Medicalpress

Wśród pacjentów dializowanych wciąż pokutuje przeświadczenie, że konieczność hemodializy 3 razy w tygodniu zmusza ich do pozostawania blisko swojej stacji dializ, a myśl o dalszym wyjeździe jest źródłem stresu. Przykłady pacjentów z całej Polski jednak udowadniają, że dializy nie muszą przekreślać marzeń o podróżach. Kluczem do wolności są tzw. dializy wakacyjne.

Pan Piotr z Krakowa regularnie odwiedza swój rodzinny dom w Żywcu. Kiedyś przyjeżdżał tam na tydzień w miesiącu, a niedawno zdecydował się na dłuższy, półroczny pobyt, podczas którego kontynuuje leczenie dzięki dializom gościnnym. Pan Piotr wypoczywał w ten sposób również nad polskim morzem.

Z kolei Pani Wanda z Bydgoszczy już 7 lat temu odkryła możliwość korzystania z dializ wakacyjnych i od tego czasu regularnie wyjeżdża na słoneczną Sycylię. Zabiegi w krajach Unii Europejskiej odbywają się bezpłatnie dzięki Europejskiej Karcie Ubezpieczenia Zdrowotnego (EKUZ).

– Diagnoza i rozpoczęcie dializoterapii bez wątpienia zmieniają codzienność, jednak nie powinny oznaczać rezygnacji z odpoczynku ani podróży – podkreśla Dorota Ligęza, wiceprezeska Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Moje Nerki. Możliwość zmiany otoczenia, spędzenia urlopu nad morzem czy odwiedzenia rodziny ma ogromny, pozytywny wpływ na stan psychiczny pacjenta. – Pacjenci pytają nas, jak zorganizować dializę poza miejscem zamieszkania, a my staramy się edukować ich na temat niezbędnych formalności lub odsyłać do specjalnych koordynatorów w kraju i za granicą. Często wystarczy zapytać w swojej macierzystej stacji dializ, aby uzyskać odpowiednią pomoc. – dodaje.

Pacjenci najchętniej wybierają polskie morze

Naprzeciw chorym wychodzą też inicjatywy takie jak strona dializygoscinne.pl, która pomaga pacjentom oraz ich bliskim w wyszukiwaniu wolnych miejsc i rezerwacji terminów. Projekt wspiera firma Fresenius NephroCare Polska, operator 69 centrów dializ w całej Polsce.

Dzięki tej akcji planowanie urlopu nad morzem czy w górach staje się o wiele prostsze, co pokazują dane podsumowujące ostatnie miesiące. Według organizatorów aż 60% pacjentów poszukiwało w tym roku dializ nad polskim morzem. Zgłoszenia napływały z całej Polski,
a najwięcej z nich pochodziło z województw oddalonych od wybrzeża: mazowieckiego, śląskiego, wielkopolskiego, dolnośląskiego i łódzkiego. Drugie pod względem popularności były góry i uzdrowiska górskie.

Dializy wakacyjne organizowane w ramach akcji najczęściej trwały tydzień, chociaż zdarzały się również wyjazdy na cały miesiąc. Najważniejsze było jednak planowanie z wyprzedzeniem. Pacjenci zgłaszający się 40 dni przed wyjazdem mieli o wiele większe szanse na zarezerwowanie miejsca niż ci, którzy zgłosili się dzień przed wyjazdem. Organizatorzy akcji dializygoscinne.pl rekomendują, aby zgłaszać się na 6-7 tygodni przed planowanym urlopem.

– Dzięki standaryzacji procedur medycznych oraz odpowiedniemu wyposażeniu placówek pacjent poddający się dializie gościnnej otrzymuje dokładnie taką samą opiekę jak w swojej stacji macierzystej. Co równie ważne, na terenie Polski leczenie w ramach dializ gościnnych jest w pełni refundowane przez NFZ. Jedyne, co musi zrobić pacjent, to poszukać ośrodka dializ, który będzie miał wolny termin. Pomaga w tym nasz Koordynator dializ gościnnych – wyjaśnia Mariusz Młodzikowski, Dyrektor Operacyjny Fresenius NephroCare Polska.

Pacjenci dializowani przełamują bariery

O tym, jak w praktyce wygląda podróżowanie na dializie, najlepiej opowiadają sami pacjenci. Wśród nich nie brakuje osób, dla których dializy gościnne stały się sposobem na ciekawe życie przez cały rok.

Pan Dariusz z Tarnowskich Gór, u którego niewydolność nerek uaktywniła się po przechorowaniu COVID-19, wraz z żoną prowadzi aktywny tryb życia, jeździ na rowerze i stale odkrywa nowe miejsca. W ciągu jednego roku skorzystał z zabiegów w trzech różnych ośrodkach w Polsce, a w planach ma już wyjazd do Włoch. – Trzeba po prostu nie załamywać się i nie myśleć, że to koniec świata. Da się z tym żyć i normalnie funkcjonować – przekonuje.

Wspiera go w tym podejściu Pan Tomasz z Piotrkowa Trybunalskiego, 74-letni emeryt, który w trakcie swojej terapii wielokrotnie korzystał z dializ gościnnych m.in. w Zamościu, Wejherowie czy Skierniewicach. Jego receptą jest umiejętność oddzielenia czasu leczenia od życia prywatnego. Podobne zdanie ma pan Andrzej, dializowany w Kraśniku od 1996 roku: – Dzisiaj stacje dializ są w niemal każdym mieście. Można normalnie podróżować i cieszyć się życiem.

Koniec lata i zbliżająca się jesień to okres, gdy chętnie wracamy myślami do słonecznych dni i wypoczynku, a także planujemy kolejne wyjazdy. Dzięki dializom wakacyjnym również osoby z przewlekłą chorobą nerek mogą swobodnie podróżować i wypoczywać.

źródło: inf. prasowa

Prezydent Karol Nawrocki nie podpisał nowelizacji ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta, określanej jako „Lex szarlatan”, i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli prewencyjnej. Jednocześnie zapowiedział własną inicjatywę legislacyjną, która ma penalizować świadome zniechęcanie pacjentów do leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną. Ministerstwo Zdrowia krytycznie ocenia tę decyzję i przekonuje, że uchwalone przepisy dawały państwu narzędzia do szybkiej ochrony pacjentów przed pseudomedycyną i dezinformacją.

Decyzję dotyczącą ustawy prezydent ogłosił 20 sierpnia. Jak podkreślił, sam cel regulacji – ochrona pacjentów przed osobami żerującymi na chorobie, strachu i desperacji – uważa za słuszny. Jego zastrzeżenia dotyczą jednak sposobu, w jaki ustawa miałaby ten cel realizować.

Prezydent wskazał przede wszystkim na wątpliwości konstytucyjne związane z zakresem uprawnień Rzecznika Praw Pacjenta oraz możliwością nakładania sankcji i blokowania działalności jeszcze przed prawomocnym rozstrzygnięciem sądu.

– Państwo musi chronić pacjentów przed oszustami, którzy żerują na chorobie i ludzkim strachu, szczególnie przed tymi, którzy dla zysku odciągają ludzi od skutecznego leczenia – podkreślił Karol Nawrocki.

Prezydent: cel słuszny, ale środki budzą wątpliwości

Zdaniem prezydenta uchwalone przepisy zbyt szeroko ujmują grupę podmiotów, które mogłyby zostać objęte sankcjami. W jego ocenie istnieje ryzyko, że obok osób faktycznie zagrażających zdrowiu pacjentów restrykcje mogłyby dotknąć także przedsiębiorców zajmujących się m.in. zielarstwem, zdrowym odżywianiem czy medycyną komplementarną.

Karol Nawrocki argumentował również, że proponowane rozwiązania mogą ograniczać prawo do skutecznej obrony. Szczególne zastrzeżenia budzi możliwość wykonania określonych decyzji, w tym blokad i kar, zanim sprawa zostanie prawomocnie oceniona przez sąd.

W jego ocenie problemem jest również brak obowiązkowego udziału niezależnych ekspertów medycznych w ocenie, czy doszło do dezinformacji lub praktyki pseudomedycznej.

Prezydent zapowiedział więc skierowanie ustawy do Trybunału Konstytucyjnego, który ma ocenić zgodność jej przepisów z ustawą zasadniczą.

Własny projekt prezydenta: odpowiedzialność karna za odciąganie od leczenia

Równocześnie Karol Nawrocki zapowiedział własny projekt nowelizacji Kodeksu karnego.

Zgodnie z przedstawionymi założeniami odpowiedzialności mieliby podlegać ci, którzy dla zysku lub innych korzyści świadomie zniechęcają pacjentów do leczenia metodami opartymi na nauce.

Prezydent przekonywał, że o winie i karze powinien decydować niezawisły sąd po przeprowadzeniu pełnego postępowania. Projekt ma jednocześnie wzmacniać rolę Rzecznika Praw Pacjenta, umożliwiając mu udział w działaniach prokuratury i w postępowaniu sądowym.

– Potrzebujemy przepisów, które skutecznie zablokują działalność oszustów, ale nie będą uderzały w uczciwych ludzi – argumentował prezydent.

Ministerstwo Zdrowia: państwo zostało pozbawione narzędzi szybkiej reakcji

Decyzję prezydenta krytycznie oceniła minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Jak podkreśliła, nowelizacja była przygotowywana przy udziale lekarzy, ekspertów, organizacji pacjenckich oraz Rzecznika Praw Pacjenta, a jej nadrzędnym celem było zwiększenie bezpieczeństwa osób chorych.

– Pacjent ma być bezpieczny, a państwo ma mieć narzędzia, żeby stanąć po jego stronie. I właśnie tych narzędzi zostaliśmy dziś pozbawieni – komentowała minister zdrowia.

Resort wskazuje, że ustawa miała umożliwić Rzecznikowi Praw Pacjenta szybsze reagowanie na niebezpieczne praktyki, wydawanie publicznych ostrzeżeń oraz nakazywanie natychmiastowego wstrzymania działań zagrażających pacjentom.

Jednym z najważniejszych elementów zmian miało być również zwiększenie kar finansowych. Za naruszenie zbiorowych praw pacjentów lub stosowanie praktyk pseudomedycznych możliwe byłoby nałożenie sankcji do 1 mln zł, a za brak współpracy z Rzecznikiem Praw Pacjenta – do 100 tys. zł.

