Medicalpress
Leki z grupy analogów GLP-1 pomagają redukować masę ciała i leczą uszkodzone miejsca w organizmie. Ich wykorzystanie w leczeniu otyłości to rozsądne korzystanie z nauki. Leczeniu farmakologicznemu musi jednak towarzyszyć opieka dietetyczna, fizjoterapeutyczna i psychologiczna – mówili eksperci Kongresu Re_Mind.
Podczas Kongresu i Festiwalu Psychologicznego Re_Mind, eksperci rozmawiali m.in. o tym, w jaki sposób preparaty GLP-1 mogą obniżać apetyt i wspierać redukcję wagi w leczeniu otyłości. Prof. Paweł Bogdański, specjalista chorób wewnętrznych i hipertensjologii, prodziekan Wydziału Medycznego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, zwrócił uwagę, że mówiąc o otyłości trzeba przede wszystkim odróżnić profilaktykę od leczenia.

– Naprawdę musimy zrobić wszystko, aby nie zachorować na otyłość. Średnio szansa na redukcję masy ciała u osoby z otyłością metodami niefarmakologicznymi wynosi 3-5 proc. wyjściowej masy ciała, a efekt nie jest trwały – zaznaczył prof. Paweł Bogdański.

Badania wykazywały, że wśród kobiet z BMI równym 30 zaledwie jedna na 124 ma szansę na samodzielnie zredukowanie masy ciała do prawidłowego poziomu za pomocą diety i aktywności fizycznej. Jeśli BMI wynosi 40, to taką szansę ma zaledwie 1 na 477 kobiet. U mężczyzn te statystyki kształtują się jeszcze mniej korzystnie. Przy BMI powyżej 30 tylko 1 na 210 mężczyzn ma szansę na samodzielną redukcję, a przy BMI powyżej 40, jeden na 1270.

– Mówiąc o leczeniu otyłości mówimy o leczeniu niezwykle groźnej, przewlekłej, nawracającej choroby, która samoistnie nie ustępuje. To biologiczna choroba, w której dochodzi do popsucia mechanizmów regulujących równowagę energetyczną. Jak popsują się mechanizmy biologiczne, przestanie działać ośrodek głodu, sytości, układ nagrody, jak przestają działać odpowiednie regulacje neurohormonalne, pacjent jest bezradny – wskazał ekspert Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Obecnie w leczeniu otyłości wykorzystuje się m.in. tzw. analogi GLP-1, które pierwotnie służyły do leczenia cukrzycy. – Inkretyny, analogi, to coś bardzo podobnego do substancji produkowanej w przewodzie pokarmowym. GLP-1 to cząsteczka, która jest produkowana w przewodzie pokarmowym w odpowiedzi na impuls jedzeniowy. Wiadomo było, że pomaga w obniżeniu poziomu glukozy. Potem tych odkryć było coraz więcej – opisał prof. Bogdański.

Jak powiedział, cząsteczki te wpływają korzystnie nie tylko na poziom cukru i ośrodek sytości, ale też na wiele miejsc w całym naszym organizmie. – Receptory dla tej naturalnie produkowanej substancji znajdują się w wielu miejscach, np. w wątrobie, tym samym chronią ją przed stłuszczeniem. Inkretyny w naczyniach krwionośnych i mięśniu sercowym chronią przed zawałem, zmniejszają ciśnienie tętnicze niezależnie od spadku masy ciała. Ich bardzo silny efekt przeciwzapalny powoduje, że u pacjentów z chorobą zwyrodnieniową stawów dolegliwości bólowe są mniejsze. Można powiedzieć, że oprócz tego, że pomagają redukować masę ciała, leczą te uszkodzone, zaburzone miejsca w naszym organizmie – opisywał prof. Bogdański.

Teorią set pointów mówi o tym, że organizm zapamiętuje najwyższą masę tłuszczową w życiu człowieka i różnymi metodami próbuje do niej wrócić, uruchamiając rozmaite mechanizmy w organizmie. – Współczesna nauka mówi o tym, że być może dzięki skutecznemu leczeniu stosowaniu analogów GLP-1, którymi dzisiaj dysponujemy, będziemy w stanie powoli ten set point przesuwać – powiedział ekspert. Jak mówił, potencjał tych leków jest tak duży, bo receptory GLP-1 znajdują się w wielu miejscach naszego organizmu; poprzez te receptory w korzystny sposób wpływają na nasz organizm.

Dla GLP-1 trzeba było jednak poszukać doskonałej podróbki, ponieważ te oryginalne cząsteczki były bardzo nietrwałe. – Gdybyśmy chcieli wykorzystać ten analog produkowany w przewodzie pokarmowym, musielibyśmy podłączyć komuś pompę, ponieważ średni czas życia tej cząsteczki to dwie minuty. Potem ta cząsteczka się rozpada. Praca naukowców była skupiona więc na tym, by stworzyć cząsteczkę, której życie będzie dłuższe – wyjaśnił ekspert.

Dzisiaj w Polce jest sześć zarejestrowanych preparatów opartych na analogach GLP-1, a w ciągu najbliższych pięciu lat szacuje się, że pojawi się 16 nowych. – To świetna wiadomość dla tych pacjentów chorych na otyłość, którzy dotychczas byli bezradni – zaznaczył prof. Bogdański.

Podkreślił jednak, że leki te badacze wciąż znają dość krótko; pełne rezultaty ich działania wciąż będą odkrywane. – Może się okazać, że droga, którą idziemy, nie jest optymalna, może będzie trzeba ją modyfikować; może pojawią się rozwiązania, które będą konieczne i potrzebne – zastrzegł.

Zaznaczył też, że leczeniu farmakologicznemu zawsze musi towarzyszyć opieka dietetyczna, fizjoterapeutyczna i bardzo często psychologiczna.

Prof. Aleksandra Łuszczyńska, psycholożka, która kieruje Centrum Badań Stosowanych nad Zachowaniami Zdrowotnymi i Zdrowiem w Uniwersytecie SWPS, zwróciła uwagę na problem, który pojawił w związku z pojawieniem tych leków.

– Mamy skutek uboczny w postaci wielkiego „hypu”, związanego z tymi lekami. Osoby z Europejskiego Towarzystwa Chorób z Otyłością mówią mi, że czują się w pewien sposób oszukane, dlatego że leki wyparły im wszystko. Wyparły im informacje o stylu życia, informacje dotyczące edukacji, informacje dotyczące tego, jaką dietę stosować – zauważyła prof. Aleksandra Łuszczyńska.

Jak zastrzegła, choć leki są przełomem w leczeniu, to żeby doprowadzić pacjenta do pełni zdrowia, potrzebna jest kompleksowa opieka.

Dodała, że pacjent powinien nauczyć się, iż jego dieta powinna zawierać dużą ilość błonnika, powinna być wysokobiałkowa, po to, żeby zabezpieczać przed redukcją masy kostnej. Pacjent powinien też utrzymywać aktywność fizyczną, żeby budować i utrzymywać masę mięśniową.

Eksperci odnieśli się też do mitów dotyczących stosowania leków opartych na analogach GLP-1, m.in. tego, że po odstawieniu powodują tzw. efekt jojo, a niektórzy określają ich użycie jako „drogę na skróty”.

Prof. Bogdański zaznaczył, że określenie efekt jojo jest trywializujące i wynika z niezrozumienia choroby otyłościowej. – W leczeniu każdej innej przewlekłej choroby, kiedy terapię się przerwie, choroba nawraca. Dlaczego nie mówimy o tym, że ktoś brał leki na nadciśnienie i gdy je odstawił, to ciśnienie wzrosło. Wtedy nie mówimy też, że ktoś ma efekt jojo – podkreślił.

– Mechanizmy działania leków (opartych na analogach GLP-1 – PAP) dalece wykraczają poza redukcję masy ciała. Zatem jak pacjent dostrzeże tę długą listę korzyści, on nie bierze leku na utratę kilogramów. On rozumie, że się chroni przed wizytami u specjalisty, że poprawił sobie lipidy, cukry, ciśnienie, że odstawił połowę leków. W którym momencie ktoś może powiedzieć, że to jest łatwizna? To jest rozsądne korzystanie z wiedzy i nauki – wskazał prof. Bogdański.

Trzydniowy Kongres i Festiwal Psychologiczny Re_Mind współorganizują Uniwersytet SWPS (USWPS), który jest też inicjatorem wydarzenia, a także Telewizja Polska i Miasto Wrocław.

Polska Agencja Prasowa i serwis Nauka w Polsce są w gronie patronów medialnych.

Źródło: inf pras

Ponad 3,7 mln osób wypełniło ankietę programu „Moje Zdrowie”, a ponad 1,6 mln zrealizowało indywidualny bilans zdrowia, wynika z podsumowania pierwszego roku działania programu profilaktycznego. Eksperci podkreślają, że projekt nie tylko zwiększył zainteresowanie profilaktyką zdrowotną, ale także pozwolił wcześniej wykrywać choroby cywilizacyjne i kierować pacjentów do dalszej diagnostyki. Zdaniem lekarzy kluczowym elementem programu pozostaje indywidualna rozmowa z pacjentem oraz tworzenie spersonalizowanego planu zdrowotnego.
Fundacja MY PACJENCI podsumowała rocznicę funkcjonowania programu profilaktycznego w formie debaty ekspertów, którzy komentowali zaprezentowane przez Profesor Agnieszkę Mastalerz – Migas, Konsultant Krajową w dziedzinie medycyny rodzinnej oraz Macieja Karaszewskiego, Dyrektora Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia dane dotyczące realizacji programu oraz wskazywali na oczekiwane/zasadne/oczekiwane modyfikacje.

