Medicalpress

Dostępne terapie biologiczne poprawiają funkcjonowanie osób z astmą ciężką. Mimo refundacji z takiego leczenia korzysta obecnie ok. 6 tys. pacjentów, podczas gdy według szacunków terapia może być potrzebna 35 tys. osób. Na dostęp do biologicznego leczenia czekają też pacjenci z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. W Unii Europejskiej zarejestrowano już dwa leki dla wybranych grup chorych, ale w Polsce nie są one dostępne w leczeniu POChP.

– W Polsce ponad połowa chorych na astmę i połowa chorych na POChP jeszcze nie ma rozpoznania choroby. Podstawą rozpoznania choroby obturacyjnej jest wykonanie spirometrii, czyli ujawnienie obturacji, zwężenia oskrzeli. W astmie jest ona spowodowana stanem zapalnym, który kurczy oskrzela, wywołuje obrzęk błony śluzowej i nadmiar gęstej, lepkiej wydzieliny. W przypadku POChP są te same objawy, a dodatkowo dochodzi do degradacji obwodowego miąższu płucnego, co powoduje, że powietrze z trudem wylatuje z układu oddechowego – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki z Polskiej Federacji Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP, z Kliniki Chorób Wewnętrznych Infekcyjnych i Alergologii Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego.

Według szacunków przedstawianych przez Polską Federację Stowarzyszeń Chorych na Astmę, Alergię i POChP objawy astmy ma w Polsce ponad 4 mln osób, jednak rozpoznanie ma ok. 2 mln. Liczbę chorych na przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP) szacuje się na ok. 2 mln, podczas gdy w systemie ochrony zdrowia zarejestrowanych jest ok. 1,3 mln pacjentów z tym rozpoznaniem. Oznacza to, że ponad 700 tys. osób może nie wiedzieć o swojej chorobie.

W ramach Polskiego Dnia Spirometrii w środę 30 września w 10 oddziałach wojewódzkich NFZ wykonywane są bezpłatne badania spirometryczne.

– Każdy, kto ma przewlekły kaszel, trwający ponad osiem tygodni, kto zgłasza uczucie duszności, czyli subiektywne uczucie braku powietrza, powinien wykonać badanie spirometryczne. To niezmiernie ważne, żeby rozpoznać astmę – chorobę, która w Polsce zabija około kilkuset pacjentów rocznie. Jeszcze ważniejsze jest wykonanie spirometrii u osoby, która pali tytoń, żyje w zanieczyszczonej atmosferze i kaszle. Nieleczona, nierozpoznana POChP skraca życie o 10–15 lat – podkreśla dr hab. n. med. Piotr Dąbrowiecki.

Astma ciężka dotyczy 5–10 proc. chorych na astmę. U tych pacjentów objawy i zaostrzenia mogą występować mimo stosowania wysokich dawek leków wziewnych. Dla tej grupy dostępne jest leczenie biologiczne w ramach programu lekowego B.44. Obecnie obejmuje on pięć substancji czynnych o różnych mechanizmach działania.

– Leczenie biologiczne jest dostępne w Polsce od 2012 roku, a w praktyce pierwszy pacjent był włączony w 2013 roku, więc czas leczenia jest już dosyć długi i mamy spore własne doświadczenia dotyczące tych terapii – mówi dr hab. n. med. Aleksandra Kucharczyk, specjalistka chorób wewnętrznych i alergologii z Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego. – To zmieniło świat naszych pacjentów. Spowodowało, że w tej chwili rzadko si ęzdarza, że spotykamy pacjenta z astmą, który nie może wyjeżdżać, pracować czy chodzić do szkoły, kogoś, kto w dalszym ciągu ma tego rodzaju ograniczenia.

Mimo refundacji leczenie biologiczne nadal nie trafia do wszystkich pacjentów z astmą ciężką, którzy mogą spełniać kryteria. Eksperci wskazują m.in. na potrzebę wcześniejszego kierowania chorych do ośrodków zajmujących się leczeniem astmy ciężkiej.

– Realna dostępność do terapii w dalszym ciągu nie jest wystarczająca. Liczba pacjentów sięgająca 6 tys. nie jest tym, na co liczymy, bo szacuje się, że mniej więcej 35 tys. to jest liczba, którą powinniśmy osiągnąć, jeżeli chodzi o leczenie wszystkich pacjentów chorujących na astmę ciężką – ocenia dr hab. n. med. Aleksandra Kucharczyk.

Od 1 października br., zgodnie z decyzją resortu zdrowia, do programu B.44 zostanie wprowadzonych kilka zmian. Jedną z najważniejszych jest obniżenie w kryteriach programu progów eozynofilii wymaganych przy kwalifikacji do terapii. Zmiany obejmują też obniżenie wieku kwalifikacji oraz możliwości zmiany terapii biologicznej dla leków stosowanych w programie.

Jak podkreśla dr hab. Aleksandra Kucharczyk, lekarze i pacjenci liczą także na możliwość włączenia terapii ultradługodziałającej (depemokimabu).

– To, co jest na bliskim horyzoncie, to terapia ultradługodziałająca, czyli taka, którą podaje się pacjentowi zaledwie dwa razy w roku, raz na sześć miesięcy. Ta terapia, podobnie jak leki, które już w tej chwili mamy dostępne, jest ukierunkowana na interleukinę 5. Tę ścieżkę mamy już wypracowaną, wiemy, że leki działające w tym mechanizmie są bardzo bezpieczne i skuteczne, a absolutną innowacją jest długi czas działania – wyjaśnia specjalistka WIM-PIB.

Jak podkreślają eksperci, w leczeniu POChP jesteśmy o krok wcześniej. Standardem są leki wziewne, ale u części chorych mimo leczenia nadal dochodzi do zaostrzeń. Dla wybranej grupy takich pacjentów zarejestrowano w UE dwa leki biologiczne (dupilumab i mepolizumab), które są stosowane jako uzupełnienie dotychczasowego leczenia.  

– Terapia biologiczna w POChP to krok milowy w leczeniu. To leczenie skierowane do pacjentów, którzy mają zaawansowaną postać choroby, częste zaostrzenia i którzy mają już stosowaną terapię trójlekową lub leki rozszerzające oskrzela, kiedy stosowanie steroidu nie jest wskazane. To także pacjenci, którzy mają liczbę eozynofilów powyżej 300 – mówi dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc.

Badania kliniczne wykazały, że u odpowiednio dobranej grupy pacjentów leczenie biologiczne może ograniczyć liczbę zaostrzeń w POChP o 20–30 proc. Lekarze zwracają uwagę, że każde zaostrzenie pogarsza rokowanie pacjenta, zwiększa ryzyko hospitalizacji i przyspiesza pogarszanie się funkcji płuc.

– Jeżeli pacjent ma fenotyp zaostrzeniowy, to zastosowanie terapii biologicznej zmniejsza liczbę zaostrzeń o 1/3. Ponieważ zaostrzenia są pierwszą przyczyną zgonów u chorych na POChP, to można powiedzieć, że niewłączenie terapii biologicznej u chorego z fenotypem zaostrzeniowym i fenotypem eozynofilowym jest błędem w sztuce – wskazuje dr Piotr Dąbrowiecki.

Dopuszczenie terapii do stosowania w UE nie oznacza automatycznie ich refundacji w Polsce.

– Terapie biologiczne są rzeczywiście zarejestrowane, ale czekamy na refundację i przygotowania programu lekowego. Wierzę, że Rok POChP, inicjatywa, która podkreśla ważność tej choroby, będzie okresem kulminacyjnym dla pacjentów z POChP, który da im nowoczesne leczenie – podkreśla dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska.

POChP jest trzecią najczęstszą przyczyną zgonów na świecie. Według WHO w 2023 roku odpowiadała za 3,4 mln zgonów, czyli ok. 6 proc. wszystkich zgonów.

POChP to przewlekła choroba płuc, w której dochodzi do utrwalonego ograniczenia przepływu powietrza przez drogi oddechowe. Najczęściej wiąże się z wieloletnią ekspozycją na dym tytoniowy, ale do jej rozwoju przyczyniają się również m.in. zanieczyszczenie powietrza i narażenie zawodowe. Choroba rozwija się przez lata, a do jej najczęstszych objawów należą duszność czy przewlekły kaszel.

Według danych przywoływanych przez Polskie Towarzystwo Chorób Płuc POChP dotyczy w Polsce ok. 2 mln osób, a ponad 35 proc. chorych nie ma postawionej diagnozy. Według najnowszych danych WHO POChP jest trzecią najczęstszą przyczyną zgonów na świecie. W 2023 roku odpowiadała za 3,4 mln zgonów, czyli ok. 6 proc. wszystkich zgonów.

– Mamy bardzo późną diagnostykę. Osoby bardzo późno zgłaszają się do lekarza, a jeśli się zgłaszają, to sama diagnostyka trwa od roku od momentu pojawienia się objawów, a czasami nawet od czterech do 14 lat. Takich respondentów również mieliśmy. To jest wielki problem, ponieważ im wcześniej wykryjemy POChP, zaczniemy je leczyć, kontrolować oraz wykluczymy czynniki ryzyka, tym większa szansa, żeby zahamować rozwój choroby na wcześniejszym etapie, dłużej zachować sprawność i lepszą jakość życia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Marek Kustosz, prezes Fundacji „To Się Leczy”.

Fundacja zapytała pacjentów z POChP o ich doświadczenia związane z diagnostyką, leczeniem i codziennym funkcjonowaniem z chorobą. Niemal 60 proc. respondentów czekało na rozpoznanie ponad rok, a u co trzeciego diagnoza trwała od czterech do 14 lat lub dłużej. Eksperci wskazują, że spirometria, czyli proste badanie trwające kilka minut w gabinecie lekarza, pozwala odpowiednio wcześnie wykryć chorobę u osób z objawami oraz czynnikami ryzyka. Potrzebna jest do tego większa świadomość zarówno pacjentów, jak i personelu medycznego.

79 proc. ankietowanych wskazało duszność jako największy problem związany z chorobą, a 65 proc. nie było zadowolonych z efektów leczenia. Lekarze wskazują, że największym zagrożeniem są zaostrzenia, które mogą przyspieszać pogarszanie funkcji płuc i prowadzić do hospitalizacji. Z ankiety wynika, że w ciągu ostatniego roku 80 proc. badanych doświadczyło co najmniej jednego zaostrzenia POChP, a 43 proc. – co najmniej dwóch. Tylko 38 proc. deklarowało, że dokładnie wie, czym jest zaostrzenie i jak je rozpoznać.

– Pacjenci nie mają stałego kontaktu z personelem medycznym, lekarzem czy pielęgniarką. Jeśli coś się dzieje, czują się gorzej lub pojawiają się zaostrzenia, są pozostawieni sami sobie. Wielu z nich czeka tak długo, jak jest w stanie wytrzymać, i dopiero gdy jest już bardzo ciężko, zgłasza się do szpitala. To nie powinno tak wyglądać. Pacjent powinien być w kontakcie z opieką medyczną, żeby nie dopuszczać do zaostrzeń, a jeśli się pojawią, powinien wiedzieć, co w tej sytuacji zrobić – wskazuje Marek Kustosz.

Co trzeci badany wskazywał lęk, stres lub obniżony nastrój jako jeden z najważniejszych problemów związanych z chorobą.

– Pacjent czuje się zagrożony swoim stanem zdrowia, często jest poza pracą, w domu, bez kontaktów społecznych. Sylwetka takiego pacjenta, która ukazała się w naszym raporcie, to często osoba chora, samotna i bez pomocy. To chyba najmocniejszy obraz, który z niego wybrzmiewa – wskazuje prezes Fundacji „To Się Leczy”.

Zgodnie z danymi przytaczanymi przez Polską Koalicję Zdrowe Płuca koszty społeczne POChP w Polsce szacuje się na ok. 16 mld zł rocznie, prawie trzy razy więcej niż w przypadku astmy (5,7 mld zł). Nowoczesne terapie, w tym leki biologiczne, dla najcięższych przypadków oznaczają mniej zaostrzeń i hospitalizacji.

– Leki biologiczne to zupełnie nowa era: przechodzimy od leczenia typowo objawowego kortykosteroidami do leczenia, które jest nakierowane na konkretne mechanizmy chorób zapalnych – mówi Hubert Godziątkowski ze Stowarzyszenia Pacjentów z Chorobami Cywilizacyjnymi. – W Polsce jesteśmy w stanie nadążyć za wdrażaniem nowych terapii. Mamy już doświadczenia z lekami biologicznymi w takich terapiach jak astma oskrzelowa, atopowe zapalenie skóry czy polipy nosa – tam funkcjonują programy lekowe i leki są dostępne dla pacjentów. Niestety pacjenci z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc na razie nie mają dostępu do żadnej nowoczesnej terapii lekami biologicznymi.

– Z niezrozumiałych dla mnie względów, pomimo że leczenie już jest w rekomendacjach, ma dowody naukowe, pomimo coraz większej liczby leków, które znajdują potwierdzenie skuteczności, jak dotąd nie mamy programów lekowych. To jest duże wyzwanie, ponieważ stan budżetu nie może decydować o tym, że chorzy na chorobę A dostali leczenie biologiczne, a na chorobę B nie, choć jest równie skuteczne – mówi prof. dr hab. n. med. Tadeusz Zielonka, członek zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc.

Z dwóch badań III fazy – BOREAS i NOTUS – obejmujących łącznie ponad 1,8 tys. pacjentów i opublikowanych w „New England Journal of Medicine” – wynika, że po leczeniu biologicznym zmniejszyła się częstość zaostrzeń umiarkowanych i ciężkich, poprawiły się funkcje płuc i zmniejszyło nasilenie duszności. To o tyle istotne, że badania obejmowały pacjentów, u których standardowe leczenie nie przyniosło rezultatów w postaci opanowania choroby.

