Medicalpress
Pielęgniarska opieka długoterminowa domowa (PODD), która powinna stanowić jeden z fundamentów opieki nad osobami niesamodzielnymi w Polsce, pozostaje świadczeniem o coraz bardziej ograniczonej dostępności. Analiza kolejek rejestrowanych przez wojewódzkie oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia pokazuje, że ten problem przybrał charakter trwały i systemowy.
Z danych NFZ obejmujących okres styczeń 2025 r. – styczeń 2026 r. (stan na 23 lutego 2026 r.) wynika, że liczba osób oczekujących na objęcie opieką w ramach PODD utrzymuje się w większości województw na podobnym poziomie lub wykazuje tendencję wzrostową. Dotyczy to zarówno przypadków stabilnych, jak i pilnych. Największe kolejki odnotowano w województwach śląskim, małopolskim oraz wielkopolskim. Na koniec stycznia 2026 roku na świadczenie oczekiwało łącznie ponad 5,5 tys. osób w całej Polsce.

System niedostosowany do rzeczywistości

Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym” zwraca uwagę, że obecny model organizacyjny i finansowy PODD przestał odpowiadać na rosnące zapotrzebowanie wynikające ze zmian demograficznych oraz ograniczonych możliwości opiekuńczych rodzin.

Niedoszacowanie taryf NFZ oraz przestarzały model przekładają się na narastający deficyt kadrowy oraz w efekcie powstawanie tzw. „białych plam”, czyli obszarów o ograniczonym dostępie do świadczenia. W konsekwencji coraz więcej pacjentów nie otrzymuje profesjonalnej opieki w domu, a ciężar opieki przenoszony jest na nieprzygotowanych do takich wyzwań bliskich. Ten trend zwiększa ryzyko hospitalizacji.

Postępujące ograniczenie dostępności do specjalistycznej opieki domowej oznacza w praktyce większe obciążenie szpitali oraz systemu instytucjonalnej opieki długoterminowej. To kierunek bardzo niebezpieczny. Warto pamiętać, że osoby zakwalifikowane do PODD spełniają kryteria kwalifikacji do opieki w zakładach opiekuńczo-leczniczych i pielęgnacyjno-opiekuńczych. Tylko, że tam mamy jeszcze dłuższe kolejki. Tym niemniej pobyt w ZOL-u, czy tym bardziej w szpitalu oznacza dla systemu ochrony zdrowia wyższe wydatki – podkreśla Magdalena Osińska-Kurzywilk, Prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” i dodaje: – Dlatego powinniśmy inwestować w rozwój pielęgniarskiej opieki długoterminowej domowej oraz innych form jakimi są np. dzienne domy opieki.

Niewykorzystany potencjał świadczenia

Jedną z kluczowych barier stojących na drodze rozwoju PODD jest przestarzały model organizacyjny świadczenia. W szczególności dotyczy on braku możliwości włączenia opiekuna medycznego do zespołu PODD. Zdaniem Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” jest to jedno z najbardziej oczywistych i potrzebnych rozwiązań, które mogłoby odciążyć pielęgniarki i zwiększyć liczbę pacjentów objętych opieką.

– Zmiana modelu świadczenia jest nieunikniona. Niedopuszczenie opiekuna medycznego do zespołu PODD blokuje rozwój tego świadczenia i ogranicza jego dostępność. Nie wykorzystujemy tym samym rosnących kompetencji pielęgniarek oraz potencjału jaki niesie za sobą zawód opiekuna medycznego. To przykład zaniechania, które ma bardzo wymierne konsekwencje dla pacjentów, ich bliskich oraz dla budżetu państwa – wskazuje Magdalena Osińska-Kurzywilk i dodaje: – W okresie, gdy powinniśmy szukać rozwiązań optymalizujących świadczenia, reforma PODD wydaje się być czymś oczywistym
i naturalnym.

Bieżące zmiany legislacyjne a realne potrzeby systemu

W kontekście narastających problemów z dostępnością opieki domowej szczególnego znaczenia nabierają obecne prace legislacyjne dotyczące systemu wsparcia osób starszych. Rząd zapowiedział odejście od odrębnej ustawy o bonie senioralnym na rzecz kompleksowego projektu ustawy o koordynacji opieki długoterminowej i osobach starszych. Projekt został już skierowany do Stałego Komitetu Rady Ministrów.

Planowane rozwiązania zakładają m.in. rozwój usług opiekuńczych w środowisku domowym, poprawę koordynacji między systemem ochrony zdrowia a pomocą społeczną oraz zwiększenie dostępności wsparcia na poziomie lokalnym.

Kierunek zmian jest właściwy, bo system rzeczywiście wymaga lepszej koordynacji i uporządkowania. Natomiast kluczowe będzie to, czy za tymi rozwiązaniami pójdą konkretne decyzje dotyczące finansowania i organizacji świadczeń – podkreśla Magdalena Osińska-Kurzywilk. – Bez przeorganizowania takich świadczeń jak PODD nie zdołamy realnie poprawić sytuacji pacjentów
 w środowisku domowym.

Rosnące potrzeby zdrowotne seniorów

Prognozy demograficzne oraz zdrowotne dodatkowo wzmacniają pilność zmian. Według najnowszych danych GUS, osoby powyżej 65. roku życia stanowią już niemal 21% społeczeństwa, czyli około 8 mln osób. Jednocześnie – jak wskazują dane Eurostatu – jedynie 27,9% seniorów w Polsce ocenia swoje zdrowie jako dobre, co plasuje nas wśród krajów o najgorszych wynikach w Unii Europejskiej.

Oznacza to rosnącą liczbę osób wymagających długoterminowego wsparcia oraz zwiększoną presję na system ochrony zdrowia i pomocy społecznej.

Źródło: Komunikat prasowy

Ogólnopolski Związek Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej (OZŚWM) alarmuje, że kontrakty na domową wentylację mechaniczną na 2026 rok są niedoszacowane. W 2023 roku Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji opracowała nowy model świadczenia, który mógłby ograniczyć liczbę pacjentów pozostających poza kontraktami NFZ. Do rozmów nad nowym modelem powrócono dopiero w maju 2025 roku. Niestety obecne kierownictwo Ministerstwa Zdrowia zatrzymało ten proces i nie znajduje czasu nawet na spotkanie w tej sprawie.
Członkowie OZŚWM dokonali analizy propozycji finansowania świadczeń na 2026 rok. Obraz, jaki wyłania się, jest bardzo niepokojący. Dane przekazane Związkowi przez świadczeniodawców jednoznacznie wskazują, że niedoszacowanie ma charakter systemowy i dotyczy całego kraju. Plany nie zabezpieczają wszystkich pacjentów już objętych opieką, ani tym bardziej nowych chorych, którzy w najbliższym roku będą wypisywani ze szpitali i kwalifikowani do dalszej specjalistycznej opieki w warunkach domowych.

„Problemem są istotne rozbieżności pomiędzy rzeczywistą liczbą pacjentów objętych świadczeniem a wielkością zaproponowanych planów rzeczowo – finansowych w poszczególnych województwach. Brak jednolitych zasad finansowania tego samego świadczenia w skali kraju prowadzi do chaosu organizacyjnego oraz narusza zasadę równego dostępu do opieki zdrowotnej. Pacjenci z identycznymi wskazaniami klinicznymi mogą spotkać się z diametralnie różnymi decyzjami administracyjnymi wyłącznie z powodu miejsca zamieszkania” – tłumaczy Maciej Sikora z zarządu OZŚWM.

Z analiz OZŚWM wynika, że ponad 7000 pacjentów zostanie w przyszłym roku bez gwarancji finansowania z NFZ. Z tej liczby ponad 5000 pacjentów to osoby już dzisiaj znajdujące się w domach pod respiratorami. Z pespektywy świadczeniodawców oznacza to realne ryzyko wstrzymania przyjęć nowych pacjentów kwalifikowanych przez szpitale do leczenia respiratorem w domu w 2026 roku.

„Brak urealnienia planów finansowych na 2026 rok będzie miało bezpośrednie konsekwencje kliniczne i organizacyjne. Wstrzymanie przyjęć nowych pacjentów do opieki domowej oznacza wydłużanie pobytów w oddziałach szpitalnych, blokowanie łóżek intensywnej terapii i oddziałów internistycznych oraz wzrost kosztów ponoszonych przez publiczny system ochrony zdrowia. Jednocześnie pacjenci i ich rodziny zostaną pozbawieni możliwości leczenia w środowisku domowym, które w wielu przypadkach jest jedyną realną szansą na względnie normalne funkcjonowanie” – zaznacza Marcin Warzecha, sekretarz Związku.

W kontekście zaplanowanego finansowania oraz pojawiających się w przestrzeni publicznej informacji o trudnej sytuacji budżetowej NFZ, Związek zwraca uwagę na brak jasnej odpowiedzi resortu zdrowia, w jaki sposób Minister Zdrowia zamierza zabezpieczyć pacjentów wentylowanych mechanicznie w warunkach domowych po 1 stycznia 2026 roku.

W związku z powyższym Związek skierował oficjalne pismo do Ministerstwa Zdrowia, w którym przedstawił skalę niedoszacowania kontraktów na 2026 rok oraz konsekwencje braku zabezpieczenia finansowania świadczeń domowej wentylacji mechanicznej. Wskazano na ryzyko przerwania ciągłości leczenia tysięcy pacjentów oraz dalszego obciążania szpitali opieką, która mogłaby być bezpiecznie realizowana w warunkach domowych.

OZŚWM podkreśla, że tylko w tym roku wielokrotnie przedstawiał w resorcie zdrowia rozwiązania pozwalające uporządkować system i racjonalnie wykorzystać dostępne środki, w tym wypracowany z udziałem ekspertów klinicznych i środowiska pacjentów nowy model opieki. Model ten pozostaje jednak niewdrożony, mimo że jego celem jest poprawa bezpieczeństwa pacjentów, stabilizacja finansowania oraz ograniczenie kosztownej hospitalizacji.

„Apele do nowej Minister Zdrowia o spotkanie pozostają bez odpowiedzi. Dalsze odkładanie decyzji oznacza przerzucenie odpowiedzialności na świadczeniodawców i szpitale, a w konsekwencji – na pacjentów i ich rodziny, którzy mogą usłyszeć, że w systemie nie ma dla nich miejsca. Nie tego oczekiwaliśmy od nowego kierownictwa resortu zdrowia” – konkluduje sytuację Robert Suchanke, prezes OZŚWM.

 
Źródło informacji: OZŚWM
W dniach 13–14 listopada 2025 r. w Warszawie odbyła się 7. edycja ogólnopolskiej konferencji „Opieka długoterminowa w Polsce – dzisiaj i jutro”, organizowanej przez Koalicję „Na pomoc niesamodzielnym”. Przedstawiciele administracji publicznej, parlamentu, NFZ, samorządów, środowisk medycznych oraz organizacji pacjenckich dyskutowali, jak zbudować nowoczesny, zintegrowany system wsparcia odpowiadający na potrzeby szybko starzejącego się społeczeństwa.
Podczas panelu otwarcia, Marzena Okła-Drewnowicz, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, odpowiedzialna za politykę senioralną, podkreśliła, że w ramach kamienia milowego A70 Krajowego Planu Odbudowy trwają prace nad dwiema fundamentalnymi ustawami: ustawą o bonie senioralnym oraz ustawą o opiece długoterminowej. Zwróciła uwagę, że nie da się zbudować sprawnego systemu jednym programem ani w jednym resorcie – konieczne jest połączenie rozproszonych dziś zadań, współpraca z samorządami oraz odejście od archaicznych przepisów opartych na kodeksie cywilnym z lat 60. Nowe regulacje mają wprowadzić realne wsparcie dla osób starszych w ich miejscu zamieszkania.
 
