Medicalpress
Rosnąca liczba rosyjskich ataków rakietowych i dronowych coraz mocniej uderza nie tylko w ludność cywilną, ale także w system ochrony zdrowia w Ukrainie. Niszczenie szpitali, przerwy w dostawach energii i ewakuacje placówek sprawiają, że w wielu regionach jedyną szansą na pomoc medyczną są mobilne kliniki. Polska Misja Medyczna alarmuje, że wsparcia wymagają zarówno pacjenci z terenów przyfrontowych, jak i szpitale opiekujące się noworodkami.
Nasilone rosyjskie ataki rakietowe i dronowe powodują coraz większą liczbę ofiar wśród ludności cywilnej oraz utrudniają dostęp do opieki medycznej w Ukrainie. Według danych ONZ maj był najtragiczniejszym miesiącem dla cywilów od początku 2022 roku. Polska Misja Medyczna podkreśla, że na terenach przyfrontowych pomoc można dziś zapewnić głównie dzięki mobilnym klinikom, a wsparcia wymagają także ukraińskie szpitale.

 Maj był najtragiczniejszym miesiącem od 2022 roku pod względem skali ataków na cywili, także ich śmiertelności i liczby osób, które zostały ranne. Podejrzewamy, że czerwiec tylko utrwali tę statystykę i okaże się, że presja na ludność cywilną była ogromna. To wszystko jest spowodowane oczywiście nasileniem ataków rakietowych i dronowych zarówno na główne ośrodki miejskie w Ukrainie, jak i na tereny przygraniczne – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Justyna Stępień, członkini zarządu Polskiej Misji Medycznej.

W ostatnich miesiącach Rosja nasila ataki rakietowe i dronowe na ukraińskie miasta, co przekłada się na coraz większą liczbę ofiar wśród ludności cywilnej. Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka podkreśla, że zmasowany atak z początku lipca był kolejnym z serii śmiercionośnych uderzeń, które powodują gwałtowny wzrost liczby zabitych i rannych. Według ONZ wzrost liczby ofiar wynika przede wszystkim z coraz częstszego wykorzystywania broni dalekiego zasięgu oraz rosnącej liczby ataków dronami krótkiego zasięgu wzdłuż linii frontu.

W maju zginęły co najmniej 274 osoby cywilne, a 1763 zostały ranne. Był to najwyższy miesięczny bilans ofiar od kwietnia 2022 roku oraz wzrost o 93 proc. w porównaniu z majem ubiegłego roku. Blisko połowa wszystkich ofiar była skutkiem ataków z użyciem broni dalekiego zasięgu, przede wszystkim rakiet i dronów, które uderzały głównie w duże miasta położone z dala od linii frontu. Łącznie od 1 grudnia 2025 roku do 31 maja 2026 roku w Ukrainie zginęło co najmniej 1270 cywilów, a 6850 zostało rannych. To o 40 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

Celem ataków coraz częściej stają się placówki ochrony zdrowia – w maju Światowa Organizacja Zdrowia zarejestrowała 50 ataków na placówki ochrony zdrowia, a od początku pełnoskalowej rosyjskiej agresji ich liczba przekroczyła już 3 tys. Ataki są wymierzone także w ratowników oraz osoby niosące pomoc cywilom.

– Lekarze, ośrodki medyczne i szpitale są stałym celem ataków. Ma to szczególne znaczenie w pasie przyfrontowym, co skutkuje albo decyzją o ewakuacji tych placówek, albo często ich trwałym zniszczeniem. W związku z tym dzisiaj dotarcie z pomocą medyczną do osób cywilnych, które zamieszkują tereny przyfrontowe, jest możliwe tylko poprzez kliniki mobilne, czyli zespoły, które dojeżdżają do pacjentów z podstawowym wyposażeniem – tłumaczy Justyna Stępień.

Mobilne kliniki prowadzone przez Polską Misję Medyczną działają przede wszystkim w obwodach sumskim i charkowskim. Organizacja zapewnia tam podstawową opiekę medyczną mieszkańcom terenów przyfrontowych, którzy często nie mają już dostępu do przychodni ani aptek w swoich miejscowościach. Kliniki PMM przeprowadzają nawet 1000 konsultacji lekarskich miesięcznie. Ponad połowę pacjentów stanowią osoby powyżej 65. roku życia.

– Także szpitale w Ukrainie potrzebują naszego wsparcia. W tej chwili pracujemy w 27 szpitalach, w oddziałach neonatologicznych, które wyposażamy. Naszym celem jest zapewnienie jak największej pomocy kobietom i lekarzom w przyjęciu porodów i opiece nad noworodkami. Jednocześnie widzimy potrzebę, żeby szkolić personel medyczny – wskazuje przedstawicielka Polskiej Misji Medycznej.

Organizacja wspiera oddziały neonatologiczne w różnych regionach Ukrainy, gdzie dostarcza sprzęt medyczny i prowadzi szkolenia dla personelu. Program jest współfinansowany przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych.

Problemy z dostępem do opieki zdrowotnej wynikają nie tylko z ataków na szpitale. ONZ wskazuje, że rosyjskie uderzenia w infrastrukturę energetyczną powodują wielogodzinne przerwy w dostawach prądu, utrudniając funkcjonowanie placówek medycznych, szkół i systemów wodociągowych.

– Mnóstwo osób w Ukrainie przemieściło się wewnętrznie, w związku z czym zwiększyło to presję na placówki funkcjonujące nawet w bezpieczniejszych miejscach, chociaż właściwie trudno o takie w Ukrainie. Placówki medyczne i szpitale zmagają się z dużą liczbą pacjentów, a jednocześnie z takimi problemami jak na przykład dostęp do prądu, co przekłada się na pomoc pacjentom. Generalnie jednak nie ma sytuacji, w której ludzie zostawaliby bez opieki. System, zarówno państwa, jak i organizacji humanitarnych, w jakimś stopniu umożliwia docieranie do wszystkich potrzebujących – zapewnia Justyna Stępień.

