Medicalpress

Kiedy młoda kobieta słyszy diagnozę raka piersi, jej świat na chwilę się zatrzymuje. Pojawia się strach o życie, pytania o leczenie i przyszłość. A czasem także jeszcze jedno, niezwykle osobiste: czy będę mogła zostać mamą? Jeszcze niedawno takie pytanie często schodziło na dalszy plan. Dziś lekarze coraz częściej rozmawiają z pacjentkami o ich marzeniach i możliwościach zachowania płodności, zanim rozpocznie się leczenie. Bo skuteczna terapia to nie tylko szansa na pokonanie choroby, ale również na życie, które kobieta chciała prowadzić.

O macierzyństwie po chorobie onkologicznej, zabezpieczaniu płodności przed leczeniem oraz możliwościach terapii raka piersi rozpoznanego w czasie ciąży rozmawiali eksperci, pacjentki i przedstawiciele organizacji społecznych podczas konferencji „Rak piersi – profilaktyka, postęp, przyszłość”, zorganizowanej 9 października 2026 roku w Warszawie przez Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej oraz Narodowy Instytut Onkologii – PIB. Jednym z najważniejszych przesłań spotkania było to, że diagnoza nowotworu nie powinna automatycznie oznaczać rezygnacji z planów macierzyńskich.

„Ojej, to ja będę żyć”. Dlaczego pytanie o macierzyństwo jest tak ważne?

Przez wiele lat najważniejszym celem leczenia onkologicznego było uratowanie życia pacjentki. Dziś pozostaje to absolutnym priorytetem, ale współczesna medycyna coraz częściej pozwala myśleć również o tym, jak będzie wyglądało życie po zakończeniu terapii.

Dla młodych kobiet jednym z takich pytań jest możliwość posiadania dzieci. Nie każda pacjentka planuje macierzyństwo, jednak każda powinna mieć możliwość rozmowy o swoich oczekiwaniach i poznania dostępnych rozwiązań.

– Dawniej chcieliśmy tylko wyleczyć. Ktoś powie: tylko. Przede wszystkim wyleczyć. My dalej chcemy wyleczyć, ale chcemy też spełniać marzenia naszych pań. Te bardzo głębokie, skryte marzenia, które często każda z nas miała bądź ma – marzenia o posiadaniu potomstwa. Rozmawiamy o tym, żeby nasze pacjentki miały szansę zostać mamami – mówiła dr Katarzyna Pogoda, przewodnicząca Sekcji Raka Piersi Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej. 

Jak podkreślała ekspertka, samo pytanie o plany macierzyńskie może mieć dla kobiety ogromne znaczenie. W chwili, gdy cała uwaga skupia się na chorobie, rozmowa o przyszłości bywa pierwszym sygnałem, że nadal można ją planować.

– Moment diagnozy jest bardzo trudny, ale kiedy pytam moje pacjentki, czy jeszcze planują potomstwo, to nagle otwiera się cały świat: „Ojej, to ja będę żyć”. I to jest niezwykle ważne. Tak naprawdę każdy aspekt życia powinniśmy spróbować zabezpieczyć – podkreśliła dr Pogoda.

Zabezpieczenie płodności przed leczeniem. Dziś jest więcej możliwości

Niektóre metody leczenia przeciwnowotworowego mogą wpływać na płodność. Dlatego tak istotne jest, aby rozmowa o ewentualnym macierzyństwie odbyła się jeszcze przed rozpoczęciem terapii, zwłaszcza gdy planowane leczenie może uszkodzić funkcję jajników.

W zależności od wieku kobiety, jej stanu zdrowia, rodzaju nowotworu i planowanego leczenia możliwe jest rozważenie metod zabezpieczenia płodności, w tym zamrożenia komórek jajowych lub zarodków. O tym, jakie rozwiązanie będzie odpowiednie, decyduje się indywidualnie, we współpracy onkologa i specjalisty medycyny rozrodu.

Ważną zmianą jest możliwość korzystania z publicznie finansowanego programu zabezpieczania płodności u pacjentek onkologicznych spełniających określone kryteria. Wcześniej wiele kobiet musiało samodzielnie szukać odpowiednich placówek i finansować procedury.

– Ten rządowy program jest niezwykle ważny dla naszych pań. Mamy szansę zabezpieczyć ich płodność, zanim rozpoczniemy leczenie. To zupełnie inna jakość niż jeszcze kilka lat temu, kiedy pacjentki mówiły: „Tak, chcę zostać mamą”, ale wówczas musiały we własnym zakresie organizować i finansować procedury zabezpieczenia płodności. Teraz mamy program, kierujemy nasze panie do ginekologa i dopiero rozpoczynamy leczenie. To ogromna radość – zaznaczyła dr Katarzyna Pogoda. 

Możliwość zabezpieczenia płodności nie oznacza gwarancji przyszłej ciąży. Daje jednak części kobiet dodatkową szansę na realizację planów rodzinnych po zakończeniu leczenia.

Nie tylko dwudziestolatki. O macierzyństwie myślą również kobiety po czterdziestce

Rozmowy o onkopłodności często kojarzą się z bardzo młodymi pacjentkami. Tymczasem diagnoza raka piersi może pojawić się również u kobiety, która dopiero po czterdziestce planuje pierwsze lub kolejne dziecko.

Zwróciła na to uwagę dr Ewa Szombara, pełniąca obowiązki kierownika Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej NIO-PIB.

– Jest oddzielna grupa, i to spora grupa pań zdecydowanie powyżej 40. roku życia, która otrzymuje diagnozę raka piersi, a jeszcze nie zrealizowała planów macierzyńskich. Są kobiety między 40. a 44. rokiem życia, które mówią: „Właśnie myślałam o realizacji tych planów i w tym momencie otrzymałam taką diagnozę” – mówiła dr Ewa Szombara.

W tej grupie wiekowej możliwości zabezpieczenia płodności i późniejszego zajścia w ciążę mogą być bardziej ograniczone. Tym bardziej potrzebna jest szybka, rzetelna konsultacja uwzględniająca zarówno sytuację onkologiczną, jak i możliwości medycyny rozrodu.

Najważniejsze, aby nie zakładać z góry, że temat macierzyństwa nie dotyczy pacjentki tylko dlatego, że przekroczyła określony wiek.

Czy zabezpieczenie płodności opóźnia leczenie raka piersi?

Dla kobiety, która właśnie dowiedziała się o chorobie, perspektywa odłożenia rozpoczęcia leczenia może budzić zrozumiały niepokój. Dlatego tak ważna jest sprawna współpraca między ośrodkiem onkologicznym a specjalistami zajmującymi się medycyną rozrodu.

O doświadczeniach Białostockiego Centrum Onkologii mówiła dr Bogumiła Czartoryska-Arłukowicz. W tamtejszym Breast Cancer Unit rozmowa o planach macierzyńskich odbywa się już na etapie konsylium, czyli spotkania specjalistów ustalających plan leczenia.

– Wszystkim proponujemy na etapie konsylium taką możliwość, pytamy o ich plany macierzyńskie. Mówimy o tym, że jest możliwość przeprowadzenia tej procedury. I w momencie, kiedy kobieta wyraża zgodę, od razu na konsylium ustalany jest termin konsultacji. Mamy bardzo dobrą współpracę z Kliniką Rozrodczości i Endokrynologii Ginekologicznej – relacjonowała ekspertka.

Dzięki odpowiedniej organizacji pacjentka może szybko uzyskać konsultację i rozpocząć procedurę zabezpieczenia płodności, jeśli pozwala na to jej sytuacja kliniczna.

– To tak naprawdę mocno nie przedłuża rozpoczęcia naszego leczenia, bo to maksimum dwa tygodnie, a z reguły krócej. Takich procedur w zeszłym roku zostało przeprowadzonych u 20 naszych pacjentek – podkreśliła dr Czartoryska-Arłukowicz.

Przy dobrej organizacji można w wielu przypadkach pogodzić potrzebę szybkiego rozpoczęcia leczenia z zabezpieczeniem szans na przyszłe macierzyństwo.

Ciąża po raku piersi jest możliwa. Co z kobietami przyjmującymi hormonoterapię?

Jednym z częstych pytań pacjentek jest to, czy po zakończeniu leczenia raka piersi można bezpiecznie planować ciążę.

Odpowiedź zależy od wielu czynników, w tym rodzaju nowotworu, zastosowanego leczenia, czasu od jego zakończenia i indywidualnego ryzyka nawrotu choroby. Coraz więcej danych wskazuje jednak, że u odpowiednio dobranych kobiet ciąża po leczeniu raka piersi jest możliwa.

Szczególnie ważne są wyniki badania POSITIVE, dotyczącego pacjentek z hormonozależnym rakiem piersi. Wykazało ono, że u wybranych kobiet możliwe jest czasowe przerwanie uzupełniającej hormonoterapii po wcześniejszym okresie leczenia, aby podjąć starania o dziecko.

Jak wyjaśniała dr Bogumiła Czartoryska-Arłukowicz, taka możliwość jest istotna, ponieważ hormonoterapia uzupełniająca trwa zwykle wiele lat, a dla części pacjentek oznaczałoby to odłożenie macierzyństwa na bardzo długi czas.

– Można to leczenie przerwać po dwóch, trzech latach na urodzenie dziecka i potem wrócić do tego leczenia. Ważne jest, żeby o takiej możliwości kobiety informować – zaznaczyła.

Warto jednak pamiętać, że nie chodzi o samodzielne odstawienie leków. Decyzja wymaga indywidualnej oceny przez zespół leczący, a dotychczasowe wyniki badań dotyczące bezpieczeństwa takiego postępowania są najbardziej uspokajające w krótszej obserwacji. Konieczne jest dalsze monitorowanie odległego ryzyka nawrotu.

Rak piersi rozpoznany w ciąży. Dwie troski, jeden plan leczenia

Inną, szczególnie trudną sytuacją jest rozpoznanie raka piersi u kobiety, która już jest w ciąży. Wtedy decyzje medyczne muszą uwzględniać zarówno skuteczność leczenia nowotworu, jak i bezpieczeństwo rozwijającego się dziecka.

Nie oznacza to jednak, że leczenie raka piersi w czasie ciąży jest niemożliwe. W zależności od trymestru, rodzaju i zaawansowania nowotworu można zastosować określone metody terapii, a pozostałe zaplanować na późniejszy etap. Wymaga to ścisłej współpracy onkologów, chirurgów, położników i innych specjalistów.

– Rozpoznanie raka piersi w ciąży trochę ogranicza nasze możliwości leczenia. Chcemy jednak dać tym młodym paniom możliwie najlepsze, optymalne leczenie jeszcze przed rozwiązaniem. Termin porodu jest zawsze zaplanowany i omówiony z lekarzem ginekologiem prowadzącym – wyjaśniała dr Ewa Szombara.

„To się leczy, to prowadzi”. Historia mamy, która zachorowała w ciąży

Najbardziej poruszającym momentem dyskusji była osobista historia Beaty Mikitki, która przed laty usłyszała diagnozę raka piersi, będąc w upragnionej ciąży.

Na dziecko czekała długo. Dlatego wiadomość o nowotworze pojawiła się w momencie, kiedy – jak sama opowiadała – była już bardzo blisko spełnienia największego marzenia.

Swoją drogę do macierzyństwa porównała do zdobywania Mount Everestu. Choroba była dla niej jak gwałtowna zamieć śnieżna, która pojawiła się w połowie wspinaczki.

Wspominała również pierwsze spotkania z lekarzami i słowa, które pomogły jej odzyskać nadzieję:

– Usłyszałam jedną rzecz: „To się leczy, to prowadzi” – mówiła Beata Mikitka.

Dzięki pomocy lekarzy z Rzeszowa i Warszawy rozpoczęła leczenie prowadzone z uwzględnieniem ciąży. Kolejne miesiące oznaczały nie tylko terapię i wizyty w szpitalu, ale również ogromny wysiłek związany z organizacją codziennego życia.

5 października 2017 roku urodził się jej syn Michał.

Podczas konferencji mówiła o nim z ogromnym wzruszeniem. O tym, jak wiele znaczą dla niej zwyczajne chwile – wspólne poranki, obecność dziecka, możliwość obserwowania, jak dorasta.

Za medycznymi decyzjami dotyczącymi leczenia kobiet w ciąży kryją się nie tylko wyniki badań i procedury, ale również marzenia, relacje i całe przyszłe życie rodziny.

„To nie jest fanaberia”. Pacjentka ma prawo mówić o swoich marzeniach

Magdalena Kardynał z Fundacji OmeaLife zwróciła uwagę, że rozmowa o przyszłości pacjentki nie powinna ograniczać się do pytań o skuteczność terapii. Ważne są również jej plany rodzinne, poczucie kobiecości, wygląd ciała, sprawność i jakość życia.

– Dzisiaj młode pacjentki mają prawo przyjść i wnieść swoje oczekiwania odnośnie kobiecości. I to jest niezbywalne prawo każdej kobiety, niezależnie od wieku – podkreśliła.

Jak zaznaczyła, kobieta, która przekracza próg gabinetu onkologicznego, nie przestaje być osobą z własnymi marzeniami, relacjami i planami.

– Zanim pacjentka otworzyła drzwi gabinetu i usłyszała tę trudną diagnozę, miała swoje bardzo ważne życie. W momencie, kiedy staje się pacjentką, trzeba też usłyszeć jej głos: kim była do tej pory, jakie ma oczekiwania i jakie będzie miała plany na przyszłość, żeby to leczenie w nie wpisać – mówiła Magdalena Kardynał.

Przywołała również bolesne doświadczenie jednej z podopiecznych fundacji, która podczas rozmowy o możliwości zabezpieczenia płodności usłyszała od lekarza:

– Po co pani onkopłodność, skoro pani nie wychowa tego dziecka?

Jak podkreśliła przedstawicielka OmeaLife, tego rodzaju wypowiedzi mogą mieć poważne konsekwencje psychologiczne, szczególnie w momencie rozpoznania choroby nowotworowej. Dlatego tak ważne jest, aby rozmowa o zabezpieczeniu płodności opierała się na aktualnej wiedzy medycznej, uwzględniała indywidualną sytuację kliniczną pacjentki i pozostawiała jej możliwość świadomego podejmowania decyzji dotyczących przyszłego macierzyństwa. 

Przyszłość to również powrót do pracy i codzienności

Plany życiowe kobiet po leczeniu raka piersi nie ograniczają się oczywiście do macierzyństwa. Dla wielu ważny jest również powrót do pracy, aktywności społecznej i dotychczasowych zainteresowań.

Aleksandra Sienkiewicz, dyrektor Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, zwróciła uwagę na rolę pracodawców w tworzeniu warunków umożliwiających osobom po leczeniu onkologicznym stopniowy powrót do aktywności zawodowej.

– Zakładamy, że ten pracownik, pacjent, pacjentka wrócą do pracy i teraz rolą pracodawcy jest to, żeby stanowisko pracy też było elastyczne, dopasowane do jej możliwości w danym momencie życia – podkreśliła.

Ważne jest nie tylko dostosowanie obowiązków czy godzin pracy, ale również atmosfera zrozumienia i szacunku. Kobieta wracająca po leczeniu nie potrzebuje stygmatyzacji ani nadmiernego współczucia, lecz możliwości funkcjonowania zgodnie ze swoim stanem zdrowia i własnymi potrzebami.

Leczenie ma chronić życie. Ale także pozostawiać przestrzeń na marzenia

Współczesna onkologia coraz częściej pozwala kobietom z rakiem piersi myśleć o przyszłości szerzej niż tylko w kategoriach zakończenia terapii.

Możliwość zabezpieczenia płodności, planowania ciąży po leczeniu, prowadzenia terapii w czasie ciąży czy powrotu do aktywności zawodowej pokazuje, jak bardzo zmienia się podejście do potrzeb pacjentek.

Nie każda kobieta będzie mogła skorzystać ze wszystkich tych możliwości. Nie każda też będzie chciała zostać mamą. Najważniejsze jednak, aby każda miała prawo mówić o swoich planach i otrzymać rzetelną informację o dostępnych rozwiązaniach.

Bo za diagnozą raka piersi stoi kobieta, która miała swoje życie przed chorobą i chce mieć przyszłość również po niej.

Źródło: Konferencja „Rak piersi – profilaktyka, postęp, przyszłość”, 9 października 2026 r., Narodowy Instytut Onkologii – PIB w Warszawie. Organizatorzy: Narodowy Instytut Onkologii – PIB i Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej. Wypowiedzi uczestników panelu „Onkopłodność – macierzyństwo po chorobie onkologicznej”.

Opracowanie: redakcja Medicalpress

Diagnoza raka piersi potrafi w jednej chwili zmienić wszystko. Pojawiają się pytania o skuteczność leczenia, przyszłość, rodzinę, pracę i codzienne życie. Czy konieczna będzie chemioterapia? Czy uda się zachować pierś? Jak długo potrwa leczenie? I czy po jego zakończeniu będzie można wrócić do tego, co było wcześniej? Współczesna onkologia daje coraz więcej możliwości, ale równie ważne jak nowoczesne leki są odpowiednia diagnostyka, skoordynowana opieka, rehabilitacja i wsparcie psychologiczne.

O tym, jak zmienia się leczenie raka piersi i czego dziś potrzebują pacjentki, rozmawiali eksperci oraz przedstawiciele organizacji pacjenckich podczas konferencji „Rak piersi – profilaktyka, postęp, przyszłość”, zorganizowanej 9 października 2026 roku w Warszawie przez Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej i Narodowy Instytut Onkologii – PIB.

Jedna pacjentka, wielu specjalistów. Dlaczego koordynacja leczenia jest tak ważna?

Dla kobiety, która właśnie usłyszała diagnozę, jednym z największych wyzwań może być odnalezienie się w kolejnych etapach diagnostyki i leczenia. Wizyty u różnych specjalistów, dodatkowe badania, oczekiwanie na wyniki i decyzje dotyczące terapii potrafią być przytłaczające. Dlatego coraz większe znaczenie ma organizacja opieki w taki sposób, aby pacjentka nie musiała samodzielnie koordynować całego procesu.

Taką rolę pełnią ośrodki kompleksowej diagnostyki i leczenia raka piersi, czyli Breast Cancer Units. W jednym miejscu współpracują specjaliści różnych dziedzin, którzy wspólnie ustalają plan postępowania, uwzględniając rodzaj nowotworu, stopień jego zaawansowania i indywidualną sytuację pacjentki.

– Wdrożono koordynację całego procesu diagnostyczno-terapeutycznego właśnie w Breast Unitach, gdzie opisano, jak powinien wyglądać ten proces, w jakich ramach czasowych powinny odbywać się konsylia i jak powinien przebiegać późniejszy etap leczenia. Czy to się udało? Zdecydowanie tak. To takie małe comprehensive cancer center, dedykowane pacjentkom chorym na nowotwory piersi. A więc w jednym miejscu wszystko jak najlepszej jakości – podkreślała dr hab. Beata Jagielska, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii – PIB.

Znaczenie takiego modelu opieki wykracza poza samą wygodę organizacyjną. W raku piersi decyzje dotyczące leczenia często wymagają współpracy chirurga, onkologa klinicznego, radioterapeuty, radiologa, patomorfologa czy genetyka. Im lepiej zaplanowana jest ta współpraca, tym większa szansa na sprawne przeprowadzenie pacjentki przez kolejne etapy terapii.

Genetyka pozwala dowiedzieć się więcej, zanim pojawi się choroba

Postęp w diagnostyce raka piersi oznacza dziś nie tylko coraz dokładniejsze wykrywanie zmian nowotworowych. Dzięki badaniom genetycznym możliwe jest również rozpoznawanie dziedzicznych predyspozycji do zachorowania i objęcie kobiet z grup wysokiego ryzyka odpowiednim nadzorem.

Jak wyjaśniał dr hab. Michał Jarząb, kierownik Centrum Diagnostyki i Leczenia Chorób Piersi NIO-PIB w Gliwicach, szczególne znaczenie ma objęcie kobiet z grup wysokiego ryzyka zachorowania na raka piersi regularnym nadzorem. Dzięki odpowiednio dobranym badaniom możliwe jest wykrycie nawet bardzo małych zmian nowotworowych, zanim pojawią się objawy choroby.