Przewodnicząca Senackiej Komisji Zdrowia, Beata Małecka-Libera zaznaczyła, że opieka długoterminowa jest tylko fragmentem szerszego wyzwania, jakim jest starzenie się społeczeństwa. Wskazywała  na konieczność likwidacji silosów między systemem zdrowia a pomocą społeczną i zbudowania spójnego, zorientowanego na człowieka modelu opieki. Wyraziła także oczekiwanie, że przygotowywane ustawy uwzględnią głos praktyków oraz środowisk senioralnych, a nie będą wyłącznie techniczną korektą przepisów.
 
W trakcie konferencji wręczono Nagrodę Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” za wieloletnią działalność na rzecz osób starszych, niesamodzielnych i przewlekle chorych. Tegoroczna laureatką nagrody Koalicji została prof. Katarzyna Wieczorowska-Tobis, przewodnicząca zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Gerontologicznego.
 
Obraz wyzwań systemu wyłaniał się z kolejnych dyskusji: od domowej wentylacji mechanicznej, przez powstawanie i funkcjonowanie Centrów Usług Społecznych, po kryzys kadrowy w pielęgniarskiej opiece długoterminowej i szczepienia osób starszych. Eksperci przypomnieli, że przygotowany już
w 2021 r. model nowej opieki nad pacjentami wentylowanymi w domu wciąż czeka na aktualizację i wdrożenie, podczas gdy liczba chorych wymagających wsparcia oddechowego systematycznie rośnie. Podkreślano konieczność wcześniejszej kwalifikacji do świadczeń oraz szerszego wykorzystania telemedycyny i telemonitoringu.
 
W debacie o Centrach Usług Społecznych wskazywano ich potencjał, jako narzędzia integrującego lokalną politykę społeczną i zdrowotną. CUS-y mogą – jak argumentowano – nie tylko reagować na kryzysy,  ale także wzmacniać samodzielność mieszkańców, pod warunkiem stabilnego finansowania, rozwoju oferty usług i lepszego wykorzystania technologii. Z kolei dyskusja o pielęgniarskiej opiece długoterminowej domowej zdominowana była przez temat kadr: według danych przedstawionych podczas konferencji w najbliższych latach może zabraknąć nawet 160 tys. pielęgniarek, a znaczna część obecnie pracujących osiągnęła już wiek emerytalny.
 
Wskazywano także na potrzebę zmiany wyceny świadczeń, lepszego wykorzystania kompetencji opiekunów medycznych oraz systemowego wsparcia personelu.
 
Mocno wybrzmiał także wątek profilaktyki. Rozmawiano o szczepieniach osób starszych, jako integralnej części długoterminowej troski o zdrowie. Eksperci podkreślali, że niska wyszczepialność dorosłych wynika m.in. z błędów komunikacyjnych z przeszłości, braku jednolitego przekazu oraz trudności w dostępie  do szczepień, dlatego potrzebna jest rzetelna, spójna informacja oraz jasne zasady finansowania.
 
Osobny blok dyskusji poświęcono jakości i standardom w opiece długoterminowej oraz roli placówek instytucjonalnych – zakładów opiekuńczo-leczniczych (ZOL), zakładów pielęgnacyjno-opiekuńczych (ZPO), domów pomocy społecznej (DPS) i całodobowych domów opieki. Prof. Agnieszka Neumann-Podczaska zwracała uwagę, że w Polsce brakuje regulacji opartych na podejściu zorientowanym na osobę, systematycznym monitorowaniu jakości oraz narzędzi umożliwiających ocenę efektów opieki. Eksperci wskazywali, że ZOL i ZPO w praktyce zatraciły projektowane pierwotnie różnice, co utrudnia efektywne działanie i wymaga uporządkowania koszyka świadczeń, rozwiązania problemów kadrowych  i finansowych oraz lepszego powiązania opieki instytucjonalnej z domową. Podkreślano również niewykorzystany potencjał DPS-ów i domów całodobowej opieki, które – przy zmianie sposobu finansowania, uproszczeniu dokumentacji, lepszym wykorzystaniu technologii (np. systemów ciągłego monitorowania glikemii) oraz przełamaniu negatywnych stereotypów – mogłyby łączyć różne typy świadczeń: opiekuńczych, socjalnych, rehabilitacyjnych i medycznych.
 
Istotnym elementem debaty była sytuacja rodzin i opiekunów nieformalnych. Zwracano uwagę  na to, że domowa opieka nad osobą niesamodzielną często zaczyna się nagle – po wypisie ze szpitala,  bez odpowiedniego przygotowania, wsparcia edukacyjnego i zaplecza organizacyjnego. Uczestnicy dyskusji podkreślali potrzebę stworzenia jasnych ścieżek informacji: gdzie szukać pomocy,  jak przygotować się do opieki, jakie formy wsparcia – w tym planowany bon senioralny – mogą realnie odciążyć rodziny i zapobiec ich wypaleniu.
 
W podsumowaniu konferencji Magdalena Osińska-Kurzywilk, prezes zarządu Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”, podkreśliła, że budowanie trwałego systemu wsparcia wymaga ścisłej współpracy sektora publicznego i prywatnego oraz rozwijania programów zapewniających kompleksową opiekę poszpitalną i długoterminową.
 
Wspólny wniosek z dwudniowych obrad jest jednoznaczny: Polska stoi przed koniecznością głębokich zmian systemowych – od standaryzacji opieki i uporządkowania ról poszczególnych placówek, przez rozwój opieki domowej i telemedycyny, aż po realne wsparcie opiekunów nieformalnych. Kluczowe będzie stworzenie jednolitego, spójnego i opartego na rzetelnych danych systemu opieki długoterminowej, który sprosta rosnącym potrzebom starzejącego się społeczeństwa i zapewni osobom niesamodzielnym oraz ich bliskim bezpieczeństwo, przewidywalność i możliwość godnego życia  w miejscu zamieszkania.

żródło: KOALICJA NA POMOC NIESAMODZIELNYM

Zarządzanie opieką długoterminową w Polsce funkcjonuje w rozbiciu na dwa sektory: ochrony zdrowia i pomocy społecznej. Brak koordynacji między nimi powoduje, że opieka jest udzielana fragmentarycznie i nie zawsze efektywnie – wynika z raportu Banku Światowego. Co roku tego typu usług potrzebuje co najmniej pół miliona osób, a czas oczekiwania na nie jest zbyt długi. To efekt m.in. niedofinansowania sektora i braku kadr.

Z „Przeglądu strategicznego opieki długoterminowej w Polsce” opracowanego przez Bank Światowy dla Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej wynika, że co najmniej pół miliona osób rocznie w Polsce wymaga opieki długoterminowej (ODT). Na to wskazują dane o liczbie beneficjentów świadczeń ODT. Badanie przeprowadzone przez BŚ w 2023 roku sugeruje jednak, że liczba ta może być jeszcze wyższa – 7 proc. dorosłych Polaków (ok. 2,2 mln osób w wieku 18+) deklaruje, że obecnie korzysta z opieki lub pomocy ze względu na stan zdrowia, a pomoc tę świadczą przede wszystkim bliscy i członkowie rodziny, którzy nie otrzymują za nią wynagrodzenia finansowego. Z raportu wynika, że tego typu usługi, świadczone nieformalnie, to ok. 80 proc. opieki długoterminowej.

Zapotrzebowanie na opiekę długoterminową będzie rosło wraz z postępującymi zmianami demograficznymi. W 2023 roku liczba ludności Polski wynosiła 37,6 mln, w tym blisko 9,9 mln stanowiły osoby w wieku 60 lat i więcej. Według prognozy GUS populacja osób w wieku 65+ wzrośnie w 2060 roku do 11,8 mln i będą one stanowiły prawie 40 proc. ogółu ludności. Już w dzisiejszych realiach przed sektorem opieki długoterminowej stoi szereg wyzwań, które z czasem będą się nasilać.

 System opieki długoterminowej w Polsce od lat jest przede wszystkim niedofinansowany, brakuje koordynacji, i to nie tylko na poziomie ministerialnym, ale również w regionach. Nie ma opieki, która by zagwarantowała pacjentowi jak najdłuższe utrzymanie go w środowisku domowym i płynne przejście w razie potrzeby do środowiska stacjonarnego. Nie możemy mówić w opiece geriatrycznej, że musimy budować zakłady opiekuńczo-lecznicze czy domy pomocy społecznej, w jakimś zakresie mamy zbudowaną tę infrastrukturę, nam potrzeba koordynacji w zakresie domowej opieki nad seniorem – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Magdalena Osińska-Kurzywilk, prezeska Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”.

Usługi ODT mogą być realizowane w trybie stacjonarnym (placówki całodobowe), dziennym oraz środowiskowym lub domowym. W sektorze pomocy społecznej do placówek stacjonarnych zalicza się domy pomocy społecznej czy rodzinne domy pomocy dla osób wymagających stałej opieki. Z kolei opieka środowiskowa i domowa jest świadczona w ramach ośrodków wsparcia oraz usług opiekuńczych. W sektorze ochrony zdrowia funkcjonują zakłady opiekuńczo-lecznicze i pielęgnacyjno-opiekuńcze, a opieka środowiskowa i domowa jest świadczona poprzez pielęgniarską opiekę domową. Mimo dostępnych rozwiązań system mierzy się jednak z wyzwaniem, jakim jest zapewnienie dostępu do przystępnych cenowo usług ODT dobrej jakości.

 Domowa opieka nad seniorem jest możliwa, ale musi być koordynacja wielu płaszczyzn: współpraca zarówno lekarzy, pielęgniarek, jak i POZ-ów, bo pacjent, jeżeli się coś z nim dzieje w środowisku domowym, w pierwszej kolejności trafia do lekarza POZ. Jako pielęgniarki opieki długoterminowej widzimy na bieżąco te problemy, więc uważam, że powinniśmy mieć bardzo duży kontakt z lekarzami pierwszego kontaktu, pielęgniarkami środowiskowymi, fizjoterapeutami, dlatego że jesteśmy wtedy w stanie całościowo objąć pacjenta opieką – tłumaczy Magdalena Osińska-Kurzywilk.

Bank Światowy w swoim opracowaniu wskazuje, że opieka skoncentrowana na beneficjencie, sprzyjająca samodzielności jest utrudniona ze względu na rozproszenie usług między różnymi sektorami. System powinien zapewnić płynne przechodzenie beneficjentów przez kontinuum opieki, a także zapewniać opiekę dostosowaną do potrzeb, co wymaga zintegrowania opieki nieformalnej, domowej i środowiskowej, a także, w razie potrzeby, opieki stacjonarnej.

