Medicalpress
Przez lata wiele osób zmagających się z nadmierną masą ciała słyszało: „wystarczy mniej jeść i więcej się ruszać”. Dziś wiemy już, że takie podejście jest zbyt dużym uproszczeniem.
– Otyłość jest chorobą przewlekłą, wynikającą z wielu czynników – metabolicznych, hormonalnych, środowiskowych i psychologicznych. Wymaga profesjonalnej diagnostyki oraz kompleksowego leczenia, tak jak każda inna choroba – podkreśla Zofia Dymitrow, dyrektor Centrów Medycznych Scanmed.
Niemal co trzeci dorosły Polak mierzy się z otyłością

Skala problemu jest ogromna. Nadwaga i otyłość dotyczą już około 58% dorosłych Polaków, a sama otyłość – ponad 28% społeczeństwa. Według definicji WHO nadwaga oznacza BMI wynoszące co najmniej 25 kg/m², natomiast otyłość – BMI na poziomie 30 kg/m² lub wyższym. To rozróżnienie jest istotne, ponieważ otyłość nie jest jedynie większą masą ciała, ale przewlekłą chorobą wymagającą odpowiedniego leczenia i długofalowej opieki.

Dziecięca otyłość wymaga szybkiej i kompleksowej reakcji

Coraz częściej problem ten dotyczy również dzieci – szacuje się, że nadmierna masa ciała występuje u około jednej trzeciej najmłodszych pacjentów. Otyłość u dzieci to jedno z największych wyzwań zdrowotnych naszych czasów, a jednocześnie temat, który wciąż wymaga większej uwagi. W przypadku najmłodszych nie chodzi wyłącznie o wagę, ale o ich rozwój, zdrowie, samopoczucie i relacje z rówieśnikami. Dlatego tak ważne jest, aby leczenie było prowadzone z wyczuciem, bez oceniania i stygmatyzacji – podkreśla Zofia Dymitrow.

Odpowiedzią na rosnące potrzeby pacjentów jest kompleksowy program leczenia otyłości realizowany na NFZ w ramach opieki koordynowanej w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie. Nad zdrowiem dzieci czuwa interdyscyplinarny zespół specjalistów, w którym kluczową rolę odgrywają pediatrzy – lekarze najlepiej znający fizjologię rozwijającego się organizmu i potrzeby najmłodszych pacjentów. Wspólnie z dietetykami, psychodietetykami, fizjoterapeutami i trenerami personalnymi pomagają dzieciom i ich rodzinom wprowadzać trwałe zmiany w codziennym życiu. Chcemy, aby droga do lepszego zdrowia była dla dziecka budowaniem pewności siebie i dobrych nawyków, a nie kolejnym źródłem kompleksów czy poczucia, że jest oceniane – wyjaśnia Zofia Dymitrow, dyrektor Centrów Medycznych Scanmed.

Nowe spojrzenie na leczenie otyłości

Otyłość to poważna choroba zwiększająca ryzyko wielu powikłań – między innymi chorób serca, zaburzeń metabolicznych, a także niektórych nowotworów.

–  Najlepsze efekty przynosi połączenie kilku elementów: leczenia, edukacji, odpowiedniego żywienia i aktywności fizycznej. Właśnie na takim kompleksowym podejściu opiera się program leczenia otyłości w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie – podkreśla Zofia Dymitrow.

Pacjent w centrum – jak wygląda droga leczenia?

– Program leczenia otyłości został zaplanowany tak, aby pacjent otrzymał wsparcie na każdym etapie w jednym miejscu. Takie podejście pozwala stworzyć indywidualny plan leczenia dopasowany do możliwości, wieku i stanu zdrowia. Pierwszym krokiem jest konsultacja lekarska, podczas której oceniany jest stan zdrowia, historia choroby oraz indywidualne potrzeby pacjenta. Następnie wykonywana jest profesjonalna analiza składu ciała, pozwalająca sprawdzić nie tylko masę ciała, ale także między innymi poziom tkanki tłuszczowej i mięśniowej – wyjaśnia ekspert. Kolejne etapy obejmują: edukację zdrowotną, konsultację dietetyczną, wsparcie fizjoterapeuty, współpracę z trenerem personalnym, pomoc psychologa lub psychodietetyka.

Dlaczego jeden specjalista to za mało?

Skuteczna walka z otyłością wymaga spojrzenia na pacjenta z wielu perspektyw. Samo ograniczenie kalorii często nie wystarcza, podobnie jak sama aktywność fizyczna czy leczenie farmakologiczne.

– Leki stosowane w terapii otyłości mogą skutecznie wspierać redukcję masy ciała, ale jednym z ich efektów może być również zmniejszenie masy mięśniowej. Dlatego tak ważna jest odpowiednio dobrana aktywność – szczególnie trening oporowy – oraz dbałość o właściwą podaż białka i prawidłowe nawyki żywieniowe. Wielu pacjentów próbowało już wcześniej schudnąć na własną rękę. Często kończyło się to jednak zniechęceniem. Pierwsze tygodnie aktywności fizycznej bywają trudne, męczące i frustrujące, szczególnie gdy osoba zmagająca się z nadwagą lub otyłością trafia do środowiska pełnego bardzo sprawnych fizycznie ludzi. W takich sytuacjach łatwo stracić motywację i utwierdzić się w przekonaniu, że zmiana jest poza zasięgiem – podkreśla Zofia Dymitrow.

Dlatego w kompleksowym leczeniu otyłości tak ważne jest wsparcie zespołu specjalistów, którzy pomagają dobrać realne cele i tempo zmian do możliwości konkretnego pacjenta. Dzięki temu pacjent nie zostaje sam z problemem. Otrzymuje nie tylko plan redukcji masy ciała, ale także wsparcie i narzędzia, które pomagają budować trwałe nawyki oraz utrzymać efekty przez lata.

Diagnostyka, która pomaga działać skutecznie

Leczenie rozpoczyna się od dokładnej oceny organizmu. W procesie diagnostycznym wykorzystywane są między innymi: profesjonalna analiza składu ciała, badania laboratoryjne, ultrasonografia tarczycy, ultrasonografia jamy brzusznej – wymienia.

Otyłość u dzieci – ważna jest cała rodzina

– Terapia może być prowadzona już u dzieci od 8. roku życia, jeśli istnieją odpowiednie wskazania. Kluczową rolę odgrywa jednak nie tylko dziecko, ale całe otoczenie – dlatego ważna jest edukacja rodziców i wspólna zmiana codziennych nawyków.

Nie chodzi tylko o kilogramy

Najważniejszym celem leczenia nie jest wyłącznie spadek masy ciała. Chodzi przede wszystkim o poprawę zdrowia, większą sprawność, lepsze samopoczucie i zmniejszenie ryzyka powikłań – podkreślają eksperci Grupy Scanmed.

Pacjent, który osiągnie założony cel terapeutyczny, nadal pozostaje pod opieką zespołu. Regularne wizyty kontrolne, konsultacje dietetyczne, wsparcie fizjoterapeuty i trenera oraz – jeśli jest taka potrzeba – kontynuacja farmakoterapii pomagają utrzymać osiągnięte rezultaty.

Program leczenia otyłości w realizowany w Centrum Medycznym Scanmed w Przeźmierowie pokazuje, że droga do zmiany nie musi zaczynać się od kolejnej restrykcyjnej diety. Może zacząć się od rozmowy ze specjalistą i indywidualnie dobranego planu, który uwzględnia zdrowie, potrzeby i cele.

Kiedy warto poprosić o pomoc?

Wiele osób przez lata próbuje schudnąć samodzielnie. Często pojawia się efekt jo-jo, frustracja i poczucie porażki. Tymczasem brak trwałych efektów może być sygnałem, że potrzebne jest profesjonalne wsparcie.

Źródło: inf pras

Niewydolność serca pozostaje jednym z największych wyzwań współczesnej kardiologii. Szacuje się, że na świecie żyje z nią już ponad 64 mln dorosłych, a liczba chorych systematycznie rośnie wraz ze starzeniem się społeczeństw oraz wzrostem częstości występowania otyłości, cukrzycy typu 2 i nadciśnienia tętniczego. W odpowiedzi na te zmiany światowe organizacje kardiologiczne opublikowały Drugą Uniwersalną Definicję Niewydolności Serca, która ma ujednolicić sposób rozpoznawania choroby, ułatwić prowadzenie badań naukowych i przede wszystkim poprawić opiekę nad pacjentami.
Dokument został opracowany wspólnie przez American Heart Association (AHA), American College of Cardiology (ACC), European Society of Cardiology (ESC), World Heart Federation oraz towarzystwa naukowe zajmujące się niewydolnością serca ze Stanów Zjednoczonych, Europy i Japonii. Stanowi aktualizację pierwszej uniwersalnej definicji opublikowanej w 2021 roku. Jednocześnie został opublikowany w najważniejszych światowych czasopismach kardiologicznych: „Circulation”, „Journal of the American College of Cardiology”, „European Heart Journal” oraz „Global Heart”.

Autorzy dokumentu zwracają uwagę, że mimo ogromnego postępu terapeutycznego nadal istnieją różnice w rozpoznawaniu i klasyfikowaniu niewydolności serca, co utrudnia porównywanie wyników badań oraz wdrażanie jednolitych standardów leczenia.

Jak podkreśla współprzewodnicząca zespołu ekspertów dr Mary Norine Walsh: „Niewydolność serca pozostaje poważnym wyzwaniem, które stale rośnie na całym świecie, a niespójności w jej definiowaniu ograniczają postęp w badaniach i leczeniu”. Zdaniem ekspertki nowa definicja ma stworzyć bardziej spójne ramy postępowania, które pozwolą wcześniej identyfikować osoby zagrożone chorobą i skuteczniej dobierać terapię.

Jednym z najważniejszych elementów nowego dokumentu jest przesunięcie akcentu z leczenia zaawansowanej niewydolności serca na jej możliwie najwcześniejsze wykrywanie. Eksperci podkreślają, że choroba rozwija się stopniowo, a działania profilaktyczne powinny rozpoczynać się jeszcze przed pojawieniem się pierwszych objawów klinicznych.

Nowa definicja wyraźnie wskazuje, że osoby z czynnikami ryzyka, takimi jak nadciśnienie tętnicze, cukrzyca, otyłość czy przebyte choroby serca, powinny być identyfikowane wcześniej, zanim rozwinie się pełnoobjawowa niewydolność serca. Takie podejście ma zwiększyć skuteczność profilaktyki i ograniczyć liczbę hospitalizacji.

Istotną zmianą jest również odejście od sztywnego definiowania niewydolności serca wyłącznie na podstawie wartości frakcji wyrzutowej lewej komory (LVEF). Dotychczas określone progi liczbowe decydowały o kwalifikacji pacjentów do poszczególnych grup. Nowe zalecenia zwracają uwagę, że parametry te mogą różnić się w zależności od wieku, płci czy pochodzenia etnicznego.

Zamiast tego eksperci proponują bardziej praktyczny podział na niewydolność serca z obniżoną, zachowaną oraz poprawioną frakcją wyrzutową, co ma lepiej odzwierciedlać rzeczywisty stan kliniczny pacjenta.

Autorzy dokumentu proponują również po raz pierwszy uniwersalny system klasyfikacji przyczyn niewydolności serca. Ma on ułatwić zarówno prowadzenie badań naukowych, jak i codzienną praktykę kliniczną poprzez dokładniejsze określenie mechanizmu prowadzącego do rozwoju choroby. W praktyce może to oznaczać łatwiejsze dobieranie terapii ukierunkowanych na konkretną przyczynę niewydolności serca, a nie wyłącznie leczenie jej objawów.

Dużo miejsca poświęcono także czynnikom społecznym wpływającym na zdrowie. Eksperci podkreślają, że przebieg niewydolności serca zależy nie tylko od biologii choroby, ale również od miejsca zamieszkania pacjenta, dostępności opieki medycznej, poziomu edukacji zdrowotnej oraz możliwości korzystania z nowoczesnych metod diagnostyki i leczenia. W dokumencie zwrócono uwagę na potrzebę uwzględniania tych różnic zarówno podczas planowania opieki nad pacjentami, jak i tworzenia polityki zdrowotnej.

