Medicalpress
Eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego podkreślają pilną potrzebę poprawy diagnostyki i leczenia kardiomiopatii w Polsce. Złożony charakter tej grupy chorób oraz ograniczona dostępność badań przesiewowych sprawiają, że kardiomiopatie są wykrywane zbyt późno, co znacznie obniża skuteczność terapii i zwiększa śmiertelność wśród pacjentów.
Niepokojące dane
 
Kardiomiopatie obejmują szeroką grupę schorzeń serca, zarówno genetycznych, jak i nabytych, a ich podział opiera się na cechach fenotypowych. Klasyfikacja wyróżnia pięć głównych typów: kardiomiopatię rozstrzeniową, przerostową, restrykcyjną, arytmogenną kardiomiopatię prawej komory oraz nierozstrzeniową kardiomiopatię lewej komory. Każdy z tych typów charakteryzuje się różnorodnymi przyczynami i obrazami klinicznymi, co wpływa na ich rozpoznawalność i odpowiedź na leczenie.
 
Raport opracowany w ramach projektu „Mapy potrzeb zdrowotnych w zakresie kardiologii” pokazuje, że diagnoza kardiomiopatii w Polsce najczęściej odbywa się w warunkach szpitalnych – u 93,4% pacjentów. Co alarmujące, w 68,2% przypadków diagnoza stawiana jest w trybie pilnym, a jedynie 25,1% chorych trafia do szpitala w trybie planowym. Oznacza to, że kardiomiopatie są wykrywane dopiero na zaawansowanym etapie choroby, co znacząco utrudnia skuteczne leczenie – podkreśla prof. dr hab. n. med. Katarzyna Mizia – Stec, Kierownik I Katedry i Kliniki Kardiologii Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, członek Zarządu Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
Jeszcze większe obawy budzi dalszy los pacjentów po hospitalizacji. Dane wskazują, że wśród osób hospitalizowanych w trybie pilnym aż 23% umiera, a 28% nie pojawia się ponownie w systemie ochrony zdrowia z kodem odpowiadającym rozpoznaniu. W przypadku chorych diagnozowanych planowo, śmiertelność wynosi 18%, a aż 44% pacjentów nie kontynuuje leczenia w systemie ochrony zdrowia. Co więcej, jedynie 15,28% pacjentów po diagnozie trafia pod specjalistyczną opiekę kardiologiczną.
 
– Kardiomiopatie w dużej części przypadków mogą manifestować się w różnym wieku — potrzebna jest zatem odpowiednia opieka pediatryczna i opieka nad chorymi dorosłymi. W celu optymalizacji procesu leczenia, niezbędna jest zindywidualizowana i skoordynowana, a często również multidyscyplinarna opieka nad chorymi – dodaje prof. dr hab. n. med. Przemysław Mitkowski, past prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
Znaczenie badań genetycznych w kierunku leczenia dziedzicznych chorób układu krążenia – raport
 
Jak wynika z raportu „Znaczenie badań genetycznych w kierunku leczenia dziedzicznych chorób układu krążenia”, dostęp do badań genetycznych dla pacjentów z dziedzicznymi chorobami układu krążenia jest w Polsce niewystarczający. Refundacja badań przysługuje jedynie pacjentom ze skierowaniem od genetyka pracującego w poradni genetycznej, jednak w całym kraju działa jedynie 26 takich placówek, w których zatrudnionych jest zaledwie 150 specjalistów. Co więcej, większość z nich nie zajmuje się chorobami układu krążenia, co dodatkowo ogranicza dostępność diagnostyki dla pacjentów kardiologicznych.
 
Właściwa, czyli skuteczna diagnostyka wymaga kompleksowego podejścia, obejmującego ocenę objawów klinicznych, badania obrazowe, genetyczne oraz histologiczne. Pacjenci z kardiomiopatiami wymagają podjęcia ważnych decyzji terapeutycznych w trybie pilnym z uwagi na wysokie ryzyko nagłego zgonu sercowego lub szansę na wprowadzenie celowanego leczenia.  Niestety, w Polsce dostępność badań genetycznych, które odgrywają kluczową rolę w diagnostyce i monitorowaniu pacjentów oraz ich rodzin, jest nadal ograniczona, bowiem średni czas oczekiwania w poradni genetycznej wynosi około 1,5 roku do 2 lat, w trybie pilnym 6 do 12 miesięcy – wskazuje prof. dr hab. n. med. Elżbieta Katarzyna Biernacka, Kierownik Poradni Wad Wrodzonych Serca i Zaburzeń Rytmu o Podłożu Genetycznym, Klinika Wad Wrodzonych Serca, Narodowy Instytut Kardiologii Stefana Kardynała Wyszyńskiego-Państwowy Instytut Badawczy.

Prof. Biernacka dodaje, że  konieczne jest nadanie uprawnień do kierowania na refundowane badania genetyczne kardiologom z wyspecjalizowanych ośrodków, tak jak ma to miejsce w Hiszpanii czy we Włoszech.
 
Co dalej z leczeniem kardiomiopatii?
 
Eksperci podkreślają konieczność stworzenia w Polsce multidyscyplinarnych zespołów ds. kardiomiopatii, które – wzorem systemów działających we Francji, Włoszech czy Hiszpanii – zapewnią skoordynowaną i zindywidualizowaną opiekę nad pacjentami. Wczesna diagnoza i dostęp do nowoczesnych metod leczenia są kluczowe dla poprawy rokowań pacjentów oraz ograniczenia liczby zgonów.
 
Niezbędne jest zapewnienie lepszego i szybszego dostępu do badań przesiewowych i diagnostycznych oraz opracowanie modelu opieki, który umożliwi wcześniejsze wykrywanie kardiomiopatii i skuteczniejsze leczenie pacjentów. Wprowadzenie nowoczesnych rozwiązań systemowych pomoże skrócić czas diagnozy i poprawić jakość terapii, co przełoży się na wyższe wskaźniki przeżywalności i lepszą jakość życia pacjentów. Będziemy intensyfikować działania mające na celu zwiększenie świadomości na temat potrzeb w zakresie leczenia kardiomiopatii – podsumowuje prof. dr hab. n. med. Robert J. Gil, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
Prezes PTK stanowczo podkreślił, że kluczowy jest dostęp do szybkiej diagnostyki oraz czerpanie ze światowych osiągnieć w zakresie innowacyjnego leczenia, również farmakologicznego.
 
Stanowisko ekspertów zostało opublikowane w Zeszytach Edukacyjnych Kardiologii Polskiej.

źródło: PTK

Przez ostatnie 10 lat technologia stymulacji bezelektrodowej ewoluowała: stymulator z technologii nieusuwalnej jest obecnie traktowany jako urządzenie usuwalne, podczas implantacji wykorzystuje się nie tylko udowy, ale także żylny dostęp (zmiany zostały zatwierdzone przez organ rejestrujący), czas pracy baterii został znacząco wydłużony a stymulator bezelektrodowy w pewnym zakresie zapewnia synchronizację przedsionkowo-komorową. Dekadę doświadczeń z technologią stymulacji bezelektrodowej podsumowuje prof. Przemysław Mitkowski, kierownik Pracowni Elektroterapii Serca w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym w Poznaniu.
Komentarz eksperta

Dekada doświadczeń
Na początku warto przypomnieć, że mówiąc o historii stymulacji bezelektrodowej, mówimy w zasadzie o ostatniej dekadzie. Chociaż pierwsze urządzenie do stymulacji bezelektrodowej, które było wszczepione w ramach procedury Investigational Device Exemption (IDE), wymaganej do uzyskania zgody organu rejestrującego na zastosowanie danej technologii u człowieka, odbyło się w 2012 roku, to do praktyki klinicznej w następnym roku wszedł model skonstruowany przez innego producenta.

5 grudnia 2013 roku w Szpitalu Klinicznym Uniwersytetu im. J. Keplera w Linz w Austrii prof. C. Steinwender wszczepił pacjentowi stymulator bezelektrodowy, który jako pierwszy wszedł do codziennej praktyki medycznej. Kiedy w grudniu 2024 roku świętowaliśmy dziesiątą rocznicę tego wydarzenia, dowiedzieliśmy się, że pacjent z pierwszym na świecie stymulatorem bezelektrodowym wciąż żyje, a co więcej w dalszym ciągu funkcjonuje z tym samym, pierwotnym układem (wskaźnik zużycia baterii prognozuje dalsze dwa lata pracy urządzenia).

Mówiąc o stymulacji bezelektrodowej, należy szczególnie docenić fakt, że technologia ta została bardzo dokładnie przetestowana, zanim została wprowadzona na rynek. Dzięki takiemu podejściu w okresie ostatnich dziesięciu lat nie mieliśmy ani jednego „ostrzeżenia” (recall) producenta o potencjalnej możliwości wystąpienia awarii lub przedwczesnego wyczerpania baterii. Jest to z pewnością technologia dopracowana i sprawdzona.

Wersje 2.0 stymulatorów bezelektrodowych
Pierwszy stymulator bezelektrodowy był stymulatorem jednojamowym. W toku rozwoju technologii pojawiły się urządzenia, które rozpoznawały skurcz mechaniczny przedsionków na podstawie oceny wibracji odpowiadających czwartemu tonowi serca, któremu inżynierowie przypisali etykietę „A4” (odpowiadającą IV tonowi serca). Urządzenie było w stanie rozpoznać taki skurcz i sekwencyjnie po skurczu przedsionków, jeżeli nie pojawił się sygnał komorowy, indukował stymulację komór. Był to dobry kierunek: technologia, która przypomina stymulator VDD (czyli pozwalający na stymulację komór wyzwalaną aktywnością elektryczną przedsionków, bez możliwości ich stymulacji). Wysoki odsetek stymulacji sekwencyjnej (powyżej 90 procent) uzyskiwało się pierwotnie jednak jedynie u 70 procent pacjentów –uzyskiwane efekty tego rodzaju terapii były zatem mimo wszystko dalekie od ideału.

