Medicalpress
Współczesna onkologia coraz wyraźniej odchodzi od modelu leczenia opartego wyłącznie na rozpoznaniu narządowym i histologicznym. O wyborze postępowania terapeutycznego decydują dziś nie tylko lokalizacja nowotworu i jego stopień zaawansowania, ale również cechy biologiczne guza, obecność określonych zaburzeń molekularnych, profil ekspresji wybranych markerów, a w części przypadków także uwarunkowania genetyczne samego pacjenta. Jak podkreślił prof. Piotr Rutkowski, „Właściwa diagnostyka realnie ogranicza koszty leczenia i poprawia jego wyniki. Medycyna personalizowana to dziś w onkologii właściwie wszystko, ale najczęściej myślimy o niej przez pryzmat profilu molekularnego nowotworu i cech genetycznych samego pacjenta”.
To oznacza, że dyskusja o medycynie spersonalizowanej nie może ograniczać się do katalogu dostępnych leków. Jej rzeczywistym punktem wyjścia pozostaje organizacja całego procesu diagnostycznego: od pobrania i zabezpieczenia materiału, przez badanie patomorfologiczne, aż po właściwie dobraną diagnostykę immunohistochemiczną, molekularną i genetyczną. Dopiero taki ciąg postępowania pozwala mówić o leczeniu dostosowanym do biologii nowotworu i sytuacji konkretnego chorego.

Diagnostyka ma prowadzić do decyzji terapeutycznej
Jednym z podstawowych problemów pozostaje rozbieżność między formalnym zakończeniem diagnostyki a rzeczywistym przygotowaniem pacjenta do leczenia. W części ośrodków wynik patomorfologiczny ogranicza się do ustalenia ogólnego charakteru nowotworu, podczas gdy kolejne elementy niezbędne do podjęcia decyzji terapeutycznej są odkładane na później lub realizowane w innych jednostkach.

Jak podkreśliła dr hab. Monika Durzyńska, Kierownik Zakładu Patomorfologii Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii – PIB w Warszawie, w nowoczesnej onkologii takie podejście nie powinno mieć miejsca. „Nie istnieje coś takiego jak minimalne rozpoznanie patomorfologiczne. Rozpoznanie powinno być właściwe i kompleksowe – takie, które zawiera wszystkie informacje potrzebne lekarzowi onkologowi do podjęcia decyzji terapeutycznych”.

W wielu nowotworach diagnostyka molekularna nie jest już dodatkiem do klasycznego rozpoznania, lecz jego integralnym elementem. Oznacza to, że ocena histopatologiczna i molekularna powinna stanowić jeden proces diagnostyczny prowadzący do pełnej charakterystyki choroby.

Najbardziej problematyczne są sytuacje, w których ciężar dokończenia diagnostyki zostaje przeniesiony na pacjenta. „Zdarza się, że zamiast przekazać materiał do ośrodka referencyjnego i uzyskać pełne rozpoznanie, ciężar dalszej diagnostyki przerzucany jest na chorego. W opisie pojawia się informacja o konieczności dalszych badań w ośrodku referencyjnym, ale to pacjent musi sam szukać miejsca, w którym zostaną one wykonane” – mówiła dr hab. Durzyńska.

Jakość leczenia zaczyna się od jakości materiału
Jednym z najczęściej niedocenianych elementów medycyny spersonalizowanej pozostaje sposób pobrania, utrwalenia i przekazania materiału do badania. Tymczasem to właśnie na tym etapie zapada wiele decyzji, które przesądzają o możliwości wykonania późniejszych oznaczeń diagnostycznych.

Jak podkreśla dr hab. Durzyńska, proces diagnostyczny zaczyna się znacznie wcześniej, niż często się zakłada. „Medycyna personalizowana zaczyna się już na etapie transportu materiału do zakładu patomorfologii. To, w jaki sposób materiał zostanie zabezpieczony przez klinicystę, w jakim czasie i w jakich warunkach trafi do pracowni, warunkuje później możliwości diagnostyki patomorfologicznej i molekularnej”.

Znaczenie prawidłowego postępowania z materiałem potwierdzają również dane z praktyki laboratoriów diagnostycznych. Jak wskazywał prof. Artur Kowalik, Kierownik Zakładu Diagnostyki Molekularnej Świętokrzyskiego Centrum Onkologii, jakość utrwalenia tkanki ma bezpośredni wpływ na możliwość wykonania badań genetycznych. „Failure rate w niektórych ośrodkach sięga od 5 do nawet 15 procent, co oznacza, że w tylu przypadkach tracimy materiał i pieniądze tylko dlatego, że proces utrwalania rozpoczął się zbyt późno albo nieprawidłowo”.

Duże znaczenie ma także organizacja pracy ośrodków diagnostycznych. Tam, gdzie patomorfologia, onkologia i diagnostyka molekularna funkcjonują w ramach jednego, zintegrowanego zakładu, łatwiej zachować ciągłość procesu diagnostycznego i skrócić czas potrzebny do uzyskania kompletu wyników. W modelu rozproszonym pojawia się więcej punktów krytycznych: dodatkowe skierowania, przekazywanie bloczków parafinowych między placówkami czy brak jednoznacznej odpowiedzialności za dokończenie diagnostyki.

Jak zauważył prof. Piotr Rutkowski, Przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, szczególnie problematyczne są takie sytuacje w ośrodkach o najwyższym poziomie referencyjności. „Rozumiem sytuację ośrodków niższego poziomu referencyjności, które z założenia mogą nie mieć wszystkiego i wymagają wsparcia. Ale jeżeli mówimy o dużym szpitalu wielospecjalistycznym, o ośrodku najwyższego poziomu referencyjności, to trudno zaakceptować sytuację, w której diagnostyka nie jest doprowadzona do końca”.
Konsekwencje organizacyjnych niedoskonałości bywają bardzo konkretne. „Zdarza się, że pacjent jest wysyłany karetką tylko po to, żeby dostarczyć bloczek histopatologiczny do innego ośrodka. Proszę sobie wyobrazić, ile system na tym traci. To są rzeczy naprawdę trudne do zaakceptowania, a jednak tak wciąż funkcjonuje” – mówi prof. Rutkowski.

NGS nadal jest wykorzystywany zbyt późno lub zbyt rzadko
Wprowadzenie badań molekularnych zmieniło sposób kwalifikacji pacjentów do leczenia. W wielu nowotworach obecność określonych zaburzeń genetycznych stanowi dziś podstawę do zastosowania terapii celowanych, leczenia okołooperacyjnego lub wykluczenia niektórych metod postępowania. Mimo to praktyka kliniczna nie wszędzie nadąża za tym standardem.

W chorobach takich jak rak płuca diagnostyka jednogenowa wykonywana etapami okazuje się często niewystarczająca. Problemem bywa zarówno ograniczona ilość materiału biologicznego, jak i czas potrzebny na uzyskanie pełnego obrazu molekularnego. Sekwencyjne zlecanie kolejnych oznaczeń może wydłużać proces diagnostyczny do tego stopnia, że decyzje terapeutyczne zapadają bez pełnej informacji o profilu nowotworu.

Dlatego coraz większe znaczenie przypisuje się badaniom wielogenowym wykonywanym metodą NGS. Jak podkreśla prof. Artur Kowalik, pozwalają one jednoczasowo uzyskać szeroki obraz molekularny, co w raku płuca ma szczególne znaczenie ze względu na niewielką ilość materiału diagnostycznego. „NGS w mojej ocenie jest raczej niewykorzystywany niż nadużywany. W raku płuca pozwala wykonać szeroką diagnostykę jednoczasowo, co jest szczególnie ważne, bo materiału do badań zwykle jest niewiele”.

Zdaniem dr. Mateusza Polaczka, Kierownika III Kliniki Chorób Płuc i Onkologii, Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, problem ma również wymiar organizacyjny. W wielu ośrodkach utrwalił się model diagnostyki jednogenowej wykonywanej na miejscu, podczas gdy badania NGS postrzegane są jako bardziej złożone, często wymagające współpracy z laboratoriami zewnętrznymi. W efekcie – jak mówi – „często łatwiej jest wydać prostszy, niepełny wynik i uznać, że sprawa jest zamknięta. Tymczasem taka diagnostyka minimum jest dla pacjenta rozwiązaniem nieoptymalnym”.

Konsekwencje takiego podejścia widać w praktyce klinicznej. Zdarzają się sytuacje, w których pacjent z zaawansowaną chorobą trafia do kolejnego ośrodka z bardzo ograniczonym zakresem wykonanych badań molekularnych. „Mam w pamięci przykład sprzed kilku miesięcy – diagnostyka prowadzona w dużym ośrodku, materiał pobrany u pacjenta z chorobą rozsianą, a badanie NGS nie zostało w ogóle zlecone. Pacjent trafił do mnie z wynikiem trzech prostych czynników predykcyjnych na kartce papieru. W takiej sytuacji naprawdę można się złapać za głowę” – przyznał dr Polaczek.

Jak zwrócił uwagę prof. Kowalik, problem nie wynika z braku możliwości technicznych. Laboratoria genetyczne są w stanie wykonywać większą liczbę badań, natomiast trudności pojawiają się tam, gdzie diagnostyka jest rozproszona i brakuje współpracy z ośrodkami zdolnymi do przeprowadzenia pełnego profilowania molekularnego. Bez takiej organizacji – jak ocenia ekspert – system będzie nadal generował niepotrzebne procedury i koszty, a pacjenci nie zawsze będą otrzymywać leczenie najlepiej dopasowane do biologii choroby.

Diagnostyka somatyczna i germinalna coraz częściej się uzupełniają
Rozwój diagnostyki molekularnej sprawił, że wynik uzyskany w tkance nowotworowej coraz częściej staje się punktem wyjścia do oceny predyspozycji dziedzicznej. Dotyczy to przede wszystkim nowotworów związanych z zaburzeniami w genach BRCA, ale także części raków endometrium, prostaty czy trzustki. W takich sytuacjach badanie guza może ujawnić mutację germinalną, czyli dziedziczną zmianę genetyczną obecną we wszystkich komórkach organizmu, którą pacjent może przekazać swoim dzieciom.

Rak jajnika jest jednym z najlepiej opisanych przykładów takiego mechanizmu. Jak wskazał prof. Artur Kowalik, wynik badania molekularnego w tkance nowotworowej bywa pierwszym sygnałem, że mutacja może mieć charakter dziedziczny. „Około 18 procent kobiet z rakiem jajnika i wykrytą mutacją w tkance ma w rzeczywistości mutację dziedziczną. Dlatego jeżeli ginekolog-onkolog otrzyma taki wynik, pacjentka powinna zostać skierowana do poradni genetycznej”.

Szerokie profilowanie molekularne pozwala wykrywać także inne zespoły predyspozycji nowotworowych, m.in. zespół Lyncha, który odpowiada za część przypadków raka endometrium. W takich sytuacjach diagnostyka onkologiczna staje się jednocześnie początkiem diagnostyki rodzinnej – jej znaczenie wykracza więc poza sam proces leczenia chorego.

Barierą w wykorzystaniu tej wiedzy pozostaje jednak nie tylko dostępność poradnictwa genetycznego, ale również moment uruchomienia całej ścieżki diagnostycznej. Jak zwraca uwagę ekspert, w wielu przypadkach problemem nie są same kolejki do poradni, lecz fakt, że proces w ogóle się nie rozpoczyna – pacjent nie otrzymuje skierowania, a wynik badania molekularnego nie uruchamia dalszej diagnostyki rodzinnej.

Rak płuca najlepiej pokazuje, że diagnostyka, kwalifikacja i leczenie powinny stanowić jeden proces
Rak płuca należy do tych nowotworów, w których zależność między jakością diagnostyki a skutecznością leczenia widać szczególnie wyraźnie. Dotyczy to zarówno choroby zaawansowanej, w której profil molekularny warunkuje dobór terapii systemowej, jak i stadiów wcześniejszych, gdzie rośnie znaczenie leczenia okołooperacyjnego.

W ostatnich latach strategia leczenia niedrobnokomórkowego raka płuca istotnie się zmieniła. Obok klasycznego leczenia chirurgicznego coraz większą rolę odgrywa postępowanie neoadjuwantowe i adjuwantowe, w tym schematy wykorzystujące immunoterapię oraz leczenie ukierunkowane molekularnie. W praktyce oznacza to, że decyzje terapeutyczne powinny być poprzedzone możliwie pełną diagnostyką – nie tylko histopatologiczną, ale także molekularną.

Tymczasem – jak zwraca uwagę dr hab. Tomasz Marjański z Kliniki Chirurgii Klatki Piersiowej UCK w Gdańsku, Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego – właśnie na tym etapie pojawia się wyraźna luka między wytycznymi a codzienną praktyką. „NGS jest w mojej ocenie niewystarczająco wykorzystywany również we wczesnym raku płuca. Tymczasem właśnie w tej grupie chorych ma on ogromne znaczenie, ponieważ coraz więcej opcji terapeutycznych zależy od profilu molekularnego pacjenta”.
Dane z polskiej praktyki klinicznej pokazują, że problem dotyczy przede wszystkim etapu poprzedzającego leczenie operacyjne. Jak wskazuje ekspert, „z naszych danych typu real world evidence z Polski wynika, że przedoperacyjnie badanie NGS praktycznie nie jest wykonywane. Dotyczy to nie tylko małych ośrodków, ale również ośrodków uniwersyteckich. Pooperacyjnie zdarza się częściej, ale przedoperacyjnie wciąż pozostaje sytuacją incydentalną”.

Konsekwencje takiego podejścia są bardzo konkretne. Jeżeli profil molekularny nie jest oceniany odpowiednio wcześnie, trudno mówić o prawidłowej kwalifikacji do leczenia okołooperacyjnego. „Trudno mówić o nowoczesnym leczeniu okołooperacyjnym, na przykład o chemio-immunoterapii, jeżeli wcześniej nie oceniamy profilu molekularnego nowotworu. Bez tej diagnostyki nie jesteśmy w stanie właściwie kwalifikować pacjentów do terapii”.

Problem zaczyna się jednak jeszcze wcześniej – na etapie samego rozpoznania. „Około 30 procent pacjentów operowanych z powodu raka płuca w Polsce trafia na stół operacyjny bez wcześniejszego rozpoznania mikroskopowego. Widzimy guz w tomografii komputerowej i chory jest operowany. W takiej sytuacji trudno mówić o leczeniu okołooperacyjnym czy o bardziej zaawansowanych strategiach terapeutycznych”.

Dlatego w raku płuca szczególnego znaczenia nabiera dobrze funkcjonujące konsylium. W chorobie, w której leczenie operacyjne, systemowe i radioterapia często pozostają wobec siebie komplementarne, decyzje nie mogą być podejmowane w izolacji. „W trzecim stopniu zaawansowania konieczna jest ścisła współpraca między chirurgami a radioterapeutami. Część pacjentów, którzy trafiają do chirurga, powinna być leczona radioterapią i odwrotnie. Dlatego potrzebna jest otwarta dyskusja i wspólne wypracowanie najlepszej ścieżki dla chorego” – podkreśla dr hab. Marjański.

