Medicalpress
Ponad 40 proc. pacjentów ze szpiczakiem plazmocytowym wskazuje, że nawrót choroby jest równie trudny lub nawet trudniejszy niż pierwsza diagnoza, a niemal połowa ogranicza aktywność zawodową po jej wznowie – wynika z badania „Potrzeby i oczekiwania pacjentów ze szpiczakiem plazmocytowym”. To choroba nieuleczalna, więc większość pacjentów musi się liczyć z jej nawrotem. Jednocześnie rozwój nowoczesnych terapii wydłużył znacząco czas wolny od progresji. Eksperci podkreślają, że dla pacjentów kluczowy jest dostęp do kolejnych terapii w pierwszym nawrocie oraz kompleksowej opieki, w tym m.in. rehabilitacji i wsparcia psychologicznego.
 Szpiczak plazmocytowy to nowotwór wywodzący się z plazmocytów, komórek układu odporności. Jest to jeden z najczęstszych nowotworów układu chłonnego. Ta choroba jest nieuleczalna, czyli możemy ją zaleczyć i mamy coraz więcej możliwości, ale jeszcze nie potrafimy jej wyleczyć. To oznacza, że nawrót będzie u każdego pacjenta. Odpowiedź na leczenie, na nowe terapie jest coraz dłuższa, więc nawrotów widzimy mniej niż kiedyś – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria prof. dr hab. n. med. Iwona Hus, kierownik Kliniki Hematologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie.

Szpiczak plazmocytowy stanowi 1–2 proc. wszystkich nowotworów oraz około 18 proc. nowotworów hematologicznych. Jest drugim co do częstości nowotworem układu limfoidalnego po przewlekłej białaczce limfocytowej. W Polsce choruje na niego około 10 tys. osób, a mediana wieku w chwili rozpoznania wynosi około 70 lat. W ciągu ostatnich 15 lat zarejestrowano 18 nowych leków stosowanych w terapii tej choroby. Postęp terapeutyczny przełożył się na istotne wydłużenie przeżycia.

Jednym z kluczowych momentów w przebiegu choroby jest jej wznowa. Może mieć ona charakter kliniczny, z nasileniem objawów takich jak bóle kości, niedokrwistość czy nawracające infekcje, albo zostać wykryta wcześniej – wyłącznie na podstawie wzrostu parametrów biochemicznych. Nowoczesne monitorowanie pozwala w części przypadków rozpocząć leczenie jeszcze przed pojawieniem się objawów klinicznych.

 Moment, kiedy choroba wraca, jest bardzo trudny. Czasami jest trudny medycznie, bo choroba może mieć agresywny przebieg w momencie wznowy, pacjenci wymagają intensywnego leczenia, ale prawie zawsze jest intensywny psychicznie, bo jest to ten moment, kiedy pacjentom podcinane są skrzydła – mówi dr n. med. Tadeusz Kubicki z Kliniki Hematologii i Transplantacji Szpiku UM w Poznaniu.

Badanie „Potrzeby i oczekiwania pacjentów ze szpiczakiem plazmocytowym” organizacji Myeloma Patients Europe objęło 40 osób z nawrotem choroby. Najliczniejszą grupę stanowili pacjenci po pierwszym nawrocie (37,5 proc.). U większości remisja poprzedzająca wznowę trwała od roku do trzech lat. 45 proc. respondentów uznało nawrót za równie trudny lub trudniejszy niż pierwsza diagnoza.

 W naszym raporcie przeanalizowaliśmy cztery obszary. Po pierwsze, samopoczucie i życie codzienne, po drugie, potrzeby medyczne, a także potrzeby społeczne i potrzeby informacyjne. Pacjenci, pomimo że już otrzymali intensywne leczenie w trakcie wcześniejszych linii, deklarują dobre samopoczucie, natomiast wiemy też, że borykają się z licznymi skutkami ubocznymi, wynikającymi z natury choroby, ale też z samego leczenia. To jest neuropatia, przewlekłe zmęczenie, częste infekcje i obniżona odporność – mówi Barbara Leonardi, prezeska Myeloma Patients Europe AISBL, współautorka raportu. – Na pewno należy podkreślić znaczenie kompleksowej opieki, ponieważ jest to bardzo złożona choroba. 

Prawie połowa badanych ograniczyła aktywność zawodową po wznowie choroby, a 22 proc. wskazało na problemy finansowe wynikające z jej przebiegu. Respondenci zwracali uwagę na konieczność przemodelowania życia zawodowego i rodzinnego, a także na zwiększone poczucie niepewności i lęku o przyszłość. Organizacje pacjenckie zwracają uwagę, że poza leczeniem onkologicznym istotne znaczenie mają skutki uboczne terapii oraz społeczne konsekwencje choroby.

– Z raportu jasno wynika, że największą potrzebą jest nadal dostęp do rehabilitacji, również rehabilitacji uzdrowiskowej – podkreśla Dominik Romiński, prezes Stowarzyszenia Kierunek Zdrowie.

Wyniki badania wskazują, że rehabilitacja wyprzedza inne potrzeby, w tym wsparcie psychologiczne i potrzeby informacyjne. Pacjenci podkreślają konieczność szybkiego dostępu do świadczeń rehabilitacyjnych oraz lepszej koordynacji leczenia skutków ubocznych.

– Pacjenci mają poczucie izolacji i bardzo silnie wybrzmiała potrzeba reintegracji społecznej. To jest zdecydowanie zadanie dla organizacji pacjenckich, żeby taką integrację umożliwić – podkreśla Barbara Leonardi.

W Polsce leczenie szpiczaka odbywa się w ramach programu lekowego B.54. Dostęp do nowych terapii w programie lekowym jest oceniany przez hematologów jako dobry, choć są oczekiwania, że w najbliższym czasie pojawią się nowe schematy leczenia zarówno w pierwszej linii, jak i w nawrocie choroby.

– Dwie największe niezaspokojone potrzeby w zakresie leczenia to dostęp do nowoczesnej immunoterapii komórkowej, czyli terapii CAR-T, i dostęp do koniugatów przeciwciał monoklonalnych z immunotoksyną, czyli preparatu belantamab mafodotin, które moglibyśmy zastosować przy pierwszej wznowie choroby. To, co aktualnie daje nam program lekowy, nie do końca odpowiada międzynarodowym standardom – zauważa dr Tadeusz Kubicki.

– W krajach Unii Europejskiej zarejestrowana jest terapia CAR-T, immunoterapia komórkowa, wytwarzana dla każdego pacjenta indywidualnie, zarejestrowana również w innych nowotworach układu chłonnego. Czyli pobieramy określony rodzaj komórek układu chłonnego, limfocyt T, poza organizmem pacjenta je namnażamy, aktywujemy i wprowadzamy receptor, który ma poznawać komórki nowotworowe, łączyć się i aktywować układ odpornościowy i niszczenie komórek nowotworowych. To terapia zarejestrowana dla części pacjentów od drugiej linii, a możliwa właściwie dla wszystkich od trzeciej linii – wskazuje prof. Iwona Hus.

W krajach UE rozwijane są również koniugaty przeciwciał monoklonalnych z lekiem cytotoksycznym, które pozwalają na precyzyjne dostarczenie terapii do komórki nowotworowej.

– Dzięki temu możemy zastosować chemioterapię w większej dawce, niż gdybyśmy ją podawali dożylnie. Ta terapia jest dostępna, w połączeniu z innymi lekami, już od drugiej linii leczenia. My na tę terapię również bardzo czekamy, bo są przeciwciała o podwójnej swoistości i my je mamy w programie lekowym, ale dopiero od czwartej linii – tłumaczy kierownik Kliniki Hematologii Państwowego Instytutu Medycznego MSWiA w Warszawie.

