Medicalpress

Podczas posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii (10 czerwca 2026 r.), klinicyści oraz przedstawiciele pacjentów przedstawili obraz ścieżki diagnostycznej chorych na raka płuca w Polsce. Choć nowoczesna medycyna oferuje terapie, które zmieniają oblicze tej choroby, a od października ma w Polsce funkcjonować ogólnopolski program przesiewy z zastosowaniem NDTK, to systemowe opóźnienia i brak powszechnego dostępu do zaawansowanych badań predykcyjnych sprawiają, że wielu pacjentów traci i będzie nadal tracić szanse na optymalne leczenie, jeśli nic się nie zmieni.

Gdzie system i pacjent tracą czas?
Jednym z najbardziej wybrzmiewających punktów dyskusji był czas trwania diagnostyki. Prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, wskazał, że mediana czasu od pierwszego zgłoszenia się pacjenta do lekarza POZ do podjęcia decyzji o leczeniu wynosi obecnie ok. trzy miesiące.  Perspektywa organizacji pacjenckich jest jednak jeszcze bardziej alarmująca. Aleksandra Wilk, dyrektor sekcji raka płuca z Fundacji TO SIĘ LECZY określiła te trzy miesiące jako termin „bardzo optymistyczny”. Z jej doświadczeń w pracy z tysiącami chorych wynika, że realny czas od pierwszych objawów do rozpoznania wynosi od sześciu miesięcy do nawet roku. Pacjenci często miesiącami są leczeni na nawracające infekcje, nie otrzymując skierowania na badania obrazowe, a gdy już trafią do specjalisty, czekają kolejne tygodnie na opisy badań obrazowych czy wyniki histopatologii. „Dochodzi do absurdalnych sytuacji, w których 28-dniowa ważność badania tomografii komputerowej wygasa, zanim pacjent dotrze na biopsję, co zmusza go do powrotu na początek kolejki – podkreślała Aleksandra Wilk.

Poznanie biologii nowotworu przyniosło nowe możliwości leczenia

Prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, podkreślił, że w leczeniu raka płuca dokonał się cywilizacyjny przełom, który nie wynika z postępów w chemioterapii, radioterapii czy chirurgii, gdzie – jak zaznaczył „To leki immunokompetentne, czyli immunoterapia i leki ukierunkowane molekularnie, zmieniły świat naszych chorych”. Ekspert zaznaczył, że fundamentem sukcesu jest ścisła współpraca z patomorfologiem, który musi otrzymać materiał wysokiej jakości, by postawić konkretne rozpoznanie, na podstawie którego diagności genetyczni wykonają badania molekularne – predykcyjne. Niestety, mimo że sekwencjonowanie następnej generacji (NGS) jest od lat uznawane za podstawową metodę diagnostyki genetycznej w raku płuca, to stosowana jest u mniej niż 50% chorych w Polsce.

Pacjenci bez badań genetycznych to wciąż polska rzeczywistość
Dane przedstawione przez prof. Artura Kowalika, Kierownika Zakładu Diagnostyki Molekularnej w Świętokrzyskim Centrum Onkologii, obnażają skalę niewydolności systemu. W 2024 roku ponad jednej trzeciej chorych (ok. 42%) z niedrobnokomórkowym rakiem płuca nie zaproponowano żadnych badań genetycznych. Tylko 35% pacjentów miało wykonane badanie metodą NGS. Ekspert ostrzegł, że sytuacja nie ulegnie poprawie, jeśli pacjenci nie będą trafiać do ośrodków, które są w stanie zaoferować im pełną i sprawną diagnostykę.

Uczestnicy dyskusji zwracali uwagę także na potrzebę dostępu do kompleksowego profilowania genomowego (CGP NGS) oraz tzw. płynnej biopsji. Testy jednogenowe zużywają szybko materiał tkankowy, który często nie starcza na kolejne badania genetyczne „W przypadku braku tkanki moglibyśmy wykonywać zaawansowane badania genetyczne metodą płynnej biopsji, ale nie ma obecnie refundacji takiego świadczenia, dlatego od dłuższego już czasu apelujemy o jego wprowadzenie. Mógłby powstać analogiczny produkt do tego wdrożonego w ubiegłym roku dla nowotworów BRCA-zależnych”. – wskazywał dr Andrzej Tysarowski, konsultant wojewódzki w dziedzinie diagnostyki genetycznej. Zapotrzebowanie na takie badania szacowane jest na ok. 2000 rocznie.

CGP to najbardziej zaawansowany test genetyczny, który pozwala ocenić cały profil molekularny raka płuca, identyfikując nawet kilkaset mutacji jednocześnie. Skuteczność takiego panelu jest o około 30% wyższa w porównaniu do małych paneli NGS i pozwala zidentyfikować rzadkie zmiany genetyczne, które kwalifikują pacjentów do innowacyjnych badań klinicznych. Zamiast wykonywać testy sekwencyjnie (jeden po drugim), co zużywa cenny materiał tkankowy i zabiera czas – CGP daje pełen obraz przy jednej analizie. Nie jest to rozwiązanie, które ma być stosowane powszechnie, ale powinno być dostępne dla wybranej grupy pacjentów, zwłaszcza w zaawansowanych stadiach nowotworu. Eksperci szacują, że zapotrzebowanie na takie badania wynosi ok. 3000 rocznie.

Istotnym elementem skrócania czasu diagnostyki oprócz niepotrzebnej kaskadowości badań jest konieczność wdrożenia standardu zlecania jednoczasowego (warunkowego) skierowania na badania genetyczne.

Dr Piotr Wiśniewski z Polskiego Towarzystwa Patologów wskazał, że ta luka organizacyjna marnuje czas patomorfologa. Obecny system zmusza patomorfologów do wykonywania tej samej pracy dwukrotnie. Patomorfolog najpierw analizuje preparaty, aby postawić rozpoznanie histopatologiczne. Jeśli skierowanie na badania genetyczne dociera dopiero później, lekarz patomorfolog musi po kilku dniach wrócić do tych samych preparatów, wyszukać je w archiwum i ponownie ocenić, który z nich jest najlepszy do dalszej diagnostyki molekularnej. Można powiedzieć, że de facto materiał ponownie przechodzi przez proces diagnostyczny, co generuje ogromną stratę czasu, dla pacjenta który oczekuje na wdrożenie leczenia. Dr Wiśniewski zwrócił też uwagę, że w wielu ośrodkach nie wykonuje się badań immunohistochemicznych (takich jak PD-L1) z powodu braku ich odrębnego finansowania.

Sytuację potwierdziła Aleksandra Wilk, która przytaczała indywidualne przykłady pacjentów, którym pomaga przejść przez system diagnostyki i leczenia. Miejsce zamieszkania nadal ma znaczenie, czy i jakie badania chory będzie miał wykonane. „Kluczowe znaczenie przy kwalifikacji pacjenta do programu lekowego ma fakt, czy miał on wykonane badania statusu ekspresji białka PD-L1 oraz badania genetyczne. Niestety wiele z nich nie ma odrębnej wyceny i część ośrodków ich nie zleca, bo nie chce brać kosztów na siebie. – mówiła Aleksandra Wilk. Pacjenci często krążą od ośrodka do ośrodka, sami przewożą bloczki parafinowe, wykonują badania prywatnie. Traci się wówczas cenny czas, a wiele możliwości skutecznego leczenia „ucieka” bezpowrotnie.

Podsumowując spotkanie, uczestnicy apelowali o sprawne wdrożenie ogólnopolskiego programu przesiewowego Niskodawkowej Tomografii Komputerowej (NDTK) dla grup ryzyka, który ma ruszyć 1 października 2026 r. oraz Lung Cancer Unitów (zespołów kompetencji), które jako jedyne mogą zagwarantować, że pacjent nie zgubi się w systemie i otrzyma optymalną diagnostykę i leczenie oparte na aktualnych wytycznych. Prof. Maciej Krzakowski, przywołał badania z USA, które udowodniły, że kompleksowe leczenie w unitach narządowych daje o 20 punktów procentowych lepsze wyniki przeżyć niż leczenie rozproszone. Jak wskazywał, argumentów za wprowadzeniem Lung Cancer Units jest więcej. Po pierwsze przyspieszenie ścieżki diagnostycznej pacjentów, realizacja świadczeń według wytycznych postępowania diagnostyczno-terapeutycznego, podstawą leczenia są MDT zespoły wielodyscyplinarne, optymalne wykorzystanie możliwości leczenia skojarzonego, monitorowanie jakości leczenia oraz lepsza opieka po leczeniu, w tym rehabilitacja (fizyczna, psychiczna i społeczna).

Nowoczesna torakochirurgia i leczenie okołooperacyjne zwiększają szanse na całkowite wyleczenie

Choć leczenie operacyjne dotyczy jedynie części chorych, to właśnie pacjenci kwalifikujący się do zabiegu mają największe szanse na wieloletnie przeżycie i wyleczenie. Dzięki rozwojowi leczenia okołooperacyjnego coraz więcej osób z bardziej zaawansowaną chorobą może dziś zostać zakwalifikowanych do operacji, a wyniki leczenia są coraz lepsze. Eksperci podkreślali jednak, że nowoczesna torakochirurgia wymaga odpowiednich inwestycji. W ostatnich latach polskie ośrodki bardzo dynamicznie rozwinęły techniki małoinwazyjne i robotyczne, które pozwalają ograniczać uraz operacyjny, skracać hospitalizację i przyspieszać powrót pacjentów do aktywności. To kierunek, od którego światowa chirurgia już nie odchodzi.

Jednocześnie środowisko torakochirurgów wyraża obawy związane z planowanymi zmianami w finansowaniu procedur. Ograniczanie wyceny leczenia operacyjnego mogłoby utrudnić dalszy rozwój nowoczesnych metod chirurgicznych, mimo że to właśnie operacja pozostaje najskuteczniejszą metodą leczenia raka płuca u pacjentów z chorobą wykrytą na odpowiednim etapie.

Prof. Paweł Rybojad, prezes elekt Krajowej Rady Torakochirurgów, z Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów, zwracał uwagę, że polska torakochirurgia od lat rozwija nowoczesne techniki małoinwazyjne, mimo że ich finansowanie nie nadąża za postępem medycyny. „Tak jak torakochirurdzy rozwinęli techniki małoinwazyjne, to myślę, że moglibyśmy się chwalić tym na całym świecie, jak szybko te techniki zostały wprowadzone w Polsce. Zostało to osiągnięte dzięki zaangażowaniu torakochirurgów, mimo że technologia ta nie została lepiej wyceniona i jest finansowana tak samo jak klasyczne operacje, choć jest od nich znacznie droższa.”

Ekspert podkreślał również, że podobna sytuacja dotyczy chirurgii robotowej, która w wielu krajach staje się standardem leczenia wybranych pacjentów z rakiem płuca. Niestety, obecnie zabiegi w torakochirurgii wykonywane w asyscie robotów nie posiadają odrębnego finansowania, mimo że wymagają kosztownego sprzętu i są naturalnym kierunkiem rozwoju nowoczesnej chirurgii klatki piersiowej. Zdaniem ekspertów dalszy rozwój tej technologii powinien być wspierany przez system, a nie hamowany przez bariery finansowe.

Podczas posiedzenia zwracano również uwagę na problemy kadrowe. Średni wiek torakochirurgów w Polsce stale rośnie, a liczba lekarzy rozpoczynających specjalizację pozostaje niewystarczająca. Bez działań wspierających rozwój tej dziedziny w kolejnych latach może zabraknąć specjalistów wykonujących najbardziej skomplikowane operacje klatki piersiowej.

Tomasz Kuleta z Ministerstwa Zdrowia wskazywał, iż Polska będzie czwartym krajem w Europie wdrażającym programu przesiewowego Niskodawkowej Tomografii Komputerowej (NDTK) dla grup ryzyka, co ma pozwolić na wykrywanie nowotworu na etapie, gdy jest on jeszcze operacyjny.  Zapowiedział także, że projekt rozporządzenia dot. Centrów Kompetencji Raka Płuca tzw.  Lung Cancer Unitów (LCU) ma zostać skierowany do konsultacji publicznych w trzecim kwartale 2026 roku. Lung Cancer Unity mają zapewnić kompleksową opiekę (diagnostykę, leczenie, rehabilitację). Ministerstwo Zdrowia nie przedstawiło informacji dot. terminów i zaawansowania prac nad innymi wskazywanymi przez ekspertów problemami.

 
żródło: Sejm RP, TSL
Rak płuca wciąż pozostaje jednym z największych wyzwań zdrowotnych w Polsce. Każdego roku diagnozę słyszy ponad 21 tys. osób, a niemal tyle samo – ponad 22 tys. – umiera z powodu tej choroby. Eksperci nie mają wątpliwości: głównym problemem pozostaje zbyt późne wykrywanie nowotworu, przez co wielu pacjentów trafia do leczenia w stadium zaawansowanym, kiedy możliwości radykalnej terapii są ograniczone, a szanse na wyleczenie znikome. To właśnie dlatego coraz więcej nadziei wiąże się z planowanym od października ogólnopolskim programem badań przesiewowych z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK). Zdaniem ekspertów może on stać się jednym z najważniejszych narzędzi zmieniających sytuację pacjentów z rakiem płuca w Polsce – nie tylko ratując życie, ale również ograniczając koszty leczenia ponoszone przez system ochrony zdrowia.
Podczas konferencji prasowej w Sejmie RP, zorganizowanej tuż przed Światowym Dniem bez Tytoniu przez wicemarszałek Monikę Wielichowską we współpracy z Fundacją TO SIĘ LECZY i Polską Grupą Raka Płuca, eksperci, lekarze, parlamentarzyści i organizacje pacjenckie przekonywali, że Polska stoi dziś przed szansą na prawdziwy przełom.

– Jedną z największych tragedii zdrowotnych w Polsce pozostaje rak płuca. Spotykamy się tuż przed Światowym Dniem bez Tytoniu, ale także w Roku Profilaktyki Zdrowotnej, co przypomina, że zdrowie zaczyna się znacznie wcześniej – od świadomości, profilaktyki i szybkiej reakcji. A profilaktyka nie zaczyna się wyłącznie w gabinecie lekarskim, ale zależy od codziennych wyborów: tego, co mamy na talerzu, czy jesteśmy aktywni, czy dbamy o sen, szczepienia i wczesną diagnostykę – mówiła Monika Wielichowska, wicemarszałek Sejmu.

– Rak płuca każdego roku dotyka ponad 21 tys. osób, a 22 tys. umiera z tego powodu. Za tymi liczbami stoją ludzie, rodziny i niedokończone historie. Największym problemem pozostaje zbyt późna diagnoza – wielu pacjentów trafia do lekarza dopiero wtedy, gdy możliwości leczenia są już bardzo ograniczone, choć wiemy, że wcześniej wykryty rak płuca może być skutecznie leczony. – podkreślała Wicemarszałek.

Październik może zmienić wszystko
Eksperci od lat podkreślają, że w raku płuca kluczowy jest czas. Im wcześniej wykryta choroba, tym większa szansa na leczenie radykalne, czyli całkowite usunięcie nowotworu lub trwałe opanowanie choroby. Dlatego tak duże znaczenie przypisuje się programowi badań przesiewowych z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej. Program ma być skierowany do osób z grup ryzyka – przede wszystkim wieloletnich palaczy oraz osób, które rzuciły palenie. W kontekście planowanego programu eksperci przypominali, że Polska nie startuje od zera – doświadczenia z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej były już budowane w ramach wcześniejszych pilotaży regionalnych i ogólnopolskich.

Jak podkreślał prof. Tadeusz Orłowski, wiceprezes Polskiej Grupy Raka Płuca, dziś kluczowe jest przejście od pilotażu do rozwiązania systemowego. – Profilaktyka wtórna jest równie ważna jak pierwotna, czyli badania przesiewowe z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej. Programy tego typu realizowane są w Polsce od blisko 20 lat, choć dotąd miały charakter pilotażowy – zaczynały się regionalnie, m.in. w Szczecinie, Gdańsku, Warszawie czy Poznaniu, a w ostatnich latach prowadzono już dwa duże programy ogólnopolskie. Badania kierowane są do osób z grup ryzyka – przede wszystkim palaczy z odpowiednią liczbą tzw. paczkolat oraz osób po 55. roku życia z innymi czynnikami ryzyka. Wykonanie niskodawkowej tomografii komputerowej daje szansę na wykrycie raka płuca na wczesnym etapie, co ma ogromne znaczenie. Wśród kobiet śmiertelność może zostać ograniczona nawet o 40 proc., a wśród mężczyzn o ponad 20 proc., więc naprawdę jest o co walczyć.

To właśnie liczby mają przemawiać najmocniej. Z danych prezentowanych podczas konferencji wynika, że rocznie rak płuca rozpoznawany jest u ponad 21 tys. osób, z chorobą żyje ok. 53 tys. pacjentów (ok. 150 tys. osób z rakiem prostaty, prawie 240 tys. z rakiem piersi i ponad 120 tys. z rakiem jelita grubego), a koszty leczenia sięgają ok. 3 mld zł rocznie. Dla porównania – szacowany koszt programu badań przesiewowych z wykorzystaniem NDTK wynosi tylko ok. 50 mln zł rocznie. Zdaniem ekspertów oznacza to, że inwestycja w profilaktykę może przełożyć się nie tylko na tysiące uratowanych istnień, ale również na bardziej racjonalne wydatkowanie środków publicznych.

– Mamy nadzieję, że od października program badań przesiewowych zostanie włączony na stałe do koszyka świadczeń NFZ. To ważne nie tylko z punktu widzenia ludzkiego życia, ale również ekonomii systemu ochrony zdrowia. Wcześnie wykryty rak płuca często wymaga jednorazowego leczenia operacyjnego i daje choremu dużą szansę na zdrowie, podczas gdy pacjent z rozpoznaniem objawowym wymaga nowoczesnych terapii, które mogą kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. – podkreślał prof. Tadeusz Orłowski.

Podobnie sytuację ocenia Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji To Się Leczy, która na co dzień wspiera pacjentów szukających pomocy po diagnozie. – Na co dzień spotykam się z pacjentami, którzy zwracają się do Fundacji z prośbą o pomoc i wsparcie. Widzimy te liczby bardzo wyraźnie – ponad 22 tysiące zgonów rocznie, praktycznie tyle, ile osób choruje, tyle umiera. Rak płuca pozostaje główną przyczyną zgonów nowotworowych, zarówno wśród mężczyzn, jak i – co może zaskakiwać – również wśród kobiet, wyprzedzając raka piersi – mówiła.

Jak zaznaczała, uruchomienie programu NDTK może stać się realnym punktem zwrotnym. – Aby temu przeciwdziałać, niezbędne jest wczesne wykrywanie raka płuca. Program badań z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej daje szansę na zastosowanie leczenia radykalnego i/lub okołooperacyjnego, a nawet całkowite wyleczenie chorych. Dysponujemy dziś nie tylko możliwościami chirurgicznymi, ale również leczeniem okołooperacyjnym i nowoczesnymi, innowacyjnymi terapiami, które zwiększają szanse pacjentów – podkreślała Aleksandra Wilk.

Wczesne wykrycie to dziś coś więcej niż operacja
Jeszcze kilka lat temu rozpoznanie raka płuca na wczesnym etapie oznaczało przede wszystkim możliwość operacji. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Eksperci podkreślają, że rozwój leczenia okołooperacyjnego sprawił, iż pacjenci zdiagnozowani odpowiednio wcześnie mogą liczyć na znacznie większe szanse trwałego wyleczenia niż jeszcze dekadę temu.

Jak tłumaczył prof. Damian Tworek z Kliniki Nowotworów Klatki Piersiowej Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc, program badań przesiewowych nie jest jedynie sposobem na wcześniejsze postawienie diagnozy – to narzędzie pozwalające wykorzystać pełen potencjał współczesnej medycyny. – Liczba 21 tysięcy symbolizuje roczną liczbę zachorowań na raka płuca w Polsce. Wczesna diagnostyka, obejmująca m.in. program badań przesiewowych z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej klatki piersiowej, daje szansę, aby znaczną część spośród ponad 20 tys. nowo diagnozowanych pacjentów leczyć radykalnie, czyli z intencją całkowitego wyleczenia.

– Chirurgia pozostaje niezwykle ważnym elementem terapii, ale nie jest już jedyną samodzielną opcją leczenia. Obecnie dysponujemy nowoczesnymi metodami, takimi jak immunoterapia czy leczenie ukierunkowane molekularnie, które stosowane przed operacją lub po zabiegu mogą dodatkowo zwiększać szansę na całkowite wyleczenie u chorych z resekcyjnym rakiem płuca – wyjaśniał ekspert.

