Medicalpress
Choć większość kierowców wozi w samochodzie apteczkę z własnej inicjatywy, polskie przepisy od lat nie nakładają takiego obowiązku na właścicieli prywatnych aut osobowych. To ma się zmienić. Ministerstwo Infrastruktury przygotowało projekt rozporządzenia, zgodnie z którym wszystkie nowe samochody osobowe rejestrowane po raz pierwszy po 31 marca 2027 r. będą musiały być wyposażone w apteczkę pierwszej pomocy. Zmiana nie obejmie pojazdów już poruszających się po drogach, ale może wyznaczyć nowy standard bezpieczeństwa i zbliżyć Polskę do rozwiązań obowiązujących w wielu krajach Europy.
Projekt nowelizacji rozporządzenia w sprawie warunków technicznych pojazdów oraz zakresu ich niezbędnego wyposażenia przewiduje obowiązek wyposażania w apteczkę wyłącznie samochodów osobowych kategorii M1 rejestrowanych po raz pierwszy po 31 marca 2027 r. Oznacza to, że obecni właściciele aut nie będą zobowiązani do dokupowania apteczek ani dostosowywania swoich pojazdów do nowych przepisów.

Ministerstwo podkreśla, że rozwiązanie ma poprawić dostępność środków pierwszej pomocy w sytuacjach nagłych, jednocześnie nie generując dodatkowych kosztów dla milionów kierowców korzystających już z zarejestrowanych pojazdów.

Dlaczego właśnie teraz?

Dyskusja o obowiązkowych apteczkach trwa w Polsce od lat. Obecnie prywatny samochód osobowy musi być wyposażony jedynie w gaśnicę i trójkąt ostrzegawczy. Apteczki są natomiast obowiązkowe m.in. w autobusach, taksówkach, pojazdach nauki jazdy oraz niektórych pojazdach wykorzystywanych do przewozu osób.

Zdaniem resortu infrastruktury powszechnie dostępna apteczka może zwiększyć szanse na udzielenie skutecznej pierwszej pomocy jeszcze przed przyjazdem zespołów ratownictwa medycznego. W przypadku ciężkich obrażeń pierwsze minuty po wypadku często decydują o przeżyciu poszkodowanego.

Co znajdzie się w apteczce?

Projekt rozporządzenia nie określa szczegółowego wyposażenia apteczki. To jedna z kwestii, która już wzbudza dyskusję.

Najbardziej prawdopodobnym rozwiązaniem jest przyjęcie standardu zgodnego z niemiecką normą DIN 13164, która obowiązuje lub jest rekomendowana w wielu państwach europejskich. Typowa apteczka spełniająca tę normę zawiera m.in.:

Eksperci od pierwszej pomocy od lat zwracają uwagę, że równie ważne jak wyposażenie jest umiejętne korzystanie z zawartości apteczki.

To nie tylko sprzęt, ale także edukacja

Samo wyposażenie samochodu w apteczkę nie sprawi automatycznie, że wzrośnie liczba skutecznie udzielanych interwencji. Badania dotyczące pierwszej pomocy pokazują, że jedną z największych barier pozostaje brak pewności siebie i obawa przed popełnieniem błędu.

Ratownicy medyczni od lat podkreślają, że podstawowe czynności, takie jak tamowanie krwotoków, zabezpieczenie ran czy użycie koca termicznego, mogą mieć ogromne znaczenie przed przyjazdem służb ratunkowych. Dlatego wraz z nowymi przepisami coraz częściej pojawiają się postulaty, aby większy nacisk położyć również na edukację kierowców z zakresu pierwszej pomocy.

Polska zbliża się do europejskich standardów

Obowiązkowe wyposażenie samochodów w apteczki funkcjonuje już od wielu lat w licznych państwach Europy, m.in. w Niemczech, Austrii, Czechach czy na Słowacji. W wielu przypadkach przepisy określają również minimalny zakres wyposażenia oraz termin ważności poszczególnych elementów.

Polska należała dotychczas do grupy państw, które nie wymagały posiadania apteczki w prywatnym samochodzie osobowym. Planowana zmiana oznacza stopniowe dostosowanie krajowych przepisów do rozwiązań stosowanych w innych państwach europejskich.

Projekt jest jeszcze na etapie konsultacji

Na razie przepisy nie zostały przyjęte. Projekt znajduje się w procesie legislacyjnym i podlega konsultacjom publicznym. Jeżeli zostanie uchwalony w obecnym kształcie, nowe wymagania obejmą wyłącznie samochody osobowe rejestrowane po raz pierwszy od 31 marca 2027 r.

Niezależnie od ostatecznego brzmienia rozporządzenia, kierunek zmian wydaje się czytelny – państwo chce zwiększyć dostępność podstawowych środków pierwszej pomocy na drogach. Dla kierowców oznacza to przede wszystkim niewielką zmianę w wyposażeniu nowych pojazdów, ale potencjalnie dużą korzyść dla bezpieczeństwa uczestników ruchu drogowego w sytuacjach, gdy liczy się każda minuta.

Źródło: Gov.pl

Wysokie temperatury to nie tylko dyskomfort, ale także realne zagrożenie dla zdrowia. Udar cieplny, odwodnienie, zaburzenia koncentracji czy zaostrzenie chorób przewlekłych to tylko część problemów, jakie mogą pojawić się podczas upałów. Szczególnie narażone są dzieci, seniorzy oraz osoby przyjmujące leki wpływające na gospodarkę wodno-elektrolitową. Eksperci przypominają, jak bezpiecznie przetrwać gorące dni i rozpoznać pierwsze objawy przegrzania organizmu.
Wraz ze wzrostem temperatur znacząco wzrasta ryzyko odwodnienia oraz przegrzania organizmu. Upał może doprowadzi do wystąpienia udaru słonecznego lub cieplnego, który jest stanem zagrażającym zdrowiu, a nawet życiu.

