Medicalpress
Według najnowszego raportu Europejskiego Urzędu ds. Pracy (ELA) lekarze, pielęgniarki i opiekunowie należą do zawodów najbardziej dotkniętych brakami kadrowymi w Europie. Tymczasem w Polsce wstrzymano prace nad wykazem zawodów deficytowych, który miał m.in. wskazywać urzędom, którymi wnioskami w sprawie przyjmowania pracowników zza granicy powinni zająć się w pierwszej kolejności.
Zdaniem ekspertów brak tego rozwiązania w przyszłości jeszcze bardziej pogłębi już w tej chwili dramatyczny niedobór opiekunów osób starszych w kraju. Dodatkowo zwiększy szarą strefę oraz ograniczy możliwość kierowania do Polski specjalistów potrzebnych tam, gdzie najbardziej ich brakuje. 15 czerwca obchodzony jest Światowy Dzień Praw Osób Starszych – to dobry moment, by przypomnieć, że dostęp do opieki należy do podstawowych praw seniorów.Według raportu ELA Europa opieka zdrowotna i społeczna należy do sektorów najbardziej dotkniętych trwałym brakiem pracowników, mimo że w tym obszarze zatrudnionych jest w Unii około 25 mln osób.

„Prawo do godnego starzenia się oznacza m.in. dostęp do opieki i profesjonalnego wsparcia wtedy, gdy stajemy się zależni od pomocy innych. Nie może być ono realizowane bez ludzi, którzy tę opiekę będą świadczyć. Tymczasem niedobór opiekunów nad osobami starszymi w Polsce rośnie w zatrważającym tempie. Jeszcze kilka lat temu szacowaliśmy, że brakuje około 20 tysięcy opiekunów, dziś mówimy już o dziesiątkach tysięcy. Potwierdzają to również rządowe wyliczenia związane z bonem senioralnym, zgodnie z którymi do obsługi programu potrzebnych miało być około 90 tysięcy opiekunów – mówi Ada Zaorska, przewodnicząca Polskiego Stowarzyszenia Opieki Domowej (PSOD). – Sytuacja staje się dramatyczna. Osoby starsze pozostają bez opieki lub bliscy musza rezygnować z pracy, by zająć się seniorem. Polaków nie stać na profesjonalną opiekę, a usługi stają się coraz droższe, bo jest coraz mniej osób chętnych do pracy. Firmy opiekuńcze upadają, a wiele domów opieki nie jest pewnych swojej przyszłości ze względu na pogłębiające się braki kadrowe”.

Potrzeby opiekuńcze rosną szybciej niż możliwości systemu

Problem niedoboru kadr opiekuńczych dotyczy całej Europy. Z wcześniejszego raportu ELA (opublikowanego pod koniec kwietnia br.) poświęconego sektorowi opieki długoterminowej wynika, że w Unii Europejskiej liczba osób w wieku 80+ wzrośnie do 2040 roku o około 44 proc. Oznacza to dalszy wzrost zapotrzebowania na usługi opiekuńcze w całej Europie.

Jednocześnie zawód opiekuna osób starszych pozostaje jednym z najbardziej deficytowych zawodów na rynku pracy. Wg ELA w UE mamy ponad 3,2 mln pracowników opieki, ale jest to zdecydowanie za mało i luka ta będzie się stale powiększać. Potwierdzają to kolejne edycje „Barometru zawodów”, w których opiekunowie osób starszych i osób z niepełnosprawnościami niezmiennie znajdują się wśród profesji, w których brakuje pracowników.

Skalę rosnących wyzwań opiekuńczych potwierdza tegoroczny raport BGK dotyczący opieki długoterminowej w Polsce. Wynika z niego, że do 2040 roku potrzebnych będzie nawet 124 tys. nowych miejsc w placówkach opiekuńczych. Przy obecnej bazie wynoszącej około 152 tys. miejsc oznacza to konieczność niemal podwojenia istniejących zasobów.

„Placówki opiekuńcze mierzą się dziś z wieloma problemami – od niedoborów kadrowych i rosnących kosztów funkcjonowania, po konieczność dostosowywania infrastruktury i standardów usług do zmieniających się potrzeb seniorów. Jednocześnie zapotrzebowanie na opiekę długoterminową będzie w kolejnych latach dynamicznie rosło. Bez zwiększenia liczby pracowników sektora opiekuńczego oraz dalszych inwestycji w infrastrukturę nie zapewnimy wsparcia i bezpieczeństwa seniorom” – podkreśla dr n. med. i n. o zdr. Andrzej Lejczak, Prezes Zarządu Stowarzyszenia Krajowa Izba Domów Opieki (KIDO).

Bez pracowników zagranicznych system sobie nie poradzi

Coraz większą rolę w systemach opieki odgrywają pracownicy zza granicy. Około 14 proc. pracowników sektora opieki w Europie wykonuje pracę poza krajem swojego obywatelstwa, a szczególnie duże znaczenie mają oni w opiece domowej i całodobowej.

Polacy coraz rzadziej wybierają zawód opiekuna osób starszych, mimo że potrzeby są ogromne. A nawet jeśli go wybiorą, to chętniej wyjeżdżają np. do Niemiec, gdzie mogą liczyć na większe zarobki.  W efekcie lukę kadrową w dużej mierze wypełniają dziś opiekunowie z Ukrainy, Gruzji i innych krajów.

„Bez pracowników zagranicznych system opieki nad osobami starszymi w Polsce znajdzie się w bardzo trudnej sytuacji. Procedury w zakresie przyjazdu osób bez obywatelstwa UE do Polski stały się bardzo utrudnione, mówimy wręcz o zablokowaniu decyzji urzędów, nawet w stosunku do osób już przebywających w Polsce. To zagrożenie dla ciągłości opieki dla naszych seniorów” – alarmuje Ada Zaorska.

Co z wykazem zawodów deficytowych?

Szczególne obawy środowiska opiekuńczego budzi decyzja o wstrzymaniu prac nad wykazem zawodów deficytowych. Wśród profesji, które miały zostać objęte priorytetowym traktowaniem w procedurach administracyjnych, znajdują się m.in. opiekunowie osób starszych, pielęgniarki i lekarze – zawody od lat wskazywane jako deficytowe zarówno przez ekspertów rynku pracy, jak i kolejne edycje „Barometru zawodów”.

„Z zaskoczeniem przyjęliśmy decyzję o wstrzymaniu prac nad wykazem zawodów deficytowych. Wykaz miał nadać w urzędach priorytet wnioskom z profesji kluczowych z punktu widzenia bezpieczeństwa zdrowotnego i opiekuńczego społeczeństwa. Warto podkreślić, że zasady kontroli i procedury miały pozostać te same, wręcz mówi się o ich zaostrzeniu. Chodziło tylko o świadomy wybór kogo chcemy wpuszczać do kraju w pierwszej kolejności. Apelujemy, by temat ten wrócił do dalszych prac i dialogu z zainteresowanymi środowiskami” – komentuje Ada Zaorska.

„Placówki opieki długoterminowej od lat mierzą się z niedoborami personelu. Potrzebujemy rozwiązań, które usprawnią pozyskiwanie pracowników tam, gdzie ich rzeczywiście brakuje. W przypadku opieki stawką jest nie tylko sprawne funkcjonowanie placówek, ale przede wszystkim dobro i bezpieczeństwo ich podopiecznych” – mówi dr Lejczak.

Konsternację ekspertów wzbudziła informacja, że Ministerstwo Rodziny, Pracy i Pomocy Społecznej podjęło decyzję o wstrzymaniu prac nad wykazem zawodów deficytowych z powodu wzrostu bezrobocia.

„Jeśli ktoś liczy na to, że osoby, które obecnie tracą lub nie mogą znaleźć pracy będą zajmowały się osobami starszymi nie znają realiów opieki. To bardzo trudny zawód wymagający dojrzałości, odporności psychicznej i specjalistycznej wiedzy. A do tego jest słabo opłacany. Prawdopodobieństwo, że informatyk czy księgowy, który stracił pracę się jej podejmie, i pozostanie w zawodzie wystarczająco długo, by nabyć umiejętności i doświadczenie, jest bardzo niskie. Takiej osobie bardziej opłaca się pozostać na zasiłku i w tym czasie przekwalifikować się do innych zawodów. I tak powinno być w dobrze działającej gospodarce, gdyż są to osoby, które mogą przyczynić się do rozwoju kraju w nowych obszarach i wprowadzania innowacji. Opieka wymaga osób przekonanych, że jest to ich powołanie i chętnych do ciężkiej fizycznej pracy” – podsumowuje Ada Zaorska.

Dostęp do opieki jest jednym z podstawowych praw osób starszych. W obliczu starzenia się społeczeństwa zapewnienie odpowiedniej liczby opiekunów, pielęgniarek i lekarzy staje się warunkiem skutecznej ochrony praw seniorów. Bez odpowiednich kadr trudno mówić o bezpieczeństwie, samodzielności i godnym życiu osób starszych.

