Medicalpress
Wsparcie dzieci z niepełnosprawnościami, zespołem nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD) oraz płodowym zespołem alkoholowym (FASD) wciąż pozostaje w Polsce rozproszone, niespójne i często oparte na grantach oraz działaniach lokalnych zamiast systemowych rozwiązań. Posiedzenie Komisji do Spraw Dzieci i Młodzieży, które odbyło się 22 lipca 2025 r. z udziałem przedstawicieli resortów zdrowia, edukacji i polityki społecznej, ukazało zarówno skalę dotychczasowych działań, jak i poważne luki w systemie.
 

Choć oficjalne dane pokazują postęp w zakresie edukacji włączającej i wsparcia dla dzieci z niepełnosprawnościami, praktyka wciąż daleka jest od ideału. Posiedzenie Komisji do Spraw Dzieci i Młodzieży, które odbyło się 22 lipca 2025 r., unaoczniło nie tylko skalę wyzwań, ale też rosnącą frustrację organizacji społecznych i rodziców, którzy – mimo systemowych deklaracji – czują się pozostawieni sami sobie. W centrum debaty znalazły się nie tylko dane statystyczne, ale przede wszystkim realne doświadczenia – dzieci wykluczonych z przedszkoli, brak lokalnych form wsparcia, systemowe luki dotyczące FASD i ADHD, a także trudności w realizacji świadczeń. Czy deklaracje resortów przełożą się na rzeczywiste zmiany? I jak długo jeszcze dzieci z niepełnosprawnościami będą „niewidzialne” dla samorządów?

Edukacja włączająca – liczby i wyzwania

Izabela Ziętka z Ministerstwa Edukacji zapewniła, że uczniowie z niepełnosprawnością mogą uczęszczać do każdego rodzaju przedszkola i szkoły, a wybór formy kształcenia należy do rodziców lub opiekunów. Z danych systemu informacji oświatowej wynika, że „według stanu na dzień 30 września 2024 roku liczba dzieci objętych wczesnym wspomaganiem rozwoju to 88 125 dzieci”, a „liczba dzieci i uczniów z niepełnosprawnością w różnych rodzajach szkół, przedszkolach, rodzajach i typach szkół 333 275 dzieci – w przedszkolach 73 191, a w szkołach 260 084 dzieci”.


Jak zaznaczyła, „zdecydowanie więcej dzieci z orzeczeniami o potrzebie kształcenia specjalnego uczęszcza w tej chwili do szkół ogólnodostępnych niż do szkół specjalnych”. Ministerstwo kontynuuje realizację programu „Za życiem”, w ramach którego interdyscyplinarnym wsparciem w 2024 roku objęto ponad 25 tysięcy uczniów w 320 samorządach.

Sporo miejsca poświęcono reformie systemu pomocy psychologiczno-pedagogicznej oraz zatrudnianiu specjalistów. Jak mówiła ministra, „zatrudnienie specjalistów wzrosło o 150 procent”. Rozwijane są również narzędzia do oceny funkcjonalnej, które – jak zapewniła – nie wynikają z systemu oceniania, lecz mają służyć jak najszybszemu rozpoznaniu potrzeb dziecka.

Ministerstwo Zdrowia przypomniało o uprawnieniach dzieci posiadających orzeczenia o niepełnosprawności, w tym prawie do świadczeń bez limitu i poza kolejnością. Dzieci spełniające kryteria z ustawy mają dostęp do wyrobów medycznych, leczenia sanatoryjnego, a także do dziecięcej opieki koordynowanej. „Świadczenia skierowane są do dzieci do ukończenia trzeciego roku życia, u których zdiagnozowano ciężkie, nieodwracalne upośledzenie albo nieuleczalną chorobę zagrażającą ich życiu” – wskazano.

W 2024 roku w ramach dziecięcej opieki koordynowanej udzielono 7870 świadczeń, obejmując nią 719 dzieci. W zakresie wczesnej rehabilitacji zrealizowano ponad 8200 świadczeń.

„Nie ma tych dzieci w przedszkolach” – głos praktyki

Z kolei Alicja Szatkowska, wieloletnia działaczka na rzecz dzieci z niepełnosprawnością z powiatu milickiego, ostro skrytykowała bierność samorządów w tworzeniu lokalnych form wsparcia. Zwróciła uwagę, że mimo dobrych intencji i licznych programów rządowych, takich jak „Za życiem”, w wielu regionach wciąż brakuje przedszkoli integracyjnych czy terapeutycznych, a dzieci muszą dojeżdżać dziesiątki kilometrów – nierzadko ponad 60 – by otrzymać specjalistyczną pomoc.

„Rodzice chcą bardzo mocno, żeby placówki, które takie jak my mamy – które przedszkole integracyjne czy grupy terapeutyczne – żeby też odbywały się w ich gminach, w ich powiatach” – mówiła, podkreślając, że brak dostępności stawia dzieci i ich rodziny w dramatycznej sytuacji. Organizacja, którą reprezentuje, przyjmuje dzieci z kilku sąsiednich powiatów, ale – jak zauważyła – to nie rozwiązuje problemu systemowo.

Szatkowska wskazała, że najwięcej przeszkód pojawia się po stronie samorządów, które zasłaniają się brakiem specjalistów, odpowiednich pomieszczeń czy funduszy. Tymczasem – jak przekonywała – w wielu przypadkach nie są to przeszkody nie do pokonania. „Przeszłam się po jednym z takich przedszkoli. Naprawdę, proszę mi wierzyć, bez problemów dałoby radę to wszystko zrobić”.

W ocenie Szatkowskiej samorządy często faworyzują tworzenie grup specjalnych, bo pozwala to im łatwiej zarządzać strukturą placówek i budżetem. Jednak w efekcie dzieci, które mogłyby funkcjonować w przedszkolach ogólnodostępnych, trafiają do zamkniętych grup specjalnych. Taka segregacja – jej zdaniem – nie wynika z potrzeb dzieci, ale z wygody organizacyjnej i finansowej.

Działaczka zwróciła też uwagę na ograniczenia systemu orzeczniczego i sposób, w jaki realizowane są świadczenia z programu „Za życiem”. Choć formalnie dostęp do terapii istnieje, to w praktyce dzieci często są kierowane do poradni, gdzie realizowane są pojedyncze zajęcia. „I w tym momencie znowu nie ma tych dzieci w przedszkolach, tylko jest to specjalne, dodatkowe przychodzenie ich tylko i wyłącznie na terapię, do poradni czy do jakiejś innej instytucji” – relacjonowała.

„Dopóki nie stworzymy dla rodzin pełnej możliwości wsparcia dzieci, to my tych dzieci nie będziemy mieli” – mówiła. W jej ocenie, mimo znaczących środków kierowanych na programy centralne, rodziny w terenie wciąż są pozostawione same sobie. Podkreśliła też znaczenie zapewnienia opieki najmłodszym dzieciom, w tym również poprzez dostęp do asystenta osobistego. Obecnie – jak zauważyła – planuje się ograniczenie tego wsparcia do dzieci od 16. roku życia. „Jeżeli jest matka z trójką dzieci, samotna, jeżeli my jej nie damy asystenta, temu dziecku, to właściwie będzie zamknięte w domu” – alarmowała.

Do zarzutów wobec bierności samorządów odniósł się krótko wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny. Jak zaznaczył, „jeśli stwierdza się jakieś nieprawidłowości, to w zależności od tego, jakiego one są rodzaju, to tutaj ze strony Ministerstwa Zdrowia, jeśli to są świadczenia, które są opłacane z Narodowego Funduszu Zdrowia i jest jakakolwiek nieprawidłowość, to oczywiście mamy możliwości kontroli i karania”. Przypomniał również o istnieniu innych instytucji kontrolnych, takich jak Rzecznik Praw Pacjenta czy wojewodowie. Dodał jednak uczciwie, że „co do takiej koncepcyjnej, jak dany samorząd się angażuje, takiej kontroli, no to takich narzędzi właściwie nie posiadamy”.

ADHD – potrzebna strategia

ADHD, czyli zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi, to neurorozwojowe zaburzenie, które znacząco wpływa na funkcjonowanie dzieci – zarówno w domu, jak i w szkole. Charakteryzuje się m.in. trudnościami z koncentracją, impulsywnością i nadmierną aktywnością.

W odniesieniu do dzieci z ADHD resort edukacji przedstawił konkretne liczby: „projekt Szkoła Dostępna dla Wszystkich […] obejmował wsparcie 1900 nauczycieli specjalistów, którzy z kolei objęli wsparciem ponad 16 tysięcy nauczycieli, ponad 100 tysięcy dzieci i ponad 220 tysięcy rodziców”.

W trakcie posiedzenia głos zabrał także Marcin Józefaciuk, przewodniczący zespołu ds. ADHD. Podziękował Ministerstwu Zdrowia za dotychczasowy dialog, ale przedstawił szereg konkretnych rekomendacji: „Chodzi przede wszystkim o stworzenie wytycznych leczenia ADHD dla lekarzy oraz ustandaryzowanie diagnozy ADHD […], jak również dostosowanie diagnostyki do wytycznych ICD-11”.

Szczególną uwagę zwrócił na potrzebę zmian w refundacji leków. „Niezwykle ważne jest, aby usunąć zapis okoliczności psychoterapii jako warunku refundacji leków dla dzieci ADHD oraz możliwość rozszerzenia refundacji leków dla dorosłych […]. Jeżeli jest już taka konieczność psychoterapii, to […] możliwość refundacji tej terapii psychologicznej, żeby dzieciom dostarczono pomoc”.

Zaproponował też zmiany systemowe umożliwiające wydawanie orzeczeń o zdolności do pracy z uwzględnieniem ADHD oraz stworzenie definicji neuroróżnorodności. „To by było niezwykle ważne […] pomogłoby też pracodawcom i pracownikom”. Na zakończenie zaapelował: „Proszę o możliwość spotkania się już w ministerstwie, żeby wypracować razem ze specjalistami te rekomendacje, bo do każdego ministerstwa jest ich około 10 i państwo je dostali”.

FASD – dzieci bez orzeczeń

FASD, czyli spektrum płodowych zaburzeń alkoholowych, to zespół objawów powstałych w wyniku działania alkoholu na płód. Dzieci z FASD często zmagają się z trudnościami w nauce, zaburzeniami zachowania i niepełnosprawnością intelektualną.

Jednak – jak alarmowała dr n. med. Katarzyna Kowalska z Centrum Kompleksowej Diagnostyki i Terapii Dzieci z FASD przy Szpitalu Dziecięcym im. św. Ludwika w Krakowie – „w tym momencie jest to taki rynek, który głównie jest gospodarowany przez podmioty prywatne […] są to działania przede wszystkim oparte na grantach, na konkursach, są to dotacje celowe. […] Brakuje nam takiego odgórnego, państwowego zaangażowania”.

„Dzieci z FAS-em w tym momencie nie mają takiej możliwości. Nie są objęte możliwością otrzymania orzeczenia o potrzebie kształcenia specjalnego” – mówiła. Podkreślała, że poradnie psychologiczno-pedagogiczne nie dysponują odpowiednimi narzędziami, by właściwie zdiagnozować funkcjonowanie dzieci z FASD, co przekłada się na brak odpowiedniej pomocy.

W imieniu Fundacji Rodzin Adopcyjnych Fasada głos zabrała Magdalena Borkowska, apelując o edukację wielopoziomową jako element profilaktyki FASD. Jej zdaniem brakuje intensywnych działań na rzecz wczesnej interwencji i edukacji społecznej – zarówno w środowisku szkolnym, jak i medycznym. Przypomniała również, że skuteczne wsparcie wymaga długofalowych strategii, nie tylko grantów i webinarów.

Wśród zadanych później pytań padły również głosy krytyczne wobec polityki finansowania wyrobów medycznych dla dzieci poruszających się na wózkach oraz zbyt niskiego udziału młodzieży w programach asystencji osobistej. Jedna z posłanek zapytała: „Czy nie jest tak, że samorządy być może dają na opiekę, na opiekuńczą, a dla seniorów na przykład, a nie dla młodzieży?”

Czy deklaracje ministerstw przełożą się na realne zmiany? Wystąpienia przedstawicieli resortów i organizacji pozarządowych wyraźnie pokazują, że potrzebna jest lepsza koordynacja, spójna polityka i większa presja na samorządy. Bo – jak wskazywała jedna z uczestniczek – „dopóki nie stworzymy dla rodzin pełnej możliwości wsparcia dzieci, to my tych dzieci nie będziemy mieli”.

Artykuł powstał na podstawie posiedzenia Komisji do Spraw Dzieci i Młodzieży, które odbyło się 22 lipca 2025 r. Tematem obrad było wsparcie dzieci i młodzieży z niepełnosprawnością, systemowe wsparcie dzieci z FASD oraz ADHD i ich rodziców. Informacje przedstawili: Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, Minister Zdrowia oraz Minister Edukacji. Wszystkie cytaty pochodzą z wypowiedzi uczestników posiedzenia.

