Medicalpress
Niedobory nie zawsze zaczynają się po urodzeniu. Czasem są skutkiem decyzji podejmowanych przez otoczenie matki. Badania naukowców z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu ujawniają, jak bierna ekspozycja ciężarnej kobiety na dym tytoniowy może wpłynąć na jeden z kluczowych pierwiastków w organizmie dziecka – selen, od którego zależą m.in. odporność, metabolizm i ochrona przed stresem oksydacyjnym.
Choć selen należy do grupy pierwiastków śladowych, jego znaczenie dla zdrowia trudno przecenić. Bierze udział w regulacji układu odpornościowego i wspiera rozwój neurologiczny. Niedobór selenu może zwiększać ryzyko infekcji, chorób sercowo-naczyniowych, nowotworów czy zaburzeń neurologicznych.

Tym większe znaczenie ma fakt, że aż 2/3 dzieci objętych badaniem miało zbyt niskie stężenie selenu we krwi. A jeden z najważniejszych czynników ryzyka był zaskakujący: ekspozycja na dym tytoniowy, jeszcze w życiu płodowym.

Śląskie dzieci pod lupą
Zespół pod kierunkiem prof. Pawła Gać i prof. Krystyny Pawlas zbadał 299 dzieci w wieku wczesnoszkolnym z terenów uprzemysłowionych. Sprawdzano nie tylko stężenie selenu we krwi, ale też dokładnie analizowano historię ekspozycji matek na dym tytoniowy w czasie ciąży –  zarówno czynnej, jak i biernej.

Dzieci, których matki były narażone na dym w ciąży, miały znacząco niższe stężenie selenu. Różnice były istotne statystycznie – niezależnie od tego, czy matka paliła aktywnie, czy jedynie przebywała  w zadymionym otoczeniu.

Co ważne: aktualna ekspozycja dziecka na dym (np. w domu) nie miała już wpływu na stężenie selenu. Kluczowy był okres prenatalny.
– Protokół badania nie uwzględniał podziału na trymestry, więc nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć, który okres ciąży może być najbardziej wrażliwy na działanie dymu w kontekście stężenia selenu  u dziecka – mówi prof. dr hab. Paweł Gać, kierownik Katedry Zdrowia Środowiskowego, Medycyny Pracy i Epidemiologii na Wydziale Nauk o Zdrowiu UMW. – To ważny problem badawczy i potencjalny kierunek dalszych analiz.

Dlaczego to takie istotne?
Dym papierosowy to źródło wolnych rodników i substancji toksycznych, które mogą prowadzić do stresu oksydacyjnego. Selen jest jednym z głównych antyoksydantów, a więc w obliczu ekspozycji na dym, jego zasoby mogą być szybciej zużywane przez organizm. W ciąży dodatkowo dochodzi do zaburzeń transportu mikroelementów przez łożysko.

Autorzy badania wskazują, że prenatalna ekspozycja na dym tytoniowy powinna być uznawana za niezależny czynnik ryzyka niedoboru selenu u dziecka. A ponieważ selen wpływa m.in. na rozwój układu odpornościowego i nerwowego, konsekwencje mogą być długofalowe.

Wnioski dla zdrowia publicznego
Tylko 33,8 proc. badanych dzieci miało prawidłowe stężenie selenu we krwi (≥80 μg/L). Ekspozycja prenatalna na dym tytoniowy obniżała stężenie tego pierwiastka we krwi średnio o 4–6 μg/L. Niezależnymi czynnikami ryzyka niedoboru selenu były: starszy wiek dziecka, niedowaga oraz narażenie matki na dym papierosowy w ciąży.

Badacze apelują o włączenie oceny narażenia na dym tytoniowy do standardowych procedur opieki prenatalnej. Ich zdaniem, działania edukacyjne i profilaktyczne mogą realnie wpłynąć na zdrowie przyszłych pokoleń. Warto też rozważyć suplementację selenu w grupach ryzyka –  choć to wymaga dalszych badań.

– Rozważamy starania o pozyskanie grantu na ponowną ocenę badanej grupy dzieci pod kątem follow-upu – zapowiada prof. Gać. – Ocena, czy obniżone stężenie selenu we krwi utrzymuje się w kolejnych latach i przekłada na konkretne problemy zdrowotne, byłaby niewątpliwie ciekawa.

Dym papierosowy to nie tylko kwestia zapachu czy nałogu. W przypadku kobiet w ciąży to realne, biologiczne zagrożenie, które może obniżyć kluczowe rezerwy odporności dziecka na lata.

Badanie przeprowadzone przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu wskazuje, jak wcześnie i jak subtelnie mogą zaczynać się nierówności zdrowotne – nawet zanim dziecko przyjdzie na świat.

 
Materiał powstał na podstawie publikacji:
Prenatal environmental tobacco smoke exposure: a predictor of blood selenium levels in children.
Gać P, Fułek M, Żórawik A, Poręba R, Pawlas K, Pawlas N. Front Public Health. 2025
źródło: UMW
Układ odpornościowy dziecka rozwija się przez pierwszych kilka lat życia. Niektórzy twierdzą, że trwa to nawet do 12. roku życia. W tym czasie organizm dziecka rozwija się i „uczy”, jak sobie radzić z groźnymi bakteriami i wirusami. To oznacza, że przez pierwsze miesiące po urodzeniu noworodki i niemowlęta są bardzo narażone na infekcje, bo ich maleńki organizm jeszcze nie jest w stanie poradzić sobie z groźnymi bakteriami i wirusami. W jaki sposób można je wtedy ochronić?
W 3. trymestrze ciąży płód otrzymuje przeciwciała od matki, które po urodzeniu stanowią dla niego tarczę ochronną. Ważne, aby było ich jak najwięcej, by mogły chronić dziecko przed jak największą liczbą patogenów. Dlatego kobieta w ciąży powinna się szczepić, aby wytworzyć przeciwciała, które przekaże swojemu maleństwu. Przed jakimi chorobami można zabezpieczyć dziecko szczepiąc jego mamę w ciąży? Jak to się dzieje, że szczepiąc kobietę w ciąży chronimy dziecko? Ile czasu trwa ochrona? Czy szczepienia w ciąży są bezpieczne?

Na te pytania odpowiada prof. dr hab. n. med. Mirosław Wielgoś, krajowy konsultant w dziedzinie perinatologii.

Panie Profesorze, które choroby zakaźne są szczególnie niebezpiecznie dla dziecka, a przed którymi możemy zaszczepić kobietę w ciąży, aby chronić jej dziecko?
Prof. dr hab. n. med. Mirosław Wielgoś: Dziecko rodzi się z układem odpornościowym, który jeszcze nie umie sobie radzić z bakteriami i wirusami. Szczepienia, które pozwolą uczyć się tej obrony
są podawane dziecku dopiero od 6. tygodniu życia, oczywiście oprócz szczepienia przeciwko gruźlicy i WZW typu B, bo te są podawane w pierwszych dniach życia. A więc do czasu, gdy zaczniemy szczepić dziecko, każda infekcja jest dla niego niebezpieczna – szczególnie krztusiec, grypa, czy infekcje układu oddechowego. Przed niektórymi chorobami niebezpiecznymi dla dziecka możemy zaszczepić jego matkę jeszcze w trakcie ciąży, a przeciwciała przekazane przez matkę chronią dziecko po urodzeniu. Mówimy tu o grypie, COVID-19, krztuścu czy RSV.

Jak to się dzieje, że szczepiąc kobietę w ciąży chronimy dziecko?
M.W.: Szczepienie mobilizuje organizm do wytworzenia przeciwciał, które potem są gotowe do walki
z patogenem. Jeżeli zaszczepimy kobietę w ciąży, to przeciwciała przez nią wytworzone są przez łożysko przekazywane dziecku i w ten sposób dziecko jest chronione przez pierwsze miesiące życia przed tymi chorobami, na które zaszczepi się matka.

Dlaczego to ważne, aby zabezpieczyć dziecko poprzez przeciwciała wytworzone i przekazane przez matkę? Czy nie wystarczą szczepienia w ramach Programu Szczepień Ochronnych, które podaje się dziecku po urodzeniu?
M.W.: Szczepienia w ramach PSO rozpoczynają się w 6. tygodniu życia, oprócz szczepienia przeciwko gruźlicy i WZW typu B. Do czasu pierwszego szczepienia dziecko nie jest zabezpieczane przed groźnymi chorobami, takimi jak błonica, tężec, krztusiec, pneumokoki czy polio. Szczepionkę przeciwko grypie można podać dopiero w 6. miesiącu życia. To jest czas, kiedy układ odpornościowy dziecka dopiero się rozwija i uczy radzić sobie z infekcjami. Dziecko nie zabezpieczone w żaden sposób, jest więc bardzo narażone na zakażenia i ciężki przebieg infekcji. Jeżeli istnieje możliwość przekazania mu przeciwciał wytworzonych w ciąży przez matkę, to warto z tego skorzystać. Szczepienie matki w ciąży może zapewnić ochronę do czasu, gdy niemowlę osiągnie odpowiedni wiek, aby otrzymać własne szczepionki np. przeciwko krztuścowi, przeciwko grypie, czy COVID-19, a do tego czasu, kiedy infekcja mogłaby przebiegać najciężej, będzie chronione przez przeciwciała przekazane przez mamę.

Co z wirusem RS? Czy jest niebezpieczny dla dziecka?
M.W.: Wirus RS może być groźny dla każdego, kto ulegnie zakażeniu, ale jest szczególnie groźny dla najmniejszych dzieci, osób starszych po 60. roku życia i osób z obniżoną odpornością. To wirus nabłonka oddechowego, który może wywoływać ciężkie infekcji dolnych dróg oddechowych i doprowadzić do ich zniszczenia. Pamiętajmy, że mówimy o maleńkich dzieciach, których drogi oddechowe dopiero się w pełni kształtują. A więc infekcja, która sprawia, że są one dodatkowo zwężone poprzez wydzielinę powstałą w jej trakcie może być bardzo niebezpieczna dla dziecka.

Kiedy kobieta w ciąży powinna się zaszczepić przeciwko RSV, aby ochronić dziecko?
M.W.: Zaleca się wykonywać szczepienia w 3. trymestrze ciąży. Towarzystwa naukowe mówią o przedziale 32.-36. tydzień ciąży. Wtedy jest czas, aby przed porodem kobieta wytworzyła przeciwciała i zdążyła je przekazać dziecku. Potrzeba ok. 12 dni na wytworzenie przeciwciał po szczepieniu.

Jak długo trwa ochrona?
M.W.: Poziomy przeciwciał wytworzonych przez kobietę w wyniku szczepienia i przekazane dziecku utrzymują się przez ok. 6 miesięcy po urodzeniu i w tym czasie zapewniają ochronę. Oczywiście poziom przeciwciał spada z czasem, a wiec jest najwyższy zaraz po urodzeniu. Ale jest to czas, kiedy te przeciwciała są dziecku najbardziej potrzebne.

Jak szczepienie kobiet w ciąży wpływa na zmniejszenie liczby zakażeń i hospitalizacji z powodu RSV wśród najmniejszych dzieci?
M.W.: Wyniki badań potwierdzają skuteczność ochrony dziecka przed RSV po zaszczepieniu jego matki w ciąży. Pojedyncza dawka szczepionki podana kobiecie w ciąży, w porównaniu z placebo, zmniejsza ryzyko ciężkiego zakażenia dolnych dróg oddechowych o etiologii RSV u dziecka o ponad 80% w pierwszych 3 miesiącach życia oraz o prawie 70% w pierwszych 6 miesiącach życia.