Żródło: inf pras

Polski system ochrony zdrowia funkcjonuje dziś w coraz większej mierze dzięki pielęgniarkom, które osiągnęły już wiek emerytalny, wynika z najnowszego raportu Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych zaprezentowanego podczas konferencji prasowej poświęconej sytuacji kadrowej w pielęgniarstwie. Choć statystyki wskazują na niewielki wzrost liczby pielęgniarek pracujących z pacjentami, eksperci podkreślają, że poprawa ma charakter jedynie pozorny.
W 2024 roku liczba pielęgniarek pracujących z pacjentami wzrosła do 219,9 tys., czyli o 3,8 tys. więcej niż rok wcześniej. Jednak niemal cały ten wzrost zapewniły osoby po 60. roku życia. Liczba pielęgniarek w wieku emerytalnym wzrosła o 3,7 tys., co oznacza, że system coraz bardziej uzależnia się od pracy osób, które mogłyby już zakończyć aktywność zawodową.

„To nie młode kadry ratują dziś system. Ratują go pielęgniarki, które dawno mogły przejść na emeryturę. Polski system ochrony zdrowia stoi dziś na barkach kobiet, które powinny już odpoczywać po kilkudziesięciu latach pracy. W obliczu systemowego braku pielęgniarek, niewykorzystane zostają kompetencje położnych” – podkreśla Krystyna Ptok, Przewodnicząca OZZPIP.

Polska nadal daleko za Europą

Mimo niewielkiego wzrostu wskaźnika liczby pielęgniarek na 1000 mieszkańców, Polska nadal pozostaje znacząco poniżej średniej państw OECD. Obecnie wskaźnik ten wynosi około 5,8 pielęgniarki na 1000 mieszkańców, podczas gdy średnia dla porównywalnych systemów ochrony zdrowia przekracza 11 pielęgniarek.

Tempo wzrostu liczby pielęgniarek jest również ponad dwukrotnie wolniejsze niż zakładała rządowa strategia rozwoju pielęgniarstwa z 2019 roku. Eksperci alarmują, że obecna dynamika nie odpowiada rosnącym potrzebom zdrowotnym starzejącego się społeczeństwa. Od 2019 roku liczba seniorów wzrosła czterokrotnie szybciej niż liczba pielęgniarek pracujących z pacjentami.

System coraz bardziej zależny od seniorek

Już ponad jedna piąta pielęgniarek pracujących z pacjentami posiada uprawnienia emerytalne. Efektywny wiek odejścia z zawodu wynosi obecnie około 64,5 roku, podczas gdy dla ogółu kobiet w Polsce to około 60,7 roku. W praktyce oznacza to, że wiele pielęgniarek pracuje długo po osiągnięciu wieku emerytalnego, część nawet po 70. i 80. roku życia.

Eksperci zwracają uwagę, że pozostawanie pielęgniarek w zawodzie było w ostatnich latach możliwe przede wszystkim dzięki poprawie wynagrodzeń i warunków zatrudnienia. Ewentualny powrót do wcześniejszych mechanizmów płacowych może doprowadzić do gwałtownych odejść z zawodu.

„Nie wiemy, ile pielęgniarek odejdzie z pracy po zmianach płacowych. Wiemy jedno – system może tego nie wytrzymać” – podkreśla Ptok.

Deficyt pielęgniarek obejmuje już niemal cały kraj

Raport pokazuje również, że kryzys kadrowy przestał być problemem lokalnym. Według danych Barometru Zawodów w 2026 roku w niemal 300 powiatach występuje deficyt lub znaczny deficyt pielęgniarek, a w żadnym powiecie nie odnotowano nadwyżki kadrowej.

Jednocześnie pogłębiają się różnice między województwami. Regiony, które już wcześniej miały najmniej pielęgniarek, nadal rozwijają się pod tym względem wolniej niż średnia krajowa.

Więcej studentów nie rozwiązuje problemu

Choć rekordowa liczba osób rozpoczęła studia pielęgniarskie, znaczna część nie dociera do końca kształcenia. Coraz większą grupę nowych osób uzyskujących prawo wykonywania zawodu stanowią także osoby w wieku 35-50 lat, które będą pracować znacznie krócej niż młode kadry rozpoczynające karierę zawodową po studiach.

„Nie wystarczy otworzyć kierunków studiów. Trzeba jeszcze doprowadzić studentów do zawodu i zatrzymać ich w systemie” – wskazuje przewodnicząca OZZPIP.

Medycyna się rozwija – a system nadal liczy pielęgniarki jak 20 lat temu

Nowoczesna medycyna skraca czas hospitalizacji, ale jednocześnie znacząco zwiększa liczbę, intensywność i złożoność procedur wykonywanych każdego dnia przez pielęgniarki. Pacjenci trafiają dziś do szpitali w cięższym stanie niż jeszcze kilkanaście lat temu: są starsi, wielochorobowi i wymagają stałego monitorowania oraz bardziej zaawansowanej opieki. Coraz większa część leczenia odbywa się poza szpitalem: w domu pacjenta, opiece długoterminowej, środowiskowej i ambulatoryjnej. To również wymaga obecności pielęgniarek i zwiększa obciążenie systemu.

„Rozwój nowych technologii i terapii nie zmniejsza zapotrzebowania na pielęgniarki. Przeciwnie, wymaga wyższych kompetencji, większej odpowiedzialności i większej ilości czasu poświęcanego pacjentowi. Obecne normy zatrudnienia oraz wyceny świadczeń nadal opierają się głównie na liczbie łóżek lub pacjentów, a nie na rzeczywistym czasie i poziomie trudności pracy pielęgniarki. System nadal nie uwzględnia faktu, że jedna pielęgniarka wykonuje dziś znacznie więcej czynności medycznych, administracyjnych i koordynacyjnych niż jeszcze 20 lat temu. W praktyce oznacza to rosnące przeciążenie personelu, mniej czasu dla pacjenta i coraz większe ryzyko błędów oraz wypalenia zawodowego” – mówi Katarzyna Tymińska, pielęgniarka z 40-letnim stażem pracy na oddziale kardiochirurgii dziecięcej.

Pacjenci już odczuwają skutki kryzysu

Niedobory pielęgniarek przekładają się bezpośrednio na bezpieczeństwo pacjentów. W wielu placówkach personel pracuje w warunkach przeciążenia, pojawiają się jednoosobowe dyżury, nieobsadzone minimalne normy zatrudnienia oraz ograniczony czas dla pacjentów. Rosną także ryzyko błędów medycznych i wypalenia zawodowego personelu.

„Braki pielęgniarek to nie problem statystyczny. To problem bezpieczeństwa pacjentów. Sytuacja jest trudna na wielu oddziałach, a dramatyczna na oddziałach psychiatrycznych. Bez norm zatrudnienia niestety nagminnie obsady są za małe i zdarzają się nawet te jednoosobowe” – mówi Jolanta Januszczak, pielęgniarka psychiatryczna.

„Pielęgniarka jest często pierwszą osobą, z którą mamy styczność, kiedy jesteśmy przyjmowani na oddział czy w innych miejscach, np. centrach zdrowia psychicznego. Dla bezpieczeństwa pacjentów wystarczająca ilość pielęgniarek jest gwarantem bezpieczeństwa” – mówi Norbert Bolek z Fundacji eFkropka.

„Dla pacjenta nie ma znaczenia, czy pielęgniarka pracuje w szpitalu, domu opieki czy opiece środowiskowej. Ważne jest, żeby ktoś był obok wtedy, gdy potrzebuje profesjonalnej pomocy. Tymczasem w opiece długoterminowej brakuje dziś pielęgniarek dramatycznie, a personel jest skrajnie przeciążony. Społeczeństwo starzeje się coraz szybciej, liczba osób wymagających codziennej opieki rośnie z roku na rok, a już dziś brakuje ludzi do jej zapewnienia. Musimy pamiętać, że pielęgniarki są potrzebne nie tylko przy szpitalnym łóżku, ale także w domach pacjentów, zakładach opiekuńczych i całym, szeroko pojętym systemie opieki długoterminowej” – mówi Tomasz Michałek z Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”.

Polska bez długofalowej strategii

Podczas, gdy kraje takie jak Niemcy, Norwegia czy Szwajcaria wdrażają wieloletnie strategie zabezpieczenia kadr pielęgniarskich nawet do 2040 roku, w Polsce nadal brakuje aktualizacji polityki kadrowej i kompleksowego planu działań. OECD, WHO oraz Komisja Europejska coraz częściej alarmują o pogłębiającym się kryzysie pielęgniarskim w Europie.

Autorzy raportu apelują o pilne wdrożenie działań naprawczych obejmujących m.in. poprawę warunków pracy, rozwój ścieżek kariery, skuteczne programy mentoringowe dla młodych pielęgniarek oraz długofalowe planowanie kadr medycznych. – „Koniecznie musimy dokonać przeglądu i aktualizacji norm pracy, tak aby odpowiadały realnym procedurom wykonywanym na oddziałach” – apelowała Dorota Ronek, wiceprezes OZZPIP.

Raport kadrowy pielęgniarek i położnych ma na celu zwrócenie uwagi opinii publicznej i decydentów na rzeczywistą skalę kryzysu kadrowego w pielęgniarstwie oraz jego konsekwencje dla bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli.

Raport „Analizy kadrowe pielęgniarek – aktualizacja” wskazuje jednoznacznie: bez systemowych działań Polska w najbliższych latach może stanąć wobec dramatycznego pogłębienia kryzysu kadrowego w ochronie zdrowia.

