Medicalpress

Najważniejsze jest partnerstwo i współpraca z zespołem medycznym. Lekarze nie zrobią wszystkiego sami – ogromna odpowiedzialność leży po stronie chorego. Bądźmy świadomymi partnerami w procesie leczenia – powiedziała dr hab. n. med. Dorota Kiprian, Profesor NIO – PIB, Kierownik Zakładu Radioterapii I, Naczelny Radioterapeuta w Narodowym Instytucie Onkologii.  Wyjaśniła również, co jest bezwzględnie zakazane podczas leczenia onkologicznego.

Radioterapia to – obok chirurgii i farmakoterapii – jeden z trzech filarów współczesnej onkologii. Promieniowanie jonizujące pozwala na precyzyjne niszczenie komórek nowotworowych przy coraz wyższym stopniu ochrony zdrowych tkanek. Szacuje się, że ta metoda znajduje zastosowanie u ponad połowy pacjentów onkologicznych. Mimo że podczas naświetlań chroni się dziś zdrowe tkanki, wokół radioterapii krąży wiele niebezpiecznych mitów. W rozmowie z dr hab. n. med. Dorotą Kiprian, Profesor NIO – PIB wyjaśniamy, jak w rzeczywistości wygląda proces kwalifikacji do zabiegu, jak radzić sobie ze skutkami ubocznymi oraz jaką rolę w powodzeniu leczenia odgrywa świadoma postawa samego pacjenta.

Na forach internetowych i grupach wsparcia można spotkać się z opiniami, że radioterapia to zabieg nadużywany, a skutki uboczne mogą być groźne – co powiedziałaby Pani pacjentom?

Radioterapia ratuje życie. Żaden lekarz nie podejmie decyzji o napromienianiu, jeśli nie wymaga tego sytuacja kliniczna – nic nie robi się na wyrost. Radioterapia bywa stosowana z zamiarem radykalnym, czyli jako główna metoda wyleczenia nowotworu, albo jako leczenie uzupełniające po zabiegach chirurgicznych (np. po operacji raka piersi, prostatektomii czy nowotworach głowy i szyi).

W decyzjach terapeutycznych kierujemy się międzynarodowymi standardami, które są co roku aktualizowane przez polskich ekspertów i dostosowywane do naszej rzeczywistości. Radioterapia sprawdza się także w chorobie przerzutowej – zmniejsza nacisk nowotworu i działa przeciwbólowo. Co ważne, w onkologii decyzji nie podejmuje jeden lekarz. O leczeniu decyduje interdyscyplinarny zespół specjalistów podczas wspólnych konsultacji.

Skąd zatem biorą się takie przekonania?

To niebezpieczne mity. Często powielają je osoby, które rezygnują z medycyny konwencjonalnej na rzecz metod alternatywnych. Niestety, tacy pacjenci trafiają do nas później w tak zaawansowanym stadium choroby, że nie jesteśmy już w stanie im pomóc.

Jednym z częstszych obaw jest sam zabieg. Czy radioterapia boli i czy pacjent po niej „promieniuje”? Powinien odizolować się od otoczenia?

Sam zabieg jest całkowicie bezbolesny. Pacjent po radioterapii nie jest radioaktywny i nie stanowi żadnego zagrożenia dla otoczenia. Zresztą zależność jest odwrotna – to otoczenie może być groźne dla pacjenta ze względu na jego obniżoną odporność.

Dzięki rozwojowi technologii precyzyjnie napromieniamy guz, oszczędzając zdrowe tkanki. Oczywiście, jak każda skuteczna procedura medyczna, radioterapia niesie ze sobą ryzyko działań niepożądanych – odczynów wczesnych i późnych.

Jak radzić sobie ze skutkami ubocznymi?

Kluczowe jest leczenie wspomagające, prehabilitacja, fizjoterapia oraz żywienie kliniczne. Odpowiednio dobrane wsparcie skraca okres rekonwalescencji i pozwala pacjentom przechodzić przez terapię w znacznie wyższym komforcie.

Zalecenia są jednak bardzo indywidualne i zależą od obszaru napromieniania. Inne zasady i pielęgnacja obowiązują przy nowotworach głowy i szyi, inne przy klatce piersiowej, a jeszcze inne przy narządach miednicy mniejszej.

O czym sam pacjent musi pamiętać w trakcie leczenia?

Najważniejsze jest partnerstwo i współpraca z zespołem medycznym. Lekarze nie zrobią wszystkiego sami – ogromna odpowiedzialność leży po stronie chorego. Bądźmy świadomymi partnerami w procesie leczenia.

Bezwzględnie zakazane jest palenie papierosów i picie alkoholu – podrażniają one błony śluzowe i znacznie nasilają odczyny popromienne. Należy rygorystycznie przestrzegać zaleceń dotyczących pielęgnacji skóry, błon śluzowych i dedykowanej diety.

Warto też dbać o stały kontakt z lekarzem POZ, który powinien być włączony w opiekę nad pacjentem onkologicznym i monitorować ewentualne późne powikłania.

Narodowy Fundusz Zdrowia podpisał pierwsze umowy z placówkami, które będą wykonywać bezpłatną niskodawkową tomografię komputerową w ramach nowego programu profilaktyki raka płuca. Pierwsi pacjenci mają skorzystać z badań w drugiej połowie października. Do programu będzie można zgłosić się bez skierowania.

Nowy program profilaktyki raka płuca zaczyna działać w praktyce. We wrześniu oddziały Narodowego Funduszu Zdrowia we wszystkich województwach ogłosiły konkursy dla placówek zainteresowanych jego realizacją. Teraz Fundusz poinformował o podpisaniu pierwszych umów. Obowiązują one od 1 października 2026 roku.

Pierwsze placówki wyłoniono w województwach małopolskim, świętokrzyskim i wielkopolskim. NFZ zapowiada, że lista będzie sukcesywnie rozszerzana wraz z rozstrzyganiem kolejnych konkursów.

– Dążymy do zabezpieczenia tych świadczeń we wszystkich województwach. Chcemy zakontraktować co najmniej 32 placówki, ale nie wykluczamy, że będzie ich więcej – zapowiada Paweł Florek, dyrektor Biura Komunikacji Społecznej i Promocji w Centrali NFZ.

Pierwsi pacjenci mają móc zgłaszać się na badania w drugiej połowie października 2026 roku. Program docelowo ma być dostępny w całym kraju.

Kto będzie mógł skorzystać z bezpłatnego badania?

Podstawowym badaniem wykonywanym w ramach programu będzie niskodawkowa tomografia komputerowa klatki piersiowej (NDTK). To badanie wykorzystywane do wykrywania zmian w płucach na wczesnym etapie, kiedy choroba może jeszcze nie powodować żadnych charakterystycznych objawów.

Program jest skierowany przede wszystkim do osób z wieloletnią historią palenia tytoniu. Zakwalifikować mogą się:

Paczkolata pozwalają określić łączną ekspozycję na dym tytoniowy. Jedno paczkorok oznacza palenie jednej paczki, czyli 20 papierosów dziennie przez rok. Osoba paląca paczkę dziennie przez 20 lat ma więc historię 20 paczkolat. Taki sam wynik dotyczy osoby, która paliła dwie paczki dziennie przez 10 lat.

Bez skierowania i bez opłat

Do programu nie będzie potrzebne skierowanie od lekarza. Osoba spełniająca kryteria będzie mogła zgłosić się bezpośrednio do placówki posiadającej umowę z NFZ na jego realizację.

Badania będą bezpłatne. Co istotne, świadczenia w programie są nielimitowane – NFZ ma zapłacić za każde prawidłowo wykonane badanie u osoby spełniającej kryteria kwalifikacji.

Lista placówek będzie dostępna w wyszukiwarce NFZ „Gdzie się leczyć” i aktualizowana wraz z podpisywaniem kolejnych umów.

Nie we wszystkich województwach program wystartuje jednocześnie

Uruchamianie programu będzie odbywać się stopniowo. W części województw postępowania konkursowe nadal trwają, a w niektórych NFZ musi je powtórzyć.

Dotyczy to m.in. województw dolnośląskiego, opolskiego i podlaskiego. Według NFZ w tych regionach program prawdopodobnie rozpocznie się w listopadzie. W województwie opolskim do pierwszego konkursu zgłosiła się jedna placówka, ale nie spełniła wymaganych warunków.

Placówki chcące realizować program muszą spełnić określone wymagania dotyczące m.in. sprzętu i wykwalifikowanej kadry medycznej.

Dlaczego niskodawkowa tomografia jest tak ważna?

Rak płuca pozostaje w Polsce najczęstszą przyczyną zgonów z powodu nowotworów. Według przytoczonych przez NFZ danych Krajowego Rejestru Nowotworów w Polsce odnotowuje się około 20,7 tys. nowych zachorowań rocznie, a około 26 tys. osób umiera z powodu raka płuca. Z paleniem tytoniu związanych jest 85–90 proc. zachorowań. NFZ wskazuje również na prognozy, według których w 2029 roku liczba zachorowań może sięgnąć około 32,5 tys.

Jednym z największych problemów pozostaje późne rozpoznawanie choroby. Rak płuca we wczesnych stadiach może przez długi czas nie powodować charakterystycznych dolegliwości. Właśnie dlatego program kierowany jest do osób, które ze względu na wiek i historię palenia mają zwiększone ryzyko zachorowania.

– Wczesne wykrycie zmian nowotworowych jest bardzo ważne, ponieważ znacznie zwiększa szanse na skuteczne leczenie. Po to właśnie resort zdrowia włączył niskodawkową tomografię komputerową do bezpłatnych programów profilaktycznych finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia – podkreśla lek. Michał Dzięgielewski z Centrali NFZ

Źródło: NFZ

Polacy dość dobrze oceniają ogólny stan swojego zdrowia, ale ich odpowiedzi na pytania o szczegóły dotyczące dobrostanu psychicznego i zdrowych nawyków wskazują na szereg problemów – wynika z raportu PZU Zdrowie. 80 proc. badanych deklaruje, że przynajmniej od czasu do czasu odczuwa przewlekłe zmęczenie, w tym 28 proc. twierdzi, że to częste odczucie. Najgorzej swoją kondycję psychiczną oceniają młode pokolenia. Choć Polacy mają coraz większą świadomość zdrowotną, 15 proc. badanych na przestrzeni ostatniego roku nie wykonało żadnego badania profilaktycznego.

– Zdrowie jest jednym z najważniejszych elementów życia Polaków, dlatego wszyscy chcemy wiedzieć, jak ono wygląda. W PZU Zdrowie przygotowaliśmy na ten temat specjalny raport, który dotyczył ponad tysiąca Polaków. 64 proc. z nich ocenia swój stan zdrowia jako dobry i bardzo dobry – mówi w rozmowie z agencją Newseria Czesław Ducki, członek zarządu PZU Zdrowie, współautor raportu.