W Polsce złożono wniosek o refundację leku w ramach programu „Leczenie chorych z przewlekłą obturacyjną chorobą płuc. Choć ocena skuteczności klinicznej była pozytywna, prezes AOTMiT w maju br. wydał negatywną rekomendację w sprawie jego finansowania ze środków publicznych.

– To leczenie nie jest dla wszystkich chorych. Są pewne immunologiczne wymogi, musi być odpowiedni typ zapalenia i odpowiednia ciężkość choroby. Dla chorych, którzy spełniają te kryteria, leki te będą pomocne. Powinniśmy znaleźć możliwość dla tej wybranej grupy, której to leczenie przyniesie pomoc – mówi prof. Tadeusz Zielonka.

POChP nie jest chorobą jednorodną. U części chorych występuje zapalenie typu 2, którego jednym z markerów jest podwyższony poziom eozynofilów we krwi. To właśnie u wybranej grupy pacjentów z takim profilem choroby i nawracającymi zaostrzeniami badane i stosowane są terapie biologiczne. Ich mechanizm polega na blokowaniu wspólnego receptora dla interleukiny-4 i interleukiny-13, które są kluczowymi mediatorami zapalenia typu 2.

Eksperci zaznaczają, że leczenie biologiczne może oznaczać dużą zmianę w podejściu do POChP, które dotąd było leczone dość jednolicie bez względu na to, jaki mechanizm stał za chorobą u konkretnego pacjenta. Teraz będzie można traktować to jako grupę chorób o różnych mechanizmach, które wymagają też różnych terapii.

Źródło: Newseria

Co się dzieje, gdy jeden pozornie nieistotny dźwięk zaczyna przerywać filmową rzeczywistość? Wojtek Smarzowski po raz pierwszy wykorzystuje swój charakterystyczny język filmowy, aby opowiedzieć historię o zdrowiu i chorobie. W efekcie powstał nieoczywisty spot społeczny kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”, przypominający, że przewlekły kaszel może być pierwszym sygnałem chorób prowadzących do nieodwracalnego włóknienia płuc. Nie jest to jednak kolejny edukacyjny przekaz – to krótkometrażowy projekt społeczny, który zostaje z widzem długo po jego obejrzeniu. Przesłanie całej produkcji zamyka się w mocnym haśle, które stawia odbiorcę przed prostym wezwaniem do działania: „Nie pozwól, by kaszel Ci przerywał… życie”. Dlatego, we wrześniu, miesiącu świadomości chorób włóknieniowych płuc apelujemy o przełamanie wymówek i strachu, które na co dzień powstrzymują przed wizytą u specjalisty.

Z pozoru błahy i powszechny kaszel w Polsce traktowany jest jako coś, co po prostu „trzeba przeczekać”. Jednak, przewlekły kaszel może być sygnałem poważnych schorzeń, w tym chorób śródmiąższowych płuc (ILD) – grupy ponad 200 chorób z których część może prowadzić do włóknienia tkanki płucnej. Jedną z ich postaci jest idiopatyczne włóknienie płuc (IPF), choroba o poważnym rokowaniu – często porównywanym do raka płuca. Choroby te przez długi czas mogą rozwijać się niemal niezauważenie, a ich objawy – kaszel, duszność, zmęczenie czy gorsza tolerancja wysiłku – są często mylone z infekcją, alergią, konsekwencjami wieloletniego palenia czy naturalnym procesem starzenia. Szacuje się, że w Polsce z chorobami śródmiąższowymi płuc żyje obecnie blisko 27 tysięcy osób[1]. Jednak wielu pacjentów trafi do specjalisty zbyt późno lub nigdy nie pozna prawidłowej diagnozy. Świadomość społeczna pozostaje bowiem stale niska – mimo, że 85% przebadanych Polaków[2] uważa, że długo utrzymującego się kaszlu nie powinno się lekceważyć, to prawie 73% deklaruje, że w pierwszej kolejności próbuje domowych sposobów leczenia, a ponad połowa (57%) zgłosiłaby się do lekarza dopiero wtedy, gdy kaszel zacząłby znacząco utrudniać codzienne życie. O chorobach śródmiąższowych płuc słyszał jedynie co czwarty respondent (25%), a prawie 80% badanych deklaruje, że nigdy nie słyszało o idiopatycznym włóknieniu płuc (IPF). Co szczególnie niepokojące, tylko 30% respondentów wskazało choroby śródmiąższowe płuc jako możliwą przyczynę przewlekłego kaszlu. Nawet wśród osób deklarujących znajomość ILD wiedza o objawach pozostaje ograniczona – jedynie około 40% potrafiło wskazać typowe symptomy tych chorób, a 26% nie umiało wymienić żadnego objawu.

Eksperci natomiast podkreślają, że kaszel utrzymujący się ponad 8 tygodni wymaga diagnostyki. W przypadku chorób śródmiąższowych czas ma kluczowe znaczenie – im wcześniej zostanie postawiona diagnoza, tym większa szansa na spowolnienie postępu choroby i zachowanie sprawności oddechowej. Dlatego krótkometrażowy projekt społeczny, realizowany w ramach kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”, ma budować społeczną czujność i zachęcać do wcześniejszej diagnostyki. 

– Przewlekły kaszel jest przez wielu Polaków bagatelizowany i „oswajany”. Często uznawany jako normalny objaw palenia tytoniu (tzw. kaszel palacza), który usypia czujność osoby palącej zamiast być sygnałem alarmowym. W praktyce pulmonologicznej nadal obserwujemy pacjentów, którzy trafiają do nas zbyt późno, kiedy proces włóknienia płuc jest już mocno zaawansowany. Tymczasem wczesna diagnostyka daje szansę na wdrożenie leczenia spowalniającego rozwój choroby i poprawiającej jakość życia – mówi dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc, Przewodnicząca „Polskiej Koalicji Zdrowe Płuca”. Wielkie nadzieje pokładam we wprowadzanym programie screeningu raka płuca, wykorzystującym niskodawkową tomografię komputerową (NDTK), za pomocą której można wykryć wczesne zmiany sugerujące choroby śródmiąższowe płuc. Wejście do programu daje szansę na skrócenie ścieżki pacjenta w dotarciu do optymalnej opieki w ośrodku referencyjnym – dodaje dr. n. med. Czajkowska-Malinowska.

– Włóknienie płuc wpływa na każdy aspekt życia pacjenta – od codziennego funkcjonowania po możliwość wykonywania najprostszych czynności. Wielu chorych przez długi czas słyszy od otoczenia, że „to tylko kaszel”. Dlatego tak ważne jest budowanie społecznej czujności i docieranie z tym przekazem także poza tradycyjne kanały edukacji zdrowotnej. Dzięki zaangażowaniu twórców filmowych i partnerów kampanii możemy mówić o tym problemie w sposób, który ma szansę zostać zauważony i zapamiętany – podkreśla Agnieszka Pilewska-Ślączko, Prezes Polskiego Towarzystwa Wspierania Chorych na Włóknienie Płuc.

Środowisko klinicystów i pacjentów jednoznacznie podkreśla, że kaszel trwający powyżej 8 tygodni przestaje być incydentem, a staje się wyraźnym sygnałem ostrzegawczym organizmu. Każdy taki przypadek wymaga diagnostyki, obejmującej m.in. badanie lekarskie, RTG klatki piersiowej i ocenę czynności płuc. W przypadku chorób śródmiąższowych czas jest kluczowy – im szybciej postawiona zostanie diagnoza, tym większa szansa na wdrożenie leczenia, które może spowolnić postęp choroby i pomóc dłużej zachować sprawność oddechową. Po więcej informacji warto wejść na www.plucapolski.pl.

Smarzowski i aktorska czołówka

Po raz pierwszy w swojej karierze Wojtek Smarzowski wykorzystuje język kina do opowiedzenia historii dotyczącej zdrowia publicznego. Reżyser, znany z bezkompromisowego podejmowania trudnych tematów społecznych, tym razem kieruje uwagę widzów na problem, który dotyczy tysięcy Polaków, ale wciąż pozostaje niemal niewidoczny. To nie jest klasyczna kampania zdrowotna, ale krótkometrażowa filmowa opowieść, która budzi niepokój, wytrąca z komfortu i zmusza do refleksji nad własnym zdrowiem. W wykreowanym przez reżysera świecie pozornie nieistotny kaszel staje się głównym bohaterem – dźwiękiem, który przerywa pracę filmowej ekipy, rozbija narrację i ostatecznie staje się metaforą objawu, który potrafi brutalnie przerwać… życie.

– Zrobiłem ten spot na zdrowie dla wszystkich. Dlatego zobaczcie, a potem, jak potrzeba idziecie się badać! – mówi Wojtek Smarzowski, reżyser i autor scenariusza spotu.

Dzięki zaangażowaniu uznanych aktorów oraz charakterystycznemu stylowi reżyserskiemu, kampania przełamuje schematy komunikacji zdrowotnej. Zamiast chłodnych wykresów czy porad medycznych, twórcy dostarczają widzowi prawdziwe filmowe emocje, które nie pozwalają przejść obok tematu obojętnie. Obecność Katarzyny Herman, Eryka Lubosa, Mirosława Kropielnickiego, Piotra Witkowskiego, a także Natalii Stachyry oraz Mikołaja Matczaka gwarantuje, że krótkometrażowy projekt społeczny nie zostanie odebrany jako kolejna „tradycyjna kampania profilaktyczna” ale jako angażujący emocjonalnie przekaz zmuszający widza do konfrontacji z problemem, o którym na co dzień woli nie myśleć.

– Ten spot przypomniał mi, jak często racjonalizujemy różne objawy: zmęczenie, zadyszkę, kaszel. A to ważne sygnały wysyłane przez nasze ciało – zwłaszcza w wieku późnej dorosłości. Dlatego tak ważne jest, żeby nie odkładać zdrowia na później i pójść do lekarza po diagnozę – mówi Mirosław Kropielnicki.

 – W spocie gram dźwiękowca, który swoim kaszlem przerywa pracę całej ekipy. Na planie filmowym każdy taki dźwięk od razu słychać, natomiast w życiu często uczymy się go po prostu ignorować. Mówimy „tak już mam”. Tylko, że czasem warto posłuchać dźwięków naszego ciała i sprawdzić, co się za nimi kryje – dodaje Mikołaj Matczak.

Spot będzie emitowany między innymi podczas 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni oraz w Gdyńskim Centrum Filmowym imienia Leszka Kopcia.

LINK DO SPOTU: https://www.youtube.com/watch?v=uaRmF9UVwhY

O kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”

Kampania „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia” od 2016 roku prowadzi działania edukacyjne dotyczące chorób płuc oraz znaczenia ich wczesnej diagnostyki. Tegoroczna odsłona kampanii realizowana jest pod hasłem „Nie pozwól, by kaszel Ci przerywał… życie”. Nie bez znaczenia pozostaje też czas – wrzesień jest bowiem miesiącem świadomości chorób włóknieniowych płuc. Wykorzystując siłę emocji i język kina, kampania zwraca uwagę na objawy, które zbyt często są ignorowane. Krótkometrażowy projekt społeczny będący jej częścią pokazuje, że sztuka może nie tylko poruszać, ale również budować społeczną czujność i skłaniać do wcześniejszej diagnostyki. 

Wartość edukacyjna tegorocznej inicjatywy sprawiła, że w realizację i promocję materiału zaangażowały się kluczowe podmioty patronujące całej kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia” – Polskie Towarzystwo Chorób Płuc, Polskie Towarzystwo Wspierania Chorych na Włóknienie Płuc, Fundacja Rheuma Active oraz Fundacja Agaty Młynarskiej „Zdrowie bez tabu”. Do grona partnerów krótkometrażowego projektu społecznego dołączyli: Polskie Towarzystwo Medycyny Rodzinnej, Polskie Towarzystwo Reumatologiczne, Agencja ZA, Dom Pogrzebowy „Służew”, a także agencja first aid communication team. Projekt jest realizowany przy wsparciu firmy Boehringer Ingelheim.