Źródło: Newseria

W tle doniesień o kolejnych planach pokojowych dla Ukrainy, na jej terenie każdego dnia toczy się wojna. Giną i cierpią w niej cywile: w 2025 roku zginęło ich o 25% niż w rok wcześniej. Ostrzały i bombardowania dotykały też infrastruktury energetycznej (nawet 4500 ataków w 2025 roku i opieki zdrowotnej (ponad 570 ataków). Pierwsze dni 2026 roku pokazują, że ataki Rosji będą równie intensywne. ONZ szacuje, że pomocy humanitarnej w tym roku potrzebować będzie niemal 11 milionów mieszkańców Ukrainy.
Średnia miesięczna liczba ofiar śmiertelnych wśród cywilów w 2025 roku to ponad 200 osób – tak tragicznego bilansu wojny w Ukrainie nie obserwowaliśmy od trzech lat i pierwszych miesięcy jej eskalacji. To przede wszystkim efekt zmasowanych ataków lotniczych oraz dronowych, którymi armia rosyjska terroryzuje ukraińskich cywilów. Wraz z zimowymi miesiącami, wzrosła też liczba ataków na infrastrukturę energetyczna. Łącznie w ubiegłym roku było ich ponad 4500, kontynuowane są też pierwszych dniach stycznia. Łączy się to z dotkliwymi przerwami dostaw prądu i ciepła – przy temperaturach znacznie poniżej zera.

– Wyraźnie widać, że celem rosyjskich ataków jest zastraszenie ludności cywilnej i utrudnienie ludziom codziennego funkcjonowania – komentuje Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej – Od początku eskalacji, opieka zdrowotna atakowana była ponad 2800 razy. To najwyższa liczba tego typu ataków w XXI wieku.

Ta sytuacja wpływa w dużej mierze na dostępność opieki medycznej blisko linii frontu. Zniszczone punkty medyczne nie mogą pełnić już swoich dawnych funkcji, ewakuowani są również sami medycy. Lukę wypełniają mobilne kliniki, choćby te prowadzone przez Polską Misję Medyczną w obwodach charkowskim i sumskim. Pełnią one funkcje mobilnych przychodni – ale oprócz lekarzy, w zespole kliniki są też farmaceuta czy psycholog.

– Zdrowie psychiczne to jeden z najbardziej zapomnianych problemów tego konfliktu. 75% pacjentów naszych klinik zgłasza nam potrzebę pomocy psychologicznej. Na granicy wytrzymałości są też sami medycy: pamiętajmy, że oni też są ofiarami tej wojny – dodaje Ewa Piekarska-Dymus z Polskiej Misji Medycznej.

Kliniki PMM w obwodzie charkowskim i sumskim przeprowadzają około 1000 konsultacji lekarskich miesięcznie. Pacjentami są głównie osoby starsze: seniorzy powyżej 65 roku życia stanowią ponad 50% badanych osób. Na terenie całej Ukrainy Polska Misja Medyczna pomaga również kobietom w ciąży i noworodkom. W projekcie współfinansowanym przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych, polska organizacja wspiera oddziały neonatologiczne w całej Ukrainie, dostarczając im sprzętu i przeprowadzając szkolenia dla lekarzy i pacjentów.

Źródło: Komunikat Prasowy

3 grudnia obchodzimy Międzynarodowy Dzień Osób z Niepełnosprawnościami – ustanowiony przez ONZ po to, aby przypomnieć o realnych problemach, z jakimi każdego dnia mierzą się miliony ludzi: od barier architektonicznych i ekonomicznych po niewystarczający dostęp do leczenia oraz niezrozumienie społeczne. Jednocześnie to doskonały moment, aby pokazać, jak ogromne znaczenie w zapobieganiu niepełnosprawnościom lub hamowaniu ich rozwoju ma nowoczesna neurologia. „Dzięki obecnym terapiom neurologicznym, specjalistycznej rehabilitacji oraz wsparciu systemowemu możemy realnie wpłynąć na los i codzienne funkcjonowanie pacjentów z wieloma chorobami układu nerwowego, w tym takimi, które jeszcze nie tak dawno kojarzyły się z nieuchronną niepełnosprawnością, jak np. stwardnienie rozsiane. Aby jednak móc wykorzystać w pełni potencjał współczesnej medycyny, potrzebujemy stabilnego finansowania systemu opieki neurologicznej” – podkreśla prof. dr hab. n. med. Alina Kułakowska, prezes Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.
Choroby układu nerwowego stanowią dziś główną przyczynę długotrwałych niepełnosprawności w Polsce. Każdego roku udaru mózgu doświadcza ok. 90 tys. osób, z czego aż 30% nie odzyskuje sprawności. Blisko 50 tys. pacjentów żyje ze stwardnieniem rozsianym (SM), które jest najczęstszą niezwiązaną z urazem przyczyną niepełnosprawności młodych dorosłych, a setki tysięcy osób mierzą się z padaczką czy chorobami neurodegeneracyjnymi, jak choroba Alzheimera czy choroba Parkinsona.

Postęp terapeutyczny, który zmienił oblicze neurologii

„Choroby układu nerwowego nie muszą jednak prowadzić do trwałej niesprawności. Współczesna neurologia oferuje terapie, które potrafią bardzo skutecznie hamować progresję wielu schorzeń, a nawet poprawiać stan zdrowia pacjentów. Nowoczesne leczenie poprawia jakość życia pacjentów i pozwala im pozostać aktywnymi zawodowo i społecznie. Widać to między innymi w danych ZUS dotyczących stwardnienia rozsianego: dzięki nowoczesnym lekom liczba rent, absencji chorobowych czy hospitalizacji z powodu SM systematycznie maleje. To realne, bardzo wymierne i mierzalne efekty, jakie niesie dostęp do nowoczesnych terapii neurologicznych” – mówi prof. Alina Kułakowska.

Neurologia jest niezwykle dynamicznie rozwijającą się dziedziną medycyny, a ostatnia dekada to czas gwałtownego rozwoju leków modyfikujących przebieg wielu chorób układu nerwowego. W Polsce leki te są zazwyczaj refundowane w ramach programów lekowych, których w neurologii obecnie funkcjonuje ponad 20. Największym z nich, obejmującym szerokie portfolio leków i największą liczbe leczonych pacjentów, jest program leczenia SM. Kolejny to modelowy program leczenia rdzeniowego zaniku mięśni (SMA) – uznawany za jeden z najlepiej zaprojektowanych w Europie. To ogromny sukces całego środowiska neurologicznego i systemu ochrony zdrowia.

