Medicalpress
Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej wraz z przedstawicielami innych dyscyplin klinicznych apeluje do Ministerstwa Zdrowia o zniesienie limitów na procedury radioizotopowe. Argumenty? Ograniczenia nie służą ani pacjentom, ani systemowi opieki zdrowotnej. Dzięki zniesieniu limitów możemy leczyć pacjentów wcześniej, skuteczniej i taniej – przekonują specjaliści. Obecnie jedynie pacjenci spełniający wskazania do badania PET/CT, wymienione w rozporządzeniu Ministra Zdrowia i zarządzaniu Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, mogą liczyć na wykonanie tego badania w ramach finansowania ze środków publicznych
 
Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej postuluje zniesienie limitów na procedury radioizotopowe, wykorzystywane między innymi w diagnostyce onkologicznej, kardiologicznej, neurologicznej i endokrynologicznej. Specjaliści przekonują, że przez obowiązujące obecnie ograniczenia tracą zarówno pacjenci, jak i system opieki zdrowotnej.
 
Dr n. med. Andrzej Kołodziejczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej, zauważa, że dla wielu procedur radioizotopowych nie istnieje alternatywa, czyli inne badania, które umożliwiałoby diagnostykę zmian na tak wczesnym etapie i w sposób tak samo precyzyjny, jak umożliwiają to dostępne powszechnie techniki diagnostyczne wykorzystujące izotopy promieniotwórcze.
 
– Procedury medycyny nuklearnej są obecnie najbardziej czułymi i specyficznymi technikami, zarówno w diagnostyce wstępnej, jak i ocenie efektów prowadzonej terapii oraz leczeniu w wielu dyscyplinach klinicznych. Co więcej, są to procedury precyzyjnie celowane i personalizowane. Oznacza to, że dzięki nim możemy diagnozować i leczyć nie na poziomie chorych narządów czy tkanek, ale chorych komórek. Potwierdzają to badania i wytyczne międzynarodowych towarzystw naukowych. Dysponujemy bezpiecznymi, skutecznymi i efektywnymi kosztowo metodami diagnozowania i leczenia pacjentów, ale problemem są ograniczenia administracyjne w stosowaniu procedur radioizotopowych. Apelujemy do Ministerstwa Zdrowia o zniesienie, wzorem procedur radiologicznych, tych ograniczeń i przekonujemy, że dzięki temu skorzystają zarówno pacjenci, jak i system opieki zdrowotnej – mówi dr Andrzej Kołodziejczyk.
 
Jak wyjaśnia prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej, w przypadku procedur medycyny nuklearnej obecnie problemem jest niejednokrotnie podwójne a nawet potrójne limitowanie, które ogranicza pacjentom dostęp do badań i terapii radioizotopowych.
 
Pierwszym limitem regulującym wykonywanie procedur medycyny nuklearnej jest Prawo Atomowe. Ustawa reguluje tak zwane „moce przerobowe” zakładów medycyny nuklearnej, adekwatnie do infrastruktury, w tym ilości i jakości urządzeń, zaplecza lokalowego, zabezpieczeń radiologicznych i liczebności personelu. To naturalny limit wynikający z samej natury ochrony radiologicznej będącej „abecadłem” każdego medyka nuklearnego. To mocny argument za zniesieniem limitów na procedury medycyny nuklearnej – już sama ustawa powoduje, że tych specyficznych procedur nie można wykonywać więcej niż to możliwe, bezpieczne i potrzebne. Drugi limit ma charakter administracyjno-finansowy. To bariery wynikające z kontraktów ośrodków z Narodowym Funduszem Zdrowia. To na tym etapie pojawiają się dodatkowe ograniczenia, które powodują mniejszą dostępność badań radioizotopowych i kolejki pacjentów oczekujących na diagnostykę nuklearną. Trzeci limit dotyczy rygorystycznych, określonych przez płatnika, wskazań do wykonywania badań PET/CT. To limit merytoryczny, który ogranicza grupę pacjentów, u których można wykonać tę procedurę do chorych jedynie z określonymi w przepisach wskazaniami (pomimo, że według aktualnej wiedzy medycznej możemy i powinniśmy stosować PET/CT u znacznie szerszej grupy pacjentów). Ostatnie dwa z wymienionych trzech ograniczeń skutkują generowaniem kolejek oraz znacznie utrudniają podejmowanie ostatecznych, optymalnych decyzji klinicznych – przyznaje dr Andrzej Kołodziejczyk.
 
Obecnie jedynie pacjenci spełniający wskazania do badania PET/CT, wymienione w rozporządzeniu Ministra Zdrowia i zarządzaniu Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia, mogą liczyć na wykonanie tego badania w ramach finansowania ze środków publicznych.
 
– Tylko pacjenci opisani w przepisach mogą liczyć na to, że zostaną do badania PET/CT zakwalifikowani. Jeżeli chorzy już przeszli etap formalny, to spotykają się z limitem NFZ. Oznacza to, że jeśli ośrodek wyczerpał już na przykład pulę badań na dany okres, to pacjenci – na przykład w trakcie leczenia onkologicznego – powinni czekać na wykonanie badania do czasu, aż limit na nowo „wpuści ich do kolejki”. Klinicyści prowadzący pacjenta mogą w takiej sytuacji albo oczekiwać, że placówka medycyny nuklearnej zdecyduje o wykonaniu badania ponad limit (co jest ryzykowne w świetle obaw kadry zarządzającej ośrodkami o zapłatę za tak zwane nadwykonania) albo skierować pacjenta na inne, potencjalnie mniej czułe i skuteczne, ale nielimitowane badania. Takie postępowanie rzutuje na dalsze postępowanie a w efekcie na rokowanie. Nie jest to korzystne ani dla pacjenta, ani dla systemu opieki zdrowotnej. Leczenie, zamiast wczesne i skuteczne, może się okazać opóźnione i nie „do końca trafione”. A wtedy może determinować bardziej złożone i często znacznie bardziej kosztowne postępowanie. Mówiąc najprościej: nikomu się to nie opłaca – tłumaczy dr Andrzej Kołodziejczyk.
 
Pułapka czeka także na pacjentów objętych kartą DiLO. W ramach tej ścieżki diagnostyki onkologicznej procedury medycyny nuklearnej nie są limitowane. Diagnostyka wstępna odbywa się poza kolejnością i obejmuje wszystkich – również tych pacjentów, u których podejrzenie choroby nowotworowej nie zostanie potwierdzone. A to duży odsetek poddanych wstępnej diagnostyce onkologicznej. Dla chorych, którym postawiono już rozpoznanie, wspomniane ograniczenia zaczynają już jednak obowiązywać.
 
Pacjenci, którym w karcie DiLO postawiono rozpoznanie nowotworowe, stają się pacjentami „limitowanymi” – potwierdza prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej i wyjaśnia: – Konsylium zamknęło kartę DiLO, pacjent ma postawione rozpoznanie onkologiczne i w razie potrzeby wykonania badania radioizotopowego… staje w kolejce. Przykładem chorych, u których takie ograniczenie może poważnie rzutować na rokowania, są pacjenci hematoonkologiczni. W terapii chłoniaków trzeba oceniać zmiany i postęp terapii zarówno na wczesnym, jak i na późniejszym etapie leczenia i od tej zasady nie ma odstępstwa. Badania po prostu muszą być wykonane w odpowiednim czasie. To samo dotyczy pacjentów z rakiem płuca, mięsakami, rakiem jajnika. Od możliwości optymalnego wykonania procedur zależy rokowanie. Mowa zatem o limitach na wagę zdrowia i życia – przekonuje dr Andrzej Kołodziejczyk.
 
– Badanie PET/CT jest nieodzownym narzędziem w diagnostyce i monitorowaniu leczenia chorych na nowotwory układu chłonnego. W ostatnim czasie w Polsce zostało zrefundowanych wiele nowoczesnych, ale i bardzo kosztownych terapii, co wymaga ich umiejętnego i racjonalnego wykorzystania. Bez odpowiedniej diagnostyki obrazowej, szczególnie PET/CT, podejmowanie optymalnych dla chorego decyzji jest bardzo utrudnione. Obecnie nie ma możliwości prowadzenia nowoczesnego leczenia chorych na chłoniaka Hodgkina bez oceny PET/CT. W tej chorobie obrazowanie PET/CT pozwala ograniczyć chemioterapię u pacjentów z dobrą, wczesną odpowiedzią na leczenie, a zintensyfikować u tych z niezadowalającą regresją chłoniaka. Odpowiednia dostępność badania PET/CT nie tylko zmniejsza zatem narażenie wielu chorych na toksyczność leczenia, ale pozwala również płatnikowi na oszczędności związane z ograniczeniem terapii i mniejszymi kosztami leczenia działań niepożądanych. Ta technologia obrazowania ma podobnie szerokie zastosowanie w ocenie stopnia zaawansowania i ocenie skuteczności leczenia w większości chłoniaków nieziarniczych. Obecne zalecenia rekomendują wykorzystanie PET/CT w obrazowaniu zmian także u chorych na szpiczaka plazmocytowego. Z punktu widzenia hematologa dostęp do badania PET/CT w odpowiednim czasie umożliwia szybkie rozpoczęcie leczenia, a następnie jego monitorowanie. Ograniczenia dostępu do tego badania bardzo komplikują proces terapeutyczny. – komentuje prof. dr hab. n med. Tomasz Wróbel, Kierownik Katedry i Kliniki Hematologii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu
 
źródło: PTMN 
W Centrum Onkologii w Bydgoszczy przygotowania do rekrutacji pacjentów do eksperymentalnego badania klinicznego weszły w decydującą fazę. To rezultat największego w konkursie grantu naukowego Agencji Badań Medycznych – 74 miliony złotych – który przyznano zespołowi Zakładu Neuroonkologii i Radiochirurgii pod kierownictwem prof. Macieja Harata. Badanie ma ruszyć na początku 2026 roku i jest dedykowane pacjentom ze wznową glejaka wielopostaciowego – jednego z najgroźniejszych nowotworów mózgu.
„To ogromna radość – po pierwsze dlatego, że mamy realną szansę poprawić los pacjentów, którzy dziś mają bardzo ograniczone możliwości leczenia. Po drugie – to uznanie dla ciężkiej pracy mojego zespołu i Zarządu Centrum Onkologii, którzy pomogli doprowadzić projekt do perfekcji. Ale zaraz potem przyszło poczucie odpowiedzialności – teraz musimy to wszystko skutecznie i perfekcyjnie wdrożyć. To wielkie wyzwanie” – mówi prof. Maciej Harat.

Projekt zakłada zastosowanie trzech zaawansowanych metod terapeutycznych: obrazowania molekularnego PET z użyciem FET-tyrozyny, precyzyjnej radiochirurgii stereotaktycznej oraz terapii zmiennym polem elektrycznym. To ostatnie rozwiązanie jest zatwierdzoną metodą leczenia wznowy glejaka m.in. w USA i UE, jednak w Polsce pozostaje na razie niedostępne w ramach refundacji.

