Medicalpress
14 kwietnia wchodzą w życie zmiany w rozporządzeniu Ministra Zdrowia dotyczące składu zestawu przeciwwstrząsowego w placówkach ambulatoryjnych. Choć aktualizacja wykazu leków jest oceniana pozytywnie, nowe obowiązki, zwłaszcza dotyczące zapewnienia dostępu do tlenu, rodzą pytania o ich realne wdrożenie w codziennej praktyce POZ.
Rozporządzenie modyfikuje dotychczasowy skład zestawu przeciwwstrząsowego i różnicuje jego zakres w zależności od rodzaju udzielanych świadczeń. Oznacza to, że placówki ambulatoryjne muszą zweryfikować swoje wyposażenie i dostosować je do nowych wymogów.

– Pozytywnie oceniamy fakt, że z wykazu usunięto część preparatów, których obecność w ambulatoryjnych placówkach od dawna budziła wątpliwości praktyczne i organizacyjne. To krok w stronę lepszego dostosowania przepisów do realiów codziennej praktyki świadczeniodawców – mówi Wojciech Pacholicki, specjalista medycyny rodzinnej, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Jak zaznacza Federacja, nowelizacja wprowadza jednak również nowe obowiązki związane z zapewnieniem określonych produktów leczniczych i wyrobów medycznych zależnie od miejsca oraz charakteru udzielanych świadczeń. Dla wielu placówek oznacza to konieczność szybkiego przeorganizowania części zaplecza technicznego i organizacyjnego.

Kontrowersję budzi obowiązek zapewnienia tlenu

W praktyce największe wątpliwości dotyczą obowiązku zapewnienia dostępu do tlenu. Trzeba pamiętać, że to nie tylko zakup samej butli.

– Trzeba jeszcze zapewnić prawidłowe przechowywanie, serwisowanie i bieżącą obsługę. W wielu przypadkach dochodzą do tego bardzo przyziemne, ale realne problemy organizacyjne. Są placówki, do których zwyczajnie nie ma możliwości technicznego dowozu butli przez specjalistyczny transport obsługujący gazy medyczne. I to są kwestie, które trzeba brać pod uwagę przy tworzeniu takich przepisów – przekonuje wiceprezes.

Przepisy trzeba oceniać także przez pryzmat praktyki

Federacja podkreśla, że bezpieczeństwo pacjentów pozostaje bezdyskusyjnym priorytetem. Jednocześnie każda zmiana organizacyjna w ochronie zdrowia powinna uwzględniać realne warunki, w jakich funkcjonują placówki. Nie wszystkie poradnie działają w nowoczesnych, dużych budynkach z pełnym zapleczem technicznym. Wiele z nich funkcjonuje w lokalizacjach, gdzie każda dodatkowa zmiana organizacyjna oznacza konieczność rozwiązania szeregu praktycznych problemów logistycznych.

Dlatego środowisko POZ zwraca uwagę, że przy wdrażaniu nowych obowiązków równie ważny jak sam cel regulacji jest sposób ich wprowadzania oraz uwzględnienie realiów codziennej pracy świadczeniodawców. Dobrze zaprojektowane przepisy to nie tylko właściwe założenia, ale także możliwość ich praktycznego wdrożenia w różnych warunkach organizacyjnych i lokalowych.

Nowelizacja przepisów porządkuje skład zestawów przeciwwstrząsowych i dostosowuje je do rodzaju udzielanych świadczeń, co środowisko lekarzy ocenia jako krok w dobrym kierunku. Jednocześnie wprowadza nowe wymagania organizacyjne, które dla wielu placówek mogą okazać się trudne do spełnienia. Największe kontrowersje budzi obowiązek zapewnienia tlenu, wiążący się nie tylko z zakupem, ale także z logistyką, przechowywaniem i serwisowaniem. Eksperci podkreślają, że bezpieczeństwo pacjentów musi iść w parze z realnymi możliwościami organizacyjnymi placówek.

Od marca 2026 roku wzrośnie składka członkowska pielęgniarek i położnych. Zgodnie z uchwałą I Nadzwyczajnego Krajowego Zjazdu Pielęgniarek i Położnych oraz na podstawie danych GUS dotyczących przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, miesięczna opłata wyniesie 89 zł i będzie obowiązywać do lutego 2027 roku. Samorząd zawodowy podkreśla, że składki stanowią kluczowe źródło finansowania działań wspierających środowisko zawodowe, bezpieczeństwo wykonywania zawodu oraz rozwój kompetencji pielęgniarek i położnych w całym kraju.
 
Zgodnie z Uchwałą nr 5 I Nadzwyczajnego Krajowego Zjazdu Pielęgniarek i Położnych z 23 września 2024 r. w sprawie wysokości składki członkowskiej oraz zasad jej podziału, a także w związku z komunikatem Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego z 9 lutego 2026 r. dotyczącym przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w 2025 r., składka członkowska w okresie od marca 2026 r. do lutego 2027 r. wynosi 89,00 zł miesięcznie.

Dotychczas, od 1 kwietnia 2025 r., składka wynosiła 82 zł miesięcznie.

Zasady podziału składki
Zgodnie z obowiązującymi zasadami:
  • 6% składki przekazywane jest przez okręgową izbę do Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, co stanowi 5,34 zł z miesięcznej składki każdej członkini i każdego członka samorządu,
  • pozostała część składki pozostaje w okręgowej izbie pielęgniarek i położnych.
Składkę za dany miesiąc należy opłacić do 15. dnia miesiąca następnego. Pierwszą składkę w nowej wysokości należy uiścić do 15 kwietnia 2026 r.