Spór o to, kogo obejmowałyby przepisy

Ministerstwo Zdrowia odrzuca argument, że „Lex szarlatan” miałoby być wymierzone w szeroką grupę legalnie działających przedsiębiorców.

Według resortu firmy oferujące np. zioła, masaże czy inne legalne usługi nie byłyby objęte sankcjami tylko z powodu charakteru działalności. Problem pojawiałby się wtedy, gdy podmiot oferowałby wyleczenie ciężkiej choroby za pomocą niesprawdzonej metody lub nakłaniał pacjenta do rezygnacji z leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną.

Resort podkreśla, że ustawa miała dotyczyć przede wszystkim sytuacji, w których pacjent jest świadomie wprowadzany w błąd i narażany na utratę zdrowia lub życia.

Rejestr dezinformacji i ostrzeżenia dla pacjentów

Jednym z elementów uchwalonych przepisów było utworzenie jawnego rejestru podmiotów rozpowszechniających dezinformację medyczną w celu uzyskania korzyści majątkowej lub osobistej.

Przewidywano również możliwość przekierowywania użytkowników z niektórych stron internetowych na stronę Rzecznika Praw Pacjenta, gdzie dostępne byłyby ostrzeżenia i zweryfikowane informacje zdrowotne.

Z perspektywy resortu rozwiązania te miały ograniczyć sytuacje, w których chorzy trafiają na fałszywe autorytety i rezygnują z diagnostyki lub skutecznego leczenia pod wpływem pseudomedycznych przekazów.

Ochrona pacjentów pozostaje wspólnym celem, spór dotyczy narzędzi

W stanowiskach obu stron pojawia się wspólny punkt: potrzeba skuteczniejszej ochrony pacjentów przed osobami i podmiotami, które dla zysku oferują niesprawdzone terapie lub odciągają chorych od leczenia zgodnego z wiedzą medyczną.

Różnica dotyczy przede wszystkim modelu działania państwa.

Ministerstwo Zdrowia opowiada się za silnymi uprawnieniami administracyjnymi pozwalającymi Rzecznikowi Praw Pacjenta reagować szybko, zanim dojdzie do poważnych konsekwencji zdrowotnych. Prezydent wskazuje natomiast, że sankcje powinny być bardziej precyzyjnie opisane i w większym stopniu opierać się na odpowiedzialności karnej oraz rozstrzygnięciach sądowych.

Dalszy los uchwalonej ustawy zależy teraz od orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego. Niezależnie od tego prezydent zapowiedział wniesienie własnego projektu przepisów dotyczących działalności osób świadomie odciągających pacjentów od terapii o potwierdzonej skuteczności.

Spór o „Lex szarlatan” będzie więc prawdopodobnie toczył się dalej – już nie wokół pytania, czy pacjentów należy chronić przed pseudomedycyną, lecz jak zrobić to skutecznie, szybko i jednocześnie z zachowaniem gwarancji prawnych dla osób i podmiotów objętych postępowaniem.

opracowanie: redakcja Medicalpress

Jeszcze kilka lat temu pacjent, który doznał szkody podczas leczenia szpitalnego, najczęściej stawał przed trudnym wyborem. Mógł zrezygnować z dochodzenia swoich praw albo wejść na wieloletnią drogę sądową, wymagającą kosztownych opinii biegłych, pomocy prawników i dużej cierpliwości. Dziś coraz więcej osób wybiera zupełnie inną ścieżkę. Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych, działający przy Rzeczniku Praw Pacjenta od września 2023 roku, staje się realną alternatywą dla postępowań sądowych, a najnowsze dane pokazują, że zaufanie pacjentów do tego rozwiązania systematycznie rośnie.

Do tej pory do Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęło już 6037 wniosków, a łączna wartość przyznanych świadczeń osiągnęła 64,5 mln zł. Spośród 1125 pozytywnie rozpatrzonych spraw jedynie 45 pacjentów zdecydowało się nie przyjąć proponowanego świadczenia i skierować roszczenia do sądu. To odsetek, który może świadczyć o wysokiej akceptacji proponowanych rozstrzygnięć oraz o tym, że pozasądowy model rekompensat zaczyna spełniać swoją rolę.

Jak podkreśla Rzecznik Praw Pacjenta Bartłomiej Chmielowiec: „To bardzo ważne dla mnie i mojego zespołu, że coraz więcej pacjentów docenia zasadę funkcjonowania Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych i z niego korzysta. Do tej pory przyznałem już świadczenia o wysokości ponad 60 milionów złotych, co oznacza, że średnia wypłacana kwota dla jednej osoby to ponad 55 tysięcy złotych”.

Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych został stworzony jako odpowiedź na jeden z największych problemów polskiego systemu dochodzenia roszczeń medycznych – czas. W klasycznym procesie sądowym postępowania potrafią trwać wiele lat, a ich wynik często zależy od skomplikowanych opinii biegłych oraz konieczności udowodnienia winy konkretnego podmiotu lub personelu medycznego. Model zastosowany w Funduszu opiera się na zupełnie innej filozofii.

Postępowanie prowadzone jest zgodnie z zasadą „no fault”, co oznacza, że nie bada się odpowiedzialności lekarza ani szpitala. Celem nie jest wskazanie winnego, lecz ustalenie, czy pacjent doznał szkody zdrowotnej związanej z udzielaniem świadczeń zdrowotnych i czy należy mu się rekompensata. Z rozwiązania mogą korzystać osoby, które podczas pobytu w szpitalu doznały uszkodzenia ciała, rozstroju zdrowia lub zakażenia szpitalnego. W przypadku śmierci pacjenta świadczenie przysługuje również jego bliskim.

Taki model ma jeszcze jedną zaletę. Ogranicza konflikt pomiędzy pacjentem a placówką medyczną i pozwala skupić się przede wszystkim na szybszym uzyskaniu świadczenia oraz poprawie bezpieczeństwa pacjentów w przyszłości.

Mimo rosnącej popularności Funduszu Rzecznik Praw Pacjenta zwraca uwagę na zjawisko, które może budzić niepokój. Coraz więcej osób decyduje się korzystać z usług kancelarii odszkodowawczych, choć – jak podkreśla urząd – procedura została zaprojektowana tak, aby większość pacjentów mogła przeprowadzić ją samodzielnie.

Według danych Biura Rzecznika dwie największe kancelarie odszkodowawcze z Warszawy skierowały już do Funduszu ponad 413 wniosków. Problem polega na tym, że wynagrodzenie takich firm często sięga nawet 30 proc. przyznanego świadczenia, co oznacza, że znaczna część rekompensaty trafia nie do pacjenta, lecz do pośrednika.

To właśnie dlatego Rzecznik Praw Pacjenta zachęca do samodzielnego składania wniosków. Jak podkreśla urząd, formularz można wypełnić w około 20 minut, a w razie problemów pracownicy Biura udzielają bezpłatnej pomocy telefonicznej oraz merytorycznej.

Bartłomiej Chmielowiec apeluje: „Zachęcam pacjentów, aby nie obawiali się samodzielnego składania wniosków do Funduszu Kompensacyjnego Zdarzeń Medycznych, a jeśli natrafią na jakąś trudność, aby dzwonili do Biura Rzecznika Praw Pacjenta i tam uzyskają wsparcie”.

Rosnąca liczba składanych wniosków pokazuje, że Fundusz przestaje być mało znanym rozwiązaniem prawnym, a staje się elementem systemu ochrony praw pacjenta. Jednocześnie doświadczenia ostatnich dwóch lat wskazują, że samo stworzenie mechanizmu rekompensat nie wystarczy. Równie ważne jest budowanie świadomości, że pacjent może skorzystać z niego bez kosztownego pośrednictwa i bez konieczności wieloletniego procesu sądowego.

Jeżeli obecny trend się utrzyma, Fundusz Kompensacyjny Zdarzeń Medycznych może stać się jednym z najważniejszych narzędzi pozasądowego rozwiązywania sporów medycznych w Polsce. Wyzwanie na kolejne lata będzie polegało nie tylko na dalszym usprawnianiu procedur, ale również na dotarciu z informacją do pacjentów, którzy nadal nie wiedzą, że w wielu przypadkach mogą dochodzić rekompensaty szybciej, prościej i bez ponoszenia wysokich kosztów obsługi prawnej.

Źródło: RPP

Czy lekarz powinien pytać swojego pracodawcę o zgodę, zanim skieruje pacjenta do specjalisty spoza własnej sieci medycznej? Takie pytanie jeszcze do niedawna mogło wydawać się czysto teoretyczne. Dziś staje się przedmiotem postępowań prowadzonych przez Rzecznika Praw Pacjenta. Powodem są zapisy w umowach zawieranych z lekarzami przez niektóre podmioty lecznicze, które mogą ograniczać niezależność decyzji medycznych i wpływać na dostęp pacjentów do optymalnego leczenia.

Relacja między lekarzem a pacjentem od dziesięcioleci opiera się na jednej fundamentalnej zasadzie: decyzje terapeutyczne powinny wynikać wyłącznie z wiedzy medycznej i dobra chorego. To lekarz, a nie administrator czy właściciel placówki, odpowiada za ocenę stanu zdrowia pacjenta oraz wybór najlepszej ścieżki diagnostyczno-terapeutycznej. Tym większe poruszenie wywołały doniesienia o praktykach stosowanych przez część podmiotów leczniczych, które mogą ingerować w tę niezależność.

Rzecznik Praw Pacjenta wszczął postępowania wyjaśniające dotyczące zapisów umów zawieranych z lekarzami. Analizowane dokumenty mają ograniczać możliwość kierowania pacjentów do specjalistów lub placówek spoza danej organizacji. W praktyce lekarz może wystawić takie skierowanie dopiero wtedy, gdy uzyska potwierdzenie od kierownictwa, że w ramach własnej sieci nie ma możliwości zapewnienia odpowiedniego świadczenia.

To pozornie organizacyjne rozwiązanie rodzi jednak znacznie poważniejsze pytania. Gdzie przebiega granica między zarządzaniem placówką a ingerencją w proces leczenia? Czy względy biznesowe mogą wpływać na decyzję o skierowaniu pacjenta do innego specjalisty? I wreszcie – kto powinien ostatecznie decydować o tym, gdzie pacjent otrzyma najlepszą pomoc?