Jego objawy to: zmęczenie, silne bóle i zawroty głowy, nudności, gorączka, szum w uszach, drgawki, wzrost temperatury ciała zagrażający życiu, większa częstotliwość bicia serca i oddechu.

Upał wpływa również na układ nerwowy człowieka. Wysokie temperatury mogą powodować ospałość, zdenerwowanie, a także wpływają na poziom koncentracji i efektywność pracy – musisz o tym pamiętać, np. prowadząc samochód.

Jeśli odczuwasz zawroty głowy, osłabienie, niepokój lub dotkliwe pragnienie i ból głowy zadzwoń pod numer alarmowy (tel. 112). Jeśli to możliwe przenieś się w chłodne miejsce.

Jeżeli przyjmujesz leki, bądź w stałym kontakcie z lekarzem, aby sprawdzić jaki mają wpływ na termoregulację i równowagę wodno-elektrolitową. Upał jest szczególnie niebezpieczny dla osób starszych i dzieci. Trzeba również zadbać o zwierzęta, gdyż wysoka temperatura także u nich może prowadzić do przegrzania organizmu. Pamiętaj, zwierzęta stałocieplne, które nie mają gruczołów potowych, regulują ciepłotę ciała innymi sposobami, np. psy wykorzystują odparowywanie śliny z jęzora podczas dyszenia. Dlatego pozostawiając psa w samochodzie na słońcu narażasz go na śmierć.

Jak chronić się przed upałem?

W ciągu dnia zamknij w domu okna i żaluzje, by ograniczyć napływ gorącego powietrza do pomieszczeń (szczególnie po stronie nasłonecznionej). Okna otwieraj nocą, kiedy temperatura jest niższa – jeżeli oczywiście warunki bezpieczeństwa na to pozwalają.

Noś lekką i przewiewną odzież z tkanin naturalnych, w jasnych kolorach. Wspomoże to właściwą termoregulację organizmu.

Unikaj skrajnych temperatur – jeżeli pracujesz w klimatyzowanych pomieszczeniach nie wychodź od razu na zewnątrz, gdzie panuje upał – może to spowodować szok termiczny, zwłaszcza u starszych i bardzo młodych ludzi.

Ogranicz opalanie, ponieważ zbyt długie przebywanie na słońcu jest szkodliwe dla organizmu, który łatwo może ulec przegrzaniu, a skóra poparzeniu. Przebywaj na słońcu nie dłużej niż maksymalnie 2 godz., stosując przy tym kremy ochronne.

Unikaj forsownego wysiłku fizycznego w najgorętszej porze dnia. Wysiłek fizyczny, jak np. bieganie może doprowadzić do odwodnienia, skurczów mięśni spowodowanych odwodnieniem i utratą minerałów, przegrzaniem organizmu lub udaru cieplnego.

Będąc nad wodą pamiętaj, że nie wolno gwałtownie wchodzić do niej bezpośrednio po opalaniu – zanim zaczniesz pływać, opłucz ciało (twarz, klatkę piersiową) wodą do której wchodzisz i dopiero wtedy powoli się w niej zanurz.

Podróżując samochodem, częściej rób przerwy i odpoczywaj w zacienionych miejscach, aby złagodzić negatywny wpływ wysokiej temperatury na koncentrację.

Nawadniaj organizm – pij dużo wody, najlepiej niegazowanej

W upalne dni przygotowuj lekkie posiłki, bazujące na owocach i warzywach, które dostarczają organizmowi niezbędnych składników mineralnych i witamin. Unikaj tłustych, smażonych i wysokokalorycznych dań, które dodatkowo obciążają i tak zmęczony upałem organizm.

Wysokie temperatury sprzyjają rozwojowi bakterii salmonelli, dlatego unikaj pokarmów z surowych jajek, a także często i dokładnie myj ręce. Unikaj alkoholu, ponieważ sprzyja odwodnieniu organizmu.

Dzieci

Pod żadnym pozorem nie zostawiaj dzieci i zwierząt w zaparkowanym pojeździe. Temperatura w nagrzanym samochodzie może dochodzić do 50 – 60 °C.
Dzieci podczas upałów nie powinny wychodzić z domu. Jeżeli musisz wyjść, ubierz dziecko w lekką, przepuszczającą powietrze, jasną odzież. Pamiętaj o czapce, najlepiej z daszkiem.
Chroń dziecko przed słońcem, m.in. używając parasolki nad wózkiem nawet wtedy, kiedy ten stoi w ocienionym miejscu.
Podawaj dziecku letnie, lecz nie zimne napoje, w szczególności ziołowe i/lub owocowe herbatki, a także wodę mineralną lub sok.
Kąp dziecko w letniej (nie zimnej!) wodzie.

Seniorzy

Seniorzy podczas upałów nie powinni wychodzić z domu. Jeżeli jest to niezbędne, to koniecznie z nakryciem głowy. Osoby starsze zwykle przyjmują większe ilości leków. Podczas upałów, gdy organizm się odwadnia, ich stężenie w organizmie może się zwiększyć nawet do zagrażającego życiu. W związku z tym, powinny one bardzo uważnie monitorować swoje samopoczucie, a przede wszystkim stosować się do zaleceń związanych z postępowaniem podczas upałów.

Warto wiedzieć

Podczas opalania stosuj kremy z filtrem SPF – (sun protection factor). Pamiętaj jednak, że kosmetyki z filtrem nie zapewniają bezkarnego opalania. Zmniejszają jedynie ryzyko powstania poparzeń.

Stopnie ochrony:
SPF 2-6 – SŁABY
SPF 9-12 – ŚREDNI
SPF 15-25 – WYSOKI
SPF 30-50 – BARDZO WYSOKI
SPF >50 – ULTRA WYSOKI

Kosmetyki z filtrem zawsze nanoś na skórę przed wyjściem na słońce.
Pamiętaj, że efektywność ochrony przed promieniowaniem UV spada z czasem.
Pamiętaj, aby ponownie posmarować się kremem gdy się spocisz, po pływaniu, po wytarciu skóry ręcznikiem. Nanoś na skórę odpowiednią ilość kosmetyku – obrazowo – to około 6 łyżeczek na ciało dorosłego człowieka.