Refundacja na papierze to za mało

Pomimo znaczących sukcesów terapeutycznych polska neurologia znalazła się dziś w punkcie krytycznym. „Nowoczesne, skuteczne terapie są refundowane, ale same decyzje refundacyjne nie wystarczą. Bo refundacja na papierze to nie to samo, co realny dostęp pacjentów do leczenia. Kontrakty na realizację programów lekowych na 2025 r, są o kilkanaście procent niższe niż rok wcześniej, co generuje ogromne nadwykonania. Nie możemy przecież wyłączyć z programów pacjentów już w nich leczonych, ani odmawiać terapii pacjentom nowo zdiagnozowanym. Każde opóźnienie w rozpoczęciu leczenia ma poważne konsekwencje zdrowotne i ekonomiczne – jak rozwój niepełnosprawności, której często nie udaje się już później odwrócić. Ratujmy życie i zdrowie pacjentów poprzez umożliwienie im realnego dostępu do terapii, zapewniając stabilne finansowanie programów lekowych. Nie zmarnujmy tego, co udało się osiągnąć” – apeluje prezes PTN.

Rehabilitacja neurologiczna – wciąż zbyt trudno dostępna

Farmakoterapia, choć kluczowa, nie jest wystarczająca w chorobach neurologicznych. Drugim – równie ważnym elementem – jest rehabilitacja. Pacjenci po przebytych udarach mózgu, ze stwardnieniem rozsianym, chorobą Parkinsona czy SMA potrzebują specjalistycznych, dostosowanych do choroby i jej fazy programów rehabilitacyjnych. Chodzi zarówno o klasyczną fizjoterapię, zajmującą się funkcjami ruchowymi, ale także o rehabilitację funkcji poznawczych, terapię mowy i połykania (neurologopedię) oraz rehabilitację oddechową.  Brak dostępu do odpowiedniej rehabilitacji prowadzi do pogorszenia stanu zdrowia pacjentów, a w przypadku chorób takich jak SMA jest wręcz marnowaniem efektów kosztownej farmakoterapii, która bez systematycznego usprawniania nie daje pełnych efektów. Tymczasem w Polsce dostęp do kompleksowych, interdyscyplinarnych programów rehabilitacji jest dramatycznie niewystarczający. I nie jest to wyłącznie problem medyczny, ale także społeczny i ekonomiczny. Ograniczona rehabilitacja oznacza większą niesamodzielność pacjentów, konieczność rezygnacji z pracy przez nich lub ich opiekunów oraz wzrost kosztów opieki długoterminowej.

Niewidzialne niepełnosprawności – najtrudniejsze do zrozumienia

Międzynarodowy Dzień Osób z Niepełnosprawnościami to także okazja, aby przypomnieć, że niepełnosprawność nie musi być widoczna. Choć wiele osób kojarzy niepełnosprawność z ograniczeniami w zakresie funkcji ruchowych, to w rzeczywistości jest inaczej. Aż 80% niepełnosprawności ma charakter niewidoczny na pierwszy rzut oka – dotyczy to m.in. pacjentów z SM, miastenią, padaczką, chorobami metabolicznymi czy psychicznymi.

U osoby z SM mogą pojawić się zaburzenia widzenia, przewlekłe zmęczenie, problemy poznawcze, zaburzenia równowagi czy zaburzenia funkcji pęcherza i jelit – trudne do dostrzeżenia, ale mogące znacząco utrudnić codzienne życie. W miastenii niewidoczne dla innych mogą być osłabienie mięśni, podwójne widzenie, problemy z połykaniem czy oddychaniem. To sprawia, że chory – choć zmaga się z przewlekłą, ciężką chorobą – bywa oceniany przez otoczenie jako leniwy, mniej zaangażowany, a nawet symulujący chorobę lub będący pod wpływem alkoholu. Jak relacjonują pacjenci, błędne interpretacje ich zachowania zdarzają się w szkołach, miejscach pracy, a czasem niestety również w rodzinie oraz w gabinetach lekarskich i podczas orzekania o niepełnosprawności. „Niewidzialna” niepełnosprawność ma więc dwa oblicza: medyczne i społeczne. A to drugie, związane z brakiem świadomości (a przez to i zrozumienia), może być równie dotkliwe jak objawy choroby.

Neurologia potrzebuje stabilności, a pacjenci – widzialności

„Międzynarodowy Dzień Osób z Niepełnosprawnościami” przypomina nam, jak ogromną rolę odgrywa neurologia w zapobieganiu trwałej niesprawności. Osiągnęliśmy w ostatnich latach bardzo wiele dzięki nowoczesnym terapiom i programom lekowym, ale te osiągnięcia mogą zostać zaprzepaszczone, jeśli zabraknie stabilnego finansowania. Potrzebujemy również lepszego dostępu do specjalistycznej rehabilitacji oraz większej świadomości społecznej na temat „niewidocznych” niepełnosprawności. Tylko wtedy potencjał współczesnej neurologii będzie w pełni wykorzystany, a pacjenci otrzymają opiekę i wsparcie, jakiego potrzebują” – podsumowuje prof. Alina Kułakowska.

Źródło: Komunikat Prasowy

Strefa Gazy jest obecnie jednym z najniebezpieczniejszych miejsc do niesienia pomocy potrzebującym. Miesiące bombardowań i ostrzałów obiektów cywilnych przyniosły śmierć ponad 200 wolontariuszom oraz pracownikom humanitarnym. Giną również medycy. Ministerstwo Zdrowia Strefy Gazy podaje, że życie straciło już 348 pracowników służby zdrowia.
Naszym krajem wstrząsnęła informacja o śmierci Polaka w Strefie Gazy. Mężczyzna był wolontariuszem organizacji humanitarnej World Central Kitchen (WCK). W wyniku bombardowania, w którym zginął, życie straciło siedem osób – m.in. obywatele Wielkiej Brytanii, Australii oraz Irlandii. Wszyscy zajmowali się dostarczaniem żywności Palestyńczykom, którzy zmagają się obecnie z klęską głodu.
 
Nie ma usprawiedliwienia dla zabijania pracowników humanitarnych. Nigdy i w żadnych warunkach. Przypominam – nie ma go też dla zabijania osób cywilnych, które giną od początku tego konfliktu. Składamy kondolencje dla rodzin i bliskich wszystkich niewinnych osób, które straciły życie w Strefie Gazy  mówi Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej.

Ogromne niebezpieczeństwo, na jakie narażeni są wolontariusze i pracownicy humanitarni w Strefie Gazy, ma swoje odzwierciedlenie w tragicznych statystykach. ONZ informuje, że w Gazie zginęło już 174 jej pracowników, w tym 171 pracowników UNRWA (przyp. red. Agencja Narodów Zjednoczonych dla Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie).

Jednocześnie ONZ podkreśla, że to jedna z największych ofiar i najtragiczniejszych sytuacji w historii organizacji. Łącznie od początku eskalacji konfliktu zginęło już ponad 200 pracowników humanitarnych.