– Dodatkowo musimy pamiętać, że pielęgniarka opieki długoterminowej to nie jest osoba, która posprząta dom, zrobi zakupy, bo bardzo często rodziny mylą te pojęcia. To jest osoba, która rozłoży i poda leki, wykona pielęgnację rany odleżynowej, zaobserwuje skórę, czyli wykona świadczenia stricte pielęgniarskie. Wejścia są też ograniczone. Większość seniorów na bieżąco potrzebuje tych usług społecznych, kogoś, kto przyjdzie, pomoże w czynnościach opiekuńczych, pomoże się umyć, zrobić zakupy, posprzątać w domu. To są dwie różne usługi – mówi prezeska Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”.

Skoordynowany system opieki jest również niezbędny do wspierania przejścia od zinstytucjonalizowanych form opieki do systemów środowiskowych. Brak jednolitego, kompleksowego systemu informacji o usługach ODT często też niepotrzebnie wydłuża ścieżkę dostępu beneficjentów do świadczeń finansowanych ze środków publicznych.

– Pacjent wychodzący ze szpitala, kwalifikujący się do pielęgniarskiej opieki długoterminowej, musi uzyskać skierowanie, a następnie sam w swoim regionie musi znaleźć osoby, które zajmują się pielęgniarską opieką długoterminową. I tutaj pojawia się wyzwanie, żeby nie powiedzieć problem. Średni czas oczekiwania wynosi około roku, nawet więcej. Dodatkowo do tej listy kolejkowej trafiają pacjenci, którzy mają więcej wskazań, np. orzeczenie o stopniu niepełnosprawności, i dla nich ta kolejka jeszcze się wydłuża – tłumaczy Magdalena Osińska-Kurzywilk.

To przede wszystkim efekt braku kadr. Z danych Naczelnej Izby Lekarskiej wynika, że w Polsce jest 590 lekarzy ze specjalizacją geriatra, a 578 wykonuje swój zawód. Kwalifikację z zakresu geriatrii, opieki długoterminowej czy paliatywnej w 2021 roku miało nieco ponad 11 tys. pielęgniarek. Jak podkreśla ekspertka, w opiece długoterminowej nad osobą starszą potrzebny jest cały zespół – nie tylko geriatra i pielęgniarki z odpowiednią specjalizacją, lecz również opiekunowie medyczni, farmaceuci, fizjoterapeuci, psychologowie i psychiatrzy.

– Pacjent geriatryczny to pacjent specyficzny, który zmaga się z wieloma problemami w zakresie zarówno usług zdrowotnych, jak i społecznych. Jest obciążony ryzykiem upadków, złamań, tu dochodzi bardzo często pomijany, a bardzo często występujący problem osteoporozy. Wiemy, że są programy lekowe dla pacjentów, ale na 16 województw tylko w niewielkiej ilości są one wdrażane. Pacjenci bardzo często nie wiedzą o możliwościach leczenia czy opieki nad nimi. Przykładowo złamanie w przypadku powikłania osteoporozy prowadzi do niesamodzielności seniora, a to powoduje, że on szybciej, niż powinien, jest przekazywany do opieki stacjonarnej, która jest dużo droższa od opieki domowej, środowiskowej – podkreśla prezeska Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym”.

Dodatkowo niedostatki w systemie uniemożliwiają indywidualne podejście do seniora-pacjenta.

 Są seniorzy aktywni, którzy wiedzą, jakie podjąć działania i jak funkcjonować w społeczeństwie, żeby jak najdłużej zachować sprawność fizyczną i intelektualną, ale są seniorzy zamknięci w środowisku domowym i niestety ich sprawność poznawczo-ruchowa znacząco się obniża. To powoduje, że szybciej się starzeją, wymagają większych nakładów na finansowanie usług, zarówno zdrowotnych, jak i społecznych, i niestety szybciej trafiają do środowiska stacjonarnego – dodaje Magdalena Osińska-Kurzywilk.

źródło: newseria

22 lipca 2024 r. odbyło się posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii, którego tematem były „Zróżnicowane formy podania leków – perspektywa pacjenta oraz systemu ochrony zdrowia”. Spotkanie miało miejsce w Sejmie RP, zgromadziło wybitnych specjalistów z dziedziny onkologii, hematoonkologii, ekspertów systemowych, przedstawicieli instytucji publicznych oraz organizacji pacjentów. Zebrani eksperci zgodnie uznali, że zapewnienie dostępu do zróżnicowanych form podania leków, w tym leków podskórnych, jest niezbędne dla poprawy efektywności leczenia onkologicznego w Polsce.
Podczas spotkania omówiono różne aspekty i korzyści wynikające ze stosowania zróżnicowanych form podania leków, ze szczególnym uwzględnieniem terapii podskórnych. Prelegenci zgodnie podkreślali, że innowacyjne metody leczenia mogą przynieść znaczące korzyści zarówno dla pacjentów, jak i dla systemu ochrony zdrowia. Przewodniczący Zespołu Marek Hok, otwierając posiedzenie, zwrócił uwagę, że temat zróżnicowanych form podania leków wpisuje się w realizowany przez resort zdrowia kierunek zmian systemowych, polegający na „odwróceniu piramidy zdrowotnej, transformacji i deregulacji”.
 
Prof. Maciej Krzakowski, konsultant krajowy w dziedzinie onkologii klinicznej, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej podkreślił, że wzrost liczby zachorowań na raka oraz niedostateczne możliwości kadrowe w obszarze onkologii klinicznej niewątpliwie uzasadniają konieczność reorganizacji systemu udzielania świadczeń w ramach postępowania diagnostycznego i terapeutycznego wśród chorych onkologicznie. – Powinniśmy się zastanowić nad jakąś formą racjonalnej decentralizacji niektórych obszarów. Myślę przede wszystkim o ograniczeniu liczby hospitalizacji (…), przeniesienie bardzo wielu procedur do sektora ambulatoryjnego i zmniejszy koszt, i zapewni lepsze wykorzystanie tych kadr, których mamy za mało. To oczywiście powinno być związane z jakimiś zmianami proporcji wycen hospitalizacji wobec leczenia ambulatoryjnego – dodał prof. Krzakowski.
 
Kluczowe korzyści wynikające ze stosowania leków podskórnych okiem klinicystów
 
Krótszy czas podania i mniejsze ryzyko działań niepożądanych: prof. dr hab. n. med. Iwona Hus, kierownik Kliniki Hematologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie, zwróciła uwagę na to, że podanie leku w formie podskórnej jest znacznie szybsze i obarczone mniejszym ryzykiem ogólnoustrojowych działań niepożądanych w porównaniu do formy dożylnej. Taka metoda poprawia również jakość życia pacjentów poprzez zmniejszenie czasu spędzanego w placówkach medycznych.
 
Oszczędność czasu i zasobów medycznych: dr n. med. Maciej Bryl, dyrektor Wielkopolskiego Centrum Pulmonologii i Torakochirurgii, podkreślił, że terapie podskórne znacznie skracają czas przebywania pacjentów w ośrodkach leczniczych. Dzięki temu możliwe jest przyjęcie większej liczby pacjentów w oddziałach leczenia dziennego, co jest szczególnie istotne w kontekście problemów kadrowych.
 
Możliwość leczenia bliżej domu pacjenta: z kolei prof. hab. n. med. Barbara Radecka, konsultant wojewódzki województwa opolskiego w dziedzinie onkologii klinicznej, zwróciła uwagę na fakt, że leki podskórne mogą być podawane nie tylko w ośrodkach leczniczych, ale również w warunkach ambulatoryjnych lub domowych. To z kolei zmniejsza obciążenie szpitali i umożliwia leczenie pacjentów bliżej ich miejsca zamieszkania.
 
Korzyści dla systemu ochrony zdrowia
 
Na optymalizację kosztów leczenia zwrócił uwagę dr Michał Seweryn, specjalista zdrowia publicznego i epidemiologii, przedstawił wyniki badań, które pokazują, że terapie podskórne mogą prowadzić do znaczących oszczędności dla systemu ochrony zdrowia. Krótszy czas podania leku i mniejsze zaangażowanie personelu medycznego to kluczowe czynniki wpływające na redukcję kosztów. Zwrócił również uwagę, że brytyjski National Health Service uważa, że innowacyjne technologie, takie jak leki podskórne, są cennym wkładem w poprawę opieki nad pacjentami.
 
Irena Rej, prezes Izby Gospodarczej Farmacja Polska, podkreśliła, że dziś Ministerstwo Zdrowia dysponuje całą gamą różnych narzędzi, w tym np. instrumenty dzielenia ryzyka (RSS), czynniki korygujące, które pozwalają zabezpieczyć budżet płatnika. Zwróciła uwagę, że formy podskórne są naturalnym wynikiem postępu w medycynie, a różne możliwości podawania leków umożliwiają dopasowywanie terapii do potrzeb pacjenta, do jego sytuacji życiowej.
 
Kluczowe korzyści wynikające ze stosowania leków podskórnych – perspektywa pacjentów
 
O potrzebie indywidualizacji leczenia mówili również przedstawiciele organizacji pacjentów.
Krystyna Wechmann, prezes Federacji Stowarzyszeń Amazonki podkreśliła zróżnicowane potrzeby pacjentek z rakiem piersi.
 
Aleksandra Wilk, Dyrektor Sekcji Raka Płuca Fundacji To się leczy powiedziała, że priorytetem jest pacjent. – Żeby poprawić jakość jego życia, bo leki podawane podskórnie mogą pomóc pacjentowi przejść przez leczenie onkologiczne, które jest dla niego obciążające. Możliwość podania podskórnego, które trwa 7 minut, stanowi korzyść dla pacjenta, ale też dla systemu ochrony zdrowia.
 
Z kolei przedstawicielka Stowarzyszenia na Rzecz Walki z Chorobami Nowotworowymi SANITAS, Aleksandra Rudnicka dodała, że z punktu widzenia pacjenta, ale również lekarza, kluczowa jest indywidualizacja leczenia, czyli dobór do stanu klinicznego pacjenta i do jego potrzeb.
 
Natomiast Katarzyna Lisowska, liderka Stowarzyszenia Hematoonkologiczni podkreśliła, że wybór terapii powinien podejmować lekarz w konsultacji z rodziną pacjenta.
 
Głos pacjentów reprezentowała również Anna Kupiecka, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej, która na zakończenie posiedzenia Zespołu podkreśliła raz jeszcze potrzebę indywidualizacji leczenia, w tym formę podania leków – Warto pozwalać pacjentowi wybrać terapię tak, aby dostosować ją do tego jak on żyje, gdzie on żyje, gdzie on mieszka i wspólnie z lekarzem podejmują decyzję o tym jaka forma podania jest potrzebna dla pacjenta. To z całą pewnością wpłynie na nadszarpniętą ocenę jakości opieki onkologicznej w Polsce, bo udostępnianie pacjentowi rozwiązań, które oprócz tego, że generują oszczędności, zapewniają mu również lepszą jakoś życia.
 
