Medicalpress
Jeżeli nie zostaną podjęte środki zaradcze, w ciągu najbliższych 25 lat na choroby wywołane patogenami odpornymi na dostępne leki drobnoustrojowe może umrzeć niemal 40 mln osób i pośrednio przyczynić się do kolejnych 169 mln zgonów. – Prognozy są coraz mniej optymistyczne. Wynika to nie tylko z samego szerzenia się oporności, ale również „starzenia się” społeczeństwa – mówi dr n. med. Artur Drzewiecki, specjalista mikrobiologii lekarskiej ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.
Periodyk „The Lancet” opublikował niepokojące prognozy dotyczące lekooporności. W przypadku braku szybkiej reakcji, grozi nam wzmożona liczba zgonów wskutek odporności patogenów na leki – do 1,91 mln rocznie, a zgonów związanych z tym zjawiskiem – do 8,22 mln rocznie.

Cytowana przez Agencję Reutera Dame Sally Davies, członkini Międzyagencyjnej Grupy Koordynacyjnej ONZ ds. Odporności na Środki Przeciwdrobnoustrojowe stwierdziła: – (…) świat stoi w obliczu nadzwyczajnej sytuacji antybiotykowej, która pociąga za sobą niszczycielskie koszty ludzkie dla rodzin i społeczności na całym świecie.  

Wzrost lekooporności – prognozy mało optymistyczne  
Niestety jak dotąd w kolejnych analizach prognozy są coraz mniej optymistyczne. Przykładowo w badaniach z 2014 roku ustalono, że liczba zgonów powiązanych bezpośrednio z wieloopornymi szczepami wyniesie kilkanaście milionów do 2050 roku – tłumaczy w rozmowie z Medicalpress, dr n. med. Artur Drzewiecki, specjalista mikrobiologii lekarskiej ze Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie, i dodaje: – Wynika to nie tylko z samego szerzenia się oporności, ale również „starzenia się” społeczeństwa w krajach rozwiniętych, paradoksalnie postępu w medycynie (potrafi utrzymać przy życiu coraz więcej pacjentów z obciążeniami, a oni stanowią z kolei cel dla bakterii) oraz masowego pojawienia się oporności w krajach rozwijających się [NDM (New Delhi metallo-β-lactamase), jak nazwa wskazuje został wykryty w Indiach].

Zagrożone są zwłaszcza osoby starsze
Jak wskazują badacze, liczba zgonów wśród osób 70+ wzrosła w latach 1990 – 2021 o ponad 80 proc. i taki stan ma się według prognoz utrzymywać. Ponadto dotknie on w nieproporcjonalnie silny sposób kraje o niskich i średnich dochodach. Najwyższe wskaźniki śmierci mających związek przyczynowy z opornością na antybiotyki odnotowywany jest w Afryce Subsaharyjskiej oraz Azji Południowej – mowa tutaj zwłaszcza o opornej na leczenie gruźlicy.

Dlaczego rośnie lekooporność?  
Najprościej, drobnoustroje walczą o życie, a w tym są mistrzami – mówi dr Artur Drzewiecki. – W końcu asteroida, która zniszczyła dinozaury bakteriom specjalnie nie zaszkodziła. A poważniej i szerzej – z punktu widzenia przetrwania mikroorganizmów leki przeciwinfekcyjne, to nie jest jakieś specjalne zagrożenie, bo z różnymi substancjami chemicznymi w środowisku musiały i muszą sobie radzić. Bakterie są skrajnie plastyczne genetycznie i potrafią „wymieniać się” gotowymi genami. Ponadto my też im pomagamy niewłaściwie stosując leki – już od kilkudziesięciu lat wiadomo, jak nie stosować antybiotyków, a dalej często niewiele się zmieniło i powszechnie błędy powielamy.

Zatrzymać tendencję wzrostową lekooporności
Jak wskazuje dr Artur Drzewiecki, autorzy analizy zaproponowali przede wszystkim szeroko pojętą poprawę jakości opieki zdrowotnej, przy czym nie zdefiniowali zaleceń ogólnoświatowych, raczej pozostawili to na szczeblu lokalnym. Można to interpretować jako właściwe stosowanie antybiotyków, ale nie tylko. Ponadto jako specyficzne działanie podali poprawę dostępności nowych leków skutecznych wobec najgroźniejszych mechanizmów oporności.


Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress
Nowy henipawirus otrzymał nazwę Langya (LayV). U pacjentów zakażonych nowym patogenem obserwowano gorączkę (najczęstszy objaw), zmęczenie, kaszel, jadłowstręt, bóle mięśniowe i głowy, nudności, wymioty. U części chorych raportowano także upośledzenie czynności wątroby i nerek. Dotychczas stwierdzono 35 przypadków ostrej infekcji LayV, wywołanej przez nowego henipawirusa. Wszyscy zakażeni wrócili do zdrowia.
Wirus Langya (LayV) zidentyfikowany przez Chińczyków to odzwierzęcy henipawirus. U zakażonych nim ludzi powoduje ostrą infekcję, w której dominują takie objawy jak gorączka, zmęczenie, kaszel. U części chorych choroba upośledza także pracę wątroby i nerek.

O nowym patogenie chińscy badacze donoszą na łamach prestiżowego czasopisma naukowego „New England Journal of Medicine” (NEJM). Specjalnie dla “Pulsu Medycyny” o przybliżenie tego raportu poprosiliśmy dr. hab. n. med. Tomasza Dzieciątkowskiego, specjalistę wirusologa z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jakie objawy mają chorzy zakażeni wirusem Langya?
– Pierwsze doniesienia na temat przypadków zakażeń, których nie udało się powiązać z żadnym znanym patogenem, pochodzą z Chin jeszcze z 2018 roku. Kolejne ognisko zakażeń stwierdzono w 2022 r; wtedy też udało się wyizolować nowego wirusa, określanego obecnie jako wirus Langya (LayV). Podjęte dochodzenie epidemiczne pozwoliło zidentyfikować w sumie 35 pacjentów z ostrą infekcją LayV w dwóch prowincjach: Shandong i Henan. Wśród chorych 26 osób było zakażonych tylko nowym henipawirusem, a żadne inne patogeny nie były u nich obecne. W tej grupie pacjentów wystąpiła:
  • gorączka (100 proc. chorych),
  • zmęczenie (54 proc.),
  • kaszel (50 proc.),
  • jadłowstręt (50 proc.),
  • ból mięśni (46 proc.),
  • nudności (38 proc.),
  • ból głowy (35proc.),
  • wymioty (35 proc.), którym towarzyszyła:
  • małopłytkowość (35 proc.),
  • leukopenia (54 proc.)
  • oraz upośledzenia czynności wątroby (35 proc.)
    i nerek (8 proc.)
– przytacza wnioski płynące z raportu doc. Tomasz Dzieciątkowski.

Wyizolowany nowy patogen zaliczono do henipawirusów, który został również znaleziony u ryjówek. Należy on do rodzaju Henipavirus w rodzinie Paramyxoviridae. W 1994 odkryto wirus Hendra, a cztery lata później wirus Nipah. Oba mogą powodować u ludzi zakażenia o ciężkim przebiegu, które są związane ze śmiertelnością wynosząca od 10 do 30-40 proc.
Langya (LayV) to kolejny wirus, który pokonał barierę międzygatunkową
– Dobra wiadomość jest taka, że nowy henipawirus jak dotąd nie spowodował choroby o ciężkim przebiegu i wszystkie zakażone nim osoby wróciły do zdrowia. Drugie światełko w tunelu: nie stwierdzono jak dotąd, by patogen ten przenosił się z człowieka na człowieka. Trzecia dobra wiadomość: dotychczas nie zdarzały się przypadki przywleczenia zakażeń henipawirusowych do Europy – podkreśla doc. Tomasz Dzieciątkowski, dodając jednocześnie, że nowy wirus z pewnością wymaga wnikliwej obserwacji i dalszych badań: – Doniesienia z Chin to kolejna przestroga dla ludzkości. Niestety następny wirus przełamał bowiem barierę międzygatunkową – zwraca uwagę wirusolog.
O nowych patogenach, przełamujących barierę międzygatunkową i wywołujących zakażenia u ludzi, słyszymy co kilka lat. I o ile nowy wirus nie wydaje się, przynajmniej na razie, mieć znaczącego potencjału epidemicznego, to specjaliści nie pozostawiają złudzeń: SARS-CoV-2 z pewnością nie jest ostatnim wirusem, który wywołał światową pandemię.
– Największy potencjał pandemiczny wykazują wirusy, które mają segmentowany genom. Zaliczamy do nich np. wirusy grypowe. Ponadto ważne są wirusy RNA, które nie mają zdolności naprawczych i gdy się replikują, to – mówiąc kolokwialnie – mylą się, a nagromadzenie takich pomyłek prowadzi do mutacji. Taka mutacja może sprawić, że wirus przestanie być zakaźny i zniknie, jak było np. w przypadku SARS-CoV-1. Ale może być też tak, że mutacja ułatwi przełamanie nie tylko bariery międzygatunkowej, ale też zwiększy się potencjał zakaźny wirusa, jak miało to miejsce w przypadku SARS-CoV-2 – wyjaśnia doc. Tomasz Dzieciątkowski.

źrodło: Infowire za biuro prasowe PulsMedycyny

Nowy henipawirus otrzymał nazwę Langya (LayV). U pacjentów zakażonych nowym patogenem obserwowano gorączkę (najczęstszy objaw), zmęczenie, kaszel, jadłowstręt, bóle mięśniowe i głowy, nudności, wymioty. U części chorych raportowano także upośledzenie czynności wątroby i nerek. Dotychczas stwierdzono 35 przypadków ostrej infekcji LayV, wywołanej przez nowego henipawirusa. Wszyscy zakażeni wrócili do zdrowia.
Wirus Langya (LayV) zidentyfikowany przez Chińczyków to odzwierzęcy henipawirus. U zakażonych nim ludzi powoduje ostrą infekcję, w której dominują takie objawy jak gorączka, zmęczenie, kaszel. U części chorych choroba upośledza także pracę wątroby i nerek.

O nowym patogenie chińscy badacze donoszą na łamach prestiżowego czasopisma naukowego „New England Journal of Medicine” (NEJM). Specjalnie dla “Pulsu Medycyny” o przybliżenie tego raportu poprosiliśmy dr. hab. n. med. Tomasza Dzieciątkowskiego, specjalistę wirusologa z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Jakie objawy mają chorzy zakażeni wirusem Langya?
– Pierwsze doniesienia na temat przypadków zakażeń, których nie udało się powiązać z żadnym znanym patogenem, pochodzą z Chin jeszcze z 2018 roku. Kolejne ognisko zakażeń stwierdzono w 2022 r; wtedy też udało się wyizolować nowego wirusa, określanego obecnie jako wirus Langya (LayV). Podjęte dochodzenie epidemiczne pozwoliło zidentyfikować w sumie 35 pacjentów z ostrą infekcją LayV w dwóch prowincjach: Shandong i Henan. Wśród chorych 26 osób było zakażonych tylko nowym henipawirusem, a żadne inne patogeny nie były u nich obecne. W tej grupie pacjentów wystąpiła:
  • gorączka (100 proc. chorych),
  • zmęczenie (54 proc.),
  • kaszel (50 proc.),
  • jadłowstręt (50 proc.),
  • ból mięśni (46 proc.),
  • nudności (38 proc.),
  • ból głowy (35proc.),
  • wymioty (35 proc.), którym towarzyszyła:
  • małopłytkowość (35 proc.),
  • leukopenia (54 proc.)
  • oraz upośledzenia czynności wątroby (35 proc.)
    i nerek (8 proc.)
– przytacza wnioski płynące z raportu doc. Tomasz Dzieciątkowski.

Wyizolowany nowy patogen zaliczono do henipawirusów, który został również znaleziony u ryjówek. Należy on do rodzaju Henipavirus w rodzinie Paramyxoviridae. W 1994 odkryto wirus Hendra, a cztery lata później wirus Nipah. Oba mogą powodować u ludzi zakażenia o ciężkim przebiegu, które są związane ze śmiertelnością wynosząca od 10 do 30-40 proc.
Langya (LayV) to kolejny wirus, który pokonał barierę międzygatunkową
– Dobra wiadomość jest taka, że nowy henipawirus jak dotąd nie spowodował choroby o ciężkim przebiegu i wszystkie zakażone nim osoby wróciły do zdrowia. Drugie światełko w tunelu: nie stwierdzono jak dotąd, by patogen ten przenosił się z człowieka na człowieka. Trzecia dobra wiadomość: dotychczas nie zdarzały się przypadki przywleczenia zakażeń henipawirusowych do Europy – podkreśla doc. Tomasz Dzieciątkowski, dodając jednocześnie, że nowy wirus z pewnością wymaga wnikliwej obserwacji i dalszych badań: – Doniesienia z Chin to kolejna przestroga dla ludzkości. Niestety następny wirus przełamał bowiem barierę międzygatunkową – zwraca uwagę wirusolog.
O nowych patogenach, przełamujących barierę międzygatunkową i wywołujących zakażenia u ludzi, słyszymy co kilka lat. I o ile nowy wirus nie wydaje się, przynajmniej na razie, mieć znaczącego potencjału epidemicznego, to specjaliści nie pozostawiają złudzeń: SARS-CoV-2 z pewnością nie jest ostatnim wirusem, który wywołał światową pandemię.
– Największy potencjał pandemiczny wykazują wirusy, które mają segmentowany genom. Zaliczamy do nich np. wirusy grypowe. Ponadto ważne są wirusy RNA, które nie mają zdolności naprawczych i gdy się replikują, to – mówiąc kolokwialnie – mylą się, a nagromadzenie takich pomyłek prowadzi do mutacji. Taka mutacja może sprawić, że wirus przestanie być zakaźny i zniknie, jak było np. w przypadku SARS-CoV-1. Ale może być też tak, że mutacja ułatwi przełamanie nie tylko bariery międzygatunkowej, ale też zwiększy się potencjał zakaźny wirusa, jak miało to miejsce w przypadku SARS-CoV-2 – wyjaśnia doc. Tomasz Dzieciątkowski.

źrodło: Infowire za biuro prasowe PulsMedycyny

Miesiące izolacji chroniły przed wirusem COVID-19. Niestety, to spowodowało osłabienie układu odpornościowego, co w konsekwencji będzie prowadziło do wzrostu infekcji innymi patogenami. A spodziewać należy się wielu różnych infekcji układu oddechowego. Tej wiosny zadbajmy o odporność. Sprawdź, jak.

„Noszenie maseczek ratowało nas przed COVID-19, ale również przed innymi patogenami przenoszonymi droga kropelkową. Trzeb pamiętać, że choroby które są z nami od zawsze, począwszy od grypy, po przeziębienia wywołane przez adenowirusy czy RSV, to efekty infekcji patogenami przenoszonymi drogą kropelkową. W minionym roku wyraźnie widać w statystykach polskich, statystykach WHO oraz Instytutu Roberta Kocha, że liczba infekcji grypowych była niższa. Oczywiście zawdzięczamy to dystansowi i maseczkom” – mówi prof. Andrzej M. Fal, specjalista chorób wewnętrznych i alergologii, kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych w Szpitalu MSWiA w Warszawie w rozmowie z serwisem zdrowie.pap.pl

Zdaniem prof. Fala konsekwencje izolacji kowidowej i wynikającej z niej zmniejszonej gotowości układu odpornościowego widać było już latem 2021 roku.

„Pojechaliśmy ma wakacje, zdjęliśmy maseczki i nagle okazało się, że wirus RSV, który zazwyczaj atakował dzieci  od października do kwietnia, zaczął infekować latem” – powiedział.

Przez rok aktywność układu odpornościowego była obniżona, więc nagły, intensywny kontakt dla dzieci z wirusem RSV, a starszych z adenowirusami i koronawirusami innymi niż SARS-CoV-2 będzie wiązał się ze wzrostem liczby zachorowań. Obserwowaliśmy takie zjawisko przez ostatnie dwa lata – zaznaczył prof. Fal.

Również prof. dr hab. n.med. Aneta Nitsch-Osuch, specjalistka epidemiologii i pediatrii oraz zdrowia publicznego, Kierownik Zakładu Medycyny Społecznej i Zdrowia Publicznego WUM podkreśla, że zakażenia RSV mają charakter sezonowy. Zwiększoną zapadalność obserwujemy co roku, w sezonie jesienno-zimowym, zwykle od listopada do końca kwietnia. Jednak w ubiegłym roku mieliśmy lockdown.

„Przez długi czas żłobki i przedszkola były zamknięte. Oznacza to, że w ubiegłym sezonie wiele dzieci nie zetknęło się z wirusem RSV. W tym roku podatnych na zakażenie jest ich zatem więcej i w efekcie obserwujemy wzrost liczby zakażeń – dodała.

Organizm nie daje wcześniejszych sygnałów

Profesor Fal przypomniał, że infekcja żadnym ze wspominanych wcześniej sezonowych patogenów, nie daje trwałej odporności. Ale też organizm nie daje żadnych sygnałów o obniżeniu odporności. Ona działa retroaktywnie, czyli wtedy, gdy jest taka potrzeba, jako obrona przed obecnym w naszym otoczeniu patogenem.

„Na co dzień układ immunologiczny tylko kontroluje, to co dzieje się dookoła i nie jest wymagana od niego żadna akcja. W związku z tym, obserwując daną populację, obniżenie funkcji odpornościowych notujmy dopiero wówczas, gdy obserwujemy w skali makro wzrost liczby zachorowań lub w skali mikro, gdy zamiast jednej, czy dwóch lekkich infekcji u dziecka w ciągu roku, jest ich kilka” – podkreślił prof. Fal.

Jakie jeszcze są konsekwencje izolacji?

„Mniej chorowaliśmy na choroby infekcyjne układu oddechowego, ale nie tylko. Przykładem może być odra, która jest również chorobą przenoszoną drogą kropelkową, i której występowanie w okresie pandemii znacząco spadło. A przecież przed pandemią COVID-19 mieliśmy w Europie niepokojące wzrosty zachorowania na odrę. Wyglądało to bardzo groźnie i nagle zniknęło. Oczywiście nie bez przyczyny. Przyczyną są maseczki i lockdown kowidowy” – dodał prof. Fal.

Co możemy zrobić?

Prof. Fal zwrócił uwagę, że żadne badania oceniające bieżącą odporność przeciw powszechnym infekcjom nie będą miarodajne. Odporność po konkretnej infekcji nie zostawia lub my nie badamy poziomu konkretnych przeciwciał tak, jak w przypadku SARS-CoV-2, gdy możemy je określić i stwierdzić, czy jesteśmy odporni.

„W przypadku innych patogenów nigdy nie zajmowaliśmy się badaniem przeciwciał, a przeziębienia przechodziły falami przez społeczeństwo. Szczepionek w przypadku większości powszechnych patogenów nie było i badanie odporności nie było potrzebne. Dlatego również teraz radziłbym zachować zdrowy rozsądek. Przez wiele pokoleń stosowaliśmy zdrową i zrównoważoną dietę, zasady higieny – nawet wtedy, gdy nie wiedzieliśmy, że poprawiamy dzięki temu swoją odporność. Dlatego myślę, że do tych wzorców warto wrócić” – dodał prof. Fal.

Dr. Paweł Grzesiowski, Kierownik Ośrodka Badania i Przeszczepiania Mikrobioty Jelitowej w Centrum Zapobiegawczej i Rehabilitacji w Warszawie uważa, że na spadek odporności może wpływać nie tylko izolacja. Wiele osób prowadzących niezdrowy tryb życia: odżywiających się śmieciowym jedzeniem, unikających aktywności fizycznej na świeżym powietrzu, spędzających wiele godzin w zamkniętych i źle wentylowanych przegrzanych pomieszczeniach, może mieć różne niedobory witaminowe, które warto uzupełniać. Należy to jednak robić w porozumieniu z lekarzem i pod kontrolą poziomu witamin we krwi – mówił dr Grzesiowski w rozmowie z serwisem zdrowie.pap.pl.

Ale musimy też pamiętać, że odporność organizmu to bardzo skomplikowany mechanizm a suplementacja nie jest poparta dowodami naukowymi. Dlatego tak ważne jest zachowanie zdrowego rozsądku w przysłowiowym „łykaniu tabletek”. Jak wspomina dr Grzesiowski, zawsze trzeba to robić o konsultacji z lekarzem. A określenie poprawa odporności, reklamowana wraz z różnymi specyfikami jest bardzo nieprecyzyjna.

Jak działa układ odpornościowy?

Główną funkcją wielopoziomowego układu odporności jest nie tylko zniszczenie różnego rodzaju drobnoustrojów niebezpiecznych dla naszego zdrowia, ale również wytworzenie tolerancji dla tych mikrobów, bez których nie moglibyśmy żyć.

Układ odporności stoi też na straży integralności i jakości naszych tkanek poprzez usuwanie wadliwych komórek powstających na skutek błędów i mutacji zachodzących podczas regeneracji naszych własnych tkanek.

Człowiek rodzi się z tak zwanym pierwotnym układem odporności (inaczej zwany wrodzonym), który jest oparty na otrzymanych przez łożysko od matki przeciwciał i komórkach reagujących nieswoiście z wieloma antygenami. Układ odporności to także skomplikowany system barier przeciwinfekcyjnych, np. w postaci skóry, błon śluzowych oraz płynów ustrojowych zawierających wiele substancji przeciwwirusowych czy przeciwbakteryjnych.

Co obniża odporność?

Na obniżenie odporności możemy zapracować sobie sami. Eksperci zwracają uwagę na kilka czynników przede wszystkim związanych ze stylem życia, których należy unikać. Są to m.in.: 

  • Nieprawidłowa dieta i jej skutki (m.in. niedożywienie, awitaminoza, a także otyłość)
  • Przewlekły niedobór snu
  • Brak regularnej, umiarkowanej aktywności fizycznej 
  • Nadmierne i długotrwałe spożywanie alkoholu
  • Palenie tytoniu 
  • Przyjmowanie narkotyków

Jak wzmocnić odporność?

Co zatem zrobić, gdy wrócimy do normalności po lockdownach? Przede wszystkim zachowajmy zdrowy rozsądek. Musimy mieć świadomość, że przebywając w dużych skupiskach ludzi, możemy być narażeni na różne infekcje.

  • pamiętajmy o aktywność fizycznej, która pobudza produkcję białych krwinek oraz stymuluje aktywność limfocytów odpowiedzialnych za ochronę organizmu przed infekcjami
  • hartujmy organizm, czyli pomimo brzydkiej pogody nie rezygnujmy ze spacerów
  • wysypiajmy się, bo do regeneracji nasz organizm potrzebuje snu
  • wietrzmy pomieszczenia w których musimy przebywać dłuższy czas
  • nie wysuszajmy błon śluzowych nadmiernym ogrzewaniem
  • odżywiajmy się zdrowo, czyli wzbogacajmy dietę i warzywa i owoce

Katarzyna Walterska-Leśniak, zdrowie.pap.pl

na podstawie:

Wzrost liczby infekcji spowodowanych przez wirusa RSV to możliwy efekt uboczny ubiegłorocznego lockdownu – materiał ze strony Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

Miesiące izolacji chroniły przed wirusem COVID-19. Niestety, to spowodowało osłabienie układu odpornościowego, co w konsekwencji będzie prowadziło do wzrostu infekcji innymi patogenami. A spodziewać należy się wielu różnych infekcji układu oddechowego. Tej wiosny zadbajmy o odporność. Sprawdź, jak.

„Noszenie maseczek ratowało nas przed COVID-19, ale również przed innymi patogenami przenoszonymi droga kropelkową. Trzeb pamiętać, że choroby które są z nami od zawsze, począwszy od grypy, po przeziębienia wywołane przez adenowirusy czy RSV, to efekty infekcji patogenami przenoszonymi drogą kropelkową. W minionym roku wyraźnie widać w statystykach polskich, statystykach WHO oraz Instytutu Roberta Kocha, że liczba infekcji grypowych była niższa. Oczywiście zawdzięczamy to dystansowi i maseczkom” – mówi prof. Andrzej M. Fal, specjalista chorób wewnętrznych i alergologii, kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych w Szpitalu MSWiA w Warszawie w rozmowie z serwisem zdrowie.pap.pl

Zdaniem prof. Fala konsekwencje izolacji kowidowej i wynikającej z niej zmniejszonej gotowości układu odpornościowego widać było już latem 2021 roku.

„Pojechaliśmy ma wakacje, zdjęliśmy maseczki i nagle okazało się, że wirus RSV, który zazwyczaj atakował dzieci  od października do kwietnia, zaczął infekować latem” – powiedział.

Przez rok aktywność układu odpornościowego była obniżona, więc nagły, intensywny kontakt dla dzieci z wirusem RSV, a starszych z adenowirusami i koronawirusami innymi niż SARS-CoV-2 będzie wiązał się ze wzrostem liczby zachorowań. Obserwowaliśmy takie zjawisko przez ostatnie dwa lata – zaznaczył prof. Fal.

Również prof. dr hab. n.med. Aneta Nitsch-Osuch, specjalistka epidemiologii i pediatrii oraz zdrowia publicznego, Kierownik Zakładu Medycyny Społecznej i Zdrowia Publicznego WUM podkreśla, że zakażenia RSV mają charakter sezonowy. Zwiększoną zapadalność obserwujemy co roku, w sezonie jesienno-zimowym, zwykle od listopada do końca kwietnia. Jednak w ubiegłym roku mieliśmy lockdown.

„Przez długi czas żłobki i przedszkola były zamknięte. Oznacza to, że w ubiegłym sezonie wiele dzieci nie zetknęło się z wirusem RSV. W tym roku podatnych na zakażenie jest ich zatem więcej i w efekcie obserwujemy wzrost liczby zakażeń – dodała.

Organizm nie daje wcześniejszych sygnałów

Profesor Fal przypomniał, że infekcja żadnym ze wspominanych wcześniej sezonowych patogenów, nie daje trwałej odporności. Ale też organizm nie daje żadnych sygnałów o obniżeniu odporności. Ona działa retroaktywnie, czyli wtedy, gdy jest taka potrzeba, jako obrona przed obecnym w naszym otoczeniu patogenem.

„Na co dzień układ immunologiczny tylko kontroluje, to co dzieje się dookoła i nie jest wymagana od niego żadna akcja. W związku z tym, obserwując daną populację, obniżenie funkcji odpornościowych notujmy dopiero wówczas, gdy obserwujemy w skali makro wzrost liczby zachorowań lub w skali mikro, gdy zamiast jednej, czy dwóch lekkich infekcji u dziecka w ciągu roku, jest ich kilka” – podkreślił prof. Fal.

Jakie jeszcze są konsekwencje izolacji?

„Mniej chorowaliśmy na choroby infekcyjne układu oddechowego, ale nie tylko. Przykładem może być odra, która jest również chorobą przenoszoną drogą kropelkową, i której występowanie w okresie pandemii znacząco spadło. A przecież przed pandemią COVID-19 mieliśmy w Europie niepokojące wzrosty zachorowania na odrę. Wyglądało to bardzo groźnie i nagle zniknęło. Oczywiście nie bez przyczyny. Przyczyną są maseczki i lockdown kowidowy” – dodał prof. Fal.

Co możemy zrobić?

Prof. Fal zwrócił uwagę, że żadne badania oceniające bieżącą odporność przeciw powszechnym infekcjom nie będą miarodajne. Odporność po konkretnej infekcji nie zostawia lub my nie badamy poziomu konkretnych przeciwciał tak, jak w przypadku SARS-CoV-2, gdy możemy je określić i stwierdzić, czy jesteśmy odporni.

„W przypadku innych patogenów nigdy nie zajmowaliśmy się badaniem przeciwciał, a przeziębienia przechodziły falami przez społeczeństwo. Szczepionek w przypadku większości powszechnych patogenów nie było i badanie odporności nie było potrzebne. Dlatego również teraz radziłbym zachować zdrowy rozsądek. Przez wiele pokoleń stosowaliśmy zdrową i zrównoważoną dietę, zasady higieny – nawet wtedy, gdy nie wiedzieliśmy, że poprawiamy dzięki temu swoją odporność. Dlatego myślę, że do tych wzorców warto wrócić” – dodał prof. Fal.

Dr. Paweł Grzesiowski, Kierownik Ośrodka Badania i Przeszczepiania Mikrobioty Jelitowej w Centrum Zapobiegawczej i Rehabilitacji w Warszawie uważa, że na spadek odporności może wpływać nie tylko izolacja. Wiele osób prowadzących niezdrowy tryb życia: odżywiających się śmieciowym jedzeniem, unikających aktywności fizycznej na świeżym powietrzu, spędzających wiele godzin w zamkniętych i źle wentylowanych przegrzanych pomieszczeniach, może mieć różne niedobory witaminowe, które warto uzupełniać. Należy to jednak robić w porozumieniu z lekarzem i pod kontrolą poziomu witamin we krwi – mówił dr Grzesiowski w rozmowie z serwisem zdrowie.pap.pl.

Ale musimy też pamiętać, że odporność organizmu to bardzo skomplikowany mechanizm a suplementacja nie jest poparta dowodami naukowymi. Dlatego tak ważne jest zachowanie zdrowego rozsądku w przysłowiowym „łykaniu tabletek”. Jak wspomina dr Grzesiowski, zawsze trzeba to robić o konsultacji z lekarzem. A określenie poprawa odporności, reklamowana wraz z różnymi specyfikami jest bardzo nieprecyzyjna.

Jak działa układ odpornościowy?

Główną funkcją wielopoziomowego układu odporności jest nie tylko zniszczenie różnego rodzaju drobnoustrojów niebezpiecznych dla naszego zdrowia, ale również wytworzenie tolerancji dla tych mikrobów, bez których nie moglibyśmy żyć.

Układ odporności stoi też na straży integralności i jakości naszych tkanek poprzez usuwanie wadliwych komórek powstających na skutek błędów i mutacji zachodzących podczas regeneracji naszych własnych tkanek.

Człowiek rodzi się z tak zwanym pierwotnym układem odporności (inaczej zwany wrodzonym), który jest oparty na otrzymanych przez łożysko od matki przeciwciał i komórkach reagujących nieswoiście z wieloma antygenami. Układ odporności to także skomplikowany system barier przeciwinfekcyjnych, np. w postaci skóry, błon śluzowych oraz płynów ustrojowych zawierających wiele substancji przeciwwirusowych czy przeciwbakteryjnych.

Co obniża odporność?

Na obniżenie odporności możemy zapracować sobie sami. Eksperci zwracają uwagę na kilka czynników przede wszystkim związanych ze stylem życia, których należy unikać. Są to m.in.: 

  • Nieprawidłowa dieta i jej skutki (m.in. niedożywienie, awitaminoza, a także otyłość)
  • Przewlekły niedobór snu
  • Brak regularnej, umiarkowanej aktywności fizycznej 
  • Nadmierne i długotrwałe spożywanie alkoholu
  • Palenie tytoniu 
  • Przyjmowanie narkotyków

Jak wzmocnić odporność?

Co zatem zrobić, gdy wrócimy do normalności po lockdownach? Przede wszystkim zachowajmy zdrowy rozsądek. Musimy mieć świadomość, że przebywając w dużych skupiskach ludzi, możemy być narażeni na różne infekcje.

  • pamiętajmy o aktywność fizycznej, która pobudza produkcję białych krwinek oraz stymuluje aktywność limfocytów odpowiedzialnych za ochronę organizmu przed infekcjami
  • hartujmy organizm, czyli pomimo brzydkiej pogody nie rezygnujmy ze spacerów
  • wysypiajmy się, bo do regeneracji nasz organizm potrzebuje snu
  • wietrzmy pomieszczenia w których musimy przebywać dłuższy czas
  • nie wysuszajmy błon śluzowych nadmiernym ogrzewaniem
  • odżywiajmy się zdrowo, czyli wzbogacajmy dietę i warzywa i owoce

Katarzyna Walterska-Leśniak, zdrowie.pap.pl

na podstawie:

Wzrost liczby infekcji spowodowanych przez wirusa RSV to możliwy efekt uboczny ubiegłorocznego lockdownu – materiał ze strony Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego

W projekt ISIDORe, finansowany w ramach programu europejskiego Horizon Europe Framework Programme (HORIZON),  zaangażowane są najpoważniejsze jednostki naukowe z 32 krajów. Celem projektu jest stworzenie międzynarodowej infrastruktury badawczej służącej do szybkiego opracowania czynników skierowanych przeciwko nowym wariantom koronawirusa SARS-CoV-2 oraz innym patogenom o potencjale pandemicznym.
Narodowy Instytut Onkologii – Państwowy Instytut Badawczy (NIO-PIB) wraz z Instytutem Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk (IBB PAN) oraz Warszawskim Uniwersytetem Medycznym (WUM), które tworzą konsorcjum w projekcie ABM „Opracowanie czynnika przeciwko wirusowi SARS-CoV-2 opartego o nanoprzeciwciała i bakteriofaga M13” w ramach infrastruktury naukowej NANO-SCREEN zostały zaproszone i przystąpiły do realizacji konsorcyjnego, europejskiego projektu INTEGRATED SERVICES FOR INFECTIOUS DISEASES OUTBREAK RESEARCH (ISIDORe).

„To dla naszych instytucji ogromne wyróżnienie znaleźć się wśród takich jednostek jak Instytut Pasteura z Francji czy Instytut Kocha z Niemiec. W projekt zaangażowane są najlepsze jednostki naukowe w Europie i kilka wybranych ze świata. Cieszymy się, że nasze badania znalazły uznanie w oczach tak świetnych naukowców i przyjęli nas do swojego grona, byśmy współtworzyli ten obiecujący projekt. Jesteśmy już po pierwszym spotkaniu, które było bardzo inspirujące.” – informuje Prof. Tomasz Sarnowski (IBB PAN).

W projekt ISIDORe, finansowany w ramach programu europejskiego Horizon Europe Framework Programme (HORIZON),  zaangażowane są najpoważniejsze jednostki naukowe z 32 krajów. Celem projektu jest stworzenie międzynarodowej infrastruktury badawczej służącej do szybkiego opracowania czynników skierowanych przeciwko nowym wariantom koronawirusa SARS-CoV-2 oraz innym patogenom o potencjale pandemicznym.

Infrastruktura NANO-SCREEN w ramach projektu ISIDORe będzie zajmowała się poszukiwaniem, optymalizacją i walidacją nanoprzeciwciał (VHH) specyficznie rozpoznających białka patogenów.

„Obecna pandemia jeszcze się nie zakończyła i nie wiemy w jaką stronę wirus SARS-CoV-2 zmutuje. W stronę łagodniejszej wersji, czy bardziej zjadliwej, na dodatek jest wiele innych patogenów, które w każdej chwili mogą stać się groźne dla ludzi, lub potencjalnie mogłyby być użyte jako broń biologiczna. Unia Europejska słusznie doszła do wniosku, że musi utworzyć coś na kształt „naukowej sieci szybkiego reagowania” na zagrożenia biologiczne by ograniczyć ten czynnik ryzyka. Cieszymy się, że przedstawiciele polskiej nauki biorą udział w tak ważnych przedsięwzięciach.” – podkresla prof. Elżbieta Sarnowska (NIO-PIB).

Na badania prowadzone w projekcie ISIDORe Komisja Europejska przyznała 21 milionów euro w ramach konkursu HORIZON-INFRA-2021-EMERGENCY-02. Kwota ta w zależności od potrzeb i pojawiających się zagrożeń może zostać powiększona. Okres realizacji projektu wynosi 3 lata.

źródło: NIO-PIB

W projekt ISIDORe, finansowany w ramach programu europejskiego Horizon Europe Framework Programme (HORIZON),  zaangażowane są najpoważniejsze jednostki naukowe z 32 krajów. Celem projektu jest stworzenie międzynarodowej infrastruktury badawczej służącej do szybkiego opracowania czynników skierowanych przeciwko nowym wariantom koronawirusa SARS-CoV-2 oraz innym patogenom o potencjale pandemicznym.
Narodowy Instytut Onkologii – Państwowy Instytut Badawczy (NIO-PIB) wraz z Instytutem Biochemii i Biofizyki Polskiej Akademii Nauk (IBB PAN) oraz Warszawskim Uniwersytetem Medycznym (WUM), które tworzą konsorcjum w projekcie ABM „Opracowanie czynnika przeciwko wirusowi SARS-CoV-2 opartego o nanoprzeciwciała i bakteriofaga M13” w ramach infrastruktury naukowej NANO-SCREEN zostały zaproszone i przystąpiły do realizacji konsorcyjnego, europejskiego projektu INTEGRATED SERVICES FOR INFECTIOUS DISEASES OUTBREAK RESEARCH (ISIDORe).

„To dla naszych instytucji ogromne wyróżnienie znaleźć się wśród takich jednostek jak Instytut Pasteura z Francji czy Instytut Kocha z Niemiec. W projekt zaangażowane są najlepsze jednostki naukowe w Europie i kilka wybranych ze świata. Cieszymy się, że nasze badania znalazły uznanie w oczach tak świetnych naukowców i przyjęli nas do swojego grona, byśmy współtworzyli ten obiecujący projekt. Jesteśmy już po pierwszym spotkaniu, które było bardzo inspirujące.” – informuje Prof. Tomasz Sarnowski (IBB PAN).

W projekt ISIDORe, finansowany w ramach programu europejskiego Horizon Europe Framework Programme (HORIZON),  zaangażowane są najpoważniejsze jednostki naukowe z 32 krajów. Celem projektu jest stworzenie międzynarodowej infrastruktury badawczej służącej do szybkiego opracowania czynników skierowanych przeciwko nowym wariantom koronawirusa SARS-CoV-2 oraz innym patogenom o potencjale pandemicznym.

Infrastruktura NANO-SCREEN w ramach projektu ISIDORe będzie zajmowała się poszukiwaniem, optymalizacją i walidacją nanoprzeciwciał (VHH) specyficznie rozpoznających białka patogenów.

„Obecna pandemia jeszcze się nie zakończyła i nie wiemy w jaką stronę wirus SARS-CoV-2 zmutuje. W stronę łagodniejszej wersji, czy bardziej zjadliwej, na dodatek jest wiele innych patogenów, które w każdej chwili mogą stać się groźne dla ludzi, lub potencjalnie mogłyby być użyte jako broń biologiczna. Unia Europejska słusznie doszła do wniosku, że musi utworzyć coś na kształt „naukowej sieci szybkiego reagowania” na zagrożenia biologiczne by ograniczyć ten czynnik ryzyka. Cieszymy się, że przedstawiciele polskiej nauki biorą udział w tak ważnych przedsięwzięciach.” – podkresla prof. Elżbieta Sarnowska (NIO-PIB).

Na badania prowadzone w projekcie ISIDORe Komisja Europejska przyznała 21 milionów euro w ramach konkursu HORIZON-INFRA-2021-EMERGENCY-02. Kwota ta w zależności od potrzeb i pojawiających się zagrożeń może zostać powiększona. Okres realizacji projektu wynosi 3 lata.

źródło: NIO-PIB