To właśnie dlatego – jak podkreślano podczas konferencji – czas rozpoznania choroby zaczyna mieć znaczenie większe niż kiedykolwiek wcześniej. Pacjent, którego nowotwór zostanie wykryty odpowiednio wcześnie, może dziś otrzymać leczenie wieloetapowe: chirurgię wspieraną nowoczesnymi terapiami, które zmniejszają ryzyko nawrotu i poprawiają rokowanie. – Właśnie dlatego tak istotna jest wczesna diagnostyka. Jeśli nowotwór zostanie wykryty na etapie umożliwiającym całkowite usunięcie zmiany, możemy dać pacjentowi realną szansę na trwałe wyleczenie. Trzeba jednak pamiętać, że diagnostyka to nie tylko badania obrazowe – aby wdrożyć nowoczesne leczenie okołooperacyjne, potrzebujemy wcześniejszego rozpoznania histopatologicznego. – zaznaczał prof. Tworek.

Tomografia to dopiero początek. Bez diagnostyki molekularnej pacjent może stracić szansę na leczenie
Eksperci zwracali uwagę, że wykrycie zmiany w tomografii komputerowej nie kończy procesu diagnostycznego. Wręcz przeciwnie – to dopiero początek drogi, która musi przebiegać szybko, sprawnie i kompleksowo. Jak przypominał prof. Tworek, obok badań obrazowych konieczne są procedury pozwalające pobrać materiał do oceny histopatologicznej i molekularnej. – To zadanie dla pulmonologów i torakochirurgów wykonujących bronchoskopie, badania EBUS czy biopsje przezklatkowe. Równie ważna jest diagnostyka predykcyjna – ocena ekspresji PD-L1 i badania w kierunku zaburzeń genetycznych, które pozwalają właściwie kwalifikować pacjentów do nowoczesnych metod leczenia okołooperacyjnego.

To właśnie ten etap – zdaniem specjalistów – wciąż pozostaje jednym z najsłabszych ogniw polskiego systemu. Dr Andrzej Tysarowski, konsultant wojewódzki w dziedzinie diagnostyki genetycznej i kierownik Zakładu Diagnostyki Genetycznej i Genomiki Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA, podkreślał, że nowoczesne leczenie raka płuca nie może istnieć bez nowoczesnej diagnostyki. – Laboratoryjna genetyka medyczna stanowi dziś podstawę diagnostyki prowadzącej do medycyny personalizowanej, czyli nowoczesnego leczenia – zarówno terapii celowanych, jak i immunoterapii. Badania genetyczne są niezmiernie ważne nie tylko w raku płuca, ale również w wielu innych nowotworach. W przypadku raka płuca ich znaczenie jest szczególne, ponieważ choroba bardzo często rozpoznawana jest już w stadium zaawansowanym, kiedy nie ma czasu na długą diagnostykę i musi ona zostać przeprowadzona szybko, sprawnie oraz możliwie szeroko.

Właściwe oznaczenie czynników predykcyjnych – zarówno patomorfologicznych, jak i genetycznych – daje pacjentom dostęp do nowoczesnych terapii. W raku płuca możliwości leczenia jest dziś bardzo dużo i można powiedzieć, że praktycznie co drugi pacjent może skorzystać z innowacyjnego leczenia, czy to immunoterapii, czy terapii celowanych. Aby jednak było to możliwe, konieczna jest zaawansowana diagnostyka genetyczna, a dostęp do niej w Polsce nadal pozostaje ograniczony. – podkreślał dr Andrzej Tysarowski.

Problem jest tym bardziej istotny, że obecnie badania metodą NGS (sekwencjonowanie następnej generacji), umożliwiające jednoczesną ocenę wielu zmian genetycznych, obejmują zaledwie ok. 30 proc. rzeczywistych potrzeb diagnostycznych w raku płuca. W praktyce oznacza to, że ponad 70 proc. pacjentów może nie mieć dostępu do pełnej diagnostyki umożliwiającej właściwy dobór leczenia. Nawet w ramach obecnego finansowania zbyt rzadko wykonywane są badania panelowe NGS, czyli sekwencjonowanie następnej generacji, pozwalające jednoczasowo wykrywać wiele czynników predykcyjnych w raku płuca. Dlatego apeluję do onkologów, aby badania genetyczne zlecali równolegle z badaniami patomorfologicznymi, w ramach tzw. skierowań jednoczasowych, warunkowych – mówił ekspert.

Płynna biopsja – badanie, które mogłoby skrócić drogę do leczenia
Jednym z ważnych tematów dyskusji była płynna biopsja – technologia, która pozwala wykonywać badania genetyczne z próbki krwi, bez konieczności pobierania tkanki nowotworowej. Problem dotyczy dużej grupy pacjentów z rakiem płuca. U części chorych materiał tkankowy jest niedostępny lub niewystarczający do wykonania pełnej diagnostyki molekularnej. W praktyce oznacza to często konieczność kolejnych hospitalizacji albo powtarzania procedur inwazyjnych, a czasem, co najgorsze brak wykonania badań genetycznych w ogóle.

Jak podkreślał dr Tysarowski, finansowanie płynnej biopsji mogłoby znacząco skrócić czas diagnostyki. – Apeluję również do Ministerstwa Zdrowia o dopuszczenie do finansowania zaawansowanych badań genetycznych z zakresu płynnej biopsji. To technologia, która umożliwia wykonanie diagnostyki u pacjentów, u których nie ma dostępnej tkanki nowotworowej – a dotyczy to około 30 proc. chorych na raka płuca. W takich przypadkach wystarczy pobrać krew, by wykonać badania genetyczne, jednak obecnie rozwiązanie to nie jest finansowane.

Zdaniem ekspertów system powinien iść jeszcze dalej – Potrzebujemy również dostępu do kompleksowego profilowania genomowego (CGP NGS), które pozwala jednoczasowo określić pełne spektrum zmian genetycznych kwalifikujących do terapii celowanych, immunoterapii oraz oceny innych istotnych aspektów leczenia, takich jak metabolizm leków czy choroby współistniejące. Dzięki temu proces diagnostyczny u pacjentów mógłby być w pełni wykorzystany – podkreślał dr Andrzej Tysarowski. Pozwoliłoby to zoptymalizować zarówno kwalifikację do skutecznego leczenia oraz koszty innowacyjnych terapii (obecnie często podaje się leczenie, bez niezbędnych badań predykcyjnych, nie mając pewności czy pacjent odpowie na terapię, a koszty tego leczenia są olbrzymie).

Eksperci nie mają wątpliwości, że bez uporządkowania diagnostyki – w tym finansowania badań patomorfologicznych, oznaczeń PD-L1, badań immunohistochemicznych i genetycznych – nawet najlepiej zaprojektowany program badań przesiewowych nie wykorzysta swojego pełnego potencjału. Wczesne wykrycie ma sens tylko wtedy, gdy za nim natychmiast podąża szybka i dobrze skoordynowana ścieżka diagnostyczno-terapeutyczna.

Nowe uzależnienia, stare konsekwencje
Eksperci zwracali również uwagę, że problem nie ogranicza się dziś wyłącznie do tradycyjnych papierosów, choć to one odpowiadają za prawie 90% zachorowań na raka płuca. Rosnące znaczenie mają nowe wyroby nikotynowe i e-papierosy, szczególnie popularne wśród młodzieży. Jak przypominał prof. Paweł Koczkodaj z Narodowego Instytutu Onkologii, Światowa Organizacja Zdrowia alarmuje, że w regionie europejskim WHO ponad 4,2 mln nastolatków w wieku 13–15 lat używa e-papierosów. W Polsce – według danych z badania Global Youth Tobacco Survey – dotyczy to ponad 23 proc. dziewcząt i ponad 21 proc. chłopców w tej grupie wiekowej. – To szczególnie niepokojące, ponieważ młodzież korzystająca z nowych wyrobów nikotynowych jest około trzykrotnie bardziej narażona na używanie tytoniu w dorosłym życiu. Chciałbym, żeby wybrzmiało to szczególnie mocno przy okazji Światowego Dnia bez Tytoniu – uzależnienie od nikotyny jest chorobą, sklasyfikowaną w ICD, a więc schorzeniem, które można i trzeba leczyć.

Jednocześnie specjaliści podkreślali, że osoby chcące zerwać z uzależnieniem nie są pozostawione same sobie. W Polsce od niemal trzech dekad działa Ogólnopolska Telefoniczna Poradnia Pomocy Palącym przy Narodowym Instytucie Onkologii. – Pod numerem 801 108 108 można uzyskać wsparcie i informacje, jak wyjść z choroby nikotynizmu, rzucić palenie i ograniczyć używanie nowych wyrobów nikotynowych. To pomoc dostępna dla każdego i warto z niej korzystać – przypominał prof. Koczkodaj.

Krótsza droga pacjenta do leczenia
Program badań przesiewowych będzie przełomem, ale nie przyniesie spektakularnych efektów, jeśli pacjent po wykryciu zmiany nadal będzie trafiał do systemu, w którym diagnostyka trwa tygodniami lub miesiącami. Dlatego równie ważnym elementem zmian mają być Lung Cancer Units – wyspecjalizowane ośrodki kompleksowej opieki nad pacjentami z rakiem płuca.

Jak podkreślała Aleksandra Wilk, dziś wydłużona ścieżka diagnostyczna nadal pozostaje jednym z głównych problemów systemowych. – Jako Fundacja współpracujemy z towarzystwami naukowymi – Polską Grupą Raka Płuca, Polskim Towarzystwem Onkologicznym i Polskim Towarzystwem Onkologii Klinicznej – po to, aby zmieniać system ochrony zdrowia i poprawiać opiekę nad pacjentami z rakiem płuca w Polsce. Czekamy zarówno na wdrożenie od 1 października programu niskodawkowej tomografii komputerowej, jak i na Lung Cancer Units, czyli wyspecjalizowane ośrodki, które przyspieszą ścieżkę diagnostyczną pacjentów. Dziś jej wydłużenie często oznacza utratę szansy na radykalne leczenie.

Dlatego uruchomienie ogólnopolskiego programu badań przesiewowych oraz wyspecjalizowanych ośrodków kompetencji LCU będzie miało znaczenie nie tylko kliniczne, ale także organizacyjne i ekonomiczne. – Jeśli Polska wprowadzi program w tym roku, będziemy czwartym krajem w Europie i ósmym na świecie, który realizuje takie rozwiązanie. To ogromny postęp po blisko 20 latach działań pilotażowych i szansa na realne korzyści – przede wszystkim dla pacjentów i ich rodzin, ale także dla budżetu państwa oraz całego systemu ochrony zdrowia – zaznaczała Aleksandra Wilk.
 
W 29 maja Ministerstwo Zdrowia oficjalnie potwierdziło wdrożenie ogólnopolskiego programu przesiewowego w raku płuca od października 2026 roku.
 
Program skierowany jest do kobiet i mężczyzn w wieku 55 -74 lata, którzy są lub byli aktywnymi palaczami tytoniu – z konsumpcją tytoniu większą lub równą 20 paczkolat, z okresem abstynencji tytoniowej nie dłuższym niż 15 lat, co odpowiada grupie o najwyższym ryzyku zachorowania. Wskazanie zdefiniowanej populacji docelowej zwiększa efektywność kosztową i maksymalizuje korzyści zdrowotne. Świadczenie trafi do tych pacjentów, którzy rzeczywiście odniosą z niego największą korzyść.

Program realizowany będzie w wyspecjalizowanych ośrodkach spełniających określone kryteria kadrowe i techniczne. W zależności od wyniku badania pacjent otrzyma zalecenia co do dalszego postepowania i ewentualnie skierowania na dalszą diagnostykę i leczenie. Wszyscy aktywni palacze tytoniu zostaną objęci interwencją antynikotynową ze wskazaniem możliwości podjęcia leczenia uzależnienia od tytoniu.

Zakłada się, że wprowadzenie programu przesiewowego z wykorzystaniem NDTK doprowadzi do zwiększenia odsetka pacjentów, u których stosuje się leczenie radykalne, co w dłuższym okresie może doprowadzić do poprawy wskaźnika 5-letnich przeżyć w tej grupie chorych i zmniejszenie umieralności na raka płuca. Warunki włączenia do programu oraz sposób realizacji badania jest spójny z programami realizowanymi w Europie. Polska jako kolejny kraj, po Chorwacji, Czechach i Niemczech, wprowadza program profilaktyczny do ogólnokrajowego systemu ochrony zdrowia, wyznaczając europejski i światowy standard profilaktyki raka płuca. Dzięki wprowadzeniu badania NDTK do wykazu świadczeń gwarantowanych MZ realizuje kolejne cele wskazane w Narodowej Strategii Onkologicznej 2020–2030.

 
 źródło: Fundacja TSL, MZ, redakcja
Jak podkreśla prof. Dariusz M. Kowalski, Sekretarz Generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, zmiany zachodzące w leczeniu raka płuca w ostatnich latach mają charakter fundamentalny – Około 20 lat temu rozpoczęła się rewolucja w leczeniu raka płuca. Dziś potrafimy leczyć chorych tak efektywnie, że żyją z nowotworem w stadium zaawansowanym powyżej pięciu lat. To nie jest jeszcze wyleczenie, ale w wielu przypadkach choroba staje się chorobą przewlekłą. I dodaje – Polska Grupa Raka Płuca od lat aktywnie zabiega o poprawę dostępu do nowoczesnego leczenia w Polsce – poprzez przygotowywanie analiz, opiniowanie rozwiązań systemowych oraz konsekwentny dialog z decydentami. Dzisiejsze decyzje refundacyjne są jednym z efektów tego procesu i potwierdzają, że głos środowiska eksperckiego, oparty na danych klinicznych i realnych potrzebach pacjentów, ma istotne znaczenie w kształtowaniu systemu ochrony zdrowia. Jednocześnie traktujemy je jako kolejny etap działań, a nie ich zakończenie.
Kwietniowa lista refundacyjna Ministerstwa Zdrowia przynosi istotne zmiany w leczeniu raka płuca. Wśród nowych decyzji znalazło się pięć terapii obejmujących zarówno niedrobnokomórkowego, jak i drobnokomórkowego raka płuca. To kolejny krok w kierunku poszerzania dostępu do leczenia dopasowanego do biologii nowotworu oraz indywidualnej sytuacji klinicznej pacjenta. Jednocześnie aktualizacja listy uwidacznia obszary, w których potrzeby kliniczne pozostają niezaspokojone, szczególnie w kontekście rzadkich zaburzeń molekularnych oraz leczenia drobnokomórkowego raka płuca.
 
Wśród nowych terapii refundowanych w programie lekowym B.6 znalazł się serplulimab stosowany w pierwszej linii leczenia drobnokomórkowego raka płuca (DRP) w stadium rozsianym, w skojarzeniu z karboplatyną i etopozydem. Wprowadzenie kolejnego inhibitora punktów kontrolnych w tej populacji ma istotne znaczenie kliniczne, ponieważ drobnokomórkowy rak płuca przez wiele lat pozostawał obszarem o bardzo ograniczonych możliwościach terapeutycznych. – To są kolejne strategie, które realnie zmieniają rokowanie chorych w tej grupie – zaznacza prof. Kowalski, wskazując na znaczenie immunoterapii w pierwszej linii leczenia.

Istotną zmianą w leczeniu jest także rozszerzenie zastosowania atezolizumabu w pierwszej linii leczenia niedrobnokomórkowego raka płuca u pacjentów, którzy nie kwalifikują się do chemioterapii opartej na pochodnych platyny. Jest to zmiana szczególnie istotna z klinicznego punktu widzenia. – To grupa chorych bardzo wymagająca – często obciążona dodatkowymi chorobami współistniejącymi, z ograniczonymi możliwościami zastosowania standardowej chemioterapii. Do tej pory nasze możliwości terapeutyczne były w tej populacji ograniczone. Wprowadzenie immunoterapii daje realną szansę na leczenie aktywne także u tych pacjentów i stanowi istotne uzupełnienie dostępnych strategii. – komentuje prof. Dariusz M. Kowalski.

Kolejne decyzje refundacyjne dotyczą terapii ukierunkowanych molekularnie. Wprowadzenie amiwantamabu w skojarzeniu z karboplatyną i pemetreksedem dla chorych z insercjami w eksonie 20 genu EGFR odpowiada na potrzeby pacjentów z rzadkim, ale klinicznie wymagającym wariantem patogennym. Dotychczasowe możliwości leczenia tej grupy były ograniczone, a skuteczność standardowej chemioterapii pozostawała bardzo niezadowalająca.  – Największym wyzwaniem pozostają rzadkie warianty molekularne, dla których możliwości leczenia dopiero się pojawiają lub wciąż są ograniczone. – wskazuje prof. Kowalski.

Znaczącą zmianą jest także refundacja schematu amiwantamab w skojarzeniu z lazertynibem w pierwszej linii leczenia pacjentów z najczęstszymi mutacjami aktywującymi w genie EGFR. Terapia ta stanowi alternatywę dla dotychczasowego standardu leczenia opartego na inhibitorach trzeciej generacji i odpowiada na problem narastającej oporności, w tym związanej z aktywacją szlaku MET. – Obecnie dysponujemy dziś bardzo dobrym programem lekowym w raku płuca, obejmującym kolejne linie leczenia i różne mechanizmy działania leków – podkreśla ekspert, wskazując na rosnące możliwości personalizacji terapii.

Na liście znalazła się również terapia enkorafenibem w skojarzeniu z binimetynibem dla chorych z mutacją V600E w genie BRAF. Choć jest to stosunkowo rzadka populacja pacjentów, jej znaczenie kliniczne jest duże, ponieważ obecność tej mutacji wiąże się z gorszym rokowaniem i ograniczoną skutecznością klasycznych metod leczenia. Wprowadzenie terapii celowanej pozwala na bardzo wyraźną poprawę odsetka odpowiedzi oraz znamienne wydłużenie czasu przeżycia całkowitego. – To pokazuje, że system stopniowo obejmuje również mniej liczne grupy chorych, choć w tym obszarze nadal pozostają pewne braki. – zaznacza prof. Kowalski.

Postęp jest znaczący. Gdzie nadal pozostają luki?
Pomimo wyraźnego rozszerzenia dostępu do terapii, aktualna lista refundacyjna nie obejmuje wszystkich istotnych klinicznie wskazań. Najbardziej widoczne luki dotyczą rzadkich, ale dobrze zdefiniowanych zaburzeń molekularnych, dla których dostępne są już skuteczne terapie zarejestrowane w Europie i Stanach Zjednoczonych.

Największym wyzwaniem pozostają warianty patogenne o niskiej częstości występowania. W dalszym ciągu w systemie brakuje dostępu do terapii ukierunkowanych dedykowanych chorym z rearanżacjami w genie RET, takich jak selperkatynib i pralsetynib, które wykazują wysoką skuteczność i korzystny profil bezpieczeństwa. Podobna sytuacja dotyczy mutacji MET exon 14, gdzie dostępne są terapie – kapmatynib i tepotynib.

Bardzo ważnym elementem układanki w leczeniu ukierunkowanym molekularnie jest zapewnienie możliwości leczenia po pojawieniu się progresji choroby. W przypadku chorych leczonych ozymertynibem w 1 linii leczenia i progresją choroby, optymalnym schematem jest połączenie amiwantamabu z chemioterapią – niestety jest to technologia jeszcze niedostępna w naszym programie lekowym i należy to podkreślić wyjątkowo oczekiwana przez onkologów i chorych.

Istotnym obszarem wymagającym dalszych zmian pozostaje również leczenie drobnokomórkowego raka płuca. Mimo postępu w pierwszej linii leczenia choroby rozsianej, nadal brakuje refundacji durwalumabu w terapii konsolidującej po radykalnej jednoczasowej radiochemioterapii w ograniczonej postaci choroby. Jak podkreśla prof. Kowalski znaczenie tej terapii zostało jasno potwierdzone w badaniach klinicznych. – Badanie III fazy ADRIATIC wykazało istotną poprawę przeżycia całkowitego oraz czasu wolnego od progresji przy zastosowaniu durwalumabu w tym wskazaniu. Wprowadzenie tej immunoterapii byłoby pierwszym od wielu lat przełomem w leczeniu tej grupy pacjentów. Terapia ta została również wskazana jako jedna z najważniejszych niezaspokojonych potrzeb klinicznych w zestawieniu TOP 10 ONKO 2026 opracowywanym przez Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej, zajmując czwarte miejsce.

