Medicalpress

Ministerstwo Zdrowia opublikowało nowy wykaz produktów leczniczych, które nie mogą być finansowane w ramach ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL). Lista obejmuje 108 pozycji. Dla pacjentów, którzy dopiero ubiegają się o dostęp do terapii, oznacza to ograniczenie możliwości skorzystania z tej ścieżki finansowania. Resort zapewnia jednak, że osoby, które rozpoczęły leczenie wcześniej, mogą je kontynuować, jeśli zostaną spełnione określone warunki.

Ratunkowy dostęp do technologii lekowych to rozwiązanie przeznaczone dla pacjentów, u których wyczerpano dostępne, finansowane ze środków publicznych możliwości leczenia, a zastosowanie innej terapii może być medycznie uzasadnione. Mechanizm ten ma szczególne znaczenie w przypadku ciężkich chorób, w tym nowotworowych i rzadkich, kiedy standardowe postępowanie okazuje się nieskuteczne lub nie może zostać zastosowane.

Opublikowany przez Ministerstwo Zdrowia wykaz określa produkty lecznicze wyłączone z finansowania w ramach RDTL. Nie oznacza to jednak automatycznie, że wszystkie wymienione leki są niedostępne w Polsce lub nie mogą być finansowane w innych trybach. Wykaz dotyczy konkretnego mechanizmu finansowania, a nie całego systemu refundacyjnego.

Najważniejsza informacja dla osób już leczonych dotyczy możliwości zachowania ciągłości terapii. Pacjenci, którzy rozpoczęli stosowanie produktu znajdującego się na liście przed dniem rozpoczęcia obowiązywania wykazu, nie tracą automatycznie prawa do dalszego finansowania. Warunkiem jest wykazanie skuteczności dotychczasowego leczenia.

Obowiązki formalne spoczywają w takim przypadku na świadczeniodawcy, który powinien przekazać informację o kontynuacji terapii do właściwego oddziału wojewódzkiego Narodowego Funduszu Zdrowia. Oznacza to, że dalszy dostęp do leczenia zależy nie tylko od oceny jego skuteczności, ale również od dopełnienia wymaganej procedury.

Publikacja wykazu zwraca uwagę na istotną różnicę między rozpoczęciem nowej terapii a kontynuowaniem leczenia, które przynosi już pacjentowi korzyść kliniczną. W pierwszym przypadku umieszczenie produktu w wykazie zamyka możliwość jego finansowania w ramach RDTL. W drugim ustawodawca przewiduje możliwość dalszego leczenia, aby zmiana zasad finansowania nie oznaczała automatycznego przerwania skutecznej terapii.

Dla pacjentów i lekarzy kluczowe pozostaje zatem sprawdzenie, czy konkretny produkt i wskazanie zostały objęte wyłączeniem, od kiedy obowiązuje wykaz oraz jakie dokumenty są niezbędne do kontynuowania rozpoczętego leczenia.

Pełny wykaz produktów leczniczych jest dostępny na stronie Ministerstwa Zdrowia pod LINKIEM

Źródło: Ministerstwo Zdrowia, komunikat w sprawie wykazu leków niefinansowanych w ramach RDTL

Jak wynika z raportu On Board Think Kong: „Zdrowie z AI”, około 17 mln Polaków pyta sztuczną inteligencję o zdrowie swoje lub bliskich. Raport został przygotowany we współpracy z agencją badawczą SW Research, odpowiedzialną za badanie na próbie 1000 Polaków.

W ciągu ostatniego roku AI o sprawy zdrowotne pytało 58 proc. dorosłych, a 27 proc. robiło to wielokrotnie. Odpowiedzi czatów coraz częściej przekładają się na konkretne decyzje: 19 proc. korzystających kupiło lek bez recepty lub suplement za sugestią AI, a 8,3 proc. zmieniło dawkowanie albo odstawiło lek bez konsultacji z lekarzem. Jednocześnie co czwarty korzystający nigdy nie sprawdza informacji od AI u lekarza, farmaceuty ani w innym wiarygodnym źródle.

Najmłodsi pytają AI najczęściej, ale po pięćdziesiątce robi to ponad 40 proc.

O zdrowie pytało AI 74,5 proc. osób do 24. roku życia i 72,3 proc. osób w wieku 25–34 lata.
W grupie 35–49 lat odsetek wynosi 65,9 proc. i to tu najwięcej osób pyta AI wielokrotnie. Wśród osób po 50. roku życia z AI w sprawach zdrowia korzysta 43,7 proc. Dochód, wykształcenie i wielkość miejscowości niewiele zmieniają – w każdej z tych grup odsetek pytających mieści się między 54 a 62 proc.

Połowa pyta o objawy, co trzecia osoba o leki albo wyniki badań

50,7 proc. korzystających z AI w sprawach zdrowia pyta o objawy, 36 proc. o leki i suplementy, a 33 proc. prosi o interpretację wyników badań. Wyniki badań częściej analizują z pomocą AI kobiety niż mężczyźni (40 wobec 26 proc.) oraz osoby po pięćdziesiątce (42 proc.). Najmłodsi częściej niż inni pytają o stres, sen i zdrowie psychiczne (32 proc.). 27 proc. korzystających wgrało do czatu wyniki własnych badań, zanim omówiło je z lekarzem.

– W ciągu ostatniego roku 6 na 10 dorosłych Polaków konsultowało z AI tematy zdrowotne,
a co czwarty odbywał takie rozmowy regularnie. Zjawisko to zatem już jest nie tylko powszechne, ale i niezależne od miejsca zamieszkania czy poziomu wykształcenia. Dzięki temu, pytanie o specyfikę konsultacji medycznych z AI pozwala nam niejako „na skróty” dotrzeć do wiedzy z jakimi problemami zdrowotnymi mierzą się różne obecnie różne pokolenia Polaków, bez konieczności bezpośredniego pytania o częstotliwość wizyty u danego specjalisty.
– mówi Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research.

Po rozmowie z AI prawie dwa razy więcej osób umawia wizytę, niż ją odwołuje

13,6 proc. korzystających – szacunkowo ok. 2 mln osób – umówiło wizytę u lekarza, na którą bez AI by nie poszło. Z zaplanowanej wizyty zrezygnowało 7,4 proc. U najmłodszych proporcja jest jeszcze wyraźniejsza: 27 proc. umówiło wizytę, a 8 proc. ją odwołało. Co dziewiąty korzystający pytał AI o wybór lekarza, przychodni lub szpitala.

Co piąty kupił lek lub suplement, bo tak podpowiedziała AI

Pytania o leki – ich działanie, dawkowanie, interakcje i skutki uboczne – zadawało 36 proc. korzystających. 19,2 proc. poszło dalej i kupiło lek bez recepty albo suplement na podstawie sugestii czatu. 8,3 proc., czyli co dwunasty korzystający, zmieniło dawkowanie albo odstawiło lek bez konsultacji z lekarzem, a 14,9 proc. potraktowało odpowiedź AI jak diagnozę.

70 proc. sprawdza odpowiedzi AI, ale regularnie robi to tylko 39 proc.

Zapytaliśmy, czy korzystający weryfikują informacje od AI u lekarza, farmaceuty albo w innym wiarygodnym źródle. 70 proc. robi to przynajmniej czasami, ale regularnie – zawsze lub
w większości przypadków – tylko 39 proc. Najczęstsza odpowiedź to „tylko czasami” (30,5 proc.). Co czwarty (25,4 proc.) nie sprawdza informacji od AI nigdy, a wśród osób po 50. roku życia
– co trzeci (33,4 proc.). Odpowiedź AI z lekarzem lub farmaceutą skonsultowało 17,2 proc.
korzystających.

Dla firm i organizacji to ważny sygnał, że sztuczna inteligencja powinna być dziś uwzględniana w strategiach komunikacji, nie tylko jako nowe narzędzie dotarcia do odbiorców, ale także jako pośrednik wpływający na sposób wyszukiwania, interpretowania i oceniania informacji.

Marki, które chcą skutecznie budować swoją wiarygodność, powinny zadbać o obecność rzetelnych i eksperckich treści również w ekosystemie AI, ponieważ to właśnie tam coraz częściej zaczyna się ścieżka pozyskiwania wiedzy przez konsumentów – komentuje Norbert Ofmański, konsultant public relations w On Board Think Kong.

Pełne wyniki raportu „Zdrowie z AI”, w tym dane w podziale na płeć i wiek, dostępne są na stronie: https://obtk.pl/zdrowieai/#wyniki

Raport „Zdrowie z AI”

Raport „Zdrowie z AI”, przygotowany przez OBTK (On Board Think Kong) we współpracy
z SW Research, analizuje rosnącą rolę sztucznej inteligencji w obszarze zdrowia oraz to, w jaki sposób Polacy wykorzystują narzędzia AI do poszukiwania informacji, interpretowania danych
i podejmowania decyzji dotyczących zdrowia. Badanie pokazuje nie tylko skalę korzystania
z AI, ale również sytuacje, w których odpowiedzi generowane przez sztuczną inteligencję mogą wpływać na zachowania pacjentów – od umówienia wizyty lekarskiej, przez zakup leków i suplementów, po samodzielne modyfikowanie dawkowania.

Raport stanowi punkt wyjścia do dyskusji o zmieniającej się ścieżce pacjenta oraz o roli AI
w komunikacji zdrowotnej. Wyniki pokazują, z jakimi pytaniami Polacy zwracają się do sztucznej inteligencji, w jakim stopniu weryfikują uzyskane informacje oraz kiedy odpowiedź AI staje się elementem realnej decyzji dotyczącej zdrowia. W tym kontekście raport dostarcza danych istotnych zarówno dla sektora ochrony zdrowia, jak i ekspertów, instytucji oraz marek obecnych w cyfrowym środowisku informacji o zdrowiu.

Metodologia

Raport został opracowany przez OBTK (On Board Think Kong) na podstawie badania przeprowadzonego przez SW Research, z wykorzystaniem panelu SW Panel.