Nowe podejście zmienia także sposób postrzegania samej choroby. Dotychczas niewydolność serca była często traktowana jako stan nieodwracalny i stale postępujący. Autorzy nowej definicji wskazują natomiast, że u części pacjentów możliwa jest poprawa funkcji serca, remisja, a nawet częściowy powrót do zdrowia. Oznacza to konieczność regularnej oceny stanu chorego i dostosowywania leczenia do zmieniającej się sytuacji klinicznej.

Jak podkreśla dr Mary Norine Walsh: „Nowe ramy prawne uznają, że niewydolność serca nie jest stanem statycznym. Koncentrując się na stadiach choroby, jej przyczynach i przebiegu – w tym na poprawie, remisji i powrocie do zdrowia – możemy lepiej dostosować opiekę i przyspieszyć działania profilaktyczne”.

Opublikowany dokument nie zmienia jeszcze obowiązujących wytycznych terapeutycznych, ale będzie stanowił podstawę do ich aktualizacji. Nowe zalecenia American Heart Association i American College of Cardiology dotyczące leczenia niewydolności serca mają zostać opublikowane pod koniec 2027 roku. Można jednak przypuszczać, że już dziś nowa definicja będzie stopniowo wpływać na sposób prowadzenia badań naukowych oraz organizację opieki nad pacjentami w wielu krajach.

Rosnąca liczba osób z niewydolnością serca sprawia bowiem, że coraz większego znaczenia nabiera nie tylko rozwój nowych terapii, ale również wcześniejsze rozpoznawanie choroby i skuteczniejsze zapobieganie jej rozwojowi. Aktualizacja międzynarodowej definicji jest kolejnym krokiem w kierunku bardziej spersonalizowanej opieki kardiologicznej, w której równie ważne jak leczenie staje się identyfikowanie pacjentów zagrożonych chorobą jeszcze przed wystąpieniem jej objawów.

Źródło: https://newsroom.heart.org/

 
Zaledwie co piąty Polak jest wystarczająco aktywny fizycznie w czasie wolnym, mimo że brak ruchu należy do najważniejszych czynników ryzyka chorób przewlekłych. W odpowiedzi na ten problem Medicover uruchomił w Polsce pilotażowy model łączący opiekę medyczną, diagnostykę laboratoryjną i aktywność fizyczną w jednym miejscu. Celem jest nie tylko leczenie chorób, ale przede wszystkim ich skuteczna profilaktyka i budowanie zdrowych nawyków.
Zaledwie 21 proc. Polaków powyżej 15. roku życia spełnia zalecenia WHO dotyczące aktywności fizycznej w czasie wolnym – wynika z danych Ministerstwa Sportu i Turystyki. W sytuacji gdy brak ruchu staje się jednym z kluczowych czynników ryzyka zdrowotnego, dotychczasowy model opieki – rozdzielający leczenie, diagnostykę i aktywność fizyczną – przestaje być wystarczający. Medicover odpowiada na tę zmianę, wdrażając w Polsce nowy, zintegrowany koncept, który łączy opiekę medyczną, diagnostykę i aktywność fizyczną w jednym miejscu. To pierwszy tego typu model na rynku i krok w stronę podejścia, w którym zdrowie buduje się nie tylko w gabinecie, ale także poprzez codzienne nawyki i ruch. 

– Aktywność fizyczna to nie tylko wymiar sportowy, ale również medyczny. Widzimy dużą możliwość synergii pomiędzy nimi. To działa w dwie strony. Osoby trenujące są dziś coraz bardziej świadome, że nie sam trening pozwoli im osiągnąć cele. Profilaktyka i badania są bardzo dobrym uzupełnieniem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Łukasz Wolski, dyrektor sieci Just GYM Box.

Z badania Ministerstwa Sportu i Turystyki „Poziom aktywności fizycznej Polaków w 2025 roku” wynika, że zalecenia WHO dotyczące aktywności fizycznej spełnia co piąty Polak po 15. roku życia. Po uwzględnieniu aktywności związanej z przemieszczaniem się, np. chodzenia czy jazdy na rowerze, odsetek ten rośnie do 69 proc.

Światowa Organizacja Zdrowia zaleca dorosłym co najmniej 150 minut umiarkowanej aktywności fizycznej tygodniowo. Według analiz WHO osiągnięcie tego poziomu aktywności mogłoby zapobiec ponad 10 tys. przedwczesnych zgonów w krajach Unii Europejskiej rocznie oraz przynieść im oszczędności sięgające niemal 8 mld euro rocznie na wydatkach na ochronę zdrowia. Międzynarodowe wytyczne rekomendują odpowiednio dobrany wysiłek fizyczny jako część terapii m.in. chorób układu krążenia, cukrzycy typu 2, otyłości, schorzeń narządu ruchu czy niektórych nowotworów.

 Ludzie, którzy borykają się z różnego rodzaju chorobami czy problemami zdrowotnymi, powinni również trenować i zadbać o aspekt medyczny nie tylko z perspektywy leków, ale bardziej holistycznie, czyli poprzez ruch – wskazuje Łukasz Wolski. – Ponad 80 proc. chorób cywilizacyjnych bierze się z otyłości, częściowo też z braku aktywności, więc to jest zajęcie się problemem od podstawy. Nie leczymy samych objawów, ale przyczynę, która się złożyła na to, że ktoś jest właśnie w takiej, a nie innej kondycji.

Raport NIZP-PZH „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania 2025” wskazuje, że dwie trzecie zgonów osób w wieku poniżej 75 lat jest związanych z przyczynami możliwymi do uniknięcia. Do najważniejszych czynników ryzyka należą m.in. otyłość, brak aktywności fizycznej, palenie tytoniu i nadużywanie alkoholu. W Polsce nadwagę ma ponad 53 proc. osób, a otyłość dotyczy blisko jednej czwartej społeczeństwa.

Z raportu Medicover „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2025” wynika, że efekty pracowniczych programów zdrowotnych i wellbeingowych są lepsze, jeżeli obejmują aktywizację sportową pracowników. W badaniu naukowym „Zdrowa OdWaga” wskazano, że aktywność wspiera leczenie chorób cywilizacyjnych, dodatkowo obniżając absencję o ponad 30 proc. Programy aktywizujące pracowników przy jednoczesnym monitoringu ich stanu zdrowia, budujące nawyk regularnego treningu, przynoszą więc wymierne korzyści zarówno pracownikom, jak i organizacjom.

 Pakiet medyczny i pakiet sportowy to najpopularniejsze benefity pozapłacowe pozwalające wyróżnić się pracodawcy na rynku pracy. Natomiast połączenie tego typu usług w jedno daje jeszcze wymierny efekt w postaci optymalizacji kosztów – mówi Dominik Kurmanowski, dyrektor Działu Sprzedaży Korporacyjnej w Medicover.

Przykładem takiego podejścia jest nowy punkt Medicover w warszawskim Międzylesiu, uruchomiony we współpracy z Just GYM Box i Synevo. To pierwsza tego typu inicjatywa w Polsce, w ramach której opieka medyczna, diagnostyka laboratoryjna i infrastruktura sportowa funkcjonują w jednym, spójnym modelu. Integracja tych obszarów umożliwia lepszą koordynację działań profilaktycznych, diagnostycznych i wspierających proces leczenia.

 Pacjent zyskuje w jednym miejscu możliwość konsultacji swoich problemów zdrowotnych, wykonania badań laboratoryjnych i diagnostycznych oraz wykonywania zaleconych ćwiczeń w ramach rehabilitacji – tłumaczy Elżbieta Krasuska, dyrektor regionu ds. operacyjnych w Medicover.

– Do tej pory Medicover kojarzony był wyłącznie z opieką medyczną, dopiero od niedawna z benefitami związanymi z kartami sportowymi, natomiast tutaj mamy możliwość zobaczenia, jak te dwa światy się przenikają. W miejscu, gdzie jest klub sportowy, mamy jednocześnie dostęp do opieki medycznej, fizjoterapeutów, dietetyków i ortopedy – mówi Dominik Kurmanowski. – Jeśli mam nieleczoną kontuzję, to ona przeszkadza w osiąganiu założonego przeze mnie efektu i powoduje, że ćwiczenia nie są tak przyjemne. Dlatego formuła połączenia opieki medycznej z obiektem sportowym daje możliwość szybkiego usunięcia problemu i powoduje, że efekty przychodzą łatwiej.

 Diagnostyka jest nazywana królową badań, ponieważ na podstawie wyników krwi otrzymujemy informacje o stanie naszego zdrowia. Jest to bardzo istotne z punktu widzenia kolejnych kroków – zarówno rozpoznania choroby, jak i potwierdzenia, że wszystko jest z nami w porządku. Dlatego badania powinniśmy wykonywać rutynowo – przekonuje Arkadiusz Gawrych, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju biznesu w Synevo. – Połączenie diagnostyki, opieki medycznej i sportu może przynosić wyłącznie korzyści z punktu widzenia pacjenta. Trenując, może zadbać o siebie, wykonać badania, zweryfikować swój stan zdrowia i być z lekarzem w stałym kontakcie.

Model łączący profilaktykę, diagnostykę i aktywność fizyczną nie tylko wpisuje się w globalny trend integracji usług zdrowotnych, ale też wyznacza jego kierunek na polskim rynku. To podejście wykraczające poza tradycyjny model leczenia – stawia nacisk na aktywne budowanie zdrowia, zmianę nawyków i zapobieganie chorobom. Jak podkreślają przedstawiciele Medicover, warszawska placówka pełni rolę projektu pilotażowego i punktu odniesienia dla dalszego rozwoju. Zebrane doświadczenia mają stanowić fundament do skalowania tego modelu i wdrażania kolejnych lokalizacji w przyszłości.

– Widzimy dużą potrzebę takich rozwiązań i zasadność ich skalowania na inne rynki. Będziemy zbierać opinie pacjentów – zapowiada Elżbieta Krasuska.

– To rozwiązanie, które będzie dostępne w ramach proponowanych benefitów pozapłacowych zarówno w formie pakietu medycznego, jak i karty sportowej, ale także w formule, która łączy oba te produkty: Zdrowie Active – mówi Dominik Kurmanowski.

Źródło: Newseria

Nadciśnienie tętnicze coraz rzadziej jest postrzegane jako odrębna choroba. Jak podkreśla prof. Krzysztof Narkiewicz, nawet 90 proc. pacjentów z nadciśnieniem zmaga się jednocześnie z innymi czynnikami ryzyka, takimi jak otyłość, cukrzyca czy zaburzenia lipidowe. Eksperci wskazują, że skuteczne leczenie wymaga dziś spersonalizowanego podejścia, odpowiednio dobranej terapii skojarzonej oraz aktywnej współpracy lekarza z pacjentem.
Ponieważ o różnych powiązaniach czynników ryzyka wiemy coraz więcej, na nadciśnienie tętnicze patrzymy dziś zupełnie inaczej niż jeszcze do niedawna. Wiele mówimy o otyłości, cukrzycy, schorzeniach kardiometabolicznych, zaburzeniach lipidowych i chorobie wieńcowej. W terapii eliminujemy potencjalne interakcje pomiędzy lekami, uwzględniamy preferowane połączenia i cechy terapii, a kiedy to możliwe, wybieramy preparaty złożone w jednej tabletce. O trendach w leczeniu nadciśnienia tętniczego mówi prof. Krzysztof Narkiewicz.
 
Ekspert: Prof. dr hab. n. med. Krzysztof Narkiewicz, Kierownik Kliniki Nadciśnienia Tętniczego i Diabetologii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, gospodarz Kongresu Europejskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego (ang. European Society of Hypertension, ESH) w 2026 roku, prezes ESH w latach 2009-2011.

Panie Profesorze, program tegorocznego Kongresu Europejskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego, który odbył się w maju tego roku w Gdańsku, wyróżniał się niespotykaną wcześniej interdyscyplinarnością tematów. Skąd taka zmiana?