Czy szczepienie w ciąży jest bezpieczne?
M.W.: Bezpieczeństwo szczepień dla kobiet w ciąży to priorytet przy ich konstruowaniu i wytwarzaniu. Wszystkie szczepionki, a dla kobiet w ciąży szczególnie, przechodzą szereg badań potwierdzających ich bezpieczeństwo. Nie wykazano negatywnego wpływu szczepień na rozwój płodowy dziecka, czy jego rozwój po urodzeniu.

Szczepienia przeciwko którym chorobom zakaźnym są dostępne w Polsce dla kobiet w ciąży?
M.W.: W tej chwili kobiety w ciąży mogą skorzystać z bezpłatnego szczepienia przeciwko krztuścowi, grypie i COVID-19. Szczepionka przeciwko RSV jest płatna, ale trwa proces refundacyjny, który mam nadzieję obniży cenę tej szczepionki. Niestety chęć kobiet w ciąży do szczepień jest niewielka, dlatego ta forma ochrony dziecka przed wirusem RS powinna być dodatkowa, obok dostępu do przeciwciał monoklonalnych, które dziecko może otrzymać po urodzeniu.
 
Co można zrobić, aby zwiększyć zainteresowanie przyszłych mam szczepieniami w ciąży?
M.W.: Wyzwań związanych ze szczepieniami kobiet w ciąży jest kilka. Przede wszystkim należy popracować nad postawą położników i położnych oraz lekarzy rodzinnych, aby oni byli przekonani do potrzeby szczepienia swoich pacjentek. Potrzebna jest też wiedza na temat skuteczności i bezpieczeństwa szczepień w ciąży, która będzie oparta na odpowiedniej wiedzy medycznej.

źródło: Koalicja dla Wcześniaka

Okazuje się, że 88% Polek doświadcza trudności z karmieniem piersią[1] i m.in. z tego powodu karmi piersią krócej niż planowało jeszcze w czasie ciąży. Bolesność piersi, brak pokarmu czy obawa, że dziecko się nie najada – to jedne z najczęstszych przyczyn wcześniejszego „odstawienia” malucha od piersi. Przeszkodą stają się też mity o restrykcyjnych wymaganiach wobec kobiet w okresie laktacji, dotyczące m.in. diety. Podczas Światowego Tygodnia Karmienia Piersią, ustanowionego przez Światowe Porozumienie na rzecz Działań związanych z Karmieniem Piersią (WABA) ponad trzy dekady temu, wspólnie z ekspertkami – położną oraz dietetyczką – pokazujemy, jak poradzić sobie z trudnościami w okresie laktacji.
Wyjątkowa i pełna kompozycja składników odżywczych, wpływająca pozytywnie na układ odpornościowy dziecka i jego rozwój – tak w kilku słowach można opisać mleko mamy, które jest najlepszym pokarmem dla niemowlęcia. Zgodnie z zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia dziecko powinno być karmione wyłącznie piersią do szóstego miesiąca życia – to tzw. złoty standard. Karmić piersią można nawet do drugiego roku życia lub dłużej[2] – tak długo jak zechce tego mama i dziecko. Nie zawsze jednak się to udaje. Dlaczego?
 
Czy karmienie piersią to kwestia intuicji?
Wiele kobiet nie wierzy, że jest w stanie samodzielnie wykarmić swoje dziecko. Wydaje im się, że mają za mało pokarmu, żeby ich pociecha się najadała, lub nie mają go wcale[3]. Świeżo upieczone mamy często są przy tym niepewne i obawiają się o swoje maleństwo. Kobiety odczuwają też niedogodności fizjologiczne, jak np. ból brodawek i ich urazy, przepełnienie piersi czy trudności z przystawianiem niemowlęcia do piersi[4].

 Najwięcej stresu związanego z karmieniem piersią mamy doświadczają w pierwszych tygodniach po porodzie i karmienie malucha piersią nie zawsze przychodzi im z łatwością. Przeważnie te pierwsze trudności mijają stopniowo – wraz z nabywaniem doświadczenia. Kobiety często słyszą jednak, że karmienie piersią to kwestia intuicyjna. Nie jest to prawdą! Jeśli kobieta ma jakiekolwiek wątpliwości lub obawy związane z karmieniem malucha, najlepszym rozwiązaniem jest zasięgnięcie porady fachowca – położnej, doradcy laktacyjnego lub lekarza – mówi Kinga Kańduła, położna rodzinna, edukatorka ds. laktacji.  Z doświadczenia wiem, że wiele zależy od sposobu przystawiania dziecka do piersi. Nieprawidłowa technika przystawiania dziecka do piersi to jedna z przyczyn bolesności brodawek, która może też prowadzić do ich urazów, a którą często zgłaszają kobiety. Tej techniki też trzeba się nauczyć – tak jak wielu innych kwestii. Kobiety często obawiają się też, że mają za mało mleka, żeby odpowiednio odżywić dziecko. Tymczasem jedynie znikomy odsetek mam naprawdę nie jest w stanie wytworzyć dostatecznej ilości pokarmu. W kwestii karmienia mamy mają wiele wątpliwości i moglibyśmy je tutaj po kolei wymieniać. Najistotniejsze jest jednak to, że nie warto się poddawać po początkowych niepowodzeniach – dodaje położna.
 
Dieta eliminacyjna przechodzi do lamusa
Dieta eliminacyjna w kontekście kobiet karmiących piersią wciąż pojawia się w przestrzeni publicznej, wzbudzając niepokój świeżo upieczonych mam. Słyszą na przykład, że powinny unikać produktów potencjalnie alergizujących, jak mleko, jaja, ryby, orzechy, a ich dieta powinna być pełna wyrzeczeń. Tymczasem wyniki badań naukowych pokazują, że nie ma uzasadnienia do stosowania przez kobietę karmiącą diet eliminacyjnych bez określonych wskazań lekarskich[5]. Co więcej, czas laktacji to wysiłek dla organizmu kobiety – zapotrzebowanie energetyczne wzrasta średnio o 500 kcal/dobę (w zależności np. od masy ciała, wieku czy aktywności fizycznej)[6] – i dlatego warto wówczas zadbać o odpowiednią, pełnowartościową dietę.

 Dieta mamy karmiącej powinna być zbilansowana, pełnowartościowa i urozmaicona. Tylko co to znaczy w praktyce? – zapyta niejedna mama. Nie powinnyśmy „na wszelki wypadek” eliminować z diety poszczególnych grup produktów, np. produktów mlecznych, jaj, orzechów, produktów zawierających gluten czy ryb, które są uznawane za alergizujące. To również one dostarczają organizmowi mamy niezbędnych składników odżywczych. Eliminacja z diety tych produktów nie zmniejsza ryzyka alergii u dziecka, a może przyczyniać się do niedoborów niektórych składników odżywczych u mamy. Kolejny ważny punkt to skomponowanie diety na bazie pięciu lub sześciu posiłków składających się z produktów niskoprzetworzonych. Nie można też zapominać o nawodnieniu organizmu – przynajmniej 2 litry wody to podstawa. Ważnym elementem bilansowania diety jest także suplementacja między innymi kwasem foliowym, DHA czy witaminą D. Mleko matki dostosowuje się do potrzeb dziecka i jego skład w niewielkim stopniu zależy od diety mamy. Drogie Mamy, pamiętajcie, że zdrowa i dobrze czująca się mama, to szczęśliwe dziecko – radzi Karolina Łukaszewicz-Marszał, dietetyczka i ekspertka programu edukacyjnego Fundacji Nutricia „1000 pierwszych dni dla zdrowia”.
 
Mama w zgodzie ze sobą
Mimo że mamy pragną cieszyć się czasem z noworodkiem, to często doświadczają trudności, w tym zaburzeń nastroju, tzw. baby bluesa – szacuje się, że dotyczy on 40‑80% kobiet w okresie okołoporodowym[7].
 Bądźmy wobec siebie wyrozumiałe, nie obwiniajmy się, jeśli na naszej „mlecznej drodze” napotykamy trudności. Konsultujmy się ze specjalistami, jeśli tylko mamy taką możliwość. Sposobem na okresowe wsparcie laktacji może też być karmienie mieszane, czyli jednoczesne karmienie piersią i butelką z mlekiem modyfikowanym wybranym przy wsparciu pediatry lub z odciągniętym mlekiem mamy. Może być stosowane np. wtedy, kiedy mama ma zbyt mało pokarmu, a próby pobudzenia laktacji nie dają oczekiwanych rezultatów. To zdecydowanie lepszy wybór niż całkowita rezygnacja z podawania maluchowi mleka mamy – podsumowuje Karolina Łukaszewicz-Marszał.
 
Przykładowe przepisy dla mam w czasie laktacji – to wcale nie jest trudne!
MAKARON Z ŁOSOSIEM W SOSIE JOGURTOWYM Z MIĘTĄ
Czas przygotowania: 30 min
Wartość odżywcza jednej porcji 480 g: Białko: 40 g; Tłuszcze: 23 g; Węglowodany: 84 g; Błonnik: 4 g
Wartość energetyczna jednej porcji: 840 kcal
SKŁADNIKI NA TRZY PORCJE:
  • 3 szklanki suchego makaronu pełnoziarnistego (300 g)
  • 1 średnia cukinia (200 g)
  • 1 kawałek łososia dobrej jakości(350 g)
  • 1 cebula (80 g)
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 łyżka oliwy z oliwek (10 g)
  • 2 kubki jogurtu naturalnego typu greckiego (300 ml)
  • pieprz ziołowy, pieprz czarny, sól, świeża mięta
Na rozgrzaną patelnię wlać 1 łyżkę oliwy. Cebulę obrać i pokroić w kosteczkę, a następnie zeszklić na patelni. Dodać obrany i wyciśnięty w prasce czosnek. Cukinię umyć, odkroić oba końce i zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Dodać do cebuli i doprawić pieprzem ziołowym. Smażyć 2-3 minuty na średnim ogniu.  Makaron ugotować zgodnie z instrukcją na opakowaniu i odcedzić z wody – zostawiając ok 0,5 szklanki płynu z gotowania. Łososia umyć, osuszyć, doprawić solą, pokroić w kawałki i dodać na patelnię. Na patelnię z duszonymi warzywami i rybą dodać makaron, jogurt, mięte i wodę z makaronu.  Doprawić solą i pieprzem do smaku.
 
DOMOWA GRANOLA Z JOGURTEM NATURALNYM I OWOCAMI
Czas przygotowania: 20 min + schładzanie
Wartość odżywcza jednej porcji 480 g: Białko: 32 g; Tłuszcze: 36 g; Węglowodany: 95 g; Błonnik: 22 g
Wartość energetyczna jednej porcji: 840 kcal
SKŁADNIKI NA DUŻY SŁOIK GRANOLI:
  • 5 szklanek płatków owsianych górskich 500 g
  • 10 garści migdałów 300 g
  • 10 łyżek orzechów laskowych 150 g
  • 10 łyżek orzechów włoskich 150 g
  • 3 łyżki miodu pszczelego 75 g
  • 6 łyżek pestek dyni łuskanych 60 g
  • 2 łyżeczki cynamonu 10 g
Do podawania z granolą przykładowo możemy użyć:
  • 1 kubek jogurtu naturalnego 2% tłuszczu (200 g)
  • 2 i ½ garści malin 150 g
Piekarnik rozgrzać do 180°C. Przygotować wszystkie składniki, wsypać do miski, dodać miód i wszystko dobrze wymieszać. Blachę piekarnika wyłożyć papierem do pieczenia, rozłożyć orzechy i posypać cynamonem (można dodać inną ulubioną przyprawę np. kardamon). Piec ok. 20-30 minut, aż do uzyskania złotego koloru przez wszystkie składniki. W międzyczasie można przemieszać granolę, tak, aby równomiernie się przypiekała. Po upieczeniu wyjąć, ostudzić, połamać na mniejsze kawałki i przygotować porcję. Resztę schować do słoika. Podawać z jogurtem i malinami lub innymi świeżymi owocami.
 
[1] Wyniki dotyczą matek dzieci w wieku 0-36 miesięcy oraz kobiet w pierwszej ciąży. Badanie przeprowadzone dla programu edukacyjnego „1000 pierwszych dni dla zdrowia” na grupie 3461 mam i kobiet w ciąży. 2020 r.
[2] Za: Karmienie naturalne, i co dalej? Wskazówki dla położnych, red. nauk. G. Iwanowicz-Palus, s. 4; WHO, Infant and young child feedinghttps://www.who.int/news-room/fact-sheets/detail/infant-and-young-child-feeding (dostęp:26.07.2023).
[3] Ocena zaburzeń nastroju u pacjentek po porodzie oraz czynników predysponujących do występowania tych zaburzeń, „Psychiatria” 2016, t. 13, nr 1, https://journals.viamedica.pl/psychiatria/article/view/45299/36544 (dostęp: 25.07.2023).
[4] Poradnik karmienia piersią według zaleceń Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii, Hepatologii i Żywienia Dzieci, Warszawa 2021, https://1000dni.pl/sites/default/files/guides/poradnik-karmienie-piersia-268.pdf (dostęp: 25.07.2023).
[5] Za: Stanowisko Grupy Ekspertów w sprawie zaleceń żywieniowych dla kobiet w okresie laktacji – aktualizacja, „Standardy Medyczne. Pediatria” 2023, nr 3.
[6] Za: Tamże.
[7] Ocena zaburzeń nastroju…, dz. cyt.
źróło: Fundacja Nutricia

Nawet o połowę mniej dzieci rodzi się w trakcie wojny w ukraińskich szpitalach, którym pomaga Polska Misja Medyczna. W ankiecie, przeprowadzonej przez polską organizację w 10 neonatologicznych placówkach, wskazywały one również na wzrost liczby powikłań ciążowych, przedwczesnych narodzin oraz chorób wśród noworodków.  

Ankieta została przeprowadzona w drugiej połowie kwietnia, a odpowiedzi udzieliło 10 ukraińskich placówek neonatologicznych wspieranych przez Polskę Misją Medyczną. Są wśród nich zarówno placówki, które znajdują się blisko linii frontu (np. Charków czy Zaporoże), jak i te, które dzięki względnie bezpiecznej sytuacji przyjmują uciekinierów z całego kraju (Lwów). Szpitale dzieliły się z polską organizacją informacjami o tym, jak zmieniła się ich sytuacja od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji.
Większość szpitali zgłasza nam zmniejszoną liczbę porodów w porównaniu do czasów sprzed wojny – komentuje Milena Chodoła, koordynatorka projektu neonatologicznego Polskiej Misji Medycznej – Niestety, zwiększa się za to liczba powikłań ciążowych i przedwczesnych narodzin, co lekarze z nami współpracujący łączą z utrudnionym dostępem do opieki przedporodowej.
W przypadku niektórych placówek, liczba noworodków spada drastycznie: Centrum Matki i Dziecka w Dnieprze jeszcze w 2021 roku przyjęło 1106 porodów, by rok później mieć ich 606. W pierwszym kwartale 2023 roku w szpitalu urodziło się jedynie 90 dzieci. Jeśli ten trend się utrzyma, będzie oznaczać to spadek narodzin o niemal 70% w ciągu zaledwie dwóch lat. Lepiej wygląda sytuacja w miejscach takich jak Lwów, ale i tamtejszy Regionalny Szpital Kliniczny zgłosił spadek narodzin o prawie 1/3 w porównaniu z czasem sprzed wojny.

Szpitale zgłaszają również większy procent przedwczesnych porodów, jak i zwiększenie liczby patologii ciążowych. Przykładowo, w Instytucie Pediatrii, Położnictwa i Ginekologii w Kijowie 82% noworodków miało niską i skrajnie niską masę urodzeniową. Lekarze mierzą się też z większą liczbą infekcji przedporodowych, co związane jest z utrudnionym monitorowaniem ciąż na terenach bombardowanych przez Rosję oraz z koniecznością częstego ukrywania się kobiet w ciąży w zawilgoconych domowych piwnicach, które pełnią funkcję schronu.
Wszystkie szpitale zgłaszają, że w trakcie ostatniego roku przyjmowały porody w schronach, w części z nich dochodziło również do operacji chirurgicznych – dodaje Milena Chodoła z Polskiej Misji Medycznej – Co jakiś czas szpitale muszą przechodzić też na zasilanie agregatami prądotwórczymi, ze względu na przerwy w dostawach prądu.
Co zrozumiałe, placówki medyczne mają jednak inne potrzeby w zależności od tego, jak daleko znajdują się od linii frontu. Gdy lekarze ze szpitala w Lwowie mówią o potrzebie szkoleń i ciągłego podnoszenia swoich kompetencji, lekarze z Zaporoża proszą przede wszystkim o dostawy leków. Wszystkie jednostki zgodnie zgłaszają zaś potrzeby dotyczące sprzętu, od aparatów USG i dozowników do strzykawek, po respiratory dla noworodków. 

Polska Misja Medyczna pomaga ukraińskim szpitalom od początku wojny. W ponad 130 transportach medycznych dostarczyła im m.in. sprzęt specjalistyczny, leki oraz 5 wyposażonych karetek. W ramach swoich projektów szkoli również ukraiński personel medyczny, jak i prowadzi seminaria na temat praw ukraińskich pacjentów.

źródło: Polska Misja Medyczna

Nawet o połowę mniej dzieci rodzi się w trakcie wojny w ukraińskich szpitalach, którym pomaga Polska Misja Medyczna. W ankiecie, przeprowadzonej przez polską organizację w 10 neonatologicznych placówkach, wskazywały one również na wzrost liczby powikłań ciążowych, przedwczesnych narodzin oraz chorób wśród noworodków.  

Ankieta została przeprowadzona w drugiej połowie kwietnia, a odpowiedzi udzieliło 10 ukraińskich placówek neonatologicznych wspieranych przez Polskę Misją Medyczną. Są wśród nich zarówno placówki, które znajdują się blisko linii frontu (np. Charków czy Zaporoże), jak i te, które dzięki względnie bezpiecznej sytuacji przyjmują uciekinierów z całego kraju (Lwów). Szpitale dzieliły się z polską organizacją informacjami o tym, jak zmieniła się ich sytuacja od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji.
Większość szpitali zgłasza nam zmniejszoną liczbę porodów w porównaniu do czasów sprzed wojny – komentuje Milena Chodoła, koordynatorka projektu neonatologicznego Polskiej Misji Medycznej – Niestety, zwiększa się za to liczba powikłań ciążowych i przedwczesnych narodzin, co lekarze z nami współpracujący łączą z utrudnionym dostępem do opieki przedporodowej.
W przypadku niektórych placówek, liczba noworodków spada drastycznie: Centrum Matki i Dziecka w Dnieprze jeszcze w 2021 roku przyjęło 1106 porodów, by rok później mieć ich 606. W pierwszym kwartale 2023 roku w szpitalu urodziło się jedynie 90 dzieci. Jeśli ten trend się utrzyma, będzie oznaczać to spadek narodzin o niemal 70% w ciągu zaledwie dwóch lat. Lepiej wygląda sytuacja w miejscach takich jak Lwów, ale i tamtejszy Regionalny Szpital Kliniczny zgłosił spadek narodzin o prawie 1/3 w porównaniu z czasem sprzed wojny.

Szpitale zgłaszają również większy procent przedwczesnych porodów, jak i zwiększenie liczby patologii ciążowych. Przykładowo, w Instytucie Pediatrii, Położnictwa i Ginekologii w Kijowie 82% noworodków miało niską i skrajnie niską masę urodzeniową. Lekarze mierzą się też z większą liczbą infekcji przedporodowych, co związane jest z utrudnionym monitorowaniem ciąż na terenach bombardowanych przez Rosję oraz z koniecznością częstego ukrywania się kobiet w ciąży w zawilgoconych domowych piwnicach, które pełnią funkcję schronu.
Wszystkie szpitale zgłaszają, że w trakcie ostatniego roku przyjmowały porody w schronach, w części z nich dochodziło również do operacji chirurgicznych – dodaje Milena Chodoła z Polskiej Misji Medycznej – Co jakiś czas szpitale muszą przechodzić też na zasilanie agregatami prądotwórczymi, ze względu na przerwy w dostawach prądu.
Co zrozumiałe, placówki medyczne mają jednak inne potrzeby w zależności od tego, jak daleko znajdują się od linii frontu. Gdy lekarze ze szpitala w Lwowie mówią o potrzebie szkoleń i ciągłego podnoszenia swoich kompetencji, lekarze z Zaporoża proszą przede wszystkim o dostawy leków. Wszystkie jednostki zgodnie zgłaszają zaś potrzeby dotyczące sprzętu, od aparatów USG i dozowników do strzykawek, po respiratory dla noworodków. 

Polska Misja Medyczna pomaga ukraińskim szpitalom od początku wojny. W ponad 130 transportach medycznych dostarczyła im m.in. sprzęt specjalistyczny, leki oraz 5 wyposażonych karetek. W ramach swoich projektów szkoli również ukraiński personel medyczny, jak i prowadzi seminaria na temat praw ukraińskich pacjentów.

źródło: Polska Misja Medyczna
Fundacja Koalicja dla wcześniaka od 10 lat angażuje się w działania na rzecz wcześniaków w Polsce – edukuje rodziców i współpracuje ze środowiskiem neonatologicznym. Tym razem przygotowała poradnik, który ma pomóc w komunikacji między tymi obiema grupami – rodzicami wcześniaków a personelem medycznym. O potrzebie stworzenia takiego poradnika mówili sami rodzice wcześniaków, którzy o swoich doświadczeniach w kontaktach z pielęgniarkami i lekarzami na oddziałach neonatologicznych pisali na grupach zamkniętych dla rodziców wcześniaków na FB. Niektóre słowa usłyszane w szpitalu na długo pozostawały w ich pamięci. Czasem dodawały skrzydeł, czasem wręcz odwrotnie – pozbawiały wiary i nadziei. Poradnik o komunikacji ma służyć budowaniu lepszych relacji i pomóc zespołom neonatologicznym w samorozwoju. 
Personel medyczny pracujący na oddziałach neonatologicznych wykonuje niezwykle trudną pracę – bardzo odpowiedzialną, stresująca i wymagająca olbrzymiego doświadczenia – ratowane jest życie najmniejszych dzieci. Z drugiej strony znajdują się rodzice, których dziecko niespodziewanie przyszło na świat przed terminem. Oni też są pełni skrajnych emocji, głównie przepełnionych lękiem, strachem o życie maleństwa, a czasem złością i bezradnością. Komunikacja między tymi grupami nie jest prosta. A słowa mają potężną moc – mogą wpłynąć na wzajemne relacje.

