Medicalpress

Bólowi można w wielu przypadkach zapobiec – ważną rolę ogrywa tu zdrowy styl życia, można też zmniejszyć ryzyko przekształcenia się bólu ostrego w ból przewlekły, a szczepiąc się przeciw półpaścowi, możemy zapobiec bolesnej neuralgii półpaścowej – mówili eksperci we wtorek na konferencji prasowej w Sejmie RP.

Bólowi można w wielu przypadkach zapobiec – ważną rolę ogrywa tu zdrowy styl życia, można też zmniejszyć ryzyko przekształcenia się bólu ostrego w ból przewlekły, a szczepiąc się przeciw półpaścowi, możemy zapobiec bolesnej neuralgii półpaścowej – mówili eksperci we wtorek na konferencji prasowej w Sejmie RP.

Odbyła się ona z inicjatywy posłanki Elżbiety Anny Polak, przewodniczącej Parlamentarnego Zespołu ds. Medycyny Bólu w ramach obchodzonego w trzecią środę października Europejskiego Dnia Świadomości Bólu. W tym roku przyświeca mu hasło „Ukryte koszty bólu”.

– Tylko profilaktyka pozwoli nam na to, żebyśmy nie trafili do poradni leczenia bólu. A jest to, po pierwsze, odpowiednia aktywność fizyczna, dostosowana do naszych możliwości, do naszego wieku, do naszej wydolności. To jest odpowiednia dieta z odpowiednią ilością błonnika i mało przetworzona. Ale to jest też poszukiwanie pomocy lekarskiej wtedy, kiedy nasz organizm daje nam sygnały oraz szczepienie się – wymieniła dr Magdalena Kocot-Kępska, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Bólu.

Zaznaczyła, że szczególnie ważne jest zaszczepienie się przeciw półpaścowi. – Jest to jedyna szczepionka na ból. Od 2023 r. jest dostępna w Polsce. Zapobiega ona w 90 proc. półpaścowi i w 90 proc. neuralgii półpaścowej, czyli jednemu z najtrudniejszych zespołów bólowych do leczenia. Zatem w prosty sposób możemy uniknąć bólu przewlekłego – tłumaczyła specjalistka.

W rozmowie z PAP zwróciła uwagę na to, że konieczne jest rozszerzenie bezpłatnych szczepień przeciwko półpaścowi dla grupy osób po 65 roku życia bez względu na choroby współistniejące (obecnie uprawnione do refundacji 100 proc. są osoby 65 plus z chorobami współistniejącymi – PAP). Neuralgia popółpaścowa jest bowiem najdroższym i najbardziej dokuczliwym powikłaniem półpaśca. Ból często trwa do końca życia pacjenta.

– Jako PTBB walczymy o to, by rozszerzyć tę refundację, m.in. dlatego, że pacjenci, którzy zdrowo żyli i nie mają chorób współwystępujących, czują się pokrzywdzeni – wskazała dr Kocot-Kępska.  

Dodała, że eksperci w dziedzinie medycyny bólu dążą też do wprowadzenia standardów leczenia przeciwbólowego u pacjentów z ostrym półpaścem i neuralgią półpaścową. Chodzi o stworzenie tzw. szybkiej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej dla tych chorych.  

– Półpasiec boli, a są dowody na to, że im szybciej pacjent we wczesnej fazie neuralgii popółpaścowej trafi do poradni leczenia bólu i uzyska leczenie wielokierunkowe (…),  tym lepszy jest efekt. Ból mija szybciej, wprawdzie po pół roku, ale mija, zamiast ciągnąć się przez 30 lat – powiedziała PAP dr Kocot-Kępska.

Dr hab. Dariusz Kossoń, kierownik Poradni Leczenia Bólu Szpitala Klinicznego Dzieciątka Jezus UCK WUM podkreślił, że ból ostry towarzyszący chorobie i ból przewlekły dotyczą ok. jednej piątej społeczeństwa.

– Wprawdzie nie możemy obiecać pacjentowi, że po operacji nie będzie go bolało, ale możemy zrobić dużo, aby zminimalizować ryzyko chronifikacji bólu (przejścia bólu ostrego w przewlekły – PAP) – tłumaczył specjalista. Wskazał, że po pierwsze można jeszcze przed operacją identyfikować tę grupę pacjentów, u których wystąpienie silnego bólu pooperacyjnego jest bardziej prawdopodobne. Według niego zalicza się tu m.in.: pacjentów, którzy już przed operacją mają dolegliwości bólowe oraz pacjentów, którzy zażywają określone grupy leków. Kolejna grupą są pacjenci z lękiem. – Zastosowanie odpowiednich skal u pacjentów z lękiem, u których występuje zjawisko katastrofizacji bólu, daje ogromną możliwość skorzystania ze skutecznych metod zmniejszających ryzyko chronifikacji bólu, tłumaczył dr Kossoń. Według niego identyfikację pacjentów bardziej zagrożonych bólem pooperacyjnym powinien prowadzić lekarz anestezjolog w poradni prehabilitacyjnej (prehabilitacja oznacza wielokierunkowe przygotowanie pacjenta do operacji – PAP).

Jak podkreślił specjalista, wiadomo również, z którymi operacjami wiąże się silny ból. – To są operacje gruczołu sutkowego, to są operacje na klatce piersiowej i wewnątrz klatki piersiowej, to są operacje kręgosłupa – wymieniał dr Kossoń. Wyjaśnił, że ta wiedza pozwala zastosować odpowiednią farmakoterapię, jak i metody anestezji regionalnej, które znacznie zmniejszą liczbę pacjentów cierpiących z powodu bólu pooperacyjnego, a także z powodu jego chronifikacji.

Ekspert przypomniał, że w Polsce jest około 2 mln operacji rocznie, a co dziesiąty pacjent ma problem z bólem pooperacyjnym (200 tys.). W ocenie specjalisty jest to duża liczba, a w naszym kraju brakuje poradni leczenia bólu.

Jak wskazują specjaliści z PTBB wraz z ekspertami z Fundacji Eksperci dla zdrowia w rekomendacjach przedstawionych w nowym raporcie „Ukryte koszty bólu”, aby dobrze leczyć ból ostry i zapobiegać przekształceniu się go w ból przewlekły, konieczne jest rozszerzenie wskazań do stosowania interwencyjnych metod leczenia bólu – w szczególności kriolezji (małoinwazyjny zabieg, który wykorzystuje ekstremalne zimno do zablokowania przewodzenia sygnałów bólowych) i termolezji (metoda wykorzystująca ekstremalne ciepło do blokowania przewodzenia bólu) – o wybrane wskazania dotyczące bólu ostrego. Wcześniejsze zastosowania tych metod może poprawić skuteczność jego leczenia i ograniczyć ryzyko rozwoju bólu przewlekłego.

W kolejnej rekomendacji specjaliści wskazują na konieczność zapewnienia pacjentom z chorobami nowotworowymi, u których występuje ból oporny na inne metody leczenia, dostępu do terapii z wykorzystaniem wszczepialnych dokanałowych systemów podawania leków przeciwbólowych.

Ich zdaniem niezbędna jest też poprawa skuteczności leczenia bólu pooperacyjnego oraz ograniczenie ryzyka jego utrzymywania się i przewlekania w odpowiednio dobranych grupach pacjentów. Pomóc w tym może wprowadzenie śródoperacyjnej kriolezji do wybranych zabiegów kardiochirurgicznych i torakochirurgicznych oraz zapewnienie odpowiedniej wyceny tej procedury.

– Jeśli chodzi o prace dotyczące interwencyjnego leczenia bólu, przygotowany został projekt rozporządzenia obejmujący trzy istniejące świadczenia gwarantowane: neurolizę chemiczną, czyli zniszczenie nerwów poprzez podanie czynnika neurolitycznego, kriolezję, czyli czasowe wyłączenie przewodnictwa impulsów nerwowych z wykorzystaniem niskiej temperatury oraz termolezję, czyli czasowe wyłączenie przewodnictwa impulsów nerwowych z wykorzystaniem wysokiej temperatury – powiedziała podczas debaty po konferencji wiceminister zdrowia Katarzyna Kęcka.

Z kolei Tomasz Kuleta, naczelnik Wydziału Świadczeń Gwarantowanych i Jakości w MZ wyjaśnił, że przygotowywane zmiany w świadczeniach mają dostosować wskazania do aktualnej wiedzy medycznej oraz umożliwić szersze wykorzystanie współczesnych metod obrazowania. 

– Chodzi nam o to, by pacjent miał dostęp do właściwego leczenia, zastosowanego we właściwym momencie, według jednolitych zasad bezpieczeństwa. Takie podejście może zwiększyć możliwości skutecznego leczenia bólu, ale również ograniczyć konieczność długotrwałego stosowania farmakoterapii – podkreślił. Dodał, że wiceminister zdrowia Tomasz Maciejewski wyraził zgodę na przeprowadzenie tego procesu legislacyjnego. – Myślę, że w tym tygodniu, a najpóźniej w przyszłym tygodniu projekt trafi do konsultacji wewnętrznych, a następnie do konsultacji zewnętrznych – podsumował Kuleta. Dodał, że za około 2-3 tygodnie projekt ukaże się na stronach internetowych Rządowego Centrum Legislacji. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Najważniejsze jest partnerstwo i współpraca z zespołem medycznym. Lekarze nie zrobią wszystkiego sami – ogromna odpowiedzialność leży po stronie chorego. Bądźmy świadomymi partnerami w procesie leczenia – powiedziała dr hab. n. med. Dorota Kiprian, Profesor NIO – PIB, Kierownik Zakładu Radioterapii I, Naczelny Radioterapeuta w Narodowym Instytucie Onkologii.  Wyjaśniła również, co jest bezwzględnie zakazane podczas leczenia onkologicznego.