Wydłużenie czasu wolnego od progresji jest jednym z kluczowych parametrów oceny skuteczności nowych terapii w pierwszym nawrocie choroby.

– EMA w zeszłym roku zarejestrowała nową immunotoksynę, na którą bardzo liczymy. Immunotoksyna wydłuża czas wolny od progresji z 13 do 36 miesięcy, jeśli chodzi o medianę. To jest ogromna, prawie trzykrotna zmiana, dlatego jest to tak pożądane w tej grupie chorych – podkreśla Dominik Romiński.

Respondenci w badaniu zwracali uwagę, że przy rosnącej liczbie nowych terapii i dynamicznych zmianach w hematoonkologii pacjenci muszą się samodzielnie orientować w dostępnych możliwościach leczenia.

– Pacjenci z nawrotem choroby w szpiczaku często się do nas zwracają o pomoc organizacyjną, psychologiczną, ale też z potrzebą wiedzy o tym, jak mogą się zabezpieczyć przy kolejnym nawrocie. Bardzo często pytają też o to, jakie terapie są dostępne w drugiej linii, bo ta wiedza jest na wyciągnięcie ręki, ale nie zawsze jest tak oczywista dla osób wiekowo dojrzałych – wskazuje prezes Stowarzyszenia Kierunek Zdrowie.

Źródło: Newseria

Specjaliści z Narodowego Instytutu Kardiologii przeprowadzili skomplikowany zabieg wieńcowy (CHIP) z zastosowaniem pompy do mechanicznego wspomagania krążenia. Pompa została wprowadzona całkowicie przezskórnie przez lewą tętnicę podobojczykową, bez konieczności wykonania chirurgicznego nacięcia.
Zabieg polegał na udrożnieniu przewlekle niedrożnej tętnicy wieńcowej u objawowego chorego z przewlekłą niewydolnością serca i istotnie obniżoną funkcją skurczową lewej komory.
Procedura zakończyła się sukcesem. Uzyskaliśmy natychmiastową poprawę przepływu wieńcowego oraz stabilizację parametrów hemodynamicznych. Pacjent czuje się dobrze i został uruchomiony już następnego dnia po zabiegu – mówi prof. Maksymilian Opolski, kardiolog interwencyjny z Narodowego Instytutu Kardiologii.

Możliwość wykonania całkowicie przezskórnego, dużego dostępu naczyniowego przez tętnicę podobojczykową istotnie poszerza zakres złożonych zabiegów wieńcowych oraz strukturalnych (TAVI) u chorych z chorobą tętnic obwodowych i wysokim ryzykiem operacyjnym. Taki dostęp umożliwia również pozostawienie pompy wspomagającej krążenie bez konieczności wykonywania graftu naczyniowego u pacjentów, którzy po trudnych zabiegach wieńcowych pozostają niestabilni hemodynamicznie.

Połączenie zaawansowanych technik rekanalizacji CTO z przezskórnym wprowadzeniem pompy do mechanicznego wspomagania krążenia pozwala na bezpieczne prowadzenie skomplikowanych zabiegów u pacjentów z wysokim ryzykiem hemodynamicznym, ograniczając inwazyjność procedury i skracając czas rekonwalescencji.

Zabieg wykonał zespół w składzie: prof. dr hab. n. med. Maksymilian Opolski, prof. dr hab. n. med. Jerzy Sacha (proktor), dr Filip Kiljański, dr Giuseppe Caliendo, Jakub Marek (zespół lekarski), Katarzyna Figura, Jolanta Bełc, Renata Bogucka, Dariusz Gawroński (zespół pielęgniarski) oraz Iwo Chudzik i Mikołaj Czyżewski (technicy).

Źródło: Narodowy Instytut Kardiologii
Foto: Narodowy Instytut Kardiologii

W Rzeszowskim Centrum Chirurgii Naczyniowej i Endowaskularnej American Heart of Poland przeprowadzono zabieg u pacjenta z krytycznym niedokrwieniem kończyny dolnej i zainfekowaną raną pięty. – To pierwszy taki zabieg w naszym ośrodku z użyciem specjalnego rodzaju protezy biologicznej – podkreśla lek. Grzegorz Bednarczyk, który operował w asyście lek. Wojciecha Kozłowskiego, pod nadzorem dr. n. med. Adama Uryniaka, ordynatora oddziału. Procedura jest refundowana przez NFZ.
Pacjent trafił do rzeszowskiego ośrodka American Heart of Poland z niedrożnością tętnicy udowej powierzchownej, co doprowadziło do znacznego upośledzenia dopływu krwi do podudzia i stopy. Sytuację dodatkowo komplikowała zakażona rana pięty, która przy niedokrwieniu groziła nie tylko brakiem gojenia, ale nawet amputacją kończyny na poziomie uda.

– Mówimy tu o tzw. krytycznym niedokrwieniu kończyny. To stan, w którym brak odpowiedniego przepływu krwi powoduje silne bóle, trudno gojące się rany i realne ryzyko utraty nogi – wyjaśnia lek. Grzegorz Bednarczyk.

Operacja polegała na wykonaniu pomostowania od tętnicy udowej wspólnej do tętnicy podkolanowej poniżej kolana

W praktyce oznacza to „ominięcie” zamkniętego odcinka tętnicy i skierowanie krwi nową drogą – z drożnego odcinka naczynia do miejsca, gdzie przepływ jest zachowany.

– Celem zabiegu jest poprawa ukrwienia kończyny, co daje szansę na gojenie ran i uratowanie nogi – podkreśla lek. Grzegorz Bednarczyk.

Proteza biologiczna zamiast własnej żyły

Standardowo do takich operacji wykorzystuje się własne żyły pacjenta. W tym przypadku nie było to możliwe – ze względu na anatomię żadna z żył nie nadawała się do użycia. Zespół zdecydował się więc na zastosowanie po raz pierwszy w tym ośrodku protezy biologicznej.

– Proteza ta jest biosyntetycznym kompozytem usieciowanego kolagenu owczego na endoszkielecie z siatki poliestrowej. Taka proteza jest znacznie bardziej odporna na infekcje niż protezy naczyniowe z materiału sztucznego, a w przypadku tego pacjenta ryzyko zainfekowania protezy było bardzo wysokie – wyjaśnia chirurg naczyniowy American Heart of Poland.

Zabieg trwał kilka godzin i należał do technicznie wymagających. Operację wykonał lek. Grzegorz Bednarczyk w asyście lek. Wojciecha Kozłowskiego, pod nadzorem ordynatora oddziału, dr. n. med. Adama Uryniaka. Kwalifikacja do takiego leczenia odbywa się po konsultacji z chirurgiem naczyniowym oraz na podstawie badań obrazowych, takich jak USG Doppler czy angiotomografia kończyn dolnych. Pacjent czuje się dobrze i pozostaje pod opieką poradni chirurgii naczyniowej.  Zabieg przeprowadzony w Rzeszowskim Centrum Chirurgii Naczyniowej i Endowaskularnej pokazuje, że w ramach publicznego systemu ochrony zdrowia można skutecznie stosować metody leczenia, które pomagają wracać chorym do ich codziennych aktywności.