Według raportu PZU Zdrowie „Epidemia zmęczenia. Polacy nie mają czasu na zdrowie” młodsze pokolenie zdecydowanie częściej deklaruje bardzo dobry stan zdrowia. W grupach 18–24 i 25–29 lat jest to odpowiednio 24 proc. i 23 proc. Ich ocena zdrowia fizycznego jest lepsza niż ocena dobrostanu psychicznego. Jako zły lub bardzo zły określa go 18 proc. w grupie 18–24 lat, a jako dobry lub bardzo dobry – 32 proc.

Odwrotnie jest wśród osób starszych. Respondenci po 60. roku życia najrzadziej deklarują bardzo dobry stan zdrowia (4 proc.), ale jednocześnie najczęściej pozytywnie oceniają swoją kondycję psychiczną (74 proc.).

– Młode pokolenie ma znacznie gorszy dobrostan psychiczny i tutaj widać dużą zmianę in minus. Częściej mają problemy w sferze mentalnej, ale częściej też korzystają z pomocy profesjonalistów, co jest dobrym sygnałem – uważa Czesław Ducki.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy z pomocy psychologa, psychoterapeuty lub psychiatry korzystał co piąty Polak (21 proc.). W grupach 18–24 lat, 25–29 lat oraz 30–39 lat odsetek ten wyniósł kolejno 29 proc., 32 proc. i 33 proc., podczas gdy wśród osób po 60. roku życia tylko 9 proc. 

Jak wskazuje badanie PZU Zdrowie, nawet dobra deklarowana kondycja nie oznacza braku problemów z energią, stresem czy regeneracją.

– Jako Polacy gorzej oceniamy zdrowie psychiczne niż fizyczne, ale zdrowie to nie tylko brak choroby lub jej nasilenie. To również ryzyko jej wystąpienia, które będzie miało konsekwencje w kolejnych latach. Jeżeli popatrzymy na te parametry głębiej, na środowisko, w jakim żyjemy, stres, przemęczenie, zaburzenia, smutek, ta sytuacja wygląda już znacznie gorzej – podkreśla członek zarządu PZU Zdrowie. – Powinniśmy patrzeć na zdrowie szerzej. To jest też poziom naszego komfortu życia, jeżeli chodzi o sen czy naszą kondycję psychiczną. Nie da się rozpatrywać zdrowia jako fizycznego i psychicznego. Nasza fizykalność wpływa na naszą psychikę i odwrotnie.

W ciągu ostatnich trzech miesięcy 80 proc. Polaków deklarowało odczuwanie przewlekłego zmęczenia przynajmniej co jakiś czas, w tym 28 proc. często. Tylko 18 proc. badanych przyznało, że w tym okresie go nie odczuwało.

W grupie osób aktywnych zawodowo często obserwowane są stres, przemęczenie i trudności związane z zachowaniem równowagi między pracą a życiem prywatnym. Co trzeci badany pracownik deklaruje, że odczuwa stres związany z pracą co najmniej kilka razy w tygodniu, a 68 proc. przyznaje, że co najmniej czasami pracuje mimo choroby lub złego samopoczucia, które uzasadniałyby odpoczynek lub zwolnienie lekarskie. Jednocześnie dwie trzecie pracowników deklaruje, że doświadcza symptomów wypalenia zawodowego przynajmniej od czasu do czasu.

– To jest bardzo poważny sygnał alarmowy dla nas wszystkich. Przewlekłe zmęczenie i stres przekładają się na nasze zdrowie fizyczne i psychiczne, często to jest kwestia wielu lat, zanim nastąpią objawy choroby – podkreśla Czesław Ducki. – Powinniśmy się zatrzymać, zastanowić się i mieć świadomość, że przewlekłe zmęczenie jest czymś bardzo negatywnym, również w sensie medycznym. Będzie się przyczyniało do powstawania chorób albo nasilało te już występujące.

Respondenci najczęściej śpią 6–7 godzin na dobę (39 proc.) lub między 7 a 8 godzin (28 proc.). Jednocześnie co czwarty badany przesypia nie więcej niż 6 godzin na dobę. Sen trwający ponad 8 godzin deklaruje tylko 7 proc. osób.

– Bardzo ważna jest aktywność fizyczna, która wspiera nasze zdrowie, zmniejsza stres i pozwala odreagować napięcia. Istotne jest też budowanie pozytywnych relacji społecznych. W poszczególnych grupach wiekowych jest to niełatwe. To na pewno jest wyzwanie dla młodych osób, które są bardziej narażone na przewlekłe zmęczenie – wyjaśnia Czesław Ducki.

Zdrowotne obawy Polaków skupiają się głównie wokół chorób, które kojarzą się z najpoważniejszymi konsekwencjami dla życia i codziennego funkcjonowania. Największy niepokój budzą nowotwory (40 proc.). Na drugim miejscu znajduje się utrata sprawności i samodzielności w starszym wieku (33 proc), a podium zamykają choroby serca i układu krążenia (30 proc.).

– Profilaktyka jest jednym z najważniejszych elementów dbania o zdrowie. Co istotne, mamy coraz większą świadomość znaczenia profilaktyki dla naszego zdrowia. Już duża część Polaków wie, że trzeba się badać i to jest dobre dla ich zdrowia w perspektywie długoterminowej – wymienia członek zarządu PZU Zdrowie.

Najczęściej wykonywanym badaniem profilaktycznym wśród Polaków są badania krwi (63 proc.). Jednocześnie 15 proc. badanych deklaruje, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy nie wykonało żadnego z takich badań.

– Profilaktyka ma sens wtedy, kiedy czujemy się zdrowi i nic nam nie dolega. Zależy nam na tym, aby przy zgłaszaniu się na badania diagnostyczne wyłapywać jak najmniejsze zmiany, bo wtedy możemy pójść w głębszą diagnostykę i pokierować pacjenta do konkretnego specjalisty. Wtedy leczenie jest najskuteczniejsze – przypomina Anna Nikołajew-Diak, pielęgniarka i koordynatorka ds. położnictwa w PZU Zdrowie. – W profilaktyce największe znaczenie ma pierwszy kontakt. Bardzo często są nim pielęgniarki i położne. To my częściej widzimy pacjenta niż lekarz i jesteśmy w stanie wyłapać więcej problemów zdrowotnych.

Największymi barierami, które utrudniają wykonywanie badań profilaktycznych, są długi czas oczekiwania na wizytę lub badanie (32 proc.), koszty badań (31 proc.) oraz trudny dostęp do specjalistów (30 proc.). Wśród czynników zniechęcających do wykonywania badań profilaktycznych respondenci wymieniali również brak czasu (20 proc.) i obowiązki zawodowe (10 proc.).

– Z raportu jednoznacznie wynika, że dużą barierą jest dostępność do służby zdrowia. Dlatego zakup pakietów profilaktycznych przez pracodawcę jest bardzo dobrym krokiem. Drugim jest to, co część pracodawców robi, czyli udziela kilku godzin urlopu na badania, żeby pracownik mógł je wykonać w godzinach pracy. To jest bardzo korzystne dla pracownika, ale też w długiej perspektywie dla pracodawcy – tłumaczy Czesław Ducki.

40 proc. badanych uważa, że ich pracodawca dba o zdrowie pracowników, natomiast 41 proc. jest odmiennego zdania. Pracownicy oczekują od pracodawców większego zaangażowania w obszarze zdrowia, szczególnie poprzez rozwój profilaktyki, dodatkowe dni wolne związane ze zdrowiem, wsparcie psychologiczne czy opiekę medyczną dla członków rodziny.

– Nie wolno odkładać profilaktyki na tak zwane jutro. Jutro też będziemy mieć pełny grafik, nie będziemy mieć czasu, natomiast zdrowie nie poczeka. Jako pacjenci powinniśmy się interesować tym, co się dzieje, możemy zgłosić się do programu profilaktycznego, zapytać, będąc przy okazji w przychodni niekoniecznie we własnej sprawie, co jest dla nas dedykowane – radzi Anna Nikołajew-Diak.

Najsilniejszą motywacją do wykonywania badań profilaktycznych jest chęć kontrolowania stanu zdrowia (46 proc.), a jej znaczenie rośnie wraz z wiekiem. Dla młodszych ankietowanych większe znaczenie mają historia chorób w rodzinie, informacje znalezione w mediach oraz wsparcie bliskich. Starsi kierują się natomiast głównie zaleceniami lekarza i własnymi doświadczeniami zdrowotnymi.

– Jeśli zbudujemy wśród młodych osób pozytywne nastawienie do badania się, to jest szansa, że oni później przekażą to dalej swoim dzieciom, osobom z rodziny. W ten sposób będziemy budować wielopokoleniowe pozytywne nastawienie do zdrowia – podkreśla pielęgniarka i koordynatorka ds. położnictwa w PZU Zdrowie. 

Publikacji raportu „Epidemia zmęczenia. Polacy nie mają czasu na zdrowie” – dostępnego na stronie pzuzdrowie.pl – towarzyszyła akcja „Pociąg do Zdrowia” realizowanej przez PZU Zdrowie na dworcach kolejowych w pięciu miastach Polski.  

– W ramach akcji w ciągu jednego dnia przebadaliśmy ok. 700 osób. Mogły one skorzystać z porady specjalistów, kardiologa, dermatologa, ale też pielęgniarki czy dietetyka, mogły wykonać badanie EKG, zbadać poziom glukozy, cholesterolu czy witaminy D – podkreśla członek zarządu PZU Zdrowie. – W ciągu jednego dnia wśród badanych odnieśliśmy ewidentne korzyści. Wykryto jedną chorobę serca u dziecka, dwie osoby miały podejrzenie poważnej choroby onkologicznej i zostały skierowane do dalszej diagnostyki. Wiele zbadanych osób miało negatywne parametry i skierowaliśmy je do dalszego leczenia.

Źrodło: Newseria

Naukowcy z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu i Uniwersytetu Wrocławskiego sprawdzili, jak pięć związków pochodzenia naturalnego działa na komórki włókniakomięsaka i prawidłowe komórki mięśniowe. Najkorzystniejszy wynik w przeprowadzonych badaniach uzyskano dla kurkuminy. To jednak wczesny etap badań, a nie dowód skuteczności leczenia u ludzi.

Zespół porównał kurkuminę, berberynę, biochaninę A, kukurbitacynę E oraz CAPE, związek występujący w propolisie. Badacze sprawdzali, czy substancje silniej oddziałują na komórki nowotworowe niż na prawidłowe oraz jak wpływają na ich metabolizm i zdolność do podziału. Przeprowadzili też wstępną ocenę toksyczności.

Co dzieje się z komórkami mięsaka?