Radioterapia to – obok chirurgii i farmakoterapii – jeden z trzech filarów współczesnej onkologii. Promieniowanie jonizujące pozwala na precyzyjne niszczenie komórek nowotworowych przy coraz wyższym stopniu ochrony zdrowych tkanek. Szacuje się, że ta metoda znajduje zastosowanie u ponad połowy pacjentów onkologicznych. Mimo że podczas naświetlań chroni się dziś zdrowe tkanki, wokół radioterapii krąży wiele niebezpiecznych mitów. W rozmowie z dr hab. n. med. Dorotą Kiprian, Profesor NIO – PIB wyjaśniamy, jak w rzeczywistości wygląda proces kwalifikacji do zabiegu, jak radzić sobie ze skutkami ubocznymi oraz jaką rolę w powodzeniu leczenia odgrywa świadoma postawa samego pacjenta.

Na forach internetowych i grupach wsparcia można spotkać się z opiniami, że radioterapia to zabieg nadużywany, a skutki uboczne mogą być groźne – co powiedziałaby Pani pacjentom?

Radioterapia ratuje życie. Żaden lekarz nie podejmie decyzji o napromienianiu, jeśli nie wymaga tego sytuacja kliniczna – nic nie robi się na wyrost. Radioterapia bywa stosowana z zamiarem radykalnym, czyli jako główna metoda wyleczenia nowotworu, albo jako leczenie uzupełniające po zabiegach chirurgicznych (np. po operacji raka piersi, prostatektomii czy nowotworach głowy i szyi).

W decyzjach terapeutycznych kierujemy się międzynarodowymi standardami, które są co roku aktualizowane przez polskich ekspertów i dostosowywane do naszej rzeczywistości. Radioterapia sprawdza się także w chorobie przerzutowej – zmniejsza nacisk nowotworu i działa przeciwbólowo. Co ważne, w onkologii decyzji nie podejmuje jeden lekarz. O leczeniu decyduje interdyscyplinarny zespół specjalistów podczas wspólnych konsultacji.

Skąd zatem biorą się takie przekonania?

To niebezpieczne mity. Często powielają je osoby, które rezygnują z medycyny konwencjonalnej na rzecz metod alternatywnych. Niestety, tacy pacjenci trafiają do nas później w tak zaawansowanym stadium choroby, że nie jesteśmy już w stanie im pomóc.

Jednym z częstszych obaw jest sam zabieg. Czy radioterapia boli i czy pacjent po niej „promieniuje”? Powinien odizolować się od otoczenia?

Sam zabieg jest całkowicie bezbolesny. Pacjent po radioterapii nie jest radioaktywny i nie stanowi żadnego zagrożenia dla otoczenia. Zresztą zależność jest odwrotna – to otoczenie może być groźne dla pacjenta ze względu na jego obniżoną odporność.

Dzięki rozwojowi technologii precyzyjnie napromieniamy guz, oszczędzając zdrowe tkanki. Oczywiście, jak każda skuteczna procedura medyczna, radioterapia niesie ze sobą ryzyko działań niepożądanych – odczynów wczesnych i późnych.

Jak radzić sobie ze skutkami ubocznymi?

Kluczowe jest leczenie wspomagające, prehabilitacja, fizjoterapia oraz żywienie kliniczne. Odpowiednio dobrane wsparcie skraca okres rekonwalescencji i pozwala pacjentom przechodzić przez terapię w znacznie wyższym komforcie.

Zalecenia są jednak bardzo indywidualne i zależą od obszaru napromieniania. Inne zasady i pielęgnacja obowiązują przy nowotworach głowy i szyi, inne przy klatce piersiowej, a jeszcze inne przy narządach miednicy mniejszej.

O czym sam pacjent musi pamiętać w trakcie leczenia?

Najważniejsze jest partnerstwo i współpraca z zespołem medycznym. Lekarze nie zrobią wszystkiego sami – ogromna odpowiedzialność leży po stronie chorego. Bądźmy świadomymi partnerami w procesie leczenia.

Bezwzględnie zakazane jest palenie papierosów i picie alkoholu – podrażniają one błony śluzowe i znacznie nasilają odczyny popromienne. Należy rygorystycznie przestrzegać zaleceń dotyczących pielęgnacji skóry, błon śluzowych i dedykowanej diety.

Warto też dbać o stały kontakt z lekarzem POZ, który powinien być włączony w opiekę nad pacjentem onkologicznym i monitorować ewentualne późne powikłania.

Starzenie się społeczeństwa wymaga od systemu ochrony zdrowia zmiany podejścia. Profilaktyka powinna zaczynać się, zanim pojawią się pierwsze problemy zdrowotne, a jej celem ma być jak najdłuższe zachowanie sprawności i niezależności osób starszych oraz przewlekle chorych – uznali eksperci podczas dyskusji o roli żywienia, aktywności fizycznej i społecznej w zachowaniu samodzielności seniorów.

Takiego podejścia oczekują również sami Polacy. Z przedstawionego na konferencji badania Maison & Partners na zlecenie Fresenius Kabi Polska wynika, że 80 proc. respondentów uważa, iż zapobieganie utracie sprawności należy rozpoczynać odpowiednio wcześnie, zaś 83 proc. wskazuje utratę samodzielności jako jedno z największych wyzwań związanych ze starzeniem.

Eksperci podczas dyskusji podkreślili, że w starzejącym się społeczeństwie celem opieki nie może być jedynie leczenie chorób, ale również jak najdłuższe zachowanie sprawności i niezależności.

Beata Małecka-Libera, senator RP i przewodnicząca senackiej komisji zdrowia, zauważyła, że seniorzy nie są jednorodną grupą. „Potrzeby aktywnej osoby po sześćdziesiątce mogą znacząco różnić się od potrzeb 80- czy 90-latka” – wskazała.

Jej zdaniem nowa generacja osób starszych chce żyć na własnych warunkach, tymczasem wciąż brakuje różnorodnych form zatrudnienia, mieszkalnictwa i profilaktyki odpowiadających jej potrzebom. Polityczka zapowiedziała prace nad ustawą, wprowadzającą m.in. koordynatorów dla osób starszych i podkreśliła znaczenie edukacji zdrowotnej oraz partnerskiego traktowania seniorów.

Według prof. dr hab. n. med. Krzysztofa J. Filipiaka, rektora Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, jednym z największych, a zarazem słabo rozpoznawanych zagrożeń jest sarkopenia – postępująca utrata masy i siły mięśniowej.

Ekspert zwrócił uwagę, powołując się na badania, że aż 79 proc. Polaków nigdy nie spotkało się z tym pojęciem, a tylko 4 proc. deklaruje, że wie, co ono oznacza. Tymczasem 15 proc. badanych ocenia, że większość seniorów w ich otoczeniu ma duże trudności z poruszaniem się i codziennymi czynnościami.

Według prof. Filipiaka sarkopenia i szerzej zespół kruchości należą do tzw. geriatrycznych olbrzymów. Starzenie się społeczeństwa oznacza zatem konieczność przygotowania całego systemu.

„W tym sensie wszyscy stajemy się w pewnym stopniu geriatrami – niezależnie od specjalizacji musimy rozumieć potrzeby starszego pacjenta, jego wielochorobowość, ryzyko utraty sprawności oraz znaczenie właściwego odżywienia” – powiedział.

Dodał, że szczególna rola przypadnie lekarzom POZ, którzy powinni wcześnie rozpoznawać ryzyko utraty sprawności i problemy ze stanem odżywienia.

Prof. dr hab. n. med. Jacek Sobocki, kierownik Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Żywienia Klinicznego CMKP w SPSK im. prof. W. Orłowskiego CMKP oraz wiceprezes Towarzystwa Chirurgów Polskich, wyjaśnił, że sarkopenia wiąże się przede wszystkim z niedostateczną podażą białka i zbyt małą aktywnością.

„W chorobie przewlekłej zapotrzebowanie na białko wzrasta, a pogorszenie stanu odżywienia prowadzi do utraty mięśni. Dla mnie istotą operacji chirurgicznej nie jest wycięcie, a wyleczenie” – zaznaczył, wskazując na znaczenie prehabilitacji.

Wyjaśnił, że obejmuje ona poprawę odżywiania, zwiększenie aktywności, wsparcie psychiczne i rezygnację z nałogów przed operacją, chemioterapią lub innym ciężkim leczeniem. „Pozwala skrócić terapię, zwiększyć jej efektywność i ograniczyć ryzyko powikłań” – dodał.

Według specjalisty utratę mięśni można zauważyć w codziennych sytuacjach: gdy coraz trudniej wstać z krzesła, wejść po schodach, dojść do sklepu czy przynieść zakupy.

„Takim wskaźnikiem może być też zjawisko, że nie jestem w stanie przynieść zakupów ze sklepu albo ograniczam ilość zakupów” – zauważył prof. Sobocki.

Jego zdaniem takich zmian nie należy automatycznie przypisywać starzeniu. „Niedożywienia i sarkopenii nie powinno się traktować jako nieuniknionej konsekwencji wieku lub choroby. Potrzebna jest za to wczesna ocena lekarska, interwencja żywieniowa i ruch dostosowany do możliwości pacjenta” – zalecił specjalista.

Agnieszka Dolna z Fundacji Onkologicznej Alivia podkreśliła, że szczególnie istotne jest to w przypadku osób przewlekle chorych i pacjentów onkologicznych.