– W naszym ośrodku diagnostykę genetyczną raka piersi prowadzimy już od 25 lat, a program opieki z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego, najpierw nieformalny, potem formalny, od 15 lat. Jeśli pacjentka była w tym programie, to przychodzi z rakiem, który jest bardzo mały, mniejszy niż centymetr – mówił dr hab. Michał Jarząb.

Regularny nadzór nie oznacza, że można całkowicie zapobiec zachorowaniu. Pozwala jednak zwiększyć szanse na wykrycie nowotworu na bardzo wczesnym etapie, kiedy możliwości leczenia są największe.

Szczególnie ważna jest konsultacja genetyczna w rodzinach, w których występowały zachorowania na raka piersi, zwłaszcza u bliskich krewnych. Co istotne, brak rodzinnej historii choroby nie zawsze wyklucza dziedziczną predyspozycję.

Ekspert przywołał przykład 73-letniej pacjentki, u której badania genetyczne wykonane w związku z planowaniem leczenia wykazały zmianę związaną ze zwiększonym ryzykiem nowotworów. Informacja ta okazała się ważna również dla jej dwóch córek, które mogą teraz skorzystać z poradnictwa genetycznego i dowiedzieć się, czy potrzebują szczególnego nadzoru.

Biopsja płynna – czego o nowotworze może dowiedzieć się lekarz z badania krwi?

Badania genetyczne pomagają nie tylko oceniać ryzyko zachorowania. Współczesna diagnostyka molekularna pozwala również analizować zmiany zachodzące w samym nowotworze. Ma to szczególne znaczenie przy wyborze leczenia, ponieważ dwa nowotwory piersi mogą różnić się biologicznie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się podobne.

Jednym z rozwijanych rozwiązań jest biopsja płynna. Polega ona na poszukiwaniu we krwi fragmentów DNA uwalnianych przez komórki nowotworowe. W określonych sytuacjach klinicznych może dostarczyć dodatkowych informacji o chorobie, bez konieczności pobierania kolejnego fragmentu tkanki.

– Genetyka to również przewidywanie, jak będzie zachowywać się choroba. Nie jest to łatwe na podstawie genów, które odziedziczyliśmy po rodzicach, dlatego że nowotwór zmienia swoje DNA. DNA raka jest inne niż DNA jego nosiciela. – wyjaśniał dr hab. Michał Jarząb.

Biopsja płynna nie zastępuje wszystkich dotychczasowych badań i nie jest rozwiązaniem odpowiednim dla każdej pacjentki. Stanowi jednak kolejny krok w kierunku bardziej precyzyjnej diagnostyki, szczególnie w zaawansowanej chorobie nowotworowej.

Nowoczesne leki dają więcej możliwości. Ale najpierw trzeba dobrze poznać nowotwór

Jeszcze kilkanaście lat temu możliwości leczenia raka piersi były znacznie bardziej ograniczone. Dziś lekarze dysponują coraz większą liczbą terapii ukierunkowanych na określone cechy biologiczne nowotworu. Postęp dotyczy zarówno leczenia choroby przerzutowej, jak i niektórych postaci wczesnego raka piersi.

Jak podkreślała dr Katarzyna Pogoda, przewodnicząca Sekcji Raka Piersi Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, rozwój nowych leków sprawia, że coraz większym wyzwaniem staje się nie tylko wybór terapii, ale również ustalenie najlepszego momentu jej zastosowania.

– Leków jest bardzo dużo. Trudne nazwy, bardzo wymyślne, które my najpierw musimy mocno przyswajać. I tylko się zastanawiamy, czy ten lek zastosować troszkę później, troszkę wcześniej. To są te nasze dyskusje, jak planować ścieżkę leczenia, żeby nasze panie naprawdę miały długie, dobre życie – mówiła dr Katarzyna Pogoda.

W praktyce oznacza to, że leczenie raka piersi coraz rzadziej można opisać jednym uniwersalnym schematem. Znaczenie mają m.in. obecność receptorów hormonalnych, status HER2, określone zmiany molekularne, stopień zaawansowania choroby oraz wcześniejsze leczenie.

Dlatego dostęp do nowoczesnych leków musi iść w parze z dostępem do odpowiednich badań diagnostycznych.

– Za diagnostyką idzie nowoczesne leczenie. To nie jest tak, że bez diagnostyki możemy ułożyć tę ścieżkę optymalnie. Rzeczywiście diagnostyka jest tą ogromną potrzebą – zaznaczyła dr Pogoda.

Dla pacjentki najważniejsze jest to, że coraz częściej można dobrać leczenie nie tylko do rozpoznania „rak piersi”, ale do konkretnego rodzaju nowotworu i jej indywidualnej sytuacji.

Rehabilitacja zaczyna się wcześniej, niż wiele kobiet myśli

Leczenie raka piersi to nie tylko operacja, farmakoterapia czy radioterapia. Choroba i jej leczenie mogą wpływać na sprawność fizyczną, siłę mięśni, zakres ruchu, samopoczucie oraz zdolność do wykonywania codziennych czynności.

Dlatego rehabilitacja nie powinna rozpoczynać się dopiero wtedy, gdy leczenie przeciwnowotworowe dobiegnie końca.

– Nie mogę się zgodzić z tym, że to jest dodatek. Rehabilitacja jest integralną częścią leczenia od momentu rozpoznania. W rehabilitacji mówi się już również o przygotowywaniu pacjentek do leczenia. Rehabilitacja jest szeroko rozumianym procesem społeczno-medycznym, w którym fizjoterapia jest jednym z jej elementów – podkreślała dr Hanna Tchórzewska-Korba, kierownik Zakładu Rehabilitacji NIO-PIB w Warszawie.

Odpowiednio dobrana aktywność fizyczna może pomagać pacjentkom zarówno podczas leczenia, jak i w okresie powrotu do zdrowia. Ważne jest jednak, aby rodzaj ćwiczeń i ich intensywność były dostosowane do stanu zdrowia, przebytych zabiegów oraz aktualnych możliwości kobiety.

– Musimy bardzo głośno mówić o aktywności fizycznej, która jest ważna zarówno w profilaktyce, jak i w trakcie leczenia oraz po jego zakończeniu. Musimy też mówić o tym, żeby ani pacjenci, ani lekarze nie bali się ruchu – zaznaczyła ekspertka. 

Współczesna rehabilitacja onkologiczna obejmuje nie tylko ćwiczenia poprawiające wydolność, ale również odpowiednio dobrany trening siłowy, pracę nad zakresem ruchu i wsparcie w odzyskiwaniu samodzielności.

„Zakończę leczenie i co dalej?”. O tym mówi się wciąż za mało

Wraz z postępem medycyny coraz więcej kobiet może żyć przez wiele lat po rozpoznaniu raka piersi. Nie oznacza to jednak, że zakończenie leczenia jest równoznaczne z końcem wszystkich trudności.

Ewa Grabiec-Raczak, prezes Stowarzyszenia „Amazonki” Warszawa-Centrum, zwróciła uwagę, że moment diagnozy nadal jest dla wielu kobiet ogromnym wstrząsem, niezależnie od tego, jak wiele wiedzą o współczesnych możliwościach leczenia.

– W momencie diagnozy, obojętnie, co wiemy na temat raka piersi, jak jesteśmy wykształcone czy wykształceni, taka sama trauma jest teraz, jak była, powiedzmy, 30 lat temu. W danym momencie pacjentka nie może myśleć o niczym innym, tylko o tym, że praktycznie jej świat się skończył – mówiła Ewa Grabiec-Raczak.

Dlatego tak ważna bywa rozmowa z kobietą, która sama przeszła przez chorobę. Wolontariuszki Amazonek odwiedzają pacjentki już w pierwszej dobie po operacji. Dają im możliwość zadawania pytań, dzielenia się obawami i rozmowy bez konieczności ukrywania emocji przed rodziną.

Trudny może być również czas po zakończeniu intensywnej terapii. Znika rytm kolejnych wizyt i zabiegów, ale pozostają zmęczenie, obawy przed nawrotem, zmiany w wyglądzie czy trudności z powrotem do pracy. Nie każda kobieta może po prostu wrócić do dawnego życia.

– Pacjentka ma wyznaczoną ścieżkę leczenia, ale w pewnym momencie zaczyna się zastanawiać: dobrze, zakończę leczenie i co dalej? To również bardzo trudny moment, bo nie wszyscy możemy wrócić do swojego dawnego życia. Nieraz trzeba je przemodelować, odnaleźć nową siebie, znaleźć nowe zainteresowania, zmienić pracę. Wszystko to pięknie wygląda, ale jak ja mam to zrobić? – pytała przedstawicielka Amazonek. 

Organizacje pacjenckie starają się odpowiadać na te potrzeby, organizując warsztaty, spotkania, zajęcia ruchowe i programy rehabilitacji psychofizycznej. Ich znaczenie nie ogranicza się do przekazywania wiedzy o chorobie. Pomagają również odzyskiwać pewność siebie i budować życie po leczeniu.

Choroba wpływa również na pracę i życie całej rodziny

Rak piersi często dotyka kobiety aktywne zawodowo, które łączą pracę z obowiązkami rodzinnymi. Leczenie może oznaczać wielomiesięczne nieobecności, ograniczenie możliwości wykonywania dotychczasowych zadań, a czasem konieczność zmiany pracy.

Jak wskazała dr Katarzyna Sejbuk-Rozbicka z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, skutki choroby wykraczają daleko poza wydatki na leczenie.

– Choroba nowotworowa generuje nie tylko koszty bezpośrednie ponoszone przez NFZ, ale również koszty pośrednie: absencje chorobowe, świadczenia z tytułu niezdolności do pracy, utratę produktywności czy wcześniejsze wyjście z rynku pracy pacjentek, a niekiedy również ograniczenie aktywności osób bliskich, które wspierają je w procesie terapeutycznym – wyjaśniała.

Według przywołanych przez ekspertkę danych ZUS w 2023 roku rak piersi odpowiadał za około 1,385 mln dni absencji chorobowej kobiet.

Za tą liczbą stoją nie tylko koszty gospodarcze, ale przede wszystkim indywidualne historie kobiet, które musiały przerwać pracę, zmienić plany i na nowo zorganizować codzienne życie. Dlatego powrót do aktywności zawodowej, jeśli pozwala na to stan zdrowia i kobieta tego chce, powinien być ważnym elementem opieki po leczeniu.

Pacjentka powinna wiedzieć, jaki jest plan jej leczenia

Ważnym kierunkiem zmian jest również zapewnienie kobietom większego dostępu do informacji o własnej diagnostyce i terapii. Jak zapowiadał dr Michał Chrobot, dyrektor Departamentu Opieki Koordynowanej Ministerstwa Zdrowia, jednym z narzędzi mających wspierać ten proces będzie elektroniczna karta diagnostyki i leczenia onkologicznego (e-DiLO).

Jej rozwój ma umożliwić lepsze dokumentowanie przebiegu opieki, wymianę informacji między placówkami i zapewnienie pacjentkom wglądu w planowane postępowanie.

– Każda pacjentka będzie mogła zobaczyć, jaką zaplanowano diagnostykę, jaki planuje się dla niej plan leczenia. Będzie mogła ten plan leczenia skonsultować w innym ośrodku. Dzisiaj pacjenci stają się też recenzentami naszego postępowania. Czy to dobrze? Uważam, że bardzo dobrze – zaznaczył dr Michał Chrobot.

To istotna zmiana z punktu widzenia kobiet, które chcą lepiej rozumieć swoją sytuację, zadawać pytania i świadomie uczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących leczenia.

Rozwijana Krajowa Sieć Onkologiczna ma również służyć upowszechnianiu standardów diagnostyki i terapii oraz ocenie jakości opieki na podstawie rzeczywistych danych. Docelowo miejsce zamieszkania nie powinno decydować o tym, czy pacjentka otrzyma leczenie zgodne z aktualną wiedzą medyczną.

Leczyć nie tylko chorobę, ale człowieka

Współczesne leczenie raka piersi zmienia się na wielu poziomach. Coraz dokładniejsza diagnostyka pozwala lepiej poznać nowotwór, nowe leki zwiększają możliwości terapeutyczne, a kompleksowe ośrodki pomagają sprawniej organizować opiekę.

Jednak dla kobiety, która mierzy się z diagnozą, równie ważne są pytania o życie poza gabinetem lekarskim. Czy będzie mogła wrócić do pracy? Jak odzyska sprawność? Gdzie znajdzie wsparcie, kiedy zakończy leczenie? Czy będzie mogła nadal realizować swoje plany?

Podczas otwarcia konferencji przypomniała o tym prof. Barbara Radecka, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej:

– Za każdą dokumentacją stoi konkretna kobieta i jej losy. Dla nas, klinicystów, pacjentka jest w centrum uwagi. Jej rodzina, jej plany, nie tylko jej choroba. Nie leczymy choroby, a leczymy człowieka.

I właśnie w tym kierunku zmierza współczesna opieka nad kobietami z rakiem piersi – aby skuteczne leczenie szło w parze z troską o sprawność, samodzielność, poczucie bezpieczeństwa i jakość życia.

Źródło: Konferencja „Rak piersi – profilaktyka, postęp, przyszłość”, 9 października 2026 r., Narodowy Instytut Onkologii – PIB w Warszawie. Organizatorzy: Narodowy Instytut Onkologii – PIB i Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej. Wypowiedzi uczestników panelu „Postęp w diagnostyce, leczeniu i opiece” oraz wystąpień otwierających konferencję.

Opracowanie: redakcja Medicalpress

Praca, dom, dzieci, rodzice, codzienne obowiązki. W tym wszystkim łatwo znaleźć powód, żeby mammografię przełożyć na kolejny miesiąc. Czasem powstrzymuje nas strach przed wynikiem, czasem brak czasu, a czasem zwyczajnie nie wiemy, gdzie się zgłosić. Tymczasem rak piersi wykryty wcześnie daje znacznie większe szanse na skuteczne, mniej obciążające leczenie. Jak sprawić, żeby badania profilaktyczne stały się naturalną częścią troski o siebie, a nie kolejnym obowiązkiem odkładanym na później?

O tym, co pomaga kobietom podjąć decyzję o badaniu, dlaczego mimo dostępności mammografii zgłaszalność wciąż pozostaje niska i jak skuteczniej docierać do kobiet, rozmawiali eksperci, przedstawiciele instytucji publicznych i organizacji pacjenckich podczas konferencji „Rak piersi – profilaktyka, postęp, przyszłość”, zorganizowanej 9 października 2026 roku w Warszawie przez Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej oraz Narodowy Instytut Onkologii – PIB.

Nie czekajmy na październik, żeby zadbać o siebie

Rak piersi pozostaje najczęściej rozpoznawanym nowotworem złośliwym u kobiet w Polsce. Każdego dnia diagnozę słyszy około 60 Polek, a blisko 20 umiera z powodu tej choroby. Choć możliwości leczenia są dziś nieporównywalnie większe niż jeszcze kilkanaście lat temu, jednym z najważniejszych czynników wpływających na rokowanie nadal pozostaje moment wykrycia nowotworu.

Mammografia pozwala rozpoznawać zmiany, które nie dają jeszcze objawów i często są zbyt małe, by można je było wyczuć podczas samobadania piersi. To właśnie dlatego regularne uczestnictwo w badaniach przesiewowych ma tak duże znaczenie dla ograniczania umieralności z powodu raka piersi.

– Znaczenie mammografii jako badania przesiewowego, pozwalającego wcześnie wykryć chorobę, jest w świetle współczesnej wiedzy niekwestionowane. Jest niewiele technologii w onkologii, które tak niewielkim kosztem mają potencjał zmniejszenia umieralności z powodu nowotworu – podkreśla prof. Barbara Radecka, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej. 

Ekspertka zwraca jednak uwagę, że troska o zdrowie nie może ograniczać się do kampanii prowadzonych w październiku, czyli Miesiącu Świadomości Raka Piersi. Potrzebujemy codziennej edukacji, rozmów w rodzinach i budowania nawyku regularnego korzystania z badań profilaktycznych.

Różowa wstążka, kampanie październikowe – to wszystko jest ważne, ale rok ma 12 miesięcy. Profilaktyka raka piersi musi być obecna przez cały rok i stanowić element edukacji prozdrowotnej całego społeczeństwa. Nie tylko kampanie związane z październikiem, ale edukacja na każdym kroku – podkreśla prof. Barbara Radecka. 

To także zadanie dla najbliższych. Czasem wystarczy zwykłe pytanie: „Mamo, kiedy ostatnio byłaś na mammografii?”. Badanie umówione z pomocą córki, syna czy wnuczki może być znacznie cenniejszym prezentem niż kolejny przedmiot.

Dlaczego wciąż tak niewiele kobiet wykonuje mammografię?

Mimo udowodnionej skuteczności badań przesiewowych i coraz większej liczby dostępnych rozwiązań organizacyjnych, z profilaktycznej mammografii korzysta zbyt mało kobiet.

Według danych NFZ przywołanych przez prof. Pawła Koczkodaja, kierownika Pracowni Prewencji Pierwotnej i Polityki Zdrowotnej NIO-PIB, uczestnictwo w programie przesiewowym wynosiło około 33%. 

Dane międzynarodowe pokazują, że Polska osiąga postępy w ograniczaniu umieralności z powodu raka piersi, jednak wciąż pozostaje wiele do zrobienia. Według analiz OECD w latach 2011–2021 spadek umieralności z powodu raka piersi, której można było uniknąć dzięki skutecznej opiece zdrowotnej, był w Polsce mniejszy niż przeciętnie w krajach Unii Europejskiej. 

Co ważne, zgłaszalność na mammografię nie jest jednakowa w całym kraju. W niektórych powiatach z badań korzysta zaledwie 6% uprawnionych kobiet, podczas gdy w innych odsetek ten przekracza 56%.

– Są w Polsce regiony, w których zgłaszalność na badania mammograficzne przekracza 56%. To zasługa ośrodków regionalnych i świadczeniodawców, którzy aktywnie zapraszają kobiety na badania, korzystając z wypracowanych przez siebie systemów i narzędzi. Często stoi za tym inicjatywa lokalnych liderów. Takie miejsca mogą być wzorem dla innych, ponieważ są również powiaty, w których zgłaszalność wynosi zaledwie 6%. Różnice między regionami Polski są więc znaczące – wyjaśnia Beata Janik, pełniąca obowiązki kierownika Programu Profilaktyki Raka Piersi w Centrum Onkologii Kobiecej NIO-PIB. 

Różnice te pokazują, że samo zapewnienie bezpłatnego badania nie wystarcza. Równie ważne jest dotarcie do kobiet z informacją, zachęcenie ich do udziału i usunięcie przeszkód, które utrudniają wykonanie mammografii.

Mammobus, który pojawił się w odpowiednim momencie

Czasami o wykonaniu badania decyduje przypadek. Tak było w przypadku Katarzyny Piekarskiej, przewodniczącej Parlamentarnego Zespołu ds. Profilaktyki Nowotworowej – RAK STOP, która o swoim doświadczeniu raka piersi mówi publicznie, zachęcając inne kobiety do profilaktyki.

Nowotwór wykryto u niej dzięki mammografii wykonanej w mobilnej pracowni, na którą trafiła podczas jednego ze spotkań.

– Stał mammobus, a ja przyszłam trochę wcześniej na spotkanie i pomyślałam: „To wejdę”. Gdyby było tam dużo ludzi albo gdyby ktoś powiedział, że właśnie ma przerwę, pewnie bym zrezygnowała i poszła dalej. Oczywiście zrobiłabym to badanie, bo mając doświadczenia mojej mamy i sióstr, które niestety za późno zgłosiły się do lekarza, a ich choroba zakończyła się przedwczesną śmiercią, regularnie się badałam. Tylko że człowiek zawsze ma wiele ważnych spraw, często pozornie ważniejszych niż troska o własne zdrowie. Pewnie więc poszłabym na mammografię dopiero za kilka miesięcy – wspomina posłanka Katarzyna Piekarska. 

