Medicalpress
Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej poparło stanowisko Zarządu Głównego Związku Zawodowego Anestezjologów w sprawie projektu rozporządzenia Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z 15 stycznia 2026 r. dotyczącego wykazu grup zawodów, w których występują niedobory kadrowe. W centrum sporu znalazło się wpisanie anestezjologii i intensywnej terapii do grupy zawodów objętych priorytetowym rozpatrywaniem wniosków o zezwolenie na pracę i wizę dla lekarzy spoza Unii Europejskiej.
Samorząd lekarski wskazuje, że zawody medyczne wymagają szczególnych kwalifikacji. W przypadku lekarzy spoza UE konieczna jest nostryfikacja dyplomu, a sama ścieżka kształcenia specjalizacyjnego w Polsce należy do najdłuższych w Europie. Uzyskanie specjalizacji w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii w wielu państwach trwa około 2 lat, podczas gdy w Polsce proces ten zajmuje 6 lat. W ocenie samorządu oznacza to, że specjalizacje uzyskane poza UE nie mogą być uznawane bez pełnej weryfikacji.

Podkreślono również znaczenie znajomości języka polskiego na poziomie co najmniej B2. W specjalizacji, w której decyzje podejmowane są często w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia, precyzyjna komunikacja w zespole terapeutycznym ma fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa pacjentów.

Prezydium NRL oceniło, że wpisanie anestezjologii i intensywnej terapii do grupy zawodów objętych priorytetowym trybem rozpatrywania wniosków o pracę i wizę jest niezasadne. Argumentem ma być faktyczny brak osób spełniających wskazane kryteria, co w praktyce czyniłoby regulację przepisem martwym. Samorząd zwrócił także uwagę, że tego typu rozwiązania nie powinny powstawać bez wcześniejszych konsultacji z przedstawicielami środowiska lekarskiego.

W debacie pojawiają się również twarde dane. Z dokumentu Ministerstwa Zdrowia „Mapa potrzeb zdrowotnych na okres od 1 stycznia 2027 r. do 31 grudnia 2031 r.” wynika, że wskaźnik zastępowalności w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii jest dodatni i wynosi 397 w 2029 r., co oznacza prognozowaną poprawę sytuacji kadrowej w tej specjalizacji. Jeśli te prognozy się potwierdzą, teza o strukturalnym niedoborze może wymagać ponownej weryfikacji.

Istotnym kontekstem jest także realizowana reforma odwracania piramidy świadczeń, która prowadzi do zmniejszania liczby oddziałów zabiegowych w Polsce. To z kolei wpływa bezpośrednio na zapotrzebowanie na lekarzy anestezjologów. W ocenie samorządu lekarskiego okoliczności te powinny być brane pod uwagę przy planowaniu długofalowej polityki kadrowej.

Samorząd podkreśla jednoznacznie, że uproszczone ścieżki zatrudniania lekarzy spoza UE nie powinny mieć zastosowania wobec żadnej specjalizacji lekarskiej. W tle tej dyskusji nie chodzi wyłącznie o rynek pracy, ale o standardy bezpieczeństwa zdrowotnego i jakość kształcenia. Spór o anestezjologię jest więc w istocie sporem o to, jak państwo powinno reagować na realne potrzeby systemu, nie rezygnując z wysokich wymagań wobec zawodu lekarza.

Źródło: NIL

Trwająca reforma systemu refundacyjnego w ochronie zdrowia wywołuje coraz większe napięcia w środowisku lekarskim. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) ostro skrytykowało część propozycji zawartych w projekcie nowelizacji ustawy refundacyjnej. W opinii lekarzy planowane zmiany zagrażają dostępowi pacjentów do terapii oraz niepotrzebnie komplikują codzienną praktykę kliniczną. Czy ustawodawca weźmie pod uwagę głos środowiska medycznego?
W swoim stanowisku z 18 czerwca 2025 r. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) odniosło się do projektu ustawy o zmianie przepisów dotyczących refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego oraz wyrobów medycznych. Zdaniem samorządu lekarskiego niektóre zapisy mogą realnie ograniczyć dostęp pacjentów do leczenia refundowanego, a także zwiększyć obciążenia administracyjne dla lekarzy.

Szczególną krytykę środowiska medycznego wzbudził projektowany art. 6 ust. 2b ustawy refundacyjnej. Zgodnie z nim minister zdrowia mógłby wskazać specjalizacje lekarskie uprawnione do wystawiania recept na leki refundowane. W praktyce oznaczałoby to, że np. lekarz POZ mógłby nie być uprawniony do wypisania recepty na lek refundowany stosowany w leczeniu chorób specjalistycznych.