Źródło: Komunikat Prasowy

Dzień Dziadka to dobra okazja do tego, aby mówić o zdrowiu mężczyzn – zwłaszcza tych po 50. roku życia. Ta grupa najbardziej zagrożona zachorowaniem na raka prostaty, a jednocześnie najmniej skłonna do badań profilaktycznych i regularnych wizyt u lekarza. Tymczasem współczesna medycyna oferuje narzędzia, które pozwalają zapobiegać i leczyć nowotwory u mężczyzn skuteczniej niż kiedykolwiek wcześniej. Warunkiem jest jednak to, aby chorobę wykryć odpowiednio wcześnie, oraz aby pacjent miał realny dostęp do diagnostyki i nowoczesnego leczenia.
Rak prostaty (gruczołu krokowego) jest najczęściej rozpoznawanym nowotworem u mężczyzn w Polsce i jedną z głównych przyczyn zgonów onkologicznych. Każdego roku diagnozę tę słyszy ponad 20 tys. mężczyzn, a zdecydowana większość zachorowań dotyczy osób po 50. roku życia. Niepokoi, że nowotwory gruczołu krokowego charakteryzuje się najwyższą dynamiką wzrostu zachorowalności, a szczególnie duże przyspieszenie tempa wzrostu obserwowane jest w ostatniej dekadzie. Zachorowalność rośnie wraz ze starzeniem się społeczeństwa, jednak śmiertelność nie spada w takim tempie, jak pozwalałby na to postęp medycyny.

Eksperci podkreślają, że rak prostaty z punktu widzenia medycyny jest dziś chorobą, z którą można sobie dobrze radzić – pod warunkiem wczesnego wykrycia i sprawnie działającego systemu opieki medycznej. W stadium wczesnym możliwe jest leczenie radykalne, a nawet w chorobie zaawansowanej dostępne są terapie wydłużające życie i poprawiające jego jakość. Problem polega na tym, że postęp medyczny nie zawsze przekłada się na realne korzyści dla pacjentów, jeśli zawodzi organizacja i finansowanie leczenia onkologicznego.

Największa bariera: męska niechęć do badań

Rak prostaty przez długi czas może rozwijać się bezobjawowo albo dawać niespecyficzne dolegliwości, które łatwo zbagatelizować. Wielu mężczyzn latami odkłada wizytę u lekarza, wykonanie prostego badania PSA czy konsultację urologiczną. Skutkiem są rozpoznania stawiane zbyt późno – wtedy, gdy choroba jest już zaawansowana. Konsekwencje tej postawy dotykają całe rodziny.

– „Mój tato zmarł z powodu zbyt późno rozpoznanego nowotworu gruczołu krokowego. Ciężka operacja, przerzuty do kości, a potem do płuc. Dziewięć lat życia z rozprzestrzeniającym się rakiem. Kiedy choroba onkologiczna wchodzi do domu, zmienia się życie nie tylko osoby chorej, ale całej rodziny” – mówi Beata Borucka, twórczyni Silver TV, córka pacjenta z rakiem prostaty.

Podobne doświadczenia opisuje Joanna, której ojciec choruje na raka prostaty: – „O tym, że tata choruje na raka prostaty, dowiedziałam się dopiero po kilku latach od diagnozy. Tata kurczowo trzymał się informacji, że jeszcze nie trzeba działać. Dziś choroba zaczęła postępować. Widzę, jak trudno jest mu pytać lekarzy o to, co naprawdę ważne. Gdybym wiedziała wcześniej, próbowałabym interweniować”.

Program „Moje Zdrowie” to realna szansa na wczesne wykrycie choroby

Kluczową rolę w odwracaniu tych dramatycznych scenariuszy odgrywa profilaktyka. Jednym z najważniejszych narzędzi jest program Moje Zdrowie, realizowany przez Narodowy Fundusz Zdrowia. To bezpłatny bilans zdrowia dorosłego człowieka, dostępny dla każdej osoby ubezpieczonej w NFZ, która ukończyła 20 lat.

Z programu można korzystać:

Dla mężczyzn po 50. roku życia szczególnie istotne jest to, że w pakiecie badań znajduje się oznaczenie poziomu PSA, czyli podstawowego biomarkera raka prostaty. Program obejmuje również m.in. morfologię krwi, badanie stężenia glukozy, kreatyniny, lipidogram oraz – w zależności od wieku i czynników ryzyka – badania rozszerzone. Udział w programie jest prosty: wystarczy wypełnić ankietę zdrowotną (online w Internetowym Koncie Pacjenta lub w stacjonarnie w przychodni POZ), wykonać badania i odbyć podsumowującą wizytę u lekarza, zakończoną przygotowaniem indywidualnego planu zdrowotnego.

Terapia radioligandowa – przełom, który w Polsce wciąż nie jest dostępny

Jednym z największych przełomów ostatnich lat w leczeniu zaawansowanego raka prostaty jest terapia radioligandowa, wykorzystująca osiągnięcia medycyny nuklearnej. Metoda ta polega na precyzyjnym dostarczeniu promieniowania bezpośrednio do komórek nowotworowych, dzięki wykorzystaniu antygenu PSMA, który w dużej ilości występuje na komórkach raka prostaty. Terapia radioligandowa jest stosowana u pacjentów z rozsianym rakiem prostaty opornym na kastrację, u których zostały wyczerpane standardowe opcje leczenia. Badania kliniczne i doświadczenia z krajów Europy Zachodniej pokazują, że metoda ta wydłuża życie pacjentów, opóźnia progresję choroby, zmniejsza dolegliwości bólowe i pozwala zachować lepszą jakość życia, przy korzystnym profilu bezpieczeństwa.

W wielu krajach europejskich – m.in. w Niemczech, Francji, Włoszech czy krajach skandynawskich – terapia radioligandowa jest refundowana i stanowi element standardowej opieki onkologicznej. W Polsce pacjenci mają do niej dostęp jedynie w ramach procedury Ratunkowego Dostępu do Technologii Lekowych (RDTL), co oznacza długą, niepewną i indywidualną ścieżkę administracyjną.

– „Terapia radioligandowa to jeden z największych przełomów w leczeniu zaawansowanego raka prostaty. W wielu krajach Europy jest już standardem, a w Polsce wciąż pozostaje wyjątkiem. Ale pacjenci z rakiem prostaty nie mają czasu czekać – dla nich każdy miesiąc ma znaczenie. Dlatego liczymy na jak najszybszą refundację i realne udostępnienie tej nowoczesnej metody leczenia chorym w Polsce” – podkreśla Anna Kupiecka, prezes Fundacja OnkoCafe.

– „Postęp medycyny nie poprawi statystyk przeżyć, jeśli nie pójdą za nim decyzje systemowe. Potrzebujemy równocześnie profilaktyki, sprawnej diagnostyki i dostępu do nowoczesnego leczenia – inaczej dziadkowie nadal będą przegrywać z chorobą, jaką jest rak prostaty” – dodaje.

To może być najważniejszy prezent

Ogromną rolę w dbaniu o zdrowie mężczyzn odgrywają ich bliscy, i coraz częściej są to także wnuki. – „Zabierz dziadka na badania, pomóż mu wypełnić ankietę programu Moje Zdrowie, porozmawiaj z nim o PSA. Profilaktyka to prezent, który naprawdę może uratować życie” – apeluje Anna Kupiecka.

Dzień Dziadka to dobry moment, aby zacząć rozmowę, która może zmienić przyszłość całej rodziny. Bo w raku prostaty czas ma znaczenie, a medycyna – jeśli tylko damy jej szansę – potrafi dziś naprawdę wiele.