Źródło: inf pras

W Polsce żyje ponad 2 mln osób z astmą.1 Światowa Organizacja Zdrowia szacuje, że od 5 do 10 proc. osób borykających się z tą chorobą cierpi na astmę ciężką.2 Eksperci wskazują, że w Polsce może się z nią zmagać 50-100 tys. osób.3

Astma to jedna z najczęstszych chorób przewlekłych układu oddechowego.4 Gdy przechodzi w postać ciężką, jakość życia chorych istotnie się pogarsza5. Na tę trudną do kontrolowania postać najczęściej chorują kobiety, zwłaszcza po okresie dojrzewania i w wieku dorosłym.6

Pacjenci z astmą ciężką żyją w ciągłym strachu, poczuciu wstydu, ograniczenia i wykluczenia; obawiają się samodzielnych wyjść na spacer czy zakupy; żyją w lęku, że choroba zaatakuje ich wtedy, gdy będą sami i nikt nie będzie mógł im pomóc.7 Odczuwają zarówno zmęczenie fizyczne, jak i psychiczne, a choroba zmusza ich do wprowadzania zmian w codziennym funkcjonowaniu – inaczej niż przed jej wystąpieniem spędzają wolny czas, ograniczają kontakty towarzyskie, a z powodu uporczywego kaszlu rezygnują z wyjścia do kina czy teatru.8 Część pacjentów jest także zmuszona do zmian w życiu zawodowym – jedni, wykonujący pracę wymagającą wysiłku fizycznego, rezygnują z niej, inni pracują w mniejszym wymiarze godzin, a jeszcze inni przechodzą na własną działalność.9

Zgodnie z definicją, astma ciężka to astma, która pozostaje niekontrolowana pomimo zoptymalizowanego leczenia o maksymalnej intensywności oraz opanowywania czynników współistniejących mogących zaostrzać chorobę, lub astma nasilająca się po zmniejszaniu dużych dawek leków.10

Pacjenci z astmą ciężką nie odpowiadają na standardowe leczenie, takie jak kortykosteroidy.11 Mają bardziej nasilone i uporczywe objawy, takie jak duszność czy ból w klatce piersiowej, niż osoby z innymi postaciami astmy, a także większe ryzyko wystąpienia chorób współistniejących, m.in. otyłości, bezdechu sennego czy zaburzeń lękowo-depresyjnych.12   

Astmę ciężką można skutecznie i bezpiecznie leczyć terapią biologiczną.13 Leczenie biologiczne poprawia także stan emocjonalny i psychologiczny pacjentów – stosowanie terapii przynoszącej realną poprawę łagodzi objawy, przywraca możliwość normalnego funkcjonowania i redukuje towarzyszący chorobie lęk. Poprawa stanu pacjentów pozytywnie wpływa również na ich najbliższych.14

To nie jedyna korzyść wynikająca z leczenia biologicznego. Pacjenci wskazują między innymi na brak konieczności częstych wizyt w szpitalu, co pozwala zaoszczędzić czas i przeznaczyć go np. na pracę lub opieką nad dziećmi; lepsze samopoczucie wynikające z większej ilością czasu dla siebie i rodziny; brak konieczności korzystania ze zwolnień lekarskich lub urlopu na wizyty w szpitalu związane z przyjęciem leku; większe poczucie większej kontroli nad chorobą i własnym życiem w bezpiecznych warunkach domowych, a także duże oszczędności finansowe związane z ograniczeniem absencji w pracy.15  

Jednak w  Polsce tylko niewielki odsetek chorych na astmę ciężką otrzymuje terapie biologiczne w ramach programu lekowego B.44 Narodowego Funduszu Zdrowia.16

Dlatego tak ważne jest pogłębianie wiedzy na temat astmy ciężkiej oraz wszystkich dostępnych metod leczenia. Wczesna diagnoza, właściwie dobrana terapia oraz dobra współpraca między pacjentem a lekarzem mogą znacząco poprawić jakości życia osób zmagających się z jej ciężką postacią, zwiększyć ich poczucie bezpieczeństwa i ograniczyć strach, którego tak często doświadczają.

Źródło: Newseria

Włączenie badań z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej do koszyka świadczeń gwarantowanych, kolejne refundacje immunoterapii i leków ukierunkowanych molekularnie oraz rosnące znaczenie kompleksowej diagnostyki genetycznej – ostatnie kilkanaście miesięcy przyniosło pacjentom z rakiem płuca wiele istotnych zmian. Nadal jednak najważniejszym wyzwaniem pozostaje wykrywanie choroby na możliwie wczesnym etapie.

Rak płuca jest najczęstszą przyczyną zgonów z powodu nowotworów złośliwych w Polsce. Według najnowszych danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2023 roku odnotowano 21 045 nowych zachorowań oraz 22 155 zgonów z jego powodu. Nowotwory płuca odpowiadały za 25,4 proc. wszystkich zgonów nowotworowych wśród mężczyzn i 18,6 proc. wśród kobiet, zajmując pod tym względem pierwsze miejsce w obu grupach.

Światowy Dzień Raka Płuca, obchodzony 1 sierpnia, jest jednak okazją nie tylko do przypomnienia skali problemu, lecz także do podsumowania zmian, które w latach 2025–2026 zaczęły realnie wpływać na możliwości zapobiegania chorobie, jej wykrywania i leczenia.

Program badań przesiewowych raka płuca stał się świadczeniem gwarantowanym

Jedną z najważniejszych zmian, która da nam szanse wykrycia choroby na wczesnym etapie, jest formalne włączenie programu wczesnego wykrywania raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej – NDTK – do wykazu świadczeń gwarantowanych. Rozporządzenie Ministra Zdrowia weszło w życie 23 lipca 2026 roku. Umowy z placówkami realizującymi program będą mogły być zawierane na okres rozpoczynający się nie wcześniej niż 1 października 2026 roku. Oznacza to przejście od czasowego programu pilotażowego do rozwiązania, które ma zostać na stałe wpisane w system publicznej ochrony zdrowia.

Coroczne badanie NDTK będzie przeznaczone przede wszystkim dla osób w wieku 55–74 lat, które paliły lub nadal palą tytoń, mają za sobą co najmniej 20 paczkolat i – jeżeli zaprzestały palenia – zrobiły to nie wcześniej niż 15 lat temu. Program obejmie również osoby w wieku 50–54 lat spełniające kryterium dotyczące palenia, u których występują dodatkowe czynniki ryzyka, takie jak ekspozycja zawodowa na azbest, krzemionkę, nikiel, chrom, kadm, związki arsenu czy spaliny silników Diesla, ekspozycja na radon, POChP, określone wcześniejsze zachorowania onkologiczne albo rak płuca u krewnego pierwszego stopnia.

Znaczenie programu potwierdzają doświadczenia pilotażu. W latach 2021–2023 wykonano ponad 39 tys. badań NDTK. Zidentyfikowano około 13 tys. skategoryzowanych guzków oraz wykryto 330 przypadków raka płuca, z których 219 kwalifikowało się do leczenia operacyjnego.

Wprowadzenie programu badań przesiewowych do systemu świadczeń gwarantowanych jest jedną z najważniejszych decyzji dotyczących raka płuca w ostatnich latach. Niskodawkowa tomografia komputerowa pozwala wykrywać niewielkie, bezobjawowe zmiany w momencie, w którym możliwe jest leczenie radykalne. Samo stworzenie programu nie wystarczy jednak do osiągnięcia efektu populacyjnego. Potrzebujemy dobrej informacji, sprawnej kwalifikacji oraz wysokiej zgłaszalności osób z grup ryzyka – mówi prof. Maciej Krzakowski, kosultant krajowy onkologii klinicznej i kierownik Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej w Narodowym Instytucie Onkologii .

Program przesiewowy jest przeznaczony dla osób bez objawów choroby. Krwioplucie, utrzymująca się chrypka, niezamierzona utrata masy ciała lub przewlekły kaszel trwający ponad osiem tygodni wymagają rozpoczęcia zwykłej ścieżki diagnostycznej i nie powinny być powodem kierowania na badanie przesiewowe.

Nowe refundacje – leczenie przesuwa się na coraz wcześniejsze etapy choroby

Lata 2025–2026 były okresem bardzo dynamicznych zmian w programie lekowym leczenia raka płuca. Co istotne, nowe możliwości nie dotyczą już wyłącznie chorych z zaawansowanym, przerzutowym nowotworem. Coraz większą rolę odgrywa leczenie okołooperacyjne, uzupełniające i konsolidujące, którego celem jest zmniejszenie ryzyka nawrotu po leczeniu radykalnym.

W 2025 roku program lekowy rozszerzono między innymi o alektynib w leczeniu uzupełniającym po radykalnej operacji, pembrolizumab w leczeniu okołooperacyjnym oraz ozymertynib w leczeniu konsolidującym. Udostępniono także nowe schematy immunoterapii, w tym skojarzenie durwalumabu z tremelimumabem oraz możliwość łączenia cemiplimabu z chemioterapią.

W pierwszej połowie 2026 roku do programu wprowadzono następne terapie, w tym tislelizumab, amiwantamab, lazertynib, skojarzenie amiwantamabu z lazertynibem, enkorafenib i binimetynib oraz serplulimab stosowany w drobnokomórkowym raku płuca.

Kolejny istotny pakiet zmian zaczął obowiązywać 1 lipca 2026 roku. Refundacją objęto:

Zmiany te pokazują, że obecnie możliwe jest  stosowanie immunoterapii i leków ukierunkowanych molekularnie u chorych z rakiem płuca w każdym stopniu klinicznego zaawansowania. Jednocześnie rośnie liczba leków, które mogą być stosowane u chorych z istotnymi stwierdzono określoną cechę molekularną nowotworu.

Wynik badania molekularnego coraz częściej decyduje o leczeniu

Rak płuca jest jednym z najlepszych przykładów rozwoju onkologii precyzyjnej. Rozpoznanie histopatologiczne i określenie stopnia zaawansowania choroby nie są już wystarczające do podjęcia optymalnej decyzji terapeutycznej. Konieczna jest również ocena między innymi ekspresji PD-L1 oraz obecności określonych zmian molekularnych, które mogą dotyczyć genów EGFR, ALK, ROS1, BRAF, KRAS, MET, RET, NTRK czy HER2.

Od 1 lipca 2025 roku wprowadzono szersze możliwości ambulatoryjnego finansowania badań genetycznych, w tym badań wykorzystujących sekwencjonowanie DNA i RNA metodą NGS, jeżeli diagnostyka jest konieczna do rozpoczęcia leczenia celowanego. Komunikat Ministerstwa Zdrowia dotyczył bezpośrednio przede wszystkim nowotworów BRCA-zależnych oraz wybranych innych rozpoznań, był jednak ważnym krokiem w stronę ograniczania niepotrzebnych hospitalizacji związanych wyłącznie z pobraniem materiału do badania genetycznego.

W przypadku zaawansowanego niedrobnokomórkowego raka płuca kompleksowa diagnostyka molekularna oparta na NGS powinna być nieodłącznym elementem postępowania przed kwalifikacją do leczenia. Dostęp do nowych leków nie przyniesie oczekiwanej korzyści, jeżeli chory nie otrzyma odpowiednio wcześnie kompletnego wyniku badań pozwalającego wskazać właściwą terapię.

Propozycja cytatu do autoryzacji – dr hab. Magdalena Knetki-Wróblewska: 

Dzisiaj nie leczymy już chorych wyłącznie w oparciu o wynik badania histopatologicznego. Podejmujemy decyzje w oparciu o analizę profilu biomarkerów nowotworu. Dlatego wycinki guza pobrane od chorego muszą zostać wykorzystane racjonalnie, a diagnostyka patomorfologiczna i molekularna powinna być zaplanowana równolegle. Od jej kompletności i czasu wykonania może bezpośrednio zależeć wybór najskuteczniejszej terapii – podsumowuje dr hab. n. med. Magdalena Knetki – Wróblewska z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej i

Wspólne standardy diagnostyki i konsyliów

Postęp nie sprowadza się wyłącznie do nowych badań i leków. Równie ważna jest organizacja całej ścieżki pacjenta. W marcu 2026 roku Krajowy Ośrodek Monitorujący Krajowej Sieci Onkologicznej, działający w Narodowym Instytucie Onkologii, opublikował rekomendacje dotyczące diagnostyki przygotowującej pacjentów z nowotworami płuca i klatki piersiowej do wielodyscyplinarnego konsylium onkologicznego. Przygotowane zostały również ścieżki diagnostyczno-terapeutyczne dla pacjentów z niedrobnokomórkowym i drobnokomórkowym rakiem płuca. Zaktualizowane zostały także wytyczne w nowotworach klatki piersiowej opracowywane przez zespół ekspertów pod przewodnictwem prof. dr hab. Macieja Krzakowskiego. Stanowić one będą podstawę, po zaopiniowaniu przez Krajową Radę Onkologiczną, do zmiany kluczowych zaleceń w raku płuca, które publikowane są przez Ministra Zdrowia w drodze obwieszczenia i są istotnym elementem monitorowania jakości w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej .

Celem tych działań jest ujednolicenie standardów postępowania i zapewnienie, aby decyzja terapeutyczna była podejmowana przez wielodyscyplinarny zespół dysponujący kompletem wyników badań obrazowych, patomorfologicznych i molekularnych. Ma to szczególne znaczenie w przypadku raka płuca, w którego leczeniu uczestniczy liczna grupa specjalistów w tym między innymi torakochirurdzy, onkolodzy kliniczni, radioterapeuci, pulmonolodzy, radiolodzy, patomorfolodzy i diagności molekularni – wyjaśnia prosf. Krzakowski.

Badanie przesiewowe nie zastępuje profilaktyki pierwotnej

Pomimo rozwoju diagnostyki i leczenia najskuteczniejszą metodą ograniczania liczby zachorowań pozostaje niepalenie tytoniu i unikanie biernej ekspozycji na dym tytoniowy. Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów palenie odpowiada za 80–90 proc. zachorowań na raka płuca u mężczyzn i około 70 proc. u kobiet. 

Dlatego integralnym elementem nowego programu przesiewowego ma być interwencja antynikotynowa prowadzona u wszystkich aktywnych palaczy – niezależnie od wyniku badania NDTK.

Światowy Dzień Raka Płuca przypomina, że skuteczne stawianie czoła wyzwaniu jakim jest rak płuca wymaga połączenia kilku elementów: ograniczania używania tytoniu, badań przesiewowych prowadzonych w grupach wysokiego ryzyka, szybkiej i kompletnej diagnostyki, wielodyscyplinarnego planowania leczenia oraz dostępu do terapii dopasowanych do stadium i biologii choroby.

Źródło: NIO

Od 1 października osoby najbardziej narażone na raka płuca będą mogły skorzystać z bezpłatnej niskodawkowej tomografii komputerowej. Program skierowano przede wszystkim do obecnych i byłych palaczy z odpowiednio długą historią palenia. Jego znaczenie jest ogromne, ponieważ rak płuca przez długi czas może nie dawać charakterystycznych objawów, a w Polsce nadal często rozpoznaje się go dopiero wtedy, gdy choroba jest zaawansowana. Badanie przesiewowe ma pozwolić znaleźć nowotwór wcześniej, zanim pacjent zacznie odczuwać dolegliwości.