Upał jest wtedy, gdy temperatura powietrza przy powierzchni ziemi przekracza 30 st. C. W ciągu dnia, najwyższa temperatura występuje pomiędzy godziną 15 a 18, a nie jak się powszechnie sądzi – w południe, za największe promieniowanie UV notowane jest w godzinach 12.00-13.00.

Źródło: MZ

Od 3 czerwca dzieci i młodzież do 16. roku życia poruszające się rowerami oraz hulajnogami elektrycznymi mają obowiązek jazdy w kasku ochronnym. Za nieprzestrzeganie nowych przepisów przewidziano mandat w wysokości 100 zł. Zmiana ma poprawić bezpieczeństwo najmłodszych użytkowników jednośladów, jednak eksperci podkreślają, że skuteczna ochrona dzieci wymaga nie tylko regulacji prawnych, ale także systematycznej edukacji i kształtowania bezpiecznych nawyków.
Od 3 czerwca osoby do 16. roku życia korzystające z rowerów i hulajnóg elektrycznych będą miały obowiązek jazdy w kasku. Za jego brak będzie groził mandat w wysokości 100 zł. To kolejna regulacja, która ma na celu zwiększenie ochrony nieletnich użytkowników jednośladów, bo wypadki z ich udziałem wciąż zdarzają się zbyt często. Eksperci podkreślają jednak, że same przepisy nie wystarczą i potrzebna jest praktyczna edukacja dotycząca bezpieczeństwa.

– W 2025 roku mieliśmy blisko 6 tys. zdarzeń z udziałem rowerzystów i użytkowników hulajnóg elektrycznych, w tym blisko 1,1 tys. wypadków z udziałem osób do 17. roku życia – mówi agencji Newseria nadkom. Emilia Kosma, ekspertka Wydziału Profilaktyki Społecznej z Biura Prewencji Komendy Głównej Policji.

Dane KGP wskazują, że sprawcami części tych zdarzeń byli niepełnoletni rowerzyści (221 osób w wieku 0–17 lat) oraz użytkownicy hulajnóg elektrycznych (596 osób w wieku 7–17 lat). Najwięcej wypadków z ich udziałem Policja odnotowuje w czasie wakacji, których rozpoczęcie zbiega się z wejściem w życie obowiązku noszenia kasku.

Ministerstwo Infrastruktury wskazuje, że urazy głowy stanowią jedną trzecią wszystkich obrażeń użytkowników hulajnóg elektrycznych, a jazda bez kasku zwiększa ryzyko ciężkich urazów głowy, w tym urazowego uszkodzenia mózgu. Dane europejskiego raportu Trendline współfinansowanego przez Unię Europejską wskazują, że w Polsce kask zakłada zaledwie połowa rowerzystów do 14. roku życia i niemal jedna czwarta spośród tych, którzy ukończyli 15 lat. To jedne z najniższych wyników w Unii Europejskiej.

– Niestety Polacy nie są na szczycie listy państw w Unii Europejskiej, których obywatele chętnie korzystają z kasków. Dlatego bardzo ważne jest to, żebyśmy edukowali dzieci, ale też dorosłych, w jaki sposób zachowywać się bezpiecznie podczas aktywności fizycznej – mówi Justyna Rysiak, prezeska Fundacji MultiSport.

Obowiązek jazdy w kasku to kolejna regulacja, która ma wzmocnić ochronę niepełnoletnich użytkowników jednośladów. W marcu tego roku wprowadzono przepisy, które zabraniają użytkowania hulajnóg elektrycznych dzieciom do 13. roku życia poza strefą zamieszkania i bez nadzoru dorosłego opiekuna.

– Wierzymy, że przepisy realnie wpłyną na bezpieczeństwo, ale mamy też świadomość, że potrzebujemy edukacji. Według naszych badań blisko 60 proc. Polaków twierdzi, że ten temat powinien być częściej obecny w szkole. Jest on wprawdzie w podstawie programowej, ale wiemy, że nie zawsze nauczyciele mają dobre materiały na wyciągnięcie ręki, żeby przeprowadzić ciekawe dla dzieci lekcje. Stąd nasz pomysł na MultiBezpieczeństwo i przekazanie im gotowych scenariuszy lekcji – mówi Justyna Rysiak.

Program MultiBezpieczeństwo powstał we współpracy Fundacji MultiSport m.in. z Policją, Komendą Główną Straży Pożarnej i Wodnym Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym (WOPR). Obejmuje siedem scenariuszy lekcji dotyczących bezpieczeństwa na drodze, nad wodą, w domu i w przestrzeni miejskiej.

– Program MultiBezpieczeństwo daje nauczycielom bezpłatne scenariusze lekcji i pokazuje, jak rozmawiać z dziećmi o bezpieczeństwie w sposób ciekawy i angażujący – mówi prezeska Fundacji MultiSport. – Materiały trafiły już do 14 tys. szkół podstawowych i skorzystało z nich ponad 650 nauczycieli.

Lekcje programu dotyczą sytuacji, z którymi dzieci spotykają się na co dzień. Zamiast tradycyjnych wykładów wykorzystują gry edukacyjne, analizę konkretnych sytuacji i ćwiczenia praktyczne. Eksperci zwracają uwagę, że dzieci nie powinny się uczyć zasad bezpieczeństwa wyłącznie poprzez zakazy i ostrzeżenia.

– Rodzice i nauczyciele powinni zmienić komunikację i zaprzestać języka, który buduje ograniczenia: nie ruszaj, nie dotykaj, nie wolno. To komunikaty, które uczą nas unikania kary, a nie uczą budowania nawyków. Zasady bezpieczeństwa to nie tabliczka mnożenia, której nauczę się na pamięć. Nie możemy jej traktować jako wyznacznik tego, co robić, bo to musi być odruch – tłumaczy Ilona Gregorczyk, ekspertka edukacyjna programu MultiBezpieczeństwo z Fundacji MultiSport.

