Medicalpress
GIST, czyli nowotwory podścieliskowe przewodu pokarmowego, należą do chorób rzadkich, ale od lat są jednym z najważniejszych przykładów rozwoju medycyny precyzyjnej w onkologii. To właśnie w tej grupie nowotworów szczególnie wyraźnie widać, jak ogromne znaczenie ma nie tylko rozpoznanie choroby, ale także dokładne określenie jej podłoża molekularnego i dobór leczenia do mechanizmu napędzającego rozwój guza.
W 2026 roku w leczeniu GIST szczególne znaczenie mają nowe terapie oceniane w badaniach klinicznych, także tych prowadzonych przez zespół Narodowego Instytutu Onkologii. Jedno z nich – badanie III fazy „PEAK”, oceniające połączenie sunitynibu z bezuklastynibem u chorych po wcześniejszym leczeniu imatynibem. Faza testowa zakończyła się sukcesem, a terapia wykazała istotną poprawę przeżycia wolnego od progresji choroby (PFS) u pacjentów z opornością na imatynib lub jego nietolerancją. Obecnie trwa inne międzynarodowe badanie, w którym oceniany jest velzatinib w drugiej linii leczenia po imatynibie. Do tego badania rekrutowani są także pacjenci w Narodowym Instytucie Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowym Instytucie Badawczym w Warszawie.

 W ostatnim roku najważniejsze w GIST jest to, że nowe terapie nie są już wyłącznie koncepcją przyszłości, ale realnie wchodzą do badań klinicznych, z których korzystają również polscy pacjenci leczeni w naszym Instytucie. Dla chorych z zaawansowaną chorobą, zwłaszcza po niepowodzeniu wcześniejszego leczenia, dostęp do takich badań może oznaczać możliwość zastosowania terapii, które nie są jeszcze rutynowo dostępne w codziennej praktyce klinicznej – mówi prof. Piotr Rutkowski, kierownik Kliniki Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków NIO-PIB.

Po imatynibie potrzebne są kolejne odpowiedzi

Przełomem w leczeniu GIST było odkrycie charakterystycznych mutacji w genach KIT i PDGFRA oraz w tego konsekwencji wprowadzenie terapii celowanych. To zmieniło podejście do choroby, która przez lata była błędnie klasyfikowana i traktowana jak inne typy mięsaków. Dziś GIST jest jednym z najlepiej opisanych przykładów tego, jak diagnostyka molekularna może przełożyć się na skuteczniejsze, bardziej precyzyjne leczenie.

Imatynib pozostaje jednym z fundamentów leczenia systemowego GIST, ale u części pacjentów z czasem dochodzi do progresji choroby. Wtedy konieczne jest zastosowanie kolejnych linii leczenia. Problem polega na tym, że wraz z kolejnymi etapami terapii, kontrola choroby staje się coraz trudniejsza, a możliwości terapeutyczne są bardziej ograniczone.

 GIST jest nowotworem, w którym bardzo dużo zależy od biologii guza. To nie jest jedna, jednorodna choroba. Odpowiedź na leczenie, ryzyko nawrotu i możliwości zastosowania kolejnych terapii zależą m.in. od profilu molekularnego nowotworu. Dlatego tak ważna jest diagnostyka molekularna i leczenie w ośrodku, który ma doświadczenie zarówno w chirurgii, jak i w leczeniu systemowym oraz kwalifikacji pacjentów do badań klinicznych – podkreśla prof. Rutkowski.

Badanie PEAK: ważny sygnał dla leczenia drugiej linii

Jednym z najważniejszych tegorocznych doniesień w GIST są wyniki badania PEAK. Oceniano w nim połączenie sunitynibu z bezuklastynibem u pacjentów z zaawansowanym GIST po wcześniejszym leczeniu imatynibem. Pozytywne wyniki badania wskazują, że skojarzenie dwóch leków może poprawiać kontrolę choroby w porównaniu z dotychczasowym leczeniem samym sunitynibem.

 Wyniki badania PEAK są bardzo istotne, ponieważ dotyczą grupy pacjentów, u których choroba postępuje mimo leczenia imatynibem. To moment, w którym potrzebujemy skuteczniejszych strategii terapeutycznych. Połączenie sunitynibu z bezuklastynibem pokazuje, że dalszy rozwój leczenia celowanego w GIST może realnie zmieniać rokowanie chorych – wyjaśnia prof. Rutkowski.

Jak zaznacza ekspert, pozytywny wynik badania klinicznego nie oznacza jeszcze automatycznie, że dana terapia od razu staje się standardem dostępnym dla wszystkich pacjentów. Jest jednak ważnym krokiem na drodze do zmian w praktyce klinicznej.

 W onkologii droga od wyników badania do powszechnej dostępności terapii wymaga kolejnych decyzji rejestracyjnych i refundacyjnych. Dla pacjentów już dziś kluczowe jest jednak to, aby mieli możliwość leczenia w ośrodkach uczestniczących w badaniach klinicznych. To często daje dostęp do najbardziej nowoczesnych rozwiązań na wcześniejszym etapie ich rozwoju – dodaje prof. Rutkowski, który w NIO pełni także rolę Pełnomocnika Dyrektora ds. Badań Klinicznych. 

NIO-PIB rekrutuje do badania z velzatinibem

Drugim aktualnym kierunkiem badań klinicznych jest velzatinib – nowa terapia oceniana u pacjentów z zaawansowanym lub nieoperacyjnym GIST po wcześniejszym leczeniu imatynibem. Badanie porównuje velzatinib z sunitynibem, czyli lekiem stosowanym w drugiej linii leczenia.

Do badania są obecnie aktywnie rekrutowani pacjenci, także w NIO-PIB w Warszawie. Kwalifikacja odbywa się zgodnie z kryteriami protokołu badania, z uwzględnieniem wcześniejszego leczenia, stanu chorego, charakterystyki nowotworu i wyników badań diagnostycznych.

 Udział w badaniu klinicznym zawsze wymaga bardzo dokładnej kwalifikacji. Nie każdy pacjent może zostać do niego włączony, ale dla części chorych jest to realna szansa na dostęp do terapii, która odpowiada na aktualne wyzwania leczenia GIST, czyli m.in. oporność rozwijającą się po wcześniejszych liniach leczenia – mówi prof. Rutkowski.

Dlaczego ośrodek ma znaczenie?

Nowotwory podścieliskowe przewodu pokarmowego najczęściej rozwijają się w żołądku i jelicie cienkim. Mogą długo nie dawać charakterystycznych objawów. Pacjenci zgłaszają m.in. bóle brzucha, uczucie pełności po posiłkach, krwawienia z przewodu pokarmowego, niedokrwistość, osłabienie, utratę masy ciała, a w bardziej zaawansowanych przypadkach także objawy niedrożności przewodu pokarmowego.

Podstawą skutecznego leczenia pozostaje właściwa diagnostyka i decyzja terapeutyczna podejmowana przez doświadczony zespół. U części pacjentów kluczowe znaczenie ma leczenie chirurgiczne. U innych – zwłaszcza w chorobie zaawansowanej, nieoperacyjnej lub nawrotowej – konieczne jest leczenie systemowe i monitorowanie odpowiedzi na kolejne linie terapii.

W Klinice Nowotworów Tkanek Miękkich, Kości i Czerniaków NIO-PIB pacjenci z GIST są leczeni w modelu wielospecjalistycznym, obejmującym diagnostykę obrazową, patomorfologię, badania molekularne, chirurgię, leczenie systemowe, monitorowanie przebiegu choroby oraz kwalifikację do badań klinicznych.

 W leczeniu GIST nie wystarczy samo rozpoznanie nowotworu. Trzeba wiedzieć, jaki to GIST, jakie ma cechy molekularne (bo już wiemy, że GISTów jest kilka rodzajów), czy można go bezpiecznie operować, czy potrzebne jest leczenie przedoperacyjne, pooperacyjne albo systemowe w chorobie zaawansowanej. Dlatego tak ważne jest, aby pacjent trafił do ośrodka, który ma doświadczenie w prowadzeniu tej grupy chorych – podkreśla prof. Rutkowski.

Badania kliniczne jako część nowoczesnej opieki

Narodowy Instytut Onkologii od lat prowadzi badania kliniczne w obszarze mięsaków i GIST, zarówno jako uczestnik międzynarodowych projektów, jak i ośrodek inicjujący własne badania.

 W chorobach rzadkich badania kliniczne mają szczególne znaczenie. Pozwalają szybciej odpowiadać na pytania, na które standardowa praktyka kliniczna nie daje jeszcze pełnej odpowiedzi. W GIST przez lata obserwowaliśmy ogromny postęp dzięki terapiom celowanym, ale nadal mamy grupy pacjentów, które wymagają nowych opcji leczenia. Dlatego udział polskich ośrodków, w tym NIO-PIB, w międzynarodowych badaniach jest tak ważny – zaznacza prof. Rutkowski.

Ale to nie wszystko – Instytut jest także członkiem europejskiej sieci EURACAN. W ramach której funkcjonuje jako certyfikowany ośrodek referencyjny zajmujący się diagnozowaniem i leczeniem rzadkich nowotworów litych u dorosłych. EURACAN zrzesza 100 wysoce wyspecjalizowanych ośrodków onkologicznych w 25 krajach UE, łącząc pacjentów z ekspertami w celu zapewnienia specjalistycznej diagnozy i leczenia. Dzięki tej współpracy, instytut zapewnia pacjentom dostęp do najnowszych międzynarodowych standardów medycznych, europejskich strategii leczenia oraz badań klinicznych.

To ważne szczególnie w chorobach rzadkich, w których postęp zależy od współpracy wyspecjalizowanych i możliwości włączania pacjentów do badań nad nowymi strategiami leczenia.

Światowy Dzień GIST jest okazją, aby przypomnieć nie tylko o objawach tej choroby i znaczeniu wczesnej diagnostyki, ale także o tym, jak szybko zmienia się leczenie rzadkich nowotworów. GIST pokazuje, że współczesna onkologia coraz częściej nie pyta wyłącznie o to, gdzie znajduje się guz, ale przede wszystkim – jaki mechanizm biologiczny odpowiada za jego rozwój i jak można go zablokować.

 To jest właśnie istota medycyny precyzyjnej. W GIST widzimy ją bardzo wyraźnie: od diagnostyki molekularnej, przez dobór leczenia, po dostęp do badań klinicznych. Dla pacjenta oznacza to bardziej indywidualne podejście i możliwość korzystania z terapii, które jeszcze niedawno były poza zasięgiem – podsumowuje prof. Piotr Rutkowski.

Źródło: NIO

Ocena statusu HER2 nie zawsze powinna kończyć się na biopsji wykonanej przed rozpoczęciem leczenia. Badanie przeprowadzone przez zespół Narodowego Instytutu Onkologii wykazało, że u około jednej trzeciej pacjentek z rakiem piersi ekspresja HER2 zmienia się po leczeniu neoadiuwantowym. Zdaniem autorów może to mieć istotny wpływ na dobór terapii pooperacyjnej i rozwój bardziej spersonalizowanego leczenia.
Rak piersi nie jest jedną chorobą. To grupa nowotworów różniących się biologią, przebiegiem klinicznym i odpowiedzią na leczenie. Dlatego tak ważna jest dokładna diagnostyka, w tym ocena receptorów hormonalnych oraz statusu HER2, które pomagają określić podtyp nowotworu i dobrać najbardziej odpowiednią terapię.

HER2 to białko obecne na powierzchni komórek. W leczeniu raka piersi jego ocena ma bardzo duże znaczenie, ponieważ pokazuje, czy komórki nowotworowe mają zwiększoną ilość tego receptora. Gdy HER2 jest nadmiernie obecny, może pobudzać komórki nowotworowe do szybszego wzrostu i podziału.