Kto jest zwolniony z opłacania składki

Z obowiązku opłacania składki zwolnione są wyłącznie osoby, które zgłosiły zaprzestanie wykonywania zawodu i dopełniły formalności w biurze właściwej okręgowej izby.

Dlaczego składka jest ważna

Środki pochodzące ze składek umożliwiają realizację działań ustawowych wspierających pielęgniarki i położne, w tym m.in.:

  • reprezentowanie interesów zawodowych w kraju i instytucjach międzynarodowych,
  • nadzór nad prawidłowym wykonywaniem zawodu,
  • udział w opiniowaniu i tworzeniu prawa,
  • refundacje kosztów kursów, specjalizacji i kształcenia podyplomowego,
  • finansowanie i organizację szkoleń zawodowych,
  • nieodpłatny dostęp do e-biblioteki z materiałami merytorycznymi i prawnymi,
  • pomoc finansową i zapomogi w trudnych sytuacjach życiowych,
  • wsparcie prawne i doradztwo zawodowe,
  • pomoc w sprawach związanych z prawem wykonywania zawodu,
  • działania na rzecz poprawy warunków pracy i rozwoju kompetencji,
  • organizację konferencji i spotkań środowiskowych,
  • bieżące informowanie o zmianach prawnych i zawodowych.
Składka członkowska stanowi nie tylko obowiązek ustawowy, lecz także wspólne narzędzie wzmacniania bezpieczeństwa oraz rozwoju zawodu pielęgniarki i położnej.

Środki ze składek finansują m.in. nadzór nad prawidłowym wykonywaniem zawodu, reprezentowanie środowiska w procesie legislacyjnym, refundacje kształcenia podyplomowego, organizację szkoleń i konferencji, wsparcie prawne, pomoc finansową w trudnych sytuacjach życiowych oraz działania na rzecz poprawy warunków pracy. Samorząd podkreśla, że składka to nie tylko ustawowy obowiązek, lecz także wspólne narzędzie budowania bezpieczeństwa zawodowego i wzmacniania pozycji pielęgniarek oraz położnych w systemie ochrony zdrowia

Podwyższenie składki do 89 zł miesięcznie od marca 2026 roku jest konsekwencją przyjętych uchwał i aktualnych danych ekonomicznych. Dla samorządu zawodowego to mechanizm pozwalający realizować ustawowe zadania i zapewniać realne wsparcie środowisku. W kontekście rosnących wyzwań systemu ochrony zdrowia składka pozostaje jednym z filarów stabilności i rozwoju zawodu pielęgniarki i położnej.

Źródło: NIPiP

Pomysł skrócenia stażu podyplomowego lekarzy i lekarzy dentystów powrócił do debaty publicznej w momencie, gdy system ochrony zdrowia w Polsce mierzy się jednocześnie z deficytem kadr, masowym kształceniem przyszłych lekarzy oraz rosnącymi oczekiwaniami wobec jakości i bezpieczeństwa świadczeń. Propozycja Ministerstwa Zdrowia, zakładająca skrócenie stażu o pół roku, a w dalszej perspektywie przeniesienie całego przygotowania praktycznego na etap studiów, spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem środowiska lekarskiego.
Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy nie pozostawia wątpliwości co do wagi problemu. W swoim stanowisku podkreśla, że staż podyplomowy jest kluczowym momentem wejścia młodego lekarza do zawodu, stanowiąc realne przejście od teorii do samodzielnej odpowiedzialności klinicznej. To właśnie w tym okresie absolwenci uczelni medycznych uczą się podejmowania decyzji diagnostycznych i terapeutycznych w warunkach rzeczywistej pracy szpitalnej, funkcjonowania w zespołach terapeutycznych oraz rozumienia mechanizmów działania systemu ochrony zdrowia. Jak zaznacza OZZL, nawet najbardziej rozbudowany program studiów, w tym szósty rok o charakterze praktycznym, nie jest w stanie zastąpić doświadczenia zdobywanego podczas stażu.

Związek zwraca uwagę na fundamentalny problem jakości kształcenia praktycznego na etapie studiów. W wielu ośrodkach zajęcia kliniczne nadal odbywają się w zbyt licznych grupach, co ogranicza możliwość realnego kontaktu z pacjentem i samodzielnego wykonywania procedur medycznych. Znaczna część nauczania praktycznego opiera się na symulacjach i egzaminach, które choć cenne dydaktycznie, nie odzwierciedlają w pełni realiów pracy klinicznej. Dodatkowo, wraz z otwieraniem kolejnych wydziałów lekarskich, narasta deficyt kadry dydaktycznej i brak odpowiedniej infrastruktury, co wprost przekłada się na obniżenie jakości szkolenia.

W tym kontekście skrócenie lub likwidacja stażu podyplomowego nie jawi się jako reforma podnosząca standardy, lecz jako ryzykowny eksperyment systemowy. Staż pełni bowiem również funkcję bufora bezpieczeństwa dla pacjentów. Młody lekarz pracuje w warunkach zwiększonego nadzoru, ma możliwość konsultowania wątpliwości i uczenia się na błędach w kontrolowanym środowisku. Rezygnacja z tego etapu oznaczałaby przeniesienie pełnej odpowiedzialności na osoby o niewystarczającym doświadczeniu klinicznym, co niesie ze sobą realne ryzyko wzrostu liczby błędów medycznych i zdarzeń niepożądanych, a także chaos organizacyjny w placówkach ochrony zdrowia.