Nowe technologie na horyzoncie. TLI jako zapowiedź zmian
W kontekście dalszego rozwoju dostępu do leczenia szczególne znaczenie ma wykaz technologii lekowych o wysokim poziomie innowacyjności (TLI), przygotowywany przez Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.

– W najnowszej edycji dokumentu znalazł się repotrektynib – inhibitor kinazy tyrozynowej nowej generacji dla chorych z niedrobnokomórkowym rakiem płuca z rearanżacją ROS1 – wskazuje prof. dr hab. n. med. Rodryg Ramlau, Prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.

Jak zaznacza ekspert, obecny program lekowy zapewnia dostęp do leczenia pierwszej linii w tej populacji chorych, jednak w praktyce klinicznej pojawia się potrzeba kolejnych opcji terapeutycznych. – Mamy dziś skuteczne leczenie w pierwszej linii, natomiast problemem pozostaje postępowanie po progresji choroby lub w sytuacji rozwoju oporności. – wskazuje prof. Ramlau. Repotrektynib jako lek o aktywności wobec mutacji oporności i dobrej penetracji do ośrodkowego układu nerwowego, odpowiada na tę potrzebę.

Uwzględnienie tej technologii w wykazie TLI można traktować jako sygnał potencjalnego kierunku przyszłych decyzji refundacyjnych. – To pokazuje, w jakim kierunku będzie rozwijał się system – w stronę coraz bardziej precyzyjnych terapii odpowiadających na konkretne, także rzadsze potrzeby kliniczne. – podsumowuje prof. Ramlau.

Kierunek zmian: coraz większa precyzja, ale nierówny dostęp
Obecny kształt programu lekowego B.6 pokazuje wyraźny postęp w kierunku medycyny personalizowanej. Coraz więcej decyzji refundacyjnych dotyczy ściśle określonych grup pacjentów, definiowanych na podstawie profilu molekularnego nowotworu. W praktyce oznacza to, że chorzy z najczęstszymi zaburzeniami molekularnymi – takimi jak mutacje w genie EGFR czy rearanżacje ALK – mają dziś dostęp do szerokiego wachlarza nowoczesnych terapii, obejmujących kolejne linie leczenia i różne strategie terapeutyczne.

Jak podkreśla prof. Rodryg Ramlau, jest to wyraźna zmiana jakościowa w leczeniu raka płuca w Polsce. – Mamy dziś sytuację, w której dla najczęstszych zaburzeń molekularnych jesteśmy w stanie zaoferować pacjentom leczenie zgodne ze współczesnymi standardami klinicznymi, obejmujące kolejne linie terapii i różne strategie postępowania.

Jednocześnie w systemie nadal pozostają obszary wymagające uzupełnienia. Dotyczy to przede wszystkim chorych z rzadszymi zaburzeniami molekularnymi, takimi jak rearanżacje RET czy mutacje MET exon 14, dla których dostępne terapie nie są jeszcze refundowane. Wciąż brakuje również dostępu do leczenia konsolidującego w ograniczonej postaci drobnokomórkowego raka płuca. – Rozwój medycyny personalizowanej jest faktem, ale jego pełne wdrożenie wymaga dalszego rozszerzania dostępu do terapii dla wszystkich klinicznie istotnych zaburzeń molekularnych, także tych rzadkich. Celem powinno być leczenie zgodne z aktualną wiedzą medyczną dla wszystkich pacjentów, niezależnie od częstości występowania danego wariantu. – zaznacza prof. Ramlau.

Nie mniej istotnym elementem pozostaje diagnostyka. Nawet najbardziej zaawansowane i skuteczne terapie nie przynoszą oczekiwanych korzyści, jeśli nie są poprzedzone odpowiednio wczesnym i kompleksowym rozpoznaniem. Jak zwraca uwagę prof. Dariusz M. Kowalski, dostęp do diagnostyki w praktyce warunkuje możliwości leczenia. – Dostęp do badań molekularnych, ich jakość oraz czas wykonania decydują o tym, czy pacjent będzie mógł otrzymać leczenie celowane lub immunoterapię. Bez sprawnej i kompleksowej diagnostyki nawet najbardziej nowoczesne terapie pozostają poza realnym zasięgiem pacjenta. Dlatego rozwój systemu opieki nad chorymi na raka płuca musi przebiegać równolegle w dwóch obszarach – rozszerzania dostępu do terapii oraz zapewnienia szybkiej i kompleksowej diagnostyki, w tym molekularnej, już na początku ścieżki leczenia.

*** 
 
Polska Grupa Raka Płuca (PGRP) to towarzystwo naukowe skupiające od ponad 20 lat ekspertów z różnych dziedzin zaangażowanych w profilaktykę, diagnostykę, leczenie oraz kompleksową opiekę nad chorymi na raka płuca w Polsce. Organizacja odgrywa kluczową rolę w kształtowaniu standardów postępowania w tym obszarze, opracowując zalecenia kliniczne, analizy strategiczne oraz rekomendacje systemowe dotyczące poprawy jakości i dostępności opieki.

PGRP aktywnie uczestniczy w debacie publicznej i procesach decyzyjnych, przygotowując stanowiska eksperckie oraz inicjując działania na rzecz wdrażania nowoczesnych rozwiązań diagnostycznych i terapeutycznych. Dzięki interdyscyplinarnemu charakterowi oraz współpracy z licznymi towarzystwami naukowymi, instytucjami publicznymi i organizacjami pacjenckimi, Polska Grupa Raka Płuca jest dziś jest centralnym ośrodkiem eksperckim w Polsce w obszarze raka płuca.

źródło: PGRP

Rak płuca pozostaje w Polsce jednym z najbardziej śmiertelnych nowotworów, a przyczyną tego nie są wyłącznie cechy biologiczne choroby – to w dużej mierze efekt systemowych opóźnień, fragmentaryzacji opieki i braku jasnej odpowiedzialności za proces diagnostyczno-terapeutyczny. Choć medycyna dysponuje dziś narzędziami pozwalającymi skutecznie leczyć znaczną grupę pacjentów, droga od pierwszych objawów do rozpoczęcia terapii wciąż bywa zbyt długa, zbyt chaotyczna i zbyt obciążająca dla chorego. W trakcie posiedzenia Senackiej Komisji Zdrowia (25.11.25) eksperci przedstawili obraz, który trudno zignorować: system stoi w miejscu, podczas gdy choroba postępuje.
Zbyt wolny system w zbyt szybko postępującej chorobie
Rak płuca jest jedną z najszybciej postępujących chorób nowotworowych, dlatego wczesna diagnoza i sprawne wdrożenie leczenia mają kluczowe znaczenie dla rokowania. Tymczasem w Polsce cały proces diagnostyczny wciąż potrafi rozciągać się na wiele miesięcy. Dane z praktyki klinicznej pokazują, że dostęp do kluczowych badań obrazowych – tomografii komputerowej czy PET-CT – bywa ograniczony, a na wyniki badań histopatologicznych czeka się często ponad miesiąc. Do tego dochodzą kolejne etapy: konsultacje w różnych ośrodkach, ponowne opisy badań, powtarzane biopsje. W efekcie od pierwszych objawów do podjęcia decyzji o terapii mija często kilka miesięcy – w czasie, który dla tak dynamicznej choroby jak rak płuca bywa granicą między szansą na leczenie radykalne a koniecznością wdrożenia wyłącznie leczenia paliatywnego.

Jednocześnie współczesna onkologia płuca opiera się na personalizacji terapii, a więc na decyzjach podejmowanych w oparciu o trzy grupy informacji: stan ogólny chorego i jego choroby współistniejące, charakterystykę samego nowotworu (typ histologiczny, podtyp) oraz pełny profil molekularny. Prof. Maciej Krzakowski, Konsultant Krajowy w dziedzinie Onkologii Klinicznej zwracał uwagę, że właśnie w tym ostatnim obszarze Polska wciąż ma poważne zaległości – diagnostyka molekularna wykonywana jest mniej więcej u połowy pacjentów, którzy powinni być nią objęci (1). Oznacza to, że znaczna część chorych w ogóle nie ma szansy na leczenie ukierunkowane na konkretne zaburzenia genetyczne. Gdy dodać do tego niewystarczające wykorzystanie nowoczesnego, kompleksowego leczenia skojarzonego, otrzymujemy obraz systemu, który jest zbyt wolny i zbyt mało uporządkowany, aby w pełni wykorzystać możliwości, jakie daje dzisiejsza medycyna. Mimo postępu, pięcioletnie przeżycia nadal są niskie: u kobiet sięgają około 18%, u mężczyzn – około 14%.

Niskodawkowa tomografia – obiecujące narzędzie przesiewowe, które wciąż czeka na pełne wdrożenie
W debacie pojawił się również wątek badań przesiewowych w kierunku raka płuca. Niskodawkowa tomografia komputerowa (NDTK) od lat uznawana jest na świecie za najskuteczniejszą metodę wczesnego wykrywania choroby u osób z grup ryzyka, a doświadczenia pilotażu prowadzonego w Polsce w latach 2021–2025 potwierdzają jej znaczenie. Jak informowała podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia Katarzyna Kęcka, w ramach programu wykonano około 60 tysięcy badań, na podstawie których uzyskano 9768 wyników wymagających dalszej kontroli, a 198 przypadków okazało się wynikami dodatnimi. To pokazuje, że program działa, ale skala jego oddziaływania jest nadal zbyt mała, by realnie wpłynąć na wykrywalność raka płuca w populacji wysokiego ryzyka.

Resort zdrowia zapowiedział jednak kluczową zmianę: prace nad włączeniem NDTK do koszyka świadczeń gwarantowanych są na końcowym etapie. Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, podkreślała, że projekt rozporządzenia został już uzgodniony wewnętrznie z NFZ i wkrótce trafi do konsultacji publicznych. Zakończono także konsultacje z ekspertami dotyczące kryteriów kwalifikacji – obejmują one przede wszystkim wiek oraz tzw. paczkolata, a częstotliwość wykonywania badań (co 12 lub co 24 miesiące) ma zostać ostatecznie określona po zakończeniu konsultacji. Program uzyskał już pozytywną rekomendację AOTMiT oraz opinię Krajowej Rady Onkologii.

Ministerstwo zapowiada również wykorzystanie narzędzi sztucznej inteligencji do wspomagania opisywania badań, co ma zwiększyć przepustowość ośrodków i przyspieszyć proces diagnostyczny. Jednocześnie podkreślono, że dla powodzenia programu kluczowe będzie zwiększenie zgłaszalności pacjentów oraz stworzenie systemowych mechanizmów aktywnego docierania do osób z grup ryzyka – bo bez tego nawet najlepiej zaprojektowany program przesiewowy pozostanie narzędziem o ograniczonym wpływie na zdrowie publiczne.

Za mało chorych kwalifikuje się do leczenia operacyjnego
Z perspektywy rokowania kluczowe znaczenie ma to, ilu pacjentów udaje się zakwalifikować do leczenia operacyjnego. Prof. Cezary Piwkowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów, przypomniał, że chirurgia jest najbardziej skuteczną metodą leczenia u chorych z wczesnym rakiem płuca, ale w Polsce do zabiegu operacyjnego kwalifikuje się zaledwie około 20% pacjentów. To zdecydowanie za mało, biorąc pod uwagę, że właśnie w tej grupie można osiągać najlepsze wyniki przeżycia. Nadzieję na zmianę tej proporcji wiąże się z programami badań przesiewowych z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej – wcześniejsze wykrywanie powinno przełożyć się na większy odsetek chorych w stopniach zaawansowania umożliwiających radykalne leczenie chirurgiczne.

Jednocześnie obraz polskiej torakochirurgii nie jest pesymistyczny. Jak podkreślał Piwkowski, poziom leczenia operacyjnego raka płuca w Polsce można uznać za bardzo wysoki na tle Europy, m.in. dzięki centralizacji i rozwojowi technik małoinwazyjnych. W skali kraju około połowa pacjentów ma dziś oferowane leczenie małoinwazyjne przy zachowaniu pełnej radykalności onkologicznej, a w wiodących ośrodkach odsetek ten przekracza 80%. Takie wyniki nie pojawiły się przypadkiem – to efekt wieloletnich inwestycji w sprzęt i zaplecze, realizowanych również przy wsparciu Ministerstwa Zdrowia.

Obszarem, w którym oczekiwania środowiska są znacznie większe niż aktualne możliwości systemu, pozostaje chirurgia robotowa. Torakochirurdzy wskazują, że w ostatnich trzech latach rozwój robotyki w Polsce praktycznie wyhamował, mimo że w wielu krajach jest ona naturalnym kolejnym etapem wdrażania technik małoinwazyjnych. Ministerstwo Zdrowia przypomina, że 30 lipca AOTMiT wydała negatywną rekomendację dla finansowania systemów robotowych w większości wskazań objętych analizą, wskazując na brak przewagi nad klasycznymi metodami laparoskopowymi, z wyjątkiem kilku szczegółowo zdefiniowanych rozpoznań. Resort zapowiada dalszą analizę tej rekomendacji, ale już dziś środowisko torakochirurgiczne podkreśla, że przyszłe decyzje dotyczące robotyki powinny być powiązane z twardymi wskaźnikami jakości oraz z systemem rejestrów. 

Diagnostyka obrazowa i molekularna: połowiczna nowoczesność
W ostatnich latach wprowadzono rozwiązania, które miały uporządkować i przyspieszyć diagnostykę raka płuca, ale ich praktyczne działanie wciąż odbiega od oczekiwań. Klinicyści zwracają uwagę, że badania molekularne są wykonywane zbyt późno, zbyt rzadko i często w niepełnym zakresie, przez co część pacjentów rozpoczyna leczenie bez pełnego obrazu biomarkerów. Zdarza się także, że materiał biopsyjny jest niewystarczający, zwłaszcza gdy bronchoskopia została wykonana zbyt wcześnie lub w ośrodku bez doświadczenia w onkologii płuca. Prof. Tadeusz Orłowski, wiceprezes Polskiej Grupy Raka Płuca, podkreślał, że „olbrzymim problemem jest diagnostyka od podejrzenia do ustalenia rozpoznania” – na opis tomografii komputerowej czeka się około czterech tygodni, na wynik PET-CT podobnie, a zsumowane etapy potrafią dać „pół roku, lekko” od pierwszych objawów do realnej kwalifikacji do leczenia. W chorobie o tak szybkim przebiegu jak rak płuca to czas, którego wielu pacjentów po prostu nie ma.

Na tym tle szczególnie ważny jest postulat organizacyjny, który przedstawił dr Andrzej Tysarowski, prezes Polskiej Koalicji Medycyny Personalizowanej: jednoczasowe kierowanie pacjenta na badania patomorfologiczne i genetyczne. Chodzi o to, aby w momencie podejrzenia raka płuca onkolog wystawiał od razu jednoczasowe, warunkowe skierowanie – na rozpoznanie histopatologiczne oraz na badania genetyczne w przypadku potwierdzenia niedrobnokomórkowego raka płuca. W dużych ośrodkach onkologicznych taki model bywa stosowany, ale w wielu miejscach w kraju tak się nie dzieje. W praktyce oznacza to, że najpierw stawia się rozpoznanie, dopiero potem wraca się do onkologa po decyzję o zleceniu badań molekularnych, co wydłuża ścieżkę o kolejne tygodnie. Tysarowski zwracał uwagę, że wprowadzenie obowiązku jednoczesnego wystawiania dwóch skierowań nie wymaga zmian legislacyjnych, a mogłoby realnie skrócić czas diagnostyki nawet o dwa–trzy tygodnie i ograniczyć skalę sytuacji, w których u około połowy pacjentów badania genetyczne w ogóle nie są zlecane, bo stan chorego jest już zbyt zaawansowany albo brakuje dostępu do odpowiednich świadczeń.

Ministerstwo Zdrowia zapowiada także prace nad bardziej zaawansowaną diagnostyką molekularną. Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa, przypomniała, że kompleksowe profilowanie genomowe (CGP) w raku płuca uzyskało pozytywną rekomendację prezesa AOTMiT. Dotychczas do konsultacji publicznych skierowano badania typu HRD w nowotworach jajnika, jajowodu i otrzewnej, ale resort planuje, aby także CGP w raku płuca stało się świadczeniem finansowanym ze środków publicznych. Warunkiem jest określenie kryteriów kwalifikacji tak, by na badanie trafiała reprezentatywna grupa chorych, a nie „nieograniczona” liczba pacjentów, co mogłoby zablokować system kosztownymi testami zlecanymi bez jasnych wskazań. Z perspektywy pacjentów oznaczałoby to jednak możliwość zastosowania jednego, bardzo dokładnego testu, który porządkuje pełny profil molekularny nowotworu i pozwala dobrać leczenie w sposób zgodny z ideą medycyny personalizowanej.

Dr Tysarowski zwracał również uwagę na znaczenie badań genetycznych z tzw. płynnej biopsji. U około 30% chorych na raka płuca nie udaje się pozyskać odpowiedniej ilości tkanki do analizy genetycznej, mimo przeprowadzenia inwazyjnych procedur biopsyjnych. W takich przypadkach możliwość wykonania profilu genetycznego z materiału świeżego – krwi obwodowej – mogłaby stać się realnym przełomem. Technicznie jest to rozwiązanie już znane systemowi: podobne świadczenie wprowadzono w lipcu 2024 r. dla nowotworów BRCA-zależnych (m.in. raka piersi, jajnika, prostaty czy trzustki), co otworzyło drogę do badań z materiału świeżego u dużej grupy chorych. Zastosowanie analogicznego modelu w raku płuca pozwoliłoby skrócić ścieżkę diagnostyczną, zmniejszyć liczbę powtórnych biopsji i – paradoksalnie – ograniczyć koszty, ponieważ jedno dobrze zaplanowane, wczesne badanie zastępowałoby wiele późniejszych, fragmentarycznych działań.

Z diagnostyką nierozerwalnie wiąże się temat rejestrów i jakości. Prof. Tadeusz Orłowski przypomniał, że od 20 lat w Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc prowadzony jest rejestr raka płuca, który mógłby być gotowym narzędziem do oceny wyników leczenia w kolejnych ośrodkach. Rozporządzenie dotyczące tego rejestru powstało już w 2016 r., ale nigdy nie zostało podpisane przez ministra zdrowia. Ministerstwo obecnie przyjęto inną strategię – rejestry mają być budowane w sposób dziedzinowy (onkologiczne, kardiologiczne, chorób rzadkich) z wystandaryzowanymi zbiorami danych, tak aby realnie służyły podejmowaniu decyzji. Na poziomie deklaracji to krok w dobrą stronę, ale bez sprawnie działających rejestrów trudno będzie rzetelnie monitorować jakość diagnostyki i leczenia raka płuca oraz szybko wychwytywać miejsca, w których system zawodzi najbardziej.

15 lat czekania na Lung Cancer Units
W wielu krajach Europy standardem opieki nad pacjentami z rakiem płuca są Lung Cancer Units – wyspecjalizowane centra, które przejmują odpowiedzialność za cały proces postępowania: od diagnostyki i oceny zaawansowania, przez konsylium, aż po leczenie i obserwację. W Polsce o potrzebie ich utworzenia mówi się od ponad piętnastu lat, jednak system wciąż funkcjonuje bez struktury, która porządkowałaby ścieżkę pacjenta i zapewniała realną koordynację działań. Prof. Tadeusz Orłowski przypominał, że choć pojedyncze ośrodki potrafią leczyć na najwyższym europejskim poziomie, to wciąż brakuje miejsca, które przejmowałoby odpowiedzialność za chorego już na etapie podejrzenia choroby. Brak takiej struktury oznacza, że proces diagnostyczno-terapeutyczny pozostaje rozproszony, a poszczególne elementy systemu działają obok siebie, a nie wspólnie.

Właśnie dlatego koncepcja Lung Cancer Units postrzegana jest jako kluczowy krok w kierunku skrócenia czasu diagnozy i podniesienia jakości leczenia. Jedno centrum odpowiedzialne za całość postępowania mogłoby ograniczyć wędrówkę pacjenta między ośrodkami, uporządkować przepływ informacji i zagwarantować, że decyzje terapeutyczne zapadają na podstawie kompletnej, skoordynowanej diagnostyki. To nie pojedyncze technologie czy procedury wymagają najszybszej reformy, ale cała organizacja opieki, która dziś nie daje pacjentowi poczucia ciągłości ani bezpieczeństwa.

