Medicalpress

Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii (10 czerwca 2026 r.), klinicyści oraz przedstawiciele pacjentów przedstawili obraz ścieżki diagnostycznej chorych na raka płuca w Polsce. Choć nowoczesna medycyna oferuje terapie, które zmieniają oblicze tej choroby, a od października ma w Polsce funkcjonować ogólnopolski program przesiewy z zastosowaniem NDTK, to systemowe opóźnienia i brak powszechnego dostępu do zaawansowanych badań predykcyjnych sprawiają, że wielu pacjentów traci i będzie nadal tracić szanse na optymalne leczenie, jeśli nic się nie zmieni.

Gdzie system i pacjent tracą czas?
Jednym z najbardziej wybrzmiewających punktów dyskusji był czas trwania diagnostyki. Prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, wskazał, że mediana czasu od pierwszego zgłoszenia się pacjenta do lekarza POZ do podjęcia decyzji o leczeniu wynosi obecnie ok. trzy miesiące.  Perspektywa organizacji pacjenckich jest jednak jeszcze bardziej alarmująca. Aleksandra Wilk, dyrektor sekcji raka płuca z Fundacji TO SIĘ LECZY określiła te trzy miesiące jako termin „bardzo optymistyczny”. Z jej doświadczeń w pracy z tysiącami chorych wynika, że realny czas od pierwszych objawów do rozpoznania wynosi od sześciu miesięcy do nawet roku. Pacjenci często miesiącami są leczeni na nawracające infekcje, nie otrzymując skierowania na badania obrazowe, a gdy już trafią do specjalisty, czekają kolejne tygodnie na opisy badań obrazowych czy wyniki histopatologii. „Dochodzi do absurdalnych sytuacji, w których 28-dniowa ważność badania tomografii komputerowej wygasa, zanim pacjent dotrze na biopsję, co zmusza go do powrotu na początek kolejki – podkreślała Aleksandra Wilk.

Poznanie biologii nowotworu przyniosło nowe możliwości leczenia

Prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, podkreślił, że w leczeniu raka płuca dokonał się cywilizacyjny przełom, który nie wynika z postępów w chemioterapii, radioterapii czy chirurgii, gdzie – jak zaznaczył „To leki immunokompetentne, czyli immunoterapia i leki ukierunkowane molekularnie, zmieniły świat naszych chorych”. Ekspert zaznaczył, że fundamentem sukcesu jest ścisła współpraca z patomorfologiem, który musi otrzymać materiał wysokiej jakości, by postawić konkretne rozpoznanie, na podstawie którego diagności genetyczni wykonają badania molekularne – predykcyjne. Niestety, mimo że sekwencjonowanie następnej generacji (NGS) jest od lat uznawane za podstawową metodę diagnostyki genetycznej w raku płuca, to stosowana jest u mniej niż 50% chorych w Polsce.

Pacjenci bez badań genetycznych to wciąż polska rzeczywistość
Dane przedstawione przez prof. Artura Kowalika, Kierownika Zakładu Diagnostyki Molekularnej w Świętokrzyskim Centrum Onkologii, obnażają skalę niewydolności systemu. W 2024 roku ponad jednej trzeciej chorych (ok. 42%) z niedrobnokomórkowym rakiem płuca nie zaproponowano żadnych badań genetycznych. Tylko 35% pacjentów miało wykonane badanie metodą NGS. Ekspert ostrzegł, że sytuacja nie ulegnie poprawie, jeśli pacjenci nie będą trafiać do ośrodków, które są w stanie zaoferować im pełną i sprawną diagnostykę.

Uczestnicy dyskusji zwracali uwagę także na potrzebę dostępu do kompleksowego profilowania genomowego (CGP NGS) oraz tzw. płynnej biopsji. Testy jednogenowe zużywają szybko materiał tkankowy, który często nie starcza na kolejne badania genetyczne „W przypadku braku tkanki moglibyśmy wykonywać zaawansowane badania genetyczne metodą płynnej biopsji, ale nie ma obecnie refundacji takiego świadczenia, dlatego od dłuższego już czasu apelujemy o jego wprowadzenie. Mógłby powstać analogiczny produkt do tego wdrożonego w ubiegłym roku dla nowotworów BRCA-zależnych”. – wskazywał dr Andrzej Tysarowski, konsultant wojewódzki w dziedzinie diagnostyki genetycznej. Zapotrzebowanie na takie badania szacowane jest na ok. 2000 rocznie.

CGP to najbardziej zaawansowany test genetyczny, który pozwala ocenić cały profil molekularny raka płuca, identyfikując nawet kilkaset mutacji jednocześnie. Skuteczność takiego panelu jest o około 30% wyższa w porównaniu do małych paneli NGS i pozwala zidentyfikować rzadkie zmiany genetyczne, które kwalifikują pacjentów do innowacyjnych badań klinicznych. Zamiast wykonywać testy sekwencyjnie (jeden po drugim), co zużywa cenny materiał tkankowy i zabiera czas – CGP daje pełen obraz przy jednej analizie. Nie jest to rozwiązanie, które ma być stosowane powszechnie, ale powinno być dostępne dla wybranej grupy pacjentów, zwłaszcza w zaawansowanych stadiach nowotworu. Eksperci szacują, że zapotrzebowanie na takie badania wynosi ok. 3000 rocznie.

Istotnym elementem skrócania czasu diagnostyki oprócz niepotrzebnej kaskadowości badań jest konieczność wdrożenia standardu zlecania jednoczasowego (warunkowego) skierowania na badania genetyczne.

Dr Piotr Wiśniewski z Polskiego Towarzystwa Patologów wskazał, że ta luka organizacyjna marnuje czas patomorfologa. Obecny system zmusza patomorfologów do wykonywania tej samej pracy dwukrotnie. Patomorfolog najpierw analizuje preparaty, aby postawić rozpoznanie histopatologiczne. Jeśli skierowanie na badania genetyczne dociera dopiero później, lekarz patomorfolog musi po kilku dniach wrócić do tych samych preparatów, wyszukać je w archiwum i ponownie ocenić, który z nich jest najlepszy do dalszej diagnostyki molekularnej. Można powiedzieć, że de facto materiał ponownie przechodzi przez proces diagnostyczny, co generuje ogromną stratę czasu, dla pacjenta który oczekuje na wdrożenie leczenia. Dr Wiśniewski zwrócił też uwagę, że w wielu ośrodkach nie wykonuje się badań immunohistochemicznych (takich jak PD-L1) z powodu braku ich odrębnego finansowania.

Sytuację potwierdziła Aleksandra Wilk, która przytaczała indywidualne przykłady pacjentów, którym pomaga przejść przez system diagnostyki i leczenia. Miejsce zamieszkania nadal ma znaczenie, czy i jakie badania chory będzie miał wykonane. „Kluczowe znaczenie przy kwalifikacji pacjenta do programu lekowego ma fakt, czy miał on wykonane badania statusu ekspresji białka PD-L1 oraz badania genetyczne. Niestety wiele z nich nie ma odrębnej wyceny i część ośrodków ich nie zleca, bo nie chce brać kosztów na siebie. – mówiła Aleksandra Wilk. Pacjenci często krążą od ośrodka do ośrodka, sami przewożą bloczki parafinowe, wykonują badania prywatnie. Traci się wówczas cenny czas, a wiele możliwości skutecznego leczenia „ucieka” bezpowrotnie.

Podsumowując spotkanie, uczestnicy apelowali o sprawne wdrożenie ogólnopolskiego programu przesiewowego Niskodawkowej Tomografii Komputerowej (NDTK) dla grup ryzyka, który ma ruszyć 1 października 2026 r. oraz Lung Cancer Unitów (zespołów kompetencji), które jako jedyne mogą zagwarantować, że pacjent nie zgubi się w systemie i otrzyma optymalną diagnostykę i leczenie oparte na aktualnych wytycznych. Prof. Maciej Krzakowski, przywołał badania z USA, które udowodniły, że kompleksowe leczenie w unitach narządowych daje o 20 punktów procentowych lepsze wyniki przeżyć niż leczenie rozproszone. Jak wskazywał, argumentów za wprowadzeniem Lung Cancer Units jest więcej. Po pierwsze przyspieszenie ścieżki diagnostycznej pacjentów, realizacja świadczeń według wytycznych postępowania diagnostyczno-terapeutycznego, podstawą leczenia są MDT zespoły wielodyscyplinarne, optymalne wykorzystanie możliwości leczenia skojarzonego, monitorowanie jakości leczenia oraz lepsza opieka po leczeniu, w tym rehabilitacja (fizyczna, psychiczna i społeczna).

Nowoczesna torakochirurgia i leczenie okołooperacyjne zwiększają szanse na całkowite wyleczenie

Choć leczenie operacyjne dotyczy jedynie części chorych, to właśnie pacjenci kwalifikujący się do zabiegu mają największe szanse na wieloletnie przeżycie i wyleczenie. Dzięki rozwojowi leczenia okołooperacyjnego coraz więcej osób z bardziej zaawansowaną chorobą może dziś zostać zakwalifikowanych do operacji, a wyniki leczenia są coraz lepsze. Eksperci podkreślali jednak, że nowoczesna torakochirurgia wymaga odpowiednich inwestycji. W ostatnich latach polskie ośrodki bardzo dynamicznie rozwinęły techniki małoinwazyjne i robotyczne, które pozwalają ograniczać uraz operacyjny, skracać hospitalizację i przyspieszać powrót pacjentów do aktywności. To kierunek, od którego światowa chirurgia już nie odchodzi.