Nie mniej istotny jest aspekt rozwoju zawodowego. Staż podyplomowy daje młodym lekarzom możliwość świadomego wyboru specjalizacji poprzez realne sprawdzenie własnych predyspozycji w różnych dziedzinach medycyny. Ograniczenie tego etapu może prowadzić do przypadkowych decyzji specjalizacyjnych, podejmowanych bez wystarczającego doświadczenia i refleksji, co w dłuższej perspektywie może negatywnie odbić się na stabilności kadr medycznych.

Szczególny niepokój OZZL budzą motywacje stojące za powrotem tej koncepcji. Jak podkreśla Grażyna Cebula-Kubat, przewodnicząca Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy, „Z niepokojem odbieramy sygnały, że powrót do tej koncepcji motywowany jest przede wszystkim względami finansowymi oraz trudnościami organizacyjnymi wynikającymi z masowego kształcenia lekarzy. Oszczędności nie mogą być jednak realizowane kosztem jakości kształcenia i bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów”. W dalszej części dodaje: „Próbę skrócenia stażu podyplomowego odbieramy jako jawną dyskryminację zawodu lekarza, tym bardziej, że Ministerstwo Zdrowia przekazuje wysokie dotacje dla niektórych zawodów medycznych na mentoring dla absolwentów po ukończeniu studiów”.

Ten fragment stanowiska odsłania głębszy problem polityki kadrowej państwa. Z jednej strony system dopuszcza masowe kształcenie lekarzy bez zapewnienia odpowiednich warunków praktycznej nauki zawodu, z drugiej poszukuje oszczędności poprzez skracanie kluczowych etapów przygotowania zawodowego. W tym sensie propozycja Ministerstwa Zdrowia wpisuje się w szerszy kryzys planowania i koordynacji polityki zdrowotnej, w której krótkoterminowe cele finansowe zaczynają dominować nad długofalowym myśleniem o jakości i bezpieczeństwie opieki.

OZZL apeluje do Ministerstwo Zdrowia o odstąpienie od tego pomysłu i podjęcie rzeczywistego dialogu ze środowiskiem lekarskim. Związek deklaruje gotowość do merytorycznej współpracy nad rozwiązaniami, które realnie poprawią jakość kształcenia lekarzy, bez obniżania standardów wykonywania zawodu i bez narażania pacjentów. W obliczu narastających wyzwań systemowych pytanie nie brzmi dziś, jak skrócić drogę do zawodu, lecz jak uczynić ją bezpieczną zarówno dla młodych lekarzy, jak i dla tych, którzy będą powierzali im swoje zdrowie i życie.

Źródło: OZZL

Projekt zmian w zasadach finansowania i organizacji opieki psychiatrycznej oraz leczenia uzależnień, przygotowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia, miał porządkować system. W ocenie samorządu lekarskiego może jednak przynieść skutek odwrotny wprowadzić niejasności, ograniczenia organizacyjne i ryzyko interpretacji, które nie zawsze będą sprzyjać ani pacjentom, ani świadczeniodawcom. Przyjęte 9 stycznia 2026 r. stanowisko Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej pokazuje, że projektowane zapisy dotykają fundamentalnych kwestii: definicji stanu nagłego, granic telemedycyny, zasad dokumentowania diagnostyki psychologicznej oraz finansowania psychiatrii dzieci i młodzieży.
Już pierwszy z podniesionych problemów odsłania napięcie między językiem administracyjnym a realiami klinicznymi. Projekt NFZ zakłada, że każde orzeczenie sądu o przymusowym leczeniu powinno być traktowane jak sytuacja nagła, wymagająca natychmiastowego udzielenia świadczenia. Samorząd lekarski zwraca uwagę, że takie uproszczenie może być mylące. Przymus leczenia nie zawsze oznacza bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia a to właśnie ten element stanowi istotę „stanu nagłego” w medycynie. Zrównanie tych pojęć może prowadzić do automatyzmu decyzyjnego, który nie uwzględnia indywidualnej oceny klinicznej pacjenta.

Wątpliwości budzi także propozycja dotycząca testów psychologicznych. Projekt przewiduje ich formalne „umieszczanie” w harmonogramach zasobów, które z definicji odnoszą się do personelu i sprzętu. Dla samorządu lekarskiego to przykład regulacji, która nie przystaje do praktyki diagnostycznej. Testy psychologiczne nie są zwykłymi narzędziami podlegają ochronie prawa autorskiego i zasadom tajemnicy zawodowej. Ich pełne wyniki nie zawsze mogą być kopiowane ani przechowywane w dokumentacji medycznej. Próba administracyjnego ujednolicenia tego obszaru rodzi pytania o granice ingerencji płatnika w proces diagnozy.

Najbardziej odczuwalne skutki proponowanych zmian mogą jednak dotknąć telepsychiatrii. Projekt wprowadza wymóg fizycznej obecności personelu w określonej komórce organizacyjnej, co w praktyce wyklucza udzielanie teleporad przez specjalistów pracujących zdalnie, na przykład z domu. Samorząd lekarski przypomina, że taka forma wykonywania zawodu została dopuszczona zarówno w przepisach regulujących zawód lekarza, jak i w prawie pracy. W tym kontekście zarządzenie Prezesa NFZ jako akt podustawowy nie powinno ograniczać rozwiązań, które mają umocowanie w ustawach. Spór dotyczy więc nie tylko organizacji świadczeń, ale także hierarchii prawa i granic regulacyjnej roli płatnika.