„Terapia opiera się na działaniu zmiennego pola elektrycznego, które zakłóca podział komórek nowotworowych. Pacjent nosi elektrody przymocowane do skóry głowy, połączone z lekkim urządzeniem. Co ważne – można z nim normalnie funkcjonować, pracować, a nawet jeździć na rowerze. To rozwiązanie nowej generacji, które dopiero od niedawna jest dostępne w Polsce dotychczas jedynie komercyjnie” – wyjaśnia prof. Harat.

Badanie będzie prowadzone wyłącznie w Centrum Onkologii w Bydgoszczy, a terapia zmiennym polem elektrycznym zostanie pozyskana z zewnętrznych ośrodków. „Chcemy zaatakować glejaka w te miejsca, które mogą ograniczać skuteczność terapii zmiennym polem elektrycznym. Wykorzystamy do tego PET znakowany tyrozyną i stereotaktyczną radiochirurgię. Poza tym zapewniamy chorym dostęp do terapii zmiennym polem elektrycznym, która jest zatwierdzoną metodą leczenia wznowy w USA i na terenie UE a wciąż nierefundowaną w Polsce. Łączymy trzy technologie, które dotąd badaliśmy we wstępnych naszych projektach i dały one bardzo obiecujące wyniki”.

Rekrutacja rozpocznie się w pierwszych tygodniach 2026 roku i potrwa przez trzy lata. Do badania zostanie zakwalifikowanych 92 dorosłych pacjentów z glejakiem wielopostaciowym IV stopnia, maksymalnie do trzeciej wznowy, o wielkości guza nieprzekraczającej 5 cm. „Pacjenci, w złym stanie sprawności, u których guz zajmuje większość mózgu, nie będą mogli uczestniczyć w badaniu. Duże znaczenie podczas kwalifikacji do badań będzie miało też dotychczas zastosowane leczenie. Pacjenci będą mogli zgłaszać się ze skierowaniem od swojego onkologa czy neurochirurga. Kwalifikację przeprowadzi zespół specjalistów Zakładu Neuroonkologii Centrum Onkologii” – zaznacza prof. Harat.

Zespół, który będzie prowadził badanie, liczy kilkanaście osób – to lekarze neuroonkolodzy, radiochirurdzy, badacze oraz koordynatorzy do spraw kontaktu z pacjentami. „Zespół jest dobrze zaplanowany. Poza mną jako głównym badaczem, w projekt zaangażowani są lekarze Zakładu Neuroonkologii: dr Maciej Blok, dr Magdalena Adamczak Sobczak czy prof. Bogdan Małkowski, a także koordynatorzy kontaktu z pacjentami. Łącznie jest to kilkanaście osób, które będą współpracować na co dzień, by zapewnić bezpieczeństwo i jakość całego badania. Liczymy, że miesięcznie będziemy mogli włączać 2–4 pacjentów”.

Niestety, pacjenci, u których glejaka dopiero zdiagnozowano, nie kwalifikują się do tego badania klinicznego. Choroba ta wciąż pozostaje jedną z najtrudniejszych do leczenia. „Glejak wielopostaciowy to najczęstszy złośliwy nowotwór mózgu u dorosłych – diagnozujemy go u około 1000–1500 osób rocznie. Rokowania są niestety trudne – mediana przeżycia to 12–16 miesięcy. Choroba często szybko wraca, a możliwości leczenia przy kolejnych wznowach są ograniczone” – mówi prof. Harat.

Wczesne objawy bywają niespecyficzne i łatwo je zbagatelizować. „Napad padaczkowy czy nagła utrata przytomności to jedne z pierwszych objawów. Ale także narastające bóle głowy, zaburzenia zachowania, widzenia, trudności z mową czy orientacją. Problem w tym, że nowotwór często nie daje wczesnych objawów. Gdy coś nas niepokoi – warto zgłosić się do lekarza rodzinnego i to omówić. Najczęściej niezbędny jest rezonans magnetyczny. Glejaka można zdiagnozować dość szybko, ale trudniej określić jego dokładne granice. To właśnie chcemy zmienić dzięki dokładniejszemu obrazowaniu”.

Nie ma profilaktyki ani jednoznacznych grup ryzyka. „Glejak może dotknąć każdego – od dzieci po osoby starsze. Najczęściej pojawia się w wieku 40–50 lat. Nie wiemy, co powoduje chorobę – nie ma potwierdzonych zależności z trybem życia, paleniem czy dietą”.

Prof. Harat podkreśla, że już niebawem pojawią się konkretne informacje dotyczące zapisów do badania. „Jeszcze raz jednak proszę o chwilę cierpliwości. Zdajemy sobie sprawę, że wielu chorych czeka na konkrety – i te już wkrótce się pojawią. Na stronie Centrum Onkologii zamieścimy wszystkie szczegóły dotyczące naboru do badania”.

Źródło: Centrum Onkologii w Bydgoszczy

Dzięki medycynie nuklearnej możemy diagnozować wcześniej i leczyć skuteczniej, a w wielu przypadkach unikać niepotrzebnych lub nieskutecznych postępowań terapeutycznych. To poprawa rokowania, oszczędność czasu i środków. Warunek? Zniesienie limitów na wykonywanie procedur radioizotopowych – wskazuje dr n. med. Andrzej Kołodziejczyk, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej 4. Wojskowego Szpitala Klinicznego z Polikliniką SP ZOZ we Wrocławiu, kierownik Pracowni Pozytonowej Tomografii Emisyjnej (PET) w Dolnośląskim Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii we Wrocławiu, aktualnie urzędujący prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.

Medycyna nuklearna to jedna z najbardziej precyzyjnych i skutecznych dziedzin współczesnej diagnostyki i terapii. Pozwala wykrywać zmiany chorobowe zanim będą one widoczne w tradycyjnych badaniach obrazowych, umożliwia wczesne leczenie i optymalizację kosztów terapii. Mimo to dostęp do niej w Polsce wciąż ograniczają limity administracyjne.

O tym, dlaczego ograniczenia te nie mają uzasadnienia merytorycznego i jakie niosą konsekwencje dla pacjentów oraz całego systemu opieki zdrowotnej, mówi dr n. med. Andrzej Kołodziejczyk – prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej. 

Panie Doktorze, specjaliści różnych dyscyplin klinicznych podkreślają, że medycyna nuklearna to dziedzina interdyscyplinarna i szczególna. Na czym polega jej specyfika?
Medycyna nuklearna istotnie różni się od innych metod rozpoznawania chorób. Diagnostyczne procedury medycyny nuklearnej, procedury radioizotopowe, zwłaszcza badania fuzyjne z CT lub MRI,  odzwierciedlają nie tyle obraz danych tkanek czy narządów, ile ich funkcję, czyli w odniesieniu do organizmów żywych – metabolizm. Można powiedzieć, że badanie z zakresu medycyny nuklearnej, które jako jedyne badanie ukazuje zaburzenia funkcji określonych narządów, bezpośrednio determinuje postępowanie terapeutyczne. Warto dodać, że dla większości procedur radioizotopowych nie ma alternatywy, czyli innych badań, które spełniłyby tę samą funkcję diagnostyczną. Wiele procedur medycyny nuklearnej jest w stanie dać nam informację o troczącym się procesie chorobowym zanim jakiekolwiek symptomy byłyby widoczne w badaniach obrazowych – strukturalnych. Możemy leczyć pacjentów na najwcześniejszych etapach choroby, a więc skuteczniej. Co więcej, dzięki medycynie nuklearnej mamy możliwość sprawdzenia czy zastosowane leczenie przynosi oczekiwany efekt. Jeśli nie, to szansa na szybką zmianę. To korzyści nie do przecenienia.

Czy dostępność procedur medycyny nuklearnej jest obecnie w Polsce optymalna?
Niestety, nie. Jedną z głównych przyczyn tego stanu rzeczy są obowiązujące limity na procedury medycyny nuklearnej, wynikające przede wszystkim z wysokości kontraktów ośrodków z Narodowym Funduszem Zdrowia. Jedyna grupa pozalimitowa pacjentów, u których można stosować procedury radioizotopowe bez ograniczeń administracyjnych, to pacjenci objęci szybką ścieżką onkologiczną, diagnozowani na podstawie wystawionej karty DiLO.

Czy to furtka zwiększająca dostęp do badań z zakresu medycyny nuklearnej?
Niestety, odpowiedź i na to pytanie jest przecząca. DiLO nie zabezpiecza potrzeb pacjentów kardiologicznych, endokrynologicznych, neurologicznych, pulmonologicznych czy pediatrycznych, ponieważ dotyczy wyłącznie obszaru onkologii. I tu jednak musimy pamiętać, że procedury w ramach karty DiLO wykonuje się na pierwszym etapie procesu diagnostyczno-terapeutycznego. Ta ścieżka nie umożliwi pacjentowi dostępu do procedur medycyny nuklearnej, które powinny zostać wykonane na kolejnych etapach, na przykład przy ocenie czy zastosowane leczenie przynosi właściwe efekty (a to kluczowa dla rokowania informacja!).

Czy możemy podać przykłady?
Pierwszym przykładem może być wczesna ocena skuteczności leczenia chemioterapią w terapii chłoniaków. Innym jest wczesne określenie postępowania wstępnego w leczeniu raka płuca. To procedury, które muszą być wykonane na konkretnym etapie leczenia, określonym w międzynarodowych wskazaniach i wytycznych. Odstępstwo od takiego postępowania, niestety, zaburza cały proces diagnostyczno-terapeutyczny. Jeżeli zaczynamy limitować omawiane badania, ustawimy pacjentów w kolejki. Czasami terminy oczekiwania na badania bywają niewspółmiernie do konieczności podjęcia decyzji długie, a pacjent nie może czekać – leczenie trzeba wdrożyć jak najszybciej. I klinicysta staje przed dramatycznym wyborem: jaką zastosować terapię? Czy wybrane leczenie zadziała? Klinicysta nie ma pewności, ponieważ nie miał szansy tego obiektywnie sprawdzić, wykonując właśnie badanie izotopowe.

Limity mają zapewne chronić przed nadmiernymi wydatkami związanymi z realizacją procedur?
Taka logika nie ma uzasadnienia w przypadku procedur medycyny nuklearnej. Warto wyjaśnić, dlaczego. Po pierwsze, do wykonania procedur medycyny nuklearnej istnieją ściśle określone wskazania – tych badań nie stosuje się, jak mówimy, screeningowo, szeroko, populacyjnie. Te procedury nie temu służą i nie mogą być w ten sposób stosowane. Kwalifikacja do badań z zakresu medycyny nuklearnej jest regulowana przez prawo atomowe – procedury wykorzystujące źródła promieniowania nie mogą być stosowane ot tak. Ten fakt stanowi limit sam w sobie i nie ma ryzyka, że po uwolnieniu limitów na procedury medycyny nuklearnej liczba badań nagle zaczęłaby rosnąć. W swoim ponad trzydziestoletnim doświadczeniu, również klinicznym, nie spotkałem się z sytuacją, w której ktoś nadużywałby procedur medycyny nuklearnej. Innymi słowy, w medycynie nuklearnej nie ma badań wykonywanych niepotrzebnie i limity na procedury radioizotopowe nie mają uzasadnienia merytorycznego.

