Medicalpress
Pacjentki nadal będą mogły skorzystać z konsultacji farmaceutycznych i uzyskać receptę na antykoncepcję awaryjną w aptekach uczestniczących w pilotażu. Minister Zdrowia zdecydował o przedłużeniu programu o kolejne dwa lata do 30 czerwca 2028 r. Jak podkreśla NFZ, dotychczasowe wyniki wskazują na duże zainteresowanie usługą i potwierdzają jej znaczenie dla zapewnienia szybkiego dostępu do świadczeń z zakresu zdrowia reprodukcyjnego.
Po 30 czerwca pacjentki nadal będą mogły korzystać z konsultacji farmaceutycznych oraz uzyskać receptę na antykoncepcję awaryjną w aptekach uczestniczących w programie pilotażowym. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 22 czerwca 2026 r. pilotaż usług farmaceutycznych w zakresie zdrowia reprodukcyjnego został przedłużony do 30 czerwca 2028 r.

Przedłużenie programu zapewni ciągłość udzielania świadczeń i utrzymanie szybkiego dostępu do konsultacji z farmaceutą w sytuacjach wymagających zastosowania antykoncepcji awaryjnej. Dzięki temu pacjentki nadal będą mogły skorzystać z porady farmaceuty oraz – po przeprowadzeniu wywiadu farmaceutycznego i ocenie zasadności terapii – uzyskać receptę farmaceutyczną na odpowiedni produkt leczniczy.

Dotychczasowe wyniki programu potwierdzają, że odpowiada on na potrzeby pacjentek. W okresie od 1 maja 2024 r. do 30 kwietnia 2025 r. farmaceuci przeprowadzili 24 487 konsultacji, w wyniku których wystawiono 22 601 recept farmaceutycznych na produkt leczniczy zawierający octan uliprystalu. Oznacza to, że ponad 92% konsultacji skutkowało możliwością uzyskania recepty. W pierwszym kwartale 2026 r. z pilotażu skorzystało kolejnych 6 825 pacjentek.

Apteki realizujące pilotaż na podstawie umów obowiązujących do 30 czerwca 2026 r. otrzymały od właściwych oddziałów wojewódzkich NFZ aneksy umożliwiające dalsze uczestnictwo w programie.

Udział aptek ogólnodostępnych w pilotażu jest dobrowolny, a usługa farmaceuty jest udzielana na podstawie odrębnej umowy apteki z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Informacje o przystąpieniu do programu oraz wykaz aktualnych naborów są dostępne na stronie Narodowego Funduszu Zdrowia w zakładce dotyczącej pilotażu usług farmaceutycznych w zakresie zdrowia reprodukcyjnego. Szczegółowych informacji udzielają również wydziały gospodarki lekami oddziałów wojewódzkich NFZ.

Program pilotażowy usług farmaceutycznych w zakresie zdrowia reprodukcyjnego będzie kontynuowany do połowy 2028 roku, co ma zapewnić pacjentkom nieprzerwany dostęp do konsultacji farmaceutycznych oraz recept na antykoncepcję awaryjną w aptekach uczestniczących w projekcie. Z danych NFZ wynika, że w ciągu pierwszego roku funkcjonowania programu przeprowadzono blisko 24,5 tys. konsultacji, z których ponad 92 proc. zakończyło się wystawieniem recepty farmaceutycznej. Udział aptek w pilotażu pozostaje dobrowolny i odbywa się na podstawie umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia.

Źródło: MZ

Sytuacja chorych z chorobą Parkinsona w ostatnim czasie znacznie się pogorszyła. Pilotaż zawierający programu opieki koordynowanej nad pacjentem z chorobą Parkinsona, przygotowany już kilka lat temu, wciąż leży w ministerialnej szufladzie, a nowy plan finansowy dla programów lekowych w neurologii praktycznie zredukował możliwości leczenia chorych z zaawansowaną chorobą Parkinsona. Są w leczeniu tej choroby pewne sukcesy, ale brakuje nam kompleksowego myślenia. Konieczne jest uporządkowanie systemu opieki nad tymi chorymi – apelowali specjaliści podczas debaty, która odbyła się w Centrum Prasowym PAP z okazji Światowego Dnia Chorych na Chorobę Parkinsona.
W Polsce z chorobą Parkinsona żyje prawie 100 tys. osób, a co roku diagnozę słyszy nawet 8 tys. – coraz młodszych – pacjentów. Eksperci przewidują, że ze względu na starzenie się społeczeństwa chorych będzie lawinowo przybywać, bo po 65 r.ż. zachorowalność na tę chorobę wzrasta aż dziesięciokrotnie.

Najczęstszym objawem jest drżenie ręki, czasem kciuka – od tego się zaczyna. Pojawia się spowolnienie, pacjentowi coraz więcej czasu zajmują codzienne czynności: ubieranie się, zapinanie guzików.

„To najczęściej rodzina zwraca na to uwagę i to oni powinni zadbać o wizytę u lekarza, który potrafiłby rozpoznać tę chorobę. Szybka diagnoza ma znaczenie, ponieważ choć nie mamy możliwości wyleczenia, są coraz większe możliwości leczenia Parkinsona. A dzięki szybko wdrożonej odpowiedniej terapii osoba chora może jeszcze przez wiele lat być czynna zawodowo i kontynuować większość swoich aktywności” – zwraca uwagę prof. dr hab. n. med. Andrzej Friedman z Kliniki Neurologicznej w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim w Warszawie.

Długa diagnoza, a choroba postępuje
Choroba polega na obumieraniu komórek nerwowych w istocie czarnej mózgu, odpowiedzialnych za produkcję dopaminy. Doprowadza to do spowolnienia ruchowego, sztywności mięśni, zubożonej mimiki twarzy, drżenia rąk. Niestety choroba ma charakter postępujący i wraz z jej rozwojem pojawiają się: zaburzenia równowagi, pochylona do przodu sylwetka, trudności z wykonywaniem codziennych czynności, takich jak mycie się, jedzenie, ubieranie. Niezbędna staje się pomoc i opieka ze strony innych osób.

Choć choroba Parkinsona kojarzona jest przede wszystkim z osobami w podeszłym wieku, chorują na nią także młode osoby, nawet przed 30 r.ż.

„U mnie choroba zaczęła się w wieku 35 lat. Pierwszym objawem było sztywnienie prawej ręki, potem nogi, aż przestałam mieć moc do chodzenia. Ze względu na młody wiek diagnozowałam się cztery lata” – mówi Anna Knopkiewicz.

„Potwierdzenie diagnozy trwało u mnie rok, ale po wcześniejszych latach badań. Zaczęło się od utraty węchu, ale dopiero objawy ruchowe – spowolnienie ruchu, niesprawność dłoni skłoniły mnie do szukania pomocy ortopedy i potem neurologa. Wcześniej słyszałem, że jestem za młody na Parkinsona” – opowiada Paweł Kaczmarek.

Właśnie ze względu na różnorodność objawów ważne jest, by lekarze potrafili przeprowadzić diagnostykę różnicową. Tymczasem z tym różnie bywa, ponieważ są województwa – jak podlaskie, warmińsko-mazurskie czy Opolszczyzna, gdzie nie ma ośrodków leczenia.

„Program lekowy jest nierównomiernie rozłożony: na Śląsku, w Krakowie jest w sumie 10 ośrodków, ale już w Łodzi tylko dwa, a w Warszawie i w Gdańsku po jednym. W dodatku to właśnie tam przyjeżdżają pacjenci z innych miast i w efekcie musimy zaopatrzyć dużą część kraju. A problem polega na tym, że liczba zakontraktowanych świadczeń na Mazowszu i na Pomorzu jest za mała” – mówi prof. dr hab. n. med. Dariusz Koziorowski, kierownik Kliniki Neurologii w Mazowieckim Szpitalu Bródnowskim w Warszawie.

Zdaniem prof. Friedmana wynika to z nieodpowiedniego finansowania – za wizytę pacjenta w poradni parkinsonowskiej lekarz otrzymuje 17,50 zł bez względu na to, czy wypisuje receptę na kontynuację leczenia, czy jest to wizyta stymulatorowa wymagająca korekty urządzenia, albo przedstawianie korzyści z bardziej zaawansowanego leczenia. Nie ma się co dziwić, że chętnych do wykonywania tej pracy jest coraz mniej.

„Ale nie ma co powoływać kolejnych ośrodków na siłę. Ważne, by te, które już funkcjonują, miały dobrze wykwalifikowany personel, który zna się na diagnostyce różnicowej i umiał zaopiekować się pacjentami w różnych metodach leczenia. To jest podstawą sukcesu w każdej chorobie neurologicznej” – mówi prof. Friedman.

Zaawansowane możliwości leczenia tylko w specjalistycznych ośrodkach
„O ile przez pierwsze pięć-sześć lat chorego prowadzić może lekarz nie specjalizujący się w leczeniu choroby Parkinsona, o tyle po tym czasie – nazywanym miodowym miesiącem, ze względu na jeszcze dość skąpe objawy i podatność na leczenie – następuje raj utracony, gdy konieczna jest już specjalistyczna terapia” – zwraca uwagę Wojciech Machajek prezes zarządu Fundacji Chorób Mózgu.

Leczenie zaawansowanej choroby Parkinsona opiera się na uzupełnieniu dopaminy w układzie pozapiramidowym, ale wzbogacane jest również o leki przeciwpadaczkowe, neuroleptyki, leki przeciwdepresyjne czy poprawiające kinetykę przewodu pokarmowego. Najbardziej znany lek stosowany w chorobie Parkinsona to lewodopa, ale często stosowane są także: antagoniści receptora dopaminergicznego i leki działające na metabolizm lewodopy i w innych mechanizmach.

„Moment dekompensacji choroby, gdy pojawiają się powikłania ruchowe, to czas by pomyśleć o bardziej zaawansowanych metodach leczenia, porozmawiać z opiekunem, wybrać najlepszą metodę i przekonać do niej pacjenta. Możemy zaoferować choremu leczenie terapiami infuzyjnymi bądź – jeśli nie ma przeciwwskazań – zabieg głębokiej stymulacji mózgu. Zabieg jest tzw. świadczeniem gwarantowanym, a terapie infuzyjne dostępne są w ramach programu lekowego. Polegają one na ciągłym podawaniu leków za pomocą zewnętrznej pompy umieszczonej podskórnie apomorfiny lub dojelitowo lewodopy z karbidopą” – wyjaśnia prof. Koziorowski.

