Medicalpress
Dokładnie rok temu – 19 marca 2025 roku weszła w życie ustawa, która „oddaje” rodzicom wcześniaków oraz noworodków wymagających hospitalizacji po urodzeniu czas spędzony przez dziecko w szpitalu. Uzupełniający urlop macierzyński to długo wyczekiwana zmiana legislacyjna, która wydłuża bezcenny czas opieki nad dzieckiem już po jego powrocie do domu. To przełomowe rozwiązanie powstało w odpowiedzi na wieloletnie postulaty strony społecznej – organizacji rodzicielskich i ekspertów medycznych. Nie byłoby ono możliwe, gdyby nie osobiste zaangażowanie Ministry Agnieszki Dziemianowicz-Bąk i pracowników Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Rok po wejściu przepisów w życie serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do przygotowanie zmian legislacyjnych w ekspresowym tempie i wprowadzenia ich w życie.
To niezwykle ważna i potrzebna zmiana, która przywraca rodzicom poczucie sprawiedliwości i pozwala im skupić się na tym, co najważniejsze – budowaniu więzi z dzieckiem i jego zdrowieniu. Przez lata zwracaliśmy uwagę, że dotychczasowe przepisy były niesprawiedliwe i nie uwzględniały sytuacji rodzin wcześniaków i hospitalizowanych noworodków. Rok temu wszystko się zmieniło, potrzeby rodziców wcześniaków i hospitalizowanych noworodków zostały dostrzeżone, a uzupełniający urlop macierzyński oddaje tym rodzinom bezcenny czas, który mogą spędzić ze swoim dzieckiem  – mówi prof. dr hab. n. med. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezeska Fundacji Koalicja dla wcześniaka.

To efekt wspólnej pracy wielu środowisk. Od roku widzimy realne efekty tych zmian – tysiące rodzin korzysta z nowych przepisów i zyskuje czas, który wcześniej był im odbierany. Wciąż jednak potrzeba informowania zarówno rodziców wcześniaków, jak i chorych noworodków wymagających hospitalizacji o tej możliwości – podkreśla Elżbieta Brzozowska, wiceprezeska Fundacji Koalicja dla wcześniaka.

Najważniejsze informacje o uzupełniającym urlopie macierzyńskim

Z uzupełniającego urlopu macierzyńskiego mogą skorzystać:

Dodatkowy urlop przysługuje w wymiarze odpowiadającym okresowi pobytu dziecka w szpitalu po porodzie. Jaki jest wymiar nowego świadczenia?
Z rozwiązania mogą skorzystać osoby objęte ubezpieczeniem chorobowym, uprawnione do urlopu macierzyńskiego. Aby otrzymać dodatkowe świadczenie, należy złożyć odpowiedni wniosek do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych lub pracodawcy, dołączając dokumentację potwierdzającą okres hospitalizacji dziecka. Uzupełniający urlop macierzyński jest fakultatywny i płatny w 100%. Trzeba go wykorzystać bezpośrednio po urlopie macierzyńskim, a nie po urlopie rodzicielskim. Wniosek trzeba złożyć przynajmniej 21 dni przed końcem podstawowego urlopu macierzyńskiego. Pracodawca nie może odmówić udzielenia dodatkowego świadczenia.

Ponad 3000 rodzin już skorzystało z nowego świadczenia

Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w ciągu pierwszego roku obowiązywania nowych przepisów z dodatkowego świadczenia skorzystało już ponad 3000 rodzin. To dowód na to, jak bardzo potrzebna była ta zmiana.

Rocznica wejścia w życie ustawy to moment podsumowania, ale także przypomnienia, że wsparcie rodzin wcześniaków i dzieci wymagających hospitalizacji powinno pozostać jednym z priorytetów polityki społecznej.

Źródło: Komunikat Prasowy

Proces starzenia się społeczeństwa w Polsce przyspiesza. Według danych GUS i Eurostatu już ponad 20% populacji stanowią osoby w wieku 65+. Do 2060 roku udział ten może wzrosnąć do około 30%, a liczba osób w wieku 80+ może podwoić się w porównaniu z rokiem 2022. Konsekwencją tych zmian demograficznych jest gwałtowny wzrost liczby osób cierpiących na choroby przewlekłe związane z wiekiem, w tym szczególnie na choroby neurodegeneracyjne, jak m.in. choroba Alzheimera czy choroba Parkinsona, oraz na udary mózgu. Aby sprostać tej rosnącej fali zachorowań, konieczne są natychmiastowe inwestycje w neurologię – kadrowe, finansowe i organizacyjne. „To właśnie dziś – w Światowy Dzień Seniora – warto przypomnieć, że inwestycje w neurologię to inwestycje w bezpieczeństwo zdrowotne starzejącego się społeczeństwa i w godne życie polskich seniorów. Niezbędne jest stworzenie systemu opieki koordynowanej w udarach mózgu i w chorobach neurozwyrodnieniowych (choroba Alzheimera i choroba Parkinsona), bo będzie to oznaczać nie tylko poprawę jakości leczenia, lecz także optymalizację wykorzystania ograniczonych zasobów finansowych i kadrowych” – mówi prof. dr hab. n. med. Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.
Polska należy do najszybciej starzejących się krajów Unii Europejskiej. Wraz ze wzrostem liczby seniorów, system ochrony zdrowia staje wobec narastającego wyzwania w postaci rosnącej liczby pacjentów z chorobami układu nerwowego. Według danych Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) oraz Polskiego Towarzystwa Neurologicznego w grupie osób powyżej 65. roku życia częstość występowania otępień sięga 7–8%. Liczbę chorych z różnymi postaciami demencji w Polsce szacuje się już na około 500 tys., a do 2050 roku zapewne przekroczy ona 1 milion osób. „Musimy przygotować się na nadchodzące zmiany i tak zorganizować system opieki i działań prewencyjnych, aby objął on całą populację już od 40. roku życia. Edukacja zdrowotna i walka z czynnikami ryzyka choroby Alzheimera mogą znacząco zmniejszyć liczbę chorych w przyszłości. Inwestycje w profilaktykę są dziś niezbędne – bez nich nie zatrzymamy lawinowo narastającej liczby pacjentów. Nowe terapie, które obecnie są już dostępne w chorobie Alzheimera, choć nie prowadzą do wyleczenia tej choroby, to mogą spowolnić proces neurodegeneracyjny i poprawić jakość życia pacjentów, a co za tym idzie również ich bliskich. Dlatego konieczne jest zreformowanie systemu diagnozowania i leczenia choroby Alzheimera, tak aby jak najwięcej chorych mogło skorzystać z osiągnieć współczesnej medycyny i dynamicznie rozwijających się opcji terapeutycznych. Jako Polskie Towarzystwo Neurologiczne jesteśmy otwarci na współpracę z decydentami, aby stworzyć jak najlepsze rozwiązania systemowe” – podkreśla prof. Alina Kułakowska.

Podobnie niepokojące dane dotyczą choroby Parkinsona – obecnie rozpoznaje się ją już u 100–120 tys. Polaków, a w ciągu dwóch dekad liczba ta może się podwoić. Każdego roku przybywa około 5–8 tys. nowych pacjentów, a zachorowalność na tę chorobę wzrosła w ciągu ostatnich 30 lat ponad 2,5-krotnie.

To bardzo niepokojąca tendencja. Dlatego całe nasze środowisko neurologów ma nadzieję na szybkie wypracowanie wspólnie z Ministerstwem Zdrowia rozwiązań, które pozwolą objąć pacjentów kompleksową, wielospecjalistyczną opieką. Taka opieka nie tylko ułatwi codzienne życie chorym na chorobę Parkinsona i ich bliskim, ale też wesprze lekarzy w procesie terapeutycznym” – mówi prof. dr hab. n. med. Jarosław Sławek, kierownik Oddziału Neurologicznego i Udarowego Szpitala św. Wojciecha w Gdańsku, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Wyzwania kadrowe: neurologia potrzebuje ludzi i zasobów

Średnia wieku specjalistów neurologów w Polsce przekracza dziś 50 lat. Tymczasem rosnąca liczba pacjentów z chorobami neurodegeneracyjnymi wymaga zwiększenia liczby nie tylko lekarzy, ale również pielęgniarek neurologicznych, neuropsychologów, fizjoterapeutów, neurologopedów i pracowników socjalnych. Ze względu na zbyt małą liczbę lekarzy neurologów, już teraz czas oczekiwania na poradę w wyspecjalizowanej poradni neurologicznej wynosi nawet kilkanaście miesięcy, co dla pacjentów może oznaczać utratę szansy na samodzielność. A w obliczu nadchodzącego „tsunami neurodegeneracyjnego” brak inwestycji – kadrowych i finansowych – w neurologię grozi całkowitą niewydolnością systemu.

W bieżącym roku zostały sfinalizowane prace nad stworzeniem Krajowego Programu Działań wobec Chorób Otępiennych na lata 2025-2030, o który od dawna postulowaliśmy. Jednak prowadzenie efektywnych działań w ramach tego programu wymaga ich finansowania. Odpowiednia alokacja środków na ten cel jest sprawą niezbędną i pilną. Równie niezbędna i pilna jest poprawa zarządzania opieką neurologiczną nad seniorami z różnymi, niekiedy współistniejącymi, chorobami układu nerwowego. Skutecznym rozwiązaniem byłaby koordynacja opieki i sieciowanie jednostek neurologicznych – to pozwoliłoby lepiej wykorzystać ograniczone zasoby kadrowe i skrócić ścieżkę diagnostyczno-terapeutyczną pacjentów” – podkreśla dr hab. n. med. Agnieszka Gorzkowska, prof. SUM, przewodnicząca Sekcji Alzheimerowskiej PTN.

Opieka koordynowana – klucz do skuteczności systemu

W  wielu krajach Unii Europejskiej funkcjonują już zintegrowane modele opieki wielospecjalistycznej nad pacjentami z chorobami Alzheimera i Parkinsona. Łączą one w sobie diagnostykę, leczenie, odpowiednią rehabilitację, wsparcie psychologiczne i społeczne, a także edukację opiekunów. W Polsce takie rozwiązania są wciąż postulowane przez ekspertów.

Najlepszą formą leczenia pacjentów z chorobą Parkinsona byłby program koordynowanej opieki specjalistycznej (KOS), w ramach którego funkcjonowałaby sieć ośrodków oferujących jasne ścieżki postępowania – dostosowane do różnych etapów choroby i zmieniających się w czasie jej trwania metod leczenia. Dzisiejszy system jest niejasny, pacjenci gubią się w nim, a często wręcz rezygnują z leczenia. Model opieki koordynowanej pozwala także uniknąć powielania badań i niepotrzebnych hospitalizacji, a dzięki temu zoptymalizować wykorzystanie środków publicznych. Opieka kompleksowa niesie same korzyści – szybsze efekty terapeutyczne, dłuższe zachowanie sprawności (a tym samym możliwość utrzymania pracy i brak konieczności pomocy ze strony opiekuna), mniejsze ryzyko powikłań i hospitalizacji. To wszystko oznacza realne oszczędności dla systemu. Niestety, mimo istnienia gotowych projektów programów pilotażowych, do dziś nie zostały one wdrożone” – zaznacza prof. Jarosław Sławek.

