Medicalpress

Papież Leon XIV przeszedł 13 października operację usunięcia dolnego płata prawego płuca. Badanie histopatologiczne przeprowadzone podczas zabiegu potwierdziło gruczolakoraka płuca, jedną z najczęściej występujących postaci tego nowotworu. Według komunikatów Stolicy Apostolskiej operacja przebiegła bez powikłań, a rekonwalescencja postępuje prawidłowo. Ostateczna ocena zaawansowania choroby i ewentualna potrzeba dalszego leczenia będą zależeć od wyników badań pooperacyjnych.

71-letni papież Leon XIV poinformował o wykryciu zmiany w płucu 11 października, podczas spotkania z wiernymi na modlitwie Anioł Pański. Wyjaśnił, że niewielki guzek został zauważony w trakcie badań kontrolnych, a lekarze zalecili jego chirurgiczne usunięcie.

Dwa dni później papież przeszedł operację w rzymskiej Poliklinice Gemelli. Zgodnie z oficjalnym komunikatem zespołu medycznego usunięto dolny płat prawego płuca, wykorzystując technikę chirurgiczną wspomaganą obrazowaniem wideo. Zabieg trwał około 90 minut i zakończył się bez powikłań. Śródoperacyjne badanie histopatologiczne potwierdziło podejrzewane wcześniej rozpoznanie gruczolakoraka płuca.

Czym jest gruczolakorak płuca?

Gruczolakorak należy do grupy niedrobnokomórkowych raków płuca (NDRP). Jest jednym z najczęstszych typów histologicznych nowotworów złośliwych tego narządu. Rozwija się z komórek nabłonkowych o cechach gruczołowych i może występować zarówno u osób palących tytoń, jak i u tych, które nigdy nie paliły.

Palenie tytoniu pozostaje najważniejszym czynnikiem ryzyka raka płuca, jednak nie jest jedyną możliwą przyczyną zachorowania. Znaczenie mają również m.in. narażenie na radon, azbest, zanieczyszczenia powietrza oraz czynniki związane z wiekiem i predyspozycjami biologicznymi.

Wczesne postacie raka płuca mogą przez długi czas nie powodować charakterystycznych objawów. Zdarza się, że zmiana zostaje wykryta przypadkowo podczas badań obrazowych wykonywanych z innych wskazań.

Dlaczego zdecydowano się na usunięcie płata płuca?

W przypadku odpowiednio zakwalifikowanych pacjentów z operacyjnym niedrobnokomórkowym rakiem płuca leczenie chirurgiczne może być prowadzone z zamiarem całkowitego usunięcia nowotworu.

Jedną ze standardowych metod jest lobektomia, czyli usunięcie płata płuca zawierającego zmianę nowotworową. Prawe płuco składa się z trzech płatów, a lewe z dwóch. Usunięcie jednego z nich nie oznacza więc usunięcia całego płuca.

Celem operacji jest wycięcie guza z odpowiednim marginesem zdrowych tkanek. Istotnym elementem oceny onkologicznej jest również sprawdzenie regionalnych węzłów chłonnych, ponieważ obecność komórek nowotworowych w tych strukturach wpływa na określenie stopnia zaawansowania choroby i planowanie dalszego postępowania.

W przypadku Leona XIV zastosowano technikę wspomaganą obrazowaniem wideo. Tego rodzaju małoinwazyjne podejście chirurgiczne może ograniczać uraz operacyjny i ułatwiać rekonwalescencję u odpowiednio dobranych pacjentów.

Co decyduje o rokowaniu po operacji raka płuca?

W przypadku niedrobnokomórkowego raka płuca jednym z najważniejszych czynników prognostycznych jest stopień zaawansowania choroby w momencie rozpoznania. Znaczenie mają przede wszystkim wielkość guza, obecność lub brak przerzutów do węzłów chłonnych, możliwość całkowitego usunięcia zmiany oraz jej cechy histopatologiczne.

Według danych American Cancer Society pięcioletnie przeżycie względne pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca ograniczonym do narządu wynosi około 67%. W przypadku choroby z zajęciem okolicznych struktur lub regionalnych węzłów chłonnych wskaźnik ten wynosi około 40%. Są to jednak dane populacyjne, obejmujące pacjentów o różnym stanie zdrowia i przebiegu choroby. Nie pozwalają one określić indywidualnego rokowania konkretnej osoby.

W odniesieniu do papieża Leona XIV istotne jest, że według przekazanych informacji zmiana została wykryta na wczesnym etapie, a lekarze zdecydowali się na jej chirurgiczne usunięcie. Nie podano jednak dotychczas pełnego wyniku pooperacyjnego badania histopatologicznego, w tym informacji niezbędnych do ostatecznego określenia stopnia zaawansowania nowotworu. Nie można więc obecnie przesądzać, czy zabieg będzie jedyną konieczną metodą leczenia.

Czy po operacji konieczne jest dalsze leczenie?

Nie każdy pacjent po chirurgicznym usunięciu raka płuca wymaga chemioterapii, immunoterapii lub leczenia ukierunkowanego molekularnie.

W części przypadków wczesnego, całkowicie usuniętego niedrobnokomórkowego raka płuca wystarczające może być leczenie operacyjne i późniejsza obserwacja onkologiczna. W innych sytuacjach, w zależności od stopnia zaawansowania, wyniku badania histopatologicznego i cech molekularnych nowotworu, rozważa się leczenie uzupełniające, którego celem jest zmniejszenie ryzyka nawrotu choroby.

Współczesna onkologia dysponuje kilkoma możliwościami takiego postępowania. Obejmują one chemioterapię, immunoterapię oraz terapie celowane, stosowane u pacjentów z określonymi zmianami molekularnymi, m.in. w genach EGFR lub ALK. O wyborze leczenia decydują wskazania kliniczne i wyniki odpowiednich badań, a nie samo rozpoznanie gruczolakoraka.

Rekonwalescencja po zabiegu przebiega prawidłowo

Z komunikatu Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej z 14 października wynika, że wyniki badań krwi i kontrolnego zdjęcia rentgenowskiego klatki piersiowej odpowiadają oczekiwanemu przebiegowi pooperacyjnemu. Papież rozpoczął fizjoterapię oddechową, zaczął chodzić po pokoju i powrócił do normalnego przyjmowania posiłków.

Po operacjach resekcyjnych płuca ważną rolę odgrywa stopniowa mobilizacja pacjenta, odpowiednia kontrola bólu oraz fizjoterapia oddechowa. Postępowanie to wspiera odzyskiwanie sprawności, ułatwia prawidłową wentylację pozostałej tkanki płucnej i pomaga ograniczać ryzyko powikłań pooperacyjnych.

Powrót do pełnej aktywności zależy jednak od wielu czynników, w tym wydolności oddechowej przed operacją, rozległości zabiegu, wieku, chorób współistniejących oraz indywidualnego przebiegu rekonwalescencji.

Przypadek Leona XIV zwraca uwagę na istotne znaczenie wczesnego rozpoznania raka płuca. Nowotwór wykryty w stadium umożliwiającym radykalne leczenie chirurgiczne daje większe możliwości skutecznej terapii niż choroba rozpoznana w stadium rozsiewu. Jednocześnie dalsze postępowanie zawsze powinno opierać się na pełnej diagnostyce i indywidualnej ocenie onkologicznej.

W przypadku papieża dostępne informacje wskazują na prawidłowy przebieg rekonwalescencji po operacji. Na bardziej szczegółową ocenę rokowania należy jednak poczekać do zakończenia diagnostyki pooperacyjnej.

Źródło: Vatican News

Kiedy młoda kobieta słyszy diagnozę raka piersi, jej świat na chwilę się zatrzymuje. Pojawia się strach o życie, pytania o leczenie i przyszłość. A czasem także jeszcze jedno, niezwykle osobiste: czy będę mogła zostać mamą? Jeszcze niedawno takie pytanie często schodziło na dalszy plan. Dziś lekarze coraz częściej rozmawiają z pacjentkami o ich marzeniach i możliwościach zachowania płodności, zanim rozpocznie się leczenie. Bo skuteczna terapia to nie tylko szansa na pokonanie choroby, ale również na życie, które kobieta chciała prowadzić.

O macierzyństwie po chorobie onkologicznej, zabezpieczaniu płodności przed leczeniem oraz możliwościach terapii raka piersi rozpoznanego w czasie ciąży rozmawiali eksperci, pacjentki i przedstawiciele organizacji społecznych podczas konferencji „Rak piersi – profilaktyka, postęp, przyszłość”, zorganizowanej 9 października 2026 roku w Warszawie przez Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej oraz Narodowy Instytut Onkologii – PIB. Jednym z najważniejszych przesłań spotkania było to, że diagnoza nowotworu nie powinna automatycznie oznaczać rezygnacji z planów macierzyńskich.

„Ojej, to ja będę żyć”. Dlaczego pytanie o macierzyństwo jest tak ważne?

Przez wiele lat najważniejszym celem leczenia onkologicznego było uratowanie życia pacjentki. Dziś pozostaje to absolutnym priorytetem, ale współczesna medycyna coraz częściej pozwala myśleć również o tym, jak będzie wyglądało życie po zakończeniu terapii.

Dla młodych kobiet jednym z takich pytań jest możliwość posiadania dzieci. Nie każda pacjentka planuje macierzyństwo, jednak każda powinna mieć możliwość rozmowy o swoich oczekiwaniach i poznania dostępnych rozwiązań.

– Dawniej chcieliśmy tylko wyleczyć. Ktoś powie: tylko. Przede wszystkim wyleczyć. My dalej chcemy wyleczyć, ale chcemy też spełniać marzenia naszych pań. Te bardzo głębokie, skryte marzenia, które często każda z nas miała bądź ma – marzenia o posiadaniu potomstwa. Rozmawiamy o tym, żeby nasze pacjentki miały szansę zostać mamami – mówiła dr Katarzyna Pogoda, przewodnicząca Sekcji Raka Piersi Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej. 

Jak podkreślała ekspertka, samo pytanie o plany macierzyńskie może mieć dla kobiety ogromne znaczenie. W chwili, gdy cała uwaga skupia się na chorobie, rozmowa o przyszłości bywa pierwszym sygnałem, że nadal można ją planować.

– Moment diagnozy jest bardzo trudny, ale kiedy pytam moje pacjentki, czy jeszcze planują potomstwo, to nagle otwiera się cały świat: „Ojej, to ja będę żyć”. I to jest niezwykle ważne. Tak naprawdę każdy aspekt życia powinniśmy spróbować zabezpieczyć – podkreśliła dr Pogoda.

Zabezpieczenie płodności przed leczeniem. Dziś jest więcej możliwości

Niektóre metody leczenia przeciwnowotworowego mogą wpływać na płodność. Dlatego tak istotne jest, aby rozmowa o ewentualnym macierzyństwie odbyła się jeszcze przed rozpoczęciem terapii, zwłaszcza gdy planowane leczenie może uszkodzić funkcję jajników.

W zależności od wieku kobiety, jej stanu zdrowia, rodzaju nowotworu i planowanego leczenia możliwe jest rozważenie metod zabezpieczenia płodności, w tym zamrożenia komórek jajowych lub zarodków. O tym, jakie rozwiązanie będzie odpowiednie, decyduje się indywidualnie, we współpracy onkologa i specjalisty medycyny rozrodu.

Ważną zmianą jest możliwość korzystania z publicznie finansowanego programu zabezpieczania płodności u pacjentek onkologicznych spełniających określone kryteria. Wcześniej wiele kobiet musiało samodzielnie szukać odpowiednich placówek i finansować procedury.

– Ten rządowy program jest niezwykle ważny dla naszych pań. Mamy szansę zabezpieczyć ich płodność, zanim rozpoczniemy leczenie. To zupełnie inna jakość niż jeszcze kilka lat temu, kiedy pacjentki mówiły: „Tak, chcę zostać mamą”, ale wówczas musiały we własnym zakresie organizować i finansować procedury zabezpieczenia płodności. Teraz mamy program, kierujemy nasze panie do ginekologa i dopiero rozpoczynamy leczenie. To ogromna radość – zaznaczyła dr Katarzyna Pogoda. 

Możliwość zabezpieczenia płodności nie oznacza gwarancji przyszłej ciąży. Daje jednak części kobiet dodatkową szansę na realizację planów rodzinnych po zakończeniu leczenia.

Nie tylko dwudziestolatki. O macierzyństwie myślą również kobiety po czterdziestce

Rozmowy o onkopłodności często kojarzą się z bardzo młodymi pacjentkami. Tymczasem diagnoza raka piersi może pojawić się również u kobiety, która dopiero po czterdziestce planuje pierwsze lub kolejne dziecko.

Zwróciła na to uwagę dr Ewa Szombara, pełniąca obowiązki kierownika Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej NIO-PIB.

– Jest oddzielna grupa, i to spora grupa pań zdecydowanie powyżej 40. roku życia, która otrzymuje diagnozę raka piersi, a jeszcze nie zrealizowała planów macierzyńskich. Są kobiety między 40. a 44. rokiem życia, które mówią: „Właśnie myślałam o realizacji tych planów i w tym momencie otrzymałam taką diagnozę” – mówiła dr Ewa Szombara.

W tej grupie wiekowej możliwości zabezpieczenia płodności i późniejszego zajścia w ciążę mogą być bardziej ograniczone. Tym bardziej potrzebna jest szybka, rzetelna konsultacja uwzględniająca zarówno sytuację onkologiczną, jak i możliwości medycyny rozrodu.

Najważniejsze, aby nie zakładać z góry, że temat macierzyństwa nie dotyczy pacjentki tylko dlatego, że przekroczyła określony wiek.

Czy zabezpieczenie płodności opóźnia leczenie raka piersi?

Dla kobiety, która właśnie dowiedziała się o chorobie, perspektywa odłożenia rozpoczęcia leczenia może budzić zrozumiały niepokój. Dlatego tak ważna jest sprawna współpraca między ośrodkiem onkologicznym a specjalistami zajmującymi się medycyną rozrodu.

O doświadczeniach Białostockiego Centrum Onkologii mówiła dr Bogumiła Czartoryska-Arłukowicz. W tamtejszym Breast Cancer Unit rozmowa o planach macierzyńskich odbywa się już na etapie konsylium, czyli spotkania specjalistów ustalających plan leczenia.

– Wszystkim proponujemy na etapie konsylium taką możliwość, pytamy o ich plany macierzyńskie. Mówimy o tym, że jest możliwość przeprowadzenia tej procedury. I w momencie, kiedy kobieta wyraża zgodę, od razu na konsylium ustalany jest termin konsultacji. Mamy bardzo dobrą współpracę z Kliniką Rozrodczości i Endokrynologii Ginekologicznej – relacjonowała ekspertka.

Dzięki odpowiedniej organizacji pacjentka może szybko uzyskać konsultację i rozpocząć procedurę zabezpieczenia płodności, jeśli pozwala na to jej sytuacja kliniczna.

– To tak naprawdę mocno nie przedłuża rozpoczęcia naszego leczenia, bo to maksimum dwa tygodnie, a z reguły krócej. Takich procedur w zeszłym roku zostało przeprowadzonych u 20 naszych pacjentek – podkreśliła dr Czartoryska-Arłukowicz.

Przy dobrej organizacji można w wielu przypadkach pogodzić potrzebę szybkiego rozpoczęcia leczenia z zabezpieczeniem szans na przyszłe macierzyństwo.

Ciąża po raku piersi jest możliwa. Co z kobietami przyjmującymi hormonoterapię?

Jednym z częstych pytań pacjentek jest to, czy po zakończeniu leczenia raka piersi można bezpiecznie planować ciążę.

Odpowiedź zależy od wielu czynników, w tym rodzaju nowotworu, zastosowanego leczenia, czasu od jego zakończenia i indywidualnego ryzyka nawrotu choroby. Coraz więcej danych wskazuje jednak, że u odpowiednio dobranych kobiet ciąża po leczeniu raka piersi jest możliwa.

Szczególnie ważne są wyniki badania POSITIVE, dotyczącego pacjentek z hormonozależnym rakiem piersi. Wykazało ono, że u wybranych kobiet możliwe jest czasowe przerwanie uzupełniającej hormonoterapii po wcześniejszym okresie leczenia, aby podjąć starania o dziecko.

Jak wyjaśniała dr Bogumiła Czartoryska-Arłukowicz, taka możliwość jest istotna, ponieważ hormonoterapia uzupełniająca trwa zwykle wiele lat, a dla części pacjentek oznaczałoby to odłożenie macierzyństwa na bardzo długi czas.