Przygotowanie do zabiegu DBS wymaga starannej kwalifikacji chorych, która powinna odbywać się w wyspecjalizowanym ośrodku neurologicznym.

„W czasie 2-3-dniowego pobytu chory przechodzi ocenę sprawności ruchowej w okresie brania leków i po ich odstawieniu (muszą się one istotnie różnić), ocenę neuropsychologiczną w kierunku wykluczenia depresji i otępienia oraz badanie MRI mózgu. Dopiero wtedy po wspólnej konsultacji z udziałem neurologa, neuropsychologa, neuroradiologa, neurochirurga i psychiatry podejmuje się decyzję o kwalifikacji pacjenta do leczenia operacyjnego” – opowiada prof. Tomasz Mandat zastępca kierownika Kliniki Nowotworów Układu Nerwowego Centrum Onkologii-Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Są możliwości, gorzej z dostępnością
Choć dostępne w Polsce terapie mogą zapewnić sprawność pacjentom z zaawansowaną chorobą Parkinsona, to wciąż niewielu chorych leczonych jest nowocześnie.

Terapie infuzyjne dostępne wyłącznie w programie lekowym B.90 realizuje w Polsce obecnie kilkanaście ośrodków, jednakże leczonych w ten sposób chorych jest stosunkowo niewielu, bo około 300 pacjentów rocznie. Do niedawna kryteria kwalifikacji do programu były bowiem bardzo restrykcyjne.

„Teraz udaje się nam objąć leczeniem trochę więcej pacjentów, choć wciąż poniżej pułapu, który moglibyśmy osiągnąć. Problem leży w dostępie do opieki ambulatoryjnej. Poradnie parkinsonowskie są tak naprawdę bardzo mało dostępne, znajdują się bowiem tylko w kilku ośrodkach akademickich. W dodatku płatnik wycenia te procedury tak samo, bez względu na to, czy to wizyta w poradni neurologicznej, czy w parkinsonowskiej. A przecież czym innym jest przepisanie kolejnej recepty na kontynuację leczenia, a czym innym opieka nad chorym z wszczepionym stymulatorem. Zaczyna więc brakować lekarzy, którzy chcieliby pracować w specjalistycznych poradniach” – zwraca uwagę prof. Friedman.

Tymczasem jakość życia po zastosowaniu bardziej zaawansowanych terapii zmienia się nie do poznania.
„Do programu z lekiem zostałam zakwalifikowana w grudniu. W pierwszą noc po podaniu leku poczułam tak ogromne rozluźnienie mięśni, że pomyślałam, że stał się cud. Co prawda nie trwało to długo, bo kalibracja tego leku też wymaga czasu, ale już wiem, do czego mam dążyć i czego mogę oczekiwać” – opowiada Anna Knopkiewicz.

Podobne odczucia miał Paweł Kaczmarek.
„Przyszedł czas, kiedy pojawiły się problemy z wchłanianiem, silne dystonie. Moja codzienna praca stanęła pod znakiem zapytania. Miałem szczęście, że lekarz przekazał mnie do specjalistycznego lecznictwa. Musiałem jednak poczekać, aż lek zostanie zarejestrowany w Polsce – ten czas przerwałem tylko dzięki mojemu pracodawcy, który płacił mi za nierefundowane leki. Kiedy w końcu dostałem lek, różnica była olbrzymia. Do izolatki wchodziłem, powłócząc nogami, a po podaniu leku dosłownie wybiegłem z niej. Teraz pracuję, bez problemu wstaję rano z łózka, w nocy mogę samodzielnie przekręcać się na drugi bok. Mogę samodzielnie funkcjonować. Ten lek przywrócił mnie do życia” – mówi Paweł Kaczmarek.

W Polsce terapiami infuzyjnymi jest leczonych średnio 4-5 razy mniej pacjentów niż w innych krajach europejskich.
Dlaczego skoro mamy tak dobre metody leczenia, sytuacja leczenia chorych na Parkinsona w Polsce wciąż się nie poprawia?
„W związku z brakiem dostępności do lekarzy specjalistów od 2 lat prowadzimy Akademię Młodego Parkinsonologa, wykształciliśmy ok. 60 młodych specjalistów – to wyjście naprzeciw lepszemu rozpoznawaniu choroby, lepszej diagnostyce i dostępności do specjalistów w tym zakresie, pierwszy krok do poprawy sytuacji” – mówi prof. dr hab. n. med. Jarosław Sławek kierownik Oddziału Neurologicznego i Udarowego Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Redukcja wyceny i pilotaż w szufladzie
Kilka lat temu grupa specjalistów opublikowała tzw. Białą Księgę, gdzie zawarto strategię dla polskiej neurologii, i choroba Parkinsona była jednym z sześciu najważniejszych punktów, którymi się zajęli.

„Choć pierwszy projekt pilotażu – programu opieki koordynowanej nad pacjentem z chorobą Parkinsona – został przygotowany przez Polskie Towarzystwo Neurologiczne już w 2018 roku, a kolejny w 2023 roku, wciąż nie ujrzał światła dziennego. Prace, w których uczestniczyli także przedstawiciele środowiska pacjentów, prowadziliśmy w rekordowo szybkim tempie, ale nasze wysiłki nie przyniosły jak na razie spodziewanego efektu w postaci wdrożenia programu w życie. Projekt trafił do ministerialnej szuflady” – mówi prof. Jarosław Sławek.

Problemy pacjentów chorych na Parkinsona potęguje także nowy plan finansowy dla programów lekowych w neurologii, który zredukował możliwości leczenia – AOTM zaproponował znaczną redukcję wyceny procedur i zabiegów stymulacji głębokich mózgu oraz zmniejszenie do 30 proc. refundacji wymiany części w stymulatorach.

Ponadto za wszczepienie stymulatora rozliczani są tylko neurochirurdzy, płatnik nie uwzględnia procesu kwalifikacyjnego i doglądania tego chorego.

„To blokuje rozwój tej metody, bo przecież do zrealizowania usługi potrzeba też innych specjalistów. Jeśli wycena tych zabiegów się nie zmieni, odbije się to na jej dostępności dla pacjentów. Poza tym, by móc je bezpiecznie realizować, musimy mieć promesę zapłaty za te procedury” – uważa prof. Koziorowski.

„W Gdańsku środki, które otrzymujemy, nie pokrywają nawet dotychczas leczonych, nie mówiąc o włączaniu nowych pacjentów. A ze względu na brak leczenia w innych województwach mamy ich coraz więcej. Obecnie na liście oczekujących na terapię infuzyjną znajduje się 50 osób, 12 jest już zakwalifikowanych. Leczonych jest zaledwie kilku. Problem refundacji jest kluczowy, żebyśmy mogli skutecznie pomagać pacjentom. Młodszym, którzy dzięki tej metodzie mogą normalnie funkcjonować, i starszym, którzy rzadziej dzięki niej wymagają specjalistycznej opieki” – ocenia prof. Sławek.

Konieczne rozwiązania systemowe
Ostania retaryfikacja jest dla środowiska specjalistów kompletnie niezrozumiała.
„Choroba Parkinsona jest przykładem choroby interdyscyplinarnej, gdzie zajmując się pacjentem, musimy mieć wiedzę z dziedziny dermatologii – bo terapie infuzyjne wiążą się z problemami skórnymi, urologii – bo powodują problemy z oddawaniem moczu, dietetyki – bo towarzyszą im zaparcia i inne problemy z przewodem pokarmowym, fizjoterapii – aby aktywizować pacjentów, psychiatrii – bo często towarzyszy im depresja. Do tego terapie infuzyjne i DBS to skomplikowane procedury, w trakcie których napotykamy na wiele różnych problemów” – zwraca uwagę prof. Koziorowski.

„Są w leczeniu tej choroby pewne sukcesy, ale brakuje nam kompleksowego myślenia. To powinno leżeć w interesie państwa, żeby wiedzieć, na co wydawane są pieniądze, a dziś płatnik refunduje wszczepienie stymulatora i dalej nikt nie interesuje się, co się z pacjentem i z urządzeniem, które mu wszczepiono, dzieje. To jest niezrozumiałe” – twierdzi prof. Friedman.

Liczba pacjentów chorych na Parkinsona wraz ze starzeniem się społeczeństwa będzie wzrastać – według prognoz z 6 mln w 2016 r. do 16 mln w 2040. Problem będzie narastał, dlatego musimy umieć go systemowo rozwiązywać, poukładać te terapie, rozdzielić czym maja się zajmować neurochirurdzy, czym neurolodzy.

„Na świecie pojawiły się już unowocześnione stymulatory i stymulatory inteligentne, które są droższe i wymagają więcej nakładu pracy, jeśli chodzi o ich programowanie. Czekamy na leki, które będą spowalniały postęp choroby, i one prędzej czy później się pojawią, więc powinniśmy być na to przygotowani. Potrzebna jest nam struktura, czyli sieć ośrodków, gdzie można wykonać diagnostykę, w tym badania genetyczne, i przeprowadzać diagnozę różnicową. Poukładać współpracę z ośrodkami ogólnymi, które mogą prowadzić tego chorego przez pierwszych 5-6 lat, a później przekazywać go do ośrodków specjalistycznych. Zróbmy chociaż pilotaż, przekonajmy się, jak to działa. W tej chwili ci pacjenci przynoszą państwu same straty, bo chociażby samo złamanie szyjki kości udowej występuje u nich sześciokrotnie częściej niż u ich rówieśników, a leczenie takiego złamania jest przecież bardzo kosztowne” – zwraca uwagę prof. Koziorowski.

Pacjenci się nie skarżą
Do biura Rzecznika Praw Pacjenta wpływa rocznie 90 tys. zgłoszeń, 800 z nich jest od pacjentów neurologicznych, w tym od chorych na Parkinsona zaledwie kilkadziesiąt.

