Medicalpress
Miażdżyca to poważna choroba, która dotyka miliony Polaków. Często rozwija się latami, nie daje wyraźnych objawów, ale prowadzi do bardzo groźnych powikłań: od amputacji kończyn, poprzez zawał serca, udar mózgu, a nawet nagły zgon – informuje prof. Marek Gierlotka, kierownik Oddziału i Kliniki Kardiologii USK w Opolu i UO, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. – Szczególnie groźna jest miażdżyca wielołożyskowa – czyli taka, która rozwija się równolegle w kilku obszarach ciała, często nierozpoznana na czas. I właśnie jej wczesnym diagnozowaniem będziemy się zajmować w naszym projekcie.
Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Opolu wraz z konsorcjantami (Uniwersytet Opolski, Polskie Towarzystwo Lipidologiczne, ogólnopolska Fundacja „To się Leczy”) rozpoczynają projekt badawczy, którego wyniki pozwolą na opracowanie rekomendacji dla lekarzy różnych specjalizacji w celu zapobiegania chorobom sercowo-naczyniowym u Polaków i zgonom z ich powodu.

Rekomendacje powstaną w oparciu o badania diagnostyczne i konsultacje lekarskie, realizowane pod hasłem “WygrajMY z miażdzycą”, na które zaproszone zostanie 1500 osób z miażdżycą zdiagnozowaną w jednym z trzech obszarów naczyniowych (serce, mózg, kończyny dolne). Uczestnicy badań otrzymają indywidualne zalecenia dotyczące dalszego leczenia i profilaktyki.

1500 osób skorzysta z badań diagnostycznych i konsultacji lekarskich pn. „WygrajMY z miażdżycą”, których celem jest zapobieganie rozwojowi chorób sercowo-naczyniowych. Badania te są elementem projektu naukowego, finansowanego z budżetu państwa przez Agencję Badań Medycznych. Celem tego projektu jest opracowanie zaleceń i rekomendacji dotyczących prewencji i diagnostyki miażdżycy w Polsce. Liderem projektu jest Uniwersytecki Szpital Kliniczny w Opolu, a konsorcjantami: Uniwersytet Opolski, Polskie Towarzystwo Lipidologiczne i ogólnopolska Fundacja „To się leczy”.

Miażdżyca to poważna choroba, która dotyka miliony Polaków. Często rozwija się latami, nie daje wyraźnych objawów, ale prowadzi do bardzo groźnych powikłań: od amputacji kończyn, poprzez zawał serca, udar mózgu, a nawet nagły zgon – informuje prof. Marek Gierlotka, kierownik Oddziału i Kliniki Kardiologii USK w Opolu i UO, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. – Szczególnie groźna jest miażdżyca wielołożyskowa – czyli taka, która rozwija się równolegle w kilku obszarach ciała, często nierozpoznana na czas. I właśnie jej wczesnym diagnozowaniem będziemy się zajmować w naszym projekcie.

Uczestnicy projektu skorzystają z szeregu bezpłatnych badań oraz konsultacji z lekarzami specjalistami, po których otrzymają indywidualne zalecenia profilaktyczne i zdrowotne do wdrożenia.

Badania, do których zaprosimy 1500 osób, będziemy prowadzić przez dwa lata w ramach 5-letniego projektu naukowego, który ma dać odpowiedź, jak lepiej zadbać o zdrowie Polaków i przygotować rekomendacje dla lekarzy różnych specjalizacji. Nasz projekt został wysoko oceniony na poziomie krajowym – zajął drugie miejsce w konkursie Agencji Badań Medycznych, co jest dla nas powodem do dumy – mówi kardiolog dr hab. Tomasz Osadnik, główny badacz projektu.

Gratuluję i dziękuję zespołowi zaangażowanemu w przygotowanie i wdrożenie naszego projektu. To szerokie grono specjalistów, realizujące kolejne wspólne przedsięwzięcie na rzecz pacjentów. Prowadząc w Opolu badania medyczne i naukowe, możemy proponować mieszkańcom województwa dostęp do najnowszej terapii i diagnostyki – podkreśla Dariusz Madera, dyrektor generalny USK w Opolu.

Cieszymy się, że młody opolski Wydział Lekarski i Instytut Nauk Medycznych będzie prowadził to badanie. Nie mamy wątpliwości, że dzięki temu powstaną ważne publikacje i zapewniony będzie rozwój wielu naszych naukowców – komentuje dr hab. Jacek Jóźwiak, prof. UO, dziekan Wydziału Lekarskiego.

Bazując na wynikach naszego projektu naukowego, chcemy przenieść siłę ciężkości z medycyny konwencjonalnej, w której zajmujemy się leczeniem pacjenta, na prewencyjną, w której inwestujemy w swoje zdrowie jak najwcześniej, by zapobiec chorobie. Obecnie pracujemy nad najnowszymi rekomendacjami, w których, wykorzystując wszystkie osiągnięcia diagnostyki i leczenia, będziemy wskazywać, jak prowadzić pacjentów, żeby nie doprowadzić do tego, żeby choroba powstała – wyjaśnia kardiolog prof. Maciej Banach, prezes Polskiego Towarzystwa Lipidologicznego.

 – Nasza fundacja z dumą wspiera projekt „WygrajMY z miażdżycą”, który odpowiada na pilną potrzebę skutecznej profilaktyki i diagnostyki pacjentów z wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym. Mamy nadzieję, że rezultaty naszego badania przyczynią się do wypracowania nowych standardów opieki oraz wdrożenia trwałych rozwiązań w zakresie profilaktyki i ograniczania wielochorobowości – komentuje Marek Kustosz, prezes Fundacji „To się leczy”.

W przygotowanie i realizację projektu zaangażowani są specjaliści z różnych dziedzin medycyny (kardiologii, chirurgii naczyniowej, neurologii, medycyny rodzinnej, chorób wewnętrznych, radiologii, diagnostyki laboratoryjnej), ale także biolodzy, informatycy, statystycy, koordynatorzy badań klinicznych.

Główne cele projektu:
Nawet 80 proc. pacjentów diabetologicznych ma CRM – zespół sercowo-nerkowo-metaboliczny, który prowadzi do wielochorobowości, pogorszenia jakości życia i częstszych hospitalizacji oraz sprawia, że koszty leczenia rosną 3-5 krotnie.
Eksperci z obszaru diabetologii, kardiologii i nefrologii, w trakcie posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Cukrzycy 26 września 2024 r. wskazali, że nadrzędnym celem leczenia cukrzycy jest redukcja wystąpienia zdarzeń sercowo-naczyniowych oraz przewlekłej choroby nerek, a w konsekwencji wydłużenie życia pacjentów.

Prof. Grzegorz Dzida, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, wskazał, że od 10 lat są dostępne flozyny – leki z grupy przeciwcukrzycowych, które zastosowane na wczesnym etapie mogą zapobiec powikłaniom.

„Przyczynkiem do opisania zespołu CRM było pojawienie się w 2014 r. nowej klasy leków, zwanych flozynami. Flozyny przez to, że wywoływały cukromocz, obniżały stężenie glukozy we krwi, co prowadziło do spadku wagi pacjenta, a działanie moczopędne sprawiało, że usuwały także nadmiar sodu z organizmu, obniżając ciśnienie i poprawiając pracę nerek” – tłumaczył ekspert.

Dodał, że flozyny obniżają glikemię już po trzech dniach, a po kilku tygodniach stosowania maleje ryzyko zgonu z powodów sercowo-naczyniowych lub niewydolności nerek.

CRM jest schorzeniem wynikającym z powiązań pomiędzy cukrzycą a chorobami serca, nerek czy otyłością. Cukrzyca uszkadza naczynia krwionośne, dlatego osoby z cukrzycą są bardziej od innych narażone m.in. na udar mózgu, miażdżycę czy zawał serca. Innym schorzeniem może być przewlekła choroba nerek (PChN) obejmująca zmiany morfologiczne i czynnościowe, które zachodzą w nerkach.

„Podwyższone stężenie glukozy we krwi i jej toksyczność działa na wszystkie tkanki i narządy, które są ukrwione” – mówił prof. Dzida.

Ekspert wyjaśnił, że krew, wraz z zawartą w niej glukozą, płynie przez wszystkie narządy, jednak najbardziej zagrożone jest serce i nerki. A ponieważ nie wiadomo, które powikłanie u danego pacjenta wystąpi jako pierwsze, najważniejsza jest kompleksowa ocena pacjenta pod kątem poszukiwania powikłań narządowych.

„Ocena niewydolności serca i niewydolności nerek jest obowiązkiem diabetologa lub lekarza POZ. Dlatego u każdego pacjenta z cukrzycą jak najwcześniej wykonujemy badania funkcji nerek: eGFR i stosunku albuminy do kreatyniny w produkcji moczu dobowego. A jeżeli chodzi o serce, lekarz ma obowiązek rozpoznać pierwsze objawy niewydolności serca takie jak duszność czy obrzęki i pokierować pacjenta odpowiednią drogą” – podkreślił prof. Dzida.

Na skalę problemu zwrócił uwagę prof. Marcin Grabowski, kierownik I Katedry i Kliniki Kardiologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

„Mówimy o trzech jednostkach chorobowych i jeżeli rozważymy je osobno, to mamy w Polsce 1-1,2 mln pacjentów chorych na niewydolność serca, ok. 1 mln z przewlekłą chorobą nerek i 3-4 mln pacjentów z cukrzycą. To są liczby, które wzajemnie się nie wykluczają, a wręcz potęgują” – wskazał.

Prof. Grabowski dodał, że wczesne wykrycie niepokojących objawów może opóźnić dobrnięcie pacjenta do zaawansowanego etapu choroby.

„Nie zawsze możemy uchronić pacjenta przed objawami klinicznymi, ale przynajmniej możemy spowolnić ten proces, zahamować, a u wielu chorych wręcz odwrócić. Ale z drugiej strony pacjentowi, który ma dramatyczne czynniki ryzyka w postaci otyłości, hiperglikemii i bardzo wysokiego ciśnienia nie można powiedzieć >>Proszę to zredukować. Jak? – to już nie mój problem<<. Mówmy raczej: spróbujmy to zredukować o 25 proc., o 50 proc. i dążmy do tego celu” – stwierdził prof. Grabowski.

Dr Robert Małecki, kierownik Oddziału Nefrologii i Stacji Dializ w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym w Warszawie zwrócił uwagę, że najmłodsi pacjenci z CRM, u których wraz z cukrzycą rozwinęła się przewlekła choroba nerek, jeżeli nie są odpowiednio leczeni, tracą kilkanaście lat ze swojego życia.

„Pacjent nieleczony traci przesączanie kłębuszkowe z ogromną szybkością, ale gdy zaczyna być prawidłowo leczony, rokuje lepiej, a utrata przesączania kłębuszkowego spada niemal do poziomu fizjologicznego. Na terapii flozyną najszybciej zyskują najciężej chorzy, jednak gdybyśmy mogli leczyć na etapie najwcześniejszym, kiedy nerki są jeszcze sprawne, to ci lżej chorzy też na tym skorzystają” – wyjaśnił dr Małecki.

W opinii Moniki Kaczmarek, prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków (PSD), pacjenci objęci ryzykiem potrzebują kompleksowej opieki zdrowotnej.

„To są bardzo groźne powikłania, często wykrywane w stadium zaawansowanym. Pacjenci nie wiedzą, gdzie się udać, aby skorzystać z opieki koordynowanej, gdzie z niej skorzystać. Dlatego stworzyliśmy mapę drogową do popularyzacji tego rozwiązania w POZ. Bo trzeba działać na wczesnym etapie” – podkreśliła prezes PSD.

Dodała, że Polskie Stowarzyszenie Diabetyków edukuje pacjentów, żeby przede wszystkim byli szczerzy w rozmowie z lekarzem – nie wymagali, nie byli roszczeniowi, ale żeby w gabinecie odbywał się dialog.

Źródło: PAP MediaRoom

Sobota, 23 marca była wyjątkowym dniem w Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej UCK WUM. Jednego dnia, w ciągu niespełna 10 godzin, wykonano tam dwa przeszczepienia trzustki (w tym jedną – jednoczasowo z nerką). Pacjentki czują się coraz lepiej i chociaż obie są jeszcze w szpitalu, to w ciągu najbliższych kilku dni zostaną wypisane do domu. 
Operacje przeprowadzili prof. Wojciech Lisik i lek. Paweł Skrzypek wraz z zespołem transplantacyjnym.

– To był duży wysiłek organizacyjny. W tych dwóch weekendowych zabiegach brał udział niemal cały personel medyczny naszej Kliniki. Wcześniej zdarzały się takie okresy „zagęszczenia”, że w ciągu 10 dni mieliśmy 2-3 przeszczepienia trzustki. Jednak takiej sytuacji, żeby wykonać dwa przeszczepienia tego narządu w tym jedno przeszczepienie – jednoczasowo z nerką w ciągu kilku godzin jeszcze nie mieliśmy – mówi lek. Paweł Skrzypek. – Z drugiej strony do takich sytuacji powinniśmy być przyzwyczajeni. Nasza Klinika, jako jedyna w Polsce, w tym samym zespole medycznym wykonuje przeszczepienia wątrób, nerek i trzustek, nierzadko jako przeszczepienia wielonarządowe. Ale nigdy nie były to dwa przeszczepienia trzustki.   

Mogłoby się wydawać, że dwa przeszczepienia to niewiele, jednak ważny jest kontekst. W ciągu całego roku w Klinice Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej UCK WUM wykonuje się 10-15 takich zabiegów. A w Polsce – nie więcej niż 30 rocznie. W sumie w naszym kraju mamy tylko 2 aktywne ośrodki zajmujące się transplantacją tego wymagającego narządu.

