Medicalpress
Przemoc wobec personelu medycznego narasta – samorząd lekarski domaga się pilnej zmiany prawa. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej apeluje do Ministra Zdrowia o rozszerzenie ochrony prawnej na wszystkich lekarzy, bez względu na miejsce pracy czy źródło finansowania świadczeń.
W obliczu rosnącej liczby przypadków agresji fizycznej i słownej wobec pracowników ochrony zdrowia, samorząd lekarski wystąpił z oficjalnym apelem o nowelizację art. 44 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty. Proponowana zmiana ma zapewnić taką samą ochronę prawną dla wszystkich lekarzy, niezależnie od tego, czy pracują w sektorze publicznym, czy prywatnym.

Ochrona tylko dla części lekarzy? Samorząd mówi: dość

Obowiązujące przepisy przewidują, że lekarz korzysta z ochrony należnej funkcjonariuszowi publicznemu tylko wtedy, gdy pracuje w placówce mającej umowę z NFZ. Zdaniem Prezydium NRL to rozwiązanie jest niewystarczające i niesprawiedliwe.
– Praca każdego lekarza ma ogromne znaczenie społeczne. Nie powinno mieć znaczenia, czy jest ona finansowana ze środków publicznych, czy prywatnych – zaznacza samorząd lekarski w swoim stanowisku.

Jedna praca, jedna ochrona
NRL proponuje, by każdy lekarz, który wykonuje czynności medyczne – czy to w ramach pomocy doraźnej, czy na co dzień w gabinecie – korzystał z takiej samej ochrony prawnej jak funkcjonariusz publiczny. Dotyczyć miałoby to zarówno lekarzy zatrudnionych w szpitalach publicznych, jak i tych prowadzących prywatną praktykę.
Zgodnie z propozycją nowego brzmienia art. 44 ustawy, ochrona ta miałaby obejmować lekarzy:
System ochrony zdrowia musi chronić także swoich
Prezydium NRL podkreśla, że lekarze coraz częściej spotykają się z agresją ze strony pacjentów lub ich bliskich – także w prywatnych placówkach. Taka sytuacja wymaga nie tylko reakcji, ale przede wszystkim równego traktowania wszystkich wykonujących zawód medyczny.

Samorząd oczekuje, że Minister Zdrowia jak najszybciej podejmie działania legislacyjne, które doprowadzą do przyjęcia nowych, sprawiedliwszych przepisów.

W sytuacji rosnącej presji na personel medyczny – zarówno emocjonalnej, jak i fizycznej – brak jednolitej ochrony prawnej dla lekarzy budzi poważne wątpliwości. Równość wobec prawa powinna dotyczyć również tych, którzy na co dzień ratują zdrowie i życie. Czy ministerstwo odpowie na apel środowiska lekarskiego – czas pokaże, ale milczenie w tej sprawie staje się coraz trudniejsze do uzasadnienia.

Źródło: NIL

Polski system ochrony zdrowia mierzy się z narastającym problemem braków kadrowych. Jego skutki odczuwają też coraz bardziej przeciążeni i przepracowani lekarze, pielęgniarki, położne i pozostały personel medyczny. 50 proc. menedżerów i dyrektorów placówek medycznych wskazuje na coraz częstsze w tych grupach wypalenie zawodowe, przewlekły stres i brak work–life balance, a 33 proc. deklaruje, że z tego powodu personel medyczny coraz częściej decyduje się na odejście z zawodu – wynika z nowego raportu Philips „Future Health Index 2024”. Oprócz kształcenia nowych kadr rozwiązaniem może być także szersze wykorzystanie technologii.

– Problemy kadrowe uznaje się za jedno z największych wyzwań polskiego systemu ochrony zdrowia – mów dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dyrektorka Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego. – Nie jest on łatwy do rozwiązania w krótkiej perspektywie czasu, ponieważ kształcenie kadr medycznych trwa wiele lat i nawet działania podejmowane tu i teraz – jak choćby zwiększenie limitu miejsc na kierunkach lekarskich – zaowocują poprawą sytuacji dopiero za kilka, a nawet kilkanaście lat, jeśli mówimy o specjalistach.

Według ostatniego raportu OECD („Health at a Glance 2023”) w Polsce na każdy 1 tys. mieszkańców przypada 5,7 praktykujących pielęgniarek (przy średniej dla krajów OECD wynoszącej 9,2) oraz 3,4 praktykującego lekarza (przy średniej dla krajów OECD wynoszącej 3,7). Co istotne, dystans do pozostałych państw OECD się zwiększa, a statystyki pokazują, że polski system ochrony zdrowia w dużej mierze podtrzymują lekarze w wieku emerytalnym. Według danych Naczelnej Izby Lekarskiej wśród aktywnych zawodowo lekarzy jest obecnie 77 proc. mężczyzn po 65. roku życia (wobec 60 proc. w 2012 roku) oraz 66 proc. kobiet po 60. roku życia (wobec 46 proc. w 2012 roku). Z kolei największe niedobory kadrowe widać zwłaszcza wśród specjalistów w wieku 40–50 lat, w tym kluczowych dla funkcjonowania systemu ochrony zdrowia – internistów, pediatrów, chirurgów ogólnych i ginekologów-położników (PAN, „Polskie Zdrowie 2.0”).

Problem z narastającym deficytem kadr medycznych potwierdza też m.in. raport „World Index of Healthcare Innovation 2023”, opracowany przez Foundation for Research on Equal Opportunity, w którym Polska znalazła się na ostatnim, 32. miejscu (spadając z 31. w 2021 roku i 30. w 2020 roku). Autorzy rankingu zwrócili uwagę m.in. na fakt, że Polska ma najniższą spośród przeanalizowanych państw liczbę lekarzy i pielęgniarek podstawowej opieki zdrowotnej.

– Obecna sytuacja kadrowa, choć może wiąże się już z lepszymi warunkami płacowymi, nadal stwarza ogromne wyzwania w zakresie środowiska i komfortu pracy. Wypalenie zawodowe jest zjawiskiem bardzo powszechnie występującym wśród kadr medycznych. Wielu lekarzy i pielęgniarek w okresie aktywności zawodowej jest zagrożonych poważnymi problemami zdrowotnymi, a to też osłabia potencjał, którego system tak bardzo potrzebuje – podkreśla dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Najnowsza edycja cyklicznego raportu Philips „Future Health Index 2024” pokazuje, że w Polsce pracownicy służby zdrowia są przeciążeni i przepracowani. W efekcie aż 50 proc. liderów tego sektora (m.in. menedżerowie oraz dyrektorzy szpitali i placówek medycznych) wskazuje na coraz częstsze w tej grupie wypalenie zawodowe, przewlekły stres i brak work-life balance, przekładające się na obniżone morale i spadek zaangażowania. Co więcej, 33 proc. personelu medycznego zadeklarowało, że z tego powoduoraz częściej decyduje się na odejście z zawodu.

– Praca w tym środowisku jest niestety bardzo stresogenna. Większość profesjonalistów medycznych pracuje nie tylko pod bardzo dużą presją czasu, ale i ogromnej odpowiedzialności. To potęguje również moc obowiązków biurokratycznych, które w wielu innych systemach europejskich są przeniesione na nowe technologie bądź personel pomocniczy, np. asystentów czy sekretarki medyczne – mówi dyrektorka Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Konsekwencje niedoborów kadrowych odczuwają nie tylko lekarze czy pielęgniarki, ale i pacjenci. W badaniach przeprowadzonych na potrzeby raportu „Future Health Index 2024” aż 74 proc. polskich liderów ochrony zdrowia wskazywało, że personel medyczny ma przez to mniej czasu na pracę z pacjentem. To dużo wyższy odsetek niż europejska średnia wynosząca 58 proc.

– Ludzie żyją coraz dłużej i niestety chorują, dlatego potrzebujemy coraz więcej personelu medycznego – lekarzy i pielęgniarek – żeby móc tych pacjentów diagnozować i leczyć, żeby zaadresować wszystkie ich potrzeby medyczne. Natomiast obecny niedobór personelu powoduje, że pacjenci dłużej czekają w kolejkach, są później diagnozowani i leczeni –mówi dr Tomasz Zieliński, wiceprezes Federacji Porozumienie Zielonogórskie. – Lekarz, który jest przepracowany, zmęczony i musi pracować szybko, jest mniej efektywny, przez co może też popełniać więcej błędów.

Jak wskazuje, szansą na złagodzenie braków kadrowych w polskim systemie ochrony zdrowia jest szkolenie nowego i podnoszenie kwalifikacji obecnego personelu.

– Kształcenie dodatkowych osób w zawodach medycznych ma ograniczenia, bo nie wszystkich się da wykształcić na lekarzy, pielęgniarki czy położne. Dlatego szukamy rozwiązań w postaci zawodów dodatkowych, czyli np. asystentów lub sekretarek medycznych, dzięki którym ten wysoko wykwalifikowany personel medyczny jest wykorzystywany w zakresie swoich unikalnych kompetencji, bo u nas w Polsce lekarze często poświęcają więcej czasu na biurokrację niż na samą aktywność medyczną – podkreśla dr Tomasz Zieliński. – Drugą ścieżką jest wykorzystanie technologii, które przyspieszają pracę, ułatwiają przyjmowanie i obsługę pacjentów. Dzisiaj to są przede wszystkim narzędzia informatyczne, które m.in. ułatwiają gromadzenie i wyszukiwanie danych, ale przyszłościowo chcemy też wykorzystać możliwości algorytmów sztucznej inteligencji.

Jak wynika z raportu Philipsa, w Polsce niemal wszyscy liderzy sektora ochrony zdrowia (94 proc.) są przekonani, że wykorzystanie technologii – m.in. w celu automatyzacji prostych, rutynowych czynności i odciążenia personelu medycznego od codziennych zadań administracyjnych – ma i będzie mieć kluczowe znaczenie dla rozwiązania problemu niedoborów kadrowych w opiece zdrowotnej. Jeszcze większy odsetek (99 proc.) wskazuje też na korzyści płynące z wdrożenia rozwiązań, które umożliwiają zdalną, wirtualną opiekę i komunikację z pacjentem.

– Sztuczna inteligencja, automatyzacja procesów, wirtualizacja procesów medycznych i zdalne systemy opieki nad pacjentami – wszystkie te rozwiązania są już w tej chwili wykorzystywane do tego, żeby złagodzić niedobory kadr medycznych – wskazuje Michał Kępowicz, członek zarządu Philips Polska. – Wirtualna opieka umożliwia zdalną obserwację pacjenta, np. monitoring osób starszych i możliwość dwustronnej komunikacji pomiędzy lekarzem a pacjentem. Systemy RPA, robotic automatization process, pomagają usprawnić obsługę procesów diagnostycznych i administracyjnych w szpitalach. Natomiast sztuczna inteligencja już teraz m.in. podpowiada lekarzom, jaka diagnoza byłaby najbardziej prawidłowa.

Z raportu „Future Health Index 2024” wynika, że liderzy ochrony zdrowia w Polsce coraz śmielej wdrażają technologiczne nowinki, a w nadchodzących trzech latach duży odsetek spośród nich zamierza automatyzować kolejne procesy w swoich placówkach. Pewnym problemem pozostaje jednak podejście personelu – według badań Philipsa 75 proc. liderów ochrony zdrowia twierdzi, że pracownicy są sceptycznie nastawieni do automatyzacji w tym sektorze. Ponadto 66 proc. z nich deklaruje też brak czasu na podnoszenie kwalifikacji personelu i wdrażanie nowych technologii.