Obowiązują jednak ograniczenia natury administracyjnej.
Tak, przede wszystkim jest to limit ilościowy, który wynika ze wspomnianej wysokości kontraktu danego ośrodka z Narodowym Funduszem Zdrowia. Równocześnie najważniejsze chyba w onkologii badanie pozytonowej tomografii emisyjnej (PET) jest limitowane dodatkowo. Wykonanie badania PET jest bowiem ograniczone zarówno wspomnianym limitem ilościowym, ale także jakościowym, związanym z kryteriami NFZ do zastosowania i finansowania tej konkretnej procedury. Kryteriami, nadmieńmy, które nie wynikają bezpośrednio z aktualnej wiedzy medycznej, czyli na przykład aktualnych wytycznych towarzystw naukowych, tylko z treści zarządzenia Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia. Aktualnie obowiązujące w Polsce wytyczne powstały… 14 lat temu. Od 2011 roku wiedza medyczna zmieniła się znacząco i dziś PET powinniśmy stosować zgodnie ze wskazaniami międzynarodowych towarzystw naukowych znacznie szerzej.

Z czym wiążą się wymienione limity i ograniczenia?
Limity jako takie powodują na przykład wytworzenie się kolejek do badań i opóźnienia w procesie diagnostycznym. To z kolei negatywnie wpływa na rokowanie. Ośrodki próbują co prawda zaspokajać potrzeby swoich pacjentów i mimo wszystko wykonywać konieczne badania, jednak wiąże się to z powstawaniem tak zwanych nadwykonań. W ubiegłych latach NFZ rozliczał wykonane ponadlimitowo badania medycyny nuklearnej, ponieważ były one każdorazowo oparte na rzetelnej kwalifikacji i wytycznych towarzystw naukowych. Jednak opóźnienia w rozliczeniach z Funduszem obserwowane w ostatnich miesiącach powodują obecnie sytuacje, w których pojawiają się obawy o stan rozliczeń i blokady wewnętrzne w ośrodkach na wykonywanie badań ponad limit.

Pacjent jest w takiej sytuacji pozbawiony optymalnej diagnostyki?
A także optymalnego leczenia, ponieważ, jak zaznaczyliśmy, diagnostyka nuklearna determinuje bezpośrednio proces terapeutyczny. Przykładowo, w kardiologii procedury medycyny nuklearnej jednoznacznie określają czy pacjent powinien być kwalifikowany do rewaskularyzacji mięśnia sercowego czy do przeszczepienia narządu. Ta decyzja jest bardzo ważna. Podobnie jak ocena zaawansowania wstępnego leczenia raka płuca czy ocena efektu leczenia raka jelita grubego w przypadku podejrzenia wznowy. W wymienionych przykładach czas jest kluczowy dla rokowania.

Decydent musi brać pod uwagę koszty procesu diagnostyczno-terapeutycznego.
Odniosę się do tego, posługując przykładem. Jeżeli mamy do czynienia z podejrzeniem choroby Parkinsona albo niejednoznacznym obrazem choroby Parkinsona, lekarz nierzadko woli podjąć decyzję o wdrożeniu leczenia – tak, żeby nie pozbawić szans na hamowanie procesu choroby u pacjenta, u którego to jest możliwe. Zaznaczmy, że mowa o terapii naprawdę kosztownej. W sytuacji, w której 40% przypadków ma niejednoznaczny obraz kliniczny, ale ostatecznie nie okaże się chorobą Parkinsona, przywołane leczenie okaże się nieskuteczne. Tymczasem wystarczy wykonać jedno(!) badanie medycyny nuklearnej, konkretnie badanie scyntygraficzne z zastosowaniem znacznika DaTSCAN, aby jednoznacznie określić czy omawiana terapia będzie zasadna i przyniesie korzyści kliniczne. Idąc dalej, jeśli w 40% procentach przypadków omawianego leczenia nie należy stosować, to będzie to jednoznaczna oszczędność dla systemu. Jak powiedziałem, w medycynie nuklearnej procedury radioizotopowe bezpośrednio determinują postępowanie terapeutyczne a co więcej, mogą przekładać się na wymierne oszczędności dla systemu opieki zdrowotnej, ponieważ często procedura medycyny nuklearnej to zaledwie ułamek kosztu danego postępowania terapeutycznego. To opłacalna inwestycja.

Jaki jest schemat generowania tych oszczędności?
Jeśli na przykład szybciej wykrywamy wznowę choroby, leczymy ją skuteczniej, a pacjent pozostaje dłużej aktywny społecznie i zawodowo. Jeśli możemy oszacować czy dane leczenie będzie skuteczne, nie celujemy z terapiami „na ślepo” – poprawiamy w ten sposób rokowanie pacjenta, oszczędzamy czas i środki, które inaczej byłyby wykorzystane na nieskuteczne procedury i terapie.

Czy wnioskowano o zniesienie limitów na procedury medycyny nuklearnej?
4 kwietnia 2025 roku, wspierani przez przedstawicieli różnych dziedzin medycyny, wraz z Konsultantem Krajowym w dziedzinie Medycyny Nuklearnej wysłaliśmy do Ministerstwa Zdrowia pismo wnioskujące o zniesienie limitów. Czekamy na odpowiedź.

Jakimi argumentami będziecie Państwo przekonywać decydentów?
Staramy się podkreślać, że w medycynie nuklearnej nie ma ryzyka, żeby po zniesieniu limitów procedury były nadużywane. Że wykonuje się je zgodnie ze wskazaniami towarzystw naukowych i prawem atomowym. Że dzięki medycynie nuklearnej możemy diagnozować wcześniej i leczyć skuteczniej, a wielu przypadkach unikać niepotrzebnych lub nieskutecznych postępowań. Dodatkowo: unikać trudnych, wymagających oraz angażujących personel sytuacji, w których przez próby leczenia zgodnie ze sztuką w warunkach obowiązujących limitów musimy tłumaczyć się, dlaczego wykonano badanie poza kolejnością pacjentowi, który według schematu postępowania musiał być pilnie zbadany, kosztem pacjenta, który wcześniej oczekiwał w kolejce.  Zrobiono, co było konieczne, ponieważ drugie badanie nie było pilne, ale tłumaczyć się trzeba. Zniesienie limitów pozwoliłoby uniknąć podobnych dylematów. Medycyna nuklearna bezwzględnie wymaga nadania jej priorytetu. Chciałbym podkreślić, że to dyscyplina, która pełni rolę usługową i komplementarną w innych dziedzinach medycyny, determinuje bezpośrednio postępowanie terapeutyczne i wpływa na rokowanie. Umożliwia optymalizację procesu diagnostyczno-terapeutycznego i redukcję kosztów leczenia. Konieczne jest dostosowanie obowiązujących przepisów do aktualnej wiedzy medycznej i praktyki klinicznej. Pozytywnym przykładem takiego dostosowania przepisów do aktualnej wiedzy medycznej jest zniesienie limitów na wykonywanie badania z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego (MRI). Jako klinicyści po zniesieniu limitów nie zaobserwowaliśmy znaczącego wzrostu liczby wykonywanych procedur MRI, ale obserwujemy jednocześnie znaczącą poprawę w jakości diagnostyki i efektywności prowadzonego leczenia. Dokładnie ten sam cel przyświeca postulatom środowiska medycyny nuklearnej oraz przedstawicieli innych dziedzin medycyny, jeśli chodzi o zniesienie limitów na procedury radioizotopowe.

Z rozmowy z dr. Andrzejem Kołodziejczykiem wyłania się jeden, bardzo klarowny wniosek: procedury medycyny nuklearnej nie tylko nie są nadużywane – są wręcz zbyt rzadko wykorzystywane ze względu na przestarzałe regulacje i administracyjne ograniczenia. Tymczasem to właśnie dzięki nim można podejmować trafne decyzje terapeutyczne, skracać czas diagnozy, leczyć skuteczniej i oszczędniej. Zniesienie limitów na procedury radioizotopowe – wzorem zniesienia limitów na rezonans magnetyczny – byłoby logicznym i racjonalnym krokiem w stronę nowoczesnego, efektywnego systemu ochrony zdrowia. Teraz czas, by decydenci to zrozumieli i wprowadzili konkretne zmiany.

Rozmawiała Marta Sułkowska

Zespół naukowców z Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach we współpracy ze Śląskim Uniwersytetem Medycznym w Katowicach i Institute of Cancer Research w Londynie opracował nowatorską technikę obrazowania immuno-PET z wykorzystaniem przeciwciała znakowanego Zr-89, która może umożliwić pacjentom z agresywnymi guzami mózgu skorzystanie z przełomowych terapii immunologicznych. Wyniki bardzo obiecującego badania klinicznego z udziałem pacjentów z nowo zdiagnozowanym glejakiem wielopostaciowym opublikowano w czasopiśmie naukowym „Neuro-Oncology”.
Glejak wielopostaciowy to jeden z najbardziej złośliwych nowotworów mózgu, który charakteryzuje się wyjątkowo złym rokowaniem. Średni czas przeżycia pacjentów wynosi zaledwie 12–18 miesięcy, a jedynie 5 proc. chorych przeżywa dłużej niż pięć lat.

Ostatnie badania wykazały, że w szybko rozwijających się postaciach glejaka wielopostaciowego obserwowana jest duża ekspresja białka PD-L1 występującego na powierzchni niektórych komórek nowotworowych i komórek układu odpornościowego. Białko to pełni funkcję „hamulca” dla układu odpornościowego, a jego blokada może umożliwić aktywację organizmu do walki z nowotworem.

Aktywność PD-L1 są w stanie zablokować nowoczesne leki immunologiczne, jednak przed ich zastosowaniem u pacjenta konieczne jest potwierdzenie obecności tego celu molekularnego w organizmie. Dotychczas poziom PD-L1 w nowotworach mózgu oceniano wyłącznie za pomocą biopsji, która jest procedurą inwazyjną, a na dodatek dostarcza jedynie chwilowego obrazu ekspresji białka PD-L1 w guzie i jego mikrośrodowisku. Co więcej, ze względu na wysokie ryzyko związane z biopsją, szczególnie w przypadku glejaka wielopostaciowego, zabiegi te rzadko wykonuje się przed operacją, co znacząco ogranicza dostęp pacjentów do nowoczesnych metod leczenia opartych na lekach ukierunkowanych molekularnie.

Aby przezwyciężyć te ograniczenia, u pacjentów z nowo zdiagnozowanym glejakiem wielopostaciowym zastosowaliśmy nowatorski radioznacznik – atezolizumab znakowany izotopem cyrkonu-89, który wiąże się specyficznie z białkiem PD-L1. Taki radioznacznik pozwala na dokładne monitorowanie poziomu PD-L1 w czasie rzeczywistym, bez konieczności przeprowadzania biopsji – tłumaczy prof. Gabriela Kramer-Marek, kierownik Zakładu Radiofarmacji i Obrazowania Laboratoryjnego PET w gliwickim oddziale Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.

