Medicalpress
Specjaliści z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego w Białymstoku uratowali zdrowie skrajnego wcześniaka, stosując hybrydową pompę insulinową u dziewczynki ważącej zaledwie 990 gramów. Według lekarzy może to być najmniejszy pacjent na świecie leczony z wykorzystaniem tej technologii. Nowoczesne urządzenie pozwoliło opanować ciężką hiperglikemię i dało niedojrzałej trzustce czas na podjęcie prawidłowej pracy.

Dziewczynka przyszła na świat w marcu. Ważyła 700 gramów. Lekarze walczyli o jej życie, było wiele problemów medycznych typowych dla wcześniaków, ale badania wykazywały też podwyższony poziom glukozy we krwi. Nie pomagało, tradycyjnie stosowane w takich sytuacjach u wcześniaków, dożylne leczenie insuliną. Organizm dziewczynki nie reagował.

 Nie radziliśmy sobie. Wszelkie nasze próby unormowania glikemii spełzły na niczym. Problem kliniczny staraliśmy się rozwiązać prosząc o współpracę diabetologów (…) musieliśmy skorzystać z metod, bardzo wyszukanych, monitorowania glikemii i leczenia hiperglikemii  opowiadała dziennikarzom dr Elżbieta Ewa Kulikowska, kierownik Kliniki Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka w USK.

Lekarze oceniają, że przyczyną problemów u małej Zosi mógł być duży niedorozwój trzustki wynikający z etapu wcześniactwa, ale – jak oceniła dr Bożena Florys z USK, diabetolog zajmująca się ciężarnymi pacjentkami z cukrzycą, także pediatra – wtedy lekarze nie znali przyczyny, a mogło być ich wiele. Wymieniła, że dziewczynka mogła mieć np. cukrzycę typu I czy uszkodzoną trzustkę.

 W tym momencie nie miało to znaczenia, jaka to jest cukrzyca, chodziło o to, żeby ją dobrze poleczyć  powiedziała Florys.

Dodała, że przybieranie na wadze to u tak małego dziecka podstawowy wyznacznik prawidłowego rozwoju, a Zosia nie przybierała na wadze.

 To był sygnał że, coś trzeba zmienić  dodała Florys.

Zarówno sprzęt, dawki insuliny (precyzyjnie wyliczano jak ją rozcieńczyć solą fizjologiczną), wszystko było niestandardowe. Gdy dziewczynka ważyła 990 gramów lekarze zdecydowali się na podłączenie jej do hybrydowej pompy insulinowej. Dr Florys wytłumaczyła, że to najnowocześniejsza taka pompa na świecie, która ma połączone funkcje ciągłego oznaczania glikemii i podawania insuliny – jak to określiła – naśladującego trzustkę. Urządzenie może także sterować dawkowaniem insuliny (bez interwencji personelu medycznego), lub jej nie podawać, gdy jest jej za dużo.

Podłączenie urządzenia było trudne, bo dziecko było bardzo małe.

 Czujnik do mierzenia glikemii zajmował całą powierzchnię między udem, a kolanem (Zosi)  porównała dr Kulikowska.

Nie można było zrobić tradycyjnego wkłucia do podawania insuliny, bo mała pacjentka miała za mało tkanki tłuszczowej, zastosowano inne.

Zosia jest najprawdopodobniej najmniejszym dzieckiem na świecie, które było podłączone do hybrydowej pompy insulinowej.

 Nie znalazłyśmy w literaturze (medycznej) podłączenia pompy hybrydowej u tak małego dziecka  powiedziała dr Florys.

Dodała, że rozmawiała o tym także ostatnio na międzynarodowej konferencji medycznej w Amsterdamie. Są informacje o tym, że dotychczas najmniejsze dziecko podłączone do takiego urządzenia ważyło 1,5 kg, dlatego przypadek Zosi jest – jak to określiła – novum na skalą światową.

 Naprawdę śmiało to powiem. Cieszymy się, że się to udało (…) To jest super, że istnieje taki nowoczesny sprzęt, bo on daje dziecku czas, który czasem jest tak niezwykle potrzebny, żeby dojrzało, żeby podjęło własne funkcje i żeby prawidłowo się rozwijało, tak jak Zosia  powiedziała dr Bożena Florys.

Dziecko było podłączone do pompy przez miesiąc. Dzięki możliwościom pompy można było powoli wycofywać się z insuliny, gdy lekarze zobaczyli, że trzustka zaczyna pracować.

 Bardzo nas to uskrzydlało. To była najlepsza wersja zdarzeń, że trzustka jest niedojrzała i podejmie swoją pracę i tak się wydarzyło  opowiadała dr Bożena Florys.

Zosia ma glikemię w normie, nie musi korzystać z pompy. Teraz waży 3,2 kg. Lekarze zaznaczają, że nie wiadomo, co będzie w przyszłości; rodzina jest obciążona cukrzycą. Lekarze zaznaczają, że dziewczynka będzie wymagać kontroli w poradni diabetologicznej, a nawet badań genetycznych, aby określić czy – ewentualnie – w przyszłości z jakimi problemami z glikemią może mieć do czynienia.

Źródło: USK

„Otwórz umysł, a nie klatkę piersiową u dziecka” – to przesłanie cenionego na świecie wrocławskiego chirurga dziecięcego, prof. Dariusza Patkowskiego, który osiąga niezwykłe efekty w operacjach wrodzonego zarośnięcia przełyku. Wszystkie dzieci z tą wadą w Uniwersyteckim Szpitalu Klinicznym (USK) we Wrocławiu są operowane przez niego metodą małoinwazyjną, co nie jest powszechne w innych krajach.
Atrezja (zarośnięcie) przełyku to ciężka wada wrodzona, która wymaga pilnej operacji w pierwszych dniach życia noworodka. Dziecko musi jak najszybciej trafić do odpowiedniego szpitala, bo brak ciągłości przełyku uniemożliwia połykanie pokarmu i śliny, a także prowadzi do poważnych powikłań oddechowych. Najczęściej stosowane na świecie, tradycyjne leczenie wymaga otwarcia klatki piersiowej, co wiąże się z dużym urazem i długą rekonwalescencją.

Wrocławski ośrodek jednak od lat stawia na technikę małoinwazyjną. Istotą przełomu nie jest jedynie dostęp do nowoczesnych narzędzi, ale przede wszystkim gotowość do porzucenia tradycyjnych, obciążających metod leczenia. – Wdrożenie nowoczesnego standardu leczenia atrezji przełyku to proces, który wykracza poza samą salę operacyjną, obejmując zarówno rewolucję techniczną, jak i głęboką zmianę w mentalności środowiska medycznego.

Jeżdżąc z wykładami po świecie, na spotkaniach z innymi specjalistami promuję zasadę „Open your mind, not the chest” (Otwórz umysł, a nie klatkę piersiową u dziecka). Widzę jednak, jak bardzo trudno jest zmienić przyzwyczajenia – podkreśla prof. Dariusz Patkowski, kierownik Katedry i Kliniki Kardiochirurgii, Chirurgii i Urologii Dziecięcej UMW. Klucz do sukcesu Technika, która w USK jest z powodzeniem stosowana już od 2005 roku, opiera się na torakoskopii. Dzięki użyciu precyzyjnych narzędzi o średnicy zaledwie 3 mm chirurdzy są w stanie zespolić przełyk bez konieczności rozległego cięcia. Rocznie wrocławski ośrodek przeprowadza od kilkunastu do 30 takich zabiegów. Jak mówi prof. Patkowski, obecnie 100 procent rekonstrukcji zarośniętego przełyku wykonywanych jest torakoskopowo. – Efekty tej zmiany są spektakularne.