Programy lekowe w neurologii: rosnące potrzeby, malejące kontrakty

Nowoczesne, skuteczne terapie w neurologii są refundowane w ramach programów lekowych. Ogromny niepokój budzą informacje o brakujących finansach na realizację tych programów. Kontrakty na realizację programów lekowych w  neurologii w 2025 roku są o kilkanaście procent niższe niż w roku 2024 – co rodzi ogromne nadwykonania, bo przecież nie możemy wyłączyć z programów  kilkunastu procent już leczonych pacjentów (!), a dodatkowo dochodzą chorzy nowo zdiagnozowani.  W neurologii mamy ponad 20 programów lekowych, obejmujących pacjentów z różnymi chorobami i w różnym wieku, i bardzo chcielibyśmy, aby pacjenci zdiagnozowani, spełniający wszystkie warunki kwalifikacji do danego programu lekowego, mieli możliwość jak najszybszego rozpoczęcia dostępnej w programie lekowym terapii. Każde opóźnienie we wdrożeniu leczenia niesie za sobą niebagatelne konsekwencje – zarówno zdrowotne, jak i społeczno-ekonomiczne. Tymczasem w bieżącym roku NFZ zapłacił jedynie nadwykonania za pierwszy kwartał roku i to tylko nadwykonania za leki podane/wydane pacjentom, a zbliżamy się przecież do końca czwartego kwartału roku i mamy też nadwykonania w zakresie tzw. obsługi programów (badania diagnostyczne i praca personelu). Apelujemy o jak najszybsze opłacenie nadwykonań w programach lekowych oraz urealnienie wysokości zawieranych kontraktów, tak aby nowo refundowane skuteczne terapie były realnie, a nie tylko w teorii, dostępne dla potrzebujących leczenia pacjentów – podkreśla prof. Alina Kułakowska.

Co należy zrobić? Postulaty ekspertów

Eksperci PTN są zgodni – aby skutecznie zmierzyć się z rosnącą liczbą pacjentów z chorobami neurologicznymi, potrzebne są natychmiastowe działania:

Źródło: Komunikat Prasowy

Polska zbliża się do jednej z największych zmian demograficznych we współczesnej historii. Już za kilkanaście lat nawet 40 proc. obywateli będzie miało 60 lat i więcej, a liczba stulatków ma wzrosnąć trzykrotnie – do ponad 20 tysięcy. Starzejące się społeczeństwo to nie tylko statystyka – to realne wyzwanie dla systemu ochrony zdrowia, polityki społecznej, infrastruktury oraz relacji międzypokoleniowych. O skali i konsekwencjach nadchodzących zmian dyskutowali eksperci podczas panelu „Senior 2030: zdrowie, bezpieczeństwo, szacunek”, zorganizowanego przez Okręgową Izbę Lekarską w Warszawie.
Panel o zdrowiu i dobrostanie seniorów w Polsce to inicjatywa Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie. Powstała w ścisłej współpracy ze środowiskiem senioralnym – zwłaszcza z uczestnikami Lekarskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku OIL Warszawa „NESTOR”. Debata stanowiła odpowiedź na realne potrzeby społeczne i zdrowotne tej rosnącej grupy obywateli.

„Celem tych spotkań jest uwrażliwienie społeczeństwa na potrzeby seniorów oraz zainicjowanie wielopoziomowej dyskusji na temat stworzenia przemyślanego, skoordynowanego systemu im dedykowanemu. W obliczu dynamiki zmian demograficznych staje się to wręcz koniecznością” – powiedział dr n. med. Artur Drobniak, prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Warszawie.

Choć najprostsza, ale być może najpełniejsza definicja terminu „polityka senioralna”, sformułowana przez uczestników konferencji OIL, brzmi: „działania na rzecz poprawy jakości życia osób starszych”, to jednak cechuje się on złożonością i wielowątkowością.

„Po pierwsze: seniorzy nie są jednorodną grupą. Choć do opieki geriatrycznej mają prawo osoby, które ukończyły >>dopiero<< 60. rok życia, to jednak mają one zupełnie inne potrzeby i problemy niż przykładowo 90-latkowie. Czy jest się rzeczywiście pacjentem geriatrycznym, decyduje nie metryka, a sprawność funkcjonalna” – tłumaczył prof. dr hab. Tomasz Targowski, konsultant krajowy w dziedzinie geriatrii.

Dobrze zaprojektowana polityka senioralna musi więc obejmować wszystkich seniorów: zarówno tych relatywnie zamożnych, jak i korzystających z opieki socjalnej. Aktywnych, ale też tych niemogących opuścić swojego mieszkania, a niekiedy nawet łóżka. Pamiętać należy również o zróżnicowaniu naszego kraju, chociażby pod względem dostępności do specjalistów w danym regionie czy gminie.

„Należy przygotować się do ewolucyjnego, ale jednocześnie konsekwentnego rozwoju opieki geriatrycznej, gdyż trend demograficzny nie ulegnie już zmianie. Obecnie mamy w Polsce nieco powyżej 500 czynnych zawodowo geriatrów i ten wskaźnik musi ulec poprawie. Dlatego proponuję m.in. szybką ścieżkę nabywania umiejętności geriatrycznych dla lekarzy innych specjalizacji, rozszerzenie programu studiów o dodatkowe godziny zajęć związanych z seniorami, a wreszcie – położenie nacisku na opiekę ambulatoryjną i domową, by odciążyć oddziały szpitalne” – dodał prof. dr hab. Tomasz Targowski.

O konieczności budowy i wdrażania kompleksowej i międzyresortowej strategii wsparcia seniorów mówiła także Marzena Okła-Drewnowicz, minister ds. polityki senioralnej. Wskazywała, że bez tej koordynacji i priorytetyzacji zadań administracji (rządowej i samorządowej), państwo nie będzie w stanie efektywnie odpowiedzieć na wielkie wyzwanie, jakim jest starzenie się społeczeństwa.

„Aktualnie najważniejszymi zadaniami dla rządu jest realizacja do końca tego roku jednego z kamieni milowych w ramach KPO dotyczącego standardów opieki długoterminowej – chcemy bowiem maksymalnie zwiększać zakres świadczeń medyczno-pielęgnacyjnych udzielanych osobom starszym w ich domach. Bardzo cenną inicjatywą jest też tzw. bon senioralny, będącym swoistym >>odwróconym babciowym<< i znaczącym wsparciem dla osób aktywnych zawodowo opiekujących się bliskim seniorem” – wyjaśniała minister.

Trendy demograficzne nakazują również przygotować do funkcjonowania w nowej rzeczywistości zarówno ekonomię (tzw. srebrna gospodarka), jak i całe społeczeństwo.

„Musimy nauczyć się międzypokoleniowego szacunku i zrozumienia. Taka idea towarzyszyła zakończonemu właśnie z sukcesem programowi pilotażowemu przeprowadzonemu w 1,6 tys. szkół w całej Polsce. Dzieciaki uczyły seniorów obsługi urządzeń mobilnych, zakładania Internetowego Konta Pacjenta, blokowania podejrzanych numerów. Dawało im to olbrzymią satysfakcję, a osobom starszym pozwoliło nabyć szereg potrzebnych, cennych kompetencji. A wszystko to pomogło w zbudowaniu trwałych, pięknych więzi” – powiedziała Marzena Okła-Drewnowicz.

W drugiej części wydarzenia o priorytetach i celach polityki senioralnej, podczas debaty moderowanej przez Artura Białoszewskiego, dyrektora Ośrodka Strategii i Analiz OIL w Warszawie, wypowiadali się pretendenci do urzędu Prezydenta RP. Zaproszenia otrzymali wszyscy zarejestrowani kandydaci, a ostatecznie przyjęli je: Marek Woch oraz Maciej Maciak. Wskazywali oni na konieczność polepszenia dostępności do lekarzy POZ, będących filarem całego systemu opieki ochrony zdrowia, budowania kultury szacunku dla osób w podeszłym wieku, walce z wykluczeniem cyfrowym seniorów.

„Polityka senioralna nie może być elementem brutalnej gry politycznej – i tu dostrzegam kluczową rolę Prezydenta. Zgodnie ze swoimi prerogatywami, może i powinien on gwarantować, że podstawowe cele polityki senioralnej nie będą redefiniowane przy okazji kolejnych zmian większości sejmowej. Elastyczność, ciągłość i oparcie na ogólnonarodowym konsensusie – tym musi cechować się rzeczywiście sprawny system wsparcia seniorów” – podsumował prof. dr hab. Piotr Błędowski, dziekan Kolegium Ekonomiczno-Społecznego Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie.

Źródło informacji: PAP MediaRoom
Niedobór placówek opiekujących się seniorami stał się faktem. Lekarze biją na alarm: nie mamy wystarczającej ilości Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych zajmujących się pacjentami wymagającymi całodobowej opieki. – Sytuację ratuje prywatny sektor Instytucji Opieki, ale nie każdą rodzinę stać na świadczenia w pełni odpłatne – mówi prezes Krajowej Izby Domów Opieki, dr Andrzej Lejczak.
W Polsce na miejsce w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym oczekuje się bardzo długo (kilka miesięcy i dłużej). Sytuacja jest poważna, a biorąc pod uwagę wciąż starzejące się społeczeństwo – alarmująca. W opinii ekspertów, jeżeli nie nastąpią zmiany w polityce zdrowotnej, problem będzie tylko narastał.

Ludźmi starszymi, schorowanymi nie ma kto się zająć
Tysiące polskich pacjentów czeka na przyjęcie do ZOL. Często są to osoby bardzo schorowane, których stan ulega ciągłemu pogorszeniu. Jak wskazują dane MZ, na miejsce w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym czeka 2182 pacjentów (z oznaczeniem – przypadek pilny) oraz 12 990 pacjentów (z oznaczeniem – przypadek stabilny). Jeżeli chodzi o Zakłady Opiekuńczo-Pielęgnacyjne, to pilnych przypadków jest 755 a 3580 przypadków stabilnych. Dodajmy, że ponad 1000 pacjentów w oczekiwaniu na miejsce w ZOL lub ZPO, przebywa w szpitalu.
Najgorzej sytuacja przedstawia się w województwach: dolnośląskim, małopolskim i śląskim. 

Brakuje miejsc w ZOL-ach
Brakuje miejsc w ZOL-ach, co potwierdza raport MZ – mówi w rozmowie z medicalpress prezes Krajowej Izby Domów Opieki, dr Andrzej Lejczak, i dodaje: – Według raportu, prawie 20 tysięcy pacjentów oczekuje na przyjęcie do Zakładów Opiekuńczo-Leczniczych, a ponad tysiąc czeka w szpitalach z powodu braku miejsc. Sytuację ratuje prywatny sektor Instytucji Opieki, ale nie każdą rodzinę stać na świadczenia w pełni odpłatne.

W Ośrodku Świętego Jerzego we Wrocławiu, w ramach pobytu refundowanego przez NFZ, pacjent czeka od kilku do kilkunastu miesięcy. Pobyt komercyjny realizowany jest na bieżąco, okres oczekiwania trwa nie dłużej niż 1-2 miesiące.

 – Obecnie realizujemy program Urzędu Miasta pn. „Miejsce Wytchnienia”, w ramach zadania publicznego czasowa opieka stacjonarna nad osobami niesamodzielnymi, przewlekle i nieuleczalnie chorymi – mówi dyrektor Ośrodka Świętego Jerzego we Wrocławiu, Iwona Skrzypczak. – Oferta skierowana jest do osób zamieszkałych we Wrocławiu. Pobyt pacjentów w ośrodku trwa 30 dni. Koszt pobytu to 200 zł za każdy osobodzień z czego pacjent płaci 50 proc. – pozostałą część kosztów pokrywa Gmina Wrocław.
Termin realizacji programu trwa od 17 czerwca do 17 grudnia br. Dzięki tej propozycji rodzina pacjenta ma możliwość wypoczynku, przeprowadzenia remontu i innych spraw, które byłyby niemożliwe podczas opieki nad niesamodzielną osobą.

Ministerstwo Zdrowia nie zdaje egzaminu z opieki długoterminowej
Niestety co widać gołym okiem, opieka długoterminowa wciąż nie jest priorytetem w polityce resortu zdrowia. Wiceminister zdrowia Jerzy Szafranowicz wskazuje, że resort jest odpowiedzialny za wdrażanie inwestycji w obszarze Krajowego Planu Odbudowy (KPO), gdzie znajduje się także opieka długoterminowa i geriatryczna. W zakres inwestycji wchodzi wykonanie niezbędnych prac budowlanych i remontowych bądź kupno sprzętu dla szpitali powiatowych, w celu tworzenia miejsc opieki długoterminowej i geriatrycznej w ramach procesów przekształcenia łóżek szpitalnych.