W tle tych rozwiązań pojawia się jeszcze jeden, systemowy problem: finansowanie psychiatrii dzieci i młodzieży. Prezydium NRL zwraca uwagę, że projekt utrzymuje różne współczynniki dla świadczeń realizowanych w tej samej grupie pacjentów, bez jasnego uzasadnienia. Dlaczego jedne procedury wyceniane są wyżej, a inne niżej tego projekt nie wyjaśnia. W obszarze, który od lat uznawany jest za jeden z najbardziej niedofinansowanych i przeciążonych, brak transparentności mechanizmów finansowych budzi szczególne obawy.

Stanowisko samorządu lekarskiego nie jest prostym sprzeciwem wobec zmian. To raczej sygnał ostrzegawczy, że regulacje tworzone z perspektywy administracyjnej muszą uwzględniać złożoność praktyki klinicznej, praw pacjentów i realiów pracy personelu medycznego. W przeciwnym razie nawet dobrze intencjonowane porządkowanie systemu może prowadzić do kolejnych napięć tym razem już nie tylko na papierze, ale w codziennej pracy poradni psychiatrycznych.

Źródło: NIL

Prezes Narodowego Funduszu Zdrowia podpisał nowe zarządzenie zmieniające zasady zawierania i realizacji umów w podstawowej opiece zdrowotnej. Dokument wprowadza m.in. kwartalną premię motywacyjną w opiece koordynowanej, ryczałt dla koordynatorów w pierwszym okresie realizacji świadczeń oraz nowy sposób naliczania stawek za ich pracę. Zmiany obowiązują z mocą od 1 stycznia 2026 r.
Informacja o rzekomym przyznaniu pielęgniarkom prawa do wystawiania zwolnień lekarskich wywołała w ostatnich dniach duże poruszenie w środowisku medycznym i w mediach społecznościowych. Pojawiły się skrajne komentarze, od entuzjastycznych zapowiedzi „rewolucji w systemie” po krytyczne głosy o przekraczaniu kompetencji zawodowych. Tymczasem, jak jednoznacznie podkreśla Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych, nowelizacja ustawy podpisana przez Prezydenta RP nie dotyczy zwolnień lekarskich, lecz zupełnie innego obszaru orzecznictwa.

7 stycznia 2026 r. Prezydent RP podpisał ustawę o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw. Wbrew obiegowym opiniom nie wprowadza ona zmian w zakresie e ZLA ani nie przyznaje pielęgniarkom uprawnień do orzekania o czasowej niezdolności do pracy. Dotyczy natomiast rozszerzenia kompetencji wybranych zawodów medycznych w obszarze orzecznictwa, w tym pielęgniarek.

Kluczowa zmiana została wprowadzona do ustawy z dnia 15 lipca 2011 r. o zawodach pielęgniarki i położnej. Do art. 4 ust. 1 dodano pkt 6a, który przyznaje pielęgniarkom prawo do orzekania o niezdolności do samodzielnej egzystencji, o której mowa w ustawie o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Jest to kompetencja o dużym znaczeniu systemowym, ponieważ orzeczenie o niezdolności do samodzielnej egzystencji stanowi podstawę do uzyskania określonych świadczeń i form wsparcia.

Ustawodawca precyzyjnie określa przesłanki wydania takiego orzeczenia. Niezdolność do samodzielnej egzystencji stwierdza się w przypadku naruszenia sprawności organizmu w stopniu powodującym konieczność stałej lub długotrwałej opieki i pomocy innej osoby w zaspokajaniu podstawowych potrzeb życiowych. Nie jest to więc decyzja uznaniowa ani administracyjna, lecz orzeczenie oparte na stanie zdrowia pacjenta i jasno określonych kryteriach medycznych.

NRPiP podkreśla również, że nowe kompetencje nie będą realizowane w sposób dowolny. Mają być wykonywane przy zachowaniu ustawowych kwalifikacji oraz nadzoru, co ma gwarantować bezpieczeństwo pacjentów i spójność systemu orzeczniczego. Jest to istotne w kontekście obaw części środowiska, że rozszerzanie uprawnień zawodowych może prowadzić do chaosu kompetencyjnego.

Ważnym elementem komunikatu samorządu jest także kwestia terminu wejścia w życie zmian. Przepisy przyznające pielęgniarkom nowe uprawnienia zaczną obowiązywać 13 kwietnia 2026 r., czyli po upływie trzech miesięcy od ogłoszenia ustawy w Dzienniku Ustaw. Do tego czasu pielęgniarki funkcjonują w ramach dotychczasowych regulacji.

Najwięcej nieporozumień narosło wokół zwolnień lekarskich. Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych jednoznacznie dementuje doniesienia, jakoby nowelizacja dawała pielęgniarkom prawo do wystawiania e ZLA. Jak podkreśla samorząd: „Nowe regulacje stanowią rozszerzenie kompetencji zawodowych pielęgniarek w zakresie orzecznictwa, a nie w zakresie orzecznictwa czasowej niezdolności do pracy”. To rozróżnienie ma kluczowe znaczenie, ponieważ orzekanie o niezdolności do samodzielnej egzystencji i orzekanie o czasowej niezdolności do pracy to dwa odrębne obszary prawne i medyczne.