Wskazania do transplantacji 

– Przeszczepienie trzustki jest wskazane w wypadku najcięższych form cukrzycy typu 1, czasami również cukrzycy typu 2. Do zbiegu kwalifikowani są diabetycy z poważnymi powikłaniami cukrzycy, takimi jak: szybko postępująca retinopatia, szybko postępująca neuropatia obwodowa lub autonomioczna powodująca w konsekwencji hipoglikemie zagrażające życiu. Natomiast przeszczepienie trzustki z nerką proponujemy osobom, u których cukrzyca doprowadziła do schyłkowej niewydolności nerek. Wówczas jest to optymalna metoda leczenia, gdyż jednocześnie rozwiązujemy dwa problemy – dializ oraz konieczności przyjmowania insuliny – mówi lek. Paweł Skrzypek. I dodaje: Niestety, ciągle niewielu pacjentów do nas trafia. Diabetolodzy rzadko proponują tę metodę leczenia. Duża część osób dociera do nas, bo sami się dowiedzieli, usłyszeli, przeczytali w social mediach, że takie leczenie jest możliwe. Tymczasem w Polsce istnieje wcale niemała grupa pacjentów, która mogłaby z takiego leczenia odnieść z dużą korzyść.

Obie pacjentki, które przeszły zabiegi 23 marca, chorowały na cukrzycę typu 1. Pani Irina, której  przeszczepiono trzustkę wraz z nerką, chorowała na cukrzycę od 17 lat i przyznaje, że był to bardzo ciężki czas w jej życiu. Mimo, że przyjmowała insulinę i kontrolowała to, co jadła, choroba szybko zaczęła niszczyć nerki. Doszło do tego, że trzy lata temu konieczne było usunięcie jednej z nich, a ta która pozostała nie spełniała swojej roli. Dlatego zaproponowano pani Irinie oprócz przeszczepienia trzustki jednoczasowe przeszczepienie nerki.

 

Na czym polegały zabiegi

U obu naszych pacjentek proces przeszczepiania przebiegał bez większych problemów. Choć, jak przyznaje lek. Paweł Skrzypek, jest to zabieg trudny i czasochłonny.

– Trzustka wymaga bardzo dokładnego i precyzyjnego opracowania przed wszczepieniem. Każdy skrawek tego narządu musi być dokładnie sprawdzony i zabezpieczony. Trzeba wykonać bardzo precyzyjną rekonstrukcję układu tętniczego narządu, należy skrócić fragment dwunastnicy, który jest przeszczepiany razem z trzustką – i tak go przygotować, żeby można było wykonać zespolenie z jelitem biorcy. Zatem mały narząd, który ma 12-13 cm długości, zajmuje nas jeszcze przed samym procesem przeszczepienia na 2,5-3 godziny. Jeśli natomiast przeszczepiamy trzustkę jednoczasowo z nerką, to mamy dodatkowe wyzwanie organizacyjne. Trzeba zaangażować dodatkowy zespół chirurgiczny, który w trakcie kiedy przygotowujemy trzustkę, przeszczepia nerkę. Zatem przeszczepiamy najpierw nerkę potem trzustkę. Taka procedura zajmuje w sumie prawie 6 godzin.

Jak się czują pacjentki

Kilka dni po operacji na pytanie „jak się pani czuje?”, pani Irina odpowiada, że z każdym dniem coraz lepiej i cieszy się na perspektywę normalnego życia.  

– Obie pacjentki są w dobrym stanie psychicznym i klinicznym. Bezpośrednio po zabiegu przyjmowały doustnie płyny i preparaty białkowe, a kilka dni po operacji zaczęliśmy podawać im ”zwykłe” jedzenie. Wstrzymywaliśmy się z tym, bo obie panie miały wykonywane zespolenie na jelicie cienkim bardzo wysoko w przewodzie pokarmowym. Nie chcemy, aby pokarm uszkodził to zespolenie – to byłoby bardzo groźne powikłanie. 

Dzięki przeszczepieniu obie kobiety od samego zabiegu nie muszą przyjmować insuliny – trzustki podjęły działalność błyskawicznie po operacji. Są wyleczone z cukrzycy i będą mogły funkcjonować tak jak przeciętny człowiek, który nigdy nie miał cukrzycy – podsumowuje lek. Paweł Skrzypek.

Przeszczepienie trzustki jest jedyną przyczynową metodą leczenia cukrzycy insulinozależnej. Poziom glukozy we krwi normalizuje się praktycznie od razu. Czasem zdarza się, że przeszczepiony narząd produkuje wręcz za dużo insuliny, ale jest to przejściowe i po krótkim czasie obserwujemy prawidłową kontrolę glikemii.  

Jak długo może działać taka przeszczepiona trzustka? W dużej mierze zależy to od pacjenta i jego układu immunologicznego. Jeśli pacjent bierze zalecone leki, zgłasza się na kontrole, realizuje wszystkie zalecenia – to nawet 15-20 lat. 

Możliwe powikłania 

Oczywiście przeszczepienia trzustki wiążą się z ryzykiem wystąpienia powikłań. Na możliwość wystąpienia takowych wpływa zarówno sama złożoność zabiegu, charakter narządu oraz powikłania narządowe rozwijające się w wyniku cukrzycy. Dlatego do takiego leczenia nie kwalifikują się osoby, które są w bardzo ciężkim stanie ogólnym. Jeśli pacjent ma np. nasilone objawy ze strony układu krążenia, operacja mogłaby być dla niego zbyt dużym obciążeniem. I oczywiście nie jest to metoda dla  osób, u których cukrzyca nie jest bardzo nasilona, a ich komfort życia jest całkiem dobry, akceptowalny przez pacjenta.

– Jeśli chodzi o najcięższe powikłania jak np. zakrzepica narządu przeszczepionego – mogą się zdarzyć w ciągu pierwszych dni, tygodni po zabiegu. W naszej Klinice odsetek występowania zakrzepicy jest wyjątkowo niewielki, dlatego, że mamy dokładnie opracowany i przemyślany proces transplantologiczny, a do zabiegu kwalifikujemy dobrze przygotowanych pacjentów. Jak na razie jesteśmy wyjątkowo skuteczni, bo w ciągu ostatnich 8 lat zdarzył się nam tylko jeden taki przypadek – informuje lek. Paweł Skrzypek.

Życie po przeszczepieniu

O tym, jak zmieni się życie pacjentek operowanych 23 marca powiemy dopiero za kilka tygodni, jednak już sam fakt, że nie muszą przyjmować insuliny wprowadza rewolucję w ich życiu. Bardzo odczuwa to pani Ania, która niedawno odwiedziła Klinikę Chirurgii Ogólnej i Transplantacyjnej UCK WUM z tortem, ozdobionym figurkami przedstawiającymi trzech operatorów – prof. Wojciecha Lisika, prof. Macieja Kosieradzkiego i lek. Pawła Skrzypka. 

Pani Ania choć jest dopiero kilka tygodni po przeszczepieniu już odczuwa ogromną zmianę. 

– Na cukrzycę chorowałam od 22 roku życia. Radziłam sobie z tym raz lepiej raz gorzej, bo nieodłącznym elementem cukrzycy jest depresja. Były więc wzloty i upadki. Jednak zdecydowanym zwrotem była pandemia. W 2020 r. bardzo ciężko przeszłam Covid-19. Wtedy właściwie wszystko już się posypało. Zaczęłam tracić wzrok, w coraz gorszym stanie były nerki, pojawiła się neuropatia – opowiada pani Ania. 

Poznała kobietę, która miała jako jedna z pierwszych w Polsce przeszczepioną trzustkę. To od niej dowiedziała się, że możliwe jest takie leczenia. Pani Ania poprosiła swojego diabetologa o skierowanie i trafiła do Poradni przy Klinice. Przeszła proces kwalifikacji i ostatecznie została zakwalifikowana do przeszczepienia trzustki, a po dwóch miesiącach pojawił się dawca i przeszła zabieg.

– Po tygodniu od operacji zostałam wypisana ze szpitala. Już dwie doby po operacji miałam wrażenie, jakby w moim organizmie zaczęła płynąc zupełnie inna energia. Przed transplantacją codziennie budziłam się z bólem całego ciała, co wiązałam z moją neuropatią. Teraz wreszcie nic mnie nie boli. Okulistka powiedziała, że prawdopodobnie uda się zatrzymać proces utraty wzroku. Wreszcie nie muszę sobie podawać insuliny! To jest zupełnie inna jakość życia. Gdybym jeszcze raz miała rozważać, czy poddaję się temu zabiegowi, czy nie – to jeszcze raz bym się na niego zdecydowała. 

źródło: WUM

Ogłoszona w marcu 2020 roku pandemia COVID-19 była wydarzeniem, które wstrząsnęło nie tylko systemem ochrony zdrowia, ale całym życiem ekonomicznym i społecznym. Mierzyliśmy się z sytuacją pandemii po raz pierwszy, nikt nie wiedział, co nas czeka, co wzbudzało uzasadniony lęk.
„Jako neurolodzy od początku trwania pandemii COVID-19 zastanawialiśmy się, czy wirus SARS- CoV-2 wpływa na układ nerwowy, a jeżeli tak, to w jaki sposób. Gdy okazało się, że powikłania neurologiczne tej infekcji faktycznie występują u bardzo wielu pacjentów, zaczęliśmy analizować, czy wirus przedostaje się do układu nerwowego, a być może tylko jakaś jego część, i jaką drogą. Dziś nasze największe zainteresowanie, a także niepokój, budzą neurologiczne objawy post-COVID, czyli symptomy ze strony układu nerwowego, utrzymujące się przez wiele miesięcy po przebyciu infekcji wirusem SARS-CoV-2. Ponieważ dotyczą one znacznego odsetka pacjentów, wzmaga to nasze obawy o sytuację polskich pacjentów, potrzebujących pomocy neurologa. Dostęp do lekarzy tej specjalności obecnie jest trudny i konieczne jest podjęcie przez osoby decydujące o systemie opieki zdrowotnej w Polsce pilnych działań. Jako Polskie Towarzystwo Neurologiczne apelujemy o zwiększenie nakładów zarówno na rozwój kadry neurologicznej, jak i na diagnostykę i leczenie chorób układu nerwowego” – mówi prof. dr hab. n. med. Alina Kułakowska z Kliniki Neurologii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Stres związany z zachorowaniem na nieznaną chorobę był na tyle silny, że mógł doprowadzić do różnych powikłań natury neurologicznej i psychicznej, jak chociażby zaburzeń nastroju czy zaburzeń poznawczych, czyli m.in. pogorszenia pamięci i koncentracji. Dość szybko okazało się jednak, że nie są to jedyne objawy neurologiczne towarzyszące infekcji. Zgodnie z wynikami badania przeprowadzonego przez Europejską Akademię Neurologiczną, do ostrych neurologicznych zaburzeń w przebiegu COVID-19 należą m.in: encefalopatia, udar mózgu, bóle głowy, utrata węchu i zaburzenia ze strony nerwów obwodowych. Czynnikami ryzyka wystąpienia ostrych zaburzeń neurologicznych w przebiegu COVID-19 są: starszy wiek, płeć męska oraz wcześniejsze występowanie schorzeń neurologicznych. U pacjentów hospitalizowanych z powodu ciężkiego przebiegu COVID-19 pojawienie się ostrych zaburzeń neurologicznych wiąże się z prawie 6-krotnym wzrostem ryzyka zgonu podczas hospitalizacji. Pojawia się też pytanie – czy objawy neurologiczne znikają wraz z ustąpieniem infekcji, czy stają się problemem na dłużej?

Wirus SARS-CoV-2 a układ nerwowy
Przytoczone powyżej dane skłoniły naukowców do zastanowienia się, czy wirus SARS-CoV-2 przedostaje się do układu nerwowego, a jeśli tak, to jaką drogą. Generalnie koronawirusy nie są bowiem wirusami neurotropowymi, lecz atakują głównie układ oddechowy. Z drugiej strony, wiadomo, że receptory ACE-2, które są celem ataku wirusa SARS-CoV-2, znajdują się również na komórkach glejowych mózgu i neuronach rdzenia kręgowego.
„Aktualnie jest kilka różnych hipotez dotyczących przenikania wirusa do mózgu i płynu mózgowo- rdzeniowego, ale dotychczasowe dowody na jego obecność w tych miejscach są bardzo ograniczone. Wiemy natomiast, że w płynie mózgowo-rdzeniowym pacjentów z COVID-19 dochodzi do określonych zmian immunologicznych (czyli podwyższonego indeksu specyficznych przeciwciał), które są nieobecne u osób zdrowych. Dotychczas nie stwierdzono jednak, czy te zmiany są efektem obecności w ośrodkowym układzie nerwowym wirusa, czy jego fragmentów, np. białka S, które w pewnym momencie cyklu życiowego wirusa odrywa się od niego i funkcjonuje niezależnie. Według jednej z hipotez akumulacja białka S w układzie nerwowym może być przyczyną występowania zespołu post- COVID” – tłumaczy prof. Alina Kułakowska.

