Medicalpress
Ratunkowy Dostęp do Technologii Lekowych (RDTL) pozostaje jednym z najważniejszych mechanizmów umożliwiających pacjentom dostęp do nowoczesnych terapii jeszcze przed ich objęciem standardową refundacją. Najnowsze dane Ministerstwa Zdrowia pokazują, że tylko w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku z tej ścieżki leczenia skorzystało 3184 pacjentów, a wartość sfinansowanych terapii przekroczyła 133,8 mln zł.
RDTL powstał z myślą o pacjentach znajdujących się w szczególnie trudnej sytuacji klinicznej. Mechanizm ten pozwala finansować leczenie wówczas, gdy wyczerpane zostały wszystkie dostępne opcje terapeutyczne finansowane ze środków publicznych, a istnieją jeszcze nowoczesne leki, które nie zostały objęte refundacją.

Jak przypomina Ministerstwo Zdrowia, Ratunkowy Dostęp do Technologii Lekowych umożliwia finansowanie terapii dla pacjentów, „u których wyczerpano wszystkie dostępne opcje leczenia finansowane ze środków publicznych w danym wskazaniu”. Dzięki temu chorzy mogą otrzymać leki, które nie są jeszcze dostępne w standardowych programach refundacyjnych, bez ponoszenia kosztów terapii.

To rozwiązanie ma szczególne znaczenie w onkologii oraz chorobach rzadkich, gdzie postęp terapeutyczny jest bardzo dynamiczny, a proces refundacyjny często trwa wiele miesięcy. W praktyce oznacza to, że część pacjentów może rozpocząć leczenie znacznie wcześniej, niż byłoby to możliwe po zakończeniu standardowych procedur administracyjnych.

Z opublikowanego przez Ministerstwo Zdrowia zestawienia wynika, że do końca maja 2026 roku zgodę na finansowanie terapii w ramach RDTL uzyskało 113 świadczeniodawców. W tym czasie sfinansowano 269 produktów leczniczych obejmujących 222 substancje czynne lub ich kombinacje.

Łączna wartość finansowania wyniosła 133 855 738,05 zł. Terapie były stosowane w blisko 500 wskazaniach opisanych kodami ICD-10, z czego aż 183 dotyczyły chorób nowotworowych. Pokazuje to, że mechanizm RDTL pozostaje jednym z istotnych elementów wspierających leczenie pacjentów onkologicznych, dla których standardowe możliwości terapeutyczne zostały już wyczerpane.

W analizowanym okresie z leczenia skorzystało 3184 pacjentów, w tym 776 dzieci i młodzieży poniżej 18. roku życia. Dane te pokazują, że mechanizm znajduje zastosowanie nie tylko w leczeniu dorosłych, ale również najmłodszych chorych, często zmagających się z rzadkimi schorzeniami wymagającymi indywidualnego podejścia terapeutycznego.

Procedura uzyskania finansowania jest jednak ściśle określona. O zastosowaniu terapii decyduje lekarz prowadzący, natomiast warunkiem uzyskania zgody jest pozytywna opinia konsultanta wojewódzkiego lub krajowego. W przypadku kontynuacji leczenia konieczne jest również potwierdzenie skuteczności terapii. O finansowanie mogą występować wybrane podmioty lecznicze, w tym szpitale III stopnia, szpitale ogólnopolskie, onkologiczne, pulmonologiczne oraz dziecięce.

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że znaczenie RDTL wykracza poza sam dostęp do nierefundowanych leków. Mechanizm umożliwia rozpoczęcie terapii także w sytuacji, gdy producent nie złożył jeszcze wniosku refundacyjnego albo postępowanie refundacyjne nadal trwa. W efekcie pacjenci nie muszą czekać na zakończenie często długiego procesu administracyjnego.

Obecnie w ramach Ratunkowego Dostępu do Technologii Lekowych finansowanych może być 136 substancji czynnych lub ich kombinacji stosowanych w 371 wskazaniach terapeutycznych, które nie są jeszcze objęte standardową refundacją. Jak zaznacza resort zdrowia, w praktyce oznacza to możliwość rozpoczęcia leczenia „nawet o wiele miesięcy, a niekiedy nawet o kilka lat wcześniej niż byłoby to możliwe w standardowym procesie refundacyjnym”.

Choć RDTL nie zastępuje systemowej refundacji, pozostaje ważnym elementem zapewniającym pacjentom dostęp do innowacyjnych terapii w sytuacjach, w których czas ma kluczowe znaczenie. Opublikowane dane pokazują jednocześnie skalę wykorzystania tego rozwiązania oraz rosnącą rolę indywidualnych decyzji terapeutycznych w nowoczesnym systemie ochrony zdrowia.

Źródło: MZ

Od 1 lipca 2026 r. obowiązuje nowa lista leków refundowanych, która rozszerza dostęp do nowoczesnego leczenia dla pacjentów z różnymi nowotworami. Wśród nowych terapii znalazły się m.in. immunoterapia, leczenie okołooperacyjne oraz terapie ukierunkowane molekularnie stosowane w raku płuca, jelita grubego, wątroby, endometrium, gruczołu krokowego, szpiczaku plazmocytowym i raku nosowej części gardła. Eksperci podkreślają, że kolejne decyzje refundacyjne wzmacniają rolę medycyny precyzyjnej i diagnostyki molekularnej w codziennej praktyce klinicznej.
To już trzecia w tym roku aktualizacja zapowiedziana przez Ministerstwo Zdrowia. Refundacje obejmą zarówno immunoterapię, leczenie okołooperacyjne czy leczenie konsolidujące, jak i terapie ukierunkowane molekularnie, czyli dobierane do określonych cech biologicznych nowotworu. Dla pacjentów oznacza to nie tylko dostęp do nowych leków, ale przede wszystkim większą możliwość dopasowania leczenia do konkretnego rozpoznania, stadium choroby, wyników badań molekularnych i dotychczasowego przebiegu terapii. 

O tym, co te decyzje oznaczają w codziennej praktyce klinicznej i dla samych pacjentów, mówią eksperci NIO – lekarze na co dzień zajmujący się leczeniem nowotworów, których dotyczą najnowsze zmiany refundacyjne. 

Nowe możliwości przed operacją, po leczeniu i w terapii celowanej

Największy obszar zmian dotyczy raka płuca. Na liście znalazły się aż cztery nowe propozycje terapii dla tej grupy chorych. Pierwszą z nich jest niwolumab stosowany w leczeniu okołooperacyjnym dorosłych pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca, w II, IIIA lub IIIB stopniu zaawansowania, u których ekspresja PD-L1 na komórkach nowotworowych wynosi co najmniej 1%.

– Leczenie okołooperacyjne oznacza terapię prowadzoną zarówno – przed zabiegiem, jak i po  zabiegu chirurgicznym i wymaga ścisłej współpracy onkologa i chirurga klatki piersiowej.  Wyniki badania rejestracyjnego CheckMate77T wskazują, że takie podejście istotnie zmniejsza ryzyko nawrotu choroby, jak również zmniejsza ryzyko zgonu związanego z rakiem płuca – wyjaśnia dr hab. n. med. Magdalena Knetki-Wróblewska z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej.

Od 1 lipca w leczeniu okołooperacyjnym dostępny będzie również  durwalumab – możliwe będzie kwaliifikowanie chorych z niedrobnokomórkowym rakiem płuca, niezależnie od statusu PD-L1.

– Takie wskazania refundacyjne umożliwią również kwalifikację chorych, u których nie stwierdzono ekspresji PD-L1 n komórkach nowotworu. Szacuje się, że dotyczy to nawet 40% chorych – mówi dr Knetki-Wróblewska. 

Trzecia nowość na liście dotyczy drobnokomórkowego raka płuca w postaci ograniczonej. Refundacją objęto durwalumab jako leczenie konsolidujące po zakończonej jednoczasowej radykalnej chemioradioterapii. Tego rodzaju leczenie ma za zadanie utrwalić efekt wcześniejszej terapii i wydłużyć czas kontroli choroby. Wyniki badania ADRIATIC zmieniły dotychczasowy standard postępowania w tej grupie chorych, warto podkreślić, że przez wiele lat nie obserwowano istotnej poprawy wyników leczenia w tej populacji. 

Czwartym lekiem, który został uwzględniony w najnowszej liście jest adagrasib.  Doustny lek aktywny u chorych z niedrobnokomórkowym rakiem płuca i patogennym wariantem G12C w genie KRAS u których doszło do niepowodzenia wcześniejszego leczenia przeciwnowotworowego. To kolejne wskazanie dla terapii ukierunkowanych molekularnie — skutecznych jedynie u chorych, u których zidentyfikowano precyzyjnie określony czynnik predykcyjny. Warto zatem podkreślić istotne znaczenie diagnostyki molekularnej opartej na NGS, która powinna stanowić nieodłączny element diagnostyki prowadzonej przed kwalifikacja do leczenia chorych z zaawansowanym niedrobnokomórkowym rakiem płuca. 

Rak jelita grubego — immunoterapia w określonej grupie chorych

Nową opcją refundowaną będzie również skojarzenie niwolumabu z ipilimumabem w pierwszej linii leczenia pacjentów z zaawansowanym rakiem jelita grubego z potwierdzoną niestabilnością mikrosatelitarną wysokiego stopnia lub zaburzeniami mechanizmów naprawy uszkodzeń DNA typu niedopasowania, czyli tzw. MSI-H/dMMR.

To grupa chorych, u których biologia nowotworu wskazuje na szczególną rolę immunoterapii. W praktyce oznacza to, że wynik badania molekularnego może bezpośrednio decydować o wyborze leczenia już na początku terapii systemowej.

– W leczeniu raka jelita grubego coraz większe znaczenie ma nie tylko lokalizacja nowotworu, ale też jego profil molekularny. U pacjentów z MSI-H lub dMMR immunoterapia może być leczeniem szczególnie istotnym, ponieważ wykorzystuje specyficzną podatność biologiczną guza. To dobry przykład tego, jak diagnostyka molekularna przekłada się na realną decyzję terapeutyczną — mówi prof. Lucjan Wyrwicz kierujący Kliniką Onkologii i Radioterapii 

Skojarzona immunoterapia

W leczeniu dorosłych pacjentów z rakiem wątrobowokomórkowym refundacją zostanie objęte skojarzenie durwalumabu z tremelimumabem. To immunoterapia, której celem jest pobudzenie odpowiedzi układu odpornościowego przeciwko komórkom nowotworowym.

– Często rozpoznajemy chorobę w stadium choroby zaawansowanej. Skojarzona immunoterapia z wykorzystaniem durwalumabu z tremelimumabem daje lekarzom kolejne narzędzie, które może wspierać terapię u pacjentów z tym trudnym do leczenia nowotworem, w grupie chorych u których występują przeciwwskazania do powszechnie dziś stosowanego połączenia z udziałem terapii antyangiogennej  — kontynuuje prof. Wyrwicz. 

Rak wątrobowokomórkowy przez lata pozostawał jednym z trudniejszych obszarów leczenia systemowego. Nowe opcje terapeutyczne są szczególnie ważne w sytuacji, gdy choroba jest zaawansowana i leczenie miejscowe albo operacyjne nie jest możliwe lub nie jest wystarczające.

Immunoterapia będzie także dostępna dla pacjentek chorujących na raka endometrium. Refundacją zostanie objęty dostarlimab w pierwszej linii leczenia pierwotnie zaawansowanego lub nawrotowego raka endometrium z pMMR/MSS.

To ważna informacja, ponieważ w przypadku tego typu nowotworu, ocena statusu MMR/MSI staje się jednym z elementów planowania leczenia. Nowa refundacja oznacza poszerzenie dostępu do immunoterapii dla pacjentek z określonym profilem biologicznym choroby, u których leczenie systemowe jest potrzebne już na samym początku postępowania.

Intensyfikacja leczenia hormonalnego

Dla dorosłych pacjentów z przerzutowym, wrażliwym na kastrację rakiem gruczołu krokowego refundacją zostanie objęty darolutamid stosowany w skojarzeniu z terapią deprywacji androgenów. Deprywacja androgenów, czyli leczenie hamujące wpływ męskich hormonów płciowych na rozwój nowotworu, od lat pozostaje podstawą leczenia zaawansowanego raka gruczołu krokowego. Dodanie do niej tzw. Inhibitora szlaku receptora androgenowego jest formą intensyfikacji leczenia — ma na celu lepszą kontrolę choroby i opóźnienie jej dalszego postępu.

 Ta forma leczenia była już dostępna dla chorych  z przerzutowym rakiem gruczołu krokowego, ale dodanie do programu lekowego kolejnego leku z tej grupy pozwoli na większą indywidualizację leczenia oraz wybór leku najlepiej dopasowanego dla danego pacjenta z uwzględnieniem jego chorób współistniejących oraz przyjmowanych leków  – podkreśla prof. Jakub Kucharz, kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Układu Moczowego .

Szpiczak plazmocytowy — nowa opcja od drugiej linii leczenia

W hematoonkologii nową refundowaną terapią będzie belantamab mafodotin w leczeniu opornego lub nawrotowego szpiczaka plazmocytowego już od drugiej linii terapii.

– Szpiczak plazmocytowy jest chorobą przewlekłą, w której u wielu pacjentów dochodzi do nawrotu choroby lub oporności czyli utraty odpowiedzi na wcześniejsze leczenie. Dlatego szczególne znaczenie mają kolejne skuteczne linie terapii. Objęcie refundacją belantamabu oznacza poszerzenie możliwości leczenia u chorych, którzy wymagają dalszego postępowania po wcześniejszych terapiach – mówi dr Agnieszka Druzd-Sitek z Kliniki Nowotworów Układu Chłonnego. W leczeniu szpiczaka kluczowy jest dostęp do nowoczesnych terapii już od wczesnych linii leczenia, co wiąże się z większą skutecznością, czyli możliwością uzyskania dłuższej remisji choroby — dodaje specjalistka.

Technologia o wysokim poziomie innowacyjności

Na liście znalazł się także toripalimab dedykowany leczeniu pacjentów z rakiem nosowej części gardła w przypadku nawrotu choroby po leczeniu radykalnym lub stwierdzeniu przerzutów odległych. To terapia wskazana jako technologia lekowa o wysokim poziomie innowacyjności.