Jednym z punktów odniesienia był szlak NF-κB, który pomaga komórkom reagować na stres i reguluje m.in. procesy zapalne.

– NF-κB działa trochę jak centralny przełącznik, który zbiera sygnały stresu komórkowego i decyduje o tym, czy komórka uruchomi program zapalny, będzie walczyć o przetrwanie, czy zmieni swój metabolizm – wyjaśnia prof. Julita Kulbacka z Katedry i Zakładu Biologii Molekularnej i Komórkowej UMW.

W badanych komórkach włókniakomięsaka związki zakłócały pracę mitochondriów, które dostarczają komórkom energię. Spadek jej poziomu był większy niż w prawidłowych komórkach mięśniowych. Wszystkie pięć substancji wywoływało też cechy starzenia komórkowego: komórki traciły zdolność do dalszego podziału. Najsilniejszy taki efekt zaobserwowano po zastosowaniu kurkuminy.

Wynik trzeba zestawić z bezpieczeństwem

W testach na komórkach kurkumina i CAPE szczególnie wyraźnie oddziaływały na włókniakomięsaka. Sam taki wynik nie wystarcza jednak do oceny potencjału substancji. Dlatego naukowcy sprawdzili również ich toksyczność w prostym modelu z użyciem larw barciaka większego. Najlepiej tolerowane były berberyna i kurkumina. CAPE oraz kukurbitacyna E powodowały większą śmiertelność, a biochanina A okazała się najbardziej toksyczna.

– Nasze wyniki pokazują, że badane związki potrafią wybiórczo obciążać komórki nowotworowe, zaburzając ich metabolizm i pracę mitochondriów w większym stopniu niż komórki prawidłowe. Najbardziej zrównoważony profil miała kurkumina – podkreśla badaczka.

To jeszcze nie leczenie

Badania prowadzono na zwierzęcych liniach komórkowych i larwach. Wyniki wskazują, które substancje warto analizować dalej, ale nie oznaczają, że można je stosować w leczeniu mięsaka.

– Na razie dysponujemy wynikami badań laboratoryjnych i wstępnych testów na larwach barciaka. Kolejnym krokiem są bardziej zaawansowane modele in vivo oraz doprecyzowanie mechanizmu, dawkowania i formy dostarczania substancji – zaznacza prof. Kulbacka.

Materiał powstał na podstawie publikacji: Justyna Radzka i in., „Modulation of NFκB Signaling by Natural Compounds in Sarcoma and Normal Muscle Models”, International Journal of Molecular Sciences, 2026, 27(11), 5025.

Źródło: inf pras

Jak zmniejszyć liczbę osób, które w ogóle zachorują na nowotwór? To pytanie znalazło się w centrum The 2nd European Summit on Cancer Prevention and Control, który odbył się w Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie. Eksperci z Polski i Europy dyskutowali o działaniach, które mogą ograniczać ryzyko zachorowania w całych populacjach – od walki z uzależnieniem od tytoniu i nikotyny, przez szczepienia przeciw HPV i badania przesiewowe, po przeciwdziałanie otyłości. Podkreślano, że skuteczna profilaktyka wymaga nie tylko indywidualnych wyborów, ale także trwałych rozwiązań systemowych.

Przy jednym stole spotkali się eksperci zdrowia publicznego, klinicyści, badacze i osoby odpowiedzialne za kształtowanie polityk zdrowotnych, m.in. z WHO Europe, Parlamentu Europejskiego, organizacji zajmujących się kontrolą tytoniu oraz Narodowego Instytutu Onkologii.

Ta różnorodność jest istotna, ponieważ profilaktyka nowotworów nie jest wyłącznie zadaniem lekarza ani wyłącznie odpowiedzialnością pojedynczego człowieka. Wymaga równoczesnego działania edukacji, zdrowia publicznego, ustawodawcy i systemu ochrony zdrowia – podkreśla prof. Paweł Koczkodaj, współorganizator konferencji i kierownik Pracowni Prewencji Pierwotnej i Polityki Zdrowotnej Instytutu.

Wśród gości wydarzenia znaleźli się znakomici goście, w tym m.in. Jolanta Sobierańska-Grenda, Minister Zdrowia, Monika Wielichowska, Wicemarszałkini Sejmu RP, Adam Jarubas, poseł do Parlamentu Europejskiego, Wioleta Tomczak, wiceprzewodnicząca sejmowej Komisji Zdrowia, Marek Augustyn, wiceprezes Narodowego Funduszu Zdrowia, Michał Chrobot, dyrektor Departamentu Opieki Koordynowanej w Ministerstwie Zdrowia, Rafał Tarłowski, Senior Advisor for the Healthcare Sector w Ambasadzie Danii w Polsce, prof. Marek Svoboda, dyrektor generalny Masaryk Memorial Cancer Institute, oraz Kristina Mauer-Stender z WHO Regional Office for Europe.

Spotkanie otworzyła dr hab. n. med. Beata Jagielska, Dyrektor NIO.

Zdrowie publiczne potrzebuje nie tylko dobrych strategii, lecz także odważnych i zaangażowanych ludzi, którzy potrafią przełożyć wiedzę na działanie. Takie spotkania jak dzisiejsze pozwalają łączyć doświadczenie z nową energią, budować współpracę i wypracowywać rozwiązania, które mogą prowadzić do rzeczywistej zmiany. W profilaktyce właśnie ta zdolność do konsekwentnego działania ma szczególne znaczenie – mówiła ekspertka.

Kontynuacja debaty rozpoczętej podczas polskiej prezydencji w Radzie UE

Summit rozwija działania rozpoczęte w NIO w 2025 r. Wraz ze startem polskiej prezydencji w Radzie Unii Europejskiej, Instytut wspólnie z Ministerstwem Zdrowia zorganizował wówczas konferencję „Towards a Cancer-Free Europe: Strengthening Cancer Prevention Strategies”, która otworzyła debatę o przyszłości europejskiej prewencji nowotworowej. 27 maja 2025 r., wraz z końcem kadencji, odbył się w NIO pierwszy European Summit on Cancer Prevention and Control – inaugurujący nową platformę współpracy i koordynacji działań profilaktycznych. Dyskutowano m.in. o przyszłości badań przesiewowych, polityce zdrowotnej i włączaniu prewencji do strategii krajowych oraz unijnych. Współpraca z partnerami europejskimi i Międzynarodową Agencją Badań nad Rakiem (IARC) stała się również przyczynkiem do przygotowania kolejnej edycji szczytu.

Uwagę na znaczenie kontynuowania europejskiego dialogu zwróciła Minister Zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda.

Profilaktyka nowotworów jest jedną z najważniejszych inwestycji w zdrowie społeczeństwa – ratuje życie, zmniejsza nierówności zdrowotne i pozwala lepiej wykorzystywać zasoby systemu ochrony zdrowia. Cieszę się, że dialog rozpoczęty w Polsce podczas prezydencji w Radzie Unii Europejskiej jest dziś kontynuowany wspólnie przez ekspertów, decydentów i przedstawicieli społeczeństwa obywatelskiego z całej Europy – mówiła Minister Zdrowia.

Również Adam Jarubas podkreślał, że ciągłość europejskiej współpracy ma znaczenie kluczowe, ponieważ profilaktyka wymaga długofalowego zaangażowania politycznego i praktycznych działań.

Europa nie może walczyć z rakiem wyłącznie poprzez leczenie. Musimy zapobiegać większej liczbie nowotworów, zanim się rozwiną. Wykorzystajmy ten szczyt, aby przekuć wiedzę w działanie, a dobre pomysły w skuteczne rozwiązania. Współpracując, możemy budować zdrowszą i bardziej sprawiedliwą Europę dla przyszłych pokoleń – mówił poseł PE.

Tytoń, HPV i otyłość

Program wydarzenia koncentrował się na obszarach, w których konsekwentne działania mogą realnie ograniczać liczbę zachorowań na nowotwory: używaniu tytoniu i uzależnieniu od nikotyny, nowotworach związanych z HPV oraz otyłości.

Pierwszy blok rozmów poświęcono doświadczeniom Polski i innych państw europejskich w ograniczaniu używania tytoniu, leczeniu uzależnienia od nikotyny i rozwijaniu skutecznej polityki antytytoniowej. Dyskusja pokazała, że współczesna profilaktyka nie może sprowadzać się do prostego komunikatu „nie pal”. Musi obejmować dostęp do profesjonalnego wsparcia i leczenia uzależnienia, środowiska wolne od dymu, odpowiednie regulacje oraz stabilne programy krajowe. Eksperci z Polski, Irlandii, Danii i WHO rozmawiali o tym, jak łączyć pomoc indywidualną z rozwiązaniami systemowymi.

Szczególnie mocno wybrzmiał w tym kontekście głos Kristiny Mauer-Stender z WHO Regional Office for Europe, która zwróciła uwagę, że w profilaktyce nowotworów nie sposób pominąć problemu używania tytoniu i nowych produktów nikotynowych.

Mówiąc o zapobieganiu nowotworom, musimy mówić o tytoniu. Ponad 37 proc. nowych przypadków nowotworów wiąże się z czynnikami, którym można zapobiegać, a sam tytoń odpowiada za około 15 proc. zachorowań. Wiemy, jakie działania są skuteczne, ale dziś mierzymy się z nowym wyzwaniem – e-papierosami, saszetkami nikotynowymi i kolejnymi produktami projektowanymi tak, by przyciągać młodych ludzi. Naszym celem powinno być jedno: wolność od uzależnienia od tytoniu i nikotyny – podkreślała ekspertka.

Kolejnym strategicznym tematem była eliminacja nowotworów związanych z HPV. W przypadku raka szyjki macicy medycyna dysponuje wyjątkowo skutecznym zestawem narzędzi: szczepieniami przeciw HPV, nowoczesnymi badaniami przesiewowymi i leczeniem zmian przednowotworowych. Kluczowym wyzwaniem pozostaje przełożenie tej wiedzy na dobrze zorganizowany i powszechnie dostępny system. Omawiano m.in. doświadczenia Australii, szczepienia realizowane w szkołach oraz potrzebę spójnego połączenia szczepień, badań przesiewowych i dalszego postępowania.

Trzeci blok rozmów dotyczył otyłości i jej znaczenia w profilaktyce nowotworów. Nadmierna masa ciała wiąże się ze zwiększonym ryzykiem wielu typów nowotworów, dlatego przeciwdziałanie otyłości coraz wyraźniej staje się częścią polityki onkologicznej, a nie wyłącznie domeną diabetologii czy kardiologii. Eksperci omawiali zarówno rozwiązania populacyjne, jak i nowe możliwości leczenia otyłości, a także rolę środowiska żywieniowego w tworzeniu warunków, w których zdrowszy wybór staje się łatwiejszy.