Źródło: OZZPiP

12 maja na całym świecie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pielęgniarek i Położnych. Data nie jest przypadkowa. To rocznica urodzin Florence Nightingale, brytyjskiej pielęgniarki uznawanej za prekursorkę nowoczesnego pielęgniarstwa, która w XIX wieku zmieniła sposób myślenia o opiece nad pacjentem i stworzyła podwaliny współczesnego systemu pielęgniarskiego. Święto zostało ustanowione przez Międzynarodową Radę Pielęgniarek podczas kongresu w Meksyku w 1973 roku.
Choć każdego roku pojawiają się życzenia, podziękowania i okolicznościowe apele o szacunek dla zawodu, rzeczywistość pielęgniarek i położnych nadal pozostaje jedną z najbardziej wymagających w polskim systemie ochrony zdrowia. To grupa zawodowa, bez której szpitale, przychodnie, oddziały ratunkowe, hospicja, domy opieki i porodówki po prostu nie mogłyby funkcjonować. Jednocześnie to środowisko od lat alarmujące o przeciążeniu pracą, brakach kadrowych i rosnącej odpowiedzialności.

Pielęgniarki i położne są obecne na każdym etapie życia człowieka. Towarzyszą pacjentom podczas narodzin, leczenia, rehabilitacji i opieki paliatywnej. Są często pierwszymi osobami, które zauważają pogorszenie stanu chorego, reagują na nagłe zagrożenia i spędzają z pacjentami więcej czasu niż jakakolwiek inna grupa zawodowa w medycynie. W praktyce ich rola daleko wykracza poza wykonywanie procedur medycznych. To również edukacja zdrowotna, wsparcie emocjonalne, koordynacja opieki i kontakt z rodziną chorego.

Paradoks polega na tym, że właśnie ta codzienna obecność sprawia, iż praca pielęgniarek bywa społecznie „niewidzialna”. Pacjent pamięta operację, diagnozę czy nazwisko lekarza prowadzącego, ale to pielęgniarka najczęściej spędza z nim wielogodzinne dyżury, pomaga w najtrudniejszych momentach i odpowiada za bezpieczeństwo chorego przez całą dobę. Dopiero sytuacje kryzysowe, takie jak pandemia COVID-19, uświadomiły opinii publicznej skalę odpowiedzialności tej profesji.

Pandemia była dla pielęgniarek i położnych momentem szczególnym. To właśnie one znalazły się na pierwszej linii walki z koronawirusem, pracując ponad siły, często kosztem własnego zdrowia i życia. Dane Ministerstwa Zdrowia z 2021 roku wskazywały, że zakażenie SARS-CoV-2 wykryto u ponad 61 tys. pielęgniarek, a wiele z nich zmarło w trakcie pandemii. Dla części środowiska był to moment graniczny, po którym wiele osób zdecydowało się odejść z zawodu lub ograniczyć aktywność zawodową.

Problem starzenia się kadry pielęgniarskiej od lat pozostaje jednym z największych wyzwań polskiej ochrony zdrowia. Według danych Centralnego Rejestru Pielęgniarek i Położnych w Polsce zarejestrowanych jest ponad 315 tys. pielęgniarek i ponad 41 tys. położnych, jednak aktywnie pracuje jedynie około 74 proc. pielęgniarek i 70 proc. położnych. Średnia wieku personelu systematycznie rośnie, a liczba młodych osób wchodzących do zawodu nadal nie rekompensuje skali odejść na emeryturę.

Eksperci od lat podkreślają, że problemem nie jest wyłącznie liczba personelu, ale również organizacja pracy i sposób traktowania pielęgniarek w systemie. W wielu placówkach nadal funkcjonuje model, w którym pielęgniarki są przeciążone obowiązkami administracyjnymi, pracują na kilku etatach i mierzą się z ogromną odpowiedzialnością przy niewystarczającym wsparciu. Coraz częściej mówi się także o wypaleniu zawodowym, kryzysie zdrowia psychicznego personelu medycznego i konieczności budowania bardziej partnerskich relacji w zespołach terapeutycznych.

Jednocześnie zmienia się samo pielęgniarstwo. To dziś zawód coraz bardziej specjalistyczny i samodzielny. Pielęgniarki posiadają kompetencje do zapisywania części leków, wystawiania recept czy prowadzenia porad edukacyjnych. Rozwija się pielęgniarstwo specjalistyczne, anestezjologiczne, onkologiczne, geriatryczne czy psychiatryczne. Coraz większą rolę odgrywają także położne, które nie tylko uczestniczą w porodach, ale prowadzą edukację zdrowotną kobiet, wspierają pacjentki po porodzie i zajmują się profilaktyką zdrowia reprodukcyjnego.

Mimo postępu technologicznego medycyna nadal pozostaje obszarem, w którym kluczowe znaczenie ma obecność drugiego człowieka. Żaden system informatyczny, algorytm czy urządzenie nie zastąpi empatii, doświadczenia i uważności pielęgniarki przy łóżku chorego. To właśnie dlatego zawody pielęgniarki i położnej od lat uznawane są za jedne z profesji o najwyższym poziomie społecznego zaufania.

Źródło: Gov.pl

Rosnąca liczba pacjentów wymagających dializoterapii oraz starzenie się pacjentów leczonych nerkozastępczo sprawia, że rośnie zapotrzebowanie na usługi pielęgniarskie. Odsetek pacjentów hemodializowanych wymagających pełnej opieki podczas pobytu w stacji dializ wzrósł z 3,2% w 2013 roku do 8,4% w 2024 roku (dane z rejestru FNC). Jednocześnie coraz trudniej pozyskać personel pielęgniarski. Wychodząc naprzeciw tym potrzebom, firma Fresenius NephroCare Polska pod koniec 2024 roku rozpoczęła proces włączania opiekunów medycznych z kwalifikacjami MED.14 do zespołów stacji dializ.
Przewlekła choroba nerek może dotyczyć ponad 4,7 mln Polaków, z czego ok. 21 tysięcy wymaga regularnych dializ. Pacjenci dializowani są też coraz starsi – ponad 62% osób rozpoczynających leczenie nerkozastępcze ma 65 lat lub więcej. Oznacza to, że jest coraz więcej pacjentów dializowanych potrzebujących usług opiekuńczych i pielęgnacyjnych, które z powodzeniem może dostarczyć opiekun medyczny.

Równolegle narasta problem braku personelu pielęgniarskiego. Szacuje się, że już dziś ok. 1/3 pielęgniarek aktywnych zawodową (czyli ok. 100 tys.) osiągneła wiek emerytalny, a do 2030 roku liczba pielęgniarek i położnych zmniejszy się o ponad 26 tysięcy. W tym miejscu pojawia się więc potrzeba poszukiwania nowych rozwiązań organizacji pracy w stacjach dializ.
Jednym ze sposobów złagodzenia niedoboru pielęgniarek w stacjach dializ oraz utrzymania profesjonalnej opieki nad pacjentami hemodializowanymi może być włączenie do zespołów dializacyjnych opiekunów medycznych z kwalifikacjami MED.14.

Kim jest opiekun medyczny w stacji dializ?

Opiekun medyczny to osoba z odpowiednimi kompetencjami zawodowym, która ściśle współpracuje z pielęgniarką i przejmuje część zadań opiekuńczych i wspierających w opiece nad pacjentem hemodializowanym. Jego zadania są jasno określone przepisami prawa Rozporządzeniem Ministra Zdrowia z 22.04.2025 w sprawie szczegółowego wykazu czynności zawodowych osób wykonujących niektóre zawody medyczne. Przypisuje ono szczegółowe zadania dla opiekuna medycznego, co pozwala jasno określić zakres obowiązków i chroni placówkę przed powierzaniem pracownikom zadań, do których nie mają uprawnień.

Opiekunowie medyczni mogą przejąć od pielęgniarki dializacyjnej czynności zgodne z ich kompetencjami zawodowymi oraz wykonywać po przeszkoleniu określone czynności specyficzne dla stacji dializ takie jak: przygotowanie stanowiska do dializy, w tym instalacja na maszynie zestawu jednorazowego, przygotowanie pacjenta do dializy (kontrola wagi ciała, ciśnienia, temperatury ciała, wykonanie pomiaru BCM), opieka nad pacjentem po dializie, dezynfekcja maszyn do dializy.

„Przekazanie opiekunom medycznym określonych czynności specyficznych dla stacji dializ zmniejsza obciążenie pielęgniarek dializacyjnych i umożliwia im skoncentrowanie się na procedurach specjalistycznych i klinicznych”, wyjaśnia Małgorzata Liber, Menedżer Projektu.

Efekty projektu „Opiekun medyczny w stacji dializ”

W odpowiedzi na wyzwania rynkowe, w 2025 roku firma Fresenius NephroCare Polska włączyła opiekunów medycznych do zespołów stacji. W ramach projektu zatrudniono
31 opiekunów medycznych w 15 stacjach dializ. Projekt jest wspierany dedykowanymi szkoleniami dla opiekunów medycznych (m.in. z zakresu bezpieczeństwa pacjenta
w placówce medycznej, przygotowania stanowiska do dializy, ochrony dostępu naczyniowego oraz zapobiegania zakażeniom).