– Rak nosowej części gardła należy do nowotworów rzadkich, ale klinicznie bardzo wymagających – wyjaśnia dr Bartosz  Spławski, Koordynator w Klinice Nowotworów Głowy i Szyi 

W takich chorobach dostęp do nowych terapii ma szczególne znaczenie, ponieważ liczba standardowych opcji leczenia bywa ograniczona.

-To dobra i potrzebna zmiana, ponieważ pacjenci z rzadkimi nowotworami rejonu głowy i szyi często mają mniej dostępnych opcji terapeutycznych niż chorzy na nowotwory występujące częściej. W takich sytuacjach każda decyzja refundacyjna poszerzająca dostęp do nowoczesnej terapii ma realne znaczenie: daje lekarzom dodatkowe narzędzie, a pacjentom większą szansę na skuteczniejsze leczenie. To korzyść nie tylko dla pojedynczego chorego, ale także dla całego systemu opieki, który dzięki takim decyzjom może lepiej odpowiadać na potrzeby pacjentów z rzadkimi rozpoznaniami — dodaje dr Spławski

Kierunek: leczenie coraz bardziej dopasowane do pacjenta 

Duża liczba nowych leków oraz obecność terapii onkologicznych w kolejnych aktualizacjach listy refundacyjnej pokazują, że onkologia pozostaje jednym z najdynamiczniej rozwijających się obszarów współczesnej medycyny. To także dowód na to, że postęp naukowy coraz szybciej przekłada się na konkretne możliwości leczenia dostępne dla pacjentów. Zmienia się również samo podejście do terapii — od leczenia opartego głównie na rozpoznaniu narządowym w stronę postępowania coraz lepiej dopasowanego do biologii choroby, wyników badań molekularnych i sytuacji klinicznej konkretnego pacjenta.

To kierunek, który realnie poszerza możliwości współczesnej medycyny. Więcej refundowanych terapii oznacza więcej scenariuszy leczenia, więcej decyzji podejmowanych z uwzględnieniem indywidualnych cech nowotworu i większą szansę na to, by pacjent otrzymał leczenie najbardziej odpowiednie na danym etapie choroby.

Warto dodać, że Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało również wdrażanie nowych rozwiązań cyfrowych w systemach gabinetowych, które podczas przepisywania leków refundowanych mają ułatwiać lekarzom dostęp m.in. do informacji o cenach, dostępnych zamiennikach, lekach poniżej limitu finansowania, lokalnej produkcji oraz statystykach. 

Źródło: NIO
Foto: NIO

Wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk w czwartek (11 czerwca) na konferencji prasowej przedstawiła nowy projekt obwieszczenia ministra zdrowia w sprawie wykazu leków refundowanych, który ma zacząć obowiązywać od 1 lipca 2026 r. Refundacją ma zostać objętych 25 nowych terapii – 15 terapii nieonkologicznych (w tym 8 w chorobach rzadkich) i 10 terapii onkologicznych. Wydano 156 decyzji w sprawie kontynuacji refundacji – przekazała wiceminister Katarzyna Kacperczyk, przedstawiając najnowszy projekt obwieszczenia ministra zdrowia w sprawie wykazu leków refundowanych.
Dziesięć nowych terapii onkologicznych, piętnaście nieonkologicznych, w tym osiem przeznaczonych dla pacjentów z chorobami rzadkimi, a także kolejna lista technologii lekowych o wysokim poziomie innowacyjności, tak wygląda najnowszy projekt obwieszczenia refundacyjnego, który przedstawiło Ministerstwo Zdrowia. Jeśli zapowiedziane zmiany wejdą w życie zgodnie z planem 1 lipca, dla wielu pacjentów będzie to jedna z najważniejszych aktualizacji refundacyjnych ostatnich miesięcy.

Zdaniem ekspertów szczególnie istotne są decyzje dotyczące onkologii. Wśród nowych terapii znalazły się bowiem trzy rozwiązania znajdujące się na liście TOP 10 ONKO 2026, czyli leków uznawanych przez środowisko kliniczne za szczególnie potrzebne z punktu widzenia pacjentów.

Rak płuca głównym beneficjentem zmian

Jak zapowiadało Ministerstwo Zdrowia, jednym z priorytetów lipcowej listy refundacyjnej jest leczenie raka płuca. To właśnie w tym obszarze pojawi się najwięcej nowych możliwości terapeutycznych.

Pacjenci z niedrobnokomórkowym rakiem płuca będą mogli skorzystać z leczenia okołooperacyjnego niwolumabem u chorych z ekspresją PD-L1 przekraczającą 1 proc. na komórkach nowotworowych. Refundacją ma zostać objęte również leczenie okołooperacyjne z wykorzystaniem durwalumabu, niezależnie od statusu PD-L1.

Kolejną ważną zmianą jest refundacja durwalumabu stosowanego jako leczenie konsolidujące u dorosłych pacjentów z ograniczoną postacią drobnokomórkowego raka płuca. To grupa chorych, dla której możliwości terapeutyczne pozostają ograniczone, a rokowania nadal są niekorzystne.

Na liście znalazł się również adagrasib przeznaczony dla pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca i mutacją KRAS G12C – jedną z najczęściej występujących zmian molekularnych w tym nowotworze.

Nowe możliwości leczenia innych nowotworów

Zmiany nie ograniczają się jednak wyłącznie do raka płuca. Refundacją mają zostać objęte także:

Wiele z tych terapii jest od dawna wskazywanych przez ekspertów jako istotne uzupełnienie polskiego systemu leczenia nowotworów.

Choroby rzadkie i przewlekłe również zyskają

Nowe decyzje refundacyjne obejmują także szeroki katalog terapii nieonkologicznych. Na liście znalazł się m.in. spesolimab stosowany w leczeniu łuszczycy krostkowej, rozanoliksizumab dla pacjentów z uogólnioną postacią miastenii, burosumab dla chorych z hipofosfatemią sprzężoną z chromosomem X oraz odeviksybat wykorzystywany w leczeniu świądu cholestatycznego w przebiegu zespołu Alagille’a.

Pacjenci z kardiomiopatią w przebiegu amyloidozy transtyretynowej uzyskają dostęp do acoramidisu, natomiast osoby z zaawansowaną chorobą Parkinsona – do terapii skojarzonej lewodopą, karbidopą i entakaponem.

Wśród nowych refundacji znalazły się również dwa wskazania dla guselkumabu: w umiarkowanej i ciężkiej postaci choroby Leśniowskiego-Crohna oraz wrzodziejącego zapalenia jelita grubego. Lista obejmuje także nowe opcje terapeutyczne w depresji, alergicznym nieżycie nosa oraz leczeniu nadciśnienia tętniczego.

Kolejna lista terapii o wysokim poziomie innowacyjności

Podczas prezentacji projektu wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk poinformowała również o zatwierdzeniu szóstej listy technologii lekowych o wysokim poziomie innowacyjności. Program ten dysponuje budżetem wynoszącym 1,1 mld zł rocznie i ma umożliwiać szybszy dostęp do najbardziej innowacyjnych terapii poprzez uproszczoną ścieżkę refundacyjną.

Na najnowszej liście znalazły się m.in.:


Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że projekt obejmuje również 156 decyzji przedłużających dotychczasową refundację. Dodatkowo przedstawiono trzeci wykaz terapii o ugruntowanej skuteczności, zawierający 27 nowych wskazań terapeutycznych z zakresu endokrynologii, diabetologii, ginekologii, reumatologii i urologii.

Wśród nich znalazły się m.in. nowe terapie dla pacjentek z endometriozą, leczenie wspomagające procedury in vitro, kolejne opcje terapeutyczne w cukrzycy oraz schorzeniach endokrynologicznych.

Równolegle Centrum e-Zdrowia zapowiedziało uruchomienie nowej funkcjonalności umożliwiającej realizację jednej recepty w różnych aptekach, co ma ułatwić pacjentom dostęp do leków i ograniczyć problemy związane z ich dostępnością.

Wszystko wskazuje na to, że lipcowa lista refundacyjna będzie jedną z najbardziej rozbudowanych aktualizacji ostatnich lat. Największym beneficjentem zmian pozostaną pacjenci onkologiczni, ale znaczące korzyści odczują również osoby z chorobami rzadkimi, neurologicznymi, autoimmunologicznymi i kardiologicznymi. Dla wielu z nich refundacja oznacza nie tylko obniżenie kosztów leczenia, ale przede wszystkim realny dostęp do terapii, które do tej pory pozostawały poza ich zasięgiem.

Źródło: MZ

Indywidualizacja terapii, rozwój diagnostyki molekularnej, lepsza organizacja opieki oraz szerszy dostęp do innowacyjnych metod leczenia, to najważniejsze kierunki zmian wskazane w raporcie „Indywidualizacja terapii – podstawą optymalizacji leczenia pacjentów hematologicznych”, zaprezentowanym podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii. Eksperci zgodnie podkreślają, że współczesna hematologia coraz mocniej opiera się na medycynie personalizowanej, która uwzględnia nie tylko charakterystykę choroby, ale również potrzeby, preferencje i jakość życia pacjenta.
28 maja, z okazji Światowego Dnia Walki z Nowotworami Krwi, podczas specjalnie zorganizowanego z inicjatywy posła Marka Hoka posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii zaprezentowano raport „Indywidualizacja terapii – podstawą optymalizacji leczenia pacjentów hematologicznych”, przygotowany przez All.Can Polska we współpracy z szerokim gronem ekspertów z dziedziny hematologii.

Raport stanowi kompleksową analizę wyzwań i potrzeb polskiej hematologii w kontekście rozwoju medycyny personalizowanej. Autorzy podkreślają, że współczesna opieka nad pacjentami
z nowotworami krwi wymaga nie tylko dostępu do nowoczesnych terapii, ale także stworzenia systemu umożliwiającego rzeczywistą indywidualizację leczenia – uwzględniającą stan kliniczny chorego, jego potrzeby, jakość życia oraz preferencje terapeutyczne.

– „To właśnie hematologia jest jedną z tych dziedzin medycyny, która od lat wyznacza kierunki rozwoju nowoczesnych terapii – od chemioterapii, przez leczenie celowane, aż po immunoterapie i CAR-T. Dziś jednak równie ważne jak rozwój technologii jest przywrócenie medycynie jej humanistycznego wymiaru i dostrzeganie w pacjencie konkretnego człowieka, a nie wyłącznie przypadku klinicznego” – podkreśla Aleksandra Rudnicka, przewodnicząca Prezydium All.Can Polska.

Jak zaznaczają autorzy raportu, indywidualizacja terapii powinna stać się fundamentem nowoczesnej opieki hematologicznej w Polsce. Wymaga to zarówno rozwoju diagnostyki molekularnej, jak i zmian organizacyjnych oraz refundacyjnych, które pozwolą pacjentom na szybszy dostęp do innowacyjnych metod leczenia.

„Polscy pacjenci mają obecnie dostęp do nowoczesnych terapii hematologicznych na poziomie porównywalnym z innymi krajami europejskimi. Kluczową rolę odgrywają tutaj programy lekowe, które umożliwiają finansowanie innowacyjnych terapii. Jednocześnie widzimy, że obecny model organizacyjny wymaga dalszych usprawnień – szczególnie w zakresie dostępu do diagnostyki, organizacji opieki ambulatoryjnej oraz monitorowania jakości procesu leczenia. Odpowiedzią na te wyzwania ma być Krajowa Sieć Hematologiczna. Jej celem jest lepsze wykorzystanie zasobów kadrowych i infrastrukturalnych poprzez współpracę ośrodków oraz jasno określoną referencyjność. Bardzo istotnym elementem będą jednolite standardy diagnostyczno-terapeutyczne, koordynacja opieki oraz ścisła współpraca pomiędzy ośrodkami specjalistycznymi, ambulatoryjną opieką specjalistyczną i podstawową opieką zdrowotną” – podkreśliła podczas posiedzenia prof. dr hab. n. med. Ewa Lech-Marańda, konsultant krajowa w dziedzinie hematologii i dyrektor Instytutu Hematologii i Transfuzjologii w Warszawie.

Zdaniem prof. dr hab. n. med. Krzysztofa Giannopoulosa, prezesa Polskiego Towarzystwa Hematologicznego i Transfuzjologicznego „Rozwój nowoczesnej hematologii wymaga dziś nie tylko dostępu do innowacyjnych terapii, ale także odpowiedniej organizacji całego procesu diagnostyczno-terapeutycznego. Coraz większe znaczenie ma indywidualizacja leczenia, która opiera się na precyzyjnej diagnostyce molekularnej i immunofenotypowej oraz ciągłym monitorowaniu odpowiedzi pacjenta na terapię. W ostatnich latach znacząco poprawił się dostęp do nowoczesnych leków w hematologii, jednak nadal istnieją bariery organizacyjne, które wpływają na tempo diagnostyki i wdrażania terapii. Dotyczy to między innymi ograniczonej dostępności części badań diagnostycznych, nierównomiernego obciążenia ośrodków oraz konieczności dalszego rozwoju opieki ambulatoryjnej. Bardzo ważnym elementem jest także przenoszenie części terapii do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, szczególnie w przypadku leczenia doustnego i podskórnego. Dzięki temu pacjent może otrzymywać skuteczną terapię bliżej miejsca zamieszkania, przy jednoczesnym zachowaniu wysokich standardów bezpieczeństwa i jakości opieki.”

Jak podkreślił dr n. o zdr. Michał Chrobot, prezes Polskiego Towarzystwa Koderów Medycznych „Jednym z najważniejszych wyzwań systemowych w hematologii pozostaje dziś sposób finansowania programów lekowych. W praktyce obserwujemy sytuacje, w których limitowanie świadczeń i leków prowadzi do powstawania nadwykonań, a w konsekwencji do narastających problemów finansowych placówek realizujących nowoczesne leczenie. Dodatkowym problemem jest fakt, że nowe terapie i kolejne linie leczenia wprowadzane do programów lekowych nie otrzymują adekwatnego finansowania. Ośrodki wdrażają innowacyjne metody leczenia, ale koszty ich realizacji nie są w pełni pokrywane, co przekłada się zarówno na pogłębianie zadłużenia świadczeniodawców, jak i ograniczanie dostępności terapii dla pacjentów. Szczególnie widoczne jest to w przypadku leczenia ambulatoryjnego. Podania leków w programach lekowych są obecnie wycenione na poziomie, który często nie odzwierciedla rzeczywistych kosztów organizacyjnych i kadrowych, poniżej wycen dla konwencjonalnej chemioterapii. Brak jest także odrębnego produktu na refundację podań podskórnych. W efekcie część placówek nie jest zainteresowana rozwijaniem tego modelu opieki, mimo że jest on korzystniejszy dla pacjenta i bardziej efektywny z perspektywy systemu”.