W ostatnich latach pojawiły się prace, które wskazywały jakie parametry oprogramowania omawianego urządzenia należałoby zaprogramować inaczej – tak, aby odsetek stymulacji efektywnie zwiększyć i tak, aby można było osiągać synchronizację nawet w przypadku rytmu zatokowego o częstotliwości powyżej 90-100 uderzeń/ minutę. Na tej podstawie w tym roku producent układu zmodyfikował zarówno oprogramowanie, jak i elementy składowe układu (hardware), w tym baterie. Pojawiły się wersje 2.0 urządzeń bezelektrodowych.

Nowe stymulatory mają wyższą żywotność – powyżej 15 lat. Wyliczenia wskazują, że dla około 80 procent pacjentów wszczepiony układ drugiej generacji będzie jedynym stymulatorem na całe życie. To ważne, ponieważ w takich przypadkach nie będzie dylematu, czy powinno się usunąć dotychczasowy układ i wszczepić nowy, czy też po prostu doszczepić choremu drugie urządzenie.

Alternatywny dostęp  
Na przestrzeni lat istotne w dziedzinie stymulacji bezelektrodowej były doniesienia, które mówiły o możliwym innym niż klasyczny dostępie naczyniowym wykorzystywanym podczas zabiegu wszczepienia urządzenia bezelektrodowego.

Pierwotnie stymulatory bezelektrodowe były zaprojektowane z myślą o wprowadzaniu ich z dostępu przez żyłę udową. W niektórych sytuacjach taki jedyny możliwy dostęp mógł utrudnić lub wręcz uniemożliwić implantację stymulatora. Przykładem takiej sytuacji są implantacje w populacji pediatrycznej. U dzieci o wadze kilkunastu-kilkudziesięciu kilogramów żyła udowa jest niekiedy tak mała, że założenie koszulki naczyniowej koniecznej do implantacji stymulatora okazuje się nie lada wyzwaniem. Tymczasem średnica żyły szyjnej wśród najmłodszych grup pacjentów jest stosunkowo duża (często przekracza 8 mm) i umożliwia implantację układu. W przypadkach trudnego lub niemożliwego do wykorzystania dostępu udowego podjęto zatem próby implantacji układu przez żyłę szyjną.

W haskim szpitalu dr Salima Talib wszczepia stymulatory bezelektrodowe wyłącznie drogą przez żyłę szyjną wewnętrzną. W opublikowanej ostatnio pracy, przeprowadzonej na grupie ponad 80 pacjentów, zaraportowano 100-procentową skuteczność implantacji z wykorzystaniem tego dostępu. Co więcej, ostateczną pozycję uzyskiwano w różnych miejscach przegrody międzykomorowej.

W wybranych grupach chorych stymulacja bezelektrodowa implantowana z dostępu szyjnego bywa jedyną możliwą do zastosowania technologią terapeutyczną. Przykładami takich populacji chorych są dzieci i osoby dorosłe z „małymi” sercami.

Ja sam mam również takie doświadczenia. Nasza pierwsza chora, u której wykorzystaliśmy dostęp szyjny nie miała żyły głównej dolnej – żyła główna dolna zaczynała się u naszej pacjentki od żył wątrobowych, a z dolnej części ciała krew spływała lewą żyłą główną dolną przez żyłę nieparzystą (v. azygos) do żyły głównej górnej, a zatem długość cewnika nie pozwalała na wszczepienie chorej stymulatora z wykorzystaniem tradycyjnej drogi.

Drugi przypadek dotyczył dziecka. Zabieg wykonywaliśmy wraz z dr hab. n. med. Maciejem Kempą. Średnica żyły udowej pacjentki była w tym przypadku bardzo niewielka, a żyła szyjna była na tyle duża, że implantacji można było dokonać bezpiecznie właśnie tą drogą.

Układy usuwalne
Oprócz innowacji, jaką jest wykorzystanie innego niż pierwotnie przewidziany dostęp stosowany podczas zabiegu implantacji stymulatora bezelektrodowego, nastąpiła zmiana także w podejściu do usuwania omawianych układów.

W przypadku, gdy bateria pierwotnie wszczepionego pacjentowi stymulatora bezelektrodowego wyczerpała się, producent rekomendował jeszcze do niedawna doszczepienie nowego układu (bez usuwania poprzednich – rekomendowano doszczepienie do nawet w sumie trzech urządzeń).

Na przestrzeni ostatnich lat pojawiło się jednak kilka prac, w tym również praca z naszego ośrodka, w których raportowano usunięcie z sukcesem układów kilkudziesięciomiesięcznych. (Najstarszy układ, jaki udało nam się usunąć, to urządzenie ośmioletnie (ściślej 96-miesięczne).

Decyzje o usunięciu układów podejmuje się zwykle w przypadku młodych pacjentów albo wtedy, kiedy doszczepienie układu w nieco innej lokalizacji według wszelkiego prawdopodobieństwa nie zapewniłoby takich efektów terapii, jakie osiągano w lokalizacji pierwotnej. Obecnie producent nie podaje już informacji, że stymulator bezelektrodowy jest urządzeniem nieusuwalnym.

Przez ostatnie 10 lat technologia stymulacji bezelektrodowej ewoluowała: stymulator z technologii nieusuwalnej jest obecnie traktowany jako urządzenie usuwalne, podczas implantacji wykorzystuje się nie tylko udowy, ale także żylny dostęp (zmiany zostały zatwierdzone przez organ rejestrujący), czas pracy baterii został znacząco wydłużony a stymulator bezelektrodowy w pewnym zakresie zapewnia synchronizację przedsionkowo-komorową.

Nowe rodzaje stymulatorów
Jeśli chodzi o nowości ostatniego okresu, to w 2023 roku kolejny producent wprowadził na rynek układ do stymulacji bezelektrodowej z innym niż w dotychczas stosowane w układzie mechanizmem mocującym. Urządzenie to jest wszczepialne do komory serca jako stymulator komorowy.

Komunikacja tego układu jest nieco inna niż w dotychczasowo implantowanym stymulatorze bezelektrodowym – z układem komunikujemy się nie poprzez fale elektromagnetyczne, ale poprzez niskoamplitudowe impulsy elektryczne, poprzez skórę, w związku z czym trzeba zawsze przykleić elektrody, żeby móc przeprogramować urządzenie, ewentualnie sprawdzić jego parametry.

Dwujamowy układ bezelektrodowy
W 2023 roku  pojawiło się, najpierw w badaniu klinicznym, a później na rynku, kolejne urządzenie do stymulacji bezelektrodowej – tym razem przedsionkowe. To urządzenie, wszczepiane do przedsionka serca, zapewnia stymulację „na żądanie” wtedy, kiedy rytm przedsionków jest wolniejszy. Co istotne, dwa urządzenia-kapsułki (przedsionkowa i komorowa) tworzące układ do stymulacji bezelektrodowej potrafią się ze sobą komunikować niskonapięciowymi impulsami elektrycznymi, co trochę przypomina alfabet Morse’a. Dzięki temu uzyskaliśmy możliwość wdrożenia prawdziwej stymulacji DDD – na żądanie stymulacji przedsionków i na żądanie stymulacji komór oraz stymulacji komór sterowanej przedsionkami wtedy, kiedy rytm przedsionkowy jest rytmem własnym pacjenta lub wystymulowanym.

Omawiany dwujamowy układ bezelektrodowy wszczepiono pierwszym pacjentom w Polsce w naszym ośrodku w Poznaniu i w ośrodku krakowskim u dr n. med. Krzysztofa Boczara we wrześniu br. Jest to kolejny ważny krok w rozwoju technologii stymulacji bezelektrodowej.

Trendy: jeden stymulator, stymulacja dwujamowa
W trakcie tegorocznego Kongresu HRS została zaprezentowana praca prezentująca najnowsze rozwiązanie, które realizuje stymulację dwujamową przy użyciu jednego stymulatora (jednej „kapsułki”). Omawiany układ ma być wszczepiany w okolicę trójkąta Kocha. Dzięki specjalnym rozwiązaniom technicznym urządzenie będzie mogło stymulować zarówno przedsionki, jak i komory serca.

Na obecnym etapie nowe rozwiązanie przeszło pierwsze pozytywne doświadczenia wykonane na próbie kilku owiec. W czasie badania stwierdzono, że po początkowym wzroście progu przedsionkowego następuje stabilizacja, a efekt odległy terapii jest bardzo dobry.

Patrząc na kierunek rozwoju technologii stymulacji bezelektrodowej można doradzić operatorom naukę i doskonalenie w wykorzystywaniu dostępu szyjnego.
Od 2024 roku technologia stymulacji bezelektrodowej jest refundowana w określonych, dość szerokich i – jak się wydaje – adekwatnych do potrzeb klinicznych wskazaniach. Szczegóły zasad refundacji tej metody terapii określa Rozporządzenie Ministra Zdrowia z dnia 29 listopada 2023 roku (Dz.U. z dnia 1 grudnia 2023 r., poz. 2610).
 

źródło: saluspr
We wtorek 17 września 2024 roku odbyły się pierwsze w Polsce zabiegi wszczepienia nowego bezelektrodowego dwujamowego stymulatora serca. Pierwsze zabiegi z zastosowaniem nowej technologii odbyły się w Klinice Kardiologii przy ul. Długiej w Poznaniu oraz w Krakowskim Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II w Krakowie. – Dwa komunikujące się ze sobą stymulatory-kapsułki umożliwiają synchronizację stymulacji między przedsionkiem a prawą komorą serca. Dzięki temu terapia bradykardii wkracza w nową erę: jest jeszcze skuteczniejsza – informują specjaliści.
Kiedy serce bije zbyt wolno
Zaburzenia rytmu serca to jedna z najczęstszych przyczyn wizyt pacjentów u kardiologów. Arytmia może polegać na zbyt wolnej, zbyt szybkiej lub nieskoordynowanej pracy serca. Kiedy serce bije zbyt wolno, mówi się o bradykardii. To stan, który istotnie pogarsza jakość życia pacjenta (który może odczuwać osłabienie, nie być zdolny do wykonywania dobrze tolerowanego dotąd codziennego wysiłku) a niekiedy zagraża życiu, dlatego bezwzględnie wymaga leczenia. Jedną z podstawowych metod terapii bradykardii jest stała stymulacja serca z wykorzystaniem wszczepialnych rozruszników.