Rzeczywiście, jeszcze do niedawna w programie dorocznych spotkań naukowych naszego towarzystwa dominowało „czyste nadciśnienie”. Co więcej, nawet poprzednie zalecenia naukowe ESH w 2/3 przypadków były skoncentrowane na nadciśnieniu tętniczym – jedynie 1/3 dokumentów traktowała o sytuacjach szczególnych. Dzisiaj wiemy, że „sytuacją szczególną” jest samo nadciśnienie tętnicze. Jest tak dlatego, że nawet 90% pacjentów z nadciśnieniem tętniczym ma dodatkowe czynniki ryzyka czy inne współistniejące schorzenia. Coś takiego jak „czyste nadciśnienie”, czyli nadciśnienie bez innych obciążeń u danego pacjenta, w praktyce klinicznej występuje bardzo rzadko. Ponieważ o różnych zależnościach pomiędzy  czynnikami ryzyka sercowo-naczyniowego wiemy coraz więcej, na nadciśnienie tętnicze patrzymy dziś zupełnie inaczej niż jeszcze do niedawna. Tegoroczny Kongres ESH rzeczywiście mocno odzwierciedlał to interdyscyplinarne podejście. Wiele mówiliśmy o otyłości, cukrzycy, schorzeniach kardiometabolicznych.

Czy zmiana w podejściu do nadciśnienia tętniczego jest odzwierciedlana także w zaleceniach?

Trend holistycznego spojrzenia wytycznych naukowych na problem nadciśnienia tętniczego i schorzeń współistniejących jest coraz bardziej zauważalny. Muszę powiedzieć, że polskie zalecenia są w tym kontekście wyjątkowe. Dokument pt. „Wytyczne postępowania w nadciśnieniu tętniczym w Polsce 2024 – stanowisko Ekspertów Polskiego Towarzystwa Nadciśnienia Tętniczego/Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego” to opracowanie, które przez międzynarodowe środowisko hipertensjologów jest uznawane za jedno z najnowocześniejszych na świecie. Zalecenia te są doceniane za uwzględnianie najnowszej wiedzy o złożoności sytuacji klinicznej pacjentów, ale także za przystępną formę, w tym czytelne, pomocne ryciny. Bez wątpienia możemy być dumni, że stworzyliśmy w Polsce opracowanie na najwyższym poziomie merytorycznym.

Czy pacjentów z różnorodnymi czynnikami ryzyka lub wieloma różnymi schorzeniami da się opisać w ramach bardziej ogólnej charakterystyki?

W zaleceniach skoncentrowaliśmy się na kontinuum kardiometabolicznym, gdzie wszystko zaczyna się od otyłości i drugim, wieńcowym, gdzie szczególną uwagę poświęcamy zmianom w naczyniach wieńcowych i zaburzeniom gospodarki lipidowej. Oczywiście, w każdym przypadku terapia pacjentów z obydwu grup powinna być maksymalnie spersonalizowana.

Schorzeniom kardiometabolicznym poświęcono podczas Kongresu wyjątkowo wiele sesji.

Tak, ponieważ to zagadnienie jest naprawdę niezmiernie ważne. Przypomnijmy: wszystko zaczyna się od nadwagi, otyłości, później pojawia się stan przedcukrzycowy. Rozwija się cukrzyca i jej powikłania: przewlekła choroba nerek, albuminuria, stopniowy przerost mięśnia lewej komory serca, zaburzenia rytmu serca (łącznie z migotaniem przedsionków grożącym udarem niedokrwiennym mózgu), a w końcu niewydolność serca. To wszystko jest ze sobą mocno powiązane, a terapia staje się złożona.

Czy są zasady wskazujące, jak łączyć ze sobą poszczególne leki, by terapia była bezpieczna i efektywna jednocześnie?

Z pewnością można powiedzieć, że wiemy o tym coraz więcej. Po pierwsze, jesteśmy bogatsi o doświadczenia z poprzednich lat. Wiemy na przykład, których leków należy unikać, żeby do minimum redukować ryzyko działań niepożądanych. Takim przykładem jest  simwastatyna  (lek z grupy statyn), która odeszła już do historii, ponieważ dawała znacznie więcej interakcji niż nowsze leki z tej grupy, takie jak atorwastatyna czy rozuwastatyna. Inny przykład, z grupy antagonistów wapnia – werapamil: wykazywał dużo interakcji i z tego powodu nie jest już stosowany. A zatem nauczyliśmy się, których leków jako takich należy unikać. Co więcej, wiemy także coraz więcej, których połączeń leków warto unikać. I, z drugiej strony, które leki możemy bezpiecznie i skutecznie łączyć lub – to nowość, jakie leki złożone możemy stosować, żeby działały wielokierunkowo.

Leki typu single pill  combination to ważny trend?

Od lat mówimy o tym, że żadna, nawet najwspanialsza terapia, nie będzie skuteczna, jeśli nie będzie stosowana przez pacjenta. Nowe leki, w tym właśnie typu single pill (znane również jako SPC (od ang. single-pill combination), czyli preparaty złożone w jednej tabletce), to nowoczesne leki łączące dwie lub więcej substancji czynnych w jednej dawce. Są obecnie standardem pierwszego wyboru w leczeniu wielu chorób przewlekłych, zwłaszcza nadciśnienia tętniczego i zaburzeń lipidowych. Tego typu preparaty istotnie wspomagają adherencję. Jeśli pacjent może przyjąć jedną tabletkę dziennie zamiast kilku o różnych porach dnia, z większym prawdopodobieństwem łatwiej mu będzie wdrożyć nawyk regularnego przyjmowania leku. A to wprost przekłada się na skuteczność terapii. W kontekście efektywności terapii nie mniej istotne są: komunikacja na linii pacjent-lekarz, motywacja specjalistów, ich otwartość, zaangażowana rozmowa z chorym. Ważne, byśmy budowali z naszymi pacjentami partnerskie relacje. To także temat szeroko dyskutowany na tegorocznym Kongresie ESH i jestem pewien, że w kolejnych latach poświęcać mu będziemy jeszcze więcej uwagi.

A wątek leków niewymagających metabolizmu wątrobowego?

To także zdecydowanie bardzo ważne zagadnienie. Wiemy, że z powodu narastającej epidemii otyłości bardzo wielu pacjentów ma na różnym etapie swojego życia ma zaburzenia czynności wątroby. Zastosowanie u tych pacjentów preparatu takiego jak lizynopryl – niewymagającego metabolizmu wątrobowego, czyli nie obciążającego dodatkowo tego narządu, zdecydowanie jest zasadne. Co więcej, w przypadku różnych terapii w tak złożonych przypadkach, jak nadciśnienie tętnicze współistniejące z różnymi istotnymi czynnikami ryzyka, musimy brać pod uwagę również takie kwestie, jak na przykład: czy dany lek wchłania się inaczej, jeśli jest przyjmowany z posiłkiem lub po nim? (idealnie, kiedy to nie ma istotnego znaczenia) lub czy dany preparat możemy zastosować w ostrej fazie zawału mięśnia sercowego? (idealnie, jeśli możemy). Dobrze, że dysponujemy dziś takimi możliwościami.

Rozmawiała Marta Sułkowska
Źródło: inf pras

Leki z grupy analogów GLP-1 pomagają redukować masę ciała i leczą uszkodzone miejsca w organizmie. Ich wykorzystanie w leczeniu otyłości to rozsądne korzystanie z nauki. Leczeniu farmakologicznemu musi jednak towarzyszyć opieka dietetyczna, fizjoterapeutyczna i psychologiczna – mówili eksperci Kongresu Re_Mind.
Podczas Kongresu i Festiwalu Psychologicznego Re_Mind, eksperci rozmawiali m.in. o tym, w jaki sposób preparaty GLP-1 mogą obniżać apetyt i wspierać redukcję wagi w leczeniu otyłości. Prof. Paweł Bogdański, specjalista chorób wewnętrznych i hipertensjologii, prodziekan Wydziału Medycznego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, zwrócił uwagę, że mówiąc o otyłości trzeba przede wszystkim odróżnić profilaktykę od leczenia.

– Naprawdę musimy zrobić wszystko, aby nie zachorować na otyłość. Średnio szansa na redukcję masy ciała u osoby z otyłością metodami niefarmakologicznymi wynosi 3-5 proc. wyjściowej masy ciała, a efekt nie jest trwały – zaznaczył prof. Paweł Bogdański.

Badania wykazywały, że wśród kobiet z BMI równym 30 zaledwie jedna na 124 ma szansę na samodzielnie zredukowanie masy ciała do prawidłowego poziomu za pomocą diety i aktywności fizycznej. Jeśli BMI wynosi 40, to taką szansę ma zaledwie 1 na 477 kobiet. U mężczyzn te statystyki kształtują się jeszcze mniej korzystnie. Przy BMI powyżej 30 tylko 1 na 210 mężczyzn ma szansę na samodzielną redukcję, a przy BMI powyżej 40, jeden na 1270.

– Mówiąc o leczeniu otyłości mówimy o leczeniu niezwykle groźnej, przewlekłej, nawracającej choroby, która samoistnie nie ustępuje. To biologiczna choroba, w której dochodzi do popsucia mechanizmów regulujących równowagę energetyczną. Jak popsują się mechanizmy biologiczne, przestanie działać ośrodek głodu, sytości, układ nagrody, jak przestają działać odpowiednie regulacje neurohormonalne, pacjent jest bezradny – wskazał ekspert Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu.

Obecnie w leczeniu otyłości wykorzystuje się m.in. tzw. analogi GLP-1, które pierwotnie służyły do leczenia cukrzycy. – Inkretyny, analogi, to coś bardzo podobnego do substancji produkowanej w przewodzie pokarmowym. GLP-1 to cząsteczka, która jest produkowana w przewodzie pokarmowym w odpowiedzi na impuls jedzeniowy. Wiadomo było, że pomaga w obniżeniu poziomu glukozy. Potem tych odkryć było coraz więcej – opisał prof. Bogdański.

Jak powiedział, cząsteczki te wpływają korzystnie nie tylko na poziom cukru i ośrodek sytości, ale też na wiele miejsc w całym naszym organizmie. – Receptory dla tej naturalnie produkowanej substancji znajdują się w wielu miejscach, np. w wątrobie, tym samym chronią ją przed stłuszczeniem. Inkretyny w naczyniach krwionośnych i mięśniu sercowym chronią przed zawałem, zmniejszają ciśnienie tętnicze niezależnie od spadku masy ciała. Ich bardzo silny efekt przeciwzapalny powoduje, że u pacjentów z chorobą zwyrodnieniową stawów dolegliwości bólowe są mniejsze. Można powiedzieć, że oprócz tego, że pomagają redukować masę ciała, leczą te uszkodzone, zaburzone miejsca w naszym organizmie – opisywał prof. Bogdański.

Teorią set pointów mówi o tym, że organizm zapamiętuje najwyższą masę tłuszczową w życiu człowieka i różnymi metodami próbuje do niej wrócić, uruchamiając rozmaite mechanizmy w organizmie. – Współczesna nauka mówi o tym, że być może dzięki skutecznemu leczeniu stosowaniu analogów GLP-1, którymi dzisiaj dysponujemy, będziemy w stanie powoli ten set point przesuwać – powiedział ekspert. Jak mówił, potencjał tych leków jest tak duży, bo receptory GLP-1 znajdują się w wielu miejscach naszego organizmu; poprzez te receptory w korzystny sposób wpływają na nasz organizm.

Dla GLP-1 trzeba było jednak poszukać doskonałej podróbki, ponieważ te oryginalne cząsteczki były bardzo nietrwałe. – Gdybyśmy chcieli wykorzystać ten analog produkowany w przewodzie pokarmowym, musielibyśmy podłączyć komuś pompę, ponieważ średni czas życia tej cząsteczki to dwie minuty. Potem ta cząsteczka się rozpada. Praca naukowców była skupiona więc na tym, by stworzyć cząsteczkę, której życie będzie dłuższe – wyjaśnił ekspert.

Dzisiaj w Polce jest sześć zarejestrowanych preparatów opartych na analogach GLP-1, a w ciągu najbliższych pięciu lat szacuje się, że pojawi się 16 nowych. – To świetna wiadomość dla tych pacjentów chorych na otyłość, którzy dotychczas byli bezradni – zaznaczył prof. Bogdański.

Podkreślił jednak, że leki te badacze wciąż znają dość krótko; pełne rezultaty ich działania wciąż będą odkrywane. – Może się okazać, że droga, którą idziemy, nie jest optymalna, może będzie trzeba ją modyfikować; może pojawią się rozwiązania, które będą konieczne i potrzebne – zastrzegł.