30 lat wsparcia po drugiej stronie słuchawki

Szczególne miejsce w programie szczytu zajęło 30-lecie działalności Ogólnopolskiej Telefonicznej Poradni Pomocy Palącym NIO. To trzy dekady profesjonalnego wsparcia osób, które zdecydowały, że chcą zerwać z uzależnieniem od nikotyny, oraz przykład profilaktyki dostępnej dokładnie wtedy, gdy jest najbardziej potrzebna.

Podczas otwarcia konferencji Irena Przepiórka-Rosłońska, kierująca Poradnią, została uhonorowana Medalem im. prof. Franciszka Łukaszczyka „W Służbie Pacjentom i Nauce”. Medal wręczyli Minister Zdrowia, dr hab. n. med. Beata Jagielska oraz prof. Koczkodaj. Wyróżnienie było wyrazem uznania dla wieloletniego zaangażowania w rozwój poradnictwa antynikotynowego i budowanie systemu pomocy osobom uzależnionym.

Do jubileuszu odniosła się również osobiście Monika Wielichowska, Wicemarszałkini Sejmu RP i inicjatorka ustanowienia 2026 Rokiem Profilaktyki Zdrowotnej.

Wiedza ma sens wtedy, kiedy prowadzi do decyzji, a decyzja – kiedy przekłada się na działanie. To właśnie jest profilaktyka w praktyce: dostępna pomoc, konkretna rozmowa, jedna decyzja, a potem kolejna. Chciałabym, aby Rok Profilaktyki Zdrowotnej trwał dłużej niż do 31 grudnia 2026 roku – podkreśliła.

Znaczenie jubileuszu podkreślił także Marek Augustyn, dziękując konsultantom, koordynatorom, pracownikom ochrony zdrowia i ekspertom, którzy przez trzy dekady współtworzyli Poradnię. Jak zaznaczył, jej działalność pokazuje, jak profesjonalne wsparcie może docierać do osób podejmujących trudną decyzję o zaprzestaniu palenia.

Profilaktyka to także decyzje systemowe

Jednym z najważniejszych wniosków szczytu było podkreślenie, że skuteczna profilaktyka nie zależy wyłącznie od indywidualnych wyborów. Równie ważne są warunki tworzone przez system ochrony zdrowia, administrację i politykę publiczną. Takie podejście wyraźnie akcentuje piąta edycja Europejskiego Kodeksu Walki z Rakiem, która zalecenia dla osób chcących ograniczać własne ryzyko zachorowania uzupełnia rekomendacjami dla decydentów.

Nie wystarczy zachęcać do zdrowych wyborów, jeśli system nie zapewnia dostępu do szczepień, badań, poradnictwa czy przestrzeni wolnych od dymu. Profilaktyka jest więc elementem długofalowej polityki zdrowotnej – opartej na danych, finansowaniu, regulacjach i mierzalnych efektach. Ten wymiar był obecny także w sesji otwierającej szczyt, poświęconej przyszłości systemów zdrowia, europejskiej współpracy oraz krajowym działaniom onkologicznym.

Uzupełnieniem części eksperckiej była inauguracja programu Mentors4Starters Public Health, łączącego doświadczonych ekspertów z osobami rozwijającymi swoją drogę zawodową w zdrowiu publicznym. Program ma wspierać rozwój kompetencji, wymianę doświadczeń oraz pracę nad projektami, które mogą znaleźć praktyczne zastosowanie w tym obszarze.

Profilaktyka jako trwały kierunek

Prof. Paweł Koczkodaj podkreśla, że tegoroczny szczyt odbył się w szczególnym momencie – profilaktyka zajmuje coraz ważniejsze miejsce w polityce zdrowotnej państw, a akcent stopniowo przesuwa się z leczenia chorób na skuteczne zapobieganie im.

Rok 2026 został ustanowiony przez Sejm RP Rokiem Profilaktyki Zdrowotnej. Rok wcześniej Senat RP ogłosił 2025 Rokiem Edukacji Zdrowotnej i Profilaktyki. Ta ciągłość dobrze oddaje główną ideę szczytu: profilaktyka nie powinna być jednorazowym hasłem. Jej skuteczność zależy od konsekwencji – regularnej edukacji, stabilnych programów, dostępnych świadczeń i decyzji publicznych, które utrzymują zdrowie w centrum polityki – mówi ekspert.

The 2nd European Summit on Cancer Prevention and Control był nie tylko przestrzenią wymiany wiedzy i doświadczeń, lecz przede wszystkim miejscem poszukiwania rozwiązań pozwalających skuteczniej przekładać dowody naukowe na praktykę. Warszawskie spotkanie pokazało, że profilaktyka może realnie ograniczać liczbę zachorowań na nowotwory, jeśli staje się trwałym elementem polityki zdrowotnej – opartym na współpracy, ciągłości działań i rozwiązaniach dostępnych dla całych populacji.

Źródło: NIO

Od tradycyjnych papierosów po e-papierosy, podgrzewacze tytoniu i saszetki nikotynowe – w ciągu ostatnich trzech dekad znacząco zmienił się rynek produktów zawierających nikotynę i sposób ich używania. Niezmienna pozostaje potrzeba skutecznego leczenia uzależnienia. Telefoniczna Poradnia Pomocy Palącym działająca przy Narodowym Instytucie Onkologii obchodzi 30-lecie działalności. Z niewielkiej poradni z jedną linią telefoniczną rozwinęła się w system udzielający około 7,5 tys. sesji poradnictwa rocznie. Jubileusz przypada w czasie, gdy codziennie tytoń pali 17,1 proc. osób w Polsce, a nowe produkty nikotynowe stają się szczególnie istotnym wyzwaniem wśród młodzieży.

Skala wyzwania nadal jest duża. Według najnowszego zestawienia Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (ang. Organisation for Economic Co-operation and Development – OECD) codziennie tytoń pali 17,1 proc. osób w Polsce. To więcej niż wynosi średnia dla państw OECD – 14,8 proc. Jednocześnie, coraz większego znaczenia nabierają nowe produkty nikotynowe. Główny Inspektorat Sanitarny wskazuje, że codziennie z e-papierosów korzysta 5,9 proc. dorosłych, a wśród młodzieży w wieku 15–16 lat niemal 40 proc. deklarowało ich używanie w ciągu miesiąca poprzedzającego badanie.

– To dane, które wyjaśniają, dlaczego współczesna profilaktyka uzależnień nie może ograniczać się do znanych od lat komunikatów o szkodliwości palenia. Zmienia się rynek, sposób przyjmowania nikotyny i społeczny kontekst jej używania. Wraz z nimi musi zmieniać się także system pomocy, , tak aby adekwatnie odpowiadał na nowe wzorce używania nikotyny i rzeczywiste potrzeby osób uzależnionych – podkreśla prof. Paweł Koczkodaj, kierownik Pracowni Prewencji Pierwotnej i Polityki Zdrowotnej NIO-PIB

Od jednej linii do …

Choć świadomość społeczna dotycząca szkodliwości palenia dziś jest nieporównywalnie większa z tą z okresu zmian systemowych w Polsce, eksperci już dekady temu wiedzieli, że to – nomen omen – palący społecznie problem. Odpowiedzią na potrzebę profesjonalnego i łatwo dostępnego wsparcia osób uzależnionych było uruchomienie w listopadzie 1996 roku przez Fundację Promocja Zdrowia Telefonicznej Poradni Pomocy Palącym – pierwszej tego typu placówki w Europie Środkowej i Wschodniej. Trzy lata później, TPPP została włączona w struktury Zakładu Epidemiologii i Prewencji Pierwotnej Nowotworów Narodowego Instytutu Onkologii. Dziś misja Poradni jest tak samo aktualna jak na początku: pomagać osobom uzależnionym od nikotyny w drodze do życia bez niej.

– Początkowo Poradnia działała zaledwie przez kilka godzin w tygodniu. Do dyspozycji była jedna linia, a zespół tworzyły dwie osoby. W udzielanie pomocy angażowali się także lekarze, psychologowie czy studenci medycyny. Były to początki bardzo skromne organizacyjnie, ale szybko okazało się, jak duże jest zapotrzebowanie na taką formę wsparcia. Telefon stawał się dla wielu osób pierwszym miejscem, w którym mogły, bez poczucia oceniania, opowiedzieć o swoim uzależnieniu, zapytać, jak przygotować się do rzucenia palenia i uzyskać w tym zakresie konkretną pomoc – mówi Irena Przepiórka-Rosłońska, kierująca Telefoniczną Poradnią Pomocy Palącym.

To właśnie rosnąca liczba takich rozmów najlepiej pokazywała, że Poradnia jest potrzebna

Z czasem zainteresowanie rosło, dlatego wydłużano godziny działania i rozbudowywano zaplecze. Dziś TPPP jest dostępna przez sześć dni w tygodniu: od poniedziałku do piątku w godz. 9.00–21.00 oraz w soboty w godz. 9.00–15.00. Z jednej linii telefonicznej powstał system umożliwiający równoczesną obsługę pięciu połączeń. Zmianę skali działalności najlepiej pokazuje liczba kontaktów z Poradnią. Z kilkuset połączeń rocznie w pierwszych latach działalności do ponad 600 miesięcznie –  do około 7,5 tys. sesji poradnictwa rocznie. 

Ważnym momentem działalności TPPP było także uruchomienie w 2002 roku tzw. „srebrnego”, czyli niskopłatnego numeru 801 108 108. Dzięki temu kontakt z Poradnią stał się łatwiejszy i bardziej dostępny dla osób z całego kraju, niezależnie od miejsca zamieszkania. Był to istotny krok w kierunku upowszechnienia telefonicznego wsparcia w rzucaniu palenia i zwiększenia zasięgu działalności.

Dwa lata później, informacja o możliwości uzyskania pomocy zaczęła pojawiać się także na opakowaniach wyrobów tytoniowych, choć nie na wszystkich:

– Numer Poradni pojawiał się zaledwie na co czternastym opakowaniu wyrobów tytoniowych. Dziś może się wydawać, że to niewiele, ale w tamtym czasie był to ogromny krok naprzód. Po raz pierwszy informacja o możliwości uzyskania profesjonalnej pomocy zaczęła docierać bezpośrednio do osób palących – dokładnie w miejscu, w którym stykały się one ze swoim uzależnieniem. Dla Poradni oznaczało to zupełnie nową skalę dotarcia i szansę, by z pomocą wyjść poza osoby, które już wcześniej wiedziały o jej istnieniu – kontynuuje Irena Przepiórka-Rosłońska

Przełom przyniosły lata 2016–2017 i wdrożenie unijnej dyrektywy dotyczącej wyrobów tytoniowych. Numer TPPP znalazł się na nowych, umieszczanych na każdym opakowaniu wyrobów tytoniowych, ostrzeżeniach zdrowotnych, dzięki czemu informacja o wsparciu stała się znacznie bardziej widoczna. Liczba połączeń wyraźnie wzrosła – w tym okresie sięgała około 10 tys. rocznie – a Poradnia, dzięki wcześniej rozwiniętej infrastrukturze, była przygotowana, by na ten wzrost odpowiedzieć.

