwiększenie masy ciała. A ze względu na penetrację do ośrodkowego układu nerwowego istnieje również większe ryzyko zaburzeń poznawczych – wymieniał prof. Kowalski.

Według prof. Jassema w większości przypadków leczenie to nie wyłącza pacjenta z normalnego życia.

– Pacjenci cały czas przyjmują lek w postaci tabletek, nie wymagają więc hospitalizacji i jedynie okresowo zgłaszają się na kontrole. Mogą prowadzić normalne życie – pracują, realizują swoje role rodzinne, zawodowe i społeczne – podkreślił specjalista.

Ocenił, że w tym przypadku choroba nowotworowa staje się w praktyce chorobą przewlekłą, podobnie jak cukrzyca czy nadciśnienie tętnicze.

– Jeśli ponad połowa pacjentów przez siedem lat pozostaje bez progresji choroby, to wielu z nich będzie żyło znacznie dłużej i niekoniecznie umrą z powodu raka – tłumaczył onkolog.

Prof. Kowalski podkreślił, że obecnie nie ma mowy o nowoczesnym leczeniu chorych na raka płuca bez diagnostyki molekularnej oraz bez stosowania leków immunokompetentnych i leków ukierunkowanych molekularnie. – Oczywiście strategie terapeutyczne są różne, czasami te leki wymagają połączenia z chemioterapią, ale to one głównie odpowiadają za sukces terapeutyczny, którego jesteśmy świadkami – skomentował onkolog.

Kolejnym dowodem na skuteczność terapii celowanych w raku płuca, zaprezentowanym podczas kongresu ASCO, było badanie przeprowadzone w grupie chorych na niedrobnokomórkowego raka płuca z rearanżacją genu RET. Pacjenci otrzymywali przez trzy lata inhibitor szlaku RET – selperkatynib – jako leczenie uzupełniające po radykalnym leczeniu chirurgicznym lub radioterapii; około 90 proc. uczestników badania było wcześniej operowanych.

– W grupie chorych otrzymujących selperkatynib ryzyko nawrotu choroby było mniejsze o ponad 80 proc. w porównaniu z placebo – powiedział prof. Kowalski. Jak zaznaczył, wynik ten jest spójny z rezultatami badań dotyczących innych leków ukierunkowanych molekularnie stosowanych w leczeniu radykalnym.

Źródło: Nauka w Polsce

Rak płuca jest największym beneficjentem diagnostyki molekularnej, a jednocześnie najlepszym przykładem niedomagań systemowych w Polsce. Jedynie 50% chorych z nowo rozpoznanym rakiem płuca ma dostęp do takiej diagnostyki. Jeszcze mniej do badań zaawansowanych. Eksperci ostrzegają, że każdy miesiąc zwłoki w diagnostyce oznacza nie tylko pogorszenie rokowania pacjentów, ale także wzrost kosztów leczenia – ponieważ terapie w zaawansowanych stadiach choroby są znacznie droższe i mniej skuteczne.
Podczas konferencji Polskiej Grupy Raka Płuca, 10 września 2025 r. odbyła się premiera „Zaleceń dot. optymalizacji ścieżki diagnostyki molekularnej i oceny biomarkerów w niedrobnokomórkowym raku płuca” opracowanych przez ekspertów inicjatywy Misja Rak Płuca. Podkreślano, że Polska dysponuje nowoczesnymi lekami i dobrze wyposażonymi laboratoriami, ale zbyt wielu pacjentów wciąż nie ma szansy skorzystać z nowoczesnych finansowanych przez państwo terapii, ponieważ nie ma wykonanych kompleksowych badań predykcyjnych.

– To co nas dzisiaj łączy to potrzeba uporządkowania diagnostyki, szczególnie molekularnej, wszyscy sobie zdajemy sprawę, że aby pacjent był właściwie leczony musi być ona przeprowadzona w sposób jak najszybszy i kompleksowy – podkreślił prof. Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca. – Jesteśmy już w Polsce na takim etapie, że za chwilę, będziemy dysponować odpowiednią liczbą ośrodków, które będą w stanie wykonać podstawowe procedury diagnostyczne, jakie uznajemy za standard, czyli sekwencjonowanie nowej generacji. Będą one dostępne dla wszystkich chorych, którzy będą tego wymagać. – dodał.

Rak płuca pozostaje główną przyczyną zgonów onkologicznych w Polsce. W 2022 roku diagnozę usłyszało 20 726 osób, a 20 956 pacjentów zmarło z tego powodu – odpowiada to aż za 22% wszystkich zgonów nowotworowych w kraju. Choć w ostatnich latach dokonał się ogromny postęp w leczeniu tej choroby – w dużej mierze dzięki wprowadzeniu immunoterapii i terapii celowanych, które diametralnie zmieniają rokowania – skuteczność nowoczesnych metod zależy od dostępu do badań molekularnych i immunohistochemicznych. To właśnie one przesądzają o możliwości zakwalifikowania pacjenta do odpowiedniej terapii.

Diagnostyka molekularna także we wczesnych stadiach choroby

Dotychczas badania molekularne kojarzono głównie z pacjentami w zaawansowanych stadiach raka płuca, kiedy choroba była już rozsiana. Dziś ta perspektywa ulega zmianie. – Generalnie przyzwyczailiśmy się, że badania molekularne wykonywane były u chorych w stanie rozsiewu, bo takie były możliwości leczenia. Obecnie jest to implementowane także na etapie leczenia radykalnego. Drugi, trzeci stopień to już standard, ale diagnostyka molekularna wkracza również w pierwszy stopień zaawansowania – podkreślał prof. Dariusz Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca.

Oznacza to, że badania histopatologiczne, immunohistochemiczne i molekularne są potrzebne nie tylko w chorobie zaawansowanej, lecz także przed kwalifikacją do leczenia chirurgicznego (radykalnego). –  Diagnostyka molekularna jest niezbędna nie tylko do uszczegółowienia rozpoznania, ale również do kwalifikacji do odpowiedniej terapii. I to jest stan na dziś, ale także kierunek na przyszłość. – dodał ekspert.