Zródło: Sejm RP, Medicalpress

Senat przyjął bez poprawek nowelizację ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta oraz ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty, która umożliwia młodzieży powyżej 13. roku życia korzystanie z pomocy psychologa – bez zgody opiekuna prawnego, lecz w ramach świadczeń finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Ustawa umożliwia młodzieży od 13. roku życia korzystanie z pomocy psychologa bez zgody opiekuna w ramach NFZ, co ma ułatwić dostęp do wsparcia psychicznego osobom bez rodzinnego zaplecza.
Nowe przepisy rozszerzają prawa małoletnich pacjentów w dostępie do opieki psychiatrycznej. Zgodnie z nowym brzmieniem: „Pacjent małoletni, który ukończył 13 lat, ma prawo do uzyskania, bez zgody przedstawiciela ustawowego, świadczeń zdrowotnych w zakresie opieki psychiatrycznej realizowanych w warunkach ambulatoryjnych, z wyłączeniem porad lekarskich”. To oznacza, że od teraz nastolatki mogą samodzielnie zapisać się na wizytę u psychologa lub terapeuty w poradni zdrowia psychicznego. Jednak wizyty u lekarza psychiatry czy porad medycznych wymagają jeszcze zgody opiekuna.

Aby skorzystać z pomocy, pacjent musi potwierdzić swoją tożsamość i podać dane osobowe, w tym opiekuna, które zostaną odnotowane w dokumentacji  Psycholog będzie miał obowiązek poinformować opiekuna o wizycie, stanie zdrowia i potrzebie kolejnych działań – „nie później niż w ciągu 7 dni od wizyty” – chyba że mogłoby to zaszkodzić dobru dziecka. W takim wypadku informacja trafi do sądu opiekuńczego.

Wiceminister zdrowia Jerzy Szafranowicz podkreślił, że świadczenia będą nielimitowane „tak jak wszystkie inne udzielane pacjentom do 18. roku życia”, a skorzystanie z nich będzie możliwe tylko w gabinetach mających umowy z NFZ.

Inicjatywa obywatelska, która znalazła się w ustawie, powstała z udziałem posłów Koalicji Obywatelskiej, Rzeczniczki Praw Dziecka Moniki Hornej‑Cieślak i organizacji młodzieżowych takich jak Nastoletni Azyl.

Senacka Komisja Zdrowia zaakceptowała projekt argumentując, że w realiach współczesnego świata „bez tego wsparcia my jesteśmy w wielu miejscach zostawieni sami sobie” – jak stwierdził Miłosz Kozikowski z Rady Młodzieżowej, a posłanka Marta Golbik określiła ustawę jako „pewny kompromis… tam, gdzie relacje rodzinne nie pozwalają na zaufanie”.

To pierwszy krok legislacyjny, który odpowiada na palące problemy psychicznego zdrowia młodzieży. Raporty wskazują na dramatyczny wzrost kryzysów psychicznych wśród nastolatków, a ustawodawcy zauważyli, że „rodzice nie zawsze nadążają za tymi zmianami i problemami”. Przepisy mają przeciwdziałać izolacji, zwłaszcza u młodzieży z niewspierających domów.

Nowelizacja czeka już tylko na podpis prezydenta. Otwiera nową przestrzeń – napisana jako odpowiedź na realne potrzeby – jednak kluczowe pytanie brzmi: czy system poradni psychologicznych wytrzyma napływ młodzieży i jak szybko zareaguje w sytuacjach kryzysowych? Dopiero po rozpoczęciu stosowania nowego prawa i obserwacji efektów w praktyce poznamy jego rzeczywistą skalę i skuteczność.

Źródło: Sejm Rzeczpospolitej Polskiej

Codziennie przewijamy setki publikacji w mediach społecznościowych, ale co robimy, gdy natrafiamy na taką, która sugeruje u kogoś kryzys psychiczny? Jak wynika z badania społecznego realizowanego przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Fundacji Zdrowego Postępu, połowa Polaków zauważa w mediach społecznościowych publikacje sugerujące, że osoba, którą obserwują, przechodzi kryzys psychiczny. Jednak aż 61% osób nie wie jak na niego zareagować. Co gorsza, okazuje się, że jedynie co drugi z nas miałby odwagę to zrobić.  W Polsce nadal konieczna jest edukacja dotycząca reagowania na kryzys psychiczny w sposób wspierający i pomocny – podsumowują twórcy i pomysłodawcy „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”, przewodnika po skutecznych sposobach wspierania w kryzysie psychicznym oraz budowania wrażliwości w przestrzeni cyfrowej.
Świadomość Polaków na temat sygnałów kryzysu psychicznego w mediach społecznościowych
 
Rola mediów społecznościowych w dzisiejszym społeczeństwie rośnie w zawrotnym tempie. To już nie tylko przestrzeń do utrzymywania relacji, ale również główne miejsce, w którym poznajemy nowych ludzi, dzielimy się chwilami z życia, śledzimy doniesienia medialne i publikujemy różnorodne treści oraz opinie na ich temat. Statystyczny użytkownik spędza w nich 14% swojego aktywnego dnia, czyli zgodnie z najnowszymi badaniami 2 godz. 21 min, a młodzież w wieku 16-24 lat – nawet 20% aktywnego dnia.[1]
 
Social media to także miejsce, gdzie możemy dostrzec symptomy trudności emocjonalnych i kryzysów psychicznych. Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Zdrowego Postępu, połowa Polaków dostrzega w mediach społecznościowych publikacje: stories, posty, reelsy, zdjęcia, które sugerować mogą, że ich autor zmaga się z kryzysem psychicznym. Warto jednak zwrócić uwagę, że ponad trzy czwarte społeczeństwa (77%) młodej grupy wiekowej (18 – 24) zauważyło takie objawy, w porównaniu do zaledwie ponad jednej trzeciej społeczeństwa (39%) w starszej grupie wiekowej (45 – 65 lat).
 
Wyniki badania pokazują wyraźne różnice międzypokoleniowe w postrzeganiu kryzysów psychicznych. Dzisiejsza młodzież jest bardziej świadoma zdrowia psychicznego, częściej otwarcie mówi o swoich trudnościach i nie boi się prosić o pomoc. Starsze pokolenia wciąż traktują ten temat jako tabu. To podkreśla wagę interakcji międzypokoleniowych. Niezwykle ważne jest, aby młodsze pokolenie rozmawiało o zdrowiu psychicznym ze swoimi rodzicami czy dziadkami.” – komentuje prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs, psycholog, neuropsycholog i neuropsychoterapeuta, kierownik Katedry i Zakładu Psychologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, członek Rady Naukowej MindHealth, współautorka „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”.
 
Wyniki badania potwierdzają: Polacy nie wiedzą, jak reagować na kryzys psychiczny.
 
Pomimo, że blisko połowa Polaków deklaruje, że dostrzega kryzys psychiczny w mediach społecznościowych, to aż (61%) nie wie, jak na niego zareagować. Jedynie co trzecia osoba (38%) potrafiłaby zareagować odpowiednio, gdyby spotkała się z takim przypadkiem. Podobnie jak w poprzednim badaniu, wyniki te różnią się jednak w zależności od grupy wiekowej – wśród osób w wieku 18 – 24 aż 67% wie, jak zareagować, podczas gdy w grupie 45 – 65 lat tylko 27%.
 
Co więcej, jak wykazali respondenci, tylko co drugi Polak miałby odwagę zareagować na kryzys psychiczny w mediach społecznościowych. Jest to bardzo niepokojące, zważywszy na fakt, że z mediów społecznościowych korzysta niemal 29 milionów Polaków (75.6% populacji), a liczba ta stale rośnie.[2]
 
Wyniki badania z jednej strony dają nam bardzo optymistyczne prognozy, bo aż połowa społeczeństwa zauważa kryzys psychiczny w social mediach, jednak z drugiej strony nadal aż połowa nie miałaby odwagi na taki kryzys zareagować. Pomimo rosnącej świadomości zdrowia psychicznego, wiele osób nie chce  podejmować inicjatywy obawiając się, że ich pomoc może zostać odebrana w niewłaściwy sposób. Ludzie martwią się, że nie będą w stanie pomóc właściwie, co często wynika z braku odpowiedniej wiedzy na temat tego, jak wspierać osoby w kryzysie. Warto pamiętać, że w badaniach tego typu może występować tzw. efekt społecznych oczekiwań – ankietowani mogą deklarować większą gotowość do reakcji, niż faktycznie byliby skłonni podjąć w realnej sytuacji. To oznacza, że odsetek osób, które rzeczywiście wiedzą, jak reagować na kryzys psychiczny w mediach społecznościowych, może być jeszcze niższy, niż wskazują wyniki badania.” – zauważa prof. dr hab. n. med. Napoleon Waszkiewicz, psychiatra, przewodniczący Rady Naukowej Centrum Zdrowia Psychicznego MindHealth, współautor „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”.
 
Czy Polacy wiedzą, jakie są objawy kryzysu psychicznego?
 
Niestety, jak wynika z przeprowadzonego badania, wiedza Polaków o objawach psychicznych jest dość powszechna, choć potrafimy jedynie rozpoznać u innych i u siebie tylko te najbardziej wyraźne, które wskazują na zaburzenia psychiczne, takie jak np. depresja. W odpowiedzi na pytanie o objawy kryzysu psychicznego respondenci najczęściej wskazali na objawy typowe dla depresji: myśli samobójcze (55%), okaleczenie się (41%), wybuchy agresji lub frustracji (37%). Znacznie rzadziej wskazane były objawy, które mogą sugerować kryzys psychiczny, takie jak: złe samopoczucie (np. częste bóle głowy, brzucha, napięcie mięśniowe, kołatanie serca, itp.) (12%), problemy z pamięcią i koncentracją (8%), problemy z apetytem (6%). Powyższe dane pokazują także, że nie rozpoznajemy, kiedy kryzys psychiczny objawia się w naszym ciele, co jest szczególnie groźne, bo najczęściej to właśnie ciało daje nam sygnał, że coś jest nie tak.
 
Wyniki badania jednoznacznie wskazują na potrzebę dalszej edukacji społeczeństwa w zakresie rozpoznawania objawów kryzysu psychicznego. Zdecydowanie za mało osób rozpoznaje subtelniejsze objawy, które mogą wskazywać na kryzys. To co widać na poziomie objawów fizycznych czy psychicznych, nie zawsze musi być związane z poważną chorobą psychiczną, ale może stanowić ważny sygnał, który nie powinien być bagatelizowany.  – radzi dr hab. n. med. Sławomir Murawiec, psychiatra, członek Zarządu Głównego i rzecznik prasowy Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, współautor „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”.
 
 
Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych – wyjątkowy przewodnik
 
„Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych” to unikalny i bardzo potrzebny w dzisiejszym świecie projekt, jaki powstał z inicjatywy Fundacji Zdrowego Postępu, który ma na celu nauczenie, jak być wrażliwym i odpowiedzialnym w cyfrowym świecie. Podstawą opracowania tego  Kodeksu była współpraca ekspertów z różnych dziedzin zdrowia psychicznego, psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów, którzy przeanalizowali objawy kryzysu psychicznego możliwe do zidentyfikowania w przestrzeni wirtualnej oraz stworzyli wskazówki, w jaki sposób prawidłowo na niego reagować.
 
Naszym celem było stworzenie kompleksowego narzędzia, które pomoże użytkownikom mediów społecznościowych stać się bardziej wrażliwymi na potrzeby innych i zrozumieć, jak reagować na sygnały kryzysów psychicznych w sposób wspierający i empatyczny. Wyniki naszego badania społecznego wskazują na to, że “Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych” to niezwykle potrzebne narzędzie i naszym celem jest, aby trafił jak najszerzej do społeczeństwa i odpowiedział na wszystkie pytania dotyczące tego, jak pomóc i nie bagatelizować problemów ze zdrowiem psychicznym” – dodaje Joanna Bogdanowicz-Antos, prezes Fundacji Zdrowego Postępu, pomysłodawca „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”.
 
Partnerzy i patroni Kodeksu
 
Partnerem „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych” jest Centrum Zdrowia Psychicznego Mindhealth. Udział w projekcie wzięli eksperci: prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs, prof. dr hab. n. med. Napoleon Waszkiewicz, dr hab. n. med. Sławomir Murawiec, mgr Sylwia Rozbicka, mgr Agata Lamparska, mgr Anna Grzywacz-Czarnecka, mgr Krzysztof Adamkiewicz, mgr Grzegorz Dąbrowski, mgr Bartłomiej Łepek, mgr Maja Kamińska, mgr Damian Paradowski oraz Maja i Damian – założyciele profilu Uważne Głowy. Patronat nad projektem objęli: Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, Polskie Towarzystwo Psychologiczne, Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej, Fundacja Dbam o swój zasięg.
 
Pełna wersja „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych” znajduje się pod linkiem: 
https://fundacjazdrowegopostepu.com/kodeks-wra-liwo-ci
 
Badanie zostało zrealizowane w dniach 27 lutego – 03 marca 2025, na zlecenie Fundacji Zdrowego Postępu w ramach projektu “Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych” przez ARC Rynek i Opinia, metodą CAWI, na reprezentatywnej pod względem płci, wieku, wykształcenia, wielkości zamieszkiwanej miejscowości oraz regionu GUS próbie Polaków w wieku powyżej 18 lat, N=1021.
 