Nową technikę obrazowania z wykorzystaniem humanizowanego przeciwciała monoklonalnego znakowanego Zr-89 naukowcy zastosowali w ramach badania klinicznego finansowanego z grantu Agencji Badań Medycznych u 8 pacjentów z nowo zdiagnozowanym glejakiem wielopostaciowym. Dożylnie podano im radioznacznik, a następnie po upływie 48 i 72 godzin wykonano u nich badanie obrazowe techniką immuno-PET. Uzyskane obrazy wykazały specyficzne wiązanie radioznacznika z komórkami wykazującymi ekspresję PD-L1. Dodatkowo, u pacjentów, którym przed operacją podano pembrolizumab jako leczenie neoadjuwantowe, zaobserwowano podwyższony poziom radioznacznika w tkankach limfatycznych, co zdaniem badaczy wskazuje na aktywację komórek odpornościowych w całym organizmie stanowiącą odpowiedź na zastosowaną immunoterapię.

Nasze badania dowodzą, że możliwe jest obrazowanie celu immunoterapii przy użyciu opracowanego przez nas radioznacznika. Dzięki możliwości wykonania pełnego skanu ciała pacjenta i zobrazowania poziomu tego celu, zyskujemy wyjątkową szansę na przewidywanie reakcji organizmu na terapię, monitorowanie odpowiedzi układu odpornościowego oraz dostosowywanie leczenia w miarę potrzeb. To otwiera drogę do spersonalizowanego planu terapii, opartego na unikalnych cechach guza pacjenta, eliminując konieczność wykonywania inwazyjnych biopsji przed operacją – podkreśla kierująca badaniami immuno-PET prof. Gabriela Kramer-Marek.

Były to pierwsze w Polsce badania obrazowe immuno-PET z wykorzystaniem Zr-89.
Ten innowacyjny sposób obrazowania może stanowić przełomowy krok w terapii onkologicznej, pozwalając na precyzyjny dobór pacjentów do immunoterapii i monitorowanie ich odpowiedzi na leczenie w sposób bezpieczny i nieinwazyjny – ocenia dr hab. Sławomir Blamek, prof. NIO-PIB, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii – Państwowego Instytutu Badawczego Oddziału w Gliwicach. – Warto podkreślić, że nie jest to jedyne badanie prowadzone w NIO-PIB w Gliwicach, w którym zaplanowano wykorzystanie obrazowania immuno-PET. Trwają przygotowania do uruchomienia badania, w którym ten rodzaj obrazowania będzie wykorzystywany u chorych na wybrane zaawansowane nowotwory zlokalizowane poza ośrodkowym układem nerwowym – dodaje dr hab. Sławomir Blamek.

Prof. Gabriela Kramer-Marek zwraca uwagę na jeszcze szersze korzyści wynikające z zastosowania nowej technologii: – Mam nadzieję, że zastosowanie tego typu obrazowania dostarczy nam również bardziej szczegółowych informacji o biologii samego guza, pomagając zrozumieć, dlaczego niektóre nowotwory reagują na leczenie lepiej niż inne. Przyczyni się to do rozwoju skuteczniejszych terapii i optymalizacji istniejących metod leczenia.

Wyniki międzynarodowego badania klinicznego, w którym poza Narodowym Instytutem Onkologii w Gliwicach i Śląskim Uniwersytetem Medycznym wziął udział Institute of Cancer Research w Londynie, opublikowano pod koniec października w czasopiśmie Neuro-Oncology (https://academic.oup.com/neuro-oncology/advance-article/doi/10.1093/neuonc/noae190/7848401?searchresult=11). Poinformowało o nich również Towarzystwo Medycyny Nuklearnej i Obrazowania Molekularnego (The Society of Nuclear Medicine and Molecular Imaging), międzynarodowa organizacja naukowa i zawodowa, która promuje zastosowanie medycyny nuklearnej i obrazowania molekularnego w celu poprawy zdrowia pacjentów.  Szerokim echem odbiły się też w brytyjskich mediach (m.in. Independent, Daily Mail, Daily Express, The Telegraph, The Herald, Worcester News i iNews), które nazwały je „rewolucyjnymi” i „dającymi nową nadzieję” oraz okrzyknęły „prawdziwym krokiem naprzód w leczeniu raka mózgu”.

źródło: NIO-PIB Gliwice
Zespół lekarzy Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach pod kierunkiem prof. Gabrieli Kramer-Marek jako pierwszy w Polsce zastosował radioznacznik PET do nieinwazyjnego obrazowania receptora HER2 u 41-letniej pacjentki z rozsianym rakiem piersi. Wykorzystał cząsteczkę affibody wyznakowaną Ga-68 (68Ga-ABY-025), uzyskując jej wysoki wychwyt w kilku zmianach nowotworowych, które nie zostały wykryte za pomocą stosowanego rutynowo znacznika 18F-FDG.
To osiągnięcie ma dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ moja przygoda z radioznacznikiem opartym na affibody ABY-025 rozpoczęła się już w 2006 roku w laboratorium Jacka Capały w National Cancer Institute w Bethesda (USA). Jestem dumna, że udało mi się zastosować ten znacznik klinicznie – mówi prof. Gabriela Kramer-Marek, kierownik Zakładu Radiofarmacji i Obrazowania Laboratoryjnego PET w gliwickim oddziale Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.
 
Wstępne wyniki pilotażowego badania klinicznego są bardzo obiecujące
Prof. Gabriela Kramer-Marek wraz z zespołem klinicystów i naukowców z Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach: mgr inż. Anną Kastelik-Hryniewiecką z Zakładu Radiofarmacji i Obrazowania Laboratoryjnego PET, dr. hab. Michałem Jarząbem i dr. n. med. Marcinem Kubeczko z Centrum Diagnostyki i Leczenia Chorób Piersi oraz dr. n. med. Andreą d’Amico i mgr Izabelą Gorczewską z Zakładu Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej, badają innowacyjne sposoby wykorzystania obrazowania immuno-PET do przewidywania reakcji na leczenie chorych na raka piersi. Lekarze koncentrują się szczególnie na białku zwanym receptorem ludzkiego naskórkowego czynnika wzrostu (HER2), które odgrywa kluczową rolę w promowaniu wzrostu komórek nowotworowych. Nowotwory piersi z podwyższonym poziomem HER2 są bardziej agresywne, obciążone większym ryzykiem rozprzestrzeniania się i często gorzej reagują na leczenie.

Lekarze zalecają badanie każdego inwazyjnego raka piersi pod kątem HER2, ponieważ może to w znacznym stopniu wpłynąć na decyzje dotyczące dalszego leczenia. Badanie HER2 jest zazwyczaj przeprowadzane w laboratorium szpitalnym przy użyciu próbki tkanki pobranej z raka piersi podczas biopsji lub operacji. Wyniki są zazwyczaj dostępne w ciągu 1-3 tygodni, jednak inwazyjne biopsje guza, powszechnie wykonywane w celu oceny statusu HER2, mogą dawać niepełny obraz z powodu heterogeniczności ekspresji receptora, która może występować w różnych obszarach nowotworu – tłumaczy prof. Gabriela Kramer-Marek.
 
Jakie możliwości daje obrazowanie receptora HER2 radioznacznikiem PET?
Obecnie zatwierdzonych jest kilka terapii ukierunkowanych na receptor HER2 (najbardziej znana jest herceptyna), jednak wynik ich stosowania u poszczególnych pacjentów jest uzależniony od statusu tego receptora w guzie. W Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach klinicyści i naukowcy zastosowali do zobrazowania receptora HER2 radioznacznik PET.

Daje nam to możliwość wizualizacji aktywności receptorów w całym guzie i w całym ciele pacjenta. Ponadto te badania obrazowe można powtarzać w celu monitorowania zmian aktywności receptorów w trakcie leczenia – mówi prof. Kramer-Marek.

Badany przez gliwickich lekarzy radioznacznik opiera się na cząsteczce affibody – małym białku zaprojektowanym tak, aby z wysokim powinowactwem i swoistością wiązało się z celem molekularnym, który stanowi receptor HER2. Stosując tę metodę, receptor można wykryć w ciągu godziny po jego zastosowaniu, a nie po kilku dniach, ja to się dzieje w przypadku jego aktywności w pobranym materiale tkankowym z guza nowotworowego. Co ważne, ten radioznacznik nie zakłóca procesu wiązania leku ukierunkowanego na HER2, więc można go używać do monitorowania leczenia w czasie rzeczywistym. Zastosowany u 41-letniej pacjentki z przerzutowym rakiem piersi już w początkowych skanach wykrył więcej zmian niż rutynowo stosowany 18F-FDG, potwierdzając wysokie poziomy HER2 w badanych obszarach.

Jesteśmy przekonani, że dane zebrane z tych skanów PET pozwolą nam dostosować plany leczenia dla każdego pacjenta indywidualnie, w oparciu o aktualny stan jego receptorów HER2. Dzięki tej wiedzy chcemy projektować skuteczniejsze strategie medycyny spersonalizowanej, poprawiając tym samym wyniki leczenia – wyjaśnia prof. Kramer-Marek. – Naszym celem jest również uniknięcie podawania chorym terapii, które nie będą u nich skuteczne, a często wiążą się ze znaczną toksycznością. Chcemy w ten sposób zaoszczędzić im niepotrzebnych skutków ubocznych – dodaje.

Ze wstępnych wyników pilotażowego badania klinicznego realizowanego w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach zadowolona jest również firma Affibody AB, która dostarczyła cząsteczkę affibody na potrzeby nieinwazyjnego obrazowania HER2 z użyciem radioznacznika PET. – Jesteśmy podekscytowani współpracą z wiodącymi ekspertami z Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie w Gliwicach, mającą na celu udoskonalenie medycyny precyzyjnej poprzez obrazowanie molekularne – mówi Fredrik Frejd, dyrektor naukowy Affibody AM. – Zastosowanie cząsteczki affibody ABY-025 umożliwi poprawę wyników klinicznych, dostarczając pacjentom i lekarzowi prowadzącemu pełniejszych informacji na temat choroby. Z niecierpliwością czekamy na dalszą współpracę z naszymi kolegami z Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie w Gliwicach w miarę postępów badania – dodaje.

źródło: NIO-PIB Gliwice

W ramach kampanii świadomościowej „Miesiąc medycyny nuklearnej” eksperci przybliżają społeczeństwu dziedzinę i najczęściej wykonywane badania z tego obszaru. Jak przygotować się do badania z użyciem radioizotopów? Tajniki medycyny nuklearnej odkrywa prof. dr hab. n. med. Rafał Czepczyński z Katedry i Kliniki Endokrynologii, Przemiany Materii i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinowskiego w Poznaniu, reprezentujący Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej.
Medycyna nuklearna zajmuje się używaniem izotopów radioaktywnych w diagnostyce i leczeniu. Początki tej dziedziny sięgają okresu II wojny światowej, kiedy to po raz pierwszy podano pacjentom radioaktywny jod do leczenia choroby tarczycy. Pionierem tej terapii był dr Saul Hertz, którego rodzice wyemigrowali do Bostonu z polskiego Golubia-Dobrzynia.

Rozwój fizyki jądrowej, chemii oraz technologii sprawił, że obecnie medycyna nuklearna to dziesiątki procedur, które wspomagają działanie diagnostyczne i terapeutyczne w wielu specjalnościach medycznych. Najczęściej dotyczy to onkologii i endokrynologii, ale bez dziedzin medycyny nuklearnej trudno też myśleć o współczesnej kardiologii, urologii czy neurologii. Z roku na rok pojawiają się nowe techniki diagnostyczne a także nowatorskie terapie. Są to najczęściej procedury nieinwazyjne, sprowadzające się do podania odpowiedniego środka radioaktywnego przez wkłucie dożylne, czasem doustnie. Następnie nowoczesne skanery rejestrują promieniowanie wychodzące z organizmu pacjenta. Specjaliści medycyny nuklearnej analizują dane z uzyskanych w ten sposób obrazów, umożliwiających uzyskanie szybkiej i precyzyjnej diagnozy.
 