– Większość pracowników humanitarnych oraz medycznych, którzy zginęli dotychczas, to Palestyńczycy i Palestynki – dodaje Małgorzata Olasińska-Chart. – To oni są w najtrudniejszej sytuacji, bo w większości nie mogą opuścić Strefy Gazy. Enklawa jest dla nich śmiertelną pułapką. Ich sytuacja niewiele różni się od sytuacji pozostałych osób cywilnych: żyją tam, pomagają i niemal każdego dnia giną.

Pomimo niebezpieczeństwa, działania pracowników humanitarnych i medycznych w Strefie Gazy są absolutnie niezbędne. Odcięci od świata mieszkańcy enklawy wyczerpali już praktycznie wszystkie swoje zapasy, a humanitarna pomoc i dostawy jedzenia są przepuszczane w zbyt małych ilościach, by wyżywić ponad 2 200 000 ludzi pozostających w enklawie.

Pracujący na miejscu lekarze donoszą również o ogromnych brakach w dostępnych lekach, do ich dyspozycji pozostają przede wszystkim podstawowe leki przeciwzapalne. Nie ma natomiast specyfików, które mogłyby uratować komuś życie, takich jak leki kardiologiczne czy przeciwcukrzycowe.

Dlatego lekarze współpracujący z Polską Misją Medyczną szacują, że 70% pacjentów zgłaszających się do prowadzonych przez nich punktów medycznych, nie otrzymuje niezbędnej pomocy.

Polska Misja Medyczna wraz z lokalnym partnerem – Palestinian Medical Relief Society – pomaga cywilom w Strefie Gazy. Pierwsza transza pomocowa sfinansowana z wpłat darczyńców zawiera zapasy medyczne, ciepłe ubrania oraz mleko dla noworodków.

źródło: Polska Misja Medyczna

Jednym z wydarzeń towarzyszących odbywającym się w Nowym Jorku obradom Zgromadzenia Ogólnego ONZ była kolejna edycja cyklu sesji networkingowych Goals House. W spotkaniu organizowanym przez UNICEF dotyczącym roli zdrowia psychicznego w realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju (ang. SDG) wzięli udział m.in. dr hab. n. med. Maciej Pilecki – psychoterapeuta, specjalista w dziedzinie psychiatrii i psychoterapii dzieci i młodzieży oraz superwizor Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego, a także Dariusz Gałęzewski, współtwórca marek OSHEE i eatyx.
Poprawa zdrowia psychicznego jako jeden z globalnych priorytetów
 
Goals House to międzynarodowa społeczność skupiająca liderów biznesu, polityków, przedstawicieli organizacji pozarządowych czy aktywistów. Jej ideą jest łączenie i mobilizacja ludzi z różnych krajów, branż i środowisk z zamysłem nawiązania współpracy, wprowadzania innowacji oraz realizacji celów SDG. Jest to możliwe poprzez cykliczną organizację wydarzeń, które stwarzają przestrzeń do prezentacji pomysłów czy wyrażania opinii.
 
Problemy ze zdrowiem psychicznym i emocjonalnym dotykają dzisiaj co czwarte dziecko i nastolatka. Co dziesiąta osoba w wieku rozwojowym wymaga pomocy psychologicznej lub leczenia psychiatrycznego. Zaburzenia te na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat występują coraz częściej. Pogorszenie statystyk dotyczy również samobójstw. Te, w skali globu, są jedną z pięciu najczęstszych przyczyn śmierci wśród najmłodszych. Musimy mieć świadomość, że problemy te, będące źródłem cierpienia pacjentów i ich bliskich, mają także wymiar ekonomiczny, związany z brakiem produktywności czy kosztami leczenia oraz opieki. Co za tym idzie, troska o zdrowie psychiczne dzieci i młodzieży, a także destygmatyzacja zaburzeń psychicznych, powinna być obszarem naszej wspólnej troski – mówi dr hab. n. med. Maciej Pilecki.
 
Jak dodaje, dane wskazują, że nawet w krajach rozwiniętych opieką objętych jest mniej niż 10% wymagających pomocy dzieci i nastolatków. Niezwykle ważne jest zatem zaangażowanie instytucji publicznych, ale też sektora prywatnego. Pozwala to w skali globalnej zarówno na transfer technologii, jak i dobrych praktyk związanych z relacjami międzyludzkimi. To jednocześnie szansa na pozyskanie dodatkowych funduszy wspierających niedofinansowane obszary.
 
– Zaburzenia psychiczne to problem potężnej skali, który, mimo że kluczowy, nadal jest niewyczerpany i mocno niedofinansowany. Grupa dzieci i młodzieży, żyjąca w warunkach podwyższonego ryzyka rośnie z roku na rok. To z uwagi na codzienność, w której przychodzi im obcować między innymi z konfliktami zbrojnymi oraz ciągłym poczuciem zagrożenia, uchodźstwem czy ekstremalnym ubóstwem rodzącym wykluczenie społeczne. Kryzys zdrowia psychicznego nie rozwiąże się sam. Tym bardziej liczymy na współpracę z UNICEF Polska i możliwość partycypacji w działaniach, które pozwolą mocniej nagłośnić problem, a także zmienić optykę patrzenia społeczeństwa na problemy natury psychologicznej u najmłodszych, przyspieszając tym samym profilaktykę i leczenie – tłumaczy Dariusz Gałęzewski.
 
Goals House UNGA 2023
 
Hostem sesji organizowanej przez UNICEF był George Laryea-Adjei, Direktor, Programme Group w UNICEF. Wśród panelistów pojawili się przedstawiciele Jo Malone London, Sony Corporation of America czy Spotify.
 
Goals House to jedno z partnerstw, które pozwala urzeczywistniać założenia Celów Zrównoważonego Rozwoju, które w 2015 roku określiła Organizacja Narodów Zjednoczonych (ONZ). Poruszają one społeczne, środowiskowe i ekonomiczne aspekty, przedstawiając jednocześnie kompleksowy plan rozwoju świata, z którego korzyści mogą czerpać zarówno mieszkańcy, jak i planeta. Cele te mają zostać osiągnięte do 2030 roku.