Biopsja płynna – między potencjałem klinicznym a brakiem finansowania
Jednym z obszarów budzących duże zainteresowanie pozostaje biopsja płynna. Jej rola bywa jednak upraszczana. Nie jest to metoda służąca rozpoznawaniu nowotworu zamiast badania tkankowego i nie może zastąpić klasycznej diagnostyki histopatologicznej. Dr Mateusz Polaczek podkreślił: „biopsja płynna nigdy nie może zastąpić rozpoznania patomorfologicznego. Wszystkie leki są zarejestrowane dla pacjentów z rozpoznaną chorobą nowotworową, czyli taką, którą patomorfolog potwierdził w materiale tkankowym. Dopiero potem możemy myśleć o badaniach predykcyjnych i o tym, z jakiego materiału je wykonać”.

Biopsja płynna ma natomiast istotne znaczenie jako narzędzie uzupełniające. Może być przydatna w sytuacji niedostatecznej ilości materiału, braku możliwości uzyskania ponownej biopsji, oceny mechanizmów oporności lub potrzeby szybkiej weryfikacji określonych zmian molekularnych w trakcie leczenia. Szczególnie wyraźnie dotyczy to części chorych na raka płuca, ale także wybranych przypadków raka prostaty i innych nowotworów.

W polskich warunkach rzeczywistą użyteczność płynnej biopsji ogranicza przede wszystkim brak stabilnego finansowania. Prof. Artur Kowalik zwrócił uwagę, że dziś badania te wciąż funkcjonują poza uporządkowaną ścieżką rozliczeniową: „Badania wciąż są przypisane do hospitalizacji, więc zamiast zajmować się diagnostyką i leczeniem, zaczynamy zastanawiać się, jak rozliczyć badanie”.

Ten problem ma jednak wymiar szerszy i systemowy. Jak podkreśla dr n. ekon. Michał Chrobot, Prezes Polskiego Towarzystwa Koderów Medycznych, „finansowania biopsji płynnej po prostu nie ma. I to jest największy problem, niezależnie od tego, ile to badanie miałoby kosztować. Dramat polega na tym, że obejmowanie kolejnych cząsteczek refundacją nie jest zabezpieczone dostępem do właściwej diagnostyki, której te terapie wymagają”.

Największe bariery mają dziś charakter organizacyjny i systemowy
Wiele problemów związanych z personalizacją leczenia onkologicznego nie wynika z braku wiedzy medycznej ani z całkowitego braku narzędzi diagnostycznych. Źródłem trudności są częściej rozproszenie świadczeń, niejednolite standardy działania, niepełna kontrola jakości oraz zasady rozliczania, które nie wspierają spójnie zaplanowanej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej.

Dotyczy to m.in. momentu wykonywania badań genetycznych. W wielu nowotworach wynik takiego badania jest potrzebny jeszcze przed konsylium, ponieważ dopiero wtedy możliwe jest zaplanowanie właściwej strategii leczenia. Tymczasem – jak zaznaczył dr n. ekon. Michał Chrobot – obowiązujące zasady finansowania idą w przeciwnym kierunku. „Dzisiaj mamy sytuację taką, że badania germinalne są dostępne wyłącznie po konsylium i NFZ wyraźnie to w zmianie zarządzenia podkreślił. Nie dopuszcza, żeby badania germinalne były wykonywane w trybie ambulatoryjnego pobrania krwi przed tym etapem”.

W praktyce prowadzi to do zderzenia logiki klinicznej z logiką rozliczeń. Jak podkreśla ekspert, w wielu przypadkach trudno przeprowadzić rzetelne konsylium bez wcześniejszego wyniku badania genetycznego. Jednocześnie system finansowania premiuje wykonywanie tych badań dopiero na późniejszym etapie procesu.

Konsekwencje są bardzo konkretne. Badania wykonane przed konsylium często nie mieszczą się w pakiecie onkologicznym i nie mogą zostać rozliczone w standardowej ścieżce finansowania. „Generalnie rzecz biorąc, każde badanie genetyczne, które jest w tym kraju finansowane w leczeniu szpitalnym, wykonane przed konsylium nie będzie rozliczone w pakiecie onkologicznym” – wskazuje dr Chrobot, dodając, że w takiej sytuacji cały proces bywa sztucznie przenoszony do trybu hospitalizacji tylko po to, aby możliwe było rozliczenie świadczenia.

Problemem pozostaje również sytuacja, w której formalnie odbywa się konsylium, ale nie kończy się ono ustaleniem pełnego planu leczenia. Zamiast decyzji pacjent otrzymuje jedynie skierowanie do kolejnego ośrodka, co w praktyce rozmywa odpowiedzialność za dalsze postępowanie i osłabia sens koordynacji opieki.

Prof. Piotr Rutkowski zwócił uwagę, że w wielu przypadkach kolejność działań wciąż bywa odwrócona. „Jeżeli najpierw chory trafia na stół operacyjny, a dopiero później zaczyna się dyskusja o dalszym postępowaniu, to chyba nie jest właściwa kolejność. Wtedy konsylium w istocie staje się pseudo konsylium. W taki sposób nie powinno się planować nowoczesnego leczenia onkologicznego”.

Zdaniem eksperta problem nie wynika z braku wiedzy ani wytycznych, lecz z praktyki organizacyjnej. W wielu ośrodkach nadal nie stosuje się rozwiązań, które powinny być standardem – takich jak jednoczasowe pobranie materiału do biopsji i równoległe skierowanie go na badania molekularne. Analizy środowiska klinicznego pokazują, że robi to zaledwie kilkadziesiąt ośrodków w kraju, podczas gdy ponad sto dwadzieścia nadal tego nie praktykuje.

Jak podkreślił prof. Rutkowski, problem ma w dużej mierze charakter systemowy, ponieważ istniejące standardy nie są w praktyce egzekwowane. „Mamy jasne wytyczne i są one powszechnie dostępne. Każdy lekarz powinien je stosować, ale w praktyce nie ma żadnego mechanizmu ich egzekwowania. Nasz płatnik płaci właściwie niezależnie od tego, czy diagnostyka została wykonana prawidłowo, czy nie”.

Dlatego – jak dodał – elementarne kwestie organizacyjne powinny być traktowane jako część praw pacjenta. Pacjent wchodzący do systemu onkologicznego powinien wiedzieć, czy została mu założona karta DiLO i jaki jest wynik pracy konsylium. Jeżeli jego efektem jest jedynie odesłanie chorego do innego ośrodka, oznacza to, że proces nie spełnia swojej roli koordynacyjnej. Jak podsumowuje ekspert, dopóki system nie będzie dysponował narzędziem umożliwiającym realną kontrolę ścieżki diagnostycznej – takim jak eDiLO – trudno będzie te standardy skutecznie egzekwować.

Osobną kwestią pozostaje jakość diagnostyki patomorfologicznej i molekularnej. System akredytacji oraz powiązania finansowania z jakością przyniósł w części jednostek wymierną poprawę standardów. Dr hab. Monika Durzyńska przypomniała, że „oddzielne finansowanie JGPato spowodowało, że część jednostek diagnostyki patomorfologicznej rzeczywiście podniosła jakość diagnostyki. Dzięki temu pacjenci byli optymalnie leczeni. Natomiast w środowisku patomorfologów pojawiają się dziś obawy, że jeżeli to finansowanie się skończy, część ośrodków może stopniowo obniżać jakość diagnostyki i ograniczać zlecanie badań molekularnych”.

To nie jest tylko teoretyczna obawa. „Na dziś wiadomo, że jednostki, które podlegały akredytacji, przeszły ją pozytywnie i mogły rozliczać badania w JGPato. Łącznie 50 mln zł zostało przekazane szpitalom w związku z tą akredytacją, a badania będą mogły być rozliczane do czerwca, bo do tego momentu akredytacja jest ważna. Mam nadzieję, że dalsze rozwiązania pojawią się wcześniej niż później, bo to będzie tylko z korzyścią dla jakości diagnostyki i dla pacjentów” – dodała dr hab. Durzyńska.

Bez wzmocnienia diagnostyki trudno będzie mówić o rzeczywiście spersonalizowanym leczeniu
Personalizacja leczenia onkologicznego nie zależy wyłącznie od pojawiania się nowych leków ani od rozszerzania programów terapeutycznych. W równym stopniu zależy od tego, czy system potrafi odpowiednio wcześnie uruchomić właściwą diagnostykę, skoordynować współpracę specjalistów, zapewnić jakość badań i sfinansować procedury wtedy, gdy są one rzeczywiście potrzebne klinicznie.

W tym sensie racjonalizacja wydatków nie oznacza ograniczania diagnostyki, lecz przeciwnie – przesunięcie części środków na wcześniejszy etap postępowania. Prof. Artur Kowalik zwrócił uwagę, że obecnie proporcje są odwrócone: „wydajemy ogromne środki na leczenie, natomiast na diagnostykę wciąż przeznaczamy zbyt mało pieniędzy. Powinniśmy odwrócić tę piramidę świadczeń, bo przez ograniczenia diagnostyczne tylko część pacjentów korzysta z terapii, które teoretycznie są dostępne”.

Podobny wniosek dotyczy badań molekularnych wykonywanych na etapie rozpoznania. Jak wskazał prof. Piotr Rutkowski, bez nich trudno dziś prawidłowo zaplanować leczenie. „Badania genetyczne i molekularne wykonywane na etapie diagnostyki powinny być rozliczane bezlimitowo w ramach diagnostyki onkologicznej. Bez nich nie jesteśmy w stanie prawidłowo przeprowadzić procesu rozpoznania i zaplanować leczenia”. W jego ocenie koszty takich badań pozostają niewielkie w porównaniu z wydatkami ponoszonymi później na leczenie zaawansowanej choroby.

Szczególnego znaczenia diagnostyka molekularna nabiera u pacjentów z rzadkimi zmianami genetycznymi, u których może ona otworzyć drogę do terapii niestandardowych. W takich przypadkach kluczową rolę odgrywa mechanizm ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL). W praktyce jednak procedura ta nie zawsze działa tak sprawnie, jak zakładano. Jak mówił dr Mateusz Polaczek, „RDTL nie jest rozwiązaniem idealnym, bo ma jeden bardzo kluczowy zapis, który można interpretować na dwa skrajne sposoby – że chory wyczerpał wszystkie dostępne terapie finansowane ze środków publicznych”.

Konsekwencją takiej konstrukcji przepisów bywa konieczność formalnego wykazania, że pacjent otrzymał wszystkie dostępne linie leczenia, nawet wtedy, gdy wiadomo, że nie przyniosą one realnej korzyści. W efekcie – jak wskazuje ekspert – procedura, która miała umożliwiać dostęp do najlepszej możliwej terapii, bywa wykorzystywana głównie do potwierdzania, że wyczerpano inne możliwości leczenia.

Dlatego część ośrodków decyduje się kierować chorych z rzadkimi zmianami molekularnymi do wyspecjalizowanych centrów referencyjnych, które mają większe doświadczenie w prowadzeniu takich terapii oraz w korzystaniu z procedury RDTL. W takich warunkach poszerzanie diagnostyki molekularnej może rzeczywiście przekładać się na dostęp do leczenia.

To właśnie na etapie diagnostyki rozstrzyga się dziś, czy nowoczesna onkologia będzie dla pacjenta realnym standardem postępowania, czy jedynie zbiorem możliwości istniejących w wytycznych. W tym sensie personalizacja leczenia zaczyna się nie od leku, lecz od dobrze zaprojektowanej diagnostyki.
 
 
Wypowiedzi wykorzystane w tekście pochodzą z debaty eksperckiej „Personalizacja leczenia onkologicznego. Od biomarkerów do decyzji terapeutycznych”, zorganizowanej w ramach cyklu „Onkologia – wspólna sprawa” przez redakcję Medicalpress i Polskie Towarzystwo Onkologiczne.

Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Polskie Towarzystwo Kardiologiczne wraz z Sygnatariuszami przedstawiają wspólne stanowisko dotyczące e-papierosów, systemów podgrzewania tytoniu (HTP), saszetek nikotynowych i innych nowych produktów nikotynowych.
W debacie publicznej produkty te są coraz częściej prezentowane jako „mniej szkodliwa alternatywa” dla papierosów tradycyjnych oraz jako element tzw. strategii redukcji szkód („harm reduction”). W naszej ocenie przekaz ten jest wprowadzający w błąd i osłabia politykę antytytoniową i antynikotynową, promując model rynku komercyjnego o niewielkim lub minimalnym stopniu regulacji. Aktualne dowody naukowe nie potwierdzają, że komercyjne produkty tytoniowe i nikotynowe spełniają kryteria „harmreduction”.

Światowa Organizacja Zdrowia w dokumencie „WHO position on Tobacco Control and Harm Reduction(2025)” jednoznacznie wskazuje, że wszystkie produkty tytoniowe i nikotynowe niosą ryzyko zdrowotne oraz ryzyko uzależnienia.

WHO podkreśla również, że narracja „harm reduction”bywa często wykorzystywana jako element strategii marketingowej mającej utrzymać i rozszerzyć rynek.

Zgodnie z rekomendacjami WHO, państwa powinny obejmować wszystkie produkty nikotynowe pełnymi regulacjami wynikającymi z Konwencji Ramowej WHO o Ograniczeniu Użycia Tytoniu (WHO FCTC), w tym zakazem reklamy, ograniczeniem smaków, kontrolą zawartości nikotyny oraz ścisłą ochroną polityk zdrowotnych przed wpływem przemysłu tytoniowego. 

Podejście redukcji szkód (harm reduction) w zdrowiu publicznym jest stosowane wobec populacji narażonych na określony problem zdrowotny lub nim dotkniętych  i wdrażane w ramach ściśle regulowanych, kontrolowanych i monitorowanych systemów. Obecny stan wiedzy naukowej wskazuje, że nowe produkty tytoniowe  i nikotynowe nie spełniają tych warunków. Ponadto, produkty te są często promowane przez przemysł tytoniowy i powiązane branże jako środki wspomagające rzucanie palenia. Aby jednak produkt mógł być uznany za odpowiedni w terapii zaprzestania palenia, musi wykazać udowodnioną skuteczność i bezpieczeństwo potwierdzone rygorystycznymi badaniami naukowymi. Obecnie żaden z tych produktów nie spełnia tych standardów.

Aby interwencja mogła być uznana za redukcję szkód, musi wykazywać istotnie niższe i udowodnione klinicznie ryzyko zdrowotne w długim okresie oraz być elementem systemu leczenia uzależnień.

E-papierosy, systemy tytoniu podgrzewanego (HTP) i saszetki nikotynowe:

• nie są produktami leczniczymi,
• nie mają standaryzowanego dawkowania,
• nie są zatwierdzonymi elementami leczenia uzależnienia,
• nie zostały włączone do systemu terapii uzależnień.
 
Nie spełniają zatem definicyjnych kryteriów zarównostrategii redukcji szkód, ani też wsparcia w zaprzestaniu używania omawianych wyrobów. 

Aerozole generowane przez e-papierosy oraz tytoń podgrzewany zawierają substancje toksyczne i potencjalnie rakotwórcze (m.in. aldehydy, nitrozoaminy, metale ciężkie). Dla wielu z nich nie istnieje bezpieczny próg narażenia. Długoterminowe skutki ekspozycji na wskazane wyroby pozostają nie w pełni poznane.