Jak podkreśla Jakub Janiak, Dyrektor Zarządzający Fresenius NephroCare Polska, „Włączenie opiekunów medycznych do zespołów stacji dializ jest odpowiedzią na zmiany demograficzne i wyzwania rynku ochrony zdrowia. Z perspektywy pracowników stacji dializ rozwiązanie to przynosi korzyści – opiekunowie medyczni wykonują szereg czynności opiekuńczych i pomocniczych, wzmacniając zdolność zespołu do świadczenia kompleksowych usług pacjentom dializowanym. Wyniki naszego pilotażu potwierdzają, że jest to kierunek, który warto rozwijać i systematycznie wzmacniać w kolejnych latach”.

Co dalej?

W 2026 roku Fresenius NephroCare Polska planuje kontynuację projektu w kolejnych ośrodkach dializ oraz dalsze działania, które pozwolą lepiej wykorzystywać wysokie kompetencje personelu medycznego w realizacji świadczeń medycznych.

Źródło: Komunikat Prasowy

Od marca 2026 roku wzrośnie składka członkowska pielęgniarek i położnych. Zgodnie z uchwałą I Nadzwyczajnego Krajowego Zjazdu Pielęgniarek i Położnych oraz na podstawie danych GUS dotyczących przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej, miesięczna opłata wyniesie 89 zł i będzie obowiązywać do lutego 2027 roku. Samorząd zawodowy podkreśla, że składki stanowią kluczowe źródło finansowania działań wspierających środowisko zawodowe, bezpieczeństwo wykonywania zawodu oraz rozwój kompetencji pielęgniarek i położnych w całym kraju.
 
Zgodnie z Uchwałą nr 5 I Nadzwyczajnego Krajowego Zjazdu Pielęgniarek i Położnych z 23 września 2024 r. w sprawie wysokości składki członkowskiej oraz zasad jej podziału, a także w związku z komunikatem Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego z 9 lutego 2026 r. dotyczącym przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w 2025 r., składka członkowska w okresie od marca 2026 r. do lutego 2027 r. wynosi 89,00 zł miesięcznie.

Dotychczas, od 1 kwietnia 2025 r., składka wynosiła 82 zł miesięcznie.

Zasady podziału składki
Zgodnie z obowiązującymi zasadami:
  • 6% składki przekazywane jest przez okręgową izbę do Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, co stanowi 5,34 zł z miesięcznej składki każdej członkini i każdego członka samorządu,
  • pozostała część składki pozostaje w okręgowej izbie pielęgniarek i położnych.
Składkę za dany miesiąc należy opłacić do 15. dnia miesiąca następnego. Pierwszą składkę w nowej wysokości należy uiścić do 15 kwietnia 2026 r.

Kto jest zwolniony z opłacania składki

Z obowiązku opłacania składki zwolnione są wyłącznie osoby, które zgłosiły zaprzestanie wykonywania zawodu i dopełniły formalności w biurze właściwej okręgowej izby.

Dlaczego składka jest ważna

Środki pochodzące ze składek umożliwiają realizację działań ustawowych wspierających pielęgniarki i położne, w tym m.in.:

  • reprezentowanie interesów zawodowych w kraju i instytucjach międzynarodowych,
  • nadzór nad prawidłowym wykonywaniem zawodu,
  • udział w opiniowaniu i tworzeniu prawa,
  • refundacje kosztów kursów, specjalizacji i kształcenia podyplomowego,
  • finansowanie i organizację szkoleń zawodowych,
  • nieodpłatny dostęp do e-biblioteki z materiałami merytorycznymi i prawnymi,
  • pomoc finansową i zapomogi w trudnych sytuacjach życiowych,
  • wsparcie prawne i doradztwo zawodowe,
  • pomoc w sprawach związanych z prawem wykonywania zawodu,
  • działania na rzecz poprawy warunków pracy i rozwoju kompetencji,
  • organizację konferencji i spotkań środowiskowych,
  • bieżące informowanie o zmianach prawnych i zawodowych.
Składka członkowska stanowi nie tylko obowiązek ustawowy, lecz także wspólne narzędzie wzmacniania bezpieczeństwa oraz rozwoju zawodu pielęgniarki i położnej.

Środki ze składek finansują m.in. nadzór nad prawidłowym wykonywaniem zawodu, reprezentowanie środowiska w procesie legislacyjnym, refundacje kształcenia podyplomowego, organizację szkoleń i konferencji, wsparcie prawne, pomoc finansową w trudnych sytuacjach życiowych oraz działania na rzecz poprawy warunków pracy. Samorząd podkreśla, że składka to nie tylko ustawowy obowiązek, lecz także wspólne narzędzie budowania bezpieczeństwa zawodowego i wzmacniania pozycji pielęgniarek oraz położnych w systemie ochrony zdrowia

Podwyższenie składki do 89 zł miesięcznie od marca 2026 roku jest konsekwencją przyjętych uchwał i aktualnych danych ekonomicznych. Dla samorządu zawodowego to mechanizm pozwalający realizować ustawowe zadania i zapewniać realne wsparcie środowisku. W kontekście rosnących wyzwań systemu ochrony zdrowia składka pozostaje jednym z filarów stabilności i rozwoju zawodu pielęgniarki i położnej.

Źródło: NIPiP

Prezes Narodowego Funduszu Zdrowia podpisał nowe zarządzenie zmieniające zasady zawierania i realizacji umów w podstawowej opiece zdrowotnej. Dokument wprowadza m.in. kwartalną premię motywacyjną w opiece koordynowanej, ryczałt dla koordynatorów w pierwszym okresie realizacji świadczeń oraz nowy sposób naliczania stawek za ich pracę. Zmiany obowiązują z mocą od 1 stycznia 2026 r.
Informacja o rzekomym przyznaniu pielęgniarkom prawa do wystawiania zwolnień lekarskich wywołała w ostatnich dniach duże poruszenie w środowisku medycznym i w mediach społecznościowych. Pojawiły się skrajne komentarze, od entuzjastycznych zapowiedzi „rewolucji w systemie” po krytyczne głosy o przekraczaniu kompetencji zawodowych. Tymczasem, jak jednoznacznie podkreśla Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych, nowelizacja ustawy podpisana przez Prezydenta RP nie dotyczy zwolnień lekarskich, lecz zupełnie innego obszaru orzecznictwa.

7 stycznia 2026 r. Prezydent RP podpisał ustawę o zmianie ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych oraz niektórych innych ustaw. Wbrew obiegowym opiniom nie wprowadza ona zmian w zakresie e ZLA ani nie przyznaje pielęgniarkom uprawnień do orzekania o czasowej niezdolności do pracy. Dotyczy natomiast rozszerzenia kompetencji wybranych zawodów medycznych w obszarze orzecznictwa, w tym pielęgniarek.

Kluczowa zmiana została wprowadzona do ustawy z dnia 15 lipca 2011 r. o zawodach pielęgniarki i położnej. Do art. 4 ust. 1 dodano pkt 6a, który przyznaje pielęgniarkom prawo do orzekania o niezdolności do samodzielnej egzystencji, o której mowa w ustawie o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych. Jest to kompetencja o dużym znaczeniu systemowym, ponieważ orzeczenie o niezdolności do samodzielnej egzystencji stanowi podstawę do uzyskania określonych świadczeń i form wsparcia.

Ustawodawca precyzyjnie określa przesłanki wydania takiego orzeczenia. Niezdolność do samodzielnej egzystencji stwierdza się w przypadku naruszenia sprawności organizmu w stopniu powodującym konieczność stałej lub długotrwałej opieki i pomocy innej osoby w zaspokajaniu podstawowych potrzeb życiowych. Nie jest to więc decyzja uznaniowa ani administracyjna, lecz orzeczenie oparte na stanie zdrowia pacjenta i jasno określonych kryteriach medycznych.

NRPiP podkreśla również, że nowe kompetencje nie będą realizowane w sposób dowolny. Mają być wykonywane przy zachowaniu ustawowych kwalifikacji oraz nadzoru, co ma gwarantować bezpieczeństwo pacjentów i spójność systemu orzeczniczego. Jest to istotne w kontekście obaw części środowiska, że rozszerzanie uprawnień zawodowych może prowadzić do chaosu kompetencyjnego.

Ważnym elementem komunikatu samorządu jest także kwestia terminu wejścia w życie zmian. Przepisy przyznające pielęgniarkom nowe uprawnienia zaczną obowiązywać 13 kwietnia 2026 r., czyli po upływie trzech miesięcy od ogłoszenia ustawy w Dzienniku Ustaw. Do tego czasu pielęgniarki funkcjonują w ramach dotychczasowych regulacji.

Najwięcej nieporozumień narosło wokół zwolnień lekarskich. Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych jednoznacznie dementuje doniesienia, jakoby nowelizacja dawała pielęgniarkom prawo do wystawiania e ZLA. Jak podkreśla samorząd: „Nowe regulacje stanowią rozszerzenie kompetencji zawodowych pielęgniarek w zakresie orzecznictwa, a nie w zakresie orzecznictwa czasowej niezdolności do pracy”. To rozróżnienie ma kluczowe znaczenie, ponieważ orzekanie o niezdolności do samodzielnej egzystencji i orzekanie o czasowej niezdolności do pracy to dwa odrębne obszary prawne i medyczne.