Potrzebny jest dialog między Samorządem Ministerstwem Rodziny/Zdrowia/Polityki Senioralnej oraz organizacjami pozarządowymi reprezentującymi, zarówno domową jaki i instytucjonalną opiekę, które apelują o głos w dyskusji i konsultacjach społecznych – tłumaczy prezes KIDO dr Andrzej Lejczak.

Bon senioralny – wsparcie dla seniorów?
Seniorzy niebawem będą mogli liczyć na spore finansowe wsparcie (2313 zł miesięcznie) od rządu. Bon senioralny ma otrzymywać ponad pół miliona seniorów, potrzebujących wsparcia w życiu codziennym. Miał przysługiwać od początku 2025 roku, ale termin jego realizacji został przesunięty na 2026 rok.

Założenia tzw. bonu senioralnego zapisano w projekcie ustawy o systemie usług wspierających rodzinę w opiece nad osobą starszą. Świadczenie w postaci bonu pozwoli sfinansować usługi wsparcia o charakterze opiekuńczym w miejscu zamieszkania seniora.

W opinii prezesa Krajowej Izby Domów Opieki, dr Andrzeja Lejczaka, bon senioralny to interesujący pomysł. – Jego skuteczność zależy jednak od tego, jak zostanie wdrożony i czy senior będzie miał wybór między opieką domową, a opieką instytucjonalną – na wzór niemieckiego – Pflegegeld. Założenia Bonu już poznaliśmy, czekamy na konsultacje społeczne, które pozwolą nam wypracować stanowisko Stowarzyszenia Krajowa Izba Domów Opieki – podsumowuje.
 
Wszystkie instytucje opieki znajdziesz w serwisie: 
www.krdo.pl   

 
Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress
Polska Liga Walki z Rakiem oraz Ogólnopolska Federacja Onkologiczna powołali Onko-Koalicję dla 10 Twoich praw, której celem jest poprawa wyników leczenia onkologicznego w naszym kraju poprzez wdrożenie w polskim systemie opieki onkologicznej zapisów Europejskiego Kodeksu Opieki Onkologicznej (EKOO).

Europejski Kodeks Opieki Onkologicznej – EKOO (European Code of Cancer Practice) został opublikowany w 2021 r. jako rozwinięcie Europejskiej Karty Praw Pacjenta Onkologicznego (European Bill of Patient’s Rights). EKOO stanowi fundament dla podniesienia standardów opieki onkologicznej w Unii Europejskiej. Powstał w celu poprawy wyników leczenia chorych na nowotwory w Europie niezależnie od ich miejsca zamieszkania, a także wzmocnienia ich aktywnego uczestnictwa i zaangażowania na każdym etapie diagnostyki i leczenia. Kodeks ma pomóc w zrealizowaniu Europejskiego Planu Walki z Rakiem (Cancer Groundshot) zakładającego, że do 2035 r. 70% ogółu chorych na nowotwory przeżyje ponad 10 lat przy istotnej poprawie jakości życia.

Nadal bowiem, pomimo wprowadzenia wielu europejskich i narodowych planów walki z rakiem oraz wytycznych klinicznych i organizacyjnych w opiece onkologicznej, istnieją istotne różnice w jej jakości i wynikach leczenia pomiędzy krajami, regionami, grupami społecznymi i ośrodkami.

Europejski Kodeks Opieki Onkologicznej zawiera 10 najważniejszych praw pacjenta, określając czego może on oczekiwać od systemu opieki zdrowotnej w zakresie opieki w trakcie i po wyjściu z choroby, jakości życia i korzyści z systemu opieki zdrowotnej. Wskazuje również osobom odpowiedzialnym za kształtowanie systemów opieki zdrowotnej, jak zorganizować skupiony na pacjencie i efektywny system opieki onkologicznej.

Wśród praw pacjenta zawartych w EKOO znalazło się m.in.  prawo do:

– dokładnej informacji na temat swojej choroby,
– dodatkowej opinii lekarskiej,
– czynnego uczestnictwa w podejmowaniu decyzji klinicznych,
– najlepszego dostępnego leczenia opartego na najnowszych badaniach naukowych.

Europejski Kodeks Opieki Onkologicznej opracował zespół ekspertów, przedstawicieli organizacji pacjentów i rzeczników praw pacjenta, przy wsparciu europejskich towarzystw naukowych, organizacji pacjenckich oraz Komisji Europejskiej. Współautorem EKOO jest m.in. prof. Jacek Jassem, prezes Polskiej Ligi Walki z Rakiem.

Upodmiotowienie pacjenta i jego aktywny udział w opiece medycznej są istotnym elementami dobrej praktyki onkologicznej. Istnieją dowody naukowe, że wprowadzenie tych zasad nie tylko poprawia samopoczucie chorych, ale także wyniki leczenia podkreśla prof. Jacek Jassem, Kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, prezes Polskiej Ligi Walki z Rakiem.

Postulaty zawarte w Kodeksie wdrażane są w większość krajów europejskich, natomiast w Polsce są mało znane i często nieprzestrzegane. Wprowadzenie niektórych z nich, np. prawa do drugiej opinii czy udziału pacjenta we wszystkich decyzjach na temat leczenia i opieki będzie wymagać pewnej zmiany kultury relacji pomiędzy pacjentem i lekarzem w naszym kraju. Z tego powodu nasze działania kierujemy zarówno do pacjentów i ich rodzin, jak i pracowników ochrony zdrowia – dodaje prof. Jacek Jassem

Europejski Kodeks Opieki Onkologicznej w polskiej wersji językowej zostanie wkrótce opublikowany w języku polskim.

Z powodu nowotworu umiera w Polsce co czwarta osoba. Choroby nowotworowe są drugą przyczyną zgonów w naszym kraju, powodując śmierć ok. 100 tys. osób rocznie. Ocenia się, że liczba ta może w najbliższych 10 latach znacząco wzrosnąć, przez co nowotwory staną się główną przyczyną zgonów w Polsce.

Polska Liga Walki z Rakiem oraz Ogólnopolska Federacja Onkologiczna – inicjatorzy Onko-Koalicji dla 10 Twoich praw zapraszają wszystkie organizacje, zarówno medyczne, jak i pacjenckie do włączenia się do wspólnej inicjatywy oraz działań na rzecz wdrożenia zapisów EKOO do polskiego systemu opieki zdrowotnej. Wzmocnienie roli pacjenta i jego współuczestnictwo we wszystkich działaniach medycznych mogą bowiem znacząco poprawić jakość opieki onkologicznej w naszym kraju.

Pobierz: Europejski_Kodeks_Opieki_Onkologicznej

Więcej informacji na stronie: www.onko-koalicja.pl.

źródło: ONKO-KOALICJA

Usługi dzienne i środowiskowe dla seniorów znacznie się w ostatnich latach rozwinęły. Równolegle szybko rośnie jednak popyt na nie i oczekiwania ze strony osób starszych. Około 30 proc. osób przebywających w domach opieki społecznej deklaruje, że przy odpowiednim zakresie usług środowiskowych mogłoby funkcjonować samodzielnie – wynika z „Ogólnopolskiej diagnozy deinstytucjonalizacyjnej usług społecznych”. Dotkliwy dla seniorów jest problem samotności i cyfrowego wykluczenia, ale często potrzebują pomocy w drobnych codziennych sprawach, jak sprzątanie czy gotowanie, albo w kwestiach urzędowych. Instytucje wsparcia deklarują, że są gotowe takie usługi środowiskowe uruchamiać. Wyzwaniem jest jednak zapewnienie kadr.
– „Ogólnopolska diagnoza w zakresie deinstytucjonalizacji usług społecznych na terenie 16 województw Polski” to jest bardzo istotne badanie, pierwsze tak wielkie badanie potrzeb odbiorców: osób starszych, niepełnosprawnych, niesamodzielnych, z różnymi problemami psychicznymi. Ponad 8,5 tys. osób uczestniczyło w tej diagnozie. A najważniejsze wnioski pokazują, że bardzo potrzebny jest rozwój usług społecznych, takich w domu, w środowisku, w którym te osoby mieszkają – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Rabiej, kierownik projektu badawczego rozwoju usług społecznych na Uczelni Korczaka, współautor raportu.

Seniorzy to dziś ponad 1/4 populacji, ale przy obecnych trendach demograficznych za dwie dekady będą stanowić ponad 40 proc. To ta grupa społeczna jest w dużej mierze odbiorcą usług środowiskowych i to z jej strony zapotrzebowanie na nie szybko rośnie.

– Dzisiaj największy problem polega na tym, że seniorów, po pierwsze, mamy coraz więcej, po drugie, rodziny coraz mniej się nimi opiekują, jest coraz mniejsza chęć do tego, żeby poświęcać czas na opiekę nad osobami starszymi. Seniorzy cierpią również na samotność i potrzebują bardzo wielu usług po to, żeby pozostać w domu, a nie trafić np. do domu pomocy społecznej – mówi Paweł Rabiej. – Wielkim wyzwaniem jest zapewnienie tym osobom dobrej opieki w środowisku, skoro nie mogą tego zrobić rodziny.

30 proc. osób, które przebywają w domach pomocy społecznej, deklaruje, że przy odpowiednim wsparciu mogłyby funkcjonować samodzielnie. Zdaniem badanych instytucji pięć głównych obszarów usług, które należy w pierwszej kolejności rozwijać w środowisku seniorów, to usługa asystenta osobistego, wsparcie sąsiedzkie, opieka wytchnieniowa, specjalistyczne usługi opiekuńcze w środowisku i usługi transportowe.

 W polityce społecznej jest dużo trudnych słów, a jednym z najtrudniejszych jest deinstytucjonalizacja. My wolimy mówić o tym, że jest to po prostu rozwój usług społecznych. Bo w gruncie rzeczy chodzi o to, żeby osoby starsze nie trafiały do tak zwanych domów starców, czyli domów pomocy społecznej, ale żeby jak najdłużej w dobrym zdrowiu, w dobrym samopoczuciu mieszkały we własnym domu. I aby tak się stało, muszą po prostu być otoczone usługami społecznymi – podkreśla przedstawiciel Uczelni Korczaka.

38 proc. badanych seniorów wskazało, że potrzebuje wsparcia w załatwianiu spraw urzędowych. Podobny odsetek wskazał na wsparcie w samotności i złym nastroju, a 30 proc. – w zrobieniu zakupów.

– W badaniach „Ogólnopolska diagnoza rozwoju usług społecznych” zaskoczyło nas kilka rzeczy, ale jedną z najbardziej zaskakujących było to, że seniorzy potrzebują bardzo mocno wsparcia w zakresie spraw urzędowych i drobnych napraw domowych. Są takie sytuacje, że przepala się żarówka i osoba starsza nie jest w stanie przez dwa–trzy lata jej sobie wymienić, a wstydzi się poprosić sąsiada o pomoc – mówi współautor raportu. – Od czasu do czasu powinna przyjść do nich osoba, która pomoże im w sprzątaniu, gotowaniu, zapewni im usługę transportową. Jeżeli te usługi się rozwiną, to rzeczywiście sytuacja osób starszych może się diametralnie zmienić.