„Pacjenci zgłaszają brak kompleksowości leczenia, kłopoty z dostaniem się do poradni. Najbardziej niepokojące dla nas jest to, że są duże nierówności w zdrowiu. Załapanie się na leczenie często jest kwestią szczęścia. Chorzy czekają na terapie miesiącami – jest problem z dostępem do leczenia i do rehabilitacji. Tak nie może być. Deklarujemy swoją pomoc, zgłosimy swoje wnioski do MZ, potrzebujemy tylko więcej głosów od samych pacjentów” – mówi Joanna Niewiadomska z Biura Rzecznika Praw Pacjenta.

Źródło: PAP MediaRoom
Opieka psychiatryczna oparta na opiece środowiskowej to najskuteczniejsza forma świadczenia pomocy pacjentom – uważają psychiatrzy. Właśnie w taki sposób świadczenia są realizowane przez centra zdrowia psychicznego działające na razie w ramach pilotażu. Eksperci nie są pewni co do tego, na jakich zasadach CZP będą pracowały od lipca, kiedy pilotaż dobiegnie końca. Ministerstwo Zdrowia zapewnia, że nie zmieni się sposób ich finansowania, a do sieci będą dołączane kolejne ośrodki. Do końca roku mają swoim zasięgiem objąć co najmniej 80 proc. populacji.

Centra zdrowia psychicznego to forma opieki nad pacjentami w kryzysach psychicznych, opartej na idei pomocy środowiskowej i jest to najskuteczniejsza metoda leczenia zaburzeń psychicznych. Wychodzi nam to z badań, ale także osoby bezpośrednio zainteresowane tak uważają – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria Joanna Krzyżanowska-Zbucka z Instytutu Psychiatrii i Neurologii, przewodnicząca Komitetu Organizacyjnego Kongresu Zdrowia Psychicznego.

Centra zdrowia psychicznego działają w Polsce w ramach pilotażu – najdłuższego w historii Polski, bo trwającego od 2018 roku. Pilotaż jednak ma zostać zakończony 1 lipca tego roku. Ministerstwo Zdrowia nie zdradza na razie konkretów co do zasad, na jakich ośrodki te miałyby funkcjonować po tej dacie. Od grudnia 2024 roku pracuje zespół ekspertów przy ministrze zdrowia.

Obawiamy się, że propozycje, które w tej chwili są rozważane w Ministerstwie Zdrowia, mogą doprowadzić do tego, że zostaną zmienione zasady funkcjonowania tych centrów. Więc nawet jeżeli te ośrodki się będą nazywać centra zdrowia psychicznego, to nie będą te centra zdrowia psychicznego, które są pilotowane w pilotażu reformy podstawowej opieki psychiatrycznej. Jeżeli zmienimy zasady, to i dostępność się zmieni, i szybkość reakcji, koncentracja na zdrowieniu. Będą obowiązywały inne zasady, które będą się koncentrowały głównie na zysku czy zbieraniu odpowiedniej liczbie pacjentów. Bardzo się obawiamy, że zmiana tych podstawowych zasad, na których oparte są środowiskowe centra zdrowia psychicznego, spowoduje faktyczną likwidację tejże reformy – wskazuje Joanna Krzyżanowska-Zbucka.

Dużo wątpliwości budzi kwestia finansowania ośrodków – czy zostanie finansowanie oparte na liczebności populacji objętej opieką danego ośrodka, czy zostanie wprowadzony system fee for service, czyli za zrealizowane procedury. Do tych obaw odniosła się niedawno minister zdrowia w wywiadzie radiowym dla RMF FM, podkreślając, że trwają prace nad ustaleniem tych zasad.

Finansowanie ryczałtem na populację daje największą swobodę w oferowaniu pomocy. Oczywiście efekty tejże pomocy nie są do osiągnięcia tak szybko. Są uwagi ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia, że to jest drogo. Porządna opieka zdrowotna musi kosztować, a my i tak jesteśmy poniżej średniej europejskiej. Więc ta propozycja, żeby było finansowanie na pacjenta, koncentruje zainteresowanie osób realizujących pomoc na osobie chorej, a w finansowaniu na populację koncentrujemy się zarówno na profilaktyce, na wczesnej interwencji, jak i na zdrowieniu. Pacjent dostaje wtedy tyle, ile potrzebuje, i wtedy, kiedy potrzebuje, a nie wtedy, kiedy jest zarejestrowany jako pacjent – zauważa ekspertka.

Pilotażem centrów zdrowia psychicznego jest objęte 51 proc. populacji Polski. Minister zdrowia zapowiedziała, że po opracowaniu standardów opieki do sieci będą dołączane kolejne placówki i jeszcze w tym roku uda się zwiększyć zasięg do 80 proc. populacji, a docelowo pokrycie ma być pełne. Jednocześnie zarówno władze resortu zdrowia, jak i eksperci przekonują, że nawet objęcie całej populacji opieką CZP nie wystarczy, jeśli nie zadbamy o profilaktykę i edukowanie o roli wczesnej interwencji.

– Opieka środowiskowa to nie tylko leczenie chorych, to szybka, bliska domu interwencja u osób, które doświadczają kryzysu, który być może nie jest jeszcze chorobą, jest kryzysem psychicznym w związku z jakąś trudną sytuacją w życiu tego człowieka. Jeżeli on dostanie pomoc szybko, sprawnie, blisko, jeżeli on wcześniej będzie w procesie profilaktycznym wiedział, gdzie się zgłosić, będzie też rozumiał, co się z nim dzieje w takiej edukacji społecznej, bo m.in. na tym polega profilaktyka, to wtedy zmniejszymy liczbę zachorowań. Część zaburzeń psychicznych wynika z zaniedbanych kryzysów, które jeżeli nie dostaną odpowiedniej pomocy w odpowiednim czasie, już potem wymagają interwencji bardzo intensywnych i lekarskich – przekonuje Joanna Krzyżanowska-Zbucka.

Z badania EZOP II wynika, że ponad 26 proc. Polaków doświadczyło przynajmniej raz w życiu zaburzeń zdrowia psychicznego. Niemal 8 proc. doświadczyło go w ciągu ostatnich 12 miesięcy poprzedzających badanie. 

źródło: newseria

Co czwarta dorosła osoba mierzy się w czasie swojego życia z zaburzeniami psychicznymi. Częstość występowania problemu jest szczytowa u młodzieży wchodzącej w dorosłość oraz u osób w drugiej połowie siódmej dekady życia. Psychiatrzy apelują o wprowadzenie nowego modelu psychiatrii, opartego na opiece środowiskowej, i takie są też założenia Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na lata 2023–2030. Realizacja tych założeń nie następuje jednak tak szybko, jak oczekiwaliby klinicyści i ich pacjenci. Główną barierą są niewystarczające nakłady finansowe.

Głównym celem Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego w obecnej edycji na lata 2023–2030 jest wprowadzenie nowoczesnego środowiskowego modelu opieki psychiatrycznej, a dodatkowym celem przeciwdziałanie stygmatyzacji i dyskryminacji osób z zaburzeniami psychicznymi. Jednak ten najważniejszy cel to środowiskowy model, czyli reforma opieki psychiatrycznej – mówi w wywiadzie dla agencji Newseria dr Marek Balicki, członek Rady ds. Zdrowia Psychicznego przy Ministrze Zdrowia.

Przyjęty rozporządzeniem z 30 października 2023 roku program ma doprowadzić do wdrożenia środowiskowego modelu ochrony zdrowia psychicznego, czyli zapewnienia osobom z zaburzeniami psychicznymi wielostronnej i powszechnie dostępnej opieki zdrowotnej blisko miejsca ich zamieszkania oraz innych form opieki i pomocy niezbędnych do życia w środowisku rodzinnym i społecznym. Jak podkreślają eksperci, wprowadzenie nowego modelu opieki środowiskowej napotyka szereg problemów i barier. Jedną z zasadniczych jest bariera finansowa, związana z niskim finansowaniem psychiatrii na tle innych krajów europejskich.

– W ubiegłym roku było to poniżej 5 proc. ogólnych wydatków na zdrowie, podczas gdy w Europie jest to 6–7 proc., w Niemczech ponad 10 proc., a wiemy, że wydatki na zdrowie w Niemczech są wielokrotnie większe niż u nas. Czyli pierwsza bariera do przełamania to jest stopniowe zwiększanie wydatków na opiekę psychiatryczną, a druga – zmiana systemu. Taka zmiana z modelu azylowego, tradycyjnego, szpitalniano-poradnianego na model, w którym jest opieka środowiskowa, opieka dzienna, wszystko w miejscu zamieszkania, jest bardzo trudna, napotyka szereg oporów ludzkich, instytucjonalnych, też w sferach decydenckich, ale staramy się pokonywać te bariery – mówi dr Marek Balicki.

W tym roku kończy się program pilotażowy w centrach zdrowia psychicznego (CZP), który działał od 2018 roku. Jego celem było przetestowanie środowiskowego modelu psychiatrycznej opieki zdrowotnej. Według ekspertów po zakończeniu pilotażu powinno nastąpić wdrożenie rozwiązań systemowych. Grupa robocza Kongresu Zdrowia Psychicznego i Porozumienia na rzecz realizacji NPOZP opracowała 40 rekomendacji, których realizacja ma umożliwić optymalne wdrożenie nowego modelu.

Podstawowe elementy nowego modelu muszą być w ustawie, czyli że centrum zdrowia psychicznego działa na określonym obszarze, np. powiat, dzielnica wielkiego miasta, że wszystkie formy pomocy, od poradni zdrowia psychicznego, poprzez oddział dzienny, opiekę środowiskową, oddział szpitalny, są zlokalizowane w tym obszarze, gdzie działa centrum, że ten obszar nie może być za duży – od 50 do 150 tys. mieszkańców, żeby dobrze zorganizować opiekę, że punkt zgłoszeniowo-koordynacyjny ma być otwarty dla wszystkich i przyjmować pacjentów czy rodziny, bliskich wtedy, kiedy się zgłoszą, ma działać od 8.00 do 18.00, że centrum ma mieć autonomię finansową, że ma być finansowane w drodze ryczałtu na populację, a nie za punkty czy procedury – wymienia członek Rady ds. Zdrowia Psychicznego przy Ministrze Zdrowia. – To są przykłady z 40 rekomendacji, które przygotowaliśmy, i miejmy nadzieję, że Ministerstwo Zdrowia skorzysta z tej pomocy.