Neurologiczne objawy post-COVID
Post-COVID to długoterminowe – utrzymujące się dłużej niż 3 miesiące – skutki zdrowotne, związane z przebyciem zakażenia wirusem SARS-CoV-2. Możliwych objawów post-COVID jest bardzo wiele, należą do nich: zespół przewlekłego zmęczenia, zaburzenia węchu, problemy z pamięcią, kaszel, zaburzenia żołądkowo-jelitowe, dyzautonomia (czyli zaburzenia działania autonomicznego układu nerwowego, co może powodować m.in. kołatania serca, zmiany ciśnienia krwi, problemy z termoregulacją, nadmierne pocenie się czy dysfunkcje seksualne), nietolerancja wysiłku fizycznego oraz zaburzenia psychiczne. Wiele z nich dotyczy zatem układu nerwowego, a co niepokojące – zespół post-COVID występuje u znacznego odsetka pacjentów.
Duże amerykańskie badanie, obejmujące prawie 240 tys. pacjentów po przebytej infekcji wirusem SARS-CoV-2 wykazało, że u 34% pacjentów w okresie 6 miesięcy od zachorowania na COVID-19 odnotowano diagnozę neurologiczną lub psychiatryczną, a u osób z ciężkim przebiegiem COVID, wymagającym hospitalizacji, wskaźnik ten wyniósł aż 46%. Wyniki tego badania zostały opublikowane w prestiżowym czasopiśmie Lancet Psychiatry (2021; 8(5): 416-427). W kontynuacji tego badania, również opublikowanym w Lancet Psychiatry (2022; 9(10): 815-827), które objęło już grupę prawie 1 mln 200 tys. pacjentów po przebytym COVID wykazano, że ryzyko deficytów poznawczych (mgła mózgowa), demencji, psychoz i padaczki było nadal wyższe po 2 latach w grupie post-COVID niż
w kontrolnej.

„To bardzo niepokojące dane, które wskazują, że wkrótce możliwy jest jeszcze większy niż wynikający jedynie z trendów demograficznych, wzrost liczby pacjentów wymagających pomocy lekarza-neurologa. W Polsce liczba neurologów jest niewystarczająca w stosunku do potrzeb, podobnie jak niewystarczające są nakłady i  nwestycje w neurologię. Jako PTN od kilku lat apelujemy o pilne zwiększenie nakładów na rozwój kadry neurologicznej, a także na diagnostykę i leczenie chorób układu nerwowego oraz przeprowadzenie niezbędnych zmian organizacyjnych. Dane z przytoczonych badań stanowią kolejny ważny argument za wdrożeniem zmian jak najszybciej, by uniknąć zapaści w opiece neurologicznej” – podkreśla prof. Alina Kułakowska.


Wirus SARS-CoV-2 a zaburzenia węchu
Zdecydowanie najczęstszym neurologicznym powikłaniem COVID-19 są zaburzenia węchu, które dotyczą aż 60% osób przechodzących infekcję. Zaburzenia te obejmują całkowitą utratę węchu (anosmię), zmniejszoną zdolność do wyczuwania zapachów (hiposmię) lub zaburzenie polegające na tym, że pacjent odczuwa różne zapachy zupełnie inaczej, niż pachną one w rzeczywistości (parosmię).
Co jest przyczyną tych zaburzeń? Jak się dziś wydaje, koronawirus SARS-CoV-2 atakuje tzw. komórki podporowe, które są częścią nabłonka węchowego i wspierają funkcjonowanie neuronów węchowych, ułatwiając im odbiór bodźców węchowych. Oznacza to, że koronawirus zazwyczaj nie uszkadza bezpośrednio neuronów, a niszczy komórki podporowe, które mają zdolność do regeneracji. Dlatego u większości pacjentów zaburzenia węchu są przejściowe i mijają maksymalnie po 6 tygodniach.
„Niestety u około 10% pacjentów zaburzenia węchu, będące konsekwencją COVID-19, są trwałe. U tych osób wirus mógł spowodować molekularne uszkodzenia wewnątrz komórek tworzących nabłonek węchowy, a przez to trwale zaburzyć działanie receptorów węchowych i zmysł węchu” – mówi prof. Alina Kułakowska.
Oprócz zaburzeń węchu, zakażenie wirusem SARS-CoV-2 może mieć inne długoterminowe i poważne konsekwencje zdrowotne, takie jak:

Wyzwania stojące przed polską neurologią
Prezes-elekt Polskiego Towarzystwa Neurologicznego dodaje, że pandemia COVID-19 była ogromnym wyzwaniem dla całego środowiska medycznego, ale polscy neurolodzy doskonale poradzili sobie z tą trudną sytuacją, zarówno wspierając pacjentów, jak i uczestnicząc w wielorakich badaniach naukowych i inicjatywach edukacyjnych. 

„Pandemia, jak i powszechne występowanie zespołu post- COVID, pokazują, jak dużą rolę we współczesnej medycynie odgrywa neurologia. Stoimy na stanowisku, że neurologia powinna być, obok kardiologii i onkologii, trzecią dziedziną strategiczną w polskim systemie ochrony zdrowia. Wciąż rośnie liczba pacjentów z chorobami układu nerwowego – przede wszystkim z powodu starzenia się naszego społeczeństwa. W listopadzie, czyli miesiącu, w którym wypada Ogólnopolski Dzień Seniora, warto przypomnieć, że według danych GUS, obecnie osoby mające ponad 60 lat stanowią 28% naszego społeczeństwa, a według prognoz w 2050 roku będzie to aż 40%. Oznacza to szybko zwiększające się wyzwania systemowe stojące przed polską neurologią oraz konieczność podjęcia pilnych i kompleksowych działań w kierunku poprawy sytuacji pacjentów ze schorzeniami układu nerwowego” – zaznacza ekspertka.

Źródło informacji: ExpertPR

Nowoczesne leki i systemy monitorowania glikemii zrewolucjonizowały leczenie cukrzycy na świecie. W Polsce ta rewolucja miała charakter transformacji trwającej od 2018 r. Dostęp do nowoczesnych technologii leczenia i monitorowania cukrzycy był rozszerzany wraz z kolejnymi decyzjami refundacyjnymi. Cukrzyca od lat stanowi narastający problem medyczny, społeczny i ekonomiczny. W Polsce mamy ponad 3 miliony osób z cukrzycą, a prognozy potwierdzają ciągłe zwiększanie tej liczby.
Obecnie, polscy pacjenci mogą być leczeni zgodnie z większością polskich i europejskich wytycznych, co ma szansę przełożyć się przede wszystkim na mniejsze ryzyko powikłań, a w efekcie dłuższe życie.
Jak zapewnić pacjentowi z cukrzycą najlepszą opiekę w perspektywie najbliższych lat?
Istnieją powody, aby o cukrzycy i możliwościach jej leczenia i kontrolowania mówić w tonie bardziej optymistycznym niż miało to miejsce do niedawna. Pozytywne zmiany objęły nie tylko rozszerzenie refundacji i tym samym możliwość objęcia kolejnych grup pacjentów nowoczesnym leczeniem i dostępem do systemów ciągłego monitorowania glikemii. Podjęte zostały także działania mające na celu poprawę w zakresie profilaktyki i wczesnego wykrywania cukrzycy. Zdaniem ekspertów efekty tych zmian będą widoczne dopiero w kolejnych latach, ale warto już teraz podsumować, co udało się do tej pory osiągnąć, ale i to, na co środowisko medyczne i pacjenci wciąż czekają.
Profilaktyka i diagnostyka

Eksperci zgodnie przyznają, że o ile mamy możliwości coraz lepszego leczenia, to w kwestii zapobiegania cukrzycy mamy jeszcze sporo do zrobienia. Wiele nadziei jest łączonych z wdrożeniem opieki koordynowanej w POZ, którą do tej pory zostało objętych 8,5 miliona dorosłych Polaków, w tym osoby z cukrzycą. W ścieżce diabetologicznej opieki koordynowanej lekarz POZ może zlecić nie tylko badanie stężenia glukozy we krwi, ale także pomiar hemoglobiny glikowanej, jak również kontrolę stężenia albumin w moczu i wskaźnika albumina/kreatynina (UACR), które ocenia funkcję nerek. A związek cukrzycy ze stanem nerek to wciąż zbyt mało uświadamiane ryzyko tej choroby. Lekarz POZ może także skierować pacjenta na dopplerowskie badanie naczyń kończyn dolnych, które pozwala określić ryzyko wystąpienia „stopy cukrzycowej”. W pakiecie osoba z cukrzycą otrzymuje także co roku 6 porad edukacyjnych oraz 3 porady dietetyczne. Lekarz POZ może osobiście skonsultować przypadek pacjenta z diabetologiem albo skierować pacjenta na wizytę do specjalistycznej poradni (AOS).

„Opieka koordynowana nad chorym z cukrzycą prowadzona przez lekarza POZ to bardzo wyczekiwana przez nas reforma systemu opieki diabetologicznej. W Holandii tak leczonych jest 95% pacjentów z cukrzycą i to leczonych z powodzeniem. Już sama możliwość skorzystania przez pacjenta z corocznej porady polegającej na pełnym przeglądzie zdrowia ma niebagatelne znaczenie dla prewencji cukrzycy. Dzięki temu podwyższone stężenie glukozy może zostać zdiagnozowane na wczesnym etapie. Oczywiście, brak wystarczającej liczby diabetologów zainteresowanych współpracą z POZ czy też dietetyków, chętnych do udzielania porad dietetycznych w ramach pakietu diabetologicznego, to problemy, które muszą być rozwiązane jak najszybciej. Niewykluczone, że poprzez urealnienie wycen tych świadczeń” – mówi prof. dr hab. n. med. Leszek Czupryniak, kierownik Kliniki Diabetologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Niepokojem powinien napawać także fakt, że cukrzyca typu 2 diagnozowana jest wśród coraz młodszych pacjentów. Ma to związek z niezdrowym stylem życia (zła dieta i brak aktywności fizycznej), którego efektem jest otyłość. Na chorobę otyłościową cierpi aktualnie ponad połowa Polaków. Cały czas brakuje skoordynowanych działań, których celem byłoby przeciwdziałanie otyłości i które obejmowałyby swoim zasięgiem cały kraj. Badania ekspertów z uniwersytetu w Cambridge i w Glasgow dowiodły, że w im młodszym wieku pacjenci mieli zdiagnozowaną cukrzycę typu 2, tym bardziej skracała się ich przewidywana długość życia 1 . Za ten stan rzeczy odpowiadały najczęściej powikłania, tj. choroby układu sercowo-naczyniowego, w tym zawał serca i udar mózgu.
Leczenie i monitorowanie cukrzycy

W ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy poszerzone zostały wskazania refundacyjne dla nowoczesnych leków z grupy flozyn i agonistów receptora GLP1. Refundowane są także inhibitory DPP-4. Okolicznością sprzyjającą rozszerzeniu refundacji było wygaśnięcie patentów i fakt, że od końca 2022 r. pojawiły się generyczne odpowiedniki tych leków. Dostępne stały się także preparaty złożone (np. inhibitor DPP4 i metformina), co ułatwia pacjentowi stosowanie się do zaleceń lekarskich, jeśli jego decyzją jest np. rozpoczęcie leczenia terapią skojarzoną.

Z szerokiego dostępu do nowoczesnych leków cieszą się zarówno pacjenci, jak i prowadzący ich lekarze. Leki te przede wszystkim modyfikują przebieg cukrzycy, a w efekcie wydłużają życie pacjentów.

„W momencie postawienia diagnozy dzięki rozszerzeniu refundacji możemy dobrać terapię zgodnie z wytycznymi medycznymi, w zależności od obecności choroby sercowo naczyniowej lub jej ryzyka, niewydolności serca czy przewlekłej choroby nerek. Mamy możliwość uproszczenia schematu leczenia u pacjentów, którzy biorą insulinę: możemy zmniejszać jej dawkowanie lub nawet podjąć decyzję o zaprzestaniu insulinoterapii. U chorych, którzy nie doszli jeszcze do etapu insuliny, możemy czas do tego momentu wydłużyć. Dla chorych to nie tylko większe bezpieczeństwo i komfort, ale i szansa na dłuższe życie” – mówi prof. dr hab. n. med. Dorota Zozulińska-Ziółkiewicz, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Wewnętrznych i Diabetologii Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Zdecydowanie przełomową decyzją w zakresie kontrolowania cukrzycy jest poszerzenie refundacji systemów ciągłego monitorowania glikemii (CGM). Objęcie nią wszystkich dorosłych pacjentów z cukrzycą typu 1, a także, co ważne, części pacjentów z cukrzycą typu 2 spełniających kryterium refundacji (przynajmniej 3 wstrzyknięcia insuliny na dobę), ma szczególne znaczenie dla prawidłowego leczenia pacjentów, zwłaszcza jeśli są oni narażeni na hipoglikemię. Od stycznia 2024 r. dostęp do systemów ciągłego monitorowania glikemii uzyskają także wszystkie kobiety w ciąży z cukrzycą, nie tylko te wymagające podawania insuliny.

„Oczywiście są jeszcze sprawy, na rozwiązanie których pacjenci czekają. Mimo rozszerzonego dostępu do nowoczesnych leków, są wciąż grupy pacjentów, które nie spełniają kryteriów refundacji i nie mają możliwości korzystania z nowoczesnych terapii. Bardzo mocno podnoszonym przez środowisko problemem jest też brak możliwości leczenia pacjentów z cukrzycą typu 2 długodziałającymi analogami insuliny w pierwszej linii leczenia, czyli zgodnie z zaleceniami m.in. Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego. Dorośli pacjenci z cukrzycą typu 1 czekają na refundację pomp insulinowych, czyli sprzętu, na którym wychowali się jako dzieci i dorastająca młodzież. Obecnie refundacja pomp insulinowych obejmuje tylko osoby do 26 r.ż. Sporej uwagi wymaga także poprawa leczenia zespołu stopy cukrzycowej” – komentuje aktualny stan opieki diabetologicznej Anna Śliwińska, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.