Podczas posiedzenia przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia potwierdzili, że prace nad projektem regulacji dotyczących Lung Cancer Units są w toku. Jak informowała Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa, projekt ma zostać skierowany do konsultacji publicznych „pod koniec tego roku lub na początku przyszłego”, a jego realne wejście w życie przewidywane jest na „początek drugiej połowy roku”, z uwagi na konieczność zakontraktowania nowych świadczeń. To pierwszy konkretny sygnał, że idea funkcjonująca dotąd głównie w dokumentach i deklaracjach może wreszcie przejść do etapu wdrożenia.

Co musi się wydarzyć, aby skrócić czas od podejrzenia do terapii
Posiedzenie Senackiej Komisji Zdrowia, pod przewodnictwem Senator Beaty Małeckiej-Libery, pokazało jasno, czego brakuje polskiemu systemowi: szybkości, koordynacji, odpowiedzialności i odpowiednio zaprojektowanej struktury opieki. Rozwiązania są znane od lat. Ośrodki diagnostyczno-terapeutyczne typu Lung Cancer Unit, odpowiednio finansowana i szeroka diagnostyka molekularna, badania obrazowe wykonywane w określonych standardach i terminach, skuteczna koordynacja ścieżki pacjenta oraz program niskodawkowej tomografii o realnym zasięgu — to kluczowe elementy, które mogą odwrócić trend i przełożyć się na tysiące uratowanych istnień.

1. Dane raportu MISJA RAK PŁUCA 2025: https://polgrp.org.pl/wp-content/uploads/2025/11/MRP-Aktualizacja-2025-www.pdf

źródło: redakcja Medicalpress na podstawie transmisji z posiedzenia Senackiej Komsiji Zdrowia z dnia 25.11.25 – Miesiąc Świadomości Raka Płuca.
Listopad przypomina, że potrafimy skutecznie leczyć raka płuca. Nowoczesne terapie są coraz bardziej dostępne. Aby nie tracić cennego czasu i szans pacjentów na wyleczenie lub dłuższe przeżycie, potrzebujemy ujednoliconego standardu postępowania, finansowania kompleksowych badań molekularnych i jednoczasowych skierowań na badania predykcyjne – apelują eksperci i pacjenci.  – Nie powinno być miejsca na marnotrawstwo czasu, pieniędzy i życia ludzi. Potrzebna jest optymalizacja ścieżki diagnostyki predykcyjnej, aby pacjent otrzymał leczenie bez zbędnej zwłoki – mówi Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.
Ostatnie dwie dekady to diametralna poprawa w zakresie przeżyć chorych na nowotwory płuca – o jakiej jeszcze na początku XX wieku nie marzyło się ani lekarzom, ani badaczom. Co ważne, dzięki innowacjom medycznym oraz dobrym decyzjom refundacyjnym pacjenci z niedrobnokomórkowym rakiem płuca mają obecnie w Polsce możliwość leczenia na europejskim poziomie w ramach programu lekowego B.6. Problemem pozostaje dostęp do szybkiej, kompletnej i zgodnej ze standardami diagnostyki predykcyjnej (badań molekularnych i immunohistochemicznych) – elementu niezbędnego do zakwalifikowania danego pacjenta do skutecznej terapii.      

Nie powinno być miejsca na marnotrawstwo czasu, pieniędzy i życia ludzi. Potrzebna jest optymalizacja ścieżki diagnostyki predykcyjnej, aby pacjent otrzymał leczenie bez zbędnej zwłoki – mówi Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.

Innowacje działają
– Ostatnie lata przyniosły pacjentom z niedrobnokomórkowym rakiem płuca diametralną zmianę w podejściu do leczenia w oparciu o spersonalizowaną terapię w zależności od zmian patogennych, które występują w komórkach nowotworowych. Kluczem do poprawy wyników leczenia są terapie ukierunkowane molekularnie i immunoterapia, stosowane także okołooperacyjnie. Ta zmiana realnie przekłada się na wydłużenie przeżycia i lepszą jakość życia chorych. – podkreśla prof. Ramlau.

Bezprecedensowy rozwój medycyny oraz decyzje refundacyjne Ministerstwa Zdrowia zmieniły obraz choroby oraz szanse pacjentów na długie przeżycie. Skuteczność nowoczesnego leczenia jest jednak warunkowana zastosowaniem właściwej terapii dopasowanej do cech charakterystycznych nowotworu. Te cechy to m.in. obecność ekspresji białka PD-L1 czy kluczowych biomarkerów tj. EGFR, KRAS, BRAF, ALK, ROS1, NTRK, RET, MET, HER2. 

Niedrobnokomórkowy rak płuca jest tak różnorodny, że można powiedzieć, że ma indywidualną „twarz” każdego pacjenta. Nie wyobrażam sobie rozpoczęcia leczenia chorego bez pełnej wiedzy o biologii guza i molekularnym profilu nowotworu – o obecności konkretnych mutacji, rearanżacji genowych oraz poziomu ekspresji białek, które determinują skuteczność zastosowanej terapii. Tylko mając pełen obraz raka, na bazie badań obrazowych, histopatologicznych i predykcyjnych, możemy dobrać leczenie celowane lub immunoterapię w sposób rzeczywiście spersonalizowany, ograniczyć niepotrzebne “przeleczenie” chorego nieskutecznymi w jego przypadku terapiami, a tym samym zmaksymalizować szansę pacjenta na długie przeżycie – dodaje prof. Ramlau.

Diagnostyka jako „wąskie gardło” do poprawy

Jak oceniają eksperci Misji Rak Płuca, w tym organizacje pacjentów, zbyt wielu chorych trafia do leczenia bez pełnej diagnostyki predykcyjnej i wskazują na brak jednolitego, powszechnie stosowanego schematu ścieżki diagnostycznej w raku płuca. Według danych opublikowanych na stronach Centrum eZdrowia – w 2024 roku 10 521 pacjentów miało przeprowadzona badania molekularne (z ok. 22 tys. u których co roku diagnozuje się raka płuca). W okresie styczeń-sierpień roku 2025 przebadano 9 052 pacjentów. Diagnostyka molekularna jest rozliczana w ramach programów lekowych, tymczasem w opinii ekspertów badania molekularne i immunohistochemiczne powinny być wykonywane przed podjęciem decyzji o leczeniu.

Aktualne zalecenia ekspertów Misji Rak Płuca opublikowane we wrześniu 2025 r. jednoznacznie wskazują na konieczność ustandaryzowania tego procesu:
  1. ocena patomorfologiczna – potwierdza diagnozę i umożliwia określenie podtypu nowotworu raka płuca: drobnokomórkowy/niedrobnokomórkowy i dalej płasko/niepłaskonabłonkowy, nieokreślony (NOS) czy wielkokomórkowy.
  2. badanie predykcyjne: immunohistochemiczne oraz panel badań molekularnych wskazują konkretne cechy charakterystyczne danego nowotworu i pozwalają dobrać właściwą terapię. Wykorzystanie panelu badań molekularnych nowej generacji NGS/CGP, pozwala na jednorazową i jednoczesną ocenę występowania wszystkich mutacji i cech nowotworu, która mają wpływ na podjęcie decyzji o zastosowaniu najbardziej skutecznego leczenia.
  3. płynna biopsja/ctDNA niezbędna w razie niedoboru materiału tkankowego lub jego nieagnostycznego charakteru do przeprowadzenia badań molekularnych (problem ten dotyczy nawet 30% pacjentów z rakiem płuca).
– Za ponad 1/5 zgonów onkologicznych w Polsce odpowiada rak płuca, aby poprawić te statystyki potrzebujemy dostępu do pełnej diagnostyki – podkreśla Aleksandra Wilk, dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji TO SIĘ LECZY, sygnatariusz Misji Rak Płuca.

Kompleksowa diagnostyka molekularna to leczenie bez zbędnej zwłoki, które się opłaca
Badania molekularne w wielu ośrodkach realizowane są sekwencyjnie, czyli jedno po drugim, oceniając każdorazowo pojedynczą zmianę lub kilka zmian. Takie podejście zabiera cenny czas do rozpoczęcia leczenia, a nierzadko wywołuje sytuację, w której, zanim pacjent rozpocznie leczenie, brakuje materiału (tkanki nowotworowej) do dalszych badań. To z kolei powoduje konieczność przeprowadzenia kolejnej biopsji – co jest dodatkowym kosztem, obciążeniem dla pacjenta i stratą cennego czasu. A gdy czas upływa zdarza się, że pacjent progresuje i wówczas jego stan zdrowia może go zdyskwalifikować do otrzymania odpowiedniej terapii.

Stąd postulat realizacji badań z wykorzystaniem kompleksowego profilowania genomowego NGS CGP, które ocenia wszystkie mutacje w trakcie jednego badania. Dzięki jego zastosowaniu w ciągu 21 dni pacjent i lekarz mają w ręku pełne rozpoznanie. Stosowanie diagnostyki NGS CGP w określaniu rzadkich wariantów NDRP daje pełną wiedzę o charakterze nowotworu i pozwala precyzyjnie dobierać terapię już od I linii leczenia oraz zaplanować kolejne kroki.
Sekwencjonowanie nowej generacji to obecnie podstawowa metoda diagnostyki molekularnej ze względu na szybkość i możliwość oceny wszystkich wariantów patogennych związanych z kwalifikacją do aktywnego leczenia, jak również ze względu na małe ilości materiału biologicznego. W przypadku raka płuca nie możemy opierać się na badaniach wykonywanych pojedynczo, dlatego NGS powinno być standardem postępowania w całym kraju. – zaznacza prof. Rodryg Ramlau.

Każdy pacjent, u którego występują zaburzenia molekularne, a nie wykonano w jego przypadku pełnej diagnostyki predykcyjnej, otrzymuje terapię „w ciemno” – często mniej skuteczną lub całkowicie nieskuteczną wobec biologii nowotworu. To oznacza nie tylko dramat osobisty pacjenta i jego rodziny, ale także ogromne koszty dla systemu:
Z kolei kompleksowa i szybka diagnostyka (NGS/CGP, PD-L1, biopsja płynna) pozwala dobrać leczenie spersonalizowane (celowane, immunokompetentne) od razu na początku drogi – ograniczając liczbę hospitalizacji, przyspieszając dobór terapii i wydłużając przeżycie pacjentów. To inwestycja, która zwraca się zarówno w wymiarze zdrowotnym, jak i ekonomicznym. Każdy miesiąc zwłoki w diagnostyce kosztuje nie tylko życie pacjentów, ale też miliony złotych dla systemu – ponieważ leczenie w zaawansowanych stadiach choroby jest wielokrotnie droższe i mniej skuteczne niż terapie wdrożone na jak najwcześniejszym etapie.

Niedrobnokomórkowy rak płuca charakteryzuje się bardzo wysoką różnorodnością mutacji genetycznych, których obecność definiuje zastosowanie konkretnych terapii. Badania CGP NGS realizowane są już m.in. w krajach takich jak Austria, Węgry, Francja, Chorwacja, Dania, Portugalia, Francja czy Wielka Brytania.

Dla pacjenta czas oczekiwania na wynik badania molekularnego to często czas niepewności, strachu i pogarszającego się stanu zdrowia. Każdy dzień zwłoki oznacza ryzyko, że choroba będzie postępować, a leczenie, które mogłoby być skuteczne, nie zostanie już wdrożone. Dlatego tak ważne jest, by diagnostyka molekularna była prowadzona kompleksowo – w jednym etapie, z wykorzystaniem metod nowej generacji. To nie jest luksus, to konieczność. NGS daje pacjentowi realną szansę na szybsze rozpoczęcie właściwego leczenia i na dłuższe życie – mówi Aleksandra Wilk.

Eksperci Misji Rak Płuca apelują o wprowadzenie ogólnopolskiego, spójnego schematu diagnostyki niedrobnokomórkowego raka płuca, obowiązującego każdą placówkę zakwalifikowaną w ramach Krajowej Sieci Onkologicznej do kategorii SOLO I, II lub III, która stawia diagnozę raka płuca (NDRP) oraz pełne finansowanie kompleksowych predykcyjnych badań molekularnych oraz immunohistochemicznych (w tym PD-L1), jako wyodrębnionego świadczenia.

Jednoczasowe skierowanie warunkowe – gotowe rozwiązanie do zaadaptowania
Kluczowym elementem usprawnienia procesu diagnostycznego obok szerokiego stosowania badań diagnostycznych jest jednoczasowe, warunkowe skierowanie na badania molekularne wystawiane razem ze skierowaniem na badania patomorfologiczne. Takie rozwiązanie znacznie skraca czas realizacji diagnostyki oraz ogranicza konieczność kolejnych wizyt, co jest szczególnie ważne ze względu na braki kadrowe jak i czas potrzebny do podjęcia decyzji o leczeniu. Dzięki jednoczesnemu skierowaniu na badanie patomorfologiczne i molekularne, lekarz onkolog i cały zespół wielodyscyplinarny, który prowadzi pacjenta, będzie miał pełen obraz choroby, co pozwoli optymalnie zaplanować leczenie i wykorzystać aktualne możliwości terapeutyczne.

– Leczenie raka płuca wymaga planowania i dobrej organizacji – musi być nastawione na człowieka, nie na procedurę. Jednoczasowe, warunkowe skierowanie na badania molekularne jest z powodzeniem stosowane w Narodowym Instytucie Onkologii – czas, aby stało się standardem w całym kraju – podkreśla prof. Rodryg Ramlau.

Co zyskuje pacjent, co zyskuje system?
Rak płuca odpowiada za 12% zachorowań onkologicznych i aż 22% zgonów nowotworowych. U ok. 85% chorych występuje niedrobnokomórkowy rak płuca (NDRP), gdzie badania molekularne i immunohistochemiczne są podstawą decyzji terapeutycznych. Jednak nadal tylko połowa pacjentów z tej grupy ma wykonywane badania molekularne zgodnie ze standardami. W konsekwencji niewielu z nich poddawanych jest optymalnej terapii.

Największy potencjał dla poprawy statystyk wskaźników przeżycia w Polsce tkwi w zwiększeniu odsetka wczesnych wykryć, m.in. dzięki wdrożeniu powszechnego programu przesiewowego w grupach ryzyka z zastosowaniem niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK) oraz zapewnieniu kompleksowej oceny biomarkerów i zmian molekularnych. Diagnostyka predykcyjna gwarantuje mniej „pustych” terapii, dzięki podawaniu wyłącznie leczenia o potwierdzonej skuteczności, które jest ukierunkowane na dane zmiany molekularne. To także krótszy czas do rozpoczęcia terapii, mniej ponownych biopsji, hospitalizacji i powikłań.

– Dzięki refundacjom innowacyjnych terapii pacjenci mogą żyć dłużej oraz w zdecydowanie lepszej jakości życia. Aby jednak mogli odnieść korzyść kliniczną musimy skupić się w pierwszej kolejności na dostępie do pełnej diagnostyki – by każdy chory miał szansę na najlepsze leczenie od pierwszej linii, w każdym miejscu w kraju – co jest zgodne z założeniami Narodowej Strategii Onkologicznie i Krajowej Sieci Onkologicznej. Jednolity schemat postępowania – dobre jakościowo pobranie materiału, jednoczasowe skierowanie warunkowe oraz wykonanie niezbędnych badań czynników predykcyjnych zdecydowanie skrócą ścieżkę pacjenta i zwiększą dostęp do skutecznych terapii – niezależnie od miejsca zamieszkania i miejsca leczenia pacjenta. – dodaje Aleksandra Wilk.

Kluczowe rozwiązania usprawniające proces diagnostyki raka płuca:
     
źródło: PGRP
– Choć widzimy poprawę – np. około 20% pacjentów z rakiem płuca to dziś chorzy operacyjni – to wciąż ogromna grupa zgłasza się w zaawansowanym stadium. A wtedy szybka i precyzyjna diagnostyka staje się absolutną podstawą skutecznego leczenia. Mam tu na myśli nie tylko diagnostykę radiologiczną, ale przede wszystkim patomorfologiczną i molekularną. Niestety, ten proces trwa często zbyt długo – podkreśla prof. Renata Langfort, kierownik Zakładu Patomorfologii Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc w Warszawie.
Pani Profesor, coraz częściej mówi się o potrzebie kompleksowej diagnostyki w raku płuca. Dlaczego to dziś tak istotne?
Prof. Renata Langfort:
Dlatego, że choć widzimy poprawę – np. około 20% pacjentów z rakiem płuca to dziś chorzy operacyjni – to wciąż ogromna grupa zgłasza się w zaawansowanym stadium. A wtedy szybka i precyzyjna diagnostyka staje się absolutną podstawą skutecznego leczenia. Mam tu na myśli nie tylko diagnostykę radiologiczną, ale przede wszystkim patomorfologiczną i molekularną. Niestety, ten proces trwa często zbyt długo. Sytuacja jest zdecydowanie lepsza w ośrodkach, które mają własny zakład patomorfologii. Gorzej, gdy materiał musi być przesyłany: najpierw do patomorfologa, potem do zakładu genetyki. To generuje opóźnienia, które są bardzo niebezpieczne z punktu widzenia pacjenta.
Dlaczego w raku płuca materiał diagnostyczny jest tak trudny do pozyskania?
Prof. Renata Langfort:
To zupełnie inna sytuacja niż np. w raku piersi. W przypadku raka płuca pobranie materiału wiąże się najczęściej z bronchoskopią, nakłuciem przezoskrzelowym lub biopsją przez ścianę klatki piersiowej. To są trudne i często inwazyjne procedury, a uzyskany materiał jest bardzo ograniczony – mamy do dyspozycji dosłownie kilka milimetrów tkanki. Dlatego jakość tego materiału i sposób jego obróbki są dziś absolutnie kluczowe.
Jak bardzo zmieniła się rola patomorfologa na przestrzeni lat?
Prof. Renata Langfort:
Ogromnie. Jeszcze 10–15 lat temu rozpoznanie raka płuca opierało się głównie na rozmazach cytologicznych. To była szybka i tania diagnostyka – bez kosztownego sprzętu, bez dodatkowych badań. Ale też nie miało to większego znaczenia, bo wszyscy pacjenci z niedrobnokomórkowym rakiem płuca otrzymywali wtedy takie samo leczenie. Dziś jesteśmy w zupełnie innym miejscu. Dziś nie wystarczy powiedzieć, że to rak niedrobnokomórkowy. Musimy wiedzieć, czy to typ płaskonabłonkowy, czy gruczołowy. Od tego zależy dalsza ścieżka leczenia, w tym ocena czynników predykcyjnych. Potrzebna jest diagnostyka immunohistochemiczna, oznaczenie ekspresji białka PD-L1, badania molekularne – EGFR, ALK i inne. To wszystko wymaga bardzo dobrej jakości materiału i dobrze zorganizowanego procesu diagnostycznego.

I właśnie ten proces diagnostyczny jest dziś wąskim gardłem?

Prof. Renata Langfort:
Tak, zdecydowanie. I to mimo tego, że wiele się już zmieniło. Diagnostyka to dziś skomplikowany algorytm, który musi być zsynchronizowany z dostępem do programów lekowych. Ale żeby to wszystko działało, potrzebujemy nie tylko dobrego materiału, ale też finansowania. Od lat mówimy, że diagnostyka patomorfologiczna nie była wystarczająco finansowana. Obecnie jedynie ośrodki, które przeszły akredytację, mogą rozliczać pełen zakres badań. Problem w tym, że pilotaż akredytacyjny zakończył się w 2023 roku i nie został przedłużony. W efekcie większość zakładów wciąż nie ma szans na refundację badań, które są wymagane do wdrożenia leczenia.

Powiedziała Pani, że bez finansowania diagnostyka nie zadziała. Ale rozumiem, że problemem nie są tylko pieniądze?

Prof. Renata Langfort:
Tak, problem jest głębszy. Tu chodzi także o kontrolę jakości – a konkretnie o brak realnego mechanizmu egzekwowania standardów w patomorfologii. Mieliśmy ogromną nadzieję, że to się zmieni dzięki systemowi akredytacji, który został wdrożony jako pilotaż. W 2022 roku około 40 zakładów patomorfologii przeszło przez ten proces. Sprawdzano jakość utrwalenia materiału, kompletność rozpoznań, stosowanie standardów diagnostycznych. Wreszcie powstał dwutomowy podręcznik ze standardami w patomorfologii. To był naprawdę milowy krok naprzód. Ale pilotaż się zakończył. I od tego czasu – mimo wielu apeli – nie został wznowiony. Choć jest zapewnienie resortu zdrowia, że wkrótce to się stanie.