„Rozwój nowoczesnych terapii w onkohematologii musi iść w parze z równoległym rozwojem i finansowaniem diagnostyki. Bez dostępu do odpowiednich badań genetycznych i immunohistochemicznych nie jesteśmy w stanie właściwie kwalifikować pacjentów do terapii celowanych, a tym samym w pełni wykorzystywać potencjału współczesnej medycyny personalizowanej. W Polsce funkcjonuje już sieć laboratoriów genetycznych dysponujących odpowiednim potencjałem i doświadczeniem. Konieczne jest jednak stworzenie ujednoliconego katalogu badań, wspólnych systemów elektronicznych oraz mechanizmów finansowania badań wykonywanych na materiale pobieranym ambulatoryjnie. Tylko w ten sposób możliwe będzie zapewnienie pacjentom równego dostępu do nowoczesnej diagnostyki bez konieczności niepotrzebnej hospitalizacji, aby uzyskać finansowanie badań genetycznych” – zaznaczył dr hab. n. med. Artur Kowalik, specjalista laboratoryjnej genetyki medycznej.

Katarzyna Lisowska, przedstawicielka Stowarzyszenia Hematoonkologiczni zabrała głos w imieniu pacjentów – „Pacjenci potrzebują lepszego dostępu do lekarza prowadzącego i stałego kontaktu z ośrodkiem prowadzącym leczenie, szczególnie po przeszczepieniu. Istotnym wyzwaniem pozostaje poprawa opieki poprzeszczepowej oraz zapewnienie odpowiednich standardów bezpieczeństwa, w tym szerszego stosowania inaktywowanych składników krwi. Wciąż widoczna jest także luka systemowa w zakresie koordynacji opieki nad pacjentem hematologicznym.

W praktyce część obowiązków związanych z edukacją, wsparciem i organizacją procesu leczenia przejmują dziś organizacje pacjenckie. To pokazuje, jak bardzo potrzebny jest bardziej zintegrowany i kompleksowy model opieki.”

Łukasz Rokicki prezes Fundacji Carita im. Wiesławy Adamiec przedstawił raport „Jak pacjenci ze szpiczakiem oceniają sposób, czas i miejsce otrzymywania leczenia?”, wskazując, że „Wyniki badania pokazują wyraźnie, że ambulatoryjna opieka hematologiczna może odgrywać kluczową rolę w nowoczesnym modelu leczenia. Pacjenci bardzo wysoko oceniają możliwość regularnego kontaktu ze specjalistą podczas wizyt ambulatoryjnych oraz leczenie prowadzone bliżej miejsca zamieszkania. Raport potwierdza jednocześnie, że najbardziej obciążające dla pacjentów pozostają terapie wymagające hospitalizacji i długotrwałych podań dożylnych. Dlatego rozwój nowoczesnych terapii ambulatoryjnych, w tym leczenia podskórnego i doustnego, powinien być jednym z priorytetów organizacyjnych systemu ochrony zdrowia. To rozwiązania, które poprawiają komfort życia pacjentów, a jednocześnie mogą zwiększać efektywność całego systemu opieki hematologicznej.”

 
Najważniejsze rekomendacje raportu „Indywidualizacja terapii – podstawą optymalizacji leczenia pacjentów hematologicznych”
Wśród kluczowych rekomendacji zawartych w opracowaniu znalazły się m.in.:
Eksperci zwracają również uwagę na konieczność dalszego poszerzania dostępu do innowacyjnych terapii. Wśród priorytetów refundacyjnych wskazywanych przez środowisko hematologiczne na rok 2026 znalazły się m.in. nowe terapie dla pacjentów ze szpiczakiem plazmocytowym, kolejne wskazania do terapii CAR-T oraz nowoczesne schematy leczenia z wykorzystaniem przeciwciał monoklonalnych i inhibitorów kinazy Brutona.

Raport podkreśla, że rozwój medycyny personalizowanej to nie tylko korzyść kliniczna dla pacjentów, ale również inwestycja w bardziej efektywny system ochrony zdrowia. Nowoczesne terapie pozwalają wielu chorym prowadzić aktywne życie zawodowe i społeczne, ograniczając koszty pośrednie związane z chorobą. Autorzy raportu apelują o dalszy rozwój modelu opieki opartego o podmiotowość pacjenta, w którym  jest on partnerem procesu terapeutycznego, a decyzje systemowe uwzględniają nie tylko skuteczność leczenia, ale także jakość życia chorych i ich osobiste potrzeby.

Zachęcamy do zapoznania się z całym raportem, który jest dostępny na stronie: https://all-can.pl/raporty/raporty-polska/204,indywidualizacja-terapii-ndash-podstawa-optymalizacji-leczenia-pacjentoacutew-hematologicznych#flipbook-df_raporty/1/

 
W marcu 2026 roku liczba uchodźców z Ukrainy korzystających z publicznego systemu ochrony zdrowia w Polsce gwałtownie spadła. Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia wynika, że jeszcze w lutym w systemie leczono ponad 32 tys. osób objętych ochroną wynikającą ze specustawy ukraińskiej, natomiast miesiąc później było ich już niespełna 7 tys. Oznacza to, że nawet około 25 tys. osób mogło utracić możliwość korzystania z leczenia finansowanego ze środków publicznych.
Zmiana jest bezpośrednim skutkiem wygaszenia części przepisów tzw. specustawy ukraińskiej. Od 5 marca 2026 roku przestały obowiązywać dotychczasowe rozwiązania gwarantujące szeroki dostęp do świadczeń zdrowotnych dla obywateli Ukrainy, którzy po wybuchu wojny znaleźli schronienie w Polsce.

NFZ podkreśla, że po zmianie przepisów prawo do świadczeń finansowanych ze środków publicznych zachowały przede wszystkim osoby posiadające własny tytuł do ubezpieczenia zdrowotnego, np. wynikający z zatrudnienia, prowadzenia działalności gospodarczej lub zgłoszenia do ubezpieczenia jako członek rodziny. Część szczególnie wrażliwych grup nadal może korzystać z określonych świadczeń, jednak zakres uprawnień został znacząco ograniczony.

Dyskusję wokół nowych regulacji dodatkowo zaostrzyły dane finansowe przedstawione przez NFZ. Fundusz wskazuje, że w 2025 roku obywatele Ukrainy wpłacili do polskiego systemu ochrony zdrowia więcej środków w formie składek zdrowotnych, niż wyniosły koszty ich leczenia. Według analiz koszt świadczeń udzielonych obywatelom Ukrainy wyniósł około 2,57 mld zł, z czego znacząca część dotyczyła osób pracujących i odprowadzających składki zdrowotne w Polsce.

Nowe przepisy wywołały jednak obawy organizacji społecznych i środowisk zajmujących się pomocą uchodźcom. W marcu kilka organizacji wystąpiło z apelem dotyczącym skutków wygaszenia specustawy, wskazując, że część pacjentów leczonych przewlekle może mieć problem z kontynuacją terapii, szczególnie w ramach leczenia ambulatoryjnego i programów lekowych. Organizacje zwracały uwagę, że przerwanie leczenia w niektórych przypadkach może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych.

Dodatkowe kontrowersje budzi kwestia dobrowolnego ubezpieczenia zdrowotnego. Do Rzecznika Praw Obywatelskich oraz organizacji pomocowych trafiają sygnały od obywateli Ukrainy, którzy chcieliby samodzielnie opłacać składki zdrowotne, ale napotykają na bariery finansowe związane z koniecznością wniesienia dodatkowej opłaty przy zawieraniu umowy z NFZ. Według doniesień medialnych może ona wynosić nawet około 17–18 tys. zł.

Resort zdrowia argumentuje, że zmiany oznaczają przejście z nadzwyczajnego modelu finansowania opieki zdrowotnej dla uchodźców do standardowego systemu opartego na ubezpieczeniu zdrowotnym. Jednocześnie organizacje społeczne oraz część ekspertów zwracają uwagę, że w praktyce może to prowadzić do ograniczenia dostępu do leczenia dla osób, które nie zdążyły uzyskać własnego tytułu ubezpieczeniowego lub znajdują się w szczególnie trudnej sytuacji życiowej.

Spór wokół nowych zasad pokazuje, że pytanie o dostęp do opieki zdrowotnej dla uchodźców pozostaje nie tylko kwestią finansową, ale również wyzwaniem organizacyjnym i społecznym. Szczególnie w sytuacji, gdy część osób, które utraciły uprawnienia, od lat mieszka w Polsce, pracuje lub korzysta z leczenia rozpoczętego jeszcze w czasie obowiązywania nadzwyczajnych przepisów związanych z wojną w Ukrainie.

Źródło: NFZ

W systemie ochrony zdrowia przyjęło się myśleć, że decyzja refundacyjna kończy proces udostępniania terapii pacjentom. Lek znajduje się w programie lekowym, spełnia kryteria skuteczności i bezpieczeństwa, a więc – przynajmniej formalnie – jest dostępny. Coraz więcej sygnałów ze strony pacjentów pokazuje jednak, że między refundacją a rzeczywistym leczeniem istnieje luka, która w praktyce decyduje o tym, kto terapię otrzyma, a kto pozostanie poza systemem.
Wspólny apel ponad 40 organizacji pacjenckich skierowany do Minister Zdrowia dotyczy zapewnienia rzeczywistego, równego i terminowego dostępu do programów lekowych dla wszystkich pacjentów spełniających kryteria kwalifikacji. Dokument obejmuje organizacje reprezentujące pacjentów z różnych obszarów terapeutycznych – od chorób rzadkich, przez neurologiczne i kardiologiczne, po onkologiczne. Jak wskazano w apelu, „o rozpoczęciu leczenia powinny decydować wyłącznie wskazania kliniczne pacjenta, a nie limity kontraktowe czy brak płynności finansowej ośrodka”.

System, który działa inaczej, niż powinien

Autorzy apelu odwołują się do analiz przeprowadzonych przez Fundację MY Pacjenci i firmę EconMed, które pokazują, że dostęp do programów lekowych nie jest w praktyce równy. Zależy od miejsca zamieszkania, możliwości organizacyjnych i sytuacji finansowej ośrodka, a nie wyłącznie od stanu zdrowia pacjenta.

Konsekwencje tego modelu są powtarzalne w różnych obszarach terapeutycznych. Pacjenci czekają na leczenie w długich, często nieformalnych kolejkach, nie mają dostępu do pełnej informacji o możliwościach terapii, a ośrodki – obawiając się konsekwencji finansowych – ograniczają liczbę włączanych chorych, mimo że spełniają oni kryteria kliniczne.

W efekcie programy lekowe, które w założeniu mają zapewniać dostęp do nowoczesnych terapii, nie są dostępne dla wszystkich pacjentów spełniających kryteria kwalifikacji. W apelu wskazano, że są one przez pacjentów oceniane jako jedne z najbardziej skutecznych i często przełomowych, a jednocześnie w praktyce pozostają poza zasięgiem części osób wymagających leczenia.

Autorzy dokumentu podkreślają, że „refundacja, w różnych jej formach, która nie przekłada się na realny dostęp do terapii, pozostaje jedynie deklaracją – nie realną pomocą”.

 
Ograniczenia nie wynikają z braku środków

Istotnym elementem apelu jest próba uporządkowania przyczyn obecnej sytuacji. Organizacje pacjentów podkreślają, że problem nie wynika z niekontrolowanego wzrostu kosztów. Przeciwnie – programy lekowe należą do najlepiej monitorowanych obszarów systemu, a zwiększenie liczby pacjentów nie prowadzi do przekroczenia ustawowego limitu wydatków na refundację, który pozostaje na poziomie 17% budżetu.

W tej perspektywie ograniczenia w dostępie mają charakter systemowy. Jak wskazano w apelu, dotyczą one zarówno organizacji procesu leczenia, jak i zasad finansowania świadczeń oraz praktyki kontraktowania i rozliczania programów lekowych. Formalna dostępność terapii nie oznacza, że system jest przygotowany na objęcie leczeniem wszystkich pacjentów spełniających kryteria kwalifikacji.

Szczególne znaczenie ma sposób finansowania całego procesu leczenia. Programy lekowe obejmują nie tylko sam lek, ale również diagnostykę kwalifikującą, wizyty, konsultacje, hospitalizacje oraz monitorowanie terapii. W apelu zwrócono uwagę, że to właśnie świadczenia towarzyszące często stanowią realną barierę w dostępie do leczenia, jeśli nie są odpowiednio wycenione lub finansowane w sposób stabilny i przewidywalny.

 
Konsekwencje dla pacjentów i systemu

Z perspektywy pacjentów oznacza to opóźnienia w rozpoczęciu terapii, pogłębianie nierówności regionalnych i ryzyko, że leczenie w ogóle nie zostanie wdrożone. W przypadku chorób ciężkich i postępujących czas ma znaczenie kliniczne – wpływa na przebieg choroby, ryzyko powikłań i rokowanie.

Autorzy apelu zwracają uwagę, że szybkie rozpoczęcie leczenia pozwala nie tylko ograniczyć skutki choroby, ale także umożliwia powrót do życia rodzinnego i zawodowego. Jednocześnie zmniejsza ryzyko hospitalizacji i długoterminowych kosztów dla systemu ochrony zdrowia.

W obecnym modelu część tych korzyści zostaje utracona. System formalnie oferuje dostęp do terapii, ale nie gwarantuje jej w praktyce, co prowadzi do sytuacji, w której pacjenci spełniający kryteria medyczne nie otrzymują leczenia w odpowiednim czasie.

Postulaty: dostęp, finansowanie, informacja

Apel organizacji pacjenckich nie ogranicza się do diagnozy. Zawiera również konkretne propozycje zmian, które mają uporządkować system i przywrócić jego podstawową funkcję.

