Medicalpress
Planowanie radioterapii to złożony i czasochłonny proces, który wymaga precyzji, doświadczenia i czasu – a tego ostatniego często brakuje, zwłaszcza w sytuacji przeciążonych ośrodków onkologicznych. Każda godzina skrócenia tego etapu może oznaczać szybsze rozpoczęcie leczenia dla pacjenta. Polski i hiszpański zespół naukowców opracował rozwiązanie, które może zrewolucjonizować ten proces. Ich algorytm, wspierany sztuczną inteligencją, jest w stanie znacząco przyspieszyć przygotowanie planu leczenia – bez kompromisu dla bezpieczeństwa czy skuteczności terapii.
Naukowcy z Polski i Hiszpanii opracowali metodę jednoczesnego tworzenia wielu planów naświetlania pacjenta, spośród których onkolog wybierze najlepszy dla konkretnego chorego. Rozwiązanie ma przyspieszyć proces leczenia i ułatwi pracę specjalistom.

Dzięki zastosowaniu algorytmów sztucznej inteligencji (AI), system potrafi samodzielnie wykrywać kontury narządów i obszarów zdrowych, które trzeba chronić podczas leczenia.

Jak podkreślają autorzy, największą zaletą ich metody jest szybkość działania – cały proces, który standardowo zajmuje lekarzowi nawet kilka godzin, może zostać skrócony do kilku minut. Co więcej, dokładność algorytmu jest porównywalna z pracą eksperta.

Dlaczego to takie ważne?

Współczesna radioterapia wymaga dużej precyzji – nie tylko w zakresie dawki promieniowania, ale przede wszystkim w planowaniu jego rozmieszczenia. Kluczowe jest zidentyfikowanie obszarów, które należy zniszczyć (guzy) i tych, które należy chronić (zdrowe tkanki). Obecnie proces ten często wymaga ręcznej pracy lekarzy i fizyków medycznych.
Opracowane rozwiązanie może nie tylko odciążyć specjalistów, ale także zwiększyć dostępność do szybszego leczenia, szczególnie w regionach, gdzie liczba specjalistów jest ograniczona.

Co dalej z projektem?

Metoda jest obecnie testowana i rozwijana we współpracy z Narodowym Instytutem Onkologii w Warszawie. Kolejnym etapem będzie wdrożenie w praktyce klinicznej – po uzyskaniu odpowiednich certyfikacji i dopracowaniu integracji z istniejącymi systemami planowania radioterapii.

Naukowcy deklarują, że ich celem nie jest zastąpienie lekarzy, lecz dostarczenie im narzędzia, które przyspieszy i usprawni ich pracę. Algorytmy AI mają wspierać, nie decydować – i to jest kierunek, w którym zmierza nowoczesna onkologia.

Polscy naukowcy z Politechniki Warszawskiej opracowali innowacyjny model sztucznej inteligencji o nazwie Xlungs, który wspomaga diagnostykę chorób płuc na podstawie tomografii komputerowej (CT). Projekt ten zyskał międzynarodowe uznanie i zostanie zaprezentowany na prestiżowej konferencji ICLR 2025 w Singapurze.
Pod koniec kwietnia grupa polskich badaczy wystąpi na konferencji naukowej International Conference on Learning Representations (ICLR), która w tym roku odbywa się w Singapurze. To jedno z najważniejszych na świecie spotkań naukowców i ekspertów z obszaru uczenia maszynowego, sztucznej inteligencji i uczenia głębokiego (deep learning).

Czym wyróżnia się Xlungs?

Xlungs to przykład wyjaśnialnej sztucznej inteligencji (XAI), która nie tylko analizuje obrazy medyczne, ale także dostarcza lekarzom informacji o tym, które fragmenty obrazu miały wpływ na decyzję algorytmu. Dzięki temu lekarze mogą lepiej zrozumieć i zweryfikować wyniki analizy, co zwiększa zaufanie do systemu i ułatwia podejmowanie decyzji klinicznych.