źródło: Publicon
„Beat Plastic Pollution” – hasło tegorocznego Światowego Dnia Środowiska (World Environment Day) wzywa światową społeczność do ostatecznego rozwiązania kryzysu zanieczyszczania środowiska tworzywami sztucznymi. Przesłanie skierowane jest do środowisk związanych z całym cyklem życia tworzyw sztucznych, postulując zatrzymanie plastiku w obiegu gospodarczym i z dala od środowiska. Globalne obchody Światowego Dnia Środowiska od 50 lat są koordynowane przez Program ONZ ds. Środowiska (UNEP). W Polsce, święto obchodzone jest w ramach kampanii #DlaPlanety.pl organizowanej przez UNEP/GRID-Warszawa.
Światowy Dzień Środowiska, obchodzony co roku 5 czerwca, ustanowiony został przez ONZ po to, by przypominać ludziom o pogarszającym się stanie globalnego środowiska. Po raz pierwszy obchodzony w roku 1973 r., i przez ostatnie pół wieku był okazją do poruszenia w przestrzeni publicznej tematów tak różnych jak jakość wody, pustynnienie, ochrona klimatu, tworzenie zielonych miast czy przyjazne dla ludzi i środowiska wzorce rozwoju.

Dlaczego to światowej rangi wydarzenie, poświęcone jest w tym roku rozwiązaniom globalnego kryzysu zanieczyszczania środowiska tworzywami sztucznymi?

Jak na ironię, jest to materiał tak trwały, że nie ulega rozpadowi przez wiele stuleci; wykorzystywany jest do masowej produkcji przedmiotów, które pozostają w użyciu zaledwie przez chwilę, po czym stają się odpadem. Na świecie produkuje się ponad 430 mln ton plastiku rocznie, z czego 2/3 to produkty przeznaczone do jednorazowego użytku. Z tej masy dodatkowych tworzyw sztucznych w gospodarczym obiegu, mniej niż 10% poddawane jest recyklingowi, a ponad 20%, przez złe zarządzanie trafia do środowiska. Szacuje się, że co roku do jezior, rzek i mórz wrzuca się 23 mln ton plastiku.

Odpady z tworzyw sztucznych są już we wszystkich zakamarkach świata, są też we wszystkich organizmach żywych, także w ciałach ludzi. Mikroplastik – drobiny plastiku do 5 mm – przedostają się do żywności, wody i powietrza. Niektóre dodatki chemiczne zawarte w mikroplastikach powodują poważne skutki zdrowotne, jak np. zaburzają gospodarkę hormonalną. Istnieją potwierdzone związki tych dodatków z otyłością, cukrzycą, nieprawidłowym funkcjonowaniem mózgu, chorobą nowotworową. Czas więc podjąć natychmiastowe działania, które przyniosą systemowe zmiany w obszarach produkcji, projektowania, konsumpcji czy unieszkodliwiania tworzyw sztucznych, tym bardziej, że większość z możliwych rozwiązań jest znana i dostępna od ręki.

Przyszłość jest cyrkularna

Kiedy w latach 50. plastik zaczął być produkowany na masową skalę, nie opracowano koncepcji – i wciąż jej nie ma – jak skutecznie unieszkodliwiać tworzywa sztuczne. Nie wzięto również pod uwagę, że plastik będzie mieć wpływ na środowisko naturalne. Kryzys wywołany przez zanieczyszczanie środowiska uświadomił społeczeństwu, że jako ludzie, nie żyją i nie działają w izolacji od planety. Ludzie są częścią wielkiego, żywego systemu, od którego zależą jako istoty biologiczne, i na który mają wpływ jako istoty twórcze. Kryzys zanieczyszczeń nauczył społeczeństwo, że tworzywa sztuczne – chociaż są stworzone przez ludzi, nie należą do świata natury. Teraz, kiedy już znane są mechanizmy i skutki wprowadzania ich do środowiska, należy znaleźć sposoby, żeby zachowując korzyści z tworzyw sztucznych, nie szkodzić planecie i nam samym.

W marcu 2022, podczas 5. sesji Zgromadzenia ONZ ds. Środowiska (United Nations Environment Assembly, UNEA5), państwa członkowskie przyjęły historyczną Rezolucję „End Plastic Pollution: Towards an International Legally Binding Instrument”. Dokument ten wzywa rządy państw do wypracowania do roku 2024 nowego prawa międzynarodowego, które zakończy problem zanieczyszczania środowiska przez zamknięcie obiegu dla gospodarki tworzyw sztucznych.

Inger Andersen, dyrektor wykonawcza Programu Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska (United Nations Environment Programme, UNEP) wyraziła przekonanie, że porozumienie to będzie najważniejszym międzynarodowym, wielostronnym porozumieniem środowiskowym od czasu Porozumienia Paryskiego z 2015 r. (https://www.unep.org/news-and-stories/story/what-you-need-know-about-plastic-pollution-resolution).
Jest to perspektywa utwierdzająca nas, że gra jest warta świeczki – tak Maria Andrzejewska, dyrektor generalna UNEP/GRID-Warszawa podsumowała analizy UNEP mówiące m.in., że już samo przejście na gospodarkę cyrkularną może do 2040 r. zmniejszyć ilość tworzyw sztucznych trafiających do oceanów o ponad 80%, zredukować produkcję pierwotnego plastiku o 55% oraz zmniejszyć emisje gazów cieplarnianych o 25%.
Systemowa zmiana, korzyści dla wszystkich

Zanieczyszczanie środowiska tworzywami sztucznymi powoduje szkody o wartości od 300 do 600 mld USD rocznie. Przejście na gospodarkę o obiegu zamkniętym do 2040 r. może przynieść oszczędności przekraczające 4,5 bln USD. Zmniejszyłoby to również emisje gazów cieplarnianych o 25%, stworzyłoby dodatkowe miejsca pracy oraz poprawiło warunki życia milionów pracowników sektora nieformalnego w krajach rozwijających się. Mówiąc krótko, odejście od obecnego niezrównoważonego modelu będzie lepsze dla planety, klimatu, ludzkiego zdrowia i samej gospodarki.

Działania zmierzające do zamknięcia cyklu życia tworzyw sztucznych muszą zostać podjęte przez wszystkich, którzy mamy wpływ na obieg plastiku – rządy, samorządy, przedstawicieli biznesu, a także społeczności, placówki edukacyjne, związki wyznaniowe oraz każdą osobę fizyczną. Z okazji Światowego Dnia Środowiska, UNEP przygotował w tym roku Poradnik #Beat Plastic Pollution”, który podpowiada gotowe rozwiązania i sposoby angażowania się wynikające z możliwości działania reprezentantów tych środowisk.