Dlaczego?

Prof. Renata Langfort:
Bo w tej chwili – mówiąc zupełnie otwarcie – nie ma „bata” nad laboratoriami. Nie ma narzędzi, które egzekwowałyby przestrzeganie tych wypracowanych standardów. A przecież mówimy o diagnostyce onkologicznej – o decyzjach, które decydują o życiu lub śmierci pacjenta. Brak akredytacji to brak wymagań, brak kontroli, brak zobowiązań do zapewnienia jakości. I to nas bardzo boli. Wiem, że to może brzmieć ostro, ale tak naprawdę bez tej akredytacji cofamy się o lata. Bo co z tego, że mamy nowoczesne leki, świetne programy terapeutyczne, skoro nie mamy gwarancji, że pacjent dostał prawidłową diagnozę? To nie powinno zależeć od tego, do którego ośrodka trafi.

Czyli akredytacja była nie tylko paszportem do refundacji badań?

Prof. Renata Langfort:
Dawała też pewność, że zakład działa zgodnie z wymaganiami jakościowymi. A dziś – poza kilkoma większymi ośrodkami – nikt tego nie sprawdza. I nikt nie może wymagać. Dlatego tak bardzo potrzebujemy powrotu do akredytacji – jako narzędzia kontroli, standaryzacji, ale też jako jasnego komunikatu, że państwo traktuje diagnostykę poważnie. Bo bez dobrej diagnostyki nie ma dobrego leczenia. I nie ma nadziei dla pacjentów.
Czy brak akredytacji może przekładać się także na skuteczność leczenia – np. w terapii celowanej czy immunoterapii?
Prof. Renata Langfort:
Niestety tak. Weźmy choćby przykład oznaczania ekspresji białka PD-L1. To badanie jest dziś kluczowe zarówno przy kwalifikacji pacjentów do immunoterapii w ramach programów lekowych, jak i przed leczeniem operacyjnym – bo od marca tego roku mamy też możliwość zastosowania leczenia neoadjuwantowego. Ale żeby takie leczenie zastosować, trzeba wcześniej wykonać to konkretne badanie. W ośrodkach akredytowanych oznaczanie PD-L1 jest standardem – robi się je rutynowo u każdego pacjenta. Problem pojawia się tam, gdzie nie ma akredytacji. Tam badania immunohistochemiczne – w tym PD-L1 – nie są refundowane. A ponieważ to są koszty, często zapada decyzja, żeby ich po prostu nie wykonywać. Zakłada się, że skoro pacjent i tak nie będzie leczony w tym ośrodku, to niech potrzebne badania wykona placówka, w której będzie prowadzona terapia. I to znowu wydłuża cały proces, komplikuje ścieżkę pacjenta i może opóźnić podjęcie leczenia.
Jak często zdarza się, że trzeba powtarzać biopsję, bo materiał się „skończył”?
Prof. Renata Langfort:
Zdarza się niestety bardzo często. Proszę sobie wyobrazić – mamy 4–5 mm tkanki. Jeśli materiał trafia do kilku ośrodków, każdy z nich wykonuje swoje skrawy, swoje badania… i nagle okazuje się, że nic już nie zostało. A przecież z tego jednego wycinka trzeba postawić rozpoznanie, określić podtyp, ocenić czynniki predykcyjne i jeszcze wykonać badania molekularne.
A czy nie dałoby się po prostu pobrać większej ilości materiału na początku? Żeby potem nie zabrakło go do kolejnych badań?
Prof. Renata Langfort:
To często padające pytanie, ale odpowiedź jest bardziej złożona. Mówimy tu o materiale przedoperacyjnym – uzyskanym z bronchoskopii, biopsji przez ścianę klatki piersiowej czy nakłucia przezoskrzelowego węzłów chłonnych. To są procedury, które technicznie nie pozwalają na pobranie dużych fragmentów. Ten materiał jest niezwykle drobny, liczy się każdy milimetr. Dlatego właśnie tak ważna jest świadomość po stronie bronchoskopisty – wiemy dziś, że powinien pobrać przynajmniej trzy wycinki, a nie jeden. Przy biopsji transtorakalnej również – najlepiej mieć trzy „wałeczki” tkanki. Ale nie zawsze to możliwe. Czasem decyduje stan pacjenta – jego wydolność, tolerancja badania. To wszystko trzeba uwzględnić. Dlatego też materiał, który dostajemy, traktujemy jako „unikatowy”. I tu pojawia się kluczowy element: musimy od początku wiedzieć, czego oczekuje klinicysta. Jeżeli chodzi tylko o ustalenie rozpoznania, bo pacjent nie będzie leczony – nie wykonujemy dalszych badań. Ale jeśli wiemy, że pacjent jest planowany do terapii, że nie ma przeszłości onkologicznej, wtedy od razu przygotowujemy materiał tak, by starczył na ocenę czynników predykcyjnych, na diagnostykę molekularną.

Dziś często patomorfolog dostaje tylko kartkę papieru – skierowanie bez żadnych danych o pacjencie. A przecież wystarczyłoby dodać informację, że pacjent np. miał wcześniej raka piersi. Brak takiej wiedzy może sprawić, że nowa zmiana zostanie uznana za pierwotnego raka płuca, co może mieć dramatyczne skutki. Zdarza się też, że z braku takich informacji nie wykonuje się badań różnicujących, np. immunohistochemii, która pozwala określić, czy to rak gruczołowy czy płaskonabłonkowy. A przecież to kluczowe dla decyzji terapeutycznych.
Dlatego tak bardzo podkreślamy wagę kontaktu między patomorfologiem a klinicystą. W Instytucie Gruźlicy i Chorób Płuc mamy wszystko na miejscu – torakochirurgię, onkologię, genetykę, patomorfologię – i regularnie odbywamy wspólne spotkania zespołów interdyscyplinarnych. Dla nas, patomorfologów, to nieocenione źródło wiedzy. Tam, gdzie tej integracji brakuje, diagnostyka zawsze będzie kulawa. To z pozoru drobna rzecz, ale dla nas – patomorfologów – absolutnie kluczowa. Bo przy tak małym materiale każda informacja może zadecydować o tym, czy badanie się uda, czy trzeba będzie wszystko zaczynać od nowa.
A czy są jakieś proste rozwiązania, które mogłyby usprawnić ten obieg materiału i zaoszczędzić czas?
Prof. Renata Langfort:
Tak – jednym z nich jest tzw. skierowanie warunkowe na badania molekularne. Chodzi o to, żeby już na etapie pobrania materiału klinicysta wpisał do skierowania informację, że jeśli materiał okaże się odpowiedni jakościowo, to należy go przekazać dalej do badań predykcyjnych.
To oszczędza jeden cały etap. W standardzie: najpierw rozpoznanie, potem decyzja klinicysty, potem zlecenie badań. A czas leci. Warunkowe skierowanie pozwala od razu ruszyć z kolejnymi badaniami, zanim materiał się „rozejdzie”. A przypomnę – mamy 4–5 mm, to nic. I każdy kolejny krok zwiększa ryzyko, że z tego nic już nie zostanie.
Jakie są inne „niewidoczne” problemy, które wpływają na jakość diagnostyki?
Prof. Renata Langfort:
Choćby warunki techniczne. Wciąż wiele zakładów patomorfologii nie ma klimatyzacji. Latem, przy 30-stopniowych upałach, materiał pobrany do formaliny może się po prostu zdegradować, zanim trafi do zakładu. To dyskwalifikuje go z dalszych badań, szczególnie molekularnych. To są rzeczy, o których rzadko się mówi, ale one realnie wpływają na jakość rozpoznań.
Czy tworzenie Lung Cancer Units może poprawić sytuację?
Prof. Renata Langfort:
Bardzo na to liczę. Bo chociaż nie zawsze wszystko musi być „pod jednym dachem”, to dobrze zaprojektowana sieć współpracujących ośrodków, z jasnym przepływem materiału, określonymi zadaniami i specjalizacjami, bardzo poprawi sytuację. To kończy chaos. W takim modelu wiadomo, kto pobiera materiał, kto go opracowuje, kto wykonuje badania molekularne. Czas jest wtedy naszym sprzymierzeńcem, a nie wrogiem.
Pani Profesor, na koniec – czy naprawdę zainwestowanie w diagnostykę może przynieść oszczędności?
Prof. Renata Langfort:
Oczywiście. Nie ma nic droższego niż źle postawiona diagnoza lub brak diagnozy. Koszty powtórnych badań, nieefektywnego leczenia czy opóźnionych decyzji są olbrzymie – nie tylko dla systemu, ale przede wszystkim dla pacjenta. Dlatego inwestycja w nowoczesną, szybką, kompleksową diagnostykę to nie wydatek – to fundament skutecznego leczenia raka płuca.

Materiał powstał na podstawie dyskusji ekspertów i rozmowy z Panią Profesor podczas śniadania prasowego Polskiej Grupy Raka Płuca z dnia 11.06.25

To moment przełomowy. Przez ponad dwie dekady powtarzaliśmy, że Polska potrzebuje nowoczesnego, kompleksowego modelu opieki nad pacjentem z rakiem płuca. Teraz jesteśmy o krok od jego realizacji – podkreślił prof. Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca (PGRP). Lung Cancer Units (LCU) są jednym kluczowych elementów wspierających osiągnięcie założeń Misji Rak Płuca 2024 – 2034 – obniżenia umieralności z powodu raka płuca z 24% do ok. 15% oraz zwiększenia odsetka przeżyć 5-letnich z 14% do min. 20% (dla całej populacji chorych z rakiem płuca) w ciągu najbliższych 10 lat. Obecnie trwają ostatnie uzgodnienia w resorcie zdrowia przed ich implementacją.

Rak płuca to wyzwanie epidemiologiczne numer jeden. Mamy wciąż dramatycznie niskie wskaźniki przeżyć, a śmiertelność jest praktycznie równa liczbie nowych zachorowań. W ostatnich dwóch dekadach zachorowalność wśród kobiet wzrosła o blisko 100 proc., a liczba zgonów z powodu raka płuca przewyższyła już te notowane dla raka piersi. Musimy to zmienić. A zmiana wymaga systemowego podejścia – w tym wdrożenia sieci ośrodków kompetencji LCU – zaznaczył prof. Rodryg Ramlau.

Koncepcja Lung Cancer Units, czyli wyspecjalizowanych ośrodków kompleksowej opieki nad pacjentami z nowotworami płuca i klatki piersiowej, dojrzewała przez blisko dekadę – zbyt długo, jak na skalę problemu. – Jestem optymistą, więc uważam, że wreszcie jesteśmy na etapie finalnym – powiedział prof. Maciej Krzakowski, Krajowy Konsultant w dziedzinie Onkologii Klinicznej.

Jak podkreślał, ostateczny kształt LCU – wraz ze szczegółowymi wymaganiami organizacyjnymi, kadrowymi i sprzętowymi – został przekazany do Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, która AOTMiT w połowie maja wydała pozytywną opinię, rekomendując nowy model opieki. Obecnie dokument znajduje się w Ministerstwie Zdrowia i – jak zapowiadają eksperci – nie powinno być już przeszkód, by zakończyć etap formalnych uzgodnień. – Ministerstwo zwróciło się o opinię do czterech konsultantów krajowych – z zakresu torakochirurgii, radioterapii onkologicznej, pneumonologii i onkologii klinicznej. Jesteśmy zgodni co do struktury organizacyjnej LCU, dlatego najbliższe spotkanie uzgodnieniowe powinno zamknąć ten etap – mówił prof. Krzakowski.

Model LCU przewiduje trzy warianty organizacyjne, dostosowane do możliwości konkretnych placówek. Pierwszy z nich zakłada obecność oddziałów chorób płuc i onkologii klinicznej w tej samej lokalizacji oraz współpracę z chirurgią klatki piersiowej. Drugi wariant to oddziały chorób płuc, onkologii klinicznej i chirurgii klatki piersiowej – wszystkie w jednej lokalizacji. Trzeci, dostosowany do realiów wielu ośrodków onkologicznych, zakłada obecność onkologii klinicznej i chirurgii na miejscu oraz zapewnienie dostępu do oddziału chorób płuc w innej jednostce. – W praktyce trudno znaleźć ośrodki, które oferują pełne spektrum świadczeń pod jednym dachem. Dlatego tak istotne jest dopuszczenie rozwiązań konsorcyjnych – czyli sieci placówek, które razem realizują wszystkie elementy opieki – wyjaśnił prof. Krzakowski.

Model LCU obejmuje leczenie chirurgiczne, systemowe i radioterapię, ale także pełną diagnostykę – obrazową, patomorfologiczną i molekularną – a także rehabilitację, opiekę nad pacjentem po leczeniu oraz poradnictwo przeciwnikotynowe. Równie istotne są elementy związane z jakością – nadzór nad realizacją procedur oraz ich zgodność z obowiązującymi wytycznymi klinicznymi. – Ten model pozwala wreszcie uporządkować bałagan, który dziś utrudnia sprawną i skuteczną opiekę nad pacjentem z rakiem płuca – podsumował prof. Krzakowski.

Choć eksperci przyznają, że zmiana jest możliwa, sytuacja w Polsce wciąż pozostaje daleka od satysfakcjonującej. O dostępie do leczenia operacyjnego – jedynej metodzie dającej szansę na całkowite wyleczenie – mówił prof. Tadeusz Orłowski, torakochirurg, wiceprezes Polskiej Grupy Raka Płuca. – Przez wiele lat oscylowaliśmy wokół wskaźnika resekcyjności na poziomie 13–16 procent. To oznacza, że tylko taki odsetek pacjentów był kwalifikowany do leczenia operacyjnego. Tymczasem w krajach takich jak Niemcy wskaźnik ten sięga 25 procent, a w niektórych stanach USA – nawet 30 procent.

Dopiero ostatni rok przyniósł zauważalną poprawę – średni ogólnopolski wskaźnik resekcyjności wzrósł do 21,2 proc. – To istotny postęp – w porównaniu z rokiem 2022 (16,3 proc.) czy 2021 (14,8 proc.) widać wyraźny wzrost. Można więc mówić o zmianie trendu, choć z pewnością nie o systemowej stabilizacji – podkreślił prof. Orłowski.

Największy postęp osiągnięto w województwie dolnośląskim, gdzie w ciągu jednego roku liczba operowanych pacjentów z rakiem płuca… podwoiła się. – To sytuacja bez precedensu. W regionie działa sześć ośrodków realizujących programy wczesnego wykrywania raka płuca z zastosowaniem NDTK i to właśnie one przyczyniły się do takiego wzrostu. Mówimy o populacji niecałych 3,5 miliona mieszkańców – a mimo to liczba operacji wzrosła dwukrotnie – dodał prof. Orłowski.

Polska zaczyna doganiać niektóre kraje zachodniej Europy, ale do roli lidera wciąż nam daleko. – Jeśli jednak utrzymamy ten kierunek zmian – mamy szansę znaleźć się w gronie państw z dobrze zorganizowanym systemem opieki nad chorymi na raka płuca. To wymaga dalszej koordynacji, inwestycji i pełnego wdrożenia modelu LCU – zaznaczył prof. Orłowski.

Z drugiej strony, jak podkreśliła prof. Renata Langfort, prezes polskiego Towarzystwa Patologów, nawet najlepszy model organizacyjny nie przyniesie oczekiwanych efektów, jeśli nie zapewnimy realnej ciągłości i jakości diagnostyki. – Tak, myślę, że ta kompleksowa diagnostyka jest podstawą, bo jednak – chociaż widzimy poprawę, czyli 20% pacjentów to pacjenci operacyjni – to jednak pozostaje cała grupa chorych, którzy zgłaszają się z zaawansowaną chorobą nowotworową. I tutaj jest rzeczywiście ogromny problem.

Diagnostyka obrazowa to dopiero początek. – Jeśli nie mamy dobrej patomorfologii i rzetelnych wyników badań molekularnych, nie jesteśmy w stanie prowadzić skutecznego leczenia. A dziś zdarza się, że pacjent trafia do ośrodka bez rozpoznania histopatologicznego lub z rozpoznaniem opartym na niepełnym materiale – mówiła prof. Langfort.Jeszcze kilkanaście lat temu rozmaz cytologiczny był uznawany za wystarczający. Diagnoza była szybka, ale możliwości leczenia – praktycznie żadne. Dziś musimy wiedzieć, czy mamy do czynienia z rakiem gruczołowym czy płaskonabłonkowym, określić ekspresję białka PD-L1, zbadać obecność mutacji EGFR, rearanżacji ALK i wielu innych zaburzeń molekularnych. Wciąż jednak zdarza się, że pacjent otrzymuje wynik: ‘rak niedrobnokomórkowy, prawdopodobnie gruczołowy’ – i nic więcej. A to zdecydowanie za mało, by zaplanować leczenie – podkreśliła profesor.

Na ten aspekt zwrócił uwagę również prof. Maciej Krzakowski, przypominając, że miernikiem jakości patomorfologii jest m.in. odsetek przypadków oznaczonych jako NDRP-NOS – niedrobnokomórkowy rak płuca o nieokreślonym typie histologicznym. – Tego typu rozpoznań nie powinno być dziś więcej niż 10 proc. – przy obecnych możliwościach immunohistochemii i diagnostyki molekularnej. Jeśli w ośrodku jest ich więcej, oznacza to, że nie wykorzystuje on dostępnych narzędzi – zaznaczył.

Jak tłumaczyła prof. Langfort, problemem jest również brak finansowania. – Pełne badania predykcyjne – w tym oznaczenie ekspresji PD-L1 – są obecnie refundowane tylko w ośrodkach, które uzyskały akredytację w ramach zakończonego pilotażu. Pozostałe placówki nie mają możliwości rozliczania kosztów diagnostyki, więc po prostu jej nie wykonują. To trzeba pilnie zmienić. Bez systemowego wsparcia diagnostyki, mówienie o personalizacji leczenia pozostanie fikcją – dodała.

Szansą na poprawę jakości diagnostyki mają być właśnie LCU, które dzięki tworzeniu zintegrowanych konsorcjów będą mogły ustalić jasną, usystematyzowaną ścieżkę diagnostyczną – kto, gdzie i w jakim czasie wykonuje dane badania. – Dziś mamy wolną amerykankę. Materiał wędruje tygodniami między ośrodkami, a samo badanie NGS, czyli sekwencjonowanie nowej generacji, nie należy do szybkich. Do tego dochodzi problem jakości materiału – jego utrwalania, przechowywania, transportu. To wszystko wpływa na wynik – wskazała ekspertka. Tylko dobra organizacja i ścisła współpraca specjalistów – pulmonologów, chirurgów, onkologów, patomorfologów i biologów molekularnych – może zapewnić pacjentowi szybką i pełną diagnostykę. – W naszym instytucie mamy cotygodniowe konsylia. Jako patomorfolodzy dowiadujemy się na nich znacznie więcej niż z kartki ze skierowaniem. A tylko znając pełen kontekst kliniczny, możemy wydać rozpoznanie, które stanie się realną podstawą dalszego leczenia – mówiła prof. Langfort.

Badania genetyczne są refundowane, w tym sekwencjonowanie NGS, małe panele, które umożliwijąa wykrycie kilkunastu zmian molekularnych istotnych klinicznie. Problem w tym, że dostęp ten bywa jedynie teoretyczny – mówił prof. Paweł Krawczyk. Kierownik Pracowni Immunologii i Genetyki w Katedrze i Klinice Pneumonologii, Onkologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Wciąż jednak zbyt wiele ośrodków nie zleca badań molekularnych, nie przestrzega standardów lub wykonuje je z wielotygodniowym opóźnieniem. – W praktyce pacjent z podejrzeniem raka płuca przechodzi przez długą i rozproszoną ścieżkę diagnostyczną. Obieg bloczków i skierowań bywa tak nieczytelny, że wielu chorych nie trafia na czas do właściwego leczenia – albo w ogóle nie ma wykonanego badania genetycznego – zaznaczył.

Prof. Renata Langfort wskazała na potrzebę wprowadzenia tzw. jednoczasowego, warunkowego skierowania na badania molekularne. – Klinicysta, kierując na diagnostykę patomorfologiczną, powinien od razu wystawić drugie, „warunkowe” skierowanie na diagnostykę molekularną, którego patomorfolog mógłby użyć w przypadku potwierdzenia diagnozy onkologicznej (np. niedrobnokomórkowego raka płuca). To znacznie skróci cały proces, nawet o połowę – tłumaczyła.