– Można to leczenie przerwać po dwóch, trzech latach na urodzenie dziecka i potem wrócić do tego leczenia. Ważne jest, żeby o takiej możliwości kobiety informować – zaznaczyła.

Warto jednak pamiętać, że nie chodzi o samodzielne odstawienie leków. Decyzja wymaga indywidualnej oceny przez zespół leczący, a dotychczasowe wyniki badań dotyczące bezpieczeństwa takiego postępowania są najbardziej uspokajające w krótszej obserwacji. Konieczne jest dalsze monitorowanie odległego ryzyka nawrotu.

Rak piersi rozpoznany w ciąży. Dwie troski, jeden plan leczenia

Inną, szczególnie trudną sytuacją jest rozpoznanie raka piersi u kobiety, która już jest w ciąży. Wtedy decyzje medyczne muszą uwzględniać zarówno skuteczność leczenia nowotworu, jak i bezpieczeństwo rozwijającego się dziecka.

Nie oznacza to jednak, że leczenie raka piersi w czasie ciąży jest niemożliwe. W zależności od trymestru, rodzaju i zaawansowania nowotworu można zastosować określone metody terapii, a pozostałe zaplanować na późniejszy etap. Wymaga to ścisłej współpracy onkologów, chirurgów, położników i innych specjalistów.

– Rozpoznanie raka piersi w ciąży trochę ogranicza nasze możliwości leczenia. Chcemy jednak dać tym młodym paniom możliwie najlepsze, optymalne leczenie jeszcze przed rozwiązaniem. Termin porodu jest zawsze zaplanowany i omówiony z lekarzem ginekologiem prowadzącym – wyjaśniała dr Ewa Szombara.

„To się leczy, to prowadzi”. Historia mamy, która zachorowała w ciąży

Najbardziej poruszającym momentem dyskusji była osobista historia Beaty Mikitki, która przed laty usłyszała diagnozę raka piersi, będąc w upragnionej ciąży.

Na dziecko czekała długo. Dlatego wiadomość o nowotworze pojawiła się w momencie, kiedy – jak sama opowiadała – była już bardzo blisko spełnienia największego marzenia.

Swoją drogę do macierzyństwa porównała do zdobywania Mount Everestu. Choroba była dla niej jak gwałtowna zamieć śnieżna, która pojawiła się w połowie wspinaczki.

Wspominała również pierwsze spotkania z lekarzami i słowa, które pomogły jej odzyskać nadzieję:

– Usłyszałam jedną rzecz: „To się leczy, to prowadzi” – mówiła Beata Mikitka.

Dzięki pomocy lekarzy z Rzeszowa i Warszawy rozpoczęła leczenie prowadzone z uwzględnieniem ciąży. Kolejne miesiące oznaczały nie tylko terapię i wizyty w szpitalu, ale również ogromny wysiłek związany z organizacją codziennego życia.

5 października 2017 roku urodził się jej syn Michał.

Podczas konferencji mówiła o nim z ogromnym wzruszeniem. O tym, jak wiele znaczą dla niej zwyczajne chwile – wspólne poranki, obecność dziecka, możliwość obserwowania, jak dorasta.

Za medycznymi decyzjami dotyczącymi leczenia kobiet w ciąży kryją się nie tylko wyniki badań i procedury, ale również marzenia, relacje i całe przyszłe życie rodziny.

„To nie jest fanaberia”. Pacjentka ma prawo mówić o swoich marzeniach

Magdalena Kardynał z Fundacji OmeaLife zwróciła uwagę, że rozmowa o przyszłości pacjentki nie powinna ograniczać się do pytań o skuteczność terapii. Ważne są również jej plany rodzinne, poczucie kobiecości, wygląd ciała, sprawność i jakość życia.

– Dzisiaj młode pacjentki mają prawo przyjść i wnieść swoje oczekiwania odnośnie kobiecości. I to jest niezbywalne prawo każdej kobiety, niezależnie od wieku – podkreśliła.

Jak zaznaczyła, kobieta, która przekracza próg gabinetu onkologicznego, nie przestaje być osobą z własnymi marzeniami, relacjami i planami.

– Zanim pacjentka otworzyła drzwi gabinetu i usłyszała tę trudną diagnozę, miała swoje bardzo ważne życie. W momencie, kiedy staje się pacjentką, trzeba też usłyszeć jej głos: kim była do tej pory, jakie ma oczekiwania i jakie będzie miała plany na przyszłość, żeby to leczenie w nie wpisać – mówiła Magdalena Kardynał.

Przywołała również bolesne doświadczenie jednej z podopiecznych fundacji, która podczas rozmowy o możliwości zabezpieczenia płodności usłyszała od lekarza:

– Po co pani onkopłodność, skoro pani nie wychowa tego dziecka?

Jak podkreśliła przedstawicielka OmeaLife, tego rodzaju wypowiedzi mogą mieć poważne konsekwencje psychologiczne, szczególnie w momencie rozpoznania choroby nowotworowej. Dlatego tak ważne jest, aby rozmowa o zabezpieczeniu płodności opierała się na aktualnej wiedzy medycznej, uwzględniała indywidualną sytuację kliniczną pacjentki i pozostawiała jej możliwość świadomego podejmowania decyzji dotyczących przyszłego macierzyństwa. 

Przyszłość to również powrót do pracy i codzienności

Plany życiowe kobiet po leczeniu raka piersi nie ograniczają się oczywiście do macierzyństwa. Dla wielu ważny jest również powrót do pracy, aktywności społecznej i dotychczasowych zainteresowań.

Aleksandra Sienkiewicz, dyrektor Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, zwróciła uwagę na rolę pracodawców w tworzeniu warunków umożliwiających osobom po leczeniu onkologicznym stopniowy powrót do aktywności zawodowej.

– Zakładamy, że ten pracownik, pacjent, pacjentka wrócą do pracy i teraz rolą pracodawcy jest to, żeby stanowisko pracy też było elastyczne, dopasowane do jej możliwości w danym momencie życia – podkreśliła.

Ważne jest nie tylko dostosowanie obowiązków czy godzin pracy, ale również atmosfera zrozumienia i szacunku. Kobieta wracająca po leczeniu nie potrzebuje stygmatyzacji ani nadmiernego współczucia, lecz możliwości funkcjonowania zgodnie ze swoim stanem zdrowia i własnymi potrzebami.

Leczenie ma chronić życie. Ale także pozostawiać przestrzeń na marzenia

Współczesna onkologia coraz częściej pozwala kobietom z rakiem piersi myśleć o przyszłości szerzej niż tylko w kategoriach zakończenia terapii.

Możliwość zabezpieczenia płodności, planowania ciąży po leczeniu, prowadzenia terapii w czasie ciąży czy powrotu do aktywności zawodowej pokazuje, jak bardzo zmienia się podejście do potrzeb pacjentek.

Nie każda kobieta będzie mogła skorzystać ze wszystkich tych możliwości. Nie każda też będzie chciała zostać mamą. Najważniejsze jednak, aby każda miała prawo mówić o swoich planach i otrzymać rzetelną informację o dostępnych rozwiązaniach.

Bo za diagnozą raka piersi stoi kobieta, która miała swoje życie przed chorobą i chce mieć przyszłość również po niej.

Źródło: Konferencja „Rak piersi – profilaktyka, postęp, przyszłość”, 9 października 2026 r., Narodowy Instytut Onkologii – PIB w Warszawie. Organizatorzy: Narodowy Instytut Onkologii – PIB i Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej. Wypowiedzi uczestników panelu „Onkopłodność – macierzyństwo po chorobie onkologicznej”.

Opracowanie: redakcja Medicalpress

Po pół roku działania Ogólnopolska Sieć Wolontariatu Onkologicznego (OSWO) ma już wolontariuszy w 14 województwach. Stowarzyszenie Ruch Onkologiczny PARS podsumowało pierwsze efekty projektu podczas forum w Warszawie, w którym wzięli udział wolontariusze, organizacje pacjentów, eksperci ochrony zdrowia oraz partnerzy. Sieć wciąż się rozrasta: już 21 października rusza kolejny cykl szkoleń dla osób, które chcą do niej dołączyć.

Październik to miesiąc, w którym szczególnie dużo mówi się o nowotworach i potrzebach pacjentów onkologicznych. Organizatorzy chcą, żeby ta uwaga zamieniła się w realną pomoc w postaci nowych wolontariuszy. Celem PARS jest zbudowanie w ciągu trzech lat trwałej sieci wsparcia w całej Polsce.

Podczas forum liderzy regionalni otrzymali odznaki, a organizatorzy nagrodzili osoby, które bezinteresownie działają na rzecz pacjentów onkologicznych. Do nowego naboru może się zgłosić każda pełnoletnia osoba, która chce pomagać chorym, niezależnie od wykształcenia.

Nikt nie powinien przechodzić przez chorobę sam

Diagnoza nowotworu wywraca życie do góry nogami. Pacjent musi się odnaleźć wśród skomplikowanych procedur i trudnych emocji, często zupełnie sam. OSWO powstała, by wyjść naprzeciw potrzebom, które pojawiają się wraz z chorobą, i zapewnić pacjentom wsparcie drugiego człowieka.

„Budujemy od podstaw nić, która łączy serca i ręce: podaję dalej, wspieram i rozglądam się, czy ktoś obok mnie nie potrzebuje pomocy fizycznej, wsparcia czy po prostu zwykłej rozmowy i podania ręki” – mówi Elżbieta Kozik, prezeska Ruchu Onkologicznego PARS i pomysłodawczyni projektu.

Jak wiele znaczy taka obecność, wie pisarka Krystyna Kofta, która sama zmierzyła się z chorobą nowotworową.

„Ja miałam Hanię – przyjaciółkę, która mówiła mi o wszystkim. Natomiast jeśli chodzi o inne osoby, starałam się informować tyle z nich, ile to tylko możliwe, ale niestety nie wszystko jedna osoba może zrobić” – wspominała Krystyna Kofta.

Pół roku w liczbach

Tam, gdzie jedna osoba nie wystarczy, potrzebna jest sieć, a ta szybko rośnie. W ciągu pół roku chęć działania zgłosiło 500 osób, a 60 wolontariuszy już pomaga pacjentom. Żeby jednak sieć mogła sprawnie działać w całej Polsce, potrzeba znacznie więcej wolontariuszy.

„Do tej pory zarejestrowało się 500 osób wyrażających chęć zostania wolontariuszem, za nami są trzy cykle Akademii Wolontariatu Onkologicznego, 90 osób przeszło szkolenia, a 60 podpisało z nami umowę i aktywnie działa. W skali potrzeb to jednak dopiero początek. Wolontariuszy mamy już w 14 województwach, natomiast w dwóch ciągle ich brakuje – są to województwa świętokrzyskie i podlaskie. W dziewięciu województwach mamy już liderów regionalnych, a docelowo dążymy do tego, by w każdym regionie działał około trzyosobowy zespół liderów. Naszym celem jest trwała sieć w całej Polsce w ciągu trzech lat i szkolenie co najmniej 150 wolontariuszy rocznie” – wylicza Magdalena Knefel z Ruchu Onkologicznego PARS.

Wsparcie także poza dużymi miastami

Rozwój sieci w regionach ma szczególne znaczenie dla pacjentów leczonych poza największymi ośrodkami akademickimi, zwłaszcza w szpitalach powiatowych. Organizatorzy chcą wyrównać ich szanse na wsparcie.

„Z perspektywy Warszawy mamy duże ośrodki i oddziały onkologiczne, ale należy pamiętać o pacjentach w szpitalach powiatowych w regionach, którzy często nie wiedzą, gdzie się udać i kogo zapytać. Naszym marzeniem jest rozwijać ten projekt jak kulę śnieżną i zarażać wszystkich ludzi dobrego serca” – mówi Ewa Król z Ruchu Onkologicznego PARS, była pacjentka onkologiczna.

Jak pomagają wolontariusze

Wolontariusz onkologiczny nie tylko rozmawia z chorym, ale też realnie odciąża go w codziennych sprawach.

„Ci pacjenci potrzebują, żeby ich wysłuchać, pójść z nimi na kawę, a czasami wejść z nimi do gabinetu i pomóc przetłumaczyć to, co powiedział lekarz. Szczególnie w szpitalach powiatowych i ościennych ta pomoc jest niezbędna” – mówi Marta, koordynatorka sieci w województwie łódzkim i inicjatorka Klubu Wspierania Onkologicznego.

Wsparcie nie kończy się w szpitalnych murach. Najtrudniejszy bywa często wypis do domu: kończy się wtedy codzienna opieka personelu medycznego, a pojawia się lęk przed tym, co dalej.

„Pacjenci po operacji, wychodząc ze szpitala, bardzo często zostają sami sobie. Mają tylko kartkę z zaleceniami, nie wiedzą, gdzie iść, co załatwić ani jak uzyskać orzeczenie. Naszą rolą jest wyłapywać takich ludzi i pomóc im odnaleźć się w nowej rzeczywistości” – tłumaczy Krzysztof, pacjent i koordynator wojewódzki.

Medycyna to przede wszystkim ludzie

Rolę wolontariuszy docenia także środowisko medyczne. Zdaniem specjalistów zorganizowany wolontariat jest naturalnym i potrzebnym uzupełnieniem pracy lekarzy i pielęgniarek.

„Pomoc ma różne oblicza – od wskazania, gdzie wypożyczyć łóżko, po pokierowanie do właściwego lekarza. Do Narodowego Instytutu Onkologii przychodzi naraz tak wielu chorych, że współpraca z wolontariatem ma kluczowe znaczenie, by żaden człowiek nie czuł się zagubiony” – podkreśla dr hab. n. med. Hanna Tchórzewska-Korba, kierowniczka Zakładu Rehabilitacji Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie.

„W świecie, w którym wszystko przelicza się na zyski i złotówki, to niezwykłe, że są ludzie działający pro bono, z dobroci serca i w tak profesjonalny sposób. Na koniec dnia wszystko w medycynie opiera się na ludziach, ich determinacji i wiedzy” – dodaje dr hab. n. med. Paweł Koczkodaj z Zakładu Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii.

Dołącz do sieci

Sieć wciąż szuka takich ludzi. Wolontariuszem OSWO może zostać każda pełnoletnia osoba. Nie trzeba mieć wykształcenia medycznego ani doświadczenia – wystarczy chęć bycia przy drugim człowieku.

„Po prostu spróbujcie. Nie musicie wiedzieć wszystkiego, musicie jedynie chcieć pobyć trochę z drugim człowiekiem” – zachęca Patrycja, psychoonkolog, konsultantka infolinii i koordynatorka w województwie mazowieckim.

Najbliższy cykl szkoleń w Akademii Wolontariatu Onkologicznego rusza 21 października. Ruch Onkologiczny PARS zapewnia wolontariuszom:

Formularze dla przyszłych wolontariuszy oraz dla pacjentów, którzy szukają wsparcia, są dostępne na stronie projektu: wolontariatonkologiczny.org.pl.

Źródło: inf pras

Diagnoza raka piersi potrafi w jednej chwili zmienić wszystko. Pojawiają się pytania o skuteczność leczenia, przyszłość, rodzinę, pracę i codzienne życie. Czy konieczna będzie chemioterapia? Czy uda się zachować pierś? Jak długo potrwa leczenie? I czy po jego zakończeniu będzie można wrócić do tego, co było wcześniej? Współczesna onkologia daje coraz więcej możliwości, ale równie ważne jak nowoczesne leki są odpowiednia diagnostyka, skoordynowana opieka, rehabilitacja i wsparcie psychologiczne.

O tym, jak zmienia się leczenie raka piersi i czego dziś potrzebują pacjentki, rozmawiali eksperci oraz przedstawiciele organizacji pacjenckich podczas konferencji „Rak piersi – profilaktyka, postęp, przyszłość”, zorganizowanej 9 października 2026 roku w Warszawie przez Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej i Narodowy Instytut Onkologii – PIB.

Jedna pacjentka, wielu specjalistów. Dlaczego koordynacja leczenia jest tak ważna?

Dla kobiety, która właśnie usłyszała diagnozę, jednym z największych wyzwań może być odnalezienie się w kolejnych etapach diagnostyki i leczenia. Wizyty u różnych specjalistów, dodatkowe badania, oczekiwanie na wyniki i decyzje dotyczące terapii potrafią być przytłaczające. Dlatego coraz większe znaczenie ma organizacja opieki w taki sposób, aby pacjentka nie musiała samodzielnie koordynować całego procesu.

Taką rolę pełnią ośrodki kompleksowej diagnostyki i leczenia raka piersi, czyli Breast Cancer Units. W jednym miejscu współpracują specjaliści różnych dziedzin, którzy wspólnie ustalają plan postępowania, uwzględniając rodzaj nowotworu, stopień jego zaawansowania i indywidualną sytuację pacjentki.