1. Czy badania z wykorzystaniem izotopów promieniotwórczych są bezpieczne?
 
Promieniowanie jonizujące jest wszechobecne i nasze organizmy są do niewielkich dawek promieniowania przystosowane. Promieniowanie to pochodzi z kosmosu i z wnętrza Ziemi. Nawet nasze organizmy zawierają duże ilości potasu, którego część to radioaktywna forma potasu. W ciągu naszego życia, nawet bez stosowania jakichkolwiek medycznych procedur, otrzymujemy więc pewną dawkę promieniowania.
 
Dawka promieniowania, którą otrzymuje pacjent w związku z badaniem lub leczeniem z użyciem izotopów promieniotwórczych z zakresu medycyny nuklearnej jest całkowicie bezpieczna i nie powoduje żadnych problemów zdrowotnych. Udowodniono to na podstawie wieloletnich obserwacji setek tysięcy pacjentów poddanych takim procedurom w przeszłości, również dzieci. Nie zaobserwowano częstszego występowania chorób nowotworowych ani innych problemów zdrowotnych w porównaniu do ogółu ludności. Badania i terapie z użyciem izotopów promieniotwórczych można w razie potrzeby wielokrotnie powtarzać. Jednak, jak w każdej dziedzinie medycyny, należy zachować umiar i korzystać z nich tylko wtedy, kiedy przyniosą one jednoznaczną korzyść, na przykład ułatwią rozpoznanie jakiejś choroby czy pomogą w podjęciu decyzji o dalszym leczeniu.
 
W naszej pracy stosujemy zasadę: przeciwwskazaniem do badania jest brak wskazań do jego wykonania. Nasi pacjenci mogą być spokojni – nie tylko dlatego, że izotopy promieniotwórcze w niskich dawkach są obojętne dla organizmu, ale też dlatego, że sens zastosowania radioaktywności w każdym przypadku został dokładnie przeanalizowany przez lekarzy. Niezależnie od tego odpowiednie instytucje: Państwowa Agencja Atomistyki, Inspektorat Sanitarny, rygorystycznie nadzorują działalność naszych zakładów i aparaturę – tak, aby pacjent był całkowicie bezpieczny.

2. Kiedy wykonuje się badania z zakresu medycyny nuklearnej? Czy nie wystarczą tradycyjne badania – z krwi i obrazowe?
 
Badania z zakresu medycyny nuklearnej to najczęściej także badania obrazowe. Z tą różnicą, że uzyskiwane na ich podstawie informacje mówią więcej na temat czynności narządów czy rozmieszczenia tkanek patologicznych w obrębie różnych okolic ciała itp.
 
Zastosowanie radioaktywnych związków, które gromadzą się w konkretnych komórkach lub tkankach, pozwala na dokładne prześledzenie rozmieszczenia tych komórek w organizmie. Ma to ogromne znaczenie w chorobach nowotworowych, gdzie lekarze (onkolodzy, chirurdzy i inni specjaliści) muszą wiedzieć, jakie jest zaawansowanie choroby przed podjęciem leczenia. Później potrzebna będzie także wiedza, czy nie doszło do nawrotu choroby nowotworowej.
 
Podawane pacjentom związki radioaktywne „wyszukują” nieprawidłowe komórki na podstawie cech różniących je od komórek zdrowych. Może to być obecność charakterystycznych białek, receptorów na powierzchni komórek nowotworowych, których nie ma lub są mniej liczne w prawidłowej tkance. Można powiedzieć, że takie badania jak PET/CT czy SPECT/CT są często koniecznym uzupełnieniem badań laboratoryjnych i obrazowych, gdy na przykład badania krwi budzą podejrzenie rozwoju choroby, a klasyczne badania obrazowe nie mogą tego jednoznacznie potwierdzić.
 
Medycyna nuklearna to nie tylko wsparcie diagnostyczne w onkologii. W wielu innych dyscyplinach medycznych diagnostyka z użyciem związków radioaktywnych jest konieczna, by wykazać zaburzenia czynności narządów, które wymagają leczenia. W ostatnich latach pojawiły się nowe metody rozpoznawania różnych chorób neurologicznych (choroby otępienne, parkinsonizm), na podstawie rozmieszczenia podawanych choremu radioaktywnych substancji w odpowiednich strukturach mózgu. Jest to niezwykłe uproszczenie procesu diagnostycznego. Podobnie jest w chorobach serca, nerek i oczywiście w endokrynologii. Należy dodać, że badania diagnostyczne w medycynie nuklearnej są bezpieczne i nieinwazyjne, to znaczy poza zwykłą iniekcją dożylną pacjent nie jest narażony na żadne nieprzyjemne interwencje.
 
3. Jakie badania medycyny nuklearnej wykonuje się najczęściej? Czy ta dziedzina zajmuje się także leczeniem?
 
Jest kilka podstawowych badań, wykonywanych często. Należą do nich szeroko stosowane w diagnostyce onkologicznej badania PET-CT, a także badania scyntygraficzne kości. Poza onkologią często wykonuje się obrazowanie tarczycy, serca i nerek. Medycyna nuklearna dysponuje wieloma innymi badaniami, które wykonuje się rzadziej (to na przykład różne testy do oceny funkcjonowania mózgu). W niektórych chorobach stosuje się również leczenie za pomocą substancji radioaktywnych. Najczęściej terapia izotopowa dotyczy chorób tarczycy, zarówno nadczynności, jak i raka tego narządu. Rzadziej stosuje się leczenie chorób stawów, czy też przerzutów do kości. Leczenie izotopowe guzów neuroendokrynnych jest w Polsce stosowane już od 20 lat i polscy naukowcy mają znaczący udział w opracowaniu i ocenie skuteczności tych form leczenia. Istnieją także procedury terapii niektórych zaawansowanych chorób nowotworowych, jednak przed ich zastosowaniem w praktyce konieczne są wieloletnie badania nad ich bezpieczeństwem i skutecznością. Należy się spodziewać, że w kolejnych latach będziemy mogli oferować pacjentom nowe, nowoczesne formy leczenia radionuklidowego.
 
4. Czy badania z zakresu medycyny nuklearnej są bezbolesne i dobrze tolerowane?
 
Radiofarmaceutyki, czyli związki chemiczne podawane pacjentom w ramach badania diagnostycznego to zwykle proste substancje wstrzykiwane w bardzo małych ilościach. Standardowe substancje nie powodują reakcji alergicznych ani nie wpływają na funkcjonowanie narządów, służą jedynie ich obrazowaniu.
 
Promieniowanie jonizujące w stosowanych ilościach również nie powoduje żadnych niekorzystnych reakcji. W związku z tym nie należy się spodziewać żadnych objawów po zastosowanym preparacie. Niektóre specjalistyczne badania medycyny nuklearnej wymagają specjalnego przygotowania farmakologicznego, na przykład odstawienia niektórych leków lub też podania innych leków, które mają pobudzić funkcjonowanie niektórych narządów (przykładowo nerek lub serca). Wówczas niekiedy mogą się pojawić krótkotrwałe objawy, które wynikają z działania tych leków, ale nie „naszych” izotopów. Generalnie, badania z zakresu medycyny nuklearnej są bezpieczne i dobrze tolerowane. Dla niektórych niekomfortowy bywa jedynie moment ukłucia w czasie iniekcji dożylnej.
 
5. PET, PET-CT, PET-MR – czym różnią się te procedury?
 
Nie ma już badań PET. Wszystkie skanery PET są obecnie urządzeniami hybrydowymi, to znaczy posiadają w swojej strukturze dwa detektory:
 
1) do wykrywania promieniowania pochodzącego z radioaktywnego fluoru lub galu, który pacjent otrzymuje drogą dożylną (PET = pozytonowa tomografia emisyjna) oraz
2) do wykrywania promieniowania X wytwarzanego przez lampę rentgenowską (CT = tomografia komputerowa). Obraz CT daje możliwość precyzyjnego określenia lokalizacji w narządach zmian wykrytych w badaniu PET.
 
Samo badanie PET bez odnośnika anatomicznego byłoby trudne do zinterpretowania i obciążone dużą liczbą błędów. Niektóre skanery w miejsce tomografii posiadają rezonans magnetyczny (MR). Urządzenia typu PET-MR są potrzebne tylko w wybranych sytuacjach i nie są stosowane na szeroką skalę. Jeśli więc pacjent otrzymał skierowanie na badanie PET, to z pewnością będzie wykonane badanie PET-CT (ewentualnie PET-MR).
 
6. Jak należy przygotować się do badań z zakresu medycyny nuklearnej?
 
Część badań z zakresu medycyny nuklearnej nie wymaga żadnego przygotowania. Jeżeli na badanie kierowana jest kobieta w wieku prokreacyjnym, to powinna mieć pewność, że nie jest w ciąży. Ta zasada dotyczy wszystkich naszych procedur, stąd niekiedy konieczne może być wykonanie testu ciążowego w domu lub w szpitalu.
 
W przypadku niektórych procedur wymagane jest jakieś niezbyt skomplikowane przygotowanie, o których informujemy pacjenta w momencie umawiania na badanie. Niektóre badania wykonujemy na czczo (na przykład badanie PET-CT). W innych badaniach (badania kardiologiczne) pacjent powinien zjeść posiłek w trakcie procedury, żeby pobudzić wydzielanie żółci przez wątrobę, stąd w niektórych zakładach zaleca się przyniesienie ze sobą jedzenia.
 
Niektóre specjalistyczne badania (na przykład z zakresu endokrynologii) wymagają odstawienia niektórych leków przed badaniem. Za każdym razem informujemy o tym dokładnie pacjenta i lekarza kierującego, bo niektóre leki mogą zmniejszać dokładność badania i uzyskany wynik może być mało wiarygodny.

7.
Czy po wyjściu ze szpitala po wykonaniu badań z użyciem radioizotopów promieniotwórczych jest się bezpiecznym dla najbliższych? Czy warto na coś uważać?
 
Musimy mieć świadomość, że po przyjęciu izotopu promieniotwórczego pacjent przez jakiś czas może emitować ze swojego organizmu niewielkie ilości promieniowania. Również jego wydaliny, przede wszystkim mocz, będą zawierać substancje promieniotwórcze. Zapewniam, że są to bezpieczne ilości promieniowania i nie zrobią one krzywdy ani pacjentowi, ani jego bliskim.

Jednakże z uwagi na to, że w otoczeniu pacjenta może się znaleźć kobieta ciężarna lub małe dziecko, dla których powinniśmy w sposób szczególny ograniczać ekspozycję na promieniowanie i generalnie nie chcemy niekontrolowanego jego rozprzestrzeniania, to po zastosowanej procedurze polecamy ograniczyć kontakty z ludźmi, przede wszystkim z młodymi osobami.
Podejście jest indywidualne w zależności od wykonanej procedury. Izotopy radioaktywne stosowane w badaniach diagnostycznych działają krótko (szybko się rozpadają) i ograniczenie kontaktów nie musi trwać dłużej niż kilka godzin, maksymalnie jeden dzień.