Maciej Karaszewski, Dyrektor Departamentu Lecznictwa Ministerstwa Zdrowia jako sukces programu uznaje jego bardzo duży zasięg populacyjny – w ciągu niespełna roku 3, 6 miliona osób wypełniło ankietę, a ponad 1,6 miliona zrealizowało indywidualny bilans zdrowia, co stanowi 72 % ankiet. W grupach wiekowych 20 – 39 lat ankietę wypełniło ponad milion osób. Założenie przy uruchomieniu programu było takie, że do końca 2025 skorzysta z niego 600 tysięcy osób –  ankiet wypełnionych na koniec 2025 było 2,3 miliona, gdzie  w całym programie PROFILAKTYKA 40 plus udział wzięło 1,2 miliona osób. Łączny koszt realizacji programu to 800 milionów złotych. Magdalena Kołodziej, Prezes Fundacji MY PACJENCI wskazuje, że ilość zgłoszeń do programu obala stereotyp, że Polacy nie chcą korzystać z profilaktyki, wskazując też, że w sondzie przeprowadzonej przez Fundację wśród osób, które z niego skorzystało, oceniony został pozytywnie, szczególnie zaś ankieta czyli moment wejścia do programu.     

Jakie są cele programu MOJE ZDROWIE?

Głównym celem programu Moje Zdrowie jest zbudowanie modelu kompleksowej profilaktyki dostępnej dla każdego w jego przychodni POZ oraz zachęcanie do kontrolowania swojego zdrowia. Z programu może skorzystać każda ubezpieczona dorosła osoba, która ukończyła 20 lat – co 5 lat w okresie życia od 20 do 49 lat i co 3 lata, gdy ukończy 49 lat.

Program Moje zdrowia składa się z poniższych elementów:

– kwestionariusz bilansu
– badania laboratoryjne
– wizyta podsumowująca z utworzeniem Indywidualnego Planu Zdrowotnego
– interwencje prozdrowotne
– budowania nawyku badań profilaktycznych
– długoterminowe wsparcie monitorowania zdrowia pacjentów

Lekarze specjaliści medycyny rodzinnej podkreślają, że kluczowym elementem programu jest wizyta podsumowująca, która jest indywidualnym świadczeniem medycznym, kończącym się opracowaniem Indywidualnego Planu Zdrowotnego. Pacjent może otrzymać także dwie porady edukacyjne. To jeden z najlepszych programów profilaktycznych w Europie. I decyduje o tym właśnie jego unikalna konstrukcja, czyli to indywidualne spotkanie omawiające wyniki badań i  inne rekomendacje dla danej osoby – ocenia dr Michał Sutkowski, Prezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych.   

Zdaniem dr n. med. Aleksandra Biesiady, wiceprezesa Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej – „Moje Zdrowie” to nie tylko badania diagnostyczne, które stanowią jeden z elementów programu. To przede wszystkim okazja do kompleksowej oceny stanu zdrowia pacjenta, umożliwiająca identyfikację chorób oraz czynników ryzyka ich wystąpienia. To także przestrzeń do indywidualnej edukacji zdrowotnej i dopasowania zaleceń do potrzeb pacjenta. Dla wielu osób udział w programie to impuls do zmiany stylu życia i poprawy zdrowia.

Michał Dzięgielewski, Pełnomocnik Prezesa NFZ, podkreśla, że program trafił do ludzi młodych, którzy nie chodzą zazwyczaj do lekarza i nie było dla nich oferty profilaktycznej.

Po wykonaniu badań pacjent wraca do placówki POZ, gdzie odbywa się wizyta podsumowująca. Podczas niej lekarz, pielęgniarka lub położna przygotowują indywidualny plan zdrowotny.

Najczęstsze choroby wykrywane w programie „Moje Zdrowie”

Lekarze wskazują, że w programie „Moje Zdrowie najczęściej diagnozowane są choroby cywilizacyjne. Do najważniejszych należą: choroba otyłościowa, zaburzenia lipidowe, nadciśnienie oraz cukrzyca. Pacjenci najczęściej otrzymywali recepty na zaburzenia lipidowe, nadciśnienie tętnicze, cukrzycę, niedoczynność i nadczynność tarczycy. 3670 pacjentów otrzymało kartę DILO. Problemem jest fakt, że z ponad 65 000 (grypa, pneumokoki, półpasiec, RSV) wystawionych w ramach Indywidualnego Planu Opieki Medycznej recept na szczepienia aż 22 480 nie zostało zrealizowanych. W ankiecie wstępnej do programu prawie 30 % podało, że ma objawy obniżonego nastroju lub utratę zainteresowania codziennymi aktywnościami, a aż 40 % odczuwa przewlekłe zmęczenie i problemy ze snem.

Wykonano prawie 600 000 badań anty HCV, 185 000 liporoteiny oraz prawie 76 000 testów FIT OC.

Wielu pacjentów wymaga dalszego leczenia w ramach podstawowej opieki zdrowotnej, a część trafia do opieki koordynowanej, gdzie możliwe są konsultacje ze specjalistami. Pozostałe osoby otrzymują skierowania do dalszej diagnostyki lub leczenia w AOS.  Najczęściej wystawiano skierowania na kolonoskopię, USG brzucha, gastroskopię, USG tarczycy i RTG klatki piersiowej.

Sukces programu to przede wszystkim efekt ogromnego zaangażowania zespołów POZ. Lekarze, pielęgniarki, położne, koordynatorzy, profilaktycy, a także pracownicy rejestracji i administracji łączyli działania profilaktyczne z bieżącą opieką nad pacjentami, co w praktyce przełożyło się na lepsze rozpoznawanie potrzeb zdrowotnych, większą dostępność badań i wzrost świadomości pacjentów w zakresie zdrowia i działań sprzyjających jego utrzymaniu – podkreśla Profesor Agnieszka Mastalerz – Migas, Konsultant Krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej.

Co można zrobić lepiej?

Pacjenci i eksperci są zgodni, że nie ma sensu wykonywać badań na przykład poziomu glukozy na czczo u osób chorujących na cukrzycę czy anty HCV u osób, które przeszły to zakażenie – zamiast tego zasadne jest wprowadzenie nowoczesnych badań diagnostycznych, które aktualnie są dostępne jedynie dla pacjentów objętych opieka koordynowaną. „Mamy NT-proBNP, który wiemy, z czym się wiąże, jak możemy monitorować tego pacjenta i jakie mamy ryzyko zgonu. W Polsce jedną z najbardziej kosztownych jednostek leczenia są pacjenci z niewydolnością serca, więc dodanie tego badania mogłoby program jeszcze wzmocnić – mówiła prof. Agnieszka Pawlak z Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA. Wskazywane jest także badanie UACR, które jest zalecane do wykonania u osób chorujących na cukrzycę oraz nadciśnienie tętnicze jako kluczowe badanie diagnostyczne wykrywające wcześnie przewlekłą niewydolność nerek. Istnieje silny związek pomiędzy przewlekłą chorobą nerek, cukrzycą, chorobami układu sercowo-naczyniowego oraz zaburzeniami metabolicznymi.  

Szacuje się, że cukrzyca typu 2 i nadciśnienie tętnicze stanowią przyczynę 80% przypadków niewydolności nerek. Aby pakiet badań mógł być bardziej zindywidualizowany niezbędne jest wdrożenie narzędzi cyfrowych, które to umożliwią, co podkreśla dr Tomasz Zieliński, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego. Joanna Kazana, wicedyrektorka Onkofundacji Alivia apeluje o umożliwienie lekarzom POZ dostępu/wglądu w informacje czy pacjent wykonuje badania profilaktyczne poza POZ (typu mammografia czy test HPV HR) oraz o zbieranie przez system większej ilości kompletnych danych z tego typu programów by móc badać ich dokładny wymiar w zakresie dalszej ścieżki pacjenta, już poza POZ.   

Program MOJE ZDROWIE po roku – liczby – dane Centrum e-Zdrowia: 

 
– 3 739 583 osoby wypełniło ankietę
– 95 proc. ankiet zostało podjętych przez placówki POZ
– lekarze zlecili 61,2 proc. badań podstawowych oraz 38,8 proc. badań rozszerzonych
– najwięcej ankiet wypełniono w województwie mazowieckim, a najmniej w lubuskim i opolskim
– prawie 62 proc. ankiet wypełniły kobiety
– co piąta osoba, która wypełniła ankietę, ma 30-39 lat, a prawie co piąta 40-49.  
– 53 proc. pacjentów wybrało tradycyjny sposób zapisów w przychodni POZ, 26 proc. osób skorzystało z IKP, a 21 proc. z aplikacji moje IKP

Ocena satysfakcji

Fundacja My Pacjenci przeprowadziła sondę internetową oceny satysfakcji odbiorców programu Moje Zdrowie. Badanie pokazuje, że uczestnicy programu „Moje Zdrowie” generalnie pozytywnie oceniają udział w programie, szczególnie w zakresie prostoty procesu, możliwości wykonania badań profilaktycznych oraz omówienia wyników z personelem medycznym. Najwyżej oceniono proces wypełniania ankiety (NPS 58,34) oraz wizyty omawiające wyniki badań (NPS 48,15). Uczestnicy doceniali przede wszystkim możliwość wykonania badań bez konieczności wcześniejszej wizyty lekarskiej, dostępność profilaktyki oraz szansę na kontrolę stanu zdrowia.  „Badanie pokazuje, że program ma potencjał do wzmacniania postaw prozdrowotnych i budowania większej świadomości zdrowotnej. Pacjenci często wskazywali, że udział w programie był impulsem do wykonania badań, których wcześniej nie realizowali oraz pozwolił im lepiej zrozumieć własny stan zdrowia” – komentuje Magdalena Kołodziej, Prezes Fundacji My Pacjenci.