Jednocześnie NRPiP nie ukrywa, że temat zwolnień lekarskich pozostaje przedmiotem dalszych działań. Samorząd informuje, że podejmuje starania na rzecz umożliwienia pielęgniarkom w przyszłości wystawiania zaświadczeń o niezdolności do pracy. Nie jest to jednak element obecnie podpisanej nowelizacji, lecz potencjalny kierunek kolejnych zmian legislacyjnych.

Cała sytuacja pokazuje, jak łatwo w przestrzeni publicznej rodzą się uproszczenia i jak dużą rolę odgrywa precyzyjna komunikacja wokół zmian w ochronie zdrowia. Nowe kompetencje pielęgniarek w zakresie orzecznictwa mogą realnie wzmocnić ich rolę w systemie opieki nad pacjentami wymagającymi stałej pomocy, ale nie oznaczają przejęcia uprawnień lekarzy w obszarze zwolnień lekarskich. Rozdzielenie tych dwóch kwestii wydaje się kluczowe dla merytorycznej debaty o przyszłości zawodów medycznych w Polsce.

Źródło: NRPiP

Serdecznie zapraszamy Państwa do udziału w międzynarodowej konferencji naukowo-szkoleniowej „100-lecie uniwersyteckiego kształcenia pielęgniarek w Polsce. Osiągnięcia i wyzwania przyszłości”, która odbędzie się w dniach 10–12 grudnia 2025 roku w Auditorium Maximum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie.
W wyjątkowym roku jubileuszu uczcimy 100-lecie powstania Uniwersyteckiej Szkoły Pielęgniarek i Opiekunek Zdrowia w Krakowie, założonej w 1925 roku przez Marię Epstein i Annę Rydlównę. Ich działalność zapoczątkowała nowoczesne, akademickie pielęgniarstwo w Polsce, a misja zawodowa pozostaje inspiracją dla kolejnych pokoleń pielęgniarek i pielęgniarzy.
 
Konferencja skierowana jest do pielęgniarek, położnych, studentów kierunków medycznych, kadry dydaktycznej, przedstawicieli instytucji ochrony zdrowia oraz wszystkich zainteresowanych rozwojem pielęgniarstwa.
 
Podczas konferencji omówione zostaną najważniejsze zagadnienia współczesnego pielęgniarstwa – od kształcenia zawodowego, przez praktykę kliniczną i badania naukowe, po rolę pielęgniarki w zespole terapeutycznym. W programie znajdą się wykłady ekspertów z kraju i zagranicy, sesje naukowe, panele dyskusyjne i warsztaty tematyczne, sprzyjające wymianie wiedzy i doświadczeń.
 
Już w grudniu Kraków stanie się miejscem refleksji nad przeszłością, teraźniejszością i przyszłością pielęgniarstwa akademickiego w Polsce.
 
Więcej informacji o Konferencji znajdą Państwo na stronie internetowej wydarzenia

źródło: UJ CM

Podczas niedawnego posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Pielęgniarek i Położnych (1 października 2025 r.) dyskusja skupiła się wokół kryzysu kadrowego i finansowego, który paraliżuje rozwój opieki geriatrycznej i długoterminowej. Debata pokazała, że system, który powinien być odpowiedzią na dramatycznie rosnące potrzeby starzejącego się społeczeństwa, grzęźnie w niedofinansowaniu, zbyt niskich normach zatrudnienia i wciąż niewdrożonych rozwiązaniach ustawowych.
Polska demografia nie pozostawia złudzeń – w najbliższych latach liczba osób po 60. roku życia będzie dwukrotnie wyższa niż populacja poniżej tego wieku. Oznacza to gwałtowny wzrost zapotrzebowania na wyspecjalizowaną opiekę geriatryczną, której system obecnie nie jest w stanie zapewnić. Brakuje geriatrów, brakuje pielęgniarek ze specjalizacją w opiece nad seniorami, brakuje psychologów i fizjoterapeutów. Nowo projektowane Centra Zdrowia 75+, które miały być odpowiedzią na te wyzwania, wciąż pozostają jedynie zapowiedzią. Jak mówiła przewodnicząca zespołu Joanna Wicha: „Nawet jeśli wydaliśmy z KPO półtora miliarda na wspaniałe łóżka, to jeśli do tych łóżek nie będziemy mieli personelu, to one po prostu będą pustymi łóżkami”
Przyczyn impasu w geriatrii i opiece długoterminowej jest wiele, ale najczęściej powtarzanym wątkiem podczas posiedzenia było finansowanie. Zbyt niska wycena świadczeń sprawia, że lekarze i pielęgniarki nie chcą podejmować pracy w domach pomocy społecznej czy zakładach opiekuńczo-leczniczych. Zdecydowanie częściej wybierają szpitale i podstawową opiekę zdrowotną, gdzie wynagrodzenia są wyższe i bardziej stabilne. Profesor Tomasz Targowski, krajowy konsultant w dziedzinie geriatrii, podkreślał wprost: „Finansowanie, finansowanie, jeszcze raz finansowanie”, wskazując, że nieopłacalność procedur jest barierą w tworzeniu nowych poradni i oddziałów geriatrycznych.

Obraz codzienności w placówkach opiekuńczych daleki jest od oficjalnych statystyk. Choć normy zatrudnienia formalnie istnieją, w praktyce są często niewykonalne. Zgodnie z przepisami na jednego pacjenta dorosłego powinno przypadać 0,7 etatu pielęgniarki, a w przypadku dzieci – 0,9. Tymczasem w DPS-ach i ZOL-ach liczby te pozostają jedynie na papierze, a ich przestrzeganie jest nierealne przy obecnym poziomie finansowania. Dodatkowym problemem są różnice w wynagrodzeniach – pielęgniarki zatrudnione w szpitalach finansowane są przez Ministerstwo Zdrowia, a te pracujące w domach pomocy społecznej podlegają resortowi rodziny. Skutkiem jest odpływ kadr z najbardziej wymagających placówek oraz wysoka rotacja wśród absolwentów pielęgniarstwa, którzy nie chcą brać odpowiedzialności za dziesiątki pacjentów w trudnych warunkach, często bez wsparcia lekarza.

Praktyka codzienna pokazuje, że system nie nadąża za rzeczywistością. Brakuje miejsc na oddziałach internistycznych, do których można by przekazać pacjentów wymagających pilnej hospitalizacji. Brakuje pieniędzy na odnowę budynków, remonty czy sprzęt, który odciążyłby personel w opiece nad niesamodzielnymi chorymi. W konsekwencji wielu pacjentów pozostaje w DPS-ach i ZOL-ach, gdzie pielęgniarki często muszą wykonywać procedury wykraczające poza zakres opieki, bo zwyczajnie nie ma innego wyjścia. Dodatkowym obciążeniem są rosnące koszty utrzymania placówek. Środki z NFZ pochłania przede wszystkim wynagrodzenie personelu, a na remonty czy zakup sprzętu, który mógłby odciążyć pracowników w opiece nad niesamodzielnymi pacjentami, zwyczajnie ich brakuje.

Pacjenci w ZOL-ach to w większości osoby z wielochorobowością, często z kilkunastoma czy nawet kilkudziesięcioma rozpoznaniami. Zdarza się, że jedna pielęgniarka odpowiada za kilkudziesięciu chorych, wymagających całościowej opieki – od karmienia i podnoszenia, po pielęgnację i podstawowe zabiegi. Profil pacjentów zmienia się – dziś to nie tylko osoby wymagające wsparcia w codziennym funkcjonowaniu, ale też ciężko chorzy seniorzy, którzy coraz częściej trafiają do placówek w stanie niedożywienia i wymagają leczenia żywieniowego.

Na chaos systemowy nakłada się problem finansowania domów pomocy społecznej. Wbrew powszechnemu przekonaniu nie są one utrzymywane z budżetu centralnego. Jak wyjaśniła przedstawicielka resortu rodziny, „DPS-y są finansowane po pierwsze przez mieszkańców, po drugie przez ich rodziny, a po trzecie przez samorządy. (…) A my w kraju nie mamy składki na opiekę długoterminową”. Oznacza to, że seniorzy i ich bliscy stają wobec dramatycznych wyborów, a jakość opieki często zależy od możliwości finansowych gminy czy powiatu. Przy niskich emeryturach, sięgających najczęściej od 1700 do 2800 zł, samodzielne sfinansowanie opieki staje się niemożliwe, a w konsekwencji rośnie grupa pacjentów niedożywionych i wymagających dodatkowych form wsparcia.

Podczas posiedzenia wielokrotnie wracał temat opiekunów medycznych – zawodu, który mógłby realnie odciążyć pielęgniarki i poprawić warunki pracy w opiece długoterminowej, ale wciąż pozostaje poza koszykiem świadczeń gwarantowanych. Mariola Łodzińska, prezes Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, podkreślała, że w obecnym stanie prawnym zatrudnianie opiekunów zależy wyłącznie od dobrej woli i możliwości finansowych dyrektorów placówek, ponieważ brak jest obowiązku ich etatowego uwzględnienia. W efekcie opiekunowie nadal nie są wliczani do norm zatrudnienia, mimo że ich obecność mogłaby w znaczący sposób odciążyć personel pielęgniarski.