Stanowisko instytucji publicznych w obszarze ochrony zdrowia przedstawili: Michał Dzięgielewski, dyrektor Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, który przyznał – Wiem, że leki podskórne nie wchodzą tak szybko jak byście Państwo chcieli, ale oznajmił jednocześnie, że jest to forma wygodniejsza, znacznie szybsza do podania dla pacjentów, nie oznacza konieczności hospitalizacji.
 
Do form podskórnych leków jako alternatywy do podania długotrwałych wlewów odniosła się również Katarzyna Klimkowska, radca prawny w Departamencie Polityki Lekowej i Farmacji w Ministerstwie Zdrowia, która stwierdziła, że Ministerstwo Zdrowia podobnie jak inni uczestnicy dyskusji, jest zdania, że optymalnym rozwiązaniem jest zapewnienie wszystkich możliwych form podania danej terapii. Ograniczeniem są jednak koszty – dodała mecenas Klimkowska.
 
Stanowisko NFZ przedstawiła Iwona Kasprzak, dyrektor Departamentu Gospodarki Lekami NFZ, która potwierdziła potrzebę przesunięcia ciężaru realizacji świadczenia z trybu hospitalizacji do porad ambulatoryjnych.
Wnioski z posiedzenia Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii
 
Zebrani eksperci zgodnie uznali, że zapewnienie dostępu do zróżnicowanych form podania leków, w tym leków podskórnych, jest niezbędne dla poprawy efektywności leczenia onkologicznego w Polsce. Przeniesienie podań leków do warunków ambulatoryjnych lub domowych, przy odpowiednim wsparciu i przeszkoleniu personelu medycznego oraz pacjentów i ich rodzin, może znacznie odciążyć szpitale i poprawić komfort życia pacjentów.
 
Posiedzenie Parlamentarnego Zespołu ds. Onkologii było ważnym krokiem w kierunku optymalizacji systemu ochrony zdrowia, dostosowania go do aktualnych wyzwań i zmieniających się potrzeb pacjentów onkologicznych. Wprowadzenie zmian systemowych, które uwzględniają korzyści płynące z innowacyjnych metod umożliwiających indywidualizację leczenia, jest kluczowe dla dalszego rozwoju opieki onkologicznej w Polsce. Dyskusje na temat tych zagadnień powinny być kontynuowane, aby poprawić jakość i dostępność opieki onkologicznej w naszym kraju.

Pełna relacja z posiedzenia:

https://www.sejm.gov.pl/sejm10.nsf/agent.xsp?symbol=POSIEDZENIAZESP&Zesp=913 

źródło: Sejm, redakcja, mat. pras.

Według najnowszego raportu GUS dotyczącego sytuacji osób starszych w Polsce w 2022 roku liczba osób w wieku 60 lat i więcej wyniosła 9,8 mln i w stosunku do roku poprzedniego zwiększyła się o 0,7%. Najliczniejsza grupą wiekową wśród seniorów w naszym kraju są już osoby w wieku 65-69 lat. Wśród osób starszych przeważają kobiety, na 100 mężczyzn przypada 139 kobiet. A jakie są perspektywy na przyszłość? Dane nie pozostawiają wątpliwości – polskie społeczeństwo się starzeje w zatrważającym tempie: w 2060 r. w Polsce ma mieszkać 11,9 mln osób starszych, czyli o 21,0% więcej niż w 2022 r., stanowiąc 38,3% ogółu ludności.
Polskie Stowarzyszenie Opieki Domowej zwraca uwagę na pojawiające się nowe wyzwania związane z zapewnieniem podstawowej opieki. Wielu Polaków nie stać na zapewnienie odpowiednich warunków na starość sobie i swoim rodzinom. W Polsce nie istnieje również żadne ubezpieczenie, które zapewniłoby godną opiekę osobom, które tej pomocy będą wymagały. Tymczasem polska branża opiekuńcza rozwija się relatywnie dobrze… ale za granicą, głównie w Niemczech. Dzień Babci i Dziadka obchodzony w Polsce 21 i 22 stycznia jest dobrą okazją, aby zwrócić uwagę na rosnące potrzeby naszych seniorów.
 
Jak wynika z raportu GUS, większość osób w wieku senioralnym w Polsce zamieszkuje miasta. Największy odsetek osób powyżej 60 roku życia odnotowano w województwie świętokrzyskim. Według prognoz do 2060 roku spodziewany jest stały wzrost liczby seniorów. To wielkie wyzwanie dla państwa. Już teraz czas oczekiwania do lekarzy wybranych specjalności to kilka miesięcy, a nawet lat. Potrzebnych będzie więcej lekarzy geriatrów, których obecnie jest w Polsce jedynie ponad 500. Wielkim problemem będzie też zbyt mała liczba pracujących na polskim rynku opiekunów.
 
Starzenie to mało atrakcyjny temat
 
Raport GUS zwraca uwagę na ogromny problem starzejącego się polskiego społeczeństwa. Tymczasem, jak wskazuje Polskie Stowarzyszenie Opieki Domowej bardzo mało mówi się u nas o wyzwaniach z tym związanych. Polacy powinni domagać się lepszego systemowego zadbania o sprawy seniorów i właściwej opieki nad nimi, gdyż prognozy statystyczne nie pozostawiają złudzeń.
 
– Temat starzenia się wciąż nie zdobył należytego zainteresowania w Polsce, tymczasem konfrontacja z problemem zapewnienia opieki seniorom w ich własnych domach staje się nieunikniona. To istotne wyzwanie cywilizacyjne, ponieważ grozi nam nie tylko pogorszenie jakości życia mieszkańców, ale także całkowite załamanie systemu emerytalnego. Przybywa nam seniorów, a to dzieci osób starszych dziś najczęściej pełnią rolę opiekunów. Dlatego musimy pamiętać, że wraz z rosnącą rolą osób niesamodzielnych tracimy podwójnie, a czasem nawet potrójnie – osoby młodsze często rezygnują z pracy zawodowej by zająć się rodzicami, przestają płacić składki, a potem same podupadają na zdrowiu. Rozwiązaniem jest profesjonalna opieka, ale w obecnym systemie Polaków na nią nie stać. Konieczne są zmiany w systemie ubezpieczeniowym i staramy się zwrócić uwagę decydentów na tę kwestię. Problemem jest także zbyt mała i nieadekwatna do rosnących potrzeb pomoc samorządów, ponieważ to one odpowiadają za dofinansowanie i realizację usług opiekuńczych w danej gminie – mówi Ada Zaorska, przewodnicząca Polskiego Stowarzyszenia Opieki Domowej.
 
Polska opiekunka nie dla Polaka?
Paradoksalnie, branża profesjonalnej, długoterminowej opieki jest w Polsce dobrze rozwinięta. Polskie firmy wiele lat temu dostrzegły ogromne zapotrzebowanie na opiekę domową w bogatych państwach starej Europy. Z czasem staliśmy się liderami w tej branży na unijnym rynku. Szkoda tylko, że rozwój w Polsce jest na ten moment niemożliwy, pomimo, że zapotrzebowanie jest ogromne. Nasze przedsiębiorstwa chciałyby działać w kraju, ale niestety obecnie niewielu rodaków stać na skorzystanie z ich usług, nawet gdyby opiekunowie zgodziliby się pracować za minimalne wynagrodzenie. Właściciele firm opiekuńczych jednogłośnie twierdzą, że ich podstawowym problemem w Polsce jest brak dofinansowania opieki domowej ze środków publicznych jak to ma miejsce np. w Niemczech. W Polsce nie istnieje żadne ubezpieczenie ani publiczny fundusz, który współfinansowałby opiekę nad seniorami w domu, mimo, że jest to najbardziej preferowana i korzystna dla nich forma opieki.

W Polsce zdecydowanie brakuje zaangażowania państwa w finansowanie długoterminowej opieki domowej. Musimy podjąć debatę społeczną w tej sprawie. Patrząc na statystyki, już teraz jest konieczne przeprowadzenie reformy ubezpieczeń społecznych, tak, aby uwzględniała wydatki związane z opieką nad osobami starszymi w domowym zaciszu – mówi Marcin Kurzyna, Prezes Zarządu HELPFUL HAND.

Przybywa seniorów, brakuje opiekunów
Wyzwaniem jest również mała atrakcyjność zawodu opiekuna w Polsce. Firmy opiekuńcze mają kłopot z pozyskaniem wystarczającej liczby chętnych do pracy. Starzejące się społeczeństwo oznacza rosnącą liczbę klientów, ale jednocześnie coraz mniej pracowników.

Problemem, z jakim borykają się polskie firmy opiekuńcze, to znaczny niedobór pracowników. Chociaż większość osób zatrudnionych w tym sektorze to kobiety w wieku 55 lat i więcej, należy pamiętać, że i te osoby w końcu przejdą na emeryturę. Aby zapewnić ciągłość świadczenia usług, konieczne jest zaangażowanie również młodszych pokoleń jako przyszłych opiekunów. W związku z tym istotne jest stworzenie atrakcyjnych zasad i odpowiednich ram prawnych dla tego zawodu, zważywszy na rosnące zapotrzebowanie na tego typu usługi z upływem lat – komentuje Ada Zaorska, PSOD.

Niewielka liczba zainteresowanych pracą jako opiekun osób starszych wynika z kilku czynników, takich jak umiarkowany, choć wzrastający poziom wynagrodzeń, wymagający fizycznie i psychicznie charakter pracy oraz stosunkowo niski prestiż tego zawodu. Opiekunowie sami uważają, że ich praca nie jest właściwie doceniana, przy czym nie chodzi tylko o kwestie finansowe. W społeczeństwie nie przywiązuje się do roli opiekunów takiej samej wartości jak do roli np. pielęgniarek. Tymczasem codzienne działania profesjonalnych opiekunów są równie istotne dla utrzymania zdrowia i dobrej kondycji osób starszych jak odpowiednia opieka medyczna.
 
Zawód opiekunki zasługuje na szacunek równy temu, jaki przysługuje pielęgniarce, ponieważ opiekunka jest odpowiedzialna za zdrowie, komfort i poczucie bezpieczeństwa swojego podopiecznego. Wynagradzanie wykwalifikowanej i doświadczonej opiekunki powinno być właściwie uregulowane, co skłaniałoby do większego zainteresowania doskonaleniem wiedzy, umiejętności i samym zawodem – dodaje Ada Zaorska, PSOD.

Polskie firmy opiekuńcze zwracają uwagę, że mało mówi się o istotnej roli społecznej branży. W publicznym przekazie kreowany jest fałszywie negatywny wizerunek opiekunów domowych ze względu na naturalne zainteresowanie mediów sytuacjami ekstremalnymi i sensacyjnymi. Tymczasem z usług polskich firm opiekuńczych korzystają setki tysięcy osób, chwalących umiejętności naszych specjalistów. Nie bez powodu utarło się w Niemczech stwierdzenie „Polnische Engel”, oddające w dwóch słowach zaangażowanie, dobroć, cierpliwość i doświadczenie opiekunów pochodzących znad Wisły.