Warto w tym miejscu przypomnieć hierarchię postępowania z odpadami, jaką Unia Europejska ustanowiła w 2019 r. Według niej, wydłużenie życia przedmiotów z plastiku, które zatrzymuje plastik w gospodarczym obiegu, a więc z dala od środowiska, może się odbywać przez naprawianie, renowację i powtórne użycie. Strategia ta jest lepsza niż recykling. Naprawianie i ponownie użycie są najlepszą strategia przeciwdziałania zanieczyszczeniu środowiska tworzywami sztucznymi, stąd też należy pamiętać: jeśli nie możesz użyć jakiejś rzeczy ponownie, odmów jej przyjęcia! („If you can’t use it – refuse!”).

Światowy Dzień Środowiska w Polsce

Globalna kampania Światowego Dnia Środowiska ma swoją odsłonę w Polsce. Na nośnikach firm Screen Network i AMS, zostaną wyemitowane animowane spoty z jej polską wersją. Dodatkowo, uruchomiona zostanie komunikacja mówiąca o obecności mikroplastiku w opadach deszczu, która będzie zsynchronizowana ze zmieniającą się w czasie rzeczywistym pogodą.

W weekend poprzedzający święto odbędą się w Warszawie wydarzenia towarzyszące. W sobotę 3 czerwca, UNEP/GRID-Warszawa zaprasza wszystkich do symbolicznej akcji sprzątania w dwóch lokalizacjach nad Wisłą: na plaży „Poniatówka” pod Mostem Poniatowskiego oraz na skwerze przy Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Ochotnicy będą od godz. 12:00 zbierać porzucone plastikowe odpady, a cała akcja zorganizowana jest przy wsparciu Miasta st. Warszawa oraz platformy Planet Heroes. Ciekawostka w temacie zanieczyszczenia naszego środowiska plastikiem będzie czekać na przechodniów w jednym z wystawowych kubików na bulwarach wiślanych, z kolei 5 czerwca, w Światowym Dniu Środowiska, odbędzie się w Pałacu Zamoyskich w Warszawie konferencja „Solutions to Plastic Pollution”.
Przed nami jedno z najważniejszych globalnych wydarzeń, które łączy ludzi na całym świecie w holistycznej refleksji nad stanem naszej planety. Temat Światowego Dnia Środowiska każdego roku jest inny, ale cel ten sam – zdać sobie sprawę z błędów, które popełniamy, poczuć powagę sytuacji, zmotywować się do wspólnego działania i zrobić wszystko, aby utrzymać nasze środowisko w jak najlepszej kondycji – mówi o tym wyjątkowym dniu Maria Andrzejewska.
Światowy Dzień Środowiska 2023

Organizator: UNEP/GRID-Warszawa
Patronat honorowy: Prezydent m. st. Warszawy, przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce, Ministerstwo Klimatu i Środowiska, Ministerstwo Finansów;
Patroni medialni: AMS S.A., gazeta.pl, Rzeczpospolita, Screen Network, Teraz Środowisko.
UNEP/GRID-Warszawa

Organizacja ustanowiona 17 września 1991 roku na mocy porozumienia zawartego pomiędzy Programem ONZ ds. Środowiska (UN Environment Programme, UNEP) a rządem polskim reprezentowanym przez ministerstwo właściwe ds. ochrony środowiska. Od tego czasu realizuje w Polsce misję Programu Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska (UNEP), działając na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Funkcjonuje jako jeden z kilku ośrodków globalnej sieci GRID (Global Resource Information Database – światowa baza danych o zasobach Ziemi) utworzonej przez UNEP w celu wzmocnienia efektywnego zarządzania zasobami środowiska. Swoje działania realizuje we współpracy z organizacjami i instytucjami krajowymi oraz zagranicznymi. Jest partnerem jednostek samorządowych, oświatowych oraz firm wdrażających politykę społecznej odpowiedzialności biznesu. UNEP/GRID-Warszawa ma status organizacji pozarządowej i działa w strukturze Narodowej Fundacji Ochrony Środowiska.

https://www.gridw.pl/pl/
 
źródło: UNEP/GRID-Warszawa
Po 12 latach wojny i niedawnym trzęsieniu ziemi, Syryjki i Syryjczycy wciąż doświadczają jednego z największych kryzysów humanitarnych na świecie. W północno-zachodniej części kraju, gdzie schroniła się duża część uchodźców wewnętrznych, pomocy humanitarnej potrzebuje nawet 90% osób, a prawie co drugi mieszkaniec regionu żyje w obozie. Lekarze współpracujący z Polską Misją Medyczną przyznają, że szpitale nie są w stanie przyjąć wszystkich potrzebujących pacjentów.
Wojna w Syrii wywołała jeden z największych kryzysów humanitarnych w XXI wieku. 12 lat po rozpoczęciu walk, pomocy humanitarnej na terenie kraju potrzebuje według ONZ ponad 15 milionów ludzi. Warunki życia uchodźców w krajach ościennych również są na bardzo niskim poziomie, gdzie także potrzebna jest regularna pomoc. Sytuacja w Syrii wpłynęła na funkcjonowanie organizacji humanitarnych na całym Bliskim Wschodzie. 

Od lat pomagamy zarówno w samej Syrii, jak i krajach sąsiadujących, jak choćby w Jordanii – komentuje Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji MedycznejMusimy pamiętać, że najwięcej uchodźców na świecie pochodzi właśnie z Syrii. Wiele z tych osób chciałoby wrócić do kraju, ale nie jest to dla nich bezpieczne ze względu na wciąż trwające bombardowania, a teraz dodatkowo na zniszczenie tysięcy budynków w trzęsieniu ziemi i ryzyko powtórnego przeżycia traumy związanej z bezpośrednim zagrożeniem życia.

W północno-zachodniej Syrii, na terenach niekontrolowanych przez rząd, na początku roku pomocy humanitarnej potrzebowało do 90% mieszkańców. Katastrofa zniszczyła część infrastruktury niezbędnej do ratowania zdrowia i życia – uszkodzonych zostało co najmniej 55 punktów pomocy medycznej. To tylko pogorszyło tragiczną sytuację służby zdrowia w tym regionie: wojna sprawiła, że pełną zdolność operacyjną straciła wcześniej nawet połowa szpitali i placówek medycznych.

Po trzęsieniu ziemi, w wyniku zwiększonego natężenia pracy, część z naszych urządzeń medycznych przestała działać. Potrzebujemy też więcej paliwa do generatorów i jedzenia dla lekarzy i chorych. Codziennie przyjmujemy pacjentów, skierowanych do nas z innych szpitali w regionie – mówi dr Abdul Hameed Al Hussein, dyrektor medyczny syryjskiego szpitala Szamarin, któremu pomaga Polska Misja Medyczna.