Jak podkreśla, dzieci powinny umieć rozpoznać zagrożenie, przeanalizować sytuację i adekwatnie na nią zareagować. Dlatego ważniejsze niż wpajanie zasad jest pokazanie, dlaczego coś się może wydarzyć, jakie zagrożenia się z tym wiążą i jakie mogą być tego skutki. W dodatku potrzebna jest odpowiednia forma takiego przekazu, dostosowana do możliwości dzieci.

 Stąd metoda multisensoryczna, która została wprowadzona w naszym projekcie, aby móc poprzez ruch, emocje, gry edukacyjne i symulacje przeprowadzić ucznia przez dosyć trudne zagadnienia, ale takie, które nie będą wyłącznie instrukcją użytkowania, ale będą się odnosić do ich własnych doświadczeń – mówi Ilona Gregorczyk.

 Program MultiBezpieczeństwo wpisuje się w codzienną pracę szkoły, można go realizować na godzinach wychowawczych i zawiera wszystkie potrzebne elementy, żeby wyposażyć dzieci w praktyczną i teoretyczną wiedzę na temat bezpieczeństwa – mówi Agnieszka Cieniuszek, nauczycielka i wicedyrektorka Szkoły Podstawowej nr 366 w Warszawie. – Dzieci dziś mają dużą wiedzę teoretyczną, są w stanie wyrecytować wszystkie zasady, natomiast nie zawsze w praktyce o nich pamiętają. Dlatego przypominanie i korzystanie z różnych aktywnych programów jest bardzo ważne.

Okazją do rozmów i lekcji na temat bezpieczeństwa są zbliżające się wakacje, kiedy dzieci mają więcej czasu na aktywność fizyczną, ale też więcej przestrzeni do samodzielności.

– W wakacje część dzieci, zwłaszcza starszych, może coraz częściej przebywać samodzielnie. Dzieci nie zawsze wiedzą, jak postępować w sytuacji zagrożenia, dlatego rodzice i nauczyciele powinni rozmawiać z nimi o zasadach wzywania pomocy i potencjalnych zagrożeniach w domu – mówi sekc. Mariola Główka z Wydziału Prasowego Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej. – Dom kojarzy nam się z bezpieczeństwem, spokojem, ale to może uśpić naszą czujność na potencjalne niebezpieczne zdarzenia. Warto pamiętać, że np. podłączenie wielu urządzeń do jednej listwy, zaśnięcie obok ładującego się urządzenia pod poduszką, tuż obok głowy, może stwarzać wiele niebezpieczeństw.

– Jeśli jesteśmy nad morzem czy na kąpieliskach, zwracajmy dzieciom uwagę, żeby nie oddalały się za bardzo od miejsca, w którym plażujemy, żeby nigdy nie wchodziły do wody same, tylko zawsze pod opieką dorosłego. Powinniśmy się też kąpać tylko w miejscach do tego dozwolonych, czyli strzeżonych kąpieliskach – przypomina Patryk Znamirowski z WOPR.

Jak podkreśla, choć wiedza na temat bezpieczeństwa nad wodą rośnie, WOPR co roku podejmuje setki interwencji. W ubiegłym roku od kwietnia do września utonęło w Polsce 200 osób, w tym 12 dzieci.

Eksperci wskazują, że uczenie dzieci zasad bezpieczeństwa może być dobrą okazją dla rodziców do odświeżenia swojej wiedzy na ten temat. Z badania przeprowadzonego przez Fundację MultiSport wynika, że co trzeci dorosły Polak nie zna zasad udzielania pomocy dzieciom w sytuacji zagrożenia.

Źródło: Newseria

Tegoroczna edycja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy odbędzie się pod hasłem „Zdrowe brzuszki naszych dzieci” i skupi się na wsparciu diagnostyki oraz leczenia chorób przewodu pokarmowego. Pomoc może objąć nawet 1,5 mln dzieci wymagających specjalistycznej opieki gastroenterologicznej. Oficjalnym ubezpieczycielem 34. Finału WOŚP, który odbędzie się 25 stycznia 2026 roku, po raz kolejny została grupa PZU.
„Zdrowe brzuszki naszych dzieci” – to hasło tegorocznej edycji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, zakładającej wsparcie diagnostyki i leczenia chorób przewodu pokarmowego. Pomoc może objąć 1,2–1,5 mln dzieci wymagających specjalistycznej opieki gastroenterologicznej. Kolejny raz oficjalnym ubezpieczycielem finału, który odbędzie się 25 stycznia, jest PZU. Ubezpieczyciel przygotuje na błoniach Stadionu PGE Narodowego rozbudowaną strefę edukacyjno‑prewencyjną, tworzoną we współpracy z Fundacją WOŚP w ramach programu „Ratujemy i Uczymy Ratować”. Na aukcję WOŚP trafi również specjalny rower przekazany przez spółkę.

 Współpracujemy z partnerami, z którymi łączą nas wspólne cele i wartości. Tak jest w przypadku Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tu łącznikiem jest hasło „bezpieczeństwo”. Bardzo nam zależy na promowaniu profilaktyki zdrowotnej, bezpieczeństwa zdrowotnego i w tym aspekcie współpraca z WOŚP ma ogromne znaczenie – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Krzysztof Trębski, dyrektor do spraw relacji z mediami w PZU.

Zaangażowanie PZU w 34. Finał WOŚP obejmuje kilka aspektów. Spółka po raz drugi pełni rolę oficjalnego ubezpieczyciela wydarzenia, obejmując ochroną zarówno organizatora finału, który odbędzie się 25 stycznia 2026 roku na błoniach PGE Narodowego w Warszawie, jak i wolontariuszy zbierających środki w całym kraju.