U około jednej trzeciej pacjentek z rakiem piersi status HER2 może zmienić się w trakcie leczenia neoadiuwantowego, czyli prowadzonego przed operacją, którego celem jest m.in. zmniejszenie guza i lepsze zaplanowanie dalszej terapii. Do zmiany może dochodzić w okresie między biopsją poprzedzającą rozpoczęcie terapii a oceną guza resztkowego wykonywaną po zabiegu.

To jeden z głównych wniosków pracy ekspertów Narodowego Instytutu Onkologii, obejmującej 736 chorych i opublikowanej w czasopiśmie „Therapeutic Advances in Medical Oncology”.

– Wyniki badania wskazują, że ponowna ocena HER2 w chorobie resztkowej może mieć istotne znaczenie dla doboru dalszego leczenia pooperacyjnego i wspiera rozwój bardziej spersonalizowanej terapii raka piersi – wyjaśnia dr n. med. Katarzyna Pogoda, onkolog kliniczna z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej NIO i pierwsza autorka pracy. – Najczęściej obserwowano zmniejszenie ekspresji HER2, natomiast pojawienie się nowego HER2-dodatniego nowotworu było zjawiskiem rzadkim. To ważna informacja, ponieważ standardowo ekspresja receptorów w chorobie resztkowej nie zawsze jest ponownie oceniana. Uzyskane wyniki pokazują, że taka informacja może mieć realne znaczenie kliniczne i powinna być brana pod uwagę w dalszym planowaniu leczenia – dodaje specjalistka.

Badanie było realizowane przez interdyscyplinarny zespół Narodowego Instytutu Onkologii, obejmujący specjalistów z Kliniki Nowotworów Piersi i Chirurgii Rekonstrukcyjnej, Zakładu Patologii oraz Departamentu Narodowej Strategii Onkologicznej, we współpracy z ekspertem z zakresu biostatystyki z SGGW. Wśród autorów pracy znaleźli się: dr. n.med. Katarzyna Pogoda, Magdalena Czopowicz, Agata Bąk, dr n. med. Wojciech Olszewski, prof. Michał Czopowicz (SGGW), dr hab. n. med. Monika Durzyńska, Dorota Najmrocka, Paulina Halasa, dr n.med. Anna Borowiec, prof. Zbigniew Nowecki oraz prof. Anna Niwińska.

Źródło: inf pras

W Świętokrzyskim Centrum Onkologii uroczyście uruchomiono drugi system chirurgii robotowej. Nowy robot da Vinci 5 to najnowsze, najbardziej zaawansowane technicznie i technologicznie urządzenie wspomagające chirurgów w wykonywaniu minimalnie inwazyjnych operacji. W Polsce jest tylko 7 takich urządzeń.
W uroczystej inauguracji da Vinci 5 i briefingu dla mediów uczestniczyli: marszałek województwa Renata Janik, wicemarszałek Marek Bogusławski, prof. dr hab. n. med. Stanisław Góźdź, dyrektor ŚCO, dr hab. n. med. Jolanta Smok-Kalwat, zastępca dyrektora ds. klinicznych, lekarze – operatorzy da Vinci oraz pacjenci zoperowani robotycznie.

Marszałek Renata Janik wyjaśniła, że samorząd województwa świętokrzyskiego – w odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na chirurgię robotyczną w leczeniu pacjentów onkologicznych – sfinansował zakup najnowocześniejszego systemu robotycznego da Vinci 5 generacji, aby mieszkańcy województwa świętokrzyskiego, i wszyscy ci, którzy wybierają ŚCO jako miejsce leczenia, mieli dostęp do opieki zdrowotnej na najwyższym światowym poziomie. – I to nie tylko dzięki robotowi, ale również wspaniałym lekarzom, którzy obsługują to urządzenie – powiedziała podkreślając, że ŚCO ciągle się rozwija.

Wicemarszałek Marek Bogusławski dodał, że nowe technologie to wydatek, który się opłaca w dłuższej perspektywie. – Ponieważ jest to mniejsza utrata krwi podczas zabiegu, mniejsze zużycie leków przeciwbólowych, krótszy czas pobytu pacjenta w szpitalu i szybszy powrót do pracy, rodziny. Pacjent, który jest najważniejszy, jest leczony na skutecznym, światowym poziomie.

Profesor Stanisław Góźdź podziękował Zarządowi Województwa w imieniu wszystkich pacjentów i lekarzy operatorów za wsparcie w wyposażaniu ŚCO w nowoczesne technologie służące poprawie jakości leczenia pacjentów onkologicznych.

Od robotyki nie ma odwrotu

– Robot to nie fanaberia. Dzięki niemu nasi pacjenci mogą czuć się bezpieczni, dlatego, że my jako operatorzy czujemy się bezpieczniej. Dzięki temu, że robot wspomaga naszą precyzję, pacjenci mogą szybko odnosić korzyści przy bardzo ciężkich i skomplikowanych procedurach medycznych – powiedział dr hab. n. med. Paweł Rybojad, kierownik Kliniki Chirurgii Klatki Piersiowej.

Jak zauważył dr Paweł Renkielski, Pełnomocnik Dyrektora ds. chirurgii małoinwazyjnej, Klinika Chirurgii Onkologicznej, od robotyki i nowoczesnych metod leczenia pacjentów onkologicznych nie ma odwrotu. – Musimy rozszerzać gamę zabiegów wykonywanych metodami robotycznymi. To jest nasz priorytet na najbliższe lata.

Dr n. med. Jarosław Jaskulski, kierownik Kliniki Urologii, ocenił, że nowy system robotyczny 5 generacji pozwala włączyć w zakres zabiegów urologicznych te najbardziej skomplikowane do wykonania, jak częściowe resekcje nerek czy usuwanie pęcherza moczowego z wytworzeniem pęcherza zastępczego w całości za pomocą chirurgii robotycznej. – To pozwala pacjentom wrócić dużo szybciej do zdrowia i normalnego funkcjonowania – powiedział apelując do płatnika (NFZ) o refundowanie kolejnych procedur.

Precyzja, szybkość, bezpieczeństwo

Nowy system chirurgii robotycznej da Vinci 5 to najnowsze, najbardziej zaawansowane technicznie i technologicznie urządzenie wspomagające chirurgów w wykonywaniu minimalnie inwazyjnych operacji, u jak największej liczby pacjentów. Wprowadza ponad 150 technicznych innowacji i 10 tys. razy większą moc obliczeniową, aby zapewnić większą autonomię chirurga, bardziej usprawnioną pracę na sali operacyjnej i zaawansowaną analizę danych. Nowe rozwiązania umożliwiają współpracę lekarzom w czasie rzeczywistym a najnowocześniejsze narzędzia analityczne dostarczają obiektywnych informacji. W tym modelu chirurdzy mogą zarządzać wszystkimi elementami potrzebnymi do operacji ze swojej konsoli, co pomaga zmniejszyć obciążenie zespołu operacyjnego. Po raz pierwszy w tym systemie zastosowano haptykę – technologię umożliwiającą chirurgowi odczuwanie nacisku narzędzi na operowane tkanki, co znacznie zwiększa precyzję i bezpieczeństwo zabiegu. Czujniki instrumentu mogą generować pooperacyjne pomiary wydajności tkanki, aby chirurg mógł doskonalić swoją technikę operacyjną.

Jak sprecyzowali przedstawiciele Synektik, nowy robot to precyzja i szybkość. Nowa ergonomiczna konsola pozwala łatwiej i wygodniej pracować przy wielogodzinnych zabiegach. System jest bardzo czuły i precyzyjny pod względem ruchów narzędzi. Umożliwia również teletutoring, czyli konsultację online z innym specjalistą, który będzie miał wgląd w zabieg.

ŚCO w TOP 3 da Vinci

Artur Ostrowski, przedstawiciel Zarządu Grupy Synektik przekazując ŚCO dyplom z okazji wykonania 1000 zabiegów podkreślił, że ŚCO należy do TOP 3 szpitali w Polsce, które najbardziej efektywnie wykorzystują system robotyczny, uwzględniając liczbę specjalizacji i sprawność operatorów. – Gratuluję takiego rozwoju – powiedział dodając, że ŚCO w ciągu dwóch lat dołączyło do wąskiego grona szpitali, które mają więcej niż jednego robota.

W ŚCO funkcjonuje od 2023 r. system chirurgii robotycznej da Vinci IV generacji, zakupiony w ramach projektu „Doposażenie Bloku Operacyjnego w nowoczesny system robotowy wraz z wyposażeniem celem stworzenia Centrum Chirurgii Robotowej Ziemi Kieleckiej oraz podniesienia jakości i poprawy dostępu do najnowocześniejszych procedur chirurgicznych realizowanych w Świętokrzyskim Centrum Onkologii w Kielcach”. Inwestycja została dofinansowana ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach działania 11.3 Wspieranie naprawy i odporności systemu ochrony zdrowia oś priorytetowa XI REACT-EU Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020. Robot jest wykorzystywany w operacjach urologicznych, chirurgicznych, ginekologicznych, torakochirurgiczych i otolaryngologicznych.

Nowy robot da Vinci 5, zakupiony w ramach przedsięwzięcia „Zakup systemu chirurgii robotowej z wyposażeniem oraz przebudową sali operacyjnej dla Świętokrzyskiego Centrum Onkologii” został dofinansowany z budżetu Samorządu Województwa Świętokrzyskiego. Zakres inwestycji obejmował: opracowanie dokumentacji projektowej, prace budowlano-montażowe w zakresie dostosowania sali operacyjnej do zainstalowania i pracy systemu chirurgii robotowej, zakup systemu chirurgii robotowej z dodatkowym wyposażeniem. Wartość całkowita inwestycji: 20 092 371,72 zł; dofinansowanie z budżetu województwa świętokrzyskiego: 17 078 515,00 zł; wkład własny ŚCO: 3 013 856,72 zł.

Od 2023 r. w ŚCO wykonano ponad 1400 zabiegów operacyjnych ze wsparciem systemu robotycznego. W samym 2026 r. wykonano blisko 400 zabiegów robotycznych, w tym 64 operacje na nowym systemie da Vinci 5. Obecnie w ŚCO funkcjonuje 11 zespołów operujących przy użyciu robota: 3 urologiczne, 1 ginekologiczny, 3 torakochirurgiczne, 3 chirurgiczne, 1 otolaryngologiczny. Dwaj lekarze operatorzy posiadają uprawnienia proktorskie (dr n. med. Sławomir Okła, kierownik Kliniki Otolaryngologii, Chirurgii Głowy i Szyi oraz dr n. med. Marcin Misiek, kierownik Kliniki Ginekologii) i szkolą zespoły w innych ośrodkach. Do certyfikacji w zakresie chirurgii robotycznej przygotowują się kolejne dwa zespoły w ŚCO.

Źródło: inf pras

Coraz więcej decyzji terapeutycznych w onkologii zapada jeszcze przed rozpoczęciem leczenia – w pracowni patomorfologii. To właśnie badania immunohistochemiczne i diagnostyka molekularna pozwalają precyzyjnie określić typ nowotworu, jego cechy biologiczne oraz dobrać terapię najlepiej dopasowaną do pacjenta. O rosnącej roli tych metod oraz wyzwaniach związanych z jakością diagnostyki dyskutowali światowej klasy eksperci podczas jubileuszowej, 10. edycji Academy of Immunohistochemistry – Diagnostic Immunohistochemistry and Molecular Pathology, która odbyła się w Krakowie.
Immunohistochemia jest dziś jedną z kluczowych metod diagnostyki nowotworów. To dzięki niej patomorfolodzy mogą nie tylko ocenić ich obraz histologiczny (czyli budowę komórek i tkanek widoczną pod mikroskopem), ale także sprawdzić ich cechy biologiczne i określić, z jakim typem nowotworu mają do czynienia. Od tej odpowiedzi coraz częściej zależy wybór leczenia – operacji, radioterapii, leczenia systemowego, terapii celowanej albo immunoterapii.