Zagrożenie dla dzieci i młodzieży

WHO wskazuje na dynamicznie rosnące używanie e-papierosów przez młodzież oraz agresywny marketing produktów smakowych skierowany do młodych odbiorców. Według danych pochodzących z badania Global Youth Tobacco Survey (GYTS), w Polsce w 2022 r. e-papierosów używało aż 23,4% dziewcząt oraz 21,2% chłopców w wieku 13-15 lat. Dla tytoniu podgrzewanego odsetki te wynosiły odpowiednio 10,4% i 9,7%, natomiast dla papierosów tradycyjnych 12,3% i 11,2%. 

Narracja „bezpieczniejszej alternatywy” sprzyja inicjacji nikotynowej i utrwalaniu uzależnienia. Zamiast ograniczać epidemię nikotynizmu, produkty te sprzyjająjej rozszerzaniu, prowadząc do zjawiska podwójnego lub wieloproduktowego używania (papierosy + e-papierosy/tytoń podgrzewany) oraz zwiększenia całkowitego obciążenia zdrowotnego populacji.

Wobec powyższego, Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Polskie Towarzystwo Kardiologiczne wraz z Sygnatariuszami jednoznacznie stwierdzają, że:

 
 
Powyższe stanowisko jest w pełni zgodne z aktualnymi rekomendacjami Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) i odzwierciedla aktualny stan wiedzy medycznej w zakresie onkologii, kardiologii i zdrowia publicznego.

Podpisano dn. 11 marca 2026 r.

Prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski

Przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego

Prof. dr hab. n. med. Marek Gierlotka

Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego

Dr hab. n. med. Beata Jagielska

Dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego

Dr n. med. Bernard Waśko

Dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – PZH – Państwowego Instytutu Badawczego

Dr Nino Berdzuli

Dyrektor Biura WHO Polska

Dr hab. n. med. Łukasz Balwicki

prof. GUMed Konsultant Krajowy w dziedzinie Zdrowia Publicznego

Dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj

prof. NIO-PIB Kierownik Pracowni Prewencji Pierwotnej  i Polityki Zdrowotnej Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowy Instytut Badawczy; Prezes Elekt Stowarzyszenia Profilaktyków Polskich

Dr n. med. Magdalena Cedzyńska

Kierownik Poradni Pomocy Palącym Narodowy Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego

Źródło: PTO

Redakcja Medicalpress wraz z Polskim Towarzystwem Onkologicznym zaprasza na debatę ekspercką z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa”, która odbędzie się 10 marca 2026 r. (wtorek) o godz. 15:00. Spotkanie będzie poświęcone możliwościom personalizacji terapii onkologicznych za sprawą diagnostyki predykcyjnej, oceny biomarkerów i zaburzeń genetycznych (diagnostyka molekularna).

Jeszcze kilkanaście lat temu onkologia opierała się głównie na podziale według lokalizacji nowotworu – rak płuca, rak piersi, rak jelita grubego – i dość podobnych schematach leczenia dla większości pacjentów. Dziś właściwie w każdej jednostce chorobowej mówi się o zupełnie innym paradygmacie: leczenie zaczyna się od zrozumienia biologii konkretnego guza – jego mutacji, biomarkerów, ekspresji białek czy zaburzeń szlaków molekularnych. To właśnie na tym opiera się medycyna personalizowana – czyli dobór terapii nie tylko do rodzaju nowotworu, ale do jego profilu molekularnego i indywidualnych cech pacjenta. 

Prelegenci:

Moderacja: Marek Kustosz, redaktor naczelny Medicalpress

Transmija na YouTube
https://www.youtube.com/live/hmz0kAQUxDE 

 
W centrum dyskusji znalazła się rola koordynatora opieki onkologicznej. To właśnie koordynacja – zarówno na etapie diagnostyki, jak i leczenia – pozwala pacjentowi poruszać się po złożonym systemie bez poczucia zagubienia. W minionym roku przeszkolono ponad 2 tys. osób, a ponad 1 tys. koordynatorów ukończyło certyfikowane szkolenia, wzmacniając kompetencje zespołów odpowiedzialnych za prowadzenie pacjentów.
Współpraca, koordynacja i jakość opieki coraz wyraźniej wyznaczają kierunek rozwoju polskiej onkologii. Wnioski płynące z konferencji „Onkologia – razem możemy więcej!”, która odbyła się 4 lutego 2026 r. w Światowym Dniu Raka w Centrum Edukacyjno-Konferencyjnym Narodowy Instytut Onkologii w Warszawie, pokazują, że systemowe zmiany zaczynają przekładać się na realną poprawę ścieżki pacjenta – od podejrzenia choroby po leczenie i rehabilitację.

Wydarzenie, zorganizowane wspólnie przez Narodowy Instytut Onkologii, Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Fundacja TO SIĘ LECZY, stało się przestrzenią rozmowy o tym, jak nowoczesna onkologia – oparta na współpracy wielu środowisk – może skuteczniej odpowiadać na potrzeby pacjentów. Patronat honorowy Ministerstwa Zdrowia oraz Rzecznika Praw Pacjenta dodatkowo podkreślił systemowy charakter dyskusji.

Konkretne dane zamiast deklaracji
Jednym z najmocniejszych akcentów konferencji były dane pokazujące postęp w organizacji opieki onkologicznej. Jak podkreślano, w 2025 roku ponad 400 tys. pacjentów otrzymało kartę Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego (DiLO), co oznacza wzrost o 22 proc. w porównaniu do roku poprzedniego. To nie tylko statystyka – karta DiLO stała się narzędziem umożliwiającym monitorowanie całej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej.

Jak zaznaczyła Dyrektor NIO-PIB dr hab. Beata Jagielska, „zielona karta” to dziś nie tylko formalne otwarcie szybkiej ścieżki, ale realne narzędzie kontroli jakości procesu leczenia. – Tzw. zielona karta to nie tylko szybka ścieżka onkologiczna. Pozwala także na monitorowanie prawidłowości ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej.

Równie istotny jest czas. Dane pokazują, że ponad 77 proc. pacjentów rozpoczyna leczenie w ciągu 14 dni od konsylium.– Ponad 77 proc. pacjentów onkologicznych rozpoczyna leczenie w ciągu 14 dni i co ważne, to leczenie rozpoczyna się po konsylium. – wskazywała dyr. Jagielska.

Dane te pokazują, że skracanie czasu do rozpoczęcia terapii przestaje być wyłącznie postulatem, a zaczyna być standardem organizacyjnym.

Koordynacja jako realne wsparcie pacjenta
W centrum dyskusji znalazła się rola koordynatora opieki onkologicznej. To właśnie koordynacja – zarówno na etapie diagnostyki, jak i leczenia – pozwala pacjentowi poruszać się po złożonym systemie bez poczucia zagubienia. W minionym roku przeszkolono ponad 2 tys. osób, a ponad 1 tys. koordynatorów ukończyło certyfikowane szkolenia, wzmacniając kompetencje zespołów odpowiedzialnych za prowadzenie pacjentów.

– Ostatnie lata pokazują, że dzięki współpracy – na prawdę razem możemy więcej. Będziemy wspierać zmiany i rozwiązania, które się już rozpoczęły oraz nowe inicjatywy, w tym obszar profilaktyki. – podkreślała Minister Zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. 

Aleksandra Wilk z Fundacji TO SIĘ LECZY podkreślała, że pacjenci coraz częściej chcą być aktywnymi uczestnikami procesu leczenia, brać udział w konsyliach i rozumieć decyzje terapeutyczne. To zmiana, która wymaga nie tylko dobrej organizacji, ale także jasnej komunikacji i poszanowania praw pacjenta.

Jakość konsyliów i standaryzacja ścieżek
Ważnym elementem poprawy jakości opieki są konsylia wielodyscyplinarne (MDT). Wojewódzkie Ośrodki Monitorujące przygotowały checklisty i ujednolicone ścieżki diagnostyczno-terapeutyczne dla poszczególnych nowotworów, co ma ułatwić pracę zespołów i zapewnić pacjentom porównywalny standard leczenia niezależnie od miejsca zamieszkania.

– Czas diagnostyki jest ważny. Nie spoczywamy więc na laurach. W 2026 r. musimy doprecyzować te dane, zobaczyć jakie one są w określonych ośrodkach – zapowiedziała dr hab. Beata Jagielska. – Na pewno poprosimy SOLO III o bardzo ścisłą współpracę z pozostałymi ośrodkami, tak abyśmy mogli skutecznie podejmować działania na rzecz dotrzymania terminów. W planach jest również stworzenie specjalnej, dedykowanej ścieżki dla pacjentów z podejrzeniem nowotworu, która w przystępny sposób wyjaśni dostępne możliwości: od karty DiLO, przez terminy diagnostyczne, konsylium, po rozpoczęcie leczenia.

Równolegle rozwijane są rozwiązania cyfrowe – od e-DiLO po narzędzia telekonsultacyjne – które mają wspierać współpracę między ośrodkami o różnym stopniu referencyjności w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej.

Ważnym sygnałem systemowej dojrzałości zmian w onkologii jest także krok wykonany na poziomie legislacyjnym. Jak poinformowała podczas konferencji dyrektor Agnieszka Molenda-Wiśniewska z Ministerstwo Zdrowia, Rządowe Centrum Legislacji opublikowało projekty rozporządzeń Ministra Zdrowia w sprawie wskaźników jakości opieki onkologicznej dla poszczególnych poziomów zabezpieczenia opieki onkologicznej Krajowej Sieci Onkologicznej. – Wdrażamy już teraz wskaźniki opieki onkologicznej dla poszczególnych poziomów zabezpieczenia opieki onkologicznej Krajowej Sieci Onkologicznej – mówiła.

Jak podkreślała, publikacja projektów rozporządzeń to jeden z kluczowych kroków w kierunku realnej standaryzacji opieki onkologicznej w całym kraju — nie tylko na poziomie deklaracji, ale mierzalnych, porównywalnych kryteriów jakości.

Diagnostyka patomorfologiczna i molekularna jako fundament
Podczas konferencji wielokrotnie podkreślano, że bez wysokiej jakości diagnostyki patomorfologicznej i molekularnej nie ma dziś mowy o skutecznej, spersonalizowanej terapii. Wprowadzane w części ośrodków jednoczasowe, warunkowe kierowanie na badania molekularne pozwala skrócić czas diagnostyki i szybciej kwalifikować pacjentów do odpowiedniego leczenia. Eksperci wskazywali jednak na konieczność uczynienia tego rozwiązania standardem ogólnokrajowym, powiązanym z jasnym systemem finansowania i kontroli jakości.

– Podstawą diagnostyki nowotworów jest diagnostyka patomorfologiczna i molekularna. Trzeba ją traktować jako inwestycję, ponieważ bez niej nie można zakwalifikować pacjenta do skutecznego leczenia – podkreślała dr hab. Monika Durzyńska.

Z kolei prof. Piotr Rutkowski zwracał uwagę na organizacyjny wymiar diagnostyki molekularnej. – Obecnie udało się w ponad 40 szpitalach wprowadzić warunkowe skierowanie na diagnostykę molekularną – od razu podpisanie zgody przyspiesza czas diagnostyki. Chcielibyśmy, aby było to rozwiązanie systemowe, w całym kraju.

Pacjent po leczeniu nie zniknie z systemu
Nowym, istotnym elementem zapowiadanych zmian jest Paszport Pacjenta Onkologicznego – narzędzie, które ma porządkować opiekę po zakończeniu leczenia. Dokument ma zawierać zalecenia dotyczące badań kontrolnych, rehabilitacji, możliwych powikłań oraz historię choroby, stanowiąc naturalną kontynuację karty e-DiLO.

– Tworzone jest nowe rozwiązanie Paszport Pacjenta Onkologicznego zawierający konkretne zalecenia dla pacjentów po zakończeniu leczenia dotyczące postępowania, badań kontrolnych, rehabilitacji, możliwych powikłań, ale także historię choroby” – mówiła dr n. med. Paulina Jagodzińska-Mucha.

Równolegle rozwijany jest Narodowy Portal Onkologiczny https://onkologia.pacjent.gov.pl/pl (dostępny od ponad 7 miesięcy), który gromadzi w jednym miejscu sprawdzone informacje dla pacjentów, w tym wytyczne diagnostyczno-terapeutyczne dla poszczególnych nowotworów. To odpowiedź na potrzebę rzetelnej wiedzy w świecie przepełnionym niesprawdzonymi treściami.

Symbol, który ma znaczenie
Konferencję poprzedziło symboliczne odsłonięcie 25. Dzwonu Życia – znaku zakończenia leczenia i początku nowego etapu. W Światowym Dniu Walki z Rakiem ten gest przypomniał, że za każdą procedurą i wskaźnikiem stoi człowiek, a celem onkologii jest nie tylko skuteczna terapia, ale także przywracanie pacjentom poczucia bezpieczeństwa i sprawczości.

Wspólny kierunek
„Onkologia – razem możemy więcej!” to nie tylko hasło konferencji, ale coraz wyraźniej rysujący się kierunek zmian. Dane, rozwiązania systemowe i głosy ekspertów pokazują, że współpraca – między instytucjami publicznymi, środowiskiem klinicznym i organizacjami pacjentów – zaczyna przynosić mierzalne efekty. Kolejnym wyzwaniem pozostaje utrzymanie tempa zmian i ich równomierne wdrażanie w całym kraju, tak aby każdy pacjent miał dostęp do opieki opartej na tych samych standardach.

źródło: redakcja Medicalpress na podstawie konfernecji: 

https://www.youtube.com/watch?v=bAioWUFeajs 
4 lutego 2026 roku z okazji obchodów Światowego Dnia Walki z Rakiem (World Cancer Day 2026) odbędzie się konferencja edukacyjna “Onkologia – Razem możemy więcej!” organizowana przez Narodowy Instytut Onkologii, Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz Fundację TO SIĘ LECZY.
Tegoroczne obchody skupiają się wokół znaczenia współpracy interdyscyplinarnej, koordynacji opieki i dialogu pomiędzy instytucjami publicznymi, ekspertami i organizacjami pacjenckimi – wszystko z myślą o dalszej poprawie wyników leczenia i jakości życia pacjentów onkologicznych w Polsce.

W programie:

oraz panele dyskusyjne z udziałem ekspertów klinicznych i org. pacjentów:

Transmisja na żywo na YouTube: 
https://www.youtube.com/live/bAioWUFeajs 
 
Patronat honorowy: Wicemarszałek Sejmu Monika Wielichowska, Ministerstwo Zdrowia oraz Rzecznik Praw Pacjenta.
Patronat instytucjonalny: Pracodawcy RP oraz Związek Przedsiębiorców i Pracodawców.

Akredytacja dla mediów na:

rzecznikprasowy@nio.gov.pl

źródło: NIO/PIB/FundacjaTOSIĘLECZY

Zdaniem Prof. Piotra Rutkowskiego, Przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, rak płuca jest jednym z najbardziej jaskrawych przykładów, gdzie problemy systemowe w onkologii są szczególnie widoczne – mimo dostępnych narzędzi i wiedzy medycznej tempo poprawy jest dramatycznie wolne. Podstawowe wyzwania są wciąż te same: dominacja palenia tytoniu jako głównego czynnika ryzyka, rosnące znaczenie zanieczyszczenia powietrza, brak powszechnego i skutecznego screeningu oraz niewystarczająca organizacja i kompleksowość ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, która mogłaby znacznie skrócić czas od podejrzenia do leczenia.
Rak płuca pozostaje w Polsce największym wyzwaniem wśród wszystkich nowotworów – zarówno pod względem zachorowalności, jak i liczby zgonów. Choć ostatnie lata przyniosły rozwój nowych terapii oraz coraz szerszy dostęp do leczenia skojarzonego, w statystykach wciąż niewiele się zmienia. Wskaźniki pięcioletnich przeżyć zbliżają się do poziomu około 20% (ok. 18% u kobiet, ok. 15% u mężczyzn), co – jak zwracali uwagę eksperci – plasuje nas wśród państw o najgorszych wynikach w Unii Europejskiej. Każdego roku na raka płuca zachorowuje ponad 21 tysięcy, a umiera ponad 22 tysiące Polek i Polaków, a przewidywania epidemiologiczne nie są optymistyczne: liczby te będą nadal rosły.
 