Jednym z elementów współpracy biznesu z WOŚP są aukcje charytatywne, które stanowią realne źródło finansowania działań fundacji. Łącznie w ramach aukcji Allegro dla WOŚP zebrano już ponad 214 mln zł. PZU podczas 33. finału wystawiło na licytację Fiata 126p wykorzystywanego wcześniej w charytatywnej Wielkiej Wyprawie Maluchów. Samochód został sprzedany w licytacji za ponad 46 tys. zł. W tym roku PZU przekaże na aukcję inny pojazd – karbonowy gravel Trek Checkpoint AXS Gen 3.

– To, co czyni rower wyjątkowym – i mam nadzieję, że sprawi, iż licytacja będzie naprawdę ostra – to fakt, że jest on pomalowany w stylistyce i kolorystyce Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy – wskazuje dyrektor do spraw relacji z mediami w PZU. – Zwycięzca naszej aukcji ma gwarancję, że to jest i pozostanie jedyny taki rower, pomalowany ręcznie przez uznanego w środowisku rowerowym artystę i lakiernika Kacpra Abramowicza, dzięki czemu właściciel tego pojazdu na pewno wyróżni się na każdym szlaku. Nawet gdyby dotarł nim do Pekinu i zaparkował pośród 9 mln tamtejszych rowerów, o których śpiewała przed laty Katie Melua, to na pewno łatwo odnajdzie potem swój rower.

Jak podkreśla Krzysztof Trębski, przedmiot tegorocznej aukcji nawiązuje do właśnie uruchomionego programu „Rowerowa Polska PZU”, który ma promować taką aktywność fizyczną i bezpieczeństwo w ruchu drogowym.

– Wchodzimy mocno w środowisko rowerowe i chcemy, żeby marka PZU była z nim łączona. Dostrzegamy potencjał prewencyjny, edukacyjny i ogromną moc zjawiska społecznego, jakim stał się rower w Polsce. Z naszych badań wynika, że na rowerze jeździ 80 proc. dorosłych Polaków. Co ciekawe, tylko jedna piąta z nich rezygnuje z jazdy na rowerze poza sezonem, więc jest to zjawisko całoroczne – tłumaczy ekspert.

Podczas finałowego weekendu PZU przygotuje na błoniach Stadionu PGE Narodowego rozbudowaną strefę edukacyjno‑prewencyjną, tworzoną we współpracy z Fundacją WOŚP w ramach programu „Ratujemy i Uczymy Ratować”. Uczestnicy wydarzenia będą mogli zdobyć praktyczne umiejętności pierwszej pomocy, m.in. trenować resuscytację krążeniowo-oddechową, układanie w pozycji bezpiecznej i ocenę stanu poszkodowanego. Strefa zostanie wyposażona w kilka fantomów, w tym specjalny fantom do nauki udzielania pomocy osobom z niepełnosprawnościami, oraz nowoczesny trening VR umożliwiający udział w realistycznych symulacjach sytuacji zagrożenia.

– Ustawimy też symulatory bezpieczeństwa, dzięki którym będzie można się bezpośrednio przekonać, jak wygląda dachowanie w samochodzie czy gwałtowne hamowanie i zdarzenie podczas jazdy hulajnogą – wymienia dyrektor do spraw relacji z mediami w PZU.

Na błoniach PGE Narodowego powstanie też rozbudowana przychodnia WOŚP-PZU Zdrowie. Uczestnicy finału będą mogli skorzystać m.in. z porad dietetycznych i konsultacji gastroenterologicznych dla najmłodszych i dorosłych, uzyskać pomoc psychologiczną dla dzieci i ich rodziców, a także wykonać pomiary antropometryczne obejmujące masę ciała, wzrost, BMI i obwód talii. Dostępne będą również szybkie badania poziomu glukozy z palca oraz pomiar ciśnienia tętniczego.

WOŚP pozostaje największą organizacją charytatywną w Polsce – w ciągu 33 finałów zebrała blisko 2,6 mld zł i kupiła około 81 tys. urządzeń medycznych dla szpitali w całym kraju.

Źródło: Newseria

Święta Bożego Narodzenia kojarzą się z odpoczynkiem, rodzinną atmosferą i spokojem. Choroba jednak nie respektuje kalendarza. Przeziębienie, wysoka gorączka, ból brzucha czy nagłe pogorszenie stanu zdrowia mogą pojawić się także w Wigilię lub w świąteczny poranek. W takich sytuacjach kluczowa jest wiedza, gdzie i w jaki sposób szybko uzyskać pomoc medyczną, bez zbędnego stresu i niepotrzebnych kolejek.
Narodowy Fundusz Zdrowia przypomina, że system ochrony zdrowia działa także w święta, a pacjenci mają do dyspozycji kilka ścieżek pomocy, w zależności od stanu zdrowia. Nocna i świąteczna opieka zdrowotna – pierwszy adres w nagłych dolegliwościach.

W przypadku nagłych zachorowań lub pogorszenia stanu zdrowia, które nie zagrażają bezpośrednio życiu, pierwszym miejscem, do którego warto się zgłosić, jest nocna i świąteczna opieka zdrowotna (NiŚOZ). Działa ona na podobnych zasadach jak podstawowa opieka zdrowotna, ale jest dostępna poza standardowymi godzinami pracy przychodni.

Placówki NiŚOZ są czynne:

Co istotne, nie jest wymagane skierowanie ani wcześniejsza rejestracja, a pacjent może skorzystać z pomocy w dowolnej placówce – także poza miejscem zamieszkania.
Kiedy zgłosić się do NiŚOZ?

Z pomocy lekarza lub pielęgniarki w ramach nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej warto skorzystać m.in. w przypadku:

Lekarz może udzielić porady w placówce, telefonicznie, a w uzasadnionych przypadkach także w miejscu pobytu pacjenta. Pielęgniarka wykonuje niezbędne świadczenia, takie jak zastrzyki czy opatrunki.

Co przysługuje pacjentowi, a czego NiŚOZ nie zastąpi?

W ramach nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej pacjent może otrzymać:

NiŚOZ nie zastępuje jednak wizyt kontrolnych, leczenia planowego ani recept na stale przyjmowane leki w chorobach przewlekłych.