Od 1 października w Polsce ma ruszyć bezpłatny program wczesnego wykrywania raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej. Badanie trafi do koszyka świadczeń gwarantowanych, dzięki czemu osoby spełniające kryteria będą mogły wykonać je bezpłatnie w ramach systemu publicznego.

Nie będzie to jednak badanie dostępne dla każdego pacjenta na życzenie. Program został przygotowany dla osób bez objawów choroby, ale obciążonych najwyższym ryzykiem zachorowania. Są to przede wszystkim obecni i byli palacze, u których znaczenie ma zarówno wiek, jak i liczba wypalonych papierosów oraz czas, jaki upłynął od zerwania z nałogiem.

Do programu będą mogły zostać zakwalifikowane osoby w wieku od 55 do 74 lat, które mają za sobą co najmniej 20 paczkolat. Jeden paczkorok oznacza palenie jednej paczki papierosów dziennie przez rok. Kryterium 20 paczkolat spełnia więc zarówno osoba, która paliła paczkę dziennie przez 20 lat, jak i ktoś, kto przez 10 lat wypalał dwie paczki każdego dnia.

Program obejmie osoby nadal palące, a także byłych palaczy, którzy zrezygnowali z papierosów nie wcześniej niż 15 lat temu. Z badania będą mogły skorzystać również niektóre osoby w wieku od 50 do 74 lat, jeżeli występują u nich dodatkowe czynniki zwiększające ryzyko raka płuca. Mogą to być między innymi przewlekła obturacyjna choroba płuc, zawodowa ekspozycja na azbest, krzemionkę lub spaliny silników Diesla.

To bardzo precyzyjnie określona grupa. Badania przesiewowe mają największy sens wtedy, gdy są kierowane do osób, u których prawdopodobieństwo wykrycia choroby jest odpowiednio wysokie. Powszechne wykonywanie tomografii u ludzi młodych, niepalących i bez innych czynników ryzyka nie przyniosłoby takich samych korzyści, a mogłoby prowadzić do wykrywania przypadkowych zmian wymagających kolejnych badań.

Niskodawkowa tomografia komputerowa nie jest też badaniem przeznaczonym dla pacjentów, u których już występują objawy mogące sugerować raka płuca. Krwioplucie, przewlekły kaszel utrzymujący się ponad osiem tygodni, chrypka, duszność czy niezamierzona utrata masy ciała powinny być sygnałem do pilnej diagnostyki lekarskiej. Taki pacjent nie powinien czekać na kwalifikację do programu przesiewowego.

Różnica jest zasadnicza. Badanie przesiewowe wykonuje się u osoby, która nie odczuwa objawów, ale z powodu wieku i historii palenia ma wysokie ryzyko zachorowania. Diagnostykę prowadzi się natomiast wtedy, gdy pojawiły się już dolegliwości albo niepokojące zmiany zostały stwierdzone w innym badaniu.

Wprowadzenie programu może zmienić sposób rozpoznawania raka płuca w Polsce. Dzisiaj jednym z największych problemów pozostaje późna diagnoza. Nowotwór może przez długi czas rozwijać się bez charakterystycznych objawów. Gdy pojawia się uporczywy kaszel, ból w klatce piersiowej, duszność lub krwioplucie, choroba bywa już znacznie zaawansowana.

Niskodawkowa tomografia komputerowa pozwala uwidocznić bardzo małe zmiany, których nie widać na standardowym zdjęciu rentgenowskim. Badanie trwa kilka minut, nie wymaga podania kontrastu i wykorzystuje niższą dawkę promieniowania niż klasyczna tomografia diagnostyczna.

Znaczenie wczesnego rozpoznania jest szczególnie duże w raku płuca. Wykrycie niewielkiego guza ograniczonego do płuca może umożliwić leczenie radykalne, przede wszystkim operacyjne. W zaawansowanym stadium możliwości leczenia nadal się rozwijają, między innymi dzięki immunoterapii i terapiom ukierunkowanym molekularnie, ale szansa na całkowite wyleczenie pozostaje mniejsza.

Prof. Witold Rzyman, konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii klatki piersiowej, określił wprowadzenie przesiewowej niskodawkowej tomografii komputerowej jako najważniejszą zmianę w diagnostyce raka płuca od wielu lat.

„Wprowadzenie badania przesiewowego z użyciem niskodawkowej tomografii komputerowej jest największym postępem, jaki można zanotować w diagnozowaniu raka płuca od kilkudziesięciu lat”.

Skuteczność programu będzie zależeć przede wszystkim od tego, czy osoby z grupy ryzyka rzeczywiście dowiedzą się o możliwości badania i zostaną do niego skierowane. Kluczową rolę mogą odegrać lekarze podstawowej opieki zdrowotnej. To oni najczęściej wiedzą, czy pacjent pali, jak długo trwa nałóg i czy współistnieją u niego inne choroby zwiększające ryzyko raka płuca.

Samo zaproszenie na tomografię jest jednak dopiero początkiem. Program musi zapewnić także właściwą ocenę wyniku, możliwość porównywania kolejnych badań oraz sprawną ścieżkę dalszej diagnostyki, jeżeli radiolog stwierdzi podejrzaną zmianę. Pacjent nie powinien zostać sam z informacją o guzku, którego znaczenia nie potrafi ocenić.

Ważnym elementem programu ma być również wsparcie w rzucaniu palenia. Tomografia może wykryć raka wcześniej, ale nie usuwa głównej przyczyny zachorowania. Nawet prawidłowy wynik badania nie oznacza, że dalsze palenie jest bezpieczne. Program przesiewowy powinien więc łączyć diagnostykę z realną pomocą w leczeniu uzależnienia od nikotyny.

Od 1 października osoby spełniające kryteria zyskają dostęp do badania, które może wykryć raka płuca, zanim choroba zacznie dawać objawy. To szansa szczególnie ważna dla wieloletnich palaczy, którzy często unikają lekarza z obawy przed diagnozą. W tym przypadku brak objawów nie jest jednak dowodem zdrowia. Może być jedynie okresem, w którym chorobę da się jeszcze znaleźć odpowiednio wcześnie.

Komisja Europejska zatwierdziła nerandomilast do leczenia dorosłych z idiopatycznym włóknieniem płuc (IPF) oraz postępującym włóknieniem płuc (PPF). To pierwsza od ponad 10 lat nowa terapia dopuszczona w Unii Europejskiej dla chorych na IPF oraz pierwsza od ponad pięciu lat nowa opcja leczenia PPF. Decyzję oparto na wynikach programu badań klinicznych III fazy FIBRONEER™, w którym wykazano, że lek skutecznie spowalnia pogarszanie się czynności płuc przy korzystnym profilu bezpieczeństwa.

Choroby, w których liczy się każda zachowana funkcja płuc

Idiopatyczne włóknienie płuc (IPF) oraz postępujące włóknienie płuc (PPF) należą do grupy przewlekłych chorób śródmiąższowych płuc prowadzących do stopniowego, nieodwracalnego bliznowacenia tkanki płucnej. Wraz z postępem choroby płuca tracą zdolność do prawidłowej wymiany gazowej, co prowadzi do narastającej duszności, przewlekłego kaszlu i pogorszenia wydolności fizycznej.

Utraconej czynności płuc nie można odzyskać, dlatego celem leczenia jest przede wszystkim spowolnienie postępu choroby i jak najdłuższe zachowanie wydolności oddechowej.

Szacuje się, że w Europie z IPF i PPF żyje ponad pół miliona osób. Rokowanie pozostaje poważne – około połowa pacjentów umiera w ciągu pięciu lat od rozpoznania, co oznacza śmiertelność porównywalną, a w niektórych przypadkach nawet wyższą niż w wielu nowotworach.

Pierwszy preferencyjny inhibitor PDE4B

Nerandomilast jest pierwszym doustnym preferencyjnym inhibitorem fosfodiesterazy 4B (PDE4B). Lek działa przeciwfibrotycznie i immunomodulująco, ograniczając procesy prowadzące do włóknienia płuc.

Preparat przyjmuje się doustnie dwa razy dziennie. W przeciwieństwie do części dotychczas stosowanych terapii nie wymaga rutynowego monitorowania czynności wątroby, co może ułatwiać prowadzenie leczenia.

Największy program badań w IPF i PPF

Podstawą decyzji Komisji Europejskiej były wyniki programu FIBRONEER™, obejmującego dwa badania III fazy – FIBRONEER-IPF oraz FIBRONEER-ILD. Jest to największy dotychczas program badań klinicznych przeprowadzony u pacjentów z idiopatycznym oraz postępującym włóknieniem płuc.

W obu badaniach osiągnięto główny punkt końcowy. Leczenie nerandomilastem istotnie spowolniło pogarszanie się czynności płuc, oceniane na podstawie zmiany natężonej pojemności życiowej (FVC) po 52 tygodniach obserwacji w porównaniu z placebo.

FVC jest jednym z podstawowych parametrów wykorzystywanych do monitorowania postępu włóknienia płuc. Wolniejszy spadek tego wskaźnika oznacza wolniejsze pogarszanie się wydolności oddechowej.

Dobra tolerancja leczenia

Jednym z najważniejszych elementów programu FIBRONEER był profil bezpieczeństwa nowej terapii.

Badania wykazały, że nerandomilast charakteryzuje się korzystnym profilem tolerancji. U pacjentów stosujących lek w monoterapii odsetek przerwania leczenia z powodu działań niepożądanych był zbliżony do obserwowanego w grupie placebo.

Nie było również konieczności rutynowego monitorowania parametrów wątrobowych, co odróżnia tę terapię od części dotychczas stosowanych leków przeciwfibrotycznych.

Jak podkreśliła prof. Marlies Wijsenbeek z Erasmus MC University Medical Centre, jednym z największych wyzwań w leczeniu IPF i PPF jest konieczność przerywania terapii przez część pacjentów z powodu działań niepożądanych. Jej zdaniem wyniki programu FIBRONEER pokazują, że możliwe jest skuteczne spowalnianie utraty funkcji płuc przy zachowaniu dobrej tolerancji leczenia.

Ważny krok, ale nie przełom we wszystkich aspektach

Choć oba badania osiągnęły główny punkt końcowy, autorzy zwracają uwagę, że nie udało się wykazać istotności statystycznej dla kluczowego drugorzędowego punktu końcowego. W analizach obserwowano jedynie tendencję do zmniejszenia śmiertelności, która osiągnęła nominalną istotność statystyczną jedynie w jednym z badań.

Oznacza to, że obecnie najlepiej udokumentowaną korzyścią wynikającą ze stosowania nerandomilastu pozostaje spowolnienie utraty czynności płuc.

Co oznacza decyzja Komisji Europejskiej?

Zatwierdzenie przez Komisję Europejską oznacza, że nerandomilast może zostać wprowadzony do obrotu we wszystkich państwach członkowskich Unii Europejskiej.

Nie oznacza to jednak automatycznej dostępności ani refundacji leku w poszczególnych krajach. W Polsce ewentualne finansowanie terapii będzie wymagało przejścia krajowej procedury refundacyjnej.

Eksperci podkreślają, że obok nowych możliwości terapeutycznych równie ważne pozostaje wczesne rozpoznawanie włóknienia płuc. Im szybciej choroba zostanie wykryta i rozpocznie się leczenie, tym większa szansa na zachowanie czynności płuc i spowolnienie jej postępu.

Źródła: Boehringer Ingelheim. European Commission approves JASCAYD® (nerandomilast) for adults with idiopathic pulmonary fibrosis and progressive pulmonary fibrosis. 17 lipca 2026.

Choć większość Polaków zdaje sobie sprawę, że przewlekły kaszel może być objawem poważnej choroby, wielu najpierw próbuje leczyć go domowymi sposobami i odkłada konsultację lekarską. Tymczasem eksperci ostrzegają, że utrzymujący się kaszel może świadczyć o chorobach śródmiąższowych płuc, w tym idiopatycznym włóknieniu płuc, których wczesne rozpoznanie ma kluczowe znaczenie dla skuteczności leczenia i spowolnienia postępu choroby.
Wyniki badania „Portret kaszlącego Polaka” zrealizowanego w ramach kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia” pokazują, że przewlekły kaszel nadal bywa bagatelizowany, a pacjenci często trafiają do diagnostyki dopiero wtedy, gdy pojawiają się duszność i problemy z codziennym funkcjonowaniem.

Mimo rosnącej świadomości zdrowotnej Polacy nadal zbyt długo zwlekają z reakcją na  przewlekły kaszel. Około 3/4 respondentów (76%) zgadza się, że może on być objawem poważnej choroby, jednak co dziesiąty respondent przyznaje, że udałby się do lekarza dopiero po około 4 lub 8 tygodniach od pojawienia się kaszlu. Najczęściej badani czekają tydzień (33%) lub 2–3 tygodnie (28%), zanim zgłoszą się do specjalisty.

Badanie pokazuje wyraźną rozbieżność między świadomością zagrożenia a rzeczywistymi zachowaniami zdrowotnymi. Aż 85% badanych uważa, że długo utrzymującego się kaszlu nie powinno się lekceważyć, jednak prawie 73% respondentów deklaruje, że w pierwszej kolejności próbuje domowych sposobów leczenia. Ponad połowa badanych (57%) zgłosiłaby się do lekarza dopiero wtedy, gdy kaszel zacząłby znacząco utrudniać codzienne życie.