O Fundacji Zdrowego Postępu

Fundacja Zdrowego Postępu powstała w odpowiedzi na narastający kryzys w systemach zdrowotnych, wynikający ze skali występowania chorób cywilizacyjnych, do których zalicza się m.in. zaburzenia psychiczne, choroby sercowo-naczyniowe, niektóre nowotwory, chorobę otyłościową, cukrzycę, choroby układu pokarmowego czy oddechowego. Zespół Fundacji postawił sobie za cel prowadzenie działań edukacyjnych, które będą kształtować postawy społeczeństwa sprzyjające profilaktyce chorób cywilizacyjnych, a także zachęcać do regularnych badań diagnostycznych i rozpoczynania holistycznych terapii we właściwym czasie. Dowiedz się więcej: www.fundacjazdrowegopostepu.com
 
[1] https://datareportal.com/reports/digital-2025-poland
[2] https://datareportal.com/reports/digital-2025-poland
źródło: Fundacja Zdrowego Postepu
Codziennie blisko 24,8 mln użytkowników social mediów przewija setki postów, lajkuje zdjęcia czy komentuje treści. Media społecznościowe stały się naszą codziennością – miejscem budowania relacji, ale też przestrzenią, gdzie coraz częściej pojawiają się trudności emocjonalne i sygnały kryzysów psychicznych. Czy jednak potrafimy je dostrzec? Czy wiemy, jak na nie reagować, aby zamiast zaszkodzić – pomóc?
Na te pytania odpowiada „Kodeks Wrażliwości w mediach społecznościowych” – unikalny i bardzo potrzebny w dzisiejszym świecie projekt, jaki powstał z inicjatywy Fundacji Zdrowego Postępu, który ma na celu nauczenie, jak być wrażliwym i odpowiedzialnym w cyfrowym świecie. Podstawą opracowania tego projektu była współpraca ekspertów z różnych dziedzin zdrowia psychicznego, psychologów, psychoterapeutów i psychiatrów, którzy w trakcie warsztatów przeanalizowali objawy kryzysu psychicznego możliwe do zidentyfikowania w przestrzeni wirtualnej oraz stworzyli wskazówki, w jaki sposób prawidłowo na niego reagować.
 
O kulisach jego powstawania, potrzebie empatii w social mediach i wrażliwości na drugiego człowieka opowiedzą dwie niezwykłe kobiety – Joanna Bogdanowicz-Antos, prezes Fundacji Zdrowego Postępu, oraz prof. dr hab. nauk o zdrowiu Ewa Mojs, psycholog, neuropsycholog i neuropsychoterapeuta, kierowniczka Katedry i Zakładu Psychologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, członek Rady Naukowej MindHealth.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Pani Profesor, skąd u Pani zainteresowanie udziałem w tym projekcie?
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Po pierwsze chciałabym serdecznie podziękować za zaproszenie do tego projektu, bo to była bardzo fascynująca przygoda. Zainteresowanie tą inicjatywą wypływa z mojej bezpośredniej pracy z pacjentami. Na co dzień pracując jako terapeuta, spotykam się z młodzieżą, która bardzo często zgłasza się do mojego gabinetu, ponieważ była ofiarą hejtu również wtedy, kiedy wprost powiedziała, że potrzebuje pomocy psychologicznej, bo znajduje się w bardzo trudnej sytuacji życiowej.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Pani codzienna praktyka wskazuje na duży problem w obszarze zdrowia psychicznego u młodzieży, ale czy możemy zacząć od nakreślenia skali występowania tych problemów szerzej na tle całej Polski? Jak wygląda to w przypadku zaburzeń psychicznych i występowania kryzysów psychicznych, na których skupiamy się w Kodeksie? Czy statystyki różnią się w zależności od grup wiekowych? Jak wspomniała Pani Profesor czy grupy młodsze, myślę tu o młodzieży, które są bardziej aktywne w mediach społecznościowych, czy są one bardziej narażone właśnie na kryzys psychiczny?

Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Odwołując się do pierwszego pytania, chciałabym zwrócić uwagę, że w różnych danych dostępnych na świecie informacje dotyczące skali występowania problemów psychicznych są bardzo rozbieżne. Dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują nam, że 10-12% osób może mierzyć się w Polsce z problemami lub zaburzeniami psychicznymi, które diagnozuje się na podstawie klasyfikacji ICD-10 czy ICD-11. Natomiast jak popatrzymy na te rozpoznania, które pojawiają się zarówno w gabinetach prywatnych, jak i w publicznej ochronie zdrowia, to okazuje się, że niemal jedna czwarta osób, zwłaszcza w populacji młodzieżowej, doświadcza różnych trudności życiowych. Jeśli uwzględnimy również osoby zgłaszające trudności w funkcjonowaniu psychicznym, objawiające się pojedynczymi symptomami problemów psychicznych, liczba ta może wzrosnąć nawet do połowy populacji młodzieżowej. Są to zatrważające dane, które niestety nie znajdują odzwierciedlenia w oficjalnych danych GUS. Możemy więc zatem powiedzieć, że te oficjalne dane są absolutnie niedoszacowane. Niestety od wielu lat nasz system ochrony zdrowia napotyka na wiele trudności. Dlatego jestem przekonana, że powstanie „Kodeksu Wrażliwości w mediach społecznościowych”, którą podjęła Fundacja Zdrowego Postępu w odniesieniu do uświadamiania znaczenia kryzysu psychicznego i konieczności wspierania, zwłaszcza młodych ludzi, jest niesłychanie ważna.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Kryzys psychiczny to stan zachwiania równowagi psychicznej, emocjonalnej i fizjologicznej, który daje zewnętrzne objawy, możliwe do zaobserwowania także, gdy dana osoba dzieli się swoim życiem w mediach społecznościowych. Czym różni się kryzys psychiczny obserwowany wśród naszych bliskich, znajomych czy współpracowników w życiu codziennym od tego, którego objawy możemy zaobserwować w mediach społecznościowych?
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Warto zwrócić uwagę na to, że kryzysu psychicznego może doświadczyć każdy z nas, nawet osoba zdrowa psychicznie, tak jak ja czy moi znajomi. Może się zdarzyć tak, że w życiu każdego z nas pojawi się sytuacja, która przekraczać będzie zasoby do radzenia sobie z nią i pojawią się różnego rodzaju trudności psychologiczne lub fizjologiczne. Takie jak np. zaburzenia snu, uczucie zmieszania, trudności w podejmowaniu decyzji, silne emocje. I wtedy mogą pojawić się różne problemy na tle psychicznym. Moje pokolenie funkcjonuje głównie w świecie rzeczywistym, tu i teraz. Łatwiej jest mu się zwrócić o pomoc, jeśli nie do profesjonalisty, to do przyjaciela, przyjaciółki, która wesprze dobrym słowem, pomoże, doradzi, będzie z nami. Natomiast młodzież żyje w dwóch światach. Nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej. Tak po prostu jest. I rzeczywiście widać, że kiedy młodzież korzysta z social mediów, ten kryzys również jest zauważalny. Warto jednak dodać, że możemy go zauważyć tylko wtedy, kiedy  ta osoba nam o tym powie, lub kiedy jesteśmy w dłuższej, internetowej relacji, obserwujemy tę osobę, komunikujemy się z nią, wymieniamy jakieś informacje, to wtedy możemy również zauważyć pewne sygnały czy zmianę w sposobie, w stylu funkcjonowania tej osoby. Kiedy widzimy, że np. zmienia się kolorystyka zdjęć na bardziej smutne, pojawia się inna częstotliwość i godziny publikacji. Czasem osoby borykające się z problemami psychicznymi z gorszym stanem psychicznym usuwają konta, zaprzestają publikacji. To może być dla nas sygnał, że z osobą po drugiej stronie ekranu dzieje się coś niepokojącego. Warto jednak pamiętać, że liczba informacji i sygnałów w social mediach jest bardzo ograniczona, bo mamy praktycznie tylko do dyspozycji kanał werbalny, to co się pojawi w treści komunikatu oraz  kanał pozawerbalny, praktycznie tylko ten wizualny. Warto pamiętać, że przygotowany przez nas Kodeks zawiera wskazówki, które mogą sugerować, że coś się dzieje po drugiej stronie, ale nie muszą. W obszarze emocji i samopoczucia możemy jedynie obserwować, ale nie będziemy wiedzieć na pewno, do momentu aż dana osoba nam tego nie powie.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Czyli można się pokusić trochę o wniosek, że trzeba być częścią społeczności danej osoby w internecie, żeby móc zaobserwować ten kryzys psychiczny, czy w ogóle jakąkolwiek zmianę zachowania, tak jak wspomniała Pani Profesor. Czy Pani zdaniem łatwiej jest w takim razie zaobserwować te objawy w internecie czy w rzeczywistości?

Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Niestety nie ma prostej odpowiedzi na to pytanie. W świecie realnym widzimy osobę bliską naszemu sercu, którą znamy, a także kontekst, w jakim żyje. Mamy większy dostęp do informacji, co w tym świecie się wydarzyło, co jest przeciążeniem, które może doprowadzić właśnie do kryzysu psychicznego. Elementy takie jak nękanie w szkole (zwłaszcza w kontekście młodzieży), strata bliskiej osoby, diagnoza choroby u siebie lub bliskich – to sytuacje obciążające, które mogą prowadzić do kryzysu psychicznego. Natomiast w świecie wirtualnym, czy jest to łatwiejsze do rozpoznania? Tylko wtedy, kiedy nam ktoś zasygnalizuje o tym. Internet jest takim medium, w którym coraz częściej pojawiają się osądy, wypowiedzi stają się bardzo ostre. Rzadko kiedy pojawiają się takie światłocienie, więc jak ktoś jest rzeczywiście w kryzysie i czuje się mocno bezradny, nie wie co ze sobą zrobić, to rzeczywiście pokazuje to w internecie w sposób jednoznaczny. Mam kryzys, nie wiem co ze sobą robić, żyć mi się nie chce, wszystko nie ma sensu. I to jest to ułatwienie dla otoczenia, dla osób, które pozostają w kontakcie z tą osobą, że mogą dość szybko zareagować. A jak powinny to zrobić? O tym mówimy właśnie w naszym Kodeksie. Natomiast w życiu realnym często te trudne sytuacje mogą być zamaskowane. Człowiek odsuwa myśli, zajmuje się czymś innym w swoim życiu, aby odroczyć emocje, które są zbyt trudne do zniesienia.