Jej historia pokazuje, jak wiele może zmienić możliwość wykonania badania blisko domu, pracy czy miejsca codziennych aktywności.

Dla kobiet mieszkających w małych miejscowościach problemem bywa nie tylko brak czasu, ale również transport. Konieczność dojazdu do większego miasta, pogodzenia wizyty z obowiązkami rodzinnymi czy zorganizowania samochodu może sprawić, że badanie zostanie odłożone na kolejne miesiące.

– Uważam, że powinniśmy teraz postawić na tę „medycynę na kółkach”. Kobiety, szczególnie w mniejszych miejscowościach, często mają trudności z dojazdem na badania. W rodzinie jest jeden samochód, trzeba zorganizować wyjazd do większego miasta, a potem powrót. Często decydują się na to dopiero wtedy, gdy pojawiają się problemy zdrowotne. Ale jeśli lekarze przyjadą do ich miejscowości, te kobiety pójdą się zbadać. I trzeba zrobić wszystko, żeby rzeczywiście mogli do nich docierać – podkreśla Katarzyna Piekarska. 

Nie zawsze wystarczy jednak, że mammobus przyjedzie do miejscowości. Ważne, żeby kobiety wiedziały o możliwości wykonania badania i czuły się zachęcone, by z niej skorzystać. Tu ogromne znaczenie mogą mieć osoby, które znają lokalną społeczność i cieszą się jej zaufaniem – samorządowcy, przedstawiciele lokalnych organizacji czy kół gospodyń wiejskich. Szczególną rolę mogą odegrać również lekarze i pielęgniarki, z którymi kobiety mają kontakt na co dzień.

Jak podkreśla prof. Maciej Krzakowski, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, warto w większym stopniu wykorzystać potencjał lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej i medycyny pracy.

– Z nimi kobiety mają najczęstszy kontakt i im pewnie w największym stopniu ufają. Myślę, że większa aktywizacja lekarzy medycyny pracy i podstawowej opieki zdrowotnej bardzo wiele by zmieniła – zaznacza prof. Maciej Krzakowski. 

Mammografia bez skierowania. Jak i gdzie można się zapisać?

Z bezpłatnej mammografii w ramach programu profilaktyki raka piersi finansowanego przez NFZ mogą korzystać kobiety w wieku 45–74 lat, co do zasady raz na 24 miesiące. Badanie nie wymaga skierowania.

W określonych sytuacjach z programu mogą korzystać również kobiety po wcześniejszym leczeniu raka piersi, dla których przewidziano możliwość wykonywania mammografii co 12 miesięcy.

Badania realizowane są zarówno w placówkach stacjonarnych, jak i w mammobusach. Miejsce i termin można znaleźć m.in. za pośrednictwem centralnej e-rejestracji, Internetowego Konta Pacjenta oraz aplikacji mojeIKP.

Jak informuje Krzysztof Napora, dyrektor Departamentu Rozwoju Systemu Informacji Medycznej w Centrum e-Zdrowia, do centralnej e-rejestracji włączono wszystkie placówki wykonujące mammografię w ramach programu przesiewowego.

– Mamy w tym momencie w centralnej e-rejestracji 100% podmiotów, które wykonują świadczenia w zakresie mammografii. I to jest o tyle istotne, że do każdego z tych podmiotów poprzez centralną e-rejestrację, czyli przez Internetowe Konto Pacjenta bądź aplikację mojeIKP, można się w łatwy sposób zarejestrować. Wolne terminy, które mamy w e-rejestracji, to 340 188 wizyt. Mamy taką liczbę slotów, na które dokładnie w tym momencie każdy z państwa może się zapisać – wskazuje.

Coraz większą rolę odgrywają również przypomnienia o badaniach. Centrum e-Zdrowia wysłało w sierpniu i wrześniu setki tysięcy wiadomości SMS oraz powiadomień w aplikacji mojeIKP, zachęcających kobiety do umówienia mammografii.

Prof. Paweł Koczkodaj podkreśla, że regularne zaproszenia i przypomnienia mogą być szczególnie ważne dla kobiet, które dotychczas nie korzystały z badań przesiewowych.

– Każda kobieta ma też prawo do przypomnienia, to znaczy do przypomnienia o badaniu profilaktycznym. I to jest coś, o czym mówimy już bardzo długo, czyli o zaproszeniach na badania przesiewowe, które zaczynają powracać. Te zaproszenia zaczynają powracać w formie elektronicznej, wiadomości push, wiadomości SMS – zaznacza.

Wcześnie wykryty rak piersi to często mniej obciążające leczenie

Za każdą decyzją o wykonaniu mammografii stoi coś znacznie ważniejszego niż kolejny termin w kalendarzu. Wczesne wykrycie nowotworu może oznaczać większe szanse na wyleczenie, mniej rozległą operację i szybszy powrót do codziennych aktywności.

Jak wyjaśnia prof. Zbigniew Nowecki, kierownik Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej NIO-PIB, w przypadku niewielkich guzów, przy odpowiednich wskazaniach klinicznych, możliwe jest zastosowanie leczenia oszczędzającego pierś, połączonego z biopsją węzła wartowniczego.

– Pacjentki, które przychodzą z wczesnym rozpoznaniem, leczą się szybko, szybko dochodzą do zdrowia i wracają do normalnego życia. Około 80% nowotworów rozpoznawanych u naszych pacjentek to nowotwory hormonozależne. Jeśli guz ma wielkość 2–3 centymetrów, przy średniej wielkości piersi standardową operacją, którą wykonujemy, jest wycięcie guza i jednoczesne wykonanie biopsji węzła wartowniczego. To jest taki złoty standard – tłumaczy profesor. 

Dalsze postępowanie zależy od biologii nowotworu, jego zaawansowania i indywidualnej sytuacji pacjentki. Może obejmować radioterapię, hormonoterapię lub inne leczenie systemowe.

„Żeby badania profilaktyczne weszły nam w krew, a nie rak”

O tym, jak wiele znaczy szybka reakcja na niepokojącą zmianę, mówi również Joanna Górska, dziennikarka i założycielka Fundacji Silni Sobą, u której w 2017 roku rozpoznano trójujemnego raka piersi.

Podczas rodzinnego urlopu wyczuła niewielką, siedmiomilimetrową zmianę między pachą a piersią. Choć początkowo nie wydawała się ona groźna, nie zignorowała jej i szybko zgłosiła się do lekarza.

– Robiłam regularne badania, ale też samokontrolę i samobadanie swojego ciała. Dzięki temu, będąc na urlopie z rodziną, w zupełnie przypadkowy sposób wyczułam coś pod pachą, właściwie nie pod pachą, tylko między pachą a piersią. Myślałam, że to nic takiego, miało 7 milimetrów. Poszłam, zbadałam, okazało się, że bardzo agresywny, trójujemny rak piersi. I dzięki temu, że miałam rękę na pulsie, naprawdę tutaj z państwem jestem i żyję – opowiada.

Jej doświadczenie przypomina, że znajomość własnego ciała i reagowanie na niepokojące objawy są ważne, ale nie zastępują regularnych badań przesiewowych. Mammografia pozwala bowiem wykrywać również zmiany, których kobieta nie jest w stanie sama zauważyć.

Joanna Górska zwraca też uwagę na strach, który często towarzyszy myśleniu o badaniach. Lęk przed diagnozą jest naturalny, ale odkładanie wizyty nie sprawia, że potencjalny problem znika.

– Ale iść mimo strachu i obawy to jest rzeczywiście duża sprawa i należy walczyć, żeby każdy z nas rzeczywiście pomyślał sobie, jak dużo będzie miał spokoju w momencie, kiedy dostanie wyniki świadczące o tym, że jest zdrowy – mówi.

Jej apel jest prosty: rozmawiajmy o profilaktyce, zachęcajmy bliskie nam kobiety do badań i nie pozwólmy, by codzienne obowiązki zawsze były ważniejsze niż własne zdrowie.

Bo troska o siebie nie jest egoizmem. Jest szansą na to, żebyśmy mogły jak najdłużej być obecne w życiu tych, których kochamy – i realizować także własne plany.

Jak mówi Joanna Górska: „Żeby badania profilaktyczne weszły nam w krew, a nie rak”.

Źródło: Konferencja „Rak piersi – profilaktyka, postęp, przyszłość”, 9 października 2026 r., Narodowy Instytut Onkologii – PIB w Warszawie. Organizatorzy: Narodowy Instytut Onkologii – PIB i Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej. Wypowiedzi uczestników panelu „Profilaktyka raka piersi – badania przesiewowe, ocena ryzyka i wczesne wykrywanie” oraz wystąpienia otwierające konferencję.

Opracowanie: redakcja Medicalpress

Współczesna onkologia daje kobietom z rakiem piersi coraz większe szanse nie tylko na skuteczne leczenie, ale również na zachowanie jakości życia i realizację planów osobistych, w tym macierzyństwa. Nadal jednak wyzwaniem pozostaje zbyt mała liczba kobiet korzystających z badań profilaktycznych oraz zapewnienie równego dostępu do kompleksowej diagnostyki i terapii. O tym, jak zwiększyć skuteczność profilaktyki, wykorzystać możliwości medycyny personalizowanej i lepiej odpowiadać na potrzeby pacjentek, dyskutowali eksperci podczas konferencji „Profilaktyka. Postęp. Przyszłość.”, zorganizowanej przez Narodowy Instytut Onkologii – PIB we współpracy z Polskim Towarzystwem Onkologii Klinicznej z okazji Miesiąca Świadomości Raka Piersi.

Jak skuteczniej zachęcać kobiety do badań profilaktycznych? Jak postęp w diagnostyce i leczeniu raka piersi zmienia rokowania i jakość życia pacjentek? Czy diagnoza nowotworu musi oznaczać rezygnację z planów dotyczących macierzyństwa? To najważniejsze zagadnienia konferencji „Profilaktyka. Postęp. Przyszłość.”, zorganizowanej w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowym Instytucie Badawczym z okazji Miesiąca Świadomości Raka Piersi.

Tytuł konferencji wyznacza trzy kierunki dyskusji, które wspólnie tworzą obraz współczesnej opieki nad kobietami z rakiem piersi. Dziś jej celem jest nie tylko jak najskuteczniejsze leczenie nowotworu, ale również zapewnienie pacjentkom możliwości powrotu do codziennego życia, realizowania planów osobistych i zawodowych oraz zachowania możliwie najlepszej jakości życia.

Profilaktyka – wykorzystać możliwości, które już mamy

Rak piersi należy do najczęściej rozpoznawanych nowotworów złośliwych u kobiet. Choć wczesne wykrycie choroby istotnie zwiększa szanse na skuteczne leczenie, zgłaszalność na badania przesiewowe w Polsce pozostaje niewystarczająca. Tymczasem dostęp do mammografii jest dziś znacznie łatwiejszy – kobiety mogą korzystać z bezpłatnego programu badań przesiewowych, a rozwiązania cyfrowe, w tym Internetowe Konto Pacjenta, ułatwiają znalezienie terminu i zapisanie się na badanie.

Podczas pierwszego panelu eksperci Narodowego Instytutu Onkologii, przedstawiciele instytucji publicznych oraz organizacji pacjenckich rozmawiają o tym, dlaczego mimo dostępności badań wciąż tak wiele kobiet z nich nie korzysta. Dyskusja dotyczy również nowych sposobów edukacji zdrowotnej, oceny indywidualnego ryzyka zachorowania oraz znaczenia wczesnego rozpoznania nowotworu dla możliwości całkowitego wyleczenia.

Postęp – coraz większe możliwości diagnostyki i leczenia

Ostatnie lata przyniosły istotne zmiany w leczeniu raka piersi. Rozwój diagnostyki obrazowej, patomorfologicznej i molekularnej pozwala coraz dokładniej określać charakter nowotworu i dobierać optymalną terapię. Nowoczesne leki, udoskonalone metody chirurgiczne i radioterapia sprawiają, że pacjentki mają dziś znacznie więcej możliwości leczenia, również w zaawansowanych stadiach choroby.

Jednocześnie coraz większego znaczenia nabiera kompleksowa, skoordynowana opieka, realizowana m.in. w wyspecjalizowanych ośrodkach Breast Cancer Unit. Łączy ona wiedzę i doświadczenie specjalistów różnych dziedzin – od diagnostyki i leczenia, przez rehabilitację, aż po wsparcie psychologiczne. Podczas konferencji omawiana jest również rola Krajowej Sieci Onkologicznej w zapewnianiu pacjentkom dostępu do odpowiedniej opieki, niezależnie od miejsca zamieszkania.

Przyszłość – życie, które nie kończy się na diagnozie

Coraz skuteczniejsze leczenie sprawia, że rozmowa o raku piersi nie może ograniczać się wyłącznie do samej choroby. Równie istotne stają się pytania o życie w trakcie terapii i po jej zakończeniu – powrót do pracy, aktywność społeczną, relacje rodzinne i realizację osobistych planów.

Szczególne miejsce w programie konferencji zajmuje onkopłodność, czyli zagadnienia związane z zachowaniem płodności u pacjentek leczonych onkologicznie. Dla młodych kobiet rozpoznanie raka piersi często wiąże się z obawami o możliwość posiadania dzieci w przyszłości. Tymczasem współczesna medycyna oferuje rozwiązania pozwalające części pacjentek zabezpieczyć płodność przed rozpoczęciem leczenia, a w odpowiednio dobranych sytuacjach również bezpiecznie planować ciążę po zakończeniu terapii. Warunkiem jest odpowiednio wczesna rozmowa, indywidualna ocena medyczna i współpraca specjalistów.

W konferencji uczestniczą przedstawiciele Narodowego Instytutu Onkologii – PIB, Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, Ministerstwa Zdrowia, Centrum e-Zdrowia, środowiska naukowego oraz organizacji pacjenckich. Wśród ekspertów znaleźli się m.in. dr hab. n. med. Beata Jagielska, dyrektor NIO-PIB, prof. Maciej Krzakowski, prezes PTOK, prof. Zbigniew Nowecki, prof. Barbara Radecka, dr Katarzyna Pogoda, prof. Paweł Koczkodaj i dr hab. Michał Jarząb z NIO w Gliwicach. W dyskusji uczestniczą również Katarzyna Piekarska, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Profilaktyki Nowotworowej – RAK STOP, oraz dr Michał Chrobot z Ministerstwa Zdrowia. Ważną częścią spotkania jest głos przedstawicielek organizacji pacjenckich i kobiet, które dzielą się własnymi doświadczeniami choroby.

Konferencja pokazuje, że skuteczna walka z rakiem piersi wymaga równoczesnych działań w wielu obszarach – od zwiększania udziału w badaniach profilaktycznych, przez zapewnienie dostępu do nowoczesnych terapii, po kompleksowe wsparcie w powrocie do zdrowia i codziennego życia. Bo miarą postępu w onkologii jest nie tylko skuteczność leczenia, lecz także przyszłość, jaką możemy zaoferować pacjentkom.

Źródło: NIO

Rozwój terapii przeciwnowotworowych sprawia, że coraz więcej pacjentów żyje z chorobą nowotworową lub po zakończeniu leczenia przez wiele lat. Jednocześnie część stosowanych terapii może wiązać się z powikłaniami sercowo-naczyniowymi, a wielu chorych już w momencie rozpoznania nowotworu ma choroby układu krążenia lub czynniki zwiększające ich ryzyko. O ocenie tego ryzyka, monitorowaniu pacjentów i możliwościach zapobiegania kardiotoksyczności dyskutowali eksperci podczas Summit on Cardio-Oncology Excellence 2026 w Warszawie.

Druga edycja Summit on Cardio-Oncology Excellence odbyła się 11 września w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie. W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele środowisk kardioonkologicznych, onkologicznych, hematologicznych i kardiologicznych, w tym eksperci związani z International Cardio-Oncology Society, European Society of Cardiology, European Society for Medical Oncology oraz American College of Cardiology. Komitetowi Naukowemu przewodniczył prof. Sebastian Szmit, kardioonkolog i ekspert Pododdziału Kardioonkologii NIO.

Program obejmował m.in. kardiotoksyczność leczenia przeciwnowotworowego, immunoterapię, CAR-T, radioterapię, zaburzenia rytmu serca, chorobę wieńcową, zaburzenia lipidowe, powikłania zakrzepowo-zatorowe oraz opiekę nad pacjentami ze wszczepialnymi urządzeniami. Osobne sesje dotyczyły raka piersi i szpiczaka plazmocytowego.

Ryzyko sercowo-naczyniowe jeszcze przed rozpoczęciem leczenia

Jednym z tematów konferencji była indywidualizacja opieki w zależności od stanu układu sercowo-naczyniowego pacjenta. Ma to szczególne znaczenie w przypadku osób starszych i chorych z wielochorobowością, u których leczenie przeciwnowotworowe rozpoczynane jest przy już istniejących problemach kardiologicznych.

„W codziennej praktyce widzimy, że onkolog coraz częściej konsultuje pacjentów starszych z wieloma chorobami towarzyszącymi (tzw. wielochorobowość). Ta sesja ma pomóc w indywidualizacji monitorowania i prewencji w zależności od profilu kardiologicznego oraz internistycznego pacjenta” – podkreślał przed konferencją prof. Sebastian Szmit.

Ocena ryzyka przed rozpoczęciem terapii ma pozwolić określić sposób monitorowania pacjenta oraz odpowiednio wcześnie wdrożyć postępowanie ograniczające ryzyko powikłań. W programie Summit znalazły się m.in. zagadnienia dotyczące narzędzia HFA-ICOS, echokardiografii i innych metod obrazowania serca oraz wczesnego wykrywania nieprawidłowości związanych z leczeniem.

Celem jest również ograniczenie sytuacji, w których problemy kardiologiczne prowadzą do przerwania lub modyfikacji skutecznej terapii przeciwnowotworowej.

„Dzisiaj unikamy rezygnacji z leczenia onkologicznego z powodów kardiologicznych. Zadaniem kardioonkologii jest takie zaplanowanie opieki, aby terapia onkologiczna mogła być prowadzona możliwie bezpiecznie, bez niepotrzebnych przerw z powodu toksyczności sercowo-naczyniowej i z uwzględnieniem długoterminowej jakości życia chorego” – tłumaczy prof. Szmit.

Rak piersi – wiele terapii, różne ryzyka

Zagadnieniom kardioonkologicznym w leczeniu raka piersi poświęcono osobną sesję prowadzoną przez prof. Barbarę Radecką, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej. Prof. Paola Zagami z European Institute of Oncology IRCCS w Mediolanie zwracała uwagę, że praktycznie wszystkie grupy leków stosowanych w systemowym leczeniu raka piersi mogą wiązać się z toksycznością sercowo-naczyniową.

Współczesne leczenie raka piersi może obejmować m.in. chemioterapię, terapie anty-HER2, hormonoterapię, immunoterapię i terapie celowane. Poszczególne strategie wiążą się z różnymi profilami działań niepożądanych, dlatego sposób monitorowania powinien uwzględniać zarówno zastosowane leczenie, jak i indywidualne ryzyko pacjentki.

Polskie badania nad kardioprotekcją

Osobną sesję, objętą patronatem Agencji Badań Medycznych, poświęcono polskim wieloośrodkowym randomizowanym badaniom klinicznym dotyczącym kardioprotekcji u pacjentów leczonych onkologicznie.

W badaniu MAINSTREAM oceniana jest możliwość wykorzystania sakubitrylu z walsartanem do kardioprotekcji u chorych na raka piersi. HEART-DAPA-MM dotyczy zastosowania dapagliflozyny w pierwotnej kardioprotekcji u pacjentów z nowo rozpoznanym szpiczakiem plazmocytowym poddawanych autologicznemu przeszczepieniu krwiotwórczych komórek macierzystych.

Dapagliflozyna jest również oceniana w badaniu PROTECTAA dotyczącym zapobiegania kardiotoksyczności u pacjentek z rakiem piersi otrzymujących chemioterapię opartą na antracyklinach. Badanie EMPACT dotyczy natomiast zastosowania w tym kontekście empagliflozyny.