Stanowisko Rzecznika Praw Pacjenta w tej sprawie jest jednoznaczne.

„W każdej sytuacji klinicznej specjalista ma prawo skierować osobę pozostającą pod jego opieką do innego specjalisty lub placówki, jeśli uzna, że będzie to korzystne dla pacjenta i procesu leczenia.”

Rzecznik przypomina również, że wykonywanie zawodu lekarza opiera się na zasadzie niezależności zawodowej, a obowiązujące przepisy nie przewidują możliwości ograniczania lekarzowi prawa do podejmowania decyzji dotyczących kierowania pacjentów do innych specjalistów wyłącznie na podstawie przesłanek medycznych.

Sprawa nabiera szczególnego znaczenia w psychiatrii i ochronie zdrowia psychicznego. W wielu przypadkach skuteczność terapii zależy od szybkiego skierowania chorego do odpowiedniego specjalisty, terapeuty lub ośrodka dysponującego doświadczeniem w leczeniu konkretnego zaburzenia. Każde dodatkowe ogniwo administracyjne może oznaczać opóźnienie rozpoczęcia leczenia, a w psychiatrii czas często ma kluczowe znaczenie dla rokowania.

Jednocześnie problem nie dotyczy wyłącznie zdrowia psychicznego. Podobne sytuacje mogą występować także w onkologii, neurologii, kardiologii czy leczeniu chorób rzadkich, gdzie dostęp do wysokospecjalistycznych ośrodków często decyduje o skuteczności terapii. Jeżeli lekarz uznaje, że pacjent powinien trafić do placówki dysponującej większym doświadczeniem lub określoną technologią, możliwość podjęcia takiej decyzji bez dodatkowych ograniczeń staje się elementem bezpieczeństwa zdrowotnego.

W praktyce analizowane przez Rzecznika rozwiązania mogą powodować, że lekarz przed podjęciem decyzji terapeutycznej zaczyna brać pod uwagę nie tylko wskazania medyczne, ale również konsekwencje wynikające z warunków współpracy z pracodawcą. To właśnie ten mechanizm budzi największe wątpliwości. Nawet jeśli zgoda kierownictwa jest ostatecznie wydawana, sam obowiązek jej uzyskania może wpływać na swobodę podejmowania decyzji klinicznych.

Do sprawy odniosło się również Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, które podkreśliło, że prawo pacjenta do wyboru najlepszego miejsca leczenia nie powinno być ograniczane przez wewnętrzne regulacje obowiązujące w komercyjnych sieciach medycznych.

„Osoba poszukująca pomocy (pacjent) ma pełne prawo do uzyskania najlepszej możliwej formy opieki, a ograniczanie jej wyboru wyłącznie do specjalistów zatrudnionych w ramach danej sieci komercyjnej stanowi naruszenie tego prawa.”

Eksperci zwracają uwagę, że wraz z rozwojem dużych sieci medycznych i postępującą konsolidacją rynku coraz częściej pojawia się pytanie o równowagę między efektywnym zarządzaniem organizacją a zachowaniem autonomii decyzji medycznych. Wewnętrzna koordynacja opieki może poprawiać ciągłość leczenia i ograniczać dublowanie świadczeń, jednak nie powinna prowadzić do sytuacji, w której interes organizacyjny zaczyna konkurować z indywidualnym dobrem pacjenta.

Postępowanie prowadzone przez Rzecznika Praw Pacjenta może więc mieć znaczenie wykraczające poza ocenę konkretnych zapisów umownych. Jego wynik może stać się ważnym sygnałem dla całego rynku ochrony zdrowia, wskazując, gdzie kończy się prawo podmiotu leczniczego do organizowania procesu udzielania świadczeń, a zaczyna konstytucyjnie chronione prawo pacjenta do leczenia zgodnego z aktualną wiedzą medyczną oraz niezależną oceną lekarza.

Źródło: Rzecznik Praw Pacjenta

Czy o skuteczności systemu ochrony zdrowia powinny świadczyć wyłącznie nowe terapie i liczba wyleczonych pacjentów? Coraz częściej odpowiedź brzmi: nie. Równie ważne jest zapobieganie chorobom, zanim konieczna stanie się hospitalizacja. O tym, dlaczego profilaktyka i immunoprofilaktyka stają się jednym z najważniejszych wyzwań zdrowia publicznego, opowiada Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie, pomysłodawca projektu „Zdrowy Start – Zdrowa Przyszłość”.

Fundacja Wygrajmy Zdrowie działa już od wielu lat. Jak dziś definiujecie swoją misję?

Fundacja powstała z przekonania, że pacjent powinien być partnerem systemu ochrony zdrowia, a nie jedynie jego odbiorcą. Od początku wspieraliśmy pacjentów przede wszystkim poprzez edukację, budowanie świadomości zdrowotnej oraz działania na rzecz poprawy dostępu do diagnostyki, leczenia i profilaktyki.

Najczęściej jesteśmy kojarzeni z onkologią i rzeczywiście jest to bardzo ważny obszar naszej działalności. Jednak tak naprawdę zawsze zajmowaliśmy się szeroko rozumianym zdrowiem publicznym. Interesuje nas wszystko, co pozwala ludziom dłużej żyć w zdrowiu i unikać chorób, którym można skutecznie zapobiegać. Dlatego dziś równie naturalnie rozmawiamy o profilaktyce nowotworów, szczepieniach, odporności populacyjnej czy ochronie najmłodszych dzieci przed ciężkimi chorobami zakaźnymi.

Jakie działania związane z profilaktyką Fundacja prowadziła do tej pory?

Profilaktyka od wielu lat stanowi jeden z filarów działalności Fundacji. Realizowaliśmy liczne projekty edukacyjne dotyczące profilaktyki nowotworów, badań przesiewowych, zdrowego stylu życia oraz bezpieczeństwa zdrowotnego pacjentów. Od początku staraliśmy się pokazywać, że skuteczna ochrona zdrowia zaczyna się znacznie wcześniej niż leczenie choroby.

Jednym z ważnych obszarów naszych działań była również immunoprofilaktyka. Już wiele lat temu angażowaliśmy się w działania na rzecz samorządowych programów szczepień przeciw HPV dla dziewcząt, zgodnie z ówczesnymi rekomendacjami Agencji Oceny Technologii Medycznych oraz towarzystw naukowych. Widzieliśmy wtedy, jak ogromne znaczenie ma edukacja i budowanie społecznego zaufania do profilaktyki. Przez kilka lat realizowaliśmy projekt „Immunoprofilaktyka chorych na nowotwory”, którego celem było zwiększenie wiedzy pacjentów i personelu medycznego oraz wypracowanie rekomendacji dotyczących ochrony osób z chorobami nowotworowymi przed zakażeniami. W ramach projektu współpracowaliśmy z ekspertami, przygotowywaliśmy materiały edukacyjne dla pacjentów oraz prowadziliśmy debatę na temat rozwiązań systemowych zwiększających bezpieczeństwo tej szczególnie narażonej grupy chorych.

Te doświadczenia utwierdziły nas w przekonaniu, że profilaktyka nie może być traktowana jako dodatek do systemu ochrony zdrowia. To jedna z najbardziej efektywnych inwestycji w zdrowie publiczne, dlatego dziś konsekwentnie rozwijamy działania edukacyjne także w nowych obszarach.

Stąd ostatni pomysł na działania wokół immunoprofilaktyki?

Jest to naturalna kontynuacja naszej dotychczasowej działalności. Pracując przez lata z pacjentami onkologicznymi, bardzo szybko zrozumieliśmy, że profilaktyka jest jednym z najbardziej niedocenianych elementów systemu ochrony zdrowia. W debacie publicznej dużo mówimy o nowych terapiach, diagnostyce czy dostępie do leczenia, znacznie rzadziej natomiast o tym, jak skutecznie zapobiegać chorobom i ich powikłaniom.

Działania w zakresie profilaktyki infekcji i zakażeń osób chorych na nowotwory, pokazały nam, jak duże są potrzeby edukacyjne zarówno wśród pacjentów, jak i personelu medycznego oraz jak ważne jest wypracowywanie rozwiązań systemowych wspierających profilaktykę. Już wtedy, we współpracy z ekspertami, zwracaliśmy uwagę na potrzebę upowszechniania wiedzy o szczepieniach i innych metodach ochrony osób z obniżoną odpornością oraz na konieczność tworzenia spójnych rekomendacji dla praktyki klinicznej.

Dziś patrzymy na immunoprofilaktykę szerzej – jako element bezpieczeństwa zdrowotnego całego społeczeństwa. Stąd pomysł na projekt edukacyjny „Zdrowy Start”, który koncentruje się na budowaniu odporności od najwcześniejszych etapów życia. Wierzymy, że skuteczna profilaktyka najmłodszych przekłada się nie tylko na ochronę dzieci, ale także na bezpieczeństwo osób szczególnie narażonych na ciężki przebieg zakażeń, w tym pacjentów onkologicznych, osób z chorobami przewlekłymi i seniorów. To wciąż ta sama filozofia działania – zapobiegać, zanim konieczne będzie leczenie

Czym dla Pana osobiście jest immunoprofilaktyka?

Dla mnie immunoprofilaktyka jest symbolem medycyny, która wyprzedza chorobę, a nie tylko reaguje na jej skutki. Od lat obserwuję, jak dużą część wysiłku systemu ochrony zdrowia pochłania leczenie konsekwencji chorób, którym często można było przynajmniej częściowo zapobiec. Dlatego coraz częściej powtarzam, że skuteczności systemu ochrony zdrowia nie powinniśmy mierzyć wyłącznie liczbą wyleczonych pacjentów, ale również liczbą hospitalizacji, których udało się uniknąć.

Najlepsza hospitalizacja to ta, do której w ogóle nie doszło. Największym sukcesem jest sytuacja, w której dziecko może bezpiecznie zostać w domu z rodziną, zamiast trafiać na oddział szpitalny.

Dlatego jednym z tematów projektu „Zdrowy Start” stał się właśnie RSV?