Joanna Bogdanowicz-Antos: Kiedy dyskutowaliśmy w gronie ekspertów również z Panią Profesor, myślę, że wniosek, który dość często się powtarzał, był taki, że „to wszystko zależy” i jest bardzo ciężkie do podania jasnej i bezpośredniej odpowiedzi. Natomiast to, o czym też rozmawialiśmy dość mocno, to jest ten brak reakcji użytkowników. Nasz Kodeks ma właśnie także zachęcić do tego, żebyśmy w ogóle reagowali i żebyśmy wspierali te osoby. W tym roku jako Fundacja zrealizowaliśmy projekt „Alicja w krainie mam”, w ramach którego założyliśmy profil parentingowy na Instagramie, wygenerowany w całości przez AI, którego celem było uwrażliwienie mam na temat depresji poporodowej. Pomimo manifestowania w postach objawów depresji poporodowej, aktywni obserwujący konto, nie zauważyli ich lub jak później nam przekazali, nie wiedzieli, jak zareagować na tego typu stan emocjonalny Alicji. Dlaczego jeszcze nie reagujemy, gdy mamy podejrzenia, że coś jest nie w porządku z osobą, którą obserwujemy w mediach społecznościowych?
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Wspomniała Pani o dwóch ważnych tematach. Jedna rzecz to rzeczywiście nie umiemy sobie poradzić z silnymi emocjami czy sytuacją trudną, którą doświadcza ktoś inny. Dlaczego nie umiemy? To już jest zupełnie inna rzecz, bo być może nie mamy takich doświadczeń. Być może też z domu nie nauczyliśmy się również tego, że na różne złe czary są te dobre. To jest też temat dla rodziców, żeby dzieciom nie tylko tworzyć atmosferę komfortu. Oczywiście komfortowo byłoby mieć cały czas tylko dobre sytuacje, ale nie zawsze jest to możliwe, bo w każdy z nas wcześniej czy później napotka ciężkie sytuacje, z którymi będziemy musieli sobie poradzić. Dlatego potrzebna jest obecność rodziców, żeby nas uczyli, jak pokonywać różnego rodzaju trudności. Drugi temat, który jest zdecydowanie bardziej poważny, to jest również to, że internet daje możliwość, łatwego wyłączenia się. Czyli jeśli dana osoba nie radzi sobie z emocjami, które syntonicznie są wzbudzane wtedy, kiedy czyta się treści należące do drugiej osoby, która znajduje się w sytuacji kryzysu, to łatwo może zamknąć, wyłączyć komórkę, wyjść, nie ma tematu. Innym problemem jest także to, że my Polacy nie lubimy zajmować się sprawami innych ludzi. Mój dom, moją twierdzą. Nie chcemy interesować się problemami innych osób, bo po co nam problemy innych ludzi. Takie podejście buduje mur między ludźmi, oparty na przekonaniu, że to nie moja sprawa i nie chcę się tym zajmować.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Niestety do tego jeszcze dochodzi stygmatyzacja zdrowia psychicznego. Jak wspominała Pani Profesor, młodzież jest już bardzo świadoma tego tematu, ale niestety starsze pokolenia nadal stygmatyzują zdrowie psychiczne.
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Oczywiście, jest to nadal zauważalne, bo przecież nikt z nas nie chce być chory psychicznie. Choroba psychiczna jest nadal bardzo dużym stygmatem, ponieważ wiąże się też z myśleniem, że jest to osoba niezdolna do samodzielnego życia, niezdolna do podejmowania decyzji o sobie, o swoich dzieciach, niezdolna do pracy. To efekt śnieżnej kuli, gdzie w momencie rozpoznania zaburzenia psychicznego u danej osoby przypisujemy jej automatycznie kolejne ograniczenia. Dlatego nikt z nas nie chce być chory psychicznie, ani 'zarazić się’ chorobą. Niestety, mity, jakie krążą wokół zdrowia psychicznego i w ogóle samej terapii czy leczenia, mogą do takich wniosków prowadzić.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: W procesie tworzenia Kodeksu wszyscy zaangażowani eksperci – psychologowie, psychoterapeuci i psychiatrzy – spotkali się podczas warsztatu, na którym opracowywali zbiór zasad „Jak reagować i w jaki sposób nie reagować na kryzys psychiczny w mediach społecznościowych?”. Chciałabym, żebyśmy rozpoczęły od tego, jak nie reagować, bo chyba to jest łatwiejsze. Czy mogłaby Pani Profesor rozwinąć tę kwestię?
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Cieszę się, że doszłyśmy do tego bardziej pozytywnego elementu naszej rozmowy, że nie tylko rozmawiamy o kryzysach, ale również o tym, że można jednak coś zrobić. Bo to jest bardzo ważne. Część reakcji w internecie, które obserwujemy, jest rzeczywiście nieadekwatna, ponieważ wiążą się z tym, że pojawia się od razu diagnoza. Osoba po drugiej stronie ekranu opowiada o swoich trudnościach i od razu otrzymuje gotowe rozwiązanie – diagnozuje. Mówi, masz depresję, jesteś chory, idź się leczyć. Nie daje przestrzeni na uzewnętrznienie emocji. Czasem osoba dzieląca się swoją trudną sytuacją w internecie nie oczekuje diagnozy ani leczenia, lecz chce po prostu podzielić się emocjami trudnymi do zniesienia. Tego nie wolno robić. Wiemy o tym, że do diagnozy potrzeba specjalistów. Naprawdę nie jest to łatwa sytuacja i żaden człowiek, który nie ma doświadczenia albo lekarskiego, lub psychologicznego, nie jest uprawniony do diagnozowania. Często pojawia się również tego typu reakcja jako gotowa wskazówka do działania. Idź, zrób. Nie znamy pełnego kontekstu życia, w którym dana osoba się znajduje. Takie gotowe rozwiązania możemy podpowiedzieć przyjacielowi, przyjaciółce, osobie, którą znamy w takiej zwyczajnej rzeczywistości, kiedy znamy kontekst, sytuację rodzinną, to taka dobra rada może być użyteczna. Natomiast, kiedy przyjaźnimy się w internecie, to tego typu porada pod tytułem „idź, zrób” jest nieuprawniona. Często też przestrzegamy przed tym, żeby nie negować emocji.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: W mediach społecznościowych warto też zgłosić dany post, wtedy osoba otrzymuje pomóc, przynajmniej na Instagramie i na Facebooku taka funkcja działa. Jak więc powinno się reagować?
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Tak naprawdę najważniejsze jest, aby reagować. My jako ludzie mamy wrodzoną zdolność do empatii, czyli taką zdolność do współodczuwania z drugą osobą tego samego, co ta osoba, w danym momencie doświadcza. Dlatego jeśli czytamy czyjś emocjonalny komunikat, to czujemy podobnie, czujemy zamieszanie, niepewność, lęki, które mogą się pojawiać i to już zauważenie w sobie właśnie tych emocji, które pojawiają się dzięki naszej zdolności empatii, powinno stać się podstawą do tego, żeby zapytać: Hej, co tam? Jak się czujesz? Ważna jest zdolność empatyzowania, ale również wrażliwość na drugą osobę, właśnie ze względu na to, że mamy bardzo ograniczone kanały komunikacyjne, że pewne zmiany, które widzimy w zachowaniu, w treści, w formie też przekazywanych komunikatów, mają nas zachęcić do reagowania, ale nie dawania gotowych rozwiązań. I nie radzenia. Warto napisać, słuchaj, nie jestem specjalistą, ale wydaje mi się, że dobrze by było, żebyś o tym pogadał z kimś, kto się na tym naprawdę zna. I tu dajemy osobie pewne rozwiązanie. Bardzo ważne jest także, aby za jakiś czas wrócić do osoby, u której zauważyliśmy zmiany świadczące, że może się ona borykać z problemami psychicznymi czy gorszym stanem emocjonalnym. To jest czasem trudna decyzja i to naprawdę wymaga dużej odwagi cywilnej.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Efektem naszej wspólnej dyskusji było też podejrzenie, że nie pomagamy osobom w kryzysie psychicznym, bo nie wiemy, gdzie je skierować. Kodeks również zawiera te informacje.
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: W Kodeksie znalazły się informacje zarówno w odniesieniu do telefonów zaufania, jak również informacje, jak dostać się do specjalisty psychiatrii. Dowiemy się, że odbywa się to bez skierowania, należy tylko znaleźć miejsce na wizytę. Pojawiły się również informacje o tym, że kontakt do psychologa w ramach publicznej służby zdrowia odbywa się ze skierowaniem. Chyba, że zgłaszamy się bezpośrednio do pierwszego poziomu referencyjnego, czyli do Centrów Zdrowia Psychicznego. Można także korzystać z opieki fundacyjnej, ponieważ wiemy doskonale, że kolejki do specjalistów są w naszym kraju bardzo długie. Dlatego też w Kodeksie znalazły się odnośniki do fundacji, które oferują pomoc psychologiczną oraz informacje o prywatnej opiece.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Chciałabym powiedzieć, że ze strony fundacji to, co nam głównie przyświecało przy samym pomyśle na Kodeks, to głównie chęć, by wpłynąć w określony sposób na zachowanie i właśnie zachęcić do reakcji i dać dobrą instrukcję, gotowe wskazówki przygotowane przez ekspertów, w jaki sposób zrobić to najlepiej. A jaki Pani Profesor przyświecał cel i w ogóle jakiego efektu tego Kodeksu się Pani spodziewa?
 
Prof. dr hab. n. o zdr. Ewa Mojs: Bardzo zależy mi, aby przygotowany przez nas Kodeks trafił do młodzieży, aby stał się drogowskazem dla nich i pokazał im jak powinni postępować, kiedy z ich koleżanką lub kolegą dzieje się coś niepokojącego. Ważne jest, aby młodzież wiedziała, co zrobić, jak się zachować. Ponieważ takich instrukcji obsługi nie otrzymają od swoich rodziców. Mam nadzieję, że Kodeks będzie dla nich czytelny, atrakcyjny, prosty, napisany dobrym językiem, że uda się go wdrożyć w życie. I drugą rzeczą, o której marzę, jest właśnie to, że młodzież pójdzie do swoich rodziców i nauczy rodziców tego, jak postępować reagować na kryzysy psychiczne. Taka nauka międzypokoleniowa i to jest piękne.
 
Joanna Bogdanowicz-Antos: Bardzo dziękuję za rozmowę
 
Więcej informacji o „Kodeksie Wrażliwości w mediach społecznościowych” znajduje się pod linkiem: 
https://fundacjazdrowegopostepu.com/kodeks-wra-liwo-ci
 
 
 
 
 źródło: Fundacja Zdrowego Postępu
Zdrowie psychiczne medyków to temat, który zyskuje na znaczeniu, zwłaszcza w kontekście intensywnych warunków pracy w polskim systemie ochrony zdrowia. Fundacja Polki w Medycynie, działająca na rzecz wsparcia kobiet w ochronie zdrowia, przeprowadziła badanie mające na celu zrozumienie wyzwań, przed którymi stają polscy Medycy i studenci kierunków medycznych w zakresie zdrowia psychicznego.
 

Raport został przygotowany przez zespół Fundacji Polki w Medycynie pod kierownictwem Jagody Hofman-Hutnej, lekarki i doświadczonej naukowczyni, a jego realizacja – od wstępnych koncepcji po ostateczną publikację – zajęła ponad rok. W badaniu udział wzięło ponad 2000 polskich Medyków, Medyczek i studentów kierunków medycznych. Kwestionariusz zawierał pytania dotyczące m.in. poziomu stresu, poczucia wypalenia zawodowego oraz dostępności wsparcia psychologicznego.

 

Zebrane wyniki zostały opracowane w trzech częściach. 15 stycznia 2025 roku, opublikowano część I, zawierającą najważniejsze, ogólne informacje wynikające ze zgromadzonych danych. W kolejnych tygodniach – 22 i 29 stycznia 2025 roku – przedstawione zostaną części II oraz III.

Raport dostępny jest na stronie fundacji pod adresem
https://polkiwmedycynie.pl/zdrowie-psychiczne/


Polki w Medycynie – pierwsza polska inicjatywa pozarządowa mająca na celu wsparcie kobiet pracujących w sektorze ochrony zdrowia w rozwoju zawodowym. Działania Polek w Medycynie sięgają 2020 roku a od 2022 roku zostały sformalizowane w formie fundacji. 


źródło: Polki z Medycynie

O tym jakie mogą być symptomy problemów zdrowia psychicznego, jakie są mity związane z tym obszarem oraz jak zadbać o swój dobrostan psychiczny – mówi Ewelina Bondyra – Łuczka, psycholog, trener zawodowy z Karkonoskiego Sejmiku Osób Niepełnosprawnych (KSON).
Pamiętajmy, że zmiana nastroju czy chandra nie świadczą jeszcze o problemach psychicznych. Ale warto obserwować, czy nastąpiły zmiany w zachowaniu, rezygnacja z czynności, które kiedyś nas cieszyły, zaniedbanie obowiązków domowych, zaprzestanie dbania o siebie, brak koncentracji czy motywacji do działania. Mogą być to sygnały, że coś się dzieje, np. problemów emocjonalnych, nadmiernego stresu czy wręcz depresji lub zaburzeń lękowych, zwłaszcza jeśli są nasilone i utrzymują się przed dłuższy czas. Warto wówczas skonsultować się z psychologiem czy innym specjalistą zdrowia psychicznego. – wskazuje ekspertka.

Obejrzyj rozmowę z psycholog.

W imieniu KSON zapraszamy Państwa do udziału w spotkaniu JESIENNE PRZEBUDZENIE, które odbędzie się 26 października o godz. 10:30 przy ul. Kopernika 30 (I piętro) w Warszawie. 

W programie rozmowy z dietetykiem, dobra kawa, wspólny trening pilates. To doskonały sposób na redukcję stresu i poprawę samopoczucia. 

Zapisy via e-mail: warszawa@kson.pl 
W obliczu tragedii, jaka dotknęła mieszkańców południowo-zachodniej Polski, Pracodawcy RP zainicjowali szereg działań pomocowych. Jednym z nich jest uruchomiona wczoraj przez firmę członkowską – Medicover – infolinia pomocy psychologicznej dla osób poszkodowanych w powodzi.
Wsparcie psychologiczne można uzyskać, dzwoniąc pod bezpłatny numer telefonu 22 566 22 38. Infolinia jest czynna w godzinach 8:00-20:00.

Rozmowy prowadzą wykwalifikowani specjaliści, którzy będą nieść wsparcie dla wszystkich osób dotkniętych kryzysem psychicznym związanym z powodzią.

Idea uruchomienia infolinii jest jednym z przykładów aktywności, która powstała z inicjatywy Pracodawców RP – organizacji, której aktywnym członkiem jest Medicover.

Zachęcamy Państwa do szerzenia tej informacji, gdyż każda pomoc jest teraz na wagę złota!

źródło: Pracodawcy RP

Diagnoza nowotworowa to potencjalnie traumatyczna sytuacja zarówno dla chorego, jak i jego bliskich. U pacjentów onkologicznych – jak wynika z badań – ryzyko samobójstwa może być znacząco wyższe niż w populacji ogólnej. Planując terapię warto brać pod uwagę stan psychiczny pacjenta i nie zapominać, że zawsze jest możliwość pomocy.
Znaczący, sięgający nawet 85 proc. wzrost ryzyka samobójstwa w porównaniu do populacji ogólnej to wniosek płynący z metaanalizy, która objęła 28 niezależnych badań naukowych i w sumie aż 22 miliony pacjentów z rozpoznaniem nowotworu złośliwego. Badania wykazały też, że dużo w tym kontekście zależy od wieku w momencie rozpoznania, stadium raka i jego umiejscowienia.