Wskazała, że pacjenci często nie wiedzą o znaczeniu rehabilitacji, prehabilitacji i właściwego żywienia przed leczeniem, w jego trakcie oraz po zakończeniu terapii.

„Ważne, aby pacjent i jego bliscy mieli świadomość, że pogorszenie stanu odżywienia wymaga reakcji” – podkreśliła Agnieszka Dolna.

Dodała, że odpowiednio wcześnie przekazana wiedza o wsparciu żywieniowym może mieć realny wpływ na jakość życia i możliwość pozostania we własnym środowisku.

Dr Anna Zmarzły, kierownik Ośrodka Żywienia Klinicznego, Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. J. Gromkowskiego we Wrocławiu, Wydział Medyczny Politechniki Wrocławskiej, przypomniała, że niedożywienie może dotyczyć także osób z nadwagą i otyłością.

„Każda niezamierzona utrata masy ciała tworzy ryzyko żywieniowe. Jeżeli jest tego więcej niż 10 proc. w krótkim okresie, to już mamy niedożywienie. A jest ono chorobą ogólnoustrojową, wpływającą m.in. na mózg, układ krążenia, przewód pokarmowy, mięśnie, kości i skórę. Do tego pogarsza przebieg innych schorzeń, wydłuża hospitalizację i zwiększa ryzyko zakażeń, niegojących się ran, reoperacji oraz szeregu innych powikłań” – wyjaśniła.

Zwróciła uwagę na aspekt ekonomiczny, przywołując publikacje wskazujące, że leczenie konsekwencji niedożywienia w krajach rozwiniętych pochłania od 7 do 14 proc. nakładów na ochronę zdrowia.

„Nam się opłaca leczyć niedożywienie na etapie rozpoznania ryzyka żywieniowego” – podkreśliła dr Zmarzły.

Dodała, że bez właściwego wsparcia żywieniowego trudniej też odbudowywać mięśnie nawet przy rehabilitacji, dlatego żywienie powinno być integralną częścią profilaktyki, terapii i powrotu do sprawności.

Dr Anna Zmarzły, podobnie jak pozostali uczestnicy dyskusji, zgodziła się, że samodzielność seniora należy chronić, zanim zacznie jej brakować. Odpowiednie żywienie, ruch, kontakty społeczne, profilaktyka, wczesne wykrywanie niedożywienia i sarkopenii oraz właściwa opieka medyczna wzajemnie się uzupełniają.

Eksperci podkreślili, że celem jest przede wszystkim możliwie długie życie w sprawności i na własnych warunkach.

Źródło: PAP MediaRoom  

Prehabilitacja, rozumiana jako kompleksowe przygotowanie pacjenta do leczenia i rehabilitacji, była głównym tematem XIV Bonifraterskich Spotkań z Rehabilitacją w Piaskach koło Gostynia. Wydarzenie organizowane przez Bonifraterskie Centrum Medyczne zgromadziło ekspertów różnych dziedzin medycyny, którzy podkreślali, że skuteczne leczenie nie zaczyna się w dniu zabiegu i nie kończy w momencie wypisu ze szpitala. Coraz większe znaczenie zyskuje holistyczne podejście obejmujące nie tylko terapię medyczną, ale także żywienie, przygotowanie psychiczne, rehabilitację i bezpieczeństwo pacjenta.
Organizowane przez Bonifraterskie Centrum Medyczne – Szpital Rehabilitacyjny Zakonu Bonifratrów w Piaskach k. Gostynia – spotkanie od dawna wykracza poza formułę konferencji. To przestrzeń dialogu, wymiany doświadczeń i interdyscyplinarnej rozmowy o tym, jak mądrzej, uważniej i skuteczniej pomagać pacjentom.

Człowiek w centrum – przesłanie otwarcia

Konferencję otworzył list Prowincjała Zakonu Bonifratrów, br. Pawła Kulki OH, który nadał całemu wydarzeniu głęboki, wartościowy kontekst. „Troska o człowieka chorego nie jest jedynie zadaniem zawodowym, ale także drogą formacji serca: uczenia się uważności, cierpliwości i miłosierdzia” – napisał Prowincjał w liście odczytanym przez pierwszego radnego Prowincji, br. Tymoteusza Hołozubca OH.

W centrum tego spojrzenia znalazła się prehabilitacja – rozumiana nie jako etap, ale jako sposób myślenia o pacjencie. „Nie wszystko zaczyna się w dniu zabiegu i nie wszystko kończy się w dniu wypisu” – zaznaczył Prowincjał. Podkreślił, że Św. Jan Boży pozostawił charyzmat hospitalitas – gościnności gotowej przyjąć człowieka takim, jakim jest, z jego cierpieniem, niepewnością i kruchością. „W tym świetle rehabilitacja i prehabilitacja stają się czymś więcej niż zestawem ćwiczeń czy zaleceń – są towarzyszeniem człowiekowi w odzyskiwaniu zdrowia, sprawności i nadziei. To właśnie w takim podejściu szczególnie wyraźnie widać, […] że prawdziwa troska obejmuje całego człowieka: jego ciało i kondycję, jego godność  i bezpieczeństwo, jego relacje oraz duchowość. Człowiek jest jednością – a więc i nasza pomoc powinna być integralna: oparta na wiedzy i profesjonalizmie, a zarazem przeniknięta uważnością, cierpliwością i szacunkiem” – napisał w liście do uczestników spotkania przełożony Polskiej Prowincji Zakonu Bonifratrów.

Naszym zadaniem jest szukać rozwiązań, które służą pacjentowi

Wystąpienie Prezesa Zarządu Bonifraterskiego Centrum Medycznego mocno osadziło konferencję w realiach codziennej pracy zespołów medycznych. „O jakości w ochronie zdrowia nie świadczą deklaracje ani dokumenty – świadczy nasza codzienna praca, decyzje, które podejmujemy, i sposób, w jaki jesteśmy obecni przy pacjencie” – mówił Jacek Graliński. Podkreślił, że prehabilitacja pokazuje, iż leczenie nie zaczyna się w dniu zabiegu i nie kończy się w dniu wypisu – to proces, w którym towarzyszymy pacjentowi dużo wcześniej i dużo dłużej. Jak zaznaczył, jest to także istotne wyzwanie organizacyjne. „System nie zawsze nadąża za rzeczywistością kliniczną, ale naszym zadaniem jest każdego dnia szukać rozwiązań, które najlepiej służą pacjentowi – nawet w warunkach ograniczeń i wyzwań organizacyjnych” – podkreślił.

Mocny i wielowątkowy głos ekspertów

Część merytoryczna konferencji pokazała, jak szeroko i wielowymiarowo współcześnie rozumiane jest przygotowanie pacjenta do leczenia – od zagadnień chirurgicznych i internistycznych po żywienie, fizjoterapię i nowoczesne podejście do bezpieczeństwa terapii.

Mocnym otwarciem części eksperckiej było wystąpienie prof. dr. hab. n. med. Rafała Stojko, zastępcy dyrektora ds. medycznych Szpitala Zakonu Bonifratrów w Katowicach, prezesa Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników poświęcone zarządzaniu krwią jako ważnemu elementowi prehabilitacji – zagadnieniu coraz wyraźniej obecnemu w nowoczesnym podejściu do bezpieczeństwa pacjenta. O znaczeniu prehabilitacji w chirurgii onkologicznej mówił z kolei prof. dr hab. n. med. Mirosław Szura, dyrektor ds. medycznych Szpitala Zakonu Bonifratrów w Krakowie i przewodniczący Rady Naukowej Bonifraterskiego
Centrum Medycznego, pokazując, jak właściwe przygotowanie chorego wpływa na przebieg leczenia i proces rekonwalescencji.

Perspektywę praktyczną wniósł Mateusz Kózka – chirurg, specjalista chirurgii naczyniowej z zespołu dr. n. med. Macieja Chwały ze Szpitala Zakonu Bonifratrów św. Jana Grandego w Krakowie – omawiając ścieżkę przygotowania pacjenta do zabiegu angiologicznego. Do codziennych dylematów klinicznych odniosła się natomiast dr Dorota Studzińska, także z krakowskiego Szpitala Zakonu Bonifratrów, podejmując temat modyfikacji leczenia przewlekłego w okresie przedoperacyjnym – decyzji wymagających doświadczenia, uważności i dużej odpowiedzialności.

Istotnie wybrzmiał również wątek żywienia. Mgr Marta Zygmanowska-Mykaj podkreśliła rolę diety przeciwzapalnej jako elementu przygotowania pacjenta do leczenia, a temat ten został rozwinięty także w wystąpieniu dr hab. n.med. Agaty Kosmaczewskiej poświęconym znaczeniu żywienia w poprawie jakości życia kobiet z endometriozą.

O roli rehabilitacji i prehabilitacji uroginekologicznej mówił dr hab. n. o zdr. Kuba Ptaszkowski, prof. UMW, zwracając uwagę na obszary, które wciąż wymagają większej obecności w codziennej praktyce klinicznej.

Mgr Aleksandra Reichert zaprezentowała z kolei trening węchowy jako jedną z metod prehabilitacji, pokazując, jak szeroko można dziś definiować przygotowanie pacjenta do terapii.

Część wykładową domknęło wystąpienie dr. hab. n. med. Macieja Krawczyka, który spojrzał w przyszłość, mówiąc o rozwoju kompetencji fizjoterapeutów w Polsce i na świecie.
Ważnym zwieńczeniem wydarzenia była dyskusja panelowa z udziałem m.in. prezesa Jacka Gralińskiego oraz prof. Jana Szczegielniaka – podsumowująca najważniejsze wątki konferencji i otwierająca przestrzeń do wymiany doświadczeń między ekspertami.