Powikłania cukrzycy
W leczeniu cukrzycy najważniejsze jest zapobieganie jej następstwom, czyli powikłaniom, które są często przyczyną śmierci chorych z cukrzycą. Dotyczy to w szczególności incydentów sercowo- naczyniowych, takich jak zawał mięśnia sercowego, która są przyczyną zgonów u połowy pacjentów z cukrzycą. Jakość leczenia cukrzycy w Polsce poprawiła się, a nowoczesne leki i systemy monitorowania glikemii mają potencjał, aby w niedalekiej przyszłości ograniczyć występowanie powikłań. Niemniej obecnie w Polsce są ponad 4 miliony osób z przewlekłą chorobą nerek (PChN), u połowy z nich jej podłożem jest cukrzyca.
„Zachodzi tu reakcja łańcuchowa: cukrzyca prowadzi do uszkodzenia nerek, a uszkodzone nerki zwiększają ryzyko powikłań sercowo-naczyniowych, co prowadzi w następstwie do uszkodzenia kolejnych narządów. O ile świadomość powikłań sercowo-naczyniowych jest u pacjentów wysoka, to o ryzyku przewlekłej choroby nerek wie zaledwie 5% z nich. Dlatego tak ważne jest upowszechnienie tej wiedzy, a przede wszystkim częstsze wykonywanie prostego laboratoryjnego badania diagnostycznego szacowania filtracji kłębkowej (eGFR), informującego o tym, jak funkcjonują nerki.” – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Maciej Malecki, kierownik Katedry i Kliniki Chorób Metabolicznych Uniwersytetu Jagiellońskiego Collegium Medicum.
Dużym problemem diabetologii w Polsce pozostaje stopa cukrzycowa. Co roku bijemy niechlubne rekordy w liczbie amputacji kończyn (ok. 4,5 tysięcy rocznie). Na tę sytuację wpływ ma kilka czynników. Po stronie pacjenta to często brak wiedzy, jak o stopy dbać. Występująca w cukrzycy neuropatia układu obwodowego powoduje, że pacjenci mają zaburzone czucie w obrębie stóp. Łatwo wtedy zignorować niewielkie urazy, w które wdaje się zakażenie, a w następnym etapie dochodzi do owrzodzenia. W Polsce jest za mało placówek, w których można by fachowo leczyć owrzodzenia w przebiegu zespołu stopy cukrzycowej. Ale i tu jest światełko w tunelu. W sierpniu 2023 r. weszło w życie zarządzenie prezesa NFZ w sprawie programu pilotażowego opieki nad pacjentem z zespołem stopy cukrzycowej. Wielka szkoda, że dotyczy tylko jednaj placówki a na jego ewentualne poszerzenie będzie trzeba czekać co najmniej 2 lata.
„Zalecenia towarzystw diabetologicznych, także Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, wskazują cztery główne cele leczenia cukrzycy: optymalna kontrola glikemii, normalizacja masy ciała, monitorowanie czynników ryzyka oraz stosowanie nowoczesnych leków pozwalających na uniknięcie późnych powikłań. Dostęp do nowoczesnych terapii modyfikujących przebieg choroby oraz systemów monitorowania glikemii przybliżył nas do możliwości realizacji tych wskazań w codziennej praktyce. Duże nadzieje łączymy także z rozwojem opieki koordynowanej oraz z edukacją, która zawsze była podstawą skutecznego kontrolowania choroby. Właśnie szerzenie wiedzy i świadomości powszechnego ryzyka cukrzycy we współczesnym świecie było głównym celem Międzynarodowej Federacji Diabetologicznej, kiedy podejmowała inicjatywę organizowania corocznie Światowego Dnia Cukrzycy” – podsumowała spotkanie prof. dr hab. n. med. Irina Kowalska – Prezes Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Chorób Metabolicznych Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.
Inicjatorem obchodów Światowego Dnia Cukrzycy jest Polskie Towarzystwo Diabetologiczne

Patronat honorowy nad wydarzeniem objął Minister Zdrowia

Źródło: BE COMMUNICATIONS

Powikłania rozmaitych chorób cywilizacyjnych dotykają zwłaszcza osoby starsze, po 65. roku życia. Za pomocą nowoczesnych leków i szczepień można jednak skutecznie z nimi walczyć. Takie wnioski płyną z debaty „Zatrzymać efekt domina. Jak nie dopuścić do powikłań chorób cywilizacyjnych”, zorganizowanej przez „Puls medycyny” w Centrum Prasowym PAP.

 

Osoby starsze, po 65. roku życia są szczególnie dotknięte ryzykiem wystąpienia poważnej choroby. Często jedno schorzenie sprawia, że pojawiają się kolejne. Mamy wtedy do czynienia ze zjawiskiem tzw. wielochorobowości. Jest to duży i nadal rosnący problem polskiej populacji.

A na dodatek prognozy wskazują, że będzie to dynamicznie narastało w związku ze starzeniem się społeczeństwa. Powinniśmy przygotować cały system opieki zdrowotnej i społecznej na walkę z wielochorobowością – powiedział, otwierając debatę, prof. Piotr Jankowski, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Gerontokardiologii w Szpitalu Klinicznym im prof. Orłowskiego w Warszawie.
Według profesora Jankowskiego system opieki zdrowotnej powinien być zoptymalizowany w zakresie leczenia wielochorobowości. Zwłaszcza że opieka nad chorymi może stanowić spore obciążenie dla ich rodzin, a nie wszyscy są przygotowani na taki wysiłek.

Jak wynika z danych OECD za 2022 r., wśród krajów rozwiniętych Polska jest na niechlubnym drugim miejscu pod względem odsetka pacjentów powyżej 65. roku życia, u których występują co najmniej dwie choroby przewlekłe. Schorzenia sercowo-naczyniowe są wśród nich na czołowym miejscu. Wiele z tych chorób powoduje powikłania, np. związane z nerkami czy niewydolnością serca.
Profil pacjenta z niewydolnością serca z zachowaną frakcją wyrzutową lewej komory bardzo pasuje do wielochorobowości. Bo jest to pacjent starszy, jego choroby współistniejące są zróżnicowane. Najczęściej są to: nadciśnienie tętnicze, zaburzenia lipidowe, przewlekła choroba nerek, otyłość, cukrzyca czy POCHP – mówiła prof. Małgorzata Lelonek, przewodnicząca Asocjacji Niewydolności Serca Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Jak podkreśliła, diagnostyka nie jest łatwa, bo objawy się na siebie nakładają. „Dlatego chory nie jest identyfikowany na czas jako chory z niewydolnością serca. I nie jest leczony – wskazała ekspertka.
W ostatnim czasie pojawiły się jednak leki, które pomagają w terapii niewydolności serca. „Mamy fantastyczną nową grupę leków, które działają wielokierunkowo. Myślę tu o flozynach. Zrewolucjonizowały nie tylko kardiologię, ale i leczenie chorych na nerki czy pacjentów diabetologicznych. Badania kliniczne potwierdzają ich efektywność. Redukują ryzyko hospitalizacji oraz zgonu z powodu sercowo-naczyniowego” – podkreśliła prof. Lelonek.

Z flozyn korzystają również nefrolodzy. „Dostaliśmy narzędzie, które nie tylko powstrzymuje postęp przewlekłej choroby nerek, ale i sprawia, że pacjenci żyją dłużej. Te leki to prawdziwy eliksir życia” – powiedział prof. Tomasz Hryszko, kierownik II Kliniki Nefrologii z Odziałem leczenia Nadciśnienia Tętniczego i Pododdziałem Dializoterapii Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku.

W przypadku chorób nerek, jak i serca, flozyny są refundowane, dzięki temu duża grupa pacjentów może z nich skorzystać.
Czekamy jednak na wprowadzenie skoordynowanej opieki nefrologicznej lub zyskania przez lekarzy rodzinnych możliwości oznaczania albuminy. Ten parametr pozwala nam podjąć decyzje o podjęciu terapii nowymi lekami w ramach refundacji – tłumaczył prof. Hryszko.
Z kolei środowiska pacjenckie apelują, by flozyny trafiły na listę leków bezpłatnie wydawanych seniorom 75+, bo są to ludzie zagrożeni wielochorobowością, a dysponujący zazwyczaj ograniczonymi zasobami finansowymi.
Chcielibyśmy zwrócić uwagę, że osoby 75+ powinny mieć do nich lepszy dostęp. Starszym pacjentom trudno jest dostać się na dializę i mają różne choroby. Są biedni, ale chcą żyć. Przychodzą do nas i pytają, czy możemy pomóc im w zakupie tych leków. 50 zł na miesiąc to dla niektórych bardzo dużo pieniędzy – mówiła Dorota Ligęza, wiceprezeska Ogólnopolskiego Stowarzyszenia „Moje Nerki”.
Dużo zmienić w profilaktyce powikłań chorób cywilizacyjnych mogą również szczepienia, szczególnie jeśli chodzi o osoby starsze z wielochorobowością.
Pandemia SARS-CoV-2 uświadomiła wszystkim, że zakażenia są niebezpieczne, mimo że mamy antybiotyki czy leki przeciwwirusowe. Szczególnie dla grup ryzyka, bo u nich te zakażenia mogą przebiegać ciężej – przekonywał prof. Adam Antczak, kierownik Kliniki Pulmonologii Ogólnej i Onkologicznej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.
Wśród czynników zwiększających prawdopodobieństwo cięższego przebiegu zakażenia należy wymienić cukrzycę i otyłość, niewydolność serca czy POCHP. Część z wymienionych schorzeń można leczyć flozynami, ale szczepienia są równie ważne.

Jak wyjaśnia prof. Antczak, panel szczepień ochronnych u osób dorosłych obejmuje już 15 szczepień. Szczepionki np. przeciw grypie czy covid chronią przed ciężkimi zakażeniami.
Jeśli zastosujemy je u pacjentów z niewydolnością serca, będzie zdecydowanie mniej hospitalizacji, mniej zaostrzeń choroby. Co więcej, widzimy korzyści skumulowane. Jeśli ktoś regularnie szczepi się przeciw grypie, z roku na rok korzyść w postaci mniejszego ryzyka zaostrzenia, hospitalizacji czy zgonu się zwiększa. Warto to robić regularnie – podkreślił prof. Antczak.
Nowością w dziedzinie szczepień jest dopuszczony w tym roku preparat przeciw półpaścowi. Osoby z cukrzycą czy chorobami nerek są bardziej niż inne narażone na pojawienie się tego schorzenia. U małych dzieci wirus półpaśca wywołuje ospę wietrzną, natomiast u dorosłych może się uaktywnić ponownie, powodując liczne problemy neurologiczne w postaci zapalenia nerwów.
Kiedy po 50. roku życia nasz układ immunologiczny się starzeje, choroba się ujawnia. Oczywiście, wszystko zależy od tego, w jakiej lokalizacji. Jeżeli znajduje się ona w obszarze tułowia, dużego problemu nie ma” – tłumaczyła prof. Irena Walecka, kierownik Kliniki Dermatologii w Centralnym Szpitalu Klinicznym w Warszawie. Problemem jest ból półpaścowy, który jest odczuwany wiele tygodni po chorobie i najczęściej dotyczy osób powyżej 65. roku życia. „Nie mówiąc już o tym, że w przebiegu półpaśca można mieć zapalenie opon mózgowych, mózgu, rogówki czy nerwów czaszkowych. Lepiej jest więc się zaszczepić i tego uniknąć – powiedziała prof. Walecka.
Warto się szczepić, bo wirus powodujący ospę wietrzną i półpaśca jest w naszej populacji bardzo rozpowszechniony.
Problem dotyczy ponad 90 proc. społeczeństwa. Każda osoba, która miała okazję zachorować na ospę wietrzną, ma go w sobie i w sprzyjających okolicznościach może on ulec reaktywacji, dając półpaśca – powiedział dr hab. Tomasz Dzieciątkowski, wirusolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.
Według dr hab. Dzieciątkowskiego przebieg choroby jest zazwyczaj łagodny, ale są wyjątki.
Zdarzyło mi się widzieć półpaśca nerwu trójdzielnego gałązki ocznej, co prowadziło do ślepoty, półpaśca uogólnionego u pacjentów leczonych terapią immunosupresyjną. Dlatego należałoby rozpocząć kampanię szczepień pacjentów pediatrycznych. Jeżeli dziecko zostanie zaszczepione przeciwko ospie wietrznej, nie zachoruje, nie będzie miało wirusa w sobie, nie będzie miało półpaśca – argumentował dr hab. Dzieciątkowski.
Na koniec dyskusji wszyscy prelegenci zgodzili się, że w kwestii zapobiegania powikłaniom chorób cywilizacyjnych najważniejsza jest edukacja społeczeństwa.

źródło: PAP MediaRoom
W ciągu trzech ostatnich lat odsetek Polaków deklarujących palenie papierosów zaczął niepokojąco rosnąć i wynosi obecnie prawie 29% (dane PAN z 2023 r.), według danych Eurobarometru – 26%. Wśród nich są pacjenci – osoby które już zachorowały, a kontynuacja palenia może nie tylko dalej szkodzić ich zdrowiu, ale także zaprzepaścić efekty leczenia i zwiększyć liczbę powikłań. Wiele z nich podejmuje próby rzucenia palenia, jednak bez efektu, brakuje bowiem systemowego wsparcia w walce z uzależnieniem od tytoniu.
Aż 58% ankietowanych pacjentów onkologicznych wskazało, że w procesie diagnostyki i leczenia personel medyczny nie rozmawiał z nimi na temat negatywnego wpływu palenia na zdrowie, lepiej sytuacja wygląda w kardiologii, gdzie odsetek wynosił 59%. Niepokojący jest fakt, że prawie żaden z respondentów nie otrzymał od lekarza informacji, gdzie uzyskać wsparcie w rzucaniu palenia np. o infolinii lub poradni pomocy palącym.