O ryzyku samobójstwa u pacjentów onkologicznych mowa była podczas Letniej Akademii Onkologii, którą co roku organizuje Fundacja im. dr. Macieja Higieną. 

„Jak można było intuicyjnie podejrzewać, im gorsza prognoza, tym ryzyko samobójstwa było wyższe – nawet 4 razy – niż w populacji ogólnej. Znaczenie miał też etap choroby, na którym została rozpoznana (im większe zaawansowanie tym większe ryzyko samobójstwa), a także cechy demograficzne i społeczne. Np. fakt pozostawania w związku małżeńskim ograniczał ryzyko, a z kolei niektóre grupy etniczne cechowały się wyższym ryzykiem, co najprawdopodobniej wiąże się organizacją systemu ochrony zdrowia w danym miejscu i brakiem ubezpieczenia” – mówiła dr n. med. Irmina Michałek z Zakładu Patomorfologii Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie, współautorka „Krajowego raportu o samobójstwach polskich pacjentów z chorobą nowotworową”.

Z badania amerykańskich naukowców opublikowanego na początku tego roku w Jama Network wynika także, że starszy wiek i bardziej zaawansowany etap raka w chwili rozpoznania były związane z wyższym ryzykiem samobójstwa w ciągu pierwszych 2 lat od diagnozy, jednak po 2 latach od rozpoznania to w grupie pacjentów od 25 do 49 lat ryzyko samobójstwa było wyższe.

Sześć zasad, jak nie dać się rakowi

„Najwyższe ryzyko samobójstwa występowało w ciągu pierwszych 6 miesięcy od diagnozy, podczas których osoby, u których zdiagnozowano raka, były ponad 7-krotnie większe niż ryzyko samobójstwa w populacji ogólnej. Analiza wykazała, że starszy wiek, większe stadium zaawansowania i typy raka o złym rokowaniu i dużym obciążeniu objawami (np. nowotwory jamy ustnej i gardła, przełyku, żołądka, mózgu i innych układów nerwowych, trzustki, płuc i oskrzeli) wiązały się z większym ryzykiem samobójstwa w ciągu pierwszych 2 lat od rozpoznania. Po 2 latach większe ryzyko samobójstwa miały osoby z rakiem jamy ustnej i gardła oraz innymi nowotworami powodującymi długotrwałe pogorszenie jakości życia (np. rak piersi, macicy i pęcherza u kobiet oraz białaczka)” – czytamy w podsumowaniu badania. 

Zdaniem autorów badania wnioski te mogą stanowić podstawę dla nowych rekomendacji dotyczących leczenia, tak by „lepiej zaspokajać potrzeby pacjentów w zakresie wsparcia psychospołecznego i leczenia objawów, w tym opieki paliatywnej”.

Nawet dobre rokowanie może nie wystarczyć

Wydaje się to niezwykle istotne także w odniesieniu do wniosków z polskich badań (o kryptonimie PolSCa), które przeprowadziła dr Michałek z zespołem przy wsparciu Polskiej Ligi Walki z Rakiem. Wskazują niepokojący fakt, że życie odbierają sobie nawet ci pacjenci, u których wykryto taką chorobę nowotworową, w której istnieje wysoka skuteczność leczenia.

Badaniem tym objęto 1,43 mln polskich pacjentów onkologicznych w wieku co najmniej 15 lat, u których w latach 2009-2019 wykryto pierwotny nowotwór złośliwy (bez nowotworów skóry, które nie były czerniakiem). W tej grupie chorych w tym okresie odnotowano 830 śmierci samobójcze pacjentów. 

„Okazało się, że największe ryzyko było wśród pacjentów młodych, w wieku 15-39 lat, a takich chorych w badanej populacji było 50 tys. Wśród nich ryzyko odebrania sobie życia było 2,4 razy większe w porównaniu do ich rówieśników bez choroby nowotworowej. Jeszcze wyższe ryzyko samobójstwa było u kobiet z chorobą nowotworową w tej samej grupie wiekowej. Badania wykazały, że pacjentki w wieku 15-39 lat z rozpoznanym nowotworem odbierały sobie życie aż cztery razy częściej. Także młodzi mężczyźni w wieku 15-39 lat po rozpoznaniu nowotworu jądra wykazują 2,5 razy większe ryzyko samobójstwo. To niepokojące, tym bardziej, że ten nowotwór nie jest wyrokiem śmierci, ma wysoki wskaźnik przeżyć” – mówiła badaczka.

Jak znany onkolog leczył się z nowotworu: rozmowa z prof. Jassemem

Analizie poddano także osoby starsze. Po przeanalizowaniu przypadków 400 tys. pacjentów po 75. roku życia okazało się, że ryzyko popełnienia samobójstwa było prawie dwukrotnie (1,7 razy) wyższe jedynie u mężczyzn. U kobiet w tym wieku nie zauważono skłonności samobójczych z powodu wykrycia choroby nowotworowej.

Gdzie po pomoc

Opracowano na podstawie:

XIII Letnia Akademia Onkologiczna dla Dziennikarzy (17-19.09.2023)

https://jamanetwork.com/journals/jamanetworkopen/fullarticle/2800688 

Źródło: Serwis Zdrowie

Opiekunowie osób chorych wymagają od siebie bardzo wiele i często boją się przy tym prosić innych – również specjalistów – o wsparcie. Tymczasem, jak wynika z badań opinii, prawie 42% opiekunów czuje bezradność. „Pomagasz bliskim, pozwól pomóc sobie” – pod tym hasłem ruszyła kolejna edycja kampanii edukacyjnej, która ma na celu zwrócenie uwagi na wieloaspektowość wsparcia niezbędnego opiekunom do sprawowania swojej roli. Mowa o wsparciu nie tylko w zakresie leczenia ich podopiecznych, ale również prawidłowego żywienia, fizjoterapii oraz pomocy psychologicznej. W jej ramach powstał spot z udziałem Doroty Wellman, która opiekowała się chorą mamą, oraz czterech specjalistów na co dzień pracujących z chorymi i opiekunami: lekarza chirurga, dietetyka klinicznego, fizjoterapeuty i psychologa. 

Diagnoza była jak grom z jasnego nieba. Jako opiekun potrzebowałam wiedzy i wsparcia. Na różne sposoby szukałam informacji, co robić, żeby jak najlepiej pomóc mojej mamie, która zachorowała na raka. Czułam się bezradna – podobnie czuje się wielu opiekunów. Nie prosiłam jednak nikogo o pomoc – mówi Dorota Wellman.
I rzeczywiście mimo że 50% opiekunów przyznaje, że codzienną opiekę nad bliskim chorym mogłaby im ułatwić większa pomoc ze strony otoczenia i specjalistów, to często obawiają się prosić o wsparcie.

Proszenie o pomoc – oznaka słabości czy siły?

Barierą w proszeniu o pomoc często okazuje się wstyd: „Bo jak to, mam prosić o pomoc?”. Opiekunowie bardzo często mówią też, że to nie wypada: „To nie ja jestem chory, tylko mój bliski, dlaczego to ja sięgam po pomoc psychologa, skoro to pacjent jest najważniejszy?”.
Osoby towarzyszące choremu i jego bliscy cierpią inaczej niż sam pacjent, jednak często równie mocno, bo zmagają się z ogromną bezradnością. Chciałyby zabrać choć część tego bólu, cierpienia, leczenia. Ale nie mogą. Są też bezradne w tym, co mówić, jak mówić, jak towarzyszyć i jak wspierać. To jest rola, której też trzeba się nauczyć. Nie wstydźmy się tego. Szukajmy wsparcia, bo nikt z nas nie będzie dobrym opiekunem, jeśli najpierw nie zatroszczy się o siebie twierdzi Adrianna Sobol, psycholog i psychoonkolog.
Bez żywienia nie ma leczenia

Jednym z filarów procesów leczenia i rekonwalescencji jest właściwe żywienie. Tymczasem co trzeci pacjent opuszcza szpital z niedożywieniem.
Nawet najlepsza terapia, najbardziej nowoczesny lek może nie pomóc, jeśli pacjent nie jest właściwie odżywiony. Tymczasem często zapomina się o tym, że osoba chora też musi jeść. Co więcej, musi jeść więcej, lepiej, inaczej. Proszę mnie dobrze zrozumieć – nie twierdzę, że samo żywienie leczy. Stanowi jednak podstawę funkcjonowania organizmu i tak jak oddychanie jest nieodłącznym elementem życia. Dostarczanie organizmowi niezbędnych składników odżywczych jest szczególnie istotne właśnie podczas choroby i leczenia, które stanowią wyzwanie dla organizmu wyjaśnia dr n. med. Paweł Kabata, chirurg onkolog. 
Co posmakuje choremu? Jakie jedzenie rzeczywiście dostarczy mu składników niezbędnych do walki z chorobą? – takie pytania niejednokrotnie zadają sobie opiekunowie. 
Często dzieje się tak, że wraz z chorobą pojawia się niechęć do jedzenia, brak apetytu czy szybkie odczuwanie sytości. Gdy chory odmawia jedzenia lub zjada jego niewielkie ilości, dania przygotowywane w domu mogą być niewystarczające. Tym bardziej że potrzeby organizmu chorego są inne niż osoby zdrowej. Chory potrzebuje określonej ilości energii, białka i składników odżywczych. I tu z pomocą przychodzi żywienie medyczne – niezbędne substancje w ściśle określonych dawkach. Pacjenci i ich opiekunowie często myślą, że zmęczenie czy brak siły, żeby wstać z łóżka w czasie choroby, są normalne. Nie muszą być i możemy temu zapobiegać, zmniejszać negatywne skutki choroby i leczenia poprzez właściwe odżywianie – mówi dr n. med. i dr. n. o zdr. Maja Czerwińska, dietetyk kliniczny.
Zdrowa porcja ruchu

Części opiekunów wydaje się, że podopieczni potrzebują więcej odpoczynku, żeby wrócić do sił po chorobie. Okazuje się jednak, że istotną rolę w tym czasie odgrywa właśnie ruch.
Dla osoby chorej nawet wykonywanie podstawowych czynności, takich jak mycie zębów, może być trudne. Mimo tego nie powinniśmy jej wyręczać, a nawet powinniśmy motywować do podejmowania takich małych aktywności. Natomiast ćwiczenia wykonywane ze wsparciem fizjoterapeuty mogą pomóc we wzmocnieniu mięśni chorego czy zwiększeniu ruchomości jego stawów. Ćwiczenia połączone z odpowiednią dietą, bogatą w białko i dostarczającą odpowiednią ilość energii, wpływają na pracę mięśni i mogą przekładać się na lepsze efekty rehabilitacji podsumowuje Łukasz Kłos, fizjoterapeuta.
Podziel się swoim doświadczeniem i skorzystaj z wiedzy innych
 
Kiedy choroba dotyka pacjenta, dotyka całą rodzinę. Bliscy chorego, a szczególnie opiekun, potrzebują wtedy wsparcia. Spot zrealizowany w ramach VIII edycji kampanii „Żywienie medyczne – Twoje posiłki w walce z chorobą” Fundacji Nutricia ma za zadanie pokazać, że wsparcie opiekuna przez specjalistów na wielu polach ma znaczenie i stanowi integralny element leczenia oraz rekonwalescencji. W dobie chaosu informacyjnego powstała też platforma, której celem jest dostarczenie rzetelnej wiedzy, i która łączy opiekunów osób chorych – profil na Instagramie @JestemOpiekunem. 

Zacytowani w materiale eksperci wystąpili w spocie, który
jest dostępny na kanale YouTube Fundacji Nutricia:
https://www.youtube.com/watch?v=vKER-BvMVHc
oraz na profilu JestemOpiekunem na Instagramie.
 
źródło: Fundacja Nutricia

Opiekunowie osób chorych niejednokrotnie są osamotnieni w swojej roli, podczas gdy potrzebują specjalistycznej wiedzy i wsparcia zarówno w kontekście zdrowia pacjenta, jak i swojego. Zwrócenie uwagi na ten problem jest celem VIII edycji kampanii edukacyjnej Fundacji Nutricia, odbywającej się pod hasłem „Pomagasz bliskim, pozwól pomóc sobie. Żywienie medyczne będzie Cię w tym wspierać”. W jej ramach powstał spot z udziałem wyjątkowych bohaterów – ekspertów na co dzień pracujących z chorymi i ich opiekunami oraz Doroty Wellman, znanej dziennikarki, która dzieli się w nim swoim doświadczeniem bycia opiekunem. 