Znaczeniu immunohistochemii i diagnostyki molekularnej poświęcona była jubileuszowa, 10. edycja międzynarodowego kursu Academy of Immunohistochemistry – Diagnostic Immunohistochemistry and Molecular Pathology, która pod koniec czerwca odbyła się w Krakowie. Wzięli w nim udział patomorfolodzy, diagności laboratoryjni, biolodzy molekularni oraz eksperci zajmujący się diagnostyką nowotworów z Polski i zagranicy.

Dyrektorem naukowym kursu był prof. dr hab. n. med. Janusz Ryś, Dyrektor Oddziału Narodowego Instytutu Onkologii w Krakowie oraz Kierownik Zakładu Patomorfologii Nowotworów krakowskiego NIO. Profesor Ryś od początku współtworzy krakowską Akademię Immunohistochemii, która od 2014 roku rozwija się jako specjalistyczne forum wymiany wiedzy, doświadczeń i dobrych praktyk w diagnostyce nowotworów.

– W onkologii rozpoznanie nie jest formalnością. To moment, od którego zależy całe dalsze postępowanie. Immunohistochemia pozwala nam uwiarygodnić diagnozę, zawęzić rozpoznanie i uniknąć sytuacji, w której pacjent trafia na niewłaściwą ścieżkę leczenia – mówi prof. Janusz Ryś.

Immunohistochemia polega na wykrywaniu w komórkach określonych białek, czyli markerów, za pomocą specjalnie dobranych przeciwciał. Dla pacjenta oznacza to, że materiał pobrany podczas biopsji lub operacji można ocenić nie tylko pod kątem obrazu histologicznego, ale także pod kątem cech, które pomagają określić biologiczny charakter guza.

Dzięki takim badaniom patomorfolog może ustalić, czy nowotwór różnicuje się na przykład w kierunku nabłonkowym, mezenchymalnym albo limfatycznym, a więc czy mamy do czynienia z rakiem, mięsakiem, chłoniakiem lub innym typem choroby. To szczególnie ważne wtedy, gdy różne nowotwory wyglądają podobnie, ale wymagają zupełnie odmiennego leczenia.

– Nowotwory nie zawsze zachowują się podręcznikowo. Potrafią się do siebie upodabniać, imitować inne typy guzów, a czasem zacierać granicę między tym, co widać w klasycznym obrazie mikroskopowym, a tym, co naprawdę decyduje o ich charakterze. Dlatego potrzebujemy narzędzi, które pozwalają spojrzeć głębiej. – podkreśla prof. Ryś.

Szczególne znaczenie immunohistochemia ma w diagnostyce nowotworów rzadkich, nisko zróżnicowanych i trudnych do jednoznacznego zaklasyfikowania. W takich przypadkach właściwie dobrany panel przeciwciał może potwierdzić albo wykluczyć określone rozpoznanie. Wynik badania wpływa nie tylko na ustalenie ostatecznego histologicznego podtypu nowotworu, który zapisany jest w raporcie patomorfologicznym, ale przede wszystkim na decyzje podejmowane przez zespół leczący pacjenta.

Jednym z najważniejszych tematów krakowskiej Akademii była jakość badań immunohistochemicznych. W tej dziedzinie ogromne znaczenie ma zarówno dobór markerów, jak i sposób wykonania badania oraz interpretacja wyniku. Nieprawidłowo przeprowadzone lub błędnie odczytane badanie może skierować diagnostykę na niewłaściwe tory, a w konsekwencji wpłynąć na wybór leczenia.

– W immunohistochemii sama technologia nie wystarczy. Potrzebne są standardy, doświadczenie i świadomość ograniczeń tej metody. To właśnie dlatego tak ważne są spotkania, podczas których eksperci rozmawiają nie tylko o możliwościach diagnostycznych, ale także o pułapkach i błędach, których trzeba unikać – zaznacza prof. Ryś.

Jubileuszowa edycja kursu miała intensywny, praktyczny charakter. Program obejmował wykłady dotyczące m.in. diagnostyki nowotworów przewodu pokarmowego, narządu rodnego, skóry, nerek, układu moczowego, tkanek miękkich oraz układu limfoproliferacyjnego. Wśród wykładowców znalazły się największe światowe autorytety w dziedzinie diagnostyki patomorfologicznej i molekularnej, m.in. Markku Miettinen, Jason L. Hornick, Jerzy Lasota czy Olli Carpén.

Od początku organizatorzy Akademii stawiają na bezpośredni kontakt uczestników z wykładowcami, analizę trudnych przypadków i dyskusję nad realnymi problemami diagnostycznymi. W poprzednich dziewięciu edycjach wydarzenia udział wzięło blisko 900 uczestników, a krakowski kurs zyskał rozpoznawalność w międzynarodowym środowisku specjalistów zajmujących się diagnostyką nowotworów.

– Od początku zależało nam, aby to nie była konferencja wyłącznie o technologii. Najważniejsze jest to, jak wynik badania przekłada się na decyzję kliniczną. Immunohistochemia ma sens wtedy, kiedy pomaga odpowiedzieć na konkretne pytanie diagnostyczne i realnie wspiera lekarzy prowadzących pacjenta – mówi prof. Ryś.

Rozwój immunohistochemii dobrze pokazuje, jak zmieniła się współczesna onkologia. Metoda, która początkowo była wykorzystywana głównie w badaniach naukowych, stała się elementem codziennej praktyki klinicznej. Postęp technologiczny, automatyzacja badań, coraz czulsze systemy detekcji oraz rozwój diagnostyki molekularnej sprawiły, że patomorfologia dostarcza dziś informacji niezbędnych do planowania nowoczesnego leczenia. Akademia Immunohistochemii pokazała również rolę Narodowego Instytutu Onkologii w rozwijaniu specjalistycznej diagnostyki i edukacji medycznej. Krakowski Oddział NIO-PIB prowadzi zaawansowaną diagnostykę patomorfologiczną i molekularną nowotworów oraz uczestniczy w kształceniu specjalistów, których praca ma bezpośredni wpływ na jakość leczenia pacjentów.

Współczesna onkologia wymaga coraz dokładniejszego poznania biologii choroby. Dlatego immunohistochemia, patomorfologia i diagnostyka molekularna są dziś integralną częścią procesu leczenia. To od nich zależy, czy pacjent otrzyma rozpoznanie wystarczająco precyzyjne, aby możliwe było dobranie terapii zgodnej z aktualną wiedzą medyczną.

Źródło: NIO

Medycyna nuklearna staje się jednym z kluczowych elementów nowoczesnej diagnostyki i leczenia, szczególnie w onkologii, hematologii i kardiologii. Podczas XIX Zjazdu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej eksperci oraz przedstawiciele organizacji pacjentów zwracali uwagę, że mimo dynamicznego rozwoju tej dziedziny jej potencjał w Polsce nadal ograniczają limity finansowania, nierówny dostęp do badań, braki kadrowe oraz niewystarczająca świadomość zarówno pacjentów, jak i części środowiska medycznego.
Podczas debaty odbywającej się w ramach tegorocznego Zjazdu Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej (PTMN) specjaliści reprezentujący różne dziedziny medycyny oraz organizacje pacjentów podkreślali, że medycyna nuklearna nie jest wyłącznie specjalistyczną diagnostyką obrazową. W onkologii, hematologii, endokrynologii i kardiologii staje się jednym z warunków nowoczesnego leczenia.

Pozwala ocenić nie tylko strukturę narządu, ale przede wszystkim jego funkcję, aktywność choroby i odpowiedź na terapię.

Jak podkreśla prof. dr hab. n. med. Leszek Królicki z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant krajowy w dziedzinie medycyny nuklearnej:

„Medycyna nuklearna, w odróżnieniu od tomografii komputerowej, od rezonansu magnetycznego, nawet od ultrasonografii, przedstawia zaburzenia czynnościowe. Przedstawia przepływ krwi, czynność układów receptorowych, mechanizmów transportujących i ten element stanowi bardzo ważny wkład w to, by wybrać właściwą metodę leczenia”.

Diagnostyka, która zmienia decyzje terapeutyczne

Współczesna medycyna nuklearna coraz częściej łączy diagnostykę z terapią. Badania PET-CT pomagają określić zaawansowanie choroby, monitorować skuteczność leczenia i zdecydować, czy terapię należy kontynuować, zmienić albo zintensyfikować. Szczególne znaczenie ma teranostyka — podejście, w którym ten sam cel molekularny służy najpierw do rozpoznania choroby, a następnie do jej leczenia.

„My jako medycy nuklearni możemy rzeczywiście zaproponować postawienie ostatecznej diagnozy. To nie wszystko: jesteśmy w stanie określić stopień zaawansowania choroby, a dopiero wtedy tak naprawdę klinicysta rozpoczyna właściwe leczenie — precyzyjne, takie, które ma szansę uratować życie czy przedłużyć pacjentowi życie” — mówi prof. dr hab. n. med. Zbigniew Adamczewski, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej Centralnego Szpitala Klinicznego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego XIX Zjazdu PTMN.

W hematologii znaczenie PET-CT jest już niepodważalne. Jak zaznacza prof. dr hab. n. med. Tomasz Wróbel, kierownik Kliniki Hematologii, Terapii Komórkowych i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu: „Współczesna hematologia nie może istnieć bez medycyny nuklearnej. Głównie mam na myśli badanie PET-CT, dlatego że leczenie nowotworów układu chłonnego, chłoniaków, ale też szpiczaka plazmocytowego, bez badania PET-CT właściwie nie jest współczesnym leczeniem”.

Limity, kolejki i utracony czas pacjenta

Największym problemem pozostaje dostępność. Rozszerzenie wskazań refundacyjnych zwiększyło liczbę pacjentów, którzy mogą skorzystać z badań PET-CT, ale nie rozwiązało problemu finansowania. Limity powodują, że pacjenci czekają, a lekarze szukają rozwiązań zastępczych.

„Co z tego, że limit kryterialny przejdzie pięciuset pacjentów, jeśli mamy pieniędzy na zrefundowanie jedynie trzystu. Czyli komu powiedzieć, kto jest bardziej chory, kto jest mniej chory?” — pyta dr n. med. Andrzej Kołodziejczyk, past prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej, specjalista medycyny nuklearnej reprezentujący 4. Wojskowy Szpital Kliniczny oraz Dolnośląskie Centrum Onkologii, Pulmonologii i Hematologii we Wrocławiu.

W opinii specjalistów opóźnienia mogą mieć bezpośrednie konsekwencje kliniczne. W raku płuca kilkutygodniowe lub kilkumiesięczne oczekiwanie na badanie może oznaczać utratę szansy na leczenie radykalne.

„Może się okazać, że na przykład ten pacjent z rakiem płuca zamiast za dwa tygodnie ma badanie za trzy miesiące, a w tym czasie jego stopień zaawansowania może dramatycznie się zwiększyć i pacjent już nie będzie mógł być operowany” — mówi prof. dr hab. n. med. Rafał Czepczyński z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.

Także w hematologii czas ma znaczenie krytyczne. Badanie PET-CT wykonane zbyt późno może przestać być użyteczne.

„Jeżeli wynik przyjdzie za późno, to w zasadzie nie jesteśmy w stanie już go racjonalnie wykorzystać. Jeżeli badanie jest wykonane zbyt późno, jest wykonane bezsensownie” — podkreśla prof. Tomasz Wróbel.

Na znaczenie limitów z perspektywy pacjentów onkologicznych zwracał uwagę również Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie.

„Myślę, że to jest największy problem pacjentów — karta diagnostyki i leczenia onkologicznego miała ułatwić dostęp do diagnostyki, ale kiedy pacjent wypada z tej ścieżki, zaczyna się bardzo duży problem z limitami” — mówi Szymon Chrostowski, prezes Fundacji Wygrajmy Zdrowie.