W przypadku terapii chorób tarczycy używamy jodu radioaktywnego, który ma okres półrozpadu około 8 dni – dlatego ci pacjenci proszeni są o zachowanie „dystansu społecznego” przez dłuższy czas – na przykład przez jeden lub dwa tygodnie (zależy to także od podanej dawki i różnych innych czynników).

W bardzo nielicznych przypadkach (terapia raka tarczycy) pacjenci muszą pozostać w izolacji w obrębie specjalistycznego oddziału szpitalnego przez kilka dni. Ale, jak wspomniałem, przy najczęstszych naszych badaniach to naprawdę kwestia kilku godzin.

8. Kto może zlecić badanie z zakresu medycyny nuklearnej?

Badania z zakresu medycyny nuklearnej mogą być wykonane tylko na podstawie skierowania wydanego przez lekarza. Przed podaniem radioaktywnego związku pacjentowi nasi specjaliści zapoznają się z jego dokumentacją medyczną i weryfikują, czy lekarz kierujący zalecił właściwe badanie w danej sytuacji klinicznej i czy chory nie ma żadnych przeciwwskazań do jego wykonania. Jest to zwykle formalność i tylko w nielicznych przypadkach musimy zmieniać decyzję co do przeprowadzenia jakiejś procedury.

Niezależnie od kwestii medycznych, istnieją wymogi administracyjne Narodowego Funduszu Zdrowia, które musimy spełnić, aby badanie nie obciążało kieszeni pacjenta. Na przykład na badanie PET/CT może skierować chorego tylko lekarz-specjalista zatrudniony w poradni specjalistycznej lub w szpitalu. Ponadto skierowanie takie musi spełniać ściśle określone kryteria medyczne, które można znaleźć w internecie. Te kryteria mają ograniczyć wykonywanie kosztownych procedur w przypadkach, gdy nie są one niezbędne i mogą być zastąpione przez inne badania, na przykład bez narażania pacjenta na promieniowanie lub gdy po prostu nie przyniosą żadnej korzyści choremu.

Dynamiczny postęp wiedzy medycznej i technologii sprawił, że coraz częściej spotykamy pacjentów, u których powinniśmy wykonać nowoczesne badanie radioizotopowe, a nie możemy tego zrobić z uwagi na przeszkody formalne, na przykład brak refundacji. Dlatego medycy nuklearni wspierani przez onkologów i specjalistów innych dziedzin czynią starania o poszerzenie wskazań do badań PET i o finansowanie nowych, bardziej skutecznych procedur diagnostycznych i leczniczych, które wprawdzie są już dostępne w Polsce, ale nie można ich stosować powszechnie z uwagi na wysoki koszt. Zależy nam na tym, by polski pacjent miał taki sam dostęp do nowoczesnej medycyny nuklearnej jak pacjenci w innych krajach europejskich.

źródło: PTMN
W dniach 6-8 czerwca 2024 roku w Poznaniu odbywa się XVIII Zjazd naukowy Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej (PTMN). Hasłem przewodnim zjazdu jest: „Medycyna nuklearna – impakt kliniczny”, podkreślające interdyscyplinarny charakter tej dziedziny. Eksperci wskazali, że obecnie wykorzystanie medycyny nuklearnej jest niewystarczające w stosunku do potrzeb klinicznych i zaproponowali cztery postulaty dotyczące działań naprawczych dla poprawy sytuacji w obszarach priorytetowych.
Celem tegorocznej edycji zjazdu jest efektywna wymiana wiedzy pomiędzy specjalistami różnych dziedzin: medycyny nuklearnej, kardiologii, onkologii, endokrynologii i neurologii – tak, by procedury medycyny nuklearnej realizowane w wymienionych obszarach były stosowane zgodnie z aktualną wiedzą medyczną i możliwościami systemowymi, a także z jak największą korzyścią dla pacjentów.

Specjaliści zaakcentowali, że dynamiczny rozwój medycyny nuklearnej wymaga ściślejszej współpracy wszystkich zaangażowanych w proces diagnostyki i terapii nowotworów. Nadrzędnym celem jest poprawa dostępności do nowoczesnych i skutecznych metod leczenia, a zatem wzrost szans na remisję i wyleczenie oraz poprawa jakości życia pacjentów. To w dużej mierze procedury medycyny nuklearnej (np. PET/CT) istotnie determinują możliwość wdrożenia wczesnej i skutecznej terapii.

Jak przyznają specjaliści, obecnie dostęp do procedur z zakresu medycyny nuklearnej jest niewystarczający w stosunku do potrzeb: wiele procedur nie jest refundowanych lub ich refundacja jest bardzo ograniczona. Kolejki na badania liczone są nawet w miesiącach.

Podczas briefingu prasowego eksperci kliniczni wraz z liderami organizacji pacjentów rozmawiali o przyczynach tej sytuacji i możliwościach poprawy.

Eksperci wskazali konieczność podjęcia wspólnych działań dla poprawy w obszarach priorytetowych. Lista postulatów Towarzystwa:
 
1) działania w kierunku zwiększenia liczby specjalistów medycyny nuklearnej poprzez:
a) wpisanie medycyny nuklearnej do programu przedmiotów podstawowych (studia medyczne)
b) uznanie medycyny nuklearnej za specjalizację priorytetową (szkolenie podyplomowe)
2) poprawa i poszerzenie finansowania/ refundacji / dostępu do nowych wskazań dla procedur medycyny nuklearnej oraz zniesienie limitów dla procedur diagnostycznych medycyny nuklearnej
3) modernizacja i zakupy sprzętu (na przykład w ramach dedykowanych programów Ministerstwa Zdrowia)
4) zmiany regulacji odnośnie do możliwości produkcji na potrzeby własne ośrodków.
– Pragniemy przybliżyć medycynę nuklearną opinii publicznej, środowisku lekarskiemu i decydentom – tak, by z uznanych na świecie i rekomendowanych, najnowocześniejszych metod diagnostycznych i terapeutycznych, jakie oferuje ta dziedzina, pacjenci w Polsce mogli korzystać w sposób optymalny, z możliwie największą korzyścią dla swojego zdrowia i jakości życia – mówi dr  n. med. Andrzej Kołodziejczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.

W tym duchu zainaugurowano kampanię świadomościowo-edukacyjną pn. „Miesiąc medycyny nuklearnej”.
Do działań edukacyjnych zaproszono przedstawicieli organizacji pacjentów, z którymi specjaliści planują omówić możliwości i potrzeby wykorzystania procedur medycyny nuklearnej w każdym z kluczowych obszarów klinicznych.

– Kampania świadomościowa to wyjątkowa okazja do zaprezentowania szerszemu gronu odbiorców specyfiki medycyny nuklearnej i jej kluczowych procedur. Przypomnimy, jakie procedury są zawarte w aktualnych wytycznych i zaleceniach, jaka jest ich dostępność w ramach systemu opieki zdrowotnej w Polsce i jakie warunki muszą być spełnione, by wykorzystanie procedur medycyny nuklearnej było jak najbardziej optymalne.– mówi dr n. med. Andrzej Kołodziejczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.

Materiały edukacyjne dotyczące kampanii będą zamieszczane na profilu facebookowym Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej:
https://www.facebook.com/PolskieTowarzystwoMedycynyNuklearnej
 

źródło: PTMN

Od 2021 roku czas oczekiwania na badanie rezonansem magnetycznym i tomografią komputerową regularnie się wydłuża. W ciągu ostatnich 3 lat kolejki do badań wraz z opisem wzrosły dwukrotnie, a w niektórych województwach nawet pięciokrotnie! Obecnie, najgorsza sytuacja jest na Pomorzu i w Małopolsce. Dane Onkofundacji Alivia pokrywają się z terminami udostępnionymi przez Narodowy Fundusz Zdrowia.
W kwietniu 2019 roku uwolnione zostały limity finansowania badań rezonansem magnetycznym i tomografią komputerową, co przyczyniło się do skrócenia czasu oczekiwania w kolejkach. Niestety nie na długo, bo już od 2021 roku obserwujemy odwrócenie trendu. 3 lata temu na badanie rezonansem magnetycznym w trybie normalnym wraz z opisem pacjenci w Polsce czekali średnio 58 dni. Teraz jest to 121 dni. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku tomografii komputerowej. W 2021 pacjenci oczekiwali na badanie wraz z opisem 34 dni, a w tym roku to już 60 dni. 

Dlaczego dostęp do szybkiej diagnostyki obrazowej stale się pogarsza?
Coraz więcej skierowań na badania, zbyt mała dostępność lekarzy radiologów oraz trudności w skontaktowaniu się z placówkami, a co za tym idzie nieodwoływanie umówionych terminów przez pacjentów, to główne przyczyny problemu.

„Wydłużenie czasu oczekiwania na badania, szczególnie rezonansem magnetycznym, ma kilka obiektywnych przyczyn. Uwolnienie limitów NFZ – badań tomografii komputerowej (TK) i rezonansu magnetycznego (RM) spowodowało olbrzymi napływ skierowań na te procedury, co w sposób automatyczny wydłużyło czas oczekiwania zarówno na badania jak i opisy. Po drugie, zgodnie z informacją Najwyższej Izby Kontroli z 2022 roku, ponad 80% rozpoznań klinicznych stawianych jest na podstawie badań obrazowych. Tym samym gros wszystkich chorych z określonym podejrzeniem klinicznym musi przejść przez szereg badań takich jak: USG, TK, czy RM. Mimo olbrzymiego wysiłku radiologów pracujących obecnie w Polsce, a także uruchomienia systemu teleradiologii w wielu szpitalach i mimo rekordowego napływu do specjalności radiologia i diagnostyka obrazowa młodych lekarzy, nie jesteśmy w stanie w sposób wystarczający poprawić obecnej sytuacji” – mówi prof. dr hab. n. med. Jerzy Walecki, krajowy konsultant w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej. 

Na trudności w kontakcie z placówkami zwracają uwagę konsultanci Onkofundacji Alivia, którzy regularnie dzwonią do ośrodków medycznych, jako “tajemniczy pacjenci”, w celu umówienia badań obrazowych czy pierwszej wizyty onkologicznej. Wiele połączeń kończy się niepowodzeniem. 

“Dodzwonienie się do placówki medycznej jest dla pacjenta nie lada wyzwaniem. Jest wiele ośrodków, gdzie niezależnie od pory dnia linia jest zajęta lub nikt nie odbiera. Z doświadczeń naszych konsultantów wynika, że najłatwiej dodzwonić się do placówek na początku tygodnia – w poniedziałek i wtorek. Już od połowy tygodnia, a w szczególności w piątki, każda próba połączenia kończy się niepowodzeniem. Najłatwiej skontaktować się z placówkami prywatnymi posiadającymi kontrakt z NFZ, a najtrudniej z większymi szpitalami i centrami onkologii” – mówi Aleksandra Ciompała, Koordynatorka ds. programów pomocowych w Onkofundacji Alivia.

W kolejkach pacjenci czekają nawet pół roku
Najdłużej na rezonans magnetyczny w trybie normalnym czekają pacjenci w województwie pomorskim – aż 169 dni, a najkrócej w województwach: opolskim i łódzkim – 44 dni. Ze skierowaniem na “cito” najdłuższa kolejka jest w województwie lubuskim – 120 dni, a najkrótsza w łódzkim – 29 dni.

Na tomografię komputerową w trybie normalnym w województwie małopolskim czeka się 92 dni, a w podlaskim – 12. W trybie pilnym najdłuższa kolejka jest w województwie małopolskim – 69 dni, a najkrótsza w świętokrzyskim – 9 dni.

Badanie PET-CT w województwie śląskim może być wykonane za 79 dni w trybie zwykłym oraz za 49 dni w trybie “na cito”. Najkrótsza kolejka do tego badania jest w województwie lubelskim – w trybie normalnym 11, a w trybie pilnym – 5 dni.

Na pierwszą wizytę onkologiczną bez skierowania najtrudniej jest się umówić w województwie zachodniopomorskim. Pacjenci zmuszeni są czekać w kolejce aż 151 dni, czyli ponad 5 miesięcy! Najkrótsze terminy na taką wizytę są w województwie warmińsko-mazurskim – 8 dni. Z kartą DILO najszybciej do lekarza onkologa można dostać się w województwie lubuskim (6 dni), a najdłużej czeka się w świętokrzyskim (45 dni).
Powyższe dane dotyczą czasu oczekiwania w lutym 2024 roku.

A co z opisem?
Wykonanie badania obrazowego to jednak dopiero połowa sukcesu. Do tego dochodzi jeszcze uzyskanie opisu. Tylko w nielicznych ośrodkach pacjenci czekają na wynik od kilku do kilkunastu dni roboczych. W praktyce, wiele placówek medycznych nie jest w stanie zapewnić płynności wykonywania badań oraz ich opisów, co skutkuje wielomiesięcznym oczekiwaniem na postawienie diagnozy.

“Kolejki na badanie diagnostyczne długie… na opis trzeba czekać powyżej 10 tygodni, pomimo że na CITO. Jak ominąć kolejki, skoro nie mam czasu tyle czekać?” – pisze pan Maciek z woj. wielkopolskiego.

Wg danych Onkofundacji Alivia, średni czas oczekiwania na opis w ciągu ostatnich 3 lat wzrósł ponad dwukrotnie. W 2021 roku pacjenci czekali na opis rezonansu magnetycznego w trybie normalnym 14 dni, a tomografii komputerowej 11 dni. Obecnie, czas oczekiwania na opis rezonansu wydłużył się aż do 31 dni, a tomografii do 22 dni. A to średnie krajowe. W niektórych regionach pacjenci zmuszeni są oczekiwać znacznie dłużej np. w województwie małopolskim – nawet 53 dni. 

“Za tymi liczbami stoją przecież pacjenci i ich rodziny, którzy w napięciu czekają na diagnozę. W takich momentach kilkanaście dni oczekiwania na opis wydaje się wiecznością. Aż ciężko sobie wyobrazić co czują chorzy, którzy na wynik czekają kilka tygodni. A przecież w chorobie nowotworowej liczy się przede wszystkim czas – jak najszybsze rozpoznanie i rozpoczęcie leczenia. Niestety przez taką organizację systemu wielu pacjentów onkologicznych, już na samym starcie zmagania się z chorobą, może zostać pozbawionych szansy na powrót do zdrowia. Oczekujemy, że Ministerstwo Zdrowia oraz Narodowy Fundusz Zdrowia podejmą działania, które w obliczu znacznego wzrostu zapotrzebowania na badania obrazowe, doprowadzą do skrócenia kolejek do badań oraz uzyskania ich opisów, a co za tym idzie diagnozy” – mówi Aleksandra Ciompała z Onkofundacji Alivia.

źródło: Alivia

Wiedza na temat medycyny nuklearnej, nawet wśród onkologów, nie jest powszechna, pomimo, że jest ona obecnie standardem m.in. w precyzyjnej diagnostyce obrazowej nowotworów, dzięki zastosowaniu nowoczesnej pozytronowej tomografii emisyjnej (PET-CT). Medycyna nuklearna to nie tylko diagnostyka, ale też terapia. – Kluczowe zalety terapii izotopowej, to fakt, że jest ona rzeczywiście leczeniem spersonalizowanym, działa w miejscu, gdzie nowotwór jest aktywny i jest bardzo bezpieczna, pacjent ma minimalne skutki uboczne. – podkreślił prof. Piotr Rutkowski. Musimy zrobić wszystko, aby możliwości medycyny nuklearnej zakresie diagnostyki i terapii, które są elementem wytycznych ESMO czy ASCO, były dostępne w Polsce. – apelowali eksperci podczas debaty Polskiego Towarzystwa Onkologicznego z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa”.
W wielu przypadkach w diagnostyce nowotworów, klasyczne badania radiologiczne, takie jak tomografia komputerowa, niestety nie do końca są przydatna, dlatego, że część zmian nie jest widoczna w tych metodach. Przykładem mogą być przerzuty do węzłów chłonnych czy zmiany w kościach. W tych obszarach zmiany widać doskonale w badaniach izotopowych. Co istotne, medycyna nuklearna rozwija się bardzo szybko, cały czas pojawiają nowe mechanizmy i znaczniki.
 
– Obecnie badania PET są podstawowymi badaniami w wielu chorobach onkologicznych, umożliwiając właściwy staging pacjentów (określenie stadium zaawansowania nowotworu), ale też kontrolę leczenia. Ostatnie lata przyniosły nowe znaczniki i nowe wskazania do wykonywania badań PET. Od niedawna mamy zarejestrowany preparat oparty na antygenie specyficznym dla raka prostaty, który urolodzy oznaczali z krwi, a my możemy go teraz obrazować w komórkach nowotworowych. – podkreślała prof. Jolanta Kunikowska, Kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej, UCK WUM.
 
Przełom za sprawą izotopów
 
Ostatnie 10 lat to kolosalny rozwój medycyny nuklearnej w każdym aspekcie. – Po pierwsze, to rozwój sprzętowy, zwłaszcza w obszarze badań PET, w tym cyfrowe aparaty, które mają, przy wsparciu sztucznej inteligencji, niesamowite możliwości. Po drugie, to rozwój izotopów i radiofarmaceutyków. Obecnie, niemal 100 radiofamaceutyków w kontekście diagnostycznym jest w trakcie badań, do tego dochodzą badania nad izotopami terapeutycznymi. Ze względu na wysokie bezpieczeństwo i obiecujące wyniki leczenia, ta dziedzina będzie się dalej prężnie rozwijać. – zaznaczył prof. Marek Dedecjus, Kierownik Kliniki Endokrynologii Onkologicznej i Medycyny Nuklearnej, NIO-PIB w Warszawie. – Nasze wieloletnie doświadczenia z nowotworami tarczycy, wskazują, że terapia izotopowa jest bardzo skuteczna.
 
Postęp w medycynie nuklearnej spowodował, że zaczęto myśleć o korzyściach jakie niesie w kontekście możliwości wykorzystania także innych metod leczenia. – U chorych na raka gruczołu krokowego na chorobę nawrotową, niejednokrotnie dzięki wykorzystaniu nowoczesnej medycyny nuklearnej, możemy zastosować leczenie ukierunkowane na zmiany przerzutowe, np. z wykorzystaniem radioterapii stereotaktycznej i opóźnić leczenie systemowe, tym samym oszczędzając pacjentom toksyczności takiego leczenia. – powiedział dr Jakub Kucharz z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego, NIO-PIB w Warszawie.
 
W uroonkologii postęp w zakresie medycyny nuklearnej jest ogromny, przykładem może być terapia izotopem Lu-177, który jest zarejestrowany w leczeniu chorych na opornego na kastrację przerzutowego raka gruczołu krokowego. – Jednocześnie już trwają badania, w tym u nas w ośrodku, nad zastosowaniem tej terapii na etapie wrażliwości na kastrację, czyli na wczesnym etapie choroby przerzutowej. Spodziewamy się tutaj podobnej eksplozji terapii, podobnie jak zadziało się to w immunoterapii. – dodał dr Kucharz.

Kolejny przełom niesie łączenie izotopów z przeciwciałami, badania potwierdzają ich wysoką skuteczność. Podczas ostatniego kongresu ASCO zaprezentowano badanie III fazy, w którym  przeciwciało było połączone z izotopem cyrkonu i okazało się fantastycznym narzędziem diagnostycznym guzów nerek z bardzo wysoką czułością i specyficznością. Istnieje zatem ogromna przestrzeń do rozwoju metod diagnostycznych i terapeutycznych.

Barierą nieaktualne procedury
 
Polskie zakłady medycyny nuklearnej są dobrze wyposażone, niestety jest ich mało w stosunku do innych krajów europejskich. W 2022 funkcjonowały 64 zakłady wyposażone w 34 skanery  PET/CT i 3 skanery PET/MR. – Wykonujemy ok. 80000 badań PET rocznie, co na poziomie europejskim stawia nas na odległym miejscu. Kraje, takie jak Niemcy czy Francja, wykonują 3-4 razy więcej tych procedur. Mamy dostępne nowoczesne aparaty PET/CT, ale pozostają w dużej mierze niewykorzystane, ponieważ jesteśmy ograniczani kontraktami. Moglibyśmy z powodzeniem robić tych badań więcej. Jeżeli już mamy dostęp do procedury, badania wykonujemy naprawdę na poziomie europejskim. – podkreśliła prof. Kunikowska.
 
– Zmiany we wskazaniach do badania PET powinny być aktualizowane, co ok. 2 lata, aby wspierać klinicystów w optymalnym leczeniu pacjentów i jego dopasowaniu. Tymczasem wskazania dot. medycyny nuklearnej mamy sprzed kilkunastu lat. Wówczas nie było wielu stosowanych obecnie znaczników. Dlatego wskazania jak i zakres refundacji wymagają pilnej aktualizacji, jak np. wspomniane wcześniej badania PET/PSMA, jedno z kluczowych w diagnostyce raka prostaty czy badanie SPECT-CT stosowane np. w limfoscyntygrafii. Dlatego apelujemy do urologów, onkologów, ale też klinicystów z innych obszarów, aby wsparli nas w tym dążeniu, aby jak najwcześniej jak najszybciej móc nowe techniki stosować. – powiedział prof. Dedecjus.
 
Eksperci wskazywali na potrzebę szerokiego dostępu do badań diagnostycznych w ramach Narodowej Strategii Onkologicznej, w tym szerszego finansowania badań z zakresu medycy nuklearnej. – Trudno sobie wyobrazić, że poprawimy efektywność leczenia naszych chorych, jeśli będziemy diagnozować czy leczyć wybiórczo. – dodał dr Kucharz.  
 