Jak wynika z badań opinii, co druga osoba, stając się opiekunem, obawia się, czy podoła nowej roli. Równocześnie opiekunowie wymagają od siebie bardzo wiele. Często boją się przy tym prosić innych o wsparcie i czują się zagubieni w gąszczu informacji dotyczących różnych aspektów choroby najbliższej osoby. 
Diagnoza była jak grom z jasnego nieba. Jako opiekun potrzebowałam wiedzy i wsparcia. Na różne sposoby szukałam informacji, co robić, żeby jak najlepiej pomóc mojej mamie, która zachorowała na raka. Czułam się bezradna – podobnie czuje się wielu opiekunów. Nie prosiłam jednak nikogo o pomoc. W tamtym czasie skupiłam się głównie na tym, żeby uratować życie najbliższej mi osoby. Ważne były leki i środki przeciwbólowe. Żywienie czy ruch stały się przy tym drugoplanowe, jak się okazało – niesłusznie mówi Dorota Wellman. – Postanowiłam wesprzeć kampanię prowadzoną przez Fundację Nutricia, ponieważ materiały edukacyjne, które powstają w jej ramach, mogą pomóc opiekunom w spełnianiu swojej roli. Czuję, że gdybym wtedy – będąc opiekunem – miała dostęp do tego rodzaju bazy wiedzy, czułabym się pewniej i mniej czasu zajęłoby mi samodzielne poznanie wielu aspektów opieki, np. roli żywienia medycznego, które może istotnie wspierać pacjenta i opiekuna w procesie leczenia lub rekonwalescencji – dodaje.
Prawie 42% opiekunów czuje bezradność, przy czym 50% osób przyznaje, że codzienną opiekę nad bliskim chorym mogłaby im ułatwić większa pomoc ze strony otoczenia, w tym ze strony specjalistów. Porady i doświadczenie ekspertów mogą podnieść jakość życia zarówno chorego, jak i samego opiekuna, który nierzadko równocześnie wciela się w role pielęgniarki, fizjoterapeuty czy częściowo psychologa, podnosząc morale chorego i motywując go do walki z chorobą. Okazuje się jednak, że opiekunom nie jest łatwo prosić o pomoc najbliższych, uciekać się do wsparcia ekspertów, a równocześnie zadbać o siebie, np. korzystając z pomocy psychologa, żeby móc efektywniej wspierać chorego. 

Proszenie o pomoc – oznaka słabości czy siły?

Barierą często okazuje się wstyd: „Bo jak to, mam prosić o pomoc?”. Opiekunowie bardzo często mówią też, że to nie wypada: „To nie ja jestem chory, tylko mój bliski, dlaczego to ja sięgam po pomoc psychologa, skoro to pacjent jest najważniejszy?”.
Osoby towarzyszące choremu i jego bliscy cierpią inaczej niż sam pacjent, jednak często równie mocno, bo zmagają się z ogromną bezradnością. Chciałyby zabrać choć część tego bólu, cierpienia, leczenia. Ale nie mogą. Są też bezradne w tym, co mówić, jak mówić, jak towarzyszyć i jak wspierać. To jest rola, której też trzeba się nauczyć. Nie wstydźmy się tego. Szukajmy wsparcia, bo nikt z nas nie będzie dobrym opiekunem, jeśli najpierw nie zatroszczy się o siebie. To jest to, o czym najczęściej zapominają opiekunowie. Często myślą, że ciągle muszą być w gotowości, w działaniu, w pomocy, nie mogą chociaż na chwilę zająć się codziennością mówi Adrianna Sobol, psycholog i psychoonkolog.
Żywienie medyczne Twoim wsparciem

Jednym z filarów procesów leczenia i rekonwalescencji jest właściwe żywienie – i tu istotna rola przypada lekarzom, pielęgniarkom i dietetykom klinicznym, którzy mogą wesprzeć swoją wiedzą w tym zakresie i chorego, i opiekuna. Wielu pacjentów i opiekunów nie jest bowiem świadomych roli żywienia w czasie walki z chorobą i rekonwalescencji.
Nawet najlepsza terapia, najbardziej nowoczesny lek może nie pomóc, jeśli pacjent nie jest właściwie odżywiony. Tymczasem często zapomina się o tym, że osoba chora też musi jeść. Co więcej, musi jeść więcej, lepiej, inaczej. Podam przykład z mojej specjalizacji – onkologii – w której mamy trzy główne filary leczenia: radioterapię, chemioterapię i leczenie chirurgiczne. Porównuję je do stołu, który ma cztery nogi. Nie może zabraknąć tej czwartej, którą jest żywienie. Tak jak bez czwartej nogi stół może się wywrócić, tak bez żywienia nie ma leczenia – wyjaśnia dr n. med. Paweł Kabata, chirurg onkolog. – Proszę mnie dobrze zrozumieć – nie twierdzę, że samo żywienie leczy. Stanowi jednak podstawę funkcjonowania organizmu i tak jak oddychanie jest nieodłącznym elementem życia. Dostarczanie organizmowi niezbędnych składników odżywczych jest szczególnie istotne właśnie podczas choroby i leczenia, które stanowią wyzwanie dla organizmu dodaje lekarz. 
Co posmakuje choremu? Jakie jedzenie rzeczywiście dostarczy mu składników niezbędnych do walki z chorobą? – takie pytania niejednokrotnie zadają sobie opiekunowie. 
Pacjenci, opiekunowie często czują się zagubieni w kwestiach dietetycznych. Nie dziwię się, bo informacje, które do nich trafiają, nierzadko są ze sobą sprzeczne lub niejasne. A często dzieje się tak, że wraz z chorobą pojawia się niechęć do jedzenia, brak apetytu czy szybkie odczuwanie sytości. Gdy chory odmawia jedzenia lub zjada jego niewielkie ilości, tradycyjne dania, które przygotowujemy w domu, w okresie choroby i rekonwalescencji mogą być niewystarczające. Tym bardziej że potrzeby organizmu chorego są inne niż osoby zdrowej. Chory potrzebuje określonej ilości energii, białka i składników odżywczych. I tu z pomocą przychodzi żywienie medyczne – niezbędne substancje w ściśle określonych dawkach. Dzięki temu jesteśmy pewni, że dostarczymy tego, czego chory najbardziej potrzebuje mówi dr n. med. i dr. n. o zdr. Maja Czerwińska, dietetyk kliniczny. Pacjenci i ich opiekunowie często myślą, że zmęczenie czy brak siły, żeby wstać z łóżka w czasie choroby, są normalne. Nie muszą być i możemy temu zapobiegać, zmniejszać negatywne skutki choroby i leczenia poprzez właściwe odżywianie – podsumowuje dietetyczka.
Zdrowa porcja ruchu

Choroba i stres nią wywołany powodują szereg zmian w funkcjonowaniu naszego organizmu. Zmienia się jego metabolizm, zmniejsza się siła mięśniowa. Dodatkowo efekt ten jest potęgowany poprzez unieruchomienie, ponieważ mięśnie potrzebują ruchu, żeby prawidłowo funkcjonować. Nieużywane zaczynają zanikać. O ile więc choroba przyczynia się do osłabienia, szybszego męczenia się, o tyle warto wiedzieć, jak ten stan łagodzić. Części opiekunów wydaje się, że podopieczni potrzebują wtedy jeszcze więcej odpoczynku, żeby wrócić do sił. Okazuje się jednak, że kluczową rolę w tym czasie odgrywa właśnie ruch – i tu z pomocą przychodzi fizjoterapia.
Dla osoby chorej nawet wykonywanie podstawowych czynności, takich jak mycie zębów czy założenie skarpetek, może być trudne. Mimo tego nie powinniśmy jej wyręczać, a nawet powinniśmy motywować do podejmowania takich małych aktywności. I to jest właśnie pierwszy krok, choć nie ostatni, na drodze do odzyskiwania sił po chorobie, wypadku czy operacji. W tym kontekście istotną rolę odgrywa też fizjoterapeuta, który może podpowiedzieć pacjentowi, jaką przybrać pozycję, żeby łatwiej się mu się wstawało czy siadało, a opiekunowi, jakich manewrów użyć, żeby chorego podnieść czy ubrać. Natomiast ćwiczenia wykonywane ze wsparciem fizjoterapeuty mogą pomóc we wzmocnieniu mięśni chorego czy zwiększeniu ruchomości jego stawów. Ćwiczenia połączone z odpowiednią dietą, bogatą w białko i dostarczającą odpowiednią ilość energii, wpływają na pracę mięśni i mogą przekładać się na lepsze efekty rehabilitacji. Zawsze powtarzam, że ruch w połączeniu z odpowiednim leczeniem i żywieniem jest najlepszym lekarstwempodsumowuje Łukasz Kłos, fizjoterapeuta.
Podziel się swoim doświadczeniem i skorzystaj z wiedzy innych

Kiedy choroba dotyka pacjenta, dotyka całą rodzinę. Bliscy chorego, a szczególnie opiekun, potrzebują wtedy wsparcia. Spot zrealizowany w ramach VIII edycji kampanii „Żywienie medyczne – Twoje posiłki w walce z chorobą” Fundacji Nutricia ma za zadanie pokazać, że wsparcie opiekuna przez specjalistów na wielu polach ma znaczenie i stanowi integralny element leczenia oraz rekonwalescencji. W dobie internetu i chaosu informacyjnego powstała też platforma, której celem jest dostarczenie rzetelnej wiedzy i która łączy opiekunów osób chorych – profil na Instagramie @JestemOpiekunem. To miejsce budowania społeczności opiekunów, wymiany doświadczeń i baza wiedzy eksperckiej – lekarzy, pielęgniarek, dietetyków klinicznych, fizjoterapeutów i psychologów. 
 
Zacytowani w materiale eksperci wystąpili w spocie, który jest dostępny na kanale YouTube Fundacji Nutricia:
https://www.youtube.com/watch?v=vKER-BvMVHc
oraz na profilu JestemOpiekunem na Instagramie.
 
O kampanii „Żywienie medyczne – Twoje posiłki w walce z chorobą”
 
Kampania edukacyjna „Żywienie medyczne – Twoje posiłki w walce z chorobą” ma na celu budowanie świadomości na temat żywienia medycznego jako integralnego elementu opieki zdrowotnej oraz wsparcie pacjentów i ich opiekunów w procesie leczenia. Od pierwszej edycji zrealizowanej w 2016 działania obejmowały edukację na temat wsparcia żywieniowego w chorobie nowotworowej. W kolejnych latach kampania została poszerzona o aktywności dedykowane neurologii, a także dotyczące żywienia dojelitowego przez specjalny dostęp do przewodu pokarmowego (bezpośrednio do żołądka lub jelita) z uwzględnieniem różnych jednostek chorobowych, w których jest ono stosowane.
 
Inicjatywa została powołana w 2016 roku przez firmę Nutricia. Od V edycji realizowana jest przez Fundację Nutricia.
 
Kampanię od początku powstania wspiera wiele towarzystw naukowych i organizacji pacjentów. 
 
www.zywieniemedyczne.pl

źródło: Fundacja Nutricia
 
 

Opiekunowie osób chorych niejednokrotnie są osamotnieni w swojej roli, podczas gdy potrzebują specjalistycznej wiedzy i wsparcia zarówno w kontekście zdrowia pacjenta, jak i swojego. Zwrócenie uwagi na ten problem jest celem VIII edycji kampanii edukacyjnej Fundacji Nutricia, odbywającej się pod hasłem „Pomagasz bliskim, pozwól pomóc sobie. Żywienie medyczne będzie Cię w tym wspierać”. W jej ramach powstał spot z udziałem wyjątkowych bohaterów – ekspertów na co dzień pracujących z chorymi i ich opiekunami oraz Doroty Wellman, znanej dziennikarki, która dzieli się w nim swoim doświadczeniem bycia opiekunem. 

Jak wynika z badań opinii, co druga osoba, stając się opiekunem, obawia się, czy podoła nowej roli. Równocześnie opiekunowie wymagają od siebie bardzo wiele. Często boją się przy tym prosić innych o wsparcie i czują się zagubieni w gąszczu informacji dotyczących różnych aspektów choroby najbliższej osoby. 
Diagnoza była jak grom z jasnego nieba. Jako opiekun potrzebowałam wiedzy i wsparcia. Na różne sposoby szukałam informacji, co robić, żeby jak najlepiej pomóc mojej mamie, która zachorowała na raka. Czułam się bezradna – podobnie czuje się wielu opiekunów. Nie prosiłam jednak nikogo o pomoc. W tamtym czasie skupiłam się głównie na tym, żeby uratować życie najbliższej mi osoby. Ważne były leki i środki przeciwbólowe. Żywienie czy ruch stały się przy tym drugoplanowe, jak się okazało – niesłusznie mówi Dorota Wellman. – Postanowiłam wesprzeć kampanię prowadzoną przez Fundację Nutricia, ponieważ materiały edukacyjne, które powstają w jej ramach, mogą pomóc opiekunom w spełnianiu swojej roli. Czuję, że gdybym wtedy – będąc opiekunem – miała dostęp do tego rodzaju bazy wiedzy, czułabym się pewniej i mniej czasu zajęłoby mi samodzielne poznanie wielu aspektów opieki, np. roli żywienia medycznego, które może istotnie wspierać pacjenta i opiekuna w procesie leczenia lub rekonwalescencji – dodaje.
Prawie 42% opiekunów czuje bezradność, przy czym 50% osób przyznaje, że codzienną opiekę nad bliskim chorym mogłaby im ułatwić większa pomoc ze strony otoczenia, w tym ze strony specjalistów. Porady i doświadczenie ekspertów mogą podnieść jakość życia zarówno chorego, jak i samego opiekuna, który nierzadko równocześnie wciela się w role pielęgniarki, fizjoterapeuty czy częściowo psychologa, podnosząc morale chorego i motywując go do walki z chorobą. Okazuje się jednak, że opiekunom nie jest łatwo prosić o pomoc najbliższych, uciekać się do wsparcia ekspertów, a równocześnie zadbać o siebie, np. korzystając z pomocy psychologa, żeby móc efektywniej wspierać chorego. 