– Wdrożono koordynację całego procesu diagnostyczno-terapeutycznego właśnie w Breast Unitach, gdzie opisano, jak powinien wyglądać ten proces, w jakich ramach czasowych powinny odbywać się konsylia i jak powinien przebiegać późniejszy etap leczenia. Czy to się udało? Zdecydowanie tak. To takie małe comprehensive cancer center, dedykowane pacjentkom chorym na nowotwory piersi. A więc w jednym miejscu wszystko jak najlepszej jakości – podkreślała dr hab. Beata Jagielska, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii – PIB.

Znaczenie takiego modelu opieki wykracza poza samą wygodę organizacyjną. W raku piersi decyzje dotyczące leczenia często wymagają współpracy chirurga, onkologa klinicznego, radioterapeuty, radiologa, patomorfologa czy genetyka. Im lepiej zaplanowana jest ta współpraca, tym większa szansa na sprawne przeprowadzenie pacjentki przez kolejne etapy terapii.

Genetyka pozwala dowiedzieć się więcej, zanim pojawi się choroba

Postęp w diagnostyce raka piersi oznacza dziś nie tylko coraz dokładniejsze wykrywanie zmian nowotworowych. Dzięki badaniom genetycznym możliwe jest również rozpoznawanie dziedzicznych predyspozycji do zachorowania i objęcie kobiet z grup wysokiego ryzyka odpowiednim nadzorem.

Jak wyjaśniał dr hab. Michał Jarząb, kierownik Centrum Diagnostyki i Leczenia Chorób Piersi NIO-PIB w Gliwicach, szczególne znaczenie ma objęcie kobiet z grup wysokiego ryzyka zachorowania na raka piersi regularnym nadzorem. Dzięki odpowiednio dobranym badaniom możliwe jest wykrycie nawet bardzo małych zmian nowotworowych, zanim pojawią się objawy choroby.

– W naszym ośrodku diagnostykę genetyczną raka piersi prowadzimy już od 25 lat, a program opieki z wykorzystaniem rezonansu magnetycznego, najpierw nieformalny, potem formalny, od 15 lat. Jeśli pacjentka była w tym programie, to przychodzi z rakiem, który jest bardzo mały, mniejszy niż centymetr – mówił dr hab. Michał Jarząb.

Regularny nadzór nie oznacza, że można całkowicie zapobiec zachorowaniu. Pozwala jednak zwiększyć szanse na wykrycie nowotworu na bardzo wczesnym etapie, kiedy możliwości leczenia są największe.

Szczególnie ważna jest konsultacja genetyczna w rodzinach, w których występowały zachorowania na raka piersi, zwłaszcza u bliskich krewnych. Co istotne, brak rodzinnej historii choroby nie zawsze wyklucza dziedziczną predyspozycję.

Ekspert przywołał przykład 73-letniej pacjentki, u której badania genetyczne wykonane w związku z planowaniem leczenia wykazały zmianę związaną ze zwiększonym ryzykiem nowotworów. Informacja ta okazała się ważna również dla jej dwóch córek, które mogą teraz skorzystać z poradnictwa genetycznego i dowiedzieć się, czy potrzebują szczególnego nadzoru.

Biopsja płynna – czego o nowotworze może dowiedzieć się lekarz z badania krwi?

Badania genetyczne pomagają nie tylko oceniać ryzyko zachorowania. Współczesna diagnostyka molekularna pozwala również analizować zmiany zachodzące w samym nowotworze. Ma to szczególne znaczenie przy wyborze leczenia, ponieważ dwa nowotwory piersi mogą różnić się biologicznie, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wydają się podobne.

Jednym z rozwijanych rozwiązań jest biopsja płynna. Polega ona na poszukiwaniu we krwi fragmentów DNA uwalnianych przez komórki nowotworowe. W określonych sytuacjach klinicznych może dostarczyć dodatkowych informacji o chorobie, bez konieczności pobierania kolejnego fragmentu tkanki.

– Genetyka to również przewidywanie, jak będzie zachowywać się choroba. Nie jest to łatwe na podstawie genów, które odziedziczyliśmy po rodzicach, dlatego że nowotwór zmienia swoje DNA. DNA raka jest inne niż DNA jego nosiciela. – wyjaśniał dr hab. Michał Jarząb.

Biopsja płynna nie zastępuje wszystkich dotychczasowych badań i nie jest rozwiązaniem odpowiednim dla każdej pacjentki. Stanowi jednak kolejny krok w kierunku bardziej precyzyjnej diagnostyki, szczególnie w zaawansowanej chorobie nowotworowej.

Nowoczesne leki dają więcej możliwości. Ale najpierw trzeba dobrze poznać nowotwór

Jeszcze kilkanaście lat temu możliwości leczenia raka piersi były znacznie bardziej ograniczone. Dziś lekarze dysponują coraz większą liczbą terapii ukierunkowanych na określone cechy biologiczne nowotworu. Postęp dotyczy zarówno leczenia choroby przerzutowej, jak i niektórych postaci wczesnego raka piersi.

Jak podkreślała dr Katarzyna Pogoda, przewodnicząca Sekcji Raka Piersi Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, rozwój nowych leków sprawia, że coraz większym wyzwaniem staje się nie tylko wybór terapii, ale również ustalenie najlepszego momentu jej zastosowania.

– Leków jest bardzo dużo. Trudne nazwy, bardzo wymyślne, które my najpierw musimy mocno przyswajać. I tylko się zastanawiamy, czy ten lek zastosować troszkę później, troszkę wcześniej. To są te nasze dyskusje, jak planować ścieżkę leczenia, żeby nasze panie naprawdę miały długie, dobre życie – mówiła dr Katarzyna Pogoda.

W praktyce oznacza to, że leczenie raka piersi coraz rzadziej można opisać jednym uniwersalnym schematem. Znaczenie mają m.in. obecność receptorów hormonalnych, status HER2, określone zmiany molekularne, stopień zaawansowania choroby oraz wcześniejsze leczenie.

Dlatego dostęp do nowoczesnych leków musi iść w parze z dostępem do odpowiednich badań diagnostycznych.

– Za diagnostyką idzie nowoczesne leczenie. To nie jest tak, że bez diagnostyki możemy ułożyć tę ścieżkę optymalnie. Rzeczywiście diagnostyka jest tą ogromną potrzebą – zaznaczyła dr Pogoda.

Dla pacjentki najważniejsze jest to, że coraz częściej można dobrać leczenie nie tylko do rozpoznania „rak piersi”, ale do konkretnego rodzaju nowotworu i jej indywidualnej sytuacji.

Rehabilitacja zaczyna się wcześniej, niż wiele kobiet myśli

Leczenie raka piersi to nie tylko operacja, farmakoterapia czy radioterapia. Choroba i jej leczenie mogą wpływać na sprawność fizyczną, siłę mięśni, zakres ruchu, samopoczucie oraz zdolność do wykonywania codziennych czynności.

Dlatego rehabilitacja nie powinna rozpoczynać się dopiero wtedy, gdy leczenie przeciwnowotworowe dobiegnie końca.

– Nie mogę się zgodzić z tym, że to jest dodatek. Rehabilitacja jest integralną częścią leczenia od momentu rozpoznania. W rehabilitacji mówi się już również o przygotowywaniu pacjentek do leczenia. Rehabilitacja jest szeroko rozumianym procesem społeczno-medycznym, w którym fizjoterapia jest jednym z jej elementów – podkreślała dr Hanna Tchórzewska-Korba, kierownik Zakładu Rehabilitacji NIO-PIB w Warszawie.

Odpowiednio dobrana aktywność fizyczna może pomagać pacjentkom zarówno podczas leczenia, jak i w okresie powrotu do zdrowia. Ważne jest jednak, aby rodzaj ćwiczeń i ich intensywność były dostosowane do stanu zdrowia, przebytych zabiegów oraz aktualnych możliwości kobiety.

– Musimy bardzo głośno mówić o aktywności fizycznej, która jest ważna zarówno w profilaktyce, jak i w trakcie leczenia oraz po jego zakończeniu. Musimy też mówić o tym, żeby ani pacjenci, ani lekarze nie bali się ruchu – zaznaczyła ekspertka. 

Współczesna rehabilitacja onkologiczna obejmuje nie tylko ćwiczenia poprawiające wydolność, ale również odpowiednio dobrany trening siłowy, pracę nad zakresem ruchu i wsparcie w odzyskiwaniu samodzielności.

„Zakończę leczenie i co dalej?”. O tym mówi się wciąż za mało

Wraz z postępem medycyny coraz więcej kobiet może żyć przez wiele lat po rozpoznaniu raka piersi. Nie oznacza to jednak, że zakończenie leczenia jest równoznaczne z końcem wszystkich trudności.

Ewa Grabiec-Raczak, prezes Stowarzyszenia „Amazonki” Warszawa-Centrum, zwróciła uwagę, że moment diagnozy nadal jest dla wielu kobiet ogromnym wstrząsem, niezależnie od tego, jak wiele wiedzą o współczesnych możliwościach leczenia.

– W momencie diagnozy, obojętnie, co wiemy na temat raka piersi, jak jesteśmy wykształcone czy wykształceni, taka sama trauma jest teraz, jak była, powiedzmy, 30 lat temu. W danym momencie pacjentka nie może myśleć o niczym innym, tylko o tym, że praktycznie jej świat się skończył – mówiła Ewa Grabiec-Raczak.

Dlatego tak ważna bywa rozmowa z kobietą, która sama przeszła przez chorobę. Wolontariuszki Amazonek odwiedzają pacjentki już w pierwszej dobie po operacji. Dają im możliwość zadawania pytań, dzielenia się obawami i rozmowy bez konieczności ukrywania emocji przed rodziną.

Trudny może być również czas po zakończeniu intensywnej terapii. Znika rytm kolejnych wizyt i zabiegów, ale pozostają zmęczenie, obawy przed nawrotem, zmiany w wyglądzie czy trudności z powrotem do pracy. Nie każda kobieta może po prostu wrócić do dawnego życia.

– Pacjentka ma wyznaczoną ścieżkę leczenia, ale w pewnym momencie zaczyna się zastanawiać: dobrze, zakończę leczenie i co dalej? To również bardzo trudny moment, bo nie wszyscy możemy wrócić do swojego dawnego życia. Nieraz trzeba je przemodelować, odnaleźć nową siebie, znaleźć nowe zainteresowania, zmienić pracę. Wszystko to pięknie wygląda, ale jak ja mam to zrobić? – pytała przedstawicielka Amazonek. 

Organizacje pacjenckie starają się odpowiadać na te potrzeby, organizując warsztaty, spotkania, zajęcia ruchowe i programy rehabilitacji psychofizycznej. Ich znaczenie nie ogranicza się do przekazywania wiedzy o chorobie. Pomagają również odzyskiwać pewność siebie i budować życie po leczeniu.

Choroba wpływa również na pracę i życie całej rodziny

Rak piersi często dotyka kobiety aktywne zawodowo, które łączą pracę z obowiązkami rodzinnymi. Leczenie może oznaczać wielomiesięczne nieobecności, ograniczenie możliwości wykonywania dotychczasowych zadań, a czasem konieczność zmiany pracy.

Jak wskazała dr Katarzyna Sejbuk-Rozbicka z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, skutki choroby wykraczają daleko poza wydatki na leczenie.

– Choroba nowotworowa generuje nie tylko koszty bezpośrednie ponoszone przez NFZ, ale również koszty pośrednie: absencje chorobowe, świadczenia z tytułu niezdolności do pracy, utratę produktywności czy wcześniejsze wyjście z rynku pracy pacjentek, a niekiedy również ograniczenie aktywności osób bliskich, które wspierają je w procesie terapeutycznym – wyjaśniała.

Według przywołanych przez ekspertkę danych ZUS w 2023 roku rak piersi odpowiadał za około 1,385 mln dni absencji chorobowej kobiet.

Za tą liczbą stoją nie tylko koszty gospodarcze, ale przede wszystkim indywidualne historie kobiet, które musiały przerwać pracę, zmienić plany i na nowo zorganizować codzienne życie. Dlatego powrót do aktywności zawodowej, jeśli pozwala na to stan zdrowia i kobieta tego chce, powinien być ważnym elementem opieki po leczeniu.

Pacjentka powinna wiedzieć, jaki jest plan jej leczenia

Ważnym kierunkiem zmian jest również zapewnienie kobietom większego dostępu do informacji o własnej diagnostyce i terapii. Jak zapowiadał dr Michał Chrobot, dyrektor Departamentu Opieki Koordynowanej Ministerstwa Zdrowia, jednym z narzędzi mających wspierać ten proces będzie elektroniczna karta diagnostyki i leczenia onkologicznego (e-DiLO).

Jej rozwój ma umożliwić lepsze dokumentowanie przebiegu opieki, wymianę informacji między placówkami i zapewnienie pacjentkom wglądu w planowane postępowanie.

– Każda pacjentka będzie mogła zobaczyć, jaką zaplanowano diagnostykę, jaki planuje się dla niej plan leczenia. Będzie mogła ten plan leczenia skonsultować w innym ośrodku. Dzisiaj pacjenci stają się też recenzentami naszego postępowania. Czy to dobrze? Uważam, że bardzo dobrze – zaznaczył dr Michał Chrobot.

To istotna zmiana z punktu widzenia kobiet, które chcą lepiej rozumieć swoją sytuację, zadawać pytania i świadomie uczestniczyć w podejmowaniu decyzji dotyczących leczenia.

Rozwijana Krajowa Sieć Onkologiczna ma również służyć upowszechnianiu standardów diagnostyki i terapii oraz ocenie jakości opieki na podstawie rzeczywistych danych. Docelowo miejsce zamieszkania nie powinno decydować o tym, czy pacjentka otrzyma leczenie zgodne z aktualną wiedzą medyczną.

Leczyć nie tylko chorobę, ale człowieka

Współczesne leczenie raka piersi zmienia się na wielu poziomach. Coraz dokładniejsza diagnostyka pozwala lepiej poznać nowotwór, nowe leki zwiększają możliwości terapeutyczne, a kompleksowe ośrodki pomagają sprawniej organizować opiekę.

Jednak dla kobiety, która mierzy się z diagnozą, równie ważne są pytania o życie poza gabinetem lekarskim. Czy będzie mogła wrócić do pracy? Jak odzyska sprawność? Gdzie znajdzie wsparcie, kiedy zakończy leczenie? Czy będzie mogła nadal realizować swoje plany?

Podczas otwarcia konferencji przypomniała o tym prof. Barbara Radecka, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej:

– Za każdą dokumentacją stoi konkretna kobieta i jej losy. Dla nas, klinicystów, pacjentka jest w centrum uwagi. Jej rodzina, jej plany, nie tylko jej choroba. Nie leczymy choroby, a leczymy człowieka.

I właśnie w tym kierunku zmierza współczesna opieka nad kobietami z rakiem piersi – aby skuteczne leczenie szło w parze z troską o sprawność, samodzielność, poczucie bezpieczeństwa i jakość życia.

Źródło: Konferencja „Rak piersi – profilaktyka, postęp, przyszłość”, 9 października 2026 r., Narodowy Instytut Onkologii – PIB w Warszawie. Organizatorzy: Narodowy Instytut Onkologii – PIB i Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej. Wypowiedzi uczestników panelu „Postęp w diagnostyce, leczeniu i opiece” oraz wystąpień otwierających konferencję.

Opracowanie: redakcja Medicalpress

Praca, dom, dzieci, rodzice, codzienne obowiązki. W tym wszystkim łatwo znaleźć powód, żeby mammografię przełożyć na kolejny miesiąc. Czasem powstrzymuje nas strach przed wynikiem, czasem brak czasu, a czasem zwyczajnie nie wiemy, gdzie się zgłosić. Tymczasem rak piersi wykryty wcześnie daje znacznie większe szanse na skuteczne, mniej obciążające leczenie. Jak sprawić, żeby badania profilaktyczne stały się naturalną częścią troski o siebie, a nie kolejnym obowiązkiem odkładanym na później?

O tym, co pomaga kobietom podjąć decyzję o badaniu, dlaczego mimo dostępności mammografii zgłaszalność wciąż pozostaje niska i jak skuteczniej docierać do kobiet, rozmawiali eksperci, przedstawiciele instytucji publicznych i organizacji pacjenckich podczas konferencji „Rak piersi – profilaktyka, postęp, przyszłość”, zorganizowanej 9 października 2026 roku w Warszawie przez Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej oraz Narodowy Instytut Onkologii – PIB.

