Medicalpress
Ministerstwo Zdrowia kontynuuje rozmowy z samorządem lekarskim na temat reform systemu ochrony zdrowia. Podczas spotkania z przedstawicielami Naczelnej Rady Lekarskiej omawiano m.in. projekt ustawy o zawodzie lekarza, cyfryzację ochrony zdrowia, organizację pracy medyków oraz propozycje dotyczące wynagrodzeń. Resort podkreśla, że kierunek zmian pozostaje niezmienny i ma służyć przede wszystkim poprawie bezpieczeństwa pacjentów.
W spotkaniu uczestniczyli minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda, wiceministrowie: Katarzyna Kacperczyk, Katarzyna Kęcka i Tomasz Maciejewski oraz dyrektorzy departamentów odpowiedzialni za omawiane procesy legislacyjne. Rozmowy dotyczyły m.in. projektu ustawy o zawodzie lekarza, cyfryzacji ochrony zdrowia, w tym rozwiązań zwiększających transparentność kolejek i zapisów na świadczenia, a także propozycji dotyczących wynagrodzeń i organizacji pracy w publicznym systemie ochrony zdrowia.

– Zmiany są niezbędne. To zapowiadałam i absolutnie zdania nie zmieniam. Potrzebujemy limitów zarobków, czyli maksymalnej stawki godzinowej wynoszącej 240 złotych oraz wymogu zatrudnienia na co najmniej pół etatu w jednym miejscu. Te kwestie nie budziły dziś większych emocji – byliśmy co do nich zgodni. Podkreślam jednak, że wszystkie rozwiązania wypracowywane w resorcie mają charakter propacjencki – podkreśla  minister zdrowia.

W trakcie spotkania rozmawiano również o uporządkowaniu zasad zatrudniania w ochronie zdrowia. Dyskusja objęła m.in. zasady zatrudniania lekarzy, w tym uporządkowanie umów B2B poprzez stworzenie jednolitych i transparentnych standardów ich zawierania, a także kwestie organizacji pracy, kontraktowania świadczeń oraz stabilności finansowej szpitali.

 Porządkujemy system dalej. Nie ma naszej zgody na mechanizmy, które destabilizują publiczną ochronę zdrowia, w tym na sytuacje, w których szpitale zawierają umowy ze spółkami. Publiczna ochrona zdrowia musi opierać się na przejrzystych zasadach i uczciwej konkurencji – podkreśla minister.

Uczestnicy spotkania uzgodnili również dalszą współpracę. Zapowiedzieli powołanie zespołu, na którego czele stanie wiceminister Tomasz Maciejewski. Zespół będzie prowadził prace nad rozwiązaniami dotyczącymi zarówno ustawy o izbach lekarskich, jak i ustawy o zawodzie lekarza, stanowiąc forum dalszego dialogu między resortem a samorządem lekarskim.

 Jestem przekonana, że lekarzom, podobnie jak nam, zależy na odbudowie zaufania do publicznej ochrony zdrowia, jasnych zasadach funkcjonowania systemu, a przede wszystkim na bezpieczeństwie pacjentów. Jesteśmy natomiast otwarci na rozmowę o tym, jak te zmiany wdrożyć w sposób odpowiedzialny –  podkreśla minister.

Ministerstwo Zdrowia podtrzymuje gotowość do dalszych rozmów ze środowiskiem lekarskim, jednocześnie konsekwentnie realizując działania służące budowie nowoczesnego, przejrzystego i stabilnego systemu ochrony zdrowia.

Źródło: MZ
Foto: MZ

Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej poparło stanowisko Zarządu Głównego Związku Zawodowego Anestezjologów w sprawie projektu rozporządzenia Ministra Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej z 15 stycznia 2026 r. dotyczącego wykazu grup zawodów, w których występują niedobory kadrowe. W centrum sporu znalazło się wpisanie anestezjologii i intensywnej terapii do grupy zawodów objętych priorytetowym rozpatrywaniem wniosków o zezwolenie na pracę i wizę dla lekarzy spoza Unii Europejskiej.
Samorząd lekarski wskazuje, że zawody medyczne wymagają szczególnych kwalifikacji. W przypadku lekarzy spoza UE konieczna jest nostryfikacja dyplomu, a sama ścieżka kształcenia specjalizacyjnego w Polsce należy do najdłuższych w Europie. Uzyskanie specjalizacji w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii w wielu państwach trwa około 2 lat, podczas gdy w Polsce proces ten zajmuje 6 lat. W ocenie samorządu oznacza to, że specjalizacje uzyskane poza UE nie mogą być uznawane bez pełnej weryfikacji.

Podkreślono również znaczenie znajomości języka polskiego na poziomie co najmniej B2. W specjalizacji, w której decyzje podejmowane są często w sytuacjach bezpośredniego zagrożenia życia, precyzyjna komunikacja w zespole terapeutycznym ma fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa pacjentów.

Prezydium NRL oceniło, że wpisanie anestezjologii i intensywnej terapii do grupy zawodów objętych priorytetowym trybem rozpatrywania wniosków o pracę i wizę jest niezasadne. Argumentem ma być faktyczny brak osób spełniających wskazane kryteria, co w praktyce czyniłoby regulację przepisem martwym. Samorząd zwrócił także uwagę, że tego typu rozwiązania nie powinny powstawać bez wcześniejszych konsultacji z przedstawicielami środowiska lekarskiego.

W debacie pojawiają się również twarde dane. Z dokumentu Ministerstwa Zdrowia „Mapa potrzeb zdrowotnych na okres od 1 stycznia 2027 r. do 31 grudnia 2031 r.” wynika, że wskaźnik zastępowalności w dziedzinie anestezjologii i intensywnej terapii jest dodatni i wynosi 397 w 2029 r., co oznacza prognozowaną poprawę sytuacji kadrowej w tej specjalizacji. Jeśli te prognozy się potwierdzą, teza o strukturalnym niedoborze może wymagać ponownej weryfikacji.

Istotnym kontekstem jest także realizowana reforma odwracania piramidy świadczeń, która prowadzi do zmniejszania liczby oddziałów zabiegowych w Polsce. To z kolei wpływa bezpośrednio na zapotrzebowanie na lekarzy anestezjologów. W ocenie samorządu lekarskiego okoliczności te powinny być brane pod uwagę przy planowaniu długofalowej polityki kadrowej.

Samorząd podkreśla jednoznacznie, że uproszczone ścieżki zatrudniania lekarzy spoza UE nie powinny mieć zastosowania wobec żadnej specjalizacji lekarskiej. W tle tej dyskusji nie chodzi wyłącznie o rynek pracy, ale o standardy bezpieczeństwa zdrowotnego i jakość kształcenia. Spór o anestezjologię jest więc w istocie sporem o to, jak państwo powinno reagować na realne potrzeby systemu, nie rezygnując z wysokich wymagań wobec zawodu lekarza.

Źródło: NIL

W siedzibie Naczelnej Izby Lekarskiej wybrzmiało mocne przesłanie: Polska nie poradzi sobie z kosztami zdrowotnymi i społecznymi alkoholu bez realnego ograniczenia jego dostępności. Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) w oficjalnym stanowisku poparło kluczowe zapisy projektu ustawy zaostrzającej przepisy dotyczące reklamy, sprzedaży i spożycia napojów alkoholowych – w tym pełny zakaz reklamy piwa, wycofanie z rynku alkoholowych „saszetek” i „tubek” myląco podobnych do produktów dla dzieci, a także zakaz sprzedaży i spożycia na stacjach paliw oraz na terenie zakładów leczniczych. Jednocześnie samorząd lekarski apeluje o powszechny, obowiązujący w całym kraju zakaz nocnej sprzedaży alkoholu poza miejscem jego podania. To, jak podkreślali eksperci podczas debaty w NIL, nie jest kwestią światopoglądu, ale bezpieczeństwa i zdrowia publicznego.
Reklama, cena i fizyczna dostępność – trzy dźwignie szkód alkoholowych

Lekarze popierają kierunek zmian przewidziany w projekcie: ograniczenie reklamy (w tym piwa), podniesienie barier cenowych, ograniczenie dostępności fizycznej i równoległa edukacja zdrowotna. Prezydium NRL podkreśla, że całkowity zakaz reklamy i promocji alkoholu to „pożądana metoda walki ze skutkami spożycia” w każdej grupie społecznej. Reklama z udziałem osób znanych, odwołująca się do korzyści finansowych czy „stylu życia”, utrwala przekonanie o rzekomo pozytywnych skutkach picia i normalizuje alkohol jako nieodłączny element relacji społecznych. W ocenie lekarzy, w przestrzeni publicznej „nie może być miejsca na prezentowanie rzekomych pozytywnych skutków płynących ze spożywania nawet niewielkich ilości alkoholu”.
Jednocześnie zwracają uwagę, że relatywnie niska cena napojów alkoholowych, wsparcie kampaniami promocyjnymi oraz wzrost wynagrodzeń czynią alkohol produktem „łatwym” – także dla młodszych konsumentów. Stąd tak istotny jest pakiet regulacji: od reklamy, przez cenę, po miejsca i godziny sprzedaży. 