W Niemczech, gdzie torakoskopię stosuje się jedynie u 7% noworodków, średni czas pobytu dziecka w szpitalu po operacji wynosi ponad dwa miesiące. W Polsce pacjenci operowani nowoczesną metodą zazwyczaj wracają do domu już po dwóch lub trzech tygodniach. Polska, z wynikiem 65% operacji wykonywanych techniką małoinwazyjną, stała się pod tym względem liderem wyprzedzającym między innymi USA, gdzie wskaźnik ten wynosi około 15% – dodaje profesor. Best of the Best Kluczowym elementem skuteczności leczenia zarośniętego przełyku we wrocławskim ośrodku – poza operacją małoinwazyjną – jest stosowanie autorskich rozwiązań. Zespół chirurgów dziecięcych pod kierownictwem prof. dr. hab. n. med. Dariusza Patkowskiego zwyciężył w prestiżowym konkursie Best of the Best in Pediatric Surgery 2024.

Wyróżnienie przyznano za najlepszą na świecie pracę naukową i prezentację z zakresu chirurgii dziecięcej opublikowaną w 2023 roku. Doceniona publikacja dotyczyła autorskiej operacji zespolenia zarośniętego przełyku za pomocą torakoskopii z wykorzystaniem techniki wewnętrznej trakcji, stosowanej w leczeniu najtrudniejszych, długoodcinkowych postaci tej wady. Doświadczenie na wagę skuteczności Wdrażanie nowego standardu wiąże się również z postulatem centralizacji leczenia. Prof. Patkowski wskazuje, że rozproszenie przypadków na zbyt wiele ośrodków uniemożliwia lekarzom zdobycie odpowiedniego doświadczenia. W Polsce, gdzie rodzi się około 100 dzieci z tą wadą rocznie, optymalnym rozwiązaniem byłoby stworzenie pięciu wyspecjalizowanych centrów referencyjnych.

– Tego typu zabiegi wymagają ogromnego doświadczenia i regularnej praktyki. Dlatego uważam, że w Polsce powinno funkcjonować kilka wyspecjalizowanych centrów zajmujących się leczeniem tej wady.

Dziś transport noworodka nie jest już problemem, natomiast doświadczenia operacyjnego nie da się zdobyć inaczej niż poprzez wykonywanie dużej liczby zabiegów. Dzięki kompleksowemu podejściu, dzieci, które niegdyś miały minimalne szanse na normalne życie, dziś mogą prawidłowo się rozwijać, jeść i oddychać samodzielnie – podkreśla specjalista. Zabiegi zespolenia zarośniętego przełyku techniką torakoskopową stały się niejako znakiem firmowym Kliniki Chirurgii i Urologii Dziecięcej USK. Prof. Dariusz Patkowski przeprowadził taką operację w Polsce jako pierwszy w 2005 roku. Od tego czasu wykonał kilkaset zabiegów tego typu – w większości we Wrocławiu, ale również za granicą. Wrocławski chirurg jest zapraszany do asysty i operacji przez ośrodki chirurgii dziecięcej na całym świecie.

– Zastosowanie endoskopowych technik w zabiegach zespolenia przełyku przynosi znakomite rezultaty, a dodatkowo wiąże się z wielokrotnie mniejszym ryzykiem powikłań w porównaniu z operacjami z otwarciem klatki piersiowej – podsumowuje prof. Dariusz Patkowski. – Z tego powodu coraz więcej ośrodków medycznych interesuje się tymi metodami. Dzielimy się swoim bogatym doświadczeniem, prezentując je podczas konferencji naukowych, organizujemy także liczne szkolenia dla chirurgów dziecięcych. Dzięki temu metoda się rozpowszechnia, na czym korzystają przede wszystkim dzieci, dotknięte tą ciężką i zagrażającą życiu wadą. Kompleksowa opieka i wsparcie Ekspert argumentuje, że nowoczesny standard to także opieka wielospecjalistyczna, rozpoczynająca się już na etapie diagnostyki prenatalnej. Pozwala to na zaplanowanie porodu w miejscu, gdzie noworodek od razu trafi pod opiekę doświadczonego zespołu chirurgów, neonatologów i pielęgniarek.

Takie warunki stwarza Uniwersytecki Szpital Kliniczny we Wrocławiu, który leczy większość polskich noworodków z zarośnięciem przełyku. Dodatkowo szpital współpracuje z Polskim Stowarzyszeniem Rodzin z Atrezją Przełyku. Organizacja zrzesza rodziców i opiekunów dzieci urodzonych z tą rzadką wadą wrodzoną, oferując im wsparcie, integrację oraz dostęp do rzetelnej wiedzy medycznej.

Źródło: inf pras

Dokładnie rok temu – 19 marca 2025 roku weszła w życie ustawa, która „oddaje” rodzicom wcześniaków oraz noworodków wymagających hospitalizacji po urodzeniu czas spędzony przez dziecko w szpitalu. Uzupełniający urlop macierzyński to długo wyczekiwana zmiana legislacyjna, która wydłuża bezcenny czas opieki nad dzieckiem już po jego powrocie do domu. To przełomowe rozwiązanie powstało w odpowiedzi na wieloletnie postulaty strony społecznej – organizacji rodzicielskich i ekspertów medycznych. Nie byłoby ono możliwe, gdyby nie osobiste zaangażowanie Ministry Agnieszki Dziemianowicz-Bąk i pracowników Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Rok po wejściu przepisów w życie serdecznie dziękujemy wszystkim, którzy przyczynili się do przygotowanie zmian legislacyjnych w ekspresowym tempie i wprowadzenia ich w życie.
To niezwykle ważna i potrzebna zmiana, która przywraca rodzicom poczucie sprawiedliwości i pozwala im skupić się na tym, co najważniejsze – budowaniu więzi z dzieckiem i jego zdrowieniu. Przez lata zwracaliśmy uwagę, że dotychczasowe przepisy były niesprawiedliwe i nie uwzględniały sytuacji rodzin wcześniaków i hospitalizowanych noworodków. Rok temu wszystko się zmieniło, potrzeby rodziców wcześniaków i hospitalizowanych noworodków zostały dostrzeżone, a uzupełniający urlop macierzyński oddaje tym rodzinom bezcenny czas, który mogą spędzić ze swoim dzieckiem  – mówi prof. dr hab. n. med. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezeska Fundacji Koalicja dla wcześniaka.

To efekt wspólnej pracy wielu środowisk. Od roku widzimy realne efekty tych zmian – tysiące rodzin korzysta z nowych przepisów i zyskuje czas, który wcześniej był im odbierany. Wciąż jednak potrzeba informowania zarówno rodziców wcześniaków, jak i chorych noworodków wymagających hospitalizacji o tej możliwości – podkreśla Elżbieta Brzozowska, wiceprezeska Fundacji Koalicja dla wcześniaka.