Zdaniem prof. Piotra Rutkowskiego, Przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, rak płuca jest jednym z najbardziej jaskrawych przykładów, gdzie problemy systemowe w onkologii są szczególnie widoczne – mimo dostępnych narzędzi i wiedzy medycznej tempo poprawy jest dramatycznie wolne. Podstawowe wyzwania są wciąż te same: dominacja palenia tytoniu jako głównego czynnika ryzyka, rosnące znaczenie zanieczyszczenia powietrza, brak powszechnego i skutecznego screeningu oraz niewystarczająca organizacja i kompleksowość ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, która mogłaby znacznie skrócić czas od podejrzenia do leczenia.
 
Dlaczego wykrywamy raka płuca zbyt późno? Profilaktyka i NDTK
 
Późne rozpoznanie pozostaje kluczowym powodem utrzymujących się niskich wskaźników przeżycia w raku płuca w Polsce. Jak podkreślał prof. Witold Rzyman, Konsultant Krajowy w dziedzinie Chirurgii Klatki Piersiowej, mimo ogromnych postępów w farmakoterapii i technologiach medycznych statystyki poprawiają się minimalnie, ponieważ choroba wciąż rozpoznawana jest zbyt późno: – Ze 100 osób, które zachorowały w 2020 roku, w tej chwili żyje około 20. Osiemdziesiąt z nich zmarło, połowa w ciągu dwóch pierwszych lat. Dane populacyjne pozostają nieubłagane — około 55% pacjentów trafia do systemu w stadium IV, a kolejne 20–25% w stadium III. Jedynie około 15%-20% chorych kwalifikuje się do leczenia radykalnego.
 
Na tę sytuację nakładają się zmieniające się trendy epidemiologiczne. Zachorowalność wśród mężczyzn zaczyna się stabilizować, natomiast u kobiet rośnie, co — jak zauważyła dr Katarzyna Stencel, Kierownik Oddziału Onkologii Klinicznej Wielkopolskiego Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii — jest konsekwencją dynamicznej ewolucji rynku produktów nikotynowych: – Komercja idzie naprzód – już nie tylko papierosy, ale piękne, kolorowe urządzenia w eleganckich etui. Długofalowe skutki tej konsumpcji poznamy dopiero za jakiś czas, ale pacjentów nam raczej nie ubędzie. Coraz większą rolę odgrywa również zanieczyszczenie powietrza, będące dziś drugim najważniejszym czynnikiem ryzyka raka płuca, zwłaszcza u osób niepalących.
 
Eksperci byli zgodni: bez populacyjnego programu niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK) nie uda się odwrócić trendu późnych rozpoznań. Doświadczenia Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii czy Korei Południowej, ale także polskiego pilotażu, pokazują, że regularne badania przesiewowe pozwalają wykrywać raka w jego najwcześniejszych, bezobjawowych stadiach, kiedy leczenie ma największą skuteczność. NDTK charakteryzuje się bardzo wysoką efektywnością — wykrywalność zmian nowotworowych na poziomie około 3% jest trzykrotnie wyższa niż w przypadku mammografii, jednej z najlepiej ugruntowanych metod screeningu.
 
Polski pilotaż NDTK potwierdził te obserwacje. Dane z Dolnośląskiego Centrum Onkologii pokazały, że dzięki niskodawkowej tomografii odsetek pacjentów kwalifikujących się do leczenia operacyjnego wzrósł z około 15% do 20–25%. To wyraźna zmiana w kierunku wcześniejszych stadiów choroby, w których możliwe jest leczenie radykalne. Kluczową kwestią jest także właściwa częstotliwość badań. Jak zaznaczył prof. Rzyman: – Co 12 miesięcy – to jedyne właściwe rozwiązanie. Inne modele to eksperymenty prowadzone w wybranych ośrodkach, ale nie standard populacyjny.
 
Od strony systemowej program NDTK jest już na bardzo zaawansowanym etapie wdrożenia. Karta świadczenia gwarantowanego przeszła wszystkie konsultacje i została zaakceptowana przez NFZ, AOTMiT oraz Ministerstwo Zdrowia. 9 grudnia resort zdrowia skierował projekt rozporządzenia do konsultacji społecznychJesteśmy właściwie na prostej do wdrożenia programu – podkreślił prof. Rzyman.
 
Lung Cancer Units – organizacja, która może zmienić wszystko
 
Zgodnie z dokumentami przygotowywanymi w Ministerstwie Zdrowia, docelowa sieć Lung Cancer Units miałaby objąć około dziewiętnastu wyspecjalizowanych ośrodków. W ocenie ekspertów to dopiero punkt wyjścia – liczba ta powinna w przyszłości wzrosnąć, tak aby pacjenci w różnych regionach kraju mieli porównywalny dostęp do diagnostyki i leczenia. Kluczowe nie jest jednak to, ile ośrodków powstanie, lecz jakie standardy będą musiały spełniać. LCU mają być jednostkami gwarantującymi wysoki wolumen procedur, pełne zaplecze diagnostyczne, dostęp do nowoczesnych terapii oraz sprawnie działające konsylia wielodyscyplinarne. Jak podkreślono, ośrodek wykonujący „dwie czy pięć torakotomii rocznie” nie może zapewnić jakości odpowiadającej współczesnym wymaganiom onkologii.
 
Największym oczekiwaniem związanym z LCU jest radykalne skrócenie ścieżki diagnostycznej. Dziś w wielu miejscach proces ten trwa nawet sześć miesięcy, a jedynie nieliczne ośrodki są w stanie zamknąć go w około trzech miesiącach. Model LCU zakłada, że czas od podejrzenia choroby do rozpoczęcia leczenia powinien wynosić maksymalnie sześć tygodni. Taka organizacja oznacza nie tylko szybsze rozpoznanie, lecz także ujednolicenie jakości diagnostyki, sprawny przepływ materiału i wyników oraz stałą współpracę specjalistów, co bezpośrednio przekłada się na trafniejsze decyzje terapeutyczne.
 
Warunkiem powodzenia całego projektu jest jednak systemowe raportowanie jakości i czasu wykonywania procedur. Bez rzetelnych danych nie da się ani monitorować pracy ośrodków, ani identyfikować obszarów wymagających poprawy. Prof. Witold Rzyman podsumował to jednoznacznie: – Bardzo dobra baza danych jest warunkiem sine qua non. Bez niej nie stworzymy skutecznych lung cancer unitów.
 
LCU mają więc przełożyć nowoczesną medycynę na praktykę: zapewnić szybkie i kompletne rozpoznanie, jednoznaczną odpowiedzialność za proces leczenia i realne wyrównywanie różnic regionalnych. W opinii ekspertów ich wdrożenie może być najbardziej systemową zmianą w polskiej onkologii od lat – pod warunkiem, że za koncepcją pójdą jasne standardy, finansowanie i wymóg raportowania wyników.
 
Patomorfologia i diagnostyka molekularna — fundament, który wciąż się kruszy
 
Mimo ogromnego postępu technologicznego i szerokiej dostępności nowoczesnych terapii, patomorfologia i diagnostyka molekularna pozostają jednym z największych hamulców leczenia raka płuca w Polsce. W opinii prof. Renaty Langfort kluczowym problemem jest zatrzymanie procesu akredytacji zakładów patomorfologii. Pilotaż, wprowadzony dwa lata temu, realnie poprawił standardy: wymuszał prawidłowe procedury utrwalania materiału, stosowanie odpowiedniej formaliny, kontrolę czasu od pobrania do obróbki oraz wykonywanie badań predykcyjnych w sposób umożliwiający uzyskanie tzw. wyniku kompleksowego. Dziś jednak certyfikaty wygasają, a kontynuacji programu wciąż nie ma.
 
Jak podkreśliła Prof. Renata Langfort, Kierownik Zakładu Patomorfologii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie – Akredytacja patomorfologii jest absolutnie niezbędna. Jej podstawowym założeniem było to, aby pacjent otrzymywał tak zwany wynik kompleksowy – żeby wychodząc ze szpitala miał wykonane wszystkie konieczne badania, istotne do rozpoczęcia leczenia. Wstrzymanie akredytacji wiąże się z tym, że badania patomorfologiczne przestają być finansowane, a zakłady, które nie otrzymały środków, nie wykonują pełnej diagnostyki predykcyjnej.
 
W efekcie wiele ośrodków wykonuje jedynie podstawowe testy, bo pełna diagnostyka – IHC, FISH, NGS, PD-L1 – nie jest finansowana w placówkach bez akredytacji. Szpitale, które nie prowadzą leczenia raka płuca, nie widzą powodu, by inwestować w kosztowne badania, co powoduje wielotygodniowe opóźnienia i konieczność kierowania pacjentów do kolejnych laboratoriów. Logistyka dodatkowo komplikuje sytuację: materiał pobierany w jednym miejscu trafia do oceny histopatologicznej w innym, a następnie do badań molekularnych jeszcze gdzie indziej. Każdy transfer wydłuża czas i zwiększa ryzyko utraty cennej tkanki. Prof. Langfort ujęła to jednoznacznie – Zaczyna się błędne koło i wędrowanie materiału. To powoduje straty czasu, a często brakuje wystarczającej ilości materiału, by wykonać NGS.
 
Niedobór materiału to jedno z najpoważniejszych wyzwań diagnostycznych w raku płuca. Dlatego standardem światowym – i rekomendacją Polskiej Grupy Raka Płuca – jak podkreślał Prof. Dariusz M. Kowalski, Sekretarz generalny PGRP – jest panel NGS jako badanie pierwszego wyboru. Testy pojedyncze (EGFR, ALK, ROS1, BRAF, MET, RET) powinny być stosowane jedynie w szczególnych sytuacjach. Coraz większe znaczenie zyskuje również płynna biopsja (ctDNA), zwłaszcza gdy materiału tkankowego jest niewystarczająco dużo lub u pacjenta dochodzi do progresji choroby. Jej szerokie zastosowanie wymaga jednak pełnej dostępności laboratoriów wykonujących analizę krążącego DNA.
 
Istotnym narzędziem, które może skrócić ścieżkę diagnostyczną o wiele tygodni, jest tzw. zgoda warunkowa na wykonanie badań molekularnych – podpisywana przez pacjenta jeszcze przed pobraniem materiału. Prof. Piotr Rutkowski zaznaczył – To kwestia organizacyjna szpitala, nie NFZ. To skraca proces diagnostyczny o tygodnie. Mimo to w wielu ośrodkach zgoda ta nadal nie jest stosowana, co oznacza konieczność ponownych wizyt, opóźnienia i dodatkowe obciążenie dla pacjentów.
 
Konsekwencje braków w diagnostyce widać w danych populacyjnych. Według dokumentu „Misja Rak Płuca 2025” w Polsce brakuje rocznie 4–8 tysięcy badań NGS, co oznacza, że nawet jedna czwarta pacjentów nigdy nie otrzymuje leczenia celowanego – mimo że mogłoby ono znacząco poprawić rokowanie.
 
Chirurgia raka płuca – ogromny potencjał minimalnie inwazyjnych technik, niewykorzystana robotyka
 
Chirurgia pozostaje kluczowym elementem leczenia radykalnego, a w ostatnich latach w Polsce nastąpił znaczący postęp w zakresie technik małoinwazyjnych. Coraz szersze zastosowanie znajduje wideotorakoskopia (VATS), która w wielu ośrodkach stała się standardem postępowania. Jak wskazywał prof. Witold Rzyman, – Ponad 55% zabiegów w 2024 roku wykonano metodą wideotorakoskopową. Najlepsze ośrodki osiągają 85%.
 
Ten poziom zbliża Polskę do najbardziej rozwiniętych systemów ochrony zdrowia w Europie, a korzyści dla pacjentów są jednoznaczne: mniejszy uraz operacyjny, krótsza hospitalizacja, szybsza możliwość wdrożenia leczenia uzupełniającego oraz mniejsze ryzyko powikłań.
Równolegle rozwija się chirurgia robotowa, która w wielu krajach stała się już standardem w torakochirurgii. W Polsce jednak jej zastosowanie jest ograniczone barierami systemowymi. Choć technologia jest dostępna, operacje robotyczne wykonuje zaledwie kilka ośrodków, i to najczęściej dzięki środkom własnym lub dlatego, że roboty są wykorzystywane także w innych specjalnościach.
 
W szczegółowej analizie problemu prof. Rzyman zauważył – Mamy w tej chwili pięć ośrodków, które wykonują operacje robotyczne, pomimo tego, że jest to procedura, która nie jest refundowana. To jest procedura droższa, ale też niewątpliwie jest to procedura przyszłości. Wniosek, który był złożony w AOTMiT, był dwustopniowo oceniany – był oceniany pozytywnie najpierw przez Radę Przejrzystości, następnie, nie wiadomo czemu, była druga ocena, która wypadła negatywnie, w tym sensie, że nie była rekomendowana. Zarządzeniem prezesa ostatecznie robotyka nie jest skierowana do refundowania.
 
Ośrodki torakochirurgiczne, nawet te o najwyższych kompetencjach i dużym doświadczeniu, nie mogą uzyskać finansowania na zakup robotów, ponieważ nie mają możliwości rozliczania procedur w ramach systemu publicznego. Eksperci podkreślali, że jest to przykład bariery systemowej, trudnej do uzasadnienia w sytuacji, gdy robotyka dynamicznie rozwija się w chirurgii ogólnej, urologii czy ginekologii, podczas gdy torakotomia – jedna z najbardziej inwazyjnych operacji wykonywanych w onkologii – nadal nie może korzystać z nowoczesnych, minimalnie inwazyjnych narzędzi najwyższej generacji.
 
Leczenie okołooperacyjne i radykalne – ogromny postęp naukowy, który wymaga perfekcyjnej organizacji
 
Ostatnia dekada przyniosła prawdziwy przełom w leczeniu niedrobnokomórkowego raka płuca we wczesnych i miejscowo zaawansowanych stadiach. Polska dysponuje dziś szerokim dostępem do terapii okołooperacyjnych. Nowoczesne leczenie neoadjuwantowe (stosowane przed operacją, aby zmniejszyć masę guza i poprawić skuteczność zabiegu) oraz adjuwantowe (podawane po operacji, by zmniejszyć ryzyko nawrotu) stało się elementem codziennej praktyki klinicznej, a immunoterapia i terapie celowane zmieniły rokowania chorych, dla których jeszcze kilka lat temu możliwość trwałego wyleczenia była niewielka.
 