Tak, to problem, który dotyczy bardzo wielu rodzin, a jednocześnie wciąż nie jest wystarczająco obecny w świadomości społecznej. RSV pozostaje jedną z głównych przyczyn hospitalizacji niemowląt. Co ważne, ciężkie zakażenie może dotyczyć nie tylko dzieci z grup ryzyka, ale również zupełnie zdrowych niemowląt urodzonych o czasie. Dla rodziców taka hospitalizacja jest ogromnym stresem, często pierwszym poważnym doświadczeniem choroby dziecka. Dlatego chcemy mówić o możliwościach ochrony najmłodszych, edukować rodziców i wspierać rozwiązania, które pozwalają ograniczać liczbę ciężkich zakażeń.

Jakie cele stawia sobie Fundacja w ramach projektu „Zdrowy Start”?

Przede wszystkim chcemy budować świadomość. Z doświadczenia wiemy, że nawet najlepsze rozwiązania medyczne nie przynoszą pełnych efektów, jeśli pacjenci lub rodzice nie wiedzą o ich istnieniu albo nie rozumieją ich znaczenia. Dlatego zależy nam na prowadzeniu rzetelnej edukacji zdrowotnej, wspieraniu dialogu pomiędzy ekspertami, decydentami i organizacjami pacjentów oraz pokazywaniu, jak ważna jest profilaktyka na najwcześniejszym etapie życia. Projekt „Zdrowy Start – Zdrowa Przyszłość” jest dla nas inwestycją w przyszłość. Chcemy, żeby coraz więcej dzieci rozpoczynało życie z możliwie najlepszą ochroną zdrowia.

Jakie przesłanie chciałby Pan przekazać rodzicom?

Żeby nie bali się zadawać pytań i szukać wiarygodnych informacji. Dzisiaj rodzice są bombardowani ogromną liczbą komunikatów dotyczących zdrowia dzieci. To naturalne, że trudno odnaleźć się w takim natłoku informacji. Najważniejsze jest jednak to, że profilaktyka działa wtedy, kiedy wyprzedza chorobę. Dlatego chcemy mówić o możliwościach ochrony najmłodszych dzieci, edukować rodziców i wspierać rozwiązania, które pozwalają ograniczać liczbę ciężkich zakażeń oraz związanych z nimi hospitalizacji.

źródło: wywiad redakcji Medicalpress

W pierwszym półroczu 2026 r. liczba użytkowników aplikacji mojeIKP wzrosła do 5 mln. To wyraźne przyspieszenie jej rozwoju – zdobycie pierwszych 4 mln użytkowników zajęło ponad cztery lata, natomiast kolejny milion dołączył w zaledwie sześć miesięcy.

– Milion nowych użytkowników w zaledwie pół roku potwierdza, że mojeIKP odpowiada na codzienne potrzeby pacjentów. Rozwijamy cyfrowe usługi zdrowotne tak, aby były proste, bezpieczne i wygodne. Chcemy, aby w jednym miejscu można było sprawdzić dokumenty medyczne, zarządzać wizytami i korzystać z coraz większej liczby usług – mówi minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

mojeIKP to bezpłatna aplikacja mobilna, która zapewnia dostęp do najważniejszych funkcji Internetowego Konta Pacjenta na smartfonie lub tablecie. Użytkownicy mogą szybko sprawdzić informacje o swoim zdrowiu i dokumenty medyczne oraz korzystać z coraz szerszego zakresu usług cyfrowych.

mojeIKP jest jednym z najważniejszych narzędzi cyfrowych rozwijanych przez Ministerstwo Zdrowia i Centrum e-Zdrowia. Ułatwia dostęp do usług zdrowotnych i pozwala załatwiać coraz więcej spraw związanych z leczeniem bezpośrednio w telefonie.

Co stoi za rekordowym wzrostem liczby użytkowników?

Internetowe Konto Pacjenta ma już ponad 21 mln użytkowników, a mojeIKP rozwija się w rekordowym tempie. Aplikacja zapewnia szybki dostęp do e-recept, e-skierowań, wyników badań, historii leczenia, informacji o przyjmowanych lekach i ich dawkowaniu, terminów ważności recept oraz danych dotyczących ubezpieczenia.

Użytkownicy mogą również ustawiać przypomnienia o przyjmowaniu leków, otrzymywać powiadomienia o nowych dokumentach, realizować e-recepty w aptece za pomocą kodu QR, korzystać z wybranych informacji dotyczących zdrowia dziecka lub osoby, która udzieliła odpowiedniego upoważnienia, a także z narzędzi wspierających profilaktykę.

Wygodne zarządzanie wizytami

Za pośrednictwem mojeIKP pacjenci mogą korzystać z centralnej e-rejestracji. Aplikacja umożliwia sprawdzenie dostępnych terminów, umówienie wizyty oraz – w razie potrzeby – zmianę lub odwołanie rezerwacji. Zakres usług zależy od rodzaju świadczenia i placówek uczestniczących w centralnej e-rejestracji.

Samodzielne zarządzanie terminami oszczędza czas pacjentów, a odwołanie wizyty, z której nie można skorzystać, umożliwia wykorzystanie zwolnionego terminu przez inną osobę.

Ministerstwo Zdrowia i Centrum e-Zdrowia stale rozwijają kolejne funkcje mojeIKP oraz rozszerzają zakres świadczeń dostępnych w centralnej e-rejestracji. Dzięki temu pacjenci mogą coraz więcej spraw związanych ze zdrowiem załatwiać szybko, wygodnie i bezpośrednio w telefonie.

Najważniejsze informacje o zdrowiu zawsze pod ręką

mojeIKP zapewnia szybki dostęp do dokumentów medycznych i najważniejszych informacji o zdrowiu oraz umożliwia korzystanie z wybranych usług bez konieczności osobistej wizyty w placówce.

Aplikacja jest bezpłatna i dostępna na urządzenia z systemami Android i iOS

Rozwój mojeIKP pokazuje, że cyfrowe usługi zdrowotne stają się codziennym narzędziem milionów pacjentów. Ministerstwo Zdrowia i Centrum e-Zdrowia będą nadal rozwijać aplikację, aby zapewnić użytkownikom jeszcze wygodniejszy dostęp do usług i informacji o zdrowiu.

Źródło: MZ

Z Internetowego Konta Pacjenta korzysta już ponad 21 milionów osób, co czyni je jednym z największych publicznych systemów cyfrowych w Polsce. Rosnąca liczba użytkowników pokazuje, że e-zdrowie na dobre wpisało się w codzienność pacjentów, ułatwiając dostęp do recept, skierowań, historii leczenia oraz kolejnych usług medycznych.

To już oficjalne: ponad 21 milionów Polaków ma Internetowe Konto Pacjenta (IKP). Tym samym jest to jeden z największych cyfrowych serwisów publicznych w historii kraju. Ten imponujący wynik to nie tylko suche statystyki, lecz przede wszystkim dowód na rosnące zaufanie do e-zdrowia.

Cyfrowa przychodnia w każdym domu

Internetowe Konto Pacjenta to bezpłatne i intuicyjne narzędzie, które przeniosło kluczowe usługi medyczne prosto na ekrany naszych komputerów i smartfonów (w formie aplikacji mojeIKP). Bez stania w kolejkach i bez wychodzenia z domu, pacjenci mają natychmiastowy wgląd w swoją historię medyczną.

W jednym, bezpiecznym miejscu sprawdzisz m.in.:

  • e-recepty oraz historię przepisanych leków (wraz z dawkowaniem)
  • e-skierowania na badania i do specjalistów
  • historię wizyt sfinansowanych w ramach NFZ
  • zwolnienia lekarskie (w tym zwolnienia na dziecko)

Dzięki IKP kontakt z systemem ochrony zdrowia stał się prostszy, bardziej przejrzysty i pozbawiony zbędnej biurokracji.

Co oznacza próg 21 milionów?

Osiągnięcie takiego wyniku oznacza, że z Internetowego Konta Pacjenta korzysta już większość obywateli Polski – zarówno dorosłych, jak i dzieci, gdyż ich konta podpięte są pod konta rodziców. Tego typu kont jest prawie 6 milionów, co oznacza, że ponad 80% Polek i Polaków poniżej 18 roku życia ma założone IKP. To pokazuje jak przydatnym narzędziem w planowaniu ochrony zdrowia dziecka jest dla rodziców Internetowe Konto Pacjenta. Dowiedz się więcej o tym, jak zarządzać dokumentacją medyczną dziecka dzięki IKP

Cyfrowe rozwiązania przestały być technologiczną nowinką dla wybranych, a stały się codziennym standardem. Tylko w tym roku Internetowe Konto Pacjenta uruchomiło ponad 772 tysięcy ludzi, co daje średnią prawie 130 tysięcy miesięcznie. To wzrost w stosunku do ostatnich lat – w 2024 roku średnio miesięcznie IKP uruchamiało prawie 95 tysięcy osób, a w 2025 prawie 105 tysięcy miesięcznie.

Kolejne rozwiązania, które są wprowadzane do IKP takie jak: orzeczenie medycyny pracy, Domowa Opieka Medyczna, Elektroniczna Karta Diagnostyki i Leczenia Onkologicznego z pewnością zachęcą kolejne grupy Polek i Polaków do dołączenia do tej cyfrowej transformacji ochrony zdrowia.

Co ten sukces oznacza w praktyce dla nas wszystkich?

Rozwój Internetowego Konta Pacjenta to m.in.

  • Koniec z papierologią: błyskawiczny czas obsługi spraw pacjenta.
  • Większą dostępność: łatwiejszy kontakt z lekarzem i farmaceutą.
  • Oddech dla medyków: odczuwalne odciążenie placówek medycznych z rutynowych formalności.

Zdrowie zawsze pod ręką – aplikacja mojeIKP

Dla tych, którzy cenią sobie maksymalną mobilność, idealnym rozwiązaniem stała się aplikacja mojeIKP. To kieszonkowe centrum dowodzenia zdrowiem, które sprawdza się zwłaszcza w nagłych sytuacjach.

Aplikacja pozwala na:

  • odbiór e-recepty za pomocą wygodnego kodu QR lub powiadomienia (bez czekania na SMS)
  • sprawdzenie numeru skierowania do specjalisty lub na badanie
  • wygodne zarządzanie dokumentacją medyczną swoich dzieci oraz osób, które nas do tego upoważniły.

