Medicalpress
Przyszłość psychiatrii tworzy się tam, gdzie nauka spotyka się z codziennymi potrzebami pacjentów. Jednym z najlepszych przykładów takiego podejścia jest Grupa Odyseusza – pionierski program diagnostyczno-terapeutyczny dla dorosłych z ADHD, który właśnie został wyróżniony prestiżową nagrodą Psychiatryczna Innowacja Roku 2026.
22 maja 2026 roku podczas Gali Młodej Synapsy w Katowicach ogłoszono laureatów ogólnopolskiego konkursu promującego najbardziej wartościowe inicjatywy w polskiej psychiatrii. W kategorii Psychiatryczna Innowacja Roku, przyznawanej za najciekawsze rozwiązania organizacyjne w opiece psychiatrycznej, zwyciężyła Grupa Odyseusza, działająca w ramach Oddziału Dziennego Zaburzeń Nerwicowych Kliniki Psychiatrii, Stresu Bojowego i Psychotraumatologii Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego (WIM-PIB).

Decyzję o przyznaniu nagrody podjęła Rada Naukowa Kongresu, uwzględniając liczbę głosów oddanych w ankiecie. Wyróżnienie stanowi ważny sygnał, że nowoczesne podejście do leczenia osób neuroatypowych znajduje coraz większe uznanie zarówno w środowisku medycznym, jak i społecznym.

Młoda Synapsa – konkurs dla tych, którzy zmieniają psychiatrię

Młoda Synapsa jest specjalną edycją prestiżowego plebiscytu Złota Synapsa. Konkurs organizowany przez Medforum ma na celu docenienie osób, zespołów i instytucji, które przyczyniają się do rozwoju polskiej psychiatrii.

Nagrody przyznawane są w trzech kategoriach:

-Przyszłość Psychiatrii – dla osób wspierających rozwój opieki psychiatrycznej i walczących o prawa pacjentów;
-Najbardziej znaczący artykuł o tematyce psychiatrycznej napisany przez autorów pracujących w Polsce;
-Psychiatryczna Innowacja Roku – dla najbardziej nowatorskich rozwiązań organizacyjnych w systemie opieki psychiatrycznej.
Właśnie w tej ostatniej kategorii zwyciężyła Grupa Odyseusza.

ADHD u dorosłych – więcej niż problem z koncentracją

Choć ADHD kojarzone jest głównie z dziećmi, współczesna psychiatria i psychologia coraz lepiej rozumieją, że objawy tego zaburzenia często utrzymują się również w dorosłości. Trudności z koncentracją uwagi, planowaniem działań, organizacją czasu, kontrolą impulsów czy regulacją emocji mogą znacząco wpływać na jakość życia, relacje społeczne i funkcjonowanie zawodowe.

Szczególnie skomplikowana sytuacja dotyczy osób, u których ADHD współwystępuje z zaburzeniami nerwicowymi lub zaburzeniami osobowości. W takich przypadkach klasyczne formy terapii nie zawsze odpowiadają na wszystkie potrzeby pacjentów.

Skąd wziął się pomysł na Grupę Odyseusza?

Program skierowany jest do dorosłych pacjentów w wieku od 18 do 50 lat z podejrzeniem lub rozpoznaniem ADHD oraz współwystępującymi zaburzeniami nerwicowymi i zaburzeniami osobowości.

Inicjatorami jego powstania są lek. Justyna Sabela, kierownik Oddziału Dziennego Zaburzeń Nerwicowych Kliniki Psychiatrii, oraz mgr Justyna Gielerak, psycholog i psychoterapeuta odpowiedzialna za kwalifikację pacjentów oraz prowadzenie grupy.

Jak podkreślają twórcy programu, inspiracją były doświadczenia zdobyte podczas pracy z pacjentami Oddziału Dziennego. Wielu z nich, mimo motywacji do leczenia, napotykało dodatkowe trudności wynikające z deficytów uwagi, zaburzeń funkcji wykonawczych oraz problemów z organizacją czasu i przestrzeni. Czynniki te utrudniały realizację innych celów terapeutycznych.

Potrzebne było rozwiązanie, które nie tylko pomoże lepiej zrozumieć ADHD, ale przede wszystkim nauczy praktycznych sposobów radzenia sobie z jego objawami.

Terapia jako trening codziennego życia

Praca w Grupie Odyseusza koncentruje się na wyposażeniu uczestników w konkretne narzędzia wspierające codzienne funkcjonowanie. Pacjenci uczą się między innymi skuteczniejszej organizacji czasu, planowania zadań i priorytetów, samoregulacji impulsów, rozpoznawania własnych wzorców funkcjonowania, technik ograniczania wpływu bodźców rozpraszających, strategii radzenia sobie z objawami ADHD.

Jednak skuteczna terapia osób z ADHD wymaga odpowiednio dostosowanej formy pracy. Dlatego zajęcia prowadzone są według przejrzystej struktury, z częstym przypominaniem zasad oraz wykorzystaniem aktywnych metod angażujących uczestników.

Równie istotnym elementem programu jest możliwość wymiany doświadczeń pomiędzy osobami zmagającymi się z podobnymi trudnościami. Takie środowisko sprzyja normalizacji przeżyć, redukuje poczucie osamotnienia oraz pomaga budować bardziej realistyczny i życzliwy obraz samego siebie.

Praca nad samoakceptacją stanowi jeden z najważniejszych filarów programu. Dla wielu osób z ADHD wieloletnie doświadczenia niepowodzeń, krytyki czy niezrozumienia prowadzą bowiem do obniżonego poczucia własnej wartości. Grupa daje przestrzeń do odbudowywania wiary we własne możliwości.

Pierwszy taki program w Polsce

Grupa Odyseusza jest pierwszym w Polsce programem, który w sposób kompleksowy obejmuje opieką osoby dorosłe z ADHD w ramach finansowania przez Narodowy Fundusz Zdrowia. To szczególnie istotne, ponieważ proces diagnostyki i leczenia ADHD u dorosłych często wiąże się z wysokimi kosztami ponoszonymi przez pacjentów. Dzięki finansowaniu publicznemu specjalistyczna pomoc staje się dostępna dla znacznie szerszej grupy osób.

Twórcy programu podkreślają, że jego powstanie było również możliwe dzięki wcześniejszym doświadczeniom zdobytym podczas prowadzenia Grupy Leonidasa – programu skierowanego do wysoko funkcjonujących osób w spektrum autyzmu. Sukces tamtej inicjatywy pokazał, że tworzenie dedykowanych form wsparcia dla osób neuroatypowych odpowiada na realne potrzeby pacjentów.

Dlaczego właśnie Odyseusz?

Nazwa grupy nie jest przypadkowa.

Odyseusz, bohater starożytnego eposu Homera, po zakończeniu wojny trojańskiej przez wiele lat próbował powrócić do rodzinnej Itaki. Jego podróż pełna była przeszkód, nieoczekiwanych wydarzeń i konieczności nieustannego dostosowywania się do zmieniających się warunków. Twórcy programu dostrzegli w tej historii trafną metaforę doświadczeń osób z ADHD.

W codziennym życiu „rejs” często zakłócają pojawiające się nagle bodźce rozpraszające, impulsy emocjonalne czy wymagania stawiane przez otoczenie. Podobnie jak legendarny król Itaki, uczestnicy terapii uczą się rozpoznawać przeszkody, korygować kurs i wracać do wyznaczonego celu. Symbol Odyseusza przypomina, że skuteczne funkcjonowanie nie polega na unikaniu trudności, lecz na rozwijaniu umiejętności powracania na właściwą drogę mimo pojawiających się przeciwności.

Sukces zespołu

Grupa Odyseusza nie powstałaby bez zaangażowania i pracy całego zespołu psychologów i lekarzy, którzy zapewniali pacjentom profesjonalną opiekę oraz wsparcie terapeutyczne. Podziękowania należą się również Kierownikowi Kliniki Psychiatrii, Stresu Bojowego i Psychotraumatologii oraz Kierowniczce Oddziału Dziennego Zaburzeń Nerwicowych Kliniki Psychiatrii WIM-PIB.

Innowacja, która zmienia życie

Nagroda Psychiatryczna Innowacja Roku 2026 jest nie tylko wyróżnieniem dla konkretnego programu terapeutycznego. To także dowód na rosnące znaczenie nowoczesnych, wyspecjalizowanych form wsparcia dla osób neuroatypowych. Historia Grupy Odyseusza pokazuje, że skuteczna psychiatria nie ogranicza się do diagnozy i leczenia objawów. Jej celem jest przede wszystkim pomaganie ludziom w odnalezieniu własnej drogi – nawet wtedy, gdy codzienność przypomina pełen wyzwań rejs przez wzburzone morze. A jak uczy historia Odyseusza, nie zawsze najważniejsze jest to, jak szybko dotrzemy do celu. Czasem największą wartością jest nauczenie się, jak wracać na właściwy kurs.

Prowadząca Grupę Odyseusza

Justyna Olga Gielerak ukończyła jednolite studia magisterskie na kierunku psychologia w 2022 roku na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Rok później rozpoczęła czteroletnie szkolenie psychoterapeutyczne w nurcie poznawczo-behawioralnym, prowadzone przez Instytut Poznawczy w Warszawie. Od lutego 2023 roku pracuje w Wojskowym Instytucie Medycznym – Państwowym Instytucie Badawczym. Doświadczenie kliniczne zdobywała na Oddziale Dziennym, Oddziale Całodobowym, w Poradni Zdrowia Psychicznego, w Oddziale Diagnostyczno-Terapeutycznym Zaburzeń Związanych ze Stresem Traumatycznym oraz w Punkcie Zgłoszeniowo-Koordynacyjnym Centrum Zdrowia Psychicznego dla Pragi-Południe. W 2023 roku uczestniczyła w pilotażu programu pomocy humanitarnej, realizowanego wspólnie przez Rzeczpospolitą Polską i Królestwo Jordanii, adresowanego do uchodźców z Ukrainy. Udzielała wsparcia psychologicznego osobom potrzebującym oraz ich rodzinom. Od 2024 roku konsultuje pacjentów i towarzyszy im na etapie diagnostyki oraz leczenia raka gruczołu krokowego w ramach kompleksowej opieki Prostate Cancer Unit, prowadzonej w WIM-PIB. W 2025 roku, podczas pracy na Oddziale Całodobowym, koordynowała zespół realizujący pilotaż długoterminowej profilaktyki zachowań samobójczych CLASP. Program został następnie wprowadzony jako standard postępowania z pacjentem z grupy ryzyka samobójczego w macierzystej klinice. Jej zainteresowania zawodowe skupiają się wokół pracy z pacjentami neuroatypowymi, w szczególności z pacjentami doświadczającymi trudności wynikających z ADHD i współistniejącymi zaburzeniami lękowymi.

W celu uzyskania informacji pacjenci mogą kontaktować się pod numerem: 261 818 003

https://wim.mil.pl/klinika-psychiatrii-stresu-bojowego-i-psychotraumatologii/odzn/grupa-odyseusza/

Źródło: inf pras

W krajach rozwiniętych samobójstwo jest jedną z głównych przyczyn śmierci kobiet w pierwszym roku po porodzie. Jednym z najważniejszych czynników ryzyka jest depresja poporodowa. Tymczasem już trzy konsultacje psychologiczne pozwoliłyby ok. połowie kobiet wyjść z grupy ryzyka. Takie wsparcie nadal nie działa jednak w Polsce systemowo.
– Nie może być tak, że położna wykrywa u kobiety ryzyko depresji albo słyszy od niej o myślach samobójczych, a jedyne, co może jej zaproponować, to kilkumiesięczne czekanie na pomoc lub prywatna wizyta za kilkaset złotych – podkreśliła w rozmowie z PAP dr hab. Magdalena Chrzan-Dętkoś z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego.