Pacjent sam szuka miejsca na badanie

Z perspektywy pacjentów problemem jest nie tylko długość kolejek, ale też nierówny dostęp regionalny i brak koordynacji. Chorzy często sami szukają placówki, w której badanie można wykonać szybciej — nierzadko w innym mieście.

„Z perspektywy pacjentów ważnym problemem jest brak dostępności i równości w dostępności tego badania. Jest regionalnie nierówny” — mówi Joanna Frontczak-Kazana z Fundacji Onkologicznej Alivia, członkini prezydium Rady Organizacji Pacjentów przy Rzeczniku Praw Pacjenta.

Jak dodaje, system powinien prowadzić pacjenta przez diagnostykę, a nie przerzucać na niego odpowiedzialność za znalezienie świadczenia.

„Wciąż mamy brak koordynacji. Ponieważ ten dostęp jest nierówny, choć coraz lepszy, pacjenci muszą sami poszukiwać miejsc, w których ewentualnie mogliby takie badanie wykonać szybciej”.

Perspektywę pacjenta z rakiem prostaty przedstawił także przedstawiciel Stowarzyszenia Gladiator, wskazując, że dobrze wyjaśniona diagnostyka może budzić ciekawość, a nie lęk.

„Kiedy powiedziano mi, że będzie to badanie izotopami, podszedłem do tego z wielkim zaciekawieniem. Ani się nie bałem, ani nie przyjąłem tego z entuzjazmem — byłem ciekaw, jak to technicznie wygląda” — mówi przedstawiciel Stowarzyszenia Gladiator.

Jednocześnie zwrócił uwagę na szerszy problem profilaktyki i niskiej zgłaszalności mężczyzn na badania.

„Bardzo ciężko namówić, szczególnie panów, na jakiekolwiek badania, chociażby te pierwsze, przesiewowe” — podkreśla przedstawiciel Stowarzyszenia Gladiator.

Kardiologia też potrzebuje medycyny nuklearnej

Choć medycyna nuklearna najczęściej kojarzona jest z onkologią, jej znaczenie rośnie także w kardiologii. Badania SPECT i PET mogą pomagać m.in. w ocenie ukrwienia mięśnia sercowego, ryzyka kolejnych zdarzeń sercowo-naczyniowych oraz rokowania po zawale.

„Bardzo często pacjenci kardiologiczni nie mają bladego pojęcia, że tego typu badania mogą być wykorzystywane do obrazowania chociażby ukrwienia mięśnia sercowego czy oceny ryzyka przyszłych zdarzeń sercowo-naczyniowych” — mówi Agnieszka Wołczenko, prezes Stowarzyszenia EcoSerce.

Jak podkreśla, nowoczesna diagnostyka powinna być szerzej uwzględniana w standardzie opieki nad pacjentem kardiologicznym.

„My potrzebujemy ścieżki diagnostycznej maksymalnie rozbudowanej o wszystkie najnowsze technologie, które są dostępne w Europie, spełniają standardy i są rekomendowane w wytycznych” — dodaje Agnieszka Wołczenko.

To pokazuje, że wyzwaniem nie jest wyłącznie dostępność badań, ale także szersze uwzględnienie medycyny nuklearnej w ścieżkach diagnostycznych poza onkologią.

Odczarować słowo „nuklearna”

Jednym z wyzwań pozostaje również potrzeba dalszego szerzenia wiedzy o medycynie nuklearnej. Słowo „nuklearna” nadal budzi lęk, a pacjenci często obawiają się izotopów bardziej niż konsekwencji opóźnionej diagnostyki lub progresji choroby.

„Musimy odkłamać rzeczywistość strachu przed izotopem. Często brak świadomości powoduje, że pacjent boi się przyjść do medyków nuklearnych, ponieważ to są IZOTOPY. Nie przejmuje się wszystkimi innymi niekorzyściami, progresją choroby, a boi się izotopów” — wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Marek Ruchała, kierownik Katedry i Kliniki Endokrynologii, Przemiany Materii i Chorób Wewnętrznych Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, konsultant krajowy w dziedzinie endokrynologii.

Edukacja jest istotna także w odniesieniu do środowiska lekarskiego. Część lekarzy nadal nie kieruje pacjentów na badania medycyny nuklearnej, ponieważ nie zna pełnych możliwości tej dziedziny.

„Częściej jest tak, że lekarze nie kierują na te badania, ponieważ nie wiedzą, że mamy tak duże możliwości diagnostyczne, nie mówiąc już o terapeutycznych” — zaznacza prof. Rafał Czepczyński.

O potrzebie prostego, dobrze przygotowanego języka edukacji mówiła również Aleksandra Rudnicka, dziennikarka medyczna, rzeczniczka osób objętych opieką paliatywną i rzeczniczka Stowarzyszenia Onkologicznego Sanitas.

„Zauważyłam, że wiele placówek, które świadczą usługi medycyny nuklearnej, przygotowuje pacjentów. Informują o tym, co pacjenta czeka, czego nie powinien jeść, jak będzie wyglądało badanie. To bardzo ważne” — mówi Aleksandra Rudnicka.

Jak dodaje, oswojenie pacjenta z procedurą pomaga zmniejszyć lęk i zwiększa poczucie bezpieczeństwa.

Strategiczna inwestycja, nie koszt

Eksperci wskazują, że medycyna nuklearna powinna zostać potraktowana jako strategiczny element systemu ochrony zdrowia. Jej rozwój oznacza szybszą diagnostykę, trafniejsze decyzje terapeutyczne, mniej nietrafionych terapii i lepsze wykorzystanie publicznych środków.

„Medycyna nuklearna w kontekście leczniczym jest traktowana po macoszemu. To jest rzeczywisty problem, bo przecież techniki medycyny nuklearnej to jest jedna z najbardziej dynamicznie rozwijających się części medycyny” — mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Rutkowski, chirurg onkolog, przedstawiciel Narodowego Instytutu Onkologii w Warszawie, przewodniczący Polskiego Towarzystwa Onkologicznego.

Zdaniem przedstawicieli organizacji pacjentów rozmowa z decydentami powinna jasno pokazywać, że inwestycja w diagnostykę i leczenie to nie wydatek, ale sposób na ograniczenie późniejszych kosztów systemu.

„Warto rozmawiać językiem pieniędzy. Podkreślać, że wykorzystanie technik medycyny nuklearnej płatnikowi po prostu się opłaci, a wydatki w odniesieniu do całego procesu leczniczego będą niższe” — mówi Dorota Korycińska, prezes Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej oraz Stowarzyszenia Neurofibromatozy Polska.

Medycyna nuklearna nie jest odległą przyszłością. To narzędzie, którego pacjenci potrzebują już dziś — w diagnostyce, kwalifikacji do leczenia, monitorowaniu terapii i coraz częściej również w samym leczeniu. Warunkiem jest jednak system, który pozwoli wykorzystać jej potencjał wtedy, kiedy dla pacjenta ma to największe znaczenie: na czas.

Żródło: inf pras

Chirurdzy z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu przeprowadzili pionierską operację usunięcia guza nowotworowego kości łokciowej z jednoczasową rekonstrukcją kończyny przy użyciu standaryzowanej protezy, dotychczas wykorzystywanej wyłącznie w leczeniu zmian zwyrodnieniowych i urazowych. To pierwszy taki zabieg w Polsce, a według zespołu operacyjnego prawdopodobnie również pierwszy w Europie wykonany z zastosowaniem tego rozwiązania w chirurgii onkologicznej. Zastosowana metoda może zwiększyć dostępność nowoczesnych rekonstrukcji dzięki znacznie niższym kosztom niż indywidualnie drukowane implanty 3D.

Zastosowana podczas zabiegu metoda może oznaczać istotną zmianę w podejściu do rekonstrukcji kończyn po rozległych operacjach onkologicznych. Dotychczas w podobnych przypadkach wykorzystywano najczęściej indywidualnie projektowane implanty wykonywane w technologii druku 3D. Choć pozwalają one na bardzo precyzyjne odtworzenie ubytku kostnego, ich przygotowanie jest czasochłonne i kosztowne, co ogranicza dostępność tej technologii dla wielu ośrodków i pacjentów.

Zespół z Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu zdecydował się na inne rozwiązanie. Do rekonstrukcji po usunięciu guza wykorzystano standaryzowaną protezę, która została zaadaptowana do potrzeb chirurgii onkologicznej. Według lekarzy takie podejście pozwala znacząco obniżyć koszty leczenia, a jednocześnie zachować możliwość skutecznej rekonstrukcji kończyny.

Podczas konferencji prasowej dr Adam Domanasiewicz szczegółowo omówił przebieg operacji, przedstawiając zarówno samą technikę zabiegu, jak i przesłanki, które doprowadziły do wyboru właśnie takiego rozwiązania. Jak podkreślał, innowacyjność nie polega wyłącznie na wykorzystaniu nowego rodzaju protezy, ale przede wszystkim na jej adaptacji do potrzeb chirurgii onkologicznej oraz możliwości szerszego zastosowania tej metody u kolejnych pacjentów.

W konferencji uczestniczyli także dyrektor szpitala prof. Wojciech Witkiewicz oraz Christian Leibinger, prezes firmy KLS Martin, produkującej wykorzystaną protezę. Rozmawiano nie tylko o przebiegu samego zabiegu, ale również o potencjale tej technologii w rozwoju nowoczesnej chirurgii onkologicznej narządu ruchu.

Po zakończeniu spotkania z mediami dziennikarze mogli odwiedzić pacjenta. Jak poinformowano, już dzień po operacji jego stan był dobry, a chory zaprezentował pierwsze ruchy operowaną ręką, potwierdzając bardzo dobry wczesny efekt przeprowadzonej rekonstrukcji.

Jeżeli dalsze obserwacje potwierdzą skuteczność zastosowanego rozwiązania, może ono otworzyć drogę do szerszego wykorzystania standaryzowanych protez również w leczeniu nowotworów kości. Zdaniem zespołu operacyjnego pozwoliłoby to zwiększyć dostępność zaawansowanych rekonstrukcji onkologicznych, zwłaszcza w przypadkach dotyczących okolicy stawu promieniowo-łokciowego, gdzie dotychczas możliwości leczenia były ograniczone. Zabieg przeprowadzili dr Adam Domanasiewicz, dr Jacek Martynkiewicz oraz dr Karolina Panasiuk.

Video z zabiegu dostępne w aktualnościach strony internetowej https://wssk.wroc.pl/2966-nowatorska-operacja-onkologiczna

Źródło: wssk.wroc.pl

Ratunkowy Dostęp do Technologii Lekowych (RDTL) pozostaje jednym z najważniejszych mechanizmów umożliwiających pacjentom dostęp do nowoczesnych terapii jeszcze przed ich objęciem standardową refundacją. Najnowsze dane Ministerstwa Zdrowia pokazują, że tylko w pierwszych pięciu miesiącach 2026 roku z tej ścieżki leczenia skorzystało 3184 pacjentów, a wartość sfinansowanych terapii przekroczyła 133,8 mln zł.
RDTL powstał z myślą o pacjentach znajdujących się w szczególnie trudnej sytuacji klinicznej. Mechanizm ten pozwala finansować leczenie wówczas, gdy wyczerpane zostały wszystkie dostępne opcje terapeutyczne finansowane ze środków publicznych, a istnieją jeszcze nowoczesne leki, które nie zostały objęte refundacją.

Jak przypomina Ministerstwo Zdrowia, Ratunkowy Dostęp do Technologii Lekowych umożliwia finansowanie terapii dla pacjentów, „u których wyczerpano wszystkie dostępne opcje leczenia finansowane ze środków publicznych w danym wskazaniu”. Dzięki temu chorzy mogą otrzymać leki, które nie są jeszcze dostępne w standardowych programach refundacyjnych, bez ponoszenia kosztów terapii.