Tymczasem problem zaburzeń psychicznych narasta, zarówno w ujęciu globalnym, jak i regionalnym. Z analizy przeprowadzonej po wybuchu pandemii COVID-19 przez tajskich i kanadyjskich naukowców na podstawie elektronicznych baz danych i badań z 32 różnych krajów wynika, że objawy depresji wykazuje ok. 28 proc. populacji. Podobny odsetek zmaga się ze stanami lękowymi oraz z bezsennością. Co czwarty zgłasza objawy typowe dla stresu pourazowego (PTSD). Co trzeci badany zgłasza objawy przewlekłego stresu, a połowa obciążenie psychologiczne. Tendencje te mają odzwierciedlenie w polskich analizach. Badanie EZOP II wykazało, że zaburzenia psychiczne w perspektywie całego życia ujawniło 26,5 proc. dorosłych.

Mniej więcej co czwarty człowiek w populacji dorosłych kiedyś w życiu doświadcza problemów zdrowia psychicznego. Odsetek tych, którzy cierpią bardziej na cięższe postacie zaburzeń psychicznych, to jest kilka procent populacji. Natomiast jeśli liczyć wszystkich, którzy potrzebują informacji, wsparcia, to jest liczba przekraczająca już potrzeby w milionach – wskazuje prof. dr hab. n. med. Jacek Wciórka, psychiatra z Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

Z badania EZOP II wynika, że ponad pół miliona dzieci i młodzieży cierpi na zaburzenia psychiczne, z czego ponad 200 tys. to dzieci w wieku 7–11 lat i ponad 350 tys. młodzieży w wieku 12–17 lat. Zaburzeń internalizacyjnych, na które składają się przede wszystkim zaburzenia lękowe, doświadcza ponad 300 tys. dzieci i młodzieży (ok. 8 proc. dzieci i 7 proc. młodzieży). Zaburzenia nastroju, w tym zaburzenia depresyjne i epizody manii, potwierdziło znacznie mniej, bo 70 tys. młodych ludzi, z czego zdecydowana większość to nastoletnia młodzież. Różnego rodzaju zaburzenia stwierdzano też u około 16 proc. dzieci do szóstego roku życia, co przekłada się na liczbę ponad 420 tys.

Szczególnie trudny jest okres wchodzenia w dorosłe życie i wchodzenia w starość. To są te dwa momenty, kiedy zaburzeń pojawia się więcej albo też ludzie dojrzewają do tego, żeby szukać pomocy – podkreśla psychiatra z Instytutu Psychiatrii i Neurologii.

Rozpowszechnienie zaburzeń psychicznych zwiększa się wraz z wiekiem – od 19,2 proc. w wieku 18–29 do 34,2 proc. w wieku powyżej 65 lat, przy czym szczyt rozpowszechnienia wśród seniorów przypada na wiek 65–69 lat.

To, co należy zrobić, by poprawić kondycję w zakresie zdrowia psychicznego populacji Polaków i Polek, to przede wszystkim edukacja i zniesienie nieprzyjemnego stosunku do chorych, niezrozumienia pełnego nieuzasadnionych przekonań dotyczących ryzyka, zachowań tych osób, bardzo często niesprawiedliwych i krzywdzących. To jest przełamanie barier emocjonalnych, utrudniających udzielanie rozsądnej pomocy – mówi prof. Jacek Wciórka.

Trwająca reforma psychiatrii dotychczas główny nacisk kładła na zabezpieczenie psychiatrii dzieci i młodzieży, zwłaszcza zbudowanie od zera systemu opieki środowiskowej – pierwszego poziomu referencyjności. Od 2020 roku zostało stworzonych około 500 placówek tego typu, a także ponad około 200 miejsc realizujących świadczenia na drugim poziomie. W każdym województwie działa też trzeci poziom referencyjny, czyli Ośrodek Wysokospecjalistycznej Całodobowej Opieki Psychiatrycznej. Reforma psychiatrii dorosłych postępuje wolniej, ale również tu główny nacisk należy położyć na opiekę środowiskową.

– Dotychczasowy system opieki dotyczący zdrowia psychicznego nie może być wydolny z racji tego, że psychiatria właściwie zawsze była taką specjalnością, która w sposób systemowy podlegała swego rodzaju stygmatyzacji, wykluczeniu, poczynając od przeznaczania na nią najmniejszych nakładów, nieadekwatnych do potrzeb, poprzez nieprzywiązywanie adekwatnej wagi, jeśli chodzi o potrzeby reformowania, odpowiadania na rosnące wyzwania. Niedobór specjalistów, złe warunki lokalowe, brak inicjatyw dotyczących profilaktyki zdrowia psychicznego – to wszystko składa się na te niedostatki i wyzwania, z którymi musimy się mierzyć – ocenia dr n. med. Tomasz Szafrański z Wolskiego Centrum Zdrowia Psychicznego.

Jak dodaje, konieczne są takie zmiany w polskim systemie opieki dotyczącym zdrowia psychicznego, które wprowadzą nowoczesny, dostosowany do potrzeb, dostępny dla wszystkich system, który będzie funkcjonował na zasadach psychiatrii środowiskowych.

– Taki, który będzie odchodził od archaicznego modelu szpitalnego, który będzie dawał możliwość i dostania pomocy, i rozwijania nowoczesnych form opieki – zaznacza dr Tomasz Szafrański.

– W dotychczasowym systemie okres oczekiwania na poradę ambulatoryjną wydłuża się na tygodnie lub miesiące, co sprawia, że w trudniejszych sytuacjach jedynym wyjściem jest skorzystanie z hospitalizacji. Ona przypada zwykle w momencie, kiedy jest już bardzo trudno i bardzo narastają zaburzenia, jest zwykle spóźniona, w związku z tym cierpienie większe, a i efekt pomocy trudniejszy do osiągnięcia – wyjaśnia prof. Jacek Wciórka. – Cała reforma opieki psychiatrycznej w Polsce zmierza do tego, żeby tę sytuację zmienić, żeby pomoc dostępna była blisko i szybko, i żeby była dobrej jakości, skoordynowana, wielostronna, to znaczy nieograniczająca się tylko do przepisania leków, ale także do pomocy psychologicznej i wsparcia społecznego. Mamy dobre doświadczenia z pierwszego okresu pilotażu i wiemy, że to jest możliwe, ale wymaga zachowania pewnej ciągłości całej tej reformatorskiej zmiany.

źródło: newseria

Pilotażowy program leczenia stopy cukrzycowej został przedłużony do 30 kwietnia 2026 r. Zespół stopy cukrzycowej to jedno z najpoważniejszych powikłań cukrzycy, które dla wielu pacjentów wiąże się z koniecznością amputacji nieodwracalnie uszkodzonej kończyny. Polskie Stowarzyszenie Diabetyków oraz całe środowisko eksperckie długo zabiegało o przedłużenie pilotażu oraz włączenie nowych ośrodków udzielających świadczenia. Pacjenci będą mogli leczyć się w łącznie sześciu szpitalach.
Zespół stopy cukrzycowej rozwija się w wyniku neuropatii obwodowej i zaburzeń krążenia u pacjentów diabetologicznych. Niezdiagnozowany bądź niewłaściwie leczony prowadzi do nieodwracalnego uszkodzenia tkanek stopy i konieczności amputacji, co z kolei trwale ogranicza motorykę chorych. W Polsce w 2023 r. wskaźnik amputacji kończyn na 10 tys. chorych na cukrzycę sięgnął poziom 8,6 i był jednym z najwyższych w Europie. Notowana jest również wysoka śmiertelność odległa pacjentów poddanych amputacji z powodu zespołu stopy cukrzycowej. Wskaźnik 5-letniej śmiertelności jest wyższy niż analogiczny wskaźnik dla większości nowotworów złośliwych. Aż 30 proc. pacjentów umiera w pierwszym roku po amputacji, 50 proc. w ciągu trzech lat, a w ciągu pięciu lat to już 70 proc. pacjentów. Jednocześnie eksperci szacują, że aż 75% amputacji można zapobiec dzięki stosowaniu właściwej profilaktyki i leczenia.
 
Krokiem w kierunku poprawy sytuacji pacjentów cierpiących na zespół stopy cukrzycowej było utworzenie w lipcu 2023 r. programu pilotażowego. Program powstał w celu oceny organizacji, jakości i efektów opieki nad pacjentami w ramach połączonych świadczeń na oddziałach chorób wewnętrznych i chirurgii z pooperacyjną kontrolą procesu gojenia.
 
16 stycznia br. opublikowano rozporządzenie ministra zdrowia zmieniające rozporządzenie w sprawie programu pilotażowego opieki nad pacjentem z zespołem stopy cukrzycowej, a 29 stycznia br. Narodowy Fundusz Zdrowia opublikował zarządzenie, które dostosowuje dotychczasowe zapisy do obowiązującego stanu prawnego w związku z wejściem w życie rozporządzenia. W efekcie pilotażowy program leczenia stopy cukrzycowej został przedłużony do 30 kwietnia 2026 r.

Ośrodkami odpowiedzialnymi za realizację będą: Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Szamotułach, Instytut Medycyny Wsi im. Witolda Chodźki w Lublinie, Uniwersyteckie Centrum Kliniczne Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego w Warszawie, Szpital Uniwersytecki w Krakowie, Uniwersyteckie Centrum Kliniczne w Gdańsku oraz Zagłębiowskie Centrum Onkologii Szpital Specjalistyczny im. Szymona Starkiewicza w Dąbrowie Górniczej.