Wyniki badań potwierdzają, że dla osób starszych kluczowe są towarzystwo i kontakty międzyludzkie – 29 proc. oczekuje wsparcia w udziale w wydarzeniach kulturalnych i spotkaniach, a 27 proc. w zapewnieniu kontaktu z otoczeniem.
– To wszystko są kwestie, które na dobrostan seniorów bardzo mocno wpływają. Oczywiście także usługi medyczne, bardzo tego brakuje. Seniorzy potrzebują rehabilitacji, ale jak miałbym spojrzeć na to szeroko, to wydaje mi się, że najbardziej dzisiaj potrzebne jest ludzkie podejście, spojrzenie z empatią na to, że seniorzy, osoby starsze są częścią naszej społeczności, potrzebują uwagi i wsparcia – mówi Paweł Rabiej.
Z potrzeby rozwijania usług środowiskowych zdają sobie sprawę także badani przedstawiciele instytucji pomocy społecznej. Co istotne, instytucje te są gotowe do ich uruchamiania. 37 proc. z nich deklaruje, że w ciągu dwóch lat może uruchomić usługi wsparcia w gospodarstwie domowym, 30 proc. – opiekę wytchnieniową, a 29 proc. – wsparcie psychologiczne.

 Rzeczywiście badania pokazały, że w Polsce jest potencjał. Jednostki pomocy społecznej mogą szybko rozwinąć te usługi w środowisku. Potrzeba oczywiście pieniędzy, potrzeba dodatkowego wsparcia, ale jestem przekonany, że takie pomysły rządu jak bon senioralny będą tutaj bardzo mocno oddziaływały. Mamy bardzo mocne obciążenie tymi potrzebami osób starszych, jest dużo pracujących kobiet, które są podwójnie, a nawet potrójnie obciążone, bo opiekują się rodziną, swoim dzieckiem i jeszcze osobami starszymi, więc to jest sytuacja, w której usługi opiekuńcze rzeczywiście stają się potrzebą najbliższego dziesięciolecia – ocenia ekspert.

Jak podkreśliła ministra ds. polityki senioralnej Marzena Okła-Drewnowicz, obecna podczas prezentacji wyników diagnozy, w najbliższym czasie zostanie powołany międzyresortowy zespół, którego zadaniem będzie koordynacja wsparcia osób starszych. Istotnym wyzwaniem w tym zakresie będzie przygotowanie kadry, która będzie świadczyła usługi dla osób starszych.

– Dzisiaj mamy potężny kryzys kadr. Badania ogólnopolskie pokazały wyraźnie, że w sektorze wsparcia społecznego zarabia się bardzo mało, dużo mniej niż nauczyciele, którzy byli stawiani jako najmniej zarabiająca grupa społeczna. Więc jest olbrzymie wyzwanie, żeby jednak te płace urealnić. Zresztą takie postulaty już się pojawiają ze strony osób, które w sektorze wsparcia społecznego pracują, bo po prostu tak dalej nie da się funkcjonować – podkreśla Paweł Rabiej.

69 proc. badanych instytucji wsparcia ma problem ze znalezieniem kandydata do pracy, co wynika raczej z małego zainteresowania podjęciem pracy w tym sektorze niż z niedostatecznych kompetencji kandydatów. W 53 proc. podmiotów rekrutacja się nie powiodła ze względu na zbyt niskie oferowane wynagrodzenie. 68 proc. pracowników tych instytucji uważa swoje wynagrodzenie za niesatysfakcjonujące, a 31 proc. odczuwa wypalenie zawodowe

– Widać to wyraźnie, że mało kto chce pracować w segmencie opieki nad osobami starszymi, który wymaga nie tylko przygotowania, bo często tę osobę trzeba podnieść, zmienić pampersa, zrobić różne inne czynności wokół niej, ale wymaga też empatii. Potrzeby są olbrzymie i myślę, że to jest najwyższy czas, żeby dostrzec, że mamy ponad 200 tys. osób pracujących w sektorze, który jest wrażliwy obecnie – mówi ekspert Uczelni Korczaka.

źródło: newseria

W Europie ok. 10% wszystkich ciąż kończy się przedwcześnie. Wydaje się to niedużo w porównaniu do porodów terminowych, mimo to wiele krajów pokazało, że matki wcześniaków są ważne i wprowadziło dla nich wydłużone urlopy macierzyńskie. Teraz czas, żeby podobne rozwiązania pojawiły się w Polsce. Na szczęście widać światełko w tunelu, którego od lat wypatrują mamy znad Wisły. Petycja Fundacji Koalicji dla wcześniaka, sygnowana przez 8 organizacji współtworzących Ogólnopolskie Porozumienie Razem dla wcześniaków, Fundacje: Serce Dziecka i Najdroższa Blizna, krajową konsultant w dziedzinie neonatologii, prezesów Towarzystw: Neonatologicznego i Pediatrycznego, wspierana przez Rzeczniczkę Praw Dziecka i Rzecznika Praw Pacjenta została podpisana przez blisko 16 tys. osób i przyjęta przez Ministrę Rodziny Pracy i Polityki Społecznej Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk.
Ministra Rodziny Pracy i Polityki Społecznej w ekspresowym tempie wydała zarządzenie o powołaniu zespołu roboczego, do którego zaprosiła sygnatariuszy petycji, by wspólnie wypracować satysfakcjonujące i możliwe do udźwignięcia rozwiązanie legislacyjne. Ministra RPiPS nadała tej sprawie wysoki priorytet. Pierwsze spotkanie zespołu roboczego odbędzie się już w czwartek 15.02.

Cały czas w społeczeństwie funkcjonuje przekonanie, że wcześniak to po prostu małe dziecko. Nic bardziej mylnego. Poród przedwczesny wiąże się z wieloma komplikacjami i walką o zdrowie, a bardzo często i o życie dziecka, które wiele tygodni musi spędzić w szpitalu. Jest to trudny czas dla malucha, ale również dla jego mamy, która pełna strachu czuwa przy inkubatorze, a tygodnie urlopu macierzyńskiego bezpowrotnie uciekają. Urlop macierzyński musi się rozpocząć w dniu porodu i nie może być przerwany zwolnieniem z tytułu opieki nad dzieckiem przed upływem 8 tygodni. W wielu krajach zauważono już ten problem i wprowadzono rozwiązania wspierające matki wcześniaków. U naszych zachodnich sąsiadów – Niemców urlopy macierzyńskie dla matek wcześniaków, w porównaniu do tych rodzących o czasie, są dłuższe o 4 tygodnie. Wielka Brytania i Włochy wydłużają taki urlop o 12 tygodni, a Francja oraz Słowenia dodają tyle dni wolnego, o ile wcześniej dziecko przyszło na świat. To pokazuje, że rozwiązania są różne, ale każde z nich jest dobre, ponieważ zauważa matkę wcześniaka, wspiera ją i choć trochę zdejmuje ciężar z jej pleców. Belgia również rozpoczęła proces zmiany legislacji, choć aktualnie mamy wcześniaków korzystają ze zwolnień lekarskich, gdy dzieci są w szpitalach, jednak jest to zwyczajowe rozwiązanie, wynikające z dobrej woli, a nie rozwiązanie prawne. Ukraina też zamierza pójść w nasze ślady i wystąpić o przyznanie dodatkowego urlopu macierzyńskiego. Fundacja Koalicja dla wcześniaka jest częścią EFCNI – Europejskiej Fundacji na rzecz noworodków, stąd dostęp do bezpośrednich źródeł informacji o sytuacji w innych krajach – od organizacji współtworzących europejską sieć współpracy.

Nadszedł dobry czas, żeby w Polsce pochylono się nad tym problemem i zadbano o matki wcześniaków i chorych noworodków, które po urodzeniu wymagają hospitalizacji, które od lat apelują o zmiany w przepisach prawa. Oczywiście, nie zapominamy o ojcach i apelujemy o to, by z wydłużonego urlopu mogli korzystać obydwoje rodziców czy opiekunowie prawni, uzgadniając podział dodatkowo przyznanego czasu między sobą. Dlatego też treść petycji ewoluowała, można ją wciąż poprzeć podpisem, by pokazać decydentom, że sprawa jest ważna i wciąż zyskuje poparcie społeczne.
https://www.petycjeonline.com/urlopy_macierzyskie_dla_matek_wczeniakow_po_wypisie_dziecka_do_domu_zwolnienie_lekarskie_w_czasie_hospitalizacji_dziecka_po_urodzeniu

Niestety, poprzedni rząd ignorował wielokrotnie zgłaszany problem utraty urlopów macierzyńskich podczas hospitalizacji dzieci urodzonych przedwcześnie. Co ważne – sygnatariusze petycji zabiegają nie tylko o prawa mamy i wcześniaka, ale też mamy i chorego noworodka urodzonego o czasie, który wymaga po urodzeniu hospitalizacji.

Od małego impulsu do wielkiego działania
17 listopada obchodzimy Światowy Dzień Wcześniaka, który w 2023 roku był dniem szczególnym, ponieważ to właśnie wtedy dziennikarka i mama dziś 3-letnich skrajnych wcześniaków – bliźniaków: Leny i Filipa dmuchnęła wiatr w żagle Elżbiety Brzozowskiej – wiceprezeski Fundacji Koalicja dla wcześniaka, która stworzyła petycję. Petycję od razu poparły i dołączyły do grona jej sygnatariuszy organizacje wchodzące w skład Ogólnopolskiego Porozumienia Razem dla Wcześniaków z całej Polski: MatkoweLove, Mali Wojownicy, Za wcześnie, Przed czasem, Ośmiorniczki dla wcześniaków, Laboratorium Marzeń, Calineczki oraz dwie organizacje działające w obszarze kardiologii dziecięcej Serce Dziecka i Najdroższa Blizna.

Petycję wspiera środowisko medyczne – byli i aktualni prezesi Polskiego Towarzystwa Neonatologicznego: prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka (aktualnie prezeska Fundacji Koalicja dla wcześniaka), prof. Ryszard Lauterbach, prof. Tomasz Szczapa, krajowa konsultant w dziedzinie neonatologii prof. Ewa Helwich, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego prof. Teresa Jackowska, a także lekarze-edukatorzy obecni w mediach społecznościowych: NeonatoOlka, prof. Wojciech Feleszko, Pani Doktor Blog, Dr Ilona Małecka, Doktorek Radzi, ale też położne, prawnicy i inne organizacje pozarządowe, jak np. Rodzić po ludzku czy Matecznik.

Petycja została również poparta przez Rzeczniczkę Praw Dziecka, Rzecznika Praw Pacjenta oraz przez Parlamentarny Zespół Praw Kobiet, co pokazuje, że problem matek wcześniaków i chorych noworodków jest ważny i ich problem spotkał się ze zrozumieniem.
Również indywidualni politycy wyrażają poparcie dla inicjatywy – flagowym przykładem jest posłanka Aleksandra Leo z Polska 2050, która sama jest mamą córeczki urodzonej przed terminem, prawniczką i inicjatorką Zespołu Parlamentarnego ds. Zdrowia Kobiet i Dzieci oraz wiceprzewodniczącą Parlamentarnego Zespołu Praw Kobiet.

Bardzo mocno zaangażowali się rodzice wcześniaków, propagując petycję i pokazując swoje historie – np. Anna Kobus mama Gajeczki czy Magda Latuszek mama calineczki Michalinki, która po przyjściu na świat ważyła 370 gramów.
https://www.petycjeonline.com/urlopy_macierzyskie_dla_matek_wczeniakow_po_wypisie_dziecka_do_domu_zwolnienie_lekarskie_w_czasie_hospitalizacji_dziecka_po_urodzeniu

Priorytet Ministerstwa
W styczniu petycja wydłużająca urlopy macierzyńskie matkom wcześniaków trafiła do Ministry Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej – Agnieszki Dziemianowicz-Bąk, która po przyjrzeniu się sprawie ogłosiła, że jest to priorytet ministerstwa i powołała specjalny zespół koordynujący pracę nad tym projektem. 15 lutego odbędzie się kolejne spotkanie, w którym będą uczestniczyć sygnatariusze petycji.