Nie czekajmy na październik, żeby zadbać o siebie

Rak piersi pozostaje najczęściej rozpoznawanym nowotworem złośliwym u kobiet w Polsce. Każdego dnia diagnozę słyszy około 60 Polek, a blisko 20 umiera z powodu tej choroby. Choć możliwości leczenia są dziś nieporównywalnie większe niż jeszcze kilkanaście lat temu, jednym z najważniejszych czynników wpływających na rokowanie nadal pozostaje moment wykrycia nowotworu.

Mammografia pozwala rozpoznawać zmiany, które nie dają jeszcze objawów i często są zbyt małe, by można je było wyczuć podczas samobadania piersi. To właśnie dlatego regularne uczestnictwo w badaniach przesiewowych ma tak duże znaczenie dla ograniczania umieralności z powodu raka piersi.

– Znaczenie mammografii jako badania przesiewowego, pozwalającego wcześnie wykryć chorobę, jest w świetle współczesnej wiedzy niekwestionowane. Jest niewiele technologii w onkologii, które tak niewielkim kosztem mają potencjał zmniejszenia umieralności z powodu nowotworu – podkreśla prof. Barbara Radecka, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej. 

Ekspertka zwraca jednak uwagę, że troska o zdrowie nie może ograniczać się do kampanii prowadzonych w październiku, czyli Miesiącu Świadomości Raka Piersi. Potrzebujemy codziennej edukacji, rozmów w rodzinach i budowania nawyku regularnego korzystania z badań profilaktycznych.

Różowa wstążka, kampanie październikowe – to wszystko jest ważne, ale rok ma 12 miesięcy. Profilaktyka raka piersi musi być obecna przez cały rok i stanowić element edukacji prozdrowotnej całego społeczeństwa. Nie tylko kampanie związane z październikiem, ale edukacja na każdym kroku – podkreśla prof. Barbara Radecka. 

To także zadanie dla najbliższych. Czasem wystarczy zwykłe pytanie: „Mamo, kiedy ostatnio byłaś na mammografii?”. Badanie umówione z pomocą córki, syna czy wnuczki może być znacznie cenniejszym prezentem niż kolejny przedmiot.

Dlaczego wciąż tak niewiele kobiet wykonuje mammografię?

Mimo udowodnionej skuteczności badań przesiewowych i coraz większej liczby dostępnych rozwiązań organizacyjnych, z profilaktycznej mammografii korzysta zbyt mało kobiet.

Według danych NFZ przywołanych przez prof. Pawła Koczkodaja, kierownika Pracowni Prewencji Pierwotnej i Polityki Zdrowotnej NIO-PIB, uczestnictwo w programie przesiewowym wynosiło około 33%. 

Dane międzynarodowe pokazują, że Polska osiąga postępy w ograniczaniu umieralności z powodu raka piersi, jednak wciąż pozostaje wiele do zrobienia. Według analiz OECD w latach 2011–2021 spadek umieralności z powodu raka piersi, której można było uniknąć dzięki skutecznej opiece zdrowotnej, był w Polsce mniejszy niż przeciętnie w krajach Unii Europejskiej. 

Co ważne, zgłaszalność na mammografię nie jest jednakowa w całym kraju. W niektórych powiatach z badań korzysta zaledwie 6% uprawnionych kobiet, podczas gdy w innych odsetek ten przekracza 56%.

– Są w Polsce regiony, w których zgłaszalność na badania mammograficzne przekracza 56%. To zasługa ośrodków regionalnych i świadczeniodawców, którzy aktywnie zapraszają kobiety na badania, korzystając z wypracowanych przez siebie systemów i narzędzi. Często stoi za tym inicjatywa lokalnych liderów. Takie miejsca mogą być wzorem dla innych, ponieważ są również powiaty, w których zgłaszalność wynosi zaledwie 6%. Różnice między regionami Polski są więc znaczące – wyjaśnia Beata Janik, pełniąca obowiązki kierownika Programu Profilaktyki Raka Piersi w Centrum Onkologii Kobiecej NIO-PIB. 

Różnice te pokazują, że samo zapewnienie bezpłatnego badania nie wystarcza. Równie ważne jest dotarcie do kobiet z informacją, zachęcenie ich do udziału i usunięcie przeszkód, które utrudniają wykonanie mammografii.

Mammobus, który pojawił się w odpowiednim momencie

Czasami o wykonaniu badania decyduje przypadek. Tak było w przypadku Katarzyny Piekarskiej, przewodniczącej Parlamentarnego Zespołu ds. Profilaktyki Nowotworowej – RAK STOP, która o swoim doświadczeniu raka piersi mówi publicznie, zachęcając inne kobiety do profilaktyki.

Nowotwór wykryto u niej dzięki mammografii wykonanej w mobilnej pracowni, na którą trafiła podczas jednego ze spotkań.

– Stał mammobus, a ja przyszłam trochę wcześniej na spotkanie i pomyślałam: „To wejdę”. Gdyby było tam dużo ludzi albo gdyby ktoś powiedział, że właśnie ma przerwę, pewnie bym zrezygnowała i poszła dalej. Oczywiście zrobiłabym to badanie, bo mając doświadczenia mojej mamy i sióstr, które niestety za późno zgłosiły się do lekarza, a ich choroba zakończyła się przedwczesną śmiercią, regularnie się badałam. Tylko że człowiek zawsze ma wiele ważnych spraw, często pozornie ważniejszych niż troska o własne zdrowie. Pewnie więc poszłabym na mammografię dopiero za kilka miesięcy – wspomina posłanka Katarzyna Piekarska. 

Jej historia pokazuje, jak wiele może zmienić możliwość wykonania badania blisko domu, pracy czy miejsca codziennych aktywności.

Dla kobiet mieszkających w małych miejscowościach problemem bywa nie tylko brak czasu, ale również transport. Konieczność dojazdu do większego miasta, pogodzenia wizyty z obowiązkami rodzinnymi czy zorganizowania samochodu może sprawić, że badanie zostanie odłożone na kolejne miesiące.

– Uważam, że powinniśmy teraz postawić na tę „medycynę na kółkach”. Kobiety, szczególnie w mniejszych miejscowościach, często mają trudności z dojazdem na badania. W rodzinie jest jeden samochód, trzeba zorganizować wyjazd do większego miasta, a potem powrót. Często decydują się na to dopiero wtedy, gdy pojawiają się problemy zdrowotne. Ale jeśli lekarze przyjadą do ich miejscowości, te kobiety pójdą się zbadać. I trzeba zrobić wszystko, żeby rzeczywiście mogli do nich docierać – podkreśla Katarzyna Piekarska. 

Nie zawsze wystarczy jednak, że mammobus przyjedzie do miejscowości. Ważne, żeby kobiety wiedziały o możliwości wykonania badania i czuły się zachęcone, by z niej skorzystać. Tu ogromne znaczenie mogą mieć osoby, które znają lokalną społeczność i cieszą się jej zaufaniem – samorządowcy, przedstawiciele lokalnych organizacji czy kół gospodyń wiejskich. Szczególną rolę mogą odegrać również lekarze i pielęgniarki, z którymi kobiety mają kontakt na co dzień.

Jak podkreśla prof. Maciej Krzakowski, prezes Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, warto w większym stopniu wykorzystać potencjał lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej i medycyny pracy.

– Z nimi kobiety mają najczęstszy kontakt i im pewnie w największym stopniu ufają. Myślę, że większa aktywizacja lekarzy medycyny pracy i podstawowej opieki zdrowotnej bardzo wiele by zmieniła – zaznacza prof. Maciej Krzakowski. 

Mammografia bez skierowania. Jak i gdzie można się zapisać?

Z bezpłatnej mammografii w ramach programu profilaktyki raka piersi finansowanego przez NFZ mogą korzystać kobiety w wieku 45–74 lat, co do zasady raz na 24 miesiące. Badanie nie wymaga skierowania.

W określonych sytuacjach z programu mogą korzystać również kobiety po wcześniejszym leczeniu raka piersi, dla których przewidziano możliwość wykonywania mammografii co 12 miesięcy.

Badania realizowane są zarówno w placówkach stacjonarnych, jak i w mammobusach. Miejsce i termin można znaleźć m.in. za pośrednictwem centralnej e-rejestracji, Internetowego Konta Pacjenta oraz aplikacji mojeIKP.

Jak informuje Krzysztof Napora, dyrektor Departamentu Rozwoju Systemu Informacji Medycznej w Centrum e-Zdrowia, do centralnej e-rejestracji włączono wszystkie placówki wykonujące mammografię w ramach programu przesiewowego.

– Mamy w tym momencie w centralnej e-rejestracji 100% podmiotów, które wykonują świadczenia w zakresie mammografii. I to jest o tyle istotne, że do każdego z tych podmiotów poprzez centralną e-rejestrację, czyli przez Internetowe Konto Pacjenta bądź aplikację mojeIKP, można się w łatwy sposób zarejestrować. Wolne terminy, które mamy w e-rejestracji, to 340 188 wizyt. Mamy taką liczbę slotów, na które dokładnie w tym momencie każdy z państwa może się zapisać – wskazuje.

Coraz większą rolę odgrywają również przypomnienia o badaniach. Centrum e-Zdrowia wysłało w sierpniu i wrześniu setki tysięcy wiadomości SMS oraz powiadomień w aplikacji mojeIKP, zachęcających kobiety do umówienia mammografii.

Prof. Paweł Koczkodaj podkreśla, że regularne zaproszenia i przypomnienia mogą być szczególnie ważne dla kobiet, które dotychczas nie korzystały z badań przesiewowych.

– Każda kobieta ma też prawo do przypomnienia, to znaczy do przypomnienia o badaniu profilaktycznym. I to jest coś, o czym mówimy już bardzo długo, czyli o zaproszeniach na badania przesiewowe, które zaczynają powracać. Te zaproszenia zaczynają powracać w formie elektronicznej, wiadomości push, wiadomości SMS – zaznacza.

Wcześnie wykryty rak piersi to często mniej obciążające leczenie

Za każdą decyzją o wykonaniu mammografii stoi coś znacznie ważniejszego niż kolejny termin w kalendarzu. Wczesne wykrycie nowotworu może oznaczać większe szanse na wyleczenie, mniej rozległą operację i szybszy powrót do codziennych aktywności.

Jak wyjaśnia prof. Zbigniew Nowecki, kierownik Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej NIO-PIB, w przypadku niewielkich guzów, przy odpowiednich wskazaniach klinicznych, możliwe jest zastosowanie leczenia oszczędzającego pierś, połączonego z biopsją węzła wartowniczego.

– Pacjentki, które przychodzą z wczesnym rozpoznaniem, leczą się szybko, szybko dochodzą do zdrowia i wracają do normalnego życia. Około 80% nowotworów rozpoznawanych u naszych pacjentek to nowotwory hormonozależne. Jeśli guz ma wielkość 2–3 centymetrów, przy średniej wielkości piersi standardową operacją, którą wykonujemy, jest wycięcie guza i jednoczesne wykonanie biopsji węzła wartowniczego. To jest taki złoty standard – tłumaczy profesor. 

Dalsze postępowanie zależy od biologii nowotworu, jego zaawansowania i indywidualnej sytuacji pacjentki. Może obejmować radioterapię, hormonoterapię lub inne leczenie systemowe.

„Żeby badania profilaktyczne weszły nam w krew, a nie rak”

O tym, jak wiele znaczy szybka reakcja na niepokojącą zmianę, mówi również Joanna Górska, dziennikarka i założycielka Fundacji Silni Sobą, u której w 2017 roku rozpoznano trójujemnego raka piersi.

Podczas rodzinnego urlopu wyczuła niewielką, siedmiomilimetrową zmianę między pachą a piersią. Choć początkowo nie wydawała się ona groźna, nie zignorowała jej i szybko zgłosiła się do lekarza.

– Robiłam regularne badania, ale też samokontrolę i samobadanie swojego ciała. Dzięki temu, będąc na urlopie z rodziną, w zupełnie przypadkowy sposób wyczułam coś pod pachą, właściwie nie pod pachą, tylko między pachą a piersią. Myślałam, że to nic takiego, miało 7 milimetrów. Poszłam, zbadałam, okazało się, że bardzo agresywny, trójujemny rak piersi. I dzięki temu, że miałam rękę na pulsie, naprawdę tutaj z państwem jestem i żyję – opowiada.

Jej doświadczenie przypomina, że znajomość własnego ciała i reagowanie na niepokojące objawy są ważne, ale nie zastępują regularnych badań przesiewowych. Mammografia pozwala bowiem wykrywać również zmiany, których kobieta nie jest w stanie sama zauważyć.

Joanna Górska zwraca też uwagę na strach, który często towarzyszy myśleniu o badaniach. Lęk przed diagnozą jest naturalny, ale odkładanie wizyty nie sprawia, że potencjalny problem znika.

– Ale iść mimo strachu i obawy to jest rzeczywiście duża sprawa i należy walczyć, żeby każdy z nas rzeczywiście pomyślał sobie, jak dużo będzie miał spokoju w momencie, kiedy dostanie wyniki świadczące o tym, że jest zdrowy – mówi.

Jej apel jest prosty: rozmawiajmy o profilaktyce, zachęcajmy bliskie nam kobiety do badań i nie pozwólmy, by codzienne obowiązki zawsze były ważniejsze niż własne zdrowie.

Bo troska o siebie nie jest egoizmem. Jest szansą na to, żebyśmy mogły jak najdłużej być obecne w życiu tych, których kochamy – i realizować także własne plany.

Jak mówi Joanna Górska: „Żeby badania profilaktyczne weszły nam w krew, a nie rak”.

Źródło: Konferencja „Rak piersi – profilaktyka, postęp, przyszłość”, 9 października 2026 r., Narodowy Instytut Onkologii – PIB w Warszawie. Organizatorzy: Narodowy Instytut Onkologii – PIB i Polskie Towarzystwo Onkologii Klinicznej. Wypowiedzi uczestników panelu „Profilaktyka raka piersi – badania przesiewowe, ocena ryzyka i wczesne wykrywanie” oraz wystąpienia otwierające konferencję.

Opracowanie: redakcja Medicalpress

Współczesna onkologia daje kobietom z rakiem piersi coraz większe szanse nie tylko na skuteczne leczenie, ale również na zachowanie jakości życia i realizację planów osobistych, w tym macierzyństwa. Nadal jednak wyzwaniem pozostaje zbyt mała liczba kobiet korzystających z badań profilaktycznych oraz zapewnienie równego dostępu do kompleksowej diagnostyki i terapii. O tym, jak zwiększyć skuteczność profilaktyki, wykorzystać możliwości medycyny personalizowanej i lepiej odpowiadać na potrzeby pacjentek, dyskutowali eksperci podczas konferencji „Profilaktyka. Postęp. Przyszłość.”, zorganizowanej przez Narodowy Instytut Onkologii – PIB we współpracy z Polskim Towarzystwem Onkologii Klinicznej z okazji Miesiąca Świadomości Raka Piersi.

Jak skuteczniej zachęcać kobiety do badań profilaktycznych? Jak postęp w diagnostyce i leczeniu raka piersi zmienia rokowania i jakość życia pacjentek? Czy diagnoza nowotworu musi oznaczać rezygnację z planów dotyczących macierzyństwa? To najważniejsze zagadnienia konferencji „Profilaktyka. Postęp. Przyszłość.”, zorganizowanej w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowym Instytucie Badawczym z okazji Miesiąca Świadomości Raka Piersi.

Tytuł konferencji wyznacza trzy kierunki dyskusji, które wspólnie tworzą obraz współczesnej opieki nad kobietami z rakiem piersi. Dziś jej celem jest nie tylko jak najskuteczniejsze leczenie nowotworu, ale również zapewnienie pacjentkom możliwości powrotu do codziennego życia, realizowania planów osobistych i zawodowych oraz zachowania możliwie najlepszej jakości życia.

Profilaktyka – wykorzystać możliwości, które już mamy

Rak piersi należy do najczęściej rozpoznawanych nowotworów złośliwych u kobiet. Choć wczesne wykrycie choroby istotnie zwiększa szanse na skuteczne leczenie, zgłaszalność na badania przesiewowe w Polsce pozostaje niewystarczająca. Tymczasem dostęp do mammografii jest dziś znacznie łatwiejszy – kobiety mogą korzystać z bezpłatnego programu badań przesiewowych, a rozwiązania cyfrowe, w tym Internetowe Konto Pacjenta, ułatwiają znalezienie terminu i zapisanie się na badanie.