Najważniejsze informacje o uzupełniającym urlopie macierzyńskim

Z uzupełniającego urlopu macierzyńskiego mogą skorzystać:

Dodatkowy urlop przysługuje w wymiarze odpowiadającym okresowi pobytu dziecka w szpitalu po porodzie. Jaki jest wymiar nowego świadczenia?
Z rozwiązania mogą skorzystać osoby objęte ubezpieczeniem chorobowym, uprawnione do urlopu macierzyńskiego. Aby otrzymać dodatkowe świadczenie, należy złożyć odpowiedni wniosek do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych lub pracodawcy, dołączając dokumentację potwierdzającą okres hospitalizacji dziecka. Uzupełniający urlop macierzyński jest fakultatywny i płatny w 100%. Trzeba go wykorzystać bezpośrednio po urlopie macierzyńskim, a nie po urlopie rodzicielskim. Wniosek trzeba złożyć przynajmniej 21 dni przed końcem podstawowego urlopu macierzyńskiego. Pracodawca nie może odmówić udzielenia dodatkowego świadczenia.

Ponad 3000 rodzin już skorzystało z nowego świadczenia

Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w ciągu pierwszego roku obowiązywania nowych przepisów z dodatkowego świadczenia skorzystało już ponad 3000 rodzin. To dowód na to, jak bardzo potrzebna była ta zmiana.

Rocznica wejścia w życie ustawy to moment podsumowania, ale także przypomnienia, że wsparcie rodzin wcześniaków i dzieci wymagających hospitalizacji powinno pozostać jednym z priorytetów polityki społecznej.

Źródło: Komunikat Prasowy

Ministerstwo Zdrowia wspólnie z Głównym Inspektorem Sanitarnym opublikowało komunikat dotyczący zasad szczepień noworodków przeciw gruźlicy w czasie realizacji ogólnopolskiego pilotażu badań przesiewowych w kierunku ciężkiego złożonego niedoboru odporności SCID. Dokument ma na celu uporządkowanie informacji oraz wyjaśnienie wątpliwości pojawiających się wokół kolejności szczepień i badań przesiewowych, a także podkreślenie, że uruchomienie nowego pilotażu nie zmienia obowiązujących zasad kwalifikacji do szczepienia BCG ani priorytetów zdrowia publicznego.
Ministerstwo Zdrowia informuje: Szczepienie noworodków przeciw gruźlicy (BCG) w pierwszej dobie życia jest w Polsce powszechne i obowiązkowe, a ponadto uzasadnione obecną sytuacją epidemiologiczną. Szczepionka BCG chroni dzieci, szczególnie najmłodsze, przed najcięższymi postaciami gruźlicy. Nowe badanie przesiewowe umożliwia wczesne wykrycie SCID (ciężkiego złożonego niedoboru odporności) i natychmiastowe rozpoczęcie leczenia. W przypadku dziecka z wykrytym SCID, które zostało zaszczepione BCG, niezwłocznie wdrażane jest profilaktyczne leczenie przeciwprątkowe.

Wprowadzenie pilotażu badań przesiewowych w kierunku SCID nie zmienia zasad kwalifikacji do szczepienia BCG. W związku z wyższym ryzykiem zachorowania na gruźlicę (4236 przypadków w 2024 roku) nieszczepionych noworodków i niemowląt niż podania szczepionki BCG dziecku z zespołem SCID (obecne ryzyko wystąpienia SCID wynosi 1/55 000–60 000 urodzeń żywych, co daje 4-5 przypadków na rok w Polsce), szczepienia przeciw BCG noworodków pozostają priorytetem. Nie zmieniło się to po uruchomieniu ogólnopolskiego pilotażu badania przesiewowego noworodków w kierunku ciężkiego złożonego wrodzonego niedoboru odporności (SCID) w ramach finansowanego przez Ministerstwo Zdrowia Programu Badań Przesiewowych Noworodków.

Celem nowego badania przesiewowego jest wczesne wykrycie SCID i natychmiastowe rozpoczęcie leczenia przyczynowego.

Każde dziecko z rozpoznanym SCID zostaje objęte opieką Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie. W przypadku dziecka, u którego wykryto SCID i które zostało zaszczepione szczepionką BCG, może być wdrożone profilaktyczne leczenie przeciwprątkowe, które skutecznie zapobiega wystąpieniu niepożądanych odczynów poszczepiennych. Nie ma racjonalnych przesłanek do odraczania szczepienia BCG do czasu wykluczenia zespołu SCID na podstawie badania przesiewowego. Przed wykonaniem szczepienia lekarz przeprowadza obowiązkowe badanie kwalifikacyjne, które pozwala wykluczyć przeciwwskazania do szczepienia, w tym poprzez szczegółowy wywiad dotyczący wrodzonych niedoborów odporności w rodzinie noworodka. W przypadku dzieci, u których lekarz stwierdza realne ryzyko choroby, szczepienie BCG zostaje odroczone.

Czas oczekiwania na wynik badania przesiewowego w kierunku SCID wykonywanego przez Instytut Matki i Dziecka w Warszawie wynosi obecnie ok. 5-12 dni, czyli wynik jest dostępny zazwyczaj po wypisie dziecka ze szpitalnego oddziału noworodkowego.

Rodzice dzieci, u których odroczono termin wykonania szczepienia BCG, są zobowiązani do uzupełnienia tego szczepienia w jak możliwie jak najkrótszym czasie po wypisie dziecka ze szpitala.

Aby zapewnić jak największą dostępność do szczepień uzupełniających BCG poza oddziałami noworodkowymi, szczepienie to może być realizowane w punktach szczepień przy oddziałach szpitalnych lub w ramach wskazanych na terenie danego powiatu placówek podstawowej opieki zdrowotnej.

W przypadku odroczenia terminu szczepienia BCG obowiązkiem personelu oddziału noworodkowego przy wypisie jest wskazanie rodzicom dziecka sposobu uzyskania wyniku badania przesiewowego oraz wskazanie miejsca wykonania uzupełniającego szczepienia BCG.

Lista punktów szczepień realizujących szczepienia uzupełniające BCG u noworodków i niemowląt zostanie opublikowana na stronie MZ i GIS. Jeżeli pojawi się problem z uzyskaniem szczepienia dziecka, wsparcie zapewni właściwa powiatowa stacja sanitarno-epidemiologiczna (https://www.gov.pl/web/gis/stacje-sanitarno-epidemiologiczne).

Wszystkie noworodki w Polsce badane są w kierunku 30 chorób wrodzonych w ramach programu polityki zdrowotnej państwa pn. „Rządowy program badań przesiewowych noworodków na lata 2019-2026”. Celem tych badań jest wczesne wykrycie genetycznie uwarunkowanej choroby, co daje możliwość wczesnej interwencji i podjęcia leczenia dziecka. Od 15 września 2025 roku rozpoczęto pilotażowe badania przesiewowe pod kątem 6 nowych jednostek chorobowych, w tym wrodzonych niedoborów odporności. Jest to grupa chorób, w przebiegu których dochodzi do zaburzenia działania układu odpornościowego i zaburzeń odpowiedzi immunologicznej. Największy problem kliniczny stanowią ciężkie, złożone niedobory odporności, w których pierwsze objawy kliniczne pojawiają się zazwyczaj w okresie wczesnoniemowlęcym, a ich przebieg może zagrażać zdrowiu i życiu dziecka z powodu zakażeń wirusowych, bakteryjnych, grzybiczych czy pasożytniczych. Ciężkie postacie SCID należą do grupy chorób ultrarzadkich – częstość występowania SCID szacowana jest na ≈1/55 000-60 000 urodzeń, co oznacza 4-6 przypadków rocznie w Polsce.