Współczesna onkologia płuca opiera się na personalizacji terapii. – To znaczy, że decyzję o leczeniu podejmujemy na podstawie konkretnych cech biologicznych guza. Do tego potrzebne są zaawansowane badania molekularne – i to nie tylko w kierunku mutacji EGFR czy rearanżacji ALK, ale również ROS1, MET, RET, NTRK, BRAF czy KRAS. Takie badania powinny być wykonywane metodą NGS – mówił prof. Krawczyk. NGS (Next-Generation Sequencing) to technika umożliwiająca jednoczesne badanie wielu genów z jednej próbki. – Pozwala wykrywać mutacje, delecje, insercje i rearanżacje genowe – informacje kluczowe dla kwalifikacji do leczenia celowanego lub immunoterapii. Jeśli tego nie wykonamy, pacjent może nie dostać leczenia, które jest dla niego najlepsze. To nie jest opcja – to powinien być standard. I to standard bez opóźnień. O jakości diagnostyki decyduje również jakość materiału biologicznego. – Nie wystarczy wykonać biopsję. Trzeba ją dobrze zaplanować – wiedzieć, ile materiału potrzebujemy, jak go zabezpieczyć, jakie badania mają być wykonane. Tylko wtedy laboratorium będzie mogło wydać wiarygodny i kompletny wynik – dodał.

Zarówno prof. Krawczyk, jak i prof. Langfort wskazywali na konieczność wdrożenia standardów diagnostycznych i objęcia ośrodków wymogami akredytacyjnymi. – Bez tego nie zbudujemy spójnego, przewidywalnego systemu diagnostyki raka płuca – mówiła prof. Langfort. – A jeśli chcemy wdrażać Lung Cancer Units, to właśnie na tym fundamencie – dobrze zorganizowanej, kompleksowej, zintegrowanej diagnostyki – podsumował prof. Krawczyk.

Jak wskazywał prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka płuca, problemem nie jest brak dostępu do skutecznych terapii – ale ich niewłaściwe wykorzystanie. – Mamy dostęp do bardzo wielu skutecznych cząsteczek – zarówno w ramach immunoterapii, jak i leczenia celowanego. Problem polega na tym, że pacjenci zbyt rzadko trafiają na terapię w odpowiednim czasie i w odpowiedniej sekwencji. Żeby zastosować nowoczesne leczenie, trzeba mieć wcześniej odpowiednie rozpoznanie molekularne – mówił. Profesor podkreślił również, że właściwa sekwencja terapeutyczna ma kluczowe znaczenie. – Każda z cząsteczek ma swoje miejsce. Jeśli je zastosujemy za późno, tracimy szansę na wydłużenie życia pacjenta. Leczenie celowane to nie jest loteria – to precyzyjny plan, który zaczyna się od dobrej diagnostyki.

Dodał, że nowoczesne leczenie wymaga wielodyscyplinarnych konsyliów, w ramach których decyzje terapeutyczne podejmuje zespół specjalistów. – Pacjent nie może być skazany na decyzję jednego lekarza – zwłaszcza w sytuacji, gdy leczenie obejmuje chirurgię, leczenie okołooperacyjne, radioterapię i dalsze leczenie systemowe – mówił.

Zwrócił również uwagę na znaczenie profilaktyki pierwotnej, przypominając, że poradnictwo antynikotynowe powinno być integralną częścią każdego Lung Cancer Unit. – Najtańszą i najskuteczniejszą metodą ograniczania zachorowalności na raka płuca pozostaje ograniczenie palenia tytoniu. Tymczasem nie mamy ogólnopolskiego programu walki z nikotynizmem, brakuje refundacji leków wspomagających rzucenie palenia, a poradnictwo antynikotynowe praktycznie nie istnieje. To powinno być standardowym elementem każdego LCU – stwierdził prof. Kowalski.

Wdrażanie Lung Cancer Units powinno przebiegać etapami, ale konsekwentnie i przy pełnym wsparciu Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia.

Szanowni Państwo, myślę, że przekonaliśmy już wszystkich: powstanie LCU to nie kwestia prestiżu, ale konieczność. Przez ponad 10 lat zabiegaliśmy o model, który zintegrowałby opiekę, przyspieszył diagnostykę i poprawił wyniki leczenia. Dziś jesteśmy o krok od jego realizacji. To nie tylko szansa na systemową poprawę – to realna nadzieja dla tysięcy pacjentów, którzy zbyt długo czekali na opiekę na miarę XXI wieku – podsumował prof. Rodryg Ramlau.

 
Tekst powstał na podstawie wypowiedzi ekspertów podczas śniadania prasowego Polskiej Grupy Raka Płuca pt. „Kompleksowa ścieżka pacjenta z rakiem płuca. Wdrażamy Lung Cancer Units”, które odbyło się 11 czerwca 2025 r. w Warszawie.
źródło: PGRP
Ze względu na złożoność diagnostyki i metod terapii, leczenie raka płuca wymaga wielodyscyplinarnej współpracy wielu specjalistów. Współpraca taka zakłada wymianę opinii w celu zaproponowania pacjentowi optymalnej ścieżki leczenia. Z uwagi na złożoność danych genomicznych niezbędne jest współpraca torakochirugów z onkologami klinicznymi, patologami i biologami molekularnymi. Obecnie, kwalifikacja chorych w stopniu zaawansowania II lub III powinna się odbywać z uwzględnieniem możliwości leczenia okołooperacyjnego w zespołach wielodyscyplinarnych na etapie diagnostyki wstępnej tzn. przed rozpoczęciem leczenia przyczynowego.
Leczenie raka płuca, ze względu na biologiczną heterogenność oraz przeważającą liczbę przypadków diagnozowanych w stadiach zaawansowanych, wymaga kompleksowego podejścia. Co istotne, pierwotne leczenie chirurgiczne o założeniu radykalnym jest możliwe jedynie u ok. 20% chorych na niedrobnokomórkowego raka płuca (NDRP). U 30-50% chorych po resekcji występują nawroty choroby i przerzuty w odległych narządach, co stanowi wskazanie do stosowania leczenia okołooperacyjnego.
 
Polska nadal należy do krajów Unii Europejskiej z najwyższymi współczynnikami umieralności na nowotwory złośliwe. Dzięki współpracy z kilkunastoma bardzo znamienitymi towarzystwami naukowymi, w ramach Misji Rak Płuca, jesteśmy na etapie tworzenia drogi, która ma zmienić podejście do leczenia chorych na raka płuca, wprowadzić nowoczesne metody diagnostyczne, poprawić przede wszystkim ich dostępność dla naszych chorych i zwiększyć odsetek pacjentów, którzy będą w nowoczesny sposób leczeni. Istotną rolę odgrywa tutaj wczesna diagnostyka. Wielu specjalistów z różnych dziedzin musi się zaangażować, żebyśmy mogli dokonać postępu. – podkreślał prof. Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca, podczas premiery raportu „Nowe możliwości chirurgii i leczenia okołooperacyjnego raka płuca”.
 
Małoinwazyjna, nowoczesna torakochirurgia – gdzie jesteśmy?
 
Leczenie chirurgiczne pozostaje najskuteczniejszą metodą leczenia miejscowej choroby nowotworowej, dającą szansę na całkowite wyleczenie – W tej dziedzinie dokonał się olbrzymi postęp, kiedyś operowało się pacjentów w sposób rozległy, teraz coraz bardziej oszczędny dzięki chirurgii małoinwazyjnej. – mówił prof. Tadeusz Orłowski, wiceprezes Polskiej Grupy Raka Płuca.
 
Standardy resekcji płuca pozostają takie same, natomiast przełom obserwujemy w metodach dostępu operacyjnego. – Stosuje się obecnie metody małoinwazyjne z zastosowaniem niewielkiej ilości nacięć bez żadnego rozwarcia międzyżebrza, w czym upatruje się główny czynnik bólowy. Cały zabieg jest wykonywany pod kontrolą obrazu na monitorze przez torakochirurga, natomiast zakres resekcji pozostaje ten sam. W tej chwili w skali kraju, biorąc pod uwagę wszystkie mniejsze i większe ośrodki, prawie połowa operacji torakochirurgicznych jest wykonywana metodami małoinwazyjnymi (wideotorakoskopia), a w ośrodkach wiodących, odsetek sięga ten nawet 80% (waha się między 60 a 80%). Te liczby są bardzo dokładnie przez monitorowane, jesteśmy w czołówce krajów europejskich. – podkreślał prof. Cezary Piwkowski, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów, Kierownik Oddziału Torakochirurgii Wielkopolskiego Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii.
 
Wprowadzenie robotów chirurgicznych było kolejnym znaczącym krokiem w rozwoju małoinwazyjnej torakochirurgii, mającym wpływ na dalszą poprawę wyników leczenia, zwiększenie bezpieczeństwa zabiegu i poszerzenie zakresu zabiegów wykonywanych małoinwazyjnie.
 
– Nie ma możliwości innej jak tylko taka, żeby torakochirurgia w szerokim stopniu implementowała robotyczną chirurgię do swojego arsenału. Po pierwsze, pacjent dzisiaj szuka dobrej jakości i bardzo ceni sobie umiejętności zespołu. W przypadku chirurgii robotowej, wymagane jest przejście długotrwałego, certyfikowanego, bardzo precyzyjnego i usystematyzowanego szkolenia, zakończonego egzaminem. Od 3 lat w Polsce wykonywane są zabiegi resekcji miąższu płucnego z wykorzystaniem tej technologii, od 2 lat w Centrum Onkologii w Bydgoszczy. – wskazywał prof. Janusz Kowalewski, Dyrektor Centrum Onkologii im. prof. F. Łukaszczyka w Bydgoszczy, ustępujący prezes Polskiego Towarzystwa Kardio-Torakochirurgów.
 
Robotyka zwiększa możliwości i zakres ruchu narzędzi chirurgicznych i eliminuje drgania nadgarstka, to wygoda dla chirurga i przede wszystkim bezpieczeństwo dla pacjenta.  Problemem pozostaje brak refundacji procedury torakochirurgii robotowej w Polsce. – W dalszym ciągu tego typu procedura nie jest rozpoznawana przez NFZ. Z przykrością muszę stwierdzić, że w kontekście torakochirurgii z asystą robota, odstajemy od wielu krajów rozwiniętych. Potrzebne jest zrozumienie, że przed postępem nie uciekniemy i ten postęp powinniśmy kreować w kraju, który dysponuje tak dużym potencjałem intelektualnym i dobrze przygotowaną kadrą. Robotyka to przede wszystkim bezpieczeństwo pacjenta, a zabiegi są powtarzalne. – dodał prof. Kowalewski.
 
– Dzisiejsze spotkanie to okazja do ponowienia apelu naszego środowiska o realizację programu rozwoju chirurgii robotycznej w torakochirurgii, który przedstawiliśmy ponad 2 lata temu w Ministerstwie Zdrowia. Przykładem dobrych rozwiązań są Czechy, gdzie na zasadzie konsensusu pomiędzy władzami a środowiskiem torakochirurgicznym, ustalono, że powstanie 8 ośrodków, gdzie torakochirurgia robotowa będzie dostępna, a zakup robotów jest dokonywany centralnie.  – podkreślił prof. Cezary Piwkowski.
 
Zakup robotów dla większości ośrodków stanowi barierę finansową. – Inwestycja w robota chirurgicznego, niezależnie od producenta, jest dużym wysiłkiem finansowym dla szpitala i praktycznie dla większości ośrodków jest trudna do realizacji bez wsparcia zewnętrznego. Na dziś, czekamy cały czas na decyzję decydentów, przede wszystkim dotyczącą wprowadzenia procedury do koszyka świadczeń, ponieważ inaczej nie ma w ogóle żadnej możliwości starania się przez ośrodek torakochirurgiczny o jakiekolwiek środki publiczne na ten cel. – dodał prof. Piwkowski.
 
Leczenie okołooperacyjne znacząco poprawia wskaźniki przeżycia
 
Ze względu na złożoność diagnostyki i metod terapii, leczenie raka płuca wymaga wielodyscyplinarnej współpracy wielu specjalistów. Współpraca taka zakłada wymianę opinii w celu zaproponowania pacjentowi optymalnej ścieżki leczenia. Z uwagi na złożoność danych genomicznych niezbędne jest współpraca torakochirugów z onkologami klinicznymi, patologami i biologami molekularnymi. Obecnie, kwalifikacja chorych w stopniu zaawansowania II lub III powinna się odbywać z uwzględnieniem możliwości leczenia okołooperacyjnego w zespołach wielodyscyplinarnych na etapie diagnostyki wstępnej tzn. przed rozpoczęciem leczenia przyczynowego.
 
– Aktualnie onkologia kliniczna stanowi niesamowite wsparcie dla leczenia radykalnego. Samodzielne leczenie chirurgiczne to trochę za mało w przypadku niedrobnokomórkowego raka płuca, bowiem nawet świetnie wykonana operacja, stwarza ryzyko wznowy miejscowej, jak i przyrzutów odległych. Jest to zależne od szeregu czynników, a jednym z nich jest stopień zaawansowania pooperacyjnego. Nawet w pierwszym stopniu zaawansowania to ryzyko sięga ok. 20%, a w trzecim stopniu, pomimo radykalnie przeprowadzonej resekcji, przekracza już 50% i sięga nawet 70%. – zaznaczył prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca.
 
Leczenie okołooperacyjne wspomaga skuteczność chirurgii. Stosuje się obecnie różne jego schematy, przedoperacyjnie, pooperacyjnie oraz tzw. „kanapkowe”, gdzie chory otrzymuje leczenie wstępne, potem chirurgiczne, a następnie uzupełniające.
 
– Stosujemy już, nie klasyczną chemioterapię, która jako leczenie uzupełniające zwiększa tylko o ok. niecałe 5%, szansę wyleczenia trwałego w aspekcie 5 lat, ale połączenie chemioterapii i immunoterapii w różnej sekwencji. Tutaj, leczenie okołooperacyjne z zastosowaniem zarówno niwolumabu, pembrolizumabu jak i durwalumabu ma pozytywne badania kliniczne. Tego typu terapia powoduje znamienne zwiększenie tzw. całkowitych odpowiedzi patomorfologicznych, czyli w materiale pooperacyjnych nie ma komórek nowotworowych żywych – jest to od 5 do 10 razy większy odsetek niż po klasycznej chemioterapii. To niezależny czynnik, który wpływa na całkowity czas przeżycia. U chorych leczonych okołooperacyjnie szansa przeżycia wynosi grubo powyżej 90%. – dodał prof. Kowalski.
 
Pierwszym kryterium kwalifikacji do okołooperacyjnej immunochemioterapii jest określenie typu histologicznego NDRP łącznie z oceną ekspresji białka PDL-1 oraz wykluczeniem obecności wariantów patogennych genów EGFR, ALK i ROS1, co wymaga uzyskania odpowiedniej jakości materiału tkankowego umożliwiającego ocenę patomorfologiczną, immunohistochemiczną oraz molekularną.
 
Leki ukierunkowane molekularnie są obecnie stosowane w leczeniu uzupełniającym m.in. ozymertynib u chorych z wariantami patogennymi genu EGFR, gdzie redukcja ryzyka zgonu wynosi aż 80%. Od 1 kwietnia na listę refundacyjną trafi też nowa technologia – inhibitor kinaz tyrozynowych – alektynib w leczeniu uzupełniającym chorych z rearanżacją w genie ALK. Tutaj również redukcja ryzyka zgonu wynosi prawie 80%.
 
Prof. Kowalski podkreślił, że środowisko kliniczne czeka na możliwość leczenie kanapkowego, które jeszcze bardziej poprawia wyniki wspólnego leczenia.W XXI wieku leczenie nawet zaawansowanych stadiów ma za zadanie przekształcenie raka w chorobę przewlekłą, aby to było możliwy wszyscy musimy działać razem. – mówił prof. Kowalski.
 
– Wprowadzenie nowoczesnych metod leczenia systemowego, w tym okołooperacyjnego, to dla nas torakochirurgów bardzo pozytywne zjawisko. Skojarzenie tego leczenia z chirurgią poprawia wyniki lecenia w sposób istotny, szczególnie w schematach leczenia przedoperacyjnego, gdzie rzeczywiście u prawie u 1/4 chorych możemy się spodziewać całkowitej odpowiedzi patologicznej. – dodał prof. Cezary Piwkowski.
 
Zastosowanie leczenia okołooperacyjnego w praktyce klinicznej jest nowym wyzwaniem dla torakochirurgów i wymaga ich aktywnego udziału w diagnostyce i procesie planowania ścieżki leczenia chorego we współpracy ze specjalistami onkologii klinicznej i diagnostami. Wyzwaniem jest zwiększenie odsetka chorych kwalifikowanych do terapii przedoperacyjnej (obecnie tylko 30%), aby mieli oni szansę na włączenie leczenia uzupełniającego po operacji.
 
Lung Cancer Units – optymalny model opieki nad chorymi na raka płuca
 
Leczenie skojarzone w raku płuca powinno być realizowane w ośrodkach, które dysponują pełnym zespołem wielodyscyplinarnym, obejmującym torakochirurga, onkologa klinicznego, pulmonologa, radioterapeutę, patomorfologa, radiologa oraz diagnostę molekularnego i zapleczem diagnostyczno-terapeutycznym. Tylko w takich warunkach możliwe jest optymalne podejmowanie decyzji terapeutycznych i zapewnienie chorym najwyższej jakości opieki.
 
– Polska Grupa Raka Płuca już od wielu lat stara się przekonać decydentów i środowisko lekarskie do tego, abyśmy stworzyli sieci ośrodków kompetencji raka płuca. Międzynarodowe obserwacje i badania potwierdziły, że możliwość dostępu pacjentów do ośrodków wysokiej kompetencji, czyli leczenia interdyscyplinarnego, poprawia w sposób jednoznaczny wiele wskaźników. Mówimy tutaj o efektywnym postępowaniu, o uzyskaniu długiego czasu wolnego od progresji, poprawy czasu całkowitego przeżycia, a przede wszystkim dostępności wszystkich chorych do nowoczesnego leczenia. – podkreślił prof. Rodryg Ramlau.
 
Ostatnie 5 lat szczególnie doprowadziło do zmiany standardów leczenia raka płuca, co wymaga zdecydowanych rozwiązań organizacyjnych i systemowych. – Abyśmy mogli to leczenie prowadzić w sposób właściwy i efektywny potrzeba jest współpraca. Aktualnie, jedynie 60% polskich pacjentów otrzymuje leczenie zgodne ze standardami europejskimi, czyli pozostali chorzy nie mają wykonywanych określonych analiz molekularnych i innych badań, które kwalifikują chorych do nowoczesnych terapii. Chcemy to za wszelką cenę poprawić. Jesteśmy po wielu rozmowach z Ministerstwem Zdrowia i parlamentarzystami, podczas których wskazywaliśmy, że powstanie sieci ośrodków Lung Cancer Units realnie poprawi sytuację chorych. – dodał prof. Ramlau.
 
– Polska Grupa Raka Płuca mówiła o potrzebie wdrożenia ośrodków kompetencji już w 2011, czyli za chwilę minie 15 lat, kiedy czekamy na to rozwiązanie. Leczenie chorego dzisiaj jest interdyscyplinarne – każdy przypadek powinien być omawiany przez zespół wielodyscyplinarny, aby wybrać optymalny schemat leczenia. Nie musi być to realizowane pod jednym dachem. – wskazał prof. Orłowski.

Zapoznaj się z pełną treścią raportu „Nowe możliwości chirurgii i leczenia okołooperacyjnego raka płuca”:
https://polgrp.org.pl/premiera-raportu-nowe-mozliwosci-chirurgii-i-leczenia-okolooperacyjnego-raka-pluca/

źródło: PGRP
– Rak płuca to nowotwór szczególny – nie tylko ze względu na swoją agresywność, ale także ze względu na to, że jego skuteczne leczenie wymaga błyskawicznej diagnostyki, dostępu do nowoczesnych terapii i ścisłej współpracy lekarzy różnych specjalizacji – zaznacza prof. Rodryg Ramlau. Jego zdaniem kluczowym rozwiązaniem, które mogłoby zmienić obecny stan rzeczy, jest utworzenie Lung Cancer Units.
W lutym w Sejmie RP[1], eksperci, przedstawiciele ministerstwa zdrowia, parlamentarzyści i organizacje pacjentów mówili o potrzebie istotnych zmian systemowych w opiece nad pacjentami z rakiem płuca w Polsce. Dyskusja koncentrowała się na wyzwaniach w diagnostyce i leczeniu tej choroby oraz pilnej potrzebie wdrożenia ośrodków kompleksowej opieki Lung Cancer Units (LCU), które mogłyby znacząco poprawić wyniki terapii i koordynację opieki nad pacjentami, a tym samym poprawić przeżywalność polskich chorych i ujednolicić standard leczenia.