Mamy olbrzymi potencjał, wiedzę polskich firm opiekuńczych i specjalistów w nich pracujących. Możemy to wykorzystać z pożytkiem dla naszych seniorów i nas samych w przyszłości. Musimy jednak zacząć rozmawiać o problemie, jakim jest starzejące się społeczeństwo i niedostateczna opieka, a następnie wdrażać odpowiednie rozwiązania systemowe. Dzień Babci i Dziadka to wspaniały moment na złożenie życzeń najbliższym seniorom, ale jednocześnie to okazja do tego, aby zadbać o sprawy osób starszych.

 
źródło: Polskie Stowarzyszenie Opieki Domowej
Tylko w 2023 roku liczba pacjentów przebywających pod respiratorami w domach, pozostających poza kontraktem Narodowego Funduszu Zdrowia, przekroczyła 2 tysiące osób. Jednocześnie zysk Narodowego Funduszu Zdrowia za rok 2022 wyniósł 7,24 mld zł. Dla porównania kwota nierozliczonych świadczeń wobec pacjentów przebywających pod respiratorami w domach od 2015 roku do dzisiaj przekroczyła 150 mln zł, czyli nieco ponad 2,1 proc. wyniku finansowego NFZ za 2022 rok.
Pacjentów wymagających respiratoterapii przybywa i będzie przybywało a ich sytuacja staje się coraz bardziej niepewna. Grupę chorych pozostających poza kontraktami z NFZ stanowią głównie osoby z Przewlekłą Obturacyjną Chorobą Płuc (POChP). Szacuje się, że w Polsce POChP dotyka ok. 2 milionów osób. Część z nich wcześniej czy później będzie potrzebowała wspomagania respiratorem. Tymczasem od 2017 roku trwa systematyczna obniżka wyceny świadczenia realizowanego w domach pod nazwą zespołu długoterminowej opieki domowej dla pacjentów wentylowanych mechanicznie. Nie zrekompensowały tego dwie ostatnie zmiany taryf z lipca ubiegłego i obecnego roku, gdyż były one ściśle powiązane z ustawowym wzrostem wynagrodzenia minimalnego dla kadry medycznej.
 
Brak pełnego finansowania świadczeń z zakresu domowej wentylacji mechanicznej ma wpływ na poziom śmiertelności w Polsce. W ciągu pięciu ostatnich lat populacja naszego kraju zmniejszyła się o 0,6 mln osób. W 2017 r. wynosiła ponad 38,4 mln, obecnie to mniej niż 37,8 mln osób – mówi lek. med. Robert Suchanke, prezes zarządu Ogólnopolskiego Związku Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej (OZŚWM).
 
Polska coraz szybciej umiera
 
Warto zwrócić uwagę na statystyki. Z raportu OECD Healthat Glance 2022 wynika, że liczba nadmiarowych zgonów, w porównaniu ze średnią z lat 2016–2019 i w trakcie pandemii (od marca 2020 r. do czerwca 2022 r.) była w Polsce trzecią najwyższą w Europie. Gorzej było tylko w Bułgarii i Rumunii.
 
Fatalnie wypadamy też pod kątem długości życia. Znaleźliśmy się w gronie czterech państw, w których strata była największa: u nas wyniosła 2,4 roku, czyli dwa razy więcej niż średnia unijna. Przed nami są tylko Słowacja, Bułgaria i Rumunia – zaznacza Robert Suchanke.
 
Bardzo duży wpływ ma na to zanieczyszczenie klimatu. W ubiegłym roku 180 z 211 polskich miejscowości objętych monitoringiem nie spełniało rekomendacji Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w zakresie jakości powietrza. Tymczasem nawet krótkoterminowe narażenie na smog może prowadzić do poważnych konsekwencji zdrowotnych. Po raz kolejny trzeba przywołać statystyki. Liczba pacjentów wentylowanych mechanicznie w Polsce od 20 lat systematycznie rośnie. Według szacunków OZŚWM około 10 tysięcy pacjentów przebywających w domach leczonych jest na stałe wentylacyjnie przy pomocy respiratora. W grupie pacjentów wentylowanych w domu, blisko 70-80 proc. to pacjenci wentylowani nieinwazyjnie. Efektywny system wentylacji domowej prowadzi do zwalniania łóżek szpitalnych. Statystyki bardzo dobitnie pokazują, jak to wygląda w Europie i jak wymierne korzyści daje systemom ochrony zdrowia. W Polsce jest w tym zakresie jeszcze wiele do zrobienia.
 
Niestety w naszym kraju liczba pacjentów wentylowanych mechanicznie w domu znacznie odbiega od europejskich statystyk, gdzie zanieczyszczeń jest znacznie mniej.  Dla porównania we Francji to 74 tys., w Niemczech 80 tys., we Włoszech ok. 60 tys., a w Hiszpanii ponad 40 tys. Skoro nie ma ich pod specjalistyczną opieką, tak jak we Francji czy w Niemczech, to doświadczenie podpowiada mi, że niestety umierają nie doczekawszy pomocy, nabijając koszmarne dla nas statystyki – tłumaczy Robert Suchanke.
 
Jakiej opieki oczekują Polacy?
 
Podstawową potrzebą pacjentów jest fizyczna bliskość rodziny. Polacy nadal są gotowi sprawować opiekę nad bliskimi w ich domach. Dlatego domowa wentylacja mechaniczne ma tak duże znaczenie terapeutyczne. Istotnym kryterium działającym na korzyść opieki domowej nad szpitalną jest też znacząca różnica kosztu świadczenia. Pobyt pacjenta podłączonego do respiratora na oddziale w szpitalu wyceniany jest na 1 000 do 3 000 zł za dobę. W przypadku oddziału intensywnej terapii łączny koszt za dobę przekracza 10 tys. zł. To samo świadczenie realizowane w domu w zależności od stopnia zaawansowania choroby pacjenta, wyceniane jest w kwocie od 107 do 167 zł za dzień, w zależności od sposobu wentylacji. Powyższe oznacza, że prowadzenie terapii wentylacji mechanicznej w formie domowej jest znacząco bardziej opłacalne również dla finansów publicznych. Dlatego zbędne przedłużanie terapii w szpitalach jest nieuzasadnione zarówno dobrem pacjentów, jak i względami ekonomicznymi.
 
Znacznie drożej jest też, gdy to samo świadczenie udzielane jest np. w Zakładach Opiekuńczo – Leczniczych (ZOL). Wówczas wycena wynosi już 337,20 zł za dzień pobytu. Za cały miesiąc pobytu w ZOL pacjenta wymagającego wentylacji mechanicznej NFZ płaci od ok. 10 do nawet 19 tys. zł. Warto jednocześnie zaznaczyć, że pomimo oczywistych oszczędności dla finansów publicznych, obecny rząd forsuje plan przekształcenia szpitali powiatowych w ZOL-e. Funkcjonują już nawet stosowne akty prawne w tym zakresie. 16 sierpnia 2022 roku Rząd RP uchwałą Rady Ministrów ustanowił Program inwestycyjny modernizacji podmiotów leczniczych, w której czytamy m.in. o tym, że, planuje się utworzyć około 15 tys. nowych łóżek w opiece długoterminowej.
 
Zaletami leczenia w warunkach domowych są: psychofizyczny komfort pacjenta, zmniejszenie ryzyka powikłań geriatrycznych, w tym zaburzeń świadomości i pogorszenia stanu funkcjonalnego na skutek unieruchomienia, a także ryzyka powikłań zakrzepowo-zatorowych, zakażenia patogenami szpitalnymi i w konsekwencji ryzyka zgonu. Nie bez znaczenia pozostaje też aspekt ekonomiczny – leczenie w domu może być dla systemu ochrony zdrowia od 10 do 25 razy tańsze niż leczenie w szpitalu czy ZOL. Rządowa koncepcja masowego przekształcania szpitali powiatowych w ZOL-e jest więc niezrozumiała i wątpliwa ekonomicznie – zaznacza Robert Suchanke. 
 
Dlaczego zatem ciężar finansowania opieki nad pacjentami wentylowanymi mechanicznie w domu coraz bardziej przesuwa się na świadczeniodawców? Dzieje się tak, pomimo faktu, że system jest funkcjonalny i działa efektywnie.  Narastającym problemem są jednak niedobory kadrowe, które dotykają każdego obszaru ochrony zdrowia w Polsce. Stąd pojawiła się koncepcja wypracowania nowego modelu opieki domowej wentylacji mechanicznej opartego częściowo na telemedycynie. Przypomnijmy, że OZŚWM od początku włączył się w pracę AOTMiT nad kompleksowym modelem opieki nad pacjentami z przewlekłą niewydolnością oddechową już z uwzględnieniem rozwiązań telemedycznych.
 
–  Poświęciliśmy temu projektowi niemal 2 lata. W rezultacie powstał model świadczenia odpowiadający zarówno na potrzeby pacjentów jak i systemu ochrony zdrowia. W sposób logiczny i ekonomicznie uzasadniony redukujący ilość personelu oraz wprowadzający nowe technologie, znacznie podnoszące skuteczność leczenia – zaznacza Michał Kowalski, wiceprezes zarządu OZŚWM.
 
Niestety wypracowana przez AOTMiT, w ścisłej współpracy ze środowiskami medycznymi, pacjenckimi oraz świadczeniodawcami ścieżka opieki nad pacjentami z niewydolnością oddechową wciąż czeka na akceptację
i wdrożenie ze strony resortu zdrowia.
 
Niestety cały czas duża grupa pacjentów pozostaje bez gwarantowanego finansowania ze środków publicznych. Stajemy jednak na wysokości zadania, aby zapewnić im należytą opiekę, zapewniając tak ważną kontynuację leczenia szpitalnego – dlatego nie ma kolejek do naszego świadczenia. Pacjenci przebywają w domu ze swoimi bliskimi będąc jednocześnie pod opieką wykwalifikowanego personelu medycznego – podkreśla Michał Kowalski i dodaje – Mając na względzie dobro pacjentów wentylowanych mechanicznie oraz zachowanie ciągłości leczenia, obejmowanie świadczeniem nowych osób kwalifikowanych przez szpitale do wentylacji domowej odbywa się w sposób nieprzerwany, zgodnie z deklaracją członków Związku poczynioną podczas spotkania w resorcie zdrowia w maju 2022 r. Proces ten trwa od ponad 1,5 roku, mimo zapewnień ze strony Ministerstwa Zdrowia o rozwiązaniu tego problemu jeszcze w tej kadencji parlamentu. Bardzo żałujemy, że resort zdrowia nie dąży do wdrożenia nowego modelu świadczenia, który przyniósłby duże korzyści zarówno pacjentom, ich bliskim jak i Narodowemu Funduszowi Zdrowia – podsumowuje Michał Kowalski.
 
Jaka czeka przyszłość naszych pacjentów?
 
Pomimo wciąż rosnącej liczby pacjentów kwalifikowanych do opieki pod respiratorami, dla których oddziały wojewódzkie NFZ nie zgadzają się rozszerzyć kontraktów, świadczeniodawcy zrzeszeni w OZŚWM starają się nadal zachować ciągłość opieki.
 