Jednocześnie NRPiP nie ukrywa, że temat zwolnień lekarskich pozostaje przedmiotem dalszych działań. Samorząd informuje, że podejmuje starania na rzecz umożliwienia pielęgniarkom w przyszłości wystawiania zaświadczeń o niezdolności do pracy. Nie jest to jednak element obecnie podpisanej nowelizacji, lecz potencjalny kierunek kolejnych zmian legislacyjnych.

Cała sytuacja pokazuje, jak łatwo w przestrzeni publicznej rodzą się uproszczenia i jak dużą rolę odgrywa precyzyjna komunikacja wokół zmian w ochronie zdrowia. Nowe kompetencje pielęgniarek w zakresie orzecznictwa mogą realnie wzmocnić ich rolę w systemie opieki nad pacjentami wymagającymi stałej pomocy, ale nie oznaczają przejęcia uprawnień lekarzy w obszarze zwolnień lekarskich. Rozdzielenie tych dwóch kwestii wydaje się kluczowe dla merytorycznej debaty o przyszłości zawodów medycznych w Polsce.

Źródło: NRPiP

Prowadzenie samochodu to proces, który angażuje jednocześnie uwagę, pamięć roboczą, refleks i zdolność szybkiego podejmowania decyzji. Nawet niewielkie zaburzenia tych funkcji mogą przełożyć się na opóźnioną reakcję lub błędną ocenę sytuacji. Tymczasem coraz więcej osób siada za kierownicą po przyjęciu leków działających na ośrodkowy układ nerwowy — często zgodnie z zaleceniami lekarskimi i w poczuciu pełnej legalności.
Czy farmakoterapia zawsze oznacza realne ryzyko na drodze? A może w niektórych przypadkach poprawia bezpieczeństwo? Na te pytania próbuje odpowiedzieć zespół badaczy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu, który przeanalizował ponad 30 badań naukowych dotyczących wpływu wybranych pochodnych 2-fenyloetyloaminy (PEA) oraz opioidów na funkcje psychomotoryczne i zdolność prowadzenia pojazdów. Wyniki przeglądu systematycznego opublikowano w czasopiśmie Pharmaceuticals.

Terapia, która może pomagać — ale nie zawsze

W przypadku niektórych leków granica między korzyścią a zagrożeniem okazuje się wyjątkowo cienka. Substancje takie jak metylofenidat, powszechnie stosowane w leczeniu ADHD, w kontrolowanych dawkach mogą poprawiać koncentrację, skracać czas reakcji i ułatwiać kontrolę prędkości. U części pacjentów przekłada się to na bardziej przewidywalny i bezpieczny styl jazdy.
Problem pojawia się wtedy, gdy dawka jest zbyt wysoka, nieregularna lub stosowana poza ścisłym nadzorem medycznym. W takich sytuacjach obserwuje się wzrost impulsywności, nadmierną pewność siebie oraz pogorszenie koordynacji ruchowej – czyli dokładnie te czynniki, które zwiększają ryzyko wypadku.

Opioidy: skuteczny lek przeciwbólowy, wyraźne ograniczenia

Znacznie bardziej jednoznaczne wnioski dotyczą opioidów. Substancje takie jak metadon, tramadol czy fentanyl, choć skuteczne w leczeniu bólu, często powodują senność, spowolnienie reakcji i zaburzenia koordynacji wzrokowo-ruchowej. Analizowane badania wskazują, że kierowcy przyjmujący metadon lub tramadol częściej uczestniczą w zdarzeniach drogowych.
Wyjątkiem są pacjenci leczeni przewlekle niskimi dawkami fentanylu w postaci plastrów. W ich przypadku, dzięki rozwiniętej tolerancji, wpływ leku na sprawność psychomotoryczną bywa minimalny i nie przekłada się istotnie na pogorszenie zdolności prowadzenia pojazdu.

Substancje rekreacyjne: pozorna czujność, realne ryzyko

W przeglądzie uwzględniono także środki psychoaktywne używane rekreacyjnie, takie jak MDMA (ecstasy) czy metamfetamina. Choć użytkownicy często deklarują krótkotrwały wzrost energii i koncentracji, dane naukowe pokazują inny obraz: niestabilną prędkość jazdy, gorszą kontrolę toru ruchu oraz zwiększoną skłonność do ryzykownych zachowań.
Efekt „lepszej jazdy” okazuje się w tym przypadku iluzją, która szybko ustępuje miejsca realnym zaburzeniom funkcji psychomotorycznych.

Prawo nie rozróżnia intencji

Autorzy publikacji przypominają, że polskie prawo traktuje szeroko pojęcie środka odurzającego – jako każdą substancję wpływającą na ośrodkowy układ nerwowy i mogącą ograniczać zdolność prowadzenia pojazdu. Nie ma przy tym znaczenia, czy jest to lek przepisany przez lekarza, czy substancja używana rekreacyjnie. Odpowiedzialność zawsze spoczywa na kierowcy.
Należy podkreślić, że przy przepisywaniu leku mającego potencjalny wpływ na bezpieczeństwo drogowe, lekarz ma obowiązek uprzednio poinformować o tym zagrożeniu pacjenta. Do każdego wypadku drogowego sądownictwo podchodzi indywidualnie. Odpowiednia adnotacja w dokumentacji medycznej może mieć kluczowe znaczenie w postępowaniach sądowych, chroniąc lekarza przed odpowiedzialnością karną – zaznacza Kacper Żełabowski, przewodniczący Studenckiego Koła Naukowego Psychofarmakologii przy Katedrze Medycyny Sądowej UMW.