Prof. Rodryg Ramlau: Rak płuca wymaga interdyscyplinarnej i kompleksowej opieki
Jednym z kluczowych ekspertów zabierających głos w dyskusji był prof. Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca i uznany autorytet w dziedzinie onkologii. W swojej wypowiedzi podkreślił, że nowoczesna opieka nad pacjentami z rakiem płuca nie może opierać się wyłącznie na leczeniu pojedynczych przypadków w rozproszonych ośrodkach, bez skoordynowanego planu postępowania. Prof. Rodryg Ramlau przypomniał, że w czerwcu ubiegłego roku PGRP, we współpracy z kilkunastoma towarzystwami naukowymi oraz organizacjami zajmującymi się tematyką raka płuca, zainicjowała Misję Rak Płuca 2024–2034[2], która zmapowała najpilniejsze wyzwania i wskazała kierunki poprawy opieki i konkretne rozwiązania.

– Rak płuca to nowotwór szczególny – nie tylko ze względu na swoją agresywność, ale także ze względu na to, że jego skuteczne leczenie wymaga błyskawicznej diagnostyki, dostępu do nowoczesnych terapii i ścisłej współpracy lekarzy różnych specjalizacji – zaznaczył prof. Ramlau.

Zdaniem Profesora kluczowym rozwiązaniem, które mogłoby zmienić obecny stan rzeczy, jest utworzenie Lung Cancer Units – wyspecjalizowanych, wielodyscyplinarnych ośrodków dedykowanych wyłącznie pacjentom z rakiem płuca. Podobne jednostki funkcjonują z powodzeniem w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii, znacznie skracając czas diagnostyki i zwiększając skuteczność leczenia.

– W tej chwili pacjent z podejrzeniem raka płuca często czeka tygodniami na pełną diagnostykę i rozpoczęcie leczenia. W tym czasie choroba postępuje, zmniejszając szanse na skuteczną terapię. W Lung Cancer Units diagnostyka mogłaby być realizowana kompleksowo, w jednym miejscu i w jak najkrótszym czasie. – dodał ekspert.

– Ponad 25 proc. wszystkich zgonów w Polsce z powodu nowotworów złośliwych wynika z przebiegu raka płuca. Naszym celem jest, aby w ciągu najbliższej dekady ten odsetek zmniejszył się do 15 proc. Konieczna jest także poprawa odsetka 5-letnich przeżyć z obecnych 14 proc. do co najmniej 20 proc. we wszystkich grupach wiekowych. – dodał Profesor Ramlau.

W raku płuca liczba nowych zachorowań jest niemal identyczna z liczbą zgonów: Według danych z Krajowego Rejestru Nowotworów w 2022 r. odnotowano 20,7 tys. nowych przypadków, podczas gdy w tym samym roku z powodu raka płuca zmarło 20,9 tys. osób. Tylko 15-20 proc. pacjentów, u których zdiagnozowano raka płuca, kwalifikuje się do leczenia radykalnego, tj. dającego szansę nie tylko na wydłużenie życia, ale na wyleczenie. U blisko 80 proc. chorych rak płuca diagnozowany jest już w postaci zaawansowanej.

Prof. Ramlau podkreślił również, że w Polsce istnieją już ośrodki dysponujące odpowiednim zapleczem do stworzenia LCU – kluczowe jest jednak ich formalne uznanie i wdrożenie systemowych rozwiązań umożliwiających ich funkcjonowanie.

Z punktu widzenia aktualnych i nadchodzących możliwości leczenia skojarzonego – w tym okołooperacyjnego i kolejnych linii w przypadku zaawansowanego raka płuca (program lekowy B.6. to najbardziej rozbudowany i skomplikowany program terapeutyczny w Polsce) LCU powinny powstawać w dużych ośrodkach onkologicznych lub w konsorcjum z nimi, w celu zapewnienia leczenia zgodnego ze standardami klinicznymi.

Co ważne gotowy projekt modelu LCU w Polsce, nad którym pracowali m.in. Konsultant Krajowy w dziedzinie Onkologii Klinicznej, liczni eksperci, w tym z Polskiej Grupy Raka Płuca, powstał w ramach Krajowej Rady Onkologicznej i w połowie 2024 roku został przekazany do resortu zdrowia do prac legislacyjnych.

Ministerstwo Zdrowia o statusie prac nad Lung Cancer Units
Dominika Janiszewska-Kajka, zastępca dyrektora Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, podczas posiedzenia sejmowej Podkomisji Stałej ds. Onkologii podkreśliła, że jednym z kluczowych działań jest wprowadzenie badań przesiewowych w kierunku raka płuca, w tym trwałe uwzględnienie niskodawkowej tomografii komputerowej w koszyku profilaktycznych programów zdrowotnych (przesiewowych).

Dyrektor zaznaczyła, że resort zdrowia dostrzega potrzebę poprawy jakości leczenia raka płuca i prowadzi analizy dotyczące sposobu organizacji i finansowania takich ośrodków. – Obecnie pracujemy nad wytycznymi, które pozwolą określić, jakie placówki mogłyby pełnić funkcję Lung Cancer Units. Jednym z kluczowych wyzwań jest ustalenie standardów kadrowych, sprzętowych oraz ścieżek finansowania takich jednostek. – mówiła.

Zapowiedziała również, że w najbliższych miesiącach mogą pojawić się pierwsze pilotażowe placówki tego typu, jednak zaznaczyła, że pełne wdrożenie tego modelu wymaga jeszcze doprecyzowania kwestii organizacyjnych i legislacyjnych.

Badania przesiewowe i dostęp do diagnostyki molekularnej – wciąż wiele do zrobienia
Podczas posiedzenia poruszony został również temat badań przesiewowych oraz dostępności nowoczesnej diagnostyki molekularnej, która jest kluczowa dla skutecznej terapii raka płuca. Aleksandra Wilk, przedstawicielka organizacji pacjenckiej, wskazała na problemy związane z finansowaniem badań diagnostycznych, takich jak oznaczanie ekspresji PD-L1, które mają kluczowe znaczenie dla kwalifikacji pacjentów do terapii immunoonkologicznych.

– Obecnie pacjenci często muszą finansować diagnostykę molekularną z własnych środków lub czekać na jej realizację w ramach ograniczonego budżetu placówek. To znacząco opóźnia rozpoczęcie leczenia i zmniejsza szanse na skuteczną terapię – alarmowała Wilk.

Eksperci zwrócili także uwagę na potrzebę wznowienia akredytacji zakładów patomorfologii, która nie tylko gwarantuje jakość badań diagnostycznych, ale też umożliwia ich pełne finansowanie przez płatnika publicznego. – W tej chwili cześć badań nie jest zlecanych (w tym ocena eksprsji białka PD-L1), ponieważ grono zakładów nie ma akredytacji, a od ponad roku nie jest ona kontynuowana – wskazywała prof. Renata Langfort, prezes Polskiego Towarzystwa Patologów, apelując do ministerstwa zdrowia o podjęcie pilnych działań w tym zakresie.

Według ekspertów i organizacji pacjentów, skuteczny program badań przesiewowych jest konieczny, aby diagnozować raka płuca na wczesnym etapie, kiedy możliwości skutecznego leczenia są największe. Z danych wynika, że obecnie większość przypadków wykrywana jest w zaawansowanym stadium, kiedy szanse na wyleczenie są znacznie ograniczone.

Pilna potrzeba systemowych zmian
Eksperci, pacjenci oraz parlamentarzyści byli zgodni co do tego, że Lung Cancer Units to model, który należy jak najszybciej wdrożyć w Polsce.

Najważniejsze postulaty z posiedzenia obejmują:

Środowisko medyczne i pacjenckie mówi w znacznym stopniu jednym głosem – wskazując jak bardzo potrzebne są kompleksowe zmiany w opiece nad pacjentami z rakiem płuca, a ich realizacja powinna stać się jednym z priorytetów systemu ochrony zdrowia w Polsce. Kluczowe pytanie brzmi: czy Ministerstwo Zdrowia i decydenci polityczni podejmą działania, które pozwolą na wdrożenie potrzebnych rozwiązań w tym roku?

 
[1] Posiedzenie Podkomisji ds. Onkologii, 20 lutego, Sejm RP
[2] Misja Rak Płuca 2024 – 2034: https://polgrp.org.pl/misja-rak-pluca/

źródło: PGRP

Rak płuca to wciąż jedno z kluczowych wyzwań zdrowotnych w Polsce. – Jako lekarz onkolog chciałbym, by radykalne leczenie było jak najskuteczniejsze. Aby się tak mogło stać, potrzebne jest szybkie rozpoznanie choroby i wdrażanie najnowocześniejszych metod diagnostycznych i terapeutycznych. Tymczasem badania przesiewowe na nowych zasadach powinny się znaleźć w katalogu świadczeń w połowie 2025 roku. Moim celem jest, aby nasz kraj wprowadził szerokie badania przesiewowe w kierunku wczesnego wykrycia raka płuca i dzięki temu zwiększył się odsetek chorych operowanych radykalnie. – podkreśla prof. dr hab. n. med. Rodryg Ramlau, kierownik Kliniki Onkologii Uniwersytetu Medycznego im. K. Marcinkowskiego w Poznaniu, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.
Katarzyna Redmerska: Misja Rak Płuca 2024-2034 to wspólna inicjatywa Polskiej Grupy Raka Płuca, której jest Pan Profesor prezesem i Towarzystw Naukowych działających w obszarach medycyny rodzinnej, diagnostyki, chirurgii i onkologii na rzecz poprawy efektów opieki nad pacjentami z rakiem płuca. Proszę nieco przybliżyć misję tej ważnej inicjatywy?

Prof. dr hab. n. med. Rodryg Ramlau: Rak płuca to wciąż jedno z kluczowych wyzwań zdrowotnych w naszym kraju. Jest przyczyną największej liczby zgonów związanych z nowotworami. Jednocześnie w ostatniej dekadzie dokonał się znaczący przełom w poznaniu biologii tego typu nowotworu, co przełożyło się m.in. na rozwój wielu innowacyjnych, skutecznych metod zarówno diagnostycznych jak i terapeutycznych, które doprowadziły do poprawy wyników leczenia. Warunkiem sukcesu jest wykorzystanie potencjału zespołów interdyscyplinarnych przez odpowiednią organizację działań w zakresie profilaktyki pierwotnej i wtórnej, a także koordynacji procesu diagnostyczno-terapeutycznego od podejrzenia po zakończenie terapii i monitorowania efektów leczenia jak i działań niepożądanych.

Tworząc Misję Raka Płuca 2024-2034 chcemy wskazać kierunki optymalizacji w perspektywie krótko i długookresowej, które będą miały największy wpływ na realną poprawę jakości i długości życia chorych na raka płuca. To swoista „mapa drogowa” dla środowiska medycznego, pacjenckiego, a także instytucji ochrony zdrowia, pozwalająca na zmniejszenie obciążenia rakiem płuca dla zdrowia publicznego, życia społecznego i gospodarczego Polek i Polaków.    

Katarzyna Redmerska: W Poznaniu odbyła się niedawno II Konferencja Naukowa pn. „Powikłania Warte Poznania w onkologii i hematologii”. Uczestnicy mieli możliwość wymienić doświadczenia, poszerzyć i usystematyzować wiedzę. Jak Pan podsumowuje wydarzenie, jest sukces?

Prof. dr hab. n. med. Rodryg Ramlau: Bez wątpienia jest sukces (śmiech), z czego jako dyrektor Instytut Onkologii Uniwersytetu im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu – organizatora konferencji, jestem niebywale dumny. To naukowe wydarzenie cieszy się coraz większym zainteresowaniem wśród lekarzy różnej specjalności, szczególnie onkologów i hematologów. Musimy sobie zdawać sprawę, że pomimo zmiany standardów leczenia, wciąż nie mamy wystarczającej kontroli nad powikłaniami wynikłymi z nowoczesnego leczenia nowotworów złośliwych. Wymiana doświadczeń i ciągłe poszerzanie wiedzy umożliwia specjalistom lepsze poznanie meandrów procesów powikłań i ich jak najskuteczniejsze eliminowanie czy też minimalizowanie.

Katarzyna Redmerska: Niestety decyzje dotyczące organizacji leczenia raka płuca wciąż się odwlekają, jak wdrożenie ogólnokrajowego skriningu przy pomocy niskodawkowej tomografii komputerowej, które miało nastąpić z początkiem 2025 roku, a tymczasem resort zdrowia przesunął termin do połowy roku. Czy Pan Profesor ustosunkowuje się do tego wyrozumiale czy jednak jest rozczarowanie?

Prof. dr hab. n. med. Rodryg Ramlau: Oczywiście, że jest rozczarowanie. Jako lekarz onkolog chciałbym, by radykalne leczenie było jak najskuteczniejsze. Aby się tak mogło stać, potrzebne jest szybkie rozpoznanie choroby i wdrażanie najnowocześniejszych metod diagnostycznych i terapeutycznych. Tymczasem badania przesiewowe na nowych zasadach powinny się znaleźć w katalogu świadczeń w połowie 2025 roku. Moim celem jest aby nasz kraj wprowadził szerokie badania przesiewowe w kierunku wczesnego wykrycia raka płuca i dzięki temu zwiększył się odsetek chorych operowanych radykalnie.  

Katarzyna Redmerska: Porozmawiajmy jeszcze o lung cancer unit. Ile ośrodków w Polsce mogłoby podjąć się wdrożeniu tego systemu?

Prof. dr hab. n. med. Rodryg Ramlau: Myślę, że około 20 placówek. Następnie zostaną włączone kolejne szpitale, które posiadały odpowiednie kwalifikacje i spełnią wymogi stawiane Ośrodkom Kompetencji. Oczywiście leczenie chorych na raka płuca w tych placówkach będzie nadal prowadzone na dotychczasowych zasadach.

Katarzyna Redmerska: Jak wygląda sytuacja zasobów kadrowych, sprzętu ilości łóżek?
Prof. dr hab. n. med. Rodryg Ramlau: Liczba chorych onkologicznych wzrasta (w szpitalach brakuje miejsc), a liczba specjalistów nie ulega zwiększeniu. Młodzi adepci sztuki lekarskiej nie garną się do tej specjalizacji, bo jest trudna. Biorąc pod uwagę niedobory kadrowe lekarzy i pielęgniarek, należy poszukiwać metod, które pozwolą na skrócenie podawania leku, jego przygotowania przez aptekę jak też umożliwią leczenie ambulatoryjne i skrócenie pobytu pacjenta w szpitalu. Przykładem tego będzie dostęp stosowania zarejestrowanych i refundowanych w niedalekiej przyszłości leków onkologicznych w formie podskórnej. Podsumowując: lepsze wykorzystanie kadr medycznych pozwoli na szybszy dostęp do leczenia i pozostawienie miejsc szpitalnych dla tych najbardziej potrzebujących chorych. Należy w niedalekiej przyszłości rozważyć konieczność bezpośredniej współpracy z lekarzami rodzinnymi, którzy mogliby objąć opieką niektóre grupy chorych onkologicznych w trakcie ambulatoryjnego leczenia systemowego.

Katarzyna Redmerska: Na koniec pytanie życzeniowe: w Pana opinii jest nadzieja, aby system zdrowia działał tak, aby pacjent onkologiczny był zaopiekowany w stu procentach i miał szanse na jak najdłuższe życie?

Prof. dr hab. n. med. Rodryg Ramlau:  Oczywiście, że tak! Pacjent musi przede wszystkim trafić do ośrodka wielospecjalistycznego, gdzie uzyska kompleksową opiekę onkologiczną. Sukces tkwi w interdyscyplinarnym podejściu do pacjentów onkologicznych. Lekarze muszą mieć komfort pracy, a nie a nie tracić czas na biurokratyczne procedury narzucone przez płatnika. Ten czas powinni poświęcić pacjentowi i poszerzaniu swojej wiedzy.   

Dokument kierunkowy Misja Rak Płuca 2024 – 2034:
https://polgrp.org.pl/premiera-dokumentu-kierunkowego-misja-rak-pluca-2024-2034-przeczytaj-raport/

opracowanie: red. Katarzyna Redmerska

źródło: redakcja, PGRP
Liczba zachorowań i zgonów z powodu raka płuca stale rośnie (ponad 20 000), dlatego rozwiązania organizacyjne i systemowe, nie mogą czekać kolejnych miesięcy czy lat. Wśród kluczowych rekomendacji dokumentu kierunkowego MISJA RAK PŁUCA 2024 – 2034 znalazły się przede wszystkim, wdrożenie krajowego programu przesiewowego za pomocą niskodawkowej tomografii komputerowej. finansowanego przez NFZ, aktywizacja polityki antynikotynowej, w tym stworzenie sieci poradni antynikotynowych, edukacja lekarzy POZ, którzy w dużym stopniu decydują o szybkości rozpoczęcia diagnostyki, finansowanie sekwencjonowania nowej generacji (kompleksowego profilowania genomowego) oraz badań ekspresji białka PDL-1, wznowienie akredytacji Jednostek Diagnostyki Patomorfologicznej oraz niezwłoczne wdrożenie Lung Cancer Unitów (ośrodków kompetencji).
Polska Grupa Raka Płuca (PGRP) we współpracy z wieloma towarzystwami naukowymi i organizacjami działającymi w onkologii, pulmonologii, diagnostyce i medycynie rodzinnej, opracowała ważny dokument kierunkowy MIASJA RAK PŁUCA 2024 – 2034, wytyczający kierunki strategiczne i działania mające na celu poprawę opieki nad pacjentami z rakiem płuca w ciągu najbliższych 10 lat. Dokument zawiera dogłębną analizę sytuacji w zakresie profilaktyki, diagnostyki i leczenia raka płuca w Polsce, w tym zmian które już się dokonały lub są w trakcie realizacji oraz wskazuje kluczowe rekomendacje konkretnych rozwiązań, które mają poprawić wskaźniki przeżycia pacjentów i ograniczyć liczbę zgonów.

Liczba zachorowań i zgonów z powodu raka płuca stale rośnie, dlatego rozwiązania organizacyjne i systemowe, nie mogą czekać kolejnych miesięcy czy lat. Wśród kluczowych rekomendacji dokumentu kierunkowego MISJA RAK PŁUCA 2024 – 2034 znalazły się przede wszystkim, wdrożenie krajowego programu przesiewowego za pomocą niskodawkowej tomografii komputerowej. finansowanego przez NFZ, aktywizacja polityki antynikotynowej, w tym stworzenie sieci poradni antynikotynowych, edukacja lekarzy POZ, którzy w dużym stopniu decydują o szybkości rozpoczęcia diagnostyki, finansowanie sekwencjonowania nowej generacji (kompleksowego profilowania genomowego) oraz badań ekspresji białka PDL-1, wznowienie akredytacji Jednostek Diagnostyki Patomorfologicznej oraz niezwłoczne wdrożenie Lung Cancer Unitów (ośrodków kompetencji).
 
Dokument Misja Rak Płuca 2024 – 2034 stworzyło wspólnie ponad 13 towarzystw naukowych i organizacji – Głównym celem, który sobie postawiliśmy, to przede ograniczenie negatywnych skutków, zarówno zdrowotnych, społecznych i gospodarczych, jakie powoduje rak płuca. Ogromnym wyzwaniem jest nie tylko zachorowalność, ale również nadumieralność chorych. Rak płuca, to jedyny nowotwór złośliwy, który niestety zabiera ze sobą co roku podobną liczbę naszych pacjentów, ile zachorowuje, czyli ponad 20 000. Odpowiada on za 5% wszystkich zgonów w Polsce. – mówił prof. Rodryg Ramlau, prezes Polskiej Grupy Raka Płuca.

Dlatego głównym celem PGRP i inicjatywy Misja Rak Płuca jest obniżenie odsetka zgonów, który obecnie wynosi niemal 25% do 10% i doprowadzenie wskaźników pięcioletnich przeżyć przynajmniej do 20%.

– To pierwszy tak kompleksowy dokument, do którego przyłączyły się wszystkie towarzystwa naukowe, które mają styczność z rakiem płuca. Mamy dobry program lekowy, ale on nie jest w pełni wykorzystywany. Bez koordynacji i dostępu do szybkiej i kompleksowej diagnostyki nie osiągniemy poprawy wskaźników. – wskazał prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca i dodał – Mam nadzieję, że wkrótce skończą się prace nad ośrodkami doskonałości leczenia raka płuca.