Najważniejszy postulat dotyczy zagwarantowania realnego dostępu do programów lekowych wszystkim pacjentom spełniającym kryteria kwalifikacji. W praktyce oznacza to odejście od sytuacji, w której o włączeniu do programu decydują limity kontraktowe lub kondycja finansowa ośrodka.

Kolejne propozycje odnoszą się do pełnego finansowania całego procesu leczenia, zapewnienia stabilności rozliczeń oraz wyrównania dostępu w skali kraju. Organizacje wskazują również na potrzebę uproszczenia ścieżki kwalifikacji – m.in. poprzez wprowadzenie „Karty Diagnostyki i Leczenia w Programie Lekowym”, wzorowanej na karcie DILO – oraz stworzenia systemu informacji, który umożliwi pacjentom realne dotarcie do dostępnych terapii.

Wśród propozycji pojawia się także koncepcja wprowadzenia dodatkowej kategorii dostępności refundacyjnej, która pozwoliłaby części terapii – zwłaszcza doustnych i podskórnych – funkcjonować poza programami lekowymi, w warunkach ambulatoryjnych. Takie rozwiązanie mogłoby odciążyć szpitale i zwiększyć dostępność leczenia.

System do decyzji

Apel kończy się oczekiwaniem, które w gruncie rzeczy dotyczy całego modelu systemu ochrony zdrowia: zapewnienia równego i terminowego dostępu do leczenia wszystkim pacjentom, niezależnie od miejsca zamieszkania i sytuacji organizacyjnej placówki.

Programy lekowe pozostają jednym z kluczowych narzędzi udostępniania nowoczesnych terapii w polskim systemie ochrony zdrowia, zapewniając uporządkowane i kontrolowane finansowanie leczenia. Jednocześnie – jak wskazują autorzy apelu – w obecnym modelu nie zawsze przekłada się to na jednolity dostęp do terapii w skali całego kraju.

W tym kontekście zwrócono uwagę na potrzebę ograniczenia barier organizacyjnych i finansowych, które wpływają na dostęp do leczenia, tak aby decyzje o kwalifikacji pacjentów mogły być podejmowane w oparciu o kryteria kliniczne.

APEL

Źródła: Fundacja MY Pacjenci, „Organizacje pacjentów apelują o realny dostęp do programów lekowych”, 16 kwietnia 2026; Wspólny apel organizacji pacjentów o realną dostępność programów lekowych
Leczenie biologiczne w alergologii przestało być obietnicą przyszłości. W ostatnich latach stało się realnym elementem terapii najciężej chorych pacjentów z astmą, atopowym zapaleniem skóry, przewlekłą pokrzywką spontaniczną czy przewlekłym zapaleniem zatok przynosowych z polipami nosa. Rozszerza się także dostęp do immunoterapii alergenowej oraz kolejnych technologii stosowanych w chorobach zapalnych i immunologicznych. Na poziomie decyzji refundacyjnych widać wyraźny postęp. Polska alergologia zyskała narzędzia, których jeszcze kilka lat temu po prostu nie miała.
To jednak dopiero połowa sukcesu. Bo choć lek może znajdować się już w programie, pacjent nie zawsze trafia do terapii w odpowiednim momencie. Coraz wyraźniej widać, że głównym problemem przestaje być samo istnienie refundacji, a staje się praktyczna dostępność leczenia: możliwość kwalifikacji, liczba ośrodków zdolnych prowadzić programy, sposób finansowania świadczeń, obciążenia kadrowe i sztywność zapisów programowych, które nie nadążają za współczesną wiedzą kliniczną.

Programy są, pacjenci są, pieniądze też – ale to wciąż za mało

W alergologii programy lekowe odegrały rolę przełomową. To one otworzyły drogę do refundowanego stosowania nowoczesnych, drogich terapii u chorych z ciężkim przebiegiem choroby, u których standardowe leczenie nie przynosi wystarczającej kontroli. W tym modelu pacjent nie tylko otrzymuje lek, ale pozostaje pod stałą opieką ośrodka specjalistycznego. Zyskuje więc nie tylko dostęp do farmakoterapii, lecz także do monitorowania skuteczności i bezpieczeństwa, edukacji zdrowotnej i bardziej uporządkowanej ścieżki terapeutycznej. Taki model ma swoje ograniczenia, ale z perspektywy wielu środowisk pozostaje najlepszym dostępnym mechanizmem zapewniania finansowania innowacyjnych terapii w ciężkich chorobach przewlekłych.

W ciągu ostatnich kilkunastu lat znaczenie programów lekowych w Polsce systematycznie rosło. Dotyczy to zarówno liczby dostępnych programów, jak i wartości wydatków publicznych przeznaczanych na ich realizację. Nadal dominują w tym obszarze terapie onkologiczne, jednak w grupie programów nieonkologicznych alergologia zaczęła zajmować coraz bardziej widoczne miejsce. Szczególnie wyraźnie widać to w astmie ciężkiej, która stała się jednym z najważniejszych obszarów stosowania leków biologicznych.

Skala tego obszaru przestaje być marginalna. W latach 2024–2025 z programu leczenia ciężkiej astmy skorzystało blisko 6 tys. pacjentów, a wartość refundacji przekroczyła 350 mln zł. W przypadku przewlekłej pokrzywki spontanicznej było to ponad 1700 chorych, a w atopowym zapaleniu skóry – ponad 3000 pacjentów objętych terapią. Równolegle rośnie liczba dostępnych opcji terapeutycznych – w samym programie leczenia AZS dostępnych jest już kilka leków biologicznych i małocząsteczkowych, podczas gdy jeszcze niedawno pacjenci pozostawali praktycznie bez skutecznych możliwości leczenia systemowego.

Z punktu widzenia chorego brzmi to jak historia sukcesu. Z punktu widzenia systemu ochrony zdrowia jest to jednak sukces niepełny. W praktyce dostępność leczenia biologicznego zależy nie tylko od decyzji refundacyjnej, ale także od tego, czy pacjent ma gdzie zostać zakwalifikowany, czy ośrodek ma kontrakt i personel, czy dyrekcja placówki zgadza się na prowadzenie programu w określonym trybie rozliczeniowym i czy zapisy programu odpowiadają rzeczywistym potrzebom klinicznym. Tam, gdzie którykolwiek z tych elementów zawodzi, formalnie dostępne leczenie staje się dostępne tylko na papierze.

Szczególnie dobrze widać to na przykładzie atopowego zapalenia skóry. Sam program lekowy rozwinął się imponująco: obejmuje już zarówno terapie biologiczne, jak i nowoczesne leki małocząsteczkowe, a zakres wskazań obejmuje również dzieci. Problem polega jednak na tym, że w części ośrodków kontrakty bywają wyczerpane albo realizacja programu staje się dla placówek zbyt trudna organizacyjnie i finansowo. W efekcie lekarze kierują pacjentów do miejsc, które teoretycznie prowadzą program, a praktycznie nie mogą już kwalifikować kolejnych chorych. To rodzi chaos, wydłuża drogę do leczenia i sprawia, że nawet dobrze przygotowany pacjent, świadomy swoich praw i kryteriów kwalifikacji, może utknąć na etapie szukania placówki, która faktycznie ma możliwość przyjęcia go do programu.

W tym miejscu na pierwszy plan wychodzi problem finansowania. W debacie o nowoczesnych terapiach często skupiamy się na cenie samego leku, tymczasem dla szpitali i poradni równie ważny jest koszt obsługi programu. Leki biologiczne są drogie, ale ich zakup jest refundowany. Znacznie trudniejsze staje się finansowanie całego procesu opieki nad pacjentem: kwalifikacji, wizyt kontrolnych, monitorowania skuteczności, prowadzenia dokumentacji, raportowania do systemów i zapewnienia personelu. To właśnie w tym obszarze powstaje wiele barier, które decydują o tym, czy ośrodek chce i może prowadzić program lekowy.

Problem staje się jeszcze bardziej widoczny tam, gdzie system zachęca do realizacji terapii w trybie ambulatoryjnym, ale nie idzie za tym adekwatna wycena. W alergologii znaczna część świadczeń mogłaby być wykonywana w ambulatoryjnej opiece specjalistycznej. Takie rozwiązanie jest wygodniejsze dla pacjenta, mniej obciążające organizacyjnie i pozwala ograniczać niepotrzebne hospitalizacje. Teoretycznie wpisuje się więc w pożądany kierunek zmian, czyli przesuwanie opieki jak najniżej w systemie, bliżej chorego i poza szpital. W praktyce placówki często wolą utrzymywać programy w trybie hospitalizacji albo w ogóle z nich rezygnować, ponieważ finansowanie ambulatoryjnego prowadzenia leczenia okazuje się zbyt niskie, by pokryć realne koszty pracy zespołu. To jedna z tych sprzeczności, które dobrze pokazują, jak bardzo systemowe deklaracje potrafią rozmijać się z codziennością.

Drugim wielkim ograniczeniem są kadry. Nawet najlepiej skonstruowany program nie zadziała, jeśli nie będzie miał kto go prowadzić. W wielu ośrodkach liczba lekarzy zajmujących się terapiami biologicznymi jest po prostu niewystarczająca w stosunku do potrzeb. Programy lekowe obsługują zwykle ci sami specjaliści, którzy równolegle pracują w klinikach, poradniach i oddziałach. Jeśli przejmują kolejne obowiązki związane z kwalifikacją i prowadzeniem pacjentów w programach, gdzieś indziej musi zabraknąć czasu i rąk do pracy. To jeden z powodów, dla których rozwój leczenia biologicznego nie odpowiada jeszcze skali potrzeb epidemiologicznych. W przypadku astmy ciężkiej liczba chorych objętych programem jest nadal znacząco niższa od tej, którą sugerują szacunki populacyjne.

Kryteria, które nie nadążają za medycyną

Obok finansowania i kadr coraz większe znaczenie mają same kryteria kwalifikacji i kontynuacji leczenia. To właśnie tutaj ścierają się logika administracyjna i logika kliniczna. W momencie tworzenia programu trzeba określić, kto może z terapii skorzystać, kiedy leczenie uznać za skuteczne, a kiedy należy je zakończyć albo zmienić. Z perspektywy płatnika takie ramy są konieczne. Z perspektywy klinicysty bywają jednak zbyt sztywne, zwłaszcza gdy postęp naukowy szybko zmienia standardy postępowania.

W astmie ciężkiej jednym z najważniejszych problemów pozostaje brak możliwości płynnego przełączania pacjentów pomiędzy lekami biologicznymi. W praktyce oznacza to, że chory, który nie odpowiada optymalnie na jedną terapię albo przestaje z czasem odpowiadać na leczenie, nie może po prostu zostać przestawiony na inny preparat. Aby ponownie spełnić kryteria programu, musi najpierw pogorszyć swój stan kliniczny, doświadczyć zaostrzeń i ponownie przejść przez próg kwalifikacyjny. W świecie realnej medycyny oznacza to utratę kontroli choroby, niepotrzebne stosowanie steroidów, zwolnienia z pracy, hospitalizacje i pogorszenie jakości życia. Z punktu widzenia systemu jest to rozwiązanie nie tylko niekorzystne dla pacjenta, lecz także potencjalnie nieefektywne kosztowo. Współczesna medycyna coraz wyraźniej przesuwa się bowiem od gaszenia zaostrzeń do utrzymywania stabilnej kontroli choroby i dążenia do remisji.

Równie istotny jest problem właściwego doboru leku do fenotypu pacjenta. Rozwój terapii biologicznych sprawił, że lekarz ma dziś do dyspozycji więcej niż jedno narzędzie, ale właśnie dlatego kwalifikacja staje się bardziej wymagająca. Im więcej opcji terapeutycznych, tym większa potrzeba precyzyjnej diagnostyki i elastycznych zapisów programowych, które pozwolą wybrać lek najbardziej adekwatny do mechanizmu choroby. Jeśli program zawęża takie możliwości albo kieruje pacjenta do terapii „najszerszej”, a niekoniecznie najlepiej dopasowanej, system nie wykorzystuje w pełni potencjału medycyny personalizowanej.

Kolejnym obszarem, który domaga się rewizji, jest leczenie kobiet w ciąży. W części przypadków dostępne są już dane wskazujące na bezpieczeństwo stosowania niektórych terapii biologicznych w tej grupie pacjentek, ale zapisy programów nie zawsze pozwalają na kontynuację leczenia lub podejmowanie bardziej zindywidualizowanych decyzji wspólnie z chorą. Tymczasem właśnie w ciężkich postaciach chorób alergicznych ciąża może być momentem szczególnie wymagającym dobrej kontroli klinicznej. Zbyt zachowawcze, sztywne podejście do terapii może prowadzić do pogorszenia stanu zdrowia matki, a więc pośrednio także do wzrostu ryzyka po stronie płodu.

Bardzo wyraźnie systemowe niedoskonałości ujawniają się także w przewlekłym zapaleniu zatok przynosowych z polipami nosa. Tu problemem nie jest już wyłącznie sam dostęp do leków biologicznych, ale konstrukcja kryteriów, które wielu klinicystom wydają się nadmiernie restrykcyjne i nieprzystające do codziennej praktyki. Wymóg przeprowadzenia dwóch operacji przed włączeniem leczenia biologicznego, dodatkowo obwarowany szczegółowymi zapisami dotyczącymi zakresu wcześniejszego zabiegu, może opóźniać terapię o lata. W realnym systemie pacjent nie trafia przecież z jednej operacji na drugą bez zwłoki. Między kolejnymi procedurami często upływa długi czas, bo obowiązują kolejki, limity i ograniczenia organizacyjne. W efekcie biologiczne leczenie, które mogłoby zostać wdrożone wcześniej i skuteczniej zahamować nawrót choroby, trafia do chorego dopiero wtedy, gdy stan ponownie zdąży się pogorszyć.