– Polscy profesjonaliści medyczni lubią nowinki i są nimi zainteresowani nawet bardziej niż reszta świata. Natomiast z drugiej strony widzą też potrzebę zastanowienia się, jak te nowinki wykorzystywać w sposób etyczny i efektywny, żeby one miały jak największą skuteczność. Przykładowo, żeby algorytmy działały poprawnie, to muszą się opierać na dużych zbiorach danych zawierających rzetelne informacje. Dlatego 91 proc. młodych liderów ochrony zdrowia, badanych na potrzeby raportu, wskazuje, że musimy te narzędzia wykorzystywać, ale jednocześnie trzeba to robić w sposób odpowiedzialny i etyczny – mówi Michał Kępowicz.

źródło: Newseria.pl

Do 24 października br. przedłużona została możliwość udzielenia zgody na wykonywanie zawodu i przyznania warunkowego prawa wykonywania zawodu w naszym kraju medykom z Ukrainy. To dobra decyzja – uważa Konfederacja Lewiatan.

 – Cieszymy się, że tryb warunkowy przyznawania prawa wykonywania zawodu lekarza i lekarza dentysty, który miał obowiązywać do 24 czerwca br. roku został przedłużony do 24 października br. Pozwoli to zakończyć trwające wciąż procesy rekrutacji i przystosowania personelu medycznego z Ukrainy do wykonywania zawodów medycznych w warunkach polskich oraz dostosowania się do wymogów stałego wykonywania zawodu w naszym kraju. Apelowaliśmy o taką właśnie decyzję – mówi Kacper Olejniczak, dyrektor departamentu ochrony zdrowia i sektora life sciences Konfederacji Lewiatan.

W oparciu o przepisy ustawy o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa w ciągu dwóch lat w Polsce podjęło pracę ok. 4 tys. lekarzy, lekarzy dentystów i pielęgniarek z Ukrainy, którzy służą polskim obywatelom, w szczególności w tak deficytowych obszarach, jak szpitalne oddziały ratunkowe, nocna i świąteczna opieka medyczna, choroby wewnętrzne, pediatria, chirurgia ogólna, anestezjologia i intensywna terapia czy medycyna rodzinna. Podejmują oni zatrudnienie w szpitalach powiatowych, a także w rejonach Polski charakteryzujących się najniższym dostępem do świadczeń zdrowotnych wskutek braku personelu medycznego, jak np. Podkarpacie, wschodnia Lubelszczyzna czy też woj. lubuskie.

 

żródło: Konfederacja Lewiatan 

Z końcem 2024 roku zmienią się zasady funkcjonowania podmiotów pielęgniarskich i położniczych w podstawowej opiece zdrowotnej (POZ). Obawy środowiska budzi fakt, że przepisy nie precyzują zasad, na jakich samodzielne praktyki pielęgniarskie i położnicze będą wchodzić w zespoły skoordynowanej opieki POZ.
Nie przebrzmiały jeszcze przez media ostatnie alarmujące informacje o braku pielęgniarek i położnych w związku z nabywaniem przez nie uprawnień emerytalnych. A pojawiły się kolejne alarmujące informacje w związku z regulacjami prawnymi, które wchodzą w życie od 1 stycznia 2025 roku w myśl, których oświadczenia woli pacjentów stracą ważność. Ustawa z 27 października 2017 r. o podstawowej opiece zdrowotnej, wprowadzi także zmiany finansowania w modelu POZ.

Przepisy wskazują, że zespół POZ będą tworzyć lekarz, pielęgniarka i położna, a cała pula ze stawki kapitacyjnej trafi do wspólnej kasy. – Mamy bardzo wiele sygnałów, że wprowadzenie tych przepisów w życie to utrata możliwości wyboru pielęgniarki i położnej w POZ. Wybierając lekarza pacjent niejako automatycznie akceptuje jego współpracowników. Praktyki pielęgniarskie i położnicze po 1 stycznia 2025 r. nie mają możliwości dalszego funkcjonowania. Brak jest określonych kryteriów i zasad na jakich mają współpracować z lekarzami POZ. Podmioty lekarskie zatrudniają u siebie pielęgniarki i położne, które realizują swoje świadczenia głównie w miejscu ich udzielania. Warto zwrócić uwagę, że większość świadczeń z zakresu opieki nad pacjentem w jego domu realizują właśnie praktyki pielęgniarskie i położnych, które w myśl nowych przepisów de facto zostają bez finansowania – mówi Mariola Łodzińska, Prezes NRPIP.

Skutki są łatwe do przewidzenia: pacjenci wymagający realizacji świadczeń zdrowotnych realizowanych przez pielęgniarki i położne w domu zostaną bez świadczeń, a  rzesza pielęgniarek i położnych zostanie bez pracy. Samorząd zawodowy pielęgniarek i położnych zwracał się do Ministra Zdrowia o wypracowanie zasad na jakich ma się odbywać współpraca podmiotów lekarskich z praktykami pielęgniarskimi czy położniczymi.

Konieczne jest określenie tych zasad. Pytaliśmy Narodowy Fundusz Zdrowia we wrześniu 2023 roku w jaki sposób będzie weryfikowany fakt powstania Zespołu POZ oraz na jakich formalnych zasadach mają być one tworzone. Nie dostaliśmy odpowiedzi. Podmioty lekarskie powinni mieć wymóg współpracy z praktykami pielęgniarskimi i położniczymi. Zatrudniane bezpośrednio w podmiotach lekarskich pielęgniarki i położne będą w dalszym ciągu na zlecenie lekarza realizować świadczenia zdrowotne w gabinetach, a nie w warunkach domowych. Jakie sposoby komunikacji zostaną udostępnione poszczególnym członkom zespołu POZ udzielających świadczeń w ramach realizacji świadczeń zdrowotnych (lekarza POZ  lub praktyki zawodowe pielęgniarek i położnych POZ) oraz czy ustalone zostaną zasady współpracy pomiędzy nimi uwzględniając różne formy organizacyjne podmiotów wykonujących działalność leczniczą? Czy ustalenie zasad współpracy będzie możliwe w formie zawarcia umowy o współpracę pomiędzy poszczególnymi świadczeniodawcami, określonymi w art. 11 ust.  2 ww. ustawy, czyli lekarzem POZ, pielęgniarki POZ, położnej POZ, jeżeli tak, to jakie niezbędne elementy powinna zawierać taka umowa? Czy pielęgniarki POZ lub położne POZ prowadzące praktyki zawodowe, które z różnych przyczyn niezależnych od nich, nie ustalą zasad współpracy z lekarzem POZ, będą musiały zrezygnować z prowadzenia własnej działalności w ramach samodzielnego kontraktowanie świadczeń z NFZ? Co z rozliczeniem i finansowaniem tych świadczeń? Pytań jest zdecydowanie więcej niż odpowiedzi. Jeśli nie zostaną wypracowane nowe rozwiązania i zmiana przepisów, to musi zostać przesunięty termin wejścia w życie nowych rozwiązań – powiedziała Prezes NRPIP.

Naczelna Rada Pielęgniarek i Położnych wskazuje na potrzebę wypracowania takich zasad, które będą gwarantowały realizację świadczeń zdrowotnych przez pielęgniarki i położne pacjentom nie tylko w gabinetach, ale także w warunkach domowych. – Jedna pielęgniarka lub położna zatrudniona w podmiocie lekarskim  nie jest w stanie realizować w tym samym czasie świadczeń na miejscu w gabinecie, np. związanych ze szczepieniami, a także jednocześnie realizować świadczenia zdrowotne wobec  pacjentów w środowisku domowym, np. z ranami przewlekłymi czy powikłanymi. Dziś  nie ma żadnych gwarancji, że podmioty szukające oszczędności, będą chciały zatrudniać ani tym bardziej nawiązywać współpracy z pielęgniarkami i położnymi. – podsumowuje sytuację Mariola Łodzińska. Problem ten narasta z upływem każdego dnia i przybliża nas do 1.01.2025 r. Jego rozwiązanie to dzisiaj jeden z priorytetów Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych w podejmowanych z Ministerstwem Zdrowia działaniach.
 
Żródło: NIPIP
Zauważalna jest tendencja starzenia się kadry medycznej w systemie ochrony zdrowia. Wyzwaniem staje się racjonalne planowanie rozwoju kadr medycznych i zachęcenie odpowiedniej liczby osób do kształcenia na kierunkach medycznych – czytamy w analizie GUS.
Osoby uprawnione do wykonywania zawodów medycznych

W 2022 r. prawo wykonywania zawodu posiadało 310,0 tys. pielęgniarek, 41,1 tys. położnych, 37,9 tys. farmaceutów i 17,9 tys. diagnostów laboratoryjnych. W wartościach bezwzględnych, w stosunku do 2021 r., najbardziej wzrosła liczba pielęgniarek – o 4,2 tys.

Podobnie jak w roku poprzednim, również w 2022 r. zaobserwowano feminizację zawodów pielęgniarek i położnych. W 2022 r. wśród pielęgniarek posiadających prawo wykonywania zawodu odsetek kobiet wyniósł około 97,2%.
W grupie pielęgniarek i położnych widoczne były zmiany w strukturze wiekowej. Nadal obserwujemy wzrost liczby pielęgniarek w wieku 50 lat lub więcej oraz do 39 lat. W 2022 roku najwięcej pielęgniarek uprawnionych do wykonywania zawodu było w wieku 50-59 lat – 98,0 tys., jednak kolejną liczną grupą są pielęgniarki w wieku 60-69 lat (79,2 tys.) i 40-49 lat (55,3 tys.).

Podobnie jak w poprzednim roku, najmniej liczną grupę stanowiły pielęgniarki w wieku 80 lat lub więcej (1,7 tys.) i do 29 lat – 22,5 tys. W 2022 r. pielęgniarek w grupie wieku 70 lat lub więcej było prawie 27,2 tys., co stanowiło 8,7% ogólnej liczby osób z uprawnieniami do wykonywania zawodu pielęgniarki (5,9% w roku poprzednim).
Wśród pielęgniarek zaobserwowano zróżnicowanie struktury wieku mężczyzn i kobiet: wśród mężczyzn dominował udział osób w dwóch grupach wieku: 30-39 lat (powyżej 30% w obu analizowanych latach) i 40-49 lat (powyżej 28%), podczas gdy wśród kobiet zdecydowanie dominowały osoby w wieku 50-59 lat (około 32% w obu analizowanych latach).

Podobne tendencje jak w roku poprzednim wystąpiły w strukturze wieku położnych. W roku 2022 najliczniejsza była grupa położnych w wieku 50-59 lat – 12,1 tys., a ich udział w ogólnej liczbie położnych wynosił 29,5% (we wcześniejszych latach ponad 30%). Drugą pod względem liczby położnych była grupa w wieku 60-69 lat – 9,1 tys., co stanowiło 22,2% udziału. Natomiast najmniej liczna była grupa położnych w wieku 70 lat lub więcej – około 3,3 tys. (2,2 tys. w roku poprzednim). Położnych w wieku 30–39 lat było 4,9 tys. osób, co stanowiło 12% wszystkich osób uprawnionych do wykonywania tego zawodu.

Zdecydowaną większość wśród osób wykonujących zawód położnej stanowiły kobiety (99,8% kobiet w obu analizowanych latach). Całkowita liczba mężczyzn wykonujących w 2022 r. ten zawód wyniosła 78 osób, w 2021 r. – 76, dlatego dane mężczyzn z tej grupy zawodowej zostały ograniczone do danych ogólnych.

Personel medyczny pracujący bezpośrednio z pacjentem

Populacja uprawnionych do wykonywania wybranych zawodów medycznych w Polsce obejmuje wszystkie osoby mające takie prawo, bez względu na status na rynku pracy i miejsce pracy, dlatego bardziej miarodajną informacją w odniesieniu do dostępności personelu medycznego jest liczba osób pracujących bezpośrednio z pacjentem.

Spośród pielęgniarek pracujących bezpośrednio z pacjentem największą ich liczbę odnotowano w 2022 r. w województwach: mazowieckim (34,9 tys.) i śląskim (25,0 tys.). Najniższa liczba pielęgniarek pracująca bezpośrednio z pacjentem wystąpiła w województwach najmniejszych: lubuskim (4,1 tys.) i opolskim (4,7 tys.).

Największa liczba pielęgniarek pracujących bezpośrednio z pacjentem w przeliczeniu na 10 tys. mieszkańców w 2022 r. wystąpiła w województwach: świętokrzyskim (69,0), lubelskim (67,7) i podkarpackim (64,5), a najmniejsza w województwach: pomorskim (45,9), lubuskim (46,6) i wielkopolskim (47,8). Średnia dla Polski wyniosła 57 pielęgniarek na 10 tys. mieszkańców.

Wśród położnych najwięcej osób pracowało z pacjentem w 2022 r. w największych województwach: mazowieckim (4,8 tys. osób), śląskim (3,3 tys.) i wielkopolskim (2,8 tys.), a najmniej w lubuskim (0,5 tys. osób), opolskim oraz w warmińsko-mazurskim (po 0,6 tys. położnych).

W odniesieniu do liczby kobiet mieszkających w województwie – najwięcej położnych wystąpiło w 2022 r. w województwach: podkarpackim (17,1 osób na 10 tys. kobiet) i podlaskim (16,9), a najmniej w województwach: lubuskim (10,7) oraz pomorskim i warmińsko-mazurskim (odpowiednio 11,7 i 11,8). Średnia dla Polski wyniosła 14 położnych na 10 tys. kobiet.

W przypadku diagnostów laboratoryjnych (średnia dla Polski 3,3 w 2022 r.) i farmaceutów (średnia dla Polski 7,5 w 2022 r.) nie ma istotnych różnic pomiędzy średnią osób pracujących z pacjentem w tych zawodach medycznych a liczbą osób w poszczególnych województwach w przeliczeniu na 10 tys. mieszkańców.

W przypadku fizjoterapeutów średnia dla Polski na 10 tys. mieszkańców w 2022 r. wyniosła 9,3 osób (wzrasta z roku na rok), przy czym najwyższy wskaźnik odnotowano w województwie podkarpackim (prawie 16 osób), a najmniejszy w wielkopolskim (5 fizjoterapeutów na 10 tys. mieszkańców).

Liczba osób pracujących bezpośrednio z pacjentem w zawodzie farmaceuty w ostatnich trzech latach (2020–2022) utrzymuje się na tym samym poziomie (powyżej 28 tys. farmaceutów).
Największą liczbą bezwzględną farmaceutów pracujących w aptekach i punktach aptecznych w 2022 r. charakteryzowało się największe województwo: mazowieckie – ponad 4 tys. osób, natomiast najmniejszą województwa o najmniejszej liczbie mieszkańców: opolskie – 661 osób i lubuskie – 582 osoby.

Pełniejszy obraz przedstawia analiza liczby farmaceutów w przeliczeniu na 10 tys. mieszkańców w poszczególnych województwach. Wskaźnik ten był najwyższy w województwach: łódzkim i lubelskim – wyniósł 9 farmaceutów na 10 tys. mieszkańców, najniższy natomiast w województwie warmińsko-mazurskim (5 osób), przy czym średni wskaźnik dla Polski wyniósł w 2022 r. 7,5.

Podobnie jak w grupie osób posiadających prawo wykonywania zawodu pielęgniarki i położnej, odnotowano dominujący udział kobiet wykonujących ten zawód i pracujących bezpośrednio z pacjentem, znacznie wyraźniejszy wśród położnych (prawie 99,8% kobiet w obydwóch latach) niż wśród pielęgniarek, gdzie kobiety stanowiły blisko 96,8% w 2022 r. – o 0,2 p. proc. mniej niż w 2021 r.

Wśród kobiet wykonujących pracę pielęgniarki najliczniejszą grupą były osoby w wieku 50–59 lat, które stanowiły 40% w 2022 r. i 38,8% rok wcześniej. Natomiast wśród mężczyzn dominują osoby w wieku 30–39 lat (33,4%, o 0,1 p. proc. więcej niż przed rokiem).

Całkowita liczba mężczyzn pracujących bezpośrednio z pacjentem wykonujących zawód położnej w 2022 r. wynosiła 61 osób, w 2021 r. – 57. Najliczniejszą grupą wśród położnych kobiet pracujących bezpośrednio z pacjentem w 2022 r. były osoby w wieku 50-59 lat (35,5%, rok wcześniej – 35,9%). Wśród farmaceutów pracujących bezpośrednio z pacjentem przeważają kobiety, w ostatnich 3 latach (2020-2022) ich udział w każdym roku wynosił około 83%.

W grupie pielęgniarek średni wiek osoby pracującej bezpośrednio z pacjentem w 2022 roku wynosił 50 lat. Wśród mężczyzn był on zdecydowanie niższy (ok. 41 lat) niż wśród kobiet (50 lat).

Średni wiek ogółu położnych pracujących z pacjentem w 2022 r. wynosił 47 lat (46 lat w roku poprzednim). Ze względu na ogromną dominację kobiet w zawodzie położnej podobnie wyglądał średni wiek kobiet w 2022 r., który wyniósł około 47 lat i był wyższy niż przeciętny wiek mężczyzn (38 lat).

Wyjaśnienia metodyczne

W odniesieniu do czterech zawodów medycznych: lekarzy, lekarzy dentystów, pielęgniarek i położnych zastosowano wyniki analizy źródeł administracyjnych, w tym głównie rejestrów. Ta metoda pozwoliła na uzyskanie danych wynikowych o znacznie lepszej jakości niż dotychczas stosowane. Prezentowane dane odnoszą się do stanu na dzień 31 grudnia 2022 r., z wyjątkiem danych o absolwentach kierunków medycznych, gdzie wykorzystane zostały dane za rok akademicki 2021/2022.

Dane na temat kadry medycznej pochodzą z Ministerstwa Zdrowia (w tym dane z Ministerstwa Obrony Narodowej), Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz GUS. Dane o kadrze pracującej bezpośrednio z pacjentem dotyczą osób pracujących w placówkach opieki zdrowotnej a także w żłobkach, klubach dziecięcych i domach pomocy społecznej, gdzie świadczona praca uznawana jest jako wykonywanie zawodu medycznego, bez względu na formę zatrudnienia (samozatrudnienie, umowa o pracę, umowa cywilno-prawna). Każdy pracownik jest liczony tylko raz, w głównym miejscu pracy.

Ze względu na niepełną realizację obowiązku statystycznego przez podmioty lecznicze, szczególnie praktyki zawodowe, dane dotyczące osób pracujących z pacjentem mogą być niższe niż stan faktyczny. Dlatego, w wyniku przeprowadzonych prac metodologicznych, dane dotyczące lekarzy, lekarzy dentystów, pielęgniarek i położnych za lata 2020, 2021 i 2022 zostały oszacowane w oparciu wyłącznie o źródła administracyjne, w tym rejestry. Dane te są nieporównywalne z danymi publikowanymi wcześniej.

W pracach nad algorytmem, służącym do oszacowania liczby lekarzy, lekarzy dentystów, pielęgniarek i położnych wykorzystano następujące źródła administracyjne:
W pracach wykorzystano także zbiory opracowane w GUS na potrzeby innych badań statystycznych, np. zbiór BJS (Baza Jednostek Statystycznych), co pozwoliło na uniknięcie powielania części prac.

Źródło informacji: Kurier mp.pl

W Polsce jest obecnie ok. 80 tys. osób z dyplomem opiekuna medycznego. To duża grupa, porównywalna z liczbą pracowników zatrudnionych w polskim górnictwie. Mimo to opiekunowie medyczni nie mieli dotąd własnej ustawy regulującej tę profesję, choć zabiegają o to już od kilku lat. Szansa pojawiła się wraz z procedowanym właśnie projektem ustawy o niektórych zawodach medycznych, ale na ostatniej prostej wypadł on z harmonogramu prac Sejmu. Opiekunowie medyczni apelują, by został przyjęty na najbliższym posiedzeniu Sejmu 16–17 sierpnia. – Pozostawienie nas bez takiej regulacji cofnie nas w czasie o dobrych kilka lat – wskazuje wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Opiekunów Medycznych Krzysztof Tłoczek.
– Zawód opiekuna medycznego istnieje już od kilkunastu lat i funkcjonuje na podstawie różnych dokumentów, a zakres kompetencji wynika z podstawy programowej – czyli tego, czego opiekunowie są nauczani w szkole policealnej. Natomiast już od dłuższego czasu jest pilna potrzeba takiej ustawowej regulacji, która nie tylko zarysowałaby kompetencje i uprawnienia opiekunów medycznych, ale także relacje z innymi zawodami medycznymi. W 2019 roku zaczęły się prace nad projektem ustawy o niektórych zawodach medycznych, a teraz, po czterech latach, zbliżamy się do końca, ta ustawa powinna być głosowana w Sejmie. W ostatnich tygodniach mamy trochę rewelacji z tym związanych, ale mamy nadzieję, że jeszcze w sierpniu zostanie ona finalnie przyjęta i skierowana do podpisu prezydenta – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Tłoczek.

Dyplom opiekuna medycznego ma w Polsce ok. 80 tys. osób. Ten zawód jest jednym z niewielu, które dotąd nie doczekały się odrębnej regulacji prawnej. Taka szansa pojawiła się wraz z rozpoczęciem prac nad ustawą o niektórych zawodach medycznych. Wprowadza ona przepisy dotyczące kilkunastu zawodów medycznych dotychczas nieuregulowanych ustawowo, w tym m.in. logopedów, psychoterapeutów czy właśnie opiekunów medycznych. W połowie lipca br. przyjął ją już Senat, więc teraz powinna wrócić do Sejmu. Jednak decyzją marszałek Elżbiety Witek niespodziewanie zdjęto ją z porządku ostatniego, lipcowego posiedzenia. Na razie nie ma jej również w porządku kolejnego posiedzenia, które odbędzie się 16–17 sierpnia br. i może być ostatnim w tej kadencji. To zaś budzi duże obawy środowisk medycznych, ponieważ co do zasady ustawy nieuchwalone w danej kadencji wędrują do kosza.

 Robimy wszystko, aby się upewnić, że ustawa będzie głosowana podczas posiedzenia 1617 sierpnia br. Jak na razie nie ma jej w harmonogramie, ale ten harmonogram jest wstępny i mamy nadzieję, że jeszcze się zmieni. Jesteśmy w kontakcie z pozostałymi organizacjami, które zrzeszają opiekunów medycznych, przede wszystkim z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym, wystosowaliśmy wspólne oświadczenie, które przesłaliśmy do marszałek Elżbiety Witek i posłów Komisji Zdrowia, i mamy nadzieję, że spotkamy się ze zrozumieniem – mówi Krzysztof Tłoczek i nazywa oczekiwaną decyzję Sejmu formalnością. – Wiemy, że są inne zawody medyczne, które teraz, w ostatnim momencie stwierdziły, że jednak nie chciały być ujęte w tej ustawie w jej obecnym kształcie. Natomiast zawód opiekuna medycznego jest najliczniejszą profesją w tej regulacji i pozostawienie nas bez tej ustawy cofnie nas w czasie o dobrych kilka lat.

Organizacje branżowe zrzeszające opiekunów medycznych wskazują, że ustawa o niektórych zawodach medycznych została wypracowana w drodze długich negocjacji i spełnia oczekiwania środowiska, które apeluje o jej jak najszybsze wdrożenie.

– Zależy nam na ustawowym uregulowaniu m.in. dlatego, że do tej pory często spotykaliśmy się z zarzutami, że to nie jest zawód medyczny, ponieważ nie posiada regulacji ustawowej – mówi wiceprezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Opiekunów Medycznych. – Chodzi jednak nie tylko o to. Ustawa wprowadza m.in. rejestr osób uprawnionych do wykonywania zawodu opiekuna medycznego, co przyda nam się nie tylko do statystyki, ale przede wszystkim ukróci praktyki takie jak zatrudnianie na tym stanowisku osób bez kwalifikacji, bo będzie to zagrożone karą.

Jak podkreśla, ustawa wprowadza też cały szereg innych, potrzebnych rozwiązań, precyzując m.in. zakres kompetencji opiekunów medycznych, który dotąd był bardzo różnie interpretowany, w zależności od decyzji szpitala czy placówki medycznej.

– Nowe kompetencje – takie jak pobieranie krwi czy podawanie leków podskórnie – do tej pory nie miały nigdzie uregulowania prawnego. Teraz mamy taką sytuację, że są już absolwenci posiadający te kompetencje, ale wciąż brakuje regulacji prawnej, która umożliwiałaby opiekunom medycznym pobieranie krwi – mówi Krzysztof Tłoczek. – Kolejna rzecz to prawo i obowiązek ciągłego doskonalenia, ustawicznej nauki. To też jest na plus, ponieważ dotąd często nie było szkoleń kierowanych do opiekunów medycznych. Jeśli jednak ustawa zostanie przyjęta i będzie w niej zapis, że opiekunowie medyczni muszą się doszkalać przez cały okres swojej pracy zawodowej, to sądzimy, że na rynku pojawi się dużo więcej dedykowanych szkoleń.

Rezygnacja z tej regulacji może też oznaczać przyzwolenie na różne nieprawidłowości, które już mają miejsce w szpitalach i placówkach medycznych.

– Spotykamy się obecnie z tym, że dyrekcje niektórych placówek starają się za pomocą porozumień albo wypowiedzeń zmieniających umowę przenosić opiekunów medycznych na inne stanowiska, takie jak asystent pacjenta albo sanitariusz. Dzięki temu mogą im płacić niższe wynagrodzenie. To też się ukróci, ponieważ po wprowadzeniu ustawy ani sanitariusz, ani asystent pacjenta, ani nikt inny nie będzie mógł wykonywać czynności opiekuna medycznego – tłumaczy ekspert.

To niejedyny przykład nieprawidłowości, przez które w związku z brakiem regulacji ustawowej poszkodowani są nie tylko opiekunowie medyczni. Szpital Miejski w Zabrzu całkiem zlikwidował to stanowisko, wobec czego obowiązki opiekunów będą musiały przejąć pielęgniarki, których liczba i tak jest już zbyt mała, przez co są obciążone zbyt dużą ilością pracy.

– Większość szpitali w Polsce to są szpitale powiatowe i tam zawsze pierwszym motywem, jeżeli chodzi o zatrudnianie nowego personelu, są pieniądze. Dlatego wciąż są takie szpitale, gdzie nie ma opiekunów medycznych i nie planuje się ich wprowadzenia właśnie z powodów finansowych. Niemniej jednak tam, gdzie oni już pracują, zespoły pielęgniarskie mówią, że teraz już nie wyobrażają sobie bez nich pracy – mówi Krzysztof Tłoczek.

źródło: newseria

W publicznej ochronie zdrowia już teraz pracuje za mało pielęgniarek i położnych. W Polsce na 1000 mieszkańców przypada jedynie 5 pielęgniarek, przy czym w Unii Europejskiej jest ich aż aż 9, a w Szwajcarii nawet 16. Polskie pielęgniarki i położne to także najstarsza grupa wśród zawodów medycznych. Ich średnia wieku wynosi 54 lata. Mamy więc do czynienia ze zjawiskiem „znikających pielęgniarek”, właśnie w momencie, w którym starzejące się społeczeństwo z wyżu demograficznego tak bardzo ich potrzebuje. Problem w tym, że młodzi ludzie nie chcą wstępować do zawodu. Winne temu są m.in. nierówne warunki płacowe i brak strategii rozwoju zawodu.
W 2030 roku, czyli za niespełna 7 lat, aż 65 proc. pielęgniarek i 60 proc. położnych zatrudnionych osiągnie wiek uprawniający do świadczeń emerytalnych. Już dziś blisko 80 000, czyli aż 1/5 pielęgniarek i położnych pracuje, mimo uzyskania wieku uprawniającego do przejścia na emeryturę. Olbrzymiego zapotrzebowania na pielęgniarki nie zapełniają także absolwenci pielęgniarstwa. Zaledwie niecałe 60 proc. z nich trafia do zawodu, a jeszcze mniej wykonuje go w publicznym systemie ochrony zdrowia i chce pracować, np. w szpitalach. Reszta trafia do prywatnej opieki zdrowotnej, emigruje, czy decyduje się na bardziej perspektywiczne zarobkowo zawody, jak np. kosmetolog.
 
Nasza zawód bez wątpienia wykonuje się z misją. Bez pielęgniarek – o czym głośno się nie mówi — żaden pacjent nie zostanie zoperowany, bo to my przygotowujemy bloki operacyjne do pracy, to my asystujemy przy znieczuleniu i podajemy narzędzia przy operacji. Również my jeszcze w oddziale przygotowujemy pacjenta do tego zabiegu. Podłączamy ECMO, dializatory, pompy infuzyjne, respiratory i zakładamy cewniki, robimy EKG. Obsługujemy wszystkie urządzenia podtrzymujące funkcje życiowe i monitorujemy parametry. Lecz my też mamy rodziny i plany na przyszłość, dlaczego więc nie należy nas odpowiednio wynagradzać za ciężką pracę? Czym mamy przyciągnąć do zawodu młode osoby, jeśli już dziś tak trudno zdobywane wykształcenie nie jest cenione?pyta Krystyna Ptok, pełnomocnik obywatelskiego komitetu inicjatywy ustawodawczej.
 
Dyskryminacja i degradacja szkodzą wszystkim
 
Brak strategii rozwoju kadry pielęgniarskiej oraz jasnego systemu wynagradzania nie zachęca młodych osób do wstępowania do zawodu. Środowisko pielęgniarek i położnych mierzy się dziś bowiem mamy z negatywnymi zjawiskami:
W polskich sądach toczy się już blisko 15 tysięcy spraw o dyskryminację i degradację pielęgniarek. Wszystkie wyroki, które zapadły są pozytywne dla pielęgniarek. Wskazuje to jasno, że Ustawa o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych jest wadliwa.
 
Obywatelski projekt ustawy realną szansą zmiany na lepsze
Nie tak dawno, bo 23 maja br., pielęgniarki i położne – po proteście pod Sejmem RP – złożyły zapowiadany wcześniej obywatelski projekt ustawy o zmianie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Walczą m.in. o stworzenie systemu uwzględniającego realnie posiadane kwalifikacje i wiedzę wynikającą z doświadczenia oraz minimalizującą różnice w wynagrodzeniach, które nie znajdują realnego potwierdzenia w wykonywanych obowiązkach.
 
Kompetencje nie mogą być dobrowolnie określone przez pracodawców, którzy często określają je bez związku z wykonywanymi obowiązkami. Ich główną motywacją jest motywacja finansowa i często oszczędzają na pracownikach medycznych. Zmiany są konieczne i zmotywują nasze środowisko do dalszego i nieustannego podnoszenia wiedzy, która przecież jest niezbędna w tym zawodzie, a przede wszystkim zachęci także młode osoby nie tylko do kształcenia na kierunkach medycznych, ale do pozostania w zawodzie i pracy w publicznej ochronie zdrowia w naszym kraju. Pozwoli także kontynuować pracę doświadczonym pielęgniarkom i położnym oraz przekazywać wiedzę młodszemu pokoleniukontynuuje Krystyna Ptok.
 
Nadrzędnym celem projektu jest stworzenie warunków do płynnej wymiany pokoleniowej, co ze względu na starzejące się społeczeństwo powinno stać się priorytetem wszystkich rządów. To gwarancja bezpieczeństwa dla polskich pacjentów czyli realnie wszystkich Polaków, bo każdy obywatel był, jest lub będzie kiedyś pacjentem. Konieczne jest także, aby postulowane zmiany znalazły się nie tylko „na papierze”, lecz aby za nimi poszły odpowiednie gwarancje finansowe. O to walczą dziś pielęgniarki i położne w całej Polsce i liczą, że podczas piątkowego głosowania w sejmie, ich projekt zostanie skierowany do dalszych prac komisji…zamiast do kosza.
 
Kalendarium:
 
Luty 2023 – totalny chaos w płacach pielęgniarek i położnych oraz proces degradacji i dyskryminacji po 1 lipca 2022 roku skutkowały powołaniem Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej ustawy o zmianie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, którego pełnomocnikiem została Krystyna Ptok, a zastępcą pełnomocnika Iwona Borchulska.
 
19 maja 2023 – w toczących się postępowaniach sądowych o degradację i dyskryminację zaczynają zapadać pozytywne dla pielęgniarek i położnych wyroki (m.in. w Szpitalu w Grajewie, Staszowie, Wysokim Mazowieckim, Suwałkach, w Mońkach). O wyrokach informujemy na Facebooku pod hasztagiem #UstawaNaWokandzie.
 
23 maja 2023 – złożenie przez Komitet obywatelskiego projektu ustawy o zmianie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych wraz z ponad 100 000 tysiącami podpisami
 
24 maja 2023 roku – w całej Polsce ruszyła akcja spotkań z parlamentarzystami, podczas których pielęgniarki i położne przedstawiają sytuację ich grupy zawodowej. Akcja odbywa się pod hasłem #PielęgniarkaTeżWyborca.
 
7 czerwca 2023 roku – Marszałek Sejmu RP podjęła decyzję o skierowaniu obywatelskiego projektu ustawy do pierwszego czytania.
 
5 lipca 2023 roku – spotkanie przedstawicieli Komitetu z Parlamentarnym Zespołem ds. Zdrowia Publicznego w Sejmie RP poświęcone omówieniu projektu.
 
13 lipca 2023 roku – pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustawy w Sejmie RP.
 
25 lipca 2023 roku – pielęgniarki i położne kierują list do Jarosława Kaczyńskiego, wicepremiera i prezesa Prawa i Sprawiedliwości.
27 lipca 2023 roku – pielęgniarki i położne kierują odpowiedź do Ministra Adam Niedzielskiego wicepremiera i prezesa Prawa i Sprawiedliwości.
 
28 lipca 2023 roku – kontynuacja pierwszego czytania i głosowanie nad skierowanie projektu do dalszych prac legislacyjnych.
 

źródło: OZZPIP
Wyspecjalizowane i dostępne ośrodki leczenia, kompleksowe diagnozy, przeciwdziałanie niedożywieniu pacjentów – tylko w ten sposób, zdaniem lekarzy, możemy powstrzymać prawdziwą „epidemię” nowotworów. Każdego roku w Polsce nawet 170 tys. osób dowiaduje się, że choruje na raka.

Nowotwory, zaliczane do chorób cywilizacyjnych, każdego roku odpowiadają za około 25 proc. wszystkich zgonów w Polsce w ciągu roku — w tym ponurym zestawieniu wyprzedzają je jedynie choroby układu krążenia. Na świecie rak powoduje śmierć 41 mln osób rocznie, również plasując się tuż za problemami sercowo-naczyniowymi. Opracowanie standardów i strategii walki z tą „epidemią XXI wieku” była przedmiotem debaty pt. „Choroby cywilizacyjne — wyzwania organizacyjne i terapeutyczne w onkologii”, zorganizowanej przez „Puls Medycyny” w Centrum Prasowym PAP. 

Maciej Miłkowski, wiceminister zdrowia, powiedział, że jego resort koncentruje się obecnie na rozwoju diagnostyki genetycznej. 
Chodzi między innymi o stworzenie standardów, kiedy należy wykonać poszczególne badania. Pacjent po rozpoznaniu powinien mieć zapewnioną dokładną diagnozę molekularną oraz jasno wytyczoną ścieżkę dalszego leczenia – powiedział minister Miłkowski.
Kontynuując ten wątek, dr Katarzyna Pogoda z Narodowego Instytutu Onkologii im. M. Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, opowiedziała o znaczeniu badań molekularnych BRCA 1 i BRCA 2 w profilaktyce i leczeniu raka piersi. 
Diagnostyka genetyczna dla pacjentek z tym nowotworem jest dla nas kluczowa. Przede wszystkim w kontekście profilaktyki oraz potencjalnej operacji przy wczesnym raku, podczas której chirurg może, w ramach jednego zabiegu, wykonać obustronną mastektomię i wyleczyć daną osobę z nowotworu – tłumaczyła ekspertka. 
Anna Kupiecka, założycielka i prezeska Fundacji „Onkocafe – Razem Lepiej”, wyjaśniała, jak ważna dla pacjentów jest pełna informacja na temat wszystkich możliwych badań, uzyskana na jak najwcześniejszym etapie. 
Gabinet lekarski powinien być miejscem, w którym pacjenci dostają wyczerpującą pomoc i wsparcie. Trudno wymagać od nich, zwłaszcza na pierwszym etapie choroby, gdy ciągle towarzyszy im stres i napięcie, by to oni podpowiadali lekarzom, jakie badania powinni mieć zrobione – zaapelowała Anna Kupiecka. 
Prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej, wśród wyzwań stojących przed polską onkologią wymienił m.in. potrzebę większej kompleksowości postępowania, zwiększającej dostęp do wszystkich możliwych metod leczenia. 
Ten cel można osiągnąć poprzez tworzenie kompleksowych ośrodków diagnostyczno-terapeutycznych – powiedział profesor. – Ponadto potrzebna jest kontrola jakości leczenia oraz nowoczesne kształcenie nie tylko lekarzy, ale też pielęgniarek, gdyż to one mają najczęstszy kontakt z pacjentami – dodał. 
Jak przypomniała dr Anna Dańska-Bidzińska ze Szpitala Klinicznego im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie, w ciągu ostatnich 20 lat podwoiła się w Polsce liczba zachorowań i zgonów w grupie kobiet powyżej 65. roku życia związanych z rakiem trzonu macicy. 
Być może wpływ na tę śmiertelność ma rozproszenie leczenia onkologicznego oraz deficyt diagnostyki obrazowej, skutkujące niedoszacowaniem stopnia klinicznego zaawansowania nowotworu– powiedziała. Dr Dańska-Bidzińska. 
Ekspertka dodała, że zalecenia Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników dokładnie określiły ścieżkę prowadzenia kobiet chorych na raka trzonu macicy.
Dziś wiemy, że nie jest to jedna choroba, ale cztery podtypy molekularne, z których każdy charakteryzuje się innym rokowaniem, innymi wskazaniami do leczenia i innym ryzykiem nawrotu. Tak naprawdę pacjentka na samym początku, kiedy kierowana jest na leczenie operacyjne, powinna zapytać, czy jest to ośrodek, który dysponuje możliwością diagnostyki molekularno-genetycznej – podkreśliła. 
Z kolei prof. Andrzej Deptała, kierownik Kliniki Onkologii i Hematologii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie, opowiedział o leczeniu raka jelita grubego. Na tę chorobę zapada w Polsce rocznie ponad 18 tys. osób. 
Polki i Polacy niechętnie chodzą na badania profilaktyczne. Na kolonoskopię zgłasza się około 17 proc. osób, które mogłyby się zbadać. W takich warunkach trudno liczyć na poprawę statystyk w tym obszarze – wyjaśniał profesor.
Dr Agnieszka Kolasińska-Ćwikła z Kliniki Onkologii i Radioterapii COI w Warszawie, przypomniała, że chociaż rak tarczycy nie jest najczęściej występującym nowotworem (dziewiątym na świecie, jeśli chodzi o zachorowania), to dziś dotyka on pacjentów czterokrotnie częściej niż w latach dziewięćdziesiątych.
Nawet u trzydziestu procent chorych ten nowotwór nawraca lub się rozsiewa, przez co standardowe w innych przypadkach, dziesięcioletnie przeżycia, spadają do około dziesięciu procent. Z tego koło dziesięć-piętnaście procent chorych rozwija oporność na terapię jodem radioaktywnym, która jest jednym z elementów leczenie raka tarczycy, co dodatkowo pogarsza ich rokowania – powiedziała specjalistka.
Poważnym wyzwaniem w leczeniu pacjentów onkologicznych jest niedożywienie, stanowiące główną przyczynę zgonu co piątego pacjenta onkologicznego. 
Zależy nam na tym, żeby można było wprowadzić interwencję żywieniową bardzo wcześnie, unikając skrajnego wyniszczenia pacjentów. Niedożywienie oznacza zły stan ogólny, który powoduje nieskuteczność leczenia. Chodzi o to, żeby wprowadzić takie zasady na każdym etapie leczenia choroby nowotworowej, by pacjenci mieli szansę nie być niedożywionymi – powiedział prof. Przemysław Matras, prezes Polskiego Towarzystwa Żywienia Klinicznego.
Prof. Matras dodał, że całe środowisko związane z leczeniem żywieniowym postuluje stworzenie nowego stanowiska specjalisty: dietetyka klinicznego, który pracowałby w każdym szpitalu, zajmując się zarówno rozpoznawaniem niedożywienia, jak i kierowaniem pacjenta na odpowiednią ścieżkę. 
Znane jest badanie kliniczne wskazujące, że jedno euro wydane na problemy związane z żywieniem klinicznym przynosi pięćdziesiąt cztery euro oszczędności. Lepsza kondycja pacjentów zwiększa bowiem ich szansę szybszego powrotu do zdrowia – podkreślił prof. Matras. 

Źródło: PAP MediaRoom

Wyspecjalizowane i dostępne ośrodki leczenia, kompleksowe diagnozy, przeciwdziałanie niedożywieniu pacjentów – tylko w ten sposób, zdaniem lekarzy, możemy powstrzymać prawdziwą „epidemię” nowotworów. Każdego roku w Polsce nawet 170 tys. osób dowiaduje się, że choruje na raka.

Nowotwory, zaliczane do chorób cywilizacyjnych, każdego roku odpowiadają za około 25 proc. wszystkich zgonów w Polsce w ciągu roku — w tym ponurym zestawieniu wyprzedzają je jedynie choroby układu krążenia. Na świecie rak powoduje śmierć 41 mln osób rocznie, również plasując się tuż za problemami sercowo-naczyniowymi. Opracowanie standardów i strategii walki z tą „epidemią XXI wieku” była przedmiotem debaty pt. „Choroby cywilizacyjne — wyzwania organizacyjne i terapeutyczne w onkologii”, zorganizowanej przez „Puls Medycyny” w Centrum Prasowym PAP. 