Nie tylko telefon

Uzależnienie od nikotyny jest chorobą przewlekłą i nawracającą, wymagającą spojrzenia medycznego, psychologicznego i społecznego. Nie istnieje jeden schemat skuteczny dla każdego. Zadaniem konsultanta jest więc nie tylko przekazywanie wiedzy, ale również pomoc w rozpoznaniu indywidualnej sytuacji, zasobów i sposobu działania możliwego do zastosowania przez konkretną osobę. Początkowo pomoc Poradni miała wyłącznie charakter reaktywny – konsultanci odbierali telefony od osób, które same zgłaszały się po wsparcie. W 2005 roku uruchomiono także serwis proaktywny. Konsultanci mogą w jego ramach sami kontaktować się z osobami potrzebującymi pomocy, które zgłaszają taką potrzebę m.in. za pośrednictwem strony internetowej.

W 2007 roku na pomoc Poradni zaczęła być dostępna także przez internet: poprzez porady e-mailowe i stronę jakrzucicpalenie.pl, później również przez media społecznościowe. W 2010 roku uruchomiono profil Poradni na Facebooku. Od 2015 roku na stronie działa także poradnia internetowa, w której eksperci odpowiadają na indywidualne pytania osób szukających wsparcia. Każdego roku w tej formie udzielanych jest około 350–400 porad eksperckich.

Wraz z rozwojem Poradni zwiększał się również jej zespół – od dwóch osób na początku działalności do siedmiu obecnie. Konsultanci mają zapewnione regularne superwizje i uczestniczą w szkoleniach podnoszących ich kompetencje. TPPP pracuje zgodnie ze standardami European Network of Quitlines oraz w oparciu o zasady Evidence Based Medicine, co gwarantuje wysoką jakość poradnictwa oraz zgodność stosowanych metod z aktualną wiedzą naukową i sprawdzonymi modelami postępowania.

30 lat doświadczeń i rozmowa o przyszłości

Jubileusz TPPP przypada w momencie, w którym profilaktyka nowotworowa ponownie staje się w Warszawie przedmiotem międzynarodowej debaty. 16 września 2026 roku w Narodowym Instytucie Onkologii odbędzie się 2nd European Summit on Cancer Prevention and Control – spotkanie ekspertów zdrowia publicznego, naukowców, lekarzy, przedstawicieli instytucji europejskich, administracji oraz organizacji pacjenckich. Wśród uczestników i prelegentów znajdą się przedstawiciele m.in. IARC, WHO, OECD, Komisji Europejskiej oraz europejskich i krajowych środowisk eksperckich.

Dyskusja będzie dotyczyć nie tylko wiedzy o czynnikach ryzyka, ale przede wszystkim tego, jak przekładać ją na rozwiązania, które rzeczywiście działają: skuteczną politykę zdrowotną, regulacje, programy profilaktyczne, ograniczanie nierówności i lepsze docieranie do różnych grup społecznych.

– Skuteczna profilaktyka nowotworów wymaga znacznie więcej niż przekazywania wiedzy o czynnikach ryzyka – mówi prof. Paweł Koczkodaj

W tym kontekście, 30 lat działalności TPPP to coś więcej niż jubileusz jednej poradni. To trzy dekady praktycznych doświadczeń pokazujących, że profilaktyka musi być dostępna, elastyczna i gotowa reagować na zmiany zachowań społecznych. 

Dziś te doświadczenia stają się także częścią szerszej rozmowy o tym, jak powinna wyglądać profilaktyka kolejnych dekad. I właśnie dlatego historia TPPP nie jest tylko spojrzeniem wstecz. Jest jednym z punktów odniesienia w debacie o tym, co należy robić dalej.

Źródło: NIO

Ograniczenie spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego może zmniejszać ryzyko chorób przewlekłych i niektórych zakażeń, presję na środowisko i użycie antybiotyków w hodowli. Dlatego dieta powinna stać się ważniejszym elementem międzynarodowej koncepcji One Health – przekonują polscy naukowcy.

Autorzy z Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu (UMP) przedstawili swoją argumentację na łamach „Frontiers in Environmental Science”.

One Health, czyli Jedno Zdrowie, to koncepcja, która zaczęła się formować na początku XXI w., a dziś rozwijają ją wspólnie Światowa Organizacja Zdrowia (WHO), Organizacja Narodów Zjednoczonych do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO), Program Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska (UNEP) oraz Światowa Organizacja Zdrowia Zwierząt (WOAH).

Opiera się na założeniu, że zdrowie ludzi jest ściśle związane ze zdrowiem zwierząt i stanem środowiska, dlatego problemy takie jak choroby odzwierzęce, oporność drobnoustrojów na leki czy degradacja ekosystemów powinny być rozpatrywane łącznie.

Do tej pory właśnie te zagadnienia znajdowały się w centrum koncepcji. Zdaniem polskich naukowców zbyt mało uwagi poświęcano temu, co je łączy, czyli produkcji żywności.

– W naszej pracy proponujemy włączenie w ramy One Health diety roślinnej, bo może ona jednocześnie realizować niemal wszystkie jej cele: wspierać zdrowie ludzi i dobrostan zwierząt oraz ograniczać antybiotykooporność, ryzyko chorób odzwierzęcych i presję na środowisko – wyjaśniła w rozmowie z PAP Anna Choręziak ze Szkoły Doktorskiej UMP, główna autorka publikacji.

Jak dodała, nie chodzi jedynie o znany od dawna związek diety z chorobami sercowo-naczyniowymi, cukrzycą i otyłością. Zależności zaczynają się bowiem już na etapie produkcji żywności.

Na przykład w hodowlach przemysłowych wiele zwierząt przebywa na niewielkiej przestrzeni. – Lochy czy kury przetrzymywane są w tak ciasnych klatkach, że nie mogą się obrócić. Przewlekły stres, złe warunki i liczne rany mogą osłabiać ich odporność, przez co stają się bardziej podatne na zakażenia – wyjaśniła Anna Choręziak.

Ryzyko rozprzestrzeniania zakażeń zwiększa też kontakt pracowników z dużą liczbą zwierząt, przenoszenie drobnoustrojów między hodowlą a środowiskiem przez dzikie ptaki, gryzonie i owady oraz transport zwierząt na duże odległości. Jak zaznaczyli badacze z UMP, o skali problemu świadczy fakt, że ok. 75 proc. chorób zakaźnych człowieka, które pojawiły się w ostatnich dekadach, ma pochodzenie odzwierzęce.

Z intensywną produkcją zwierzęcą wiąże się też duże zużycie antybiotyków. Według danych przytaczanych przez autorów odpowiada ona za niemal trzy czwarte ich globalnego wykorzystania i sprzyja powstawaniu antybiotykooporności.

Kolejną kwestią jest to, że produkcja mięsa ma ogromny wpływ na klimat oraz zasoby ziemi i wody. Najbardziej widocznym przykładem jest czerwone mięso. – Średni ślad wodny produkcji kilograma wołowiny to ok. 15,4 tys. litrów, a kilograma soczewicy tylko 1,25 tys. litrów – powiedziała badaczka.

Zmniejszenie zapotrzebowania na mięso mogłoby też ograniczyć presję na wycinkę lasów i degradację innych ekosystemów naturalnych. Obecnie ponad 75 proc. światowej produkcji soi przeznacza się na paszę dla zwierząt, podczas gdy jedynie ok. 6 proc. trafia bezpośrednio na nasze talerze. Ograniczenie hodowli zwierząt zmniejszyłoby więc zapotrzebowanie zarówno na grunty wykorzystywane jako pastwiska, jak i na tereny przeznaczane pod uprawę roślin paszowych. Autorka zwróciła też uwagę na duży ślad węglowy hodowli przeżuwaczy, związany m.in. z emisją metanu podczas trawienia. Nieco niższe są emisje z produkcji jaj, nabiału i wieprzowiny, jednak nadal pozostają wyższe niż w przypadku strączków i innych produktów roślinnych.

– Z kolei kury należą do najliczniej hodowanych zwierząt na świecie, dlatego ich łączny wpływ środowiskowy także pozostaje bardzo duży. I nie należy pomijać ryb – tu presja dotyczy ekosystemów wodnych, wykorzystania paszy w akwakulturze oraz ryzyka rozprzestrzeniania się chorób – przypomniała.

Jak podkreśliła, nie oznacza to, że jedynym rozwiązaniem jest przejście całego społeczeństwa na weganizm.

– Nie ma takiej konieczności. Dla części osób dieta wegańska może być dobrym wyborem. Ważne by była prawidłowo zbilansowana, wtedy może być stosowana różnym wieku i na różnych etapach życia, w tym przez kobiety w ciąży i karmiące, dzieci, osoby starsze czy sportowców. Jednak równie ważnym kierunkiem jest po prostu ograniczanie spożycia produktów odzwierzęcych i zwiększanie udziału żywności roślinnej w diecie – powiedziała.

– Światowe rekomendacje mówią, że spożycie 300-600 g mięsa tygodniowo jest wystarczające, tymczasem w Europie zjadamy go nawet 1,5 kg, czyli 2,5 razy więcej. A badania wskazują, że zmniejszenie o połowę udziału produktów odzwierzęcych w diecie może ograniczyć związane z nią emisje gazów cieplarnianych o 30-50 proc. – dodała.

Taka zmiana przynosi korzyści również zdrowiu, kluczowe jest jednak, czym zastępujemy mięso, nabiał i jaja. Udowodniono, że dobrze skomponowane diety roślinne obniżają ryzyko chorób sercowo-naczyniowych, cukrzycy typu 2 i niektórych nowotworów, a także sprzyjają utrzymaniu prawidłowej masy ciała, ciśnienia tętniczego, stężenia glukozy i profilu lipidowego.

Sama etykieta „roślinny” nie gwarantuje jednak, że produkt jest zdrowy. Podstawą jadłospisu powinny być rośliny strączkowe, warzywa, owoce, pełne ziarna, orzechy i nasiona, a także odpowiednie zbilansowanie witamin B12 i D, wapnia, żelaza, jodu, cynku i kwasów omega-3.

– Jeśli naszym głównym wyborem będą bezmięsne produkty wysokoprzetworzone albo po prostu wykluczymy odzwierzęce źródła białka i nie zastąpimy ich odpowiednimi źródłami roślinnymi, nie będzie to zdrowa ani zbilansowana dieta – wytłumaczyła badaczka.