Podczas pierwszego panelu eksperci Narodowego Instytutu Onkologii, przedstawiciele instytucji publicznych oraz organizacji pacjenckich rozmawiają o tym, dlaczego mimo dostępności badań wciąż tak wiele kobiet z nich nie korzysta. Dyskusja dotyczy również nowych sposobów edukacji zdrowotnej, oceny indywidualnego ryzyka zachorowania oraz znaczenia wczesnego rozpoznania nowotworu dla możliwości całkowitego wyleczenia.

Postęp – coraz większe możliwości diagnostyki i leczenia

Ostatnie lata przyniosły istotne zmiany w leczeniu raka piersi. Rozwój diagnostyki obrazowej, patomorfologicznej i molekularnej pozwala coraz dokładniej określać charakter nowotworu i dobierać optymalną terapię. Nowoczesne leki, udoskonalone metody chirurgiczne i radioterapia sprawiają, że pacjentki mają dziś znacznie więcej możliwości leczenia, również w zaawansowanych stadiach choroby.

Jednocześnie coraz większego znaczenia nabiera kompleksowa, skoordynowana opieka, realizowana m.in. w wyspecjalizowanych ośrodkach Breast Cancer Unit. Łączy ona wiedzę i doświadczenie specjalistów różnych dziedzin – od diagnostyki i leczenia, przez rehabilitację, aż po wsparcie psychologiczne. Podczas konferencji omawiana jest również rola Krajowej Sieci Onkologicznej w zapewnianiu pacjentkom dostępu do odpowiedniej opieki, niezależnie od miejsca zamieszkania.

Przyszłość – życie, które nie kończy się na diagnozie

Coraz skuteczniejsze leczenie sprawia, że rozmowa o raku piersi nie może ograniczać się wyłącznie do samej choroby. Równie istotne stają się pytania o życie w trakcie terapii i po jej zakończeniu – powrót do pracy, aktywność społeczną, relacje rodzinne i realizację osobistych planów.

Szczególne miejsce w programie konferencji zajmuje onkopłodność, czyli zagadnienia związane z zachowaniem płodności u pacjentek leczonych onkologicznie. Dla młodych kobiet rozpoznanie raka piersi często wiąże się z obawami o możliwość posiadania dzieci w przyszłości. Tymczasem współczesna medycyna oferuje rozwiązania pozwalające części pacjentek zabezpieczyć płodność przed rozpoczęciem leczenia, a w odpowiednio dobranych sytuacjach również bezpiecznie planować ciążę po zakończeniu terapii. Warunkiem jest odpowiednio wczesna rozmowa, indywidualna ocena medyczna i współpraca specjalistów.

W konferencji uczestniczą przedstawiciele Narodowego Instytutu Onkologii – PIB, Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, Ministerstwa Zdrowia, Centrum e-Zdrowia, środowiska naukowego oraz organizacji pacjenckich. Wśród ekspertów znaleźli się m.in. dr hab. n. med. Beata Jagielska, dyrektor NIO-PIB, prof. Maciej Krzakowski, prezes PTOK, prof. Zbigniew Nowecki, prof. Barbara Radecka, dr Katarzyna Pogoda, prof. Paweł Koczkodaj i dr hab. Michał Jarząb z NIO w Gliwicach. W dyskusji uczestniczą również Katarzyna Piekarska, przewodnicząca Parlamentarnego Zespołu ds. Profilaktyki Nowotworowej – RAK STOP, oraz dr Michał Chrobot z Ministerstwa Zdrowia. Ważną częścią spotkania jest głos przedstawicielek organizacji pacjenckich i kobiet, które dzielą się własnymi doświadczeniami choroby.

Konferencja pokazuje, że skuteczna walka z rakiem piersi wymaga równoczesnych działań w wielu obszarach – od zwiększania udziału w badaniach profilaktycznych, przez zapewnienie dostępu do nowoczesnych terapii, po kompleksowe wsparcie w powrocie do zdrowia i codziennego życia. Bo miarą postępu w onkologii jest nie tylko skuteczność leczenia, lecz także przyszłość, jaką możemy zaoferować pacjentkom.

Źródło: NIO

Pomorski Uniwersytet Medyczny uruchomił biobank. To infrastruktura badawcza odpowiedzialna za przetwarzanie, długoterminowe przechowywanie i udostępnianie materiału biologicznego. 

– Będziemy gromadzić materiał dla obydwu szpitali klinicznych, wszystkich jednostek naukowych związanych z uniwersytetem oraz innych jednostek, które będą chciały, aby materiał był gromadzony w sposób bezpieczny, a cała droga próbki była monitorowana – wyjaśnił dyrektor Regionalnego Centrum Medycyny Cyfrowej PUM prof. Andrzej Ossowski.

Dodał, że głównym zadaniem biobanku jest zabezpieczenie jakości przechowywania materiału biologicznego, co ma olbrzymie znaczenie w badaniach naukowych. Biobankowanie obejmuje bowiem cały cykl życia próbki, od jej pobrania, przez przetwarzanie, oznakowanie i przechowywanie, po dystrybucję do projektów badawczych.

– Dzisiaj metody analityczne, które stosujemy, te metody genetyczne, są bardzo czułe i jakość materiału jest kluczowa. Ma to znaczenie dla pacjenta, bo pobrany materiał i zdeponowany w biobanku jest przechowywany przez kilka, kilkadziesiąt lat, i w przypadku np. chorób onkologicznych ma gigantyczne znaczenie w procesie leczenia. Możemy sięgnąć zarówno do materiału biologicznego, jak i do danych genetycznych, które są generowane w trakcie procesu genetycznego – dodał prof. Ossowski.

Do biobanku trafią m.in. krew, osocze, surowica, tkanki, komórki oraz izolaty DNA i RNA. Każda próbka jest ewidencjonowana w systemie informatycznym zapewniającym identyfikowalność i rejestr wszystkich operacji, a także powiązana z danymi klinicznymi, wynikami badań laboratoryjnych oraz danymi z analiz genetycznych i molekularnych. Materiał pozyskiwany jest na podstawie świadomej zgody dawców.

– W tym biobanku możemy zdeponować miliony próbek, a przechowywanie nie ma określonego czasu. Jeśli one są zamrożone w temperaturze -196 st. C to czas staje w tym momencie i ten materiał zatrzymujemy w tym punkcie. On jest bezpiecznie przechowywany do czasu, kiedy jest zasilanie i biobank pracuje – przekazał Ossowski.

– Dzisiejsza medycyna potrzebuje dużej ilości materiału. Musimy mieć tzw. tło populacyjne, bez tego nie będziemy w stanie skutecznie prowadzić procesu medycyny spersonalizowanej. Żyjemy w jednym regionie, jesteśmy narażenie na podobne zagrożenia. Genetyka to jest jedna rzecz, część epigenetyczna to kolejny element całego procesu, a wpływ środowiska to jedna z najważniejszych rzeczy, która wpływa na nasz dobrostan i na jakość naszego życia. Badania populacyjne są kluczowe, a żeby je prowadzić, musimy gromadzić próbki – dodał.

Priorytetowym obszarem działania biobanku jest onkologia. Dostęp do dobrze scharakteryzowanego materiału powiązanego z danymi klinicznymi jest warunkiem badań nad biomarkerami prognostycznymi i predykcyjnymi oraz mechanizmami odpowiedzi i oporności na leczenie. 

Biobank PUM pracuje według ujednoliconych procedur operacyjnych. Próbki przechowywane są w pięciu reżimach temperaturowych: +4 st.C, −30 st. C, −80 st. C, −150 st. C i −196 st. C (ciekły azot) i w kontrolowanych warunkach. Jednostka jest w trakcie uzyskiwania akredytacji w zakresie normy ISO 20387, międzynarodowego standardu określającego wymagania dotyczące kompetencji, bezstronności i spójnego działania biobanków.(PAP)

Źródło: Nauka w Polsce

W Polsce co roku rozpoznaje się ponad 20 tys. przypadków raka piersi, a możliwości leczenia są dziś znacznie większe niż jeszcze kilka lat temu. Problemem pozostaje jednak niska zgłaszalność na mammografię, a wraz z rozwojem nowoczesnych terapii coraz większego znaczenia nabierają dostęp do odpowiedniej diagnostyki oraz zasoby kadrowe. Eksperci zwracają uwagę m.in. na potrzebę szerszego wykorzystania badań genetycznych i testów wielogenowych oraz monitorowania rosnącej liczby świadczeń realizowanych przez onkologów.

O aktualnej sytuacji w profilaktyce, diagnostyce i leczeniu raka piersi dyskutowano 6 października podczas wspólnego posiedzenia sejmowych podkomisji stałych do spraw zdrowia publicznego oraz do spraw onkologii. Dane Ministerstwa Zdrowia pokazują, że system dysponuje znacznym potencjałem badań przesiewowych i coraz większymi możliwościami terapeutycznymi. Jednocześnie z wypowiedzi ekspertów wyłaniają się kolejne wyzwania – od skutecznego dotarcia do kobiet kwalifikujących się do mammografii po zapewnienie diagnostyki pozwalającej optymalnie wykorzystać dostępne leczenie.

Tylko co trzecia uprawniona kobieta korzysta z mammografii

Rak piersi pozostaje jednym z najważniejszych wyzwań polskiej onkologii. Rocznie odnotowuje się około 21–22 tys. nowych zachorowań i około 6–7 tys. zgonów. Tymczasem zgłaszalność na mammografię w ramach programu profilaktycznego wynosiła 1 września 2026 roku niewiele ponad 32 proc. uprawnionej populacji kobiet.

W ostatnich latach zakres programu został rozszerzony. Od listopada 2023 roku z bezpłatnej mammografii mogą korzystać kobiety w wieku 45–74 lat, podczas gdy wcześniej program obejmował grupę 50–69 lat. Badania realizowane są również przez 78 mammobusów.

– W tej chwili głównym wyzwaniem pozostaje nie tyle brak dostępu do badań profilaktycznych czy do leczenia, ale zwiększenie udziału kobiet w badaniach profilaktycznych. Według stanu na 1 września 2026 roku z mammografii w ramach programu profilaktyki raka piersi skorzystało niewiele ponad 32 proc. uprawnionych kobiet – podkreślał Dawid Stachurski, zastępca dyrektora Departamentu Analiz i Strategii Ministerstwa Zdrowia. 

Skala niewykorzystanego potencjału programu jest duża. Na początku września w centralnej e-rejestracji dostępnych było 380 tys. wolnych terminów na mammografię w perspektywie kolejnych 90 dni. Według MZ praktycznie wszystkie placówki realizujące program profilaktyki raka piersi są już zintegrowane z centralną e-rejestracją. Pacjentka może zapisać się elektronicznie, ale nadal możliwa jest również rejestracja bezpośrednio w placówce.

– Celem kampanii „Profilaktyka – podaj dalej” jest zwiększenie udziału w badaniach profilaktycznych. Wydaje się, że jeśli chodzi o dostęp, zarówno pod względem technologicznym, jak i liczby świadczeniodawców, zrobiliśmy tyle, ile było możliwe. Są wolne terminy, są świadczeniodawcy – mówił przedstawiciel MZ. 

Wolne terminy to nie wszystko. Dlaczego kobiety się nie badają?

Duża liczba dostępnych terminów pokazuje, że przyczyn niskiej zgłaszalności nie można sprowadzać wyłącznie do fizycznego dostępu do mammografii. Problemem pozostaje skuteczne dotarcie do kobiet, przekonanie ich do udziału w badaniu i rozpoznanie barier, które mogą różnić się w zależności od wieku czy miejsca zamieszkania.

Ministerstwo wykorzystuje w tym celu m.in. komunikację elektroniczną. Według stanu na 25 września wysłano ponad 557 tys. SMS-ów oraz ponad 470 tys. powiadomień push. Do końca roku planowana jest wysyłka 1 mln 338 tys. SMS-ów oraz 892 tys. powiadomień push do kobiet posiadających aktywowane IKP, w zależności od wybranego kanału komunikacji.

Pozostaje jednak grupa kobiet, które nie korzystają z narzędzi cyfrowych. W ich przypadku MZ wskazuje przede wszystkim na rolę podstawowej opieki zdrowotnej. Placówki POZ mają obowiązek informowania pacjentów o dostępnych programach profilaktycznych. 

– Skuteczność działań informacyjnych będzie zależała od poszczególnych placówek. Nie w każdym podmiocie kampania informacyjna będzie realizowana równie skutecznie, ponieważ wiele zależy od osób, które tam pracują – mówił Dawid Stachurski. 

Istotnym wyzwaniem pozostaje również duże zróżnicowanie terytorialne zgłaszalności na badania. Pokazuje ono, że przyczyn niskiego uczestnictwa w programie warto szukać także na poziomie lokalnym – sprawdzając zarówno, co powstrzymuje kobiety przed wykonaniem mammografii, jak i jakie czynniki sprawiają, że w niektórych miejscach zgłaszalność jest wyższa. Pozwoliłoby to lepiej dopasowywać działania do potrzeb konkretnych grup kobiet i lokalnych uwarunkowań. 

Coraz więcej możliwości leczenia raka piersi

Profilaktyka jest jednak dopiero początkiem ścieżki. W 2025 roku wykonano 22 607 zabiegów chirurgicznych z powodu raka piersi, wobec 18 695 w 2022 roku. To wzrost o około 21 proc., związany również ze wzrostem liczby zachorowań.

Jednocześnie szybko rozwija się leczenie systemowe. W 2025 roku programem lekowym leczenia chorych na raka piersi objętych było 23 009 pacjentów, a jego roczny koszt wynosi około 1,7 mld zł.

Zdaniem dr Katarzyny Pogody, onkolog klinicznej reprezentującej Sekcję Raka Piersi Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej, sama liczba operacji nie pokazuje jednak rzeczywistej skali świadczeń, których potrzebują dziś pacjentki.

– Profilaktyka jest podstawą, zdecydowanie tak. Warto jednak przyjrzeć się również temu, co dzieje się dalej. Operacja jest tylko jednym, stosunkowo krótkim elementem leczenia pacjentek z rakiem piersi – mówiła dr Katarzyna Pogoda.

Ekspertka zwróciła uwagę, że możliwości refundacyjne w leczeniu raka piersi są obecnie bardzo szerokie, a dostęp do części nowoczesnych terapii wypada korzystnie również na tle niektórych krajów Europy Zachodniej. 

Istotną rolę w zapewnieniu pacjentkom jednakowego standardu opieki niezależnie od miejsca zamieszkania ma odgrywać Krajowa Sieć Onkologiczna.

– Rozwija się oczywiście Krajowa Sieć Onkologiczna i to jest niesamowita szansa dla nas, dla Polaków, żeby w każdym miejscu w Polsce było dostępne takie samo leczenie. Pracuję w Narodowym Instytucie Onkologii, ale przecież nie ma potrzeby, żeby wszystkie pacjentki przyjeżdżały do Instytutu, bo „mamy lepsze leki”. Właśnie o to chodzi w programie lekowym, żeby wszystkie terapie były dostępne w Polsce – podkreślała przedstawicielka Sekcji Raka Piersi PTOK.

Dodatkowym narzędziem mają być e-konsylia, dzięki którym specjaliści będą mogli wspierać decyzje terapeutyczne podejmowane również w innych ośrodkach. Rozwiązania te zwiększają możliwości systemu, ale jednocześnie wymagają odpowiednich zasobów kadrowych.

Jak zwracała uwagę dr Pogoda, rozwój możliwości terapeutycznych powinien iść w parze z monitorowaniem rosnącej liczby porad, podań leków i innych świadczeń realizowanych przez onkologów klinicznych oraz z odpowiednim planowaniem zasobów kadrowych. Tymczasem liczba onkologów w Polsce nie zwiększa się proporcjonalnie do rosnącej skali zadań związanych z leczeniem pacjentów.

Testy wielogenowe. Jedna z najtrudniejszych decyzji onkologa

Jednym z ważnych tematów dotyczących diagnostyki raka piersi pozostaje dostęp do testów wielogenowych, które mogą wspierać decyzję o zastosowaniu chemioterapii u odpowiednio wybranej grupy pacjentek z wczesnym rakiem piersi.

Obecnie testy te nie są finansowane w ramach świadczenia gwarantowanego. Jak poinformował przedstawiciel Ministerstwa Zdrowia, 13 kwietnia 2026 roku wydano negatywną rekomendację dotyczącą modelu świadczenia obejmującego testy Oncotype DX, MammaPrint i ProSigna. Nie oznacza to jednak, że dalsze prace zostały zakończone.

– To nie jest tak, że definitywnie zarzuciliśmy prace. Nie. Tylko musimy mierzyć siły na zamiary, a w zasadzie możliwości płatnika na to, co byśmy chcieli. – mówił Dawid Stachurski.