Bonifraterskie Spotkania z Rehabilitacją to cykliczna konferencja organizowana przez Bonifraterskie Centrum Medyczne – Szpital Rehabilitacyjny Zakonu Bonifratrów pod wezwaniem św. Benedykta Menni w Piaskach-Marysinie – która od lat gromadzi specjalistów różnych dziedzin medycyny, fizjoterapii i opieki nad pacjentem. Spotkania w Piaskach od lat są przestrzenią wymiany wiedzy, doświadczeń i dobrych praktyk, ale także miejscem budowania relacji i dialogu między środowiskami medycznymi. Ich celem pozostaje wspólne poszukiwanie rozwiązań, które realnie przekładają się na jakość życia pacjentów.

Szpital Rehabilitacyjny Zakonu Bonifratrów pod wezwaniem św. Benedykta Menni w Piaskach-Marysinie jest jednym z kluczowych ośrodków Bonifraterskiego Centrum Medycznego, specjalizującym się w kompleksowej rehabilitacji ogólnoustrojowej i neurologicznej. Placówka rozwija model opieki oparty na współpracy zespołów interdyscyplinarnych – lekarzy, fizjoterapeutów, pielęgniarek i specjalistów innych dziedzin – zapewniając pacjentom ciągłość i spójność procesu leczenia. Szpital w Piaskach jest także miejscem, w którym szczególny nacisk kładzie się na jakość i bezpieczeństwo opieki, co znajduje potwierdzenie w uzyskiwanych certyfikatach i wyróżnieniach jakościowych, a przede wszystkim w doświadczeniu pacjentów.

Bonifraterskie Centrum Medyczne prowadzi szpitale wielospecjalistyczne, stacjonarną, ambulatoryjną i domową opiekę rehabilitacyjną, hospicjum stacjonarne i domowe oraz stacjonarną opiekę paliatywną, a także podstawową opiekę zdrowotną i ambulatoryjną opiekę specjalistyczną. Działa w zgodzie z etosem – charyzmatem szpitalnictwa Zakonu Bonifratrów, którego fundamentami są jakość, odpowiedzialność, szacunek oraz duchowość. Z powodzeniem łączy wielowiekową tradycję Bonifratrów z otwartością na innowacje w ochronie zdrowia.

Źródło: inf pras

Rehabilitacja i fizjoterapia pacjentów onkologicznych przez lata pozostawały na marginesie debaty o leczeniu nowotworów. Onkologia najczęściej kojarzona jest z chirurgią, chemioterapią, radioterapią czy nowoczesnymi terapiami lekowymi. Tymczasem dla wielu chorych powrót do sprawności po leczeniu, zapobieganie trwałej niesprawności, leczenie obrzęków limfatycznych, przeciwdziałanie sarkopenii czy właściwe przygotowanie do terapii są warunkiem nie tylko lepszej jakości życia, ale także skuteczniejszego leczenia.
Na ten problem zwrócono uwagę podczas posiedzenia Podkomisji stałej do spraw onkologii, poświęconego działaniom służącym zapewnieniu dostępu do fizjoterapii oraz rehabilitacji dla pacjentów onkologicznych. Przewodniczący podkomisji Marek Hok przypominał, że każdego roku w Polsce rozpoznaje się około 180 tys. nowych zachorowań na nowotwory, a z chorobą onkologiczną żyje ponad 1,2 mln osób.

Rehabilitacja w systemie: jest finansowanie, ale brakuje odrębnej ścieżki onkologicznej

Jak zaznaczała Dominika Janiszewska-Kajka, zastępczyni dyrektora Departamentu Analiz i Strategii Ministerstwa Zdrowia, obecnie w systemie nie funkcjonuje odrębny zakres świadczeń rehabilitacji leczniczej przeznaczony wyłącznie dla pacjentów onkologicznych. „Pacjentowi onkologicznemu przysługuje rehabilitacja na podstawie rozporządzenia w sprawie rehabilitacji, oczywiście z dedykowanymi procedurami medycznymi. Wyjątkiem jest wyodrębnienie jednolitego modelu opieki w ramach kompleksowej opieki nad pacjentem z nowotworem piersi, czyli tzw. Breast Cancer Unit, gdzie rehabilitacja stanowi integralny element leczenia” – mówiła przedstawicielka MZ.

Ten wyjątek pokazuje jednak także skalę nierówności. W raku piersi pacjentki mogą korzystać z modelu, który obejmuje wsparcie przed leczeniem, w okresie pooperacyjnym i na dalszych etapach terapii. W jego ramach przewidziano konsultację lekarską, ocenę fizjoterapeutyczną, kinezyterapię, terapię manualną, profilaktykę i leczenie obrzęku limfatycznego, pracę z blizną, ćwiczenia okołokondycyjne, wsparcie psychologiczne i edukację. W innych nowotworach podobne rozwiązania nie są jeszcze standardem.

Ministerstwo Zdrowia zapowiada jednak kolejne kroki. „Bardzo oczekiwanym świadczeniem, które na wzór Breast Cancer Unit będzie w najbliższym czasie procedowane, jest kompleksowa opieka nad pacjentem z nowotworem klatki piersiowej, czyli Lung Cancer Unit. Projekt rozporządzenia jest już gotowy i czeka na skierowanie do konsultacji publicznych. W ramach tego modelu również opracowano rehabilitację pacjenta z nowotworem klatki piersiowej” – wskazywała Dominika Janiszewska-Kajka. Dodała również, że kolejnymi obszarami mają być kompleksowa opieka nad pacjentami z nowotworami urologicznymi i ginekologicznymi, także z modułem rehabilitacji.

Jednym z najmocniej wybrzmiewających tematów była nierównomierność dostępu do świadczeń. Jak mówiła przedstawicielka MZ, Narodowy Fundusz Zdrowia identyfikuje tzw. białe plamy, czyli obszary, w których brakuje zakontraktowanych świadczeniodawców lub dostępność jest znacząco ograniczona. Przyczyny mają charakter zarówno finansowy, jak i podażowy. „Z perspektywy pacjenta onkologicznego skutki ograniczonego dostępu do rehabilitacji są szczególnie istotne, ponieważ opóźnienie rozpoczęcia rehabilitacji może bezpośrednio przełożyć się na ryzyko trwałej niesprawności, pogorszenie wyników leczenia oraz wydłużenie powrotu do aktywności społecznej i zawodowej” – podkreślała Dominika Janiszewska-Kajka.

Z danych przedstawianych podczas posiedzenia wynika, że rehabilitacja jest jednym z istotnych segmentów systemu ochrony zdrowia. Łączna wartość jej finansowania w 2026 roku wynosi ponad 3,5 mld zł. Jednocześnie, jak zaznaczono, nie istnieje osobna pozycja świadczeń określona jako rehabilitacja onkologiczna. Skala korzystania przez pacjentów onkologicznych z fizjoterapii i rehabilitacji jest jednak duża. W samej fizjoterapii ambulatoryjnej liczba pacjentów przekracza 2,5 mln rocznie, z czego ponad pół miliona stanowią pacjenci onkologiczni.

Obrzęk limfatyczny: nie estetyka, lecz ryzyko trwałej niesprawności

Szczególne miejsce w dyskusji zajęły obrzęki limfatyczne, będące jednym z istotnych powikłań leczenia onkologicznego. Prof. Andrzej Szuba, prezes Sekcji Limfologicznej Polskiego Towarzystwa Flebologicznego, zwracał uwagę, że problem dotyczy bardzo dużej grupy chorych. „W raku szyjki macicy jest to nawet do 50 proc. obrzęków limfatycznych kończyn dolnych, w raku piersi 20–50 proc., w zależności od techniki operacyjnej i momentu pomiaru. Rak macicy, rak pochwy czy rak prostaty to nowotwory, które u wielu pacjentów powodują – zwykle po pół roku, roku lub dwóch latach – rozwój obrzęku limfatycznego, mającego bardzo poważne konsekwencje dla dalszego życia i sprawności” – mówił prof. Szuba.

Ekspert podkreślał, że obrzęk limfatyczny nie jest wyłącznie problemem estetycznym. To powikłanie może prowadzić do realnej niepełnosprawności, utraty zdolności do pracy i długotrwałego wykluczenia z normalnej aktywności. „U pacjentek leczonych z powodu raka piersi nawet niewielki obrzęk dłoni może oznaczać utratę zdolności do wykonywania pracy zawodowej, szczególnie jeśli wymaga ona precyzyjnych ruchów. Mówimy o młodych kobietach, które chcą wrócić do aktywności zawodowej, dlatego mówimy tu o profilaktyce inwalidztwa i umożliwieniu tym osobom powrotu do pracy” – zaznaczał prof. Szuba.

W jego ocenie późne trafianie pacjentów do właściwego leczenia jest jedną z poważniejszych luk systemowych. „To jest właśnie taka biała plama systemu. Ci pacjenci trafiają do nas często po wielu miesiącach, a czasem latach wędrówki po różnych ośrodkach, gdzie słyszą: »Wyleczyliśmy pana z nowotworu, dzięki temu pan żyje, ale to jest konsekwencja leczenia i musi się pan z tym pogodzić«. Takie osoby nie powinny do nas trafiać tak późno” – mówił prof. Szuba.