Jest to kolejny krok wychodzący naprzeciw oczekiwaniom pacjentów z cukrzycą oraz całego środowiska diabetologicznego, które zabiega od lat o stworzenie systemowych rozwiązań leczenia zespołu stopy cukrzycowej. „Pierwotny” pilotaż realizowany był od sierpnia 2023 roku w SPZOZ w Szamotułach. Umożliwił on hospitalizację blisko 200 pacjentów z tym schorzeniem. Obecne rozporządzenie pozwoli na leczenie kolejnych 230 chorych w 2025 roku, tym razem już w kilku ośrodkach w Polsce. „Hospitalizacje pilotażowe” polegają na realizacji modelu dwuspecjalistycznego leczenia w ramach diabetologiczno-chirurgicznej hospitalizacji, w trakcie której wykonywane są oszczędzające zabiegi operacyjne w obrębie stopy, modyfikowane leczenie diabetologiczne oraz ogólnointernistyczne, prowadzona jest miejscowa terapia podciśnieniowa, odpowiednie leczenie przeciwinfekcyjne oraz wdrażane są dedykowane metody odciążania, w tym tzw. Total Contact Casty. Takie podejście jest zdecydowanie najskuteczniejszym, jeśli chodzi o efektywność leczenia oraz uratowanie chorego przed wysoką amputacją kończyny dolnej. Każdy chory ma zagwarantowane przez  5 miesięcy po hospitalizacji wizyty kontrolne, dzięki którym można kontrolować proces leczenia/gojenia i ewentualnie go modyfikować. – powiedział dr Piotr Liszkowski, specjalista chorób wewnętrznych i diabetologii z ośrodka w Szamotułach. – Mamy nadzieję, że jest to pewien kolejny etap działań, który doprowadzi do utworzenia swoistej sieci ośrodków leczenia stopy cukrzycowej, a także utworzenia procedur zarówno ambulatoryjnych, jak i szpitalnych, które będą mogły być realizowane i dostępne w ramach systemu ubezpieczenia zdrowotnego oraz pozwolą w ciągu kilku lat na wyraźne zmniejszenie wskaźników wysokich amputacji kończyn dolnych, w których Polska na tle Europy przoduje.
 
Temat zespołu stopy cukrzycowej wielokrotnie był poruszany podczas posiedzeń Parlamentarnego Zespołu ds. Cukrzycy, podczas którego przedstawiciele pacjentów oraz eksperci podkreślali potrzebę rozwiązań systemowych.
 
–  ⁠Problem zespołu stopy cukrzycowej to najbardziej zaniedbane powikłanie cukrzycy. Przez ostatni rok był przedmiotem wielu dyskusji podczas posiedzeń Parlamentarnego Zespołu ds. Cukrzycy, któremu przewodniczę. Rozszerzenie szamotulskiego pilotażu to właściwa decyzja, ale stworzenie sieci szpitali, które będą leczyć osoby dotknięte tym powikłaniem kończyny, to nasz główny cel i przed wszystkim realna pomoc i ulga dla pacjentów. Z nowym rokiem mamy wskazanych sześć ośrodków, które zaopiekują się chorymi w całej Polsce. Mam nadzieję, że ten świetnie funkcjonujący program będzie się rozwijał w kolejnych latach i powstaną nowe miejsca, gdzie długo gojące się rany będą realnie leczone. Musimy przełamać dramatyczne statystyki dotyczące amputacji kończyn w Polsce. Cieszę się przeogromnie, że pacjenci będą mogli otrzymać właściwą pomoc i potrzebne wsparcie – podkreśliła Ewa Kołodziej, poseł na Sejm RP.
 
Decyzja o przedłużeniu pilotażu to informacja, na którą bardzo długo czekało Polskie Stowarzyszenie Diabetyków, zrzeszające pacjentów z cukrzycą.

Zgodnie z pierwotnymi założeniami pilotaż powinien zakończyć się w styczniu, co wśród wielu chorych oraz ekspertów budziło niepokój. Stopa cukrzycowa ma charakter przewlekły i nagłe przerwanie leczenia może spowodować pogorszenie stanu zdrowia, dlatego walczyliśmy o przedłużenie programu. W imieniu wszystkich pacjentów bardzo dziękujemy Ministerstwu Zdrowia, Narodowemu Funduszowi Zdrowia oraz wszystkim osobom zaangażowanym w sprawę za otrzymane wsparcie – powiedziała Monika Kaczmarek, Prezes Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków.
źródło: PSD
Z apelem do minister zdrowia o przedłużenie pilotażu pn. „Dobry posiłek w szpitalu”, zwrócił się Zarząd Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych. – Wierzymy, że przedłużenie realizacji programu przyniesie dalsze korzyści, zarówno dla pacjentów, jak i podmiotów leczniczych – czytamy w opublikowanym stanowisku Zarządu.
Pilotaż „Dobry posiłek w szpitalu” wygasa 31 grudnia br. Trwają analizy odnoszące się do ewentualnych rozwiązań w obszarze żywienia szpitalnego. Pilotaż wszedł w życie we wrześniu 2023 roku i miał na celu wpłynąć na poprawę żywienia pacjentów w placówkach szpitalnych. NFZ przeznaczył na pacjenta dodatkową kwotę w wysokości 26,62 zł dziennie.

Pilotaż realizuje ponad 500 podmiotów leczniczych
„Dobry posiłek w szpitalu” realizowany jest obecnie przez 582 podmioty lecznicze. Resort zdrowia nie podjął jeszcze decyzji, czy kończący się w grudniu projekt będzie przedłużony lub też kontynuowany w zmienionej formie.
W opinii Zarządu Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, pilotaż powinien zostać przedłużony.
Program „Dobry posiłek w szpitalu” pozwolił na wprowadzenie znaczących zmian, które wyeliminowały negatywne opinie dotyczące jakości posiłków i przyczyniły się do poprawy żywienia pacjentów” – czytamy w stanowisku OZPSzP, które wystosował do minister zdrowia Izabeli Leszczyny.

Krytykowana jakość posiłków w szpitalach
Żywienie szpitalne od lat wzbudza kontrowersje nie tylko ze strony opinii publicznej, ale także mediów. Zarzuca mu się niską jakość i mało estetyczny wygląd – określając symbolem problemów z żywieniem pacjentów w szpitalach.

Jak zauważa OZPSzP: – Dzięki realizacji programu, posiłki serwowane w szpitalach zyskały na wartościach odżywczych, co pozwala odpowiadać na potrzeby osób hospitalizowanych, zwłaszcza tych potrzebujących zbilansowanej diety – argumentuje w apelu Zarząd i dodaje: – Poprawie uległa również estetyka dań, co zwiększyło ich atrakcyjność i zachęciło pacjentów, w tym osoby z obniżonym apetytem, do spożycia przygotowanych potraw.

„Dobry posiłek w szpitalu” powinien być kontynuowany jako odrębny produkt  
W opinii Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych, odpowiednie żywienie pacjenta, to kluczowy element w procesie leczenia. Wpływa na poprawę stanu zdrowia i regenerację, jak i zmniejsza ryzyko powikłań związanych z chorobą.

Właściwa dieta dostosowana do indywidualnych potrzeb wspiera zarówno zdrowie fizyczne, jak i psychiczne pacjentów, podnosząc ich komfort i jakość życia podczas hospitalizacji – podkreśla Związek.
OZPSzP w swoim stanowisku do minister zdrowia, wyraził także przekonanie, że program „Dobry posiłek w szpitalu” powinien być kontynuowany jako odrębny produkt, zaś jego finansowanie nie powinno być wliczane w cenę świadczeń zdrowotnych.

Tego rodzaju rozwiązanie zapewni większą transparentność finansowania i umożliwi utrzymanie wysokich standardów żywienia w szpitalach. Wchłonięcie programu do wyceny świadczeń mogłoby obniżyć jego skuteczność i ograniczyć dostępność środków na poprawę jakości posiłków – podsumowuje Związek.
    
   
źródło: OZPSzP
opracowanie: red. Katarzyna Redmerska
11 stycznia br. w siedzibie Narodowego Instytutu Kardiologii (NIKard) odbyło się spotkanie wstępnie podsumowujące działania i aktywności zrealizowane w ramach projektu: „Telemonitoring pacjentów z niewydolnością serca”. Wzięli w nim udział przedstawiciele ministerstwa zdrowia, ośrodków partnerskich, eksperci medyczni z ośrodków klinicznych z doświadczeniem w realizowaniu projektów z zakresu telemedycyny oraz pracownicy NIKard.
Celem projektu „Poprawa dostępu do usług opieki zdrowotnej w zakresie telemedycyny i e-zdrowia – Telemonitoring pacjentów z niewydolnością serca” było podniesienie poziomu bezpieczeństwa zdrowotnego oraz poprawa jakości życia chorych z niewydolnością serca poprzez zapewnienie skoordynowanej opieki tradycyjnej i telemedycznej oraz działania edukacyjne. W ramach projektu testowano model telemedycznej opieki nad pacjentami z niewydolnością serca, wykorzystując do tego dedykowaną platformę internetową. Środki na realizację projektu pochodzą z Programu Zdrowie w ramach Norweskiego Mechanizmu Finansowego 2014 – 2021 (85%) oraz budżetu państwa (15%). Jego całkowita wartość wynosi 2 557 720,00 zł.

Podczas wydarzenia podsumowano przebieg pilotażu, omówiono jego mocne i słabe strony oraz przedstawiono wstępne wyniki ankiety oceniającej satysfakcję pacjentów z udziału w projekcie. Lider projektu – Narodowy Instytut Kardiologii i przedstawiciele partnerów biorących udział w pilotażu (Łomżyńskie Centrum Medyczne, Przychodnia BaltiMed w Gdańsku, Centrum Medyczno – Diagnostyczne w Siedlcach) wymienili także spostrzeżenia powstałe podczas realizacji projektu.

Spotkanie otworzył prof. dr hab. n. med. Maciej Sterliński, Zastępca Dyrektora ds. Klinicznych. Jak podkreślił w swoim wystąpieniu, Narodowy Instytut Kardiologii mocno angażuje się we wszelkiego rodzaju nowoczesne rozwiązania, które wspomagają i poprawiają opiekę nad chorymi, co przekłada się na poprawę rokowania pacjentów. – Z naszej perspektywy obserwujemy wzrost liczby chorych z niewydolnością serca. Progresja tej choroby staje się istotnym problemem społecznym, dlatego wprowadzanie takich rozwiązań jak telemonitoring pozwala na zapewnienie lepszej opieki nad tą grupą pacjentów – podkreślił prof. Sterliński.

Wykład inauguracyjny na temat rozwiązań telemedycznych w opiece nad chorymi z niewydolnością serca wygłosił płk. prof. dr hab. n. med. i n. o zdr. Paweł Krzesiński z Wojskowego Instytutu Medycznego – Państwowego Instytutu Badawczego.