Źródło: inf pras

14 kwietnia wchodzą w życie zmiany w rozporządzeniu Ministra Zdrowia dotyczące składu zestawu przeciwwstrząsowego w placówkach ambulatoryjnych. Choć aktualizacja wykazu leków jest oceniana pozytywnie, nowe obowiązki, zwłaszcza dotyczące zapewnienia dostępu do tlenu, rodzą pytania o ich realne wdrożenie w codziennej praktyce POZ.
Rozporządzenie modyfikuje dotychczasowy skład zestawu przeciwwstrząsowego i różnicuje jego zakres w zależności od rodzaju udzielanych świadczeń. Oznacza to, że placówki ambulatoryjne muszą zweryfikować swoje wyposażenie i dostosować je do nowych wymogów.

– Pozytywnie oceniamy fakt, że z wykazu usunięto część preparatów, których obecność w ambulatoryjnych placówkach od dawna budziła wątpliwości praktyczne i organizacyjne. To krok w stronę lepszego dostosowania przepisów do realiów codziennej praktyki świadczeniodawców – mówi Wojciech Pacholicki, specjalista medycyny rodzinnej, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie.

Jak zaznacza Federacja, nowelizacja wprowadza jednak również nowe obowiązki związane z zapewnieniem określonych produktów leczniczych i wyrobów medycznych zależnie od miejsca oraz charakteru udzielanych świadczeń. Dla wielu placówek oznacza to konieczność szybkiego przeorganizowania części zaplecza technicznego i organizacyjnego.

Kontrowersję budzi obowiązek zapewnienia tlenu

W praktyce największe wątpliwości dotyczą obowiązku zapewnienia dostępu do tlenu. Trzeba pamiętać, że to nie tylko zakup samej butli.

– Trzeba jeszcze zapewnić prawidłowe przechowywanie, serwisowanie i bieżącą obsługę. W wielu przypadkach dochodzą do tego bardzo przyziemne, ale realne problemy organizacyjne. Są placówki, do których zwyczajnie nie ma możliwości technicznego dowozu butli przez specjalistyczny transport obsługujący gazy medyczne. I to są kwestie, które trzeba brać pod uwagę przy tworzeniu takich przepisów – przekonuje wiceprezes.

Przepisy trzeba oceniać także przez pryzmat praktyki

Federacja podkreśla, że bezpieczeństwo pacjentów pozostaje bezdyskusyjnym priorytetem. Jednocześnie każda zmiana organizacyjna w ochronie zdrowia powinna uwzględniać realne warunki, w jakich funkcjonują placówki. Nie wszystkie poradnie działają w nowoczesnych, dużych budynkach z pełnym zapleczem technicznym. Wiele z nich funkcjonuje w lokalizacjach, gdzie każda dodatkowa zmiana organizacyjna oznacza konieczność rozwiązania szeregu praktycznych problemów logistycznych.

Dlatego środowisko POZ zwraca uwagę, że przy wdrażaniu nowych obowiązków równie ważny jak sam cel regulacji jest sposób ich wprowadzania oraz uwzględnienie realiów codziennej pracy świadczeniodawców. Dobrze zaprojektowane przepisy to nie tylko właściwe założenia, ale także możliwość ich praktycznego wdrożenia w różnych warunkach organizacyjnych i lokalowych.

Nowelizacja przepisów porządkuje skład zestawów przeciwwstrząsowych i dostosowuje je do rodzaju udzielanych świadczeń, co środowisko lekarzy ocenia jako krok w dobrym kierunku. Jednocześnie wprowadza nowe wymagania organizacyjne, które dla wielu placówek mogą okazać się trudne do spełnienia. Największe kontrowersje budzi obowiązek zapewnienia tlenu, wiążący się nie tylko z zakupem, ale także z logistyką, przechowywaniem i serwisowaniem. Eksperci podkreślają, że bezpieczeństwo pacjentów musi iść w parze z realnymi możliwościami organizacyjnymi placówek.

Opieka koordynowana w podstawowej opiece zdrowotnej miała być odpowiedzią na jeden z najbardziej trwałych problemów polskiego systemu ochrony zdrowia: rozproszenie diagnostyki, długie ścieżki pacjenta z chorobą przewlekłą i zbyt słabe wykorzystanie potencjału lekarza rodzinnego. Po ponad trzech latach od uruchomienia modelu widać, że rozwiązanie przestało być jedynie projektem organizacyjnym, a stało się istotnym elementem funkcjonowania POZ. Jednocześnie dyskusja nad jego dalszym rozwojem coraz wyraźniej przesuwa się z pytania, czy ten kierunek ma sens, na pytanie, jak mierzyć jego efekty, jak wyrównywać dostęp i jak nie dopuścić do utrwalenia systemu podstawowej opieki zdrowotnej o dwóch prędkościach.

Model został uruchomiony formalnie jesienią 2022 roku i od początku był adresowany do pacjentów przewlekle chorych. Jak przypominał podczas posiedzenia Komisji Zdrowia Tomasz Maciejewski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia, „Opieka koordynowana w podstawowej opiece zdrowotnej została wprowadzona do systemu ochrony zdrowia rozporządzeniem ministra zdrowia z 15 września 2022 roku. Od 1 października 2022 r. świadczeniodawcy POZ mogą udzielać świadczeń pacjentom przewlekle chorym w nowym modelu opieki koordynowanej”. Istotą tego rozwiązania jest dobrowolność po stronie placówki, ale także brak konieczności uzyskiwania skierowania przez pacjenta. To lekarz POZ staje się punktem wejścia do bardziej uporządkowanej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej, a sama przychodnia może rozszerzyć swoją ofertę dzięki odpowiedniej zmianie umowy z NFZ.

Nie był to model tworzony od zera. Ministerstwo podkreśla, że oparto go na doświadczeniach pilotażu POZ+, prowadzonego w latach 2018–2021. To właśnie z tego etapu wynikał wybór grup chorób, które miały zostać objęte koordynacją w pierwszej kolejności. W praktyce chodzi o schorzenia najczęstsze, obciążające populacyjnie i jednocześnie takie, które przy odpowiednim zapleczu diagnostycznym mogą być skutecznie prowadzone na poziomie podstawowej opieki zdrowotnej. Do tego katalogu włączono m.in. nadciśnienie tętnicze, chorobę niedokrwienną serca, niewydolność serca, migotanie przedsionków, cukrzycę, astmę, przewlekłą obturacyjną chorobę płuc, niedoczynność tarczycy i guzki tarczycy. To nie przypadek, ale konsekwencja założenia, że koordynacja ma najpierw objąć te obszary, w których skala potrzeb jest największa, a korzyści z szybszej diagnostyki i lepszej kontroli choroby mogą być najbardziej odczuwalne.

Więcej badań, konsultacji i plan leczenia zamiast rozproszonej ścieżki

Najważniejsza zmiana w stosunku do tradycyjnego modelu POZ polega na tym, że lekarz rodzinny nie zostaje sam z pacjentem i ograniczonym koszykiem badań. W opiece koordynowanej zyskuje dostęp do szerszego katalogu diagnostyki oraz możliwość konsultowania chorego ze specjalistą, także zdalnie. W założeniu ma to skracać czas od podejrzenia problemu do ustalenia rozpoznania i terapii. Tomasz Maciejewski podkreślał, że „Wprowadzenie opieki koordynowanej oraz finansowanie jej w formie budżetu powierzonego miało na celu zwiększenie dostępności do badań diagnostycznych i konsultacji specjalistycznych w takich dziedzinach jak kardiologia, diabetologia, pulmonologia, alergologia, endokrynologia czy nefrologia. Nowym rozwiązaniem jest również możliwość konsultowania stanu zdrowia pacjenta przez lekarza POZ z lekarzem specjalistą”.

Drugim filarem modelu jest indywidualny plan opieki medycznej. W teorii nie chodzi więc wyłącznie o zlecenie kilku dodatkowych badań, lecz o zorganizowanie wokół pacjenta bardziej przewidywalnej ścieżki postępowania. Lekarz prowadzi pogłębiony wywiad, interpretuje wyniki, ustala plan leczenia, a koordynator organizuje terminy badań, porad i konsultacji oraz pozostaje w kontakcie z osobami uczestniczącymi w procesie leczenia. Taki model ma szczególne znaczenie w chorobach przewlekłych, gdzie jakość opieki nie zależy od pojedynczej wizyty, ale od ciągłości nadzoru, regularności kontroli i edukacji chorego. Ministerstwo akcentuje także rolę wzmacniania samoopieki pacjenta oraz pełniejszego wykorzystania kompetencji lekarzy rodzinnych, którzy w klasycznym modelu często pełnili bardziej funkcję kierującą niż rzeczywiście koordynującą.

Na poziomie deklaracji cele są więc ambitne: skrócenie czasu oczekiwania na badania i konsultacje, lepsza kontrola chorób przewlekłych, ograniczenie niepotrzebnych skierowań, poprawa przepływu informacji oraz rozwój edukacji zdrowotnej. Pytanie, które coraz mocniej wybrzmiewa po kilku latach działania systemu, nie dotyczy już samej logiki tego rozwiązania, ale tego, jak te cele przekładają się na wskaźniki i codzienną praktykę.

Skala rośnie, ale wraz z nią rośnie też pytanie o nierówności

Z danych przedstawionych przez Ministerstwo Zdrowia wynika, że opieka koordynowana przestała być rozwiązaniem niszowym. Tomasz Maciejewski wskazywał, że „obecnie ponad 50 proc. placówek podstawowej opieki zdrowotnej obejmuje pacjentów tym modelem opieki. Co więcej, w około 70 proc. tych przychodni funkcjonują już co najmniej trzy ścieżki opieki koordynowanej”. W samym 2025 roku zrealizowano około 11,5 mln porad i konsultacji specjalistycznych w ramach tego modelu, a finansowanie, które początkowo wynosiło około 223 mln zł, wzrosło do blisko 1,5 mld zł w całym okresie funkcjonowania programu, z czego około 690 mln zł przypadło na sam 2025 rok.