To niejedyny problem w tym wskazaniu. Wątpliwości budzą także rygorystyczne zasady oceny skuteczności terapii. Jeśli pacjent musi spełnić jednocześnie wszystkie punkty kontrolne, by uznać leczenie za efektywne, może się okazać, że poprawa istotna klinicznie nie przekłada się na możliwość kontynuacji programu. Innymi słowy, chory ma mniejsze polipy, lepszą jakość życia i odczuwa wyraźną korzyść, ale nie spełnia któregoś z formalnych warunków i system nie uznaje sukcesu terapeutycznego. Takie rozbieżności między medycyną a administracją są szczególnie dotkliwe w chorobach przewlekłych, gdzie leczenie ma nie tylko likwidować objawy, ale także zapobiegać nawrotom i utracie funkcjonowania.

Bez diagnostyki nie ma dostępu do nowoczesnego leczenia

W tle całej dyskusji o leczeniu biologicznym pojawia się jeszcze jeden, fundamentalny wątek: nawet najlepszy lek nie pomoże pacjentowi, którego system nie potrafi na czas rozpoznać. Dlatego rozmowa o innowacyjnych terapiach szybko prowadzi do pytania o diagnostykę. W przypadku chorób obturacyjnych układu oddechowego, zwłaszcza przewlekłej obturacyjnej choroby płuc, symbolem tego problemu stała się spirometria. Badanie podstawowe, stosunkowo proste, powszechnie uznawane za kluczowe dla rozpoznania choroby, a jednak w polskim systemie nadal wykonywane zbyt rzadko i zbyt późno.

Tu widać mechanizm dobrze znany także z alergologii: formalna możliwość wykonania świadczenia nie oznacza jeszcze, że świadczenie rzeczywiście działa w praktyce. Spirometria może być dostępna w określonych modelach opieki, ale jeśli jest źle wyceniona, wymaga odpowiedniego sprzętu, pomieszczenia i personelu, a lekarz rodzinny nie ma do niej realnego zaplecza organizacyjnego, to jej obecność w koszyku świadczeń nie rozwiązuje problemu. Do tego dochodzi kwestia jakości wykonywania badań. Spirometria nie jest tylko mechanicznym „dmuchnięciem do aparatu”. Wymaga odpowiedniego instruktażu, doświadczenia osoby wykonującej badanie i właściwej interpretacji. Jeśli system finansuje badanie, ale nie zapewnia warunków do jego rzetelnego wykonywania, uzyskuje pozorną dostępność zamiast realnej diagnostyki.

W praktyce oznacza to wieloletnie opóźnienia rozpoznania, mylenie POChP z astmą albo pozostawanie chorych poza systemem aż do momentu wyraźnego pogorszenia stanu zdrowia. To właśnie dlatego część środowiska postuluje stworzenie bardziej uporządkowanego modelu wykonywania spirometrii: albo przez silniejsze włączenie jej do podstawowej diagnostyki w POZ i programach profilaktycznych, albo przez rozwój wyspecjalizowanych ośrodków o wysokiej jakości wykonywania badań, do których lekarze mogliby kierować pacjentów z podejrzeniem choroby obturacyjnej. W obu wariantach kluczem pozostaje jedno: bez sprawnej diagnostyki nawet najlepiej refundowane leczenie pozostanie niedostępne dla dużej części chorych.

Z perspektywy pacjentów równie ważny jak sama diagnostyka jest jeszcze inny element: edukacja. W wielu przewlekłych chorobach alergicznych i oddechowych chorzy przez lata funkcjonują z objawami, które zaczynają traktować jako codzienną normę. Duszność wysiłkowa, nocne wybudzenia, przewlekła niedrożność nosa, świąd, zmiany skórne czy częste zaostrzenia bywają przez nich wpisane w życie z chorobą tak głęboko, że nie oczekują już poprawy. Nie wiedzą, że można leczyć skuteczniej, że można zmienić terapię, że istnieją programy lekowe, że pewne objawy wcale nie muszą być „normalne”. To sprawia, że opóźnienia systemowe nakładają się na opóźnienia wynikające z niskiej świadomości zdrowotnej. Dlatego rozwój leczenia biologicznego powinien iść w parze z działaniami edukacyjnymi skierowanymi nie tylko do pacjentów, ale także do ich rodzin i lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej.

Nowoczesna refundacja wymaga nowoczesnej organizacji opieki

W tym sensie leczenie biologiczne staje się papierkiem lakmusowym całego systemu. Pokazuje, gdzie potrafimy działać szybko i skutecznie, a gdzie nowoczesna refundacja trafia na mur starych problemów: niedoszacowania świadczeń, biurokracji, nierówności regionalnych, przeciążenia personelu i nieadekwatnych kryteriów. Pokazuje też, że polityka lekowa nie może być prowadzona w oderwaniu od organizacji opieki. Samo dopisanie leku do programu nie wystarczy, jeśli nie zostaną jednocześnie uporządkowane ścieżki kwalifikacji, finansowanie prowadzenia programu, warunki realizacji w AOS i wsparcie dla ośrodków, które mają te terapie wdrażać.

Najważniejszy wniosek z tej dyskusji jest więc szerszy niż sam temat alergologii. Polska zbudowała już podstawy do stosowania nowoczesnych terapii biologicznych w wielu chorobach zapalnych i immunologicznych. Teraz musi nauczyć się z nich korzystać w sposób bardziej dojrzały: wcześniej rozpoznawać pacjentów, lepiej dobierać leczenie, umożliwiać zmianę terapii, gdy pierwsza nie daje optymalnej odpowiedzi, i tak finansować opiekę, by placówkom opłacało się leczyć mądrze, a nie tylko formalnie poprawnie. Dopiero wtedy będzie można powiedzieć, że przełom biologiczny w alergologii naprawdę został przełożony na codzienne doświadczenie pacjenta.

Źródło: transkrypcja posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Alergicznych „Leczenie biologiczne w chorobach alergicznych i cywilizacyjnych – dostępność, aspekty kliniczne, ekonomiczne i systemowe”, 18 marca 2026 r.
W programach lekowych w najbliższym czasie oczekiwane są nowe schematy terapeutyczne przygotowane z myślą o pacjentach z nowotworami krwi. Mowa zarówno o pierwszej linii leczenia, jak i nawrotach choroby. W przypadku nawrotowego szpiczaka plazmocytowego duże nadzieje wiąże się m.in. ze schematami z belantamabem mafodotyny oraz terapiami CAR-T. Te w badaniach klinicznych są oceniane jako skuteczniejsze od stosowanych obecnie. Zdaniem ekspertów dzięki zmianom systemowym chorzy mają mieć szybszy dostęp do nowych metod leczenia.
– Pracując w tej chwili nad rozwiązaniami i analizując je również ze środowiskiem hematologicznym, chcielibyśmy zapewnić równy dostęp do nowoczesnego leczenia wszystkim pacjentom, niezależnie od regionu, w którym mieszkają. To jest nasze wyzwanie na najbliższy czas – mówi Jolanta Sobierańska-Grenda, minister zdrowia.

Jak wynika z danych Ministerstwa Zdrowia, w ciągu ostatnich pięciu lat zrefundowano łącznie 615 nowych cząsteczko-wskazań we wszystkich dziedzinach medycyny. Przy czym w 2021 roku było ich 68, a w 2025 roku – 152. Ponadto w hematologii w latach 2021–2025 refundacja dotyczyła 109 cząsteczko-wskazań, czyli 18 proc. wszystkich przypadków. Z tego 77 proc. obejmowało refundację leczenia nowotworów krwi.

– Ostatnie pięć lat pokazały ogromny postęp refundacyjny w hematologii, ale to jest bardzo dynamicznie rozwijająca się dziedzina. Wytyczne i standardy zmieniają się na naszych oczach. Jeśli jeszcze w zeszłym roku mogliśmy mówić, że zajmowaliśmy piąte miejsce pod względem dostępu do nowoczesnych leków w Europie, to już teraz niestety nie jesteśmy w pierwszej piątce. Wszystko dlatego że chociażby zmieniły się standardy leczenia pierwszej linii w chłoniaku z komórek płaszcza w ostrej białaczce limfoblastycznej. Te potrzeby refundacyjne wynikają więc ze zmieniających się w ciągu ostatniego roku czy półtora roku standardów leczenia – mówi w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. Ewa Lech-Marańda, krajowa konsultant ds. hematologii.

W styczniu 2026 roku zrefundowano cztery cząsteczko-wskazania z zakresu hematologii. Dwa z nich dotyczyły nowotworów. Mowa o chłoniaku grudkowym (program B.12.FM) i klasycznym chłoniaku Hodgkina (program B.77). 

W całej Polsce jest 50 ośrodków hematologicznych, z czego 17 to kliniki, a 33 oddziały. Na koniec grudnia 2025 roku było 634 czynnych zawodowo specjalistów z dziedziny hematologii, co daje 1,7 hematologa na 100 tys. mieszkańców.

– W tej chwili finansujemy terapie na najwyższym poziomie, do których dostęp jest bardzo dobry. Oczywiście kolejne terapie wchodzą, postęp w medycynie jest bardzo duży i staramy się doścignąć najlepszych w finansowaniu – podkreśla minister zdrowia.

W Polsce działają programy lekowe. To świadczenia gwarantowane, w ramach których leczenie odbywa się z zastosowaniem innowacyjnych, kosztownych substancji czynnych, które nie są finansowane w ramach innych świadczeń. Leczenie jest prowadzone w wybranych jednostkach i obejmuje ściśle zdefiniowaną grupę pacjentów. Pacjenci zakwalifikowani do programów lekowych są leczeni bezpłatnie. Decyzję o kwalifikacji podejmuje lekarz placówki, która posiada kontrakt w tym zakresie. Pacjent musi spełniać jednak szczegółowe kryteria włączenia do programu.

Wśród priorytetów na 2026 rok jest między innymi modyfikacja leczenia szpiczaka plazmocytowego. W przypadku choroby opornej lub nawrotowej w grę wchodzi terapia CAR-T, czyli zaawansowana forma immunoterapii komórkowej. Od września 2021 roku jest refundowana w ramach programu lekowego leczenia chorych na ostrą białaczkę limfoblastyczną, a od maja 2022 roku w ramach programu lekowego leczenia chorych na chłoniaki B-komórkowe.

– Jeżeli chodzi o chorobę oporną nawrotową, to w przypadku szpiczaka plazmocytowego oczywiście jest dostęp do terapii CAR-T. Wiemy, że ona jest standardem praktycznie we wszystkich zaleceniach, jeden z preparatów jest już zalecany, zarejestrowany od drugiej linii leczenia, inny od trzeciej czy od czwartej. Jesteśmy trochę spóźnieni z procesem dostępu do terapii CAR-T. Dopiero w ubiegłym roku podmioty odpowiedzialne złożyły wnioski refundacyjne, procesy są w toku – tłumaczy prof. Ewa Lech-Marańda.

Jej zdaniem inną terapią, która również jest potrzebna dla chorych na opornego nawrotowego szpiczaka plazmocytowego, jest belantamab. To jedna z nowych opcji terapeutycznych. Jest to lek skierowany przeciwko antygenowi BCMA obecnemu na komórkach szpiczaka. Działa poprzez dostarczenie cząsteczki cytotoksycznej bezpośrednio do komórki nowotworowej. Takie podejście pozwala zwiększyć skuteczność leczenia przy jednoczesnym ograniczeniu wpływu na zdrowe komórki. W badaniach klinicznych odsetek odpowiedzi na leczenie z zastosowaniem belantamabu wynosił 30–35 proc., również u pacjentów wcześniej intensywnie leczonych wieloma liniami terapii. W badaniach III fazy schematy skojarzone z belantamabem wykazywały istotne wydłużenie czasu wolnego od progresji choroby w porównaniu ze standardowymi schematami trójlekowymi.

Źródło: Newseria

Od 1 kwietnia na liście refundacyjnej pojawi się aż 16 nowych terapii, co, jak ogłosiła wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk, jest dobrą wiadomością szczególnie dla pacjentów z chorobami rzadkimi — aż sześć z tych leków dotyczy właśnie tych schorzeń. Decyzje obejmują także kontynuację refundacji dla ponad 240 terapii już obecnych w systemie.

Ministerstwo Zdrowia przedstawiło projekt nowej listy leków refundowanych, która ma wejść w życie 1 kwietnia 2026 r. Zgodnie z zapowiedziami resortu na liście znajdzie się 16 nowych terapii, w tym 14 w onkologii oraz dwie w wskazaniach nieonkologicznych. Sześć z nich dotyczy chorób rzadkich.

Będą to: niwolumab plus ipilimumab w leczeniu od 1. linii dorosłych chorych na raka wątrobokomórkowego, u których nie stosowano w przeszłości leczenia systemowego z tego powodu, a także pemigatynib – monoterapia dorosłych pacjentów z miejscowo zaawansowanym lub przerzutowym gruczolakorakiem dróg żółciowych, ze stwierdzoną fuzją lub rearanżacją receptora czynnika wzrostu fibroblastów 2.

Kolejna nowa refundowana terapia to serplulimab w leczeniu od 1. linii dorosłych chorych na drobnokomórkowego raka płuca (DRP) w postaci rozsianej, w skojarzeniu z karboplatyną i etopozydem w fazie indukcji a także atezolizumab w leczeniu od 1. linii, monoterapią atezolizumabem (postać dożylna i podskórna), dorosłych pacjentów z zaawansowanym NDRP, którzy nie kwalifikują się do leczenia opartego na pochodnych platyny.

Na listę refundowaną trafią także: amiwantamab w leczeniu pierwszej linii dorosłych pacjentów z NDRP z aktywującymi mutacjami insercyjnymi w eksonie 20. EGFR z zastosowaniem amiwantamabu (postać dożylna) w skojarzeniu z karboplatyną i pemetreksedem (choroba rzadka) oraz amiwantamab plus lazertinib w leczeniu pierwszej linii dorosłych pacjentów z NDRP z delecjami w eksonie 19. lub substytucją p.L858R w eksonie 21. EGFR.

Refundowany będzie enkorafenib plus binimetinib w leczeniu dorosłych pacjentów z NDRP z mutacją V600E w genie BRAF (choroba rzadka) oraz palbocyklib w skojarzeniu z fulwestrantem w 1. linii leczenia przerzutowego lub miejscowo HR-dodatniego, HER2-ujemnego raka piersi, po uprzedniej hormonoterapii.