Zaznaczył też, że leczeniu farmakologicznemu zawsze musi towarzyszyć opieka dietetyczna, fizjoterapeutyczna i bardzo często psychologiczna.

Prof. Aleksandra Łuszczyńska, psycholożka, która kieruje Centrum Badań Stosowanych nad Zachowaniami Zdrowotnymi i Zdrowiem w Uniwersytecie SWPS, zwróciła uwagę na problem, który pojawił w związku z pojawieniem tych leków.

– Mamy skutek uboczny w postaci wielkiego „hypu”, związanego z tymi lekami. Osoby z Europejskiego Towarzystwa Chorób z Otyłością mówią mi, że czują się w pewien sposób oszukane, dlatego że leki wyparły im wszystko. Wyparły im informacje o stylu życia, informacje dotyczące edukacji, informacje dotyczące tego, jaką dietę stosować – zauważyła prof. Aleksandra Łuszczyńska.

Jak zastrzegła, choć leki są przełomem w leczeniu, to żeby doprowadzić pacjenta do pełni zdrowia, potrzebna jest kompleksowa opieka.

Dodała, że pacjent powinien nauczyć się, iż jego dieta powinna zawierać dużą ilość błonnika, powinna być wysokobiałkowa, po to, żeby zabezpieczać przed redukcją masy kostnej. Pacjent powinien też utrzymywać aktywność fizyczną, żeby budować i utrzymywać masę mięśniową.

Eksperci odnieśli się też do mitów dotyczących stosowania leków opartych na analogach GLP-1, m.in. tego, że po odstawieniu powodują tzw. efekt jojo, a niektórzy określają ich użycie jako „drogę na skróty”.

Prof. Bogdański zaznaczył, że określenie efekt jojo jest trywializujące i wynika z niezrozumienia choroby otyłościowej. – W leczeniu każdej innej przewlekłej choroby, kiedy terapię się przerwie, choroba nawraca. Dlaczego nie mówimy o tym, że ktoś brał leki na nadciśnienie i gdy je odstawił, to ciśnienie wzrosło. Wtedy nie mówimy też, że ktoś ma efekt jojo – podkreślił.

– Mechanizmy działania leków (opartych na analogach GLP-1 – PAP) dalece wykraczają poza redukcję masy ciała. Zatem jak pacjent dostrzeże tę długą listę korzyści, on nie bierze leku na utratę kilogramów. On rozumie, że się chroni przed wizytami u specjalisty, że poprawił sobie lipidy, cukry, ciśnienie, że odstawił połowę leków. W którym momencie ktoś może powiedzieć, że to jest łatwizna? To jest rozsądne korzystanie z wiedzy i nauki – wskazał prof. Bogdański.

Trzydniowy Kongres i Festiwal Psychologiczny Re_Mind współorganizują Uniwersytet SWPS (USWPS), który jest też inicjatorem wydarzenia, a także Telewizja Polska i Miasto Wrocław.

Polska Agencja Prasowa i serwis Nauka w Polsce są w gronie patronów medialnych.

Źródło: inf pras

W ciągu dziesięciu lat wydatki na ochronę zdrowia w Polsce wzrosły niemal trzykrotnie, jednak pacjenci nadal zmagają się z długimi kolejkami i ograniczonym dostępem do świadczeń. Autorzy raportu SGH Think Tank dla ochrony zdrowia przekonują, że dalsze zwiększanie nakładów nie wystarczy. Kluczowe staje się przesunięcie ciężaru systemu z leczenia skutków chorób na skuteczną profilaktykę i tworzenie warunków sprzyjających zdrowemu stylowi życia.
Wydatki na ochronę zdrowia w Polsce niemal się potroiły w ciągu dekady – z 107,6 mld zł w 2014 roku do 293,6 mld zł w 2024 roku, ale pacjenci wciąż zmagają się z długimi kolejkami i ograniczoną dostępnością świadczeń. Raport SGH Think Tank dla ochrony zdrowia „Nowa architektura finansowania ochrony zdrowia” wskazuje, że bez wzmocnienia profilaktyki i zmiany modelu finansowania dalszy wzrost nakładów nie przełoży się na poprawę efektów zdrowotnych ani ograniczenie chorób cywilizacyjnych.

Z opublikowanego w marcu br. raportu wynika, że całkowite wydatki na zdrowie w Polsce w 2024 roku stanowiły 8,1 proc. PKB. Poziom ten, pomimo wzrostu nominalnych nakładów, nadal pozostaje poniżej średniej w Unii Europejskiej i plasuje nasz kraj na jednym z końcowych miejsc unijnego zestawienia.

– Większość zasobów sektora skoncentrowana jest na medycynie naprawczej, czyli na chorobie, a sama definicja systemu ochrony zdrowia mówi, że głównym priorytetem powinno być zapobieganie chorobom, aby one nie obciążały zarówno obywatela w realizacji jego zadań, ambicji i celów, jak i systemu państwa poprzez zabezpieczenie zasobów, które będą musiały być zużyte do walki z chorobą podkreśla w rozmowie z agencją Newseria dr Małgorzata Gałązka-Sobotka, dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego i dyrektor Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, współautorka raportu.

Jak wynika z analizy przytoczonej w raporcie SGH Think Tank dla ochrony zdrowia, w 2022 roku w Polsce 88 tys. osób zmarło z przyczyn, którym można było zapobiec dzięki skutecznej profilaktyce, a kolejne 51 tys. z powodu chorób możliwych do uniknięcia przy odpowiedniej interwencji medycznej. Umieralność ta była wyższa niż średnia w krajach UE o 45 proc.

W raporcie wskazano, że działania zapobiegawcze są słabo finansowane i przegrywają z wydatkami na leczenie szpitalne i wysokospecjalistyczne. W dodatku ich efekty są odroczone w czasie i trudniejsze do bezpośredniego zmierzenia. Dotyczy to zarówno profilaktyki wtórnej, czyli badań przesiewowych, jak i pierwotnej, o której często zapominamy, a która obejmuje działania zapobiegające powstawaniu chorób, związane m.in. ze stylem życia, dietą czy warunkami środowiskowymi. Zdaniem ekspertki profilaktyka pierwotna musi znaleźć swoje właściwe miejsce w polityce państwa.

– Wymaga ona zbudowania zupełnie innego środowiska życia, w którym to, co otacza nas dookoła od pierwszych dni życia, będzie sprzyjało temu, że będziemy mogli żyć długo i w zdrowiu. Wymaga to bardzo wielu działań, tak naprawdę każdy resort ma coś do zrobienia, aby tworzyć prozdrowotne środowisko życia dla obywateli – ocenia dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Eksperci w raporcie podkreślają, że warunkiem skuteczności nowego podejścia jest podniesienie profilaktyki na poziom koordynacji rządowej. Natomiast zaangażowanie w tę politykę różnych ministerstw powodowałoby, że i jej finansowanie mogłoby pochodzić z ich budżetów.

– Dzisiaj powinniśmy spojrzeć na te elementy polityk państwa, które muszą podlec modyfikacji, aby Polak nie był stymulowany przez działania różnych branż, które skłaniają go do wyborów zagrażających zdrowiu. Przykładem jest chociażby szeroko rozumiana powszechna reklama wysokoprzetworzonej żywności i szeroki dostęp do takich produktów, niczym nieograniczony dla dzieci i młodzieży. W profilaktyce często mówimy o bardzo prostych interwencjach. Jedną z takich interwencji, która istotnie ogranicza rozwój otyłości wśród dzieci i młodzieży, jest powszechny szeroki dostęp do pitnej wody w każdej placówce edukacyjnej czy w każdym miejscu publicznym – wymienia dziekan Centrum Kształcenia Podyplomowego.

Jak podkreśla, to jedno z działań, które nie wymaga gigantycznych inwestycji, a które przysłuży się profilaktyce.

– Przykładem takiej interwencji jest zmiana podejścia do popularyzacji i promocji aktywności fizycznej. Ruch spontaniczny powinien być stałym elementem edukacji społeczeństwa – tłumaczy ekspertka. – Innym bardzo prostym przykładem jest wybieranie chodzenia po schodach zamiast wsiadania do windy, wiele możemy zrobić dla naszego zdrowia tu i teraz, nie czekając na regulacje systemowe. Jednak bez regulacji systemowych zbudowanie polityki państwa i środowiska życia sprzyjającego zdrowiu na pewno nie będzie możliwe.

Autorzy raportu proponują m.in. wyodrębnienie stabilnego strumienia środków na profilaktykę, powiązanego z długofalowymi celami zdrowotnymi oraz mierzalnymi efektami. Wśród rekomendacji pojawiają się także instrumenty fiskalne, takie jak podatki od produktów szkodliwych dla zdrowia, oraz mechanizmy zachęcające do wykonywania badań profilaktycznych.

– Podatki od grzechu mają zwiększać świadomość konsumenta na temat tego, co wkłada do koszyka. Nie ma wątpliwości, że dzisiaj zdrowa żywność jest istotnie droższa od żywności wysokoprzetworzonej, której wpływ na zdrowie jest bardzo negatywny. Poprzez instrumenty fiskalne państwo może zmienić relacje i zdemokratyzować dostępność do tej żywności, która jest pożądana w naszej codziennej diecie –
ocenia dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Od 1 stycznia 2021 roku w Polsce obowiązuje tzw. opłata cukrowa (zwana również podatkiem cukrowym). Raport Instytutu Sobieskiego „Cukier – nałóg Polaków” przywołuje dane Centrum Monitorowania Rynku, z których wynika, że wprowadzenie tej opłaty przyczyniło się do istotnego wzrostu cen słodkich napojów bezalkoholowych – w przypadku napojów gazowanych o około 36 proc., a wód smakowych o blisko 22 proc. Popyt na te produkty spadł początkowo o około 20 proc., ale potem konsumenci przyzwyczaili się do wyższych cen lub zmienili preferencje. Rzeczywiste wpływy z podatku cukrowego są znacząco niższe, niż przewidywano. Przeciętny Polak spożywa rocznie blisko 45 kg cukru, czyli ok. 125 g dziennie.

– Towarzyszyło nam absolutne przekonanie, że to jest dobry kierunek i mówiliśmy sobie wtedy wprost, że pieniądze z podatku cukrowego powinny być przeznaczone na profilaktykę, w tym na edukację konsumencką, aby kompensować negatywne następstwa nieprawidłowych nawyków żywieniowych Polaków. Niestety tak się nie stało, środki z opłaty cukrowej trafiły do ogólnego budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia i niestety nie realizują tych celów – mówi ekspertka.

Raport Warsaw Enterprise Institute na temat opłaty cukrowej „Troska o zdrowie czy skok na kasę” przypomina, że w Polsce 96,5 proc. przychodów z opłaty trafia do ogólnego budżetu. W dużej mierze nie finansują więc edukacji, profilaktyki oraz leczenia chorób wynikających z niewłaściwych wyborów żywieniowych, w tym otyłości i nadwagi, tylko trafiają na ogólne potrzeby NFZ.

– Od wdrożenia opłaty cukrowej minęło już kilka lat, a nadal działania w obszarze profilaktyki i leczenia otyłości są dalekie od tego, czego potrzebuje polskie społeczeństwo – podkreśla dr Małgorzata Gałązka-Sobotka.

Z danych przytaczanych w raporcie SGH wynika, że nadwagę ma ponad 53 proc. Polaków, a otyłość dotyczy blisko 25 proc. populacji, przy czym problem coraz częściej występuje u dzieci. Na cukrzycę choruje ok. 5,6 proc. społeczeństwa.

W Polsce kontrowersyjne pozostaje ustawodawstwo w zakresie podatku VAT na wodę i napoje. Obecnie woda butelkowana objęta jest podstawową stawką wynoszącą 23 proc., podobnie jak napoje gazowane czy alkohol. Z kolei napoje z dodatkiem co najmniej 20 proc. soku korzystają z preferencyjnej stawki 5 proc.

 Jestem zwolenniczką wzrostu nakładów zarówno na profilaktykę, jak i na leczenie, pod warunkiem że zmieniamy zasady alokacji tych środków i sposób organizacji systemu ochrony zdrowia. Bez zreformowania samego systemu profilaktyki pierwotnej, profilaktyki wtórnej oraz ścieżki pacjenta w procesie diagnozy i leczenia kolejne wzrosty finansowania mogą niestety prowadzić do tego, że za dużo więcej pieniędzy uzyskamy dokładnie tę samą niesatysfakcjonującą Polaków opiekę zdrowotną – mówi współautorka raportu.

Źródło: Newseria

Eksperymentalny lek surwodutyd może stać się nową opcją terapeutyczną dla osób z otyłością oraz metaboliczną stłuszczeniową chorobą wątroby (MASLD). Firma Boehringer Ingelheim poinformowała o pozytywnych wynikach dwóch globalnych badań III fazy, które wykazały istotną redukcję masy ciała, tkanki tłuszczowej trzewnej oraz zawartości tłuszczu w wątrobie. Wyniki zaprezentowano podczas Sesji Naukowych Amerykańskiego Towarzystwa Diabetologicznego (ADA 2026) i opublikowano na łamach prestiżowych czasopism naukowych. Eksperci podkreślają, że nowa terapia może odpowiadać na rosnące potrzeby pacjentów z otyłością i chorobami metabolicznymi, które zwiększają ryzyko cukrzycy typu 2, schorzeń sercowo-naczyniowych oraz uszkodzenia wątroby.

– Firma Boehringer Ingelheim ogłosiła pozytywne wyniki dwóch globalnych badań fazy III dotyczących podwójnego agonisty receptorów glukagonu/GLP‑1 – surwodutydu (BI 456906) – SYNCHRONIZE‑1 i SYNCHRONIZE‑MASLD. Wyniki te wskazują, że surwodutyd może wspomagać redukcję masy ciała, a tym samym poprawę zdrowia metabolicznego, w dwóch odrębnych populacjach: u osób dorosłych z otyłością lub nadwagą, bez cukrzycy typu 2 (SYNCHRONIZE‑1), oraz u osób dorosłych z nadwagą lub otyłością oraz chorobą stłuszczeniową wątroby związaną z dysfunkcją metaboliczną (MASLD) z cechami zapalenia i (lub) włóknienia (SYNCHRONIZE‑MASLD). Pełne wyniki badań SYNCHRONIZE‑1 i SYNCHRONIZE‑MASLD przedstawiono dzisiaj podczas Sesji Naukowych 2026 Amerykańskiego Towarzystwa Diabetologicznego (ADA) i jednocześnie opublikowano odpowiednio w czasopismach The New England Journal of Medicine oraz Nature Medicine.

Wyniki badania SYNCHRONIZE‑1

W 76‑tygodniowym badaniu fazy III SYNCHRONIZE‑1 oceniano surwodutyd u osób dorosłych z otyłością lub nadwagą, bez cukrzycy typu 2. Pozytywne wstępne dane ogłoszone w kwietniu wskazywały, że w badaniu osiągnięto pierwszorzędowe punkty końcowe przy użyciu zmiennych oszacowania dotyczących schematu leczenia*, jak również dotyczących skuteczności†.1Utrzymującą się redukcję masy ciała o średnio 16,6% zaobserwowano przy użyciu zmiennej oszacowania dotyczącej skuteczności, przy statystycznie istotnej redukcji w porównaniu z 3,2% w grupie placebo (p<0,0001).

W badaniu dodatkowym utrata tkanki tłuszczowej zaobserwowana u pacjentów, u których wykonano pomiary metodą rezonansu magnetycznego podczas oceny wyjściowej oraz przy zakończeniu badania w trakcie leczenia, wykazała względne zmniejszenie zawartości tkanki tłuszczowej trzewnej nawet o 34,0%.2 Dodatkowa analiza wykazała, że masa beztłuszczowa odpowiadała za nie więcej niż 10,8% zmiany całkowitej masy tkanek przy zastosowaniu najwyższej dawki, co wskazuje, że redukcja masy ciała wynikała głównie ze zmniejszenia masy tkanki tłuszczowej. W tym samym badaniu dodatkowym zaplanowana z góry analiza wykazała, że u osób dorosłych leczonych surwodutydem nastąpiło zmniejszenie zawartości tłuszczu w wątrobie nawet o 63,1%, co dodatkowo wskazuje na korzystny wpływ surwodutydu na zdrowie metaboliczne.

„U osób z otyłością redukcja masy ciała stanowi dopiero część rozwiązania problemu. Występuje u nich zwiększone ryzyko rozwoju poważnych schorzeń związanych z otyłością i towarzyszącą jej dysfunkcją metaboliczną, w tym metabolicznych chorób wątroby, cukrzycy typu 2 oraz chorób sercowo‑naczyniowych. Istnieje pilna potrzeba opracowania terapii, które będą nie tylko skutecznie redukowały masę ciała, ale jednocześnie będą oddziaływały na te współistniejące schorzenia” – powiedział dr Lee Kaplan, dyrektor Instytutu Otyłości i Metabolizmu w Bostonie w stanie Massachusetts, USA, oraz przewodniczący komitetu wykonawczego programu badań SYNCHRONIZE. „Bardzo cieszy mnie, że dane te pokazują, iż podwójne agonistyczne działanie na receptory glukagonu i GLP‑1 przez surwodutyd stanowi obiecujące podejście terapeutyczne dla osób z otyłością oraz dla pacjentów ze związanymi z otyłością metabolicznymi chorobami wątroby, w tym MASLD i MASH”.

„Otyłość jest złożoną chorobą związaną z gospodarką metaboliczną organizmu. Nadmiar tkanki tłuszczowej trzewnej, zlokalizowanej głównie w obrębie jamy brzusznej, jest znanym czynnikiem przyczyniającym się do dysfunkcji metabolicznej i pozostaje ściśle związany z zaburzeniami czynności wątroby” – powiedział Shashank Deshpande, przewodniczący zarządu i dyrektor działu Human Pharma w Boehringer Ingelheim. „Poprzez oddziaływanie na otyłość, a jednocześnie na tkankę tłuszczową trzewną i tłuszcz wątrobowy, surwodutyd może potencjalnie na nowo zdefiniować możliwości ukierunkowanej terapii wspomagającej redukcję masy ciała, ponieważ naszym celem jest modyfikacja kluczowych czynników nasilających dysfunkcję metaboliczną, często związaną z otyłością”.

Zdrowie metaboliczne odnosi się do sposobu, w jaki organizm przetwarza składniki odżywcze i utrzymuje homeostazę. Otyłość, jako choroba złożona, wykracza poza samą masę ciała i wiąże się z zaburzeniami procesów metabolicznych. Nawet u trzech na cztery osoby z otyłością występuje choroba stłuszczeniowa wątroby związaną z dysfunkcją metaboliczną (MASLD), w której dochodzi do nadmiernego gromadzenia się tłuszczu w wątrobie. U około jednej trzeciej osób z otyłością może to prowadzić do rozwoju poważniejszego stadium choroby, określanego jako stłuszczeniowe zapalenie wątroby związane z dysfunkcją metaboliczną (MASH), które charakteryzuje się stanem zapalnym i uszkodzeniem wątroby.

Wyniki badania SYNCHRONIZE‑MASLD

Pozytywne wyniki badania fazy III SYNCHRONIZE‑MASLD dodatkowo potwierdzają potencjalną skuteczność surwodutydu w zakresie poprawy zdrowia metabolicznego, wykazując korzystny wpływ na redukcję masy ciała oraz ukierunkowane zmniejszenie zawartości tłuszczu w wątrobie. W badaniu SYNCHRONIZE‑MASLD oceniano stosowanie surwodutydu przez 48 tygodni u osób dorosłych z otyłością lub nadwagą oraz MASLD z cechami zapalenia i (lub) włóknienia, zarówno z cukrzycą typu 2, jak i bez cukrzycy.

W badaniu tym osiągnięto równorzędne pierwszorzędowe punkty końcowe przy użyciu zmiennych oszacowania dotyczących schematu leczenia, jak również skuteczności, przy czym wyniki wykazały, że nawet u 84,2% uczestników leczonych surwodutydem wystąpiła względna redukcja zawartości tłuszczu w wątrobie o co najmniej 30% w przypadku użycia zmiennej oszacowania dotyczącej skuteczności – co stanowiło statystycznie istotną poprawę w porównaniu z 24,3% w grupie placebo (p<0,0001). W badaniu osiągnięto drugi równorzędny pierwszorzędowy punkt końcowy przy względnej redukcji masy ciała do 12,2%, przy użyciu zmiennej oszacowania dotyczącej skuteczności, w porównaniu z 1,0% w grupie placebo (p<0,0001). Dodatkowe szczegółowe wyniki dotyczące drugorzędowego punktu końcowego wykazały, że nawet 6 na 10 pacjentów (61,0%) osiągnęło normalizację zawartości tłuszczu w wątrobie (zawartość tłuszczu w wątrobie <5%) po 48 tygodniach przy użyciu zmiennej oszacowania dotyczącej skuteczności w porównaniu z 5,7% w grupie placebo.

Pozytywne trendy zaobserwowano również w odniesieniu do innych drugorzędowych punktów końcowych oceniających biomarkery związane z wątrobą, takie jak aktywność aminotransferazy alaninowej (ALT), sygnalizujące redukcję stanu zapalnego.

Zgodnie z oczekiwaniami dotyczącymi terapii opartych na GLP‑1, w badaniu SYNCHRONIZE‑1 najczęściej zgłaszanymi zdarzeniami niepożądanymi związanymi ze stosowaniem surwodutydu były zaburzenia ze strony przewodu pokarmowego, które w większości przypadków miały nasilenie łagodne do umiarkowanego i zazwyczaj występowały w fazie zwiększania dawki. Zdarzenia występujące częściej niż w grupie placebo obejmowały nudności, wymioty, biegunkę i zaparcia. Odsetek pacjentów przerywających leczenie z powodu zdarzeń niepożądanych ze strony przewodu pokarmowego wynosił 19% w grupie leczonej surwodutydem w porównaniu z 2,9% w grupie placebo. Wyniki te były spójne w całym badaniu SYNCHRONIZE‑MASLD, a także zgodne ze znanymi efektami klasy leków. W żadnym z badań nie odnotowano żadnych nowych sygnałów dotyczących bezpieczeństwa.

Badania SYNCHRONIZE‑1 i SYNCHRONIZE‑MASLD wskazują łącznie na potencjalne korzyści wynikające z podwójnego agonistycznego działania na receptory glukagonu/GLP‑1 u osób z otyłością i pacjentów z MASLD oraz oznakami stanu zapalnego i (lub) włóknienia. Surwodutyd może wypełnić istniejącą potrzebę opracowania skutecznego leczenia tych schorzeń, ponieważ jego agonistyczne działanie na receptor GLP‑1 zmniejsza apetyt przy jednoczesnym zwiększaniu uczucia pełności i sytości. Z drugiej strony, uważa się, że agonistyczne działanie wobec glukagonu działa bezpośrednio na wątrobę, zmniejszając zawartość tłuszczu w tym narządzie, regulując jego funkcje metaboliczne, a także zmniejszając nasilenie stanu zapalnego i włóknienia. Surwodutyd jest lekiem eksperymentalnym i nie został jeszcze zatwierdzony do stosowania; jego skuteczność i bezpieczeństwo nie zostały ustalone.

Ponadto w ramach szerszego programu badań klinicznych opracowuje się zestaw badań fazy IIIb w celu wypełnienia istniejących kluczowych potrzeb osób z otyłością leczonych w warunkach rzeczywistej praktyki klinicznej. Na ten rok zaplanowano rozpoczęcie kolejnych badań: w badaniu SYNCHRONIZE‑HERA surwodutyd będzie oceniany pod względem wpływu na zdrowie kobiet; badanie ELEVATE‑LIVER pozwoli ocenić wpływ surwodutydu na utrzymanie czynności i struktury serca u osób z MASLD lub wczesną postacią MASH; natomiast w badaniu SYNCHRONIZE‑START oceniane będą metody dostosowywania dawek w warunkach rzeczywistej praktyki, w tym rozpoczynanie leczenia oraz zmiana leczenia z GLP‑1 RA, ze szczególnym uwzględnieniem tolerancji. Działania te uzupełnią badania SYNCHRONIZE‑1 i SYNCHRONIZE‑MASLD w ramach szerszego, globalnego programu badań fazy III dotyczącego nadwagi i otyłości, obejmującego kluczowe subpopulacje pacjentów. Surwodutyd jest również analizowany w dwóch globalnych badaniach klinicznych fazy III – LIVERAGE oraz LIVERAGE‑Cirrhosis – oceniających skuteczność i bezpieczeństwo stosowania tego leku u osób dorosłych z MASH i zwłóknieniem w stadium 2 lub 3 oraz u pacjentów z wyrównaną marskością wątroby w przebiegu MASH (ze zwłóknieniem w stadium 4).

Źródło: inf pras

Z dotychczasowych badań wynika, że co trzecie dziecko w Polsce ma nadmierną masę ciała. To, jak wygląda obecnie sytuacja, pokaże rozpoczynająca się IV runda badania Childhood Obesity Surveillance Initiative (COSI). To największe w Polsce badanie zdrowia dzieci w wieku wczesnoszkolnym.

 
Badanie COSI jest realizowane równolegle w kilkudziesięciu krajach Europy we współpracy ze Światową Organizacją Zdrowia (WHO). W Polsce projekt prowadzi Instytut Matki i Dziecka w ramach Narodowego Programu Zdrowia na lata 2021-2026, finansowanego przez Ministerstwo Zdrowia.

Jak poinformowała kierownik tego badania w naszym kraju prof. Anna Fijałkowska z Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, w najbliższych tygodniach wylosowane szkoły podstawowe z całej Polski zostaną zaproszone do udziału w projekcie. Weźmie w nich udział około 6000 dzieci w wieku od 7 do 9 lat oraz ich rodzice. Zebrane dane pozwolą lepiej zrozumieć współczesne wyzwania zdrowotne dzieci i zaplanować skuteczniejsze działania profilaktyczne.

„To jedno z najważniejszych badań zdrowia dzieci realizowanych obecnie w Europie, w tym w Polsce. Dzięki niemu możemy nie tylko monitorować skalę problemu występowania nadwagi i otyłości, ale także obserwować zmiany stylu życia dzieci, ich aktywności fizycznej, snu czy sposobu odżywania. Te dane są dziś szczególnie potrzebne, bo rzeczywistość zdrowotna najmłodszych bardzo dynamicznie się zmienia” – podkreślłaa w informacji przekazanej PAP prof. Fijałkowska.

Wyniki poprzednich edycji badania WHO COSI (2022/2023) wykazały, że nadmierna masa ciała występuje u 32,5 proc. ośmiolatków. Oznacza to, że niemal co trzecie dziecko w Polsce ma nadwagę lub otyłość. Problem ten częściej dotyczy chłopców (36,5 proc.) niż dziewcząt (28,7 proc.).

Po pandemii COVID-19 odnotowano w tym zakresie niewielką poprawę, ale jest gorzej niż przed jej wystąpieniem. Utrzymuje się też wysoki odsetek dzieci z podwyższonym ciśnieniem tętniczym. Dane z lat 2016-2021 wskazywały na systematyczny wzrost liczby dzieci z wartościami ciśnienia sugerującymi nadciśnienie. Ostatnia runda badań przyniosła pierwsze oznaki stabilizacji, jednak bez wyraźnej poprawy.

Szczególnie alarmujących danych dostarczyło badanie kohortowe prowadzone wśród dzieci w wieku 7 lat. W 2023 r. kompleksową oceną zdrowia objęto 488 uczniów, wykonując m.in. badania laboratoryjne i analizy genetyczne. Wykazano, że co trzecie siedmioletnie dziecko ma nadmierną masę ciała, co ósme dziecko jest otyłe, niemal 46 proc. dzieci ma podwyższony poziom cholesterolu całkowitego, a zaburzenia poziomu trójglicerydów dotyczą aż 35 proc. badanych.

Wśród dzieci z nadwagą i otyłością jest jeszcze gorzej: niemal połowa ma podwyższony cholesterol całkowity, 32 proc. ma podwyższony poziom LDL (tzw. złego cholesterolu), a u prawie połowy występują nieprawidłowe stężenia trójglicerydów.

„Otyłość dziecięca to nie tylko kwestia wyglądu czy masy ciała. Coraz częściej obserwujemy u najmłodszych dzieci zaburzenia metaboliczne, które jeszcze kilkanaście lat temu były kojarzone głównie z dorosłością. Dlatego tak ważne jest możliwie wczesne wykrywanie problemów i monitorowanie trendów zdrowotnych” – podkreśla prof. Anna Fijałkowska.

Nowych informacji dostarczyły również badania z użyciem akcelerometrów prowadzone wśród ośmiolatków w 2024 r. Dzięki obiektywnym pomiarom możliwe było dokładne określenie poziomu aktywności fizycznej i jakości snu dzieci. Zgodnie z rekomendacjami WHO dzieci powinny codziennie podejmować co najmniej 60 minut umiarkowanej lub intensywnej aktywności fizycznej. Tymczasem pomiary wykazały, że zalecenia spełnia jedynie 45,1 proc. dzieci.

Widoczne są także wyraźne różnice między dziewczętami i chłopcami: normy aktywności spełnia ponad połowa chłopców, ale tylko 38,3 proc. dziewcząt. Ujawniono też, że dzieci są zdecydowanie mniej aktywne w weekendy niż w dni szkolne.

Badacze zwracają uwagę na dużą rozbieżność między rzeczywistymi pomiarami a oceną rodziców. Ponad trzy czwarte rodziców deklarowało, że ich dziecko spełnia zalecenia WHO dotyczące aktywności fizycznej, choć dane pomiarowe pokazują coś innego. Niepokojąco prezentują się także wyniki dotyczące snu. Rodzice najczęściej oceniali, że dzieci śpią wystarczająco długo, jednak pomiary wykazały, że po uwzględnieniu nocnych wybudzeń realny czas snu wynosi średnio jedynie 7 godzin i 23 minuty.

Eksperci Instytutu Matki i Dziecka podkreślają, że dzieci dorastają w rzeczywistości zupełnie innej niż jeszcze dekadę temu, z większą ilością czasu ekranowego, mniejszą codzienną aktywnością i rosnącym obciążeniem zdrowotnym już od najmłodszych lat. Dlatego kolejne rundy badań WHO COSI mają kluczowe znaczenie nie tylko dla naukowców i lekarzy, ale również dla szkół, rodziców i instytucji odpowiedzialnych za zdrowie publiczne. Dane pozwalają identyfikować najważniejsze problemy zdrowotne dzieci, śledzić zmiany zachodzące w czasie oraz projektować skuteczne działania profilaktyczne i edukacyjne. (PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

Nowa analiza badań klinicznych III fazy sugeruje, że doustny agonista receptora GLP-1 – orforglipron – może wspierać redukcję masy ciała także u osób po 65. roku życia z otyłością lub nadwagą, zarówno z cukrzycą typu 2, jak i bez niej. Wyniki zaprezentowano podczas Europejskiego Kongresu Otyłości (ECO 2026).
W analizie osoby starsze uzyskiwały redukcję masy ciała porównywalną do młodszych uczestników badań, a bezpieczeństwo leczenia pozostawało zgodne z profilem obserwowanym wcześniej dla leków z grupy agonistów receptora GLP-1.

Otyłość u seniorów – coraz częstszy, ale bardziej złożony problem

Leczenie otyłości u osób starszych budzi szczególne zainteresowanie lekarzy. Z jednej strony nadmierna masa ciała zwiększa ryzyko cukrzycy typu 2, chorób sercowo-naczyniowych, ograniczenia sprawności czy utraty samodzielności. Z drugiej – redukcja masy ciała w starszym wieku wymaga ostrożności, ponieważ może wiązać się również z utratą masy mięśniowej, która naturalnie zmniejsza się wraz z wiekiem.

Dlatego jednym z pytań stawianych przy nowych terapiach przeciwotyłościowych pozostaje to, czy są one skuteczne i bezpieczne także u osób po 65. roku życia.

Co pokazała nowa analiza?

Przedstawiona podczas kongresu ECO 2026 analiza objęła dane z badań III fazy ATTAIN-1 i ATTAIN-2 dotyczących orforglipronu – doustnego agonisty receptora GLP-1 stosowanego raz dziennie.

ATTAIN-1 obejmowało osoby z otyłością lub nadwagą bez cukrzycy typu 2, natomiast ATTAIN-2 – pacjentów z nadwagą lub otyłością współistniejącą z cukrzycą typu 2.

U osób po 65. roku życia bez cukrzycy typu 2, otrzymujących najwyższą badaną dawkę leku, średnia redukcja masy ciała po 72 tygodniach wyniosła 13 proc. Dla porównania w grupie placebo było to 1,6 proc.

Również w grupie pacjentów z cukrzycą typu 2 obserwowano wyraźną redukcję masy ciała – do około 12 proc. przy najwyższej dawce terapii.
Jak podają autorzy analizy, efekty leczenia były zbliżone zarówno u osób młodszych, jak i starszych, niezależnie od współistnienia cukrzycy typu 2.

Czym jest orforglipron?

Orforglipron (Foundayo) należy do grupy agonistów receptora GLP-1 – leków stosowanych w leczeniu otyłości i cukrzycy typu 2, które wpływają m.in. na uczucie sytości i regulację apetytu.

W odróżnieniu od części obecnie stosowanych terapii GLP-1 lek ma postać tabletki przyjmowanej raz dziennie, bez ograniczeń dotyczących pory posiłków czy przyjmowania płynów.

Preparat został zatwierdzony przez amerykańską Agencję Żywności i Leków (FDA) do przewlekłego leczenia otyłości lub nadwagi współistniejącej z chorobami związanymi z nadmierną masą ciała.

Co wiadomo o bezpieczeństwie terapii?

Profil bezpieczeństwa obserwowany u osób starszych był zasadniczo podobny do tego, który wcześniej raportowano dla całej populacji badań ATTAIN.

Najczęściej zgłaszanymi działaniami niepożądanymi były objawy ze strony przewodu pokarmowego, takie jak nudności, zaparcia, biegunka czy wymioty – działania dobrze znane dla leków z grupy agonistów receptora GLP-1.

Autorzy zwracają jednak uwagę, że u osób po 65. roku życia częściej obserwowano poważne zdarzenia niepożądane niż u młodszych uczestników badania, choć ich częstość była zbliżona do grup placebo w tej kategorii wiekowej.

To jeszcze nie ostateczna odpowiedź

Badacze podkreślają, że przedstawione wyniki pochodzą z analizy post hoc, czyli dodatkowej analizy danych z już zakończonych badań klinicznych. Oznacza to, że nie była ona pierwotnie zaplanowanym głównym celem badania i wymaga dalszego potwierdzenia.

Dodatkowo liczba uczestników po 65. roku życia była wyraźnie mniejsza niż w grupie młodszych pacjentów, dlatego wyniki należy interpretować ostrożnie.

Jednocześnie autorzy wskazują, że dane mogą wspierać dalszą ocenę orforglipronu jako jednej z potencjalnych opcji leczenia otyłości także u starszych pacjentów.

Źródło: analiza post hoc badań III fazy ATTAIN-1 i ATTAIN-2 przedstawiona podczas European Congress on Obesity (ECO) 2026; komunikat firmy Eli Lilly
W Sejmie odbyła się III Konferencja Dialogu Międzysektorowego STOP OTYŁOŚCI pt. „Od deklaracji do czynów na rzecz profilaktyki otyłości i jej powikłań”, organizowana przez Partnerstwo STOP OTYŁOŚCI. Wydarzenie zgromadziło przedstawicieli środowiska medycznego, administracji publicznej, organizacji społecznych, ekspertów zdrowia publicznego, samorządów oraz młodych aktywistów społecznych zaangażowanych w działania na rzecz zdrowia publicznego.
 
Oficjalnej inauguracji konferencji dokonała Wicemarszałkini Sejmu RP Monika Wielichowska. W debatach i wystąpieniach uczestniczyli m.in. prof. Mariusz Wyleżoł, prezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, dr Małgorzata Gałązka-Sobotka z Uczelni Łazarskiego, prof. Agnieszka Mastalerz-Migas – konsultant krajowa w dziedzinie medycyny rodzinnej, prof. Karolina Kłoda – wiceprezes Polskiego Towarzystwa Leczenia Otyłości, prof. Marek Gierlotka – prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego, prof. Mariusz Bidziński – konsultant krajowy w dziedzinie ginekologii onkologicznej oraz przedstawiciele Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – PIB.

W konferencji uczestniczyła również Dorota Zygmunt – dyrektorka sekcji otyłości Fundacji „Otyłość To Się Leczy”, od lat zaangażowana w działania edukacyjne i społeczne na rzecz pacjentów chorujących na otyłość.

Podczas konferencji wielokrotnie podkreślano, że otyłość jest chorobą przewlekłą, a nie problemem estetycznym czy efektem „braku silnej woli”. Eksperci przypomnieli, że w Polsce z otyłością żyje już ok. 9 milionów osób, a choroba ta wiąże się z ponad 200 powikłaniami, w tym kardiologicznymi, metabolicznymi i onkologicznymi.

Szczególnie alarmujące dane dotyczyły dzieci i młodzieży. Według prezentowanych analiz nawet do 30% dzieci w wieku szkolnym zmaga się z nadmierną masą ciała lub otyłością. W kontekście pogłębiającego się kryzysu demograficznego eksperci zwracali uwagę, że jednym z najważniejszych wyzwań staje się dziś pytanie nie tylko o liczbę przyszłych pokoleń, ale również o ich zdrowie.

Jednym z najważniejszych elementów wydarzenia był blok poświęcony młodemu pokoleniu „Zrozumieć Zetki: jak młodzi widzą otyłość i jak wspólnie budować zdrową przyszłość?”. W debacie uczestniczyli młodzi aktywiści społeczni i zdrowotni z Polski oraz przedstawiciele międzynarodowej inicjatywy Bite Back 2030 z Wielkiej Brytanii. Wyraźnie wybrzmiał głos młodych ludzi, którzy nie godzą się na wszechobecną wysokoprzetworzoną żywność, agresywny marketing produktów szkodliwych dla zdrowia oraz środowisko utrudniające dokonywanie zdrowych wyborów.

Podczas debaty wielokrotnie podkreślano, że skuteczna profilaktyka otyłości wymaga nie tylko edukacji, ale również realnych zmian systemowych, wspierających zdrowie dzieci, młodzieży i całych rodzin.

Wśród najważniejszych tematów konferencji znalazły się:
• konieczność wcześniejszej diagnostyki i skutecznej profilaktyki,
• nierówności w dostępie do leczenia i farmakoterapii,
• potrzeba rozwoju porad edukacyjnych i opieki wielospecjalistycznej,
• znaczenie wsparcia psychologicznego i dietetycznego dla rodzin,
• rola samorządów w budowaniu lokalnych programów zdrowotnych.


Eksperci zwracali uwagę, że pacjenci nadal trafiają do specjalistów zbyt późno, często dopiero na etapie ciężkich powikłań sercowo-naczyniowych, metabolicznych czy onkologicznych. Coraz mocniej wybrzmiewało również przekonanie, że skuteczna walka z epidemią otyłości wymaga współpracy państwa, samorządów, środowiska medycznego, organizacji społecznych i samych pacjentów.

III Konferencja Dialogu Międzysektorowego STOP OTYŁOŚCI pokazała, że profilaktyka otyłości staje się jednym z najważniejszych wyzwań zdrowotnych i społecznych najbliższych lat. Coraz wyraźniej wybrzmiewa także przekonanie, że skuteczne działania wymagają współpracy państwa, samorządów, środowiska medycznego i organizacji społecznych.

Jak podkreślano podczas debaty: inwestycja w profilaktykę i zdrowie mieszkańców jest inwestycją w przyszłość całych społeczności lokalnych.

Źródło: inf pras

Utrata masy ciała to dopiero pierwszy etap leczenia otyłości. Znacznie trudniejsze bywa utrzymanie osiągniętych efektów i uniknięcie ponownego przyrostu kilogramów po zakończeniu intensywnej terapii. Dane zaprezentowane podczas Europejskiego Kongresu Otyłości (ECO 2026) sugerują, że część pacjentów może utrzymać znaczną redukcję masy ciała także po zmianie leczenia lub zmniejszeniu dawki leków inkretynowych.
Wyniki dwóch badań późnej fazy – SURMOUNT-MAINTAIN oraz ATTAIN-MAINTAIN – przedstawiono podczas kongresu w Stambule i jednocześnie opublikowano odpowiednio w czasopismach The Lancet oraz Nature Medicine. Analizy dotyczyły osób, które wcześniej schudły kilkanaście lub kilkadziesiąt kilogramów dzięki intensywnej terapii agonistami inkretynowymi.

Najtrudniejszy etap leczenia otyłości: utrzymać efekt

Otyłość jest chorobą przewlekłą, a jednym z największych wyzwań pozostaje utrzymanie redukcji masy ciała po zakończeniu intensywnej fazy leczenia. Przerwanie terapii lub jej nagłe ograniczenie często wiąże się z ponownym przyrostem masy ciała, określanym potocznie jako efekt jo-jo.

Nowe badania miały odpowiedzieć na praktyczne pytanie: co dzieje się z pacjentami, którzy już schudli znacząco dzięki terapii GLP-1 lub GIP/GLP-1? Czy konieczne jest dalsze stosowanie najwyższych dawek leków, czy możliwe jest przejście na leczenie podtrzymujące bez utraty osiągniętych efektów?

Niższa dawka zamiast pełnej? Dane o tirzepatydzie

W badaniu SURMOUNT-MAINTAIN oceniano osoby żyjące z otyłością lub nadwagą z chorobami współistniejącymi, które przez 60 tygodni otrzymywały tirzepatyd w maksymalnej tolerowanej dawce (10 lub 15 mg tygodniowo).

Po zakończeniu tej fazy pacjentów przydzielono do trzech grup: kontynuujących leczenie w pełnej dawce, przechodzących na dawkę 5 mg lub otrzymujących placebo przez kolejne 52 tygodnie.

Wyniki wskazują, że osoby kontynuujące terapię w maksymalnej dawce utrzymały praktycznie całą wcześniejszą utratę masy ciała. Pacjenci, którzy przeszli na niższą dawkę 5 mg, również zachowali znaczną część efektu – odzyskując średnio około 5,6 kg po roku leczenia podtrzymującego.

Dla porównania, uczestnicy rozpoczynali badanie przy średniej masie ciała przekraczającej 112 kg, a po pierwszych 60 tygodniach terapii ważyli średnio około 89 kg.

Badacze wskazują, że wyniki mogą sugerować możliwość stopniowego zmniejszania intensywności leczenia u części pacjentów, choć utrzymanie pełnego efektu nadal najlepiej obserwowano przy kontynuacji maksymalnych dawek.

Tabletka po zastrzykach? Nowe dane o leczeniu podtrzymującym

Drugie badanie – ATTAIN-MAINTAIN – dotyczyło osób, które wcześniej schudły dzięki iniekcyjnym terapiom inkretynowym i osiągnęły stabilizację masy ciała. Naukowcy oceniali, czy możliwe jest utrzymanie efektów po przejściu na doustny agonista receptora GLP-1 – orforglipron.

Pacjenci wcześniej leczeni semaglutydem (Wegovy) po przejściu na doustny orforglipron odzyskali średnio jedynie około 0,9 kg masy ciała w ciągu roku. U osób wcześniej stosujących tirzepatyd (Zepbound) średni przyrost masy ciała wyniósł około 5 kg.

Według autorów badania może to wskazywać, że u części chorych możliwe jest przejście z intensywnej terapii iniekcyjnej na leczenie doustne bez utraty większości wcześniejszych korzyści terapeutycznych.

Jednocześnie badacze podkreślają, że leczenie podtrzymujące nie oznacza zakończenia terapii – raczej jej modyfikację w długoterminowym zarządzaniu chorobą przewlekłą.

Czym jest orforglipron i dlaczego budzi zainteresowanie

Orforglipron to doustny agonista receptora GLP-1 opracowany przez Eli Lilly. W 2026 roku amerykańska Agencja Żywności i Leków (FDA) zatwierdziła lek do stosowania u dorosłych z otyłością lub nadwagą współistniejącą z chorobami związanymi z nadmierną masą ciała.

Lek przyjmowany jest raz dziennie i – w przeciwieństwie do części wcześniejszych doustnych terapii inkretynowych – może być stosowany bez ograniczeń dotyczących przyjmowania posiłków czy płynów.

Zatwierdzenie oparto m.in. na wynikach programu badań ATTAIN, w których wykazano istotną klinicznie redukcję masy ciała oraz poprawę części parametrów metabolicznych. W części analiz osoby stosujące najwyższe dawki traciły średnio około 10–12 proc. wyjściowej masy ciała.

Orforglipron badany jest również jako potencjalna terapia m.in. cukrzycy typu 2, nadciśnienia tętniczego, obturacyjnego bezdechu sennego, choroby tętnic obwodowych oraz innych schorzeń związanych z otyłością.

Autorzy badań prezentowanych podczas ECO 2026 podkreślają, że otyłość pozostaje chorobą wymagającą długoterminowego leczenia, a nowe wyniki należy interpretować jako możliwe strategie utrzymania efektów terapii, a nie sposób na całkowite zakończenie leczenia po osiągnięciu redukcji masy ciała.

Źródło: European Congress on Obesity (ECO) 2026; publikacje: The Lancet, Nature Medicine; materiały Eli Lilly dotyczące badań SURMOUNT-MAINTAIN i ATTAIN-MAINTAIN.
Niemal 28-procentowa redukcja masy ciała u części pacjentów, zachowanie funkcji mięśni mimo znacznej utraty kilogramów, potencjalne korzyści dla kobiet w okresie menopauzy oraz nowe dane dotyczące doustnej formy terapii – to część wyników zaprezentowanych podczas Europejskiego Kongresu Otyłości (ECO 2026), który odbywa się w dniach 12–15 maja w Stambule. W centrum uwagi znalazł się semaglutyd – agonista receptora GLP-1 stosowany w leczeniu otyłości.
Nowe analizy przedstawione przez Novo Nordisk obejmują zarówno wyniki badań klinicznych, jak i dane rzeczywiste (real-world evidence), pokazując nie tylko wpływ leczenia na redukcję masy ciała, ale również na skład ciała, sprawność fizyczną, zdrowie kobiet w okresie menopauzy oraz ryzyko wybranych chorób współistniejących.

Niemal 28 proc. redukcji masy ciała przy wyższej dawce

Jednym z najważniejszych doniesień kongresu były nowe analizy badania STEP UP, oceniającego skuteczność wyższej dawki semaglutydu – 7,2 mg – u osób żyjących z otyłością bez cukrzycy typu 2.

W trwającym 72 tygodnie badaniu uczestniczyło ponad 1400 dorosłych osób z BMI ≥30 kg/m². Uczestników losowo przydzielono do grup otrzymujących semaglutyd w dawce 7,2 mg, standardowej dawce 2,4 mg lub placebo, równolegle z interwencją dotyczącą stylu życia.

Jak wcześniej informowano, średnia redukcja masy ciała po 72 tygodniach wyniosła 20,7 proc. dla dawki 7,2 mg, 17,5 proc. dla dawki 2,4 mg oraz 2,4 proc. w grupie placebo. Dla przeciętnego uczestnika badania, ważącego około 113 kg przed rozpoczęciem terapii, oznaczało to utratę około 23 kg masy ciała.

Podczas ECO 2026 zaprezentowano jednak dodatkową analizę dotyczącą tzw. „wczesnych responderów”, czyli osób, które w ciągu pierwszych 24 tygodni leczenia straciły co najmniej 15 proc. masy ciała.

W grupie otrzymującej semaglutyd 7,2 mg takich pacjentów było 26,9 proc. i to właśnie oni osiągnęli największe efekty – średnio 27,7 proc. redukcji masy ciała po 72 tygodniach terapii. Dla porównania, w grupie dawki 2,4 mg wynik ten wyniósł 24,8 proc.