Wstępne podsumowanie przebiegu pilotażu projektu w Narodowym Instytucie Kardiologii omówiła dr n. med. Anna Drohomirecka, Koordynator Zespołu ds. Medycznych. W trakcie swojego wystąpienia podsumowała dotychczasowe działania przeprowadzone w projekcie. Udział w pilotażu wzięło w sumie 424 chorych z niewydolnością serca w średnim wieku 65 lat, przy czym najstarszy pacjent miał 93 lata. Dużym sukcesem było objęcie opieką licznej grupy pacjentów w wieku podeszłym. W ramach monitorowania chorzy wykonali ponad 142 tysiące pomiarów ciśnienia, tętna i masy ciała, z czego nieco ponad 30 tysięcy wykraczało poza ustalone limity normy dla danego chorego i wymagało analizy zespołu lekarskiego prowadzącego nadzór nad monitoringiem.

W dalszej części konferencji podsumowano realizację pilotażu w poszczególnych ośrodkach partnerskich oraz zalety i wady testowanego rozwiązania z punktu widzenia kadry medycznej i administracyjnej oraz pacjenta. Głos zabrali przedstawiciele wszystkich ośrodków (dr Andrzej Zapaśnik i Maria Koszałka z Przychodni BaltiMed w Gdańsku, dr n. o zdr. Bartosz Pędziński i dr Tomasz Janczarski z Łomżyńskiego Centrum Medycznego, dr Paweł Żuk z Centrum Medyczno – Diagnostycznego w Siedlcach.

Wszyscy prelegenci podkreślali konieczność dużego zaangażowania w ten rodzaj opieki zespołu lekarskiego oraz znaczną rolę personelu pielęgniarskiego i pomocniczego, np. koordynatorów medycznych. Ponieważ w pilotażu NIKard wykorzystano smartfony do przesyłania wyników pomiarów parametrów życiowych niezbędne było stałe wsparcie techniczne, w szczególności dla chorych mających mniejsze doświadczenie w obsłudze tego typu telefonu. Dużym wyzwaniem było przeszkolenie pacjentów, tak aby prawidłowo wykonywali pomiary ciśnienia, tętna i masy ciała oraz nauczyli się rozpoznawać niepokojące objawy, które mogą się pojawić w przebiegu choroby, prawidłowo na nie reagować.  

Z kolei Anna Małek, kierownik projektu, przedstawiła zalety i wady logistycznej strony pilotażu realizowanego w Narodowym Instytucie Kardiologii, podkreślając, jak dużym wyzwaniem logistycznym jest zorganizowanie dobrze funkcjonującego systemu teleopieki w oparciu o współpracę wielu ośrodków.  Natomiast dr hab. Dariusz Trzmielak, prof. UŁ, Zastępca Dyrektora ds. Nauki podzielił się swoimi spostrzeżeniami powstałymi podczas realizacji pilotażu w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.

W dalszej części spotkania dr n. med. Anna Drohomirecka, Koordynator Zespołu ds. Medycznych przedstawiła wstępne wyniki ankiety oceniającej satysfakcję pacjentów z udziału w projekcie. Jak zaznaczyła, 96% pacjentów, którzy wypełnili ankietę, jest zadowolonych z zaproponowanych w projekcie rozwiązań (połowa z nich oceniła bardzo wysoko zaproponowane rozwiązanie). 83% chorych bardzo dobrze oceniło konieczność codziennych pomiarów parametrów życiowych. Z kolei 55% badanych zadeklarowało dalsze samodzielne pomiarów w przyszłości.

W trakcie konferencji podsumowującej pilotaż programu, zostały omówione przez kierowników medycznych wstępne wyniki realizacji projektu pn.: „Ograniczanie społecznych nierówności w zdrowiu poprzez stosowanie rozwiązań telemedycyny i e-zdrowia” w dziedzinie kardiologii również w pozostałych jednostkach będących beneficjentami programu: Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi (prof. dr hab. Agata Bielecka-Dąbrowa),  Górnośląskie Centrum Medyczne w Katowicach  (prof. dr hab. Rafał Młynarski), SP ZOZ Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w Rzeszowie (dr Mateusz Wiśniowski).  Spotkanie podsumował prof. Tomasz Zieliński, kierownik Kliniki Niewydolności Serca i Transplantologii NIKard, członek komitetu sterującego. Wszyscy zgodnie argumentowali celowość wprowadzenia rozwiązań telemedycznych do codziennej praktyki klinicznej w oparciu o doświadczenia zdobyte w trakcie realizacji pilotażu.

Pacjent pod stałą opieką lekarza
Rekrutacja do projektu: „Telemonitoring pacjentów z niewydolnością serca” odbywała się wśród chorych z niewydolnością serca, leczonych w placówkach podstawowej opieki zdrowotnej oraz w poradniach kardiologicznych realizujących projekt w ramach partnerstwa. Do pilotażu zakwalifikowano 424 pacjentów, którzy zostali objęci nie dłuższym niż 3-miesięcznym okresem monitoringu. W tym czasie samodzielnie dokonywali oni codziennych pomiarów masy ciała, ciśnienia oraz tętna za pomocą przeznaczonych do tego urządzeń: wagi i ciśnieniomierza, które dzięki sparowanemu z nimi smartfonowi z zainstalowaną aplikacją automatycznie przesyłały wyniki pomiarów na dedykowaną platformę telemedyczną. Z kolei analizą tych wyników zajmowali się specjaliści z Narodowego Instytutu Kardiologii. Jeśli pomiary te wykraczały poza wcześniej określone limity, były one oznaczone jako pomiar alarmujący. W uzasadnionych przypadkach zespół monitorujący kontaktował się z pacjentem. Jednocześnie wysyłana była informacja do poradni POZ, pod opieką której przebywa pacjent.

Pacjent zaangażowany w proces leczenia i edukację zdrowotną

Telemonitoring wymagał od pacjenta większego zaangażowania w proces leczenia, w którym samoobserwacja i umiejętność reagowania na niepokojące objawy miała kluczowe znaczenie. Intensywne angażowanie pacjentów w proces leczniczy, zwiększało ich poczucie odpowiedzialności za swoje zdrowie. Dodatkowo, zaproponowane w projekcie rozwiązania telemedyczne zmniejszyły obciążenie chorych związane z dojazdem do placówek medycznych, wyrównując przy tym szanse na dostęp do opieki lekarskiej osobom mniej sprawnym fizycznie lub zamieszkującym tereny wykluczone. Takie podejście nie ograniczało jednak bezpośredniego kontaktu z lekarzem. Pacjenci korzystali z zaplanowanych regularnych comiesięcznych wizyt i telekonsultacji lekarskich bądź pielęgniarskich, a w razie potrzeby umawiane były tradycyjne stacjonarne porady lekarskie lub pielęgniarskie.

 Poprzez realizację tego pilotażu wypracowaliśmy mechanizmy, z których część będzie mogła być wdrożona w rutynowej opiece nad pacjentami z niewydolnością serca. Zależy nam również na dalszej aktywizacji chorych i ich zaangażowaniu w proces leczniczy, dlatego dużo czasu przeznaczyliśmy na ich szkolenia i edukację – powiedziała dr n. med. Anna Drohomirecka, koordynator zespołu ds. medycznych z Narodowego Instytutu Kardiologii.

Współpraca z partnerami
Projekt realizowany jest przez Narodowy Instytut Kardiologii w partnerstwie z 11 placówkami POZ (CMD Sp. z o.o., przychodnie w: Siedlcach, Mińsku Mazowieckim, Łukowie, Wielgolesie, Sterdyni, Nurze, Żelechowie, Hołubli i Domanicach; Łomżyńskie Centrum Medyczne Sp. z o.o. oraz Przychodnia Baltimed Sp. z o.o., Sp. k. w Gdańsku) oraz Stowarzyszeniem Transplantacji Serca im. prof. Zbigniewa Religi.

źródło: Narodowy Instytut Kardiologii

Każdemu od średniego wieku, kto kiedykolwiek palił, zostanie zaproponowane badanie płuc w ramach przełomowego planu NHS – brytyjskiej Narodowej Służby Zdrowia (National Health Service) mającego na celu zwiększenie przeżywalności na raka.

Ministrowie są gotowi poprzeć zalecenie kierownictwa badań przesiewowych, aby wesprzeć masowe wprowadzanie tomografii komputerowej w jednostkach mobilnych i ciężarówkach na parkingach supermarketów.

Wyniki programów pilotażowych wykazały, że trzy czwarte przypadków raka płuc w stadium pierwszym lub drugim – kiedy jest bardziej prawdopodobne, że można go wyleczyć – można wykryć podczas kontroli.

Zwykle większość przypadków wykrywa się później, kiedy rokowanie jest znacznie gorsze, a leczenie jest znacznie bardziej skomplikowane i kosztowne.

Oczekuje się, że wprowadzenie badań przesiewowych płuc będzie częścią serii zapowiedzi planów w tym roku, aby poprawić wczesną diagnostykę raka.

Chociaż formalna decyzja nie została podjęta, Downing Street i Departament Zdrowia i Opieki Społecznej prowadzą rozmowy na temat poziomu finansowania programu, który określi szybkość jego wdrożenia.

źródło: sotland.pl

W 2023 r. rusza pilotaż programu Kompleksowej Opieki nad Pacjentem z Wczesnym Zapaleniem Stawów (KOWZS) – 4,5 tys. pacjentów zostanie objętych diagnostyką, a 2,5 tys. opieką w 15 ośrodkach, w których diagnostyka, leczenie i stała roczna opieka będą prowadzone na poziomie ambulatoryjnym. „Chcemy pomóc pacjentom, którzy chorują krótko, by skrócić opóźnienia diagnostyczne” – mówi prof. Brygida Kwiatkowska, konsultant krajowa w dziedzinie reumatologii.
Prof. Kwiatkowska w raporcie pt. „Reumatologia – raport otwarcia” wskazuje, że od kilku lat obserwuje się ograniczanie dostępu pacjentów do ambulatoryjnego i szpitalnego leczenia w reumatologii. Wynika to m.in. ze złej wyceny procedur reumatologicznych, a także przekształcania klinik i oddziałów reumatologicznych w oddziały chorób wewnętrznych. Proces ten nasilił się w czasie pandemii, kiedy oddziały reumatologiczne były masowo przekształcane w jednostki covidowe.

Polityka ta spowodowała niewłaściwe wykorzystanie wysoko wykwalifikowanej kadry lekarskiej dedykowanej diagnostyce i leczeniu zapalnych chorób autoimmunologicznych, zwiększyła ryzyko zakażeń szpitalnych, a także wydłużyła czas oczekiwania na pierwszorazowe porady ambulatoryjne, hospitalizacje i kontynuowanie terapii ciężko chorych pacjentów.