Poradnik o komunikacji ma na celu pokazać pielęgniarkom, położnym i lekarzom, jak ważne jest ich podejście do rodziców, których dziecko właśnie walczy o życie, jak ważne są słowa i każdy gest wykonywany w ich kierunku. To co dla personelu medycznego jest rutyną, dla rodziców jest wielką niewiadomą. Trzeba im pomóc przejść przez najcięższe chwile w ich życiu, często związane ze stratą dziecka. To oczywiście nie jest łatwe. Pielęgniarki i lekarze często sami pracują w ogromnym stresie. Braki kadrowe powodują, że pracują ciężej i dłużej niż powinni, co sprawia, że nie mają czasu na rozmowę, a pośpiech z pewnością nie sprzyja komunikacji. Poradnik składa się z 4 rozdziałów:

–  o wprowadzeniu rodziców na oddział intensywnej terapii noworodka pisze prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezes Fundacji Koalicja dla wcześniaka, wieloletni kierownik Klinika Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka w Szpitalu WUM im. ks. Anny Mazowieckiej na Karowej
o roli komunikacji z rodzicami wcześniaków – rozdział autorstwa Elżbiety Brzozowskiej wiceprezes Fundacji Koalicja dla wcześniaka, z wykształcenia socjolożki, z zawodu ekspertki
w dziedzinie komunikacji; rozdział ten powstał dzięki zaangażowaniu ponad stu mam wcześniaków, które podzieliły się swoimi doświadczeniami – zarówno tymi, które dodały im sił, jak i tymi trudniejszymi, które odebrały poczucie wartości i sprawczości
o komunikacji w sytuacji zagrożenia życia lub śmierci dziecka – rozdział autorstwa Joanny Nycz, mamy po stracie 10-miesięcznej córeczki, głos wielu rodziców, obecnych na grupach rodziców aniołków
o objawach wypalenia zawodowego, sposobach diagnozy i radzenia sobie z nimi – pisze prof. Tomasz Sobierajski, socjolog, który podpowiada co zrobić, aby poradzić sobie w sytuacji wyczerpania, przewlekłego stresu w miejscu pracy i braku energii.
Poradnik o komunikacji z rodzicami wcześniaków otrzymał pozytywną rekomendację prof. Ewy Helwich, konsultant krajowej w dziedzinie neonatologii.
To opowieść o tym, jak kierować się empatią i znajdować najlepsze rozwiązania w czasie, w którym dominuje niepewność, czy uda się uratować dziecko, które pojawiło się na świecie znacznie przedwcześnie. Polecam Państwu gorąco tę książeczkę, która jest efektem przemyśleń i osobistych doświadczeń ludzi, którzy wiedzą, na jakie przeszkody we wzajemnym rozumieniu się natrafiamy w sytuacjach stresowych i krańcowo trudnych, kiedy zagrożone jest życie i zdrowie małych dzieci – mówi prof. dr hab. n. med. Ewa Helwich w słowie wstępnym do poradnika.

Poradnik można otrzymać bezpłatnie od Fundacji Koalicja dla wcześniaka, pisząc na adres: biuro@koalicjadlawczesniaka.pl lub poprzez wiadomości w mediach społecznościowych (FB, IG, Twitter)

źródło: Koalicja dla Wcześniaka
Fundacja Koalicja dla wcześniaka od 10 lat angażuje się w działania na rzecz wcześniaków w Polsce – edukuje rodziców i współpracuje ze środowiskiem neonatologicznym. Tym razem przygotowała poradnik, który ma pomóc w komunikacji między tymi obiema grupami – rodzicami wcześniaków a personelem medycznym. O potrzebie stworzenia takiego poradnika mówili sami rodzice wcześniaków, którzy o swoich doświadczeniach w kontaktach z pielęgniarkami i lekarzami na oddziałach neonatologicznych pisali na grupach zamkniętych dla rodziców wcześniaków na FB. Niektóre słowa usłyszane w szpitalu na długo pozostawały w ich pamięci. Czasem dodawały skrzydeł, czasem wręcz odwrotnie – pozbawiały wiary i nadziei. Poradnik o komunikacji ma służyć budowaniu lepszych relacji i pomóc zespołom neonatologicznym w samorozwoju. 
Personel medyczny pracujący na oddziałach neonatologicznych wykonuje niezwykle trudną pracę – bardzo odpowiedzialną, stresująca i wymagająca olbrzymiego doświadczenia – ratowane jest życie najmniejszych dzieci. Z drugiej strony znajdują się rodzice, których dziecko niespodziewanie przyszło na świat przed terminem. Oni też są pełni skrajnych emocji, głównie przepełnionych lękiem, strachem o życie maleństwa, a czasem złością i bezradnością. Komunikacja między tymi grupami nie jest prosta. A słowa mają potężną moc – mogą wpłynąć na wzajemne relacje.

Poradnik o komunikacji ma na celu pokazać pielęgniarkom, położnym i lekarzom, jak ważne jest ich podejście do rodziców, których dziecko właśnie walczy o życie, jak ważne są słowa i każdy gest wykonywany w ich kierunku. To co dla personelu medycznego jest rutyną, dla rodziców jest wielką niewiadomą. Trzeba im pomóc przejść przez najcięższe chwile w ich życiu, często związane ze stratą dziecka. To oczywiście nie jest łatwe. Pielęgniarki i lekarze często sami pracują w ogromnym stresie. Braki kadrowe powodują, że pracują ciężej i dłużej niż powinni, co sprawia, że nie mają czasu na rozmowę, a pośpiech z pewnością nie sprzyja komunikacji. Poradnik składa się z 4 rozdziałów:

–  o wprowadzeniu rodziców na oddział intensywnej terapii noworodka pisze prof. Maria Katarzyna Borszewska-Kornacka, prezes Fundacji Koalicja dla wcześniaka, wieloletni kierownik Klinika Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka w Szpitalu WUM im. ks. Anny Mazowieckiej na Karowej
o roli komunikacji z rodzicami wcześniaków – rozdział autorstwa Elżbiety Brzozowskiej wiceprezes Fundacji Koalicja dla wcześniaka, z wykształcenia socjolożki, z zawodu ekspertki
w dziedzinie komunikacji; rozdział ten powstał dzięki zaangażowaniu ponad stu mam wcześniaków, które podzieliły się swoimi doświadczeniami – zarówno tymi, które dodały im sił, jak i tymi trudniejszymi, które odebrały poczucie wartości i sprawczości
o komunikacji w sytuacji zagrożenia życia lub śmierci dziecka – rozdział autorstwa Joanny Nycz, mamy po stracie 10-miesięcznej córeczki, głos wielu rodziców, obecnych na grupach rodziców aniołków
o objawach wypalenia zawodowego, sposobach diagnozy i radzenia sobie z nimi – pisze prof. Tomasz Sobierajski, socjolog, który podpowiada co zrobić, aby poradzić sobie w sytuacji wyczerpania, przewlekłego stresu w miejscu pracy i braku energii.
Poradnik o komunikacji z rodzicami wcześniaków otrzymał pozytywną rekomendację prof. Ewy Helwich, konsultant krajowej w dziedzinie neonatologii.
To opowieść o tym, jak kierować się empatią i znajdować najlepsze rozwiązania w czasie, w którym dominuje niepewność, czy uda się uratować dziecko, które pojawiło się na świecie znacznie przedwcześnie. Polecam Państwu gorąco tę książeczkę, która jest efektem przemyśleń i osobistych doświadczeń ludzi, którzy wiedzą, na jakie przeszkody we wzajemnym rozumieniu się natrafiamy w sytuacjach stresowych i krańcowo trudnych, kiedy zagrożone jest życie i zdrowie małych dzieci – mówi prof. dr hab. n. med. Ewa Helwich w słowie wstępnym do poradnika.

Poradnik można otrzymać bezpłatnie od Fundacji Koalicja dla wcześniaka, pisząc na adres: biuro@koalicjadlawczesniaka.pl lub poprzez wiadomości w mediach społecznościowych (FB, IG, Twitter)

źródło: Koalicja dla Wcześniaka
W Polsce od 28 marca 2022 roku każdy żywo urodzony noworodek ma wykonywane badanie genetyczne w kierunku rdzeniowego zaniku mięśni (SMA) w ramach programu powszechnych badań przesiewowych. Program był wdrażany sukcesywnie w kolejnych województwach i został zakończony w niespełna rok. O jego uruchomienie zabiegała Fundacja SMA i środowisko medyczne. Przesiew daje gwarancję wczesnego wykrycia SMA w fazie przed wystąpieniem objawów, co pozwala na podanie noworodkom skutecznej terapii, zapewnionej w ramach programu lekowego. Badania kliniczne i obserwacje klinicystów potwierdzają, że najlepsze efekty leczenia widoczne są w momencie podania leku na wczesnym etapie choroby.
Rozmowa z dr hab. n med. Moniką Gos, kierownikiem Pracowni Genetyki Rozwoju, Zakładu Genetyki Medycznej Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.
 
Czym jest rdzeniowy zanik mięśni i w jaki sposób dziedziczy się tę chorobę?
Rdzeniowy zanik mięśni (SMA) jest chorobą uwarunkowaną genetycznie, którą dziedziczy się w sposób autosomalny recesywny. Oznacza to, że aby wystąpiła choroba, uszkodzone muszą być obie kopie genu SMN1 (zlokalizowanego na chromosomie 5), z którego powstaje białko SMN, pełniące ważne funkcje w komórkach naszego organizmu, zwłaszcza w neuronach ruchowych. Zazwyczaj zmutowane kopie genu SMN1 odziedziczone są od mamy i taty, którzy są nosicielami choroby i są zdrowi.  Dla takiej pary przy każdej ciąży ryzyko urodzenia chorego dziecka wynosi 25 proc. Jeśli dziecko odziedziczy tylko jedną kopię genu z mutacją wówczas, podobnie jak rodzice, będzie nosicielem. Uznaje się, że nosicielem wadliwego genu warunkującego wystąpienie SMA jest 1 na 35 osób w populacji a częstość występowania choroby u noworodków wynosi 1 na 7 tys. urodzeń. W Polsce na SMA choruje ok. 1100 osób.

Jakich testów używa się obecnie w Polsce do diagnozowania tej choroby?
W wypadku dziecka, u którego występują objawy, diagnozę stawia się na podstawie testu ilościowego. W tym celu wykorzystuje się metodę genetyczną MLPA, która została stworzona do identyfikacji delecji albo duplikacji w danym regionie chromosomowym. Metoda ta umożliwia jednoczesne oszacowanie liczby kopii genu SMN1 i liczby kopii genu SMN2. Dzięki temu jesteśmy w stanie potwierdzić rozpoznanie choroby identyfikując delecję w obydwu kopiach genu SMN1 (brak prawidłowej kopii genu SMN1) i jednocześnie ocenić liczbę kopii genu SMN2. Ta liczba kopii jest swojego rodzaju markerem prognostycznym, dotyczącym przebiegu choroby, dla badanego dziecka. Homozygotyczną delecję genu SMN1 identyfikuje się u 95-97 proc. pacjentów z SMA. U pozostałych 3-5 proc. występuje delecja jednej kopii genu SMN1 i mutacja punktowa w drugiej kopii tego genu.

Metoda MLPA pozwala ocenić, czy mamy u danej osoby jedną, dwie czy w ogóle nie mamy kopii genu SMN1. Jeżeli stwierdzimy delecję obu kopii genu SMN1 wówczas potwierdzamy rozpoznanie kliniczne choroby. Jeżeli stwierdzimy delecję jednej kopii, to wówczas wskazane jest rozszerzenie diagnostyki pod kątem obecności mutacji punktowej. W przypadku jej identyfikacji potwierdzamy rozpoznanie kliniczne. Jeżeli stwierdzimy dwie kopie genu SMN1, wówczas SMA zostaje wykluczone. Badanie MLPA wykonuje się obecnie u tych dzieci, które jeszcze nie zostały objęte przesiewem, a pojawiły się u nich objawy choroby.

W przypadku badania przesiewowego, które jest dostępne w Polsce od 28 marca 2022 r. dla wszystkich noworodków, stosuje się techniki przesiewowe identyfikujące delecję w obydwu kopiach genu SMN1 (95-97 proc. przypadków choroby) wykorzystując test genetyczny PCR-HRM. To badanie umożliwia szybką identyfikację większości pacjentów z tą chorobą, jednak nie pozwala dokładną ocenę liczby kopii genu SMN1. Z tego powodu badanie to może nie wykryć 1-2 przypadków SMA rocznie, ponieważ nie identyfikuje sytuacji, w której obok delecji jednej kopii genu SMN1, w drugiej kopii pojawia się mutacja punktowa.

Wynik negatywny badania, świadczący o tym, że dziecko jest zdrowe, uzyskuje się do 24 godzin od momentu rejestracji bibuły w zakładzie. Zgodnie z zasadą badań przesiewowych w takiej sytuacji rodzice nie są informowani o wyniku. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy wynik jest pozytywny. Wówczas, aby uniknąć ewentualnego przekazywania rodzicom informacji o wyniku, który może być fałszywie pozytywny, wykonuje się jego weryfikację metodą MLPA. Ta procedura wymaga kolejnych 48-72 godzin, stąd wynik potwierdzający rozpoznanie otrzymywany jest średnio ok. 9. doby życia dziecka.

Wynik pozytywny zostaje przekazany do Zespołu Koordynacyjnego ds. Leczenia Chorych Na Rdzeniowy Zanik Mięśni oraz do ośrodka zajmującego się leczeniem SMA w danym województwie. To personel medyczny takiego ośrodka kontaktuje się z rodzicami. Zaprasza ich na wizytę w ośrodku podczas której dziecko jest badane i pobierana jest krew na ponowne badanie weryfikacyjne. Ten ostateczny wynik badania trafia do rodziców w większości wypadków ok. 16. dnia życia dziecka. Włączenie do leczenia następuje średnio, między 19 a 20 dniem życia dziecka.

W przypadku dzieci, które były diagnozowane prenatalnie, z uwagi na fakt, że miały chore starsze rodzeństwo, wdrożenie leczenia następuje wcześniej, niekiedy nawet w 1-2 dobie życia.

Kiedy rozpoczęły się w Polsce badania przesiewowe i jak długo przebiegał proces wdrażania programu?
Badania przesiewowe w Polsce rozpoczęły się na początku kwietnia 2021 r. najpierw w województwie mazowieckim. Systematycznie, stopniowo, włączane były kolejne województwa. Całą Polskę przesiewem udało się objąć już 28 marca 2022 r., chociaż zgodnie z planem był na to czas do końca 2022 r.

Program jest elementem Narodowego Programu Badań Przesiewowych Noworodków finansowanego przez Ministerstwo Zdrowia. Koordynatorem programu jest od wielu lat Zakład Badań Przesiewowych i Diagnostyki Metabolicznej Instytutu Matki i Dziecka. Wprowadzając badania przesiewowe w kierunku SMA skorzystano zatem z gotowej infrastruktury, która dotyczy rejestracji próbek, oznaczania bibuł, przesyłania próbek do ośrodka wykonującego badanie. Tak naprawdę na tej samej bibule, na której jest wykonywane badanie w kierunku SMA, jest też wykonywane badanie w kierunku mukowiscydozy, hypotyreozy, fenyloketonurii, wrodzonego przerostu nadnerczy lub rzadko występujących wrodzonych wad metabolizmu.

Ideę badań przesiewowych w kierunku SMA rozpropagowała Fundacja SMA. Stało się to zaraz po tym, kiedy wprowadzono finansowanie leczenia z wykorzystaniem nusinersenu. Fundacja SMA starała się zainteresować przesiewem zarówno klinicystów, jak i resort zdrowia. Ideę tę wspierała dr hab. Maria Jędrzejowska, która zajęła się pilotażem i niezbędną do jego wdrożenia dokumentacją. W proces, od strony diagnostycznej byliśmy zaangażowani – ja i dr Mariusz Ołtarzewski, który reprezentował Zakład Badań Przesiewowych i Diagnostyki Metabolicznej.

Obecnie badania przesiewowe prowadzi Zakład Badań Przesiewowych i Diagnostyki Metabolicznej Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, a w przypadku woj. zachodniopomorskiego – Pracownia Badań Przesiewowych Zakładu Medycyny Nuklearnej SPSK Nr 1 w Szczecinie. Badania weryfikujące z wykorzystaniem metody MLPA prowadzone są przez Zakład Genetyki Medycznej. Warunkiem wykonania badania przesiewowego w kierunku SMA u danego dziecka, jest wyrażenie zgody na badanie molekularne przez opiekuna prawnego.
Do tej pory, w ramach pilotażu przebadano ok. 250 tys. dzieci. Wynik pozytywny testu, wskazujący na SMA uzyskano u 37 noworodków (do końca czerwca br.).

Czy wszystkie noworodki mają zagwarantowane leczenie? Jak u nich przebiega rozwój?
Z dostępnych badań klinicznych wynika, że niezależnie od stosowanego leku, jeśli zostaną one podane przedobjawowo, wówczas następuje zahamowanie rozwoju choroby i dzieci rozwijają się tak, jak ich zdrowi rówieśnicy. Dla porównania, bez leczenia wszystkie te dzieci miałyby znacząco opóźnione nie tylko chodzenie, ale też siadanie, raczkowanie czy nawet dźwiganie główki. Dzięki terapii wszystkie kamienie milowe, które zdrowe dzieci osiągają w swoim rozwoju, zostają zachowane także u tych maluchów.

W Polsce wszyscy pacjenci chorzy na SMA, niezależnie od wieku, stopnia zaawansowania choroby mają zapewnione leczenie w ramach programu lekowego nusinersenem. Dzięki temu każdy noworodek zdiagnozowany w programie badań przesiewowych ma zagwarantowany dostęp do leczenia. Zgodnie z rekomendacjami Zespołu Koordynacyjnego ds. Leczenia Chorych Na Rdzeniowy Zanik Mięśni, leczenie dostają pacjenci, którzy mają 2 lub 3 kopie genu SMN2 i tak naprawdę to leczenie powinno zostać włączone jak najszybciej.

W wypadku pacjentów, którzy mają przynajmniej cztery kopie genu SMN2 warunkujące łagodniejszy przebieg choroby, nie wdraża się leczenia, ale kieruje się pacjentów na ścieżkę obserwacji klinicznej. W ramach obserwacji dzieci odbywają regularne wizyty w poradni lub klinice neurologicznej, podczas których neurolog ocenia ich rozwój. Leczenie zostaje włączone w momencie wystąpienia u pacjenta nawet najmniejszych objawów choroby.

Co w naturalnej historii SMA zmieniły badania przesiewowe i dostępne leczenie?
To co najistotniejsze, to fakt, że jesteśmy w stanie przeciwdziałać SMA u zdecydowanej większości dzieci. Musimy pamiętać, że niezmiernie rzadko, ale jednak, zdarzają się noworodki z postacią wrodzoną SMA. Są to dzieci, które rodzą się z objawami klinicznymi. W tym wypadku włączenie leczenia może okazać się zbyt późne. Zdecydowana większość jednak, to noworodki bezobjawowe. Dzięki diagnostyce przesiewowej zostaną one wcześnie zdiagnozowane i poddane niemal natychmiastowemu leczeniu. Dzięki temu dzieci te będą rozwijały się w sposób prawidłowy, a nie jak w przypadku naturalnego rozwoju choroby.

Niezmiernie ważne jest także to, że dostępność do badań przesiewowych jest szeroka, co oznacza, że materiał jest pobierany od każdego dziecka, które rodzi się w Polsce. Ponieważ jednak jest to badanie genetyczne, do jego przeprowadzenia wymagana jest zgoda rodzica albo opiekuna prawnego dziecka. Jeśli do zakładu dociera jedynie bibuła z kroplą krwi dziecka a nie ma podpisanej zgody na przeprowadzenie badania – nie zostaje ono wykonane, podobnie jak w przypadku, gdy opiekun odmawia jego wykonania. Są to jednak bardzo rzadkie przypadki.

Zapraszamy do obejrzenia filmu, w którym przedstawiamy efekty leczenia przed i po wystąpieniem objawów: 

Więcej informacji na temat kampanii na stronach:
https://www.facebook.com/strumienzyciawsma
www.fsma.pl
 

źródło: Fundacja SMA
Foto: Adobe Stock, free

W Polsce od 28 marca 2022 roku każdy żywo urodzony noworodek ma wykonywane badanie genetyczne w kierunku rdzeniowego zaniku mięśni (SMA) w ramach programu powszechnych badań przesiewowych. Program był wdrażany sukcesywnie w kolejnych województwach i został zakończony w niespełna rok. O jego uruchomienie zabiegała Fundacja SMA i środowisko medyczne. Przesiew daje gwarancję wczesnego wykrycia SMA w fazie przed wystąpieniem objawów, co pozwala na podanie noworodkom skutecznej terapii, zapewnionej w ramach programu lekowego. Badania kliniczne i obserwacje klinicystów potwierdzają, że najlepsze efekty leczenia widoczne są w momencie podania leku na wczesnym etapie choroby.
Rozmowa z dr hab. n med. Moniką Gos, kierownikiem Pracowni Genetyki Rozwoju, Zakładu Genetyki Medycznej Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie.
 
Czym jest rdzeniowy zanik mięśni i w jaki sposób dziedziczy się tę chorobę?
Rdzeniowy zanik mięśni (SMA) jest chorobą uwarunkowaną genetycznie, którą dziedziczy się w sposób autosomalny recesywny. Oznacza to, że aby wystąpiła choroba, uszkodzone muszą być obie kopie genu SMN1 (zlokalizowanego na chromosomie 5), z którego powstaje białko SMN, pełniące ważne funkcje w komórkach naszego organizmu, zwłaszcza w neuronach ruchowych. Zazwyczaj zmutowane kopie genu SMN1 odziedziczone są od mamy i taty, którzy są nosicielami choroby i są zdrowi.  Dla takiej pary przy każdej ciąży ryzyko urodzenia chorego dziecka wynosi 25 proc. Jeśli dziecko odziedziczy tylko jedną kopię genu z mutacją wówczas, podobnie jak rodzice, będzie nosicielem. Uznaje się, że nosicielem wadliwego genu warunkującego wystąpienie SMA jest 1 na 35 osób w populacji a częstość występowania choroby u noworodków wynosi 1 na 7 tys. urodzeń. W Polsce na SMA choruje ok. 1100 osób.

Jakich testów używa się obecnie w Polsce do diagnozowania tej choroby?
W wypadku dziecka, u którego występują objawy, diagnozę stawia się na podstawie testu ilościowego. W tym celu wykorzystuje się metodę genetyczną MLPA, która została stworzona do identyfikacji delecji albo duplikacji w danym regionie chromosomowym. Metoda ta umożliwia jednoczesne oszacowanie liczby kopii genu SMN1 i liczby kopii genu SMN2. Dzięki temu jesteśmy w stanie potwierdzić rozpoznanie choroby identyfikując delecję w obydwu kopiach genu SMN1 (brak prawidłowej kopii genu SMN1) i jednocześnie ocenić liczbę kopii genu SMN2. Ta liczba kopii jest swojego rodzaju markerem prognostycznym, dotyczącym przebiegu choroby, dla badanego dziecka. Homozygotyczną delecję genu SMN1 identyfikuje się u 95-97 proc. pacjentów z SMA. U pozostałych 3-5 proc. występuje delecja jednej kopii genu SMN1 i mutacja punktowa w drugiej kopii tego genu.

Metoda MLPA pozwala ocenić, czy mamy u danej osoby jedną, dwie czy w ogóle nie mamy kopii genu SMN1. Jeżeli stwierdzimy delecję obu kopii genu SMN1 wówczas potwierdzamy rozpoznanie kliniczne choroby. Jeżeli stwierdzimy delecję jednej kopii, to wówczas wskazane jest rozszerzenie diagnostyki pod kątem obecności mutacji punktowej. W przypadku jej identyfikacji potwierdzamy rozpoznanie kliniczne. Jeżeli stwierdzimy dwie kopie genu SMN1, wówczas SMA zostaje wykluczone. Badanie MLPA wykonuje się obecnie u tych dzieci, które jeszcze nie zostały objęte przesiewem, a pojawiły się u nich objawy choroby.

W przypadku badania przesiewowego, które jest dostępne w Polsce od 28 marca 2022 r. dla wszystkich noworodków, stosuje się techniki przesiewowe identyfikujące delecję w obydwu kopiach genu SMN1 (95-97 proc. przypadków choroby) wykorzystując test genetyczny PCR-HRM. To badanie umożliwia szybką identyfikację większości pacjentów z tą chorobą, jednak nie pozwala dokładną ocenę liczby kopii genu SMN1. Z tego powodu badanie to może nie wykryć 1-2 przypadków SMA rocznie, ponieważ nie identyfikuje sytuacji, w której obok delecji jednej kopii genu SMN1, w drugiej kopii pojawia się mutacja punktowa.

Wynik negatywny badania, świadczący o tym, że dziecko jest zdrowe, uzyskuje się do 24 godzin od momentu rejestracji bibuły w zakładzie. Zgodnie z zasadą badań przesiewowych w takiej sytuacji rodzice nie są informowani o wyniku. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy wynik jest pozytywny. Wówczas, aby uniknąć ewentualnego przekazywania rodzicom informacji o wyniku, który może być fałszywie pozytywny, wykonuje się jego weryfikację metodą MLPA. Ta procedura wymaga kolejnych 48-72 godzin, stąd wynik potwierdzający rozpoznanie otrzymywany jest średnio ok. 9. doby życia dziecka.

Wynik pozytywny zostaje przekazany do Zespołu Koordynacyjnego ds. Leczenia Chorych Na Rdzeniowy Zanik Mięśni oraz do ośrodka zajmującego się leczeniem SMA w danym województwie. To personel medyczny takiego ośrodka kontaktuje się z rodzicami. Zaprasza ich na wizytę w ośrodku podczas której dziecko jest badane i pobierana jest krew na ponowne badanie weryfikacyjne. Ten ostateczny wynik badania trafia do rodziców w większości wypadków ok. 16. dnia życia dziecka. Włączenie do leczenia następuje średnio, między 19 a 20 dniem życia dziecka.

W przypadku dzieci, które były diagnozowane prenatalnie, z uwagi na fakt, że miały chore starsze rodzeństwo, wdrożenie leczenia następuje wcześniej, niekiedy nawet w 1-2 dobie życia.

Kiedy rozpoczęły się w Polsce badania przesiewowe i jak długo przebiegał proces wdrażania programu?
Badania przesiewowe w Polsce rozpoczęły się na początku kwietnia 2021 r. najpierw w województwie mazowieckim. Systematycznie, stopniowo, włączane były kolejne województwa. Całą Polskę przesiewem udało się objąć już 28 marca 2022 r., chociaż zgodnie z planem był na to czas do końca 2022 r.

Program jest elementem Narodowego Programu Badań Przesiewowych Noworodków finansowanego przez Ministerstwo Zdrowia. Koordynatorem programu jest od wielu lat Zakład Badań Przesiewowych i Diagnostyki Metabolicznej Instytutu Matki i Dziecka. Wprowadzając badania przesiewowe w kierunku SMA skorzystano zatem z gotowej infrastruktury, która dotyczy rejestracji próbek, oznaczania bibuł, przesyłania próbek do ośrodka wykonującego badanie. Tak naprawdę na tej samej bibule, na której jest wykonywane badanie w kierunku SMA, jest też wykonywane badanie w kierunku mukowiscydozy, hypotyreozy, fenyloketonurii, wrodzonego przerostu nadnerczy lub rzadko występujących wrodzonych wad metabolizmu.

Ideę badań przesiewowych w kierunku SMA rozpropagowała Fundacja SMA. Stało się to zaraz po tym, kiedy wprowadzono finansowanie leczenia z wykorzystaniem nusinersenu. Fundacja SMA starała się zainteresować przesiewem zarówno klinicystów, jak i resort zdrowia. Ideę tę wspierała dr hab. Maria Jędrzejowska, która zajęła się pilotażem i niezbędną do jego wdrożenia dokumentacją. W proces, od strony diagnostycznej byliśmy zaangażowani – ja i dr Mariusz Ołtarzewski, który reprezentował Zakład Badań Przesiewowych i Diagnostyki Metabolicznej.

Obecnie badania przesiewowe prowadzi Zakład Badań Przesiewowych i Diagnostyki Metabolicznej Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie, a w przypadku woj. zachodniopomorskiego – Pracownia Badań Przesiewowych Zakładu Medycyny Nuklearnej SPSK Nr 1 w Szczecinie. Badania weryfikujące z wykorzystaniem metody MLPA prowadzone są przez Zakład Genetyki Medycznej. Warunkiem wykonania badania przesiewowego w kierunku SMA u danego dziecka, jest wyrażenie zgody na badanie molekularne przez opiekuna prawnego.
Do tej pory, w ramach pilotażu przebadano ok. 250 tys. dzieci. Wynik pozytywny testu, wskazujący na SMA uzyskano u 37 noworodków (do końca czerwca br.).

Czy wszystkie noworodki mają zagwarantowane leczenie? Jak u nich przebiega rozwój?
Z dostępnych badań klinicznych wynika, że niezależnie od stosowanego leku, jeśli zostaną one podane przedobjawowo, wówczas następuje zahamowanie rozwoju choroby i dzieci rozwijają się tak, jak ich zdrowi rówieśnicy. Dla porównania, bez leczenia wszystkie te dzieci miałyby znacząco opóźnione nie tylko chodzenie, ale też siadanie, raczkowanie czy nawet dźwiganie główki. Dzięki terapii wszystkie kamienie milowe, które zdrowe dzieci osiągają w swoim rozwoju, zostają zachowane także u tych maluchów.

W Polsce wszyscy pacjenci chorzy na SMA, niezależnie od wieku, stopnia zaawansowania choroby mają zapewnione leczenie w ramach programu lekowego nusinersenem. Dzięki temu każdy noworodek zdiagnozowany w programie badań przesiewowych ma zagwarantowany dostęp do leczenia. Zgodnie z rekomendacjami Zespołu Koordynacyjnego ds. Leczenia Chorych Na Rdzeniowy Zanik Mięśni, leczenie dostają pacjenci, którzy mają 2 lub 3 kopie genu SMN2 i tak naprawdę to leczenie powinno zostać włączone jak najszybciej.

W wypadku pacjentów, którzy mają przynajmniej cztery kopie genu SMN2 warunkujące łagodniejszy przebieg choroby, nie wdraża się leczenia, ale kieruje się pacjentów na ścieżkę obserwacji klinicznej. W ramach obserwacji dzieci odbywają regularne wizyty w poradni lub klinice neurologicznej, podczas których neurolog ocenia ich rozwój. Leczenie zostaje włączone w momencie wystąpienia u pacjenta nawet najmniejszych objawów choroby.

Co w naturalnej historii SMA zmieniły badania przesiewowe i dostępne leczenie?
To co najistotniejsze, to fakt, że jesteśmy w stanie przeciwdziałać SMA u zdecydowanej większości dzieci. Musimy pamiętać, że niezmiernie rzadko, ale jednak, zdarzają się noworodki z postacią wrodzoną SMA. Są to dzieci, które rodzą się z objawami klinicznymi. W tym wypadku włączenie leczenia może okazać się zbyt późne. Zdecydowana większość jednak, to noworodki bezobjawowe. Dzięki diagnostyce przesiewowej zostaną one wcześnie zdiagnozowane i poddane niemal natychmiastowemu leczeniu. Dzięki temu dzieci te będą rozwijały się w sposób prawidłowy, a nie jak w przypadku naturalnego rozwoju choroby.

Niezmiernie ważne jest także to, że dostępność do badań przesiewowych jest szeroka, co oznacza, że materiał jest pobierany od każdego dziecka, które rodzi się w Polsce. Ponieważ jednak jest to badanie genetyczne, do jego przeprowadzenia wymagana jest zgoda rodzica albo opiekuna prawnego dziecka. Jeśli do zakładu dociera jedynie bibuła z kroplą krwi dziecka a nie ma podpisanej zgody na przeprowadzenie badania – nie zostaje ono wykonane, podobnie jak w przypadku, gdy opiekun odmawia jego wykonania. Są to jednak bardzo rzadkie przypadki.

Zapraszamy do obejrzenia filmu, w którym przedstawiamy efekty leczenia przed i po wystąpieniem objawów: 

Więcej informacji na temat kampanii na stronach:
https://www.facebook.com/strumienzyciawsma
www.fsma.pl
 

źródło: Fundacja SMA
Foto: Adobe Stock, free

„Szpital Przyjazny Dziecku” to międzynarodowa inicjatywa stworzona przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) i Fundusz Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci (UNICEF), która potwierdza stosowanie w opiece nad matką i dzieckiem procedur sprzyjających karmieniu piersią, zgodnych z najwyższymi standardami Światowej Organizacji Zdrowia. W Polsce tytuł ten otrzymało do tej pory 95 szpitali.
Do zaszczytnego grona dołączył Szpital im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie. 26 maja br. odbyła się uroczystość, podczas której tytuł został oficjalnie przyznany. W spotkaniu wzięli udział: Paloma Cuchi, Dyrektor Biura WHO w Polsce; prof. Ewa Helwich, konsultant krajowa ds. neonatologii; Maria Wilińska, przewodnicząca Zarządu Komitetu Upowszechniania Karmienia Piersią; prof. Zbigniew Gaciong, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego; prof. Agnieszka Cudnoch-Jędrzejewska i prof. Piotr Pruszczyk, prorektorzy WUM; prof. Rafał Krenke, dziekan Wydziału Lekarskiego WUM; Magdalena Nehring-Gugulska, dyrektor Centrum Nauki o Laktacji; Tomasz Sławatyniec, dyrektor Wydziału Zdrowia Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego oraz Waldemar Kraska, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia. Data uroczystości nie została wybrana przypadkowo – to przede wszystkim Dzień Matki, a dodatkowo przypada w tygodniu Promocji Karmienia Piersią organizowanym przez Szpital.

Szpital Kliniczny im. ks. Anny Mazowieckiej to wysokospecjalistyczna placówka świadcząca procedury medyczne w zakresie położnictwa, ginekologii i neonatologii, w tym przede wszystkim w intensywnej terapii noworodka. W grudniu 2022 roku minie 110 lat, od kiedy szpital przy ul. Karowej w Warszawie przyjął pierwsze pacjentki i był jednym z najnowocześniejszych w ówczesnej Europie. Obecnie Szpital oferuje kompleksową opiekę nad kobietami w każdym wieku. Ratowane są tutaj najmniejsze i najbardziej chore i wymagające intensywnej terapii noworodki. To w tym szpitalu w 1953 roku powstał pierwszy w Polsce oddział w systemie „rooming-in” (matka z dzieckiem) promujący kluczowy model opieki nad zdrowym noworodkiem zakładający nieprzerwany od momentu przyjścia na świat, kontakt dziecka ze swoją matką. Szpitalowi przyznano wiele nagród, m. in. „Certyfikat Wybitnej Placówki Medycznej”, Złoty Certyfikat „Rzetelni w Ochronie Zdrowia”, „Mazowiecki Orzeł Biznesu” czy tytuł Ośrodka Przyjaznego Kobiecie. Tytuł „Szpital Przyjazny Dziecku” to kolejne wyjątkowe wyróżnienie.

Szpitale, które są odznaczone tym tytułem, przestrzegają przyjętych zasad udanego karmienia piersią, czyli tzw. 10 kroków. W szpitalach przyjaznych dziecku jest respektowany międzynarodowy kodeks marketingu produktów zastępujących mleko kobiece. Na ich terenie obowiązuje zakaz reklamy mieszanek mlekozastępczych oraz akcesoriów do sztucznego karmienia.

Decyzję Komitetu Upowszechniania Karmienia Piersią przyjęliśmy z wielkim entuzjazmem. Od dawna staraliśmy się być szpitalem przyjaznym dziecku, ale dopiero niedawno placówki o wyższym niż 1. stopień referencji mogły ubiegać się o ten tytuł. Rozpoczęła się więc szeroka akcja edukacyjna całego personelu i rodziców. Kilka lat pracy i ogromnego zaangażowania całego zespołu zarządzającego zostało docenione i przyznano nam ten wyjątkowy i szczególny dla nas tytuł – powiedziała Ewa Piotrowska, Dyrektor Szpitala Klinicznego im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie.

Pod kierunkiem Pani Agnieszki Muszyńskiej, certyfikowanej doradczyni laktacyjnej powstała procedura laktacyjna, obejmująca wszystkie sytuacje, w których pokarm matki może być dostarczany nie tylko podczas aktu karmienia piersią, ale w inny sposób tak, aby zwłaszcza dzieciom ciężko chorym i wcześniakom dostarczać cenny lek, jakim jest mleko mamy – dodała Dyrektor Ewa Piotrowska.

Historia Szpitala na Karowej
Pomysł urządzenia zakładu położniczego powstał w 1904 r., budowę rozpoczęto dopiero w 1911 r., a ukończono rok później. Architektem budynku był Kazimierz Skórewicz, autor m.in. budynku Sejmu. Pierwszym lekarzem naczelnym zakładu był Władysław Popiel, długoletnim dyrektorem szpitala przy ul. Karowej był m.in. Władysław Janczewski. W latach dwudziestych zakład został poświęcony Annie Księżnej Mazowieckiej, założycielce pierwszego warszawskiego szpitala w obrębie murów miasta.

Powstanie nowoczesnego, urządzonego zgodnie z wymaganiami ówczesnej medycyny szpitala położniczego było odpowiedzią na alarmujący stan opieki nad kobietami ciężarnymi, rodzącymi i położnicami w Warszawie. Aby wybudowanie szpitala z prawdziwego zdarzenia było możliwe, nadano jemu imię cesarzowej Aleksandry Fiodorowny, żony ostatniego cara Rosji Mikołaja.

Szpital od początku działalności spełniał rolę edukacyjną – na jego terenie staże odbywali absolwenci Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego, działała Miejska Szkoła Położnych. Specjalną opieką otaczano tutaj noworodki – do użytku wprowadzano inkubatory, choć jeszcze często w celu dogrzania słabszych dzieci wkładano w pieluchy tzw. butelkę powitalną z ciepłą wodą. Młode matki były edukowane w zakresie higieny osobistej, uczone pielęgnacji noworodka. Ze względu na to, że szpital był przeznaczony początkowo dla „samotnych panien”, dbano o to, aby młode matki miały zapewnioną opiekę ojca dziecka lub jego rodziny, a w przypadku śmierci matki, aby dziecko trafiało do najbliższych, a nie do sierocińca. Jeżeli personel miał podejrzenia, że noworodek może być porzucony, stemplowano go specjalną trudnozmywalną farbą, co ułatwiało identyfikację dziecka przez policję.

Szpital działał podczas niemieckiej okupacji, wciąż funkcjonowała tutaj jako jedna z nielicznych w Warszawie szkoła dla położnych. Ewakuowany wraz z pacjentkami i lekarzami w połowie sierpnia 1944 r., jako jeden z nielicznych uchował się w czasie bombardowań powstańczej Warszawy. Choć nie uległ zniszczeniom, w planach Biura Odbudowy Stolicy został przeznaczony do wyburzenia. Przez kilka lat po wojnie funkcjonowała tutaj Komenda Wojskowa Miasta. Przed rozbiórką uratowali szpital… studenci medycyny, których liczba po wojnie gwałtownie rosła, a realizacja praktycznego nauczania była niemożliwa z uwagi na brak wystarczającej liczby oddziałów ginekologicznych i położniczych.

Utworzenie II Kliniki Położnictwa i Chorób Kobiecych w szpitalu przy ul. Karowej przywróciło budynek do swych dawnych funkcji i dało impuls do rozwoju nowoczesnego położnictwa i ginekologii. Jej pierwszy kierownik prof. Wilhelm Sowiński, utworzył pierwszą w Warszawie pracownię patomorfologii ginekologicznej – jej pierwszym kierownikiem był prof. Józef Szamborski. Kolejnym kierownikiem Kliniki przy ul. Karowej był prof. Ireneusz Roszkowski, który w historii polskiej medycyny został uznany za prekursora nowoczesnego położnictwa i ginekologii. Powstały tutaj jedne z pierwszych w Polsce oddziałów patologii ciąży, prof. Ireneusz Roszkowski inicjował powstanie nowatorskich pracowni, m.in. embriologii doświadczalnej, sprzyjał rozwojowi wówczas bardzo eksperymentalnych, a obecnie powszechnych metod diagnostycznych w ginekologii i położnictwie, np. ultrasonografii. Lekarze z Karowej byli jednymi z pierwszych, którzy zastosowali próżnociąg podczas porodu, opracowali metodę graficznego zapisu tętna płodu, już w latach siedemdziesiątych zastosowano laparoskopię diagnostyczną, a później stosowano tutaj operacje z użyciem lasera. Już w latach sześćdziesiątych powstały w szpitalu przy ul. Karowej poradnie patologii ciąży, ginekologiczna dla dziewczynek, a także poradnia dla noworodków po skomplikowanych porodach, w których badano rozwój dzieci.

Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych szpital został zamknięty – choć rozbudowany w latach sześćdziesiątych, wymagał gruntownej modernizacji. Dzięki staraniom ówczesnej kierownik Kliniki, prof. Jadwigi Kuczyńskiej-Sicińskiej oraz dyrektora szpitala Tadeusza Trędoty szpital został wyremontowany. Otwierany sukcesywnie oddział po oddziale w 1983 r. szpital przy ul. Karowej został przywrócony z powodzeniem dla mieszkanek Warszawy i regionu.

Po ponownym otwarciu szpitala w 1983 r. największe i najbardziej radykalne zmiany zaszły w opiece nad noworodkiem. W 1982 r. ordynatorem Oddziału Noworodkowego została Barbara Chodzińska. Pierwsze lata po remoncie były trudne – dawał się we znaki brak sprzętu, który nie cały wrócił do szpitala po otwarciu. Rosła liczba ciężarnych z różną patologią ciąży, rodziło się coraz więcej dzieci wymagających specjalistycznej opieki, m.in. wcześniaków. Dawał się we znaki też brak lekarzy wyspecjalizowanych w leczeniu bardzo małych noworodków – neonatologia stawiała w Polsce dopiero pierwsze kroki. Rozwój neonatologii w szpitalu przy ul. Karowej był wymuszony przede wszystkim koniecznością dostosowania ośrodka do współczesnych standardów. Niebagatelne znaczenie miało istnienie nowoczesnej patologii ciąży – II Klinika Położnictwa i Ginekologii z powodzeniem prowadziła i leczyła ciąże obarczone różnego rodzaju powikłaniami. Opieka nad dziećmi tych matek stawała się coraz bardziej skomplikowana. Światowe standardy opieki nad wcześniakami wskazywały na ogromną rolę, jaką daje leczenie chorego noworodka w miejscu, w którym się urodził. Znaczenie miały też względy ekonomiczne – utworzenie wysokospecjalistycznego ośrodka neonatologicznego zwiększało konkurencyjność szpitala na rynku usług medycznych.

W 2000 r. na bazie funkcjonującego w szpitalu Oddziału Noworodkowego ostatecznie ukształtował się Oddział Neonatologii, który składał się z Oddziału Noworodków Zdrowych, Patologii Noworodka i Intensywnej Terapii Noworodka. Oddział ten stał się bazą nowo powstałej Kliniki Neonatologii. Nowoczesny Oddział Intensywnej Terapii Noworodka powstał w 2001 r. W pomieszczeniach dostosowanych do wymogów oddziału intensywnej terapii przygotowano dwanaście stanowisk dla noworodków w stanie zagrożenia życia. Kierowana ówcześnie przez prof. dr hab. n. med. Marię Katarzynę Borszewską-Kornacką Klinika Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego rozpoczęła swoją działalność 1 października 2002 r.

źródło: Szpital im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie

„Szpital Przyjazny Dziecku” to międzynarodowa inicjatywa stworzona przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) i Fundusz Narodów Zjednoczonych na Rzecz Dzieci (UNICEF), która potwierdza stosowanie w opiece nad matką i dzieckiem procedur sprzyjających karmieniu piersią, zgodnych z najwyższymi standardami Światowej Organizacji Zdrowia. W Polsce tytuł ten otrzymało do tej pory 95 szpitali.
Do zaszczytnego grona dołączył Szpital im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie. 26 maja br. odbyła się uroczystość, podczas której tytuł został oficjalnie przyznany. W spotkaniu wzięli udział: Paloma Cuchi, Dyrektor Biura WHO w Polsce; prof. Ewa Helwich, konsultant krajowa ds. neonatologii; Maria Wilińska, przewodnicząca Zarządu Komitetu Upowszechniania Karmienia Piersią; prof. Zbigniew Gaciong, rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego; prof. Agnieszka Cudnoch-Jędrzejewska i prof. Piotr Pruszczyk, prorektorzy WUM; prof. Rafał Krenke, dziekan Wydziału Lekarskiego WUM; Magdalena Nehring-Gugulska, dyrektor Centrum Nauki o Laktacji; Tomasz Sławatyniec, dyrektor Wydziału Zdrowia Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego oraz Waldemar Kraska, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia. Data uroczystości nie została wybrana przypadkowo – to przede wszystkim Dzień Matki, a dodatkowo przypada w tygodniu Promocji Karmienia Piersią organizowanym przez Szpital.

Szpital Kliniczny im. ks. Anny Mazowieckiej to wysokospecjalistyczna placówka świadcząca procedury medyczne w zakresie położnictwa, ginekologii i neonatologii, w tym przede wszystkim w intensywnej terapii noworodka. W grudniu 2022 roku minie 110 lat, od kiedy szpital przy ul. Karowej w Warszawie przyjął pierwsze pacjentki i był jednym z najnowocześniejszych w ówczesnej Europie. Obecnie Szpital oferuje kompleksową opiekę nad kobietami w każdym wieku. Ratowane są tutaj najmniejsze i najbardziej chore i wymagające intensywnej terapii noworodki. To w tym szpitalu w 1953 roku powstał pierwszy w Polsce oddział w systemie „rooming-in” (matka z dzieckiem) promujący kluczowy model opieki nad zdrowym noworodkiem zakładający nieprzerwany od momentu przyjścia na świat, kontakt dziecka ze swoją matką. Szpitalowi przyznano wiele nagród, m. in. „Certyfikat Wybitnej Placówki Medycznej”, Złoty Certyfikat „Rzetelni w Ochronie Zdrowia”, „Mazowiecki Orzeł Biznesu” czy tytuł Ośrodka Przyjaznego Kobiecie. Tytuł „Szpital Przyjazny Dziecku” to kolejne wyjątkowe wyróżnienie.

Szpitale, które są odznaczone tym tytułem, przestrzegają przyjętych zasad udanego karmienia piersią, czyli tzw. 10 kroków. W szpitalach przyjaznych dziecku jest respektowany międzynarodowy kodeks marketingu produktów zastępujących mleko kobiece. Na ich terenie obowiązuje zakaz reklamy mieszanek mlekozastępczych oraz akcesoriów do sztucznego karmienia.

Decyzję Komitetu Upowszechniania Karmienia Piersią przyjęliśmy z wielkim entuzjazmem. Od dawna staraliśmy się być szpitalem przyjaznym dziecku, ale dopiero niedawno placówki o wyższym niż 1. stopień referencji mogły ubiegać się o ten tytuł. Rozpoczęła się więc szeroka akcja edukacyjna całego personelu i rodziców. Kilka lat pracy i ogromnego zaangażowania całego zespołu zarządzającego zostało docenione i przyznano nam ten wyjątkowy i szczególny dla nas tytuł – powiedziała Ewa Piotrowska, Dyrektor Szpitala Klinicznego im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie.

Pod kierunkiem Pani Agnieszki Muszyńskiej, certyfikowanej doradczyni laktacyjnej powstała procedura laktacyjna, obejmująca wszystkie sytuacje, w których pokarm matki może być dostarczany nie tylko podczas aktu karmienia piersią, ale w inny sposób tak, aby zwłaszcza dzieciom ciężko chorym i wcześniakom dostarczać cenny lek, jakim jest mleko mamy – dodała Dyrektor Ewa Piotrowska.

Historia Szpitala na Karowej
Pomysł urządzenia zakładu położniczego powstał w 1904 r., budowę rozpoczęto dopiero w 1911 r., a ukończono rok później. Architektem budynku był Kazimierz Skórewicz, autor m.in. budynku Sejmu. Pierwszym lekarzem naczelnym zakładu był Władysław Popiel, długoletnim dyrektorem szpitala przy ul. Karowej był m.in. Władysław Janczewski. W latach dwudziestych zakład został poświęcony Annie Księżnej Mazowieckiej, założycielce pierwszego warszawskiego szpitala w obrębie murów miasta.

Powstanie nowoczesnego, urządzonego zgodnie z wymaganiami ówczesnej medycyny szpitala położniczego było odpowiedzią na alarmujący stan opieki nad kobietami ciężarnymi, rodzącymi i położnicami w Warszawie. Aby wybudowanie szpitala z prawdziwego zdarzenia było możliwe, nadano jemu imię cesarzowej Aleksandry Fiodorowny, żony ostatniego cara Rosji Mikołaja.

Szpital od początku działalności spełniał rolę edukacyjną – na jego terenie staże odbywali absolwenci Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Warszawskiego, działała Miejska Szkoła Położnych. Specjalną opieką otaczano tutaj noworodki – do użytku wprowadzano inkubatory, choć jeszcze często w celu dogrzania słabszych dzieci wkładano w pieluchy tzw. butelkę powitalną z ciepłą wodą. Młode matki były edukowane w zakresie higieny osobistej, uczone pielęgnacji noworodka. Ze względu na to, że szpital był przeznaczony początkowo dla „samotnych panien”, dbano o to, aby młode matki miały zapewnioną opiekę ojca dziecka lub jego rodziny, a w przypadku śmierci matki, aby dziecko trafiało do najbliższych, a nie do sierocińca. Jeżeli personel miał podejrzenia, że noworodek może być porzucony, stemplowano go specjalną trudnozmywalną farbą, co ułatwiało identyfikację dziecka przez policję.

Szpital działał podczas niemieckiej okupacji, wciąż funkcjonowała tutaj jako jedna z nielicznych w Warszawie szkoła dla położnych. Ewakuowany wraz z pacjentkami i lekarzami w połowie sierpnia 1944 r., jako jeden z nielicznych uchował się w czasie bombardowań powstańczej Warszawy. Choć nie uległ zniszczeniom, w planach Biura Odbudowy Stolicy został przeznaczony do wyburzenia. Przez kilka lat po wojnie funkcjonowała tutaj Komenda Wojskowa Miasta. Przed rozbiórką uratowali szpital… studenci medycyny, których liczba po wojnie gwałtownie rosła, a realizacja praktycznego nauczania była niemożliwa z uwagi na brak wystarczającej liczby oddziałów ginekologicznych i położniczych.

Utworzenie II Kliniki Położnictwa i Chorób Kobiecych w szpitalu przy ul. Karowej przywróciło budynek do swych dawnych funkcji i dało impuls do rozwoju nowoczesnego położnictwa i ginekologii. Jej pierwszy kierownik prof. Wilhelm Sowiński, utworzył pierwszą w Warszawie pracownię patomorfologii ginekologicznej – jej pierwszym kierownikiem był prof. Józef Szamborski. Kolejnym kierownikiem Kliniki przy ul. Karowej był prof. Ireneusz Roszkowski, który w historii polskiej medycyny został uznany za prekursora nowoczesnego położnictwa i ginekologii. Powstały tutaj jedne z pierwszych w Polsce oddziałów patologii ciąży, prof. Ireneusz Roszkowski inicjował powstanie nowatorskich pracowni, m.in. embriologii doświadczalnej, sprzyjał rozwojowi wówczas bardzo eksperymentalnych, a obecnie powszechnych metod diagnostycznych w ginekologii i położnictwie, np. ultrasonografii. Lekarze z Karowej byli jednymi z pierwszych, którzy zastosowali próżnociąg podczas porodu, opracowali metodę graficznego zapisu tętna płodu, już w latach siedemdziesiątych zastosowano laparoskopię diagnostyczną, a później stosowano tutaj operacje z użyciem lasera. Już w latach sześćdziesiątych powstały w szpitalu przy ul. Karowej poradnie patologii ciąży, ginekologiczna dla dziewczynek, a także poradnia dla noworodków po skomplikowanych porodach, w których badano rozwój dzieci.

Na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych szpital został zamknięty – choć rozbudowany w latach sześćdziesiątych, wymagał gruntownej modernizacji. Dzięki staraniom ówczesnej kierownik Kliniki, prof. Jadwigi Kuczyńskiej-Sicińskiej oraz dyrektora szpitala Tadeusza Trędoty szpital został wyremontowany. Otwierany sukcesywnie oddział po oddziale w 1983 r. szpital przy ul. Karowej został przywrócony z powodzeniem dla mieszkanek Warszawy i regionu.

Po ponownym otwarciu szpitala w 1983 r. największe i najbardziej radykalne zmiany zaszły w opiece nad noworodkiem. W 1982 r. ordynatorem Oddziału Noworodkowego została Barbara Chodzińska. Pierwsze lata po remoncie były trudne – dawał się we znaki brak sprzętu, który nie cały wrócił do szpitala po otwarciu. Rosła liczba ciężarnych z różną patologią ciąży, rodziło się coraz więcej dzieci wymagających specjalistycznej opieki, m.in. wcześniaków. Dawał się we znaki też brak lekarzy wyspecjalizowanych w leczeniu bardzo małych noworodków – neonatologia stawiała w Polsce dopiero pierwsze kroki. Rozwój neonatologii w szpitalu przy ul. Karowej był wymuszony przede wszystkim koniecznością dostosowania ośrodka do współczesnych standardów. Niebagatelne znaczenie miało istnienie nowoczesnej patologii ciąży – II Klinika Położnictwa i Ginekologii z powodzeniem prowadziła i leczyła ciąże obarczone różnego rodzaju powikłaniami. Opieka nad dziećmi tych matek stawała się coraz bardziej skomplikowana. Światowe standardy opieki nad wcześniakami wskazywały na ogromną rolę, jaką daje leczenie chorego noworodka w miejscu, w którym się urodził. Znaczenie miały też względy ekonomiczne – utworzenie wysokospecjalistycznego ośrodka neonatologicznego zwiększało konkurencyjność szpitala na rynku usług medycznych.

W 2000 r. na bazie funkcjonującego w szpitalu Oddziału Noworodkowego ostatecznie ukształtował się Oddział Neonatologii, który składał się z Oddziału Noworodków Zdrowych, Patologii Noworodka i Intensywnej Terapii Noworodka. Oddział ten stał się bazą nowo powstałej Kliniki Neonatologii. Nowoczesny Oddział Intensywnej Terapii Noworodka powstał w 2001 r. W pomieszczeniach dostosowanych do wymogów oddziału intensywnej terapii przygotowano dwanaście stanowisk dla noworodków w stanie zagrożenia życia. Kierowana ówcześnie przez prof. dr hab. n. med. Marię Katarzynę Borszewską-Kornacką Klinika Neonatologii i Intensywnej Terapii Noworodka Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego rozpoczęła swoją działalność 1 października 2002 r.

źródło: Szpital im. ks. Anny Mazowieckiej w Warszawie