Poza tym, jak dodała, trzeba mieć świadomość, że żywność roślinna także może prowadzić do wylesiania, nadmiernego zużywania wody i utraty bioróżnorodności. Ostateczny efekt zależy bowiem nie tylko od rodzaju produktu, ale też miejsca i sposobu jego wytwarzania.

Dlatego autorzy nie chcą przerzucać całej odpowiedzialności za zmianę systemu żywnościowego na konsumentów. Uważają, że potrzebne są zmiany w oficjalnych zaleceniach żywieniowych i żywieniu zbiorowym, edukacja, wsparcie rolników w produkcji roślin wysokobiałkowych oraz inwestycje w nowe źródła białka i technologie, w tym mięso hodowane komórkowo.

Zmiany te nie muszą wyglądać tak samo w każdym kraju. Powinny uwzględniać lokalną produkcję żywności, jej ceny, dostępność oraz tradycje kulinarne.

– Najważniejsza zmiana polega na tym, by przestać traktować sposób żywienia wyłącznie jako prywatną sprawę konsumenta. Jeżeli system żywnościowy wpływa jednocześnie na choroby przewlekłe i zakaźne, antybiotykooporność, klimat, wodę, bioróżnorodność oraz dobrostan zwierząt, to polityka żywieniowa staje się także polityką zdrowotną – podsumował współautor pracy prof. Piotr Rzymski.

Źródło: Nauka w Polsce

Alkohol kojarzymy z marskością wątroby, uzależnieniem, wypadkami i chorobami układu krążenia. Znacznie rzadziej z rakiem. Tymczasem nowe dane ze Stanów Zjednoczonych pokazują, jak duży może być onkologiczny koszt jego spożywania. W ciągu nieco ponad trzech dekad liczba zgonów z powodu nowotworów przypisywanych alkoholowi wzrosła z 11,3 tys. do ponad 23,1 tys. rocznie. Problem jest tym istotniejszy, że nauka nie pozostawia już większych wątpliwości: alkohol jest substancją rakotwórczą, a z punktu widzenia ryzyka zachorowania na nowotwór nie udało się określić dawki, którą można uznać za bezpieczną.

Analiza opublikowana w „The Lancet Regional Health – Americas” obejmuje okres od 1990 do 2023 roku. W 1990 roku w Stanach Zjednoczonych odnotowano 11 361 zgonów z powodu nowotworów przypisywanych spożyciu alkoholu. W 2023 roku było ich już 23 126. Nie jest to wyłącznie konsekwencja wzrostu i starzenia się populacji. Według autorów analizy po uwzględnieniu zmian demograficznych wskaźnik umieralności wzrósł z 4,54 do 6,90 na 100 tys. mieszkańców, czyli o około 52 proc.

To interesujący sygnał również dlatego, że pojawia się w czasie, kiedy w wielu innych obszarach onkologii obserwujemy odwrotny kierunek. Rozwój diagnostyki, profilaktyki i leczenia pozwala ograniczać umieralność z powodu części nowotworów. W przypadku nowotworów przypisywanych alkoholowi tak wyraźnej poprawy nie widać.

Szczególną uwagę zwracają dane dotyczące raka jelita grubego. Wśród osób w wieku od 20 do 54 lat był on najczęstszą przyczyną zgonów z powodu nowotworów związanych z alkoholem u mężczyzn i drugą u kobiet. To kolejny powód, aby o ryzyku związanym z alkoholem nie mówić wyłącznie w kontekście wieloletniego, intensywnego picia i chorób pojawiających się w starszym wieku.

Mechanizm nie jest przy tym hipotetyczny. Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem klasyfikuje napoje alkoholowe jako czynnik rakotwórczy grupy 1. To kategoria oznaczająca, że istnieją wystarczające dowody rakotwórczego działania u ludzi. Nie oznacza ona, że wszystkie znajdujące się w tej grupie czynniki są jednakowo niebezpieczne przy każdej ekspozycji, ale że ich zdolność do wywoływania nowotworów została naukowo potwierdzona.

Związek przyczynowy wykazano w przypadku co najmniej siedmiu lokalizacji nowotworów: jamy ustnej, gardła, krtani, przełyku, wątroby, jelita grubego i odbytnicy oraz piersi u kobiet.

Znaczenie ma sam etanol, niezależnie od tego, czy pochodzi z piwa, wina czy wysokoprocentowego alkoholu. W organizmie jest on metabolizowany między innymi do aldehydu octowego, który może uszkadzać DNA. Alkohol może również zwiększać stres oksydacyjny, wpływać na gospodarkę hormonalną i metabolizm folianów oraz ułatwiać działanie innych substancji rakotwórczych.

Właśnie dlatego coraz trudniej utrzymać popularne rozróżnienie na picie „zdrowe” i „niezdrowe”, przynajmniej jeśli pytamy konkretnie o profilaktykę nowotworów.

WHO wskazuje, że z punktu widzenia ryzyka raka nie ma ustalonego bezpiecznego poziomu spożycia alkoholu. Ryzyko rośnie wraz z ilością wypijanego alkoholu, ale może zwiększać się również przy niewielkim spożyciu. Nie oznacza to oczywiście, że osoba wypijająca okazjonalnie kieliszek wina zachoruje na nowotwór. Mówimy o zmianie prawdopodobieństwa zachorowania, a nie o pewnym skutku u konkretnego człowieka. Z perspektywy zdrowia publicznego różnica jest jednak istotna, ponieważ nawet niewielki wzrost indywidualnego ryzyka, jeśli dotyczy milionów ludzi, może przekładać się na dużą liczbę zachorowań.

Problemem pozostaje świadomość tego ryzyka. Papierosy są społecznie jednoznacznie kojarzone z rakiem. Alkohol nadal funkcjonuje inaczej. Jest częścią spotkań towarzyskich, świętowania i codziennych rytuałów, a jego związek z chorobami nowotworowymi pozostaje znacznie mniej rozpoznawalny. WHO wskazuje, że mniej niż połowa mieszkańców Europy wymienia alkohol jako czynnik ryzyka rozwoju raka. Szczególnie mała jest świadomość związku między spożyciem alkoholu a rakiem piersi.

Ten rozdźwięk między stanem wiedzy naukowej a wiedzą konsumentów zaczyna mieć konsekwencje dla polityki zdrowotnej. WHO/Europe rekomenduje umieszczanie na opakowaniach alkoholu wyraźnych ostrzeżeń o ryzyku nowotworów. W Stanach Zjednoczonych podobny kierunek zaproponował były Surgeon General Vivek Murthy, wskazując na potrzebę aktualizacji ostrzeżeń zdrowotnych na napojach alkoholowych.

Nie jest to wyłącznie spór o etykiety. Dotyczy pytania, czy konsument rzeczywiście posiada informacje pozwalające świadomie ocenić ryzyko produktu, który kupuje. W przypadku tytoniu ostrzeżenie o nowotworach stało się oczywistym elementem polityki zdrowotnej. W przypadku alkoholu podobna informacja w wielu krajach nadal nie dociera do konsumenta w równie bezpośredni sposób.

Jednocześnie profilaktyka nie sprowadza się do wyboru pomiędzy całkowitą abstynencją a dalszym piciem bez zmian. IARC oceniła dowody dotyczące ograniczania i zaprzestawania spożycia alkoholu. Eksperci uznali, że istnieją wystarczające dowody, iż zaprzestanie picia zmniejsza ryzyko raka jamy ustnej i przełyku, a część mechanizmów biologicznych odpowiedzialnych za karcynogenezę związaną z alkoholem jest odwracalna po zaprzestaniu jego spożywania.

Nowe dane z USA są więc czymś więcej niż kolejną statystyką dotyczącą alkoholu. Pokazują konsekwencje czynnika ryzyka, który od dziesięcioleci jest dobrze poznany, ale społecznie nadal nie jest traktowany tak jak inne kancerogeny.

Dyskusja o alkoholu i nowotworach nie musi opierać się na straszeniu ani moralizowaniu. Powinna natomiast opierać się na informacji, której przez lata w debacie publicznej brakowało. Kieliszek wina, piwo i mocny alkohol różnią się smakiem, sposobem konsumpcji i kulturowym znaczeniem. Z punktu widzenia ryzyka nowotworowego łączy je jednak etanol.

A tego organizm nie rozpoznaje jako „umiarkowanego”, „dobrego jakościowo” czy wypitego przy specjalnej okazji.

16 września br. startuje kolejna edycja Akademii Wolontariatu Onkologicznego, szkolenia Stowarzyszenia Ruch Onkologiczny PARS dla mieszkańców całej Polski, niezależnie od ich zawodu i wcześniejszego doświadczenia w pomaganiu. Zapisy już trwają. Im więcej przeszkolonych osób w sieci, tym więcej pacjentów onkologicznych może liczyć na wsparcie blisko miejsca, w którym mieszkają i leczą się.

Ogólnopolska Sieć Wolontariatu Onkologicznego (OSWO) to pierwszy w Polsce wolontariat onkologiczny o zasięgu ogólnokrajowym. Łączy osoby chorujące na nowotwory oraz ich bliskich z wolontariuszami przygotowanymi do udzielania wsparcia emocjonalnego, informacyjnego i organizacyjnego. Pomoc może mieć formę stacjonarną lub zdalną.

Założenie projektu jest proste: przeszkolony wolontariusz jest w kontakcie z pacjentem niezależnie od tego, gdzie ten mieszka.

„Zapraszamy wszystkie osoby, które czują, że mają doświadczenie życiowe, którym chcą się podzielić. Chcemy mieć przeszkolonych wolontariuszy w każdym województwie, bo wsparcie ma sens wtedy, gdy jest blisko pacjenta” – mówi Elżbieta Kozik, prezeska Stowarzyszenia Ruch Onkologiczny PARS.

Doświadczenie choroby zamienione w pomoc

Wielu wolontariuszy OSWO trafia do sieci przez własną historię – chorobę swoją lub bliskiej osoby. „Ta decyzja dojrzewała we mnie przez lata, także przez moje własne doświadczenie choroby onkologicznej. Rak bardzo szybko odbiera człowiekowi złudzenie, że nad wszystkim ma kontrolę. Zostawia za to niezwykle cenną wiedzę, że czasem najważniejszą pomocą nie jest rozwiązanie problemu, ale obecność kogoś, kto nie odwraca wzroku.” – mówi jedna z wolontariuszek OSWO.

Ostateczną decyzję o zgłoszeniu się do sieci podjęła po śmierci ojca: „Właśnie wtedy poczułam, że cierpienie nie musi być wyłącznie ciężarem. Można nadać mu sens, zamieniając własne doświadczenia w dobro dla innych”.