Badanie zrealizowano metodą CAWI w dniach 8–10 września 2026 roku na ogólnopolskiej
próbie 1000 dorosłych Polaków (18+). Próba jest reprezentatywna dla dorosłej populacji Polski pod względem płci, wieku oraz wielkości miejscowości.

Pytania o tematy, sytuacje i sprawdzanie informacji zadano 576 osobom, które w ciągu 12 miesięcy korzystały z AI w sprawach zdrowia. Szacunki liczby osób (ok. 17 mln, ok. 2 mln) są przybliżone: odnoszą odsetki z badania do liczby dorosłych mieszkańców Polski i są obarczone błędem statystycznym. Wyniki dla grup poniżej 100 osób należy traktować orientacyjnie.

On Board Think Kong (https://obtk.pl) to agencja zrzeszona w międzynarodowej sieci agencji komunikacji marketingowej ECCO Global Communications Network obecnej w ponad 40
krajach, łącznie zatrudniającej ponad 1500 specjalistów w 50 biurach na całym świecie. Główne obszary specjalizacji to: Public Relations, korporacyjne doradztwo, content marketing & SEO, komunikacja w kanałach społecznościowych. Projekty On Board Think Kong wyróżniane są między innymi za kreatywność i skuteczność (Effie, Golden Drum, IPRA Golden Awards, IAC, Stevie Awards). W Polsce agencja należy do Związku Firm Public Relations.
On Board Think Kong jest też jedynym polskim członkiem brytyjskiego stowarzyszenia Content Marketing Association.

Źródło: inf pras

Tylko 29,1% Polaków ufa ekspertom medycznym wypowiadającym się publicznie poza swoją specjalizacją. Niemal tyle samo – 29,5% – podchodzi do takich wypowiedzi sceptycznie, a 41,4% nie ma w tej kwestii wyrobionego zdania. Wyniki badania On Board Think Kong i Focus o Zdrowiu pokazują, że w obszarze zdrowia sam autorytet nie zawsze wystarcza do zbudowania wiarygodności – znaczenie ma również to, czy osoba wypowiadająca się posiada kompetencje w danym obszarze.

Liczy się nie tylko to, kto mówi, ale o czym mówi

Choć 29,1% badanych deklaruje zaufanie do lekarzy i innych ekspertów medycznych wypowiadających się poza swoją specjalizacją, niemal identyczna grupa – 29,5% – podchodzi do takich wypowiedzi sceptycznie. Największa grupa respondentów, 41,4%, nie ma w tej kwestii wyrobionego zdania. Wyniki pokazują, że w ocenie eksperta znaczenie ma nie tylko jego tytuł, ale także adekwatność kompetencji do tematu, na który się wypowiada.

– Dyplom lekarski nie jest dziś uniwersalną przepustką do zaufania. Odbiorcy oceniają nie tylko to, kto mówi, ale również czy jego kompetencje odpowiadają tematowi, w którym zabiera głos. Dla instytucji zdrowotnych, mediów czy twórców treści oznacza to, że dobór eksperta do tematu może być ważniejszy niż sama jego rozpoznawalność – komentuje Norbert Ofmański, On Board Think Kong.

Nie tylko ekspert, ale ekspert właściwy do tematu

Podobne podejście widać w sposobie, w jaki Polacy oceniają internetowe treści dotyczące zdrowia. Najważniejszym elementem budującym wiarygodność portalu zdrowotnego są kompetencje autorów – wskazuje na nie 40,1% badanych. Dla 34% respondentów istotna jest obecność kompetentnych ekspertów w publikacjach, a 33% zwraca uwagę na możliwość dotarcia do badań i raportów źródłowych poprzez zamieszczone linki.

Odbiorcy oceniają również sposób komunikowania informacji. 26,5% badanych za ważny element wiarygodności uznaje neutralny ton komunikacji, 24,5% – wyjaśnianie trudnych terminów i skrótów, a 24% – brak clickbaitowych i sensacyjnych nagłówków.

W stresie zdrowotnym Polacy nadal najczęściej pytają specjalistów

W sytuacjach związanych z niepokojem lub stresem zdrowotnym najczęściej wybieranym źródłem informacji pozostają specjaliści medyczni – wskazało ich 39,9% badanych. Jednocześnie istotną rolę odgrywają internetowe źródła wiedzy: 22,8% respondentów korzysta z portali medycznych i zdrowotnych, a 21,1% – z wyszukiwarek internetowych, w tym odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję.

Polacy sięgają również po informacje od rodziny i znajomych (19,8%) oraz wypowiedzi ekspertów opierających się na badaniach naukowych (17,9%). 12,8% badanych korzysta z doświadczeń innych pacjentów publikowanych na forach i grupach dyskusyjnych.

Znacznie rzadziej wskazywane są praktyki medycyny alternatywnej (9,4%), media społecznościowe (7,4%), osoby promujące metody niezweryfikowane naukowo (6,8%) oraz influencerzy niezwiązani z medycyną (3,6%). 18% respondentów deklaruje natomiast, że nie podejmuje decyzji zdrowotnych pod wpływem silnych emocji.

Portale zdrowotne mają potencjał, ale odbiorcy pozostają ostrożni

Choć internet jest ważnym źródłem informacji o zdrowiu, zaufanie do publikowanych tam treści pozostaje umiarkowane. 29,4% badanych deklaruje, że ufa treściom zamieszczonym na portalach medycznych i zdrowotnych. 17,9% podchodzi do nich sceptycznie, a największa grupa – 31,4% – nie potrafi jednoznacznie ocenić ich wiarygodności. Jednocześnie 21,3% respondentów w ogóle nie korzysta z portali zdrowotnych.

Wyniki wskazują, że w komunikacji dotyczącej zdrowia nie wystarczy samo dostarczenie informacji. Odbiorcy chcą wiedzieć, kto jest jej autorem, na jakich źródłach się opiera i czy została przedstawiona w sposób pozwalający ją zrozumieć i zweryfikować.

– Pacjenci chcą być pewni, że mogą zaufać konkretnemu przekazowi i na szczęście aktualnie mają do tego narzędzia. Mogą sprawdzić wiarygodność samego medium oraz to, czy treść odwołuje się do uznanych instytucji lub badań opublikowanych w recenzowanych czasopismach. Niezwykle istotne jest również zwrócenie uwagi na sposób prowadzonej narracji oraz język i ton wypowiedzi autora lub eksperta – komentuje Alicja Jabłońska-Krzywy, redaktor naczelna Focus o Zdrowiu.

Prezentowane wyniki są częścią szerszego raportu realizowanego przez On Board Think Kong we współpracy z platformą internetową Focus o Zdrowiu, przy wsparciu instytucjonalnym Fundacji My Pacjenci. Raport został objęty Patronatem Honorowym Rzecznika Praw Pacjenta.

Badanie: Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI w dniach 03.03–04.03.2026 na ogólnopolskiej próbie 833 dorosłych Polaków. Próba została zweryfikowana i zważona pod względem płci, wieku oraz wielkości miejscowości.

Pełne wyniki raportu: Wiarygodność informacji zdrowotnych w Polsce – raport OBTK

Źródło: inf pras

Od 2027 roku zmienią się zasady organizacji i finansowania leczenia uzdrowiskowego przez NFZ. Sanatoria mają otrzymać większą swobodę w układaniu programów leczenia, a zabiegi mają być lepiej dostosowane do wieku, rozpoznania i potrzeb konkretnego pacjenta. Jednocześnie Fundusz likwiduje 5-procentowy bonus finansowy dla świadczeniodawców. Tylko ta decyzja oznacza pozostawienie w budżecie NFZ około 118 mln zł. Nowe zasady będą obowiązywały od 1 stycznia 2027 roku.

Zmiana może wydawać się techniczna, ale dotyka jednego z większych segmentów świadczeń finansowanych przez publicznego płatnika. Na lecznictwo uzdrowiskowe NFZ przeznacza obecnie ponad 2,3 mld zł rocznie. Jeszcze w 2023 roku było to około 1,5 mld zł. W ciągu trzech lat nakłady wzrosły więc o 53 proc. Teraz Fundusz chce zmienić nie tylko sposób finansowania części świadczeń, lecz także filozofię ich organizacji.

Najważniejszą zmianą dla pacjentów ma być odejście od podejścia, w którym funkcjonował standardowy pakiet zabiegów niezależnie od schorzenia chorego, na rzecz większej indywidualizacji terapii. Program leczenia opracowany przez placówkę ma uwzględniać między innymi wiek pacjenta, rozpoznanie choroby oraz kierunek leczniczy konkretnego uzdrowiska.

Jednocześnie zmienią się wymagania stawiane samym sanatoriom. Placówki nie będą już zobowiązane do realizowania świadczeń we wszystkich kierunkach leczniczych ustalonych dla danego uzdrowiska. W praktyce będą mogły skoncentrować się na tych zakresach, które odpowiadają ich możliwościom organizacyjnym, posiadanej kadrze i rzeczywistemu zapotrzebowaniu pacjentów.

Dotychczasowa konstrukcja systemu w większym stopniu narzucała świadczeniodawcom zakres prowadzonej działalności. Nowe rozwiązanie odpowiada na postulaty środowiska uzdrowiskowego domagającego się większej elastyczności. Nie oznacza jednak, że sanatoria będą mogły dowolnie decydować o sposobie leczenia. Nadal będą związane wymaganiami dotyczącymi świadczeń gwarantowanych w lecznictwie uzdrowiskowym określonymi w przepisach.

Z perspektywy pacjenta najważniejsze pytanie brzmi więc nie tyle, czy zabiegów będzie więcej lub mniej, ale czy rzeczywiście będą one lepiej odpowiadały jego problemowi zdrowotnemu. Samo zwiększenie swobody świadczeniodawców nie jest jeszcze równoznaczne z poprawą jakości terapii. Ostateczny efekt będzie zależał od tego, jak placówki wykorzystają nowe możliwości i jak będą konstruowały indywidualne programy leczenia.