W praktyce klinicznej dostępne są obecnie liczne opcje terapeutyczne: neoadjuwantowa immunochemioterapia z niwolumabem, pembrolizumab stosowany w schemacie okołooperacyjnym, adjuwantowy atezolizumab lub pembrolizumab, a także ozymertynib jako leczenie uzupełniające u chorych z mutacją EGFR. Jak wskazywał dr Mateusz Polaczek, Kierownik III Kliniki Chorób Płuc i Onkologii, Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie, wprowadzenie tych terapii nie tylko poprawiło efekty leczenia, ale również wymusiło podniesienie jakości diagnostyki. – Leczenie okołooperacyjne niejako wymusza pełną diagnostykę przedoperacyjną. Zwiększamy odsetek chorych, u których przed podjęciem decyzji terapeutycznej zostanie wykonana pełna ocena zaawansowania. Coraz więcej pacjentów ma PET, ma zweryfikowany stopień zaawansowania przedoperacyjnie – zarówno we wnęce, jak i w śródpiersiu. Krótko mówiąc: cały zestaw badań diagnostycznych i lepszego przygotowania do operacji jest dziś po prostu konieczny, bo chory ma realną szansę na leczenie okołooperacyjne.
 
Efekt kliniczny terapii okołooperacyjnych jest widoczny szczególnie w trzecim stopniu zaawansowania, gdzie jeszcze niedawno odsetek nawrotów sięgał około 70%. Dziś, dzięki immunoterapii i leczeniu celowanemu, w wybranych podgrupach chorych można osiągać nawet 70% trwałych wyleczeń. Tak duża zmiana rokowań w raku płuca jest zjawiskiem bez precedensu.
 
Równie istotnym elementem współczesnego leczenia radykalnego stała się jednoczasowa radiochemioterapia i konsolidacja durwalumabem. Prof. Dariusz M. Kowalski tłumaczył, że program lekowy całkowicie zmienił praktykę kliniczną – Przed erą tak zwanego durwalumabu, kiedy program lekowy umożliwił zastosowanie leczenia konsolidującego durwalumabem w populacji chorych otrzymujących leczenie radykalne z udziałem radioterapii i chemioterapii, chorzy kwalifikowani do leczenia jednoczasowego, które jest leczeniem optymalnym w Polsce, stanowili około 10%. Program lekowy wymógł konieczność stosowania leczenia jednoczasowego, po to aby móc zastosować durwalumab, i doprowadziło to do tego, że w chwili obecnej, jeżeli mamy chorego z rakiem niedrobnokomórkowym płuca w trzecim stopniu zaawansowania kwalifikującego się do leczenia radykalnego metodą radiochemioterapii, to prawie 40% chorych – czyli czterokrotnie więcej niż przedtem – otrzymuje takie leczenie.
 
To przykład, jak właściwie skonstruowany program lekowy może poprawić jakość leczenia nie tylko poprzez refundację nowej terapii, lecz także przez wymuszenie optymalnej organizacji postępowania.
 
Rokowanie pacjenta zależy nadal od kodu pocztowego
 
Dostęp do nowoczesnych terapii w raku płuca zależy dziś przede wszystkim od jakości organizacji opieki, a jednym z najważniejszych elementów tej organizacji są zespoły wielodyscyplinarne. Właściwie funkcjonujące MDT wciąż nie są standardem w całym kraju, co przekłada się na duże różnice w diagnostyce, kwalifikacji do leczenia i wynikach terapii. Jak podkreślała dr Katarzyna Stencel – Nie wyobrażam sobie nie usiąść do jednego stołu z pulmonologiem, torakochirurgiem i radioterapeutą. Konsultacje kaskadowe nie są dopuszczalne.
 
Brak takiej współpracy w wielu ośrodkach sprawia, że nawet szeroka dostępność nowoczesnych terapii nie przekłada się na ich wykorzystanie w praktyce. Prof. Dariusz M. Kowalski podkreślił, że – Dziś trafiają do nas pacjenci po jednej, dwóch, trzech nieskutecznych liniach leczenia, często bez diagnostyki molekularnej.
 
Mimo że w teorii Polska zapewnia szeroki dostęp do innowacyjnego leczenia niedrobnokomórkowego raka płuca, w praktyce korzystają z niego głównie chorzy leczeni w dużych, wyspecjalizowanych ośrodkach. To właśnie tam funkcjonują aktywne programy lekowe, pełna diagnostyka molekularna, doświadczone zespoły MDT oraz wypracowane ścieżki diagnostyczne. W mniejszych szpitalach wiele z tych elementów wciąż nie jest dostępnych, co automatycznie powoduje, że chorzy nie kwalifikują się do terapii celowanych czy immunoterapii. Dr Stencel obrazowała tę nierówność jednoznacznie: „Cały czas powtarzamy: świetne ośrodki, świetne leczenie. Ale mówimy o dużych ośrodkach. W innych częściach kraju nadal pacjent nie ma takiego dostępu. Rokowanie pacjenta zależy od kodu pocztowego.
 
Konsekwencje tej dysproporcji są widoczne każdego dnia. Prof. Kowalski wskazał, że spośród pierwszorazowych chorych zgłaszających się do ośrodka wysokospecjalistycznego trzech na pięciu pacjentów przyjeżdża w stanie sprawności WHO 3, po wcześniejszym, nieskutecznym leczeniu systemowym i bez wykonanych badań molekularnych. Tacy chorzy często nie kwalifikują się już do żadnego leczenia przyczynowego. To problem nie medyczny, lecz organizacyjny – wynikający z braku koordynacji, fragmentaryzacji opieki i różnic regionalnych, które prowadzą do realnego „onkologicznego wykluczenia”.
 
Na te nierówności nakłada się także luka terapeutyczna. Choć Polska jest jednym z liderów regionu w refundacji immunoterapii i nowoczesnych leków na NDRP, kilka kluczowych terapii wciąż pozostaje poza zasięgiem chorych. Dotyczy to m.in. inhibitorów BRAF plus MEK, leków ukierunkowanych na insercję w egzonie 20 genu EGFR, terapii celowanych na mutację MET exon 14 skipping oraz inhibitorów RET. W wielu krajach Europy Zachodniej leki te są standardem pierwszej linii.  Dr Stencel podkreślała – Świat leczy w pierwszej linii tym leczeniem celowanym. My wciąż czekamy nawet na refundację w drugiej linii.
 
Brak dostępu do tych terapii oznacza, że chorzy z rzadkimi mutacjami genetycznymi mają realną szansę na leczenie jedynie wtedy, gdy trafią do dużego ośrodka prowadzącego badania kliniczne – a to niewielka część populacji.
 
Istotnym wyzwaniem pozostaje również rak drobnokomórkowy płuca, który mimo postępu w NDRP nadal jest nowotworem o bardzo złym rokowaniu. Eksperci wskazywali, że terapie konsolidujące, stosowane już w wielu krajach, mogłyby wydłużyć życie pacjentów nawet o kilkanaście miesięcy. W raku drobnokomórkowym brakuje nam leczenia konsolidującego. To diametralnie zmienia rokowanie – prawie dwa lata dodatkowego życia. – mówiła dr Stencel. W przeciwieństwie do wielu innych innowacji, wprowadzenie takiego leczenia nie wymagałoby przebudowy organizacji systemu – wystarczyłaby decyzja refundacyjna.

Perspektywa na 2026 rok

ońcówka 2025 roku przyniosła pierwsze długo wyczekiwane sygnały systemowych zmian, o które środowisko ekspertów zabiega od wielu lat. 9 grudnia Ministerstwo Zdrowia skierowało do konsultacji publicznych projekt rozporządzenia w sprawie programu przesiewowego z zastosowaniem niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK). To krok o fundamentalnym znaczeniu — screening oparty na NDTK jest najskuteczniejszym narzędziem wczesnego wykrywania raka płuca, a jego populacyjne wdrożenie może już w pierwszych latach istotnie zwiększyć odsetek rozpoznań w I i II stadium choroby. To właśnie te stadia dają pacjentom największą szansę na trwałe wyleczenie.

Równolegle Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało, że jeszcze w grudniu lub na początku stycznia do konsultacji trafi rozporządzenie dotyczące organizacji Lung Cancer Units — ośrodków wyspecjalizowanych, które mają zapewniać pełną diagnostykę, szybkie konsylia i kompleksowe prowadzenie pacjenta. Oznacza to, że po raz pierwszy od lat oba kluczowe elementy systemu — wczesne wykrywanie poprzez NDTK oraz wysokiej jakości, zintegrowana opieka w ramach LCU — mogą zostać wprowadzone niemal równolegle.

Jeżeli proces legislacyjny zostanie przeprowadzony zgodnie z zapowiedziami, a zmiany zostaną właściwie wdrożone w terenie, rok 2026 może stać się momentem przełomowym: rokiem realnej poprawy ścieżki diagnostycznej, większej liczby pacjentów kwalifikowanych do leczenia radykalnego i stopniowego wyrównywania dramatycznych różnic regionalnych. To, co od lat było postulatem ekspertów, organizacji pacjentów i środowiska klinicznego, zaczyna przybierać formę konkretnych działań regulacyjnych i systemowych.

Zmiany te — jak podkreślali uczestnicy debaty — nie wymagają przełomowych technologii ani ogromnych nakładów finansowych. Wymagają odważnych decyzji, dobrej organizacji i konsekwentnego wdrażania rozwiązań, które w wielu krajach Europy od dawna stanowią standard nowoczesnej opieki nad chorymi na raka płuca. Jeśli te kroki zostaną skutecznie zrealizowane, rok 2026 może stać się pierwszym rokiem, w którym krzywa przeżyć zacznie realnie rosnąć.

Artykuł oparty na wypowiedziach ekspertów z debaty online PTO & Medicalpress, 9 grudnia 2025 r.

 źródło: PTO/Medicalpress
 
Polskie Towarzystwo Onkologiczne zaprasza na kolejną debatę ekspercką z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa” poświęconą podsumowaniu zmian w opiece nad pacjentami z rakiem płuca w Polsce oraz rewizji potrzeb i rekomendacji. Transmisja debaty odbędzie się 9 grudnia 2025 r. o godz. 15:00
Prelegenci:
Oglądaj na żywo online: 

Listopad od lat kojarzy się z Movember – globalnym ruchem, który przypomina o nowotworach męskich, przede wszystkim raku prostaty i raku jądra. Zwykle jednak świadomość społeczna różni się diametralnie od realnej sytuacji pacjentów, a system ochrony zdrowia nie nadąża za tempem rozwoju medycyny. Eksperci Polskiego Towarzystwa Onkologicznego i Polskiego Towarzystwa Urologicznego spotkali się, aby omówić najważniejsze wyzwania współczesnej onkologii męskiej. Dyskusja – momentami bardzo szczera i bezpośrednia – pokazała, jak wiele mamy narzędzi i równocześnie jak wiele szans wciąż tracimy. 
W debacie „Męskie nowotwory w XXI wieku: świadomość, organizacja opieki i leczenie raka prostaty oraz jądra” udział wzięli: prof. Piotr Rutkowski, prof. Tomasz Drewa, dr hab. Krzysztof Tupikowski, dr Iwona Skoneczna oraz Marek Kustosz jako moderator. Treść ich rozmowy ujawnia zaskakująco spójną diagnozę: w Polsce mamy świetnych specjalistów, nowoczesne terapie, coraz bardziej zaawansowaną diagnostykę, a mimo to wielu pacjentów trafia do systemu za późno, niewłaściwą ścieżką lub zbyt długo czeka na odpowiednie leczenie. W efekcie nowotwory, które można leczyć z bardzo wysoką skutecznością, nadal są dla wielu mężczyzn śmiertelnym zagrożeniem.

Rak jądra – choroba młodych, o której wciąż się nie mówi
Rak jądra dotyczy ok. 1300 mężczyzn rocznie w Polsce (ok. 1% wszystkich nowotworów). Jest on jednak najczęstszym nowotworem młodych dorosłych. To choroba, która przy właściwym prowadzeniu diagnostycznym i terapeutycznym daje ogromne szanse wyleczenia, jednak w Polsce wciąż bywa bagatelizowana lub mylona z innymi schorzeniami. 

Dr Iwona Skoneczna, Kierownik Oddziału Chemioterapii, Szpital Grochowski w Warszawie, zwróciła uwagę na brak doświadczenia lekarzy w rozpoznawaniu przerzutów do przestrzeni zaotrzewnowej, wskazując, że młodzi pacjenci nierzadko zgłaszają się z ogromnymi zmianami, których nikt nie powiązał wcześniej z nowotworem germinalnym. Jak mówiła: „Jak coś jest rzadkie, to nie wszyscy się na tym znają. Spotykam pacjentów z guzami zaotrzewnowymi po dziesięć centymetrów, a to nie są zmiany, które nie rosną w pięć minut. Brakuje właściwego monitorowania, brakuje świadomości ryzyka, brakuje jasnych zaleceń, które pacjent powinien otrzymać po orchidektomii (usunięcie jądra/jąder)”. 

Problemy te prowadzą do jednego oczywistego wniosku: aby skutecznie leczyć rzadkie nowotwory, konieczna jest centralizacja zabiegów i stworzenie kilku ośrodków referencyjnych w Polsce. Jak podkreślali eksperci, takie rozwiązania funkcjonują w większości rozwiniętych krajów. Zabiegi usuwania dużych mas zaotrzewnowych wymagają wysokospecjalistycznych zespołów, współpracy z chirurgami naczyniowymi, zaplecza intensywnej terapii i doświadczenia, którego nie sposób zdobyć, wykonując pojedyncze operacje rocznie. Dr Skoneczna mówiła wprost: „To nie są zabiegi do robienia w każdym ośrodku. Powinniśmy stworzyć jedno, dwa, maksymalnie trzy centra w kraju”. Prof. Tomasz Drewa, Prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego, tylko to potwierdził, wskazując, że podobne zasady obowiązują w operowaniu raków nerki z czopem do serca: „Nie każdy ośrodek powinien się tym zajmować. To bardzo specyficzna chirurgia”.

Rak prostaty – choroba cywilizacyjna, której częstość będzie rosnąć
Rak prostaty to najczęstszy nowotwór mężczyzn – ponad 23 tys. nowych przypadków rocznie. Eksperci nie mają wątpliwości: diagnozujemy go za późno i zbyt nierównomiernie.

Choć dysponujemy nowoczesnymi technikami obrazowania, biopsją fuzyjną, zaawansowanymi terapiami systemowymi i całą gamą narzędzi diagnostycznych, wciąż nie potrafimy ich wykorzystać w sposób skoordynowany. Jednym z kluczowych problemów jest brak równego dostępu do podstawowej diagnostyki. Jak zauważył dr hab. Krzysztof Tupikowski, Prof. Politechniki Wrocławskiej, prowadzący na Dolnym Śląsku prospektywny program PRAISE – nowoczesny model screeningu z wykorzystaniem PSA, rezonansu i biopsji fuzyjnej – mamy w Polsce populacje nadmiernie diagnozowane i populacje praktycznie nietknięte jakąkolwiek profilaktyką. „W dużych miastach mężczyźni robią PSA nawet kilka razy w roku. W gminach wiejskich wielu nie wykonało go nigdy, nawet podczas wizyt u lekarza rodzinnego” – mówił ekspert. 

W badaniu opinii publicznej jedynie 34% Polaków potrafi wyjaśnić, czym właściwie jest PSA. To paradoks: najprostsze badanie krwi, które może uratować życie, nadal budzi niepewność, a w praktyce największy problem zaczyna się dopiero po jego wykonaniu. W Polsce nadal nie istnieje spójna ścieżka postępowania po uzyskaniu podwyższonego wyniku PSA, a to właśnie na tym etapie najczęściej gubimy pacjentów. Brakuje szybkiego dostępu do urologa, oceny ryzyka raka klinicznie istotnego i koordynacji kolejnych kroków diagnostycznych. Równie duże wyzwania dotyczą dostępu do rezonansu prostaty i biopsji fuzyjnej – narzędzi uznawanych za fundament europejskich standardów.