To liczby, które pokazują realne wejście opieki koordynowanej do systemu. Równocześnie jednak skala wdrożenia pozostaje mocno zróżnicowana regionalnie. W jednych województwach liczba placówek realizujących opiekę koordynowaną jest wysoka, w innych wyraźnie niższa. Prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej, nie pozostawiała tu wątpliwości co do przyczyn. „Skala wdrażania opieki koordynowanej jest jednak bardzo zróżnicowana regionalnie. W dużej mierze wynika to z dostępności specjalistów, ponieważ przychodnie POZ muszą mieć podpisane umowy z lekarzami specjalistami, aby móc realizować ten model opieki. W niektórych częściach kraju jest to znacznie trudniejsze, dlatego mniej placówek decyduje się na wdrożenie koordynacji”.

To właśnie w tym miejscu pojawia się najpoważniejsza bariera. Skoro model daje szerszy dostęp do badań i szybszej ścieżki diagnostycznej, to pacjent zapisany do placówki realizującej opiekę koordynowaną ma istotnie inne możliwości niż pacjent przypisany do POZ, który z różnych przyczyn do tego modelu nie wszedł. Magdalena Kołodziej z Fundacji My Pacjenci mówiła wprost o narastającej przepaści i o „POZ-ach dwóch prędkości”. Z perspektywy pacjenta nie jest to już wyłącznie kwestia organizacyjna, lecz realna różnica w dostępie do diagnostyki i tempa dalszego postępowania. Dlatego coraz ważniejsze staje się pytanie, czy państwo zamierza nadal rozwijać koordynację tylko poprzez zachęcanie kolejnych placówek do wejścia w model, czy również poprzez szersze udostępnienie części badań diagnostycznych wszystkim POZ-om, niezależnie od formalnego statusu.

Jak wskazała prof. Mastalerz-Migas, „Jedną z propozycji przyspieszenia rozwoju opieki koordynowanej jest zapewnienie wszystkim placówkom POZ dostępu do części badań diagnostycznych, które dziś funkcjonują w tym modelu. Dotyczy to przede wszystkim badań laboratoryjnych”. Przykładem może być wskaźnik UACR, przydatny we wczesnym wykrywaniu przewlekłej choroby nerek. Z punktu widzenia systemowego byłby to krok pośredni: nawet jeśli nie każda placówka od razu wdroży pełny model koordynacji, to przynajmniej część nierówności diagnostycznych mogłaby zostać ograniczona.

Korzyści są widoczne, ale twarda ewaluacja wciąż pozostaje niepełna

Najwięcej pytań podczas posiedzenia dotyczyło nie tego, ile placówek weszło do systemu, lecz
jakie są efekty kliniczne i organizacyjne tego rozwiązania. Posłowie i przedstawiciele strony społecznej pytali o czas oczekiwania na badania i wizyty, skalę ograniczenia skierowań do AOS, spadek hospitalizacji, wpływ na korzystanie z SOR-ów, satysfakcję pacjentów i faktyczne koszty opieki. To właśnie te pytania decydują o tym, czy opieka koordynowana będzie w kolejnych latach traktowana jako centralny element przebudowy systemu, czy raczej jako jedno z kilku punktowych narzędzi poprawiających funkcjonowanie POZ.

Maciej Karaszewski, dyrektor Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, zwracał uwagę, że „Ocena efektów opieki koordynowanej nie jest prosta, ponieważ populacja pacjentów z chorobami przewlekłymi nie jest jednorodna. Występuje w niej wielochorobowość, a sama populacja jest zmienna”. Dodatkową trudność stanowi fakt, że równolegle zmieniała się struktura i wycena świadczeń w AOS oraz leczeniu szpitalnym, co utrudnia prostą analizę porównawczą przed i po wdrożeniu modelu. To zastrzeżenie jest zasadne metodologicznie, ale nie zmienia faktu, że po kilku latach działania system potrzebuje coraz bardziej precyzyjnych odpowiedzi.

Ministerstwo przedstawiło jednak pewne sygnały, które można uznać za zachęcające. Jak mówił Maciej Karaszewski, „Z analiz prowadzonych przez Narodowy Fundusz Zdrowia wynika jednak kilka wyraźnych tendencji. W placówkach realizujących opiekę koordynowaną obserwujemy spadek liczby skierowań do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej. Zmniejsza się także liczba skierowań pacjentów na szpitalne oddziały ratunkowe i do izb przyjęć”. Dodał także, że dziś około 1,5 mln pacjentów korzysta ze świadczeń w ramach opieki koordynowanej i że osoby objęte tym modelem szybciej uzyskują dostęp do badań diagnostycznych niż w standardowej ścieżce AOS.

To ważne informacje, ale na razie mają raczej charakter kierunkowy niż rozstrzygający. Potwierdzają sens modelu, lecz nie zamykają pytań o skalę oszczędności, wpływ na wyniki zdrowotne i różnice między poszczególnymi grupami pacjentów. W praktyce oznacza to, że kolejny etap rozwoju opieki koordynowanej będzie zależał nie tylko od dalszego finansowania i szkoleń, ale także od jakości analityki. Bez bardziej systematycznego monitorowania wskaźników trudno będzie przekonać sceptyczne placówki, że wejście do modelu rzeczywiście poprawia efektywność ich pracy i jakość opieki.

Rozszerzanie modelu: otyłość, układ ruchu, onkologia po leczeniu

Debata pokazała również, że opieka koordynowana weszła w etap, w którym naturalnie pojawia się presja na rozszerzanie jej zakresu. Dotyczy to zarówno nowych grup pacjentów, jak i większej integracji z innymi elementami systemu. Prof. Mastalerz-Migas wskazała, że wśród rozważanych kierunków rozwoju są pacjenci z dolegliwościami bólowymi układu ruchu, gdzie istotną rolę mogliby odgrywać fizjoterapeuci, a także osoby z chorobą otyłościową, które mogłyby zostać objęte istniejącymi ścieżkami albo nową, odrębną ścieżką.

Szczególne zainteresowanie budzi onkologia. Wątpliwości zgłaszane podczas posiedzenia dotyczyły tego, czy POZ ma pozostać tylko punktem wejścia do diagnostyki onkologicznej, czy też powinien odgrywać większą rolę również po zakończeniu leczenia specjalistycznego. Odpowiedź była dwuczęściowa. Z jednej strony Maciej Karaszewski przypomniał, że „Każdy lekarz podstawowej opieki zdrowotnej może wystawić kartę DiLO już na etapie podejrzenia choroby nowotworowej. Otwiera to pacjentowi ścieżkę do nielimitowanej diagnostyki onkologicznej”. Z drugiej strony prof. Mastalerz-Migas poinformowała, że trwają już prace nad follow-upem onkologicznym, czyli opieką nad pacjentem po zakończonym leczeniu. Te rozwiązania mają być jednak skoordynowane z ewolucją karty DiLO, jej elektronicznej wersji, paszportem onkologicznym pacjenta i funkcjonowaniem Krajowej Sieci Onkologicznej.

Profilaktyka jako kolejny etap koordynacji

Coraz wyraźniej widać też, że logika koordynacji zaczyna wykraczać poza opiekę nad pacjentem już chorym. Prof. Mastalerz-Migas zwracała uwagę, że program „Moje Zdrowie” nie powinien być traktowany wyłącznie jako zestaw okresowych badań, lecz jako narzędzie kompleksowej profilaktyki prowadzonej z poziomu POZ. „Lekarz lub pielęgniarka przeprowadzający program tworzą dla pacjenta indywidualny plan zdrowotny” – podkreślała. Docelowo plan ten ma mieć formę cyfrową i być połączony z możliwością bezpośredniego zapisywania pacjenta na badania przesiewowe, zwłaszcza onkologiczne.

W tym kontekście szczególne znaczenie ma włączenie do programu testu FIT, czyli badania na krew utajoną w kale metodą immunochemiczną, jako pierwszego etapu profilaktyki raka jelita grubego. To pokazuje, że koordynacja w POZ może stać się nie tylko sposobem lepszego prowadzenia pacjenta z już rozpoznaną chorobą, ale także platformą łączenia profilaktyki, wczesnego wykrywania i dalszej diagnostyki. Jeśli ten kierunek zostanie rozwinięty, podstawowa opieka zdrowotna może zyskać znacznie bardziej aktywną rolę w zarządzaniu ryzykiem zdrowotnym całej dorosłej populacji.

Docelowa wizja jest jeszcze szersza. Jak mówiła konsultant krajowa, system miałby prowadzić do funkcjonowania „bilansu zdrowia osoby dorosłej”, czyli okresowego, kompleksowego przeglądu zdrowia zakończonego przygotowaniem planu zdrowotnego na kolejne lata. W tym planie miałyby się znaleźć elementy profilaktyki kardiologicznej, onkologicznej i szczepień. To ambicja wykraczająca poza tradycyjnie rozumiane POZ i zarazem sygnał, że koordynacja ma być nie tylko narzędziem porządkowania leczenia, ale także organizowania profilaktyki.

Kierunek jest wyraźny, ale system wciąż jest w połowie drogi

Z przebiegu dyskusji wyłania się obraz modelu, który zyskał już skalę, polityczną akceptację i poparcie dużej części środowiska, ale wciąż pozostaje niedomknięty w najważniejszych wymiarach: dostępności, mierzalności efektów i wyrównywaniu różnic między regionami oraz placówkami. Ponad połowa POZ-ów weszła do systemu, około 1,5 mln pacjentów z niego korzysta, a analizy wskazują na spadek części skierowań do AOS oraz ograniczenie kierowań na SOR i izby przyjęć. Jednocześnie nadal nie ma pełnej, szeroko komunikowanej ewaluacji pokazującej skalę korzyści klinicznych i ekonomicznych.