Źródło: Komunikat Prasowy

W Polsce żyje około 9 tysięcy osób chorujących na miastenię rzekomoporaźną – przewlekłą chorobę autoimmunologiczną, która prowadzi do osłabienia mięśni, często uniemożliwiając normalne funkcjonowanie. Dla około 5% najciężej chorych pacjentów szansą na poprawę stanu zdrowia są nowoczesne terapie dostępne w programie lekowym B.157. Tymczasem środowisko medyczne i pacjenci ostrzegają, że program może zostać sparaliżowany przez brak finansowania. „Zagrożony dostęp do leczenia miastenii w programie lekowym to dla nas, osób chorych, kwestia życia i śmierci” – alarmuje Sylwia Łukomska, prezeska Stowarzyszenia Miastenia Gravis – Face to Face.
 
 
„Sytuacja jest generalnie trudna. Problem finansowania dotyczy wszystkich programów lekowych, i jak słyszymy – nie tylko w neurologii, ale też w innych  dyscyplinach medycyny. Jeśli chodzi o neurologię, to tutaj problem jest szczególnie mocno widoczny i dotkliwy, ponieważ w ostatnich latach pojawiło się wiele nowych terapii, które otworzyły możliwość leczenia osób wcześniej nieobjętych skuteczną opieką. To przełożyło się na gwałtowny wzrost zapotrzebowania na środki na realizację programów lekowych. Jednocześnie nałożyły się na to trudności wynikające z konieczności zapewnienia ciągłości leczenia w warunkach poważnego kryzysu finansowego w NFZ” – ocenia prof. dr hab. Konrad Rejdak, kierownik Kliniki Neurologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 4 w Lublinie, prezes poprzedniej kadencji Polskiego Towarzystwa Neurologicznego.

Terapia może zostać przerwana?

Ta alarmująca sytuacja dotyczy również chorych na miastenię, która często ma gwałtowny i nieprzewidywalny przebieg. Choroba może prowadzić do przełomu miastenicznego, w którym znaczne osłabienie mięśni oddechowych zagraża życiu pacjenta. Leczenie wymaga wówczas natychmiastowej interwencji, często w oddziale intensywnej terapii. Im szybciej pacjent trafi do szpitala, tym ma większe szanse na przeżycie.

„U pacjentów z ciężką, uogólnioną, seropozytywną miastenią, u których istnieje ryzyko przełomu miastenicznego, powinniśmy sięgać po nowoczesne, działające przyczynowo leki, które niedawno zostały wprowadzone, i które wykazują dużą skuteczność w stabilizacji choroby. Leki te są stosowane w ramach programu lekowego B.157, a dzisiaj wyzwaniem jest zarówno kontynuowanie tej terapii u pacjentów już nimi leczonych, jak też włączanie do programu pacjentów nowo diagnozowanych” – podkreśla prof. Konrad Rejdak.

Według specjalisty, mimo dużego zainteresowania ośrodków neurologicznych realizacją programu lekowego leczenia miastenii, tylko jedna trzecia z nich rozpoczęła realną rekrutację pacjentów, a nawet te, które to zrobiły, zderzyły się z brakiem środków. „Bardzo ważne jest, aby kryterium braku finansów nie wpływało na decyzje terapeutyczne” – zaznacza prof. Rejdak.

O dramatycznej sytuacji mówią także pacjenci. „Do naszej organizacji docierają sygnały z całej Polski, że leczenie osób chorych na miastenię w ramach programu lekowego jest zagrożone. Pacjenci zostali poinformowani, że Narodowy Fundusz Zdrowia do chwili obecnej nie rozliczył nadwykonań w programie B.157 za bieżący rok, a szpitale nie mają możliwości dalszego kredytowania kosztownych terapii. Istnieje zatem realne ryzyko, że najbardziej potrzebujący pacjenci nie zostaną włączeni do leczenia. Tymczasem pacjenci z ciężką uogólnioną miastenią nie mogą czekać. Życie z tą chorobą oznacza codzienną walkę z uciążliwymi objawami oraz często całkowite wykluczenie z życia zawodowego, rodzinnego i społecznego. Warty podkreślenia jest fakt, że w ramach programu B.157 obecnie leczonych jest zaledwie kilkudziesięciu pacjentów, podczas gdy na etapie uruchamiania programu zakładano, że terapią zostanie objętych ponad 400 osób. Tak znacząca różnica pomiędzy planem a realnym dostępem, połączona z pojawiającymi się problemami z ciągłością świadczeń, powoduje, że pacjenci z ciężką, uogólnioną miastenią pozostają w sytuacji niepewności, zamiast otrzymywać stabilną, przewidywalną opiekę” – podkreśla Sylwia Łukomska, prezeska Stowarzyszenia Miastenia Gravis – Face to Face.

Choroba, która odbiera niezależność

Miastenia to przewlekła, autoimmunologiczna choroba nerwowo-mięśniowa, w której zaburzeniu ulega przekazywanie impulsów nerwowych do mięśni. Objawia się ona postępującym osłabieniem mięśni – twarzy, kończyn, a także tych odpowiedzialnych za mowę, połykanie i oddychanie. Jej przebieg jest zmienny i nieprzewidywalny – jednego dnia chory może funkcjonować względnie normalnie, a kolejnego nie jest w stanie wstać z łóżka czy wykonać najprostszych czynności. Dla wielu pacjentów życie z miastenią oznacza rezygnację z pracy zawodowej, ograniczenie kontaktów społecznych i dużą zależność od opiekunów. To choroba, która skutecznie odbiera samodzielność i utrudnia pełne uczestnictwo w życiu społecznym.

Nowoczesne terapie dają pacjentom z miastenią szansę na powrót do życia zawodowego, rodzinnego i społecznego. Dla wielu osób oznaczają nie tylko poprawę jakości życia, ale realne ocalenie zdrowia i życia. Brak dostępu do terapii pogłębia natomiast nie tylko cierpienie pacjentów, ale też koszty systemu. Częste hospitalizacje, zamiast stabilnego leczenia ambulatoryjnego, oznaczają większe obciążenie finansowe.

„Bardzo liczymy na to, że decydenci pilnie przeanalizują obecną sytuację i podejmą takie działania, które zapewnią chorym na uogólnioną ciężką miastenię rzeczywisty nieprzerwany dostęp do leczenia refundowanego w ramach programu lekowego B.157” – mówi Sylwia Łukomska.

Potrzebę stabilizacji finansowania podkreśla również prof. Konrad Rejdak: „Nie mówimy o masowych liczbach. Jednak bez sprawnego systemu finansowania program lekowy leczenia miastenii może pozostać martwym zapisem. Rozwiązanie jest takie, aby zapewnić szpitale, że środki na leczenie tych pacjentów się znajdą. W neurologii mamy dwa fundamenty – płatność za leki i płatność dla personelu. Ważne jest, aby oba te elementy były zapewnione”.

Najważniejsze jest jedno: aby kryzys finansowy nie decydował o tym, kto otrzyma szansę na leczenie, a kto jej nie dostanie.

Źródło: Komunikat prasowy

Opóźniona diagnostyka oraz ograniczony dostęp do nowoczesnego leczenia sprawiają, że wyniki terapii raka pęcherza moczowego w Polsce nie poprawiły się od trzech dekad. Eksperci podkreślają, że bez pilnych zmian systemowych pacjenci nadal będą trafiać do specjalistów zbyt późno, a skuteczne metody leczenia nie będą w pełni wykorzystywane.