Paradoksalnie Polska nie cierpi na brak chętnych do zawodu pielęgniarki. Nabór na studia pielęgniarskie w wielu uczelniach przewyższa liczbę kandydatów na kierunki lekarskie. Jednak potencjał ten nie trafia tam, gdzie jest najbardziej potrzebny. Absolwenci wolą podejmować pracę w sektorze prywatnym, w gabinetach komercyjnych czy w szpitalach, gdzie warunki są łatwiejsze, a wynagrodzenia wyższe. W efekcie coraz częściej pielęgniarki wybierają gabinety poprawy urody zamiast zakładów opiekuńczo-leczniczych czy domów pomocy społecznej, co oznacza stratę dla systemu, który finansuje ich kształcenie.

Dodatkowym wyzwaniem jest niż demograficzny i spadek liczby porodów, który dotyka położne. Coraz częściej pozostają one bez pracy, dlatego izby pielęgniarskie uruchamiają kursy uzupełniające, umożliwiające położnym zatrudnienie w opiece długoterminowej, paliatywnej czy chirurgicznej. To próba zagospodarowania istniejących kadr, które mogą odegrać ważną rolę w systemie, jeśli tylko otrzymają szansę zmiany specjalizacji.

Posłowie i eksperci nie kryli, że bez zmiany finansowania i wprowadzenia realnych norm zatrudnienia opieka geriatryczna będzie wciąż tylko pustym hasłem. Jednocześnie pojawiało się przekonanie, że inwestycje w opiekę nad seniorami są nie tylko moralnym obowiązkiem, ale i czystą kalkulacją ekonomiczną – im lepsza opieka w wyspecjalizowanych ośrodkach, tym mniej kosztownych hospitalizacji w oddziałach internistycznych. – „Z ekonomicznego punktu widzenia (…) to się po prostu opłaci” – mówiła przewodnicząca zespołu, apelując o porzucenie „niedasizmu” i odważne reformy.

Materiał powstał na podstawie zapisu posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Pielęgniarek i Położnych z dnia 1 października 2025 r.

Warszawski Uniwersytet Medyczny uruchomił pionierski w Polsce program oceny bezpieczeństwa i efektywności implantacji cewników centralnych wprowadzanych przez żyłę obwodową (PICC) przez wyspecjalizowany zespół pielęgniarski pod nadzorem lekarzy. To rozwiązanie od lat stosowane w wielu krajach Europy, gdzie wskaźnik powodzenia sięga 90–99%, a czas oczekiwania na zabieg skraca się nawet o 40%.
„Musimy mieć świadomość, że każdy cewnik naczyniowy – niezależnie od rodzaju – wiąże się z pewnym ryzykiem powikłań. Dotyczy to zarówno popularnych, krótkich kaniul obwodowych, jak i cewników centralnych. Dlatego kluczowe jest indywidualne podejście do pacjenta i dobór najbardziej odpowiedniego dostępu naczyniowego” – mówi dr Maciej Latos, prezes Polskiego Towarzystwa Pielęgniarstwa Infuzyjnego i reprezentant Polski w Global Vascular Access Network. Podkreśla, że cewniki PICC są w Polsce stosowane zbyt rzadko, m.in. z powodu przestarzałej wyceny procedury przez NFZ.

„Z dotychczasowych danych oraz międzynarodowych doświadczeń wynika, że umożliwienie personelowi pielęgniarskiemu wykonywania procedury wprowadzania PICC znacząco poprawia bezpieczeństwo pacjentów, skraca czas rozpoczęcia terapii i zwiększa efektywność całego systemu” – dodaje dr Latos.

PICC to nowoczesna alternatywa dla tradycyjnych cewników centralnych. Zakładane przez żyły obwodowe ramienia i wprowadzane pod kontrolą USG, minimalizują ryzyko powikłań, a z tej formy terapii mogą korzystać również pacjenci z zaburzeniami krzepnięcia. „Taki model opieki jest nie tylko zgodny z międzynarodowymi standardami, jak Infusion Therapy Standards of Practice, ale też korzystny z punktu widzenia organizacji pracy szpitala” – podkreśla dr Latos.

Według dr. Andrzeja Tytuły, wiceprezesa Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, „potrzebujemy przestrzeni, w której eksperci z różnych środowisk wspólnie zaprojektują nowoczesny system opieki. W krajach, które już wdrożyły ten model, skuteczność sięga nawet 99%, a czas oczekiwania na zabieg skraca się średnio o 30–40%”.

Badanie w Centralnym Szpitalu Klinicznym UCK WUM prowadzone jest przez zespół interdyscyplinarny pod kierownictwem dr. Bartosza Sadownika i dr. Macieja Latosa. W European Journal of Infusion Nursing badacze podkreślają: „Działania podejmowane przez nasz zespół stanowią krok w stronę europejskich standardów, opartych na optymalnym wykorzystaniu potencjału zespołów pielęgniarskich”.

„Powiedzmy sobie szczerze: z medycznego punktu widzenia to badanie nie jest innowacyjne. Cewniki PICC są od lat z powodzeniem wprowadzane przez lekarzy i pielęgniarki w wielu krajach Europy i świata. Tym, co robimy inaczej, jest zbliżenie się do europejskich standardów poprzez powierzenie tej procedury wysoko wyspecjalizowanej pielęgniarce – w trakcie badania – pod nadzorem lekarza specjalisty” – zaznacza dr Latos.

WUM już dziś przeprowadza około 1500 takich procedur rocznie, a zespół pielęgniarski rozwija kompetencje w dostępie naczyniowym, prowadząc kursy, staże i szkolenia dla pielęgniarek i lekarzy. „Jeśli mamy wprowadzać zmiany w sposób bezpieczny i kompleksowy, nie ma innej drogi niż współpraca – od planowania, przez realizację, aż po podsumowanie każdej inicjatywy” – podsumowuje dr Latos.

Jeśli wyniki pilotażu potwierdzą skuteczność i bezpieczeństwo procedury, może to oznaczać początek nowego modelu opieki w Polsce. Dla pacjentów będzie to szansa na szybszy dostęp do terapii, dla pielęgniarek – poszerzenie kompetencji, a dla całego systemu – efektywniejsze wykorzystanie zasobów.

Źródło: Newseria

Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji Kodeksu karnego i Kodeksu wykroczeń, przewidujący surowsze kary za przemoc wobec funkcjonariuszy publicznych, pracowników ochrony zdrowia oraz obywateli niosących pomoc innym. Zgodnie z nowymi przepisami za atak na ratownika medycznego, lekarza, pielęgniarkę, policjanta, strażaka czy osobę cywilną reagującą na przemoc będzie groziło nawet 5 lat więzienia. Rząd podkreśla, że zmiany są odpowiedzią na rosnącą falę agresji wobec osób, które ratują zdrowie i życie innych.
Minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda podkreśliła, że zmiany są odpowiedzią na postulaty środowiska medycznego i narastającą falę agresji wobec osób ratujących zdrowie i życie. – „W ostatnich latach coraz częściej dochodzi do ataków na służby ratunkowe, a także na osoby cywilne, które zdecydowały się pomóc narażając własne życie. Nowe przepisy mają temu przeciwdziałać. (…) W ubiegłym roku zespoły ratownictwa medycznego interweniowały ponad 3,2 mln razy, a aż trzy tysiące razy same potrzebowały wsparcia po aktach przemocy. Kara za atak na pracownika ochrony zdrowia musi być surowa i nieuchronna” – powiedziała minister.

Stanowcze słowa padły również ze strony ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka. – „Bezpieczeństwo jest dla nas priorytetem. Nie ma przyzwolenia na przemoc wobec osób, które pomagają innym. Bez względu na to czy jest to ratownik medyczny, policjant, strażak czy każdy obywatel, który ratuje innych. (…) Bezkarność tych, którzy odważą się zaatakować musi się skończyć” – podkreślił.

Nowelizacja przewiduje m.in. podwyższenie kary za atak na policjanta, strażaka, ratownika medycznego czy osobę interweniującą w obronie innych. Zamiast dotychczasowych dwóch lub trzech lat więzienia, sprawcom grozić będzie od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Taką samą ochroną jak funkcjonariusze publiczni objęci zostaną również obywatele, którzy podejmują działania ratunkowe lub powstrzymują przemoc.

Nowe przepisy obejmą także agresję słowną – każda osoba znieważona podczas interwencji będzie traktowana jak funkcjonariusz publiczny, a sprawą zajmie się prokuratura. Za agresywne zachowania w miejscach publicznych, takich jak szpitale czy urzędy, grozić będzie kara aresztu, ograniczenia wolności, grzywna od 1000 do 5000 zł lub mandat w wysokości 1000 zł. Taka sama kara będzie obowiązywać za zakłócanie spokoju pod wpływem alkoholu, narkotyków czy dopalaczy.