Potrzebne jasne wytyczne, nie domysły

Wnioski z przeglądu są jednoznaczne: wpływ leków i substancji psychoaktywnych na bezpieczeństwo drogowe zależy od wielu czynników – dawki, czasu stosowania, stanu zdrowia, tolerancji organizmu i doświadczenia kierowcy. Zdaniem autorów to argument za opracowaniem precyzyjnych wytycznych klinicznych i prawnych, które pomogą lekarzom rzetelnie informować pacjentów o ryzyku, a samym pacjentom podejmować świadome decyzje.
Lepsze zrozumienie mechanizmów działania tych substancji – zarówno na poziomie neurobiologicznym, jak i behawioralnym – może w przyszłości przełożyć się na bezpieczniejsze schematy leczenia i realne ograniczenie liczby wypadków powodowanych przez kierowców „pod wpływem leków”.

Artykuł opracowany na podstawie:
Review of Selected 2-Phenylethylamine Derivatives and Opioids, Systematic Review of Their Effects on Psychomotor Abilities and Driving Performance: Psychopharmacology in the Context of Road Safety,
Żełabowski K. i wsp., Pharmaceuticals 2025, 18(10), 1555.

Źródło: materiał prasowy, Uniwerytet Medyczne we Wrocławiu

W polskim systemie ochrony zdrowia trwa spór, który z pozoru dotyczy przepisów technicznych, a w rzeczywistości dotyka samego fundamentu bezpieczeństwa pacjentów. Naczelna Rada Lekarska od miesięcy alarmuje, że tzw. „uproszczone tryby” dostępu do zawodu lekarza i lekarza dentysty – wprowadzone w czasie wojny w Ukrainie – nie gwarantują rzetelnej weryfikacji kwalifikacji medyków z zagranicy. Teraz, po decyzji Sejmu o utrzymaniu tych przepisów, samorząd lekarski mówi wprost: to skandal, a pełna odpowiedzialność za skutki spoczywa na rządzących.
Już 1 sierpnia 2025 r. Prezydium NRL domagało się uchylenia przepisów pozwalających na dostęp do zawodu w trybach warunkowych i ograniczonych, przypominając, że zostały one wprowadzone „wbrew wyraźnemu sprzeciwowi samorządu lekarskiego” i że „uproszczone zasady dostępu nie zapewniają rzetelnej weryfikacji kwalifikacji osób, które ubiegają się w Polsce o uprawnienia zawodowe”.

Stanowisko NRL jest konsekwentne: oba tryby powinny zostać „niezwłocznie uchylone, a nie doprecyzowane czy uszczelniane”. W praktyce bowiem pozwalają one na leczenie pacjentów osobom, których dyplomy i programy kształcenia nie są badane pod kątem zgodności z minimalnymi standardami unijnymi. Co więcej – w przypadku warunkowego prawa wykonywania zawodu – nie wymaga się nawet legalizacji dyplomu przez konsula RP ani apostille. Samorząd podkreśla również, że tryby te uniemożliwiają sprawowanie właściwego nadzoru nad lekarzami dopuszczonymi do pracy w ten sposób.

NRL ostrzega również przed konsekwencjami prawnymi. Osoby dopuszczone do leczenia w trybie uproszczonym mogą „pozostawać poza lekarskim samorządem zawodowym”, co oznacza brak obowiązku przestrzegania Kodeksu Etyki Lekarskiej i brak odpowiedzialności przed sądem lekarskim. „Udzielanie świadczeń zdrowotnych przez osoby ‘zwolnione’ od nakazów i zakazów etyki zawodowej jest nie do zaakceptowania dla środowiska lekarskiego, a przede wszystkim jest ogromnym zagrożeniem dla pacjentów” – podkreśla NRL.

Oprócz krytyki samych trybów uproszczonych, Rada wskazuje też na wady legislacyjne nowych przepisów – od błędnie wskazanych organów właściwych do rozpatrywania wniosków, przez nieprecyzyjne terminy, po brak jasnych kryteriów dla decyzji odmownych. Zwraca uwagę na paradoks: osoby, których wnioski budzą wątpliwości i trafiają do sądów administracyjnych, mogą w praktyce wykonywać zawód nawet 8–10 lat, podczas gdy ci, którzy przeszli procedurę bez zastrzeżeń, mają prawo wykonywania zawodu tylko przez 5 lat.

NRL stanowczo sprzeciwiła się też przepisowi, który – w jej ocenie – „należy odczytywać jako próbę kolejnego przedłużania możliwości wydawania warunkowego prawa wykonywania zawodu lekarza obywatelom Ukrainy”. Przypomina, że możliwość ta wygasła 24 października 2024 r., a nowy zapis w praktyce omija wcześniejsze prawo.

W tle sporu toczy się jeszcze jedna batalia – o znajomość języka polskiego przez lekarzy. W odrębnym apelu NRL zażądała uchylenia punktu w obwieszczeniu Ministra Zdrowia, który uznaje za dowód znajomości języka polskiego dokumenty wydane w innych krajach UE. „Tymczasem pkt 3 ww. obwieszczenia dopuszcza potwierdzenie spełnienia wymogu odpowiedniej znajomości języka polskiego (…) za pomocą dokumentu wydanego przez bliżej nieokreślone zagraniczne podmioty, bez uprzedniej weryfikacji takiego dokumentu” – czytamy w dokumencie. Lekarze wskazują, że takie rozwiązanie stoi w sprzeczności z polskimi przepisami oraz z prawem unijnym (dyrektywy 2005/36/WE i 2013/55/UE), które wprost przewidują możliwość weryfikacji języka w przypadku zawodów mających wpływ na bezpieczeństwo pacjentów. Ich zdaniem brak rzetelnej weryfikacji może prowadzić do sytuacji, w której lekarz w Polsce będzie leczył pacjentów, nie znając ani języka, ani fachowej terminologii w stopniu wymaganym prawem.