Dr n. med. Janusz Doś, kierownik Zakładu Fizjoterapii Onkologicznej Wielkopolskiego Centrum Onkologii, wskazywał, że w ostatnich latach wykonano ważny krok w zakresie refundacji wyrobów kompresyjnych, ale nadal problemem pozostaje dostęp do leczenia i właściwego postępowania fizjoterapeutycznego. „Leczenie obrzęków limfatycznych jest wieloetapowe, długie, a w konsekwencji również kosztowne, dlatego zdecydowanie większy nacisk powinien być położony na działania profilaktyczne” – podkreślał dr Doś.

Jego zdaniem obecne rozwiązania nadal zbyt mocno koncentrują się na pacjentkach leczonych z powodu raka piersi. „Do tej pory możliwość postępowania przeciwobrzękowego ograniczona jest przede wszystkim do oddziałów dziennych oraz kompleksowej opieki onkologicznej w raku piersi. Powstaje więc pytanie, dlaczego tylko ta grupa pacjentek ma zapewnione wsparcie, podczas gdy pozostali pacjenci i pacjentki pozostają go pozbawieni” – mówił dr Doś. Wskazywał, że wsparcia wymagają także chorzy z nowotworami układu moczowo-płciowego, skóry, ośrodkowego układu nerwowego czy płuca.

Eksperci akcentowali, że profilaktyka jest nie tylko korzystna klinicznie, ale również opłacalna ekonomicznie. Prof. Szuba zwracał uwagę, że obrzęk limfatyczny nie zawsze jest późnym powikłaniem. „Około 50 proc. obrzęków limfatycznych po operacjach onkologicznych pojawia się do drugiego roku po zabiegu, a duża część już w pierwszym roku. To nie jest więc wyłącznie późne powikłanie – profilaktyka jest niezmiernie ważna i powinna rozpocząć się zaraz po operacji” – podkreślał.

Jako przykład wskazywał Prospective Surveillance Model, w którym pacjent po operacji odbywa regularne wizyty fizjoterapeutyczne co trzy miesiące, a przy minimalnych oznakach narastania obrzęku wdrażane jest wczesne zaopatrzenie kompresyjne. „Tego typu profilaktyka daje bardzo dobre efekty zarówno kliniczne, jak i ekonomiczne, ponieważ pozwala zahamować rozwój obrzęku limfatycznego i ograniczyć koszty leczenia” – mówił prof. Szuba. Wskazywał również, że w grupie kobiet po operacjach nowotworów ginekologicznych pacjentki stosujące profilaktyczne pończochy uciskowe w ciągu roku praktycznie nie rozwinęły obrzęku limfatycznego, podczas gdy w grupie bez profilaktycznej kompresji problem dotyczył około jednej trzeciej kobiet.

W dyskusji wybrzmiał także problem jakości i standardów prowadzonej rehabilitacji. Prof. Szuba zwracał uwagę, że w praktyce leczenie obrzęków limfatycznych w rehabilitacji ambulatoryjnej często nie obejmuje bandażowania kompresyjnego, które jest podstawą skutecznej terapii. „Trafiają do mnie pacjentki po tygodniach leczenia opierającego się wyłącznie na drenażu limfatycznym czy masażu pneumatycznym, bez odpowiedniego zaopatrzenia uciskowego, i właściwie nic się nie zmienia. To są wyrzucone pieniądze i marnowanie środków” – oceniał.

Prehabilitacja i aktywność: pacjent powinien być przygotowany do leczenia

Kolejnym ważnym wątkiem była prehabilitacja, czyli przygotowanie pacjenta do leczenia onkologicznego. Arkadiusz Ujma z Krajowej Izby Fizjoterapeutów podkreślał, że pacjenci onkologiczni nie powinni trafiać wyłącznie do standardowej kolejki świadczeń ambulatoryjnych. „To trudne, ale trzeba powiedzieć wprost – ci pacjenci często mają mniej czasu i dlatego powinni być objęci dodatkową, bardziej kompleksową opieką, skierowaną bezpośrednio do osób z konkretnymi nowotworami” – mówił.

Krajowa Izba Fizjoterapeutów, jak zaznaczał Ujma, przygotowała założenia fizjoterapeutycznej opieki onkologicznej. Jednym z postulatów jest wprowadzenie obligatoryjnej wizyty fizjoterapeutycznej na oddziałach oraz szersze wykorzystanie prerehabilitacji. „Pacjent po leczeniu chirurgicznym często ma zupełnie inny stan funkcjonalny i trudniej go właściwie ocenić, dlatego dobrze byłoby badać go także przed zabiegiem, co ułatwiłoby późniejsze planowanie terapii” – wskazywał przedstawiciel KIF.

Na znaczenie rehabilitacji już na etapie hospitalizacji zwracała uwagę również dr n. med. Iwona Makles-Kacy z Centrum Onkologii w Gliwicach. Podkreślała, że powikłania takie jak obrzęk chłonny są często późne, ale system powinien działać wcześniej, zanim dojdzie do trwałych następstw. „Tymczasem pacjenci onkologiczni nie są obecnie objęci opieką rehabilitacyjną podczas hospitalizacji. Mamy określone limity zatrudnienia dla pielęgniarek, natomiast w przypadku fizjoterapeutów – przykładowo w leczeniu raka jelita grubego – jest to pół etatu, co jest dalece niewystarczające” – mówiła.

Dr Makles-Kacy zwracała uwagę, że leczenie onkologiczne samo w sobie jest długotrwałe, wieloetapowe i obciążające fizycznie. Pacjenci są narażeni m.in. na zaniki mięśniowe i sarkopenię, która może pogarszać tolerancję leczenia. „Jeśli mamy pacjenta z rozpoznaną sarkopenią, jego leczenie staje się bardziej obciążające, dlatego tak ważna jest profilaktyka” – podkreślała. W jej ocenie aktywność ruchowa powinna być traktowana jako podstawowa metoda zapobiegania skutkom funkcjonalnym leczenia onkologicznego.

Ekspertka zwracała również uwagę na utrwalone schematy komunikacji z pacjentami. „Pacjent onkologiczny często nie dowiaduje się na oddziale, że kiedy odczuwa zmęczenie, nie powinien pozostawać w łóżku, ale się ruszać. Tymczasem wielu chorych doświadcza zespołu przewlekłego zmęczenia, a na wypisach nadal często powielany jest schemat: »proszę prowadzić oszczędzający tryb życia«. Pacjenci rozumieją to dosłownie – jako brak aktywności” – mówiła dr Makles-Kacy.

W Gliwicach, mimo braku refundacji takiego modelu, funkcjonuje zespół rehabilitacji obejmujący dietetyka, fizjoterapeutę i psychologa. Jak wskazywała dr Makles-Kacy, dobrze przygotowany pacjent sprawniej przechodzi leczenie, szybciej wraca do życia społecznego i zawodowego, a to przekłada się także na korzyści systemowe i finansowe.

Potrzebna szybka ścieżka i miejsce rehabilitacji w opiece koordynowanej

Ważnym postulatem było także lepsze osadzenie rehabilitacji w całej ścieżce onkologicznej. Dr n. med. Jarosław Tałałaj z Polskiego Towarzystwa Rehabilitacji oceniał, że system nie jest pozbawiony zasobów, ponieważ opiera się na oddziałach rehabilitacji ogólnoustrojowej, które funkcjonują przy ośrodkach onkologicznych i pozwalają obejmować leczeniem pacjentów z różnymi rozpoznaniami. Problemem jest jednak brak szybkiej ścieżki. „Pacjenci onkologiczni trafiają do klasycznej kolejki świadczeń rehabilitacyjnych i nie mają żadnej szybkiej ścieżki, co utrudnia domknięcie całego procesu leczenia” – mówił.

Dr Tałałaj podkreślał, że rehabilitacja nie jest obecnie wpisana ani w ustawę o Krajowej Sieci Onkologicznej, ani w regulacje dotyczące szybkiej ścieżki onkologicznej. W jego ocenie dostępność rehabilitacji powinna zostać dopasowana do potrzeb pacjentów onkologicznych i lepiej osadzona w całym procesie leczenia. Zaproponował również rozważenie włączenia lekarza specjalisty rehabilitacji medycznej do konsyliów onkologicznych. Marek Hok przyznał, że również w karcie DILO warto byłoby uwzględnić perspektywę rehabilitacji i fizjoterapii, a obecność specjalisty rehabilitacji medycznej podczas konsyliów mogłaby być przydatna w dalszym prowadzeniu pacjenta po leczeniu operacyjnym czy chemioradioterapii.

Przedstawicielka Ministerstwa Zdrowia, odnosząc się do postulatów ekspertów, podkreślała, że resort przygotowuje zmianę rozporządzenia dotyczącego rehabilitacji. Jak mówiła Dominika Janiszewska-Kajka, Krajowa Izba Fizjoterapeutów pozostaje jednym z głównych partnerów Ministerstwa Zdrowia w tych pracach, a rozporządzenie było przygotowywane wspólnie ze środowiskiem fizjoterapeutów i konsultantami krajowymi. „Padł tutaj postulat prehabilitacji i jest to bardzo ważny kierunek. Minister Zdrowia oczekuje do 30 czerwca realizacji zlecenia przez AOTMiT dotyczącego oceny prehabilitacji. Wsłuchiwaliśmy się w głosy ekspertów i mamy nadzieję, że po otrzymaniu rekomendacji możliwe będzie wdrażanie takich rozwiązań” – mówiła.