Nasi członkowie nie mogą w nieskończoność przyjmować pacjentów, których nasz rząd przestaje zauważać, zaraz po tym, gdy opuszczają szpital. Sytuacja będzie się pogarszać z każdym kolejnym rokiem a my nadal, pomimo przedstawionych propozycji, czekamy na odpowiedź. W międzyczasie pacjenci pozostający pod opieką członków naszego Związku oraz ich bliscy coraz częściej zwracają się zaniepokojeni do nas z pytaniem o swoją przyszłość? Co mamy im odpowiedzieć? – pyta się Katarzyna Baj, Dyrektor Biura Zarządu Ogólnopolskiego Związku Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej. 
 
Tymczasem domowa opieka z użyciem respiratora od początku swojego istnienia jest wyróżniającą się formą świadczenia medycznego w Polsce.
 
Nasz model jest uznawany za jeden z najlepszych na świecie, a już z pewnością najlepszy i najefektywniejszy w tej części Europy. Niestety polityka Narodowego Funduszu Zdrowia zmierza od kilku lat do ograniczenia tego świadczenia i będzie skutkować powrotem pacjentów na oddziały szpitalne lub przedwczesną śmiercią. Tymczasem domowa wentylacja mechaniczna to dla wielu pacjentów będących pod respiratorami jedyny sposób, by po prostu przeżyć, dlatego uważamy, że świadczenie to powinno być docelowo nielimitowane, podobnie jak na przykład dializa, dzięki której pacjenci mający poważne schorzenia nerek nadal mogą żyć – podsumowuje Katarzyna Baj.

źródło: OZŚWM

Z dniem 1 kwietnia 2023 r. wchodzą w życie zmiany wprowadzone zarządzeniem nr 7/2023/DSOZ Prezesa NFZ z dnia 10 stycznia 2023 r. Pierwotne zarządzenie zakładało rejonizację rehabilitacji domowej w zakresie ambulatorium do województwa oraz miało wejść w życie z dniem 1 stycznia br. Podkreślenia wymaga to, że dzięki podjętym działaniom przez Krajową Izbę Fizjoterapeutów rejonizacja została wycofana a pozostałe zmiany odroczono do 1 kwietnia.

Docelową intencją KIF jest wprowadzenie zmian legislacyjnych, które zniosą obowiązek zatrudnienia lekarza w rehabilitacji domowej wykonywanej w zakresie ambulatorium.

Świadczenia lekarskie w rehabilitacji domowej w zakresie ambulatorium w 2021 r. wyniosły 0,05%, zaś w 2022 r. – 0,06%. Fizjoterapeuci wykonują samodzielny zawód medyczny i z mocy prawa mają możliwość diagnozowania i określania planu fizjoterapii samodzielnie. Obowiązek zatrudnienia lekarza, specjalnie do tego celu dedykowanego, obciążałoby finansowo, szczególnie małe ośrodki lecznicze.  Stoimy zatem na stanowisku, że lekarz na tym poziomie nie powinien być wskazywany jako wymóg. Prowadzimy w tym zakresie rozmowy z przedstawicielami Narodowego Funduszu Zdrowia  oraz z  Ministerstwem Zdrowia.

KIF wyrazą nadzieje, że w wyniku rozmów, wprowadzone zostaną rozwiązania, które pozwolą na zwiększenie dostępu do fizjoterapii w warunkach domowych, w tym likwidacji „białych plam” wskazanych w mapach potrzeb zdrowotnych.

Więcej na ten temat w stanowisku KIF:
NIE TEGO OCZEKIWALIŚMY! – Krajowa Izba Fizjoterapeutów (kif.info.pl)).

źródło: KIF

Z dniem 1 kwietnia 2023 r. wchodzą w życie zmiany wprowadzone zarządzeniem nr 7/2023/DSOZ Prezesa NFZ z dnia 10 stycznia 2023 r. Pierwotne zarządzenie zakładało rejonizację rehabilitacji domowej w zakresie ambulatorium do województwa oraz miało wejść w życie z dniem 1 stycznia br. Podkreślenia wymaga to, że dzięki podjętym działaniom przez Krajową Izbę Fizjoterapeutów rejonizacja została wycofana a pozostałe zmiany odroczono do 1 kwietnia.

Docelową intencją KIF jest wprowadzenie zmian legislacyjnych, które zniosą obowiązek zatrudnienia lekarza w rehabilitacji domowej wykonywanej w zakresie ambulatorium.

Świadczenia lekarskie w rehabilitacji domowej w zakresie ambulatorium w 2021 r. wyniosły 0,05%, zaś w 2022 r. – 0,06%. Fizjoterapeuci wykonują samodzielny zawód medyczny i z mocy prawa mają możliwość diagnozowania i określania planu fizjoterapii samodzielnie. Obowiązek zatrudnienia lekarza, specjalnie do tego celu dedykowanego, obciążałoby finansowo, szczególnie małe ośrodki lecznicze.  Stoimy zatem na stanowisku, że lekarz na tym poziomie nie powinien być wskazywany jako wymóg. Prowadzimy w tym zakresie rozmowy z przedstawicielami Narodowego Funduszu Zdrowia  oraz z  Ministerstwem Zdrowia.

KIF wyrazą nadzieje, że w wyniku rozmów, wprowadzone zostaną rozwiązania, które pozwolą na zwiększenie dostępu do fizjoterapii w warunkach domowych, w tym likwidacji „białych plam” wskazanych w mapach potrzeb zdrowotnych.

Więcej na ten temat w stanowisku KIF:
NIE TEGO OCZEKIWALIŚMY! – Krajowa Izba Fizjoterapeutów (kif.info.pl)).

źródło: KIF

Za podwyżki dla pracowników medycznych i niemedycznych „zapłacą” pacjenci w opiece długoterminowej, zwłaszcza tej świadczonej w domach. Pielęgniarki po likwidacji dodatku „zembalowego” nie chcą w niej pracować za skrajnie niskie wynagrodzenia. A świadczeniodawcy już od wiosny alarmują, że stoją nad przepaścią finansową.
 
Według danych GUS w Polsce żyje dziś ok. dziesięciu mln osób powyżej 60 lat. Około 33 proc. wymaga codziennej opieki, a część z nich opieki całodobowej. 90 proc. spośród tych seniorów jest pod opieką najbliższych, często również osób starszych. Sytuacja demograficzna nie pozostawia złudzeń – społeczeństwo się starzeje i te statystyki będą tylko rosnąć.

Placówki zawieszają świadczenie usług pielęgniarskich

Według Magdaleny Osińskiej-Kurzywilk, prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” dziś już wiadomo, że opieka długoterminowa nie udźwignie podwyżki wynagrodzeń dla pracowników medycznych.

– Z wielu województw docierają do nas sygnały o aneksowaniu umów na pielęgniarską opiekę długoterminową bez uwzględnienia kosztów związanych z wynagrodzeniami dla pielęgniarek – mówi prezes Magdalena Osińska-Kurzywilk. – Po likwidacji „zembalowego” pielęgniarki nie chcą pracować w opiece długoterminowej za tak skrajnie niskie wynagrodzenia. A świadczeniodawcy już od wiosny sygnalizowali, że stoją nad przepaścią finansową.

Problemy finansowe doprowadziły między innymi do tego, że w 2020 roku Caritas Archidiecezji Warszawskiej był zmuszony zawiesić pielęgniarską opiekę długoterminową domową (PODD). Wycena świadczeń nie pokrywała kosztów pracy personelu, biura i dojazdów do chorych. O ile w większych miejscowościach rodziny radzą sobie poprzez organizowanie opieki z różnych źródeł, o tyle na wsiach problem z brakiem zabezpieczenia świadczeń szybko narasta.

MZ: Jest wiele problemów decyzyjnych i interpretacyjnych
Kwestii podwyżek dla personelu pielęgniarskiego od samego początku towarzyszy wiele kontrowersji. Na nieprawidłowości zwracały uwagę same pielęgniarki sygnalizując resortowi zdrowia, że nie we wszystkich placówkach podniesione wynagrodzenia są właściwie wypłacane.

Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych zgłaszał resortowi problemy z szeregowaniem personelu pielęgniarskiego zgodnie z nową siatką płac, dysproporcje w wysokościach wynagrodzeń z poszczególnych grup oraz przypadki niewystarczających środków przekazywanych przez NFZ, które nie pozwalają nawet na wykonanie obligatoryjnych wzrostów wynagrodzeń wynikających z ustawy.

Podczas konferencji prasowej minister zdrowia Adam Niedzielski przyznał, że jest „wiele problemów i dylematów decyzyjnych, ale też interpretacyjnych”. Zapewniał jednak, że resort rozmawia ze środowiskiem zawodowym, jak dyrektorzy interpretują przepisy. „Jeżeli mamy wątpliwości, to wydajemy interpretację, bądź też sprawy są zgłaszane do Inspekcji Pracy” – tłumaczył.

Stawki nie pokrywają kosztów
Niepokojące sygnały od świadczeniodawców, którzy realizują świadczenia zdrowotne w obszarze opieki długoterminowej domowej, docierały także do dr n. med. Iwony Markiewicz, Konsultant Wojewódzkiej Pielęgniarstwa Opieki Długoterminowej dla woj. śląskiego.

– W wielu przypadkach zainteresowani oświadczają, że przedstawione w aneksach stawki nie pokrywają kosztów bezpośrednich i pośrednich udzielania świadczeń medycznych w przedmiotowym zakresie zwłaszcza w kontekście zlikwidowania współczynników korygujących jako środków finansowych, mających służyć podwyższeniu wynagrodzeń – mówi dr Iwona Markiewicz.

Według Konsultant Wojewódzkiej Pielęgniarstwa Opieki Długoterminowej taka sytuacja może w bardzo krótkim czasie doprowadzić do załamania systemu opieki w zakresie pielęgniarskiej opieki długoterminowej domowej. To z kolei spowoduje, że obłożnie chorzy pacjenci przebywający w swoich domach mogą zostać pozbawieni opieki pielęgniarskiej. Podobna sytuacja dotyczy domowej wentylacji mechanicznej, której NFZ wcześniej (1 maja 2022 r.) obniżył stawki za pacjentów wentylowanych nieinwazyjnie o nawet 62%.

Koalicja apeluje o dalszy wzrost finansowania opieki długoterminowej
W czerwcu b.r. Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym” była jednym z sygnatariuszy Apelu skierowanego do decydentów zarówno ze strony rządowej jak i opozycyjnej. Wśród postulatów zawartych w Apelu znalazł się wtedy również ten dotyczący pilnego wzrostu finansowania świadczeń opiekuńczo-leczniczych i opiekuńczo-pielęgnacyjnych do 4,5% budżetu NFZ. Wzrost stawek nastąpił, jednak odbyło się to wyłącznie jako forma rekompensaty za wzrost minimalnych stawek wynagrodzeń dla personelu medycznego od 1 lipca.