Czas po wyjściu ze szpitala to dopiero moment na zbudowanie więzi, poznanie się, bycie ze sobą, choć też nie jest to proste, bo często rodzice wcześniaków spędzają kilkanaście dni w miesiącu na wizytach u wielu specjalistów – mamy więc nadzieję, że i ten problem w końcu zostanie rozwiązany i ruszy program opieki koordynowanej KORD. Na pewno nie będzie to sprint, a maraton, ale jest wola polityczna, by zmienić legislację i mimo, że to potrwa, to dla przyszłych mam i tatusiów wcześniaków i chorych noworodków – warto!

źródło: Koalicja dla Wcześniaka
Według najnowszego raportu GUS dotyczącego sytuacji osób starszych w Polsce w 2022 roku liczba osób w wieku 60 lat i więcej wyniosła 9,8 mln i w stosunku do roku poprzedniego zwiększyła się o 0,7%. Najliczniejsza grupą wiekową wśród seniorów w naszym kraju są już osoby w wieku 65-69 lat. Wśród osób starszych przeważają kobiety, na 100 mężczyzn przypada 139 kobiet. A jakie są perspektywy na przyszłość? Dane nie pozostawiają wątpliwości – polskie społeczeństwo się starzeje w zatrważającym tempie: w 2060 r. w Polsce ma mieszkać 11,9 mln osób starszych, czyli o 21,0% więcej niż w 2022 r., stanowiąc 38,3% ogółu ludności.
Polskie Stowarzyszenie Opieki Domowej zwraca uwagę na pojawiające się nowe wyzwania związane z zapewnieniem podstawowej opieki. Wielu Polaków nie stać na zapewnienie odpowiednich warunków na starość sobie i swoim rodzinom. W Polsce nie istnieje również żadne ubezpieczenie, które zapewniłoby godną opiekę osobom, które tej pomocy będą wymagały. Tymczasem polska branża opiekuńcza rozwija się relatywnie dobrze… ale za granicą, głównie w Niemczech. Dzień Babci i Dziadka obchodzony w Polsce 21 i 22 stycznia jest dobrą okazją, aby zwrócić uwagę na rosnące potrzeby naszych seniorów.
 
Jak wynika z raportu GUS, większość osób w wieku senioralnym w Polsce zamieszkuje miasta. Największy odsetek osób powyżej 60 roku życia odnotowano w województwie świętokrzyskim. Według prognoz do 2060 roku spodziewany jest stały wzrost liczby seniorów. To wielkie wyzwanie dla państwa. Już teraz czas oczekiwania do lekarzy wybranych specjalności to kilka miesięcy, a nawet lat. Potrzebnych będzie więcej lekarzy geriatrów, których obecnie jest w Polsce jedynie ponad 500. Wielkim problemem będzie też zbyt mała liczba pracujących na polskim rynku opiekunów.
 
Starzenie to mało atrakcyjny temat
 
Raport GUS zwraca uwagę na ogromny problem starzejącego się polskiego społeczeństwa. Tymczasem, jak wskazuje Polskie Stowarzyszenie Opieki Domowej bardzo mało mówi się u nas o wyzwaniach z tym związanych. Polacy powinni domagać się lepszego systemowego zadbania o sprawy seniorów i właściwej opieki nad nimi, gdyż prognozy statystyczne nie pozostawiają złudzeń.
 
– Temat starzenia się wciąż nie zdobył należytego zainteresowania w Polsce, tymczasem konfrontacja z problemem zapewnienia opieki seniorom w ich własnych domach staje się nieunikniona. To istotne wyzwanie cywilizacyjne, ponieważ grozi nam nie tylko pogorszenie jakości życia mieszkańców, ale także całkowite załamanie systemu emerytalnego. Przybywa nam seniorów, a to dzieci osób starszych dziś najczęściej pełnią rolę opiekunów. Dlatego musimy pamiętać, że wraz z rosnącą rolą osób niesamodzielnych tracimy podwójnie, a czasem nawet potrójnie – osoby młodsze często rezygnują z pracy zawodowej by zająć się rodzicami, przestają płacić składki, a potem same podupadają na zdrowiu. Rozwiązaniem jest profesjonalna opieka, ale w obecnym systemie Polaków na nią nie stać. Konieczne są zmiany w systemie ubezpieczeniowym i staramy się zwrócić uwagę decydentów na tę kwestię. Problemem jest także zbyt mała i nieadekwatna do rosnących potrzeb pomoc samorządów, ponieważ to one odpowiadają za dofinansowanie i realizację usług opiekuńczych w danej gminie – mówi Ada Zaorska, przewodnicząca Polskiego Stowarzyszenia Opieki Domowej.
 
Polska opiekunka nie dla Polaka?
Paradoksalnie, branża profesjonalnej, długoterminowej opieki jest w Polsce dobrze rozwinięta. Polskie firmy wiele lat temu dostrzegły ogromne zapotrzebowanie na opiekę domową w bogatych państwach starej Europy. Z czasem staliśmy się liderami w tej branży na unijnym rynku. Szkoda tylko, że rozwój w Polsce jest na ten moment niemożliwy, pomimo, że zapotrzebowanie jest ogromne. Nasze przedsiębiorstwa chciałyby działać w kraju, ale niestety obecnie niewielu rodaków stać na skorzystanie z ich usług, nawet gdyby opiekunowie zgodziliby się pracować za minimalne wynagrodzenie. Właściciele firm opiekuńczych jednogłośnie twierdzą, że ich podstawowym problemem w Polsce jest brak dofinansowania opieki domowej ze środków publicznych jak to ma miejsce np. w Niemczech. W Polsce nie istnieje żadne ubezpieczenie ani publiczny fundusz, który współfinansowałby opiekę nad seniorami w domu, mimo, że jest to najbardziej preferowana i korzystna dla nich forma opieki.

W Polsce zdecydowanie brakuje zaangażowania państwa w finansowanie długoterminowej opieki domowej. Musimy podjąć debatę społeczną w tej sprawie. Patrząc na statystyki, już teraz jest konieczne przeprowadzenie reformy ubezpieczeń społecznych, tak, aby uwzględniała wydatki związane z opieką nad osobami starszymi w domowym zaciszu – mówi Marcin Kurzyna, Prezes Zarządu HELPFUL HAND.

Przybywa seniorów, brakuje opiekunów
Wyzwaniem jest również mała atrakcyjność zawodu opiekuna w Polsce. Firmy opiekuńcze mają kłopot z pozyskaniem wystarczającej liczby chętnych do pracy. Starzejące się społeczeństwo oznacza rosnącą liczbę klientów, ale jednocześnie coraz mniej pracowników.

Problemem, z jakim borykają się polskie firmy opiekuńcze, to znaczny niedobór pracowników. Chociaż większość osób zatrudnionych w tym sektorze to kobiety w wieku 55 lat i więcej, należy pamiętać, że i te osoby w końcu przejdą na emeryturę. Aby zapewnić ciągłość świadczenia usług, konieczne jest zaangażowanie również młodszych pokoleń jako przyszłych opiekunów. W związku z tym istotne jest stworzenie atrakcyjnych zasad i odpowiednich ram prawnych dla tego zawodu, zważywszy na rosnące zapotrzebowanie na tego typu usługi z upływem lat – komentuje Ada Zaorska, PSOD.

Niewielka liczba zainteresowanych pracą jako opiekun osób starszych wynika z kilku czynników, takich jak umiarkowany, choć wzrastający poziom wynagrodzeń, wymagający fizycznie i psychicznie charakter pracy oraz stosunkowo niski prestiż tego zawodu. Opiekunowie sami uważają, że ich praca nie jest właściwie doceniana, przy czym nie chodzi tylko o kwestie finansowe. W społeczeństwie nie przywiązuje się do roli opiekunów takiej samej wartości jak do roli np. pielęgniarek. Tymczasem codzienne działania profesjonalnych opiekunów są równie istotne dla utrzymania zdrowia i dobrej kondycji osób starszych jak odpowiednia opieka medyczna.
 
Zawód opiekunki zasługuje na szacunek równy temu, jaki przysługuje pielęgniarce, ponieważ opiekunka jest odpowiedzialna za zdrowie, komfort i poczucie bezpieczeństwa swojego podopiecznego. Wynagradzanie wykwalifikowanej i doświadczonej opiekunki powinno być właściwie uregulowane, co skłaniałoby do większego zainteresowania doskonaleniem wiedzy, umiejętności i samym zawodem – dodaje Ada Zaorska, PSOD.

Polskie firmy opiekuńcze zwracają uwagę, że mało mówi się o istotnej roli społecznej branży. W publicznym przekazie kreowany jest fałszywie negatywny wizerunek opiekunów domowych ze względu na naturalne zainteresowanie mediów sytuacjami ekstremalnymi i sensacyjnymi. Tymczasem z usług polskich firm opiekuńczych korzystają setki tysięcy osób, chwalących umiejętności naszych specjalistów. Nie bez powodu utarło się w Niemczech stwierdzenie „Polnische Engel”, oddające w dwóch słowach zaangażowanie, dobroć, cierpliwość i doświadczenie opiekunów pochodzących znad Wisły.

Mamy olbrzymi potencjał, wiedzę polskich firm opiekuńczych i specjalistów w nich pracujących. Możemy to wykorzystać z pożytkiem dla naszych seniorów i nas samych w przyszłości. Musimy jednak zacząć rozmawiać o problemie, jakim jest starzejące się społeczeństwo i niedostateczna opieka, a następnie wdrażać odpowiednie rozwiązania systemowe. Dzień Babci i Dziadka to wspaniały moment na złożenie życzeń najbliższym seniorom, ale jednocześnie to okazja do tego, aby zadbać o sprawy osób starszych.

 
źródło: Polskie Stowarzyszenie Opieki Domowej
2022 rok był pierwszym w historii, gdy na świecie żyło więcej osób powyżej 65. roku życia niż tych mających mniej niż 5 lat, a w wielu krajach, w tym w Wielkiej Brytanii, większości państw europejskich i w Japonii mieszkało więcej emerytów niż dzieci. Polacy również starzeją się w bardzo szybkim tempie. Dziś już co czwarty mieszkaniec Polski jest seniorem – ponad 9,8 mln (25,6 proc.), a 14,4 mln należy do grupy wiekowej 50+ (37,6 proc.). Przed nami gwałtowny wzrost zapotrzebowania na usługi wspierające seniorów i osoby niezbędne do opieki nad nimi. Niestety, chętnych do pracy w tej branży brak.
Statystyki demograficzne nie pozostawiają złudzeń. W Polsce przybywa osób starszych, a wraz z nimi pojawiają się kolejne potrzeby. Seniorzy coraz częściej szukają bowiem wsparcia i usług w bardzo szerokim zakresie. Część z nich potrzebuje i będzie potrzebować opiekuna, który już kolejny rok z rzędu znalazł się na liście zawodów deficytowych Barometru zawodów. Polacy do pracy przy opiece nad ludźmi w starszym wieku chętnie wyjeżdżają za granicę. Wielu wybiera Niemcy, gdzie miesięcznie zarabiają średnio od 1 500 do 2 200 euro (ok. 6 500 PLN do ponad 9 500 PLN). Co więcej, od 1 grudnia 2023 r. płaca minimalna dla pracowników opieki – jest ich około 1,3 mln – poszła w górę. Asystenci opiekuńczy otrzymają za godzinę pracy 14,15 euro tj. ok. 61 PLN (zamiast 13,90 euro), wykwalifikowani asystenci 15,25 euro – 66 PLN (zamiast 14,90 euro), a wykwalifikowani opiekunowie 18,25 euro – 79 PLN (wcześniej 17,65 euro). Kolejna podwyżka płacy minimalnej dla sektora opieki u naszych zachodnich sąsiadów planowana jest na maj 2024. Wtedy minimalne wynagrodzenie wzrośnie do stawek od 16,10 (ok. 70 PLN) do 20,50 euro (ok. 89 PLN) za godzinę – w zależności od kwalifikacji pracownika.