Jednocześnie MZ zwracało uwagę na ograniczenia kadrowe i prawne. „Chcielibyśmy zwiększyć dostępność świadczeń rehabilitacyjnych i mamy świadomość istniejących ograniczeń, szczególnie kadrowych. Niektóre rozwiązania dotyczące zasobów personelu mogą mieć istotny wpływ na funkcjonowanie systemu i dostępność świadczeń, dlatego szukamy rozwiązań, które pozwolą ten dostęp realnie zwiększyć” – zaznaczała Dominika Janiszewska-Kajka.

Odnosząc się do propozycji wprowadzania nowych rozwiązań zarządzeniem prezesa NFZ, przedstawicielka resortu wskazywała, że przy braku wyodrębnionego zakresu rehabilitacji onkologicznej nie jest możliwe tworzenie takich świadczeń aktem niższego rzędu. „Dlatego prowadzimy ścisłą współpracę z centralą NFZ nad zmianą rozporządzenia dotyczącego rehabilitacji, która – mamy nadzieję – będzie pierwszym ważnym krokiem poprawiającym dostępność dla pacjentów” – mówiła.

Ministerstwo zapowiedziało także działania w innych obszarach rehabilitacji. W przygotowywanej zmianie rozporządzenia resort chce zwiększyć dostępność do subterraneoterapii, znosząc wymóg unikatowego środowiska, którym obecnie dysponuje tylko Wieliczka, tak aby dopuścić do realizacji tego rodzaju rehabilitacji także inne ośrodki. Wskazano również, że choć nie ma obecnie kompleksowej opieki nad pacjentem z nowotworem tarczycy, obowiązujące przepisy dają możliwość rehabilitacji osób z zaburzeniami funkcji narządu słuchu i mowy, zależnie od wskazań lekarza i kwalifikacji pacjenta.

Kluczowym wnioskiem z posiedzenia była potrzeba odejścia od traktowania rehabilitacji onkologicznej jako dodatku po zakończeniu leczenia. Coraz wyraźniej widać, że powinna być ona częścią skoordynowanej opieki nad pacjentem od początku terapii i po jej zakończeniu. Jak podsumowywał Marek Hok, każda choroba onkologiczna po zakończeniu leczenia kwalifikuje pacjenta do rehabilitacji i fizjoterapii. „To choroba przewlekła i tak powinna być traktowana również w systemie opieki koordynowanej, z uwzględnieniem potrzeb pacjentów w zakresie powrotu do sprawności” – podkreślał przewodniczący podkomisji. 

Źródło: opracowanie własne na podstawie przebiegu posiedzenia Podkomisji stałej do spraw onkologii z 13 maja 2026 r., poświęconego informacji Ministra Zdrowia na temat działań służących zapewnieniu dostępu do fizjoterapii oraz rehabilitacji dla pacjentów onkologicznych.
Całkowita laryngektomia należy do tych procedur, które ratują życie, ale jednocześnie w sposób radykalny zmieniają jego codzienny kształt. Dla pacjenta nie kończy się ona w chwili opuszczenia bloku operacyjnego ani nawet w dniu wypisu ze szpitala. W praktyce dopiero wtedy zaczyna się najtrudniejsza część leczenia: uczenie się nowego sposobu oddychania, komunikacji, funkcjonowania społecznego, radzenia sobie z obciążeniem psychicznym, zmianą wyglądu, ograniczeniami fizycznymi i konsekwencjami terapii onkologicznej. Jeśli system nie zapewnia w tym momencie realnego wsparcia, operacja, która miała być początkiem powrotu do życia, staje się dla wielu chorych początkiem samotnej walki o podstawową sprawność i godność.
Leczenie nie kończy się na operacji

Z materiału przedstawionego podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Osób Laryngektomowanych wyłania się obraz opieki, która w Polsce istnieje fragmentarycznie, zależy od dobrej woli pojedynczych ośrodków i zaangażowania konkretnych specjalistów, ale nadal nie została ujęta w jednolity, obowiązujący model postępowania. Problem nie polega już na tym, czy wiadomo, czego ci pacjenci potrzebują. To wiadomo bardzo dobrze. Kłopot polega na tym, że wiedza kliniczna, doświadczenie rehabilitantów, logopedów, fizjoterapeutów, psychoonkologów i samych pacjentów nie zostały dotąd przełożone na rozwiązanie systemowe.

Pacjent po całkowitej laryngektomii wymaga nie tylko operacji, ale prowadzenia przez cały, wieloetapowy proces leczenia. Powinien być przygotowany do zabiegu jeszcze przed operacją, a następnie objęty skoordynowaną opieką od pierwszych dni po zabiegu aż po rehabilitację odległą. W praktyce oznacza to współpracę wielu specjalistów – od chirurga po logopedę, fizjoterapeutę i psychoonkologa – oraz realną koordynację ścieżki pacjenta. Operacja ratuje życie, ale pozostawia trwałe konsekwencje: zmianę sposobu oddychania, zaburzenia mowy, konieczność stałej pielęgnacji tracheostomii i duże obciążenie psychiczne. Jeśli po wypisie pacjent musi sam szukać pomocy i organizować leczenie, system w praktyce nie działa.

NAJCZĘSTSZE PROBLEMY ZDROWOTNE

Prehabilitacja – wciąż niedoceniony etap leczenia

Prehabilitacja, czyli przygotowanie pacjenta do leczenia jeszcze przed operacją, wciąż bywa sprowadzana do krótkiej rozmowy o przebiegu zabiegu i jego konsekwencjach. Tymczasem powinna stanowić pełnoprawny etap terapii. To moment, w którym chory powinien mieć kontakt nie tylko z lekarzem, ale także z logopedą, psychoonkologiem, dietetykiem i fizjoterapeutą.

Jak podkreślała dr n. med. Zuzanna Gronkiewicz, specjalista otolaryngologii ze Szpitala Czerniakowskiego, „prehabilitacja to nie jest tylko rozmowa z pacjentem dotycząca tego, jak będzie wyglądał zabieg operacyjny czy jego leczenie. Prehabilitacja opiera się również na konsultacjach z psychoonkologiem, logopedą, który wyjaśni problemy, z którymi pacjent będzie się borykał”. Równie istotne jest zabezpieczenie żywieniowe i fizyczne chorego jeszcze przed operacją. „Dietetyk jest szalenie istotny w kontekście zabezpieczenia żywieniowego pacjenta, bo pacjenci chorzy, a onkologicznie szczególnie, wymagają zupełnie innego podejścia dietetycznego niż człowiek zdrowy” – zaznaczała.

Ekspertka zwracała też uwagę na wymiar psychologiczny tego etapu leczenia. „Pacjent, który dowiaduje się, że ma raka, w zasadzie ma poczucie, że załamuje mu się całe życie. Ci pacjenci przechodzą różne etapy, mogą wpaść w głęboką depresję, która od razu spowoduje, że się położą do łóżka i nie będą chcieli z niego wstać”. Dlatego – jak podkreślała – równolegle z opieką psychoonkologiczną niezwykle ważna jest rola fizjoterapii: „ruch fizyczny i wysiłek przed zabiegiem, a także w trakcie leczenia, są szalenie istotne (…) pacjenci dużo szybciej dochodzą do zdrowia”.

Pierwsze tygodnie po operacji – moment, w którym system traci pacjenta

Z perspektywy klinicznej równie ważny jest pierwszy okres po operacji. To właśnie wtedy pacjent opuszcza oddział z poczuciem, że jego życie zostało radykalnie przerwane i wymaga zbudowania od nowa. Nawet jeśli podczas hospitalizacji otrzymał instruktaż, to stres, ból, zmęczenie i lęk sprawiają, że znaczna część tych informacji zwyczajnie nie zostaje zapamiętana.

W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera odpowiednie zaplanowanie rehabilitacji. Jak wskazywała dr Gronkiewicz, „po samej operacji, jeżeli kończy się ona bez powikłań, to w zasadzie po około dwóch tygodniach przyjmujemy, że pacjent jest wygojony i może zacząć powoli mówić. Dla bezpieczeństwa zaczynamy zwykle około miesiąca po zabiegu”. Jednocześnie proces leczenia onkologicznego nie kończy się na operacji. „Trzeba przyjąć, że ci pacjenci w dużej części przypadków idą jeszcze na radioterapię, więc nie będziemy zatrzymywać procesu terapeutycznego dla nauki mowy” – podkreślała, wskazując jednak na „okno”, które system dziś w dużej mierze traci: „w tym czasie, kiedy pacjent kończy hospitalizację chirurgiczną i czeka na leczenie uzupełniające, mogłyby się już odbywać wizyty logopedyczne i fizjoterapeutyczne”.

To właśnie w tym okresie szczególnie ważna jest także fizjoterapia. „Bardzo ważna jest praca z blizną, masaż i usprawnianie szyi przed leczeniem radioterapią” – zaznaczała ekspertka. Sama radioterapia trwa zwykle kilka tygodni, ale – jak podkreślała – „jeżeli leczenie uzupełniające przebiega bez większych powikłań, to w zasadzie od razu po jego zakończeniu można rozpocząć intensywne działania logopedyczne”. W praktyce oznacza to konieczność ciągłości procesu terapeutycznego: „pierwsze próby mowy podejmujemy od dwóch tygodni do miesiąca po leczeniu chirurgicznym, a następnie kontynuujemy terapię po zakończeniu radioterapii”.

Nierówności między ośrodkami i brak standardu postępowania

To prowadzi do kolejnego problemu: nierówności między ośrodkami. W największych, wyspecjalizowanych placówkach elementy opieki interdyscyplinarnej bywają obecne. Jednak nawet tam pacjent nie zawsze trafia automatycznie do wszystkich potrzebnych specjalistów, a w mniejszych ośrodkach sytuacja bywa znacznie trudniejsza.