Druga część reformy ma już bardzo konkretny wymiar finansowy. Od 1 stycznia 2027 roku NFZ rezygnuje z 5-procentowego współczynnika korygującego stosowanego przy rozliczaniu świadczeń uzdrowiskowych. Mechanizm miał powiązać dodatkowe finansowanie z jakością udzielanych świadczeń. Według Funduszu nie udało się jednak wykazać mierzalnych efektów uzasadniających jego dalsze stosowanie.

Zniesienie współczynnika oznacza, że w budżecie NFZ pozostanie około 118 mln zł. Dla placówek uzdrowiskowych oznacza natomiast utratę dodatkowego elementu finansowania, który dotychczas był uwzględniany w rozliczeniach. Fundusz zestawia tę decyzję ze wzrostem całkowitych wydatków na lecznictwo uzdrowiskowe. W latach 2023–2026 nakłady zwiększyły się z 1,5 do ponad 2,3 mld zł rocznie.

Zmiany pokazują też szerszy kierunek, w którym NFZ chce przesuwać lecznictwo uzdrowiskowe. Sanatorium ma w większym stopniu funkcjonować jako miejsce terapii dostosowanej do określonego problemu zdrowotnego pacjenta, a nie jako system oparty przede wszystkim na jednakowym zestawie procedur. To podejście może mieć znaczenie szczególnie w przypadku starszych i wielochorobowych pacjentów, którzy stanowią istotną część osób korzystających z leczenia uzdrowiskowego.

Nie oznacza to jednak automatycznie rewolucji w dostępie do sanatoriów. Zarządzenie dotyczy przede wszystkim warunków zawierania i realizacji umów przez NFZ oraz organizacji świadczeń. Fundusz w opublikowanym komunikacie nie zapowiedział przy tej okazji zmiany zasad kierowania pacjentów na leczenie uzdrowiskowe ani likwidacji obecnego systemu kwalifikacji.

Nowe rozwiązania wynikają z Zarządzenia Prezesa NFZ nr 99/2026/DSM zmieniającego warunki zawierania i realizacji umów dotyczących lecznictwa uzdrowiskowego. Samo zarządzenie weszło w życie 16 września 2026 roku, natomiast nowe zasady mają być stosowane od 1 stycznia 2027 roku. Kilkumiesięczny okres przejściowy ma pozwolić placówkom uzdrowiskowym przygotować się do nowych warunków.

Źródło: NFZ

Czy wpisanie terapii na listę refundacyjną rzeczywiście oznacza, że pacjent może z niej skorzystać? Federacja Przedsiębiorców Polskich zwraca uwagę, że w praktyce dostęp do świadczeń gwarantowanych zależy nie tylko od wskazań medycznych, ale również od kategorii refundacyjnej oraz sposobu finansowania przez Narodowy Fundusz Zdrowia. Zdaniem organizacji pacjenci z chorobami przewlekłymi i rzadkimi częściej niż chorzy onkologicznie muszą czekać na rozpoczęcie leczenia, mimo że spełniają kryteria kwalifikacji do programu lekowego. FPP apeluje do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów o analizę obowiązujących przepisów i rozpoczęcie dyskusji nad zapewnieniem bardziej równego dostępu do refundowanych terapii.

FPP od lat analizuje wyzwania związane z funkcjonowaniem ochrony zdrowia, w tym jego finansowaniem. Jednak zwraca również uwagę, na inne wyzwania z którymi boryka się system opieki zdrowotnej w Polsce, w tym rzeczywistą dostępność świadczeń dla pacjentów.

Leki refundowane dostępne w aptekach, programach lekowych oraz katalogu chemioterapii stanowią część świadczeń gwarantowanych określonych w ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. W praktyce pacjenci korzystający z poszczególnych kategorii refundacyjnych znajdują się jednak w odmiennych sytuacjach.

Pacjenci realizujący recepty na refundowane leki apteczne mają co do zasady zapewniony dostęp do terapii po uzyskaniu recepty. Inaczej wygląda sytuacja wielu osób leczonych w programach lekowych lub w ramach katalogu chemioterapii. W ich przypadku sama obecność terapii na liście refundacyjnej nie zawsze oznacza możliwość natychmiastowego rozpoczęcia leczenia, mimo że formalnie jest ona świadczeniem gwarantowanym.

Zdaniem FPP problem ten szczególnie dotyka pacjentów z chorobami przewlekłymi i rzadkimi, dla których opóźnienie rozpoczęcia leczenia może mieć istotne konsekwencje zdrowotne.

Federacja zwraca również uwagę na różnice występujące w obrębie samych programów lekowych. Obowiązujące przepisy sprawiają, że sytuacja pacjentów może być odmienna w zależności od rodzaju jednostki chorobowej, na którą cierpią – tzn. czy jest to choroba onkologiczna, czy inne poważne schorzenie, w tym choroba rzadka lub przewlekła. Zgodnie z założeniami ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych oraz wielokrotnymi deklaracjami przedstawicieli Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia, pacjenci onkologiczni powinni mieć zapewnione finansowanie diagnostyki i leczenia bez limitów oraz bez oczekiwania. W praktyce oznacza to, że świadczenia udzielane tej grupie pacjentów, w tym również nadwykonania, są rozliczane przez NFZ w pierwszej kolejności.

Inaczej wygląda sytuacja pacjentów chorujących na stwardnienie rozsiane, RZS czy wspomniane już choroby rzadkie. W ich przypadku możliwość rozpoczęcia leczenia często zależy od wartości umowy zawartej między NFZ a szpitalem oraz od tego, czy świadczeniodawca ma gwarancję zapłaty za nadwykonania. W praktyce pacjenci mogą być zmuszeni do oczekiwania na włączenie do programu lekowego przez wiele miesięcy, mimo spełniania kryteriów kwalifikacji i objęcia danej terapii refundacją. Zdaniem FPP jest to przejaw nierówności, który może budzić poważne wątpliwości z perspektywy konstytucyjnej zasady równego dostępu do świadczeń finansowanych ze środków publicznych. Leczenie pacjentów znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji zdrowotnej powinno być finansowane w sposób nielimitowany, niezależnie od rozpoznania i kategorii refundacyjnej terapii.

W ocenie FPP rodzi to pytania o realizację konstytucyjnej zasady równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.

„W ostatnich latach Ministerstwo Zdrowia podjęło wiele działań zwiększających dostęp pacjentów do nowoczesnych terapii. Możemy śmiało mówić o przełomie w kontekście refundacji innowacyjnych cząsteczek. Uważamy jednak, że równie ważne jest zapewnienie, aby decyzje refundacyjne przekładały się na rzeczywistą i możliwie równą dostępność leczenia dla wszystkich pacjentów, niezależnie od rodzaju choroby czy kategorii refundacyjnej terapii” – podkreśla Federacja Przedsiębiorców Polskich.

Dlatego organizacja zwróciła się do Departamentu Równego Traktowania KPRM z prośbą o przeanalizowanie obecnych rozwiązań oraz rozpoczęcie dyskusji na temat większej spójności systemu. Zdaniem FPP celem powinno być stworzenie takich warunków, aby pacjenci korzystający ze świadczeń gwarantowanych mogli liczyć na bardziej równy i przewidywalny dostęp do leczenia.

Źródło: inf pras

Sztuczna inteligencja (AI) już dziś przynosi wymierne korzyści w ochronie zdrowia, usprawniając codzienną pracę personelu medycznego i zwiększając przepustowość systemu. Jak wynika z raportu Future Health Index 2026 Philips, AI pozwala lekarzom oszczędzać czas, poprawia efektywność procesów klinicznych oraz wspiera podejmowanie decyzji. Jednocześnie sektor ochrony zdrowia wchodzi w kolejny etap rozwoju, w którym kluczowe znaczenie będzie miało nie tylko wdrażanie pojedynczych narzędzi, ale ich integracja w ramach spójnego ekosystemu opieki.

Większa przepustowość systemu i komfort pracy personelu

Sztuczna inteligencja przynosi wymierne korzyści dzięki ograniczaniu obciążeń administracyjnych i wspieraniu bardziej efektywnych procesów pracy. Z raportu Future Health Index 2026 wynika, że blisko połowa lekarzy (46%) deklaruje oszczędność średnio co najmniej 132 godzin rocznie dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji, co odpowiada ponad trzem pełnym tygodniom pracy.

Zaoszczędzony czas przyczynia się do zmiany sposobu wykonywania obowiązków zawodowych, umożliwiając specjalistom większe skupienie na zadaniach o najwyższej wartości klinicznej, takich jak: dokładniejsza analiza przypadków, poprawa precyzji oraz o usprawnienie procesu podejmowania decyzji. Jednocześnie zgodnie z danymi  raportu Future Health Index 2026 Philips 50% lekarzy wskazuje, że dzięki AI mogą przyjmować większą liczbę pacjentów, co oznacza globalnie średnio osiem dodatkowych konsultacji tygodniowo na jednego specjalistę.

Sposób, w jaki AI wspiera codzienną pracę klinicystów, przekłada się jednak nie tylko na wyższą efektywność, ale również na większy komfort pracy. W niektórych specjalizacjach, takich jak radiologia, lekarze częściej wskazują, że dzięki sztucznej inteligencji ich praca staje się łatwiejsza. Korzyści z AI są postrzegane również w kontekście mniejszego obciążenia poznawczego i lepszej koncentracji.

– Radiologia należy dziś do obszarów, w których korzyści ze sztucznej inteligencji są najbardziej widoczne. AI wspiera specjalistów zarówno w dostarczaniu wysokiej jakości obrazów, jak i na etapie ich analizy, pomagając identyfikować nawet subtelne zmiany diagnostyczne. Pełni rolę dodatkowego wsparcia – drugiej para oczu lub osobistego asystenta, którego obecność poprawia efektywność i wpływa na redukcję codziennego stresu zawodowego – mówi Michał Kępowicz, Dyrektor ds. Relacji z Sektorem Publicznym w Philips.