Stymulacja bezelektrodowa
W przeciwieństwie do tradycyjnych rozruszników serca, stymulatory bezelektrodowe są wszczepiane bezpośrednio do serca pacjenta przy użyciu minimalnie inwazyjnej procedury, niewymagającej znieczulenia ogólnego. Nie używa się do tego elektrod łączących generator impulsów z sercem. Jak przyznają specjaliści, bezelektrodowe rozruszniki serca umożliwiają uniknięcie najczęstszego rodzaju możliwych powikłań stałej stymulacji serca, związanej właśnie z elektrodami (ich fizycznym uszkodzeniem lub wiążącymi się z ich implantacją infekcjami).

Pierwszy na świecie bezelektrodowy dwujamowy stymulator serca
Zaimplantowany pacjentom podczas wtorkowych zabiegów w Poznaniu i Krakowie innowacyjny system to pierwszy na świecie dwukomorowy bezelektrodowy stymulator serca.

– Nowy system do stymulacji bezelektrodowej to nie jedna, ale dwie „kapsułki” o wielkości mniejszej niż bateria AAA (to około jednej dziesiątej wielkości tradycyjnego rozrusznika serca). Po zaimplantowaniu i aktywacji, stymulatory-kapsułki komunikują się ze sobą niskonapięciowymi impulsami w sposób zbliżony do alfabetu Morse’a. Dzięki temu możliwa jest nie tylko stała stymulacja serca, ale także jednoczesna właściwa synchronizacja między pracą prawego przedsionka i prawej komory serca pacjenta. W nowym systemie możliwa jest stymulacja DDD, „na żądanie” stymulacji przedsionków i „na żądanie” stymulacji komór. Można powiedzieć, że stała stymulacja serca wkracza dziś w nową erę – wyjaśnia prof. Przemysław Mitkowski, kierownik Pracowni Elektroterapii Serca w Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego w Poznaniu.

Szacowany czas pracy baterii nowego systemu bezelektrodowego do stałej stymulacji serca jest porównywalny z urządzeniami tradycyjnymi, posiadającymi elektrody.

Innowacyjne rozruszniki serca zostały zaprojektowane tak, aby można je było usunąć, jeśli zmienią się potrzeby terapeutyczne pacjenta lub będzie on potrzebować wymiany urządzenia w przyszłości.

Wszczepienie układu w I Klinice Kardiologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu przeprowadził zespół kierowany przez prof. dr hab. med. Przemysława Mitkowskiego, a w Krakowskim Szpitalu im. Jana Pawła II zespól kierowany przez dr med. Krzysztofa Boczara.
 
źródło: salus pr
Technologia stymulacji bezelektrodowej jest istotna, perspektywiczna i wprost bezcenna dla wybranych grup chorych. Jest także solidna – na przestrzeni dekady nie zawiodła pokładanych w niej oczekiwań. Co więcej, okazuje się także efektywna kosztowo. To istotne, ponieważ na jej udostępnienie w ramach refundacji czekają pacjenci, dla których ta metoda terapii jest jedyną rozsądną opcją leczenia – w kontekście obchodów 10 lat stymulacji bezelektrodowej podkreśla prof. Przemysław Mitkowski, Kierownik Pracowni Elektroterapii Serca w Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego w Poznaniu, Poprzedni Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Panie Profesorze, w grudniu 2023 roku mija 10 lat od implantacji pierwszego układu bezelektrodowego. Jak ocenia Pan Profesor aktualny status stymulacji bezelektrodowej w palecie procedur elektroterapii?
 
Jestem przekonany, że to tylko kwestia czasu, kiedy stymulacja bezelektrodowa stanie się jedną z podstawowych form leczenia w ramach stałej stymulacji serca. Dzięki temu wynalazkowi, bo tak trzeba mówić o tej niezwykłej technologii, mamy możliwość zaoferowania terapii wybranych form zaburzeń rytmu serca (arytmii) tym pacjentom, którym dotąd nie byliśmy w stanie pomóc albo dla których określona alternatywa terapeutyczna wiązała się ze znacznie wyższym ryzykiem powikłań i gorszym rokowaniem. Stymulacja bezelektrodowa to istotne rozwiązanie w przypadku grupy chorych, u których zastosowanie klasycznego układu stymulującego wiązałoby się z wysokim ryzykiem powikłań, zwłaszcza infekcyjnych. To przede wszystkim pacjenci onkologiczni, z immunosupresją, pacjenci z przewlekłymi, niegojącymi się przetokami skórnymi, chorzy ze specyficznymi uwarunkowaniami anatomicznymi, z niedrożnością układów żylnych. Dla wielu z wymienionych grup pacjentów stymulacja bezelektrodowa w praktyce nie ma alternatywy.
 
Na czym polega innowacyjność tej technologii?
 
System bezelektrodowy jest pozbawiony dwóch elementów, które powodowały problemy w przypadku klasycznych stymulatorów. Pierwszy to kieszonka urządzenia, drugi to elektroda. W związku ze wszczepieniem mogą pojawiać się krwiaki kieszonki, istnieje także ryzyko jej zakażenia. Elektroda w ciągu doby ugina się około 100 tysięcy razy. „Ociera” o struktury, przez które przebiega, i po pewnym czasie zarówno izolacja, jak i przewodniki mogą ulec uszkodzeniu. W niektórych przypadkach klasyczne systemy pracują u pacjentów 15 a nawet 20 lat, jednak zdarza się, że znacznie wcześniej dochodzi do uszkodzenia elektrody czy problemów z kieszonką, co powoduje konieczność usunięcia stymulatora.
 
Jak zaczęła się historia bezelektrodowego „wynalazku”?
 
Dla wielu czytelników być może zaskakująca będzie informacja, że koncepcja stymulatora bezelektrodowego zrodziła się ponad… pół wieku temu. Dokładnie w 1970 roku. Pracę na ten temat opublikował wówczas dr J. W. Spickler. W późniejszych latach próbowano tworzyć prototypy pozbawionych elektrod układów stymulujących. Niestety, ówczesna technologia nie pozwalała na uzyskanie urządzenia, które miałoby zastosowanie kliniczne. Użyte w prototypach baterie rtęciowe starczały na zaledwie dwa miesiące, baterie nuklearne powodowały zbyt duże ekspozycje na promieniowanie jonizujące. Prace wciąż jednak trwały, technologię sukcesywnie rozwijano i udoskonalano. Od pracy dr. Spicklera minęły 43 lata i w grudniu 2013 roku w szpitalu w Linz w Austrii pod kierunkiem prof. Clemensa Steinwendera doszło do wszczepienia pierwszego komercyjnie dostępnego układu do stymulacji bezelektrodowej Micra TPS VR. Od tego wszczepienia mija dziś 10 lat. Na całym świecie wszczepiono na przestrzeni dekady ponad 200 tysięcy tych urządzeń, w Polsce ponad 500. Samo urządzenie jest małą kapsułką o objętości 0,8 cm3, waży 2 g; jest o 90% lżejsze i ma o 90% mniejszą objętość niż standardowy stymulator z elektrodą. To urządzenie może pracować bez przerwy ok. 10-12 lat. Z całą pewnością można stwierdzić, że technologia stymulacji bezelektrodowej jest niezwykła, ale także solidna – nie zawiodła pokładanych w niej oczekiwań.
 
Czy stymulacja bezelektrodowa rzeczywiście nie ma słabych punktów?
 
To, co dla mnie osobiście jest przełomowe w technologii stymulacji bezelektrodowej, to fakt, że została ona doprowadzona do perfekcji. W ciągu 10 lat w przypadku omawianego wyrobu medycznego nie mieliśmy ani jednego ostrzeżenia producenta. Warto pamiętać, że wszczepianie układów stosowanych w elektroterapii jest niezwykle precyzyjnie monitorowane i wszelkie powikłania są raportowane do producenta. Na przestrzeni dekady nie zdarzył się żaden systemowy błąd w omawianym wyrobie medycznym. Nie dochodziło do uszkodzeń mechanicznych układów ani korozji jego elementów. Tak więc istotnie, nasze doświadczenia z tą konkretną technologią są doskonałe. Rozwój wciąż trwa. Od chwili pojawienia się pierwszego stymulatora bezelektrodowego pojawiły się kolejne jego generacje wyposażone w dodatkowe funkcje. Pierwsze układy bezelektrodowe stymulowały wyłącznie komory serca, najnowsze modele potrafią rozpoznawać skurcz przedsionków. Nawet jednak najprostsze układy, w stosunku do alternatyw czyli klasycznych stymulatorów z elektrodą, to wciąż, także po 10 latach, przełom i „kosmos”. Dla mnie technologia stymulacji bezelektrodowej to przykład tego, że postęp jest ograniczony jedynie naszą wyobraźnią.
 
Czy dostępność tej metody terapii jest w Polsce optymalna?
 
Niestety, obecnie warunki finansowe nie pozwalają na powszechne stosowanie tej metody. Trwają jednak prace administracyjne zmierzające do objęcia tej metody terapii refundacją. Wiążemy z tym ogromne nadzieje. To ważne, by dostęp do stymulacji bezelektrodowej był zwiększony, ponieważ jak powiedzieliśmy, na udostępnienie tego rozwiązania oczekują pacjenci, dla których nie ma rozsądnej alternatywy klinicznej. Nie mniej istotne, że z punktu widzenia efektywności kosztowej proces leczenia przy użyciu tego wyrobu medycznego jest w perspektywie kilku lat zdecydowanie tańszy niż próby wykorzystywania standardowych możliwości u chorych, u których z dużym prawdopodobieństwem możemy spodziewać się powikłań, jeśli spróbujemy skorzystać z klasycznych rozwiązań. Znam historie wielu ośrodków, które wszczepiły stymulator bezelektrodowy pacjentom, którzy naprawdę wymagali tej technologii, a nie uzyskały refundacji. Taka sytuacja nie powinna się zdarzać. Musimy mieć dostęp do odpowiednich rozwiązań – zwłaszcza do tych, na które pacjenci po prostu nie mogą zaczekać, ponieważ od ich zastosowania zależy życie. W ostatnich dniach ukazało się rozporządzenie Ministra Zdrowia umieszczające omawianą technologię w koszyku świadczeń gwarantowanych. To wspaniałe wieści!