Jednocześnie środowisko torakochirurgów wyraża obawy związane z planowanymi zmianami w finansowaniu procedur. Ograniczanie wyceny leczenia operacyjnego mogłoby utrudnić dalszy rozwój nowoczesnych metod chirurgicznych, mimo że to właśnie operacja pozostaje najskuteczniejszą metodą leczenia raka płuca u pacjentów z chorobą wykrytą na odpowiednim etapie.

Prof. Paweł Rybojad, prezes elekt Krajowej Rady Torakochirurgów, z Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów, zwracał uwagę, że polska torakochirurgia od lat rozwija nowoczesne techniki małoinwazyjne, mimo że ich finansowanie nie nadąża za postępem medycyny. „Tak jak torakochirurdzy rozwinęli techniki małoinwazyjne, to myślę, że moglibyśmy się chwalić tym na całym świecie, jak szybko te techniki zostały wprowadzone w Polsce. Zostało to osiągnięte dzięki zaangażowaniu torakochirurgów, mimo że technologia ta nie została lepiej wyceniona i jest finansowana tak samo jak klasyczne operacje, choć jest od nich znacznie droższa.”

Ekspert podkreślał również, że podobna sytuacja dotyczy chirurgii robotowej, która w wielu krajach staje się standardem leczenia wybranych pacjentów z rakiem płuca. Niestety, obecnie zabiegi w torakochirurgii wykonywane w asyscie robotów nie posiadają odrębnego finansowania, mimo że wymagają kosztownego sprzętu i są naturalnym kierunkiem rozwoju nowoczesnej chirurgii klatki piersiowej. Zdaniem ekspertów dalszy rozwój tej technologii powinien być wspierany przez system, a nie hamowany przez bariery finansowe.

Podczas posiedzenia zwracano również uwagę na problemy kadrowe. Średni wiek torakochirurgów w Polsce stale rośnie, a liczba lekarzy rozpoczynających specjalizację pozostaje niewystarczająca. Bez działań wspierających rozwój tej dziedziny w kolejnych latach może zabraknąć specjalistów wykonujących najbardziej skomplikowane operacje klatki piersiowej.

Tomasz Kuleta z Ministerstwa Zdrowia wskazywał, iż Polska będzie czwartym krajem w Europie wdrażającym programu przesiewowego Niskodawkowej Tomografii Komputerowej (NDTK) dla grup ryzyka, co ma pozwolić na wykrywanie nowotworu na etapie, gdy jest on jeszcze operacyjny.  Zapowiedział także, że projekt rozporządzenia dot. Centrów Kompetencji Raka Płuca tzw.  Lung Cancer Unitów (LCU) ma zostać skierowany do konsultacji publicznych w trzecim kwartale 2026 roku. Lung Cancer Unity mają zapewnić kompleksową opiekę (diagnostykę, leczenie, rehabilitację). Ministerstwo Zdrowia nie przedstawiło informacji dot. terminów i zaawansowania prac nad innymi wskazywanymi przez ekspertów problemami.

 
żródło: Sejm RP, TSL

Jeszcze trzy dekady temu wielu polskich onkologów miało do dyspozycji zaledwie jeden lub dwa schematy leczenia, diagnostyka molekularna praktycznie nie istniała, a kojarzenie metod leczenia miejscowego oraz systemowego dotyczyło niewielu chorych. Immunoterapia pozostawała pojęciem z przyszłości, a w chorobie zaawansowanej rokowanie bywało liczone w miesiącach. Dziś w wielu nowotworach standardem są terapie ukierunkowane molekularnie, leczenie skojarzone i okołooperacyjne, a decyzje terapeutyczne coraz częściej zależą nie tylko od lokalizacji guza, ale przede wszystkim od jego charakterystyki morfologicznej i molekularnej (w tym – od biomarkerów predykcyjnych). Coraz więcej pacjentów żyje przez wiele lat po leczeniu lub funkcjonuje z chorobą nowotworową, która ma charakter przewlekły.

To właśnie tę ogromną zmianę – nie tylko w medycynie, ale także w codziennym doświadczeniu pacjentów i lekarzy – podsumowuje jubileusz 30-lecia Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej (PTOK). Historia Towarzystwa jest jednocześnie historią dojrzewania całej polskiej onkologii: od czasów ograniczonych możliwości terapeutycznych do ery medycyny precyzyjnej, leczenia personalizowanego i coraz bardziej kompleksowej opieki nad pacjentem.
 
Gdy onkologia kliniczna dopiero się rodziła
 
Początki współczesnej onkologii klinicznej w Polsce sięgają działalności Sekcji Chemioterapii Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, która działała od 1974 roku. Wówczas zaczęło kształtować się środowisko lekarzy dostrzegających potrzebę rozwoju specjalizacji zajmującej się farmakologicznym leczeniem nowotworów. Przełomowym momentem było utworzenie pierwszej Kliniki Chemioterapii w Instytucie Onkologii w Warszawie oraz rozwój specjalizacji z zakresu chemioterapii nowotworów od połowy lat osiemdziesiątych. Leczenie systemowe dopiero zdobywało wówczas należne miejsce w terapii nowotworów, a zawód onkologa klinicznego wyglądał zupełnie inaczej niż dziś. Choć polska onkologia już wtedy dysponowała bardzo dobrze wykształconą kadrą, możliwości diagnostyczne i terapeutyczne pozostawały wyraźnie bardziej ograniczone niż w krajach Europy Zachodniej czy Stanach Zjednoczonych. Brakowało nowoczesnej aparatury, dostęp do terapii był ograniczony, a rozwój nowych metod leczenia postępował wolniej niż w najbardziej rozwiniętych systemach ochrony zdrowia.
 
Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej zostało formalnie powołane w 1996 roku z inicjatywy prof. Grzegorza Madeja. Od początku miało być czymś więcej niż klasycznym towarzystwem naukowym – miejscem integrującym środowisko lekarzy zajmujących się leczeniem systemowym nowotworów, edukacją i tworzeniem standardów postępowania.
 
Dziś młodszym lekarzom trudno sobie wyobrazić, jak wyglądała onkologia jeszcze trzy dekady temu. Mieliśmy świetnie wykształconych specjalistów, ale możliwości terapeutyczne oraz diagnostyczne to było średniowiecze. Nie istniały technologie, bez których dzisiaj nie wyobrażamy sobie diagnostyki i personalizowanego leczenia. Dostęp do nowych leków nie tylko bywał opóźniony o kilka lat, ale również bardzo ograniczony dla pacjentów. Natomiast niewątpliwie to, czego się nauczyliśmy w tych trudnych latach, to bardzo inteligentne wykorzystywanie tego, czym dysponowaliśmy. Między innymi z tego powodu w Polsce rozwijały się metody chemioterapii metronomicznej oraz personalizacji wielolekowych schematów chemioterapii. Ogromną zmianą ostatnich dekad było to, że zaczęliśmy realnie, na bieżąco korzystać z osiągnięć światowej onkologii – mówi prof. Piotr Wysocki, były prezes PTOK.
 
Trudno jednak opowiadać o historii PTOK bez pokazania tego, jak bardzo zmieniła się sama onkologia.
 
Od chemioterapii do medycyny precyzyjnej
 
Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych leczenie chorych na wiele nowotworów wyglądało zupełnie inaczej niż dziś. Dominowała klasyczna chemioterapia, dostęp do nowoczesnych terapii pozostawał niewielki, a wiedza o biologii nowotworów była nieporównywalnie skromniejsza.
 
Kiedy zaczynałem specjalizację, na moich oczach eksplodowała era terapii celowanych, pojawiły się pierwsze inhibitory kinaz tyrozynowych w leczeniu raka nerki czy GIST, trastuzumab wszedł do leczenia uzupełniającego w raku piersi. To było niesamowite jak w onkologii klinicznej, operującej wcześniej kilkunastoma lekami cytotoksycznymi, nagle co roku pojawiało się kilka/kilkanaście nowych terapii. W kolejnych latach, jak burza, weszła do onkologii immunoterapia, a następnie celowana chemioterapia oparta na koniugatach przeciwciało-lek cytotoksyczny. Dziś w wielu nowotworach dysponujemy kilkoma liniami leczenia, możemy stosować leczenie skojarzone, immunoterapię lub terapie ukierunkowane molekularnie, które pozwalają nie tylko wydłużać życie, ale coraz częściej także utrzymywać rewelacyjną jakość życia naszych chorych – podkreśla prof. Wysocki.
 
Jak wskazują eksperci, przełom dokonał się nie tylko w samych lekach, ale również w rozumieniu choroby nowotworowej.
 
Najważniejszą zmianą ostatnich trzydziestu lat jest rozpowszechnienie postępowania personalizowanego. Obecnie w ogromnej większości nowotworów wybór leczenia zależy nie tylko od rodzaju nowotworu, ale także od cech chorego, charakterystyki biologicznej i morfologii nowotworu oraz obecności określonych biomarkerów. W praktyce oznacza to możliwość lepszego dopasowania terapii do konkretnego pacjenta, większą skuteczność leczenia oraz ograniczanie niepotrzebnej toksyczności – podkreśla prof. Maciej Krzakowski, prezes PTOK i konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej.
 
Współczesna onkologia coraz częściej zaczyna się od pytania nie tylko „gdzie jest nowotwór?”, ale także „jakie są jego cechy biologiczne?”. Diagnostyka molekularna i wykorzystanie biomarkerów predykcyjnych stały się jednym z fundamentów współczesnego leczenia przeciwnowotworowego. To ogromna zmiana w stosunku do tego, jak wyglądała praktyka kliniczna jeszcze dwie czy trzy dekady temu – dodaje Profesor.
 