Palenie tytoniu jest jedną z głównych przyczyn wielu chorób cywilizacyjnych. U palaczy znacząco wrasta ryzyko zawału mięśnia sercowego, udaru oraz wystąpienia chorób onkologicznych, w tym przede wszystkim raka płuca, ale również raka pęcherza moczowego, krtani, nerki, żołądka oraz trzustki. Szczególnie wrażliwą grupą na konsekwencje palenia tytoniu są osoby, które już mają zdiagnozowane choroby onkologiczne lub kardiologiczne. Efektywność leczenia onkologicznego zmniejsza się bowiem o ok. 15%, jeśli pacjent kontynuuje palenie. Powoduje ono także więcej skutków ubocznych i działań niepożądanych, trudności w gojeniu ran, czy zwiększenie odczynu popromiennego.

Tymczasem jak pokazują wyniki badania przeprowadzonego przez Fundację TO SIĘ LECZY oraz Fundację Wygrajmy Zdrowie[1] na przełomie kwietnia i maja b.r. – ponad 93% pacjentów onkologicznych i kardiologicznych biorących udział w badaniu paliło wcześniej papierosy tradycyjne, a u 91% ankietowanych miało ono charakter nałogowy. Niestety wielu z nich nadal kontynuuje palenie – kilkanaście lub więcej papierosów wypala po diagnozie 46% pacjentów onkologicznych i 61% pacjentów kardiologicznych.

Pacjenci pomimo tego, że szukają informacji na temat rzucania palenia, to mogą mieć problem, aby uzyskać pomoc. W Polsce działają aktualnie tylko 3 poradnie pomocy palącym! To powinno się zmienić – mówiła Aleksandra Wilk, dyrektor sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZYZawsze zachęcam pacjentów, aby postawili na swoje zdrowie i zwiększyli szanse na wyleczenie. Uświadamiam, ze kontynuując palenie mogą zaprzepaścić efekty leczenia onkologicznego. Wspieram ich w procesie rzucenia palenia.

W latach 60. w Polce paliło ponad 50% społeczeństwa i choć obecnie jest to ok. 26%, to obserwujemy ponowny trend wzrostowy od wybuchu pandemii koronawirusa. Polski rząd podobnie jak szwedzki zakładał osiągnięcie wskaźnika 5% osób palących do 2030 roku, w obecnych warunkach jest to jednak nierealne. – Problem palenia tytoniu jest jednym z priorytetów rządu i został zaadresowany jako główne wyzwanie zdrowotne w planie transformacji. Ostatnio padły zapowiedzi, że plan walki z paleniem tytoniu ma być zrewidowany i zaktualizowany. – powiedział dr Jerzy Gryglewicz, Instytut Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

65% pacjentów onkologicznych i 58% pacjentów kardiologicznych podjęło 3-5 i więcej prób rzucenia palenia. Pacjenci najczęściej poszukują informacji o sposobach na rzucanie palenia samodzielnie, w internecie lub wśród znajomych, rzadko u specjalistów.

– Rola lekarza w przypadku kontaktu z pacjentem, który ma wykrytą chorobę nowotworową, zwłaszcza tytoniozależną jest niezwykle ważna. Powinniśmy dołożyć wszelkich starań, aby takiego pacjenta zachęcić do rezygnacji z nałogu – podkreśla dr hab. Roman Sosnowski, profesor Narodowego Instytut Onkologii – PIB w Warszawie.Powinniśmy zawsze dążyć do rzucenia palenia, ale jeśli nie jest to z różnych względów możliwe, warto korzystać z innych opcji. Wiemy, że ilość substancji toksycznych w alternatywnych wyrobach medycznych jest znacznie mniejsza.

Odsetek pacjentów, którym udaje się samodzielnie zaprzestać palenia to ok 2% – 3% z tych, którzy w ogóle chcą rzucić – to bardzo silne uzależnienie trudne do eliminacji. – zaznaczył dr Janusz Krupa, Przychodnia „Orlik”, Ośrodek szkolenia lekarzy rodzinnych CMKP – Lekarze rodzinni są pierwszą linią walki z uzależnieniem, bo pracują z pacjentem od urodzenia do końca – powinni rozmawiać i zachęcać do rzucenia palenia podczas każdej wizyty. – dodaje – W walce z rzucaniem palenia może pomóc też podejście redukcji szkód, które pozwala zminimalizować negatywne konsekwencje dla zdrowia pacjenta, który nie jest w stanie rzucić całkowicie palenia. Na takie podejście postawiła np. Szwecja, która jest pierwszym krajem bez tytoniu – pali tam mniej niż 5% społeczeństwa.
 
– Zgadam się, że podstawą zawsze jest edukacja i profilaktyka. Jestem zdania, że pacjent powinien mieć wybór, każda forma, która pomoże pacjentom w redukcji nałogu palenia tytoniu powinna być stosowana – zaznaczył Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie.

Większość respondentów wskazała, że potrzebne jest wsparcie w zakresie: informacji na temat skutecznych metod leczenia uzależnienia od palenia tytoniu oraz miejsc, gdzie można uzyskać poradę specjalistyczną oraz informacje od lekarza prowadzącego o szkodliwości tytoniu i wpływie na efekty leczenia i powikłania.

Czy Polska pójdzie ścieżką krajów, które z sukcesem ograniczyły odsetek osób palących tytoń, takich jak Anglia, Szwecja czy Nowa Zelandia? Pacjenci z pewnością nie mogą czekać i potrzebują kompleksowej pomocy, dostępu do różnych metod leczenia i ograniczenia skutków palenia. – Rekomendowałbym wdrożenie programu walki z paleniem tytoniu, w którym przetestowane zostaną rozwiązania redukcji szkód, w formule pilotażu bazując na najlepszych doświadczeniach, co pozwoliłoby przeanalizować efekty zdrowotne i ekonomiczne takie rozwiązania – dodał dr Gryglewicz.

[1] Raport Problem palenia tytoniu wśród pacjentów onkologicznych i kardiologicznych – jak im pomóc

Pełna relacja wideo z debaty
Silny, nie dający się uśmierzyć ból, sącząca się wydzielina, brudząca ubranie i podrażniająca skórę na pośladkach oraz zaburzenia funkcji zwieraczy. To bardzo uciążliwe i jednocześnie krępujące objawy, towarzyszące przetokom okołoodbytniczym, które są jednym z powikłań choroby Leśniowskiego-Crohna, a niekiedy pierwszą jej manifestacją. O przetokach mówi się niewiele, bo jest to temat wstydliwy, stąd społeczna świadomość istnienia takiego schorzenia jest niewielka. Tymczasem przetoki dotyczą zazwyczaj osób młodych – często, dopiero wkraczających w dorosłość, dwudziestokilkulatków.
Warto wiedzieć, że współczesna medycyna oferuje skuteczną pomoc dla tych pacjentów – to połączenie zabiegu chirurgicznego z podaniem w jego trakcie komórek macierzystych.
 
Choroba Leśniowskiego-Crohna należy do nieswoistych chorób zapalnych jelit (NChZJ, NZJ). To grupa chorób, w których dochodzi do zmian i owrzodzeń ścian przewodu pokarmowego, a jednym z najczęstszych objawów są nawracające, przewlekłe biegunki. NZJ mogą występować u osób w każdym wieku, jednak najczęściej początek choroby ma miejsce w drugiej lub trzeciej dekadzie życia. W Polsce liczba chorych na nieswoiste zapalenia jelit jest szacowana na 100 tys. osób, w tym 25 tys. pacjentów cierpi na chorobę Leśniowskiego-Crohna [1].

To choroba, która zazwyczaj zaczyna się podstępnie, od łagodnych, przemijających objawów, kilka miesięcy, a nawet lat poprzedzających rozpoznanie. Najczęstszymi dolegliwościami w początkowym okresie są biegunki, bóle brzucha, stany podgorączkowe, chudnięcie i osłabienie. Wraz z czasem trwania choroby następuje stopniowe pogarszanie stanu zdrowia pacjenta, postępujące wychudzenie, niedokrwistość oraz inne niedobory i powikłania. Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Choroby Leśniowskiego-Crohna, średni czas od wystąpienia pierwszych objawów do postawienia rozpoznania, wynosi w Polsce 3,5 roku [2]. Tak długi czas do diagnozy oznacza wielomiesięczne rozwijanie się choroby Leśniowskiego-Crohna bez właściwego leczenia, a skutkiem tego często są nieodwracalne zmiany chorobowe. Badania pokazują również, że im dłuższy staż choroby Leśniowskiego-Crohna, tym większe ryzyko wystąpienia przetoki. Statystycznie, powikłanie to występuje u 12% pacjentów chorujących na chorobę Leśniowskiego-Crohna od roku i u 26% pacjentów chorujących 20 i więcej lat [3]. Zdarza się też, że zmiany okołoodbytnicze wyprzedzają diagnozę choroby Leśniowskiego-Crohna.

Czym są przetoki?
Przetoki okołoodbytnicze to dodatkowe kanały łączące odbyt ze skórą w jego pobliżu, powstałe najczęściej w wyniku przebytego ropnia. Zakończeniem przetoki jest niewielki otwór, z którego może sączyć się ropna wydzielina, z domieszką krwi i kału, brudząca bieliznę i podrażniająca skórę. Przetoce okołoodbytniczej często towarzyszy ból o dużym nasileniu, niekiedy także gorączka. Chodziłam dwa miesiące z bolącym pośladkiem, sądząc, że mam hemoroidy. Któregoś dnia z otworu na pośladku wypłynęła ropa – mówi dziś 36-letnia Joanna, u której chorobę Leśniowskiego-Crohna zdiagnozowano w wieku dwudziestu lat, a przetoka okołoodbytnicza pojawiła się dwa lata później.

W przypadku Piotra X zaczęło się od bardzo wodnistych, krwawych biegunek. Mężczyzna schudł, odczuwał brak apetytu, a gdy jadł, robiło mu się niedobrze. Trafił do przychodni przy szpitalu wojewódzkim. Lekarz stwierdził, że Piotr X ma hemoroidy, czyli guzki krwawnicze, które czasem pękają, przez co w stolcu może pojawić się krew. Pacjent funkcjonował z tą diagnozą, aż do momentu, kiedy ból się bardzo nasilił: Po pewnym czasie ból w okolicach odbytu był tak silny, że nie byłem w stanie założyć spodni, założyć skarpetek, siedzieć, leżeć, ani stać. Podczas kolejnej wizyty w przychodni, lekarz stwierdził, że to ropień i zalecił, aby go pilnie naciąć. Przez dwa miesiące żyłem z raną, z której sączyła się ropa. Dopiero, gdy trafiłem do szpitala powiatowego, lekarz orzekł, że jest to przetoka okołoodbytnicza.

Zaniepokoiłem się, bo w odstępie kilku dni, najpierw na pośladku, pojawił mi się ropień, a później przy oddawaniu moczu zacząłem puszczać bąki penisem, czułem ból brzucha, po którym musiałem się wysikać i razem z moczem wydalałem kał. Poszedłem na badania moczu, które potwierdziły obecność kału. Natychmiast dostałem skierowanie do szpitala, gdzie potwierdzono, że mam przetoki – opowiada z kolei Piotr Y.

Życie z przetoką
Przetoki okołoodbytnicze są problemem niezwykle krępującym dla pacjentów, diametralnie pogarszającym jakość ich życia i upośledzającym codzienną aktywność. Dla Dawida (lat 28) najbardziej uciążliwy w życiu z przetoką był silny ból. Nie pomagały nawet mocne leki przeciwbólowe. Bolało mnie cały czas; przy siedzeniu, chodzeniu, leżeniu. Lepiej się czułem tylko podczas „nasiadówek” w wannie w ciepłej wodzie. To było skuteczniejsze niż leki przeciwbólowe. Ale już pół godziny po wyjściu z wanny, kiedy się wychłodziłem, ból wracał – wspomina pacjent, u którego NZJ zdiagnozowano w wieku 13 lat.
Podobne doświadczenia ma Paweł: Nie byłem w stanie jeździć samochodem, bo nie mogłem siedzieć, uskuteczniałam różne kombinacje, podkładałem pod tyłek poduszki, żeby tylko móc prowadzić auto i pracować – mówi.
Ogromnym wyzwaniem jest również utrzymywanie przetoki w czystości. Wymaga to poświęcenia wiele czasu i cierpliwości i jest szczególnie trudne, gdy pacjent przebywa poza domem, np. w pracy, w szkole lub na uczelni. Dla mnie dobry stan jest wtedy, kiedy nie muszę kąpać się pięć razy dziennie – podkreśla Kamila.

Co oczywiste, pojawienie się przetoki i związanych z nią wstydliwych objawów wpływa na obniżenie samooceny i spadek nastroju. Życie z przetoką odcisnęło piętno na mojej psychice. Zawsze miałam z tyłu głowy, że coś tam z tej przetoki leci – mówi Joanna.

Nadzieja na skuteczne leczenie
Leczenie przetok okołoodbytniczych w chorobie Leśniowskiego-Crohna wymaga dobrej współpracy gastroenterologa z chirurgiem lub proktologiem, ponieważ na ogół jest połączeniem farmakoterapii choroby podstawowej (stosowania antybiotyków, sterydów, leków immunosupresyjnych i leków biologicznych) oraz zabiegów chirurgicznych. Leczenie przetok jest trudne, bo w zasadzie każda przetoka jest inna, stąd nie jest możliwe stworzenie generalnych standardów postępowania. Kluczowy jest indywidualny dobór metody leczenia przetoki dla każdego pacjenta. Niestety, uzyskiwane efekty terapeutyczne utrzymują się krótko, co prowadzi do nawrotu przetoki – mówił  prof. dr hab. n. med. Adam Dziki z Towarzystwa Chirurgów Polskich.