Kolejne substancje refundowane od 1 kwietnia to blinatumomab w leczeniu 1. linii w ramach konsolidacji u dorosłych chorych na ostrą białaczkę limfoblastyczną z komórek B (choroba rzadka), glofitamab w leczeniu chłoniaka rozlanego z dużych komórek B (choroba rzadka), lizokabtagen maraleucel – terapia CAR-T w leczeniu chłoniaka u pacjentów dorosłych (choroba rzadka), docetaksel stosowany w leczeniu gruczolakoraka przełyku w schematach chemioterapii radykalnej oraz paliatywnej (off-label) oraz paklitaksel – w leczeniu zaawansowanego raka żołądka od 1. linii (off-label).

We wskazaniach nieonkologicznych na listę refundacyjną trafi lumasiran w rozszerzeniu populacji leczonej w ramach programu o pacjentów w stadium IV-V przewlekłej choroby nerek (choroba rzadka) oraz ezetymib plus atorwastatyna w hipercholesterolemii, hiperlipidemii.

Kontynuacja refundacji istniejących leków

Minister Kacperczyk poinformowała, że podjęto 243 decyzje o kontynuacji refundacji. Dotyczą substancji m.in. Rinvoq (upadacytynib) – kontynuacja refundacji w trzech programach lekowych; Vyvgart (efgartigimod alfa) – w miastenii; Oxlumo (lumasiran) – w hiperoksalurii; Opdivo (niwolumab) – kontynuacja refundacji w 7 programach lekowych; Uptravi (seleksypag) – w tętniczym nadciśnieniu płucnym; Tezspire (tezepelumab) – w zapaleniu nosa i zatok z polipami; Galafold (migalastat) – w chorobie Fabry’ego.

MZ zdecydowało także o refundacji pierwszych odpowiedników leków oryginalnych w zakresie pięciu substancji. To: pazopanib w leczeniu nowotworu złośliwego nerki, tkanki łącznej i innych tkanek miękkich, przestrzeni zaotrzewnowej i otrzewnowej; fenoterol plus bromek ipratropiowy w leczeniu astmy, przewlekłej obturacyjnej chorobie płuc, eozynofilowym zapaleniu oskrzeli, dapagliflozyna w cukrzycy typu 2, niewydolności serca, tikagrelor w zapobieganiu zdarzeniom sercowo-naczyniowym oraz apixaban w zakrzepicy i zatorowości.

Jak poinformowała wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk, zdecydowana większość nowych terapii będzie dostępna w ramach programów lekowych. Jedynie jedna z nich trafi do refundacji aptecznej.

Lista refundacyjna jest aktualizowana co dwa miesiące. Są na niej leki i terapie, do których pacjent otrzymuje dopłatę z NFZ lub otrzymuje je bezpłatnie w ramach ubezpieczenia zdrowotnego.

Dyrektor departamentu Polityki Lekowej i Farmacji w MZ Mateusz Oczkowski poinformował, że Ministerstwo Zdrowia chce, aby polskie leki miały pierwszeństwo obejmowania refundacją, gdy lek oryginalny utraci wszystkie okresy ochronne. Kolejne propozycje MZ zmian w tzw. ustawie refundacyjnej dotyczą m.in. zwiększenia dopłat w ramach refundacji do leków całkowicie produkowanych w Polsce. Według Oczkowskiego zwiększy to bezpieczeństwo lekowe. Wiceminister zdrowia poinformowała, że MZ kończy prace nad projektem zmian w ustawie refundacyjnej. – Zakładamy, że wkrótce będzie procedowana – dodała.

Źródło: MZ

Przez lata łuszczyca była postrzegana głównie jako problem dermatologiczny – choroba widoczna na skórze, uciążliwa, ale ograniczona do jednego narządu. Dziś wiemy, że takie myślenie jest nie tylko uproszczone, ale po prostu nieprawdziwe. Łuszczyca jest przewlekłą, zapalną chorobą ogólnoustrojową, której skutki wykraczają daleko poza skórę i mogą dotyczyć stawów, układu sercowo-naczyniowego, metabolizmu, a także zdrowia psychicznego.
Współczesna dermatologia coraz wyraźniej odchodzi od traktowania łuszczycy jako „choroby placków na skórze”. Zrozumienie mechanizmów, które stoją za jej rozwojem, pozwala dziś nie tylko skuteczniej leczyć zmiany skórne, ale także wcześniej identyfikować powikłania i współchorobowości, które w dłuższej perspektywie mogą decydować o jakości i długości życia pacjentów.

Predyspozycja genetyczna i czynniki, które „uruchamiają” chorobę

Wiemy dziś, że do rozwoju łuszczycy konieczna jest predyspozycja genetyczna. Zidentyfikowano około 60 loci chromosomalnych, które zwiększają ryzyko zachorowania. Jeszcze kilkanaście lat temu ta liczba była znacznie mniejsza, a badania genetyczne wciąż poszerzają naszą wiedzę na temat dziedzicznego podłoża choroby. W praktyce klinicznej nadal jednak nie zawsze udaje się potwierdzić wywiad rodzinny – nie wszyscy członkowie rodziny byli diagnozowani, a łagodne postacie choroby mogły nigdy nie zostać rozpoznane.

Sama predyspozycja genetyczna nie oznacza jednak, że choroba musi się ujawnić. Do jej wystąpienia lub zaostrzenia często potrzebny jest dodatkowy bodziec środowiskowy. Klasycznym przykładem są infekcje, zwłaszcza paciorkowcowe zapalenie gardła. U młodych osób, szczególnie nastolatków, po przebytej anginie paciorkowcowej może dojść do nagłego wysiewu łuszczycy, często po raz pierwszy w życiu, zwykle w postaci drobnogrudkowej.

Nie tylko infekcje bakteryjne mogą jednak prowokować chorobę. Równie istotną rolę odgrywa stres, który pacjenci bardzo często wskazują jako czynnik poprzedzający pojawienie się pierwszych zmian lub ich wyraźne zaostrzenie. Znaczenie mają także leki – klasycznie wymienia się sole litu [nazwa do potwierdzenia w autoryzacji], beta-blokery oraz inne leki stosowane w leczeniu nadciśnienia tętniczego. Choć niektóre grupy leków są uważane za „bezpieczniejsze”, w praktyce klinicznej niemal wszystkie preparaty hipotensyjne mogą potencjalnie wpływać na przebieg choroby.

Istotne są również leki przeciwmalaryczne, takie jak chlorochina czy hydroksychlorochina, szeroko stosowane m.in. w dermatologii i reumatologii. Alkohol jest czynnikiem, który wyraźnie nasila przebieg łuszczycy, natomiast palenie tytoniu ma szczególne znaczenie w łuszczycy krostkowej – postaci choroby na tyle odmiennej immunologicznie, że coraz częściej rozważa się jej wyodrębnienie jako osobnej jednostki chorobowej.

Zaburzenia immunologiczne i autoimmunologiczny charakter łuszczycy

Współczesna wiedza jednoznacznie klasyfikuje łuszczycę jako chorobę autoimmunologiczną. Zidentyfikowano już co najmniej cztery autoantygeny, przeciwko którym organizm pacjenta wytwarza odpowiedź immunologiczną. Choć odkrycia te mają ogromne znaczenie naukowe, na razie nie przekładają się bezpośrednio na codzienną praktykę kliniczną – nie dysponujemy rutynowymi testami pozwalającymi wykrywać te przeciwciała czy monitorować aktywność choroby w ten sposób.

Nie zmienia to jednak faktu, że obecnie łuszczyca jest postrzegana jako przewlekła, układowa choroba zapalna, a nie wyłącznie schorzenie skóry.

Łuszczyca a choroby współistniejące – znacznie szerszy problem

Jednym z najlepiej udokumentowanych powiązań jest związek łuszczycy z łuszczycowym zapaleniem stawów. Równie istotne są jednak relacje z zespołem metabolicznym – otyłością, cukrzycą typu 2, nadciśnieniem tętniczym oraz zaburzeniami lipidowymi. Pacjenci z łuszczycą mają zwiększone ryzyko zawału serca i udaru mózgu, co sprawia, że choroba ta realnie wpływa na rokowanie długoterminowe.

Zwiększone jest także ryzyko nieswoistych zapaleń jelit, zwłaszcza choroby Leśniowskiego-Crohna. Opisywane są również zaburzenia okulistyczne oraz istotnie częstsze problemy natury psychicznej, w tym depresja i znaczące obniżenie jakości życia.

W kontekście chorób nerek sama łuszczyca nie została jednoznacznie uznana za czynnik uszkadzający nerki. Jednak częstsze występowanie cukrzycy i nadciśnienia, a także stosowanie niektórych leków – takich jak cyklosporyna czy przewlekle przyjmowane leki przeciwbólowe – może pośrednio zwiększać ryzyko przewlekłej choroby nerek.

Pojawiają się również doniesienia o zwiększonym ryzyku nowotworów, zwłaszcza chłoniaków skóry. W tym obszarze konieczna jest jednak szczególna czujność diagnostyczna, ponieważ wczesne postacie chłoniaków skórnych, takich jak ziarniniak grzybiasty, mogą klinicznie bardzo przypominać łuszczycę. Nawet badanie histopatologiczne bywa w początkowych stadiach niespecyficzne, co dodatkowo utrudnia rozpoznanie.

Jakość życia – aspekt często niedoszacowany

Badania jakości życia jednoznacznie pokazują, że pacjenci z łuszczycą funkcjonują gorzej niż osoby bez chorób skóry. Najczęściej wskazywane obszary to niższa satysfakcja z wyglądu zewnętrznego, problemy w życiu seksualnym, większe nasilenie stresu oraz mniejsza aktywność fizyczna. Ta ostatnia ma szczególne znaczenie, ponieważ regularny ruch i redukcja masy ciała mogą realnie poprawiać przebieg choroby i zmniejszać nasilenie zmian skórnych.

Jak dziś leczy się łuszczycę?

Dobór terapii zależy od stopnia nasilenia chorob (często ocenianej w skali PASI), powierzchni zajętej skóry (wskaźnik BSA) oraz wpływu objawów na jakość życia pacjenta. W łagodniejszych postaciach stosuje się leczenie miejscowe. Preferowaną opcją są obecnie preparaty łączone, zawierające glikokortykosteroid oraz pochodną witaminy D, dostępne w różnych postaciach – maści, żelu czy piany. Forma piany charakteryzuje się największą biodostępnością składników aktywnych i jest uznawana za najskuteczniejszą.

W leczeniu miejscowym coraz rzadziej stosuje się wyłącznie steroidy, zwłaszcza długoterminowo. Wyjątkiem są okolice o grubszej skórze, takie jak podeszwy stóp, lub skóra owłosiona głowy, gdzie często łączy się je z preparatami złuszczającymi. Uzupełnieniem terapii są inhibitory kalcyneuryny, stosowane poza wskazaniami rejestracyjnymi, szczególnie w okolicach twarzy i narządów płciowych, gdzie bezpieczeństwo ma kluczowe znaczenie.

Ważną rolę odgrywa również fototerapia, zwłaszcza UVB 311 nm, która jest metodą bezpieczną także u dzieci i kobiet w ciąży. Jej ograniczeniem pozostaje dostępność i konieczność regularnych wizyt w ośrodkach dysponujących odpowiednim sprzętem.

W przypadku umiarkowanej i ciężkiej łuszczycy stosuje się leczenie ogólne, obejmujące m.in. metotreksat, cyklosporynę, acytretynę oraz apremilast, który niedawno ponownie stał się dostępny w Polsce [status refundacyjny do potwierdzenia w autoryzacji]. Leki biologiczne są finansowane w ramach programu lekowego B.47 i wymagają spełnienia określonych kryteriów – zarówno pod względem nasilenia choroby, jak i wcześniejszych prób leczenia innymi metodami.

Obecnie w programie dostępnych jest 11 leków biologicznych, należących do trzech głównych grup: inhibitorów TNF-α, inhibitorów interleukiny 17 oraz inhibitorów interleukiny 23. Wybór konkretnego preparatu zależy m.in. od planów prokreacyjnych, chorób współistniejących oraz bezpieczeństwa długoterminowego.

Łuszczycowe zapalenie stawów – nie zawsze w parze ze skórą

Szacuje się, że do 30% pacjentów z łuszczycą skóry rozwinie łuszczycowe zapalenie stawów. Co istotne, u większości z nich zmiany skórne wyprzedzają objawy stawowe, ale nasilenie zmian skórnych nie koreluje z ciężkością zajęcia stawów. Jednym z ważniejszych czynników prognostycznych są zmiany w aparacie paznokciowym, zwłaszcza onycholiza, która powinna skłaniać do szczególnej czujności i ewentualnej konsultacji reumatologicznej.

O autorce

Julia Nowowiejska-Purpurowicz – specjalistka dermatologii i wenerologii, adiunkt, związana z leczeniem pacjentów z chorobami zapalnymi skóry, w tym łuszczycą i atopowym zapaleniem skóry. W swojej praktyce klinicznej koncentruje się na nowoczesnych terapiach, leczeniu biologicznym oraz opiece nad pacjentami z chorobami przewlekłymi i współistniejącymi. Autorka i współautorka publikacji naukowych oraz współredaktorka monografii poświęconej współchorobowości w łuszczycy. Prowadzi także działalność edukacyjną skierowaną do lekarzy i pacjentów.

Źródło: Artykuł powstał na podstawie wykładu dr hab. Julii Nowowiejska-Purpurowicz, specjalistki dermatologii i wenerologii.

Rok 2025 przyniósł neurologii długo oczekiwane sygnały zmiany. Zdrowie mózgu po raz pierwszy zostało wprost nazwane jednym z priorytetów polityki zdrowotnej państwa, a pacjenci zyskali dostęp do kolejnych nowoczesnych terapii. Jednocześnie pod powierzchnią tych sukcesów narasta problem, który może zaważyć na przyszłości opieki neurologicznej w Polsce: niedostosowane finansowanie i brak systemowego, strategicznego podejścia do chorób układu nerwowego. 
O tym, co realnie zmienił rok 2025, dlaczego refundacja „na papierze” nie wystarcza i czemu neurologia powinna dołączyć do grona dziedzin strategicznych obok kardiologii i onkologii, mówi prof. dr hab. n. med. Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Pani Profesor, gdyby miała Pani wskazać jedną najważniejszą rzecz, która wydarzyła się w polskiej neurologii w 2025 roku, co by to było?