Kiedy konieczny jest SOR lub wezwanie pogotowia?

W sytuacjach bezpośredniego zagrożenia zdrowia lub życia należy niezwłocznie zgłosić się do izby przyjęć lub Szpitalny Oddział Ratunkowy (SOR) albo wezwać zespół ratownictwa medycznego, dzwoniąc pod numer 112 lub 999.

Dotyczy to m.in.:

W SOR o kolejności przyjęć decyduje stan zdrowia pacjenta, a nie moment zgłoszenia. Pomoc ma na celu stabilizację funkcji życiowych i pilną diagnostykę.

Gdzie sprawdzić, gdzie szukać pomocy?

Adresy placówek nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej, izb przyjęć oraz SOR-ów są dostępne w serwisach Narodowy Fundusz Zdrowia oraz Ministerstwa Zdrowia na portalu pacjent.gov.pl.

Dodatkowo przez całą dobę – także w święta – działa bezpłatna infolinia NFZ: 800 190 590, gdzie konsultanci podpowiedzą, gdzie znajduje się najbliższa placówka i jaka forma pomocy będzie najbardziej odpowiednia.

Pierwsza pomoc zawsze pod ręką

W nagłych sytuacjach warto również skorzystać z aplikacji mobilnej mojeIKP, w której dostępny jest praktyczny przewodnik pierwszej pomocy. Aplikacja jest bezpłatna i nie wymaga logowania do uruchomienia instrukcji ratujących życie.

Źródło: NFZ

Zawał serca nie wybiera terminu – może zdarzyć się także w Wigilię, w Boże Narodzenie czy w długi weekend. W takiej sytuacji kluczowe znaczenie ma szybka reakcja oraz dostęp do dobrze zorganizowanej opieki kardiologicznej.
Święta to czas odpoczynku, rodzinnych spotkań i obfitych posiłków. Niestety to również okres, w którym statystyki pokazują wzrost liczby incydentów sercowo-naczyniowych. W tym czasie częściej dochodzi do zawałów, udarów oraz zaostrzeń chorób serca. Eksperci wskazują na kombinację czynników, takich jak stres, przejadanie się, alkohol, brak snu czy nagły wysiłek (np. intensywne porządki).

Nie czekaj – reaguj natychmiast

Pierwsza i najważniejsza zasada: nie wolno czekać „do końca świąt”. Objawy zawału serca to m.in. silny ból w klatce piersiowej, duszność, zimne poty, nudności, osłabienie czy ból promieniujący do ramienia, szyi lub żuchwy. Każdy z tych symptomów wymaga natychmiastowego wezwania pogotowia ratunkowego. – Im wcześniej otworzymy naczynie wieńcowe przy pomocy angioplastyki i zastosujemy stent, tym szybciej przerwiemy zawał i ograniczymy uszkodzenie serca pacjenta – mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Buszman, kardiolog interwencyjny American Heart of Poland. – Dzięki bliskiej odległości od pacjentów w regionach, zespoły ratownictwa medycznego są w stanie dowieźć chorych do pracowni hemodynamiki w ciągu tzw. złotej godziny – dodaje prof. Piotr Buszman.

Udzielenie pomocy w pierwszej godzinie od incydentu nie tylko ratuje życie, ale także obniża ryzyko nieodwracalnego uszkodzenia serca. Jeśli chory trafi do szpitala w ciągu 1-1,5 godziny od wystąpienia zawału, ryzyko powikłań jest niewielkie. Z każdą kolejną godziną opóźnienia ryzyko to wzrasta nawet do 60%, a śmiertelność – do 90%. Dlatego nie warto zwlekać. W święta szpitale, oddziały ratunkowe i dyżury kardiologiczne – w tym 32 pracownie hemodynamiczne American Heart of Poland i Scanmed zapewniają pełną opiekę medyczną. Ignorowanie objawów znacząco zwiększa ryzyko powikłań i zgonu.

Hospitalizacja to dopiero początek

Jednym z największych osiągnięć polskiej kardiologii jest program KOS-zawał, czyli koordynowana opieka nad pacjentem po zawale serca. Program obejmuje nie tylko leczenie szpitalne, ale także rehabilitację, kontrole kardiologiczne, monitorowanie czynników ryzyka i edukację pacjenta. – Pacjent leczony w programie KOS-zawał otrzymuje natychmiastową pomoc oraz rehabilitację i edukację – podkreśla kardiolog American Heart of Poland.

Efekty leczenia w programie KOS-zawał są jednoznaczne. Już w pierwszym roku po zawale śmiertelność spada nawet o 30–40%. To dowodzi, że o przeżyciu pacjenta decyduje nie tylko szybka interwencja w momencie zawału, ale także dalsza, dobrze skoordynowana opieka.

Eksperci podkreślają, że choć formalnie program trwa rok, to realne korzyści zdrowotne leczenia najlepiej widać w dłuższej perspektywie. Regularne kontrole, rehabilitacja kardiologiczna i kontrola czynników ryzyka (np. wysokiego cholesterolu LDL) znacząco zmniejszają ryzyko kolejnego incydentu.

Co zrobić, gdy jesteś sam?

– Właściwa reakcja może uratować życie – najważniejsze są pierwsze minuty, dlatego nie należy zwlekać i trzeba zadzwonić pod numer 112 lub 999. Ważne jest też otworzenie drzwi wejściowych, co w przypadku utraty przytomności umożliwi służbom ratunkowym szybkie działanie – zaznacza prof. dr hab. n. med. Piotr Buszman.

Jak dodaje, w oczekiwaniu na pomoc najlepiej usiąść w pozycji półsiedzącej, z podpartymi plecami i uniesionym tułowiem. Taka pozycja zmniejsza obciążenie serca i ułatwia oddychanie. Warto również przyjąć aspirynę, która może spowolnić narastanie zakrzepu.

Czego nie robić?