Jak przypomniała, rozwiązanie tego problemu zostało już w Polsce częściowo przetestowane. W latach 2019-2023 ze środków Ministerstwa Zdrowia i Unii Europejskiej realizowano program „Przystanek Mama”. W jego ramach odpowiednio przeszkolone położne i pielęgniarki oceniały ryzyko zachorowania i nasilenie objawów depresji poporodowej, a kobiety z grupy ryzyka mogły szybko uzyskać bezpłatne konsultacje psychologiczne.

– Położne i pielęgniarki prowadziły te badania podczas wizyt patronażowych po porodzie, szczepień dzieci, a także na oddziałach neonatologicznych, w tym oddziałach intensywnej terapii noworodka. Jeśli kobieta uzyskiwała podwyższony wynik w Edynburskiej Skali Depresji Poporodowej, lub zaznaczyła, że doświadcza myśli o zrobieniu sobie krzywdy, mogła skorzystać z trzech bezpłatnych konsultacji psychologicznych. Czas oczekiwania nie przekraczał dwóch tygodni, co w zdrowiu psychicznym ma ogromne znaczenie – powiedziała dr Chrzan-Dętkoś.

Program został później wskazany przez OECD (Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) jako przykład skutecznego i opłacalnego modelu profilaktyki zdrowia psychicznego kobiet po porodzie. Organizacja przeprowadziła także jego analizę kosztową, z której wynikało, że szybkie wsparcie psychologiczne może ograniczać ryzyko poważniejszych problemów psychicznych i zmniejszać koszty społeczne oraz zdrowotne w części krajów świata.

Jednym z najbardziej zaskakujących rezultatów programu okazała się skuteczność nawet bardzo krótkiej interwencji psychologicznej. – Trzy konsultacje to oczywiście niewiele i dużo kobiet mówiło, że potrzebuje dalszego wsparcia. Ale nawet tak podstawowa pomoc już coś zmieniała. Po tych trzech spotkaniach ok. połowa kobiet przestawała należeć do grupy ryzyka depresji poporodowej – zaznaczyła psycholożka.

Jak podkreśliła, jest to niezwykle ważne, ponieważ problemy psychiczne matki po porodzie wpływają nie tylko na nią samą, ale też na rozwój dziecka, funkcjonowanie całej rodziny oraz całego systemu ochrony zdrowia.

Mimo pozytywnych rezultatów program zakończył się w 2023 r. Zdaniem dr hab. Chrzan-Dętkoś jednym z największych paradoksów tej sytuacji jest to, że położne nadal mają obowiązek wykrywania ryzyka depresji poporodowej, ale często nie mają gdzie kierować kobiet wymagających pomocy. – Samo rozpoznanie problemu bez zapewnienia szybkiego dostępu do wsparcia psychologicznego stawia zarówno personel medyczny, jak i pacjentki w bardzo trudnej sytuacji – stwierdziła.

Badaczka porównała tę sytuację do funkcjonującej w Polsce szybkiej ścieżki onkologicznej. – W przypadku podejrzenia nowotworu pacjent trafia do szybkiej diagnostyki i leczenia. W przypadku zdrowia psychicznego kobiet po porodzie takiego systemu praktycznie nie ma – zauważyła.

Jako przykład skuteczniejszych rozwiązań dr hab. Chrzan-Dętkoś wskazała Wlk. Brytanię. Publiczny system ochrony zdrowia ma tam określony czas na zapewnienie pomocy kobietom, u których badania przesiewowe wskazują podwyższone ryzyko depresji lub zaburzeń lękowych. Maksymalny czas rozpoczęcia leczenia wynosi sześć tygodni i obejmuje – w zależności od potrzeb – psychoterapię lub farmakoterapię.

W opinii naukowczyni z UG zdrowie psychiczne kobiet po porodzie nadal pozostaje w Polsce tematem niedostatecznie obecnym w debacie publicznej. Tymczasem problemy tego typu dotyczą bardzo dużej grupy osób. Szacuje się, że na depresję poporodową zapada 10-22 proc. młodych matek, czyli nawet 1 na 5 kobiet w tym okresie życia. Ponad połowa z nich nie zgłasza się po pomoc lekarską.

– W Polsce, najprawdopodobniej z uwagi na lęk przed stygmatyzacją, być może wysokie wymagania wobec matek, wciąż niski poziom świadomości społecznej dotyczący dbania o zdrowie psychiczne po porodzie, na konsultacje niestety zgłasza się tylko 8 proc. mam z grupy ryzyka zachorowania, co wykazałyśmy wspólnie z Natalią Murawską i dr hab. Martą Łockiewicz w naszym badaniu z 2025 r. ((DOI: 10.1016/j.jad.2024.10.068) – powiedziała psycholożka.

Jak dodała, w miarę trwania programu i oswajania się zarówno personelu, jak i kobiet z oceną ryzyka zachorowania na depresję, liczba zgłoszeń rosła. Zdaniem ekspertki pokazuje to konieczność zarówno kontynuacji programów zdrowotnych, jak i zwiększania wiedzy społeczeństwa na temat zdrowia psychicznego po porodzie.

– Okres ciąży i pierwszych miesięcy po porodzie jest momentem ogromnej zmiany i dużego obciążenia emocjonalnego. U części kobiet właśnie wtedy po raz pierwszy pojawiają się zaburzenia depresyjne albo lękowe – powiedziała ekspertka.

Konsekwencje tego mogą być bardzo poważne. Według badań w krajach wysoko rozwiniętych samobójstwo jest jedną z głównych przyczyn śmierci kobiet w pierwszym roku po porodzie.

– O zdrowiu psychicznym w okresie okołoporodowym wciąż mówi się zdecydowanie za mało, mimo że to problem dotyczący bardzo wielu rodzin – podsumowała dr hab. Chrzan-Dętkoś.

Źródło: Nauka w Polsce

Polski system ochrony zdrowia funkcjonuje dziś w coraz większej mierze dzięki pielęgniarkom, które osiągnęły już wiek emerytalny, wynika z najnowszego raportu Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych zaprezentowanego podczas konferencji prasowej poświęconej sytuacji kadrowej w pielęgniarstwie. Choć statystyki wskazują na niewielki wzrost liczby pielęgniarek pracujących z pacjentami, eksperci podkreślają, że poprawa ma charakter jedynie pozorny.
W 2024 roku liczba pielęgniarek pracujących z pacjentami wzrosła do 219,9 tys., czyli o 3,8 tys. więcej niż rok wcześniej. Jednak niemal cały ten wzrost zapewniły osoby po 60. roku życia. Liczba pielęgniarek w wieku emerytalnym wzrosła o 3,7 tys., co oznacza, że system coraz bardziej uzależnia się od pracy osób, które mogłyby już zakończyć aktywność zawodową.

„To nie młode kadry ratują dziś system. Ratują go pielęgniarki, które dawno mogły przejść na emeryturę. Polski system ochrony zdrowia stoi dziś na barkach kobiet, które powinny już odpoczywać po kilkudziesięciu latach pracy. W obliczu systemowego braku pielęgniarek, niewykorzystane zostają kompetencje położnych” – podkreśla Krystyna Ptok, Przewodnicząca OZZPIP.

Polska nadal daleko za Europą

Mimo niewielkiego wzrostu wskaźnika liczby pielęgniarek na 1000 mieszkańców, Polska nadal pozostaje znacząco poniżej średniej państw OECD. Obecnie wskaźnik ten wynosi około 5,8 pielęgniarki na 1000 mieszkańców, podczas gdy średnia dla porównywalnych systemów ochrony zdrowia przekracza 11 pielęgniarek.

Tempo wzrostu liczby pielęgniarek jest również ponad dwukrotnie wolniejsze niż zakładała rządowa strategia rozwoju pielęgniarstwa z 2019 roku. Eksperci alarmują, że obecna dynamika nie odpowiada rosnącym potrzebom zdrowotnym starzejącego się społeczeństwa. Od 2019 roku liczba seniorów wzrosła czterokrotnie szybciej niż liczba pielęgniarek pracujących z pacjentami.

System coraz bardziej zależny od seniorek

Już ponad jedna piąta pielęgniarek pracujących z pacjentami posiada uprawnienia emerytalne. Efektywny wiek odejścia z zawodu wynosi obecnie około 64,5 roku, podczas gdy dla ogółu kobiet w Polsce to około 60,7 roku. W praktyce oznacza to, że wiele pielęgniarek pracuje długo po osiągnięciu wieku emerytalnego, część nawet po 70. i 80. roku życia.

Eksperci zwracają uwagę, że pozostawanie pielęgniarek w zawodzie było w ostatnich latach możliwe przede wszystkim dzięki poprawie wynagrodzeń i warunków zatrudnienia. Ewentualny powrót do wcześniejszych mechanizmów płacowych może doprowadzić do gwałtownych odejść z zawodu.

„Nie wiemy, ile pielęgniarek odejdzie z pracy po zmianach płacowych. Wiemy jedno – system może tego nie wytrzymać” – podkreśla Ptok.

Deficyt pielęgniarek obejmuje już niemal cały kraj

Raport pokazuje również, że kryzys kadrowy przestał być problemem lokalnym. Według danych Barometru Zawodów w 2026 roku w niemal 300 powiatach występuje deficyt lub znaczny deficyt pielęgniarek, a w żadnym powiecie nie odnotowano nadwyżki kadrowej.

Jednocześnie pogłębiają się różnice między województwami. Regiony, które już wcześniej miały najmniej pielęgniarek, nadal rozwijają się pod tym względem wolniej niż średnia krajowa.

Więcej studentów nie rozwiązuje problemu

Choć rekordowa liczba osób rozpoczęła studia pielęgniarskie, znaczna część nie dociera do końca kształcenia. Coraz większą grupę nowych osób uzyskujących prawo wykonywania zawodu stanowią także osoby w wieku 35-50 lat, które będą pracować znacznie krócej niż młode kadry rozpoczynające karierę zawodową po studiach.

„Nie wystarczy otworzyć kierunków studiów. Trzeba jeszcze doprowadzić studentów do zawodu i zatrzymać ich w systemie” – wskazuje przewodnicząca OZZPIP.

Medycyna się rozwija – a system nadal liczy pielęgniarki jak 20 lat temu

Nowoczesna medycyna skraca czas hospitalizacji, ale jednocześnie znacząco zwiększa liczbę, intensywność i złożoność procedur wykonywanych każdego dnia przez pielęgniarki. Pacjenci trafiają dziś do szpitali w cięższym stanie niż jeszcze kilkanaście lat temu: są starsi, wielochorobowi i wymagają stałego monitorowania oraz bardziej zaawansowanej opieki. Coraz większa część leczenia odbywa się poza szpitalem: w domu pacjenta, opiece długoterminowej, środowiskowej i ambulatoryjnej. To również wymaga obecności pielęgniarek i zwiększa obciążenie systemu.

„Rozwój nowych technologii i terapii nie zmniejsza zapotrzebowania na pielęgniarki. Przeciwnie, wymaga wyższych kompetencji, większej odpowiedzialności i większej ilości czasu poświęcanego pacjentowi. Obecne normy zatrudnienia oraz wyceny świadczeń nadal opierają się głównie na liczbie łóżek lub pacjentów, a nie na rzeczywistym czasie i poziomie trudności pracy pielęgniarki. System nadal nie uwzględnia faktu, że jedna pielęgniarka wykonuje dziś znacznie więcej czynności medycznych, administracyjnych i koordynacyjnych niż jeszcze 20 lat temu. W praktyce oznacza to rosnące przeciążenie personelu, mniej czasu dla pacjenta i coraz większe ryzyko błędów oraz wypalenia zawodowego” – mówi Katarzyna Tymińska, pielęgniarka z 40-letnim stażem pracy na oddziale kardiochirurgii dziecięcej.

Pacjenci już odczuwają skutki kryzysu

Niedobory pielęgniarek przekładają się bezpośrednio na bezpieczeństwo pacjentów. W wielu placówkach personel pracuje w warunkach przeciążenia, pojawiają się jednoosobowe dyżury, nieobsadzone minimalne normy zatrudnienia oraz ograniczony czas dla pacjentów. Rosną także ryzyko błędów medycznych i wypalenia zawodowego personelu.

„Braki pielęgniarek to nie problem statystyczny. To problem bezpieczeństwa pacjentów. Sytuacja jest trudna na wielu oddziałach, a dramatyczna na oddziałach psychiatrycznych. Bez norm zatrudnienia niestety nagminnie obsady są za małe i zdarzają się nawet te jednoosobowe” – mówi Jolanta Januszczak, pielęgniarka psychiatryczna.

„Pielęgniarka jest często pierwszą osobą, z którą mamy styczność, kiedy jesteśmy przyjmowani na oddział czy w innych miejscach, np. centrach zdrowia psychicznego. Dla bezpieczeństwa pacjentów wystarczająca ilość pielęgniarek jest gwarantem bezpieczeństwa” – mówi Norbert Bolek z Fundacji eFkropka.

„Dla pacjenta nie ma znaczenia, czy pielęgniarka pracuje w szpitalu, domu opieki czy opiece środowiskowej. Ważne jest, żeby ktoś był obok wtedy, gdy potrzebuje profesjonalnej pomocy. Tymczasem w opiece długoterminowej brakuje dziś pielęgniarek dramatycznie, a personel jest skrajnie przeciążony. Społeczeństwo starzeje się coraz szybciej, liczba osób wymagających codziennej opieki rośnie z roku na rok, a już dziś brakuje ludzi do jej zapewnienia. Musimy pamiętać, że pielęgniarki są potrzebne nie tylko przy szpitalnym łóżku, ale także w domach pacjentów, zakładach opiekuńczych i całym, szeroko pojętym systemie opieki długoterminowej” – mówi Tomasz Michałek z Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”.

Polska bez długofalowej strategii

Podczas, gdy kraje takie jak Niemcy, Norwegia czy Szwajcaria wdrażają wieloletnie strategie zabezpieczenia kadr pielęgniarskich nawet do 2040 roku, w Polsce nadal brakuje aktualizacji polityki kadrowej i kompleksowego planu działań. OECD, WHO oraz Komisja Europejska coraz częściej alarmują o pogłębiającym się kryzysie pielęgniarskim w Europie.

Autorzy raportu apelują o pilne wdrożenie działań naprawczych obejmujących m.in. poprawę warunków pracy, rozwój ścieżek kariery, skuteczne programy mentoringowe dla młodych pielęgniarek oraz długofalowe planowanie kadr medycznych. – „Koniecznie musimy dokonać przeglądu i aktualizacji norm pracy, tak aby odpowiadały realnym procedurom wykonywanym na oddziałach” – apelowała Dorota Ronek, wiceprezes OZZPIP.

Raport kadrowy pielęgniarek i położnych ma na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej i decydentów na rzeczywistą skalę kryzysu kadrowego w pielęgniarstwie oraz jego konsekwencje dla bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli.

Raport „Analizy kadrowe pielęgniarek – aktualizacja” wskazuje jednoznacznie: bez systemowych działań Polska w najbliższych latach może stanąć wobec dramatycznego pogłębienia kryzysu kadrowego w ochronie zdrowia.

Źródło: OZZPiP

Stres to naturalna reakcja, której doświadcza każdy niezależnie od wieku, nawet dzieci. W ich przypadku źródłem stresu najczęściej są zmiany w rutynie, presja szkolna, konflikty rodzinne oraz relacje rówieśnicze. I choć nie da się całkowicie wyeliminować stresujących sytuacji, to opiekunowie powinni zadbać o to, by dzieci miały możliwość odstresowania się poprzez zabawę i ruch na świeżym powietrzu, rozwijanie pasji i przerwy w korzystaniu z urządzeń elektronicznych. W przeciwnym razie długotrwały stres może doprowadzić do poważnych zaburzeń w funkcjonowaniu organizmu.
Specjaliści tłumaczą, że stres u dzieci mogą wywoływać na przykład duże zmiany w ich życiu i otoczeniu: nowa szkoła czy przedszkole, narodziny rodzeństwa, przeprowadzka, a nawet powrót rodzica do pracy. Dzieci stresują także: częste kłótnie bądź przemoc w rodzinie, wysokie wymagania stawiane im przez rodziców i nauczycieli, natłok zadań domowych, trudności w nauce, wystąpienia na forum klasy, strach przed porażką, wyśmiewanie przez rówieśników i nadmiar bodźców. Głośne zabawki i wielogodzinne korzystanie z tabletów czy smartfonów pobudzają najmłodszych i nie dają im możliwości, by się zregenerowały. Poza tym dzieci chłoną emocje swoich opiekunów i stres może też wynikać z ich niepokoju.

– W dzisiejszych czasach mamy epidemię stresu wśród dzieci, które bardzo łatwo reagują na niekorzystne dla nich zmiany otoczenia. Poza tym są uzależnione od mediów społecznościowych, wpuszczone w niesamowity tryb konkurencji i trochę też pozbawione dzieciństwa, dlatego że w tej machinie bycia lepszym, zdolniejszym i fantastycznym czasami zapominamy o tym, że dla dzieci ważne są uwaga, zabawa i czas spędzany na świeżym powietrzu z innymi dziećmi, niekoniecznie edukacyjny. Dzisiaj ciągle staramy się nasze dzieci ulepszać, edukować, żeby miały lepszą przyszłość, ale w tym wszystkim zróbmy im pewną przestrzeń i pozwólmy być dziećmi. Dajmy im kawałki takiego dzieciństwa, jakie my mieliśmy – mówi agencji Newseria dr Magdalena Cubała-Kucharska.

Dzieci nie potrafią w pełni wyrazić swoich uczuć, dlatego stres często manifestuje się u nich somatycznie, na przykład bólami brzucha czy głowy, wybuchami gniewu, problemami ze snem oraz brakiem apetytu. Lekarze alarmują, że taki stan emocjonalny ma negatywny wpływ zarówno na zdrowie psychiczne, jak i na kondycję całego organizmu.

– Dzieci, które podlegają silnemu stresowi, chorują częściej i łatwiej. Stres może wpływać na przewlekłe stany zapalne w jelitach oraz na spadki odporności, więc ma też swój wymiar biologiczny. Słabsza odporność u dzieci bardzo często spowodowana jest podwyższonym stresem, tym bardziej że przewlekle podniesiony hormon stresu, kortyzol, w długim czasie osłabia odporność. Tam działają też różne mechanizmy, na przykład wytrącanie się cynku, który jest minerałem, który przywraca nam odporność. Poza tym coraz częściej spotykamy się z wypaleniem u dzieci i młodzieży właśnie pod wpływem stresu – mówi dr Magdalena Cubała-Kucharska.

Dlatego też dorośli nie powinni ignorować oznak stresu u dzieci i wychodzić z założenia, że z czasem to minie. Zdaniem specjalistów trzeba reagować na bieżąco, rozmawiać z najmłodszymi o ich emocjach i wspierać ich w odzyskiwaniu równowagi emocjonalnej.

– Dzisiaj ogromną rolą dorosłych jest to, by przywrócić dzieciom dzieciństwo i radość życia, a przez to przywrócić im zdrowie. Trzeba pozwolić im na to, żeby robiły rzeczy, które lubią robić najbardziej, trochę poleniuchować i pozwolić im na to, co my robiliśmy dawniej, czyli na grę w klasy, zabawę z innymi dziećmi, kopanie piłki czy cokolwiek, co może im sprawić przyjemność. Te momenty luzu, które dajemy naszym dzieciom, są dla nich bardzo ważne – dodaje ekspertka.

Liczne badania pokazują, że stres wśród dzieci i młodzieży jest poważnym problemem społecznym i potwierdzają alarmujący wzrost jego poziomu w ostatnich latach. W raporcie „Młode Głowy”, przeprowadzonym w 2023 roku przez Fundację UNAWEZA, który objął ponad 180 tys. uczniów w wieku 10–19 lat, aż 81,9 proc. młodych osób deklaruje, że stres dnia codziennego ich przerasta, a 46 proc. ma skrajnie niską samoocenę. Z kolei raport UNICEF „Prawa dziecka w Polsce 2024” wskazuje, że dla 70 proc. dzieci stres związany ze szkołą jest najpoważniejszym problemem, podczas gdy tylko 9 proc. nauczycieli dostrzega ten problem i szuka rozwiązania.

Źródło: Newseria

Podczas posiedzenia Rady do spraw Zdrowia Psychicznego Ministerstwo Zdrowia zaprezentowało założenia nowego, systemowego modelu funkcjonowania Centrów Zdrowia Psychicznego (CZP), który ma wejść w życie 1 stycznia 2027 roku.
Reforma psychiatrii środowiskowej pozostaje jednym z priorytetów Ministerstwa Zdrowia. Jej celem jest odejście od modelu opartego głównie na hospitalizacji na rzecz opieki realizowanej blisko miejsca zamieszkania pacjenta, szybciej dostępnej i lepiej skoordynowanej.

– Centra Zdrowia Psychicznego nie są projektem tymczasowym. To fundament nowoczesnej psychiatrii w Polsce. Chcemy, aby każdy pacjent, niezależnie od miejsca zamieszkania, miał dostęp do szybkiej i kompleksowej pomocy blisko domu, bez skierowania i bez zbędnych barier – podkreśliła wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka.

Obecnie w Polsce funkcjonuje 127 Centrów Zdrowia Psychicznego, obejmujących opieką około 14,7 mln dorosłych mieszkańców. Docelowo system ma objąć całą populację kraju.

Nowy model zakłada utrzymanie najważniejszych elementów reformy opieki psychiatrycznej z wykorzystaniem opieki środowiskowej, w tym:
Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że zakończenie pilotażu z końcem 2026 roku nie oznacza końca funkcjonowania CZP, lecz trwałe wpisanie modelu do systemu świadczeń gwarantowanych.
W trakcie posiedzenia omówiono również kwestie związane z finansowaniem oraz monitorowaniem jakości świadczeń. Ministerstwo Zdrowia wskazało, że rozwój systemu musi opierać się na stabilnym finansowaniu oraz rzetelnej ocenie efektów leczenia.

– Musimy mieć dane, które pokażą, jak działa opieka środowiskowa, czy i na ile  jest skuteczna. Musimy wiedzieć ile jest hospitalizacji i czy np. pacjent mimo opieki środowiskowej wrócił do szpitala i dlaczego. Monitorowanie jakości nie jest biurokracją, tylko narzędziem budowania lepszego systemu dla pacjentów – zaznaczyła wiceminister Katarzyna Kęcka.

Zgodnie z harmonogramem przedstawionym podczas Rady, konsultacje publiczne kluczowych rozporządzeń rozpoczną się w połowie 2026 roku, a pełne wdrożenie reformy planowane jest do 2029 roku.

Psychiatria jest dziś jednym z priorytetów Ministerstwa Zdrowia. Finansowanie psychiatrii rośnie z ponad 5 miliardów złotych w 2022 roku do niemal 10 miliardów złotych w 2026 roku, a dodatkowo przekazywane są rekordowe środki na infrastrukturę psychiatryczną.

Źródło: Gov.pl
Foto: Gov.pl

Ból ostry, jeśli nie jest właściwie leczony, może przejść w ból przewlekły. Ten z kolei wpływa nie tylko na ciało, ale też na psychikę, życie zawodowe, rodzinne i społeczne pacjenta. O tym, jak zapobiegać chronifikacji bólu, ograniczać samoleczenie i budować system opieki nad pacjentem z bólem, rozmawiali eksperci podczas debaty Parlamentarnego Zespołu ds. Medycyny Bólu pt. „Nie ból się! Zapobiegaj”. Projekt objęła honorowym patronatem Małgorzata Kidawa-Błońska, Marszałek Senatu RP, a jego ambasadorką została Urszula Dudziak.
„Bardzo słucham swojego ciała, bo to jest ważne. Jeżeli organizm daje mi sygnały, że coś mu nie służy albo że coś jest nie tak, to staram się reagować. Profilaktyka jest bardzo ważna – trzeba się badać i być czujnym wobec własnego zdrowia” – mówiła Urszula Dudziak.

W medycynie bólu profilaktyka oznacza jednak nie tylko ogólną troskę o zdrowie, aktywność fizyczną czy reagowanie na niepokojące objawy. Oznacza także właściwe leczenie bólu ostrego, aby nie dopuścić do jego utrwalenia, ograniczanie samoleczenia, szybki dostęp do specjalistów i wielokierunkowe prowadzenie pacjenta.

Ból przewlekły wymaga leczenia pacjenta, nie tylko objawu

W wypowiedziach ekspertów powracało przekonanie, że leczenie bólu nie może ograniczać się do szybkiego zniesienia dolegliwości. Ból przewlekły wymaga spojrzenia na pacjenta całościowo, z uwzględnieniem chorób współistniejących, sytuacji psychicznej, funkcjonowania społecznego, rehabilitacji i wsparcia psychologicznego.

Ból przewlekły jest wielochorobowością i tak też powinien być leczony. Jedną metodą nie wyleczymy bólu – wszyscy już wiemy, że potrzebna jest profilaktyka, fizjoterapia, psychoterapia, farmakoterapia i metody interwencyjne. Cały ten system działa tak, jak działa jego najsłabszy element” – mówił dr Marcin Kołacz z Poradni Leczenia Bólu Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus.

Na ryzyko leczenia bólu w oderwaniu od całego obrazu zdrowia pacjenta zwracał uwagę dr hab. n. med. Jarosław Woroń, farmakolog kliniczny i ekspert w zakresie interakcji lekowych. Jak podkreślał, „jedną z najczęstszych przyczyn nieskuteczności leczenia jest leczenie bólu, a nie pacjenta z bólem. Niezwykle ważny jest kontekst wielochorobowości, chorób współistniejących, depresji, bezsenności czy lęku. Farmakoterapia nie może polegać wyłącznie na tym, żeby ‚nie bolało’, bo bardzo często prowadzi to do zjawiska pseudoulgi i chronifikacji bólu.”

Konsekwencje przewlekłego bólu wykraczają daleko poza sam objaw. Chorzy często tracą możliwość pracy, wycofują się z życia społecznego i codziennych aktywności. „Ból zabija szczęście i nie pozwala żyć. Niszczy nie tylko funkcjonowanie biologiczne człowieka, ale również jego możliwości psychospołeczne i zawodowe. Pacjent z przewlekłym bólem bardzo często wypada z rynku pracy, przestaje funkcjonować społecznie i staje się wykluczony” – mówił dr hab. Janusz Trzebicki, konsultant wojewódzki w dziedzinie anestezjologii.

Ból pooperacyjny: leczenie dla komfortu i bezpieczeństwa

Jednym z ważnych tematów była chronifikacja bólu, czyli utrwalanie się bólu i przechodzenie bólu ostrego w przewlekły. Szczególne znaczenie ma tu leczenie bólu pooperacyjnego i pourazowego.

„Ból pooperacyjny jest głównym problemem subiektywnie zgłaszanym przez pacjentów, często większym niż nudności, wymioty czy inne dolegliwości po zabiegu. Leczymy go nie tylko po to, żeby poprawić komfort pacjenta, ale również dla jego bezpieczeństwa. Źle leczony lub nieleczony ból zwiększa ryzyko powikłań i może prowadzić do utrwalenia się bólu przewlekłego” – mówił dr Piotr Mieszczański z Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jak zaznaczał, ból musi być oceniany indywidualnie. Przy tej samej procedurze operacyjnej jeden pacjent może zgłaszać bardzo silne dolegliwości, a drugi znacznie mniejsze, dlatego analgezja pooperacyjna powinna być dobierana do potrzeb konkretnego chorego.

Eksperci wskazywali, że leczenie bólu pooperacyjnego wymaga także edukacji pacjenta jeszcze przed zabiegiem, wyjaśnienia planu leczenia i zmniejszenia lęku związanego z tym, co wydarzy się po operacji.

Samoleczenie i leki bez recepty

Znaczna część dyskusji dotyczyła leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty. Ich nadużywanie może opóźniać właściwe leczenie, zwiększać ryzyko działań niepożądanych i utrwalać problem bólowy.

Jak podkreślał dr hab. n. med. Jarosław Woroń, leki przeciwbólowe dostępne bez recepty powinny być stosowane wyłącznie w bólu incydentalnym i nie mogą być używane przewlekle. Pacjent często otrzymuje leki od lekarza, a jednocześnie sam stosuje preparaty OTC, przez co „leki zaczynają sobie przeszkadzać zamiast pomagać”.

Ekspert zwracał także uwagę, że wybór leku bywa wynikiem reklamy, a nie wiedzy medycznej. „To reklama najczęściej decyduje dziś o wyborze leku przeciwbólowego, a nie kryteria merytoryczne. Pacjent kieruje się promocją i przekazem marketingowym, często bez świadomości działań niepożądanych i ryzyka interakcji. To jest jeden z powodów, dla których problem samoleczenia bólu w Polsce jest tak duży.”

Dostęp do poradni leczenia bólu pozostaje nierówny

Dostęp do leczenia bólu zależy od regionu i możliwości konkretnej poradni. Jak zwracała uwagę dr n. med. Magdalena Kocot-Kępska, specjalista anestezjologii i intensywnej terapii, prezes Polskiego Towarzystwa Badania Bólu, w Polsce są województwa, w których nie ma ani jednej poradni certyfikowanej przez PTBB.

W tej chwili w Polsce mamy 10 województw z poradniami posiadającymi certyfikat Polskiego Towarzystwa Badania Bólu i 6 województw bez żadnej poradni certyfikowanej. Nie znaczy to, że w tych województwach nie ma poradni leczenia bólu, ale często zapewniają one tylko jedną albo dwie metody, na przykład samo przepisywanie recepty czy akupunkturę. Nie można mówić, że jest to leczenie bólu w sensie leczenia wielokierunkowego.”

Ekspertka podkreślała, że skuteczna opieka nad pacjentem z bólem przewlekłym wymaga farmakoterapii, zabiegów interwencyjnych, wsparcia psychologicznego i fizjoterapii. 

Podobny problem opisywała dr Kinga Olczyk-Miller, anestezjolog i specjalista medycyny paliatywnej, wskazując na sytuację w województwie pomorskim, gdzie spośród 11 poradni leczenia bólu z kontraktem NFZ dziewięć znajduje się w Trójmieście. „Oznacza to, że wielu pacjentów dojeżdża na konsultację dwie–trzy godziny w jedną stronę. Już sam dostęp do specjalisty staje się dla chorego ogromnym obciążeniem” – mówiła.

Problemem pozostaje także sposób kierowania pacjentów do poradni. Część chorych trafia do nich bez odpowiedniej diagnostyki, z ogólnym rozpoznaniem bólu, bez określenia jego przyczyny i bez wcześniejszych konsultacji specjalistycznych. W praktyce poradnia leczenia bólu zaczyna wtedy pełnić rolę diagnosty i koordynatora całego procesu.

Psycholog i psychiatra w leczeniu bólu

Przewlekły ból wpływa nie tylko na ciało, ale również na sen, emocje, poczucie sprawczości i relacje społeczne. Dlatego w modelu leczenia wielokierunkowego ważne miejsce zajmuje opieka psychologiczna.

„Psycholog w poradni leczenia bólu nie jest dodatkiem, tylko integralną częścią zespołu terapeutycznego” – mówił mgr Krzysztof Wesołowski, psycholog i neuropsycholog z Poradni Leczenia Bólu w Szpitalu Klinicznym Dzieciątka Jezus Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego.

Ekspert zwracał uwagę, że wielu pacjentów trafiających do psychologa obawia się, że ich cierpienie zostanie potraktowane jako problem wyłącznie psychiczny. Dlatego jednym z pierwszych zadań jest wyjaśnienie, że interwencja psychologiczna nie polega na podważaniu bólu, lecz na pomaganiu pacjentowi w lepszym funkcjonowaniu z chorobą.

Na potrzebę włączenia wsparcia psychiatrycznego zwracał uwagę dr Piotr Wierzbicki, psychiatra i członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Medycyny Holistycznej. „Przewlekły ból niemal zawsze wpływa na funkcjonowanie psychiczne pacjenta. Dlatego uważam, że w leczeniu bólu przewlekłego czy medycynie paliatywnej konsultacja psychiatryczna powinna być standardem, ponieważ ból zmienia funkcjonowanie układów neuroprzekaźnikowych i bardzo często prowadzi do zaburzeń depresyjnych oraz lękowych” – mówił.
Brak szybkiego dostępu do leczenia może dodatkowo skłaniać pacjentów do samodzielnego poszukiwania ulgi, sięgania po leki bez recepty, a czasem także po alkohol, aby poradzić sobie ze snem i napięciem.

Opieka paliatywna to nie rezygnacja z leczenia

Osobnym wątkiem była rola opieki paliatywnej, szczególnie u pacjentów onkologicznych zmagających się z bólem i innymi objawami choroby. Prof. Wojciech Leppert, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Paliatywnej, podkreślał, że wsparcie paliatywne powinno być wdrażane dużo wcześniej, niż dzieje się to obecnie w praktyce.

Ekspert zwracał uwagę, że jedną z barier jest lęk pacjentów przed samym pojęciem opieki paliatywnej i błędne przekonanie, że oznacza ona rezygnację z leczenia przeciwnowotworowego. „To nieprawda. Trzeba bardzo wyraźnie podkreślić, że jest to postępowanie równoległe, które nie wyklucza dalszego leczenia onkologicznego” – mówił prof. Leppert.

Podobne obserwacje przedstawił lek. Wojciech Pałys, anestezjolog i kierownik Poradni Leczenia Bólu w Brzozowie. Wskazywał, że pacjenci często nie boją się samej pomocy, lecz nazwy: medycyna paliatywna czy hospicjum domowe. Jego zdaniem dla wielu chorych brzmi ona jak informacja, że kończy się leczenie.

„Tymczasem to nie jest koniec leczenia, tylko szersze wsparcie pacjenta” – mówił ekspert.

W opinii prof. Wojciecha Lepperta poprawę mogłoby przynieść silniejsze powiązanie opieki paliatywnej z leczeniem onkologicznym już na poziomie organizacyjnym, tak aby w każdym ośrodku onkologicznym była dostępna poradnia medycyny paliatywnej.

Ból nie może być „niczyj”

Eksperci zwracali uwagę, że nawet najlepsze leczenie nie przyniesie efektów, jeśli pacjent pozostaje w systemie bez koordynacji opieki, długo czeka na konsultacje lub trafia od specjalisty do specjalisty bez jasnego planu leczenia

Dr hab. Janusz Trzebicki, konsultant wojewódzki w dziedzinie anestezjologii, wskazywał na potrzebę stworzenia oddziałów referencyjnych leczenia bólu dla pacjentów wymagających szybkiej diagnostyki i skoordynowanej opieki. Jak podkreślał, „pacjent w kryzysie bólowym nie wymaga kolejnej recepty”, lecz miejsca w systemie, które „przejmie za niego odpowiedzialność, postawi diagnozę, ustabilizuje stan chorego i przekaże go dalej, już z konkretnym planem leczenia”. W przeciwnym razie, jak zaznaczał, chory „krąży między poradniami, SOR-em i kolejnymi specjalistami”. 

Do potrzeby stworzenia takich ośrodków odnosiła się również dr n. med. i n. o zdr. Marzena Magdalena Domańska-Sadynica, założycielka Fundacji Eksperci dla Zdrowia, wskazując, że środowisko od lat postuluje powstanie oddziałów leczenia bólu. Wstępna koncepcja pilotażu obejmuje cztery ośrodki – w Warszawie, Gdańsku, Krakowie i Wrocławiu – które miałyby zapewniać kompleksową opiekę pacjentom z najtrudniejszymi problemami bólowymi.

Pacjent niewidzialny

W wypowiedziach ekspertów powracał obraz pacjenta, który przez miesiące lub lata szuka pomocy, przyjmuje kolejne leki, czeka na konsultacje i stopniowo traci sprawność, pracę oraz poczucie wpływu na własne życie.

W poradniach leczenia bólu obserwujemy nie tylko degradację ciała, ale często całkowity rozpad życia człowieka. Pacjenci przestają być zdolni do pracy, nie są w stanie realizować swoich pasji, pogłębiają się zaburzenia depresyjne i lękowe” – mówiła dr Kinga Olczyk-Miller.

Ekspertka wskazywała także na bariery systemowe, w tym brak formalnej ścieżki kształcenia lekarzy w medycynie bólu. W Polsce nie ma uznanej specjalizacji z tej dziedziny ani oficjalnego programu szkolenia państwowego, choć od lekarzy oczekuje się zaawansowanej wiedzy interwencyjnej, umiejętności wykonywania zabiegów i zarządzania skomplikowaną farmakoterapią.

Według dr Olczyk-Miller ograniczony dostęp do psychologa, fizjoterapii, diagnostyki czy odpowiedniego wyposażenia poradni nie oznacza realnych oszczędności dla państwa. Generuje koszty w postaci rent, utraty ludzi na rynku pracy, leczenia powikłań źle prowadzonych terapii przeciwbólowych i narastających problemów psychicznych pacjentów.

Na problem niewidoczności osób żyjących z przewlekłym bólem zwracała uwagę również dr Marzena Magdalena Domańska-Sadynica. „Pacjent z bólem przewlekłym często jest pacjentem niewidzialnym – zostaje w domu, nie pracuje, nie ma siły mówić o swoich problemach. Dlatego chcemy głośniej mówić o bólu i sprawić, żeby ten temat został wreszcie zauważony.”

Wśród postulatów wskazywano m.in. edukację pacjentów dotyczącą bezpiecznego stosowania leków przeciwbólowych dostępnych bez recepty, profilaktykę bólu przewlekłego, szybszy dostęp do poradni leczenia bólu, rozwój poradni wielokierunkowych, włączenie psychologa, psychiatry i fizjoterapeuty do standardu opieki, uruchomienie oddziałów referencyjnych oraz opracowanie jakościowych standardów dla procedur interwencyjnych.

Jak podkreślała dr Domańska-Sadynica, leczenie bólu nie może ograniczać się wyłącznie do kontaktu pacjenta z lekarzem. „Potrzebujemy więcej wielokierunkowych poradni leczenia bólu, w których pacjent ma dostęp nie tylko do lekarza, ale również do psychologa, rehabilitacji i opieki pielęgniarskiej. Leczenie bólu musi być interdyscyplinarne – inaczej nie będzie skuteczne.

Jednocześnie profilaktyka bólu przewlekłego nie może być sprowadzana wyłącznie do odpowiedzialności pacjenta. Wymaga systemu, który pozwala szybko rozpoznać problem, zapewnić dostęp do właściwego leczenia, specjalistów i koordynowanej opieki, zanim ból stanie się przewlekły i znacznie trudniejszy do opanowania.

Źródło: Artykuł opracowano na podstawie wypowiedzi ekspertów podczas debaty Parlamentarnego Zespołu ds. Medycyny Bólu pt. „Nie ból się! Zapobiegaj”, która odbyła się 11 maja 2026 r. w Sejmie RP. Projekt został objęty honorowym patronatem Marszałek Senatu RP Małgorzaty Kidawy-Błońskiej. 
Prezes Rady Ministrów Donald Tusk powołał dr Marię Jessa-Jabłońską na stanowisko zastępcy Rzecznika Praw Pacjenta Bartłomieja Chmielowca. Dr Maria Jessa-Jabłońska jest lekarzem medycyny, doktorem nauk medycznych i absolwentką Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. W swojej pracy będzie koncentrować się m.in. na zagadnieniach związanych z psychiatrią, bezpieczeństwem pacjenta, oraz współpracą międzynarodową.
Dr Maria Jessa-Jabłońska ma wieloletnie doświadczenie medyczne, naukowe i organizacyjne. W przeszłości była nauczycielem akademickim i asystentem naukowym w Zakładzie Farmakologii i Fizjologii Układu Nerwowego, a także lekarzem w Oddziale Neurologii Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Następnie kierowała działami medycznymi w globalnych firmach farmaceutycznych w Polsce i we Francji. Jest również autorką licznych publikacji naukowych z dziedziny farmakologii.

W Biurze Rzecznika Praw Pacjenta szczególne znaczenie będzie miało jej doświadczenie w obszarze opieki psychiatrycznej i neurologii, a także praktyczna znajomość systemów opieki zdrowotnej, standardów medycznych oraz zasad etyki i zgodności z przepisami. Jednym z ważnych obszarów jej pracy będzie wzmacnianie działań dotyczących bezpieczeństwa pacjenta, w tym współpraca z ekspertami, instytucjami publicznymi, organizacjami pacjenckimi i środowiskiem medycznym.

Nowa zastępczyni Rzecznika Praw Pacjenta będzie również wspierać działania Biura w zakresie współpracy instytucjonalnej i spraw międzynarodowych.

Powołanie dr Marii Jessa-Jabłońskiej wzmacnia ekspercki wymiar działalności Rzecznika Praw Pacjenta, szczególnie w obszarach wymagających łączenia wiedzy medycznej, doświadczenia organizacyjnego oraz wrażliwości na potrzeby pacjentów.

Źródło: RPP
Foto: RPP

Ogólnopolska Konferencja Naukowa „Między normą a autodestrukcją: zdrowie młodego pokolenia w świecie trendów” odbędzie się w dniach 13–14 maja 2026 roku na Uniwersytecie Rzeszowskim w ramach projektu Studenci dla Zdrowia, realizowanego przez Niezależne Zrzeszenie Studentów.
Wydarzenie poświęcone będzie problemom, z którymi coraz częściej mierzą się młodzi ludzie – zdrowiu psychicznemu, uzależnieniom oraz wpływowi współczesnych trendów, presji społecznej i kultury porównywania się na codzienne funkcjonowanie. Konferencja ma stworzyć przestrzeń do otwartej rozmowy, wymiany doświadczeń i refleksji nad granicą między tym, co uznajemy za normę, a tym, co zaczyna prowadzić do autodestrukcji.

Program konferencji obejmuje trzy główne obszary tematyczne:

Pierwszy dzień wydarzenia będzie miał charakter ekspercki. Uczestnicy będą mogli wysłuchać wystąpień specjalistów z zakresu medycyny, psychologii i nauk społecznych, a także osób, które podzielą się własnymi doświadczeniami związanymi z problemami zdrowotnymi i uzależnieniami. W programie przewidziano również panele dyskusyjne, występy artystyczne, nagrody dla aktywnych słuchaczy oraz rozstrzygnięcie konkursu na najlepszą pracę malarską.

Drugiego dnia głos zostanie oddany studentom i młodym uczestnikom. Będzie to przestrzeń do prezentacji badań, refleksji i doświadczeń związanych ze zdrowiem współczesnego pokolenia. Udział prelegentów możliwy jest zarówno stacjonarnie, jak i online.

W ramach konferencji odbędzie się także wystawa organizowana we współpracy ze Studenckim Kołem Naukowo-Artystycznym „Non Finito”, prezentująca artystyczne interpretacje tematyki zdrowia psychicznego, fizycznego oraz problematyki uzależnień.

Wystawa dostępna będzie w głównym holu na parterze budynku A1 Uniwersytetu Rzeszowskiego w dniach 29.04-15.05.2026 r.
Głosowanie na najlepszą pracę potrwa do 13.05.2026 r., a ogłoszenie zwycięzcy nastąpi podczas pierwszego dnia konferencji.

Miejsce konferencji: Aula im. św. Jadwigi Królowej, budynek A1, Uniwersytet Rzeszowski

13 maja 2026 r. – dzień ekspercki
14 maja 2026 r. – dzień studencki

Więcej informacji, zapisy dla słuchaczy i prelegentów oraz możliwość głosowania na prace w ramach wystawy dostępne są pod linkiem: https://linktr.ee/studenci.dla.zdrowia

Udział w konferencji jest bezpłatny, jednak obowiązuje wcześniejsza rejestracja, a liczba miejsc jest ograniczona.
Źródło: inf. pras.
Współczesny człowiek funkcjonuje w środowisku, do którego jego mózg nie był projektowany. Stały dostęp do informacji, nieustanne bodźce, brak ruchu i relacji, a także przewlekły stres tworzą warunki, w których układ nerwowy pracuje bez przerwy – bez czasu na regenerację. To właśnie ten kontekst coraz częściej wskazywany jest jako punkt wyjścia do rozmowy o zdrowiu mózgu.
Jak zauważa Izabella Dessoulavy-Gładysz, prezes Mental Power z Fundacji dla Zdrowia Mózgu, „każdego dnia nasz mózg przetwarza ogromną ilość informacji – funkcjonuje w stanie ciągłej stymulacji i gotowości”, a konsekwencje tego przeciążenia są coraz bardziej widoczne – od „spadku koncentracji i zdolności do głębokiego myślenia” i „większej impulsywności”, po „trudności z zapamiętywaniem informacji (…) uzależnienie od technologii (…) zaburzenia lękowe”.

W jej ocenie nie jest to już problem pojedynczych osób, lecz zjawisko o charakterze społecznym. Jak podkreśla, „żyjemy w modelu ‘choroby trzech krzeseł’ – między biurkiem, samochodem i kanapą”, co oznacza, że „ograniczamy ruch, zwiększamy napięcie, przeciążamy układ nerwowy bodźcami i izolujemy się społecznie”.

Jednocześnie – mimo rosnącej świadomości – działania profilaktyczne nie nadążają za skalą wyzwań. Dessoulavy-Gładysz zwraca uwagę, że „tylko 35% Polaków zetknęło się z pojęciem higieny zdrowia mózgu (…) a 90% uważa, że profilaktyka jest równie ważna jak leczenie”, co pokazuje wyraźną lukę między świadomością a praktyką: społeczeństwo rozumie wagę problemu, ale wciąż nie ma narzędzi ani wiedzy, jak skutecznie działać.

Mózg bez wytchnienia

To przeciążenie ma bardzo konkretny wymiar biologiczny i psychiczny. Jak tłumaczy dr Maja Herman, psychiatra, edukatorka zdrowotna, psychoterapeutka i prezes Polskiego Towarzystwa Mediów Medycznych, „mózg jest nam potrzebny po to, żebyśmy wszystkie bodźce, emocje i zdarzenia (…) potrafili przyjąć, skompensować i wypuścić”. Problem w tym, że – jak zaznacza – dziś ten mechanizm coraz częściej przestaje działać prawidłowo, bo „nie ma dziś więcej informacji niż kiedyś, mamy tylko większy dostęp do nich – 24 godziny na dobę”, co sprawia, że „nasz mózg nie ma wytchnienia, nie ma urlopu”.

W praktyce oznacza to chroniczne przeciążenie systemów regulacyjnych i rosnącą trudność w osiąganiu stanu odpoczynku. Jak przyznaje dr Herman, „uczę pacjentów… nic nie robienia. To jest bardzo trudne”, co dobrze oddaje skalę problemu. Jednocześnie zwraca uwagę na jeden z najbardziej destrukcyjnych mechanizmów współczesności, podkreślając, że „multitasking to nie jest supermoc – to jeden z najbardziej szkodliwych mechanizmów dla naszego mózgu”, ponieważ „robienie wielu rzeczy naraz przeciąża go i pogarsza jego funkcjonowanie”.

Styl życia jako główne pole ryzyka

To, co dzieje się dziś z mózgiem, nie wynika wyłącznie z postępu technologicznego. Kluczową rolę odgrywa styl życia – a właściwie jego degradacja w wielu obszarach jednocześnie. Jak zwraca uwagę prof. Paweł Koczkodaj z Zakładu Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii, „trudno jest oddzielić profilaktykę w neurologii, psychiatrii i onkologii, ponieważ tych wspólnych czynników ryzyka jest naprawdę wiele”.

Ekspert przywołuje przy tym konkretne dane, które pokazują skalę problemu. „Około 17% dorosłej populacji nadal pali papierosy (…) a wśród młodzieży obserwujemy wzrost używania nowych wyrobów nikotynowych”, co – jak zaznacza – idzie w parze z wyraźnym spadkiem ekspozycji na kampanie antytytoniowe. Równie niepokojący obraz wyłania się w obszarze aktywności fizycznej – „brak aktywności deklaruje 70% mężczyzn i aż 84% kobiet, a w grupie powyżej 55. roku życia ponad 90% osób jest nieaktywnych fizycznie”. Do tego dochodzi wysoki poziom konsumpcji alkoholu: „spożycie alkoholu w Polsce wynosi około 9 litrów czystego alkoholu na osobę rocznie i nadal jest bardzo wysokie”.

Wnioski – jak podkreśla prof. Koczkodaj – są jednoznaczne: „sama wiedza nie wystarczy, aby zmienić zachowania zdrowotne. Musimy tworzyć środowisko, które sprzyja zdrowym wyborom”.

Ruch jako najprostsza interwencja

Na tym tle szczególnego znaczenia nabiera aktywność fizyczna – nie jako element stylu życia „dla wybranych”, ale jako jedno z najbardziej podstawowych narzędzi profilaktyki. Jak podkreśla dr Joanna Wojsiat, dr n. biologicznych z Instytutu Biologii Doświadczalnej Polskiej Akademii Nauk, „aktywność fizyczna (…) jawi się jako jeden z fundamentów prewencji”, zarówno w kontekście chorób neurodegeneracyjnych, jak i zaburzeń psychicznych. Jednocześnie zaznacza, że „nie chodzi o sport wyczynowy (…) chodzi po prostu o aktywność, która jest przyjemnością, która staje się codziennością”.

Efekty tej aktywności są mierzalne nawet przy niewielkim wysiłku – jak wskazuje badaczka, „już 20 minut ruchu zdecydowanie poprawia nasze funkcje poznawcze (…) już 4 tysiące kroków opóźnia pojawianie się objawów choroby Alzheimera”. Ruch działa przy tym wielowymiarowo: wpływa na metabolizm, układ krążenia i mikrobiotę jelitową, a także bezpośrednio oddziałuje na mózg poprzez mechanizmy neuroplastyczności. „Uruchamia całą kaskadę związków biologicznie aktywnych (…) które z mięśni wędrują między innymi do mózgu i tam robią bardzo dużo dobrego” – wyjaśnia dr Wojsiat, podkreślając, że „nigdy nie jest za późno na ruch”, a korzyści mogą osiągać również osoby w podeszłym wieku.

Początek w dzieciństwie

Jednocześnie fundament zdrowia mózgu powstaje znacznie wcześniej – w pierwszych latach życia, a właściwie jeszcze przed narodzinami. Dr Łukasz Dębiński, pediatra z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego WUM, Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus, członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego, nie pozostawiał w tej sprawie wątpliwości, podkreślając, że „nie można mówić o profilaktyce bez uwzględnienia pediatrii i wieku dziecięcego”. Jak zaznaczał, kluczowe znaczenie ma „pierwsze tysiąc dni życia, obejmujące okres prenatalny oraz pierwsze dwa–trzy lata życia dziecka”, bo to właśnie wtedy mózg rozwija się najintensywniej.

Dr Dębiński przypominał, że w tym czasie mózg nie tylko gwałtownie rośnie, osiągając „ponad 90% swojej masy do szóstego roku życia”, ale przechodzi też fundamentalne procesy rozwojowe. „Dochodzi do mielinizacji, czyli pokrycia wypustek neuronów mieliną – to jak przejście z kabli miedzianych na światłowody. W tym samym czasie powstają nowe połączenia synaptyczne, a na końcu rozwija się kora przedczołowa, odpowiedzialna za planowanie, emocje wyższe i zdolność do podejmowania decyzji” – wyjaśniał.

Jak mówił, „rozwój mózgu należy rozpatrywać w trzech aspektach: potencjału poznawczego, społecznego i zdrowotnego”, bo większe zasoby poznawcze oznaczają nie tylko lepsze indywidualne funkcjonowanie dziecka, lecz także „większą innowacyjność i produktywność społeczeństwa, lepsze relacje społeczne oraz większą świadomość zdrowotną, co wprost wpływa na niższe koszty opieki zdrowotnej”.

Dlatego – jak zaznaczał dr Dębiński – o jakości rozwoju mózgu decydują czynniki pozornie podstawowe, ale w rzeczywistości fundamentalne: właściwe odżywianie, sen, bezpieczeństwo emocjonalne, stymulacja poznawcza i ruch. Równie jasno wskazywał jednak na zagrożenia. „Na rozwój mózgu negatywnie wpływają czynniki prenatalne, takie jak nikotyna, alkohol czy stres” – mówił, dodając, że duże stężenia kortyzolu u małych dzieci „zaburzają rozwój hipokampa, odpowiedzialnego za pamięć”. Do czynników ryzyka zaliczał także urazy, ciężkie infekcje oraz nadmierną ekspozycję na bodźce.

Dr Dębiński dodaje: „każde 30 minut dziennie spędzone przed ekranem przez dwuletnie dziecko zwiększa ryzyko zaburzeń sensorycznych o 10%”. 

Kryzys zdrowia psychicznego młodego pokolenia

Skutki zaniedbań profilaktycznych szczególnie wyraźnie widać w psychiatrii dzieci i młodzieży. Jak wskazuje dr Aleksandra Lewandowska, konsultant krajowa w dziedzinie psychiatrii dzieci i młodzieży, „kondycja psychiczna dzieci i młodzieży z każdym rokiem się pogarsza”, a w okresie od 2019 do końca 2025 roku „blisko czterokrotnie wzrosła liczba dzieci i młodzieży wymagających specjalistycznej opieki psychiatrycznej”.

Jednocześnie – jak podkreśla – rozbudowa systemu nie nadąża za rosnącymi potrzebami, ponieważ „koncentracja wyłącznie na medycynie naprawczej (…) nigdy nie przyniesie pełnego efektu”. W jej ocenie kluczowe znaczenie mają czynniki środowiskowe, takie jak „przemoc, brak umiejętności radzenia sobie z emocjami, deficyty odporności psychicznej”, czyli obszary, na które społeczeństwo ma realny wpływ.

Dlatego – jak zaznacza dr Lewandowska – „edukacja zdrowotna powinna być obowiązkowa”, a skuteczne działania muszą obejmować nie tylko dzieci i młodzież, lecz także dorosłych oraz całe otoczenie społeczne.

Jedna całość: mózg, psychika i ciało

Wspólnym mianownikiem wszystkich tych zjawisk jest odejście od myślenia o zdrowiu w kategoriach odrębnych specjalizacji i coraz wyraźniejsze dostrzeganie jego całościowego charakteru. Jak podkreśla prof. Agata Szulc, prezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego i kierownik Kliniki Psychiatrycznej Wydziału Nauk o Zdrowiu Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, „człowiek jest całością. Nie można rozdzielać neurologii i psychiatrii (…) jeśli choruje człowiek, choruje mózg i choruje cały organizm”. Podobnie wskazuje prof. Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego, zwracając uwagę, że „neurologia i psychiatria (…) mają wspólne korzenie i coraz częściej potrzebę wspólnego działania”.

Z tej potrzeby – jak tłumaczy prof. Kułakowska – wyrosły konkretne inicjatywy środowiskowe, w tym powołanie Koalicji na Rzecz Zdrowia Mózgu oraz powrót do idei opracowania kompleksowego Brain Planu dla Polski. Jak zaznacza, „wypracowaliśmy siedem głównych założeń, które nazwaliśmy siedmioma filarami zdrowia mózgu”, stanowiących podstawę systemowego i długofalowego podejścia.

Siedem filarów zdrowia mózgu:
Model ten obejmuje uznanie zdrowia mózgu za priorytet polityki państwa, inwestycje w kapitał mózgu i edukację w całym cyklu życia, rozwój diagnostyki, leczenia i rehabilitacji, wzmocnienie badań naukowych i innowacji, rozwój kompetencji kadry medycznej, budowę systemu wsparcia dla opiekunów i rodzin oraz monitoring i cyfrową transformację opieki. To podejście wpisuje się w szerszy kontekst europejski i coraz wyraźniej pokazuje, że zdrowie mózgu staje się jednym z kluczowych obszarów polityki zdrowotnej.

Wyzwanie europejskie i globalne

Skala problemu wykracza daleko poza poziom krajowy. Jak przypomina europoseł Adam Jarubas, „jedna na trzy osoby cierpi na choroby mózgu”, a prognozy wskazują na dalszy, dynamiczny wzrost liczby pacjentów – zarówno w przypadku chorób neurodegeneracyjnych, jak i innych zaburzeń neurologicznych.

Za tymi danymi idą ogromne konsekwencje ekonomiczne i społeczne. Jarubas zwraca uwagę, że „koszty choroby Alzheimera (…) około 250 miliardów euro (…) całkowity ciężar ekonomiczny zaburzeń neurologicznych (…) 368 miliardów euro rocznie”, co przekłada się nie tylko na obciążenie systemów ochrony zdrowia, ale także na funkcjonowanie całych społeczeństw. W jego ocenie „choroby neurologiczne stanowią jedno z najpilniejszych (…) wyzwań zdrowotnych, społecznych i gospodarczych Europy”, dlatego na poziomie Unii Europejskiej trwają prace nad Europejską Strategią Zdrowia Neurologicznego.

Jednym z jej kluczowych założeń ma być wyrównywanie dostępu do diagnostyki i leczenia. Jak podkreśla Jarubas, „zdrowie może zależeć od kodu DNA, ale nie powinno zależeć od kodu pocztowego”, co wprost odnosi się do wciąż widocznych nierówności między państwami i regionami.

Podobną perspektywę przedstawia Frédéric Destrebecq, dyrektor generalny European Brain Council, zwracając uwagę, że choroby mózgu to nie tylko problem systemowy, ale przede wszystkim „rzeczywiste obciążenie dla ludzi (…) rodzin oraz opiekunów”. Dlatego – jak podkreśla – rozwijana strategia musi mieć charakter holistyczny i obejmować zarówno diagnostykę i leczenie, jak i zdrowie psychiczne oraz działania społeczne.

Mózg jako miara jakości życia

Ostatecznie zdrowie mózgu nie jest wyłącznie kategorią medyczną, lecz fundamentem ludzkiego doświadczenia i jakości życia. Jak podkreśla prof. Piotr Gałecki, konsultant krajowy w dziedzinie psychiatrii, „mózg waży zaledwie półtora kilograma, a mieści całe ludzkie życie (…) pamięć, nadzieję, ale także choroby i cierpienie”, co pokazuje, jak głęboko kwestie biologiczne splatają się z tym, co najbardziej ludzkie.

Z tej perspektywy – jak zaznacza – odpowiedzialność za zdrowie mózgu wykracza poza system ochrony zdrowia, bo „troska o mózg nie zaczyna się w gabinecie lekarskim. Zaczyna się w rodzinie, w szkole, w relacjach społecznych”. W tym sensie zdrowie mózgu przestaje być wyłącznie elementem polityki zdrowotnej, a staje się jednym z podstawowych warunków jakości życia – zarówno jednostki, jak i całego społeczeństwa.

Artykuł opracowany na podstawie wypowiedzi ekspertów podczas debaty „Profilaktyka – Polityka Zdrowotna – Przyszłość Pokoleń”, zorganizowanej z okazji Europejskiego Dnia Mózgu przez Parlamentarny Zespół ds. Chorób Centralnego Układu Nerwowego oraz Parlamentarny Zespół ds. Chorób Cywilizacyjnych, 24 marca 2026 r., Sejm RP.

Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie włączył się do europejskiego projektu, którego celem jest opracowanie testu diagnostycznego pozwalającego wykrywać chorobę Parkinsona na bardzo wczesnym etapie. To kierunek, na który neurolodzy czekają od lat: dziś rozpoznanie nadal opiera się głównie na obrazie klinicznym, a wiarygodnych, szeroko dostępnych biomarkerów do wczesnej diagnostyki wciąż brakuje.

 

To szczególnie ważne, bo skala problemu rośnie. Według WHO w 2019 roku na świecie żyło ponad 8,5 mln osób z chorobą Parkinsona, a liczba chorych w ciągu ostatnich 25 lat co najmniej się podwoiła. Parkinson jest dziś jedną z najszybciej narastających chorób neurologicznych związanych z niepełnosprawnością.

Projekt nosi nazwę VαMPiRE i jest finansowany z programu Horyzont Europa. Jego założeniem jest stworzenie i zwalidowanie nowego testu do wczesnego wykrywania choroby Parkinsona oraz monitorowania jej postępu. Badacze koncentrują się na analizie różnych form alfa-synukleiny i innych biomarkerów obecnych w tzw. neuronopochodnych pęcherzykach zewnątrzkomórkowych izolowanych z krwi. W praktyce chodzi więc o opracowanie narzędzia opartego na badaniu krwi, a nie na kosztownych i trudniej dostępnych procedurach obrazowych.

Dlaczego właśnie to może być przełom? Bo w chorobie Parkinsona proces neurodegeneracyjny zaczyna się na długo przed pojawieniem się klasycznych objawów ruchowych. Gdy pojawia się drżenie, spowolnienie ruchowe czy sztywność, choroba zwykle trwa już od lat. Tymczasem projekt VαMPiRE zakłada, że uchwycenie zmian biomarkerowych wcześniej mogłoby poprawić nie tylko moment rozpoznania, ale też kwalifikację do leczenia i badań nad terapiami modyfikującymi przebieg choroby.

Skala przedsięwzięcia jest duża. Zgodnie z opisem projektu badanie ma objąć 600 osób z chorobą Parkinsona i 600 osób bez Parkinsona. Uczestnicy będą obserwowani przez 24 miesiące. U osób z Parkinsonem planowane są dwa pobrania krwi w odstępie dwóch lat, a u osób bez choroby – pobranie wyjściowe i dalszy follow-up. Projekt zakłada też regularne ankiety kontrolne, aby ocenić rozwój objawów i sprawdzić, czy część osób z grupy kontrolnej nie zacznie w tym czasie rozwijać choroby.

Warszawski IPiN jest jednym z oficjalnych ośrodków klinicznych badania. Na stronie projektu wprost wskazano, że do udziału poszukiwane są zarówno osoby z rozpoznaną chorobą Parkinsona, jak i ochotnicy bez tej diagnozy, a jednym z miejsc rekrutacji jest właśnie Warszawa. Udział obejmuje ocenę kwalifikacyjną, wizytę początkową z wywiadem i oceną kliniczną, pobranie krwi oraz kontakty kontrolne co trzy miesiące; całe uczestnictwo trwa około 24 miesięcy.

W tym projekcie ważne jest również coś więcej niż sama technologia. VαMPiRE ma ambicję nie tylko znaleźć marker, ale przełożyć go na realny test diagnostyczny możliwy do wykorzystania w praktyce klinicznej. Autorzy projektu podkreślają, że pracują nad rozwiązaniem „prostym, szybkim i nieinwazyjnym”, które w przyszłości mogłoby być bardziej dostępne niż obecne ścieżki diagnostyczne. Równolegle do badań biomarkerowych wykorzystywane mają być także algorytmy AI do analizy danych i budowy modelu diagnostycznego.

To dobrze wpisuje się w szerszy trend w neurologii. W ostatnich latach coraz więcej zespołów badawczych pracuje nad krwiopochodnymi biomarkerami choroby Parkinsona, ale większość tych rozwiązań nadal wymaga walidacji w dużych, wieloośrodkowych kohortach. Właśnie dlatego takie projekty jak VαMPiRE są tak istotne: mają odpowiedzieć nie tylko na pytanie, czy biomarker „działa” w laboratorium, ale czy daje się zastosować u realnych pacjentów i odróżnia chorobę Parkinsona od braku choroby na tyle wcześnie, by miało to znaczenie kliniczne.

Z perspektywy pacjentów i systemu ochrony zdrowia stawka jest wysoka. Wcześniejsza diagnostyka mogłaby skrócić drogę do rozpoznania, ograniczyć liczbę błędnych lub opóźnionych diagnoz i lepiej planować opiekę nad chorymi. WHO zwraca uwagę, że obciążenie chorobą Parkinsona gwałtownie rośnie, a wraz z nim koszty społeczne i zdrowotne. Każde narzędzie, które pozwoli szybciej identyfikować chorobę i trafniej monitorować jej rozwój, może więc mieć znaczenie nie tylko dla pojedynczych pacjentów, ale dla całych systemów opieki.

Na razie to etap badań, nie gotowego produktu. Ale fakt, że polski ośrodek uczestniczy w projekcie o takiej skali i jednocześnie rekrutuje zarówno pacjentów, jak i zdrowych ochotników, pokazuje, że neurologia wchodzi w moment, w którym pytanie nie brzmi już tylko „jak leczyć Parkinsona”, ale coraz częściej: „jak rozpoznać go zanim zdąży się w pełni ujawnić”.

Źródło: Instytut Psychiatrii i Neurologii w Warszawie

Zarówno badania przeprowadzane wśród młodych ludzi, jak i statystyki Narodowego Funduszu Zdrowia wskazują na pogarszającą się kondycję psychiczną dzieci i młodzieży. Ten temat jest od czasów pandemii mocno obecny w debacie publicznej, co skutkuje m.in. reformą psychiatrii dziecięcej i zwiększonym finansowaniem na ten cel. Eksperci podkreślają, że wciąż za mało mówi się o długofalowych konsekwencjach kryzysu zdrowia psychicznego młodych ludzi, czyli o tym, jak kondycja psychiczna dorastającego pokolenia przełoży się na jego funkcjonowanie zawodowe i życie rodzinne.
 Kondycja psychiczna dzieci i młodzieży jest coraz słabsza. Ostatnie raporty pokazują, że mniej więcej 30 proc. uczniów ze szkół średnich ma objawy depresji poważnej albo bardzo poważnej, natomiast w siódmej–ósmej klasie szkoły podstawowej to jest około 20 proc. – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Piotr Szwędrowski, prezes Fundacji Rozwoju Młodego Pokolenia. Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że rośnie zapotrzebowanie na świadczenia psychiatryczne dla dzieci i młodzieży. Wydatki na ten cel wzrosły w latach 2019–2023 o niemal 290 proc. – z 260 mln do ponad 1 mld zł. W latach 2013–2023 pięciokrotnie wzrosła liczba pacjentów poniżej 18. roku życia, którzy zrealizowali receptę na refundowane leki przeciwdepresyjne – z blisko 16 tys. do prawie 85 tys.

Z danych opublikowanych w raporcie Fundacji Unaweza „Młode Głowy. Otwarcie o zdrowiu psychicznym”, opracowanego w 2023 roku na podstawie ankiet zebranych wśród 185 tys. uczniów polskich szkół, wynika, że młodzi ludzie czują się samotni, mają problemy z nauką i nie akceptują siebie. Na każdą z tych odpowiedzi wskazało około jednej trzeciej badanych. To może prowadzić do różnych ryzykownych i destrukcyjnych zachowań, m.in. głodzenia się lub objadania, oglądania filmów prezentujących przemoc lub pornografię. Ponad połowa młodych odczuwa brak motywacji do działania. Prawie 30 proc. ma podejrzenie depresji, a jeszcze wyższy odsetek (blisko 40 proc.) przyznał, że myślał o podjęciu próby samobójczej. Dane Policji wskazują, że liczba samobójstw wśród dzieci i młodzieży wzrosła w ubiegłym roku o prawie 27 proc.

Badanie „Młode głowy” wskazuje, że młodzi ludzie mają niską samoocenę (niemal połowa ma skrajnie niską) i czują się bezużyteczni (58,4 proc.). Ponad 80 proc. ankietowanych przyznało, że nie znajduje rozwiązań w kłopotliwej sytuacji. Brak przygotowania do samodzielności i wiary we własne kompetencje może prowadzić do przeżywania trudności w obszarze podejmowania i realizowania prostych zadań życiowych, co wtórnie obniża samoocenę i nasila problem.

 Jeżeli człowiek w takim wieku, teoretycznie w najpiękniejszym okresie, czuje taki bezsens, pustkę, to jakim on będzie pracownikiem w przyszłości? Czy ci ludzie będą zakładać rodziny? A jeśli tak, to jak będą wychowywać swoje dzieci? Temat jest bardzo poważny. Trochę za mało mówimy o tym, jak strategicznie popatrzeć na pięć, 10, 15 czy 20 lat do przodu z punktu widzenia tych młodych ludzi, którzy dzisiaj są w szkołach – ocenia prezes Fundacji Rozwoju Młodego Pokolenia.

Raport OECD „Promoting good mental health in children and young adults” z 2025 roku wskazuje, że problemy ze zdrowiem psychicznym we wczesnym okresie życia wpływają na kondycję psychiczną w dorosłym życiu, a także na negatywne wyniki w edukacji i trudny start na rynku pracy. W krajach Unii Europejskiej uczniowie wskazujący na zaburzenia psychiczne średnio o 25 proc. częściej powtarzają klasy, chociaż – jak podkreślono w raporcie – związek przyczynowo-skutkowy może być tu dwustronny. W niektórych krajach to ryzyko jest jeszcze wyższe i sięga 75 proc. Statystyki wskazują też, że młodzi ludzie z problemami zdrowia psychicznego rzadziej zdobywają wyższe wykształcenie.

Jak pokazują dane Fundacji Unaweza, zaledwie jedno na 20 ankietowanych dzieci deklaruje, że w trudnych chwilach skorzystałoby z pomocy psychologa. Choć 90 proc. uczniów wie, że w ich szkole pracuje taki specjalista, to 70 proc. nigdy z jego wsparcia nie skorzystało – ani w szkole, ani poza nią. Piotr Szwędrowski zaznacza jednak, że to nie na szkole, ale w głównej mierze na rodzicach spoczywa odpowiedzialność, a przede wszystkim to ich obowiązkiem jest uważność na problemy dziecka.