Według danych przedstawionych przez MZ średni koszt testu MammaPrint wynosi nieco ponad 11 tys. zł, a ProSigna około 9 tys. zł.

O dalsze prace nad dostępem do testów wielogenowych apelują onkolodzy. Jak podkreśla dr Katarzyna Pogoda, ich zastosowanie nie powinno dotyczyć wszystkich chorych, ale odpowiednio wybranej grupy pacjentek, u których wynik może pomóc w podjęciu jednej z najtrudniejszych decyzji w leczeniu wczesnego raka piersi – czy zastosować chemioterapię.

– Testy wielogenowe to nie jest jakieś narzędzie wymyślone, to naprawdę podstawa do nowoczesnej terapii tak starej metody leczenia jak chemioterapia. W gronie specjalistów powinniśmy wybrać taką wąską grupę pacjentek, która odniesie z ich zastosowania największą korzyść. To my, onkolodzy, stajemy przed dylematem, czy u kobiety zastosować chemioterapię, czy nie – podkreślała dr Katarzyna Pogoda.

Znaczenie tej decyzji wykracza przy tym poza sam okres prowadzenia terapii. Chemioterapia może wiązać się z długotrwałymi konsekwencjami zdrowotnymi, ale także z kosztami społecznymi i ekonomicznymi. Dlatego – zdaniem ekspertki – przy ocenie miejsca testów wielogenowych należy uwzględniać nie tylko koszt samego badania.

– To nie jest decyzja o leczeniu, które potrwa miesiąc. To leczenie, które może mieć skutki na całe życie. To również wydatek państwa na chemioterapię, zwolnienia lekarskie, a także leczenie odległych powikłań. Często kobiety nie wracają do formy, w której były przed leczeniem, dlatego patrzmy na ten temat całościowo – podkreślała dr Katarzyna Pogoda.

Dr Pogoda zaapelowała o kontynuowanie prac nad dostępem do testów wielogenowych, wskazując również na możliwość rozpoczęcia ich od pilotażu.

„Nie ma już onkologii bez badań genetycznych”

Testy wielogenowe są tylko jednym z elementów znacznie szerszego problemu – rosnącego znaczenia diagnostyki genetycznej i molekularnej w nowoczesnej onkologii.

Dr hab. Edyta Borkowska, konsultant krajowa w dziedzinie laboratoryjnej genetyki medycznej, zwróciła uwagę, że badania genetyczne są potrzebne zarówno przy podejmowaniu decyzji dotyczących leczenia, jak i w ocenie dziedzicznej predyspozycji do zachorowania.

– Profilaktyczna mastektomia przede wszystkim może zostać wykonana w sytuacji, kiedy mamy potwierdzenie obecności predyspozycji germinalnej, czyli takiej dziedzicznej, do właśnie tego typu nowotworów. A żeby taką predyspozycję potwierdzić, trzeba wykonać badanie genetyczne. Nie ma w zasadzie już onkologii bez badań genetycznych – mówiła dr hab. Edyta Borkowska.

Problemem pozostaje jednak nie tylko samo wykonanie badania.

– Mamy dużą ofertę programów lekowych, ale docierają do mnie głosy, że wiele pacjentek nie otrzymuje skierowań na badania genetyczne. Z kolei wiele pacjentek, które już wykonały takie badanie, nie może dostać się do genetyka klinicznego, aby omówić jego wynik i otrzymać poradę genetyczną – podkreślała dr hab. Edyta Borkowska, konsultant krajowa w dziedzinie laboratoryjnej genetyki medycznej. 

Dr hab. Borkowska wskazała również na niedobór specjalistów genetyki klinicznej. Problem kadrowy dotyczy więc nie tylko etapu leczenia onkologicznego, ale również diagnostyki i poradnictwa niezbędnego do właściwej interpretacji wyników badań.

Diagnostyka genetyczna potrzebuje nowego koszyka świadczeń

Zdaniem konsultant krajowej zakres finansowanej diagnostyki powinien nadążać za zmianami, jakie nastąpiły w genetyce. Współczesne badania nie ograniczają się już do poszukiwania kilku najczęstszych wariantów w pojedynczych genach. Coraz większe znaczenie mają technologie umożliwiające jednoczesną analizę szerszego zakresu zmian.

– W tej chwili nie ograniczamy się już do kilku najczęściej badanych genów. Mamy ogromną wiedzę na temat innych, rzadszych wariantów genetycznych, nie tak dobrze znanych, które w ogóle nie są zlecane. Mamy również możliwość wykonywania badań z wykorzystaniem technologii NGS – wskazywała dr hab. Edyta Borkowska. 

Ekspertka poinformowała, że wraz z kilkunastoma specjalistami przez około pół roku pracowała nad propozycją nowego koszyka świadczeń badań genetycznych, przekazaną następnie do Agencji Oceny Technologii Medycznych.

– Ten nowy koszyk świadczeń, który przygotowaliśmy i przekazaliśmy do Agencji Oceny Technologii, nie opiera się na pojedynczej nazwie genu, tylko opiera się na technice. Jest to albo panel, albo WES, albo WGS, albo inne metody – mówiła.

Borkowska zwróciła jednocześnie uwagę, że wymienione w obecnych materiałach metody, takie jak RFLP czy MLPA, nadal pozwalają wykrywać określone zmiany, jednak – w jej ocenie – nie odpowiadają już poziomowi możliwości współczesnej diagnostyki.

Dostęp do innowacyjnej terapii nie zawsze jest równoznaczny z możliwością pełnego wykorzystania jej potencjału. Potrzebne jest również odpowiednie badanie, wykonane we właściwym momencie, oraz specjalista, który potrafi zinterpretować wynik i przełożyć go na decyzję kliniczną.

W przypadku raka piersi oznacza to zarówno diagnostykę dziedzicznych predyspozycji, jak i badania służące do podejmowania decyzji o zastosowaniu określonych metod leczenia. Znaczenie ma przy tym nie tylko dostęp do badań, ale również czas ich wykonania i uzyskania wyniku. Zdarza się, że informację o mutacji BRCA1 pacjentka otrzymuje dopiero pod koniec leczenia. 

Od dostępności do realnego wykorzystania możliwości systemu

Dane pokazują wyraźny postęp: rozszerzono grupę kobiet objętych programem mammograficznym, rozwijana jest e-rejestracja i Krajowa Sieć Onkologiczna, rośnie liczba wykonywanych zabiegów, a ponad 23 tys. pacjentów korzysta z programu lekowego raka piersi. Jednocześnie zaledwie około jednej trzeciej uprawnionych kobiet uczestniczy w programie mammograficznym.

Kolejnym etapem powinno być więc nie tylko zwiększanie liczby dostępnych świadczeń, ale skuteczniejsze wykorzystywanie już istniejącego potencjału oraz rozwijanie tych elementów systemu, które warunkują efekty leczenia – od dotarcia do kobiet niekorzystających z profilaktyki, poprzez szybką i nowoczesną diagnostykę, aż po zapewnienie odpowiednich zasobów kadrowych.

Październik, Miesiąc Świadomości Raka Piersi, jest dobrym momentem, by mówić o tych potrzebach szczególnie głośno. Bo świadomość raka piersi to nie tylko przypominanie kobietom o profilaktyce. To również pytanie o to, co dzieje się później – czy pacjentka otrzyma odpowiednią diagnostykę we właściwym czasie, będzie miała dostęp do optymalnie dobranego leczenia i trafi do systemu, który jest przygotowany, by wykorzystać możliwości, jakie daje dziś współczesna onkologia.

Źródło: wspólne posiedzenie Podkomisji stałej do spraw zdrowia publicznego oraz Podkomisji stałej do spraw onkologii, Sejm RP, 6 października 2026 r.; „Informacja na temat systemu profilaktyki, diagnostyki oraz leczenia raka piersi, z uwzględnieniem dostępności, zgłaszalności i wykorzystania potencjału e-rejestracji”.

Opracowanie: redakcja Medicalpress

Najważniejsze jest partnerstwo i współpraca z zespołem medycznym. Lekarze nie zrobią wszystkiego sami – ogromna odpowiedzialność leży po stronie chorego. Bądźmy świadomymi partnerami w procesie leczenia – powiedziała dr hab. n. med. Dorota Kiprian, Profesor NIO – PIB, Kierownik Zakładu Radioterapii I, Naczelny Radioterapeuta w Narodowym Instytucie Onkologii.  Wyjaśniła również, co jest bezwzględnie zakazane podczas leczenia onkologicznego.

Radioterapia to – obok chirurgii i farmakoterapii – jeden z trzech filarów współczesnej onkologii. Promieniowanie jonizujące pozwala na precyzyjne niszczenie komórek nowotworowych przy coraz wyższym stopniu ochrony zdrowych tkanek. Szacuje się, że ta metoda znajduje zastosowanie u ponad połowy pacjentów onkologicznych. Mimo że podczas naświetlań chroni się dziś zdrowe tkanki, wokół radioterapii krąży wiele niebezpiecznych mitów. W rozmowie z dr hab. n. med. Dorotą Kiprian, Profesor NIO – PIB wyjaśniamy, jak w rzeczywistości wygląda proces kwalifikacji do zabiegu, jak radzić sobie ze skutkami ubocznymi oraz jaką rolę w powodzeniu leczenia odgrywa świadoma postawa samego pacjenta.

Na forach internetowych i grupach wsparcia można spotkać się z opiniami, że radioterapia to zabieg nadużywany, a skutki uboczne mogą być groźne – co powiedziałaby Pani pacjentom?

Radioterapia ratuje życie. Żaden lekarz nie podejmie decyzji o napromienianiu, jeśli nie wymaga tego sytuacja kliniczna – nic nie robi się na wyrost. Radioterapia bywa stosowana z zamiarem radykalnym, czyli jako główna metoda wyleczenia nowotworu, albo jako leczenie uzupełniające po zabiegach chirurgicznych (np. po operacji raka piersi, prostatektomii czy nowotworach głowy i szyi).

W decyzjach terapeutycznych kierujemy się międzynarodowymi standardami, które są co roku aktualizowane przez polskich ekspertów i dostosowywane do naszej rzeczywistości. Radioterapia sprawdza się także w chorobie przerzutowej – zmniejsza nacisk nowotworu i działa przeciwbólowo. Co ważne, w onkologii decyzji nie podejmuje jeden lekarz. O leczeniu decyduje interdyscyplinarny zespół specjalistów podczas wspólnych konsultacji.

Skąd zatem biorą się takie przekonania?

To niebezpieczne mity. Często powielają je osoby, które rezygnują z medycyny konwencjonalnej na rzecz metod alternatywnych. Niestety, tacy pacjenci trafiają do nas później w tak zaawansowanym stadium choroby, że nie jesteśmy już w stanie im pomóc.

Jednym z częstszych obaw jest sam zabieg. Czy radioterapia boli i czy pacjent po niej „promieniuje”? Powinien odizolować się od otoczenia?

Sam zabieg jest całkowicie bezbolesny. Pacjent po radioterapii nie jest radioaktywny i nie stanowi żadnego zagrożenia dla otoczenia. Zresztą zależność jest odwrotna – to otoczenie może być groźne dla pacjenta ze względu na jego obniżoną odporność.

Dzięki rozwojowi technologii precyzyjnie napromieniamy guz, oszczędzając zdrowe tkanki. Oczywiście, jak każda skuteczna procedura medyczna, radioterapia niesie ze sobą ryzyko działań niepożądanych – odczynów wczesnych i późnych.

Jak radzić sobie ze skutkami ubocznymi?

Kluczowe jest leczenie wspomagające, prehabilitacja, fizjoterapia oraz żywienie kliniczne. Odpowiednio dobrane wsparcie skraca okres rekonwalescencji i pozwala pacjentom przechodzić przez terapię w znacznie wyższym komforcie.

Zalecenia są jednak bardzo indywidualne i zależą od obszaru napromieniania. Inne zasady i pielęgnacja obowiązują przy nowotworach głowy i szyi, inne przy klatce piersiowej, a jeszcze inne przy narządach miednicy mniejszej.

O czym sam pacjent musi pamiętać w trakcie leczenia?

Najważniejsze jest partnerstwo i współpraca z zespołem medycznym. Lekarze nie zrobią wszystkiego sami – ogromna odpowiedzialność leży po stronie chorego. Bądźmy świadomymi partnerami w procesie leczenia.

Bezwzględnie zakazane jest palenie papierosów i picie alkoholu – podrażniają one błony śluzowe i znacznie nasilają odczyny popromienne. Należy rygorystycznie przestrzegać zaleceń dotyczących pielęgnacji skóry, błon śluzowych i dedykowanej diety.

Warto też dbać o stały kontakt z lekarzem POZ, który powinien być włączony w opiekę nad pacjentem onkologicznym i monitorować ewentualne późne powikłania.

Narodowy Fundusz Zdrowia podpisał pierwsze umowy z placówkami, które będą wykonywać bezpłatną niskodawkową tomografię komputerową w ramach nowego programu profilaktyki raka płuca. Pierwsi pacjenci mają skorzystać z badań w drugiej połowie października. Do programu będzie można zgłosić się bez skierowania.

Nowy program profilaktyki raka płuca zaczyna działać w praktyce. We wrześniu oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia we wszystkich województwach ogłosiły konkursy dla placówek zainteresowanych jego realizacją. Teraz Fundusz poinformował o podpisaniu pierwszych umów. Obowiązują one od 1 października 2026 roku.

Pierwsze placówki wyłoniono w województwach małopolskim, świętokrzyskim i wielkopolskim. NFZ zapowiada, że lista będzie sukcesywnie rozszerzana wraz z rozstrzyganiem kolejnych konkursów.

– Dążymy do zabezpieczenia tych świadczeń we wszystkich województwach. Chcemy zakontraktować co najmniej 32 placówki, ale nie wykluczamy, że będzie ich więcej – zapowiada Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej i Promocji w Centrali NFZ.

Pierwsi pacjenci mają móc zgłaszać się na badania w drugiej połowie października 2026 roku. Program docelowo ma być dostępny w całym kraju.

Kto będzie mógł skorzystać z bezpłatnego badania?

Podstawowym badaniem wykonywanym w ramach programu będzie niskodawkowa tomografia komputerowa klatki piersiowej (NDTK). To badanie wykorzystywane do wykrywania zmian w płucach na wczesnym etapie, kiedy choroba może jeszcze nie powodować żadnych charakterystycznych objawów.

Program jest skierowany przede wszystkim do osób z wieloletnią historią palenia tytoniu. Zakwalifikować mogą się:

Paczkolata pozwalają określić łączną ekspozycję na dym tytoniowy. Jedno paczkorok oznacza palenie jednej paczki, czyli 20 papierosów dziennie przez rok. Osoba paląca paczkę dziennie przez 20 lat ma więc historię 20 paczkolat. Taki sam wynik dotyczy osoby, która paliła dwie paczki dziennie przez 10 lat.

Bez skierowania i bez opłat

Do programu nie będzie potrzebne skierowanie od lekarza. Osoba spełniająca kryteria będzie mogła zgłosić się bezpośrednio do placówki posiadającej umowę z NFZ na jego realizację.

Badania będą bezpłatne. Co istotne, świadczenia w programie są nielimitowane – NFZ ma zapłacić za każde prawidłowo wykonane badanie u osoby spełniającej kryteria kwalifikacji.

Lista placówek będzie dostępna w wyszukiwarce NFZ „Gdzie się leczyć” i aktualizowana wraz z podpisywaniem kolejnych umów.

Nie we wszystkich województwach program wystartuje jednocześnie

Uruchamianie programu będzie odbywać się stopniowo. W części województw postępowania konkursowe nadal trwają, a w niektórych NFZ musi je powtórzyć.

Dotyczy to m.in. województw dolnośląskiego, opolskiego i podlaskiego. Według NFZ w tych regionach program prawdopodobnie rozpocznie się w listopadzie. W województwie opolskim do pierwszego konkursu zgłosiła się jedna placówka, ale nie spełniła wymaganych warunków.

Placówki chcące realizować program muszą spełnić określone wymagania dotyczące m.in. sprzętu i wykwalifikowanej kadry medycznej.

Dlaczego niskodawkowa tomografia jest tak ważna?

Rak płuca pozostaje w Polsce najczęstszą przyczyną zgonów z powodu nowotworów. Według przytoczonych przez NFZ danych Krajowego Rejestru Nowotworów w Polsce odnotowuje się około 20,7 tys. nowych zachorowań rocznie, a około 26 tys. osób umiera z powodu raka płuca. Z paleniem tytoniu związanych jest 85–90 proc. zachorowań. NFZ wskazuje również na prognozy, według których w 2029 roku liczba zachorowań może sięgnąć około 32,5 tys.