Zdecydowanie uznanie zdrowia mózgu za jeden z priorytetów polityki zdrowotnej państwa. Ministerstwo Zdrowia wśród trzech głównych priorytetów wskazało hasło „zdrowe serce, zdrowy mózg”. To dla nas niezwykle ważny sygnał, bo pokazuje, że wieloletnie działania Polskiego Towarzystwa Neurologicznego i całego środowiska neurologicznego zaczynają przynosić efekty, a decydenci coraz wyraźniej dostrzegają znaczenie zdrowia mózgu i całego układu nerwowego  oraz potrzebę systemowych rozwiązań w neurologii. Zdrowie mózgu to fundament prawidłowego funkcjonowania człowieka, ale jednocześnie obszar, który przez lata nie był dostatecznie obecny w strategicznym myśleniu o systemie ochrony zdrowia.

Co w praktyce oznacza to dostrzeżenie neurologii przez decydentów?

Przede wszystkim daje nadzieję na realne zmiany organizacyjne. Od lat postulujemy konieczność budowy sieci neurologicznej z referencyjnością ośrodków oraz z jasno wytyczonymi ścieżkami diagnostyczno-terapeutycznymi dla pacjentów z najczęstszymi chorobami neurologicznymi. Neurologia jest dziedziną bardzo szeroką i heterogenną. Powinna być zorganizowana podobnie jak onkologia, gdzie mamy wyspecjalizowane jednostki, takie jak breast cancer unit, colorectal  cancer unit i inne. W neurologii również potrzebujemy takiego podejścia, bo inne są potrzeby chorego po udarze, inne osoby ze stwardnieniem rozsianym, odmienne u tego z ciężką migreną, a jeszcze inne pacjenta z chorobą Alzheimera czy Parkinsona.

Liczymy na to, że deklaracje ministerstwa nie pozostaną gołosłowne i że w najbliższym czasie  będziemy rzeczywiście pracować nad budową sieci neurologicznej oraz nad rozwojem opieki koordynowanej w neurologii.

W 2025 roku dużo mówiło się też o współpracy między środowiskami. Co się w tym obszarze zmieniło?

To drugi bardzo ważny aspekt minionego roku. Powstała Koalicja na rzecz Zdrowia Mózgu, w ramach której zacieśniliśmy współpracę z psychiatrami, z naukowcami z obszaru neuroscience oraz z organizacjami pacjentów. Neurologia i psychiatria wyrosły z jednego pnia, ale z czasem ich drogi zbyt mocno się rozeszły. Tymczasem zdrowie mózgu obejmuje zarówno funkcjonowanie neurologiczne, jak i psychiczne. W obliczu rosnącej liczby chorób mózgu musimy mówić jednym, silnym głosem – zarówno do społeczeństwa, jak i do decydentów. Bez współpracy nie jesteśmy w stanie skutecznie odpowiadać na rosnące potrzeby pacjentów. Naszym celem jest pokazanie, że zdrowie mózgu to problem nie tylko medyczny, ale także społeczny i ekonomiczny.

A jak wygląda bilans 2025 roku pod względem terapii neurologicznych?

Z punktu widzenia medycyny to był bardzo dobry rok. Neurologia rozwija się niezwykle dynamicznie. Zarejestrowano i zrefundowano kolejne nowoczesne leki – m.in. ublituksymab w stwardnieniu rozsianym, tofersen w stwardnieniu zanikowym bocznym z mutacją SOD1, wutrisiran w polineuropatii w przebiegu amyloidozy transtyretynowej, a także terapie w innych neurologicznych chorobach rzadkich. Cieszymy się z postępu terapeutycznego i z tego, że pacjenci w Polsce mają coraz lepszy dostęp do innowacyjnego leczenia. Ale jednocześnie niepokojem napawa fakt, że refundacja często pozostaje tylko na papierze.

Co Pani Profesor ma na myśli?

Nowoczesne leki w neurologii są w większości refundowane w ramach programów lekowych, a te wymagają realnego finansowania. Tymczasem w 2025 roku doszło do spadku wartości kontraktów NFZ na programy lekowe w neurologii średnio o ponad 16%, a w niektórych województwach nawet o kilkadziesiąt procent. To rodzi ogromne problemy. Powstają nadwykonania, za które szpitale otrzymują zapłaty z dużymi opóźnieniami. Bardzo często NFZ płaci tylko za leki, a nie płaci nadwykonań za tzw. obsługę programu – czyli badania, diagnostykę, pracę lekarzy i personelu.

Warto pamiętać, że w neurologii leczymy choroby przewlekłe i leczymy je skutecznie, a więc pacjentów w programach lekowych nie ubywa, tylko przybywa. Tymczasem np. w moim województwie kontrakt na leczenie SM w 2025 roku spadł o ponad 27%. Oznacza to, że prawie 30% chorych leczymy de facto bez finansowania. Nas lekarzy stawia to w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony, pacjent spełnia kryteria włączenia do programu lekowego i ma prawo do leczenia gwarantowanego. Z drugiej strony, realizując to leczenie, zadłużamy szpital i narażamy go na utratę płynności finansowej. Lekarze nie mogą być zmuszani do takich decyzji. To jest nieakceptowalne. Jeżeli leczenie jest gwarantowane decyzją refundacyjną, to finansowanie również musi być gwarantowane. Inaczej cały system przestaje być uczciwy – zarówno wobec pacjentów, jak i wobec personelu medycznego.

Przejdźmy do przyszłości. Jakie są najważniejsze cele Polskiego Towarzystwa Neurologicznego na 2026 rok?

Najważniejszy postulat to uznanie neurologii za trzecią – a właściwie jedną z trzech – dziedzin strategicznych w polityce zdrowotnej państwa, obok kardiologii i onkologii. Te dwie dziedziny dzięki priorytetowemu traktowaniu osiągnęły ogromny postęp organizacyjny i terapeutyczny. Neurologia musi pójść tą samą drogą – z odpowiednim finansowaniem, planowaniem i koordynacją opieki. Bez strategicznego wsparcia nie będziemy w stanie odpowiedzieć na gwałtownie rosnącą liczbę pacjentów z chorobami układu nerwowego.

Drugie palące  wyzwanie to budowa opieki koordynowanej w udarach mózgu, które są najczęstszą przyczyną trwałej niepełnosprawności osób dorosłych. To choroba, która idealnie pokazuje, jak ważna jest koordynacja: od profilaktyki, przez leczenie fazy ostrej, rehabilitację, aż po długofalową profilaktykę wtórną. Udar powinien być pierwszym obszarem, w którym zbudujemy model opieki koordynowanej, a następnie chcielibyśmy  rozszerzać go na kolejne choroby neurologiczne.

Dużo mówi się też o chorobach neurodegeneracyjnych. Jakie wyzwania stoją przed neurologią w tym obszarze?

Ogromne. Liczba pacjentów z chorobami neurodegeneracyjnymi będzie szybko rosła wraz ze starzeniem się społeczeństwa. Dotyczy to szczególnie choroby Alzheimera i innych otępień. Bardzo ważnym krokiem było przyjęcie przez Radę Ministrów pod koniec roku 2025 Krajowego Planu Działań wobec Chorób Otępiennych na lata 2025–2030, nad którym pracowali również eksperci Polskiego Towarzystwa Neurologicznego. Teraz czas na jego realizację.

Dodatkowym wyzwaniem jest fakt, że zostały zarejestrowane pierwsze leki modyfikujące przebieg choroby Alzheimera, do stosowania wyłącznie na bardzo wczesnym etapie tej choroby. Jeśli dojdzie do ich refundacji, kluczowe będzie szybkie rozpoznanie pacjentów, sprawna diagnostyka różnicowa, ścisła współpraca neurologów i psychiatrów, ale też lekarzy rodzinnych oraz jasne kryteria kwalifikacji do leczenia. Bez dobrze zorganizowanej ścieżki diagnostycznej nie będziemy w stanie wykorzystać potencjału tych terapii.

Jakie jeszcze zadania czekają Polskie Towarzystwo Neurologiczne w 2026 roku?

Bardzo dużą wagę przykładamy do podnoszenia społecznej świadomości zdrowotnej. Musimy intensyfikować edukację społeczeństwa i decydentów na temat znaczenia zdrowia mózgu i układu nerwowego. Chcemy propagować pojęcia takie jak higiena pracy mózgu oraz wzmacniać profilaktykę i wczesne rozpoznawanie chorób neurologicznych. Jeżeli jako kraj – decydenci w dialogu ze środowiskiem medycznym – nie podejmiemy systemowych działań już dziś, to w przyszłości zapłacimy za to zaniedbanie ogromną cenę – na poziomie ekonomicznym, społecznym i czysto ludzkim.

Źródło: Komunikat Prasowy

Hematologia bardzo dynamicznie się rozwija, do refundacji wchodzą nowe leki, dzięki którym wiele chorób hematologicznych stało się przewlekłymi. Pacjentów jednak przybywa, dlatego niezbędne jest stworzenie sieci ośrodków hematologicznych i koordynowana opieka nad pacjentem – podkreślali eksperci podczas debaty „Zdrowie to inwestycja – nowe modele finansowania i partnerstwa” w trakcie Europejskiego Forum Pacjentów Hematoonkologicznych.
Hematoonkologia jest jedną z najszybciej rozwijających się obecnie dziedzin medycyny: dzięki pojawieniu się nowych terapii wiele chorób, które jeszcze kilka lat temu były chorobami śmiertelnymi, stało się przewlekłymi. Za rejestracją przez EMA (Europejską Agencję Leków) nowych terapii coraz bardziej nadąża polski system refundacyjny. – W ostatnich kilku latach ponad 90 nowych terapii hematologicznych znalazło się w refundacji. Jesteśmy w awangardzie w Europie, jeśli chodzi o dostęp do nowoczesnych  terapii – zaznaczała prof. Ewa Lech-Marańda, krajowa konsultant w dziedzinie hematologii.

Na 2026 rok jest kilka wyzwań refundacyjnych; w dużej części wynikają one z rejestracji nowych leków lub ze zmiany międzynarodowych standardów. – W leczeniu ostrej białaczki limfoblastycznej chcielibyśmy mieć możliwość dołączenia blinatumomabu już w pierwszej linii; wydłużyłoby to czas wolny od nawrotu choroby.  W przypadku chłoniaków z komórek płaszcza zmieniły się standardy leczenia w pierwszej linii: pojawiły się inhibitory kinazy Brutona, będziemy starać się, żeby były dostępne dla polskich pacjentów. Czekamy na możliwość stosowania terapii CAR-T w chłoniaku grudkowym; w szpiczaku toczą się procesy refundacyjne dwóch terapii CAR-T oraz belantamabu mafadotyny. Generalnie jednak nasze możliwości leczenia są bardzo dobre. Bardzo ważnym aspektem jest jednak konieczność zmian systemowych w opiece hematologicznej – dodawała prof. Ewa Lech-Marańda.

Liczba chorych przybywa, konieczna lepsza opieka

Liczba chorych z nowotworami hematologicznymi rośnie, czego powodem jest nie tylko większa zapadalność, ale przede wszystkim wydłużenie życia pacjentów – dzięki nowym terapiom. Pacjenci z chorobami agresywnymi żyją coraz dłużej, muszą jednak pozostawać pod kontrolą lekarzy, a niekiedy konieczne jest przewlekłe leczenie. Chociaż liczba hematologów rośnie (obecnie jest ich w całej Polsce ok. 660), to jednak żeby zaopiekować się pacjentami znajdującymi się na różnym etapie diagnozy i leczenia, potrzebne jest stworzenie bardzo dobrego systemu opieki.

Te wszystkie czynniki skłoniły nas do przygotowania projektu pilotażu Krajowej Sieci Hematologicznej, która zakłada współpracę między ośrodkami i przekierowywanie do ośrodków o różnym stopniu referencyjności, w zależności od potrzeb pacjenta. Jeśli niezbędne są bardziej specjalistyczne procedury, pacjent powinien być leczony w ośrodku referencyjnym; w przypadku konieczności przewlekłego leczenia może być przekierowany do ośrodka znajdującego się bliżej miejsca zamieszkania. Konieczna jest koordynacja: zarówno pacjenta, by miał zabezpieczone poszczególne etapy diagnozy i leczenia, jak koordynacja pionowa, czyli współpraca między ośrodkami – zaznaczała prof. Lech-Marańda.

W ramach pilotażu KSH mają zostać opracowane i wdrażane ścieżki diagnostyczno-terapeutyczne dla siedmiu nowotworów hematologicznych: ostrej białaczki szpikowej, ostrej białaczki limfoblastycznej, szpiczaka plazmocytowego, przewlekłej białaczki limfocytowej, chłoniaka rozlanego z dużych komórek B, chłoniaka grudkowego, chłoniaka Hodgkina. – Celem stworzenia Krajowej Sieci Hematologicznej jest to, żeby każdy pacjent w Polsce, niezależnie od miejsca zamieszkania, miał szansę na diagnostykę i leczenie na najwyższym poziomie. Chcemy też przygotować wytyczne dla lekarzy POZ dotyczące diagnostyki, wskazań skierowania pacjentów do poradni hematologicznej i do szpitala, jak również dać lekarzom POZ wskazówki, jak opiekować się przewlekle pacjentem hematoonkologicznym. Bardzo ważne jest też opracowanie wskaźników i mierników oceny jakości leczenia, by tę jakość stale poprawiać – mówiła prof. Ewa Lech-Marańda.

Jak usprawnić opiekę nad pacjentami

Hematolodzy zwracają uwagę na to, że wielu pacjentów jest niepotrzebnie jest kierowanych do poradni hematologicznych, podczas gdy mogliby być dobrze zaopiekowani przez lekarzy POZ. – Mam pacjentów, którzy czekali rok na poradę hematologiczną z powodu niedokrwistości, a nie mieli wykonanych podstawowych badań, które może dziś zlecić lekarz POZ, jak ferrytyna, witamina B12, kwas foliowy. Często pacjenci niepotrzebnie są kierowani do poradni hematologicznej, wydłużając kolejki i zapychając system. Uważamy też, że niektóre procedury, jak np. biopsja szpiku, mogłyby być wykonywane w AOS (ambulatoryjnej opiece specjalistycznej), żeby pacjent nie musiał być hospitalizowany w celu wykonania biopsji. Ale do tego konieczne są zmiany systemowe, bo np. nie da się rozliczyć badań genetycznych w AOS – zaznaczał prof. Krzysztof Giannopoulos, prezes Polskiego Towarzystwa Hematologicznego i Transfuzjologicznego.