Największa baza danych obrazów płuc na świecie

Model Xlungs został wytrenowany na największej na świecie bazie danych obrazów CT klatki piersiowej, obejmującej 40 tysięcy badań polskich pacjentów z lat 2010–2018. Dane te pochodziły m.in. z programów przesiewowych w kierunku raka płuca. System analizuje setki obrazów z jednego badania, identyfikując zmiany chorobowe i cechy anatomiczne, które mogą być zintegrowane z innymi procesami diagnostycznymi. 

Wydajność i transparentność

Xlungs osiąga wysoką dokładność w klasyfikacji podtypów raka płuca, takich jak rak płaskonabłonkowy, rak wielkokomórkowy czy gruczolakorak. Wykorzystuje technikę Grad-CAM do wizualizacji obszarów obrazu, które miały największy wpływ na decyzję modelu, co zwiększa przejrzystość i ułatwia interpretację wyników przez lekarzy.

Współpraca i finansowanie

Projekt Xlungs jest realizowany przez zespół MI².AI z Wydziału Matematyki i Nauk Informacyjnych Politechniki Warszawskiej we współpracy z Polską Grupą Raka Płuca oraz Dziecięcym Szpitalem Klinicznym w Warszawie. Projekt został sfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach konkursu INFOSTRATEG I.

Znaczenie dla medycyny

Xlungs może zrewolucjonizować diagnostykę chorób płuc, oferując lekarzom narzędzie, które nie tylko automatyzuje analizę obrazów, ale także dostarcza przejrzystych i zrozumiałych informacji wspierających proces diagnostyczny. To krok w kierunku bardziej transparentnej i efektywnej medycyny opartej na danych.

Źródło: www.pw.edu.pl

Opieka zdrowotna w ostatnich latach coraz częściej znajduje się na celowników cyberprzestępców. Sprzyja temu pandemia, w trakcie której szpitale i inne placówki medyczne, stanowiące pierwszy front walki z COVID-19, zyskały na znaczeniu. Wycieki danych, blokowanie systemów i szyfrowanie plików wraz z żądaniami wysokiego okupu są coraz częstszym zjawiskiem, również w Polsce. Mogą prowadzić do paraliżu działania i ogromnych strat, a życie i zdrowie pacjentów narazić na ryzyko.
Ochrona zdrowia należy do krytycznych sektorów usług publicznych. Zagrożenie ze strony cyberprzestępców rośnie wraz z rozwojem technologii cyfrowych. Ataki skierowane na infrastrukturę krytyczną, taką jak szpital, zagrażają bezpieczeństwu, wydajności, reputacji i ekonomii organizacji szpitalnych poprzez narażanie prywatności pacjentów, wyników ich badań i zasobów finansowych.

– Trzeba zwrócić uwagę na dwa wymiary związane z cyberbezpieczeństwem szpitali i ogólnie podmiotów leczniczych. Klasycznie kojarzy się to przede wszystkim z ochroną informacji. Dane o chorobach są wrażliwe i kluczowe w warstwie przetwarzania informacji – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jędrzej Bieniasz, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa w Zakładzie Cyberbezpieczeństwa Instytutu Telekomunikacji Politechniki Warszawskiej. – Drugi wymiar to ciągłość działania – przykładowo, czy maszyna, która podtrzymuje życie, będzie nadal sprawnie działała i nie zostanie zaatakowana. W tym wymiarze obserwowane są możliwości cyberataków, ale na razie traktujemy je trochę jako możliwe scenariusze, bardziej jako kwestia, o której musimy myśleć.