„Zgodnie z wytycznymi Europejskiego Towarzystwa Urologicznego każdą biopsję prostaty powinien poprzedzać rezonans magnetyczny – w naszym kraju wciąż jest to wyjątek, nie standard. Brakuje aparatów, radiologów i zespołów wykonujących biopsję fuzyjną, która powinna być dziś podstawą diagnostyki.” – prof. Krzysztof Tupikowski

Podobne trudności dotyczą nowoczesnej diagnostyki PET-PSMA – w Warszawie na badanie czeka się trzy tygodnie, ale w innych regionach kraju pacjent musi szukać miejsca, które w ogóle ma dostęp do odpowiedniego znacznika i aparatury.

W tym kontekście prof. Tomasz Drewa zwrócił uwagę na fundamentalny problem: decyzje administracyjne nie mogą wyprzedzać realnych możliwości systemu. Jako przykład przytoczył sytuację ze scyntygrafią kości, która – po wprowadzeniu wymogu wykonania jej przed prostatektomią robotyczną – spowodowała blokadę pracowni medycyny nuklearnej w wielu regionach kraju. Jak mówił: „Refundacja jakiegoś badania nic nie zmienia, jeśli nie ma ośrodków zdolnych je wykonać. W pewnym momencie scyntygrafia była tak przeciążona, że musieliśmy kierować pacjentów na rezonans całego ciała jako ‘alternatywę’, która w rzeczywistości żadną alternatywą nie jest – jest droższa, czasochłonna i nie do tego wskazania. Rozwiązania administracyjne mają sens tylko wtedy, gdy system jest gotowy, by je udźwignąć.”

Kolejny mocny akcent padł ze strony ekspertów w kontekście patomorfologii i genetyki. Standardy opisu badań w raku prostaty są w Polsce bardzo nierówne, co wprost przekłada się na jakość leczenia. Jak podkreślił prof. Piotr Rutkowski:Nie widzę możliwości poprawy jakości onkologii bez pełnej certyfikacji patomorfologii. Opis raka prostaty powinien być jednolity i wystandaryzowany”. 

Dr Skoneczna wskazała także na rosnącą rolę badań genetycznych, szczególnie mutacji BRCA, które coraz częściej determinują wybór leczenia. – „Wielu pacjentów powinno mieć badanie BRCA na początku diagnostyki. Niestety często nie mamy wyniku wtedy, kiedy jest kluczowy dla leczenia.” W praktyce jednak wielu pacjentów nie otrzymuje takiego badania na etapie, kiedy jest ono najbardziej potrzebne. Idealny model diagnostyczny – co podkreślali wszyscy eksperci – powinien obejmować wykonanie badań molekularnych już na początku ścieżki u pacjentów z chorobą przerzutową.

Problemy z dostępnością badań i brakiem jednolitej ścieżki postępowania przekładają się bezpośrednio na wybór sposobu leczenia. Eksperci podkreślili, że decyzja między prostatektomią a radioterapią nie może być traktowana wyłącznie jako wybór dwóch równorzędnych technik — to złożony proces zależny od anatomicznych, czynnościowych i indywidualnych uwarunkowań pacjenta. Prof. Tomasz Drewa zaznaczył, że leczenie dotyczy narządu, który „reguluje funkcje dolnych dróg moczowych”, dlatego wybór terapii musi uwzględniać przeszkodę podpęcherzową, funkcję pęcherza, wielkość prostaty, schorzenia współistniejące oraz potencjalny wpływ leczenia na jakość życia. W opinii eksperta to sytuacja modelowa dla konsylium — miejsca, w którym wszystkie te elementy mogą zostać omówione wspólnie. Jak podkreślił: urolog, mający największą wiedzę o fizjologii układu moczowego, nadal powinien odgrywać kluczową rolę w rekomendowaniu metody leczenia, ponieważ to właśnie aspekty urologiczne najczęściej determinują późniejsze powikłania i komfort życia pacjenta.

Najtrudniejszym obszarem pozostaje jednak postępowanie w grupie pacjentów z rakiem niskiego ryzyka — tam, gdzie możliwość aktywnej obserwacji nie tylko istnieje, ale bywa najlepszą i najmniej obciążającą formą leczenia. Eksperci zgodzili się, że w Polsce wciąż zbyt mało korzysta się z tej opcji, mimo że jej skuteczność i bezpieczeństwo zostały potwierdzone w licznych badaniach. Prof. Drewa zwrócił uwagę na złożony charakter tego problemu: „Pacjenci, którzy słyszą rozpoznanie raka prostaty, niezależnie od wyniku Gleasona, są przerażeni. Bardzo trudno jest namówić ich do aktywnej obserwacji, nawet jeśli to najlepsza ścieżka. Wielu szuka ośrodków, które będą gotowe wykonać leczenie radykalne, choć nie zawsze jest to konieczne.”

Do tego dochodzą ograniczenia obecnych narzędzi diagnostycznych: nawet świetnie wykonany rezonans i biopsja fuzyjna nie eliminują ryzyka niedoszacowania zaawansowania choroby. Jak zauważył ekspert, w części ośrodków niedoszacowanie może sięgać nawet 30%. W praktyce oznacza to, że pacjent zakwalifikowany do aktywnej obserwacji w rzeczywistości może mieć zmianę obustronną lub naciekającą torebkę prostaty, co zmienia całkowicie zakres leczenia. To również powód, dla którego — jak dodaje — patomorfolodzy mają dziś ograniczone narzędzia, by formalnie sklasyfikować niektóre raki o niskim ryzyku jako zmiany o charakterze łagodnym.

Skierowanie do urologa – bariera, która nie powinna istnieć
W dyskusji pojawił się także wątek systemowej bariery w dostępie do urologa – obowiązek posiadania skierowania, który dla wielu pacjentów jest realnym utrudnieniem i oddala ich od właściwej ścieżki diagnostycznej. Prof. Tomasz Drewa podkreślił, że zniesienie skierowań mogłoby w praktyce natychmiast uporządkować i przyspieszyć diagnozowanie raka prostaty: „Urolog jest osobą dedykowaną do diagnozowania i leczenia raka prostaty. Zagęszczenie poradni urologicznych jest kilkadziesiąt, a nawet kilkaset razy większe niż poradni onkologicznych. W Polsce jest 1846 urologów zrzeszonych w Polskim Towarzystwie Urologicznym, co – jak zauważył prof. Piotr Rutkowski – stanowi ponad dwukrotność liczby onkologów klinicznych. Ten potencjał kadrowy, dostępny w całym kraju, mógłby być natychmiast wykorzystany, gdyby pacjenci trafiali do urologów bezpośrednich barier administracyjnych. Niewykorzystanie tego potencjału to błąd systemowy”. Prof. Rutkowski podkreślił przy tym, że rozwiązanie to wyrównałoby dysproporcje między mężczyznami a kobietami – do ginekologa skierowanie nie jest potrzebne, choć rak prostaty jest najczęstszym nowotworem populacji mężczyzn.

Unit urologiczny zamiast prostate cancer unit. Realna wizja?
Jednym z najciekawszych elementów debaty stała się szeroka refleksja o organizacji opieki onkologicznej, w tym o sensowności tworzenia prostate cancer units. Eksperci, wbrew popularnym trendom europejskim, zaproponowali inne podejście – unity urologiczne zamiast jednostek poświęconych wyłącznie rakowi prostaty. Według prof. Drewy takie rozszerzone jednostki miałyby większą rację bytu, bo obejmowałyby leczenie całego spektrum nowotworów urologicznych, nie dzieląc systemu na coraz mniejsze, wyspecjalizowane fragmenty, dla których brakuje zarówno kadry, jak i infrastruktury. 

Profilaktyka – temat, o którym mówimy za mało
W dyskusji o raku prostaty i raku jądra od lat pomijamy kluczowy aspekt – profilaktykę rozumianą nie jako jednorazowe badanie, ale jako fundament stylu życia i edukacji zdrowotnej. Podstawowe czynniki ryzyka, takie jak otyłość, brak aktywności fizycznej, niezdrowa dieta, nadużywanie alkoholu i palenie papierosów, wciąż są bagatelizowane, choć mają znaczenie również w przypadku raka prostaty, który często mylnie postrzega się jako nowotwór całkowicie niezależny od stylu życia. Prof. Krzysztof Tupikowski ocenił to jednoznacznie: „Zdrowy styl życia, ruch, prawidłowa masa ciała, unikanie tłuszczów i alkoholu, niepalenie. To podstawy. Palenie papierosów odpowiada także za część przypadków raka prostaty.”

Dopełnił to prof. Tomasz Drewa, zwracając uwagę na konieczność budowania świadomości znacznie wcześniej niż w wieku dojrzałym: „Prawdziwa profilaktyka zaczyna się w szkole. Jeżeli nie uczymy dzieci zdrowego stylu życia, ruchu, diety – nie zmienimy wskaźników zachorowalności.” Eksperci zgodzili się, że bez długofalowej polityki edukacyjnej żadne systemowe reformy nie odwrócą trendu rosnącej liczby zachorowań.

Profilaktyka to jednak nie tylko styl życia, ale również świadomość objawów, które powinny skłonić mężczyzn do konsultacji urologicznej. W tym kontekście prof. Drewa przypomniał, że sygnały ostrzegawcze są często bagatelizowane, choć nie wymagają specjalistycznej wiedzy: Zaburzenia w oddawaniu moczu, problemy z funkcjonowaniem pęcherza, problemy seksualne. To nie muszą być objawy raka, ale zawsze wymagają konsultacji. I oczywiście PSA – kluczowe badanie.” To właśnie podstawowe badania i szybka reakcja na pierwsze dolegliwości dają największą szansę na wykrycie choroby na wczesnym etapie, kiedy terapia jest najskuteczniejsza i najmniej obciążająca.

Medycyna dała nam narzędzia do skutecznego leczenia złośliwych nowotworów męskich. Przełomy terapeutyczne, nowe techniki, rozwój diagnostyki molekularnej – to wszystko mamy już dziś. Problem w tym, że organizacja systemu i świadomość społeczna nie nadążają za tempem rozwoju. Jak zauważył prof. Rutkowski: „Mamy niesłychane możliwości leczenia. Szkoda, że czasem tracimy moment, w którym moglibyśmy naprawdę uratować pacjenta”. Nowotwory męskie da się leczyć skutecznie – ale musimy zacząć je wykrywać na czas, a system musi wreszcie n/PTOadążyć za medycyną.

źródło: Medicalpress/PTO
W Senacie RP zaprezentowano dwa nowe raporty Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, które szczegółowo opisują przyczyny niskiej zgłaszalności na mammografię i przedstawiają gotowe do wdrożenia rozwiązania systemowe. Eksperci, administracja publiczna oraz organizacje pacjenckie podkreślili, że Polska znajduje się wśród krajów UE o najwyższej umieralności z powodu raka piersi, a wykorzystanie potencjału medycyny pracy oraz narzędzi cyfrowych i personalizowanych zaproszeń może odwrócić ten trend.
 
25 listopada 2025 r. w Senacie RP odbyło się posiedzenie Senackiej Komisji Zdrowia poświęcone analizie dwóch nowych raportów Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, które obejmują dogłębną analizę epidemiologiczną, ocenę efektywności dotychczasowych działań, przegląd barier organizacyjnych i prawnych oraz propozycje integracji działań POZ, medycyny pracy, systemów cyfrowych i mobilnej diagnostyki. Dokumenty przedstawiają pełen pakiet rekomendacji – od przywrócenia imiennych zaproszeń na badania przesiewowe, przez wykorzystanie narzędzi mObywatel i IKP, po włączenie profilaktyki do rutynowych badań pracowniczych – tworząc najbardziej kompleksową wizję modernizacji profilaktyki raka piersi w Polsce.

W obradach uczestniczyli reprezentanci administracji publicznej, środowiska medycznego i organizacji pacjenckich, m.in. wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka, dyrektor Centrum e-Zdrowia Adam Konka, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa Dominika Janiszewska-Kajka, prezes PTO prof. Piotr Rutkowski, dr hab. Paweł Koczkodaj, dr Artur Fałek, dr Janusz Meder. Spotkanie poprowadziła przewodnicząca Komisji, Senator Beata Małecka-Libera. 

Dyskusję otworzył prof. Piotr Rutkowski, przedstawiając najważniejsze założenia obu raportów oraz skalę wyzwań związanych z rakiem piersi, który pozostaje najczęstszym nowotworem kobiet i odpowiada za około 15 procent zgonów onkologicznych. Podkreślił, że kluczowym problemem jest nadal zbyt późne wykrywanie choroby, co przekłada się na niższe wskaźniki przeżyć w porównaniu z krajami Unii Europejskiej. Wskazał również, że roczne koszty leczenia raka piersi przekraczają 250 milionów euro, natomiast inwestycje w mammografię przesiewową przynoszą wielokrotny zwrot społeczno-ekonomiczny.

Najszersza diagnoza systemu od lat: co pokazują raporty PTO?

Pierwszy raport pt. „Profilaktyka raka piersi. Zwiększenie uczestnictwa w mammografii: diagnoza problemu i propozycje działań, przygotowany przez dr. hab. Pawła Koczkodaja, przedstawia aktualne dane epidemiologiczne oraz analizuje bariery uczestnictwa kobiet w programie przesiewowym. Według danych GLOBOCAN 2022 w Polsce w 2022 roku odnotowano ponad 21,5 tysiąca nowych zachorowań, a kraj znajduje się w grupie państw UE o najwyższej umieralności. Zgłaszalność na mammografię wynosi obecnie zaledwie 33,8 proc., podczas gdy minimalny poziom konieczny dla osiągnięcia efektu populacyjnego to 70 proc. W raporcie wskazano, że kluczowe bariery obejmują brak imiennego systemu zaproszeń, który został zawieszony w 2017 roku, niską świadomość potrzeby regularnych badań oraz niedostateczne kierowanie pacjentek przez lekarzy. Załączona do raportu opinia prawna potwierdza, że przepisy RODO nie stanowią przeszkody do ponownego uruchomienia systemu imiennych zaproszeń. Zwrócono także uwagę, że ograniczona skuteczność kampanii medialnych nie pozwala przełamać negatywnych trendów. Dr hab. Koczkodaj zaakcentował również szczególną rolę medycyny pracy jako niewykorzystanego dotąd narzędzia mogącego istotnie podnieść zgłaszalność na badania przesiewowe. Lekarz medycyny pracy, dysponując wiedzą o wieku pacjentki, mógłby każdorazowo zweryfikować aktualność mammografii i wystawić skierowanie podczas rutynowych badań. W jego ocenie, połączenie tego potencjału z pełną integracją cyfrową oraz wykorzystaniem mammobusów, które realizują ponad połowę badań w Polsce, mogłoby znacząco zwiększyć uczestnictwo w programie.