Efekty tej transformacji widać również w rokowaniu chorych. W wielu nowotworach, które jeszcze kilkanaście lat temu wiązały się z bardzo ograniczonym przeżyciem – również w stadiach zaawansowanych – dziś obserwuje się wyraźną poprawę wyników leczenia.
 
Coraz częściej możemy mówić nie tylko o wydłużaniu życia w przypadku choroby uogólnionej, ale także powoli zaczynamy mieć coraz bardziej uzasadnioną nadzieję, że wieloletnie przeżycia naszych chorych poddawanych immunoterapii mogą oznaczać całkowite wyleczenie. W przypadku niektórych nowotworów, które dawniej bardzo szybko prowadziły do śmierci chorego, dziś część pacjentów żyje przez wiele lat, funkcjonuje zawodowo oraz społecznie. W przypadku innych, które kiedyś były uznawane za nieoperacyjne, dzięki leczeniu systemowemu możemy dać chorym szansę na całkowite wyleczenie. Kluczowa rola onkologa klinicznego w całym kompleksowym procesie diagnostyki i lecenia chorych onkologicznych to jedna z największych zmian, jakich byliśmy świadkami w nowoczesnej onkologii – dodaje prof. Wysocki.
 
Pamiętam czasy, kiedy w zaawansowanej chorobie nowotworowej, z przerzutami do płuc czy wątroby, częściej rozmawialiśmy o miesiącach niż latach życia. Dziś mamy pacjentki chorujące na raka piersi, które leczymy pięć, osiem i czasem więcej lat. Pracują, wychowują dzieci, podróżują, pełnią swoje role zawodowe, rodzinne, społeczne, mają swoje plany i codzienność. Oczywiście, nadal mówimy o ciężkiej chorobie, ale jej przebieg w wielu przypadkach zmienił się nie do poznania. Rak piersi z przerzutami to choroba nieuleczalna, ale poddająca się leczeniu. I to leczenie pozwala nazywać tę chorobę przewlekłą – mówi prof. Barbara Radecka, wiceprezes PTOK.
 
Jedną z największych zmian ostatnich dekad była również zmiana samej filozofii leczenia nowotworów.
 
Jeszcze trzydzieści lat temu w wielu nowotworach myślenie było bardzo proste: rozpoznanie – operacja – ewentualnie leczenie uzupełniające. Dziś wiemy, że taka kolejność nie zawsze jest najlepsza. Coraz częściej zaczynamy od leczenia systemowego lub radioterapii, aby zmniejszyć nowotwór, ograniczyć ryzyko rozsiewu i zwiększyć szansę na trwałe wyleczenie. To jedna z największych zmian współczesnej onkologii – mówi dr Janusz Meder, wieloletni wiceprezes PTOK.
 
Onkolog nie jest już sam na posterunku
 
Zmieniły się nie tylko możliwości leczenia, ale również sama praca onkologa klinicznego. Kilkadziesiąt lat temu decyzje terapeutyczne częściej podejmowano w węższym gronie lub indywidualnie. Dziś standardem są wielodyscyplinarne konsylia i współpraca specjalistów różnych dziedzin – od onkologów klinicznych, chirurgów i radioterapeutów po patomorfologów, diagnostów molekularnych, psychoonkologów, rehabilitantów czy dietetyków.
 
Onkolog kliniczny nie jest już samotnym lekarzem odpowiedzialnym za cały proces leczenia. Współczesna onkologia to medycyna zespołowa. Decyzje terapeutyczne podejmowane są podczas konsyliów i wymagają współpracy specjalistów różnych dziedzin. To ogromna zmiana jakościowa, która pozwala lepiej planować leczenie, ograniczać błędy i bardziej indywidualnie patrzeć na potrzeby chorego – mówi dr Janusz Meder. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu lekarz częściej podejmował decyzje bardziej autorytarnie. Dziś pacjent powinien świadomie uczestniczyć w procesie leczenia, rozumieć proponowaną terapię, możliwe korzyści i działania niepożądane. To ważna zmiana nie tylko organizacyjna, ale także kulturowa – dodaje.
 
Od leczenia narządu do leczenia człowieka
 
Zmieniały się nie tylko terapie i organizacja leczenia, ale również sama filozofia opieki nad chorymi. Jeszcze przez wiele lat onkologia kojarzona była przede wszystkim z walką o przeżycie za wszelką cenę. Sukces terapii oceniano głównie przez pryzmat odpowiedzi na leczenie lub długości przeżycia. Jakość życia pacjenta pozostawała często sprawą drugoplanową.
 
Największa zmiana, jaka dokonała się przez ostatnie dekady, dotyczy chyba samego spojrzenia na pacjenta. Kiedyś skupialiśmy się przede wszystkim na leczeniu nowotworu. Dziś wiemy, że skuteczna terapia nie kończy się na podaniu leków czy wykonaniu zabiegu. Musimy patrzeć na człowieka całościowo – na jego kondycję psychiczną, odżywienie, sprawność fizyczną, sytuację rodzinną i społeczną – podkreśla dr Janusz Meder.
 
Rak coraz częściej nie kończy historii chorego
 
Jeszcze nie tak dawno zakończenie leczenia onkologicznego oznaczało przede wszystkim okres obserwacji pod kątem nawrotu choroby. Dziś coraz częściej pojawia się nowe wyzwanie: jak wspierać osoby, które przez wiele lat żyją po leczeniu nowotworu albo funkcjonują z chorobą przewlekłą.
 
Współczesna onkologia coraz częściej oznacza nie tylko skuteczne leczenie, ale również wieloletnie życie po chorobie. Wielu pacjentów wraca do pracy, aktywności społecznej i rodzinnej, ale jednocześnie mierzy się z późnymi konsekwencjami terapii – zmęczeniem, powikłaniami narządowymi, problemami emocjonalnymi czy lękiem przed nawrotem choroby. Dlatego opieka po leczeniu onkologicznym staje się dziś jednym z ważnych wyzwań współczesnej medycyny – podkreśla prof. Barbara Radecka.
 
Coraz częściej mówi się o tzw. survivorship care – długoterminowej opiece obejmującej monitorowanie późnych powikłań leczenia, rehabilitację, profilaktykę wtórną, wsparcie psychiczne i pomoc w powrocie do codziennego życia.
 
Jeszcze kilkanaście lat temu znacznie rzadziej rozmawialiśmy o tym, jak pacjent będzie funkcjonował pięć, dziesięć czy piętnaście lat po leczeniu. Dziś to coraz częściej codzienność naszej praktyki klinicznej. Wyleczenie lub długotrwała kontrola choroby nie oznaczają końca opieki – oznaczają jej nowy etap – dodaje Prof. Radecka.
 
Rewolucja nie wydarzyła się sama
 
Postęp w leczeniu nowotworów nie byłby możliwy wyłącznie dzięki nowym lekom. Równie istotnie zmieniał się system organizacji opieki onkologicznej w Polsce. W ciągu minionych trzech dekad pojawiły się programy lekowe umożliwiające finansowanie nowoczesnych terapii, ratunkowy dostęp do technologii lekowych (RDTL), karta diagnostyki i leczenia onkologicznego (DiLO), rozwijano programy profilaktyczne i przesiewowe, a w ostatnich latach rozpoczęto budowę Krajowej Sieci Onkologicznej oraz realizację Narodowej Strategii Onkologicznej. Coraz większego znaczenia nabrały także badania kliniczne, które dla wielu pacjentów stały się szansą na wcześniejszy dostęp do leczenia dostępnego rutynowo dopiero kilka lat później.
 
W ostatnich latach polskie ośrodki onkologiczne stały się aktywnymi uczestnikami międzynarodowych badań klinicznych, nie tylko realizując badania wieloośrodkowe, ale coraz częściej inicjując takie badania o zasięgu międzynarodowym. Co więcej, coraz częściej innowacyjne, eksperymentalne leki onkologiczne są po raz pierwszy badane u człowieka właśnie w polskich ośrodkach. To ogromna zmiana w porównaniu z sytuacją sprzed kilkudziesięciu lat. Dla wielu pacjentów udział w badaniu klinicznym oznacza możliwość skorzystania z terapii, która dopiero za kilka lat stanie się standardem. To także rozwój kompetencji lekarzy i całych ośrodków. To też sygnał, że polska onkologia ma ogromny potencjał i może aktywnie wpływać na kształt światowej onkologii – zaznacza prof. Piotr Wysocki.
 
Pacjenci przestali być biernymi odbiorcami leczenia
 
Zmieniła się również rola samych pacjentów. Jeszcze trzydzieści lat temu chory częściej pozostawał biernym odbiorcą decyzji terapeutycznych. Dziś coraz częściej staje się partnerem procesu leczenia – świadomie uczestniczy w wyborze terapii, zadaje pytania i współdecyduje o swojej ścieżce terapeutycznej. Ważnym partnerem środowiska onkologicznego stały się również organizacje pacjenckie, które przez ostatnie lata nie tylko edukowały społeczeństwo, ale także aktywnie uczestniczyły w rozmowie o refundacji nowych terapii i zmianach systemowych.
 