Proszenie o pomoc – oznaka słabości czy siły?

Barierą często okazuje się wstyd: „Bo jak to, mam prosić o pomoc?”. Opiekunowie bardzo często mówią też, że to nie wypada: „To nie ja jestem chory, tylko mój bliski, dlaczego to ja sięgam po pomoc psychologa, skoro to pacjent jest najważniejszy?”.
Osoby towarzyszące choremu i jego bliscy cierpią inaczej niż sam pacjent, jednak często równie mocno, bo zmagają się z ogromną bezradnością. Chciałyby zabrać choć część tego bólu, cierpienia, leczenia. Ale nie mogą. Są też bezradne w tym, co mówić, jak mówić, jak towarzyszyć i jak wspierać. To jest rola, której też trzeba się nauczyć. Nie wstydźmy się tego. Szukajmy wsparcia, bo nikt z nas nie będzie dobrym opiekunem, jeśli najpierw nie zatroszczy się o siebie. To jest to, o czym najczęściej zapominają opiekunowie. Często myślą, że ciągle muszą być w gotowości, w działaniu, w pomocy, nie mogą chociaż na chwilę zająć się codziennością mówi Adrianna Sobol, psycholog i psychoonkolog.
Żywienie medyczne Twoim wsparciem

Jednym z filarów procesów leczenia i rekonwalescencji jest właściwe żywienie – i tu istotna rola przypada lekarzom, pielęgniarkom i dietetykom klinicznym, którzy mogą wesprzeć swoją wiedzą w tym zakresie i chorego, i opiekuna. Wielu pacjentów i opiekunów nie jest bowiem świadomych roli żywienia w czasie walki z chorobą i rekonwalescencji.
Nawet najlepsza terapia, najbardziej nowoczesny lek może nie pomóc, jeśli pacjent nie jest właściwie odżywiony. Tymczasem często zapomina się o tym, że osoba chora też musi jeść. Co więcej, musi jeść więcej, lepiej, inaczej. Podam przykład z mojej specjalizacji – onkologii – w której mamy trzy główne filary leczenia: radioterapię, chemioterapię i leczenie chirurgiczne. Porównuję je do stołu, który ma cztery nogi. Nie może zabraknąć tej czwartej, którą jest żywienie. Tak jak bez czwartej nogi stół może się wywrócić, tak bez żywienia nie ma leczenia – wyjaśnia dr n. med. Paweł Kabata, chirurg onkolog. – Proszę mnie dobrze zrozumieć – nie twierdzę, że samo żywienie leczy. Stanowi jednak podstawę funkcjonowania organizmu i tak jak oddychanie jest nieodłącznym elementem życia. Dostarczanie organizmowi niezbędnych składników odżywczych jest szczególnie istotne właśnie podczas choroby i leczenia, które stanowią wyzwanie dla organizmu dodaje lekarz. 
Co posmakuje choremu? Jakie jedzenie rzeczywiście dostarczy mu składników niezbędnych do walki z chorobą? – takie pytania niejednokrotnie zadają sobie opiekunowie. 
Pacjenci, opiekunowie często czują się zagubieni w kwestiach dietetycznych. Nie dziwię się, bo informacje, które do nich trafiają, nierzadko są ze sobą sprzeczne lub niejasne. A często dzieje się tak, że wraz z chorobą pojawia się niechęć do jedzenia, brak apetytu czy szybkie odczuwanie sytości. Gdy chory odmawia jedzenia lub zjada jego niewielkie ilości, tradycyjne dania, które przygotowujemy w domu, w okresie choroby i rekonwalescencji mogą być niewystarczające. Tym bardziej że potrzeby organizmu chorego są inne niż osoby zdrowej. Chory potrzebuje określonej ilości energii, białka i składników odżywczych. I tu z pomocą przychodzi żywienie medyczne – niezbędne substancje w ściśle określonych dawkach. Dzięki temu jesteśmy pewni, że dostarczymy tego, czego chory najbardziej potrzebuje mówi dr n. med. i dr. n. o zdr. Maja Czerwińska, dietetyk kliniczny. Pacjenci i ich opiekunowie często myślą, że zmęczenie czy brak siły, żeby wstać z łóżka w czasie choroby, są normalne. Nie muszą być i możemy temu zapobiegać, zmniejszać negatywne skutki choroby i leczenia poprzez właściwe odżywianie – podsumowuje dietetyczka.
Zdrowa porcja ruchu

Choroba i stres nią wywołany powodują szereg zmian w funkcjonowaniu naszego organizmu. Zmienia się jego metabolizm, zmniejsza się siła mięśniowa. Dodatkowo efekt ten jest potęgowany poprzez unieruchomienie, ponieważ mięśnie potrzebują ruchu, żeby prawidłowo funkcjonować. Nieużywane zaczynają zanikać. O ile więc choroba przyczynia się do osłabienia, szybszego męczenia się, o tyle warto wiedzieć, jak ten stan łagodzić. Części opiekunów wydaje się, że podopieczni potrzebują wtedy jeszcze więcej odpoczynku, żeby wrócić do sił. Okazuje się jednak, że kluczową rolę w tym czasie odgrywa właśnie ruch – i tu z pomocą przychodzi fizjoterapia.
Dla osoby chorej nawet wykonywanie podstawowych czynności, takich jak mycie zębów czy założenie skarpetek, może być trudne. Mimo tego nie powinniśmy jej wyręczać, a nawet powinniśmy motywować do podejmowania takich małych aktywności. I to jest właśnie pierwszy krok, choć nie ostatni, na drodze do odzyskiwania sił po chorobie, wypadku czy operacji. W tym kontekście istotną rolę odgrywa też fizjoterapeuta, który może podpowiedzieć pacjentowi, jaką przybrać pozycję, żeby łatwiej się mu się wstawało czy siadało, a opiekunowi, jakich manewrów użyć, żeby chorego podnieść czy ubrać. Natomiast ćwiczenia wykonywane ze wsparciem fizjoterapeuty mogą pomóc we wzmocnieniu mięśni chorego czy zwiększeniu ruchomości jego stawów. Ćwiczenia połączone z odpowiednią dietą, bogatą w białko i dostarczającą odpowiednią ilość energii, wpływają na pracę mięśni i mogą przekładać się na lepsze efekty rehabilitacji. Zawsze powtarzam, że ruch w połączeniu z odpowiednim leczeniem i żywieniem jest najlepszym lekarstwempodsumowuje Łukasz Kłos, fizjoterapeuta.
Podziel się swoim doświadczeniem i skorzystaj z wiedzy innych

Kiedy choroba dotyka pacjenta, dotyka całą rodzinę. Bliscy chorego, a szczególnie opiekun, potrzebują wtedy wsparcia. Spot zrealizowany w ramach VIII edycji kampanii „Żywienie medyczne – Twoje posiłki w walce z chorobą” Fundacji Nutricia ma za zadanie pokazać, że wsparcie opiekuna przez specjalistów na wielu polach ma znaczenie i stanowi integralny element leczenia oraz rekonwalescencji. W dobie internetu i chaosu informacyjnego powstała też platforma, której celem jest dostarczenie rzetelnej wiedzy i która łączy opiekunów osób chorych – profil na Instagramie @JestemOpiekunem. To miejsce budowania społeczności opiekunów, wymiany doświadczeń i baza wiedzy eksperckiej – lekarzy, pielęgniarek, dietetyków klinicznych, fizjoterapeutów i psychologów. 
 
Zacytowani w materiale eksperci wystąpili w spocie, który jest dostępny na kanale YouTube Fundacji Nutricia:
https://www.youtube.com/watch?v=vKER-BvMVHc
oraz na profilu JestemOpiekunem na Instagramie.
 
O kampanii „Żywienie medyczne – Twoje posiłki w walce z chorobą”
 
Kampania edukacyjna „Żywienie medyczne – Twoje posiłki w walce z chorobą” ma na celu budowanie świadomości na temat żywienia medycznego jako integralnego elementu opieki zdrowotnej oraz wsparcie pacjentów i ich opiekunów w procesie leczenia. Od pierwszej edycji zrealizowanej w 2016 działania obejmowały edukację na temat wsparcia żywieniowego w chorobie nowotworowej. W kolejnych latach kampania została poszerzona o aktywności dedykowane neurologii, a także dotyczące żywienia dojelitowego przez specjalny dostęp do przewodu pokarmowego (bezpośrednio do żołądka lub jelita) z uwzględnieniem różnych jednostek chorobowych, w których jest ono stosowane.
 
Inicjatywa została powołana w 2016 roku przez firmę Nutricia. Od V edycji realizowana jest przez Fundację Nutricia.
 
Kampanię od początku powstania wspiera wiele towarzystw naukowych i organizacji pacjentów. 
 
www.zywieniemedyczne.pl

źródło: Fundacja Nutricia
 
 
Depresja coraz bardziej daje się we znaki Polakom. Według najnowszego badania, obecnie już przeszło 70% dorosłego społeczeństwa obserwuje u siebie syndromy, które najczęściej są z nią kojarzone. W ciągu roku nastąpił też wzrost o ponad 11 p.p. Najczęściej rodacy mówią o obniżonym nastroju, zmęczeniu i braku energii, a także o zaburzeniach snu. Sytuacja mocno dokucza osobom wchodzącym w dorosłość i w sile wieku, a także seniorom. Z kolei najrzadziej sygnalizowane są myśli i czyny samobójcze. Z tym głównie zmagają się najmłodsi dorośli, tj. w wieku 18-22 lat. W obecnej sytuacji gospodarczej eksperci nie są zaskoczeni zatrważającymi wynikami sondażu. I alarmują, że depresja wciąż stanowi w Polsce temat tabu, co może utrudniać sięganie po pomoc.
Nie od dziś wiadomo, że depresja jest groźnym społecznie zjawiskiem. Dlatego autorzy badania przygotowali listę 10 objawów najczęściej kojarzonych z tym problemem. Ankietowani wybrali te symptomy, które dokuczają im od co najmniej 2 tygodni. I aż 72,8% dorosłych Polaków potwierdziło, że odczuwa minimum jeden syndrom. Dla porównania, dokładnie rok temu ten odsetek sięgał 61,4%. Takie wnioski płyną z cyklicznego raportu pt. „Zdrowie psychiczne Polaków. Depresja jest wśród nas…”, przedstawionego przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl.

– Od czasu poprzedniego badania wiele się wydarzyło. Wybuchła wojna w Ukrainie, wyraźnie wzrosły ceny w sklepach i wszelkie codzienne opłaty. To wszystko wstrząsnęło ludźmi i uaktywniło pesymistyczne myśli. A to przecież jeszcze nie koniec trudności. Zmiany łańcuchów dostaw, konsumpcji dóbr i usług wpłyną na rynek pracy, co w przypadku mniej konkurencyjnych pracowników z małych miejscowości może oznaczać długoterminową utratę dochodów – komentuje Michał Pajdak, jeden ze współautorów badania.

Jak stwierdza dr Aleksandra Piotrowska, psycholożka i wykładowczyni na Uniwersytecie Warszawskim, przez ostatni rok nie zdarzyło się nic, co wzmocniłoby poczucie bezpieczeństwa rodaków, zarówno w sferze zdrowia, jak i finansów. Dodatkowo ludzie mocno ograniczyli fizyczne spotkania na rzecz kontaktów w świecie online, a te nie zaspokajają ich potrzeb psychicznych. Ekspertka podkreśla też, że oczywiście pojedyncze objawy nie świadczą jeszcze o depresji. Ta choroba, jak każda, wymaga indywidualnej diagnozy. Natomiast z badania wynika, że obecnie 21,1% ankietowanych nie dostrzega u siebie żadnego symptomu wymienionego w ankiecie. Z kolei 6,1% respondentów nie potrafi się określić.

– Fakt, że w obecnych czasach jedna piąta Polaków nie odczuwa tego typu objawów, jest pozytywny. Niestety, część osób może jednak ukrywać swoje odczucia, np. obawiając się stygmatyzacji. W Polsce depresja to niestety, ale wciąż temat tabu, co może opóźniać decyzję o skorzystaniu z odpowiedniego wsparcia – alarmuje psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Najczęściej wskazywanym objawem jest obniżenie nastroju – 40,3%. Częściej deklarują to kobiety niż mężczyźni. Informują o tym głównie osoby w wieku 23-35 lat. Przeważnie zgłaszają ten problem Polacy z miesięcznymi dochodami netto poniżej 1000 zł. Głównie też mówią o tym rodacy z wyższym wykształceniem, a także mieszkańcy miast liczących 50-99 tys. ludności.