Są to badania kliniczne, dlatego ich wyniki dopiero określą znaczenie ocenianych strategii w zapobieganiu powikłaniom sercowo-naczyniowym leczenia przeciwnowotworowego.

Nie tylko antracykliny. Nowe terapie, nowe wyzwania

Zakres kardioonkologii rozszerza się wraz z rozwojem leczenia przeciwnowotworowego. Podczas konferencji omawiano m.in. sercowo-naczyniowe działania niepożądane immunoterapii, monitorowanie pacjentów otrzymujących CAR-T oraz możliwości ograniczania toksyczności sercowo-naczyniowej związanej z radioterapią.

W programie znalazły się również zaburzenia rytmu serca, choroba wieńcowa, leczenie zaburzeń lipidowych, powikłania zakrzepowo-zatorowe i opieka nad pacjentami ze wszczepialnymi urządzeniami.

Znaczenie tych zagadnień rośnie wraz z wydłużaniem życia pacjentów. Powikłania sercowo-naczyniowe mogą występować nie tylko podczas aktywnego leczenia, ale również po jego zakończeniu. Z tego względu jednym z tematów Summit była także długoterminowa opieka nad osobami, które zakończyły terapię przeciwnowotworową.

Kardioonkologia wymaga wspólnej opieki

Jednym z wyzwań pozostaje organizacja opieki łączącej kompetencje onkologów i kardiologów. Decyzje dotyczące leczenia powinny uwzględniać m.in. rokowanie onkologiczne, spodziewaną korzyść z terapii przeciwnowotworowej, wyjściowe ryzyko sercowo-naczyniowe oraz możliwości jego ograniczenia.

Podczas sesji dotyczącej Cardio-Oncology Centres of Excellence eksperci przedstawiali doświadczenia ośrodków rozwijających takie modele współpracy. Dyskutowano również o podstawach naukowych kardioonkologii i toksyczności sercowo-naczyniowej związanej z nowymi terapiami przeciwnowotworowymi.

Global Cardio-Oncology Summit w 2028 roku w Polsce

Polska będzie gospodarzem Global Cardio-Oncology Summit w 2028 roku. Narodowy Instytut Onkologii został wybrany na organizatora światowego kongresu po edycjach zaplanowanych w Stanach Zjednoczonych w 2026 roku i Japonii w 2027 roku.

Kardioonkologia w Narodowym Instytucie Onkologii rozwijana jest od 2012 roku, kiedy utworzono Klinikę Chorób Wewnętrznych i Kardioonkologii. Obecnie w Instytucie działa wyodrębniony Pododdział Kardioonkologii, łączący działalność kliniczną z naukową.

Zakres tegorocznego Summit pokazuje, że opieka kardioonkologiczna obejmuje dziś nie tylko rozpoznawanie kardiotoksyczności podczas leczenia. Dotyczy również oceny ryzyka przed rozpoczęciem terapii, profilaktyki i wczesnego wykrywania powikłań, postępowania w przypadku ich wystąpienia oraz długoterminowej opieki nad pacjentami po zakończeniu leczenia przeciwnowotworowego.

Jeszcze kilkanaście lat temu HER2-dodatni rak piersi należał do podtypów kojarzonych z agresywnym przebiegiem i wysokim ryzykiem nawrotu. Dziś jest jednym z najbardziej wyrazistych przykładów tego, jak poznanie biologii nowotworu może całkowicie zmienić możliwości leczenia. Trzeci tom serii „Biblioteka Raka Piersi”, przygotowany pod redakcją naukową dr Katarzyny Pogody i dr hab. Barbary Radeckiej, porządkuje wiedzę o diagnostyce i terapii HER2-dodatniego raka piersi, ale jednocześnie opowiada historię jednego z największych sukcesów medycyny precyzyjnej w onkologii.

Historia HER2-dodatniego raka piersi dobrze pokazuje, jak bardzo współczesna onkologia oddaliła się od czasów, gdy o wyborze leczenia decydowała przede wszystkim lokalizacja nowotworu i jego zaawansowanie. Dziś równie istotna jest biologia guza. To właśnie poznanie roli receptora HER2 pozwoliło stworzyć terapie, które z czasem radykalnie zmieniły rokowanie części pacjentek.

Jeszcze stosunkowo niedawno nadmierna ekspresja HER2 oznaczała przede wszystkim bardziej agresywną chorobę. Pojawienie się trastuzumabu rozpoczęło jednak proces, który trwa do dziś. Do leczenia weszły kolejne przeciwciała, podwójna blokada HER2, inhibitory kinazy tyrozynowej i nowoczesne koniugaty przeciwciało–lek. W efekcie podtyp nowotworu, który kiedyś budził szczególny niepokój, stał się jednym z najlepszych przykładów skutecznego wykorzystania leczenia ukierunkowanego molekularnie.

Ten przełom jest głównym tematem książki „HER2-dodatni rak piersi”, trzeciego tomu serii „Biblioteka Raka Piersi”. Publikację przygotowano pod redakcją naukową dr n. med. Katarzyny Pogody z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej Narodowego Instytutu Onkologii – PIB w Warszawie oraz dr hab. n. med. Barbary Radeckiej, prof. Uniwersytetu Opolskiego. Recenzję naukową przygotowała prof. Beata Jagielska, dyrektor NIO-PIB.

„Historia HER2-dodatniego raka piersi pokazuje, że poznanie biologii nowotworu może realnie przełożyć się na losy pacjentek. Dzięki terapiom celowanym wyraźnie wzrosły szanse na wyleczenie chorych z wczesnym rakiem piersi, a w chorobie uogólnionej możliwe stało się uzyskiwanie wieloletniej kontroli choroby, również u pacjentek z przerzutami do ośrodkowego układu nerwowego. To ogromny sukces współczesnej onkologii” – podkreśla dr Katarzyna Pogoda.

Nie jest to jednak opowieść wyłącznie o kolejnych lekach. Im więcej skutecznych możliwości terapeutycznych pojawia się w praktyce klinicznej, tym bardziej skomplikowane stają się decyzje o tym, kiedy i u której pacjentki należy zastosować konkretną terapię. Sukces leczenia zależy więc nie tylko od dostępności nowoczesnej cząsteczki, ale również od prawidłowego rozpoznania biologii choroby, dokładnej diagnostyki patomorfologicznej i molekularnej, oceny zaawansowania, odpowiedniego sekwencjonowania terapii oraz monitorowania jej bezpieczeństwa.

Właśnie tę złożoność ma pokazywać nowa publikacja. Książka prowadzi przez kolejne etapy postępowania z pacjentką, od biologicznych podstaw HER2-dodatniego raka piersi i diagnostyki, przez leczenie przedoperacyjne, chirurgiczne, pooperacyjne i radioterapię, aż po terapię choroby uogólnionej.

Osobne rozdziały poświęcono przeciwciałom monoklonalnym, inhibitorom kinazy tyrozynowej oraz koniugatom przeciwciało–lek. Autorzy zajmują się także przerzutami do ośrodkowego układu nerwowego, kardiotoksycznością leczenia, terapią starszych pacjentek i aspektami psychologicznymi. Tak skonstruowana publikacja odzwierciedla szerszą zmianę w onkologii piersi. Coraz trudniej bowiem mówić o skutecznym leczeniu bez uwzględnienia współpracy wielu specjalistów.

Wśród autorów znaleźli się między innymi specjaliści NIO-PIB: dr Katarzyna Pogoda, prof. Anna Niwińska, prof. Katarzyna Dobruch-Sobczak, prof. Sebastian Szmit, dr Katarzyna Gepner, dr Mariola Kosowicz i dr Wojciech Olszewski, a także prof. Aleksandra Grela-Wojewoda z krakowskiego oddziału Instytutu. Już sam zakres reprezentowanych dziedzin pokazuje, jak daleko współczesne leczenie raka piersi wykracza poza decyzję o podaniu określonego leku.

Dobrze widać to na przykładzie kardiotoksyczności. Skuteczniejsze leczenie oznacza, że coraz więcej kobiet żyje długo po rozpoznaniu nowotworu, dlatego rośnie znaczenie późnych następstw terapii i bezpieczeństwa wieloletniego leczenia. Podobnie jest z przerzutami do ośrodkowego układu nerwowego, które przez lata stanowiły szczególnie trudny problem w HER2-dodatnim raku piersi. Współczesne terapie poszerzyły możliwości leczenia także tej grupy chorych.

Złożoność wyborów terapeutycznych sprawia, że samo określenie HER2-dodatniego statusu nowotworu nie wystarcza już do opisania całej ścieżki leczenia. Inaczej wygląda postępowanie w chorobie wczesnej, inaczej w zaawansowanej, a odpowiedź na wcześniejsze leczenie może wpływać na kolejne decyzje. Znaczenie ma również to, jak długo pacjentka pozostawała bez progresji, jakie leczenie otrzymała wcześniej i jakie obciążenia zdrowotne mogą ograniczać zastosowanie określonych terapii.

„Postęp w leczeniu anty-HER2 nie oznacza jedynie pojawiania się kolejnych leków. Kluczowe są również właściwa diagnostyka, dobór terapii do etapu i biologii choroby, ocena odpowiedzi, optymalne sekwencjonowanie oraz świadome zarządzanie bezpieczeństwem. Chciałyśmy, aby książka była praktycznym przewodnikiem po tych coraz bardziej złożonych decyzjach” – mówi dr Pogoda.

To ważne zastrzeżenie, ponieważ rozwój medycyny precyzyjnej ma również swoją drugą stronę. Im więcej dostępnych terapii, tym większa potrzeba prawidłowego wyboru kolejności leczenia i identyfikowania pacjentek, które rzeczywiście odniosą korzyść z konkretnego rozwiązania. Nowoczesna onkologia coraz rzadziej polega na prostym wyborze pomiędzy leczeniem a jego brakiem. Częściej jest sztuką wyboru najlepszego spośród wielu możliwych scenariuszy.

W książce znalazła się również perspektywa samych pacjentek. Nie jest to jedynie uzupełnienie części klinicznej. W przypadku choroby, która dzięki skuteczniejszym terapiom coraz częściej może być kontrolowana przez wiele lat, pytania o jakość życia, skutki uboczne, powrót do codzienności czy funkcjonowanie podczas długotrwałej terapii stają się częścią oceny jej powodzenia.

Trzeci tom „Biblioteki Raka Piersi” kontynuuje serię rozpoczętą publikacjami „Potrójnie ujemny rak piersi” oraz „Rak piersi u młodych chorych”. Tym razem bohaterem jest podtyp choroby, którego historia niemal podręcznikowo ilustruje zmianę myślenia o nowotworach. Biologiczna cecha, która początkowo oznaczała niekorzystne rokowanie, stała się jednocześnie uchwytnym celem terapeutycznym.

Nie oznacza to, że problem HER2-dodatniego raka piersi został rozwiązany. Pozostają pytania o optymalną kolejność terapii, oporność na leczenie, skuteczność w szczególnych grupach chorych czy długoterminowe bezpieczeństwo. Jednak droga od rozpoznania agresywnej biologii nowotworu do możliwości uzyskiwania wieloletniej kontroli choroby pokazuje, jak ogromne znaczenie może mieć konsekwentne przełożenie badań biologicznych na praktykę kliniczną.

Premiera książki podczas Kongresu Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej jest więc nie tylko wydarzeniem wydawniczym. To także okazja do podsumowania jednej z najbardziej dynamicznych historii współczesnej onkologii, w której kolejne odkrycia przestały być wyłącznie wiedzą laboratoryjną, a zaczęły przekładać się na konkretne lata życia i szanse na wyleczenie pacjentek.

Źródło: NIO

Mammografia w Polsce jest finansowana ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia, w przypadku kobiet w wieku 45-74 lata nie wymaga skierowania, a od lipca – można umówić ją również przez Centralną e-Rejestrację, w której dogodny dla siebie termin możemy wybrać nie wychodząc nawet z domu. Mimo to z programu badań przesiewowych korzysta obecnie zaledwie 32,77 proc. uprawnionych kobiet. Dlaczego sama dostępność badania nie wystarcza? Odpowiedzi dostarcza raport Fundacji Sexed.pl „Piersi w Polsce”, a eksperci wskazują konkretne rozwiązania: aktywne zaproszenia i przypomnienia, większe zaangażowanie lekarzy POZ i ginekologów oraz wykorzystanie możliwości IKP, programu „Moje Zdrowie i medycyny pracy.

Kobiety wiedzą, że trzeba się badać. Problem zaczyna się wtedy, gdy trzeba to zrobić

Problem niskiej zgłaszalności na mammografię był jednym z tematów debaty eksperckiej, która odbyła się 11 sierpnia 2026 r. Punktem wyjścia do rozmowy były wyniki raportu „Piersi w Polsce”, przygotowanego przez Fundację SEXED.pl.

– Przez lata mówiliśmy głównie o potrzebie podniesienia świadomości wśród kobiet. Dziś jesteśmy w momencie, w którym Polki doskonale wiedzą, dlaczego warto się badać. Problem pojawia się później – kiedy trzeba znaleźć czas, umówić wizytę, zorientować się w dostępnych świadczeniach lub zmierzyć się z lękiem przed wynikiem – mówiła Martyna Wyrzykowska, Dyrektorka Zarządzająca i Wiceprezeska Fundacji SEXEDPL.

Skala wyzwania jest duża. W Polsce żyje ponad 7,7 mln kobiet w wieku kwalifikującym do bezpłatnej mammografii. Tymczasem aktualny wskaźnik zgłaszalności wynosi 32,77 proc., co oznacza, że z programu korzysta około 2,5 mln kobiet, podczas gdy około 5,2 mln pozostaje poza nim. To szczególnie istotne, ponieważ rak piersi pozostaje najczęściej występującym nowotworem złośliwym u kobiet, a w początkowej fazie może nie dawać żadnych objawów. Regularne uczestnictwo w badaniach przesiewowych pozwala wykrywać zmiany na etapie, na którym możliwości skutecznego leczenia są największe.

Raport „Piersi w Polsce” pokazuje pewien paradoks. 91 proc. kobiet wie, że wczesne wykrycie raka piersi ratuje życie, a 73 proc. uważa, że regularne badania dają poczucie spokoju. Jednocześnie droga od wiedzy do wykonania badania okazuje się znacznie trudniejsza.

– Najważniejszy wniosek jest taki, że nie możemy utożsamiać świadomości zdrowotnej z realnym uczestnictwem w profilaktyce. Kobieta może doskonale wiedzieć, że mammografia jest ważna, a mimo to przez miesiące odkładać badanie. Dlatego potrzebujemy systemu, który nie tylko mówi „zbadaj się”, ale pomaga wykonać kolejny krok: przypomina, umożliwia prostą rejestrację, daje dogodny termin i jasno komunikuje, co wydarzy się później. Dobre doświadczenie z badaniem zwiększa szansę, że kobieta wróci na nie za kolejne dwa lata – mówi dr n. med. Katarzyna Pogoda, specjalistka onkologii klinicznej, Klinika Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej, Narodowy Instytut Onkologii – Państwowy Instytut Badawczy, przewodnicząca Sekcji Raka Piersi Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej.

Badanie pokazuje, że bariery mają zarówno wymiar emocjonalny, jak i bardzo praktyczny. 48 proc. respondentek obawia się diagnozy,podczas gdy badania potwierdzają, że na 1000 wykonanych mammografii zaledwie u 3-5 kobiet zostanie wykryta zmiana będąca nowotworem. Jednocześnie 37 proc. wskazuje brak wolnych terminów jako potencjalną trudność, 24 proc. – zbyt wiele obowiązków, 22 proc. – niedogodne godziny badań, a 20 proc. nie wie, czy ma prawo do badania w ramach Narodowego Funduszu Zdrowia.

Po 45. roku życia mammografia nadal nie staje się oczywistym elementem profilaktyki

Raport podkreśla, że brak doświadczenia z mammografią nie jest problemem jednego regionu w Polsce, ale jest ogólnopolskim wyzwaniem. Co czwarta badana kobieta w wieku 45–65 lat nigdy nie wykonała mammografii. W grupie 45–49 lat odsetek ten sięga aż 46 proc. Co więcej, niemal połowa kobiet w wieku 45–65 lat uważa USG piersi za badanie równie skuteczne jak mammografia. Tymczasem metody te nie zastępują się wzajemnie – mammografia pozostaje podstawowym badaniem przesiewowym, a USG może stanowić jej uzupełnienie zależnie od wieku, budowy piersi i wskazań klinicznych.

– Musimy znacznie prościej komunikować kobietom, co zmienia się po 45. roku życia. Przekaz musi odpowiadać na bardzo praktyczne pytania: czy potrzebuję skierowania, gdzie mogę się zbadać, jak się zapisać i najważniejsze – co stanie się po badaniu, gdzie się zgłosić, jeśli wynik okaże się nieprawidłowy? Im mniej niewiadomych oraz sytuacji, w których kobieta będzie musiała samodzielnie „rozszyfrowywać” system, tym większa szansa, że rzeczywiście skorzysta z profilaktyki – podkreśla dr n. med. Aleksandra Konieczna, specjalistka onkologii klinicznej, Klinika Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej, Narodowy Instytut Onkologii – Państwowy Instytut Badawczy.

Kobiet nie trzeba przekonywać. Trzeba je skutecznie zaprosić

Wyniki badań wskazują jednocześnie na rozwiązanie, które może być stosunkowo proste: aktywny impuls do działania. Wśród najskuteczniejszych zachęt do regularnej profilaktyki respondentki wskazały: zalecenie ginekologa 29 proc., bliskość mammobusu w okolicy 29 proc., możliwość umówienia badania online 26 proc. Blisko co czwarta uczestniczka badania wskazała, że zachętą byłoby przypomnienie SMS-em lub mailem o terminie, tyle samo (23 proc.) deklaruje, że czynnikiem mobilizującym byłaby możliwość wykonania badania w weekend lub w godzinach wieczornych. Raport potwierdza również, że regularność badań częściej występuje wśród kobiet, które otrzymują zachętę z zewnątrz – między innymi ze strony lekarza, rodziny czy innych bliskich osób.

To ważne także w kontekście doświadczeń Polski. W latach 2012–2016, gdy NFZ wysyłał spersonalizowane papierowe zaproszenia na badania przesiewowe, mammografię regularnie wykonywało 42–44 proc. kobiet. Po odejściu od imiennych zaproszeń w ciągu dekady zgłaszalność zmniejszyła się o około 10 punktów procentowych, a równoważnego mechanizmu elektronicznego nie wprowadzono.

– Zaprzestanie wysyłki papierowych zaproszeń mogło być dla kobiet sygnałem: skoro już mnie nie zapraszają to najwyraźniej nie muszę się badać, dlatego przed nami potężne wyzwanie, by poniekąd odbudować zaufanie kobiet do profilaktyki  – dodaje dr Katarzyna Pogoda.

Narzędzia już mamy. Teraz trzeba je połączyć

Eksperci zwracają uwagę, że zwiększenie udziału kobiet w mammografii nie musi wymagać budowania systemu od podstaw. Polska dysponuje już rozwiązaniami, które mogą stać się elementami aktywnego systemu zapraszania i przypominania. Od 1 lipca 2026 r. mammografię można umówić przez Centralną e-Rejestrację za pośrednictwem IKP lub aplikacji mojeIKP. Z początkiem sierpnia dostępnych było ponad 384 tys. wolnych terminów.Potencjał cyfrowego dotarcia jest znaczący: IKP ma ponad 21 mln użytkowników[9], a aplikacja mojeIKP ponad 5 mln aktywnych użytkowników. Ponad milion użytkowniczek aplikacji stanowią kobiety po 45. roku życia, czyli należące do grupy, która może korzystać z programu badań przesiewowych w ramach NFZ.