Najważniejszym wyzwaniem na kolejne lata nie wydaje się więc samo utrzymanie programu, lecz jego dojrzewanie. To oznacza potrzebę bardziej precyzyjnych wskaźników jakości, dalszego wzmacniania słabszych organizacyjnie placówek, udostępnienia części badań diagnostycznych szerzej niż tylko w formalnym modelu koordynacji oraz takiego rozwoju nowych ścieżek, który nie pogłębi nierówności terytorialnych. Bez tego opieka koordynowana może pozostać dobrym rozwiązaniem dla części pacjentów, ale nie stanie się realnym standardem nowoczesnej podstawowej opieki zdrowotnej.

Źródło: opracowanie redakcyjne na podstawie zapisu posiedzenia Komisji Zdrowia dotyczącego informacji Ministra Zdrowia na temat opieki koordynowanej w podstawowej opiece zdrowotnej, 25 marca 2026 r. Wypowiedzi cytowane w tekście pochodzą z tego posiedzenia.
Narodowy Fundusz Zdrowia opublikował 19 stycznia 2026 r. zarządzenie nr 8/2026/DSOZ, które istotnie modyfikuje zasady zawierania i realizacji umów w podstawowej opiece zdrowotnej. Dokument wprowadza nowy sposób ustalania poziomu objęcia populacji opieką koordynowaną, kwartalne dodatki motywacyjne dla świadczeniodawców oraz ryczałty dla koordynatorów w pierwszych miesiącach realizacji programu. Zmiany dotyczą świadczeń rozliczanych od 1 stycznia 2026 r.
Nowe zarządzenie nr 8/2026/DSOZ modyfikuje regulacje obowiązujące od marca 2025 r. i, co istotne, ma zastosowanie do rozliczania świadczeń udzielanych już od 1 stycznia 2026 r. Choć formalnie wchodzi w życie dzień po podpisaniu, jego skutki finansowe będą liczone wstecz, co dla części placówek oznacza konieczność szybkiej adaptacji do nowych zasad.

Z uzasadnienia dokumentu wynika jasno, że zmiany nie są jednostronną decyzją płatnika. Zostały wypracowane w toku uzgodnień ze środowiskiem świadczeniodawców realizujących umowy w POZ. To ważny sygnał w kontekście wielokrotnie podnoszonych przez lekarzy rodzinnych i menedżerów ochrony zdrowia zarzutów o brak dialogu przy projektowaniu rozwiązań systemowych. Tym razem NFZ deklaruje, że celem modyfikacji jest doprecyzowanie i korekta zasad finansowania opieki koordynowanej, zwłaszcza w obszarze pracy koordynatorów oraz bodźców motywacyjnych.

Najbardziej widoczną zmianą jest wprowadzenie kwartalnej premii motywacyjnej. Jej wysokość ma być uzależniona od poziomu objęcia populacji świadczeniami realizowanymi w ramach budżetu powierzonego opieki koordynowanej. W praktyce oznacza to odejście od biernego rozliczania gotowości na rzecz premiowania realnego zaangażowania w obejmowanie pacjentów kompleksową opieką. Mechanizm ten ma zachęcać świadczeniodawców do aktywnego wdrażania modelu opieki koordynowanej i zwiększania jego dostępności, a nie jedynie formalnego spełniania warunków kontraktu.

Drugim istotnym elementem jest wprowadzenie ryczałtu dla koordynatora opieki w pierwszym półroczu realizacji świadczeń finansowanych z budżetu powierzonego. To odpowiedź na jeden z najczęściej zgłaszanych problemów we wdrażaniu opieki koordynowanej, czyli brak stabilności finansowej na etapie organizowania nowego modelu pracy. Ryczałt ma dać świadczeniodawcom czas i przestrzeń na zbudowanie zespołów, procedur i narzędzi bez presji natychmiastowego osiągania określonych wskaźników.

Zarządzenie zmienia także sposób naliczania stawki za realizację zadań wykonywanych przez koordynatora. NFZ zapowiada, że nowe zasady mają lepiej odzwierciedlać zakres i charakter obowiązków związanych z realizacją świadczeń w opiece koordynowanej. To ważna korekta w kontekście rosnącej roli koordynatora jako osoby łączącej lekarza POZ, specjalistów, diagnostykę i pacjenta, a nie jedynie funkcji administracyjnej.

W szerszym ujęciu nowe zarządzenie pokazuje, że NFZ coraz wyraźniej dostrzega, iż skuteczność opieki koordynowanej zależy nie tylko od zapisów ustawowych, ale od precyzyjnie zaprojektowanych bodźców finansowych. Premia motywacyjna i ryczałt startowy to próba odpowiedzi na realne bariery wdrożeniowe, które do tej pory spowalniały rozwój tego modelu w POZ.

Pozostaje pytanie, czy zaproponowane rozwiązania okażą się wystarczające, by opieka koordynowana przestała być projektem punktowym, a stała się standardem organizacyjnym w podstawowej opiece zdrowotnej. Odpowiedź na nie przyniosą najbliższe kwartały rozliczeń, już według nowych zasad.

Jak uzasadnia zmiany NFZ?

W uzasadnieniu podkreślono, że decyzje są wynikiem uzgodnień ze środowiskiem POZ i mają wzmocnić stabilność finansowania w opiece koordynowanej. Fundusz wskazuje trzy główne cele:

Przepisy obowiązują dla świadczeń realizowanych od 1 stycznia 2026 r., a zarządzenie weszło w życie dzień po podpisaniu.

Pełny dokument dostępny jest tu: 
https://baw.nfz.gov.pl/NFZ/document/43752/Zarzadzenie-8_2026_DSOZ

Źródło informacji: NFZ

Ferie zimowe to dla wielu osób pierwszy w roku moment intensywnej aktywności fizycznej. Narty, snowboard czy długie spacery w górskim terenie sprzyjają ruchowi i regeneracji, ale mogą też stać się źródłem urazów, jeśli organizm nie jest odpowiednio przygotowany. Eksperci podkreślają, że zimowy wypoczynek nie powinien oznaczać przerwy od dbania o zdrowie – przeciwnie, to właśnie codzienne nawyki, rozsądne decyzje i profilaktyka decydują o bezpieczeństwie, dobrej formie i jakości odpoczynku.

Zimowe aktywności na stoku angażują całe ciało. Pracują uda, biodra, kolana i mięśnie stabilizujące kręgosłup. Jeśli przez większą część roku dominowała praca siedząca, organizm potrzebuje czasu, by bezpiecznie wejść w taki wysiłek. Nagły skok aktywności, nawet z najlepszymi intencjami, bywa dla niego sporym obciążeniem.

Ruch to zdrowie – przygotuj swoje ciało

Dlatego przed wyjazdem warto przez kilka tygodni włączyć krótkie, regularne ćwiczenia. Przysiady, wykroki, ćwiczenia równowagi oraz wzmacnianie mięśni brzucha i pleców pomagają przygotować stawy i mięśnie na obciążenia, które czekają nas na stoku. Nie chodzi tu o trening wyczynowy, ale rozsądne przygotowanie organizmu do intensywniejszego ruchu.

Podobnie jest już na miejscu. Tak jak zakładamy kask, dbając o bezpieczeństwo głowy, warto pomyśleć o całym układzie ruchu. Bezpieczna jazda to nie tylko sprzęt, ale też sprawne, przygotowane ciało. Przed pierwszym zjazdem dobrze poświęcić kilka minut na rozgrzewkę. Wystarczy chwila przy wyciągu, żeby rozruszać stawy, pobudzić mięśnie nóg i lekko podnieść tętno. To prosty nawyk, który realnie zmniejsza ryzyko urazu.

Alkohol na stoku zwiększa ryzyko urazu

Podczas przerwy w zjazdach często pojawia się pokusa, żeby sięgnąć po alkohol „na rozgrzewkę”. W rzeczywistości alkohol nie rozgrzewa. Osłabia koncentrację, spowalnia reakcje i sprawia, że gorzej kontrolujemy ruchy. W sportach zimowych to szczególnie niebezpieczne połączenie. Zmęczenie po kilku godzinach jazdy, spadek koncentracji i przecenianie własnych możliwości to najczęstsze tło urazów na stokach. Alkohol ten mechanizm tylko pogłębia. Jeśli chcemy jeździć bezpiecznie, warto oddzielić czas jazdy od spożycia alkoholu.

Co sezon na stokach dochodzi do wielu urazów, najczęściej kolan, barków i kończyn dolnych. Ryzyka nie da się wyeliminować całkowicie, ale można je ograniczyć. Przygotowanie fizyczne, rozgrzewka, odpowiedni sprzęt i świadome decyzje zwiększają bezpieczeństwo i pozwalają skupić się na tym, co w zimowych sportach najważniejsze – przyjemności z ruchu.

Zdrowe nawyki nie biorą urlopu

Jak podkreśla Joanna Szeląg, specjalistka medycyny rodzinnej, ekspertka Federacji Porozumienie Zielonogórskie: „Widzimy, że wiele urazów to efekt nagłego skoku aktywności po długim czasie bez ruchu. Do tego dochodzą ryzykowne decyzje i zachowania. Zdrowie opiera się na profilaktyce i codziennych nawykach.”