Odpowiedzią na potrzeby chorych ma być program Kompleksowej Opieki nad Pacjentem z Wczesnym Zapaleniem Stawów. KOWZS zakłada, że pacjenci pierwszorazowi, u których zostanie postawione podejrzenie wczesnego zapalenia stawów, zostaną objęci diagnostyką i leczeniem w przeznaczonych do tego specjalistycznych ośrodkach. Zbierane w ramach pilotażu dane staną się także podstawą do tworzenia ogólnopolskiego aktywnego rejestru chorych.
„Chcemy przesunąć do opieki ambulatoryjnej, odciążając jednocześnie lecznictwo szpitalne, takie choroby, które spokojnie mogą być diagnozowane w warunkach ambulatoryjnych, a więc reumatoidalne zapalenie stawów czy całą grupę spondyloartropatii, do której zalicza się m.in. zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, łuszczycowe zapalenie stawów i nieradiograficzną spondyloartropatię. Pacjenci z tymi schorzeniami będą mieli szybką ścieżkę pozakolejkową” – wyjaśnia prof. Brygida Kwiatkowska.
Z szacunków Ministerstwa Zdrowia wynika, że z modułu diagnostycznego skorzysta nawet 4,5 tys. pacjentów, natomiast z modułu opieki 2,5 tys.
„Jesteśmy już prawie na finiszu przygotowania pilotażu. Właśnie skończyły się konsultacje projektu, więc pozostaje tylko dokonać zmian uwzględniających uwagi i uruchomić program” – zaznacza prof. Kwiatkowska.
Do programu pilotażowego KOWZS zakwalifikują się pacjenci, u których występuje obrzęk i ból przynajmniej jednego stawu, niebędący wynikiem urazu, o czasie trwania nie dłuższym niż 6 tygodni lub ból kręgosłupa trwający minimum od 3 miesięcy. W jego ramach zapewnione zostaną kompleksowe działania niezbędne do prawidłowej diagnostyki, umożliwiającej rozpoznanie choroby na jej wczesnym etapie.
„Dzięki temu możliwe będzie rozpoczęcie odpowiedniej terapii, jak również monitorowanie jej skuteczności i wpływu na stan zdrowia pacjenta przez okres 12 miesięcy co przełoży się na większą skuteczność leczenia i uzyskanie remisji lub małej aktywności choroby u większości pacjentów” – podkreśla prof. Kwiatkowska.
Zapalenie stawów jest początkowym objawem większości najczęstszych zapalnych chorób reumatycznych i dlatego na pierwszą wizytę przesiewową mogą się zgłaszać chorzy u których występuje podejrzenie lub rozpoznanie RZS, ŁZS, zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa, nieradiograficznej spondyloartopatii, reaktywnego zapalenia stawów, zapalenia stawów towarzyszącego zapalnym chorobom jelit, dny moczanowej, tocznia rumieniowatego układowego, zespołu Sjögrena, zapalenia skórno-mięśniowego i wielomięśniowego, twardziny układowej oraz innych układowych zajęć tkanki łącznej.

Oczekiwanym efektem programu pilotażowego będzie także szybszy powrót pacjentów do aktywności zawodowej, a w dalszej perspektywie zmniejszenie ryzyka niepełnosprawności i liczby hospitalizacji, co przyczyni się do zmniejszenia kosztów ponoszonych przez państwo, pacjentów i ich rodziny.

W opinii Violetty Zajk w leczeniu pacjenta z wczesnym zapaleniem stawów najważniejsze jest, aby zostało wdrożone jak najwcześniej, w tzw. oknie terapeutycznym pomiędzy diagnozą a innowacyjnym leczeniem.
„Doświadczenie pokazuje nam, że diagnoza często stawiana jest pacjentom z już zaawansowaną chorobą. Dlatego ważne jest, aby leczenie było wdrożone jak najszybciej, by zapobiec dalszym zmianom, które mogą prowadzić do niepełnosprawności” – zaznacza Violetta Zajk.
Wskazuje również, że w terapii bardzo ważne jest kompleksowe podejście do pacjenta.

Proponowany w programie KOWZS model koordynowanej i kompleksowej opieki nad pacjentami z zapaleniem stawów zakłada prowadzenie procesu diagnostyczno-terapeutycznego przez wielodyscyplinarny zespół, w skład którego wchodzą specjaliści z różnych dziedzin medycyny.
„Przy naszych jednostkach chorobowych często dochodzą do listy inne dodatkowe problemy: kardiologiczne, diabetologiczne, pulmonologiczne, nefrologiczne itp. Poza tym choroby autoimmunologiczne, zwłaszcza w reumatologii często idą w parze z depresją czy fibriomialgią. Dlatego ważna jest terapia psychologiczna, przede wszystkim dla pacjentów, którzy od lat mierzą się z bólem. Holistyczne podejście do pacjenta jest podstawą do jego leczenia” – podkreśla Violetta Zajk.

Źródło informacji: PAP MediaRoom
 
W 2023 r. rusza pilotaż programu Kompleksowej Opieki nad Pacjentem z Wczesnym Zapaleniem Stawów (KOWZS) – 4,5 tys. pacjentów zostanie objętych diagnostyką, a 2,5 tys. opieką w 15 ośrodkach, w których diagnostyka, leczenie i stała roczna opieka będą prowadzone na poziomie ambulatoryjnym. „Chcemy pomóc pacjentom, którzy chorują krótko, by skrócić opóźnienia diagnostyczne” – mówi prof. Brygida Kwiatkowska, konsultant krajowa w dziedzinie reumatologii.
Prof. Kwiatkowska w raporcie pt. „Reumatologia – raport otwarcia” wskazuje, że od kilku lat obserwuje się ograniczanie dostępu pacjentów do ambulatoryjnego i szpitalnego leczenia w reumatologii. Wynika to m.in. ze złej wyceny procedur reumatologicznych, a także przekształcania klinik i oddziałów reumatologicznych w oddziały chorób wewnętrznych. Proces ten nasilił się w czasie pandemii, kiedy oddziały reumatologiczne były masowo przekształcane w jednostki covidowe.

Polityka ta spowodowała niewłaściwe wykorzystanie wysoko wykwalifikowanej kadry lekarskiej dedykowanej diagnostyce i leczeniu zapalnych chorób autoimmunologicznych, zwiększyła ryzyko zakażeń szpitalnych, a także wydłużyła czas oczekiwania na pierwszorazowe porady ambulatoryjne, hospitalizacje i kontynuowanie terapii ciężko chorych pacjentów.

Odpowiedzią na potrzeby chorych ma być program Kompleksowej Opieki nad Pacjentem z Wczesnym Zapaleniem Stawów. KOWZS zakłada, że pacjenci pierwszorazowi, u których zostanie postawione podejrzenie wczesnego zapalenia stawów, zostaną objęci diagnostyką i leczeniem w przeznaczonych do tego specjalistycznych ośrodkach. Zbierane w ramach pilotażu dane staną się także podstawą do tworzenia ogólnopolskiego aktywnego rejestru chorych.
„Chcemy przesunąć do opieki ambulatoryjnej, odciążając jednocześnie lecznictwo szpitalne, takie choroby, które spokojnie mogą być diagnozowane w warunkach ambulatoryjnych, a więc reumatoidalne zapalenie stawów czy całą grupę spondyloartropatii, do której zalicza się m.in. zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, łuszczycowe zapalenie stawów i nieradiograficzną spondyloartropatię. Pacjenci z tymi schorzeniami będą mieli szybką ścieżkę pozakolejkową” – wyjaśnia prof. Brygida Kwiatkowska.
Z szacunków Ministerstwa Zdrowia wynika, że z modułu diagnostycznego skorzysta nawet 4,5 tys. pacjentów, natomiast z modułu opieki 2,5 tys.
„Jesteśmy już prawie na finiszu przygotowania pilotażu. Właśnie skończyły się konsultacje projektu, więc pozostaje tylko dokonać zmian uwzględniających uwagi i uruchomić program” – zaznacza prof. Kwiatkowska.
Do programu pilotażowego KOWZS zakwalifikują się pacjenci, u których występuje obrzęk i ból przynajmniej jednego stawu, niebędący wynikiem urazu, o czasie trwania nie dłuższym niż 6 tygodni lub ból kręgosłupa trwający minimum od 3 miesięcy. W jego ramach zapewnione zostaną kompleksowe działania niezbędne do prawidłowej diagnostyki, umożliwiającej rozpoznanie choroby na jej wczesnym etapie.
„Dzięki temu możliwe będzie rozpoczęcie odpowiedniej terapii, jak również monitorowanie jej skuteczności i wpływu na stan zdrowia pacjenta przez okres 12 miesięcy co przełoży się na większą skuteczność leczenia i uzyskanie remisji lub małej aktywności choroby u większości pacjentów” – podkreśla prof. Kwiatkowska.
Zapalenie stawów jest początkowym objawem większości najczęstszych zapalnych chorób reumatycznych i dlatego na pierwszą wizytę przesiewową mogą się zgłaszać chorzy u których występuje podejrzenie lub rozpoznanie RZS, ŁZS, zesztywniającego zapalenia stawów kręgosłupa, nieradiograficznej spondyloartopatii, reaktywnego zapalenia stawów, zapalenia stawów towarzyszącego zapalnym chorobom jelit, dny moczanowej, tocznia rumieniowatego układowego, zespołu Sjögrena, zapalenia skórno-mięśniowego i wielomięśniowego, twardziny układowej oraz innych układowych zajęć tkanki łącznej.

Oczekiwanym efektem programu pilotażowego będzie także szybszy powrót pacjentów do aktywności zawodowej, a w dalszej perspektywie zmniejszenie ryzyka niepełnosprawności i liczby hospitalizacji, co przyczyni się do zmniejszenia kosztów ponoszonych przez państwo, pacjentów i ich rodziny.