Jednym z największych problemów pozostaje późne rozpoznawanie choroby. Rak płuca we wczesnych stadiach może przez długi czas nie powodować charakterystycznych dolegliwości. Właśnie dlatego program kierowany jest do osób, które ze względu na wiek i historię palenia mają zwiększone ryzyko zachorowania.

– Wczesne wykrycie zmian nowotworowych jest bardzo ważne, ponieważ znacznie zwiększa szanse na skuteczne leczenie. Po to właśnie resort zdrowia włączył niskodawkową tomografię komputerową do bezpłatnych programów profilaktycznych finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia – podkreśla lek. Michał Dzięgielewski z Centrali NFZ

Źródło: NFZ

Zabiegi endoskopowe wykonywane na żywo w Warszawie i Baltimore, wspólna analiza trudnych przypadków klinicznych oraz blisko 400 uczestników stacjonarnie i online. W Narodowym Instytucie Onkologii odbyła się 10. edycja Warsaw Live Endoscopy. Jubileuszowe wydarzenie pokazuje, jak w ciągu dekady endoskopia przeszła drogę od metody kojarzonej głównie z diagnostyką do coraz ważniejszego narzędzia leczenia, także pacjentów onkologicznych.

Jeszcze niedawno endoskopia kojarzyła się przede wszystkim z diagnostyką. Dziś coraz częściej jest także narzędziem leczenia – pozwala usuwać wybrane wczesne nowotwory, udrażniać przewód pokarmowy, leczyć zmiany dróg żółciowych i trzustki czy rozwiązywać problemy u pacjentów po wcześniejszych operacjach. W onkologii ma to szczególne znaczenie, ponieważ zaawansowane procedury endoskopowe stają się coraz ważniejszym elementem kompleksowego leczenia pacjentów. I właśnie pokazywaniu tych możliwości, wymianie doświadczeń oraz wspólnej analizie rzeczywistych przypadków klinicznych od początku służy Warsaw Live Endoscopy, które w tym roku odbędzie się już po raz dziesiąty.

Dekada zmian w endoskopii

Od początku siłą Warsaw Live Endoscopy była formuła, której nie da się w pełni zastąpić klasycznym wykładem czy prezentacją nagranego wcześniej zabiegu.

– Procedury wykonywane podczas WLE są jednocześnie elementem leczenia konkretnego pacjenta, przedmiotem bieżącej analizy ekspertów i materiałem edukacyjnym dla specjalistów obserwujących je na żywo. Uczestnicy mogą śledzić nie tylko samą technikę, ale również sposób kwalifikacji chorego, wybór metody, decyzje podejmowane w trakcie zabiegu, reakcję na nieprzewidziane sytuacje, a następnie ocenę jego efektów – mówi prof. Michał F. Kamiński, kierownik Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej NIO-PIB i pomysłodawca wydarzenia.

To właśnie możliwość obserwowania całego procesu klinicznego i dyskutowania go w czasie rzeczywistym stanowi jedną z najważniejszych wartości naukowych WLE i od lat przyciąga do Warszawy specjalistów z Polski i zagranicy.

Od pierwszej edycji, w 2017 roku, wydarzenie rozwijało się równolegle z samą endoskopią. W programie pojawiały się kolejne techniki, które przesuwały jej rolę od diagnostyki w stronę coraz bardziej zaawansowanego leczenia. Już w 2019 roku dyskutowano o możliwościach wykorzystania sztucznej inteligencji, a w następnych latach, coraz więcej miejsca zajmowały procedury pozwalające usuwać złożone zmiany, leczyć powikłania czy – w wybranych sytuacjach – ograniczać konieczność bardziej rozległej interwencji chirurgicznej. 

Rosła również skala spotkania. Do 2023 roku w ramach WLE wykonano 116 procedur endoskopowych transmitowanych na żywo, a kolejne edycje coraz szerzej otwierały się na współpracę międzynarodową i transmisje prowadzone także poza Warszawą.

Jednym z najbardziej wymagających zabiegów wykonanych podczas WLE w NIO był POETRE – Per-Oral Endoscopic Tunneling for Restoration of the Esophagus – przeprowadzony w ubiegłym roku u 60-letniego pacjenta, u którego po radiochemioterapii doszło do całkowitego zarośnięcia przełyku. Zastosowanie techniki tunelowania endoskopowego pozwoliło odtworzyć jego ciągłość i stworzyć drogę umożliwiającą ponowne odżywianie drogą naturalną.

Takie przypadki pokazują, jak daleko przesunęły się granice leczenia endoskopowego. Eksperci podkreślają, że w WLE nie chodzi o prezentowanie zaawansowanych technicznie procedur dla samego pokazu. Każdy zabieg jest częścią rzeczywistego procesu leczenia konkretnego pacjenta, a jego znaczenie można właściwie ocenić dopiero wtedy, gdy wiadomo, jaki przyniósł efekt kliniczny i jakie było dalsze postępowanie.

– O wartości leczenia endoskopowego decyduje nie tylko powodzenie techniczne, ale również wynik histopatologiczny, dalsze postępowanie i długoterminowa korzyść dla pacjenta. Dlatego zabieg traktujemy jako część całego procesu leczenia – od właściwej kwalifikacji chorego i wyboru optymalnej metody, przez wykonanie procedury, aż po ocenę jej rzeczywistego efektu – mówi prof. Kamiński.

Jubileuszowa edycja rozpocznie się więc od powrotu do pacjentów leczonych podczas wcześniejszych edycji WLE. Uczestnicy dowiedzą się, jakie były dalsze losy chorych, u których wykonywano transmitowane procedury, i jakie efekty przyniosło zastosowane leczenie. W trakcie konferencji przedstawione zostaną także wyniki histopatologiczne materiału uzyskanego podczas tegorocznych zabiegów. Dzięki temu uczestnicy będą mogli prześledzić nie tylko sam przebieg procedury, ale również jej znaczenie z punktu widzenia dalszego leczenia onkologicznego.

Wśród omawianych zagadnień znajdą się m.in. leczenie dużych polipów odbytnicy, zwężeń odźwiernika i dwunastnicy, kamicy przewodu trzustkowego oraz procedury wykonywane u pacjentów ze zmienioną pooperacyjnie anatomią przewodu pokarmowego.

– W każdym z tych przypadków kluczowe pozostaje pytanie nie tylko o to, jak wykonać zabieg, ale kiedy leczenie endoskopowe będzie dla pacjenta najlepszym rozwiązaniem – dodaje prof. Kamiński

Warszawa i Baltimore – endoskopia bez granic

Jednym z najważniejszych punktów jubileuszowej edycji będą dwie anglojęzyczne sesje prowadzone jednocześnie z Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie i Johns Hopkins Hospital w Baltimore. Transmisja będzie przenosić uczestników naprzemiennie między obiema salami zabiegowymi. Eksperci po obu stronach Atlantyku będą wykonywać procedury, komentować swoje decyzje, omawiać trudne przypadki i wymieniać doświadczenia w czasie rzeczywistym.

– Dzięki temu, uczestnicy będą mogli obserwować nie tylko kolejne etapy wykonywanych zabiegów, lecz także sposób kwalifikowania pacjentów, wybór techniki oraz decyzje podejmowane w sytuacjach, których przebiegu nie zawsze można w pełni przewidzieć przed rozpoczęciem procedury – podkreśla prof. Kamiński. Szczególnie cenna będzie możliwość zestawienia doświadczeń dwóch ośrodków i porównania różnych sposobów postępowania wobec podobnych wyzwań klinicznych – dodaje

Formuła ma więc pokazywać nie tylko jak wykonać zaawansowany zabieg, ale również dlaczego w konkretnej sytuacji wybiera się właśnie takie rozwiązanie.

W procedurach wykonywanych podczas tych sesji wezmą udział m.in. prof. Michał F. Kamiński oraz dr hab. n. med. Nastazja Pilonis, prof. CMKP, gastroenterolożka i endoskopistka zabiegowa związana z Kliniką Gastroenterologii Onkologicznej NIO-PIB. Po stronie amerykańskiej pojawią się prof. Mouen Khashab, dyrektor Therapeutic Endoscopy w Johns Hopkins Medicine, jeden z uznanych światowych specjalistów w dziedzinie endoskopii terapeutycznej, oraz dr Saowanee Ngamruengphong, wykładowczyni Johns Hopkins University School of Medicine i specjalistka zaawansowanej endoskopii terapeutycznej, zajmująca się m.in. endoskopowym leczeniem zmian przednowotworowych i nowotworowych przewodu pokarmowego.

Międzynarodowy charakter jubileuszowego WLE nie ograniczy się jednak do współpracy Warszawy z Baltimore. Do grona zaproszonych ekspertów dołączą także prof. Jacques Devière z Erasme University Hospital, Université libre de Bruxelles w Brukseli, jeden z wieloletnich liderów europejskiej endoskopii terapeutycznej, oraz prof. Barham Abu Dayyeh z Cedars-Sinai Medical Center w Los Angeles, gdzie kieruje Interventional Gastroenterology i odpowiada za rozwój zaawansowanej endoskopii.

Część większej zmiany

Dziesiąta edycja Warsaw Live Endoscopy przypada na okres szczególnie intensywnego rozwoju endoskopii w Narodowym Instytucie Onkologii. Klinika Gastroenterologii Onkologicznej NIO uzyskała w tym roku status oficjalnego ESGE Training Centre, dołączając do międzynarodowego grona ośrodków rekomendowanych przez Europejskie Towarzystwo Endoskopii Przewodu Pokarmowego (European Society of Gastrointestinal Endoscopy – ESGE) do szkolenia lekarzy w zakresie zaawansowanej endoskopii przewodu pokarmowego. Zespół Kliniki ma także za sobą tysięczną operację endoskopową.

W Instytucie powstaje również Centrum Chirurgii i Diagnostyki Endoskopowej, finansowane ze środków Funduszu Medycznego. Nowa przestrzeń ma stworzyć jeszcze lepsze warunki do wykonywania zaawansowanych procedur, prowadzenia działalności szkoleniowej i dalszego rozwoju endoskopii zabiegowej.

W tym kontekście Warsaw Live Endoscopy jest czymś więcej niż wydarzeniem szkoleniowym. Stanowi element modelu, który łączy leczenie pacjentów, rozwój nowych metod, badania naukowe, szkolenie specjalistów i międzynarodową wymianę doświadczeń. Dziesiąta edycja jest okazją do podsumowania dotychczasowej drogi, ale przede wszystkim do pokazania, w jakim kierunku zmierza współczesna endoskopia – coraz bardziej zaawansowana technicznie, a jednocześnie coraz silniej wpisana w kompleksowy proces leczenia pacjenta.

W tym roku udział w wydarzeniu – stacjonarnie i online – zapowiedziało blisko 400 uczestników.

Źródło: NIO

Światowy Dzień Onkologii, przypadający 4 października, to okazja, by zwrócić uwagę nie tylko na profilaktykę i wczesne wykrywanie choroby nowotworowej, ale także na rozwój metod jej leczenia. Postęp w onkologii obejmuje bowiem rozwiązania, które pozwalają lekarzom coraz precyzyjniej planować i przeprowadzać zabiegi operacyjne. – W przypadku raka piersi istotnym elementem jest ocena tzw. węzła wartowniczego – pierwszego węzła chłonnego, do którego spływa chłonka z obszaru objętego zmianą nowotworową. Do jego lokalizacji wykorzystywana jest zieleń indocyjaninowa (ICG) oraz specjalny system obrazowania fluorescencyjnego – podkreśla lek. Paweł Gruszecki, ordynator Oddziału Ginekologiczno-Położniczego w Szpitalu im. R. Weigla w Blachowni, Scanmed.

Węzeł wartowniczy to pierwszy węzeł chłonny, do którego spływa chłonka z obszaru objętego zmianą nowotworową. Jego odnalezienie i ocena mogą dostarczyć lekarzom informacji istotnych dla określenia stopnia zaawansowania choroby i zaplanowania dalszego leczenia.

Zieleń indocyjaninowa jest barwnikiem, który po podaniu w okolicy guza lub w określony przez lekarza obszar może być wykrywany za pomocą specjalnego systemu obrazowania fluorescencyjnego. Podczas zabiegu drogi limfatyczne i węzeł wartowniczy stają się widoczne na monitorze, co ułatwia chirurgowi ich zlokalizowanie.

– Zastosowanie zieleni indocyjaninowej pozwala nam precyzyjnie zlokalizować węzły, które jako pierwsze odbierają chłonkę z okolicy zmiany nowotworowej. Dzięki temu możemy ograniczyć zakres usuwania węzłów chłonnych do niezbędnego minimum u odpowiednio zakwalifikowanych pacjentek – mówi lek. Paweł Gruszecki.

Mniej rozległa ingerencja, mniejsze ryzyko powikłań

Ocena węzła wartowniczego może pozwolić uniknąć usuwania większej liczby węzłów, jeśli nie ma wskazań do rozszerzenia zabiegu. Ma to znaczenie m.in. w leczeniu raka piersi oraz wybranych nowotworów ginekologicznych, w tym raka endometrium i raka szyjki macicy. Ograniczenie zakresu operacji może zmniejszyć ryzyko zaburzeń odpływu chłonki i związanych z nimi obrzęków – w przypadku raka piersi dotyczących przede wszystkim kończyny górnej, a przy nowotworach ginekologicznych kończyn dolnych.

– Wykorzystanie ICG pozwala ograniczyć zakres ingerencji chirurgicznej, a tym samym może zmniejszyć ryzyko powikłań związanych z usuwaniem większej liczby węzłów chłonnych. To szczególnie istotne dla jakości życia pacjentek po leczeniu onkologicznym – podkreśla lek. Paweł Gruszecki.

Alternatywa dla znacznika radioaktywnego

ICG nie wykorzystuje promieniowania jonizującego. W porównaniu z metodami z użyciem radioaktywnego technetu oznacza to możliwość wykonania mapowania węzłów bez narażenia pacjenta i personelu na promieniowanie związane ze stosowaniem radioznacznika.

– Jest to rozwiązanie, które coraz częściej znajduje zastosowanie w chirurgii onkologicznej – stwierdza lek. Paweł Gruszecki.

Kompleksowe leczenie onkologiczne

W Szpitalu im. Rudolfa Weigla w Blachowni prowadzona jest diagnostyka i leczenie pacjentek z nowotworami ginekologicznymi w ramach tak zwanej procedury DiLO. Obejmuje m.in. diagnostykę obrazową i laboratoryjną oraz leczenie operacyjne. W zależności od rodzaju i zaawansowania choroby zabiegi wykonywane są metodami małoinwazyjnymi, m.in. laparoskopowo, a w bardziej zaawansowanych przypadkach również z wykorzystaniem klasycznego dostępu przez powłoki brzuszne.

Źródło: inf pras

Od 1 października 2026 r. zaczyna obowiązywać kolejna lista leków refundowanych. Wśród 24 nowych terapii znalazło się 13 dedykowanych onkologii. Zmiany obejmują m.in. leczenie nowotworów układu pokarmowego, raka nerki, raka piersi i płuca, nowotworów urotelialnych, guzów neuroendokrynnych, szpiczaka plazmocytowego oraz przewlekłej białaczki limfocytowej.

To czwarta i ostatnia w tym roku aktualizacja listy. W całym 2026 r. refundacją objęto 90 nowych terapii, z czego aż 46 skierowanych do pacjentów onkologicznych. Październikowa lista nie oznacza przy tym wyłącznie pojawienia się nowych leków. W części przypadków, rozszerzone zostały dotychczasowe wskazania lub zmienione zasady programów lekowych tak, aby z określonych terapii mogły skorzystać kolejne grupy pacjentów.

Szczególnie wyraźnym kierunkiem najnowszych zmian jest dalsze różnicowanie leczenia w zależności od biologicznych cech nowotworu. Coraz częściej o wyborze terapii decyduje nie tylko lokalizacja i stopień zaawansowania choroby, ale również obecność konkretnej mutacji, ekspresja określonego białka czy wynik badania immunohistochemicznego.

Najwięcej zmian w nowotworach układu pokarmowego

Duża część październikowej aktualizacji dotyczy nowotworów przewodu pokarmowego. W przypadku zaawansowanego raka jelita grubego refundacją zostanie objęte skojarzenie enkorafenibu z cetuksymabem u dorosłych pacjentów z potwierdzoną mutacją BRAF V600E, w drugiej lub kolejnych liniach leczenia. 