Zmniejszenie obciążenia i odzyskany czas powodują, że nawet połowa klinicystów wskazuje, że sztuczna inteligencja pozytywnie wpływa na ich równowagę między życiem zawodowym i prywatnym. Jednocześnie 62% liderów ochrony zdrowia ocenia, że korzyści wynikające z inwestycji w AI równoważą poniesione koszty lub je przewyższają.

AI w skali dla bardziej skoordynowanej opieki

Wraz z rosnącą liczbą dowodów potwierdzających skuteczność sztucznej inteligencji w codziennej praktyce klinicznej uwaga sektora ochrony zdrowia przesuwa się w stronę działań zmierzających do szerokiego i zintegrowanego stosowania AI.

– Następny etap rozwoju sztucznej inteligencji w ochronie zdrowia będzie zależał nie tylko od wdrażania kolejnych pojedynczych rozwiązań, ale przede wszystkim od zdolności do integracji danych, procesów i narzędzi w ramach jednego ekosystemu opieki. Taki model pozwoli zapewnić lepiej skoordynowaną opiekę nad pacjentem, usprawniając współpracę między specjalistami i zapewniając szybszy dostęp do informacji niezbędnych do podejmowania decyzji klinicznych – mówi Michał Kępowicz z Philips.

Jest to proces wymagający szczególnie w środowisku rozproszonych danych, systemów i procesów pracy, ale już się odbywający.

Przykładem takiego zintegrowanego kierunku rozwoju jest realizowany w Polsce przez Centrum e-Zdrowia projekt Platformy Usług Inteligentnych (PUI)[1]. Pierwszymi narzędziami AI udostępnianymi w ramach platformy będą algorytmy wspierające diagnostykę obrazową. Projekt, rozwijany w ramach projektu e-Zdrowie KPO, ma zapewnić lekarzom dostęp m.in. do certyfikowanych narzędzi AI wspierających analizę badań RTG, tomografii komputerowej i rezonansu magnetycznego.

Budowa zaufania do AI i wzmacnianie kompetencji personelu

Aby wdrażać sztuczną inteligencję na szeroką skalę – jak wskazuje raport Future Health Index 2026 – oprócz zintegrowanych ecosystemów równie ważne jest budowanie zaufania do AI oraz przygotowanie personelu do pracy z nowymi narzędziami.

Lekarze nadal wskazują na potrzebę dalszego doskonalenia technologii, zwracając uwagę m.in. na niejednolitą skuteczność w różnych środowiskach klinicznych (58%) oraz ograniczoną przejrzystość sposobu formułowania rekomendacji przez algorytmy (60%). Jednocześnie 70% respondentów deklaruje, że w ich organizacjach nie funkcjonują jeszcze jasne procesy monitorowania narzędzi opartych na sztucznej inteligencji.

Wyniki te pokazują wyzwania charakterystyczne dla wczesnego etapu adopcji AI i wskazują obszary niezbędne do budowania zaufania oraz zapewnienia spójnej jakości działania. Podobnie jak inne systemy kliniczne, rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję wymagają stałego monitorowania, audytowania i pełnej identyfikowalności.

Oprócz tego, że lekarze muszą być pewni narzędzi z których korzystają potrzebują również dokładnie wiedzieć jak z nich korzystać. Aż 70% respondentów wskazuje, że szkolenia z AI są niewystarczające, niespójne lub w ogóle niedostępne.

Spojrzenie w przyszłość

AI w ochronie zdrowia przeszła już etap obietnic i pojedynczych wdrożeń, coraz wyraźniej pokazując swoją wartość w codziennej praktyce klinicznej. Kolejnym krokiem będzie odpowiedzialne skalowanie tych rozwiązań poprzez integrację, wzmacnianie zaufania i budowanie kompetencji zespołów. A wszystko to pod nadzorem człowieka – bo jak twierdzi 90% lekarzy, w miarę rozwoju sztucznej inteligencji niezbędne będzie utrzymanie człowieka w procesie.

***

Materiał opracowany na podstawie wyników i wniosków z raportu Future Helth Index 2026 r. Philips

O raporcie:

Future Health Index to największe na świecie badanie tego typu, analizujące perspektywy pracowników ochrony zdrowia i pacjentów w wielu krajach. W oparciu o autorskie badania ilościowe, w których wzięło udział ponad 2 000 pracowników ochrony zdrowia i ponad 20 000 pacjentów z 10 krajów, edycja z 2026 r. analizuje, w jaki sposób sztuczna inteligencja jest aktywnie wykorzystywana w systemach opieki zdrowotnej oraz jaką wartość wnosi w postaci zaoszczędzonego czasu, zwiększonych możliwości i poprawy jakości świadczonej opieki. W celu pobrania raportu odwiedź stronę:  raport_link

Po ponad dekadzie obowiązywania jednego z najbardziej restrykcyjnych przepisów na europejskim rynku farmaceutycznym rząd zdecydował się na jego zmianę. Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji Prawa farmaceutycznego, który znosi całkowity zakaz reklamy aptek i punktów aptecznych. To efekt konieczności dostosowania polskich przepisów do wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Zmiana nie oznacza jednak pełnej swobody marketingowej. Wręcz przeciwnie, projekt przewiduje szereg ograniczeń mających chronić pacjentów przed nieuczciwymi praktykami i nadmierną komercjalizacją usług farmaceutycznych.

Obowiązujący od 2012 roku zakaz reklamy aptek od początku budził liczne kontrowersje. Zwolennicy przekonywali, że chroni pacjentów przed agresywnym marketingiem i ogranicza zjawisko traktowania leków jak zwykłych produktów konsumpcyjnych. Krytycy wskazywali natomiast, że przepisy były wyjątkowo restrykcyjne i utrudniały aptekom przekazywanie nawet podstawowych informacji o swojej działalności, dostępnych usługach czy nowych rozwiązaniach dla pacjentów.

Nowelizacja przygotowana przez Ministerstwo Zdrowia ma znaleźć kompromis pomiędzy prawem do informowania a koniecznością ochrony zdrowia publicznego. Reklama będzie dopuszczalna, ale jej zakres zostanie wyraźnie ograniczony.

Projekt zakłada przede wszystkim, że przekazy reklamowe nie będą mogły wprowadzać pacjentów w błąd ani zachęcać do nieuzasadnionego kupowania leków, wyrobów medycznych czy innych produktów związanych ze zdrowiem. Oznacza to odejście od całkowitego zakazu na rzecz modelu, w którym kluczową rolę odgrywa odpowiedzialność za treść komunikacji.

Szczególna ochrona ma objąć dzieci i młodzież. Reklamy nie będą mogły wykorzystywać wizerunku ani głosu osób poniżej 18. roku życia, również wtedy, gdy zostały one wygenerowane cyfrowo z wykorzystaniem nowoczesnych technologii. Projekt zakazuje także oferowania pacjentom różnego rodzaju korzyści lub gratyfikacji w zamian za zakup produktów albo skorzystanie z usług apteki.

Zmiany obejmują również placówki prowadzące obrót pozaapteczny. Zniesiony ma zostać zakaz reklamy sklepów ogólnodostępnych i sklepów zielarsko-medycznych w zakresie wyrobów medycznych. To kolejny element dostosowujący przepisy do standardów wynikających z prawa unijnego.

Równocześnie ustawodawca proponuje zaostrzenie odpowiedzialności za naruszanie nowych regulacji. Maksymalna kara administracyjna za niezgodną z prawem reklamę wzrośnie z obecnych 50 tys. zł do 100 tys. zł. Wyższe sankcje mają zniechęcać do obchodzenia przepisów i ograniczyć ryzyko pojawienia się agresywnych kampanii marketingowych.

Zmiana wpisuje się w szerszą dyskusję dotyczącą roli reklamy w ochronie zdrowia. Z jednej strony pacjenci coraz częściej oczekują łatwego dostępu do informacji o usługach świadczonych przez apteki, takich jak szczepienia, przeglądy lekowe, konsultacje farmaceutyczne czy dostępność określonych preparatów. Z drugiej strony eksperci od lat podkreślają, że decyzje dotyczące leczenia nie powinny być kształtowane przez przekazy marketingowe, lecz przez rzeczywiste potrzeby zdrowotne oraz rekomendacje profesjonalistów.

Przyjęty przez Radę Ministrów projekt próbuje pogodzić oba cele. Pozwala aptekom informować o swojej ofercie, jednocześnie wyznaczając granice, których przekroczenie może prowadzić do manipulowania decyzjami pacjentów lub promowania nieracjonalnego stosowania produktów zdrowotnych.

Jeżeli nowe przepisy zostaną uchwalone przez parlament, wejdą w życie po upływie 14 dni od dnia ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Oznacza to, że po wielu latach obowiązywania całkowitego zakazu polski rynek apteczny wkroczy w nowy etap, w którym informowanie o działalności będzie możliwe, ale pod znacznie większym nadzorem niż w większości innych sektorów gospodarki.

Źródło: MZ

Każdego roku mieszkańcy Europy samodzielnie leczą ok. 1,2 mld drobnych dolegliwości, stosując leki bez recepty, co przynosi blisko 36,7 mld euro oszczędności rocznie. Sam system ochrony zdrowia w UE oszczędza na tym 26,3 mld euro, a w Polsce – 1 mld zł. Starzenie się społeczeństwa i jego rosnące potrzeby zdrowotne sprawiają, że takie podejście będzie zyskiwać na znaczeniu, ale potrzeba do tego podnoszenia kompetencji zdrowotnych pacjentów – przypominają eksperci z okazji Międzynarodowego Dnia Samoleczenia.