Maciej Miłkowski, wiceminister zdrowia, powiedział, że jego resort koncentruje się obecnie na rozwoju diagnostyki genetycznej. 
Chodzi między innymi o stworzenie standardów, kiedy należy wykonać poszczególne badania. Pacjent po rozpoznaniu powinien mieć zapewnioną dokładną diagnozę molekularną oraz jasno wytyczoną ścieżkę dalszego leczenia – powiedział minister Miłkowski.
Kontynuując ten wątek, dr Katarzyna Pogoda z Narodowego Instytutu Onkologii im. M. Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie, opowiedziała o znaczeniu badań molekularnych BRCA 1 i BRCA 2 w profilaktyce i leczeniu raka piersi. 
Diagnostyka genetyczna dla pacjentek z tym nowotworem jest dla nas kluczowa. Przede wszystkim w kontekście profilaktyki oraz potencjalnej operacji przy wczesnym raku, podczas której chirurg może, w ramach jednego zabiegu, wykonać obustronną mastektomię i wyleczyć daną osobę z nowotworu – tłumaczyła ekspertka. 
Anna Kupiecka, założycielka i prezeska Fundacji „Onkocafe – Razem Lepiej”, wyjaśniała, jak ważna dla pacjentów jest pełna informacja na temat wszystkich możliwych badań, uzyskana na jak najwcześniejszym etapie. 
Gabinet lekarski powinien być miejscem, w którym pacjenci dostają wyczerpującą pomoc i wsparcie. Trudno wymagać od nich, zwłaszcza na pierwszym etapie choroby, gdy ciągle towarzyszy im stres i napięcie, by to oni podpowiadali lekarzom, jakie badania powinni mieć zrobione – zaapelowała Anna Kupiecka. 
Prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej, wśród wyzwań stojących przed polską onkologią wymienił m.in. potrzebę większej kompleksowości postępowania, zwiększającej dostęp do wszystkich możliwych metod leczenia. 
Ten cel można osiągnąć poprzez tworzenie kompleksowych ośrodków diagnostyczno-terapeutycznych – powiedział profesor. – Ponadto potrzebna jest kontrola jakości leczenia oraz nowoczesne kształcenie nie tylko lekarzy, ale też pielęgniarek, gdyż to one mają najczęstszy kontakt z pacjentami – dodał. 
Jak przypomniała dr Anna Dańska-Bidzińska ze Szpitala Klinicznego im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie, w ciągu ostatnich 20 lat podwoiła się w Polsce liczba zachorowań i zgonów w grupie kobiet powyżej 65. roku życia związanych z rakiem trzonu macicy. 
Być może wpływ na tę śmiertelność ma rozproszenie leczenia onkologicznego oraz deficyt diagnostyki obrazowej, skutkujące niedoszacowaniem stopnia klinicznego zaawansowania nowotworu– powiedziała. Dr Dańska-Bidzińska. 
Ekspertka dodała, że zalecenia Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników dokładnie określiły ścieżkę prowadzenia kobiet chorych na raka trzonu macicy.
Dziś wiemy, że nie jest to jedna choroba, ale cztery podtypy molekularne, z których każdy charakteryzuje się innym rokowaniem, innymi wskazaniami do leczenia i innym ryzykiem nawrotu. Tak naprawdę pacjentka na samym początku, kiedy kierowana jest na leczenie operacyjne, powinna zapytać, czy jest to ośrodek, który dysponuje możliwością diagnostyki molekularno-genetycznej – podkreśliła. 
Z kolei prof. Andrzej Deptała, kierownik Kliniki Onkologii i Hematologii Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie, opowiedział o leczeniu raka jelita grubego. Na tę chorobę zapada w Polsce rocznie ponad 18 tys. osób. 
Polki i Polacy niechętnie chodzą na badania profilaktyczne. Na kolonoskopię zgłasza się około 17 proc. osób, które mogłyby się zbadać. W takich warunkach trudno liczyć na poprawę statystyk w tym obszarze – wyjaśniał profesor.
Dr Agnieszka Kolasińska-Ćwikła z Kliniki Onkologii i Radioterapii COI w Warszawie, przypomniała, że chociaż rak tarczycy nie jest najczęściej występującym nowotworem (dziewiątym na świecie, jeśli chodzi o zachorowania), to dziś dotyka on pacjentów czterokrotnie częściej niż w latach dziewięćdziesiątych.
Nawet u trzydziestu procent chorych ten nowotwór nawraca lub się rozsiewa, przez co standardowe w innych przypadkach, dziesięcioletnie przeżycia, spadają do około dziesięciu procent. Z tego koło dziesięć-piętnaście procent chorych rozwija oporność na terapię jodem radioaktywnym, która jest jednym z elementów leczenie raka tarczycy, co dodatkowo pogarsza ich rokowania – powiedziała specjalistka.
Poważnym wyzwaniem w leczeniu pacjentów onkologicznych jest niedożywienie, stanowiące główną przyczynę zgonu co piątego pacjenta onkologicznego. 
Zależy nam na tym, żeby można było wprowadzić interwencję żywieniową bardzo wcześnie, unikając skrajnego wyniszczenia pacjentów. Niedożywienie oznacza zły stan ogólny, który powoduje nieskuteczność leczenia. Chodzi o to, żeby wprowadzić takie zasady na każdym etapie leczenia choroby nowotworowej, by pacjenci mieli szansę nie być niedożywionymi – powiedział prof. Przemysław Matras, prezes Polskiego Towarzystwa Żywienia Klinicznego.
Prof. Matras dodał, że całe środowisko związane z leczeniem żywieniowym postuluje stworzenie nowego stanowiska specjalisty: dietetyka klinicznego, który pracowałby w każdym szpitalu, zajmując się zarówno rozpoznawaniem niedożywienia, jak i kierowaniem pacjenta na odpowiednią ścieżkę. 
Znane jest badanie kliniczne wskazujące, że jedno euro wydane na problemy związane z żywieniem klinicznym przynosi pięćdziesiąt cztery euro oszczędności. Lepsza kondycja pacjentów zwiększa bowiem ich szansę szybszego powrotu do zdrowia – podkreślił prof. Matras. 

Źródło: PAP MediaRoom

 Medycy nie są robotami, tylko ludźmi, którzy też mają prawo czuć się zmęczeni, sfrustrowani i wypaleni zawodowo – podkreśla Urszula Szybowicz, prezes Fundacji Nie Widać Po Mnie. Jak podkreśla, badania fundacji wskazują, że ponad 30 proc. lekarzy cierpi na zaburzenia depresyjne czy lękowe. Pandemia COVID-19 jedynie uwypukliła i wzmocniła problem, który istniał już od dawna, ale niewiele się o nim mówiło. Poziom lęku, depresji i stresu jeszcze się pogłębił, co jest problemem również z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjentów. 
Troszcząc się o zdrowie innych, medycy często zaniedbują swoje. Osoby pracujące w zawodach bezpośrednio związanych z ratowaniem życia narażone są na przewlekły stres, który wpływa na zdolności poznawcze i poziom percepcji, a także może być czynnikiem rozwoju wielu chorób o podłożu psychicznym, somatycznym i psychosomatycznym. 

 W przypadku personelu medycznego problemy związane ze zdrowiem psychicznym są nieoczywiste, a bardzo duże. Wszystkim wydaje się, że normalna jest obecność psychologa na oddziale szpitalnym, żeby pomóc pacjentowi. Jako fundacja zadaliśmy więc pytanie, co w takim razie z personelem medycznym, który codziennie musi być na posterunku, codziennie staje w obliczu dużych wyzwań zawodowych i śmierci pacjentów – mówi agencji Newseria Biznes Urszula Szybowicz.

Praca pod presją, w stresie, na krawędzi życia i śmierci nie pozostaje bez wpływu na kondycję psychiczną medyków. Z uwagi na niedobory personelu w zasadzie we wszystkich systemach opieki zdrowotnej na świecie pracują oni ponadwymiarowo, więc do stresu dochodzi jeszcze zmęczenie, a często także wypalenie zawodowe.
Z raportu Centrum Polityk Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie „Ostatni gasi światło. Nastroje polskich lekarzy w postpandemicznej rzeczywistości” wynika, że w ubiegłorocznych badaniach 58 proc. respondentów przyznało, że praca w stanie epidemiologicznym negatywnie wpłynęła na ich kondycję psychiczną. Najczęściej deklarowali to rezydenci (72 proc.) i kobiety (64 proc.). Znaczące pogorszenie nastrojów widać już, porównując statystyki z 2021 i 2020 roku. Dwa lata temu 35 proc. lekarzy odpowiedziało, że pandemia negatywnie wpłynęła na ich kondycję psychiczną.

Podobne niepokojące tendencje widać także w badaniach Fundacji Nie Widać Po Mnie prowadzonych w Polsce i Holandii. Pierwsze etapy odbyły się jeszcze przed wybuchem pandemii.

 Sprawdzaliśmy stan zdrowia psychicznego pielęgniarek. Wtedy, w 2019 roku nikt nie myślał o wybuchu pandemii i o tym, że za chwilę będziemy zamknięci w domach, więc w momencie, kiedy pojawiły się pierwsze symptomy o tym, że zamykamy kraje, zamykamy się na codzienne funkcjonowanie, postanowiliśmy kontynuować nasze badania, więc mamy jako chyba jedyni na świecie porównanie Polski i Holandii przed pandemią, w trakcie i po pandemii. Wyniki są zatrważające, dobrze nie było przed pandemią, a ona tylko pogłębiła narastający problem zdrowia psychicznego i przemęczenia pracowników medycznych – mówi prezes zarządu Fundacji Nie Widać Po Mnie.

Raport UEK wskazuje, że na początku pandemii 30 proc. badanych pracowników ochrony zdrowia odczuwało przeciążenie psychiczne, silny stres lub napięcie psychiczne, podczas gdy w 2021 roku – już 55 proc. W 2020 roku co trzeciemu pracownikowi ochrony zdrowia towarzyszył niepokój (37 proc.), a rok później – już ponad połowie (52 proc.). Wyraźnie wzrósł także odsetek medyków odczuwających przemęczenie fizyczne lub napięcie fizyczne (z 16 do 37 proc.), bezradność (z 22 do 35 proc.), a także niechęć do kontynuowania pracy (z 16 do 31 proc.). Podobnych, dominujących emocji czy stanów doświadczała większość lekarzy, bez względu na etap kariery zawodowej czy płeć. Wielu z nich boryka się z problemami, o których często nikomu nie mówi.

 Sytuacja związana z pandemią skłoniła nas do stworzenia jednego przekonania: medyk to bohater. Czyli jeżeli jesteśmy bohaterami, nie możemy mieć słabości. Mamy jednak badania fundacji, które mówią o tym, że ponad 30 proc. lekarzy cierpi na zaburzenia depresyjne, zaburzenia lękowe. Jest to więc ogromny problem pod kątem bezpieczeństwa pacjenta. Medycy są przepracowani, zmęczeni, zestresowani i też coraz częściej niestety wypaleni zawodowo, nie mogą więc w pełni  świadczyć swoich zadań – mówi Urszula Szybowicz.

To wszystko przekłada się na współpracę nie tylko na linii lekarz – pacjent, ale również dochodzi do spięć pomiędzy personelem medycznym.

– Medycy zgłaszają się z brakiem zrozumienia ze strony pacjentów. Pacjenci nie rozumieją, że lekarze także mogą być zmęczeni i potrzebują chwilę czasu dla siebie, a nie tylko na przysłowiową kawę. Zgłaszają się także z brakiem zrozumienia ze strony swoich przełożonych. Bardzo dużo medyków, szczególnie młodych, ma problem z dogadaniem się ze starszym personelem – mówi ekspertka.

Pandemia sprawiła, że zaczęto głośno mówić o psychicznym przeciążeniu czy kryzysie pracowników medycznych. Dlatego w szpitalach i innych placówkach ochrony zdrowia, izbach lekarskich uruchomiono różnego rodzaju wsparcie psychologiczne dla lekarzy, m.in. spotkania z psychoterapeutami.

Fundacja Nie Widać Po Mnie przygotowała autorski program, który pomoże pracownikom służby zdrowia zadbać o kondycję psychiczną. Celem projektu W(y)SPA jest wsparcie medyków i zapewnienie im dostępu do wykwalifikowanej kadry specjalistów z zakresu zdrowia psychicznego. Ta platforma umożliwia konsultacje ze specjalistami za pośrednictwem wideokonsultacji, konsultacji telefonicznej, a także czatu. Dodatkowo daje dostęp do grupy wsparcia, a także webinarów, szkoleń, których tematyka dotyczy przede wszystkim wzmacniania zasobów, promocji zdrowia psychicznego i rozwoju kompetencji zawodowych. 

– Pracownicy medyczni potrzebują przede wszystkim popatrzenia na to, że są też ludźmi, potrzebują rozmowy, zrozumienia, relacji człowieka z człowiekiem. Przede wszystkim musimy zmienić podejście, jako całe społeczeństwo, że zaburzenia psychiczne to jest problem. Tak jak idziemy do kardiologa, bo boli nas serce, czy idziemy do ortopedy, bo boli nas kolano, powinniśmy tak samo łatwo iść do specjalisty z zakresu zdrowia psychicznego, kiedy boli nas coś innego. Więc myślę, że brak stygmatyzacji pomoże nie tylko lekarzom, ale nam wszystkim jako społeczeństwu – mówi prezes fundacji.

źródło: newseria

 Medycy nie są robotami, tylko ludźmi, którzy też mają prawo czuć się zmęczeni, sfrustrowani i wypaleni zawodowo – podkreśla Urszula Szybowicz, prezes Fundacji Nie Widać Po Mnie. Jak podkreśla, badania fundacji wskazują, że ponad 30 proc. lekarzy cierpi na zaburzenia depresyjne czy lękowe. Pandemia COVID-19 jedynie uwypukliła i wzmocniła problem, który istniał już od dawna, ale niewiele się o nim mówiło. Poziom lęku, depresji i stresu jeszcze się pogłębił, co jest problemem również z punktu widzenia bezpieczeństwa pacjentów. 
Troszcząc się o zdrowie innych, medycy często zaniedbują swoje. Osoby pracujące w zawodach bezpośrednio związanych z ratowaniem życia narażone są na przewlekły stres, który wpływa na zdolności poznawcze i poziom percepcji, a także może być czynnikiem rozwoju wielu chorób o podłożu psychicznym, somatycznym i psychosomatycznym. 

 W przypadku personelu medycznego problemy związane ze zdrowiem psychicznym są nieoczywiste, a bardzo duże. Wszystkim wydaje się, że normalna jest obecność psychologa na oddziale szpitalnym, żeby pomóc pacjentowi. Jako fundacja zadaliśmy więc pytanie, co w takim razie z personelem medycznym, który codziennie musi być na posterunku, codziennie staje w obliczu dużych wyzwań zawodowych i śmierci pacjentów – mówi agencji Newseria Biznes Urszula Szybowicz.

Praca pod presją, w stresie, na krawędzi życia i śmierci nie pozostaje bez wpływu na kondycję psychiczną medyków. Z uwagi na niedobory personelu w zasadzie we wszystkich systemach opieki zdrowotnej na świecie pracują oni ponadwymiarowo, więc do stresu dochodzi jeszcze zmęczenie, a często także wypalenie zawodowe.
Z raportu Centrum Polityk Publicznych Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie „Ostatni gasi światło. Nastroje polskich lekarzy w postpandemicznej rzeczywistości” wynika, że w ubiegłorocznych badaniach 58 proc. respondentów przyznało, że praca w stanie epidemiologicznym negatywnie wpłynęła na ich kondycję psychiczną. Najczęściej deklarowali to rezydenci (72 proc.) i kobiety (64 proc.). Znaczące pogorszenie nastrojów widać już, porównując statystyki z 2021 i 2020 roku. Dwa lata temu 35 proc. lekarzy odpowiedziało, że pandemia negatywnie wpłynęła na ich kondycję psychiczną.

Podobne niepokojące tendencje widać także w badaniach Fundacji Nie Widać Po Mnie prowadzonych w Polsce i Holandii. Pierwsze etapy odbyły się jeszcze przed wybuchem pandemii.

 Sprawdzaliśmy stan zdrowia psychicznego pielęgniarek. Wtedy, w 2019 roku nikt nie myślał o wybuchu pandemii i o tym, że za chwilę będziemy zamknięci w domach, więc w momencie, kiedy pojawiły się pierwsze symptomy o tym, że zamykamy kraje, zamykamy się na codzienne funkcjonowanie, postanowiliśmy kontynuować nasze badania, więc mamy jako chyba jedyni na świecie porównanie Polski i Holandii przed pandemią, w trakcie i po pandemii. Wyniki są zatrważające, dobrze nie było przed pandemią, a ona tylko pogłębiła narastający problem zdrowia psychicznego i przemęczenia pracowników medycznych – mówi prezes zarządu Fundacji Nie Widać Po Mnie.

Raport UEK wskazuje, że na początku pandemii 30 proc. badanych pracowników ochrony zdrowia odczuwało przeciążenie psychiczne, silny stres lub napięcie psychiczne, podczas gdy w 2021 roku – już 55 proc. W 2020 roku co trzeciemu pracownikowi ochrony zdrowia towarzyszył niepokój (37 proc.), a rok później – już ponad połowie (52 proc.). Wyraźnie wzrósł także odsetek medyków odczuwających przemęczenie fizyczne lub napięcie fizyczne (z 16 do 37 proc.), bezradność (z 22 do 35 proc.), a także niechęć do kontynuowania pracy (z 16 do 31 proc.). Podobnych, dominujących emocji czy stanów doświadczała większość lekarzy, bez względu na etap kariery zawodowej czy płeć. Wielu z nich boryka się z problemami, o których często nikomu nie mówi.

 Sytuacja związana z pandemią skłoniła nas do stworzenia jednego przekonania: medyk to bohater. Czyli jeżeli jesteśmy bohaterami, nie możemy mieć słabości. Mamy jednak badania fundacji, które mówią o tym, że ponad 30 proc. lekarzy cierpi na zaburzenia depresyjne, zaburzenia lękowe. Jest to więc ogromny problem pod kątem bezpieczeństwa pacjenta. Medycy są przepracowani, zmęczeni, zestresowani i też coraz częściej niestety wypaleni zawodowo, nie mogą więc w pełni  świadczyć swoich zadań – mówi Urszula Szybowicz.

To wszystko przekłada się na współpracę nie tylko na linii lekarz – pacjent, ale również dochodzi do spięć pomiędzy personelem medycznym.

– Medycy zgłaszają się z brakiem zrozumienia ze strony pacjentów. Pacjenci nie rozumieją, że lekarze także mogą być zmęczeni i potrzebują chwilę czasu dla siebie, a nie tylko na przysłowiową kawę. Zgłaszają się także z brakiem zrozumienia ze strony swoich przełożonych. Bardzo dużo medyków, szczególnie młodych, ma problem z dogadaniem się ze starszym personelem – mówi ekspertka.

Pandemia sprawiła, że zaczęto głośno mówić o psychicznym przeciążeniu czy kryzysie pracowników medycznych. Dlatego w szpitalach i innych placówkach ochrony zdrowia, izbach lekarskich uruchomiono różnego rodzaju wsparcie psychologiczne dla lekarzy, m.in. spotkania z psychoterapeutami.

Fundacja Nie Widać Po Mnie przygotowała autorski program, który pomoże pracownikom służby zdrowia zadbać o kondycję psychiczną. Celem projektu W(y)SPA jest wsparcie medyków i zapewnienie im dostępu do wykwalifikowanej kadry specjalistów z zakresu zdrowia psychicznego. Ta platforma umożliwia konsultacje ze specjalistami za pośrednictwem wideokonsultacji, konsultacji telefonicznej, a także czatu. Dodatkowo daje dostęp do grupy wsparcia, a także webinarów, szkoleń, których tematyka dotyczy przede wszystkim wzmacniania zasobów, promocji zdrowia psychicznego i rozwoju kompetencji zawodowych. 

– Pracownicy medyczni potrzebują przede wszystkim popatrzenia na to, że są też ludźmi, potrzebują rozmowy, zrozumienia, relacji człowieka z człowiekiem. Przede wszystkim musimy zmienić podejście, jako całe społeczeństwo, że zaburzenia psychiczne to jest problem. Tak jak idziemy do kardiologa, bo boli nas serce, czy idziemy do ortopedy, bo boli nas kolano, powinniśmy tak samo łatwo iść do specjalisty z zakresu zdrowia psychicznego, kiedy boli nas coś innego. Więc myślę, że brak stygmatyzacji pomoże nie tylko lekarzom, ale nam wszystkim jako społeczeństwu – mówi prezes fundacji.

źródło: newseria

Międzynarodowy Dzień Pielęgniarek obchodzony jest na całym świecie każdego roku, 12 maja. W ten wyjątkowy dzień doceniamy specjalistów z zakresu pielęgniarstwa: ich zaangażowanie, poświęcenie i wytrwałość w opiece nad pacjentami. Ten dzień to także dobry moment, aby po raz kolejny wskazać, że bez odpowiedniego wynagrodzenia dla personelu pielęgniarskiego, tej opieki może zabraknąć.
Sztuka bycia pielęgniarką
 
Zawód pielęgniarki do profesja wysoko oceniana społecznie i niezbędna dla całego systemu ochrony zdrowia. Pielęgniarki pracują we wszystkich obszarach: w opiece stacjonarnej i ambulatoryjnej, w podmiotach prywatnych i publicznych, w ramach umów o pracę, umów cywilnoprawnych, jak też prowadząc własną praktykę indywidualną lub grupową. Praca pielęgniarek rzeczywiście jest sztuką. Wymaga nie tylko specjalistycznych umiejętności, ale także doświadczenia w pracy z pacjentami.

Do każdego zespołu pielęgniarskiego, jego członkowie wnoszą indywidualne połączenie umiejętności, wiedzy i osobowości. To sprawia, że to właśnie pielęgniarka czy pielęgniarz są najbliżej chorego, najlepiej znają jego trudności i radości z życia osobistego. Opieka pielęgniarska nie kończy się bowiem na wykonaniu danej procedury medycznej, ale dotyczy także budowanej stałej relacji z chorym.
 
 
Odpowiednia refundacja
 
Firma Fresenius Nephrocare Polska prowadzi sieć ponad 70 stacji dializ, a także poradnie i oddziały nefrologiczne. Zatrudnia ponad tysiąc pielęgniarek i pielęgniarzy w całej Polsce, którzy opiekują się pacjentami z chorobami nerek.

„Nie od dzisiaj wiadomo, że pielęgniarki i pielęgniarze dializacyjni to pracownicy bardzo wysoko wyspecjalizowani. Przeprowadzenie zabiegu dializoterapii, edukacja pacjenta w zakresie diety, higieny i życia z dializą wymagają odpowiedniego przygotowania i umiejętności – mówi dr Tomasz Prystacki, Prezes Zarządu Fresenius Nephrocare Polska. „Personel medyczny, w tym także pielęgniarki to nasza największa wartość, budująca kompetencje firmy i wysoki standard leczenia pacjentów.”

 
Niestety personelu pielęgniarskiego brakuje w całej Polsce. Nawet najlepszym pracodawcom trudno przyciągnąć pracowników, bazując tylko na kontrakcie z Narodowym Funduszem Zdrowia. Obecna refundacja dializoterapii nie zwiększa się od kilku lat. Ostatnia wycena z 2016 roku (będąca powtórzeniem wyceny z 2011 roku) nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Refundacja ta zakłada np. wynagrodzenie personelu pielęgniarskiego na poziomie niewiele wyższym niż obecnie określone przez Radę Ministrów wynagrodzenie minimalne. Obciążonemu pracą przez dwa bardzo trudne lata pandemii personelowi pielęgniarskiemu stacji dializ Ministerstwo Zdrowia nie przyznało także tzw. dodatku covidowego, który otrzymali pracownicy szpitali prowadzących leczenie pacjentów z koronawirusem. Prawie wszystkie stacje dializ w Polsce także leczyły takich pacjentów. Jednak mimo wielu apeli, Minister Zdrowia nie przychylił się do próśb świadczeniodawców, co wywołuje dodatkowe i w pełni zrozumiale niezadowolenie i frustrację wielu pracowników.
 
 
Co się stanie gdy zabranie personelu?
 
Najnowsze analizy jasno pokazują, że koszty leczenia pacjenta są o prawie 50% wyższe, niż obecna stawka refundacyjna. Koszty utrzymania, osiągające najwyższe od lat poziomy, skłaniają personel medyczny do wywierania presji płacowej na świadczeniodawców, którzy niewiele mogą zrobić w tych warunkach.