– Jednocześnie warto wspomnieć, że w ciągu ostatniej dekady dokonał się znaczący przełom w poznaniu biologii nowotworu płuca, co przełożyło się na rozwój wielu innowacyjnych, skutecznych metod diagnostyki i leczenia raka płuca, czego efektem jest znamienna poprawa rokowań pacjentów oraz zwiększenie naszych możliwości na całkowite wyleczenie. Warunkiem sukcesu, jest optymalne wykorzystanie tego potencjału, poprzez odpowiednią organizację działań w zakresie profilaktyki pierwotnej i wtórnej oraz koordynacji procesu diagnostyczno-terapeutycznego od podejrzenia po zakończenie terapii i monitorowanie efektów. – dodał prof. Rodryg Ramlau.

Profesor Joanna Didkowska, kierownik Krajowego rejestru Nowotworów, podkreśliła, że od lat obserwujemy stopniowy spadek zachorowań wśród mężczyzn, ale jednocześnie niepokojąco szybki wzrost zachorowań wśród kobiet – Najlepszą interwencją byłoby obniżenie liczby osób palących, zwłaszcza dotarcie z informacją o szkodliwości palenia do kobiet.

– Polska jest, po krajach bałkańskich, państwem z najgorszymi wskaźnikami dotyczącymi palenia w Europie. Tymczasem od 2016 roku przestaliśmy realizować krajową strategię antytytoniową, opracowaną niegdyś przez prof. Witolda Zatońskiego – zauważył dr Jerzy Gryglewicz, jeden ze współautorów dokumentu kierunkowego.

Profesor Renata Langfort, prezes Polskiego Towarzystwa Patologów, wskazała, że w ciągu ostatnich kilku lat zaszły korzystne zmiany w obszarze diagnostyki i patomorfologii, udało się między innymi zdefiniować standardy dla laboratoriów. – Jednak po pilotażu akredytacji Jednostek Diagnostyki Patomorfologicznej, który trwał do połowy 2023 r., miała nastąpić regularna akredytacja zakładów patomorfologii, jednak do tej pory się to nie zadziało. Teraz Ministerstwo Zdrowia obiecuje, że nastąpi to w przyszłym roku. Tymczasem to diagnostyka patomorfologiczna jest podstawą to tego, aby pacjent mógł skorzystać z nowoczesnego leczenia, które jest dostępne m.in. w ramach programu lekowego.

Ponadto wyzwaniem jest mała liczba zakładów patomorfologii i ich brak w części placówek onkologicznych (na miejscu) – Zakłady patomorfologii są rozsiane po całej Polsce. To przekłada się negatywnie na jakość materiału w diagnostyce raka płuca. Trzeba rozwiązać problem z zewnętrznymi zakładami patomorfologii – wspólnie wskazali prof. Renata Langfort i prof. Paweł Krawczyk, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Genetyki Człowieka.

Wszyscy eksperci zgodzili się, że największym wyzwaniem aktualnie jest zbyt długa i nieskoordynowana diagnostyka pacjentów z rakiem płuca. Podobnie uważają pacjenci – Najpilniejszym wyzwaniem jest skrócenie ścieżki diagnostycznej, która prowadzi pacjenta do rozpoczęcia leczenia. Chcemy wykrywać chorobę na wczesnym etapie, aby skuteczniej wyprowadzić pacjentów z choroby. Dzisiaj chorzy muszą czekać 3 miesiące na skierowanie do badania tomografią komputerową, co sprawia, że trafiają do leczenia z choroba bardzo już zaawansowaną, nieoperacyjną. – mówiła Aleksandra Wilk, dyrektor sekcji raka płuca Fundacji TO SIĘ LECZY.
 
Kluczowe wyzwania dotyczące raka płuca, które wskazują autorzy dokumentu:
Kluczowe kierunki zmian, które wskazują eksperci to przede wszystkim:
Pełna treść dokumentu dostępna pod linkiem:
https://polgrp.org.pl/premiera-dokumentu-kierunkowego-misja-rak-pluca-2024-2034-przeczytaj-raport/

Ralacja z konferencji inaugurującej raport:

źródło: Medicalpress, PGRP
foto: Dorota Mirska

W Polsce każdego roku z powodu raka płuca umiera ponad 20 tys. chorych[1]. Nowotwór ten pozostaje główną przyczyną śmierci pacjentów onkologicznych i odpowiada za nawet co czwarty zgon z powodu raka. – Pierwsze objawy raka płuca są nieswoiste, dlatego wszyscy, bez wyjątku, powinniśmy zachować czujność onkologiczną i regularnie się badać, szczególnie jeśli znajdujemy się w grupie podwyższonego ryzyka zachorowania na ten nowotwór – przypomina Anna Kupiecka, prezeska Fundacji Onkocafe – Razem Lepiej, inicjatora kampanii „Onkopomocnik – wiedza jest ważna”.
Rak płuca jest najczęściej diagnozowanym nowotworem na świecie. Tylko w naszym kraju co roku jest rozpoznawany u około 12 tys. mężczyzn i ponad 8 tys. kobiet[2]. 1 sierpnia w geście solidarności z chorymi na raka płuca ustanowiono Światowym Dniem Świadomości Raka Płuca (World Lung Cancer Day). Dzień ten to okazja, aby zwiększyć wiedzę na temat tej choroby, promować działania profilaktyczne, diagnostyczne i terapeutyczne, a także wspierać pacjentów oraz ich rodziny.

Palacze w grupie ryzyka
Na zwiększenie ryzyka zachorowania na raka płuca istotny wpływ ma palenie tytoniu, a zerwanie z nałogiem, obok zachowania zdrowego trybu życia, nadal uznaje się za najbardziej skuteczną metodę zmniejszania prawdopodobieństwa rozwoju choroby. Zresztą dym tytoniowy, który w swoim składzie ma nawet 4000 związków chemicznych, w tym ponad 400 o działaniu drażniącym i 50 o działaniu rakotwórczym, może powodować też inne schorzenia m.in. rozedmę płuc, raka języka, raka wargi, raka jamy ustnej czy krtani, a nawet raka nerki, żołądka i przełyku. Warto jednak pamiętać, że rak płuca może dotknąć zarówno palaczy, jak i osoby, które nigdy nie paliły papierosów. Wśród innych czynników ryzyka rozwoju tej choroby wymienia się m.in. bierne palenie, zanieczyszczenie powietrza, historia rodzinna raka płuca.

Polacy, badajmy się
Rak płuca często jest nazywany cichym zabójcą, gdyż może się rozwijać przez wiele lat nie dając żadnych objawów. Te, jeśli się już pojawią, często są związane z zaawansowaniem choroby i wystąpieniem odległych przerzutów do innych narządów – podkreśla prof. dr hab. n. med. Dariusz M. Kowalski, onkolog kliniczny, Sekretarz Generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie. – Stąd też w tej chorobie najważniejsze jest wczesne rozpoznanie, które może przełożyć się na poprawę rokowania i skuteczności leczenia.

Rak płuca można podzielić na dwa główne typy: niedrobnokomórkowego (NDRP) lub drobnokomórkowego (DRP) raka płuca. W ramach tych dwóch grup wyróżnia się kilka podtypów, które mają różne cechy kliniczne, biologię i strategie leczenia, zależne m.in. of profilu molekularnego nowotworu.

Jeśli spojrzeć na dane OECD, to pod względem częstotliwości wizyt lekarskich, Polska jest w europejskiej czołówce[3]. Niestety w gabinecie najczęściej pojawiamy się już z konkretnym problemem zdrowotnym, by go wyleczyć, rzadziej, by chorobie zapobiec i stosować profilaktykę. Z tą myślą ponad dwa lata temu zainicjowałyśmy kampanię edukacyjną Onkopomocnik, w ramach której edukujemy pacjentów na temat profilaktyki nowotworów i zachęcamy ich do regularnego badania się, dzielimy się też podstawową wiedzą o diagnostyce i leczeniu raka płuca – tłumaczy prezeska Onkocafe.

Program profilaktyki raka płuca w Polsce
Długotrwały kaszel, duszności i świszczący oddech, plucie krwią, zmęczenie czy utrata masy ciała – tak najczęściej objawia się rak płuc. Jeśli zauważymy je u siebie lub kogoś z naszego otoczenia, od razu powinniśmy się zgłosić do lekarza i poprosić o skierowanie na badanie RTG płuc lub tomografię komputerową. 

Zresztą w Polsce dla osób szczególnie zagrożonych rakiem płuca opracowany został na lata 2021-2024 Ogólnopolski Program Wczesnego Wykrywania Raka Płuca (WWRP) za pomocą niskodawkowej tomografii komputerowej (NDTK), który ma na celu nie tylko wzrost wiedzy na temat raka płuca, ale i wykrywanie go na wczesnym etapie. Więcej informacji o samym programie, jak również porad psychologicznych, zdrowotnych i dietetycznych pacjenci i ich bliscy znajdą na stronie internetowej Onkopomocnika: https://onkopomocnik.pl/.    

Im wcześniej rozpoznamy chorobę, tym większe szanse mamy na wyleczenie, pierwsze efekty programu przesiewowego raka płuca pokazują, że jest on w polskim systemie konieczny. Dlatego też mamy nadzieję, że zgodnie z zapowiedziami będzie on kontynuowany w kolejnych latach i przyczyni się do zwiększenia wczesnych wykryć raka płuca w Polsce – zauważa prof. Dariusz M. Kowalski i dodaje. – Kolejnym etapem, jeśli wystąpi podejrzenie raka, jest kompleksowa diagnostyka, która powinna obejmować nie tylko badania obrazowe, ale też endoskopowe, ocenę wydolności układu oddechowego oraz badanie patomorfologiczne, w części przypadków istotne jest zastosowanie nowoczesnej diagnostyki molekularnej, by potwierdzić lub wykluczyć występowanie mutacji w komórkach nowotworu.

Polskie Towarzystwo Onkologiczne w kontekście diagnostyki pacjentów z rakiem płuca w wybranych przypadkach zaleca wykonanie już na samym początku diagnostyki kompleksowego profilowania genomowego. W ramach jednego badania można przeanalizować kilkaset zmian w genomie jednocześnie i uzyskać pełną wiedzę o typie nowotworu, sposobie leczenia, a także monitorować efekty terapii.

Od 2022 r. pacjenci i fundacje ich zrzeszające nieprzerwanie ubiegają się o objęcie refundacją tego świadczenia. Opracowana w 2023 r. przez Polskie Towarzystwo Onkologiczne karta świadczenia opieki zdrowotnej – „Badanie kompleksowego profilowania genomowego (CGP), wykonywane metodą wysokoprzepustowego sekwencjonowania następnej generacji (NGS) w diagnostyce molekularnej pacjentów z nowotworami złośliwymi” – choć uzyskała pozytywną rekomendację Prezesa AOTMiT w październiku tego samego roku, już prawie rok czeka na wprowadzenie do systemu ochrony zdrowia jako świadczenie gwarantowane.

Pacjenci zbyt długo czekają na diagnozę i rozpoczęcie leczenia. W tej chorobie czas ma krytyczne znaczenie, niekiedy może decydować o życiu pacjenta. Dlatego z nadzieją oczekujemy kolejnych, zapowiadanych działań resortu w zakresie wdrożenia Lung Cancer Unitów, usprawnień w ścieżce diagnostycznej, w tym poszerzenia dostępu do diagnostyki molekularnej, ale także wdrożenia długofalowego programu profilaktycznego opartego na tomografii niskodawkowej. Liczymy też na to, że tempo udostępniania nowoczesnych terapii, które w ostatnich latach w Polsce znacząco przyspieszyło, zostanie utrzymane – dodaje Anna Kupiecka.
 
[1] https://onkologia.org.pl/pl/raporty, dane dla całej Polski za rok 2021
[2] https://onkologia.org.pl/pl/raporty, dane dla całej Polski za rok 2021
[3]https://www.oecd.org/en/data/indicators/doctors-consultations.html?oecdcontrol-0ad85c6bab-var1=AUT%7CBEL%7CCZE%7CDNK%7CEST%7CFIN%7CFRA%7CDEU%7CGRC%7CHUN%7CIRL%7CITA%7CLVA%7CLTU%7CLUX%7CNLD%7CPOL%7CPRT%7CSVK%7CSVN%7CESP%7CSWE

źródło: mat. pras.

Współpraca interdyscyplinarna szerokiego grona ekspertów pozwala szybko i co najważniejsze, precyzyjnie rozpoznać nowotwór płuca, z jakim mamy do czynienia. To także gwarancja prawidłowego postępowania z pobranym od pacjenta materiałem histologicznym i cytologicznym – mówi prof. Dariusz M. Kowalski, sekretarz generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, dodając, że cały ten proces skupia się ostatecznie na wybraniu odpowiedniego leczenia, które uzależnione jest od zaawansowania jednostki chorobowej, typu, podtypu, profilu molekularnego i immunologicznego nowotworu. 
Rak płuca należy do jednego z najczęściej rozpoznawanych nowotworów złośliwych. Niestety wciąż zbyt często rozpoznawany jest w stadium, gdy na leczenie jest zbyt późno. – W leczeniu istotna jest pełna i szybka diagnostyka, tylko wtedy możemy przedłużyć pacjentowi życie – mówi prof. dr hab. n. med. Dariusz M. Kowalski, onkolog kliniczny, Sekretarz Generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, kierownik oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej Narodowego Instytutu Onkologii-Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, podkreślając w tym procesie rolę zespołów wielodyscyplinarnych.
 
Wyzwaniem współczesnej onkologii jest zapewnienie choremu kompleksowej opieki – wykorzystując w tym celu wszelkie metody o sprawdzonej naukowo wartości oraz oczywiście diagnostyka i terapia na najwyższym poziomie jakościowym.

Rak płuca – z tym da się żyć
Nowotwór płuca to niezmiennie najczęściej diagnozowany w Polsce rak (rokrocznie zapada na niego ponad 21 tys. osób) – stanowi on niemal 14 proc. nowotworów złośliwych u mężczyzn i 12 proc. u kobiet. Dotyka głównie palaczy, ale nie tylko. Chorują także osoby młode. Ten rodzaj nowotworu niesie za sobą złe rokowanie, przede wszystkim z powodu zbyt późnego zdiagnozowania (rozwija się bezobjawowo przez wiele lat). Jak wskazuje prof. dr hab. n. med. Dariusz M. Kowalski, onkolog kliniczny i specjalista radioterapii onkologicznej, Sekretarz Generalny Polskiej Grupy Raka Płuca, tylko pełna i szybka diagnostyka pozwala ustalić optymalne leczenie onkologiczne.

„Jedynie 15 proc. chorych z nowo rozpoznanym rakiem płuca kwalifikuje się do operacji. Natomiast około 30 proc. pacjentów do innej formy terapii radykalnej” – tłumaczy, podkreślając: – „Większość chorych na raka płuca wymaga szczegółowej diagnostyki histopatologicznej jak i molekularnej, tylko wtedy można dokonać wyboru najlepszego i najskuteczniejszego schematu leczenia, który pozwoli doprowadzić do wyleczenia lub znamiennie przedłużyć pacjentowi życie”.

W leczeniu raka płuca niebagatelną rolę odgrywa współpraca interdyscyplinarna, czyli wielospecjalistyczny zespół specjalistów, w którego skład wchodzą: onkolodzy klinicznie, chirurdzy klatki piersiowej (torakochirurdzy), radioterapeuci, radiolodzy, patomorfolodzy, biolodzy molekularni.

„Współpraca interdyscyplinarna szerokiego grona ekspertów pozwala szybko i co najważniejsze, precyzyjnie rozpoznać nowotwór płuca, z jakim mamy do czynienia. To także gwarancja prawidłowego postępowania z pobranym od pacjenta materiałem histologicznym i cytologicznym” – mówi prof. Kowalski, dodając, że cały ten proces skupia się ostatecznie na wybraniu odpowiedniego leczenia, które uzależnione jest od zaawansowania jednostki chorobowej, typu, podtypu, profilu molekularnego i immunologicznego nowotworu. 

Rak płuca staje się chorobą przewlekłą
Jeszcze kilka lat temu diagnoza „rak płuca” była wyrokiem. Obecnie medycyna dysponuje nowymi terapiami, które przedłużają życie. Wśród takich terapii znajduje się immunoterapia, uważana za rewolucyjną.

„Rak płuca zawsze należał do chorób śmiertelnych. Dzisiaj dla niektórych chorych możemy tak dobrać leczenie, że przeprowadzimy ich w fazę przewlekłą” – tłumaczy prof. Dariusz M. Kowalski. – „Leki immunologiczne całkowicie zmieniły leczenie pewnej grupy pacjentów. Ta forma terapii nie jest stricte leczeniem antynowotworowym, a leczeniem odblokowującym układ odpornościowy. Zreaktywowany układ odpornościowy sam niszczy komórki nowotworowe. Możliwa jest całkowita remisja i zniknięcie zmiany nowotworowej”.

Jak podkreśla specjalista, 15-20 proc. pacjentów z zaawansowanym nowotworem płuca żyje 5 lat i dłużej. Przed immunoterapią nie było to możliwe.

Wyzwania w diagnostyce i leczeniu raka płuca w Polsce
Czas od wystąpienia objawów sugerujących obecność nowotworu do rozpoczęcia leczenia raka płuca jest obecnie w Polsce zbyt długi, a ponadto u znacznej części chorych nie jest stosowane odpowiednie leczenie skojarzone. Z programu lekowego raka płuc powinno korzystać 50 proc. pacjentów, a robi to jedynie 20 proc.
Jak zauważa prof. Dariusz M. Kowalski, widoczne są bariery organizacyjne i systemowe w optymalnej diagnostyce i leczeniu raka płuca.

„Przede wszystkim opóźnienia w diagnostyce wstępnej, gdy pacjent musi czekać na wizytę w poradni innej niż onkologiczna (do onkologa nie jest wymagane skierowanie). Ponadto zbyt mały dostęp do badań endoskopowych z odpowiednią możliwością pobrania materiału w odpowiedniej ilości i jakości” – wymienia, wskazując, że konsylia zajmujące się planem leczenia chorego, niejednokrotnie nie są przeprowadzane w sposób optymalny. Składa się na to nie tylko niedokładna diagnostyka, ale również jej fragmentaryzacja jak i fragmentaryzacja leczenia oraz zbyt mała współpraca między specjalistami i ośrodkami. – „Niewątpliwie usprawniłoby ścieżkę pacjenta utworzenie ośrodków, które poprowadziłyby diagnostykę w sposób zgodny ze standardami obowiązującymi w całym kraju. Pacjent trafiłby na konsylium z pełną informacją, a to pozwoliłoby na podjęcie decyzji o zastosowaniu właściwego leczenia” – podsumowuje prof. Dariusz M. Kowalski, onkolog kliniczny, Sekretarz Generalny Polskiej Grupy Raka Płuca.

Ponadto nie można zapominać o zmianach w programach lekowych raka płuca. Wciąż pojawiają się nowe leki zwiększające szansę chorego na wyleczenie. Ważna jest także walka z nikotyzmem – palenie papierosów pozostaje główną przyczyną raka płuca.

Ministerstwo Zdrowia i Lung Cancer Unit
W leczeniu raka płuca ważne jest wdrażanie opieki koordynowanej. Utworzenie sieci Lung Cancer Unit, gdzie chorzy objęci są kompleksową opieką od podejrzenia nowotworu do wyleczenia – miało nastąpić w 2022 roku, niestety są opóźnienia. Michał Dzięgielewski, dyrektor departamentu w MZ poinformował właśnie, że LCU niebawem do dwóch unitów narządowych (rak piersi, rak jelita grubego) dołączy trzeci i będzie to rak płuca. Zanim jednak ruszy legislacja, najpierw opinie ekspertów. Jak podkreśla Dzięgielewski, ważne jest, aby były jasne, nowoczesne wytyczne, zgodne ze standardami.

Przypomnijmy, że Polska Grupa Raka Płuca w oczekiwaniu na ministerialne posunięcia nie została bierna – stworzyła tzw. wirtualny Lung Cancer Unit. W szpitalach powstały terminale do wideokonferencji, co stanowi platformę do komunikacji między ośrodkami. Projekt cieszy się zainteresowaniem i co najważniejsze spełnia swoją rolę.
 
 
źródło: redakcja Medicalpress, rozmawiała redaktor Katarzyna Redmerska