Kulminacja konfliktu nastąpiła 6 sierpnia, dzień po tym, jak Sejm w ekspresowym tempie przyjął nowelizację, nie uwzględniając ani stanowiska NRL, ani uwag zgłaszanych w ogóle w konsultacjach – bo tych formalnie nie było. „Za absolutnie niedopuszczalny przyjmujemy upór rządzących dążących do utrzymania tzw. uproszczonych trybów wykonywania zawodu. Samo zaistnienie i utrzymywanie innych niż właściwe prawo wykonywania zawodu lekarza uprawnień (…) traktujemy jako skandaliczne” – napisało Prezydium. I dodało, że „rządzący, utrzymując tzw. tryby uproszczone, biorą pełną odpowiedzialność za zdrowie i życie pacjentów, którzy trafią pod opiekę lekarza (…) często o niższych kwalifikacjach i braku wystarczającej znajomości języka polskiego”.

Sprawa jest już w Senacie, do którego ustawa trafiła w trybie ekspresowym. Tempo procedowania – jak alarmuje NRL – wskazuje, że rząd chce zamknąć temat jak najszybciej. Pytanie tylko, czy w tej pośpiechowej legislacji ktoś jeszcze pamięta, że w medycynie każde uproszczenie procedur naboru lekarzy ma swoją cenę.

Cytowane wypowiedzi pochodzą z komunikatów opublikowanych na stronie internetowej Naczelnej Rady Lekarskiej. Linki do pełnych treści dostępne poniżej.
(***)

W ostatnich miesiącach temat bezpieczeństwa pracowników ochrony zdrowia wrócił z nową siłą. Po tragicznych wydarzeniach, środowisko medyczne apeluje: potrzebujemy skutecznych narzędzi ochrony – nie tylko formalnych zapisów o funkcjonariuszu publicznym, ale realnego wsparcia. Co dziś działa? Gdzie są luki systemowe? I dlaczego ochrona fizyczna to nie wszystko?
Przemoc w placówkach medycznych wobec personelu jest faktem. Wszelkie nadużycia względem m.in. lekarzy to problem zarówno natury moralnej, jak i prawnej. Niestety nie tak prosto jest zadbać o bezpieczeństwo. – Zarządzający jednostkami ochrony zdrowia nie bagatelizują problemów z agresją pacjentów i zabezpieczeniem personelu, nie mają jednak możliwości prawnych, aby temu przeciwdziałać – mówi Katarzyna Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie, członek Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.
 
Po śmiertelnym ataku na lekarza w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, Naczelna Izba Lekarska wraz z okręgowymi izbami lekarskimi i w porozumieniu z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Lekarzy oraz Krajową Izbą Ratowników Medycznych, Naczelną Izbą Aptekarską i Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych, ruszyła z ogólnopolską kampanią informacyjną, której celem jest uświadomienie pacjentowi, że personel medyczny jest chroniony tak samo jak funkcjonariusz publiczny i konsekwencją napaści na niego może być więzienie. Kampania NIL ma trafić do wszystkich placówek udzielających świadczeń medycznych: przychodni, szpitali.
 
Ochrona prawna
 
W świetle polskiego prawa: lekarzy, pielęgniarki, ratowników medycznych i farmaceutów obejmuje szczególna ochrona prawna – traktowani są jak funkcjonariusze publiczni (m. in. policjanci, strażacy). Oznacza to, że wszelkie przejawy stosowanej wobec nich przemocy (słownej czy fizycznej), mogą skutkować konsekwencjami prawnymi, w tym także karą więzienia.
 
Przepisy prawa karnego stanowią, że w przypadku naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego, grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. W poważniejszych przypadkach (m.in. pobicie), kara może być surowsza.
 
Sfrustrowany pacjent i przyzwolenie na arogancję
 
Coraz częściej dochodzi do ataków pacjentów na personel medyczny. Nie można nie odnieść wrażenia, że ma to związek z rosnącą frustracją pacjentów, wywołaną m. in. niewydolnym systemem ochrony zdrowia, jak i brakiem empatii. Medicalpress zapytało o opinię Katarzynę Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie, członka Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.
 
Frustracja z pewnością tak, ale spowodowana ogólną sytuacją na świecie, strachem, niepewnością, ogólnym zjawiskiem narastających problemów psychicznych – koreluje to ze wzrostem liczby prób samobójczych, rosnącym poziomem uzależnień. Jest to szeroki problem, który dotyka coraz większą grupę społeczną i coraz młodszych ludzi – tłumaczy prezes Michalik. – Dodatkowo społeczeństwo przekroczyło pewne granice społecznej etyki i od dawna istnieje ciche przyzwolenie na arogancję i brak szacunku do grup zawodowych starających się nieść pomoc. Dzisiaj podziw budzą influencerzy.
 
Frustrację pacjentów, jako motor agresji wobec personelu medycznego potwierdza Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej:  Oczywiście, że tak jest, dlatego najskuteczniejszym rozwiązaniem byłoby stworzyć wydolny system, w którym pacjent nie traci zdrowia i życia gnijąc w kolejkach, a personel nie jest wypalony m.in biurokracją – podsumowuje.
 