Lekarz dodaje, że oprócz sprzętu medycznego, w szpitalu brakuje odpowiednich zapasów leków: powinni je dostawać zarówno pacjenci przyjmowani, jak i ci wychodzący ze szpitala. Problemem jest też epidemia cholery. Od sierpnia do połowy lutego w Syrii stwierdzono ponad 90 000 przypadków, ponad połowa z nich w prowincjach Idlib i Aleppo. Utrudniona higiena i ograniczony dostęp do czystej wody sprawia, że po trzęsieniu ziemi choroba może rozprzestrzeniać się jeszcze szybciej.

W reakcji na trzęsienie ziemi Polska Misja Medyczna pokrywa koszty m.in. uruchomienia ostrego dyżuru i chirurgii urazowej w szpitalu w Szamarin. Dostarcza także niezbędne leki do ośrodków zdrowia, gotowe posiłki dla osób przesiedlonych i paliwo dla potrzebujących placówek służby zdrowia. PMM pomaga na terenie północno-zachodniej Syrii od 2017 roku.

źródło: Polska Misja Medyczna

Po 12 latach wojny i niedawnym trzęsieniu ziemi, Syryjki i Syryjczycy wciąż doświadczają jednego z największych kryzysów humanitarnych na świecie. W północno-zachodniej części kraju, gdzie schroniła się duża część uchodźców wewnętrznych, pomocy humanitarnej potrzebuje nawet 90% osób, a prawie co drugi mieszkaniec regionu żyje w obozie. Lekarze współpracujący z Polską Misją Medyczną przyznają, że szpitale nie są w stanie przyjąć wszystkich potrzebujących pacjentów.
Wojna w Syrii wywołała jeden z największych kryzysów humanitarnych w XXI wieku. 12 lat po rozpoczęciu walk, pomocy humanitarnej na terenie kraju potrzebuje według ONZ ponad 15 milionów ludzi. Warunki życia uchodźców w krajach ościennych również są na bardzo niskim poziomie, gdzie także potrzebna jest regularna pomoc. Sytuacja w Syrii wpłynęła na funkcjonowanie organizacji humanitarnych na całym Bliskim Wschodzie. 

Od lat pomagamy zarówno w samej Syrii, jak i krajach sąsiadujących, jak choćby w Jordanii – komentuje Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji MedycznejMusimy pamiętać, że najwięcej uchodźców na świecie pochodzi właśnie z Syrii. Wiele z tych osób chciałoby wrócić do kraju, ale nie jest to dla nich bezpieczne ze względu na wciąż trwające bombardowania, a teraz dodatkowo na zniszczenie tysięcy budynków w trzęsieniu ziemi i ryzyko powtórnego przeżycia traumy związanej z bezpośrednim zagrożeniem życia.

W północno-zachodniej Syrii, na terenach niekontrolowanych przez rząd, na początku roku pomocy humanitarnej potrzebowało do 90% mieszkańców. Katastrofa zniszczyła część infrastruktury niezbędnej do ratowania zdrowia i życia – uszkodzonych zostało co najmniej 55 punktów pomocy medycznej. To tylko pogorszyło tragiczną sytuację służby zdrowia w tym regionie: wojna sprawiła, że pełną zdolność operacyjną straciła wcześniej nawet połowa szpitali i placówek medycznych.

Po trzęsieniu ziemi, w wyniku zwiększonego natężenia pracy, część z naszych urządzeń medycznych przestała działać. Potrzebujemy też więcej paliwa do generatorów i jedzenia dla lekarzy i chorych. Codziennie przyjmujemy pacjentów, skierowanych do nas z innych szpitali w regionie – mówi dr Abdul Hameed Al Hussein, dyrektor medyczny syryjskiego szpitala Szamarin, któremu pomaga Polska Misja Medyczna.

Lekarz dodaje, że oprócz sprzętu medycznego, w szpitalu brakuje odpowiednich zapasów leków: powinni je dostawać zarówno pacjenci przyjmowani, jak i ci wychodzący ze szpitala. Problemem jest też epidemia cholery. Od sierpnia do połowy lutego w Syrii stwierdzono ponad 90 000 przypadków, ponad połowa z nich w prowincjach Idlib i Aleppo. Utrudniona higiena i ograniczony dostęp do czystej wody sprawia, że po trzęsieniu ziemi choroba może rozprzestrzeniać się jeszcze szybciej.

W reakcji na trzęsienie ziemi Polska Misja Medyczna pokrywa koszty m.in. uruchomienia ostrego dyżuru i chirurgii urazowej w szpitalu w Szamarin. Dostarcza także niezbędne leki do ośrodków zdrowia, gotowe posiłki dla osób przesiedlonych i paliwo dla potrzebujących placówek służby zdrowia. PMM pomaga na terenie północno-zachodniej Syrii od 2017 roku.

źródło: Polska Misja Medyczna

W 2017 roku WHO szacowała, że depresja dotyka 2 800 000 mieszkańców Ukrainy. Nasi wschodni sąsiedzi odnotowują również bardzo wysoki wskaźnik samobójstw, który plasuje ich na trzecim miejscu w Europie. Wojna pogłębi te problemy: według prognoz, z problemami psychicznymi mierzyć będą się nawet kolejne 4 miliony Ukrainek i Ukraińców.
W 2017 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) opublikowała badanie[1], w którym oszacowano liczbę osób dotkniętych depresją w państwach na całym świecie. Na szczycie tej niepokojącej listy znalazła się Ukraina, w której wskaźnik osób dotkniętych depresją wynosił 6.2% populacji, czyli około 2 800 000 Ukrainek i Ukraińców. Dwa lata później, w badaniu Banku Światowego dotyczącym samobójstw, Ukraina ze wskaźnikiem niemal 22 samobójstw na 100 000 osób znów znalazła się w tragicznej światowej i europejskiej czołówce[2].
 
Trwająca obecnie wojna może znacząco pogłębić te problemy. Wedle opublikowanego w czasopiśmie naukowym Lancet[3] badania ocenia się, że na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne cierpi nawet 22% osób, które zostały dotknięte przez wojnę. Przyjmując, że – jak podaje ONZ – wojna wpłynęła bezpośrednio na życie około 18 milionów Ukrainek i Ukraińców, z traumami i innymi psychicznymi konsekwencjami konfliktu mierzyć będzie się niemal 4 miliony z nich.
 
– Jeszcze przed wojną ciężkie choroby psychiczne były w Ukrainie jedną z najczęstszych przyczyn orzeczeń o niepełnosprawności – komentuje Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej – Na dodatek, w starszych pokoleniach leczenie psychiatryczne jest często nadal stygmatyzowane, co nie pomaga w profilaktyce tych chorób.
 