– Nie chodź po domu ani po schodach i nie próbuj „przeczekać” z nadzieją, że samo przejdzie. Nie kładź się płasko na plecach, ponieważ pogarsza to oddychanie. Nie próbuj też samodzielnie jechać do szpitala – to jedna z najczęstszych i najbardziej niebezpiecznych pomyłek – groźne zaburzenia rytmu i nagłe zatrzymanie krążenia mogą wystąpić w każdej chwili. Usiądź w pozycji półsiedzącej i czekaj na pomoc – stwierdza prof. dr hab. n. med. Piotr Buszman.

Czy można przygotować się na wypadek zawału?

Ekspert zaleca, aby osoby obciążone czynnikami ryzyka – takimi jak nadciśnienie, cukrzyca, palenie papierosów, wysoki poziom cholesterolu czy przebyty zawał – były szczególnie czujne. – Warto więc: mieć telefon zawsze w zasięgu ręki, trzymać w widocznym miejscu kartkę z numerami alarmowymi, informować bliskich o pojawiających się nowych objawach, regularnie wykonywać badania profilaktyczne, pozostawać pod stałą opieką lekarza rodzinnego i kardiologa – podsumowuje prof. dr hab. n. med. Piotr Buszman.

Źródło: Komunikat Prasowy

Już wkrótce maszyny Paczkomat w całej Polsce będą nie tylko miejscem odbioru i nadawania przesyłek, ale również punktem pierwszej pomocy. Grupa InPost, we współpracy z Centrum Ratownictwa, rozpoczyna instalację stacji Helpbox 365 wyposażonych w defibrylatory AED, dostępnych dla każdego przez całą dobę, siedem dni w tygodniu.
W pierwszym etapie powstanie do 100 takich punktów – zarówno w dużych miastach, jak i w mniejszych miejscowościach oraz na terenach wiejskich. Celem jest zwiększenie dostępności urządzeń ratujących życie i wsparcie ratownictwa obywatelskiego w Polsce.

Jak podkreśla Rafał Brzoska, założyciel i CEO Grupy InPost: – W Polsce aż 80% przypadków nagłego zatrzymania krążenia (NZK) ma miejsce poza szpitalem – czyli podczas codziennych aktywności. Wykonanie defibrylacji w ciągu 3–5 minut od nagłego zatrzymania krążenia może skutkować przeżywalnością sięgającą nawet 70%. Niestety dostępność AED w przestrzeni publicznej jest poniżej europejskiej średniej, dlatego postanowiliśmy to zmienić. Od teraz nasze maszyny Paczkomat będą już nie tylko rozwiązaniem logistycznym, ale także punktem łatwego dostępu do sprzętu ratującego życie – czyli do stacji Helpbox 365, posiadającej defibrylator AED. W pierwszej fazie projektu zamontujemy 100 takich urządzeń, zarówno w dużych miastach, jak i na terenach wiejskich – tak, aby rozpocząć wypełnianie „białych plam” na mapie Polski, które nie posiadają żadnego defibrylatora AED w okolicy – mówi Rafał Brzoska.

Pomoc dostępna od ręki

Automatyczne defibrylatory zewnętrzne (AED) są zaprojektowane tak, by każdy – nawet bez przygotowania medycznego – mógł ich użyć. – Zaletą defibrylatora AED jest jego intuicyjna obsługa – urządzenie samo analizuje rytm serca osoby poszkodowanej i głosowo prowadzi krok po kroku osobę udzielającą pomocy. Dzięki temu każdy, nawet osoba bez wykształcenia medycznego, może skutecznie zareagować w sytuacji zagrożenia życia. Kluczowym czynnikiem jest czas dotarcia do defibrylatora – im szybciej urządzenie zostanie użyte, tym większa szansa na uratowanie poszkodowanego – dodaje Tomasz Kutycki, Dyrektor Medyczny Centrum Ratownictwa.
Stacje Helpbox 365 będą montowane na maszynach Paczkomat® w miejscach o dużym przepływie ludzi: w centrach miast, na osiedlach, przy sklepach czy stacjach benzynowych. Ich rozmieszczenie ma realnie skrócić czas reakcji w sytuacjach nagłego zatrzymania krążenia.

Zbiórka w aplikacji InPost Mobile

Projekt jest finansowany m.in. dzięki zbiórce prowadzonej w aplikacji InPost Mobile. Każdy użytkownik może przekazać swoje InCoiny na instalację defibrylatora. Jeden w pełni ufundowany punkt AED to 5 000 000 InCoinów. Wystarczy:
  1. Wejść do aplikacji InPost Mobile,

  2. Otworzyć zakładkę „Nagrody” i kliknąć w sekcję „Przekaż InCoiny i dołóż się do zbiórki AED!”,

  3. Wybrać liczbę InCoinów, które chce się przeznaczyć (minimum 20).

Do akcji mogą dołączyć również samorządy, kontaktując się z Programem InPost Green City poprzez stronę inpost.pl/aed.

Zaangażowanie społeczne i rekordowe wyniki

Grupa InPost w 2024 roku osiągnęła przychód w wysokości 9,85 mld zł i zapłaciła 375 mln zł podatku CIT – o ponad 100 mln zł więcej niż rok wcześniej. To 3,8% przychodów, czyli rekord w historii spółki. Kwotę 375 mln zł można porównać do sfinansowania m.in. 468 nowoczesnych karetek pogotowia, 1875 placów zabaw czy rocznego budżetu dużego szpitala.