Bezpieczeństwo na poziomie bankowości elektronicznej

Ponieważ IKP gromadzi niezwykle wrażliwe dane medyczne, system przygotowany przez państwo spełnia najwyższe standardy cyberbezpieczeństwa. Do konta nie zaloguje się nikt przypadkowy. Dostęp chroniony jest przez sprawdzone cyfrowe narzędzia weryfikacji tożsamości, takie jak:

  • Profil Zaufany
  • bankowość elektroniczna
  • aplikacja mObywatel lub e-dowód.

Dzięki temu użytkownicy mają pewność, że ich wrażliwe informacje są bezpieczne i widoczne wyłącznie dla nich oraz uprawnionych medyków.

Krok w stronę nowoczesnej medycyny

Sukces IKP to dopiero początek. System jest stale rozwijany i wzbogacany o nowe, inteligentne funkcjonalności, które mają jeszcze lepiej odpowiadać na wyzwania współczesnej medycyny. Ponad 21 milionów użytkowników to jasny sygnał: Polacy chcą nowoczesnej i cyfrowej ochrony zdrowia. I dokładnie w tym kierunku zmierzamy. 

Przekroczenie progu 21 milionów użytkowników potwierdza, że Internetowe Konto Pacjenta stało się jednym z filarów cyfrowej transformacji polskiego systemu ochrony zdrowia. Rozwój nowych funkcji, takich jak elektroniczna karta diagnostyki i leczenia onkologicznego czy dokumentacja medycyny pracy, ma jeszcze bardziej zwiększyć znaczenie IKP w codziennej opiece nad pacjentem i usprawnić funkcjonowanie całego systemu.

Źródło: e-zdrowie.pl

Zakłady opiekuńczo-lecznicze finansowane ze środków publicznych nie mogą odgórnie ograniczać czasu przebywania pacjentów na przepustkach – uznał Rzecznik Praw Pacjenta. W wydanej decyzji podkreślono, że przepustka powinna wynikać z indywidualnych potrzeb zdrowotnych chorego, a nie z limitów związanych z zasadami finansowania świadczeń przez NFZ.
Rzecznik Praw Pacjenta wydał decyzję wobec jednego z zakładów opiekuńczo-leczniczych, który nakazywał pacjentom przebywanie na przepustce nie dłużej niż 10% czasu w ciągu roku pobytu w zakładzie. Zakład wprowadził to ograniczenie z uwagi na względy finansowe, bowiem zgodnie z obowiązującymi przepisami, obecnie finansowana jest rezerwacja miejsca (w obniżonej stawce) jedynie przez okres nieprzekraczający 10% czasu pobytu w zakładzie w ciągu roku. Po przekroczeniu określonego limitu 10%, przepustka nie jest finansowana. Co istotne, przepis ten normuje wyłącznie zakres finansowania, a nie czas trwania przepustki pacjenta. Tym samym brak jest podstawy do odgórnego limitowania pacjentom wymiaru przepustki.

Wiemy, że przepustka dla pacjentów zakładów opiekuńczo-leczniczych jest bardzo ważna, ale też może być istotnym elementem dobrostanu zdrowotnego pacjenta. Dlatego wydałem decyzję, która zwraca uwagę na to, że przyznawanie limitu przepustki jest niezgodne z prawami pacjenta – mówi Bartłomiej Chmielowiec Rzecznik Praw Pacjenta.

Przepustka to okresowe przebywanie świadczeniobiorcy poza zakładem opiekuńczo-leczniczym lub pielęgnacyjno-opiekuńczym, bez potrzeby wypisywania go z zakładu. Przepustka ma, w dużej mierze, walor terapeutyczny dla pacjenta zakładu opiekuńczo- leczniczego i czas jej trwania ma zależeć, przede wszystkim, od jego potrzeb zdrowotnych i indywidualnej sytuacji. Przepustka stanowi też dla lekarza sposób weryfikacji, czy stan zdrowia pacjenta uległ poprawie, jak pacjent funkcjonuje w warunkach poza zakładem długoterminowej opieki.

Nie ma żadnej podstawy prawnej do tego, aby zrównywać wszystkim pacjentom maksymalny czas trwania przepustki. Prowadziłoby to na przykład do nieuzasadnionego pokrzywdzenia pacjentów, którzy przebywają krótko w zakładzie opieki długoterminowej i tylko z tego powodu nie mogą pojechać z rodziną na wyczekiwane wakacje czy na święta. Co ważne, takie limitowanie przepustki, jedynie z uwagi na względy finansowe, stanowi naruszenie prawa pacjenta do świadczeń zdrowotnych udzielanych z należytą starannością, a także może prowadzić do zachwiania konstytucyjnego prawa obywatela do równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych.

Rzecznik Praw Pacjenta nakazał wyeliminowanie tych nieprawidłowości i obecnie oczekuje na stanowisko podmiotu leczniczego.

Źródło: RPP

Ministerstwo Zdrowia przygotowało projekt rozporządzenia, który może znacząco zmienić sposób kierowania pacjentów na rehabilitację finansowaną przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Zamiast opierać kwalifikację głównie na rozpoznaniu i skierowaniu lekarza, większą rolę mają odgrywać obiektywne narzędzia oceny funkcjonowania chorego. Resort przekonuje, że nowe rozwiązania pozwolą lepiej dopasować rehabilitację do rzeczywistych potrzeb pacjentów, ograniczyć nadmiarowe skierowania i skrócić kolejki do świadczeń.
Projekt nowelizacji rozporządzenia dotyczącego świadczeń gwarantowanych z zakresu rehabilitacji leczniczej został skierowany do konsultacji publicznych. To jedna z największych zmian organizacyjnych w rehabilitacji od wielu lat. Zakłada ona odejście od modelu, w którym samo rozpoznanie choroby często wystarczało do zakwalifikowania pacjenta do określonego rodzaju rehabilitacji.

W nowym systemie lekarze i fizjoterapeuci będą zobowiązani do przeprowadzania ustrukturyzowanej oceny funkcjonalnej chorego. W zależności od rodzaju schorzenia wykorzystywane mają być uznane międzynarodowe skale oceny sprawności oraz klasyfikacja ICF (Międzynarodowa Klasyfikacja Funkcjonowania, Niepełnosprawności i Zdrowia), która pozwala ocenić nie tylko samą chorobę, ale przede wszystkim jej wpływ na codzienne funkcjonowanie pacjenta.

Resort podkreśla, że rehabilitacja ma być planowana w sposób bardziej indywidualny. Ocena funkcjonalna ma służyć nie tylko zakwalifikowaniu chorego do odpowiedniego rodzaju świadczeń, ale również określeniu celu terapeutycznego oraz monitorowaniu efektów leczenia. W praktyce oznacza to, że rehabilitacja ma być bardziej ukierunkowana na odzyskanie konkretnych funkcji i samodzielności niż wyłącznie na realizację określonej liczby zabiegów.

Jednym z głównych powodów przygotowania nowych przepisów są rosnące kolejki do rehabilitacji. Ministerstwo wskazuje, że obecny system nie zawsze pozwala właściwie różnicować potrzeby pacjentów. W efekcie do świadczeń trafiają osoby o bardzo różnym stopniu niesprawności, co utrudnia efektywne wykorzystanie dostępnych zasobów. Nowe kryteria mają pomóc kierować rehabilitację przede wszystkim do tych pacjentów, którzy mogą odnieść z niej największe korzyści.

Projekt przewiduje także doprecyzowanie zasad kwalifikacji do różnych form rehabilitacji – ambulatoryjnej, domowej, dziennej i stacjonarnej. W części wskazań pojawią się również określone ramy czasowe, w których rehabilitacja będzie mogła zostać rozpoczęta po konkretnych zdarzeniach medycznych, takich jak udar mózgu czy wszczepienie endoprotezy. Rozwiązanie ma zwiększyć skuteczność leczenia poprzez kierowanie pacjentów do rehabilitacji w okresie, kiedy przynosi ona największe efekty.

Istotną zmianą będzie również większa odpowiedzialność osób kwalifikujących pacjentów do rehabilitacji. Zarówno lekarze, jak i fizjoterapeuci będą musieli dokumentować ocenę stanu funkcjonalnego przy wykorzystaniu wskazanych narzędzi. Ma to ujednolicić proces kwalifikacji w całym kraju i ograniczyć różnice pomiędzy poszczególnymi placówkami.

Projekt wzbudza jednak dyskusję w środowisku medycznym. Zwolennicy zmian wskazują, że rehabilitacja powinna być planowana na podstawie rzeczywistych potrzeb funkcjonalnych, zgodnie z międzynarodowymi standardami. Krytycy zwracają natomiast uwagę, że nowe obowiązki oznaczają dodatkową dokumentację oraz wydłużenie procesu kwalifikacji. Pojawiają się również pytania, czy sztywne kryteria nie utrudnią dostępu do rehabilitacji części pacjentów, którzy wprawdzie nie spełnią określonych progów punktowych, ale nadal odniosą korzyść z leczenia usprawniającego.

Na razie projekt znajduje się na etapie konsultacji publicznych. Ostateczny kształt przepisów może jeszcze ulec zmianie po uwzględnieniu uwag zgłoszonych przez organizacje pacjentów, środowiska lekarskie i fizjoterapeutyczne oraz innych uczestników procesu legislacyjnego. Jeśli nowe regulacje zostaną przyjęte, rehabilitacja finansowana przez NFZ będzie w większym stopniu opierała się na obiektywnej ocenie sprawności pacjenta, a nie wyłącznie na rozpoznaniu choroby czy samym skierowaniu.

Źródło: gov.pl

Dzięki nowej funkcjonalności systemu e-zdrowia, pacjenci zyskają większą swobodę w realizacji e-recept. Centrum e-Zdrowia uruchomiło nową funkcjonalność, która umożliwia kontynuowanie realizacji recepty w różnych aptekach. Oznacza to, że po wykupieniu pierwszej partii leków pacjent nie będzie musiał wracać do tej samej apteki, aby odebrać kolejne opakowania.
 
Nowe rozwiązanie będzie wdrażane stopniowo. Już teraz zapraszamy wszystkie apteki do składania wniosków o dostęp do nowej funkcjonalności. W pierwszej kolejności będzie ona uruchamiana w aptekach z Kalisza i Łodzi, a od 18 czerwca w aptekach na terenie całego kraju.

Koniec z koniecznością powrotu do tej samej apteki

Do tej pory pacjent, który rozpoczął realizację e-recepty obejmującej większą liczbę opakowań leku, musiał odbierać kolejne partie leków w tej samej aptece. Dotyczyło to przede wszystkim recept wystawianych na dłuższy okres leczenia – w zdecydowanej większości recept rocznych. Dzięki nowej funkcjonalności każde kolejne opakowania będzie można wykupić również w innej aptece, pod warunkiem że obie apteki korzystają z nowego rozwiązania.

Korzyści dla pacjentów

Najważniejszą korzyścią jest większa wygoda i oszczędność czasu. Pacjent nie będzie już związany z jedną apteką tylko dlatego, że właśnie tam rozpoczął realizację recepty. Jeśli zmieni miejsce pobytu, wyjedzie na urlop, będzie przebywał czasowo w innej miejscowości lub po prostu nie znajdzie potrzebnego leku w dotychczasowej aptece, będzie mógł kontynuować realizację recepty w innej placówce. Podobnie w sytuacji, jeśli apteka zostanie zamknięta np. z powodu remontu lub nie będzie miała możliwości zamówienia z danej hurtowni kolejnego opakowania leku. Pacjent nie będzie musiał wykupić całej recepty od razu i ponosić koszt wszystkich opakowań z danej pozycji.

Korzyści dla aptek

Nowa funkcjonalność przynosi również korzyści aptekom. Po jej uruchomieniu apteka:

Korzyści dla systemu ochrony zdrowia

Jak działa nowe rozwiązanie?

Po uruchomieniu funkcjonalności apteka widzi w systemie informacje o e-recepcie, której realizacja została rozpoczęta w innej aptece, która również korzysta z tego rozwiązania Dzięki temu farmaceuta może kontynuować realizację recepty i wydać pacjentowi kolejną część przepisanych leków zgodnie z obowiązującymi zasadami.

Nowe rozwiązanie to kolejny krok w rozwoju usług cyfrowych w ochronie zdrowia, który zwiększa wygodę pacjentów oraz ułatwia codzienną pracę farmaceutów.

Źródło: MZ

Światowy Dzień Świadomości Hematoonkologii staje się nie tylko okazją do budowania wiedzy o chorobach układu krwiotwórczego, lecz także momentem, w którym wyraźnie widać kierunek zmian systemowych. Zapowiedziany pilotaż Krajowej Sieci Hematologicznej, oparty na doświadczeniach już funkcjonujących rozwiązań stanowi ważny krok w stronę bardziej spójnego, przewidywalnego i opartego na jakości modelu opieki.
Współczesna hematoonkologia należy do najbardziej wymagających obszarów medycyny. Zarówno pod względem diagnostyki, jak i leczenia. Choroby układu krwiotwórczego charakteryzują się dużą różnorodnością biologiczną, często dynamicznym przebiegiem i koniecznością stosowania zaawansowanych terapii, w tym leczenia komórkowego. W tym kontekście, ogłoszona 8 kwietnia przez Resort Zdrowia oraz Instytut Hematologii i Transfuzjologii, zapowiedź budowy Krajowej Sieci Hematologicznej staje się naturalną odpowiedzią na potrzebę uporządkowania opieki nad pacjentami i zapewnienia jej jednolitej jakości w skali całego kraju.

Fundamentem budowy sieci ma być pilotaż, który zakłada opracowanie 19 standardowych ścieżek terapeutycznych oraz przygotowanie organizacyjnych podstaw funkcjonowania przyszłej sieci. Jak podkreśla w wystąpieniu inicjującym powołanie Sieci wiceminister zdrowia Katarzyna Kacperczyk – koncepcja tego rozwiązania powstała już w 2023 roku, natomiast realizacja pilotażu została zaplanowana na okres od 1 lipca 2026 r. do września 2029 r.

Standardy, które porządkują opiekę
Kluczowym elementem przygotowywanego pilotażu, realizowanego przez Instytut Hematologii i Transfuzjologii w partnerstwie z Centrum e-Zdrowia w ramach programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS),  będą standardy, które mają realnie uporządkować opiekę nad pacjentem – od jasno zdefiniowanych ścieżek diagnostyczno-terapeutycznych, przez model organizacji leczenia, aż po zasady współpracy pomiędzy ośrodkami na różnych poziomach referencyjności. To właśnie te rozwiązania mają w praktyce przełożyć się na większą przewidywalność procesu leczenia oraz jego spójną jakość w całym kraju.

Projekt pilotażu należy więc postrzegać jako przełomowy krok w kierunku ujednolicenia opieki hematologicznej w Polsce – tym bardziej, że już dziś nasz kraj należy do europejskich liderów w tym obszarze.  – mówiła podczas konferencji minister Kacperczyk. Polska została sklasyfikowana na trzecim miejscu w Europie pod względem dostępności do terapii hematoonkologicznych, oferując pacjentom pełen wachlarz nowoczesnych metod leczenia, w tym terapie najwyższej generacji. W samym tylko ubiegłym roku około 400 pacjentów skorzystało z terapii CAR-T, co potwierdza zarówno skalę wdrożenia, jak i dojrzałość systemu.

Doświadczenie, które wyznacza kierunek
Istotnym punktem odniesienia dla budowy nowego modelu jest doświadczenie Krajowej Sieci Onkologicznej i funkcjonujących w niej wyspecjalizowanych ośrodków, takich jak Narodowy Instytut Onkologii, który pełni funkcję Krajowego Ośrodka Monitorującego. Rola ta obejmuje m.in. analizę danych klinicznych, monitorowanie jakości leczenia, opracowywanie wskaźników efektywności oraz wspieranie jednolitego wdrażania standardów w skali całego kraju. To właśnie dzięki temu możliwe jest nie tylko bieżące zarządzanie systemem, ale również jego ciągłe doskonalenie w oparciu o twarde dane i mierzalne rezultaty.

Model ten, oparty na koordynacji, transparentności i jakości, już dziś pokazuje swoją skuteczność. Dlatego budowa Krajowej Sieci Hematologicznej stanowi jego naturalną konsekwencję i rozszerzenie na obszar chorób układu krwiotwórczego. W praktyce oznacza to przeniesienie sprawdzonych mechanizmów organizacyjnych, w tym monitorowania efektów leczenia i zarządzania ścieżką pacjenta, do kolejnego, wysoce wyspecjalizowanego segmentu opieki.

Budując referencjność
Pozycja Instytutu w projektowanym systemie wynika nie tylko ze skali działalności, lecz przede wszystkim z doświadczenia budowanego konsekwentnie od dekad. Szczególnym przykładem tych kompetencji jest działalność Kliniki Nowotworów Układu Chłonnego – wyspecjalizowanej jednostki, która od momentu powstania, w połowie lat 90., rozwijana była jako miejsce kompleksowej diagnostyki i leczenia tej grupy nowotworów. Od początku jej funkcjonowanie opiera się na ścisłej współpracy interdyscyplinarnej, obejmującej patomorfologię, diagnostykę molekularną czy nowoczesne metody obrazowania, co umożliwia precyzyjne rozpoznanie i dobór terapii zgodnych z aktualnymi standardami światowymi.

Każdego roku trafia do nas blisko sześciuset nowych pacjentów, w tym chorzy z rzadkimi nowotworami układu chłonnego oraz przypadki wymagające leczenia wysokospecjalistycznego, kierowane z całego kraju. – wyjaśnia prof. Joanna Romejko-Jarosińska kierująca Kliniką.  Prowadzimy także  intensywną działalność terapeutyczną, realizując zaawansowane procedury – w tym autotransplantacje komórek krwiotwórczych oraz nowoczesne terapie komórkowe CAR-T, a równolegle rozwijamy działalność naukową i badawczą, obejmująca liczne projekty krajowe i międzynarodowe oraz szeroki portfel badań klinicznych, zapewniających pacjentom dostęp do innowacyjnych metod leczenia.- dodaje ekspertka.

Pozycja Kliniki jako jednego z wiodących ośrodków hematoonkologicznych w Polsce nie jest rezultatem ostatnich lat, lecz efektem konsekwentnie i długofalowo budowanego doświadczenia. – W 1996 roku wdrożyliśmy jedną z najbardziej intensywnych terapii dla chłoniaka Burkitta (CODOX/IVAC), uzyskując trwałą remisję u pacjentki, która pozostaje zdrowa do dziś. Równolegle klinika aktywnie uczestniczyła w przełomowych badaniach klinicznych – m.in. tych, które potwierdziły znaczenie włączenia rytuksymabu do leczenia chłoniaków grudkowych, zmieniając standardy terapii na świecie. – kontynuuje profesor Romejko-Jarosińska.

Ważnym kamieniem milowym był także rozwój programu przeszczepowego w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie zapoczątkowany w 1997 roku przez profesora Jana Walewskiego Od tego czasu  w klinice wykonano ponad 1500 przeszczepień komórek krwiotwórczych, rozwijając równolegle zaplecze laboratoryjne i współpracę w zakresie terapii komórkowych. Naturalną kontynuacją tego kierunku jest wdrożenie w 2024 roku stosowania terapii CAR-T– jednej z najbardziej zaawansowanych metod leczenia współczesnej hematoonkologii.  To potwierdzenie, że ośrodek od dekad współtworzy i wdraża rozwiązania, które dziś definiują standardy nowoczesnej hematoonkologii i stają się fundamentem projektowanej Krajowej Sieci Hematologicznej.

Kierunek zmian: system, który realnie wspiera pacjenta
Światowy Dzień Świadomości Hematoonkologii staje się nie tylko okazją do budowania wiedzy o chorobach układu krwiotwórczego, lecz także momentem, w którym wyraźnie widać kierunek zmian systemowych. Zapowiedziany pilotaż Krajowej Sieci Hematologicznej, oparty na doświadczeniach już funkcjonujących rozwiązań stanowi ważny krok w stronę bardziej spójnego, przewidywalnego i opartego na jakości modelu opieki. To właśnie połączenie wieloletniej praktyki klinicznej, rozwoju nowoczesnych terapii i świadomego projektowania systemu daje realną szansę na dalsze wzmacnianie pozycji Polski jako jednego z liderów europejskiej hematoonkologii – z korzyścią, przede wszystkim, dla pacjentów.
 