Drugi raport „Ekspertyza w zakresie dysfunkcjonalności systemu oraz rozwiązań prawnych i zmian organizacji udzielania świadczeń prowadzących do wzrostu ilości wykonywanych badań i poprawy koordynacji udzielania świadczeń w profilaktyce raka piersi, opracowany przez dr. Artura Fałka, skupia się na praktycznych rozwiązaniach dotyczących włączenia badań profilaktycznych do systemu medycyny pracy. Autor ocenia, że obecny stan uczestnictwa kobiet w badaniach – około 35 procent – jest niewystarczający, a populacja pracownicza charakteryzuje się dużą niejednorodnością w zakresie gotowości do udziału w profilaktyce. Zwrócił uwagę, że po zmianach Kodeksu Pracy w 2023 roku kierowanie pracownic na mammografię wymaga ich zgody, co w jego ocenie ogranicza możliwości systemowe. Raport rekomenduje usunięcie wymogu zgody oraz zrównanie skierowania na mammografię z obowiązkowymi badaniami okresowymi wykonywanymi w godzinach pracy, wraz z zachowaniem wynagrodzenia i możliwością zwrotu kosztów dojazdu.

Dr Artur Fałek podkreślił, że obowiązujące przepisy już dziś nakładają na medycynę pracy konieczność sprawozdawania świadczeń profilaktycznych do systemu P1 – problemem pozostają jedynie zaniedbania organizacyjne. Wskazał też na szersze bariery systemowe, takie jak niski poziom edukacji zdrowotnej, niewystarczająca rola POZ w profilaktyce onkologicznej, zbyt wysoki próg nagród motywacyjnych dla lekarzy rodzinnych oraz wyjątkowo niskie finansowanie działań profilaktycznych w Polsce, które wynosi 1,9 procent wydatków zdrowotnych wobec prawie 8 procent w Niemczech. W raporcie zaproponowano m.in. wzmocnienie narzędzi motywujących lekarzy, rozwój współpracy z Krajową Siecią Onkologiczną oraz wykorzystanie doświadczeń krajów o wysokiej zgłaszalności, takich jak Słowenia, Estonia czy Czechy.

Piętnaście kroków do naprawy systemu – bez zmiany ustaw

Podsumowując oba raporty, prof. Rutkowski przedstawił zestaw piętnastu działań możliwych do wdrożenia bez konieczności zmian ustawowych, w tym pełne wykorzystanie Internetowego Konta Pacjenta, aplikacji mObywatel i platformy „Moje Zdrowie”, a także integrację medycyny pracy z systemami P1 i SIM. Podkreślił, że spójne raportowanie danych profilaktycznych oraz większe zaangażowanie pracodawców w działania prozdrowotne stanowi warunek poprawy obecnej sytuacji. Zwrócił także uwagę na konieczność optymalizacji mobilnej sieci mammobusów, które pozostają filarem dostępności badań w wielu regionach kraju.

Senat: czas skończyć z równoległymi systemami ochrony zdrowia

W trakcie dyskusji senator Beata Małecka-Libera zaznaczyła, że mimo wieloletnich zapowiedzi integracja medycyny pracy z podstawową opieką zdrowotną wciąż nie została wdrożona. Odwołała się do wcześniejszych prób powiązania badań okresowych z cytologią, które nie zostały utrzymane ze względu na obawy części kobiet. W jej ocenie Ministerstwo Zdrowia powinno przejąć inicjatywę i wykorzystać potencjał medycyny pracy w szeroko rozumianej profilaktyce, zwłaszcza że obecny model funkcjonuje całkowicie odrębnie od POZ. Senator zapowiedziała również projekt „Moja Profilaktyka”, zakładający spersonalizowany plan badań na całe życie oraz indywidualną edukację zdrowotną.

Milion SMS-ów wystarczyło, by ruszyć statystyki

Przedstawiciele administracji publicznej podkreślili gotowość do współpracy i wdrażania rozwiązań proponowanych w raportach. Dyrektor Adam Konka wskazał, że cyfryzacja systemu zdrowia jest jednym z priorytetów rządu, a prace nad narzędziami onkologicznymi – w tym rozwój e-DILO oraz rozbudowa funkcjonalności aplikacji mObywatel – są realizowane zgodnie z harmonogramem. Z kolei Dominika Janiszewska-Kajka poinformowała, że wysyłka blisko miliona wiadomości SMS i ponad 650 tysięcy powiadomień PUSH z linkiem do rejestracji na mammografię przyniosła wyraźny wzrost zgłaszalności. Wskazała również, że barierą dla większego udziału medycyny pracy pozostają społeczne obawy kobiet dotyczące potencjalnych reakcji pracodawców na wyniki badań, mimo że pracodawcy nie mają do nich dostępu.

Kluczowe decyzje przed Ministerstwem Zdrowia. Raporty PTO jako plan naprawczy

W końcowej części posiedzenia podkreślono, że raporty PTO stanowią najbardziej aktualny i kompletny materiał analityczny dotyczący profilaktyki raka piersi i powinny zostać wykorzystane jako kierunkowy dokument dla Ministerstwa Zdrowia oraz Narodowego Funduszu Zdrowia. Komisja zapowiedziała powrót do tematu na początku 2026 roku, aby przedstawić efekty wdrażania rekomendacji. Zwrócono również uwagę na konieczność dogłębnej analizy różnic w zgłaszalności – nie tylko między regionami, ale także w obrębie dużych miast.

Posiedzenie zakończono podkreśleniem, że poprawa profilaktyki raka piersi wymaga jednoczesnych działań systemowych, legislacyjnych i organizacyjnych, w tym pełnego wykorzystania narzędzi cyfrowych, integracji medycyny pracy z POZ oraz kontynuacji skutecznych działań komunikacyjnych kierowanych bezpośrednio do kobiet. Raporty PTO mają w tym procesie pełnić rolę strategicznego drogowskazu.

Źródło: PTO

Z okazji trwającego Miesiąca Świadomości Męskich Nowotworów #Movember – Polskie Towarzystwo Onkologiczne zaprasza na kolejną debatę ekspercką z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa” poświęconą wyzwaniom w profilaktyce, diagnostyce i leczeniu raka prostaty i jądra, już 18 listopada.
Transmisja debaty 18 listopada 2025 r. o godz. 15:00

Prelegenci:
Moderator: Marek Kustosz, moderator, redaktor naczelny Medicalpress

Oglądaj transmisję na żywo:

Polskie Towarzystwo Onkologiczne (PTO) oraz Polskie Towarzystwo Kardiologiczne (PTK) wystąpiły wspólnie z apelem o wprowadzenie przedmiotu Edukacja Zdrowotna do podstawy programowej szkół podstawowych i średnich. Zdaniem lekarzy to jedno z najważniejszych działań, jakie państwo może podjąć na rzecz zdrowia przyszłych pokoleń.
Choroby przewlekłe – przede wszystkim nowotwory i schorzenia układu sercowo-naczyniowego – od lat stanowią największe wyzwanie zdrowotne w Polsce. Eksperci są zgodni, że skuteczna profilaktyka musi zaczynać się od najmłodszych lat, a inwestycja w edukację zdrowotną dzieci i młodzieży to strategiczny krok w stronę ograniczenia zachorowalności i umieralności w przyszłości.

Dlaczego edukacja od najmłodszych lat?
Wczesne lata życia to okres, w którym kształtują się preferencje smakowe, wzorce aktywności i codzienne zachowania. To właśnie wtedy dzieci uczą się, co jest „normalne” w diecie czy stylu życia – i te schematy przenoszą później w dorosłość. Jak pokazują badania, dzieci, które od początku jedzą zdrowo i są aktywne fizycznie, rzadziej w dorosłości borykają się z nadwagą, nadciśnieniem czy podwyższonym cholesterolem. Z kolei nadmierna masa ciała czy podwyższone ciśnienie już w dzieciństwie zwiększają ryzyko incydentów sercowo-naczyniowych w wieku dorosłym.

Równie wyraźne zależności widać w przypadku nowotworów. Szacuje się, że nawet 30–50% zachorowań można byłoby uniknąć, gdyby społeczeństwo konsekwentnie stosowało się do podstawowych zasad profilaktyki: zdrowej diety, aktywności fizycznej, utrzymywania prawidłowej masy ciała oraz unikania alkoholu i tytoniu. Szczególnie wrażliwym okresem jest adolescencja – nawyki i wybory zdrowotne w wieku dojrzewania mogą zwiększać lub zmniejszać ryzyko nowotworów w dorosłości, np. raka piersi.

Niepokoją również dane dotyczące palenia wśród młodych. Według NIZP-PZH ponad połowa polskich uczniów ma już za sobą pierwszego papierosa, a 30% regularnie sięga po e-papierosy lub papierosy tradycyjne.

Edukacja jako inwestycja w przyszłość
– Wiedza i nawyki kształtowane w dzieciństwie i młodości mają realny, mierzalny wpływ na zdrowie w dorosłym życiu. To strategiczna inwestycja w zdrowie publiczne całego społeczeństwa – podkreślają autorzy stanowiska.

PTO i PTK apelują, by edukacja zdrowotna była realizowana profesjonalnie, w oparciu o rzetelną wiedzę, z wykorzystaniem aktywnych metod nauczania. Chodzi nie tylko o przekazanie teorii, ale o praktyczne kształtowanie postaw – od świadomego wyboru posiłków po umiejętność krytycznego podejścia do używek.

Pod apelem podpisały się dwie kluczowe organizacje naukowe:
Obaj profesorowie zwracają uwagę, że edukacja zdrowotna w szkołach może stać się jednym z najskuteczniejszych narzędzi w profilaktyce dwóch największych zagrożeń zdrowotnych współczesnego społeczeństwa – chorób serca i nowotworów.

Naszym obowiązkiem jest nie tylko troska o zdrowie najmłodszych, ale także stworzenie im warunków do świadomych i odpowiedzialnych wyborów. Dzięki temu zdrowie stanie się naturalnym wyborem młodego pokolenia – podkreślają sygnatariusze stanowiska.

Pełna treść stanowiska 

źródło: PTO

Nowotwory skóry – zarówno czerniak, jak i raki podstawnokomórkowe czy kolczystokomórkowe – to dziś jedno z najpoważniejszych wyzwań onkologii. Prognozy są alarmujące: do 2040 roku mogą stać się drugim najczęściej występującym nowotworem na świecie. Eksperci ostrzegają, że w Polsce problem ten wciąż jest niedoszacowany, bo wiele przypadków nie jest raportowanych ani ujętych w statystykach. To wczesne wykrycie i właściwe leczenie decydują dziś o szansach na wyleczenie, ale system nadal ma wiele luk. Jak je zniwelować? Odpowiadali eksperci debaty Polskiego Towarzystwa Onkologicznego z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa”.
Epidemia, której nie widać w statystykach
Raki skóry – przede wszystkim rak podstawnokomórkowy (BCC) i rak kolczystokomórkowy (SCC) – stanowią aż 98% wszystkich nowotworów skóry i są najczęściej diagnozowanymi nowotworami złośliwymi u osób o jasnej karnacji. W Polsce w 2019 roku odnotowano blisko 15 tys. nowych zachorowań, jednak eksperci podkreślają, że rzeczywista liczba jest wyższa, bo wiele przypadków nie trafia do rejestrów. – Przypuszczamy, że w Polsce diagnozuje się kilkadziesiąt tysięcy zachorowań rocznie, ale tak naprawdę nie wiemy, ile ich jest. Raki podstawno- i kolczystokomórkowe nie podlegają obowiązkowi raportowania, wielu pacjentów leczy się w prywatnych gabinetach, więc statystyki nie oddają skali problemu – mówiła dr med Monika Słowińska z Kliniki Dermatologii Wojskowego Instytutu Medycznego – PIB w Warszawie.

Dr hab. Marcin Ziętek z Dolnośląskiego Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii zwrócił uwagę, że sytuacja ma się poprawić: – Obecnie pracownie histopatologiczne są w trakcie wdrażania systemowego rejestrowania nowo rozpoznanych raków skóry. Dzięki temu wkrótce poznamy rzeczywistą liczbę przypadków.

Choć nowotwory skóry rzadko prowadzą do zgonu, stanowią poważny problem kliniczny. Charakteryzują się naciekaniem i niszczeniem sąsiednich struktur – kości czy chrząstek. W grupach wysokiego ryzyka, takich jak pacjenci w przewlekłej immunosupresji czy z genetyczną predyspozycją, nowotwory te mogą przebiegać agresywnie i prowadzić do przedwczesnej śmierci Co więcej, u chorych po przebytym raku skóry ryzyko wystąpienia kolejnych nowotworów, w tym czerniaka, jest wyższe niż w populacji ogólnej.

Czerniak, choć występuje rzadziej, cechuje się największą dynamiką wzrostu zachorowań – w Polsce rozpoznaje się ponad 4 tys. przypadków rocznie. Mimo postępów w terapii nadal rocznie z powodu czerniaka umiera około 1200 Polaków.
Eksperci ostrzegają jednak, że dynamika zachorowań jest alarmująca. – Zachorowalność na czerniaka rośnie, ale jeszcze szybciej wzrasta liczba raków kolczystokomórkowych. Prognozy na 2040 rok wskazują, że nowotwory skóry mogą stać się jednym z najczęstszych nowotworów, tuż po raku piersi – dodała dr Słowińska.

Diagnostyka – klucz do zdrowia
Rozpoznanie nowotworów skóry, zarówno raków podstawnokomórkowych (BCC), kolczystokomórkowych (SCC), jak i czerniaka, zawsze zaczyna się od badania klinicznego. Charakterystyczny obraz zmian często pozwala wstępnie postawić diagnozę. Aż 80% raków skóry lokalizuje się w obrębie głowy i szyi, pozostałe dotyczą kończyn i tułowia. Zmiany mają często charakter wieloogniskowy, zwłaszcza u osób starszych z nasilonym foto-uszkodzeniem skóry. Dlatego tak istotne jest pełne badanie całej powierzchni skóry, a nie tylko pojedynczej zmiany.

Kluczowym narzędziem w diagnostyce jest dermoskopia – szybka, nieinwazyjna metoda, która zwiększa czułość rozpoznania nawet o 30%. – Na wczesnym etapie czerniak może wyglądać identycznie jak zwykłe znamię. Dermoskopia pozwala wykryć zmianę o średnicy kilku milimetrów i uratować życie pacjenta – podkreśliła dr Monika Słowińska.

W przypadkach wątpliwych dermoskopię można uzupełnić refleksyjną mikroskopią konfokalną (RCM), która pozwala uniknąć niepotrzebnego wycinania zmian łagodnych. Natomiast podstawą potwierdzenia rozpoznania pozostaje badanie histopatologiczne – czy to w formie biopsji wycinającej, czy pobrania fragmentu zmiany. Raport histopatologiczny powinien nie tylko określić typ nowotworu, ale także podtyp, głębokość naciekania, marginesy chirurgiczne, a także obecność naciekania naczyń czy przestrzeni okołonerwowych.

W przypadku czerniaka wywiad chorobowy powinien obejmować informacje o istniejących znamionach, pojawieniu się nowych ognisk, wcześniejszych oparzeniach słonecznych, korzystaniu z solarium czy występowaniu nowotworów skóry w rodzinie. Najbardziej znany system ABCDE (asymetria, brzeg, kolor, średnica, ewolucja) jest użyteczny dydaktycznie, ale nie pozwala na identyfikację wszystkich przypadków – szczególnie wczesnych, czerniaków guzkowych czy bezbarwnikowych. Dlatego zaleceniem pozostaje całościowe badanie skóry, obejmujące również okolice trudnodostępne, jak np. skóra owłosiona głowy. W sytuacji podejrzenia naciekania głębszych tkanek konieczne jest rozszerzenie diagnostyki o badania obrazowe – tomografię komputerową czy rezonans magnetyczny.