– Staramy się edukować dorosłych, żeby nie uciekali od odpowiedzialności i nie bagatelizowali tego, że coś się dzieje z ich dzieckiem. Żebyśmy się nie bali porozmawiać, ale w sposób bardziej uważny, bez telefonu i telewizora. Nawet jeżeli nasze dziecko ma problem, to nie bójmy się go przyjąć, zaakceptować, a następnie poszukać pomocy. Jeżeli odrzucimy dziecko w fazie kryzysu, to niestety jest duże prawdopodobieństwo, że już do nas nie przyjdzie. Jeżeli przeoczymy moment, gdy młody człowiek będzie chciał szukać pomocy, to niestety może się to źle skończyć – mówi ekspert.

Jego zdaniem zaangażowanie w zdrowie psychiczne młodych ludzi powinno być jednak znacznie szersze i trzeba wykorzystywać do tego wszystkie dostępne środki i narzędzia.

 Każda szkoła ma obowiązek tworzyć programy wychowawczo-profilaktyczne. Ta strategia dotyczy tego, jakie działania profilaktyczne, czyli wzmacniające zdrowie psychiczne, powinny być realizowane w danym roku szkolnym – podkreśla Piotr Szwędrowski. – Samorządy dysponują pieniędzmi, które powinny iść na profilaktykę. To tzw. fundusze korkowe, kapslowe. Tych pieniędzy na całą Polskę jest dużo, bo ok. 1,4 mld zł rocznie.

Przepisy ustawy o wychowaniu w trzeźwości stanowią, że środki pozyskane z opłat za zezwolenia na hurtowy obrót napojami alkoholowymi i ich sprzedaż detaliczną powinny być przeznaczane na finansowanie określonych zadań z zakresu profilaktyki i rozwiązywania problemów alkoholowych oraz przeciwdziałania narkomanii. Raporty Krajowego Centrum Przeciwdziałania Uzależnieniom i Najwyższej Izby Kontroli wskazują jednak, że część z tych dochodów jest wykorzystywana przez jednostki samorządu terytorialnego na inne cele albo na działania o niskiej skuteczności.

– Przy okazji różnych wydarzeń staramy się edukować samorządowców, że dobrze zainwestowane pieniądze w skuteczne działania profilaktyczne, najlepiej poprzedzone diagnozą potrzeb w danym samorządzie, to jest wyjątkowa inwestycja długoterminowa, wręcz najlepsza. Tylko że dzisiaj niestety patrzymy trochę zbyt krótkoterminowo. Jest wojna, mamy trudności gospodarcze, weszliśmy w bardzo niespokojny czas, ale w końcu nadejdzie czas stabilizacji i trzeba myśleć o tym, co będzie później – mówi prezes Fundacji Rozwoju Młodego Pokolenia.

Źródło: Newseria

Początek 2026 roku na Pomorzu przyniósł zapowiedź zmian, które w ochronie zdrowia rzadko mają charakter jedynie kosmetyczny. Skala planowanych inwestycji oraz ich zakres pokazują, że samorząd województwa postawił na rozwiązania, które mają realnie zmienić doświadczenie pacjentów, a nie tylko poprawić statystyki. Od psychiatrii dziecięcej, przez onkologię i kardiologię, po ratownictwo i opiekę specjalistyczną, w wielu obszarach mówimy o przejściu z etapu gaszenia pożarów do budowania trwałej infrastruktury zdrowotnej.
Szczególnie wyraźnie widać to w psychiatrii, od lat jednym z najbardziej niedoinwestowanych segmentów systemu. W regionie, gdzie zapotrzebowanie na pomoc psychologiczną i psychiatryczną rośnie szybciej niż dostępność świadczeń, decyzje inwestycyjne mają znaczenie fundamentalne. Budowa nowoczesnego Centrum Zdrowia Psychicznego dla Dzieci i Młodzieży w Gdańsku, gruntowne remonty w Starogardzie Gdańskim oraz modernizacje w Kościerzynie i Dzierżążnie to odpowiedź na realne braki infrastrukturalne, które przez lata pogłębiały kryzys w opiece nad najmłodszymi pacjentami. Równolegle realizowany projekt Pomorskie dla zdrowia, ukierunkowany na wsparcie dzieci i młodzieży z problemami psychicznymi, pokazuje, że inwestycje nie kończą się na murach i sprzęcie, ale obejmują także działania środowiskowe, edukacyjne i profilaktyczne.

Marszałek województwa pomorskiego Mieczysław Struk podkreślał, że celem jest pomoc możliwie blisko domu pacjenta i w jego naturalnym otoczeniu. Ten kierunek wpisuje się w szerszy europejski trend odchodzenia od modelu scentralizowanej psychiatrii szpitalnej na rzecz opieki środowiskowej, która pozwala reagować wcześniej i skuteczniej.

Równolegle region inwestuje w obszary, które od lat pozostają filarami zdrowotnych statystyk zachorowalności i umieralności: onkologię oraz choroby układu krążenia. Rozbudowa Gdyńskiego Centrum Onkologii, modernizacja zakładów teleradioterapii i brachyterapii, rozwój diagnostyki obrazowej oraz inwestycje w PET, rezonanse magnetyczne i roboty chirurgiczne to nie tylko zwiększenie potencjału technologicznego, ale także skracanie ścieżki diagnostycznej i terapeutycznej. W regionie, gdzie czas do rozpoznania i leczenia często decyduje o rokowaniu, takie decyzje mają bezpośrednie przełożenie na przeżycia pacjentów.

Wzmocnienie kardiologii w Gdyni, Wejherowie, Słupsku, Kościerzynie i Gdańsku ma podobny wymiar. Modernizacje oddziałów i doposażenie w nowoczesne angiografy, tomografy i systemy diagnostyczne mają poprawić nie tylko dostęp do leczenia, ale także jego jakość i bezpieczeństwo. Jak zaznaczał wicemarszałek Leszek Bonna, nowy sprzęt pozwala szybciej i precyzyjniej diagnozować pacjentów, co w chorobach sercowo-naczyniowych bywa różnicą między pełnym powrotem do zdrowia a trwałą niepełnosprawnością.

Istotnym elementem planu są także inwestycje w szpitalne oddziały ratunkowe. Modernizacje w Wejherowie i Gdyni odpowiadają na problem przeciążenia SOR-ów i warunków, które często utrudniały sprawną pracę zespołów medycznych. W sytuacjach nagłych każda minuta ma znaczenie, a poprawa organizacji pracy i zaplecza technicznego to inwestycja w czas, który ratuje życie.

Na tle tych działań wyróżnia się także projekt Centrum Kompleksowej Opieki nad Dziećmi z Chorobami Reumatycznymi w Sopocie. Skoncentrowanie diagnostyki, leczenia, rehabilitacji i wsparcia psychologicznego w jednym miejscu odpowiada na potrzeby pacjentów, którzy dotychczas musieli poruszać się między wieloma ośrodkami. Taki model opieki skraca kolejki, zmniejsza koszty pośrednie i realnie poprawia jakość życia dzieci i ich rodzin.

Uzupełnieniem inwestycji infrastrukturalnych są programy profilaktyczne i rozwiązania z zakresu teleopieki. Tele-KTG dla kobiet w ciąży z grup ryzyka, bezpłatne szczepienia dla seniorów z chorobami płuc oraz rozwój punktów konsultacyjno-diagnostycznych w zakresie chorób zakaźnych pokazują, że samorząd stawia także na prewencję i wczesne wykrywanie problemów zdrowotnych. To podejście, które w dłuższej perspektywie może przynieść oszczędności całemu systemowi, zmniejszając liczbę hospitalizacji i powikłań.

Pomorskie inwestycje na 2026 rok nie rozwiązują wszystkich problemów ochrony zdrowia, bo te w dużej mierze pozostają w gestii centralnego systemu finansowania i polityki kadrowej. Pokazują jednak, że na poziomie regionalnym możliwe jest konsekwentne budowanie opieki bliżej pacjenta, bardziej nowoczesnej i lepiej dopasowanej do realnych potrzeb. To przykład, że nawet w warunkach systemowych ograniczeń samorząd może być aktywnym graczem, a nie jedynie administratorem niedostatku.

Źródło: Samorząd Województwa Pomorskiego

Projekt zmian w zasadach finansowania i organizacji opieki psychiatrycznej oraz leczenia uzależnień, przygotowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, miał porządkować system. W ocenie samorządu lekarskiego może jednak przynieść skutek odwrotny wprowadzić niejasności, ograniczenia organizacyjne i ryzyko interpretacji, które nie zawsze będą sprzyjać ani pacjentom, ani świadczeniodawcom. Przyjęte 9 stycznia 2026 r. stanowisko Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej pokazuje, że projektowane zapisy dotykają fundamentalnych kwestii: definicji stanu nagłego, granic telemedycyny, zasad dokumentowania diagnostyki psychologicznej oraz finansowania psychiatrii dzieci i młodzieży.
Już pierwszy z podniesionych problemów odsłania napięcie między językiem administracyjnym a realiami klinicznymi. Projekt NFZ zakłada, że każde orzeczenie sądu o przymusowym leczeniu powinno być traktowane jak sytuacja nagła, wymagająca natychmiastowego udzielenia świadczenia. Samorząd lekarski zwraca uwagę, że takie uproszczenie może być mylące. Przymus leczenia nie zawsze oznacza bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia a to właśnie ten element stanowi istotę „stanu nagłego” w medycynie. Zrównanie tych pojęć może prowadzić do automatyzmu decyzyjnego, który nie uwzględnia indywidualnej oceny klinicznej pacjenta.

Wątpliwości budzi także propozycja dotycząca testów psychologicznych. Projekt przewiduje ich formalne „umieszczanie” w harmonogramach zasobów, które z definicji odnoszą się do personelu i sprzętu. Dla samorządu lekarskiego to przykład regulacji, która nie przystaje do praktyki diagnostycznej. Testy psychologiczne nie są zwykłymi narzędziami podlegają ochronie prawa autorskiego i zasadom tajemnicy zawodowej. Ich pełne wyniki nie zawsze mogą być kopiowane ani przechowywane w dokumentacji medycznej. Próba administracyjnego ujednolicenia tego obszaru rodzi pytania o granice ingerencji płatnika w proces diagnozy.

Najbardziej odczuwalne skutki proponowanych zmian mogą jednak dotknąć telepsychiatrii. Projekt wprowadza wymóg fizycznej obecności personelu w określonej komórce organizacyjnej, co w praktyce wyklucza udzielanie teleporad przez specjalistów pracujących zdalnie, na przykład z domu. Samorząd lekarski przypomina, że taka forma wykonywania zawodu została dopuszczona zarówno w przepisach regulujących zawód lekarza, jak i w prawie pracy. W tym kontekście zarządzenie Prezesa NFZ jako akt podustawowy nie powinno ograniczać rozwiązań, które mają umocowanie w ustawach. Spór dotyczy więc nie tylko organizacji świadczeń, ale także hierarchii prawa i granic regulacyjnej roli płatnika.

W tle tych rozwiązań pojawia się jeszcze jeden, systemowy problem: finansowanie psychiatrii dzieci i młodzieży. Prezydium NRL zwraca uwagę, że projekt utrzymuje różne współczynniki dla świadczeń realizowanych w tej samej grupie pacjentów, bez jasnego uzasadnienia. Dlaczego jedne procedury wyceniane są wyżej, a inne niżej tego projekt nie wyjaśnia. W obszarze, który od lat uznawany jest za jeden z najbardziej niedofinansowanych i przeciążonych, brak transparentności mechanizmów finansowych budzi szczególne obawy.

Stanowisko samorządu lekarskiego nie jest prostym sprzeciwem wobec zmian. To raczej sygnał ostrzegawczy, że regulacje tworzone z perspektywy administracyjnej muszą uwzględniać złożoność praktyki klinicznej, praw pacjentów i realiów pracy personelu medycznego. W przeciwnym razie nawet dobrze intencjonowane porządkowanie systemu może prowadzić do kolejnych napięć tym razem już nie tylko na papierze, ale w codziennej pracy poradni psychiatrycznych.

Źródło: NIL