Refundacja to prawo pacjenta, nie przywilej lekarza – podkreśla Prezydium NRL, ostrzegając, że zmiany mogą wymusić na pacjentach konieczność umawiania wielu wizyt tylko po to, by uzyskać refundowaną receptę od lekarza konkretnej specjalizacji.

NRL przypomina również, że podobne ograniczenia obowiązywały w przeszłości w odniesieniu do recept na darmowe leki dla seniorów i dzieci, jednak po licznych protestach środowiska zostały zniesione w grudniu 2024 roku. Powrót do takiego modelu jest – zdaniem lekarzy – niezrozumiały.

Dodatkowe wątpliwości budzi planowane wprowadzenie obowiązku weryfikacji danych pacjenta i jego wcześniejszych recept w systemie informatycznym (art. 96a ust. 5a ustawy Prawo farmaceutyczne). Lekarze alarmują, że przepis ten nie uwzględnia specyfiki wystawiania recept dla siebie i najbliższej rodziny, a także może prowadzić do sytuacji, w której niemożność połączenia z systemem narazi lekarza na odpowiedzialność, mimo że działa w interesie pacjenta.

Samorząd podkreśla, że projekt ustawy pomija jeden z kluczowych postulatów lekarzy: automatyzację procesu refundacji i zdjęcie z lekarzy obowiązku oznaczania poziomu odpłatności. To – jak zauważa NRL – uprościłoby system i wyeliminowało błędy oraz nieporozumienia w codziennej praktyce.

Środowisko lekarskie apeluje do ustawodawcy o uwzględnienie zgłoszonych zastrzeżeń. Prezydium NRL wskazuje, że nadrzędnym celem powinno być uproszczenie procedur refundacyjnych i zapewnienie pacjentom równego, nieskrępowanego dostępu do terapii. W dobie cyfryzacji ochrona zdrowia potrzebuje systemowych rozwiązań, które wspierają – a nie obciążają – lekarzy i pacjentów.

Źródło: Naczelna Izba Lekarska (NIL)

Według danych NFZ, w I kw. br. wykonano świadczenia stomatologiczne za prawie 801 mln zł. To wzrost o 38,5% rdr. Do tego widać, że w ww. okresie w każdym Oddziale Wojewódzkim NFZ wykonano świadczenia na wyższą kwotę niż rok wcześniej. Największy przyrost odnotował Mazowiecki OW NFZ, tj. o ok. 46 mln zł. Natomiast w projektowanej zmianie planu na 2024 rok na leczenie stomatologiczne znajduje się suma 3,456 mld zł. To o 0,4% mniej niż w planie na 2023 rok i jednocześnie o 2,1% więcej, niż wyniosło ubiegłoroczne wykonanie.
Było ono o 2,5% mniejsze wobec założonego planu. Patrząc z kolei na kwoty, różnica wynosi ponad 85 mln zł. Eksperci komentujący te dane twierdzą, że ww. wzrost jest iluzoryczny. W ich ocenie, wynika on m.in. z tego, że właściwie usługi zostały lepiej rok do roku wycenione.

Jak wynika z danych przekazanych przez NFZ, dotyczących leczenia stomatologicznego, w I kw. br. wykonano świadczenia za prawie 801 mln zł. To o 38,5% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było to blisko 578 mln zł. Paweł Barucha, wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej, informuje, że ta kwota wynika nie z większej ilości świadczeń, a wręcz z mniejszej liczby znacznie lepiej płatnych zabiegów.

– W 2023 roku wprowadzono pakiety w stomatologii, co było poważną zmianą. Panował chaos ze względu na brak dodatkowego finansowania i przygotowania informatycznego. Według wyliczeń Ministerstwa Zdrowia, zmiany miały kosztować 400 mln zł. W trakcie dostosowywania do nowych warunków pozwolono na decydowanie przez regionalne oddziały NFZ o liczbie punktów na jeden etat. W niektórych oddziałach podniesiono ich liczbę, żeby pokryć zwiększoną wycenę, a inne jednostki zostały na niezmienionym poziomie. To właśnie spowodowało spadek ilości świadczeń – wyjaśnia ekspert z Naczelnej Rady Lekarskiej.

Natomiast dr n med. Piotr Przybylski z kliniki stomatologicznej Implant Medical stwierdza, że ww. wzrost jest z dużą pewnością efektem tego, że usługi zostały lepiej rok do roku wycenione. – Nie zapominajmy też o inflacji. Według wskaźników GUS-owskich, w całym 2023 roku ceny usług stomatologicznych wzrosły rok do roku o 14,4%. W kolejnych miesiącach może już nie być takich wzrostów, bo dynamika podwyżek spada. I to nie jest tylko czynnik krajowy, ale tendencja widoczna w całej Unii Europejskiej – zaznacza ekspert.