Organizacje opieki zdrowotnej odnotowują w ostatnich miesiącach znaczny wzrost incydentów cyberataków. Podczas trwania pandemii COVID-19 Agencja Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA) zaobserwowała 47-proc. wzrost cyberataków na szpitale i sieci opieki zdrowotnej, a według specjalistów Check Point Research opieka zdrowotna jest obecnie na piątym miejscu wśród sektorów narażonych na ataki hakerskie. Według najnowszego raportu firmy „2022 Cyber Security Report” w 2021 roku na całym świecie odnotowano wzrost ataków skierowanych w szpitale i laboratoria medyczne aż o 71 proc. w porównaniu z poziomem z 2020 roku. Średnia tygodniowa liczba ataków w sektorze zdrowia w ujęciu globalnym to 830 przypadków. Eksperci z Check Point Research już w 2021 roku informowali, że hakerzy coraz częściej kierują swoje ataki przeciw szpitalom głównie w Europie Środkowej: wówczas był to wzrost o 145 proc.

Pod koniec ubiegłego roku cyberprzestępcy zaatakowali system opieki zdrowotnej w jednej z kanadyjskich prowincji, co było najgroźniejszym tego typu incydentem w historii państwa. Zakłócenia w działalności trwały przez kilka dni. Cyberataki zdarzają się także w Polsce. Dla przykładu w lutym br. Zakład Opieki Zdrowotnej w Pajęcznie padł ofiarą hakerów, którzy włamali się do systemu informatycznego i zaszyfrowali prawie wszystkie pliki, żądając okupu za ich odblokowanie. Kilka dni później atakowi uległy systemy informatyczne Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, w tym wykorzystywany do przesyłania informacji dotyczących interwencji. Hakerzy zażądali ok. 1,5 mln zł okupu.

– Dla cyberprzestępców najważniejsze jest zdobycie pieniędzy, możliwie jak najszybciej. Szpitale stały się celem w ostatnich dwóch latach w kontekście pandemii, potrzeb zdrowotnych i zainteresowania społeczeństwa własnym zdrowiem. Ten okres uzmysłowił nam, jak istotne są to podmioty w ciągłości działania i bezpieczeństwa społecznego – podkreśla Jędrzej Bieniasz. – Atakujący wykorzystują ten kontekst, aby zmuszać właścicieli szpitali czy podmioty decydujące do szybkiego wypłacania okupów w przypadku ataków typu ransomware.

W ten sposób szpital chce uniknąć przestoju w działaniu, co byłoby groźne dla życia i zdrowia pacjentów, wycieku wrażliwych danych, za co grożą wysokie kary w ramach RODO i utrata reputacji.

– Cyberprzestępcy mogą wykorzystać takie dane np. do przygotowywania innych cyberataków, chociażby daty urodzin są często wykorzystywane przez użytkowników cyberprzestrzeni do tworzenia haseł do swoich systemów. Możemy też rozmawiać o handlu takimi informacjami. To są bardzo niszowe działania, ale nie możemy tego pomijać w analizie ryzyka takich zagrożeń – mówi ekspert Politechniki Warszawskiej.

Jak podkreśla, wraz ze wzrostem liczby ataków i świadomości zagrożeń poprawiają się także lepsze zabezpieczenia systemów. To zaś oznacza, że hakerzy muszą być coraz bardziej kreatywni i szukać nowych furtek. Jednak wciąż jednym z poważniejszych zagrożeń dla cyberbezpieczeństwa jest nieostrożność użytkowników końcowych systemów i aplikacji, czyli np. pracowników szpitala. Podobnie jak inni internauci również oni są narażeni na próby wyłudzeń i włamań poprzez chociażby maile oszustów podszywających się pod firmy kurierskie czy energetyczne, jednak w ich przypadku konsekwencje mogą być groźne dla całej placówki medycznej.