To rozwiązanie ma szczególne znaczenie w onkologii oraz chorobach rzadkich, gdzie postęp terapeutyczny jest bardzo dynamiczny, a proces refundacyjny często trwa wiele miesięcy. W praktyce oznacza to, że część pacjentów może rozpocząć leczenie znacznie wcześniej, niż byłoby to możliwe po zakończeniu standardowych procedur administracyjnych.

Z opublikowanego przez Ministerstwo Zdrowia zestawienia wynika, że do końca maja 2026 roku zgodę na finansowanie terapii w ramach RDTL uzyskało 113 świadczeniodawców. W tym czasie sfinansowano 269 produktów leczniczych obejmujących 222 substancje czynne lub ich kombinacje.

Łączna wartość finansowania wyniosła 133 855 738,05 zł. Terapie były stosowane w blisko 500 wskazaniach opisanych kodami ICD-10, z czego aż 183 dotyczyły chorób nowotworowych. Pokazuje to, że mechanizm RDTL pozostaje jednym z istotnych elementów wspierających leczenie pacjentów onkologicznych, dla których standardowe możliwości terapeutyczne zostały już wyczerpane.

W analizowanym okresie z leczenia skorzystało 3184 pacjentów, w tym 776 dzieci i młodzieży poniżej 18. roku życia. Dane te pokazują, że mechanizm znajduje zastosowanie nie tylko w leczeniu dorosłych, ale również najmłodszych chorych, często zmagających się z rzadkimi schorzeniami wymagającymi indywidualnego podejścia terapeutycznego.

Procedura uzyskania finansowania jest jednak ściśle określona. O zastosowaniu terapii decyduje lekarz prowadzący, natomiast warunkiem uzyskania zgody jest pozytywna opinia konsultanta wojewódzkiego lub krajowego. W przypadku kontynuacji leczenia konieczne jest również potwierdzenie skuteczności terapii. O finansowanie mogą występować wybrane podmioty lecznicze, w tym szpitale III stopnia, szpitale ogólnopolskie, onkologiczne, pulmonologiczne oraz dziecięce.

Ministerstwo Zdrowia podkreśla, że znaczenie RDTL wykracza poza sam dostęp do nierefundowanych leków. Mechanizm umożliwia rozpoczęcie terapii także w sytuacji, gdy producent nie złożył jeszcze wniosku refundacyjnego albo postępowanie refundacyjne nadal trwa. W efekcie pacjenci nie muszą czekać na zakończenie często długiego procesu administracyjnego.

Obecnie w ramach Ratunkowego Dostępu do Technologii Lekowych finansowanych może być 136 substancji czynnych lub ich kombinacji stosowanych w 371 wskazaniach terapeutycznych, które nie są jeszcze objęte standardową refundacją. Jak zaznacza resort zdrowia, w praktyce oznacza to możliwość rozpoczęcia leczenia „nawet o wiele miesięcy, a niekiedy nawet o kilka lat wcześniej niż byłoby to możliwe w standardowym procesie refundacyjnym”.

Choć RDTL nie zastępuje systemowej refundacji, pozostaje ważnym elementem zapewniającym pacjentom dostęp do innowacyjnych terapii w sytuacjach, w których czas ma kluczowe znaczenie. Opublikowane dane pokazują jednocześnie skalę wykorzystania tego rozwiązania oraz rosnącą rolę indywidualnych decyzji terapeutycznych w nowoczesnym systemie ochrony zdrowia.

Źródło: MZ

Choć pacjenci rzadko mają z nimi bezpośredni kontakt, to właśnie od pracy histotechników i histotechnologów w dużej mierze zależy jakość diagnostyki patomorfologicznej. Narodowy Instytut Onkologii kontynuuje ogólnopolskie szkolenia i certyfikację tej grupy zawodowej w ramach Narodowej Strategii Onkologicznej, wzmacniając kompetencje specjalistów odpowiedzialnych za przygotowanie materiału tkankowego do oceny mikroskopowej.
 
Diagnostyka zaczyna się wcześniej, niż wielu pacjentów może przypuszczać. Zanim materiał tkankowy trafi do oceny lekarza patomorfologa, musi zostać odpowiednio zabezpieczony, opracowany i wybarwiony. To właśnie od jakości pracy histotechników i histotechnologów, czyli specjalistów odpowiedzialnych za przygotowanie materiału tkankowego do badania mikroskopowego, zależy, czy powstanie preparat, który pozwoli na precyzyjną ocenę, rozpoznanie choroby i zaplanowanie najlepszego leczenia.

Dlatego tak ważne jest systematyczne wzmacnianie kompetencji osób, które odpowiadają za ten kluczowy etap procesu diagnostycznego. Przygotowanie merytoryczne histotechników i histotechnologów ma bardzo duży wpływ na jakość rozpoznania patomorfologicznego.

W miniony weekend w Narodowym Instytucie Onkologii odbyły się szkolenia dla histotechnologów. To kontynuacja działań rozpoczętych w maju 2025 r. ubiegłego roku. Wówczas w NIO odbyły się pierwsze ogólnopolskie kursy doszkalające i doskonalące z certyfikacją dla tej grupy zawodowej.

Szkolenia realizowane są w ramach Narodowej Strategii Onkologicznej. Za ich merytoryczne przygotowanie odpowiada Zakład Patomorfologii Nowotworów Instytutu, a organizację koordynuje Krajowy Ośrodek Monitorujący, którego rolę pełni NIO. Ważną rolę w tym procesie odgrywają także Wojewódzkie Ośrodki Monitorujące, wspierające rozwój i upowszechnianie jednolitych standardów diagnostyki patomorfologicznej w całym kraju. Obecna formuła rozwija działania ubiegłoroczne, kiedy szkolenia i warsztaty odbywały się w organizacji wyłącznie Krajowego Ośrodka Monitorującego.

To współpraca, która ma bardzo praktyczny wymiar. Uczestnicy rozwijają kompetencje potrzebne nie tylko do prawidłowego przygotowania i procesowania materiału, ale także do identyfikacji nieprawidłowości i błędów w fazie przedzakładowej oraz eliminowania błędów w trakcie technicznej obróbki materiału. Wpływa to na jakość opracowywanych preparatów, jakość rozpoznania patomorfologicznego oraz decyzje dotyczące wyboru odpowiedniej terapii.

Certyfikacja histotechników i histotechnologów to także ważny krok w budowaniu rangi tych zawodów. To specjaliści, których praca przez lata pozostawała mniej widoczna, choć ma bezpośredni wpływ na jakość diagnozy i decyzje terapeutyczne podejmowane przez zespoły kliniczne.

Duże zainteresowanie szkoleniami pokazuje, że środowisko jest gotowe do dalszego rozwoju, a jednostki diagnostyki patomorfologicznej widzą realną wartość inwestowania w wiedzę, kompetencje i standardy. Podczas ubiegłorocznych edycji kursów dla histotechników i histotechnologów certyfikaty otrzymało 112 pracowników Jednostek Diagnostyki Patomorfologicznej z całej Polski.

To także dopiero początek. Kolejne edycje szkoleń, najbliższe zaplanowane na wczesną jesień tego roku, oraz programy dla osób rozpoczynających pracę w zawodzie mają szansę stać się stałym elementem systemowego rozwoju diagnostyki patomorfologicznej w Polsce – z korzyścią dla personelu, lekarzy i przede wszystkim pacjentów.

Więcej informacji o szkoleniach, harmonogram i zasady rejestracji można znaleźć na stronie Krajowego Ośrodka Monitorującego: https://kom.nio.gov.pl/ 

Źródło: NIO
Foto: NIO

Od 1 lipca 2026 r. obowiązuje nowa lista leków refundowanych, która rozszerza dostęp do nowoczesnego leczenia dla pacjentów z różnymi nowotworami. Wśród nowych terapii znalazły się m.in. immunoterapia, leczenie okołooperacyjne oraz terapie ukierunkowane molekularnie stosowane w raku płuca, jelita grubego, wątroby, endometrium, gruczołu krokowego, szpiczaku plazmocytowym i raku nosowej części gardła. Eksperci podkreślają, że kolejne decyzje refundacyjne wzmacniają rolę medycyny precyzyjnej i diagnostyki molekularnej w codziennej praktyce klinicznej.
To już trzecia w tym roku aktualizacja zapowiedziana przez Ministerstwo Zdrowia. Refundacje obejmą zarówno immunoterapię, leczenie okołooperacyjne czy leczenie konsolidujące, jak i terapie ukierunkowane molekularnie, czyli dobierane do określonych cech biologicznych nowotworu. Dla pacjentów oznacza to nie tylko dostęp do nowych leków, ale przede wszystkim większą możliwość dopasowania leczenia do konkretnego rozpoznania, stadium choroby, wyników badań molekularnych i dotychczasowego przebiegu terapii. 

O tym, co te decyzje oznaczają w codziennej praktyce klinicznej i dla samych pacjentów, mówią eksperci NIO – lekarze na co dzień zajmujący się leczeniem nowotworów, których dotyczą najnowsze zmiany refundacyjne. 

Nowe możliwości przed operacją, po leczeniu i w terapii celowanej

Największy obszar zmian dotyczy raka płuca. Na liście znalazły się aż cztery nowe propozycje terapii dla tej grupy chorych. Pierwszą z nich jest niwolumab stosowany w leczeniu okołooperacyjnym dorosłych pacjentów z niedrobnokomórkowym rakiem płuca, w II, IIIA lub IIIB stopniu zaawansowania, u których ekspresja PD-L1 na komórkach nowotworowych wynosi co najmniej 1%.

– Leczenie okołooperacyjne oznacza terapię prowadzoną zarówno – przed zabiegiem, jak i po  zabiegu chirurgicznym i wymaga ścisłej współpracy onkologa i chirurga klatki piersiowej.  Wyniki badania rejestracyjnego CheckMate77T wskazują, że takie podejście istotnie zmniejsza ryzyko nawrotu choroby, jak również zmniejsza ryzyko zgonu związanego z rakiem płuca – wyjaśnia dr hab. n. med. Magdalena Knetki-Wróblewska z Kliniki Nowotworów Płuca i Klatki Piersiowej.

Od 1 lipca w leczeniu okołooperacyjnym dostępny będzie również  durwalumab – możliwe będzie kwaliifikowanie chorych z niedrobnokomórkowym rakiem płuca, niezależnie od statusu PD-L1.

– Takie wskazania refundacyjne umożliwią również kwalifikację chorych, u których nie stwierdzono ekspresji PD-L1 n komórkach nowotworu. Szacuje się, że dotyczy to nawet 40% chorych – mówi dr Knetki-Wróblewska. 

Trzecia nowość na liście dotyczy drobnokomórkowego raka płuca w postaci ograniczonej. Refundacją objęto durwalumab jako leczenie konsolidujące po zakończonej jednoczasowej radykalnej chemioradioterapii. Tego rodzaju leczenie ma za zadanie utrwalić efekt wcześniejszej terapii i wydłużyć czas kontroli choroby. Wyniki badania ADRIATIC zmieniły dotychczasowy standard postępowania w tej grupie chorych, warto podkreślić, że przez wiele lat nie obserwowano istotnej poprawy wyników leczenia w tej populacji. 

Czwartym lekiem, który został uwzględniony w najnowszej liście jest adagrasib.  Doustny lek aktywny u chorych z niedrobnokomórkowym rakiem płuca i patogennym wariantem G12C w genie KRAS u których doszło do niepowodzenia wcześniejszego leczenia przeciwnowotworowego. To kolejne wskazanie dla terapii ukierunkowanych molekularnie — skutecznych jedynie u chorych, u których zidentyfikowano precyzyjnie określony czynnik predykcyjny. Warto zatem podkreślić istotne znaczenie diagnostyki molekularnej opartej na NGS, która powinna stanowić nieodłączny element diagnostyki prowadzonej przed kwalifikacja do leczenia chorych z zaawansowanym niedrobnokomórkowym rakiem płuca. 