Wczesne wykrycie zespołu SCID umożliwia objęcie takich dzieci specjalistyczną opieką, w tym wdrożenie odpowiedniego leczenia (przeszczep macierzystych komórek krwiotwórczych, terapia genowa) oraz postępowania profilaktycznego. Noworodki z zespołem SCID, które zostały zaszczepione przeciw gruźlicy, wymagają monitorowania, a w uzasadnionych przypadkach, wdrożenia profilaktycznego leczenia, celem zapobiegania niepożądanym odczynom poszczepiennym.

W związku z występowaniem w Polsce gruźlicy, zgodnie z wytycznymi WHO oraz obowiązującymi przepisami prawa, wszystkie zdrowe noworodki powinny być zaszczepione przeciw gruźlicy przed wypisem ze szpitalnego oddziału noworodkowego.

Gruźlica jest chorobą, która w dalszym ciągu stanowi znaczący problem zdrowotny w Polsce i na świecie. Zapadalność w ostatnich latach wynosi ok. 9-11 na 100 tys. ludności i jest wielokrotnie wyższa niż częstość występowania SCID. Szacuje się, że rocznie w Polsce może urodzić się 4-6 dzieci z zespołem SCID, a nowych chorych na gruźlicę jest ponad 4 tys. Oznacza to, że ryzyko zakażenia noworodka gruźlicą jest istotnie wyższe niż ryzyko związane z zaszczepieniem przeciw gruźlicy dziecka z zespołem SCID. Głównym celem szczepienia BCG nie jest całkowite zapobieżenie zakażeniu, ale ochrona przed najgroźniejszymi, często śmiertelnymi powikłaniami gruźlicy. U nieszczepionego noworodka drastycznie rośnie ryzyko wystąpienia gruźliczego zapalenia opon mózgowo-rdzeniowych, które może prowadzić do trwałych uszkodzeń neurologicznych lub śmierci, jak również tzw. gruźlicy prosówkowej (rozsianej), w której prątki gruźlicy rozprzestrzeniają się drogą krwi do wielu narządów jednocześnie, co stanowi bezpośrednie zagrożenie życia.

W przypadku podjęcia decyzji o odroczeniu szczepienia przeciw gruźlicy w okresie noworodkowym, należy w jak najkrótszym czasie uzupełnić to szczepienie, ze względu na ryzyko zachorowania na gruźlicę.
Szczegółowe informacje o programie badań przesiewowych (https://przesiew.imid.med.pl/)

Źródło informacji: MZ

Profesor Tomasz Szczapa został powołany na stanowisko konsultanta krajowego w dziedzinie neonatologii, wynika z opublikowanych informacji Ministerstwa Zdrowia oraz mediów branżowych. Funkcję tę objął 2 lutego 2026 r., zastępując prof. Ewę Helwich, która pełniła rolę konsultantki krajowej w tej specjalności przez blisko 25 lat.
Prof. Tomasz Szczapa jest pediatrą i neonatologiem związanym z Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Kieruje II Kliniką Neonatologii Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Klinicznego tej uczelni oraz pełni funkcję prodziekana Wydziału Medycznego. Od 2023 r. jest także prezesem Polskie Towarzystwo Neonatologiczne. W jego dorobku naukowym i organizacyjnym znajduje się udział w opracowywaniu europejskich wytycznych resuscytacji noworodka oraz kierowanie pracami związanymi z optymalizacją wsparcia oddechowego, monitorowania i resuscytacji noworodków.

Stanowisko konsultanta krajowego w neonatologii powstało po tym, jak Ministerstwo Zdrowia odwołało prof. Helwich ze stanowiska konsultantki, co wywołało szeroką reakcję środowiska medycznego. Prof. Helwich zajmowała to stanowisko przez ponad dwie dekady, a jej odwołanie nastąpiło w związku z różnicami stanowiskami wobec pilotażu badań przesiewowych noworodków w kierunku ciężkiego złożonego niedoboru odporności (SCID), w szczególności w kontekście kolejności wykonywania tego badania oraz szczepienia przeciw gruźlicy BCG.

Decyzja resortu zdrowia spotkała się z różnymi reakcjami. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej opublikowało pismo, w którym zaapelowało o przywrócenie prof. Helwich na stanowisko, argumentując, że nie dostrzega merytorycznych podstaw do jej odwołania i że działania podejmowane przez nią były motywowane troską o bezpieczeństwo noworodków.

Nowy konsultant krajowy obejmuje stanowisko w obszarze neonatologii, które pełni kluczową rolę w systemie ochrony zdrowia w zakresie opieki nad noworodkiem i wczesnej interwencji medycznej. Funkcja ta wiąże się z doradztwem resortu zdrowia w zakresie standardów opieki neonatologicznej, udziałem w tworzeniu i opiniowaniu wytycznych klinicznych oraz współpracą ze środowiskami medycznymi i naukowymi.

Dotychczasowe doświadczenie prof. Szczapy, jego działalność naukowa oraz funkcje kierownicze w neonatologii stanowią podstawę do pełnienia roli konsultanta krajowego w tej specjalności. Nominalna kadencja konsultanta krajowego zgodnie z przepisami ma trwać pięć lat, choć w praktyce jej długość może być dokumentowana od daty powołania.

Źródło: Ministerstwo Zdrowia

Wcześniak słyszy świat inaczej. Dziecko urodzone przedwcześnie opuszcza środowisko o niemal stałym, filtrowanym widmie dźwięków, na który składa się rytm serca matki, jednostajny szum krwi oraz miękkie brzmienie głosu przenikającego przez płyn owodniowy. Jego intensywność jest przytłumiona w formie kojącej, przewidywalnej, niskoczęstotliwościowej. Po urodzeniu maluch trafia jednak do świata, w którym dźwięk już nie jest tłem, lecz siłą, która kształtuje jego biologię. Co wiemy na temat hałasu na intensywnej terapii noworodków, w którym każdy oddech, każdy ruch i każda decyzja mają znaczenie?
Wciąż zbyt mało mówi się o tym, jak duże znaczenie w życiu przedwcześnie urodzonego dziecka ma każdy decybel. Prawda jest taka, że w sali pełnej monitorów, respiratorów i pomp infuzyjnych zwyczajnie panuje hałas. A to on – obok niedojrzałych płuc i zbyt kruchego układu nerwowego – może zdecydować o tym, z jakim mózgiem, słuchem i potencjałem rozwojowym wcześniak wyjdzie ze szpitala.

Wcześniaki są szczególnie wrażliwe na dźwięki o wysokim natężeniu i zmiennym charakterze. Hałas wpływa na ich narząd słuchu i na całe funkcjonowanie organizmu – od oddychania po rytm snumówi Monika Sadłowska z Ecophon Saint-Gobain, od lat zajmująca się akustyką przestrzeni medycznych. Jej zdanie oddaje sedno problemu, który pozostaje w cieniu sprzętu, procedur i technologii.

Cisza w łonie matki chroni, hałas po urodzeniu zmienia wszystko

Środowisko, w którym powinno dojrzewać ucho dziecka, to świat płynu owodniowego, biologicznego wytłumienia i miękkich, przewidywalnych dźwięków. W badaniach określa się je jako środowisko o niewielkiej zmienności bodźców i dominacji niskich częstotliwości. To w takich warunkach dojrzewa narząd Cortiego, jeden z najbardziej delikatnych elementów ludzkiej anatomii.