Znaczenie tych badań najlepiej obrazują dane dotyczące częstości wariantów patogennych w niedrobnokomórkowym raku płuca (NDRP). Najczęściej stwierdzane są mutacje KRAS (25% przypadków) i EGFR (10–15%), a także rearanżacje ALK (3–7%) czy ROS1 (1–3%). Rzadziej występują mutacje BRAF (1–5%), MET (2–5%), HER2 (2–5%), RET (1–3%) oraz fuzje NTRK (0,2–1%). To właśnie one decydują o możliwości zastosowania nowoczesnych terapii, które działają znacznie skuteczniej niż klasyczna chemioterapia.

Biomarkery jako drogowskaz w leczeniu

Prof. Dariusz M. Kowalski zwrócił uwagę, że ocena biomarkerów ma znaczenie nie tylko wtedy, gdy istnieje już dostępna terapia celowana. – Ocena biomarkerów, nawet jeśli nie ma jeszcze leków dedykowanych do leczenia ukierunkowanego na dane zmiany genetyczne, już dziś może posłużyć nam jako dodatkowy czynnik doboru terapii. Tak jest w przypadku STK11 i KEAP1, które są negatywnymi czynnikami predykcyjnymi w przypadku stosowania immunoterapii – wyjaśniał profesor.

Podkreślił również, że NGS (sekwencjonowanie nowej generacji) powinien być złotym standardem w diagnostyce molekularnej raka płuca. – Jest to podstawowa metoda diagnostyki molekularnej ze względu na wartość, szybkość, możliwość oceny wszystkich wariantów patogennych związanych z kwalifikacją do aktywnego leczenia, jak również ze względu na małe ilości materiału biologicznego, który po prostu musimy oszczędzać – w przypadku raka płuca nie możemy sobie pozwolić na badania wykonywane pojedynczo. NGS to powinien być standard postępowania w całym kraju, a badania jednogenowe powinny być zarezerwowane dla wyjątkowych sytuacji – mówił prof. Kowalski.

Czas diagnostyki – wciąż za długi, mimo, że możliwości są

Choć liczba pacjentów z rakiem płuca objętych diagnostyką molekularną rośnie – w 2023 roku wykonano ponad 8500 testów, a w 2024 roku już ponad 10500 – realnie jedynie około 50% chorych z nowo rozpoznanym rakiem płuca ma dostęp do takiej diagnostyki, a jeszcze mniej do badań zaawansowanych.

W 2012 roku czas oczekiwania na włączenie do leczenia od momentu rozliczenia badania molekularnego wynosił 52 dni dla badań molekularnych i około 40 dni dla PD-L1. I nic się nie zmieniło. W 2024 roku czas oczekiwania na podanie leczenia to nadal ok. 42–43 dni – mówiła dr hab. Beata Jagielska, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii – PIB i przewodnicząca Krajowej Rady Onkologicznej. – Mamy system finansowania i bardzo dobrze przygotowane publiczne laboratoria, wyposażone w nowoczesną aparaturę do diagnostyki, a także system szkoleń. Nie ma więc uzasadnienia, dlaczego u mniej niż 50% pacjentów przeprowadzane są badania molekularne – dodała.

Organizacyjne bariery kosztują pacjentów życie

Prof. Renata Langfort, kierownik Zakładu Patomorfologii w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc, zwróciła uwagę, że problemem nie jest brak technologii, ale niewydolny system organizacyjny. – Zdarzają się sytuacje, gdy trafia do nas pacjent z diagnozą „rak niedrobnokomórkowy”. Z takim wynikiem, bez badań molekularnych i immunhistochemicznych, lekarz onkolog nic nie może zrobić – nie ma podstaw, aby zakwalifikować do żadnego nowoczesnego leczenia. Wówczas, pacjent musi wrócić do pierwotnego ośrodka, które wykonało biopsję, wypożyczyć bloczek, pojechać do ośrodka referencyjnego i tam mieć dopełnioną diagnostykę. To wszystko zajmuje co najmniej miesiąc. A mówimy o pacjentach, którzy są w 3. lub 4. stopniu zaawansowania.

– Diagnostyka molekularna dotyczy 70% pacjentów z NDRP w stadium zaawansowanym, kiedy nie mają szansy na żadne inne leczenie. Dodatkowo, dzięki temu, że mamy naprawdę dobry program lekowy, również u pacjentów we wczesnym stadium, którzy są potencjalnymi kandydatami do leczenia operacyjnego, jesteśmy zobowiązani wykonać badania biomarkerów, ponieważ ci pacjenci mają szansę na otrzymanie leczenia neoadjuwantowego, którego efekty są znakomite. – zaznaczyła prof. Langfort.

Ekspertka przypomniała również, że brak akredytacji wielu zakładów patomorfologii sprawia, iż część z nich nie wykonuje kosztownych badań immunohistochemicznych, w tym oceny ekspresji białka PD-L1. – Efekt jest taki, że pacjent dostaje niepełne wyniki i musi przechodzić dodatkowe etapy diagnostyki w innych ośrodkach, tracąc bezcenny czas.

Prof. Tadeusz Orłowski zwrócił uwagę, że kluczowym problemem pozostaje organizacja całego procesu diagnostycznego oraz na pilną potrzebę uruchomienie tzw. Lung Cancer Unitów. – W codziennej praktyce napotykamy na wiele błędów – tam, gdzie jest człowiek, tam niestety jest ryzyko, że system źle funkcjonuje. Dlatego też to system powinien być tak skonstruowany, żeby to szło jak po sznurku. Lung Cancer Unity są potrzebą tu i teraz. Organizacja jest kluczowa. Według opracowań ekspertów średni czas oczekiwania od tomografii do leczenia wynosi w woj. pomorskim 73 dni, a w mazowieckim 67 dni. Badania genetyczne pacjentów powinny być realizowane z automatu – bez zastanawiania się, czy pacjent wejdzie do takiego czy innego programu. Do tego potrzebny jest sprawny system – podkreślał.