Jedną z ważnych zmian ostatnich dekad było to, że pacjenci przestali być wyłącznie odbiorcami systemu. Organizacje pacjenckie stały się ważnym partnerem środowiska medycznego – w edukacji, profilaktyce, ale również w rozmowach o dostępie do nowych terapii i zmianach systemowych. W wielu momentach wspólny głos lekarzy i pacjentów naprawdę pomagał przyspieszać potrzebne decyzje – podkreśla dr Janusz Meder.
 
PTOK nie tylko obserwował zmiany. Pomagał je współtworzyć
 
Jak zaznacza dr Piotr Siedlecki, wieloletni prezes PTOK: Rozwój polskiej onkologii nie odbywał się w izolacji. Ogromne znaczenie miała współpraca międzynarodowa i szybkie wdrażanie nowych standardów leczenia. Eksperci PTOK od lat współpracują z najważniejszymi organizacjami naukowymi świata, w tym ESMO i ASCO, uczestnicząc w wymianie wiedzy oraz tworzeniu standardów, które następnie przekładają się na codzienną praktykę kliniczną w Polsce.
 
PTOK od 1997 r. posiada swojego stałego przedstawiciela w ESMO, a w ramach polsko-amerykańskiej umowy rządowej roczne staże naukowe w wiodących klinikach amerykańskich od 1980 r. odbywali m.in. dr Piotr Siedlecki, dr Janusz Meder oraz prof. Jan Walewski.
 
Jednym z ważnych osiągnięć PTOK było stworzenie i systematyczne aktualizowanie polskich wytycznych postępowania diagnostyczno-terapeutycznego. Współczesna onkologia zmienia się niezwykle szybko, dlatego aktualizacja zaleceń musi być procesem ciągłym. Należy zapewnić szeroką implementację wytycznych, które powinny powstawać w wyniku uzgodnień specjalistów wszystkich dziedzin zaangażowanych w opiekę nad chorymi na nowotwory. Wytyczne pozwalają przekładać wyniki badań klinicznych i międzynarodowe rekomendacje na codzienną praktykę kliniczną w polskich warunkach – mówi prof. Maciej Krzakowski.
 
Towarzystwo od lat wspiera również edukację lekarzy, pielęgniarek oraz pacjentów, organizując kongresy, kursy specjalizacyjne i działania edukacyjne.
 
Kolejne 30 lat zaczyna się dziś
 
Jubileusz 30-lecia Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej jest nie tylko okazją do podsumowań, ale także do spojrzenia w przyszłość. Jednym z najważniejszych wydarzeń jubileuszowego roku będzie XXIX Kongres Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, który odbędzie się w dniach 27–29 sierpnia 2026 roku w Centrum Konferencyjnym Fabryczna w Krakowie. Wydarzenie zgromadzi ekspertów z Polski i zagranicy, stając się przestrzenią prezentacji najnowszych doniesień naukowych, wyników badań klinicznych oraz dyskusji o przyszłości leczenia nowotworów.
 
Eksperci nie mają jednak wątpliwości, że mimo ogromnego postępu ostatnich trzydziestu lat współczesna onkologia stoi dziś przed kolejnym etapem zmian. Społeczeństwo starzeje się, liczba zachorowań na nowotwory rośnie, a chorych żyjących wiele lat po leczeniu będzie coraz więcej. Dlatego przyszłość onkologii to nie tylko kolejne leki, ale również lepsza organizacja opieki, szybszy dostęp do diagnostyki molekularnej, rozwój biomarkerów predykcyjnych, skuteczniejsze programy profilaktyczne i coraz bardziej indywidualne podejście do chorego.
 
Największą potrzebą i jednocześnie wyzwaniem pozostaje dalszy rozwój opieki koordynowanej oraz tworzenie zespołów kompetencji dla większości nowotworów. Coraz większe znaczenie będzie miało monitorowanie jakości leczenia i wyników terapii. Musimy również jeszcze lepiej wykorzystywać biomarkery pozwalające dobrać najbardziej skuteczne leczenie i ograniczać toksyczność terapii – podkreśla prof. Maciej Krzakowski.
 
Historia ostatnich trzydziestu lat nie jest wyłącznie opowieścią o nowych lekach, biomarkerach, diagnostyce molekularnej czy nowoczesnych technologiach. To przede wszystkim historia ludzi – lekarzy, którzy przez lata budowali nowoczesną onkologię, i pacjentów, którzy dzięki temu postępowi coraz częściej mogą żyć dłużej, lepiej i z większą nadzieją niż kiedykolwiek wcześniej.
 
A kolejne trzydzieści lat tej historii właśnie się zaczyna.
Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej PTOK) po raz szósty ogłosiło TOP 10 ONKO – listę dziesięciu priorytetów refundacyjnych, które zdaniem ekspertów powinny zostać rozpatrzone przez system w pierwszej kolejności, w tym terapie w raku jelita grubego, raku płuca, raku nosogardła, raku piersi, raku prostaty, raku wątrobowokomórkowym, raku pęcherza moczowego, glejaku.
W zestawieniu znalazły się terapie dla chorych m.in. na raka jelita grubego z mutacją BRAF V600E, raka nosogardła, raka prostaty kwalifikującego się do terapii radioligandowej ukierunkowanej na PSMA, a także kilka kluczowych strategii w raku płuca – zarówno w drobnokomórkowym (leczenie konsolidujące po radiochemioterapii), jak i w niedrobnokomórkowym z wybranymi zaburzeniami molekularnymi (EGFR, BRAF). Lista obejmuje również leczenie w HER2-dodatnim raku piersi, immunoterapię w raku wątrobowokomórkowym, nowe podejście w raku pęcherza moczowego oraz terapię celowaną w glejakach z mutacją IDH.

TOP 10 ONKO to ekspercka lista priorytetów refundacyjnych opracowana przez ekspertów klinicznych Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej. Jej celem jest uporządkowanie potrzeb terapeutycznych z perspektywy praktyki klinicznej i wskazanie tych technologii, które – w ocenie środowiska – mogą mieć największy potencjał wpływu na wyniki leczenia, rokowanie oraz organizację opieki onkologicznej w Polsce.

W ubiegłorocznej edycji listy (TOP 10 ONKO 2025) kilka technologii znalazło swoje odzwierciedlenie w decyzjach refundacyjnych – m.in. abemacyklib we wczesnym raku piersi, trastuzumab derukstekan w raku żołądka czy zolbetuksymab w raku żołądka, a także selperkatynib w guzach litych z fuzją RET. Jednocześnie część terapii, mimo wskazania jako priorytet, nie została objęta refundacją i wraca na listę 2026.

Nad listą priorytetów 2026 głosowali: prof. Maciej Krzakowski, prof. Barbara Radecka, prof. Piotr Wysocki, prof. Andrzej Kawecki, prof. Jakub Kucharz, prof. Tomasz Kubiatowski, prof. Michał Jarząb oraz dr Maryna Rubach.

Przegląd terapii jest realizowany we współpracy z zespołem analitycznym HTA, który porządkuje dostępne dane kliniczne i rejestracyjne, co pozwala nadać procesowi wyboru przejrzystą strukturę merytoryczną. Zestawienie ma charakter rankingowy: pozycja na liście odzwierciedla wagę potrzeby klinicznej oraz pilność decyzji refundacyjnej.

TOP 10 ONKO 2026 – lista priorytetów refundacyjnych (kolejność rankingowa):
  1. Enkorafenib (w skojarzeniu z cetuksymabem) – przerzutowy rak jelita grubego z mutacją BRAF V600E

    Biologiczne uzasadnienie terapii polega na jednoczesnym zahamowaniu dwóch elementów szlaku sygnałowego – zmutowanego BRAF oraz receptora EGFR. – Dlatego leczenie polega na skojarzeniu inhibitora BRAF – enkorafenibu – z przeciwciałem anty-EGFR, czyli cetuksymabem. Drugi punkt blokowania na poziomie receptora zwiększa skuteczność terapii, a jednocześnie zapobiega reaktywacji szlaku sygnałowego na zasadzie sprzężenia zwrotnego. Próby stosowania inhibitorów BRAF w monoterapii okazały się mało skuteczne, dlatego takie skojarzenie jest rozwiązaniem oczywistym z punktu widzenia biologii molekularnej. – podkreśliła prof. Barbara Radecka.

    Skuteczność tej strategii została potwierdzona w badaniu III fazy BEACON CRC, które wykazało wydłużenie przeżycia wolnego od progresji oraz poprawę przeżycia całkowitego u chorych z mutacją BRAF V600E.

    Jednocześnie – jak zwróciła uwagę prof. Radecka – dostęp do tej terapii w Polsce pozostaje ograniczony. – Obecnie leczenie to dostępne jest jedynie w ramach ratunkowego dostępu do technologii lekowych. Zapis obligujący do jego zastosowania dopiero po wyczerpaniu innych opcji powoduje, że w praktyce oznacza to czwartą lub piątą linię leczenia. Tymczasem wielu chorych z mutacją BRAF nie dożywa tak odległych etapów terapii – część nie dociera nawet do trzeciej linii. W efekcie jest to dostęp w dużej mierze pozorny.

  2. Toripalimab (z cisplatyną i gemcytabiną) – nawrotowy lub przerzutowy rak nosogardła


    Jak podkreślił prof. Andrzej Kawecki, w tej chorobie przez dekady nie obserwowano istotnego postępu terapeutycznego. – Toripalimab jest inhibitorem PD-1, czyli lekiem z grupy immunoterapii. W raku nosowej części gardła sytuacja przez wiele lat była podobna jak w drobnokomórkowym raku płuca – przez ponad trzy dekady właściwie niewiele się zmieniało. Standardem leczenia radykalnego pozostawała radiochemioterapia z cisplatyną, a w chorobie nawrotowej lub przerzutowej stosowano schematy oparte na dubletach z platynę.