Wcześniak trafia natomiast w przestrzeń akustyczną, która z perspektywy rozwojowej jest dla niego drastycznie obca. Eksperci opisują tę zmianę jako przejście z biologicznie znajomych dźwięków o niskim natężeniu do głośnego i nieprzewidywalnego środowiska szpitalnego, które nie tylko obciąża układ nerwowy, ale również modyfikuje tempo dojrzewania mózgu.

Charakterystyka dźwięku na oddziałach neonatologicznych jest specyficzna. Nie chodzi o jednostajny szum. W badaniach opisuje się ją jako środowisko o dużej zmienności, gdzie natężenie potrafi skakać w górę i w dół. W ułamkach sekund pojawiają się nagłe, ostre sygnały, a tło – choć stałe – bywa zbyt intensywne. To znacząco różni się od świata prenatalnego, w którym przewidywalność bodźca jest równie ważna, jak jego natężeniezaznacza Monika Sadłowska. – Wcześniaki reagują nie tylko na głośne dźwięki, ale przede wszystkim na te nagłe, przerywane, o charakterze alarmu. To one powodują skoki tętna, zaburzenia oddychania i zakłócenia snudodaje.

Co tak naprawdę słyszy wcześniak?

Źródła hałasu na oddziale są dobrze znane neonatologom, ale rzadko budzą zainteresowanie opinii publicznej. Starsze inkubatory osiągały wewnątrz 60–70 dB, co odpowiada głośności odkurzacza. Nowsze konstrukcje są cichsze – 45–50 dB, a w najlepszych modelach około 40 dB. Resuscytatory noworodkowe są praktycznie bezgłośne, respiratory generują jednostajny szum, natomiast rury doprowadzające gazy potrafią wytwarzać krótkie, nieregularne „bzyczenia”. Wentylacja nieinwazyjna przy wysokich przepływach osiąga około 50 dB, wentylacja inwazyjna bywa cichsza, ale to nie ona dominuje w profilu akustycznym oddziału.

Stresogenne są również alarmy pomp infuzyjnych – nagłe, przerywane, zaprojektowane tak, by zwracać uwagę dorosłych. Nie projektowano ich z myślą o układzie nerwowym 900-gramowego dziecka.

Poziomy hałasu w zamkniętym inkubatorze. Źródło: Lehman I, Królak-Olejnik B., „Dźwięk na oddziale intensywnej terapii i jego wieloaspektowy wpływ na rozwój noworodka”, Postępy Neonatologii, 2019;25(2)

Drugą warstwę hałasu tworzy sam człowiek. Pomiary poziomów hałasu wewnątrz inkubatora wykazują, że rozmowa przy inkubatorze to 55–67 dB, śmiech – do 85 dB, kaszel – 74 dB. Dynamiczne zamknięcie szuflady daje 89 dB, odłączanie gazów medycznych – 102 dB (Lehman I. i Królak-Olejnik B., Postępy Neonatologii, 2019). Te liczby rzadko robią wrażenie na dorosłych, którzy mogą bez trudu obniżyć swój własny próg wrażliwości. Ale dla wcześniaka każdy taki bodziec jest sygnałem alarmowym. W jego świecie dźwięk nie jest informacją – jest zakłóceniem.

Problem nie tylko w Polsce

Problem nie dotyczy wyłącznie polskich oddziałów. W kanadyjskim badaniu z 2022 roku poziom hałasu w oddziałach neonatologicznych wynosił średnio 58,2 dB w dzień, 53,6 dB wieczorem i 54,5 dB w nocy. Maksymalne wartości sięgały 83,5 dB, czyli tyle, ile ruchliwa ulica. Przez 90 procent czasu poziom dźwięku przekraczał rekomendowane 45 dB – wartość wskazaną przez Amerykańską Akademię Pediatrii jako granica bezpieczna dla rozwijającego się układu słuchu.

Najgłośniejsze momenty były zawsze związane z tymi samymi czynnikami: alarmami pomp, pracą respiratorów, wentylacją nieinwazyjną i ruchem personelu. Badacze zwracają uwagę na coś jeszcze – im więcej osób przebywało w sali, tym więcej było hałasu. To nie przypadek, lecz architektura akustyczna, która wzmacnia i odbija dźwięk, zamiast go tłumić.

Konsekwencje są jednak wielowymiarowe. Wcześniaki są nawet dziesięć razy bardziej narażone na uszkodzenie słuchu niż dzieci urodzone o czasie. Krytycznym progiem, po którego przekroczeniu rośnie ryzyko uszkodzenia komórek słuchowych, jest około 80 dB. Tymczasem przypadkowe zdarzenia na oddziale osiągają ten poziom bez wysiłku.

Jednocześnie hałas wpływa nie tylko na słuch. W obszernym artykule Lehman, Królak-Olejnik (2019) opisano zaburzenia mikrostruktury istoty białej, zmniejszoną objętość określonych obszarów mózgu i obniżone możliwości poznawcze w późniejszym wieku. Dzieci narażone na dźwięki powyżej 50 dB częściej mają zakłócony rytm snu, a sen jest dla wcześniaka procesem naprawczym i neuroregeneracyjnym. Rosną poziomy kortyzolu i glukozy, zwiększa się zapotrzebowanie na tlen, pojawiają się bezdechy. To wszystko dzieje się nie dlatego, że sprzęt jest głośny, ale dlatego, że dla ultra-wrażliwego organizmu każdy nagły sygnał jest zagrożeniem.

Dźwięk może również leczyć

Ekspozycja na głos matki, bicie jej serca, niskie częstotliwości znane z życia płodowego stabilizują parametry życiowe dziecka, poprawiają saturację, pogłębiają sen, wspierają przybieranie na wadze. W badaniach opisano, że te „znane dźwięki” mogą chronić przed negatywnymi skutkami środowiska zewnętrznego. – Nie wszystkie dźwięki są czymś, co trzeba wyeliminować. Mogą stać się częścią środowiska, które można świadomie ukształtować  – zaznacza Monika Sadłowska.

Najważniejszą interwencją okazuje się coś pozornie banalnego, czyli świadomość. – Kluczowe jest zrozumienie, jak hałas wpływa na rozwój wcześniaków. I równie ważne – odpowiednia akustyka pomieszczeń, materiały, które pochłaniają dźwięk i ograniczają jego odbiciadodaje ekspertka Ecophon Saint-Gobain. Jej słowa wskazują, że rozwiązania nie wymagają rewolucji technologicznej, lecz mądrego projektowania oddziałów.

W polskich zaleceniach neonatologicznych dopuszczalny poziom dźwięku określono na 40–45 dB w dzień i 35–40 dB w nocy. Istnieją również wymagania akustyczne co do projektowania nowych i modernizowanych oddziałów intensywnej terapii, które mówią o zapewnieniu odpowiednich materiałów wytłumiających dźwięk (norma PN-B-02151-4). To nie są zalecenia abstrakcyjne, lecz parametry, które mogą zdecydować o jakości rozwoju dziecka.