Najnowszym osiągnięciem medycyny w dziedzinie leczenia przetok okołoodbytniczych jest podanie, po odpowiednim przygotowaniu chirurgicznym przetoki, allogenicznych mezenchymalnych komórek macierzystych pozyskanych z tkanki tłuszczowej dorosłych dawców. Lek zawierający allogeniczne komórki macierzyste do stosowania u pacjentów z przetokami okołoodbytniczymi to zarejestrowany

w 2018 roku przez Komisję Europejską preparat należący do grupy produktów terapii zaawansowanej (ATMP, Advanced Therapy Medicinal Product). Zgodnie z wynikami badań klinicznych, ponad połowa pacjentów, u których zastosowano komórki macierzyste w leczeniu przetok okołoodbytniczych pozostaje w remisji. Po roku obserwacji dochodziło nawet do zwiększenia odsetka całkowitych remisji do ponad 50% [4]. Klinicyści określają możliwość leczenia przetok okołoodbytniczych za pomocą komórek macierzystych jako przełom w leczeniu chorych z przetokową postacią choroby Leśniowskiego-Crohna. Osiągnięcie remisji pozwala pacjentom na powrót do „normalnego” życia społecznego, zawodowego i rodzinnego, i znacząco poprawia jego jakość. Dlatego zarówno osoby chore, jak i lekarze, liczą na to, że możliwość leczenia przetok okołoodbytniczych z wykorzystaniem allogenicznych komórek macierzystych zostanie wkrótce udostępniona dla polskich pacjentów
z chorobą Leśniowskiego-Crohna, kwalifikujących się do takiej terapii.

 
 
*Wypowiedzi pacjentów pochodzą z raportu „Przetoki okołoodbytnicze w chorobie Leśniowskiego-Crohna oczami pacjentów” 2021.
 
Bibliografia:
  1. Zagórowicz E., Walkiewicz D., Kucha P. i wsp. Nationwide data on epidemiology of inflammatory bowel disease in Poland between 2009 and 2020. Pol Arch Intern Med. 2022; 132 (5): 16194.
  2. Model opieki koordynowanej nad pacjentem z nieswoistymi Chorobami Zapalnymi Jelit, Raport opracowany przez Polskie Towarzystwo Gastroenterologii we współpracy z Fundacją Eksperci dla Zdrowia, dzięki inicjatywie Parlamentarnego Zespołu ds. Praw Pacjentów, Warszawa 2017 r., s. 10.
  3. Reguła J., Wallner G., Nowak S., Proga K., Marciniak A.S., Falkiewicz B. Stan obecny w rozpoznaniu i leczeniu złożonych przetok odbytniczych (CPF) w chorobie Leśniowskiego-Crohna (chLC) w Polsce – na podstawie badania pt. „Schematy postepowania terapeutycznego u pacjentów ze złożonymi przetokami w przebiegu choroby Leśniowskiego-Crohna”, Gastroenterologia Kliniczna. 2018: 10 (4):135-147, s. 137.
  4. Panés J., García-Olmo D., Van Assche G. i wsp. ADMIRE CD Study Group Collaborators. Long-term Efficacy and Safety of Stem Cell Therapy (Cx601) for Complex Perianal Fistulas in Patients with Crohn’s Disease. Gastroenterology 2018; 154(5): 1334–1342.e4.
źródło: komunikat prasowy
Silny, nie dający się uśmierzyć ból, sącząca się wydzielina, brudząca ubranie i podrażniająca skórę na pośladkach oraz zaburzenia funkcji zwieraczy. To bardzo uciążliwe i jednocześnie krępujące objawy, towarzyszące przetokom okołoodbytniczym, które są jednym z powikłań choroby Leśniowskiego-Crohna, a niekiedy pierwszą jej manifestacją. O przetokach mówi się niewiele, bo jest to temat wstydliwy, stąd społeczna świadomość istnienia takiego schorzenia jest niewielka. Tymczasem przetoki dotyczą zazwyczaj osób młodych – często, dopiero wkraczających w dorosłość, dwudziestokilkulatków.
Warto wiedzieć, że współczesna medycyna oferuje skuteczną pomoc dla tych pacjentów – to połączenie zabiegu chirurgicznego z podaniem w jego trakcie komórek macierzystych.
 
Choroba Leśniowskiego-Crohna należy do nieswoistych chorób zapalnych jelit (NChZJ, NZJ). To grupa chorób, w których dochodzi do zmian i owrzodzeń ścian przewodu pokarmowego, a jednym z najczęstszych objawów są nawracające, przewlekłe biegunki. NZJ mogą występować u osób w każdym wieku, jednak najczęściej początek choroby ma miejsce w drugiej lub trzeciej dekadzie życia. W Polsce liczba chorych na nieswoiste zapalenia jelit jest szacowana na 100 tys. osób, w tym 25 tys. pacjentów cierpi na chorobę Leśniowskiego-Crohna [1].

To choroba, która zazwyczaj zaczyna się podstępnie, od łagodnych, przemijających objawów, kilka miesięcy, a nawet lat poprzedzających rozpoznanie. Najczęstszymi dolegliwościami w początkowym okresie są biegunki, bóle brzucha, stany podgorączkowe, chudnięcie i osłabienie. Wraz z czasem trwania choroby następuje stopniowe pogarszanie stanu zdrowia pacjenta, postępujące wychudzenie, niedokrwistość oraz inne niedobory i powikłania. Jak wynika z danych Krajowego Rejestru Choroby Leśniowskiego-Crohna, średni czas od wystąpienia pierwszych objawów do postawienia rozpoznania, wynosi w Polsce 3,5 roku [2]. Tak długi czas do diagnozy oznacza wielomiesięczne rozwijanie się choroby Leśniowskiego-Crohna bez właściwego leczenia, a skutkiem tego często są nieodwracalne zmiany chorobowe. Badania pokazują również, że im dłuższy staż choroby Leśniowskiego-Crohna, tym większe ryzyko wystąpienia przetoki. Statystycznie, powikłanie to występuje u 12% pacjentów chorujących na chorobę Leśniowskiego-Crohna od roku i u 26% pacjentów chorujących 20 i więcej lat [3]. Zdarza się też, że zmiany okołoodbytnicze wyprzedzają diagnozę choroby Leśniowskiego-Crohna.

Czym są przetoki?
Przetoki okołoodbytnicze to dodatkowe kanały łączące odbyt ze skórą w jego pobliżu, powstałe najczęściej w wyniku przebytego ropnia. Zakończeniem przetoki jest niewielki otwór, z którego może sączyć się ropna wydzielina, z domieszką krwi i kału, brudząca bieliznę i podrażniająca skórę. Przetoce okołoodbytniczej często towarzyszy ból o dużym nasileniu, niekiedy także gorączka. Chodziłam dwa miesiące z bolącym pośladkiem, sądząc, że mam hemoroidy. Któregoś dnia z otworu na pośladku wypłynęła ropa – mówi dziś 36-letnia Joanna, u której chorobę Leśniowskiego-Crohna zdiagnozowano w wieku dwudziestu lat, a przetoka okołoodbytnicza pojawiła się dwa lata później.

W przypadku Piotra X zaczęło się od bardzo wodnistych, krwawych biegunek. Mężczyzna schudł, odczuwał brak apetytu, a gdy jadł, robiło mu się niedobrze. Trafił do przychodni przy szpitalu wojewódzkim. Lekarz stwierdził, że Piotr X ma hemoroidy, czyli guzki krwawnicze, które czasem pękają, przez co w stolcu może pojawić się krew. Pacjent funkcjonował z tą diagnozą, aż do momentu, kiedy ból się bardzo nasilił: Po pewnym czasie ból w okolicach odbytu był tak silny, że nie byłem w stanie założyć spodni, założyć skarpetek, siedzieć, leżeć, ani stać. Podczas kolejnej wizyty w przychodni, lekarz stwierdził, że to ropień i zalecił, aby go pilnie naciąć. Przez dwa miesiące żyłem z raną, z której sączyła się ropa. Dopiero, gdy trafiłem do szpitala powiatowego, lekarz orzekł, że jest to przetoka okołoodbytnicza.

Zaniepokoiłem się, bo w odstępie kilku dni, najpierw na pośladku, pojawił mi się ropień, a później przy oddawaniu moczu zacząłem puszczać bąki penisem, czułem ból brzucha, po którym musiałem się wysikać i razem z moczem wydalałem kał. Poszedłem na badania moczu, które potwierdziły obecność kału. Natychmiast dostałem skierowanie do szpitala, gdzie potwierdzono, że mam przetoki – opowiada z kolei Piotr Y.

Życie z przetoką
Przetoki okołoodbytnicze są problemem niezwykle krępującym dla pacjentów, diametralnie pogarszającym jakość ich życia i upośledzającym codzienną aktywność. Dla Dawida (lat 28) najbardziej uciążliwy w życiu z przetoką był silny ból. Nie pomagały nawet mocne leki przeciwbólowe. Bolało mnie cały czas; przy siedzeniu, chodzeniu, leżeniu. Lepiej się czułem tylko podczas „nasiadówek” w wannie w ciepłej wodzie. To było skuteczniejsze niż leki przeciwbólowe. Ale już pół godziny po wyjściu z wanny, kiedy się wychłodziłem, ból wracał – wspomina pacjent, u którego NZJ zdiagnozowano w wieku 13 lat.
Podobne doświadczenia ma Paweł: Nie byłem w stanie jeździć samochodem, bo nie mogłem siedzieć, uskuteczniałam różne kombinacje, podkładałem pod tyłek poduszki, żeby tylko móc prowadzić auto i pracować – mówi.
Ogromnym wyzwaniem jest również utrzymywanie przetoki w czystości. Wymaga to poświęcenia wiele czasu i cierpliwości i jest szczególnie trudne, gdy pacjent przebywa poza domem, np. w pracy, w szkole lub na uczelni. Dla mnie dobry stan jest wtedy, kiedy nie muszę kąpać się pięć razy dziennie – podkreśla Kamila.

Co oczywiste, pojawienie się przetoki i związanych z nią wstydliwych objawów wpływa na obniżenie samooceny i spadek nastroju. Życie z przetoką odcisnęło piętno na mojej psychice. Zawsze miałam z tyłu głowy, że coś tam z tej przetoki leci – mówi Joanna.

Nadzieja na skuteczne leczenie
Leczenie przetok okołoodbytniczych w chorobie Leśniowskiego-Crohna wymaga dobrej współpracy gastroenterologa z chirurgiem lub proktologiem, ponieważ na ogół jest połączeniem farmakoterapii choroby podstawowej (stosowania antybiotyków, sterydów, leków immunosupresyjnych i leków biologicznych) oraz zabiegów chirurgicznych. Leczenie przetok jest trudne, bo w zasadzie każda przetoka jest inna, stąd nie jest możliwe stworzenie generalnych standardów postępowania. Kluczowy jest indywidualny dobór metody leczenia przetoki dla każdego pacjenta. Niestety, uzyskiwane efekty terapeutyczne utrzymują się krótko, co prowadzi do nawrotu przetoki – mówił  prof. dr hab. n. med. Adam Dziki z Towarzystwa Chirurgów Polskich.

Najnowszym osiągnięciem medycyny w dziedzinie leczenia przetok okołoodbytniczych jest podanie, po odpowiednim przygotowaniu chirurgicznym przetoki, allogenicznych mezenchymalnych komórek macierzystych pozyskanych z tkanki tłuszczowej dorosłych dawców. Lek zawierający allogeniczne komórki macierzyste do stosowania u pacjentów z przetokami okołoodbytniczymi to zarejestrowany

w 2018 roku przez Komisję Europejską preparat należący do grupy produktów terapii zaawansowanej (ATMP, Advanced Therapy Medicinal Product). Zgodnie z wynikami badań klinicznych, ponad połowa pacjentów, u których zastosowano komórki macierzyste w leczeniu przetok okołoodbytniczych pozostaje w remisji. Po roku obserwacji dochodziło nawet do zwiększenia odsetka całkowitych remisji do ponad 50% [4]. Klinicyści określają możliwość leczenia przetok okołoodbytniczych za pomocą komórek macierzystych jako przełom w leczeniu chorych z przetokową postacią choroby Leśniowskiego-Crohna. Osiągnięcie remisji pozwala pacjentom na powrót do „normalnego” życia społecznego, zawodowego i rodzinnego, i znacząco poprawia jego jakość. Dlatego zarówno osoby chore, jak i lekarze, liczą na to, że możliwość leczenia przetok okołoodbytniczych z wykorzystaniem allogenicznych komórek macierzystych zostanie wkrótce udostępniona dla polskich pacjentów
z chorobą Leśniowskiego-Crohna, kwalifikujących się do takiej terapii.

 
 
*Wypowiedzi pacjentów pochodzą z raportu „Przetoki okołoodbytnicze w chorobie Leśniowskiego-Crohna oczami pacjentów” 2021.
 