W Polsce rak gruczołu krokowego pozostaje najczęściej rozpoznawanym nowotworem u mężczyzn, a rak pęcherza moczowego dotyczy ponad 5 tysięcy mężczyzn rocznie, co czyni go czwartym najczęściej diagnozowanym nowotworem złośliwym w tej grupie. Dane te jednoznacznie wskazują na konieczność pilnych działań systemowych, szczególnie że nowotwory urologiczne często dotykają osób aktywnych zawodowo – najczęściej pięćdziesięcio- i sześćdziesięciolatków.

Uczestnicy debaty „Nowoczesna uroonkologia: interdyscyplinarne perspektywy” zwrócili uwagę, że niemal co drugi pacjent z rakiem pęcherza trafia do specjalisty zbyt późno, co dramatycznie wpływa na rokowania.

Zbyt późna reakcja na pierwsze objawy
Prof. dr hab. n. med. Piotr Chłosta podkreślił, że kluczowy dla dalszego leczenia jest czas, jaki upływa od pierwszego epizodu krwiomoczu do właściwego rozpoznania — nie powinien on przekraczać sześciu miesięcy. Niestety, rzeczywistość wygląda inaczej.
– Gdyby przyszli wcześniej, to moglibyśmy im pomóc skutecznie, często w sposób minimalnie inwazyjny i to bez następstw dramatycznych. Ale nie przychodzą, bo w dalszym ciągu to wstydliwe, to nic takiego, to przejdzie samo. Boją się diagnozy. Urolog jest dla wielu tym samym, kim kiedyś, w latach 80-tych był dentysta. Idziesz dopiero wtedy, kiedy nie możesz wytrzymać. A w uroonkologii to jest zdecydowanie za późno – powiedział prof. Piotr Chłosta.

Skierowanie do urologa jako bariera diagnostycznaJedną z najczęściej wymienianych przeszkód w szybkim rozpoczęciu diagnostyki jest wymóg posiadania skierowania do urologa. Zdaniem Anny Kupieckiej, prezes Fundacji OnkoCafe – Razem Lepiej, stanowi to realną barierę już na starcie ścieżki pacjenta.
– [Skierowanie do urologa – przyp.] Jest to próg hamulcowy do tego, żeby trzeba było iść jeszcze do kogoś po skierowanie. Jest to z mojej perspektywy również – być może jestem w błędzie – wytrych dla lekarza POZ, żeby nie zlecić dobrej diagnostyki wstępnej i przygotować pacjenta, tylko wypisze skierowanie do urologa i ma pacjenta z głowy. (…) część z nich mogłaby być w pewien sposób już przeprowadzona przez diagnostykę wcześniej, na poziomie POZ.
Dodała także:
– Na końcu tej kaskady oczywiście są terapie lekowe i wprowadzanie ich jak najszybciej i w pierwszych liniach, i jak najwcześniej do refundacji, tak żeby po całej tej kaskadzie pozytywnych zdarzeń, ostatecznie efekt kliniczny był najlepszy, zachowujący również jakość życia człowieka.

Nowoczesne leczenie systemowe – potencjał wciąż niewykorzystany
W przypadku zaawansowanego raka pęcherza przełom stanowią terapie skojarzone, które – stosowane w pierwszej linii leczenia – przynoszą lepsze wyniki terapeutyczne oraz poprawiają jakość życia pacjentów. Choć wiedza o optymalnym postępowaniu jest powszechnie dostępna, program lekowy nie zawsze odpowiada aktualnym rekomendacjom.
Dr hab. n. med. Łukasz Kuncman wyjaśnił:
– To, co widzimy w kwestii leczenia systemowego, czyli wdrożenie aktualnej linii leczenia pierwszego rzutu enfortumabu wedotyny razem z pembrolizumabem podwaja przeżycie naszych pacjentów, medianę przeżycia. (…) jeżeli onkolog kliniczny mówi swojemu pacjentowi, że może go leczyć w sposób suboptymalny, to traci zaufanie tego pacjenta i bardzo ciężko mu jest odzyskać to zaufanie.

Technologia zmienia uroonkologię
Eksperci zwrócili także uwagę na ogromny postęp technologiczny. Wskazywali m.in. na minimalnie inwazyjną cystoskopię giętką oraz zabiegi wykonywane z użyciem robota chirurgicznego, które poprawiają wyniki czynnościowe, w tym zachowanie potencji i możliwość oddawania moczu drogą naturalną.
Duże znaczenie ma również rozwój sztucznej inteligencji i metod obliczeniowych. Umożliwiły one kliniczne zastosowanie radioterapii adaptacyjnej, polegającej na codziennym dostosowaniu planu leczenia do aktualnych warunków anatomicznych pęcherza, co pozwala zwiększać precyzję naświetlań i oszczędzać zdrowe tkanki.

Współpraca wielodyscyplinarna jako fundament nowoczesnego leczenia
Jednym z najważniejszych przełomów ostatnich lat stało się wzmocnienie pracy w zespołach wielodyscyplinarnych (MDT). Prof. Łukasz Kuncman obrazowo opisał tę zmianę:
– Mam wrażenie, że jesteśmy na takim etapie, że brzydkie kaczątko zmienia w tej chwili upierzenie. Mamy szansę zrobić coś wielkiego, że ten łabędź nam wreszcie pofrunie. I jesteśmy w stanie w tej chwili robić to, robimy to razem, robimy to dzięki doskonałej woli całego środowiska.

Rekomendacje systemowe – co musi się zmienić?
Debata doprowadziła do sformułowania jasnych rekomendacji dotyczących poprawy opieki nad pacjentami z nowotworami urologicznymi. Eksperci wskazują m.in. na konieczność:
– zniesienia wymogu skierowania do urologa,
– usprawnienia dostępu do nowoczesnych terapii systemowych, w tym szybkiego wdrażania leczenia zgodnego z wytycznymi NCCN i ESMO,
– refundacji terapii skojarzonej oraz szerszego dostępu do immunoterapii okołooperacyjnej,
– tworzenia wysokospecjalistycznych ośrodków referencyjnych,
– pełnej koordynacji i kompletności diagnostyki, w tym szybszego dostępu do badań obrazowych,
– poprawy jakości pracy MDT i stosowania checklist diagnostycznych.

Źródło: materiał prasowy

„Nie dążymy już tylko do wyrównania metabolicznego cukrzycy, ale do zapewnienia pacjentowi takiego samego komfortu życia, jak u osób bez cukrzycy” – to jedno z najważniejszych przesłań ekspertów podczas debaty z okazji Światowego Dnia Cukrzycy, który obchodzono 4 listopada. Słowa te doskonale oddają kierunek zmian w podejściu do leczenia cukrzycy – z choroby ograniczającej codzienne funkcjonowanie, staje się ona schorzeniem, z którym można żyć aktywnie i zawodowo.

Tegoroczny Światowy Dzień Cukrzycy, obchodzony pod hasłem „Pracuję z cukrzycą”, zwraca uwagę na znaczenie aktywności zawodowej osób z tą chorobą. Jak podkreśla Polskie Towarzystwo Diabetologiczne, hasło można rozumieć dwojako – jako determinację w codziennym dbaniu o zdrowie („pracuję nad sobą”) oraz jako dowód, że cukrzyca nie musi wykluczać z życia zawodowego.

Postęp w terapii, coraz szerszy dostęp do nowoczesnych leków i technologii diabetologicznych sprawiają, że pacjenci mogą dziś skutecznie kontrolować chorobę i prowadzić aktywne, satysfakcjonujące życie. To pozytywne przesłanie ma również wymiar społeczny – ma przełamywać stereotypy i pokazywać, że osoby z cukrzycą mogą być pełnoprawnymi uczestnikami rynku pracy.