W Dniu Wcześniaka wiele mówi się o cudach medycyny i sile najmniejszych. Ale prawdziwym sprawdzianem troski jest to, czy potrafimy dostrzec elementy niewidzialne – takie jak dźwięk. Hałas nie jest tylko irytującym dodatkiem do technologicznej scenerii oddziałów. Jest jednym z czynników biologicznych, który może wspierać lub zakłócać rozwój. – Cisza, ta zaprojektowana, świadoma, mądra, staje się częścią terapii. Pytanie, które warto zadać 17 listopada, brzmi więc nie tylko: ile wcześniaków udało się uratować? Brzmi również: w jakim świecie dźwięku nauczyły się żyć? – podsumowuje ekspertka.

Żródło: Komunikat Prasowy

Niedotlenienie okołoporodowe i niewydolność oddechowa u noworodka mogą doprowadzić do jego niepełnosprawności fizycznej i intelektualnej, a w najgorszym wypadku nawet śmierci. Hipotermia lecznicza, polegająca na kontrolowanym obniżeniu temperatury ciała, pozwala temu zapobiec. Liczy się jednak czas, bo po sześciu godzinach niedotlenienia zmiany w mózgu dziecka mogą być już nieodwracalne. Dlatego Uniwersytet Medyczny w Poznaniu wspólnie z Generali Polska i Fundacją The Human Safety Net wdrażają projekt, który pozwala zastosować tę terapię już w trakcie transportu noworodka do szpitala – w karetce neonatologicznej. Specjalistyczny sprzęt trafił właśnie do łódzkiego Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki.
 –Zamierzamy dostarczać je do kolejnych placówek– zapowiada Andrea Simoncelli, przewodniczący rady nadzorczej Generali Polska. 

Hipotermia lecznicza polega na kontrolowanym obniżeniu temperatury ciała noworodka. To uznana na świecie metoda poprawiająca wyniki leczenia dzieci dotkniętych niedotlenieniem okołoporodowym, czyli tzw. asfiksją.

 Stosujemy ją u noworodków, które urodziły się w złym stanie z powodu jakichś zdarzeń okołoporodowych, jak np. zaburzenia przepływu łożyskowego. Poród to zawsze jest duży wysiłek dla dziecka, któremu czasem brakuje tlenu, i taki stan nazywamy potocznie zamartwicą. To jest problem, który może prowadzić do ciężkich zaburzeń rozwojowych. Konsekwencją niedotlenienia okołoporodowego może być np. mózgowe porażenie dziecięce. Hipotermia daje nam szansę, aby chronić dzieci przed tymi zaburzeniami rozwojowymi, pod warunkiem jednak że zostanie zastosowana wcześnie – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr hab. n. med. Iwona Maroszyńska, prof. ICZMP, dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.

Okno terapeutyczne wynosi maksymalnie sześć godzin, zanim zmiany w mózgu dziecka staną się nieodwracalne, prowadząc m.in. do niepełnosprawności fizycznej i intelektualnej, a w cięższych przypadkach nawet śmierci.

 Jeżeli po incydencie niedotlenienia okołoporodowego nie zastosujemy hipotermii leczniczej bądź zastosujemy ją zbyt późno, w ciągu sześciu godzin dochodzi do trwałych uszkodzeń komórek ośrodkowego układu nerwowego, co długofalowo prowadzi do zaburzeń rozwojowych. Pod tym hasłem kryje się szereg jednostek chorobowych, w tym przede wszystkim mózgowe porażenie dziecięce. To powoduje praktycznie trwałe kalectwo w zakresie rozwoju ruchowego, czyli będziemy mieć do czynienia z osobą, która będzie wymagać wózka bądź kul, wsparcia w poruszaniu się. Z drugiej strony dochodzi też do zaburzeń poznawczych, a więc taka osoba nie będzie mogła w pełni uczestniczyć w życiu społecznym – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Jan Mazela, kierownik Oddziału Neonatologicznego Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Klinicznego w Poznaniu.

W Polsce przez długi czas hipotermia lecznicza u noworodków była stosowana tylko stacjonarnie, podczas hospitalizacji w wybranych ośrodkach o najwyższym stopniu referencyjności. Zazwyczaj znajdują się one w dużych miastach. Dzieci urodzone w odległych miejscowościach musiały dotrzeć do takiego specjalistycznego szpitala w ciągu kluczowych sześciu godzin od porodu, co w praktyce często okazywało się trudne. Dlatego w 2019 roku w Polsce wystartował program, który pozwala zastosować hipotermię leczniczą już w trakcie transportu noworodka do szpitala – w karetce neonatologicznej wyposażonej w specjalistyczny sprzęt.

 W ICZMP stosujemy hipotermię leczniczą u noworodków już od 2008 roku. Byliśmy pierwszym ośrodkiem, który wprowadził tę metodę leczenia. Ale zdarza się, że dziecko rodzi się poza naszym szpitalem. Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że województwo łódzkie nie jest duże, w ciągu kilku godzin da się do nas dojechać. Zasada dotycząca transportu noworodka jest jednak taka, że my najpierw musimy to dziecko ustabilizować. A taka karetka to jest stanowisko intensywnej terapii na kółkach – mówi dr hab. Iwona Maroszyńska.

– Przełomowość programu polega na tym, że dzięki wyposażeniu karetek w drogie, specjalistyczne urządzenie lekarze mają możliwość zastosowania terapii właśnie w tzw. złotym oknie – dodaje prof. Jan Mazela.

Zapoczątkowany trzy lata temu program hipotermii leczniczej noworodków w transporcie neonatologicznym to wspólne przedsięwzięcie Generali Polska, Fundacji The Human Safety Net i Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Na początek objął trzy województwa, a specjalistyczne wyposażenie do karetek ratujące życie noworodków trafiło do szpitali w Poznaniu, Bydgoszczy i Zielonej Górze.

– Program hipotermii leczniczej w transporcie noworodkowym działa w Poznaniu od ponad dwóch lat. W tym czasie przetransportowano sześć noworodków, które po urodzeniu wymagały hipotermii leczniczej, ale do porodu doszło w szpitalu, który nie miał możliwości przeprowadzenia takiego leczenia – mówi kierownik Oddziału Neonatologicznego Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Klinicznego w Poznaniu.

– Dzięki współpracy z profesorem Janem Mazelą z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, wybitnym specjalistą w dziedzinie neonatologii, rozpoczęliśmy projekt wyposażania karetek neonatologicznych w sprzęt, dzięki któremu można pomóc noworodkom dotkniętym niedotlenieniem. Leczenie zastosowane z jego użyciem w ciągu pierwszych sześciu godzin po urodzeniu ogromnie zwiększa szanse na przeżycie dziecka. Realizujemy ten projekt ze wsparciem fundacji Generali – The Human Safety Net – mówi Andrea Simoncelli, przewodniczący rady nadzorczej Generali Polska.

Jak wskazuje, rozwój programu na chwilę wstrzymała pandemia COVID-19, ale teraz został on wznowiony. Kolejna karetka ze sprzętem do hipotermii leczniczej noworodków trafiła już do Łodzi.

– Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi jest czwartym ośrodkiem, do którego trafił ten specjalistyczny sprzęt, a środki na ten sprzęt zgromadziliśmy z pomocą naszych pracowników. Zamierzamy dostarczać go do kolejnych placówek – zapowiada Andrea Simoncelli.

Sprzęt przekazany do łódzkiego szpitala został zakupiony dzięki zaangażowaniu pracowników Generali Polska podczas globalnego wyzwania fundacji The Human Safety Net w 2021 roku. Wolontariusze podczas dwóch tygodni trwania wyzwania m.in. jeździli na rowerach, chodzili z kijkami nordic walking, biegali po górach, przebywając prawie 22 tys. km, aby szerzyć świadomość asfiksji. Wolontariusze Generali Polska zebrali w efekcie ponad 50 tys. zł, a firma podwoiła tę kwotę.