W rozmowie z Medicalpress, Tomasz Król, rzecznik prasowy Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, przyznaje, że w ich placówce także dochodzi do ataków na pracowników, zarówno tych werbalnych, jak i fizycznych. – Wewnętrzne rejestry mówią o kilkuset przypadkach w ciągu całego roku. O skali problemu mówi też to, że na samym Szpitalnym Oddziale Ratunkowym USK, w 2024 roku było ponad 400 interwencji pracowników ochrony z powodu agresywnych pacjentów – wskazuje, i dodaje: – To jest jedna, czasem dwie interwencje w ciągu dnia, a część z nich kończy się wezwaniem policji. Nie wpływa to dobrze na komfort pracy naszego personelu, szczególnie zatrudnionego na SOR. To właśnie oni udzielają pierwszej pomocy osobom, które często pojawiają się lub są przywożone w stanie upojenia alkoholowego, pod wpływem substancji psychoaktywnych czy w zaostrzeniu objawów różnego rodzaju chorób psychicznych. Specjaliści zamiast móc skupić się na swojej pracy, często muszą odpierać ataki by chronić swoje bezpieczeństwo.
 
Zadbać o jakość ochrony pracowników w szpitalach
 
Pomijając problem natury finansowej (nie wszystkie placówki mogą sobie pozwolić na wynajęcie ochrony), dochodzi do tego problem natury logistycznej – szpitale to przecież miejsca z kilkoma wejściami, wieloma gabinetami. Nie sposób wszystkiego kontrolować. – Obecnie w większości szpitali ochrona to tak naprawdę portiernia/stróżówka i w razie zagrożenia nie jest w stanie udzielić potrzebnej pomocy – mówi rzecznik NIL Jakub Kosikowski.
 
Katarzyna Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie nadmienia problem braku odpowiednich umocowań prawnych. – Ochroniarze, wykrywacze metalu, kamery nie są lekarstwem na agresywne zachowanie pacjentów. Zarządzający jednostkami ochrony zdrowia nie bagatelizują problemów z agresją pacjentów i zabezpieczeniem personelu, nie mają jednak możliwości prawnych, aby temu przeciwdziałać.
 
Michalik zapytana o to, czy kamery w przestrzeniach placówek szpitalnych byłyby pomocne w zapobieganiu agresji i jak wytłumaczyć pacjentom, że to nie atak na ich prawa i tajemnicę lekarską, lecz zapewnienie bezpieczeństwa personelowi i im także, odpowiada: – To jest niewytłumaczalne a ciężar tłumaczenia spadłby finalnie i tak na dyrektorów i prezesów szpitali a nie na regulatora.
 
Jest to jedno z omawianych rozwiązań, tak to funkcjonuje w niektórych krajach, że nagrywane jest wejście do gabinetu oraz dźwięk – mówi rzecznik NIL.
 
Monitoring, ale pod pewnymi warunkami
 
W opinii specjalistki od prawa medycznego, adwokat Karoliny Seidel, instalacja kamer w celu zapewnienia lepszej ochrony i bezpieczeństwa personelu będzie zgodna z prawem jednak pod pewnymi warunkami. – Kamery mogą znajdować się w ogólnodostępnych częściach placówek na korytarzach, poczekalniach, w rejestracji czy ciągach komunikacyjnych. Taki monitoring nie wymaga zgody pacjenta, ale placówka powinna wyraźnie informować o jego umieszczeniu np. poprzez tabliczkę na ścianie z taką informacją – tłumaczy ekspertka.
 
Co z innymi pomieszczeniami? 
 
– Monitoring w pomieszczeniach gdzie udziela się świadczeń zdrowotnych jest możliwy, jednak aby nie naruszał praw pacjenta i tajemnicy lekarskiej, pacjent powinien wyrazić na niego zgodę. W mojej ocenie na piśmie. Ma on służyć zapewnieniu właściwej jakości udzielanych świadczeń i bezpieczeństwa. W miejscach szczególnie wrażliwych – łazienki,  szatnie i określone gabinety zabiegowe, w których mogą być uwidocznione części intymne u pacjenta, taki monitoring jest co do zasady zabroniony – wyjaśnia adwokat Karolina Seidel.
 
Kamery mogą podnieść poczucie bezpieczeństwa
 
Rzecznik USK we Wrocławiu Tomasz Król, zapytany jak wygląda ochrona w ich placówce, odpowiada, że korzystają ze wsparcia profesjonalnej firmy świadczącej usługi w zakresie ochrony osób i mienia. W obu lokalizacjach szpitala całodobowo dyżuruje kilkudziesięciu pracowników ochrony. Ponadto jest system monitoringu. – Kamery są jednym z rozwiązań technicznych, które mogą podnieść poziom poczucia bezpieczeństwa i potencjalnie wpływać na odstraszanie osób, które mogłyby planować dokonanie ataku na personel lub mienie szpitala. 20 lat temu mieliśmy 19 kamer w szpitalu, w tej chwili mamy ponad pół tysiąca. Ich umiejscowienie w żadnym przypadku nie narusza prawa pacjentów do intymności, a do nagrań ma dostęp wąska grupa pracowników – podkreśla Król, zaznaczając, że kluczowe jest budowanie świadomości społecznej na temat bezpieczeństwa pracy medyków, napotykanych problemów z komunikacją czy najważniejsze – prewencja zachowań niebezpiecznych i penalizacja agresji.

Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress