Medicalpress
Współczesna reumatologia dysponuje terapiami, które mogą zatrzymać postęp choroby, ochronić narządy przed trwałym uszkodzeniem, zapobiec niepełnosprawności i przywrócić pacjentom możliwość pracy oraz samodzielnego życia. Problemem coraz częściej nie jest jednak brak skutecznego leczenia, lecz zbyt późna diagnoza, nierówny dostęp do specjalistycznej opieki i programów lekowych, niedofinansowanie ich realizacji oraz rozwiązania organizacyjne, które nie odpowiadają specyfice przewlekłych chorób układowych.
Skala potrzeb jest duża. Około 1,9 mln osób choruje na schorzenia autoimmunizacyjne i autozapalne, kolejne grupy pacjentów wymagają opieki z powodu osteoporozy, fibromialgii czy choroby zwyrodnieniowej. Łącznie blisko 9,5 mln osób, a więc niemal co czwarty Polak, może w różnym zakresie potrzebować konsultacji lub opieki reumatologicznej.

Jednocześnie choroby reumatyczne nadal bywają utożsamiane głównie z bólem stawów, podeszłym wiekiem i niegroźnymi dolegliwościami. Tymczasem mogą prowadzić do zajęcia serca, nerek, płuc, naczyń czy narządu wzroku, a w części przypadków stają się bezpośrednim zagrożeniem życia.

„Reumatologia przeszła fascynującą drogę: od medycyny bezsilnej, która polegała na łagodzeniu objawów bólowych, od nieodwracalnego inwalidztwa, destrukcji stawów, powikłań przewlekłej glikokortykosteroidoterapii i złamań kompresyjnych – do medycyny, która przywraca pełną sprawność i dosłownie ratuje życie” – podkreślał dr hab. n. med. Bogdan Batko, prof. UAFM, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego i konsultant krajowy w dziedzinie reumatologii.

Jak zaznaczał, uproszczone postrzeganie tej dziedziny prowadzi do opóźnień diagnostycznych. Pacjent może przez wiele miesięcy trafiać do kolejnych specjalistów z objawami ze strony różnych narządów, zanim zostanie rozpoznana choroba układowa będąca rzeczywistą przyczyną jego problemów.

„To nie jest tylko niepełnosprawność jednego narządu. Najczęściej mamy do czynienia z zajęciem wielonarządowym, a objawy ze strony serca, nerek czy płuc mogą być pierwszym objawem choroby. Pacjent trafia do kolejnych specjalistów, ale nie trafia do reumatologa, mimo że to właśnie choroba reumatyczna jest źródłem jego problemów” – mówił prof. Batko.

Przykładem może być młoda pacjentka z ciężkim wtórnym nadciśnieniem tętniczym, wielokrotnie hospitalizowana na oddziałach kardiologicznych i nefrologicznych. Ostatecznie rozpoznano u niej chorobę Takayasu, czyli układowe zapalenie naczyń. Po zastosowaniu leczenia biologicznego choroba została opanowana, a pacjentka mogła odstawić pięć leków przeciwnadciśnieniowych.

Okno terapeutyczne nie może czekać w kolejce

W wielu chorobach reumatycznych o przyszłej sprawności pacjenta decydują pierwsze tygodnie od pojawienia się objawów. Wczesne wdrożenie leczenia pozwala ograniczyć ryzyko trwałego uszkodzenia stawów i narządów, natomiast opóźnienie może oznaczać utratę tzw. okna terapeutycznego.

Średni czas oczekiwania na konsultację reumatologiczną wynosi jednak około 190 dni. Nawet w trybie pilnym dziecko z podejrzeniem lub rozpoznaniem choroby reumatycznej może czekać w ośrodku referencyjnym 82 dni. Tymczasem okno terapeutyczne w zapalnych chorobach reumatycznych wynosi około 12 tygodni, a średnie opóźnienie diagnostyczne sięga co najmniej dziewięciu miesięcy.

Problem zaczyna się często jeszcze przed właściwym rozpoznaniem. Analizy obejmujące pięć lat przed i pięć lat po rozpoznaniu reumatoidalnego zapalenia stawów wykazały, że już na rok przed postawieniem diagnozy pacjenci mają istotnie większą liczbę rozpoznanych chorób współistniejących, przede wszystkim sercowo-naczyniowych.

„Wynika to z przewlekłego stanu zapalnego związanego z reumatoidalnym zapaleniem stawów, dlatego taki pacjent jeszcze przed postawieniem właściwego rozpoznania trafia do wielu specjalistów i generuje kolejne koszty dla systemu. To pokazuje, jak ważne jest wcześniejsze rozpoznawanie choroby. Musimy wcześniej diagnozować tych pacjentów, ale jednocześnie potrzebujemy stabilnego finansowania” – wskazywał prof. Batko.

Najważniejszym elementem planowanych działań ma być skuteczny triaż pacjentów. W ramach Kompleksowej Opieki nad Chorymi z Wczesnym Zapaleniem Stawów zakładano możliwość kierowania osób z podejrzeniem zapalnej choroby reumatycznej na szybką ścieżkę. W praktyce nadal trafiają one jednak do standardowej kolejki.

„Pilotaż pokazał, że właśnie triaż jest największą potrzebą, dlatego rozpoczęliśmy badanie oceniające, czy kwalifikacja prowadzona przez przeszkoloną pielęgniarkę i lekarza pozwoli kierować pacjentów z zapalnymi chorobami układowymi na szybką ścieżkę” – mówił konsultant krajowy.

Wczesna diagnostyka ma znaczenie również ekonomiczne. Prof. Brygida Kwiatkowska zwracała uwagę, że na początkowym etapie wielu chorób wystarczają znacznie tańsze klasyczne terapie, natomiast koszty gwałtownie rosną wraz z rozwojem powikłań.

„Przy braku pieniędzy powinniśmy oglądać każdą złotówkę. Dlatego apeluję o poprawę wczesnego wykrywania chorób, ponieważ na początkowych etapach ich leczenie jest tanie – często wystarczają leki klasyczne i nie ma jeszcze potrzeby stosowania terapii innowacyjnych. Dzięki inwestycji w profilaktykę i wczesną diagnostykę można oszczędzić środki dla pacjentów, którzy rzeczywiście wymagają zaawansowanego leczenia” – podkreślała ekspertka.

Jako przykład wskazała osteoporozę, która nadal zbyt często rozpoznawana jest dopiero po złamaniu. System ponosi wówczas koszty operacji, endoprotezoplastyki, hospitalizacji i długotrwałej rehabilitacji, choć wcześniej można było zastosować stosunkowo niedrogie leczenie farmakologiczne.

Terapie są dostępne, ale liczba nowych włączeń  do programów lekowych wyhamowała

W ostatnich latach znacząco zwiększyła się liczba nowoczesnych terapii dostępnych w reumatologii. W ciągu czterech lat refundacją objęto 34 nowe terapie innowacyjne, a pacjenci mają dostęp do leków biologicznych i małocząsteczkowych. Liczba chorych leczonych w programach wzrosła z około 14 tys. po 2020 roku do niemal 40 tys. w 2025 roku.

Ten wzrost nie oznacza jednak, że potrzeby zostały zaspokojone. W Polsce leczeniem biologicznym lub celowanymi lekami syntetycznymi objętych jest około 6,4 proc. pacjentów z reumatoidalnym zapaleniem stawów. Średnia europejska wynosi około 20 proc., a w państwach skandynawskich – co najmniej 30 proc.

Prof. Brygida Kwiatkowska wskazywała, że dynamika nowych włączeń do programów lekowych zaczęła wyraźnie słabnąć.Od 2019 roku udało się znacząco zwiększyć liczbę leczonych pacjentów, między innymi dzięki dostosowaniu kryteriów kwalifikacji do rekomendacji europejskich. Ta dynamika była bardzo dobra, ale obecnie obserwujemy wyraźne wypłaszczenie. Oznacza to, że do programów lekowych włączamy mniej nowych chorych, a główną przyczyną są problemy finansowe i opóźnienia w płatnościach ze strony Narodowego Funduszu Zdrowia” – mówiła.

Sytuacja jest bardzo zróżnicowana regionalnie. W programach lekowych aktywnie leczonych jest ponad 40 tys. pacjentów u 137 świadczeniodawców, ale znaczna część terapii skupiona jest w kilku największych placówkach. W programie B.33, dotyczącym leczenia reumatoidalnego zapalenia stawów, umowy ma 63 świadczeniodawców, jednak ponad 72 proc. pacjentów leczonych jest w zaledwie pięciu ośrodkach.

„Są ośrodki, które realizują tylko dwa albo trzy programy lekowe. Każdy ośrodek reumatologiczny posiadający oddział szpitalny powinien mieć dostęp do wszystkich programów, aby pacjent nie musiał błąkać się po innych województwach albo jeździć do Warszawy tylko dlatego, że w jego regionie określony program nie jest realizowany” – podkreślała prof. Kwiatkowska.

Nierówności terytorialne sprawiają, że pacjenci często pokonują setki kilometrów nie tylko po kwalifikację do leczenia, ale również po kolejne podanie leku. Największa liczba chorych leczonych innowacyjnie skupia się w województwach małopolskim, mazowieckim i śląskim, które łącznie odpowiadają za około 45–50 proc. wszystkich terapii.

Pacjent zakwalifikowany, ale leczenia rozpocząć nie może

Dla osób spełniających kryteria programu lekowego formalna kwalifikacja nie zawsze oznacza rozpoczęcie terapii. Część ośrodków wstrzymuje przyjmowanie nowych pacjentów z obawy, że NFZ nie pokryje kosztów nadwykonań.

„Mimo spełnienia kryteriów kwalifikacji do programu lekowego pacjenci nie mogą rozpocząć skutecznego leczenia, ponieważ ośrodki wstrzymują przyjmowanie nowych chorych z obawy przed brakiem finansowania przez płatnika. Brak finansowania i wielomiesięczne oczekiwanie na terapię to dla nas wyrok. W chorobach reumatycznych czas nie jest tylko kolejną kartką w kalendarzu – czas oznacza sprawność i możliwość prowadzenia normalnego życia” – mówiła Małgorzata Ufnal, prezes Fundacji Rheuma Active, psycholog i pacjentka reumatologiczna.

Jak podkreślała, pacjenci kontaktują się z organizacjami społecznymi, poszukując placówek, które nadal rozpoczynają leczenie. Nie zawsze mogą nawet zostać formalnie wpisani na listę oczekujących, przez co rzeczywiste zapotrzebowanie nie jest widoczne w danych wykorzystywanych do planowania finansowania.

„Jeżeli pacjenci nie mogą nawet zapisać się do kolejki, to na podstawie jakich danych planowane jest zapotrzebowanie na kolejny rok? Mam informacje od pacjentów, które ośrodki nie przyjmują nowych chorych, gdzie są problemy i gdzie nie można się nawet zgłosić do kolejki. Chciałabym wiedzieć, na podstawie jakich danych te limity są wyznaczane” – pytała Małgorzata Ufnal.

Iwona Kasprzyk, dyrektor Departamentu Gospodarki Lekami w Centrali NFZ, zaznaczała, że odmowa wpisania pacjenta na listę oczekujących jest niezgodna z przepisami. „Niezależnie od tego, czy będzie możliwość zwiększenia kontraktu, pacjent powinien otrzymać termin wizyty, nawet jeśli miałby on być odległy” – podkreślała.

Przedstawicielka NFZ przyznała jednocześnie, że w 2026 roku liczba nowych włączeń do programów wyhamowała ze względu na sytuację finansową płatnika. Deficyt Funduszu szacowany jest na około 14 mld zł, składki zdrowotne pokrywają około 85 proc. jego budżetu, a pozostała część musi być uzupełniana z budżetu państwa.

„W każdym roku leki finansujemy w 100 proc., natomiast jeśli chodzi o świadczenia, to w 2025 roku niestety nie udało się pokryć wszystkich wydatków. Bardzo się staraliśmy, ale po prostu nie było takiej możliwości. Jednocześnie chcemy leczyć pacjentów coraz lepiej, obejmujemy refundacją nowe technologie, a potrzeby zdrowotne stale rosną” – mówiła Iwona Kasprzyk.

W programach reumatologicznych głównym elementem wydatków pozostają leki. Według danych przedstawionych przez Ministerstwo Zdrowia w 2025 roku przeznaczono na nie blisko 850 mln zł, natomiast wartość rozliczonych świadczeń wynosiła około 115 mln zł.
Eksperci zwracali jednak uwagę, że wraz ze spadkiem cen części leków biologicznych, wynikającym z wprowadzenia odpowiedników biopodobnych, coraz większego znaczenia nabiera prawidłowe finansowanie całej obsługi programu.

„Obsługa programu lekowego to nie jest porada. To cały proces: rejestracja, porada lekarska i pielęgniarska, podanie leku, obrót apteczny, sprawozdawczość oraz kredytowanie leków przez ośrodki. Jeżeli rozliczenia nie będą kwartalne, lecz roczne, sytuacja finansowa tych placówek stanie się jeszcze gorsza” – wyjaśniał prof. Batko.

W Szpitalu im. Dietla, w którym pracuje konsultant krajowy, z powodu problemów finansowych od wielu miesięcy innowacyjne leczenie rozpoczynane jest przede wszystkim u pacjentów znajdujących się w bezpośrednim zagrożeniu życia.

„Ponad 120 zakwalifikowanych chorych z aktywną, niekontrolowaną chorobą czeka na środki finansowe. Są to pacjenci zagrożeni zajęciem wielonarządowym, a lista oczekujących wynika wyłącznie z niedofinansowania” – mówił prof. Batko.

Dla pacjenta nowoczesne leczenie oznacza samodzielność

Skuteczność leczenia biologicznego nie sprowadza się wyłącznie do poprawy parametrów klinicznych. Dla wielu chorych oznacza możliwość odzyskania sprawności, powrotu do pracy i uniknięcia zależności od opieki innych osób.

Katarzyna Drożdż, pacjentka reumatologiczna prowadząca grupę wsparcia, opisywała, że przed zastosowaniem właściwej terapii biologicznej cierpiała na nawracające zapalenia tęczówki, chodziła w ortezach, po schodach wchodziła siedząc i przez wiele lat nie pracowała. Dopiero zmiana leczenia pozwoliła jej osiągnąć remisję.

„Dzisiaj nie korzystam z żadnej pomocy, jestem aktywna fizycznie, trenuję siłowo i pracuję więcej niż na pełny etat. Uważam, że funkcjonuję lepiej niż niejedna zdrowa osoba. Kiedy ktoś stracił zdrowie i szansę na normalne życie, a później odzyskał ją dzięki leczeniu, naprawdę potrafi to docenić” – mówiła.

Obawa o utratę dostępu do leczenia oznacza dla pacjentów ryzyko ponownego rozwoju choroby i utraty samodzielności. „Ja i wielu innych pacjentów funkcjonujemy normalnie wyłącznie dzięki leczeniu biologicznemu. W obecnej sytuacji mamy ogromne obawy, ponieważ dla wielu z nas jest to jedyna szansa na zachowanie sprawności i możliwość pracy. Gdybym nie otrzymała kontynuacji terapii, oznaczałoby to dla mnie powrót niepełnosprawności i utratę możliwości samodzielnego funkcjonowania” – podkreślała Katarzyna Drożdż.

Jeszcze trudniejsza jest sytuacja osób, które nie rozpoczęły terapii. Każdy kolejny miesiąc aktywnej choroby zwiększa ryzyko nieodwracalnego uszkodzenia stawów i narządów. Nie każdy będzie miał tyle szczęścia co ja i rozpocznie skuteczną terapię, zanim dojdzie do nieodwracalnych zmian. W pewnym momencie nawet właściwe leczenie może już nie pomóc w takim stopniu, w jakim pomogłoby, gdyby zostało zastosowane odpowiednio wcześnie” – zaznaczała pacjentka.

Małgorzata Ufnal podkreślała, że osoby z chorobami autoimmunologicznymi nie oczekują szczególnych przywilejów. „Oczekują jedynie, że skoro medycyna potrafi im pomóc, system pozwoli z tej pomocy skorzystać. Nie chcemy być niewidzialnymi pacjentami. Chcemy być dostrzeżeni odpowiednio wcześnie, zanim choroba odbierze nam zdrowie, sprawność i niezależność” – mówiła.

Mapy potrzeb zdrowotnych: 13 z 74 ośrodków spełnia kryteria

Kolejnym obszarem budzącym zastrzeżenia środowiska są opublikowane mapy potrzeb zdrowotnych. Według przedstawionych danych wszystkie przyjęte kryteria spełnia jedynie 13 z 74 ośrodków reumatologicznych.

„Jeżeli większość ośrodków wypada z systemu, to oznacza, że kryteria zostały źle dobrane. To jest gigantyczne zagrożenie dla zabezpieczenia opieki nad pacjentami” – podkreślał prof. Zbigniew Żuber, prezes Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego.

Jedno z zastrzeżeń dotyczy progu liczby hospitalizacji. Dla reumatologii przyjęto ponad tysiąc hospitalizacji rocznie, podczas gdy dla nefrologii, dermatologii czy gastroenterologii próg wynosi około pięćset.

„Nie rozumiemy, dlaczego reumatologia otrzymała tak znacznie ostrzejsze kryteria. Taka dysproporcja budzi ogromny niepokój i może doprowadzić do likwidacji potrzebnych oddziałów” – mówił prof. Żuber. Wskazywał również, że w reumatologii dziecięcej ujęto dziesięć ośrodków, mimo że faktycznie działa ich czternaście.

Szczególne obawy dotyczą regionów o już ograniczonej dostępności. Prof. Magdalena Krajewska-Włodarczyk, członek zarządu Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego, zwracała uwagę, że w przedstawionym modelu znaczna część północnej i wschodniej Polski mogłaby zostać pozbawiona odpowiedniego zaplecza szpitalnego.

Obawiam się, że za chwilę nie tylko będziemy mieli problem z finansowaniem terapii, ale również z tym, gdzie tych pacjentów leczyć. Jeżeli mapa Polski Północnej pozostanie w takim kształcie, jaki został dziś przedstawiony, to nie udźwigniemy opieki nad pacjentami. Nawet jeśli leczenie biologiczne pozostanie w AOS-ach, one po prostu nie poradzą sobie z takim obciążeniem” – mówiła.

Jak zaznaczała, pacjent wymagający regularnego dożylnego podania leku nie może co miesiąc pokonywać kilkuset kilometrów.Nie ma możliwości, żeby pacjent z Giżycka co miesiąc dojeżdżał do Warszawy tylko po to, aby otrzymać wlew dożylny. Musimy otwarcie powiedzieć, że ta mapa potrzeb zdrowotnych w obecnym kształcie nie może zostać utrzymana” – podkreślała prof. Krajewska-Włodarczyk.

Polskie Towarzystwo Reumatologiczne zgłaszało również zastrzeżenia do procesu konsultowania dokumentu. Największym problemem jest to, że mówiono o konsultacjach społecznych ze środowiskiem reumatologicznym, a my nic o nich nie wiedzieliśmy. Do marca nie mieliśmy nawet wiedzy, że takie prace trwają. Nie wyobrażamy sobie, aby tak daleko idące reformy były prowadzone bez kontaktu ze środowiskiem reumatologicznym – mówił prof. Żuber.

Martyna Kosmal, zastępca dyrektora Departamentu Polityki Lekowej i Farmacji Ministerstwa Zdrowia, poinformowała, że kwestie map należą do kompetencji Departamentu Analiz i Strategii. Zadeklarowała przekazanie zgłoszonych zastrzeżeń właściwemu departamentowi oraz konieczność dalszej pisemnej wymiany uwag.

System premiuje procedury, a płaci za powikłania

Jednym z najczęściej powracających wątków była potrzeba zmiany sposobu finansowania świadczeń. Eksperci wskazywali, że system powinien w większym stopniu premiować wczesną diagnostykę, długotrwałą opiekę nad pacjentem i zapobieganie powikłaniom, zamiast koncentrować środki na procedurach wykonywanych już w zaawansowanych stadiach choroby.

„Mam wrażenie, że niezwykle premiowane są dziś specjalności zabiegowe, natomiast medycyna zajmująca się kompleksową opieką nad pacjentem jest karana. Być może należałoby zmienić sposób kontraktowania świadczeń i premiować diagnostykę oraz kompleksowe prowadzenie chorego, a nie wyłącznie wykonywanie procedur” – mówił prof. Żuber.

Zwracał uwagę, że pacjent z zapalną chorobą stawów powinien najpierw przejść właściwą diagnostykę i otrzymać leczenie przyczynowe, a nie automatycznie trafiać na procedurę zabiegową. 

Dyscypliny, które obejmują chorego kompleksową opieką, z jego wielochorobowością i powikłaniami, powinny być premiowane. Taki pacjent wraca do nauki, do pracy, płaci podatki i pozostaje aktywny zawodowo. Jeżeli natomiast będziemy skazywać go na niepełnosprawność, budżet ochrony zdrowia nigdy nie będzie się bilansował” – podkreślał prezes PTR.

Reumatolodzy wskazują, że wydatków na skuteczne leczenie nie można analizować wyłącznie w obrębie budżetu NFZ. Nieleczona lub źle kontrolowana choroba generuje koszty rent, zwolnień lekarskich, obniżonej produktywności, operacji ortopedycznych i leczenia powikłań sercowo-naczyniowych, metabolicznych oraz narządowych.

„Musimy zmienić sposób myślenia o finansowaniu ochrony zdrowia. Powinniśmy wykrywać choroby wcześnie i leczyć je prewencyjnie, zamiast ponosić ogromne koszty leczenia powikłań. To właśnie tutaj tkwi jeden z największych problemów obecnego systemu” – podsumowywał prof. Żuber.

Nowoczesna reumatologia może uratować pacjentowi wzrok, zapobiec niewydolności narządowej, zatrzymać rozwój niepełnosprawności i umożliwić powrót do normalnego życia. Warunkiem jest jednak diagnoza postawiona na czas, zachowanie sieci ośrodków, sprawna ścieżka kierowania pacjentów oraz finansowanie, które nie kończy się w momencie, gdy chory został już zakwalifikowany do skutecznego leczenia.

Postulaty Polskiego Towarzystwa Reumatologicznego:

1. Stabilne finansowanie programów lekowych – Konieczność pełnego finansowania nadwykonań w lekach biologicznych i celowanych syntetycznych. Brak środków to bezpośrednia bariera w dostępie do nowoczesnego leczenia.
2. 
Zmiana kryteriów kontraktowania i wyceny świadczeń – System powinien premiować jakość i kompleksowość opieki, nie tylko szybkość wizyt.Postulat: wskaźnik korygujący medianę czasu oczekiwania na I wizytę (jej nieosiągnięcie = -25% wyceny punktu), uwzględniający profil pacjentów i realizację programu lekowego.
3. 
Ochrona sieci oddziałów i wzmocnienie AOS – Indywidualne podejście do regionalnych ośrodków — filarów diagnostyki i leczenia — w „Schemacie Zabezpieczenia”. Stabilne finansowanie i poprawa efektywności AOS przed planowaną redukcją bazy szpitalnej
4. 
Budowanie nowej świadomości społecznej – Reumatologia to medycyna ratująca życie i sprawność. Choroby układowe to stany nagłe zagrażające nieodwracalnym inwalidztwem.
 

Źródło: Redakcja na podstawie relacji z Posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Chorób Reumatycznych „Perspektywa dostępu do diagnozy, leczenia i opieki w chorobach reumatycznych w Polsce – stan na lipiec 2026 r.”, 14 lipca 2026 r.

Ruszyła kolejna edycja ogólnopolskiej akcji profilaktycznej, w ramach której można bezpłatnie wykonać badanie gęstości mineralnej kości. Oprócz wybranych placówek medycznych badania prowadzi także mobilny osteobus, który odwiedzi około 200 miejscowości. Celem programu jest wcześniejsze wykrywanie osteoporozy i ograniczenie ryzyka groźnych złamań.
Tkanka kostna to dynamiczny układ, który ulega ciągłym procesom przebudowy, jednak z wiekiem traci swoją gęstość mineralną, co zwiększa ryzyko złamań. Dlatego tak ważna jest profilaktyka i regularna kontrola, szczególnie u kobiet po menopauzie oraz u mężczyzn po 70. roku życia.

Do udziału w badaniu szczególnie organizatorzy zachęca osoby, u których występują czynniki zwiększające ryzyko osłabienia kości. Należą do nich m.in. wątła budowa ciała (niskie BMI), stosowanie suplementacji, przebyte złamania kości w wieku dorosłym, a także choroby i stany przewlekłe. Ryzyko może zwiększać również mała aktywność ruchowa.

Łatwiejszy dostęp do badań

Z myślą o profilaktyce i wczesnym wykrywaniu osteoporozy organizatorzy akcji zachęcają do udziału w badaniu. 29 czerwca ruszyły bezpłatne badania w wybranych przychodniach medycznych, a w Polskę wyruszyła mobilna pracownia diagnostyczna. Osteobus odwiedzi około 200 miast w całej Polsce, umożliwiając wykonanie badań bez długiego oczekiwania na wizytę.

Szybkie i bezbolesne badanie

W przychodniach i osteobusie wykonywana jest densytometria, czyli pomiar gęstości mineralnej kości (BMD). Badanie pozwala ocenić stan tkanki kostnej oraz wykryć jej obniżoną gęstość, która może wiązać się ze zwiększonym ryzykiem osteoporozy i złamań.

Pomiar wykonywany jest przy użyciu niewielkiej dawki promieniowania rentgenowskiego (metoda DXA). Najczęściej analizowane są obszary szczególnie narażone na złamania osteoporotyczne – szyjka kości udowej oraz odcinek lędźwiowy kręgosłupa. Badanie trwa kilka minut, jest bezbolesne, nieinwazyjne i nie wymaga specjalnego przygotowania.

Po jego wykonaniu pacjent otrzymuje wynik, który pozwala ocenić gęstość mineralną kości. Należy skonsultować go z lekarzem, który na tej podstawie może zalecić odpowiednie postępowanie, w tym ewentualne leczenie.

Kontakt i zapisy

Sprawdź, w których przychodniach w Polsce prowadzone są badania oraz kiedy i gdzie będzie osteobus:

Telefon: 56 666 66 67

Poniedziałek-piątek: 8:00-20:00

Źródło: PAP MediaRoom
Foto: PAP MediaRoom

Schizofrenia i osteoporoza od lat postrzegane były jako schorzenia należące do zupełnie odmiennych porządków medycyny – jedno związane z funkcjonowaniem mózgu i procesów poznawczych, drugie z wytrzymałością układu kostnego. Najnowsze badania genetyczne pokazują jednak, że to rozdzielenie może być znacznie bardziej pozorne, niż dotąd sądzono. Zespół naukowców kierowany przez Feng Liu z Tianjin Medical University General Hospital zidentyfikował aż 195 wspólnych regionów genomu, które jednocześnie wiążą się z ryzykiem schizofrenii i osteoporozy.
Badanie, opublikowane w recenzowanym czasopiśmie Genomic Psychiatry, objęło dane genetyczne ponad pół miliona osób i stanowi jedno z najbardziej kompleksowych opracowań dotyczących współdzielonej architektury genetycznej chorób psychicznych i schorzeń układu kostnego. Naukowcy wykazali, że wspólne sygnały genetyczne przekładają się na 1376 genów kodujących białka, które mogą jednocześnie wpływać na funkcjonowanie mózgu i metabolizm kości.
Odkrycie to ma szczególne znaczenie kliniczne. Od dawna wiadomo, że osoby chorujące na schizofrenię znacznie częściej cierpią na obniżoną gęstość mineralną kości i są bardziej narażone na złamania niż populacja ogólna. Dotychczasowe wyjaśnienia koncentrowały się głównie na czynnikach środowiskowych, takich jak niedobory witaminy D, zaburzenia metaboliczne czy długotrwałe stosowanie leków przeciwpsychotycznych. Nowe dane sugerują jednak, że u podłoża tej współchorobowości mogą leżeć głęboko zakorzenione mechanizmy genetyczne.

Zespół badawczy zastosował wielopoziomowe podejście analityczne, łącząc kilka zaawansowanych metod genomowych. Analizy obejmowały zarówno globalne nakładanie się ryzyka genetycznego w całym genomie, jak i lokalne korelacje w konkretnych regionach chromosomów oraz identyfikację pojedynczych wariantów genetycznych powiązanych jednocześnie z obiema chorobami. Takie podejście pozwoliło wykryć zależności, które umykały wcześniejszym, bardziej uproszczonym analizom.
Szczególnie interesujące okazały się różnice między poszczególnymi lokalizacjami szkieletu. Najsilniejsze powiązania genetyczne ze schizofrenią dotyczyły gęstości mineralnej kości piętowej. W przypadku innych obszarów, takich jak kręgosłup lędźwiowy czy szyjka kości udowej, wspólnych sygnałów genetycznych było znacznie mniej, a dla kości przedramienia nie wykazano ich wcale. Autorzy podkreślają jednak, że brak istotnych wyników w tym ostatnim przypadku może wynikać z mniejszej liczebności analizowanych prób, a nie z rzeczywistego braku związku biologicznego.

Dodatkową złożoność ujawniła analiza kierunku działania wariantów genetycznych. Część z nich jednocześnie zwiększała ryzyko schizofrenii i obniżała gęstość kości, inne wpływały na oba parametry w tym samym kierunku. Taki mieszany obraz tłumaczy, dlaczego wcześniejsze badania, oparte na uśrednionych korelacjach genomowych, sugerowały jedynie słabe powiązania między tymi chorobami.
Analiza funkcjonalna wspólnych genów pozwoliła powiązać je z konkretnymi procesami biologicznymi. Najsilniej reprezentowane były szlaki związane z metabolizmem związków azotowych, regulacją procesów rozwojowych oraz ogólną kontrolą funkcji komórkowych. Co istotne, te same mechanizmy odgrywają kluczową rolę zarówno w przekazywaniu sygnałów nerwowych, jak i w budowie oraz utrzymaniu macierzy kostnej. Zdaniem autorów badania wskazuje to na istnienie wspólnych „biologicznych mostów” między mózgiem a kośćcem, ukształtowanych już na poziomie molekularnym.

Choć wyniki nie pozwalają jeszcze mówić o bezpośredniej zależności przyczynowo-skutkowej, otwierają nowe perspektywy dla praktyki klinicznej. W przyszłości możliwe byłoby uwzględnianie ryzyka osteoporozy już na etapie leczenia psychiatrycznego, zwłaszcza u pacjentów z wysokim obciążeniem genetycznym. Autorzy wskazują również na potencjał rozwoju zintegrowanych strategii prewencyjnych, obejmujących jednocześnie zdrowie psychiczne i układ kostny.
Badacze zwracają jednak uwagę na ograniczenia pracy. Analizy dotyczyły wyłącznie osób pochodzenia europejskiego, co ogranicza możliwość uogólnienia wyników na inne populacje. Ponadto zastosowane metody genomowe nie obejmują rzadkich wariantów genetycznych ani złożonych interakcji gen–środowisko, które również mogą odgrywać istotną rolę w rozwoju obu chorób.
Mimo tych zastrzeżeń autorzy podkreślają, że badanie stanowi ważny krok w kierunku bardziej holistycznego rozumienia chorób przewlekłych. Schizofrenia i osteoporoza przestają być postrzegane jako izolowane problemy kliniczne, a zaczynają jawić się jako elementy szerszej sieci powiązań biologicznych, obejmujących różne układy organizmu. W kolejnych etapach zespół planuje rozszerzyć analizy na inne zaburzenia psychiczne, aby sprawdzić, czy podobne mechanizmy genetyczne występują również w przypadku choroby afektywnej dwubiegunowej, depresji czy zaburzeń ze spektrum autyzmu.

Źródło: Genomic Press / Genomic Psychiatry, Shared genetic architecture between schizophrenia and osteoporosis revealed by multilevel genomic analyses. Materiał opublikowany na platformie EurekAlert

Dynamiczny rozwój terapii na rdzeniowy zanik mięśni sprawił, że SMA przestało być chorobą o jednolitym, przewidywalnym przebiegu. Pacjenci żyją dłużej, dorastają, starzeją się, a ich potrzeby stają się coraz bardziej złożone. Równolegle rosną oczekiwania wobec systemu opieki zdrowotnej, który musi nadążyć za medycznym przełomem i zapewnić chorym wielospecjalistyczne, długofalowe wsparcie.
Podczas dorocznego spotkania Fundacji SMA, które 2 grudnia odbyło się w Warszawie, pacjenci, klinicyści i decydenci systemowi wspólnie przyjrzeli się temu, jak zmienia się krajobraz opieki nad osobami z SMA w Polsce. Rozmawiano nie tylko o skuteczności programów lekowych i wynikach badań przesiewowych, ale także o nowych wyzwaniach — od starzenia się pacjentów, przez zaburzenia metaboliczne, po konieczność redefinicji kryteriów skuteczności terapii i wzmocnienia fizjoterapii oraz opieki wielodyscyplinarnej.

Badania przesiewowe i program lekowy w liczbach
Leczenie rdzeniowego zaniku mięśni odbywa się w Polsce w ramach bardzo dobrze działającego programu lekowego B.102, który obecnie jest realizowany przez 38 ośrodków medycznych. Ośrodki te są dość dobrze rozmieszczone w Polsce, choć brakuje ośrodków w niektórych województwach. Istnieje potrzeba zwiększenia liczby ośrodków dla pacjentów dorosłych, ponieważ wzrasta liczba dorosłych chorych i zmienia się stosunek pacjentów dorosłych do pacjentów pediatrycznych. „Na koniec listopada 2025 w programie było leczonych 1159 pacjentów, z czego 157 zostało włączonych w 2025 roku. 601 pacjentów to dzieci i młodzież leczeni w ośrodkach neurologii dziecięcej, a 558 osób to pacjenci dorośli” – wyliczała prof. dr hab. n. med. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak, przewodnicząca Zespołu Koordynacyjnego do Spraw Leczenia Chorych na Rdzeniowy Zanik Mięśni. Ekspertka zwróciła też uwagę na to, że skuteczność leczenia w programie jest imponująca i niemal wszyscy pacjenci osiągają co najmniej stabilizację. Kluczowe, że program uwzględnia wymóg opieki wielodyscyplinarnej.
Dr hab. Monika Gos, kierownik Pracowni Genetyki Rozwoju, Zakładu Genetyki Medycznej Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie podkreśliła znaczenie badań przesiewowych: „W programie badań przesiewowych przebadaliśmy już ponad milion noworodków z całej Polski. U 150 dzieci wykryto SMA i można było natychmiast rozpocząć leczenie, które realnie zmienia ich życie”.

Nowe wyzwania – dorastanie i starzenie się osób z SMA
O tym, jak wraz z rewolucją w leczeniu rdzeniowego zaniku mięśni zmieniają się wyzwania w opiece nad pacjentami mówiła prof. dr hab. n. med. Anna Kostera-Pruszczyk, kierownik Katedry i Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu. „Zmienia się fenotyp SMA i w pewnym sensie musimy na nowo nauczyć się tej choroby. Dziś największym wyzwaniem jest zapewnienie pacjentom dobrego dostępu do fizjoterapii i kompleksowej, wielodyscyplinarnej opieki, a także powołanie kolejnych ośrodków eksperckich, w tym dla osób dorosłych. Dzięki nowoczesnym terapiom pacjenci z SMA dorastają i starzeją się, i to jest ogromny sukces, ale jednocześnie wielkie zobowiązanie, bo nie możemy oczekiwać, że będą się w nieskończoność poprawiać w skalach funkcjonalnych. Często gorsze wyniki nie wynikają z nieskuteczności leczenia, ale z naturalnych procesów starzenia i chorób współistniejących, dlatego musimy zastanowić się nad zmianą kryteriów skuteczności terapii w programie lekowym, tak aby nie odbierać leczenia osobom, które nadal z niego korzystają, nawet jeśli skale tego nie pokazują. Ogromnym wyzwaniem jest także tranzycja opieki – pacjenci, którzy kończą 18. rok życia, napotykają wiele barier, a system ochrony zdrowia nie jest przygotowany, aby zapewnić im ciągłość wielospecjalistycznego wsparcia, obejmującego nie tylko neurologów, ale też fizjoterapeutów, rehabilitantów, ortopedów czy pulmonologów. To musi zostać rozwiązane systemowo i pracujemy nad tym, licząc na wsparcie Ministerstwa Zdrowia i NFZ” – podkreślała prof. Anna Kostera-Pruszczyk.

Ważne wątki – osteoporoza, otyłość, fizjoterapia
Prof. dr hab. n. med. Paweł Matusik z Oddziału Klinicznego Pediatrii, Otyłości Dziecięcej i Chorób Metabolicznych Kości Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach zwrócił uwagę na zaburzenia metaboliczne u chorych na SMA. Jednym z nich jest osteoporoza wtórna. Dowiedziono, że długotrwałe unieruchomienie związane z przewlekłymi chorobami ogólnoustrojowymi (do których należy SMA) hamuje aktywne tworzenie kości i powoduje relatywną przewagę resorpcji, co prowadzi do ubytku masy kostnej. „Możemy leczyć osteoporozę u dzieci z SMA, obecnie mamy już ponad 20 dzieci leczonych” – zaznaczył ekspert.
Drugim omówionym przez prof. Pawła Matusika, często niedoszacowanym schorzeniem metabolicznym, towarzyszącym SMA, jest otyłość. Sprzyjają jej zmniejszona aktywność fizyczna, niska masa mięśniowa, której konsekwencją jest obniżona przemiana materii, a także problemy żywieniowe, przez które osoby z SMA mogą preferować pokarmy nie tylko o rozdrobnionej konsystencji, ale też podwyższonej kaloryczności. Zdaniem eksperta, bardzo ważne jest stosowanie właściwych narzędzi do oceny stanu odżywienia osób z SMA, a kluczem w profilaktyce otyłości jest indywidualne podejście do żywienia i aktywności fizycznej.
Ogromną rolę nowoczesnej, zindywidualizowanej fizjoterapii poruszyły dr hab. Ewa Gajewska z Katedry i Kliniki Neurologii Wieku Rozwojowego Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu oraz dr hab. Agnieszka Stępień, prezes Stowarzyszenia Fizjoterapia Polska i prezes Krajowej Izby Fizjoterapeutów.
„Cele fizjoterapii są zupełnie różne na poszczególnych etapach życia pacjentów z SMA: inne u niemowlęcia, które otrzymało leczenie przedobjawowo, inne u kilkuletnich dzieci ze skoliozą, które przygotowujemy do operacji, jeszcze inne u nastolatków, a zupełnie inne u dorosłych, dla których priorytetem może być na przykład poprawa głośności i jakości mowy, żeby móc swobodnie funkcjonować zawodowo. Pamiętajmy, że fizjoterapia młodych dorosłych z SMA ma zupełnie inne cele niż w przypadku małych dzieci – często nie chodzi już o rozwój motoryczny, ale o to, by wspierać ich samodzielność, aktywność społeczną i możliwość pracy”– zauważyła dr hab. Agnieszka Stępień.

Nowe nadzieje w terapii SMA
W najbliższych latach przewidywane są ważne zmiany w leczeniu SMA – tabletkowa postać risdiplamu, podanie terapii genowej dokanałowo, rejestracja wyższej dawki nusinersenu oraz rozwój nowych leków i terapii skojarzonych, mających zmniejszyć obciążenia terapeutyczne i poprawić jakość życia pacjentów. O tych nowych nadziejach mówiła dr n. med. Anna Łusakowska z Kliniki Neurologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego: „Zmianą, która ma szansę pojawić się najszybciej, jest nowa postać doustnego risdiplamu. Risdiplam w tabletkach jest tak samo skuteczny i bezpieczny jak roztwór, ale zdecydowanie wygodniejszy, bo nie wymaga przechowywania w lodówce, co daje pacjentom i opiekunom większą niezależność i komfort, a dodatkowo ogranicza koszty i problemy logistyczne związane z transportem i magazynowaniem leku w szpitalach. Kolejną oczekiwaną zmianą jest terapia genowa podawana dokanałowo, dla której mamy już pozytywne wyniki badania klinicznego trzeciej fazy u samodzielnie siedzących pacjentów z SMA typu 2 w wieku od 2 do 18 lat. Ważną nowością będzie też przewidywana na styczeń 2026 rejestracja przez Europejską Agencję Leków nusinersenu w znacznie wyższej dawce. Równolegle trwają badania nad salanersenem, lekiem o podobnym mechanizmie działania, ale podawanym raz w roku, oraz nad terapią skojarzoną, w której do obecnego leczenia dodawany jest lek działający bezpośrednio na mięśnie, czyli apitegromab. Prowadzone są również, choć na wcześniejszym etapie, badania nad podawaniem nusinersenu przez podskórny port z cewnikiem prowadzącym do kanału kręgowego, co mogłoby znacząco zmniejszyć obciążenie pacjentów i personelu związane ze standardową punkcją lędźwiową.”

Polityka zdrowotna musi dogonić medycynę
Iwona Kozłowska, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. SMA podkreśliła, że polityka zdrowotna musi nadążać za rozwojem medycyny: „Wielodyscyplinarna opieka nad osobami z SMA musi stać się standardem. Mówimy o chorobie, która wpływa na wiele obszarów życia pacjenta – od układu ruchu, przez żywienie, po funkcjonowanie społeczne i zawodowe. Dlatego konieczna jest współpraca wielu specjalistów, w tym neurologów, fizjoterapeutów, dietetyków, ortopedów i endokrynologów, a system ochrony zdrowia powinien finansować taką opiekę w sposób kompleksowy. Jako Parlamentarny Zespół ds. SMA będziemy zabiegać o rozwiązania, które zagwarantują pacjentom ciągłość i koordynację leczenia, w szczególności w okresie przejścia do opieki dla dorosłych” – powiedziała posłanka.
„Cieszymy się, że opieka nad chorymi na rdzeniowy zanik mięśni cały czas się rozwija, choć wciąż mamy przed sobą wiele wyzwań, takich jak opieka wielodyscyplinarna czy tranzycja pacjentów do systemu dla dorosłych. Z niecierpliwością czekamy na lek doustny w tabletkach i mamy nadzieję, że będzie dostępny od stycznia 2026 roku, a także na wyższą dawkę leku podawanego dokanałowo. Jako Fundacja SMA deklarujemy, że nadal będziemy intensywnie pracować na rzecz poprawy jakości życia osób z SMA i ich rodzin” – podsumowała wydarzenie Dorota Raczek, prezes Fundacji SMA.

Źródło: materiał prasowy

Eksperci alarmują: co trzecia kobieta i co piąty mężczyzna po 50. roku życia doświadczy w swoim życiu złamania osteoporotycznego. Osteoporoza to niebezpieczna choroba, której groźne powikłania mogą nawet prowadzić do śmierci. Dlatego, z okazji Światowego Dnia Osteoporozy, inicjatorzy Kampanii ZMIERZ SIĘ przypominają jej założenia i po raz kolejny edukują społeczeństwo w zakresie profilaktyki, diagnostyki i leczenia osteoporozy – choroby, którą często określa się mianem „cichej epidemii XXI wieku”. Apelują, by 20 października zatrzymać się na chwilę i pomyśleć o zdrowiu swoich kości – bo profilaktyka zawsze jest tańsza i skuteczniejsza niż leczenie skutków choroby.
Osteoporoza to przewlekła choroba układu kostnego, prowadząca do utraty masy kostnej i zwiększonego ryzyka złamań, szczególnie szyjki kości udowej, kręgów i nadgarstków. Przebiega bezobjawowo, aż do momentu wystąpienia pierwszego złamania – dlatego tak ważne jest wczesne rozpoznanie i profilaktyka.
 
Niepokojące statystyki
Według Światowej Organizacji Zdrowia osteoporoza to jedno z głównych schorzeń cywilizacyjnych. Statystycznie bardziej narażone są kobiety (co czwarta powyżej 60. roku życia i co druga, która ukończyła 70 lat). W przebiegu osteoporozy i będących jej konsekwencją złamań, najgroźniejsze są złamania szyjki kości udowej, w wyniku których ponad 20 proc. chorych powyżej 80. roku życia umiera w pierwszym roku po leczeniu operacyjnym, a 50 proc. tych, którzy przeżyli, zmaga się z kalectwem. Aż 25 proc. chorych w wieku 50 – 59 lat po pierwszym złamaniu osteoporotycznym ma co najmniej 5 kolejnych złamań.

Kości starzeją się razem z nami, ale to od nas zależy, jak długo pozostaną silne. Regularna aktywność fizyczna, odpowiednia dieta bogata w wapń i witaminę D, badania densytometryczne w grupach ryzyka a u wszystkich kontrola wzrostu, to podstawy zdrowych kościmówi prof. Brygida Kwiatkowska, Konsultant Krajowy w dziedzinie reumatologii.
 
Cichy złodziej kości
Z uwagi na brak wyraźnych objawów utrudniających wczesne diagnozowanie, osteoporoza bywa nazywana „cichym złodziejem kości”. Postępujący u chorego ubytek masy kostnej prowadzi do nadmiernej kruchości kości. Poza wiekiem, płcią i paleniem papierosów, wśród czynników ryzyka znajdują się także nadużywanie alkoholu, siedzący tryb życia, niedobór wapnia i witaminy D.
Choć szacowana liczba osób chorych na osteoporozę w Polsce w 2022 roku, oparta na wskaźnikach epidemiologicznych, wynosi 2,1 mln, to leczonych z jej powodu jest jedynie niecałe 5 procent – dodaje prof. Kwiatkowska. – Trudno w to uwierzyć, ale są województwa, w których między 60 a 80 procent chorych z osteoporozą, nie ma postawionego rozpoznania. Dlatego tak ważne są wszelkie działania edukujące społeczeństwo, dzięki którym będzie można dotrzeć zarówno do osób narażonych na ryzyko złamań osteoporotycznych, jak i pacjentów, u których takie złamania już wystąpiły, ale nie są oni objęci leczeniem.
 
Mierz wzrost – to prosty test zdrowia kości
Jednym z najprostszych, a zarazem najbardziej niedocenianych sposobów wykrycia wczesnych objawów osteoporozy jest regularne mierzenie wzrostu. Zauważalne „kurczenie się” z wiekiem nie jest naturalnym objawem starzenia się, lecz często wynikiem osłabienia kości kręgów. Dlatego każda dorosła osoba, szczególnie po 50. roku życia, powinna raz w roku kontrolować swój wzrost. To najprostsze wstępne „badanie przesiewowe”. Ubytek o 4 cm i więcej może świadczyć o powolnych, kompresyjnych złamaniach trzonów kręgowych. Problem w tym, że niewielu lekarzy pyta o wzrost i niewielu pacjentów go mierzy, więc nawet zapytani podają taki, który zmierzyli wiele lat temu.
Pomiar wzrostu jest prosty, szybki i nie wymaga specjalistycznego sprzętu. Może być wykonywany w warunkach domowych lub podczas rutynowych wizyt lekarskich. Regularne notowanie wyników pozwala wychwycić subtelne zmiany, które mogą być pierwszym sygnałem do wykonania badania densytometrycznego lub pogłębionej diagnostyki.
 
Cele kampanii „ZMIERZ SIĘ” – edukacja i profilaktyka
Kampania „ZMIERZ SIĘ” jest odpowiedzią środowiska na niewystarczający poziom wiedzy społeczeństwa i pilną potrzebę działań zmierzających do poprawy profilaktyki, wczesnego wykrywania i skutecznego leczenia osteoporozy w Polsce. Misją Koalicji „Zmierz się z osteoporozą” jest integracja różnych środowisk wokół wspólnego celu, jakim jest zwrócenie uwagi opinii publicznej oraz polityków na konieczność podniesienia poziomu edukacji społeczeństwa w zakresie osteoporozy oraz poprawy jakości opieki nad osobami starszymi w Polsce, narażonymi na złamania kości. Promuje świadomość zdrowotną, nakierowaną na wczesne rozpoznanie osteoporozy, m. in. dzięki kontroli wzrostu i prawidłowej diecie bogatej w wapń i witaminę D.

W ramach kampanii docieramy zarówno do społeczeństwa jak i środowiska medycznego  z prostymi przekazami – mówi Magdalena Kołodziej, prezes zarządu Fundacji MY Pacjenci, inicjatorka kampanii.Organizujemy wykłady na temat wartościowej diety, bogatej w wapń i witaminę D, zdrowego stylu życia z adekwatną do wieku aktywnością fizyczną. Namawiamy do regularnego mierzenia wzrostu i przypominamy, jak ważne jest, by osoby po złamaniach osteoporotycznych trafiały do poradni leczenia osteoporozy.

Osteobus, który w ramach działań kampanii „ZMIERZ SIĘ” jeździ po Polsce i oferuje bezpłatne badania gęstości kości, odwiedził już wiele miast. W najbliższym czasie trafi do Zielonej Góry (22 października).   

Wyniki badań nie napawają optymizmem, u niemal 20 procent przebadanych osób wykryliśmy osteoporozę. Jest to najlepszy dowód na to, jak potrzebna jest nasza Kampania i jak wiele jest jeszcze do zrobienia w zakresie budowania świadomości społeczeństwa o tej groźnej chorobie – dodaje Magdalena Kołodziej.
 
Wsparcie Ambasadorki przekazu
Ambasadorem kampanii była piosenkarka i producentka muzyczna Anna Jurksztowicz. Jako osoba świadoma, aktywna zawodowo i dbająca o odpowiednią dawkę ruchu, postanowiła wesprzeć działania Koalicji „Zmierz się z osteoporozą”. Przyznaje, że dzięki udziałowi w kampanii zmierzyła wzrost pierwszy raz od czasu liceum.

Wiem, jak ważne są zdrowe i mocne kości, więc robię wszystko, by je wspomagać – mówi Anna Jurksztowicz. Jako autorka książki o tematyce kulinarnej bardzo dbam o dietę, dlatego pilnuję, by znalazła się w niej odpowiednia ilość wapnia i witaminy D, bo w naszym klimacie trudno liczyć, że wystarczająco dużo pozyskamy jej ze słońca. Przyznam jednak, że dopiero dzięki kampanii dowiedziałam się, jak ważny jest pomiar wzrostu, więc się zmierzyłam pierwszy raz od czasów szkolnych. To nic nie kosztuje i trwa tylko chwilkę a może naprawdę pomóc we wczesnym wykryciu tej groźnej choroby. Dlatego namawiam do mierzenia się. Sama, od kiedy zaangażowałam się w kampanię, robię to regularnie.  

***
 
Osteoporoza – choroba uznana przez Światową Organizację Zdrowia za jedno z głównych schorzeń cywilizacyjnych, może dotyczyć nawet 200 milionów osób na świecie. Szacowana liczba osób chorych w Polsce to 2,1 miliona, w tym 1,7 miliona to kobiety. Na osteoporozę narażona jest co czwarta kobieta powyżej 60. roku życia i co druga, która ukończyła 70 lat. Rocznie w Polsce dochodzi do 120 tys. złamań, których przyczyną jest osteoporoza.
 
Światowy Dzień Osteoporozy – jest okazją do wzmożonych działań edukujących społeczeństwo w zakresie przyczyn choroby, rozpoznania objawów, oraz podjęcia odpowiedniego leczenia. Jego celem jest zwrócenie uwagi na problem osteoporozy, która jest chorobą cywilizacyjną i dotyka coraz młodsze społeczeństwo.
 
Kampania „Zmierz się” – to inicjatywa łącząca przedstawicieli różnych środowisk w celu zwrócenia uwagi opinii publicznej oraz polityków na konieczność podniesienia poziomu edukacji polskiego społeczeństwa na temat osteoporozy oraz poprawy jakości opieki nad osobami starszymi w Polsce, narażonymi na złamania kości i ich konsekwencje.  Jej członkami są: Fundacja MY Pacjenci, Amgen, Polmlek i Lekam. Radę Naukową Koalicji tworzą prof. Brygida Kwiatkowska, prof. Ewa Marcinowska-Suchowierska, prof. Jarosław Czubak i prof. Jarosław Pinkas. Wszystkie informacje dotyczące bieżących działań dostępne są na stronie www.zmierzsie.pl
 
źródło: komunikat prasowy
W Światowym Dniu Kobiet o świadomości zdrowotnej, czynnikach ryzyka i profilaktyce rozmawiamy z dr Jerzym Gryglewiczem, MBA, ekspertem ochrony zdrowia, Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego.

Osteoporoza to postępujący ubytek masy kostnej, czyli w dużym uproszczeniu za mało kości w kości. Choroba prowadzi do utraty samodzielności a jej powikłania nawet do śmierci. Organizatorzy kampanii „ZMIERZ SIĘ” przypominają podstawowe informacje o tym groźnym schorzeniu i radzą, jak próbować się przed nim uchronić.
ZMIERZ SIĘ – PROSTE BADANIE MOŻE URATOWAĆ PRZED OSTEOPOROZĄ
 
Osteoporoza – to niebezpieczna i wciąż lekceważona choroba. Na świecie cierpi na nią ponad 200 milionów osób, w Polsce ponad dwa miliony, z czego 1,7 mln to kobiety. Z szacunkowych danych wynika, że u niemal jednej na 3 kobiety i u jednego na 5 mężczyzn po 70. roku życia wystąpi złamanie osteoporotyczne. Osteoporoza potrafi zrujnować życie i zwiększa ryzyko zgonu. Rok po złamaniu szyjki kości udowej, 82 proc. pacjentów utraci samodzielność, zaś 20 proc. umrze.
 
To straszne statystyki – przyznaje Magdalena Kołodziej, prezes zarządu Fundacji MY Pacjenci, inicjatorka kampanii „ZMIERZ SIĘ”.Już dziś budzą przerażenie, a biorąc pod uwagę prognozy dotyczące starzejącego się społeczeństwa, sytuacja będzie się pogarszać. Z demografią nie wygramy, ale możemy edukować społeczeństwo w zakresie czynników ryzyka, na które mamy wpływ. Właśnie dlatego Koalicja „Zmierz się z osteoporozą” powołała do życia Kampanię „ZMIERZ SIĘ”- by promować zachowania zmierzające do poprawy sytuacji zdrowotnej osób, u których występuje ryzyko osteoporozy.
 
Kampania „ZMIERZ SIĘ” została zainicjowana przez Koalicję „Zmierz się z osteoporozą”, której członkami są Fundacja MY Pacjenci, Amgen, Polmlek i Lekam. Radę Naukową Koalicji tworzą prof. Brygida Kwiatkowska, prof. Ewa Marcinowska-Suchowierska, prof. Jarosław Czubak i prof. Jarosław Pinkas. Osteoporoza to postępujący ubytek masy kostnej, który prowadzi do nadmiernej kruchości kości. Ponieważ początkowo choroba przebiega całkiem bezboleśnie, bywa nazywana „cichym złodziejem kości”. Brak wyraźnych objawów utrudnia jej wczesne diagnozowanie.  Główne czynniki ryzyka osteoporozy to wiek i płeć, palenie papierosów, ale duży wpływ na wystąpienie choroby mają także nadużywanie alkoholu, siedzący tryb życia, niedobór wapnia i witaminy D.

Choć szacowana liczba osób chorych na osteoporozę w Polsce w 2022 roku, oparta na wskaźnikach epidemiologicznych, wynosi 2,1 mln, to leczonych z jej powodu jest jedynie niecałe 5 procentmówi prof. Brygida Kwiatkowska, Konsultant Krajowy w dziedzinie reumatologii. – Trudno w to uwierzyć, ale są województwa, w których między 60 a 80 procent chorych z osteoporozą nie ma postawionego rozpoznania. Dlatego tak ważne są wszelkie działania edukujące społeczeństwo, dzięki którym będzie można dotrzeć zarówno do osób narażonych na ryzyko złamań osteoporotycznych, jak i pacjentów, u których takie złamania już wystąpiły, ale nie są oni objęci leczeniem.
 
Najprostsze badanie przesiewowe nic nie kosztuje

W Polsce każdego roku dochodzi do ok. 120 tys. złamań kości spowodowanych osteoporozą. Jest to jeden
z pierwszych sygnałów świadczących o rozwijającej się chorobie. Takie złamanie nazywa się niskoenergetycznym – w wyniku upadku z wysokości własnego ciała, ale bywa także, że w następstwie kichnięcia, kaszlu czy podparcia się na nadgarstku. Według ekspertów kluczowe w skutecznej walce z osteoporozą jest niedopuszczanie do takich złamań, bo zwiększają one ryzyko zgonu. 
Najprostszym wstępnym „badaniem przesiewowym w kierunku osteoporozy jest zwykły pomiar wzrostu – tłumaczy prof. Kwiatkowska. – Ubytek o 4 cm i więcej może świadczyć o powolnych złamaniach trzonów kręgowych. Problem w tym, że niewielu lekarzy pyta o wzrost i niewielu pacjentów go mierzy, więc nawet zapytani podają taki, który mieli zmierzony wiele lat temu”.

Do regularnego pomiaru wzrostu zachęca też ambasadorka kampanii „ZMIERZ SIĘ”, piosenkarka i producentka muzyczna Anna Jurksztowicz.
Dzięki udziałowi w kampanii zmierzyłam się po raz pierwszy od liceum – opowiada Anna Jurksztowicz. – W moim środowisku bardzo popularne jest codzienne stawanie na wadze, żeby sprawdzić, czy nic nam nie przybyło. Teraz będę namawiać do regularnego mierzenia się, żeby sprawdzić, czy nic nam nie ubyło? Mam w piwnicy miarkę, na której zaznaczany był wzrost dzieci, kiedy dorastały, zwłaszcza syna, który chciał być koszykarzem i często sprawdzał, czy już urósł. Moje wnuki mają swoje miarki a dzięki kampanii „Zmierz się’ teraz pojawiła się tam moja i będę regularnie kontrolować, czy nie zmalałam – deklaruje piosenkarka i zachęca – Profilaktyka jest dużo tańsza niż leczenie. A może być nawet całkiem darmowa, skoro najprostszym, wstępnym „badaniem przesiewowym” jest zwykły pomiar wzrostu. Mierzmy się więc regularnie, a na wizytach kontrolnych prośmy lekarza, by zmierzył nas w gabinecie. To nic nie kosztuje a może nawet uratować życie.
 
„ZMIERZ SIĘ” w całej Polsce

Organizatorzy kampanii „ZMIERZ SIĘ” od początku roku edukują społeczeństwo na temat czynników ryzyka osteoporozy a także na temat wartościowej diety, bogatej w wapń i witaminę D, zdrowego stylu życia i odpowiedniej do wieku aktywności fizycznej. Uwrażliwiają środowisko medyczne na potrzebę monitorowania pacjentów po złamaniach osteoporotycznych, by takie osoby były kierowane do poradni leczenia osteoporozy. Organizują wykłady dla pacjentów, porady dietetyków oraz bezpłatne badania gęstości kości dla osób po 60. roku życia. Przygotowali również informacje o czynnikach ryzyka osteoporozy i o samej kampanii, które zostały umieszczone na kartonach mleka dostępnych w całym kraju.
 
– W ramach kampanii przebadaliśmy już 208 osób, wśród których u 39 wykryto osteoporozę – wylicza Magdalena Kołodziej. – To najlepszy dowód na potrzebę takich akcji edukacyjnych i na zbyt niską wciąż świadomość choroby, której najcięższym następstwem jest złamanie szyjki kości udowej. Ok. 30 proc. chorych w ciągu pierwszego roku po takim złamaniu umiera, a 50 proc. tych, którzy przeżyli, zmaga się ze znacznym, często trwałym kalectwem, jest uzależniona od pomocy osoby trzeciej w wykonywaniu codziennych czynności lub nawet skazana na całkowite unieruchomienie U ok. 40 proc. pacjentów po złamaniach dochodzi do powikłań ze strony układu moczowego, sercowo-naczyniowego, oddechowego czy nerwowego. Warto więc zrobić wszystko, by zapobiec osteoporozie. A zacząć od najprostszej rzeczy – pomiaru wzrostu.
 
Informacje dotyczące bieżących działań prowadzonych w ramach Kampanii dostępne są na stronie www.zmierzsie.pl
 
 
żródło: Materiał kampanii „Zmierz się”
Z okazji Dnia Kobiet ambasadorka kampanii Zmierz Się – Anna Jurksztowicz zachęca do pomiaru własnego wzrostu oraz badań gęstości kości. Osteoporoza to choroba, która w głównej mierze dotyka kobiet, dlatego dobrze zrobić prezent samej sobie – dla swojego zdrowia. 
  1. Dlaczego zdecydowała się Pani zostać ambasadorką kampanii ZMIERZ SIĘ?
Przemówiły do mnie liczby. Osteoporoza to wyniszczająca, podstępna i bardzo niedoceniana, żeby nie powiedzieć zaniedbywana choroba. Zwiększa ryzyko zgonu i potrafi zrujnować życie. Na całym świecie cierpi na nią ponad 200 milionów osób a w Polsce ponad 2 miliony, z czego tylko niecałe 5 proc. objętych jest leczeniem. Te dane są najlepszym dowodem na konieczność prowadzenia działań podnoszących świadomość społeczną w zakresie osteoporozy i temu właśnie służy kampania ZMIERZ SIĘ. Spodobało mi się, że została powołana przez przedstawicieli różnych środowisk: lekarskiego, pacjenckiego, menedżerów ochrony zdrowia, reprezentantów administracji publicznej oraz przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego i spożywczego. To bardzo szerokie grono, do którego z dumą dołączyłam.
  1. Kampania skierowana jest głównie do kobiet?
Osteoporoza dotyka obu płci, ale to prawda, że znacznie częściej chorują kobiety. Statystycznie co czwarta pani powyżej 60. roku życia i co druga, która ukończyła 70 lat jest narażona na osteoporozę. Wiek i płeć są zresztą głównymi czynnikami ryzyka tej choroby, poza tym należą do nich także palenie papierosów i nadużywanie alkoholu, siedzący tryb życia czy niedobór witaminy D. Widać tu wyraźnie, że o ile na dwa pierwsze czynniki nie mamy wpływu, o tyle pozostałe możemy zmienić. I tu kłania się edukacja – najważniejszy cel kampanii. Chcemy zwracać uwagę na konieczność podnoszenia poziomu świadomości w zakresie osteoporozy oraz poprawy jakości opieki nad osobami starszymi, narażonymi na złamania kości. Będziemy też promować zachowania prozdrowotne, nakierowane na wczesne rozpoznanie osteoporozy (między innymi dzięki kontroli wzrostu) i profilaktykę choroby, czyli odpowiedni styl życia i właściwą dietę.
  1. Czego dowiedziała się Pani dzięki kampanii ZMIERZ SIĘ?
W dużym uproszczeniu osteoporoza to za mało kości w kości. Choroba prowadzi do zbyt dużej kruchości kości, ale ponieważ początkowo przebiega bezboleśnie, łatwo ją zlekceważyć aż do pierwszego złamania. Są to zwykle złamania niskoenergetyczne – najczęściej z wysokości własnego ciała, choć zdarzają się przypadki złamań w następstwie kichnięcia, kaszlu czy nawet podparcia się na nadgarstku. Ok. 30 proc. chorych w pierwszym roku po takim złamaniu umiera, a 50 proc. tych, którzy przeżyli, zmaga się ze znacznym kalectwem, jest uzależniona od pomocy innych lub skazana na całkowite unieruchomienie. Poza moją działalnością artystyczną, jestem prezeską Fundacji Domu Muzyka Seniora, prowadzimy dom dla emerytowanych muzyków i często widzę, jak wyglądają złamania, o których mowa w ramach kampanii ZMIERZ SIĘ.
  1. Nie od dziś wiadomo, że dzięki osobom znanym można dotrzeć z przekazem do znacznie szerszego grona odbiorów. Co chciałaby im Pani przekazać?
Eksperci twierdzą, że każdego pacjenta powyżej 60. r.ż. u którego nastąpiło złamanie, powinno się wysyłać na diagnostykę w kierunku osteoporozy, by w porę rozpoznać chorobę i nie dopuścić do kolejnych złamań, szczególnie szyjki kości udowej. Więc drogie panie (panowie oczywiście też), jeśli przytrafiło nam się takie złamanie, prośmy o skierowanie do poradni leczenia osteoporozy. Trzeba też pamiętać, że profilaktyka jest dużo tańsza niż leczenie. A może być nawet całkiem darmowa, bo okazuje się, że najprostszym, wstępnym „badaniem przesiewowym jest zwykły pomiar wzrostu. Jego ubytek o 4 cm i więcej powinien być sygnałem alarmowym, by od razu udać się do lekarza. Mierzmy się więc regularnie a na wizytach kontrolnych prośmy lekarza, by zmierzył nas w gabinecie.
  1. Pani się zmierzyła?
Oczywiście, pierwszy raz od czasów liceum. Codziennie rano się ważę, ale o tym, jak ważne jest, aby się zmierzyć, dowiedziałam się właśnie dzięki kampanii. W moim środowisku jest bardzo popularne codzienne stawanie na wadze, żeby sprawdzić czy nic nam nie przybyło, a teraz będę namawiać do regularnego mierzenia się, żeby sprawdzić, czy nic nam nie ubyło. Mam w domu w piwnicy miarkę, na której wpisywane były dzieci, jak dorastały, zwłaszcza mój syn, który chciał być koszykarzem i często sprawdzał, czy już urósł, moje wnuki mają swoje miarki a teraz pojawi się tam moja i będę regularnie kontrolować, czy nie zmalałam.
Dzięki udziałowi w kampanii wykonałam też badanie densytometryczne, którego celem jest diagnostyka w kierunku osteoporozy. Polega na ocenie gęstości mineralnej kości – im mniejsza gęstość, tym większe ryzyko złamania. Badanie okazało się całkowicie bezinwazyjne i bezbolesne. Wystarczyło się położyć na specjalnym łóżku, które jest jednocześnie urządzeniem do mierzenia gęstości kości, i odprężyć. Pani doktor zaleciła mi wizytę za rok albo nawet półtora, więc wszystko jest w porządku. Na pewno będę jednak pilnować diety bogatej w wapń i witaminę D oraz regularnie mierzyć wzrost.
  1. Jest Pani osobą niezwykle aktywną, jak dba Pani o formę?
Jako autorka książki o tematyce kulinarnej bardzo dbam o dietę, dlatego pilnuję, żeby znalazła się w niej odpowiednia ilość wapnia i witaminy D, bo w naszym klimacie trudno liczyć na to, byśmy wystarczająco dużo pozyskali jej ze słońca. Nie rezygnuję w posiłkach z parmezanu, chociaż jest kaloryczny, bo wiem, że ma bardzo dobrze przyswajalny wapń. Ze względu na kości staram się zapewnić sobie codzienną dawkę ruchu i pracy mięśni. Ruch wpływa też na pracę mózgu, więc kiedy nie chce mi się ćwiczyć, mówię sobie „idź poćwicz, bo zgłupiejesz” (śmiech). Zachowuję też umiar, jeśli chodzi o towarzyskie „kawki” i „winko”. Lepiej z przyjaciółką umówić się na energiczny spacer.
  1. Jakie ma Pani plany zawodowe na ten rok?
Nie mam żadnych szczególnych planów oprócz tego, że chciałabym być zdrowa, bo wtedy będę mogła coś zaplanować. A tak poważnie, polubiłam życie z dnia na dzień, bez spinania się i wielkich słów, chociaż w moim zawodzie trzeba mieć wypełniony kalendarz, a to wymaga trochę starań. Mam już zaplanowane koncerty, nowe nagrania i podróże, czyli zwykłe artystyczne życie. Jestem babcią i wyrywam się do opieki nad wnukami. Do tego pracuję w dwóch fundacjach i rozkręcam zupełnie nowy projekt medialny.
 
 
Kampania
Kampania „Zmierz się z osteoporozą”, to inicjatywa łącząca przedstawicieli różnych środowisk w celu zwrócenia uwagi opinii publicznej oraz polityków na konieczność podniesienia poziomu edukacji polskiego społeczeństwa na temat osteoporozy oraz poprawy jakości opieki nad osobami starszymi w Polsce, narażonymi na złamania kości i ich konsekwencje.  Pomysł zawiązana Koalicji to efekt dyskusji prowadzonej przez osoby i organizacje zaangażowane w edukację, profilaktykę i leczenie osteoporozy w Polsce. Jej członkami są: Fundacja MY Pacjenci, Amgen, Polmlek i Lekam. Radę Naukową Koalicji tworzą prof. Brygida Kwiatkowska, prof. Ewa Marcinowska-Suchowierska, prof. Jarosław Czubak i prof. Jarosław Pinkas. Wszystkie informacje dotyczące bieżących działań dostępne są na stronie www.zmierzsie.pl
źródło: kom. pras.
Osteoporoza to mocno lekceważony problem: szacuje się, że w Polsce choruje na nią ok. 2,1 mln osób po 50. roku życia, z czego 1,7 mln to kobiety, jednak tylko 5 proc. z nich jest objętych leczeniem. Wykrywanie tej choroby na odpowiednio wczesnym etapie wciąż stanowi problem, mimo że każdego roku w Polsce dochodzi do ok. 120 tys. złamań, których przyczyną jest właśnie osteoporoza. Aby zmienić te statystyki, potrzebna jest edukacja społeczeństwa. Dlatego właśnie powstała Koalicja „Zmierz się z osteoporozą”, której główny cel to prowadzenie działań edukacyjnych i promowanie profilaktyki wśród osób, u których występuje ryzyko osteoporozy. 
– Osteoporoza jest chorobą, która dotyczy częściej kobiet, szczególnie w okresie pomenopauzalnym, ale też mężczyzn po 70. roku życia. Jest nazywana cichym zabójcą, ponieważ w początkowym okresie nie daje żadnych objawów. Pierwsze symptomy, które mogą na nią wskazywać, to przede wszystkim zmniejszenie wzrostu. Wtedy jest to łagodniejszy, powolny przebieg osteoporozy, polegający na zmniejszeniu wysokości trzonów międzykręgowych, które się zgniatają. Natomiast ostra manifestacja osteoporozy to są złamania niskoenergetyczne, zwykle złamania szyjki kości udowej czy złamania w obrębie nadgarstka – mówi agencji Newseria Biznes prof. Brygida Kwiatkowska, konsultantka krajowa w dziedzinie reumatologii.

Statystycznie na osteoporozę narażona jest co czwarta kobieta powyżej 60. roku życia i co druga, która ukończyła 70 lat. To przewlekła choroba, która rozwija się powoli i powoduje stopniowy, postępujący ubytek masy kostnej, co prowadzi do osłabienia i nadmiernej kruchości kości. Wymaga długotrwałego leczenia, a jej powikłania zagrażają sprawności i życiu chorego oraz mogą prowadzić do kalectwa i śmierci.

Oprócz zaawansowanego wieku czynnikiem ryzyka jest też palenie papierosów i nadużywanie alkoholu, siedzący tryb życia, niedożywienie i niedobór witaminy D. Lekarze wskazują, że najprostszym, wstępnym badaniem przesiewowym w kierunku osteoporozy jest obserwowanie własnego ciała, ponieważ każdy ubytek wzrostu może świadczyć o powolnych, kompresyjnych złamaniach trzonów kręgowych. 

 Już kilka centymetrów wskazuje na to, że absolutnie trzeba zrobić badania w kierunku osteoporozy – podkreśla prof. Brygida Kwiatkowska. – Diagnozujemy ją w bardzo prosty sposób, wykonując badanie densytometryczne, czyli badanie gęstości kości, które pokazuje nam, czy mamy do czynienia tylko z osteopenią [obniżoną gęstością – red.], czy już z osteoporozą. To badanie monitoruje nam jakość kości i upoważnia do tego, żeby włączyć ewentualne leczenie. Każda kobieta po 50. roku życia powinna mieć okresowo wykonywane takie badanie.

W Polsce każdego roku dochodzi do ok. 120 tys. złamań, których przyczyną jest właśnie osteoporoza. Z szacunkowych danych wynika, że u niemal jednej na trzy kobiety i jednego na pięciu mężczyzn po 70. roku życia wystąpi złamanie osteoporotyczne. Zdarza się, że następuje ono nawet w następstwie zwykłego kichnięcia, kaszlu czy podparcia się na nadgarstku. Do najczęstszych należą złamania kręgów, złamanie bliższego końca kości udowej, kości promieniowej czy kości ramiennej. Szacuje się, że złamania kręgów występują u co czwartej kobiety po 50. roku życia i u co drugiej w wieku ponad 85 lat. Najgroźniejsze jest złamanie szyjki kości udowej, w wyniku którego ok. 80 proc. pacjentów traci samodzielność i zmaga się ze znacznym kalectwem, a 20–30 proc. umiera w ciągu roku.

 Kiedy już dojdzie do jednego złamania, to ryzyko kolejnych jest bardzo duże i wtedy rzeczywiście trzeba bardzo szybko włączać intensywne leczenie – mówi prof. konsultantka krajowa w dziedzinie reumatologii.
Mimo że osteoporoza może mieć poważne konsekwencje, w Polsce wciąż jest lekceważona, a leczeniem objętych jest tylko niecałe 5 proc. spośród 2 mln chorych. W niektórych województwach między 60 a 80 proc. chorych z osteoporozą nie ma postawionego rozpoznania. Aby zmienić te statystyki, potrzebna jest edukacja społeczeństwa. Dlatego właśnie powstała Koalicja „Zmierz się z osteoporozą”, której główny cel to prowadzenie działań edukacyjnych i promowanie profilaktyki wśród osób, u których występuje ryzyko osteoporozy.

– Kampania „Zmierz się z osteoporozą” jest wspólną inicjatywą szerokiego grona ekspertów, firm i instytucji, fundacji, mamy również wsparcie konsultantów krajowych i towarzystw medycznych, Rzecznika Praw Pacjenta, liczne wsparcie mediów. Bardzo szerokie grono zdecydowało się dołączyć do tej kampanii, ponieważ problem osteoporozy jest tematem zaniedbanym. A dane statystyczne pokazują, że jest on bardzo powszechny – podkreśla Magdalena Kołodziej, prezeska Fundacji MY Pacjenci.

Kampania „Zmierz się z osteoporozą” będzie promować świadomość zdrowotną, nakierowaną na profilaktykę i wczesne rozpoznanie osteoporozy, m.in. dzięki regularnej kontroli swojego wzrostu oraz diecie zapewniającej odpowiednią podaż wapnia i witaminy D. Lekarze wskazują bowiem, że najlepszym sposobem na osteoporozę jest zmniejszenie ryzyka jej rozwoju poprzez prawidłowe żywienie – chodzi przede wszystkim o odpowiednią podaż wapnia i witaminy D. Eksperci podkreślają, że w populacji Polski niedobory tych elementów są powszechne – w przypadku witaminy D ma je 80–90 proc. Kolejne warunki to regularna aktywność fizyczna i odstawienie wszelkich używek.

Z drugiej strony kampania ma również zwrócić uwagę opinii publicznej i polityków na konieczność poprawy jakości opieki nad osobami starszymi, narażonymi na złamania kości i ich konsekwencje.

 Głównym celem tej kampanii jest zbudowanie społecznej świadomości tego problemu, jakim jest osteoporoza, pokazanie, jak powszechna i poważna jest to choroba, ale też jak możemy jej zapobiegać, diagnozować i ją leczyć – mówi Magdalena Kołodziej. –Aktywności przewidziane w ramach tej kampanii to przekaz poprzez media tradycyjne i społecznościowe. Po Polsce będzie też jeździł specjalny osteobus, w którym każda osoba zainteresowana będzie mogła wykonać specjalistyczne badanie w kierunku osteoporozy, porozmawiać ze specjalistą i wyjaśnić swoje wątpliwości. Z podobnym założeniem będą też organizowane spotkania dla pacjentów w regionach, żeby osoby zainteresowane – szczególnie w grupie ryzyka powyżej 50. roku życia – mogły porozmawiać i dowiedzieć się, czym jest osteoporoza. Przewidujemy również szkolenia dla środowiska medycznego, aby specjaliści mogli uzupełnić wiedzę o tej chorobie.

Źródło informacji: Newseria

Osteoporoza to „za mało kości w kości”. Nieleczona może prowadzić do kalectwa i śmierci. W Polsce chorują na nią ponad 2 miliony osób, ale tylko niecałe 5 procent z nich objętych jest leczeniem. Tymczasem proste „badanie diagnostyczne” w postaci pomiaru wzrostu może pomóc w wykryciu tej niebezpiecznej choroby.
ŚWIATOWY DZIEŃ OSTEOPOROZY – POSKROMIĆ „CICHEGO ZŁODZIEJA KOŚCI”
Z okazji Światowego Dnia Osteoporozy Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie zorganizował konferencję w ramach projektu „Program Profilaktyki Osteoporozy Narodowego Instytutu Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji”, współfinansowanego przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój 2014-2020. Wydarzenie zostało objęte Patronatem HonorowymMinistra Zdrowia i Rzecznika Praw Pacjenta.

Skryta i lekceważona choroba
Osteoporoza nazywana jest „cichym złodziejem kości”. Światowa Organizacja Zdrowia uznaje ją za jedno z głównych schorzeń cywilizacyjnych. Szacuje się, że na osteoporozę choruje w Polsce około 2,1 mln osób, ale leczeniem objętych jest tylko niecałe 5 proc. chorych. Statystycznie bardziej narażone są kobiety (co czwarta powyżej 60. roku życia i co druga, która ukończyła 70 lat). Wiek i płeć są głównymi czynnikami ryzyka osteoporozy, poza tym należą do nich także palenie papierosów i nadużywanie alkoholu, siedzący tryb życia czy niedobór witaminy D. Badaniom diagnostycznym w kierunku osteoporozy powinni się poddawać również pacjenci po przebytych chorobach nowotworowych, z zaburzeniami hormonalnymi (nadczynność tarczycy, cukrzyca), z chorobami układu pokarmowego czy z przewlekłymi zapalnymi chorobami reumatycznymi.

W przebiegu osteoporozy i będących jej konsekwencją złamań, najgroźniejsze są złamania szyjki kości udowej, w wyniku których ponad 20  proc. chorych powyżej 80. roku życia umiera w pierwszym roku po leczeniu operacyjnym, a 50 proc. tych, którzy przeżyli, zmaga się z kalectwem. Aż 25 proc. chorych w wieku 50 – 59 lat po pierwszym złamaniu osteoporotycznym ma co najmniej 5 kolejnych złamań.

Jeżeli w przebiegu osteoporozy dojdzie do jednego złamania, to ryzyko kolejnych jest bardzo duże. Mało tego, każde kolejne złamanie zwiększa ryzyko zgonu o 20 proc. – mówi prof. Brygida Kwiatkowska, Konsultant Kraju w dziedzinie reumatologii. – Dlatego tak ważna jest profilaktyka, bo jest najtańsza i najbardziej skuteczna. Jeśli nie rozpoczniemy od bardzo wczesnych etapów, to później będziemy musieli inwestować w leczenie, które szczególnie późno wdrożone, jest dużo mniej skuteczne. Jako konsultant kraju wzięłam sobie za zadanie zajęcie się osteoporozą, która jest do tego stopnia zaniedbana, że miedzy 60-80 proc. Polaków ma ją nierozpoznaną. To jest rzecz tragiczna i te statystyki bezwzględnie trzeba zmienić.

Czy grozi nam tsunami osteoporozy?
Osteoporoza to do postępujący ubytek masy kostnej, który prowadzi do nadmiernej kruchości kości. Ponieważ początkowo choroba przebiega całkiem bezboleśnie, bywa nazywana „cichym złodziejem kości”. Brak wyraźnych objawów utrudnia też jej wczesne diagnozowanie. W Polsce każdego roku dochodzi do ok. 120 tys. złamań kości spowodowanych osteoporozą. Wg ekspertów jest to jeden z pierwszych sygnałów świadczących o rozwijającej się chorobie. Takie złamanie nazywa się niskoenergetycznym (w wyniku upadku z wysokości własnego ciała), ale bywa także, że w następstwie kichnięcia, kaszlu czy podparcia się na nadgarstku. 

Wydaje mi się, że jesteśmy w fazie tsunami osteoporozy, bo tak by należało do tego podejść. I absolutnie chyba nie jesteśmy do końca gotowi, żeby to tsunami przyjąć – powiedział  prof. Jarosław Czubak, Konsultant Krajowy w dziedzinie ortopedii i traumatologii narządu ruchu. – Jeśli chodzi o następstwa złamań, to jest to duża śmiertelność, ograniczenia możliwości funkcjonowania pacjenta po uszkodzeniach związanych z osteoporozą, ryzyko kolejnych złamań, komplikacji śródoperacyjnych, wtórnych przemieszczeń. 
Tylko niewielki odsetek pacjentów ze złamaniami niskoenergetycznymi trafia do poradni reumatologicznych lub poradni leczenia osteoporozy. Tymczasem każde takie złamanie – zwłaszcza u pacjentów po 60. roku życia – powinno skutkować wykonaniem diagnostyki w kierunku osteoporozy, aby w porę zdiagnozować chorobę i nie dopuścić do kolejnych złamań. Obecnie tacy pacjenci zwykle trafiają do ortopedów, którzy często zamiast skierować na diagnostykę, jedynie zakładają gips.

Rozwiązaniem mógłby być pakiet diagnostyczny, który zagwarantowałby kompleksowe badania w kierunku osteoporozy, co z pewnością poprawiłoby statystyki dotyczące wykrywania i leczenia choroby.

Waga edukacji
Konsultant Krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego, prof. Jarosław Pinkas zapowiedział w swoim wystąpieniu podjęcie działań, które zwiększą świadomość społeczną w zakresie osteoporozy, czynników jej ryzyka i metod wczesnego diagnozowania.

Pacjenci muszą mieć poczucie bezpieczeństwa, a to im daje wiedza. Dlatego postanowiliśmy powołać do życia Koalicję, która tę wiedzę będzie szerzyć dzięki kampanii edukacyjnej. Jesteśmy dziś epatowani tysiącem danych w internecie, więc trzeba nauczyć ludzi szukania informacji opartych na wiarygodnych doniesieniach naukowych, mimo że nauka się zmienia. Mamy wiele rzeczy do zrobienia – zapowiedział prof. Jarosław Pinkas, Konsultant Krajowy w dziedzinie zdrowia publicznego.

Pomysł zawiązania Koalicji jest efektem dyskusji prowadzonej przez organizacje zaangażowane w edukację, profilaktykę i leczenie osteoporozy w Polsce, w tym przez przedstawicieli środowiska lekarskiego, pacjenckiego, menedżerów ochrony zdrowia, reprezentantów administracji publicznej oraz przedstawicieli przemysłu farmaceutycznego i spożywczego.

Koalicja będzie łączyć różne środowiska wokół wspólnego celu, jakim jest zwrócenie uwagi opinii publicznej oraz polityków na konieczność podniesienia poziomu edukacji społeczeństwa w zakresie osteoporozy oraz poprawy jakości opieki nad osobami starszymi w Polsce, narażonymi na złamania kości.  Będzie też promować świadomość zdrowotną, nakierowaną na wczesne rozpoznanie osteoporozy (między innymi dzięki kontroli wzrostu) i wiedzę o konsekwencjach braku jej leczenia.

 
żródło: NIGRIR
Z okazji Światowego Dnia Osteoporozy Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji organizuje 20 października 2023 konferencję mająca na celu upowszechnienie wiedzy na temat narastającego problemu złamań osteoporotycznych w szybko starzejącej się populacji Polski i Europy oraz wskazanie możliwości skutecznej profilaktyki tej choroby, a w szczególności prewencji złamań.
Więcej informacji na:  https://www.dzienosteoporozy.pl/

Światowy Dzień Osteoporozy obchodzony jest 20 października już od 1996 roku. Narodowy Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji  realizuje projekt pn. „Program Profilaktyki Osteoporozy Narodowego Instytut Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji” w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój 2014-2020 współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Nasza konferencja uzyskała Patronat Honorowy Minister Zdrowia Katarzyny Sójki oraz Rzecznika Praw Pacjenta Bartłomieja Chmielowca.
 
Celem działań jest z jednej strony przedstawienie szerokim grupom społecznym narastającego problemu złamań osteoporotycznych w szybko starzejącej się populacji Polski i Europy, z drugiej zaś wskazanie możliwości skutecznej profilaktyki tej choroby, a w szczególności prewencji złamań. Program konferencji przygotowany został przez zespół naszych najlepszych ekspertów, a konferencja przygotowana jest przez pracowników Biura Projektów POWER i Zakładu Gerontologii, Zdrowia Publicznego i Dydaktyki NIGRiR adresowana do wszystkich zainteresowanych, w tym pacjentów, profesjonalistów zdrowia, przedstawicieli mediów.

Patronat Honorowy: Minister Zdrowia, Rzecznik Praw Pacjenta
Patronat Merytoryczny: Fundacja Wygrajmy Zdrowie, Instytut Praw Pacjenta i Edukacji Zdrowotnej
Patronat medialny: MedicalPress, Głos Seniora

źródło: NIGRIR

– W naszych działaniach szczególne miejsce zajmuje profilaktyka, dlatego w tym roku uruchamiamy kolejne programy profilaktyki zdrowotnej adresowane do naszych mieszkańców. Jednym z nich jest program w zakresie profilaktyki osteoporozy. Już w tę sobotę 1 lipca zapraszam wszystkich do Parku Grabiszyńskiego, gdzie odbędzie się OsteoFest – wydarzenie inaugurujące nasz program – mówi Marcin Krzyżanowski Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego.
Samorząd Województwa Dolnośląskiego rozpoczyna realizację programu polityki zdrowotnej na lata 2023-2025 dotyczącego profilaktyki i wczesnego wykrywania osteoporozy. Działania zostaną sfinansowane z budżetu Województwa Dolnośląskiego.
 
Budżet programu to 1,3 mln zł. Działaniami ma zostać objętych 5300 osób. Realizatorem programu polityki zdrowotnej wyłonionym w drodze konkursu jest podmiot wykonujący działalność medyczną Cogito Med.

– Jako realizatorzy programu polityki zdrowotnej w zakresie profilaktyki i wczesnego wykrywania osteoporozy wśród mieszańców województwa dolnośląskiego chcielibyśmy zapewnić nasze zaangażowanie do programu oraz wsparcie dla pacjentów. Profilaktyka jest bardzo ważnym aspektem naszego zdrowia i chcielibyśmy podziękować za zaufanie. Naszym celem jest przebadanie jak największej liczby uczestników, dlatego też zachęcamy do skorzystania i wzięciu udziału w programiemówi dr Sebastian Łaźniak właściciel firmy Cogito Med.


 
OsteoFest
1 lipca 2023 r. od godziny 9:00 do 18:00, na polanie w Parku Grabiszyńskim odbędzie się wydarzenie inaugurujące program profilaktyki i wczesnego wykrywania osteoporozy. Głównym celem festiwalu jest przeprowadzenie bezpłatnych badań densytometrycznych obrazujących gęstość kości. Ponadto mieszkańcy będą mogli skorzystać z innych badań profilaktycznych: badań cytologicznych, badań wzroku, badań płuc, badania krwi, testy PSA, badania w kierunku dny moczanowej, badania cholesterolu. Do dyspozycji będzie również kino letnie, strefa gastronomiczna i strefa FUN dla dzieci.

OsteoFest to nazwa serii zaplanowanych wydarzeń – miasteczek zdrowia, które będą odbywały się na terenie całego naszego województwa.

Harmonogram festiwali zdrowia:
1.07.2023 Wrocław, Park Grabiszyński
8 – 9.07.2023 – Milicz
15.07.2023 – Brzeg Dolny
16.07.2023 – Legnica
22.07.2023 – Oborniki
 
Aktualny harmonogram dostępny na stronach:
https://umwd.dolnyslask.pl/zdrowie/profilaktyka/
https://umwd.dolnyslask.pl/zdrowie/profilaktyka/osteoporoza/
 
Prowadzimy stałą rejestrację na badania pod bezpłatnym numerem infolinii:
+48 800 808 006
 
Szczegóły programu
Osteoporoza jest chorobą, która występuje u co czwartej kobiety w wieku pomenopauzalnym i u 15% mężczyzn w starszym wieku. Całkowite ryzyko złamań u kobiet wynosi 30-40%, natomiast u mężczyzn około 20%.
Osteoporoza to choroba układu kostnego związana z niską masą kostną, która przyczynia się do zwiększonej podatności na złamania. W Polsce problem ten dotyka 2,1 mln osób, z czego 1,7 mln stanowią kobiety.
Grupą docelową programu są kobiety powyżej 65 roku życia oraz kobiety w wieku 40-64 lat, u których występują czynniki ryzyka.

W ramach programu polityki zdrowotnej będą prowadzone:
źródło: UMWD
Osteoporoza, nazywana „cichym złodziejem kości”, to wyniszczająca choroba, która może prowadzić do kalectwa i śmierci. W Polsce każdego roku dochodzi do ok. 120 tys. złamań, których przyczyną jest właśnie ta choroba. Najgroźniejszym z nich jest złamanie szyjki kości udowej, w wyniku którego ok. 30 proc. chorych umiera w ciągu roku. Mimo to osteoporoza wciąż jest mocno lekceważona, a w Polsce leczeniem objętych jest tylko niecałe 5 proc. spośród 2 mln chorych. Lekarze wskazują, że diagnozowanie tej choroby na odpowiednio wczesnym etapie wciąż jest w Polsce problemem. 
– Osteoporoza jest chorobą przebiegającą bardzo skrycie i często lekceważoną. To powoduje, że chociaż w Polsce choruje na nią ok. 2 mln ludzi, to tylko 4,5 proc. przyjmuje leki – mówi agencji Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Brygida Kwiatkowska, kierownik Kliniki Wczesnego Zapalenia Stawów w Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie.

Szacuje się, że na osteoporozę – uznawaną przez Światową Organizację Zdrowia za jedno z głównych schorzeń cywilizacyjnych – w Polsce choruje około 2,1 mln osób. Zdecydowana większość z nich – czyli ok. 1,7 mln – to kobiety. Statystycznie na osteoporozę narażona jest co czwarta kobieta powyżej 60. roku życia i co druga, która ukończyła 70 lat.

– Kobiety po menopauzie, czyli w zasadzie od 50. roku życia, powinny robić badania przesiewowe, żeby sprawdzić, czy osteoporoza już się u nich nie rozpoczyna, bo lepiej zastosować profilaktykę, niż leczyć w momencie, kiedy dochodzi do złamania. Po drugie, każda kobieta w okresie pomenopauzalnym, a zwłaszcza po 70. roku życia, która przychodzi do lekarza rodzinnego, powinna mieć zmierzony wzrost – mówi prof. dr hab. n. med. Brygida Kwiatkowska. – U mężczyzn osteoporoza dotyczy mniejszej części chorych. Z reguły są to też mężczyźni po 70. roku życia, czyli u nich ta choroba rozwija się później.

Obok wieku czynnikiem ryzyka jest też palenie papierosów i nadużywanie alkoholu, siedzący tryb życia, niedożywienie i niedobór witaminy D. Badaniom diagnostycznym w kierunku osteoporozy powinni się poddawać również pacjenci po przebytych chorobach nowotworowych, z zaburzeniami hormonalnymi (nadczynność tarczycy, cukrzyca), z chorobami układu pokarmowego przebiegającymi z zaburzeniami wchłaniania czy z przewlekłymi zapalnymi chorobami reumatycznymi.

– Standardowym badaniem, które stosuje się w celu wykrywania osteoporozy, jest badanie densytometryczne, wykonywane w dwóch lokalizacjach osiowych – w kręgosłupie lędźwiowym oraz w szyjce kości udowej – mówi dr n. med. Bożena Jaszczyk, reumatolog i kierownik poradni w Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie. – Innym, nieco mniej docenianym narzędziem jest też kalkulator FRAX, który można samodzielnie znaleźć w internecie. Ten kalkulator ocenia czynniki ryzyka wystąpienia osteoporozy i mamy w nim zawarte dane demograficzne, takie jak wiek, płeć, masa ciała i wzrost, a także inne czynniki ryzyka, wśród których jest m.in. stosowanie niektórych leków, wiek menopauzy czy występowanie innych chorób.

Lekarze wskazują, że najprostszym, wstępnym „badaniem przesiewowym” w kierunku osteoporozy jest też obserwowanie własnego ciała, ponieważ każdy ubytek wzrostu o minimum 4 cm może świadczyć o powolnych, kompresyjnych złamaniach trzonów kręgowych. Niestety bardzo niewielu lekarzy POZ mierzy wzrost swoim pacjentom.

– U osób – zwłaszcza kobiet w okresie pomenopauzalnym – które stwierdzą, że ich wzrost zmniejszył się w stosunku do tego, jaki był w młodszym wieku, prawdopodobnie doszło już do powolnej dekompresji czy zgniecenia trzonów kręgowych – mówi prof. dr hab. n. med. Brygida Kwiatkowska.

W przebiegu osteoporozy dochodzi do postępującego ubytku masy kostnej, który prowadzi do nadmiernej kruchości kości. Początkowo choroba przebiega całkiem bezboleśnie, co utrudnia jej zdiagnozowanie. Dlatego też bywa nazywana „cichym złodziejem kości”.

– Konsekwencją niezdiagnozowanej osteoporozy są złamania, które mogą dotyczyć obwodowych odcinków kości, jak np. złamanie nadgarstka. Jednak groźniejsze i bardziej charakterystyczne dla osteoporozy są złamania kręgów, które często przebiegają bezobjawowo, a także złamania szyjki kości udowej nawet po niewielkim urazie – mówi dr n. med. Bożena Jaszczyk.

– Osteoporoza jest chorobą postępującą. Jeżeli w odpowiednim czasie nie włączymy leczenia, które poprawi jakość kości, to ryzyko złamań jest bardzo duże – dodaje prof. dr hab. n. med. Brygida Kwiatkowska.

W Polsce każdego roku dochodzi do ok. 120 tys. złamań kości, których przyczyną jest właśnie osteoporoza. Lekarze wskazują, że zazwyczaj jest to jeden z pierwszych sygnałów, które świadczą o rozwijającej się chorobie.

Te pierwsze złamania w przebiegu osteoporozy najczęściej są niskoenergetyczne (z powodu upadku z wysokości swojego ciała). Jednak znane są też przypadki złamań w następstwie zwykłego kichnięcia, kaszlu czy podparcia się na nadgarstku.

– Jeżeli bez jakiejś większej siły, większego urazu, z własnej wysokości upadniemy i złamiemy sobie np. szyjkę kości udowej, dojdzie do złamania kręgosłupa czy do złamania w obrębie stawów nadgarstka – to wtedy najczęściej, w 99 proc. przypadków jest to właśnie złamanie osteoporotyczne – mówi kierownik Kliniki Wczesnego Zapalenia Stawów w Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie.

Najcięższym następstwem osteoporozy jest złamanie szyjki kości udowej. Około 30 proc. chorych umiera w ciągu pierwszego roku po takim złamaniu, a 50 proc. tych, którzy przeżyli, zmaga się ze znacznym, często trwałym kalectwem i jest skazanych na całkowite unieruchomienie albo uzależnione od pomocy innych osób w wykonywaniu nawet najprostszych czynności.

– Jeżeli w przebiegu osteoporozy dojdzie do jednego złamania, to ryzyko kolejnych jest bardzo duże. Mało tego, każde kolejne złamanie zwiększa ryzyko zgonu o 20 proc. – mówi prof. dr hab. n. med. Brygida Kwiatkowska.

Lekarze wskazują, że wykrywanie tej choroby na odpowiednio wczesnym etapie wciąż jest w Polsce problemem. Tylko niewielki odsetek pacjentów ze złamaniami niskoenergetycznymi trafia do poradni reumatologicznych lub poradni leczenia osteoporozy. Tymczasem każde takie złamanie – zwłaszcza u pacjentów po 60. roku życia – powinno skutkować wykonaniem diagnostyki w kierunku osteoporozy, aby w porę zdiagnozować chorobę i nie dopuścić do kolejnych złamań, szczególnie szyjki kości udowej. Jednak w tej chwili tacy pacjenci zwykle trafiają do ortopedów, którzy – zamiast skierować ich na diagnostykę – zakładają jedynie gips.

– W reumatologii mamy obecnie rozszerzony pakiet diagnostyczny, który znacznie ułatwia diagnostykę pacjentów w poradni reumatologicznej. I tutaj podobne rozwiązanie – pakiet diagnostyczny, który zagwarantowałby kompleksowe badania w kierunku osteoporozy – przyniosłoby pacjentom ogromną korzyść, ponieważ badania, które musimy wykonać, są drogie, zwłaszcza badania obrazowe. Takie rozwiązanie z pewnością ułatwiłoby dostęp do diagnostyki i leczenia osteoporozy – mówi dr n. med. Bożena Jaszczyk.

Brak pakietu diagnostycznego oraz niska świadomość lekarzy i samych pacjentów to niejedyne mankamenty. W Polsce są nim także kolejki do specjalistów, ponieważ czas oczekiwania na wizytę w poradni leczenia osteoporozy sięga nawet sześciu miesięcy.

– W leczeniu osteoporozy standardowo stosujemy leki należące do grupy leków antyresorpcyjnych, których mechanizm działania polega na hamowaniu komórek odpowiedzialnych za degradację kości. Dodatkowo stosujemy też preparaty pomocnicze, takie jak witaminę D3 oraz jej pochodne oraz sole wapnia – tłumaczy kierownik poradni w Narodowym Instytucie Geriatrii, Reumatologii i Rehabilitacji w Warszawie.  – W Polsce preparaty antyresorpcyjne są dostępne. Polscy pacjenci nie mają natomiast dostępu do leków o innym mechanizmie działania, tzn. do leków anabolicznych, które wzmagają tworzenie kości.

Stosowane obecnie terapie jedynie hamują proces utraty masy kostnej. Dodatkowo leki antyresorpcyjne (bisfosfoniany), które są najczęściej wykorzystywane w leczeniu osteoporozy, nie zabezpieczają przed wystąpieniem kolejnego złamania najciężej chorych pacjentów. Problemem jest ich wolniejsze działanie, które powoduje, że umocnienie struktury kości następuje dopiero po 12 miesiącach.

Pacjenci z bardzo wysokim ryzykiem wystąpienia złamań osteoporotycznych to osoby z bardzo niską gęstością mineralną kości lub po przebytym złamaniu niskoenergetycznym. Bardzo wysokie ryzyko wystąpienia złamań osteoporotycznych może prowadzić do ciężkiej osteoporozy, skutkującej niepełnosprawnością lub zagrażającej życiu pacjenta. Pacjenci z osteoporozą z grupy bardzo wysokiego ryzyka złamań mogą wymagać zastosowania sekwencyjnego leczenia.

Na rynku są już jednak dostępne nowoczesne terapie, które działają dwukierunkowo – wzmagając procesy kościotworzenia i jednocześnie zmniejszając resorpcję kości, dzięki czemu poprawia się ich struktura i wytrzymałość. Jednak polscy pacjenci chorzy na osteoporozę z grupy bardzo wysokiego ryzyka złamań na razie nie mają do nich dostępu.

źródło: newseria