– Jesteśmy świadomi potrzeb płacowych wszystkich grup zawodowych w ochronie zdrowia, ale nie możemy się zgodzić, żeby realizowana właśnie zmiana odbywała się kosztem opieki długoterminowej –
 mówi Magdalena Osińska-Kurzywilk, prezes Koalicji. – Poprzedni wzrost płac minimalnych miał miejsce niecały rok temu i dzisiaj wiemy, że drugiej tak gwałtownej zmiany na rynku pracy opieka długoterminowa nie przetrwa. Personel medyczny,  w tym pielęgniarski oczekuje wyższych wynagrodzeń ale świadczeniodawcy nie będą mieli im z czego płacić. Należy więc liczyć się, że w krótkim czasie nastąpi seria wypowiedzeń umów na tego rodzaju świadczenia – prognozuje prezes Koalicji i dodaje, że wzrost stawek za świadczenia realizowane zwłaszcza w opiece domowej muszą zostać jeszcze podniesione jeżeli chcemy zapobiec katastrofie.

źródło: Koalicja Na Pomoc Niesamodzielnym

Za podwyżki dla pracowników medycznych i niemedycznych „zapłacą” pacjenci w opiece długoterminowej, zwłaszcza tej świadczonej w domach. Pielęgniarki po likwidacji dodatku „zembalowego” nie chcą w niej pracować za skrajnie niskie wynagrodzenia. A świadczeniodawcy już od wiosny alarmują, że stoją nad przepaścią finansową.
 
Według danych GUS w Polsce żyje dziś ok. dziesięciu mln osób powyżej 60 lat. Około 33 proc. wymaga codziennej opieki, a część z nich opieki całodobowej. 90 proc. spośród tych seniorów jest pod opieką najbliższych, często również osób starszych. Sytuacja demograficzna nie pozostawia złudzeń – społeczeństwo się starzeje i te statystyki będą tylko rosnąć.

Placówki zawieszają świadczenie usług pielęgniarskich

Według Magdaleny Osińskiej-Kurzywilk, prezes Koalicji „Na pomoc niesamodzielnym” dziś już wiadomo, że opieka długoterminowa nie udźwignie podwyżki wynagrodzeń dla pracowników medycznych.

– Z wielu województw docierają do nas sygnały o aneksowaniu umów na pielęgniarską opiekę długoterminową bez uwzględnienia kosztów związanych z wynagrodzeniami dla pielęgniarek – mówi prezes Magdalena Osińska-Kurzywilk. – Po likwidacji „zembalowego” pielęgniarki nie chcą pracować w opiece długoterminowej za tak skrajnie niskie wynagrodzenia. A świadczeniodawcy już od wiosny sygnalizowali, że stoją nad przepaścią finansową.

Problemy finansowe doprowadziły między innymi do tego, że w 2020 roku Caritas Archidiecezji Warszawskiej był zmuszony zawiesić pielęgniarską opiekę długoterminową domową (PODD). Wycena świadczeń nie pokrywała kosztów pracy personelu, biura i dojazdów do chorych. O ile w większych miejscowościach rodziny radzą sobie poprzez organizowanie opieki z różnych źródeł, o tyle na wsiach problem z brakiem zabezpieczenia świadczeń szybko narasta.

MZ: Jest wiele problemów decyzyjnych i interpretacyjnych
Kwestii podwyżek dla personelu pielęgniarskiego od samego początku towarzyszy wiele kontrowersji. Na nieprawidłowości zwracały uwagę same pielęgniarki sygnalizując resortowi zdrowia, że nie we wszystkich placówkach podniesione wynagrodzenia są właściwie wypłacane.

Ogólnopolski Związek Zawodowy Pielęgniarek i Położnych zgłaszał resortowi problemy z szeregowaniem personelu pielęgniarskiego zgodnie z nową siatką płac, dysproporcje w wysokościach wynagrodzeń z poszczególnych grup oraz przypadki niewystarczających środków przekazywanych przez NFZ, które nie pozwalają nawet na wykonanie obligatoryjnych wzrostów wynagrodzeń wynikających z ustawy.

Podczas konferencji prasowej minister zdrowia Adam Niedzielski przyznał, że jest „wiele problemów i dylematów decyzyjnych, ale też interpretacyjnych”. Zapewniał jednak, że resort rozmawia ze środowiskiem zawodowym, jak dyrektorzy interpretują przepisy. „Jeżeli mamy wątpliwości, to wydajemy interpretację, bądź też sprawy są zgłaszane do Inspekcji Pracy” – tłumaczył.

Stawki nie pokrywają kosztów
Niepokojące sygnały od świadczeniodawców, którzy realizują świadczenia zdrowotne w obszarze opieki długoterminowej domowej, docierały także do dr n. med. Iwony Markiewicz, Konsultant Wojewódzkiej Pielęgniarstwa Opieki Długoterminowej dla woj. śląskiego.

– W wielu przypadkach zainteresowani oświadczają, że przedstawione w aneksach stawki nie pokrywają kosztów bezpośrednich i pośrednich udzielania świadczeń medycznych w przedmiotowym zakresie zwłaszcza w kontekście zlikwidowania współczynników korygujących jako środków finansowych, mających służyć podwyższeniu wynagrodzeń – mówi dr Iwona Markiewicz.

Według Konsultant Wojewódzkiej Pielęgniarstwa Opieki Długoterminowej taka sytuacja może w bardzo krótkim czasie doprowadzić do załamania systemu opieki w zakresie pielęgniarskiej opieki długoterminowej domowej. To z kolei spowoduje, że obłożnie chorzy pacjenci przebywający w swoich domach mogą zostać pozbawieni opieki pielęgniarskiej. Podobna sytuacja dotyczy domowej wentylacji mechanicznej, której NFZ wcześniej (1 maja 2022 r.) obniżył stawki za pacjentów wentylowanych nieinwazyjnie o nawet 62%.

Koalicja apeluje o dalszy wzrost finansowania opieki długoterminowej
W czerwcu b.r. Koalicja „Na pomoc niesamodzielnym” była jednym z sygnatariuszy Apelu skierowanego do decydentów zarówno ze strony rządowej jak i opozycyjnej. Wśród postulatów zawartych w Apelu znalazł się wtedy również ten dotyczący pilnego wzrostu finansowania świadczeń opiekuńczo-leczniczych i opiekuńczo-pielęgnacyjnych do 4,5% budżetu NFZ. Wzrost stawek nastąpił, jednak odbyło się to wyłącznie jako forma rekompensaty za wzrost minimalnych stawek wynagrodzeń dla personelu medycznego od 1 lipca.

– Jesteśmy świadomi potrzeb płacowych wszystkich grup zawodowych w ochronie zdrowia, ale nie możemy się zgodzić, żeby realizowana właśnie zmiana odbywała się kosztem opieki długoterminowej –
 mówi Magdalena Osińska-Kurzywilk, prezes Koalicji. – Poprzedni wzrost płac minimalnych miał miejsce niecały rok temu i dzisiaj wiemy, że drugiej tak gwałtownej zmiany na rynku pracy opieka długoterminowa nie przetrwa. Personel medyczny,  w tym pielęgniarski oczekuje wyższych wynagrodzeń ale świadczeniodawcy nie będą mieli im z czego płacić. Należy więc liczyć się, że w krótkim czasie nastąpi seria wypowiedzeń umów na tego rodzaju świadczenia – prognozuje prezes Koalicji i dodaje, że wzrost stawek za świadczenia realizowane zwłaszcza w opiece domowej muszą zostać jeszcze podniesione jeżeli chcemy zapobiec katastrofie.

źródło: Koalicja Na Pomoc Niesamodzielnym

– Poziom inflacji w skali roku osiągnął już pułap dwucyfrowy. Ceny rosną w zastraszającym tempie, a Narodowy Fundusz Zdrowia drastycznie obniża nam taryfy? Czy to jest nowy sposób rządu na walkę z inflacją? – pyta nieco ironicznie prezes OZŚWM Robert Suchanke i ubolewa, że w całym procesie „usprawniania” sytuacji pacjentów dotychczas wentylowanych mechanicznie w warunkach domowych, nikt nie zapytał ich, czy chcą wrócić do szpitali, a taka będzie właśnie konsekwencja wejścia w życie zarządzenia.
Od listopada ubiegłego roku, kiedy to Rada ds. Taryfikacji opublikowała opinię dotyczącą raportu AOTMiT, rekomendującą obniżenie wyceny domowej nieinwazyjnej wentylacji mechanicznej odpowiednio o 16, 29 i 62 proc. w stosunku do aktualnie obowiązujących stawek, Ogólnopolski Związek Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej (OZŚWM) zwracał uwagę, że wyliczenia powstały w oparciu o nieprawdziwe i nierzetelne dane, a nowe stawki świadczenia kształtują się poniżej kosztów jego wykonania. Przedstawiciele OZŚWM ostrzegali wtedy, że tak radykalne obniżki mogą skutkować utratą płynności finansowej świadczeniodawców i koniecznością zamknięcia przez nich działalności w tym obszarze. Czyli, że w praktyce będzie to oznaczać początek końca tego świadczenia. A kilka tysięcy pacjentów korzystających z respiratorów w domu, jak szacuje prezes OZŚWM, lek. med. Robert Suchanke, po 1 maja zostanie pozbawionych finansowania, a dla kolejnych – nowych, nie będzie w systemie miejsca.
 
Czy w NFZ rozumieją prawa ekonomii?
– Poziom inflacji w skali roku osiągnął już pułap dwucyfrowy. Ceny rosną w zastraszającym tempie, a Narodowy Fundusz Zdrowia drastycznie obniża nam taryfy? Czy to jest nowy sposób rządu na walkę z inflacją? – pyta nieco ironicznie prezes Robert Suchanke i ubolewa, że w całym procesie „usprawniania” sytuacji pacjentów dotychczas wentylowanych mechanicznie w warunkach domowych, nikt nie zapytał ich, czy chcą wrócić do szpitali, a taka będzie właśnie konsekwencja wejścia w życie zarządzenia.

Prezes Suchanke zwraca jednocześnie uwagę, że po zmianie planu finansowego na ten rok, Narodowy Fundusz Zdrowia otrzymał dodatkowe 9,1 mld zł. Ponad 5 mld zł tej kwoty zostało przeznaczone na leczenie szpitalne, kolejne 2 miliardy na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną. – Jeśli przeanalizujemy, że budżet na świadczenia pielęgnacyjne i opiekuńcze w ramach opieki długoterminowej zwiększy się jedynie o 114,19 milionów złotych, to nie mamy złudzeń, jak traktowani są przez rząd pacjenci wymagający opieki długoterminowej i tym samym jak wyceniane będą świadczenia w tym zakresie – mówi z żalem dr Robert Suchanke i wylicza, że co prawda od kwietnia wysokość kontraktów wzrosła o 4,5 procenta, ale jednocześnie został zlikwidowany dodatek covidowy w wysokości 3 procent wartości świadczenia. – Świadczeniodawcy dostali zatem o 1,5 procenta więcej, ale tylko przez jeden miesiąc, bo od 1 maja zaczną otrzymywać odpowiednio o 62, 29 i 16 procent mniej. Jakim cudem półtoraprocentowy wzrost na inwazyjną wentylację mechaniczną ma zrekompensować tak drastyczne obniżki taryf na wentylację nieinwazyjną? Czy w NFZ zdają sobie sprawę, jakie niesie to konsekwencje? Chyba nie bardzo, bo właśnie kończy się czwarty miesiąc nowego roku, a wojewódzkie oddziały Funduszu nadal zwlekają z rozliczeniem nadlimitów za rok ubiegły. Jeżeli członkowie OZŚWM dostają propozycje rozliczenia to zazwyczaj na poziomie 30-40% wartości zrealizowanych nadwykonań. – i dodaje –  Czy Minister Zdrowia zdaje sobie sprawę, że zachowując dalej bierną postawę spowoduje, że świadczenie, które przez 20 lat z sukcesem się rozwijało, praktycznie zostanie zablokowane?
 