Szczególne znaczenie w tej grupie chorych ma rehabilitacja mowy. To właśnie ona w największym stopniu decyduje o tym, czy pacjent odzyska możliwość komunikowania się, wróci do relacji społecznych, a nierzadko także do pracy. Z medycznego punktu widzenia nauka mowy nie jest dodatkiem do leczenia, ale jego integralną częścią.

Rehabilitacja to nie dodatek – to warunek powrotu do życia

Specyfika rehabilitacji pacjentów po laryngektomii wciąż pozostaje jednak niedostatecznie rozpoznana na poziomie systemowym. Logopeda odgrywa w tym procesie kluczową rolę – prowadzi pacjenta w nauce nowego sposobu oddychania, połykania i wytwarzania głosu, wspiera dobór i obsługę wyrobów medycznych oraz odbudowę komunikacji. Podobnie wygląda sytuacja w fizjoterapii, gdzie następstwa leczenia – ograniczenia ruchomości szyi i obręczy barkowej, obrzęki limfatyczne czy zwłóknienia – są powszechne, a nie incydentalne.

Osobnego omówienia wymaga kwestia leczenia uzdrowiskowego i rehabilitacji stacjonarnej. Formalnie pacjenci po laryngektomii mogą korzystać z opieki sanatoryjnej, jednak w obecnym kształcie nie odpowiada ona ich potrzebom. Nie chodzi o pobyt o charakterze ogólnym, lecz o intensywną, specjalistyczną rehabilitację prowadzoną przez zespół przygotowany do pracy z osobami po leczeniu nowotworów głowy i szyi.

Wyroby medyczne: między koniecznością a ograniczeniami refundacyjnymi

Istotnym zagadnieniem pozostaje również refundacja wyrobów medycznych stosowanych w opiece nad tracheostomią i rehabilitacji mowy. Jak tłumaczyła dr Gronkiewicz, „pacjenci po laryngektomii mają medyczne i fizjologiczne problemy, bo oddychają przez tracheostomę, która nie jest naturalną drogą oddychania (…) wobec tego muszą się do tego przyzwyczaić i tutaj ogromna jest rola właśnie tych wszystkich urządzeń”. Wśród nich kluczowe miejsce zajmują wymienniki ciepła i wilgoci, które – jak wskazywała – „mają działać jak sztuczny nos (…) chronią drogi oddechowe przed infekcjami, zanieczyszczeniami, umożliwiają lepszą fizjologię tych dróg oddechowych”.

DLACZEGO WYROBY MEDYCZNE SĄ KLUCZOWE

Jednocześnie dostęp do bardziej zaawansowanych rozwiązań pozostaje ograniczony. „Na rynku są urządzenia, które pozwalają pacjentom mówić bez użycia rąk (…) nie są w tej chwili refundowane przez system, a dla wielu pacjentów (…) zdecydowanie umożliwiłyby dużo łatwiejsze porozumiewanie” – zaznaczała ekspertka.

Współczesna medycyna oferuje także skuteczne rozwiązania w zakresie przywracania mowy. „Na całym świecie złotym standardem rehabilitacji mowy jest tak zwana rehabilitacja chirurgiczna, czyli poprzez założenie protezy głosowej, dzięki której pacjent stosunkowo szybko jest w stanie wydobywać głos” – mówiła dr Gronkiewicz, podkreślając, że to rozwiązanie „przywraca bardzo szybko pacjenta do życia, komunikowania się, do życia w społeczeństwie”.

Koszt braku opieki jest wyższy niż koszt leczenia

ARGUMENT EKONOMICZNY

Argument ekonomiczny pojawiał się tu nieprzypadkowo. „Wydatek jakiejś sumy, nawet bardzo dużej, może się okazać znikomym przy tym, ile pacjent po laryngektomii niejako wykorzystuje z systemu” – podkreślała ekspertka. Brak odpowiedniego wsparcia oznacza bowiem nie tylko większą liczbę powikłań i hospitalizacji, ale także trwałe wykluczenie społeczne i zawodowe: „jeżeli pacjent jest bez tej opieki, to albo ma rentę (…) albo musi korzystać z opieki zdrowotnej zdecydowanie częściej”.

System kończy się na wypisie – co dalej z pacjentem?

Bardzo ważny wątek dotyczył również edukacji poza ośrodkami specjalistycznymi. Pacjent po laryngektomii prędzej czy później trafia do podstawowej opieki zdrowotnej, gdzie często zaczyna się problem z brakiem doświadczenia i wiedzy o specyfice tej grupy chorych. Bez odpowiedniego przygotowania personelu nawet najlepiej zaplanowana opieka szpitalna urywa się w momencie wyjścia do domu.
Jeszcze jednym obszarem wymagającym uporządkowania jest orzecznictwo o niepełnosprawności, które w praktyce pozostaje niejednolite i zależne od miejsca zamieszkania pacjenta.

Na tle tych wyzwań wyraźnie widoczna jest rola organizacji pacjenckich, które od lat wypełniają luki systemowe, organizując rehabilitację, wsparcie i edukację. Ich działalność ma ogromne znaczenie, ale nie może zastępować rozwiązań systemowych.

Co trzeba zmienić, żeby opieka była rzeczywiście kompleksowa

CO NALEŻY ZMIENIĆ – 4 DECYZJE SYSTEMOWE

W gruncie rzeczy cały problem sprowadza się do pytania, czy Polska chce traktować pacjenta po laryngektomii jako chorego, którego leczenie zakończyło się na operacji, czy jako osobę wymagającą pełnego, zaplanowanego procesu terapeutycznego. Dzisiejszy stan wskazuje raczej na pierwsze podejście, choć wiedza medyczna i doświadczenie kliniczne każą myśleć dokładnie odwrotnie.

Najbardziej przejmujące w tej sprawie nie jest jednak samo istnienie problemów, lecz to, że zostały one już dobrze rozpoznane. Wiadomo, czego brakuje. Wiadomo, które elementy należy połączyć. Wiadomo też, że zaniechanie kosztuje więcej niż działanie.

Źródło: posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Osób Laryngektomowanych z 10 marca 2026 r., poświęcone kompleksowej opiece nad pacjentami po całkowitej laryngektomii, rehabilitacji mowy, standardowi interdyscyplinarnej opieki okołooperacyjnej oraz refundacji wyrobów medycznych stosowanych w opiece nad tracheostomią. Cytaty oraz przedstawione w tekście zestawienia (slajdy) pochodzą z przebiegu posiedzenia.
Zachodniopomorskie Centrum Onkologii zawarło 2-letni kontrakt z Polmedi Group na korzystanie z systemu iWound. Dotąd zapewniał on pacjentom opiekę pooperacyjną, monitorując proces gojenia ran. Jednak na potrzeby tej współpracy usługodawca rozbudował aplikację mobilną o moduł prehabilitacyjny. Pozwoli to na przygotowanie pacjenta do operacji, aby przeszedł ją w sposób możliwie najmniej obciążający dla jego organizmu. To prawdziwa innowacja na polskim rynku medycznym. Ma zostać wdrożona w IV kwartale 2024 r. i przynieść szpitalowi oszczędności, dzięki zmniejszeniu liczby odwoływanych zabiegów z powodu niedostatecznej kondycji zdrowotnej pacjentów.

Spółka Polmedi Group podpisała porozumienie z Zachodniopomorskim Centrum Onkologii (ZCO). Kontrakt dotyczy wykorzystania systemu iWound, który na potrzeby tej współpracy został specjalnie rozbudowany o moduł prehabilitacyjny. Do tej pory iWound gwarantował pacjentom wyłącznie opiekę pooperacyjną, w zakresie obserwacji gojenia ran. Nowa wersja systemu została wzbogacona o funkcję pełnego przygotowania do operacji, by pacjent jak najlepiej ją zniósł i szybko wrócił do zdrowia.

– Umowa została zawarta na okres dwóch lat. W tym czasie będziemy na bieżąco zbierać informacje zwrotne od ZCO, monitorując sposób wykorzystania aplikacji. Na tej podstawie zaplanowaliśmy ciągłe wdrażanie udoskonaleń i dodawanie nowych funkcjonalności aplikacji, które będą użyteczne i wartościowe w codziennej praktyce placówki – mówi Piotr Piątek, członek zarządu Polmedi Group.

ZCO otrzymuje od zleceniodawcy stałe wsparcie w ramach opieki serwisowej. Rozwiązanie jest ciągle doskonalone w oparciu o napotykane w praktyce sytuacje, które trudno było z góry przewidzieć. Polmedi Group odpowiada za utrzymanie właściwej wydajności infrastruktury informatycznej, oprogramowania oraz zabezpieczenie wszystkich danych, generowanych i przetwarzanych przez zespół medyczny oraz samych pacjentów.

– Za granicą prehabilitacja pacjenta od wielu lat jest już standardem, a w Polsce to stosunkowo nowa praktyka. Najczęściej ogranicza się jedynie do ogólnych zaleceń przedoperacyjnych, wydawanych w formie drukowanej. Jednym z liderów prehabilitacji w Polsce jest nasz partner w tym projekcie – Zachodniopomorskie Centrum Onkologii, które od lat wdraża w tym zakresie najnowsze standardy. Rozwiązanie telemedyczne, jakie opracowujemy wspólnie z ZCO, będzie posiadać zaawansowany moduł prehabilitacyjny, umożliwiający pacjentowi stały kontakt ze specjalistami poprzez aplikację w telefonie. Śmiało możemy mówić o prawdziwej innowacji na polskim rynku medycznym – komentuje Marcin Cieślak, członek zarządu Polmedi Group.