Ochrona dzieci i młodzieży: koniec „mylenia” alkoholu z przekąskami

Projekt ustawy przewiduje zakaz wprowadzania na rynek form i opakowań, które wizualnie upodabniają alkohol do produktów bezpiecznych dla dzieci: saszetek, tubek, żeli czy granulek wyglądających jak musy owocowe lub przekąski. Prezydium NRL ocenia te rozwiązania jako potrzebne z punktu widzenia prewencji: atrakcyjne, „niewinne” formy sprzedaży oswajają najmłodszych z alkoholem i zacierają granice między napojem wysokiego ryzyka a zwykłym produktem spożywczym. Samorząd lekarski postuluje również doprecyzowanie przepisów zakazujących sprzedaży towarów „naśladujących” alkohol poprzez nazwę, kształt butelki czy opakowanie – bo takie praktyki negatywnie kształtują świadomość i nawyki społeczne od najwcześniejszych lat. 

Stacje paliw i placówki medyczne – miejsca szczególnego ryzyka

Lekarze popierają jednoznaczny zakaz sprzedaży, podawania i spożywania alkoholu na stacjach paliw oraz na terenie zakładów leczniczych i w pomieszczeniach, gdzie udziela się świadczeń zdrowotnych. Argument jest oczywisty: stacje paliw są elementem infrastruktury ruchu drogowego, a alkohol jest jednym z głównych czynników prowadzących do wypadków. Placówki medyczne powinny pozostać wolne od alkoholu zarówno symbolicznie, jak i praktycznie. Ograniczenie fizycznej dostępności to – jak podkreśla NRL – kluczowy element skutecznej profilaktyki. 

Noc bez alkoholu: apel o ogólnokrajowy zakaz sprzedaży poza lokalami

Choć projekt zasługuje na poparcie, Prezydium NRL wskazuje na lukę: brak ogólnopolskiego zakazu nocnej sprzedaży alkoholu „na wynos”. Samorząd ponawia apel, by wprowadzić rozwiązanie systemowe – w nocy alkohol dostępny byłby wyłącznie w lokalach z zezwoleniem (restauracjach, pubach), nie zaś w sklepach detalicznych. Zdaniem lekarzy to jedno z najskuteczniejszych narzędzi ograniczania szkód: od przemocy i wypadków, po ostre zatrucia i zaostrzenia chorób współistniejących. Jednocześnie NRL negatywnie ocenia długie vacatio dla reklamy piwa – przepis przejściowy pozwalający na jej utrzymanie do końca 2026 r. „wydaje się zbyt długi” i grozi „zalaniem” społeczeństwa przekazem reklamowym, zanim zakaz wejdzie w życie. 

Debata w NIL: to nie ideologia – to zdrowie publiczne i bezpieczeństwo

Eksperci uczestniczący w debacie zgodnie ocenili, że pełna dostępność alkoholu 24/7, niska cena i agresywny marketing przekładają się na rosnącą liczbę pacjentów z powikłaniami somatycznymi i psychiatrycznymi. Wskazywano, że Polska należy do krajów o najwyższym spożyciu w Europie – przeciętnie 11,9 litra czystego alkoholu rocznie na osobę, z dominującą rolą piwa. 
„Ograniczenie dostępności alkoholu w godzinach nocnych to nie restrykcja wobec dorosłych, ale element ochrony zdrowia publicznego” – mówił prof. Leszek Czupryniak. „Widzimy na oddziałach ludzi w wieku 40–50 lat, wyniszczonych chorobami alkoholowymi. Państwo musi działać, nie tylko mówić”. 
Dr Maria Libura akcentowała wymiar profilaktyczny: „Tego rodzaju regulacje mają służyć nie tylko ograniczeniu dostępu osobom już uzależnionym, ale też zatrzymaniu niebezpiecznych wzorców picia”. 
Z perspektywy psychiatrii i medycyny ratunkowej obraz jest równie niepokojący. „Jednym z objawów uzależnienia jest fakt, iż osoba nie panuje nad spożyciem – np. planuje sobie: dziś wypiję dwa piwa, po czym pije ich tyle, ile zdoła, aż padnie. W takiej sytuacji odcięcie dostępu w nocy zatrzyma to, będzie mniej takich przypadków, będziemy redukować szkody” – podkreślała dr Magdalena Flaga-Łuczkiewicz. 
Dr Marcin Karolewski zwracał uwagę na przeciążenie izb przyjęć i oddziałów psychiatrycznych: „Izby przyjęć szpitali psychiatrycznych pękają w szwach od agresywnych pacjentów pod wpływem alkoholu i substancji pobudzających, a także osób starszych z majaczeniem wynikającym ze złego stanu somatycznego”. 
Głos prezesa NRL spinał najważniejsze tezy. „Z perspektywy lekarzy widzimy dziś skutki braku odwagi w podejmowaniu decyzji o ograniczeniu dostępności alkoholu” – mówił Łukasz Jankowski. „To nie jest kwestia ideologii, tylko zdrowia i bezpieczeństwa obywateli. Alkohol trafia na izby przyjęć, na SOR-y, do oddziałów psychiatrycznych, na pogotowie. Każdy z tych przypadków to realny koszt dla systemu i tragedia dla rodziny. Państwo, które nie chroni swoich obywateli przed skutkami uzależnienia, samo przyczynia się do pogłębiania kryzysu zdrowotnego”. 

Rachunek społeczny i zdrowotny: koszty większe niż wpływy

Naczelna Izba Lekarska podkreśla, że alkohol jest jednym z największych, a zarazem najbardziej bagatelizowanych problemów zdrowotnych w Polsce. Wpływy z akcyzy nie równoważą ciężaru szkód – koszty zdrowotne i społeczne przekroczyły w 2024 r. 180 mld zł. Ograniczenie konsumpcji alkoholu przynosi natychmiastowe, mierzalne efekty: spadek liczby wypadków drogowych z udziałem nietrzeźwych kierowców, mniej hospitalizacji z powodu zatruć, odciążenie SOR-ów i zespołów ratownictwa medycznego, a także poprawę dostępności świadczeń dla innych pacjentów. 

Co dalej? Prawo musi nadążyć za dowodami – bez wyjątków i półśrodków

Środowisko lekarskie stoi na stanowisku, że obecny projekt ustawy wyznacza potrzebny kierunek, ale nie powinien poprzestawać na kompromisach osłabiających efekt zdrowia publicznego. Dlatego NRL domaga się ogólnokrajowego zakazu nocnej sprzedaży alkoholu „na wynos” oraz skrócenia okresów przejściowych dla reklamy piwa. W ocenie lekarzy tylko pełny pakiet interwencji – regulacja reklamy, cena, ograniczenie miejsc i godzin sprzedaży, ochrona placówek medycznych oraz konsekwentna edukacja – może odwrócić trend i realnie zmniejszyć obciążenie systemu opieki zdrowotnej. „Nie możemy dalej udawać, że to tylko ‘sprawa stylu życia’. To kwestia zdrowia publicznego, którą trzeba rozwiązać ustawowo” – podsumował prezes Łukasz Jankowski.

Źródło: NIL Fot. Karolina Bartyzel/ NIL
Debata o szczepieniach w aptekach ponownie nabiera tempa. Ministerstwo Zdrowia przedstawiło projekt obwieszczenia w sprawie wykazu zalecanych szczepień ochronnych, które będzie można wykonać w aptekach, częściowo lub w całości finansowanych ze środków publicznych. Cel jest jasny: zwiększenie odporności populacyjnej, odciążenie placówek POZ i poprawa dostępności profilaktyki dla dorosłych pacjentów.

Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej (NRL) nie podważa znaczenia profilaktyki i korzyści płynących z szybszego dostępu do szczepień. Podkreśla jednak, że „szczepienia powinny być wykonywane wyłącznie w placówkach ochrony zdrowia”. Jak argumentują lekarze, tylko takie miejsca zapewniają pełne bezpieczeństwo pacjenta – zarówno pod względem wyposażenia i zaplecza medycznego, jak i zachowania intymności oraz ochrony danych osobowych.

Naczelna Rada Lekarska zwraca uwagę na istotny problem: farmaceuci kwalifikujący do szczepienia w aptekach nie mają dostępu do pełnej dokumentacji medycznej pacjenta. W przypadku osób z chorobami przewlekłymi – takimi jak cukrzyca, nowotwory, choroby autoimmunologiczne czy HIV/AIDS – brak tej wiedzy może zwiększać ryzyko wystąpienia powikłań. W opinii NRL w takich sytuacjach decyzję o podaniu szczepionki powinien podejmować lekarz, dysponujący pełnym obrazem stanu zdrowia chorego i wiedzą o prowadzonych terapiach.