Eksperci podczas debaty zwracali uwagę, że mimo rozwoju technologii i świadomości wciąż brakuje odpowiedniej preselekcji pacjentów.Lekarze rodzinni mogliby odegrać ogromną rolę – to oni, znając historię pacjenta, mogą szybko zidentyfikować osoby z grupy ryzyka i skierować je dalej – mówiła dr Słowińska.

Dr Marcin Ziętek wskazał, że potrzebne są rozwiązania systemowe: – Na stronie PTO (pto.med.pl) stworzyliśmy listę poradni z dermatoskopem na NFZ, dostępnych w całej Polsce. To działa, ale wymaga nagłośnienia. Warto również skorzystać ze strony akademiaczerniaka.org.

Coraz częściej mówi się również o roli nowych technologii. – Sztuczna inteligencja może być przyszłością screeningu. Pacjenci mogliby samodzielnie wykonywać zdjęcia zmian skóry, a programy w aplikacji wskazywałby, które z nich wymagają chirurgicznego usunięcia – podkreślał dr Ziętek. Inspiracją mogą być także doświadczenia australijskie, gdzie w proces diagnostyki angażuje się techników wykonujących dokumentację fotograficzną skóry, a pacjenci sami porównują zdjęcia z kolejnych wizyt.

Chirurgia – fundament leczenia czerniaka
Chirurgia pozostaje podstawowym sposobem leczenia czerniaka i pierwszym etapem całego procesu terapeutycznego. Zgodnie z wytycznymi, po wykonaniu biopsji wycinającej podejrzanej zmiany i potwierdzeniu rozpoznania czerniaka konieczne jest poszerzone wycięcie blizny po ognisku pierwotnym, z zachowaniem odpowiednich marginesów.

Najczęściej zmiana zostaje usunięta już podczas pierwszej wizyty w poradni chirurgicznej lub dermatologicznej, a dalsze postępowanie zależy od stopnia zaawansowania guza. Dla większości czerniaków standardem jest poszerzenie wycięcia blizny i biopsja węzłów wartowniczych, gdyż żadną inną metodą obrazową nie można potwierdzić obecności mikroprzerzutów – wyjaśniał podczas debaty dr hab. Marcin Ziętek.

W przypadku podejrzanych, klinicznie wyczuwalnych węzłów wykonuje się biopsję, a przy potwierdzeniu przerzutów – limfadenektomię regionalną, czyli resekcję węzłów chłonnych najbliższych do ogniska pierwotnego. Jednak rola takich zabiegów maleje, bo coraz częściej ich miejsce zajmuje immunoterapia. Ekspert przypomniał również o nowoczesnych technikach lokalnych. – W przypadku charakterystycznych dla czerniaka przerzutów do skóry mamy do dyspozycji elektrochemioterapię, która pozwala skutecznie leczyć zmiany nieresekcyjne i może być stosowana także u pacjentów z rakiem piersi.

Czerniak – nowe standardy terapii
Przełom w leczeniu czerniaka nastąpił w ostatniej dekadzie wraz z wprowadzeniem immunoterapii i terapii celowanych. Dzięki nim choroba, która jeszcze niedawno w stadium przerzutowym była praktycznie nieuleczalna, dziś w wielu przypadkach może być skutecznie kontrolowana, a u części pacjentów nawet całkowicie wyleczona.

Pacjenci z czerniakami grubszymi niż 2 mm, nawet bez przerzutów do węzłów wartowniczych, mogą otrzymać roczną immunoterapię jako leczenie uzupełniające. To szansa na wyleczenie, ale warunkiem jest rozpoczęcie terapii w ciągu 16 tygodni od operacji – podkreślała dr hab. Hanna Koseła-Paterczyk z Narodowego Instytutu Onkologii – PIB.

Dodała, że standard dotyczy zarówno pacjentów w stadium II, czyli bez przerzutów do węzłów chłonnych, jak i w stadium III, gdy stwierdza się zajęcie węzła wartowniczego. – Niepodanie leczenia uzupełniającego zmniejsza szanse na przynajmniej próbę wyleczenia tej choroby – zaznaczyła.

Kluczowe jest zachowanie 16-tygodniowego okna czasowego. – To nie jest kwestia, że pacjent czeka. W tym czasie musimy mieć wynik histopatologiczny, ocenioną mutację BRAF, którą stwierdza się u około połowy chorych i świeże badania obrazowe, najczęściej tomografię komputerową. Jeśli nie zdążymy, pacjent traci szansę na leczenie uzupełniające. Dlatego tak ważna jest współpraca chirurga i onkologa. – wyjaśniała.

W stadium II – leczeniem uzupełniającym pozostaje immunoterapia. W stadium III – przy obecności mutacji BRAF – można wybrać między immunoterapią a terapią celowaną inhibitorami BRAF/MEK. Jest też szczególna grupa pacjentów po wycięciu zmian przerzutowych, u których jedyną opcją pozostaje immunoterapia.

Badanie mutacji BRAF to dziś standard w diagnostyce. – Na tym etapie to jedyne badanie dodatkowe, którego wymaga program lekowy. Kolejne testy wykonujemy dopiero, gdy dochodzi do rozsiewu choroby – tłumaczyła dr hab. Koseła-Paterczyk.
W chorobie zaawansowanej decyzja o terapii zależy od stanu pacjenta i profilu guza. Do dyspozycji są zarówno immunoterapie, jak i leczenie celowane. – Możemy stosować monoterapię niwolumabem albo pembrolizumabem, ale także terapie skojarzone – niwolumab z ipilimumabem albo nowsza opcja: niwolumab z relatlimabem. To ostatnie leczenie jest zarezerwowane dla pacjentów z ekspresją PD-L1 poniżej 1%, co dotyczy około 60% chorych. – mówiła.

Immunoterapia i terapia celowana mają różne profile działania. BRAF/MEK inhibitory to leki doustne, które bardzo szybko działają – guzy zmniejszają się w krótkim czasie, a pacjenci szybko odczuwają ulgę. Immunoterapia z kolei daje mniejsze odsetki odpowiedzi w monoterapii, ale wydaje się, że chorzy żyją dłużej. Jeszcze lepsze wyniki daje immunoterapia skojarzona, która łączy wysokie odsetki odpowiedzi z długotrwałą kontrolą choroby – wyjaśniała ekspertka.

Przez lata wybór między obiema metodami był kwestią doświadczenia klinicystów. Dziś mamy już wyniki badań porównawczych. – Wiemy, że pacjenci, którzy rozpoczęli leczenie od immunoterapii skojarzonej, żyją dłużej niż ci, którzy zaczęli od BRAF/MEK inhibitorów. Dlatego uważam, że większość pacjentów powinna rozpoczynać od immunoterapii, a leczenie celowane zostawiamy jako opcję ratunkową w przypadku niepowodzenia – zaznaczyła.

Dr hab. Koseła-Paterczyk podkreśliła też uniwersalną zasadę: im mniej zaawansowana choroba, tym większa skuteczność terapii. – Dotyczy to zarówno immunoterapii, jak i leczenia celowanego. Dlatego kluczowe jest szybkie wdrożenie terapii w odpowiednim momencie. Przy progresji choroby konieczne bywa przechodzenie między metodami. – Jeśli immunoterapia nie działa, stosujemy leczenie celowane i odwrotnie. To praktyka kliniczna, choć niestety nie zawsze skuteczna. – dodała.

Szczególnym wyzwaniem pozostaje leczenie przerzutów do ośrodkowego układu nerwowego.Jeszcze kilka lat temu była to sytuacja praktycznie beznadziejna. Dziś, dzięki nowym opcjom, możemy skutecznie leczyć część pacjentów, ale to wciąż grupa wymagająca szczególnej uwagi – zaznaczyła. Dla pacjentów, u których wyczerpano opcje standardowe, pozostają badania kliniczne. – To realna szansa na dostęp do nowych terapii, które mogą przełamywać oporność.

Ciekawym zjawiskiem w immunoterapii jest możliwość przerwania leczenia bez utraty efektu – tzw. wakacje terapeutyczne. – Układ odpornościowy nauczony przez immunoterapię pamięta nowotwór. Nawet po zakończeniu leczenia efekt się utrzymuje, a w razie nawrotu można wrócić do terapii. Takie zjawisko potwierdzają także polskie badania – przypomniała ekspertka.

Na końcu zwróciła uwagę na miejsce chemioterapii. – Chemioterapia wciąż pozostaje opcją ostatniej linii. Jej skuteczność jest niewielka, dlatego tak ważne jest, aby pacjenci mieli jak najszybszy dostęp do nowoczesnych terapii.

Nowoczesne leczenie raków skóry innych niż czerniak
W ostatnich latach do praktyki klinicznej weszły także nowoczesne terapie w leczeniu raków skóry innych niż czerniak. W raku kolczystokomórkowym (SCC) u pacjentów z przerzutami lub w postaci o wysokim ryzyku standardem jest dziś immunoterapia anty-PD-1, która pozwala u wielu chorych uzyskać trwałą kontrolę choroby.

W raku podstawnokomórkowym (BCC) miejscowo zaawansowanym lub rozsianym stosuje się inhibitory szlaku Hedgehog. Terapia ta umożliwia skuteczne spowolnienie rozwoju nowotworu u chorych, którzy wcześniej nie mieli żadnych realnych opcji poza leczeniem chirurgicznym lub radioterapią.

Chemioterapia praktycznie straciła tu znaczenie i stosowana jest jedynie wyjątkowo, gdy wszystkie inne metody zawiodą. W przypadku braku skuteczności terapii standardowych istotną rolę odgrywają badania kliniczne, w których testuje się nowe schematy immunoterapii i leczenia celowanego.

Współpraca zespołów interdyscyplinarnych
Eksperci zgodnie podkreślali, że kluczowe dla skutecznego leczenia jest leczenie w dużych, doświadczonych ośrodkach. – W centrach onkologii komunikacja między chirurgiem, onkologiem klinicznym i radioterapeutą jest płynna. Pacjent szybko dostaje się na konsylium i w ciągu kilku tygodni rozpoczyna leczenie uzupełniające – mówił dr hab. Ziętek.

Problem pojawia się w mniejszych szpitalach. – Chirurg, który nie zna aktualnych wytycznych, nie zawsze kieruje pacjenta dalej. Zdarza się, że proces trwa zbyt długo i chory traci szansę na leczenie uzupełniające – ostrzegała dr hab. Koseła-Paterczyk.

Dlatego, jak dodawała, każdy wojewódzki ośrodek powinien zapewniać pełne spektrum terapii – od chirurgii po leczenie systemowe – aby uniknąć dramatycznych opóźnień.

Profilaktyka – obowiązek nas wszystkich
Eksperci podkreślili rolę najprostszych, ale kluczowych zaleceń. – Bezwzględna ochrona przeciwsłoneczna, kremy z filtrem SPF 30+, unikanie opalania i regularne samobadanie skóry – to wciąż podstawowe środki, które mogą uratować życie – apelowała dr Słowińska.

Eksperci przypominali też o roli pacjentów i ich rodzin. – Świadomość czynników ryzyka i kontrola całych rodzin to fundament profilaktyki. Każdy z nas powinien wiedzieć, że wczesne wykrycie daje szansę na całkowite wyleczenie – podkreślali.
 
*** 
 
Wypowiedzi pochodzą z debaty eksperckiej „Zdrowie – Wspólna Sprawa: nowotwory skóry – jak poprawić wykrywalność i skutecznie leczyć?”, która odbyła się 9 września 2025 r. Wydarzenie zostało zorganizowane przez Polskie Towarzystwo Onkologiczne i redakcję MedicalPress.
 
W imieniu Polskiego Towarzystwa Onkologicznego zapraszamy do oglądania debaty eksperckiej pt. „Nowotwory skóry w Polsce: jak poprawić wykrywalność i skuteczność leczenia” z udziałem Prof. Piotra Rutkowskiego, Dr hab. Hanny Koseły-Paterczyk, Dr hab. Marcina Ziętka oraz Dr Moniki Słowińskiej. Debata online już 9 września 2025 r.
Prelegenci:

Według danych z KRN, w 2022 roku odnotowano 15 716 nowych przypadków niebarwnikowych raków skóry, choć specjaliści oceniają, że rzeczywista liczba nowych zachorowań to nawet 50 000 rocznie z powodu niedoszacowania.  Choć czerniak jest najbardziej znanym i niebezpiecznym nowotworem skóry, około 80–90% przypadków to tzw. raki nieczerniakowe skóry, z których najczęstsze to: rak podstawnokomórkowy (BCC – Basal Cell Carcinoma) oraz rak kolczystokomórkowy (SCC – Squamous Cell Carcinoma.

Zagadnienia i tematyka spotkania: 

Profilaktyka i rola lekarza rodzinnego w wykrywaniu nowotworów skóry
• Znaczenie wizualnej oceny skóry – jak poprawić czujność onkologiczną?
• Jak skutecznie kierować pacjentów do dermatologa/onkologa?
• Edukacja pacjenta – narzędzia dla lekarza i kampanie społeczne.
• Koordynacja opieki i konsultacje między POZ a onkologią – co nie działa?

Wczesna diagnostyka nowotworów skóry – co wiemy, co ignorujemy?
• Rola dermatoskopii i wideodermatoskopii – jak zwiększyć ich zastosowanie w POZ i dermatologii?
• Czerniak vs rak podstawnokomórkowy – jakie zmiany najczęściej są przeoczane?
• Znaczenie kwalifikacji i doświadczenia lekarzy dermatologów w diagnostyce nowotworów skóry.
• Edukacja społeczeństwa – jak zwiększyć czujność onkologiczną u pacjentów?

Chirurgia onkologiczna i rola leczenia miejscowego – jakie są granice skuteczności?
• Wyzwania chirurgicznego leczenia czerniaka i raków skóry – marginesy, techniki, powikłania.
• Kiedy chirurgia nie wystarczy – rola interdyscyplinarnych decyzji w zaawansowanych przypadkach.
• Możliwości rekonstrukcji i chirurgii plastycznej po leczeniu nowotworów skóry.
• Jak zorganizować leczenie operacyjne w mniejszych ośrodkach? Bariery systemowe.

Terapia celowana i immunoterapia – rewolucja w leczeniu czerniaka i innych nowotworów skóry?
• Przełomowe terapie dla pacjentów z zaawansowanym czerniakiem – co już działa?
• Immunoterapia w I linii leczenia – jak wygląda praktyka kliniczna w Polsce?
• Terapia celowana (BRAF/MEK) – wyzwania diagnostyczne i kwalifikacyjne.
• Czy programy lekowe nadążają za postępem? 

Systemowe wyzwania w opiece nad pacjentami z nowotworami skóry
• Braki kadrowe i różnice regionalne – czy potrzebujemy sieci referencyjnych dla czerniaka?
• Konsylia, karty diagnostyki i leczenia onkologicznego – realne narzędzie czy formalność?
• Finansowanie świadczeń i leczenia nowotworów skóry – czy budżet idzie za potrzebą?
• Potrzeba kompleksowej opieki: wsparcie psychologiczne, rehabilitacja, survivorship care


Transmisja na żywo na: 
https://www.youtube.com/@Medicalpress/streams