Czy NFZ znowu realizuje w Polsce politykę zdrowotną?
11 marca w Ministerstwie Zdrowia odbyło się spotkanie ministra Macieja Miłkowskiego z przedstawicielami Związku w sprawie projektu zakładającego obniżenie stawek. W spotkaniu uczestniczył także Prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, Roman Topór-Mądry. Zgodnie z ustaleniami strony mają wypracować nowy, mniej kosztotwórczy model świadczenia nieinwazyjnej wentylacji domowej. Rozpoczęto również prace nad stworzeniem nowych kryteriów kwalifikacji pacjentów. Przedstawiciele OZŚWM zaapelowali jednocześnie, by do czasu wypracowania nowego modelu świadczenia zatrzymać prace nad projektem zarządzenia, które miało wejść w życie 1 maja. Tymczasem na kilka dni przed tą datą prezes NFZ, ignorując wszelkie prowadzone działania, właśnie opublikował jego treść.

Sytuacja dla nas jest niezrozumiała – dodaje Marcin Warzecha, sekretarz Zarządu OZŚWM. – To przecież sam minister Miłkowski zainicjował w marcu nasze prace z AOTMiT-em nad wypracowaniem nowego, mniej kosztownego modelu świadczenia. Natychmiast przystąpiliśmy do współpracy, posuwamy się naprzód, ale potrzebujemy czasu. Materiał wyjściowy, jaki otrzymaliśmy z Agencji, był szkieletem, który wymagał wielu godzin pracy i nie uwzględniał tak kluczowych, dla zmian modelu świadczenia, elementów jak np. telemonitoring.

Od ponad miesiąca pracujemy wspólnie z AOTMiT-em nad przygotowaniem nowego modelu świadczenia dla pacjentów wentylowanych nieinwazyjnie w warunkach domowych, gdy w tym samym czasie prezes NFZ publikuje zarządzenie, obniżające radykalnie od 1 maja taryfy, które obowiązują od 2016 roku i przez ostatnie 6 lat nie były waloryzowane. Kto i dlaczego podjął decyzję o wprowadzeniu nowych taryf? – pyta dr Suchanke.
 
Kto odpowie za paraliż szpitali?
Postawieni pod ścianą przedstawiciele OZŚWM zaapelowali do ministrów Niedzielskiego i Miłkowskiego o pilne wycofanie zarządzenia NFZ zanim – ich zdaniem – doprowadzi ono do katastrofy, której pierwszą ofiarą będą pacjenci i ich rodziny.

Dziwi nas, jak można jednocześnie pracować, pod nadzorem Ministra Zdrowia, nad zmianą modelu świadczenia ratującego życie, a równolegle ogłaszać tak radykalną obniżkę taryf. Ich wprowadzenie doprowadzi do natychmiastowego wstrzymania przyjęć do wentylacji domowej nowych pacjentów. Będziemy także musieli pomyśleć, co zrobić z tymi, którzy już są pod naszą opieką, ale nie są objęci obowiązującym kontraktem NFZ tylko są rozliczani w ramach aneksów – podsumowują.
 
źródło: OZŚWM
– Poziom inflacji w skali roku osiągnął już pułap dwucyfrowy. Ceny rosną w zastraszającym tempie, a Narodowy Fundusz Zdrowia drastycznie obniża nam taryfy? Czy to jest nowy sposób rządu na walkę z inflacją? – pyta nieco ironicznie prezes OZŚWM Robert Suchanke i ubolewa, że w całym procesie „usprawniania” sytuacji pacjentów dotychczas wentylowanych mechanicznie w warunkach domowych, nikt nie zapytał ich, czy chcą wrócić do szpitali, a taka będzie właśnie konsekwencja wejścia w życie zarządzenia.
Od listopada ubiegłego roku, kiedy to Rada ds. Taryfikacji opublikowała opinię dotyczącą raportu AOTMiT, rekomendującą obniżenie wyceny domowej nieinwazyjnej wentylacji mechanicznej odpowiednio o 16, 29 i 62 proc. w stosunku do aktualnie obowiązujących stawek, Ogólnopolski Związek Świadczeniodawców Wentylacji Mechanicznej (OZŚWM) zwracał uwagę, że wyliczenia powstały w oparciu o nieprawdziwe i nierzetelne dane, a nowe stawki świadczenia kształtują się poniżej kosztów jego wykonania. Przedstawiciele OZŚWM ostrzegali wtedy, że tak radykalne obniżki mogą skutkować utratą płynności finansowej świadczeniodawców i koniecznością zamknięcia przez nich działalności w tym obszarze. Czyli, że w praktyce będzie to oznaczać początek końca tego świadczenia. A kilka tysięcy pacjentów korzystających z respiratorów w domu, jak szacuje prezes OZŚWM, lek. med. Robert Suchanke, po 1 maja zostanie pozbawionych finansowania, a dla kolejnych – nowych, nie będzie w systemie miejsca.
 
Czy w NFZ rozumieją prawa ekonomii?
– Poziom inflacji w skali roku osiągnął już pułap dwucyfrowy. Ceny rosną w zastraszającym tempie, a Narodowy Fundusz Zdrowia drastycznie obniża nam taryfy? Czy to jest nowy sposób rządu na walkę z inflacją? – pyta nieco ironicznie prezes Robert Suchanke i ubolewa, że w całym procesie „usprawniania” sytuacji pacjentów dotychczas wentylowanych mechanicznie w warunkach domowych, nikt nie zapytał ich, czy chcą wrócić do szpitali, a taka będzie właśnie konsekwencja wejścia w życie zarządzenia.

Prezes Suchanke zwraca jednocześnie uwagę, że po zmianie planu finansowego na ten rok, Narodowy Fundusz Zdrowia otrzymał dodatkowe 9,1 mld zł. Ponad 5 mld zł tej kwoty zostało przeznaczone na leczenie szpitalne, kolejne 2 miliardy na ambulatoryjną opiekę specjalistyczną. – Jeśli przeanalizujemy, że budżet na świadczenia pielęgnacyjne i opiekuńcze w ramach opieki długoterminowej zwiększy się jedynie o 114,19 milionów złotych, to nie mamy złudzeń, jak traktowani są przez rząd pacjenci wymagający opieki długoterminowej i tym samym jak wyceniane będą świadczenia w tym zakresie – mówi z żalem dr Robert Suchanke i wylicza, że co prawda od kwietnia wysokość kontraktów wzrosła o 4,5 procenta, ale jednocześnie został zlikwidowany dodatek covidowy w wysokości 3 procent wartości świadczenia. – Świadczeniodawcy dostali zatem o 1,5 procenta więcej, ale tylko przez jeden miesiąc, bo od 1 maja zaczną otrzymywać odpowiednio o 62, 29 i 16 procent mniej. Jakim cudem półtoraprocentowy wzrost na inwazyjną wentylację mechaniczną ma zrekompensować tak drastyczne obniżki taryf na wentylację nieinwazyjną? Czy w NFZ zdają sobie sprawę, jakie niesie to konsekwencje? Chyba nie bardzo, bo właśnie kończy się czwarty miesiąc nowego roku, a wojewódzkie oddziały Funduszu nadal zwlekają z rozliczeniem nadlimitów za rok ubiegły. Jeżeli członkowie OZŚWM dostają propozycje rozliczenia to zazwyczaj na poziomie 30-40% wartości zrealizowanych nadwykonań. – i dodaje –  Czy Minister Zdrowia zdaje sobie sprawę, że zachowując dalej bierną postawę spowoduje, że świadczenie, które przez 20 lat z sukcesem się rozwijało, praktycznie zostanie zablokowane?
 
Czy NFZ znowu realizuje w Polsce politykę zdrowotną?
11 marca w Ministerstwie Zdrowia odbyło się spotkanie ministra Macieja Miłkowskiego z przedstawicielami Związku w sprawie projektu zakładającego obniżenie stawek. W spotkaniu uczestniczył także Prezes Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji, Roman Topór-Mądry. Zgodnie z ustaleniami strony mają wypracować nowy, mniej kosztotwórczy model świadczenia nieinwazyjnej wentylacji domowej. Rozpoczęto również prace nad stworzeniem nowych kryteriów kwalifikacji pacjentów. Przedstawiciele OZŚWM zaapelowali jednocześnie, by do czasu wypracowania nowego modelu świadczenia zatrzymać prace nad projektem zarządzenia, które miało wejść w życie 1 maja. Tymczasem na kilka dni przed tą datą prezes NFZ, ignorując wszelkie prowadzone działania, właśnie opublikował jego treść.

Sytuacja dla nas jest niezrozumiała – dodaje Marcin Warzecha, sekretarz Zarządu OZŚWM. – To przecież sam minister Miłkowski zainicjował w marcu nasze prace z AOTMiT-em nad wypracowaniem nowego, mniej kosztownego modelu świadczenia. Natychmiast przystąpiliśmy do współpracy, posuwamy się naprzód, ale potrzebujemy czasu. Materiał wyjściowy, jaki otrzymaliśmy z Agencji, był szkieletem, który wymagał wielu godzin pracy i nie uwzględniał tak kluczowych, dla zmian modelu świadczenia, elementów jak np. telemonitoring.

Od ponad miesiąca pracujemy wspólnie z AOTMiT-em nad przygotowaniem nowego modelu świadczenia dla pacjentów wentylowanych nieinwazyjnie w warunkach domowych, gdy w tym samym czasie prezes NFZ publikuje zarządzenie, obniżające radykalnie od 1 maja taryfy, które obowiązują od 2016 roku i przez ostatnie 6 lat nie były waloryzowane. Kto i dlaczego podjął decyzję o wprowadzeniu nowych taryf? – pyta dr Suchanke.
 
Kto odpowie za paraliż szpitali?
Postawieni pod ścianą przedstawiciele OZŚWM zaapelowali do ministrów Niedzielskiego i Miłkowskiego o pilne wycofanie zarządzenia NFZ zanim – ich zdaniem – doprowadzi ono do katastrofy, której pierwszą ofiarą będą pacjenci i ich rodziny.

Dziwi nas, jak można jednocześnie pracować, pod nadzorem Ministra Zdrowia, nad zmianą modelu świadczenia ratującego życie, a równolegle ogłaszać tak radykalną obniżkę taryf. Ich wprowadzenie doprowadzi do natychmiastowego wstrzymania przyjęć do wentylacji domowej nowych pacjentów. Będziemy także musieli pomyśleć, co zrobić z tymi, którzy już są pod naszą opieką, ale nie są objęci obowiązującym kontraktem NFZ tylko są rozliczani w ramach aneksów – podsumowują.
 
źródło: OZŚWM