Projekt wprowadza także obowiązek publikacji wyroków wobec sprawców – na wniosek pokrzywdzonego sąd będzie musiał ujawnić ich dane, np. na stronie internetowej. Dodatkowo w przypadku zatrzymania sprawcy na gorącym uczynku policja będzie zobligowana do jego zatrzymania i skierowania sprawy do sądu w trybie przyspieszonym, zwłaszcza jeśli atak miał miejsce w placówkach medycznych czy instytucjach publicznych. Nowelizacja ma być wyraźnym sygnałem, że państwo nie będzie tolerować przemocy wobec osób, które ratują innych.

Przyjęte rozwiązania mają wejść w życie po 14 dniach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Zobacz projekt

Projekt nowelizacji zaostrza sankcje karne i poszerza ochronę prawną. Surowsze kary obejmą zarówno przemoc fizyczną, jak i słowną, a sądy będą mogły publikować dane skazanych sprawców. Wprowadzone rozwiązania zakładają także szybkie postępowania wobec osób zatrzymanych na gorącym uczynku, zwłaszcza w szpitalach, przychodniach czy urzędach. – „Kara za atak na pracownika ochrony zdrowia musi być surowa i nieuchronna” – podkreśliła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek dodał: – „Bezkarność tych, którzy odważą się zaatakować, musi się skończyć”. Nowe przepisy mają wejść w życie w ciągu 14 dni od publikacji w Dzienniku Ustaw.

Źródło: GOV

Ministerstwo Zdrowia oraz Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji zatwierdziły po raz pierwszy od wielu lat najwyższą możliwą wycenę świadczeń w opiece długoterminowej – zarówno domowej, jak i stacjonarnej. Decyzję pozytywnie ocenia Naczelna Izba Pielęgniarek i Położnych, uznając ją za wyraźny sygnał, że znaczenie tej formy opieki zaczyna być dostrzegane na szczeblu decyzyjnym.
Nowe stawki mają zapewnić większą stabilność finansową placówek, które dotąd często realizowały świadczenia na granicy rentowności. W przeszłości wpływy z NFZ nie pokrywały nawet podstawowych kosztów zatrudnienia pielęgniarek i utrzymania placówek. Przykładem była sytuacja, gdy zatrudnienie pielęgniarki z tytułem magistra i specjalizacją, opiekującej się sześcioma pacjentami, generowało dla podmiotu straty.

Obecnie optymalna stawka osobodnia w pielęgniarskiej opiece domowej wynosi 61,82 zł plus 15,93 zł dodatku, czyli łącznie 77,75 zł. W opiece stacjonarnej – w zakładach opiekuńczo-leczniczych czy pielęgnacyjno-leczniczych – stawka ustalona została na poziomie 9,40 zł za punkt osobodnia. – „To pozwala na funkcjonowanie, ale nadal jesteśmy najniżej wycenianym świadczeniem wśród usług pielęgniarskich finansowanych przez NFZ” – podkreśla Grażyna Aksamit, prezes Krajowego Związku Podmiotów Leczniczych. Zmiany wynikają z rekomendacji AOTMiT nr 72/2025 i obejmują wzrost finansowania NFZ o 16,94 mld zł, podwyższenie stawek w pielęgniarskiej opiece domowej, a także podpisanie około 35 tysięcy aneksów do umów z NFZ.

Samorząd zawodowy pielęgniarek i położnych zaznacza jednak, że to dopiero początek niezbędnych działań. – Zmiana oznacza większą stabilność i ciągłość świadczeń, ale nie pokrywa jeszcze realnych kosztów opieki – wskazuje NIPiP. Organizacja podkreśla, że głównym celem musi być dalsza walka o adekwatne finansowanie i wzmocnienie samodzielności pielęgniarskiej opieki środowiskowej w POZ oraz opiece długoterminowej.

Dlaczego to tak istotne? Aż 77% seniorów deklaruje, że chce jak najdłużej pozostać w domu. Opieka domowa jest średnio o 30–50% tańsza niż stacjonarna, zmniejsza liczbę hospitalizacji, a badania potwierdzają, że jej skuteczność – szczególnie w przypadku pacjentów wymagających długotrwałego wsparcia – jest porównywalna z opieką szpitalną.

Podwyższenie wyceny świadczeń daje więc nadzieję na poprawę sytuacji w opiece długoterminowej, ale jednocześnie stawia pytanie o dalsze kroki. Czy system ochrony zdrowia zdoła zbudować stabilny model finansowania, który odpowie na rosnące potrzeby starzejącego się społeczeństwa?
We wtorek rząd ma się zająć nowelizacją Kodeksu karnego oraz Kodeksu wykroczeń, której głównym celem jest zaostrzenie kar wobec sprawców ataków na lekarzy, pielęgniarki i ratowników medycznych pracujących w publicznym systemie ochrony zdrowia. To odpowiedź na dramatycznie narastającą falę agresji wobec personelu medycznego.
Nowe przepisy przewidują m.in. podniesienie górnej granicy kary za naruszenie nietykalności medyka podczas interwencji – z obecnych dwóch i trzech lat do pięciu lat więzienia, jeśli atak wiąże się z narażeniem życia lub zdrowia poszkodowanego. Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada także sankcje dla osób zakłócających porządek publiczny w szpitalach czy podczas akcji ratunkowych – w takich sytuacjach ma grozić grzywna do tysiąca złotych.

W uzasadnieniu projektu resort podkreśla, że zaostrzenie ma pełnić rolę odstraszającą i wyraźnie sygnalizować, iż państwo będzie konsekwentnie ścigać i karać sprawców agresji wobec osób ratujących życie.

Środowisko medyczne reaguje jednak z mieszanymi uczuciami. – „Dobrze, że rząd zajmie się wreszcie bezpieczeństwem medyków pod kątem zmian legislacyjnych. Niedobrze, że kazano nam tak długo na te zmiany czekać. W interesie społecznym jest, by medyk czuł się w pracy bezpiecznie, bo rzutuje to bezpośrednio na bezpieczeństwo naszych pacjentów. Mówiąc wprost – bezpieczeństwo lekarza to bezpieczeństwo pacjenta” – komentuje Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej. Jak dodaje, samo zaostrzenie kar to dopiero „pierwszy i najłatwiejszy krok”, podczas gdy lekarze przedstawili rządowi cały pakiet propozycji, które wciąż czekają na wdrożenie.

Przykłady tragicznych zdarzeń z ostatnich miesięcy – śmierć ratownika medycznego w Siedlcach czy zabójstwo lekarza w krakowskim szpitalu uniwersyteckim – unaoczniły skalę problemu. Jednak eksperci podkreślają, że wyższe kary same w sobie nie powstrzymają sprawców, zwłaszcza jeśli działają oni pod wpływem alkoholu lub substancji psychoaktywnych.

Samorząd lekarski od lat wskazuje, że konieczne są rozwiązania systemowe – od poprawy jakości ochrony w placówkach, przez lepsze zabezpieczenia dla personelu (np. „panic buttony” czy kamizelki ochronne dla ratowników), po stworzenie narzędzi do rejestrowania przypadków agresywnych pacjentów. Część z tych postulatów – jak rejestr – została jednak odrzucona ze względów prawnych i etycznych.

Nowelizacja, jeśli zostanie przyjęta, wejdzie pod obrady parlamentu na początku września. Pozostaje pytanie, czy będzie ona realnym krokiem w stronę poprawy bezpieczeństwa medyków, czy raczej kolejnym sygnałem politycznym, niewystarczającym wobec narastającej fali agresji.

Problem agresji wobec personelu medycznego przestał być zjawiskiem marginalnym – to realne zagrożenie zdrowia i życia ludzi, którzy niosą pomoc. „Bezpieczny medyk to bezpieczny pacjent” – przypomniał Grzegorz Wrona z Naczelnej Rady Lekarskiej podczas posiedzenia Podkomisji stałej do spraw zdrowia psychicznego, wskazując na pilną potrzebę reakcji.

Tematem posiedzenia było rozpatrzenie informacji o działaniach podejmowanych przez Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Sprawiedliwości oraz Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji w odpowiedzi na nasilające się akty przemocy wobec pracowników ochrony zdrowia – zarówno w przestrzeni fizycznej, jak i psychicznej.

Minister Arkadiusz Myrcha, Sekretarz Stanu w Ministerstwie Sprawiedliwości, przedstawił projekt zmian legislacyjnych, które mają zapewnić szerszą i skuteczniejszą ochronę osobom niosącym pomoc – nie tylko funkcjonariuszom publicznym, ale również pracownikom ochrony zdrowia. „Do Kodeksu karnego proponujemy zmiany, które będą zaostrzały kary za czyny, które narażają na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia zarówno osoby niosące pomoc, jak i funkcjonariuszom publicznym” – powiedział, wskazując na konieczność kompleksowego podejścia, obejmującego nie tylko osoby, ale też miejsca, w których dochodzi do aktów agresji.

W odpowiedzi na dramatyczne wydarzenia ostatnich miesięcy, resort sprawiedliwości przygotował cztery zmiany w Kodeksie karnym i jedną w Kodeksie wykroczeń – mówił minister. Ta ostatnia dotyczy art. 51 i rozszerza penalizację zachowań chuligańskich na incydenty mające miejsce w placówkach leczniczych i urzędach. Nowością ma być grzywna w wysokości co najmniej 1000 zł – znacznie wyższa niż dotychczasowa – oraz możliwość zastosowania trybu przyspieszonego. „Będzie możliwość szybkiej interwencji funkcjonariuszy publicznych z interwencją i nałożeniem grzywny w postaci mandatu, co wydaje się taką oczekiwaną natychmiastową reakcją”.