źródlo: newseria

Niedotlenienie okołoporodowe i niewydolność oddechowa u noworodka mogą doprowadzić do jego niepełnosprawności fizycznej i intelektualnej, a w najgorszym wypadku nawet śmierci. Hipotermia lecznicza, polegająca na kontrolowanym obniżeniu temperatury ciała, pozwala temu zapobiec. Liczy się jednak czas, bo po sześciu godzinach niedotlenienia zmiany w mózgu dziecka mogą być już nieodwracalne. Dlatego Uniwersytet Medyczny w Poznaniu wspólnie z Generali Polska i Fundacją The Human Safety Net wdrażają projekt, który pozwala zastosować tę terapię już w trakcie transportu noworodka do szpitala – w karetce neonatologicznej. Specjalistyczny sprzęt trafił właśnie do łódzkiego Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki.
 –Zamierzamy dostarczać je do kolejnych placówek– zapowiada Andrea Simoncelli, przewodniczący rady nadzorczej Generali Polska. 

Hipotermia lecznicza polega na kontrolowanym obniżeniu temperatury ciała noworodka. To uznana na świecie metoda poprawiająca wyniki leczenia dzieci dotkniętych niedotlenieniem okołoporodowym, czyli tzw. asfiksją.

 Stosujemy ją u noworodków, które urodziły się w złym stanie z powodu jakichś zdarzeń okołoporodowych, jak np. zaburzenia przepływu łożyskowego. Poród to zawsze jest duży wysiłek dla dziecka, któremu czasem brakuje tlenu, i taki stan nazywamy potocznie zamartwicą. To jest problem, który może prowadzić do ciężkich zaburzeń rozwojowych. Konsekwencją niedotlenienia okołoporodowego może być np. mózgowe porażenie dziecięce. Hipotermia daje nam szansę, aby chronić dzieci przed tymi zaburzeniami rozwojowymi, pod warunkiem jednak że zostanie zastosowana wcześnie – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr hab. n. med. Iwona Maroszyńska, prof. ICZMP, dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.

Okno terapeutyczne wynosi maksymalnie sześć godzin, zanim zmiany w mózgu dziecka staną się nieodwracalne, prowadząc m.in. do niepełnosprawności fizycznej i intelektualnej, a w cięższych przypadkach nawet śmierci.

 Jeżeli po incydencie niedotlenienia okołoporodowego nie zastosujemy hipotermii leczniczej bądź zastosujemy ją zbyt późno, w ciągu sześciu godzin dochodzi do trwałych uszkodzeń komórek ośrodkowego układu nerwowego, co długofalowo prowadzi do zaburzeń rozwojowych. Pod tym hasłem kryje się szereg jednostek chorobowych, w tym przede wszystkim mózgowe porażenie dziecięce. To powoduje praktycznie trwałe kalectwo w zakresie rozwoju ruchowego, czyli będziemy mieć do czynienia z osobą, która będzie wymagać wózka bądź kul, wsparcia w poruszaniu się. Z drugiej strony dochodzi też do zaburzeń poznawczych, a więc taka osoba nie będzie mogła w pełni uczestniczyć w życiu społecznym – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Jan Mazela, kierownik Oddziału Neonatologicznego Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Klinicznego w Poznaniu.

W Polsce przez długi czas hipotermia lecznicza u noworodków była stosowana tylko stacjonarnie, podczas hospitalizacji w wybranych ośrodkach o najwyższym stopniu referencyjności. Zazwyczaj znajdują się one w dużych miastach. Dzieci urodzone w odległych miejscowościach musiały dotrzeć do takiego specjalistycznego szpitala w ciągu kluczowych sześciu godzin od porodu, co w praktyce często okazywało się trudne. Dlatego w 2019 roku w Polsce wystartował program, który pozwala zastosować hipotermię leczniczą już w trakcie transportu noworodka do szpitala – w karetce neonatologicznej wyposażonej w specjalistyczny sprzęt.

 W ICZMP stosujemy hipotermię leczniczą u noworodków już od 2008 roku. Byliśmy pierwszym ośrodkiem, który wprowadził tę metodę leczenia. Ale zdarza się, że dziecko rodzi się poza naszym szpitalem. Oczywiście ktoś mógłby powiedzieć, że województwo łódzkie nie jest duże, w ciągu kilku godzin da się do nas dojechać. Zasada dotycząca transportu noworodka jest jednak taka, że my najpierw musimy to dziecko ustabilizować. A taka karetka to jest stanowisko intensywnej terapii na kółkach – mówi dr hab. Iwona Maroszyńska.

– Przełomowość programu polega na tym, że dzięki wyposażeniu karetek w drogie, specjalistyczne urządzenie lekarze mają możliwość zastosowania terapii właśnie w tzw. złotym oknie – dodaje prof. Jan Mazela.

Zapoczątkowany trzy lata temu program hipotermii leczniczej noworodków w transporcie neonatologicznym to wspólne przedsięwzięcie Generali Polska, Fundacji The Human Safety Net i Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Na początek objął trzy województwa, a specjalistyczne wyposażenie do karetek ratujące życie noworodków trafiło do szpitali w Poznaniu, Bydgoszczy i Zielonej Górze.

– Program hipotermii leczniczej w transporcie noworodkowym działa w Poznaniu od ponad dwóch lat. W tym czasie przetransportowano sześć noworodków, które po urodzeniu wymagały hipotermii leczniczej, ale do porodu doszło w szpitalu, który nie miał możliwości przeprowadzenia takiego leczenia – mówi kierownik Oddziału Neonatologicznego Ginekologiczno-Położniczego Szpitala Klinicznego w Poznaniu.

– Dzięki współpracy z profesorem Janem Mazelą z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu, wybitnym specjalistą w dziedzinie neonatologii, rozpoczęliśmy projekt wyposażania karetek neonatologicznych w sprzęt, dzięki któremu można pomóc noworodkom dotkniętym niedotlenieniem. Leczenie zastosowane z jego użyciem w ciągu pierwszych sześciu godzin po urodzeniu ogromnie zwiększa szanse na przeżycie dziecka. Realizujemy ten projekt ze wsparciem fundacji Generali – The Human Safety Net – mówi Andrea Simoncelli, przewodniczący rady nadzorczej Generali Polska.

Jak wskazuje, rozwój programu na chwilę wstrzymała pandemia COVID-19, ale teraz został on wznowiony. Kolejna karetka ze sprzętem do hipotermii leczniczej noworodków trafiła już do Łodzi.

– Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi jest czwartym ośrodkiem, do którego trafił ten specjalistyczny sprzęt, a środki na ten sprzęt zgromadziliśmy z pomocą naszych pracowników. Zamierzamy dostarczać go do kolejnych placówek – zapowiada Andrea Simoncelli.

Sprzęt przekazany do łódzkiego szpitala został zakupiony dzięki zaangażowaniu pracowników Generali Polska podczas globalnego wyzwania fundacji The Human Safety Net w 2021 roku. Wolontariusze podczas dwóch tygodni trwania wyzwania m.in. jeździli na rowerach, chodzili z kijkami nordic walking, biegali po górach, przebywając prawie 22 tys. km, aby szerzyć świadomość asfiksji. Wolontariusze Generali Polska zebrali w efekcie ponad 50 tys. zł, a firma podwoiła tę kwotę.