– Odpowiedzialne samoleczenie to element każdego nowoczesnego systemu opieki zdrowotnej. Oznacza to, że pacjent samodzielnie podejmuje decyzje o leczeniu drobnych dolegliwości przy użyciu leków bez recepty (OTC) – mówi w rozmowie z agencją Newseria Ewa Jankowska, prezeska PASMI – Polskiego Związku Producentów Leków Bez Recepty.

Samoleczenie jest elementem szerszej koncepcji samoopieki (self-care), którą Światowa Organizacja Zdrowia definiuje jako zdolność do zapobiegania chorobom, utrzymywania zdrowia oraz radzenia sobie z dolegliwościami. Według raportu Uczelni Łazarskiego „Rola samoleczenia w systemie opieki zorientowanym na wartość zdrowotną” w Unii Europejskiej każdego dnia ok. 3,3 mln drobnych dolegliwości zdrowotnych można leczyć przy użyciu leków OTC. To głównie infekcje wirusowe, ból gardła, kaszel, alergie, dolegliwości układu pokarmowego, bóle głowy czy niewielkie urazy. Bezpieczne samoleczenie dotyczy wyłącznie mniejszych dolegliwości, a w przypadku utrzymywania się lub nasilenia objawów konieczna jest konsultacja z lekarzem.

– Samoleczenie jest dzisiaj benefitem nie tylko dla pacjenta, ale również dla całego systemu opieki zdrowotnej – ocenia Łukasz Marynowski, country head Poland w Opella Healthcare, członek zarządu PASMI. – W obliczu starzejącego się społeczeństwa, rosnącej liczby pacjentów, ale też ograniczonych zasobów kadrowych to właśnie odpowiedzialne samoleczenie powinno być niezbędnym uzupełnieniem opieki medycznej. Pozwoli to efektywnie wykorzystać zasoby całego systemu ochrony zdrowia.

Według raportu AESGP Study „Self-Care in Europe: Economic and Social Impact on Individuals and Society” każde 1 euro wydane przez pacjenta na samoleczenie przynosi średnio 6,7 euro korzyści ekonomicznych – 4,6 euro dla systemu ochrony zdrowia oraz 2,1 euro dla gospodarki. Przytaczane w raporcie wyliczenia ekspertów szacują, że gdyby pacjenci zgłaszali się ze wszystkimi drobnymi dolegliwościami, w całej UE potrzebnych byłoby dodatkowo 120 tys. lekarzy pierwszego kontaktu lub obecna kadra musiałaby pracować dodatkowe 144 minuty dziennie. Większe wykorzystanie odpowiedzialnego samoleczenia mogłoby ograniczyć liczbę wizyt u lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej o kolejne 10–25 proc. i przynieść 17,6 mld euro oszczędności rocznie (12,5 mld dla systemu i 5,1 mld dla gospodarki).

W Polsce obecnie nieco ponad połowa drobnych dolegliwości leczona jest w ramach odpowiedzialnego samoleczenia, co pokazuje, że model ten odgrywa istotną rolę w funkcjonowaniu krajowego systemu ochrony zdrowia. Tak szerokie wykorzystanie samoleczenia wymaga jednak odpowiednich kompetencji zdrowotnych oraz świadomego i bezpiecznego stosowania produktów leczniczych dostępnych bez recepty.

– Kompetencje te buduje się poprzez uważne czytanie ulotek. Ważne również, aby w trakcie procesu samoleczenia obserwować reakcję organizmu i w przypadkach wątpliwych skonsultować się z farmaceutą i lekarzem – mówi Ewa Jankowska.

Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje, że kompetencje zdrowotne obejmują umiejętność wyszukiwania, rozumienia i wykorzystywania informacji dotyczących zdrowia przy podejmowaniu codziennych decyzji. Oznacza to m.in. umiejętność właściwego stosowania leków zgodnie z ulotką, rozpoznania objawów wymagających konsultacji z lekarzem oraz korzystania z wiedzy farmaceutów.

– Odpowiedzialne samoleczenie zaczyna się od rzetelnej i sprawdzonej wiedzy. Dzisiaj pacjenci mają bardzo szeroki dostęp do informacji i trudno jest dokonać wyboru pomiędzy faktem a niesprawdzoną poradą. Dlatego bardzo ważną rolę odgrywa środowisko medyczne – podkreśla Ewa Królikowska, dyrektor generalna Teva Pharmaceuticals Polska, członkini zarządu PASMI.

Jak wynika z przytoczonego w raporcie badania Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej, 62,5 proc. pacjentów jako główne źródło wiedzy o stosowanych lekach wskazuje lekarza. Również farmaceuci odgrywają ważną rolę w budowaniu ich kompetencji zdrowotnych i wspieraniu w bezpiecznym zażywaniu leków bez recepty. Właśnie promowaniu takich postaw służy obchodzony 24 lipca Międzynarodowy Dzień Samoleczenia.

– W tym dniu przypominamy, jak ważne społecznie jest odpowiednie stosowanie leków bez recepty. Symbol 24/7 oznacza, że o zdrowie powinniśmy dbać odpowiedzialnie przez całą dobę, siedem dni w tygodniu – podkreśla Ewa Jankowska.

Źródło: Newseria

Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” w Warszawie uruchomił pięciu Asystentów AI, którzy wykorzystują generatywną sztuczną inteligencję, bazę wiedzy szpitala i interaktywne mapy 3D, aby wspierać pacjentów oraz ich opiekunów. System pomaga znaleźć poradnie i oddziały, odpowiada na pytania organizacyjne oraz odciąża personel. To pierwsze komercyjne wdrożenie tego rozwiązania, które w przyszłości może trafić także na lotniska, dworce i do urzędów.
 
– Uruchomiliśmy system pięciu awatarów, które mają wspierać rodziny pacjentów w pozyskiwaniu informacji o funkcjonowaniu naszego instytutu. Ta nowoczesna technologia pomoże znaleźć praktyczne informacje osobom, które przyjeżdżają do nas na wizyty ambulatoryjne, oraz tym, które są hospitalizowane – mówi agencji Newseria dr n. med. Marek Migdał, dyrektor Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” (IPCZD). – Co roku odwiedza nas kilkaset tysięcy dzieci i ich rodzin. 52 proc. to pacjenci spoza Mazowsza, którzy bardzo często potrzebują prostych informacji odnośnie do tego, jak jest zorganizowany szpital i jak się po nim poruszać.

Pięciu interaktywnych Asystentów AI zainstalowano w najczęściej odwiedzanych punktach IPCZD, m.in. przy wejściu głównym, w izbie przyjęć czy przy wejściu do poradni specjalistycznych. Pacjenci, ich opiekunowie i osoby odwiedzające mogą za pomocą ekranów dotykowych prowadzić rozmowę z asystentami, którzy udzielają informacji organizacyjnych, pomagają odnaleźć konkretne poradnie, oddziały czy pracownie diagnostyczne, wykorzystując do tego interaktywne mapy 3D. Komunikacja jest możliwa w języku polskim i angielskim.

– Asystent AI powstał po to, by usprawnić komunikację pacjentów i ich rodziców oraz pomóc w nawigowaniu po tym ośrodku, który liczy ponad 30 budynków – podkreśla Arkadiusz Wójcik, dyrektor ICT w firmie Orange Polska, która jest partnerem technologicznym projektu. – To jest jego najważniejsza funkcja. Przekłada się to na spokój rodziców i młodych pacjentów podczas poruszania się po szpitalu. To istotne, biorąc pod uwagę stresogenność całego pobytu w tej instytucji.

Rozwiązanie zostało zaprojektowane tak, aby zapewnić szybki i intuicyjny dostęp do najważniejszych informacji, szczególnie osobom, które po raz pierwszy są w IPCZD. Asystent AI nie zastępuje personelu medycznego ani administracyjnego – jego rolą jest przejęcie prostych, powtarzalnych pytań i ułatwienie dostępu do informacji, dzięki czemu pracownicy mogą poświęcić więcej czasu sprawom wymagającym bezpośredniego kontaktu z pacjentem. To ułatwia funkcjonowanie pacjentów w przestrzeni szpitala, również tych najmłodszych. W strefie gier i aktywności dostępne są bowiem m.in. proste gry ekranowe i gry konwersacyjne wykorzystujące AI, które pozwalają przyjemnie spędzić czas np. w oczekiwaniu na badanie czy konsultację.

Firma Orange Polska odpowiadała za dostarczenie i implementację rozwiązania opartego na sztucznej inteligencji, dostosowanego do potrzeb IPCZD. Jest to pierwsze komercyjne wdrożenie tego rozwiązania. Każde urządzenie z Asystentem AI ma własną antenę 5G z kartą SIM, dzięki czemu jest niezależne od lokalnego połączenia z siecią i ma własne, bezpieczne połączenie z zapleczem rozwiązania. 

– Asystent AI ma zdolność uczenia się, wyciągania wniosków, agregowania informacji, dołączania nowych odpowiedzi na pojawiające się pytania. To jest rozwiązanie uczące się, czyli wykorzystujące znane nam dzisiaj techniki i technologie w zakresie nauczania językowego – wskazuje dyrektor ICT w Orange Polska.

Przedstawiciele firmy wskazują, że w Asystentach AI zastosowano wiele innowacyjnych rozwiązań. Łączą one możliwości generatywnej sztucznej inteligencji z bazą wiedzy konkretnej organizacji (obejmującą regulaminy, procedury, informacje organizacyjne czy mapy obiektów) i z nowoczesnym interfejsem multimedialnym. Dzięki temu mogą być personalizowane pod konkretne branże i wykorzystywane tam, gdzie istotne są szybki dostęp do informacji i jakość obsługi. Czas reakcji wynosi średnio ok. 2 sekund, co pozwala na prowadzenie płynnej i naturalnej interakcji z użytkownikiem. 