W opinii Violetty Zajk w leczeniu pacjenta z wczesnym zapaleniem stawów najważniejsze jest, aby zostało wdrożone jak najwcześniej, w tzw. oknie terapeutycznym pomiędzy diagnozą a innowacyjnym leczeniem.
„Doświadczenie pokazuje nam, że diagnoza często stawiana jest pacjentom z już zaawansowaną chorobą. Dlatego ważne jest, aby leczenie było wdrożone jak najszybciej, by zapobiec dalszym zmianom, które mogą prowadzić do niepełnosprawności” – zaznacza Violetta Zajk.
Wskazuje również, że w terapii bardzo ważne jest kompleksowe podejście do pacjenta.

Proponowany w programie KOWZS model koordynowanej i kompleksowej opieki nad pacjentami z zapaleniem stawów zakłada prowadzenie procesu diagnostyczno-terapeutycznego przez wielodyscyplinarny zespół, w skład którego wchodzą specjaliści z różnych dziedzin medycyny.
„Przy naszych jednostkach chorobowych często dochodzą do listy inne dodatkowe problemy: kardiologiczne, diabetologiczne, pulmonologiczne, nefrologiczne itp. Poza tym choroby autoimmunologiczne, zwłaszcza w reumatologii często idą w parze z depresją czy fibriomialgią. Dlatego ważna jest terapia psychologiczna, przede wszystkim dla pacjentów, którzy od lat mierzą się z bólem. Holistyczne podejście do pacjenta jest podstawą do jego leczenia” – podkreśla Violetta Zajk.

Źródło informacji: PAP MediaRoom
 
“Polska wniosła istotny wkład w program badań przesiewowych w kierunku raka płuca w Europie” – podkreśla Lung Cancer Policy Network. Nasze państwo jest jednym z dwóch krajów, które realizują Program Wczesnego Wykrywania Raka Płuca (WWRP) za pomocą Niskodawkowej Tomografii Komputerowej (NDTK), co zostało zauważone i docenione na forum międzynarodowym.
W 2008 r. w Polsce rozpoczęto wdrożenie programu badań przesiewowych LDCT (ang. low-dose computed tomography), z którego protokół został opublikowany w 2019 roku. Ogólnopolski Program Wczesnego Wykrywania Raka Płuca oficjalnie rozpoczął się w 2020 roku. “Jako centralnie zarządzany program współfinansowany przez Ministerstwo Zdrowia i Europejski Fundusz Społeczny, jest on obecnie wdrażany etapowo. W ciągu 3 lat ma on objąć 16 000 uczestników w wieku 50-74 lat w sześciu makroregionach Polski.” – wskazuje Lung Cancer Policy Network.

W Szczecinie, Gdańsku, Poznaniu i Warszawie do tej pory w ramach programów pilotażowych przebadano łącznie prawie 50 000 osób. To pozwoliło na wykrycie raka płuca u około 1% badanych, a u od 64% do 70% osób z tej grupy rozpoznanie postawiono w stadium I. Wczesne wykrycie choroby zdecydowanie zwiększa możliwości leczenia (np. operacją radykalną) i poprawia przeżywalność.

We wszystkich ośrodkach uczestniczących w programie wdrożono platformę opartą na chmurze, która „centralizuje gromadzenie danych epidemiologicznych i klinicznych, a także zawiera zasoby wspierające personel wykonujący badania przesiewowe, w tym wytyczne dla radiologów podejmujących decyzje, oraz szereg interaktywnych narzędzi (np. modele przewidywania ryzyka w celu określenia kwalifikacji do badań przesiewowych)”. Partnerzy przedsięwzięcia mają dostarczyć również oprogramowanie CADe (computer-aided detection) oparte na AI do wspierania oceny skanów. 

Lung Cancer Policy Network podkreśla problem jakim w Polsce jest palenie tytoniu – główny czynnik ryzyka raka płuca. Ministerstwa Zdrowia prowadzi program profilaktyki chorób odtytoniowych obejmujący poradnictwo. Niestety wciąż nie wszystkie ośrodki WWRP mają dostęp do poradni rzucania palenia, a włączenie rzucania palenia do ścieżki badań przesiewowych jest obszarem ciągłego rozwoju. 

Także pandemia COVID-19 zostawiła swój ślad na pilotażu programu badań przesiewowych w kierunku raka płuca w 2020 roku, gdzie spowodowała czasową przerwę w rekrutacji. 

“Pierwszy semestr WWRP ma się zakończyć w 2023 roku. Aby zabezpieczyć finansowanie na nowy okres, liderzy programu mają na celu budowanie większej świadomości korzyści płynących z badań przesiewowych LDCT.” – dodaje Lung Cancer Policy Network

Lung Cancer Policy Network to globalna, multidyscyplinarna sieć ekspertów zajmujących się tematem raka płuca, która obejmuje klinicystów, badaczy, organizacje pacjentów i partnerów przemysłowych. Obecnie liczy prawie 50 członków. Stowarzyszenie ma na celu uczynić profilaktykę, diagnostykę i leczenie raka płuca międzynarodowym priorytetem polityki zdrowotnej, a przez to poprawić jakość życia osób, u których zdiagnozowano raka płuca oraz zmniejszyć liczbę zgonów spowodowanych tym schorzeniem. 

Więcej o programie profilaktyki raka płuca:
https://pacjent.gov.pl/programy-profilaktyczne/profilaktyka-raka-pluca 
“Polska wniosła istotny wkład w program badań przesiewowych w kierunku raka płuca w Europie” – podkreśla Lung Cancer Policy Network. Nasze państwo jest jednym z dwóch krajów, które realizują Program Wczesnego Wykrywania Raka Płuca (WWRP) za pomocą Niskodawkowej Tomografii Komputerowej (NDTK), co zostało zauważone i docenione na forum międzynarodowym.
W 2008 r. w Polsce rozpoczęto wdrożenie programu badań przesiewowych LDCT (ang. low-dose computed tomography), z którego protokół został opublikowany w 2019 roku. Ogólnopolski Program Wczesnego Wykrywania Raka Płuca oficjalnie rozpoczął się w 2020 roku. “Jako centralnie zarządzany program współfinansowany przez Ministerstwo Zdrowia i Europejski Fundusz Społeczny, jest on obecnie wdrażany etapowo. W ciągu 3 lat ma on objąć 16 000 uczestników w wieku 50-74 lat w sześciu makroregionach Polski.” – wskazuje Lung Cancer Policy Network.

W Szczecinie, Gdańsku, Poznaniu i Warszawie do tej pory w ramach programów pilotażowych przebadano łącznie prawie 50 000 osób. To pozwoliło na wykrycie raka płuca u około 1% badanych, a u od 64% do 70% osób z tej grupy rozpoznanie postawiono w stadium I. Wczesne wykrycie choroby zdecydowanie zwiększa możliwości leczenia (np. operacją radykalną) i poprawia przeżywalność.

We wszystkich ośrodkach uczestniczących w programie wdrożono platformę opartą na chmurze, która „centralizuje gromadzenie danych epidemiologicznych i klinicznych, a także zawiera zasoby wspierające personel wykonujący badania przesiewowe, w tym wytyczne dla radiologów podejmujących decyzje, oraz szereg interaktywnych narzędzi (np. modele przewidywania ryzyka w celu określenia kwalifikacji do badań przesiewowych)”. Partnerzy przedsięwzięcia mają dostarczyć również oprogramowanie CADe (computer-aided detection) oparte na AI do wspierania oceny skanów. 

Lung Cancer Policy Network podkreśla problem jakim w Polsce jest palenie tytoniu – główny czynnik ryzyka raka płuca. Ministerstwa Zdrowia prowadzi program profilaktyki chorób odtytoniowych obejmujący poradnictwo. Niestety wciąż nie wszystkie ośrodki WWRP mają dostęp do poradni rzucania palenia, a włączenie rzucania palenia do ścieżki badań przesiewowych jest obszarem ciągłego rozwoju. 

Także pandemia COVID-19 zostawiła swój ślad na pilotażu programu badań przesiewowych w kierunku raka płuca w 2020 roku, gdzie spowodowała czasową przerwę w rekrutacji. 

“Pierwszy semestr WWRP ma się zakończyć w 2023 roku. Aby zabezpieczyć finansowanie na nowy okres, liderzy programu mają na celu budowanie większej świadomości korzyści płynących z badań przesiewowych LDCT.” – dodaje Lung Cancer Policy Network

Lung Cancer Policy Network to globalna, multidyscyplinarna sieć ekspertów zajmujących się tematem raka płuca, która obejmuje klinicystów, badaczy, organizacje pacjentów i partnerów przemysłowych. Obecnie liczy prawie 50 członków. Stowarzyszenie ma na celu uczynić profilaktykę, diagnostykę i leczenie raka płuca międzynarodowym priorytetem polityki zdrowotnej, a przez to poprawić jakość życia osób, u których zdiagnozowano raka płuca oraz zmniejszyć liczbę zgonów spowodowanych tym schorzeniem. 

Więcej o programie profilaktyki raka płuca:
https://pacjent.gov.pl/programy-profilaktyczne/profilaktyka-raka-pluca 
Polskie Towarzystwo Onkologiczne oraz redakcja Medicalpress zaprasza na pierwszy odcinek rozmów eksperckich „Onkologia – Wspólna Sprawa” pt. „Krajowa Sieć Onkologiczna – jak zmieni się ścieżka pacjenta”, którego transmisja zaplanowana jest na 16 marca 2023 r. na godz. 17:00.
Niedawno ministerstwo zdrowia opublikowało raport końcowy z pilotażu Krajowej Sieci Onkologicznej, który trwał od lutego 2019 r., początkowo na terenie dwóch województw – dolnośląskiego oraz świętokrzyskiego – po czym został rozszerzony na dwa kolejne  – podlaskie oraz pomorskie.

Zgodnie z zapowiedzami resortu zdrowia Ustawa o KSO ma być procedowana w tym roku w Sejmie, a  rozwiązanie docelowo wdrożone w całyn kraju. Jak przełoży się to na sytuację pacjentów onkologicznych? Jakie mogą pojawić się trudności we wdrożeniu oraz jak monitorować i oceniać efekty KSO? O tym porozmwiamuy z naszymi gośćmi.

Gośćmi programu będą:
Prowadzący: Marek Kustosz, redaktor naczelny

Tematyka dyskusji:

Zapraszamy do oglądania na żywo, komentowania i zadawania pytań.

Transmisja na żywo odbędzie się na kanale YouTube Medicalpress 16 marca o godz. 17:00:
https://www.youtube.com/@Medicalpress/streams