źródlo: newseria

Przez kilkanaście dni Ukrainę opuściły ponad dwa miliony osób. Mimo to w kraju przybywa i będzie przybywać obywateli: według danych ONZ w Ukrainie jest obecnie 265 000 kobiet w ciąży, z czego 80 000 w ostatnim trymestrze. Dzieci i matki, których nie uda się uratować, będą cichymi ofiarami tej wojny – komentuje Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej.
Szpitale położnicze w niektórych obwodach zostały zniszczone w wyniku trwających ataków i nie są w stanie kontynuować działalności, narażając kobiety na brak dostępu do opieki medycznej w tym trudnym dla nich czasie. Nawet posiadając wystarczające zasoby, karetki i personel medyczny, nie uda się przewieźć ich wszystkich bezpiecznie poza ukraińską granicę. Pokonanie dystansu, który dawniej zajmował kilka godzin, teraz wydłuża się do kilku dni. Do krajów sąsiadujących dotarły już osoby mieszkające bliżej granicy i korzystające z własnego środka transportu. Ale w głębi kraju wciąż wiele kobiet czeka na pomoc, a ewakuacja jest opóźniana ze względu na ataki. Według informacji partnerów Polskiej Misji Medycznej, na przejściach granicznych codziennie pomocy medycznej potrzebuje ok. 22-25 kobiet w ciąży.
 
W polskich szpitalach w ostatnich dniach urodziło się co najmniej kilkanaście dzieci, których mamy w końcówce ciąży uciekały z ogarniętej wojną Ukrainy. To szczęście w nieszczęściu, że udało im się dotrzeć do polskiej granicy i trafić do placówek, gdzie poród przebiega w bezpiecznych warunkach, szczególnie, że w niektórych przypadkach była to kwestia godzin. Ale pamiętajmy o kobietach i noworodkach, które musiały zostać w kraju. Porody odbywają się w schronach, cywile nie mogą się dostać do szpitali, życie mam i dzieci jest zagrożone. Do tych prowizorycznych warunków przyjmowania porodów dochodzi stres i zmęczenie matki i akuszerki, o ile tak możemy określić osoby pomagające ciężarnej – mówi Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej.
 
W całej Ukrainie jest co najmniej 26 oddziałów intensywnej terapii noworodków. Polska Misja Medyczna wraz z ukraińskimi i polskimi neonatologami stworzyła listę najbardziej potrzebnych środków, których do funkcjonowania potrzebuje każda placówka zajmująca się ratowaniem wcześniaków. Ich ewakuacja z kraju jest niemożliwa – noworodki nie tylko stawiają czoła atakom, ale walczą o każdą minutę życia.
 
W piwnicach szpitali konieczne jest zbudowanie dodatkowych oddziałów, które będą funkcjonować w czasie bombardowań. Nie jest to idealne rozwiązanie, ale w obecnej sytuacji tylko w ten sposób możemy zwiększyć szanse noworodków na przeżycie. Potrzebne są między innymi materacyki grzewcze, rurki intubacyjne, worki Ambu do wentylacji noworodków czy pompy infuzyjne do podawania leków i odżywania wcześniaków. Nasza lista to kilkadziesiąt pozycji, absolutne minimum, które będziemy wysyłać do szpitali – dodaje przedstawicielka organizacji.
 
Pierwsza pomoc Polskiej Misji Medycznej dla lokalnego szpitala neonatologicznego dotarła już do Kijowa. Szykowane są kolejne transporty. Organizacja cały czas zbiera fundusze, by pomóc jak największej liczbie potrzebujących.
 
Wesprzyj pomoc Polskiej Misji Medycznej dla Ukrainy:


źródło: PMM

Przez kilkanaście dni Ukrainę opuściły ponad dwa miliony osób. Mimo to w kraju przybywa i będzie przybywać obywateli: według danych ONZ w Ukrainie jest obecnie 265 000 kobiet w ciąży, z czego 80 000 w ostatnim trymestrze. Dzieci i matki, których nie uda się uratować, będą cichymi ofiarami tej wojny – komentuje Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej.
Szpitale położnicze w niektórych obwodach zostały zniszczone w wyniku trwających ataków i nie są w stanie kontynuować działalności, narażając kobiety na brak dostępu do opieki medycznej w tym trudnym dla nich czasie. Nawet posiadając wystarczające zasoby, karetki i personel medyczny, nie uda się przewieźć ich wszystkich bezpiecznie poza ukraińską granicę. Pokonanie dystansu, który dawniej zajmował kilka godzin, teraz wydłuża się do kilku dni. Do krajów sąsiadujących dotarły już osoby mieszkające bliżej granicy i korzystające z własnego środka transportu. Ale w głębi kraju wciąż wiele kobiet czeka na pomoc, a ewakuacja jest opóźniana ze względu na ataki. Według informacji partnerów Polskiej Misji Medycznej, na przejściach granicznych codziennie pomocy medycznej potrzebuje ok. 22-25 kobiet w ciąży.
 
W polskich szpitalach w ostatnich dniach urodziło się co najmniej kilkanaście dzieci, których mamy w końcówce ciąży uciekały z ogarniętej wojną Ukrainy. To szczęście w nieszczęściu, że udało im się dotrzeć do polskiej granicy i trafić do placówek, gdzie poród przebiega w bezpiecznych warunkach, szczególnie, że w niektórych przypadkach była to kwestia godzin. Ale pamiętajmy o kobietach i noworodkach, które musiały zostać w kraju. Porody odbywają się w schronach, cywile nie mogą się dostać do szpitali, życie mam i dzieci jest zagrożone. Do tych prowizorycznych warunków przyjmowania porodów dochodzi stres i zmęczenie matki i akuszerki, o ile tak możemy określić osoby pomagające ciężarnej – mówi Małgorzata Olasińska-Chart z Polskiej Misji Medycznej.
 
W całej Ukrainie jest co najmniej 26 oddziałów intensywnej terapii noworodków. Polska Misja Medyczna wraz z ukraińskimi i polskimi neonatologami stworzyła listę najbardziej potrzebnych środków, których do funkcjonowania potrzebuje każda placówka zajmująca się ratowaniem wcześniaków. Ich ewakuacja z kraju jest niemożliwa – noworodki nie tylko stawiają czoła atakom, ale walczą o każdą minutę życia.
 
W piwnicach szpitali konieczne jest zbudowanie dodatkowych oddziałów, które będą funkcjonować w czasie bombardowań. Nie jest to idealne rozwiązanie, ale w obecnej sytuacji tylko w ten sposób możemy zwiększyć szanse noworodków na przeżycie. Potrzebne są między innymi materacyki grzewcze, rurki intubacyjne, worki Ambu do wentylacji noworodków czy pompy infuzyjne do podawania leków i odżywania wcześniaków. Nasza lista to kilkadziesiąt pozycji, absolutne minimum, które będziemy wysyłać do szpitali – dodaje przedstawicielka organizacji.
 
Pierwsza pomoc Polskiej Misji Medycznej dla lokalnego szpitala neonatologicznego dotarła już do Kijowa. Szykowane są kolejne transporty. Organizacja cały czas zbiera fundusze, by pomóc jak największej liczbie potrzebujących.
 
Wesprzyj pomoc Polskiej Misji Medycznej dla Ukrainy:


źródło: PMM