Samorząd lekarski postuluje również, aby przed wprowadzeniem nowych rozwiązań dokonać przeglądu wytycznych i wymogów organizacyjnych dla aptek. Wskazuje także na konieczność działań edukacyjnych – pacjenci powinni być zachęcani do przekazywania pełnej dokumentacji medycznej przed szczepieniem, niezależnie od miejsca jego wykonania.

W tle pozostaje pytanie, które coraz częściej powraca w dyskusjach o systemie ochrony zdrowia: jak pogodzić potrzebę szybkiego dostępu do profilaktyki z gwarancją maksymalnego bezpieczeństwa pacjentów? W opinii Naczelnej Rady Lekarskiej odpowiedź powinna być jednoznaczna – priorytetem musi być ochrona przed skutkami zdarzeń niepożądanych.

Źródło: NIL

Już we wrześniu rozpocznie się druga edycja kursu w ramach Akademii Komunikacji Medycznej. Tym razem tematem przewodnim będą badania biomedyczne – ich planowanie, przebieg, dokumentacja oraz wymagania etyczne i prawne. Redakcja Medicalpress objęła tę inicjatywę patronatem medialnym.
Kurs „W świecie badań biomedycznych” to intensywny program edukacyjny skierowany do lekarzy, rezydentów, doktorantów oraz naukowców, którzy chcą uporządkować i pogłębić swoją wiedzę na temat badań biomedycznych. Omawiane będą m.in.: rodzaje badań, zasady ich planowania, przygotowanie dokumentacji, a także podstawy prawidłowego prowadzenia projektów badawczych zgodnie z obowiązującymi standardami prawnymi i etycznymi.

Program kursu został zaakceptowany przez Naczelną Izbę Lekarską, co oznacza możliwość uzyskania aż 22 punktów edukacyjnych.

W gronie wykładowców znaleźli się uznani eksperci w dziedzinie badań klinicznych i komunikacji naukowej, w tym:

Wiedza z zakresu planowania badań biomedycznych, przygotowywania do nich dokumentacji, właściwego ich doboru w zależności od pytania badawczego oraz specyfiki wybranych punktów końcowych jest niezbędna w pracy badawczej klinicystów. Kursy w ramach Akademii Komunikacji Medycznej odbywają się co prawda online, ale dzięki interaktywnemu charakterowi i ograniczonej liczbie miejsc umożliwiają żywą dyskusję, swobodne zadawanie pytań oraz wspólne rozwiązywanie problemów i wątpliwości – podkreśla dr Maria Kołtowska-Häggström, współtwórczyni kursu.

Akademia Komunikacji Medycznej to projekt edukacyjny realizowany przez Proper Medical Writing we współpracy z MEDmeetsTECH. W jego skład wchodzą cztery specjalistyczne kursy online z zakresu komunikacji naukowej, wszystkie akredytowane przez NIL.

Szczegółowy program, sylwetki wykładowców oraz możliwość rejestracji dostępne są na stronie:
www.akademiakomunikacjimedycznej.com
Podczas briefingu prasowego, który odbył się 29 lipca 2025 r., prezes Naczelnej Rady Lekarskiej, dr Łukasz Jankowski, przedstawił stanowisko samorządu lekarskiego w sprawie niespełnionych obietnic rządu dotyczących reform w ochronie zdrowia. W ostrym, ale merytorycznym wystąpieniu, przypomniał o kluczowych zobowiązaniach składanych przez Ministerstwo Zdrowia i Ministerstwo Sprawiedliwości – i wyraził rozczarowanie ich brakiem realizacji.
„Usłyszeliśmy wiele obietnic. Wiele słów. Tymczasem te obietnice pozostały jedynie w sferze mamienia nas pewną poprawą, która się nie ziściła. Zamiast wdrożenia obiecanych rozwiązań – znów gra na czas. Nowe zespoły, nowi ludzie, te same pytania. A pacjent i lekarz nadal bez ochrony” – powiedział prezes NRL. Jak dodał, „dzisiejsza konferencja ma konkretną przyczynę – chcemy pokazać, co nam przez te prawie dwa lata obiecywano, a czego nie dotrzymano ze strony rządzących”.

Wśród najważniejszych niespełnionych postulatów środowiska lekarskiego wskazano m.in. wprowadzenie tzw. klauzuli wyższego dobra, systemu no fault oraz reformy procesu refundacji leków. „Nie było spotkania w Ministerstwie Zdrowia, nie było spotkania w Ministerstwie Sprawiedliwości, na którym nie obiecywano by nam wprowadzenia klauzuli wyższego dobra” – zaznaczył Jankowski, przywołując kolejne przekładane terminy – od czerwca 2024, przez koniec 2024 roku, po wiosnę 2025. „Wiosną 2025 roku powołano w Ministerstwie Zdrowia zespół, który od nowa zaczął przyglądać się zapisom klauzuli wyższego dobra. (…) Systemu no fault do dziś nie mamy, nie mamy nawet realnej dyskusji o tym systemie”.

Podobne rozczarowanie dotyczy postulatu automatyzacji refundacji leków. „Od pierwszego dnia nowego rządu byliśmy informowani, że trwają prace nad automatyzacją procesu refundacji. (…) Automatyzacji procesu refundacji do tej pory się nie doczekaliśmy, co jest ogromnym problemem i dla lekarzy, i dla pacjentów” – mówił Jankowski. Przypomniał również o niespełnionej obietnicy wynagrodzenia lekarzy w wysokości trzech średnich krajowych. „To rząd zaczął z nami rozmowę o wynagrodzeniach. (…) To rząd obiecał lekarzom (…) trzy średnie krajowe na etacie”.

Prezes NRL zwrócił uwagę na brak realizacji wielu konkretnych punktów z „100 konkretów” rządowego programu dotyczących zdrowia. „Te postulaty ze stu konkretów, które dotyczyły zdrowia, one pozostały niespełnione” – wskazał, wymieniając m.in. brak centralnej e-rejestracji, niezrealizowane zniesienie limitów NFZ w lecznictwie szpitalnym czy brak postępów w poprawie dostępu do opieki geriatrycznej.

Prezydium Naczelnej Rady Lekarskiej w opublikowanym stanowisku nr 64/25/P-IX wyraziło „głębokie zaniepokojenie stanem, w jakim znajduje się aktualnie system ochrony zdrowia”. Zarzuciło Ministerstwu Zdrowia brak kompleksowej strategii reform, niespójność działań oraz podejmowanie decyzji niepoprzedzonych rzetelną analizą. Podkreślono, że liczne apele środowiska lekarskiego pozostają bez odpowiedzi lub trafiają do zespołów roboczych, gdzie „mimo przychylności ostatecznie nie podlegają realizacji”.

Szczególnie silny sprzeciw budzi brak działań w obszarze bezpieczeństwa zawodowego lekarzy. „Pomimo tragicznych zdarzeń (…) nie wdrożono potrzebnych zmian, takich jak: ściganie z urzędu wszelkich przejawów agresji wobec personelu medycznego, objęcie lekarzy ochroną jak funkcjonariuszy publicznych, zastrzeżenie danych osobowych w rejestrach, penalizacja zakłócania porządku publicznego w placówkach medycznych czy wdrożenie ustandaryzowanej kontroli dostępu do placówek”.

Zastrzeżenia samorządu dotyczą także jakości kształcenia. „Doprowadzono do takiego poziomu, że na forach kosmetyczek i osób wykonujących medycynę estetyczną pojawiają się pytania, jak ukończyć medycynę – najlepiej w trybie online czy eksternistycznym – nie po to, żeby potem być lekarzem, tylko żeby na pewno bezpiecznie, prawnie móc wykonywać zabiegi z zakresu branży beauty i medycyny estetycznej” – mówił Jankowski. Samorząd sprzeciwia się także utrzymywaniu uproszczonych trybów uzyskiwania prawa wykonywania zawodu i dopuszczaniu do nauczania uczelni z negatywną oceną PKA.

Kolejne punkty, których realizacji domaga się samorząd lekarski, to likwidacja receptomatów działających bez nadzoru, wdrożenie standardu teleporady, walka z dezinformacją, poprawa wyceny świadczeń, zwłaszcza w stomatologii dziecięcej i opiece geriatrycznej. „Nie widzieliśmy nawet jednej kampanii, która promowałaby profilaktykę” – wskazał prezes NRL. „Ochrona zdrowia nad seniorem dziś zależy (…) od zasobności portfela seniora i jego rodziny, a nie od systemowego wsparcia dla takiego pacjenta”.

Do głównych zarzutów środowiska lekarskiego należy także „kreatywna księgowość” w obliczaniu nakładów na ochronę zdrowia. „Po kilku miesiącach już słyszeliśmy, że ta kreatywna księgowość zostanie utrzymana. Wciąż jesteśmy karmieni danymi kreatywnymi o tym, że na ochronę zdrowia wydajemy bardzo dużo, prawie 7%. (…) My ze swojej strony widzimy, jak tych pieniędzy brakuje już w lipcu” – stwierdził Jankowski.

Naczelna Rada Lekarska apeluje o jasną strategię reform, realne działania, a nie grę na czas. „Nie chcemy kolejnych medialnych burz i fałszywych narracji. Chcemy godnych warunków pracy, jasnych zasad prawnych i systemu, który służy pacjentom, a nie politycznym interesom” – zaznaczył prezes NRL.

Na pytanie dziennikarki o przyszłość relacji z nowym kierownictwem resortu, Jankowski odpowiedział: „Nie zamykamy się dziś na współpracę z ministerstwem, ale po deklaracji pana premiera mamy poczucie, że nowemu ministerstwu może być bardzo ciężko. (…) Dziś występujemy z dużą emocją, z rozżaleniem, z poczuciem w naszym środowisku bycia oszukanymi przez rządzących. Konkretne obietnice, wiele słów, zero konkretów i na te konkrety czekamy”.

Wszystkie cytowane wypowiedzi pochodzą z komunikatu opublikowanego na stronie NIL oraz briefingu prasowego z 29 lipca 2025 r. z udziałem Łukasza Jankowskiego, prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej

Źródło: NIL Fot. Karolina Bartyzel NIL

W ostatnich miesiącach temat bezpieczeństwa pracowników ochrony zdrowia wrócił z nową siłą. Po tragicznych wydarzeniach, środowisko medyczne apeluje: potrzebujemy skutecznych narzędzi ochrony – nie tylko formalnych zapisów o funkcjonariuszu publicznym, ale realnego wsparcia. Co dziś działa? Gdzie są luki systemowe? I dlaczego ochrona fizyczna to nie wszystko?
Przemoc w placówkach medycznych wobec personelu jest faktem. Wszelkie nadużycia względem m.in. lekarzy to problem zarówno natury moralnej, jak i prawnej. Niestety nie tak prosto jest zadbać o bezpieczeństwo. – Zarządzający jednostkami ochrony zdrowia nie bagatelizują problemów z agresją pacjentów i zabezpieczeniem personelu, nie mają jednak możliwości prawnych, aby temu przeciwdziałać – mówi Katarzyna Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie, członek Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.
 
Po śmiertelnym ataku na lekarza w Szpitalu Uniwersyteckim w Krakowie, Naczelna Izba Lekarska wraz z okręgowymi izbami lekarskimi i w porozumieniu z Ogólnopolskim Związkiem Zawodowym Lekarzy oraz Krajową Izbą Ratowników Medycznych, Naczelną Izbą Aptekarską i Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych, ruszyła z ogólnopolską kampanią informacyjną, której celem jest uświadomienie pacjentowi, że personel medyczny jest chroniony tak samo jak funkcjonariusz publiczny i konsekwencją napaści na niego może być więzienie. Kampania NIL ma trafić do wszystkich placówek udzielających świadczeń medycznych: przychodni, szpitali.
 
Ochrona prawna
 
W świetle polskiego prawa: lekarzy, pielęgniarki, ratowników medycznych i farmaceutów obejmuje szczególna ochrona prawna – traktowani są jak funkcjonariusze publiczni (m. in. policjanci, strażacy). Oznacza to, że wszelkie przejawy stosowanej wobec nich przemocy (słownej czy fizycznej), mogą skutkować konsekwencjami prawnymi, w tym także karą więzienia.
 
Przepisy prawa karnego stanowią, że w przypadku naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza publicznego, grozi kara do 3 lat pozbawienia wolności. W poważniejszych przypadkach (m.in. pobicie), kara może być surowsza.
 
Sfrustrowany pacjent i przyzwolenie na arogancję
 
Coraz częściej dochodzi do ataków pacjentów na personel medyczny. Nie można nie odnieść wrażenia, że ma to związek z rosnącą frustracją pacjentów, wywołaną m. in. niewydolnym systemem ochrony zdrowia, jak i brakiem empatii. Medicalpress zapytało o opinię Katarzynę Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie, członka Związku Szpitali Powiatowych Województwa Śląskiego.
 
Frustracja z pewnością tak, ale spowodowana ogólną sytuacją na świecie, strachem, niepewnością, ogólnym zjawiskiem narastających problemów psychicznych – koreluje to ze wzrostem liczby prób samobójczych, rosnącym poziomem uzależnień. Jest to szeroki problem, który dotyka coraz większą grupę społeczną i coraz młodszych ludzi – tłumaczy prezes Michalik. – Dodatkowo społeczeństwo przekroczyło pewne granice społecznej etyki i od dawna istnieje ciche przyzwolenie na arogancję i brak szacunku do grup zawodowych starających się nieść pomoc. Dzisiaj podziw budzą influencerzy.
 
Frustrację pacjentów, jako motor agresji wobec personelu medycznego potwierdza Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej:  Oczywiście, że tak jest, dlatego najskuteczniejszym rozwiązaniem byłoby stworzyć wydolny system, w którym pacjent nie traci zdrowia i życia gnijąc w kolejkach, a personel nie jest wypalony m.in biurokracją – podsumowuje.
 
W rozmowie z Medicalpress, Tomasz Król, rzecznik prasowy Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, przyznaje, że w ich placówce także dochodzi do ataków na pracowników, zarówno tych werbalnych, jak i fizycznych. – Wewnętrzne rejestry mówią o kilkuset przypadkach w ciągu całego roku. O skali problemu mówi też to, że na samym Szpitalnym Oddziale Ratunkowym USK, w 2024 roku było ponad 400 interwencji pracowników ochrony z powodu agresywnych pacjentów – wskazuje, i dodaje: – To jest jedna, czasem dwie interwencje w ciągu dnia, a część z nich kończy się wezwaniem policji. Nie wpływa to dobrze na komfort pracy naszego personelu, szczególnie zatrudnionego na SOR. To właśnie oni udzielają pierwszej pomocy osobom, które często pojawiają się lub są przywożone w stanie upojenia alkoholowego, pod wpływem substancji psychoaktywnych czy w zaostrzeniu objawów różnego rodzaju chorób psychicznych. Specjaliści zamiast móc skupić się na swojej pracy, często muszą odpierać ataki by chronić swoje bezpieczeństwo.
 
Zadbać o jakość ochrony pracowników w szpitalach
 
Pomijając problem natury finansowej (nie wszystkie placówki mogą sobie pozwolić na wynajęcie ochrony), dochodzi do tego problem natury logistycznej – szpitale to przecież miejsca z kilkoma wejściami, wieloma gabinetami. Nie sposób wszystkiego kontrolować. – Obecnie w większości szpitali ochrona to tak naprawdę portiernia/stróżówka i w razie zagrożenia nie jest w stanie udzielić potrzebnej pomocy – mówi rzecznik NIL Jakub Kosikowski.
 
Katarzyna Michalik, prezes Szpitala w Pszczynie nadmienia problem braku odpowiednich umocowań prawnych. – Ochroniarze, wykrywacze metalu, kamery nie są lekarstwem na agresywne zachowanie pacjentów. Zarządzający jednostkami ochrony zdrowia nie bagatelizują problemów z agresją pacjentów i zabezpieczeniem personelu, nie mają jednak możliwości prawnych, aby temu przeciwdziałać.
 
Michalik zapytana o to, czy kamery w przestrzeniach placówek szpitalnych byłyby pomocne w zapobieganiu agresji i jak wytłumaczyć pacjentom, że to nie atak na ich prawa i tajemnicę lekarską, lecz zapewnienie bezpieczeństwa personelowi i im także, odpowiada: – To jest niewytłumaczalne a ciężar tłumaczenia spadłby finalnie i tak na dyrektorów i prezesów szpitali a nie na regulatora.
 
Jest to jedno z omawianych rozwiązań, tak to funkcjonuje w niektórych krajach, że nagrywane jest wejście do gabinetu oraz dźwięk – mówi rzecznik NIL.
 
Monitoring, ale pod pewnymi warunkami
 
W opinii specjalistki od prawa medycznego, adwokat Karoliny Seidel, instalacja kamer w celu zapewnienia lepszej ochrony i bezpieczeństwa personelu będzie zgodna z prawem jednak pod pewnymi warunkami. – Kamery mogą znajdować się w ogólnodostępnych częściach placówek na korytarzach, poczekalniach, w rejestracji czy ciągach komunikacyjnych. Taki monitoring nie wymaga zgody pacjenta, ale placówka powinna wyraźnie informować o jego umieszczeniu np. poprzez tabliczkę na ścianie z taką informacją – tłumaczy ekspertka.
 
Co z innymi pomieszczeniami? 
 
– Monitoring w pomieszczeniach gdzie udziela się świadczeń zdrowotnych jest możliwy, jednak aby nie naruszał praw pacjenta i tajemnicy lekarskiej, pacjent powinien wyrazić na niego zgodę. W mojej ocenie na piśmie. Ma on służyć zapewnieniu właściwej jakości udzielanych świadczeń i bezpieczeństwa. W miejscach szczególnie wrażliwych – łazienki,  szatnie i określone gabinety zabiegowe, w których mogą być uwidocznione części intymne u pacjenta, taki monitoring jest co do zasady zabroniony – wyjaśnia adwokat Karolina Seidel.
 
Kamery mogą podnieść poczucie bezpieczeństwa
 
Rzecznik USK we Wrocławiu Tomasz Król, zapytany jak wygląda ochrona w ich placówce, odpowiada, że korzystają ze wsparcia profesjonalnej firmy świadczącej usługi w zakresie ochrony osób i mienia. W obu lokalizacjach szpitala całodobowo dyżuruje kilkudziesięciu pracowników ochrony. Ponadto jest system monitoringu. – Kamery są jednym z rozwiązań technicznych, które mogą podnieść poziom poczucia bezpieczeństwa i potencjalnie wpływać na odstraszanie osób, które mogłyby planować dokonanie ataku na personel lub mienie szpitala. 20 lat temu mieliśmy 19 kamer w szpitalu, w tej chwili mamy ponad pół tysiąca. Ich umiejscowienie w żadnym przypadku nie narusza prawa pacjentów do intymności, a do nagrań ma dostęp wąska grupa pracowników – podkreśla Król, zaznaczając, że kluczowe jest budowanie świadomości społecznej na temat bezpieczeństwa pracy medyków, napotykanych problemów z komunikacją czy najważniejsze – prewencja zachowań niebezpiecznych i penalizacja agresji.

Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress

Naczelna Rada Lekarska zaapelowała do Ministerstwa Zdrowia, aby podjęło jak najszybciej działania legislacyjne mające na celu niezwłoczne uchylenie przepisów umożliwiających nabycie uprawnień do wykonywania zawodu lekarza i lekarza dentysty w trybie uproszczonym. – Dziś pracować jako lekarz w Polsce może osoba, która nie ma wiedzy medycznej, ale ma sprawną drukarkę i wydrukuje sobie dyplom uczelni – argumentuje prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski.
Zafundowano nam tzw. warunkowe prawo wykonywania zawodu (wPWZ), tryby uproszczone, pracę „na zgodę Ministra Zdrowia” bez zgody izb lekarskich już w listopadzie 2020 roku. Od czterech lat nieustannie apelujemy do rządzących o zmianę przepisów, tej zmiany przepisów się nie doczekaliśmy (…) Otwarto szeroko drzwi do wykonywania zawodu lekarza w Polsce osobom spoza granic kraju dopuszczając do tego, że mamy w Polsce osoby, które pracują jako lekarz, nie są w rejestrze izby lekarskiej, nie podlegają odpowiedzialności zawodowej, nie podlegają Kodeksowi Etyki Lekarskiej, pracują bez żadnego nadzoru i bez żadnej kontroli – podkreślał kilka miesięcy temu prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski, podczas briefingu prasowego w siedzibie NIL.
Warunkowe wykonywanie zawodu – kolejny problem systemu zdrowia
W czasie pandemii COVID-19 w 2020 roku, rząd zdecydował wprowadzić uproszczone procedury dla lekarzy spoza Unii Europejskiej. Działanie, które miało zaspokoić braki kadrowe, stało się przyczynkiem do obniżenia standardów weryfikacji kompetencji. Jak zaznacza NRL, nowe przepisy umożliwiły cudzoziemcom ubieganie się o tzw. warunkowe prawo wykonywania zawodu (wPWZ) bez konieczności nostryfikacji dyplomu, w tym bez zdawania egzaminów i przechodzenia standardowego procesu oceny kompetencji przez izby lekarskie.
Jak wskazuje prezes NRL, wskutek wprowadzenia procedur, pracować jako lekarz w Polsce może osoba, która nie ma wiedzy medycznej, ale ma sprawną drukarkę i wydrukuje sobie dyplom uczelni. – Dziś bycie lekarzem w Polsce zależy od oświadczenia, że ktoś zna język polski, co nie może być według przepisów zweryfikowane – czytamy na stronie NRL.
W tym momencie lekarz nieznający języka, o nieznanym doświadczeniu i jak wiemy nieweryfikowalnym dyplomie ma łatwiejszy dostęp do pacjentów, niż Polak absolwent uniwersytetu medycznego w UE – wskazuje w rozmowie z MedicalPress Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej. Co więcej, nawet niż Polak, który skończył studia w PL. Dodajmy, że studia w UE mają szerszy program, niż te poza. Część tych lekarzy pracuje bez żadnego nadzoru i weryfikacji, rejestracji w izbach, nie mają ubezpieczenia, a w razie błędu w sztuce nie ma organu, który by ich weryfikował (jak rzecznik i sądy lekarskie w izbach). Totalna wolna amerykanka. To jest realne zagrożenie dla pacjentów.
Apel izb lekarskich o zmianę przepisów
Mimo że środowisko medyczne od jakiegoś czasu apeluje do rządzących o zmianę wadliwych przepisów, do tej pory nie doczekało się żadnej reakcji. Sytuacja zaczyna wyglądać poważnie, pojawiły się bowiem medialne doniesienia o przypadkach pracujących lekarzy bez odpowiednich kompetencji.
Jak czytamy w opublikowanym apelu Naczelnej Rady Lekarskiej do Ministerstwa Zdrowia, kwestionowane przepisy stworzyły niebezpieczne zjawisko polegające na tym, że pewna grupa osób udzielających w Polsce świadczeń zdrowotnych może pozostawać poza lekarskim samorządem zawodowym, a to oznacza, że nie obowiązuje ich Kodeks Etyki Lekarskiej, czyli że za swoje czyny nie ponoszą odpowiedzialności przed sądem lekarskim. – Udzielanie świadczeń zdrowotnych przez osoby „zwolnione” od reżimu etyki zawodowej, jest nie do zaakceptowania dla środowiska lekarskiego, a przede wszystkim jest ogromnym zagrożeniem dla pacjentów – podkreślają w dokumencie lekarze, wskazując ponadto, że osoby, które uzyskały w uproszczonym trybie dostęp do zawodu lekarza, zwolniono spod ścisłego nadzoru merytorycznego. I tak, o ile lekarz posiadający dyplom polskiej uczelni medycznej w trakcie stażu podyplomowego pracuje pod bezpośrednim nadzorem, podobnie lekarz odbywający w Polsce specjalizację ma jasno określone zasady nadzoru przez kierownika specjalizacji i innych bardziej doświadczonych lekarzy, o tyle dla osób, które uzyskały uprawnienia w uproszczonych trybach przepisy nie ustanowiły reguł sprawowania nadzoru – oznacza to, że pracują samodzielnie albo nadzór nad ich pracą jest czysto iluzoryczny.
W opinii NRL uproszczone tryby nabywania uprawnień do wykonywania zawodu lekarza to nadzwyczajne obniżenie wymogów stawianych kandydatom ubiegającym się o możliwość wykonywania zawodu lekarza w Polsce, które wbrew oczekiwaniom ustawodawcy, nie dały zamierzonych efektów i po 4 latach funkcjonowania uproszczonego dostępu do zawodu lekarza sytuacja pacjentów w Polsce nie uległa oczekiwanej poprawie. – W tej sytuacji, kierując się troską o bezpieczeństwo pacjentów, samorząd lekarski apeluje do Ministra Zdrowia o podjęcie działań legislacyjnych zmierzających do uchylenia przepisów dotyczących warunkowego prawa wykonywania zawodu lekarza oraz prawa wykonywania zawodu lekarza przyznawanego na określony zakres czynności zawodowych, czas i miejsce zatrudnienia w podmiocie leczniczym – czytamy w podsumowaniu apelu.

Bezpieczeństwo pacjenta
Ogólnopolski Związek Zawodowy Lekarzy (OZZL) w pełni popiera stanowisko Naczelnej Rady Lekarskiej. Należy działać niezwłocznie, póki nie doszło do tragedii. – Nie posiadamy żadnych informacji o tym, że brak kompetencji doprowadził do uszczerbku na zdrowiu – powiedziała medicalpress, przewodnicząca OZZL Grażyna Cebula-Kubat.
 
Źródło: NIL 
Autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress
Proper Medical Writing wraz z MEDmeetsTECH uruchamia program edukacyjny pn. „Akademia Komunikacji Medycznej”cykl kursów online, z zakresu komunikacji naukowej, akredytowanych przez Naczelną Izbę Lekarską,  skierowany do lekarzy, rezydentów, doktorantów oraz naukowców.
Pierwszy z uruchamianych kursów „Publikowanie bez tajemnic” – uczy skutecznego dzielenia się wiedzą naukową oraz przygotowywania publikacji zgodnie z obowiązującymi standardami. Podkreśla znaczenie publikowania w recenzowanych czasopismach naukowych, a także rozwija umiejętności krytycznego czytania i oceny publikacji innych autorów. Uczestnicy zdobywają wiedzę o kluczowych aspektach procesu wydawniczego, współpracy z recenzentami, analizie metodologii i wyników badań. Dodatkowo kurs obejmuje podstawy statystyki niezbędne do prawidłowej interpretacji i prezentacji wyników badań naukowych. Kurs został zaakceptowany przez Naczelną Izbę Lekarską i umożliwia uzyskanie łącznie aż 24 punktów edukacyjnych. Wśród wykładowców znaleźli się m.in. dr Maria Kołtowska-Häggström, dr n. med. i n. o zdr. Michał Piotrowski, dr n. biol. Paweł Boguszewski oraz dr n. med. Karolina Beda-Maluga.

To pierwszy tak kompleksowy kurs z zakresu komunikacji naukowej dla lekarzy i badaczy. Łączy teorię z praktyką, przekładając wymagające standardy publikacyjne na jasne i przystępne wskazówki. Dzięki temu uczestnicy mogą nie tylko lepiej pisać, ale przede wszystkim skuteczniej dzielić się swoją wiedzą z innymi” – mówi dr Maria Kołtowska-Häggström, współtwórczyni kursu.

Kurs Publikowanie bez tajemnic startuje już w końcówce maja, natomiast kolejne kursy na jesieni – „W świecie badań biomedycznych”, „Źródła informacji medycznej” oraz „Prezentowanie informacji medycznych”.

Szczegółowy program szkoleń, możliwość rejestracji oraz pełne informacje o wykładowcach są dostępne na platformie szkoleniowej Akademii Komunikacji Medycznej akademiakomunikacjimedycznej.com.

źródło: MEDmeetsTECH

Od stycznia tego roku zaczął obowiązywać w nowym brzmieniu Kodeks Etyki Lekarskiej. Czy zmiany w kodeksie są znaczące dla systemu to kwestia dyskusyjna. Na pewno zostały wypracowane lepsze relacje lekarz-pacjent. – Mamy poczucie, że wiele rzeczy udało się uprzystępnić, choćby kwestie kolejności przyjęć, czy uporczywej terapii – mówi Jakub Kosikowski Rzecznik Prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej.
Znowelizowany Kodeks Etyki Lekarskiej stanowi pierwszą nowelizację kodeksu od 20 lat.

Jakub Kosikowski Rzecznik Prasowy NIL, w rozmowie z Medicalpress, zapytany czy naniesione zmiany są w pełni satysfakcjonujące, czy to raczej wypracowany kompromis, odpowiada:
Nasza opinia nie ma znaczenia, KEL tworzy najwyższa władza lekarska czyli Krajowy Zjazd Lekarzy. Skoro lekarze przyjęli takie rozwiązania, to znaczy, że są one dla środowiska satysfakcjonujące. KEL zawsze jest kompromisem wobec oczekiwań środowiska, bo to środowisko go tworzy.

Media społecznościowe i zasadnicze zmiany
Znaczące zmiany widoczne są szczególnie w temacie mediów społecznościowych i korzystania z nich. Wyraźnie została zaznaczona konieczność zachowania standardów natury etycznej, ale nie tylko. Istotne tutaj jest także odpowiedzialne promowanie zdrowego trybu życia czy przestrzeganie zasad rzetelnej komunikacji z odbiorcą.

Nie zapomniano i o dyskusyjnej od pewnego czasu kwestii, czyli reklamie usług medycznych – w tym obszarze nowe zapisy stawiają na przejrzystość, uczciwość i zgodność z prawem.

Relacje lekarz-pacjent
W KEL nie zabrakło tak ważnego tematu jak relacje lekarza z pacjentem. Tutaj podkreślono istotę umocnienia wzajemnego zaufania, a także zrozumienia potrzeb chorego.
Jak wskazuje Jakub Kosikowski Rzecznik Prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej – Mamy poczucie, że wiele rzeczy udało się uprzystępnić, choćby kwestie kolejności przyjęć, czy uporczywej terapii.

Ważna sztuczna inteligencja
Sztuczna inteligencja to zupełnie nowy obszar w etyce lekarskiej. Kodeks w swoim nowym brzmieniu między innymi przewiduje możliwość korzystania z algorytmów AL w pracy lekarza, jednak przy zachowaniu określonych warunków (lekarz ma obowiązek powiadomić pacjenta, że przy stawianiu diagnozy czy też w procesie terapeutycznym, zostanie wykorzystana sztuczna inteligencja. Należy uzyskać świadomą zgodę pacjenta). Lekarz może zastosować wyłącznie te algorytmy sztucznej inteligencji, które zostały dopuszczone do użytku medycznego, jak i posiadają odpowiednie certyfikaty.

Jesteśmy na progu rewolucji i musieliśmy się przygotować na to, że pewnego dnia AI zacznie pomagać lekarzom w diagnostyce i leczeniu. – podsumowuje rzecznik NIL.

Wzrost znaczenia telemedycyny
W znowelizowanym Kodeksie Etyki Lekarskiej sporo miejsca znalazło się dla telemedycyny, której znaczenie wzrosło w czasie pandemii COVID-19. W tym obszarze zostały wprowadzone zasady odnoszące się do procesu świadczenia usług medycznych na odległość. Lekarz zatem ma obowiązek przestrzegać takich samych standardów jak w przypadku wizyt osobistych, aby móc zapewnić odpowiednią jakość opieki. Przepisy precyzują kwestię przeprowadzania konsultacji telemedycznych przez lekarza, ale tylko w przypadku, gdy jest to możliwe i bezpieczne dla pacjenta. Lekarz ma obowiązek poinformować pacjenta o ograniczeniach teleporady w porównaniu z osobistym kontaktem.

Nowe pojęcia w Kodeksie  
Kodeks w nowej odsłonie zyskał także nowe pojęcia: „terapia daremna”, „aktualna wiedza medyczna” – zastąpią używane do tej pory sformułowanie: „współczesnej wiedzy medycznej”.
To nie koniec zmian, kolejne jak: „chory” zamiast „pacjent” czy „powinien” na „ma obowiązek” – mają nadać przepisom nie tylko klarowność i jednoznaczność, ale i precyzyjnie określić zobowiązania lekarza w kwestii etycznej.

Kondycja systemu
Czy wprowadzone w Kodeksie zmiany wpłyną pozytywnie na kondycję systemu?  
Co do systemu – nie ma tu zbyt wiele punktów, które mogłyby usprawnić system, tutaj najwięcej do popisu mają politycy – wskazuje Jakub Kosikowski Rzecznik Prasowy NIL.

Bez wątpienia znowelizowany KEL to bardziej dostępna, transparenta i przede wszystkim odpowiedzialna medycyna, która nie boi się iść z postępem czasu, stawiając na nowe technologie. Jednak jak zawsze w takich procesach, należy uzbroić się w cierpliwość, bo wdrażanie nowych zasad jest długotrwałe i wiąże się z adaptacją.
 
 
autor: red. Katarzyna Redmerska, Medicalpress
 
Przyjęta przez sejm nowelizacja ustawy o Centrum Medycznym Kształcenia Podyplomowego (CMKP) wprowadza kluczowe zmiany w strukturze instytucji, jak i samej jej funkcji – nowe przepisy wnoszą m.in. zmianę sposobu wyboru dyrektora. Co jeszcze ulega zmianie? Jak oceniają zmiany organizacje medyczne?
Senacka komisja zdrowia poparła nowelizację ustawy o Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego. 

Przygotowana przez resort zdrowia nowelizacja wiele zmienia
Wraz z nowymi przepisami zmianie uległ sposób wyboru dyrektora Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego – od teraz to minister zdrowia jest władny powołać na czteroletnią kadencję dyrektora CMKP i będzie się to odbywało w drodze konkursu. Zespół wybierający dyrektora stanowić będą: trzej przedstawiciele ministra zdrowia, dwóch reprezentantów Naczelnej Rady Lekarskiej oraz jedna osoba reprezentująca Naczelną Radę Pielęgniarek i Położnych.
Do tej pory powoływanie dyrektora placówki CMKP, należało do kolegium elektorów, które tworzyli nauczyciele akademiccy.  

Bardzo istotnym elementem wprowadzonych zmian jest przeniesienie zadań Centrum Kształcenia Podyplomowego Pielęgniarek i Położnych do Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego.

Ponadto nowe przepisy wprowadzają ujednolicenie przeprowadzania państwowego egzaminu specjalizującego pielęgniarek i położnych. Mają zostać wypracowane jednolite kryteria egzaminacyjne dla wszystkich zawodów medycznych.

Upolitycznienie organizacji?
Nowe przepisy nie zostały przyjęte przez wszystkich z entuzjazmem. W opinii krytykujących zmiany wybrzmiewa znacząco problem ewentualnego upolitycznienia organizacji, co bez wątpienia wpłynęłoby w sposób negatywny na jakość kształcenia.

Swoje obawy w sposobie powoływania dyrektora i rzekomej wizji utraty autonomii CMKP wyraziła uczelnia CMKP. Organizacje medyczne: Stowarzyszenie Rezydentów OZZL, Konfederacja Lewiatan – także są zaniepokojone.

W ocenie Międzynarodowego Stowarzyszenia Studentów Medycyny IFMSA-Poland, zmiany oznaczają podporzadkowanie CMKP ministerstwu zdrowia, co prowadzi do upolitycznienia placówki i co za tym idzie w ostateczności może zaowocować negatywnymi skutkami w zakresie poziomu kształcenia podyplomowego.

Jak wskazuje OZZL, publikując w swoich social mediach – jednostki audytujące i akredytujące powinny charakteryzować się niezależnością. W żadnym razie MZ nie powinno mieć wpływu na wybór, a tym bardziej wyznaczać dyrektora CMKP.

NIL na tak w temacie zmian
Zmiany są słuszne i zgodne – opiniuje Naczelna Izba Lekarska z prezesem Naczelnej Rady Lekarskiej Łukaszem Jankowskim. Jak podkreśla Jankowski, przyjęte zmiany to jedynie minimum i ich wprowadzenie nie powinno wzbudzać kontrowersji. Prezes zauważa, że na mocy ustawy o izbach lekarskich, w gestii samorządu lekarskiego jest kształcenie lekarzy i lekarzy dentystów. W związku z tym NIL będzie dążyć do uzyskania dalszych uprawnień w tym zakresie.

Nowe przepisy wchodzą w życie z dniem 1 stycznia 2025 roku. Niektóre zapisy mają obowiązywać jednak już wcześniej.

   
źródło: PAP, NIL
opracowanie: red. Katarzyna Redmerska
Mijają właśnie dwa lata od wprowadzenia w pierwszych przychodniach jednej z najważniejszych reform w ochronie zdrowia w ostatnich dekadach: opieki koordynowanej. Jej cel był jasny: umożliwienie pacjentom kompleksowego leczenia w POZ, prowadzonego przez zaufany personel medyczny i specjalnego koordynatora. Najnowsze badanie przeprowadzone przez Fundację MY PACJENCI pokazuje, że program spełnia pokładane w nim nadzieje.

Wyniki ankiety przeprowadzonej wśród ponad tysiąca pacjentów korzystających z opieki koordynowanej zostały zaprezentowane podczas konferencji w Centrum Prasowym PAP. Uczestniczyli w niej przedstawiciele instytucji i środowisk, będących jednocześnie współautorami tego przełomowego dla bezpieczeństwa oraz dobrostanu milionów Polaków programu – organizacje pacjentów, Ministerstwo Zdrowia i NFZ, stowarzyszenia lekarskie.

„Opinie respondentów objętych naszym badaniem pokazują, że możliwe jest wprowadzanie pozytywnych i dobrze ocenianych przez pacjentów zmian w polskim systemie ochrony zdrowia. Nasi rozmówcy deklarują, że są angażowani w podejmowanie decyzji terapeutycznych, mają zaufanie i dostęp do personelu medycznego, a diagnostyka przebiega zgodnie z planem i w sposób terminowy” – tłumaczyła Magdalena Kołodziej, prezes Fundacji MY PACJENCI.

W modelu opieki koordynowanej to w Poradni Podstawowej Opieki Zdrowotnej (POZ) odbywa się cały proces leczenia: od diagnostyki, po badania (dotychczas leżące najczęściej w kompetencji lekarzy specjalistów), aż po monitorowanie stanu pacjenta i doraźną pomoc. Wszystko jest oparte na indywidualnym planie leczenia, uwzględniającym konsultacje między lekarzem POZ a różnymi specjalistami, nad którego prawidłowym przebiegiem czuwa specjalny koordynator.

„Model opieki koordynowanej został wdrożony w odpowiedzi na potrzebę poprawy skuteczności opieki nad coraz większą liczbą pacjentów z chorobami przewlekłymi i wielochorobowością. U jego podstaw leży zmiana paradygmatu z udzielania pomocy w sytuacjach epizodycznych w kierunku podejścia długofalowego i zapobiegawczego” – komentowała prof. Agnieszka Mastalerz-Migas, pełnomocnik Ministerstwa Zdrowia ds. wdrożenia opieki koordynowanej.

Dostęp do opieki koordynowanej z miesiąca na miesiąc staje się doświadczeniem coraz większej liczby pacjentów w całym kraju.

„Odsetek ośrodków POZ realizujących opiekę koordynowaną od momentu jej wprowadzenia ciągle rośnie: obecnie jest to ponad 2270 placówek, co oznacza, że możliwość skorzystania z tego modelu ma już niemal połowa populacji Polski. Co więcej, pozytywne opinie pacjentów, wyrażone m.in. w omawianym badaniu, stanowią dla nas argument, by ten projekt kontynuować i stale rozbudowywać” – zadeklarował Maciej Karaszewski z Narodowego Funduszu Zdrowia.

Z badania Fundacji MY PACJENCI wynika, że aż 95 proc. pacjentów objętych tym modelem opieki ma poczucie, że ich potrzeby czy sugestie były uwzględnianie na etapie konsultacji z lekarzem. Ponad 90 proc. respondentów stosuje się do jego zaleceń i nie dostrzega potrzeby sięgania po dodatkowe opinie czy konsultacje poza swoją placówką POZ.

„Wracamy do pryncypiów medycyny rodzinnej: budowania relacji z pacjentami, planowania długofalowej opieki nad nimi. Mówimy dziś o sukcesie nie tylko ostatnich dwóch lat funkcjonowania modelu opieki koordynacyjnej, ale również poprzedzającego je okresu pilotażu i ciężkiej pracy koncepcyjnej wielu ludzi, niesionych ideą pomocy pacjentom” – podkreślał dr Aleksander Biesiada z Polskiego Towarzystwa Medycyny Rodzinnej.

Bardzo pozytywnie oceniana jest także funkcja koordynatora leczenia – pytane przez Fundację MY PACJENCI osoby podkreślają, że efektywnie pomaga im on na każdym etapie procesu diagnostycznego i terapeutycznego. Ponad 91 proc. respondentów w ankiecie Fundacji MY PACJENCI potwierdziło zaangażowanie koordynatora, a 97 proc. było zadowolonych z jakości jego pracy.

„Uważam, że opieka koordynowana powinna przejąć wszystkich pacjentów i ich potrzeby: od badań profilaktycznych po szczepienia. Chorzy powinni być kierowani do szpitali tylko w wyjątkowych sytuacjach, wymagających unikalnego sprzętu czy kompetencji. Idealną sytuacją byłoby, gdyby pacjenci zaczęli konsultować ze swoimi lekarzami rodzinnymi, czy specjalista przepisał im właściwe leki bądź kuracje, a nie odwrotnie” – powiedział Michał Dzięgielewski z Ministerstwa Zdrowia.

Prowadząca debatę Ewelina Nazarko-Ludwiczak z Fundacji MY PACJENCI dodała, że badaniu towarzyszyły pogłębione wywiady z 16 pacjentami korzystającymi z opieki koordynowanej. Wynika z nich, że wśród ankietowanych przewija się poczucie bezpieczeństwa i satysfakcji, a także nadzieja na rozciągnięcie dobrych praktyk na kolejne obszary: rehabilitację, psychologię, neurologię.

„Wprowadzenie i rozwój opieki koordynowanej skutkują już obecnie znacznym wzrostem dostępności świadczeń zdrowotnych, również w mniejszych ośrodkach miejskich czy na terenach wiejskich. Pozostajemy jednak wciąż na początku długiej drogi: musimy teraz skoncentrować się na zachęcaniu specjalistów, takich jak kardiolodzy czy diabetolodzy, by chcieli coraz liczniej dołączać do programu” – komentował Filip Pawliczak z Naczelnej Izby Lekarskiej.

Jednym z fundamentalnych osiągnięć opieki koordynowanej jest wyraźne skrócenie czasu oczekiwania na badania. Przykładowo, objęci nią pacjenci czekają na założenie holtera EKG średnio 2,5 tygodnia wobec 16 tygodni w „tradycyjnym” systemie. Biopsja tarczycy wykonywana jest natomiast po zaledwie trzech zamiast po 22 tygodniach.

„Dlatego wprowadzenie opieki koordynowanej uważam za jedną z najważniejszych reform w systemie ochrony zdrowia w ostatnich dekadach. Skróceniu czasu diagnostyki towarzyszy poczucie bezpieczeństwa, również bardzo istotne dla powodzenia każdej terapii” – argumentował Jakub Adamski, reprezentujący Rzecznika Praw Pacjenta.