W Polsce zarobki nie są aż tak atrakcyjne, mimo że odpowiedzialność za wykonywane obowiązki jest taka sama jak na Zachodzie. W naszym kraju miesięczne wynagrodzenie na stanowisku opiekuna osoby starszej na koniec 2023 r. wynosiło ok. 3 600 PLN brutto, można było jednak zarobić więcej – powyżej 4 000 PLN brutto. Nie są to jednak kwoty, które przekonują do podjęcia tej pracy. Bo właśnie zarobki są jednym z głównych powodów najczęściej wymienianych przez Polaków jako zniechęcające do etatu w opiece. Inne z nich to oferowane warunki tj. czas i miejsce pracy oraz forma umowy. Kandydatów zniechęca także charakter tego zawodu, wiążący się z dużym obciążeniem fizycznym i psychicznym. Zdarza się, że przełożeni oferują benefity np. ubezpieczenie na życie, kursy i szkolenia pozwalające podnieść kwalifikacje i dobrze przygotować się do swoich obowiązków oraz ryczałt na paliwo, jednak to także nie przekonuje zbyt wielu kandydatów.

 – Opiekun osoby starszej to zawód, w którym obecnie nietrudno o pracę. Ilość ofert – zarówno w opiece domowej, jak i w placówkach wyspecjalizowanych w tej dziedzinie – bez wątpienia potęguje wzrost liczby seniorów. Sytuacja demograficzna naszego kraju otwiera też nowe perspektywy zatrudnienia dla osób związanych z sektorem zdrowia, pielęgniarstwem czy opieką społeczną, gdzie braki kadrowe również są odczuwalne – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres.  Niestety, opiekun osoby starszej to profesja nadal zbyt nisko wynagradzana, i nawet chętni do jej podjęcia wolą wyjechać na Zachód i zarobić o wiele więcej niż w Polsce. Ich miejsce nad Wisłą zajmują obcokrajowcy, coraz chętniej zatrudniani przez krajowych pracodawców  dodaje Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres.
Co potwierdzają dane Barometru zawodów, z których wynika, że tylko w II półroczu 2022 r. i I półroczu 2023 r. do urzędów wpłynęło w sumie 7 614 powiadomień o zatrudnieniu obywatela Ukrainy na etacie opiekuna osoby starszej lub niepełnosprawnej i 3 173 oświadczenia o powierzeniu pracy cudzoziemcowi w tym zawodzie.

Dorywczo lub w ramach pomocy sąsiedzkiej
Wiele osób zaczęło oferować swoje usługi seniorom, gdy ich sytuacja materialna spowodowana inflacją uległa pogorszeniu i musieli rozglądać się za pracą dodatkową. Jak wynika z raportu Grupy Progres i platformy SeniorApp, klientów nie brakuje, bo seniorzy najczęściej szukają i są gotowi płacić za opiekę w ciągu dnia i wsparcie w realizowaniu obowiązków życia codziennego, gotowanie posiłków, robienie zakupów, realizację recept, drobne naprawy i prace remontowe, wyprowadzanie psa na spacer, sprzątanie mieszkania oraz załatwienie spraw urzędowych. Wzrasta też popularność osób oferujących opiekę nad grobami ich bliskich. Z raportu wynika, że coraz więcej Polaków wybiera tę usługową formę aktywności zarobkowej pozwalającą im podreperować domowy budżet. Wynagrodzenie za godzinę tego typu pracy jest uzależnione m.in. od obowiązków, z których trzeba się wywiązać. Za 60 minut spaceru z psem można otrzymać średnio 30–50 PLN netto, stawka za sprzątanie mieszkania przez 1 h wynosi średnio od 40 PLN netto, osoby myjące nagrobki zarobią za usługę ok. 100 PLN netto/1 godzina, a fryzjerzy czy kosmetyczki od 50–60 PLN wzwyż.
Część osób może zarobić także w ramach nowej formy pomocy społecznej – usług sąsiedzkich, które zgodnie z obowiązującymi przepisami można świadczyć od 1 listopada 2023 roku. Stworzenie tego typu wsparcia dla potrzebujących było podyktowane niedostosowaniem oferty usługowej do obecnych potrzeb oraz ograniczeniem zasobów kadry opiekuńczej, co spowodowało konieczność systemowego i środowiskowego rozwoju usług społecznych. Zgodnie z uchwaloną ustawą, usługi sąsiedzkie są formą wsparcia świadczoną przez osoby mieszkające, blisko które wynagradzane są w formie pieniężnej przez daną gminę, której zadaniem jest też ustalenie zasad realizacji usług i wysokości wynagrodzenia. W ramach usług sąsiedzkich może być świadczona pomoc w zakresie zaspokajania podstawowych potrzeb życiowych, prostej opieki higieniczno-pielęgnacyjnej – czynności podstawowe, które nie wymagają specjalistycznego przygotowania, w miarę potrzeb oraz możliwości zapewnienia kontaktów z otoczeniem.
Z usług sąsiedzkich może skorzystać osoba samotna, która z powodu wieku, choroby lub innych powodów wymaga wsparcia innych osób, natomiast nie może go otrzymać. Zgodnie z przepisami, gmina w drodze uchwały będzie mogła zadecydować o poszerzeniu katalogu osób, które będą mogły otrzymać usługi sąsiedzkie. Świadczeniem usług sąsiedzkich mogą zajmować się osoby, które spełnią określone wymagania: ukończyły 18. rok życia, nie należą do rodziny osoby, dla której mają być świadczone usługi, nie są zamieszkującym oddzielnie członkiem rodziny (małżonkiem, wstępnym lub zstępnym) osoby, dla której mają być świadczone usługi, oświadczyły, że są zdolne pod kątem psychofizycznym do udzielania tego typu pomocy, zamieszkują w okolicy osoby, dla której przeznaczone jest wsparcie, przeszły szkolenie w zakresie udzielania pierwszej pomocy, zostały zaakceptowane przez organizatora usług  – gminę i osobę, na rzecz której usługi te mają być świadczone. 

Srebrny rynek pracy

Według Cezarego Maciołka, prezesa Grupy Progres
, starzejące się społeczeństwo sprzyja rozwojowi srebrnej gospodarki i różnorodnych usług dedykowanych seniorom, stanowi też spore wyzwanie dla rynku pracy. Rosnących potrzeb nie da się zaspokoić bez inwestowania w odpowiednie kształcenie i szkolenia pracowników, które pozwoli sprostać zapotrzebowaniu m.in. na opiekę nad osobami starszymi oraz dostarczać innowacyjne rozwiązania związane z obszarem usług dla seniorów, a te mogą być oferowane w wielu branżach. 
Firmy, które myślą o dołączeniu do podmiotów działających w srebrnej gospodarce, powinny skupić się na dostarczaniu produktów i usług dostosowanych do potrzeb tej grupy wiekowej, obejmujących zdrowie, rekreację, transport, technologię dostosowaną do seniorów, a także przedsięwzięcia kulturalne i edukacyjne. W rezultacie, rozwój sektora usług dla seniorów z czasem wpłynie też na zwiększenie zatrudnienia w różnych dziedzinach, takich jak marketing, projektowanie, inżynieria czy edukacja.

– Pytanie tylko, czy pracodawcy zdążą przygotować się na zaspokojenie tych potrzeb i czy znajdą odpowiednią liczbę pracowników, których bez wątpienia będzie potrzebowała srebrna gospodarka  podsumowuje Cezary Maciołek.

Źródło informacji: Beyond Public Relations

Przedstawiciele decydentów, eksperci kliniczni i środowiska pacjentów wspólnie opracowali zbiór rekomendacji dla polskiej transplantologii. Zdaniem autorów wdrożenie dziewięciu ramowych zaleceń może stanowić uzupełnienie i kierunkowe uszczegółowienie Narodowego Programu Transplantacyjnego (NPT), przyjętego w maju 2023 roku.
Rekomendacje zostały stworzone z inicjatywy Federacji Przedsiębiorców Polskich.
– Pod koniec 2022 roku Federacja Przedsiębiorców Polskich postanowiła zapewnić przestrzeń do dialogu pomiędzy wszystkimi stronami zainteresowanymi stanem polskiej transplantologii. Opracowane jesienią 2023 roku rekomendacje powstały na bazie wniosków z dwóch spotkań szerokiego grona przedstawicieli środowisk medycznych, pacjenckich i administracji publicznej. Podczas obrad kluczowi eksperci z obszaru transplantologii odnieśli się do zatwierdzonego przez Radę Ministrów w maju 2023 roku Narodowego Programu Transplantacyjnego (2023-2032). Zdaniem specjalistów idea stworzenia dokumentustrategicznego w obszarze transplantologii w Polsce była potrzebna i oczekiwana. Jednocześnie zwrócono uwagę, że istnieją obszary opieki transplantologicznej, w których wciąż niezbędne są zmiany i interwencje. Cieszymy się, że jako Federacja mogliśmy być inicjatorem i moderatorem obrad eksperckich i wspierać działania świadomościowe w obszarze wypracowanych zaleceń – mówi Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).
W toku dyskusji i późniejszych konsultacji zespół ekspertów w składzie: Magdalena Kramska, Naczelnik Wydziału Transplantologii i Krwiolecznictwa w Departamencie Oceny Inwestycji Ministerstwa Zdrowia, dr hab. Artur Kamiński, Dyrektor Centrum Organizacyjno- Koordynacyjnego ds. Transplantacji „Poltransplant”, prof. dr hab. Roman Danielewicz, Przewodniczący Krajowej Rady Transplantacyjnej, prof. dr hab. Alicja Dębska-Ślizień, Prezes Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego, prof. dr hab. Lech Cierpka, Konsultant Krajowy w dziedzinie Transplantologii Klinicznej, prof. dr hab. Alicja Chybicka, Senator, Przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Transplantacji, poseł Patryk Wicher, Przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Wspierania Honorowych Dawców Krwi i Polskiego Czerwonego Krzyża oraz Promocji Krwiodawstwa, Dawstwa Szpiku Kostnego i Transplantologii, Jarosław Cyrynger, Prezes Zarządu Głównego Stowarzyszenia Transplantacji Serca, Grzegorz Perzyński, prezes Fundacji Transplantacja LIVERstrong, opracował zbiór dziewięciu zaleceń, które mają stanowić uzupełnienie i kierunkowe uszczegółowienie Narodowego Programu Transplantacyjnego (NPT).
Specjaliści zaproponowali następujące działania i cele:
 
1. Stałe doskonalenie jakości opieki transplantologicznej w Polsce
2. Zwiększenie liczby przeszczepień narządów
3. Rozwój sieci koordynatorów transplantacyjnych
4. Zwiększenie aktywności donacyjnej szpitali identyfikujących i zgłaszających potencjalnych dawców
5. Poprawę systemowej opieki psychologicznej nad biorcami i ich bliskimi
6. Uwzględnienie w działaniach edukacyjnych: potencjalnych dawców, rodzin dawców i biorców, specjalistów oraz interesariuszy sytemu ochrony zdrowia
7. Nowelizacja ustawy Prawo Transplantacyjne
8. Urealnienie wycen procedur z obszaru transplantologii
9. Zwiększanie liczby kadr medycznych zaangażowanych w proces transplantologiczny

– Rekomendacje dla polskiej opieki transplantologicznej zostały opracowane na podstawie wniosków z dyskusji po dwóch spotkaniach, w których uczestniczyli przedstawiciele kluczowych podmiotów i agend zaangażowanych w opiekę transplantologiczną w Polsce. Celem opracowania dokumentu było uzupełnienie i uszczegółowienie celów i zadań, jakie trzeba i warto postawić obecnie w zakresie transplantologii w naszym kraju. Eksperci biorący udział w dyskusjach i konsultacjach zgodzili się, że konieczne są aktualizacje i ułatwienia w dostępnie do procedur transplantologicznych, w tym administracyjnych. Wiele miejsca poświęcono konieczności zaplanowania i wdrożenia kampanii świadomościowych nakierowanych na szerzenie rzetelnej wiedzy o transplantologii i promujących dawstwo
narządów. Pragnęlibyśmy, by rozmowy o dawstwie organów odbywały się w rodzinach w sposób naturalny. Wierzymy, że dzięki wsparciu mediów i zaangażowaniu wszystkich interesariuszy będzie w Polsce możliwe skuteczniejsze ratowania życia i zdrowia z wykorzystaniem odpowiednich procedur translacyjnych – mówi prof. dr hab. Alicja Dębska- Ślizień, kierownik Katedry i Kliniki Nefrologii, Transplantologii i Chorób Wewnętrznych Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, Prezes Polskiego Towarzystwa Transplantacyjnego kadencji 2021-2023.
Zdaniem specjalistów kluczowe dla polskiej transplantologii jest efektywne czerpanie ze sprawdzonych wzorców krajów takich jak: Holandia, Hiszpania, państwa nordyckie czy USA, gdzie transplantologia stoi na wysokim poziomie: świadomościowym, organizacyjnym, efektywnościowym, organizacyjnym, infrastrukturalnym, finansowanym i szkoleniowym.