Projekt ustawy, jak poinformował, został już poddany konsultacjom i uzgodnieniom międzyresortowym (z udziałem MSWiA i Ministerstwa Zdrowia), i w lipcu ma trafić pod obrady Komitetu Stałego Rady Ministrów.

Minister Jakub Bydłoń, dyrektor Departamentu Dialogu Społecznego w Ministerstwie Zdrowia, przedstawił szeroki pakiet działań, zainicjowany po tragicznych wydarzeniach w Siedlcach i Krakowie, gdzie zginęli medycy w czasie pracy. Poinformował o współpracy resortu z Komendą Główną Policji oraz samorządami zawodów medycznych, mającej na celu edukację i zwiększenie skuteczności zgłaszania aktów agresji. Zwrócił uwagę na skalę pracy zespołów ratownictwa: „Pamiętajmy, że to jest około 3,2 miliona wyjazdów (…)” – zaznaczył. Resort prowadzi także działania promujące społeczne zrozumienie i szacunek wobec ratowników medycznych. Trwa kampania edukacyjna, przygotowywany jest ogólnopolski spot telewizyjny, a zespoły ratownictwa mają być wyposażone w kamizelki nożoodporne.

Agata Furgała, dyrektor Departamentu Porządku Publicznego w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji, potwierdziła: „Policja rozpoczęła cykl szkoleń z zakresu samoobrony i do końca tego roku zobowiązała się do przeszkolenia około 15 tysięcy ratowników medycznych”. Zajęcia obejmują ćwiczenia praktyczne i są prowadzone przez instruktorów policyjnych. MSWiA uruchomiło też linię wsparcia psychologicznego dla ratowników medycznych i ich rodzin, a komendant główny wydał polecenie traktowania każdej interwencji zgłaszanej przez ratowników jako pilnej.

W toku dyskusji głos zabierali posłowie i przedstawiciele środowisk medycznych. Poseł Janusz Cieszyński zwrócił uwagę na konieczność wdrożenia rejestru osób agresywnych. Pytał: „Czy planowane jest wdrożenie rejestru osób agresywnych, które wskazywałyby, że osoba, do której się udaje zespół, była skazana za przestępstwo z użyciem przemocy?”.

Jak dodał, ratownicy medyczni korzystają dziś z rozbudowanych systemów informatycznych, które mogłyby zostać rozszerzone o takie dane, pod warunkiem zachowania proporcji i ochrony prawnej.

Poseł Włodzisław Giziński zwrócił uwagę na szerszy kontekst narastającej agresji wobec pracowników ochrony zdrowia, podkreślając, że to nie tylko problem systemu, lecz także efekt przemian społecznych, kulturowych i obyczajowych. „Rosnąca agresja wobec pracowników ochrony zdrowia jest skutkiem wielu rzeczy. Po pierwsze, rosnące przyzwolenie, a nawet promowanie zachowań agresywnych w życiu społecznym. (…) Po drugie, rola alkoholu. (…) Po trzecie, nadużywanie środków psychoaktywnych” – wyliczał.

Jego wystąpienie było próbą włączenia w dyskusję głębszej refleksji – dlaczego jako społeczeństwo coraz częściej akceptujemy brutalność? Giziński wskazywał, że agresja staje się elementem codziennego krajobrazu: jest promowana w mediach, w kulturze popularnej, a nawet w sportowych widowiskach sponsorowanych przez firmy bukmacherskie. Skutki tej normalizacji widoczne są już dziś – zarówno w komentarzach internetowych, jak i na szpitalnych korytarzach czy w izbach przyjęć. „Nadal w Bydgoszczy, która ma 350 tys. mieszkańców, mamy więcej punktów sprzedaży alkoholu niż w całej Danii.” – podkreślał Giziński.

Grzegorz Wrona z NRL przypomniał, że akty przemocy wobec lekarzy nie są zjawiskiem nowym – tylko przez lata pozostawały poza polem publicznej świadomości, bo brakowało dostępu do informacji, szybkiego przekazu, a być może także społecznej empatii. Wskazał na dramatyczną opieszałość organów ścigania – mówił o przypadkach, gdy po zgłoszeniu sprawy do prokuratury, zeznania składane były dopiero po wielu miesiącach, a śledztwa odrzucano z powodu niskiej „wagi społecznej” incydentów. W jego ocenie taka logika działania systemu doprowadza do realnego poczucia bezkarności sprawców i pogłębia frustrację w środowisku medycznym. Mówił wprost: „Ta śmierć pana doktora Tomasza (przyp. Soleckiego) nie jest śmiercią pierwszą (…). Dlatego proszę wszystkich nas o konsekwencje. (…) Środowisku lekarskiemu nie zależy na wysokości kar. (…) Aby interwencje następowały natychmiast, żeby były nieuniknione i skuteczne”. Podkreślił też rolę kampanii społecznych: „Brakuje mi tego, aby rzeczywiście została sfinansowana i została notorycznie prowadzona kampania medialna (…) dotycząca tego, o czym powiedziałem na samym początku – bezpieczny medyk to bezpieczny pacjent”. Kampanię prowadzoną nie przez media komercyjne, ale przez instytucje publiczne – konsekwentnie, długofalowo, w oparciu o wspólnie wypracowany przekaz.

W emocjonalnych wystąpieniach lekarzy i przedstawicieli środowisk zawodowych przewijał się wspólny motyw: konieczność realnego, a nie deklaratywnego wsparcia. „Drodzy państwo, kto z państwa wyobraża sobie, że idzie do pracy ze świadomością, że dzisiaj może być duszony albo ugodzony nożem?” – mówił Władysław Krajewski, wiceprzewodniczący Porozumienia Rezydentów OZZL.

Psycholożka Jadwiga Łuczak-Wawrzyniak przypomniała: „Nie zostali ani razu wymienieni psychologowie, którzy pracują z pacjentami sam na sam, za zamkniętymi drzwiami i są przez długi czas. (…) My też jesteśmy narażeni”. Opowiedziała o incydentach w swojej poradni i niewydolnym systemie ochrony.

Prof. Janusz Heitzman z Polskiego Towarzystwa Psychiatrii Sądowej zwrócił uwagę na konieczność systemowej edukacji: „Umiejętność rozładowywania agresji powinna być w programie studiów medycznych. (…) Tego nie ma. I to jest też taki do nas apel – my sami też musimy tutaj podejmować szereg działań edukacyjnych”.

Przytaczając przykład szkolenia dla 300 lekarzy, wskazał: „Zapytałem, ilu z Państwa było narażonych na przemoc? Wszyscy podnieśli ręce. (…) Fizyczna? Około połowy”. W jego ocenie agresji wobec medyków nie da się zrozumieć bez uwzględnienia kontekstu emocjonalnego pacjentów – bólu, traumy, bezsilności. Dlatego konieczne są szkolenia z komunikacji, deeskalacji i rozpoznawania ryzyka – nie tylko dla lekarzy, ale także dla policjantów, z którymi prof. Heitzman współpracuje jako wykładowca.

Głos ten wzmocnił dr Sebastian Stykowski z Biura Rzecznika Praw Lekarza Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. Choć – jak podkreślił – samo zaostrzenie przepisów jest ważne, to „nawet najbardziej surowy przepis, najbardziej doprecyzowany, nie zastąpi myślenia i mądrego stosowania tych przepisów”. Jego zdaniem kluczowe jest uświadamianie funkcjonariuszom publicznym, że lekarz – zgodnie z art. 44 ustawy o zawodach lekarza – może korzystać z ochrony przysługującej funkcjonariuszowi publicznemu, a organy ścigania mają obowiązek wszczynać postępowania z urzędu, nie czekając na zawiadomienie pokrzywdzonego. „Z mojej praktyki (…) wychodzi, że kompletnie prokuratorzy czy policjanci nie stosują tego przepisu”. Dlatego apelował, by równolegle z edukacją medyków prowadzić też szkolenia dla przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania.

Podkreślił również wagę edukacji młodych lekarzy – już na etapie stażu podyplomowego, jak zaznaczył, powinni oni uczyć się zarówno technik deeskalacji agresji, jak i świadomości swoich praw: „żeby ten lekarz w ogóle miał świadomość, jakie ma prawa i co może zrobić w danej sytuacji (…) i żeby miał poczucie, że jeżeli rozmowa zawiedzie, to stoi za nim właśnie prawo, stoją za nim organy ścigania”.

Agresja wobec medyków nie jest już jednostkowymi incydentami, lecz zjawiskiem społecznym, które wymaga konsekwentnych działań legislacyjnych, edukacyjnych i systemowych.

Źródło: Materiał powstał na podstawie posiedzenia Podkomisji stałej do spraw zdrowia psychicznego, które odbyło się 8 lipca 2025 r. Tematem posiedzenia było rozpatrzenie informacji na temat przeciwdziałania nasilającym się w społeczeństwie postawom i zachowaniom agresywnym wobec pracowników ochrony zdrowia – przedstawionych przez Ministra Zdrowia, Ministra Sprawiedliwości oraz Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji.