Medicalpress
Kardiologiczne urządzenia wszczepialne można monitorować zdalnie, co poprawia ich funkcjonowanie i bezpieczeństwo pacjenta. Kardiolodzy dziecięcy wyczekują refundacji telemonitoringu takich aparatów – podkreśla dr Maria Miszczak-Knecht, konsultant krajowa w dziedzinie kardiologii dziecięcej.
Specjalistka pracuje w Kliniki Kardiologii Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie i jest członkinią Rady Merytorycznej kampanii edukacyjnej „TeleSERCE – serce pod kontrolą”; zajmuje się urządzeniami kardiologicznymi wszczepianymi dzieciom. Przekonuje, że telemonitoring takich aparatów to sprawdzona, efektywna i bezpieczna forma nadzoru kardiologicznego, wykorzystywana u dorosłych i u dzieci.

Wyjaśnia, że zaletą tej metody jest to, że analiza przesłanych w ramach telemonitoringu danych umożliwia szybką reakcję w sytuacji zagorzenia życia lub zdrowia pacjenta. A wczesne wykrywanie problemów to klucz do skutecznego leczenia, pozwala też obniżyć koszty terapii. – Telemonitoring zapewnia przepływ danych dotyczących funkcjonowania wszczepionego urządzenia za pośrednictwem sieci telekomunikacyjnej lub technologii bluetooth pomiędzy pacjentem a lekarzem – dodaje w informacji przekazanej PAP.

Pierwszy stymulator u dziecka został wszczepiony w 1965 r. – trzy lata po pierwszym takim urządzeniu wszczepionym na świecie. Obecnie w naszym kraju wszczepianych jest rocznie około 70 stymulatorów u dzieci, w tym około 50 w Centrum Zdrowia Dziecka; co roku wszczepianych jest także 12-15 kardiowerterów-defibrylatorów. Wykorzystywane są też urządzenia resynchronizujące, ale u dzieci wszczepia się je sporadycznie. W Centrum Zdrowia Dziecka wykonuje się rocznie jedynie pięć takich wszczepień, to zaledwie ułamek procenta takich urządzeń wszczepianych u dorosłych.

Konsultant krajowa w dziedzinie kardiologii dziecięcej zwraca uwagę, że przewidywana długość życia dziecka z urządzeniem wszczepialnym jest znacznie większa niż osoby dorosłej. U młodego pacjenta w przyszłości konieczne będzie zatem kilka, a nawet kilkanaście wymian urządzenia wszczepialnego. Wyjaśnia, że głównym wskazaniem w populacji pediatrycznej wykorzystania takich aparatów jest arytmia serca: wrodzony lub pooperacyjny całkowity blok przedsionkowo-komorowy, co powoduje większą zależność pracy serca od stymulatora.

– W standardowym modelu opieki nad pacjentem z urządzeniem wszczepialnym w grupie pediatrycznej kontrole urządzenia odbywają się 4-6 tygodni po wszczepieniu, po 3 miesiącach, a następnie co 6 miesięcy. W wyjątkowych sytuacjach, na przykład u pacjentów z napadowym blokiem przedsionkowo-komorowym kontrola odbywa się co 10-12 miesięcy – zaznacza dr Maria Miszczak-Knecht. – Częstsze kontrole wynikają z większej urazowości systemów wszczepialnych u dzieci oraz z częściej występującym uzależnieniem pracy serca dziecka od stymulatora.

Częstsza kontrola u dzieci służy temu, by zmniejszyć liczbę wymian tych aparatów w przyszłości, jak też zapewnić optymalne i bezpieczne leczenie. – Telemonitoring jest właśnie współczesnym narzędziem diagnostycznym pozwalającym lekarzom zoptymalizować opiekę – przekonuje specjalistka. Umożliwia wcześniejsze wykrycie powikłań elektroterapii.

U niemowląt i małych dzieci trudniej jest wykryć takie niepokojące objawy jak zawroty głowy, związane z blokowaniem się stymulatora. A w tych przypadkach szybka reakcja jest kluczowa nie tylko dla zdrowia, ale i życia dziecka. Ważne jest też ograniczenie wizyt w gabinecie lekarskim, gdyż zmniejsza to poczucie choroby u dziecka, co z kolei korzystnie wpływa na jego rozwój.

– Telemonitoring daje również poczucie bezpieczeństwa rodzinom i nauczycielom w szkole i przedszkolu – akcentuje konsultant krajowa w dziedzinie kardiologii dziecięcej. – Brak poczucia bezpieczeństwa rodziców, opiekunów i nauczycieli powoduje, że dzieci z wszczepionymi urządzeniami są często izolowane społecznie. Nie mogą uczestniczyć w obozach, koloniach, a zdarza się nawet, że także w wycieczkach szkolnych. Taka sytuacja bardzo ogranicza potencjał rozwojowy dziecka i rzutuje na całe jego życie.

Specjalistka zwraca też uwagę, że ograniczenie liczby wizyt jest korzystne dla świadczeniodawcy, ponieważ pozwala na bardziej efektywną organizację pracy i lepsze wykorzystanie kadr medycznych. Lekarz w razie konieczności szybciej może zmodyfikować leczenie.

Zdaniem specjalistki u najmłodszych chorych głównym wskazaniem do terapii kardiowerterem-defibrylatorem są genetycznie uwarunkowane choroby serca, w tym zespół wydłużonego QT. W tych schorzeniach podstawą leczenia jest farmakoterapia. Analiza rytmu z pamięci urządzenia pozwala na ocenę jej skuteczności, czy dawki leku są za małe lub nie są przyjmowanie, szczególnie przez młodzież.

Za pomocą telemonitoringu można również kontrolować u dorosłych zaostrzenie niewydolności krążenia. U dzieci i nastolatków nie jest to wykorzystywane, głównie z powodu niewielkiej liczby dzieci z wszczepionym stymulatorem resynchronizującym (CRT). Nie ma wciąż dobrze zdefiniowanej grupy odnoszącej korzyść z wszczepienia CRT (w odniesieniu do osób z wadą wrodzoną serca). U najmłodszych pacjentów odmienna etiologia niewydolności krążenia znacznie ogranicza wskazania do wszczepienia tego urządzenia.

– Pojawiają się natomiast nowe technologie, polegające na wszczepianiu urządzeń monitorujących tylko i wyłącznie parametry hemodynamiczne, co pozwala bardzo wcześnie wykryć zaostrzenie niewydolności. Oczywiście jest kwestią czasu wprowadzenie tych systemów do codziennej praktyki klinicznej – twierdzi konsultant krajowa w dziedzinie kardiologii dziecięcej.

Przekonuje, że korzyści wynikające z telemonitoringu są jednoznaczne, co zostało potwierdzone badaniami klinicznymi u pacjentów dorosłych i znalazło odzwierciedlenie w wytycznych. Przyznaje, że koszty wprowadzenia tej technologii w grupie pediatrycznej są jednak wyższe z uwagi na małą liczebność populacji. Należy jednak pamiętać o zyskach niepoliczalnych, takich jak zapewnienie lepszego rozwoju młodych ludzi. – Środowisko kardiologów dziecięcych wyczekuje zatem refundacji telemonitoringu – zaznacza dr Maria Miszczak-Knecht.

źródlo: PAP, autor Zbigniew Wojtasiński
Kardiologiczne urządzenia wszczepialne można monitorować zdalnie, co poprawia ich funkcjonowanie i bezpieczeństwo pacjenta. Kardiolodzy dziecięcy wyczekują refundacji telemonitoringu takich aparatów – podkreśla dr Maria Miszczak-Knecht, konsultant krajowa w dziedzinie kardiologii dziecięcej.
Specjalistka pracuje w Kliniki Kardiologii Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie i jest członkinią Rady Merytorycznej kampanii edukacyjnej „TeleSERCE – serce pod kontrolą”; zajmuje się urządzeniami kardiologicznymi wszczepianymi dzieciom. Przekonuje, że telemonitoring takich aparatów to sprawdzona, efektywna i bezpieczna forma nadzoru kardiologicznego, wykorzystywana u dorosłych i u dzieci.

Wyjaśnia, że zaletą tej metody jest to, że analiza przesłanych w ramach telemonitoringu danych umożliwia szybką reakcję w sytuacji zagorzenia życia lub zdrowia pacjenta. A wczesne wykrywanie problemów to klucz do skutecznego leczenia, pozwala też obniżyć koszty terapii. – Telemonitoring zapewnia przepływ danych dotyczących funkcjonowania wszczepionego urządzenia za pośrednictwem sieci telekomunikacyjnej lub technologii bluetooth pomiędzy pacjentem a lekarzem – dodaje w informacji przekazanej PAP.

Pierwszy stymulator u dziecka został wszczepiony w 1965 r. – trzy lata po pierwszym takim urządzeniu wszczepionym na świecie. Obecnie w naszym kraju wszczepianych jest rocznie około 70 stymulatorów u dzieci, w tym około 50 w Centrum Zdrowia Dziecka; co roku wszczepianych jest także 12-15 kardiowerterów-defibrylatorów. Wykorzystywane są też urządzenia resynchronizujące, ale u dzieci wszczepia się je sporadycznie. W Centrum Zdrowia Dziecka wykonuje się rocznie jedynie pięć takich wszczepień, to zaledwie ułamek procenta takich urządzeń wszczepianych u dorosłych.

Konsultant krajowa w dziedzinie kardiologii dziecięcej zwraca uwagę, że przewidywana długość życia dziecka z urządzeniem wszczepialnym jest znacznie większa niż osoby dorosłej. U młodego pacjenta w przyszłości konieczne będzie zatem kilka, a nawet kilkanaście wymian urządzenia wszczepialnego. Wyjaśnia, że głównym wskazaniem w populacji pediatrycznej wykorzystania takich aparatów jest arytmia serca: wrodzony lub pooperacyjny całkowity blok przedsionkowo-komorowy, co powoduje większą zależność pracy serca od stymulatora.

– W standardowym modelu opieki nad pacjentem z urządzeniem wszczepialnym w grupie pediatrycznej kontrole urządzenia odbywają się 4-6 tygodni po wszczepieniu, po 3 miesiącach, a następnie co 6 miesięcy. W wyjątkowych sytuacjach, na przykład u pacjentów z napadowym blokiem przedsionkowo-komorowym kontrola odbywa się co 10-12 miesięcy – zaznacza dr Maria Miszczak-Knecht. – Częstsze kontrole wynikają z większej urazowości systemów wszczepialnych u dzieci oraz z częściej występującym uzależnieniem pracy serca dziecka od stymulatora.

Częstsza kontrola u dzieci służy temu, by zmniejszyć liczbę wymian tych aparatów w przyszłości, jak też zapewnić optymalne i bezpieczne leczenie. – Telemonitoring jest właśnie współczesnym narzędziem diagnostycznym pozwalającym lekarzom zoptymalizować opiekę – przekonuje specjalistka. Umożliwia wcześniejsze wykrycie powikłań elektroterapii.

U niemowląt i małych dzieci trudniej jest wykryć takie niepokojące objawy jak zawroty głowy, związane z blokowaniem się stymulatora. A w tych przypadkach szybka reakcja jest kluczowa nie tylko dla zdrowia, ale i życia dziecka. Ważne jest też ograniczenie wizyt w gabinecie lekarskim, gdyż zmniejsza to poczucie choroby u dziecka, co z kolei korzystnie wpływa na jego rozwój.

– Telemonitoring daje również poczucie bezpieczeństwa rodzinom i nauczycielom w szkole i przedszkolu – akcentuje konsultant krajowa w dziedzinie kardiologii dziecięcej. – Brak poczucia bezpieczeństwa rodziców, opiekunów i nauczycieli powoduje, że dzieci z wszczepionymi urządzeniami są często izolowane społecznie. Nie mogą uczestniczyć w obozach, koloniach, a zdarza się nawet, że także w wycieczkach szkolnych. Taka sytuacja bardzo ogranicza potencjał rozwojowy dziecka i rzutuje na całe jego życie.

Specjalistka zwraca też uwagę, że ograniczenie liczby wizyt jest korzystne dla świadczeniodawcy, ponieważ pozwala na bardziej efektywną organizację pracy i lepsze wykorzystanie kadr medycznych. Lekarz w razie konieczności szybciej może zmodyfikować leczenie.

Zdaniem specjalistki u najmłodszych chorych głównym wskazaniem do terapii kardiowerterem-defibrylatorem są genetycznie uwarunkowane choroby serca, w tym zespół wydłużonego QT. W tych schorzeniach podstawą leczenia jest farmakoterapia. Analiza rytmu z pamięci urządzenia pozwala na ocenę jej skuteczności, czy dawki leku są za małe lub nie są przyjmowanie, szczególnie przez młodzież.

Za pomocą telemonitoringu można również kontrolować u dorosłych zaostrzenie niewydolności krążenia. U dzieci i nastolatków nie jest to wykorzystywane, głównie z powodu niewielkiej liczby dzieci z wszczepionym stymulatorem resynchronizującym (CRT). Nie ma wciąż dobrze zdefiniowanej grupy odnoszącej korzyść z wszczepienia CRT (w odniesieniu do osób z wadą wrodzoną serca). U najmłodszych pacjentów odmienna etiologia niewydolności krążenia znacznie ogranicza wskazania do wszczepienia tego urządzenia.

– Pojawiają się natomiast nowe technologie, polegające na wszczepianiu urządzeń monitorujących tylko i wyłącznie parametry hemodynamiczne, co pozwala bardzo wcześnie wykryć zaostrzenie niewydolności. Oczywiście jest kwestią czasu wprowadzenie tych systemów do codziennej praktyki klinicznej – twierdzi konsultant krajowa w dziedzinie kardiologii dziecięcej.

Przekonuje, że korzyści wynikające z telemonitoringu są jednoznaczne, co zostało potwierdzone badaniami klinicznymi u pacjentów dorosłych i znalazło odzwierciedlenie w wytycznych. Przyznaje, że koszty wprowadzenia tej technologii w grupie pediatrycznej są jednak wyższe z uwagi na małą liczebność populacji. Należy jednak pamiętać o zyskach niepoliczalnych, takich jak zapewnienie lepszego rozwoju młodych ludzi. – Środowisko kardiologów dziecięcych wyczekuje zatem refundacji telemonitoringu – zaznacza dr Maria Miszczak-Knecht.

źródlo: PAP, autor Zbigniew Wojtasiński
Antybiotyki to leki, które mogą wywołać sporo szkody lub nie zadziałać, jeśli nie będziemy ściśle przestrzegać określonych zasad w trakcie ich zażywania. Dowiedz się, jak prawidłowo postępować w trakcie i po antybiotykoterapii. Im precyzyjniej dobierzemy antybiotyk, tym mniejsze jest ryzyko niepowodzenia leczenia. Z tego powodu antybiotyki powinniśmy stosować wyłącznie na zlecenie i ściśle zgodnie z zaleceniami lekarza: ani krócej ani dłużej.
Antybiotyki są lekami stosowanymi w leczeniu wszelkiego rodzaju zakażeń bakteryjnych, ułatwiając organizmowi ich opanowanie. Medycyna dysponuje niemal 200 medykamentami z tej grupy. Niektóre z nich mogą być stosowane w leczeniu wielu chorób, niektóre działają wyłącznie na jeden, konkretny szczep bakterii. Używane są także profilaktycznie, np. przed zabiegami chirurgicznymi i w profilaktyce bakteryjnego zapalenia wsierdzia. Obecnie za antybiotyki uznaje się również chemioterapeutyki, czyli substancje wytworzone przez człowieka metodami chemicznymi.

Im precyzyjniej dobierzemy antybiotyk, tym mniejsze jest ryzyko niepowodzenia leczenia. Z tego powodu antybiotyki powinniśmy stosować wyłącznie na zlecenie i ściśle zgodnie z zaleceniami lekarza: ani krócej ani dłużej.

Częstym błędem jest przerywanie antybiotykoterapii przez pacjenta, gdy tylko poprawi się jego ogólne samopoczucie. Niestety, może to doprowadzić do przykrych konsekwencji – infekcja może nie zostać do końca wyleczona, co może skutkować jej groźniejszym nawrotem. Takie działanie indukuje też  zjawisko antybiotykooporności, gdyż bakterie, które nie zginą, chcąc przeżyć wytwarzają mechanizmy oporności na stosowany lek i na dodatek ten „sposób” ratowania siebie mogą sobie przekazywać – wyjaśnia Joanna Pietroń, internista z Centrum Medycznego Damiana.

Antybiotyki a posiłki

Z uwagi na substancje w nich zawarte antybiotyki mogą różnie reagować z pokarmami. W związku z tym niektórych antybiotyków wręcz nie należy łączyć z pokarmem lub innymi lekami, ponieważ dochodzi do utrudnienia ich wchłaniania z przewodu pokarmowego. Zaleca się więc zażywanie ich co najmniej godzinę przed jedzeniem lub dwie godziny po posiłku. Przykładami takich interakcji mogą być np.:

Są też antybiotyki, które należy zażywać w trakcie posiłku. Dlatego zanim rozpoczniesz terapię, przeczytaj fragment z ulotki dołączonej do każdego leku, jak należy go stosować.


Leki popijaj wyłącznie wodą

Antybiotyków, podobnie jak i zdecydowanej większości innych leków, nie należy popijać sokami, mlekiem lub jogurtem czy kefirem. Zawarty w tych ostatnich wapń może hamować działanie niektórych antybiotyków (np. tetracyklin). Także napoje zawierające kofeinę (kawa, herbata, cola), źle wpływają na proces wchłaniania leków. Przyjmując je doustnie należy zawsze popijać leki wyłącznie wodą.


Podczas trwania antybiotykoterapii odstaw alkohol

Alkohol osłabia działanie wielu antybiotyków, a także cały organizm i dlatego wolniej wracamy do zdrowia. Dodatkowo może nasilać niektóre dolegliwości, które są niegroźne, jednak wpisują się w zakres działań niepożądanych – np. nudności, osłabienie czy zawroty głowy.

Alkohol w połączeniu z antybiotykami może także doprowadzić do tzw. reakcji disulfiramowej, czyli nietolerancji alkoholu, która może powodować takie objawy jak spadek ciśnienia tętniczego, duszności, kołatanie serca,  czy nadmierną potliwość – wyjaśnia internistka.


Antybiotyk należy brać zawsze o tej samej godzinie

Skuteczność antybiotyku uzależniona jest od odpowiedniego stężenia w tkankach, które musi być utrzymywane przez określony czas, dlatego bardzo istotne jest przyjmowanie antybiotyków w regularnych, ściśle określonych odstępach czasu. Te informacje znajdziesz również w ulotce, ale lekarz może zlecić inne dawkowanie (np. większymi dawkami czy częściej).


Doprowadź zalecaną antybiotykoterapię do końca

Jeśli antybiotyk jest dobrze dobrany, poprawa zdrowia następuje szybko, już po 2-4 dniach. To nie jest sygnał, że leki te można odstawić, bo objawy choroby się cofnęły. Antybiotyki trzeba brać tak długo, jak zalecił to lekarz. W przeciwnym razie z jednej strony narażamy się na powrót infekcji, często o cięższym przebiegu, w której trzeba będzie zastosować inny antybiotyk, a z drugiej odstawienie antybiotyku zbyt wcześnie jest niczym innym niż hodowanie bakterii opornych na ten konkretny antybiotyk (nie będzie dla tych bakterii szkodliwy. Mało tego, że u nas już ten antybiotyk nie zadziała, to na dodatek istnieje ryzyko, że opornymi szczepami zarazimy innych, którzy również będą mieli węższe możliwości antybiotykoterapii.


Liczy się właściwe dobranie antybiotyku do konkretnej infekcji

Antybiotyki stosuje się w leczeniu infekcji bakteryjnych (w zakażeniach grzybiczych, znacznie rzadszych, stosowane są mykotyki, choć przy niektórych infekcjach skuteczne są też antybiotyki, działające na bakterie „współópracujące” z grzybem).

Często, zanim rozpocznie się antybiotykoterapię, pobierany jest posiew materiału od chorego (np. krwi, moczu, wymazu z gardła), aby określić, jaka bakteria jest odpowiedzialna za zakażenie i jaka jest jej wrażliwość na antybiotyki. Czasem jednak nie ma na to czasu albo po prostu nie jest to potrzebne, bo lekarz dobiera antybiotyk zgodnie z wiedzą, jakiego rodzaju drobnoustroje odpowiedzialne są za konkretne infekcje w danym sezonie.

W niektórych schorzeniach antybiotyki stosuje się przez bardzo długi czas. W takich przypadkach lekarz zwykle zleca okresowo badania krwi i moczu, by sprawdzić, czy nie doszło do działań niepożądanych.


Wpływ antybiotyków na mikroflorę i substancje osłonowe

Wpływ na określony szczep bakterii, niezależnie od tego, czy są one dla nas korzystne lub szkodliwe, jest uzależniony od spektrum działania antybiotyków. Im precyzyjniejszy ich dobór, tym większa szansa, że doprowadzą one tylko do niszczenia drobnoustrojów chorobotwórczych. To także jeden z powodów, dla którego nie powinniśmy stosować antybiotyków, które pozostały w naszej apteczce po pokonaniu innej infekcji – wyjaśnia Joanna Pietroń.

Antybiotyków nie bierzemy „na wszelki wypadek”, zaleca się je tylko, gdy są absolutnie konieczne. Mogą one, oprócz eliminowania chorobotwórczych bakterii, niszczyć również drobnoustroje stanowiące florę naturalną (fizjologiczną), które chronią człowieka przed różnymi zakażeniami bakteriami potencjalnie chorobotwórczymi. Niekorzystnym następstwem antybiotykoterapii może też być usuwanie naturalnej jelitowej flory bakteryjnej przewodu pokarmowego, na którą składają się liczne szczepy bakteryjne, zwłaszcza bakterii beztlenowych. Są one barierą dla bakterii chorobotwórczych, odgrywają rolę w metabolizmie różnych substancji w przewodzie pokarmowym i wytwarzają witaminy.

Dlatego, szczególnie wtedy, gdy zażywamy antybiotyk o szerokim spektrum działania, należy zadbać o te „dobre” drobnoustroje – przede wszystkim za pomocą diety (bogatej w błonnik, witaminy i szczepy bakterii znajdujących się w produktach fermentowanych – takich jak jogurty czy kiszonki). Lekarz może doradzić także probiotyk do kupienia w aptece. Warto dopytać, kiedy przyjmować zarówno naturalne probiotyki, takie jak jogurt, jak i te kupowane w aptece – najczęściej pomiędzy przyjęciem leku i probiotyku musi upłynąć odpowiedni czas – nawet kilka godzin.


W zakażeniach wirusowych antybiotyk nie pomaga

W infekcjach wirusowych leczenie antybiotykami nie ma sensu, ponieważ wirusy nie są wrażliwe na antybiotyki. Antybiotykiem nie leczymy więc np. przeziębienia czy grypy. Grypa jest infekcją wirusową, podobnie jak większość przeziębień z katarem i kaszlem.

Nawet bardzo złe samopoczucie lub wysoka gorączka podczas infekcji wirusowej nie są żadnym uzasadnieniem do sięgnięcia po antybiotyk. Grypie można zapobiegać przez coroczne szczepienia i gdy jest wskazanie lekarskie zastosować, skuteczny lek przeciwko wirusowi grypy – przypominają specjaliści.

Dlaczego czasem jednak także w przypadku infekcji wirusowej zapisywany jest antybiotyk? Dzieje się tak wtedy, kiedy w trakcie wirusowej infekcji dochodzi do do rozwoju chorobotwórczych bakterii (tzw. nadważenia bakteryjnego).

Choć skuteczność antybiotyków jest bardzo duża ich nieodpowiednie i nadmierne stosowanie może przynieść odwrotny skutek tzn. powodować, że bakterie staną się na nie oporne tj. niewrażliwe.


Źródło: PAP

Antybiotyki to leki, które mogą wywołać sporo szkody lub nie zadziałać, jeśli nie będziemy ściśle przestrzegać określonych zasad w trakcie ich zażywania. Dowiedz się, jak prawidłowo postępować w trakcie i po antybiotykoterapii. Im precyzyjniej dobierzemy antybiotyk, tym mniejsze jest ryzyko niepowodzenia leczenia. Z tego powodu antybiotyki powinniśmy stosować wyłącznie na zlecenie i ściśle zgodnie z zaleceniami lekarza: ani krócej ani dłużej.
Antybiotyki są lekami stosowanymi w leczeniu wszelkiego rodzaju zakażeń bakteryjnych, ułatwiając organizmowi ich opanowanie. Medycyna dysponuje niemal 200 medykamentami z tej grupy. Niektóre z nich mogą być stosowane w leczeniu wielu chorób, niektóre działają wyłącznie na jeden, konkretny szczep bakterii. Używane są także profilaktycznie, np. przed zabiegami chirurgicznymi i w profilaktyce bakteryjnego zapalenia wsierdzia. Obecnie za antybiotyki uznaje się również chemioterapeutyki, czyli substancje wytworzone przez człowieka metodami chemicznymi.

Im precyzyjniej dobierzemy antybiotyk, tym mniejsze jest ryzyko niepowodzenia leczenia. Z tego powodu antybiotyki powinniśmy stosować wyłącznie na zlecenie i ściśle zgodnie z zaleceniami lekarza: ani krócej ani dłużej.

Częstym błędem jest przerywanie antybiotykoterapii przez pacjenta, gdy tylko poprawi się jego ogólne samopoczucie. Niestety, może to doprowadzić do przykrych konsekwencji – infekcja może nie zostać do końca wyleczona, co może skutkować jej groźniejszym nawrotem. Takie działanie indukuje też  zjawisko antybiotykooporności, gdyż bakterie, które nie zginą, chcąc przeżyć wytwarzają mechanizmy oporności na stosowany lek i na dodatek ten „sposób” ratowania siebie mogą sobie przekazywać – wyjaśnia Joanna Pietroń, internista z Centrum Medycznego Damiana.

Antybiotyki a posiłki

Z uwagi na substancje w nich zawarte antybiotyki mogą różnie reagować z pokarmami. W związku z tym niektórych antybiotyków wręcz nie należy łączyć z pokarmem lub innymi lekami, ponieważ dochodzi do utrudnienia ich wchłaniania z przewodu pokarmowego. Zaleca się więc zażywanie ich co najmniej godzinę przed jedzeniem lub dwie godziny po posiłku. Przykładami takich interakcji mogą być np.:

Są też antybiotyki, które należy zażywać w trakcie posiłku. Dlatego zanim rozpoczniesz terapię, przeczytaj fragment z ulotki dołączonej do każdego leku, jak należy go stosować.


Leki popijaj wyłącznie wodą

Antybiotyków, podobnie jak i zdecydowanej większości innych leków, nie należy popijać sokami, mlekiem lub jogurtem czy kefirem. Zawarty w tych ostatnich wapń może hamować działanie niektórych antybiotyków (np. tetracyklin). Także napoje zawierające kofeinę (kawa, herbata, cola), źle wpływają na proces wchłaniania leków. Przyjmując je doustnie należy zawsze popijać leki wyłącznie wodą.


Podczas trwania antybiotykoterapii odstaw alkohol

Alkohol osłabia działanie wielu antybiotyków, a także cały organizm i dlatego wolniej wracamy do zdrowia. Dodatkowo może nasilać niektóre dolegliwości, które są niegroźne, jednak wpisują się w zakres działań niepożądanych – np. nudności, osłabienie czy zawroty głowy.

Alkohol w połączeniu z antybiotykami może także doprowadzić do tzw. reakcji disulfiramowej, czyli nietolerancji alkoholu, która może powodować takie objawy jak spadek ciśnienia tętniczego, duszności, kołatanie serca,  czy nadmierną potliwość – wyjaśnia internistka.


Antybiotyk należy brać zawsze o tej samej godzinie

Skuteczność antybiotyku uzależniona jest od odpowiedniego stężenia w tkankach, które musi być utrzymywane przez określony czas, dlatego bardzo istotne jest przyjmowanie antybiotyków w regularnych, ściśle określonych odstępach czasu. Te informacje znajdziesz również w ulotce, ale lekarz może zlecić inne dawkowanie (np. większymi dawkami czy częściej).


Doprowadź zalecaną antybiotykoterapię do końca

Jeśli antybiotyk jest dobrze dobrany, poprawa zdrowia następuje szybko, już po 2-4 dniach. To nie jest sygnał, że leki te można odstawić, bo objawy choroby się cofnęły. Antybiotyki trzeba brać tak długo, jak zalecił to lekarz. W przeciwnym razie z jednej strony narażamy się na powrót infekcji, często o cięższym przebiegu, w której trzeba będzie zastosować inny antybiotyk, a z drugiej odstawienie antybiotyku zbyt wcześnie jest niczym innym niż hodowanie bakterii opornych na ten konkretny antybiotyk (nie będzie dla tych bakterii szkodliwy. Mało tego, że u nas już ten antybiotyk nie zadziała, to na dodatek istnieje ryzyko, że opornymi szczepami zarazimy innych, którzy również będą mieli węższe możliwości antybiotykoterapii.