 
 
źródło: NIO-PIB
Pacjenci onkologiczni po powrocie do pracy nie są traktowani jak osoby niepełnosprawne, a nimi są – powiedziała nam Magda, pacjentka w remisji. Orzeczenie o niepełnosprawności to nie tylko dodatkowe środki, ale i dokument, dzięki któremu skorzystamy z ważnych przywilejów. Podpowiadamy, jak się o niego ubiegać.
Zabiegi chirurgiczne związane z leczeniem nowotworów, choć ratują życie, niosą za sobą bardzo poważne konsekwencje zdrowotne. Blizny i zrosty mogą powodować ból i „ciągnięcie”, co utrudnia proste czynności, jak sięganie po coś z półki czy prowadzenie auta. W przypadku raka piersi usunięcie węzłów chłonnych zaburza krążenie limfy. Ręka po stronie operowanej może puchnąć, stawać się ciężka i bolesna. Pacjentka musi unikać przeciążania tej kończyny W takiej sytuacji każda praca, która wymaga nawet minimalnej aktywności fizycznej, może być bardzo trudna, zwłaszcza jeśli mówimy o pełnym wymiarze godzin.  

– Realne dochodzenie do pełni sił trwa wiele lat, a skutków ubocznych jest tyle, że powrót do dawnego funkcjonowania jest niemalże niemożliwy. Tylko w systemie widniejemy jako zdrowe. Nie każdy ma warunki, żeby wykonywać  Człowiek nie jest już taki sam, jak przed leczeniem. Pacjenci onkologiczni po powrocie do pracy nie są traktowani jak osoby niepełnosprawne, a nimi są – powiedziała Magda, pacjentka, u której 4 lata temu zdiagnozowano raka piersi z przerzutami do węzłów chłonnych. Dziś, choć jest już po leczeniu, nadal zmaga się z wieloma barierami.
 
Magda nie była w stanie wrócić do obowiązków, które wykonywała przed chorobą. Niestety,  o tym, że w takiej sytuacji można otrzymać orzeczenie o niepełnosprawności, wie niewiele pacjentek. Zamieszanie i olbrzymi stres podczas leczenia powodują, że myślenie o praktycznych kwestiach schodzi na dalszy plan. W teorii takie informacje powinien przekazywać lekarz. Problemem są również kwestie psychologiczne – chorzy na raka chcą myśleć przede wszystkim o wyzdrowieniu, nie o chorobie.

Pacjentki w trakcie lub po intensywnym leczeniu onkologicznym często otrzymują co najmniej umiarkowany, a w cięższych przypadkach znaczny stopień n. Jest to związane z aktualnym stanem zdrowia, a nie samą diagnozą onkologiczną. Orzeczenie przyznaje się wtedy, gdy naruszenie sprawności organizmu wyraźnie utrudnia codzienne funkcjonowanie.

– Choroba onkologiczna często powoduje ograniczoną w czasie niepełnosprawność. Warto ubiegać się wtedy o orzeczenie o niepełnosprawności, które uprawnia do różnych ulg i form pomocy w trakcie choroby i rekonwalescencji. Dzięki orzeczeniu chorzy z nowotworem mogą m.in. skorzystać ze skróconego czasu pracy czy dodatkowych dni urlopu na badania czy rehabilitację. Dlaczego warto starać się o orzeczenie o niepełnosprawności z powodu raka, wyjaśnia Monika Szawłowska, pracowniczka socjalna z Poradni Psychoonkologii Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego w Warszawie.

Jak uzyskać orzeczenie o niepełnosprawności?
Zanim złożymy wniosek o orzeczenie o niepełnosprawności, warto upewnić się, że posiadamy wszystkie niezbędne dokumenty. To przede wszystkim poprawnie wypełniony wniosek (dostępny w stacjonarnym lub internetowym punkcie Powiatowego bądź Miejskiego Zespołu do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności) oraz aktualne, ważne przez 30 dni od daty wystawienia zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia od lekarza prowadzącego (np. onkologa). Do dokumentów tych należy dołączyć kserokopie zgromadzonej dokumentacji medycznej (oryginały do wglądu), w tym karty szpitalne, wyniki badań histopatologicznych i obrazowych (TK, MRI, PET) oraz konsultacje specjalistyczne potwierdzające diagnozę i przebieg leczenia. Warto również uzupełnić teczki o inne istotne materiały, takie jak opinie psychologiczne, dokumentacja z rehabilitacji czy orzeczenia innych instytucji, np. ZUS.

Kompletny wniosek o orzeczenie o niepełnosprawności wraz ze wszystkimi załącznikami należy złożyć w Powiatowym (lub Miejskim) Zespole do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności, właściwym ze względu na miejsce stałego pobytu. 

Dlaczego warto ubiegać się o orzeczenie o niepełnosprawności?
Orzeczenie o niepełnosprawności zapewnia szereg realnych korzyści, z których najważniejsze to przywileje pracownicze. Osoby z orzeczeniem mają do dyspozycji dodatkowe 10 dni urlopu, skrócony czas pracy do 7 godzin dziennie oraz prawo do kilku przerw w ciągu dnia. Dokument ten uprawnia również do korzystania z ulgi rehabilitacyjnej przy rozliczaniu podatku PIT (np. odliczenie wydatków na leki, zakup sprzętu czy usługi opiekuńcze), ubiegania się o dofinansowanie z PFRON do turnusów rehabilitacyjnych czy zakupu wyrobów medycznych, a także do zniżek w komunikacji publicznej i instytucjach kultury. Osoby ze znacznym stopniem niepełnosprawności mogą otrzymać zasiłek pielęgnacyjny w wysokości 215 zł miesięcznie. Dodatkowo, jeżeli pacjentka ma dzieci, może odliczyć koszty związane z ich zorganizowanym wyjazdem. Pamiętajmy, że orzeczenie o niepełnosprawności, jeśli chodzi o pracę jest wsparciem dla obu stron – o takim dokumencie warto powiedzieć pracodawcy. Skorzysta on wówczas z dofinansowań przewidzianych przez Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

W najtrudniejszych sytuacjach osoby z orzeczoną niepełnosprawnością, które są objęte ubezpieczeniem chorobowym, mogą ubiegać się o zasiłek chorobowy. Wysokość zasiłku wynosi 80% podstawy wymiaru (dla większości chorób). Świadczenie przysługuje maksymalnie przez 182 dni.

Rola lekarza POZ w opiece nad pacjentem onkologicznym
Ważną rolę w procesie leczenia i powrotu do codziennego funkcjonowania odgrywają również lekarze podstawowej opieki zdrowotnej (POZ). To oni często jako pierwsi mogą pomóc pacjentom w zebraniu dokumentacji medycznej, wystawieniu wymaganych zaświadczeń oraz skierowaniu do dalszej diagnostyki, rehabilitacji czy poradni specjalistycznych. Lekarz rodzinny pozostaje także ważnym wsparciem w opiece nad pacjentem po zakończeniu leczenia onkologicznego, monitorując jego stan zdrowia i pomagając w koordynacji dalszych działań medycznych.

– Rolą lekarza POZ w pierwszej kolejności jest czujność onkologiczna. Staramy się słuchać tego, co mówią pacjenci. Między słowami można wyłapać elementy, które świadczą o tym, że u pacjenta rozwija się nowotwór – powiedział Janusz Krupa, lekarz specjalista medycyny rodzinnej.

Jak wyjaśnił, kluczowy jest wywiad z pacjentem. Podczas rutynowej wizyty u lekarza POZ najważniejsze jest, żeby jasno opowiedzieć o wszystkich niepokojących objawach i zmianach w stanie zdrowia, nawet jeśli wydają się nieistotne. Warto też powiedzieć o przebytych chorobach, leczeniu, przyjmowanych lekach oraz o tym, co utrudnia codzienne funkcjonowanie. Na końcu dobrze upewnić się, że lekarz ma pełny obraz sytuacji i nie pominął żadnej istotnej informacji, która może mieć znaczenie diagnostyczne.

Leczenie nowotworów wygląda dziś inaczej niż dawniej. O obawach warto rozmawiać ze specjalistami
Dzięki postępowi medycyny, wiele nowotworów staje się dziś chorobami przewlekłymi. Eksperci podkreślają, że mimo wielu trudności związanych z chorobą i rekonwalescencją, leczenie nowotworów jest dziś znacznie skuteczniejsze i lepiej tolerowane niż jeszcze kilkanaście lat temu. Dotyczy to również radioterapii, która dzięki nowoczesnym technologiom staje się coraz bardziej precyzyjna i pozwala ograniczać skutki uboczne. U wielu pacjentów działania niepożądane mają charakter przejściowy, a leczenie można pogodzić z codziennym funkcjonowaniem. Lekarze zaznaczają, że obawy przed radioterapią często wynikają z dawnych wyobrażeń o terapii, które nie odpowiadają już współczesnym standardom leczenia onkologicznego.

– Radioterapia ratuje życie i nie powinniśmy się jej obawiać. Mówię to z perspektywy organizacji, , która od lat słucha pacjentów i ich rodzin. Te rozmowy zwykle zaczynają się od lęku. Kiedy pada słowo radioterapia, wiele osób myśli o bólu. To pytania podstawowe, które pokazują, że w onkologii musimy mówić nie tylko o wyleczeniu, ale i o emocjach, które temu leczeniu towarzyszą – powiedziała prezes Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych oraz Prezes Częstochowskiego Oddziału Amazonek, Elżbieta Markowska.

Poza formalnymi rozwiązaniami, takimi jak orzeczenie o niepełnosprawności czy świadczenia socjalne, ważną rolę w procesie leczenia i powrotu do codzienności odgrywają organizacje pacjenckie. To właśnie one często jako pierwsze odpowiadają na pytania i wątpliwości chorych, oferują wsparcie psychologiczne, edukacyjne i praktyczne, a także pomagają odnaleźć się w trudnym systemie opieki zdrowotnej. Dla wielu pacjentek stają się miejscem, w którym mogą porozmawiać z osobami mającymi podobne doświadczenia i uzyskać realne wsparcie w trakcie całej drogi leczenia.