– Nie potrzebujemy jednej spektakularnej reformy. Potrzebujemy konsekwentnego wykorzystania narzędzi, które już istnieją, i połączenia ich w dobrze działający system. Personalizowane zaproszenie, SMS lub powiadomienie w IKP, możliwość natychmiastowego zapisania się na badanie oraz przypomnienie, jeśli kobieta z niego nie skorzysta – właśnie tak powinien działać program przesiewowy skrojony na miarę potrzeb współczesnej Polki. Do tego dochodzi ogromny, wciąż niewykorzystany potencjał POZ, programu „Moje Zdrowie” i medycyny pracy. Celem powinno być stworzenie takiej ścieżki, w której wykonanie mammografii jest łatwiejsze niż jej odkładanie nieustannie „na później” – mówi dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj, prof. Instytutu Kierownik Pracowni Prewencji Pierwotnej i Polityki Zdrowotnej, Narodowy Instytut Onkologii – Państwowy Instytut Badawczy.

Doświadczenia innych krajów europejskich pokazują, że aktywne zapraszanie może być jednym z ważnych elementów skutecznych programów przesiewowych. W Danii udział w mammografii przesiewowej sięga około 90 proc. populacji uprawnionej, a system wykorzystuje spersonalizowane zaproszenia i przypomnienia. W Słowenii uczestnictwo sięga około 80 proc.; kobieta otrzymuje zaproszenie z konkretnym terminem, godziną i miejscem badania, może zmienić termin, a w przypadku braku odpowiedzi otrzymuje przypomnienie. W Polsce bezpłatna mammografia w ramach programu profilaktyki raka piersi przysługuje kobietom w wieku 45–74 lat raz na dwa lata i nie wymaga skierowania, natomiast system aktywnych spersonalizowanych zaproszeń nie funkcjonuje.

Od świadomości do działania

Raport „Piersi w Polsce”, który powstał dzięki partnerom: IPSOS i Novartis, pokazuje, że kobiety w zdecydowanej większości już wiedzą, że wczesne wykrycie raka piersi może uratować życie. Problem pojawia się na kolejnych etapach: przy znalezieniu informacji, umówieniu terminu, pogodzeniu badania z obowiązkami, pokonaniu lęku, samym doświadczeniu badania i zaplanowaniu kolejnego. Dlatego skuteczna profilaktyka powinna obejmować całą ścieżkę pacjentki – od łatwego pierwszego kroku i prostej rejestracji, przez empatyczną komunikację podczas badania, po jasną informację o wyniku i kolejnych krokach. Jak wskazuje raport, im mniej kobieta musi samodzielnie „rozszyfrowywać system”, tym mniejszy stres i ryzyko rezygnacji. W profilaktyce raka piersi nie wystarczy powiedzieć kobietom, żeby się badały. Trzeba stworzyć warunki, w których łatwo będzie tę decyzję zamienić w działanie.

Źródło: inf pras

Program lekowy raka płuca B.6. należy dziś do najbardziej rozbudowanych w polskim systemie refundacyjnym. Obejmuje dziesiątki schematów terapeutycznych, a tylko w ostatnich miesiącach pojawiły się w nim kolejne możliwości leczenia. Teraz Ministerstwo Zdrowia wspólnie z ekspertami pracuje nad jego kompleksową przebudową. Kierunek zmian jest szerszy: leczenie ma rozpoczynać się wcześniej, zwiększać szanse na terapię radykalną, a sam program ma być prostszy i bardziej elastyczny. Eksperci zwracają jednak uwagę, że wykorzystanie dostępnych możliwości będzie zależało także od szybkiej diagnostyki i wcześniejszego wykrywania raka płuca.

Możliwości leczenia raka płuca w Polsce w ostatnich latach znacząco się poszerzyły. Kolejne terapie celowane i immunoterapia są dostępne na różnych etapach choroby – od leczenia okołooperacyjnego po zaawansowaną chorobę nowotworową. Wraz z rozwojem możliwości terapeutycznych coraz większego znaczenia nabiera jednak sposób organizacji leczenia.

Ministerstwo Zdrowia zapowiada zmianę podejścia, która ma koncentrować się nie tylko na udostępnianiu kolejnych leków, ale przede wszystkim na rozpoczynaniu skutecznego leczenia możliwie wcześnie i zwiększaniu odsetka pacjentów, u których możliwe jest postępowanie z intencją radykalną.

Źródło: MZ

– W ostatnich miesiącach wprowadziliśmy do refundacji, do programów lekowych nowe leki, nowe terapie, które mogą być stosowane w leczeniu zarówno niedrobnokomórkowego raka płuca, ale też drobnokomórkowego raka płuca. Jak Państwo wiecie, ten drugi typ nowotworu szczególnie jest niebezpieczny i też nie było bardzo dużo opcji terapeutycznych do tej pory w tym drobnokomórkowym raku płuca. Drugi element jest taki, że podejście nasze zakłada przesunięcie całego procesu leczenia na jak najwcześniejszy jego etap, czyli na przykład stosowanie schematów od pierwszej linii leczenia albo stosowanie leczenia okołooperacyjnego, czyli podawanie terapii przed operacją i po operacji – powiedziała Katarzyna Kacperczyk, wiceminister zdrowia.

Jak wskazała, nowe podejście jest wypracowywane wspólnie z ekspertami i ma znaleźć odzwierciedlenie również w konstrukcji programu lekowego B.6.

– W związku z nowymi badaniami i też tym, co się dzieje na forum europejskim, w innych krajach, tak żeby dostosować do tego nowego podejścia, przebudowujemy wspólnie z ekspertami w tym obszarze, program B.6, który jest dedykowany leczeniu raka płuca. Wzmacniamy też działania profilaktyczne – powiedziała Katarzyna Kacperczyk.

40 schematów leczenia. Program wymaga nowej konstrukcji

Program B.6 należy dziś do największych programów lekowych w polskim systemie refundacyjnym. Jego rozwój w ostatnich latach oznacza nie tylko dostęp do kolejnych terapii, ale również coraz większą złożoność zasad kwalifikacji i prowadzenia leczenia.

– Ten program lekowy jest jednym z największych, jeśli chodzi o liczebność pacjentów, jak również jednym z najbardziej kosztochłonnych programów lekowych w całym systemie refundacyjnym. Mamy wydatki na poziomie prawie już półtora miliarda złotych, gdzie jest leczonych 14 tysięcy pacjentów. Pod tym względem jedynie rak piersi go wyprzedza – powiedział Mateusz Oczkowski, dyrektor Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji Ministerstwa Zdrowia.

Najbardziej rozbudowana jest część programu dotycząca niedrobnokomórkowego raka płuca. Dostępne możliwości obejmują dziś leczenie na różnych etapach choroby – od terapii przed- i okołooperacyjnych po leczenie choroby zaawansowanej, dobierane m.in. na podstawie charakterystyki molekularnej nowotworu.

– Obecnie w ramach samego podtypu niedrobnokomórkowego raka płuca mamy 40 różnych schematów leczenia, właśnie na różnym etapie leczenia i stopniu zaawansowania klinicznego. Mamy nie dość, że leczenie przedoperacyjne, okołooperacyjne, mamy również leczenie wyłącznie pooperacyjne, mamy również leczenie zaawansowanego nowotworu z różnymi mutacjami, z różnymi biomarkerami, jak również z kilkoma liniami leczenia. Ja myślę, że nie ma, proszę Państwa, takiego drugiego programu lekowego – powiedział Mateusz Oczkowski.

Przebudowa B.6 ma więc dotyczyć nie tylko zakresu dostępnych terapii, ale również samej konstrukcji programu. Planowane jest odejście od jednego rozbudowanego układu na rzecz bardziej modułowej struktury, uporządkowanie kryteriów leczenia i sprawozdawczości oraz ujednolicenie części wskazań. Celem jest stworzenie zasad łatwiejszych do stosowania w codziennej praktyce klinicznej.

– Te zmiany struktury programu lekowego są nie mniej ważne niż nowe leki, czy nie mniej ważne niż modyfikacje stosowania immunoterapii. Program lekowy powinien być przyjazny dla obu stron, m.in. poprzez łatwość interpretacji zapisów programu, jak również racjonalność, rozsądek w wykonywaniu badań kontrolnych – powiedział prof. Maciej Krzakowski, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej i konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej.

Jednym z praktycznych elementów tej przebudowy ma być ujednolicenie kryteriów dotyczących terapii o podobnych mechanizmach działania. Ma to ograniczyć sytuacje, w których zbliżone technologie mają odmienne zapisy programu, a tym samym różne możliwości ich zastosowania u pacjentów.

– Ujednoliciliśmy wskazania, bo ja nie widzę tutaj jakichkolwiek przeciwwskazań, aby tożsame technologie, z bardzo podobnymi lekami o takich samych mechanizmach działania, miały różne określone wskazania – wskazał prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz Polskiej Grupy Raka Płuca.

Uporządkowanie programu ma mieć także wymiar systemowy. Przy kilkudziesięciu dostępnych schematach zasady kwalifikacji powinny umożliwiać podobne prowadzenie chorego niezależnie od tego, do którego ośrodka trafi.

– Musimy mieć świadomość, że aby pacjenci we wszystkich ośrodkach w Polsce byli leczeni w identyczny albo w porównywalny sposób, musimy doprowadzić do przejrzystości tego programu – podkreślił prof. Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.

Immunoterapia: możliwość ponownego zastosowania leczenia

Jedną z istotnych zmian w programie B.6 ma być możliwość ponownego zastosowania immunoterapii u wybranych pacjentów. Dotychczas chorzy, którzy otrzymali immunoterapię w ramach leczenia radykalnego, a następnie doszło u nich do progresji choroby, nie mogli ponownie skorzystać z tej formy leczenia i otrzymywali chemioterapię. Planowane zmiany mają otworzyć możliwość ponownego zastosowania immunoterapii w określonych sytuacjach klinicznych.

– W tym momencie Ministerstwo zrobiło naprawdę ogromny przełom w leczeniu tych pacjentów, bo zarówno po leczeniu radykalnym, jak i immunoterapii, którą otrzymywali pacjenci przez dwa lata, jeżeli nastąpi wznowa po tych sześciu miesiącach, ci pacjenci mają szansę ponownie otrzymać leczenie innowacyjne, immunoterapię zamiast chemioterapii. Uważam, że to jest naprawdę ogromna szansa dla wielu pacjentów – powiedziała Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY.

Zmianie mają również ulec zasady dotyczące czasu prowadzenia immunoterapii w zaawansowanej chorobie. Leczenie ma być ograniczone do 24 miesięcy, z możliwością powrotu do programu w przypadku późniejszej progresji. Jednocześnie wprowadzenie tzw. wakacji terapeutycznych ma ograniczyć konieczność regularnych wizyt części pacjentów w ośrodkach i zwiększyć możliwości kwalifikowania kolejnych chorych.

– Dzięki rozwiązaniom, takim jak wakacje terapeutyczne, będziemy mogli zrekrutować aż 20 proc. dodatkowych pacjentów w aktywnym leczeniu – powiedział Mateusz Oczkowski.

Coraz ważniejsze leczenie z intencją radykalną

Zmiana podejścia do raka płuca nie ogranicza się jednak do leczenia choroby zaawansowanej. Coraz większą rolę w programie odgrywają terapie stosowane przed i po operacji, których celem jest zwiększenie skuteczności leczenia radykalnego.

To właśnie przesuwanie nowoczesnych terapii na wcześniejsze etapy choroby jest jednym z kierunków, który – według ekspertów – może przełożyć się na poprawę odsetka pięcioletnich przeżyć.

– Program lekowy umożliwił leczenie nie tylko chorych z intencją paliatywną, ale z intencją radykalną, czyli mamy szeroki wachlarz możliwości leczenia tak zwanego okołooperacyjnego, który w naszym odczuciu jest jedynym kierunkiem, który zwiększy odsetek chorych, u których doprowadzimy do radykalnego leczenia dzięki współpracy z chirurgią. To poprawi w sposób jednoznaczny te źle wyglądające odsetki pięcioletnich przeżyć naszych pacjentów w perspektywie tego, jak to wygląda w innych krajach unijnych – powiedział prof. Rodryg Ramlau.

Jak zaznaczył prezes PGRP, mimo poszerzenia możliwości leczenia systemowego w Polsce nadal nie więcej niż 20 proc. chorych jest operowanych z intencją radykalną. Dlatego zwiększenie liczby pacjentów kwalifikowanych do takiego postępowania pozostaje jednym z najważniejszych celów.

– Pamiętajmy o tym, że doprowadziliśmy w postępowaniu paliatywnym dzięki nowoczesnym terapiom do leczenia bardzo zbliżonego do leczenia chorób o charakterze przewlekłym u części tych chorych. Natomiast to, do czego dążymy, to poprawa odsetka chorych, których będziemy w stanie wyleczyć z tej jednostki chorobowej – zaznaczył prof. Ramlau.

Najlepszy program nie wystarczy bez szybkiej diagnostyki

Rozbudowywanie możliwości terapeutycznych uwidacznia jednocześnie kolejny problem. Aby pacjent mógł skorzystać z odpowiednio dobranego leczenia, nowotwór musi zostać wystarczająco wcześnie rozpoznany, a diagnostyka – w tym molekularna – przeprowadzona sprawnie i kompleksowo.

Zdaniem prof. Ramlaua to właśnie diagnostyka, a nie dostępność leków, staje się obecnie jednym z podstawowych wyzwań w opiece nad chorymi na raka płuca.

– Cały czas w Polsce mamy przede wszystkim podstawowy dylemat już nie dostępności do leków (…). Natomiast mamy problem z diagnostyką naszych chorych. Od pierwszych objawów choroby do rozpoznania raka płuca cały czas mijają często cztery i więcej miesięcy, co jest dramatem dla tych chorych, bo z momentu choroby, którą możemy leczyć w sposób radykalny, chory przechodzi niestety do fazy leczenia paliatywnego. To jest kolejne wyzwanie, które jest przed nami – podkreślił prof. Ramlau. 

Znaczenie diagnostyki rośnie wraz z liczbą terapii kierowanych do precyzyjnie określonych grup pacjentów. Jednym z rozwiązań zwiększających możliwości wykonania diagnostyki molekularnej jest płynna biopsja, szczególnie istotna wtedy, gdy pobranie odpowiedniego materiału tkankowego nie jest możliwe lub uzyskany materiał okazuje się niewystarczający.

– W końcu mamy biopsję płynną z możliwością zastosowania zarówno w leczeniu szpitalnym, jak i ambulatoryjnym. Na tym nam bardzo zależało, ponieważ mamy bardzo dużo pacjentów, którzy niestety przez brak materiału albo materiał niediagnostyczny tracą możliwość wdrożenia i zastosowania terapii w szybkim czasie – powiedziała Aleksandra Wilk.

Wcześniejsze wykrycie ma otwierać drogę do wyleczenia

Rozbudowie możliwości leczenia ma towarzyszyć wzmocnienie wczesnego wykrywania raka płuca. Ma to szczególne znaczenie w kontekście coraz większej roli terapii stosowanych na wcześniejszych etapach choroby, w tym leczenia okołooperacyjnego.

– Od 1 października wprowadzamy jako program profilaktyczny możliwość skorzystania z niskodawkowej tomografii komputerowej, co mamy nadzieję, że pozwoli nam na szybszą diagnozę, szybsze wykrywanie nowotworów we wczesnym stadium i połączenie z tym nowym podejściem w zakresie leczenia – powiedziała wiceminister Katarzyna Kacperczyk.

Wczesne wykrycie choroby i dostęp do leczenia okołooperacyjnego są ze sobą bezpośrednio powiązane. Im wcześniej zostanie rozpoznany rak płuca, tym większa jest grupa pacjentów, u których można rozważyć postępowanie radykalne i wykorzystać możliwości oferowane przez nowe terapie.

Od dostępu do leków do całej ścieżki pacjenta

Planowana przebudowa B.6 pokazuje zmianę wyzwań stojących przed systemem leczenia raka płuca. Kolejne refundacje pozostają istotne, ale wraz z rosnącą liczbą dostępnych terapii coraz większego znaczenia nabiera ich właściwe wykorzystanie: przejrzyste kryteria programu, sprawna kwalifikacja, możliwość sekwencyjnego stosowania leczenia, odpowiednia diagnostyka molekularna oraz wcześniejsze rozpoznawanie choroby.

– Te zmiany (…) miały jeden wspólny mianownik: żeby ułatwić życie, ułatwić pracę nam i ułatwić leczenie chorym. I to nam przyświecało – powiedział prof. Maciej Krzakowski. 

Kierunek zmian zakłada więc połączenie kilku elementów: profilaktyki i wczesnego wykrywania, sprawnej diagnostyki, leczenia radykalnego i okołooperacyjnego oraz dostępu do terapii w chorobie zaawansowanej. Ostatecznym miernikiem ich znaczenia będzie to, czy większa liczba chorych będzie mogła rozpoczynać właściwie dobrane leczenie na wcześniejszym etapie choroby i czy przełoży się to na poprawę wyników leczenia raka płuca w Polsce.

źródło: redakcja Medicalpress
Foto: MZ

Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii (10 czerwca 2026 r.), klinicyści oraz przedstawiciele pacjentów przedstawili obraz ścieżki diagnostycznej chorych na raka płuca w Polsce. Choć nowoczesna medycyna oferuje terapie, które zmieniają oblicze tej choroby, a od października ma w Polsce funkcjonować ogólnopolski program przesiewy z zastosowaniem NDTK, to systemowe opóźnienia i brak powszechnego dostępu do zaawansowanych badań predykcyjnych sprawiają, że wielu pacjentów traci i będzie nadal tracić szanse na optymalne leczenie, jeśli nic się nie zmieni.

Gdzie system i pacjent tracą czas?
Jednym z najbardziej wybrzmiewających punktów dyskusji był czas trwania diagnostyki. Prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, wskazał, że mediana czasu od pierwszego zgłoszenia się pacjenta do lekarza POZ do podjęcia decyzji o leczeniu wynosi obecnie ok. trzy miesiące.  Perspektywa organizacji pacjenckich jest jednak jeszcze bardziej alarmująca. Aleksandra Wilk, dyrektor sekcji raka płuca z Fundacji TO SIĘ LECZY określiła te trzy miesiące jako termin „bardzo optymistyczny”. Z jej doświadczeń w pracy z tysiącami chorych wynika, że realny czas od pierwszych objawów do rozpoznania wynosi od sześciu miesięcy do nawet roku. Pacjenci często miesiącami są leczeni na nawracające infekcje, nie otrzymując skierowania na badania obrazowe, a gdy już trafią do specjalisty, czekają kolejne tygodnie na opisy badań obrazowych czy wyniki histopatologii. „Dochodzi do absurdalnych sytuacji, w których 28-dniowa ważność badania tomografii komputerowej wygasa, zanim pacjent dotrze na biopsję, co zmusza go do powrotu na początek kolejki – podkreślała Aleksandra Wilk.

Poznanie biologii nowotworu przyniosło nowe możliwości leczenia

Prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, podkreślił, że w leczeniu raka płuca dokonał się cywilizacyjny przełom, który nie wynika z postępów w chemioterapii, radioterapii czy chirurgii, gdzie – jak zaznaczył „To leki immunokompetentne, czyli immunoterapia i leki ukierunkowane molekularnie, zmieniły świat naszych chorych”. Ekspert zaznaczył, że fundamentem sukcesu jest ścisła współpraca z patomorfologiem, który musi otrzymać materiał wysokiej jakości, by postawić konkretne rozpoznanie, na podstawie którego diagności genetyczni wykonają badania molekularne – predykcyjne. Niestety, mimo że sekwencjonowanie następnej generacji (NGS) jest od lat uznawane za podstawową metodę diagnostyki genetycznej w raku płuca, to stosowana jest u mniej niż 50% chorych w Polsce.

Pacjenci bez badań genetycznych to wciąż polska rzeczywistość
Dane przedstawione przez prof. Artura Kowalika, Kierownika Zakładu Diagnostyki Molekularnej w Świętokrzyskim Centrum Onkologii, obnażają skalę niewydolności systemu. W 2024 roku ponad jednej trzeciej chorych (ok. 42%) z niedrobnokomórkowym rakiem płuca nie zaproponowano żadnych badań genetycznych. Tylko 35% pacjentów miało wykonane badanie metodą NGS. Ekspert ostrzegł, że sytuacja nie ulegnie poprawie, jeśli pacjenci nie będą trafiać do ośrodków, które są w stanie zaoferować im pełną i sprawną diagnostykę.