– To mogą być np. dworce, lotniska czy punkty obsługi klienta. Taki awatar pomaga rozładowywać kolejki ludzi stojących po informacje oraz udzielić wskazówek, bazując na wewnętrznych informacjach danej instytucji – wskazuje Arkadiusz Wójcik. – Na tym polega nowoczesna technologia, że integrujemy hardware, software i modele językowe oraz wplatamy rozwiązania w zależności od funkcji i potrzeb, które powinny spełnić. Asystent sprawdzi się doskonale również w urzędach, gdzie ułatwi pracę wszystkim osobom obsługującym obywateli.

Jak dodaje, system został zaprojektowany w sposób, który umożliwia jego skalowanie wraz z rozbudową sieci asystentów – zarówno w ramach jednej organizacji, jak i w wielu instytucjach jednocześnie. Architektura rozwiązania pozwala elastycznie zwiększać zasoby wraz ze wzrostem liczby użytkowników i wdrożeń. 

Dyrektor Centrum Zdrowia Dziecka podkreśla, że wdrożenie Asystentów AI to kolejny etap transformacji cyfrowej instytutu.  

– Nie byłoby to możliwe, gdyby nie środki pozyskane z KPO na wsparcie cyfryzacji, przy czym ok. 20 proc. finansujemy ze swoich środków, uważając, że ta inwestycja jest bardzo potrzebna instytutowi – mówi dr n. med. Marek Migdał. – Nowoczesne technologie to jest nasza domena. W styczniu tego roku Instytut „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka” otrzymał prestiżową nagrodę Lidera Roku w Ochronie Zdrowia w Polsce w dziedzinie innowacji, nie wśród szpitali pediatrycznych, ale wszystkich szpitali.

W czerwcu warszawskie centrum uruchomiło zmodernizowaną aptekę szpitalną, w której wdrożono jeden z najbardziej zaawansowanych systemów farmacji szpitalnej w Polsce. Obejmuje on m.in. robota aptecznego, zautomatyzowane magazyny, system Unit Dose, w którym każda dawka leku jest indywidualnie przygotowywana i monitorowana, oraz automatyczne apteczki oddziałowe.

– Mamy plan naszej rewitalizacji do 2027 roku i będziemy realizować bardzo dużo takich projektów – zapowiada dyrektor Instytutu „Pomnik – Centrum Zdrowia Dziecka”

Źródło: Newseria

W Polsce działa już 546 gmin bez ani jednej apteki, a od 2017 roku z rynku zniknęło 2247 placówek. Związek Aptek Franczyzowych podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. deregulacji rynku aptecznego przedstawił propozycje zmian, które mają poprawić dostęp pacjentów do leków. Wśród postulatów znalazły się m.in. możliwość przenoszenia aptek po utracie lokalu, dziedziczenia i sprzedaży placówek wraz z zezwoleniem oraz zmiana zasad konkurencji na rynku.
Sztandarowym przykładem wadliwości aktualnych przepisów jest obowiązujący zakaz przenoszenia aptek. Przeniesiona placówka traktowana jest jak zupełnie nowy podmiot, a nowa apteka nie może powstać, jeżeli w promieniu 500 metrów działa inna i to nawet jeśli chodzi o aptekę obecną w tym samym miejscu od 20 lat.

– Jeżeli apteka się spali, a farmaceuta znajdzie lokal 50 metrów dalej, to prawo powie mu: nie. Pacjenci tracą sprawdzoną placówkę nie z powodów ekonomicznych, tylko czysto formalnych. Nikt na tym nie zyskuje ani pacjent, ani farmaceuta, ani budżet państwa. Proponujemy ciągłość zezwolenia przy zmianie lokalu, jeżeli przeniesienie wynika z utraty tytułu prawnego do lokalu albo jego zniszczenia. To prosta zmiana, która znacząco pomoże zarówno pacjentom jak i farmaceutom – mówi Mariusz Kisiel, prezes Związku Aptek Franczyzowych.

Sukcesja: majątek życia wygasa razem z zezwoleniem

Drugim postulatem proponowanym przez Związek Aptek Franczyzowych jest odblokowanie sukcesji. Właściciel apteki indywidualnej nie może dziś sprzedać jej nikomu spoza wąskiego grona farmaceutów, a placówki nie można w praktyce przekazać dzieciom, jeżeli nie wybrały zawodu farmaceuty.

– Farmaceuta przed emeryturą, którego dzieci pracują w innych zawodach, ma dziś trzy opcje: sprzedać aptekę za ułamek wartości koledze farmaceucie, o ile takiego znajdzie i o ile tego kolegę stać, zamknąć ją, albo umrzeć z zezwoleniem w ręku. Majątek, wart czasami nawet kilka milionów złotych, budowany dekadami traci wartość, bo popyt został ustawowo zlikwidowany. To wywłaszczenie bez odszkodowania, tylko rozłożone w czasie. Chcemy realnej możliwości zbycia i dziedziczenia apteki wraz z zezwoleniem, przy ścisłym zachowaniu wymogu kierownika-farmaceuty i pełnego nadzoru inspekcji. Bezpieczeństwo pacjenta zapewniają przepisy o wykonywaniu zawodu, nie struktura właścicielska – podkreśla Mariusz Kisiel.

Uczciwa konkurencja: egzekucja zamiast zakazów

Obecnie przedsiębiorcy apteczni podlegają dwóm wykluczającym się limitom antykoncentracyjnym, przy czym jeden z nich jest sztuczny. ZAF proponuje jasny i przejrzysty limit koncentracji na poziomie regionu, na wzór rozwiązań włoskich, gdzie po reformie z 2017 roku jeden właściciel może posiadać maksymalnie 20 procent aptek w prowincji. Według analiz Instytutu Finansów Publicznych taki próg oznaczałby w Polsce wzrost liczby aptek o około 660 placówek w perspektywie 15 lat, podczas gdy utrzymanie obecnych przepisów to dalszy spadek o około 750. Nie musimy wymyślać koła na nowo, w Europie te mechanizmy już działają, wymagają tylko odpowiedniego dostosowania do polskiego rynku.

Czego nie naprawi państwowe koło ratunkowe

W trakcie prac zespołu pojawiła się druga propozycja, zupełnie odmiennego projektu. Tak jak projekt ZAF był propozycją deregulacyjną, mającą na celu zwiększyć dostępność do aptek oraz konkurencyjność całego sektora i zabezpieczyć ceny przed nadmiernym wzrostem, tak projekt konkurencyjny zaprezentowany przez ZAPPA zawierał radykalne rozwiązania jeszcze bardziej ograniczające i tak mocno zablokowany już rynek apteczny. ZAPPA zaproponowała nałożenie na apteki nowego podatku w wysokości 2% od obrotu – co w krótkiej perspektywie czasu mogłoby doprowadzić do upadku kolejnych kilku tysięcy aptek. Przedstawiciele Izby Aptekarskiej wskazywali, że nawet 30% aptek miało problemy z rentownością w przeszłości – kolejny podatek to przysłowiowy gwóźdź do trumny. Im mniej aptek, tym niższa dostępność leków oraz wyższe ceny. Już teraz ceny leków nierefundowanych rosną kilka razy szybciej niż inflacja. Z tego powodu, jak pokazują najnowsze badania nawet połowa mieszkańców terenów, gdzie ubytek aptek jest najbardziej zauważalny rezygnuje z zakupu potrzebnych leków – coraz więcej ludzi na leki po prostu nie stać. Ministerstwo Zdrowia w odpowiedzi na jedną z interpelacji poselskich wskazało natomiast że w latach 2020-24 liczba niezrealizowanych pozycji recept wzrosła o 22 mln. Kolejnym pomysłem ZAPPA jest pewnego rodzaju nacjonalizacja rynku, czyli powołanie państwowego przedsiębiorstwa skupiającego upadające apteki. To bezprecedensowy pomysł, który cofałby rynek o kilkadziesiąt lat. Rynek apteczny stałby się niewydolny i niedofinansowany, tak jak państwowa służba zdrowia. Ta propozycja obrazuje jednak jak trudna jest obecna sytuacja farmaceutów i pacjentów.

– Regulacja, która wymaga państwowego koła ratunkowego, jest złą regulacją. Skoro proponuje się państwową spółkę do skupowania aptek i fundusz pożyczkowy za pół miliarda złotych z budżetu, to autorzy tych pomysłów sami przyznają, że rynek pod rządami obecnych przepisów nie utrzyma aptek tam, gdzie są potrzebne. Problem białych plam będzie rósł, brakuje aptek w małych gminach, zamykają się apteki całodobowe w wielkich miastach. Co znamienne, spółka Skarbu Państwa ma być zwolniona z ograniczeń, które obowiązują wszystkich pozostałych uczestników rynku. Nie stać nas na ratowanie skutków złego prawa publicznymi pieniędzmi. Nie stać nas także na to by nakładać kolejny podatek na apteki, których duża część jest dzisiaj nierentowna i pozbawiona możliwości pozyskania wsparcia inwestycyjnego z zewnątrz. Stać nas na dobre prawo i zdrową deregulacje – podsumowuje Mariusz Kisiel.