Profilaktyka to proces, działa cały rok. Nasza rutyna, czyli poziom aktywności fizycznej czy sposób korzystania z alkoholu, mają znaczenie nie tylko podczas ferii. Wpływają na zdrowie długofalowo. Jak zwraca uwagę ekspertka PZ: „W POZ, w ramach NFZ, w programie Moje Zdrowie pomagamy ocenić styl życia biorąc pod uwagę między innymi aktywność fizyczną i spożycie alkoholu. Na podstawie analizy ankiety i badań zalecamy pacjentom indywidualne działania profilaktyczne.”

Urlop i odpoczynek są ważnym elementem work-life balance. Dobrze zaplanowany czas wolny powinien wspierać zdrowie. W dużej mierze od nas zależy czy po feriach wrócimy w dobrej formie, z nową energią –  gotowi na kolejne wyzwania.

Źródło: Komunikat Prasowy

Po sześciu miesiącach funkcjonowania Krajowej Sieci Onkologicznej widać już coś więcej niż tylko nowy schemat organizacyjny. Z wypowiedzi dyrektorów szpitali, konsultantów krajowych i przedstawicieli młodego pokolenia lekarzy podczas briefingu w Narodowym Instytucie Onkologii przebija jedno wspólne przesłanie: system zaczyna realnie zmieniać codzienność pacjentów. Jednocześnie wciąż jest w fazie „rozruchu”, w której każdy błąd, luka i niedoróbka od razu stają się testem wiarygodności tej reformy.
Eksperci nie mają wątpliwości, że fundamentem KSO jest poczucie bezpieczeństwa pacjenta i jego stały dostęp do specjalistycznej opieki. Dyrektorzy ośrodków podkreślali, że w ich szpitalach pacjenci onkologiczni są przyjmowani planowo, a priorytetem pozostaje „bezpieczeństwo i stały dostęp do specjalistycznej opieki onkologicznej”. Pytanie, które powinniśmy zadawać dziś, brzmi: czy ten standard uda się utrzymać w całym kraju, również poza dużymi, wysokospecjalistycznymi centrami?

Wyraźnie widać, że Krajowa Sieć Onkologiczna została pomyślana nie jako kolejny dokument, lecz jako układ naczyń połączonych. Jak podkreśla dr hab. n. med. Beata Jagielska, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii i przewodnicząca Krajowej Rady Onkologicznej, „w centrum Krajowej Sieci Onkologicznej jest pacjent, ale nic z tego, co udało nam się wypracować, nie wydarzyłoby się bez równorzędnej współpracy między ośrodkami”. To współdziałanie Krajowego Ośrodka Monitorującego, wojewódzkich ośrodków monitorujących i ośrodków SOLO I–III sprawia, że standardy – przynajmniej w założeniu – przestają być zapisami „na papierze”, a stają się narzędziem codziennej pracy.

Jednym z najciekawszych wątków, które wybrzmiały podczas briefingu, jest rola podstawowej opieki zdrowotnej. To właśnie POZ ma być pierwszym, krytycznym etapem ścieżki onkologicznej. Jak mówiła dyrektor Białostockiego Centrum Onkologii Magdalena Borkowska, „nie wyobrażamy sobie, aby POZ nie współpracował z nami. To tam pacjent pojawia się z pierwszym niepokojem onkologicznym”. BCO wypracowało – choćby w raku piersi – „specjalne łącza i szybką informację zwrotną, która trafia do nas natychmiast”. W praktyce oznacza to próbę „uszczelnienia” systemu: ścieżka pacjenta zostaje jasno opisana, a lekarze rodzinni dostają konkretne narzędzia nawigowania pacjenta po systemie.

W Gdańsku ten sam kierunek widać w danych. Dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego dr n. o zdr. Jakub Kraszewski przypomniał, że „ponad 50% kart DILO od lat wystawia POZ – to naturalne, bo to pierwsza linia kontaktu”. UCK nie ogranicza się jednak do apeli – organizuje konferencje dla lekarzy rodzinnych, jeździ do przychodni, stawia na kontakt bezpośredni, który, jak podkreślił dyrektor, „działa najlepiej”. Nowością jest też funkcja edukatora KSO, który codziennie odwiedza przychodnie i tłumaczy zasady ścieżek oraz możliwości Sieci. To ciekawy przykład przełożenia centralnych założeń na bardzo konkretną pracę „w terenie”.

Jeżeli czymś Krajowa Sieć Onkologiczna radykalnie zmienia polską onkologię, to jest to wprowadzenie do systemu nowej, dziś już kluczowej postaci: koordynatora opieki onkologicznej. Jak zauważył prof. Mariusz Bidziński, „koordynatorzy to jeden z fundamentów dzisiejszej rzeczywistości onkologicznej. Pacjent, który dowiaduje się o ciężkim schorzeniu, jest zagubiony; to koordynator przeprowadza go przez skomplikowany proces leczenia”. W tle toczy się praca u podstaw – w NIO od 2024 roku, „na mocy umowy z Ministerstwem Zdrowia”, prowadzone są szkolenia dla koordynatorów, obejmujące zarówno wiedzę merytoryczną, jak i komunikację z pacjentem. „Do tej pory przeszkoliliśmy blisko tysiąc osób. W 2026 roku liczę na kolejny cykl szkoleń” – podsumował profesor. Tu rodzi się kolejne pytanie: czy system będzie w stanie utrzymać i rozwijać tę grupę zawodową, bez której tak naprawdę nie da się mówić o skoordynowanej opiece?

Drugim filarem praktycznej zmiany są standaryzacja ścieżek i check-listy. To brzmi technicznie, ale dla pacjenta oznacza prostą rzecz: mniejszą przypadkowość leczenia. Magdalena Janus-Hibner z łódzkiego Centrum Onkologii i Traumatologii im. M. Kopernika przypomniała, że „check-listy i ścieżki pacjenta nie są dokumentami ‘do szuflady’. W wielu ośrodkach SOLO I po raz pierwszy stworzyły kompletny, uporządkowany model postępowania”. Dzięki porozumieniom z dwudziestoma ośrodkami SOLO I w regionie łódzkim udało się zbudować wspólną platformę komunikacji i „pacjenci coraz wyraźniej odczuwają, że niezależnie od miejsca leczenia obowiązuje ten sam wysoki standard kliniczny”. To deklaracja, która – jeśli potwierdzą ją dane z kolejnych miesięcy – może być jedną z najważniejszych zmian systemowych ostatnich lat.

W centrum działania Krajowej Sieci Onkologicznej znalazła się także komunikacja. Profesor Piotr Rutkowski podkreślił, że jednym z kluczowych narzędzi stał się uruchomiony w maju Narodowy Portal Onkologiczny. „Portal odwiedziło już prawie ćwierć miliona użytkowników – czyli więcej niż wynosi liczba nowych rozpoznań nowotworów rocznie” – mówił, zwracając uwagę, że serwis dociera nie tylko do chorych, lecz także do całego społeczeństwa, m.in. z przekazem o profilaktyce. Po raz pierwszy publicznie dostępne stały się także standardy diagnostyczno-terapeutyczne: „przygotowaliśmy 27 wytycznych, dostępnych na portalu Onkologia.gov.pl oraz stronie Krajowego Ośrodka Monitorującego kom.nio.gov.pl. Każdy lekarz i pacjent może sprawdzić, jak diagnostyka i leczenie powinny wyglądać”. Transparentność i możliwość porównania realnej praktyki ze standardem to krok, który może wyraźnie zmniejszyć różnice pomiędzy regionami – o ile pacjenci i lekarze faktycznie zaczną z tych narzędzi korzystać.

Jednym z tematów, który zwykle zostaje „w cieniu”, a tu wybrzmiał mocno, jest patomorfologia. Prof. Andrzej Marszałek zwrócił uwagę, że dopiero dzięki Krajowej Sieci Onkologicznej udało się systemowo zająć zarówno brakami kadrowymi, jak i standaryzacją badań. Przez lata narastał niedobór kadr, bo „lata temu zatrzymano kształcenie histotechników”. Teraz, po wprowadzeniu standardów i określeniu ról, „w bardzo krótkim czasie przeszkolić ponad 150 osób z technicznego zakresu przygotowywania i obróbki materiału”. Równolegle do kształcenia doszły bezprecedensowe inwestycje: „ponad 120 milionów złotych trafiło do jednostek diagnostyki patomorfologicznej. Tego w Polsce po prostu nigdy nie było”. To nie jest tylko kwestia sprzętu. Jak podkreślał profesor, „nic w onkologii nie jest tak groźne, jak złe rozpoznanie” – a patomorfolodzy stają się pełnoprawną częścią zespołów wielodyscyplinarnych, współdecydując o wyborze terapii.

Duża część dyskusji dotyczyła także tego, jak mierzyć skuteczność całego systemu. Dyrektor Beata Jagielska przypomniała, że oprócz ustawowego systemu jakości KSO wprowadza własny, oparty na twardych wskaźnikach. Zestawy dla raka piersi i jelita grubego zostały już zatwierdzone, kolejne – dla raka jajnika, płuca i prostaty – są w przygotowaniu. Pierwsze dane są obiecujące: „ponad 75 procent pacjentów rozpoczyna leczenie w ciągu 14 dni od konsylium”. Warto jednak pamiętać, że pozostałe 25 procent to nie zawsze „opóźnienia” – często konieczne są dodatkowe kwalifikacje, zmiany w stanie klinicznym czy po prostu brak zgłoszenia się pacjenta.

Szczególnie interesująco wyglądają dane o leczeniu „jak najbliżej domu”. Jak wylicza dyrektor Jagielska, „w SOLO I blisko 60 procent pacjentów pozostaje na miejscu, w SOLO II jest to około 80 procent, a w SOLO III ponad 90 procent”. To sygnał, że mechanizmy kierowania pacjentów zaczynają działać zgodnie z założeniami – i jednocześnie test dla mniejszych ośrodków, które muszą utrzymać jakość leczenia na poziomie centrów wysokospecjalistycznych.

Analityka i rozliczenia przestały być tłem, a stały się jednym z narzędzi realnej zmiany. Jak mówił dyrektor Jakub Kraszewski, „zaczęliśmy między innymi sprawdzać, jak skuteczne jest działanie choćby w obszarze konsyliów. Wiemy już, że ponad 20% z nich nie odbywa się albo odbywa się nieprawidłowo, więc mamy jasny sygnał, gdzie trzeba poprawić procesy”. W regionach powstają rozwiązania informatyczne rejestrujące elektronicznie „cały ruch pacjentów — konsyliów, zdarzeń, przekierowań pomiędzy ośrodkami”. Jeżeli ten model się utrzyma, po raz pierwszy będziemy mogli mówić o onkologii opartej nie tylko na intuicji i doświadczeniu, ale także na systematycznie zbieranych danych.

Osobnym, ale kluczowym wątkiem są kadry. Dane z CMKP pokazują, że onkologia kliniczna przestaje być „niechcianą” specjalizacją. W 2023 roku wiosenny nabór wybrało zaledwie 7 lekarzy, w 2025 roku już 27; w jesiennej turze liczba rezydentów wzrosła z 60 do 70, a rok do roku – z 84 do 97 osób. Paulina Kalman, lekarka i prezeska Studenckiego Onko-Forum, tłumaczy tę zmianę przede wszystkim zmianą postrzegania specjalizacji: „onkologia przestała być postrzegana jako dziedzina bezradności. To najszybciej rozwijająca się gałąź medycyny, z dostępem do nowych terapii i realną możliwością wyleczania pacjentów”. Do tego dochodzi aktywność środowiska studenckiego – warsztaty, konferencje, wymiana doświadczeń – która realnie wpływa na wybory zawodowe młodych lekarzy.

Po pół roku działania Krajowej Sieci Onkologicznej widać więc zarówno obiecujące wskaźniki, jak i miejsca wymagające pilnej poprawy: niewłaściwie prowadzone konsylia, konieczność dalszej edukacji POZ, utrzymania jakości w mniejszych ośrodkach. Sieć „dojrzewa, uczy się, udoskonala – tak jak robiły to najlepsze systemy onkologiczne w Europie”. Najważniejsze, by w tym procesie nie zgubić tego, co dziś jest jej najmocniejszą stroną: pacjenta, który – jak podkreślali uczestnicy briefingu – jest „lepiej prowadzony, lepiej zaopiekowany i bezpieczniejszy niż kiedykolwiek wcześniej”. Prawdziwym testem będzie to, czy za kolejne sześć miesięcy te słowa nadal będą można powtórzyć, opierając się już nie tylko na pierwszym entuzjazmie, lecz także na twardych, długofalowych danych.

Źródło: NIO

Każdy, kto choć raz próbował umówić się do lekarza POZ przez telefon, zna to uczucie bezsilności: sygnał zajętości, długie oczekiwanie lub brak reakcji. Teraz jednak ten powszechny problem ma wymiar prawny – Naczelny Sąd Administracyjny orzekł, że brak realnej możliwości dodzwonienia się do przychodni stanowi naruszenie zbiorowych praw pacjentów.
Jak podkreśla Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec, jego urząd „otrzymuje wiele sygnałów dotyczących braku kontaktu z rejestracją przychodni lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. W głównej mierze dotyczy to braku możliwości dodzwonienia się, szczególnie w okresie zwiększonej zachorowalności.”

Wyrok NSA z 29 lipca 2025 r. (sygn. akt: II GSK 87/22) potwierdza, że podmioty lecznicze mają obowiązek takiej organizacji pracy, która zapewni pacjentowi realną, a nie iluzoryczną możliwość kontaktu z rejestracją. Sąd uznał, że to nie liczba pojedynczych przypadków, ale sam „potencjalny charakter naruszeń” przesądza o złamaniu zbiorowych praw pacjentów.

„Podmioty lecznicze, które posiadają zawartą umowę z Narodowym Funduszem Zdrowia w zakresie podstawowej opieki zdrowotnej, muszą organizacyjnie zapewnić pacjentowi realną możliwość kontaktu telefonicznego z rejestracją. Inny stan rzeczy stanowi naruszenie zbiorowych praw pacjentów” – podkreśla Rzecznik Praw Pacjenta w komunikacie.

Sąd tym samym uchylił wcześniejszy wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego, który unieważnił decyzję Rzecznika, i przychylił się do argumentów RPP. To przełom, który wyznacza standard dla wszystkich przychodni posiadających umowę z NFZ.

Rzecznik zaznacza, że „samo podanie pacjentom numerów telefonów do rejestracji nie jest wystarczające. Pracownicy rejestracji mają obowiązek na bieżąco odbierać połączenia, zgodnie z harmonogramem czasu pracy w placówce.” Kierownictwo przychodni musi więc monitorować obciążenie linii i reagować na problemy – np. poprzez uruchomienie dodatkowych numerów, zatrudnienie nowego personelu, wprowadzenie systemu kolejkowania czy czasowe oddelegowanie innych pracowników do odbierania połączeń.

Jak wynika z wcześniejszych orzeczeń Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie, przychodnia ma obowiązek „zapewnić pacjentowi możliwość kontaktu telefonicznego bez zbędnej zwłoki, co oznacza, że połączenie powinno być odebrane od razu bądź po krótkim czasie oczekiwania.” Brak reakcji ze strony rejestracji jest zatem nie tylko niedogodnością – jest naruszeniem prawa.

NSA w swoim wyroku przesądził, że placówki medyczne nie mogą zasłaniać się dużą liczbą pacjentów ani problemami organizacyjnymi. To na nich spoczywa obowiązek minimalizowania ryzyka, że pacjent zostanie pozbawiony możliwości kontaktu z lekarzem.

Rzecznik Praw Pacjenta wielokrotnie zwracał uwagę, że prawo do kontaktu z przychodnią jest integralną częścią prawa do świadczeń zdrowotnych. „Placówka medyczna jest zobowiązana zapewnić realną możliwość kontaktu, a nie możliwość iluzoryczną czy też znacznie utrudnioną” – przypomina urząd.

Wyrok NSA ma charakter precedensowy. W praktyce oznacza, że pacjenci mogą skutecznie składać skargi do Rzecznika, jeśli nie mogą się dodzwonić do swojej przychodni POZ. A te placówki, które nadal lekceważą problem, będą musiały liczyć się z konsekwencjami.

Bo telefon do lekarza to nie luksus. To prawo pacjenta – potwierdzone teraz przez najwyższy organ sądownictwa administracyjnego w Polsce.

Źródło: Rzecznik Praw Pacjenta

Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce (KLRwP) wraz z Polskim Towarzystwem Badań nad Otyłością opublikowały zaktualizowane wytyczne diagnostyki i leczenia nadwagi oraz otyłości. Dokument — adresowany do praktyki POZ — obejmuje zarówno dzieci, jak i dorosłych i ma pomóc lekarzom szybciej rozpoznawać chorobę otyłościową, skuteczniej leczyć i konsekwentnie monitorować efekty terapii. To pierwsza tak szeroka aktualizacja od lat 2017–2018 i zarazem kompendium uszyte pod realia gabinetu rodzinnego.
Otyłość nie zwalnia tempa i coraz częściej trafia do gabinetów POZ jako choroba z licznymi powikłaniami metabolicznymi i sercowo-naczyniowymi. Pierwsza edycja wytycznych KLRwP powstała dekadę temu — od tego czasu zmieniło się niemal wszystko: mamy nowe dane o skuteczności interwencji niefarmakologicznych, lepsze narzędzia do oceny ryzyka i nową farmakoterapię, a także mocniejsze akcenty na opiekę długofalową oraz pracę zespołową. Aktualizacja z 2025 r. porządkuje to w jednym, praktycznym przewodniku dla lekarza rodzinnego.

Co wnosi aktualizacja

Nowe „Zasady postępowania…” stawiają na szybkość identyfikacji pacjenta z nadmierną masą ciała i natychmiastowe wdrożenie ścieżki postępowania w POZ. Struktura dokumentu odzwierciedla typowy przebieg wizyty: od rozpoznania i oceny ryzyka, przez dobór interwencji (styl życia, wsparcie behawioralne, farmakoterapia zgodna z aktualnymi wskazaniami), aż po kryteria kierowania do poradni specjalistycznych i do ośrodków chirurgii bariatrycznej. Zaktualizowane rekomendacje integrują dorosłych i pediatrię w jednym standardzie, co ma ułatwić przejście pacjentów między opieką dziecięcą a dorosłą.

W tle wytycznych KLRwP/PTBO są także prace środowiska otyłościologicznego (PTLO) porządkujące definicję choroby otyłościowej i algorytmy leczenia — lekarz rodzinny zyskuje więc spójny punkt odniesienia do codziennych decyzji terapeutycznych.

POZ jako „pierwsza linia” — i co z tego wynika

Lekarz rodzinny ma dziś szansę wyhamować kaskadę powikłań, jeśli zacznie działać wcześnie i schematycznie: standaryzowane pomiary, systematyczna kontrola, realistyczne cele i eskalacja terapii, gdy efekt jest niewystarczający. Nowe wytyczne pomagają tę ścieżkę usystematyzować. Co więcej, dokument porządkuje zasady pracy z rodziną pacjenta i wskazuje momenty, w których warto włączyć dietetyka, psychologa lub rehabilitację — czyli budować realną opiekę zespołową w warunkach POZ. 