Uczestnicy dyskusji zwracali uwagę także na potrzebę dostępu do kompleksowego profilowania genomowego (CGP NGS) oraz tzw. płynnej biopsji. Testy jednogenowe zużywają szybko materiał tkankowy, który często nie starcza na kolejne badania genetyczne „W przypadku braku tkanki moglibyśmy wykonywać zaawansowane badania genetyczne metodą płynnej biopsji, ale nie ma obecnie refundacji takiego świadczenia, dlatego od dłuższego już czasu apelujemy o jego wprowadzenie. Mógłby powstać analogiczny produkt do tego wdrożonego w ubiegłym roku dla nowotworów BRCA-zależnych”. – wskazywał dr Andrzej Tysarowski, konsultant wojewódzki w dziedzinie diagnostyki genetycznej. Zapotrzebowanie na takie badania szacowane jest na ok. 2000 rocznie.

CGP to najbardziej zaawansowany test genetyczny, który pozwala ocenić cały profil molekularny raka płuca, identyfikując nawet kilkaset mutacji jednocześnie. Skuteczność takiego panelu jest o około 30% wyższa w porównaniu do małych paneli NGS i pozwala zidentyfikować rzadkie zmiany genetyczne, które kwalifikują pacjentów do innowacyjnych badań klinicznych. Zamiast wykonywać testy sekwencyjnie (jeden po drugim), co zużywa cenny materiał tkankowy i zabiera czas – CGP daje pełen obraz przy jednej analizie. Nie jest to rozwiązanie, które ma być stosowane powszechnie, ale powinno być dostępne dla wybranej grupy pacjentów, zwłaszcza w zaawansowanych stadiach nowotworu. Eksperci szacują, że zapotrzebowanie na takie badania wynosi ok. 3000 rocznie.

Istotnym elementem skrócania czasu diagnostyki oprócz niepotrzebnej kaskadowości badań jest konieczność wdrożenia standardu zlecania jednoczasowego (warunkowego) skierowania na badania genetyczne.

Dr Piotr Wiśniewski z Polskiego Towarzystwa Patologów wskazał, że ta luka organizacyjna marnuje czas patomorfologa. Obecny system zmusza patomorfologów do wykonywania tej samej pracy dwukrotnie. Patomorfolog najpierw analizuje preparaty, aby postawić rozpoznanie histopatologiczne. Jeśli skierowanie na badania genetyczne dociera dopiero później, lekarz patomorfolog musi po kilku dniach wrócić do tych samych preparatów, wyszukać je w archiwum i ponownie ocenić, który z nich jest najlepszy do dalszej diagnostyki molekularnej. Można powiedzieć, że de facto materiał ponownie przechodzi przez proces diagnostyczny, co generuje ogromną stratę czasu, dla pacjenta który oczekuje na wdrożenie leczenia. Dr Wiśniewski zwrócił też uwagę, że w wielu ośrodkach nie wykonuje się badań immunohistochemicznych (takich jak PD-L1) z powodu braku ich odrębnego finansowania.

Sytuację potwierdziła Aleksandra Wilk, która przytaczała indywidualne przykłady pacjentów, którym pomaga przejść przez system diagnostyki i leczenia. Miejsce zamieszkania nadal ma znaczenie, czy i jakie badania chory będzie miał wykonane. „Kluczowe znaczenie przy kwalifikacji pacjenta do programu lekowego ma fakt, czy miał on wykonane badania statusu ekspresji białka PD-L1 oraz badania genetyczne. Niestety wiele z nich nie ma odrębnej wyceny i część ośrodków ich nie zleca, bo nie chce brać kosztów na siebie. – mówiła Aleksandra Wilk. Pacjenci często krążą od ośrodka do ośrodka, sami przewożą bloczki parafinowe, wykonują badania prywatnie. Traci się wówczas cenny czas, a wiele możliwości skutecznego leczenia „ucieka” bezpowrotnie.

Podsumowując spotkanie, uczestnicy apelowali o sprawne wdrożenie ogólnopolskiego programu przesiewowego Niskodawkowej Tomografii Komputerowej (NDTK) dla grup ryzyka, który ma ruszyć 1 października 2026 r. oraz Lung Cancer Unitów (zespołów kompetencji), które jako jedyne mogą zagwarantować, że pacjent nie zgubi się w systemie i otrzyma optymalną diagnostykę i leczenie oparte na aktualnych wytycznych. Prof. Maciej Krzakowski, przywołał badania z USA, które udowodniły, że kompleksowe leczenie w unitach narządowych daje o 20 punktów procentowych lepsze wyniki przeżyć niż leczenie rozproszone. Jak wskazywał, argumentów za wprowadzeniem Lung Cancer Units jest więcej. Po pierwsze przyspieszenie ścieżki diagnostycznej pacjentów, realizacja świadczeń według wytycznych postępowania diagnostyczno-terapeutycznego, podstawą leczenia są MDT zespoły wielodyscyplinarne, optymalne wykorzystanie możliwości leczenia skojarzonego, monitorowanie jakości leczenia oraz lepsza opieka po leczeniu, w tym rehabilitacja (fizyczna, psychiczna i społeczna).

Nowoczesna torakochirurgia i leczenie okołooperacyjne zwiększają szanse na całkowite wyleczenie

Choć leczenie operacyjne dotyczy jedynie części chorych, to właśnie pacjenci kwalifikujący się do zabiegu mają największe szanse na wieloletnie przeżycie i wyleczenie. Dzięki rozwojowi leczenia okołooperacyjnego coraz więcej osób z bardziej zaawansowaną chorobą może dziś zostać zakwalifikowanych do operacji, a wyniki leczenia są coraz lepsze. Eksperci podkreślali jednak, że nowoczesna torakochirurgia wymaga odpowiednich inwestycji. W ostatnich latach polskie ośrodki bardzo dynamicznie rozwinęły techniki małoinwazyjne i robotyczne, które pozwalają ograniczać uraz operacyjny, skracać hospitalizację i przyspieszać powrót pacjentów do aktywności. To kierunek, od którego światowa chirurgia już nie odchodzi.

Jednocześnie środowisko torakochirurgów wyraża obawy związane z planowanymi zmianami w finansowaniu procedur. Ograniczanie wyceny leczenia operacyjnego mogłoby utrudnić dalszy rozwój nowoczesnych metod chirurgicznych, mimo że to właśnie operacja pozostaje najskuteczniejszą metodą leczenia raka płuca u pacjentów z chorobą wykrytą na odpowiednim etapie.

Prof. Paweł Rybojad, prezes elekt Krajowej Rady Torakochirurgów, z Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów, zwracał uwagę, że polska torakochirurgia od lat rozwija nowoczesne techniki małoinwazyjne, mimo że ich finansowanie nie nadąża za postępem medycyny. „Tak jak torakochirurdzy rozwinęli techniki małoinwazyjne, to myślę, że moglibyśmy się chwalić tym na całym świecie, jak szybko te techniki zostały wprowadzone w Polsce. Zostało to osiągnięte dzięki zaangażowaniu torakochirurgów, mimo że technologia ta nie została lepiej wyceniona i jest finansowana tak samo jak klasyczne operacje, choć jest od nich znacznie droższa.”

Ekspert podkreślał również, że podobna sytuacja dotyczy chirurgii robotowej, która w wielu krajach staje się standardem leczenia wybranych pacjentów z rakiem płuca. Niestety, obecnie zabiegi w torakochirurgii wykonywane w asyscie robotów nie posiadają odrębnego finansowania, mimo że wymagają kosztownego sprzętu i są naturalnym kierunkiem rozwoju nowoczesnej chirurgii klatki piersiowej. Zdaniem ekspertów dalszy rozwój tej technologii powinien być wspierany przez system, a nie hamowany przez bariery finansowe.

Podczas posiedzenia zwracano również uwagę na problemy kadrowe. Średni wiek torakochirurgów w Polsce stale rośnie, a liczba lekarzy rozpoczynających specjalizację pozostaje niewystarczająca. Bez działań wspierających rozwój tej dziedziny w kolejnych latach może zabraknąć specjalistów wykonujących najbardziej skomplikowane operacje klatki piersiowej.

Tomasz Kuleta z Ministerstwa Zdrowia wskazywał, iż Polska będzie czwartym krajem w Europie wdrażającym programu przesiewowego Niskodawkowej Tomografii Komputerowej (NDTK) dla grup ryzyka, co ma pozwolić na wykrywanie nowotworu na etapie, gdy jest on jeszcze operacyjny.  Zapowiedział także, że projekt rozporządzenia dot. Centrów Kompetencji Raka Płuca tzw.  Lung Cancer Unitów (LCU) ma zostać skierowany do konsultacji publicznych w trzecim kwartale 2026 roku. Lung Cancer Unity mają zapewnić kompleksową opiekę (diagnostykę, leczenie, rehabilitację). Ministerstwo Zdrowia nie przedstawiło informacji dot. terminów i zaawansowania prac nad innymi wskazywanymi przez ekspertów problemami.

 
żródło: Sejm RP, TSL

Jeszcze trzy dekady temu wielu polskich onkologów miało do dyspozycji zaledwie jeden lub dwa schematy leczenia, diagnostyka molekularna praktycznie nie istniała, a kojarzenie metod leczenia miejscowego oraz systemowego dotyczyło niewielu chorych. Immunoterapia pozostawała pojęciem z przyszłości, a w chorobie zaawansowanej rokowanie bywało liczone w miesiącach. Dziś w wielu nowotworach standardem są terapie ukierunkowane molekularnie, leczenie skojarzone i okołooperacyjne, a decyzje terapeutyczne coraz częściej zależą nie tylko od lokalizacji guza, ale przede wszystkim od jego charakterystyki morfologicznej i molekularnej (w tym – od biomarkerów predykcyjnych). Coraz więcej pacjentów żyje przez wiele lat po leczeniu lub funkcjonuje z chorobą nowotworową, która ma charakter przewlekły.

To właśnie tę ogromną zmianę – nie tylko w medycynie, ale także w codziennym doświadczeniu pacjentów i lekarzy – podsumowuje jubileusz 30-lecia Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej (PTOK). Historia Towarzystwa jest jednocześnie historią dojrzewania całej polskiej onkologii: od czasów ograniczonych możliwości terapeutycznych do ery medycyny precyzyjnej, leczenia personalizowanego i coraz bardziej kompleksowej opieki nad pacjentem.
 
Gdy onkologia kliniczna dopiero się rodziła
 
Początki współczesnej onkologii klinicznej w Polsce sięgają działalności Sekcji Chemioterapii Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, która działała od 1974 roku. Wówczas zaczęło kształtować się środowisko lekarzy dostrzegających potrzebę rozwoju specjalizacji zajmującej się farmakologicznym leczeniem nowotworów. Przełomowym momentem było utworzenie pierwszej Kliniki Chemioterapii w Instytucie Onkologii w Warszawie oraz rozwój specjalizacji z zakresu chemioterapii nowotworów od połowy lat osiemdziesiątych. Leczenie systemowe dopiero zdobywało wówczas należne miejsce w terapii nowotworów, a zawód onkologa klinicznego wyglądał zupełnie inaczej niż dziś. Choć polska onkologia już wtedy dysponowała bardzo dobrze wykształconą kadrą, możliwości diagnostyczne i terapeutyczne pozostawały wyraźnie bardziej ograniczone niż w krajach Europy Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych. Brakowało nowoczesnej aparatury, dostęp do terapii był ograniczony, a rozwój nowych metod leczenia postępował wolniej niż w najbardziej rozwiniętych systemach ochrony zdrowia.
 
Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej zostało formalnie powołane w 1996 roku z inicjatywy prof. Grzegorza Madeja. Od początku miało być czymś więcej niż klasycznym towarzystwem naukowym – miejscem integrującym środowisko lekarzy zajmujących się leczeniem systemowym nowotworów, edukacją i tworzeniem standardów postępowania.
 
Dziś młodszym lekarzom trudno sobie wyobrazić, jak wyglądała onkologia jeszcze trzy dekady temu. Mieliśmy świetnie wykształconych specjalistów, ale możliwości terapeutyczne oraz diagnostyczne to było średniowiecze. Nie istniały technologie, bez których dzisiaj nie wyobrażamy sobie diagnostyki i personalizowanego leczenia. Dostęp do nowych leków nie tylko bywał opóźniony o kilka lat, ale również bardzo ograniczony dla pacjentów. Natomiast niewątpliwie to, czego się nauczyliśmy w tych trudnych latach, to bardzo inteligentne wykorzystywanie tego, czym dysponowaliśmy. Między innymi z tego powodu w Polsce rozwijały się metody chemioterapii metronomicznej oraz personalizacji wielolekowych schematów chemioterapii. Ogromną zmianą ostatnich dekad było to, że zaczęliśmy realnie, na bieżąco korzystać z osiągnięć światowej onkologii – mówi prof. Piotr Wysocki, były prezes PTOK.
 
Trudno jednak opowiadać o historii PTOK bez pokazania tego, jak bardzo zmieniła się sama onkologia.
 
Od chemioterapii do medycyny precyzyjnej
 
Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych leczenie chorych na wiele nowotworów wyglądało zupełnie inaczej niż dziś. Dominowała klasyczna chemioterapia, dostęp do nowoczesnych terapii pozostawał niewielki, a wiedza o biologii nowotworów była nieporównywalnie skromniejsza.
 
Kiedy zaczynałem specjalizację, na moich oczach eksplodowała era terapii celowanych, pojawiły się pierwsze inhibitory kinaz tyrozynowych w leczeniu raka nerki czy GIST, trastuzumab wszedł do leczenia uzupełniającego w raku piersi. To było niesamowite jak w onkologii klinicznej, operującej wcześniej kilkunastoma lekami cytotoksycznymi, nagle co roku pojawiało się kilka/kilkanaście nowych terapii. W kolejnych latach, jak burza, weszła do onkologii immunoterapia, a następnie celowana chemioterapia oparta na koniugatach przeciwciało-lek cytotoksyczny. Dziś w wielu nowotworach dysponujemy kilkoma liniami leczenia, możemy stosować leczenie skojarzone, immunoterapię lub terapie ukierunkowane molekularnie, które pozwalają nie tylko wydłużać życie, ale coraz częściej także utrzymywać rewelacyjną jakość życia naszych chorych – podkreśla prof. Wysocki.
 
Jak wskazują eksperci, przełom dokonał się nie tylko w samych lekach, ale również w rozumieniu choroby nowotworowej.
 
Najważniejszą zmianą ostatnich trzydziestu lat jest rozpowszechnienie postępowania personalizowanego. Obecnie w ogromnej większości nowotworów wybór leczenia zależy nie tylko od rodzaju nowotworu, ale także od cech chorego, charakterystyki biologicznej i morfologii nowotworu oraz obecności określonych biomarkerów. W praktyce oznacza to możliwość lepszego dopasowania terapii do konkretnego pacjenta, większą skuteczność leczenia oraz ograniczanie niepotrzebnej toksyczności – podkreśla prof. Maciej Krzakowski, prezes PTOK i konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej.
 
Współczesna onkologia coraz częściej zaczyna się od pytania nie tylko „gdzie jest nowotwór?”, ale także „jakie są jego cechy biologiczne?”. Diagnostyka molekularna i wykorzystanie biomarkerów predykcyjnych stały się jednym z fundamentów współczesnego leczenia przeciwnowotworowego. To ogromna zmiana w stosunku do tego, jak wyglądała praktyka kliniczna jeszcze dwie czy trzy dekady temu – dodaje Profesor.
 
Efekty tej transformacji widać również w rokowaniu chorych. W wielu nowotworach, które jeszcze kilkanaście lat temu wiązały się z bardzo ograniczonym przeżyciem – również w stadiach zaawansowanych – dziś obserwuje się wyraźną poprawę wyników leczenia.
 
Coraz częściej możemy mówić nie tylko o wydłużaniu życia w przypadku choroby uogólnionej, ale także powoli zaczynamy mieć coraz bardziej uzasadnioną nadzieję, że wieloletnie przeżycia naszych chorych poddawanych immunoterapii mogą oznaczać całkowite wyleczenie. W przypadku niektórych nowotworów, które dawniej bardzo szybko prowadziły do śmierci chorego, dziś część pacjentów żyje przez wiele lat, funkcjonuje zawodowo oraz społecznie. W przypadku innych, które kiedyś były uznawane za nieoperacyjne, dzięki leczeniu systemowemu możemy dać chorym szansę na całkowite wyleczenie. Kluczowa rola onkologa klinicznego w całym kompleksowym procesie diagnostyki i lecenia chorych onkologicznych to jedna z największych zmian, jakich byliśmy świadkami w nowoczesnej onkologii – dodaje prof. Wysocki.
 
Pamiętam czasy, kiedy w zaawansowanej chorobie nowotworowej, z przerzutami do płuc czy wątroby, częściej rozmawialiśmy o miesiącach niż latach życia. Dziś mamy pacjentki chorujące na raka piersi, które leczymy pięć, osiem i czasem więcej lat. Pracują, wychowują dzieci, podróżują, pełnią swoje role zawodowe, rodzinne, społeczne, mają swoje plany i codzienność. Oczywiście, nadal mówimy o ciężkiej chorobie, ale jej przebieg w wielu przypadkach zmienił się nie do poznania. Rak piersi z przerzutami to choroba nieuleczalna, ale poddająca się leczeniu. I to leczenie pozwala nazywać tę chorobę przewlekłą – mówi prof. Barbara Radecka, wiceprezes PTOK.
 
Jedną z największych zmian ostatnich dekad była również zmiana samej filozofii leczenia nowotworów.
 
Jeszcze trzydzieści lat temu w wielu nowotworach myślenie było bardzo proste: rozpoznanie – operacja – ewentualnie leczenie uzupełniające. Dziś wiemy, że taka kolejność nie zawsze jest najlepsza. Coraz częściej zaczynamy od leczenia systemowego lub radioterapii, aby zmniejszyć nowotwór, ograniczyć ryzyko rozsiewu i zwiększyć szansę na trwałe wyleczenie. To jedna z największych zmian współczesnej onkologii – mówi dr Janusz Meder, wieloletni wiceprezes PTOK.
 
Onkolog nie jest już sam na posterunku
 
Zmieniły się nie tylko możliwości leczenia, ale również sama praca onkologa klinicznego. Kilkadziesiąt lat temu decyzje terapeutyczne częściej podejmowano w węższym gronie lub indywidualnie. Dziś standardem są wielodyscyplinarne konsylia i współpraca specjalistów różnych dziedzin – od onkologów klinicznych, chirurgów i radioterapeutów po patomorfologów, diagnostów molekularnych, psychoonkologów, rehabilitantów czy dietetyków.
 
Onkolog kliniczny nie jest już samotnym lekarzem odpowiedzialnym za cały proces leczenia. Współczesna onkologia to medycyna zespołowa. Decyzje terapeutyczne podejmowane są podczas konsyliów i wymagają współpracy specjalistów różnych dziedzin. To ogromna zmiana jakościowa, która pozwala lepiej planować leczenie, ograniczać błędy i bardziej indywidualnie patrzeć na potrzeby chorego – mówi dr Janusz Meder. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu lekarz częściej podejmował decyzje bardziej autorytarnie. Dziś pacjent powinien świadomie uczestniczyć w procesie leczenia, rozumieć proponowaną terapię, możliwe korzyści i działania niepożądane. To ważna zmiana nie tylko organizacyjna, ale także kulturowa – dodaje.
 
Od leczenia narządu do leczenia człowieka
 
Zmieniały się nie tylko terapie i organizacja leczenia, ale również sama filozofia opieki nad chorymi. Jeszcze przez wiele lat onkologia kojarzona była przede wszystkim z walką o przeżycie za wszelką cenę. Sukces terapii oceniano głównie przez pryzmat odpowiedzi na leczenie lub długości przeżycia. Jakość życia pacjenta pozostawała często sprawą drugoplanową.
 