Panie Profesorze, dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Marta Sułkowska

źródło: materiał prasowy
18-24 kwietnia br. obchodzimy Tydzień dla Serca. W tym szczególnym czasie Polskie Towarzystwo Kardiologiczne (PTK) pragnie przypomnieć, że kondycja serca leży w naszych rękach. Znaczący wpływ na stan naszego układu sercowo-naczyniowego mają profilaktyka, styl życia i regularne wizyty u lekarza. Niestety pomimo wielu działań edukacyjnych, Polacy w dalszym ciągu umierają gównie na choroby układu sercowo-naczyniowego. Według danych NIZP-PZH choroby układu krążenia odpowiadają za 34,8 proc. zgonów w Polsce[1].
Choroby sercowo-naczyniowe dotykają ponad 523 mln osób na świecie, prawie dwukrotnie więcej niż dwie dekady temu, przy czym jeden na trzy zgony z powodu chorób układu krążenia występuje przedwcześnie u osób poniżej 70 roku życia[2].
 
Zgodnie z danymi NIZP-PZH w Polsce w 2020 i w 2021 r. największa względna nadwyżka umieralności
spowodowanej choróbami sercowo-naczyniowymi wystąpiła w przypadku choroby nadciśnieniowej oraz choroby niedokrwiennej serca i dotyczyła zbliżonej populacji mężczyzn (odpowiednio: 10,9 proc. i 13,1 proc.) i kobiet (8,7 proc. i 13,9 proc.)[3].
 
Zdrowe serce
 
Podczas Tygodnia dla Serca eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przypominają o kluczowych zasadach:
Nie należy również zapominać o regularnych, profilaktycznych badaniach, których zakres najlepiej skonsultować każdorazowo z lekarzem.
 
Dekalog potrzeb polskiej kardiologii
 
Na ostatnim ESC Spring Summit 2023 przedstawiciele PTK dyskutowali ze swoimi europejskimi odpowiednikami o przyszłości kardiologii w kontekście starzejącego się społeczeństwa przy jednoczesnym rozwoju technologii medycznych, w tym sztucznej inteligencji.  – Wniosek jest tylko jeden: podjęcie działań na poziomie systmowym może przyczynić się do poprawy statystyk nie tylko w Europie, ale przede wszystkim w Polsce – podkreśla prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. – Dlatego też odpowiadając na aktualne potrzeby i wyzwania jakie stoją przed polskim systemem ochrony zdrowia, w tym w szczególności przed kardiologią, w zeszłym roku PTK przedstawiło Dekalog potrzeb polskiej kardiologii – dodaje prof. Przemysław Mitkowski.
  1. Zniesienie limitu na procedury kardiologiczne i kardiochirurgiczne
  2. Rozszerzenia terytorialne programu Sieci Kardiologicznej
  3. Liberalizacja kryteriów włączenia do programu leczenia hiperlipidemii
  4. Reewaluacja wycen procedur w zakresie kardiologii, zwłaszcza kardiologii interwencyjnej
  5. Refundacja procedur o uznanych korzyściach w poprawie rokowania pacjentów
  6. Szybkie wprowadzanie refundacji nowych technologii nielekowych
  7. Powszechny dostęp do nowych technologii farmaceutycznych w zakresie leczenia niewydolności serca
  8. Wdrażanie programów koordynowanej opieki
  9. Możliwość opisywania wyników badań obrazowych w zakresie serca przez kardiologów
  10. Kolegialne zarządzanie Narodowym Programem Chorób Układu Krążenia.
 
– W dużej części postulowane zmiany, w tym m.in. wprowadzenie nowych technologii nielekowych w zakresie telemonitoringu urządzeń wszczepialnych, są bardzo bliskie wprowadzenia do publicznego finansowania, co niezmiernie nas cieszy. Nadal jest jeszcze dużo do zrobienia, nasza lista jest sukcesywnie aktualizowana  – wskazuje prof. Przemysław Mitkowski.
 
 – To co niewątpliwe jest sukcesem to rozszerzenie terytorialne pilotażu Krajowej Sieci Kardiologicznej o kolejne województwa oraz wypracowanie Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia – wskazuje prof. dr hab. n. med. Adam Witkowski, Poprzedni Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. – To czego brakuje to poprawienie kolegialności zarządzanie w programie, tym bardziej, że przedstawiciele Zarządu Głównego PTK zasiadają w Krajowej Radzie do spraw Kardiologii – dodaje prof. Witkowski.
 
Polskie Towarzystwo Kardiologiczne wspólnie z Polskim Towarzystwem Lipidologicznym ustanowiło 2023 rokiem walki z hipercholesterolemią. Celem jest przede wszystkim zwiększenie świadomości i wiedzy na temat roli skutecznej diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych.  – W ostatnim czasie przedstawiliśmy Ministerstwu Zdrowia projekt zmian programu KOS-Zawał, czyli tzw. KOS-Zawał Plus który skupia się wczesnym osiągnięciu celów terapeutycznych w zakresie cholesterolu LDL przy zwiększeniu dostępu do nowoczesnych i bardzo skutecznych technologii lekowych – wskazuje prof. dr hab. n. med. Robert Gil, Prezes-Elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. – Mam nadzieję, że nasze propozycje spotkają się z aprobatą ze strony resortu i wspólnie zwiększymy efektywność i jakość leczenia pacjentów – dodaje prof. Gil.
 
Od lat Polskie Towarzystwo Kardiologiczne współpracuje i prowadzi dialog z administracją publiczną, której celem jest wypracowanie jak najlepszych rozwiązań dla pacjentów, ale również dla rozwoju polskiej kardiologii.
 
Zachęcamy Państwa do zapoznania się z informacjami na temat chorób sercowo-naczyniowych. Informacje znajdą Państwo na stronach portali edukacyjnych dla pacjentów i ich opiekunów przygotowanych przez ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego: copozawale.pl, arytmiagroziudarem.pl, slabeserce.pl, copozatorze.pl, wysokicholesterol.pl, sercepacjenta.pl.
 
 
 
[1] Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH – Państwowy Instytut Badawczy, Raport: Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania https://www.pzh.gov.pl/raport-sytuacja-zdrowotna-ludnosci-polski-i-jej-uwarunkowania/
[2] World Heart Vision 2030 Brief: Driving Policy Change, https://world-heart-federation.org/wp-content/uploads/World-Heart-Vision-2030-Summary.pdf
[3] Ibidem, str. 233-267
18-24 kwietnia br. obchodzimy Tydzień dla Serca. W tym szczególnym czasie Polskie Towarzystwo Kardiologiczne (PTK) pragnie przypomnieć, że kondycja serca leży w naszych rękach. Znaczący wpływ na stan naszego układu sercowo-naczyniowego mają profilaktyka, styl życia i regularne wizyty u lekarza. Niestety pomimo wielu działań edukacyjnych, Polacy w dalszym ciągu umierają gównie na choroby układu sercowo-naczyniowego. Według danych NIZP-PZH choroby układu krążenia odpowiadają za 34,8 proc. zgonów w Polsce[1].
Choroby sercowo-naczyniowe dotykają ponad 523 mln osób na świecie, prawie dwukrotnie więcej niż dwie dekady temu, przy czym jeden na trzy zgony z powodu chorób układu krążenia występuje przedwcześnie u osób poniżej 70 roku życia[2].
 
Zgodnie z danymi NIZP-PZH w Polsce w 2020 i w 2021 r. największa względna nadwyżka umieralności
spowodowanej choróbami sercowo-naczyniowymi wystąpiła w przypadku choroby nadciśnieniowej oraz choroby niedokrwiennej serca i dotyczyła zbliżonej populacji mężczyzn (odpowiednio: 10,9 proc. i 13,1 proc.) i kobiet (8,7 proc. i 13,9 proc.)[3].
 
Zdrowe serce
 
Podczas Tygodnia dla Serca eksperci Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego przypominają o kluczowych zasadach:
Nie należy również zapominać o regularnych, profilaktycznych badaniach, których zakres najlepiej skonsultować każdorazowo z lekarzem.
 
Dekalog potrzeb polskiej kardiologii
 
Na ostatnim ESC Spring Summit 2023 przedstawiciele PTK dyskutowali ze swoimi europejskimi odpowiednikami o przyszłości kardiologii w kontekście starzejącego się społeczeństwa przy jednoczesnym rozwoju technologii medycznych, w tym sztucznej inteligencji.  – Wniosek jest tylko jeden: podjęcie działań na poziomie systmowym może przyczynić się do poprawy statystyk nie tylko w Europie, ale przede wszystkim w Polsce – podkreśla prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. – Dlatego też odpowiadając na aktualne potrzeby i wyzwania jakie stoją przed polskim systemem ochrony zdrowia, w tym w szczególności przed kardiologią, w zeszłym roku PTK przedstawiło Dekalog potrzeb polskiej kardiologii – dodaje prof. Przemysław Mitkowski.
  1. Zniesienie limitu na procedury kardiologiczne i kardiochirurgiczne
  2. Rozszerzenia terytorialne programu Sieci Kardiologicznej
  3. Liberalizacja kryteriów włączenia do programu leczenia hiperlipidemii
  4. Reewaluacja wycen procedur w zakresie kardiologii, zwłaszcza kardiologii interwencyjnej
  5. Refundacja procedur o uznanych korzyściach w poprawie rokowania pacjentów
  6. Szybkie wprowadzanie refundacji nowych technologii nielekowych
  7. Powszechny dostęp do nowych technologii farmaceutycznych w zakresie leczenia niewydolności serca
  8. Wdrażanie programów koordynowanej opieki
  9. Możliwość opisywania wyników badań obrazowych w zakresie serca przez kardiologów
  10. Kolegialne zarządzanie Narodowym Programem Chorób Układu Krążenia.
 
– W dużej części postulowane zmiany, w tym m.in. wprowadzenie nowych technologii nielekowych w zakresie telemonitoringu urządzeń wszczepialnych, są bardzo bliskie wprowadzenia do publicznego finansowania, co niezmiernie nas cieszy. Nadal jest jeszcze dużo do zrobienia, nasza lista jest sukcesywnie aktualizowana  – wskazuje prof. Przemysław Mitkowski.
 