Postulaty przedsiębiorców aptecznych przedstawione przez ZAF w trakcie posiedzenia komisji sejmowej ds. regulacji rynku aptecznego:

  1. Ciągłość zezwolenia przy przeniesieniu apteki do innego lokalu, gdy przyczyną jest utrata tytułu prawnego lub zniszczenie lokalu.
  2. Możliwość zbycia i dziedziczenia apteki wraz z zezwoleniem, przy zachowaniu wymogu kierownika-farmaceuty i nadzoru inspekcji farmaceutycznej.
  3. Przejrzysty limit koncentracji na poziomie regionu na wzór włoski.
  4. Zwolnienie z opłaty administracyjnej za wydanie zezwolenia podmiotom, które chciałyby otworzyć placówkę apteczną w gminie, w której nie funkcjonuje żadna apteka
  5. Zachowanie ograniczeń geograficznych i demograficznych jako element mobilizujący powstawanie aptek w lokalizacjach, które tego najbardziej potrzebują
  6. Zlikwidowanie niekonstytucyjnych ograniczeń z 2023 roku, które wzmocniły rozpoczętą ustawą tzw. Apteką dla Aptekarza z 2017 degradację rynku aptecznego.
Źródło: inf pras
Problemy z chodzeniem, przewlekłe zmęczenie, zawroty głowy i zaburzenia emocjonalne przez lata nie zostały połączone w jedną diagnozę. Dopiero w wieku 17 lat Wiktoria usłyszała, że choruje na stwardnienie rozsiane. Dziś wraz z mamą opowiada o wieloletniej drodze do rozpoznania, opóźnionym wdrożeniu właściwego leczenia oraz o tym, dlaczego w stwardnieniu rozsianym każda zwłoka może oznaczać nieodwracalną utratę sprawności.
Pierwsze objawy pojawiły się już w dzieciństwie, ale przez lata nikt nie potrafił połączyć ich w jedną całość. Dopiero w wieku 17 lat Wiktoria usłyszała diagnozę stwardnienia rozsianego. Dziś ma 24 lata i wraz z mamą opowiada o długiej drodze do rozpoznania choroby, walce o skuteczne leczenie i o tym, jak jedna decyzja terapeutyczna może zmienić całe życie pacjenta.
 
Jakie były pierwsze objawy choroby? Kiedy się pojawiły?

Wiktoria: Pierwsze wyraźne objawy pojawiły się, gdy miałam około 16 lat. Zaczęło się od problemów z pęcherzem, zaburzeń emocjonalnych, a później doszły trudności z chodzeniem i coraz większe przygarbienie sylwetki.

Dziś, z perspektywy czasu, widzę, że choroba dawała o sobie znać już dużo wcześniej, jeszcze w szkole podstawowej. Podczas szkolnych wycieczek bardzo szybko się męczyłam, a po zajęciach na basenie nie byłam w stanie wrócić pieszo do domu. Mama musiała przyjeżdżać po mnie samochodem. Zdarzały się także niewyjaśnione zawroty głowy. Kiedyś przewróciłam się na boisku bez wyraźnej przyczyny i złamałam rękę. Lekarze badali wtedy nawet błędnik, ale nikt nie podejrzewał choroby neurologicznej.

Patrycja, mama Wiktorii: W tamtym czasie nikt nie łączył tych objawów w jedną całość. Każdy problem był traktowany osobno i szukano dla niego innego wyjaśnienia. W liceum pojawiły się kolejne trudności. Wiktoria zmagała się z fobią społeczną, a jednocześnie coraz bardziej odczuwała skutki postępującej choroby.

Wiktoria: Bardzo ciężko było mi wejść do klasy znajdującej się na najwyższym piętrze szkoły. Rówieśnicy żartowali, że mam słabą kondycję, a ja sama nie rozumiałam, dlaczego zwykłe czynności sprawiają mi taką trudność.

Jak wyglądała droga do diagnozy?

Patrycja, mama Wiktorii: Trafiałyśmy od jednego specjalisty do drugiego – nefrologa, ortopedy, psychologa. Słyszałyśmy, że problem może być związany z kręgosłupem. Nikt nie łączył tych objawów z chorobą neurologiczną. Zaburzenia emocjonalne również wydawały się czymś zupełnie niezwiązanym z późniejszą diagnozą. Wszystkie wizyty i badania wykonywałyśmy prywatnie, bo w publicznym systemie ochrony zdrowia czas oczekiwania był bardzo długi. W końcu jeden z lekarzy skierował Wiktorię na rezonans magnetyczny. Badanie wykazało zmiany demielinizacyjne i jako matka od razu przeczuwałam, że może chodzić o stwardnienie rozsiane. Najgorsze było jednak to, że nikt nie powiedział nam, gdzie dalej szukać pomocy. Nie wiedziałyśmy, do którego szpitala się zgłosić, gdzie działa neurologia dziecięca. Tymczasem stan Wiktorii wyraźnie się pogarszał i potrzebowała pomocy już nawet przy codziennych czynnościach. Ostatecznie trafiłyśmy do Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie postawiono diagnozę.

Co czułyście, kiedy padła diagnoza?

Wiktoria: Dla mnie była to przede wszystkim ulga. Wreszcie dowiedziałam się, dlaczego mając 17 lat nie mogę normalnie chodzić. Najbardziej bałam się usłyszeć, że nic mi nie jest albo że lekarze nie wiedzą, co mi dolega.

Patrycja, mama Wiktorii: Przed diagnozą wiele osób uważało Wiktorię za leniwą. Słyszała, że nie chce ćwiczyć na WF-ie, jeździć na rowerze czy chodzić na spacery. Diagnoza była wyjaśnieniem tych objawów – i dla nas i dla otoczenia.

Paradoksalnie, po pobycie w szpitalu i zetknięciu się z innymi ciężkimi chorobami, stwardnienie rozsiane nie wydawało się nam najgorszym możliwym scenariuszem. Przede wszystkim, wiedziałyśmy, że nie jest to choroba śmiertelna. Oczywiście pojawiło się wiele obaw dotyczących przyszłości i tego, jak poradzimy sobie również pod względem finansowym.

Czy po diagnozie udało się zatrzymać postęp choroby?

Wiktoria: Początkowo otrzymałam leczenie tabletkowe. Miałam wtedy 17 lat i ze względu na wiek nie kwalifikowałam się do terapii, którą otrzymuję obecnie. Nikt nie poinformował nas o możliwości zastosowania leczenia o wyższej skuteczności. Niestety choroba stale postępowała. Coraz bardziej pogarszało się chodzenie, później także sprawność rąk. Bywały dni, kiedy nie byłam w stanie wstać z łóżka. Nie doświadczałam typowych rzutów – objawy po prostu stopniowo się nasilały.

Patrycja, mama Wiktorii: Przy leczeniu tabletkowym choroba była obecna w naszym życiu każdego dnia. Musiałam stale przypominać córce o przyjmowaniu leków, co często prowadziło do napięć między nami. Gdy Wiktoria skończyła 18 lat, musiałyśmy samodzielnie szukać ośrodka, który przejmie dalsze leczenie. Nikt nas nigdzie nie pokierował. W nowym szpitalu kontynuowano dotychczasową terapię, nie analizując dokładnie postępu choroby. Sytuację dodatkowo utrudniała pandemia – wizyty ograniczały się właściwie do wydawania leków.

Wiktoria: W końcu doszło do tego, że zaczęłam poruszać się na wózku. Dopiero wtedy przeprowadzono ponownie pełną diagnostykę. Okazało się, że mam pierwotnie postępującą postać stwardnienia rozsianego. Diagnoza została zmieniona po trzech latach od rozpoznania choroby. I wtedy udało się wdrożyć leczenie okrelizumabem podawanym dożylnie. Otrzymuję ten lek już prawie cztery lata i choroba praktycznie się zatrzymała. Mój stan jest stabilny od momentu rozpoczęcia tej terapii. Mam też więcej energii, nie odczuwam już tak ogromnego zmęczenia jak wcześniej. Poprawiła się również sprawność moich rąk. Bardzo żałuję, że wcześniej nie dostałam tego właśnie leczenia. Być może pozwoliłoby mi to uniknąć tak dużej niepełnosprawności.

Patrycja, mama Wiktorii: Nasz historia pokazuje, że każdy przypadek SM przebiega inaczej, dlatego tak ważny jest dostęp do szerokiego wachlarza terapii, niezależnie od wieku pacjenta. Jeśli dziecko kwalifikuje się do leczenia wysoko skutecznego, powinno otrzymać je jak najszybciej. W początkowym okresie choroby czas ma ogromne znaczenie.

Czy po diagnozie były momenty złości i buntu?

Wiktoria: Oczywiście. Byłam zła na cały świat. Przez pewien czas nie chciałam nawet się rehabilitować. Nie mogłam pogodzić się z tym, że choroba pojawiła się właśnie wtedy, gdy wchodziłam w dorosłość. Dziś jest już inaczej. Zaakceptowałam chorobę i uczę się z nią żyć. Wychodzę z domu, poznaję ludzi, mam chłopaka.

Jak dziś wygląda Wasza codzienność?

Wiktoria: Choroba zmieniła moje spojrzenie na życie. Dziś bardziej doceniam małe rzeczy. Staram się żyć tu i teraz. Nie wybiegam daleko w przyszłość, ale na co dzień znajduję sobie wiele zajęć – szydełkuję, maluję, układam klocki LEGO. Dlatego sprawność rąk jest dla mnie tak ważna. Obecnie robię także prawo jazdy. Paradoksalnie dzięki wózkowi mogę dotrzeć do miejsc, do których wcześniej nie byłam w stanie dojść o własnych siłach.

Patrycja, mama Wiktorii: Ze względu na konieczność opieki nad córką musiałam zrezygnować z pracy zawodowej. Musieliśmy też dostosować dom do potrzeb osoby z niepełnosprawnością. Niestety nadal napotykamy mnóstwo barier. Nawet miejsca oznaczone jako dostępne często nie są w pełni przystosowane. Zdarza się na przykład, że toaleta dla osób z niepełnosprawnościami ma ciężkie drzwi, których osoba na wózku nie jest w stanie samodzielnie otworzyć.

Co chciałybyście powiedzieć rodzicom dzieci, które właśnie usłyszały diagnozę SM?

Patrycja, mama Wiktorii: Przede wszystkim, żeby się nie poddawali i wspierali swoje dziecko najlepiej, jak potrafią. Jednocześnie nie można dopuścić do tego, żeby całe życie kręciło się wyłącznie wokół choroby. Dziecko musi mieć przestrzeń, aby czasem o niej zapomnieć, śmiać się, wygłupiać i robić zwyczajne rzeczy.