Sama publikacja nie zmieni praktyki, jeśli wytyczne nie wejdą „pod palce” lekarzom. Potrzebne są: proste narzędzia (check-listy, algorytmy w gabinecie), szkolenia i zachęty płatnika, by opłacało się prowadzić długofalową, skoordynowaną opiekę nad chorym z otyłością. To w POZ rozstrzyga się, czy pacjent trafi na ścieżkę skutecznego leczenia — albo pozostanie z otyłością „leczoną doraźnie”. Aktualizacja KLRwP daje do tego podstawę merytoryczną; teraz czas na egzekucję i wsparcie systemowe.

ZABACZ NOWE WYTYCZNE

Źródło: KLRwP

Narodowy Fundusz Zdrowia odpowiedział na obawy lekarzy rodzinnych, którzy alarmowali, że od października zabraknie pieniędzy na wynagrodzenia dla koordynatorów w podstawowej opiece zdrowotnej. NFZ podkreśla, że środki na ten cel są zabezpieczone, a rola koordynatora w POZ – wpisana na stałe w system ochrony zdrowia. Co więcej, od października 2025 r. mechanizm obejmie kolejną grupę pacjentów – dzieci.
Funkcja koordynatora została wprowadzona w 2021 r. i początkowo dotyczyła pacjentów powyżej 24. roku życia. Po uruchomieniu opieki koordynowanej w 2022 r. grupa objęta wsparciem została poszerzona o osoby od 18. roku życia. NFZ zapowiada, że od 1 października 2025 r. finansowanie obejmie także dzieci – co ma ułatwić młodym pacjentom dostęp do kompleksowej opieki i specjalistów.

Zadania koordynatora finansowane są w ramach stawki kapitacyjnej, a system ich wynagradzania nie ulega zmianie – przypomina Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej i Promocji NFZ.

Ryczałt dla placówek – motywacja do wdrażania koordynacji

Placówki POZ, które zdecydowały się wdrożyć model koordynowanej opieki, od 2023 r. mogą liczyć na dodatkowy, miesięczny ryczałt – obecnie wynosi on ok. 7,7 tys. zł w przypadku przychodni z populacją do 5 tys. pacjentów. Od jesieni 2025 r. będzie on wypłacany przez 6 miesięcy od momentu podpisania umowy. Jak podkreśla NFZ, świadczenie to ma charakter motywacyjny, ale zawsze było planowane jako czasowe wsparcie.

Liczby mówią same za siebie

Z danych NFZ wynika, że w 2024 r. na opiekę koordynowaną przeznaczono ponad 546 mln zł. W pierwszym kwartale 2025 r. wydano już 148,2 mln zł, co potwierdza rosnące inwestycje w ten model leczenia. Obecnie niemal 3 tys. placówek posiada umowy na realizację opieki koordynowanej, co stanowi 48% wszystkich kontraktów i obejmuje około 20,6 mln pacjentów – czyli blisko 60% populacji zapisanej do lekarza rodzinnego.

Stabilność i rozwój systemu

Koordynator w POZ ma za zadanie ułatwiać pacjentom korzystanie z opieki specjalistycznej, usprawniać proces diagnostyczny i wspierać lekarzy w planowaniu leczenia. NFZ podkreśla, że rozwój tego modelu to inwestycja w jakość opieki zdrowotnej i lepsze zarządzanie ścieżką pacjenta.

Choć w środowisku medycznym pojawiły się głosy niepokoju, Fundusz jednoznacznie zapewnia – finansowanie jest zagwarantowane, a rola koordynatora będzie systematycznie umacniana, tak by objąć nim coraz szerszą grupę pacjentów.

Źródło: NFZ

Wprowadzenie funkcji koordynatora opieki zdrowotnej w podstawowej opiece zdrowotnej (POZ) było jednym z najbardziej praktycznych i potrzebnych rozwiązań ostatnich lat. Dzięki jego wsparciu pacjent nie był pozostawiony sam sobie – miał osobę, która pomagała zorganizować badania, konsultacje, przypominała o wizytach i tłumaczyła zalecenia lekarskie. Taka koordynacja znacząco usprawniła proces leczenia, ograniczyła liczbę porzuconych terapii, a także odciążyła lekarzy rodzinnych. Dziś ten system jest zagrożony. Z powodu braku decyzji o dalszym finansowaniu, już od 1 lipca wiele placówek POZ może zrezygnować z tej funkcji. Eksperci i organizacje pacjenckie alarmują – to krok wstecz, który może odbić się negatywnie zarówno na zdrowiu pacjentów, jak i na efektywności całego systemu ochrony zdrowia.

W kilku tysiącach przychodni w Polsce wprowadzono funkcję koordynatora opieki nad pacjentami. Specjalista ten odpowiada za organizację wizyt, monitorowanie wyników badań oraz wyjaśnianie zaleceń lekarskich. Dzięki jego zaangażowaniu proces leczenia staje się bardziej przejrzysty, szybszy i bezpieczniejszy, co przekłada się na wymierne korzyści zarówno dla pacjentów, jak i całego systemu ochrony zdrowia. Niestety istnieje realne zagrożenie, że już od 1 lipca koordynator może zniknąć z placówek POZ.
 
Ścieżka pacjenta

W tradycyjnym modelu chory zgłasza się do lekarza rodzinnego, otrzymuje skierowania na badania i do specjalistów, a następnie samodzielnie umawia terminy i odbiera wyniki. Brak centralnej osoby nadzorującej kolejne etapy terapii często skutkuje stresem, niepewnością oraz opóźnieniami w leczeniu, gdy pacjent próbuje zorientować się w gąszczu procedur i terminów. Często też nie zgłasza się na dalsze badania czy konsultacje, co skutkuje pogorszeniem się jego stanu zdrowia.

Rola koordynatora opieki

Koordynator opieki pełni funkcję logistyczno-organizacyjną. Dzięki znajomości procedur medycznych z łatwością umawia badania, wizyty kontrolne, przypomina o konieczności odebrania wyników oraz tłumaczy zalecenia lekarza rodzinnego. Monitoruje realizację ścieżki terapeutycznej i udziela wsparcia w niejasnych dla pacjenta sytuacjach. W odniesieniu do osób z cukrzycą, chorobami serca, nadciśnieniem czy przewlekłą chorobę nerek koordynator dba o terminowe wykonanie wszystkich niezbędnych procedur, pełniąc rolę reżysera, który nadzoruje przebieg poszczególnych „scen” terapii.

Koordynator stanowi rzetelne wsparcie pacjenta w codziennych wyzwaniach leczniczych. Pozwala to lekarzom rodzinnym skupić się na podejmowaniu decyzji medycznych, a nie na nadmiarze obowiązków administracyjnych. Jeśli rola ta zostanie zlikwidowana, będzie nam bardzo trudno spiąć logistycznie opiekę koordynowaną i program „Moje Zdrowie” angażując pozostały w placówkach POZ personel. Biorąc pod uwagę niedobory kadrowe, z pewnością odbije się to negatywnie na zdrowiu naszych pacjentów”  – wskazuje dr Wojciech Pacholicki, wiceprezes Porozumienia Zielonogórskiego i lekarz rodzinny.
 
Korzyści dla wszystkich uczestników systemu

Pacjent zyskuje oszczędność czasu, redukcję stresu i poczucie wsparcia, co wpływa na komfort leczenia. Lekarz rodzinny unika nadmiaru obowiązków organizacyjnych, mogąc poświęcić więcej uwagi kluczowym decyzjom medycznym. Przychodnia natomiast zyskuje lepszą organizację pracy i optymalizację zasobów. (zdanie o programie Moje zdrowie i roli POZ) Z punktu widzenia systemu – koordynowana opieka przekłada się na skrócenie kolejek do specjalistów oraz zmniejszenie kosztownych hospitalizacji, co w dłuższej perspektywie wpływa na znaczące oszczędności.

„Model opieki koordynowanej, wprowadzony w poradniach POZ od 1 października 2022 r., od początku spotkał się z bardzo pozytywnym odbiorem pacjentów. W badaniu przeprowadzonym przez naszą fundację w 2024 r., 91 proc. respondentów potwierdziło, że koordynator znacząco ułatwił dostęp do badań i konsultacji specjalistycznych,  97 proc. wyraziło satysfakcję z jakości otrzymanego wsparcia a  95 proc. ankietowanych uznało, iż ich indywidualne potrzeby zostały w pełni uwzględnione w planie leczenia” – przekonuje Magdalena Kołodziej, prezes Fundacji My Pacjenci. „Te jednoznaczne wnioski pokazują, że rola koordynatora to nie tylko usprawnienie procesu, ale realne wsparcie dla pacjenta – dlatego apelujemy o utrzymanie tej funkcji” – dodaje.

Odpowiedzialność pacjenta za własne zdrowie

Skuteczność koordynowanej opieki wymaga również aktywnej postawy pacjenta. Kluczowe znaczenie ma regularne uczestnictwo w umówionych wizytach, rzetelne przekazywanie informacji o stanie zdrowia oraz ścisłe przestrzeganie zaleceń lekarskich. Ważnym elementem wsparcia terapii jest prowadzenie zdrowego trybu życia, obejmującego zbilansowaną dietę, odpowiednią aktywność fizyczną i dbałość o higienę snu. Tylko w takim modelu kompleksowe wsparcie systemu ochrony zdrowia przynosi optymalne efekty.

Perspektywy finansowania

Odebranie dodatku na finansowanie funkcji koordynatora nastąpi od 1 lipca. W związku z tym wiele przychodni może zostać zmuszonych do rezygnacji z tej formy pomocy pacjentom, mimo udokumentowanych korzyści dla wszystkich uczestników procesu leczenia. Porozumienie Zielonogórskie ze stanowczością apeluje ponowną analizę dostępnych danych oraz podjęcie decyzji umożliwiającej kontynuację finansowania funkcji koordynatora, co przyczyni się do dalszej poprawy jakości opieki i efektywności systemu.

Źródło: Porozumienie Zielonogórskie