Nowoczesne leczenie – inwestycja, która się zwraca

W ostatnich latach w Polsce dokonał się ogromny postęp w leczeniu cukrzycy. Refundacją objęto kluczowe nowoczesne terapie, takie jak flozyny i agoniści receptora GLP-1, a także systemy ciągłego monitorowania stężenia glukozy (CGM).

Jak podkreślają eksperci, zgodnie z wytycznymi Polskiego Towarzystwa Diabetologicznego, leki te powinny być stosowane już na początku leczenia cukrzycy typu 2 – w połączeniu lub zamiast metforminy – ponieważ nie tylko skutecznie regulują poziom glukozy, ale też zmniejszają ryzyko sercowo-naczyniowe i chronią nerki.

Mimo postępu nadal istnieją ograniczenia. W Polsce refundacja pomp insulinowych jest pełna tylko do 26. roku życia, a pacjenci po tym wieku tracą dostęp do nowoczesnych systemów zautomatyzowanego podawania insuliny. Tymczasem raporty ZUS pokazują, że stosowanie systemów CGM zmniejsza o 20 proc. liczbę dni absencji chorobowej. Z ekonomicznego punktu widzenia rozszerzenie refundacji nowoczesnych terapii to inwestycja, która może się szybko zwrócić – aż 75 proc. kosztów leczenia cukrzycy pochłaniają powikłania choroby.

Praca jako element terapii i motywacja do dbania o zdrowie

Eksperci zwracają uwagę, że praca zawodowa to nie tylko źródło utrzymania, ale także ważny element terapii. Daje poczucie sensu, przynależności i sprawczości – czynniki niezbędne dla utrzymania zdrowia psychicznego i motywacji do leczenia. Osoby z cukrzycą często wykazują się większą samodyscypliną, odpowiedzialnością i konsekwencją – cechami cenionymi na rynku pracy.

Niestety, mimo postępu w leczeniu, nadal istnieją bariery i stereotypy. Jeszcze niedawno istniały listy zawodów niedostępnych dla diabetyków z powodu ryzyka hipoglikemii. Dziś, dzięki nowoczesnym technologiom, to ryzyko jest minimalne – jednak świadomość społeczna nie zawsze nadąża za medycyną. Dlatego tak ważna jest edukacja zarówno pracowników, jak i pracodawców – by zrozumieli, że cukrzyca nie jest przeszkodą w aktywności zawodowej.

Cukrzyca w Polsce – liczby, wyzwania i przyszłość

W Polsce z cukrzycą żyje dziś około 3 miliony osób, z czego ponad milion nie ma jeszcze postawionej diagnozy. Dominującym typem choroby jest cukrzyca typu 2 (ok. 90 proc. przypadków). Jeśli nie zostaną wdrożone skuteczne działania profilaktyczne, do 2035 r. liczba chorych może wzrosnąć o ponad 200 tys. rocznie. Według danych WHO, celem na rok 2030 jest diagnozowanie 80 proc. przypadków cukrzycy – w Polsce wciąż pozostajemy poniżej tego progu. Dlatego poza poprawą dostępu do nowoczesnych terapii konieczne są także programy przesiewowe i edukacyjne, zwiększające świadomość społeczną i wczesne wykrywanie choroby. Powikłania cukrzycy – takie jak neuropatia, retinopatia, nefropatia czy zespół stopy cukrzycowej – dotykają ponad połowę pacjentów. Wczesne rozpoznanie i skuteczna kontrola glikemii mogą temu zapobiec. Regularne badania, aktywność fizyczna i odpowiednia dieta to nadal fundament skutecznej profilaktyki.

Nowoczesne terapie, technologie monitorujące poziom glukozy i coraz większa świadomość społeczna sprawiają, że cukrzyca przestaje być chorobą wykluczającą. Praca zawodowa osób z cukrzycą nie tylko jest możliwa – może być również motorem skutecznej terapii i poprawy jakości życia.
Hasło tegorocznego Światowego Dnia Cukrzycy – „Pracuję z cukrzycą” – to nie tylko przesłanie, ale i apel: o równe szanse, edukację, dostęp do nowoczesnych terapii i zmianę myślenia o chorobie, z którą można żyć aktywnie i z satysfakcją.

Źródło: Komunikat Prasowy

W Narodowym Instytucie Onkologii w Warszawie odbędzie się jedno z najważniejszych wydarzeń w świecie endoskopii – konferencja Warsaw Live Endoscopy 2025. Podczas spotkania uczestnicy będą mogli na żywo śledzić aż 35 zabiegów endoskopowych, w tym unikalną w skali świata operację POETRE, polegającą na odtworzeniu ciągłości przełyku po radiochemioterapii. Zabieg przeprowadzi zespół ekspertów pod kierownictwem prof. Michała F. Kamińskiego. To wyjątkowe wydarzenie będzie transmitowane globalnie do 60 tysięcy specjalistów poprzez platformę Endoscopy on Air.
Warsaw Live Endoscopy (WLE) w Narodowym Instytucie Onkologii (NIO) odbędzie się już po raz dziewiąty. To, co czyni wydarzenie unikalnym, to fakt, że podczas konferencji uczestnicy mają szansę śledzić przebieg zabiegów endoskopowych, które w czasie rzeczywistym odbywają się w pięciu salach operacyjnych NIO, a w tym roku, po raz pierwszy w historii, także w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku, skąd transmitowanych będzie kilka zabiegów endoskopowych z zakresu bariatrii i chirurgii robotycznej. Nie dziwi więc fakt, że każdego roku stacjonarnie w konferencji udział bierze ponad 400 osób. 

 W tym roku ranga wydarzenia rośnie, bowiem angielskojęzyczna część wydarzenia odbywająca się w piątek od południa do wieczora transmitowana będzie na cały glob poprzez platformę Endoscopy on Air (https://endoscopyonair.com/event/warsaw-live-endoscopy/) do grupy 60 000 zarejestrowanych specjalistów  mówi prof. Michał F. Kamiński, jeden z pomysłodawców WLE i światowej klasy ekspert endoskopii.

Przygotowania do WLE trwają niemal cały rok, nie tylko ze względu na skrupulatne planowanie programu wykładów i operacji, ale także z uwagi na zaawansowane przygotowania techniczne, budowanie infrastruktury transmisyjnej, testy sprzętu, ćwiczenia w warunkach „na żywo” i niezliczone godziny koordynacji. Wszystko po to, by dać uczestnikom coś więcej niż tylko konferencję.

Pionierskie operacje

Z roku na rok skala przedsięwzięcia rośnie – zwiększa się liczba transmitowanych procedur, ich stopień zaawansowania oraz różnorodność technik prezentowanych w czasie rzeczywistym. Na szczególne podkreślenie zasługuje fakt, że podczas WLE uczestnicy mają szansę zobaczyć pionierskie operacje lub takie, które wykonywane są w nielicznych ośrodkach na świecie. Jedną z nich będzie już w sobotę zabieg POETRE polegający na odtworzeniu ciągłości przełyku z powodu jego zarośnięcia po radiochemioterapii.

 Technika POETRE pozwala nam dosłownie „odtworzyć przełyk” w przypadkach, gdy jego światło było całkowicie zamknięte i pacjent skazany na gastrostomię. Dzięki endoskopowemu tunelowaniu możemy przywrócić drożność, a tym samym możliwość normalnego odżywiania się i znaczną poprawę jakości życia  mówi prof. Kamiński, który wykona zabieg u 60-letniego pacjenta chorującego na raka krtani.