 – To co niewątpliwe jest sukcesem to rozszerzenie terytorialne pilotażu Krajowej Sieci Kardiologicznej o kolejne województwa oraz wypracowanie Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia – wskazuje prof. dr hab. n. med. Adam Witkowski, Poprzedni Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. – To czego brakuje to poprawienie kolegialności zarządzanie w programie, tym bardziej, że przedstawiciele Zarządu Głównego PTK zasiadają w Krajowej Radzie do spraw Kardiologii – dodaje prof. Witkowski.
 
Polskie Towarzystwo Kardiologiczne wspólnie z Polskim Towarzystwem Lipidologicznym ustanowiło 2023 rokiem walki z hipercholesterolemią. Celem jest przede wszystkim zwiększenie świadomości i wiedzy na temat roli skutecznej diagnostyki i leczenia zaburzeń lipidowych.  – W ostatnim czasie przedstawiliśmy Ministerstwu Zdrowia projekt zmian programu KOS-Zawał, czyli tzw. KOS-Zawał Plus który skupia się wczesnym osiągnięciu celów terapeutycznych w zakresie cholesterolu LDL przy zwiększeniu dostępu do nowoczesnych i bardzo skutecznych technologii lekowych – wskazuje prof. dr hab. n. med. Robert Gil, Prezes-Elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. – Mam nadzieję, że nasze propozycje spotkają się z aprobatą ze strony resortu i wspólnie zwiększymy efektywność i jakość leczenia pacjentów – dodaje prof. Gil.
 
Od lat Polskie Towarzystwo Kardiologiczne współpracuje i prowadzi dialog z administracją publiczną, której celem jest wypracowanie jak najlepszych rozwiązań dla pacjentów, ale również dla rozwoju polskiej kardiologii.
 
Zachęcamy Państwa do zapoznania się z informacjami na temat chorób sercowo-naczyniowych. Informacje znajdą Państwo na stronach portali edukacyjnych dla pacjentów i ich opiekunów przygotowanych przez ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego: copozawale.pl, arytmiagroziudarem.pl, slabeserce.pl, copozatorze.pl, wysokicholesterol.pl, sercepacjenta.pl.
 
 
 
[1] Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego PZH – Państwowy Instytut Badawczy, Raport: Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania https://www.pzh.gov.pl/raport-sytuacja-zdrowotna-ludnosci-polski-i-jej-uwarunkowania/
[2] World Heart Vision 2030 Brief: Driving Policy Change, https://world-heart-federation.org/wp-content/uploads/World-Heart-Vision-2030-Summary.pdf
[3] Ibidem, str. 233-267
Zaburzenia lipidowe to najczęściej występujący czynnik ryzyka chorób układu krążenia. Mimo to aż 60 proc. osób, które mają za wysokie stężenie cholesterolu, nie jest tego świadoma. – Dlatego zdecydowaliśmy, że rok 2023 będzie Rokiem Walki z Hipercholesterolemią – ogłosili prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz prof. Maciej Banach, prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego.
Problem dotyczy nawet 21 milionów osób w Polsce. Jego skalę zwiększa bardzo niska świadomość występowania tego czynnika ryzyka – tylko 2 osoby na 10 wiedzą, jakie mają stężenie cholesterolu całkowitego i/lub cholesterolu LDL.
Zmniejszyć ryzyko kolejnego zawału
– Pomimo ciągłej edukacji przez ostatnie 15 lat, licznych konferencji, spotkań, dokumentów eksperckich, wyników badań, także wiedza lekarzy na temat tego czynnika ryzyka, diagnostyki i skutecznej terapii zaburzeń lipidowych jest nadal niewystarczająca. Przekłada się to na zbyt późne podjęcie leczenia, stosowanie nieodpowiednich dawek statyn i brak zalecenia leczenia skojarzonego. W wyniku tego tylko 24 proc. pacjentów w Polsce osiąga cele terapeutyczne dla cholesterolu LDL, niezależnie od grupy ryzyka, a tylko 17 proc. dla chorych bardzo wysokiego ryzyka. To też jest powodem, że nawet co 5-7 pacjent po zawale może mieć kolejny incydent w ciągu 12 miesięcy, a wyniki badania LIPIDOGRAM wskazują, że leczenie obniżające stężenie cholesterolu LDL otrzymuje w Polsce tylko mniej niż 60 proc. osób po udarze niedokrwiennym – wyliczał prof. Maciej Banach, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego, w trakcie konferencji prasowej poświęconej temu problemowi.

Podczas spotkania przytoczono najnowsze dane z programu KOS-zawał. Wynika z nich, że mediana stężenia cholesterolu LDL u pacjentów z zawałem to 115 mg/dl, a po 12 miesiącach: 75 mg/dl, czyli wciąż za dużo.

– Musimy pamiętać, że obniżając LDL-C do 50-60 mg/dl możemy uzyskać nawet regresję blaszki miażdżycowej, a na pewno jej stabilizację, co ma kolosalne znacznie dla dalszych losów pacjenta – przekonywał prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Z kolei prof. Robert Gil, prezes elekt PTK, zwrócił uwagę, że na przestrzeni ostatnich dwóch lat istotnie zwiększyła się wiedza wśród kardiologów interwencyjnych w zakresie potrzeby włączania leków hipolipemizujacych, w odpowiednio wysokich dawkach, jeszcze na oddziale.

– To niezwykle ważne, bo to przecież kardiolodzy interwencyjni w większości odpowiadają za wypis pacjentów do domu po zawale – mówił prof. Gil. Dlaczego to tak ważne? Eksperci zwrócili uwagę, że jeśli jakieś leki trafią do karty wypisowej ze szpitala, to pacjent będzie jest z dużym prawdopodobieństwem przyjmował także później, co poprawi rokowanie.
Informacje o cholesterolu w szpitalnej karcie wypisowej
Eksperci jednogłośnie przyznali, że mimo zmian na lepsze wciąż jest wiele do zrobienia w zakresie budowania świadomości społecznej na temat zaburzeń lipidowych. Dlatego rok 2023 ogłosili Rokiem Walki z Hipercholesterolemią. Na przestrzeni najbliższych miesięcy odbędą się m.in. liczne wydarzenia edukacyjne dla lekarzy i pacjentów. W najbliższych dniach zostanie opublikowane stanowisko eksperckie dotyczące leczenia zaburzeń lipidowych po zawale serca. Znajdzie się w nim m.in. postulat, by każdy pacjent po OZW miał w karcie wypisowej zawarte informacje o tym, jakie powinien mieć docelowe stężenie cholesterolu, w jaki sposób należy dążyć do tego celu i co dalej w sytuacji, gdy się nie udaje.

– Będziemy rozmawiać z producentami oprogramowania, by dodawanie takich informacji stało się łatwiejsze dla lekarzy – dodaje prof. Mitkowski.

Ewa Kurzyńska
źródło: infowire, PulsMedycyny
Zaburzenia lipidowe to najczęściej występujący czynnik ryzyka chorób układu krążenia. Mimo to aż 60 proc. osób, które mają za wysokie stężenie cholesterolu, nie jest tego świadoma. – Dlatego zdecydowaliśmy, że rok 2023 będzie Rokiem Walki z Hipercholesterolemią – ogłosili prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego oraz prof. Maciej Banach, prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego.
Problem dotyczy nawet 21 milionów osób w Polsce. Jego skalę zwiększa bardzo niska świadomość występowania tego czynnika ryzyka – tylko 2 osoby na 10 wiedzą, jakie mają stężenie cholesterolu całkowitego i/lub cholesterolu LDL.
Zmniejszyć ryzyko kolejnego zawału
– Pomimo ciągłej edukacji przez ostatnie 15 lat, licznych konferencji, spotkań, dokumentów eksperckich, wyników badań, także wiedza lekarzy na temat tego czynnika ryzyka, diagnostyki i skutecznej terapii zaburzeń lipidowych jest nadal niewystarczająca. Przekłada się to na zbyt późne podjęcie leczenia, stosowanie nieodpowiednich dawek statyn i brak zalecenia leczenia skojarzonego. W wyniku tego tylko 24 proc. pacjentów w Polsce osiąga cele terapeutyczne dla cholesterolu LDL, niezależnie od grupy ryzyka, a tylko 17 proc. dla chorych bardzo wysokiego ryzyka. To też jest powodem, że nawet co 5-7 pacjent po zawale może mieć kolejny incydent w ciągu 12 miesięcy, a wyniki badania LIPIDOGRAM wskazują, że leczenie obniżające stężenie cholesterolu LDL otrzymuje w Polsce tylko mniej niż 60 proc. osób po udarze niedokrwiennym – wyliczał prof. Maciej Banach, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego, w trakcie konferencji prasowej poświęconej temu problemowi.

Podczas spotkania przytoczono najnowsze dane z programu KOS-zawał. Wynika z nich, że mediana stężenia cholesterolu LDL u pacjentów z zawałem to 115 mg/dl, a po 12 miesiącach: 75 mg/dl, czyli wciąż za dużo.

– Musimy pamiętać, że obniżając LDL-C do 50-60 mg/dl możemy uzyskać nawet regresję blaszki miażdżycowej, a na pewno jej stabilizację, co ma kolosalne znacznie dla dalszych losów pacjenta – przekonywał prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Z kolei prof. Robert Gil, prezes elekt PTK, zwrócił uwagę, że na przestrzeni ostatnich dwóch lat istotnie zwiększyła się wiedza wśród kardiologów interwencyjnych w zakresie potrzeby włączania leków hipolipemizujacych, w odpowiednio wysokich dawkach, jeszcze na oddziale.