Jednocześnie analiza wskazuje, że również osoby, które nie uzyskały tak szybkiej odpowiedzi na leczenie, nadal osiągały klinicznie istotną utratę masy ciała – średnio 15,4 proc. przy dawce 7,2 mg.

„Otyłość jako choroba przewlekła wymaga długoterminowego, kompleksowego leczenia. Wczesna utrata masy ciała może wskazywać, kto prawdopodobnie osiągnie największe efekty terapii semaglutydem, ale ważne jest podkreślenie, że także osoby bez ‘wczesnej’ odpowiedzi nadal uzyskują znaczącą klinicznie redukcję masy ciała” – powiedział dr Dror Dicker z Uniwersytetu w Tel Awiwie (tłum. red.).

Utrata tkanki tłuszczowej przy zachowaniu funkcji mięśni

Jednym z częściej dyskutowanych tematów dotyczących leczenia agonistami GLP-1 pozostaje wpływ terapii na masę mięśniową. Obawy części pacjentów dotyczą tego, czy wraz z utratą kilogramów nie dochodzi do nadmiernej utraty mięśni.

Nowa analiza badania STEP UP, oparta na obrazowaniu MRI u podgrupy 55 uczestników, sugeruje, że większość utraty masy ciała podczas leczenia semaglutydem wynikała ze zmniejszenia ilości tkanki tłuszczowej.

Według przedstawionych danych około 84 proc. utraconej masy stanowiła redukcja tłuszczu, natomiast tłuszcz trzewny w obrębie jamy brzusznej zmniejszył się o ponad 30 proc. Jednocześnie masa mięśniowa zmniejszyła się jedynie o około 10 proc. względem wartości wyjściowych.

Badacze podkreślali również, że uczestnicy zachowali sprawność funkcjonalną mięśni. Oceniano ją m.in. przy pomocy testu wielokrotnego wstawania z krzesła w ciągu 30 sekund, który nie wykazał pogorszenia funkcji mięśniowej w porównaniu z placebo.

Autorzy analizy zwracają uwagę, że zarówno nadmiar tłuszczu trzewnego, jak i nacieczenie tłuszczowe mięśni są związane ze zwiększonym ryzykiem powikłań sercowo-metabolicznych.

Kobiety w menopauzie: skuteczność niezależnie od etapu życia

Kolejne prezentowane podczas ECO 2026 analizy dotyczyły kobiet żyjących z otyłością w różnych etapach życia reprodukcyjnego – od okresu przed menopauzą po postmenopauzę.

W analizie post hoc badania STEP UP oceniano skuteczność semaglutydu 7,2 mg w zależności od etapu menopauzalnego. Największą średnią redukcję masy ciała osiągnęły kobiety przed menopauzą – 22,6 proc. po 72 tygodniach terapii. U kobiet w okresie okołomenopauzalnym oraz po menopauzie wyniosła ona odpowiednio 19,7 proc. i 19,8 proc.

Znacząco zmniejszył się również obwód talii – wskaźnik pośrednio związany z ilością tłuszczu trzewnego i ryzykiem metabolicznym.

Badacze przedstawili także wyniki analiz badania SELECT, obejmującego osoby z nadwagą lub otyłością i współistniejącą chorobą sercowo-naczyniową bez cukrzycy. U kobiet w okresie okołomenopauzalnym i pomenopauzalnym obserwowano redukcję ryzyka incydentów sercowo-naczyniowych, takich jak zawał serca, udar mózgu czy zgon sercowo-naczyniowy.

Równolegle zaprezentowano dane rzeczywiste z amerykańskiego badania obejmującego ponad 34 tys. kobiet w okresie menopauzy. Kobiety stosujące semaglutyd miały niższe ryzyko migreny oraz depresji w porównaniu z osobami otrzymującymi wyłącznie hormonalną terapię menopauzalną. Autorzy zaznaczają jednak, że były to dane obserwacyjne, które pokazują zależności, ale nie pozwalają jednoznacznie potwierdzić związku przyczynowo-skutkowego.

Tabletka zamiast zastrzyku? Nowe dane o doustnym semaglutydzie

Podczas kongresu przedstawiono również nowe analizy badania OASIS 4 dotyczącego doustnej postaci semaglutydu w dawce 25 mg.

W badaniu osoby otrzymujące tabletkę osiągnęły średnio 17 proc. redukcji masy ciała po 64 tygodniach leczenia, wobec 2,7 proc. w grupie placebo.

Wśród tzw. wczesnych responderów – definiowanych jako osoby, które po 16 tygodniach terapii utraciły co najmniej 10 proc. masy ciała – średnia redukcja po zakończeniu badania wyniosła 21,6 proc. Jednocześnie niemal jedna trzecia uczestników leczonych doustnym semaglutydem spełniała kryteria wczesnej odpowiedzi na leczenie.

Osobna analiza wskazała również na poprawę sprawności fizycznej. Wśród osób z początkowo ograniczoną wydolnością ruchową niemal 8 na 10 uczestników osiągnęło klinicznie istotną poprawę funkcjonowania – obejmującą m.in. możliwość dłuższego stania, schylania się czy wykonywania codziennych czynności.

Doustna postać semaglutydu została już zatwierdzona przez amerykańską administrację FDA, natomiast obecnie oczekuje na decyzję Europejskiej Agencji Leków (EMA).

Źródło: materiały prezentowane podczas European Congress on Obesity (ECO) 2026, komunikaty firmy Novo Nordisk dotyczące badań STEP UP, SELECT i OASIS 4.
Leki z grupy agonistów receptora GLP-1, stosowane dziś głównie w leczeniu cukrzycy typu 2 i otyłości, coraz częściej analizowane są także pod kątem wpływu na układ sercowo-naczyniowy. Nowa meta-analiza obejmująca ponad 91 tys. pacjentów wskazuje, że terapie te wiązały się z niższym ryzykiem poważnych incydentów sercowo-naczyniowych, w tym zawału serca, udaru mózgu i zgonu sercowo-naczyniowego. Autorzy zwracają uwagę, że obserwowane korzyści wykraczały poza samą kontrolę glikemii i redukcję masy ciała.
Leki z grupy agonistów receptora GLP-1, początkowo rozwijane jako terapia cukrzycy typu 2, od kilku lat znajdują coraz szersze zastosowanie także w leczeniu otyłości i redukcji ryzyka sercowo-naczyniowego. Nowa meta-analiza opublikowana na łamach „Cardiovascular Diabetology – Endocrinology Reports” pokazuje, że u osób z wysokim ryzykiem sercowo-naczyniowym stosowanie tych leków wiązało się z istotnym zmniejszeniem liczby poważnych incydentów sercowo-naczyniowych, w tym zawałów serca, udarów mózgu i zgonów z przyczyn sercowo-naczyniowych.

Autorzy przeanalizowali dane z 11 dużych randomizowanych badań klinicznych obejmujących łącznie 91 490 uczestników. Średni czas obserwacji wynosił 2,7 roku. Do analizy włączono wyłącznie badania typu cardiovascular outcome trials (CVOT), prowadzone u dorosłych pacjentów z rozpoznaną chorobą sercowo-naczyniową lub istotnie podwyższonym ryzykiem jej wystąpienia.

W badaniach oceniano różne leki z grupy GLP-1RA, m.in. liraglutyd, semaglutyd, dulaglutyd, eksenatyd, albiglutyd, liksysenatyd czy efpeglenatyd. Wszystkie porównywano z placebo.

Mniej poważnych incydentów sercowo-naczyniowych

Głównym analizowanym punktem końcowym były tzw. MACE (major adverse cardiovascular events), czyli duże niekorzystne zdarzenia sercowo-naczyniowe obejmujące zwykle zgon sercowo-naczyniowy, zawał serca lub udar mózgu.

Łącznie w grupach otrzymujących GLP-1RA odnotowano 4386 zdarzeń MACE, wobec 4884 w grupach placebo. Po połączeniu wyników wszystkich badań wykazano, że stosowanie agonistów receptora GLP-1 wiązało się z 14-procentowym zmniejszeniem ryzyka wystąpienia MACE w porównaniu z placebo (HR 0,86; 95 proc. CI 0,81–0,92).

Analiza wykazała także:
Autorzy odnotowali również mniejszą liczbę hospitalizacji z powodu niewydolności serca, choć w tym przypadku efekt był słabszy i mniej stabilny w analizach czułości.

Nie tylko wpływ na glikemię i masę ciała

Agoniści receptora GLP-1 byli początkowo rozwijani głównie z myślą o poprawie kontroli glikemii u osób z cukrzycą typu 2. Z czasem zaczęto obserwować, że korzyści mogą wykraczać poza sam wpływ metaboliczny.

W publikacji przypomniano, że leki z tej grupy wpływają na wiele czynników związanych z ryzykiem sercowo-naczyniowym, w tym masę ciała, ciśnienie tętnicze, metabolizm lipidów i zmienność glikemii. Autorzy wskazują również na możliwe bezpośrednie działanie w obrębie układu sercowo-naczyniowego, obejmujące m.in. wpływ na śródbłonek naczyń, proces zapalny i mechanizmy miażdżycowe.

W pracy przywołano także dane eksperymentalne sugerujące obecność receptorów GLP-1 w tkance mięśnia sercowego oraz w ośrodkach autonomicznego układu nerwowego związanych z regulacją układu krążenia.

Korzyści obserwowano także po wyłączeniu populacji przedcukrzycowej

Jednym z elementów analizy była dodatkowa ocena wyników po wyłączeniu badania SELECT, które obejmowało osoby z nadwagą lub otyłością bez cukrzycy typu 2, ale z chorobą sercowo-naczyniową.

Po usunięciu tej populacji efekt ochronny pozostawał zbliżony. Autorzy interpretują to jako argument przemawiający za tym, że obserwowane korzyści nie wynikają wyłącznie z poprawy kontroli cukrzycy.

Przeprowadzono również analizę podgrup dotyczącą semaglutydu. W tej grupie leków obserwowano większą redukcję ryzyka MACE niż w analizie całej klasy GLP-1RA. Autorzy podkreślają jednak, że była to analiza post hoc i wynik należy traktować ostrożnie, jako obserwację wymagającą dalszych badań, a nie dowód przewagi konkretnego preparatu.

Działania niepożądane: najczęściej ze strony przewodu pokarmowego

W analizowanych badaniach nie stwierdzono istotnego wzrostu ryzyka ciężkiej hipoglikemii ani ostrego zapalenia trzustki.

Najczęściej zgłaszanymi działaniami niepożądanymi były objawy ze strony przewodu pokarmowego, przede wszystkim nudności, wymioty i biegunki. W części badań częstość tych objawów była o ponad 10 punktów procentowych wyższa niż w grupach placebo.

Autorzy zwracają uwagę, że działania te są dobrze znanym efektem klasowym terapii GLP-1RA i mogą wpływać na tolerancję leczenia oraz utrzymanie terapii przez pacjentów.

Coraz większa rola GLP-1 w strategiach redukcji ryzyka sercowo-naczyniowego

Autorzy publikacji podkreślają, że wyniki wspierają szersze włączanie agonistów receptora GLP-1 do strategii ograniczania ryzyka sercowo-naczyniowego u osób wysokiego ryzyka, szczególnie u pacjentów z cukrzycą typu 2, otyłością lub już rozpoznaną chorobą sercowo-naczyniową.

Zwracają jednocześnie uwagę, że nadal istnieją ograniczenia związane m.in. z dostępnością leczenia, kosztami terapii oraz różnicami pomiędzy poszczególnymi badaniami i populacjami pacjentów. Meta-analiza opierała się również na danych zbiorczych z badań, a nie na indywidualnych danych pacjentów, co ogranicza możliwość bardziej szczegółowych analiz podgrup.

W pracy zaznaczono również, że potrzebne są dalsze badania dotyczące miejsca GLP-1RA poza populacjami wysokiego ryzyka sercowo-naczyniowego oraz potencjalnych korzyści wynikających z łączenia tych terapii z inhibitorami SGLT2.

Źródło: Peter K., Roka O., Sepp E. i wsp. The long-term cardiovascular safety and efficacy of glucagon-like peptide-1 (GLP-1) receptor agonists in high-risk cardiovascular populations: a systematic review and meta-analysis. Cardiovascular Diabetology – Endocrinology Reports, 2026.