Z przedstawicielem RPP zgodził się dr Tomasz Zieliński, wiceprzewodniczący Porozumienia Zielonogórskiego.
„Kiedyś sam nie byłem entuzjastą idei organizowania opieki koordynacyjnej, jednak po zgłębieniu tematu dostrzegłem w niej szansę na gruntowną zmianę roli POZ w całym systemie ochrony zdrowia i możliwość pełnego zaopiekowania pacjenta w ramach najbliższej mu placówki” – wskazywał ekspert.

Uczestnicy debaty zgodzili się, że pomimo ewidentnego sukcesu dotychczasowego funkcjonowania opieki koordynowanej nie należy spoczywać na laurach. System wciąż wymaga udoskonaleń (chociażby podkreślania, że POZ to nie tylko lekarze, ale cały personel, na czele z pielęgniarkami mogącymi wykonywać większość czynności medycznych) oraz coraz większego finansowania (wraz z dołączaniem kolejnych placówek), a także pewnych zmian organizacyjnych.

„Ostatecznie dążymy przecież do odwrócenia tzw. piramidy świadczeń zdrowotnych, czyli przeniesienia ciężaru lecznictwa szpitalnego do ambulatoryjnej opieki specjalistycznej oraz podstawowej opieki zdrowotnej. Aby to się udało, opiekę koordynowana musi być dostępna w minimum 60 – 70 proc. placówek. Bez tego żadne zmiany systemowe okażą się niemożliwe” – konkludował Paweł Żuk ze Stowarzyszenia IFIC Polska.

Z pełnymi wynikami badania można się zapoznać na stronie Fundacji.

źródło: PAP 

 

Najnowszy raport pt. „Jak obecnie Polacy korzystają z usług stomatologów?” pokazuje, że blisko 40% rodaków wolałoby z daleka omijać gabinety dentystyczne głównie z powodu zbyt wysokich kosztów leczenia i wizyt. Prawie 39% mówi o strachu przed biały fartuchem i samym lekarzem. Lęk przed bólem odstrasza niemal 30% Polaków. Negatywne doświadczenia zniechęcają ponad 22% społeczeństwa. Do tego długie kolejki do specjalistów demotywują przeszło 20% pacjentów. Wygląd i odgłos używanych narzędzi wskazuje ponad 20%. Na niekompetencję i brak zaufania do lekarzy lub całego personelu wskazuje razem zaledwie 14% społeczeństwa. Zatem widać, że ogólnie pieniądze bardziej doskwierają pacjentom niż fizyczny ból.
Koszty straszą najbardziej 
Obecnie zbyt wysokie koszty usług najbardziej zniechęcają Polaków do leczenia stomatologicznego oraz samych wizyt. Dotyczy to blisko 40% rodaków w wieku 18-80 lat. Tak wynika z raportu pt. „Jak obecnie Polacy korzystają z usług stomatologów?”, opartego na specjalnym badaniu opinii publicznej. Ankietowani mogli wskazać kilka powodów niechęci do korzystania z usług dentystycznych.
– Koszty utrzymania praktyk stomatologicznych drastycznie wzrosły na przestrzeni ostatnich trzech lat. Tak samo ma się sytuacja ze wszelkimi usługami, nie tylko medycznymi. Niemniej jeżeli pacjent dba o jamę ustną, to wyleczony ząb nie potrzebuje ingerencji przez lata. Dla porównania, z obsługi fryzjera czy kosmetyczki Polacy korzystają średnio raz w miesiącu, a to też nie jest przecież tanie. Otwarcie, utrzymanie i rozwój gabinetu stomatologicznego bardzo drogo kosztuje. Na cenę wyleczonego zęba ma wpływ masa składowych czynników. Pacjenci nie mają tej świadomości. Dostrzegają jedynie ostatnie 30 min. pracy przy leczeniu – komentuje Paweł Barucha, wiceprezes ds. stomatologii w Naczelnej Izbie Lekarskiej (NIL).

Jak podkreśla współautor raportu dr n. med. Piotr Przybylski z kliniki Implant Medical, od wielu lat polityka państwa mocno kuleje w kwestii stomatologii, zmuszając niejako pacjentów do prywatnego leczenia. – Z usług realizowanych w ramach NFZ z reguły korzystają tylko ci, którzy są w naprawdę trudnej sytuacji finansowej. Dlatego nie dziwi mnie, że Polacy wskazują czynnik finansowy na pierwszym miejscu. Obawiam się również, że ten stan szybko się nie zmieni, bo ceny nie będą spadać, a leczenie na Fundusz niestety dalej pozostanie słabej jakości – przewiduje ekspert.

Biały fartuch, ból i złe wspomnienia
Strach przed białym fartuchem i lekarzem zniechęca do korzystania z usług stomatologicznych blisko 39% dorosłych Polaków. – Jako wieloletni praktyk widzę, że faktycznie pacjenci często obawiają się kontaktu ze stomatologiem. Wynika to przede wszystkim z tego, że leczenie zębów wiąże się z pewnego rodzaju dyskomfortem. I chociaż rolą lekarzy jest zapobieganie niekorzystnemu rozwojowi sytuacji, to pacjenci i tak boją się kontaktu z nimi. W dużej części obawy te są zupełnie niepotrzebne, ale często strach przed wizytą bywa mocniejszy od racjonalnego podejścia do sprawy – stwierdza dr n. med. Piotr Przybylski.

Bólu związanego z leczeniem obawia się prawie 30% ankietowanych. I ta kwestia zamyka TOP3 niechęci do korzystania z usług stomatologicznych. – W naszych czasach jest to bardziej wymówka niż prawdziwa przyczyna unikania stomatologów. Współcześnie lęk przed dentystą na szczęście występuje coraz rzadziej. Aktualne metody znieczulania pozwalają skutecznie zredukować ból podczas leczenia. Dbałość o zęby kojarzy się obecnie z białym uśmiechem, co nie jest do końca prawdą. Zdrowa jama ustna ma ogromny wpływ na cały organizm człowieka. Dlatego też tak istotna jest stała kontrola – przekonuje Paweł Barucha.

Negatywne doświadczenia wyniesione z poprzednich wizyt bądź ze wcześniejszego leczenia odstraszają ponad 22% dorosłych pacjentów. – Według moich obserwacji, faktycznie część pacjentów je ma. Może to wynikać z kontaktu z personelem medycznym lub z samym lekarzem, ale także w związku z prowadzeniem mało przyjemnego procesu leczenia. Natomiast w dużej większości ww. doświadczenia są efektem tego, że pacjenci pewnych rzeczy nie rozumieją i nie stosują się do wydawanych zaleceń. Oczywiście sami lekarze często też nie tłumaczą wszystkiego w sposób jasny i klarowny, z czego później wynikają różnego rodzaju problemy. Zdarza się również, że oni sami popełniają błędy – uważa współautor raportu.

Kolejki do gabinetu strachów
TOP5 niechęci do usług stomatologicznych zamyka długie oczekiwanie w kolejce do specjalisty. Odstrasza ono ponad 20% społeczeństwa. – Kolejki będą rosły, jeżeli nie będzie więcej lekarzy dentystów posiadających specjalizację. Od lat samorząd lekarski domaga się większej liczby miejsc specjalizacyjnych dla lekarzy dentystów. Niestety nie zależy to od nas. Potrzebujemy nowych specjalistów w każdej dziedzinie tak, aby cykl szkolenia nie został przerwany – zauważa ekspert z Naczelnej Izby Lekarskiej.

Do tego należy wskazać, że ponad 11% dorosłych Polaków odstrasza specyficzny zapach gabinetu. Przeszło 10% pełnoletnich rodaków wskazuje na odgłos urządzeń, np. dźwięk pracującego wiertła. Nieco więcej niż 9% respondentów zniechęca do leczenia wygląd specjalistycznych narzędzi. – Z mojego doświadczenia wynika, że u pacjentów często uruchamia się spirala strachu, np. po włączeniu wiertła. Z reguły wówczas mocno się usztywniają i utrudniają prowadzenie dalszych czynności medycznych. Ale jak widać po badaniu, są rzeczy, których Polacy bardziej się obawiają, niż wyglądu specjalistycznych narzędzi bądź pochodzących z nich odgłosów – zwraca uwagę ekspert z Implant Medical.

Na samym końcu rankingu jest silne oświetlenie gabinetu, które źle znosi blisko 5% badanych. Prawie 6% ankietowanych odstrasza niekompetencja lekarzy lub brak zaufania do nich. A przeszło 8% to samo twierdzi na temat całego personelu. – To wyraźnie pokazuje, że pacjenci mają duże zaufanie do lekarzy i personelu stomatologicznego. To oczywiście cieszy, ale m.in. jest to pokłosie tego, że ww. osoby często odbywają różnego rodzaju dodatkowe szkolenia i cały czas intensywnie podnoszą swoje kwalifikacje medyczne. Szczególnie mówimy tutaj o prywatnej stomatologii. Do tego mają one dobre podejście do pacjentów, które – jak widać – jest doceniane przez Polaków – podsumowuje dr n. med. Piotr Przybylski.
 
 
źródło: MondayNews