– To terapia, na którą pacjenci czekali bardzo długo – wyjaśnia prof. Lucjan Wyrwicz, kierujący w Narodowym Instytucie Onkologii  Kliniką Onkologii i Radioterapii – Rak jelita grubego z mutacją BRAF V600E należy do najbardziej agresywnych podtypów tej choroby, dlatego udostępnienie nowej opcji terapeutycznej stanowi istotny postęp i poszerza możliwości pomocy chorym w zaawansowanym stadium. Liczymy jednak na dalsze rozszerzenie wskazań refundacyjnych – najnowsze badania naukowe pokazują, że zastosowanie tej terapii już w pierwszej linii przynosi jeszcze większe korzyści – dodaje ekspert

Nowe możliwości leczenia obejmą również chorych na miejscowo zaawansowanego lub przerzutowego raka dróg żółciowych. Pembrolizumab w skojarzeniu z chemioterapią będzie dostępny dla chorych już w pierwszej linii leczenia. 

– Terapia ta stanowi alternatywę dla durwalumabu, refundowanego od ponad roku. Oba leki zapewniają zbliżone wyniki leczenia. Istotną różnicą jest możliwość kontynuowania chemioterapii w skojarzeniu z pembrolizumabem przez ponad sześć miesięcy, co u niektórych pacjentów może być uzasadnione klinicznie – mówi prof. Wyrwicz

Rak żołądka – trzy nowe możliwości i coraz większa rola biomarkerów

Duże zmiany dotyczą leczenia zaawansowanego raka żołądka oraz raka połączenia żołądkowo-przełykowego.U pacjentów z nowotworem HER2-dodatnim, przy odpowiedniej ekspresji PD-L1, refundacją zostanie objęty pembrolizumab w skojarzeniu z trastuzumabem i chemioterapią w pierwszej linii leczenia. Dla chorych z nowotworem HER2-ujemnym i ekspresją PD-L1 dostępne będzie natomiast leczenie pembrolizumabem w połączeniu z chemioterapią. W praktyce zmiana ta poszerza grupę pacjentów, którzy już na pierwszym etapie leczenia będą mogli skorzystać z nowoczesnego leczenia skojarzonego.

– Obie te opcje terapeutyczne były intensywnie badane w Narodowym Instytucie Onkologii w ramach badań klinicznych. W przypadku raka HER2-ujemnego poszerza się grupa pacjentów, którzy mogą otrzymać immunoterapię, w porównaniu z dotychczasowym zakresem refundacji pembrolizumabu. Terapia ta ma dla mnie szczególne znaczenie, ponieważ jestem seniorem autorskim publikacji przedstawiającej wyniki badania, które stanowiło podstawę jej rejestracji – kontynuuje prof. Wyrwicz

Trzecia zmiana dotyczy pacjentów z HER2-ujemnym, miejscowo zaawansowanym nieresekcyjnym lub przerzutowym rakiem gruczołowym żołądka albo połączenia żołądkowo-przełykowego, którego komórki wykazują obecność klaudyny 18.2 (CLDN18.2). W tej grupie refundowany będzie zolbetuksymab w skojarzeniu z chemioterapią. 

– Jest to bardzo ważne uzupełnienie możliwości terapeutycznych u pacjentów z rakiem żołądka. Ekspresja CLDN18.2 jest biomarkerem niekorzystnego rokowania w tzw. typie rozlanym raka żołądka, a ta grupa pacjentów stanowi duże wyzwanie w terapii. Stąd znaczna wartość uzupełnienia spektrum dostępnych terapii o zolbetuksimab. Jest to jednocześnie wyjątkowy lek celowany, gdyż posiada bardzo nasilone działania niepożądane jakimi są nudności i wymioty o znacznym nasileniu wynikające z podrażnienia zdrowej części żołądka. Stosowanie terapii tym lekiem wymaga od onkologa dużego doświadczenia zwłaszcza w początkowej fazie terapii gdy objawy uboczne są najsilniejsze – zaznacza prof. Lucjan Wyrwicz

Nowa opcja w guzach neuroendokrynnych

Guzy neuroendokrynne tworzą bardzo zróżnicowaną grupę nowotworów, dlatego dobór postępowania zależy m.in. od lokalizacji, stopnia zróżnicowania, zaawansowania choroby i wcześniejszego leczenia. Kolejna refundowana możliwość poszerza zakres postępowania u pacjentów, u których dostępne dotychczas metody nie mogą być zastosowane.
Kabozantynib będzie dostępną opcją w leczeniu dorosłych pacjentów z nieresekcyjnymi lub przerzutowymi, dobrze zróżnicowanymi guzami neuroendokrynnymi, gdy nie mogą zostać zastosowane inne metody leczenia. Zmiana dotyczy zarówno guzów wywodzących się z trzustki, jak i guzów neuroendokrynnych o innych lokalizacjach.

Rak nerki i pierwsza terapia celowana w chorobie von Hippla-Lindaua

Kolejna możliwość zastosowania nowoczesnej terapii pierwszej linii leczenia obejmie pacjentów chorujących na raka nerkowokomórkowego. Refundacją objęte zostanie skojarzenie pembrolizumabu z aksytynibem u dorosłych pacjentów z pośrednim lub niekorzystnym rokowaniem według skali IMDC (International Metastatic Renal Cell Carcinoma Database Consortium), stosowanej do oceny rokowania u pacjentów z przerzutowym rakiem nerki.

– Objęcie refundacją kolejnej terapii łączącej przeciwciało anty-PD-1, które wspiera układ odpornościowy w walce z nowotworem, z lekiem ograniczającym tworzenie naczyń krwionośnych odżywiających guz zwiększy możliwości dopasowania leczenia do potrzeb pacjenta. Leki z tej drugiej grupy, należące do inhibitorów wielokinazowych, różnią się profilem działań niepożądanych. Różnice te mogą mieć znaczenie przy wyborze terapii, zwłaszcza u osób z chorobami współistniejącymi – wyjaśnia prof. Jakub Kucharz z Kliniki Nowotworów Układu Moczowego NIO

Osobną i szczególnie istotną zmianą jest refundacja belzutifanu dla dorosłych pacjentów z chorobą von Hippla-Lindaua, u których leczenie miejscowe zostało uznane za nieodpowiednie. Jest to pierwsza refundowana terapia celowana przeznaczona dla tej grupy chorych. Choroba von Hippla-Lindaua jest rzadkim, uwarunkowanym genetycznie zespołem predysponującym do powstawania nowotworów. Możliwość zastosowania leczenia systemowego ma znaczenie zwłaszcza wtedy, kiedy charakter lub liczba zmian ogranicza możliwości kolejnych interwencji miejscowych.  

– To niezwykle ważna refundacja dla osób z rzadką chorobą, której objawy często dotyczą wielu narządów i wymagają licznych zabiegów. W zdecydowanej większości przypadków pojawiają się one już w młodości, a kolejne operacje mogą z czasem pogarszać funkcjonowanie narządów i jakość życia chorych. U części pacjentów dalsze interwencje chirurgiczne stają się niemożliwe lub wiążą się z nieakceptowalnym ryzykiem. – mowi prof. Jakub Kucharz  – Belzutyfan jest pierwszym zarejestrowanym lekiem z grupy inhibitorów HIF-2α. To zarazem znakomity przykład tego, jak poznanie mechanizmów choroby i badania z zakresu biologii molekularnej mogą prowadzić do opracowania skutecznej terapii.

Warto podkreślić, że Klinika Nowotworów Układu Moczowego NIO-PIB była pierwszym ośrodkiem w Polsce i jednym z pierwszych w Europie, w którym rozpoczęto  stosowanie belzutyfanu u osób z chorobą von Hippla–Lindaua (VHL) – Początkowo leczenie prowadziliśmy w ramach importu docelowego, a po rejestracji leku w Europie – w ramach ratunkowego dostępu do technologii lekowych (RDTL). Obecnie mamy pod opieką kilkunastu chorych. Należy jednak podkreślić, że belzutyfan powinien być stosowany wyłącznie u pacjentów, u których metody leczenia miejscowego są niemożliwe do zastosowania lub nie są odpowiednie. Kwalifikacja do terapii musi opierać się na ocenie zespołu wielospecjalistycznego – dodaje ekspert

Większa elastyczność w leczeniu raka urotelialnego

Zmodyfikowane zostaną również zasady leczenia raka urotelialnego. W schemacie obejmującym niwolumab, gemcytabinę i cisplatynę możliwe będzie zastąpienie cisplatyny karboplatyną u pacjentów, u których stwierdzono nietolerancję leczenia cisplatyną. Zmiana została wprowadzona jako wskazanie off-label, czyli poza wskazaniami określonymi w Charakterystyce Produktu Leczniczego. W praktyce zwiększa to możliwość dostosowania schematu do sytuacji klinicznej pacjenta, w szczególności w przypadkach, w których dalsze stosowanie cisplatyny jest niemożliwe.

– To ważna zmiana w codziennej praktyce klinicznej. Podczas chemioterapii opartej na cisplatynie mogą wystąpić działania niepożądane, które uniemożliwiają jej dalsze podawanie. Możliwość zastąpienia cisplatyny karboplatyną pozwoli dostosować schemat chemioterapii do aktualnego stanu pacjenta i kontynuować leczenie skojarzone z niwolumabem, pod warunkiem że nadal będą spełnione kryteria jego bezpiecznego stosowania – mówi prof. Kucharz 

Takie postępowanie przewidziano również w badaniu rejestracyjnym, w którym dopuszczano zmianę cisplatyny na karboplatynę w trakcie terapii. Modyfikacja zasad refundacji uwzględnia więc sytuację kliniczną znaną zarówno z praktyki, jak i z badania stanowiącego podstawę wprowadzenia tego schematu leczenia.

Dla pacjenta oznacza to większą elastyczność i szansę na zachowanie ciągłości terapii mimo nietolerancji jednego z jej składników. Dla lekarza jest to możliwość odpowiedniego dostosowania schematu chemioterapii bez konieczności rezygnacji z immunoterapii. Zmiana dotyczy chorych, u których nietolerancja pojawiła się podczas leczenia, nie oznacza automatycznego rozszerzenia możliwości rozpoczynania leczenia 



Rak piersi – rozszerzenie leczenia pooperacyjnego

Zmiana w programie leczenia raka piersi dotyczy abemacyklibu stosowanego w skojarzeniu z hormonoterapią w leczeniu uzupełniającym. Możliwość refundowanego leczenia obejmie określoną grupę dorosłych pacjentów bez przerzutów do węzłów chłonnych, z wczesnym hormonozależnym, HER2-ujemnym rakiem piersi i wysokim ryzykiem nawrotu. Także w tym przypadku chodzi o wskazanie off-label. To przykład zmiany dotyczącej leczenia prowadzonego na wczesnym etapie choroby, kiedy celem terapii uzupełniającej jest zmniejszenie ryzyka jej nawrotu po leczeniu radykalnym.

– Rozszerzenie refundacji abemacyklibu na wybraną grupę chorych bez przerzutów do węzłów chłonnych, ale z wysokim ryzykiem nawrotu, pozwala lepiej dostosować leczenie uzupełniające do indywidualnych potrzeb pacjentek z hormonozależnym, HER2-ujemnym rakiem piersi. Część z nich może już korzystać z innego inhibitora CDK4/6. Obecna zmiana daje dodatkową możliwość zastosowania abemacyklibu poza wskazaniami rejestracyjnymi, zgodnie z kryteriami programu lekowego. Wybór terapii powinien uwzględniać sytuację kliniczną pacjentki, dostępne dowody naukowe, choroby współistniejące, profil działań niepożądanych oraz preferencje chorej – wyjaśnia dr n. med. Aleksandra Konieczna z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej NIO


Rak płuca – możliwość ponownego zastosowania immunoterapii

W programie leczenia raka płuca pojawi się ważna zmiana dotycząca mozliwości ponownego zastosowania immunoterapii. Obejmie ona zarówno chorych z niedrobnokomórkowych rakiem płuca leczonych radykalnie we wczesnych stadiach, jak i pacjentów leczonych w stadium uogólnienia choroby.

U chorych, którzy otrzymywali immunoterapię lub immunochemioterapię w ramach leczenia radykalnego, ponowne zastosowanie immunoterapii będzie możliwe, jeśli nawrót choroby nastąpi po co najmniej 12 miesiącach od podania ostatniej dawki immunoterapii.

W przypadku pacjentów leczonych immunoterapią w stadium uogólnienia choroby ponowna kwalifikacja będzie możliwa wyłącznie po spełnieniu wszystkich określonych warunków: planowym zakończeniu dwuletniego leczenia, utrzymywaniu się odpowiedzi na immunoterapię do jego zakończenia, braku istotnych działań niepożądanych oraz nawrocie choroby po co najmniej 6 miesiącach od ostatniej dawki immunoterapii.

– Możliwość ponownego zastosowania immunoterapii będzie zależała od tego, na jakim etapie choroby pacjent otrzymywał ją wcześniej, oraz od czasu, jaki upłynął od zakończenia leczenia do nawrotu. U chorych leczonych w stadium uogólnienia znaczenie będą miały również utrzymująca się odpowiedź na wcześniejszą terapię i jej tolerancja. Ponowna kwalifikacja będzie więc wymagała spełnienia ściśle określonych kryteriów programu lekowego – wyjaśnia dr hab. n. med. Magdalena Knetki-Wróblewska z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej NIO

Nowy program lekowy jednoznacznie określi również czas stosowania immunoterapii w pierwszej linii leczenia: terapia będzie mogła trwać nie dłużej niż dwa lata. Natomiast chorzy otrzymujący immunoterapię po niepowodzeniu wcześniejszej chemioterapii będą mogli kontynuować ją do momentu udokumentowania progresji choroby.

Nowe możliwości w hematoonkologii

Październikowa lista refundacyjna poszerza również możliwości leczenia pacjentów z nowotworami układu krwiotwórczego. Zmiany dotyczą szpiczaka plazmocytowego oraz przewlekłej białaczki limfocytowej.

W szpiczaku plazmocytowym refundacją w pierwszej linii leczenia zostanie objęty schemat DVRd, łączący daratumumab z bortezomibem, lenalidomidem i deksametazonem. Będzie on dostępny dla dorosłych, wcześniej nieleczonych chorych, którzy nie kwalifikują się do autologicznego przeszczepienia krwiotwórczych komórek macierzystych.

– Dotychczas starsi pacjenci mogli korzystać w ramach programu lekowego ze schematu DRd, obejmującego daratumumab, lenalidomid i deksametazon. Obecna zmiana udostępnia dodatkową opcję – schemat czterolekowy, zawierający również bortezomib. Poszerza to możliwości wyboru terapii już na początku leczenia – zaznacza prof. Joanna Romejko-Jarosińska kierująca Kliniką Nowotworów Układu Chłonnego NIO

Z kolei w przewlekłej białaczce limfocytowej refundacja zanubrutynibu w monoterapii w pierwszej linii zostanie rozszerzona na całą populację dorosłych chorych. Dotychczas obejmowała pacjentów starszych oraz młodszych z określonymi obciążeniami, takimi jak choroby współistniejące, nawracające infekcje lub zaburzenia czynności nerek. Teraz z tej opcji będą mogli skorzystać także pozostali dorośli pacjenci, zgodnie z kryteriami programu lekowego.

Obie zmiany zwiększają możliwości dostosowania terapii do sytuacji klinicznej chorego. W chorobach wymagających wieloletniego postępowania większy wybór na początku leczenia ma znaczenie także dla planowania jego kolejnych etapów.

Kierunek: leczenie coraz dokładniej dopasowane do choroby

Październikowa aktualizacja oznacza nie tylko rosnącą liczbę dostępnych terapii. Coraz bardziej widoczna jest zmiana sposobu kwalifikowania pacjentów do samego leczenia.W raku jelita grubego znaczenie ma mutacja BRAF V600E. W raku żołądka – status HER2, ekspresja PD-L1 czy obecność CLDN18.2. W raku płuca, coraz ważniejsze staje się z kolei nie tylko to, jakie leczenie pacjent otrzymał wcześniej, ale również kiedy je zakończył i po jakim czasie doszło do nawrotu.

Nowoczesna onkologia coraz rzadziej sprowadza się więc do jednego schematu przypisanego do określonego rozpoznania. Decyzja terapeutyczna jest wynikiem połączenia wielu informacji – dotyczących biologii nowotworu, stadium choroby, wcześniejszego leczenia i sytuacji klinicznej konkretnego pacjenta.

Październikowe zmiany poszerzają liczbę takich możliwych scenariuszy i w kolejnych grupach chorych pozwalają lepiej dopasować dostępne leczenie do charakteru choroby.
 

Źródło: NIO