– To niezwykle ważne, bo to przecież kardiolodzy interwencyjni w większości odpowiadają za wypis pacjentów do domu po zawale – mówił prof. Gil. Dlaczego to tak ważne? Eksperci zwrócili uwagę, że jeśli jakieś leki trafią do karty wypisowej ze szpitala, to pacjent będzie jest z dużym prawdopodobieństwem przyjmował także później, co poprawi rokowanie.
Informacje o cholesterolu w szpitalnej karcie wypisowej
Eksperci jednogłośnie przyznali, że mimo zmian na lepsze wciąż jest wiele do zrobienia w zakresie budowania świadomości społecznej na temat zaburzeń lipidowych. Dlatego rok 2023 ogłosili Rokiem Walki z Hipercholesterolemią. Na przestrzeni najbliższych miesięcy odbędą się m.in. liczne wydarzenia edukacyjne dla lekarzy i pacjentów. W najbliższych dniach zostanie opublikowane stanowisko eksperckie dotyczące leczenia zaburzeń lipidowych po zawale serca. Znajdzie się w nim m.in. postulat, by każdy pacjent po OZW miał w karcie wypisowej zawarte informacje o tym, jakie powinien mieć docelowe stężenie cholesterolu, w jaki sposób należy dążyć do tego celu i co dalej w sytuacji, gdy się nie udaje.

– Będziemy rozmawiać z producentami oprogramowania, by dodawanie takich informacji stało się łatwiejsze dla lekarzy – dodaje prof. Mitkowski.

Ewa Kurzyńska
źródło: infowire, PulsMedycyny
Pomimo ciągłej edukacji lekarzy przez ostatnie 15 lat, licznych konferencji, spotkań, dokumentów eksperckich, wyników badań, także wiedza lekarzy na temat tego czynnika ryzyka, diagnostyki i skutecznej terapii jest nadal niewystarczająca, co przekłada się na zdecydowanie zbyt późne podjęcie leczenia, najczęściej stosując nieodpowiednie dawki statyn i nie zalecając leczenia skojarzonego. W wyniku tego, tylko 24% pacjentów w Polsce osiąga cele terapeutyczne dla cholesterolu LDL, niezależnie od grupy ryzyka, a tylko 17% dla chorych bardzo wysokiego ryzyka.

Zaburzenia lipidowe to najczęściej występujący czynnik ryzyka chorób układu krążenia w Polsce i na świecie. Problem dotyczy nawet 21 milionów osób w Polsce, ponad 60% populacji dorosłej, a w wieku powyżej 65 rż nawet 70% osób. Skalę problemu zwiększa fakt bardzo niskiej świadomości występowania tego czynnika ryzyka, tylko 2 osoby na dziesięć wiedzą jaki jest ich poziom cholesterolu całkowitego i/lub cholesterolu LDL. Co więcej, internet przepełniony jest nieprawdziwymi informacjami na temat roli cholesterolu LDL, nasyconych kwasów tłuszczowych oraz powikłań w trakcie stosowania statyn. Takich wiadomości jest nawet 7-10x więcej niż prawdziwych rzetelnych informacji, że LDL jest niezależnym czynniki ryzyka chorób serca i naczyń, a statyny mogą nasze życie skutecznie wydłużyć.

Pomimo ciągłej edukacji lekarzy przez ostatnie 15 lat, licznych konferencji, spotkań, dokumentów eksperckich, wyników badań, także wiedza lekarzy na temat tego czynnika ryzyka, diagnostyki i skutecznej terapii jest nadal niewystarczająca, co przekłada się na zdecydowanie zbyt późne podjęcie leczenia, najczęściej stosując nieodpowiednie dawki statyn i nie zalecając leczenia skojarzonego. W wyniku tego, tylko 24% pacjentów w Polsce osiąga cele terapeutyczne dla cholesterolu LDL, niezależnie od grupy ryzyka, a tylko 17% dla chorych bardzo wysokiego ryzyka. To też jest powodem, że nawet co 5-7 pacjent po zawale mięśnia sercowego może mieć kolejny incydent w ciągu 12 miesięcy, a wyniki badania LIPIDOGRAM wskazują, że leczenie obniżające stężenie cholesterolu LDL otrzymuje w Polsce tylko mniej niż 60% osób po udarze niedokrwiennym.

„W trakcie ostatniego XII Kongresu Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego wielokrotnie dyskutowaliśmy jak skutecznie zwiększyć świadomość zaburzeń lipidowych w Polsce, tak by nie mówić tylko o cukrzycy, nadciśnieniu, pacjencie po zawale czy z niewydolnością serca, ale by zacząć jak najwcześniej, by skupić się na profilaktyce chorób serca i naczyń, by skutecznie uniknąć choroby sercowo-naczyniowej, zawału czy udaru lub opóźnić ich wystąpienie. Skuteczna diagnostyka, optymalne leczenie niefarmakologiczne i farmakologiczne zaburzeń lipidowych może być bardzo skuteczną odpowiedzią na te wyzwania” – tłumaczy prof. Maciej Banach, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego.

„Polskie Towarzystwo Kardiologiczne już od wielu lat mocno angażuje się w działania mające na celu poprawę diagnostyki i leczenia hipercholesterolemii. Razem z PTL, od samego początku byliśmy zaangażowani w pracę nad programami lekowymi dla innowacyjnych leków dla pacjentów wysokiego ryzyka z zaburzeniami lipidowymi, aktywnie uczestniczyliśmy w tworzeniu rejestrów, badań czy programów, w tym Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia, który po raz pierwszy skupia się na profilaktyce, w tym na problemie zaburzeń lipidowych. To dla nas ważne, bo wyniki badania KOS-Lipid ewidentnie wskazują, że nawet w tak dobrze zorganizowanym programie koordynowanej opieki jak KOS-Zawał, nie potrafimy skutecznie leczyć zaburzeń lipidowych” – komentuje prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

„Nadszedł więc czas, byśmy wspólnie podjęli działania, by każdy zrozumiał negatywną rolę zaburzeń lipidowych dla naszego organizmu, byśmy wreszcie potrafili skutecznie i szybko diagnozować i leczyć zaburzenia lipidowe, tak by zmniejszyć dług zdrowotny, z którymi obecnie się zmagamy. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy, że rok 2023 będzie Rokiem Walki z Hipercholesterolemią” – dodaje Prof. Mitkowski.

„Nie mamy już czasu, w Roku Walki z Hipercholesterolemią musimy zaangażować wszystkich uczestników systemu ochrony zdrowia, kładąc największy nacisk na pacjentów i organizacje pacjenckie, na wczesną edukacje społeczeństwa, na kontynuację specjalistycznej edukacji lekarzy i innych grup medycznych, w tym dietetyków – np. w ramach prowadzonej przez PTL certyfikacji, oczywiście działania z udziałem płatnika – ponieważ tylko wówczas mamy szansę na wspólny sukces, dla dobra nas wszystkich – puentuje Prof. Banach.

Konferencja prasowa dotycząca ogłoszenia roku 2023 – Rokiem Walki z Hipercholesterolemią odbędzie się 2 lutego 2023 o godzinie 11.00 w siedzibie Polskiej Agencji Prasowej, ul. Bracka 6/8; 00-502 Warszawa.

źródło: PTL

Pomimo ciągłej edukacji lekarzy przez ostatnie 15 lat, licznych konferencji, spotkań, dokumentów eksperckich, wyników badań, także wiedza lekarzy na temat tego czynnika ryzyka, diagnostyki i skutecznej terapii jest nadal niewystarczająca, co przekłada się na zdecydowanie zbyt późne podjęcie leczenia, najczęściej stosując nieodpowiednie dawki statyn i nie zalecając leczenia skojarzonego. W wyniku tego, tylko 24% pacjentów w Polsce osiąga cele terapeutyczne dla cholesterolu LDL, niezależnie od grupy ryzyka, a tylko 17% dla chorych bardzo wysokiego ryzyka.

Zaburzenia lipidowe to najczęściej występujący czynnik ryzyka chorób układu krążenia w Polsce i na świecie. Problem dotyczy nawet 21 milionów osób w Polsce, ponad 60% populacji dorosłej, a w wieku powyżej 65 rż nawet 70% osób. Skalę problemu zwiększa fakt bardzo niskiej świadomości występowania tego czynnika ryzyka, tylko 2 osoby na dziesięć wiedzą jaki jest ich poziom cholesterolu całkowitego i/lub cholesterolu LDL. Co więcej, internet przepełniony jest nieprawdziwymi informacjami na temat roli cholesterolu LDL, nasyconych kwasów tłuszczowych oraz powikłań w trakcie stosowania statyn. Takich wiadomości jest nawet 7-10x więcej niż prawdziwych rzetelnych informacji, że LDL jest niezależnym czynniki ryzyka chorób serca i naczyń, a statyny mogą nasze życie skutecznie wydłużyć.

Pomimo ciągłej edukacji lekarzy przez ostatnie 15 lat, licznych konferencji, spotkań, dokumentów eksperckich, wyników badań, także wiedza lekarzy na temat tego czynnika ryzyka, diagnostyki i skutecznej terapii jest nadal niewystarczająca, co przekłada się na zdecydowanie zbyt późne podjęcie leczenia, najczęściej stosując nieodpowiednie dawki statyn i nie zalecając leczenia skojarzonego. W wyniku tego, tylko 24% pacjentów w Polsce osiąga cele terapeutyczne dla cholesterolu LDL, niezależnie od grupy ryzyka, a tylko 17% dla chorych bardzo wysokiego ryzyka. To też jest powodem, że nawet co 5-7 pacjent po zawale mięśnia sercowego może mieć kolejny incydent w ciągu 12 miesięcy, a wyniki badania LIPIDOGRAM wskazują, że leczenie obniżające stężenie cholesterolu LDL otrzymuje w Polsce tylko mniej niż 60% osób po udarze niedokrwiennym.

„W trakcie ostatniego XII Kongresu Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego wielokrotnie dyskutowaliśmy jak skutecznie zwiększyć świadomość zaburzeń lipidowych w Polsce, tak by nie mówić tylko o cukrzycy, nadciśnieniu, pacjencie po zawale czy z niewydolnością serca, ale by zacząć jak najwcześniej, by skupić się na profilaktyce chorób serca i naczyń, by skutecznie uniknąć choroby sercowo-naczyniowej, zawału czy udaru lub opóźnić ich wystąpienie. Skuteczna diagnostyka, optymalne leczenie niefarmakologiczne i farmakologiczne zaburzeń lipidowych może być bardzo skuteczną odpowiedzią na te wyzwania” – tłumaczy prof. Maciej Banach, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego.