Badania biomarkerów nadal zlecane są zbyt rzadko, późno albo wcale. Dr Andrzej Tysarowski, Kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Molekularnej Nowotworów NIO-PIB, stwierdził, że badania genetyczne są zlecane nieoptymalnie oraz zaapelował o wprowadzenie obligatoryjnego jednoczasowego skierowania na badania histopatologiczne i genetyczne – Badania genetyczne są zlecane w zbyt małej liczbie przypadków. Dlaczego tak jest? Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Pewnie wiąże się to z dostępnością do programów, do badań genetycznych w mniejszych ośrodkach. Często wykonuje się je zbyt późno albo wieloetapowo. Tymczasem, skierowania na badania histopatologiczne i genetyczne powinny być obligatoryjnie i wystawione jednoczasowo.

Zwrócono także uwagę na rolę koordynatorów w Krajowej Sieci Onkologicznej w edukowaniu pacjentów i onkologów do szerokiego korzystania z narzędzi biologii molekularnej. – Koordynatorzy mogą przypilnować, aby skierowania na badania genetyczne były wystawione jednoczasowo z histopatologicznymi. – dodał dr hab. Artur Kowalik, Kierownik Zakładu Diagnostyki Molekularnej Świętokrzyskiego Centrum Onkologii.

Eksperci wspólnie podkreślali, że tylko pełna diagnostyka uzasadnia ponoszenie wysokich kosztów nowoczesnego leczenia. Wczesne rozpoznanie i radykalne terapie (chirurgia, radioterapia) są znacznie tańsze i skuteczniejsze niż przewlekłe leczenie paliatywne w późnych stadiach. – Opóźnienie leczenia kosztuje więcej podatnika, nawet tysiąc razy więcej, niż koszt badania diagnostycznego. Koszt (kilka tysięcy złotych) jest niewielki w porównaniu do kosztów terapii. – podkreślił dr hab. Kowalik.

Certyfikacja laboratoriów, biopsja płynna i równy dostęp

Polski system nadal nie posiada sprawnego mechanizmu akredytacji zakładów patomorfologii ani certyfikacji laboratoriów wykonujących nowoczesne badania predykcyjne. W efekcie część ośrodków nie przeprowadza badań molekularnych zaawansowanych opartych na sekwencjonowaniu nowej generacji NGS oraz badań immunohistochemicznych (np. PD-L1), wydając niepełne rozpoznania i odsyłając do ośrodków referencyjnych pacjentów nie w pełni zdiagnozowanych – co generuje tygodnie opóźnień i często zaprzepaszcza szanse na wdrożenie skutecznego leczenia. Tymczasem te szanse to konkretne miesiące a nawet lata przeżycia dla wielu polskich pacjentów.

Duże ośrodki muszą co roku wykonywać tysiące konsultacji patomorfologicznych, ponieważ część napływających wyników jest suboptymalna lub niekonkluzywna. Brak oceny kluczowych wariantów patogennych zmusza do powtarzania badań, co wydłuża czas do rozpoczęcia leczenia. Sytuację pogłębiają różnice regionalne – podczas gdy woj. mazowieckie wykonuje najwięcej badań zaawansowanych (NGS), w innych regionach brakuje patomorfologów, certyfikowanych laboratoriów czy stałych zespołów MDT (zespoły wielodyscyplinarne), co ogranicza realny dostęp do nowoczesnych terapii.

Wyzwaniem w przypadku raku płuca jest także fakt, że u ponad 30% pacjentów z rakiem płuca materiał tkankowy z biopsji okazuje się niediagnostyczny lub niewystarczający do dalszych analiz. Dlatego eksperci apelują o refundację badań z płynnej biopsji (ctDNA) z osocza krwi.

Obecnie NFZ finansuje testy jednogenowe, złożone i tzw. małe panele NGS (badania zaawansowane). Kompleksowe profilowanie genomowe (CGP), które obejmuje analizę setek genów i sygnatur molekularnych (np. TMB, MSI), w Polsce nie jest finansowane jako wyodrębniona procedura, o co wnioskują od kilu lat towarzystwa naukowe. Tymczasem badania pokazują, że CGP pozwala u 10–20% pacjentów więcej wykryć zmiany niewidoczne w innych testach – co daje szansę na skuteczną terapię lub udział w badaniach klinicznych.

Warto przypomnieć, iż Prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji (AOTMiT) już w 2023 roku zarekomendował zakwalifikowanie świadczenia opieki zdrowotnej „Badanie kompleksowego profilowania genomowego metodą wysokoprzepustowego sekwencjonowania następnej generacji (NGS) w diagnostyce molekularnej pacjentów z nowotworami złośliwymi” jako świadczenia gwarantowanego z zakresu leczenia szpitalnego oraz ambulatoryjnej opieki specjalistycznej pod warunkiem doprecyzowania wskazań, w których badanie byłoby stosowane, wdrożenia wytycznych postępowania diagnostyczno-terapeutycznego z wykorzystaniem NGS oraz wdrożenia standardu organizacyjnego.

Zalecenia Misji Rak Płuca

W trakcie spotkania Polskiej Grupy Raka Płuca przedstawiono ujednoliconą ścieżkę diagnostyki molekularnej i oceny biomarkerów, opracowaną w ramach Misji Rak Płuca. Eksperci wskazali pięć kluczowych zmian niezbędnych dla poprawy sytuacji:

  1. Powszechny dostęp do badań molekularnych i immunohistochemicznych – zwłaszcza paneli NGS i oznaczania ekspresji białka PD-L1, z pełnym finansowaniem niezależnie od wyniku badania.
  2. Refundacja badań molekularnych metodą płynnej biopsji (ctDNA) u pacjentów z niedoborem materiału tkankowego.
  3. Wznowienie akredytacji zakładów patomorfologii i realizacja krajowej certyfikacji laboratoriów wykonujących badania predykcyjne.
  4. Wcześniejsze zlecanie badań molekularnych – już przez pulmonologów i torakochirurgów, co daje szanse na włączenie terapii okołooperacyjnej.
  5. Optymalizacja ścieżki diagnostycznej – w tym stosowanie jednoczasowych skierowań warunkowych na badania predykcyjne oraz standardowe wykonywanie badań molekularnych jednoczasowo zamiast sekwencyjnie, czyli standardowe wykorzystanie technologii NGS (procedury: badania genetyczne zaawansowane i kompleksowe).
W opracowanym Dokumencie eksperci wskazali rekomendowane ścieżki realizacji badań predykcyjnych u pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca (rak gruczołowy, wielkokomórkowy, NOS lub typu mieszanego o dominującym charakterze niepłaskonabłonkowym), zgodnie ze standardami światowymi z uwzględnieniem możliwości programu lekowego i świadczeń finansowanych przez NFZ, tak aby polscy pacjenci mieli równe szanse na skuteczne leczenie niezależnie od miejsca zamieszkania.