Największa zmiana, jaka dokonała się przez ostatnie dekady, dotyczy chyba samego spojrzenia na pacjenta. Kiedyś skupialiśmy się przede wszystkim na leczeniu nowotworu. Dziś wiemy, że skuteczna terapia nie kończy się na podaniu leków czy wykonaniu zabiegu. Musimy patrzeć na człowieka całościowo – na jego kondycję psychiczną, odżywienie, sprawność fizyczną, sytuację rodzinną i społeczną – podkreśla dr Janusz Meder.
 
Rak coraz częściej nie kończy historii chorego
 
Jeszcze nie tak dawno zakończenie leczenia onkologicznego oznaczało przede wszystkim okres obserwacji pod kątem nawrotu choroby. Dziś coraz częściej pojawia się nowe wyzwanie: jak wspierać osoby, które przez wiele lat żyją po leczeniu nowotworu albo funkcjonują z chorobą przewlekłą.
 
Współczesna onkologia coraz częściej oznacza nie tylko skuteczne leczenie, ale również wieloletnie życie po chorobie. Wielu pacjentów wraca do pracy, aktywności społecznej i rodzinnej, ale jednocześnie mierzy się z późnymi konsekwencjami terapii – zmęczeniem, powikłaniami narządowymi, problemami emocjonalnymi czy lękiem przed nawrotem choroby. Dlatego opieka po leczeniu onkologicznym staje się dziś jednym z ważnych wyzwań współczesnej medycyny – podkreśla prof. Barbara Radecka.
 
Coraz częściej mówi się o tzw. survivorship care – długoterminowej opiece obejmującej monitorowanie późnych powikłań leczenia, rehabilitację, profilaktykę wtórną, wsparcie psychiczne i pomoc w powrocie do codziennego życia.
 
Jeszcze kilkanaście lat temu znacznie rzadziej rozmawialiśmy o tym, jak pacjent będzie funkcjonował pięć, dziesięć czy piętnaście lat po leczeniu. Dziś to coraz częściej codzienność naszej praktyki klinicznej. Wyleczenie lub długotrwała kontrola choroby nie oznaczają końca opieki – oznaczają jej nowy etap – dodaje Prof. Radecka.
 
Rewolucja nie wydarzyła się sama
 
Postęp w leczeniu nowotworów nie byłby możliwy wyłącznie dzięki nowym lekom. Równie istotnie zmieniał się system organizacji opieki onkologicznej w Polsce. W ciągu minionych trzech dekad pojawiły się programy lekowe umożliwiające finansowanie nowoczesnych terapii, ratunkowy dostęp do technologii lekowych (RDTL), karta diagnostyki i leczenia onkologicznego (DiLO), rozwijano programy profilaktyczne i przesiewowe, a w ostatnich latach rozpoczęto budowę Krajowej Sieci Onkologicznej oraz realizację Narodowej Strategii Onkologicznej. Coraz większego znaczenia nabrały także badania kliniczne, które dla wielu pacjentów stały się szansą na wcześniejszy dostęp do leczenia dostępnego rutynowo dopiero kilka lat później.
 
W ostatnich latach polskie ośrodki onkologiczne stały się aktywnymi uczestnikami międzynarodowych badań klinicznych, nie tylko realizując badania wieloośrodkowe, ale coraz częściej inicjując takie badania o zasięgu międzynarodowym. Co więcej, coraz częściej innowacyjne, eksperymentalne leki onkologiczne są po raz pierwszy badane u człowieka właśnie w polskich ośrodkach. To ogromna zmiana w porównaniu z sytuacją sprzed kilkudziesięciu lat. Dla wielu pacjentów udział w badaniu klinicznym oznacza możliwość skorzystania z terapii, która dopiero za kilka lat stanie się standardem. To także rozwój kompetencji lekarzy i całych ośrodków. To też sygnał, że polska onkologia ma ogromny potencjał i może aktywnie wpływać na kształt światowej onkologii – zaznacza prof. Piotr Wysocki.
 
Pacjenci przestali być biernymi odbiorcami leczenia
 
Zmieniła się również rola samych pacjentów. Jeszcze trzydzieści lat temu chory częściej pozostawał biernym odbiorcą decyzji terapeutycznych. Dziś coraz częściej staje się partnerem procesu leczenia – świadomie uczestniczy w wyborze terapii, zadaje pytania i współdecyduje o swojej ścieżce terapeutycznej. Ważnym partnerem środowiska onkologicznego stały się również organizacje pacjenckie, które przez ostatnie lata nie tylko edukowały społeczeństwo, ale także aktywnie uczestniczyły w rozmowie o refundacji nowych terapii i zmianach systemowych.
 
Jedną z ważnych zmian ostatnich dekad było to, że pacjenci przestali być wyłącznie odbiorcami systemu. Organizacje pacjenckie stały się ważnym partnerem środowiska medycznego – w edukacji, profilaktyce, ale również w rozmowach o dostępie do nowych terapii i zmianach systemowych. W wielu momentach wspólny głos lekarzy i pacjentów naprawdę pomagał przyspieszać potrzebne decyzje – podkreśla dr Janusz Meder.
 
PTOK nie tylko obserwował zmiany. Pomagał je współtworzyć
 
Jak zaznacza dr Piotr Siedlecki, wieloletni prezes PTOK: Rozwój polskiej onkologii nie odbywał się w izolacji. Ogromne znaczenie miała współpraca międzynarodowa i szybkie wdrażanie nowych standardów leczenia. Eksperci PTOK od lat współpracują z najważniejszymi organizacjami naukowymi świata, w tym ESMO i ASCO, uczestnicząc w wymianie wiedzy oraz tworzeniu standardów, które następnie przekładają się na codzienną praktykę kliniczną w Polsce.
 
PTOK od 1997 r. posiada swojego stałego przedstawiciela w ESMO, a w ramach polsko-amerykańskiej umowy rządowej roczne staże naukowe w wiodących klinikach amerykańskich od 1980 r. odbywali m.in. dr Piotr Siedlecki, dr Janusz Meder oraz prof. Jan Walewski.
 
Jednym z ważnych osiągnięć PTOK było stworzenie i systematyczne aktualizowanie polskich wytycznych postępowania diagnostyczno-terapeutycznego. Współczesna onkologia zmienia się niezwykle szybko, dlatego aktualizacja zaleceń musi być procesem ciągłym. Należy zapewnić szeroką implementację wytycznych, które powinny powstawać w wyniku uzgodnień specjalistów wszystkich dziedzin zaangażowanych w opiekę nad chorymi na nowotwory. Wytyczne pozwalają przekładać wyniki badań klinicznych i międzynarodowe rekomendacje na codzienną praktykę kliniczną w polskich warunkach – mówi prof. Maciej Krzakowski.
 
Towarzystwo od lat wspiera również edukację lekarzy, pielęgniarek oraz pacjentów, organizując kongresy, kursy specjalizacyjne i działania edukacyjne.
 
Kolejne 30 lat zaczyna się dziś
 
Jubileusz 30-lecia Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej jest nie tylko okazją do podsumowań, ale także do spojrzenia w przyszłość. Jednym z najważniejszych wydarzeń jubileuszowego roku będzie XXIX Kongres Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, który odbędzie się w dniach 27–29 sierpnia 2026 roku w Centrum Konferencyjnym Fabryczna w Krakowie. Wydarzenie zgromadzi ekspertów z Polski i zagranicy, stając się przestrzenią prezentacji najnowszych doniesień naukowych, wyników badań klinicznych oraz dyskusji o przyszłości leczenia nowotworów.
 
Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że mimo ogromnego postępu ostatnich trzydziestu lat współczesna onkologia stoi dziś przed kolejnym etapem zmian. Społeczeństwo starzeje się, liczba zachorowań na nowotwory rośnie, a chorych żyjących wiele lat po leczeniu będzie coraz więcej. Dlatego przyszłość onkologii to nie tylko kolejne leki, ale również lepsza organizacja opieki, szybszy dostęp do diagnostyki molekularnej, rozwój biomarkerów predykcyjnych, skuteczniejsze programy profilaktyczne i coraz bardziej indywidualne podejście do chorego.
 
Największą potrzebą i jednocześnie wyzwaniem pozostaje dalszy rozwój opieki koordynowanej oraz tworzenie zespołów kompetencji dla większości nowotworów. Coraz większe znaczenie będzie miało monitorowanie jakości leczenia i wyników terapii. Musimy również jeszcze lepiej wykorzystywać biomarkery pozwalające dobrać najbardziej skuteczne leczenie i ograniczać toksyczność terapii – podkreśla prof. Maciej Krzakowski.
 
Historia ostatnich trzydziestu lat nie jest wyłącznie opowieścią o nowych lekach, biomarkerach, diagnostyce molekularnej czy nowoczesnych technologiach. To przede wszystkim historia ludzi – lekarzy, którzy przez lata budowali nowoczesną onkologię, i pacjentów, którzy dzięki temu postępowi coraz częściej mogą żyć dłużej, lepiej i z większą nadzieją niż kiedykolwiek wcześniej.
 
A kolejne trzydzieści lat tej historii właśnie się zaczyna.
Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej PTOK) po raz szósty ogłosiło TOP 10 ONKO – listę dziesięciu priorytetów refundacyjnych, które zdaniem ekspertów powinny zostać rozpatrzone przez system w pierwszej kolejności, w tym terapie w raku jelita grubego, raku płuca, raku nosogardła, raku piersi, raku prostaty, raku wątrobowokomórkowym, raku pęcherza moczowego, glejaku.
W zestawieniu znalazły się terapie dla chorych m.in. na raka jelita grubego z mutacją BRAF V600E, raka nosogardła, raka prostaty kwalifikującego się do terapii radioligandowej ukierunkowanej na PSMA, a także kilka kluczowych strategii w raku płuca – zarówno w drobnokomórkowym (leczenie konsolidujące po radiochemioterapii), jak i w niedrobnokomórkowym z wybranymi zaburzeniami molekularnymi (EGFR, BRAF). Lista obejmuje również leczenie w HER2-dodatnim raku piersi, immunoterapię w raku wątrobowokomórkowym, nowe podejście w raku pęcherza moczowego oraz terapię celowaną w glejakach z mutacją IDH.

TOP 10 ONKO to ekspercka lista priorytetów refundacyjnych opracowana przez ekspertów klinicznych Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej. Jej celem jest uporządkowanie potrzeb terapeutycznych z perspektywy praktyki klinicznej i wskazanie tych technologii, które – w ocenie środowiska – mogą mieć największy potencjał wpływu na wyniki leczenia, rokowanie oraz organizację opieki onkologicznej w Polsce.

W ubiegłorocznej edycji listy (TOP 10 ONKO 2025) kilka technologii znalazło swoje odzwierciedlenie w decyzjach refundacyjnych – m.in. abemacyklib we wczesnym raku piersi, trastuzumab derukstekan w raku żołądka czy zolbetuksymab w raku żołądka, a także selperkatynib w guzach litych z fuzją RET. Jednocześnie część terapii, mimo wskazania jako priorytet, nie została objęta refundacją i wraca na listę 2026.

Nad listą priorytetów 2026 głosowali: prof. Maciej Krzakowski, prof. Barbara Radecka, prof. Piotr Wysocki, prof. Andrzej Kawecki, prof. Jakub Kucharz, prof. Tomasz Kubiatowski, prof. Michał Jarząb oraz dr Maryna Rubach.

Przegląd terapii jest realizowany we współpracy z zespołem analitycznym HTA, który porządkuje dostępne dane kliniczne i rejestracyjne, co pozwala nadać procesowi wyboru przejrzystą strukturę merytoryczną. Zestawienie ma charakter rankingowy: pozycja na liście odzwierciedla wagę potrzeby klinicznej oraz pilność decyzji refundacyjnej.

TOP 10 ONKO 2026 – lista priorytetów refundacyjnych (kolejność rankingowa):
  1. Enkorafenib (w skojarzeniu z cetuksymabem) – przerzutowy rak jelita grubego z mutacją BRAF V600E

    Biologiczne uzasadnienie terapii polega na jednoczesnym zahamowaniu dwóch elementów szlaku sygnałowego – zmutowanego BRAF oraz receptora EGFR. – Dlatego leczenie polega na skojarzeniu inhibitora BRAF – enkorafenibu – z przeciwciałem anty-EGFR, czyli cetuksymabem. Drugi punkt blokowania na poziomie receptora zwiększa skuteczność terapii, a jednocześnie zapobiega reaktywacji szlaku sygnałowego na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Próby stosowania inhibitorów BRAF w monoterapii okazały się mało skuteczne, dlatego takie skojarzenie jest rozwiązaniem oczywistym z punktu widzenia biologii molekularnej. – podkreśliła prof. Barbara Radecka.

    Skuteczność tej strategii została potwierdzona w badaniu III fazy BEACON CRC, które wykazało wydłużenie przeżycia wolnego od progresji oraz poprawę przeżycia całkowitego u chorych z mutacją BRAF V600E.

    Jednocześnie – jak zwróciła uwagę prof. Radecka – dostęp do tej terapii w Polsce pozostaje ograniczony. – Obecnie leczenie to dostępne jest jedynie w ramach ratunkowego dostępu do technologii lekowych. Zapis obligujący do jego zastosowania dopiero po wyczerpaniu innych opcji powoduje, że w praktyce oznacza to czwartą lub piątą linię leczenia. Tymczasem wielu chorych z mutacją BRAF nie dożywa tak odległych etapów terapii – część nie dociera nawet do trzeciej linii. W efekcie jest to dostęp w dużej mierze pozorny.

  2. Toripalimab (z cisplatyną i gemcytabiną) – nawrotowy lub przerzutowy rak nosogardła


    Jak podkreślił prof. Andrzej Kawecki, w tej chorobie przez dekady nie obserwowano istotnego postępu terapeutycznego. – Toripalimab jest inhibitorem PD-1, czyli lekiem z grupy immunoterapii. W raku nosowej części gardła sytuacja przez wiele lat była podobna jak w drobnokomórkowym raku płuca – przez ponad trzy dekady właściwie niewiele się zmieniało. Standardem leczenia radykalnego pozostawała radiochemioterapia z cisplatyną, a w chorobie nawrotowej lub przerzutowej stosowano schematy oparte na dubletach z platynę.

    Toripalimab uzyskał już rejestrację FDA i EMA w pierwszej linii leczenia nawrotowego lub przerzutowego raka nosogardła. Dane dotyczące aktywności leku w kolejnych liniach terapii pochodzą również z badania POLARIS-02, w którym odpowiedź na leczenie obserwowano u około jednej czwartej pacjentów. – Cieszę się, że lek ten znalazł się tak wysoko w zestawieniu i mam nadzieję, że w przyszłości nie będziemy już musieli o niego zabiegać, tylko będzie dostępny w ramach programu lekowego – podsumował prof. Kawecki.

  3. Lutetium (¹⁷⁷Lu) vipivotide tetraxetan (¹⁷⁷Lu-PSMA-617) – przerzutowy rak prostaty (mCRPC)

    Jak podkreślił prof. Piotr Wysocki, terapia ta odpowiada na istotną lukę terapeutyczną u chorych z zaawansowanym rakiem prostaty. – Nie bez powodu ta terapia znalazła się tak wysoko w zestawieniu. Jest to niezwykle wartościowa metoda leczenia, przede wszystkim dlatego, że adresowana jest do bardzo dużej grupy chorych. Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów za 2023 rok w Polsce odnotowano około sześciu tysięcy zgonów z powodu raka gruczołu krokowego. W zdecydowanej większości są to chorzy, którzy wyczerpali już wszystkie dostępne opcje leczenia systemowego. Natomiast wciąż brakuje nam terapii lutetem.

    Skuteczność tej strategii została potwierdzona w badaniu III fazy VISION, do którego kwalifikowano pacjentów z potwierdzoną w badaniu PET ekspresją PSMA w ogniskach nowotworu. – W badaniu tym porównywano terapię lutetem z najlepszym standardowym leczeniem systemowym. Takie postępowanie wiązało się z ponad piętnastokrotnym zwiększeniem odsetka obiektywnych odpowiedzi. Co trzeci chory uzyskiwał obiektywną odpowiedź na leczenie, a kontrolę choroby obserwowano u ponad 60% pacjentów. Mediana czasu przeżycia wolnego od progresji wydłużała się około 2,5-krotnie, natomiast mediana całkowitego przeżycia zwiększała się o około cztery miesiące.

  4. Durwalumab – leczenie konsolidujące w ograniczonej postaci drobnokomórkowego raka płuca (DRP) po jednoczasowej radiochemioterapii


    Jak podkreślił prof. Maciej Krzakowski, pojawienie się durwalumabu stanowi pierwszy istotny postęp terapeutyczny w tej populacji od wielu lat. – Jest to pierwszy element leczenia systemowego od – można powiedzieć – trzech dekad, który wnosi coś nowego u chorych na drobnokomórkowego raka płuca w postaci ograniczonej. Mniej więcej jedna trzecia pacjentów z rozpoznanym drobnokomórkowym rakiem płuca znajduje się w stadium choroby ograniczonej i u tych chorych stosujemy leczenie o założeniu radykalnym.

    Kluczowych danych dostarczyło badanie III fazy ADRIATIC, które wykazało istotną poprawę przeżycia całkowitego oraz czasu wolnego od progresji. Jak zwrócił uwagę prof. Maciej Krzakowski – W badaniu tym wykazano wydłużenie mediany całkowitego przeżycia do około 55 miesięcy, przy różnicy wynoszącej mniej więcej 23 miesiące w porównaniu z ramieniem kontrolnym. Oznacza to zmniejszenie ryzyka zgonu o około 27%. Jak na drobnokomórkowego raka płuca są to naprawdę bardzo silne argumenty.

  5. Trastuzumab derukstekan (z pertuzumabem) – HER2-dodatni rak piersi w pierwszej linii leczenia zaawansowanego

    W leczeniu choroby przerzutowej trastuzumab derukstekan ma już dobrze ugruntowaną pozycję, a wyniki najnowszych badań wskazują na możliwość dalszej poprawy wyników leczenia w pierwszej linii. – Coraz bliżej jesteśmy momentu, w którym zaczynamy dyskutować, czy w części przypadków będziemy w stanie uzyskać bardzo długotrwałą kontrolę choroby u pacjentek z przerzutowym rakiem piersi. W badaniu dotyczącym leczenia pierwszej linii mediana czasu przeżycia przekroczyła czterdzieści miesięcy. Oznacza to, że duży odsetek kobiet może funkcjonować z chorobą przerzutową przez długi czas, pozostając w dobrej sprawności. – mówił dr Michał Jarząb.

    Wyniki te pochodzą z badania III fazy DESTINY-Breast09, w którym trastuzumab derukstekan w skojarzeniu z pertuzumabem porównano z dotychczasowym standardem pierwszej linii leczenia HER2-dodatniego raka piersi. W Polsce w pierwszej linii leczenia HER2-dodatniego raka piersi finansowany jest schemat pertuzumab, trastuzumab i docetaksel, natomiast trastuzumab derukstekan pozostaje terapią stosowaną w późniejszych liniach leczenia.

  6. Lazertynib + amiwantamab – niedrobnokomórkowy rak płuca (NDRP) z najczęstszymi mutacjami EGFR w pierwszej linii


    Dotychczas standardem leczenia pierwszej linii u chorych z najczęstszymi mutacjami EGFR – delecją w eksonie 19 lub mutacją L858R w eksonie 21 – pozostawał inhibitor trzeciej generacji ozymertynib. Jednym z głównych ograniczeń tej strategii jest jednak rozwój oporności, często związany z aktywacją szlaku sygnałowego MET. Jak wyjaśnił prof. Maciej Krzakowski – Część pacjentów otrzymujących ozymertynib doświadcza oporności na leczenie związanej z aktywacją szlaku MET. W przypadku omawianego schematu dwulekowego mówimy o przeciwciele monoklonalnym – amiwantamabie – które jest inhibitorem zarówno EGFR, jak i MET. Lazertynib jest natomiast silnym inhibitorem EGFR, który ma dodatkową zaletę w postaci dobrej penetracji do ośrodkowego układu nerwowego.