„W tej chwili sytuacja jest bardzo trudna. Obecnie nie tylko braki kadrowe związane z rynkiem pracy pielęgniarek są wyzwaniem dla każdego świadczeniodawcy. – podkreśla dr Prystacki. „Stawki wyliczone przez NFZ nie spełniają oczekiwań pracowników. Jeśli nie zostaną pilnie podjęte decyzje o dostosowaniu refundacji do aspiracji finansowych personelu i pokrycia kosztów choćby transportu, wywozu śmieci czy też mediów, zagrożenie zamknięcia niektórych stacji dializ i tym samym ograniczenie dostępu do leczenia ratującego życie dla pacjentów stanie się rzeczywistością.”

 
 
Fresenius Medical Care jest największym na świecie dostawcą produktów i usług dla osób z chorobami nerek, z których około 3,8 miliona pacjentów na całym świecie regularnie poddawanych jest leczeniu dializami. Dzięki sieci 4.171 stacji dializ Fresenius Medical Care zapewnia leczenie dializami 345 tys. pacjentów na całym świecie. Fresenius Medical Care jest również wiodącym dostawcą produktów do dializy, takich jak aparaty do dializ lub dializatory. Oprócz podstawowej działalności firma świadczy powiązane usługi medyczne w zakresie koordynowanej opieki medycznej.
W Polsce Fresenius Medical Care Polska S.A. jest obecny od ponad 30 lat. Produkty firmy do hemodializy i dializy otrzewnowej wykorzystywane są w większości stacji dializ na terenie całej Polski, zarówno w ośrodkach publicznych, jak i niepublicznych. Obecnie Fresenius Medical Care świadczy usługi dializacyjne poprzez spółkę Fresenius Nephrocare Polska, która tworzy największą w Polsce sieć placówek dializacyjnych – Centrum Dializ Fresenius. Wszystkie zabiegi wykonuje na podstawie kontraktu z NFZ.
 
Dializa jest zabiegiem umożliwiającym oczyszczenie krwi z toksycznych produktów przemiany materii, usunięcie nadmiaru wody z organizmu i wyrównanie zaburzeń jonowych krwi w sposób zbliżony do tego, w jaki czyni to nerka. W nefrologii stosuje się zabiegi dializacyjne u pacjentów ze schyłkową niewydolnością nerek, którzy nie kwalifikują się do zabiegu przeszczepienia nerki, bądź oczekują na ten zabieg. Jest to zabieg podtrzymujący przy życiu.
 
Hemodializa jest to dializa pozaustrojowa. Polega na stworzeniu stałego dostępu naczyniowego, dzięki czemu można pobierać strumień krwi do dializatora, w którym krew jest oczyszczana (przy pomocy specjalnego płynu dializacyjnego). Po jednej stronie błony dializatora przepływa krew, a po drugiej – płyn dializacyjny. Na zasadzie dyfuzji zbędnie produkty przemiany materii przedostają się przez błonę półprzepuszczalną z krwi do płynu dializacyjnego. Oczyszczona krew wraca do pacjenta.
Dializowany chory musi wykonywać zabieg w stacji dializ 3 razy w tygodniu. Każda wizyta trwa kilka godzin.
 
Dializa otrzewnowa jest to dializa wewnątrzustrojowa. Błona otrzewnowa wykorzystana jest jako półprzepuszczalna błona dializacyjna. Do jamy brzusznej wprowadzany jest płyn dializacyjny. Płyn wprowadza się poprzez specjalistyczny cewnik umieszczany na stałe w jamie brzusznej pacjenta. Zabiegi wykonywane są samodzielnie przez pacjenta w domu, po przejściu odpowiedniego szkolenia. Pacjent do ośrodka dializ udaje się tylko na kontrolę.
 
W Polsce obecnie działa około 260 stacji dializ, w których dializowanych jest prawie 20.000 pacjentów.
 
źrodło: komunikat
Międzynarodowy Dzień Pielęgniarek obchodzony jest na całym świecie każdego roku, 12 maja. W ten wyjątkowy dzień doceniamy specjalistów z zakresu pielęgniarstwa: ich zaangażowanie, poświęcenie i wytrwałość w opiece nad pacjentami. Ten dzień to także dobry moment, aby po raz kolejny wskazać, że bez odpowiedniego wynagrodzenia dla personelu pielęgniarskiego, tej opieki może zabraknąć.
Sztuka bycia pielęgniarką
 
Zawód pielęgniarki do profesja wysoko oceniana społecznie i niezbędna dla całego systemu ochrony zdrowia. Pielęgniarki pracują we wszystkich obszarach: w opiece stacjonarnej i ambulatoryjnej, w podmiotach prywatnych i publicznych, w ramach umów o pracę, umów cywilnoprawnych, jak też prowadząc własną praktykę indywidualną lub grupową. Praca pielęgniarek rzeczywiście jest sztuką. Wymaga nie tylko specjalistycznych umiejętności, ale także doświadczenia w pracy z pacjentami.

Do każdego zespołu pielęgniarskiego, jego członkowie wnoszą indywidualne połączenie umiejętności, wiedzy i osobowości. To sprawia, że to właśnie pielęgniarka czy pielęgniarz są najbliżej chorego, najlepiej znają jego trudności i radości z życia osobistego. Opieka pielęgniarska nie kończy się bowiem na wykonaniu danej procedury medycznej, ale dotyczy także budowanej stałej relacji z chorym.
 
 
Odpowiednia refundacja
 
Firma Fresenius Nephrocare Polska prowadzi sieć ponad 70 stacji dializ, a także poradnie i oddziały nefrologiczne. Zatrudnia ponad tysiąc pielęgniarek i pielęgniarzy w całej Polsce, którzy opiekują się pacjentami z chorobami nerek.

„Nie od dzisiaj wiadomo, że pielęgniarki i pielęgniarze dializacyjni to pracownicy bardzo wysoko wyspecjalizowani. Przeprowadzenie zabiegu dializoterapii, edukacja pacjenta w zakresie diety, higieny i życia z dializą wymagają odpowiedniego przygotowania i umiejętności – mówi dr Tomasz Prystacki, Prezes Zarządu Fresenius Nephrocare Polska. „Personel medyczny, w tym także pielęgniarki to nasza największa wartość, budująca kompetencje firmy i wysoki standard leczenia pacjentów.”

 
Niestety personelu pielęgniarskiego brakuje w całej Polsce. Nawet najlepszym pracodawcom trudno przyciągnąć pracowników, bazując tylko na kontrakcie z Narodowym Funduszem Zdrowia. Obecna refundacja dializoterapii nie zwiększa się od kilku lat. Ostatnia wycena z 2016 roku (będąca powtórzeniem wyceny z 2011 roku) nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Refundacja ta zakłada np. wynagrodzenie personelu pielęgniarskiego na poziomie niewiele wyższym niż obecnie określone przez Radę Ministrów wynagrodzenie minimalne. Obciążonemu pracą przez dwa bardzo trudne lata pandemii personelowi pielęgniarskiemu stacji dializ Ministerstwo Zdrowia nie przyznało także tzw. dodatku covidowego, który otrzymali pracownicy szpitali prowadzących leczenie pacjentów z koronawirusem. Prawie wszystkie stacje dializ w Polsce także leczyły takich pacjentów. Jednak mimo wielu apeli, Minister Zdrowia nie przychylił się do próśb świadczeniodawców, co wywołuje dodatkowe i w pełni zrozumiale niezadowolenie i frustrację wielu pracowników.
 
 
Co się stanie gdy zabranie personelu?
 
Najnowsze analizy jasno pokazują, że koszty leczenia pacjenta są o prawie 50% wyższe, niż obecna stawka refundacyjna. Koszty utrzymania, osiągające najwyższe od lat poziomy, skłaniają personel medyczny do wywierania presji płacowej na świadczeniodawców, którzy niewiele mogą zrobić w tych warunkach.

„W tej chwili sytuacja jest bardzo trudna. Obecnie nie tylko braki kadrowe związane z rynkiem pracy pielęgniarek są wyzwaniem dla każdego świadczeniodawcy. – podkreśla dr Prystacki. „Stawki wyliczone przez NFZ nie spełniają oczekiwań pracowników. Jeśli nie zostaną pilnie podjęte decyzje o dostosowaniu refundacji do aspiracji finansowych personelu i pokrycia kosztów choćby transportu, wywozu śmieci czy też mediów, zagrożenie zamknięcia niektórych stacji dializ i tym samym ograniczenie dostępu do leczenia ratującego życie dla pacjentów stanie się rzeczywistością.”

 
 
Fresenius Medical Care jest największym na świecie dostawcą produktów i usług dla osób z chorobami nerek, z których około 3,8 miliona pacjentów na całym świecie regularnie poddawanych jest leczeniu dializami. Dzięki sieci 4.171 stacji dializ Fresenius Medical Care zapewnia leczenie dializami 345 tys. pacjentów na całym świecie. Fresenius Medical Care jest również wiodącym dostawcą produktów do dializy, takich jak aparaty do dializ lub dializatory. Oprócz podstawowej działalności firma świadczy powiązane usługi medyczne w zakresie koordynowanej opieki medycznej.
W Polsce Fresenius Medical Care Polska S.A. jest obecny od ponad 30 lat. Produkty firmy do hemodializy i dializy otrzewnowej wykorzystywane są w większości stacji dializ na terenie całej Polski, zarówno w ośrodkach publicznych, jak i niepublicznych. Obecnie Fresenius Medical Care świadczy usługi dializacyjne poprzez spółkę Fresenius Nephrocare Polska, która tworzy największą w Polsce sieć placówek dializacyjnych – Centrum Dializ Fresenius. Wszystkie zabiegi wykonuje na podstawie kontraktu z NFZ.
 
Dializa jest zabiegiem umożliwiającym oczyszczenie krwi z toksycznych produktów przemiany materii, usunięcie nadmiaru wody z organizmu i wyrównanie zaburzeń jonowych krwi w sposób zbliżony do tego, w jaki czyni to nerka. W nefrologii stosuje się zabiegi dializacyjne u pacjentów ze schyłkową niewydolnością nerek, którzy nie kwalifikują się do zabiegu przeszczepienia nerki, bądź oczekują na ten zabieg. Jest to zabieg podtrzymujący przy życiu.
 
Hemodializa jest to dializa pozaustrojowa. Polega na stworzeniu stałego dostępu naczyniowego, dzięki czemu można pobierać strumień krwi do dializatora, w którym krew jest oczyszczana (przy pomocy specjalnego płynu dializacyjnego). Po jednej stronie błony dializatora przepływa krew, a po drugiej – płyn dializacyjny. Na zasadzie dyfuzji zbędnie produkty przemiany materii przedostają się przez błonę półprzepuszczalną z krwi do płynu dializacyjnego. Oczyszczona krew wraca do pacjenta.
Dializowany chory musi wykonywać zabieg w stacji dializ 3 razy w tygodniu. Każda wizyta trwa kilka godzin.
 
Dializa otrzewnowa jest to dializa wewnątrzustrojowa. Błona otrzewnowa wykorzystana jest jako półprzepuszczalna błona dializacyjna. Do jamy brzusznej wprowadzany jest płyn dializacyjny. Płyn wprowadza się poprzez specjalistyczny cewnik umieszczany na stałe w jamie brzusznej pacjenta. Zabiegi wykonywane są samodzielnie przez pacjenta w domu, po przejściu odpowiedniego szkolenia. Pacjent do ośrodka dializ udaje się tylko na kontrolę.
 
W Polsce obecnie działa około 260 stacji dializ, w których dializowanych jest prawie 20.000 pacjentów.
 
źrodło: komunikat