Ta nieufność wiąże się między innymi z sowiecką przeszłością kraju: w ZSSR przymusowe leczenie psychiatryczne było represją stosowaną wobec politycznych dysydentów. Teraz traumy wojenne i wynikające z nich problemy psychiczne mogą dotknąć także najmłodszych: w badaniach przeprowadzonych przez organizację World Vision wśród ukraińskich uchodźców wewnętrznych, obawę o dobrostan psychiczny swoich dzieci wyrażało aż 45% rodziców.
 
– Trauma ucieczki z domu, miejsca, które powinno być przecież dla dziecka najbezpieczniejsze, jest bardzo głęboka – dodaje Małgorzata Olasińska-Chart – Widzimy to choćby w obozach dla uchodźców na Bliskim Wschodzie, gdzie pomagamy od lat: nasi lekarze są szczególnie wyczuleni na traumatyczne symptomy, które objawiają się często somatycznie, przez fizyczne dolegliwości ciała.
 
Kwestia zdrowia psychicznego ukraińskich uchodźców w Polsce będzie więc dużym wyzwaniem, z którym zmierzyć będzie musiała się polska służba zdrowia i społeczeństwo obywatelskie. W Przestrzeniach Przyjaznych Dzieciom – projekcie, który Polska Misja Medyczna prowadzi obecnie w ośmiu polskich miastach – oprócz zajęć integracyjnych i edukacyjnych, zapewniana jest również konsultacja psychologiczna dla ukraińskich rodzin.
 
– Zdrowie psychiczne nie może być tematem tabu. Pomoc psychologów i psychiatrów powinna stać się niezbędnym elementem wsparcia dla ukraińskich rodzin, które uciekły do Polski przed wojną – podsumowuje Olasińska-Chart.
 
Projekt Przestrzenie Przyjazne Dzieciom jest finansowany przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię w ramach Funduszy Norweskich i EOG.
 
Wesprzyj pomoc Polskiej Misji Medycznej:
 
[1] Źródło: Depression and Other Common Mental Disorders (who.int)
[2] Źródło: Suicide mortality rate (per 100,000 population) | Data (worldbank.org)
[3] Źródło: Estimates of mental disorders in conflict settings – The Lancet
źródło: PMM
W 2017 roku WHO szacowała, że depresja dotyka 2 800 000 mieszkańców Ukrainy. Nasi wschodni sąsiedzi odnotowują również bardzo wysoki wskaźnik samobójstw, który plasuje ich na trzecim miejscu w Europie. Wojna pogłębi te problemy: według prognoz, z problemami psychicznymi mierzyć będą się nawet kolejne 4 miliony Ukrainek i Ukraińców.
W 2017 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) opublikowała badanie[1], w którym oszacowano liczbę osób dotkniętych depresją w państwach na całym świecie. Na szczycie tej niepokojącej listy znalazła się Ukraina, w której wskaźnik osób dotkniętych depresją wynosił 6.2% populacji, czyli około 2 800 000 Ukrainek i Ukraińców. Dwa lata później, w badaniu Banku Światowego dotyczącym samobójstw, Ukraina ze wskaźnikiem niemal 22 samobójstw na 100 000 osób znów znalazła się w tragicznej światowej i europejskiej czołówce[2].
 
Trwająca obecnie wojna może znacząco pogłębić te problemy. Wedle opublikowanego w czasopiśmie naukowym Lancet[3] badania ocenia się, że na różnego rodzaju zaburzenia psychiczne cierpi nawet 22% osób, które zostały dotknięte przez wojnę. Przyjmując, że – jak podaje ONZ – wojna wpłynęła bezpośrednio na życie około 18 milionów Ukrainek i Ukraińców, z traumami i innymi psychicznymi konsekwencjami konfliktu mierzyć będzie się niemal 4 miliony z nich.
 
– Jeszcze przed wojną ciężkie choroby psychiczne były w Ukrainie jedną z najczęstszych przyczyn orzeczeń o niepełnosprawności – komentuje Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej – Na dodatek, w starszych pokoleniach leczenie psychiatryczne jest często nadal stygmatyzowane, co nie pomaga w profilaktyce tych chorób.
 
Ta nieufność wiąże się między innymi z sowiecką przeszłością kraju: w ZSSR przymusowe leczenie psychiatryczne było represją stosowaną wobec politycznych dysydentów. Teraz traumy wojenne i wynikające z nich problemy psychiczne mogą dotknąć także najmłodszych: w badaniach przeprowadzonych przez organizację World Vision wśród ukraińskich uchodźców wewnętrznych, obawę o dobrostan psychiczny swoich dzieci wyrażało aż 45% rodziców.
 
– Trauma ucieczki z domu, miejsca, które powinno być przecież dla dziecka najbezpieczniejsze, jest bardzo głęboka – dodaje Małgorzata Olasińska-Chart – Widzimy to choćby w obozach dla uchodźców na Bliskim Wschodzie, gdzie pomagamy od lat: nasi lekarze są szczególnie wyczuleni na traumatyczne symptomy, które objawiają się często somatycznie, przez fizyczne dolegliwości ciała.
 
Kwestia zdrowia psychicznego ukraińskich uchodźców w Polsce będzie więc dużym wyzwaniem, z którym zmierzyć będzie musiała się polska służba zdrowia i społeczeństwo obywatelskie. W Przestrzeniach Przyjaznych Dzieciom – projekcie, który Polska Misja Medyczna prowadzi obecnie w ośmiu polskich miastach – oprócz zajęć integracyjnych i edukacyjnych, zapewniana jest również konsultacja psychologiczna dla ukraińskich rodzin.
 
– Zdrowie psychiczne nie może być tematem tabu. Pomoc psychologów i psychiatrów powinna stać się niezbędnym elementem wsparcia dla ukraińskich rodzin, które uciekły do Polski przed wojną – podsumowuje Olasińska-Chart.
 
Projekt Przestrzenie Przyjazne Dzieciom jest finansowany przez Islandię, Liechtenstein i Norwegię w ramach Funduszy Norweskich i EOG.
 
Wesprzyj pomoc Polskiej Misji Medycznej:
 
[1] Źródło: Depression and Other Common Mental Disorders (who.int)
[2] Źródło: Suicide mortality rate (per 100,000 population) | Data (worldbank.org)
[3] Źródło: Estimates of mental disorders in conflict settings – The Lancet
źródło: PMM