– Cały czas potrzebujemy uświadamiania na temat cyberzagrożeń, warto mieć pewną pokorę do tego, a nie nastawiać się na to, że nas to nie dotyczy – mówi Jędrzej Bieniasz. – Mając świadomość, co chronimy i po co, możemy wybrać z wielu różnych środków ochrony, natomiast na pewno podstawą jest dobra konfiguracja systemów końcowych użytkowników, czyli np. wyłączanie niepotrzebnych aplikacji, właściwe skonfigurowanie kont użytkowników. Drugi środek to kontrola dostępu do systemów końcowych i aplikacji. Tu zalecałbym wykorzystanie uwierzytelnienia dwu- czy wieloskładnikowego. Jest to jeden z takich środków, który ma niski koszt, a ma bardzo wysoką wartość dodaną dla cyberbezpieczeństwa. Warto też wspomnieć ogólnie o porządku w systemach, patrząc z punktu widzenia sieciowego. Nie udostępniamy do internetu tego, czego nie potrzebujemy, a to, co udostępniamy, konfigurujemy w sposób tzw. z minimalnymi aplikacjami i otwartymi portami, tak żeby te systemy nie mogły stanowić furtki dla cyberatakujących.

źródło: newseria

Opieka zdrowotna w ostatnich latach coraz częściej znajduje się na celowników cyberprzestępców. Sprzyja temu pandemia, w trakcie której szpitale i inne placówki medyczne, stanowiące pierwszy front walki z COVID-19, zyskały na znaczeniu. Wycieki danych, blokowanie systemów i szyfrowanie plików wraz z żądaniami wysokiego okupu są coraz częstszym zjawiskiem, również w Polsce. Mogą prowadzić do paraliżu działania i ogromnych strat, a życie i zdrowie pacjentów narazić na ryzyko.
Ochrona zdrowia należy do krytycznych sektorów usług publicznych. Zagrożenie ze strony cyberprzestępców rośnie wraz z rozwojem technologii cyfrowych. Ataki skierowane na infrastrukturę krytyczną, taką jak szpital, zagrażają bezpieczeństwu, wydajności, reputacji i ekonomii organizacji szpitalnych poprzez narażanie prywatności pacjentów, wyników ich badań i zasobów finansowych.

– Trzeba zwrócić uwagę na dwa wymiary związane z cyberbezpieczeństwem szpitali i ogólnie podmiotów leczniczych. Klasycznie kojarzy się to przede wszystkim z ochroną informacji. Dane o chorobach są wrażliwe i kluczowe w warstwie przetwarzania informacji – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jędrzej Bieniasz, ekspert ds. cyberbezpieczeństwa w Zakładzie Cyberbezpieczeństwa Instytutu Telekomunikacji Politechniki Warszawskiej. – Drugi wymiar to ciągłość działania – przykładowo, czy maszyna, która podtrzymuje życie, będzie nadal sprawnie działała i nie zostanie zaatakowana. W tym wymiarze obserwowane są możliwości cyberataków, ale na razie traktujemy je trochę jako możliwe scenariusze, bardziej jako kwestia, o której musimy myśleć.

Organizacje opieki zdrowotnej odnotowują w ostatnich miesiącach znaczny wzrost incydentów cyberataków. Podczas trwania pandemii COVID-19 Agencja Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA) zaobserwowała 47-proc. wzrost cyberataków na szpitale i sieci opieki zdrowotnej, a według specjalistów Check Point Research opieka zdrowotna jest obecnie na piątym miejscu wśród sektorów narażonych na ataki hakerskie. Według najnowszego raportu firmy „2022 Cyber Security Report” w 2021 roku na całym świecie odnotowano wzrost ataków skierowanych w szpitale i laboratoria medyczne aż o 71 proc. w porównaniu z poziomem z 2020 roku. Średnia tygodniowa liczba ataków w sektorze zdrowia w ujęciu globalnym to 830 przypadków. Eksperci z Check Point Research już w 2021 roku informowali, że hakerzy coraz częściej kierują swoje ataki przeciw szpitalom głównie w Europie Środkowej: wówczas był to wzrost o 145 proc.