Rak jelita grubego — immunoterapia w określonej grupie chorych

Nową opcją refundowaną będzie również skojarzenie niwolumabu z ipilimumabem w pierwszej linii leczenia pacjentów z zaawansowanym rakiem jelita grubego z potwierdzoną niestabilnością mikrosatelitarną wysokiego stopnia lub zaburzeniami mechanizmów naprawy uszkodzeń DNA typu niedopasowania, czyli tzw. MSI-H/dMMR.

To grupa chorych, u których biologia nowotworu wskazuje na szczególną rolę immunoterapii. W praktyce oznacza to, że wynik badania molekularnego może bezpośrednio decydować o wyborze leczenia już na początku terapii systemowej.

– W leczeniu raka jelita grubego coraz większe znaczenie ma nie tylko lokalizacja nowotworu, ale też jego profil molekularny. U pacjentów z MSI-H lub dMMR immunoterapia może być leczeniem szczególnie istotnym, ponieważ wykorzystuje specyficzną podatność biologiczną guza. To dobry przykład tego, jak diagnostyka molekularna przekłada się na realną decyzję terapeutyczną — mówi prof. Lucjan Wyrwicz kierujący Kliniką Onkologii i Radioterapii 

Skojarzona immunoterapia

W leczeniu dorosłych pacjentów z rakiem wątrobowokomórkowym refundacją zostanie objęte skojarzenie durwalumabu z tremelimumabem. To immunoterapia, której celem jest pobudzenie odpowiedzi układu odpornościowego przeciwko komórkom nowotworowym.

– Często rozpoznajemy chorobę w stadium choroby zaawansowanej. Skojarzona immunoterapia z wykorzystaniem durwalumabu z tremelimumabem daje lekarzom kolejne narzędzie, które może wspierać terapię u pacjentów z tym trudnym do leczenia nowotworem, w grupie chorych u których występują przeciwwskazania do powszechnie dziś stosowanego połączenia z udziałem terapii antyangiogennej  — kontynuuje prof. Wyrwicz. 

Rak wątrobowokomórkowy przez lata pozostawał jednym z trudniejszych obszarów leczenia systemowego. Nowe opcje terapeutyczne są szczególnie ważne w sytuacji, gdy choroba jest zaawansowana i leczenie miejscowe albo operacyjne nie jest możliwe lub nie jest wystarczające.

Immunoterapia będzie także dostępna dla pacjentek chorujących na raka endometrium. Refundacją zostanie objęty dostarlimab w pierwszej linii leczenia pierwotnie zaawansowanego lub nawrotowego raka endometrium z pMMR/MSS.

To ważna informacja, ponieważ w przypadku tego typu nowotworu, ocena statusu MMR/MSI staje się jednym z elementów planowania leczenia. Nowa refundacja oznacza poszerzenie dostępu do immunoterapii dla pacjentek z określonym profilem biologicznym choroby, u których leczenie systemowe jest potrzebne już na samym początku postępowania.

Intensyfikacja leczenia hormonalnego

Dla dorosłych pacjentów z przerzutowym, wrażliwym na kastrację rakiem gruczołu krokowego refundacją zostanie objęty darolutamid stosowany w skojarzeniu z terapią deprywacji androgenów. Deprywacja androgenów, czyli leczenie hamujące wpływ męskich hormonów płciowych na rozwój nowotworu, od lat pozostaje podstawą leczenia zaawansowanego raka gruczołu krokowego. Dodanie do niej tzw. Inhibitora szlaku receptora androgenowego jest formą intensyfikacji leczenia — ma na celu lepszą kontrolę choroby i opóźnienie jej dalszego postępu.

 Ta forma leczenia była już dostępna dla chorych  z przerzutowym rakiem gruczołu krokowego, ale dodanie do programu lekowego kolejnego leku z tej grupy pozwoli na większą indywidualizację leczenia oraz wybór leku najlepiej dopasowanego dla danego pacjenta z uwzględnieniem jego chorób współistniejących oraz przyjmowanych leków  – podkreśla prof. Jakub Kucharz, kierownik Oddziału Zachowawczego Kliniki Nowotworów Układu Moczowego .

Szpiczak plazmocytowy — nowa opcja od drugiej linii leczenia

W hematoonkologii nową refundowaną terapią będzie belantamab mafodotin w leczeniu opornego lub nawrotowego szpiczaka plazmocytowego już od drugiej linii terapii.

– Szpiczak plazmocytowy jest chorobą przewlekłą, w której u wielu pacjentów dochodzi do nawrotu choroby lub oporności czyli utraty odpowiedzi na wcześniejsze leczenie. Dlatego szczególne znaczenie mają kolejne skuteczne linie terapii. Objęcie refundacją belantamabu oznacza poszerzenie możliwości leczenia u chorych, którzy wymagają dalszego postępowania po wcześniejszych terapiach – mówi dr Agnieszka Druzd-Sitek z Kliniki Nowotworów Układu Chłonnego. W leczeniu szpiczaka kluczowy jest dostęp do nowoczesnych terapii już od wczesnych linii leczenia, co wiąże się z większą skutecznością, czyli możliwością uzyskania dłuższej remisji choroby — dodaje specjalistka.

Technologia o wysokim poziomie innowacyjności

Na liście znalazł się także toripalimab dedykowany leczeniu pacjentów z rakiem nosowej części gardła w przypadku nawrotu choroby po leczeniu radykalnym lub stwierdzeniu przerzutów odległych. To terapia wskazana jako technologia lekowa o wysokim poziomie innowacyjności.

– Rak nosowej części gardła należy do nowotworów rzadkich, ale klinicznie bardzo wymagających – wyjaśnia dr Bartosz  Spławski, Koordynator w Klinice Nowotworów Głowy i Szyi 

W takich chorobach dostęp do nowych terapii ma szczególne znaczenie, ponieważ liczba standardowych opcji leczenia bywa ograniczona.

-To dobra i potrzebna zmiana, ponieważ pacjenci z rzadkimi nowotworami rejonu głowy i szyi często mają mniej dostępnych opcji terapeutycznych niż chorzy na nowotwory występujące częściej. W takich sytuacjach każda decyzja refundacyjna poszerzająca dostęp do nowoczesnej terapii ma realne znaczenie: daje lekarzom dodatkowe narzędzie, a pacjentom większą szansę na skuteczniejsze leczenie. To korzyść nie tylko dla pojedynczego chorego, ale także dla całego systemu opieki, który dzięki takim decyzjom może lepiej odpowiadać na potrzeby pacjentów z rzadkimi rozpoznaniami — dodaje dr Spławski

Kierunek: leczenie coraz bardziej dopasowane do pacjenta 

Duża liczba nowych leków oraz obecność terapii onkologicznych w kolejnych aktualizacjach listy refundacyjnej pokazują, że onkologia pozostaje jednym z najdynamiczniej rozwijających się obszarów współczesnej medycyny. To także dowód na to, że postęp naukowy coraz szybciej przekłada się na konkretne możliwości leczenia dostępne dla pacjentów. Zmienia się również samo podejście do terapii — od leczenia opartego głównie na rozpoznaniu narządowym w stronę postępowania coraz lepiej dopasowanego do biologii choroby, wyników badań molekularnych i sytuacji klinicznej konkretnego pacjenta.

To kierunek, który realnie poszerza możliwości współczesnej medycyny. Więcej refundowanych terapii oznacza więcej scenariuszy leczenia, więcej decyzji podejmowanych z uwzględnieniem indywidualnych cech nowotworu i większą szansę na to, by pacjent otrzymał leczenie najbardziej odpowiednie na danym etapie choroby.

Warto dodać, że Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało również wdrażanie nowych rozwiązań cyfrowych w systemach gabinetowych, które podczas przepisywania leków refundowanych mają ułatwiać lekarzom dostęp m.in. do informacji o cenach, dostępnych zamiennikach, lekach poniżej limitu finansowania, lokalnej produkcji oraz statystykach. 

Źródło: NIO
Foto: NIO

Rodzice dzieci leczonych z powodu nowotworów spędzają w szpitalu tygodnie, a często nawet miesiące. We wrocławskim Przylądku Nadziei ruszyła akcja „Kawa dla Mam”, która ma pomóc opiekunom choć na chwilę odpocząć, zregenerować siły i lepiej radzić sobie z codziennym stresem. Jak podkreślają organizatorzy i psychologowie, nawet krótki moment wytchnienia może przełożyć się na lepsze wsparcie dziecka podczas leczenia.
24 godziny, 7 dni w tygodniu, przez 3 miesiące. Bez przerwy. Tyle czasu średnio spędza w szpitalu onkologicznym mama, która opiekuje się dzieckiem podczas leczenia. We wrocławskiej klinice onkologii dziecięcej Przylądek Nadziei ruszył projekt, który w prosty sposób pomaga rodzicom ograniczyć stres, wyciszyć emocje i dodaje energii do opieki. A to przekłada się na skuteczność leczenia dzieci.

Potrafisz sobie wyobrazić, co czuje rodzic, który musi oddać cały swój czas, energię i siłę małej, najważniejszej osobie na świecie? Mamy we wrocławskiej klinice onkologii dziecięcej Przylądek Nadziei USK robią to dosłownie każdego dnia. KAŻDEGO. Bo to SUPERmamy.

Ile jest takich mam? Każdego dnia w klinice przebywa około siedemdziesiątki dzieci i nastolatków. W ciągu roku jest ich w Przylądku Nadziei przeszło dwa tysiące. Każde z opiekunem. Najczęściej właśnie mamą, dla której również szpital staje się na długie tygodnie drugim domem. Jednak domu wcale nie zastępuje, a taka codzienność niesłychanie obciąża. Psychicznie, emocjonalnie i fizycznie.

– Dziecko w szpitalu onkologicznym spędza długie miesiące. Rodzicem, który jest cały czas przy nim, targają skrajne emocje. To ciągły stres, kryzysowa sytuacja, niepewność, zmęczenie i brak swojego miejsca, spokojnej przestrzeni – wylicza Anna Szymańska z Fundacji Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową. – Pobyt z dzieckiem w szpitalu jest jak cały czas na warcie, w trybie czuwania. To potrafi skrajnie wyczerpać i wypalić.

Dlatego Fundacja Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową od lipca ogłasza akcję KAWA DLA MAM. Energetyczny i uśmiechnięty projekt dodawania mamom sił, uzupełniania energii i fundowania… chwili dla siebie. Odrobiny oddechu, momentu przyjemności. Po prostu DOBREJ KAWY. 

Do projektu może dołączyć każdy. Zasada jest prosta. Wystarczy wejść na stronę internetową https://naratunek.org/kawa i dorzucić dowolną kwotę do trwającej od początku lipca zbiórki. Za zebrane pieniądze fundacja kupuje dobrej jakości ziarna i zaprasza przez cały dzień do kameralnego pomieszczenia, w którym pracownik fundacji serwuje mamom espresso, latte, cappuccino, kawę z mlekiem albo klasyczną czarną. Poświęci uwagę, znajdzie czas na rozmowę, wysłucha. Czasem wspólnie pomilczy.

Ładowanie baterii? Tak, to pomaga!

Jest tu teraz trochę jak w kameralnej, ale profesjonalnej kawiarence. W pokoiku Fundacji Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową na parterze Przylądka Nadziei stanął profesjonalny, kawiarniany ekspres, podarowany przez dystrybutora sprzętu gastronomicznego Primulator. Można przyjść o każdej porze, nawet kilka razy dziennie. Nie ma limitów, dla każdego wystarczy, a ceną jest uśmiech wdzięczności i chwila spokoju. Waluta, której w szpitalu potrzeba w każdych ilościach.

Z pozoru wyglądać to może na drobny gest. Jednak badania psychologiczne, publikowane w renomowanych czasopismach medycznych, jak Journal of Pediatric Psychology, Stress and Health czy Annals of Behavioral Medicine pokazują coś zupełnie innego.