    Toripalimab uzyskał już rejestrację FDA i EMA w pierwszej linii leczenia nawrotowego lub przerzutowego raka nosogardła. Dane dotyczące aktywności leku w kolejnych liniach terapii pochodzą również z badania POLARIS-02, w którym odpowiedź na leczenie obserwowano u około jednej czwartej pacjentów. – Cieszę się, że lek ten znalazł się tak wysoko w zestawieniu i mam nadzieję, że w przyszłości nie będziemy już musieli o niego zabiegać, tylko będzie dostępny w ramach programu lekowego – podsumował prof. Kawecki.

  3. Lutetium (¹⁷⁷Lu) vipivotide tetraxetan (¹⁷⁷Lu-PSMA-617) – przerzutowy rak prostaty (mCRPC)

    Jak podkreślił prof. Piotr Wysocki, terapia ta odpowiada na istotną lukę terapeutyczną u chorych z zaawansowanym rakiem prostaty. – Nie bez powodu ta terapia znalazła się tak wysoko w zestawieniu. Jest to niezwykle wartościowa metoda leczenia, przede wszystkim dlatego, że adresowana jest do bardzo dużej grupy chorych. Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów za 2023 rok w Polsce odnotowano około sześciu tysięcy zgonów z powodu raka gruczołu krokowego. W zdecydowanej większości są to chorzy, którzy wyczerpali już wszystkie dostępne opcje leczenia systemowego. Natomiast wciąż brakuje nam terapii lutetem.

    Skuteczność tej strategii została potwierdzona w badaniu III fazy VISION, do którego kwalifikowano pacjentów z potwierdzoną w badaniu PET ekspresją PSMA w ogniskach nowotworu. – W badaniu tym porównywano terapię lutetem z najlepszym standardowym leczeniem systemowym. Takie postępowanie wiązało się z ponad piętnastokrotnym zwiększeniem odsetka obiektywnych odpowiedzi. Co trzeci chory uzyskiwał obiektywną odpowiedź na leczenie, a kontrolę choroby obserwowano u ponad 60% pacjentów. Mediana czasu przeżycia wolnego od progresji wydłużała się około 2,5-krotnie, natomiast mediana całkowitego przeżycia zwiększała się o około cztery miesiące.

  4. Durwalumab – leczenie konsolidujące w ograniczonej postaci drobnokomórkowego raka płuca (DRP) po jednoczasowej radiochemioterapii


    Jak podkreślił prof. Maciej Krzakowski, pojawienie się durwalumabu stanowi pierwszy istotny postęp terapeutyczny w tej populacji od wielu lat. – Jest to pierwszy element leczenia systemowego od – można powiedzieć – trzech dekad, który wnosi coś nowego u chorych na drobnokomórkowego raka płuca w postaci ograniczonej. Mniej więcej jedna trzecia pacjentów z rozpoznanym drobnokomórkowym rakiem płuca znajduje się w stadium choroby ograniczonej i u tych chorych stosujemy leczenie o założeniu radykalnym.

    Kluczowych danych dostarczyło badanie III fazy ADRIATIC, które wykazało istotną poprawę przeżycia całkowitego oraz czasu wolnego od progresji. Jak zwrócił uwagę prof. Maciej Krzakowski – W badaniu tym wykazano wydłużenie mediany całkowitego przeżycia do około 55 miesięcy, przy różnicy wynoszącej mniej więcej 23 miesiące w porównaniu z ramieniem kontrolnym. Oznacza to zmniejszenie ryzyka zgonu o około 27%. Jak na drobnokomórkowego raka płuca są to naprawdę bardzo silne argumenty.

  5. Trastuzumab derukstekan (z pertuzumabem) – HER2-dodatni rak piersi w pierwszej linii leczenia zaawansowanego

    W leczeniu choroby przerzutowej trastuzumab derukstekan ma już dobrze ugruntowaną pozycję, a wyniki najnowszych badań wskazują na możliwość dalszej poprawy wyników leczenia w pierwszej linii. – Coraz bliżej jesteśmy momentu, w którym zaczynamy dyskutować, czy w części przypadków będziemy w stanie uzyskać bardzo długotrwałą kontrolę choroby u pacjentek z przerzutowym rakiem piersi. W badaniu dotyczącym leczenia pierwszej linii mediana czasu przeżycia przekroczyła czterdzieści miesięcy. Oznacza to, że duży odsetek kobiet może funkcjonować z chorobą przerzutową przez długi czas, pozostając w dobrej sprawności. – mówił dr Michał Jarząb.

    Wyniki te pochodzą z badania III fazy DESTINY-Breast09, w którym trastuzumab derukstekan w skojarzeniu z pertuzumabem porównano z dotychczasowym standardem pierwszej linii leczenia HER2-dodatniego raka piersi. W Polsce w pierwszej linii leczenia HER2-dodatniego raka piersi finansowany jest schemat pertuzumab, trastuzumab i docetaksel, natomiast trastuzumab derukstekan pozostaje terapią stosowaną w późniejszych liniach leczenia.

  6. Lazertynib + amiwantamab – niedrobnokomórkowy rak płuca (NDRP) z najczęstszymi mutacjami EGFR w pierwszej linii


    Dotychczas standardem leczenia pierwszej linii u chorych z najczęstszymi mutacjami EGFR – delecją w eksonie 19 lub mutacją L858R w eksonie 21 – pozostawał inhibitor trzeciej generacji ozymertynib. Jednym z głównych ograniczeń tej strategii jest jednak rozwój oporności, często związany z aktywacją szlaku sygnałowego MET. Jak wyjaśnił prof. Maciej Krzakowski Część pacjentów otrzymujących ozymertynib doświadcza oporności na leczenie związanej z aktywacją szlaku MET. W przypadku omawianego schematu dwulekowego mówimy o przeciwciele monoklonalnym – amiwantamabie – które jest inhibitorem zarówno EGFR, jak i MET. Lazertynib jest natomiast silnym inhibitorem EGFR, który ma dodatkową zaletę w postaci dobrej penetracji do ośrodkowego układu nerwowego.

    Jak zaznaczył ekspert, wprowadzenie takiej terapii wpisuje się w szerszy trend personalizacji leczenia onkologicznego. – Cały czas mówimy o personalizacji i indywidualizacji postępowania przyczynowego w chorobach nowotworowych. Ten dwulek jest właśnie przykładem rozwiązania, które może służyć dalszej personalizacji leczenia. Chorzy z zaawansowanym niedrobnokomórkowym rakiem płuca z aktywującymi mutacjami EGFR różnią się między sobą pod względem nasilenia objawów, dynamiki choroby czy masy nowotworu.

    Zdaniem prof. Krzakowskiego pojawienie się tej terapii zwiększa możliwości wyboru strategii leczenia w pierwszej linii. – Mając w tej chwili trzy opcje – sam ozymertynib, ozymertynib z chemioterapią oraz kombinację amiwantamabu z lazertynibem – będziemy mogli podejmować decyzje terapeutyczne na podstawie klinicznych przesłanek i stosować bardziej spersonalizowane postępowanie.

  7. Durwalumab + tremelimumab (schemat STRIDE) – nieoperacyjny lub zaawansowany rak wątrobowokomórkowy (HCC)

    Jak podkreślił prof. Tomasz Kubiatowski, rak wątrobowokomórkowy w stadium zaawansowanym lub nieoperacyjnym pozostaje chorobą o bardzo ograniczonych możliwościach leczenia systemowego. – Wiemy, z jakim rokowaniem wiąże się rak wątrobowokomórkowy nieoperacyjny, zaawansowany. Opcji terapeutycznych nie ma wiele – to głównie terapie oparte na lekach antyangiogennych albo ich skojarzeniu z immunoterapią. Nie każdy chory kwalifikuje się jednak do tego typu leczenia, dlatego dobrze, żeby miał również inne możliwości terapeutyczne. 

    Jedną z takich strategii jest podwójna immunoterapia oparta na skojarzeniu durwalumabu i tremelimumabu. – Skojarzenie tych leków opiera się na bazowym podaniu przeciwciała anty-CTLA-4 i przeciwciała anty-PD-L1, czyli tremelimumabu z durwalumabem, a następnie już co cztery tygodnie podawany jest sam durwalumab. – tłumaczył ekspert. 

    Jak zaznaczył prof. Tomasz Kubiatowski, skuteczność takiego podejścia została potwierdzona w badaniu III fazy HIMALAYA. – Po pierwsze dlatego, że – jak pokazały wyniki badania HIMALAYA – zastosowanie skojarzenia durwalumabu z tremelimumabem przekłada się na wydłużenie mediany całkowitego przeżycia. W stosunku do ramienia kontrolnego w tym badaniu odsetek chorych pozostających przy życiu zwiększał się niemal dwukrotnie – do około 20%, czyli praktycznie rzecz biorąc co piąty chory może osiągnąć pięcioletnie przeżycie całkowite.

  8. Durwalumab z chemioterapią – rak pęcherza moczowego


    Wśród priorytetów refundacyjnych coraz mocniej wybrzmiewa potrzeba objęcia finansowaniem schematu okołooperacyjnego, który realnie poprawia wyniki leczenia chorych na raka pęcherza moczowego z naciekaniem warstwy mięśniowej (MIBC), kwalifikujących się do leczenia cisplatyną i radykalnej cystektomii. Jednym z najbardziej obiecujących podejść terapeutycznych w tej grupie chorych jest połączenie immunoterapii z chemioterapią neoadjuwantową, a następnie kontynuacja immunoterapii w leczeniu adjuwantowym po operacji.