Apel ekspertów

Pomimo rosnącej dostępności nowoczesnego leczenia w programie lekowym raka płuca i międzybłoniaka opłucnej (program B.6 i B.144) oraz wielu nowych rejestracji i trwających badań klinicznych, diagnostyka predykcyjna w Polsce wciąż wykonywana jest zbyt rzadko a czas oczekiwania na wyniki powstaje zbyt długi.

Rak płuca jest największym beneficjentem diagnostyki molekularnej, a jednocześnie najlepszym przykładem niedomagań systemowych w Polsce. Eksperci ostrzegają, że każdy miesiąc zwłoki w diagnostyce oznacza nie tylko pogorszenie rokowania pacjentów, ale także wzrost kosztów leczenia – ponieważ terapie w zaawansowanych stadiach choroby są znacznie droższe i mniej skuteczne.

To, co stało się w ciągu ostatnich 10 lat, to ogromny postęp w leczeniu i w jego efektywności, głównie dzięki lekom ukierunkowanym molekularnie i immunoterapii. To są całkowicie nowe klasy leków. Ale aby z nich skorzystać, pacjent musi być odpowiednio zdiagnozowany – podsumował prof. Kowalski.

– Jeśli będziemy w stanie zoptymalizować i skrócić ścieżkę diagnostyczną oraz doprowadzić do właściwego leczenia, tak szybko jak to jest możliwe, na pewno polski pacjent będzie zaopiekowany na poziomie europejskim – spuentował prof. Rodryg Ramlau.

O Misji Rak Płuca 2024–2034 – strategiczny dokument dla dekady zmian

Misja Rak Płuca 2024–2034 to dokument kierunkowy opracowany przez Polską Grupę Raka Płuca wraz z gronem wybitnych ekspertów klinicznych, towarzystw naukowych oraz organizacji pacjenckich. Jest on szczególnym owocem wielostronnej współpracy i stanowi „mapę drogową” działań na najbliższą dekadę – zarówno w perspektywie krótko-, jak i długoterminowej.

Wśród strategicznych celów Misji wymieniono:
Misja kładzie nacisk na kompleksowe, interdyscyplinarne podejście w leczeniu raka płuca, z udziałem pulmunologa, onkologa, chirurga, radioterapeuty i patomorfologa oraz diagnosty genetycznego – co w warunkach SKUTECZNEJ realizacji wpisuje się w model opieki przyszłości.

Zapoznaj się z Zaleceniami

Większość pacjentów z rakiem płuca dowiaduje się o chorobie zbyt późno – kiedy pojawiają się objawy, guz jest już zaawansowany, a leczenie radykalne nie wchodzi w grę. Tymczasem dzięki prostemu badaniu – niskodawkowej tomografii komputerowej płuc – można wykryć zmiany nowotworowe we wczesnym stadium, gdy wciąż istnieje szansa na całkowite wyleczenie. Z okazji Światowego Dnia Raka Płuca, przypadającego 1 sierpnia, Polska Agencja Prasowa zorganizowała debatę ekspercką pt. „Droga do wyleczenia raka płuca – wyzwania i nadzieje”, podczas której specjaliści i pacjenci rozmawiali o profilaktyce, diagnostyce i nowoczesnym leczeniu tej choroby.
Program wczesnego wykrywania raka płuca to jeden z najważniejszych elementów strategii walki z tym nowotworem. Po zakończonym pilotażu, został przedłużony do końca 2025 roku i – jak zapowiedziała Aleksandra Wilk, dyrektorka Sekcji Raka Płuca, Fundacja „To Się Leczy” – oczekuje na decyzję o włączeniu do koszyka świadczeń gwarantowanych.

– „Z Ministerstwa Zdrowia poszło zlecenie do AOTMiT-u, aby wczesne wykrywanie raka płuca z użyciem niskodawkowej tomografii komputerowej zostało wpisane w program badań profilaktycznych” – poinformowała Wilk.

Program jest skierowany do osób w wieku 55–74 lat, które palą lub paliły papierosy (jeśli rzuciły nie później niż 15 lat temu), a także – w niektórych przypadkach – do osób młodszych z podwyższonym ryzykiem zawodowym lub genetycznym. Problem w tym, że niewielu pacjentów o nim wie. Nie wiedzą też często lekarze POZ.

– „Jest 26 ośrodków w Polsce, ponieważ bardzo mało osób o tym wie, zarówno i lekarze pierwszego kontaktu nie mają pojęcia w ogóle o tym programie, i społeczeństwo, że mogą się zgłaszać, mogą przekazywać swoim rodzinom, osobom, które palą, żeby sprawdziły, czy u nich jest wszystko w porządku” – mówiła Wilk.


Chcesz sprawdzić, czy kwalifikujesz się do programu i gdzie możesz wykonać badanie w swojej okolicy?
Odwiedź stronę Ministerstwa Zdrowia: gov.pl/web/zdrowie/program-badan-w-kierunku-wykrywania-raka-pluca

Tymczasem na raka płuca chorują również osoby, które nie mają żadnych typowych objawów. Kaszel? Często długo ignorowany lub leczony antybiotykami. Zmęczenie? Przypisywane pracy lub wiekowi. Właśnie tak wyglądały pierwsze symptomy u Piotra Zdunka, byłego reprezentanta Polski w hokeju na lodzie.

– „Nie miałem żadnych problemów ze zdrowiem. Normalnie funkcjonowałem” – opowiadał. – „To żona zwróciła uwagę, że mam dziwny kaszel, i zasugerowała, żebym poszedł na prześwietlenie płuc. (…) Zwodziłem ją – przecież nic mi nie jest, nic nie będzie. Ale gdy kaszel się nasilił, znowu nalegała. W końcu – dla świętego spokoju – powiedziałem: dobra, kochanie, chcesz, żebym poszedł, to pójdę, zrobię badania. Będę miał święty spokój.”