Profesor Kamiński przeprowadzi także zabieg Endoskopowej Śródmięśniowej Dyssekcji (EID) wykonywany po to, aby minimalnie inwazyjnie leczyć raka dystalnej odbytnicy i pozwolić pacjentowi uniknąć stomii. To operacja, która jest także nowatorskim rozwiązaniem dającym pacjentom szansę na komfortowe życie po zakończeniu leczenia. To jednak, choć niezwykle ważne, zaledwie dwie z 35 zaplanowanych procedur, które uczestnicy zobaczą na żywo podczas dwóch dni konferencji.

Co jeszcze podczas WLE

Program tegorocznej edycji to, jak mówią organizatorzy, „mieszanka klasyki i nowości”. Obok dobrze znanych stałym uczestnikom wydarzenia pokazów endoskopii terapeutycznej będą oni mogli także wziąć udział w interaktywnych warsztatach dedykowanych zarówno lekarzom, jak i personelowi technicznemu. W tym roku zaproszenie do współpracy przyjęli eksperci z ośrodków w Hongkongu, Niemczech, Francji czy Holandii.

 Stworzyliśmy specjalne moduły tematyczne, które skupiają się na praktycznych aspektach codziennej pracy lekarzy i zespołów medycznych – od trudnych przypadków diagnostycznych po zaawansowane techniki resekcyjne i zarządzanie powikłaniami  wyjaśnia prof. Kamiński.  Dzięki takiemu podejściu program Warsaw Live Endoscopy 2025 nie tylko odpowiada na aktualne potrzeby kliniczne, lecz także realnie wspiera rozwój kompetencji całych zespołów medycznych. Równowaga między solidną, sprawdzoną praktyką a innowacją sprawia, że wydarzenie pozostaje wartościowe zarówno dla doświadczonych specjalistów, jak i tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją drogę zawodową w endoskopii.

 WLE to unikalne doświadczenie, które umiejscawia nasz Instytut w ścisłej światowej czołówce, jeśli chodzi o nowoczesną edukację medyczną oraz rozwój zaawansowanych technologii w leczeniu chorób przewodu pokarmowego. Cieszy nas ogromnie, że możemy nie tylko uczestniczyć w tym międzynarodowym dialogu, ale też aktywnie go współtworzyć. To źródło ogromnej satysfakcji, a zarazem impuls do dalszego rozwoju – zarówno dla zespołów medycznych, jak i dla naszej instytucji jako lidera w dziedzinie onkologii i innowacyjnych terapii  zaznacza dr hab. n. med. Beata Jagielska, dyrektor NIO-PIB.  Rozwój endoskopii zabiegowej w Narodowym Instytucie Onkologii to całkowicie nowa era zaawansowanych i jednocześnie niskoinwazyjnych zabiegów z wykorzystaniem najnowocześniejszych technik i technologii endoskopowych – podkreśla dyrektor NIO i dodaje: – W tym miejscu gratuluję panu prof. Jarosławowi Regule i prof. Michałowi Kamińskiemu, jak i całemu zespołowi Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej, istotnego wkładu w rozwój tej dziedziny, nie tylko w Polsce, ale – jak pokazuje WLE – także i za granicą.

NIO w europejskiej czołówce ośrodków endoskopowych

Narodowy Instytut Onkologii jest jednym z wiodących europejskich ośrodków endoskopowych, gdzie szkoli się kadra specjalistów z wielu krajów. Nasi specjaliści wykonują blisko 10 000 badań endoskopowych i ok. 1600 terapeutycznych endoskopii rocznie. Wiele z nich to procedury wysoce zaawansowane i szansa dla pacjentów na szybki powrót do sprawności, a także niespotykany dotąd w chirurgii onkologicznej komfort życia po operacji.

Warsaw Live Endoscopy to nie tylko konferencja, ale także światowa platforma wymiany wiedzy i doświadczeń w dziedzinie nowoczesnej endoskopii. Dzięki transmisjom na żywo uczestnicy mogą obserwować pionierskie zabiegi, które jeszcze do niedawna były wykonywane wyłącznie w nielicznych ośrodkach na świecie. Operacja POETRE, planowana w warszawskim Instytucie, to symbol nowej ery w leczeniu pacjentów onkologicznych – ery, w której nowoczesne technologie pozwalają znacząco poprawiać jakość życia chorych.

Źródło: NIO
Foto: NIO

Nowoczesne techniki chirurgii naczyniowej coraz częściej zmieniają sposób leczenia najtrudniejszych schorzeń. Jednym z najnowszych przykładów jest przeprowadzony we wrześniu w Klinice Chirurgii Naczyniowej i Angiologii zabieg endowaskularnej operacji tętniaka łuku aorty z zastosowaniem stentgraftu trójbranchowego. Co istotne – cała procedura odbyła się metodą w pełni przezskórną, bez konieczności otwierania tętnic dostępowych. To rozwiązanie, które dotąd było dostępne jedynie w nielicznych ośrodkach na świecie, a teraz stało się rzeczywistością również w Polsce.
Operacja, którą wykonali dr n. med. Paweł Wierzchowski oraz dr hab. n. med. Arkadiusz Migdalski, przy wsparciu proktora dr. hab. med. Arkadiusza Kaźmierczaka, była dowodem na najwyższe kompetencje i doświadczenie całego zespołu. Nad bezpieczeństwem pacjenta czuwał anestezjolog dr n. med. Przemysław Jasiewicz, a do procedury instrumentowała mgr Sława Hałajczak. Jak podkreślają operatorzy, metoda w pełni przezskórna pozwala znacząco zmniejszyć uraz operacyjny i ryzyko powikłań, a tym samym przyspiesza powrót pacjenta do sprawności.
Prof. Arkadiusz Migdalski zaznacza, że „to ogromny sukces całego zespołu Kliniki, a także dowód na to, że jesteśmy gotowi do stosowania najnowocześniejszych metod w leczeniu najtrudniejszych przypadków tętniaków aorty”. Już następnego dnia po zabiegu pacjent samodzielnie chodził, a przebieg pooperacyjny był całkowicie niepowikłany.

Tak zaawansowana procedura wymaga indywidualnego podejścia – stentgraft jest projektowany dla konkretnego pacjenta, a margines dopuszczalnego błędu wynosi zaledwie milimetr. Precyzja jest tu kluczowa, a osiągnięcie dobrego efektu wymaga ścisłej współpracy całego zespołu. W najważniejszych momentach to właśnie anestezjolog, poprzez tzw. rapid pacing, chwilowo obniża ciśnienie tętnicze chorego, zapewniając chirurgowi około 20 sekund na idealne otwarcie stentgraftu.

W porównaniu z klasyczną operacją kardiochirurgiczną technika endowaskularna niesie ze sobą znacznie niższe ryzyko. Śmiertelność 30-dniowa spada z 20% do 8%, nie ma potrzeby stosowania krążenia pozaustrojowego ani głębokiej hipotermii, pacjenci tracą mniej krwi, a powrót do zdrowia następuje szybciej. Przy technice przezskórnej unika się także ryzyka infekcji rany czy powikłań zakrzepowych. Pacjent może samodzielnie funkcjonować już po kilkunastu godzinach, a wypis do domu następuje zwykle w ciągu 2–3 dni.

Przeprowadzony zabieg stawia Klinikę Chirurgii Naczyniowej i Angiologii w gronie pionierskich ośrodków nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Potwierdza również, że dostęp pacjentów do najnowocześniejszych metod leczenia w naszym kraju systematycznie rośnie. To przykład, jak dzięki doświadczeniu i zaangażowaniu zespołu możliwe jest wdrażanie procedur, które jeszcze niedawno uważano za eksperymentalne. Najważniejsze pozostaje jednak to, że pacjenci z tętniakami łuku aorty mogą dziś liczyć na terapię bezpieczniejszą, mniej inwazyjną i dającą realną szansę na szybki powrót do zdrowia.