„Polskie Towarzystwo Kardiologiczne już od wielu lat mocno angażuje się w działania mające na celu poprawę diagnostyki i leczenia hipercholesterolemii. Razem z PTL, od samego początku byliśmy zaangażowani w pracę nad programami lekowymi dla innowacyjnych leków dla pacjentów wysokiego ryzyka z zaburzeniami lipidowymi, aktywnie uczestniczyliśmy w tworzeniu rejestrów, badań czy programów, w tym Narodowego Programu Chorób Układu Krążenia, który po raz pierwszy skupia się na profilaktyce, w tym na problemie zaburzeń lipidowych. To dla nas ważne, bo wyniki badania KOS-Lipid ewidentnie wskazują, że nawet w tak dobrze zorganizowanym programie koordynowanej opieki jak KOS-Zawał, nie potrafimy skutecznie leczyć zaburzeń lipidowych” – komentuje prof. Przemysław Mitkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

„Nadszedł więc czas, byśmy wspólnie podjęli działania, by każdy zrozumiał negatywną rolę zaburzeń lipidowych dla naszego organizmu, byśmy wreszcie potrafili skutecznie i szybko diagnozować i leczyć zaburzenia lipidowe, tak by zmniejszyć dług zdrowotny, z którymi obecnie się zmagamy. Dlatego właśnie zdecydowaliśmy, że rok 2023 będzie Rokiem Walki z Hipercholesterolemią” – dodaje Prof. Mitkowski.

„Nie mamy już czasu, w Roku Walki z Hipercholesterolemią musimy zaangażować wszystkich uczestników systemu ochrony zdrowia, kładąc największy nacisk na pacjentów i organizacje pacjenckie, na wczesną edukacje społeczeństwa, na kontynuację specjalistycznej edukacji lekarzy i innych grup medycznych, w tym dietetyków – np. w ramach prowadzonej przez PTL certyfikacji, oczywiście działania z udziałem płatnika – ponieważ tylko wówczas mamy szansę na wspólny sukces, dla dobra nas wszystkich – puentuje Prof. Banach.

Konferencja prasowa dotycząca ogłoszenia roku 2023 – Rokiem Walki z Hipercholesterolemią odbędzie się 2 lutego 2023 o godzinie 11.00 w siedzibie Polskiej Agencji Prasowej, ul. Bracka 6/8; 00-502 Warszawa.

źródło: PTL

Wnioski z badania AccelAV zachęcają do wysiłku w celu optymalnego zaprogramowania stymulatora bezelektrodowego Micra AV. Dzięki właściwemu zdefiniowaniu poszczególnych parametrów i funkcji oraz zastosowaniu odpowiednich ich modyfikacji mamy szansę zbliżyć się do stymulacji serca pozwalającej zachować fizjologiczną sekwencję skurczu przedsionków i komór – także w najtrudniejszych grupach pacjentów – mówi prof. Przemysław Mitkowski, Kierownik Pracowni Elektroterapii Serca I Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Badanie AccelAV[1] dotyczyło oceny efektywności algorytmu bezelektrodowego stymulatora Micra AV, umożliwiającego zachowanie poprawnej sekwencji skurczów przedsionków i komór serca. Badany algorytm opiera się na analizie wibracji rejestrowanych w układzie ortogonalnym – czujniki ruchu wbudowane w stymulator umieszczone są w trzech różnych płaszczyznach. W pierwszej generacji stymulatora bezelektrodowego Micra były one wykorzystywane do realizowania funkcji przyspieszania częstotliwości stymulacji w trakcie wysiłku. W trakcie przygotowania technicznego realizacji tej funkcji zauważono, że pojawiają się wibracje związane z fazami cyklu serca. To stało się podstawą do opracowania algorytmu, który ma rozpoznawać skurcz przedsionków.
 
Pierwsze dwie fazy cyklu serca nie były istotne z punktu widzenia zachowania prawidłowej sekwencji skurczu przedsionków i komór, ponieważ odpowiadają one odpowiednio zamknięciu zastawek przedsionkowo-komorowych i zamknięciu zastawek tętniczych. Uwaga badaczy skupiła się na rozkurczu komór – to w trakcie tej fazy kurczą się przedsionki i dopełniają komory – tak, żeby objętość wyrzucanej krwi była jak największa. W trakcie prac badawczych znaleziono możliwość rozpoznania wibracji, które są związane ze skurczem przedsionków. Opracowano układ, który stymuluje komory, ale może także rozpoznać skurcz przedsionków i sekwencyjnie, tak jak odbywa się to w zdrowym sercu, wyindukować skurcz komór.
 
Do badania AccelAV włączono 152 pacjentów, jednak analizie poddano ostatecznie 54 chorych – tych, u których stwierdzono całkowity blok przedsionkowo-komorowy. Należy podkreślić, że jest to grupa bardzo wysokiego ryzyka – są to osoby w pełni zależne od stymulacji (nie posiadają spontanicznego rytmu komór). W tej grupie oceniano, jaki odsetek synchronii przedsionkowo-komorowej opartej o analizę wibracji spowodowanych skurczem przedsionków można by osiągnąć dzięki zastosowaniu odpowiedniej modyfikacji algorytmu.
 
Okazało się, że zmiany programu znacznie zwiększyły efektywność algorytmu. Wśród badanych 54 osób w ponad 85% ewolucji w spoczynku synchronia była zachowana. W trakcie codziennych aktywności odsetek ten spadał w badanej grupie do 75%. Zaczęto się zastanawiać nad modyfikacją parametrów programu stymulatora MicraAV. Chodziło o to, by wibracje związane ze skurczem przedsionków były jak najlepiej rozpoznawane.
 
Okazało się, że jeśli zastosuje się pewne zmiany algorytmu, można zwiększyć sekwencyjność skurczu przedsionków i komór w czasie normalnej aktywności nawet o 10%. Co więcej, wykonanie pewnych kroków zwiększających ten odsetek powoduje istotną poprawę w samoocenie badanej specjalnymi kwestionariuszami. Istotne, że pozytywne wyniki utrzymywały się w kolejnych miesiącach (badanie trwało do 3 miesięcy). Nie mniej ważne, że w ciągu trzech miesięcy nie była konieczna rozbudowa układu do klasycznego urządzenia dwujamowego albo do urządzenia resynchronizującego. Stymulator MicraAV pracuje w trybie zbliżonym do VDD czyli stymulacji komór sterowanej przedsionkami.
 
Autorzy badania zaproponowali pewne zmiany w programie urządzenia, które pomogłyby jak najlepiej identyfikować skurcz przedsionków. Zaproponowano między innymi ustawienie „sztywnej” amplitudy rozpoznawania przepływu związanego z szybkim napływem krwi do komór – takiego, który nie jest związany ze skurczem przedsionka, a pojawia się bezpośrednio po otwarciu zastawek przedsionkowo-komorowych. Chodziło o to, żeby ta wartość nie zmieniała się dynamicznie a pozostawała na określonym progu.
 
Ponadto, autorzy zasugerowali takie modyfikacje w obrębie parametrów systemu, aby było możliwe uzyskanie synchronii skurczu przedsionków i komór nawet dla częstotliwości rytmu przedsionków wynoszącej nieco powyżej 100 na minutę. Sprostanie temu wyzwaniu stanowi obecnie spory problem. Okazało się jednak, że pewne modyfikacje programu stymulatora pozwoliły w badanej grupie, w której częstotliwość powyżej 100 na minutę dotyczyła 7% zdarzeń przedsionkowych, osiągnąć w 74%  sekwencji, a dla częstotliwości powyżej 110 dla 53% ewolucji synchronię przedsionkowo-komorową. To bardzo dobre wyniki.
 
Myślę, że wnioski z badania AccelAV zachęcą nas wszystkich, którzy w codziennej praktyce klinicznej wszczepiamy stymulatory bezelektrodowe, do poświęcenia nieco więcej czasu dla jego optymalnego zaprogramowania. Dzięki temu mamy szansę zbliżyć się do bardziej fizjologicznej stymulacji sekwencyjnej.
 
Warto przypomnieć, że obecnie w Polsce stymulatory bezelektrodowe są stosowane w wybranych grupach chorych, dla których nie ma rozsądnej alternatywy albo istniejące alternatywy wiążą się z olbrzymim ryzykiem wystąpienia powikłań. Rocznie w naszym kraju odbywa się kilkadziesiąt implantacji tych układów. Docelowo, w oparciu o zaproponowane kryteria uzyskania refundacji dla tej metody terapii, zapewne nie będzie ich więcej niż około 200-300 rocznie. Bez wątpienia warto, aby stymulacja bezelektrodowa znalazła się w koszyku świadczeń gwarantowanych.
 
[1] https://www.heartrhythmjournal.com/article/S1547-5271(22)02380-3/fulltext
źródlo: komunikat
Wnioski z badania AccelAV zachęcają do wysiłku w celu optymalnego zaprogramowania stymulatora bezelektrodowego Micra AV. Dzięki właściwemu zdefiniowaniu poszczególnych parametrów i funkcji oraz zastosowaniu odpowiednich ich modyfikacji mamy szansę zbliżyć się do stymulacji serca pozwalającej zachować fizjologiczną sekwencję skurczu przedsionków i komór – także w najtrudniejszych grupach pacjentów – mówi prof. Przemysław Mitkowski, Kierownik Pracowni Elektroterapii Serca I Kliniki Kardiologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, Prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
Badanie AccelAV[1] dotyczyło oceny efektywności algorytmu bezelektrodowego stymulatora Micra AV, umożliwiającego zachowanie poprawnej sekwencji skurczów przedsionków i komór serca. Badany algorytm opiera się na analizie wibracji rejestrowanych w układzie ortogonalnym – czujniki ruchu wbudowane w stymulator umieszczone są w trzech różnych płaszczyznach. W pierwszej generacji stymulatora bezelektrodowego Micra były one wykorzystywane do realizowania funkcji przyspieszania częstotliwości stymulacji w trakcie wysiłku. W trakcie przygotowania technicznego realizacji tej funkcji zauważono, że pojawiają się wibracje związane z fazami cyklu serca. To stało się podstawą do opracowania algorytmu, który ma rozpoznawać skurcz przedsionków.
 