    Strategię tę oceniano w dużym międzynarodowym badaniu III fazy NIAGARA, obejmującym ponad tysiąc pacjentów z rakiem pęcherza naciekającym mięśniówkę. – W badaniu tym pacjenci otrzymywali chemioterapię gemcytabina + cisplatyna z durwalumabem przed operacją, a następnie osiem cykli durwalumabu po operacji, w porównaniu z klasyczną chemioterapią GC – wyjaśnił prof. Jakub Kucharz.`

    Wyniki badania pokazały, że dodanie immunoterapii do chemioterapii okołooperacyjnej przekłada się na wyraźną poprawę wyników leczenia. Po dwóch latach od rozpoczęcia terapii bez oznak nawrotu pozostawało prawie 68% chorych leczonych z użyciem durwalumabu, w porównaniu z około 60% w grupie leczonej standardowo. Również odsetek pacjentów żyjących po dwóch latach był wyższy – 82% wobec 75%, a jednocześnie większy odsetek chorych osiągał całkowitą odpowiedź patologiczną. – W badaniu wykazano redukcję ryzyka zdarzeń o 32%, redukcję ryzyka zgonu o 25% oraz o około 10% wyższy odsetek całkowitych odpowiedzi patologicznych. Są to wyniki bardzo istotne – niejedna terapia została zarejestrowana i zrefundowana na podstawie znacznie mniej spektakularnych rezultatów. – podkreślił prof. Kucharz.

  9. Enkorafenib + binimetynib – zaawansowany niedrobnokomórkowy rak płuca z mutacją BRAF V600E


    Jak zwrócił uwagę prof. Piotr Wysocki – W przypadku niedrobnokomórkowego raka płuca mutacja BRAF V600E jest zjawiskiem rzadkim, ale jej obecność wiąże się ze złym rokowaniem i zdecydowanie mniejszą skutecznością klasycznego leczenia systemowego.

    Enkorafenib jest selektywnym inhibitorem kinazy BRAF, natomiast binimetynib hamuje kinazy MEK1 i MEK2. Terapia skojarzona tych dwóch leków pozwala na skuteczniejsze zahamowanie szlaku sygnałowego MAPK i bardziej trwałą kontrolę choroby. Schemat ten jest przeznaczony dla dorosłych pacjentów z zaawansowanym lub przerzutowym NDRP z obecnością mutacji BRAF V600E – zarówno w pierwszej linii leczenia, jak i po jednej wcześniejszej linii terapii systemowej.

    Jak podkreślił prof. Wysocki, dane z praktyki klinicznej pokazują wyraźną przewagę terapii celowanej nad klasycznym leczeniem systemowym. – Analizy danych z rzeczywistej praktyki klinicznej wskazują, że u chorych z tą mutacją odsetek odpowiedzi obiektywnych po klasycznej chemio- lub chemioimmunoterapii nie przekracza około 30%. Zastosowanie skojarzenia encorafenibu z binimetinibem zwiększa ten odsetek niemal trzykrotnie.

    Różnice widoczne są także w zakresie kontroli choroby. – W przypadku klasycznej chemioterapii dotyczy ona około połowy chorych, natomiast przy zastosowaniu terapii celowanej osiąga niemal 95% pacjentów.

  10. Worasidenib – glejak II stopnia z mutacją IDH


    Glejaki pozostają jednym z najbardziej wymagających wyzwań współczesnej neuroonkologii. Choć w skali populacyjnej są nowotworami rzadkimi, wiążą się z wysoką śmiertelnością i ogromnym obciążeniem neurologicznym. W Polsce co roku rozpoznaje się około 1500–1700 glejaków, a liczba zgonów z powodu nowotworów ośrodkowego układu nerwowego sięga około 3000. Przez ostatnie dwie dekady postęp koncentrował się głównie na udoskonalaniu neurochirurgii, radioterapii i diagnostyki molekularnej, natomiast nowych leków o udowodnionym wpływie na przebieg choroby praktycznie nie było.

    – Worasidenib jest inhibitorem enzymów IDH1 i IDH2 stosowanym u chorych na rozlane glejaki o niskiej złośliwości z mutacją IDH. Nie ukrywam, że jego znaczenie jest duże, ponieważ jest to pierwszy lek od ponad dwudziestu lat, który wykazuje wyraźną aktywność w tej grupie guzów mózgu. W pewnym sensie jest to pierwsza nowa opcja terapeutyczna od czasu wprowadzenia temozolomidu. – powiedział prof. Andrzej Kawecki.

    Worasidenib jest doustnym inhibitorem zmutowanych enzymów IDH1 i IDH2. Mutacje te prowadzą do produkcji nieprawidłowego metabolitu – 2-hydroksyglutaranu – który zaburza różnicowanie komórek i sprzyja procesom nowotworzenia. Zahamowanie aktywności IDH ogranicza ten patologiczny szlak metaboliczny i może spowalniać progresję choroby.

    Kluczowych danych dostarczyło badanie III fazy INDIGO, obejmujące chorych z glejakiem II stopnia z mutacją IDH po leczeniu operacyjnym, którzy nie wymagali natychmiastowej radioterapii ani chemioterapii. W tej populacji zastosowanie worasidenibu istotnie wydłużało czas wolny od progresji oraz opóźniało moment konieczności wdrożenia kolejnej interwencji terapeutycznej.


Wyjątkowo w tegorocznej edycji zestawienia eksperci wskazują także jedenasty priorytet refundacyjny, dotyczący leczenia pacjentek z nawrotowym lub przerzutowym rakiem szyjki macicy. Mimo dostępności skutecznej profilaktyki – badań cytologicznych i szczepień przeciwko HPV – choroba ta nadal pozostaje poważnym problemem zdrowotnym. Na świecie co roku rozpoznaje się blisko 600 tysięcy nowych przypadków, a ponad 300 tysięcy kobiet umiera z jej powodu. W zaawansowanym stadium rokowanie jest niekorzystne, a możliwości leczenia po niepowodzeniu wcześniejszej terapii są ograniczone.

Jedną z nowych opcji terapeutycznych jest tisotumab wedotyny – lek z grupy koniugatów przeciwciało–lek (ADC, antibody–drug conjugate). W tej klasie terapii przeciwciało rozpoznaje określoną cząsteczkę na powierzchni komórek nowotworowych i dostarcza bezpośrednio do komórki rakowej cytostatyk, co pozwala bardziej precyzyjnie niszczyć komórki raka przy mniejszym wpływie na zdrowe tkanki. Jak wyjaśniła dr Maryna RubachJest to połączenie przeciwciała monoklonalnego z cytostatykiem z grupy inhibitorów mikrotubul, który działa na wrzeciono podziałowe komórki. Lek jest skierowany przeciwko czynnikowi tkankowemu (tissue factor), który jest często obecny na powierzchni komórek raka szyjki macicy.

Europejska Agencja Leków pod koniec stycznia 2025 r. zaleciła dopuszczenie do obrotu w Unii Europejskiej tisotumab wedotyny do stosowania w monoterapii u dorosłych pacjentek z nawrotowym lub przerzutowym rakiem szyjki macicy, u których doszło do progresji choroby po wcześniejszym leczeniu systemowym. Lek uzyskał już wcześniej pełne zatwierdzenie w Stanach Zjednoczonych.

Publikacja listy TOP 10 ONKO jest wskazówką dla decydentów podejmujących decyzje refundacyjne, która uwzględnia potrzeby kliniczne i mierzalne efekty dla chorych. W praktyce TOP 10 ONKO jest jednocześnie listą terapii i warunków, bez których innowacje nie zadziałają. W większości wskazań kluczowa jest dostępność diagnostyki molekularnej i właściwej kwalifikacji chorych oraz odpowiednia infrastruktura i organizacja świadczeń (np. w medycynie nuklearnej), a w jeszcze innych – możliwość realnego wyboru między równorzędnymi opcjami terapeutycznymi przy różnych obciążeniach pacjentów.

Ranking PTOK porządkuje więc nie tylko technologie medyczne z punktu widzenia ich wartości klinicznej, ale też wskazuje najważniejsze „wąskie gardła” systemu, które decydują o tym, czy postęp wynikający z badań klinicznych przełoży się na codzienną praktykę w Polsce. – Mając na uwadze listy z poprzednich lat i ich późniejsze przełożenie na rzeczywistość w postaci dostępności terapii, mam nadzieję, że podobnie będzie także tym razem. Myślę na przykład o kombinacji enkorafenibu z cetuksymabem – tutaj rzeczywiście widzę dużą szansę na zmianę – zaznaczył prof. Maciej Krzakowski, prezes PTOK.

Ekspert zwrócił jednak uwagę, że część terapii znajdujących się wysoko w rankingu wciąż pozostaje w Polsce niedostępna, mimo silnych dowodów naukowych. – Mam tu na myśli dwie pozycje – pozycję trzecią, czyli terapię lutetem w raku prostaty, oraz pozycję pierwszą, czyli wspomnianą kombinację enkorafenibu z cetuksymabem. Mówimy o terapiach, które mają silne dowody naukowe, a mimo to wciąż nie są powszechnie dostępne. – podkreślił prof. Krzakowski. – Mam marzenie – że możliwie najwięcej z tych terapii uda się wspólnymi siłami, zarówno naszego środowiska, jak i decydentów, doprowadzić do refundacji – dodał.