Badanie PET powinno być zawsze rozważone, jeżeli wpływa na postępowania terapeutyczne. Przykładem może być leczenie opornego na kastrację raka gruczołu krokowego bez przerzutów. To jest specyficzny stan nowotworu, kiedy w badaniach konwencjonalnych nie wykrywamy zmian przerzutowych, a choroba jest oporna na redukcję androgenową. – Okazuje się, że przy wykorzystaniu badania PET/PSMA u 90% tych pacjentów potwierdza się obecność zmian przerzutowych, czy to w węzłach chłonnych, czy przerzutów odległych. Powinniśmy wówczas traktować tych pacjentów jak chorych z chorobą przerzutową. Dzięki temu można zaoferować im odpowiednio wcześnie skuteczne leczenie ukierunkowane. – uzupełnił dr Kucharz.
 
– Fakt jest taki, że medycyna nuklearna bardzo się zmieniła, a nie zmieniły się kompletnie ani wskazania ani zakres jej refundacji. Mamy zupełnie inne możliwości w tej chwili diagnostyczne, a nie mamy wycen wielu badań, chociażby scyntygrafii połączonej z tomografią komputerową. Nadal mamy stare wskazania, stare wyceny tych klasycznych metod scyntygraficznych, czyli nikt zupełnie nie myśli o tym, że w tej chwili w zakładach medycyny nuklearnej (w województwie mazowieckim) zostało tylko ok. 10-15% klasycznych kamer scyntygraficznych. Pozostałe to są skanery PET/CT, czyli technologicznie jesteśmy już bardzo rozwinięci. Natomiast koszyk świadczeń nie nadąża za tym. Wykonując lepsze badania, nie możemy ich rozliczyć. – zaznaczyła prof. Kunikowska.
 
– Cały czas nie doceniamy medycyny nuklearnej i nie nadążamy zdecydowanie za zaleceniami, ale nawet jeżeli coś wprowadzamy, chociażby terapię Rad-223 i program lekowy, który obecnie jest zmieniany, a wykonano w jego ramach ponad 1000 podań. Mamy bezpieczną, dobrą, skuteczną terapię, a niestety wskutek jakiś nieporozumień, nie jest optymalnie wykorzystywana. Czyli brakuje komunikacji między tym, co oferuje medycyna nuklearna, a tym, co realnie potem jest finansowane i wdrażane w praktyce klinicznej. – dodał prof. Dedecjus.

– Jestem przekonany, że w ramach Narodowej Strategii Onkologicznej powinien znaleźć się element dotyczący wsparcia nowoczesnej medycyny nuklearnej. Zdecydowanie powinniśmy zaproponować aktualizację wskazań, ponieważ PET to jest obecnie badanie powszechne, stało się standardem, a rozporządzenia NFZ są z lat 2011-2013. – mówił prof. Piotr Rutkowski. – Uczyniono wielki wysiłek. doposażając zakłady medycyny nuklearnej w całym kraju w nowoczesny sprzęt, dlatego aktualnie stosowane badania powinny być finansowane przez płatnika.

Jak podkreślili eksperci podczas debaty, każdy moment jest dobry, żeby coś poprawić, ale teraz jest już pora najwyższa, aby zaktualizować wskazania, przyjrzeć się nowoczesnym terapiom i wprowadzić ścieżkę wdrażania diagnostyki i leczenia do praktyki klinicznej. Niezwykle ważne też jest określenie zasad współpracy między klinicystami oraz włączenie specjalistów medycyny nuklearnej w skład zespołów multidyscyplinarnych realizujących opiekę onkologiczną nad pacjentami oraz promocja tej prężnie rozwijającej się specjalizacji medycznej.

Pełna relacja z debaty:

źródło: Polskie Towarzystwo Onkologiczne, redakcja

Polskie Towarzystwo Onkologiczne zaprasza na kolejną debatę z cyklu „Onkologia – Wspólna Sprawa” pt. „Medycyna nuklearna w onkologii – standard diagnostyki i nowe kierunki”, która odbędzie się 16 stycznia 2024 r., o godz. 15:00.
Uczestnicy debaty:

Tematyka spotkania:

Co roku w Polsce diagnozowanych jest ponad 170 tysięcy chorób nowotworowych – u wielu pacjentów w zaawansowanym stadium. Problemem jest niedostateczna profilaktyka, ale również kolejki do poradni onkologicznych i badań diagnostycznych. A to właśnie badania obrazowe są tak istotne w wykrywaniu nowotworów oraz ocenie skuteczności leczenia onkologicznego. Niestety dane z maja 2023 roku są alarmujące. W niektórych województwach pacjenci w trybie normalnym czekają nawet 126 dni na rezonans magnetyczny, 81 dni na tomografię komputerową i 152 dni na PET-CT!  
Nowe wyniki zamieszczone na portalu Alivia Onkoskaner (dawniej Kolejkoskop) pokazują, że najbardziej wydłużył się czas oczekiwania na rezonans magnetyczny. W trybie normalnym pacjenci czekają już 75 dni, czyli o 13 dni dłużej niż w zeszłym roku. Na “cito” 56 dni – o 12 dni dłużej niż w maju 2022 roku. 

Pacjenci muszą też wykazać się cierpliwością czekając w kolejce na wykonanie badania PET-CT. Ze skierowaniem w trybie zwykłym to średnio 42 dni (o 6 więcej niż rok temu), a w trybie pilnym 28 dni (o 4 dni więcej niż w maju 2022 roku).  

“Długie kolejki do badań PET CT mogą wynikać z jednej strony ze znacznego wzrostu ilości zlecanych i wykonywanych badań, a z drugiej strony z problemów kadrowych oraz braku optymalnego wykorzystania istniejącej infrastruktury. Na przykład  we Francji w 2022 na statystycznym aparacie PET/CT wykonano ponad 5,5 raza więcej badań niż w Polsce – podkreśla Joanna Frątczak-Kazana, wicedyrektorka Onkofundacji Alivia.

Przepaść między województwami
Onkofundacja Alivia porównuje też długość kolejek do badań obrazowych w poszczególnych województwach. Wyniki jasno pokazują, że na szybkość wykonania badania ma wpływ miejsce zamieszkania. W niektórych województwach pacjenci czekają na wykonanie badania nawet 4 miesiące dłużej niż w innych. 

“Porównując kolejki w poszczególnych województwach widać ogromne dysproporcje, przede wszystkim w dostępie do badań rezonansem magnetycznym. Niewiele lepiej jest w przypadku tomografii komputerowej czy badania PET-CT. Różnice między województwami to nawet 100 dni i więcej. Pamiętajmy, że wykonanie badania to jedno, ale do tego dochodzi przecież jeszcze czas oczekiwania na opis oraz na wizytę lekarską w celu skonsultowania wyniku. Podczas gdy w jednym województwie pacjent czeka tylko kilka dni, w innym ten czas wydłuża się nawet do kilku miesięcy! A przecież rak nie poczeka” – mówi Aleksandra Ciompała, koordynatorka ds. programów pomocowych Onkofundacji Alivia.

W kolejce od 7 do 152 dni 
Najdłużej na tomografię komputerową w trybie normalnym czekają pacjenci w województwie małopolskim – 81 dni, a najkrócej w województwie podlaskim – 10 dni. W trybie pilnym sytuacja wygląda podobnie. Najdłuższy czas oczekiwania jest w województwie małopolskim – 47 dni, a najkrótszy w podlaskim – 7 dni.

Na rezonans magnetyczny w trybie normalnym w województwie lubuskim czeka się 126 dni, a w mazowieckim – 40. Ze skierowaniem na “cito” najdłuższa kolejka jest w województwie lubuskim – 103 dni, a najkrótsza w warmińsko-mazurskim – 29 dni.

Na badanie PET-CT w trybie normalnym i pilnym najdłużej czeka się w województwie mazowieckim. Dokładnie 152 dni w trybie zwykłym i 72 dni “na cito”. Najkrótsza kolejka w województwie opolskim – w trybie normalnym 10 dni, a w trybie i pilnym – 8 dni.

Powyższe dane dotyczą czasu oczekiwania na badania w maju 2023 roku.

Nie płać za badanie, jeśli płacisz składkę NFZ
Tak długi czas oczekiwania na wykonanie badania powoduje, że wielu pacjentów decyduje się zrobić je prywatnie. Niestety koszt to od kilkuset do nawet kilku tysięcy złotych. Nie wszyscy pacjenci mogą sobie pozwolić na taki wydatek i zmuszeni są wtedy czekać nawet kilka miesięcy. Skutkiem może być opóźnienie rozpoczęcia leczenia, a w konsekwencji zmniejszenie szans na wyzdrowienie.

Z pomocą chorym przychodzi Onkofundacja Alivia, która sprawdza czas oczekiwania na wykonanie badań w ponad 300 miastach w Polsce. Konsultanci Alivia regularnie dzwonią do ośrodków medycznych jako “tajemniczy pacjenci” w celu umówienia pierwszej wizyty onkologicznej czy badań obrazowych. W ten sposób uzyskują rzetelne dane o terminach, które następnie publikowane są na portalu Onkoskaner.pl 

“Dzięki portalowi Onkoskaner chorzy mogą nie tylko znaleźć najkrótszą kolejkę do badań, ale też sprawdzić czas oczekiwania na opis oraz skuteczność połączeń do placówek medycznych. Dodatkowo jeśli pacjentowi uda się uzyskać wcześniejszy termin niż ten podany na www.onkoskaner.pl może to zglosić administratorowi, a konsultanci Alivia zweryfikują podaną informację i dokonają odpowiedniej aktualizacji na portalu” – mówi Aleksandra Ciompała, koordynatorka ds. programów pomocowych Onkofundacji Alivia.

źródło: Alivia

24 lutego 2023 r. Minister Zdrowia ogłosił dwa pierwsze w tym roku  konkursy na wybór realizatorów zadań Narodowej Strategii Onkologicznej: „Doposażenie zakładów radioterapii – wymiana akceleratorów” i „Doposażenie zakładów medycyny nuklearnej – wymiana aparatów PET”.

Akrualne ogłoszenia konkursowe są dostepne pod linkiem:
https://www.gov.pl/web/zdrowie/narodowa-strategia-onkologiczna-ogloszenia

W najbliższym czasie zostaną opublikowane kolejne konkursy w ramach Narodowej Strategii Onkologicznej:

Celem realizacji zadań jest zapewnienie lepszego dostępu do najnowszych osiągnięć technicznych i technologicznych w zakresie diagnostyki i leczenia chorób nowotworowych oraz większej dostępności i poprawy warunków udzielania świadczeń zdrowotnych.

źródło:. MZ

24 lutego 2023 r. Minister Zdrowia ogłosił dwa pierwsze w tym roku  konkursy na wybór realizatorów zadań Narodowej Strategii Onkologicznej: „Doposażenie zakładów radioterapii – wymiana akceleratorów” i „Doposażenie zakładów medycyny nuklearnej – wymiana aparatów PET”.

Akrualne ogłoszenia konkursowe są dostepne pod linkiem:
https://www.gov.pl/web/zdrowie/narodowa-strategia-onkologiczna-ogloszenia

W najbliższym czasie zostaną opublikowane kolejne konkursy w ramach Narodowej Strategii Onkologicznej:

Celem realizacji zadań jest zapewnienie lepszego dostępu do najnowszych osiągnięć technicznych i technologicznych w zakresie diagnostyki i leczenia chorób nowotworowych oraz większej dostępności i poprawy warunków udzielania świadczeń zdrowotnych.

źródło:. MZ