Szpitalna praktyka każdego dnia w praktyce potwierdza te naukowe teorie. Od samego początku kilkadziesiąt mam dziennie korzystają z możliwości wypicia kubka kawy w towarzystwie innych rodziców, pracowników fundacji, a jeśli trzeba – również w samotności, wychodząc na krótki spacer do pobliskiego parku, a w tym czasie dzieckiem zajmuje się wolontariusz.

– Takie wyjście na kawę to bardzo fajny moment w ciągu dnia. Możemy na chwilę odetchnąć, porozmawiać o innych sprawach niż choroba naszego dziecka – opowiada Dagmara Bawarczyk, mama pięcioletniej Laury na filmiku opublikowanym na stronie fundacji.

– Możemy zebrać siły i odpocząć od codziennej i bardzo wyczerpującej opieki nad naszymi dziećmi – dodaje Justyna Bożek, mama 11-letniego Tytusa. – Żeby móc dać sto procent z siebie, potrzebujemy chwili przerwy. 

Potwierdzają to również pracownicy kliniki i psychologowie z rodzicami i dziećmi w Przylądku Nadziei. Opiekun, który ma możliwość choćby krótkiej regeneracji, skuteczniej radzi sobie ze stresem i może zapewnić dziecku stabilniejsze wsparcie. 

Uśmiechnięty rodzic to uśmiechnięte dziecko. W szpitalu też

Okazuje się, że chwila oddechu dla rodziców w szpitalu ma realną wartość terapeutyczną dla małego pacjenta. 

– Kiedy zaopiekujemy się rodzicem, mamą i tatą którzy każdego dnia są przy dziecku w szpitalu, to dziecko też będzie szczęśliwsze – wyjaśnia Anna Szymańska. – W szpitalu, jak nigdzie indziej, potrzebujemy rodziców, którzy będą dla dziecka stabilnym oparciem w każdej sytuacji. Kiedy dziecko jest przestraszone, coś je boli albo jest mu po prostu źle, rodzic jest tą osobą, która wysyła sygnał: jestem przy tobie, nie jesteś sam.

A żeby taki sygnał wysyłać bez przerwy, musi mieć energię. Fundacja zaprasza więc wszystkich do dołączenia do akcji. Kawę dla mam może ufundować każdy. A liczy się każda kwota. Nawet niewielka. Bo nawet jedna kawa to dla kogoś lepszy dzień. W szpitalu też.

Kawę dla mam z Przylądka Nadziei można ufundować tutaj: https://naratunek.org/kawa

Źródło: inf pras

Utrata krtani po leczeniu nowotworu oznacza dla wielu pacjentów nie tylko problemy z komunikacją, ale także utratę możliwości wyrażania emocji głosem. Polski startup Uhura Bionics pracuje nad sztuczną krtanią nowej generacji, która ma umożliwić osobom po laryngektomii naturalniejszą mowę, śmiech, śpiew i ciche rozmowy. Projekt zdobył wielomilionowe wsparcie z Funduszy Europejskich i przygotowuje się do wejścia na rynek międzynarodowy.
Czy technologia może przywrócić osobom po laryngektomii nie tylko możliwość mówienia, ale też swobodę wyrażania emocji? Nad takim rozwiązaniem pracuje Uhura Bionics – polski startup medtech rozwijający sztuczne krtanie nowej generacji. Firma, wsparta kilkumilionowym dofinansowaniem z programu Fundusze Europejskie dla Polski Wschodniej (FEPW), realizowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP), odnosi już także pierwsze sukcesy na rynku amerykańskim.
Ilość zachorowań na raka krtani rośnie

Według analizy opublikowanej w 2025 r. w BMC Cancer do 2050 r. globalna liczba nowych przypadków nowotworu krtani u mężczyzn może wzrosnąć o 72,5 proc., a liczba zgonów – o 81,3 proc. Choć choroba zdecydowanie częściej dotyka mężczyzn, prognozy wskazują na podobny trend także wśród kobiet: liczba nowych przypadków może zwiększyć się o niemal 70 proc., a liczba zgonów – o ponad 83 proc. To właśnie ten nowotwór odpowiada za większość operacji usunięcia krtani. Zabieg ten ratuje życie, ale trwale zmienia codzienne funkcjonowanie chorego, wiążąc się z utratą naturalnego głosu. Według badań po 12 miesiącach od całkowitej laryngektomii ponad 1/3 pacjentów spełniała kryteria klinicznej depresji.

Źródłem tego obciążenia nie jest wyłącznie sama choroba nowotworowa, ale także kumulacja jej trwałych konsekwencji. Po zabiegu usunięcia krtani pacjent musi nauczyć się na nowo mówić, połykać oraz funkcjonować w sytuacjach społecznych. Badania wskazują, że szczególnie obciążające psychicznie są trudności w komunikacji – lęk przed niezrozumieniem, problemy z rozmową w hałasie, przez telefon czy w pracy – a także poczucie utraty dawnej tożsamości oraz błędne przekonania o życiu po laryngektomii funkcjonujące w świadomości społecznej.

– W kulturze jest dużo złych przykładów – przekaz jest taki, że osoba z laryngofonem brzmi robotycznie, dziwnie. Przebywając w Stanach Zjednoczonych, bardzo często zauważałem także reklamy antynikotynowe, w których pojawiały się osoby po laryngektomii. Dlaczego w przestrzeni publicznej pokazuje się stomę – zwykły otwór w ciele służący do oddychania – jako coś odpychającego? Moim zdaniem to bardzo krzywdzący sposób reprezentacji, bo ludzie zaczynają bać się stomy i traktować ją jak coś wstydliwego. Osobom po laryngektomii zajmuje wiele lat, żeby się z tym pogodzić albo nie udaje im się to nigdy. Warto pokazywać takie osoby w zwykłych sytuacjach – nie przez pryzmat ich głosu – mówi Konrad Zieliński, cofounder i CEO Uhura Bionics.

Odzyskać głos

Ułatwienie porozumiewania się osobom po operacji usunięcia krtani jest kluczowe dla ich zdrowia psychicznego. Tego zadania podjął się Konrad Zieliński – cofounder i prezes startupu medtech Uhura Bionics, sam posługujący się sztucznym aparatem mowy. Zdiagnozowany z rakiem krtani w wieku 17 lat, przeszedł zabieg laryngektomii sześć lat później. Jego osobiste doświadczenia stały się motorem napędowym do zrewolucjonizowania rynku urządzeń ułatwiających komunikację.

– Podczas studiów prowadziłem badania nad różnymi obszarami z zakresu komunikacji – interesowało mnie zwłaszcza wszystko związane z mową. Uważam, że w kontekście porozumiewania się, intonacja, tempo i ton głosu są równie istotne jak same słowa. Wyrażanie emocji, które są czytelne właśnie poprzez wymienione elementy mowy, jest podstawą komunikacji – wspólne śmianie się, płakanie, życzenia, pytania. To najważniejsze pod względem emocjonalnym momenty życia – powiedzenie komuś bliskiemu „kocham cię” w sposób, który w pełni to uczucie wyrazi. Rozwiązania obecnie dostępne na rynku nie pozwalają osobom po zabiegu usunięcia krtani na pełną ekspresję emocjonalnych niuansów, śmiech, płacz czy śpiew. Chciałbym to zmienić – mówi Konrad Zieliński.

Z Ełku do San Francisco

Uhura Bionics powstało pod koniec 2022 roku. W ciągu kilku lat założona przez dwóch studentów – Konrada Zielińskiego i Marka Grzelca – spółka rozwinęła się w wielokrotnie nagradzany startup z planami globalnej ekspansji.

– Pierwsze kroki jako przedsiębiorcy stawialiśmy w programie PARP „Platformy startowe dla nowych pomysłów”. Dzięki tej współpracy mogliśmy ruszyć z projektem. Potem zdecydowaliśmy się aplikować o kolejne finansowanie poprzez PARP, które pomogło nam opatentować naszą innowacyjną sztuczną krtań Tik-Tak. Przełomowym momentem było uruchomienie własnej produkcji. Zauważyliśmy, że logopedzi czy lekarze zupełnie inaczej reagują, kiedy mamy produkt w pudełku, który można postawić na półce i sprzedać pacjentowi, niż kiedy mamy tylko pomysł w głowie – opowiada Konrad Zieliński.

Startup dopiero się rozpędza. Kolejne finansowanie w wysokości 2 milionów złotych, przyznane Uhura Bionics z Funduszy Europejskich dla Polski Wschodniej (FEPW), ma pomóc spółce w dalszym skalowaniu działalności. Równolegle Uhura Bionics rozwija relacje na rynku amerykańskim i uczestniczy w kalifornijskim ekosystemie startupowym. W ramach programu SF Startup Labs founderzy przygotowują się do wejścia na rynek USA, rozmów z inwestorami i funkcjonowania według standardów Doliny Krzemowej.

– Nasze urządzenia cieszą się sporym zainteresowaniem za granicą. Obecnie produkujemy 500 sztucznych krtani, które za pośrednictwem amerykańskiego partnera zostaną wprowadzone na globalne rynki – mówi Konrad Zieliński. – Jesteśmy doceniani także w Polsce – od lipca rozpoczynamy grant z ElevenLabs, ostatnio wygraliśmy Polish Startup Competition podczas Infoshare w Gdańsku, odnieśliśmy też sukces na Carpathian Startup Fest w Rzeszowie. Momenty, które jednak cieszą mnie równie mocno jak takie wyróżnienia, to interakcje z osobami po laryngektomii i ciekawość, jaką wykazują względem naszych produktów. Ostatnio byłem na kontroli w Poznaniu i trzy osoby podeszły do mnie, bo chciały dowiedzieć się, jak udaje mi się tak wyraźnie mówić. Pokierowałem je w stronę nowych rozwiązań. Wiem z własnego doświadczenia, że dobór odpowiedniego urządzenia potrafi odmienić życie – dodaje Konrad Zieliński.

„Chcę śpiewać!”

Konrad Zieliński jest rozpoznawalną postacią w środowisku laryngologicznym. Równolegle do kariery biznesowej rozwija także działalność naukową – w 2026 roku ukończy doktorat na Uniwersytecie Warszawskim. Podczas studiów badał codzienne sytuacje, z którymi stykają się osoby mówiące atypowo, a które mogą powodować trudności oraz stres.

– Głównym obszarem naukowym, którym się zajmuję, jest analiza interakcji. Najpierw stworzyłem dla siebie listę sytuacji, które są trudne i problematyczne, ale da się je rozwiązywać. To na przykład granie na gitarze i śpiewanie w nowej grupie znajomych, wspinanie się z liną i krzyczenie do partnera „daj mi więcej luzu na linie” czy pływanie na plaży z dzieckiem znajomych. Każda z tych sytuacji wymaga umiejętności przekazywania emocji poprzez mowę. Co za tym idzie, aby realnie pomóc osobom używającym aparatów mowy w pokonaniu tej bariery, potrzebne są rozwiązania, które wprowadzą opcję wyrażania uczuć przez głos. To nasza misja – podkreśla Konrad Zieliński.

Marzeniem Konrada, wywodzącym się z jego nastoletnich pasji, jest możliwość śpiewu. Cel został osiągnięty. Pod koniec 2026 Uhura Bionics wprowadzi na rynek sztuczną krtań nowej generacji pod nazwą Whitney – na cześć legendarnej amerykańskiej piosenkarki Whitney Houston. Na tle obecnie dostępnych urządzeń rozwiązanie wyróżnia się możliwością naturalnego odwzorowania intonacji i emocji, obsługą kobiecego głosu oraz funkcjami wykraczającymi poza samą mowę – umożliwia śmiech, śpiew i prowadzenie cichych rozmów.