Źródło informacji: Salus Public Relations

Jak wykazał ogólnopolski sondaż, w pierwszych trzech kwartałach br. 38,4% dorosłych Polaków leczyło się stomatologicznie wyłącznie prywatnie. 22,9% korzystało zarówno z publicznej, jak i z komercyjnej opieki. Z kolei 18,2% ankietowanych było u dentysty tylko na NFZ. Natomiast 15,6% badanych w ogóle nie korzystało z takich usług. 4,3% respondentów nie pamiętało tego, a 0,6% uczestników sondażu leczyło się inaczej, niż wymieniono w ankiecie. Wyłącznie w prywatnych placówkach bywali głównie pacjenci w wieku 45-64 lat. Natomiast hybrydowy model leczenia deklarowały przeważnie osoby mające od 25 do 34 lat.
Ogólnopolski sondaż platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH i kliniki IMPLANT MEDICAL wykazał, że w ciągu trzech kwartałów br. 38,4% dorosłych Polaków leczyło się stomatologicznie wyłącznie odpłatnie w prywatnych placówkach. Najczęściej wybierana przez respondentów odpowiedź nie zaskoczyła autorów badania.
– Polacy od wielu lat są przeświadczeni, że publiczne leczenie, szczególnie dentystyczne, mocno kuleje. Dlatego wolą korzystać z prywatnych praktyk. W mojej ocenie, ten stan dalej będzie się pogłębiał, ponieważ coroczne waloryzacje NFZ niczego właściwie nie zmieniają. One w zasadzie nawet nie rekompensują bieżących podwyżek cen materiałów stomatologicznych, nie mówiąc już o innych dodatkowych kosztach. Stąd też usługi cały czas są na niskim poziomie.

Do systemu trzeba dołożyć sporą sumę, żeby postawić państwowe leczenie na nogi. Tylko na to raczej się nie zapowiada – komentuje dr Irena Przybylska, współautorka badania z kliniki IMPLANT MEDICAL. Analitycy z UCE RESEARCH wskazują, że pacjenci mają dużo mniejsze zaufanie do publicznej służby zdrowia niż do specjalistów przyjmujących prywatnie. O takim stanie rzeczy świadczy fakt, że w I kw. br. było ponad 4 razy więcej skarg do Rzecznika Praw Pacjenta na państwowe leczenie stomatologiczne niż na komercyjne.

– Gabinety działające na NFZ z reguły mają gorsze wyposażenie niż prywatne placówki. Te drugie inwestują w nowoczesny sprzęt i szkolenia personelu. W przypadku skomplikowanych lub specjalistycznych procedur często są jedyną opcją, bo zapewniają kadrę gotową podjąć się określonego leczenia. Niektórzy pacjenci preferują też prywatne placówki ze względu na spersonalizowaną opiekę lub komfortową obsługę – zwraca uwagę ekspertka.
Jak podkreślają autorzy badania, terminy wizyt w placówkach publicznej opieki stomatologicznej są często bardzo odległe, co zniechęca pacjentów do korzystania z nich. – Ten problem pogłębia się od lat, bo lekarzy przyjmujących w ramach kontraktu z NFZ jest coraz mniej. Specjaliści rezygnują ze współpracy z Funduszem, bo jest dla nich UCERESEARCH.com Dlatego Polacy, którzy mogą sobie na to pozwolić, wybierają prywatne gabinety, zwłaszcza gdy potrzebują szybkiej pomocy. W niektórych regionach dostępność publicznej opieki może być tak ograniczona, że wręcz zmusza pacjentów do korzystania z komercyjnych usług – dodaje dr Przybylska.
Z badania wynika również, że w pierwszych trzech kw. br. 22,9% Polaków korzystało zarówno z publicznej opieki, jak i z prywatnej. – Jeżeli pacjent częściowo leczy się na Fundusz, to oznacza, że jest zmuszony oszczędzać. W ten sposób sięga po proste usługi, które są dostępne najszybciej, a na skomplikowane zabiegi umawia się prywatnie. W mojej ocenie, hybrydowe rozwiązanie będzie wybierane coraz częściej, ponieważ w dobie wysokiej inflacji pacjenci wyraźnie zaczęli oszczędzać na leczeniu. Poprawić może się to tylko wtedy, kiedy rodacy będą w lepszej sytuacji finansowej lub gdy NFZ dorzuci więcej środków na opiekę – wyjaśnia ekspertka.
Z kolei 18,2% rodaków w analizowanym okresie korzystało wyłącznie ze świadczeń dostępnych na NFZ. – To dowodzi, że istnieje popyt na publiczne usługi stomatologiczne, zwłaszcza wśród osób, które nie mogą lub nie chcą płacić za opiekę prywatną. W naszej ocenie, pacjenci, którzy w ten sposób się leczą, zazwyczaj są do tego zmuszeni – przekonują badacze z UCE RESEARCH.
Natomiast 15,6% badanych w ogóle nie korzystało z usług stomatologicznych w ww. okresie. 4,3% ankietowanych nie pamiętało tego, a 0,6% leczyło się inaczej, niż wymieniono w ankiecie.

– W ogóle mogły nie być u stomatologa osoby, które nie widziały takiej potrzeby lub miały problemy z dostępem do tego typu opieki. Można uznać za niepokojącą grupę pacjentów, która nie pamięta i zaznaczyła inne niż standardowe opcje. To może sygnalizować konieczność zwiększenia edukacji pacjentów – uważa dr Irena Przybylska.

Analizując szczegółowe wyniki badania, można zauważyć, że same odpłatne wizyty częściej były wskazywane przez kobiety niż przez mężczyzn. Głównie deklarowali je Polacy z miesięcznymi dochodami netto przekraczającymi 9 tys. zł, z wyższym wykształceniem, a także mieszkańcy miast liczących co najmniej 500 tys. ludności.

– Na podstawie moich obserwacji mogę powiedzieć, że kobiety lepiej dbają o swoje uzębienie. Są też bardziej wymagające pod tym względem. Dlatego częściej inwestują w swój uśmiech. Z kolei osoby o wyższych dochodach z większą łatwością mogą wybierać odpłatne wizyty. Dostępne środki finansowe są w końcu kluczowym czynnikiem. Mieszkańcy dużych miast nie tylko lepiej zarabiają, ale mogą też przebierać wśród wielu konkurencyjnych cenowo ofert. Zazwyczaj mają większą świadomość na temat zalet korzystania z prywatnegl eczenia. Ta ostatnia kwestia również dotyczy osób z wyższym wykształceniem – analizuje ekspertka z IMPLANT MEDICAL.
Patrząc na sam wiek badanych, widać, że z prywatnych usług najczęściej korzystały osoby mające od 45 do 64 lat. – W dużych miastach starsi pacjenci muszą dłużej czekać na wizyty w ramach NFZ niż młodsi. Czym mniejsza jest miejscowość, tym ten odsetek spada. Pamiętajmy też, że osoby w tym wieku – zwłaszcza żyjące w niewielkich miejscowościach – często są gorzej sytuowane, a także bardziej przywiązane do publicznej służby zdrowia – uważa dr Przybylska.
Korzystanie z leczenia zarówno publicznego, jak i prywatnego częściej dotyczyło mężczyzn niż kobiet. Ponadto przede wszystkim deklarowały je osoby z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 7000-8999 zł, z wykształceniem zasadniczym zawodowym i z miejscowości liczących od 200 tys. do 499 tys. mieszkańców. Biorąc pod uwagę wiek, były to zazwyczaj osoby mające od 25 do 34 lat.

– Osoby w wieku 25-34 lat często są dopiero na etapie zakładania rodziny albo planowania tego, zaczynają też spłacać kredyty lub inne zobowiązania. To wszystko mocno determinuje je do tego, żeby szukać oszczędności wszędzie, gdzie się da, nawet jeśli całkiem nieźle zarabiają. I z tego pewnie wynika model hybrydowy – objaśnia współautorka badania. Leczenie tylko w ramach NFZ częściej było wybierane przez mężczyzn niż przez kobiety. Ponadto było deklarowane głównie przez ankietowanych zarabiających poniżej 1000 zł, z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym, a także mieszkańców wsi i miejscowości liczących do 5 tys. ludności. O tym też przeważnie informowały osoby w wieku 45-54 lat.

– Mężczyźni częściej mówią o korzystaniu z usług publicznej służby zdrowia w kwestii stomatologii, ponieważ mają oni mniejsze wymagania od kobiet. Natomiast osoby w wieku 45-54 lat z niskimi dochodami i z małych miejscowości mogą być zmuszone ze względów finansowych do tego, żeby korzystać z publicznej służby zdrowia. Do tego niższe
wykształcenie może skutkować mniejszą świadomością zdrowotną – wnioskuje dr Irena Przybylska.
Niekorzystanie z usług stomatologicznych w analizowanym okresie nieznacznie częściej było deklarowane w badaniu przez kobiety niż przez mężczyzn. Ponadto dotyczyło głównie osób z miesięcznymi dochodami netto poniżej 1000 zł, ze średnim wykształceniem oraz z miast liczących od 50 tys. do 99 tys. mieszkańców. Najczęściej tak twierdzili uczestnicy sondażu w wieku 65-74 lat.

– Osoby ze słabszymi dochodami mogą obawiać się kosztów prywatnego leczenia stomatologicznego, co może wpływać na decyzję o unikaniu wizyt u dentysty. Mieszkańcy mniejszych miast mogą też mieć ograniczony dostęp do placówek stomatologicznych, zarówno komercyjnych, jak i publicznych. Podsumowując, finanse, słaba edukacja zdrowotna i strach przed dentystą powodują, że niektórzy nie chcą się badać ani leczyć. Częściej dotyczy to osób, które korzystają z publicznej służby zdrowia niż z tej prywatnej – konkluduje dr Irena Przybylska.
Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i IMPLANT MEDICAL na próbie 1013 dorosłych Polaków.

Źródło informacji: USE Research

Nawet w trudnych ekonomicznie czasach Polacy zdecydowanie wolą inwestować w zdrowie swoich zębów, niż oddawać je w ręce publicznej opieki medycznej. Dobitnie pokazują to wyniki najnowszego, ogólnopolskiego sondażu. W trzech kwartałach br. ponad 38% dorosłych rodaków leczyło się stomatologicznie wyłącznie prywatnie, a prawie 23% korzystało zarówno z publicznej, jak i z komercyjnej opieki.
Oznacza to, że w sumie ok. 61% społeczeństwa było przynajmniej raz w ww. okresie na prywatnej wizycie. Tylko na NFZ leczyło się mniej niż 20% Polaków. Ponadto z sondażu wynika, że pacjentami komercyjnych placówek są najczęściej najzamożniejsi rodacy, a także mieszkańcy największych polskich miast. Z kolei hybrydowy model leczenia preferują głównie osoby zarabiające od 7 do blisko 9 tys. zł, zamieszkałe w ośrodkach miejskich liczących od 200 do 499 tys. ludności.