źródło: PTOK

Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej i Polskie Towarzystwo Onkologiczne wyrażają zaniepokojenie w związku z opublikowanymi informacjami medialnymi promującymi stosowanie metody PIPAC (dootrzewnowa chemioterapia podciśnieniowa aerozolem), której skuteczność nie została jednoznacznie udowodniona w badaniach klinicznych.
Metoda PIPAC polega na podawaniu chemioterapii pod ciśnieniem bezpośrednio do jamy otrzewnej podczas zabiegu operacyjnego. PIPAC jako metoda eksperymentalna pozostaje w sferze badań od ponad 10 lat. Dotychczas przeprowadzono jedynie małe badania kliniczne fazy II, w których nie porównywano metody PIPAC do aktualnego standardu leczenia. W badaniach tych jedyne potencjalne sygnały skuteczności zaobserwowano w przypadku pacjentów z rozpoznaniem raka jajnika i żołądka. Dotychczas nie opublikowano wyników randomizowanych badań klinicznych wykazujących przewagę tej metody nad leczeniem systemowym (chemioterapią, immunoterapią czy terapiami celowanymi w zależności od rodzaju nowotworu).

Z uwagi na brak jednoznacznych dowodów naukowych z randomizowanych badań klinicznych terapia PIPAC pozostaje nadal metodą eksperymentalną, która powinna być stosowana wyłącznie w warunkach badań klinicznych po uzyskaniu zgody komisji bioetycznej i odpowiednich organów administracyjnych oraz przy zachowaniu najwyższych standardów bezpieczeństwa. Z tego też powodu metoda PIPAC nie jest rekomendowana przez polskie ani międzynarodowe towarzystwa onkologiczne w leczeniu jakiegokolwiek rodzaju nowotworu.

W związku z powyższym z niepokojem przyjęliśmy doniesienia medialne o wprowadzeniu zabiegów PIPAC do praktyki klinicznej, sugerujące możliwość ich wykonywania poza warunkami badania klinicznego lub eksperymentu medycznego. Przekazy te wprowadzają opinię publiczną w błąd sugerując, że jest to metoda o udowodnionej skuteczności oraz określonych wskazaniach do stosowania u pacjentów z masywnym rozsiewem nowotworowym do jamy brzusznej. Należy przy tym pamiętać, że takie informacje mogą wzbudzać u chorych poczucie fałszywej nadziei.

Chcemy z całą mocą podkreślić, że obowiązkiem wszystkich pracowników ochrony zdrowia jest prowadzenie leczenia onkologicznego według wytycznych krajowych i międzynarodowych towarzystw naukowych, które to wytyczne oparte są na dowodach naukowych. Stosowanie metod o nieudowodnionej skuteczności może działać na szkodę pacjenta.

Zwracamy się z prośbą do przedstawicieli mediów o rzetelne informowanie o eksperymentalnym charakterze metody PIPAC oraz ryzykach z nią związanych.
Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej i Polskie Towarzystwo Onkologiczne zawsze stoją na straży dobra pacjentów i rekomendują korzystanie z terapii opartych na dowodach naukowych, które zapewniają najwyższą jakość i bezpieczeństwo opieki onkologicznej.

 
Zarząd Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej
Zarząd Polskiego Towarzystwa Onkologicznego
W niniejszym oświadczeniu prezentujemy wspólne stanowisko środowiska onkologicznego i Ministra Zdrowia oraz Rzecznika Praw Pacjenta, stanowczo sprzeciwiając się treściom zawartym w wypowiedzi pana Jerzego Zięby na temat leczenia przeciwnowotworowego, w tym porównaniu efektów chemioterapii do cyklonu B, używanego w komorach gazowych nazistowskich obozów zagłady w trakcie II wojny światowej. Tego rodzaju treści, które pojawiły się we fragmentach wypowiedzi zamieszczanych w przestrzeni publicznej, mogą podważyć zaufanie pacjentów do współczesnej medycyny i sprowadzić niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia pacjentów onkologicznych.

Oświadczenie Ministra Zdrowia, Narodowego Instytutu Onkologii im Marii Skłodowskiej – Curie – Państwowego Instytutu Badawczego, Rzecznika Praw Pacjenta, Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, Polskiego Towarzystwa Ginekologii-Onkologicznej.

Współczesna medycyna dokonała ogromnego postępu w dziedzinie onkologii. Nowoczesne terapie są coraz bardziej precyzyjne, a ich skuteczność wzrasta. To znacząco poprawia szanse pacjentów na wyleczenie lub dłuższe życie. Stosowane obecnie leki podlegają rygorystycznym badaniom i są dopuszczane do obrotu wyłącznie po udokumentowaniu ich skuteczności i bezpieczeństwa.

Leczenie systemowe (obejmujące leki cytotoksyczne – czyli chemioterapię, leki ukierunkowane molekularnie oraz immunoterapię), jest uznaną i naukowo potwierdzoną metodą leczenia chorych na nowotwory. To jedna z trzech – obok chirurgii i radioterapii – podstawowych metod leczenia tych pacjentów. Sformułowaniem „chemioterapia” powszechne określa się leczenie każdego typu nowotworu, w którym stosuje się produkty lecznicze, mimo iż leki te wykorzystują różne mechanizmy działania. Leczenie systemowe polega na zastosowaniu leków, które niszczą komórki nowotworowe, hamują ich wzrost lub mobilizują układ odpornościowy pacjenta do walki z nowotworem. Działają na poziomie komórkowym samodzielnie lub w połączeniu z innymi metodami (np. radioterapią i chirurgią).

Opublikowany na nagraniu zamieszczonym na profilu x.com fragment wypowiedzi Jerzego Zięby, w której porównuje on chemioterapię do cyklonu B, używanego w komorach gazowych obozów zagłady w trakcie II wojny światowej, jest głęboko nieetyczny i szkodliwy. Takie treści mogą wywołać niepokój u pacjentów chorujących na nowotwory i u ich bliskich oraz skłaniać do odrzucania skutecznych metod leczenia, a to może prowadzić do pogorszenia się stanu zdrowia chorujących pacjentów a nawet śmierci.

Inżynier Jerzy Zięba, absolwent Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, nie ma wykształcenia medycznego. Mimo to od wielu lat promuje teorie, które nie znajdują oparcia w rzetelnych badaniach naukowych. Ani metody przez niego promowane, ani jego zalecenia nie bazują na medycynie opartej na dowodach naukowych (evidence-based medicine).

Działania osób szerzących nieprawdziwe informacje na temat metod leczenia mogą prowadzić do narażenia zdrowia publicznego, dlatego też będziemy podejmować kroki w celu monitorowania i adekwatnego reagowania na taką działalność, współpracując z właściwymi instytucjami i towarzystwami naukowymi.

Primum non nocere — po pierwsze nie szkodzić – to jedna z naczelnych zasad etycznych w medycynie, którą kierują się lekarze i personel medyczny, ale która nie obowiązuje osób szerzących pseudomedyczny, niebezpieczny przekaz, działający na szkodę pacjentów.

Apelujemy do społeczeństwa, a przede wszystkim – do pacjentów – o nieustające zaufanie do lekarzy i specjalistów z dziedziny medycyny, którzy każdego dnia, dzięki wieloletniej edukacji i praktyce, troszczą się o Państwa zdrowie. Ich celem jest wyleczenie pacjenta poprzez zaproponowanie najskuteczniejszych dostępnych terapii, w zakresie których – szczególnie w onkologii – w ostatnich latach nastąpił niezwykły postęp.

źródło: Narodowy Instytut Onkologii

Profesor Maciej Krzakowski, jest konsultantem krajowym w dziedzinie onkologii klinicznej i kierownikiem Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej, Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie. Na stanowisku prezesa PTOK zastąpił prof. Piotra Wysockiego.
Profesor Maciej Krzakowski, jest konsultantem krajowym w dziedzinie onkologii klinicznej, kierownikiem Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej, Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie oraz redaktorem naczelnym czasopisma „Onkologia w Praktyce Klinicznej”. W przeszłości pełnił już funkcję prezesa PTOK.

źródło: PTOK

„Leki te zostały wybrane dlatego, że duża część z nich jest wskazana do radykalnego leczenia raka albo z tego powodu, że dotyczą one obszarów niezaspokojonych potrzeb, w których mamy niewiele, albo wręcz wcale nie mamy, wartościowych opcji terapeutycznych. Na liście znajdują się też leki już znane, ale mające nowe wskazania” – wyjaśnił prof. Maciej Krzakowski, krajowy konsultant w dziedzinie onkologii klinicznej.
Zarząd Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej (PTOK) wybrał w drodze głosowania 10 przełomowych leków na różne rodzaje nowotworów, które powinny jak najszybciej uzyskać refundację w Polsce. Są wśród nich m.in. terapie na raka piersi, wątroby, płuc oraz pęcherza moczowego – poinformowali przedstawiciele PTOK podczas debaty w Centrum Prasowym PAP.

„To jest takie signum temporis, bo te wszystkie immunoterapie, inhibitory punktów kontrolnych czy leki ukierunkowane na określone aberracje genetyczne coraz częściej wkraczają do leczenia o założeniu radykalnym – tak więc nie tylko leczenie paliatywne, ale to do czego onkologia zmierza” – uzupełnił prof. Krzakowski i wskazał, że część leków z listy ma już akceptację refundacyjną w ramach programu lekowego.