    Jak zaznaczył ekspert, wprowadzenie takiej terapii wpisuje się w szerszy trend personalizacji leczenia onkologicznego. – Cały czas mówimy o personalizacji i indywidualizacji postępowania przyczynowego w chorobach nowotworowych. Ten dwulek jest właśnie przykładem rozwiązania, które może służyć dalszej personalizacji leczenia. Chorzy z zaawansowanym niedrobnokomórkowym rakiem płuca z aktywującymi mutacjami EGFR różnią się między sobą pod względem nasilenia objawów, dynamiki choroby czy masy nowotworu.

    Zdaniem prof. Krzakowskiego pojawienie się tej terapii zwiększa możliwości wyboru strategii leczenia w pierwszej linii. – Mając w tej chwili trzy opcje – sam ozymertynib, ozymertynib z chemioterapią oraz kombinację amiwantamabu z lazertynibem – będziemy mogli podejmować decyzje terapeutyczne na podstawie klinicznych przesłanek i stosować bardziej spersonalizowane postępowanie.

  7. Durwalumab + tremelimumab (schemat STRIDE) – nieoperacyjny lub zaawansowany rak wątrobowokomórkowy (HCC)

    Jak podkreślił prof. Tomasz Kubiatowski, rak wątrobowokomórkowy w stadium zaawansowanym lub nieoperacyjnym pozostaje chorobą o bardzo ograniczonych możliwościach leczenia systemowego. – Wiemy, z jakim rokowaniem wiąże się rak wątrobowokomórkowy nieoperacyjny, zaawansowany. Opcji terapeutycznych nie ma wiele – to głównie terapie oparte na lekach antyangiogennych albo ich skojarzeniu z immunoterapią. Nie każdy chory kwalifikuje się jednak do tego typu leczenia, dlatego dobrze, żeby miał również inne możliwości terapeutyczne. 

    Jedną z takich strategii jest podwójna immunoterapia oparta na skojarzeniu durwalumabu i tremelimumabu. – Skojarzenie tych leków opiera się na bazowym podaniu przeciwciała anty-CTLA-4 i przeciwciała anty-PD-L1, czyli tremelimumabu z durwalumabem, a następnie już co cztery tygodnie podawany jest sam durwalumab. – tłumaczył ekspert. 

    Jak zaznaczył prof. Tomasz Kubiatowski, skuteczność takiego podejścia została potwierdzona w badaniu III fazy HIMALAYA. – Po pierwsze dlatego, że – jak pokazały wyniki badania HIMALAYA – zastosowanie skojarzenia durwalumabu z tremelimumabem przekłada się na wydłużenie mediany całkowitego przeżycia. W stosunku do ramienia kontrolnego w tym badaniu odsetek chorych pozostających przy życiu zwiększał się niemal dwukrotnie – do około 20%, czyli praktycznie rzecz biorąc co piąty chory może osiągnąć pięcioletnie przeżycie całkowite.

  8. Durwalumab z chemioterapią – rak pęcherza moczowego


    Wśród priorytetów refundacyjnych coraz mocniej wybrzmiewa potrzeba objęcia finansowaniem schematu okołooperacyjnego, który realnie poprawia wyniki leczenia chorych na raka pęcherza moczowego z naciekaniem warstwy mięśniowej (MIBC), kwalifikujących się do leczenia cisplatyną i radykalnej cystektomii. Jednym z najbardziej obiecujących podejść terapeutycznych w tej grupie chorych jest połączenie immunoterapii z chemioterapią neoadjuwantową, a następnie kontynuacja immunoterapii w leczeniu adjuwantowym po operacji.

    Strategię tę oceniano w dużym międzynarodowym badaniu III fazy NIAGARA, obejmującym ponad tysiąc pacjentów z rakiem pęcherza naciekającym mięśniówkę. – W badaniu tym pacjenci otrzymywali chemioterapię gemcytabina + cisplatyna z durwalumabem przed operacją, a następnie osiem cykli durwalumabu po operacji, w porównaniu z klasyczną chemioterapią GC – wyjaśnił prof. Jakub Kucharz.`

    Wyniki badania pokazały, że dodanie immunoterapii do chemioterapii okołooperacyjnej przekłada się na wyraźną poprawę wyników leczenia. Po dwóch latach od rozpoczęcia terapii bez oznak nawrotu pozostawało prawie 68% chorych leczonych z użyciem durwalumabu, w porównaniu z około 60% w grupie leczonej standardowo. Również odsetek pacjentów żyjących po dwóch latach był wyższy – 82% wobec 75%, a jednocześnie większy odsetek chorych osiągał całkowitą odpowiedź patologiczną. – W badaniu wykazano redukcję ryzyka zdarzeń o 32%, redukcję ryzyka zgonu o 25% oraz o około 10% wyższy odsetek całkowitych odpowiedzi patologicznych. Są to wyniki bardzo istotne – niejedna terapia została zarejestrowana i zrefundowana na podstawie znacznie mniej spektakularnych rezultatów. – podkreślił prof. Kucharz.

  9. Enkorafenib + binimetynib – zaawansowany niedrobnokomórkowy rak płuca z mutacją BRAF V600E


    Jak zwrócił uwagę prof. Piotr Wysocki – W przypadku niedrobnokomórkowego raka płuca mutacja BRAF V600E jest zjawiskiem rzadkim, ale jej obecność wiąże się ze złym rokowaniem i zdecydowanie mniejszą skutecznością klasycznego leczenia systemowego.

    Enkorafenib jest selektywnym inhibitorem kinazy BRAF, natomiast binimetynib hamuje kinazy MEK1 i MEK2. Terapia skojarzona tych dwóch leków pozwala na skuteczniejsze zahamowanie szlaku sygnałowego MAPK i bardziej trwałą kontrolę choroby. Schemat ten jest przeznaczony dla dorosłych pacjentów z zaawansowanym lub przerzutowym NDRP z obecnością mutacji BRAF V600E – zarówno w pierwszej linii leczenia, jak i po jednej wcześniejszej linii terapii systemowej.

    Jak podkreślił prof. Wysocki, dane z praktyki klinicznej pokazują wyraźną przewagę terapii celowanej nad klasycznym leczeniem systemowym. – Analizy danych z rzeczywistej praktyki klinicznej wskazują, że u chorych z tą mutacją odsetek odpowiedzi obiektywnych po klasycznej chemio- lub chemioimmunoterapii nie przekracza około 30%. Zastosowanie skojarzenia encorafenibu z binimetinibem zwiększa ten odsetek niemal trzykrotnie.

    Różnice widoczne są także w zakresie kontroli choroby. – W przypadku klasycznej chemioterapii dotyczy ona około połowy chorych, natomiast przy zastosowaniu terapii celowanej osiąga niemal 95% pacjentów.

  10. Worasidenib – glejak II stopnia z mutacją IDH


    Glejaki pozostają jednym z najbardziej wymagających wyzwań współczesnej neuroonkologii. Choć w skali populacyjnej są nowotworami rzadkimi, wiążą się z wysoką śmiertelnością i ogromnym obciążeniem neurologicznym. W Polsce co roku rozpoznaje się około 1500–1700 glejaków, a liczba zgonów z powodu nowotworów ośrodkowego układu nerwowego sięga około 3000. Przez ostatnie dwie dekady postęp koncentrował się głównie na udoskonalaniu neurochirurgii, radioterapii i diagnostyki molekularnej, natomiast nowych leków o udowodnionym wpływie na przebieg choroby praktycznie nie było.

    – Worasidenib jest inhibitorem enzymów IDH1 i IDH2 stosowanym u chorych na rozlane glejaki o niskiej złośliwości z mutacją IDH. Nie ukrywam, że jego znaczenie jest duże, ponieważ jest to pierwszy lek od ponad dwudziestu lat, który wykazuje wyraźną aktywność w tej grupie guzów mózgu. W pewnym sensie jest to pierwsza nowa opcja terapeutyczna od czasu wprowadzenia temozolomidu. – powiedział prof. Andrzej Kawecki.

    Worasidenib jest doustnym inhibitorem zmutowanych enzymów IDH1 i IDH2. Mutacje te prowadzą do produkcji nieprawidłowego metabolitu – 2-hydroksyglutaranu – który zaburza różnicowanie komórek i sprzyja procesom nowotworzenia. Zahamowanie aktywności IDH ogranicza ten patologiczny szlak metaboliczny i może spowalniać progresję choroby.

    Kluczowych danych dostarczyło badanie III fazy INDIGO, obejmujące chorych z glejakiem II stopnia z mutacją IDH po leczeniu operacyjnym, którzy nie wymagali natychmiastowej radioterapii ani chemioterapii. W tej populacji zastosowanie worasidenibu istotnie wydłużało czas wolny od progresji oraz opóźniało moment konieczności wdrożenia kolejnej interwencji terapeutycznej.


Wyjątkowo w tegorocznej edycji zestawienia eksperci wskazują także jedenasty priorytet refundacyjny, dotyczący leczenia pacjentek z nawrotowym lub przerzutowym rakiem szyjki macicy. Mimo dostępności skutecznej profilaktyki – badań cytologicznych i szczepień przeciwko HPV – choroba ta nadal pozostaje poważnym problemem zdrowotnym. Na świecie co roku rozpoznaje się blisko 600 tysięcy nowych przypadków, a ponad 300 tysięcy kobiet umiera z jej powodu. W zaawansowanym stadium rokowanie jest niekorzystne, a możliwości leczenia po niepowodzeniu wcześniejszej terapii są ograniczone.

Jedną z nowych opcji terapeutycznych jest tisotumab wedotyny – lek z grupy koniugatów przeciwciało–lek (ADC, antibody–drug conjugate). W tej klasie terapii przeciwciało rozpoznaje określoną cząsteczkę na powierzchni komórek nowotworowych i dostarcza bezpośrednio do komórki rakowej cytostatyk, co pozwala bardziej precyzyjnie niszczyć komórki raka przy mniejszym wpływie na zdrowe tkanki. Jak wyjaśniła dr Maryna Rubach – Jest to połączenie przeciwciała monoklonalnego z cytostatykiem z grupy inhibitorów mikrotubul, który działa na wrzeciono podziałowe komórki. Lek jest skierowany przeciwko czynnikowi tkankowemu (tissue factor), który jest często obecny na powierzchni komórek raka szyjki macicy.

Europejska Agencja Leków pod koniec stycznia 2025 r. zaleciła dopuszczenie do obrotu w Unii Europejskiej tisotumab wedotyny do stosowania w monoterapii u dorosłych pacjentek z nawrotowym lub przerzutowym rakiem szyjki macicy, u których doszło do progresji choroby po wcześniejszym leczeniu systemowym. Lek uzyskał już wcześniej pełne zatwierdzenie w Stanach Zjednoczonych.

Publikacja listy TOP 10 ONKO jest wskazówką dla decydentów podejmujących decyzje refundacyjne, która uwzględnia potrzeby kliniczne i mierzalne efekty dla chorych. W praktyce TOP 10 ONKO jest jednocześnie listą terapii i warunków, bez których innowacje nie zadziałają. W większości wskazań kluczowa jest dostępność diagnostyki molekularnej i właściwej kwalifikacji chorych oraz odpowiednia infrastruktura i organizacja świadczeń (np. w medycynie nuklearnej), a w jeszcze innych – możliwość realnego wyboru między równorzędnymi opcjami terapeutycznymi przy różnych obciążeniach pacjentów.

Ranking PTOK porządkuje więc nie tylko technologie medyczne z punktu widzenia ich wartości klinicznej, ale też wskazuje najważniejsze „wąskie gardła” systemu, które decydują o tym, czy postęp wynikający z badań klinicznych przełoży się na codzienną praktykę w Polsce. – Mając na uwadze listy z poprzednich lat i ich późniejsze przełożenie na rzeczywistość w postaci dostępności terapii, mam nadzieję, że podobnie będzie także tym razem. Myślę na przykład o kombinacji enkorafenibu z cetuksymabem – tutaj rzeczywiście widzę dużą szansę na zmianę – zaznaczył prof. Maciej Krzakowski, prezes PTOK.

Ekspert zwrócił jednak uwagę, że część terapii znajdujących się wysoko w rankingu wciąż pozostaje w Polsce niedostępna, mimo silnych dowodów naukowych. – Mam tu na myśli dwie pozycje – pozycję trzecią, czyli terapię lutetem w raku prostaty, oraz pozycję pierwszą, czyli wspomnianą kombinację enkorafenibu z cetuksymabem. Mówimy o terapiach, które mają silne dowody naukowe, a mimo to wciąż nie są powszechnie dostępne. – podkreślił prof. Krzakowski. – Mam marzenie – że możliwie najwięcej z tych terapii uda się wspólnymi siłami, zarówno naszego środowiska, jak i decydentów, doprowadzić do refundacji – dodał.

źródło: PTOK

Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej i Polskie Towarzystwo Onkologiczne wyrażają zaniepokojenie w związku z opublikowanymi informacjami medialnymi promującymi stosowanie metody PIPAC (dootrzewnowa chemioterapia podciśnieniowa aerozolem), której skuteczność nie została jednoznacznie udowodniona w badaniach klinicznych.
Metoda PIPAC polega na podawaniu chemioterapii pod ciśnieniem bezpośrednio do jamy otrzewnej podczas zabiegu operacyjnego. PIPAC jako metoda eksperymentalna pozostaje w sferze badań od ponad 10 lat. Dotychczas przeprowadzono jedynie małe badania kliniczne fazy II, w których nie porównywano metody PIPAC do aktualnego standardu leczenia. W badaniach tych jedyne potencjalne sygnały skuteczności zaobserwowano w przypadku pacjentów z rozpoznaniem raka jajnika i żołądka. Dotychczas nie opublikowano wyników randomizowanych badań klinicznych wykazujących przewagę tej metody nad leczeniem systemowym (chemioterapią, immunoterapią czy terapiami celowanymi w zależności od rodzaju nowotworu).

Z uwagi na brak jednoznacznych dowodów naukowych z randomizowanych badań klinicznych terapia PIPAC pozostaje nadal metodą eksperymentalną, która powinna być stosowana wyłącznie w warunkach badań klinicznych po uzyskaniu zgody komisji bioetycznej i odpowiednich organów administracyjnych oraz przy zachowaniu najwyższych standardów bezpieczeństwa. Z tego też powodu metoda PIPAC nie jest rekomendowana przez polskie ani międzynarodowe towarzystwa onkologiczne w leczeniu jakiegokolwiek rodzaju nowotworu.

W związku z powyższym z niepokojem przyjęliśmy doniesienia medialne o wprowadzeniu zabiegów PIPAC do praktyki klinicznej, sugerujące możliwość ich wykonywania poza warunkami badania klinicznego lub eksperymentu medycznego. Przekazy te wprowadzają opinię publiczną w błąd sugerując, że jest to metoda o udowodnionej skuteczności oraz określonych wskazaniach do stosowania u pacjentów z masywnym rozsiewem nowotworowym do jamy brzusznej. Należy przy tym pamiętać, że takie informacje mogą wzbudzać u chorych poczucie fałszywej nadziei.

Chcemy z całą mocą podkreślić, że obowiązkiem wszystkich pracowników ochrony zdrowia jest prowadzenie leczenia onkologicznego według wytycznych krajowych i międzynarodowych towarzystw naukowych, które to wytyczne oparte są na dowodach naukowych. Stosowanie metod o nieudowodnionej skuteczności może działać na szkodę pacjenta.

Zwracamy się z prośbą do przedstawicieli mediów o rzetelne informowanie o eksperymentalnym charakterze metody PIPAC oraz ryzykach z nią związanych.
Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej i Polskie Towarzystwo Onkologiczne zawsze stoją na straży dobra pacjentów i rekomendują korzystanie z terapii opartych na dowodach naukowych, które zapewniają najwyższą jakość i bezpieczeństwo opieki onkologicznej.

 
Zarząd Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej
Zarząd Polskiego Towarzystwa Onkologicznego
W niniejszym oświadczeniu prezentujemy wspólne stanowisko środowiska onkologicznego i Ministra Zdrowia oraz Rzecznika Praw Pacjenta, stanowczo sprzeciwiając się treściom zawartym w wypowiedzi pana Jerzego Zięby na temat leczenia przeciwnowotworowego, w tym porównaniu efektów chemioterapii do cyklonu B, używanego w komorach gazowych nazistowskich obozów zagłady w trakcie II wojny światowej. Tego rodzaju treści, które pojawiły się we fragmentach wypowiedzi zamieszczanych w przestrzeni publicznej, mogą podważyć zaufanie pacjentów do współczesnej medycyny i sprowadzić niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia pacjentów onkologicznych.

Oświadczenie Ministra Zdrowia, Narodowego Instytutu Onkologii im Marii Skłodowskiej – Curie – Państwowego Instytutu Badawczego, Rzecznika Praw Pacjenta, Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, Polskiego Towarzystwa Ginekologii-Onkologicznej.

Współczesna medycyna dokonała ogromnego postępu w dziedzinie onkologii. Nowoczesne terapie są coraz bardziej precyzyjne, a ich skuteczność wzrasta. To znacząco poprawia szanse pacjentów na wyleczenie lub dłuższe życie. Stosowane obecnie leki podlegają rygorystycznym badaniom i są dopuszczane do obrotu wyłącznie po udokumentowaniu ich skuteczności i bezpieczeństwa.

Leczenie systemowe (obejmujące leki cytotoksyczne – czyli chemioterapię, leki ukierunkowane molekularnie oraz immunoterapię), jest uznaną i naukowo potwierdzoną metodą leczenia chorych na nowotwory. To jedna z trzech – obok chirurgii i radioterapii – podstawowych metod leczenia tych pacjentów. Sformułowaniem „chemioterapia” powszechne określa się leczenie każdego typu nowotworu, w którym stosuje się produkty lecznicze, mimo iż leki te wykorzystują różne mechanizmy działania. Leczenie systemowe polega na zastosowaniu leków, które niszczą komórki nowotworowe, hamują ich wzrost lub mobilizują układ odpornościowy pacjenta do walki z nowotworem. Działają na poziomie komórkowym samodzielnie lub w połączeniu z innymi metodami (np. radioterapią i chirurgią).

Opublikowany na nagraniu zamieszczonym na profilu x.com fragment wypowiedzi Jerzego Zięby, w której porównuje on chemioterapię do cyklonu B, używanego w komorach gazowych obozów zagłady w trakcie II wojny światowej, jest głęboko nieetyczny i szkodliwy. Takie treści mogą wywołać niepokój u pacjentów chorujących na nowotwory i u ich bliskich oraz skłaniać do odrzucania skutecznych metod leczenia, a to może prowadzić do pogorszenia się stanu zdrowia chorujących pacjentów a nawet śmierci.

Inżynier Jerzy Zięba, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, nie ma wykształcenia medycznego. Mimo to od wielu lat promuje teorie, które nie znajdują oparcia w rzetelnych badaniach naukowych. Ani metody przez niego promowane, ani jego zalecenia nie bazują na medycynie opartej na dowodach naukowych (evidence-based medicine).

Działania osób szerzących nieprawdziwe informacje na temat metod leczenia mogą prowadzić do narażenia zdrowia publicznego, dlatego też będziemy podejmować kroki w celu monitorowania i adekwatnego reagowania na taką działalność, współpracując z właściwymi instytucjami i towarzystwami naukowymi.

Primum non nocere — po pierwsze nie szkodzić – to jedna z naczelnych zasad etycznych w medycynie, którą kierują się lekarze i personel medyczny, ale która nie obowiązuje osób szerzących pseudomedyczny, niebezpieczny przekaz, działający na szkodę pacjentów.

Apelujemy do społeczeństwa, a przede wszystkim – do pacjentów – o nieustające zaufanie do lekarzy i specjalistów z dziedziny medycyny, którzy każdego dnia, dzięki wieloletniej edukacji i praktyce, troszczą się o Państwa zdrowie. Ich celem jest wyleczenie pacjenta poprzez zaproponowanie najskuteczniejszych dostępnych terapii, w zakresie których – szczególnie w onkologii – w ostatnich latach nastąpił niezwykły postęp.

źródło: Narodowy Instytut Onkologii