Wiktoria: Bardzo ważne jest dobre leczenie od samego początku choroby – to może zmienić całe życie pacjenta. To nie tylko kwestia zdrowia i samodzielności, ale także przyszłości – możliwości nauki, pracy i niezależności. Nieskutecznie leczone stwardnienie rozsiane generuje ogromne koszty społeczne. Dziś ani ja, ani moja mama nie pracujemy. Jeśli nasza historia pomoże choć jednej rodzinie szybciej trafić na właściwe leczenie, będzie to miało ogromny sens.

źródło: informacja prasowa

Ratunkowy Dostęp do Technologii Lekowych (RDTL) pozostaje jednym z najważniejszych mechanizmów umożliwiających pacjentom dostęp do nowoczesnych terapii jeszcze przed ich objęciem standardową refundacją. Najnowsze dane Ministerstwa Zdrowia pokazują, że tylko w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku z tej ścieżki leczenia skorzystało 3184 pacjentów, a wartość sfinansowanych terapii przekroczyła 133,8 mln zł.
RDTL powstał z myślą o pacjentach znajdujących się w szczególnie trudnej sytuacji klinicznej. Mechanizm ten pozwala finansować leczenie wówczas, gdy wyczerpane zostały wszystkie dostępne opcje terapeutyczne finansowane ze środków publicznych, a istnieją jeszcze nowoczesne leki, które nie zostały objęte refundacją.

Jak przypomina Ministerstwo Zdrowia, Ratunkowy Dostęp do Technologii Lekowych umożliwia finansowanie terapii dla pacjentów, „u których wyczerpano wszystkie dostępne opcje leczenia finansowane ze środków publicznych w danym wskazaniu”. Dzięki temu chorzy mogą otrzymać leki, które nie są jeszcze dostępne w standardowych programach refundacyjnych, bez ponoszenia kosztów terapii.

To rozwiązanie ma szczególne znaczenie w onkologii oraz chorobach rzadkich, gdzie postęp terapeutyczny jest bardzo dynamiczny, a proces refundacyjny często trwa wiele miesięcy. W praktyce oznacza to, że część pacjentów może rozpocząć leczenie znacznie wcześniej, niż byłoby to możliwe po zakończeniu standardowych procedur administracyjnych.

Z opublikowanego przez Ministerstwo Zdrowia zestawienia wynika, że do końca maja 2026 roku zgodę na finansowanie terapii w ramach RDTL uzyskało 113 świadczeniodawców. W tym czasie sfinansowano 269 produktów leczniczych obejmujących 222 substancje czynne lub ich kombinacje.

Łączna wartość finansowania wyniosła 133 855 738,05 zł. Terapie były stosowane w blisko 500 wskazaniach opisanych kodami ICD-10, z czego aż 183 dotyczyły chorób nowotworowych. Pokazuje to, że mechanizm RDTL pozostaje jednym z istotnych elementów wspierających leczenie pacjentów onkologicznych, dla których standardowe możliwości terapeutyczne zostały już wyczerpane.

W analizowanym okresie z leczenia skorzystało 3184 pacjentów, w tym 776 dzieci i młodzieży poniżej 18. roku życia. Dane te pokazują, że mechanizm znajduje zastosowanie nie tylko w leczeniu dorosłych, ale również najmłodszych chorych, często zmagających się z rzadkimi schorzeniami wymagającymi indywidualnego podejścia terapeutycznego.

Procedura uzyskania finansowania jest jednak ściśle określona. O zastosowaniu terapii decyduje lekarz prowadzący, natomiast warunkiem uzyskania zgody jest pozytywna opinia konsultanta wojewódzkiego lub krajowego. W przypadku kontynuacji leczenia konieczne jest również potwierdzenie skuteczności terapii. O finansowanie mogą występować wybrane podmioty lecznicze, w tym szpitale III stopnia, szpitale ogólnopolskie, onkologiczne, pulmonologiczne oraz dziecięce.

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że znaczenie RDTL wykracza poza sam dostęp do nierefundowanych leków. Mechanizm umożliwia rozpoczęcie terapii także w sytuacji, gdy producent nie złożył jeszcze wniosku refundacyjnego albo postępowanie refundacyjne nadal trwa. W efekcie pacjenci nie muszą czekać na zakończenie często długiego procesu administracyjnego.

Obecnie w ramach Ratunkowego Dostępu do Technologii Lekowych finansowanych może być 136 substancji czynnych lub ich kombinacji stosowanych w 371 wskazaniach terapeutycznych, które nie są jeszcze objęte standardową refundacją. Jak zaznacza resort zdrowia, w praktyce oznacza to możliwość rozpoczęcia leczenia „nawet o wiele miesięcy, a niekiedy nawet o kilka lat wcześniej niż byłoby to możliwe w standardowym procesie refundacyjnym”.

Choć RDTL nie zastępuje systemowej refundacji, pozostaje ważnym elementem zapewniającym pacjentom dostęp do innowacyjnych terapii w sytuacjach, w których czas ma kluczowe znaczenie. Opublikowane dane pokazują jednocześnie skalę wykorzystania tego rozwiązania oraz rosnącą rolę indywidualnych decyzji terapeutycznych w nowoczesnym systemie ochrony zdrowia.

Źródło: MZ

Ponad 150 organizacji reprezentujących pacjentów z chorobami onkologicznymi, kardiologicznymi, neurologicznymi, rzadkimi, przewlekłymi i wieloma innymi schorzeniami zaapelowało do Prezesa Rady Ministrów o pilne działania na rzecz stabilizacji systemu ochrony zdrowia. Sygnatariusze podkreślają, że problem wykracza poza kompetencje jednego resortu i powinien zostać potraktowany jako kwestia bezpieczeństwa państwa. Odpowiedzią Kancelarii Prezesa Rady Ministrów było przekazanie pisma do Ministerstwa Zdrowia, co przedstawiciele organizacji pacjentów przyjęli z rozczarowaniem.
Apel, podpisany przez 152 organizacje zrzeszone w Radzie Organizacji Pacjentów przy Rzeczniku Praw Pacjenta, nie odnosi się do pojedynczej decyzji administracyjnej ani konkretnej zmiany legislacyjnej. Jego autorzy zwracają uwagę na narastające poczucie niepewności wśród pacjentów dotyczące dostępu do diagnostyki, leczenia i finansowania świadczeń zdrowotnych.

Sygnatariusze wskazują, że zdrowie powinno zostać uznane za jeden z filarów bezpieczeństwa państwa – obok bezpieczeństwa energetycznego, ekonomicznego i społecznego. W ich ocenie obecna sytuacja finansowa systemu ochrony zdrowia wymaga decyzji strategicznych na poziomie całego rządu, a nie jedynie działań podejmowanych przez Ministerstwo Zdrowia.

Pacjenci: problem ma charakter systemowy

Autorzy apelu podkreślają, że nie oczekują prostych rozwiązań, ale długofalowej strategii. Ich zdaniem kolejne przesunięcia środków czy działania interwencyjne nie rozwiązują problemów narastających od lat. W dokumencie zwrócono uwagę na starzenie się społeczeństwa oraz stale rosnącą liczbę osób żyjących z chorobami przewlekłymi, co w kolejnych latach będzie zwiększać zapotrzebowanie na świadczenia zdrowotne.

Polska nadal wydaje na zdrowie mniej niż średnia OECD

W apelu przywołano również dane międzynarodowe. Według autorów dokumentu Polska nadal przeznacza na ochronę zdrowia mniej środków publicznych niż wynosi średnia państw OECD. Przytoczone dane wskazują, że w 2024 r. publiczne wydatki na zdrowie wyniosły w Polsce 6,3 proc. PKB wobec średniej OECD na poziomie 7,1 proc. Jeszcze większa różnica dotyczy profilaktyki – Polska przeznacza na ten cel 1,7 proc. wydatków zdrowotnych, podczas gdy średnia OECD wynosi 3,4 proc. Organizacje zwracają również uwagę na niższy niż średnia OECD udział kobiet objętych badaniami przesiewowymi raka piersi oraz utrzymujący się wysoki odsetek osób deklarujących niezaspokojone potrzeby zdrowotne.

Zdaniem sygnatariuszy konsekwencją są wydłużające się kolejki, opóźnienia diagnostyczne oraz ograniczony dostęp do świadczeń, które mogą przekładać się na pogorszenie wyników leczenia.

Pięć postulatów do rządu

Organizacje pacjentów sformułowały pięć głównych oczekiwań wobec rządu:

KPRM przekazała apel do Ministerstwa Zdrowia

Jak poinformowali przedstawiciele Prezydium Rady Organizacji Pacjentów, Kancelaria Prezesa Rady Ministrów przekazała apel do Ministerstwa Zdrowia.

Taka odpowiedź spotkała się z krytyczną oceną organizacji pacjentów.

– Przyjmujemy tę informację z rozczarowaniem, ponieważ pismo było skierowane bezpośrednio do Premiera i dotyczy kwestii wykraczających poza kompetencje jednego resortu. Nasz apel odnosi się do strategicznego bezpieczeństwa zdrowotnego państwa i wymaga zaangażowania na najwyższym szczeblu decyzyjnym. Niestety, mamy poczucie, że głos pacjentów po raz kolejny nie spotkał się z należytą uwagą ze strony KPRM – podkreśla Joanna Frątczak-Kazana, wicedyrektorka Onkofundacji Alivia i członkini Prezydium Rady Organizacji Pacjentów przy Rzeczniku Praw Pacjenta.

Organizacje deklarują gotowość do współpracy

Jednocześnie autorzy apelu zaznaczają, że nie chcą ograniczać się do krytyki. Deklarują gotowość do udziału w pracach nad reformą ochrony zdrowia oraz współpracy zarówno z Ministerstwem Zdrowia, jak i całym rządem przy wypracowywaniu rozwiązań systemowych. W końcowej części dokumentu podkreślają, że pacjenci nie oczekują przywilejów, lecz przewidywalności i pewności, że w chwili choroby państwo zapewni im niezbędne świadczenia zdrowotne.

Źródło: inf pras