Liderem rankingu jest cząsteczka trastuzumab deruxtecan, przeznaczona do leczenie raka piersi. Jest to, jak określił krajowy konsultant w dziedzinie onkologii klinicznej, „hit ostatnich miesięcy”. Niedawno zostały zaprezentowane wyniki badania rejestracyjnego, które wskazały, że ta terapia może redukować ryzyko zgonu nawet o 70 proc.

„W związku z tym nie dziwi umieszczenie go na naszej liście tak wysoko, że finalnie znalazł się na pierwszym miejscu. Korzyść u chorych na zaawansowanego raka piersi jest niewątpliwa i dotyczy wszystkich podgrup – niezależnie od tego, jaki jest stan hormonalny i jaka jest lokalizacja przerzutów” – podkreślił prof. Krzakowski.

Zdaniem prof. Piotra Wysockiego, prezesa Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, lista jest bardzo wartościowa, ale nie jest kompletna.

„Gdy powstawała ta lista, światowym standardem leczenia II linii przerzutowego raka pęcherza była, i jest obecnie, immunoterapia. Dlatego nie pojawiła się ona w tym spisie, bo był to lek, który dla wszystkich chorych był dostępny i refundowany w ramach ratunkowego dostępu do terapii lekowej – wyjaśnił prof. Wysocki i dodał, że obecnie ta terapia przestała być w Polsce finansowana. Według niego lista powinna być zatem zaktualizowana o to, co stało się niedostępne. – Musimy szukać sposobów na wskazywanie tych najbardziej istotnych terapii dla chorych, ale też pilnować, by istotne terapie, które są już stosowane, nie były im odbierane” – zaznaczył prezes PTOK.

Dr hab. Barbara Radecka, sekretarz PTOK zwróciła uwagę na bardzo potrzebne, niszowe leki na nowotwory lite wywołane zmianami w genie NTRK, na które w Polsce choruje zaledwie 100 osób.

„Wartość tego leku jest bezsprzeczna, gdyż nie jesteśmy w stanie zaoferować pacjentom żadnej innej terapii, a wpływ refundacji na budżet nie jest wysoki” – mówiła prof. Radecka.

Jak wynika z raportu przedstawionego przez dr Magdalenę Władysiuk, prezesa CEESTAHC, okres od momentu rejestracji leku onkologicznego do jego refundacji w Polsce wynosi ok. 3 lat. Jest to i tak znaczne skrócenie tego czasu – wobec danych z 2017 roku, kiedy trwało to ponad 4 lata.

Jak relacjonowała dr Władysiuk, Polska nawet przed pandemią była na tle Europy obszarem, w którym odnotowuje się rosnące wyzwania dotyczące obciążeń nowotworami i narastającymi problemami związanymi z przeżywalnością. Obecnie udaje się poprawiać wyniki dotyczące przeżywalności chorych na raka, ale kluczowy w tej kwestii jest dostęp do nowych terapii.

Jak wskazuje raport, stopniowo rośnie liczba cząsteczek rocznie obejmowanych refundacją.

„Co roku ministerstwo zdrowia wpuszcza kilka cząsteczek do refundacji, ale niestety z licznymi ograniczeniami – mówiła dr Magdalena Władysiuk. – Onkologia jest prawie w 50 proc. z pozostałymi wskazaniami dopuszczana do programów lekowych, co wskazuje, że jest to priorytet. Zaczynamy widzieć dominację onkologii nad pozostałymi wskazaniami” – dodała.

„Konieczna jest, w mojej ocenie, jak największa profesjonalizacja informacji o tym, w jaki sposób leki w Polsce są refundowane, w jakim zakresie oraz z której grupy najbardziej oczekiwanych, priorytetowych terapii pochodzą – stwierdził podczas debaty dr hab. n. med. Adam Maciejczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego i przewodniczący Krajowej Rady ds. Onkologii. – Jestem przeciwnikiem porównywania ilości refundacji z liczbą leków akceptowanych przez EMA czy FDA, bo to leki akceptowane na postawie bardzo wczesnych wyników badań i po latach mogą okazać się nie tak przełomowe, jak się spodziewano” – zaznaczył.

źródło: PAP

„Leki te zostały wybrane dlatego, że duża część z nich jest wskazana do radykalnego leczenia raka albo z tego powodu, że dotyczą one obszarów niezaspokojonych potrzeb, w których mamy niewiele, albo wręcz wcale nie mamy, wartościowych opcji terapeutycznych. Na liście znajdują się też leki już znane, ale mające nowe wskazania” – wyjaśnił prof. Maciej Krzakowski, krajowy konsultant w dziedzinie onkologii klinicznej.
Zarząd Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej (PTOK) wybrał w drodze głosowania 10 przełomowych leków na różne rodzaje nowotworów, które powinny jak najszybciej uzyskać refundację w Polsce. Są wśród nich m.in. terapie na raka piersi, wątroby, płuc oraz pęcherza moczowego – poinformowali przedstawiciele PTOK podczas debaty w Centrum Prasowym PAP.

„To jest takie signum temporis, bo te wszystkie immunoterapie, inhibitory punktów kontrolnych czy leki ukierunkowane na określone aberracje genetyczne coraz częściej wkraczają do leczenia o założeniu radykalnym – tak więc nie tylko leczenie paliatywne, ale to do czego onkologia zmierza” – uzupełnił prof. Krzakowski i wskazał, że część leków z listy ma już akceptację refundacyjną w ramach programu lekowego.

Liderem rankingu jest cząsteczka trastuzumab deruxtecan, przeznaczona do leczenie raka piersi. Jest to, jak określił krajowy konsultant w dziedzinie onkologii klinicznej, „hit ostatnich miesięcy”. Niedawno zostały zaprezentowane wyniki badania rejestracyjnego, które wskazały, że ta terapia może redukować ryzyko zgonu nawet o 70 proc.

„W związku z tym nie dziwi umieszczenie go na naszej liście tak wysoko, że finalnie znalazł się na pierwszym miejscu. Korzyść u chorych na zaawansowanego raka piersi jest niewątpliwa i dotyczy wszystkich podgrup – niezależnie od tego, jaki jest stan hormonalny i jaka jest lokalizacja przerzutów” – podkreślił prof. Krzakowski.

Zdaniem prof. Piotra Wysockiego, prezesa Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, lista jest bardzo wartościowa, ale nie jest kompletna.

„Gdy powstawała ta lista, światowym standardem leczenia II linii przerzutowego raka pęcherza była, i jest obecnie, immunoterapia. Dlatego nie pojawiła się ona w tym spisie, bo był to lek, który dla wszystkich chorych był dostępny i refundowany w ramach ratunkowego dostępu do terapii lekowej – wyjaśnił prof. Wysocki i dodał, że obecnie ta terapia przestała być w Polsce finansowana. Według niego lista powinna być zatem zaktualizowana o to, co stało się niedostępne. – Musimy szukać sposobów na wskazywanie tych najbardziej istotnych terapii dla chorych, ale też pilnować, by istotne terapie, które są już stosowane, nie były im odbierane” – zaznaczył prezes PTOK.

Dr hab. Barbara Radecka, sekretarz PTOK zwróciła uwagę na bardzo potrzebne, niszowe leki na nowotwory lite wywołane zmianami w genie NTRK, na które w Polsce choruje zaledwie 100 osób.

„Wartość tego leku jest bezsprzeczna, gdyż nie jesteśmy w stanie zaoferować pacjentom żadnej innej terapii, a wpływ refundacji na budżet nie jest wysoki” – mówiła prof. Radecka.

Jak wynika z raportu przedstawionego przez dr Magdalenę Władysiuk, prezesa CEESTAHC, okres od momentu rejestracji leku onkologicznego do jego refundacji w Polsce wynosi ok. 3 lat. Jest to i tak znaczne skrócenie tego czasu – wobec danych z 2017 roku, kiedy trwało to ponad 4 lata.

Jak relacjonowała dr Władysiuk, Polska nawet przed pandemią była na tle Europy obszarem, w którym odnotowuje się rosnące wyzwania dotyczące obciążeń nowotworami i narastającymi problemami związanymi z przeżywalnością. Obecnie udaje się poprawiać wyniki dotyczące przeżywalności chorych na raka, ale kluczowy w tej kwestii jest dostęp do nowych terapii.

Jak wskazuje raport, stopniowo rośnie liczba cząsteczek rocznie obejmowanych refundacją.

„Co roku ministerstwo zdrowia wpuszcza kilka cząsteczek do refundacji, ale niestety z licznymi ograniczeniami – mówiła dr Magdalena Władysiuk. – Onkologia jest prawie w 50 proc. z pozostałymi wskazaniami dopuszczana do programów lekowych, co wskazuje, że jest to priorytet. Zaczynamy widzieć dominację onkologii nad pozostałymi wskazaniami” – dodała.

„Konieczna jest, w mojej ocenie, jak największa profesjonalizacja informacji o tym, w jaki sposób leki w Polsce są refundowane, w jakim zakresie oraz z której grupy najbardziej oczekiwanych, priorytetowych terapii pochodzą – stwierdził podczas debaty dr hab. n. med. Adam Maciejczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologicznego i przewodniczący Krajowej Rady ds. Onkologii. – Jestem przeciwnikiem porównywania ilości refundacji z liczbą leków akceptowanych przez EMA czy FDA, bo to leki akceptowane na postawie bardzo wczesnych wyników badań i po latach mogą okazać się nie tak przełomowe, jak się spodziewano” – zaznaczył.

źródło: PAP