– Razem z Gabi (Gabrielą Kołtun – przyp. red.), naszą Chief of Staff, a zarazem instruktorką śpiewu w studiu Vocalis, przygotowujemy koncert w Parku Bródnowskim 26 czerwca br. W jego trakcie wykonam trzy utwory przy użyciu Whitney, będzie to premiera tego urządzenia. Jestem bardzo podekscytowany – chodzę nawet na lekcje śpiewu! – mówi Konrad Zieliński.

Źródło: inf pras

Rak prostaty pozostaje najczęściej diagnozowanym nowotworem u mężczyzn w Polsce. Choć nowoczesne metody diagnostyki i leczenia są coraz szerzej dostępne, wielu pacjentów decyduje się na prywatną ścieżkę terapeutyczną, by uniknąć długiego oczekiwania. Jak wynika z najnowszego kosztorysu przygotowanego przez Pomagam.pl, całkowite wydatki związane z diagnostyką, leczeniem i rehabilitacją mogą sięgać nawet ponad 100 tys. zł, stając się ogromnym obciążeniem dla domowych budżetów.
Choć system publicznej opieki zdrowotnej oferuje nowoczesne rozwiązania, w realiach 2026 roku pacjenci nagle stają przed koniecznością ponoszenia gigantycznych kosztów z własnej kieszeni. Według zebranych danych, pełna prywatna ścieżka diagnostyczna i terapeutyczna – od pierwszych niepokojących wyników do powrotu do sprawności – może kosztować od kilku tysięcy do nawet ponad 100 000 zł w przypadku zaawansowanego stadium z przerzutami.

Czas to życie: Dlaczego pacjenci omijają kolejki NFZ?

Kluczem do pełnego wyleczenia raka stercza jest szybka diagnostyka. Podstawowe badanie PSA oraz wizyta u urologa na NFZ wymagają jednak wielomiesięcznego oczekiwania. Z tego powodu mężczyźni decydują się na ścieżkę prywatną. Prawdziwe schody finansowe zaczynają się przy podejrzeniu zmian złośliwych. Koszt nowoczesnej i precyzyjnej biopsji fuzyjnej (łączącej obraz rezonansu z USG w czasie rzeczywistym) wynosi obecnie od 3 400 do 7 000 zł, a badanie PET-CT to wydatek rzędu 3 000 – 6 000 zł.

Złotym standardem chirurgicznym jest obecnie prostatektomia radykalna z użyciem robota da Vinci. Choć od 2022 roku operacja ta znajduje się na liście refundacyjnej NFZ, limity i kolejki w publicznych szpitalach zmuszają pacjentów z agresywną postacią nowotworu do natychmiastowego działania w sektorze prywatnym. Koszt takiej operacji komercyjnej w 2026 roku waha się w granicach od 20 000 do 48 000 zł.

Ukryte koszty, o których nie mówią kliniki

Wydatki na samą operację lub radioterapię (której prywatny cykl kosztuje od 30 000 do 60 000 zł) to jedynie wierzchołek góry lodowej. Pacjenci zmagają się z tzw. kosztami ukrytymi życia z chorobą. Aż 50–80% mężczyzn po usunięciu prostaty cierpi na nietrzymanie moczu. Kluczowa dla powrotu do sprawności jest fizjoterapia dna miednicy w ciągu pierwszych 3 miesięcy po zabiegu.

Tymczasem średni czas oczekiwania na taką rehabilitację w ramach NFZ wynosi w niektórych regionach (np. w Krakowie) aż 267 dni. Pacjent, który nie może czekać, musi wydać od 1 500 do 5 000 zł za prywatny cykl sesji. Do tego dochodzą nierefundowane leki na zaburzenia erekcji (100–400 zł miesięcznie), wsparcie psychoonkologiczne (600–1 200 zł miesięcznie) oraz logistyka – dojazdy i zakwaterowanie w pobliżu dużych ośrodków onkologicznych mogą pochłonąć kolejne 8 000 zł.

– Z danych BIG InfoMonitor wynika, że 43% Polaków nie ma odłożonych nawet 10 000 zł. Oznacza to, że niemal co drugi pacjent i jego rodzina w momencie diagnozy stają przed dramatycznym wyborem: czekać w groźnych dla życia kolejkach albo szukać ratunku finansowego. Właśnie dlatego zbiórki w internecie stały się dla chorych tak ważne.                      

W kryzysowej sytuacji, kiedy liczy się każdy dzień, to właśnie zbiórka online okazuje się najszybszym i najbardziej przejrzystym sposobem na zebranie pieniędzy na leczenie – komentuje Katarzyna Kalińska z
portalu Pomagam.pl.

W odpowiedzi na rosnące koszty i luki w refundacjach (jak np. ograniczenia w sekwencyjnej nowoczesnej hormonoterapii czy utrudniony dostęp do terapii radioligandowej lutetem-177), Polacy masowo szukają pomocy poprzez zbiórki internetowe. Serwis Pomagam.pl pozwala na błyskawiczne i darmowe założenie zbiórki, z której pieniądze mogą być wypłacane wielokrotnie na bieżące wydatki – od biopsji, przez operacje, aż po rehabilitację i dojazdy. Dla pacjentów z agresywnymi postaciami raka, gdzie liczy się każdy tydzień, to często jedyna szansa na przeżycie.

 
Załóż darmową zbiórkę online: https://pomagam.pl/nowa-zbiorka

Źródło: inf pras

 – Oddział Terapii Izotopowej to pierwszy w Polsce tak nowoczesny ośrodek integrujący zaawansowaną diagnostykę obrazową z terapią radioizotopową i umożliwiający prowadzenie spersonalizowanego leczenia zgodnie z najnowszymi światowymi standardami teranostyki. To właśnie teranostyka, łącząca diagnostykę i terapię „szytą na miarę” dla konkretnego pacjenta, jest dziś jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się kierunków współczesnej onkologii – podkreśla prof. dr hab. n. med. Daria Handkiewicz-Junak, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach.
22 czerwca br. Narodowy Instytut Onkologii w Gliwicach oddał do użytku Oddział Terapii Izotopowej Zakładu Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej – kompleksowe centrum teranostyczne o strategicznym znaczeniu dla rozwoju nowoczesnej diagnostyki i leczenia nowotworów w Polsce. Inwestycja została zrealizowana w ramach Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (KPO), jako część projektu „Rozbudowa infrastruktury klinicznej medycyny nuklearnej, modernizacja wyposażenia diagnostycznego i rozszerzenie świadczeń chirurgii onkologicznej w leczeniu nowotworów ginekologicznych i narządu ruchu”.
 
 – Oddział Terapii Izotopowej to pierwszy w Polsce tak nowoczesny ośrodek integrujący zaawansowaną diagnostykę obrazową z terapią radioizotopową i umożliwiający prowadzenie spersonalizowanego leczenia zgodnie z najnowszymi światowymi standardami teranostyki. To właśnie teranostyka, łącząca diagnostykę i terapię „szytą na miarę” dla konkretnego pacjenta, jest dziś jednym z najbardziej dynamicznie rozwijających się kierunków współczesnej onkologii – podkreśla prof. dr hab. n. med. Daria Handkiewicz-Junak, kierownik Zakładu Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej w Narodowym Instytucie Onkologii w Gliwicach.

Zakład Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej NIO w Gliwicach od lat należy do najważniejszych ośrodków referencyjnych w Polsce i Europie. Jest wiodącym w Polsce ośrodkiem leczenia raka tarczycy, pod którego opiekę trafia rocznie ponad 5000 pacjentów. Posiada status centrum doskonałości nadawany przez Europejskie Towarzystwo Nowotworów Neuroendokrynnych (ENETS) oraz należy do grona europejskich ośrodków eksperckich współtworzących sieci ENDO-ERN i EURACAN, powołanych przez Komisję Europejską w celu zapewnienia najwyższej jakości opieki pacjentom z rzadkimi chorobami onkologicznymi i nowotworowymi.
 
Jednym z filarów tej jednostki jest nowoczesne zaplecze diagnostyczne, którego nie powstydziłby się żaden z czołowych ośrodków europejskich. Cyfrowe systemy SPECT/CT oraz PET/CT umożliwiają precyzyjne obrazowanie zmian nowotworowych, znacząco poprawiają jakość obrazowania, skracają czas badań oraz ograniczają dawkę promieniowania nawet o połowę, zwiększając bezpieczeństwo zarówno pacjentów, jak i personelu. Jakość wykonywanych badań PET/CT potwierdza certyfikat EARL (EANM Researcg Ltd.) stanowiący europejski standard zapewnienia jakości i porównywalności badań obrazowych pomiędzy wiodącymi ośrodkami medycyny nuklearnej. Technologie te działają jak medyczna nawigacja nowej generacji – pozwalają lekarzom nie tylko dokładnie lokalizować ogniska choroby, ale także oceniać aktywność biologiczną nowotworu, monitorować skuteczność terapii i precyzyjnie planować dalsze leczenie. Dzięki temu pacjenci zyskują dostęp do diagnostyki i leczenia na poziomie najlepszych europejskich centrów medycyny nuklearnej.
 
Oddział Terapii Izotopowej Zakładu Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej mieści się w specjalnie zaprojektowanym sześciokondygnacyjnym, w całości podpiwniczonym budynku o kubaturze ponad 28 tys. m sześc. i prawie 5 tys. m kw. powierzchni użytkowej, połączonym tunelem podziemnym i łącznikiem napowietrznym z budynkiem klinicznym. Znajdują się w nim nowoczesne gabinety lekarskie i zabiegowe wyposażone w wysokiej klasy aparaty USG, specjalistyczne strefy dla pacjentów oraz ciągi komunikacyjne zaprojektowane zgodnie z najwyższymi standardami bezpieczeństwa radiologicznego oraz sale chorych z 65 łóżkami. Powstała również nowoczesna pracownia izotopowa klasy II wyposażona m.in. w komorę laminarną ze zintegrowanym miernikiem aktywności, licznik promieniowania gamma oraz spektrometr masowy umożliwiający zaawansowaną analizę parametrów biologicznych i monitorowanie skuteczności terapii radioizotopowych.
 
Zrealizowany w Gliwicach przez Mostostal Zabrze projekt obejmuje również wdrożenie zaawansowanego systemu oczyszczania, uniemożliwiającego przedostanie się izotopów do środowiska. Dodatkowo zaplanowano odrębny system dostaw izotopów promieniotwórczych, ograniczający ich kontakt z głównymi ciągami komunikacyjnymi dla pacjentów i personelu.
 
Rozbudowa infrastruktury wzmacnia potencjał naukowy gliwickiego oddziału Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego.
Oddział Terapii Izotopowej Zakładu Medycyny Nuklearnej i Endokrynologii Onkologicznej stanie się miejscem rozwoju innowacyjnych terapii radioizotopowych oraz badań klinicznych, dzięki którym pacjenci zyskają dostęp do najnowocześniejszych metod leczenia dostępnych dotychczas jedynie  w wybranych ośrodkach Europy – podkreśla dr hab. n. med. Sławomir Blamek, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii w Gliwicach.
 
Powstające w Gliwicach centrum teranostyczne to nie tylko nowa infrastruktura i nowoczesny sprzęt. To jeden z najważniejszych kroków w rozwoju polskiej medycyny nuklearnej  i onkologii – inwestycja, która może zmienić sposób diagnozowania i leczenia nowotworów  w Polsce na kolejne dekady. Dzięki zastosowanym nowoczesnym rozwiązaniom gliwickie centrum będzie należało do jednych z najnowocześniejszych i najbezpieczniejszych ośrodków teranostycznych w Europie Środkowej.
 
Całkowity koszt projektu wyniósł ok. 145 mln zł. Z KPO Narodowy Instytut Onkologii w Gliwicach otrzymał na ten cel dofinansowanie w wysokości ok. 122,7 mln zł.

 
źródło: NIO-PIB w Gliwicach