Osoby potrzebujące wsparcia mogą zgłosić się do Polskiej Koalicji Pacjentów Onkologicznych telefonicznie, mailowo lub poprzez formularz kontaktowy dostępny na stronie organizacji pkpo.pl. Koalicja oferuje pomoc informacyjną i wsparcie dla pacjentów onkologicznych oraz ich bliskich, a także kieruje do organizacji współpracujących w całej Polsce.

Kontakt jest możliwy telefonicznie pod numerem 780 488 600, mailowo na adres info@pkpo.pl lub poprzez formularz kontaktowy dostępny na stronie organizacji pkpo.pl.

Źródło: PAP/zwrotnikraka.pl/pacjent.gov/KSON
Choć polska opieka paliatywna uchodzi za jedną z lepiej rozwiniętych w Europie, w praktyce zmaga się z niedofinansowaniem, brakami kadrowymi i rosnącą samotnością pacjentów. Eksperci wskazują, że system wymaga zmian, które pozwolą lepiej odpowiadać na potrzeby osób u kresu życia.
 
W dyskusji udział wzięli: dr hab. n. med. Tomasz Dzierżanowski (kierownik Kliniki Medycyny Paliatywnej WUM), dr n. hum. Monika Figiel (Caritas Polska), lek. med. Aleksandra Wenta-Smól (Hospicjum w Kartuzach) oraz mgr Katarzyna Moszczyńska (psycholog, WUM).

Finansowanie: bariera między resortami

Największym wyzwaniem strukturalnym pozostaje radykalna różnica w finansowaniu placówek ze względu na ich podległość resortową. Jak wskazuje dr n. hum. Monika Figiel, sekretarz Rady Hospicyjnej Caritas Polska, granica między medycyną a opieką społeczną stała się w Polsce barierą nie do przejścia dla sprawiedliwego finansowania.

„Mamy sytuację, w której placówki opieki długoterminowej – takie jak Zakłady Opiekuńczo-Lecznicze (ZOL) oraz Domy Pomocy Społecznej (DPS) – mimo realizacji niemal identycznych zadań wobec pacjenta, funkcjonują w zupełnie innych rzeczywistościach finansowych. Placówki podlegające Ministerstwu Rodziny są finansowane znacznie słabiej niż te pod kontraktem z NFZ. Ta sama pielęgniarka, wykonująca te same procedury przy łóżku chorego, pracuje w dwóch różnych systemach tylko dlatego, że przeszła przez drzwi oddzielające jeden oddział od drugiego. Naszym celem jest dążenie do integracji tych silosów” – diagnozuje dr Figiel.

Eksperci podkreślają, że bez urealnienia wyceny procedur, szczególnie w obszarze opieki długoterminowej, organizacje pozarządowe będą zmuszone do stałego „dosypywania” środków z darowizn. Oznacza to, że państwo de facto outsourcinguje obowiązek zapewnienia opieki swoim obywatelom.

Między etosem a procedurą: wyzwania kadrowe

Sieć Caritas w Polsce to zespół 2300 profesjonalistów (lekarzy, pielęgniarek, fizjoterapeutów) oraz 1700 wolontariuszy. To właśnie w obszarze kadr najwyraźniej widać napięcie między sztywnymi wymogami NFZ a rzeczywistą potrzebą pacjenta.

Prof. Tomasz Dzierżanowski, kierownik Kliniki Medycyny Paliatywnej WUM, zwraca uwagę na błąd systemowy w kształceniu kadr medycznych, które przygotowuje się wyłącznie do „sukcesu terapeutycznego”, rozumianego jako wyleczenie. Lekarz ma ustawowy obowiązek leczenia bólu i innych objawów, ale wciąż brakuje nam kadr przygotowanych do akceptacji procesu umierania jako elementu życia. W opiece paliatywnej sukcesem nie jest powrót do zdrowia, a opieka nad każdym pacjentem, jakość tych ostatnich chwil.

Podczas dyskusji poruszono także kluczowy problem: sztafety pokoleniowej. Należy patrzeć na system przez pryzmat bezpieczeństwa opieki w perspektywie dekady. Doświadczeni lekarze mają ograniczony czas na przekazanie pałeczki, dlatego konieczne jest „zarażanie” pasją do medycyny paliatywnej młodych adeptów.

„Jeśli nie pokażemy im, że to jest fascynująca dziedzina medycyny, która daje niesamowitą satysfakcję – nie z wyleczenia, ale z towarzyszenia i uśmierzania cierpienia – to za 15 lat nie będzie miał kto przejąć tej opieki”- podkreślał profesor, dodając, że zapotrzebowanie na tych specjalistów będzie stale rosnąć.

Białe plamy i “domy na wynos”

W Polsce działa blisko 600 ośrodków opieki paliatywnej, wciąż mamy jednak problem tzw. „białych plam” – regionów, gdzie pacjent w końcowym etapie choroby pozostaje bez wsparcia ze względu na odległość od specjalistycznych ośrodków opieki.

W odpowiedzi Caritas wdraża innowacyjne modele, takie jak mieszkania wspomagane/chronione. To rozwiązanie dla regionów (np. Podkarpacie czy Małopolska), gdzie dojazd do pacjenta domowego trwa zbyt długo. Caritas „przenosi” pacjenta z jego domem bliżej ośrodka, zapewniając opiekę paliatywną w warunkach domowych, a nie szpitalnych.

Jak wylicza lek. med. Aleksandra Wenta-Smól, budowa nowoczesnego ośrodka stacjonarnego to koszt ok. 24 mln zł. Sukces hospicjum w Kartuzach opierał się na modelu 50/50: połowa środków pochodziła z samorządów, druga z mobilizacji lokalnego biznesu i darczyńców.

Samotność w chorobie i towarzyszenie

Choroba terminalna dewastuje tożsamość. Jak zauważa mgr Katarzyna Moszczyńska, neuropsycholog, pacjent traci role społeczne i zawodowe, wchodząc w fazę głębokiego kryzysu egzystencjalnego.

„Samotność jest nieodłącznym elementem medycyny paliatywnej. Bliscy często wycofują się, bo boją się, nie wiedzą, jak się zachować. Paradoksalnie, pacjent często nie powie o swoim strachu rodzinie, by jej nie obciążać dodatkowymi zmartwieniami. Łatwiej otworzy się przed kimś obcym – wolontariuszem czy psychologiem – bo czuje, że ta osoba >>przyjmie wszystko<< bez załamania się” – tłumaczy Moszczyńska.

Nowoczesna opieka to przede wszystkim „towarzyszenie”, które prof. Dzierżanowski definiuje jako najwyższą formę zaangażowania: „To obecność plus wierność w podążaniu po trajektorii choroby razem z chorym, aż do końca. Żadna tabletka nie zastąpi ludzkiej obecności. To wypełnianie czasu drobiazgami – fryzjerem czy zadbaniem o wygląd. Kobieta na łożu śmierci dalej jest kobietą, chce czuć się godnie. To są kotwice normalności.

Alpaki jeżdżące windą, dogoterapia i wizyty czworonożnych przyjaciół”.

W walce o jakość ostatnich dni życia, eksperci sięgają po nieoczywistych sojuszników. W hospicjum w Kartuzach standardem stały się wizyty zwierząt, które docierają nawet do pacjentów leżących na wyższych piętrach.

„Mamy alpaki, które przyjeżdżają do nas kilka razy w roku. Jeżdżą windą i docierają praktycznie do każdego łóżka. Mamy psy przygotowane do pracy z chorymi. To proste, a potrafi zmienić nastrój całego oddziału” – relacjonuje lek. med. Aleksandra Wenta-Smól, współtwórczyni kartuskiego hospicjum.

Jak podkreśliła psycholog, obecność zwierząt przy pacjentach jest bardzo cenną rzeczą: „Rzeczywiście zwierzęta mają wpływ bardzo dobroczynny na pacjenta. Obniżają hormony stresu, wpływają na bardziej wyrównaną pracę serca, obniżają negatywnie skutki choroby. Naprawdę ten wpływ jest szeroki i bardzo zauważalny. Korzyści z takich zwierzęcych wizyt u pacjentów są duże. I wydaje mi się, że powinniśmy o tym mówić, coraz więcej uświadamiać, że to bardzo prosta rzecz, tak nieduża, tak niepotężna, a potrafiąca zmienić bardzo dużo”.

Inwestycja w relacje

Choć najtrwalsze ukojenie przynoszą relacje rodzinne, tam gdzie one zawiodły lub rodzina nie jest w stanie być przy bliskim każdego dnia, kluczową rolę odgrywa 1700 wolontariuszy Caritas. Stanowią oni „emocjonalne rusztowanie” systemu. Jak podkreśla dr Monika Figiel, od wolontariusza nie wymaga się profesjonalizmu medycznego, ale bezinteresowności – czasu na rozmowę, milczenie i zwykłe „bycie obok”.

Gdy medycyna mówi: „nie da się już nic zrobić”, zespół hospicyjny odpowiada: „robimy wszystko”. To „wszystko” oznacza walkę o to, by odchodzenie nie było momentem izolacji, lecz godnym domknięciem życia – w bliskości, która uśmierza ból skuteczniej niż jakikolwiek środek farmakologiczny.

Podczas spotkania ekspertów Rady Hospicyjnej Caritas Polska zwrócono uwagę na kluczowe problemy opieki paliatywnej w Polsce. Najważniejsze z nich to nierówności w finansowaniu między systemem ochrony zdrowia a opieką społeczną, trudności kadrowe oraz brak ciągłości pokoleniowej wśród lekarzy. W wielu regionach kraju nadal występują tzw. białe plamy, gdzie dostęp do opieki jest ograniczony. Jednocześnie podkreślono znaczenie holistycznego podejścia, w którym równie ważne jak procedury medyczne jest towarzyszenie pacjentowi, wsparcie psychologiczne oraz obecność drugiego człowieka. Eksperci wskazują, że przyszłość opieki paliatywnej wymaga integracji systemu, lepszego finansowania oraz wzmocnienia roli relacji i opieki blisko pacjenta.

Źródło: PAP Mediaroom