Liczy się właściwe dobranie antybiotyku do konkretnej infekcji

Antybiotyki stosuje się w leczeniu infekcji bakteryjnych (w zakażeniach grzybiczych, znacznie rzadszych, stosowane są mykotyki, choć przy niektórych infekcjach skuteczne są też antybiotyki, działające na bakterie „współópracujące” z grzybem).

Często, zanim rozpocznie się antybiotykoterapię, pobierany jest posiew materiału od chorego (np. krwi, moczu, wymazu z gardła), aby określić, jaka bakteria jest odpowiedzialna za zakażenie i jaka jest jej wrażliwość na antybiotyki. Czasem jednak nie ma na to czasu albo po prostu nie jest to potrzebne, bo lekarz dobiera antybiotyk zgodnie z wiedzą, jakiego rodzaju drobnoustroje odpowiedzialne są za konkretne infekcje w danym sezonie.

W niektórych schorzeniach antybiotyki stosuje się przez bardzo długi czas. W takich przypadkach lekarz zwykle zleca okresowo badania krwi i moczu, by sprawdzić, czy nie doszło do działań niepożądanych.


Wpływ antybiotyków na mikroflorę i substancje osłonowe

Wpływ na określony szczep bakterii, niezależnie od tego, czy są one dla nas korzystne lub szkodliwe, jest uzależniony od spektrum działania antybiotyków. Im precyzyjniejszy ich dobór, tym większa szansa, że doprowadzą one tylko do niszczenia drobnoustrojów chorobotwórczych. To także jeden z powodów, dla którego nie powinniśmy stosować antybiotyków, które pozostały w naszej apteczce po pokonaniu innej infekcji – wyjaśnia Joanna Pietroń.

Antybiotyków nie bierzemy „na wszelki wypadek”, zaleca się je tylko, gdy są absolutnie konieczne. Mogą one, oprócz eliminowania chorobotwórczych bakterii, niszczyć również drobnoustroje stanowiące florę naturalną (fizjologiczną), które chronią człowieka przed różnymi zakażeniami bakteriami potencjalnie chorobotwórczymi. Niekorzystnym następstwem antybiotykoterapii może też być usuwanie naturalnej jelitowej flory bakteryjnej przewodu pokarmowego, na którą składają się liczne szczepy bakteryjne, zwłaszcza bakterii beztlenowych. Są one barierą dla bakterii chorobotwórczych, odgrywają rolę w metabolizmie różnych substancji w przewodzie pokarmowym i wytwarzają witaminy.

Dlatego, szczególnie wtedy, gdy zażywamy antybiotyk o szerokim spektrum działania, należy zadbać o te „dobre” drobnoustroje – przede wszystkim za pomocą diety (bogatej w błonnik, witaminy i szczepy bakterii znajdujących się w produktach fermentowanych – takich jak jogurty czy kiszonki). Lekarz może doradzić także probiotyk do kupienia w aptece. Warto dopytać, kiedy przyjmować zarówno naturalne probiotyki, takie jak jogurt, jak i te kupowane w aptece – najczęściej pomiędzy przyjęciem leku i probiotyku musi upłynąć odpowiedni czas – nawet kilka godzin.


W zakażeniach wirusowych antybiotyk nie pomaga

W infekcjach wirusowych leczenie antybiotykami nie ma sensu, ponieważ wirusy nie są wrażliwe na antybiotyki. Antybiotykiem nie leczymy więc np. przeziębienia czy grypy. Grypa jest infekcją wirusową, podobnie jak większość przeziębień z katarem i kaszlem.

Nawet bardzo złe samopoczucie lub wysoka gorączka podczas infekcji wirusowej nie są żadnym uzasadnieniem do sięgnięcia po antybiotyk. Grypie można zapobiegać przez coroczne szczepienia i gdy jest wskazanie lekarskie zastosować, skuteczny lek przeciwko wirusowi grypy – przypominają specjaliści.

Dlaczego czasem jednak także w przypadku infekcji wirusowej zapisywany jest antybiotyk? Dzieje się tak wtedy, kiedy w trakcie wirusowej infekcji dochodzi do do rozwoju chorobotwórczych bakterii (tzw. nadważenia bakteryjnego).

Choć skuteczność antybiotyków jest bardzo duża ich nieodpowiednie i nadmierne stosowanie może przynieść odwrotny skutek tzn. powodować, że bakterie staną się na nie oporne tj. niewrażliwe.


Źródło: PAP