Cztery moduły szkolenia i jasno wyznaczone granice

Przygotowanie odbywa się online, w ramach Akademii Wolontariatu Onkologicznego i obejmuje cztery moduły. Wolontariusze uczą się rozpoznawać potrzeby pacjentów na kolejnych etapach choroby, przekazywać rzetelne informacje i współpracować z koordynatorami onkologicznymi w szpitalach. Kluczowym elementem szkolenia jest precyzyjne określenie roli wolontariusza. Wolontariusze nie udzielają porad medycznych i nie zastępują lekarza, psychologa ani personelu medycznego. Wiedzą natomiast, gdzie szukać sprawdzonych informacji i jak pomóc pacjentowi odnaleźć się w systemie ochrony zdrowia.

„To szkolenie uświadomiło mi, że samo pragnienie pomagania, choć niezwykle ważne, nie wystarcza. Pomoc powinna być nie tylko serdeczna, lecz także mądra, bezpieczna i odpowiedzialna. Wolontariusz nie musi znać odpowiedzi na każde pytanie. Powinien natomiast wiedzieć, gdzie tej odpowiedzi szukać, umieć dotrzymać słowa i mieć odwagę pozostać obok.” – podkreśla wolontariuszka OSWO.

Jak wygląda wsparcie w praktyce

Wsparcie zaczyna się od rozmowy i rozpoznania potrzeb, a nie od gotowego scenariusza. Dla jednej osoby najważniejsza będzie rozmowa przed badaniem, dla innej pomoc w uporządkowaniu dokumentów, dotarciu na wizytę, spisaniu pytań do lekarza albo wskazanie właściwej instytucji. Ktoś potrzebuje obecności w czasie oczekiwania na wynik, ktoś inny zwykłego telefonu w dniu, w którym samotność jest szczególnie dotkliwa.

„Wolontariusz nie prowadzi pacjenta za rękę przez całe życie i nie odbiera mu samodzielności – tłumaczy wolontariuszka OSWO. – Idzie obok, w takim tempie i na takim odcinku drogi, jakiego potrzebuje chory. Mądre wsparcie nie uzależnia od pomocy, lecz przywraca poczucie sprawczości„.

Perspektywa pacjentki: nikt nie wręczył mi mapy

To, czego system nie obejmuje, widać najwyraźniej z perspektywy pacjenta.

„Po diagnozie świat się zatrzymał. Dostałam informacje medyczne, zalecenia i terminy, ale nikt nie wręczył mi mapy, która pokazywałaby, jak przejść przez lęk, zagubienie i poczucie utraty kontroli. Choroba dotyczy przecież nie tylko ciała; w jednej chwili wchodzi do rodziny, pracy, relacji i wszystkich planów na przyszłość” – mówi pacjentka onkologiczna, dziś zaangażowana w rozwój OSWO.

O sieci dowiedziała się od koleżanki. Skorzystała ze wsparcia psychologa, a z czasem sama włączyła się w budowanie OSWO.

„Najbardziej potrzebne jest wsparcie, które widzi człowieka, a nie tylko jego chorobę. Zdanie »musisz być silna« bywa wypowiadane z miłości, ale czasami staje się kolejnym obowiązkiem nałożonym na chorego. Najlepsze wsparcie nie obiecuje, że nie będzie trudno; sprawia, że człowiek nie musi przechodzić przez tę trudność samotnie.”

Za najtrudniejszy etap uznaje oczekiwanie: na badanie, wynik i podjęcie decyzji, co dalej. Wyobraźnia dociera do najgorszego scenariusza szybciej niż medycyna do odpowiedzi. Dlatego, jak podkreśla, krótka rozmowa czasem nie zmienia wyniku badania, ale zmienia sposób, w jaki człowiek potrafi na ten wynik czekać.

Wolontariuszka OSWO odpowiada wprost tym, którzy zastanawiają się, czy mają dość siły i kompetencji, by pomagać:

„Wolontariat uczy rzeczy, których nie można nauczyć się z książek: uważności, wdzięczności, pokory i prawdziwego spotkania z drugim człowiekiem. To nie jest opowieść o silnych, którzy ratują słabszych: to spotkanie dwóch osób, z których każda wnosi coś ważnego. Nie zawsze możemy zmienić cały świat. Czasem możemy zmienić tylko jeden dzień jednego człowieka. Ale dla niego ten jeden dzień może być w danej chwili całym światem.”

Mapa Polski wypełnia się kolejnymi regionami

Sieć rośnie, ale wolontariuszy brakuje w całej Polsce – dopiero gdy będzie ich więcej, pomoc odpowie na realne potrzeby pacjentów. W trzech województwach: lubuskim, podlaskim i świętokrzyskim nie ma ich jeszcze wcale. Tam każde zgłoszenie ma szczególną wagę: wystarczy jedna osoba, by lokalne wsparcie w ogóle stało się możliwe.

Kto może zostać wolontariuszem

Zgłosić się może każda osoba pełnoletnia, która:

Zapisy już trwają, a szkolenie rusza 16 września. Rejestracja: www.wolontariatonkologiczny.org.pl

Gdzie pacjenci mogą szukać wsparcia

O Stowarzyszeniu Ruch Onkologiczny PARS

Stowarzyszenie Ruch Onkologiczny PARS (dawniej Polskie Amazonki Ruch Społeczny) działa nieprzerwanie od 2009 roku; jego założycielką jest Elżbieta Kozik. Stowarzyszenie prowadzi portal dla pacjentów onkologicznych i ich bliskich centrumkryzysowe.org.pl oraz infolinię 22 105 55 30, a także rozwija Ogólnopolską Sieć Wolontariatu Onkologicznego.

Źródło: inf pras

Polska onkologia zyskuje dostęp do kolejnych metod leczenia. W 2025 roku refundacją objęto 152 innowacyjne terapie, w tym 63 cząsteczko-wskazania onkologiczne – wynika ze sprawozdania z realizacji Narodowej Strategii Onkologicznej. Jednocześnie, jak wskazują onkolodzy, o ile odsetek wyleczalności nowotworów rośnie, o tyle nie wszystkie rozwiązania rozwijane z myślą o poprawie skuteczności ich leczenia spełniają pokładane w nich nadzieje. 

– Nie wszystkie nowotwory udaje się wyleczyć nowymi terapiami, co nie oznacza, że nie ma postępu, bo ten jest ogromny. Onkologia rozwija się małymi krokami, ale one właśnie tworzą bardzo duży postęp. Zaczynałem swoją ścieżkę zawodową w drugiej połowie lat 70. ubiegłego wieku i od tego czasu odsetek wyleczeń jest co najmniej dwukrotnie wyższy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. Jacek Jassem, kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego. – W tej chwili to jest ok. 60 proc., w momencie kiedy ja zaczynałem moją zawodową karierę było 25–30 proc.

Nowotwory złośliwe należą do najpoważniejszych wyzwań zdrowia publicznego w Polsce i są drugą najczęstszą przyczyną zgonów wśród dorosłych mieszkańców kraju. Każdego roku rozpoznaje się ponad 180 tys. nowych przypadków nowotworów złośliwych, a liczba zgonów przekracza 100 tys. rocznie. Wraz ze starzeniem się społeczeństwa oraz wydłużaniem długości życia prognozuje się dalszy wzrost liczby zachorowań onkologicznych w kolejnych dekadach – wskazuje raport CMKP „Wiedza, postawy i zachowania Polaków w zakresie profilaktyki onkologicznej”.

– Jest duża nadzieja, że ten postęp będzie kontynuowany, w związku z czym będzie coraz mniej nowotworów, wobec których jesteśmy bezradni – wskazuje prof. Jacek Jassem. – Niestety nadal są nowotwory, w których nie ma żadnej skutecznej terapii, oczywiście mówimy o chorobie rozsianej, bo we wczesnych stadiach zawsze mamy do czynienia z chirurgią czy radioterapią, która pozwala osiągnąć wyleczenie. Ale są nowotwory, które w stadium rozsiewu właściwie rokują beznadziejnie. Takim nowotworem jest np. rak trzustki, chociaż i tu pojawiło się światełko w tunelu. Na tegorocznym Kongresie Amerykańskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej pokazano lek celowany, który działa również w tym nowotworze.

Jak wskazuje Ministerstwo Zdrowia, do głównych metod leczenia nowotworów należą chirurgia, chemioterapia, radioterapia, immunoterapia, terapia celowana, leczenie hormonalne, przeszczep komórek macierzystych oraz opieka paliatywna. Rodzaj leczenia zależy od typu i stadium nowotworu oraz ogólnego stanu zdrowia. Prof. dr hab. Jacek Jassem wskazuje, że nie wszystkie opcje terapeutyczne, które były rozwijane w ostatnich latach, okazywały się skuteczne.

– Jednym z rozczarowań jest eskalowanie dawki leków cytotoksycznych, czyli chemioterapii. Wydawało się, że w ten sposób można będzie pokonać barierę oporności nowotworów, ale to się nie udało z wielu powodów. Drugim rozczarowaniem są tzw. terapie antyangiogenne. Nowotwór szybko rośnie i potrzebuje własnego unaczynienia, a te leki hamują powstawanie naczyń krwionośnych. Wydawało się, że to proste działanie – aczkolwiek jego mechanizm jest bardzo skomplikowany – pozwoli, mówiąc kolokwialnie, zagłodzić nowotwór. Bardzo wiele było nadziei z tym związanych. Pierwsze doniesienia, badania na zwierzętach i doświadczenia na ludziach były bardzo zachęcające, ale właściwie ta metoda przestała się rozwijać. Leki antyangiogenne są nadal stosowane, ale nie przyniosły tak dużego postępu, jakiego się spodziewaliśmy – mówi profesor z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Wśród obszarów, które nie przyniosły dotąd oczekiwanego przełomu, wymienia również terapie genowe i szczepionki przeciwnowotworowe. Oba te obszary są jednak intensywnie rozwijane w medycynie.

– Szczepionki świetnie działają w zapobieganiu chorobom zakaźnym. Nowotwór jest antygenowo różny od zdrowych komórek, więc można było się spodziewać, że podobny mechanizm zostanie tu uruchomiony. Jednak według mojej wiedzy weszła do użycia jedna szczepionka przeciwnowotworowa, która zresztą też nie jest stosowana, ponieważ dotyczyła raka gruczołu krokowego, gdzie pojawiły się skuteczniejsze, tańsze i mniej toksyczne leki. Ale szczepionki nowotworowe to jest też obszar bardzo intensywnie badany i mam nadzieję, że kiedyś usłyszymy o lekach w ten sposób działających, które wejdą do praktyki klinicznej – mówi prof. Jacek Jassem.