W standardowym module prehabilitacyjnym iWound, oferowanym przez Polmedi Group, pacjent ma możliwość dostępu do specjalistów z różnych dziedzin, a wśród nich dietetyka, fizjoterapeuty oraz koordynatora pacjenta. W systemie możliwe jest również włączenie do opieki nad pacjentem psychologa oraz lekarza POZ. Zakres prehabilitacji stosowanej w konkretnym przypadku zależy od potrzeb pacjenta oraz procedur konkretnej placówki.

– Nasz system właśnie jest wprowadzany do ZCO w dotychczasowej, podstawowej formie. Trwa pierwszy etap wdrożenia modułu pooperacyjnego. To daje pacjentom dostęp do wyspecjalizowanej opieki w zakresie gojenia ran. Drugą fazą będzie wdrożenie modułu prehabilitacji, co zostało zaplanowane na IV kwartał 2024 roku – wyjaśnia Piotr Piątek.

Jak podkreśla zarząd Polmedi Group, bardzo często w dniu przyjęcia do szpitala okazuje się, że organizm pacjenta nie jest gotowy do operacji i rekonwalescencji. Wówczas lekarze muszą odwołać lub przełożyć zabieg, by nie narażać życia chorego. Natomiast termin przepada i jest już za późno, by przyjąć w zamian inną osobę. To przynosi ogromne straty pacjentom i szpitalowi, który traci czas poświęcony na przygotowania do odwołanego zabiegu.

– Z reguły to kosztuje szpital od kilku do kilkudziesięciu tys. złotych. Składa się na to nie tylko procedura i hospitalizacja, za które płaci NFZ. Do tego dochodzą specjalistyczne badania przed samym zabiegiem. Dla przykładu, duży szpital wojewódzki jest w stanie przeprowadzić od kilkunastu do kilkudziesięciu tys. zabiegów rocznie. Natomiast liczba tych, które są odwoływane z różnych powodów, wynosi obecnie 10-20% w skali roku. Zredukowanie tego problemu o połowę powinno przynieść jednej placówce co najmniej kilka mln złotych oszczędności w ciągu roku. W skali kraju mówimy więc o możliwości zaoszczędzenia ponad miliarda złotych rocznie, przy jednoczesnych wysokich korzyściach społecznych – szacuje Piotr Piątek.

Aplikacja motywuje i dyscyplinuje pacjenta w przygotowaniach do zabiegu. Pozwala wyznaczyć mu zadania na każdy dzień prehabilitacji, a także śledzić na bieżąco ich wykonanie. W razie dłuższego braku informacji ze strony pacjenta o realizacji zadań prehabilitacyjnych specjalista zostanie o tym automatycznie powiadomiony i będzie mógł interweniować. Istotna jest też oszczędność czasu i miejsca w szpitalu. Opracowany system mobilny może także dodatkowo zwiększyć efektywność komunikacji między pacjentem a poradnią, ułatwić mu dostęp do szerokiego grona specjalistów, a także ograniczyć jego stres związany z nadchodzącym zabiegiem.

– iWound wesprze nasz specjalistyczny personel na etapie opieki pooperacyjnej nad pacjentem. Dzięki temu punkt ciężkości będziemy mogli przenieść na te świadczenia, które wymagają większego nakładu czasu i pracy oraz zwiększonej czujności – stwierdza Adrian Sikorski, Dyrektor w Zachodniopomorskim Centrum Onkologii.

Z kolei Jolanta Dynarska, Z-ca Dyrektora ds. Pielęgniarstwa w Zachodniopomorskim Centrum Onkologii, uważa, że dzięki tej aplikacji pacjenci zyskają sprawniejszą opiekę. – To narzędzie postrzegamy jako swego rodzaju sito, weryfikujące potrzeby pacjenta. Będzie on podejmował aktywną współpracę, realnie wpływając na swoje leczenie, bez konieczności fizycznej obecności w ZCO. Możliwość częstego kontaktu z personelem zwiększy jego poczucie bezpieczeństwa podczas pobytu w domu. Jeśli nasz specjalista uzna to za potrzebne, wezwie pacjenta na fizyczną wizytę – przewiduje Jolanta Dynarska.

Bardzo istotnym aspektem wdrożenia w ZCO jest to, że aplikacja iWound wkracza również w obszar opieki pacjentów onkologicznych, którzy są leczeni inaczej niż chirurgicznie, w tym radioterapią i chemioterapią. Wymagają oni intensywnego przygotowania do leczenia, a w czasie rekonwalescencji potrzebują stałej kontroli specjalistów.

– Na tej aplikacji najwięcej zyskają pacjenci, którzy nie będą musieli przyjeżdżać do nas, a pozostaną pod naszą opieką. Zależy nam na tym, aby po wypisie ze szpitala pacjent nie tracił poczucia bezpieczeństwa jak często się to dzieje. Chcemy to zmienić. Zależy nam na poprawie jakości opieki na etapie pooperacyjnym z wykorzystaniem telemedycyny – zapewnia Dyrektor Sikorski.

Współpraca z ZCO jest ważnym projektem pilotażowym dla Polmedi Group. Gdy szpital rozpocznie pracę z nowym modułem, możliwa będzie bieżąca weryfikacja funkcjonowania oprogramowania i jego modernizacja. W ten sposób opracowane rozwiązanie będzie w pełni dopasowane do potrzeb kolejnych placówek medycznych.

– Rozmawiamy też z innymi jednostkami, które czekają na wdrożenie, by dopasować narzędzie i sposób jego wykorzystania do warunków konkretnego szpitala oraz wymogów specjalistów. Równolegle zaczynamy funkcjonować na Oddziale Ortopedycznym Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Poznaniu. Natomiast Szpital Pomnik Chrztu Polski w Gnieźnie już od dłuższego czasu korzysta z naszego rozwiązania w zakresie opieki pooperacyjnej – podsumowuje Marcin Cieślak.

źródło: Polmedi Group

W Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach powstała Poradnia żywieniowa. Do tej pory udzielono pacjentom już pół tysiąca porad dietetycznych.

Większość osób, które trafiają do Poradni Żywieniowej to pacjenci pierwszorazowi, którzy są do niej kierowani przez zespoły specjalistów zajmujących się leczeniem nowotworów głowy i szyi, przewodu pokarmowego oraz nowotworów krwi. W przypadku takich pacjentów istnieje największe ryzyko niedożywienia. Rzadziej dotyczy ono pacjentów np. z rakiem piersi czy tarczycy, choć i oni wymagają czasem zmiany dotychczasowego sposobu żywienia.
Poradnia działa w formule prehabilitacji, co oznacza, że kompleksowo, a więc pod względem żywieniowym, psychologicznym i usprawniania ruchowego, przygotowujemy pacjentów do leczenia onkologicznego. Naszym celem jest poprawa stanu ich zdrowia jeszcze przed rozpoczęciem terapii – tłumaczy w komunikacie prasowym dr Tomasz Pałka, chirurg onkolog z Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach.

Z każdym pacjentem Poradni Żywieniowej, przeprowadzany jest najpierw wywiad dietetyczny. Następnie wykonuje się u niego badanie składu ciała oraz ocenia stan odżywienia. Czynności te mają na celu jak najwcześniej wykryć niedożywienie i podjąć interwencję żywieniową.

W pierwszej kolejności staramy się wzmocnić i zmodyfikować dietę. Pacjent otrzymuje od dietetyka zalecenia dotyczące uzupełnienia diety specjalnymi preparatami przemysłowymi i po dwóch tygodniach powinien się zgłosić do kontroli. Jeżeli modyfikacja diety przynosi efekt, to ją kontynuujemy, a jeżeli nie, kwalifikujemy pacjenta do żywienia tzw. sztuczną drogą, czyli dojelitowo lub pozajelitowo. Opieką i edukacją pacjentów, którzy wymagają założenia dostępu do takiej formy leczenia żywieniowego, zajmują się pielęgniarki – powiedział dr Tomasz Pałka.

Poradnia Żywieniowa czynna będzie w poniedziałki, środy, czwartki i piątki w godzinach 8.00-15.00, a we wtorki od 8:00 do 18:00. W strukturze poradni jest pokój lekarski i gabinet dietetyczny, ale również pracownia endoskopowa, w której dr n. med. Michał Żorniak, specjalista gastroenterolog, zakłada pacjentom dostęp do żywienia dojelitowego, gabinet psychologa, a także gabinet rehabilitacyjny, w którym odbywają się zajęcia usprawniające. Każdy pacjent opuszcza poradnię z wynikiem analizy składu ciała i zaleceniami dietetycznymi.

Problem niedożywienia dotyczy około 60 proc. pacjentów onkologicznych. W przypadku chorych na nowotwory rejonu głowy i szyi prawie każdy z nich jest w różnym stopniu niedożywiony. W grupie chorych na nowotwory przewodu pokarmowego jest to ponad 50 procent. U dużej części takich pacjentów niedożywienie pogłębia się jeszcze bardziej w trakcie leczenia, dlatego potrzebna jest interwencja żywieniowa jeszcze przed jego rozpoczęciem – zaznaczył dr Tomasz Pałka.

Według badań naukowych pacjent niedożywiony nie tylko gorzej znosi terapię przeciwnowotworową, ale ma trzykrotnie wyższe ryzyko powikłań, dłużej jest hospitalizowany i wymaga dłuższej rekonwalescencji.

źródło: wnp.pl