Problemem jest też niepotrzebne powtarzanie wizyt i badań. – Pacjent często jest odsyłany z jednej poradni hematologicznej do drugiej, bo w tej pierwszej nie ma dostępu do programów lekowych. Konieczne są zmiany systemowe, np. zwiększenie dostępności do programów lekowych w ramach AOS. Pracujemy nad projektem e-konsylium, które połączyłoby POZ z AOS, postulujemy też umożliwienie pojedynczej konsultacji hematologa z poziomu POZ. Druga rzecz to stworzenie e-konsylium między AOS a szpitalem oraz między szpitalami, by np. pacjent miał wykonane określone badania, zanim dostanie się na oddział hematologiczny. Dzięki takiemu uporządkowaniu systemu, ośrodki wysoko specjalistyczne będą mogły zajmować się wykonywaniem takich procedur, których nie można wykonać w innych miejsach, np. podawaniem CAR-T, przeszczepianiem szpiku, wykonywaniem skomplikowanych badań diagnostycznych – przekonywał prof. Giannopoulos.

Pilotaż to inwestycja, a nie koszty

Dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, nie ma wątpliwości, że pilotaż Krajowej Sieci Hematologicznej to konieczność i jednocześnie niezbędna inwestycja, zwłaszcza że jego koszt (ok. 60 mln zł rocznie) jest niewielkim procentem środków, które są wydawane na programy lekowe w hematoonkologii (ok. 2 mld zł rocznie).

W chorobach hematoonkologicznych, w odróżnieniu od onkologii, nie jest możliwa profilaktyka, nie ma badań przesiewowych. Również metody leczenia są bardziej ograniczone, dlatego musimy jak najlepiej wykorzystać wszystkie narzędzia, jakie mamy, dobrze zorganizować opiekę nad pacjentem, by jak najszybciej i najlepiej diagnozować i leczyć. Często wydajemy pieniądze nieefektywnie, ponieważ badania i porady są niepotrzebnie powielane. Dzięki usystematyzowaniu ścieżek diagnostyczno-terapeutycznych możemy uchronić pacjenta i system przed realizacją nadmiarowych świadczeń. Dziś POZ działa w oderwaniu od AOS; AOS działa w oderwaniu od szpitalnictwa, musimy te ścieżki połączyć i przeprowadzić pacjenta szybciej i skuteczniej przez diagnostykę i leczenie – zaznaczała dr Gałązka-Sobotka.

Poprawa dostępu do leczenia

Maciej Miłkowski, dyrektor ds. finansowych Wojskowego Instytutu Medycznego, członek Rady Zdrowia przy Prezydencie RP i były wiceminister zdrowia odpowiedzialny za politykę lekową, zwracał uwagę na to, że chociaż w ostatnich latach udało się wiele leków w hematoonkologii wprowadzić do refundacji, to refundacja kolejnych terapii będzie dużym wyzwaniem ze względu na coraz wyższe koszty.  – Dlatego bardzo ważne jest monitorowanie efektów programów lekowych i pokazywanie tego, że skuteczne leczenie jest inwestycją, która się opłaca. Podobnie bardzo ważne jest monitorowanie pilotażu Krajowej Sieci Hematologicznej, ze względu na to, że liczba pacjentów hematologicznych będzie nadal rosła – mówił Maciej Miłkowski.

Zwracał uwagę również na to, że w przypadku niektórych programów lekowych szpitale mają problem z włączaniem nowych pacjentów. – Już wówczas, kiedy byłem wiceprezesem NFZ, zwracałem uwagę na to, że jeśli mamy program lekowy, to konieczne jest włączanie do niego wszystkich pacjentów, którzy się do niego kwalifikują. A szpital musi mieć za to zapłacone, bo hematoonkologia jest bardzo droga; szpital musi mieć płynność finansową – mówił Maciej Miłkowski. Zaznaczał też, że bardzo wiele terapii hematoonkologicznych udało się włączyć do refundacji w ostatnich latach w Polsce, ponieważ są to terapie bardzo efektywne. – Nikt nie kwestionuje tego, że przynoszą one skutki zdrowotne, jest to bardzo widoczne – dodawał Maciej Miłkowski.

Efektywność leczenia podkreślają hematolodzy. – Widzimy te efekty na co dzień u naszych pacjentów, jednak chcemy to też pokazać systemowo. Kończymy właśnie najnowszy raport na ten temat, wspólnie z Uczelnią Łazarskiego, we współpracy z NFZ. Niedługo tę skuteczność leczenia pokażemy na liczbach. Bardzo cieszymy się też, że pomimo zmian na stanowisku ministra odpowiedzialnego za politykę lekową, obszar refundacyjny w hematoonkologii nie stanął, na każdej liście refundacyjnej pokazują się nowe terapie – zaznaczył prof. Giannopoulos.

Konieczne większe pieniądze na ochronę zdrowia

Igor Grzesiak, wiceprezes Instytutu Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, podkreślał, że konieczne jest przeznaczanie większych pieniędzy na efektywne funkcjonowanie ochrony zdrowia, a składka zdrowotna nie jest już wystarczająca. – Prowadzimy projekt „Zdrowie w Centrum”, chcemy zmienić postrzeganie zdrowia i pokazać, że warto w nie inwestować. Mamy ustawę gwarantującą przeznaczanie 7 proc. PKB na zdrowie, ale musimy odchodzić od brania pod uwagę PKB Polski sprzed 2 lat. Pieniądze przeznaczone na zdrowie to inwestycja, a nie koszt; to inwestycja w społeczeństwo, w kapitał ludzki, w kapitał polityczny. Musimy zmienić myślenie na ten temat – podkreślał Igor Grzesiak.

Źródło: Komunikat Prasowy

Grudniowa lista refundacyjna przyniosła kolejne istotne zmiany w dostępie do nowoczesnego leczenia onkologicznego w Polsce. Decyzje ogłoszone 15 grudnia obejmują zarówno innowacyjne immunoterapie i terapie celowane w chorobach rzadkich, jak i rozszerzenia refundacji w nowotworach o dużym obciążeniu populacyjnym, takich jak rak piersi czy rak płuca.

Eksperci podkreślają, że ostatnie decyzje refundacyjne wpisują się w szerszy trend dynamicznego nadrabiania dystansu do europejskich standardów leczenia oraz lepszego dopasowania terapii do potrzeb pacjentów na różnych etapach choroby.

Hematoonkologia

Wśród nowo refundowanych terapii ogłoszonych 15 grudnia znalazł się między innymi epkorytamab – nowoczesne przeciwciało bispecyficzne podawane podskórnie. Epkorytamab przeznaczony jest dla dorosłych chorych na chłoniaka grudkowego i będzie można go zastosować już od trzeciej linii leczenia – Jest to szczególnie istotne dla pacjentów z rzadką chorobą nowotworową, u których wcześniejsze opcje terapeutyczne często były nieskuteczne. Refundacja epkorytamabu otwiera nowe możliwości terapeutyczne dla pacjentów z nawrotowym lub opornym chłoniakiem grudkowym. To przykład kolejnego, skutecznego wykorzystania immunoterapii w chorobach hematologicznych – wyjaśnia prof. Joanna Jarosińska-Romejko, Kierownik Kliniki Nowotworów Układu Chłonnego NIO. Istotnym rozszerzeniem listy refundacyjnej jest również objęcie refundacją brentuksymabu vedotin, przeciwciała anty-CD30+ sprzężonego z lekiem cytotoksycznym (aurystatyną). Jest to terapia celowana stosowana już w pierwszej linii leczenia u dorosłych chorych na chłoniaka Hodgkina w III i IV stopniu zaawansowania, przy czym występują ograniczenia wiekowe dla schematu BreCADD do 60. roku życia – Obecna refundacja umożliwi zastosowanie nowoczesnego leczenia we wcześniejszym stadium choroby IIB z niekorzystnymi czynnikami rokowniczymi oraz zniesie ograniczenia wiekowe dla schematu BreCADD. Pozwoli to na skuteczniejsze leczenie większej liczby chorych na wcześniejszym etapie choroby. Warto pamiętać, że brentuksymab vedotin jest refundowany od wielu lat u chorych z postacią oporną i nawrotową – mówi prof. Joanna Jarosińska-Romejko.

Rak piersi

Na liście refundacyjnej znalazła się również erybulina, lek chemioterapeutyczny stosowany w leczeniu dorosłych chorych na miejscowo zaawansowanego lub przerzutowego raka piersi po wcześniejszych liniach terapii. Refundacja tej terapii wpisuje się w szerszy kontekst istotnych zmian w leczeniu raka piersi w 2025 roku. W ostatnich latach lista refundacyjna w tym rozpoznaniu była systematycznie rozszerzana o nowoczesne opcje terapeutyczne, obejmujące zarówno terapie celowane, w tym koniugaty lek–przeciwciało (ADC), jak i immunoterapię stosowaną w ściśle określonych populacjach pacjentek. Równolegle pojawiły się także nowe strategie leczenia celowanego we wczesnym raku piersi, co istotnie zmieniło możliwości terapeutyczne na różnych etapach choroby – Rok 2025 przyniósł wyraźny przełom w refundacji leczenia raka piersi. Kolejne decyzje refundacyjne realnie poszerzają wachlarz dostępnych terapii i umożliwiają bardziej racjonalne sekwencjonowanie leczenia, szczególnie u pacjentek z chorobą zaawansowaną. Jednocześnie dysponujemy dziś nowymi terapiami, które pozwalają zmniejszać ryzyko nawrotu choroby u pacjentek z wczesnym rakiem piersi – podkreśla dr n. med. Aleksandra Konieczna, onkolog kliniczna z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej Narodowego Instytutu Onkologii.

Ekspertka zwraca również uwagę, że refundacja erybuliny uzupełnia istniejący program lekowy i odpowiada na potrzeby pacjentek, u których wcześniejsze schematy leczenia przestały być skuteczne W praktyce klinicznej rak piersi coraz częściej traktujemy jako chorobę przewlekłą. Dostęp do kolejnych refundowanych terapii, takich jak erybulina, ma istotne znaczenie dla utrzymania kontroli nad chorobą oraz jakości życia pacjentek – dodaje dr Konieczna. Rozszerzenie refundacji w raku piersi potwierdza konsekwentny kierunek zmian, w którym decyzje refundacyjne w 2025 roku coraz wyraźniej odpowiadają na realne potrzeby kliniczne i stawiają polski system leczenia onkologicznego na równi z europejskim standardem opieki nad pacjentkami.

Rak płuca

Rak płuca pozostaje jednym z największych wyzwań w onkologii zarówno w Polsce, jak i na całym świecie. Dlatego szczególne znaczenie ma rozszerzenie możliwości leczenia niedrobnokomórkowego raka płuca. Refundacją objęto w tym zakresie tislelizumab. Lek będzie stosowany zarówno w monoterapii, jak i w skojarzeniu z chemioterapią. To jedna z kilku terapii raka płuca, które w ostatnich 12 miesiącach trafiły na listę refundacyjną. W 2025 roku lista ta była bowiem systematycznie uzupełniana o kolejne opcje terapeutyczne – zarówno w chorobie zaawansowanej, jak i w stopniach niższego zaawansowania

Mijający rok przyniósł realną zmianę jakościową w leczeniu raka płuca. Dostępne dla chorych stały się leki ukierunkowane molekularnie i nowe schematy immunoterapii – w leczeniu okołooperacyjnym, w leczeniu choroby w stadium miejscowego zaawansowania, jak i choroby w stadium uogólnienia. Nowe schematy leczenia pozwalają na optymalizację podejścia i dają szansę na poprawę wyników leczenia. Pozwalają na lepsze dopasowanie terapii do indywidualnej sytuacji chorego – podkreśla dr hab. n. med. Magdalena Knetki-Wróblewska, onkolog kliniczna z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej NIO. Rozszerzenie refundacji tislelizumabu potwierdza, że terapie immunologiczne stają się standardem leczenia jednego z największych wyzwań onkologicznych w Polsce.

Układ pokarmowy

Tislelizumab został także objęty refundacją w leczeniu chorych na raka przełyku, gruczolakoraka żołądka oraz raka połączenia żołądkowo-przełykowego, zarówno w monoterapii, jak i w skojarzeniu. Rozszerzenie dostępu do immunoterapii w tych wskazaniach ma szczególne znaczenie ze względu na niekorzystne rokowanie i ograniczone dotychczas możliwości terapeutyczne – tislelizumab poszerza opcje terapeutyczne dla pacjentów z nowotworami przełyku i żołądka. Co prawda ta grupa pacjentów już od dwóch lat miała możliwość leczenia innymi lekami z tej grupy, to dodatkowe preparaty dają więcej możliwości prowadzenia terapii, np. u pacjentów z istotnymi obciążeniami kardiologicznymi – Możliwość dobrania leczenia do profilu chorób towarzyszących pacjenta jest ważnym elementem współcześnie rozumianej personalizacji terapii onkologicznych – komentuje Lucjan Wyrwicz, Kierownik Kliniki Onkologii i Radioterapii, współautor badań klinicznych dotyczących zastosowania tislelizumabu w tych wskazaniach.

Galopujący postęp w dostępie do terapii

Onkologia jest jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin medycyny. Daje temu wyraz nie tylko dostęp do coraz nowocześniejszych metod diagnostycznych, chirurgicznych, a nawet wsparcie leczenia sztuczną inteligencją, jak w przypadku radioterapii, ale przede wszystkim dostęp do nowoczesnych leków, co potwierdza ich dynamicznie rosnąca dostępność wynikająca z refundacji. Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na fakt, że tylko w latach 2023–2025 na listach refundacyjnych znalazły się aż 174 nowe opcje terapeutyczne, w tym rozszerzenia zastosowań dostępnych już leków i terapie stosowane w leczeniu nowotworów rzadkich, podczas gdy w latach 2012–2022 było to łącznie 196 wskazań.

Źródło: NIO
Foto: MZ