Z kolei wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej uzupełnia, że w ub.r. wzrosła liczba tzw. nadwykonań. – Oznacza to, że pacjenci byli przyjmowani z nadzieją, że NFZ zapłaci. Pamiętać też należy o stale zmniejszającej się liczbie gabinetów udzielających świadczeń w ramach NFZ. W końcówce 2023 roku przekazano na nadwykonania w stomatologii ok. 140 mln zł. Już wtedy stało się jasne, że bez znacznego wzrostu nakładów nie ma możliwości zabezpieczenia opieki stomatologicznej w ramach NFZ – przypomina Paweł Barucha.

Patrząc na bardziej szczegółowe dane, widać, że w I kw. br. w każdym Oddziale Wojewódzkim NFZ wykonano świadczenia na większą kwotę niż rok wcześniej. W przypadku Mazowieckiego OW NFZ mamy wzrost o ok. 46 mln zł (I kw. 2023 r. – 78,4 mln zł, I kw. 2024 r. – 124,4 mln zł), a Śląskiego OW NFZ – o 34,7 mln zł (odpowiednio – 55,9 mln zł i 90,6 mln zł).

– Dla mnie te dane nie są zaskoczeniem. Trzeba na to popatrzeć w taki sposób, że oba wyżej wskazane województwa należą do ścisłej czołówki tych, które mają największą liczbę ludności. Do tego są to regiony, gdzie widać największą rotację ludności – szczególnie wśród przyjezdnych osób. Stąd też naturalnym jest fakt, że właśnie na tego typu obszarach są zwiększone wydatki. I raczej poza tym nie doszukiwałbym się tutaj innych kwestii. A jeżeli już takie by się znalazły, to raczej byłyby one marginalne w tym kontekście – zauważa dr n med. Piotr Przybylski.

W projektowanej zmianie planu na 2024 rok na leczenie stomatologiczne znajduje się kwota 3,456 mld zł. To o 0,4% mniej, niż planowano na 2023 rok, kiedy było to 3,470 mld zł. I jednocześnie to o 2,1% więcej, niż wyniosło wykonanie w całym 2023 roku – 3,385 mld zł.

– Spadek środków na stomatologię w 2024 roku spowoduje znaczne zmniejszenie możliwości leczenia pacjentów w ramach NFZ. We wspomnianym rozporządzeniu wprowadzono nowe procedury bez pokrycia w środkach. Dosłownie wskazano 0 zł jako skutki finansowe. Stomatologia nie jest postrzegana jako niezbędna do utrzymania zdrowego społeczeństwa, chociaż już dawno udowodniono znamienny wpływ zdrowej jamy ustnej na cały organizm. Niestety, ale cofamy się. Zarzucono programy profilaktyczne i edukacyjne dla dzieci, co bardzo źle wróży na przyszłość – alarmuje wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Zdaniem eksperta z Implant Medical, powszechne ignorowanie znaczenia zdrowia jamy ustnej może skutkować rozwojem poważnych chorób w społeczeństwie, w tym nawet nowotworowych, a co więcej,  wykraczających poza szczękę. – Biorąc pod uwagę to, co dzieje się w gospodarce i szeroko pojętej ekonomii, należy wręcz mocno zwiększać wydatki na stomatologię. Sam wzrost środków wydanych na wykonane świadczenia jest marginalny i oczywiście niczego nie zmienia – podkreśla dr n med. Przybylski.

Do tego Paweł Barucha ostrzega, że zmniejszenie środków na stomatologię spowoduje spadek dostępności lekarzy dentystów dla pacjentów. – Od wielu lat obracamy się w granicach 2% ogólnego budżetu NFZ. Potrzebujemy 3,5-4%, by stomatologia publiczna przetrwała. Rozwój i najlepsze technologie wymagają większych pieniędzy. Od wielu lat nie zmieniła się wycena stomatologii ogólnej, dziecięcej czy ortodoncji. W kwietniu br. ukazał się projekt nowego rozporządzenia zmieniającego niektóre świadczenia, ale bez dodatkowych pieniędzy to czyni te zmiany bezprzedmiotowymi – przekonuje wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

Pewnym zaskoczeniem może być fakt, że wykonanie w 2023 roku było o 2,5% mniejsze niż wyniósł plan na 2023 rok. Patrząc na kwoty, różnica wynosi ponad 85 mln zł. Dla porównania, to więcej niż wykonanie w 2023 roku w Lubuskim OW NFZ (59,7 mln zł) czy Opolskim OW NFZ (61,2 mln zł).