– To zrozumiałe, że ludzie w sile wieku, dążący do niezależności i zarabiający poniżej średniej krajowej, nie są zadowoleni z życia. Zwłaszcza w mniejszych miastach jest mniej możliwości rozwoju niż w większych. Brakuje tam też odpowiedniej rozrywki – tłumaczy psycholożka Małgorzata Osowiecka, wykładowczyni na Uniwersytecie SWPS w Sopocie.

Drugie w zestawieniu jest uczucie zmęczenia i braku energii – 36,6%. Częściej wskazują je kobiety niż mężczyźni. Głównie dotyczy ono najmłodszych (18-22 lat) i najstarszych ankietowanych (56-80 lat), z miesięcznymi dochodami netto poniżej 1000 zł. Tak deklarują przeważnie osoby ze średnim wykształceniem, a także mieszkańcy miast liczących 100-199 tys. ludności.

– Okres wchodzenia w dorosłość to czas sprawdzania się na różnych polach. W niepewnych gospodarczo czasach uczucie zmęczenia i braku energii może być konsekwencją braku perspektyw. Z kolei seniorzy mogą przeżywać kryzys drugiej połowy życia. Są wśród nich też osoby słabsze, obserwujące u siebie narastające problemy zdrowotne, co bywa wyjątkowo uciążliwe w przypadku trudnej sytuacji ekonomicznej – dodaje ekspertka z SWPS.

Trzecią pozycję na liście najczęściej wskazywanych objawów mają zaburzenia snu – 27,1%. Częściej mówią o nich kobiety niż mężczyźni. Ten problem dotyka głównie osoby w wieku 18-22 lat i dominuje wśród Polaków zarabiających 7000-8999 zł netto miesięcznie. Najczęściej zgłaszają go rodacy ze średnim wykształceniem, a także mieszkańcy miejscowości liczących 5-19 tys. ludności.

– Patrząc na strukturę wiekową, znów można powiedzieć, że problem najczęściej dotyczy młodych osób, wchodzących w dorosłość. Mogą to być np. studenci, a także młodzi pracownicy branż rozwijających się lub rodzinnych biznesów. Oni wszyscy mogą przedkładać rozwój zawodowy nad jakość snu – uważa Osowiecka.

Na kolejnych pozycjach w zestawieniu widać takie objawy, jak pesymistyczne, czarne widzenie przyszłości – 23,8%, osłabienie koncentracji i uwagi – 22,9%, a także brak przyjemności z wykonywania czynności, które wcześniej ją sprawiały – 22%. Mniej niż 20% wskazań ma niska samoocena i mała wiara w siebie. Natomiast na końcu listy są myśli i czyny samobójcze – 6,2%. Przed nimi widać zmniejszony apetyt – 8,3%, jak również poczucie winy i obniżonej wartości – 10,1%.

– Połączenie ww. objawów może dawać pierwsze sygnały o depresji. Dodatkowym ryzykiem jest niezdrowy styl życia, w którym brakuje aktywności fizycznej, a także dbałości o odpoczynek i właściwą dietę. Co ważne, symptomy ww. choroby mogą być inne w przypadku każdego pacjenta i zmieniać się z czasem. Każda osoba, która od dłuższego czasu doświadcza pogorszenia kondycji psychicznej i nie radzi sobie z tym, powinna jak najszybciej skorzystać z pomocy specjalisty – przekonuje Michał Murgrabia.

Myśli i czyny samobójcze częściej wskazują mężczyźni niż kobiety. Dotyczą one głównie osób w wieku 18-22 lat, z miesięcznym dochodem netto mniejszym niż 1000 zł, z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym, a także mieszkańców miejscowości liczących 20-49 tys. ludności.

– Zarówno kobiety, jak i mężczyźni miewają myśli samobójcze, ale tendencja do ich realizacji jest znacznie częstsza wśród mężczyzn. Z kolei osoby młode i niemające wyższego wykształcenia wykazują się większą podatnością na stres i mają niedojrzałe mechanizmy obronne. Według badań literatury światowej, ubóstwo, niższe wykształcenie i zamieszkiwanie okolic wiejskich są czynnikami ryzyka prób samobójczych. Wrażliwość na nie mogą potencjalizować takie zjawiska, jak wojna czy pandemia – mówi prof. Jerzy Samochowiec, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Podsumowując, należy zaznaczyć, że wśród ankietowanych odczuwających przynajmniej jeden z ww. objawów aż 43% nie miało tego typu problemów przed wzrostem inflacji, czyli przed podwyżkami cen w sklepach, rat kredytów oraz spadkiem wartości dochodów. 47% respondentów twierdzi odwrotnie, a 10% nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii.

źródło: e-Pysycholodzy

Depresja coraz bardziej daje się we znaki Polakom. Według najnowszego badania, obecnie już przeszło 70% dorosłego społeczeństwa obserwuje u siebie syndromy, które najczęściej są z nią kojarzone. W ciągu roku nastąpił też wzrost o ponad 11 p.p. Najczęściej rodacy mówią o obniżonym nastroju, zmęczeniu i braku energii, a także o zaburzeniach snu. Sytuacja mocno dokucza osobom wchodzącym w dorosłość i w sile wieku, a także seniorom. Z kolei najrzadziej sygnalizowane są myśli i czyny samobójcze. Z tym głównie zmagają się najmłodsi dorośli, tj. w wieku 18-22 lat. W obecnej sytuacji gospodarczej eksperci nie są zaskoczeni zatrważającymi wynikami sondażu. I alarmują, że depresja wciąż stanowi w Polsce temat tabu, co może utrudniać sięganie po pomoc.
Nie od dziś wiadomo, że depresja jest groźnym społecznie zjawiskiem. Dlatego autorzy badania przygotowali listę 10 objawów najczęściej kojarzonych z tym problemem. Ankietowani wybrali te symptomy, które dokuczają im od co najmniej 2 tygodni. I aż 72,8% dorosłych Polaków potwierdziło, że odczuwa minimum jeden syndrom. Dla porównania, dokładnie rok temu ten odsetek sięgał 61,4%. Takie wnioski płyną z cyklicznego raportu pt. „Zdrowie psychiczne Polaków. Depresja jest wśród nas…”, przedstawionego przez UCE RESEARCH i platformę ePsycholodzy.pl.

– Od czasu poprzedniego badania wiele się wydarzyło. Wybuchła wojna w Ukrainie, wyraźnie wzrosły ceny w sklepach i wszelkie codzienne opłaty. To wszystko wstrząsnęło ludźmi i uaktywniło pesymistyczne myśli. A to przecież jeszcze nie koniec trudności. Zmiany łańcuchów dostaw, konsumpcji dóbr i usług wpłyną na rynek pracy, co w przypadku mniej konkurencyjnych pracowników z małych miejscowości może oznaczać długoterminową utratę dochodów – komentuje Michał Pajdak, jeden ze współautorów badania.

Jak stwierdza dr Aleksandra Piotrowska, psycholożka i wykładowczyni na Uniwersytecie Warszawskim, przez ostatni rok nie zdarzyło się nic, co wzmocniłoby poczucie bezpieczeństwa rodaków, zarówno w sferze zdrowia, jak i finansów. Dodatkowo ludzie mocno ograniczyli fizyczne spotkania na rzecz kontaktów w świecie online, a te nie zaspokajają ich potrzeb psychicznych. Ekspertka podkreśla też, że oczywiście pojedyncze objawy nie świadczą jeszcze o depresji. Ta choroba, jak każda, wymaga indywidualnej diagnozy. Natomiast z badania wynika, że obecnie 21,1% ankietowanych nie dostrzega u siebie żadnego symptomu wymienionego w ankiecie. Z kolei 6,1% respondentów nie potrafi się określić.

– Fakt, że w obecnych czasach jedna piąta Polaków nie odczuwa tego typu objawów, jest pozytywny. Niestety, część osób może jednak ukrywać swoje odczucia, np. obawiając się stygmatyzacji. W Polsce depresja to niestety, ale wciąż temat tabu, co może opóźniać decyzję o skorzystaniu z odpowiedniego wsparcia – alarmuje psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.

Najczęściej wskazywanym objawem jest obniżenie nastroju – 40,3%. Częściej deklarują to kobiety niż mężczyźni. Informują o tym głównie osoby w wieku 23-35 lat. Przeważnie zgłaszają ten problem Polacy z miesięcznymi dochodami netto poniżej 1000 zł. Głównie też mówią o tym rodacy z wyższym wykształceniem, a także mieszkańcy miast liczących 50-99 tys. ludności.

– To zrozumiałe, że ludzie w sile wieku, dążący do niezależności i zarabiający poniżej średniej krajowej, nie są zadowoleni z życia. Zwłaszcza w mniejszych miastach jest mniej możliwości rozwoju niż w większych. Brakuje tam też odpowiedniej rozrywki – tłumaczy psycholożka Małgorzata Osowiecka, wykładowczyni na Uniwersytecie SWPS w Sopocie.

Drugie w zestawieniu jest uczucie zmęczenia i braku energii – 36,6%. Częściej wskazują je kobiety niż mężczyźni. Głównie dotyczy ono najmłodszych (18-22 lat) i najstarszych ankietowanych (56-80 lat), z miesięcznymi dochodami netto poniżej 1000 zł. Tak deklarują przeważnie osoby ze średnim wykształceniem, a także mieszkańcy miast liczących 100-199 tys. ludności.

– Okres wchodzenia w dorosłość to czas sprawdzania się na różnych polach. W niepewnych gospodarczo czasach uczucie zmęczenia i braku energii może być konsekwencją braku perspektyw. Z kolei seniorzy mogą przeżywać kryzys drugiej połowy życia. Są wśród nich też osoby słabsze, obserwujące u siebie narastające problemy zdrowotne, co bywa wyjątkowo uciążliwe w przypadku trudnej sytuacji ekonomicznej – dodaje ekspertka z SWPS.

Trzecią pozycję na liście najczęściej wskazywanych objawów mają zaburzenia snu – 27,1%. Częściej mówią o nich kobiety niż mężczyźni. Ten problem dotyka głównie osoby w wieku 18-22 lat i dominuje wśród Polaków zarabiających 7000-8999 zł netto miesięcznie. Najczęściej zgłaszają go rodacy ze średnim wykształceniem, a także mieszkańcy miejscowości liczących 5-19 tys. ludności.

– Patrząc na strukturę wiekową, znów można powiedzieć, że problem najczęściej dotyczy młodych osób, wchodzących w dorosłość. Mogą to być np. studenci, a także młodzi pracownicy branż rozwijających się lub rodzinnych biznesów. Oni wszyscy mogą przedkładać rozwój zawodowy nad jakość snu – uważa Osowiecka.

Na kolejnych pozycjach w zestawieniu widać takie objawy, jak pesymistyczne, czarne widzenie przyszłości – 23,8%, osłabienie koncentracji i uwagi – 22,9%, a także brak przyjemności z wykonywania czynności, które wcześniej ją sprawiały – 22%. Mniej niż 20% wskazań ma niska samoocena i mała wiara w siebie. Natomiast na końcu listy są myśli i czyny samobójcze – 6,2%. Przed nimi widać zmniejszony apetyt – 8,3%, jak również poczucie winy i obniżonej wartości – 10,1%.

– Połączenie ww. objawów może dawać pierwsze sygnały o depresji. Dodatkowym ryzykiem jest niezdrowy styl życia, w którym brakuje aktywności fizycznej, a także dbałości o odpoczynek i właściwą dietę. Co ważne, symptomy ww. choroby mogą być inne w przypadku każdego pacjenta i zmieniać się z czasem. Każda osoba, która od dłuższego czasu doświadcza pogorszenia kondycji psychicznej i nie radzi sobie z tym, powinna jak najszybciej skorzystać z pomocy specjalisty – przekonuje Michał Murgrabia.

Myśli i czyny samobójcze częściej wskazują mężczyźni niż kobiety. Dotyczą one głównie osób w wieku 18-22 lat, z miesięcznym dochodem netto mniejszym niż 1000 zł, z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym, a także mieszkańców miejscowości liczących 20-49 tys. ludności.

– Zarówno kobiety, jak i mężczyźni miewają myśli samobójcze, ale tendencja do ich realizacji jest znacznie częstsza wśród mężczyzn. Z kolei osoby młode i niemające wyższego wykształcenia wykazują się większą podatnością na stres i mają niedojrzałe mechanizmy obronne. Według badań literatury światowej, ubóstwo, niższe wykształcenie i zamieszkiwanie okolic wiejskich są czynnikami ryzyka prób samobójczych. Wrażliwość na nie mogą potencjalizować takie zjawiska, jak wojna czy pandemia – mówi prof. Jerzy Samochowiec, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Podsumowując, należy zaznaczyć, że wśród ankietowanych odczuwających przynajmniej jeden z ww. objawów aż 43% nie miało tego typu problemów przed wzrostem inflacji, czyli przed podwyżkami cen w sklepach, rat kredytów oraz spadkiem wartości dochodów. 47% respondentów twierdzi odwrotnie, a 10% nie ma wyrobionej opinii w tej kwestii.

źródło: e-Pysycholodzy