Bibliografia:
  1. Zagórowicz E., Walkiewicz D., Kucha P. i wsp. Nationwide data on epidemiology of inflammatory bowel disease in Poland between 2009 and 2020. Pol Arch Intern Med. 2022; 132 (5): 16194.
  2. Model opieki koordynowanej nad pacjentem z nieswoistymi Chorobami Zapalnymi Jelit, Raport opracowany przez Polskie Towarzystwo Gastroenterologii we współpracy z Fundacją Eksperci dla Zdrowia, dzięki inicjatywie Parlamentarnego Zespołu ds. Praw Pacjentów, Warszawa 2017 r., s. 10.
  3. Reguła J., Wallner G., Nowak S., Proga K., Marciniak A.S., Falkiewicz B. Stan obecny w rozpoznaniu i leczeniu złożonych przetok odbytniczych (CPF) w chorobie Leśniowskiego-Crohna (chLC) w Polsce – na podstawie badania pt. „Schematy postepowania terapeutycznego u pacjentów ze złożonymi przetokami w przebiegu choroby Leśniowskiego-Crohna”, Gastroenterologia Kliniczna. 2018: 10 (4):135-147, s. 137.
  4. Panés J., García-Olmo D., Van Assche G. i wsp. ADMIRE CD Study Group Collaborators. Long-term Efficacy and Safety of Stem Cell Therapy (Cx601) for Complex Perianal Fistulas in Patients with Crohn’s Disease. Gastroenterology 2018; 154(5): 1334–1342.e4.
źródło: komunikat prasowy
Grypa to choroba zakaźna wywołana przez wirusy. Najczęściej na grypę chorujemy w okresie jesienno-zimowym. Rozwija się najczęściej nagle, towarzyszą jej objawy ze strony układu oddechowego oraz objawy ogólnoustrojowe, m.in. wysoka temperatura, ból głowy, zmęczenie, kaszel, bóle mięśni i stawów. Wirusy grypy są często przez nas bagatelizowane, a niestety jej niewyleczone następstwa mogą być bardzo groźne, o czym mówi dr hab. n. med. Adam Janas, kardiolog, Grupa American Heart of Poland.
Grypą możemy zarazić się bezpośrednio poprzez kontakt z osobą chorą, ponieważ wirusy rozprzestrzeniają się drogą kropelkową, do zarażenia może dojść również poprzez dotykanie przedmiotów, których używały osoby chore. Jeśli wirus ulokalizuje się w jamie nosowej, w gardle, w tchawicy czy w oskrzelach , zaczyna się szybko mnożyć, uszkadzając komórki. Niestety, wirusy grypy mogą także powodować zapalenie mięśnia sercowego.
 
– Co więcej ryzyko powikłań po grypie u pacjentów kardiologicznych jest o tyle poważniejsze, że może wpłynąć na zaostrzenie problemów sercowo-naczyniowych i obciążenie całego układu krążenia, który na co dzień nie pracuje już prawidłowo. Pacjenci z problemami kardiologicznymi intensywniej chorują na grypę, a czas rekonwalescencji może być wydłużony. Powikłania po grypie mogą dotknąć również osoby, które na co dzień nie mają problemu z sercem – wyjaśnił kardiolog Grupa American Heart of Poland.
 
Objawy zapalenie mięśnia sercowego są często bardzo nieswoiste
 
– Nasze podejrzenia powinny wzbudzić m.in. problemy z oddychaniem, zmęczenie, osłabienie, duszności, ból w okolicy zamostkowej, który może promieniować do pleców, szyi i barków, duszności, zaburzenia rytmu serca, utrata apetytu. Symptomy te mogą wzmagać się podczas poruszania się. Infekcja wirusem grypy może także prowokować wystąpienie różnych rodzajów arytmii – dodał doktor Janas.
 
Kiedy objawy grypy nie mijają mimo wdrożonego leczenia lub trwają dłużej niż 10-14 dni, lub jeśli dostrzeżemy permanentne zmęczenie, senność, stany podgorączkowe, przyśpieszenie akcji serca podczas minimalnego wysiłku, należy niezwłocznie skontaktować się z kardiologiem.
 
– Specjalista podczas konsultacji wykona badania, takie jak: EKG, RTG klatki piersiowej, echokardiografię, czy też na poziom markera zawałowego. Jeżeli objawy szybko się nasilają, a ból w klatce piersiowej jest silny, należy wezwać pogotowie ratunkowe. Natychmiastowa reakcja jest niezwykle ważna, ponieważ im wcześniej wykryta zostanie choroba i podjęte leczenie, tym lepsze rokowania i mniejsze ryzyko wystąpienia groźnych powikłań.
 
Uszkodzenie mięśnia sercowego upośledza czynności serca i wymaga stałego leczenia
 
– Stan zapalny w sercu może spowodować nieodwracalne uszkodzenia w jego budowie. Proces zapalny może prowadzić do zastąpienia miocytów przez tkankę łączną, czyli nastąpi zbliznowacenie. To z kolei będzie prowadziło do niewydolności serca – wyjaśnił kardiolog.
 
 Grypa wymaga odpoczynku, ponieważ osłabia cały organizm

– Chory powinien przebywać w izolacji przez około tygodnia od wystąpienia objawów. Najważniejszy jest odpoczynek w łóżku, picie dużej ilości płynów, przyjmowanie zaleconych przez lekarza leków. Ważne, aby leczenie rozpocząć w ciągu dwóch dni od wystąpienia pierwszych symptomów choroby – wyjaśnił doktor.
Na powikłania sercowe po grypie w szczególności powinny uważać dzieci do 5. roku życia, seniorzy po 65. roku życia, kobiety w ciąży, pacjenci kardiologiczni, osoby z obniżoną wydolnością układu odpornościowego, poddane immunosupresji czy zarażone wirusem HIV, chorujące na choroby przewlekłe takie jak: POCHP, astma, choroba wieńcowa, cukrzyca i inne choroby metaboliczne.
 
źródło: AHOP
Grypa to choroba zakaźna wywołana przez wirusy. Najczęściej na grypę chorujemy w okresie jesienno-zimowym. Rozwija się najczęściej nagle, towarzyszą jej objawy ze strony układu oddechowego oraz objawy ogólnoustrojowe, m.in. wysoka temperatura, ból głowy, zmęczenie, kaszel, bóle mięśni i stawów. Wirusy grypy są często przez nas bagatelizowane, a niestety jej niewyleczone następstwa mogą być bardzo groźne, o czym mówi dr hab. n. med. Adam Janas, kardiolog, Grupa American Heart of Poland.
Grypą możemy zarazić się bezpośrednio poprzez kontakt z osobą chorą, ponieważ wirusy rozprzestrzeniają się drogą kropelkową, do zarażenia może dojść również poprzez dotykanie przedmiotów, których używały osoby chore. Jeśli wirus ulokalizuje się w jamie nosowej, w gardle, w tchawicy czy w oskrzelach , zaczyna się szybko mnożyć, uszkadzając komórki. Niestety, wirusy grypy mogą także powodować zapalenie mięśnia sercowego.
 
– Co więcej ryzyko powikłań po grypie u pacjentów kardiologicznych jest o tyle poważniejsze, że może wpłynąć na zaostrzenie problemów sercowo-naczyniowych i obciążenie całego układu krążenia, który na co dzień nie pracuje już prawidłowo. Pacjenci z problemami kardiologicznymi intensywniej chorują na grypę, a czas rekonwalescencji może być wydłużony. Powikłania po grypie mogą dotknąć również osoby, które na co dzień nie mają problemu z sercem – wyjaśnił kardiolog Grupa American Heart of Poland.
 
Objawy zapalenie mięśnia sercowego są często bardzo nieswoiste
 
– Nasze podejrzenia powinny wzbudzić m.in. problemy z oddychaniem, zmęczenie, osłabienie, duszności, ból w okolicy zamostkowej, który może promieniować do pleców, szyi i barków, duszności, zaburzenia rytmu serca, utrata apetytu. Symptomy te mogą wzmagać się podczas poruszania się. Infekcja wirusem grypy może także prowokować wystąpienie różnych rodzajów arytmii – dodał doktor Janas.
 
Kiedy objawy grypy nie mijają mimo wdrożonego leczenia lub trwają dłużej niż 10-14 dni, lub jeśli dostrzeżemy permanentne zmęczenie, senność, stany podgorączkowe, przyśpieszenie akcji serca podczas minimalnego wysiłku, należy niezwłocznie skontaktować się z kardiologiem.
 
– Specjalista podczas konsultacji wykona badania, takie jak: EKG, RTG klatki piersiowej, echokardiografię, czy też na poziom markera zawałowego. Jeżeli objawy szybko się nasilają, a ból w klatce piersiowej jest silny, należy wezwać pogotowie ratunkowe. Natychmiastowa reakcja jest niezwykle ważna, ponieważ im wcześniej wykryta zostanie choroba i podjęte leczenie, tym lepsze rokowania i mniejsze ryzyko wystąpienia groźnych powikłań.
 
Uszkodzenie mięśnia sercowego upośledza czynności serca i wymaga stałego leczenia
 
– Stan zapalny w sercu może spowodować nieodwracalne uszkodzenia w jego budowie. Proces zapalny może prowadzić do zastąpienia miocytów przez tkankę łączną, czyli nastąpi zbliznowacenie. To z kolei będzie prowadziło do niewydolności serca – wyjaśnił kardiolog.
 
 Grypa wymaga odpoczynku, ponieważ osłabia cały organizm

– Chory powinien przebywać w izolacji przez około tygodnia od wystąpienia objawów. Najważniejszy jest odpoczynek w łóżku, picie dużej ilości płynów, przyjmowanie zaleconych przez lekarza leków. Ważne, aby leczenie rozpocząć w ciągu dwóch dni od wystąpienia pierwszych symptomów choroby – wyjaśnił doktor.
Na powikłania sercowe po grypie w szczególności powinny uważać dzieci do 5. roku życia, seniorzy po 65. roku życia, kobiety w ciąży, pacjenci kardiologiczni, osoby z obniżoną wydolnością układu odpornościowego, poddane immunosupresji czy zarażone wirusem HIV, chorujące na choroby przewlekłe takie jak: POCHP, astma, choroba wieńcowa, cukrzyca i inne choroby metaboliczne.
 
źródło: AHOP
Zaatakowane przez krętki borreliozy serce może zareagować bardzo różnie – chory może odczuwać duże zmęczenie, źle tolerować wysiłek, ale może także odczuwać ból w klatce piersiowej, nieregularne lub szybkie bicie serca czy duszności. Zdarza się też kłujący ból zamostkowy oraz obrzęki nóg i kostek. Przy kardiomiopatii rozstrzeniowej raczej zwiększenie liczby oddechów i zawroty głowy.
Dla porządku warto przypomnieć, że boreliozę wywołują kręti borelia, które bytują w układzie pokarmowym kleszcza. Do jej rozwoju dochodzi wtedy, gdy bakterie dostaną się do krwioobiegu – kleszcz zatem musi w skórę się wbić oraz pozbyć się bakterii ze swojego układu pokarmowego. Tym samym kleszcz, który po prostu wędrował po skórze poszukując dopiero miejsca żerowania, nie stanowi żadnego zagrożenia.

Zapalenie serca z Lyme jest wczesną manifestacją boreliozy, która może wystąpić od dwóch do sześciu tygodni po ukąszeniu kleszcza. Na skutek zakażenia zakłócony zostaje normalny ruch sygnałów elektrycznych z górnych do dolnych komór serca czyli proces, który koordynuje bicie serca. Rezultatem jest coś, co lekarze nazywają „blokiem serca”, który może szybko się zmieniać. Gdy dochodzi do omdleń lub silnych zawrotów głowy, sytuacja staje się niebezpieczna, bo jest efektem „wyłączenia” układu elektrycznego serca, które może gwałtownie ewoluować.

Nieco inny charakter mają powikłania sercowe po zakażeniu boreliozą, do których dochodzi, gdy choroba nie była odpowiednio wcześnie leczona, najczęściej z tego powodu, że ugryzienie przez kleszcza nie zostało odkryte w odpowiednim czasie i choroba weszła w fazę przewlekłą (ok. rok od zakażenia).

Zakażenie boreliozą może doprowadzić do chorób każdej struktury, która występuje w sercu, a więc do zapalenia mięśnia sercowego, zapalenia osierdzia, zapalania wsierdzia, występowania różnego rodzaju arytmii, a także kardiomiopatii rozstrzeniowej.

Jak pokazują statystyki, coraz częściej na boreliozę chorują dzieci.

To dosyć alarmująca sytuacja, gdyż powikłania sercowe u dzieci mogą występować tak samo jak u dorosłych, a częściej przy tym pojawiają się u nich inne objawy: ze strony skóry, układu stawowego oraz przede wszystkim układu nerwowego. Niestety objawy u każdego dziecka mogą być zupełnie inne: mogą to być problemy żołądkowo-jelitowe, zespół nadpobudliwości ruchowej, czy też zaburzenia obsesyjno-kompulsywne – mówi dr n.med. Iwona Banasiewicz-Szkróbka z Polsko-Amerykańskiej Kliniki Serca Centrum Sercowo-Naczyniowe w Tychach.

Kardiologiczne problemy po ukąszeniu kleszcza: objawy

Zaatakowane przez krętki borreliozy serce może zareagować bardzo różnie – chory może odczuwać duże zmęczenie, źle tolerować wysiłek, ale może także odczuwać ból w klatce piersiowej, nieregularne lub szybkie bicie serca czy duszności. Zdarza się też kłujący ból zamostkowy oraz obrzęki nóg i kostek. Przy kardiomiopatii rozstrzeniowej raczej zwiększenie liczby oddechów i zawroty głowy.

Zrób badania

Ponieważ nie są to objawy typowe wyłącznie dla powikłań kardiologicznych wywołanych boreliozą warto wykluczyć inne schorzenia, które mogą się manifestować podobnymi objawami. Na przykład ogólne zmęczenie może być oznaką choroby nowotworowej albo ogólnoukładowej zapalnej, a ból w klatce piersiowej – zawału mięśnia sercowego lub nerwobólu. Zaburzenia rytmu serca mogą z kolei oznaczać również problemy z tarczycą.