Pierwsze dwie fazy cyklu serca nie były istotne z punktu widzenia zachowania prawidłowej sekwencji skurczu przedsionków i komór, ponieważ odpowiadają one odpowiednio zamknięciu zastawek przedsionkowo-komorowych i zamknięciu zastawek tętniczych. Uwaga badaczy skupiła się na rozkurczu komór – to w trakcie tej fazy kurczą się przedsionki i dopełniają komory – tak, żeby objętość wyrzucanej krwi była jak największa. W trakcie prac badawczych znaleziono możliwość rozpoznania wibracji, które są związane ze skurczem przedsionków. Opracowano układ, który stymuluje komory, ale może także rozpoznać skurcz przedsionków i sekwencyjnie, tak jak odbywa się to w zdrowym sercu, wyindukować skurcz komór.
 
Do badania AccelAV włączono 152 pacjentów, jednak analizie poddano ostatecznie 54 chorych – tych, u których stwierdzono całkowity blok przedsionkowo-komorowy. Należy podkreślić, że jest to grupa bardzo wysokiego ryzyka – są to osoby w pełni zależne od stymulacji (nie posiadają spontanicznego rytmu komór). W tej grupie oceniano, jaki odsetek synchronii przedsionkowo-komorowej opartej o analizę wibracji spowodowanych skurczem przedsionków można by osiągnąć dzięki zastosowaniu odpowiedniej modyfikacji algorytmu.
 
Okazało się, że zmiany programu znacznie zwiększyły efektywność algorytmu. Wśród badanych 54 osób w ponad 85% ewolucji w spoczynku synchronia była zachowana. W trakcie codziennych aktywności odsetek ten spadał w badanej grupie do 75%. Zaczęto się zastanawiać nad modyfikacją parametrów programu stymulatora MicraAV. Chodziło o to, by wibracje związane ze skurczem przedsionków były jak najlepiej rozpoznawane.
 
Okazało się, że jeśli zastosuje się pewne zmiany algorytmu, można zwiększyć sekwencyjność skurczu przedsionków i komór w czasie normalnej aktywności nawet o 10%. Co więcej, wykonanie pewnych kroków zwiększających ten odsetek powoduje istotną poprawę w samoocenie badanej specjalnymi kwestionariuszami. Istotne, że pozytywne wyniki utrzymywały się w kolejnych miesiącach (badanie trwało do 3 miesięcy). Nie mniej ważne, że w ciągu trzech miesięcy nie była konieczna rozbudowa układu do klasycznego urządzenia dwujamowego albo do urządzenia resynchronizującego. Stymulator MicraAV pracuje w trybie zbliżonym do VDD czyli stymulacji komór sterowanej przedsionkami.
 
Autorzy badania zaproponowali pewne zmiany w programie urządzenia, które pomogłyby jak najlepiej identyfikować skurcz przedsionków. Zaproponowano między innymi ustawienie „sztywnej” amplitudy rozpoznawania przepływu związanego z szybkim napływem krwi do komór – takiego, który nie jest związany ze skurczem przedsionka, a pojawia się bezpośrednio po otwarciu zastawek przedsionkowo-komorowych. Chodziło o to, żeby ta wartość nie zmieniała się dynamicznie a pozostawała na określonym progu.
 
Ponadto, autorzy zasugerowali takie modyfikacje w obrębie parametrów systemu, aby było możliwe uzyskanie synchronii skurczu przedsionków i komór nawet dla częstotliwości rytmu przedsionków wynoszącej nieco powyżej 100 na minutę. Sprostanie temu wyzwaniu stanowi obecnie spory problem. Okazało się jednak, że pewne modyfikacje programu stymulatora pozwoliły w badanej grupie, w której częstotliwość powyżej 100 na minutę dotyczyła 7% zdarzeń przedsionkowych, osiągnąć w 74%  sekwencji, a dla częstotliwości powyżej 110 dla 53% ewolucji synchronię przedsionkowo-komorową. To bardzo dobre wyniki.
 
Myślę, że wnioski z badania AccelAV zachęcą nas wszystkich, którzy w codziennej praktyce klinicznej wszczepiamy stymulatory bezelektrodowe, do poświęcenia nieco więcej czasu dla jego optymalnego zaprogramowania. Dzięki temu mamy szansę zbliżyć się do bardziej fizjologicznej stymulacji sekwencyjnej.
 
Warto przypomnieć, że obecnie w Polsce stymulatory bezelektrodowe są stosowane w wybranych grupach chorych, dla których nie ma rozsądnej alternatywy albo istniejące alternatywy wiążą się z olbrzymim ryzykiem wystąpienia powikłań. Rocznie w naszym kraju odbywa się kilkadziesiąt implantacji tych układów. Docelowo, w oparciu o zaproponowane kryteria uzyskania refundacji dla tej metody terapii, zapewne nie będzie ich więcej niż około 200-300 rocznie. Bez wątpienia warto, aby stymulacja bezelektrodowa znalazła się w koszyku świadczeń gwarantowanych.
 
[1] https://www.heartrhythmjournal.com/article/S1547-5271(22)02380-3/fulltext
źródlo: komunikat
Nowości w dziedzinie kardiologii, zwłaszcza w obszarze elektrofizjologii i elektroterapii, będą tematem przewodnim XIII Konferencji „W Dobrym Rytmie”, która odbędzie się w dniach 4-5 listopada w Łodzi. Prelekcje najwybitniejszych polskich specjalistów z zakresu diagnostyki i terapii zaburzeń rytmu serca, interaktywne dyskusje panelistów z publicznością oraz debaty eksperckie typu pro-contra będą dotyczyły ważnych zagadnień, takich jak: stymulacja układu bodźcoprzewodzącego, stymulacja resynchronizująca i telemonitoring urządzeń wszczepialnych. Podczas spotkania zostaną zaprezentowane i omówione także najciekawsze przypadki kliniczne.
„Seks, autobusy i inne potwory, czyli czego się boją pacjenci z ICD?”
Wykładem o intrygującym tytule w piątek 4 listopada 2022 roku rozpocznie się XIII Konferencja „W Dobrym Rytmie”, poświęcona nowościom w dziedzinie kardiologii, w tym przede wszystkim w dziedzinie elektrofizjologii i elektroterapii. W pierwszym panelu zespół psychologów i kardiologów opiekujących się pacjentami z implantowanymi kardiowerterami-defibrylatorami (ang. implantable cardioverter defibrillator, ICD) skoncentruje się na potrzebach, obawach i oczekiwaniach pacjentów z urządzeniami wszczepialnymi. Zdaniem przedstawicieli Komitetu Naukowego XIII Konferencji „W Dobrym Rytmie” to niezwykle ważny temat, ponieważ terapia pacjentów z zaburzeniami rytmu serca nie może kończyć się na implantacji układu choremu i cyklicznych kontrolach urządzenia. Nie mniej istotna dla zdrowia pacjentów jest jakość codziennego życia ze wszczepionym urządzeniem; zrozumienie swojej choroby i nowej sytuacji a także poczucie bezpieczeństwa. Ostatniemu aspektowi zostanie poświęcony także inny panel konferencji, dotyczący zdalnego monitorowania urządzeń do elektroterapii serca.

Telemonitoring urządzeń wszczepialnych: idzie nowe!
Przesyłanie danych przez internet, komunikacja przy użyciu technologii bluetooth, miniaturyzacja i większa mobilność układów oraz wyższa wydajność platform telemonitoringowych – o nowych możliwościach i funkcjach najnowszych rozwiązań w zakresie telemonitoringu urządzeń wszczepialnych porozmawiają przedstawiciele ośrodków najbardziej doświadczonych w prowadzeniu tej formy opieki nad pacjentami. Specjaliści będą dyskutować o tym, jak optymalnie powinna być zorganizowana i jak powinna funkcjonować pracownia zdalnego monitorowania urządzeń wszczepialnych.  Wiele uwagi eksperci zamierzają poświęcić także kwestii właściwej interpretacji danych pochodzących z telemonitoringu i właściwego zarządzania nimi – kiedy i jak reagować na alerty sygnalizowane przez platformy do telemonitoringu i jak uniknąć w tym zakresie pułapek.

Wytyczne, metody, narzędzia i system
Kwestiom optymalizacji organizacji opieki kardiologicznej wykładowcy XIII Konferencji „W Dobrym Rytmie” zamierzają przyjrzeć się szczególnie uważnie.

– Stymulacja układu bodźcoprzewodzącego, stymulacja resynchronizująca, nowości w wytycznych towarzystw naukowych, nowe doświadczenia kliniczne i nowości w zakresie narzędzi są oczywiście niezwykle istotnymi składowymi w procesie doskonalenia opieki kardiologicznej, ale poszczególne elementy muszą być rozpatrywane i umiejscawiane w systemowych ramach porządkujących i integrujących poszczególne składowe. To jedyna droga, byśmy pacjentów kardiologicznych, także tych z zaburzeniami rytmu serca, leczyli coraz bezpieczniej, skuteczniej i efektywniej. W tym roku w Łodzi spotkają się wybitni specjaliści i doświadczeni praktycy w zakresie diagnostyki i terapii arytmii. Zaproszenie do udziału w Konferencji „W Dobrym Rytmie” przyjął pan prof. dr hab. n. med. Tomasz Hryniewiecki, konsultant krajowy w dziedzinie kardiologii, który przedstawi stan obecny i możliwości rozwoju systemu opieki nad pacjentami z rozpoznaną arytmią lub czynnikami ryzyka jej pojawienia się w przyszłości. To dla nas ogromny zaszczyt i wyjątkowa okazja, by o zaburzeniach rytmu serca podyskutować w tak znakomitym gronie. W imieniu Komitetu Naukowego XIII Konferencji „W Dobrym Rytmie” serdecznie zapraszam do Łodzi – mówi prof. dr. hab. n. med. Przemysław Mitkowski, Przewodniczący Komitetu Naukowego XIII Konferencji „W Dobrym Rytmie”, kierownik Pracowni Elektroterapii Serca w Szpitalu Klinicznym Przemienienia Pańskiego w Poznaniu, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.
 
Więcej informacji o XIII Konferencji „W Dobrym Rytmie”:
https://wdobrymrytmie.pl/xiii-konferencja-w-dobrym-rytmie/

źródło: komunikat prasowy