Inflacja nie zniechęciła pacjentów

W okresie trzech kwartałów br. ponad 38% dorosłych Polaków leczyło się stomatologicznie wyłącznie w prywatnych placówkach. Do tego blisko 23% rodaków korzystało zarówno z publicznej opieki, jak i z prywatnej.
Wyniki najnowszego sondażu platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH i kliniki IMPLANT MEDICAL przeprowadzonego wśród ponad tysiąca dorosłych Polaków, dobitnie pokazują, że nawet w czasach wysokiej inflacji duża część społeczeństwa woli inwestować w zdrowie jamy ustnej, niż oddawać je w ręce publicznej opieki medycznej. Takie wnioski płyną z raportu za I-III kw. br. Analizując to głębiej, można wskazać dwie główne przyczyny takiej sytuacji.

Po pierwsze, terminy wizyt w placówkach publicznej opieki stomatologicznej są zdecydowanie zbyt odległe, żeby zapewnić leczenie na czas. To zniechęca do niej pacjentów, zwłaszcza gdy pomoc jest im szybko potrzebna. Ten problem pogłębia się od lat, bo lekarzy przyjmujących w ramach NFZ jest coraz mniej. Specjaliści rezygnują ze współpracy z Funduszem, bo ona im się zwyczajnie nie opłaca. I tu dochodzimy do podstawowej kwestii – publiczne leczenie jest mocno niedoinwestowane i przez to reprezentuje niski poziom, a wręcz zacofanie, patrząc na światowe standardy. Nawet coroczne waloryzacje nie rekompensują bieżących

podwyżek cen materiałów stomatologicznych, a co dopiero mówić o innych dodatkowych kosztach, których przecież nie brakuje.
Po drugie, gabinety działające wyłącznie lub prawie w ten sposób na NFZ z reguły mają gorsze wyposażenie niż prywatne placówki. Te drugie stale inwestują w nowoczesny sprzęt i szkolenia personelu. Mówiąc wprost, nadążają za rozwojem nowoczesnej stomatologii. A w przypadku skomplikowanych lub specjalistycznych procedur często dają jedyną szansę na leczenie. W praktyce skutkuje to tym, że niektórzy pacjenci obawiają się, iż np. wypełniania zrobione na Fundusz mogą być słabszej jakości, mało trwałe i nie do końca estetyczne. Pacjenci boją się też, że lekarze w państwowych gabinetach nie uratują im wyjątkowo osłabionych zębów, a prywatni specjaliści zrobią to lepiej. Szybciej też wykryją potrzebę leczenia, dzięki nowoczesnej technologii, która jest przecież nieodzowną częścią postępu w stomatologii. Ponadto Polacy coraz bardziej cenią sobie spersonalizowaną opiekę i komfortową obsługę, a także jak najmniej bolesne zabiegi.
Omawiany problem jest znany w naszym kraju od co najmniej 30 lat i do tego stalesię pogłębia. Właściwie odkąd rozwinął się w Polsce nowoczesny rynek prywatnych usług stomatologicznych, rodacy darzą je większym zaufaniem niż publiczne leczenie. I nie chodzi o uprzedzenia, tylko o realne problemy, z którymi zderzają się pacjenci. Niedawno potwierdził to fakt, że w I połowie tego roku pacjenci złożyli do Rzecznika Praw Pacjenta (RPP) ponad 4-krotnie więcej skarg na państwową opiekę stomatologiczną niż na prywatną. Uważam też, że Polacy coraz bardziej będą stawiać na prywatne leczenie, bo państwowe coraz mniej spełnia ich oczekiwania. Jednocześnie będzie też rósł hybrydowy model korzystania z usług stomatologicznych, bo miej zamożni rodacy zmuszeni są do oszczędzania, także na własnym zdrowiu.

Komercyjne leczenie nie dla każdego

Niestety, nie każdy Polak może pozwolić sobie wyłącznie na komercyjną, coraz droższą opiekę. Dlatego prawie jedna czwarta rodaków częściowo leczy się na Fundusz. W ten sposób pacjenci korzystają z prostych, najszybciej dostępnych usług, a na skomplikowane zabiegi często umawiają się, ale już prywatnie. Hybrydowe rozwiązanie zyskuje na popularności, bo coraz więcej osób musi zaciskać pasa w trudnych ekonomicznie czasach.
Oczywiście niektórzy leczą zęby jedynie na Fundusz. I od stycznia do września br. dotyczyło to ponad 18% rodaków, czyli prawie jednej piątej społeczeństwa. Osoby, które nie mogą sobie pozwolić na prywatną opiekę, powinny móc się leczyć w komfortowych warunkach na miarę XXI wieku. Należy jednak pamiętać, że publiczna służba zdrowia jest finansowana z pieniędzy wszystkich podatników, a więc nie jest przecież darmowa, jak to czasem zwykło się mawiać.
Niepokoić powinien również fakt, że w ciągu dziewięciu pierwszych miesięcy tego roku blisko 16% Polaków nie korzystało z żadnych usług stomatologicznych. Ponad 4% rodaków nie pamiętało tego, a 0,6% leczyło się inaczej, niż wymieniono w ankiecie. Część osób może oczywiście uważać, że ich zęby są na tyle mocne i zdrowe, iż nie wymagają wizyt u lekarzy. Warto jednak przypomnieć, że przegląd dentystyczny powinien odbywać się co pół roku. Wówczas można w przyszłości uniknąć np. skomplikowanego leczenia. Niestety, można również przypuszczać, że
niektórzy omijali gabinety nie z powodu niedostatecznej świadomości czy lęku przed dentystą, zwanego dentofobią, ale przez konieczność oszczędzania pieniędzy na prywatne leczenie i brak terminu w publicznej placówce.

Kto jest czyim pacjentem?
Wyniki badania poszczególnych grup społecznych również odzwierciedlają codzienne obserwacje stomatologów. Kobiety częściej pojawiają się w prywatnych gabinetach niż mężczyźni, bo zwykle lepiej dbają o uzębienie. Zwłaszcza w ostatnich czasach wizyty stomatologiczne stały się elementem pielęgnacji urody. A według sondażu, więcej kobiet niż mężczyzn leczyło się wyłącznie prywatnie bądź komercyjnie i publicznie. Z kolei więcej panów niż pań bywało u dentysty tylko na Fundusz.
Patrząc na dochody, do przewidzenia mogło być to, że najlepiej zarabiający Polacy, tj. powyżej 9 tys. zł netto miesięcznie, najczęściej pojawiali się tylko w prywatnych gabinetach. Natomiast hybrydowy model leczenia najczęściej wskazywały osoby z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 7000-8999 zł. Można to wyjaśnić w ten sposób, że osoby dobrze zarabiające często potrafią ekonomicznie zarządzać swoimi zasobami. Nie trudno też zrozumieć, dlaczego Polacy uzyskujący co miesiąc mniej niż 1000 zł na rękę, najczęściej deklarowali samo państwowe leczenie. Brakowało im pieniędzy na inne możliwości.
Jeśli spojrzymy na poziom edukacji badanych, to osoby z wyższym wykształceniem najczęściej korzystają z prywatnej opieki. Hybrydowy model preferują głównie Polacy, którzy ukończyli szkoły zawodowe i zdały egzaminy potwierdzające ich umiejętności. Z kolei leczenie na NFZ preferują zwykle rodacy z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym.
Mieszkańcy największych polskich miast, tj. liczących co najmniej 500 tys. ludności, najczęściej leczą się prywatnie. Oni nie tylko lepiej zarabiają, ale mogą też przebierać wśród wielu konkurencyjnych cenowo ofert. Osoby z miast mających od 200 tys. do 499 tys. mieszkańców przeważenie preferują hybrydowe leczenie. Z kolei pacjenci żyjący w najmniejszych miejscowościach w kraju zwykle korzystają tylko z publicznej pomocy.

Autorką komentarza

jest dr Irena Przybylska, stomatolog z kliniki IMPLANT MEDICAL
Top Marka – największe badanie medialności brandów w Polsce – przygotowane po raz szesnasty przez PSMM Monitoring &amp; More oraz magazyn „Press”, wyłoniło najsilniejsze marki w Polsce. Liderem w branży „Opieka medyczna” została Grupa Lux Med.
Na rynek prywatnych usług medycznych w analizowanym okresie tj. od 1 lipca 2022 do 30 czerwca 2023 roku, wpływały m.in. rosnąca świadomość zdrowotna Polaków spowodowana pandemią COVID-19, zła kondycja publicznej ochrony zdrowia i wzrost inflacji.

W obliczu rosnących cen opieki medycznej coraz większą rolę odgrywają pracodawcy, którzy jako jeden z benefitów oferują pakiety usług zdrowotnych. Nie tylko dbają w ten sposób o pracowników, lecz także zyskują przewagę konkurencyjną na trudnym rynku pracy. To, co zauważalne w mediach, to fakt, że rośnie gotowość pacjentów do współfinansowania spersonalizowanych pakietów zdrowotnych w miejscu pracy, zwłaszcza jeśli obejmują one stomatologię. – W odpowiedzi na te trendy sieci prywatnej opieki medycznej wprowadzały nowe propozycje obejmujące m.in. usługi w ramach profilaktyki zdrowotnej i promujące aktywność fizyczną – komentuje Joanna Skrzypek, starsza analityczka mediów w PSMM Monitoring & More

Top marki w kategorii „Opieka medyczna”

W pierwszej piątce tegorocznego zestawienia dla branży „Opieka medyczna” znalazły się firmy takie jak: Grupa Lux Med, Medicover, PZU Zdrowie, Multimed i Enel-Med. Liderem wśród brandów, z siłą marki wynoszącą 484 188 pkt. została Grupa Lux Med.

Odnosząc się do okresu objętego analizą trudno nie wspomnieć o tragedii narodu ukraińskiego, zaatakowanego przez Rosję. Miało to wymierny wpływ na podejmowane przez naszą firmę decyzje. Uruchomiliśmy niemający dla nas precedensu program pomocowy, dzięki któremu do dziś udzieliliśmy ponad 400 tys. świadczeń medycznych ukraińskim uchodźcom. To też okres odważnych decyzji biznesowych. Wprowadziliśmy na rynek rewolucyjne, pierwsze w Polsce ubezpieczenie szpitalne Lux Med Pełna Opieka, które zapewnia kompleksową pomoc zarówno w przypadkach nagłych, jak i planowych. Inwestujemy tym samym w rozwój infrastruktury szpitalnej, kupując i rozwijając kolejne placówki tego typu – tłumaczy Łukasz Niewola, dyrektor departamentu komunikacji korporacyjnej i PR w Lux Med

Drugie miejsce w kategorii zajął Medicover z siłą marki 99 823 pkt. Trzecie – PZU Zdrowie z wynikiem 66 349 pkt.

Media, w których najczęściej pisano o branży

W pierwszej piątce tytułów prasowych piszących o branży „Opieka zdrowotne” znalazły się m.in.: „Puls Biznesu”, „Gazeta Ubezpieczeniowa”, „Rzeczpospolita”, „Gazeta Wyborcza” czy „Dziennik Gazeta Prawna”. W przypadku portali internetowych są to: Nto.pl, Expressbydgoski.pl, Echodnia.eu, Pomorska.pl, Nowosci.com.pl. Do najbardziej angażujących się w tematykę mediów społecznościowych zaliczymy: X (Twitter) oraz Facebook.

Raport branżowy Top Marka – w wersji podstawowej i poszerzonej – dostępny jest na stronie: www.topmarka.eu

Źródło: PSMM Monitoring & More i Press sp. z o.o. sp. k.