Źródło: Szpital Uniwersytecki nr 1 im. dr. Antoniego Jurasza

Warszawski Uniwersytet Medyczny uruchomił pionierski w Polsce program oceny bezpieczeństwa i efektywności implantacji cewników centralnych wprowadzanych przez żyłę obwodową (PICC) przez wyspecjalizowany zespół pielęgniarski pod nadzorem lekarzy. To rozwiązanie od lat stosowane w wielu krajach Europy, gdzie wskaźnik powodzenia sięga 90–99%, a czas oczekiwania na zabieg skraca się nawet o 40%.
„Musimy mieć świadomość, że każdy cewnik naczyniowy – niezależnie od rodzaju – wiąże się z pewnym ryzykiem powikłań. Dotyczy to zarówno popularnych, krótkich kaniul obwodowych, jak i cewników centralnych. Dlatego kluczowe jest indywidualne podejście do pacjenta i dobór najbardziej odpowiedniego dostępu naczyniowego” – mówi dr Maciej Latos, prezes Polskiego Towarzystwa Pielęgniarstwa Infuzyjnego i reprezentant Polski w Global Vascular Access Network. Podkreśla, że cewniki PICC są w Polsce stosowane zbyt rzadko, m.in. z powodu przestarzałej wyceny procedury przez NFZ.

„Z dotychczasowych danych oraz międzynarodowych doświadczeń wynika, że umożliwienie personelowi pielęgniarskiemu wykonywania procedury wprowadzania PICC znacząco poprawia bezpieczeństwo pacjentów, skraca czas rozpoczęcia terapii i zwiększa efektywność całego systemu” – dodaje dr Latos.

PICC to nowoczesna alternatywa dla tradycyjnych cewników centralnych. Zakładane przez żyły obwodowe ramienia i wprowadzane pod kontrolą USG, minimalizują ryzyko powikłań, a z tej formy terapii mogą korzystać również pacjenci z zaburzeniami krzepnięcia. „Taki model opieki jest nie tylko zgodny z międzynarodowymi standardami, jak Infusion Therapy Standards of Practice, ale też korzystny z punktu widzenia organizacji pracy szpitala” – podkreśla dr Latos.

Według dr. Andrzeja Tytuły, wiceprezesa Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, „potrzebujemy przestrzeni, w której eksperci z różnych środowisk wspólnie zaprojektują nowoczesny system opieki. W krajach, które już wdrożyły ten model, skuteczność sięga nawet 99%, a czas oczekiwania na zabieg skraca się średnio o 30–40%”.

Badanie w Centralnym Szpitalu Klinicznym UCK WUM prowadzone jest przez zespół interdyscyplinarny pod kierownictwem dr. Bartosza Sadownika i dr. Macieja Latosa. W European Journal of Infusion Nursing badacze podkreślają: „Działania podejmowane przez nasz zespół stanowią krok w stronę europejskich standardów, opartych na optymalnym wykorzystaniu potencjału zespołów pielęgniarskich”.

„Powiedzmy sobie szczerze: z medycznego punktu widzenia to badanie nie jest innowacyjne. Cewniki PICC są od lat z powodzeniem wprowadzane przez lekarzy i pielęgniarki w wielu krajach Europy i świata. Tym, co robimy inaczej, jest zbliżenie się do europejskich standardów poprzez powierzenie tej procedury wysoko wyspecjalizowanej pielęgniarce – w trakcie badania – pod nadzorem lekarza specjalisty” – zaznacza dr Latos.

WUM już dziś przeprowadza około 1500 takich procedur rocznie, a zespół pielęgniarski rozwija kompetencje w dostępie naczyniowym, prowadząc kursy, staże i szkolenia dla pielęgniarek i lekarzy. „Jeśli mamy wprowadzać zmiany w sposób bezpieczny i kompleksowy, nie ma innej drogi niż współpraca – od planowania, przez realizację, aż po podsumowanie każdej inicjatywy” – podsumowuje dr Latos.

Jeśli wyniki pilotażu potwierdzą skuteczność i bezpieczeństwo procedury, może to oznaczać początek nowego modelu opieki w Polsce. Dla pacjentów będzie to szansa na szybszy dostęp do terapii, dla pielęgniarek – poszerzenie kompetencji, a dla całego systemu – efektywniejsze wykorzystanie zasobów.

Źródło: Newseria

Warszawski Uniwersytet Medyczny poinformował o przeprowadzeniu pierwszych w Polsce i jednych z pierwszych w Europie zabiegów przezcewnikowej implantacji zastawki mitralnej z wykorzystaniem najnowszego systemu Sapien M3. Jak podkreślają lekarze, otwiera to zupełnie nowe perspektywy terapii dla grupy pacjentów, którzy do tej pory – ze względu na ograniczenia kliniczne i anatomiczne – nie mieli realnych szans na skuteczne leczenie.
Procedury przeprowadzono w I Katedrze i Klinice Kardiologii WUM kierowanej przez prof. Marcina Grabowskiego. Zabiegowi poddano dwie pacjentki z ciężką niedomykalnością zastawki mitralnej, u których klasyczna operacja kardiochirurgiczna niosła bardzo wysokie ryzyko, a dostępne dotąd techniki przezcewnikowe nie mogły być zastosowane.

Nad całością czuwał zespół specjalistów. Badanie echokardiograficzne przezprzełykowe prowadził dr hab. med. Piotr Ścisło, a wśród operatorów znaleźli się dr Adam Rdzanek, prof. Zenon Huczek i prof. Janusz Kochman. Zespół wspierała anestezjolog dr Renata Andrzejewska oraz lekarze kliniczni: dr Ewa Pędzich, dr Ewa Ostrowska, prof. Agnieszka Kapłon-Cieślicka, dr Jan Sobieraj, dr Adam Piasecki, prof. Mariusz Tomaniak, a także pielęgniarki i technicy – Monika Cyran, Grażyna Drozdowska, Agnieszka Popławska, Stanisław Drozdowski i Katarzyna Michalska.

– „System Sapien M3 to przełomowe urządzenie, wykorzystujące ponad 20-letnie doświadczenia w zakresie małoinwazyjnych terapii wad zastawkowych. Dostępny od zaledwie kilku miesięcy, jako jedyny umożliwia całkowicie przezcewnikową, nieoperacyjną implantację zastawki mitralnej. Jego wprowadzenie do praktyki klinicznej otwiera nowe perspektywy terapii dla dużej grupy objawowych pacjentów, dla których dotychczas, ze względu na ograniczenia kliniczne i anatomiczne, nie dysponowaliśmy skutecznymi możliwościami leczenia” – wyjaśnia dr Adam Rdzanek.

To kolejne pionierskie osiągnięcie zespołu WUM, który w ostatnich latach wielokrotnie wykonywał zabiegi po raz pierwszy w tej części Europy. Dzięki zgromadzonemu doświadczeniu klinika jest dziś jedynym miejscem w Polsce, gdzie dostępne są wszystkie najważniejsze formy terapii przezcewnikowej u pacjentów z najtrudniejszymi wadami zastawki mitralnej i trójdzielnej.

Przeprowadzone procedury nie tylko potwierdzają wiodącą rolę WUM w dziedzinie kardiologii interwencyjnej, ale także dają nadzieję pacjentom, dla których do niedawna jedyną perspektywą była terapia paliatywna.

Źródło: WUM