To właśnie „dla świętego spokoju” warto skorzystać z badania – zanim choroba się ujawni. Tym bardziej że dziś lekarz POZ może skierować pacjenta nie tylko na RTG klatki piersiowej, ale także na niskodawkową tomografię komputerową. Problem w tym, że wielu lekarzy wciąż nie korzysta z tej możliwości, a pacjenci błąkają się po systemie miesiącami.

– „To po prostu niestety jest dosyć częste. Ma szczęście ta osoba, która naprawdę trafi na odpowiedni ośrodek, ale jeżeli tego szczęścia nie ma, to ta diagnostyka wygląda właśnie tak, że jest przedłużona, a jeżeli trafia już do onkologa, do państwa, do klinicystów, to już jest to stadium zaawansowane” – relacjonowała Wilk.

Zaledwie 15–20% przypadków raka płuca rozpoznawanych jest we wczesnym stadium. – „Pozostała część, około 80%, to jest niestety już rozpoznanie w stanie zaawansowanym. (…) A zależy nam na tym, żeby można było zastosować leczenie radykalne w postaci operacji, a dla tych pacjentów, tak jak tutaj nasz gość, zastosować leczenie nadal radykalne z intencją wyleczenia, pomimo braku możliwości resekcji” – zaznaczyła Wilk.

Historia pana Piotra pokazuje, że nawet w sytuacjach trudnych można skutecznie walczyć z chorobą. Diagnoza: guz o średnicy 6 cm, nieoperacyjny. Zastosowano chemioterapię, a następnie radioterapię.

– „Pomógł mi naprawdę bardzo. Myślę, że dzięki niemu tutaj dzisiaj jestem i siedzę. Bo przy innym zastosowaniu mogłoby być zupełnie inaczej” – mówił o swoim leczeniu prowadzonym przez prof. Damiana Tworka.

– „Pan Piotr został początkowo zdyskwalifikowany z jednoczasowej radiochemioterapii. (…) Ale odpowiedź na chemioterapię miał znakomitą. Po dwóch cyklach guz praktycznie zniknął” – relacjonował dr hab. n. med. Damian Tworek, prof. UM, Klinika Pulmonologii Ogólnej i Onkologicznej, Uniwersytet Medyczny w Łodzi

Kluczowe było także włączenie immunoterapii durvalumabem w ramach programu ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL). – „To leczenie, które naprawdę poprawia wyniki leczenia. Utrwala to, co osiągamy radiochemioterapią” – podkreślił prof. Tworek.

Im wcześniej choroba zostanie wykryta, tym większa szansa, że pacjent będzie mógł skorzystać z nowoczesnych terapii. – „W raku drobnokomórkowym ta choroba jest bardziej agresywna, szybciej postępuje. (…) W raku niedrobnokomórkowym mamy większą grupę chorych, która ma szansę być leczona radykalnie” – mówiła dr n. med. Katarzyna Stencel, onkolog kliniczny, kierująca Oddziałem Klinicznym z Pododdziałem Dziennej Chemioterapii w Wielkopolskim Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii. – „Dzięki programowi wczesnego wykrywania na pewno tych chorych, których mamy szansę wyleczyć, będzie więcej”.

Jednak wciąż ogromną barierą jest dostępność i jakość diagnostyki molekularnej. W wielu ośrodkach materiał bywa niediagnostyczny, pacjenci muszą przechodzić kolejne biopsje. – „Mam teraz pacjenta z Dolnego Śląska, który ma już po raz trzeci pobierany materiał. (…) Obawiam się, że kiedy to rozpoznanie zostanie postawione, będziemy mieli po prostu już inne stadium zaawansowania” – mówiła Aleksandra Wilk.

Jak wyjaśnia dr hab. n. med. Andrzej Tysarowski, kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Molekularnej Nowotworów, NIO-PIB w Warszawie – „oba podejścia terapeutyczne – terapia celowana i immunoterapia – wymagają wcześniejszego, precyzyjnego rozpoznania – czyli wykonania odpowiednich badań genetycznych lub immunohistochemicznych”.

W przypadku terapii celowanej poszukuje się konkretnych mutacji, które stanowią cel dla leku. W immunoterapii zaś analizuje się m.in. ekspresję białka PD-L1, ale coraz częściej sięga się również po genetyczne markery odpowiedzi na leczenie, takie jak mutacje w genach STK11 czy KEAP1.

W teorii każdy pacjent z niedrobnokomórkowym rakiem płuca powinien mieć zleconą pełną diagnostykę molekularną i immunohistochemiczną. W praktyce jednak bywa z tym różnie. – „Często ograniczeniem jest czas. Jeśli nie uda się szybko uzyskać wyników, pacjent trafia do schematów opartych na chemioterapii. Również możliwości ośrodka odgrywają istotną rolę – nie wszystkie dysponują własnym zapleczem diagnostycznym i muszą korzystać z usług zewnętrznych, co znacznie wydłuża cały proces” – zaznacza dr hab. Tysarowski.

W małych szpitalach materiał do badań potrafi przez wiele dni krążyć między laboratoriami, a zdarza się, że zostaje zużyty lub utrwalony w sposób uniemożliwiający analizę genetyczną. Tymczasem czas jest tu kluczowy – zarówno dla kwalifikacji do leczenia, jak i jego rozpoczęcia.

Płynna biopsja, czyli analiza krążącego DNA nowotworowego z krwi, może być odpowiedzią na problemy z materiałem. – „Szczególnie u pacjentów z niedrobnokomórkowym, nieoperacyjnym rakiem płuca, kiedy materiału tkankowego brakuje lub jest niediagnostyczny, biopsja płynna daje szansę na pełną kwalifikację do leczenia. Bez tego badania wielu terapii nie można w ogóle rozważyć” – zaznacza dr hab. Tysarowski.

Obecnie objęte refundacją są panele wielogenowe wykonywane z klasycznego materiału – bloczków parafinowych – pobranych podczas tradycyjnej biopsji. Diagnostyka taka jest możliwa w trybie ambulatoryjnym, o ile lekarz podejmie decyzję o zmianie programu leczenia i zleci badanie z materiału archiwalnego. Ale jeśli bloczka nie ma lub nie zawiera odpowiedniej ilości komórek nowotworowych, pacjent traci szansę na dopasowaną terapię.

Eksperci zgodnie wskazują, że jednym z kluczowych kroków w dalszym rozwoju systemu diagnostyki onkologicznej powinno być włączenie płynnej biopsji do standardowych świadczeń finansowanych ze środków publicznych – szczególnie w raku płuca, gdzie zastosowanie tej technologii przynosi nie tylko korzyści kliniczne, ale również szansę na lepsze zarządzanie ścieżką terapeutyczną pacjenta.

O przyszłości terapii raka płuca zadecyduje zatem nie tylko medycyna, ale też organizacja systemu. Szybka, dostępna diagnostyka, finansowanie innowacyjnych metod i równość w dostępie do leczenia stają się dziś równie istotne, jak sama skuteczność leków. – „Znaczenie płynnej biopsji w raku płuca jest naprawdę ogromne i staje się standardem diagnostycznym w krajach Europy Zachodniej” – podsumował dr hab. Tysarowski.

Na ile Polska dogoni te standardy – zależy od decyzji politycznych i woli wdrażania rozwiązań, które już są w zasięgu ręki. Zmiana nie wydarzy się sama. Ale jak pokazuje historia Piotra Zdunka, może się wydarzyć – jeśli system i lekarze działają razem.

Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z debaty pt. „Droga do wyleczenia raka płuca – wyzwania i nadzieje”, zorganizowanej przez Polską Agencję Prasową 31 lipca 2025 r. o godz. 14:00.

Źródło: transmisja debaty PAP

Eksperci: potencjał mamy, teraz trzeba go wykorzystać
– 46 miesięcy leczenia w stadium rozsiewu raka płuca – to coś, co jeszcze dekadę temu było nie do pomyślenia. – mówił prof. Dariusz M. Kowalski podczas konferencji „Nowoczesna diagnostyka i innowacyjne terapie w raku płuca – gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy?”, zorganizowanej przez Fundację TO SIĘ LECZY. Choroba, która przez lata oznaczała niemal pewną śmierć, dziś u części pacjentów staje się schorzeniem przewlekłym. Ale warunek jest jeden – trzeba działać szybko i precyzyjnie. Eksperci zgodnie przyznali: jesteśmy na ostatniej prostej do wprowadzenia w Polsce sieci Lung Cancer Units, ale by przeskoczyć na wyższy poziom opieki, trzeba uporządkować diagnostykę i lepiej wykorzystać dostępne już dziś terapie
Leczenie raka płuca w Polsce jeszcze nigdy nie miało takiego potencjału jak obecnie. W programie lekowym B6 dostępnych jest już 13 różnych technologii, a od 1 lipca 2025 roku dołączą kolejne – m.in. terapie okołooperacyjne z wykorzystaniem pembrolizumabu oraz nowe schematy leczenia ozymertynibem. To krok w stronę leczenia radykalnego, z intencją trwałego wyleczenia, nie tylko spowolnienia choroby. Ale postęp ten nie będzie miał realnego znaczenia bez sprawnie działającej diagnostyki molekularnej, właściwej kwalifikacji chorych i dostępu do ośrodków, które oferują pełne spektrum leczenia.

–  W Polsce nadal około połowy chorych rozpoznaje się w stadium uogólnionym. U części z nich proces diagnostyczny trwał tak długo, że przestają być kandydatami do jakiegokolwiek leczenia przeciwnowotworowego – podkreślał prof. Maciej Krzakowski, krajowy konsultant w dziedzinie onkologii klinicznej. Zauważalne są jednak pozytywne zmiany. –  Zwiększa się w Polsce odsetek chorych kwalifikowanych do resekcji miąższu płucnego – średnio to już 21,5%. To efekt lepszej koordynacji diagnostyki i powstawania zalążków ośrodków kompetencji – dodał profesor.

Diagnostyka: wciąż zbyt wolna i nierówna

Nowoczesne leczenie zaczyna się od trafnej i szybkiej diagnozy. Niestety, w Polsce ścieżka diagnostyczna pacjenta z podejrzeniem raka płuca często jest zbyt długa, a przez to – nieskuteczna.

– Czas ma znaczenie – a my go tracimy – mówiła Aleksandra Wilk, dyrektorka Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY. – Pacjenci czekają tygodniami na badania obrazowe, a potem kolejne tygodnie na ich opis. Kiedy trafiają do specjalisty, trzeba zaczynać wszystko od nowa, bo tomografia sprzed 28 dni przestaje być aktualna. I tak tracimy miesiące, które mogłyby dać szansę na leczenie.

Dr Andrzej Tysarowski, kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Molekularnej Nowotworów w Narodowym Instytucie Onkologii, wskazywał, że największym problemem jest brak zintegrowanych systemów i odpowiednich ścieżek w mniejszych ośrodkach. – W dużych jednostkach wszystko jest pod jednym dachem – od kliniki po laboratorium genetyczne. Ale w mniejszych placówkach materiał potrafi „wędrować” między ośrodkami tygodniami. A chory nie ma tego czasu. – tłumaczył. – Proste rozwiązania, jak wystawienie jednoczasowego skierowania na badanie patomorfologiczne i genetyczne, pozwalają oszczędzić wiele dni. Dziś zbyt często zlecenie na badania genetyczne wystawiane jest dopiero po otrzymaniu rozpoznania – a wtedy czas już działa przeciwko nam.