InPost – od logistyki do ratowania życia

Firma założona przez Rafała Brzoskę od lat wyznacza trendy w logistyce e-commerce. Pierwsze Paczkomaty® pojawiły się w Krakowie w 2009 roku, a dziś Grupa dysponuje ponad 83 000 punktami out-of-home w Europie, w tym ponad 50 000 urządzeń Paczkomat® i ponad 33 000 punktów PUDO w dziewięciu krajach. Tylko w 2024 roku obsłużyła ponad miliard przesyłek.
Równolegle InPost rozwija projekty z zakresu odpowiedzialności społecznej i ekologii. Firma realizuje Strategię Dekarbonizacji z celem osiągnięcia neutralności klimatycznej (NET-ZERO) do 2040 roku, będąc jednym z pierwszych podmiotów w Polsce, które przystąpiły do inicjatywy SBTi.
Stacje Helpbox 365 z AED to kolejny przykład, jak nowoczesna infrastruktura logistyczna może wspierać bezpieczeństwo i zdrowie społeczności w całym kraju.
Z badania przeprowadzonego na zlecenie Schulke Polska wynika, że wielu Polaków wciąż bagatelizuje drobne urazy i nie stosuje zasad podstawowej dezynfekcji. Eksperci ostrzegają: nawet niewielka rana może prowadzić do poważnych zakażeń, a świadomość zagrożeń wciąż jest zbyt niska.
W codziennym pośpiechu często zapominamy o podstawach higieny. Jak wynika z ogólnopolskiego badania przeprowadzonego przez Opinia24 na zlecenie Schulke Polska, producenta produktów z oktenidyną, aż 19% Polaków przyznaje, że zakleja ranę plastrem bez wcześniejszego odkażenia, a tylko 64% uważa, że każda rana wymaga dezynfekcji. Tymczasem eksperci przypominają: nieodkażona rana to potencjalne źródło zakażenia – zwłaszcza u dzieci i osób starszych.

Wydaje się, że o odkażaniu ran wiemy wszystko. To przecież podstawa domowej apteczki i pierwszej pomocy – coś oczywistego, jak mycie rąk. Ale jak pokazuje najnowsze badanie przeprowadzone przez Opinia24 dla Schulke Polska, producenta produktów z oktenidyną, wiedza to jedno, a praktyka – drugie. Aż 85% badanych deklaruje, że używa środków do dezynfekcji ran. Jednocześnie prawie co piąta osoba przyznaje, że zakleja ranę plastrem bez wcześniejszego odkażenia. Co więcej – 36% Polaków uważa, że środek do dezynfekcji musi szczypać, żeby działać. A kolejne 30%… po prostu nie wie.

Nie od dziś wiadomo, że rany codzienne – otarcia, zadrapania, skaleczenia, mniejsze oparzenia – są najczęstszym typem urazów, jakie przydarzają się nam i naszym dzieciom. Z badania wynika, że 72% osób utożsamia je z otarciami, 71% z zadrapaniami, a 69% ze skaleczeniami np. przy krojeniu. Ale świadomość tego, czym jest codzienna rana, nie oznacza jeszcze, że wiemy, jak na nią reagować. A przecież te pozornie niegroźne sytuacje – kontakt z brudną powierzchnią, otwarte naczynie krwionośne, zanieczyszczenia – mogą prowadzić do infekcji. Tym bardziej niepokoi fakt, że tylko 64% badanych zgadza się ze stwierdzeniem, że każda rana powinna być odkażana.
 W gabinecie bardzo często spotykam pacjentów, którzy przychodzą z rozległym stanem zapalnym, ropniem, a czasem nawet z zakażeniem ogólnoustrojowym – mówi dr hab. n. med. Barbara Joanna Bałan, internista, immunolog, lekarz medycyny podróży, specjalista medycyny pracy. – Kiedy pytam, jak wyglądał początek, słyszę: „Zaciąłem się przy goleniu, nic wielkiego”, „Obtarły mnie nowe buty”, „Dziecko się przewróciło na placu zabaw”. Problem w tym, że nic nie zostało wtedy odkażone. Ranę zaklejono plastrem, czasem jeszcze wcześniej polano wodą utlenioną –  i zostawiono. Pacjent nie ma także świadomości, że nawet drobna ranka to przecież wrota infekcji. Zakażenie może się rozszerzyć, zamienić w ogólnoustrojowe zapalenie, zwłaszcza jeśli rana jest zanieczyszczona, a pacjent nie ponawiał szczepień ochronnych z dzieciństwa. Zagrożenie śmiertelną chorobą jaką jest np. tężec jest nadal realne, tak więc profilaktyczne szczepienie przeciw tej chorobie powinno się powtarzać raz na 10 lat, lub wykonywać je po zranieniu, w wyniku którego doszło do zabrudzenia rany np. ziemią. To oczywiście nie zwalnia nas od oczyszczenia i zdezynfekowania rany w pierwszej kolejności – dodaje.

Na tym tle szczególnie niepokojące są przekonania związane z odczuwaniem bólu. Aż 36% Polaków uważa, że środek, który nie szczypie, nie działa. To mit, który może zniechęcać do stosowania nowoczesnych, bezpiecznych i delikatnych rozwiązań – szczególnie u dzieci. Tylko 14% respondentów wie, czym jest oktenidyna – składnik aktywny, mający właściwości odkażające i regenerujące, używany w szpitalach i zalecany jako bezpieczny dla skóry wrażliwej, także dziecięcej. Tymczasem aż 66% Polaków nigdy o niej nie słyszało.

Oktenidyna działa szybko, nie szczypie, nie barwi skóry. Ale jeśli pacjent wciąż wierzy, że dezynfekcja musi boleć, nie sięgnie po coś, co daje komfort. Dlatego musimy zmieniać te nawyki – mówi mgr Jolanta Dynarska, pielęgniarka, specjalistka opieki długoterminowej nad ranami.

Wnioski z badania są jednoznaczne. Choć deklarujemy troskę o zdrowie, zbyt często czekamy, aż sytuacja stanie się poważna. Tymczasem większości infekcji ran można by zapobiec, reagując od razu – bez strachu przed bólem i bez lekceważenia „drobnej ranki”. Wystarczy wyposażyć domową apteczkę w środek oparty na sprawdzonej i bezpiecznej substancji czynnej jaką jest oktenidyna, dostępnej na rynku od ponad 30 lat.

Źródło danych: „Jak Polacy dbają o rany?”, Opinia24 dla Schulke Polska, maj 2025