Badania, które warto wykonać przy podejrzeniu powikłań sercowych boreliozy, to na pewno zwykłe EKG, a następnie przedłużony zapis EKG. Pamiętajmy, że powikłania po boreliozie w przypadku serca często są związane z procesem przewodzenia i mogą powodować różnego rodzaju bloki. A te wykryjemy monitorując pracę mięśnia sercowego przed dłuższy odcinek czasu. Wśród zalecanych badań znajdziemy też testy wysiłkowe oraz badanie echokardiograficzne. Pomocny będzie także rezonans magnetyczny serca, ale jest to badanie trudniej dostępne – mówi dr Banasiewicz-Szkróbka.

Jakie rokowania

Zapalenie serca z Lyme można leczyć antybiotykami, w zależności od ciężkości, doustnymi lub dożylnymi. Niektórzy pacjenci mogą potrzebować tymczasowego rozrusznika – czasowa stymulacja serca może być wymagana nawet w jednej trzeciej przypadków. Jednak ogólne rokowanie w boreliozowym zapaleniu serca jest bardzo dobre, całkowite wyleczenie następuje u większości (ponad 90 proc.) pacjentów, chociaż powrót do zdrowia może być opóźniony i mogą wystąpić późne powikłania, takie jak kardiomiopatia rozstrzeniowa. Pacjenci zwykle wracają do zdrowia w ciągu 1-6 tygodni.
Jak zapobiegać boreliozie

Szczepionki nie ma – jest przeciwko odkleszczowemu zapaleniu mózgu, bardzo groźnej chorobie i warto się zaszczepić. Najlepiej zapobiegać ukąszeniu kleszcza. Wbrew pozorom nie jest to takie trudne.

Warto stosować repelenty oraz zasłaniać nogi i ręce odpowiednim ubraniem. Trzeba pamiętać, że kleszcze bytują na krzakach, w zaroślach, na trawie. Po każdej wyprawie na taki teren (włączając miejskie parki!) trzeba zmienić ubranie i dokładnie obejrzeć całe ciało. Warto wiedzieć, że kleszcz zazwyczaj dość długo poszukuje odpowiedniego miejsca do żerowania, nawet przez kilka godzin, więc zwykle mamy naprawdę dużo czasu na to, by zapobiec ugryzieniu. Szczególnie dokładnie trzeba obejrzeć okolice zgięć stawów, za uszami, owłosioną skórę głowy i okolice szyi, wyczesać włosy.

Jeśli, niestety, kleszcz rozpoczął żerowanie w naszej skórze, nie jest to powód do paniki. Trzeba go jak najszybciej usunąć. Nie wolno go zgniatać czy czymkolwiek smarować – to może utrudnić mu oddychanie, wskutek czego spowodować u niego ślinotok lub wymioty i w efekcie zwiększyć ryzyko przekazania do krwioobiegu groźnych zarazków.

Po znalezieniu u siebie kleszcza wczepionego w skórę należy jak najszybciej wyciągnąć go pęsetą z cienkimi końcami (najlepiej dentystyczną) lub specjalnymi plastikowymi „kleszczołapkami”, które można kupić w aptece. Alternatywą dla pęset są też specjalne pompki ssące. Aby skutecznie usunąć pasożyta należy chwycić go jak najbliżej skóry, za przednią część ciała, a następnie lekko podważyć i pewnym ruchem pociągnąć ku górze. Trzeba się postarać wyciągnąć go w całości. Miejsce po kleszczu należy zdezynfekować.

Potem pozostaje nam obserwować się przez kilka tygodni. Nie każdy kleszcz „sprzeda” nam chorobę – np. w zależności od regionu zakażonych krętkami boreliozy kleszczy jest od kilku do kilkudziesięciu procent. Im bliżej miast, tym odsetek zakażonych kleszczy większy.

Niezwłocznie trzeba się udać do lekarza, jeśli w okolicy ukąszenia przez kleszcza zauważymy charakterystyczny rumień.

Pierwsze objawy mogą pojawić się w ciągu 1-6 tygodni od ugryzienia: w 40-50 proc. przypadków na skórze pojawia się niebolesny, wędrujący, pierścieniowaty rumień, czerwony lub czerwonawy, okrągły lub owalny, powiększający się, a potem zanikający. Typowy rumień ma ponad 5 cm średnicy, choć początkowo nie przekracza 1-1,5 cm.

Do lekarza należy się też zgłosić, jeśli wystąpią niepokojące objawy, takie jak zmęczenie, nadmierna senność, bóle ciała, zawroty głowy, problemy z sercem, gorączka. Im dłużej krętki borreliozy działają nieleczone w naszym organizmie, tym większe mogą siać spustoszenie. Szybka reakcja (przyjęcie odpowiednich antybiotyków – kuracja trwa około miesiąca) po wykonaniu testów diagnostycznych w kierunku boreliozy daje bardzo wysoką szansę na wyleczenie.

Źródło: Serwis Zdrowie

Zaatakowane przez krętki borreliozy serce może zareagować bardzo różnie – chory może odczuwać duże zmęczenie, źle tolerować wysiłek, ale może także odczuwać ból w klatce piersiowej, nieregularne lub szybkie bicie serca czy duszności. Zdarza się też kłujący ból zamostkowy oraz obrzęki nóg i kostek. Przy kardiomiopatii rozstrzeniowej raczej zwiększenie liczby oddechów i zawroty głowy.
Dla porządku warto przypomnieć, że boreliozę wywołują kręti borelia, które bytują w układzie pokarmowym kleszcza. Do jej rozwoju dochodzi wtedy, gdy bakterie dostaną się do krwioobiegu – kleszcz zatem musi w skórę się wbić oraz pozbyć się bakterii ze swojego układu pokarmowego. Tym samym kleszcz, który po prostu wędrował po skórze poszukując dopiero miejsca żerowania, nie stanowi żadnego zagrożenia.

Zapalenie serca z Lyme jest wczesną manifestacją boreliozy, która może wystąpić od dwóch do sześciu tygodni po ukąszeniu kleszcza. Na skutek zakażenia zakłócony zostaje normalny ruch sygnałów elektrycznych z górnych do dolnych komór serca czyli proces, który koordynuje bicie serca. Rezultatem jest coś, co lekarze nazywają „blokiem serca”, który może szybko się zmieniać. Gdy dochodzi do omdleń lub silnych zawrotów głowy, sytuacja staje się niebezpieczna, bo jest efektem „wyłączenia” układu elektrycznego serca, które może gwałtownie ewoluować.

Nieco inny charakter mają powikłania sercowe po zakażeniu boreliozą, do których dochodzi, gdy choroba nie była odpowiednio wcześnie leczona, najczęściej z tego powodu, że ugryzienie przez kleszcza nie zostało odkryte w odpowiednim czasie i choroba weszła w fazę przewlekłą (ok. rok od zakażenia).

Zakażenie boreliozą może doprowadzić do chorób każdej struktury, która występuje w sercu, a więc do zapalenia mięśnia sercowego, zapalenia osierdzia, zapalania wsierdzia, występowania różnego rodzaju arytmii, a także kardiomiopatii rozstrzeniowej.

Jak pokazują statystyki, coraz częściej na boreliozę chorują dzieci.

To dosyć alarmująca sytuacja, gdyż powikłania sercowe u dzieci mogą występować tak samo jak u dorosłych, a częściej przy tym pojawiają się u nich inne objawy: ze strony skóry, układu stawowego oraz przede wszystkim układu nerwowego. Niestety objawy u każdego dziecka mogą być zupełnie inne: mogą to być problemy żołądkowo-jelitowe, zespół nadpobudliwości ruchowej, czy też zaburzenia obsesyjno-kompulsywne – mówi dr n.med. Iwona Banasiewicz-Szkróbka z Polsko-Amerykańskiej Kliniki Serca Centrum Sercowo-Naczyniowe w Tychach.

Kardiologiczne problemy po ukąszeniu kleszcza: objawy

Zaatakowane przez krętki borreliozy serce może zareagować bardzo różnie – chory może odczuwać duże zmęczenie, źle tolerować wysiłek, ale może także odczuwać ból w klatce piersiowej, nieregularne lub szybkie bicie serca czy duszności. Zdarza się też kłujący ból zamostkowy oraz obrzęki nóg i kostek. Przy kardiomiopatii rozstrzeniowej raczej zwiększenie liczby oddechów i zawroty głowy.

Zrób badania

Ponieważ nie są to objawy typowe wyłącznie dla powikłań kardiologicznych wywołanych boreliozą warto wykluczyć inne schorzenia, które mogą się manifestować podobnymi objawami. Na przykład ogólne zmęczenie może być oznaką choroby nowotworowej albo ogólnoukładowej zapalnej, a ból w klatce piersiowej – zawału mięśnia sercowego lub nerwobólu. Zaburzenia rytmu serca mogą z kolei oznaczać również problemy z tarczycą.

Badania, które warto wykonać przy podejrzeniu powikłań sercowych boreliozy, to na pewno zwykłe EKG, a następnie przedłużony zapis EKG. Pamiętajmy, że powikłania po boreliozie w przypadku serca często są związane z procesem przewodzenia i mogą powodować różnego rodzaju bloki. A te wykryjemy monitorując pracę mięśnia sercowego przed dłuższy odcinek czasu. Wśród zalecanych badań znajdziemy też testy wysiłkowe oraz badanie echokardiograficzne. Pomocny będzie także rezonans magnetyczny serca, ale jest to badanie trudniej dostępne – mówi dr Banasiewicz-Szkróbka.

Jakie rokowania

Zapalenie serca z Lyme można leczyć antybiotykami, w zależności od ciężkości, doustnymi lub dożylnymi. Niektórzy pacjenci mogą potrzebować tymczasowego rozrusznika – czasowa stymulacja serca może być wymagana nawet w jednej trzeciej przypadków. Jednak ogólne rokowanie w boreliozowym zapaleniu serca jest bardzo dobre, całkowite wyleczenie następuje u większości (ponad 90 proc.) pacjentów, chociaż powrót do zdrowia może być opóźniony i mogą wystąpić późne powikłania, takie jak kardiomiopatia rozstrzeniowa. Pacjenci zwykle wracają do zdrowia w ciągu 1-6 tygodni.
Jak zapobiegać boreliozie

Szczepionki nie ma – jest przeciwko odkleszczowemu zapaleniu mózgu, bardzo groźnej chorobie i warto się zaszczepić. Najlepiej zapobiegać ukąszeniu kleszcza. Wbrew pozorom nie jest to takie trudne.

Warto stosować repelenty oraz zasłaniać nogi i ręce odpowiednim ubraniem. Trzeba pamiętać, że kleszcze bytują na krzakach, w zaroślach, na trawie. Po każdej wyprawie na taki teren (włączając miejskie parki!) trzeba zmienić ubranie i dokładnie obejrzeć całe ciało. Warto wiedzieć, że kleszcz zazwyczaj dość długo poszukuje odpowiedniego miejsca do żerowania, nawet przez kilka godzin, więc zwykle mamy naprawdę dużo czasu na to, by zapobiec ugryzieniu. Szczególnie dokładnie trzeba obejrzeć okolice zgięć stawów, za uszami, owłosioną skórę głowy i okolice szyi, wyczesać włosy.

Jeśli, niestety, kleszcz rozpoczął żerowanie w naszej skórze, nie jest to powód do paniki. Trzeba go jak najszybciej usunąć. Nie wolno go zgniatać czy czymkolwiek smarować – to może utrudnić mu oddychanie, wskutek czego spowodować u niego ślinotok lub wymioty i w efekcie zwiększyć ryzyko przekazania do krwioobiegu groźnych zarazków.

Po znalezieniu u siebie kleszcza wczepionego w skórę należy jak najszybciej wyciągnąć go pęsetą z cienkimi końcami (najlepiej dentystyczną) lub specjalnymi plastikowymi „kleszczołapkami”, które można kupić w aptece. Alternatywą dla pęset są też specjalne pompki ssące. Aby skutecznie usunąć pasożyta należy chwycić go jak najbliżej skóry, za przednią część ciała, a następnie lekko podważyć i pewnym ruchem pociągnąć ku górze. Trzeba się postarać wyciągnąć go w całości. Miejsce po kleszczu należy zdezynfekować.

Potem pozostaje nam obserwować się przez kilka tygodni. Nie każdy kleszcz „sprzeda” nam chorobę – np. w zależności od regionu zakażonych krętkami boreliozy kleszczy jest od kilku do kilkudziesięciu procent. Im bliżej miast, tym odsetek zakażonych kleszczy większy.

Niezwłocznie trzeba się udać do lekarza, jeśli w okolicy ukąszenia przez kleszcza zauważymy charakterystyczny rumień.

Pierwsze objawy mogą pojawić się w ciągu 1-6 tygodni od ugryzienia: w 40-50 proc. przypadków na skórze pojawia się niebolesny, wędrujący, pierścieniowaty rumień, czerwony lub czerwonawy, okrągły lub owalny, powiększający się, a potem zanikający. Typowy rumień ma ponad 5 cm średnicy, choć początkowo nie przekracza 1-1,5 cm.

Do lekarza należy się też zgłosić, jeśli wystąpią niepokojące objawy, takie jak zmęczenie, nadmierna senność, bóle ciała, zawroty głowy, problemy z sercem, gorączka. Im dłużej krętki borreliozy działają nieleczone w naszym organizmie, tym większe mogą siać spustoszenie. Szybka reakcja (przyjęcie odpowiednich antybiotyków – kuracja trwa około miesiąca) po wykonaniu testów diagnostycznych w kierunku boreliozy daje bardzo wysoką szansę na wyleczenie.

Źródło: Serwis Zdrowie