– Przewlekły kaszel to objaw, którego nie należy ignorować, szczególnie jeśli utrzymuje się przez wiele tygodni. Może on towarzyszyć nie tylko częstym infekcjom czy astmie, ale również poważnym chorobom płuc, w tym chorobom śródmiąższowym płuc. Problem polega na tym, że przewlekły kaszel jest przez wielu Polaków normalizowany i „oswajany”, zamiast traktowany jako sygnał alarmowy. W praktyce pulmonologicznej nadal obserwujemy pacjentów, którzy trafiają do specjalisty zbyt późno, kiedy choroba jest już zaawansowana. Tymczasem szybka diagnostyka daje szansę na wcześniejsze wdrożenie leczenia, które może spowolnić rozwój choroby – przestrzega dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc.

Kaszel „do przeczekania”

Badanie pokazuje również, że Polacy mają bardzo ograniczoną wiedzę na temat samego przewlekłego kaszlu. Medycznie oznacza on kaszel utrzymujący się ponad 8 tygodni, jednak prawidłową odpowiedź wskazało jedynie 4% respondentów. Około połowa badanych uznaje za przewlekły kaszel objaw trwający tydzień (26%) lub dwa tygodnie (23%).

Do lekarza Polacy najczęściej zgłaszają się dopiero wtedy, gdy objawy zaczynają wpływać na codzienne funkcjonowanie. Najsilniejszym impulsem do konsultacji są trudności w oddychaniu i uczucie braku powietrza (34%), kaszel utrudniający sen lub codzienne aktywności (31%) oraz pojawienie się dodatkowych objawów, takich jak duszność czy ból w klatce piersiowej (28%). Jedynie 16% respondentów deklaruje, że udałoby się do lekarza z powodu utrzymującego się kaszlu mimo stosowania domowych metod leczenia.

Na opóźnianie diagnostyki wpływają także bariery systemowe. Ponad 1/3 badanych (36%) wskazuje długie kolejki do specjalistów, a 28% trudności z umówieniem wizyty w dogodnym terminie.

Choroby śródmiąższowe płuc – mało znane, poważne schorzenia

Choroby śródmiąższowe płuc (ILD, ang. interstitial lung diseases) to grupa ponad 200 schorzeń często związanych z uszkodzeniem i włóknieniem tkanki płuc. prowadzących do włóknienia tkanki płucnej. W efekcie płuca stopniowo tracą zdolność prawidłowej wymiany gazowej, a pacjenci coraz bardziej odczuwają duszność, przewlekły kaszel i obniżenie tolerancji wysiłku. Część ILD rozwija się w przebiegu chorób autoimmunologicznych lub w wyniku kontaktu z pyłami i substancjami toksycznymi, jednak w wielu przypadkach przyczyna pozostaje nieznana. Jedną z najcięższych postaci choroby jest idiopatyczne włóknienie płuc (IPF).

Szacuje się, że w Polsce z chorobami śródmiąższowymi płuc może żyć około 26 625 osób, jednak rzeczywista liczba pacjentów może być wyższa. Choroby te są trudne diagnostycznie, a ich objawy często przypominają inne schorzenia układu oddechowego lub niewydolność serca. Mimo powagi problemu świadomość społeczna dotycząca ILD pozostaje bardzo niska. O chorobach śródmiąższowych płuc słyszał jedynie co czwarty respondent (25%), a prawie 80% badanych deklaruje, że nigdy nie słyszało o idiopatycznym włóknieniu płuc (IPF). Co szczególnie niepokojące, tylko 30% respondentów wskazało choroby śródmiąższowe płuc jako możliwą przyczynę przewlekłego kaszlu. Nawet wśród osób deklarujących znajomość ILD wiedza o objawach pozostaje ograniczona – jedynie około 40% potrafiło wskazać typowe symptomy tych chorób, a 26% nie umiało wymienić żadnego objawu.

– Włóknienie płuc to choroba, która wpływa na każdy aspekt życia pacjenta – od codziennego funkcjonowania po możliwość wykonywania najprostszych czynności. Wielu chorych przez długi czas bagatelizuje objawy lub słyszy, że przewlekły kaszel „sam przejdzie”. Dlatego tak ważna jest edukacja społeczna i budowanie świadomości, że utrzymujący się kaszel i duszność wymagają diagnostyki. Im szybciej pacjent trafi do specjalisty, tym większa szansa na spowolnienie postępu choroby – podkreśla Agnieszka Pilewska – Ślączko, Prezes Polskiego Towarzystwa Wspierania Chorych na Włóknienie Płuc.

O kampanii „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia”

Kampania „Płuca Polski. Od kaszlu do włóknienia” od 2016 roku prowadzi działania edukacyjne dotyczące chorób płuc oraz znaczenia ich wczesnej diagnostyki. Tegoroczna odsłona kampanii poświęcona jest chorobom śródmiąższowym płuc (ILD), w tym idiopatycznemu włóknieniu płuc (IPF). Celem inicjatywy jest zwiększenie świadomości objawów takich jak przewlekły kaszel i duszność oraz zwrócenie uwagi na konieczność szybkiej diagnostyki chorób, które nadal pozostają mało rozpoznawalne społecznie. Wszystkie aktywności prowadzone są pod patronatem Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, Towarzystwa Wspierania Chorych na  Włóknienie Płuc, Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Młodych z Zapalnymi Chorobami Tkanki Łącznej „3majmy się razem” oraz Stowarzyszenia Fizjoterapia Polska przy wsparciu Boehringer Ingelheim.

Źródło: inf pras

Pulmonologia przez lata pozostawała jedną z tych dziedzin medycyny, w których potrzeby pacjentów, możliwości kliniczne i realne finansowanie świadczeń nie zawsze spotykały się w jednym miejscu. Dotyczyło to zarówno diagnostyki raka płuca, jak i leczenia chorób układu oddechowego, w tym POChP, zapaleń płuc czy gruźlicy wielolekoopornej. Teraz pojawiają się konkretne daty, projekty rozwiązań i zmiany taryf, które mogą istotnie wpłynąć na organizację opieki nad pacjentami z chorobami płuc. Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Płuc omawiano m.in. wprowadzenie niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK) do koszyka świadczeń gwarantowanych, prace nad Lung Cancer Units, nowe zasady finansowania świadczeń pulmonologicznych, elastyczny tryb diagnostyki do 12 godzin oraz kierunki działań w Roku POChP.
Jak przypominała dr n. med. Małgorzata Czajkowska-Malinowska, konsultant krajowa w dziedzinie chorób płuc i przewodnicząca Polskiej Koalicji Zdrowe Płuca, obecne zmiany są efektem dłuższego procesu. „Od pierwszego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Zdrowia Płuc w lutym 2024 roku konsekwentnie rozmawialiśmy o najważniejszych problemach pulmonologii – diagnostyce, leczeniu, niedocenionej specjalizacji, niskiej wycenie świadczeń i trudnej sytuacji finansowej oddziałów pulmonologicznych” – podkreślała.

NDTK od 1 października. Szansa na wcześniejsze wykrywanie raka płuca
Jedną z najważniejszych zapowiedzi jest uruchomienie ogólnopolskiego programu badań przesiewowych raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej. Zgodnie z deklaracją Ministerstwa Zdrowia pacjenci mają realnie korzystać z programu od 1 października 2026 roku.

„Jesteśmy na ostatniej prostej do wprowadzenia nowego świadczenia profilaktycznego, czyli badań przesiewowych w kierunku raka płuca. Projekt rozporządzenia został już uzgodniony ze wszystkimi resortami i czeka jedynie na zakończenie ostatnich procedur legislacyjnych. Założeniem Ministra Zdrowia jest, aby od 1 października 2026 roku pacjenci mogli realnie korzystać z programu badań przesiewowych z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej” – mówiła Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii Ministerstwa Zdrowia.

Znaczenie tej decyzji podkreślał prof. Witold Rzyman, konsultant krajowy w dziedzinie chirurgii klatki piersiowej. „Badania przesiewowe w kierunku raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej mają szansę ruszyć w Polsce 1 października 2026 roku. To największy postęp, jaki możemy zanotować w leczeniu raka płuca od kilkudziesięciu lat, ale pod jednym warunkiem – program musi zostać wdrożony skutecznie. Skutecznie oznacza przede wszystkim wysoką jakość jego realizacji” – zaznaczał.

Rak płuca nadal jest jednym z najgorzej rokujących nowotworów, przede wszystkim dlatego, że zbyt często jest wykrywany późno. Prof. Rzyman wskazywał, że „obecnie pięcioletnie przeżycie chorych na raka płuca wynosi około 15 proc., a ponad połowa pacjentów umiera w ciągu dwóch pierwszych lat od rozpoznania. Dzieje się tak dlatego, że choroba najczęściej wykrywana jest bardzo późno – u około 55 proc. chorych rozpoznawana jest już w IV stadium zaawansowania. Ten obraz może zmienić jedynie skuteczna profilaktyka – zarówno pierwotna, jak i wtórna”.

NDTK ma odwrócić te proporcje. „W codziennej praktyce tylko około 26 proc. przypadków raka płuca wykrywanych jest w pierwszym i drugim stadium zaawansowania. Tymczasem w programach badań przesiewowych odsetek ten sięga 84 proc. To właśnie o tę zmianę walczymy, ponieważ wykrycie nowotworu na wczesnym etapie daje realną szansę na całkowite wyleczenie” – mówił prof. Rzyman.

Polska nie zaczyna jednak od zera. Pierwsze programy badań przesiewowych rozpoczęły się już w 2008 roku, a w ciągu kolejnych dziesięciu lat w czterech ośrodkach – w Szczecinie, Gdańsku, Poznaniu i Warszawie – przebadano ponad 70 tysięcy osób. To doświadczenie, jak wskazywał prof. Rzyman, doprowadziło do opracowania krajowego konsensusu, programu pilotażowego i obecnego rozwiązania ogólnopolskiego.

Program NDTK musi być dostępny, ale też dobrze kontrolowany

Samo wpisanie NDTK do koszyka świadczeń nie wystarczy. Eksperci podkreślali, że kluczowe będą jakość badań, właściwa kwalifikacja pacjentów, standaryzacja opisów i zaangażowanie lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej.

„Skuteczny program badań przesiewowych musi opierać się na czterech filarach. Pierwszym jest udział co najmniej połowy osób z grup ryzyka, co można osiągnąć przede wszystkim dzięki współpracy z lekarzami podstawowej opieki zdrowotnej. Drugim jest system oceny jakości badań, trzecim standaryzacja opisów radiologicznych oraz całej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, a czwartym długofalowa, dobrze zaplanowana promocja programu. Tylko wtedy możemy osiągnąć efekty porównywalne z najlepszymi światowymi programami badań przesiewowych” – wskazywał prof. Rzyman.

Podobnie mówiła prof. Edyta Szurowska, konsultant krajowa w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej. W jej ocenie jednym z najważniejszych warunków powodzenia programu jest przygotowanie radiologów do właściwej oceny badań. „Polska jest pod tym względem dobrze przygotowana dzięki programowi pilotażowemu realizowanemu w latach 2020–2023 oraz zakończonemu niedawno europejskiemu projektowi SOLACE. Chodzi o to, aby radiolog potrafił właściwie zinterpretować wykryty guzek płuca i nie kierował pacjentów niepotrzebnie na kolejne badania, które generują koszty i są dodatkowym obciążeniem dla chorych” – wyjaśniała.

Wspólnie z NFZ opracowano ustrukturyzowany opis badania SIMP-Lung, który ma wspierać lekarzy w podejmowaniu decyzji o dalszym postępowaniu. Prof. Szurowska zwracała również uwagę na konieczność ograniczenia dawki promieniowania. „Jeżeli chcemy objąć programem nawet około miliona osób z grup ryzyka, musimy zadbać o bezpieczeństwo całej populacji uczestniczącej w badaniach” – podkreślała.

Wysoka jakość ma być wzmacniana przez audyty, szkolenia i narzędzia cyfrowe. „Będziemy szkolić nie tylko radiologów, ale także lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej i pulmonologów, aby wiedzieli, kiedy kierować pacjentów na badania i jak interpretować ich wyniki. Równie ważna jest edukacja samych pacjentów – nasze doświadczenia z Gdańska pokazują, że dobrze prowadzona kampania informacyjna przekłada się na wysoką zgłaszalność do programu” – mówiła prof. Szurowska.

Resort zdrowia także wskazuje na jakość jako jeden z głównych warunków powodzenia programu. Jak mówiła Dominika Janiszewska-Kajka, „największym wyzwaniem po uruchomieniu programu będzie nie tylko jego wdrożenie, ale także zapewnienie odpowiedniej zgłaszalności oraz wysokiej jakości badań. Dlatego pracujemy nad mechanizmami oceny jakości, weryfikacją wyników oraz utworzeniem centralnego repozytorium badań we współpracy z Centrum e-Zdrowia. Chcemy, aby program był nie tylko dostępny, ale również skuteczny”.

Tomografia wykryje nie tylko raka płuca

Program NDTK może przynieść dodatkową korzyść: wcześniejsze wykrywanie innych chorób układu oddechowego. Radiolodzy, oceniając badania, mają zwracać uwagę nie tylko na guzki płuca, ale także na rozedmę czy zmiany śródmiąższowe.

„Program badań przesiewowych nie będzie służył wyłącznie wykrywaniu raka płuca. Podczas oceny tomografii będziemy zwracać uwagę również na rozedmę płuc, która może świadczyć o POChP, oraz na zmiany śródmiąższowe sugerujące śródmiąższowe choroby płuc. Uczestnicy programu otrzymają informację o konieczności dalszej diagnostyki także w tych kierunkach” – zapowiadała prof. Szurowska.

Dla pulmonologów to ważny element programu. Prof. Katarzyna Górska, przewodnicząca Sekcji Chorób Śródmiąższowych PTChP, podkreślała, że populacja objęta screeningiem raka płuca jest jednocześnie grupą ryzyka POChP i chorób śródmiąższowych płuc. „Wiek pacjentów i narażenie na dym tytoniowy są wspólnymi czynnikami ryzyka, a wiele z tych chorób rozpoznajemy dziś niestety zbyt późno, kiedy nasze możliwości terapeutyczne są już znacznie ograniczone” – mówiła.

Jak zaznaczała, europejskie i amerykańskie rekomendacje wskazują, że śródmiąższowe nieprawidłowości powinny znaleźć się w raporcie z badania przesiewowego. „Dzięki temu pacjent może zostać szybko skierowany do pulmonologa, który oceni, czy są to zmiany świadczące już o rozwijającym się włóknieniu płuc i czy wymagają dalszej diagnostyki lub leczenia” – wyjaśniała prof. Górska.

To istotne, ponieważ – jak wskazywała – około 50 proc. śródmiąższowych nieprawidłowości, które początkowo uznawane są za nieistotne klinicznie, w ciągu pięciu lat rozwija się w chorobę wymagającą leczenia. „Zbyt często trafiają do nas pacjenci z rozpoznaniem postawionym dopiero na etapie zaawansowanego włóknienia i niewydolności oddechowej, dlatego bardzo liczymy, że program badań przesiewowych pozwoli tę sytuację zmienić” – podkreślała.

Lung Cancer Units: projekt gotowy, konsultacje w najbliższych tygodniach

Drugim dużym obszarem zmian jest wdrożenie kompleksowej opieki nad pacjentami z nowotworami klatki piersiowej, czyli Lung Cancer Units. Projekt rozporządzenia jest już gotowy.

„Drugim dużym wyzwaniem jest wdrożenie kompleksowej opieki nad pacjentami z nowotworami klatki piersiowej, czyli Lung Cancer Units. Projekt rozporządzenia jest już gotowy i został omówiony ze środowiskiem ekspertów oraz zaakceptowany przez Krajową Radę Onkologii. Mamy nadzieję, że w najbliższych tygodniach zostanie skierowany do konsultacji publicznych, tak aby od 1 stycznia przyszłego roku nowe świadczenie mogło zostać wprowadzone do koszyka świadczeń gwarantowanych” – zapowiadała Dominika Janiszewska-Kajka.

Ośrodki pulmonologiczne podkreślają jednak, że wiele elementów kompleksowej opieki już dziś funkcjonuje w praktyce, choć bez formalnych ram Lung Cancer Units. Dr Marcin Grabicki z Kliniki Pulmonologii, Alergologii i Onkologii Pulmonologicznej w Poznaniu wskazywał, że diagnostyka raka płuca wymaga współpracy wielu specjalistów. „Kompleksowa diagnostyka raka płuca składa się z wielu elementów, a jednym z najważniejszych są badania obrazowe. Bez radiologów i wysokiej jakości diagnostyki obrazowej nie wyobrażamy sobie właściwego rozpoznawania raka płuca. Ich rola jest kluczowa nie tylko we wczesnym wykrywaniu nowotworu, ale również podczas wykonywania badań biopsyjnych, które są nieodzowne w dalszej diagnostyce” – mówił.

Kolejnym elementem są badania endoskopowe wykonywane przez pulmonologów i torakochirurgów. „W naszym ośrodku około 80 proc. takich badań wykonujemy ambulatoryjnie, dzięki czemu odciążamy łóżka szpitalne dla pacjentów wymagających hospitalizacji. Część pozostałych procedur realizujemy w trybie jednodniowym lub kilkugodzinnym, a pełna hospitalizacja jest zarezerwowana przede wszystkim dla najcięższych chorych” – wyjaśniał dr Grabicki.

Współczesna diagnostyka nie kończy się na samym potwierdzeniu nowotworu. „Obejmuje również badania genetyczne, badania laboratoryjne oraz ocenę czynności układu oddechowego, szczególnie u chorych kwalifikowanych do leczenia radykalnego. Musimy wiedzieć nie tylko, czy nowotwór można wyciąć, ale także czy pacjent jest w stanie bezpiecznie przejść leczenie operacyjne. Dzięki odpowiedniej organizacji większość tych etapów można przeprowadzić szybko i sprawnie, w dużej mierze w trybie ambulatoryjnym” – zaznaczał dr Grabicki.

W trakcie dyskusji podkreślano także, że rak płuca bardzo często nie jest jedynym problemem zdrowotnym pacjentów trafiających do ośrodków pulmonologicznych. Wielu chorych już wcześniej choruje na POChP, choroby śródmiąższowe płuc lub inne schorzenia układu oddechowego. U części pacjentów choroby współistniejące są wykrywane dopiero podczas diagnostyki raka płuca, w tym w ramach NDTK. Dlatego rola pulmonologów i torakochirurgów nie ogranicza się do rozpoznania nowotworu – obejmuje również całościową ocenę stanu układu oddechowego i planowanie dalszego postępowania.

Diagnostyka genetyczna, biopsja płynna i patomorfologia

W raku płuca dobrze zorganizowana diagnostyka musi obejmować nie tylko obrazowanie i pobranie materiału tkankowego, ale także badania patomorfologiczne i genetyczne. Jak zwracał uwagę dr hab. Szczepan Cofta, w Polsce nadal wymaga rozstrzygnięcia kwestia powiązania badań histopatologicznych z badaniami genetycznymi. „Wokół tego obszaru wciąż istnieją pewne napięcia organizacyjne, które wymagają refleksji i wypracowania spójnych rozwiązań, ponieważ oba elementy diagnostyki powinny być ze sobą ściśle powiązane” – mówił.

Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało działania dotyczące biopsji płynnej. „W odpowiedzi na postulaty ekspertów klinicznych 19 czerwca skierowaliśmy do Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia pismo dotyczące umożliwienia rozliczania biopsji płynnej w raku płuca w trybie ambulatoryjnym. Był to jeden z najczęściej zgłaszanych postulatów środowiska, ponieważ pozwoli na znacznie bardziej elastyczną organizację diagnostyki i ułatwi dostęp pacjentów do nowoczesnych badań” – wskazywała Dominika Janiszewska-Kajka.

Kolejnym elementem jest utrzymanie ciągłości badań patomorfologicznych w certyfikowanych jednostkach. „Aby zachować ciągłość wykonywania badań patomorfologicznych w jednostkach posiadających certyfikaty jakości, Minister Zdrowia podjął działania dwutorowe. Z jednej strony procedowane są zmiany ustawowe dotyczące systemu akredytacji, z drugiej skierowano do Prezesa NFZ wniosek o wydłużenie obowiązywania obecnych certyfikatów do czasu zakończenia nowych procedur akredytacyjnych. Dzięki temu uda się uniknąć przerwy w wykonywaniu i rozliczaniu tych badań” – mówiła przedstawicielka MZ.

Resort odniósł się również do nowych badań genetycznych, w tym kompleksowego profilowania genomowego. „Nowe badania genetyczne, w tym kompleksowe profilowanie genomowe (CGP) oraz kolejne testy molekularne, pozostają jednym z najważniejszych postulatów środowiska. Zielone światło do ich wdrożenia jest, jednak są to świadczenia kosztowne i wymagają odpowiedniego zabezpieczenia finansowego. Dlatego planujemy ich wprowadzenie w przyszłym roku, po odpowiednim zaplanowaniu wydatków wspólnie z Narodowym Funduszem Zdrowia i Ministerstwem Finansów” – zapowiadała Dominika Janiszewska-Kajka.

12 godzin zamiast kilku dni. Nowy tryb diagnostyki

Zmiany w pulmonologii nie dotyczą wyłącznie raka płuca i NDTK. Ważnym elementem jest nowy, elastyczny tryb realizacji świadczeń do 12 godzin, który ma umożliwić szybszą diagnostykę bez konieczności klasycznej hospitalizacji.

Jak mówiła Joanna Miszczak z Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, „przeprowadzone zmiany uporządkowały katalog produktów rozliczeniowych, zwiększyły jednorodność kliniczną i kosztową grup oraz pozwoliły lepiej dopasować poziom finansowania do rzeczywistych potrzeb pacjentów. Po raz pierwszy w pulmonologii wprowadzono również tzw. elastyczny tryb realizacji świadczeń, czyli możliwość diagnostyki w reżimie szpitalnym do 12 godzin, co ma usprawnić organizację opieki i skrócić ścieżkę diagnostyczną pacjenta”.

Ten kierunek ma znaczenie praktyczne. W trakcie dyskusji wskazywano, że zamiast kilku dni hospitalizacji wiele procedur będzie można przeprowadzić podczas dwóch krótkich, kilkunastogodzinnych pobytów. Szacowano, że dzięki sprawniejszej organizacji możliwe będzie objęcie diagnostyką nawet o około 30 proc. większej liczby pacjentów. Warunkiem jest jednak odpowiednie finansowanie i brak barier limitowych.

Od 1 lipca, jak wskazywała Dominika Janiszewska-Kajka, wprowadzono nowe rozwiązania umożliwiające bardziej elastyczną organizację leczenia szpitalnego. „Cieszy nas, że część ośrodków już wcześniej wdrażała takie rozwiązania organizacyjne, pokazując, że dobrze funkcjonujące, referencyjne jednostki potrafią skutecznie organizować opiekę nad pacjentami jeszcze przed zmianami legislacyjnymi” – podkreślała.

W dyskusji pojawił się również wątek centralnej e-rejestracji. Zwracano uwagę, że w pulmonologii samo oznaczenie skierowania jako „pilne” lub „stabilne” nie zawsze wystarcza do właściwego zaplanowania diagnostyki, ponieważ do tych samych poradni trafiają pacjenci z bardzo różnymi problemami – od podejrzenia raka płuca, przez niewydolność oddechową, po podejrzenie gruźlicy. Przedstawiciel Centrum e-Zdrowia wyjaśnił, że obecnie centralna e-rejestracja obejmuje jedynie wybrane świadczenia, a kolejne zakresy będą wdrażane etapowo.

Ponad 352 mln zł więcej na świadczenia pulmonologiczne

Jednym z najbardziej konkretnych elementów zmian są nowe taryfy. Joanna Miszczak oceniła, że to jedna z największych zmian w finansowaniu świadczeń pulmonologicznych. „Zmiany, które wspólnie udało się wypracować z klinicystami, Narodowym Funduszem Zdrowia i Ministerstwem Zdrowia, są bardzo obszerne. Nie boję się powiedzieć, że to pewnego rodzaju rewolucja w finansowaniu świadczeń, przede wszystkim w leczeniu szpitalnym. Równolegle prowadziliśmy również prace dotyczące ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, tak aby cały system był przygotowany do kolejnych zmian” – mówiła.

Łączny wzrost finansowania ma wynieść ponad 352 mln zł, czyli ok. 10 proc. więcej nakładów płatnika publicznego na ten obszar. „Choć część grup została przeorganizowana i w niektórych przypadkach finansowanie uległo obniżeniu, to bilans całej reformy pozostaje zdecydowanie dodatni, ponieważ dodatkowe środki trafiły tam, gdzie były najbardziej potrzebne” – wyjaśniała przedstawicielka AOTMiT.

Największe zwiększenie finansowania dotyczy leczenia zapaleń płuc, dychawicy oskrzelowej oraz POChP. „W tym obszarze nakłady wzrosły o ponad 200 mln zł, czyli o ponad 20 proc. Znacząco zwiększono również finansowanie leczenia ostrych infekcji dolnych dróg oddechowych i niepowikłanych zapaleń płuc – o blisko 150 mln zł, czyli o 67 proc., a w przypadku diagnostyki i leczenia POChP wzrost wyniósł ponad 52 mln zł, co oznacza zwiększenie finansowania o 54 proc.” – wskazywała Joanna Miszczak.

Zmiany taryf zostały już zaakceptowane przez ministra zdrowia, choć – jak zaznaczono – trwają jeszcze formalne procedury przewidziane ustawą. AOTMiT zapowiada również monitorowanie efektów reformy. „Mamy świadomość, że przy tak dużej reformie nie da się przewidzieć wszystkich sytuacji. Dlatego będziemy monitorować funkcjonowanie nowych produktów rozliczeniowych i po okresie ich obowiązywania przeprowadzimy ponowną taryfikację. Jeżeli okaże się, że pewne obszary wymagają korekty lub nie zostały właściwie zaadresowane, będziemy je sukcesywnie poprawiać” – mówiła Miszczak.

NFZ: finansowanie ma lepiej odzwierciedlać rzeczywistą diagnostykę

Narodowy Fundusz Zdrowia wskazuje, że celem zmian było bardziej precyzyjne opisanie rzeczywiście wykonywanych świadczeń. Arkadiusz Wachnik, naczelnik Wydziału Inicjacji Zmian w NFZ, podkreślał, że rozwiązania zostały przygotowane we współpracy ze środowiskiem pulmonologicznym i torakochirurgicznym. „Bez wsparcia ekspertów wiele z tych rozwiązań byłoby znacznie słabszych albo w ogóle nie udałoby się ich wdrożyć. Bardzo doceniamy zaangażowanie środowiska i jego aktywny udział w przygotowywaniu nowych rozwiązań” – mówił.

Jednym z głównych obszarów była diagnostyka. „Szczególną uwagę poświęciliśmy bronchoskopii oraz diagnostyce chorób nowotworowych, ponieważ dotychczasowe rozwiązania nie odzwierciedlały właściwie rzeczywistego zakresu wykonywanych świadczeń. Dlatego zdecydowaliśmy się na stworzenie pięciu odrębnych grup diagnostycznych – od najprostszej bronchoskopii po kompleksową diagnostykę pulmonologiczną” – tłumaczył Wachnik.

Nowe grupy mają różnicować zarówno zakres procedur, jak i poziom finansowania. „W dotychczasowej grupie rozliczeniowej nie było wymaganych konkretnych procedur diagnostycznych, natomiast obecnie finansowanie będzie odpowiadało rzeczywiście wykonanym badaniom i skali prowadzonej diagnostyki u danego świadczeniodawcy” – wskazywał przedstawiciel NFZ.

Ważną zmianą jest również lepsze finansowanie leczenia zapaleń płuc, w tym u pacjentów z ciężko upośledzoną odpornością. NFZ deklaruje przy tym, że obecna zmiana nie kończy prac. „Chcemy, aby przegląd zasad finansowania poszczególnych dziedzin medycyny odbywał się regularnie – docelowo nawet co dwa lata. Naszym celem jest stworzenie procesu, który będzie powtarzalny i pozwoli szybciej reagować na potrzeby kliniczne, tak aby środowisko medyczne nie musiało czekać na kolejne zmiany przez wiele lat” – mówił Arkadiusz Wachnik.

W trakcie dyskusji zwracano uwagę, że powodzenie reformy będzie zależało nie tylko od nowych wycen świadczeń, ale również od odpowiedniego zwiększenia ryczałtów i limitów finansowania. W przeciwnym razie szpitale, mimo lepiej wycenionych procedur, mogą szybciej wyczerpywać dostępne środki i przyjmować mniej pacjentów. Ten problem ma szczególne znaczenie dla szpitali monospecjalistycznych, które nie mogą równoważyć kosztów świadczeniami z innych dziedzin.

Rok POChP i dług diagnostyczny po pandemii

Zmiany w pulmonologii wpisują się również w obchody Roku POChP. Jak przypominała dr Małgorzata Czajkowska-Malinowska, „Rok 2026 został ogłoszony Rokiem POChP przez Polskie Towarzystwo Chorób Płuc. Patronat nad tą inicjatywą objęli minister zdrowia, wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska, Światowa Organizacja Zdrowia oraz Główny Inspektor Sanitarny. Dla naszego środowiska jest to przede wszystkim czas przygotowania zaleceń, materiałów merytorycznych i działań edukacyjnych, które mają poprawić opiekę nad pacjentami z POChP”.

Dr Monika Franczuk z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc, reprezentująca Polskie Towarzystwo Chorób Płuc i Koalicję Polskie Zdrowe Płuca, zwracała uwagę, że pandemia COVID-19 pozostawiła po sobie istotny dług zdrowotny. „Pandemia COVID-19 pokazała, jak ważną rolę odgrywa pulmonologia, ale jednocześnie pozostawiła po sobie ogromny dług diagnostyczny i zdrowotny. Wiele oddziałów zostało przekształconych w oddziały covidowe, a skutki tych decyzji odczuwamy do dziś. Nadal musimy nadrabiać opóźnienia w diagnostyce i leczeniu pacjentów z chorobami układu oddechowego” – podkreślała.

POChP pozostaje jednym z najważniejszych wyzwań epidemiologicznych i organizacyjnych. „Dlatego zależy nam na optymalizacji ścieżki pacjenta, szerszym wdrożeniu opieki koordynowanej oraz większym zaangażowaniu lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, którzy najczęściej jako pierwsi mają kontakt z chorymi. To właśnie na tym etapie można najwcześniej rozpoznać chorobę i rozpocząć skuteczne leczenie” – mówiła dr Franczuk.

Środowisko postuluje także szerszy dostęp do nowoczesnych terapii, w tym terapii trójlekowych i leczenia biologicznego dla odpowiednio kwalifikowanych pacjentów z ciężką postacią POChP. Jednocześnie, jak wskazywała dr Franczuk, konieczne jest docieranie do osób z grup ryzyka, które często nie mają świadomości choroby. „Wielu pacjentów zna jedynie objawy, takie jak duszność, ale nie wie, że przyczyną może być przewlekła obturacyjna choroba płuc” – zaznaczała.

Kluczowa pozostaje spirometria. „Jednym z najważniejszych elementów wczesnego wykrywania POChP jest wykonywanie dobrej jakości badań spirometrycznych. Nie chodzi o samo wykonanie badania, ale o jego jakość i prawidłową interpretację. Dlatego chcemy popularyzować spirometrię zarówno wśród lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej, jak i w społeczeństwie” – podkreślała dr Franczuk. Podczas wydarzenia towarzyszącego posiedzeniu w Sejmie wykonano ponad 150 badań spirometrycznych, co – jak wskazywała – potwierdza potrzebę takich działań profilaktycznych.

Pulmonologia potrzebuje ciągłości zmian

Z wypowiedzi przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia, AOTMiT, NFZ i środowiska klinicznego wynika, że pulmonologia wchodzi w okres znaczących zmian, ale ich skuteczność będzie zależała od wykonania szczegółów: jakości programu NDTK, realnej zgłaszalności, organizacji opisów radiologicznych, powiązania diagnostyki histopatologicznej z genetyczną, finansowania biopsji płynnej, wdrożenia Lung Cancer Units, działania trybu 12-godzinnego oraz dopasowania nowych taryf do realnych potrzeb ośrodków.

Nowe rozwiązania nie są więc pojedynczą decyzją administracyjną, ale próbą przebudowy ścieżki pacjenta z chorobami płuc – od profilaktyki i wczesnego wykrywania, przez szybką diagnostykę, po leczenie i dalszą opiekę.

Źródło: opracowanie własne na podstawie wypowiedzi ekspertów podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Płuc, które odbyło się 1 lipca 2026 r. w Sejmie RP. Posiedzenie zostało zorganizowane przez Parlamentarny Zespół ds. Chorób Płuc we współpracy z Polskim Towarzystwem Chorób Płuc i Polską Koalicją Zdrowe Płuca.
Europa mierzy się ze wzrostem zachorowań na alergie i astmę. Bez wprowadzenia nowoczesnych rozwiązań terapeutycznych problem będzie narastać – ocenia proc. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.
Według najnowszych szacunków na choroby alergiczne cierpi ponad 150 mln Europejczyków, najwięcej w Europie Zachodniej, nieco mniej w Europie Wschodniej – poinformował PAP prof. Marek Jutel, kierownik Katedry i Zakładu Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, dyrektor Medycznego Instytutu Badawczego ALL-MED we Wrocławiu, dyrektor Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance (CSEA3).

Dodał, że z badań, które objęły też dzieci i młodzież, wynika, iż w Europie Zachodniej na astmę cierpi 16 proc. populacji, na alergiczny nieżyt nosa 26 proc., a na atopowe zapalenie skóry (AZS) 13 proc. populacji. Dla krajów północnej i wschodniej Europy odsetki te wynoszą odpowiednio 10,4 proc., 16,8 proc. oraz 8,8 proc.

„Badania epidemiologiczne są w tym przypadku trudne, ponieważ obejmują bardzo szerokie spektrum schorzeń, a sama definicja chorób alergicznych ulega zmianom – pojawiają się m.in. nowe kategorie reakcji nadwrażliwości” – wyjaśnił specjalista, cytowany w informacji prasowej przesłanej PAP.

Według niego szacunkowo – na podstawie dostępnych danych – można przyjąć, że nawet około 30-40 proc. populacji Polski zmaga się z jakąś formą choroby alergicznej. Na przykład astma dotyczy około 5–7 proc. populacji. „Na szczęście w większości przypadków jest to astma łagodna, natomiast postacie ciężkie występują znacznie rzadziej. Istotnym problemem pozostaje natomiast alergiczny nieżyt nosa, który dotyczy już 15–20 proc. populacji. Oznacza to, że – w uproszczeniu – co piąta osoba może cierpieć na tę chorobę” – tłumaczył alergolog.

Przypomniał, że istnieje kilka teorii próbujących wyjaśnić przyczyny dużego rozpowszechnienia alergii. Wcześniej dominowała tzw. hipoteza higieniczna, zgodnie z którą wzrost częstości alergii wiązano z bardziej sterylnymi warunkami życia i wyższymi standardami higieny. Obecnie coraz częściej wskazuje się jednak na tzw. uszkodzenie bariery jelitowej, skórnej oraz nabłonka dróg oddechowych.

„Jest to cena, jaką płacimy za kontakt z coraz większą liczbą substancji chemicznych. Prowadzi to do osłabienia integralności bariery, co ułatwia przenikanie alergenów. Komórki układu odpornościowego zaczynają wówczas inicjować przewlekły stan zapalny, który sprzyja rozwojowi chorób alergicznych” – wyjaśnił prof. Jutel.

Jego zdaniem, choć leki biologiczne stanowią ogromny przełom w terapii, to są przeznaczone głównie dla pacjentów z najcięższymi postaciami chorób alergicznych. Dlatego szczególną rolę w terapii tych schorzeń odgrywa immunoterapia alergenowa, która jest przeznaczona dla znacznie szerszej grupy pacjentów i jako jedyna metoda może wpływać na naturalny przebieg choroby.

Immunoterapię należy rozpoczynać możliwie wcześnie, zanim dojdzie do utrwalenia mechanizmów immunologicznych, które mogą być trudne do odwrócenia. „Chcielibyśmy stosować ją u większej grupy pacjentów i na wcześniejszym etapie choroby. Pacjent może być początkowo uczulony tylko na pyłki traw, a z czasem dochodzi do uczulenia na roztocza, sierść kota czy psa. Wtedy choroba staje się znacznie bardziej zaawansowana immunologicznie i trudniejsza do leczenia” – tłumaczy prof. Jutel.

Obecnie w Polsce immunoterapią objęte jest ok.150 tysięcy pacjentów. I – jak ocenił specjalista – jest to nadal niewielka liczba. Dla porównania w Niemczech to około 600 tysięcy osób, a w Hiszpanii nawet ok. 1 miliona. Zdaniem eksperta w Polsce liczba pacjentów leczonych tą metodą mogłaby być co najmniej dwu- lub trzykrotnie większa. Prof. Jutel przypomniał, że na ryzyko rozwoju alergii oraz na skuteczność jej leczenia wpływają również czynniki zależne od stylu życia.

„Liczne badania pokazują związek między nadwagą, otyłością oraz niską aktywnością fizyczną, zmianami składu mikrobiomu a chorobami alergicznymi. Nadwaga, otyłość i niewłaściwy mikrobiom nasilają procesy zapalne w organizmie, co może utrudniać leczenie. Z kolei regularna aktywność fizyczna i odpowiednia dieta mogą istotnie poprawić kontrolę choroby i są w dużej mierze w zasięgu każdego pacjenta” – podkreślił alergolog.

Prof. Jutel w maju zorganizował w Warszawie pierwszy międzynarodowy Kongres Central and Southern European Allergy and Asthma Alliance (CSEA3). Jest to nowa, międzynarodowa organizacja działająca w obszarze alergologii, która ma reprezentować kraje Europy Środkowej i Południowej, zwłaszcza mniejsze, takie jak Litwa, Estonia, Węgry, Bułgaria, Słowacja, Serbia, Chorwacja, Macedonia Północna.

Zdaniem specjalisty wspólne działanie w ramach większej organizacji znacznie zwiększa szanse, aby głos ekspertów z tych krajów był realnie słyszalny na forum europejskim i miał wpływ na decyzje podejmowane w UE. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Finansowanie świadczeń związanych z leczeniem chorób układu oddechowego może wzrosnąć o ponad 350 mln zł rocznie. Tak wynika z opublikowanego przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji raportu dotyczącego nowych taryf dla świadczeń pulmonologicznych. Projekt przewiduje nie tylko zmiany wycen, ale także istotną reorganizację sposobu udzielania świadczeń.
Według AOTMiT łączna wartość finansowania świadczeń objętych analizą wzrosłaby z 3,43 mld zł do 3,79 mld zł, czyli o 352,5 mln zł. Oznacza to wzrost nakładów o 10,3 proc. Zdecydowana większość dodatkowych środków miałaby trafić do lecznictwa szpitalnego, gdzie wzrost finansowania oszacowano na ponad 350 mln zł. W ambulatoryjnej opiece specjalistycznej wzrost wyniósłby około 2,2 mln zł.

Największe zmiany finansowe dotyczą leczenia zapaleń płuc, astmy oskrzelowej oraz przewlekłej obturacyjnej choroby płuc. Wartość finansowania tej grupy świadczeń miałaby wzrosnąć o 208,4 mln zł, czyli niemal o 20 proc. Szczególnie duży wzrost przewidziano dla nowej grupy obejmującej leczenie ostrych infekcji dolnych dróg oddechowych i niepowikłanego zapalenia płuc. W tym przypadku AOTMiT szacuje wzrost finansowania o 149,2 mln zł, czyli o 67 proc. Z kolei dla grupy „POChP i inne obturacyjne choroby układu oddechowego” przewidziano zwiększenie finansowania o 52,6 mln zł, co odpowiada wzrostowi o 54,6 proc.

Raport zakłada również znaczące zmiany organizacyjne. Obecnie w katalogu znajduje się 34 grupy jednorodnych grup pacjentów (JGP), natomiast po zmianach byłoby ich 44. Nowe grupy mają lepiej odzwierciedlać rzeczywisty stopień skomplikowania leczenia i koszty opieki nad pacjentami.

Jednym z głównych założeń reformy jest ograniczenie niepotrzebnych hospitalizacji całodobowych. AOTMiT proponuje, aby część diagnostyki oraz procedur pulmonologicznych była wykonywana w trybie do 12 godzin lub w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. Hospitalizacja całodobowa miałaby być zarezerwowana przede wszystkim dla pacjentów wymagających intensywnego leczenia, monitorowania lub postępowania w ostrej niewydolności oddechowej.

Istotne zmiany dotyczą również diagnostyki pulmonologicznej. Dotychczasowa grupa „Bronchoskopia” miałaby zostać zastąpiona dwiema nowymi grupami: „Inwazyjno-obrazowa diagnostyka pulmonologiczna” oraz „Kompleksowa diagnostyka pulmonologiczna”. Według autorów raportu ma to lepiej odzwierciedlać różnice w stopniu skomplikowania wykonywanych procedur.

Przebudowane mają zostać również zasady rozliczania leczenia zapaleń płuc. Obecne grupy zostaną zastąpione nowym podziałem uwzględniającym zarówno etiologię zakażenia, jak i stopień ciężkości przebiegu choroby.

AOTMiT podkreśla, że proponowane rozwiązania mają poprawić przejrzystość finansowania, lepiej dopasować taryfy do rzeczywistych kosztów leczenia oraz stworzyć warunki do rozwoju diagnostyki i leczenia realizowanych poza hospitalizacją całodobową. Analiza obejmuje 640 świadczeniodawców realizujących świadczenia pulmonologiczne w Polsce.

Uwagi do projektu taryf można zgłaszać do 12 czerwca 2026 r. Po zakończeniu konsultacji publicznych AOTMiT przedstawi ostateczne propozycje nowych taryf, które następnie mogą zostać wykorzystane przez Narodowy Fundusz Zdrowia przy aktualizacji wycen świadczeń pulmonologicznych.

Źródło: AOTMiT

Dla poprawy sytuacji pacjentów w ochronie zdrowia powinniśmy rozszerzać zakres skoordynowanej opieki, która z jednej strony usprawni diagnostykę, z drugiej ułatwi pacjentom proces leczenia – ocenili eksperci podczas debaty „Zdrowie i Pacjent”, która odbyła się w ramach Europejskiego Kongresu Gospodarczego 2026 w Katowicach. Zaapelowali o zwiększenie nakładów organizacyjnych i finansowych na profilaktykę.
Dyskusję o sytuacji pacjentów w ochronie zdrowia rozpoczął przedstawiciel Rzecznika Praw Pacjenta – Konrad Madejczyk, dyrektor Departamentu Współpracy Biura Rzecznika Praw Pacjenta. Zwrócił on uwagę, że najwięcej zgłoszeń i skarg kierowanych do Biura RPP dotyczy prawa do informacji medycznej (37 tys. zgłoszeń rocznie) oraz przebiegu leczenia, na co skarży się ok. 24 tys. pacjentów rocznie.

„Pacjenci wciąż gubią się w systemie. Dużym problem jest np. przenoszenie dokumentacji medycznej z przychodni do szpitala, którą obarczony jest pacjent. Tak nie powinno być, bo mamy w systemie narzędzie do tego, ale nie jest ono wykorzystane” – zaznaczył dyrektor Madejczyk.

Zwrócił też uwagę na konieczność wzmocnienia bezpieczeństwa pacjenta w kontekście działalności szarlatanów. Przypomniał o tym, że do prac parlamentarnych trafił projekt ustawy pozwalający skutecznie ograniczyć pseudomedyczną działalność.

Według Agnieszki Gorgoń-Komor, senatorki RP i wiceprzewodniczącej Senackiej Komisji Zdrowia, legislacja nie rozwiąże wszystkich problemów w ochronie zdrowia.

„Potrzebujemy większych nakładów na zdrowie i lepszej organizacji, żeby z jednej strony lekarze mieli więcej czasu dla pacjentów, a z drugiej strony, by usprawnić i skrócić proces diagnostyki. To pozwoli też na efektywniejsze wydatkowanie środków w systemie” – wskazała.

Jej zdaniem kluczowe jest przesunięcie ciężaru działań na profilaktykę. „Profilaktyka to inwestycje, a leczenie to koszt. Kto nie jest leczony, powinien być w systemie opieki profilaktycznej. Oczywiście powinniśmy płacić za efekt leczenia, ale musimy zmienić organizacyjnie dostęp do profilaktyki i pamiętać, że opieka szpitalna jest najdroższa” – podkreśliła senatorka.

Według prof. Marcina Czecha, kierownika Zakładu Farmakoekonomiki w Instytucie Matki i Dziecka, członka Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Chorób Infekcyjnych, biorąc pod uwagę sytuację demograficzną, bez zwiększenia profilaktyki, w tym rozszerzenia szczepień ochronnych, nie da się na dłuższą metę poprawić sytuacji w publicznej ochronie zdrowia.

„Jesteśmy w Polsce nastawieni na medycynę naprawczą, ale jeśli chcemy przejść na poziom populacyjny, musimy postawić na profilaktykę – tak pod względem organizacyjnym, jak i finansowym. W Polsce ledwie 1,7 proc. budżetu zdrowotnego trafia na profilaktykę, to o połowę mniej niż średnia w UE” – podał prof. Czech. Dodał, że tylko 0,5 proc. trafia na szczepienia ochronne zapobiegające wielu chorobom, które później generują bardzo duże koszty leczenia.

Konrad Korbiński, dyrektor generalny w Ministerstwie Zdrowia, zwrócił uwagę, że resort zdrowia próbuje nadrobić wieloletnie zapóźnienia w profilaktyce.

„Już 1 mld zł zainwestowaliśmy w prewencję. Efekty tego będą odroczone w czasie, ale bardzo wymierne, bo 1 złoty zainwestowany w profilaktykę oznacza zwrot 4 złotych na leczeniu” – podał urzędnik.

Przyznał, że są opóźnienia we wprowadzaniu opieki koordynowanej, ale w onkologii już jest wdrażana. Dodał, że przygotowywana jest najpierw standaryzacja, a potem nastąpi wprowadzanie koordynatora do kolejnych specjalizacji.

Prof. Sebastian Majewski z Kliniki Pneumonologii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, członek Polskiego Towarzystwa Chorób Płuc, zwrócił uwagę, że w chorobach płuc potrzebna jest strategia na wzór kardiologii i onkologii.

Podał przykład przewlekłej obturacyjnej choroby płuc (POChP) i jej niedostatecznego rozpoznania, a jak podał przypomniał choruje na nią ok. 400 mln osób na świecie, a w Polsce ok. 2 mln.

„Wielu chorych pozostaje niezdiagnozowanych, ponieważ początkowe objawy – takie jak kaszel, zmęczenie czy duszność – są bagatelizowane i przypisywane wiekowi lub paleniu papierosów. Tymczasem szacuje się, że nawet 50 proc. chorych nie wie o swojej chorobie, co ma swoje konsekwencje” – ocenił.

Jak wyjaśnił prof. Majewski, POChP jest chorobą społeczną, wpływającą nie tylko na zdrowie, ale też na funkcjonowanie pacjentów – obniża jakość życia, prowadzi do utraty zdolności do pracy i zwiększa zależność od opieki bliskich.

„Zaostrzenia choroby często wymagają hospitalizacji i generują wysokie koszty dla systemu ochrony zdrowia. Dlatego kluczową rolę w profilaktyce i diagnostyce odgrywa identyfikacja czynników ryzyka, przede wszystkim palenia tytoniu, wieku oraz narażenia na zanieczyszczenia powietrza” – zauważył specjalista.

Podkreślił, że chorym „dramatycznie” potrzebna jest rehabilitacja, bo ledwie 1 proc. pacjentów z POchP na nią trafia.

„Potrzebujemy też poprawy wyceny w pulmonologii, bo już od trzeciego dnia z zapaleniem płuc szpital dopłaca do pacjenta” – wskazał prof. Majewski.

Według prof. Edwarda Wylęgały, konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie okulistyki, prorektora d/s Rozwoju i Transferu Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, do chorób cywilizacyjnych trzeba włączyć problemy okulistyczne. Wskazał, że z jednej strony mamy starzejące się społeczeństwo, z drugiej zaczyna się epidemia krótkowzroczności u dzieci z powodu nadmiernej ekspozycji na ekrany.

„Musimy zwiększyć profilaktykę i edukację oraz rozwijać dostęp do programu lekowego” – podkreślił specjalista.

Krystian Wit, konsultant wojewódzki w dziedzinie kardiologii w woj. śląskim, zastępca dyrektora ds. lecznictwa, kierownik Oddziału Intensywnego Nadzoru Kardiologicznego Górnośląskiego Centrum Medycznego im. prof. Leszka Gieca w Katowicach, powiedział, że Polska jest w czołówce europejskiej w dziedzinie kardiologii.

Zauważył, że powoływanie koordynatorów jeszcze wymaga doprecyzowania ich roli w ramach elektronicznej karty pacjenta kardiologicznego. Podkreślił jednak, że w Polsce cyfryzacja w ochronie zdrowa jest jedną z najwyższych w Europie, a sam system na bardzo „przyzwoitym poziomie”.

Źródło: PAP MediaRoom

Komitet ds. Produktów Leczniczych Stosowanych u Ludzi (CHMP) przy Europejskiej Agencji Leków pozytywnie ocenił stosowanie nerandomilastu u dorosłych pacjentów z idiopatycznym włóknieniem płuc (IPF) oraz postępującym włóknieniem płuc (PPF). Terapia miałaby być stosowana w leczeniu dwóch ciężkich, postępujących chorób prowadzących do nieodwracalnego bliznowacenia tkanki płucnej i stopniowej utraty wydolności oddechowej.
Pozytywna opinia CHMP jest etapem procesu rejestracyjnego w Unii Europejskiej. Ostateczną decyzję o dopuszczeniu leku do stosowania podejmie Komisja Europejska.

Włóknienie płuc – choroby prowadzące do stopniowej utraty wydolności oddechowej

Idiopatyczne włóknienie płuc (IPF) i postępujące włóknienie płuc (PPF) należą do grupy śródmiąższowych chorób płuc, w których dochodzi do postępującego bliznowacenia tkanki płucnej. Z czasem płuca tracą zdolność skutecznego transportowania tlenu do krwi, a uszkodzona tkanka nie odzyskuje swojej funkcji.

Objawy obu chorób często rozwijają się stopniowo i obejmują przede wszystkim duszność, przewlekły suchy kaszel, zmęczenie oraz ograniczenie tolerancji wysiłku. Chorzy często zauważają, że coraz trudniejsze stają się codzienne czynności, takie jak wejście po schodach, spacer czy wykonywanie prostych prac domowych.

Idiopatyczne włóknienie płuc najczęściej rozwija się po 50. roku życia, częściej u mężczyzn. Przyczyna choroby pozostaje nieznana. W przypadku PPF włóknienie może rozwijać się m.in. w przebiegu chorób autoimmunologicznych, takich jak reumatoidalne zapalenie stawów czy twardzina układowa, ale także po ekspozycji na niektóre czynniki środowiskowe lub bez uchwytnej przyczyny.

Szacuje się, że idiopatyczne i postępujące włóknienie płuc dotyka ponad 500 tys. osób w Unii Europejskiej.

Co to za lek?

Nerandomilast (JASCAYD) jest doustnym lekiem przyjmowanym dwa razy dziennie. Należy do grupy preferencyjnych inhibitorów PDE4B i działa przeciwzapalnie oraz przeciwzwłóknieniowo, czyli ma ograniczać procesy prowadzące do dalszego uszkadzania płuc.

Lek jest już dopuszczony do stosowania m.in. w Stanach Zjednoczonych, Japonii, Chinach i Zjednoczonych Emiratach Arabskich w leczeniu idiopatycznego oraz postępującego włóknienia płuc.

Co pokazały badania?

Pozytywna opinia CHMP opiera się na wynikach programu badań klinicznych III fazy FIBRONEER, obejmującego dwa badania: FIBRONEER-IPF oraz FIBRONEER-ILD.

W obu badaniach oceniano skuteczność i bezpieczeństwo nerandomilastu u pacjentów z idiopatycznym lub postępującym włóknieniem płuc.
Wyniki wykazały, że leczenie wiązało się ze spowolnieniem pogarszania czynności płuc w porównaniu z placebo. Oceniano to na podstawie zmian natężonej pojemności życiowej płuc (FVC), czyli jednego z podstawowych parametrów pozwalających śledzić postęp choroby i wydolność oddechową pacjentów.

Nie osiągnięto jednak jednego z kluczowych drugorzędowych punktów końcowych badań. W analizach obserwowano natomiast liczbową redukcję śmiertelności w obu badaniach, która w jednym z nich osiągnęła znamienność statystyczną.

Jak podano, nerandomilast charakteryzował się korzystnym profilem bezpieczeństwa i tolerancji. Nie stwierdzono konieczności rutynowego monitorowania czynności wątroby, a w przypadku stosowania leku samodzielnie odsetek przerywania terapii był podobny do placebo.

Dlaczego część pacjentów przerywa obecne leczenie?

Leczenie włóknienia płuc pozostaje wyzwaniem także z powodu działań niepożądanych obecnie stosowanych terapii. Pacjenci często zgłaszają m.in. nudności, biegunkę czy nadwrażliwość na światło słoneczne, co wpływa na codzienne funkcjonowanie i może prowadzić do opóźniania rozpoczęcia terapii lub jej przerywania.

Według danych przytoczonych przez producenta w przypadku idiopatycznego włóknienia płuc około połowa pacjentów, którzy przerywają leczenie, robi to w ciągu pierwszych sześciu miesięcy terapii.

Co dalej?

Pozytywna opinia CHMP oznacza rekomendację dopuszczenia nerandomilastu do stosowania w Unii Europejskiej, jednak ostateczna decyzja należy do Komisji Europejskiej.

Jeśli terapia zostanie zatwierdzona, będzie kolejną opcją leczenia dla pacjentów z idiopatycznym i postępującym włóknieniem płuc – chorobami, które mimo dostępnych terapii nadal wiążą się z wysokim ryzykiem pogarszania funkcji płuc i przedwczesnego zgonu.

Źródło: komunikat firmy Boehringer Ingelheim, wyniki programu badań FIBRONEER