Równie ważna jest jakość i zakres wykonywanych badań. Choć technologia NGS (sekwencjonowania nowej generacji) pozwala w jednej analizie wykryć szerokie spektrum zmian genetycznych, w wielu ośrodkach nadal stosuje się ograniczone testy jednogenowe. – To powoduje, że część pacjentów trafia do leczenia bez pełnej diagnostyki molekularnej. Tymczasem nowoczesna onkologia wymaga precyzji. Musimy wiedzieć, z jakim nowotworem mamy do czynienia i jakie ma cechy genetyczne, by dobrać skuteczną terapię – mówił dr Tysarowski. Dodatkowym problemem jest brak finansowania badań z tzw. płynnej biopsji, czyli analiz materiału pozyskiwanego z krwi. –To ogromna szansa dla pacjentów, u których nie starcza materiału lub jest on niediagnostyczny, a takich przypadków jest nawet 30%. – zaznaczył dr Tysarowski. Płynna biopsja to jednak nie tylko rozwiązanie „na start”, ale także narzędzie do monitorowania leczenia i identyfikacji nabytych mechanizmów oporności. –Nowoczesne terapie – np. inhibitory EGFR, ALK czy NTRK – w pewnym momencie przestają działać, bo pojawiają się mutacje opornościowe. Dzięki płynnej biopsji można je szybko wykryć i zmienić strategię leczenia zanim choroba wymknie się spod kontroli – tłumaczył.

Prof. Maciej Krzakowski podkreślał, że kluczowa jest organizacja: – W naszym ośrodku skierowania na wszystkie konieczne badania – patomorfologiczne, molekularne i PD-L1 – wystawiane są od razu. To powinien być standard we wszystkich placówkach, które chcą leczyć raka płuca zgodnie z aktualną wiedzą medyczną. Tymczasem w wielu szpitalach brakuje nie tylko integracji ścieżek, ale i możliwości finansowania badań. Oznaczenie PD-L1 – kluczowe dla kwalifikacji do immunoterapii – jest refundowane tylko w ośrodkach posiadających akredytację w ramach zakończonego pilotażu. Pozostałe muszą finansować badanie we własnym zakresie lub go nie wykonują, ograniczając dostęp do leczenia.

Nowoczesne terapie celowane – ogromny postęp i ogromne potrzeby

– 46 miesięcy leczenia w stadium rozsiewu raka płuca – to coś, co jeszcze dekadę temu było nie do pomyślenia – mówił prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca prezentując dane z badań nad lekami ukierunkowanymi molekularnie. –  W ostatnim czasie pojawiły się nowe implementacje do leczenia radykalnego, w tym ozymertynib, a więc przykład terapii dla bardzo małych populacji chorych, którzy jednak odnoszą z niej szczególne korzyści. Redukcja ryzyka nawrotu choroby sięga nawet 80–90%. Widzimy spektakularne efekty, ale jednocześnie zbyt wielu pacjentów nie może z nich skorzystać. To właśnie te niezaspokojone potrzeby są dziś największym wyzwaniem klinicznym.

W programie lekowym B.6 dostępnych jest obecnie kilkanaście nowoczesnych terapii celowanych. Obejmują one m.in. inhibitory kinazy tyrozynowej dla określonych mutacji – EGFR, ALK, ROS1, NTRK czy KRAS – a także terapie okołooperacyjne dla pacjentów po resekcji guza. Ale lista oczekiwań jest znacznie dłuższa. – Od ośmiu lat w Polsce nie mamy refundacji leczenia dla pacjentów z mutacją BRAF V600E. To zaledwie 2% chorych, ale ich czas odpowiedzi na leczenie liczony jest w latach – 30 miesięcy bez progresji w I linii, ponad 50% przeżyć 3-letnich. To musi robić wrażenie – zaznaczał prof. Kowalski, odnosząc się do wyników terapii skojarzonej enkorafenibem i binimetynibem, ocenianej m.in. w badaniu PHAROS.

Eksperci z niecierpliwością wyczekują też dostępu do świetnie znanego im już ozymertynibu we wcześniejszym stadium zaawansowania – Trzeba również powiedzieć o badaniu LAURA i leczeniu na które czekamy i które, mam nadzieję, będzie lada chwila dostępne. Ozymertynib można bowiem zastosować po radykalnym leczeniu. W tym przypadku należy zwrócić uwagę na 8-krotną różnicę czasu wolnego od progresji i 5-krotną różnicę w odsetku przeżyć 24-miesięcznych w porównaniu do metod stosowanych do tej pory. – podkreślił prof. Kowalski.

Szczególną nadzieję środowiska onkologów budzi amiwantamab – przeciwciało bispecyficzne, które wykazuje skuteczność w trzech sytuacjach klinicznych: u pacjentów z mutacjami w eksonie 20 genu EGFR, w terapii po progresji po ozymertynibie oraz w połączeniu z inhibitorem lazertynibem jako leczenie pierwszej linii. – Wskazania są różne, ale wspólny mianownik to realna poprawa przeżyć – i to statystycznie istotna. To nie kosmetyka. To możliwość uzyskania nawet 56% przeżyć 3-letnich – mówił profesor Kowalski.

Na liście leków, które powinny jak najszybciej trafić do refundacji, według ekspertów, są też terapie dla pacjentów z rearanżacjami RET (np. selperkatynib), mutacjami MET (kapmatynib, tepotynib) oraz zaburzeniami HER2 (trastuzumab derukstekan).

Już od dawna mamy opcję konsolidacji radiochemioterapii radykalnej u chorych na miejscowo zaawansowane nowotwory. Myślę, że w niedługim czasie będzie to dotyczyło również raka drobnokomórkowego. Mamy silne i wiarygodne dowody na to, że można poprawić indeks terapeutyczny dzięki immunoterapii konsolidującej – pod jednym warunkiem. Podstawą jest prawidłowe leczenie miejscoweprof. Maciej Krzakowski odniósł się do zastosowania durwalumabu w badania ADRIATIC, którego wyniki są bardzo obiecujące dla pacjentów z wczesnym rakiem drobnokomórkowym.

Czasem przeszkodą w dostępie nie jest brak decyzji refundacyjnej – a… brak wniosku refundacyjnego. –Mamy do czynienia z sytuacjami, gdy firmy nie składają wniosków, bo populacja jest zbyt mała, by to było opłacalne. Korzystają z możliwości RDTL – czyli ratunkowego dostępu do terapii lekowych – i nie idą dalej – mówił Mateusz Oczkowski z Z-ca Kierownika Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia.

To z kolei rodzi pytanie: ilu pacjentów faktycznie ma szansę na RDTL? I czy – gdy taka terapia pojawia się dopiero po wyczerpaniu standardowych opcji – pacjent nadal jest w stanie z niej skorzystać? –RDTL miał być pomostem, a często staje się ślepą uliczką. Potrzebujemy jego ucywilizowania – tak, aby stał się mechanizmem wyrównującym szanse, a nie selekcją dla najsilniejszych, najbardziej zorientowanych lub najlepiej umocowanych pacjentów – zaznaczył Oczkowski. – Czas najwyższy, by przekształcić go w system dostępny dla każdego, kto spełnia wskazania medyczne, a nie tylko dla tych, którzy mają szczęście doświadczyć dobrej woli lub organizacyjnej sprawności ośrodka.

Prof. Maciej Krzakowski dodał, że wiele zależy od samego świadczeniodawcy. –To lekarz powinien myśleć o RDTL już w momencie diagnozy – a nie wtedy, gdy pacjent nie ma już siły na kontynuację leczenia.

Immunoterapia zmienia reguły gry – ale pod jednym warunkiem
Immunoterapia już od kilku lat rewolucjonizuje leczenie niedrobnokomórkowego raka płuca, nie tylko w przypadkach zaawansowanych, ale także w leczeniu radykalnym. Dzięki nowym wskazaniom refundacyjnym, od lipca 2025 roku możliwe będzie również stosowanie immunoterapii w skojarzeniu z chemioterapią przed zabiegiem operacyjnym oraz jej kontynuacja po operacji, czyli w leczeniu okołooperacyjnym (kanapkowym). –To źródło kolejnej rewolucji – możemy dziś skutecznie walczyć o wyleczenie u coraz większej grupy pacjentów – mówiła prof. Ewa Kalinka, Kierownik Kliniki Onkologii, ICZMP w ŁodziAle warunkiem koniecznym jest bardzo dobra diagnostyka, obejmująca zarówno ekspresję PD-L1, jak i wyniki badań molekularnych. Nie możemy przegapić żadnej szansy, dlatego każde opóźnienie czy błąd w diagnostyce przekłada się na ryzyko utraty możliwości leczenia radykalnego.

Immunoterapia ma też swoje wyzwania organizacyjne – by móc ją zastosować zgodnie z zaleceniami, pacjent musi zostać zakwalifikowany odpowiednio wcześnie i mieć zapewniony dostęp do koordynowanego leczenia. Jak podkreślano w dyskusji, zbyt wielu pacjentów nadal trafia do torakochirurgii bez wcześniejszej kwalifikacji do leczenia okołooperacyjnego. LCU, czyli Lung Cancer Units, powinny pełnić funkcję planującą – to one powinny ustalać indywidualną ścieżkę leczenia każdego pacjenta, niezależnie od tego, gdzie ta ścieżka będzie realizowana – mówiła prof. Kalinka. – Nie chodzi tylko o możliwość operacji, ale o to, by nie przegapić terapii, które zwiększają szansę na przeżycie i trwałe wyleczenie.

Lung Cancer Units – ostatnia prosta systemowej zmiany

– To naprawdę ostatnia prosta. Choć – jak wiemy – w lekkoatletyce ostatnia prosta może mieć i 30, i 80 metrów – żartował prof. Maciej Krzakowski, odnosząc się do prac nad wdrożeniem w Polsce sieci Lung Cancer Units. Ale nie ukrywał powagi sytuacji – wszystko wskazuje na to, że po latach analiz, uzgodnień i rekomendacji, jesteśmy blisko uruchomienia nowego modelu kompleksowej opieki nad pacjentami z rakiem płuca.

W czerwcu w Ministerstwie Zdrowia odbyło się spotkanie czterech konsultantów krajowych z przedstawicielami Departamentu Lecznictwa. Uzgodniono zmiany formalne w wymaganiach dla LCU – doprecyzowano warianty strukturalne, uwzględniono możliwość realizowania badań przesiewowych we współpracy konsorcyjnej, dodano okres przejściowy na osiągnięcie wymaganych wskaźników. –Zaprojektowano realny system, w którym liczy się nie tylko struktura, ale faktyczna jakość opieki – podkreślał prof. Krzakowski. Założenie jest jasne: LCU to nie tylko miejsce leczenia, ale ośrodek kompetencyjny, który planuje i koordynuje cały proces diagnostyczno-terapeutyczny. – Chodzi o to, by pacjent miał zapewnioną całość postępowania – od szybkiej diagnostyki, przez odpowiednio zaplanowaną terapię, aż po rehabilitację i wsparcie dietetyczne – mówił konsultant krajowy.

Koordynacja jest tu słowem kluczem. – Koordynator to nie „miły pomocnik lekarza”, ale kluczowa postać systemu, która powinna mieć jasno zdefiniowane kompetencje i realny wpływ na przebieg ścieżki pacjenta – apelowała Aleksandra Wilk.To osoby, które łączą świat medycyny i administracji, a bez nich nawet najlepsze rozwiązania organizacyjne nie będą działać.

Równie istotne jest zapewnienie równego dostępu do nowoczesnej diagnostyki, szczególnie molekularnej. –LCU powinny oferować badania NGS i diagnostykę z płynnej biopsji – nie tylko teoretycznie, ale faktycznie. Jeśli nie ma materiału tkankowego, to właśnie te techniki pozwalają wykryć mutacje i dobrać skuteczne leczenie – mówił dr Andrzej Tysarowski.

Czy system jest gotowy na start? Zdaniem prof. Krzakowskiego – tak. W Polsce działają 22 ośrodki torakochirurgii spełniające kryteria, 38 ośrodków pulmonologii i ponad 25 onkologicznych – to wystarczająca baza, pod warunkiem zawarcia konsorcyjnych porozumień i spełnienia wymogów operacyjnych. –Musimy skończyć z chałupnictwem, bo w raku płuca nie ma czasu na improwizację – podsumował prof. Krzakowski. –Struktury są, wiedza jest, leki są – teraz czas, by zbudować system, który to wszystko połączy.


Relacja wideo z konferencji „
Nowoczesna diagnostyka i innowacyjne terapie w raku płuca – gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy?”: https://www.youtube.com/watch?v=5t2HuLYS0Hg

Źródło: Fundacja To Się Leczy