W tegorocznej edycji raportu „Diagnoza zmian w opiece onkologicznej i hematologicznej 2025”, przygotowanej przez zespół All.Can Polska przy udziale szerokiego grona ekspertów, wskazano, że system opieki onkologicznej zmaga się z opóźnieniami w diagnostyce, brakami kadrowymi i niedofinansowaniem procedur, które hamują pełne wykorzystanie potencjału nowych terapii. Rok 2025 przyniósł istotne ulepszenia: poszerzono katalog refundowanych badań, zaplanowano inwestycje w sprzęt, dopracowano koncepcje organizacyjne Lung Cancer Units, czyli ośrodków wyspecjalizowanych w leczeniu raka płuca. Wśród najpilniejszych wyzwań eksperci wymieniają potrzebę szybszej diagnostyki, dostępu do pełnego profilowania genomowego każdego pacjenta, odnowę systemu akredytacji laboratoriów oraz wyszkolenia nowego pokolenia diagnostów.

Źródło: Newseria

Choć większość Polaków w ciągu roku wykonuje chociaż jedno badanie profilaktyczne, większość nie robi tego regularnie. Najczęściej badamy krew i mocz. Na mammografię zgłasza się jedna trzecia uprawnionych kobiet – a to i tak najwyższy wynik, jeśli chodzi o zainteresowanie bezpłatnymi programami profilaktycznymi w kierunku nowotworów. Zdaniem psychoonkolożki jednym z hamulców jest lęk przed wykryciem choroby.

Mimo że blisko 70 proc. dorosłych Polaków deklaruje, że w ciągu ostatniego roku wykonało przynajmniej jedno badanie profilaktyczne, regularnie robi to zaledwie 25 proc. mężczyzn i 31 proc. kobiet – wynika z opracowania „Zdrowie w liczbach” zrealizowanego na zlecenie PZU Zdrowie. Najczęściej było to badanie krwi (88 proc.) i moczu (63 proc.). Tylko 31 proc. zgłosiło się na cytologię lub badanie poziomu PSA, 13 proc. na spirometrię lub RTG płuc, tyle samo na gastroskopię lub kolonoskopię, a zaledwie 8 proc. na badanie skóry.

Niska zgłaszalność dotyczy także trzech programów przesiewowych w kierunku nowotworów finansowanych przez NFZ. Mammografię wykonuje około jednej trzeciej kwalifikujących się kobiet. W przypadku raka szyjki macicy, gdzie od sierpnia 2026 roku podstawowym badaniem w programie jest test HPV HR, w I półroczu z programu skorzystało 14,65 proc. uprawnionych. Z kolei na badania przesiewowe raka jelita grubego zgłosiło się mniej niż 17 proc.

– Z psychologicznego punktu widzenia pacjenci zapewne odczuwają lęk, obawę przed tym, że jeśli pójdą na badania, to coś zostanie wykryte. To pewnego rodzaju zabezpieczenie się przed wyjściem ze strefy komfortu: że funkcjonuję teraz, jest mi dobrze, nie muszę się martwić o to, że być może w moim organizmie rozwija się choroba – mówi agencji Newseria dr Milena Lachowicz, psychoonkolog z Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego.

Zwraca uwagę, że dostęp do badań profilaktycznych jest bardzo szeroki.

– Dzisiaj mamy na wyciągnięcie ręki możliwość profilaktyki i badań. Wiemy, że możemy np. skorzystać z mammobusów, które stały się popularne i zatrzymują się przy wielu miejscach, takich jak festyny, centra handlowe czy kościoły – wylicza ekspertka.

Poza wspomnianymi programami przesiewowymi w kierunku najczęściej występujących nowotworów w Polsce istnieją programy profilaktyczne kierowane do grup wysokiego ryzyka. W październiku 2026 roku ta oferta zostanie rozszerzona o wczesne wykrywanie raka płuca z wykorzystaniem niskodawkowej tomografii komputerowej.

Zdaniem dr Mileny Lachowicz w zwiększeniu zgłaszalności na badania pomóc może nieustanna edukacja pacjentów i zmiana sposobu komunikacji.

– Zamiast straszyć, ile osób rocznie umiera na choroby onkologiczne, lepiej pokazać, że wczesne wykrycie dzięki badaniom profilaktycznym daje szansę na całkowite wyleczenie. Należałoby zmienić retorykę i powiedzieć pacjentowi: te badania są dla ciebie po to, żeby zabezpieczyć cię przed chorobą, a jeśli ona się pojawi, to aby ją umiejętnie i skutecznie leczyć i zabezpieczyć cię przed dodatkowym stresem, obciążeniem czy też zwiększoną toksycznością, związaną z leczeniem choroby zaawansowanej – zauważa.

Zwraca uwagę, że wykrycie i następnie leczenie choroby nowotworowej stanowi ogromne obciążenie psychiczne. Lęk pojawia się jednak już wcześniej, kiedy pacjent czeka na diagnozę.  

– Dla każdego człowieka informacja, że ma raka, oznacza kompletną katastrofę. Życie wywraca się wtedy do góry nogami, bo muszą zmienić się role: i partnerskie, i zawodowe. To jest niesamowicie trudny etap i moment, który wymaga wsparcia psychoonkologicznego, żeby chory mógł poradzić sobie z trudnymi emocjami, które dominują w czasie diagnostyki i później potwierdzenia choroby. Powinno nastąpić przepracowanie wysokiego poziomu lęku, stresu, nauczenie pacjenta technik obniżania niepożądanych emocji, radzenia sobie ze stresem, ale również objęcie opieką rodziny pacjenta, bo jeśli choruje pacjent, zwykliśmy mówić, że choruje też cała rodzina – mówi dr Milena Lachowicz.

Źródło: Newseria

Już po raz dziewiętnasty Stowarzyszenie Pomocy Chorym na Mięsaki i Czerniaki Sarcoma zaprasza do udziału w Onkobiegu – wydarzeniu, które łączy ludzi wokół idei wsparcia pacjentów onkologicznych. Twój ruch ma znaczenie – nie odkładaj go na potem. – tak organizator zachęca do udziału w inicjatywie.

– Naszą największą inspiracją do organizacji Onkobiegu są historie ludzi. Ludzi, których spotykamy zarówno na oddziałach onkologicznych, jak i później na trasie biegu. Ich siła, determinacja i chęć życia są dla nas motorem działania – mówi Kamil Dolecki, prezes Stowarzyszenia Sarcoma.

Onkobieg to nie tylko sportowe wyzwanie, ale przede wszystkim gest solidarności. Co roku na starcie stają pacjenci, ich bliscy, osoby, które straciły kogoś z powodu choroby nowotworowej, lekarze oraz ci, którzy chcą połączyć aktywność fizyczną z realnym wsparciem dla innych. Każdy przebyty kilometr to wyraz troski – o zdrowie własne i innych. Środki zebrane podczas wydarzenia trafiają bezpośrednio do podopiecznych Stowarzyszenia Sarcoma. Dzięki nim możliwe jest m.in. finansowanie protez dla osób po amputacjach, pokrycie kosztów dojazdów do szpitali, zapewnienie wsparcia psychoonkologicznego, a także działania systemowe – doposażenie placówek medycznych w sprzęt czy organizacja szkoleń dla przyszłych onkologów. Część funduszy przeznaczana jest również na kampanie edukacyjne promujące profilaktykę nowotworową.

19. Onkobieg – najważniejsze informacje

13 września 2026 r., Warszawa – okolice Narodowego Instytutu Onkologii

9:00 – otwarcie miasteczka profilaktyczno-edukacyjnego i rozpoczęcie paneli
11:00 – start 19. Onkobiegu
9:00–12:30 – transmisja online

Onkobieg po raz kolejny przypomina, że ruch może mieć wiele znaczeń – może być elementem dbania o własne zdrowie, okazją do edukacji, gestem solidarności, a dzięki zbieranym środkom również bardzo konkretną pomocą dla osób w trakcie leczenia onkologicznego.

W dniu wydarzenia prowadzona będzie transmisja live w godzinach 9:00-12:30 na stronie www.onkobieg.pl

Źródło: Stowarzyszenie Pomocy Chorym na Mięsaki i Czerniaki Sarcoma

Naukowcy z Uniwersytetu Wrocławskiego udowodnili, że można chemicznie „zaprogramować” komórki, aby podnieść skuteczność leków w terapiach celowanych. Opisany przez nich proces powoduje, że lek pobierany jest przez komórkę nowotworową, a nie zdrową.

Rezultaty badań prowadzonych przez zespół prof. Łukasza Opalińskiego z Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Wrocławskiego zostały opisane w czasopiśmie „Journal of American Chemical Society”. Większość prac eksperymentalnych dotyczących tzw. terapii celowanych wykonali pod okiem prof. Opalińskiego bardzo młodzi naukowcy z UWr – doktoranci Aleksandra Chorążewska i Krzysztof Ciura oraz dr Natalia Porębska – podała wrocławska uczelnia.

Wrocławski zespół współpracował z naukowcami z Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN, Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz Goethe University w Frankfurcie.

Do tej pory przyjmowano, że opracowanie skutecznych nowoczesnych terapii celowanych w postaci koniugatów lek-przeciwciało (ADC) oraz lek-białko (PDC) sprowadza się do poszukiwania antygenu o wysokiej ekspresji w guzie i minimalnej w tkance prawidłowej, a następnie wprowadzeniu substancji cytotoksycznej drogą endocytozy. W praktyce znalezienie takiego „celu idealnego” dla terapii celowanych jest bardzo trudne, a dla części nowotworów do tej pory niemożliwe – wskazano w materiale uczelni na temat badań prowadzonych przez wrocławskich naukowców.

Badacze z zespołu prof. Opalińskiego i współpracujący z nim naukowcy udowodnili, że „zamiast szukać unikalnego antygenu, można przejąć kontrolę nad mechanizmem wchłaniania leku – sterując nim równocześnie od zewnątrz, jak i od wnętrza komórki”.

Wykazano, że sterując biologią komórki synchronicznie – z zewnątrz za pomocą geometrii cząsteczki rozpoznającej antygen i od wewnątrz poprzez precyzyjną farmakoterapię inhibitorami – można wprowadzać do terapii onkologicznej cele molekularne, które dotychczas uznawano za nieselektywne lub wręcz „niedostępne dla leków”.

– Może to w przyszłości umożliwić leczenie nowotworów, dla których nowoczesne terapie celowane są dotychczas niedostępne, jak rak trzustki, ze względu na brak specyficznych celów molekularnych – powiedziała cytowana w komunikacie uczelni naukowczyni z Uniwersytetu Wrocławskiego Aleksandra Chorążewska.

Prof. Opaliński podkreślił, że przeniesienie tej technologii do kliniki będzie wymagało dalszych badań. – Jednak zaprezentowane wyniki otwierają niezwykle obiecujący kierunek w rozwoju multimodalnych terapii celowanych – dodał.(PAP)

Źródło: Nauka w Polsce