Pod koniec ubiegłego roku cyberprzestępcy zaatakowali system opieki zdrowotnej w jednej z kanadyjskich prowincji, co było najgroźniejszym tego typu incydentem w historii państwa. Zakłócenia w działalności trwały przez kilka dni. Cyberataki zdarzają się także w Polsce. Dla przykładu w lutym br. Zakład Opieki Zdrowotnej w Pajęcznie padł ofiarą hakerów, którzy włamali się do systemu informatycznego i zaszyfrowali prawie wszystkie pliki, żądając okupu za ich odblokowanie. Kilka dni później atakowi uległy systemy informatyczne Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, w tym wykorzystywany do przesyłania informacji dotyczących interwencji. Hakerzy zażądali ok. 1,5 mln zł okupu.

– Dla cyberprzestępców najważniejsze jest zdobycie pieniędzy, możliwie jak najszybciej. Szpitale stały się celem w ostatnich dwóch latach w kontekście pandemii, potrzeb zdrowotnych i zainteresowania społeczeństwa własnym zdrowiem. Ten okres uzmysłowił nam, jak istotne są to podmioty w ciągłości działania i bezpieczeństwa społecznego – podkreśla Jędrzej Bieniasz. – Atakujący wykorzystują ten kontekst, aby zmuszać właścicieli szpitali czy podmioty decydujące do szybkiego wypłacania okupów w przypadku ataków typu ransomware.

W ten sposób szpital chce uniknąć przestoju w działaniu, co byłoby groźne dla życia i zdrowia pacjentów, wycieku wrażliwych danych, za co grożą wysokie kary w ramach RODO i utrata reputacji.

– Cyberprzestępcy mogą wykorzystać takie dane np. do przygotowywania innych cyberataków, chociażby daty urodzin są często wykorzystywane przez użytkowników cyberprzestrzeni do tworzenia haseł do swoich systemów. Możemy też rozmawiać o handlu takimi informacjami. To są bardzo niszowe działania, ale nie możemy tego pomijać w analizie ryzyka takich zagrożeń – mówi ekspert Politechniki Warszawskiej.

Jak podkreśla, wraz ze wzrostem liczby ataków i świadomości zagrożeń poprawiają się także lepsze zabezpieczenia systemów. To zaś oznacza, że hakerzy muszą być coraz bardziej kreatywni i szukać nowych furtek. Jednak wciąż jednym z poważniejszych zagrożeń dla cyberbezpieczeństwa jest nieostrożność użytkowników końcowych systemów i aplikacji, czyli np. pracowników szpitala. Podobnie jak inni internauci również oni są narażeni na próby wyłudzeń i włamań poprzez chociażby maile oszustów podszywających się pod firmy kurierskie czy energetyczne, jednak w ich przypadku konsekwencje mogą być groźne dla całej placówki medycznej.

– Cały czas potrzebujemy uświadamiania na temat cyberzagrożeń, warto mieć pewną pokorę do tego, a nie nastawiać się na to, że nas to nie dotyczy – mówi Jędrzej Bieniasz. – Mając świadomość, co chronimy i po co, możemy wybrać z wielu różnych środków ochrony, natomiast na pewno podstawą jest dobra konfiguracja systemów końcowych użytkowników, czyli np. wyłączanie niepotrzebnych aplikacji, właściwe skonfigurowanie kont użytkowników. Drugi środek to kontrola dostępu do systemów końcowych i aplikacji. Tu zalecałbym wykorzystanie uwierzytelnienia dwu- czy wieloskładnikowego. Jest to jeden z takich środków, który ma niski koszt, a ma bardzo wysoką wartość dodaną dla cyberbezpieczeństwa. Warto też wspomnieć ogólnie o porządku w systemach, patrząc z punktu widzenia sieciowego. Nie udostępniamy do internetu tego, czego nie potrzebujemy, a to, co udostępniamy, konfigurujemy w sposób tzw. z minimalnymi aplikacjami i otwartymi portami, tak żeby te systemy nie mogły stanowić furtki dla cyberatakujących.

źródło: newseria