– W przestrzeni publicznej mówi się, że NFZ wciąż przeznacza na leczenie stomatologiczne za mało środków. I ta dość powszechna opinia jest niestety prawdziwa. Fundusz stara się z nią walczyć, a przynajmniej tak to wygląda na pierwszy rzut oka. Tylko my stomatolodzy mamy wrażenie, że od dawna  nic się nie zmienia. Ciągle wszystkiego jest za mało. Mówiąc wprost, stomatologia na NFZ od wielu lat leży na łopatkach. Rządzący muszą sobie w końcu zdać sprawę z tego, że to jazda w jedną stronę, która finalnie źle się skończy dla społeczeństwa. Potrzeba oczywiście więcej pieniędzy, ale też kompleksowego oraz długoletniego planu szerokiego działania, zaspokającego społeczne oczekiwania. I tu nie chodzi o luksusy, ale o zdrowe podejście do tematu – podsumowuje dr n med. Piotr Przybylski.

źródło: Monday News
Czy lekarz pozostaje nadal tym najważniejszym ogniwem, samotną wyspą, a pozostałe zawody tylko tłem dla niego? Jak wykorzystać potencjał całego zespołu medycznego? – odpowiada Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

„Coraz bardziej zbliżamy się do modelu zespołu terapeutycznego. Coraz bardziej, jako lekarze, mamy poczucie, że jedna osoba w ochronie zdrowia niewiele znaczy i może. To współdziałanie z członkami innych zawodów medycznych daje optymalne efekty” – podkreślił prezes NRL.

Ważne, by pacjent zalecenia lekarskie wspierał odpowiednią dietą, aktywnością fizyczną czy też fizjoterapią. Na efekty leczenia pracuje cały zespół. W przeciwnym wypadku powstaje błędne koło, które nie prowadzi do tego, by pacjent w pełni wyzdrowiał. Dlatego lekarze są przekonani, że są tylko jednym z ogniw zespołu terapeutycznego. Pozostałe są równie ważne.

„Co z tego, że pacjent trafia na wizytę lekarską, gdy później nie stosuje się do zaleceń? Nie wspiera tego dietą, aktywnym trybem życia, fizjoterapią. Nie dostaje się na rehabilitację, nie ma wsparcia psychologicznego. Potem wraca do lekarza, który znowu ordynuje leki, ale bez wsparcia pozostałego personelu medycznego tego zdrowia nie przywrócimy pacjentowi” – zaznaczył prezes NRL.

Tegoroczny Kongres Wyzwań Zdrowotnych odbył się w dniach 9-10 marca br. w Katowicach i zgromadził setki menadżerów ochrony zdrowia, samorządowców, polityków, lekarzy, przedstawicieli biznesu i naukowców. Serwis Zdrowie był jednym partnerów medialnych Kongresu.

źródło: Serwis Zdrowie

Czy lekarz pozostaje nadal tym najważniejszym ogniwem, samotną wyspą, a pozostałe zawody tylko tłem dla niego? Jak wykorzystać potencjał całego zespołu medycznego? – odpowiada Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Rady Lekarskiej.

„Coraz bardziej zbliżamy się do modelu zespołu terapeutycznego. Coraz bardziej, jako lekarze, mamy poczucie, że jedna osoba w ochronie zdrowia niewiele znaczy i może. To współdziałanie z członkami innych zawodów medycznych daje optymalne efekty” – podkreślił prezes NRL.

Ważne, by pacjent zalecenia lekarskie wspierał odpowiednią dietą, aktywnością fizyczną czy też fizjoterapią. Na efekty leczenia pracuje cały zespół. W przeciwnym wypadku powstaje błędne koło, które nie prowadzi do tego, by pacjent w pełni wyzdrowiał. Dlatego lekarze są przekonani, że są tylko jednym z ogniw zespołu terapeutycznego. Pozostałe są równie ważne.

„Co z tego, że pacjent trafia na wizytę lekarską, gdy później nie stosuje się do zaleceń? Nie wspiera tego dietą, aktywnym trybem życia, fizjoterapią. Nie dostaje się na rehabilitację, nie ma wsparcia psychologicznego. Potem wraca do lekarza, który znowu ordynuje leki, ale bez wsparcia pozostałego personelu medycznego tego zdrowia nie przywrócimy pacjentowi” – zaznaczył prezes NRL.

Tegoroczny Kongres Wyzwań Zdrowotnych odbył się w dniach 9-10 marca br. w Katowicach i zgromadził setki menadżerów ochrony zdrowia, samorządowców, polityków, lekarzy, przedstawicieli biznesu i naukowców. Serwis Zdrowie był jednym partnerów medialnych Kongresu.

źródło: Serwis Zdrowie